Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 26.03.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 7 punktów
    @puma87 jak czytam Twoje wpisy, to mi oczy krwawią. Myślę, że pomyliłaś kafeterię z tym forum.
  2. 6 punktów
    Ja dodałbym jeszcze 8. punkt Nie uczenie się na błędach - nie wyciąganie wniosków, brak analizy postępowania i motywów innych ludzi, powtarzanie wciąż tych samych schematów (vide kolejne małżeństwa po wyniszczających rozwodach, wiara w to, że ta myszka jest inna niż wszystkie)
  3. 5 punktów
    Nigdy się nie zmieniła, po prostu dobrze wcześniej grała. Boisz się, że ją skrzywdzisz? Ona jak widać nie ma tego problemu.
  4. 4 punkty
    Dziś rozpoczynam nowy cykl zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych (oj tak, niektórym by się przydało ) "red radzi, jak wyjść ze spierdolenia". Czyli co robić i czego nie robić aby być odbieranym pozytywnie, nie zamykać sobie życiowych furtek, nie niszczyć własnego wizerunku, nie tracić przy bliższym poznaniu. Są takie rzeczy, które wpływają kolosalnie na nasz odbiór zarówno przez ludzi w ogólności jak i panie w szczególności. Są to rzeczy prozaiczne, jednakże mają one przełożenie na bardzo wiele spraw, na każdej płaszczyźnie naszej egzystencji. Są to rzeczy, których mężczyzna nie powinien robić lub, te których nie powinien zaniedbywać. 7 grzechów głównych mężczyzny 1 Biadolenie - odpowiedzcie sobie na pytanie ilu z was ma manierę biadolenia i skąd nabyli ową cechę? Wielu z was wyniosło z domu rodzinnego, adaptując to od kobiecego otoczenia bądź zniewieściałych mężczyzn, inni nauczyli się iż biadoląc można uzyskać w życiu ekstra bonusy od osób lub instytucji. Źródło problemu jest nieistotne liczy się efekt negatywny jaki ten problem wywołuje w nas samych jak i w naszym otoczeniu. Odbiór przez otoczenie: - po pierwsze biadolący facet dla kobiety = słaby facet, ponieważ jest to cecha typowo reprezentatywna dla jej własnej płci, cecha ta wywołuje pogardę kobiet wobec mężczyzn W tym miejscu przerwę małą przypowieścią. Siedziałem kiedyś w typowo damskim towarzystwie i rozmowa zeszła na temat facetów, znajomych/ rodziny bliższej lub dalszej, którzy zeszli z tego świata z powodu nowotworów. No i panie opowiadały o kolegach, znajomych, wujkach. Szczególne miejsce poświęcały jak panowie radzili sobie z owym nazwijmy to wprost umieraniem. Była kupa pierdolenia typu jakie to straszne dla rodziny, a jak się wszyscy nacierpieli, czemu to tak długo trwało, kara boża bla bla bla... Reakcje pań lekkie zażenowanie, skrywana pogarda (tak tak wiem, jakoś mitycznej kobiecej wrażliwości nie było). Gdy jedna z pań 50+ doszła do opisania przypadku gdy jej kolega, któremu zostały dwa miesiące życia, był pogodzony z losem, wesoły, żartował sobie z własnego stanu. Owa pani zapytała go "przecież umierasz, jak się możesz tym nie przejmować?", mężczyzna odpowiedział "i tak tego nie zmienię, a przynajmniej będę się dobrze bawił aż do śmierci". Oczywiście pani opisała jego buńczuczną postawę, pogardę wobec śmierci, zadziorną minę. Efekt jaki? Wszystkie panie od tych młodych do tych pod 60 z opowiadającą na czele (a było ich około 10 sztuk) wypieki na twarzy, maślane oczka, drżące uda. Oczywiście pierdolenie o tym, jak tak można hamować i ukrywać emocje, że to niezdrowe bla bla bla.... Jednocześnie reakcja na samą myśl o nieustraszonym w obliczu śmierci mężczyźnie, który się nad sobą nie użala wywołuje reakcję mega podniecenia, mimo iż bohater opowieści już od lat wącha kwiatki od dołu. Koniec dygresji. - biadolący mężczyzna to mężczyzna niezaradny z automatu nie jest traktowany przez innych mężczyzn jako osoba, z którą można wejść w spółkę/ robić interesy/ zainwestować w pomysł takiej osoby kasę - biadolący mężczyzna, to osoba, z którą niechętnie spędza się czas, nikt nie lubi smętków Teraz tak stuleje kiedy biadolicie, użalacie się nad sobą i swoimi problemami, wyolbrzymiacie je, gadacie po próżności czyli żeby sobie pogadać, a nie rozwiązać problem strzelacie sobie w stopę i miażdżycie własne jaja w imadle własnego spierdolenia. Panie wami gardzą totalnie w sposób skrywany lub otwarty. Faceci są mniej okrutni i zazwyczaj wzbudzacie u nich tylko lekkie politowanie zmiksowane z zażenowaniem. Biadoląc zamykacie sobie wiele bram życiowych, zarówno tych, które znajdują się między udami pań, jak i tych, które sypią do waszej kieszonki szeklami, dają wam szersze możliwości zawodowe, znajomości pomocne w życiu, możliwości realizowania ważnych dla was projektów. Sami sobie robicie krzywdę. - biadoląc wpajacie sobie i utrwalacie własną nieporadność życiową - zaczynacie gardzić sami sobą - zazdrościcie ludziom, którzy tego nie robią i jednocześnie szukacie pizdowatych usprawiedliwień dla siebie typu "on nie marudzi bo zawsze miał łatwiej w życiu" Więc drodzy stulejarze następnym razem kiedy macie zamiar zacząć biadolić na cokolwiek przypomnijcie sobie maksymę: "facet rozmawia o swoich problemach tylko z innym facetem, tylko wtedy gdy jest przekonany iż rozmówca jest w stanie mu pomóc/ doradzić". Tak, kurwa, nim zaczniecie wylewać z siebie gorzkie żale ugryźcie się w język ewentualnie przytrzaśnijcie sobie jajo w szufladzie, paradoksalnie wyjdzie wam to na zdrowie. 2 Zaniedbanie kondycji fizycznej - tak stulejki, hodowanie kindziuka, zaawansowana lustrzyca nie są ani seksowne, ani dla was dobre. Nie mówię tu o sylwetce modela tylko o sprawności, zresztą Marek niejednokrotnie o tym wspominał. Można mieć normalną sylwetkę lub lekką nadwagę i być przy tym wysportowanym i sprawnym człowiekiem cieszącym się dobrym samopoczuciem i pozytywnie odbieranym przez otoczenie. Tutaj nawet nie będę omawiał jaki daszek nad ptaszkiem ma wpływ na wasze życie społeczne i zdrowie, w tym temacie nie kłamie nawet TVN. W skrócie, jesteś spasiony = jest chujowo. Rozwiązanie tak naprawdę jest tylko jedno MŻ + WR = mniej żryj + więcej ruchu. 3 Lenistwo - tak moi drodzy, wielu z was żyje według zasady "co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego". Odkładanie spraw na później zawsze wraca do was rykoszetem, problemy mają tą tendencję, że się nawarstwiają, kumulują i zazębiają. Niejednokrotnie normalne rzeczy odłożone "na później" zmieniają się w gigantyczny problem, bo zabrakło czasu, bo doszło coś niespodziewanego. Jak masz coś stulejo zrobić, to szereguj to według ważności i załatw w pierwszej kolejności to co najpilniejsze. Jak zarobiłeś trochę hajsu to nie siedź na dupie, aż się skończy i nie wrzucaj na luz. Dalej wykonuj tyle samo pracy, paradoksalnie im więcej czasu poświęcasz na dana pracę tym lepszy się w niej stajesz i po pewnym czasie okazuje się, że to co zajmowało ci 8h robisz lepiej i krócej. Czyli finalnym efektem pracowitości jest: lepszy efekt w krótszym czasie, za więcej kasy. Lenistwo jest natomiast zarzewiem nieszczęść wszelakich. - brak zabezpieczenia przed zdarzeniami losowymi - brak zabezpieczenia na starość - regres na wszystkich płaszczyznach (osobistej, finansowej, duchowej) Więc rusz swoją leniwą stulejo dupę i co masz zrobić dziś, zrób dziś, bez kwękania. 4 Brak szacunku dla własnego czasu - tak wielka wina, największa ze wszystkich. Niech każdy z was sobie pomyśli ile czasu zmarnował na bezwartościowe, nic nie wnoszące do jego życia rzeczy, takie jak robienie za tampon emocjonalny dla loszki, oglądanie spierdolonych seriali czy inne gówno, które absolutnie nic pozytywnego nie wnosi do jego życia, a niejednokrotnie wpaja wypaczone wzorce i mylny obraz rzeczywistości? Policzcie sobie ile godzin tygodniowo marnujecie, policzcie ile rocznie, ile przez dekadę.... I co głupio wam? Nie mówię oczywiście, żeby rezygnować z rozrywek, zwyczajnie należy je dobierać co do rodzaju, ilości i częstości, żeby wynieść dla siebie jak najwięcej przy efektywnym gospodarowaniu czasem. Dodam, że jeśli nie szanujecie własnego czasu to inni też go nie będą szanować. Cały czas będziecie bombardowani cudzymi zdupingowymi problemami, wszak czasu w opinii otoczenia macie nadmiar. Czasu wam nikt nie zwróci. Więc zamiast zajmować się jakimś gównem, zajmijcie się czymś przydatnym. Zamiast gównianej telenoweli, czy "trudnych spraw" obejrzyjcie program popularnonaukowy, przeczytajcie kawałek książki, uczcie się nowego języka. 5 Niezdolność do użycia przemocy - tak mamy XXI wiek, wszędzie się promuje miękkofajskie wzorce zachowań. Jednakże w życiu zdarzają się takie sytuacje, że facet musi użyć przemocy i musi potrafić to zrobić. Owa przemoc nie koniecznie musi być zawsze fizyczna, niejednokrotnie wystarcza sama gotowość do jej użycia, czy zdolność wywarcia presji. Znacie powiedzeni "atmosfera jest tak gęsta iż można ją ciąć nożem", jeśli potraficie wywołać taki efekt na zawołanie to jesteście na dobrej drodze. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, nie każę wam bić się z ludźmi o byle pierdołę, jednakże w życiu mężczyzny są takie chwile gdy trzeba komuś przypierdolić, bądź go zastraszyć aby uniknąć konieczności owego przypierdolenia. Jak jesteście znani z twardości charakteru, nie będzie zbyt wielu chętnych do wystawiania was na próbę i paradoksalnie będziecie mieli w życiu mniej sytuacji konfliktowych i przemocowych od miękkiej fajki. Każdy niezdolny do użycia przemocy, jest w naturze przyporządkowany do kategorii ofiara. Ten typ stworzeń przyciąga drapieżniki. Oczywiście w społeczności ludzkiej pojęcie drapieżnika jest znacznie szersze nie ogranicza się do łobuzów czy bandytów, równie dobrze może być ktoś kto przekręci was na grubsza kasę. Bandyta, czy fizyczny, czy malwersant zawsze typuje słabą ofiarę. Silny może się mścić, może odpłacić krzywdą za krzywdę, słaby raczej nie. Tak więc stuleje, poza dbałością o sprawność ogólną facetowi potrzebna jest umiejętność walki. Większość z was nie jest/ nie będzie/ nie chce być zawodowymi fighterami, to oczywiste. Każdy facet, któremu zdrowie pozwala powinien trenować jakąś sztukę lub sport walki. 2 - 3 x w tygodniu, po półtorej godziny wystarczy. Będą też inne bonusy w postaci wzrostu samooceny, pewności siebie, szacunku otoczenia. << chyba nie trzeba wam tłumaczyć jaki to ma wpływ na wasze życie. I ponownie stulejo, rusz dupę i zapisz się na coś. 6 Oddawanie kontroli - facet, który oddaje kontrolę nad sobą czy kobiecie, czy rodzicom, czy religii, czy ideologii wzbudza w innych szczególne uczucia - kobiety zaczynają takim gościem gardzić - rodzice kontrolują jego życie, najczęściej traktując jako narzędzie do realizacji własnych planów,co najczęściej nie wychodzi na dobre - facet, który daje się kontrolować religii bądź ideologii popada w ślepy fanatyzm, lub co gorsza brnie w fanatyzm mimo wewnętrznych wątpliwości Tutaj dam wam przykład. Pan Terlikowski, człowiek znany, inteligentny, odniósł sukces zawodowy jednakże oddał całkowicie swe życie i poświęca energię na walkę o przywileje korporacji religijnej. Teraz zastanówcie się jakie w was uczucia wzbudza Pan Terlikowski? Mimo licznych osiągnięć, niezbyt pozytywne. Pozytywne uczucia wzbudza jedynie w obrębie własnej grupy nastawionej na realizację tych samych celów, i te pozytywne uczucia są wynikiem wysokiej pozycji, jaką zajmuje w tej grupie. Reszta świata, cóż ..... Nigdy, przenigdy nie oddajcie lejców. Wasze życie ma być kontrolowane przez was, w pierwszej kolejności ma służyć realizacji waszych celów i pragnień. Można być religijnym, można popierać jakąś ideologię, można szanować rodziców i chcieć spełnić ich pragnienia. Wszystko to jest ok, ale tylko do momentu, gdy nie przesłania wam większego obrazka, którym jest wasze osobiste szczęście i życie w zgodzie z samym sobą. Oddawanie kontroli bywa kuszące, ponieważ często wiąże się z przeniesieniem odpowiedzialności za własne niepowodzenia na osoby trzecie. Jednakże skutkami oddania lejców będą wasze problemy, a to że obwiniać będziecie o nie innych wcale nie poprawi waszej sytuacji. Tak więc, bądź facetem i nigdy nie przedkładaj cudzego szczęścia nad swoje, cudzych celów nad swoje, cudzych potrzeb nad swoje. 7 Zaniechanie - czyli nie podjęcie istotnych działań z błahych powodów, często natury czysto emocjonalnej, takich jak: strach przed odrzuceniem, przed reakcją otoczenia, wygodnictwo, spychologia problemów, obawa przed porażką, obawa przed konsekwencjami. Zaniechanie to przyczyna gigantycznych nieszczęść życiowych. - nie chciałem intercyzy bo moja myszka źle się poczuje - nie sprawdzam swojej myszki, bo jest inna niż wszystkie i mnie nie zdradzi - ne złożę pozwu, bo przegram - nie pomogę przyjacielowi, bo mojej myszce się to nie spodoba - nie wezwę karetki do leżącego człowieka, bo śmierdzi alkoholem i wszyscy go ignorują - on/ ona zrobiła coś złego ale podaruję, bo mam miękką dupę I tak można mnożyć przykłady sytuacji w tysiące. Później konsekwencje prawne, zdrowotne, finansowe, utrata bliskich przyjaciół czy gryzące sumienie. Metoda jest tylko jedna, jeżeli możesz coś zrobić, aby uniknąć przykrych dla siebie konsekwencji, to zrób to, miej prosty kierunkowskaz WŁASNE DOBRO I WŁASNE POCZUCIE PRZYZWOITOŚCI. Tak stulejki wyjście ze spierdolenia to droga długa i kręta. Kierunkowskazy już macie, nie wyjebcie się na zakręcie
  5. 4 punkty
    Bracia, wczoraj udało mi się w końcu stworzyć swój pierwszy własny Edit. Wziąłem sobie dwa utwory i kombinowałem jak zrobić z nich jeden... i efekt końcowy możecie przesłuchać poniżej. Dziękuję wszystkim tym, którzy trzymają za mnie kciuki i wierzą we mnie. Wiedzcie, że wasze wsparcie nie idzie na marne i sobie tam powolutku zmierzam do celu. A jak jeszcze mi się uda zmajstrować w bliżej nieokreślonej przyszłości jakiś Edit albo może Mashup, to wrzucę go w ten wątek. Miłego słuchania i chętnie wysłucham waszych opinii na temat poniższej kombinacji To jest dość prosty Edit, ale od czegoś trzeba zacząć prawda? https://hearthis.at/h5/greg-downey-vs-shugz-midnight-product-h5-edit/
  6. 3 punkty
    Tyle tematow podobnych do Twojego a Ty ciagle myslisz ze u Ciebie bedzie inaczej... Co sprawia I napedza Twoja wiare ze tak jest @Quo Vadis? A pozatym uczyc to sobie mozesz psa... Pozatym witam braci po dlugiej przerwie
  7. 2 punkty
    No więc tak, zakładam własny wątek w celu opisania swojej historii, jest to dla mnie forma autoterapii i mam nadzieję, że właśnie wchodzę w jej ostatni etap. Wyszedł mi naprawdę bardzo długi tekst więc nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało go czytać, może to lepiej, sam efekt terapeutyczny uzyskałem już w trakcie pisania. Miło jednak byłoby uzyskać jakieś rady czy wskazówki, choć wiele sam zrozumiałem i wyjaśniłem za sprawą lektury książek i forum. Mam też nadzieję, że ma to jakąś wartość merytoryczną w kontekście wiedzy, którą staracie się tu ugruntować. Ta historia w dużej mierze jest żenująca, szczególnie porównując ją z tutejszymi historiami rozwodów, batalii sądowych czy też z punktu widzenia doświadczonych braci, którzy już wiedzą jak się postępuje z samicami i w co się nie pakować. Tak czy inaczej myślę, że to jest kolejny punkt zwrotny w moim życiu, kolejna sfera matrixa, którą przerobiłem i dosyć przytomnie wyciągnąłem wnioski, także już raczej nie wpierdolę się we większe bagno w przyszłości, a to pocieszające. Popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy, nie miałem wiedzy, doświadczenia i byłem ślepy, a teraz analizując tę historię skręca mnie w środku i przepełnia okrutne uczucie chęci cofnięcia czasu. Generalnie od 3 miesięcy nie mogę dojść do siebie i kołowrót przykrych myśli, wspomnień oraz wyobrażeń nie dają mi spokoju, bo gdy już myślałem, że jestem lifehakerem to znalazłem się w szambie głową do dołu. Rzeczywistość znowu wysrała się na wyobrażenia i oczekiwania. Pierwszy raz usłyszałem Marka na tubie pod koniec kwietnia, jakimś szczęśliwym trafem zobaczyłem link w komentarzach na blogu Kefira. Był to moment gdy mój związek już w sumie był skończony, choć ja o tym jeszcze nie wiedziałem, więc bardzo łapczywie rzuciłem się na zupełnie nową dla siebie wiedzę. W świecie wiedzy alternatywnej czy ezoterycznej czuję się dość swobodnie, więc ogólne poglądy i wiedza szefa od razu przypadły mi do gustu, gdyż sam mam podobne. Natomiast jeżeli chodzi stricte o wiedzę nt. kobiet i związków to byłem białym (ezo)rycerzykiem mundrym jak stu głupich (choć wydaje mi się, że taki całkowity rycerzyk ze mnie nie był, intuicyjnie wiedziałem, że nie można latać za samicami i pozwalać im się rozstawiać, choć i tak przegrywałem bardziej przebiegłe shit testy) i w moim odczuciu zapłaciłem za to stosunkowo sporą cenę jak na zwykły związek, który absurdalnie wręcz idealizowałem. Bądźcie jednak wyrozumiali, gdzieś tam ten romantyk jeszcze siedzi. Warto tu chyba dodać, że jestem DDA i odnośnie ostatniej audycji Marka o potrzebie emocjonalnych związków z kobietą, jestem spalony w tej materii. Ciężko jest załatać czymś ten deficyt, tę dziurę emocjonalną pozostawioną przez rodziców w momencie gdy było się dzieckiem i w związku z tym zauważyłem w sobie ogromny brak matczynej miłości. Konsekwencją tego było wieloletnie poszukiwanie nie po prostu dupy, a samiczki, która odpowie na wszystkie moje braki emocjonalne i teraz sam już nie wiem czy szukałem bardziej laski, przyjaciółki czy matki, ale rzeczywistość chyba odpowiedziała na to pytanie. Martwi mnie to bo bardzo osłabia mnie to jako samca, a też nie chciałbym przed kobietkami udawać kogoś kim nie jestem i ukrywać swoje emocjonalne potrzeby. To oczywiście jest kwestia pracy nad sobą, wzorce, samoocena, rozwój osobisty i duchowy - wiadomo, ale to jest pracy na całe życie a chciałbym równolegle brać co moje jako samiec. Bardzo późno zacząłem wchodzić w jakieś konkretne relacje z kobietami, ciężki dom rodzinny potrafi swoje zrobić w głowie dziecka i młodego chłopaka, natomiast były to zawsze relacje bardzo nie satysfakcjonujące dla mnie, bo po prostu wymagałem od dziewczyn intelektu oraz jakichś pasji, ambicji, zainteresowania wiedzą spoza głównego nurtu oraz jakiegoś emocjonalnego ciepła, które mnie załata. Krótko mówiąc połączenie bardzo ciężkich filtrów oraz kompleksów i szukania perfekcyjnej drugiej połówki musiało się skończyć posuchą, za to miałem (teraz znowu mam) więcej czasu by realizować swoje pasje i rozwijać swój mental oraz ducha. Wiele lat się naciśnieniowałem (nagenerowałem nadmiernego potencjału według Transerfingu) chcąc znaleźć drugą połówkę duszy, bo byle jakie (ładne)panny mnie nie interesowały. Na ciąganie do warsztatu za niskie SMV czy samoocena, na uganianie się za dużo honoru, zawsze żenowała mnie ta gra podrywu i te wszystkie zależności, myślałem, że to ominę jak tylko znajdę "prawdziwą miłość". Wartość na rynku seksualnym bardzo średnia to i wybór zawsze był węższy, zawsze jednak priorytetem było wnętrze a nie wygląd, może być 5-6/10 jeżeli osobowość i wartości fajne. Czegoś co mnie zainteresuje szukałem głównie w internecie, na czatach, by móc bez stresu, straty czasu i stawiania jakichś kaw przeprowadzać pierwszą selekcję. Byłem nastawiony na bratnią duszę w pierwszej kolejności, taki tam młody beta-romantyk idealista. Sporo się przewinęło tych znajomości internetowych i zawsze brakowało mi intelektualnego pazura albo pasji, jakiejś misji w życiu. No i tak dwa lata temu w moim życiu pojawiła się pewna szesnastolatka (sam w to nie wierzyłem a teraz nie wierzę tym bardziej), którą poznałem w internecie. Połączyło nas dwa razy w ciągu kilku minut (jak na ironię, przy pierwszym kontakcie doszło do jakiejś spiny i się rozłączyłem z poczuciem żenady, pierwsze wrażenie jednak najważniejsze), to się nigdy nie zdarzyło, a sama wibracja związku to 9, czyli związek-lekcja(karmiczna), ale to tak nawiasem, bo pewnie nie każdy tu uznaje takie rzeczy. Co się nauczyłem z tego wpierdolu to moje, związek-lekcja jak najbardziej, ale nie uprzedzajmy faktów. Niech ta opowieść przeradza się powoli z romantycznej sielanki w szarą rzeczywistość biologicznej spuścizny i chujowej karuzeli. Dziewczyna o której piszę bardzo szybko zainteresowała się moją osobą, tym jaki poziom dyskusji prezentuję. Sama zaczęła do mnie pisać będąc ciekawą mojej wiedzy, a miała naprawdę otwarty umysł i kilka ciekawych poglądów już nieco ubitych. No ale to przecież jakaś szesnastolatka, bystra, inteligentna, dobrze rokującą i całkiem urokliwa, ale jednak prawie dziecko jak dla gościa ponad dwudziestoletniego. No i tak pisaliśmy sobie przez jakieś trzy miesiące, zaczynało mi się bardzo podobać jak dobrze ona mnie rozumie i jak jest bystra, normalnie dostrzegałem pazur intelektualny, ale to przecież za młode więc friendzone. No i tak ona postanowiła, że odwiedzi mnie w mieście w którym wtedy studiowałem, no i zgodziłem się, czemu nie, zdążyłem ją polubić, czemu by się nie spotkać z koleżanką, która rokuje na bratnią duszę. No i przyjechała, trochę pospacerowaliśmy po mieście a potem pojechaliśmy na moją stancję, no i było bardzo miło a ja poczułem, że coś mnie ewidentnie do niej ciągnie, czułem jakby to była bliska mi osoba, czego wcześniej nie czułem do żadnej innej samicy. Coś między pożądaniem a instynktem opiekuńczym (co mnie w dużej mierze zgubiło), z mocnym wskazaniem na to drugie. Skończyło się na wspólnym leżeniu, przytulaniu i kilku pocałunkach, czułem się dosyć skrępowany jej wiekiem i młodym wyglądem (zawsze mnie ciągnęło raczej do nieco starszych, albo chociaż rówieśniczek) ale to było to, poczułem coś potężnego i poza wzwodem na pewno był to wyrzut potężnej dawki hormonów zakochania, ona też cała się trzęsła z emocji, to było coś. No i tak ona po kilku godzinach musiała wracać do swojego miasta bo naściemniała coś (czerwona lampka już wtedy powinna się zapalić), że jedzie do koleżanki. Od tego momentu byliśmy już w stałym kontakcie internetowym, omówiliśmy to co się stało, oboje byliśmy zajarani jak podpałka do grilla i pomimo różnicy wieku postanowiłem, że chcę spróbować bo to w końcu było uczucie którego szukałem tyle lat, a poza tym odczuwałem wewnętrzną potrzebę utrudniania sobie życie, wybierając jakieś niestandardowe ścieżki. To jest moja wspaniała, niewinna duszyczka z całą gamą cech, które opisałem, nawet zaczęła się ze mną rozwijać duchowo - myślałem, jarało ją wszystko to co mnie (piękny kameleon). Już w kolejny weekend pojechałem do niej, nie bezpośrednio do domu, a do mieszkania jej rodziny, które stało po prostu puste. Nie lubię się oszukiwać, więc napiszę, że był to jeden z najlepszych weekendów mojego życia, byłem tak naćpany hormonami szczęścia, że latałem nad chodnikami wracając. No i tak zaczęła się wielka miłość, spotkałem wspaniałą duszyczkę i mogłem pomagać jej się rozwijać, kochałem i byłem kochany. ("Kocham Cię" usłyszałem 2 tygodnie później, i nie powiem, przyjemnie było odpowiedzieć to samo biorąc pod uwagę stan naćpania). Generalnie kombinowałem tak, że dzięki temu, że jest taka młoda będę mógł ją sobie wychować i wymodelować pod siebie, ale nie jakoś tak egoistycznie, po prostu chciałem by dalej nasiąkała tym czym i ja starałem się nasiąknąć, wiedza, rozwój duchowy i osobisty, sprawy artystyczne itp. Poza tym była z bogatego domu, więc nie musiałbym się martwić sponsorowaniem jej przez najbliższe lata, jej rodzeństwo było/jest utrzymywane do 25 roku życia, także myślałem, że miałbym dobrych kilka lat na ustawienie się finansowe - tak po tylu latach posuchy, w trakcie naćpania hormonami zakładałem, że to jest ta jedyna! Byłem bardzo szczęśliwy, złota rybka sama wpadła mi do łodzi. No i tak spotykaliśmy się co 2 tygodnie. Zabawy nabierały tempa powoli bo przecież była dziewicą, która była w kilku jakichś dziecięcych związkach bez zaangażowania emocjonalnego i fizyczności jak wspomniała, nie chciałem jej naciskać. No i od trzeciego spotkania petting bo ile się można głaskać po głowach, potem lodzik, po kolejnych dwóch niespodziewanie genialny oral z końcówką w ustach i połykiem nasienia. Jezu jak ta dziewczyna mnie kocha! Trochę trzeba było koordynować, zachęcać, ale bardzo szybko łapała o co chodzi. Generalnie miłość kwitła, choć zaczęły się jakieś dziwne emocjonalne jazdy, nieodzywanie się przez 2 godziny patrząc tępym wzrokiem w ścianę, zamykanie się w łazience, jakieś uciekanie z płaczem z mieszkania nie wiadomo dlaczego, no ale to przecież taka delikatna duszyczka wrażliwa, trzeba ją przytulić i pocieszać, może nawet przeprosić, może zrobiłem jej nieświadomie przykrość? Nie pamiętam, może nie było tak źle, jednak czułem przewagę wieku i jakieś konkretne srogie gadki też chyba miałem. Idąc dalej, rodziców poznałem po 3 miesiącach i od tamtej pory przyjeżdżałem już do jej domu (klimaty mezaliansu). Niedługo potem pierwszy raz, który rezolutnie zaproponowała po poznaniu jej mamy, a chwilę wcześniej mówiła, że jej mama przecież wie, że ona dopiero po 18stce na to pozwoli. Coś też powolutku zaczęło się zmieniać od kiedy spotykaliśmy się u niej w domu, ups, chyba żaba zaczynała się gotować. W każdym razie byłem na jej terenie i czułem się niezbyt pewnie a tam spędzaliśmy większość czasu przez 1.5 roku i teraz rozumiem jakie to miało ogromne znaczenie poza moim brakiem wiedzy i idealizowaniem jej. No i na takim spotykaniu weekendowym i ciągłym kontakcie telefonicznym ten związek trwał, mnie to w pewnym momencie nawet zaczęło odpowiadać bo miałem dużo czasu dla siebie, a po dwóch miesiącach wakacji spędzonych z nią u niej w domu wiedziałem, że lekko nie będzie na dłuższą metę. Gdzieś tam ok 5-6 miesiąca przestałem być ciągle przyklejony do klawiatury telefonu czy słuchawki bo ile można, emocje mi nieco opadły, no i zaczęły się wyrzuty, że ją zaniedbuje, że już nie jestem taki jak na początku - zaczęło się pompowanie poczucia winy naiwniaka. No cóż, jej deklaracje miłosne i zapał oraz to jak zdawała się dla mnie starać były godne podziwu przez lekko ponad rok, choć zaczęła wychodzić z niej też ogromna arogancja, apodyktyczność, rozpieszczenie, zaborczość i niestabilność emocjonalna. Ciekawą sytuacją była scena z 9 miesiąca znajomości (12 licząc od poznania w internecie) gdy w trakcie tego wakacyjnego pobytu u niej uderzyłem ją rzekomo za mocno w tyłek i osunęła się na ziemię z grymasem bólu i nienawiści w oczach, a ja zdziwiony i delikatnie rozbawiony, chcąc obrócić wszystko w żart zacząłem przytulać, przepraszać, że przecież nie chciałem tak mocno, a ona zostaw mnie, odejdź ode mnie, puść mnie - ok. Wstała, kazała mi się obrócić plecami (zdezorientowany to zrobiłem - pizda alert, myślę sobie, pewnie też mnie klepnie w tyłek) i kopnęła mnie w jajka... Skończyło się na szybkiej reakcji(?!), że jest chyba jakąś pierdolniętą psychopatką i opuszczeniem domu w celu ochłonięcia, tłumaczenia, że mi się należało i oko za oko nie mogłem po prostu słuchać. Niestety będąc cały czas na jej terenie nie umiałem sobie pozwolić na reakcje adekwatne do tego co potrafiła odpierdalać, a potrafiła sterroryzować matkę, ojca, siostrę i zamknąć się w pokoju z płaczem. Niestety nie pamiętam czy po takiej scenie mnie przeprosiła, ale teraz na pewno wziąłbym ją na kolano i tak stłukł jej dupsko, że tydzień by nie usiadła. Generalnie incydentów i kłótni było sporo, ona była bardzo apodyktyczna i emocjonalnie niestabilna a ja też nie dawałem się rozstawiać po kątach, choć i na mnie przyszedł czas, kropla drąży skałę. Ustępowałem jej często w mało istotnych dla mnie sprawach (80% życia codziennego?) - dla świętego spokoju. W każdym razie zawsze dla mnie gotowała i piekła cuda jak przyjeżdżałem (ale zlew cały zajebany bo zmywać ona nie zamierza, a do zmywarki matka powkłada), starała się, w ciągu tych dwóch wspólnych miesięcy też, za to ciągle słyszałem wyrzuty, że ja nie doceniam i się za mało staram. Barykada w dużej mierze stała w miejscu w którym ja chciałem po prostu mieć ją w swojej obecności i cieszyć się również swoimi pasjami, a ona, jako dziwka atencji, córeczka tatusia i księżniczka oczekiwała, że będę generował jej duże emocje adorując i zdobywając z nią świat, teraz tak to widzę. Poza tym mogłem wynieść takie chujowe wzorce z domu, gdzie ojciec był dosyć bierny wobec matki. Tak, zdecydowanie było za bardzo bierny i za mało spontaniczny, teraz tego mocno żałuje, ale są różni ludzie i różne doświadczenia, ja bardzo cenię sobie spokój. No i tutaj ewidentnie stała barykada, ale myszka chciała przecież ciepłego związku, nie lubiła alkoholu, domówek czy szlajania się, mój aniołek, taki dojrzały... No i jakoś to funkcjonowało ok 15 miesięcy, choć teraz, z perspektywy czasu widzę, ile błędnych założeń i błędów popełniłem. Moja czujność była jednak uśpiona, nie miałem też wiedzy i obrosłem w piórka słuchając jak to ona mnie kocha, jak to jestem najważniejszą osobą w jej życiu, jak to oddała by za mnie swoją rodzinę, jak to kocha mnie bardziej niż ja ją. W granicach tego 15 miesiąca powiedziała coś, że zawsze będzie mnie kochać, niezależnie od tego co zrobię i jaki będę, ale ja się wtedy poczułem jeszcze pewniej, jak to powtórzyłem nieco bardziej doświadczonemu kumplowi to nie zapomnę jego reakcji: "ej XY, jego dziewczyna powiedziała mu, że zawsze będzie go kochać niezależnie od tego jaki będzie a ten głupek jej w to uwierzył haha". Piękne, serio... Do tej pory czułem jednak, że ona stara się dla mnie bardziej niż ja dla niej, albo tak mi skutecznie wmówiła. Na pewno zdarzało mi się ją olewać, bo miałem swoje pasje i zajęcia, a poczucie winy miałem już tak ogromne, że bałbym się jej powiedzieć, że mój rozwój wewnętrzny jest dla mnie równorzędny albo nawet ważniejszy od niej. Miałem gdzieś cały czas z tyłu głowy, że to przecież może się rozpaść w każdej chwili, choć zakładałem, że to ja spotkam swoją "prawdziwszą miłość" i będę musiał się jakoś uczciwie pożegnać, czułem po tych wszystkich chorych akcjach, że jednak trafi się coś lepszego choć jej tego nawet nie sugerowałem. Czułem się po prostu pewnie, choć shit testy w dużej mierze przegrywałem. Cały czas była to dla mnie jednak bardzo bliska i ważna osoba, przed którą się otworzyłem i byłem przekonany, że to jest taka znajomość na całe życie. Nie mogłem skumać dlaczego ludzie rozstają się często z takim hukiem i całkowicie zrywają kontakt, stają się wrogami. No i sprawa zaczęła się poważnie sypać w marcu tego roku, choć jakieś spięcia i coś w jej głowie musiało narastać od dawna (być może sukcesywnie słabłem w jej oczach za sprawą poprzedniego roku akademickiego w którym realizowałem tak naprawdę 2 lata, dużo stresu i nerwów). Zaczęła ćwiczyć w lutym, bo jej chyba zasugerowałem, że przy jej pełnych biodrach, jakby zrobić większe wcięcie to lepiej będzie mi do rąk pasować, no i udało się, podeszła do sprawy ambitnie. Przyjechała do mnie i generalnie byłem zajarany tym jaka fajna cała jest teraz w dotyku bo trochę tłuszczykiem zaczęła obrastać, ale i tak zawsze jej mówiłem, że wygląda super, nawet gdy nie do końca tak uważałem. Mieliśmy coś zjeść, spóźniłem się 5 minut na przystanek po nią, przeprosiłem, idziemy do baru a ona, że nic nie będzie jadła, foch i chuj. Wkurwiłem się, bo już nie raz robiła mi takie jazdy w różnych sytuacjach i wychodzimy, wracamy do mnie do mieszkania. Tramwajem jechaliśmy oddzielnie, wracam do domu, jej nie ma, dzwonię nie odbiera, zjawiła się po 10 minutach bo poszła sobie do sklepu. Zamówiłem jakieś żarcie, kupiłem jej chyba jakieś słodycze by ją udobruchać, z naciskiem na "r". Kolejnego dnia chciała jechać gdzieś do galerii (kameleon już od miesięcy sukcesywnie tracił kolory) a ja miałem coś do zrobienia na komputerze i musiałem wysłać paczkę na poczcie, oczywiście nie odpowiadało jej jaką muzykę sobie włączyłem (Anderson .Paak - polecam. Na początku udawała, że jest otwarta na rożne gatunki muzyczne, nawet próbowała słuchać jazzu by mi zaimponować) więc z fochem zakłada słuchawki i włącza swoją, no to ja sobie trochę głośniki podkręciłem. No i zaczęło się, wstaje i mówi, że jedzie już na dworzec (pociąg miała mieć za kilka h), przebrała się szybko i zaczęła pakować, a ja wyjebane, mówię, że nie będzie mnie terroryzować drugi dzień pod rząd jeszcze w moim mieszkaniu, mam coś do zrobienia, jak skończę to wyjdziemy. No i co, spakowała się i wyszła a ja nie miałem zamiaru za nią biec bo już mnie wkurwiała, zrobiłem co miałem do zrobienia i za jakieś 2h też jadę na dworzec. Jeszcze jej chciałem kupić jedzenie na drogę, a ona nie odbiera telefonu, w końcu pisze, że jest na dworcu, ja szukam nie widzę, na peronie też nie. Staram się jakoś sytuację rozładować żartem, ale ni chuja. W końcu po kilkunastu nieodebranych przez nią telefonach znajduje ją na dworcu, podchodzę i mówię, że jest jakąś psychopatką i idę na peron. Pociąg przyjeżdża, wchodzę za nią do pociągu i chcąc włożyć jej jedzenie do torebki, traktuje mnie jak powietrze, śmiertelny foch. Scena nabiera groteski bo pociąg ruszył zanim zdążyłem wysiąść, a kolejna stacja 30km pod moim miastem, no a ja się gdzieś spieszyłem. Nazbierało mi się, byłem totalnie wkurwiony, napisałem jej coś, że jest psychicznie chorym, niezrównoważonym emocjonalnie rozpieszczonym bachorem. Było już trochę podobnych scen w różnych sytuacjach, choć ta przelała czarę goryczy, jak się okazało u niej też. Kilka dni bez kontaktu, miałem pewien wyjazd z grupą na festiwal, po powrocie odezwałem się pierwszy, napisała coś, że musimy poważnie porozmawiać głosowo. No i zaczęło się, ona chyba chcę to zakończyć bo za bardzo ją skrzywdziłem, ja panika, spokojnie, porozmawiajmy itp... Ustaliliśmy, że ja się zmienię i zacznę się starać ha! Jak ja mogłem tak okrutnie skrzywdzić swoją myszkę! Bydlak! Poczucie winy wjebane, haczyk wbity na maksa. Przyjechałem do niej i 3 dni traktowała mnie niemal jak powietrze, starałem się jak mogłem okazywać jej czułość, zaangażowanie, całowałem, przytulałem, patrzyłem w oczy, w obliczu jej straty zrozumiałem jak bardzo mi na niej zależy, nie mogłem znieść tego, że nie jest dla mnie taka czuła i zaangażowana jak wcześniej, rozjebała mnie psychicznie tym combo. Pomogłem sobie nieco i rozpłakałem się przy niej po tych 3 dniach z jednej strony czując stratę, z drugiej strony myśląc, że udowodnię tym swoje zaangażowanie i to nas zbliży. (klasyk!) Łkałem jak to mi przykro, że spieprzyłem tak piękną relację i ona już nie jest dla mnie taka jak wcześniej (był też jakiś mniejszy romantyczny płacz w zeszłe wakacje). Tak jak wówczas na maksa nigdy się przy niej nie rozkleiłem, choć nie bałem się okazywać przy niej słabości, traktowałem ją nie tylko jako dziewczynę ale też jako przyjaciela, bratnią duszę, z którą mogę rozmawiać o wszystkim i znaleźć wsparcie (błąd życia). Kobiety po prostu nie można traktować jak przyjaciela i partnera, choć będzie darła ryja i szlochała, że się facet przed nimi nie otwiera, chore, ale wszyscy tu wiedzą o co chodzi. Czy muszę dodawać, że miałem seks średnio raz-dwa na miesiąc (lodzik częściej) z powodu tego, że ona nie jest gotowa tak często, albo ma okres, albo ją coś boli, albo nie ma jeszcze takich potrzeb i libido niskie itp...? (Zauważyłem prawidłowość, że z reguły na wyjazdach, w nowych miejscach była bardziej chętna, a ryzyko też ją bardziej podkręcało, nic nowego, ale dojrzałem to wyraźnie dopiero po fakcie. Po prostu trzeba jej było nagenerować emocji by chciała, niestety nieświadomie byłem rutyniarzem. Gdy przeniosłem się studiować do innego miasta to również popracowała dupką bym się nie zaczął rozglądać.) No i po tym płaczu zostałem przytulony i nawet usłyszałem, że jestem dobrym człowiekiem! Pozwolono mi nawet przejść na jej łóżko! Ale moja myszka mnie kocha, jest dla mnie taka dobra... Zdrowy samiec, jeżeli miałby wątpliwości czy ten związek skończył się po rzadkim seksie czy kopnięciu mnie w jaja, tutaj już takich wątpliwości chyba nie ma. No ale ja jeszcze o tym nie wiedziałem, idźmy dalej. Od tego momentu było już górki, jej czułość i zaangażowanie zaczęły spadać, na początku kwietnia przeczytałem, że ona czuje się jak w starym dobrym małżeństwie, nie czuje nas i czas zająć się sobą. Mimo wszystko nadal czytałem i słuchałem jak to ona mnie kocha! I tutaj ciekawostka, wrzuciłem jej w tej rozmowie pewną piosenkę, na którą zareagowała wielkim oburzeniem i próbą wzbudzenia poczucia winy, że porównuje ją do "kurwixa z osiedla", proszę o jej posłuchanie przed dalszym czytaniem, wzbogaci to dalszą lekturę, tytuł mówi wszystko - Nikt Tego Nie Wiedział. No i jakoś to trwało, jeszcze kilka dni po tych słowach pobiegła za jednym z artystów do garderoby by zdobyć dla mnie autograf, zaczęła przysyłać jakieś czekolady z łzawymi tekstami, to było schizofreniczne. W każdym razie ona ewidentnie chciała zacząć się bawić, szaleć, poszukiwać emocji, a ja niezbyt to rozumiałem bo jeszcze miałem w głowie jej obraz, który przede mną roztoczyła, zacząłem ciążyć i nudzić, "ograniczać ją". Zignorowałem biologię i konwenanse międzypłciowe bo dalej wmawiałem sobie, że moja myszka nie jest taka jak te wszystkie puste divy, a jak uczucia się wypalą to zostaniemy w przyjaznej relacji (miałem ogromną ambicję w związku z tym). Jeszcze na początku maja dostałem dupki za to, że skończyłem pewną dużą pracę na studia, taki był warunek. Nawet jakiś rok wcześniej dostałem kupony na różne "przyjemności", jak dzień bez focha, dzień na moich warunkach, samodzielny wybór filmu, czy dowolną pozycję albo seks w ogóle... Przyjąłem to jako formę zabawy, teraz na jej oczach wyrzuciłbym to do śmieci. Gdzieś też w kwietniu i w maju usłyszałem już potężne, upokarzające wybuchy w moim kierunku, choć i z grudnia jeden pamiętam, w grudniu też zrobiła mi awanturę bo nie kupiłem takich butów jakie ona chciała, szydząc z tych, które kupiłem. Teraz jak o tym myślę, to ogarnia mnie wkurwienie i zażenowanie jednocześnie, jakaś rozwydrzona małolata opierdalała mnie za to jakie buty sobie kupiłem! Dobre haha! Pod koniec kwietnia sprawdziłem jej fb bo czułem się zagrożony, jej stosunek do mnie się zmienił, zrobiła się dosyć chłodna, nie obcałowywała i nie przyklejała się tak jak wcześniej, czułem, że coś chujowego wisi w powietrzu. Co się okazało? Wtedy jeszcze niewiele, ale miałem już podgląd tego na jak fałszywą, dwulicową, aktorzącą myszkę trafiłem (omijajcie zodiakalne panny i 8 numerologiczne jeżeli nie chcecie cały czas się związku napierdalać). Wyszło, że całą tą sytuację z marca relacjonowała na żywo niemal całej swojej klasie, robiąc z siebie biedną ofiarę a ze mnie tyrana, chama i prostaka - teraz znając jej wyrachowanie myślę, że już mogła szykować grunt. Oczywiście potem radziła się koleżanek jak ma ze mną postępować gdy przyjadę, pisała coś nieśmiało o rozstaniu, ale czołowym argumentem było to, że jakby zobaczyła mnie z inną to by zwariowała i drugiego takiego nie spotka. Okazało się również, że generalnie przez cały okres naszego związku większość rzeczy z dużą dozą konfabulacji relacjonowała swojej psiapsiuli, często robiła screeny tego co ja piszę i jej wklejała, owszem nie raz pisała jej jak bardzo mnie kocha (pierwsze pół roku, rok?), ale również zawsze żaliła się jaka to ona jest pokrzywdzona wypaczając sytuację tak by wyszło, że jestem winny cham i prostak. Nawet dokopałem się do rozmowy z okresu naszych pierwszych zabaw, kiedy pisała coś o powiększeniu sobie cycków w przyszłości (deska), dodając od niechcenia, że prawie przez ból głowy napisała mi, że też mógłbym wacka coś powiększyć (zdrowa europejska faja, nigdy nie miałem żadnych kompleksów, w pornolach grać nie zamierzam). Ostro mnie to podkurwiło i zestresowało, ale coś tu nie pasowało, może ja coś źle zrozumiałem? Pisała o swoim małym biuście więc może coś tam jej się źle napisało, że ona może czy chce go powiększyć, o czym kiedyś mi wspominała. No bo skąd taki tekst u zakochanej po uszy 16latki, która jak stwierdziła nigdy nie pozwoliła nikomu na coś więcej niż przelotny pocałunek, ani nawet nie mieszała pieroga pod pornole? Jak w późniejszej rozmowie wypunktowałem jej wszystko co tam znalazłem (tyle co nic, z późniejszej perspektywy), stwierdziłem, że chyba wychowała się na brazzers to z wielkim dramatycznym szlochem jęknęła "za kogo ty mnie masz?", zabawne. Z takich kwiatków to już w poprzednie wakacje gdy się nie odzywałem jeden dzień (trochę ją zlewałem) mogłem o sobie przeczytać "co za cwel", albo, że jak koledzy z klasy dowiedzieli się co jej w marcu zrobiłem to chcieli mnie skopać, napisane z pełną powagą, podnosząc status swojego męczennictwa. Co również ciekawe, 25 grudnia zeszłego roku, kilka godzin przed moim przyjazdem flirtowała ze swoim "ideałem", którego poznała prawie rok wcześniej na pewnym komunikatorze na którym są grupy i ja o nim wiedziałem, zapraszał ją do kina, wtedy jeszcze nie chciała bo hormony działały, ale w grudniu dostał zdjęcie, które mówi "jestem atrakcyjną kobietą, co z tym faktem zrobisz?", ja również dostałem to zdjęcie, być może nawet w tym samym czasie. W kwietniu za to na kilku czatach fb wkleiła jego zdjęcie psiapsiółkom, jaki to jej ideał jest, no kurwa nieźle, już chce mnie podmieniać pomyślałem... Wytłumaczeniem było to, że to takie męskie "ale fajna dupa", no cóż, moja myszka musiała już mieć mokre sny o alfie, który ją szmaci. O! W trakcie pisania tej linijki przypomniałem sobie, że opowiadała mi jakoś w kwietniu/maju o swoim przerażająco strasznym śnie w którym... jakiś nieznajomy kafar co chwilę się pojawia i ją gwałci! No niestety, wtedy ani nie potrafiłem tego odpowiednio zinterpretować ani nie miałem odwagi by dać jej to czego tak bardzo pragnie. No ale to wszystko nic, niewinne igraszki, i wie o tym chyba każdy użytkownik tego forum, ja też już wiem, ale jedziemy dalej. Wypunktowałem wszystko co tam znalazłem i grunt zaczął mi się osuwać pod nogami, do tej pory byłem przekonany, że to ja będę musiał w końcu ją zostawić, a tutaj wszystko się nagle obróciło, zacząłem panikować i tak trafiłem na audycje Marka. W każdym razie w kilkugodzinnej rozmowie pod koniec kwietnia powiedziałem jej o wszystkim co wówczas tam znalazłem i teraz już wiem, że musiała być w niezłej panice bo dużo ciekawsze rzeczy mogłem tam znaleźć, a ona tłumaczyła się, aktorzyła, manipulowała i powtarzała, że przeraża ją to jak mocno się zagłębiłem w to przeszukiwanie. I tak byłem za miękki po tym wszystkim co wtedy znalazłem, miałem większe poczucie winy, że tam się wdarłem. Zaraz zrozumiecie dlaczego tak bardzo boli mnie to, że nie przeszukałem wtedy tego fb jeszcze głębiej. W każdym razie ewidentnie miałem do czynienia z poszukiwaniem nowej gałęzi i jej brak szacunku do mnie narastał, a gdy na niego reagowałem to słyszałem, że jestem przewrażliwiony i w ogóle to moja wina. Wszystko zawsze była moja wina. No i tak przyszedł maj, ewidentnie hormony jej opadły, zaczęła też zapewne czuć, że zaczynam ją rozgryzać i ma dużo do stracenia oraz przyszedł czas osiemnastkowego tango, które zbagatelizowałem, ale tu już i tak nie było nic do wygrania, nigdy nie było. W połowie maja usłyszałem już "nie wiem co ja jeszcze z tobą robię", a ja głupi naprawdę myślałem, że ona będzie chciała pracować nad tym związkiem (skoro tak mnie kocha hehe) a jeżeli nie to rozstaniemy się w przyjaznej atmosferze, zejdziemy na grunt przyjaźni czy koleżeństwa, tak to widziałem i na to byłem od dawna przygotowany. Seks był za rzadko, zawsze z mojej inicjatywy (a to nowość), nieraz mnie kusiła coś tam obiecywała a potem udawała, że nie wie o co chodzi, to mnie rozpierdalało i to powodowało spore spięcia. Do takiego też spięcia doszło pod koniec maja, ostatni lodzik, ale dupki nie było, a już w połowie maja nie dostałem pod jakimś chujowym pretekstem, ja naprawdę w to wierzyłem, choć przeczuwałem, że coś jest nie tak, ale cały czas ją idealizowałem i czekałem aż dojrzeje do częstszych stosunków (czemu nikt mnie wtedy nie pierdolnął w łeb...). No i tak pożegnanie pod koniec maja w napiętej atmosferze a następnie dzień czy dwa później wiadomość, że ona chce to zakończyć (niby ja byłem zapalnikiem tej wymiany zdań, ale ona już tylko szukała pretekstu i okazji), no i ja oczywiście jak frajer zacząłem panicznie pisać, że teraz pisze to w emocjach a zaraz będzie tego żałować i, że jest dla mnie okrutna w trudnym dla mnie momencie. Zacząłem się do niej dobijać, ona mi zaczęła słuchawką rzucać... Ostatecznie mówię, że pojadę do niej (była na wycieczce w pobliżu mojego miasta) bo chcę to załatwić w cztery oczy, w środku panika ale starałem się ją przestraszyć, że też jestem gotowy na rozstanie. No to szybko śpiewka się zmieniła, że mnie kocha i nie chce mnie tracić. Przyjechałem i mówię, że jeżeli tak czuje to jest to koniec i nie zamierzam jej na siłę trzymać, a ona, że dlaczego ja nie walczę skoro ją kocham! Ostatecznie nieco się sfrajerzyłem i dałem do zrozumienia tak czy inaczej, że mi zależy. Po tej akcji znowu kilka dni milczenia i znowu nie wytrzymałem i po 4 dniach odezwałem się pierwszy (rok wcześniej nie mogła wytrzymać kilku godzin bez kontaktu ze mną), 2 dni z rzędu dzwoniłem chyba ja, potem ona, powiedziała coś, że docenia to, że ja pierwszy się odzywam (hieh). Niestety, zatraciłem siebie, zacząłem być totalnym frajerem na smyczy, choć udawałem jak mogłem, ale one mają te swoje emocjonalne radary przecież... Sytuacja się obróciła, rok wcześniej to ona była w panice jak ją nieco zlewałem. Warto dodać, bo akurat sobie przypomniałem, że gdy w maju wspomniałem jej po audycjach Marka, jak kobiety okrutnie zdradzają swoich partnerów i jak ich upokarzają, to zapanowała jakaś taka napięta cisza z jej strony hehe. Generalnie wtedy już mówiłem, że się zmieniła i to nie jest ta osoba za którą tęsknię, ale słyszałem czy czytałem, że tylko mi się wydaje i ona mnie bardzo kocha. Nawet w trakcie jednej rozmowy wtedy powiedziała mi, jak by wyglądała nasza rozmowa gdybym ją zdradził i, że ona wówczas uznała by mnie za człowieka absolutnie bez wartości. (piękna projekcja własnych myśli) Przyjechałem ok 10 czerwca niespodziewanie, zamówiłem jej perfumy z USA o które mnie prosiła. Oczywiście w pokoju syf, okazało się, że sprząta tylko na pokaz, tyle skarpet na podłodze to u mnie nie ma. Zaskoczona, niby ucieszona, koleżankom od razu pochwaliła się, że przyjechałem i zrobiłem jej niespodziankę z perfumami, zaplusowałem u mojej pani, yeah! No ale tu już nic zmienić się nie dało, czułości prawie w ogóle, zwracanie uwagi na każdym kroku, wzrok, w którym było coś niepokojącego, jakaś sadystyczna pewność siebie, dupki nie było, lodzika również, ale wtedy już miałem takie poczucie winy ("traktujesz mnie jak przedmiot", powtarzane od chyba roku) i byłem na takiej smyczce, że bałem się w ogóle o to zabiegać. Ten przyjazd również skończył się awanturą, bo zasugerowałem, że wpierdala za dużo na raz i ma takie geny, że jak się nie upilnuje to zgrubnie ostro. Już w maju delikatnie sugerowałem jej, że zgrubła i zbrzydła bo twarz jej zalało, (taką strategię sobie wykombinowałem słuchając Marka, ale chyba nie wiele wtedy jeszcze rozumiałem a i było zwyczajnie za późno na takie teksty, kiedy ona już swojego nowego alfy szukała). Dziwnym trafem najwięcej przytyła po tym jak się sfrajerzyłem w marcu. No i oczywiście wielka scena na cały dom, że ja jej zabraniam jeść, wyjebała mnie ze swojego pokoju (nie pierwszy raz, zdarzało się też wyrzucanie moich rzeczy z pokoju co w relacji konfabulatnki było wyrzucaniem moich rzeczy poza dom). I ja też nie wiem jak mogłem sobie na to pozwolić, cały czas przymykałem oko na to co ona odpierdala, bo jest przecież taka emocjonalnie zagubiona. Starałem się jej pomóc, mówiłem nad czym powinna popracować, ale zawsze odkręcała kota ogonem i wychodziło na to, że wina jest po wiadomej stronie. Nie wiem na ile to miało znaczenie, ale zapytałem jej brata czy mogę się zdrzemnąć w jego pokoju po tym jak mnie wyrzuciła, a jeszcze chwilę wcześniej on ją o coś tam opierdolił z góry do dołu, co potem mi zarzuciła, że stanąłem niby po jego stronie po tym jak ją skrzywdził. No, czyli kolejny odjazd do domu w tragicznej atmosferze, choć to i się zdarzało już rok wcześniej. Jak się okazuje (a ja to wiedziałem od samego początku, ale traktowałem jak wyzwanie), nasze portery astrologiczne i numerologiczne są w totalnej opozycji, to od samego początku była tykająca bomba i odnośnie tego wkleję na dole fragment Transerfingu Rzeczywistości. Ostatecznie z taką fałszywą, wyrachowaną, apodyktyczną, niestabilną emocjonalnie furiatką to raczej nikt dłużej nie wytrzyma i w jej portrecie numerologicznym ma sporo relacji do przepracowania, żal mi tych kolesi... Ja żałuję głównie, że z powodu braku wiedzy, różnicy wieku i presji jej rodziców, nie zerżnąłem jej jak zwierz w tylu momentach i miejscach, które dopiero teraz sobie uświadamiam, a potencjał był z nią ogromny. Siedziałem spragniony na studni pełnej wody, ciężka refleksja... No ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero teraz, postaram się jak najkrócej to opisać. Odjechałem 13 a miałem przyjechać 1 lipca, w tym czasie znowu jakaś przerwa w pisaniu, potem już ewidentnie widziałem, że używa w stosunku do mnie innych emotek czy naklejek, to już nie była ta osoba, na której mi zależało. Zaczęła jeździć z "ziomkami" na wypady, przestała być w ogóle zaangażowana w dialog ze mną, co mnie też się w jakimś stopniu zdarzało jak każdemu samcowi z pasjami. Przeczytałem swoistą emancypację, że ona teraz tak wspaniale się czuje, bo ma grono super ziomków, i czuje się taka lubiana, doceniana i przebojowa... i nie może się doczekać kiedy przyjadę bo będzie mogła mnie rozpieszczać. No cóż, ja również miałem ambitne plany na te wakacje, myślałem, że to jest być albo nie być tego związku i ostatni bastion, wiedziałem już mniej więcej, że muszę jej zorganizować życie tak by miała dostarczane emocje i atrakcje oraz nie dać się frajerzyć (to się obudziłem...). Kontakt był coraz słabszy, gdzieś wychodziła, całe popołudnia i wieczory była gdzieś tam z "ziomkami". Miała przyjechać 27 czerwca do mnie, kupiła bilety, mnie wpadło parę groszy do zarobienia w tym czasie kiedy miała przyjechać tym pociągiem, zasugerowałem by może zmienić bilety bym mógł ją odebrać wcześniej albo później bo zarobię na fajną kolację gdzieś na mieście, usłyszałem: a weź przestań. Miałem też przyjechać do niej i pracować gdzieś tam, "może w castoramie? Kolega z klasy tam pracuje i trochę sobie mięśnie wyrobisz" - nie, nie musisz się martwić o mnie i moją pracę, - "nie martwię się o Ciebie tylko o siebie, że znowu niezadowolony będziesz mi truł dupe". No zamurowało mnie, jakaś rozpieszczona siksa rzuca mi takimi tekstami, jedyne co byłem wtedy w stanie zrobić to rozłączyć połączenie, po kilku h zadzwoniła powiedzieć, że mnie kocha a ją podjąłem kwestię by więcej tak się do mnie nie odnosiła i miał to być ostatni raz. Żadnej skruchy nie było, raczej jakiś arogancki komentarz w stylu "no dobra, ale". No tak, trup od dawna leży i zaczyna śmierdzieć. Ostatecznie w ogóle nie przyjechała do mnie bo się "pochorowała", domniemana salmonella, a tak naprawdę psychosomatyczny rozstrój żołądka, wcale nie chciała do mnie jechać. No, ale dzięki sytuacji i głodówce schudła z 5kg i zaczęła wyglądać jak rok temu a nawet lepiej, a oczka na zdjęciach, które mi wysyłała świeciły się jak lampiony. Również kolejne projekcje, że ja się zmieniłem i miała mnie nie interesować polityka a interesuje, że sport miał mnie nie interesować a mistrzostwa europy oglądam, no a sama oglądała bo ją "ziomki" namówiły, a poza tym pierwsza miłość w tv i shoppingi. Nadszedł czas racjonalizacji swoich emocji i zrzucania winy za rozpad związku. Przyjeżdżam pierwszego lipca, pierwsze słowa na peronie w stylu "jak ty się obciąłeś". W drodze do jej domu słyszę, że ona będzie chciała w te wakacje codziennie wychodzić z "ziomkami" na rower, a ja, że chyba jej się coś pomyliło i jakie rowery z ziomkami jak ja przyjechałem. Od razu w oczach ujrzałem jakiś ogromny bunt i pogardę. Tego dnia niemal cały czas miała telefon w ręku i pisała z kimś, starałem się to ignorować bo od ponad roku miałem wierconą dziurę w brzuchu, że za dużo czytam na telefonie kiedy z nią jestem, więc z poczucia winy dałem temu na razie spokój. Miesiąc temu zostałem nawet pochwalony, że już tak często nie siedzę w telefonie i nawet mógłbym trochę więcej siedzieć i jeszcze byłoby ok. No i co dalej, przyjechaliśmy, poleżeliśmy trochę, poszliśmy z psem, poopowiadała jak się zżyła z kumplami z klasy, nawet jakiś nowy kumpel się pojawił, jak się fajnie teraz czuje i ktoś z okna jej powiedział, że jest piękna. Usłyszałem też, że gdy "nasze" dziecko będzie chciało psa, to kupimy mu najpierw samą smycz z którą będzie musiało wychodzić przez tydzień. Chciałem pójść na wieczorny spacer o który zawsze się upominała, ale nie chciała, więc film podczas którego dalej co chwilę pisała z kimś na telefonie. Generalnie miałem poczucie, że jest grubo coś nie tak a sam czułem się zdominowany, bardzo niekomfortowa sytuacja, ale doładowany nieco radiem samiec miałem zapał by walczyć o swoją pozycję. Jak zwykle zasugerowałem seks czy jakiś oral, usłyszałem, że się nie przygotowała (w domyśle nie ogoliła, takiej śpiewki jeszcze nie miałem). No kurwa myślę, przegrana sprawa, jeszcze całkiem niedawno zakochana po uszy myszka ma we mnie totalnie wyjebane, no i poszedłem spać mając nadzieję przypierdolić bardziej dnia kolejnego. Ona pisała na tym telefonie leżąc obok mnie chyba jeszcze z godzinę-dwie. Następnego dnia wstała, śniadania jej się robić nie chciało choć zwykle robiła. Mieliśmy iść do kina więc mówię by sprawdziła godziny, a ona, że zupełnie zapomniała o tym kinie i ona przecież jest umówiona na rower. Jak poszła myć włosy to złapałem jej laptopa i włączyłem FB, była zalogowana. Patrzę ostatnie rozmowy i oczywiście coś mi nie pasuje. Jakieś flirciarskie naklejki, zdjęcia kufli z których piliśmy lemoniadę a psiapsiuły pytają z kim ona to pije, jednemu z klasy pisze, że dziwnie się ze mną czuje, on jej odpisuje, że podejrzewał, że tak będzie, do tego jeszcze jakiś kolejny czat z tym nowym kolesiem gdzie obiecuje mu zrobić taką lemoniadę, jakieś kurwa serduszka, misiaczki... Do tego relacja z "combo" gdzie z jednym spędziła pół dnia, drugi po nią przyjechał i przywiózł ją na dworzec po mnie, w między czasie napisał jakiś trzeci... Tyle mi wystarczyło by potwierdzić to co czułem i stwierdzić ZDRADĘ EMOCJONALNĄ, na stwierdzenie faktów nie miałem jeszcze wyobraźni w swoim szlachetnym łbie. Pech chciał, że niespodziewanie wyszła z łazienki i skapnęła się, że odpaliłem jej FB. Panika się włączyła, ale zaczęła drzeć ryja, że to był tylko TEST i to co ja tam mogłem zobaczyć to wszystko było sprawdzianem czy ona może mi ufać i nie może, a laptopa zostawiła mi specjalnie by mnie podpuścić! KURWA! Przegrałem test! Oczywiście ja mówię wkurwiony co tam zobaczyłem i że chce szczerze porozmawiać co ona odpierdala, a ona dalej swoje, że to test i ona może mi udowodnić i pokazać - ok mówię, udowodnij. No ale gdzie tam, teraz to ona już nic mi nie będzie udowadniać, przegrałem test i nic nie zobaczę, ona zmienia hasło. Przecież gdyby mnie nie kochała nie nosiłaby wisiorka, który nosi stale od naszego drugiego spotkania, zapewniała. Usłyszałem też, że ja przeżyłem swoją szaloną młodość (no tak średnio, imprezy i domówki to nigdy nie była moja pasja) i dlaczego ona ma tego nie przeżyć. Odpuściłem, nie byłem u siebie w domu, nie czułem się na tyle pewnie by wydrzeć jej telefon z ręki czy ją bardziej przycisnąć. Jej rodzice od samego początku wywołali we mnie jakąś presję, że mam się nią opiekować i ode mnie będą więcej wymagać bo jestem starszy, no to się starałem by ich córka miała zrównoważony rozwój, a nie jakieś chlanie po ławkach. Przecież to była moja bystra, niewinna myszka z dobrego domu, jakie chlanie po ławkach. Mieliśmy wspólnie nad sobą pracować i się rozwijać, wielokrotnie tłumaczyłem jej, że musi zbudować sama w sobie jakieś poczcie własnej wartości a nie oczekiwać, że tylko ja albo ktoś inny mamy to poczucie utrzymywać poprzez adorację czy komplementy. Jako dziecko i dziewczynka była gruba i brat zrył jej podobno psyche. Tak czy inaczej poszła na ten rower a po powrocie pojechaliśmy do kina, traktowałem ją niemal jak powietrze, musiałem sobie wszystko poukładać w głowie. W drodze łapała mnie za rękę, muskała, ściskała ją, w kinie coś zagadywała odnośnie filmu, ja cały czas zlewałem, ale to nie ma żadnego znaczenia. Po kinie mały shopping, znowu jakieś fochy, że wziąłem sobie koszulkę jaką chciałem, generalnie razem ale osobno, potem czekałem chwilę pod przymierzalnią jak coś mierzyła, a kupiła sobie spodenki z dumnym napisem "do epic shit", ta dziewczyna którą znałem w życiu by sobie czegoś takiego nie kupiła. Po kupieniu ciuszków przyszedł czas na zakupy spożywcze i wówczas, przed wejściem do tego sklepu zatrzymała mnie, spojrzała mi w oczy, powiedziała coś w stylu "ja naprawdę ciebie bardzo kocham" i pocałowała - to było dziwne, nie zapomnę tej sceny i tego wzroku, który zdawał się przeczuwać (albo planować), że to ostatnia wspólna czułostka. /romantyk-mode-off Po powrocie szykuje sobie drugie łóżko bo czuję, że robi mnie w chuja i słyszę aroganckie "co ty odwalasz", odpowiadam, że nie zamierzam spać z dziewczyną, która myśli w tym czasie o kimś innym, jednak brak doświadczenia i niemożność zaakceptowania poszlak powstrzymywały mnie od wyciągnięcia konkretnych, nasuwających się wniosków. No i spałem na tym drugim łóżku a raczej usiłowałem, choć gonitwa myśli nie dawała mi spokoju a ona pisała na tym telefonie jakoś do 4 nad ranem. Rano wstaję i mówię, że tak jak mieliśmy dziś jechać do większego miasta, do jej siostry to pojedziemy i mam nadzieję miło spędzić czas, ale od razu wracam też do domu i jeżeli ona zdecyduje już kto jest mężczyzną jej życia, to niech przyjeżdża to może uda się uratować to co jeszcze z tego zostało (nie komentujcie tego, każdy się jakoś musi nauczyć). W końcu jechaliśmy do tego miasta jednym pociągiem, ale w różnych wagonach, ona na dworcu docelowym po prostu wysiadła i wręcz uciekła widząc, że idę z tyłu. No i chuj tam, wracam do domu. Po powrocie skonsultowałem sprawę z doświadczoną siostrą, no i sprawa stała się jaśniejsza choć cały czas to wypierałem. Dzwonimy do niej, chciała usłyszeć jej ton głosu, no i mówi, że nie chce ze mną rozmawiać i może mi najwyżej zaproponować przerwę i rozłączyła się. No to za sprawą naszej dedukcji i intuicji napisałem jej wiadomość, że się puściła i nie ma żadnego poczucia winy a do tego mści się na mnie, za to, że zdarzało mi się ją olewać kiedy była na haju no i generalnie, że jest kłamliwą szmatą tylko w subtelniejszy sposób. Tego samego wieczoru dostałem się ponownie na jej konto FB, nie zaglądałem tam od kwietnia bo po wyjaśnieniu wtedy sprawy powiedziałem, jej i sobie, że już nigdy tego nie zrobię, no ale rozumiecie okoliczności się diametralnie zmieniły. No i tak się zaczęła moja droga przez piekło oraz największe w życiu zrycie psychy, to była misja kamikazę. Do tamtej pory byłem przekonany, że najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa, teraz już nie jestem tego taki pewien. Początkowo, po pierwszym przerobieniu kilku czatów źle zrozumiałem sytuację i zdrady fizycznej tam nie widziałem, za to był orbiter z klasy, który od początku czerwca wyznawał jej miłość na kolejnych imprezach urodzinowych, taki niby badboy ale pizda jednocześnie bo zdaje się kilka razy przy niej płakał. Już rok wcześniej się przy niej kręcił, ale dostał wyraźny sygnał, że jestem ja i na tym był koniec zalotów, ale jak zaczęła obrabiać mi dupę na wokandzie to się znowu uaktywnił. Ewidentnie była podjarana jego adoracją i choć jak stwierdziła przy mnie kilkukrotnie, że jest dla niej aseksualny to cały czas go podpuszczała ostatecznie trzymając go na smyczy we friend zone. Jeszcze wtedy głupi poczułem w sobie jakąś wysoką, szlachetną energię i chciałem się z nią skontaktować by powiedzieć jej, że ja odpuszczam i skoro ten gościu tak ją kocha to niech da mu szansę, ja nie będę konkurował z grupą osiemnastolatków, to nie mój poziom, chlania na ławkach nie będzie. Nie odbierała, zostawiłem wiadomość głosową i napisałem dwa smsy, naprawdę wzniosłem się na szczyt szlachetności i... frajerstwa. Jeszcze dzień czy dwa wcześniej, w ranek po wysłaniu tego smsa, że się puściła, zamieniliśmy kilka słów na komunikatorze, jak stwierdziła odpisuje mi bo jeszcze jest pijana i to daje jej odwagę. Ja dalej chciałem porozmawiać głosowo a najlepiej w cztery oczy i pisałem by się nie bała tej rozmowy, a ona już oczywiście z pełną pogardą i lekcewagą, że się mnie nie boi bo ma wspaniałych przyjaciół i nie mamy o czym rozmawiać. "Chcę pamiętać tylko nasze wczorajsze śmiechy." (nie, to nie ja się z nią śmiałem). Napisałem by się odezwała jak wytrzeźwieje, ale nic takiego nie miało miejsca, potem jeszcze te 2 smsy, że puszczam ją wolno i, że obiecałem na początku znajomości dbać o jej emocje i chcę dotrzymać obietnicy i zakończyć to kulturalnie, w pokoju. Jednak żadnej odpowiedzi nie było, więc przeszukiwałem tego fb kolejne dni, i to był największy szok w moim życiu. Od początku czerwca była mocno adorowana przez tego swojego orbitera z klasy, jakiś pocałunek w szyję, a to jakieś wyznawanie miłości na imprezie, potem jakieś chodzenie z nim na spacery, leżenie z nim w łóżku, ale to nie on grał pierwsze skrzypce. Jego przyjaciela poznała ok 17 czerwca na jakiejś osiemnastce i prawie się o nią pobili (kolejny mokry sen dziwki atencji), i od tego czasu dzień w dzień z nim pisała tamtego też robiąc w chuja. Na kolejnej osiemnastce 24 czerwca zaczęła się z nim szlajać i przelizywać, ale według relacji dla psiapsióły prawie już go pocałowała i ktoś tam się pojawił, ale to przez alkohol i leki, teraz już by tak nie zrobiła. On ma po prostu jakiś taki "urok", choć generalnie jest taki o, niewybitny. Początkowo pisząc z nim udawała zakłopotaną by nie wyjść na łatwą, ale szybko nabrała odwagi i zaczęła się otwierać. Okazało się, że już się jej znudziłem i przez 1.5 roku było dobrze, ale teraz już jej nie zależy, teraz ja mam się starać. Pod koniec czerwca zdążyła już 2 razy dać dupki w krzakach nowemu koledze, w tym kilkanaście godzin przed moim przyjazdem i to m.in z nim cały czas pisała kpiąc ze mnie. Od mojego odjazdu w lipcu to już dawała mu dupki chyba dzień w dzień gdzieś tam w krzakach, nawet w trakcie okresu, co wcześniej było przecież nie do pomyślenia. Po pierwszym ruchańsku napisała takie piękne zdania, że poleca się na przyszłość i robiła to pierwszy raz od dawna bo chciała a nie musiała. Planowała nawet, że będzie mu dawać jak wrócę na 3 dni do siebie coś załatwić, a z kim na rowerek wychodziła to chyba wiadomo. Co ciekawe tylko on miał poczucie winy, ona stwierdziła, że bardziej jej żal tego jej adoratora z friendzone niż mnie. Oczywiście napomknęła mu, że ja nigdy jej nie pociągałem i mówi mu więcej niż mnie. Tak, gościowi, którego znała 3 tygodnie. To w ogóle była inna osoba, zamieniła się w wyuzdaną szmatę bo przede mną przyjęła zupełnie inny wizerunek (dopasowała się do moich oczekiwań? serio?). Nie wiem czy oficjalnie są teraz razem i gówno mnie to interesuje, ale jeszcze wtedy pisała mu, że nie czuję do niego miłosnych motylków a jedynie pożądanie, "jest chęć". Podczas mojego ostatniego pobytu cały czas z nim pisała i jeszcze mi o nim opowiadała. Gdy byłem z nią na spacerze z psem to robiła zdjęcia psa i wysyłała jemu oraz orbiterowi, pisząc, że jest z psem, jak czekałem pod przymierzalnią na shoppingu to również robiła sobie zdjęcia i wysyłała im obu, gdy byłem z nią w kinie to z kibla wysyłała mu zdjęcie swojego siniaka na udzie z poprzedniej nocy. Generalnie mnie mówiła w oczy, że mnie kocha i leżała ze mną, przytulała, całowała, a nowemu koledze pisała, że działam jej na nerwy i on lepiej całuje. Tak błyskawicznie i gładko weszła z nim w otwartą relację, że po prostu byłem w szoku, a bolec poprzestawiał jej poglądy w ciągu tygodnia. To co tak przerażało z opowieści Marka, spotkało i mnie. Dziewicą to ona była, ale jakoś do 13 czy 14 roku życia, już wtedy zaczęły się jakieś ustawki, trójkąty, dwa związki bi w tym jeden z 26 letnią studentką... Wtedy gdy do mnie przyjechała pierwszy raz spokojnie mogłem ją puknąć, a mnie to wtedy nawet przez myśl nie przeszło, dopiero po prawie 2 latach zrozumiałem sens zdania "nie pozwolę Ci na nic czego sama bym nie chciała". Generalnie jako totalna małolatka odbywała szereg zbereźnych i wyuzdanych rozmów z jakimiś napalonymi i wulgarnymi samcami, od gimnazjalistów po studentów, spotykała się z niektórymi w tym mieszkaniu i nadstawiała szpary, być może spijała też spermę z bolców. Zachwycała się jej smakiem w kontekście gościa z którym była kilka miesięcy rok przed moim poznaniem, też chyba był bi bo próbowała go zeswatać ze swoim przyjacielem homo, zachwycała się fają jednego i drugiego. Generalnie wyuzdanie 100% już od najmłodszych lat, a przede mną zgrywała zagubioną dziewczynkę, dopiero teraz, z perspektywy widzę, które zachowania i słowa mogłyby być sygnałem, ale nie gdy jest się zaślepionym idealistą bez doświadczenia i ma się do czynienia z taką aktorką. Swoim koleżankom po roku powiedziała, że uprawia ze mną seks, bo przecież ona taka niewinna i czysta, kurwa jakie to są hipokrytki... Czasem słyszałem z dupy szloch pt. "przepraszam, że nie jestem taka jaką sobie wymarzyłeś/twoim ideałem" być może nic nie znaczący emocjonalny bełkot a być może poczucie winy. Nie omieszkała też wspomnieć kilka razy, że nienawidzi siebie za to jaką jest. Musiała obrabiać mi dupę na wokandzie od miesięcy i tak manipulowała wszystkimi, żeby wychodziło na to, że ona jest moją ofiarą. Każde moje zwrócenie uwagi czy lekką sprzeczkę opisywała jako "on znowu mi zrobił awanturę". Wzięła tego zjadliwego smsa i wszystkim porozsyłała, pokazała ojcu, matce, choć zawarte w nim było mniej więcej to co się faktycznie stało. Dwóch kolejnych frajersko-szlachetnych smsów nie pokazała nikomu poza nowym bolcem, komentując, że spamuje jej tym. Już po tych dwóch zdradach zastanawiała się czy zostać ze mną czy nie, bo przecież takiego unikatu jak ja już nie spotka i boi się, że za miesiąc się stęskni i będzie rwać włosy z głowy. Przecież poza wadami mam też szereg zalet. Istotnym było też to, że już dobrze znam się z jej rodziną i zostałem zaakceptowany podobnie jak ona u mnie, i takie kurwa rozważania już po zdradzie i takim upokorzeniu. Generalnie ani kurwa słowem nie zastanowiła się nad tym jak JA się mogę czuć, to jej w ogóle nie interesowało, załatwiała sobie tylko by ludzie z jej kręgu ją wspierali przez najbliższe miesiące jeżeli ona zerwie. Sama stwierdziła dumnie przed nowym bolcem, że jest manipulantką od dziecka i czasem aż się boi swoich możliwości. Można było też przeczytać "kocham go, nie ważne jaki jest" oraz, że zajmuje 99% jej serca podczas gdy resztę ma ten poprzedni. Życzyła mi też jak najdłuższego celibatu. Generalnie taki bełkot, że ja pierdole. Zaczął do niej pisać jakiś kafar, którego jednocześnie wyśmiewała z nowym bolcem i dla niego była wersja, że czuła się przy mnie grubo i zaniżała moją wagę, zaś dla jakiegoś innego ruchacza sprzed lat była wersja jaki to ja nie byłem zajebisty, wysportowany i wspaniały, ale co z tego skoro ją ograniczałem... Generalnie takiego pokazu wyrachowania, manipulacji, kłamstw, aktorzenia nie umiałbym sobie nawet wyobrazić, to było piekło. To po prostu nie była ta osoba, którą myślałem, że znam, żyłem przez jebane 1.5 roku w truman show. Najlepsze chwile dotychczasowego życia spędziłem z jakąś kłamliwą, wyrachowaną cichodajką, która zrobiła mi pranie mózgu a następnie mnie zeszmaciła i wyjebała ze swojego życia. Podskoczyło jej naturalnie SMV, dostała trochę adoracji i wskoczyła na swoją chujową karuzelę, w końcu mogła zacząć się realizować jako dupodaja. Udawała przed wszystkimi ofiarę, że ma wielki dylemat czy zostać ze mną, nawet na jeden dzień odcięła się od internetu, zaangażowała nawet trenera od tenisa, który pomógł jej podjąć decyzję, że to toksyczny związek i trzeba go zakończyć. No i zaczęła wszystkim pisać, że podjęła decyzję, a jak się to miało odbyć? Miała do mnie zadzwonić ze swoim nowym kolegą by oznajmić mi, że to koniec, a on miał być przy niej bym nie nawinął jej makaronu na uszy. Telefon miał zostać wykonany nazajutrz kiedy jemu pasowało. Gościa z friendzone nie chciała prosić bo on przecież tak się dla niej stara i nie chciała biedakowi robić nadziei i go krzywdzić. Ja wiedząc, że ma zamiar nie dość, że zadzwonić to jeszcze z tym gościem, by oznajmić mi koniec związku, postanowiłem nie odebrać. Próbowała się dobić 6 razy po czym napisała smsa "to była Twoja ostatnia szansa na rozmowę". Po przyjęciu pierwszej dawki prawdy, która i tak mnie zniszczyła, postanowiłem, że muszę jej to wygarnąć prosto w twarz, więc umówiłem się z jej matką, że przyjadę niezapowiedziany. Opłaciła mi bilety, przyjechałem. Czekałem aż wróci z jej matką, gdy już traciłem nadzieję, nagle weszła do domu. Wchodzi po schodach, zobaczyła, że siedzę w salonie, spojrzała zszokowana, fuknęła trzy razy po czym pobiegła zamknąć się w łazience. Doszedłem do drzwi i powiedziałem, że chcę tylko spokojnie porozmawiać i żeby się nie obawiała. Żadnego odzewu, odkręciła krany i ja już znając jej sztuczki, wiedziałem, że w tym czasie obdzwania swoje towarzystwo i ojca, szybko załatwiła sobie transport w postaci frajera z friendzone, który miał ją zawieźć do ojca, przed którym mogła trochę poudawać biedulkę bo ma go obwiniętego wokół palca po rzekomej próbie samobójczej, której używa do robienia z siebie biedulki przed kolejnymi frajerami. Wybiegła z łazienki popsikana perfumami w tym stroju w którym wróciła z treningu, zbiegła na dół, chwyciła buty w rękę i wybiegła (istny spektakl teatralny), zdążyłem tylko powiedzieć, że chcę spokojnie porozmawiać i nie chcę ratować tego związku. (Później nie kryła oburzenia przed nowym kolegą, że jak on tak mógł napaść mnie we własnym domu i jeszcze powiedzieć, że nie chce ratować związku i biec za myszką na kolanach). No i wtedy widziałem ją ostatni raz, a matka dowiedziała się ode mnie co wyrasta z apodyktycznej i fałszywej manipulantki, której braki wychowawcze i emocjonalne rekompensuje się pieniędzmi i spełnianiem każdej zachcianki. Ojcu rzekomo nie mogłem powiedzieć bo tak mu łeb wyprała, że zrobiła ze mnie stalekra zanim jeszcze dostała ode mnie maila, w którym dałem do zrozumienia, że wszystko wiem bo byłem na bieżąco. W każdym razie cały czas się waham czy nie wysłać ojcu linka gdzie znajdzie 300 screenów obrazujących jaka naprawdę jest córeczka tatusia. Na początku sierpnia, kilka dni przed dostaniem ode mnie maila, śmiała napisać do mojej siostry (mojej najlepszej przyjaciółki), że czuje się szczęśliwa i chciałaby jej żyć miłego dnia oraz utrzymać kontakt. Oczywiście moja siostra też była na bieżąco, więc miała ją pociągnąć za język dnia kolejnego, sprowokować do jakiegoś kontaktu ze mną, ale nic z tego, sama stwierdziła, że ma do czynienia z jakimś potworem i gdyby nie znała prawdy to by jej uwierzyła. Oczywiście wysłała siostrze tego zjadliwego smsa, którego przecież z tą siostrą właśnie pisałem z tekstem "chwalił Ci się co mi napisał?". Oczywiście dalszy ciąg robienia z siebie ofiary, jak to ja jej nie skrzywdziłem i nie obraziłem jej wspaniałych przyjaciół. Ona teraz jest szczęśliwa, myślała, że będzie tęsknić, ale już nie tęskni, czuje, że odżywa i oczywiście mnie kocha, jestem wspaniałym człowiekiem ale nie dla niej. I teraz hit. Napisała oburzona do mojej siostry po przeczytaniu maila ode mnie, że z niego wynika, że moja siostra powiedziała mi o tych dwóch rozmowach z nią i jest jej z tego powodu przykro. Dodała też, że wdarłem się na jej FB i ona chyba to zgłosi na policję, a do tego "wyciągnął jakieś abstrakcyjne wnioski, że się puszczam ha!", no i wkleiła jakiś fragment z kodeksu karnego, który podrzucił jej nowy kolega miesiąc wcześniej gdy zajrzałem do jej laptopa. Moja siostra złapała się za głowę i nic już nie odpisała. Mail poszedł, list na 9 stron, mam to gdzieś już teraz czy to była oznaka słabości czy nie, przeanalizowałem całą sytuację i dałem do zrozumienia, że jestem bardzo rozczarowany tym co sobą reprezentuje, wypunktowałem jej wszystkie kłamstwa i manipulacje, po prostu ją rozszyfrowałem. Używałem stonowanego języka bo miałem zamiar wysłać ten list również jej rodzinie, to by było lepszą karą niż jakieś bluzgi. Miałem nadzieję, że ten list nią wstrząśnie i wzbudzi poczucie winy za to co odjebała (to ci miałem marzenie), nie wiem jaka była rzeczywista reakcja, ale matka powiedziała tylko, że wybiegła z pokoju drąc ryja, że włamałem się na jej fb a potem była "skupiona" haha! No i w związku z tym zastanawiam się czy wysłać ten list oraz 300 screenów do jej ojca oraz rodzeństwa, bo matka jak to matka, zatrzymała tę soczystą wiedzę dla siebie, choć nie było między niby najlepiej, córunia od lutego się do mamy nie odzywa, to dopiero charakterek. No ale, że córunia tatunia to dostała na urodziny jakiś wyjebany samochodzik za kilkadziesiąt patoli, przecież musi jakoś biedula odreagować po toksycznym związku ze stalkerem i tyranem. Usunąłem ją ze wszystkich portali i komunikatorów, zanim to jednak zrobiłem zdążyłem zobaczyć jak próbuje mnie psychicznie wykończyć wstawianiem zdjęć gdzie kogoś widać w tle, produkując się na pewnej grupie czy ustawiając na GG avatar jak typowa dziwka, która chce się umawiać na jebanie, dziwka atencji i cichodaja wskoczyła na swoją karuzelę, nie ma dużo czasu, za kilka lat będzie grubaską. Tydzień temu dostałem od niej snapa na snapchacie bo mam zaznaczone, że wszyscy mogą mi wysłać (nie usunęła mnie tam), ale nie zamierzam go otwierać. Czy to pomyłka czy celowe działanie, ona tylko czeka aż go otworzę i niech się zesra w tym oczekiwaniu. Generalnie ona zajmuje większość moich myśli w ciągu doby, cały czas nie do końca mogę uwierzyć w to co się stało i kim się ona okazała. To była pierwsza i jedyna dziewczyna/kobieta, której zaufałem i oddałem siebie, czy jest tu ktoś kto miał taki rozpierdol już za pierwszym poważnym związkiem? Jest w tym tyle dobrego, że przerobiłem chyba wszystko co najgorsze, trafiłem na Marka oraz to forum i już NIGDY nie pozwolę żadnej samicy wejść sobie na głowę! Koniec kurwa z tym białorycerstwem! Moja wyobraźnia nie byłaby w stanie ogarnąć tego co przyniosło mi życie, według mnie to jest koszmar i mam nadzieję, że czas mnie uleczy, bo nie czuję się zbyt dobrze. Mam wrażenie, że przerobiłem patologiczne małżeństwo swoich rodziców, gdzie pod koniec została już tylko pogarda, obrzydzenie i wzajemne obwinianie, ciekawostką jest to, że układy astrologiczne i numerologiczne są niemal takie same. Znalazłem sobie co prawda koleżankę od niezobowiązującego seksu, ale niestety póki co niezbyt mi to pomaga, choć jest fizycznie atrakcyjniejsza od tamtej to więcej satysfakcji sprawiały mi stosunki z kimś do kogo coś czuję i mam szerszą nić porozumienia. Spragniony romantycznej miłości dałem się upolować sprytnej, wyrachowanej manipulantce, która jest łowczynią emocji. Podbiłem jej samoocenę po to by ona mogła moją bez skrupułów wgnieść w ziemię. Mam ogromnego kaca moralnego, że nie przejrzałem jej wcześniej i nie miałem możliwości jej wygarnąć tak by widzieć na żywo jej reakcje, poza tym seksualnie mogłem zrobić z nią wszystko ale tragicznie to wszystko rozegrałem no a potrzeby emocjonalne i tak były na pierwszym miejscu co zabiło pożądanie szybciej niż się zaczęło. Nie mogę sobie wybaczyć, że tak się co do niej pomyliłem, czy też zostałem tak okrutnie zrobiony w chuja, stałem się fanaberią qrewny z bogatego domu. Ciężko mi sobie teraz wyobrazić ile zaangażowania i czułości od niej dostałem i co tak naprawdę siedziało jej we łbie. Nie wątpię w to, że była pod wpływem hormonów zakochania i, że byłem jej bliski do pewnego momentu, zawsze to jednak było podszyte jakimś wyrachowanym, egoistycznym interesem. Te wszystkie kłamstwa i trzymanie mnie przy sobie, pomimo tego, że nie mogła czy też nie chciała mi dać zaangażowanego seksu ani powiedzieć, że coś nie gra z chemią, oraz jednoczesne obwinianie mnie, że się nie staram i "wszystko albo nic" to po prostu jakaś masakra. Ja wiem, że to też przecież jest moja wina, zapłaciłem za swój brak wiedzy, tragicznie to wszystko rozegrałem, nie widziałem jasnych komunikatów. Sam też być może rozglądałem się podświadomie za lepszą opcją, ale nigdy bym jej czegoś takiego nie zrobił, miałem ją pod swoją opieką a i sam pozwalałem sobie matkować i było to dla mnie wygodne. Tak naprawdę ja cały czas, niemal dzień w dzień dochodzę do kolejnych wniosków, przypominając sobie kolejne sytuacje i kolejne słowa. Nie daje mi to spokoju, zasypiam z tymi myślami, przebudzam się z nimi nad ranem, wstaje z nimi z łóżka. Chciałbym przestać, ale wmawiam sobie, że dalsza analiza pozwoli mi wyciągnąć jeszcze większą wartość dydaktyczną. Teraz już rozumiem skąd się biorą pokłady energii w samcach by zwiększać swoje SMV. Ja też już przedsięwziąłem pewne kroki i to wszystko będzie szło w dobrą stronę, bo przecież ja mam czas w porównaniu do samiczek, ale nie mam zbyt dużo energii, mam jakąś blokadę energetyczną i jakieś wahadło mnie ostro zaczepiło i drenaż energii życiowej jest ewidentny. Raz czuję tej energii więcej by potem znowu wpaść w dół, nie byłem jeszcze w tak chujowym stanie przez tyle miesięcy. Dosłownie jakbym zaciągał kredyt na pejsaty procent przez te 1.5 roku i teraz to wszystko spłacał z odsetkami. Coś co do pewnego momentu było dla mnie szczęściem, spełnieniem i darem od losu przerodziło się w koszmar. Współczuję bardzo wszystkim braciom, którzy przechodzili coś takiego, szczególnie w małżeństwach. No i ogarnia mnie lęk, że tak jak złudnie wierzyłem w prawdziwą miłość, która pokonuje biologię i zależności materialne, tak okazuje się to strasznym kłamstwem, trzeba być silnym bo inaczej zostaniesz pożarty. To nie napawa optymizmem, szczególnie, że jestem typem wrażliwca jak widać, ale będę pracował nad sobą i mam nadzieję się ustabilizować i zabezpieczyć emocjonalnie na przyszłość. Na koniec myślę adekwatny cytat z Transerfingu Rzeczywistości:
  8. 2 punkty
    Nowa książka w samczym sklepie do nabycia. Tym razem poradnik w tematach rozwodowych i około rozwodowych. Do nabycia tu: http://samczeruno.pl/sklep/downloads/samczy-poradnik-rozwodnika/ Audycja na temat nowej książki: Opis Marka dotyczący tej pozycji: Jeśli Twoje serce szybciej bije na myśl o pięknej jak jutrzenka dziewczynie, to śmiało można założyć, że kiedyś zapragniesz zaobrączkować (a może i zapłodnić) swą ukochaną. Zaobrączkować i zapłodnić To naturalna kolej rzeczy. Małżeństwo jest jednak decyzją z bardzo poważnymi skutkami prawnymi, które mają kolosalny i dożywotni wpływ na życie mężczyzny. Po Twoim podpisie papierka w urzędzie stanu cywilnego, nic już nie będzie takie samo; odwieczne przedstawienie (komedia romantyczna, dramat, groteska, horror) się zacznie. Małżeństwo (rozumiane jako inwestycja) jest dużo bardziej ważne i skomplikowane, niż jakakolwiek inwestycja której się w życiu podejmiesz. I jeśli w coś inwestujesz, uczysz się wszystkiego na ten temat, by zmaksymalizować zyski i zminimalizować straty. Uczysz się gdzie może się coś nie udać, i jak ratować resztę majątku gdy wszystko zacznie się układać nie po Twojej myśli. To oczywista oczywistość, prawda? Poradnik rozwodnika Właśnie dlatego oferuję wam „Poradnik rozwodnika”, który polecam nie tylko nieszczęśnikom na początku albo w trakcie rozwodu, ale przede wszystkim tym, którzy są w związku, a zwłaszcza tym którzy w związku nie są – ale o nim marzą, gdyż od marzeń do ich realizacji często bywa niebezpiecznie blisko. Co odróżnia człowieka mądrego od naiwnego? Mądry chce wiedzieć wszystko o inwestycji w którą wchodzi. W przypadku małżeństwa, mądry chce nauczyć się jak działa psychika jego kobiety, a także jego własna, oraz poznać wszystkie możliwe konsekwencje porażki wielkiej, życiowej inwestycji, jaką jest małżeństwo. Jeśli wiesz jaki może być koniec małżeństwa, możesz mądrze zaplanować małżeństwo i swój związek, ocalić zdrowie, majątek, dobra opinię i wiele, wiele innych dóbr. Gdy wiesz że szybka jazda (np. na motocyklu) może spowodować kalectwo albo śmierć, zwalniasz i dbasz o dobry ubiór ochronny. Bez tej wiedzy, ludzie kończą swój żywot znacznie wcześniej niż musieli. Wiedza o końcu, pozwala mądrze zaplanować początek. Bez wiedzy o możliwym zakończeniu inwestycji, źle zaczniesz. Jakoś to będzie… Naiwny natomiast idzie za „głosem serca”, oraz z mottem „jakoś to będzie” na ustach, które na sali sądowej zmienia się w rozpaczliwe wrzaski, gdy uświadomi sobie że właśnie stracił mieszkanie, oszczędności życia i został „opodatkowany” na wiele lat przez osobę, która np. go zdradziła i zabrała mu dziecko. Albo dziecko było sąsiada/kolegi z pracy i musi na nie płacić alimenty, a na własne w przyszłym związku nie będzie go stać. Mądry inwestuje 222 złotych, i kieruje swym życiem tak, że nie wpadnie na rafy które go zatopią. Naiwny żałuje dwustu złotych, śmiejąc się pod wąsem, że oto właśnie wyrolował wszystkich „frajerów” którzy zapłacili. Jego uśmieszek zostanie brutalnie zmazany pięścią realności na sali sądowej, gdzie zabiorą mu niemal wszystko. On by teraz chętnie zapłacił znacznie większe pieniądze, ale już za późno. Wiedza musi zostać skonsumowana w odpowiednim momencie, by przyniosła określony efekt. Adwokat weźmie od was 100 – 200pln za 30 minut rozmowy, z której niewiele zapamiętacie. To oczywiste że nie powie wam WSZYSTKIEGO, bo z czego by żył? I czy zrozumiecie jego „prawniczą mowę”? A tu wszystko macie na zawsze pod ręką, profesjonalnie przełożone z prawniczego na polski, ojczysty. Szczęki systemu prawnego Poznacie wszystkie najważniejsze zagadnienia, jakie wiążą się z rozwodem, a więc wzory pism, intercyza, jak Panie wrabiają Panów w „niebieską kartę” i inne ostre szczęki systemu prawnego, włącznie z najbardziej podstawowymi pytaniami (jak się ubrać, zachowywać na korytarzu sądowym gdy ex płacze z rodziną a ta chce nas pobić, koszty procedur sądowych i całą masę innych ciekawostek, dzięki którym przetrwasz te straszne chwile). A Ty jesteś mądry, czy naiwny? Wolisz liczyć na szczęście albo ingerencję Boską, czy też w ogóle nie myśleć, a może wolisz już zawczasu zainwestować w wiedzę, która ochroni Twój majątek, godność, zdrowie i często życie? Worek bokserski sądowych żywiołów Wolisz zminimalizować straty i wyjść zwycięsko z prasy miażdżącej bezrozumnych mężczyzn, czy też płakać, narzekać i rozpaczać całe życie? I na kogo zrzucisz winę za brak wiedzy o małżeństwie, inwestycji prawnej w którą z własnej woli wszedłeś? Kto będzie winny lenistwu, chytrości, dziecięcej naiwności? Chytry dwa razy traci, a w sprawach rozwodowych znacznie, znacznie więcej. Mądry, nowoczesny mężczyzna po prostu MUSI mieć tę wiedzę w swojej głowie, bo bez niej staje się workiem bokserskim sądowych żywiołów. Dopiero ta wiedza, uświadomi Ci jaki jest PRAWDZIWY koszt zaczynającego się związku z ukochaną kobietą – może nie będziesz chętny na taką transakcję, gdy poznasz na początku cały jej przebieg? To już Twoja decyzja. Ta pozycja przyda się "na półce" każdego samca, który jest w związku małżeńskim lub taki planuje. Oczywiście samcom na wylocie (w trakcie rozwodu) też się przyda. I jak zwykle, kupować szekli nie żałować.
  9. 2 punkty
    To mocny wampir emocjonalny, ktory trafil na dobry grunt na zerowanie... Wyzwalasz z siebie mnostwo negatywnych emocji poprzez niskie poczucie wlasnej wartosci... To jest pokarm dla wampirow...moja rada, zerwij z nia wszelki kontakt, I jesli to zrobisz mozesz spodziewac sie tego ze zacznie do Ciebie napierac, podbudowujac Twojego ego, ale to pulapka... Wykorzystaj ta sytuacje jako lekcje konsekwencji i dyscypliny.
  10. 2 punkty
    Inwestować w kobietę... Inwestowanie w kobietę jest jak gra w forex
  11. 2 punkty
    Ona uznała go za frajera, to pewne. Odstąpił swoje miejsce nieznanej kobiecie która nic mu nigdy nie da w zamian. Pokazał tylko słabość, kupił miejsce i na nim nie usiadł.
  12. 2 punkty
  13. 2 punkty
    @Selqet zniszczę Twój świat. Nie zostałyście obdarzone przez naturę możliwością penetracji wiec nie, nie penetrujecie
  14. 2 punkty
    Dbanie o szyszynkę, to bardzo szeroki i skomplikowany temat, jednak zabiegi z tym związane wcale nie są trudne do wprowadzenia w życie. Należy pamiętać o kilku sprawach: 1. Największym wrogiem szyszynki jest fluor i należy go eliminować z życia jak najbardziej się da. Źródłami zagrożeń są: pasta do zębów, woda z wodociągów, mentosy, guma do żucia, płyny do płukania ust, antyperspiranty. 2. Wróg numer dwa to glin. Jest zawarty w : antyperspirantach, kosmetykach, żelach do kąpieli, herbacie czarnej. 3. Wróg numer trzy to metale ciężkie: rtęć (plomby starego typu, opary otwartej rtęci), ołów (w niektórych warzywach z nie do końca ekologicznych hodowli, w powietrzu - spaliny) Teraz szybkie sposoby na radzenie sobie z tym: 1. Wprowadzenie do diety buraków, soku z buraków, surowego kalafiora lub brokuła, surowej kapusty również kiszonej. 2. Pasta bez fluoru (są takie do kupienia w aptekach - kluczowe) 3. Woda o niskiej zawartości fluoru (najlepsza taka z własnego sprawdzonego ujęcia) 4. Jod (ja dostarczam jod przez skórę w postaci jodyny). 5. Kąpiele w chlorku magnezu. Po tych zabiegach efekty nie będą natychmiastowe, ale już sprawdziłem, że takie wielostronne działanie w perspektywie trzech miesięcy usprawnia działanie zegara biologicznego, a to ułatwia "gospodarowanie" snem. Co do gospodarki energetycznej organizmu to kolejny temat rzeka, więc raczej pod taki tematem nie będziemy tego rozwijać. W razie potrzeby założę nowe tematy: oczyszczanie szyszynki i organizmu oraz gospodarka energetyczna. mam nadzieję, że na YT znajdziecie sporo materiałów na ten temat.
  15. 2 punkty
    @manygguh to tak jak panie "na oko" oceniają zamożność danego samca. Poniżej masz idealny tego przykład
  16. 2 punkty
    Witam Samczą brać. Mam do was pytanie, obserwuje ciekawe zjawisko. Co jakiś czas zdarza mi się pochlać, zazwyczaj podczas rodzinnych spotkań, bądź spotkania ze znajomymi. Staram się nie upijać i nie zaliczać zgonu (czasem się to nie udaje). Następnego dnia po przebudzeniu, obserwuje znaczne poprawienie myślenia, do głowy przychodzi mi masa ciekawych pomysłów i ogólnie czuje się znacznie bystrzejszy. Włącza mi się pełne wyjebanie i robię to na co mam ochotę bez skrępowania. W normalne dni mam problemy z koncentracją, samopoczucie jest chujowe i ciągle jestem rozkojarzony. Czy ktoś z was doświadczył tego zjawiska i wie może ktoś czym ono jest spowodowane?
  17. 2 punkty
    Rynek szeroki Panowie Bracia, wybór na nim również. W sobotę będąc w pewnym centrum handlowym usiadłem wraz z córką na ławeczce w alejce, żona buszowała z synem przy wieszakach w sklepie. Obok siedziała taka piękna dziewczyna koło lat dwudziestu, że hej. Czerwona skórzana kurtka, piękne i długie zadbane włosy. Figura i buzia - również. I co ? Rosyjskojęzyczna jak się okazało po chwili, gdy doszła do niej koleżanka/siostra. A że się wygłupialiśmy z córką to z dwa razy rzuciła okiem. Korciło mnie by rzucić z uśmiechem, dla zasady, "priwiet, kak dzieła?" ale odpuściłem - moja znajomość rosyjskiego nie pozwala mi na wysławianie się na poziomie, jaki bym sobie życzył :/ Rosjanki, Ukrainki, dziewczęta z Mołdawii - czemu nie traktować je jako jednej z grup docelowych ? Mariola, Kasia czy Ania wzdycha do śniadego Francesco? Niech wzdycha. Wy w tym czasie uderzajcie do Nataszy, Wiery czy Julii Nikt nie broni! I zawsze starujecie do takiej z pozycji bonusu +50%, podobnie jak Francesco dla statystycznej Mariolki. Czemu nie skorzystać z tego lewaru? A prywatnie jak mam wybierać, to wolę w Polsce Białorusinów (generalnie pozytywnie nastawieni do nas) czy Ukraińców (bywa różnie) niż totalnie nam obcych kulturowo Czeczenów, Pakistańczyków czy ludzi z Północnej Afryki. I tyle. S.
  18. 2 punkty
  19. 2 punkty
    Plus to co Marek mówi, przede wszystkim samoocena. Kiedy miałem gównianą samoocenę Twoje słowa bym zrozumiał ( na czapę) ale ich sens zaczynam czuć dopiero teraz kiedy dzięki swojej sile i poprawianej wciąż samoocenie zmienia sie całe moje życie, przyzwyczajenia, a w przeszłość odchodzą stare nawyki, nałogi.
  20. 2 punkty
    I nasze rodaczki znane na całym świecie...
  21. 2 punkty
    Myślę że to bez sensu. A dlaczegóż to? Pani podaje listę swoich marzeń. W obecności notariusza, 28 świadków, rodziców i dziadków stron obu podpisuje to własną krwią. Na początku jest cudownie - spełniasz jej marzenia. Potem coś się zaczyna psuć. Robisz co ona chce - ale chuj nie działa. Mało tego - jest wkurwiona coraz bardziej. Pytasz o co biega - spełniasz jej marzenie z listy- zobacz sama podpisałaś? "Ale wtedy tak myślałam a teraz już tak nie myślę - zresztą wymusiłeś na mnie podpisanie tej listy - no i jesteś chuju mało spontaniczny - nie zgadniesz czego pragnę tylko wg listy jedziesz. Kobiece marzenia to tak naprawdę generator zmiennych losowych. Dziś będzie mówić, że dzieci nie chce. Jutro zapragnie dziecka teraz, natychmiast. Za trzy lata najważniejsze żeby ją jakiś Enrique pierdolił a mocno. Jej deklaracje - nawet pisemne - są tyle warte co i papier do szorowania dupska.
  22. 2 punkty
  23. 2 punkty
    Mój najserdeczniejszy przyjaciel w czasie, jeszcze gdy byliśmy kilkuletnimi dzieciakami i próbowaliśmy wysyłać białe myszki w kosmos (bez powodzenia, jedna ledwie przeżyła lot a o "ćwiczeniach na kosmodromie" w postaci wirowania ich w skarpecie w celu oswojenia z przeciążeniami tylko na marginesie wspomnę), postanowił, że jak dorośnie, to będzie bogaty. To w sumie wydawało się abstrakcyjnym marzeniem, bo wygłosił tą myśl w pobliżu kilkusetmetrowej kolejki ludzi, stojących po cukier, który "rzucili" w pobliskim sklepie. Wtedy rozumowałem, że bogactwo będzie oznaczało brak konieczności stania w kolejkach po masło, mięso, cukier, papier toaletowy czy watę, bądź zakładania "komitetów kolejkowych" na meble czy telewizor. Nasi ojcowie pracowali w tym samym zakładzie, jednakowoż nasze matki, tyle że w innym. Wiedliśmy może nie spartańskie życie, ale zwyczajne, może nieco surowe, bo ograniczone komuną, w której nasi rodzice starali się żyć jako przyzwoici ludzie. W sumie byliśmy dość przytomni jak na gówniarzy, choć on, pragmatycznie a ja powiedzmy - filozoficznie. I tak sobie dziś myślę, że obaj jesteśmy bogaci. Mimo, że ja nie zarabiam rocznie ładnych parunastu milionów, to żyjemy tak, jak chcemy, tyle że chcenia mamy inne. Dla niego "świat to za mało" a dla mnie jest niepotrzebnie taki wielki. Więc czym jest owo bogactwo, jak nie zwyczajną możliwością realizowania własnych pragnień, samorealizacji i zapewnienia sobie prywatnego komfortu a nie sklonowanego z cudzych potrzeb. Wystarczy je zdiagnozować. Kojarzycie film "Włoska robota"? Grany przez Nortona bohater nie miał nawet pomysłu na to, co zrobi ze zrabowanym złotem, więc przywłaszczył sobie konsumpcyjne pragnienia swoich wspólników, dotyczące domu, samochodów, etc. Utonął w gadżetach, kompletnie gubiąc siebie i żyjąc realizacją na sobie cudzych pragnień. Zatem - mamy na dostatnie życie, są oszczędności, są jakieś inwestycje, nigdy żadnych leasingów czy kredytów. Nawet ostatnie auto kupiłem w salonie za gotówkę. Może to i nieco głupie, ale brak obciążenia psychicznego jakimś długiem to dla mnie niesamowity komfort. Jeśli wpadnie mi do głowy pomysł wypadu do Wenecji? Spoko, jutro czy pojutrze? Nad morze? Na rowery? Postrzelać? Polenić się? Poczytać? Anytime. Żeby nie było, pracować też lubię, zwłaszcza że to co robię jest bliższe "tworzeniu", co mnie strasznie na codzień nakręca. Staram się być wolny od jakichkolwiek zależności, czy to biznesowych czy towarzyskich. Dysponuję sobą i swoim czasem. Może nie jestem szczególnie zamożny, ale tak, jestem bogaty.
  24. 2 punkty
    To są rzeczy, które powinny być nauczane od najmłodszych lat i kto niby w polskim systemie edukacji ma tego uczyć? Panie nauczycielki, które nawet własną wypłatą nie potrafią zarządzać. To są rzeczy, które powinny być wyniesione z domu rodzinnego. Sam pomysł przepierdalania tego na system edukacji jest chory. Wszystko co kiedyś było uczone w obrębie rodziny na dobrym poziomie, a co zawłaszczyła sobie państwowa edukacja pod pozorem nadania jakiejś wiedzy powszechności, zostało spierdolone. To wszystko jest banalnie proste, o czym już wspomniano wyżej: 1 mniej wydajesz niż zarabiasz 2 nie korzystasz z ofert kredytowych 3 chcesz coś nabyć to oszczędzasz 4 nim cokolwiek kupisz pomyśl 3x czy aby na pewno jest ci to niezbędne i jakie korzyści z tego będziesz miał Tak naprawdę jedyne co w tym człowiekowi przeszkadza, to uleganie własnym namiętnościom i potrzebie dopasowania się poziomem życia do kreowanej przez media wizji.
  25. 1 punkt
    Z racji tego iż miałem ostatnie półtora tygodnia przewalone, dziś wybrnąłem z papierków, komputer jest, play online ma zasięg, obijam się do poniedziałku, więc lecimy z tematem. Dodam iż przebywam nad jeziorem, w domku wypoczynkowym. Jest trochę za zimno żeby pływać ale okoliczności przyrody są przyjemne, humor też mi dopisuje, a miałem ostatnio sporo rozkmin na temat związków długoterminowych głównie małżeńskich aczkolwiek nie tylko. Temat oprę na trzech przykładach, jednak na początek chcę objaśnić jak mnie naszło na tą rozkminę, mam taki zwyczaj iż bliższych kumpli, przyjaciół często podpytuję o ich związki (a najczęściej nawet nie muszę podpytywać), później robię sobie z tego notatki, taki mój mały research (wolę się edukować na cudzych błędach). Biorę pod uwagę tylko osoby z minimum 5 letnim stażem w związku. Wyniki nie są pocieszające, z grupy 38 mężczyzn w różnym wieku (między 26 a 53 lata): - 8 jest po rozwodzie (z czego 5 weszło w ponowny związek małżeński) - 3 jest po dwóch rozwodach (1 wszedł w kolejny związek małżeński - szacun Karol ) -16 jest bardzo niezadowolonych z życia ze swoją aktualną żoną lub partnerką jednak nadal pozostają w związkach ze względu na a) dzieci wspólne zobowiązania finansowe c) oba wymienione d) dochodzi jeszcze element presji społecznej/ rodzinnej ale to w zasadzie u wszystkich - 8 uważa życie i rodzinę za stosunkowo udane ale żałuje niezrealizowanych marzeń i ambicji i nie widzi perspektyw na ich realizację - 3 jest szczęśliwych (tu dochodzimy do sedna) Przypadki: Przypadek pierwszy małżeństwo staż 12 lat (właśnie ten przypadek skłonił mnie do napisania tego posta, oraz opinia Marka iż kobiety zawsze chcą tego samego lecz kobiety z innych kultur dają za to samo więcej). - on 38 lat, dobrze sytuowany, praca w bankowości, zarobki na poziomie 20k miesięcznie - ona 33 lata, atrakcyjna, bardzo drobna, rozgarnięta pochodząca z Chin (poznali się w UK, tam wyjechała zarobkowo) - potomstwo sztuk dwie , 8 i 6 lat Kumpel pojechał kiedyś na wycieczkę do Londynu i wrócił z żoną moje obserwacje: - zawsze bardzo duże okazywanie szacunku wobec męża - bardzo staranne wywiązywanie z domowych obowiązków i opieki nad dziećmi - duży szacunek dla gości, świetne wyczucie gdy ktoś przychodzi z jakąś sprawą do męża (nie istotne z prywatną czy służbową) pani proponuje podanie herbaty i przekąsek, dyskretnie się oddala (nie ma parcia jak u Polek żeby być w centrum zainteresowania, nie ma pierdolenia na tematy, o których nie ma pojęcia) - dbałość o relację męża z rodziną i przyjaciółmi (zupełna odwrotność tego co robią nasze panie), regularne zaproszenia na jakieś małe imprezy, wspólne wyjazdy - zero wpierdalania się w hobby męża - niewygórowane oczekiwania wobec męża, ma pamiętać o rocznicach, urodzinach małżonki/ dzieci/ rodziny spędzić trochę czasu z dziećmi, raz w tygodniu zabrać dzieciaki do kina, lunaparku itp. - poza zarabianiem kasy, obowiązki domowe kumpla ograniczają się do wystawienia kubłów ze śmieciami pod furtkę w dniu odbioru, strzyżenia trawnika, odśnieżania (tu już kumpel ma przebiegły plan w celach edukacyjnych przejdzie na dzieci jak podrosną, i słusznie ) - kiedy widzi że mąż długo pracował, jest zmęczony wtedy nie dopuszcza do szturmu pociech na tatę - zawsze jest bardzo zadbana mimo licznych obowiązków domowych - codziennie ćwiczy (jakieś chińskie wygibasy + trening fitness), czasem basen - mówi w 6 językach, płynnie z rozmów z kumplem: - jakakolwiek kłótnia przy obcych /znajomych /rodzinie /dzieciach/ w miejscu publicznym wykluczona jeśli jest coś na rzeczy, wszystko w 4 oczy się odbywa w ciągu 12 lat małżeństw zdarzyło się iż krzyknęła podczas kłótni 2x (i później przepraszała za to zachowanie) - kłótnie i ich tematy, głównie dotyczą wychowania dzieci (czego mają się uczyć, gdzie uczęszczać) wynikające z różnic kulturowych - w ostatecznym rozrachunku jak nie mogą dojść do porozumienia mąż ma ostatnie słowo, tak ma być i koniec - był okres wbijania szpilek jak kumpel miał mało czasu na ruch i złapał parę dodatkowych kilo, to strasznie marudziła że zachoruje umrze i ją zostawi, więc kumpel wziął się za siebie - problemy finansowe nie występują więc w tym obszarze żadnych spięć nie ma - małżonka ma własną działalność, prowadzi z domu, sprowadza różne pierdoły z Chin i sprzedaje na serwisach aukcyjnych (z tego co zarobi połowę wydaje na siebie, czasem jakiś prezent dla męża^^, a połowę odkłada na przyszłość dla dzieci^^) - nigdy nie kładzie się spać przed mężem , dosłownie nigdy, jak pracuje w domu do późna podaje kawę, herbatę, ciasto , kanapkę, wymasuje plecy - zero szantażu seksem (negatywnego), odcinania dostępu itp. bo pozytywne zachęty się zdarzają (żeby przekonać do czegoś) w postaci wybitnie upojnych nocy (generalnie zaspokojenie męża uważa za jeden ze swych głównych obowiązków, drugi po opiece nad dziećmi) - egzotyczna kuchnia na duży plus, ale polska też jak najbardziej przyswojona od teściowej i szwagierki To z moich kumpli człowiek, który chyba osiągną najwyższy poziom szczęśliwości w związku. Jest szczęśliwy, kocha żonę, kocha dzieci, nikt mu kołków na głowie nie ciosa, ma hobby, realizuje się zawodowo i prywatnie. Co do ciągot do innych pań, to dostaje tyle seksu w domu iż praktycznie nie występują. Po nim widać iż jest szczęśliwym człowiekiem. Przypadek 2: małżeństwo staż 10 lat - on 45 lat właściciel firmy przewozowej, bardzo dobry status materialny - ona 35 lat, fryzjerka, własny salon - potomstwo sztuk 3 - 8,6,4 lata Nie ma nawet nad czym się zbytnio rozpisywać. Żona wiecznie zakochana w swoim mężu, który dba o to żeby była zakochana (zawsze odwali coś szalonego, coś wymyśli, coś zorganizuje) dba o to żeby jego pani miała stały napływ emocji. Generalnie bardzo dużo pracy nad związkiem (w sumie nad panią) ze strony faceta. Dodatkowy motywator w postaci rozdzielności majątkowej. Kasa się zgadza, dzieci dobrze chowają. Ugotowane, posprzątane, awantury sporadycznie, jak występują szybkie przejęcie kontroli przez kumpla. Nie ma wpierdzielania się w hobby faceta (były starania na początku ale zostały ukrócone), mówi jadę na zlot za 2 tygodnie i jedzie, nie ma awantur itp. Nie ma dostępu do kasy faceta, wszystko co niezbędne idzie na pół. Jakieś dodatkowe sprawy typu wakacje zagraniczne itp. większość płaci on (dużo lepiej zarabia) ale żona zawsze się dokłada. Kupczenie dupą i bóle głowy nie występują. Kumpel jest zadowolony ze swojego życia, dumny z dzieci, wiedzie mu się bardzo dobrze i prywatnie i zawodowo. Przypadek 3: konkubinat, staż 17 lat - on 53 lata architekt - ona 40 lat też architekt - potomstwo sztuk 1 , lat 14 W sumie analogicznie do przykładu 2 tyle że bez ślubu. Więc nie będę się rozpisywał. Moje osobiste wnioski co do szczęścia faceta w związku: 1. kasa musi się zgadzać (tobie zgadzać), nie udostępniaj swoich zasobów, dbaj o dzieci, a żonę/ partnerkę nagradzaj według zasług) 2. nigdy nie daj sobie odebrać swoich pasji 3. wymagaj zaangażowania w tym finansowego kobiety 4. brak szantażu na dupę (jeśli występuje jest już spalona) 5. nie ustępuj, ty jesteś głową rodziny, twoje słowo ma być prawem 6. duży wpływ na zachowanie kobiety ma kultura/ wychowanie 7. dbaj aby emocje w związku nie wygasły
  26. 1 punkt
    Wpis zachęcający do refleksji: Źródło: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1342385902522528&id=100002533928737
  27. 1 punkt
    Witam wszystkich na imię mam Paweł, 30 lat. Od kilku miesięcy słucham regularnie Marka audycji, od dłuższego czasu śledzę to forum więc postanowiłem do was dołączyć
  28. 1 punkt
    Panowie, trafne spostrzeżenia! Dodam także, że w przedziale oprócz mnie i rzeczonej loszki, było jeszcze 2 mężczyzn i 2 kobiety. Analizując zaobserwowaną sytuację i zachowanie rycerza, uważam że z jednej strony poleciał na autopilocie matrixowego wychowania i schematów społecznych. A z drugiej strony mogło jeszcze w nim zagrać to, że: obawiał się negatywnej oceny ze strony współpasażerów jeżeli zasiadłby na swoim miejscu, a locha musiałaby zwinąć bambetle i "tułać się" po korytarzu, chciał dopompować sobie ego, pokazując: popatrzcie jestem szarmancki, nie muszę grzać dupy na siedzeniu przez 3h, to dla mnie drobiazg, a uśmiech wdzięcznej loszki jest dla mnie wystarczającą nagrodą (więc tak naprawdę objawił swoim zachowaniem jakiś kompleks i niepewność wobec kobiet), /edit: nie mogłem połączyć postów/ @SennaRot, @CzachaDymi - tak, właśnie - sytuacja którą opisałem jest często spotykana (w różnych wariacjach) i utrwala matrixowe schematy, więc warto taką typową sytuację rozłożyć na czynniki pierwsze ku przestrodze mniej świadomych userów @Szakal- o razu zacząłem się zastanawiać, czy rycerz byłby nadal rycerzem gdy zamiast wyględnej loszki, jego miejsce zajmowałaby nieatrakcyjna "grucha". Problemem jest chyba też tu brak asertywności. Osobiście, w takiej sytuacji nie miałbym jakichkolwiek skrupułów, lecz w przypadku np. kobiety 50+ mógłbym się już jednak zawahać. To ciekawe gdzie przebiega cienka granica pomiędzy empatycznym zachowaniem, które jest uzasadnione okolicznościami (np.osoba starsza, niepełnosprawna) a asertywnym egzekwowaniem prostych reguł: wykupiłem miejscówkę i zamierzam z niej skorzystać Scalone. Na przyszłość używaj opcji "zgłoś". Rx
  29. 1 punkt
    Nie warto bo im więcej w coś inwestujesz tym później trudniej z tego zrezygnować. Prosty mechanizm psychologiczny znany nawet u pua. Później założysz tutaj temat, że coś jest z loszką nie tak ale nie chcesz jej opuszczać bo już tyle zainwestowałeś.
  30. 1 punkt
    I dołóż klapsa w dupe. I powiedz, ze gdy zostaniecie sami to ukarasz jej gardło oralnie. Tak, zrób to przy jej matce lub kolezankach. Byle bez spiny.
  31. 1 punkt
    Nieśmiertelny hymn, w dobrym wydaniu: Ps. @Mosze Red, coś sentymentalny robisz się na starość. Gdzie ta agresywność pewnego siebie samca?
  32. 1 punkt
    Widzę, że dość podobnie się dzieje jak u mnie. Grzebaniem w bitach zainteresowałem się jakieś 8 lat temu, na początku mixowałem, później robiłem mashupy/edity, a na końcu wziąłem się za produkcję. I podobnie jak i Ty - poległem, gdyż sam sobie ustawiłem wysoko poprzeczkę, której jako świerzak nie dałem rady przeskoczyć, więc po roku się poddałem i od jakichś 5 lat już nie bawię się w produkcję muzyki. Jednak zamierzam powrócić z nieco inną taktyką - dla mnie w muzyce najważniejsza jest melodia, więc zamiast zabierać się od razu za trance, najpierw będę tworzył same melodie, soundtracki, a jak to już opanuję, to zajmę się dobudowywaniem do tych melodii reszty utworu. Większość producentów w breakach korzysta z gotowych sampli pokroju EWQL, więc zainwestuje w nie i nie będę musiał się martwić, że moje dźwięki brzmią amatorsko, tylko skupić się na buildupie i samej melodii. Żeby nie było, zostawię próbkę swoich "umiejętności" - edit zrobiony w podobny sposób jak u Ciebie jakieś 2 lata temu: Swoją drogą, moja kariera rozpoczęła się od dość sporego sukcesu - jako szczyl, jeszcze jako DJ Taudo, jakieś ja wiem 7 lat temu zrobiłem amatorsko połączenie A New Dawn od DJa Tiesto z rozszerzoną wersją tego utworu, w wyniku czego powstał Intro Mix. Jak dla mnie amatorszczyzna, ale jakież było moje zdziwienie, gdy na YouTube kawałek ten miał ponad 30 000 wyświetleń (niestety usunęli mi kanał). I ta duma, gdy całkiem przypadkowo natrafiłem na wątek na forum muzycznym, w którym jakiś DJ prosi o linka do tego utworu, bo jest mu potrzebny na imprezę. Czym prędzej zarejestrowałem się więc na tym forum i spiraciłem własną produkcję, podrzucając mu linka
  33. 1 punkt
    Nie warto. Wiesz dlaczego? Bo lepiej usiąść do lustra, wziąć kartke i wypisać "moje marzenia" a później je spełniać ale tak do końca. Jak chcesz 3 samochody to kupujesz 3 itd. Wiesz dlaczego tak? Bo wypisując marzenia kobiety po jakimś czasie zaczniesz się starać - chcąc nie chcąc. A wiesz jakie będziesz miał z tego korzyści? Seks. Który jest (jak dla mnie) nudny i mało wartościowy. Możesz go "kupić" za 200 pln. Buziaczki miłe rozmowy i wszystko inne możesz mieć z każdą inną lub każdym innym "przyjacielem". Rozumiesz o co chodzi? Wiekszosc doswiadczonych chłopaków tutaj już wie jak cenny jest nasz czas i wie też, że poświecanie go dla kobiety nie jest najlepszym rozwiazaniem. Zauwazysz to gdy zainwestujesz w cos takiego jak "rozwój osobisty". :]
  34. 1 punkt
    @Sovilous Jedz sobie za granice. Jedz sobie do Londynu. Zrzygasz sie od multi-kulti. W zasadzie nie ma to za wiele wspolnego z multi-kulti. Bo afrykanczykow w tradycyjnych strojach ludowych to spotyka sie raz na miesiac. Reszta to barachlo, smiec jak to mowi Korwin. I niestety tu ma racje. Dealerzy na kazdym rogu, Stratford, Bromley, Ilford, Whitechapel, Croydon... Strach wyjsc o 20 z domu zeby nie dostac kosy w zebra. Pierdole to multi-kulti. Ja jak przyjezdzam do PL to sie ciesze, ze tak bialo. ----------------------------------------------------------------------------- Policja ma w dupie dealerow, stoja na rogu z saszetkami wszedzie poza centrum. Kurestwo mlodych lasek, przez centrum chodza najebane, przewracaja sie, rzygaja w taksowkach, co 5 para to cioty. Laski zagaduja do murzynow w tramwaju, 5min pozniej juz maja reke na ich kutasie. Owszem - jesli ktos chce poruchac to pole do manewru giga. Tylko sie nie przyznawac, ze z Polski czy wsch europy bo angielki gardza wschodnioeuropejczykami. Multi-kulti w wykonaniu muzulmanow to turecki sklep na kazdym rogu, szmaty na glowie i syf. Dwie ich dzielnice Whitechapel i Shadwell gdzie jest ich bazar oraz meczety to nie przejdziesz bez zatkania nosa. Smrod, syf, nie da sie wytrzymac w lecie. Co chwile cie ktos zaczepia o drodne, przechodzisz przez brame zlozona z roslych, mlodych chlopakow z brodami. Multi-kulti w wykonaniu czarnych to dilerka, afro, spodnie do kolan, platanie sie po centrach handlowych, wpierdalanie w McDonaldzie i KFC. Zasyfione domy socjalne, roszczeniowosc na kazdym kroku. Wsrod ludnosci w Londynie jest 10% czarnych jednak przestepstwa w kazdej kategorii popelniane sa w ponad 50% przez nich. Napady z bronia - 80% czarni. Pojedz sobie tutaj najpierw zanim zaczniesz pisac takie bzdety @Sovilous.
  35. 1 punkt
    Autor: @SledgeHammer "Kobiecie" obiecuje się WSZYSTKO a robi swoje, czyli wszystko co się robi, robi się dla siebie. !!!!!!!!!!
  36. 1 punkt
    Witam Wszystkich serdecznie. Mam na imię Łukasz, 27 lat, mieszkam za granicą, na forum trafiłem oglądając jakiś odcinek Frywolnego, przypadkiem włączył mi się odcinek Pana Marka jak to szanowny P.Frywolny zajumał mu historie, no i od tego się zaczęło... na moje szczęście! Pracuję na kuchni ponad rok czasu, kelnerką jest gorąca włoszka 10/10. Rok temu poznałem Ją, to Ona zaczęła mnie podrywać, zaprosiła na kolacje ze znajomymi, a że ja nie znałem dobrze języka z kolacji wyszła totalna lipa, zamułka, ona była znużona i już po tej akcji zaczęła mnie olewać kompletnie, starałem się to potem jakoś naprawić lecz nieskutecznie. Ona się zwolniła z pracy, ale po 8 miesiącach wróciła dorabiać jako, że studiuje, no i zaczęło się znowu.. Zaczęła mnie zaczepiać, dogryzać, dotykać, bić, ciągłe spojrzenia i uśmiech pod nosem, na początku ją olewałem no, ale Ona działa na tego pana na dole tak, że mógłbym się na nią rzucić w każdej chwili i zanurzyć w otchłani jej gorącego włoskiego ciała. Dogryzamy sobie nieustannie, mówi że się zmieniłem i jestem arogancki i nie miły dla niej, oh jak mi przykro : ) ALE to działa na nią i to baaardzo, sama prowokuje mnie, kilka dni temu złapała mnie za sutka ja oczywiście w odpowiedzi na to zrobiłem to samo zaczęła się skręcać z bólu i mówi, że ma tam kolczyka. Odpowiedziałem to pokaż. A ona za barem, gdzie może wejść w każdej chwili szefowa, albo klienci, pod bluzką ściąga stanik i przez białą cieniutką bluzeczkę dostrzegłem kształt jędrnego cycka z kolczykiem, ajjj No to posmyrałem go sobie palcem i zostawiłem na Niej moje drapieżne spojrzenie. Nie wiem co mam myśleć, bo pachnie romansem, ale powiedziałem sobie, że do Niej już pierwszy nie napiszę wiadomości po ostatnim razie jak olewała moje wiadomości i teraz też nie chcę wyjść na słabego. W pracy czuć to napięcie seksualne jak się na siebie patrzymy, ale nie wiem jak to podkręcić jeszcze bardziej by się jakoś spotkać, pisać do Niej nie chcę, w pracy zbytnio nie mam jak Ją przy-atakować, chociaż już raz zamknąłem drzwi od kuchni, zasunąłem okienko, wykręciłem ręce i przyparłem do ściany, kolano wsadziłem Jej pomiędzy nogi, Ona się chichotała zaczerwieniona, musnąłem nosem po szyi i wypuściłem, to potem taka uśmiechnięta latała że masakra. Pomóżcie proszę jak to teraz rozegrać? Czy mam w pracy ostro Ją spróbować pocałować, czy powiedzieć, że mnie jara strasznie jak będziemy sami znowu? Chcę Ją zdobyć. Doradźcie proszę. Dziękuję za wysłuchanie. Pozdrawiam Was Bracia Samcy. Łukasz.
  37. 1 punkt
    A pomyśleć że w moim dekalogu do niedawna było a z resztą dalej silne jest : jeśli obiecasz to choćby skały srały to masz sprawę załatwić albo nie obiecuj wcale. Ryjecie mi banię bo myślałem że w stos do bab też to należy stosować
  38. 1 punkt
    No temat wyczerpany, jak dla mnie, jednak coś dodam; zaczerpniete z własnego doświadczenia, stosuje od niedawna "Kobiecie" obiecuje się WSZYSTKO a robi swoje, czyli wszystko co się robi, robi się dla siebie. Obydwie strony zadowolone
  39. 1 punkt
    @Hayley preferencje łóżkowe do sado-maso, a związki sado-maso to dwie pary kaloszy. To, że ktoś lubi jedno nie równa się temu, że automatycznie jest drugim (lub odwrotnie). W większości przypadków właśnie tak to wygląda niestety... Przyznanie się do winy dla kobiety jest równe z niekupowaniem sobie torebek przez 5 lat następnych
  40. 1 punkt
    Zawsze płacisz. Seksu od kobiety za darmo nie dostaniesz. Atrakcyjność, hajs, pozycja społeczna. To Twoja waluta. Kłaniają się podstawy i znajomość podstaw ewolucji oraz uwarunkowania kobiet. Książki Marka czytałeś?
  41. 1 punkt
    Babka Cię zwodzi @T-Virusbo służysz wylacznie jako nadmuchiwacz jej ego. To po pierwsze. Po drugie - one wszystkie USPRAWIEDLIWIAJĄ się 'złym mężem' czy 'złym partnerem' - taka ich natura. Po trzecie - raczej dostępu do wdzięków nie dostaniesz, masz inną wyznaczoną rolę - dzięki Tobie pani milf 'czuje się ciągle pożądna' czyli robisz jej 'dobrze' ale nie w sensie fizycznym ale mentalnym. Używa Cię, jak narzędzie. Po czwarte. Jak już nieco poszerzysz horyzonty i liźniesz ponadpodstawowej wiedzy z zakresu układów damsko-męskich to odpuścisz sobie mężatki. Edukuj się. Bo odnoszę wrażenie, że jesteś na początku drogi - to nic złego, wszyscy na nim kiedyś byliśmy S.
  42. 1 punkt
    Role kata i ofiary u osób niestabilnych emocjonalnie potrafią się zmieniać sinusoidalnie. Skoro masz takie pragnienia jak opisujesz, to masz także głęboko zaprogramowane wzorce masochistyczne. Nie da się doświadczać tylko jednej z tych emocji. No, chyba że jesteś psychopatą. Wtedy chylę czoła. Aczkolwiek bardziej wyglądasz mi na rasowego piwniczanina. I co najśmieszniejsze - nie ma tu znaczenia czy to co napisałeś robiłeś/robisz szczerze czy cisnąłeś bekę od momentu założenia konta. Podświadomość - czyli emocje - jest silniejsza od logiki i woli, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych emocjonalnie a do takich zalicza się nie tylko strach i rozpacz ale także śmiech i jego manifestacje w realnym życiu (czyli np: aktywność sieciowa). Poczucie 'humoru' bardzo dużo mówi o emocjach człowieka. Myślę, że śmieszkowaniem tylko maskujesz wewnętrzny ból życia. Żal mi Cię.
  43. 1 punkt
    Już chyba na forum pisałem, ale wówczas 3 letnia córka mojej znajomej, zapytała ją kiedyś - mamo, jak to jest umrzeć bo ja już nie pamiętam jak tam jest.
  44. 1 punkt
    Dlaczego tak malo jest wladczych samców? Bo w kulturze opresyjnego patriarchatu, od dziecka się im wmawia, że mają wartość psa. Więc młode wilczki, nawykłe do tresury, dawania smakołyków za aportowanie i robienie sztuczek, zamieniają się w psy kanapowe. Tylko niektórym udaje się uciec do lasu. Dlatego ich mało. Pasuje mi tu przypowieść de Mello, którą mimo, że większość pewnie zna, jednak przytoczę.
  45. 1 punkt
    ,,Jedyna tajemnica jaką potrafią dochować kobiety, to jak bardzo za młodu się puszczały.'' Autor: @czader Dobre!
  46. 1 punkt
    To bardzo proste Bracie. Jest nawet pewna analogia do określonej grupy etniczno-narodowej, która również podkreśla wszem i wobec swoje krzywdy i na ich podstawie wysuwa równego rodzaju roszczenia oraz żądania uprzywilejowanej pozycji. I nawet mnie za to ciężko nazwać antysemitą, bo tak naprawdę podziwiam ich skuteczność, przebiegłość oraz konstrukcję owego mechanizmu Oraz marzy mi się, żeby Polacy osiągnęli na arenie międzynarodowej choć połową owej biegłości... Nawet jak dasz feministkom WSZYSTKO czego żądają - możesz mi wierzyć, że ich protesty nie będą skończone. Dlaczego? Bo GŁOŚNO KRZYCZĄC i PODKREŚLAJĄC SWOJE RZEKOME KRZYWDY automatycznie przyznają sobie społecznie łatkę 'pokrzywdzonych' co wymusza w społeczeństwie odruch 'należy im się rekompensata' oraz 'należy im się specjalne traktowanie'. To sprytny socjotechniczny zabieg, który niejako z automatu lokuje je na korzystniejszej pozycji, pozycji uprzywilejowanej. One z tego Bracie NIGDY nie zrezygnują Wiesz co będzie najgorsze dla feministek? Czego nie zniosą za żadne skarby? Dnia w którym wszystkie ich postulaty zostaną spełnione ! Ot taka logiczna sprzeczność, ale ona jest niejako wpisana w ten ruch i jego ideologię. Samiec twój wróg ! S. Proszę, mistrzem grafiki nigdy nie byłem ale obrazek będzie adekwatny. https://zapodaj.net/f4105fc011fb1.jpg.html
  47. 1 punkt
    Pieśń bardziej "życiowa"
  48. 1 punkt
    Dodałbym jeszcze dwa grzechy..: 1. Strach - strach jest dobry tylko w sytuacji kiedy może nam uratować życie, np. jesteśmy w górach idzie burza - tu należy się bać, bo widziałem takiego co się nie bał - już nie żyje. Ale w każdej innej sytuacji to grzech. 2. Ślepa wiara - nie wierz w nic na ślepo, wszystko co czytasz i słuchasz poddawaj w wątpliwość. Masz własny mózg i własny rozum. Wszelakie guru, w tym nawet nasz Marek, jest tylko człowiekiem i może i na pewno myli się w wielu sprawach.
  49. 1 punkt
    @Grzenio ale podałeś że masz takie, a nie inne fury - a to już jest prosta kalkulacja. Nie muszę wiedzieć do złotówki, wystarczy mi sam fakt, że jest tego dużo więcej niż posiada przeciętny Polak. Wszyscy informatycy jakich znam mają dwie cechy wspólne: 1. Nadrozwinięte umiejętności logiczne do poruszania się w świecie abstrakcyjnych pojęć i zależności. 2. Słabe (lub brak) umiejętności przełożenia powyższych na relacje międzyludzkie. Przyczyną i źródłem 'problemu' jest brak świadomości posiadania czegoś co się nazywa EMOCJE (i mam na myśli TWOJE emocje, a nie innych ludzi!). Z braku świadomości posiadania, bierze się brak umiejętności kontroli, wykrywania, używania i odbierania tychże. A za tym idzie - brak rzetelnej oceny intencji innych ludzi. Bonusowo u informatyków i ludzi z podobnych branż występuje skrajny materializm i ateizm, które w żaden sposób nie pomagają uporać się z EMOCJAMI.
  50. 1 punkt
    Moja jest inna, bo tak mówi. Ja jej wierzę, bo trzeba ufać. Też ona tak powiedziała, albo inna kobieta. Nagnę swoje zasady, bo lubie dobrze traktować ludzi, równo, z szacunkiem i empatią. Ona to doceni. Bo tak mówiła, bo jest inna, bo nie bez powodu bym ją wybrał. Wyjściem z matrixa jest coś innego. Zaprogramowanie siebie tak, by nie zakochiwać się, nie idealizować kobiet, sprawdzać je, zamiast ufać, wierzyć i być empatycznym dla nich. O rezygnacji z siebie "bo ja to wszystko dla mojej żabki" i dawania siebie wykorzystywać też trzeba zapomnieć. Nie ma wyjątkowych kobiet. Tylko jedne cie potrafią kręcić, drugie nie. Co zabawniejsze te drugie zachowują się rzeczywiście lepiej, bo nie jesteś od nich zależny emocjonalnie. Zakochanie to wielkie gówno dla mężczyzny i prędzej czy później utnie mu jaja. Wymiana dóbr, ale na straconej pozycji która strona jest? Ta co chce tylko jednego dobra, czy ta która chce 500 innych rzeczy i je dostaje, za jedną? Kto jest frajerem? W czasie zakochania popełnia się błędy które świadczą o dalszym przebiegu relacji i to jest czas w którym nie można dać się wykorzystać, naciągnąć (np na ślub, dzieci). Zakochanie zejdzie, poczujesz wolność, przestaniesz racjonalizować sobie że ona jest wyjątkowa i wtedy dopiero wiesz dobrze z kim masz do czynienia. Zaczynasz się brzydzić tą osobą, która jest pier..., traktuje cie jak narzędzie i nie ma już dobrego wyglądu, więc ruchanko sie znudziło, a to za mało by chcieć z tą osobą być. Chyba że sie nie ma wyboru wśród kobiet. Desperacja zastępuje stan zakochania. Podobnie jak niska samoocena. Zakochiwać to sie mogą kobiety, które marzą, marzą i marzą, że przyjdzie ksieciu na białym koniu i zmieni jej życie na lepsze, podniesie samoocenę i inne (czyli go wykorzysta). Jak mężczyzna ma takie podejście to sie srogo zawiedzie, bo kobieta nie daje, tylko bierze... te 500 rzeczy i najlepsze, że ta liczba będzie rosnąć, a co kobieta będzie oferowała to marudzenie i szlabany na seks To będzie jej gra, w której przegrywasz bo masz więcej, dajesz więcej, wymagasz mniej.
×