Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

Blogi społeczności

  1. listy do dusz

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 61
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Odwaga to jedna z tych cech które w dzisiejszym świecie decydują o tym czy nasze życie będzie udane.Czy wyciśniemy z niego każdą krople czy tylko liźniemy po jego powierzchni.W czasach gdy nasi przodkowie  uganiali się za dziką zwierzyną na słonecznej sawannie nie mieli wielkiego wyboru.By przeżyć musieli pokonywać swój strach.W dzisiejszych czasach gdy maszyny wykonują większość pracy za nas -do przeżycia nie potrzeba już odwagi.Praca w fabryce w której przez osiem godzin wykonujemy te same czynności  nie wymaga odwagi .Zapewnia natomiast bezpieczeństwo.Ciągłe bezpieczeństwo i brak jakichkolwiek wyzwań doprowadza człowieka do stagnacji-człowiek umiera za życia.Stąd w dzisiejszym świecie mamy taki problem z depresją i innymi chorobami psychicznymi.Ludzie są zanudzeni przebywaniem w swojej strefie komfortu.Nie mają jednak odwagi żeby z niej wyjść.

     

    Czym jest odwaga?

    Odwaga to dążenie do swoich celów  mimo lęku.Człowiek odważny różni się od tchórza tym ,że gdy odczuwa lęk to jest w stanie go przekroczyć.Myślicie ,że ludzie których społeczeństwo uznaje za wielkich nie znali strachu?Gdy Juliusz Cezar miał stoczyć sławną bitwę pod Farsalos nie spał całą noc.Zdając sobie sprawę z przeważającej liczebności Pompejusza czuł strach.Wierzył jednak w wyszkolenie swoich jednostek i swoją taktykę.Droga odwagi jest tak na prawdę drogą duchową.Na jej końcu znajdziemy rozpłynięcie się ego.Łatwo jednak zdarza się nam   pomylić odwagę z strachem.Często odpowiedzią na strach jest atak-dlatego często wydaje nam się ,że ludzie agresywni są odważni.Dla przykładu osobami zamożnymi są często osoby bojące się biedy.Takie osoby nie potrafią cieszyć się swoim bogactwem .Jest w nich strach ,który nie pozwala ani na chwile rozluźnienia. 

     

    Po co odwaga?

    -Im więcej masz w sobie odwagi tym pełniej żyjesz.Szczerość,miłość,mądrość nie jest możliwa bez odwagi.Jak możesz kogoś kochać jeśli nie zaryzykujesz i nie odsłonisz przed nim głębi swojej istoty?Jak możesz stać się mądry jeśli nie zaryzykujesz całej poznanej do tej pory wiedzy -która może okazać się nieprawdziwa?Odwaga wiąże się z życiem,z jego dynamiką.Strach jest jej przeciwieństwem -jest to obroną,chęcią zamknięcia się w znanym .

    -Dzięki odwadze możesz być sobą.W dzisiejszym świecie sztuczność przekroczyła granice dobrego smaku.Media kreują wzorce do których ludzie mają się wpasować.Takie wzorce to np.:biznesmen,lekkoduch,dobry mąż ,żona,singiel.Każdy taki wzorzec ma swój ideał do którego ludzie mają dążyć.Ideał ten jest jednak niemożliwy do osiągnięcia w prawdziwym świecie.Ten brak autentyczności i pogoń za ideałem powoduje ogromne zapotrzebowanie na wypełnienie tej pustki :drogim zegarkiem,samochodem czy piękna kobieta z którą można się pokazać.Ta fałszywa tożsamość często nazywane jest ego.To ego odpowiedzialne jest za cierpienie psychiczne w naszym życiu.Tylko dzięki odwadze możemy rozpuścić nasze ego i cieszyć się nasza prawdziwą istotą .Naszą "prawdziwą" naturą jak określa to Buddyzm Zen.Prawdziwa natura nie wymaga akceptacji społeczeństwa,samo wyrażanie się jest dla niej szczęściem.Osoba taka jeśli jest np.artystą cieszy się z samego stwarzania.Nie patrzy w pierwszej kolejności na zyski,choć zyski przychodzą same bo ludzie wczuwają w  dziełach takiej osoby  autentyczność. 

     

    Jak żyć odważnie:

    Życie odważne to przyjmowanie życia przez serce.Życie przez serce jest zawsze niebezpieczne.Przyjaciel może nas zdradzić,dziewczyna oszukać , możemy zostać wyśmiani.Ale jedynie przez taki sposób życia możemy odczuć jego pełnie.Gdy idziemy drogą serca nasza czujność i intelekt rozwija się.Nie mamy łatek przyklejonych z góry dla każdego człowieka,sytuacji.Poruszamy się zawsze w tym co nieznane.Takie warunki sprzyjają rozwojowi.Dziecko szybko się uczy,jest tak dlatego ,że podchodzi do świata z wielką otwartością.Nieraz się sparzy,nieraz będzie miało obdrapane kolana ,ale jeśli będzie wyciągać wnioski to będzie wzrastać.Na tej drodze można upaść ale trzeba starać się nie popełniać dwa razy tego samego błędu. Pomocna może być medytacja,gdy medytujemy zaczynamy mieć bliższy kontakt z naszymi lękami.Medytacja powoduje  uświadomienie tych lęków i stopniowe ich  rozpłyniecie.

  2. GluX
    Ostatni wpis

    Frajer, a Kozak

     

     

     

     

     

    Jaka jest różnica między tym, kogo nazywamy frajerem, albo nie nazywamy ale podświadomie uważamy, że pasuje do takiej osoby takie określenie, a kimś kto wzbudza podziw, szacunek - jest kozakiem. Gdzie leży ta cienka linia między tym gdzie chłopiec się kończy, a zaczyna mężczyzna? Gdzie jest to ta różnica? W prostej różnicy:

     

    Cytuj

    Frajer jest tam gdzie dominuje "dlaczego", kozak zaczyna się tam gdzie rządzi "po co".*


    tim-and-eric-mind-blown.gif

     

    * gdyby prawda objawiona była bardziej skomplikowana to nie byłaby prawdą - potężne zasady mają zawsze charakter prostej i wyraźnej zmiany.

     

    Teraz dokumentacja i kilka przemyśleń:

     

    Co usłyszysz, jeśli spytasz frajera o działanie? "Dlaczego to zrobiłeś?"

     

    -Bo wszyscy tak robili

    -Bo co rodzice/koledzy/inni pomyślą

    -Bo to przecież tradycja

    -Bo mam kredyt hipoteczny/zobowiązania

    -Bo muszę utrzymać dzieci

    -Bo szef mnie zwolni

    -Bo jestem zmęczony

     

    W skrócie:

     

    -Bo + wyobrażenie zagrożenia naszego komfortu

     

    Co charakteryzuje zawsze frajera to jego silne "BO", "BO"  to motywacja (z łaciny "motivus" czyli ruchomy). Motywacja to szukanie swojego "BO". Ale "BO" jest zwodnicze. Dajmy przykład który jest zawsze popularny, z racji że mamy niedługo lato - to temat chudnięcia. (zawsze przypuszczaj, że większość ludzi to frajerzy - wierz mi, często nie będziesz się mylił)

     

    Osoba chudnie, cieszy się nową figurą i w 3/4 przypadkach wraca do poprzedniego stanu - figury. Zjawisko to jest zawsze skorelowane z motywacją, czyli swoim uzasadnieniem. A jakie jest najczęstsze uzasadnienie jeśli o takie postanowienia noworoczne? "Bo nie chcę, być gruba", "Bo chcę poczuć, że mogę być ładna" "Bo chcę sobie coś udowodnić" itp.

     

    Co się dzieje, gdy osoba osiągnie to co chciała? MOTYWACJA ZANIKA I BRAKUJE MOTYWU. Jak jesteś już atrakcyjny, to po co to utrzymywać dalej? Trenować i trzymać dietę, skoro można oglądać filmy i jeść ciastka od rana?

    Wtedy pęka bańka, którą srołcze świetnie sprzedają w swoich książkach, a Ty jesteś na szczycie Mount Everest i nie wiesz co dalej.

     

    Nie wierzysz? Spytaj się każdego żula/ćpuna/pracoholika/alkoholika/seksoholika/osobę uzależniona od czegokolwiek, oni uwielbiają się tłumaczyć.

     

    Podświadomie lepiej mają to zaprogramowane kobiety - jako pogardę do słabości - spróbuj coś wytłumaczyć kobiecie i zacznij się usprawiedliwiać. Patrz tylko jak z każdą sekundą traci do Ciebie szacunek. Dominujący mężczyźni mają podobnie widząc słabość.

     

    I tutaj z pomocą przychodzi nam postawa kozaka!

     

    Kozak to osoba, która się charakteryzuje silnym "po co". Gdy spytasz taką osobę "dlaczego coś robi?" - mimo, że samo pytanie już nakierowuje na motywację - to kozak zrozumie pytanie jako "po co to robię" i odpowie następująco:

     

    -Żeby awansować

    -Żeby zarobić więcej pieniędzy

    -Żeby odpocząć

    -Żeby się dobrze czuć

    -Żeby być w dobrej formie

    -Żeby być zdrowym

    -Żeby wyjechać na wymarzoną wycieczkę i zwiedzać

    -Żeby się poznać nową kulturę

    -Żeby się dobrze bawić

     

    W skrócie:

     

    -Żeby + wyobrażenie, czegoś dobrego

     

    Widzisz różnicę? Kozak ma silne swoje "ŻEBY". Jego "żeby" jest jego kierunkiem działania. On nie potrzebuje oklasków i wsparcia, tacy ludzie wyznaczają swoje szlaki, którymi zazwyczaj inni ludzie podążają.

    Każdy człowiek prawdziwego sukcesu - odpowie Ci coś podobnego? Czemu? Bo tak jest i to działa.

     

    Wyobraź sobie siebie i motywację jako bile na stole bilardowym, a dołki to Twoje cele. Powiedz mi - łatwiej jest wziąć bilę w dłoń i pchnąć ją w kierunku celu, czy za pomocą innej bili (w tym przypadku motywacji), za pomocą uderzeń próbować ją wbić tam gdzie sobie marzysz? Przypomnę tylko, że jeśli chodzi o motywację to nikt nie wie gdzie ona Ciebie zaprowadzi. Dajmy za przykład podwyżkę w firmie dla wszystkich pracowników - dyrektor chce zmotywować pracowników i daje każdemu podwyżkę 500zł na rękę. Jak reagują pracownicy? RÓŻNIE.

     

    Jeden pomyśli "ale zajebiście, chciałem odejść z tej pracy ale jednak zostanę na dłużej",

    Drugi pomyśli "dlaczego mam taką podwyżkę jak Alina, która nic nie robi!?"

    Trzeci pomyśli "Skoro zarabiam więcej niż Marek to powinienem mieć większą podwyżkę!"

    Czwarty pomyśli "zajebiście, w końcu sobie kupię [wstaw cokolwiek]".

     

    Widzisz? Jeden motyw i tyle ile jest osób, tyle jest różnych reakcji - wiesz, że to prawda.

     

    Jedyne wyjście to postawić na jak najmniejszą zależność od motywacji, czyli w gruncie rzeczy emocji, czyli summa summarum - rzeczy, które z założenia są niestałe i ulotne.

    A skupić się na swoich celach - budując systemy, mechanizmy które nas poprowadzą tam gdzie chcemy.

     

    Osiąganie celów jest proste.

     

    Masz cel - zapisujesz co możesz zrobić teraz i co jest wymagane, żeby dostać to co chcesz.

     

    Dajmy za zadanie - naukę tańca.

     

    Bierzesz kalendarz, sprawdzasz w jakie dni możesz chodzić - albo godziny jeśli np to praca zmianowa lub studia.

    Szukasz w mediach szkoły tańca i różnych kursów.

    Piszesz ogłoszenie na Facebooku, w odpowiedniej grupie, że szukasz partnerki - jeśli to taniec towarzyski.

    Robisz mini-casting i zapisujecie się na kurs.

     

    Od teraz chodzi w wyznaczone dni i godziny na kurs, tak długo aż osiągniesz to co chcesz - czyli nauczysz się tańczyć sprawnie z partnerką.

    Niezależnie czy Ci się chce, co powiedzą inni, czy będzie padać śnieg albo kumple będą zapraszać na piwko.

     

    Idziesz, masz swoje plany i cele do których dążysz. Jesteś bezwzględny w stosunku tego co planujesz i to wykonujesz. Po prostu.

    Nie ma że boli, ale jest to po to, żeby ...

     

     

     

    Na koniec:

     

    Pamiętaj, że w każdej chwili, każdym momencie wybierasz - czy robisz coś z perspektywy kozaka czy frajera.

    Bo robisz coś zawsze i robisz to zawsze z jakiejś perspektywy. A w moim mniemaniu percepcja jest wszystkim jeśli chodzi o efekty długofalowe.

     

    Jeśli nie wiesz jak zacząć - zacznij sobie zadawać proste pytanie:

     

    "Co robię i po co to robię?" - pytanie zadawaj sobie jak najczęściej, zdziwisz się sam jak szybko urośnie Twoje samoświadomość.

     

    To wszystko z mojej strony - a zakończenie filmik.

     

    Mimo, że tego gościa nie lubię zbytnio, to muszę przyznać, że ten filmik jest genialny:

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    - GluX

     

     

     

     

     

     

  3. Otwórz Oczy

    • 3
      wpisy
    • 2
      komentarze
    • 260
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Dawno nie było żadnego wpisu.. więc najwyższa pora to zmienić. Konsekwentnie realizuję cele, które obrałem, póki co wszystko idzie w jak najlepszym kierunku ale muszę przyznać, iż mimo całej tej wiedzy, mimo przesłuchania markowych audycji, przeczytania książek (nie tylko Marka) na ten temat, mimo jak mi się zdawało obiektywnego spojrzenia na to wszystko i tak zostałem zaskoczony przez pewną Damę. Nie powinienem był dać się zaskoczyć, nie w ten sposób, lekcja została odrobiona i w przypadku kolejnych konfrontacji będę bogatszy o te doświadczenie ;) Przechodząc jednak do sedna tego wpisu, wiedza, którą wszyscy czytelnicy/słuchacze wynoszą stąd jest BEZCENNA i nie boję się tego napisać dużymi literami, pogrubić i walnąć czcionkę tak dużą jak przyrodzenie aktorów porno (Łysy z Brazzers lubi to). Dlaczego o tym właśnie piszę? Ostatnio zapisałem się na kurs, drugiego dnia tj. dokładnie wczoraj, gdy wszyscy zrobili sobie krótką przerwę miałem okazję posłuchać rozmowy Panów w wieku 19-40 lat, jeden z nich opowiadał o swojej dziewczynie. Chwalił ją, że nie pije, nie pali.. szczupła, OK, widać, że różowe okulary siedzą nadzwyczaj mocno na tym chłopaku, w dalszej części jego monologu zdarzyło mi się usłyszeć "ja ją kocham", "oświadczyłem się", "przepisałem jej mieszkanie", "ona jest porządna dziewczyna".

    Nie odzywałem się nic, spojrzałem na tego biedaka z politowaniem i soczystym "kurwa, co Ty najlepszego zrobiłeś, IDIOTO!" w myślach. Gość siedział z rozmarzoną miną, zadumany w iluzji swojej "idealnej" myszki, póki co jest szczęśliwy, haj kopnął go mocno i pierwsze porównanie jego sytuacji jakie przyszło mi na myśl było własnie takie jak na poniżej załączonym obrazku:

    5bae55b68fbd4e598a0d72deee12bcdc.jpg

    To zabawne ale mając różowe okulary często zachowujemy się jaki mityczny Ikar, który niesiony przyjemnością wzleciał za wysoko i zupełnie nie przejmował sie tym jak wylądować. Skutek mógł być tylko jeden, upadek na dupsko z niebotycznej wysokości. Dla chwili przyjemności jesteśmy w stanie ryzykować dorobek naszego życia. Czy to nie głupota? ;) 

    Dzięki braciasamcy.pl 

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 175
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    aras
    Ostatni wpis

    Co u mnie ? Mam kobietę. Jako człowiek, któremu wmawiano przez całe życie, że jest humanistą, mając wokół klimat teatru, dzinnikarstwa, mody bardzo trudno było zdobyć wiarę, że jest dla mnie miejsce w IT. Przygoda z Linuxem zaczęła się od Red Hata 7.1, także trochę lat minęło. Problemy z matematyką potwierdzały, że nie dla mnie IT. w 2010 roku zrobiłem studia podyplomowe "Administrowanie sieciami komputerowymi" teraz robię drugie studia podyplomowe "Informatyka" a we wrześniu zacznę dwuletnią szkołę policealną "technik - teleinformatyk. Udało mi się z dużym trudem i po długim czasie dostać robotę na 4 miesiące "Asystent działu IT" i cieszę się z tego bo teraz aplikując zamiast opierać się na stanowisku Orange - wsparcie techniczne, będzie słowo klucz "IT" D ługa przede mną przygoda, ale mam zajawkę i ide w stronę sieci komputerowych od strony technicznej. Myślę, że będzie mi tu towarzyszyć gdzie niegdzie Linux i tez jest to kierunek przeze mnie akceptowalny. Odpuszczam sobie stanowiska programistyczne, chociaz jakie kolwiek pojęcie mam.

     

    Co ostatnio absorbowało moją uwagę to przetwarzanie sygnału analogowego na cyfrowy, co ostatecznie w końcu rozkminiłem, z czego jestem zadowolony to nabycie książek wydawanych od 1994r. do 2004. które maksymalnie wyczerpują tematy, które będą mi w życiu towarzyszyły.

     

    en476_17880085_10209234122914931_2532525

     

    A tutaj, możecie sobie Państwo zobaczyć, jakie rzeczy kiedyś mnie absorbowały: cojesturokiem.blogspot.com jest to parę wpisów, a nie żaden prowadzony blog (bo go nie prowadzę i nie czerpię, żadnych korzyści z umieszczenia tutaj linka, traktuję to jako archiwum, czy bazę) , także ma to wartość, taką, że jest napisane to co mógłbym napisać tutaj.

     

    Jesli chodzi o moja formę, jest zła, +20 kg. przez 2 lata i już nie jestem bykiem, a facetem z nadwagą. Jakoś musze sobie z tym poradzić, co nie jest łatwe, ze względu na służbę zdrowia, możliwości sportowe przez pewne dolegliwości, które wymagają lekarzy specjalistów i kilku wizyt prywatnych za które będzie trzeba trochę zapłacić. Diety na razie nie pomagają, próbowałem diet do 100 gram weglowodanów, reszta tłusze białko, ale efekty sa krótkotrwałe. I wiem, że wiele osób powie, że liczenie kalorii jest chujowe, ale tak właśnie zrobię. I obiecuję, że zejdę te 15 kg, bo myślę, że mięśni z 5 kg więcej mogło w między czasie wpaść. 

     

    Byłem panowie i panie również diagnozowany jako borderline (być może) czy (diagnoza ustna na podstawie wywiadu) CHAD, ale szczerze powiem, że nie wierzę do końca w to. Myślę, że to jednak bardziej depresja. A lekarze psychiatrzy tak na prawdę mają zajebiście trudną pracę, bo tak na prawdę wróżą z fusów. Stwierdzam, że żeby tak na prawdę było wiadomo co mi jest, to by chyba musiał mnie sam Freud zbadać. Radzę sobie jak mogę i myślę, że jakąś mądrość życiową posiadłem, która przez niektórych może być doceniona, a niektórzy mnie skreślą, przypną łatkę i koniec. Jak każdy potrafię się wkurwić, jak każdy potrafię się dołować, czasem mogę wydawać się niebezpieczny, a czasem wydawać ekstra ciotą, co ma czasem wpływ na moje zachowanie.

     

    W każdym razie do czego zmierzam, jestem zadowolony z życia, poprawił mi się kontakt z ojcem, wierzę w siebie bardziej niż kiedyś, mam kobietę i chociaz wiadomo, że z kobietą trzeba być czujnym, to jednak układa mi się.

     

    Każdy kto ma pod górkę, niech walczy o siebie i nie godzi się ! nie sugeruje, nie uzależnia od opinii wytworzonych przez tych bardziej ekstrawertycznych i wyszczekanych lub zadufanych w sobie pyszałków. Niech obserwuje, analizuje, konfrontuje, poprawia, ulepsza, ale niech patrzy na siebie i sobie ufa.

  4. Droga do męskości

    • 1
      wpis
    • 4
      komentarze
    • 193
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Właśnie skończyłem seans fascynującego filmu z Clintem Eastwoodem – Niesamowity Jeździec.  Właśnie między innymi ten film natchnął mnie do tego, abym napisał na ten temat. Uważam, że jest to zupełny punkt wyjścia do tego rozdziału. Czy jest w historii popkultury ktoś bardziej godny do naśladowania przez młodych chłopaków niż Clint Eastwood? Nie sądzę. Męskość z niego wylewa się w każdej sekundzie ujęć z nim w każdym z filmów w jakich występuje. Jest wielu innych aktorów, którzy mają podobny dar np. Marlon Brando, Steve McQueen, Jean Paul Belmondo, Jack Nicholson, Robert De Niro, Al Pacino, Jeff Bridges, Mel Gibson i wielu, wielu innych. Oczywiście z naszej krajowej filmografii też mogę wymienić kilku tego typu facetów jak chociażby Daniel Olbrychski jako Kmicic, Marek Perepeczko jako Janosik czy ostatnia produkcja na bardzo wysokim poziomie Pitbull z Piotrem Stramowskim jako Miami. Młody i niedoświadczony aktor, ale zagrał twardziela, policjanta jak chyba nikt inny by nie zagrał. Niesamowity błysk szaleństwa, niedbalstwa i niebezpieczeństwa potrafił skoncentrować w wielu filmowych scenach. Szacunek!

    Dobrze, zatem wyjdźmy już z kinematografii i przejdźmy do bardziej właściwego tematu. Co łączy tych wszystkich wymienionych dżentelmenów? No właśnie… to, że ich czasy przypadają na kilka dekad przed czasami dzisiejszymi. Oni wszyscy pokazywali, kreowali obraz prawdziwego samca alfa, Bad boya. Niestety, obraz takich dzikich facetów został zniekształcony i przedawniony, niejako przeterminowany. Rzadko już oglądamy na ekranie filmy z „dobrymi” twardzielami. Hmm… Jak to? A tak, że jak facet jest męski aż do szpiku kości i rządzą nim pierwotne instynkty czy testosteron to takiemu gościowi najczęściej jest przyszywany czarny charakter. Zatem prawdziwy, dziki, pierwotny i nieokrzesany mężczyzna jest pokazany jako ktoś, kogo już na tym świecie nie potrzeba. Lepiej jest nam z chłopakami, luzakami, coraz bardziej kobiecymi, miłymi, uprzejmymi, którzy już nie potrzebują polować, posługiwać się bronią, a za to wystarczy im obsługa komputera… Wiesz co? Gówno prawda. Wydaje mi się, że instynkt nigdy nie zostanie wyparty. Ja byłem wychowywany prawie ciągle przez kobiety i dzisiaj powinienem był być kompletną cipą. Nie mówię oczywiście, że jestem takim samcem alfa jak wymienieni wyżej, ale nie spedalałem do końca i ostatni bastion męskości się we mnie długo bronił, aż niedawno dopiero przystąpił do kontrofensywy i odbijania mojego jestestwa pod swoje władanie. Chodziłem do liceum z samymi dziewczynami – to newralgiczny wiek do rozwoju dla młodego mężczyzny. Zostałem ostro pokiereszowany damską łagodnością, stabilnością i pokorą. Dobijała to wszystko kobieca interpretacja religii katolickiej jako religii potulnych owieczek, które są pokorniuchne, nie skore do gniewu i bardzo łaskawe. Wielkie kłamstwo i manipulacja. Czytajmy też Stary Testament! To wspaniała księga o fantastycznych mężczyznach. Gedeon, Saul, Dawid, Jozue i wielu innych bohaterów. Oni się nie wahali, słuchali Pana i cięli wszystkich wrogów dokoła, kobiety traktowali dosyć przedmiotowo, ale zawsze z wielkim szacunkiem. Często nie mieli skrupułów, ale niemal zawsze wierni prawom wyższym ustanowionym przez Boga Ojca. Mężczyźni! Musimy bronić, a nawet odzyskać swoją męskość. Stanąć oko w oko z Żelaznym Janem, który jest ucieleśnieniem pierwotnej potęgi męskości u Roberta Bly’a. Kryzys męskości jest w nas! Nie dajmy się. Mam wrażenie, że takie temperowanie męskości zaczęło się podczas ery hippisowskiej i czasów rewolucji seksualnej lat 60. XX wieku. To wtedy mężczyzn oskarżono otwarcie o … męskość, o wolę walki, o nieokrzesane dążenie do dzikości. Krok po kroku eliminowano i piętnowano wzorce prawdziwych mężczyzn z życia publicznego w konsekwencji czego w popkulturze zaczęli pojawiać się faceci typu Sweet Guy. Coraz częściej publiczność masowa zaczęła być karmiona obrazem mężczyzny w krzywym zwierciadle jak chociażby słynny Al Bundy – wypaczony obraz ojca rodziny, śmiesznego, pozbawionego autorytetu, nieudolnego, nie potrafiącego zadbać o swoją rodzinę. W show bussinesie królują teraz postaci takie jak Justin Bieber, które to są piękniejsi od niejednej kobiety, noszą ubiór coraz bardziej zbliżony do damskiego i są niezwykle mili, potulni, zabawni i nieskorzy do jakiejkolwiek agresji. Co zabawne, w przyrodzie nic nie ginie. Bardzo często widzimy kobiety jako główne bohaterki filmów, które ratują świat tj. Merida Waleczna, Atomówki, bohaterka Igrzysk Śmierci i wiele innych. Pierwiastki męskości i kobiecości agresywnie ulegają przebiegunowaniu i mnie to nie dziwi, a spodziewam się, że proces będzie postępował nadal.

    Faceci, prawdziwi kowboje, rozrabiacy się boją tak jak każdy, ale potrafią nad strachem panować, przewyższać go, trzymać na wodzy. Ta cecha to odwaga. Wszystkie cnoty tego świata są nic nie warte jeśli nie ma się odwagi – parafrazując słowa Winstona Churchilla podpisuję się pod tymi słowami dwoma rękoma. Niesamowity przekaz wypływa z tej sentencji. Faktycznie to zdanie może być początkiem dla wszystkich porad psychologicznych i coachingowych od tych drobnych sprawek do trudnych i ciężkich. Obserwując ten cały rozwój osobisty doszedłem do wniosku, że to wielkie szarlataństwo (patrz Wyzwanie 90 dni, czy Kołcz Majk i inni). Oczywiście nie wszystko. Całość tej całej papki mogłaby zawrzeć się w tym, że ludzie są nieszczęśliwi, bo boją się spełniać swoje marzenia i są zbyt przywiązani do sfery komfortu życia codziennego. Nie mają odwagi i pewności siebie, aby robić co chcą. Nie ufają sobie. Jakby mieli odwagę połączoną z konsekwencją i wytrwałością, jestem przekonany, że nikt ani nic by ich nie zatrzymało. To są właśnie cztery filary, na który stoi sukces: Odwaga, konsekwencja, wytrwałość i zaufanie do siebie. Po opanowaniu tych wspaniałych wartości jesteśmy już chyba kompletni, reszta z tego wypływa.

    Lubię angielskie zdanie: I don’t care…, bo ono mi się kojarzy z tymi wszystkimi twardzielami. Łączy ich ta cecha, że wszystko mają za nic, a cenią sobie najbardziej honor i męskość. Są mega twardzi przez to. Chyba właśnie to jest to co powoduje tą ich nieokrzesaną dzikość, ale co powoduje do, że oni doesn’t care? Po prostu wielkie zaufanie do siebie, które wypływa z wyższej siły. Bóg – tylko w nim oparcie, tylko on rozlicza, on może sądzić i nikt więcej. Tylko Bóg sądzi, więc opinię innych mają w głębokim poważaniu. Męskość wypływa z łaski Pana Boga, naszego Ojca. Trzeba mu zaufać i oddać się mu, a wtedy już nie musisz świecić nigdy oczami przed ludźmi, którzy sądzą. Co kto mi może zrobić jak On jest ze mną? Nie ufasz sobie? Nic dziwnego. Zaufaj Bogu, zawsze w razie niepowodzeń będziesz mógł na Niego przelać swoje zranienia. Młody chłopiec może robić głupstwa i ma to gdzieś, bo wie, że w razie kłopotów ma ojca, który mu pomoże, bo ojciec jest silny. Najgorsze co ojciec może zrobić to chyba karcić takiego dzieciaka od góry do dołu. Wtedy ten chłopak nie ma już za swoimi plecami nikogo, przestaje sobie ufać, boi się ryzyka i zaczyna się poważnie uspokajać. Wiara w nim nie dojrzeje, bo skoro ojciec miał na niego wyjebane to Bóg będzie miał tak samo… Jezus mówi, żebyśmy za nim poszli. Nie zamaczaj palców swojej stopy w jego łasce i miłosierdziu, nie brodź nogami po tafli wody. Wskocz na główkę, porzuć kompletnie swoją łódź i uwierz, że możesz po wodzie podążać za swoim Bogiem. Przyjmij go całkowicie, odrzuć wszelkie wątpliwości.

    Chcesz iść za Jezusem?

  5. Samczym okiem

    • 2
      wpisy
    • 5
      komentarzy
    • 555
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Samiec Alfa
    Ostatni wpis

         Płatki róż głaskały jej twarz, tak jakby sami aniołowie rozsypywali ją z nieba. Była to dla niej ważna, a zarazem wzruszająca chwila. Po jej policzku spłynęła łza. Czy łza była oznaką wielkiego szczęści, czy może smutku tego się nie dowiemy. Chciała czegoś innego w głębi duszy, poczuwała się do tego, że nie jest stworzona do zwykłych rzeczy, jej zdaniem była niczym nimfa, która musiała ubruździć swoje stopki przychodząc na ten grzeszny świat. Córka bogów, która za występki przeciw nim została skazana na męki w tej szarej i brutalnej rzeczywistości. Tak bynajmniej myślała nasza bohaterka. Uważała siebie za niewinną i czystą istotkę utkaną ze światłości.

         Jej usta lekko rozchyliły się w delikatnym uśmieszku, pokazującym śnieżnobiałe ząbki. " Zasługuję na to co najlepsze, przecież jestem taka cudowną istotą jaka mogła przyjść na świat, a oto z mej łaski pojmę śmiertelnika i wydam na świat piękne i zdrowe potomstwo, które będzie rządzić i dzielić świat według własnych reguł."

         Rozmyślania przyszłej młodej żony przerwał kościelny dzwon, grzmiąc tak jakby chciał ostrzec wszystkich przed nadchodzącymi wydarzeniami.

     

         Pan młody wpatrywał się w krzyż wiszący na ścianie w kościele. Jego wzrok szczególnie przykuła uwagę figurka Chrystusa. Nie była ona taka inne typowe przedstawienia męki. Twarz Zbawiciela była uśmiechnięta. Jego ciało jednak było w okropnym stanie. Pełno ran, krwi oraz ślady po uderzeniach biczem kontrastowały z uśmiechem na twarzy ukrzyżowanego. Tak jakby nie przejmował się wcale bólem, ale też już za chwilę będąc po drugiej stronie swojego ojca, który chciał go objąć w swoje ramiona i pogratulować mu, że wytrwał do końca, a jego ofiara wcale nie poszła na marne, a otworzyła bramy raju dla zwykłych śmiertelników.

        Z zadumy wyrwał go głos księdza, który osobiście miał sprawować pieczę nad całą uroczystością. Nasz bohater miał przystąpić do sakramentu z czystym sumieniem. Klękając w konfesjonale z prawdziwą czułością pocałował złotą stułę. W tym momencie uświadomił sobie, że przed obliczem Boga jest tak naprawdę marnym pyłkiem, szarym grzesznikiem, który dostał łaskę odkupienia swych win. Wewnątrz siebie wiedział, że Bóg jest niczym surowy ojciec, który karze, ale zarazem darzy miłością tych, którzy przy nim trwali i nie opuścili go w chwili próby. A dowodem jego miłości miał być nadchodzący dzisiejszy moment.

     

         Jeden z gości weselnych wyszedł na podwórko, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Miał nadzieję, że zimny wiatr złagodzi szumiącą głowę. Oczywiście nie mógł się rozstać z butelką wina, więc oparty o werandę cieszył oczy gwiaździstym niebem. Nagle podszedł do niego podwórkowy pies zwany przez wszystkich Burkiem. Skomląc cicho tykając nosem ręki Janka chciał wyprosić coś do jedzenia.

         Janek nie mógł odmówić psinie. Słynął w okolicy z dobrego serca, a także ze swojej głębokiej wrażliwości, którą znali wszyscy szczególnie uwidaczniająca się po wypiciu kilku głębszych. " Widzisz Burek, przysięgli przed Bogiem wierność. On i ona. Wydawać, by się mogło, że są sobie przeznaczeni, a jednak stało się inaczej..."

        Zrobiwszy przerwę na głęboki łyk słodkiego wina dokończył swoją myśl "Tak to jest gdy swędzi cipa, a kutas cipce już się nie podoba. Cipka musi szukać nowych wrażeń. Zgadnij Burek gdzie znaleźli pannę młodą. No zgadnij" Piesek przekrzywiając łebek chciał tak jakby pokazać, że rozumie i doskonale wie, ale niestety nie ma jak tego wyrazić. " Burek Ty bestio, widzę, że się domyślasz. Jakże nie inaczej jak nie na sianku ze stajennym! A to Ci dopiero heca! A mówią, że trzeba babę bić, bo jak się nie bije to jej wątroba gnije i głupie pomysły do głowy przychodzą, widać, że starsi mają rację, więc Burek zawsze słuchaj starszych Braci..."

     

     

     

  6. Myślę że to dobry moment na to, aby dodać kolejne sety z serii THE JOURNEY. Jak na razie pojawiło się 25 epizodów, więc lista będzie uzupełniana z kolejnymi miesiącami aż dojdziemy do TJ#030. Myślę że wszystko jest jasne, więc przejdźmy do konkretów.

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    THE JOURNEY #021 zaczyna się całkiem energetycznie ale stopniowo wraz z kolejnymi utworami można zauważyć coś jeszcze. Do solidnej dawki pozytywnej energii z czasem zaczyna dołączać się bardzo przyjemny klimacik, a całość zostaje uwieńczona bardzo dobrym utworem od Ferry Corstena o nazwie Beautiful.

     

    H5 - THE JOURNEY #021 [2016-09-25]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-021-2016-09-25/


    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Indecent Noise & RAM - DOOM DEVICE [EXTENDED MIX]
    02. Chris Metcalfe - ARASHI [ORIGINAL MIX]
    03. Ronny K & Ren - COME WITH ME [ORIGINAL MIX]
    04. Sean Mathews - EPIPHANY [ORIGINAL MIX]
    05. Pierre Pienaar - AROHA [ORIGINAL MIX]
    06. Andre van Reese - CAPE SAGRES [EXTENDED MIX]
    07. Andre Visior - MIND GAMES [ORIGINAL MIX]
    08. A.R.D.I feat. Irena Love - MEMORIES [ORIGINAL MIX]
    09. ReLocate & Robert Nickson - INITIUM [FACTOR B REMIX]
    10. Ferry Corsten - BEAUTIFUL [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    Epizodzik numer 22 jest dość interesujący. Początek to bardziej tech-trancowe klimaty a potem mamy w końcu naprawdę porządny utwór od Markusa Schulza. Tego pana stać naprawdę na wiele i w końcu postanowił pokazać to za pomocą Sestertius. Następnie pojawiają się bardziej upliftowe tracki, aż tu nagle pojawia się Airborne w remixie Iana Standerwicka dając wyraźny znak, że czas na mocniejsze argumenty. Tempo zostaje utrzymane aż do końca, gdzie pojawia się troszkę mniej znany klasyk od G&M Project o nazwie Sunday Afternoon, ale naprawdę warto się z nim zapoznać.

     

    H5 - THE JOURNEY #022 [2016-10-30]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-022-2016-10-30/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Lee Osborne - ANGELS CALL [ALEX DI STEFANO REMIX]
    02. Mark Sherry - GRAVITATIONAL WAVES [ORIGINAL MIX]
    03. Markus Schulz - SESTERTIUS [ORIGINAL MIX]
    04. DJ Xquizit & Enfortro feat. Tim Hilberts - YOU SAY FOREVER [ORIGINAL MIX]
    05. Mike Sanders - ATLANTIS [ORIGINAL MIX]
    06. Ronski Speed feat. Ariella Maren - FALL INTO TIDES [ORIGINAL MIX]
    07. Jase Thirlwall - AIRBORNE [IAN STANDERWICK REMIX]
    08. Johan Ekman - TURN OUT [ORIGINAL MIX]
    09. Brian Cameron - ENGAGE [ORIGINAL MIX]
    10. G&M Project - SUNDAY AFTERNOON [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    A tutaj z kolei mamy początek w bardziej energicznym stylu i taka atmosfera zostaje utrzymana aż do nadejścia utworu Let Healing Begin. Wtedy pojawia się naprawdę uroczy wokal Cathy Burton i następuje czas na uspokojenie sytuacji... tylko po to, żeby potem pojawiły się mocniejsze pierdyknięcia. A na koniec postanowiłem zmienić trochę klimat i zaprezentować świetny klasyk od OceanLab w postaci Beautiful Together. Za tym aliasem ukrywa się nie kto inny a Above & Beyond wspierane przez Justine Suissa, wokalistkę o genialnym głosie. Z resztą wystarczy posłuchać tego klasyka, aby samemu się o tym przekonać.

     

    H5 - THE JOURNEY #023 [2016-11-27]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-023-2016-11-27/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Bjorn Akesson - DESERT STYLE [EXTENDED MIX]
    02. Dirkie Coetzee - SPACE ODYSSEY [ORIGINAL MIX]
    03. Jeremy Vancaulart & Assaf feat. Laura Aqui - THE SPACE BETWEEN [COLD RUSH REMIX]
    04. Dreamy & York - ONCE UPON A TIME [ORIGINAL MIX]
    05. Liam Wilson feat. Cathy Burton - LET HEALING BEGIN [ORIGINAL MIX]
    06. Indecent Noise - HYDRA [GEORGE FORD REMIX]
    07. Harmonic Rush - SHEPHERD [ORIGINAL MIX]
    08. Sneijder & Mark Leanings - BREAKING POINT [ORIGINAL MIX]
    09. Jase Thirlwall - FREAKED [ORIGINAL MIX]
    10. OceanLab - BEAUTIFUL TOGETHER [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    No a tutaj postanowiłem zrobić takie dziwne coś, że zacząłem od utwory który sieje dewastację i wymiata parkiety. No a jeżeli jesteś w domu, to potrafi nieźle podkurzyć sąsiadów / rodziców. Taka jest moc utworu Squelcher od Willa Atkinsona i Jase'a Thrilwalla. Potem klimat stopniowo łagodnieje za pomocą Hostel... aż tu nagle wkracza Lunacy od Stoneface & Terminal i znowu mamy mroczniejszą jazdę. Dopiero potem robi się zdecydowanie lżej dzięki utworowi Carry Me Away, który posiada świetną melodię. Następnie robi się coraz bardziej upliftowo aż docieramy do Fallen. Jest to utwór stworzony przez Giuseppe Ottavianiego w którym słuchać wokalistkę o pseudonimie Faith i jest to kawał naprawdę porządnego vocal trance.

     

    H5 - THE JOURNEY #024 [2016-12-25]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-024-2016-12-25/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Will Atkinson & Jase Thirlwall - SQUELCHER [ORIGINAL MIX]
    02. Mark Sherry & Paul Denton - HOSTEL [ORIGINAL MIX]
    03. Stoneface & Terminal - LUNACY [EXTENDED MIX]
    04. James Dymond - CARRY ME AWAY [EXTENDED MIX]
    05. ReOrder - VENICE BEACH [EXTENDED MIX]
    06. Greg Downey - RUSHIN' [ORIGINAL MIX]
    07. The Noble Six - ODDWORLD [ORIGINAL MIX]
    08. Cold Rush feat. Elles de Graaf - DAYDREAMER [ALAN MORRIS REMIX]
    09. Tom Forde - I'M FREE [ORIGINAL MIX]
    10. Giuseppe Ottaviani feat. Faith - FALLEN [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    THE JOURNEY #025 zaczyna się całkiem mrocznie. Vapour Trails, Thunderstruck i W5 (Waiting For) robią niezłą robotę i na pewno usatysfakcjonują fanów mocniejszej strony trance. Potem mamy troszeczkę klimatu psytrance dzięki utworowi Prime Example, a następnie wkraczamy w coraz bardziej energetyczne i upliftowe klimaty. Wisienką na torcie jest klasyk w postaci utworu Viola od Moogwai, zremixowanego przez Armina van Buurena. Kiedyś ten pan potrafił tworzyć właśnie takie mocarne remixy, przy których nogi same zaczynały wędrować i czuło się masę pozytywnej energii, która przelewała się na słuchacza i dawała niezłego kopa. Viola w remixie Armina zdecydowanie zasługuje na status klasyka.

     

    Ten set jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ został on dostrzeżony przez legendę muzyki elektronicznej, jaką jest Mario Piu. Takiej dozy pozytywnych emocji, euforii i po prostu szczęścia życzę każdemu, kto dąży do spełnienia swoich marzeń. Wiele osób będzie wam mówiło, że nie dacie rady, że to głupota, że po co wam to, ale nie poddawajcie się. Naprawdę warto jest ciężko pracować i dawać z siebie 110%, bo kiedy zostaniecie docenieni w taki bądź też inny sposób, to zaznacie czegoś z czym nic nie może się równać.

     

    H5 - THE JOURNEY #025 [2017-01-29]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-025-2017-01-29/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Simon Patterson feat. Dave Wright - VAPOUR TRAILS [EXTENDED MIX]
    02. Mario Piu - THUNDERSTRUCK [VOOLGARIZM MIX]
    03. Scot Project - W5 (WAITING FOR) [ORIGINAL MIX]
    04. Bryan Kearney & Will Rees - PRIME EXAMPLE [ORIGINAL MIX]
    05. Niko Zografos - MYKONOS [EXTENDED MIX]
    06. Neptune Project feat. Polly Strange - IT TURNS FOR YOU [ORIGINAL MIX]
    07. Menno de Jong & Talla 2XLC - AREA 51 [TALLA 2XLC MIX]
    08. Jorn van Deynhoven - SPACE GIRL [EXTENDED MIX]
    09. Adam Ellis - NAPALM POET [ORIGINAL MIX]
    10. Moogwai - VIOLA [ARMIN VAN BUUREN REMIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    Epizod o numerze #026 daje możliwość złapania oddechu po swoich dwóch poprzednikach, którzy zaczynali się dosyć ciężko. Tym razem początek jest dość energiczny i taki klimat jest utrzymany do 1/3 seta, gdzie stopniowo zaczyna pojawiać się coraz więcej melodii. W momencie kiedy do akcji wkracza Lifeline atmosfera jest już całkiem inna i mix koncentruje się bardziej na klimacie i emocjach zamiast na ostrej jeździe.

     

    H5 - THE JOURNEY #026 [2017-02-26]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-026-2017-02-26/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Harmonic Rush - FATALITY [ORIGINAL MIX]
    02. John Askew - MECHANISM [ORIGINAL MIX]
    03. Angry Man - NIGHTCRAWLER [ORIGINAL MIX]
    04. Gareth Weston - CHECKMATE [IAN STANDERWICK REMIX]
    05. Armin van Buuren - WHO'S AFRAID OF 138 [PHOTOGRAPHER REMIX]
    06. Paul Miller - SHE IS BLACK [ORIGINAL MIX]
    07. Solarstone & Ferry Tayle - LIFELINE [EXTENDED MIX]
    08. Temple One feat. Sarah Lynn - SHOW ME THE STARS [ORIGINAL MIX]
    09. Mino Safy - APHELION [THOMAS DATT REMIX]
    10. Solarstone - RAIN STARS ETERNAL [ORIGINAL MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    Co my tutaj mamy w tym epizodzie 27? Na pewno kontynuacje bardziej lżejszych klimatów i ładnych breakdownów. Cały set jest utrzymany w takiej właśnie atmosferze i można go określić mianem przyjemniaczka. Wisienką na torcie jest klasyk w postaci utworu Daydream w remixie Lemon & Einar K, gdzie moim zdaniem mamy świetne połączenie emocji oraz energii sprawiającej, że chce się wracać do tego kawałka.

     

    H5 - THE JOURNEY #027 [2017-03-26]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-027-2017-03-26/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Daniel Kandi & Miroslav Vrlik - YOU & ME [EXTENDED MIX]
    02. Alan Morris - WHEREVER WE FLY [EXTENDED MIX]
    03. Mike van Fabio - FOREVER TOGETHER [ORIGINAL MIX]
    04. Bryan Kearney feat. Snatam Kaur - ONG NAMO [NEPTUNE PROJECT REMIX]
    05. Andre Visior & Rene Ablaze - DRAWN INSIDE [ORIGINAL MIX]
    06. Eddie Bitar - BEIRUT [GIUSEPPE OTTAVIANI REMIX]
    07. Myk Bee - PRESSURE POINT [EXTENDED MIX]
    08. Liam Wilson - REMEMBER ME [ORIGINAL MIX]
    09. Temple One - MAVERICK [EXTENDED MIX]
    10. Markus Schulz & Andy Moor - DAYDREAM [LEMON & EINAR K 'UPLIFTING' MIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    W epizodzie #028 postanowiłem nie umieścić żadnego utworu z wokalem. Dawno nie było takiego seta więc stwierdziłem, że czas na małą zmianę. Zamiast tego tym razem postawiłem na zawarcie w mixie dużej dawki pozytywnej energii, którą można odczuć już w pierwszym utworze. Całość kończy się jednym z bardzo dobrych klasyków muzyki trance, a jest nim Time To Die w remixie Cosmicman'a.

     

    H5 - THE JOURNEY #028 [2017-04-30]: https://hearthis.at/h5/h5-the-journey-028-2017-04-30/

     

    |-| TRACKLIST |-| TRACKLIST |-|
    01. Ben Gold & Standerwick - VENDETTA [EXTENDED MIX]
    02. Exouler - ASPIRATION [EXTENDED MIX]
    03. Sean Matthews - OUR EMPIRE [JOHN ASKEW REMIX]
    04. Indecent Noise - STRIKEFORCE [TRANCEFORCE MIX]
    05. John Newall - TRANCELATE [ORIGINAL MIX]
    06. McAree & Clancy - FIRE WITHIN [ORIGINAL MIX]
    07. Elite Electronic - STARFIGHTER [ORIGINAL MIX]
    08. The Alliance - ENSO [ORIGINAL MIX]
    09. UCast & Magnus - ECHO [EXTENDED MIX]
    10. Nitromethane - TIME TO DIE [COSMICMAN REMIX] [DESTINATION OF THE MONTH]

     

    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

     

    I póki co to tyle ode mnie, jeżeli chodzi o nowe epizody THE JOURNEY. Wraz z pojawianiem się kolejnych będę starał się uzupełniać listę na bieżąco. Stay tuned ;)

    • 2
      wpisy
    • 1
      komentarz
    • 306
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Cytuj

    Wasze ciało to pojazd, a energoinformacyjna istota, świadomość, dusza - kierowca. Kto kieruje samochodem? Oczywiście, kierowca. Myśleliście, że wasze ciało samo rządzi sobą, żyje własnym życiem? A kto remontuje samochód, likwiduje usterki? Również kierowca. I jeśli nawet samochód będzie całkowicie nie do użytku i trzeba będzie wywieźć go na złomowisko - kierowca nie zostanie wyrzucony razem z nim. W ostateczności może chodzić pieszo.

    Dimitri Wereszczagin - DEIR I

     

    Cytuj

    Aby nie zaplątać się w terminologii i semantyce, wszystko co jest związane ze świadomością nazywać będziemy dla wygody umysłem, a to, co wiąże się z podświadomością, nazwiemy duszą.

    Vadim Zeland - Transerfing Rzeczywistości tom 1

     

    Cytuj

    Zacznijmy od tego, że dusza - twoja dusza - wie wszystko przez cały czas. Nic nie jest przed nią ukryte, nic nie jest dla niej nieznane. Ale sama wiedza to za mało. Dusza pragnie doświadczenia.

    Neale Donald Walsch - Rozmowy z Bogiem tom 1.

     

    Cytuj

    Dusza doskonale wie, że jej zadaniem jest ewoluowanie. Nie obchodzę jej dokonania ciała czy rozwój umysłowy. To sprawy dla niej bez znaczenia. Dusza pojmuje też wyraźnie, że porzucenie ciała nie jest wielka tragedia. Pod wieloma względami tragedią jest bycie w ciele. Toteż umieranie postrzega ona zupełnie inaczej. Życie też, rzecz jasna, widzi odmiennie - i stad bierze się w dużej mierze frustracja i niepokój, nękające nas na co dzień. Rodzę się one w nas, gdy przestajemy słuchać duszy.

    Neale Donald Walsch - Rozmowy z Bogiem tom 1.

     

    Cytuj

    Dusza jest iskrą Boskości; osobowość - istota ludzka - jest fragmentem energii duszy w ciele fizycznym. Osobowość składa się z cech przejściowych, które istnieją tylko w okresie jednego fizycznego życia, oraz z nieśmiertelnego rdzenia, który jednoczy się z duszą po śmierci. Dusza jest istotą rozległą i wykracza daleko poza każdą ze swych osobowości, lecz każda osobowość jest dla niej ważna i każda jest przez nią jednakowo ukochana.

    Robert Schwartz - Odważne dusze

     

    Cytuj

    W każdym człowieku jest dusza, święty pierwiastek, ludzkie i zwierzęce.Wnormalnym stanie ciało powinno otrzymywać
    pożywienie od duszy, dusza od ducha, duch od Boga.Wyłączenie któregokolwiek ogniwa tej kolejności jest niedopuszczalne,
    a życie zbudowane na prymitywnej zasadzie nasycenia pokarmem tylko swego ciała, bez dbałości o pozostałe, jest dość skuteczną
    drogą regresu.

    Siergiej Łazariew - Diagnostyka karmy tom 1

     

    Cytuj

    Z przyzwyczajenia przywykliśmy uważać, że głównym systemem ochrony organizmu są komórki odpornościowe. Zapominamy
    o prostej prawdzie: duch, dusza i ciało są jednością. Podświadomość i świadomość są polem, a ciało fizyczne to
    odmiana, dialektyczne przeciwieństwo tego pola. I najlepszym systemem zabezpieczenia organizmu jest przede wszystkim
    ochrona duchowych struktur pola.Dlatego kiedy przed organizmem stoi zadanie przeżycia, powinny przeżyć przede wszystkim
    strategiczne, duchowe struktury, łączące nas z praprzyczyną.

    Siergiej Łazariew - Diagnostyka karmy tom 1

     

     

     

     

  7. Pułapki i kruczki

    • 1
      wpis
    • 6
      komentarzy
    • 231
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Miner
    Ostatni wpis

    Drodzy Panowie i (Panie).

     

    Wspominałem o tym w jednym z wątków na forum, ale z uwagi na charakter tego bloga powtórzę to jeszcze raz. Mam do Was duży żal o podejście do spraw związanych bezpośrednio ze sprawami rodzinnymi (rozwód, alimenty, etc.), a dokładniej o stosunek do sal sądowych i szeroko rozumianej jurysdykcji (sędziów;). I nie mam tu na myśli haseł wygłaszanych przez poszczególnych Braci, dotkliwie skrzywdzonych na sali sądowej, ale o to co widzę na własne oczy i słyszę na własne uszy. Z racji wykonywanych obowiązków niezwykle często uczestniczę w bezpośrednim poradnictwie procesowym dot. spraw rodzinnych. W kontekście podejścia i przygotowania się do spraw sądowych Nasze Panie biją Nas na głowę. I nie mam tu na myśli nic złego! One się po prostu Sądu nie boją, nie unikają i dobrze przygotowują do batalii. A my? Hm. Najczęstszym słyszanym frazesem ze strony męskiej jest: w d..ie ich mam, Sądy są przekupne, tam są same baby i tak przegram.

     

    Drodzy Panowie, a wiecie czego w tych sprawach boi się druga strona, zwłaszcza w sytuacji gdy wiecie że niejedno ma na sumieniu? Pozwolicie, że wytłuszczę, bo słyszałem i widziałem to wielokrotnie: PRAWNIKÓW. Adwokatów i Radców Prawnych. Zaznaczam, że chodzi o te dwie grupy zawodowe bo (o zgrozo!) okazuje się, że wiele osób myśli, że sprawami rodzinnymi zajmują się tylko adwokaci, którzy nota bene są drożsi, choć merytorycznie przygotowani tak samo jak radcy prawni. Odnosi się to zwłaszcza do małych i średnich miast, gdzie bardzo trudno się wyspecjalizować i obie te grupy zawodowe, czy chcą czy nie, muszą zajmować się sprawami rodzinnymi.

     

    Wracając do meritum. Apeluję do Was by nigdy, ale to przenigdy nie lekceważyć spraw sądowych! Nigdy, ale to przenigdy nie zostawiać tych spraw swojemu biegowi! Albowiem jak mawiają mądrzy ludzie jeżeli nie weźmiesz życia w swoje ręce, weźmie je ktoś inny. W przypadku spraw sądowych jest to po prostu druga strona sporu. Dlaczego o tym mówię? Wbijcie sobie to głowy: Sąd (Sędzia) nie jest omnibusem i nie uwierzy Wam na słowo, że to zła kobieta była. Sąd wszystkich faktów o drugiej stronie dowiaduje się od Was i jeżeli tego nie zrobicie, to sam nie postara się o tzw. środki dowodowe. Sędzia takich spraw rocznie przerabia dziesiątki, więc ich stosunek do Nas jest co najmniej ambiwalentny.

     

    Wiem, że wielu z Was jest zła na jednego czy drugiego Sędziego o taki, a nie inny wyrok. Wiem, że nieraz pomimo szczerych chęci, kupy wydanej kasy na pełnomocnika, nic nie udało się wskórać. Ale pamiętajcie, że zawsze istnieje możliwość odwołania się (apelacja, zażalenie) i uwierzcie mi, że Sądy drugiej instancji w żaden sposób nie patrzą łagodnym okiem na orzeczenie z pierwszej instancji. Z tego co ja widzę, choć nie ma dużego doświadczenia, to Sądy drugiej instancji często zmieniają lub uchylają orzeczenia, od których się odwołaliśmy. Należy więc pamiętać o fakcie, że dopóki orzeczenie się nie uprawomocni nadzieja nie umarła.

     

    Skąd więc tak złe statystyki dla męskiej części populacji w sprawach rodzinnych. Kwestia norm prawnych nierówno traktujących kobiety i mężczyzn? Na pewno! Kwestia klimatu pro-kobiecego? Na pewno. Ale dotyczy to tylko pewnej części spraw. Z moich obserwacji wynika jasno, że: mężczyźni przegrywają większość spraw sądowych bo się nie bronią lub robią to bardzo nieumiejętnie. Kładę ten fakt na karb tego, że mężczyźni zawsze mają gdzieś z tyłu głowy, że sobie poradzą. Myśl podsycona społecznym imperatywem pomagania i pracowania na rodzinę. Mimo wszystko Kobiety jednak zdecydowanie lepiej wiedzą jak trudno zdobyć majątek, słuchając przy okazji historii o uciemiężonej matce - Polce, w której rolę i one chętnie wchodzą.

     

    I tu dochodzimy do clou programu. Drodzy Panowie, moi mili Samczykowie. Apeluję do Was: w przypadku spraw sądowych bezwzględnie należy się bronić, a nawet atakować. Jeżeli nie wiecie jak - wynajmijcie profesjonalnego pełnomocnika (adwokata lub radce prawnego). Do spraw rodzinnych trzeba się dobrze przygotować, zebrać dowody, ustalić taktykę działania. Że koszty duże? Uwiercie mi, że koszt pełnomocnika to kropla w morzu środków finansowych i majątku, którego możecie zostać pozbawieni. Wielu z Was jest zła, że wydała kokosy na papugę, a nie uwzględnia tego jak bardzo udało się ograniczyć straty. Np.:

    1. Czy 3-6 k w trudnej sprawie o alimenty to dużo w sytuacji gdy zamiast 1 tysiąca na potomka Sąd orzekł 500 zł? Łatwo przeliczyć, że w ciągu tylko jednego roku jesteście 6.000 zł na plus. Te pieniądze jeżeli będziecie chcieli, to dacie swojemu dziecku, ale nie musicie. Możecie mu odłożyć na lokatę (zabezpieczenie na przyszłość dla Niego), pojechać z Nim na wakacje (fajny czas spędzony bez mamusi) albo sobie na czarną godzinę (słynna szklanka wody - if You know what I mean ;). Czy gdyby Sąd przyłożył Wam ten tysiąc coś z tych środków by zostało? Nie. A nawet więcej. Taki syn czy córka byliby święcie przekonani, że wpłacane środki to jest zwykły obowiązek, a rzeczy, jedzenie i uciechy życia finansuje mama. Nie wymagajcie od kilkulatka żeby zrozumiał różnicę. A mając te 500 zł w swojej kieszeni to Wy jesteście Panem sytuacji.

    2. Czy 4-10 k za trudny rozwód to dużo? W porównaniu do tego, że uda się wybronić Was z roli przemocowca, a nawet zrobić z siebie ofiarę złej i bezwzględnej kobiety, co potrafi uratować jeśli nie cały to przynajmniej połowę majątku o wartości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych, o alimentach na ex w kwocie 1.000 lub 2.000 zł nie wspomnę.

     

    Także, rozważając różne sprawy z Waszego życia codziennego rozważajcie ponoszone koszty przeliczając czy przypadkiem duży wydatek finansowy i nakład własnej pracy dziś, nie przełoży się na duże oszczędności w przyszłości. Rozważajcie nie tylko to co Wam z portfela ucieka, ale też to co z niego nie wypływa. Nie mam w cale za złe kobietom, że próbują zagarnąć dodatkowy majątek dla siebie. Po prostu dbają o sfinansowanie swojego i dziecka bytu. Dobrze wiecie, że życie w tej sferze czysto przyziemnej, to walka. A im wyższy poziom majątku tym lepiej. My też chcemy dobrze żyć.

     

    Pozdrawiam:)

     

     

  8. Dawno niczego nie pisałem na blogu, a tym bardziej nie w temacie manipulacji, więc dziś będzie wpis właśnie na ten temat. 

     

    Socjotechnika (inżynieria społeczna) – jest to zespół technik służących do manipulacji społeczeństwem. Stosują ją zarówno politycy, służby państwowe, jak i media. 

    Zamiast pisać o prostych technikach socjotechnicznych, jak te które można podciągnąć pod zwykłe techniki manipulacji (reguły Cialdiniego itp., o których już pisałem kilkukrotnie) czy takich jak selekcja faktów, dezinformacja, rzucanie sloganów itd., pozwolę sobie opisać metody od razu „z grubej rury”, stosowane przez „najlepszych z najlepszych”. 

     

     

    Dywersja ideologiczna – model KGB

     

     

    Jurij Bezmienow – był agentem KGB, który w 1970 r. zbiegł do Kanady z Indii, gdzie pracował jako oficer prasowy ambasady radzieckiej w New Delhi. Po swojej ucieczce ze Związku Sowieckiego przyjął pseudonim Tomas David Schuman. Przekazał USA wiele cennych informacji na temat działalności Związku Radzieckiego, a następnie Rosji w zakresie dezinformacji, przewrotu ideologicznego oraz technik wykorzystywanych do przejęcia kontroli nad innym państwem, w których to był prawdziwym ekspertem. 

    Znany jest przede wszystkim z omówienia modelu przejmowania kontroli nad społeczeństwem, który omówił w wykładzie pt. „Jak napaść na państwo” (można go znaleźć na YT z napisami PL) złożonego z 4 kolejnych kroków: 

     

    1.      Demoralizacja

    2.      Destabilizacja

    3.      Kryzys

    4.      Normalizacja 

     

    Jak podawał Bezmienow tylko 15% działalności KGB stanowiło szpiegostwo, pozostałe 85% obejmowała właśnie praca nad przewrotem ideologicznym w zachodnim świecie. W dodatku ten schemat jest bardzo uniwersalną i powszechnie stosowaną metodą manipulacji społeczeństwem. Przejdźmy zatem do omówienia poszczególnych etapów przewrotu:

     

     

    Ad. 1 

    W celu demoralizacji należy podkopać obowiązujący i powszechnie poważany system wartości w danym społeczeństwie. Dlatego ważnym elementem jest tu atak na dominującą religię. Trzeba tu dobrze zrozumieć dwie rzeczy: po pierwsze atak na religię nie następuje w celu jakiegoś oświecania społeczeństwa, a jedynie po to aby podkopać obowiązujący system wartości. W zamian nie proponuje się jakiegoś świeckiego kodeksu moralnego, ale jego brak, pełny relatywizm moralny. Stąd charakterystyczny na zachodzie atak na Kościół katolicki, ludzi wierzących i ogólnie chrześcijaństwo ze strony „postępowców” ma charakter mało merytoryczny i konstruktywny, za to mocno emocjonalny, często wręcz obrzydliwy. Po drugie atakuje się religię powszechnie występującą w danym społeczeństwie. W kraju chrześcijańskim atak pójdzie na chrześcijaństwo, w społeczeństwie buddyjskim, atak poszedłby na buddyzm itd. To tłumaczy dlaczego „tolerancyjna” lewica tak mocno napiera na „chrześcijański ciemnogród”, jednocześnie pobłażając znacznie bardziej przemocowemu islamowi, nie wyłączając feministek, którym przeszkadza podejście do kobiet w katolicyzmie, ale już nie tak bardzo w islamie, gdzie pozycja kobiet jest znacznie gorsza. Pozornie wydaje się jakąś nieprawdopodobną hipokryzją, wręcz skrajną głupotą, ale z punktu widzenia przewrotu ideologicznego ma pewien logiczny sens. Oczywiście sens ten znają „architekci” projektu, ludzie którzy naprawdę w takie nielogiczne bzdury wierzą, pełnią tu rolę tzw. „pożytecznych idiotów”. Dodatkowo dominującą religię próbuje się zastąpić różnej maści sektami, ruchami parareligijnymi, w stylu New Age. 

     

     

    Kolejnym elementem demoralizacji jest edukacja i wychowanie. Za nie już nie mają odpowiadać rodzice, a już zwłaszcza ojcowie, tylko państwo. Stąd mamy rodziców, którzy muszą dużo pracować (dzięki rosnącym podatkom, długom publicznym i utracie siły nabywczej pieniądza), państwowe szkoły z programem wytyczonym przez MEN, dyskryminację ojców w sądach rodzinnych, zabieranie dzieci rodzicom przez opiekę społeczną itd. Sama edukacja w szkole obniża poziom nauczania, przez „wyrównywania szans” (dostosowanie poziomu do najgorszych uczniów, tworzenie klas mieszanych z imigrantami) i odchodzeniu od przedmiotów ścisłych i praktycznych (matematyka, fizyka, chemia, biologia, muzyka, języki) na rzecz humanistycznych (wiedza o społeczeństwie, spłycona historia, schematyczna nauka literatury z narzuconą interpretacją i kanonem, wyselekcjonowana ekonomia) lub bezużytecznych (europeistyka, bhp, własność intelektualna, edukacja seksualna, warsztaty tolerancji etc). Ostatnio pojawiają się coraz „ciekawsze” pomysły, jak teoria gender. Każde dziecko w szkole musi się dostosować odgórnie narzuconym programom nauczania, wszelki indywidualizm i dociekliwość są niemile widziane. 

     

     

    Kolejnym elementem demoralizacji jest promowanie przesadnie konsumpcyjnego, hedonistycznego i irracjonalnego stylu życia: „Sex, Drugs and Rock and Roll”, „róbta co chceta”. Do używek można mieć trzy podejścia:

    -Bardzo konserwatywne, prohibicyjne, wszystkiego zakazywać – prowadzi do pogłębienia patologii, reglamentowane dobra stają się zakazanym owocem, przez co stają się bardziej pożądane, stają się też drogie, doprowadzając do ruiny osoby uzależnione i ich rodziny, napychając kieszenie mafiom, dilerom, alfonsom itd.

    -Wolnościowe – oparte na wolnym wyborze i zasadzie „chcącemu nie dzieje się krzywda” – człowiek ma prawo do decydowania o swoim ciele i portfelu, ale jednocześnie bierze za swoje czyny pełną odpowiedzialność. Zaleca się więc zachowanie umiaru i rozwagi.

    -Lewackie – czyli chlaj, ćpaj i ruchaj wszystko co się rusza bez konsekwencji. W razie czego pomoże państwo, dadzą zasiłek, opiekę zdrowotną na koszt innych. Sam hedonizm jest tu mocno propsowany, jako coś modnego i fajnego. Wszystko także w oderwaniu od wszelkiej moralności. Zdrada? Oj tam, to tylko seks. Młodzież pije i ćpa? Młodzież musi się wyszaleć. 

     

    Oczywiście przedmiotem przewrotu ideologicznego jest podejście trzecie.

     

     

    Ad. 2 

    Kiedy społeczeństwo jest już mocno zdemoralizowane, cierpią w nim jakiekolwiek relacje międzyludzkie. Ludzie skaczą sobie do gardeł, nikomu nie można ufać. Pojawia się destabilizacja. Wszelkie konflikty między ludźmi są stale podgrzewane przez odpowiednie organizacje w tym celu wspierane i finansowane (są to tzw. „pożyteczni idioci”). Np. organizacje feministyczne poróżniają kobiety z mężczyznami, związki zawodowe zamiast pomagać pracownikom dążą do maksymalnego konfliktu z pracodawcami nawet jeśli jedyne co on przyniesie to szkody w postaci upadku firmy, fali niekończących się strajków i paraliżu kraju. Wierzący ścierają się z niewierzącymi, biali z czarnymi itd. itd. Konflikt, konfliktem pogania. 

     

     

    Ad. 3 

    Kiedy społeczeństwo jest już na tyle zdestabilizowane, że problematyczne staje się funkcjonalnie jakichkolwiek relacji między ludźmi pojawia się poważny kryzys. Może być to kryzys zarówno gospodarczy, jak i społeczny, często idą one w parze. W każdym razie „źle się dzieje”. W takich warunkach ludzie odczuwają potrzebę znalezienia kogoś, kto to wszystko ogarnie, zaprowadzi zmiany. I tu właśnie wchodzi czwarta, ostatnia faza dywersji ideologicznej czyli normalizacja.

     

     

    Ad. 4 

    Faza „normalizacji” to ostateczny cel całego przedsięwzięcia. Społeczeństwo samo oddaje władzę w ręce dywersanta, który jawi im się jako mesjasz, ktoś kto naprawi całą sytuację. W sytuacji kryzysowej ludzie kierują się emocjami, więc łatwo postawią na kogoś głoszącego populistyczne hasła, slogany, oferującego proste rozwiązania i radykalne, zdecydowane działanie. 

     

    Tę fazę charakteryzuje również usunięcie „pożytecznych idiotów”, którzy już spełnili swoją rolę. Dzieje się tak dlatego, że ci, którzy naprawdę wierzyli że robią coś dobrego, widząc swoje dzieło, zaczynają przeglądać na oczy i czuć się oszukani. Są więc idealnymi kandydatami do zostania najbardziej zagorzałymi przeciwnikami nowego porządku. Stąd zostają oni usunięci zanim na dobre urosną w siłę. Jeśli przewrót ideologiczny ma miejsce w państwie totalitarnym dochodzi do brutalnej czystki, łącznie z fizyczną likwidacją. Dlatego właśnie w historii zdarzało się że np. jedni komuniści zabijali innych komunistów, np. Stalin niszczący trockistów. Jeśli rzecz dzieje się w zachodnim, demokratycznym świecie takich ludzi po prostu odsuwa się od stanowisk i pokazuje opinii publicznej w negatywnym świetle. 

     

     

     

    Psychologia tłumu i permanentna rewolucja 

     

    Cytuj

     

    Długie lata z pochodnią rozumu,

    Szukamy wolności wśród bezmózgiego tłumu,

    Logika i prawda tak nam oczywiste,

    Wywołują wśród niego reakcje nienawistne. 

    Tłum nie rozumie, tłum się nie interesuje,

    Tłum jedynie podąża, tam gdzie kieruje się orszak

     

    Kelthuz w piosence „Bloody Dictatorship”

     

     

    Nie podoba nam się obecna sytuacja? To może by tak „wyjść na ulicę” i walczyć o swoje? Z tym jest jednak jeden poważny problem, czyli psychologia tłumu. Jest ona silniejsza niż mogłoby się wydawać. Np. słynna „znieczulica” czyli sytuacja kiedy nikt nie pomógł ofierze wypadku, albo brutalnego napadu pomimo dużej ilości świadków nie wynika jak niektórzy uważają z braku empatii tylko ze społecznego dowodu słuszności. Sytuacja odwraca się kiedy pierwsza osoba z tłumu decyduje się pomóc. Wówczas w ślad za nią zaczyna podążać spora grupa osób. Dokładniej opisuje to Robert Cialdini w książce „Wywieranie wpływy na innych”. 

     

    Praktycznie wszystkie rewolucje i przewroty nie były spontanicznym buntem oddolnym, a zaplanowanymi akcjami finansowanymi z zewnątrz. I tak np. amerykańscy i zachodnioeuropejscy przemysłowcy i bankierzy, zwłaszcza „wiadomego” pochodzenia finansowali zarówno bolszewików, Hitlera, Mussoliniego, czy Franklina Delano Roosevelta i jego New Deal. Wsparcia udzielają też zagraniczne mocarstwa w swoich rozgrywkach, np. Lenin otrzymywał pieniądze od rządów Japonii i Niemiec, a Mussolini od rządu francuskiego i angielskiego. 

     

    Nawet jeśli dany ruch, partia, czy stowarzyszenie powstanie spontanicznie do walki o lepsze jutro, może zostać łatwo zinfiltrowany przez wrogów, jak stało się np. z Solidarnością i ogólnie całą opozycją w PRL-u.  

      

    W dodatku tłumem ludzi można łatwo sterować, wystarczy kilku prowokatorów. Przykładem jest chociażby naprowadzenie zbuntowanych Białorusinów do ataku na budynek rządu, po kolejnych wyborach wygranych przez Łukaszenkę. Wystarczyło kilku prowokatorów, za którymi podążył cały tłum ludzi, a po drugiej stronie drzwi już czekała na nich milicja. Że już nie wspomnę że cała akcja może się okazać zwyczajną operacją false flag. 

     

    Permanentna rewolucja – w myśl Lwa Trockiego rewolucja socjalistyczna jest okresem permanentnych, wielkich przemian, nie ma w nim okresów stabilizacji i trzeba ją rozlewać poza ZSRR. Krótko mówiąc ogień rewolucji nie może przygasać, trzeba go ciągle podsycać. Zwróćmy uwagę że w taką permanentną rewolucję bawi się obecna „opozycja totalna” z KOD-em na czele. Niestrudzenie dążą do postawienia w Polsce „Majdanu”. A to walka o sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a to prowokacja na pogrzebie Inki, a to Czarny Marsz, a to okupacja Sejmu, a to marsze na ulicach. Póki co wychodzi im jednak tylko „Ciamajdan”.

  9. Blog Duńczyka

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 278
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Sisera był charyzmatycznym dowódcą. Miał ponad 2000 oddanych na śmierć i życie kananejskich wojowników. W armii Sisera panowały zasady: szacunek, honor, przyjaźń i braterstwo.  Dowodził armią złożoną z 900 rydwanów. Przez 20 lat niemiłosiernie najeżdżał i nękał żydów, widząc w nich całe otaczające jego świat zło. Zaprawiony w bojach, niezłomny i niebywale silny mężczyzna po przegranej bitwie z Deborą i Barakiem przedarł sie przez zastępy wroga, szatkując swoim mieczem dziesiątki Izraelitów. Schronienie znalazł w namiocie Jaeli.

    Jaela, była niezwykle piękną kobietą, emanowała seksem, inteligentna i intrygująca, czuła i mądra. Nic dziwnego że Sisera sie w niej zakochał. Stracił całkowicie dla niej głowę. Była ukojeniem. Oddała mu swoje łono.

    Gdy upojony winem i miłością zasnął, Jaela wyjęła gwóźdź z namiotu, wzięła młotek i wbiła mu stalową szpilkę w głowę.

    Nie wierz nigdy kobiecie......

    Felice Ficherelli.jpg

  10. Moje przemyślenia

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 391
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Gekoneks
    Ostatni wpis

    Witam serdecznie wszystkie osoby które tutaj zawędrowały. Będę opisywał tutaj rzeczy które siedzą mi w głowie. Nie piszę też tego, aby zdobyć jakąś widownię, piszę to bardziej dla siebie, ale jak już tutaj trafiłeś to możesz poczytać, pozwalam :)

     

    Mój pierwszy wpis poruszy sprawę bardzo ciekawą. Będzie on o moim marzeniu oraz trochę dokładniej o tym dlaczego to piszę.

     

    Otóż zawsze lubiłem pisać. W wielu internetowych miejscach w których się udzielałem pisałem różne artykuły, newsy i tym podobne rzeczy. Sprawia mi to przyjemność. Tak wiele rzeczy można przekazać słowami. Tak wiele rzeczy można się dowiedzieć o człowieku siedzącym po drugiej stronie komputera. A może raczej o tym na jakiego in się kreuje w internecie. 

     

    Drodzy państwo jakie jest moje marzenie. Kiedyś miałem ich wiele, ale były bardzo przyziemne. Dom, pieniądze rodzina. Może zabrzmi to śmiesznie, ale obecnie moim największym marzeniem jest... kobieta.

    Niestety uważam, że jest to marzenie nie możliwe do zrealizowania. Spytacie dlaczego? "Przecież tego kwiatu pół światu! Co ty gadasz?"

    W dużej mierze dzięki temu forum patrzę teraz na świat w zupełnie inny sposób. Moje obecne marzenie jest w dużej mierze ukształtowane przez moją poprzednią 'kobietę', ale o tym niżej.

     

    Wróćmy do kwestii tego marzenia nie możliwego do zrealizowania. Chcę, aby była to kobieta z pasją. Chcę, aby była to kobieta inteligentna i mądra zarazem. Aby można było z nią porozmawiać na bardzo wiele tematów i aby jej jedynymi odpowiedziami nie było "aha", "no tak". Chcę, aby w jej oczach była iskra gdy opowiada różne rzeczy, aby mogła opowiadać o swojej pasji i zainteresowaniach godzinami, tak samo jak potrafię ja.  Do tego musi być to kobieta.. kobieca, zmysłowa. Brzydzę się brzydkimi kobietami. Nie traktuję ich poważnie. Jestem bardzo wymagający. Czasami ze znajomymi porównujemy kobiety idące ulicą. Często zauważam, że kobieta którym oni dają 6-7 dla mnie jest 2-3. Nie wiem, może przesadzam. Chciałbym stworzyć więź z kobietą tak, aby była ona moim przyjacielem i partnerem zarazem.

     

    Niestety. Wiem, że jest niemożliwe i niedobre zarazem. Kobieta.. to tylko kobieta. Może być ona dopełnieniem mojego życia, ale czy tak naprawdę jest ona niezbędna? Chciałbym mieć syna, do tego jest mi ona potrzebna. 

     

    Minęło już chyba z 8 miesięcy od momentu gdy zostałem zdradzony przez kobietę za którą oddałbym wszystko. Dzisiaj przez pryzmat tego czasy patrze na to z kolosalną różnicą. Oddałbym wszystko.. za kobietę. Żałosne. Dobrze, że to się stało. Dobrze, bo dostałem chyba jedną z najcenniejszych lekcji jakie mogłem otrzymać. Za tak niską cenę. A tak w sumie to nic za to nie zapłaciłem. Powiem więcej! Pozbyłem się fałszywej osoby z mojego otoczenia. Wspaniale! 

     

    Męczy mnie to pisanie i mówienie o mojej byłej, już tylu moim znajomym to opowiadałem, że kurwa tym rzygam dlatego też nie będę tutaj o niej wspominał. Chyba, że dla lepszego zobrazowania opisanej sytuacji.

     

    O czym to pisałem. W sumie straciłem wątek. Kilka dni temu nawiązałem kontakt z bardzo ładnie wyglądającą dziewczyną. Co się okazało? Głupia. Jak. But. Odpycha mnie brak części mózgu w kobiecie. Czy bycie osobą 'mądrą' już wyszło z mody? Mimo iż mam masę znajomych, bliższych czy też dalszych to dosłownie na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby z którymi jestem w stanie przeprowadzić konwersację na poziomie. Chyba nie muszę wspominać, że wszystkie te osoby to mężczyźni. 

     

    Czuję się smutny panowie i panie. Czuję się jakby pusty. Brakuje mi takiej osoby jak opisałem wyżej. Oczywiście nie uzależniam swojego szczęścia od tego czy tą osobę znajdę, lub nie. Powiem więcej. Jestem szczęśliwym człowiekiem, jest mi dobrze samemu, ale brakuje mi kogoś kto by mnie zafascynował i ja zafascynował bym tego kogoś.  Ciekawa sprawa. 

     

    Nie wiem czy też tak macie, ale gdy spojrzę na człowieka jestem w stanie powiedzieć czy z tym kimś da radę porozmawiać czy też jest on kretynem. Sporo osób mi mówiło, aby nie oceniać książki po okładce, ale przecież to jest oczywista sprawa. 

    Patrzysz na człowieka z pustym wzrokiem człapiącego w bliżej nieokreślonym celu. Albo te wszystkie smutne kamienne twarze mijające mnie dzień w dzień. Cholera, ale zboczyłem z mojego pierwotnego tematu. Zostawię to na jutro.

     

    Aa, jeszcze wrócę do tematu tej nowo poznanej dziewczyny.  No głupia jak but, ale ładna. Mimo iż nigdy nie kierowałem się seksem w życiu o czym chcę wspomnieć jutro to z chęcią bym ją po prostu ruchnął :P

     

    Doobra jutro muszę poruszyć temat mojej mamy i znajomych. Na razie :rolleyes:

     

    Nawet nie czytam czy jest to poprawnie napisane, więc wybaczcie ewentualne błędy.

     

     

     

     

  11. Scarcity of Knowledge

    • 2
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 473
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    MODERN SCIENCE AND „NATURALISTIC”* BUDDHISM – ALLIES OR ENEMIES?

     

    Creative_Wallpaper_Buddha_sitting_back_0

     

     

    Human kind, in the course of history, constantly persevered with the idea that there is a gap between humanity and other species, sort of superiority that allows us, as people, to rule the roost. However, if one decides to research and take a closer look at this issue, it no longer applies to all aspects of human life and we are also subjected to conditions programmed into our minds, various predispositions which do not allow us to see the world in a purely objective way. It is said that Buddhism may be of help as a rebellion against natural selection since it gives its own explanations and ways of treating the predicament.

     

     

    TWO NOBLE TRUTHS AND THEIR PERVASIVENESS

     

     

    The First Noble Truth is translated into English language as The Truth of Suffering, although on many occasions scholars argue that this interpretation is not altogether accurate. Thus, they provided a broader description of the term dukkha (in Sanskrit) or duhkha (in Pali) introduced in Buddha's teachings as unsatisfactoriness. This theme returns in many Buddhist's texts and the main idea is that there is always an undercurrent of yearning and the transience of human life present in every pleasure that we strive to grasp. 

     

    The cause of human predicament may be found in The Second Noble Truth in which Buddha clearly states that clinging to possessions and other external factors will eventually lead to dukkha. Even when there is a degree of completeness, it will fade with the passage of time and one will be left with a thirst for more. The oblivion of that fact seems to be ubiquitous for the majority, hence modern science provides further explanations.

     

    Neurotransmitter dopamine, depending on the part of a brain in which occurs, as well as which neurons and receptors are involved, is responsible or at least correlates with the pleasure.

    A research conducted by scientists from University of Fribourg on monkey's neurons involved in the release of dopamine reveals that, after the fruit was given to the animal, there was a dopamine spike which lasted about a third of a second.

     

    In the same study, they trained the monkey that it would reach over and touch a lever and then there would be a fruit juice, thus made anticipation possible. It revealed that the pleasure is even greater in the anticipation process than in the activity itself. Furthermore, when there is anticipation and then the actual object is not delivered, there is a deficit of dopamine activity.

     

    N3U1iyH.jpg

     

     

    Although that is not human brain which was tested, it is sufficient to say that there is a fair plausibility that natural selection formed species so that they put an emphasis on hapiness without noticing the fleeting of the bliss. It may easily be figured out by acknowledging that in distant past there must have been attraction in order to help the species survive.

     

     

    BRAIN ON MEDITATION

     

     

    As mentioned before, the main idea of Buddhism, especially „naturalistic” one, is seeing the essence, the true nature of things. Meditation seems to be a trusted and reliable guide in this process, a step towards taking responsibility for our own states of mind and, therefore, altering human condition to the more objective worldview. One may unearth the patterns and habits of the mind through various practices and traditions,

     

    There are different forms of meditation associated with Buddhism. Tibetan Buddhists, for instance, frequently use visualizations and images, Zen Buddhists meditate on kōans – provoking questions and statements that are used as a test for student's progress in Zen practice. In South Asia, Vipassana meditation is particularly common and puts emphasis on observing the mind. Mindfulness meditation, broadly speaking, consists of observing anything that the individual experiences. Studying the issue would plausibly provide more examples, albeit the top priority in this segment is to sketch the basic idea of this practice.

     

    In recent years, there has been whole lot of information about the effects of meditation on brain such as increase of gamma wave activity or expansion in the amount of white matter in cerebrum, yet the core of meditative experience lies in the part of the brain called the default mode network.

    It is culpable of all the thoughts that arise when an individual is not concentrated on any particular task. A paper published in the proceedings of the National Academy of Sciences verify that when people practice meditation, the default mode network gets more tranquil.

     

    3DUEaUv.jpg

    Fig.1. Experienced meditators demonstrate decreased DMN activation during meditation. Brain activation in meditators > controls is shown, collapsed across all meditations (relative to baseline).

     

    This very fact is essential since quieter mind tends to be more peaceful and, in consequence, less judgmental. With a guidance of mindfulness meditation, for instance, if you think about a person whom you do not admire, you can choose not to be attached, just observe the feeling as it arises without negative prejudices. 

     

     

    SHORT SUMMARY

     

    To conclude, various findings and scientific data proves that „naturalistic” or, in other words, western Buddhism, without all deities and additional beliefs, is accurate in identifying the human predicament and offers possible treatment which may help to reorganize lives, especially in present-day world when pursuit of career and obsession about possesions tends to cloud human's vision.

     

    ______________________________________________________________________________________________________________________________________________

    • The term „naturalistic” refers to western tendencies in which people apply certain practices from Buddhism, albeit without deities and other elaborate beliefs.

     

     

    References:

     

    http://www.jneurosci.org/content/13/3/900.full.pdf (A study about monkeys and dopamine activity)

    http://www.pnas.org/content/108/50/20254.full (Meditation and the default mode network)

     

    • 2
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 1233
      wyświetleń

    Brak wpisów bloga

    • 2
      wpisy
    • 4
      komentarze
    • 808
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Miner
    Ostatni wpis

    Jestem tylko człowiekiem.

    Rozbitkiem, na skali kosmosu. Zbiorem genów, wypadkową losu.

    Nic nie jest moje, nigdy nie było. Nic w nigdy mnie nie dotyczyło.

    Jestem malutkim puchem, nic nie znaczącym statkiem, co przez chwilę krótką, przymknie po ziemi ukradkiem.

    Na nic moje starania, na nic krzyk bezduszny, nic to nie zmieni, tak mówi mój anioł zauszny.

    Nic nie wiem, nic pewnego mnie nie czeka, a przede mną zdarzeń rzeka.

    Nurt wody, w której jestem kroplą, gdzie mój oddech jest chwilą ulotną.

    Dlaczego? Nie wiem.

    Me życie emocji wahadłem, stojąc nad czarną przepaścią jeszcze w nią nie wpadłem.

    Dlaczego? Nie wiem.

    Kamień w górę, rzut w dół, oszczep podniosę, rakiet rój. Nic to. Marność.

    • 2
      wpisy
    • 3
      komentarze
    • 63305
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Jątrzenie w umyśle.


    Teksty "duchowe", wiedza alternatywna, czakramy, meridiany, aura, krokodyle, pola energetyczne... to wszystko zaczyna mnie już nużyć. Kanały energetyczne - z czego są one zrobione, czy są częścią ciała? Jeśli nie, to jak są z nami połączone i wpływają na to co jest w ciele? Czakramy - podobnie. Czy twórcy tych koncepcji w ogóle próbowali je udowodnić? Jak tu z nimi dyskutować? Jaka byłaby metoda badania tych zjawisk. Ja nie jestem uprzedzony w tym temacie i chciałbym przeprowadzić doświadczenia, jako człowiek, który nie wie; a nie jako racjonalista, które próbuje ludzi poszukujących nowych metod leczenia i wpływania na rzeczywistość poniżyć. Ale czy ludzie w to wierzący rzeczywiście chcą sprawdzić, czy przypadkiem nie dali się wrobić? 


    Pozytywne myślenie, czyszczenie umysłu, kierowanie świadomości na ciało, dążenie do oświecenia, podmienianie myśli, wmawianie sobie tego, co chce się osiągnąć, uspokajanie siebie metodami relaksacyjnymi w chwili, gdy chcę kogoś zniszczyć za to co mi zrobił... To dla mnie jątrzenie w umyśle, które wyczerpuje nerwowo człowieka. Po długim czasie stosowania takich metod można się wymęczyć swój układ nerwowy, że wejdziemy w stany depresyjne. Wstanie z łóżka będzie wyzwaniem, jeśli wyjdziemy z domu będziemy szli bez żadnej motywacji, myśli będą pojawiać się i znikać bardzo powoli. Świetnie, ograniczyłem swój myślotok - niedługo będę oświecony.


    Z tym oświeceniem to też ciekawe sprawa. Rozumiem, że można być mniej lub bardziej świadomym, zależnie od tego co się spożyło, od warunków zewnętrznych. I czym miałoby być to oświecenie  - utrzymaniem maksymalnej świadomości wszystkiego co się postrzega? Jak organizm miałby to wytrzymać? Co to w ogóle znaczy być bardziej świadomym? Przykładowo gdy jestem w parku mogę skupiać się na przyrodzie i zauważać co raz więcej elementów. Ale gdy mówimy, że ktoś został uświadomiony seksualnie, to tak naprawdę zdobył pewną wiedzę, którą może sobie przedstawiać potem w umyśle. Nie jest tego świadomy ciągle.
    Takie nie dające się dowieść teorie i koncepcje mi nie przeszkadzają, dopóki ktoś nie bierze za nie pieniędzy z podatków.


    Zamiast zajmować się oświeceniem, wolę zająć się głównie swoim ciałem. Pod wpływem gwałtownych wydarzeń można wpaść w załamanie i siła oparta na umyśle nie pomoże. Zaś wykształcone ciało przez pewien czas jeszcze będzie można wykorzystać.

    • 1
      wpis
    • 10
      komentarzy
    • 661
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam czytających na moim pierwszym wpisie na blogu. Zamierzam podzielić się moimi doswiadczeniami z zycia na różne tematy, mimo młodego wieku myśle ze swieże spojrzenie sie przyda na niektóre sprawy :D

     

    Przez całe swoje życie byłem mniej lub bardziej rycerzyk, przynajmniej jeśli chodzi o relacje z kobietami. myslalem ze jesli bede dla nich miły, kupował kwiatki i zapraszał na kolacje to dostane od nich seks.

    Nie mogłem się bardziej mylić.

     

    Starałem się żeby ludzie mnie lubili, nawet za cenę nie bycia fair samym ze sobą, robienia czegoś wobec siebie. Nie umiałem się postawić w prawie żadnej sytuacji, mało asertywny byłem.

     

    Wszystko się zmieniło gdy zacząłem cwiczyć na siłowni w wieku 18 lat (wcześniej nie uprawiałem zadnych sportów i nic nie umiałem). Zrobiłem się duzo większy "naturalnie", ludzie zaczeli mi bardziej okazywac szacunek ale mentalnie za duzo

    to sie nie zmieniło. W pewnym momencie wpadłem na pomysł ze warto zbadać hormony. Okazało się ze testosteron mam poniżej dolnej granicy mimo CWICZEŃ i w miare zdrowego trybu zycia (siedzący, ale nie piłem nie paliłem juz wtedy, w miare ok sie odzywiałem).

     

    W tamtym okresie bałem się iść do lekarza w takiej sprawie, więc postanowiłem wziąśc sprawy w swoje rece i zainwestowałem pieniązki w Testosteron Propionate.

     

    Po pierwszym zastrzyku moje życie juz na zawsze sie zmieniło, na lepsze.

     

    Można się tylko domyslać co to znaczy byc samcem alfa z wysokim poziomem testosteronu, ale jedyna szansa by sie o tym przekonać to wejśc na cykl. Miałem więcej energii, większy apetyt, przestałem być pobłażliwy dla ludzi którzy nic nie wnosili do mojego życia, byłem o wiele bardziej skłonny do podejmowania ryzyka, mnóstwo pomysłów. Czułem się lepszy od szarej masy która nadal szła w starym tempie i próbowali ze mna rozmawiac na jakies denne tematy. Przytyłem ponad 10 kg w ciągu 2 miesięcy, z czego połowa to suchy miesien(badałem BF).

     

    Po 3 miesiącach zszedłem z pierwszego skromnego cyklu 100mg EOD prop, oczywiście nie czułem się juz jak bóg ale zachowania i odruchy których sie nauczyłem na cyklu zostały ze mną. Oczywiście nie łudziłem się ze to pierwszy i ostatni cykl bo czegos takiego nie ma.

     

    Do myślenia daje bardzo to, ze kobieta może iść do lekarza legalnie po progesteron (tabletki antykoncepcyjne) i zaden lekarz jej nie odmówi, przynajmniej nie slyszalem o takim przypadku. to jest norma, az dziwne ze jeszcze tego nie ma bez recepty. Ale jeśli ja jako facet pójde do lekarza i poproszę o testosteron zebym sie lepiej poczuł to wiekszosc odmówi bo powie ze nie maja na ten temat wiedzy (znam znajomych którzy chcieli wziasc) albo trzeba robic badania, dostanie sie najpierw jakies tabletki pozniej zele... a na koncu dopiero prawdziwy testosteron domiesniowy ale najczesciej dawka taka ze szkoda gadać. (ja taka dostalem od lekarza, ale to temat na inny wpis).

     

    Od wielu lat obserwuje sie zniewieszczenie mezczyzn, testosteron spada rażąco co roku o jakieś 1% w skali globalnej. Jedynie kto na tym zyskuje to kobiety i rządy które maja facetów którzy sie nie postawią i są grzeczni, nie chcą ryzyka, wolę piwo i telewizor... dobrze to nie wróży.

     

    Pozdrawiam

     

     

  12. Pan Kabat75
    Ostatni wpis

    Andropauza.

    Kłopoty z erekcją.

    Zdradzany.

     

    Takimi słówkami potrafią nas karmić niektóre kobiety (coraz bardziej wierzę, ze któregoś dnia uwierzę w to, że jest mniej niż 50% wśród kobiet). Nazywają się czarownicami.

    Ach, ach!

    Jakbym miał już dość, postąpiłbym po chamsku i spytał "czy to prawda, że czarownice dobrze dają dupy?"

    Ale wolę wybierać lepsze rozwiązania - tak jak teraz skupię się na istocie tego co mam na myśli.

     

    Otóż, Mój Drogi Żołnierzu, jesteś Nieśmiertelny.

    Zadbaj tyko o to.

    Dziwisz się? Nie ma czemu, tylko zauważ Siebie. Dbaj, pieść i dogadzaj Sobie. Wystarczy na wieczność.

     

    Ostatnio mało o siebie dbałem, więc po dzisiejszym podjeździe do cudnie uśmiechającej się blondynki drżały mi dłonie. Numer telefonu dostałem. Wygląda na zajętą... Nie dbam jednak o przyszłość, dbam o Siebie.

    By być Nieśmiertelnym jak my wszyscy, Żołnierze.

     

    Czuj duch!, Zwycięzcy!

  13. Zapiski Eldritcha

    • 1
      wpis
    • 4
      komentarze
    • 703
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Systematycznie na forum pojawiają się wpisy opisujące relacje z kobietami które mają problemy z software'm (w przybliżeniu można to określić jako problemy z osobowością, schematy postępowania), dalej będę je nazywał kosmitkami. Autorzy prześcigają się w licytowaniu procentu napotkanych kosmitek, tymczasem źródła (Wikipedia) podają znacznie niższy ich udział w populacji. W niniejszym wpisie postaram się wyjaśnić kwestię różnicy między postrzeganą i rzeczywistą częstością występowania kosmitek.

     

    Proszę wyobrazić sobie eksperyment polegający na wystawieniu rano w markecie skrzynki z owocami. Wieczorem w skrzynce pozostaną wymiędlone i w jakiś sposób niepełnowartościowe sztuki. To zjawisko opisywane jest w teorii ekonomii jako przykład działania prawa Kopernika-Greshama: jeśli na rynku występują dwa rodzaje monety o tym samym nominale i różnej zawartości kruszcu, to monety o wyższej zawartości kruszcu będą zatrzymywane (gromadzone, tezauryzowane) zaś w obiegu pozostaną monety o niższej zawartości kruszcu. Przenosząc to na rynek partnerek, jeśli na tym rynku występują kobiety o różnym stopniu "poukładania w głowie", to kobiety które mają lepiej poukładane w głowie prawdopodobnie będą w związkach, zaś kosmitki raczej pozostaną w obiegu (oczywiście przy założeniu ceteris paribus).

     

    Podobny problem opisywany jest jako "market for lemons": wiadomo, że w komisie są dwa rodzaje samochodów - "dobre" (wisienki) i "kiepskie" (cytryny), przy czym nie jest łatwo zweryfikować do której grupy należy dany samochód. Nabywca nie wie jaki jest stan samochodu, i jest gotowy jest zapłacić za średni stan samochodu. Ok, ale osoba która sprzedaje wie do której grupy faktycznie samochód się zalicza, zatem jeśli samochód jest wisienką, to cena za średnią jakość nie jest dla osoby wystawiającej zadowalająca. Powoduje to, że wystawiane są raczej samochody o kiepskiej jakości, co powoduje dalszy spadek przeciętnej jakości oferowanych samochodów, i w ślad za tym, oferowanych cen. Powoduje to dalsze wycofywanie lepszych samochodów z rynku. Przenosząc to na rynek partnerek, wniosek jest taki sam jak w akapicie powyżej, na rynku pozostają raczej kosmitki niż normalne kobiety.

    Właściciele samochodów o lepszej jakości będą starali się samochód komuś kto im ufa, udzielą gwarancji, postarają się o certyfikat jakości. Przenosząc to na rynek partnerek, laski bardziej poukładane wiedzą że są bardziej poukładane i zwiążą się raczej z kimś "kto wie jakie są naprawdę" (w praktyce "z kimś kto ją dobrze zna").

     

    Na koniec jeszcze jedna kwestia: czy jeśli kobieta wychodzi na rynek z facetami to ma miejsce analogiczna prawidłowość? Powyższe przemyślenia mogą wg mnie mieć zastosowanie i wobec facetów. Ale nie należy zapominać, że ww rozumowania to uproszczenie rzeczywistości, które uwzględniają to co uwzględniają i nie uwzględniają całej reszty rzeczywistości. Inaczej zmienia się w czasie wartość kwiatów ciętych, a inaczej wartość wina.

     

    Przy dokonywaniu powyższego wpisu korzystałem z Wikipedii.

  14. italy-shipwreck-trial.jpg

     

    Statek na mieliźnie, czyli szalone nawigatorki 

     

    Jadąc wczoraj nie swoim samochodem odpaliłem sobie radio, a że trasa do pokonania względnie krótka to zostawiłem na tzw. Jedynce, czyli Pierwszym Kanale (oceniając po tym co usłyszałem dosłownie) Polskiego Radia, nie chcąc ingerować w preferencje właścicielki. Może miałem to nieszczęście, że akurat trafiłem na audycję "Sterniczki", gdzie już nazwa sama w sobie uderza swoim feminazizmem w jakże propagandowym stylu. Wszakże obsada godna nazwy, kobiety wykształcone i na stanowiskach, prowadzącym był Robert Kowalski (pięknie przytakiwał), a oto lista gości wczorajszej:

     

    Halina Bortnowska - filozofka, teolożka, Fundacja Helsińska;
    dr Kinga Dunin - pisarka, publicystka, Krytyka Polityczna;
    prof. Małgorzata Fuszara - socjolożka, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW;
    Draginja Nadażdzin - szefowa Amnesty International Polska.

     

    Wszystkie powyższe informacje zaczerpnąłem z internetowej ramówki po powrocie do domu. Audycji słuchałem jakieś 20 minut. Po tym czasie, ze względu na poziom przedstawianych poglądów, który zaczął wywoływać we mnie negatywne odczucia (co odkryłem zauważając, że zaczynam podświadomie mocniej dociskać pedał gazu - sam nie wiem, czy chciałem tą bezmyślność zgasić jak papierosa czy zagazować) postanowiłem rzucając do prowadzącego "kończ waść, wstydu oszczędź" oszczędzić sobie dalszej indoktrynacji.

     

    Pokrótce ww. damy stwierdziły co następuje:

    - że przed przybyciem uchodźców kobiety też nie były bezpieczne i gwałty się zdarzały;
    - że to wina władz, że nie zorganizowały w żaden sposób uchodźcom czasu na sylwestra;
    - że nie można uchodźców winić, bo przecież jakby gdzieś wpuścić pół miliona Polaków, bez pracy 
    i w trudnej sytuacji to pewnie zachowaliby się oni identycznie;
    - nie wiemy czy to byli uchodźcy i jaka cześć z nich (wychodzi na to, że gwałcili Niemcy i teraz chcą zwalić wszystko na biednych imigrantów spod znaku półksiężyca).

     

    Nawet nie chcę wiedzieć, jakie jeszcze bzdury pojawiły się w dalszym przebiegu tej audycji. Mogę jedynie podziękować za krótkie podniesienie mi ciśnienia, takiego skondensowanego uderzenia marksizmu kulturowego się nie spodziewałem. Pewnie gdybym był sporo starszy to zdjęliby mnie zawałem, bo publiczne media omijam z daleka z tą ich kulturalną misją i obiektywnością polityczną. Także pamiętajcie: nagłe włączenie mediów publicznych może zagrażać Waszemu życiu lub zdrowiu.

     

    Paniom dyskutującym w studio proponuję przejechać się do Hamburga i zaspokoić potrzeby tamtejszych młodych i jurnych mężczyzn o śniadej karnacji, którzy swoje kobiety, matki i siostry zostawili na pastwę gwałtów w strefie wojennej. Wszakże najlepszym sposobem zapobiegania przestępstwu jest prewencja. Bardzo chętnie i tym razem wyjątkowo słusznie zarzucały, że nie zadziałała męska w postaci niemieckiej policji. Zatem pora pokazać im jak to się robi - kiecki w górę i do roboty - niech żyje "siostrzeństwo" kobiet całego świata!

     

    http://www.polskieradio.pl/7/4398/Artykul/1567762,Ataki-na-kobiety-w-Kolonii-Dlaczego-do-nich-doszlo

     


     

  15. TradeMe

    W dziennym handlu trzeba gdzies sobie wystawic limit przy ktorym sie sprzedaje pozycje, bo straty moga isc w nieskonczonosc. To jest podstawa tzw. Money Management (ale o tym innym razem). Gdzie ten "hamulec" postawic? Na to kazdy ma inny sposob. Ja patrze na moje konto, gdyz nie raz mi moj broker konto zamknal z braku pieniedzy.

     

    A wiec dzisiaj pokaze wam, jaka gielda jest bezlitosna i jak mozna szybko spasc na pysk i przypalic sobie dupe

     

    Sytuacja wyjsciowa w DOW:

    2016-01-06_22-20-17.jpg

     

    Moje pozycje sprzedalem przy 16818,67 punktow.

     

    A najnizszy poziom byl.. przy 16815,57 punktach. Gdyz od tego momentu, zaczelo sie "cos takiego":

    2016-01-06_22-29-34.jpg.1cf8bedbcb233846

     

    Co dla mnie oznaczalo by, ze bym wyszedl na 0 (break even). A tak: -2736,98€

    2016-01-06_22-08-01.thumb.jpg.f09a08854e

     

    Boli? Boli. Mysle, ze by mniej bolaly, gdyby DOW nadal spadal, a nie dokladnie 3 punkty po sprzedazy, zaczal wzrastac. 

    Mozna sie tez wkurwic. Ale nie pierwszy raz mi sie to zdazylo, a wiec (staram sie) byc spokojny.

     

    to be continued...

     

    P. S. A-ha, jeszcze jeden komentarz dla "fachowcow": to nie byl tzw. "stopp-loss fishing" od mojego broker-a, bo ja sam "recznie" sprzedalem.

     

  16. redBlog

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 1331
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Początek rozwoju prawa rzymskiego datuje się na rok 753 p.n.e. , zgodnie z tradycją jest to również data założenia Rzymu.

    Mimo upadku zachodniej części cesarstwa w roku 476 n.e. spowodowanego najazdem Germanów, historia rozwoju prawa toczy się dalej.

    Datą kończącą wspaniały okres rozwoju prawa rzymskiego jest śmierć panującego w części wschodniej Justyniana (Flavius Petrus Sabbatius Iustinianus) w roku 565 n.e.

    Podczas panowania Justyniana dokonano największej kodyfikacji prawa w okresie antyku, podsumowania całościowego dorobku myśli prawniczej.

    Jak łatwo zauważyć ramy czasowe obejmują trzynaście wieków, samo państwo rzymskie przechodziło w tym czasie znaczące zmiany ustrojowe. Naturalnym procesem jest iż wraz ze zmianą ustroju podąża zmiana w prawie. Kolejne formy ustrojowe to monarchia (do 509 r. p.n.e.), republika (do 27 r. p.n.e.), pryncypat (do 284 r. n.e.), dominat (do 565 r. n.e.).

    Okres prawa archaicznego (753 r. p.n.e. - połowa III w. p.n.e.)

    Był to okres wczesnego rozwoju państwowości, w owym czasie Rzymianie zajmowali się w znacznej mierze uprawą roli oraz pasterstwem. Występowały inne przejawy życia gospodarczego lecz stanowiły one margines działalności ludzkiej. Dominowało prawo kwirytarne (Quirites) opierające się głównie na prawie zwyczajowym. Powolny proces przemian rozpoczął się dzięki działaniom magistratu i zastępowaniu prawa zwyczajowego ustawami.

    Dokonało się przejście formy państwowej z monarchii w republikę, jednakże nie odcisnęło ono silnego piętna w prawie jako takim.

    Druga połowa okresu archaicznego zaowocowała narodzinami ustawy XII tablic (lex duodecim tabularum), której to ustawie poświęcę oddzielny wpis.

    Nasiliła się działalność interpretacyjna uczonych z dziedziny prawa, powoli powstawało to co dziś nazywamy systemem prawa.

    Okres prawa klasycznego (połowa III w. p.n.e. - 235 r. n.e.)

    Zbrojna ekspansja Rzymu oraz zwycięskie wojny zaowocowały napływem bogactw oraz niewolników.

    Napływ kapitału doprowadził do rozwoju zarówno produkcji rolnej jak i przedsiębiorstw przemysłowych, rozwój tych drugich doprowadził do wzrostu produkcji, poszła za tym szeroko pojęta wymiana towarowa również o charakterze międzynarodowym.

    Wykształcił się nowy dział prawa ius gentium czyli prawo narodów - wspólny system prawny dla wszystkich obywateli cesarstwa regulujący relacje prawne z cudzoziemcami.

    Wprowadzono nowości takie jak urząd pretora dla peregrynów i stosowany przezeń proces formułkowy (agere per formulas), który stał się główną formą cywilnego postępowania sądowego w końcowym okresie republiki i przez cały okres pryncypatu. Dawał on możliwość uczestnictwa w procesie osobom nie będącą obywatelami, rozszerzał ochronę praw prywatnych, był mało sformalizowany.

    Z przejściem ustrojowym republiki do pryncypatu wiązało się powstanie nowych czynników prawotwórczych takich jak : cesarz, senat, nauka prawa. Czas przejścia czyli rok 27 p.n.e. jest granicą wyznaczającą podział okresu klasycznego na dwa podokresy.

    Okres prawa przedklasycznego obejmujący ostatnie wieki republiki oraz okres prawa klasycznego obejmujący pierwsze wieki pryncypatu.

    Wszystkie zmiany zachodzące w tych okresach doprowadziły prawo rzymskie do szczytowego rozwoju.

    Okres schyłkowy/ poklasyczny (235 - 565 n.e.)

    Rozkład ustroju niewolniczego doprowadził do upadku gospodarczego Rzymu, efektem tego był kryzys w wielu dziedzinach życia społecznego.

    Spadek wartości pieniądza zaczął cofać obrót gospodarczy do czasów wymiany naturalnej.

    Ciężar wydatków państwowych spoczął na klasie średniej (znacie to z czasów bardziej współczesnych? ;) ) , doprowadziło to zubożenia ludności, mimo usilnych prób zahamowania tego poprzez liczne reformy administracji państwowej (tak dziś też jesteśmy na równi pochyłej tyle że nikt nie stara się nawet nic reformować, wręcz przeciwnie etatyzm pełną gębą). Rok 395 n.e. przyniósł podział państwa na część wschodnią i zachodnią.

    Prawo klasyczne nie było dostosowane dla nowych warunków, wręcz niezrozumiałe dla urzędników państwowych, rozpoczęły się unifikacje prawa.

    Głównym źródłem prawa stały się konstytucje cesarzy, władców absolutnych (dominus).

    Upadły prawie wszystkie czynniki prawotwórcze, paradoksalnie spowodowało to rozwój szkół prawniczych zarówno na wschodzie i zachodzie.

    Ostatnim i największym dziełem prawodawstwa rzymskiego była wspomniana na wstępie kodyfikacja Justyniana.

     

    cdn.

     

    200px-Meister_von_San_Vitale_in_Ravenna.jpg Flavius Petrus Sabbatius Iustinianus

    źródło:

    prawo_rzymskie_zarys_wykladu_wraz_z_wyborem_zrodel_0_b.jpg

  17. blog-0493268001445583731.jpgKsiążka - klejnot, z równie dobrą ekranizacją kinową i chyba jeszcze lepszym serialem telewizyjnym z 1977 roku. Role Kamasa i Pawlika, szczególnie tego ostatniego jako starego Rzeckiego - prawie oskarowe. Wiem, wiem - lektura szkolna a do obowiązkowych lektur każdy w swoim wieku podchodzi tak jak podchodzi. O dziwo, jak na szkolną lekturę - mnie ta książka pochłonęła.

    Bo Stanisław Wokulski, Panowie, to jeden z nas. Cała ksiażka jak i serial pełen jest perełek do wychwycenia, które o ile umykały mi w wieku młodzieńczym tak teraz wręcz rozsadzają tą powieść i nadają jej wyjątkowego kolorytu. Mamy więc wzorcowy przykład rozwoju wewnętrznego. spektakularną przemianę osobowości a całość gra w tonie niewłaściwie ulokowanej fascynacji. Co potrafi zauroczony od stóp do głów mężczyzna (a czego przede wszytkim nie potrafi!) i czym tak naprawdę kieruje się w swych wyborach kobieta rozpuszczona licznymi adoratorami i przyzwyczajona do poklasku oraz atencji. Jest to nic innego jak rzeczy, o których tak często-gęsto piszemy na forum.

    Książkę i serial odkrywam na nowo. Niegdyś, gdy miałem z nimi styczność - byłem chłopcem, większym dzieckiem. Obecnie odkrywam będąc mężczyzną z bagażem pewnych doświadczeń życiowych i związanych z nimi postaw oraz poglądów. Fanstastyczne uczucie a odkrywane na nowo perły życiowej mądrości, padające co pewien czas z ust bohaterów - tylko pogłębiają to doznanie. Bo każdy z nas był, jest lub będzie w którymś etapie swojego życia ... Stanisławem Wokulskim.

    9080f78f4c986e30455c7131c021d510,300,0,0,0.jpg

    https://www.youtube.com/watch?v=5s5efgi1qzA

  18. friendship

    • 3
      wpisy
    • 27
      komentarzy
    • 2360
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    homer
    Ostatni wpis

    Jak to jest do jasnej cholery że jak człowiek chce pomóc drugiemu człowiekowi to zazwyczaj dostaje za to kopa w tyłek i co najgorsze nigdy nie uczy się pod tym względem na swoich błędach. Nie wiem, może to kwestia dobrego serca i faktu że samemu się sporo przeżyło w przeszłości, albo może jestem po prostu naiwny. Ale cięzko mi to ocenić. Ale podając kilka przykładów z życia.

    1.To pierwsze to chyba zdecydowana większość z was przeżyła. Jak człowiek pożycza swojemu koledze/koleżance/kolegom (resztę sami dopiszcie ;) ) pieniądze i później zapomina się o istnieniu takiej osoby która pożyczyła ten przysłowiowy ,,chajs''. Ok, rozumiem, są różne sytuacje w życiu. To fakt. Sam wiem to po sobie. Ale ludzie, litości, ciężko po prostu zadzwonić do takiej osoby i powiedzieć coś w stylu:,,posłuchaj stary, nie mam aż tyle pieniędzy ile myślałem. Nie mógłbym później/część teraz tylko oddać''. Czy to takie trudne!!! Sam mam często bardzo ciężko (to już trzeba moim ukochanym rodzicom za to podziękować :) ) ale staram się na bieżąco swoje długi oddawać. A jak nie jestem w stanie, to robię tak jak powyżej. W ten czas całkiem inaczej wychodzę w oczach swoich znajomych.

    2.Gryzie mnie pewna rzecz. Dlaczego ludzie są tak CHAMSCY, że za to, że pomagałem swojej mamie jak i pewnej dziewczynie, z którą nie byłem-żeby nie było, (nazwijmy ją abc :D ) dostałem od nich tak jakby w ,,pierdol''. Szczególnie moja matka, gdy za jedną kłótnię mnie w domu wyrzuciła. A wyjaśniając, tym dwóm osobom pomagałem bardzo finansowo. Mimo tego, iż mam trzech komorników dzięki właśnie moim rodzicom. Bo nie chciało im się spłacać swoich długów z mieszkaniem, a komornicy nie mieli jak ściągać od nich pieniędzy, to mi siedli na konto w pracy. Czyli dostaję z 1300 zł (fakt, niektórzy jeszcze mniej mają pieniędzy) a mimo tego regularnie dawałem swojej matce po 300 zł na życie, a kolejne 350 nawet to 400 zł (!) dawałem tej abc. Powodem mojej pomocy dla abc była jej beznadziejna sytuacja życiowa. Dziewczyna zaszła w ciążę ze swoim, który długo się nawet nie przyznawał do dzieciaka i ją kompletnie olał i przy tym też w którymś momencie została wygoniona z domu przez swoich rodziców. Podsumuwując, dziewczyna bez pieniędzy, bez mieszkania i będąca w ciąży. Więc postanowiłem jej pomóc. Znalazłem jej coś na wynajem, gdzie zgadałem cenę 300 zł miesięcznie (czyli cholernie mało!). Płaciłem ZA NIĄ te mieszkanie i zazwyczaj dawałem jej dodatkowo 50-100 zł na żywność. Fakt, bardzo niewiele ale patrząc na moją wypłatę... Ale wracając do tematu przy tym jeszcze za swoje pieniądze które mi zostały jeszcze dodatkowo potrafiłem kupować swoim rodzicom jedzenie i dodatkowo coś pożyczyć.Często nic mi już potem nie zostawało i sam czasami głodowałem. Bo miałem dosyć jak słyszałem że w swoim własnym domu (od mojego ojczyma) że jem NIE ZA SWOJE pieniądze.

    3.Jaki z tego morał. A mianowicie taki, że na dłuższą metę nie warto ludziom pomagać. A przynajmniej nie do przesady jak w moim przypadku. Ponieważ za moją udzieloną pomoc dostałem kopa w dupę od swojej matki i musiałem z dnia na dzień szukać mieszkania i się samemu teraz utrrzymywać za 1300 zł (albo i za 0zł, bo to mi niestety grozi ;( ) tylko za jedną poważnieszą kłótnię, gdzie nie tylko ja byłem tam winien. A natomiast w przypadku abc, gdy poprosiłem o głupie 50 zł, usłyszałem że ,,mało'' jej pomagałem, że jak nie chciałem to nie musiałem jej pomagać i krótko dała mi to zrozumienia że na jej pomoc nie mam co liczyć... A tą pomoc dostałem od ludzi, od których nigdy w życiu bym się nie spodziewał. :) Dzięki temu właśnie wywiązała się pewna przyjaźń która trwa to teraz (mimo pewnej poważnej kłótni powinna ona dalej trwać). Zresztą wspominałem o tym już w swoim pierwszym blogu http://braciasamcy.pl/index.php/blog/19/entry-123-hej/

    4.Krótko mówiąc ,,Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie''. I zapewniam was że tutaj w tym przypadku liczy się jakość, nie ilość.

    PS.Ten post nie ma na celu pokazanie siebie samego w świetle ,,jaki to ja nie jestem'', chwalenia ani żalenia się sobą. Nie oczekuję przy tym także pomocy ani zrozumienia. Wyrażam tu tylko swoje poglądy oraz mój punkt widzenia na to wszystko.

  19. W chuj.

    Tyle wysiłku włożyłem, by być gotowym do napisania tego bloga.

    Gotowość w takim sensie - że ten blog - to czyste odzwierciedlenie mnie.

    Zauważcie pewną zależność - czytając jakiekolwiek powieści czy też książki - poznajecie wnętrze autora, i to jak widzi rzeczywistość. Jego esencje.

    A tak bardzo go poznacie - jak bardzo spostrzegawczy jesteście - czyli inteligentni.

    Od czego by tu zacząć? Może od tego - czym jest ta domniemana męskość?

    Myślę, że wieeeelu przyszłych mężczyzn ma z tym problem. Męskość - to brak deliberowania nad pierdołami, nie zawracanie się przy wyzwaniach, w kierunku bezpiecznych przystani, w których można odpocząć. To jest - krótko mówiąc - parcie naprzód, determinacja i rozpierdalanie murów. Totalnym przeciwieństwem męskości - jest ucieczka od konfrontacji z brutalną acz sprawiedliwą rzeczywistością, choćby i do tej "byłej" która was jebła w pizdu. Bo nie mogła już na was patrzeć. Na ten obraz nędzy i rozpaczy.

    No właśnie - obraz. Wartościowa kobieta, czyli taka, która ma pomysł na siebie - swojego faceta podziwiać MUSI. On jest dla niej energią, czymś, co pociąga ją za nim.

    Wchodząc w szczegóły i analizując, kobieta tak naprawdę nie kocha jego smile.png - kocha energię, wewnętrzną siłę, która z tego mężczyzny wypływa.

    Dopiero umysł - generalizując - utożsamia tą energię właśnie z tym mężczyzną. Przez to kobieta zaczyna kochać GO - bo właśnie ten facet ma tą aurę, w której ta kobieta pływać i rozkoszować się chce.

    Aura - męskość - siła - jaja : nazywajcie to jak chcecie, ale jeśli to stracicie, stracicie i kobietę - w sensie: To nie ona będzie wasza, to Wy będziecie jej. A taka sytuacja to pomyłka. Matkę ma się jedną, a wasza kobieta nie jest i nie ma obowiązku być jej zastępczynią. Dobrze czytaliście - WASZA kobieta, bo ona jest wasza i to Wy jesteście do tego, żeby jej zapewnić spokój ducha - w zamian za to da wam wdzięczność i miłość oraz poczucie - że jesteście na tyle dojrzali, że stać was na posiadanie kobiety smile.png

    Wracając - męskich cech nikt nie dostaje za darmo, ani nikt się z nimi nie rodzi. Je się w sobie buduje, a następnie pielęgnuje.

    Należy pamiętać - że tą męskość można stracić w każdym momencie - wystarczy pomyśleć, że ktoś wami się lepiej zaopiekuje niż wy sami sobą.

    Przedstawię kilka cech męskich po krótce:

    - Dbanie o samego siebie - facet, przede wszystkim powinien umieć zadbać o siebie w taki sposób, żeby nie wymagał tej opieki od innych. Dopiero wtedy jest w stanie rozciągnąć swoją opiekę nad SWOJĄ rodzinę. Tenże Mężczyzna - musi umieć sam się wspierać w myślach, zbudować na tyle dobrą relację z samym sobą, by umieć siebie wyciągać z gówna. W przeciwnym wypadku niewiele jest wart i pewnie tęskno mu do matczynego sutka.

    - Gotowość do działania - tu nie chodzi o samo działanie, a o słowo początkowe. W życiu nie raz bywa tak, że tych, co stoją na drodze trzeba zepchnąć, nie oglądając się za siebie. To jest prawo natury, że silniejszy idzie przed siebie, reszta schodzi mu z drogi. A ta siła jest częściej mierzalna determinacją, zamiast fizycznością. Wierzcie lub nie - większość ludzi zejdzie wam z drogi, lub pobuczy zanim to zrobi. Ludzie są z reguły LENIWI.

    Wolą się dostosować zamiast walczyć, ale zanim to zrobią, będą walczyć przed tym, że muszą się znowu dostosować - czyli - wysilić.

    Ogólnie wrażliwcy i "ynteligentni" goście mają z natury swej, krótko mówiąć - przejebane. Odczuwanie przez nich emocji spychanego delikwenta, przerasta ich i zaczynają przepraszać za siebie. Myślą, że nie mają prawa tu żyć - i mają rację : )

    Bo to prawo się wywalcza a nie rości. A ten, kto nie jest w stanie sobie go wywalczyć - przegrywa.

    W życiu się dyma, albo dymać się daje.

    Boska harmonia i pokój to mrzonki idealisto-romantycznych-pizdeczek, którym jeszcze jajka nie obrosły. Spokój to tylko okres przejściowy przed kolejnym wyzwaniem.

    - Błędy - należy niezwłocznie się do nich przyznawać, to nie jest dla Twojego pośmiewiska, to jest dla Twojego wzmocnienia. Im szybciej się tego nauczysz, tym szybciej się uczył i wzrastał będziesz.

    A teraz akapella i jadziem dalej.

    Należy pamiętać, że męskość to kwestia wyboru a nie przeznaczenia. Kwestia otoczenia ma tu swoje piętno, ale skoro światopogląd i - ogólnie rzecz biorąc - łeb, raz się ukształtował, to znaczy, że można ukształtować go jeszcze raz. Kwestia determinacji i chęci - oraz tego jak duże te chęci są.

    Jedna, bardzo ważna sprawa do rozwiązania.

    Strach.

    Tylko wariaci się nie boją.

    Jednym z wielu kierunków, na rozwiązanie tego problemu -> strachu przed życiem - jest uznanie, że już jesteś martwy.

    Dopiero wtedy funkcjonujesz tak, jak powinieneś funkcjonować. Każda sekunda będzie dla Ciebie darem, będziesz wtedy wdzięczny za każdą chwile i zaczniesz żyć tym, co jest właśnie teraz. Nie ujdzie to kobiecej uwadze, oj - nie smile.png

    A ty - będziesz grał kartami jakie rzuca Ci życie i przestaniesz smęcić na ich jakość, a w dodatku - nauczysz się nimi wygrywać.

    Nie będziesz bał się tego, co Ciebie czeka, tylko brał to i tego używał, rzeźbiąc przy tym co zechcesz.

    Wygrana - cudowne uczucie, które każdy mężczyzna myślę zna.

    Kto raz w nim zasmakuje, tęsknić będzie za nim i wciąż je chciał, dopóki je pamięta.

    W każdym z nas drzemie wewnętrzna siła, która chce się uwolnić, chce zostać wykorzystana dla TWOJEGO dobra.

    Ćwiczenie na teraz - wyprostuj się, wciągnij nosem głęboko powietrze tak, by urosła Ci klatka piersiowa, dla zwiększenia efektu zamknij oczy.

    Pooddychaj jeszcze z dwa razy płucami wypinając pierś - tak jakbyś był nad czystym źródłem wody, gdzieś w naturalnym miejscu i chciał wciągnąć magię tego miejsca jednocześnie czując się wolnym.

    Czujesz? To jest właśnie energia która jest dla Ciebie. Jeżeli nauczysz się nią władać, będzie ona z Ciebie wypływać, i dodawać sił w trudnych momentach. Na zawołanie.

    Najtrudniejszą rzeczą jest zrzucenie wewnętrznych blokad, które blokują wykorzystywanie tej wewnętrznej siły. A najważniejsze jest to - że te wszystkie kłódki są zamknięte od wewnątrz, i tylko z tej strony można je otworzyć. Praca indywidualna do wykonania.

    Bierze Ciebie na wspomnienia? Zostaw to na starość - teraz jest czas używalności, masz się zużyć - zużyj się tak, byś przypadkiem potem nie żałował, żeś zardzewiał i zgrzybiał w kurzu wink.png

    Zapomniałem dodać jeszcze ważnej kwestii : Bycie facetem obliguje do tego - by ten wkładał swoje starania również na poprawianie bytu społeczeństwa w którym żyje. To jest jego zasrany obowiązek i zarazem przywilej.