Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 22.01.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Równo rok temu dziewczyna z którą coś tam zaczynałem kombinować zrobiła mnie pięknie w wuja Historia - standard - wokół Pani, jak była chora, Biały Rycerz skakał po lekarstwa, Pani chciała iść do kina Biały Rycerz szedł. W Walentynki Pani oznajmiła, iż przyjeżdża do niej "kolega z Portugalii" i Biały Rycerz ma spierdalać Tak, via Google, trafiłem tutaj Zanim przyszedłem na to forum miałem za sobą dość solidną bazę PUA, trochę Pań w różnych konfiguracjach ale brakowało najważniejszego.... świadomości, że dopóki nie poukładam sobie w głowie nie mam po co wchodzić w jakiekolwiek relacje z kobietami. Po roku więc dziękuję: 1. @Stulejman Wspaniały - za książki, audycje, to forum i naszą znajomość 2. @dr Mordechaj B'rzyt-wa - za dołożenie kilku ważnych cegiełek w mojej głowie, a przede wszystkim towarzystwo prawdziwego intelektualisty 3. @Mosze Red - za twarde postawienie sprawy co do kryteriów doboru partnerki oraz wyostrzenie pewnego typu myślenia, który ja, niepotrzebnie, starałem się tępić w mojej głowie 4. @Subiektywny - za klasę i pokazanie, iż gentlemani w starym stylu nadal istnieją 5. @Arox - za to że Cię poznałem i że jesteś zajebistym gościem 6. @HORACIOU5 - za poznanie kolejnego człowieka z pasją i Wam wszystkim, Braciom, za codzienną motywację do bycia coraz lepszym każdego dnia
    40 polubień
  2. Niejaka Sabina Gatti z fundacji Masculinum (jednej z niewielu w Polsce męskich fundacji) prowadzi bloga na temat fałszywych stereotypów dotyczących przemocy ze względu na płeć: http://sabinagatti.blogspot.com/ Poza tym że na stronie możemy znaleźć takie informacje, jak to, że mężczyźni doświadczają przemocy ze strony kobiet równie często jak kobiety ze strony mężczyzn, a matki stosują przemoc dwa razy częściej w stosunku do dzieci niż ojcowie, dochodzi jeszcze jeden fakt. A mianowicie zauważenie pewnej logicznej kalkulacji: http://sabinagatti.blogspot.com/2013/07/prosta-i-logiczna-kalkulacja.html Ano kurva właśnie. Żyjemy w społeczeństwie gdzie główny wpływ na wychowanie dziecka mają kobiety. I kto tu jest głównie odpowiedzialny za produkcję "przemocowców" w społeczeństwie? Pytanie retoryczne. Feministki mówiąc o walce z przemocą wobec kobiet ignorują jej pierwotne podłoże. Odchodząc na chwilę od omawianego bloga przypomnę wyniki pewnego badania z Kanady: https://www.babyboom.pl/ciaza/rola_taty/niezastapiony_ojciec_o_roli_ojca_w_zyciu_dziecka.html Już sam brak ojca w wychowaniu potrafi przynosić poważne szkody. A wracając do bloga Pani Sabiny. Dalej mamy fakty, o tym że matki stosują przemoc wobec swoich dzieci dwa razy częściej niż ojcowie. Co gorsza brakuje świadomości społecznej w tej sprawie, bo wielu ludzi ma zakodowane, że głównymi sprawcami przemocy są mężczyźni a ofiarami kobiety i dzieci. Nie trudno zgadnąć jak to przekłada się na psychikę tych dzieci. Czytając zebrane fakty dalej możemy również znaleźć artykuł o fałszywym stereotypie dotyczącym pedofilii: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,17943350,Seksuolog_sadowy__Nie_dowierzamy__ze_pedofilem_moze.html Powszechny stereotyp że pedofilami są niemal wyłącznie mężczyźni jest fałszywy. Wziął się on stąd że przez lata seksuolodzy opierali się na statystykach sądowych. Z kolei sądy ulegają stereotypowi rzekomo "naukowemu" twierdzącemu, że pedofilia wśród kobiet jest niezwykle rzadka. Kobiety pedofilki są po prostu bardziej bezkarne. Klasyczny przykład błędnego koła. A teraz efekty stereotypu: http://violenza-donne.blogspot.com/2009/03/pedofilia-al-femminile-analisi-del.html Według badań przeprowadzonych we Włoszech 78% mężczyzn pedofilów, było wykorzystywanych w dzieciństwie przez kobiety, głównie matki. Skora mowa już o przestępcach seksualnych: http://sabinagatti.blogspot.com/2015/04/gwaty-nie-o-spudnice-tutaj-chodzi.html Szukając potwierdzenia w innych źródłach: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/5032-gwalt-nie-dla-seksu Owszem, gwałt mężczyzny na kobiecie NIE jest podyktowany chęcią rozładowania napięcia seksualnego, jak uważa wielu ludzi. To akt agresji, chęć zranienia i upokorzenia ofiary. Od strony psychologicznej, gwałciciel to mężczyzna szukający odwetu na kobietach za doznane w przeszłości cierpienia. Często to po prostu człowiek doznający przemocy w dzieciństwie ze strony matki, ciotki, babci, siostry, zakonnic z domu dziecka, w którym był wychowywany itp. To wszystko zebrane do kupy, dają nam prostą odpowiedź na pewien "fenomen", dlaczego im bardziej sfeminizowane społeczeństwo tym więcej w nim przemocy wobec kobiet (mężczyzn zresztą też). Widać to na wszelkich mapkach przemocy wobec kobiet w Europie, gdzie w tej dziedzinie najbardziej przodują feministyczno-postępowe kraje jak Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia, Wielka Brytania, Niemcy itd. Raz że zawitało tam wielu przedstawicieli "religii pokoju", którzy w dodatku są bardzo bezkarni, gdyż każdy boi się oskarżeń o rasizm, a dwa: niszczenie wartości rodzinnych, grom samotnych matek, dyskryminacja ojców, stereotypy dotyczące płci, zbyt duże przyzwolenie na przemoc stosowaną przez kobiety prowadzi do zniszczenia psychiki wielu dzieciom, co skutkuje wzrostem sprawców przemocy w społeczeństwie. Organizacje feministyczne nie tylko się tym nie przejmują. Dla nich jest wręcz korzystne. Im więcej przemocy wobec kobiet, tym lepiej prowadzi się mizoandryczną retorykę, tym więcej kasy z budżetu można wyłudzić na organizacje "pomocowe". No i demagodzy pokroju Sorosa płacą im za demoralizowanie i destabilizowanie społeczeństwa, a nie po to żeby "robić dobrze". Dlatego próba dotarcia do nich z omawianą wiedzą musi się skończyć tak: http://sabinagatti.blogspot.com/2014/01/walka-z-przemoca-to-jedna-wielka.html
    27 polubień
  3. Witam męską Brać. Przytoczę Wam kawałek swojej przygody. Takie mini Love Story, to co tygryski lubią najbardziej Sytuacja zaczęła się kilka miesięcy temu, gdy razem ze znajomymi i nie tylko, wyjechaliśmy na tygodniowy wypad. Była tam Pani X, którą trochę znałem. Lekarka, blondynka, przed 30, szczupła, fajna Polubiłem ją głównie za tzw. "osobowość" . Taka normalna, inteligentna, kobieca kobieta. Uległa, mająca dystans, można normalnie pogadać i pośmiać się. Coś zupełnie innego niż wariatki, które zazwyczaj spotykam. Na wyjeździe poza tym, że nie doszło do łóżkowych ekscesów, właściwie zaczęliśmy się zachowywać jak para. Pasowało mi to. Oczywiście wyciągnąwszy lekcje z forum, nie latałem za nią jak piesek. Wręcz odwrotnie - trochę jej unikałem, tworzyłem swoją bezpieczną przestrzeń, do której ona chciała się dostać. Gdy zdarzyło jej się dostać ode mnie komplement, uważała to za duży przywilej i wyróżnienie. Fajnie, przyjemnie, śmiesznie. Do tego stopnia, że wracając wyraziliśmy chęć na kontynuowanie tego, pomimo dzielącej nas odległosci (<--> 160km). Dopiero gdy wróciłem, ogarnąłem emocje. Uświadomiłem sobie, że myślę nie tą częścią ciała, którą powinieniem. Zrozumiałem co wyprawiam i jakie to jest schematyczne. Zanim wybrałem się do swojego miasta, pojechałem do niej, aby wszystko wyjaśnić. Bez ściemy. Zanim wylądujemy w łóżku. Podałem jej 2 powody. Po pierwsze, nie chcę się z nikim wiązać na stałe w tym momencie. Po drugie, bardzo ją lubię i chciałbym żeby tak pozostało. A wiadomo, gdyby coś nie wyszło, znajomość by się posypała, do tego wspólni znajomi, itd. Po co mi to. Jakoś to przyjęła, ponoć też miała wątpliwości, bla bla bla. Minął miesiąc, drugi wyjazd podobnym składem. No i tu Pani X chyba wpadła na zajebisty pomysł, że może jednak mnie złapie bzykankiem. Cóż... No nie broniłem się. Aczkolwiek po pierwszym razie zaznaczyłem, że dla mnie to nic nie zmienia, żeby była jasność. Powtarzaliśmy to chyba codziennie przez wyjazd i ze 2 razy później. Emocje były zajebiste. Głównie z tego powodu się na to decydowałem. Nie było to mechaniczne ruchanie. Był haj między nami. Mimo wszystko starałem się być na dłuższą metę niedostępny. Ojj potrzebowała dziewczyna tych emocji, a ja jako gentleman nie odmawiałem Po prostu sprytnie się z nią drażniłem, a ona to uwielbiała. Kurczę lubię ten błysk w kobiecym oku, gdy wie, że już nie ma w zanadrzu riposty na to co usłyszała lub jest zawstydzona. I ta udawana bezbronność Gdy wracałem do swojego miasta, stwierdziła, że teraz potrzebuje czasu żeby się oswoić z tym co się stało. Prawdopodobnie nie będzie chciała się ze mną spotkać przez jakiś czas. Ponoć nigdy poza związkiem nie robiła takich rzeczy. Tiaaa. Może i tak, ale jak coś słyszę od kobiety, to jednak mimowolnie w mojej głowie odpala się piosenka "Nie wierz nigdy kobiecie" Nie widzieliśmy się jakiś czas, pewnie ściemniała, że nie może. Aż ostatnio wyszliśmy razem ze znajomymi. Po pewnej dawce alkoholu - "wygarnęła mi" Stwierdziła, że właściwie zachowałem się jak dupek i szuja. I że zawsze muszę dostać to co chcę! (przejebane... Jak żyć?) Jako, że z doświadczenia wiem, iż nie warto z kobietą dyskutować na argumenty, przyznałem rację. Jestem dupkiem, ale niestety bywa, że nie zawsze dzieje się tak jakbym chciał. Rzadko. Ale zdarza się. Dodatkowo dośc perfidnie się uśmiechnąłem Coż... Nikomu szkody nie zrobiłem i byłem z nią szczery. Więc dla mnie jest OK. Nie mogę sobie tylko przypomnieć, czy jak w niej byłem tego samego wieczora dalej nazywała mnie dupkiem <mysli> Rano podziękowałem za gościnę, poranną kawę i towarzystwo. W odpowiedzi dostałem sms typu "Przemyślałam, wyrzyciłam co mi ciążyło (o kurwa jak to brzmi ) Nie musimy się już unikać. Było fajnie, dziękuję." Dla mnie to kolejna historia potwierdzająca "na żywo" nauki Marka i forum. Przy okazji sprawdzian dla mnie, czy potrafię pozostawać świadomy procesów. Jak widać na początku prawie popłynąłem. Tutaj z mojej strony wyrazy uznania dla @Subiektywny za to, że potrafi przejść przez to świadomie od A do Z. Następnym razem się poprawię Moje wnioski: 1. Zakochiwanie się (czyt. haj hormonalny) jest piękne, o ile jesteś w stanie to kontrolować. 2. Ściemnianie dla zadupczenia jest chujowe! Należy być szczerym i komunikować swoje zamiary. Jak widać to wcale nie oznacza, że panna się obrazi i ucieknie. 3. Obserwowanie rozbieżności między tym co kobitka mówi, robi, czuje jest fajne 4. Emocje i niedostępność działa na laski mokropędnie. 5. Właściwie w większości rozchodzi się o to żeby nie myśleć chujem. Zachować świadomość, logikę i rozsądek. - Ale to takie trudne przy dostępnej zdrowej brzoskwince, prawda? Szczególnie w młodości. Tyle ode mnie. Może młodzi coś wyciągną dla siebie z historyjki. Świadomości i powodzenia na szlaku Drizzt.
    27 polubień
  4. Przeglądając internet natrafiłem na ciekawe wypowiedzi facetów którzy weszli w związek z kobietą mającą dzieci z poprzedniego związku (na dole dam link). Wypowiedzi facetów jeśli są prawdziwe potwierdzają to co my wiemy lub się dowiadujemy na naszym forum. I myślę, że warto je zacytować - na wypadek jakby ktoś zapragnął "wychowywać/łożyć" na nie swojego dzieciaka w imię "miłości" do kobiety. Wypowiedzi niektórych są tragiczne, bije z nich załamanie i żal. A wszystko dlatego, że tak im świat wmówił - że ma być rodzina, dzieci i wspólne niedzielne spacery. Na tyle zostali zindoktrynowani przez system że wzięli sobie panie z dziećmi - bo miało być tak pięknie, bo przecież miłość i takie tam motylki. Oto niektóre wypowiedzi fragmenty różnych osób (każdy myślnik to inna osoba): * Zero wdzięczności i Ty jesteś zazwyczaj tym gorszym... Jak jest dobrze to jesteś tatą, jeśli się coś zadzieje nie dobrego to automatycznie jesteś obcym facetem.... * ...teraz się buntuje a co dopiero jak będzie starszy bo tak jak mówiłem rodzina nie da zrobić krzywdy temu dziecku a ja czuje sie jak bankomat i doczepka... * ...Jak ją poznałem to byłem najlepszy na świecie, kochany i cały czas uświadczyła mnie, że co mi te dzieci przeszkadzają że nie będę musiał nic względem nich robić i dokładać się do ich utrzymania. ....Co mogę stwierdzić po 6 latach nie ma nic gorszego niż mężatka z dziećmi. Teraz muszę płacić tylko ja za media i je utrzymywać, kupiłem dom żebyśmy mieli gdzie mieszkać bo ojcieć biologiczny nie płaci alimentów albo płaci jak mu się chce.... A teraz to jak pasierby zaczynają pyskować o ona zaczyna je bronić mimo to że nie zawsze mają racje.. wiadomo to jej dzieci. * Po 5 latach związku i wszelkich staraniach z mojej strony emocjonalnych, uczuciowych że o materialnych nie wspomnę, jest coraz gorzej. A żona a ich matka nigdy nie wzięła mojej strony, są dni że pasierb i pasierbica traktują mnie jak sublokatora.. * ..Finał był taki że 3 dni temu, ten obecnie 15,5 latek, wyższy ode mnie i dobrze jak na swój wiek zbudowany, młodociany kibol legii wystartował do mnie z łapami. To są zatrważające wpisy!!! I ci faceci przeżywają to na własne życzenie - a są to męczarnie i fizyczne i psychiczne nie mówiąc o finansowych (ten podkreślony przeze mnie fragment - niezłe prawda). Panowie! Chcecie dziecko - zróbcie swoje! (link: http://facetpo40.pl/forum/pasierb-czyli-wychowanie-cudzych-dzieci,tata-na-medal,196,22)
    26 polubień
  5. Poprzednie 911 turbo sprzedałem. Mówili, że po tym Turbo S już nic nie będzie takie samo. Nawet seks. Jazda tą zabawką jest lepsza niż jebanie. Mieli kurwa racje.
    26 polubień
  6. Niech idą w pizdu w alkoholizm, koty, dawanie dupy co weekend po klubach i marzenia o Greyu co przyjedzie na białym porszaku po księżną 30+ z dwoma gówniakami.
    26 polubień
  7. Tak wczoraj zastanawiałem się trochę 'po godzinach' nad zagadnieniem poruszonym w tym wątku. Ba, właściwie zagadnieniem stanowiącym rdzeń spraw damsko-męskich. I wiecie co? Całość można streścić w dwóch zdaniach. Taki 100% wyciąg. Owszem, możecie się zgodzić w pierwszej chwili bądź nie - ale jeśli zastanowicie się dłużej, głębiej i w szerszym horyzoncie poza 'moje ja i moje doznania' to powinniście szybko złapać wątek. Wszystkie kwestie problematyki relacji damsko męskiej bazują na tym, że obie płcie mają kompletnie inne założenia wobec siebie. I ta rozbieżność po jakimś czasie, z reguły po ustaniu 'motylków', zaczyna coraz bardziej uwierać i przeszkadzać. Nic super odkrywczego - ale da się streścić w dwóch zdaniach. Otóż: Mężczyźni podchodzą do kobiet kierując się zasadą potencjalnej przyjemności. Kobiety podchodzą do mężczyzn kierując się zasadą potencjalnej użyteczności. Quod erat demonstrandum, S.
    25 polubień
  8. Początki typowe. Białorycerska, a nawet feministyczna przeszłość. Niezrozumienie i frustracja, kiedy atrakcyjne dziewczyny nie doceniały mojego zaangażowania, wrodzonej dobroci i jak mniemałem, intelektu. Przegrywałem z pierwszym lepszym idiotą, który był w stanie złożyć trzy akordy na gitarze przy ognisku, i tłumaczyłem sobie że kobiety jako ofiary patriarchatu są upośledzone przez społeczeństwo i stąd nie potrafią wybrać właściwego partnera czyli mnie :-D Jako dwudziestolatek niewiele różniłem się od współczesnych hipsterów (można powiedzieć że byłem hipsterem zanim to było modne ;-), chudy, tchórzliwy, przeintelektualizowany i przestylizowany typ, traktujący z góry tych, których uważałem za gorszych, i darzący skrytą nienawiścią tych, którzy pod ważnym względem (pieniądze, mięśnie, pozycja) nade mną górowali. Parę nieudanych związków w czasie studiów, zawsze to ja byłem oczywiście tym rzucanym. Jeden przeorał mi tak psyche, że w końcu dałem się poderwać bezbarwnej rówieśniczce o niższym SMV od mojego, ponieważ miałem wrażenie, że przynajmniej jest stabilna emocjonalnie. No dobra, nie będę ściemniał, cycki też miała niezłe. Postawiłem na stabilność i dostałem to, czego chciałem. Po kilku latach ślub – wymuszony przez gierki na poczucie winy, niestety także ze strony mojej rodziny. Kłótni nie było, żona doskonale przewidywalna, mało ambitna, ale to też mi nie przeszkadzało w tym czasie. Seks nienajwyższej jakości, małżonka niespecjalnie lubiła urozmaicenia, ale nigdy nie było szantażowania dupą. Wśród znajomych, kiedy zaczęła się koło 30-tki fala rozwodów, uchodziliśmy za wzorowy związek. Żyjąc w tym matriksie, byłem szczęśliwy, na zasadzie „na nikogo lepszego mnie nie stać”, zresztą i tak wyparłem pragnienia, do tego stopnia, że nawet nie patrzyłem na inne kobiety na ulicy. Do tej stagnacji przyczyniała się komfortowa sytuacja zawodowo-materialna, miałem pracę w dużej firmie, w której co prawda nie zajmowałem ważnego stanowiska, ale też nie trzeba się było przemęczać. Pensje były wysokie i nie musiałem się martwić o przyszłość. Na szczęście nic nie trwa wiecznie. Żona jeszcze przed 30-tką zrobiła się tak sztywna i „dojrzała”, że nawet wizualnie przestaliśmy pasować do siebie. Choć wyglądała nadal dobrze, zaczęła się ubierać jakby była dekadę ode mnie starsza, po czasie zaczęło do mnie docierać że nasz związek przypomina relację matka-syn. Zrozumiałem, że brak kłótni wynika z mojej całkowitej podległości, której latami nie zauważałem. Rozejrzałem się wokół – przez lata nie umówiłem się z żadnym kumplem na piwo, wszystko zawsze odbywało się w parze, pełna kontrola. Kiedy w końcu zacząłem, żona w towarzystwie potrafiła szydzić, że się w koledze zakochałem, skoro taki rozpromieniony z browaru wracam. Skończyła się też idylla zawodowa, zmieniła się szefowa i zaczął biurokratyczny koszmar. Było to na tyle korzystne, że zostałem zmuszony do wyjścia poza strefę komfortu (strach przed ryzykiem i skrajny introwertyzm) i w ciągu roku rozkręciłem drobny biznes w necie, po czym złożyłem wymówienie. Nie minęły dwa lata i miałem okazję doświadczyć co miał na myśli Marks pisząc, że byt kształtuje świadomość :-). Kiedy z korporanta stałem się właścicielem firmy, moja tłumiona w korpo kreatywność wreszcie znalazła ujście, wyszedłem do ludzi, nauczyłem się podejmować ryzyko, i jakkolwiek prymitywnie to zabrzmi, samodzielne zarabianie kasy sprawiło że bardziej uwierzyłem w siebie. Małżeństwo rozsypało się jak domek z kart. Matkująca żona stała się elementem zupełnie niepasującym do nowej układanki. Rozwód na szczęście odbył się szybko, a w dzieci nie dałem się wkręcić. Oczywiście do dziś nie pozbyłem się wszystkich nawyków samca-beta. Chodzi raczej o to, że startowałem z tak niskiego poziomu, że skok został zauważony przez praktycznie wszystkich dookoła, bo musiałem wiele relacji, także koleżeńskich i w ramach bliskiej rodziny mocno przemodelować. Chyba najlepszym dowodem na to, że coś robię dobrze jest troska ze strony żon i partnerek kolegów, że coś się ze mną złego stało :-) Właściwie nie ma im się co dziwić, bo moja aktualna partnerka jest 10 lat młodsza i ma znacznie wyższe SMV niż poprzednia. Skutek jest jednak taki, że przestałem się spotykać z kolegami w parach, bo za dużo wyczuwałem podskórnej niechęci zarówno do mnie jako niebezpiecznego wzorca dla moich kolegów, jak i do mojej partnerki, znacznie odbiegającej wiekiem od towarzystwa. Nie jestem już młody, co ma tę zaletę, że kobiety z racji samej biologii stają się mniej istotne. Z drugiej strony zazdroszczę młodszym braciom, że mają dostęp do wiedzy, której nie było kilkanaście lat temu, kiedy tak bardzo jej potrzebowałem. Ale lepiej późno niż wcale, w moim środowisku jest góra 2-3 mężczyzn, którzy potrafią trzymać ramę w związku, reszta mimo wieku niemłodzieńczego nadal tkwi w matriksie.
    24 polubień
  9. Następny relatywista... My nie jesteśmy ludźmi, którzy będą sobie w głowie ustawiać drabinki i hierarchie w oparciu o drugorzędne rzeczy typu hajs, wygląd, bajera i inne pierdy. My jesteśmy Bracia Samcy i doskonale wiemy że żadna kobieta nam szczęścia nie da choćby i miała wrota rozkoszy ze szczerego złota. Tyle i aż tyle. Jak masz potrzebę prowadzenia krucjaty albo mentalnego robienia sobie dobrze to idź sobie nie wiem na jakąś insomnię czy 4chana? W ostateczności możesz zacząć nagrywać na YT filmy dla gimbazy, myślę że miałbyś wzięcie z tym parciem na świecidełka. Nieźli są tacy goście. Wbija i prawie po pierwszym poście chce być GURU.
    22 polubień
  10. 22 polubień
  11. Czytając Wasze wypowiedzi przyszedł mi do głowy pewien paradoks. Kobiety bardzo często narzekają, że faceci lecą tylko na ich wygląd, że zależy im tylko na seksie i traktują jako obiekt seksualny. Natomiast facetów często boli fakt, że są traktowani jak bankomaty i kobietom zależy głównie na ich pieniądzach. Pomijając wyraźną analogię pomiędzy tymi dwoma postawami można tu dostrzec pewien paradoks. Mianowicie zarówno kobiety i mężczyźni doskonale wiedzą, że wygląd kobiet jest ich głównym atutem, co zresztą same wykorzystują, a pomimo to narzekają na ten fakt. I w drugą stronę faceci, część świadomie, większość podświadomie wiedzą, że kobiety pragną hajsu, który jest głównym atutem mężczyzn, a pomimo to często uznają to za zjawisko negatywne. Takie zjawisko może tłumaczyć negatywny wpływ niektórych wyrażeń facetów: "Masz piękne oczy/jesteś piękna" to tak jakby kobieta powiedziała "Masz drogie auto". "Podobasz mi się/jesteś dla mnie atrakcyjna" to analogicznie "Podoba mi się, że jesteś bogaty". "Chciałbym uprawiać z tobą seks" -> "Chciałabym, żebyś mi kupił..." Takie zwroty usłyszane przez faceta wywołują poczucie zażenowania i uśmiech politowania (chyba, że wypowiada je kobieta 10/10 to się zasady naginają). Podobnie w przypadku kobiety takie teksty spełniają rolę odwrotną do oczekiwanej (chyba, że ponownie 10/10...). W istocie kobiety potrafią bardzo dobrze maskować swoje zamiary i nieświadomy facet często nie widzi jaką rolę spełnia. W przeciwieństwie do tego u facetów często widać ich zamiary, co może obniżyć w ten sposób ich atrakcyjność. I tak paradoksalnie wartość kobiety, która jawnie mówi, że pociągają ją pieniądze faceta zaczyna spadać tak samo wartość faceta u którego widać, że zależy mu na seksie również zaczyna spadać. Ta alternatywna teoria wyjaśnia dlaczego niezainteresowani danymi kobietami faceci są dla nich bardziej pociągający, a komplementy często wywołują odwrotny skutek do zamierzonego.
    21 polubień
  12. Panowie, jest podstawa prawna, aby się bronić przed gwałtem zadawanym przez kobiety nam samym.
    21 polubień
  13. Panowie to jest klasyka, zazdrość o dowolnego członka rodziny faceta i fochy = tworzenie bazy do odseparowania gościa od bliskich, którzy mogą obnażyć loszko manipulacje i grać przeciwko niej w razie "kryzysu małżeńskiego". Taka zazdrość o siostrę jest szczególnie wykalkulowana, tyle o ile np. rodziców faceta można zmienić w obiekt do manipulacji i/ lub źródło dodatkowych pożytków i extra niewolników księżnej pani np. - teść pomoże coś naprawić - teściowa zajmie się gówniakami jak jedziemy na wakacje lub gdy jestem w pracy - można przejąć nieruchomość, np. gadka "Wy macie taki duży dom, a my się gnieździmy z dziećmi w kawalerce w bloku, zamieńmy się wy przepiszcie na NAS dom, a my wam damy kawalerkę. I będzie wam lepiej tak naprawdę do marketu blisko, do lekarza, mniej sprzątania, palić w piecu nie trzeba ... bla bla bla" To jeśli chodzi o siostrę, szczególnie młodszą sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. - młoda samiczka jest obiektem zainteresowania pozostałych członków rodziny, czytaj. rodzice i starsze rodzeństwo jej pomagają / ładują w nią kasę i czas = konkurencja do zasobów - dodatkowo młodsza siostra ma dużo młodszych koleżanek = mąż będzie miał poprzez młodszą siostrę dostęp do potencjalnie ładniejszych, młodszych i mniej spierdolonych umysłowo samic = bezwzględnie wyeliminować kontakt brata z siostrą, najlepiej skłócić I loszka będzie to robiła za wszelką cenę. Kiedyś widziałem przed ślubem kumpla podobną akcję, na dodatek siostra kumpla to była jego jedyna rodzina. Rodzice zginęli jak on miał 10 lat a siostra 2, dziadkowie, którzy ich wychowywali też już zmarli. Tak więc poprzez różnicę wieku kumpel opiekował się siostrą, on już był dorosły na swoim, ona dopiero zaczynała studia. I oczywiście rozpętało się piekło gdy szacowna przyszła niedoszła żona dowiedziała się, że kumpel opłaca siostrze czesne. Sajgon trwał z 3 tygodnie, był płacz, szantaż, ty mnie nie kochasz, ona jest ważniejsza bla bla bla. Na koniec padło nawet stwierdzenie "jak ci tak na niej zależy to pewnie ją ruchasz" << tak moi mili posądzenie o kazirodztwo (tej akcji byłem świadkiem). I w ten oto sposób przyszła żona, stałą się przyszłą niedoszłą żoną.
    20 polubień
  14. Jesteście śmieszni. Mówicie tak, bo nigdy nie zaznaliście prawdziwej miłości. Nigdy nie kochaliście i was nie kochano. Walentynki to wspaniała okazja, by pokazać swojej drugiej, lub jak to mówią Brytyjczycy, lepszej połówki, że wam na niej zależy. Nie rozumiecie, że to jeden z najbardziej romantycznych momentów w roku. Zamawiasz stolik, który kosztuje o połowę więcej niż zazwyczaj, jedzenie które kosztuje o połowę więcej niż zazwyczaj, a potem zamawiasz taksówkę i jedziecie do teatru. Macie miejsce na antersoli z doskonałym widokiem. Patrzycie ukradkiem, jak wasz aniołek jest zachwycony przedstawieniem i jak się świecą jej malutkie, niewinne oczka. Ty też się uśmiechasz, bo jeśli ona jest zadowolona, to i ty. Zależy ci wyłącznie na tym, by była ta szczególna atmosfera, na niczym inny. Czujesz, że ją znasz i że to właśnie ta jedyna. Za rok w Walentynki jej się oświadczysz, już to wiesz. Po spektaklu znowu zamawiasz taksówkę i jedziecie do Ciebie. W międzyczasie kupiłeś jej bukiecik czerwonych róż, chuj z tym, że już ma jeden, musisz pokazać swoje zaangażowanie. Po przyjściu na mieszkanie, w lekko oświetlonym pokoju puszczasz romantyczną piosenkę. Coś unikalnego, może tą z Dirty dancing? Podchodzisz do niej i bierzesz ją do tańca. Ona mówi, że jest zmęczona i musi ochłonąć po takim wieczorze doznań. Nie spodziewała się tego. Poza tym musi iść spać, bo jutro na 9 do pracy, więc musisz też spać w drugim pokoju, żeby się zregenerowała. Patrzysz na zegarek, jest 20. Mówisz, oczywiście kochanie. Jesteś z siebie dumny, bo sprawiłeś jej przyjemność. Ale wy tego nigdy nie doświadczycie mizogini i stulejarze. O nie!
    20 polubień
  15. Obyczaje i rytuały około związkowe i poziom ich zakłamania jest charakterystyczny głównie dla kultury europejskiej i pochodnych. Ta cała romantyczność i lofcianie jest tylko narzędziem służącym do zaciemniania realnego obrazu sytuacji. Tak naprawdę małżeństwo czy konkubinat jest to umowa, a w naszej kulturze robi się wszystko aby udawać iż nią nie jest. Beneficjentami owego podejścia są kobiety, jest ono szkodliwe dla mężczyzn, koniec i kropka. Panowie prawda jest taka, że w większości ludzkiej populacji związek długoterminowy/ małżeństwo jest traktowane jako UMOWA w pierwszej kolejności, czyli spółka i biznes ze wspólnymi celami, do której każda ze stron wnosi określone wartości, a romantyczność znajduje się na 3 planie. Fajnie jak owa romantyczność jest, ale nie jest niezbędna. Podkreślam większość ludności na globie nie funkcjonuje według tego schematu. W krajach azjatyckich czy islamskich małżeństwo to UMOWA i nikt nie udaje , że jest czymś innym. Przed ślubem omawia się dokładnie wzajemne powinności, bardzo często funkcjonują one w postaci wiążącej umowy pisemnej. Właśnie to jest jedną z przyczyn staczania się europejskiej i tzw. zachodniej cywilizacji jako całości. Przekłamywanie rzeczywistości. Stawianie romantyczności i uczuciowości, wszelkich namiętności ponad logikę i fakty. I nie odnosi się to jedynie do stosunków damsko - męskich.
    19 polubień
  16. Perfekcjoniści mogliby się doczepić, że to nie cały rok, bo do rocznicy zostało tylko 9 dni Ale niestety nie znajdę czasu wtedy na uczczenie tej chwili tego dnia z powodu napiętego jak baranie jaja okresu ciężkiego dla każdego studenta, który będzie musiał zmierzyć się ze swoim największym koszmarem. Ona zaskoczyła nas wszystkich, jak każdego roku I zbierze potężne żniwo w postaci łez, potu i tysięcy zmarnowanych drzew, których los dotknął tak bardzo mocno, że skończyły z nabazgranymi notatkami w koszu. Ale tak słowem wstępu chciałbym już z góry mocno podziękować za sam fakt istnienia miejsca, gdzie świadomi ludzie, z dużym naciskiem na świadomi mogą się wspierać, dzielić własnym doświadczeniem i przede wszystkim czasem dać komuś po mordzie jeśli dalej będzie niewzruszony na logiczne argumenty. Istny przeniesiony z rzeczywistości filmowej do wirtualnej fight club. Panie Marku @Silny dziękuję za to, że pomimo wszystko wytrwał Pan w tym do czego Pan dążył. Nie zważając na przeciwności losu, a także na to, że poniektórzy ludzie zioną do Pana żywą nienawiścią nie załamywał się pan tylko parł do przodu. To świetny przykład dla młodego człowieka, który dopiero co poznaje życie jako dorosły człowiek i błądząc we mgle szuka czegoś czym ma się kierować w swoim życiu. Jeśli będzie trzeba służę pomocą Natrafiając na Pana teksty w pierwszej chwili doznałem wewnętrznego szoku. Co to jest?! Przecież gość pisze wszystko tak jak rzeczywiście jest. Nie tylko o kobietach, ale też o zachowaniach międzyludzkich, o naszej psychice, to jak działa podświadomość. Byłem w szoku. Z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne artykuły i chłonąłem wiedzę, aż pewnego dnia przyuważyłem link kierujący mnie to tego miejsca. I tu podwójny szok. A więc, są ludzie, którzy myślą tak jak założyciel forum. I to nie pojedyncze jednostki, ale jest ich o wiele więcej. Brałem wiedzę ogromnymi garściami i co trzeba zaznaczyć nic za to nie płaciłem. Byłem wtedy w okresie wielkiego zawirowania emocjonalnego gdzie pewne sprawy były za bardzo dla mnie skomplikowane i mnie przerastały. Zauważyłem, że tutejsza społeczność pomaga sobie nawzajem nie jakimiś głupimi radami, ale pokazuje jak konkretnie rozwiązać dany problem. Więc nadszedł ten dzień. Postanowiłem dołączyć. W pierwszej chwili zastanawiałem się jaki przyjąć sobie nick. Już wtedy miałem jakąś tam wiedzę o podświadomości i to jak wpływa na nas identyfikowanie się z pewnymi formami myślowymi. Po długim namyśle tak narodził się @Samiec Alfa Z drżącymi rękoma założyłem swój pierwszy post. Oczywiście jakżeby nie inaczej dostałem swoje pierwsze i jedyne ostrzeżenie od szeryfa Mośka za brak avatara i postu witalnego. Widać każdy musiał zaliczyć spotkanie trzeciego stopnia z @Mosze Red Po chwili zostaję serdecznie przywitany z pakietem na start jak mam poradzić sobie z sytuacją, która mnie zastała. Nie żadne pierdolenie o szopenie, a konkretne działanie. No cóż powiedzieć. Wciągnąłem się jak cholera Zacząłem jeszcze ostrzej pracować nad sobą. Zmiana nie nastąpiła z dnia na dzień, ale założę się, że każdego dnia posuwałem się do przodu, może nawet o nic nie znaczący milimetr, ale ważne, że szedłem do przodu. Jasne, że zdarzały się momenty kryzysowe i zwątpienia, ale to wszystko wynagrodziło mnie tym, a nie innym aktualnym stanem psychicznym, materialnym i fizycznym. Widzę teraz, że ciężka praca dała owoce. Zasiane ziarno wykiełkowało. W porównaniu z tym co było kiedyś, a co jest obecnie jest to zmiana o całe 180 stopni. Sam bym się nie spodziewał, że można zrobić tyle w takim okresie czasu. Co się zmieniło od tamtego czasu? Samoocena poszybowała mocno w górę. Można powiedzieć, że to jak czuję się kiedyś w porównaniu z tym jak kiedyś to są dwa odległe bieguny. Jestem niezależny finansowo. Mam swoje małe co nie co i mogę żyć w końcu jak normalny człowiek. A chyba największym dowodem na to, że poszło to tam gdzie trzeba jest uśmiech na twarzy dziewczynek, które z automatu widząc mnie wabią mnie swoimi słodkimi uśmieszkami Na czym miałbym się skupić i jak miałby wyglądać mój następny rok? Szczerze powiedziawszy przede wszystkim muszę się skupić na skończeniu studiów oraz na tym, by myśleć jak stawać się coraz lepszą wersją samego siebie. Co prawda wiele emocji przerobiłem, ale czasem toksyczne złogi tkwią we mnie. Może już nie tak mocno jak kiedyś, ale wciąż są, więc trzeba będzie się tym zająć. Kolejną sprawą jest to, że chciałbym znaleźć wewnętrzne powołanie, hobby. Coś co mnie wciągnie i będę wciąż o tym myśleć. Chcę znaleźć swoją własną ścieżkę, którą chcę podążać na której będę się samorealizować, będę mógł wykorzystywać wszystkie moje świadome i nieświadome talenty, aby z każdym dniem stawać się coraz bardziej spełnionym człowiekiem. Będzie to jedno z najważniejszych i głównych zadań w moim życiu. No i oczywiście gdzieś tam są kobiety Podsumowując można śmiało stwierdzić, że nie warto się poddawać, bo często w życiu bywa tak, że nie ten kto był wskazywany jako zwycięstwa od urodzenia staje na podium, a szaraczek, który dzięki swojej ciężkiej pracy i wytrwałości idzie w jego kierunku, by pewnego dnia postawić swoją stopę na nim i przywdziać laurowy wieniec.
    19 polubień
  17. Mezalianse nie są zdrowe. Konkretnie co? Potrzeba atencji + potrzeba kontroli + generowanie sztucznych problemów/ konfliktów żeby wzbudzać twoje poczucie winy i pobudzać własnego chomika emocjonalnego. Kontrola odcięcie od znajomych, w jej mniemaniu "niebezpiecznych" czyli takich, którzy w razie problemów staną po twojej stronie i ci pomogą, mogą cię uświadomić iż jesteś eksploatowany itp. . Niszczy systematycznie twoje relacje koleżeńskie, pozwala jedynie na te, które w jej mniemaniu są wartościowe dla niej pośrednio lub bezpośrednio. - pośrednio - znajomości, które mogą ułatwić ci karierę/ pozwolić dodatkowo zarobić/ załatwić lepszą pracę ewentualnie zamężni lub w poważnych związkach, którzy stanowią dla ciebie "dobry przykład" - bezpośrednio - znajomości, które ona odbiera jako te, z których może wyciągnąć coś dla siebie lub twoje wyjście daje jej ramy czasowe do realizacji własnych planów np. a ) proszenie wspólnych znajomych o przysługi b ) znajomi, którzy rokują lepiej na przyszłość niż ty, czyli potencjalne opcje do wymiany ciebie na twojego kolegę tzw. nowa gałąź c ) znajomi, którzy zapewniają jej i tobie dostęp do "lepszego" towarzystwa d ) ma w tym samym czasie własne spotkanie z koleżankami lub kolegami (nie jest powiedziane, że musisz o tym wiedzieć) Dobrze ci się wydaje. Pozwalasz się wykorzystywać ponieważ uzależniłeś się emocjonalnie. Nie wyrażasz sprzeciwu/ pogodziłeś się z losem, znalazłeś się na równi pochyłej i będzie coraz gorzej, będziesz otrzymywał coraz mniej, płacąc coraz więcej. Reasumując: - niezbyt rozgarnięta laska - laska z nizin społecznych - laska, która cię źle traktuje i nie docenia Skoro sam siebie nie szanujesz będąc w takim związku i pozwalając na takie traktowanie, to oczywiste że ona ciebie nie będzie szanowała inni ludzie obserwując to z boku też nie. Było pizdylion razy na forum. Seks jest jedynym prawdziwym wyznacznikiem jakości waszej relacji i stosunku jaki loszka ma do ciebie. Chujowy seks, brak oralu i analu = jesteś dla niej tylko portfelem, który gada i przy pierwszej okazji zostaniesz wymieniony na lepszy model. Na dodatek drażnienie się, obiecywanie oralu, a później wykręcanie się. Klasyczny shit test, za każdym razem wychodzisz na większego cipeusza w jej oczach. Klasyka klasyk, loszka coś obiecuje , celowo nakręca faceta, a później ty jesteś podły bo jej się odechciewa, a ty się upominasz. I zaczyna się : - jesteś podły - nie szanujesz mnie - zmuszasz mnie - jak możesz mnie tak traktować - chciałeś mnie potraktować jak dziwkę - nie jestem dziwką Połowa życia opiera się na dupie, będziesz miał kiepskie życie erotyczne a zwiążesz się z tą kobietą to będziesz przeżywał wieczny zawód, niedosyt, brak realizacji fantazji. Wszystko to się będzie przekładało na inne sfery twojego życia, koleżeńskie, zawodowe, rodzinne. Będziesz wiecznie sfrustrowany i nieszczęśliwy. Masz dwie opcje: 1 ) Ustawić loszkę, tylko zadaj sobie pytanie czy warto? W mojej opinii nie warto. Na początek odcięcie od wszelkich benefitów, koniec dawania pieniążków prezencików, wyjść do kina czy restauracji. Jeśli mieszkacie razem ma się do wszystkiego dokładać po połowie, czynsz inne opłaty, jedzenie itp. Ustal termin wprowadzenia systemu współfinansowania życia, im szybciej tym lepiej np. od 1 lutego. Powiedz wyraźnie czego oczekujesz i że masz takie, a nie inne potrzeby i jeśli nie będziesz zadowolony z tego co się dzieje w sypialni to wymieniasz ją na inny model. Powiedz, że lasek w jej wieku jest kilka milionów większość mądrzejsza, z lepszego domu i ładniejsza. Oczywiście zacznie się drama, którą olej, ani wściekłość, ani łzy, ani jakakolwiek forma szantażu emocjonalnego nie ma prawa sprawić iż ustąpisz. Jeśli się nie dostosuje to niech się pakuje. Termin nakreśl tak samo. 2 ) Od razu wystawić za drzwi i zająć się życiem zawodowym, im wyżej będziesz w hierarchii ludzkiego stada tym więcej loszek będzie się garnęło i zdecydowanie lepszych niż obecnie. Przemyśl to bo z twojego postu wyraźnie wynika iż: - jesteś z loszką z nizin społecznych - jesteś z loszką, która cały czas niszczy cię emocjonalnie, ewidentnie nie radzisz sobie z jej gierkami - jesteś z loszką, dla której stanowisz dostarczyciela darmowych lub prawie darmowych pożytków wszelakich czyli chodzącym bankomatem - nie szanujesz sam siebie bo zważywszy na wyżej wymienione tkwisz w tym związku mimo chujowego seksu To by było na tyle.
    18 polubień
  18. A tam, pierdolicie Walentynki trzeba świętować. Ja na ten przykład kupię prezent, dobry alkohol, zrobię pyszną sałatkę i przyszykuję dobry film. Oczywiście uprzątnę przedtem mieszkanie, żeby MI SAMEMU było przyjemnie No co? W końcu święto zakochanych, a ja przecież siebie kocham i nie spierdolę tego byle jakim towarzystwem
    17 polubień
  19. "Kodeks Samca - zbiór zasad moralnych i etycznych dla współczesnego mężczyzny" (Codex Homini)
    17 polubień
  20. Czesc chlopaki, od razu z gory informuje o braku polskich znakow z tego wzgledu iz obecnie przebywam poza granicami ojczyzny... W zwiazku z tym ze zaczynam realizowac kilka celow ktore postawilem sobie niedawno, potrzebuje sie na tym absolutnie skoncentrowac, poswiecic sporo czasu, pieniedzy, zaanagazowania aby zebrac owoce w przyszlosci...W zwiazku z tym melduje ze zawieszam swoje uczestnictwo w forum i funkcji moderatora na czas nieokreslony... Jestem na forum praktycznie od poczatku, dzieki korzystaniu z danej mi wiedzy zmienilem nastawianie do wielu spraw i na pozostale spojrzalem calkowicie pod innym katem... Spedzilem tu sporo czasu, bylem swiadkiem nie jednego, poznalem(takze w realu) wielu chlopakow z ktorymi moglem wymienic swoje poglady, ten czas absolutnie nie byl czasem straconym, zdobylem mnostwo wiedzy, zmienilem swoje nastawienie w stosunku do kobiet o 180 stopni czego owoce zebralem w niespotykanej skali, znacznie poprawilem swoje samoocene i polozylem solidne fundamenty pod konstrukcje swojego poczucia wlasnej wartosci, staralem sie sumiennie wykonywac funkcje moderatora na tym forum... Zycze wam tego samego, i mam nadzieje do uslyszenia jeszcze Dziekuje i powodzenia, postaram sie zagladac tak czesto jak bedzie to mozliwe...
    17 polubień
  21. Jadę wczoraj koło czternastej autobusem. Outfit, pisząc młodzieżowo, jak prosto od londyńskiego krawca z Sawile Row, w końcu jadę na zawodowe spotkanie. Na którymś z przystanków dwa rzędy siedzeń przede mną siada ładna, okozawieszalna brunetka. Między 25 a 30. Oczywiście nowym świeckim obyczajem wyjmuje smartfona z torebki. Lustruję ją i z zadowoleniem stwierdzam, że jej ładna buzia koresponduje z dobranym, ładnym ubiorem. Dziewczyna podnosi oczy, zauważa że się na nią patrzę. Więc uśmiecham się do niej i delikatnie skinąłem głową. Nie w formie mocnego skinięcia 'dzień dobry' a raczej uprzejmego pozdrowienia. Dziewczyna uśmiecha się, i wraca do smartfona. Po chwili wstaje, bo autobus dojeżdża do jej przystanku, odwraca do mnie głowę i obdarza najsympatyczniejszym i najdłuższym uśmiechem połączonym z długim kontaktem wzrokowym jaki zdarzyło mi się otrzymać od nieznajomej kobiety od dłuższego czasu. I wiecie co. Wiosenny maj. Zielony, ciepły, radosny maj pełen kwitnących drzew i krzewów. Maj Nie ma stycznia. Nie ma zimna, nie ma węglowo-plastikowego smogu. Nie ma miksu kolorów burej bieli połączonych z szarościami beżami. Wokół jak w maju ... Niby drobiazg a jak sympatycznie cieszył do końca dnia. S.
    17 polubień
  22. Bojkot konsumencki to jedna z najprostszych i najbardziej bezpiecznych form sprzeciwu społecznego. W Polsce niewątpliwie nie brakuje chętnych na bojkotowanie "michnikowszczyzny", naczelnego siedliska zła w naszym kraju . Problem w tym, że większość ludzi źle się do tego zabiera. Jeśli spytamy przeciętnego człowieka jak bojkotować Michnika?, zapewne odpowie "nie kupować Gazety Wyborczej i namawiać do tego wszystkich znajomych". Nic bardziej mylnego, ta gazeta już od dawna nie jest głównym źródłem dochodu dla Agory S. A, dlatego pomimo już widocznego spadku jej sprzedaży i braku wsparcia od rządu (państwowe firmy nie wykupują u nich reklam jak to było za rządów PO-PSL) spółka trzyma się całkiem nieźle. Obecnie zyski przynosi przede wszystkim należąca do Agory sieć kin Helios: https://pl.wikipedia.org/wiki/Helios_(sieć_kin) To właśnie ta branża praktycznie ratuje im dupę, więcej szczegółów poniżej: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wyniki-finansowe-agora-2016-rok-gazeta-wyborcza-strata http://www.pch24.pl/mocne-plecy-michnika,43963,i.html Zwłaszcza premiery takich filmów jak nowe "Gwiezdne Wojny" nakręciły mocno sprzedaż biletów. Więc jeśli ktoś chce bojkotować Agorę, to właśnie kina Helios są w pierwszej kolejności do omijania. Duże zyski przyniosła im ostatnio także sprzedaż zarówno filmu jak i książki „Wiedźmin: Dziki Gon”, w dodatku firma była współwydawcą gry komputerowej o tym samym tytule. Jeśli jednak ktoś lubi sobie pogiercować, zawsze warto pamiętać że istnieją pirackie wersje Dodam że George Soros kupił niedawno 11% akcji Agory, jeśli firma zacznie przynosić straty to również strata dla niego. Upodobania polityczne nie zmieniają faktu, że nawet Soros nie jest w stanie grać przeciwko rynkowi, o czym zresztą się niedawno przekonał tracąc miliard dolarów grając na bessę w USA po wygraniu wyborów przez Donalda Trumpa, tymczasem amerykańskie rynki zareagowały hossą. W ogóle coś ostatnio mu nie wychodzi. Wydał dużo hajsu na kampanię Clintonowej, i tak przegrała, w dodatku jeszcze ta strata na giełdzie. "Women March" okazał się kompletną kompromitacją. A w Polsce? Wpierw fail stowarzyszenia "Nigdy Więcej" z Simonem Molem jako "antyfaszystą roku". Potem Kinga Dunin z "Krytyki Politycznej" strzela głupkowaty artykuł o nocy sylwestrowej w Kolonii, a Sierakowski zapomniał ugryźć się w język z tym że ich pismo jest finansowane w 90% ze źródeł z zagranicy. Wcześniej wpadka "HejtStopu" z Pudzianem. "KOD" zamiast Majdanu, postawił Ciamajdan. A na dokładkę do "Centrum Monitorowania Zachowań Rasistowskich" niedawno wkroczyła policja doszukując się prawnych nieprawidłowości. Jak się okazało donos został złożony przez... "Fundację im. Batorego", którą chcieli wyruchać na kasę. Tak ładnie się to wszystko sypie
    16 polubień
  23. Zalecam zignorowanie maila. Odpiszesz próbując coś wysondować - to dasz argument żonie, i tak się przyczepi (jeśli to jej prowokacja). Jak jesteś w miarę biegły w niewerbalnej kwestii komunikacji i znasz emocjonalną stronę żony - to możesz z uśmiechem jej opowiedzieć o tym mailu oraz, tak-tak !, dodać że to już trzeci taki w tym roku od jakichś babek Jak ona napisała ostatni to nie wytrzyma psychicznie i zacznie wypytywać się o te dwa pierwsze - nie od niej Bacznie obserwuj reakcje i w którą stronę będą szły pytania żony - o tego ostatniego czy bardziej skoncentruje się na tych wymyślonych przez Ciebie pierwszych. Bądź jak lis
    16 polubień
  24. @Kolchicyna istnieje proste rozwiązanie twojego problemu, rozwiązanie, które zawsze postulują panie w przeciwnej sytuacji. Zawsze panie aby czuły się kochane i żeby facet okazał im swoją miłość, udowodnił że mu zależy itp. proponują aby przepisał na nie mieszkanie, albo chociaż pół. Jest to znakomite rozwiązanie w twoim przypadku, przepisz na swojego ukochanego mieszkanie, a przynajmniej pół i będzie się czół jak u siebie. Problem zniknie. Kochasz go i podziwiasz więc chyba nie podejrzewasz, że ta wspaniała, mądra i szlachetna istota, jaką bez wątpienia jest twój facet zostawiła by cię z niczym, prawda? Śmiało do notariusza i przepisuj mieszkanie, twoje serduszko nie może się mylić to ten jedyny na całe życie, więc czy istotne jest na kogo będzie zapisane? No przecież nie ! A tak udowodnisz mu swoją miłość, dasz pewność i dobre samopoczucie swojemu partnerowi.
    16 polubień
  25. Witam wszystkich. Krojąc chleb w kuchni przypomniała mi się pewna niewielka bezsensowna (i powtarzająca się regularnie) ''akcja'' z dzieciństwa, toteż postanowiłem założyć taki temat. Jest już jeden o fałszywych matrixowych pojęciach (,,demaskujemy matrix''), ale ten ma bardziej luźny charakter. Dodaję go w dziale takim a nie innym, bo chociaż teraz jest mi to obojętne i mogę się tylko uśmiechnąć, tak w wieku 6 lat działało to na mnie jak sukcesy Marka na półprofesora - czyli dla niewtajemniczonych, strasznie mnie to denerwowało. Gdy za dzieciaka bywałem w gościach z rodzicami gdziekolwiek - czy na urodzinach u kuzynów, czy u ciotki na imieninach czy gdziekolwiek - nieistotne, ogólnie spotkania w rodzinnym lub podobnym gronie - lubiłem sobie wziąć zwyczajnie kromkę chleba i skonsumować. Tak po prostu, bez niczego. Wszyscy wiedzieli, że to lubię, zresztą w przypadku dziwnych spojrzeń za każdym razem ich o tym informowałem... ...i za każdym razem tym niecnym czynem, poprzez który zapewne zasługiwałem na krzesło elektryczne, doprowadzałem niektórych do szału. Wzbudzałem zainteresowanie niemal identyczne, jak obecnie będąc niepijącym. -NO ALE JAK TO MOŻNA SUCHY CHLEB? WEŹ SOBIE SZYNKI TROCHĘ. MASZ TUTAJ MASŁO CHOCIAŻ Z MASŁEM ZJEDZ. NIE JEDZ SUCHEGO CHLEBA. JAK TO TAK SUCHY CHLEB JEŚĆ? Często widziałem, że ludzi to po prostu wkurwia. Latali i skakali dookoła z różnymi dodatkami, próbując mi to wcisnąć na siłę. I teraz moje pytanie: ja pierdolę, serio?! Czy zjedzenie kromki chleba jest nielegalne? Czy doprowadzi mnie to do śmierci w męczarniach? Jakieś 3 lata temu słyszałem o gościu z Białorusi lub Ukrainy - nie pamiętam już - który do obiadu, gdzie były również ziemniaki, brał sobie chleb. Niektórzy otwarcie mówili (nie wiem czy wprost też mu to mówili, pewnie tak, chociaż może w innych słowach), że jest popierdolony. Czujecie to? Gość jest popierdolony, bo sobie zjadł jedzenie w takiej konfiguracji jak lubi, a nie jak mówi ogólnie przyjęty nakaz. Boże Temat jak już wspomniałem taki ''na luzie'', bo i ze mnie taki wyluzowany chłopak, mam wszystko, jeżdżę Fordem, jestem Konstytucją, ostatnio moczyłem nogi w wannie i byłem w Radomiu, taki ze mnie gość. Zachęcam do wpisywania podobnych ''akcji'' jeśli oczywiście dostrzegliście coś takiego w dniu codziennym.
    15 polubień
  26. Gdyby to ode mnie zależało brałbym wszystkie chętne Panie Polki na wyjazdy poznawcze z arabskim księciem lub czarnoskórym Habibi. Ona płaci tylko za bilet on daje te symboliczne 500 dolców. Pani nie ma prawa powrotu do kraju i w takiej Arabii Saudyjskiej czy innej Nigerii może pokazać swoją "emancypację". Eksport wagonami.... Cytuję @Rnext - gdybym był sam nie brałbym za partnerkę Polki, a szerzej (tutaj się własnie nasz Brat zaczyna) kobiety z kręgu zachodnioeuropejskiego. Emancypujcie się, pier*olcie z kim chcecie, szukajcie jeleni i marzcie o ciapatych książętach, uważając nas, Polaków, za nieudaczników i śmieci "bojących się odpowiedzialności" - droga wolna A jak jest naprawdę? Ależ proszę bardzo w skrócie - przychodzi na randkę taki korpowycirus 30+ co opieprzył niejedną gałę po pijaku w piątek, zgrywa święta intelektualistkę z "horyzontami" czyli karta multisport, kino jak korpo zafunduje i "modny wernisaż" z którego nic nie rozumie plus "bo w Pokoleniu Ikea napisali" i wymaga: 1. Minimum własne mieszkanie 2. Dobra fura 3. Zarobki w pełni pokrywające fantazje Pani - chodzi o to aby koleżankom z żalu dupki popękały. Jeśli Europejka to młoda dziewczyna z która się można "dotrzeć", spróbowac to poukładac jakoś sensownie, a jak nie, Panowie, pół świata chętnie z Wami będzie w zamian za paszport UE. Dziękuję @rarek2 - uśmiałem się z rana
    15 polubień
  27. Witam Panowie długo zabierałem się za to ale było to dla mnie ważne i nie chciałem zakładać sobie od tak tematu. Miało to być wyjątkowe - dla mnie. Przysiągłbym wielką zmianę w stylu "nowy rok nowy ja" ale to zacząłem już w październiku zeszłego roku. Całą moją zmianę zawdzięczam temu forum oraz Markowi ponieważ to dzięki wam związek który dosłownie mnie niszczył dobiegł końca właśnie troche przed październikiem. To dzięki wam jestem tu gdzie jestem i przez pare miesięcy zmieniłem więcej niż przez ostatnie 6 lat. Czułem i czuje dosłownie wewnętrzną misje. Czuje, że dokonam czegoś wielkiego cokolwiek miałoby to być. A więc: obiecuje sięgać gwiazd i pod koniec 2017 zrealizować jedną z dróg. Pierwsza: mój ojciec ma ogromny biznes a właściwie podłoże pod biznes można powiedzieć deweloperski. Potrzeba tam tylko młodej osoby która zacznie napierać z ogromną siłą. Druga: street workout, dietetyka, emigracja z Polski do USA(w maju losowanie wizy) lub innego kraju, pracam tam i przygoda z YouTube'm, instagramem itp Do końca 2017 chce: Stanąć na czele ogromnego biznesu i zakończyć rok z sumą 100 000 na koncie (takie chce mieć oszczędności) LUB Realizować się jako cholernie wysportowany Youtuber za granicą i dobić chociaż do 7 000 subów. Tą drogę zacząłem realizować w grudniu i praktycznie tą drogą teraz ide. Sądzę że tak już zostanie chociaż nie wykluczam pierwszego ponieważ sprawy urzędnicze ruszyły ostatnio z kopyta. Panowie działam dzień w dzień, od rana do nocy. Nie ma chwili na opierdaling. Wspierajcie mnie i rozliczajcie z danej tu przysięgi. Dzięki za wszystko!!!
    15 polubień
  28. To nie jest Twój kolega tylko drobny cwaniaczek, który próbował Cię potraktować jak frajera więc, cytując klasyka, nie gadaj z nim i niech spierdala.
    15 polubień
  29. @catwoman Tak, uroda kobieca jest głównym argumentem przemawiającym za zainteresowanie się nią w kwestiach relacji seksualnej. Mam wiele przyjaciółek czy też bliskich koleżanek (kwestia terminologii) w relacji towarzysko-koleżeńskiej, nieseksualnej, ale nawet wówczas gdy spędzam z nimi czas - obserwuję u siebie zdecydowaną i odczuwalną różnicę gdy panna jest 1) powyżej przeciętnej 2)przeciętna i poniżej. A to tylko koleżanki ... Tak już Matka Natura zadbała, że gdy spędzam czas z ładną czy wręcz piękną kobietą - włączają mi się całe wewnętrzne, podświadome systemu 'razanielenia'. Owszem, panuję nad nimi ale gdybym tylko im pozwolił na zawładnięcie mną niczym typowy dwudziestolatek - siedziałbym z rozdziawioną japą i wybałuszonymi oczami. A każde słowo spływające z ust owej hożej dziewoi byłoby piękne, mądre, wspaniałe i cudownie wyjątkowe No. Tak nas ogłupia ponadprzeciętna uroda ... Wiem, słabe to jest ale od strony przedłużenia gatunku - jak najbardziej celowe ze strony Matuszki Natury. Gdy spędzam czas z kobietą przeciętną pod względem urody - mogę naprawdę być zadowolony z rozmowy, pośmiać się i super spędzić czas. Ale owego hormonalnonapędowego efektu 'WOW!' nie będzie ... Dziewczyna, która w wyniku życiowej loterii wygrała urodę - w zasadzie wygrała życie. Owszem, spierniczyć je może ale w życiowym wyścigu 'dostaje od życia' rower, podczas gdy reszta kobiet musi obyć się biegiem na własnych nogach. To co nas tak naprawdę śmieszy i mierzi to pewien wzór, który próbują zaimplementować rzeczywistości kobiety. Jest on w przybliżeniu taki: Brzydka kobieta = przeciętny mężczyzna. Przeciętna kobieta > przeciętny mężczyzna. Ładna kobieta > ładny mężczyzna. Ładna kobieta = ładny mężczyzna + zasoby + odpowiednie dochody + odpowiednia pozycja zawodowa + odpowiednia pozycja społeczna. Miss World = zasoby Układu Słonecznego. Lewa strona i prawa strona nie mają takiej samej wartości przy zbliżonych potencjałach. Lewa strona uważa, że prawa zbliży się do niej potencjałem gdy będzie z 'wyższej' od niej półki. Srana hipergamia S.
    15 polubień
  30. 15 polubień
  31. Tylko niech potem nie szczekają, że za rozpadem małżeństwa stoją przede wszystkim mężczyźni. Przecież 2/3 pozwów rozwodowych składają kobiety. Ostatnio spotkałem się z taką sytuacją: Małżeństwo 30 + w dużym mieście. Dwoje dzieci 6 i 10 lat. On zarabiał około 7k. Jednak ostatnio stracił pracę z uwagi na jakąś tam redukcję. Ona w tym czasie łapie się do zarządu znanej firmy, dostaje 23k. Jak to zrobiła to jej słodka tajemnica. On znajduje pracę za około 5k. Mają duże mieszkanie na kredyt. Ona poznaje w firmie gacha, rucha się z nim, nawet nie kryje swojego związku przed mężem. W tym czasie zakłada mu niebieską kartę i podburza sąsiadów, że mąż znęca się nad nią i dziećmi. Gówno prawda. Żaden z sąsiadów tego nie łyka. Składa pozew o rozwód (powód mi nieznany zapewne niezgodność charakterów ), gdzie głównym świadkiem jest jej matka, która mieszka na stałe 250 km od ich miejsca zamieszkania, ale na pewno na dany temat wie bardzo dużo . Facet dostaje zakaz zbliżania się do niej i do dzieci. Mieszka u rodziców, kątem u znajomych. Sprawa w toku. Smutna, jednak bardzo życiowa historia. Zgadnijcie Bracia jak się zakończy ta sprawa? Wiecie co w tym jest najsmutniejsze ? Kobieta w takich sprawach jest bezwzględna, podła, knuje, podburza, robi największe świństwa, aby tylko postawić na swoim. Zniszczy wszystkich, którzy jej staną na drodze. Wtedy poznajesz kobietę z tej drugiej strony, tej mniej słodziutkiej, o gębie podłej harpii i modlichy.
    15 polubień
  32. Witam wszystkich braci, witam starszyznę forum, w końcu ja postanowiłem podzielić się moją ostatnią historią. Obecnie mam 30 lat, od 10 lat musiałem zadbać o siebie i zorganizować sobie własne lokum, i się usamodzielnić bo jak to stwierdzili moi rodzice "Już czas, musisz sobie radzić" po czym w przeciągu 3 miesięcy sprzedali mieszkanie i wrócili w rodzinne strony, ale nie to będzie tematem tej opowieści. Po tym jak już zorganizowałem sobie mieszkanie, i uczyłem się żyć sam byłem po nieudanym związku, po dość długim czasie wszedłem w kolejny związek, jak się później okazało nie taki świetny, zmarnowałem na niego 4 lata. W 2010 poznałem dziewczynę w pracy, miałem wtedy 23 lata a ona 26, poznaliśmy się w pracy, przez pierwszy rok bajeczka, po roku zamieszkaliśmy razem i już dało się odczuć ingerencję mamusi, z racji tego że moja panna była najmłodsza z rodzeństwa to chciała mieć ją blisko siebie to też jeździliśmy na obiadki do jej rodziców miasto dalej, kochana mamusia nie mogła sobie wyobrazić że jej córunia jest od niej o 20 km dalej, więc zapewne w głowach zrodził się plan jak sprawić żeby córeczka była blisko domu. Ja żyjąc dalej w głębokiej nieświadomości, co mnie czeka godziłem się dalej na obiadki i zachcianki mamusi, aż do czasu kiedy zaczynałem być asertywny, mamusi zaczęło to przeszkadzać że jej przyszły zięć może mieć coś do powiedzenia, zaczęła sprawiać że moja dziewczyna coraz bardziej była w stronę matki, zwolniła się i 6 miesięcy nie pracowała, kiedy widziała że tracę cierpliwość albo się traciła do mamy, albo do siostry. Pierwszy poważny zgrzyt co dał mi na chwilę klarowny obraz to jej wyjazd na wakacje podczas remontu przedpokoju. Wtedy zostałem kopnięty w dupę i przez 3 miesiące przerwa w związku. Ja z racji tego że znów mieszkałem sam, dawałem się pochłaniać demonom samotności, wtedy nie rozumiałem jak można mieszkać samemu, zapuściłem mieszkanie w syf żyjąc z dnia na dzień, to skutecznie zmiękczyło moje postanowienie bycia singlem i wtedy zadzwonił telefon. Na nic dały próby bycia twardym, płacz, obietnice, przeprosiny... Uległem Znów razem, szybki jej powrót do mojego mieszkania, nowa praca, i znów patrzenie na świat w różowych okularach, po prostu cycuś glancuś. Z upływem czasu dało się znów odczuć ingerencję matki, z tym że jeszcze z większym uporem, ale jakoś radziliśmy sobie, i postanowiliśmy w 2014 wyremontować moje mieszkanie całe. Oczywiście jej wkład był w to taki że mamunia z ojcem pomagają przy robocie, a ja wyłożyłem na remont... czyli pokaz jak być frajerem. Mój kwadrat nie jest duży, ot 32m czyli pokój z osobną kuchnią, przy remoncie kuchni, w pewien słoneczny dzionek po skończonej pracy w piąteczek wieczorem pojechaliśmy do jej rodziców bo u mnie nie było za bardzo gdzie spać, wieczorek, kolacyjka i winko u kochanej mamci. Po większym spożyciu trunku mamusia wpadła bo język jej się rozwiązał i wygadała się ze swojego planu. Okazało się że ich wkład i wielka pomoc nie jest bezinteresowna, mieszkanie miało pójść na zamianę na kwadrat u niej w mieście, tylko klatkę dalej gdzie mieszkają jej rodzice żeby blisko było na obiadki. Jak to usłyszałem to zaniemówiłem, musiałem wyjść na balkon zapalić gdzie spotkałem jej ojca też palił... popatrzał tylko i kiwnął głową w lewo i w prawo, podsunął paczkę z fajkami. Wciągnąłem tego peta i wróciłem do stołu, nastała cisza, wtedy zapytałem: "Na kogo one będzie?" Jej mamusia z miną kobry odpowiedziała krótko "No jak na kogo? No na X a Ty dostaniesz 60 tysięcy" Wtedy stało się małe olśnienie i coś mi zaskoczyło, a minuta ciszy trwała dla mnie godzinę wtedy taśmowo przeleciał mi przed oczami cały nasz związek, połączyłem szybko kropki. Oznajmiłem jej mamie że jeżeli jej córeczka będzie chciała zawrzeć za mną związek małżeński to będzie musiała podpisać intercyzę, i wtedy zobaczyłem jak spada maska z jej głowy i to co kryło się pod nią, aż powietrze zrobiło się tak gęste od mrocznej aury, pierwszy nie wytrzymał jej ojciec, zabrał fajki i na balkon, a ja za telefon i do kumpla. Nie minęło 20 min i już siedziałem w samochodzie i byłem w drodze do domu, wypompowany z energii, aż zwrócił mi uwagę na to mój ziomek, że wyglądam koszmarnie. Po drodze monopol i musiałem się znieczulić, i poszedłem spać na podłogę w pyle remontowym. Rano czułem się jak rozjechana żaba na asfalcie wysuszona od słońca... kac moralniak jak śmierć na ramieniu i ciężka rozkmina nad samym sobą która zostaje przerwana przez moją byłą wchodzącą do domu. Bez słowa, zaczęła pakować swoje rzeczy do małej torby, kiedy zapytałem co robi oznajmia zimno że jedzie na wakacje. Dla mnie pierwszy impuls w głowie "pewnie jedzie z matką" ,nie zastanawiając się zbytnio powiedziałem że jak wyjedzie nie ma po co wracać, bo już raz taki numer zrobiła, i wtedy nastąpił szał, krzyki, wyzwiska i trzaśnięcie drzwiami. Przez te 3 tygodnie, zdruzgotany próbowałem skończyć remont, jak się okazało ta sytuacja skutecznie zweryfikowała jakość moich przyjaźni i znajomości, moi znajomi widząc w jakim jestem stanie wyciągnęli do mnie ręce, kto mógł to pomagał przy robocie, dowożenie jedzenia, pracowanie kiedy mnie nie było w domu i obiady nawet u sąsiada z którego później doświadczenia skorzystałem przy finalnym starciu ale o tym za chwilę. Po 3 tygodniach niczym księżna wraca sprawdzić czy robota skończona, i czy parobek się wyrobił, niestety trafiła na moment w którym byłem troszkę wlany, więc zbytnio bronić się nie mogłem podczas jej ataków na moją osobę. Wtedy zrozumiałem żeby wygrać z nią, muszę przestać pić, inaczej nie mam szans, zaczęło się szukanie rozwiązania. Nastąpił tydzień przerwy, ale nie dla mnie pracowałem przy robocie dalej, z pomocą sąsiada który mi uświadomił co mam zrobić i co gorsza przedstawił to co się stanie jak zgodzę się na związek z tą kobietą na swoim przykładzie. Wtedy przeraziła mnie ta wizja, i przyznam to było tak silnym bodźcem że przestawiło dźwignię w mojej głowie. Spakowałem jej rzeczy do worków na śmieci, przygotowałem się, i mimo że nie wiedziałem kiedy ona może wejść w drzwi czułem że ten moment zbliża się coraz szybciej co mnie nakręcało coraz bardziej. W końcu kiedy do nastąpiło zobaczyłem z kim tak naprawdę byłem, oczywiście ona widząc to że jej zajawka na niszczenie mnie psychicznie nie działa, próbowała na koniec uprzykrzyć mi życie żądając zwrotu pieniędzy za kupione rzeczy do domu takie jak zmywarka, talerze, ale to też przewidziałem, zebrałem wszystkie faktury za prąd i gaz, czynsz i kablówkę do teczki. Mocne jej zdziwienie było jak dostała to do ręki bo tak się składało że ja opłacałem wszystkie rachunki, a nauczony przezornością trzymałem wszystkie dowody wpłat. Skończyły jej się argumenty, wtedy poznałem prawdziwe oblicze, człowieka na którego zmarnowałem tyle czasu, i pomyślałem "Jaka matka taka córka" i kazałem oddać klucze. Tego wieczora zrozumiałem wiele, ale przede wszystkim wygrałem z samym sobą, ze słabościami, a stojąc i paląc fajeczkę na balkonie patrzałem na nowe jutro które zaraz nadejdzie. Remont ukończyłem szybciej niż się spodziewałem, i chcąc docenić ludzi którzy wyciągnęli do mnie pomocne dłonie zorganizowałem parapetówkę, i tak oto kończy się ta historia dla mnie na szczęście z happy endem, mam nadzieje że was nie zanudziłem bo takich historii można znaleźć tutaj multum, moja intencja jest tutaj inna, chciałem też się podzielić doświadczeniem tak jak zrobił to mój sąsiad, i tak jak on chcę zachęcić do korzystania z doświadczenia innych, nie musi być to forum, może być najbliższe otoczenie, ja żałuje że ktoś mi wcześniej nie otworzył oczów. Pozdrawiam!
    14 polubień
  33. Mam to samo. Lubię towarzystwo ludzi bogatych, zaradnych. Lubię jak kumpel zabierał mnie na przejażdżkę samochodem, który kiedyś mogłem oglądać jedynie w gazetach motoryzacyjnych itp. Ja mam pewien sposób na weryfikację intencji kolegów. Wystarczy chociaż delikatnie wspomnieć o swoich ambicjach, planach i zamiarach. I teraz są możliwe dwie reakcje (innych poza tymi dwoma schematami nie uświadczyłem póki co): 1. -eee, to za trudne, za drogie, a wiesz jaka to odpowiedzialność, a ile to będzie kosztować? Eee... dałbyś sobie z tym spokój. W tym momencie już wiem, że powinienem sobie szukać drzwi wyjściowych z tej relacji, bo taki człowiek nie ma do końca czystych intencji, a nawet jeśli ma, to podejściem jak powyżej będzie generował negatywną energię, która w niczym nie pomaga. Niech sobie żyje, ale dla własnego dobra trzeba zachować dystans. 2.- o stary, ale masz dobry patent, nie wpadłbym na to. Dąż do tego wszelkimi siłami, słyszałem że kolega XXX poszedł w podobny biznes i teraz jeździ S-klasą, ten to ma łeb do interesów W tym przypadku prawdopodobnie mamy do czynienia z ''czystym'' człowiekiem, który ma rozsądne podejście do życia i wolny jest od zawiści, nie ściąga także innych w dół jak Janusze. Kolejny przykład z moich ulubionych: kupujesz samochód i pokazujesz go kolegom. Reakcje: -eee, a syn szwagra ze strony ojca kolegi wujka ciotecznego dziadka mówił, ze jego sąsiad słyszał, jak gościowi pod Koszalinem się zepsuł siłownik od klapy bagażnika, ja bym takiego samochodu nie kupił -a jaki to ma silnik? Ło panie, aż taki? Przecież to tyle spali, skąd ty na to pieniądze weźmiesz? A kto to utrzyma, przecież ubezpieczenie takie drogie do niego... -coś ty kupił? Wiesz jakie części są drogie do tego? Pojebało cię, chłopie! Tu już mamy czarno na białym, że osobnikowi takiemu żal ściska część ciała służącą do siedzenia. Gdyby tak nie było, co by go obchodził wydatki innych ludzi? A teraz druga strona barykady: -o ja, ale fura, widziałem ostatnio taką w Warszawie, jaki silnik? Stary, ale to musi iść! -który rocznik? Ładnie się błyszczy, chyba polerkę robiłeś? I tak ma być, o taki sprzęt trzeba dbać. -Dużo dałeś? Pytam z ciekawości bo sam szukam czegoś podobnego, naprawdę świetny sprzęt I znowu mamy człowieka, który myśli ''zdrowo'' i nie próbuje zmieniać świata pod wpływem swoich frustracji. Kurwa, gdzie by mi przyszło do głowy życzyć źle komuś, kto się dorobił. Dla mnie jedyna ''zazdrość'' jaka istnieje to taka, że gdyby kumpel kupił sobie coś, co mi się podoba, to ubieram się, idę do niego, gratuluję nabytku, oglądam, jak pozwoli to się przejadę (jeśli to pojazd) i z uśmiechem wracam do siebie, jednocześnie kombinując, jak przybliżyć się do posiadania czegoś podobnego (jeśli mi to potrzebne i jeśli mam ochotę). I mogę ''zazdrościć'' w formie ,,kurwa, Franek, ale masz fajny motocykl, też bym chciał takie Suzuki'', tyle. A nie jakieś złośliwości, kąśliwości. Przecież sami wiecie, do czego to doprowadza, np. znany wszem i wobec jegomość, który z zazdrości wobec czyjegoś sukcesu stał się jego internetowym adoratorem 10 lat temu i nie odpuszcza.
    14 polubień
  34. @Grzenio Moje koleżanki chcą Ciebie poznać. Stwierdziły, że musisz być ciepłym, uczuciowym, kochającym mężczyzną o bogatym wnętrzu. Skąd one to wiedzą? Kobieca intuicja?
    14 polubień
  35. Od razu przypomniało mi się to co Albin Siwak pisał w książce Od łopaty do dyplomaty Autor był w latach 80. radcą ambasady PRL w Libii, a tak się akurat złożyło że tamtejsza gospodarka była wtedy mocno uzależniona od pracowników z Polski. Przyjeżdżali nie tylko robotnicy, inżynierowie i lekarze, ale i personel biurowy, tudzież pielęgniarki. Słowem - nasze panie . W pewnym momencie zaczęło być głośno o bardzo niepokojącym zjawisku, jakim stała się plaga gwałtów na naszych rodaczkach. Siwak postanowił zbadać całą sprawę. Szybko okazało się, że mając na względzie dobre stosunki z Polską Ludową Libijczycy skazywali nieszczęsnych Arabów za gwałty i wypłacali Polkom sute odszkodowania w petrodolarach. Nasze drogie panie zorientowały się, że w afrykańskim klimacie nie warto nosić majtek , za to minispódniczki i przekładanie gołych nóżek z jednej na drugą może bardzo popłacać. Zwłaszcza gdy na przeciwko siedzi grupa Arabów... Zaczęły się sypać dolarowe wyroki, i na nic zdały się tłumaczenia że Polki prowokują i noszą się jak szmaty (znaczy, mało szmat noszą), a jedna to w ogóle całe futro na wierzchu (lata 80. ) obnosiła przed chłopem. Za takie odszkodowanie dom można było kupić, a niewinna ofiara wielokrotnych napaści mogła być ustawiona do końca swojego życia. Rzecz jasna nie zawsze musiała być to jakaś brutalna napaść. Nieraz po miłym stosunku kobietka uświadamiała sobie, że w Polsce ma męża, a ona jest przecież wierna: została więc właśnie zgwałcona przez jakiegoś dzikusa! Kiedy libijskie władze zorientowały się w końcu w tym jakie są przyczyny epidemii gwałtów, sądy zaczęły postępować bardziej po arabsku: zgwałcone musiały zostawać żonami gwałcicieli. W ten sposób plaga gwałtów minęła jak ręką odjął... To nie był jedyny problem Siwaka z Polkami. Wszak miłość nie wybiera! Polka zakochana w libijskim studencie albo bogatym Arabie z reguły nie wiedziała jak u nich jest naprawdę. Oni rzeczywiście mieli mnóstwo hajsu, w Libii panował dobrobyt, o którym nikomu się w PRLu nie śniło. Laski chciały korzystać, kupować ciuchy i jeździć do miasta na wygib. Tymczasem zostawały którąś z rzędu żoną, były dręczone przez starsze koleżanki przyssane do penisa tego samego alfy, nie mogły wyjść nawet za furtkę, bo za to groziła im śmierć. Kończyły zwykle jako szkielet na pustyni, bo mało która mogła się przystosować: różnica między marzeniem o arabskim księciu a szarą rzeczywistością była zbyt straszliwa. Były z dala od domu, Polski i swoich rodzin, więc ich ostatnią nadzieją był kontakt z ambasadą. Siwak niektórym pomagał. Jedną wywiózł np. w cysternie do Maroka Gorzej, gdy panna trafiła do jakiejś wojskowej szychy, co znała Kaddafiego. Książkę każdemu polecam, bo to są niezłe jaja. Niby tyle się zmienia, a nic się nie zmieniło...
    14 polubień
  36. Wywołaliście Stulejmana Wspaniałego z lasu :>
    14 polubień
  37. 14 polubień
  38. A ja podejdę do odpowiedzi na to pytanie inaczej - po co je zadałeś i czy szukanie klarownego TAK / NIE ma sens. Zadałeś je ponieważ w zakamarkach duszy czai się odwieczny dylemat niepewności co do swojej wartości, a właściwie nieprzepracowania jednej rzeczy - kobieta nie jest gwarantem Twojego szczęścia i, mówiąc kolokwialnie, powinieneś mieć na to wy....e czy ogląda się za innymi czy nie. Zazdrość - jest - ale musisz nad nią panować jeśli masz być niezależny Za odpowiedzią kryje się chęć uzyskania "ulgi" - "tak, jest taki moment, że to ja jestem numer 1, tylko ja istnieję,mogę odetchnąć i nie myśleć o konkurencji". A jest tak: 1. Tylko przy haju hormonalnym masz "oddech" 2. Później to bardzo często kalkulacja. Moja propozycja - miej to w doooopie
    13 polubień
  39. Witam Braci Podczas porannego przeglądania prasy internetowej natrafiłem na artykuł o samotnych kobietach. Polecam lekturę Mały fragmencik. "Jestem samotna, ponieważ… boję się nieudanego związku. Zainwestowałam w siebie dużo pieniędzy. Po burzliwym rozstaniu przeszłam dwuletnią psychoterapię. Jestem w trakcie studiów podyplomowych. Potrafię się utrzymać i uważam siebie za dość zaradną osobę. Dlatego nie chcę wiązać się z kimś przypadkowym. Z mężczyzną, który będzie na mnie wisieć. Z jakimś słabym kolesiem, który nie wie czego chce w życiu. Boi się zadeklarować. Boi się odpowiedzialności. Nie chcę miałkiego związku z kimś, kogo będę musiała ciągnąć za uszy, a współcześni faceci tacy są. Pragną, aby się nimi opiekować. " Od siebie dodam - że z moim doświadczeniem - żadnych deklaracji w moim życiu już nie będzie, a zabawy w branie odpowiedzialności - ja na takie miałkie robaczki nie dam się już złapać. Ponadto Pani pisze kłamliwie - że radzi sobie sama w dużym mieście. Jednak pisze że pracuje w bibliotece - a mieszka w kawalerce udostępnionej jej przez znajomych bo pojechali za granicę. CO będzie jak wrócą?? Tak to Ona sobie właśnie radzi - mając mieszkanie za free (bez kredytu i kosztu najmu) każdy pajac z biblioteki sobie poradzi. Ponadto - artykuł stawia kobiety jako te pokrzywdzone biedna żabusie bo przecież nie one się rozwodzą i nie one zdradzają i oszukują i nie one biją i znęcają się nad dziećmi i mężem. Po lekturze tego forum i po moim doświadczeniu - nabyłem umiejętność realnego/ właściwego czytania takich artykułów. Stąd też prośba o komentarze pod artykułem - sami wiecie jakie. " Po czwarte wyobraźnia: kobiety znają liczbę rozwodów, nieściągalność alimentów, przemoc mężczyzn wobec kobiet (potężny problem w Polsce) więc wolą nie łączyć się z nikim na stałe. To zresztą zew dzisiejszych czasów: ludzie lubią się spotykać w czasie weekendu i praktykować tak zwaną "miłość współbieżną", niż zamykać się w sytuacji wzajemnych odpowiedzialności. Po piąte: Internet. W nim się żyje (gada, flirtuje, a nawet uprawia seks) lepiej niż w realnym świecie." Wisienka na torcie to ---- " Anna jest atrakcyjną 49-latką " - HAHAHHAHA padłem ze śmiechu. No i jeszcze jedna sprawa "Iwona ma 38 lat i 12 letniego syna. Od sześciu lat wychowuje go sama, ale chłopiec ma regularny kontakt z ojcem. Iwona mogłaby mieć niejednego partnera, jednak uważa, że ciąży nad nią jakieś fatum. Jest niezwykle atrakcyjną brunetką, która - jak mówi sama o sobie - przyciąga albo drani, albo nieudaczników" - My wiemy dlaczego przyciąga drani i dlaczego też nieudaczników. Drań = bad boy = pragnie silnego samca. Nieudacznik - provider - toż to samotna matka jest. http://kobieta.onet.pl/w-2035-roku-co-trzecie-gospodarstwo-bedzie-jednoosobowe/erfqztz Z prognoz demografów wynika, że w 2035 roku co trzecie gospodarstwo będzie jednoosobowe i tworzone w większości przez samotne kobiety, a już dziś nie brakuje ich przede wszystkim w dużych miastach. Dlaczego kobiety wybierają życie w pojednynkę? Foto: Shutterstock W 2035 roku co trzecie gospodarstwo będzie jednoosobowe W skrócie Dlaczego więc jest samotna? Duże miasto - moja przystań Nie po to tyle w siebie inwestuję! Matki siłaczki Znajomi mają przerąbane Same, bo inteligentne? Hej, jestem Dominika. Mam 34 lata i jestem samotna. Dziwnie mi to brzmi, bo to nie jest do końca prawda. Mam mnóstwo koleżanek, dwie wspaniałe przyjaciółki, oddaną siostrę, rodziców. Nie ma dnia, w którym nie mogłabym spotkać się z kimkolwiek. Jestem sama w tym sensie, że od 5 lat nie żyję w związku z mężczyzną. Taki jest mój wybór. W kawalerce Dominiki jest przytulnie. Młoda kobieta aranżuję przyjazną atmosferę. Kawa dymi z porcelanowych filiżanek. Sączy się zapach z kadzidełka, palą świeczki. W takich warunkach trudno mówić o samotności, bo jest po prostu przyjemnie. Dominika uśmiecha się. O tym, jak wciąż bolą rany po zerwaniu długoletniego związku i jak codzienne życie w pojedynkę potrafi być nieznośne, przyznaje dopiero po dwóch godzinach spotkania. - Nie czuję się żadną singielką. Nie jestem lwicą salonową i nie robię kariery w korporacji. Pracuję w bibliotece, a to mieszkanie mam do dyspozycji dzięki uprzejmości koleżanki mojej mamy, która wyjechała za granicę. W innym razie mieszkałabym jeszcze z rodzicami, ale to wydaje mi się po prostu straszne. Dlaczego więc jest samotna? - Jestem samotna, ponieważ… boję się nieudanego związku. Zainwestowałam w siebie dużo pieniędzy. Po burzliwym rozstaniu przeszłam dwuletnią psychoterapię. Jestem w trakcie studiów podyplomowych. Potrafię się utrzymać i uważam siebie za dość zaradną osobę. Dlatego nie chcę wiązać się z kimś przypadkowym. Z mężczyzną, który będzie na mnie wisieć. Z jakimś słabym kolesiem, który nie wie czego chce w życiu. Boi się zadeklarować. Boi się odpowiedzialności. Nie chcę miałkiego związku z kimś, kogo będę musiała ciągnąć za uszy, a współcześni faceci tacy są. Pragną, aby się nimi opiekować. Duże miasto - moja przystań Z prognoz demografów wynika, że w 2035 roku co trzecie gospodarstwo będzie jednoosobowe i tworzone w większości przez samotne kobiety. Już dziś co czwarta kobieta w pełni sił zawodowych żyje samotnie. Szczególnie w dużych miastach, gdzie łatwiej jej zamarkować swoją samotność i zachować jednocześnie pozory życia we wspólnocie, bo jednak żyjąc w bloku lub pracując w dużej firmie ma się ludzi dookoła, tworzy się, choćby i anonimowa, społeczność. - Co ciekawe, samotne kobiety w dużych miastach nie są wcale krwiożerczymi karierowiczkami, które myślą wyłącznie o kolejnym awansie i miewają wpływowych kochanków – mówi terapeutka, Jadwiga Morawska. - To jeden z rozlicznych stereotypów odchodzący do lamusa. Samotne kobiety w wielkim mieście to obecnie dziewczyny ze średniej klasy społecznej. Nie zawsze super wykształcone, jednak – samodzielne. Umiejące zadbać o siebie i utrzymać się na rynku pracy, żyjące jednak z dnia na dzień, bez większych planów na przyszłość. A przede wszystkim – bez partnera. Filozofka i etyczka, Magdalena Środa, uważa natomiast: Wymieniłabym pięć czynników, które powodują, że kobiety wybierają samotność. Po pierwsze: emancypacja. Kobiety stały się i chcą być samodzielne, niezależne i chcą samorealizować się nie tylko w obrębie rodziny, ale przede wszystkim w obrębie swoich ambicji. Stereotyp "kobiety jako matki" i "kobiecości jako macierzyństwa" stracił swój fatalizm. Okazuje się, że można być szczęśliwą będąc po prostu sobą i ze sobą. Po drugie; na ten stan rzecz mają wpływ mężczyźni. Od dawna mówię, że mamy w Polsce wielu mężczyzn, ale bardzo niewielu partnerów. A wyemancypowane kobiety potrzebują partnerów, a nie macho czy nieudaczników. Wiele młodych dziewczyn mówi, że jeśli nie znajdą mężczyzny, który będzie je traktował po partnersku, to wolą samotność. Po trzecie: rynki pracy, które wymagają od kobiet dyspozycyjności, poświęcenia, aktywności, bycia lepszymi niż mężczyźni i praktycznie dają mało szans, by te wymagania połączyć z rodzicielstwem. Po czwarte wyobraźnia: kobiety znają liczbę rozwodów, nieściągalność alimentów, przemoc mężczyzn wobec kobiet (potężny problem w Polsce) więc wolą nie łączyć się z nikim na stałe. To zresztą zew dzisiejszych czasów: ludzie lubią się spotykać w czasie weekendu i praktykować tak zwaną "miłość współbieżną", niż zamykać się w sytuacji wzajemnych odpowiedzialności. Po piąte: Internet. W nim się żyje (gada, flirtuje, a nawet uprawia seks) lepiej niż w realnym świecie. Nie po to tyle w siebie inwestuję! Anna jest atrakcyjną 49-latką. Podobnie jak Dominika ma za sobą psychoterapię i wciąż wkłada wiele wysiłku w samodoskonalenie się. Jej pasją od niedawna jest mindfulness oraz medytacja Vipassana. Dobra pensja w agencji PR oraz stabilna sytuacja mieszkaniowa (Anna odziedziczyła mieszkanie po rodzicach), pozwalają jej konsumować pieniądze wyłącznie na siebie. Ponad to Ania angażuje się w wolontariat (raz w tygodniu odwiedza dzienny dom opieki społecznej dla staruszków i poświęca swój czas pensjonariuszom) oraz wysyła regularnie niewielkie fundusze na rzecz edukacji dziewczynki z Afryki. Anna jest również praktykującą katoliczką. Co roku bierze w opiekę duchową dziecko poczęte zagrożone aborcją. Modli się za jego szczęśliwe narodzenie. - Pierwsza rzecz jaka przychodzi ludziom na myśl o samotnej kobiecie to taka, że jest super nieszczęśliwa, a to nieprawda – mówi Ania. – Nie czuję się nieszczęśliwa. Przeciwnie, mam przeświadczenie, że moje życie jest wypełnione sensem, jednak minęło trochę czasu, zanim do tego doszłam. Przed kilkoma laty byłam związana z mężczyzną. W sumie, mam za sobą trzy poważne związki, z których ostatni omal nie skończył się małżeństwem. Skończył się… rozstaniem. Partner zdradził mnie z koleżanką z pracy. Z perspektywy czasu nie żałuję, że dałam sobie z nim spokój. On jest już po rozwodzie. Relacje damsko-męskie (psychologia) – różnice między płciami, porady Stres (definicja) – sposoby na stres w pracy. Jak go pokonać? Ania niechętnie opowiada o swoich byłych. Pozamykała te rozdziały i nie chce ich rozgrzebywać. Zapytana, dlaczego teraz nikogo sobie nie poszuka, konkluduje: - Wiesz, nie chciałabym być z byle kim. I już na pewno nie w głowie mi romanse. Inna rzecz, że nie bardzo wiem, gdzie mogłabym znaleźć tego wymarzonego? Na portalu randkowym? Mam spokojne, poukładane życie. Masę emocji dostarcza mi praca. Nie dokucza mi moja samotność. Jedyne, czego żałuję: że nie urodziłam dziecka. Tymczasem okazuje się, ze samotne matki w wielkich miastach stanowią obecnie aż 20 procent spośród opiekunów dzieci. Dla porównania, samotnych ojców jest niespełna 3 procent. Dlaczego aż tyle pań wychowuje swoje potomstwo w pojedynkę? Matki siłaczki Iwona ma 38 lat i 12 letniego syna. Od sześciu lat wychowuje go sama, ale chłopiec ma regularny kontakt z ojcem. Iwona mogłaby mieć niejednego partnera, jednak uważa, że ciąży nad nią jakieś fatum. Jest niezwykle atrakcyjną brunetką, która - jak mówi sama o sobie - przyciąga albo drani, albo nieudaczników. Rozmawiamy w jej wysmakowanym mieszkaniu na Ursynowie. Syn jest na zajęciach z języka hiszpańskiego. Naszą konwersację przerywają częste telefony od kontrahentów Irminy. Kobieta prowadzi dochodową działalność w branży rozrywkowej. Jest jak człowiek orkiestra. Nie ma sprawy, której by nie załatwiła. Pełna energii, ekspresji, nawet teraz, w domowych pieleszach – świetnie ubrana i wymalowana. Jednak – samotna. - Powiem ci tak. Z czasem samotność staje się wygodna. Pewnie, że są momenty, kiedy brakuje tego męskiego ramienia do wypłakania się. Najtrudniej jest w bezsenne noce, gdy syna nie ma w domu. Wtedy wstaję i zaczynam pracować. Lubię pracować w nocy. Wymyślam nowy event i już mam głowę zapełnioną. Wolę polegać na sobie. Na mężczyznach sparzyłam się. Iwona ma adoratorów, nie powie, że nie. - Ale co to za faceci? - krytykuje. - Najbardziej zniechęca mnie nieszczerość. Oni chcieliby mieć ciastko i zjeść ciastko. Ja mam prawie 40-lat więc nie rozglądam się za młokosami, a mężczyźni w moim wieku są przeważnie w jakichś związkach. I te jakieś ich związki odstręczają mnie. Szukam mężczyzny z uporządkowaną sytuacją osobistą. Takiego, który jest np. po rozwodzie i płaci alimenty. Nie robi szopek na swój temat. Toksycznym układom powiedziałam STOP. Zbyt często ulegałam facetom, którzy mnie najzwyczajniej w świecie wykorzystali. Cechą wyróżniającą samotne kobiety w wielkich miastach jest ich samodzielność – mówi terapeutka Jadwiga Morawska. – One wiedzą jak sobie poradzić, jak przetrwać w miejskiej dżungli i na niełatwym rynku pracy. Mają wiele cech, które im to ułatwiają: urok osobisty, zadbaną aparycję, przebojowość, pragmatyzm. Samotne matki wybierają trudy rodzicielstwa w pojedynkę, bo nie chcą, aby dziecko dorastało w cieniu toksycznego związku rodziców. Eliminują ze swojego życia nieudanego partnera opierając się na silnej wierze we własne możliwości podsycanej przez ruchy pro kobiece oraz też – na pomocy z zewnątrz, chociażby ze strony matki czy siostry. Jedyne, z czym sobie nie radzą, to nawiązanie dobrej i trwałej relacji z mężczyzną. Paradoks współczesnych czasów, w których żyją i mają przed sobą tyle perspektyw polega między innymi na tym, że dając je kobiecie, odebrał jednocześnie mężczyźnie możliwość do wykazania się przed swoją damą serca. A one za tym tęsknią. Z kolei Hubert Kotarski, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego tak to ujmuje: "To, że kobiety są bardziej wymagające, wynika z coraz większych wymagań, które stawiane są w stosunku do nich. To pewnego rodzaju paradoks, bo jeśli społeczeństwo, czyli również mężczyźni, wymaga od kobiet coraz więcej, to ich wymagania w stosunku do społeczeństwa muszą być coraz większe. Można przewrotnie powiedzieć, że ten los zgotowali sobie sami mężczyźni. Ci jednak mężczyźni, którzy mają świadomość rosnących wymagań w życiu społecznym, jakie dotyczą kobiet na polu rodzinnym i zawodowym, łatwiej godzą się z faktem, że kobiety również podnoszą poprzeczkę w stosunku do mężczyzn". Znajomi mają przerąbane Dominka po kawie proponuje aromatyczną herbatę. – A może zostaniesz jeszcze i obejrzymy jakiś dobry film na HBO? Lubię noce. Jestem kotem. Ożywiam się wtedy fejsbukowo – śmieje się dziewczyna. Dominika zauważa, że w nawiązaniu trwałej relacji z mężczyzną przeszkadza jej również to, co obserwuje w innych związkach jej rozlicznych znajomych. – Wiesz, jestem w takim wieku, że dużo moich rówieśnic rodzi teraz dzieci. W tym czasie, gdy one są zaabsorbowane maleństwem, ich faceci bujają nocami po Internecie i zwierzają się, również mnie, że mają czasami dość tych domowych pieleszy. Boże, jak łatwo nakręcić ich na internetowy romans! I wtedy sobie myślę: po co mam tęsknić za czymś, co potem i tak rozczarowuje. Trawa po drugiej stronie rzeki zawsze wydaje się bardziej zielona. Dominika jest niezwykle oczytaną humanistką. Nie ma tematu, na który nie podjęłaby dyskusji. Dlatego ma wielu kolegów i wierzy w przyjaźń damsko-męską. Na nielicznych randkach lubi testować mężczyzn w kierunku ich wiedzy i intelektu. Męski mózg uważa za najseksowniejszy organ w ich ciele. -Tylko żal duszę ściska, jak czasami mało mają w tych głowach, a z butów wychodzi słoma – żali się dziewczyna. Uważa, że takich "słomiarzy" spotykała na "speed-randkach", na które kiedyś chodziła. Przestała, bo, jak twierdzi, przeważają na nich zdesperowani mężczyźni pod lub po 40-tce. Przeważnie informatycy. - Spotkasz się z takim, a on daje do zrozumienia: "Zobacz, jaki jestem fajny, ustawiony. Staraj się teraz, maleńka…" A ja nie mam zamiaru nadskakiwać mężczyźnie. Chcę, abyśmy funkcjonowali na równych prawach. Jako partnerzy. Dlatego Dominika czeka na tego właściwego. Dla którego jej trud włożony w pracę nad sobą nie pójdzie na marne. Same, bo inteligentne? Satoshia Kanazawa i Norma Li, psycholożki ewolucyjne z Singapore Management University i London School of Economics and Political Science, przebadały grupę ponad 15 tys. osób. Były wśród nich przede wszystkim te osoby, które stronią od towarzystwa innych i preferują spędzać czas wolny w samotności. Badaczki interesował związek między sposobem spędzania wolnego czasu a poziomem inteligencji. Ich badania prowadzą do wniosku, że, jak powszechnie wiadomo, towarzystwo innych ludzi czyni nas szczęśliwszymi, ale osoby o wyższym ilorazie inteligencji są wyjątkami od tej reguły. - A wiesz, że coś może w tym jest – śmieje się Ania.- Znam trochę ludzi żyjących podobnie jak ja. Są to zarówno samotne dziewczyny, jak i mężczyźni. I tego nie można im odmówić, że są inteligentni. Magdalena Środa tak to ujmuje: Do tego typu stwierdzeń trzeba wiarygodnych badań, ale chyba nie da się ich zrobić, poza tym test na inteligencję niewiele mówi. Osoby samotne mają z pewnością znacznie większe szanse rozwoju (uczenia się, podróżowania, doświadczania świata) niż osoby obciążone rodziną i dziećmi (szczególnie jak jest ich dużo). Powiedziałabym, że nie o inteligencję tu chodzi, lecz o możliwości. Nie jest jednak powiedziane, że zwiększenie pola naszych możliwości zwiększa nasza inteligencję, wrażliwość, etc. Na pewno nie zwiększa ich nieudany, obciążający związek lub wielodzietność. Ale też życie z kimś, odpowiedzialność za innych, troska, wspólne przeżycia, dzieci - to daje szczęście nawet tym, którym nie starcza inteligencji. Jadwiga Morawska konkluduje: - O samotności nie zawsze decyduje nasz świadomy wybór. Współczesne czasy, które w pewien sposób nakręciły koniunkturę na "singielstwo", sprzyjają takim postawom. Żyjemy w czasie znaczących przemiany kulturowo-obyczajowych, których niejakim skutkiem ubocznym jest samotność. Ale decyzji o życiu w pojedynkę upatrywałabym jeszcze w czymś innym – to również wynik wygórowanych oczekiwań wobec ewentualnego partnera, wynikający z głębszej samoświadomości tego, jak związek może wyglądać, co ma mi dać, czy będzie spełnieniem moich potrzeb, zgodnym z moim ja. Ta indywidualizacja XX i XI wieku doprowadziła również do tego, że pragniemy partnera precyzyjnie skrojonego na naszą miarę. Zwłaszcza kobiety podniosły poprzeczkę. One umieją jej sprostać. A mężczyźni?
    13 polubień
  40. Ostatnio pani 29 lat zapytała mnie czy lubię koty bo ma dwa Odpowiedziałem "Jak dasz dużo czosnku to wszystko opierdolę"
    13 polubień
  41. Nigdy nie pożyczajcie pieniędzy ! Jedyne odstępstwo - rodzeństwo, rodzice, własne dzieci. Bo to w zasadzie najbliższa rodzina... Z 15 lat temu pożyczyło ode mnie kilku kolegów. Na zasadzie 'oddam jak będę miał, a mieć będę już zaraz - za dwa tygodnie, góra miesiąc'. Jednemu zabrakło na jakieś opłaty, drugi potrzebował na wyjazd z dziewczyną do Włoch. Kwoty nieduże, 300 - 400 zł. Dziś mamy rok 2017r. Obie 'chwilówki' nie zostały spłacone. NIGDY. Nie dopominam się o nie, oni też już nie pamiętają, że je kiedykolwiek ode mnie brali. Ja pamiętam ... Drugi, ten od Włoch, przegrał honorowy zakład o butelkę whisky (sprawa dotyczyła jego kobiety - założyłem się z nim, że dokąd płaci za jej mieszkanie opłaty, kupuje jedzenie do lodówki itd - dotąd kobieta będzie go trzymać i pozwalać pomieszkiwać weekendowo. Gdy zacznie domagać się zwrotu połowy i finansowania 50/50 - każe mu się wynosić. Niiiieeeeee, no skądże, "ona taka nie jest". Hahaha, kocham to ! ). No i jak tylko zaczął wymagać równego wkładu - dostał kopa. Z pięć razy gadał o tej butelce z Lidla za 49,99 zł - już mija trzeci rok a butelki jak nie było tak nie ma. Mało tego - butelka była do wspólnego rozpicia, po prostu byłaby okazja spotkać się, usiąść i porozmawiać nad szklaneczkę. Dupa. Cena butelki, przypomnę - 49,99 zł. Do wypicia we dwóch czyli tak naprawdę kolegę kosztowałoby 25 zł, teoretycznie 'moja' połowa do wypicia... Z większości moich ponad 2000 postów na forum wychyla się, niczym diabełek z pudełka, moje zasadniczo zdystansowane podejście do bliźniego. Uprzejme, grzeczne i miłe - bo nie widzę powodów by być z założenia dla ludzi niemiłym, ale zdystansowane. Dlaczego ? Bo zasadniczo 8 na 10 osób ma mentalność dzieci oraz wyjątkowo lekkie podejście do kwestii własnej odpowiedzialności oraz znajdzie wytłumaczenie dla siebie w każdych okolicznościach, jak kobiety. A w pożyczkach, gdy chcą pieniędzy, kierują się prostą zasadą. Im się należy 500zł od Ciebie, bo są w WYJĄTKOWEJ i NIEZWYKŁEJ potrzebie. Owa potrzeba UZASADNIA WSZYSTKO. Twoje 500zł to wedle ich mniemania jak puch na wietrze - masz kasę, więc nawet nie poczujesz że je dałeś. Gdy potrzebują - są w stanie obiecać Ci wszystko. Gdy przychodzi do spłaty, to owe 500zł, tym razem wyciągane zwrotnie z ich kieszeni, nie jest dalej 'puchem na wietrze' ale ciężką krwawicą, wytoczoną z ich żył kosztem życia i zdrowia. Nagle staje się wartościowe dziesięć razy więcej jak 5000 zł a Ty Pożyczkodawco stajesz się w ich oczach podłym, nędznym i chytrym lichwiarzem żerującym na nich. Tak ! A tylko PROSISZ o zwrot SWOICH pieniędzy ! ZWROT. Kwestie takie, żeś ujem, m_ndą i sku_synem pomijam - bo przecież pieniądze masz, więc czemu dręczysz tego biednego pożyczkobiorcę o ich zwrot? Gdy pożyczkobiorca przychodzi poprosić pożyczkodawcę o pieniądze - PROBLEM ma POŻYCZKOBIORCA. Gdy pożyczkodawca da pieniądze pożyczkobiorcy - PROBLEM ma POŻYCZKODAWCA. Chcecie brać na siebie ten problem? No właśnie. Więc napiszę Wam program w BASICu, taki motywator. 10 CLS 20 PRINT "NIGDY NIE POŻYCZAJ PIENIĘDZY BO TO TYLKO MNOŻY PROBLEMY I NIEPRZYJACIÓŁ" 30 GOTO 20 S.
    13 polubień
  42. Ściąga z Twojego życia po ślubie
    13 polubień
  43. Czyli w 2008 miał hajs, chociaż wycięli mu tętniaka i żona chapnęła pół majątku plus alimenty, a teraz nie ma nic. Ciekawe czy ta Pani urzędniczka chociaż z nim została? Nadal śpiewa o wielkiej miłości? Komentarz oburzonej Pani najlepszy: kol • 5 miesięcy temu Jest takie powiedzonko ; ".. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz..." nic dodać nic ująć. Trzeba szanować pieniądze i małżonkę a jak nie to nie jęczeć , że połowę musiał oddać byłej żonie . Ta niby oddana połowa to też jej połowa. Jak pieprzył to za darmo. Sprzątała, gotowała i d..... dawała za friko. Mógł nioe inwestować ryzykownie . Nic się nie stało komornik sprzeda mieszkanko , spłaci długi i na kawalerkę 30 m2 zostanie . Głowa do góry . Mentalność Pań w skrócie - dawała dupy, więc wszystko po połowie. Logiczne!
    13 polubień
  44. @Gaindalf Po co mężczyźnie kobieta? No po co? Tłuczemy to w tym miejscu dzień w dzień przez tydzień a Ty piszesz, że nic nie czujesz, że chcesz emocji... 1. Samica jest po to, żeby: - dupki dać - obiad ogarnąć i chałupę posprzątać - opiekować się dziećmi, gdy Ty z koleżanką córki pływasz kajakiem po jakimś bajorze - szanować samca etc. 2. Po co kobiecie mężczyzna? No po co? Żeby: - wyznaczać kierunek - dać nasionko - dać emocje - dać klapsa - dać zasoby - trzymać w ryzach - szanować samicę etc. Generalnie opisujesz samicę w bardzo pozytywnym świetle. Jesteś jednym z nielicznych na forum, którzy mają to czego chcą pozostali, względnie większość pozostałych. Zostałeś wychowany przez matkę (z tego co kumam ze świeżakowni) - zostałeś zaprogramowany na otrzymywanie emocji... i tego teraz oczekujesz od tej dziołchy. Super, że wyszedłeś z depresyjnych klimatów ale nadal szukasz szczęścia w otoczeniu, nadal potrzebujesz EMOCJI od kobiet. Moim zdaniem jeszcze tego nie przepracowałeś, co sugeruję Ci wykonać zanim podejmiesz decyzje CO DALEJ Z KOBITĄ?. Ogarnij w końcu, że szczęście masz w sobie a reszta to dodatki! Jeśli jeszcze nie łapiesz to możesz na szybko zrobić jedno z poniższych: 1. Olać ja i poszukać jakiejś pojebanej - mogę podesłać kilka namiarów z ostatnich podbojów. Niemal same wariatki, nimfomanki, borderki, idiotki, rozwódki i dzieciate. A co? Bratu trzeba pomóc! Cos wybierzesz. Te ogarnięte zostawię sobie jeśli pozwolisz, bo emocji to one Ci nie dadzą. 2. Wywyłać emocje: alko, dragi, trójkaty i czworokąty z udziałem pani, z psem i kotem, szybka fura, fajne moto, zrywka na tydzień... 3. Weź ślub i zrób dziecko - sama się zmieni i będziesz miał emocje. Dorzuć se jeszcze brak intercyzy. A wiesz co? idź po bandzie i niech pensja leci na jej osobiste konto - będziesz miał emocje nie z tej ziemi. Niech Ci ciuchy kupuje i daje kieszonkowe, umawia na piwo z kolegami (raz na 300lat) i wydziela czas antenowy przed TV. Przed ślubem sam zadeklaruj, że seksu już nie potrzebujesz po akcie koronacji małżeńskiej - będziesz miał emocje. Sam odetnij się od wszystkich, kup góralskie kapcie i wstaw fotel do piwnicy... nie dwa, bo pewnie jakiś sąsiad skończy podobnie. Jest jeszcze opcja nr 4. Ogarnąłeś samicę, wychowałeś mniej lub bardziej, ma odpowiedni wzór ojca/rodziny, zainwestowałeś w jej prostowanie (depresja) czas i pieniądze? Oddaj ją mi lub komukolwiek Na poważnie - Twoja decyzja i Twoje jej konsekwencje jak to w świecie mężczyzn przystało. My tu naprawiamy a nie psujemy. Ja Ci nie powiem co masz zrobić, ja nie zdejmę z Twoich barków odpowiedzialności za Twoje czyny, bo ja nie chcę brać emocji z otoczenia, a już na bank tych negatywnych! Tak Bracie - uważam ten post za nieuświadomioną manipulację - chcesz obarczyć odpowiedzialnością kogoś za swoje chwiejne postawy. Tego się uczyłeś całe życie - tego jeszcze nie przerobiłeś w swoim programie. Chcesz mieć możliwość powiedzieć za kilka lat swemu sumieniu: "kurwa, jednak chcę mieć potomka a tamta pipka byłaby super matką i żonką na stare latka, a ten ordyn i warchoł XYZ, powiedział żebym ją zostawił, bo jestem z nią nieszczęśliwy...". Dlatego powiem jeszcze raz: przestań myśleć jak baba i bądź sobie z królewną śnieżką nawet ale nie szukaj szczęścia w jej osobie i odpowiedzialności na swoje decyzje u innych! Taka jest moja rada. PS. Mówienie jej o tym co myślisz też jest pewnym sygnałem określającym Ciebie - pokazałeś jej emocjonalność, brak zdecydowania, chwiejność... słabość. Chciałeś, aby Twoje rozterki wewnętrzne, Twój egzystencjalny problem dźwigała razem z Tobą - dzielisz się odpowiedzialnością za swoje emocje. Czyż nie? Myślę, że to początek końca jej dla Ciebie szacunku. Jak sam napisałeś - teraz się stara dziewczyna. Normalne - zagrałeś na emocjach, na jej przyszłości, bezpieczeństwie. Ale to kwestia czasu kiedy zagra inną kartą a Ty otrzymasz emocje od niej. Otrzymasz to co chcesz ale już górą w tym związku nie będziesz...
    13 polubień
  45. Witajcie. Natchniony powyższą audycją Marka, chciałbym opisać jak wyglądała moja praca w hipermarkecie. Spędziłem tam w sumie 7 miesięcy, głównie dorabiając podczas nauki w poprzednich klasach technikum. Pracowałem głównie przy kasie, a od święta jako pomoc na różnych działach (byłem dosłownie wszędzie, pieczywo, ryby, sery, nabiał, itd). Muszę się zgodzić z Szefem, że praca w sklepie jest niesamowicie niewdzięczna. Najwięcej nieprzyjemności doświadczyłem od sfrustrowanych ludzi w wieku 40+. Te osoby zachowywały się jakby im wszystko się należało. Cokolwiek byś im nie zaoferował, wiecznie im będzie nie pasowało (podejrzewam, że od tego komfortu w dupie się przewraca). Najbardziej irytowało mnie podejście klienteli w stosunku do reklamówek, bowiem kasjerzy muszą im za każdym razem dawać za darmo (te z nadrukiem o ochronie środowiska ). Byłem tak kulturalny, że za każdym razem się pytałem, czy ich nie podać. Bydło, jak nazwał Marek, miało zwyczaj odpowiadać zburzonym głosem "No przecież to jest pański obowiązek"... Jednego dnia miałem sytuację, gdzie stara baba zrobiła mi awanturę, że nie dałem worka na cieknącą kapustę. Rzekłem zgodnie z prawdą, że nie zauważyłem i trzeba było poprosić. Skończyło się wezwaniem kierownika (standard...). W międzyczasie poszło parę wyzwisk w moją stronę. Nie byłem dłużny, więc zripostowałem jej karygodne zachowanie. Kobiecinie styki się przegrzały i napisała na mnie skargę. Zwisało mi to. Innym razem dostałem groźby od typa, którego obsługiwałem z zakupami. Miał ze sobą fajerwerki ze stanowiska, które już były zapłacone. Moim obowiązkiem było sprawdzenie zawartości z paragonu i "machnięcie" nim. Oburzenie sięgnęło zenitu, bo jakim cudem mogłem zażądać czegoś takiego. Skończyło się na wezwaniu ochrony. Ostatnio nie miałem klientce jak wydać z 50 złotych, więc musiałem wydać samymi drobnymi. Wzrok pogardy młodej, wyzywającej dziewczyny, rzucanie mięsem i wręczenie bilonu towarzyszącemu mężczyźnie z dopierdoleniem zażenował mnie kompletnie. Na marginesie: strasznie mnie irytuje brak szacunku do pieniądza. Większość osób żółte "miedziaki" traktuje jak śmieci, a niektórzy chcą się pokazać na co ich stać i odmawiają mi wydania reszty w 1 i 2-złotówkach (na co mam to w dupie). W pracy w sklepie - jak to przeważnie, w większości są to samice. Niektóre młode, a inne w kwiecie wieku. Bywały kobiety, które na prośbę o pomoc, ruszały się jak wóz z węglem, jęcząc, że miałem czelność jej coś przerwać. Wisienką na torcie jest firma zewnętrzna, która zatrudnia ludzi do pracy w tymże hipermarkecie na umowę-zlecenie. W niej jest cała litania, jakie są kary nakładane na pracownika za złamanie któregoś podpunktu. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale z jakiej racji pracując cały miesiąc, wynagrodzenie otrzymuję dopiero 25 dnia miesiąca następnego? I to jeszcze mając tyle czasu, spółka nie jest w stanie się z tego obowiązku wywiązać! Dwa razy spotkała mnie ta nieprzyjemność. Pod firmę zatrudnia się nie tylko uczniów, studentów, ale również starsze osoby, którzy dorabiają sobie do psiej emerytury (ten epitet to w stronę ZUS-u, żeby nie było). Wiele razy skarżono mi się, że gdy zalegają im z pensją, nie płacą rachunków na czas. Ostatni raz wróciłem tam na chwilę, przed świętami Bożego Narodzenia, kuszony wyższymi stawkami netto. Okazało się, że omawiana firma podała kwotę w brutto, a nie na rękę, jak mnie przekonywano. Wypłaty do dziś nie otrzymałem. Uważam, że z Polski zrobiono kolonię, a w niej Polaków traktuje się jak niewolników przy zbiorze bawełny. Ich panowie (w moim rozumieniu: właściciele zagranicznych koncernów) mogą sobie na dużo pozwolić, bo mają zezwolenie od rządu. Nie szanuje się nas, Polaków i przykro mi o tym pisać.
    13 polubień
  46. 13 polubień
  47. No nie, nie pomyślałem o tym Co do ostatniego zdania. Kiepskie drapieżniki, takiej klasy przeciętnej - odwalą się w garniacze i nie tylko - ale uwierz mi, że po +/- 15 minutach rozmowy z nimi zacznie przebijać ich prawdziwa natura. Są to m.in. wszelkiego rodzaju doradcy i naganiacze na prowizji. Wbili ich odgórnie w te gajery, chłopaki się męczą - ale muszą. A jesteś dla nich wyłącznie baranem do ostrzyżenie. Topowe ludzkie drapieżniki, a miałem niewątpliwą okazję ze 2-3 razy mieć styczność z takowym, są super kompatybilne wewnętrznie i zewnętrznie. To nie Wiesiek czy Janusz, któremu odgórnie kazano ubrać na wpół poliestrowy garnitur i który próbuje wciskać 'produkt finansowy' na którym przytnie tysiaka czy półtora lub sprzeda nam auto z ukrytymi felerami. Jedno co zaobserwowałem i podpiszę się pod tym prawą i lewą ręką - topowych drapieżników i zarabiających znaczną kasę przedsiębiorców łączy jedno - mają psychopatyczne osobowości. Egocentryczni, skoncentrowani na celu a nie na zasadach, lekceważą ludzi i uważają ich za pył pod stopami - czy to własnych pracowników czy też współpracowników. Uśmiecha się do ciebie wyłącznie wtedy kiedy ma w tym interes. Poza tym nie istniejesz dla niego - aż do kolejnego momentu, kiedy bądź może na tobie bezpośrednio zarobić bądź może wykorzystać cię do zarobienia na kimś. Wyprani z ludzkich emocji ludzie. Wyjątkowo nieciekawy materiał na znajomego / kolegę / przyjaciela. Niestety ale bez pewnej dozy czystego skurwysyństwa (za przeproszeniem) w stosunku do bliźnich - powyżej pewnego pułapu biznesowo-pieniężnego nie skoczysz. Jak mogę - unikam takich ludzi w życiu prywatnym, w zawodowym - na tyle na ile mogę. Wyjątkowo negatywna energia. Najbardziej, za przeproszeniem - zjebane pod tym względem miasto w Polsce ? Bezapelacyjnie skoncentrowana na celu biznesowa Warszawa ... Drugie miejsce okupuje chyba Wrocław. Takie moje subiektywne odczucia. Ale Wawy nic nie pobije. S.
    13 polubień
  48. Podawanie jako autorytet loszki, która była uzależniona od alko i prochów, nie potrafiła sobie ułożyć życia i mimo sukcesów zawodowych była nieszczęśliwa to takie logiczne i postępowe I tu prosta sprawa, popatrzcie sobie kogo loszki biorą za przykład do naśladowania inną loszkę, która miała w chuj atencji to określa jej podstawową wartość jako loszko autorytetu I co się stało z gwiazdą najatencyjniejszą na globie? Moja teoria nie spiskowa na temat zejścia MM: 1 Zrozumienie iż zjebała swoje życie oddając się karierze, zjebane małżeństwo bo była atencja i pewność siebie że można skakać z kwiatka na kwiatek bo w gazetach piszą i radiu mówią, że jest "najpinkniejsza" (ten sam efekt co mają loszki dziś przy dużej ilości komci na fejsiku, a przyczyny samookłamywania są te same, wstawianie najlepszych zdjęć, stylizowanie się , a wizerunek medialny rozbija się w rzeczywistości). 2 Wiek 30 - 35 dotarła do ściany, facetów wyłapywały młodsze aktoreczki z przyczyn, które opisałem wyżej. Uroda opadła, wymagania pozostały te same i napompowane ego, urok osobisty przestał działać. 3 Ucieczka samotnej, zrozpaczonej loszki 30+ w alko i prochy, która kończy się przedawkowaniem i zejściem w wieku 36 lat. Im wyżej była na skali SMV, a można powiedzieć że ona była najwyżej w tamtym okresie, tym większe zderzenie ze ścianą po przekroczeniu terminu przydatności I to jest autorytet dla loszek. Tempa dzida, z przewartościowaniem rozbitym o rzeczywistość, która wykończyła się przedawkowując, nie potrafiła ułożyć sobie życia, robiła za worek na spermę dla bardziej znanych kolesi i pierdoliła głupoty, do momentu aż jej czas przeminął. Prawdziwy wzór do naśladowania i krynica "mundrości", grunt żeby atencja była. Tyle z mojej strony.
    13 polubień
  49. @Kolchicyna - odpowiedź na twoje zwyczajnie głupie pytanie, jest nadzwyczaj prosta. Wcześniej czy później przy randomowej gówoburzy padły by stwierdzenia: 1. Żyjesz na mój koszt (abstrahując od tego, że facet płacił by za połowę opłat i życia mieszkając w loszko lokum), a tak naprawdę doliczając babskie zachciewajki, suweniry, itemy całkowicie zbędne, których nigdy nie kupił by żyjąc sam można śmiało stwierdzić, że ponosił by większość kosztów i tak by usłyszał ten tekst lub podobny Doświadczyło tego jakieś 3/4 facetów, którzy mieszkali w loszko lokum. 2. Podczas awantury niezależnie czego ona dotyczyła lub od czego się zaczęła tekst: "Ja tu jestem u siebie, jak ci nie pasuje to się wynoś", "Wypierdalaj z mojego domu", "Wynoś się to mój dom". Z relacji kolegów, którzy temat przerabiali mogę stwierdzić iż przy jakiejś okazji pojawiał się taki lub podobny tekst i występował on w 100% przypadków mieszkania w loszko lokum. I co? pojawiają się dwie opcje: a ) Pójść w pizdu i trzasnąć drzwiami, zakończyć relację. Zwyczajnie nie dać się poniżać = koniec związku. b ) Gorzej jak ktoś nie ma gdzie bo przejebał wypłatę na loszko zachcianki, a nie ma własnego lokum. Wtedy facet często podkuli ogon i da się poniżyć. Wtedy i tak po jakimś czasie związek się rozpadnie bo loszka straci do gościa szacunek. Mieszkanie w loszko lokum to początek końca. To taki trigger, który prowadzi do uruchomienia serii reakcji kończących związek. Oddzielnym tematem jest mieszkanie w teścio lokum, też niezłe akcje Jeszcze jest jedna opcja, prawie zapomniałem: c ) Facet oleje loszkę całkowicie w takiej sytuacji, dalej będzie robił swoje czyli np. oglądał mecz i pił piwo , ale to trzeba mieć naturę psychopaty lub rasowego pasożyta.
    13 polubień
  50. 13 polubień