Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
  • wpisów
    11
  • komentarzy
    13
  • wyświetleń
    3846

O blogu

Dżem, mydło i powidło czyli o wszystkim i o niczym.

Wpisy na tym blogu

HORACIOU5

INKWIZYTOR SZPECJALNEJ TROSKY

 

 

Joachim był gotowy do akcji. Trzymał w rękach załadowany i odbezpieczony Valmet Rk 62 będący po prostu fińską wersją AK47, a przy jego boku stał nowy rekrut o jakże dorodnym imieniu Wacław. Ten z koli uzbroił się w karabin automatyczny FN SCAR. Joachim pomyślał, że jak na żółtodzioba, to wybrał całkiem nieźle, chociaż w jego opinii i tak nic nie zastąpi dobrego kałacha.

 

- No dobra Wacek. Wiesz po co tutaj jesteśmy? Pamiętasz odprawę?

 

- Tak Szefie! Mamy za zadanie uratować kobiety porwane przez bandę bezbożnych zwyrodnialców, a im samym zrobić z tyłków jesień średniowiecza! – wyrecytował jak na egzaminie młody.

 

- Bardzo dobrze. A teraz słuchaj. Odliczam do trzech i na trzy wpadamy do środka robiąc to, co nakazał nam Mistrz naszego Zakonu Hipokrytusa.

 

Młody skinął głową na znak, że zrozumiał. Po chwili Joachim zaczął odliczanie. Na „trzy” wyważyli drzwi i wpadli z hukiem do pomieszczenia. Ujrzeli kobiety przywiązane do stołów i gwałcących ich nagich bezbożników.

 

- Rączki do góry wy zwyrodniałe kutafony albo przestrzelę wam te wasze niewyżyte fiuty! – krzyknął Joachim.

 

Na dźwięk jego słów podnieśli ręce do góry. Inkwizytor nakazał im, aby stanęli przodem do ściany, a potem polecił młodemu związanie ich. Po tym odwrócili się przodem do niego i uraczył ich tymi oto słowami:

 

- A teraz słuchajcie mnie psie syny! Jak tak patrzyłem, jak się do tego zabieraliście, to aż mi się niedobrze robiło. Widać, że jesteście niezłymi amatorami, ale na wasze szczęście trafiliście na mnie! Wacek! Trzymaj ich na muszce i rozwal każdego, który dygnie nawet o milimetr.

 

- Tak jest szefie!

 

Tymczasem Joachim odłożył na bok broń i podszedł do przywiązanych kobiet. To co się potem wydarzyło wywołało opad szczęki u Wacka oraz stojących zwyrodnialców. Otóż Inkwizytor ściągnął spodnie i… przystąpił do gwałcenia jednej z kobiet.

 

- Widzicie debile?! Tak to się kurwa robi! – krzyknął.

 

Jednemu z bezbożników coś dygnęło na ten widok. Chwilę później dostał kulkę między oczy.

 

 

*

 

 

- Joachimie.

 

- Tak Mistrzu?

 

- Czy wiesz, że ze mnie jest naprawdę spokojny człowiek?

 

- Tak Mistrzu.

 

Zaiste dowódca Zakonu Hipkrytusa był ostoja spokoju. Mało komu udawało się go wyprowadzić z równowagi. W siedzibie Zakonu, gdzie toczyła się owa dyskusja, bardzo rzadko było słychać krzyczącego Mistrza Zachariasza.

 

- To dobrze. Bardzo dobrze. A teraz przejdźmy do meritum sprawy.

 

Po tych słowach odwrócił się w kierunku Joachima, a jego oczy wyrażały, że chyba troszkę się zdenerwował.

 

- Powiedz mi Joachimie, co się do kurwy nędzy stało podczas waszej ostatnie akcji co?! Powiedz mi jakim kurwa cudem postanowiłeś wybić wszystkich, skoro dostałeś jasne rozkazy polegające na uratowaniu porwanych kobiet! No słucham!

 

- Mistrzu. Kiedy przybyłem na miejsce faktycznie bezbożnicy gwałcili owe kobiety, ale sytuacja nie była tak jednoznaczna jak to wygląda.

 

- To znaczy?! – warknął Mistrz.

 

- Kiedy przyjrzałem się sytuacji bliżej okazało się, że to owe kobiety swoimi waginami skusiły tych mężczyzn do posunięcia się do tak bezbożnego i zwyrodniałego czynu. To było widać w ich oczach, a do tego kiedy przystąpiłem do akcji zaczęły prosić o pomoc Boga.

 

- I to, że zaczęły prosić o pomoc Boga uznałeś za przejaw tego, iż należy je spalić?!

 

- No… tak. W końcu nie błagały o pomoc Allaha Mistrzu.

 

Mistrz zastanowił się przez chwilę.

 

- No tutaj masz słuszność. Gdyby były wiernymi sługami Allaha, to dziękowały by mu za to, że mają zaszczyt być gwałconymi przez przedstawiciela naszego Zakonu. W końcu to my mamy monopol na to. No dobra, kontynuuj.

 

- I kiedy zobaczyłem Mistrzu, jak bardzo są one zepsute, to po prostu wybiliśmy z Wackiem wszystkie. A że ich nieczystość sprawiła, że Ci mężczyźni stali się zwyrodnialcami, to ich też wybiliśmy. Potem spaliliśmy ciała i uznaliśmy misję za wykonaną.

 

- Hmm… no dobra. Wybrnąłeś tym razem. A teraz zmywaj się stąd i dokończ robotę. Wiesz co mam na myśli, prawda?

 

- Oczywiście Mistrzu!

 

 

*

 

 

Młody czekał przed drzwiami. W końcu ze środka wyszedł uśmiechnięty Joachim. Inkwizytor wyglądał, jakby czekała go jakaś radosna sprawa do załatwienia, a to zdawało się go motywować do działania.

 

- I jak było Szefie? – zapytał Wacław.

 

- W porządku Młody. Mamy dokończyć dzieło, które rozpoczęliśmy zeszłej nocy. Zbieraj graty. O i weź ze zbrojowni miotacze płomieni. Mój wewnętrzy piroman chciałby się trochę pobawić ogniem.

 

- Tak jest Szefie! Ale… gdzie się tak w ogóle wybieramy?

 

- No jak to gdzie? Do wioski z której pochodziły tamte kobiety! Skoro siedziało w nich tyle zła, to pewnie cała miejscowość jest zepsuta do szpiku kości. A to wyśmienita okazja do tego, żeby czynić dzieło Allaha czyli gwałcić, rabować i spalać żywcem! No i ścinać głowy maczetami… nie zapomnij mi czasem o maczetach!

 

- Tak jest Szefie!

 

Młody pobiegł szybko do zbrojowni zostawiając Joachima samego. Inkwizytor uśmiechnął się. Po prostu kochał swoją pracę bardziej niż własną matkę. No i liczył na to, że po śmierci to jednak dostanie te kilkanaście… albo kilkadziesiąt dziewic do wyobracania.

 

Po chwili przestał marzyć i ruszył szykować się na akcję. W końcu nic nie zastąpi zapachu spalonych zwłok o poranku, nie?

HORACIOU5

In The Dark: Payback

IN THE DARK: PAYBACK

 

 

Otworzyła oczy. Nie wiedziała gdzie jest ani jak się znalazła w tym pomieszczeniu posiadającym okna zabite deskami. Ostatnia rzecz którą zapamiętała było to, że usłyszała jakiś znajomy głos, a potem nastała ciemność. Próbowała ruszyć ręką, ale okazał się, że nie może. Rozejrzała się i dostrzegła, że jest przywiązana do łóżka. Przestraszona zaczęła się szarpać, ale nic to nie dało i w końcu dała sobie spokój. Dopiero po chwili dotarło do niej coś jeszcze. Zdała sobie sprawę z tego, że leży w samej bieliźnie, a kawałek dalej plecami do niej stoi jakiś człowiek.

 

- Hej Ty, co tu się do cholery dzieje?! – krzyknęła.

 

Mężczyzna powoli odwrócił głowę w jej kierunku i zaczął zbliżać się do niej. W końcu ujrzała jego twarz.

 

- J-Jacob?! To Ty?!

 

- Mój młody przyjaciel o imieniu Jacob jest w tej chwili na wakacjach ale nie martw się. Zanim poszedł sobie odpocząć podzielił się ze mną swoimi przeżyciami… i tak się dziwnym trafem składa, moja droga wytapetowana zabaweczko, że miałaś niezbyt przyjemny wpływ na jego życie.

 

- Co to za brednie? Przestań się wygłupiać i rozwiąż mnie!

 

- Ojej. Księżniczka się zbulwersowała i ona żąda spełnienia jej polecenia. Niestety ale tak to nie działa Sandro.

 

- Co Ty pieprzysz?! Rozwiąż mnie w tej chwili! – krzyknęła.

 

- I znowu ten jakże paskudny język. No cóż, czas na edukację moja wulgarna księżniczko!

 

Po tych słowach mężczyzna przysunął się do niej z uśmiechem, spojrzał jej głęboko w oczy, a potem wyciągnął Colta 1911 i wsunął jej go w usta, a potem odbezpieczył.

 

- A teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jeszcze raz zaczniesz operować tak ohydnymi słowami, to przestrzelę Ci policzek. Jeżeli jeszcze nie zauważyłaś, to jesteśmy tutaj sami, w chacie z dala od ludzi, więc możesz sobie wrzeszczeć do woli, a i tak zbyt wiele Ci to nie da.

 

Musiała mieć dość specyficzny wyraz twarzy, bo wybuchł śmiechem, a kiedy się uspokoił powiedział do niej:

 

- No już nie udawaj, że Ci tak źle z bronią w ustach. Z tego co wiem od mojego przyjaciela, Twoje usta przywykły do bycia wypchanymi sprzętami różnego kalibru, więc nie udawaj moja droga, oj nie udawaj. Swoją drogą co się stało z tym światem. Kobiety i słowa „pieprzysz”. Ych.

 

Po tych słowach wyciągnął lufę z jej ust, a ona zaczęła drżeć z przerażenia. Dopiero po chwili zebrała się na odwagę i odezwała się do niego.

 

- Okej… okej… załóżmy, że nie jesteś Jacobem. Kim w takim razie jesteś? Czemu mnie tutaj ściągnąłeś?

 

- To są dwa jakże znakomite pytania! Może skoncentrujmy się najpierw na pierwszym, a drugie zostawmy na deser. A teraz pomyślmy. Hmm. Jacobowi podobał się taki film o tytule „Mumia” i tam jeden z bohaterów miał na imię Ardeth… i tak możesz się do mnie od tej pory zwracać. Miło mi Ciebie poznać Sandro!

 

Popatrzyła na niego dziwnie nie rozumiejąc co się dzieje.

 

- To może inaczej… czym jesteś? – zapytała po chwili.

 

- Czym? Człowiekiem! Nie widać? Masz problemy ze wzrokiem Sandro? – zapytał szyderczo.

 

- Doskonale wiesz o co mi chodzi! Jeżeli nie jesteś Jacobem… a mimo tego wyglądasz jak on i brzmisz jak on to może to jakieś opętanie? Tak! Wezwijmy egzorcystę! On Ci pomoże Jacob!

 

- Egzorcystę? Meh. Nie z takimi szamanami sobie radziłem – powiedział z wyjątkowo paskudnym uśmiechem.

 

Kiedy zobaczyła wyraz jego twarzy zbladła. Dopiero zaczęła docierać do niej powaga sytuacji i że prawdopodobnie wszystko może się bardzo źle skończyć, jeżeli popełni jakikolwiek błąd.

 

- Zgadza się, może być bardzo źle Sandro. Widzisz? Jak chcesz to potrafisz być bystra. Tylko postanowiłaś to wszystko zaprzepaścić na rzeczy bycia „fajną”. Mogłaś wiele osiągnąć, a postanowiłaś robić lody w toaletach i samochodach, a do tego puszczać się na lewo i prawo, mierząc w ten sposób swoją wartość. Można by nawet się zastanawiać, czy nie masz przebiegu większego niż niejeden samochód.

 

Zrobił sobie małą przerwę i zapalił papierosa. Wpatrywała się w niego i miała zadać pytanie, ale nie pozwolił jej dojść do głosu.

 

- A tak w ogóle, to te czasy są bogate w naprawdę ciekawe zwroty! Musiałem trochę uzupełnić swój słownik, żeby być na czasie. Robienie loda. Hah, kto by kiedyś pomyślał o takim czymś. O ile zwroty stały się coraz ciekawsze, tak ludzkość nie zrobiła zbyt wielkiego postępu. A właśnie Sandro, muszę coś sprawdzić, bo ciekawi mnie to niezmiernie.

 

Po tych słowach złapał ją za pierś i zaczął obmacywać. Zaczęła się rzucać, ale nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia.

 

- Zostaw mnie Ty zboczeńcu!

 

- Zboczeńcu? Chciałem sprawdzić jedynie Twoje cycki i z przykrością stwierdzam, że widziałem lepsze. Myślałem, że może chociaż to utrzymało jakiś poziom, skoro w tych czasach kobiety są tak bardzo plugawe pod względem wypowiedzi.

 

- Guzik mnie obchodzi Twoje sprawdzanie! – krzyknęła.

 

- Nie ekscytuj się tak Sandro bo jeszcze uznam, że podnieciłaś się tą sytuacją – powiedział z uśmiechem.

 

Zacisnęła wargi po tych słowach. Nie mogła się przyznać do tego, że faktycznie zareagowała pozytywnie na jego dotyk.

 

- No właśnie Sandro, no właśnie. A teraz nadszedł czas na to, abym odpowiedział na Twoje drugie pytanie. Będę szczery. Kawał suki z Ciebie, wiesz? Najpierw bawiłaś się Jacobem i trzymałaś go na krótkiej smyczy. Miałaś niezły ubaw, kiedy w pewnym momencie zaprosiłaś go do siebie tylko po to aby zobaczył, jak pieprzysz się z jakimś innym facetem. To nie było zbyt miłe wiesz?

 

Spojrzał na nią i zobaczyła czystą, nieskrępowaną nienawiść w jego oczach.

 

- Oprócz tego kiedy zaczął się interesować inną kobietą, to w swoim perwersyjnym obserwowaniu jego cierpienia postanowiłaś napuścić na niego dwóch swoich przydupasów, żeby pobili go parę razy. Nie sądziłem, że da się upaść jeszcze niżej, ale jednak udało Ci się to koncertowo. I pomyśleć, że taka osoba jak Ty, miała potencjał na bycie kimś zupełnie innym. Wolałaś jednak wybrać drogę sukowatości i tak oto jesteśmy teraz w tym, jakże uroczym momencie.

 

- Co… co planujesz?

 

- To bardzo proste! Zapłacisz za wszystkie krzywdy wyrządzone mojemu przyjacielowi.

 

- Ile? Powiedz mi ile a zdobędę pieniądze!

 

- Ależ Sandro! Nie interesują mnie pieniądze, bo zapłacisz za to swoim mizernym życiem. Jako że lubisz napuszczać na ludzi innych i jesteś fanką łóżkowych zabaw to przygotowałem dla Ciebie coś specjalnego.

 

Mówiąc to skierował się do drzwi i wyszedł. Po chwili wrócił niosąc coś owalnego w szklanym pojemniku z małymi otworami.

 

- Pewnie zastanawiasz się co to jest. Otóż wysiliłem się moja droga i specjalnie dla Ciebie załatwiłem gniazdo szerszenia azjatyckiego. Zrobiłem to bo wiem, że jesteś uczulona na jego jad i kiedyś ledwo udało Ci się ujść z życiem. Tylko widzisz, szerszeń azjatycki jest znacznie gorszy od normalnego, a do tego wtedy użądlił Cię tylko jeden normalny… a tutaj jest cała rodzinka! Lubiłaś patrzeć, jak Jacob cierpi, kiedy Twoi kumple spuszczali mu łomot, więc teraz życzę Ci miłej zabawy z moimi przyjaciółmi.

 

Po tych słowach rzucił pojemnikiem o ścianę, a sam szybko wyszedł i zabezpieczył za sobą drzwi. Czekał. Słyszał głośne buczenie aż w końcu do jego uszu doszedł krzyk mówiący, że ofiara zaznają w tym momencie ogromnego bólu. Uśmiechnął się i stał sycąc swoje uszy tym dźwiękiem.

 

 

*

 

 

Mężczyzna szedł przez las pogwizdując wesoło. W końcu dotarł do strumyka. Zatrzymał się i zaczął rozmyślać o paru ostatnich dniach. W końcu powiedział sam do siebie:

 

- Szkoda że nie możesz widzieć mojej pracy Jacob. Chyba całkiem nieźle idzie mi rozwiązywanie Twoich problemów.

 

 

*

 

 

Jacob zastanawiał się, co mógł oznaczać ten dziwny zapach. Jednakże poczucie ulgi, które oferowała mu ciemność były tak silne, że po chwili wyparł to ze swojej pamięci. Poddał się temu błogiemu uczuciu i dryfował dalej nieświadomy tego, że ten stan nie potrwa zbyt długo.

 

HORACIOU5

In The Dark: Takevoer

IN THE DARK: TAKEOVER

 

 

Mężczyźnie nie było zbyt wygodnie. W końcu kto by się czuł komfortowo siedząc związanym na krześle z zaklejonymi taśmą klejącą ustami? Dodatkowo naprzeciwko siedział jakiś gość w płaszczu z nieprzyjemnym uśmiechem na ustach oraz bronią w ręce. Patrzył na związanego jak by był insektem, którego można przypalać lupą i obserwować jak ginie od promieni słonecznych. Różnica polegała na tym, że w odróżnieniu od lupy oprawca miał karmazynowe źrenice i szykował coś znacznie gorszego.

 

- No chyba bohater wieczoru oswoił się już z sytuacją co? – powiedział nieznajomy do związanego mężczyzny.

 

W odpowiedzi usłyszał jakieś dziwne stękanie połączone ze spojrzeniem, które zdawało się sugerować, że mężczyzna nie wie, dlaczego doświadcza tego wszystkiego.

 

- Oj spokojnie już spokojnie. Za chwileczkę wszystkiego się dowiesz ale najpierw musimy ustalić pewną zasadę – powiedział, a potem przystawił broń do skroni swojej ofiary – Jeżeli zaczniesz krzyczeć, to zapoznam Cię z moim przyjacielem zwącym się Colt 1911, który szybciutki zapozna Cię z jego przyjacielem, czyli kalibrem .45, który chętnie zapozna się z tym, co kryje się w Twojej pociesznej główce. Rozumiemy się?

 

Mężczyzna gwałtownie przytaknął. Pot spływał z jego czoła, a w oczach widać było czyste przerażenie. Nieznajomy uśmiechnął się i po chwili gwałtownie zerwał taśmę z ust mężczyzny.

 

- No to teraz możemy sobie pogadać mano e mano mój niesamowicie pocieszny przyjacielu. Zacznijmy może od przedstawienia się. A więc jestem… o może żeby nie robić niepotrzebnego zamieszania w Twojej skołowanej główce powiedzmy, że nazywam się Jacob.

 

- Henry… mam na imię Henry – odpowiedział mu mężczyzna dygocącym głosem.

 

- Henry! Znakomicie! Powiedz mi mój przyjacielu czy domyślasz się, dlaczego znalazłeś się w tej oto jakże intrygującej sytuacji?

 

- Nie… pierwszy… pierwszy raz widzę Cię na oczy więc skąd mam wiedzieć?! – odpowiedział łkającym głosem Henry.

 

- Oj bardzo nieładnie jest tak kłamać, wiesz? Ale nie martw się! Trafiłeś na świetnego nauczyciela, który szybciutko nauczy Cię dobrych manier! – powiedział z uśmiechem nieznajomy.

 

Henry nie rozumiał o co mu chodzi… ale wszystko stało się jasne, kiedy nieznajomy zatkał mu usta, a potem wyciągniętą błyskawicznie z płaszcza brzytwą zaczął mu odcinać jego lewe ucho. Ból był niewyobrażalny, ale silna ręką Jacoba skutecznie tłumiła jego krzyk. Dopiero kiedy przestał dłoń nieznajomego zniknęła z jego ust.

 

- No już dobrze, dobrze. To przecież tylko powierzchowna rana i do jutra się zagoi!

 

- Ty… Ty pieprzony sadysto! – powiedział po uspokojeniu się Henry.

 

- Sadysto? Ależ jak możesz! Przecież ja chcę Cię tylko oduczyć kłamania, a Ty tak mnie określasz. Smutno mi… a właśnie, był bym zapomniał, musze się teraz nachylać do Twojego prawego ucha, żebyś mnie dobrze słyszał. Halo wóz, jak mnie słychać?

 

- Pieprz się!

 

- A fe, cóż za wulgarny język! Zaraz coś na to poradzimy! Z drugiej strony chcę jeszcze z Tobą trochę podyskutować więc… - powiedział Jacob z perfidnym uśmiechem.

 

Sięgnął po taśmę klejącą i zakleił Henry’emu usta… po czym chwycił go mocno za głowę i zaczął wycinać mu jego lewe oko. Ból był jeszcze silniejszy niż poprzednio, a krzykowi towarzyszył głos Jacoba nucący jakąś piosenkę.

 

- Gotowe! Mam nadzieję że zapamiętasz tę jakże cenną lekcję i już nigdy więcej nie zastosujesz takiego języka oraz kłamania – powiedział zadowolony ze swojej pracy Jacob, a kiedy zauważył, że jego rozmówca uspokoił się usunął taśmę klejącą z jego ust.

 

- Czego… czego chcesz?

 

- Tylko żebyś ładnie i grzecznie odpowiadał na moje pytania! Jeżeli się pospieszysz, to może nawet zrobią coś z Twoim uchem. Z okiem to już chyba niekoniecznie ale kto wie. Medycyna wszakże ruszyła mocno do przodu więc może i je odzyskasz.

 

- Dobrze tylko proszę… nie… nie rób mi już niczego więcej – powiedział zapłakany Henry, który nawet nie zauważył, kiedy narobił z tego wszystkiego w spodnie.

 

- Podoba mi się zmiana w Twoim zachowaniu! Widać moje lekcje nie poszły na marne – powiedział z dumą w głosie Jacob – A teraz przejdźmy do rzeczy. Zapytam raz jeszcze. Czy domyślasz się, dlaczego znalazłeś się w tej sytuacji?

 

- Tak. Jesteś… jesteś tym dzieciakiem, którego potrąciłem.

 

- O widzę, że pamięć Ci powróciła. Tylko widzisz, to nie mnie potrąciłeś, a mojego młodego przyjaciela. Był w bardzo paskudnym stanie, ale chyba powinienem Ci podziękować, bo dzięki temu jestem teraz tutaj i mogę korzystać sobie z tego oto całkiem sprawnego ciała.

 

Henry nie rozumiał o co chodzi jego oprawcy. Miał mętlik w głowie i chciał tylko, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Jacob przyglądał się uważnie jego reakcjom i po chwili rzekł:

 

- Widzę, że nie masz pojęcia o co mi chodzi. Nic nie szkodzi. Najważniejsze, że sprawy potoczyły się w taki a nie inny sposób. Wiesz, myślałem nad tym, żeby wykończyć Cię szybko w ramach wdzięczności ale przypomniałem sobie, że zostawiłeś Jacoba na pewną śmierć. Ginął by powoli, czując jak ucieka z niego życie, a Ty byś wegetował sobie dalej w swoim Bi Em Dablju, starając się zaimponować swoim znajomym oraz kobietom.

 

Nieznajomy przerwał na chwilę swój monolog. Sięgnął po paczkę papierosów, wydobył z niej jednego i zapalił.

 

- Na czym to ja skończyłem? A tak. Prowadziłbyś jałowe życie pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu oprócz kopulowania, alkoholizowania się oraz ciągłego udowadniania swoim kumplom, że masz największego penisa poprzez różnego rodzaju popisowe zachowania. Czekaj. Jak to się teraz mówi? Ciupcianie? Chyba tak. A więc żyłbyś w nic nie wnoszącym do życia błędnym kole polegającym na ciupcianiu, chlaniu i potwierdzania swojej wartości każdego dnia.

 

Nieznajomy odłożył papierosa na bok i po chwili spojrzał Henry’emu prosto w oczy z wyjątkowo paskudnym uśmiechem.

 

- Na szczęście trafiłeś na mnie i pomogę Ci sprawić, aby Twoje życie przyniosło temu światu chociaż odrobinę rozrywki. Jak tak się rozejrzałem trochę po współczesnym świecie to dostrzegłem, że jednak zbyt wiele się nie zmieniło i nadal ludzka śmierć intryguje ludzi tak bardzo, że są gotowi szukać zdjęć pokazujących ludzkie zwłoki. Wystarczy tylko nagłośnić jakąś sprawę i machina rusza.

 

Henry dopiero po chwili zrozumiał co go czeka i już chciał krzyczeć, ale nieznajomy był szybszy. Zatkał ręką jego usta i zaczął go głaskać po głowie.

 

- Spokojnie Henry, spokojnie. Zadbam o to, żebyś odszedł z hukiem. Zostawiłeś Jacoba żeby wyzionął ducha, więc przygotowałem dla Ciebie coś specjalnego. Będziesz niczym papieros spalał się powolutku, czując jak ucieka z Ciebie życie ale nie martw się, nie będziesz sam. Będzie Ci towarzyszyło w tym wszystkim Twoje ulubione Bi Em Dablju.

A po tych słowach w mieszkaniu słychać było tylko szlochanie połączone z krzykiem rozpaczy.

 

 

*

 

 

Stał i przyglądał się z daleka jak Henry krzyczy głośno płonąc w swoim ukochanym samochodzie. Ten widok wywołał uśmiech na jego twarzy, a potem spojrzał w górę i dostrzegł gwiaździste niebo. Zamknął oczy, wziął głęboki wdech, a do jego uszu dochodziły tylko odgłosy wydobywające się z gardła palonego żywcem mężczyzny. Po chwili otworzył oczy i uśmiechając się powiedział:

 

- Widzisz Jacob? Obiecałem, że pomogę Ci z Twoimi problemami a to, mój młody przyjacielu, dopiero początek.

 

 

*

 

 

Jacob czuł ulgę i spokój dryfując sobie w błogiej ciemności. Dawno nie zaznał tak przyjemnego stanu i uśmiechał się pod nosem… a dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarł zapach palonego mięsa i mógł przysiąc, że słyszał jakiś dziwny głos proszący o pomoc.

HORACIOU5

In The Dark: Temptation

IN THE DARK: TEMPTATION

 

 

„To zdecydowanie nie jest mój szczęśliwy dzień” – pomyślał Jacob. Faktycznie jego rana nie wyglądała zbyt dobrze, a z każdą minutą stawał się coraz słabszy z powodu znacznej ilości krwi. Zgubiła go pewność siebie. Nie spodziewał się, że zabity przez niego potwór eksploduje wystrzeliwując kolce w różne kierunki. Pech chciał, że jeden z nich przebił mu brzuch i zrobił mu niezbyt przyjemne kuku.

 

- Heh, co za żałosny sposób na śmierć – powiedział wpatrzony w sufit.

 

- Naprawdę?

 

Jacob nagle zamarł. Spojrzał gwałtownie w prawo i zobaczył jakąś osobę siedzącą przy jego łóżku. Nie mógł dostrzec twarzy, ponieważ skrywała ją ciemność, ale nie miał wątpliwości co do tego, że ktoś… a może coś… jest bardzo blisko niego. Bardziej go jednak zastanawiało jak ten ktoś znalazł się w jego pokoju.

 

- Ależ Jacobie, chyba masz poważniejsze zmartwienia niż to kim jestem i skąd się tutaj wziąłem… na przykład, ta wielka i niezbyt przyjemna dziura w Twoim ciele – powiedział nieznajomy, jak by czytając mu w myślach.

 

- K-kim jesteś i czego ode mnie chcesz?

 

- Jacob, Jacob, Jacob… czyżbyś zapomniał o mnie? Ranisz mnie niemiłosiernie swymi słowami… ale pozwól, że odświeżę Ci pamięć.

Nieznajomy wstał z pobliskiego fotela i zaczął powoli zmierzać w jego kierunku.

 

-  Widzisz mój młody przyjacielu, czy tego chcesz czy nie… jestem częścią Ciebie – powiedział z uśmiechem po czym stanął przy łóżku. Jacob otworzył szeroko oczy. Osoba przed jego oczami była… nim. Ten ktoś wyglądał dokładnie tak jak on. Identyczna fryzura, rysy twarzy, postura, nawet strój się zgadzał. Jedyna różnica była taka, że stojący przed nim mężczyzna nie miał żadnej rany.

 

- Co to ma być?

 

- Ech… nadal nie pamiętasz? No dobra – nieznajomy siadł na łóżku – no to zacznijmy może od początku. Z tego co widzę trzymasz się całkiem nieźle jak na te niezbyt przyjemne okoliczności, więc pozwól, że uraczę Cię małą historyjką, która rzuci trochę więcej światła na tę sytuację.

Mężczyzna wyciągnął papierosa i zapalił go a po chwili zaczął mówić.

 

- Był sobie taki pewien młody facet o imieniu Jacob. Na studiach radził sobie całkiem nieźle, chociaż nie był zbyt wielkim prymusem. Powiedział bym wręcz, że miał potencjał, ale nie dawał tego po sobie poznać. Tak się jednak dziwnym trafem stało, że trafił na grupę osób, która nie była dla niego zbyt miła i dała mu to dość mocno odczuć… wiesz o czym mówię, prawda?

 

Wiedział. Naśmiewanie się, obelgi, a czasami bywało i napuszczanie tak zwanych „karków” na niego, co kończyło się oklepaniem twarzy.

 

- I pewnego pięknego dnia ten młody facecik szedł sobie drogą przekonany o tym jak bardzo żałosna jest jego obecna egzystencja, ale nie rozmyślał o tym zbyt długo, bo w pewnym momencie jego ciało wzbiło się w powietrze niczym szmaciana laleczka i szczerze mówiąc, nie wyglądałeś wtedy zbyt rześko.

 

- O czym Ty mówisz? Przecież wtedy… wtedy… - Jacob nie dokończył. Zdał sobie sprawę z tego, że ma dziwną czarną dziurę w głowie jeżeli chodzi o tamto zdarzenie. Jedyne co pamiętał, to fakt, że wracał do siebie… a potem, że obudził się następnego dnia w swoim łóżku.

 

- No już, już, nie ekscytuj się tak. W Twoim obecnym stanie to niewskazane nie? Jeszcze opuścisz ten jakże uroczy świat przedwcześnie, a tego byśmy nie chcieli prawda? No ale wracając do historyjki, teraz czas na najciekawszy moment. Kierowca, który Cię potrącił swoim ładniutkim Bi Em Dablju niezbyt się przejął Twoim losem i szybko ewakuował się z miejsca zdarzenia. A ty leżałeś sobie w kałuży wyglądając niezbyt dobrze. Ale miałeś szczęście, bo Twój niesamowicie przyjacielski kompan był w pobliżu!

 

- I jaki to ma związek z moim obecnym stanem?

 

- Gdyby nie ja nie dożył byś do, jak to nazwałeś, „obecnego stanu”. Uderzenie było tak mocne, że byłeś na granicy życia i śmierci. I wtedy – na jego twarzy pojawił się uśmiech – złożyłem Ci pewną… propozycję. Zaproponowałem, że urozmaicę trochę Twoje życie i sprawię, że stanie się ciekawsze pod warunkiem, że zgodzisz się na to żebym stał się częścią Ciebie. Zgodziłeś się bez wahania i nawet nie zapytałeś co się z tym wiąże. Chyba uatrakcyjnienie życia było dla Ciebie czymś wystarczającym.

 

- I masz jakiś dowód na to co mówisz? – zapytał Jacob.

 

- Naprawdę musisz o to pytać? Czyż następnego dnia nic się nie zmieniło? Przecież nagle stałeś się jak by silniejszy, szybszy a do tego dostałeś jeszcze jeden prezencik – mówiąc to pstryknął palcami i nagle na lewej ręce Jacoba pojawił się mroczny płomień.

 

Jacob nigdy nie zastanawiał się skąd wzięły się jego moce. Był po prostu zadowolony z tego, że nagle jego życie przestało być nijakie. Przeszła mu przez głowa myśl, że pewnie jego umiejętności związane z walką mieczem oraz posługiwanie się bronią palną również pochodziły od jego „kompana”.

 

- Dobrze kombinujesz Jacob, bardzo dobrze! Niestety troszkę mnie rozczarowałeś. Myślałem, że postanowisz odnaleźć faceta, który Cię potrącił i wyjaśnisz z nim parę spraw… albo, że podejmiesz jakieś działania względem swoich niezbyt miłych „fanów”. Tymczasem postanowiłeś zostać „bohaterem” kiedy już poznałeś swoje nowe możliwości. I tak, możliwość dostrzegania owych potworów również pochodzi ode mnie. Ale przyznam, że to jak sprawnie sobie z nimi radziłeś było całkiem imponujące. – uśmiech ponownie pojawił się na jego twarzy – No i to, że wybrałeś na broń Colta 1911 było wręcz muzyką dla mej duszy! Hah, można by powiedzieć, że nadałem sens Twojemu życiu!

 

Jacob nie skomentował tego. Faktycznie nagle zaczął czerpać znacznie więcej radości z każdego dnia, a raczej z każdej nocy, kiedy to wyruszał polować na potwory. To zajęcie pomogło mu poradzić sobie z szarą codziennością i zaczepkami jego znajomych z roku.

 

- Więc… skoro tutaj jesteś to rozumiem, że pewnie czegoś ode mnie chcesz – stwierdził Jacob.

 

- Och nie stresuj się tak. Chcę ci pomóc z tą paskudną raną! Taki ze mnie niesamowicie przyjazny osobnik! Oprócz tego pomogę Ci również zrobić porządek z Twoimi „fanami” oraz innym problemami!

 

- W zamian za co? I jak niby miała by wyglądać ta… pomoc?

 

- O, tym już nie zajmuj swojej rozczochranej główki. A jeżeli chcesz wiedzieć czego chcę w zamian to całkiem proste. Wystarczy, że zaakceptujesz mnie jako część siebie i przyznasz to głośno. Nie martw się resztą. Szybciutko postawię Cię na nogi i zadbam o to, żeby Twoje życie stało się jeszcze bardziej fascynujące!

 

Jacob został postawiony pod ścianą. Mógł albo odmówić i zginąć, albo zgodzić się na propozycje jego „kompana” i przeżyć. Tylko za jaką cenę? Co się kryło za tymi słowami? Nie był w stanie trzeźwo myśleć. Stracił sporo krwi i jego świadomość stała się niezbyt stabilna.

 

- Wiesz, nie chcę Cię poganiać, ale tak na moje oko zostało Ci jakieś plus minus 5 minut życia. Dobrze by było, żebyś zdążył udzielić odpowiedz zanim małe cherubinki zabiorą Cię na tamten świat.

 

Jacob walczył z myślami. Przed oczami stanęły mu wszystkie upokorzenia, których zaznał na uczelni. Wszystkie nieprzyjemne słowa. Wszystkie cięgi, które zebrał. Bawił się w bohatera… żeby tacy ludzie jak oni mogli sobie żyć i wyżywać się na osobach takich jak on. Poczuł przypływ gniewu, smutku oraz uczucia, które trzymał skryte bardzo głęboko w sobie i nie pozwalał mu wydostać się na zewnątrz.

 

Zamknął oczy… a potem odpowiedział…

 

 

*

 

 

Można by rzec, że każde mieszkanie było świadkiem różnych historii. Jedne widziały, jak szczęśliwe małżeństwa po przekroczeniu progu zrzucały swoje oblicza. Albo zaczynały się kłótnie z wytykaniem każdych błędów, albo też dochodziło do rękoczynów, gdzie jeden z partnerów okładał drugiego. Inne mieszkania były świadkiem zdrad, a część z nich widziała, jak niewierna partnerka ginęła zastrzelona przez rozchwianego emocjonalnie mężczyznę.

 

Były też mieszkania, które widziały ostre libacje alkoholowe, które kończyły się zarzyganiem dywanu gospodarza. Inne atrakcje działy się podczas narkotycznych sesji, chociaż to już było uzależnione od środka, który był zażywany. Zdarzały się mieszkania, które były świadkiem paskudnych rzeczy jak pedofilia czy znęcanie się nad dzieckiem, bo mamusia czy też tatuś nie mógł się odegrać na partnerze, wiec cierpiała latorośl. Za to bardzo rzadkimi przypadkami były sytuacje, kiedy jedna z osób zmieniała się w dziwną w czarną chmurę i wkraczała w drugą. Gdyby mieszkania mogły mówić to…

 

 

*

 

 

„A z dzisiejszych wiadomości na obrzeżach miasta dokonano brutalnego morderstwa. Jak podaje nasz informator nad ranem znalezione zostało spalone BMW w którym znajdowały się zwłoki. Policja po przybyciu na miejsce stwierdziła, że kierowca musiał zostać spalony żywcem a wskazuje na to…”

×