Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 18.06.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 73 polubień
    Dziś rozpoczynam nowy cykl zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych (oj tak, niektórym by się przydało ) "red radzi, jak wyjść ze spierdolenia". Czyli co robić i czego nie robić aby być odbieranym pozytywnie, nie zamykać sobie życiowych furtek, nie niszczyć własnego wizerunku, nie tracić przy bliższym poznaniu. Są takie rzeczy, które wpływają kolosalnie na nasz odbiór zarówno przez ludzi w ogólności jak i panie w szczególności. Są to rzeczy prozaiczne, jednakże mają one przełożenie na bardzo wiele spraw, na każdej płaszczyźnie naszej egzystencji. Są to rzeczy, których mężczyzna nie powinien robić lub, te których nie powinien zaniedbywać. 7 grzechów głównych mężczyzny 1 Biadolenie - odpowiedzcie sobie na pytanie ilu z was ma manierę biadolenia i skąd nabyli ową cechę? Wielu z was wyniosło z domu rodzinnego, adaptując to od kobiecego otoczenia bądź zniewieściałych mężczyzn, inni nauczyli się iż biadoląc można uzyskać w życiu ekstra bonusy od osób lub instytucji. Źródło problemu jest nieistotne liczy się efekt negatywny jaki ten problem wywołuje w nas samych jak i w naszym otoczeniu. Odbiór przez otoczenie: - po pierwsze biadolący facet dla kobiety = słaby facet, ponieważ jest to cecha typowo reprezentatywna dla jej własnej płci, cecha ta wywołuje pogardę kobiet wobec mężczyzn W tym miejscu przerwę małą przypowieścią. Siedziałem kiedyś w typowo damskim towarzystwie i rozmowa zeszła na temat facetów, znajomych/ rodziny bliższej lub dalszej, którzy zeszli z tego świata z powodu nowotworów. No i panie opowiadały o kolegach, znajomych, wujkach. Szczególne miejsce poświęcały jak panowie radzili sobie z owym nazwijmy to wprost umieraniem. Była kupa pierdolenia typu jakie to straszne dla rodziny, a jak się wszyscy nacierpieli, czemu to tak długo trwało, kara boża bla bla bla... Reakcje pań lekkie zażenowanie, skrywana pogarda (tak tak wiem, jakoś mitycznej kobiecej wrażliwości nie było). Gdy jedna z pań 50+ doszła do opisania przypadku gdy jej kolega, któremu zostały dwa miesiące życia, był pogodzony z losem, wesoły, żartował sobie z własnego stanu. Owa pani zapytała go "przecież umierasz, jak się możesz tym nie przejmować?", mężczyzna odpowiedział "i tak tego nie zmienię, a przynajmniej będę się dobrze bawił aż do śmierci". Oczywiście pani opisała jego buńczuczną postawę, pogardę wobec śmierci, zadziorną minę. Efekt jaki? Wszystkie panie od tych młodych do tych pod 60 z opowiadającą na czele (a było ich około 10 sztuk) wypieki na twarzy, maślane oczka, drżące uda. Oczywiście pierdolenie o tym, jak tak można hamować i ukrywać emocje, że to niezdrowe bla bla bla.... Jednocześnie reakcja na samą myśl o nieustraszonym w obliczu śmierci mężczyźnie, który się nad sobą nie użala wywołuje reakcję mega podniecenia, mimo iż bohater opowieści już od lat wącha kwiatki od dołu. Koniec dygresji. - biadolący mężczyzna to mężczyzna niezaradny z automatu nie jest traktowany przez innych mężczyzn jako osoba, z którą można wejść w spółkę/ robić interesy/ zainwestować w pomysł takiej osoby kasę - biadolący mężczyzna, to osoba, z którą niechętnie spędza się czas, nikt nie lubi smętków Teraz tak stuleje kiedy biadolicie, użalacie się nad sobą i swoimi problemami, wyolbrzymiacie je, gadacie po próżności czyli żeby sobie pogadać, a nie rozwiązać problem strzelacie sobie w stopę i miażdżycie własne jaja w imadle własnego spierdolenia. Panie wami gardzą totalnie w sposób skrywany lub otwarty. Faceci są mniej okrutni i zazwyczaj wzbudzacie u nich tylko lekkie politowanie zmiksowane z zażenowaniem. Biadoląc zamykacie sobie wiele bram życiowych, zarówno tych, które znajdują się między udami pań, jak i tych, które sypią do waszej kieszonki szeklami, dają wam szersze możliwości zawodowe, znajomości pomocne w życiu, możliwości realizowania ważnych dla was projektów. Sami sobie robicie krzywdę. - biadoląc wpajacie sobie i utrwalacie własną nieporadność życiową - zaczynacie gardzić sami sobą - zazdrościcie ludziom, którzy tego nie robią i jednocześnie szukacie pizdowatych usprawiedliwień dla siebie typu "on nie marudzi bo zawsze miał łatwiej w życiu" Więc drodzy stulejarze następnym razem kiedy macie zamiar zacząć biadolić na cokolwiek przypomnijcie sobie maksymę: "facet rozmawia o swoich problemach tylko z innym facetem, tylko wtedy gdy jest przekonany iż rozmówca jest w stanie mu pomóc/ doradzić". Tak, kurwa, nim zaczniecie wylewać z siebie gorzkie żale ugryźcie się w język ewentualnie przytrzaśnijcie sobie jajo w szufladzie, paradoksalnie wyjdzie wam to na zdrowie. 2 Zaniedbanie kondycji fizycznej - tak stulejki, hodowanie kindziuka, zaawansowana lustrzyca nie są ani seksowne, ani dla was dobre. Nie mówię tu o sylwetce modela tylko o sprawności, zresztą Marek niejednokrotnie o tym wspominał. Można mieć normalną sylwetkę lub lekką nadwagę i być przy tym wysportowanym i sprawnym człowiekiem cieszącym się dobrym samopoczuciem i pozytywnie odbieranym przez otoczenie. Tutaj nawet nie będę omawiał jaki daszek nad ptaszkiem ma wpływ na wasze życie społeczne i zdrowie, w tym temacie nie kłamie nawet TVN. W skrócie, jesteś spasiony = jest chujowo. Rozwiązanie tak naprawdę jest tylko jedno MŻ + WR = mniej żryj + więcej ruchu. 3 Lenistwo - tak moi drodzy, wielu z was żyje według zasady "co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego". Odkładanie spraw na później zawsze wraca do was rykoszetem, problemy mają tą tendencję, że się nawarstwiają, kumulują i zazębiają. Niejednokrotnie normalne rzeczy odłożone "na później" zmieniają się w gigantyczny problem, bo zabrakło czasu, bo doszło coś niespodziewanego. Jak masz coś stulejo zrobić, to szereguj to według ważności i załatw w pierwszej kolejności to co najpilniejsze. Jak zarobiłeś trochę hajsu to nie siedź na dupie, aż się skończy i nie wrzucaj na luz. Dalej wykonuj tyle samo pracy, paradoksalnie im więcej czasu poświęcasz na dana pracę tym lepszy się w niej stajesz i po pewnym czasie okazuje się, że to co zajmowało ci 8h robisz lepiej i krócej. Czyli finalnym efektem pracowitości jest: lepszy efekt w krótszym czasie, za więcej kasy. Lenistwo jest natomiast zarzewiem nieszczęść wszelakich. - brak zabezpieczenia przed zdarzeniami losowymi - brak zabezpieczenia na starość - regres na wszystkich płaszczyznach (osobistej, finansowej, duchowej) Więc rusz swoją leniwą stulejo dupę i co masz zrobić dziś, zrób dziś, bez kwękania. 4 Brak szacunku dla własnego czasu - tak wielka wina, największa ze wszystkich. Niech każdy z was sobie pomyśli ile czasu zmarnował na bezwartościowe, nic nie wnoszące do jego życia rzeczy, takie jak robienie za tampon emocjonalny dla loszki, oglądanie spierdolonych seriali czy inne gówno, które absolutnie nic pozytywnego nie wnosi do jego życia, a niejednokrotnie wpaja wypaczone wzorce i mylny obraz rzeczywistości? Policzcie sobie ile godzin tygodniowo marnujecie, policzcie ile rocznie, ile przez dekadę.... I co głupio wam? Nie mówię oczywiście, żeby rezygnować z rozrywek, zwyczajnie należy je dobierać co do rodzaju, ilości i częstości, żeby wynieść dla siebie jak najwięcej przy efektywnym gospodarowaniu czasem. Dodam, że jeśli nie szanujecie własnego czasu to inni też go nie będą szanować. Cały czas będziecie bombardowani cudzymi zdupingowymi problemami, wszak czasu w opinii otoczenia macie nadmiar. Czasu wam nikt nie zwróci. Więc zamiast zajmować się jakimś gównem, zajmijcie się czymś przydatnym. Zamiast gównianej telenoweli, czy "trudnych spraw" obejrzyjcie program popularnonaukowy, przeczytajcie kawałek książki, uczcie się nowego języka. 5 Niezdolność do użycia przemocy - tak mamy XXI wiek, wszędzie się promuje miękkofajskie wzorce zachowań. Jednakże w życiu zdarzają się takie sytuacje, że facet musi użyć przemocy i musi potrafić to zrobić. Owa przemoc nie koniecznie musi być zawsze fizyczna, niejednokrotnie wystarcza sama gotowość do jej użycia, czy zdolność wywarcia presji. Znacie powiedzeni "atmosfera jest tak gęsta iż można ją ciąć nożem", jeśli potraficie wywołać taki efekt na zawołanie to jesteście na dobrej drodze. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, nie każę wam bić się z ludźmi o byle pierdołę, jednakże w życiu mężczyzny są takie chwile gdy trzeba komuś przypierdolić, bądź go zastraszyć aby uniknąć konieczności owego przypierdolenia. Jak jesteście znani z twardości charakteru, nie będzie zbyt wielu chętnych do wystawiania was na próbę i paradoksalnie będziecie mieli w życiu mniej sytuacji konfliktowych i przemocowych od miękkiej fajki. Każdy niezdolny do użycia przemocy, jest w naturze przyporządkowany do kategorii ofiara. Ten typ stworzeń przyciąga drapieżniki. Oczywiście w społeczności ludzkiej pojęcie drapieżnika jest znacznie szersze nie ogranicza się do łobuzów czy bandytów, równie dobrze może być ktoś kto przekręci was na grubsza kasę. Bandyta, czy fizyczny, czy malwersant zawsze typuje słabą ofiarę. Silny może się mścić, może odpłacić krzywdą za krzywdę, słaby raczej nie. Tak więc stuleje, poza dbałością o sprawność ogólną facetowi potrzebna jest umiejętność walki. Większość z was nie jest/ nie będzie/ nie chce być zawodowymi fighterami, to oczywiste. Każdy facet, któremu zdrowie pozwala powinien trenować jakąś sztukę lub sport walki. 2 - 3 x w tygodniu, po półtorej godziny wystarczy. Będą też inne bonusy w postaci wzrostu samooceny, pewności siebie, szacunku otoczenia. << chyba nie trzeba wam tłumaczyć jaki to ma wpływ na wasze życie. I ponownie stulejo, rusz dupę i zapisz się na coś. 6 Oddawanie kontroli - facet, który oddaje kontrolę nad sobą czy kobiecie, czy rodzicom, czy religii, czy ideologii wzbudza w innych szczególne uczucia - kobiety zaczynają takim gościem gardzić - rodzice kontrolują jego życie, najczęściej traktując jako narzędzie do realizacji własnych planów,co najczęściej nie wychodzi na dobre - facet, który daje się kontrolować religii bądź ideologii popada w ślepy fanatyzm, lub co gorsza brnie w fanatyzm mimo wewnętrznych wątpliwości Tutaj dam wam przykład. Pan Terlikowski, człowiek znany, inteligentny, odniósł sukces zawodowy jednakże oddał całkowicie swe życie i poświęca energię na walkę o przywileje korporacji religijnej. Teraz zastanówcie się jakie w was uczucia wzbudza Pan Terlikowski? Mimo licznych osiągnięć, niezbyt pozytywne. Pozytywne uczucia wzbudza jedynie w obrębie własnej grupy nastawionej na realizację tych samych celów, i te pozytywne uczucia są wynikiem wysokiej pozycji, jaką zajmuje w tej grupie. Reszta świata, cóż ..... Nigdy, przenigdy nie oddajcie lejców. Wasze życie ma być kontrolowane przez was, w pierwszej kolejności ma służyć realizacji waszych celów i pragnień. Można być religijnym, można popierać jakąś ideologię, można szanować rodziców i chcieć spełnić ich pragnienia. Wszystko to jest ok, ale tylko do momentu, gdy nie przesłania wam większego obrazka, którym jest wasze osobiste szczęście i życie w zgodzie z samym sobą. Oddawanie kontroli bywa kuszące, ponieważ często wiąże się z przeniesieniem odpowiedzialności za własne niepowodzenia na osoby trzecie. Jednakże skutkami oddania lejców będą wasze problemy, a to że obwiniać będziecie o nie innych wcale nie poprawi waszej sytuacji. Tak więc, bądź facetem i nigdy nie przedkładaj cudzego szczęścia nad swoje, cudzych celów nad swoje, cudzych potrzeb nad swoje. 7 Zaniechanie - czyli nie podjęcie istotnych działań z błahych powodów, często natury czysto emocjonalnej, takich jak: strach przed odrzuceniem, przed reakcją otoczenia, wygodnictwo, spychologia problemów, obawa przed porażką, obawa przed konsekwencjami. Zaniechanie to przyczyna gigantycznych nieszczęść życiowych. - nie chciałem intercyzy bo moja myszka źle się poczuje - nie sprawdzam swojej myszki, bo jest inna niż wszystkie i mnie nie zdradzi - ne złożę pozwu, bo przegram - nie pomogę przyjacielowi, bo mojej myszce się to nie spodoba - nie wezwę karetki do leżącego człowieka, bo śmierdzi alkoholem i wszyscy go ignorują - on/ ona zrobiła coś złego ale podaruję, bo mam miękką dupę I tak można mnożyć przykłady sytuacji w tysiące. Później konsekwencje prawne, zdrowotne, finansowe, utrata bliskich przyjaciół czy gryzące sumienie. Metoda jest tylko jedna, jeżeli możesz coś zrobić, aby uniknąć przykrych dla siebie konsekwencji, to zrób to, miej prosty kierunkowskaz WŁASNE DOBRO I WŁASNE POCZUCIE PRZYZWOITOŚCI. Tak stulejki wyjście ze spierdolenia to droga długa i kręta. Kierunkowskazy już macie, nie wyjebcie się na zakręcie
  2. 56 polubień
    TL;DR: Trochę spostrzeżeń na temat randek z naszymi kochanymi kobietami - dlaczego bywają nudne, ona nie odbiera telefonu albo czemu to nam nie chce się zadzwonić. Zebrane przez lata i morze zlewek, olewek i kilka "sukcesów". Do czytania raczej dla tych na poziomie "beginner" / "medium", lepszych ode mnie zawodników (a takich na forum mamy) proszę o swoje uwagi (w tym krytyczne) oraz wnioski. Czy powinienem to czytać? Po pierwsze - lubię kobiety. Ich towarzystwo, śmiech, miny, przekrzywianie głowy i dziecięce miny kiedy czegoś nie rozumieją, udawanie idiotki gdy chcą coś osiągnąć. Mam do tego słabość. Panie ceniłem nawet wtedy, gdy były dla mnie czymś nieosiągalnym - po prostu mnie do nich ciągnęło. Z takiej perspektywy piszę, to co poniżej. Jeśli nienawidzisz kobiet, masz do nich żale i pretensje, urazy, buldupizm albo jeszcze nie pogodziłeś się z ich prawdziwą naturą - szkoda Twojego czasu na ten tekst. Po co to napisałem? Patrząc z perspektywy czasu na pewne wydarzenia, muszę szczerze powiedzieć, iż nie kojarzę żadnego innego faceta poza piszącym te słowa, u którego stopień kumulacji błędów w relacjach damsko-męskich, a już szczególnie na tzw. "pierwszych randkach" byłby tak olbrzymi. To zabawne, przypomnieć sobie co człowiek wyrabiał na randkach w wieku 19-21 lat, kiedy wreszcie udało mu się wybłagać jakąkolwiek samicę, żeby się z nim umówiła. Skala błędów, zaniedbań i żenady z mojej strony musiała wywalać w kosmos tym dziewczynom "frajerometry" zamieszczone w ich głowach oraz całkowicie betonować, w stosunku do mojej osoby, części ciała znajdujące się duuuużo niżej Doskonale pamiętam te młodzieńczo-prawiczkowe rozkminy dlaczego koledzy już dawno "kogoś mają", sypiają z kim chcą (tak mi się wtedy wydawało - ) no i najważniejsze - czemu kobiety w których się "zakochiwałem" miały mnie kompletnie w doooopie Uważam, iż jest to jedno z najfajniejszych doświadczeń jakie przyniosło mi moje życie - pozwoliło najpierw przejść totalną załamkę, następnie zacząć zadawać pytania o co tu chodzi, zdiagnozować przyczyny problemu by później zająć się ich rozwiązywaniem. Po co to piszę? Ponieważ widzę na forum, a także w moim bliższym i dalszym otoczeniu masę chłopaków, którzy straszliwie miotają się w swoim życiu prywatnym - są oni mniej więcej w tym samym miejscu gdzie byłem i ja. Nie każdy ma na tyle dużo silnej woli i samozaparcia, żeby szukać samemu - duża część z nich popada w depresję, ładuje się w kiepskie związki z kobietami znacznie poniżej ich możliwości byle tylko "kogoś mieć". To cholerny błąd, mogący zrujnować życie. Zawsze ale to zawsze miejcie standardy i wymagajcie. Szczególnie od kobiet. Abyście jednak mogli stawiać ramy znajomości, musicie najpierw zrozumieć i nauczyć się, pewnych rzeczy. Jeśli macie otwarty umysł i potraficie myśleć próby rozumienia, studiowanie i przede wszystkim ćwiczenie dynamik socjalnych staną się jedną z najbardziej fascynujących przygód Waszego życia. Tym najinteligentniejszym z Was już powinna się zapalić lampka, iż przydają się one nie tylko do randkowania.... Podstawa - mindset Mój ogólny mindset znajdziesz w tym poście: Jeśli tego nie czytałeś warto, dla zrozumienia całości niniejszego postu. Ogólna zasada - wszystko co jest tu opisane nie zadziała, dopóki w Twojej głowie nie będzie poukładane w należyty sposób. Najprościej zrobisz to interesując się książkami Marka - "Stosunkowo dobry" oraz "Kobietopedia" - bo to one, w moim przypadku, stanowiły cegiełkę zamykającą obwód. Jednak mój umysł, w kontekście konwersacji i randkowania z Paniami ukształtował pewien człowiek i jego książka - Juggler i "Conversational Jujitsu". Polecam Wam ją serdecznie - googlujcie. To, co jest w niej najpiękniejsze to sama idea, jaką propaguje autor (w ramkach moje wolne tłumaczenia oryginału): Powtórzę abyście dobrze zrozumieli - idąc na randkę z kobietą nie macie żadnego zadania i spinki na cokolwiek. Już dawno mieliście seks, osiągnęliście to co chcecie, a teraz macie się dobrze bawić. Tak WY macie się dobrze bawić, ponieważ Wasze podejście do życia polega na posiadaniu dobrego stanu umysłu, do którego to Wy dopuszczacie kobietę. Czy zdajecie sobie sprawę, iż już w tym momencie "jedziecie pasem autostrady zakazanym dla zwykłych użytkowników" omijając wszystkie światła, korki i bramki opłat? Zakładając, iż większość społeczeństwa, a kobiet to pewnie 99,99999999% miota się w swojej egzystencji, nie wiedząc czego chce, w tym punkcie jesteście unikatem. Podchodząc do tego w taki sposób "kradniecie ramę" kobiecie - te dziesiątki randek na których wcześniej była (a jak jest atrakcyjna to setki) przebiegało według schematu: napalony na nią facet nie potrafiący opanować chuci -------> próby zaimponowania kasą / pozycją społeczną / wyglądem / inteligencją -------> jej znudzenie powtarzanym schematem -------> oszacowanie czy warto dać d.py (geny (wygląd) + zasoby (kasa)) -------> olewka / dopuszczenie samca. Zastanówcie się teraz jak wielki mindfuck zrobicie danej kobiecie, jeśli nie będziecie chcieli od niej nic, a będzie po Was widać, iż w każdej chwili na jej miejsce znajdą się inne? O "lewarowaniu" (czyli podnoszeniu swojej atrakcyjności poprzez otaczanie wianuszkiem kobiet) poprzez "zostańmy przyjaciółmi" przeczytacie tu: Dlaczego ona zgodziła się na spotkanie? Przyczyn jest kilka, są one łączne / rozłączne i warunkują jak silną masz pozycję przetargową: 1. Wybłagałeś spotkanie - zakończ czytanie tego manuala i daj sobie na ten moment spokój z kobietami - ogarnij mindset 2. Jesteś tzw. "dobrą partią" - kasa / rodzice / pozycja społeczna/ wygląd - zakamuflowana forma prostytucji - po prostu masz szansę mieć prostytutkę w formie dziewczyny / żony z opcją iluzji "własności" - jw - wbrew pozorom nawet chyba gorzej, bo jeśli masz słaby mindset "wpadniesz" w LTRa z babą-pijawką 3. Jest znudzona i masz jej urozmaicić czas - czytaj manual dalej 4. Podobasz jej się (najczęściej / jest zaintrygowana) - jw. Sytuacja 3 łatwo może być zmieniona w 4 oraz ma dużo większy potencjał na ONS (jednonocny seks) niż LTR (związek). W każdym bądź razie - na wstępie możesz podnieść swoją samoocenę - nie odrzucasz danej kobiety i minimum kapitału jaki posiadasz to "akceptowalny". To już dużo, a Twoje podejście spokojnie sprawi, iż przesuniesz się do "pożądany" - nie muszę Wam tłumaczyć co to oznacza Co muszę ogarnąć przed randką? Po pierwsze - siebie. Uruchomcie wyobraźnię i pomyślcie co ma w głowie nakręcona na faceta kobieta. Po pierwsze spojrzy na Wasze dłonie - czy są czyste, czy macie wypielęgnowane paznokcie i czy nie są popękane. Dlaczego - z prostego powodu - ona już wyobraża sobie, że będziecie nią nimi dotykać. Kolejna sprawa - usta - nie mogą być suche i popękane - "przecież on za chwilę będzie mnie nimi całował, a ja chcę komfortu!". Z tego samego powodu liczą się Wasze zęby i oddech - jeśli ona poczuje stamtąd czosnek lub inną "perfumę" - żegnaj Po drugie - ciuchy i buty. Mają być czyste i dopasowane do Waszej sylwetki. Dobra metka ale źle leżącą szmata to kaplica. Tak samo z brudem i smrodem potu. Takim ubraniom stanowczo dziękujemy. Musisz zdać sobie sprawę, iż kobieta widzi Cię przez pryzmat ewentualnego spojrzenia jej znajomych / rodziny / ludzi na których jej zależy i ich reakcji na Waszą dwójkę trzymająca się za ręce. "Czy ja będę się wstydzić za jego obcisły, różowy sweter podkreślający wydatny bęben? A może moje koleżanki wyśmieją jego koszule w kratę i bojówki, skoro jest 50kilowym suchoklatesem"? Zrozumcie - dopasowane i dobrze dobrane ciuchy dodają Wam spokojnie +1-2 do SMV i pozwalają na wykreowanie swojego wizerunku w sposób, na jaki liczycie. To nie jest miejsce na poradnik modowy ale - jeśli macie 20 lat nie ubierajcie się jak 50 latek, a mając 40 jak 20 latek. To śmieszne i zamiast dodać Wam lansu wystawia tylko na pośmiewisko. A i jeszcze jedno - nie ubierajcie dopiero co kupionych ciuchów / butów które nie wiecie czy są wygodne / nie obcierają. Po trzecie i najważniejsze - logistykę. To Wy macie się czuć komfortowo i przede wszystkim panować nad sytuacją. Jeśli umawiacie się w jakiejś knajpie / kawiarni (a tak to zazwyczaj przy pierwszym spotkaniu wygląda) to przede wszystkim: 1. To Wy wybieracie miejsce. Nie dajcie sobie nigdy narzucić miejscówki, gdzie będziecie się czuć niepewnie, obco i nieswojo. Prosty przykład - nie umiecie tańczyć - nigdy nie umawiacie się na randkę w miejscu, gdzie można to robić. 2. Przed spotkaniem idźcie do tej knajpy i sprawdźcie czy w danym dniu są tam wolne miejsca. W razie potrzeby rezerwować. Nie ma większej lipy niż zonk w postaci konieczności szukania "na siłę" miejscówki bo "na mieście tłok". 3. Knajpa w której się spotkacie musi zapewniać: - wyszynk ( ) satysfakcjonujący obie strony - lipny browar, słaba kawa, kiepskie żarcie nie grają na Twoją korzyść bo zepsują twój stan. Warto zapytać, jeśli idziecie na jedzenie, czy nie jest na coś uczulona - szkoda czasu na zbędne spiny. - komfort rozmowy - to musi być miejsce, gdzie nie będziecie się przekrzykiwać ale też nie będziecie szeptać aby inni Was nie słyszeli - intymność - miejsce gdzie siedzicie nie może jej krępować przed pocałowaniem się z Tobą / przytulaniem - możliwość kontaktu fizycznego - idealnie, jeśli siedzicie koło siebie, a nie naprzeciwko. W tym momencie masz pełen dostęp do jej ciała i możesz bez przeszkód "kinetyzować" czyli pokazywać jej, że nie boisz się dotyku oraz jest dla Ciebie atrakcyjna - rozsądny rachunek i standard - to nie może być melina w której lubisz nawalić się z kumplami ale też nie możesz wydać majątku. Klasa i rozsądek. Po czwarte - czas. I to rozumiany dwojako. Godzina i dzień spotkania - z moich obserwacji wynika, iż warto umawiać się między 18 a 20, szczególnie w środku tygodnia. W rozmaitych przybytkach ludzi jest wtedy dużo mniej, atmosfera intymności i rozmowy o wszystkim jest dużo lepsza. W dużych miastach odradzam randkowanie od czw do sob po 20.30 - kupa ludzi, często pijanych i przeszkadzających. Warto również wykorzystać niedzielę - popołudnie to niezłe combo na pustą knajpę, a następnie spacer. Twój czas - jak już wspomniałem to Ty masz się fajnie bawić, a seks już mieliście. To jak spotkanie z kumplem - nudzi to idziesz do domu. Każdej nowo poznanej kobiecie dajesz na wstępie 45-60 minut i jeśli Cię nuży, kulturalnie się żegnacie. Jeśli laska jest interesująca - "kupuje" u Ciebie czas - za każdym razem 30 minut. Nie bój się kończyć spotkania. To wręcz Twój obowiązek powiedzieć, w najciekawszym momencie - ok, to co idziemy - i patrzeć co ona zrobi Pro tip - ustawcie sobie budzik w telefonie sygnałem dzwonka na 45 minut Jak zadzwoni, a Wam będzie przykro, że to już oznacza to, iż jest fajnie Na godzinę przed spotkaniem Jesteście już ubrani i przyszykowani jak należy, ciuchy na dupie, a twarz, jak i ciało umyte. Zestaw mini na randkę to: 1. Portfel z zapasem $$$ 2. Gumy do żucia / odświeżacz oddechu 3. Prezerwatywy (żeby nie było miotania się w przypadku ONS) 4. Chusteczki higieniczne - dla niej lub dla Ciebie - zawsze mogą się przydać 5. Chusteczki do przetarcia obuwia 6. Jeśli zbiera się na deszcz - parasol - +5 do atmosfery kiedy ją pod niego weźmiesz 7. Telefon z wykasowanymi zdjęciami eks i innych dup (ewentualnie na tapecie ale to już wyższa szkoła jazdy i podpada pod lewarowanie innymi kobietami oraz podnoszenie SMV w ten sposób, jeśli jesteś beginner odpuść) 8. W przypadku zimy - pomadka do ust - niech Broń Boże nie będę popękane / suche. To samo tyczy się dłoni Przed samym spotkaniem idziesz na miejsce gdzie się umówiliście i sprawdzasz czy knajpa na bank jest otwarta, a jeśli nie w trybie awaryjnym obczajasz zapasówkę (masz taką, no nie?). Jeśli wszystko gra oddajesz się jakimkolwiek zajęciom i sþóźniasz 2-3 minuty Nie czekasz jak setki innych psów na nią ale też nie buraczysz olewając. Jeśli pisze, że się spóźni odpisz, iż to dobrze bo Ty też Na "ostatniej prostej" odwiedzasz jakiś sklep z ciuchami (w ostateczności witryna sklepowa wystarczy) i sprawdzasz w lustrze, czy wszystko ok z wyglądem. Jeśli jest zimno - łapy chowasz do kieszeni aby się zagrzały. Za chwilę ją dotkniesz i dłonie MUSZĄ być ciepłe, a nie zimne. Pierwszy dotyk = kotwiczenie skojarzenia = coś miłego. Let the party begin To mój ulubiony moment - Ty dostrzegasz ją, a ona Ciebie i.... zaczynamy Podchodzisz pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach, mówiąc "cześć" i od razu całując dziewczynę w policzek. To cholernie ważne bo komunikujesz jej, że Ci się podoba, nie boisz się kobiet i ogólnie jesteś śmiałym gościem. Ona może zareagować różnorodnie - od oczu "splażowanego królika" po lekki wnerw - to nie ma znaczenia - masz wzbudzić emocje już teraz. Dodatkowo, jeśli laska oprze się o Ciebie podczas pocałunku to bądź pewien, że.... musisz się teraz dużo natrudzić, aby to spieprzyć Następnie kładziesz jej rękę na lędźwiach (ale nie na tyłku) i delikatnie naprowadzasz na stronę świata w która będziecie się przemieszczać. Zaczynasz rozmowę od waty (co u Ciebie) ale warto abyś rzucił jakiś żart dotyczący swojego wyglądu świadczący o dystansie do własnej osoby itp. Ewentualnie, jeśli jest to kobieta o naprawdę wysokim SMV możesz ją od razu lekko zanegować "kurde, dobrze Ci w blond (a jest szatynką )". Jeśli pada - parasol Jeśli zdarzyłoby się, że natrafiacie na tłum ludzi to nie puszczasz jej przodem tylko łapiesz za rękę i prowadzisz pierwszy - jak wyjdziecie nie puszczasz od razu tylko odczekujesz ułamki sekund i sprawdzasz czy sama puści dłoń czy Ty to zrobisz Wchodzicie - otwierasz drzwi, bierzesz od niej kurtkę, podsuwasz krzesło. Jesteś zdecydowanym gościem, znającym swoją wartość ale gentlemanem. Ona to doceni. Obsługę traktujesz z szacunkiem ale stanowczo, jeśli kelner/ka nie podchodzi długo idziesz i to załatwiasz ale bez robienia boruty. Klasa w połączeniu z poczuciem siły. Nie upijasz się, nie przejadasz - cel to ona nie melanż czy najedzenie. Klik klak albo dziękujemy O czym będziecie rozmawiać zależy od Ciebie - pamiętaj jednak o pewnej fajnej regule "na początek": Opowiem Wam coś śmiesznego - umawiałem się kiedyś z pewną kobietą, która na 2 pierwszych randkach wydusiła z siebie kilka zdań. Coś mi tu śmierdziało - kinetyzowanie było mega, ona sama chciała zostać dłużej ale... cisza. Kiedy zaczęliśmy się spotykać "regularnie", a okazała się mega gadułą, zapytałem ją o to - odpowiedziała - "po prostu tak mnie onieśmielałeś"... Zrozum - jako facet, bardzo często będziesz musiał "odwalić za Was dwoje" tę część roboty. To, że ona się nie odzywa nie oznacza, że nie jest Tobą zainteresowana. Podobnie można odebrać ewentualne docinki i drażnienie się. Często to shit testy (babka ma wyższe SMV niż Wy albo nakićkane pod kopułą) ale nie zrażajcie się tym - odbijajcie ile wlezie (w chwili wolnego napisze kiedyś manuala o tym jak to przeramować, i zamiast odbijać, zmienić w shit testy dla niej ). Zasada numer 1 brzmi - macie się dobrze bawić. Jeśli laska jest nudziarą albo zblazowaną atencjuszką - po 45 minutach kulturalnie się żegnacie. Żadnego wyzywania, krzywych uwag itp. Nawet jeśli ona to robiła, Wy pozostańcie niewzruszeni Konwersacja ma przebiegać wedle schematu klik (Ty) - klak (Ona) - wszystko ma grać jak w zegarku O czym rozmawiać, a o czym nie, i kiedy ona skreśla samą siebie? Zachowania kobiety, które upoważniają Was do natychmiastowego przerwania spotkania: 1. Ona się spóźnia powyżej 10 minut i nie tłumaczy dlaczego 2. W wyraźny sposób gapi się na innych gości przy Tobie - mówisz - "posłuchaj, ja Cię szanuje i przyszedłem dla Ciebie, nie gapię się na inne kobiety i poświęcam Ci 100% uwagi, wymagam tego samego od Ciebie albo szkoda naszego czasu" 3. Mówi "mam mało czasu" w sposób dający do zrozumienia, iż Cię lekceważy, a nie jest tak naprawdę - dwa wyjścia - "Nie ma problemu" - wołasz kelnera, płacisz za siebie i wychodzisz - jeśli jej się podobasz wybiegnie za Tobą i zacznie przepraszać, jeśli nie to zostanie sama z burakiem na twarzy - ludzie będą widzieli co się stało i to ją dobije 4. Przyszła w brudnych ciuchach / bez makijażu etc. - jeśli nie jest świeżo z pracy itp. to nic jej nie tłumaczy. Możesz opierdolić od razu - chyba, że wiesz, że ma taką stylówkę i się na to godzisz. Żelazna zasada - zainteresowana Tobą kobieta o 24 po 24 h harówki odwali się w miniówę i przyjdzie w makijażu podkreślającym jej urodę. Ona wie, że wiele zależy od jej wyglądu i nie pozwoli na to, żebyś nie dostrzegł wszystkich jej walorów w tym względzie. O czym nie rozmawiać? 1. Polityce 2. Religii 3. Pieniądzach (to pokazuje Twój strój i dodatki)' 4. Byłych / przyszłych 5. Sprawach depresyjnych / narzekanie etc. O pracy możesz pogadać ale bez spiny, że Ty to ho ho ho ewentualnie prezentując ją w jakiś interesujący / zabawny sposób. Pamiętaj - po 45 minutach zadajesz sobie pytanie - jest fajnie, dobrze się bawisz itp. TAK / NIE i konsekwentnie podejmujesz właściwą decyzję. A co jeśli Pani zasłużyła na drugie spotkanie? Ok - było fajnie. Żegnasz się całując z daną Damą ale tym razem celujesz w usta. 90% odwróci głowę i da policzek - nic się tym nie martw Naturalne zachowanie ponieważ jedziesz totalnie po bandzie Kiedy dzwonić / pisać smsa? Najwcześniej następnego dnia wieczorem najpóźniej dwa dni później również pod wieczór. Nie jesteś wtedy natarczywy, dajesz jej dreszczyk emocji oraz szansę żeby napisała pierwsza Jeśli spuszcza Cię w kiblu kulturalnie dziękujesz za spotkanie i nic się nie martwisz A więc jesteście sobą zainteresowani Druga randka oznacza, iż jesteś z "biorących" przy tym egzemplarzu. Tu już nie ma się co krygować i furtkę do swojego świata, uchyloną na 1 randce, otwierasz całkowicie. Po pierwsze - miejscówka. Daj jej emocje. Mega emocje. Gdzie? - cokolwiek co da Wam obojgu frajdę. Ona ma lęk wysokości albo nie umie czegoś, co Cię pasjonuje - właśnie o to chodzi Jeden warunek - musisz się na tym znać / czuć z tym komfortowo. Wszystko, co pokazujesz jej nowego ma być przez Ciebie wyszlifowane na maksa. Masz prowadzić i pokazać, iż zabierasz ją w totalnie nowe dla danej kobiety rejony, dając jej poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim, możliwość oparcia się na Tobie. Propozycje miejscówek: 1. Miejsca widokowe w Twoim mieście 2. Miejsca gdzie wspólnie coś zrobicie - polecam manufaktury słodyczy, gdzie razem z osobami tam pracującymi połączycie "wspólne" ze "smacznym" 3. Miejscóweczki za miastem - zamki, parki widokowe etc. 4. Kino - ale horror / akcja - wszystko co spowoduje, że ona się przestraszy / przejmie i będzie się przytulać / chciała umieścić dłoń w Waszej dłoni. Zresztą - kombinujcie Po drugie - kinestetyka. Tu już się w ogóle nie krępujcie. Na "dzień dobry" celujecie w usta, na spokojnie możecie na chwilę objąć etc. 0 macania i nachalności ale kinetyzujcie ile wlezie i badajcie jej reakcje. trick z tłumem można wykorzystywać do woli Po trzecie - zbudujcie kompletny wizerunek Telefon służy nie tylko do dzwonienia. Mają być na nim foty, które właśnie teraz razem oglądniecie, a które pokażą, iż jesteście fajnym, wyluzowanym i mającym ciekawe życie gościem. Jakie to mają być zdjęcia - takie, które opowiedzą Waszą historię. Mechanik - fajny, zabytkowy samochód. Weterynarz - ratujecie psa. Matematyk - fajna i śmieszna łamigłówka logiczna. Itd itp. To już jest zazwyczaj szach i mat, bo po "daniu emocji" pokazujecie się jako naprawdę fajny gość Było trudno no nie? Bawcie się dobrze i pamiętajcie, że to Wy tym zarządzacie, wy stopniujecie, a seks jest już dawno za Wami Kilka słów podsumowania 10 przykazań randkującego samca: 1. Cokolwiek się nie stanie jesteś wartościowym człowiekiem zasługującym na szacunek i odpowiednie traktowanie 2. Ładna buzia i zgrabny tyłek nie tłumaczy kobiecego chamstwa i gburowatości 3. Seks już był. Teraz spotkałeś się z kolegą o bardziej wydatnej klatce piersiowej 4. Nie jesteś desperatem - nie ta, to inna. 5. Cokolwiek się nie dzieje, zachowujesz klasę i kulturę 6. Na randce masz się dobrze bawić - nie jest tak - idziesz do domu bez względu na jej urodę 7. Szanujesz swój czas i swoje pieniądze 8. Nie jesteś zadufanym w sobie bucem 9. Dajesz to co najlepsze i oczekujesz tego samego 10. Chcesz mieć najlepsze kobiety - sam bądź najlepszym mężczyzną. SMV można oszukać tylko trochę A przede wszystkim.... baw się i nie traktuj relacji damsko-męskich jako śmiertelnie poważnej gry PS Zdaję sobie, iż jest to tylko "liźnięcie tematu" ale początkującym powinno trochę rozjaśnić w głowie. Zapraszam do dyskusji, krytyki i pytań
  3. 39 polubień
    Nie sugerujcie się tytułem, nie będzie to rozkmina o telenoweli ...... W dniu wczorajszym w stadninie będąc spotkałem swoją pierwszą miłość. Byliśmy razem przez 2 lata (3 i 4 klasa liceum). Nie widzieliśmy się od lat 14. Było to ajlowiu że hej świata poza sobą nie widzieliśmy, wielkie plany, wspólna przyszłość, dzieci itp. Oczywiście obydwoje zawrotna kariera zawodowa ..... Dziewczyna za młodu była ogarnięta umysłowo (jak na kobietę oczywiście), niepijąca, niepaląca, zdrowo się odżywiająca i wysportowana (gimnastyka artystyczna). Była działaczką społeczną, promowała zdrowy styl życia, organizowała różne akcje, "palenie zabija", "jak zdrowo gotować" itp... do tego prymuska, ulubienica nauczycieli, można by rzec królowa balu Gdy poszliśmy na studia do różnych miast , jakoś rozeszło się samo, poznaliśmy nowych ludzi, zmienił się punkt widzenia. Poznałem smak innych cipek Jak miała 22 lata poznała na studiach jakiegoś gościa i zaobrączkowała go, od tego czasu nie widziałem jej ani razu, przeprowadziła się do Poznania. Wiem że bywała u rodziców na święta, ale jakoś nie spotkaliśmy się przez te lata. Wczoraj gdy wybrałem się na koniki, patrzę i oczy przecieram, na barierce padoku siedzi ona, tylko jakby trochę inna. Moja pierwsza miłość w jednej ręce snickers w drugiej cola, spodnie jakby "trochę" przyciasne i bluzeczka przykrótka, fałdki się wylewają ze spodni...... Zauważyła mnie i się zaczęło ochy i achy jak się dawno nie widzieliśmy , jak to nic się nie zmieniłem, co porabiam zawodowo i prywatnie co tam u mnie, czy kogoś mam? Koleżanka zabrała ją na koniki..... Wyprowadziłem konia zacząłem szczotkować, dałem marchewkę (niech ma rekompensatę w końcu wraz ze mną musiał słuchać tego słowotoku). Powolutku nie śpiesząc się, wyczyściłem kopytka, zarzuciłem derkę (cały czas prowadząc konwersację - z kobietą nie koniem). Zostałem uraczony historią, jak to po urodzeniu pierwszego dziecka zaczęła mieć problemy zdrowotne i musiała przestać ćwiczyć. Później miała pierwszy kryzys małżeński, bo mąż "dużo wyjeżdżał służbowo i mnie zaniedbywał". Okazuje się że 4 lata temu urodziła drugie dziecko i mąż nie jest tatusiem , bo "miałam chwilę słabości, jak nam się nie układało, potrzebowałam bliskości i tak naprawdę nie byłam pewna czy to jego czy kochanka i myślała że jego bo podobne". Czyli facet chował nie swoje dziecko przez 4 lata. Oczywiście mąż był nieświadomy że nie jego, a jak sprawa niedawno wyszła wniósł sprawę o rozwód..... No i przyjechała w rodzinne strony wypłakiwać się rodzicom i dawnym znajomym, których widywała przez ostatnią dekadę tylko na pejsbooku czy innych NK..... bo wiadomo w środowisku gdzie mieszkała ostatnie lata po takiej akcji jest spalona. Oczywistą oczywistością jest że wina nie jej, tylko męża i niech teraz płaci na dzieci (oboje, nie swoje też), bo to on ją pchną w ramiona innego i jest generalnie całym złem tego świata i jak mógł księżniczce nie wybaczyć i nie chować cudzego potomka..... Na koniec stwierdziła, że nie wie jak ,mogła dopuścić żebyśmy się rozstali, przecież tak bardzo się kochaliśmy i to ja powinienem być teraz jej mężem bo byłem jedyną prawdziwą miłością jej życia... największą ze wszystkich. Akurat skończyłem siodłać konia, włożyłem nogę w strzemię, jednym płynnym ruchem zasiadłem na wierzchowcu i patrząc z góry (naprawdę z góry, koń rasy śląskiej i na dodatek wyrośnięty w chuj) omiotłem ją spojrzeniem. Słowa same wypłynęły z mych ust "teraz widzę że ty była byś największym błędem mojego życia" (specjalnie wyraźnie podkreśliłem słowo największym, żeby dotarło do niej że mówię o tych 25 kilogramach nadwagi). I dotarło, zobaczyłem najpierw zdumienie, później łzy w oczach, po chwili nienawiść.......... I rycerz obrócił konia i odjechał w siną dal śmiejąc się głośno z poczuciem nie kłamanej satysfakcji, koń wtórował rycerzowi wesołym rżeniem (inteligentna bestia). Rycerz nie spojrzał ani razu za siebie (mimo iż obawiał się o akt zemsty w postaci porysowanego BMW), śmiał się długo i szczerze.
  4. 38 polubień
    Dziś w cyklu red bawi i uczy zaprezentuję braciom przypadek babskiego skurwysyństwa, mściwości i degeneracji, który obiegł cały świat. Rzecz miała miejsce w roku 2014, z perspektywy dnia dzisiejszego można opisać jak to wyglądało i jak się skończyło. Dodam tylko, że przypadek nie jest odosobniony, podobny miał miejsce w Kanadzie z przedstawicielką tego samego zawodu w roi głównej. Ale skupmy się na opisywanym przypadku, materiał filmowy. Pani na filmie jest obrońcą/ adwokatem, we wcześniejszych latach, przed ukończeniem studiów prawniczych i podjęciem pracy w zawodzie była prowadzącą w rozgłośni radiowej, dość popularną dodam. Tak więc paniusi zachciało się amorów z panem taksówkarzem, sytuacja jak z kiepskiego pornola. Ściągnęła majtki zaczęła się dobierać do rozporka. Pan kierowca kategorycznie odmówił, był napastowany przez kilka minut, w końcu udało mu się usunąć natrętną pasażerkę z auta. Cała sytuacja byłą by śmieszna gdyby nie była straszna. Odrzucona paniusia zareagowała bardzo gwałtownie, zgłosiła na policji iż była molestowana przez kierowcę ! (czyli sytuacja dokładnie odwrotna niż w rzeczywistości). Wykorzystała swoje kontakty zawodowe żeby nieszczęśnika zniszczyć, za to, że jej nie wyruchał. I tu mamy potwierdzenie prawdziwości przysłowia "Kobieta jest jak szansa, niewykorzystana mści się". Nieszczęsny facet został aresztowany, postawiono mu zarzuty i miał pozostać w areszcie, aż do rozprawy - ze względu na wagę zarzucanych czynów. W czasie gdy odpoczywał w celi, paniusia uruchomiła kontakty w mediach i puszczona audycję o TAKSÓWKARZU WIELOKROTNIE NAPASTUJĄCYM KOBIETY. Temat podłapała prasa, lokalna TV, radio zapowiedziało cały cykl programów na jego temat, w tym wywiady z licznymi poprzednimi ofiarami ! Facetowi zawieszono licencję na okres wyjaśnienia sprawy, nie mógł pracować przez 7 miesięcy. Został oczerniony, stracił środki do życia z powodu kłamstwa niedoruchanej kobiety. Paniusia nie wiedziała, że pan nagrywał całą akcję, kiedy pojawił się obrońca tego pana z nagraniem pana wypuszczono. A pani postawiona liczne zarzuty. Na szczęście USA to jeszcze kraj prawa i wolnych ludzi. Na chwilę obecną, otrzymała karę pięciu lat więzienia za napaść na tle seksualnym, złożyła apelację, aczkolwiek czarno to widzę. Dostała zakaz wykonywania zawodu również na 5 lat. Oczekuje również na rozprawę za składanie fałszywych zeznań, gdzie prokurator domaga się kolejnych 5 lat (wyroki nie będą odbywane jednocześnie więc będą się sumować :p). Policjanci, którzy dokonali zatrzymania taksiarza zostali zawieszeni, postawiono im zarzuty aresztowania bez podstaw prawnych, bezprawnego umieszczenia w areszcie i porwania Tak się skończyło białorycerzenie mundurowych, którzy zamiast sprawdzić fakty, uwierzyli na słowo i zawinęli gościa. I oczywiście polecą sprawy o odszkodowanie przeciwko sprawczyni, ale także przeciwko miastu i stanowi. Więc zakończyło się dobrze dla faceta. Teraz bracia pomyślcie, jeśli kobieta jest w stanie zrobić coś takiego facetowi, którego nie zna i tylko za to, że odrzucił jej propozycję seksualną? Co jest w stanie zrobić wam, jeśli jest z wami związana = wzbudzacie w niej jeszcze silniejsze emocje? Rozkmińcie to sobie. I pomyślcie, czy przyszło by wam do głowy mścić się na przypadkowej lasce, za to że nie poszła z wami do łóżka? Raczej sobie tego nie wyobrażacie, prawda? Popatrzcie w jaki sposób kobiety wykorzystują pozycję zawodową i wpływy, do manipulowania i niszczenia innych ludzi, jest to symptomatyczne, zapamiętajcie to sobie. W sumie zniszczono życie trzech facetów, taksówkarza, dwóch białorycerzy + narażono na znaczne koszty miasto i stan, czyli płatników podatków, wszystko z powodu babskiej zemsty. Jak wspomniałem analogiczny przypadek miał miejsce w Kanadzie, tyle że tam taksówkarz pokazał film od razu po przewiezieniu na komisariat i paniusi postawiono również zarzuty napaści seksualnej i wniesienia fałszywego oskarżenia, sprawa kanadyjska jest świeża, jeszcze się nie zakończyła. W obu przypadkach kobieta adwokat. Więc nie myślcie iż kobieta lepiej sytuowana i wykształcona jest również lepsza moralnie od tej biednej prostaczki z plebsu, nie to takie same kłamliwe prymitywne zwierzątka, które reagują na te same bodźce w określony sposób. Jedyna różnica tkwi w tym iż lepiej sytuowana ma większe możliwości, żeby dojebać swojej ofierze.
  5. 37 polubień
    Choć linkowałem kiedyś źródło w jakimś poście, to żeby nie umknęło, zakładam jako nowy temat i wklejam pełną treść wywiadu. *** Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje Bożena Aksamit: Łatwiej jest przebijać się przez życie w spodniach czy w spódnicy? Prof. Bogdan Wojciszke: To pytanie jest źle postawione. Dlaczego? - Mamy po prostu inne zadania do wykonania. Mężczyźni są inwestycją na trudne czasy. Dopóki czasy są średnie, kobiety świetnie się sprawdzają i wystarczą. Kiedy robi się naprawdę ciężko, stajemy się niezbędni. Czym się różnimy? - Jeśli chodzi o właściwości intelektualne, to mężczyźni mają nieco większe zdolności matematyczne i przestrzenne, zaś kobiety są nieco lepsze w komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Jeśli chodzi o średnią inteligencji, to nie różnimy się niczym. Naukowcy są już tego pewni, niedawno Anglicy przebadali jednego roku wszystkich 12-latków, ponad 300 tys. dzieciaków. Okazało się, że kobiety i mężczyźni nie różnią się między sobą, ale tylko porównując średnią arytmetyczną. W grupie osób ze zdolnościami umiarkowanymi jest wyraźna nadreprezentacja kobiet. A wśród geniuszy więcej jest mężczyzn? - Tak, ale wśród kompletnych idiotów także. Mężczyźni są bardziej krańcowi, także gdy bada się inne wskaźniki. Każdy zna zjawisko szklanego sufitu, czyli niedoreprezentowania kobiet na wyższych szczeblach władzy. Im wyższy szczebel, tym mniej tam jest kobiet. Jednak gdy spojrzymy na dno społeczne, tam też jest więcej mężczyzn. Różnica jest niebywała. Wśród 85 tys. więźniów w Polsce zaledwie 3 proc. to kobiety. W USA siedzi ponad 2 mln osób, tam kobiety stanowią 7 proc. więźniów. Duża cena za geniusz. Może kobietom trudniej trafić na szczyt lub dno, bo czego innego od nich wymagano? - Przez cały XIX wiek i dużą część XX standardem wykształcenia panien z lepszych domów była umiejętność gry na pianinie. Grały wszystkie, czy miały talent, czy nie. Wiek XIX wydał najwięcej wspaniałych kompozytorów. Żadnej kompozytorki? - Od Beethovena do Strawińskiego nie ma ani jednej kobiety, mimo że to one głównie uczyły się gry na instrumentach. Ja chyba wolę być szarą gąską, grać kolędy na pianinie, niż szarpać się w korporacji czy dać się zabić na idiotycznej wojnie. - Mężczyźni są silnie nakręceni na rywalizację, ale nie ma co się dziwić. Dane genetyków pokazują, że 80 proc. kobiet żyjących w przeszłości się rozmnożyło i zaledwie 40 proc. mężczyzn. Gdy się jest kobietą, nie trzeba za wiele robić dla sukcesu reprodukcyjnego, wystarczy się urodzić. Mężczyzna musi zawalczyć, by przekazać DNA. Ten mechanizm skutecznie nakręca rywalizację i skłonność do ryzykownych zachowań. Owocuje to m.in. szybszą śmiercią mężczyzn. Panowie żyją krócej, bo biologia zmusza ich do wyniszczającej rywalizacji o partnerki? - Tak. Jakiekolwiek zachowania ryzykowne weźmiemy pod uwagę - pożądane społecznie czy naganne - to zawsze więcej tam jest mężczyzn. Najbardziej rywalizują osoby, które świeżo weszły na rynek matrymonialny. Dwójka kanadyjskich badaczy zestawiła intensywność wojen domowych, które miały miejsce w latach 90., mierzoną liczbą zabitych, z danymi o proporcji młodych mężczyzn w wieku od 15 do 29 lat w populacji. Dlaczego akurat tych? - Bo w tej grupie wiekowej jest silna nadreprezentacja osób popełniających agresywne przestępstwa, hazardzistów, sprawców kolizji. I okazało się, że istnieje wyjątkowo silna korelacja między proporcją młodych mężczyzn a intensywnością wojen. Na wojnie walczą o kobiety? - Nie wprost, ale najprawdopodobniej to pragnienie młodych mężczyzn, by zawładnąć zasobami, bo inaczej kobiety ich nie zechcą, przekłada się bezpośrednio na ryzykowne zachowania. To działania niepożądane, a z drugiej strony skłonność do ryzyka przekłada się też na działania, bez których cywilizacja by nie przetrwała. Jakie? - Antropolodzy kulturowi na podstawie analizy kilkuset społeczeństw skompilowali listę cech występującą jednocześnie w różnych kulturach. Ze zdumieniem wykryłem na tej liście większą ruchliwość przestrzenną mężczyzn. Pokrywało się to z moimi obserwacjami: od 12 lat jeżdżę w kółko między Warszawą a Sopotem, w pociągu spotykam przeważnie mężczyzn. Z czego to wynika? - Kobiety i mężczyźni mają dążenia wspólnotowe polegające na tworzeniu relacji z innymi ludźmi. Różnica między płciami polega nie tyle na intensywności, ile na sposobie ich realizacji. Kobiety są zorientowane na bliskie związki z niewielką liczbą osób, mężczyźni na luźne koalicje z szerszymi grupami. Lady Diana mówiła: "Troje to już tłum", księciu Karolowi to nie przeszkadzało. Mężczyźni bardziej skłonni są do związków luźniejszych, ale szerszych, obejmujących coraz to nowe osoby, z którymi robi się interesy czy uprawia politykę. Orientacja wyłącznie na najbliższych prowadziłaby do niesłychanej atomizacji społeczeństwa. Od zmian kulturowych są mężczyźni, kobiety pełnią funkcję kotwicy stabilizacyjnej. Dziś to kobiety prą do zmiany. Domagają się od partnerów większego udziału w życiu rodziny, empatii. Panowie czują się zagubieni. - To dotyczy niewielkiego odsetka populacji. Ważnego, bo trendotwórczego, ale nie mam przekonania, że to jakaś fundamentalna zmiana. To zjawisko trochę podobne do tego, które pojawiło się, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo. Ich życie skomplikowało się w sposób nieznany wcześniej ani mężczyznom, ani kobietom. Panie stanęły przed koniecznością godzenia ról - gdy poszły to pracy, to nie po to, by stać się mniej kobiece i przestać zajmować się dziećmi. W domu miały być takie jak zawsze. Podobnie będzie z mężczyznami - mają być "kobiecy" w kontakcie z rodzinami, a nie w środowisku zawodowym. Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje. Mężczyźni mają stać się bardziej "kobiecy" w sensie relacji społecznych. Można to pogodzić? - Marzenia można mieć, ale trzeba pamiętać - za tą psychiczną czy kulturową męskością leży sprawczość, orientacja na zadania, cele, ambicja i wytrwałość w ich realizacji. Za kobiecością leży wspólnotowość, orientacja na relacje, na emocje, na podtrzymanie jakości związku. Chociaż często się mówi, że to płci przeciwne, to gdy patrzymy na wymiar psychiczny, ta teza się nie broni. Kobiecość i męskość to jakby osie układu współrzędnych, są do siebie prostopadłe, a nie przeciwległe. Teoretycznie nie ma powodu, żeby nie być i wspólnotowym, i sprawczym jednocześnie. Tylko może zabraknąć czasu, bo jedno i drugie jest żarłoczne. Wychowanie dzieci zbyt pochłania, by zrobić wielką karierę? - Wychowanie dzieci czy praca mogą być czasochłonne, ale to też trochę kwestia umiejętności. Nie wierzę, żeby żarłoczność pracy była konieczna dla jej wydajności czy ilości pieniędzy, jakie przynosi. Ale panowie często zatracają się w pracy. - Nie tylko dlatego, że tak chcą, ale też dlatego, że takich chcą kobiety. Panie nie pragną facetów, którzy zarabiają połowę tego, co one. W USA zrobiono badania, które pięknie obrazują tę tezę. Nawet jeśli oboje partnerzy zarabiają na tyle dużo, że pieniądze nie są problemem, sytuacja, w której mężczyzna zarabia mniej od kobiety, jest silnym predyktorem rozwodu. Ten, który ma kasę, automatycznie staje się seksowny? - Oczywiście nie każdy, ale bardzo trudno być seksownym bez kasy, szczególnie po przekroczeniu pewnego wieku. Gdy wszyscy są młodzi, to liczą się plany na przyszłość i ambicje, potem widzi się już, jak jest. Nie ulega wątpliwości, że gdyby zamożność i pozycja nie byłyby seksowne w oczach kobiet, to mężczyźni mniej by za tym biegali. Badano to? - Wielokrotnie, np. młody mężczyzna był pokazywany paniom w uniformie Burger Kinga, a innym w trzyczęściowym garniturze z roleksem na przegubie. Ten drugi był oczywiście sexy, na pierwszego żadna nie zwróciła uwagi. To automatyczna reakcja, niekoniecznie biologiczna, wiele automatyzmów ma podłoże kulturowe. Jak powstają stałe pary? W naszym kręgu kulturowym potrzebne jest zakochanie, przynajmniej na początku. Czujemy motyle w brzuchu, targa nami namiętność. - Ludzie dobierają się w taki sposób, że zaleta jednego z partnerów jest wyrównywana dobrem oferowanym przez drugiego, a układ sił w związku zależy od liczby wnoszonych dóbr. Potwierdza to wiele badań przeprowadzonych na setkach par. Piękne kobiety zdobywają lepiej zarabiających mężczyzn niż brzydkie. Żony zarabiających dużo częściej uważają, że mężowie powinni mieć więcej do powiedzenia w związku. A ci z cieńszym portfelem? - Ich żony są za równouprawnieniem. Im kobiety więcej zarabiają, tym więcej mają do powiedzenia w swoich związkach. Gdy mężczyzna traci pracę, to często traci też autorytet we własnej rodzinie. Uroda, fajny charakter w ogóle się nie liczy? - Liczy się, ale o ogólnej atrakcyjności mężczyzny jako partnera decyduje raczej to, jak dalece jest on w stanie dostarczać pożądanych przez kobietę dóbr, cokolwiek to oznacza w danym społeczeństwie. Kobiety - aby zapewnić sobie sukces reprodukcyjny - muszą być bardziej selektywne, ponieważ ich wybór oznacza w biologicznym sensie większe nakłady. Ponieważ współczesnym wskaźnikiem zdolności mężczyzny do dostarczania niezbędnych dóbr są jego perspektywy finansowe, ambicja i przedsiębiorczość to cechy cenione przez kobiety. Czy zna pani jakąś bajkę, żeby książę wybrzydzał na kandydatki do swych względów? Za to o serce księżniczki zawsze starają się liczni konkurenci. Baśniowe prawdy się potwierdzają? - Kobiety są o wiele bardziej wymagające, do tego poziom ich wymagań pozostaje wysoki niezależnie od stopnia zaangażowania w związek. Amerykański psycholog Douglas Kenrick prosił młode kobiety i mężczyzn o określenie minimalnych wymogów od potencjalnych partnerów. Najwyższe oczekiwania obie płcie stawiały parterom "stałego chodzenia" i małżeństwa, wymagania obu płci specjalnie się nie różniły. Ogromne różnice pojawiały się przy związkach przelotnych: panom wystarczała pani o inteligencji paprotki, zaś panie nadal pożądały pana o inteligencji wyższej niż przeciętna - dla nich seks zawsze oznaczał potencjalnie duże inwestycje. Te upodobania ukształtowały się w odległej przeszłości, kiedy nie było środków antykoncepcyjnych. Przelotny seks bez zobowiązań to wybitnie męski pomysł, który paniom podoba się tylko w szczególnych okolicznościach i nigdy nie oznacza seksu z kimkolwiek. Stereotyp kobiety jako uduchowionego anioła skłonnego do romantycznych uniesień i przyziemnego mężczyzny zajętego pracą się nie sprawdza? - Nie znajduje potwierdzenia w badaniach. Amerykanki Susan Sprecher i Sandra Metts spytały kilkuset młodych ludzi, kiedy uświadomili sobie, że kochają swojego partnera. Co piąty mężczyzna zakochał się w trakcie trzech pierwszych spotkań. Po dwunastu - dwie trzecie panów było już pewnych, że kocha. Kobietom miłość nie przychodzi tak łatwo. Tylko 15 proc. zakochało się po trzech randkach, a po dwunastu - połowa pań nadal nie była pewna, czy kocha. A kto się łatwiej odkochuje? - Też nie mężczyźni. To kobiety częściej podejmują inicjatywę i zrywają związki. Prą do rozwodów? - Nie, małżeństwo rządzi się innymi prawami. Kobiety szybciej zrywają związki przedmałżeńskie, są też bardziej stanowcze, gdy chcą skończyć. Mężczyźni dłużej trzymają się straconej sprawy i cierpią mocniej, są bardziej przygnębieni, nieszczęśliwi. Warto wspomnieć, że w tak różnych krajach jak Polska i USA liczba samobójstw popełnianych przez mężczyzn z powodu zawodu miłosnego jest kilkakrotnie wyższa niż kobiet - u nas cztero-, a za oceanem trzykrotnie większa. Skąd zatem obiegowa opinia, że faceci to cyniczni seksualni łowcy, a kobiety są ofiarami ich nienasyconego pożądania? - Panie mają tendencję do silniejszego przeżywania wszelkich uczuć, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Mocniej przeżywają swoją miłość i czują się bardziej uzależnione od stałych partnerów. Można zatem powiedzieć, że kobiety są bardziej uczuciowe, choć mężczyźni bardziej kochliwi. A kto jest bardziej zazdrosny? - Zazdrość mężczyzn koncentruje się głównie ma seksie, kobiet - na niebezpieczeństwie utraty lub pogorszenia się związku. Jednak przykłady wskazują, że do zazdrości nie dochodzi nawet w przypadku "zdrady małżeńskiej", jeżeli na gruncie przyjętych przez partnerów norm akt seksualny miał miejsce w okolicznościach niezagrażających istnieniu związku bądź poczuciu wartości własnej małżonków. Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz. Jeśli mężczyzna chce seksu, to tylko takiego, który kończy się sukcesem reprodukcyjnym? - Oczywiście nie jest to świadoma motywacja. Nikt nie chodzi po ulicy, przyglądając się kobietom i szukając takiej, z którą uda się ten sukces odnieść. Przyciąga to, co ma sens. Czyli? - Młode kobiety, które są ładne i mają wydatne wcięcie w talii. Krótko mówiąc - płodne, choć oczywiście nikt o tym nie myśli w ten sposób, podobnie jak nie myślimy o smakowitej gruszce jako źródle sacharozy i innych węglowodanów. Nie ma nic niezwykłego w tym, co przytrafiło się premierowi Marcinkiewiczowi, który porzucił żonę dla młodszej. To może się nie podobać, ale to standard u zamożnych mężczyzn o wysokiej pozycji społecznej. Wśród moich kolegów, amerykańskich czy polskich profesorów, znam tylko kilku, którzy mają tę samą żonę od 30 lat. Ale chyba nie wszyscy panowie po czterdziestce chcą nawiewać? - Oczywiście, że nie. Problem jest inny: nie jesteśmy dostosowani swoją konstrukcją psychiczną i biologiczną do tak długiego życia. Kiedyś 40-letni mężczyzna umierał. W ciągu ostatnich stu lat bardzo wydłużyła się długość życia, a tych wszystkich problemów, które pojawiają się między 50. a 70. rokiem życia, niedawno w ogóle nie było. Musimy się nauczyć je rozwiązywać, a to trochę potrwa.
  6. 24 polubień
    Koledzy @GluX i @Aroxw zasadzie wyczerpali już temat. Hipergamia. Dziewczyna 5/10 w standardzie nie zainteresuje się chłopakiem 5/10 tylko będzie biła co najmniej o dwie półki wyżej - do 7/10. Nie ma co ich winić - tak im to zakodowała Matka Natura, mają rozmnożyć się z 'najlepszymi' genami. Wychowywać i łożyć ma spolegliwa, sterowalna beta - ale materiał 'nasienny' ma być od topowych 20% - taka natura. Deal with it @Anderson Niegdyś hipergamię trzymały 'za ryj' normy społeczno-obyczajowe. Skakanie z kwiatka na kwiatek w wykonaniu kobiet było piętnowane społecznie, co arcyskutecznnie temperowało ich hipergamiczne zapędy poprzez zakodowaną w nich konieczność posiadania 'nieskazitelnej opinii' w otoczeniu. Obecnie te rygory znaaaaaacznie zelżały (m.in. na skutek feministyczno-lewicowej 'pseudopostępowej' medialnej indoktrynacji w mass mediach, większej anonimowości życia w dużych miastach itd) więc nie dziw się, że naturalna hipergamiczność kobiet zaczęła być widoczna jak na dłoni. Obserwuję swojego fejsa od czasu do czasu. Dziewczyna-atencjuszka ciska wykadrowane, pseudoartystyczne zdjęcia samej siebie (wybrane starannie pośród zapewne wielu) i już ma pod nim dziesiątki lajeczków od głupich samczyków i co najmniej kilkanaście komci 'aj, oj jakaś ty piękna, jaka cudowna!'. Wyobraź sobie @Andersonco się dzieje w głowie takiej dziewczyny, jak puchnie jej ego, próżność i sztuczne poczucie własnej wartości, nota bene kompletnie oderwane od rzeczywistości. I potem nie ma się co dziwić, że przeciętna jak bułki z Biedronki niunia 5/10 ma bąbelki od szampana w głowie i nosi nosek wyżej niż Mont Blanc. Niestety obecnie trwająca era podbijania ego kobiet poprzez Fejsbuczki i Instagramiki strasznie bruździ w relacjach damsko-męskich. A mnie najbardziej, z jednej strony wnerwiają a z drugiej wywołują poczucie zażenowania, te legiony przeciętnych samczyków-stulejarzy mentalnie onanizujących się lajeczkami i słit komciami pod fotkami owych kobiet. Biedni głupcy myślą, że w ten sposób zwrócą na siebie uwagę kobiety a tak naprawdę są niczym innym jak krowim obornikiem na którym kiełkuje i rośnie rozdęte kobiece ego. Powtarzając się - deal with it @Anderson. Nasz najlepszy czas jako mężczyzn przychodzi później niż kobiet. Kiedy nasze SMV zaczyna wpinać się na szczyt z impetem odrzutowego myśliwca, ich SMV zaczyna pikować niczym niezgrabny, rozdęty pasażerki Boeing pozbawiony napędu. Kiedy się zapytasz? Odpowiedź znajdziesz na forum, nie będę psuł Ci zabawy S.
  7. 20 polubień
    Cześć wszystkim Mam 36 lat, żyję na południu Polski, to mój pierwszy post. Od jakiegoś czasu jestem zarejestrowanym użytkownikiem a swojego czasu wpadłem na tą stronę zupełnie przypadkiem zagłębiając się w czeluściach jej artykułów na pół dnia. Od tamtej pory jednak nie byłem tutaj obecny z powodów zawodowych do czego wrócę w odpowiednim momencie mych wypocin. JEDEN Próbując zacząć w odpowiednim momencie musimy się cofnąć do września 2016 kiedy to zagadałem w piękny i słoneczny dzień do nazwijmy ją Oli (29 lat). Ola okazała się wysoką i atrakcyjną panną o odstającym tyłku 11/10. Być może dla celów tej historii i rozkmin czytelnika dodam, że Ola była/jest w trakcie rozwodu i ma 2 letnie dziecko. Po kilku telefonach o wszystkim i o niczym, po niedoszłym do skutku spotkaniu i po ok. 3 tygodniach od pierwszego widzenia udało się nam umówić ok. północy na piwko. Buziak w policzek na dzień dobry. (Pozwolę sobie dodawać pewne mało lub bardziej istotne szczegóły w nawiasie) Chlapnęliśmy po piwku i dawaj na spacer. (Wziąłem ją na pewniaka pod pachę i poleźliśmy się przejść) Jakieś żarty, niby erotyczne zaczepki na co było przyzwolenie bo od samego początku chyba obojgu nam o coś chodziło. Po około 30 minutach chodzenia odprowadziłem ją pod dom próbując pocałować lecz Ola się odsunęła co obróciłem w żart, z którego się śmiała. Następnego dnia zaprosiła mnie do siebie bo mówiła, że córeczkę sprzeda rodzicom a jest mecz więc pooglądamy. Tak też się stało, wziąłem alkoholu i dopłucnych używek i wio. ... mecz się skończył, zaproponowałem masaż pamiętając o tym zajebistym dupsku. Została w staniku i spodniach i położyła się na brzuchu. Stanik natychmiast zdjąłem i oliwką masowałem plecy zsuwając z niej spodnie, które odsłoniły 8 cud natury. Sam zdjąłem z siebie wszystko i chciałem wejść... Ola na odchodne powiedziała coś w stylu "rozochociłeś mnie i nawet nie wydupczyłeś". (Tutaj pojawia się jeden z głównych wątków całej historii - pornole i bicie konia) Nie rozpisując się zbytnio w naszych spotkaniach i raz lepszego raz gorszego a raz żadnego seksu powiem w skrócie, że po prostu fiut nie chciał stawać na wysokości zadania. Był to problem, z którym żyłem dość długo i przy każdej nowej partnerce on występował. Niby na powodzenie u kobiet nie narzekałem jakoś specjalnie ale PROBLEM powodował, że podświadomie byłem miękki. Lekarstwo przyszło zupełnie przypadkowo jak zarejestrowanie się u Braci. Otóż gdzieś na wykopie czy coś znalazłem artykuł o ruchu NOFAP a było to 27.01.2016 i rzutem na taśmę wtedy powiedziałem sobie stop. Czytałem mnóstwo o tym jak ludzie się poddawali i walili po tygodniu, dwóch, miesiącu czy coś. Biorąc pod uwagę, że waliłem około 20 lat to udało mi się przejść próbę 90 DAYS NOFAP CHALLENGE od strzała i po dziś dzień nie walę. Olę pieprzyłem jak ździrę bo sama się o to prosiła. Prosiła bym do niej mówił w stylu "lubisz to suko", "tylko mnie rżnij" i podobne komplementy. Tak się złożyło, że znalazła jakiegoś faceta, którego pewnie zechce urobić na dziecko bo my od samego początku byliśmy jedynie FF. W każdym razie zero kontaktu a co wydupczyłem moje. Przed drugim rozdziałem należy dodać, że dysfunkcja na jaką cierpiałem nazywała się PIED - tutaj jeden z wielu odnośników, które warto poczytać jeśli ktoś posiada ten problem. Śmiało mogę powiedzieć, zostałem w 100% wyleczony, pornoli nie oglądam, konia nie walę. Rano mdleję z powodu ilości krwi w fiucie. DWA Wyleczenie z przykrego i walącego w męskie jaja schorzenia przyniosło zmianę nie tylko na stopie seksualnej. Stałem się atrakcyjny dla kobiet, stałem się bardzo pewny siebie co czasami dzieje się aż za szybko bo jak nazwać sytuację gdy do koleżanki znanej od dzieciństwa, i która zawsze była tylko koleżanką mówisz nagle, że chodź skoczymy do ciebie, ostro cię zerżnę i wrócimy tutaj? Najlepsze, że ona nie daje mi w pysk tylko do niej idziemy... To wszystko sprawia, że stałem się ogromnym zwolennikiem nieoglądania pornoli bo ponoć to właśnie pornole mają wpływ największy na ten burdel we łbie oraz niemarszczenia freda, którego nie czuję potrzeby by zwalić. Stałem się bardziej pociągający dla żony, czy to swojej czy cudzej i mam zamiar w tej kwestii się bardzo rozwinąć bo jestem pieprzonym egoistą o bardzo pozytywnej opinii nt. właśnie egoizmu. Pokrótce mogę wytłumaczyć to jednym zdaniem. Jeśli mi jest dobrze to każdemu wokół też będzie dobrze. Być może to miejsce Braciszkowie da mi pewne wskazówki co do postępowania. Cała historia nie nabrałaby smaczku gdyby nie było w niej wzmianki o pieniądzach... Nie wdając się zbytnio w szczegóły musiałem założyć firmę gdyż były do podniesienia z ziemi pieniądze. Mając za sobą oddech niedawnego pracodawcy, pisma od jego prawnika, będąc na etacie w jeszcze innej firmie zaryzykowałem i otwarłem na początku kwietnia 2017 działalność. W pierwszym miesiącu na czysto zarobiłem 5000 złotych, w drugim na czysto 15000zł, teraz jest połowa trzeciego miesiąca i zysk wyniesie przynajmniej 75000zł. Sprawa powoduje, że chcę złożyć wypowiedzenie u obecnego pracodawcy jeszcze w tym miesiącu. Z tego właśnie powodu nie zagłębiałem się w treści owego forum bo w moim życiu było obecny strach, milion myśli w głowie, trylion problemów oraz pierdylion spraw do zorganizowania. Wciąż nie mam aż tak bardzo klarownej sytuacji jaką chciałbym mieć gdyż wciąż pojawiają się nowe rzeczy do zorganizowania, kupienia, sprzedania, wydupczenia Jestem umówiony z pewną miłą panią na ostre pieprzenie i nawet teraz gdy do was piszę otrzymuję od niej wiadomości na messengera. Oto jedno sprzed 5 minut "Mam na ciebie straszną ochotę". Pani nazwijmy ją tym razem Ania jest kilka lat ode mnie starszą lasencją z zajebistym tyłkiem. Poznałem ją na Tinderze i od razu zaiskrzyło, od razu w zasadzie padło bezpośrednie pytanie "Gramy w otwarte karty?". Myślę, że już na pierwszym spotkaniu pójdziemy do łóżka bo oboje tego chcemy. CREDITS Biorąc pod uwagę fakt, że moim zdaniem jestem człowiekiem, który mimo tego, że całe życie był w jakimś stopniu jebany od życia za całokształt i egoistyczny gówniarski charakter to jestem człowiekiem, który ma w życiu szczęście i mam wrażenie, że ktoś pisze mi jakiś ciekawy scenariusz. Miałem w życiu trzy prorocze sny, po pierwszym zmarł mój dziadek, po drugim poważny wypadek ze szpitalem w tle miała moja niedaleka rodzina. Przy trzecim śniła mi się krowa, która z tyłu miała taką metalową dużą balię i do niej srała, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że tego gówna wyrzuciła z siebie tony i nie przestawała. Obrzydzenie mnie wybudziło i wysłało natychmiast do sennika sprawdzić - otóż gówno oznacza pieniądze i tak się też dzieje. Moje wnioski są takie, że poprzestanie ręcznych praktyk z moim fiutem oraz odstawienie pornoli zrobiło ze mnie dorosłego faceta, który jest w stanie wziąć na klatę problemy związane z życiem, pracą, kobietami i wszystkim co mnie otacza. Nie mam w głowie umysłu nastolatka a odpowiedzialnego faceta, który potrafi zadbać o siebie i innych. Nie twierdzę, że moje doświadczenia spowodują, że komuś życie napisze podobny scenariusz bo myślę, że każdy jest kowalem swego losu. Nie stałem się IronManem, nie mam nadludzkich zdolności ale śmiało mogę powiedzieć, że moje życie zmieniło się o 180 stopni w przeciągu kilku miesięcy i wciąż się zmienia. Mam plany wyprzedzające mnie o 5 lat i twierdzę, że robię to z głową. Jeśli dotrwałeś Szanowny Kolego/Czytelniku do tego momentu to bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas bo już od dłuższego czasu chciałem opisać tutaj moją historię.
  8. 19 polubień
    Każdy samiec, napisze to dla potomnych bo stali bywalce forum na pewno dobrze to wiedzą, powinien znać podstawowe zasady współżycia ze samicami takie jak: - samica nigdy nie może znać naszych tajemnic, sekretów - samica nie może wiedzieć o Nas czegokolwiek co mogłaby wykorzystać przeciw Nam - samicy nie wolno mówić nic, absolutnie nic o wałkach, przekrętach itp itd. Znam z autopsji przypadki samic donoszących do US na swoich mężów i to nie ewenement tylko standard generalnie jedna zasada: - samica nie może wiedzieć niczego o Nas co tylko mogłaby wykorzystać kiedykolwiek przeciwko Nam Więc żadnego Panowie zwierzania się czy wylewności względem samic. Wbrew temu co wpajano całe życie do glowy, że żonka powinna o wszystkim wiedzieć, komu można ufać jak nie własnej żonie itp.... itd..... Samiec będzie miał skrupuły, moralność, uczucia.... Samica nigdy zwłaszcza jak będzie chciała zaszkodzić samcowi. Powody naprawdę mogą być trywialne. Jak widać na tym mądry, życiowym i wybitnie edukacyjnym materiale wyżej perfidność, bezwzględność i motywy działania samic dla Nas samców przechodzą wszelkie zdroworozsądkowe pojęcie.
  9. 17 polubień
    Ja jednak będę w tym momencie przysłowiowym adwokat diabła, @Voqlskyi napiszę tak: CZY KTOŚ PRZYKŁADA TYM FACETOM ODBEZPIECZONY PISTOLET DO SKRONI I KAŻE PONADNORMATYWNIE SIĘ PAŚĆ ? Nie! Nie! Nie i jeszcze raz NIE ! Kobiety, jak każda fizycznie słabsza strona może osiągać swój cel sprytnie i bezwzględnie wykorzystując słabość drugiej strony. Jak gość jest żarty - to go tuczą. Jak jest leniwym abnegatem i nich chce zadbać o swój ubiór - to go 'ubiorą'. Jak coś chcą - to tak mu będą truły, że wymięknie i się nagnie do ich woli. Słabość! Tak! One bazują na słabości tych ... facetów. Nie napiszę mężczyzn - bo w moich oczach aby zostać tak nazwanym trzeba czegoś więcej niż męskich organów płciowych. Pięknie widać ostatnimi czasy olbrzymie rozwarstwienie społeczne w Polsce. Nie tyle pod względem majątku i dochodów, ile pod względem świadomości - SPAŚLAKI vs DBAJĄCY O SIEBIE. A za tą świadomością idzie też nastawienie do życia. Skąd te brzuchy godne wieprzy? Rozrośnięte kałduny? Nalane, spocone ryjki? Kobiety, nawet młode nastolatki na słoniowych nogach wpierniczające kolejną paczkę czipsów popijając napakowanym węglami energetykiem ? Zwykłe wygodnictwo! Lenistwo! Kapitulanckie uleganie własnym najprymitywniejszym popędom. A potem taki spasiony knur jeden z drugim będą przy wódce jęczeć, że 'stara to zniszczyła mi życie'. Jasne! Bo gdyby nie jego 'stara' to jak Adonis brylowałby właśnie w haremie megaatrakcyjnych młodych hostess i modelek. Jasne ... Złośliwie napiszę, że w sumie mi to jest cholernie na rękę, że jest tyle tłustych, zaniedbanych facetów. Wystarczy prawie nic nie robić a i tak lśni się na ich tle jak rubin Mniejsza konkurencja i tyle ! S.
  10. 16 polubień
    Dziś w cyklu chujnia na sobotę zamieszczam wpis z grupy fejsikowej podesłany przez jednego z was, dzięki @Mariuszsoq za materiał. Komcie pod wpisem też fajne, więc zostawiam dla potomności. Tak więc dziś nie będę tłumaczył z loszkowego na polski, a zwyczajnie zamieszczam wpis, w którym schemat goni schemat. Jest on znakomitym zobrazowaniem sposobu myślenia naszych kochanych pań. To może w punkcikach: 1 Jest z chłopakiem w związku od trzech lat i dobrze im się układa (zwróćcie pilną uwagę na czym polega to dobre układanie się - kroję go z kasy, on na mnie zapierdala, a ja robię co chcę << to zazwyczaj oznacza gdy loszka mówi, że układa jej się w związku, zapamiętajcie sobie raz na zawsze wasza kasa + jej samowolka = udany związek) 2 Zostawił ją chłopak, w którym była zalofciana i wskoczyła od razu na beta orbitera, nie chciała być sama. Strach przed spadkiem pozycji w grupie, strach przed brakiem źródła utrzymania - kolejny schemat. 3 Facet jej ufa i robi dla niej wszystko, kupuje co chce, a ona go nie kocha jest z nim dla kasy. Co więcej ona wie, że on traktuje relację poważnie i to wykorzystuje. 4 Pracuje ciężko, a ona hula za jego kasę i zdradza go regularnie z różnymi facetami. Kolejny schemat - prosta droga do tego żeby zostać frajerem (nieświadomym), który nie spłodzi ale wychowa. 5 Facet tyra, Karyna cały tydzień imprezuje na jego koszt, zdradza go i okłamuje, nie pracuje skoro ma czas na codzienne imprezy. 6 Dodatkowo mieszkają w jednym mieście, więc wszyscy znajomi wiedza, że jest rogaczem, ni da się być z kimś w związku przez 3 lata, regularnie łowić gachów na mieście w taki sposób żeby otoczenie o tym nie wiedziało. Klasyczna sytuacja wszyscy wiedzą tylko nie główny zainteresowany. 7 Ona jest przekonana, że by jej wybaczył - pełne poczucie bezkarności. 8 Pisze, że jest jej źle z tym co robi << pod publikę wszystko inne w tym wpisie świadczy o tym, że jest dokładnie odwrotnie i jest z tego dumna. 9 Wie, że się z nim nie zestarzeje - intensywnie szuka lepszej opcji. 10 Nie może sobie pozwolić na bycie singlem - nie była by w stanie utrzymać samodzielnie takiego poziomu życia. 11 Ostatnio podłapała nową gałąź ale nie jest jej pewna więc nadal trzyma się tego biedaka. Małe podsumowanie: - trzy lata okradania faceta i okłamywania go - życie na czyjś koszt - czyli pasożytnictwo w najczystszej postaci - ciągłe zdrady i afiszowanie się z nimi w mieście, w którym żyją czyli kompletny brak szacunku do partnera i dążenie do publicznego upodlenia go - poczucie bezkarności, ZAPAMIĘTAJCIE RAZ NA ZAWSZE !!! WASZA DOBROĆ I HOJNOŚĆ TO WYWOŁUJE, nie wywołuje wdzięczności, przywiązania, chęci odpłacenia dobrem za dobro, wywołuje pogardę do was, poczucie bezkarności i czyni z was ofiarę - deklarowanie kontynuacji tej relacji, a ewentualne zakończenie jej jedynie gdy się znajdzie ktoś lepszy Schemat goni schemat i schematem pogania. I pytanie do was, co facet zrobił źle, jakie błędy popełnił i jak taka relacja powinna wyglądać?
  11. 15 polubień
    Dziś pozwolę sobie podjąć temat, na którym dużo osób łamie sobie głowę i niestety często wyciąga zupełnie nieprawidłowe wnioski. A mianowicie, jak rozwiązać taki paradoks: w ostatnich latach mamy do czynienia w mediach i polityce z wyjątkowo nachalną propagandą pro-islamską, a przecież podobno tak wpływowymi ludźmi są znienawidzeni przez muzułmanów Żydzi, a sam mainstream jest mocno lewicowy, a więc powinien mieć świra na punkcie antysemityzmu. Tu zazwyczaj ludzie odpowiadają tak: a bo Żydzi są sprytni, u siebie w Izraelu budują mury na granicy, nie przyjmują islamskich "uchodźców", a w Europie to promują multi-kulti i lewactwo, żydowski spisek level hard :>. Tylko, że Żydzi nie żyją tylko w Izraelu, dla tych żyjących w diasporze, rozsianych po całym zachodnim świecie, napływ islamu stanowi ogromne zagrożenie. W dodatku jeśli muzułmanie przejmą kontrolę nad silnymi militarnie krajami zachodu, Izrael może spokojnie zostać zmieciony z powierzchni ziemi. Poza tym, czemu Żydzi mieliby promować pro-islamską, a co za tym idzie skrajnie antysemicką propagandę? Coś tu śmierdzi. Ale po kolei. Temat zacznę od tego, że tzw. Palestyńczycy (dlatego "tzw." napiszę trochę później) nie są tak fajni, jak się ludziom od lewa do prawa wydaje, zwłaszcza nacjo-sebiksom z Internetu. Przypominając badania o których już mówiłem w temacie o islamie: https://euroislam.pl/badania-nie-potwierdzaja-umiarkowania/ https://bialyrasizm.pl/islam-dane-statystyczne/ http://www.pewforum.org/2013/04/30/the-worlds-muslims-religion-politics-society-exec/ Widzimy, że np.: -83% palestyńskich muzułmanów popiera ataki dżihadystów na Amerykanów -Dwie trzecie Palestyńczyków wspiera ataki nożowników dokonywane na izraelskich cywilach -68% muzułmanów z Palestyny uważa, że samobójcze ataki przeciwko ludności cywilnej w obronie islamu są usprawiedliwione -89% palestyńskich muzułmanów twierdzi, że szariat powinien być uprzywilejowanym „oficjalnym prawem ziemi” Na terytorium tzw. Autonomii Palestyńskiej (obejmującej Strefę Gazy i Zachodni Brzeg Jordanu) rządzi Hamas, wybrany demokratycznie przez samych Palestyńczyków w wyborach 2006. Jest to organizacja terrorystyczna, która w swoim podstawowym dokumencie (karcie Hamasu) jasno określa swój cel, jakim jest zniszczenie Izraela i wymordowanie Żydów, w dodatku motywuje to religią islamu. Wcześniej rządził tam Fatah, kolejna organizacja terrorystyczna, której nazwa pochodzi z rozdziału Koranu oznaczającego "podbój", pod przywództwem Jasira Arafata, który został prezydentem Autonomii z 87% poparciem. Konstytucja Fatahu także wzywa do: „Całkowitego wyzwolenia Palestyny i eksterminacji obecności syjonistycznej na polu ekonomicznym, politycznym, militarnym i kulturowymˮ; wyszczególnia, że „zbrojna powszechna rewolucja jest nieunikniona jako sposób na wyzwolenie Palestynyˮ, i że „ta walka nie skończy się, póki nie zostanie zniszczone syjonistyczne państwoˮ. Jasir Arafat: „Dla nas pokój oznacza zniszczenie Izraela. Przygotowujemy się do wojny totalnej; wojny, która będzie trwać pokolenia… Nie spoczniemy i nie wrócimy do domu, aż do dnia, gdy unicestwimy Izrael”. Wypowiedź z 1996 r. (3 lata po podpisaniu porozumienia z Oslo): „Planujemy wyeliminować państwo Izrael i ustanowić państwo palestyńskie. Uczynimy życie Żydów nie do zniesienia, wykorzystując wojnę psychologiczną i eksplozję demograficzną. Żydzi nie będą chcieli dłużej żyć wśród Arabów. Nie mamy żadnego zastosowania dla Żydów. Oni są i pozostaną Żydami. Wszyscy teraz potrzebujemy pomocy od was (państw arabskich) w nasze bitwie o zjednoczenie Palestyny pod arabskimi rządami”. I kolejna wypowiedź z 1996 r.: "Nie poddamy się, dopóki krew ostatnie Żyda, od najmłodszego dziecka, po najstarszego, nie rozleje się ku odkupieniu naszej ziemi” Źródłem nienawiści muzułmanów do Żydów jest Koran: "Dzień Sądu nie nadejdzie, dopóki muzułmanie nie zaczną zabijać Żydów, a wtedy, gdy Żyd schowa się za kamieniem czy drzewem, kamień i drzewo zawołają: O muzułmanie, o Abdulla, kryje się za mną Żyd, przyjdź i zabij goˮ. Zarówno w karcie Hamasu, konstytucji Fatahu, czy statucie Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) jak i wypowiedziach palestyńskich przywódców jest to samo . Cele Palestyńczyków są jasne i klarowne: -zniszczyć Izrael -wymordować wszystkich Żydów -zaprowadzić prawo szariatu i to bynajmniej nie tylko na terytorium Izraela, ale na całym świecie co jest celem i obowiązkiem KAŻDEGO muzułmanina W Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, absolutną normą jest to, że ulice, szkoły, teatry, noszą imienia arabskich terrorystów. Wzywanie do dżihadu, jest powszechną praktyką stosowaną przez rządowe media. Dzieci są uczone i zachęcane do przemocy zarówno przez swoich rodziców, jak i nauczycieli w szkołach. Jak to wygląda w praktyce możemy zobaczyć na filmach z tych kanałów na YT: https://www.youtube.com/user/palwatch/videos https://www.youtube.com/user/Koraszewska1/videos Dla przykładu taka kreskówka dla dzieci wprost ze Stefy Gazy (napisy PL): Do czego zdolni są tzw. Palestyńczycy także w stosunku do chrześcijan pokazała wojna domowa w Libanie, która rozpięła na skutek napływu do tego niegdyś chrześcijańskiego kraju właśnie palestyństykich uchodźców z Izraela, co zresztą było finansowane przez ZSRR. Jak pisała pochodząca z rodziny chrześcijańskich Arabów (maronitów) Brigitte Gabriel w swojej książce "Because They Hate", w której opisuje swoje wspomnienia z dzieciństwa w czasie tejże wojny, islamskie milicje dążyły do wymordowania wszystkich chrześcijan. Tymczasem kiedy jej ranna matka trafiła do izraelskiego szpitala, przekonała się jak izraelscy lekarze i pielęgniarki leczą wszystkich rannych przez względu na pochodzenie i religię, w tym także Palestyńczyków. Jej matka będąca Arabką została przyjęta nawet przed izraelskim żołnierzem, bo zwyczajnie była znacznie bardziej ranna. Dlatego obecnie Gabriel jest antyislamską publicystką. Sandra Solomon - to pochodząca z Palestyny, a wychowana w Arabii Saudyjskiej była muzułmanka (przeszła na chrześcijaństwo) w swojej twórczości publicystycznej opowiada jak muzułmanie od małego dziecka są uczeni nienawiści do Żydów, jak również zresztą do chrześcijan i innych "niewiernych", co zna z własnego doświadczenia. Dlatego dziś staje po stronie Izraela przeciwko islamskiej babarii, można ją znaleźć w różnych miejscach internetu i na youtube. A dlaczego napisałem "tzw. Palestyńczycy"? Otóż przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że coś takiego jak "naród palestyński" zwyczajnie nie istnieje i nigdy nie istniało. "Palestyna" to jedynie nazwa mandatu brytyjskiego istniejącego w latach 1920-1948 r. (wcześniej ten teren należał do Imperium Osmańskiego). Wszystkie grupy etniczne mieszkające na tym obszarze, a więc zarówno Arabowie, Żydzi, Druzowie czy Ormianie byli nazywani "Palestyńczykami". Żydzi mieszkający obecnie w Izraelu, także są "Palestyńczykami" jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało. Żydzi byli tam atakowani przez Arabów na długo za nim powstał Izrael (1948). Przykładami są: -zniszczenie żydowskiej osady Tel Chaj przez libańskich Beduinów w 1920 r. -krwawe pogromy Żydów w Jaffie, Judei i Samarii dokonywane przez Arabów w 1921 r. -atak dokonany na żydowskie osiedla przez Arabów w 1925 r., m.in. w Hebronie zginęło 150 żydowskich wychowanków szkoły rabinackiej -krwawe rozruchy antyżydowskie w 1936 r. -kolaboracja wielkiego Muftiego Jerozolimy, Muhammada Amina Al-Husajniego z Hitlerem w czasie II wojny światowej Zarówno Żydzi jak i Arabowie mieszkający w brytyjskim mandacie Palestyny dążyli do założenia własnego państwa, podobnie jak powstały kraje afrykańskie po upadku kolonializmu. Tak zresztą powstało pierwsze arabskie państwo w Palestynie, czyli Jordania, w 1921 r., która zgarnęła 80% całego terytorium, wtedy nazywało się to Emirat Transjordanii, od 1946 r. kraj ten zaczął funkcjonować jako twór w pełni niepodległy (wolny od wpływu Wielkiej Brytanii). Pozostała częściej mandatu miała zostać podzielona decyzją ONZ z 1947 r. na państwo arabskie i państwo żydowskie (czyli właśnie Izrael). Żydzi zgodzili się na taką, może nie jakąś super propozycję, bo zwyczajnie chcieli mieć w końcu swój własny kraj i nie mieszkać w jednym państwie z Arabami. Problem w tym, że na powstanie państwa żydowskiego nie chciała się zgodzić strona arabska. Doszło więc do takiego wydarzenia jak wojna domowa w Mandacie Palestyny na przełomie 1947 i 1948 r. Żydzi tę wojnę wygrali i Izrael powstał 14 maja 1948 r. Już na drugi dzień Izrael został zaatakowany przez stronę arabską, i to nie przez jakiś "Palestyńczyków" z jakieś mitycznej "Palestyny" tylko przez pięć sąsiadujących arabskich krajów − Egipt, Jordania, Syria, Liban i Irak. Była to tzw. wojna o niepodległość Izraela. Izrael wygrał tę wojnę, podobnie jak każą inną, czyli wojnę sześciodniową z 1967 r. (atak na Izrael ze strony Egiptu, Jordanii i Syrii przy wsparciu Iraku, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu i Algierii) czy wojnę Jom Kippur z 1973 r. (atak ze strony Syrii i Egiptu). Od samego początku swojego istnienia Izrael jest atakowany zarówno przez arabskie kraje, jak i prywatne organizacje terrorystyczne dokonujące zamachów na izraelskich obywateli, w sposób, który ostatnio stał się popularny również w zamachach w Europie, a więc ataki nożowników, przejeżdżanie ludzi samochodem, atak z broni palnej czy wybuch ładunku wybuchowego. Bynajmniej nie jest to walka o jakąś mityczną "swoją ziemię" tylko realizacja nauk islamu. Król Saud z Arabii Saudyjskiej w 1954 r.: „Dla świata arabskiego Izrael jest jak rak dla ludzkiego ciała, a jedynym remedium jest wycięcie go, tak jak wycina się rakaˮ. (...) „Narody arabskie są gotowe poświęcić 10 milionów z 50 milionów swoich ludzi, jeśli będzie trzeba, aby zniszczyć Izraelˮ. Egipski minister stanu Anwar Sadat: „Nasza wojna przeciw Żydom to antyczne starcie, które rozpoczął Mahomet… Jest naszym obowiązkiem walczyć z Żydami w imię Allaha i w imię naszej religii i jest naszym obowiązkiem zakończyć wojnę, którą rozpoczął Mahometˮ. Iracki prezydent Abdul Rahman Arif w maju 1967 r.: „To jest nasza okazja, by wymazać hańbę, która nie opuszczała nas od 1948. Nasz cel jest jasny − wymazać Izrael z mapyˮ. Syryjski minister obrony Hafez al-Assad w 1967 r.: „Nasze siły są teraz nie tylko w pełni gotowe do odparcia agresji, lecz także do aktu wyzwolenia i rozbicia syjonistycznej obecność w arabskiej ojczyźnie… nadszedł czas, aby ruszyć do walki o anihilację!ˮ. Prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser w 1967 r.: „Naszym podstawowym celem jest zniszczenie Izraelaˮ. Ajatollah Chomeini w latach 80-tych : „Och bracia! Nie patrzmy na tę świętą i męczeńską wojnę jako wojnę między Arabami a Izraelem. Uznajmy ją za wspólną wojnę muzułmanów przeciwko Żydom i ich przywódcom. Jest obowiązkiem wszystkich islamskich rządów i ich poddanych, aby całymi swoimi siłami, swoim potencjałem, pomagały i wspierały Fedajinów (partyzantów) na linii ogniaˮ. Istnieją aż dwa solidne dowody na to, że aby Arabowie żyli w pokoju z Izraelitami wystarczy że po prostu Izraela nie atakują: -w 1979 r. Egipt zgodził się na zaprzestanie agresji przeciwko Izraelowi w zamiast za roponośny Półwysep Synaj, który Izrael przejął od Egiptu podczas wojny sześciodniowej. Od tamtej pory oba kraje żyją w pokoju -w 1994 r. Jordania zgodziła się podpisać traktat pokojowy z Izraelem − w zamian za obietnicę Stanów Zjednoczonych na anulowanie długów Jordanii. Izrael i Jordania od tamtej pory są w stanie pokoju Żeby było śmieszniej, Strefa Gazy należała dawniej do Egiptu, a Zachodni Brzeg do Jordanii. Wówczas żadna z organizacji walczących o "wyzwolenie Palestyny" nie zgłaszała roszczeń terytorialnych do tych ziemi ani w stronę Egiptu ani Jordanii. Zmieniło się kiedy te tereny przejął Izrael po wojnie sześciodniowej z 1967 r. Tyle że ostatecznie to właśnie Izrael zgodził się na utworzenie Autonomii Palestyny w 1994 r. To sam Izrael przesiedlił stamtąd Żydów pozwalając Arabom na utworzenie właściwie własnego państwa, z własnym rządem, policją, wojskiem, mediami, całą administracją, wszystko za obiecany pokój. Arabowie, którzy odziedziczyli po Żydach całą infrastrukturę, szklarnie, nowoczesne systemy nawadniające mieli w Strefie Gazy stworzyć "Singapur morza śródziemnego". Zamiast tego rozjebali wszelkie szklarnie, zamieniając je na na składy amunicji i stworzyli z tego mini-kraju wojskową teokrację, dążąca do zniszczenia Izraela. Cały ten pic mówiący o "nazistowskim Izraelu", który robi "holocaust Palestyńczyków" bierze się stąd, że Arabowie po raz kolejny zrywając porozumienia pokojowe atakują Izrael, który następnie zaczyna się bronić. Wówczas Arabowie stosują typowe dla dżihadystów metody działania, a więc używają ludności cywilnej jako żywych tarcz, sami rodzice wysyłają własne dzieci na śmierć. A potem media i internety krzyczą o tym, że "Izrael morduje palestyńskie dzieci". Jak to się odbywa w praktyce tłumaczy poniżej, o dziwo tym razem człowiek z prawej strony politycznej, prof Wolniewicz: Ale dlaczego mainstream nas w tej spawie aż tak okłamuje. I czy w ogóle tak jest. Bo może ktoś mi i panu profesorowi nie wierzy. No to zajrzyjmy do Gazety Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75968,16318450,Izrael_tylko_sie_broni.html Widzimy powyżej niesamowicie krytyczny wobec Izraela artykuł. Tak, w tej arcylewackiej i w dodatku żydowskiej gazecie. I kolejny art z Wyborczej: http://wyborcza.pl/7,75399,21202545,izraelski-sad-egzekucja-rannego-terrorysty-to-zabojstwo.html Tu możemy się dowiedzieć, że żydowscy osadnicy są "radykalni" a arabscy terroryści, zabijający przypadkowe osoby są... "sfrustrowani" . To wciąż jest Gazeta Wyborcza. Jeśli kogoś dziwi nienawiść do Izraela u lewoskrętnych Żydów, niech sobie przypomni z jaką niechęcią do Izraela odnosił się Marek Edelman, legendarna twarz Unii Wolności, Unii Demokratycznej i w ogóle "michnikowszczyzny". Praktycznie każda lewicowa gazeta w Europie jest mocno antyizraelska, dobrym przykładem jest tu brytyjski Guardian. Idąc dalej, George Soros, czołowy sponsor lewactwa na świecie, człowiek żydowskiego pochodzenia, finansuje masę antyizraelskich organizacji: http://niezwykle.com/george-soros-izrael-sponsoruje-organizacje-ktore-zyja-z-demonizowania-izraela-i-wzywaja-do-bojkotu-zydowskiego-panstwa/ Pytanie zasadnicze: czemu ci Żydzi z lewicy tak atakują Izrael? Żeby to zrozumieć trzeba wpierw pojąć, jak kształtuje się stosunek lewicy do Żydów. Otóż ten stosunek był zawsze bardzo zmienny, zależny od bieżącego interesu politycznego. W swojej genezie lewica była na skroś antysemicka, utożsamiająca Żydów ze wszystkim, czym lewica gardzi, czyli pieniądzem, handlem, przemysłem, giełdą i bankowością. Ponadto Żydzi przez większość historii stanowili głównie klasę średnią i mieszczaństwo, czyli tak naprawdę najbardziej znienawidzone przez lewicę grupy społeczne. Termin "burżuazja" oznaczał po prostu mieszczaństwo, z francuskiego "bourgeoisie" - mieszczaństwo. To właśnie mieszczanie byli grupą, która obaliła przywileje feudalne szlachty, grzebiąc tym samym feudalizm i stwarzając podwaliny pod kapitalizm. Kto czytał "Manifest komunistyczny" Karola Marksa, ten wie, że autor miał niemały ból dupy o to, że ta niedobla burżuazja ośmieliła się obalić feudalną arystokrację, co umożliwiło rozbudowę miast i rewolucję przemysłową. Ale zaraz. Czy przypadkiem Marks nie miał żydowskiego pochodzenia? Ano miał, w niczym nie przeszkadzało mu to być wyjątkowo zaciekłym antysemitą, że sam Hitler by się przy nim zawstydził. A własnego żydowska się zwyczajnie wstydził. Co ciekawe, identyczną postawę reprezentował Ferdinand Lassalle, kolejny znany prekursor socjalizmu, który nienawidził Żydów, chociaż sam nim był. Zwykł mawiać: „Nienawidzę dwóch rzeczy: żydów i literatów, niestety jestem jednym i drugim”. Bardzo dużą niechęcią do Żydów odnosił się także guru lewicowej ekonomii, John Maynard Keynes. Jednakowoż, kiedy coraz więcej Żydów zaczęło zasilać szeregi międzynarodówek, partii socjalistycznych i komunistycznych, nie mówiąc już o poparciu dla bolszewików przez rosyjskich Żydów, ooo to nagle dla lewicy Żydzi stali się fajni. Teraz już mamy inną narrację. Nie krytykuj Żydów, ty prawicowa, antysemicka świnio. Kiedy jednak Stalin zaczął zwalczać trockistowską opozycję, gdzie każdy Żyd był uznawany z góry za "trockistę", Żydzi zaczęli być w ZSRR bardziej prześladowani, niż nawet w analogicznym okresie w III Rzeszy Niemieckiej, a więc jeszcze przed II wojną światową i holocaustem. Taka Noc Kryształowa to był pikuś przy pogromach na Żydach, jakie miały miejsce wówczas w Związku Radzieckim. Kiedy jednak znowu Stalin montował w Polsce po II wojnie światowej nowe elity, w miejsce tych wymordowanych w Katyniu, Żydzi znowu stali się dla niego użyteczni. Przedstawiciel nowych elit to musiał być człowiek, który nie będzie miał odchyleń polsko-patriotycznych, a więc po pierwsze mieć komunistyczne poglądy, a po drugie mieć niepolskie pochodzenie. Idealnie nadawali się więc tu żydowscy komuniści, dlatego było tak wielu Żydów w UB, i w ogóle tak powstała polska elita żydokomuny. Kiedy jednak znowu doszło do pogorszenia się relacji ZSRR z Izraelem w czasie wojny sześciodniowej w 1967 r., dla władz PRL Żydzi znowu przestali być fajni, i mieliśmy wydarzenia marcowe 1968 r. I tak w koło Macieju. A jak to jest obecnie? Owszem, współczesna lewica chroni Żydów, ale tylko tam gdzie stanowią oni "prześladowaną mniejszość" i można tym atakować pozostałą większość, jacy to z nich antysemici, faszyści, mohery i ciemnogród. Schemat ten oczywiście nie zadziała w Izraelu, gdzie Żydzi nie są przecież mniejszością tylko większością, poza tym zgodnie z poprawnością polityczną, Żydzi, podobnie jak kobiety i homoseksualiści, mogą być dyskryminowani tylko przez katoli z zachodu, broń Boże, nie przez muzułmanów. Ponadto, od samych Żydów dla lewicy obecnie ważniejsza jest promocja islamu, co stanowi ulubione narzędzie kulturowego marksizmu do rozwalania całej zachodniej cywilizacji. Do tego wszystkiego nie należy zapominać o istnieniu silnego lobbingu arabskiego. Takie kraje jak Arabia Saudyjska, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, mają całe morze gotówki na korumpowanie zachodnich polityków i mediów. Jak powszednie wiadomo, chociażby Fundacja Clintonów, była solidnie wpierana przez Saudyjczyków i Katarczyków. Katar już sobie wykupuje nawet całe imprezy sportowe. ONZ to już od dawna jest praktycznie prywatny folwark Arabii Saudyjskiej. Ten kraj w którym kobiety nie mają prawie żadnych praw, został ostatnio wybrany do komisji ONZ ds. statusu kobiet, a w 2015 to właśnie ten kraj został wybrany na przewodniczącego komitetu ONZ ds. Praw Człowieka, chociaż prawa człowieka łamie się w tej dyktaturze szariatu na co dzień. Lobby pro-islamskie są w ONZ na tyle silne, że ONZ stał się w ostatnich latach nawet anty-izraelski, co widzimy w podsumowaniu poniżej: I tak jesteśmy sączeni tą pro-islamską propagandą na każdym kroku i to od lat. Poza przekłamaniem konfliktu Izrael-Palestyńczycy oczywiście kłamania się skrywanie prawdy o cieniach multi-kulti w Europie i USA, tuszowanie spraw islamskich gwałtów, racjonalizowanie zamachów terrorystycznych, których dokonują "nieszczęśliwie zakochani czy sfrustrowani życiem ludzie o nieeuropejskich rysach twarzy". Czy też zrzucenie całej winy w Wojnie w Bośni i Hercegowinie na Serbów, gdzie do ofiar masakry w Srebrnicy doliczono nawet muzułmanów, którzy wyjechali albo zostali zabici przez swoich współbraci. Tymczasem całkowicie przemilczano zbrodnie dokonywane przez Albańczyków (czyli muzułmanów) na serbskich cywilach. Nikt za te ludobójstwo nawet nie odpowiedział, poza Naserem Oricem, który dostał 2 lata więzienia, z wyroku został zwolniony, jako że odsiedział 3 lata w areszcie. Ok, omówiłem więc jak działa lewica i na czym polega arabski lobbing. Ale pozostaje jeszcze kwestia, dlaczego to sami Żydzi z lewicy mają nastawienie anty-izraelskie? Tu trzeba zrozumieć, że Żydzi jak każdy naród na świecie, również są między sobą podzieleni. Istnieje więc zarówno: -żydowska lewica, czyli tacy ludzie jak Soros czy Michnik -żydowska prawica Izrael jest to kraj założony przez tzw. syjonistów. Nie do końca jest tak, jak niektórzy mawiają że syjonizm = żydowski nacjonalizm, dlatego że syjoniści również dzielą się na prawicowych i lewicowych. Jest to dosyć ogólne określenie na Żydów będących "za Izraelem". Kiedyś tak nazywało się zwolenników utworzeniu tego kraju, obecnie każdego kto z nim sympatyzuje. Tak więc jest to coś w rodzaju żydowskiego patriotyzmu, naturalnie że syjonizm zbiera więc głównie żydowskie środowiska patriotyczne, konserwatywne, niekiedy nawet nacjonalistyczne. I w polityce Izraela od wielu lat, bodajże od lat 70-tych dominują partie prawicowe, konserwatywne i nacjonalistyczne. Podział na prawicę i lewicę funkcjonuje również w samym Izraelu. Poza dominującą opcją prawicową istnieje opozycja lewicowa, a właściwie to lewacka, bo są to znane z zachodu typowo przypałowe grupy jak: LGBT, feministki, różni zieloni i tęczowi. Lewactwo w Izraelu potrafi być naprawdę nieźle popierniczone, czego przykładem są egalitarystyczne eksperymenty w kibucach, te słynne "gender w praktyce", które się nie powiodło itd. Parady równości w Tel-Aviwie należą do największych na świecie. Żydzi mieszkający w Izraelu zdając sobie sprawę z islamskiego zagrożenia wiedzą, że trzeba wybierać do władzy prawilnych chłopaków, którzy nie będą się patyczkować z muzułmanami, którzy będą inwestować w silną armię i dbać o pozycję Izraela na arenie międzynarodowej. I tu dochodzimy do najważniejszej konkluzji, żydo-lewica i żydo-prawica nienawidzą się nawzajem i zwalczają jak tylko mogą. Dlatego żydo-lewactwo tak nienawidzi Izraela, czyli prawdziwą ostoję żydo-prawicy. Poza tym żydowskie lewactwo ma dokładnie taką samą mentalność jak każde lewactwo na świecie, a więc pogardę dla własnego narodu. To że islamizacja i multi-kulti może się bardzo źle skończyć dla Żydów, zarówno tych żyjących w diasporze jak i Izraelu, mają centralnie w dupie. Ważniejsza jest dla nich realizacja kolejnej lewackiej utopii, kiedyś był to komunizm, obecnie multikulturalizm i sorosowa koncepcja "społeczeństwa otwartego". Na koniec jeszcze taka dosyć istotna sprawa. Żydo-prawica z Izraela stara się mieć dobre relacje z innymi prawicowymi ugrupowaniami na świecie. Nie jest to łatwe, dlatego że prawica zazwyczaj nie jest zbyt przychylna Żydom, ale są od tego wyjątki. Idealnym przykładem jest obecny prezydent USA, Donald Trump. Nasz polski PIS, również jest partią pro-izraelską i pro-amerykańską, dlatego od zawsze żre się z lokalną żydo-lewicą, czyli michnikowszczyzną i organizacjami Sorosa w Polsce, zorientowanymi wokół Fundacji im. Batorego. Warto przyjrzeć się ostatnim wydarzeniom w USA. Za Obamy doszło do mocnego zacieśnienia więzi między Ameryką a Arabią Saudyjską. Iran został wykreślony z "osi zła", zniesiono sankcje nałożone na ten kraj w zamian za podpisanie "porozumienia nuklearnego". Wszystko przy wyraźnym sprzeciwie Izraela. Czyli widzimy tu wychłodzenie relacji z Izraelem i "puszczenie oczka" do świata islamu. Do tego arabska wiosna, czyli tak naprawdę obalanie świeckich władz na Bliskim Wschodzie. No i wojna z Assadem, będącym wielkim wrogiem Arabii Saudyjskiej, która zakładała (Arabia) nawet możliwość samodzielnego ataku na Syrię. Poza tym wojna w Syrii stworzyła doskonale narzędzie do islamizacji zachodniej Europy napływem psedouchodźców. W ostatnich wyborach naprzeciw siebie stanęli: -Hillary Clinton - finansowana przez Sorosa, jak i prawie wszystkie banki, wspierana przez media i Hollywood, jak i finansowana przez Arabię Saudyjską i Katar -Donald Trump - finansujący się praktycznie samemu, ale jednocześnie deklarujący przyjazne stosunki z Izraelem i walkę z islamskim terrorem Po zwycięstwie Trumpa, NGO Sorosa szaleją, dochodzi już nawet do fizycznych ataków na zwolenników Trumpa. Do tego Women March, marsz zorganizowany przez Lindę Sarsour, Palestynkę, muzułmankę, otwarcie popierającą prawo szariatu, pochodzącą z rodziny wpierającej Hamas, marsz był finansowany przez Sorosa. Sojusz Sorosowo-proislamski widoczny jak na dłoni. Trump realizuje swoją antylewacką i antyislamką politykę, czyli stara się zablokować napływ islamskich imigrantów, zaostrza stanowisko wobec Iranu (chce renegocjacji porozumienia nuklearnego), demontuje Obamacare, prawdopodobnie Ameryka zaostrzy również stanowisko wobec Arabii Saudyjskiej, którą Trump niejednokrotnie krytykował, szykują się też obniżki podatków. No i fajnie, ale ktoś teraz zapyta: ale czemu Trump podjął decyzję o bombardowaniu Syrii? Faktycznie Trump wydaje się tu kontynuować politykę Obamy, ale robi to z zupełnie innych motywów. Otóż Assad jest nie tylko wrogiem Arabii Saudyjskiej, ale także Izraela. Assad sam zapowiadał, że jak tylko upora się z rebeliantami, zaatakuje Izrael. Assad wspiera również antyizraelski Hezbollah w Libanie. Do tego reżim Assada jest wpierany przez Iran, wielki, wielki wróg Izraela, który już praktycznie oficjalnie deklaruje chęć zmiecenia Izraela z powierzchni ziemi. Poza tym Iran wspiera również Hamas. A czy to dobrze, czy to źle że tak zmieniły się stery w Ameryce? No, na pewno obecna opcja jest o niebo lepsza od sojuszu Obama-Clintonowie-Soros-Islam bo to już jest przepis na całkowite zniszczenie zachodniego świata. Pewną wadą może być dalszy napływ "uchodźców" do Europy. Ale przecież gdyby wygrała Clintonowa, było by to samo, a właśnie to było by jeszcze gorzej, Trump póki co w zasadzie tylko zbombardował jakieś rosyjskie bazy, żeby mu Izrael nie truł dupy, no i przy okazji odciął się tym samym od spekulacji co do swojej rzekomej pro-rosyjskości. Poza tym, każdy głupi już wie że z tymi uchodźcami to ściema, do Europy nie napływają żadni uchodźcy wojenni, tylko imigranci ekonomicznym z różnych krajów Bliskiego Wschodu i Afryki, po prostu nadal należy się na to nie nabierać i już. Trochę konstruktywnych wniosków z tego wszystkiego: 1. Należy zdać sobie sprawę z tego czym jest islam i dżihad, zachęcam do lektury mojego tekstu o islamie: Nade wszystko, przestać sobie wkręcać takie bzdety jak: Zamach we Francji? Abo Francja wysłała wojska do Algierii. Czeczeńscy terroryści atakują rosyjskie dzieci w szkole? A bo winny Putin. Arabowie atakują Izrael? A bo walczą o jakąś tam swoją ziemię. Muzułmanie wyrzynają Serbów? A bo walczą o swoje. Nie, nie, i jeszcze raz nie. To jest jeden wielki bullshit. Szwedzi, Norwedzy i Brytyjczycy byli dla muzułmanów aż zbyt mili i jak się im odwdzięczyli? Islam prowadzi od 1400 lat świętą wojnę z całym nie-muzułmańskim światem i nie spocznie póki jej nie wygra. Muzułmanie o tym wiedzą, czas aby nie-muzułmanie też to w końcu zrozumieli. 2. W sprawie islamizacji zachodniego świata należy wdrążyć rozwiązania "izraelskie", czyli tak jak w Izraelu: zamknąć granice na jakichkolwiek islamskich imigrantów, na każdy akt przemocy reagować natychmiastowo, rozbijać siatki terrorystyczne i islamską V kolumnę biorąc przykład z Mossadu. Rozpowszechniać wiedzę o islamie i dżihadzie, wzorem takich izraelskich wykładowców jak Moshe Sharon. 3. W sprawie Sorosa i jego organizacji powinno się wprowadzić wariant "putinowski", czyli tak jak Putin wywalił z Rosji wszelkiej maści sorosowe fundacje, a jak człowiek Sorosa, Michaił Chodorkowski, założył Open Russia, która była kopią sorosowej Open Society, również zostało to zaorane. Podobnie jak Pussy Riot, czyli feminazistki, także finansowane przez Sorosa.
  12. 15 polubień
  13. 14 polubień
    Tysiące lat ewolucji i kształtowania człowieka napędzanego pierwotnymi instynktami, którego głównym celem jest przetrwać i się rozmnożyć - ale chuj tam, wszystkiemu winne rozwody i alkohol. Znam mnóstwo kobiet wychowanych w normalnych pełnych rodzinach i jakoś wszystkie przejawiają wspomniane w artykule zachowania. Nie wspominajac o chwalonym przez Ciebie Zachodzie, gdzie laski odpierdalają większe cyrki niż te nasze karyny. Z całym szacunkiem chłopak, ale ty naprawdę nie wiesz o czym piszesz. Im lepsza sytuacja ekonomiczna, tym mniej stabilne związki - kobiety nie muszą żyć z facetami, mogą od nich odejść a i tak sobie poradzą. Na Zachodzie w niektórych krajach nawet 60-70% małżeństw się rozwodzi, u nas "tylko" 40%. Każda kobieta leci na hajs, ale tutaj nikt nie mówi, że lecą tylko na $$$. Uroda, pewność siebie czy gadane to też istotne czynniki, nie zmienia to faktu, że kobiety wbrew pozorom mózg mają i potrafią się domyślić, że wychowanie dziecka i fajne życie kosztuje, stąd każda pani planująca założyć rodzinę zwraca uwagę również na pieniądze. A najlepsze, jak słyszę "ja nie lecę na hajs" od kobiet, które biednych facetów widziały, ale u koleżanek: 1 koleżanka - "dzisiaj my kobiety nie lecimy już na dupków, teraz właśnie wolimy dżentelmenów" - jej fagas to gangsta, ma znajomości mafijne i kumpli w pierdlach, zarabia kilka-kilkanaście tys. miesięcznie, koks z siłowni, nieprawdopodobnie pewny siebie, napierdala każdego, kto krzywo na niego spojrzy, kiedyś pobił policjanta w trakcie kontroli drogowej, bo ten mu zaczął pyskowac. 2 koleżanka - "hajs wcale nie jest najważniejszy, może i niektóre faktycznie lecą na pieniądze, ale nie wszystkie" - jej chłopak jest kilka lat starszy, ma firmę, 3 mieszkania. Jak kiedyś z nią gadałem chwaliła mi się, że z nim wszystko jest takie łatwe i proste, że ona w ogóle się niczym nie martwi...
  14. 14 polubień
    I gdzie są teraz te wspaniałe niewiasty, które nie lecą na kasę tylko na wspaniałe wnętrze? Zbudowałeś sobie, z którąś życie, zestarzałeś się, odchowałeś dzieci, przeżyłeś sielankowe 30 lat np.? Niech zgadnę .... poszły w pizdu do faceta z zasobami
  15. 14 polubień
  16. 14 polubień
    Red, oceniam twoje zachowanie maksymalnie prawidłowo. Nie mogłeś pewnych spraw przewidzieć. Opiszę swoją, bardzo podobną historię. Sytuacja zdarzyła się w nieco większej budce z tanim kebabem Po piątkowej imprezie zaszedłem tam ja, kolega i koleżanka (nawalona). Weszło do kebabowni z nami kilku karków, jeden z parazilatorem, wyraźnie szukać spinki. Jeden wszedł w kolejkę tej koleżance (czysty przypadek, bo też nawalony). Ona zaczęła drzeć na niego ryja, mówić, że MY mu najebiemy, że jest jebanym chamem, przede mnie stawać w kolejkę !!!! Kolesi czterech, patrzą na nas i na nią. Podszedłem natychmiast do ich alfy. Miałem akurat hot doga w łapie nietkniętego. Przedstawiłem się, powiedziałem, żeby wziął hot doga w ramach zadośćuczynienia za pojebaną koleżankę i oszczędził sobie stania w kolejce. Szepnąłem mu, aby potraktował ją niepoważnie, zwykła świnia niegodna uwagi, szlajamy się z nią, ale nie jest naszą koleżanką. I zadałem od razu pytanie, skąd wracacie, jak impreza? Jeżeli się gniewacie to postawię piwko No i kolesie od razu na luz wrzucili, też się zaczęli przedstawiać. Jeden zwrócił uwagę o temperowaniu swoich kobiet i ustawianiu ich w szeregu. Koleżanka została właściwie wypchnięta z rozmowy. Od tamtej pory nie rozmawiamy i nigdy nie porozmawiamy. Najchętniej bym ją zajebał w ryj. Zatem moja rekomendacja brzmi następująco (w podobnych sytuacjach): - natychmiast ośmieszyć kobietę, alternatywa to technika totalnej werbalnej dominacji (siadaj pierdolona suko, zamknij mordę jebana szmato - musi przenieść agresję na ciebie), lub - natychmiast nawiązać kontakt z samcami, postawić flaszkę, piwa dla wszystkich, przedstawić się, skrócić dystans, Z wielu opresji ratowałem tak znajomych, siebie, obcych ludzi.
  17. 13 polubień
    Od kiedy pamiętam, zawsze lubiłem towarzystwo ładnych kobiet. Z wielką łatwością przychodziło mi nawijanie makaronu na uszy niewiastom, nie miałem najmniejszych problemów z namawianiem do "złego" . Nie przywiązywałem się do nich, relacje traktowałem dość egoistycznie, nie przejmowałem się uczuciami kobiet. Zawsze byłem takim ułożonym gnojem. Jednak życie pokazało, że na wszystko przychodzi czas i w moim przypadku również miało miejsce kilka zgrzytów Matrixowych. Biorąc pod uwagę poprzednie posty w tym temacie, będę mało oryginalny -wręcz sztampowy. Miałem dwie sytuacje, które sprowadziły mnie na ziemię i kilka pomniejszych. 1) Kilkuletni związek, ja dość obojętny, częste spory o pierdoły. Sprawy łóżkowe prima sort. W międzyczasie jakieś inne samiczki podrywałem, ale do zdrady żadnej nie doszło - jestem z kimś to nie zdradzam, takie me motto:D Dziewczyna cały czas zabiegała o względy, do czasu... do czasu aż pomyślałem, że może warto zacząć zachowywać się jak w filmach przykazano. Miesiąc lub dwa później związek się rozpadł, uznała, że zaczęła się ze mną czuć jak z przyjacielem. Zbyt miły = pizda nie do związku = przyjaciel. ZROZUMCIE TO BIAŁE CIOTOWATE RYCERZYKI!! 2) Po tym doświadczeniu wróciłem do starych zasad i na nowo poznawałem tabuny dziewczyn, które zlewałem a i tak waliły jak muchy do gówna żeby chociaż spotkać się na chwilę. Tak minęło kilka lat, żyłem sobie szczęśliwie i bezstresowo aż do czasu.. Poznałem pewną pannę * temat opisywałem na forum, wielce wierząca, wielka miłość, wielki zawód:D Stałem się dla niej zajebistym, przewykurwistym białym rycerzem. Podręcznikowym białym rycerzem wręcz. Dbałem, chuchałem z kwiatami latałem i...miesiąc, dwa niby ok, a potem rozstanie bo jej nie pasowało, mnie właściwie też. Jedno wielkie nieporozumienie. Dwie powyższe historie na stałe utrwaliły mnie w przekonaniu, że nie warto się starać i już. Mniej atencji = większa niepewność niewiasty = zaloty z jej strony = seks bez ograniczeń. Chcesz świntuszyć z dziewczynami ? Skończ z białorycerzeniem!! Chcesz zostać wydymany? Bądź nim nadal.. Tyler
  18. 11 polubień
    Mój ulubiony tekst: "to ja chyba jestem jakaś dziwna" . Ja się o kobietach dowiedziałem dwóch fundamentalnych rzeczy: 1. Wszystkie kobiety są inne niż wszystkie 2. Każda kobieta chce jednego - wszystkiego A co do tematu to z moich obserwacji (niepopartych oczywiście żadnymi badaniami) wynika, że najważniejsze w sukcesie z kobietami są: (w kolejności od najważniejszego do najmniej ważnego) 1. Uroda + pewność siebie (50:50) 2. Uroda (100) 3. Uroda + pieniądze (50:50) 4. Pieniądze + pewność siebie (50:50) I tyle... Po prostu powiedzmy sobie wprost, żadnym sukcesem nie jest gdy kobieta wykorzystuje mnie finansowo, emocjonalnie (jako wsparcie, przyjaciela), jako rozwiązywacza problemów, doradcę w sprawach technicznych i nietechnicznych itd. a seksualnie mnie nie chce albo chce ale wolałaby (i szuka) innego. Wkład w związek dzisiejszych kobiet skupia się głównie na ich towarzystwie i seksie stąd tylko w kontekście dostępu do tych dwóch można mówić o byciu atrakcyjnym czy sukcesie w relacji. Pieniądze i pozycja społeczna nie sprawiają, że człowiek staje się atrakcyjny dla płci pięknej. To jest tylko sygnał dla pasożyta, który jest w każdej kobiecie, że tutaj warto się otorbić i pobierać cenne składniki. Jednak nie odciągnie to żadnej samicy od punktów zainteresowania seksualnego czyli 1-4. Podobnie błędnie interpretowane jest pojęcie inteligencji faceta. Kobiety lubią inteligentnych czyli takich, którzy potrafią im nawinąć makaron na uszy a więc po prostu pewnych siebie bajkopisarzy. Nie ma to nic wspólnego z inteligencją jaka daje np. sukces zawodowy (czy też zwiększa jego szansę). Popatrzcie np. na Elona Muska. Miliarder, wizjoner, bardzo wpływowy i szanowany człowiek, niebrzydki i zadbany, jednak w "miłości" mu jakoś nie idzie. Gość jest urodzonym inżynierem i myślicielem ale z pewnością siebie nigdy nie przesadzał. Z pierwszą żoną mu nie wyszło a teraz przyssała się do niego jakaś pijawa, z którą już dwa razy się rozwiódł (sic!). Raz widziałem wywiad, w którym odpowiadał łamiącym się głosem na pytanie dotyczące życia osobistego. Zapewne ten, który teraz obraca mu pannę nie ma takich przeżyć a może i pije szampana za pieniążki, które ta lafirynda mu ukradła. Oczywiście, w pewnym momencie kobieta chce ale już nie może, wtedy musi znaleźć tego frajera, który weźmie jej problemy na barki i zestarzeją się razem trzymając się za rączkę na ławeczce i patrząc w kierunku zachodzącego słońca. Tylko pytam jeszcze raz: to jest dla mężczyzny sukces w relacji z kobietą?
  19. 11 polubień
    Żyłem z kobieta przez dwadziescia dwa lata bez slubu. Bylem mezem przez rok,a rozwodzilem sie dwa lata.
  20. 10 polubień
    Już onegdaj rozmawialiśmy o ubieraniu przez panie swoich mężów, tak, by zniszczyć ich atrakcyjność dla innych samic. Karmienie to bardzo podobny aspekt. I to prawda, nikt pod bronią nie każe im ani jeść gówna ani wyglądać jak dziady. Trochę generalizując, jako że jednak znam wokół wyjątki od poniższej reguły, która brzmi mniej więcej tak - ludzie wykształceni z ambicjami "światowymi", często pochodzący z majętnych i znaczących rodzin (choć często i dorobieni nuworysze), bardzo dbają o to co do garnka trafia ze szczególnym naciskiem na to co dostają jeść ich dzieci. Nieraz byliśmy na obiadach czy kolacjach, gdzie kilkuletnie potomstwo gospodarzy wcinało małże bądź ostrygi z takim samym apetytem jak cała reszta biesiadników. Małe dzieci z biedniejszych rodzin nie wezmą do ust niczego, co nie jest przynajmniej słodkie/słone (musi zawierać jakieś ekscytotoksyny, bo kto by ten "papier" inaczej przełknął?). Dwa tygodnie temu u nas z siedmioletnią córką znajomych wyżeraliśmy na wyścigi łyżeczką kawior ze słoika. Sami go we dwójkę opędzlowaliśmy. Słodycze, chipsy, fabryczne soczki, batoniki itp. dla nich nie istnieją. Dzieciaki nie boją się nowych smaków a co słodkie to jest "be". Jedzą tak, jak mamusia nauczy smaków, ale uwaga - często pod naciskiem wymagań ze strony męża. Za to stojąc przy taśmach podawczych w sklepach, często obserwuję sobie cudze zakupy. Cuchnąca na kilometr candidą, młoda i otyła mamusia w dresach, z dzieckiem w kształcie piłki plażowej ma na taśmie batoniki, słodycze, chipsy, colę... Przecież skoro coś się sprzedaje w legalnym sklepie, nie może być trujące, prawda? No jasne, fajki i gorzała też są legalnie w obrocie. Amunicja nie jest Jest potężny rozdźwięk pomiędzy nawykami żywieniowymi w różnych "kastach". Nie wiem czy to skutek taniości (dostępności ilościowej, za ten sam hajs można kupić duuuużo) powszechnych pasz, bo do żywności temu daleko, czy samoświadomości. Trochę to straszne i smutne, bo przecież za karmienie w domu przeważnie odpowiadają panie. Jakoś nie ogarniają, że więcej nie znaczy lepiej. Jeśli facet miałby do wyboru samochód, to prędzej wybierze jeden przyzwoity niż pięć wraków. A te nie, wybiorą parówki z MOMu bo jest sześć zamiast dwa prawdziwe kabanosy.
  21. 10 polubień
  22. 9 polubień
    W wywiadzie jest jeden ciekawy cytat pokazujący to co się dzieje dziś w obyczajowości i w tzw zmianach społecznych - Mężczyźni są inwestycją na trudne czasy. Dopóki czasy są średnie, kobiety świetnie się sprawdzają i wystarczą. Kiedy robi się naprawdę ciężko, stajemy się niezbędni. Otóż to. Czasy mamy spokojne, wojen brak, kryzysów żywieniowych brak. Ciepła woda w kranie jest. Wszystko jest. Kobietom jest dobrze, a im jest im dobrze tym chcą aby było jeszcze lepiej. Prą do przodu eksploatując facetów ile się da. A jak facet jest już wyeksploatowany to schodzi na dalszy plan lub w ogóle z planu a w dalszym wyzysku pośrednio pomaga państwo (alimenty, pomoc społeczna itp.). Ewentualnie przechodzą do wyzysku innego faceta bo przecież - o ogólnej atrakcyjności mężczyzny jako partnera decyduje raczej to, jak dalece jest on w stanie dostarczać pożądanych przez kobietę dóbr.
  23. 9 polubień
    @HORACIOU5 Mi w pamięci został obraz jak znajomej wprost powiedziałem o co jej chodzi (hajs i ustawienie się, dotyczyło innego faceta, żadna tam miłość). Nie absolutnie abym się wpieprzał w kogoś sprawy, zawsze mi do tego daleko ale sama znajoma mnie do tego sprowokowała Do dzisiaj pamiętam jej żywą do mnie nienawiść jak jej to powiedziałem, wręcz pogardę. Tak jakby miały zaprogramowaną reakcję obronną - no inne może takie są ale na pewno nie ja -. Wiedzą dzielę się tylko na Forum, stąd też ją czerpię. W realu wykorzystuję praktycznie, nigdy o niej nie mówię. Najważniejsze, że wszystko co piszemy potwierdza się w praktyce.
  24. 9 polubień
    Jak kobieta bedzie chciala pizdusia, to bedzie miala pizdusia, jak macho, to bedzie miala macho itd...Ale... Zasoby to wazna kwestia, bo kobieta odbiera to podswiadomie jako poczucie bezpieczenstwa, natomiast na sex sklada sie jeszcze wiele innych czynników, poczucie humoru, wygadania, ubiór i styl bycia, dlatego czesto gesto kobiety ida na ruchanie juz na pierwszej randce, bo koles im czyms zaimponowal, bardzo wazna jest takze wyobraznia u faceta... Jesli ma duza wyobraznie, umiejetnosci konwersacji, poczucie humoru i pewnosc siebie to moze zdobyc naprawde dobry target, bo kobieta koncentruje sie tylko na dany moment, obecna chwile, dlatego bajerant moze byc golodupcem, ale ma talent do stwarzania aranzacji i pobudzenia kobiecych emocji... No wlasnie, pewnosc siebie to znajomosc siebie samego, swiadomosc siebie, im wiecej jestes swiadomy tym bardziej siebie kontrolujesz, jestes spojny, dlatego tak wazna jest praca nad soba... Dlatego pisalem ze jak pracowalem w nadmorskich kurortach jako barman, nie mialem pieniedzy, malo zarabialem, mieszkalem w jakiejs klitce, ale mimo wszystko posuwalem 2-3 kobiety na tydzien oczywiscie wykorzystalem fakt ze te Panie przyjezdzaly tutaj sie po prostu zabawic, co ulatwialo mi zadanie Seksualnosc jest niesamowicie istotna, bo tak naprawde pomijajac cala ideologie ktora sobie dopisujecie do spotkania, o nia tak naprawde chodzi, bo wszystko ma i tak sie zakonczyc wystryskiem, chocbys dorabial do tego nawet najlepsza historie Dlatego niezwykle istotny jest dotyk, juz na samym poczatku, delikatna jego eskalacja, to pobudza wyobraznie i pomaga sie wam ze soba oswoic... Kobieta ma kilka punktów erogennych, ktore trzeba umiejetnienie stymulowac, naprzyklad zamiast rzucania sie z lapami na twarz bezczelnie, trzeba wymyslec jakos historie np ''O poczekaj Dominika, Mariolka etc, masz jakis maly napruszek w kaciku ust, i zdejmujesz deliktanie... Druga sprawa, Polacy maja problemy z podrywaniem kobiet, bo wychowalismy sie w takim kregu kulturowym, dlatego typowy Polak czesto zastanawia sie nad tym co powiedziec, aby jej nie urazic, jak podejsc, dlatego na tym polu przegrywamy sromotnie z ciapakami, bo tamci sa bezczelni, pewni siebie, wychowali sie w kulturze w ktorej mezczyzna jest stawiany wyzej od kobiety, dlatego ida do kobiet jak po swoje dzieki temu pozbywaja sie stresu, emanuja pewnoscia siebie itd... W Polsce przecietny chlopak jest wychowany w poczucie bycia gorszym od kobiet, ma stworzony wyidealizowany obraz kobiety, dlatego czesto boi sie podejsc, bo na jej tle wypada blado, co jest oczywistym absurdem
  25. 9 polubień
    A Marek tłumaczy... Nigdy nie przywiązuj się do rzeczy materialnych, kochaj tylko siebie, wtedy strata tak bardzo nie boli. Kiedyś tu napisałem sentencje z filmu 'Gorączka', gdzie De'Niro mówi: "Nigdy nie posiadaj rzeczy której nie był byś w stanie porzucić w 30 sek". Wziąłem sobie to do serca i stosuje. Staram się nie przywiązywać zbytnio do czegokolwiek. Wtedy utrata mniej boli. Ostatnio młodszy synek, w robocie złamał swojego rocznego smartfona, powiedział, wiesz tata bardzo mnie nie boli bo to tylko telefon. Zarobię to kupię nowy. I tyle, warto rozmawiać z młodzieżą.
  26. 9 polubień
    Yhym... My też postępujemy wg schematów. A różnica między nami a innymi polega na tym, że mamy ŚWIADOMOŚĆ tych schematów i wymieniamy je na lepsze dla nas w zależności od punktu siedzenia.
  27. 8 polubień
    No i git w końcu możesz podymać inne panny, nie o to chodziło ?
  28. 8 polubień
  29. 8 polubień
    Ja też byłem pewny jak wielu innych tutaj hahaha
  30. 8 polubień
    @Rnext Nie wiem dlaczego, ale akurat teraz przypomniała mi się śmieszna anegdota. Kiedyś jadę z N (jedna z 4 córek teścia) oraz A samochodem. Obie nie należą do filigranowych osób, a raczej do takich, które geny trzymają w lodówkach. Wieloryby ogólnie. A jest z branży budowlanej (konstruktor/projektant/inspektor). Wjeżdżamy do hotelu. Wjazd jest tak skonstruowany, że próg jest dość wysoko. Za każdym razem ocieramy spodem auta o ten próg. Właściciel hotelu (to taki mały hotelik/burdelik) zasugerował, aby "dziewczęta" wysiadły z samochodu na czas pokonywania progu. Pani A oczywiście "co za kretyn to tak wybudował!". Ja z nieukrywaną satysfakcją powiedziałem: "Nie dziewczęta. On wam chciał powiedzieć, że po prostu jesteście grube". Na początku "zatkało kakało" a potem darły na mnie mordy chyba przez godzinę. Ale ubaw i radochę miałem - warto było.
  31. 7 polubień
  32. 7 polubień
    Mam wrażenie, że parę osób wpadło i rozpieprzyło super ciekawy wątek.
  33. 7 polubień
    Słowa u samic nie mają znaczenia. To tylko dźwięki bez pokrycia w tym co naprawdę myślą. Tutaj wyszła z nich akurat zwykła zazdrość i zawiść o partnera koleżanki. Ale tego nie mogą przyznać tak jawnie.
  34. 7 polubień
    Stary, wyloze to krotko i tresciwie. W PL przecietny obywatel naszego kraju ma szanse na to, aby uzyskac sredniej jakosci wyksztalcenie, wziasc kredyt na conajmniej 25 lat i byc przykuty do srednio platnej roboty przez wiekszosc swojego zycia tylko po to, aby moc ow kredyt za m2 splacic, splodzic jedno lub dwojke dzieci i je wychowac, wejsc w zwiazek malzenski z jakas kobieta itp. Chcialbs takiego zycia? Teraz o laskach. One tak samo jak my chca miec ciekawe zycie, ktore nie polega na zapierdalaniu w jakiejs nudnej robocie, braniu kredytu, siedzeniu w domu itp. Ja to rozumiem. Jak wyjezdzalem w 2004 do UK to sie nadziwic nie moglem, ze tam ludzie tacy na luzie, ze nie ma tej spiny. A wiesz dlaczego tam jej nie ma? Bo w UK, podobnie jak w innych krajach Europy Zachodniej, robota lepsza czy gorsza ale jest i moze ja miec kazdy. Przecietny tamtejszy Kowalski zmienia stabowisko pracy bardzo czesto, co nie pozwala mu osiagnac stagnacji a nie ma nic gorszego dla faceta niz stagnacja bo facet to zdobywca i lubi osiagac nowe. Na Zachodzie nie bylo komunizmu i calej zwiazanej z nim patologii, strachu prze tajna policja poza IIWS i gestapo. Zachodnie spoleczenstwa mialy etos pracy, ktory pozwolil im na zbudowanie prosperity i to, co maja dzis czyli wysoko rozwinietej cywilizacji z cala gama mozliwosci. Na Zachodzie ludzmi nie steruje lek o przetrwanie, ktory wynosza z domu, tylko chec zmian i doswiadczania bo maja do tego odpowiednie warunki. Teraz przeloz to sobie na relacje kobieta-mezczyzna. W PL kobieta przewaznie wynosi z domu program pt. przetrwac, a wiesz dlaczego? Bo od jakis 400 lat na ziemiach polskich albo byla jakas wojna, albo trwalo jakies powstanie i nie wiadomo bylo, czy jedyny zywiciel rodziny wroci zywy do domu. Czyli bida, nedza, i generalnie niezly syf plus brak perspektyw na inne zycie. Mezczyzni w Polsce tez chca miec lepiej ale jak miec lepiej, skoro robota jest ale wylacznie dla wysoce wyspecjalizowanych informatykow czy technikow, a nie dla kazdego? Przeciez facet chce sie spelniac zawodowo, i pokazywac dookola co robi, co nie? A jak tego nie ma, zaczyna sie lipa niezla. I to sie przedklada na relacje. Bo ani kobieta nie chce miec u boku frustrata ani facet nie chce czuc sie niespelniony w swoich ambicjach tylko miec to poukladane i zdobywac samiczke za samiczka. Po prostu w PL mamy chujowa sytuacje, brak roboty, a jak jest to jest chujowo platna. Ludzie sa do siebie niemili, klocimy sie zamiast wpolnie dzialac. Rynek mieszkaniowy to osobny tenat i kolejna patologia. Ja do dzis nie kumam, jak to jest, ze w teoretycznie wolnym kraju trzeba 3/4 zyia zapierdalac na jakies m2 i 10letniego uzywanego Opla podczas gdy na Zachodzie wiekszosc wynajmuje domy i stac ich poza tym na wiele innych rzeczy typu wycieczki, dobry samochod, edukacja, opieka zdrowotna itp. Dziwisz sie laskom, ze nie chca takiego zycia. A odpowiedz sobie szczerze: Ty chcialbys miec takie zycie? Pomijajac te 10 procent populacji u nas, ktora robi w korpo, albo ma jakis zajebisty biznes i zarabia gruby hajs, reszta zadowala sie nedznymi ochalapmi podczas gdy na Zachodzie przecietny Kowalski ma szanse na o wiele bardziej udane zycie zawodowe i prywatne (jedno wiarze sie z drugim). Ma szanse, bo tam nie ma takich warunkow jak u nas. Tam jak naprawde chcesz do czegos dojsc, to uwierz mi ale dojdziesz. A na pewno zrobisz wiecej niz u nas bo tam po prostu jest na to wiecej mozliwosci. Po prostu u nas dominuje ciagle lek, i u lasek i u facetow. One chca stabilizacji, my chcemy cos osiagac. A jak tego nie ma, to co jest? Wkurw, frustracja, brak wyladowania. Dodaj sobie do tego, ze od conajmniej 200-300 lat alkoholizm byl plaga na tych ziemiach, do dzis kazdy z nas na pewno mial lub ma kogos w rodzinie, kto chleje na umor. O malych miasteczkach ni wspominam bo tam to juz w ogole jest jazda konkretna. Kosciol tez robi swoje. W wielu rodzinach facet to nie przyklad do nasladowania i rekojmia stabilizacji tylko gosc, ktory jest maksymalnie niespelniony i swoj stres wyladowuje lazac po knajpach albo po burdelach. Na Zachodzie tez to jest ale nie tak duzo, jak u nas. Bo jak ma byc normalnie, skoro mamy ciagle jak gdzies w jakism kraju typu Ameryka Pld gdzie garstka ma wszystko a reszta zyje w syfie i braku perspektyw. A na koniec taki przyklad: mieszkam w PL od pol roku i mam konkretne doswiadczenie zawodowe, z ktorym w UK to ja wybieralem ogloszenia i stawki, a nie na odwrot. w PL do dzis nie udalo mi sie znalezc pracy, ktora odpowiadalaby moim oczekiwaniiom i to nawet, kiedy zszedlbym z rzadan o zarobki. Bo u nas ciagle licza sie znajomosci, a nie doswiadczenie. Ze jakis Zenek z wichury zabitej dechami ma lepsza posade bo ma w rodzinie kogos ustawionego niz ktos, kto rzetelnie zapierdalal latami na swoje wyksztalcenie i pozycje spoleczna. I gdyby nie to, ze ciagle zarabiam na Wescie, to juz dawno musialbym pojsc do jakiejs nedznej roboty za 2500/m w miescie, gdzie sam wynajm kawalerki w jakims blokowisku kosztuje 1000/miesiac plus oplaty etc. W UK nie jest rozowo, ale jest o wiele norlaniej niz u nas pod tymi kwestiami. Brytile to rasisci i leniuchy ale generalnie ich system spoleczno-ekonomiczny jest oparty na konkretnych podstawach a u nas tego nie ma bo my nie mielismy mozliwosci wyksztalcic sobie takiego systemu, bo jak budowac cos, co zaraz jakis Rusek, Niemiec czy inny przyjdzie i ci to r.....i i bedzie nowa wojna. O to chodzi. Mam nadzieje, ze troche rozjasnilem w temacie. Nie bronie kobiet ale nie bronie tez nas bo tez nie jestesmy do konca ok i poza tym sytuacja w PL jest niestety chujowienka i tego nie zmieni sie za pynieciem palca. Taka prawda.
  35. 7 polubień
  36. 7 polubień
    @Rnext no jak widać chyba nie. Sam też robiłem kiedyś eksperymenty jak @SennaRot i kiedy wyjeżdżałem z zachowaniami, które zaobserwowałem u pań to w końcu wszystko sprowadzało się do agresji słownej i tekstów pokroju: "Pewnie jakaś kobieta Cię skrzywdziła, ale jak się zakochasz to zmienisz zdanie"; "Ale Ty musisz nienawidzić kobiet, że takie rzeczy wygadujesz"; "Szkoda mi Twojej matki, że jej się taki syn trafił"; "Mam nadzieję, że żadna Cię nie zechcę i nie będziesz miał dzieci". I tak dotarło do mnie, że skoro kobiety to niby takie dobre istoty, to skąd u nich tyle jadu, pogardy oraz nienawiści po wytknięciu im ich zachowań zwłaszcza, że sam żadnej z nich nie obraziłem, a one zaczęły robić wycieczki personalne
  37. 7 polubień
    Zacznij gadać o intercyzie.... W obecnej fali feminizmu to podstawa.
  38. 7 polubień
    Powinieneś to inaczej sformułować: "Szukam frajera, który zaryzykuje swój hajs za moje pomysły. Jak się uda to zarobię, a jak nie to frajer straci"
  39. 7 polubień
    Mąż jest od zaspakajania potrzeb materialnych, od bolcowania najczęściej podwykonawcy, smutne acz prawdziwe.
  40. 6 polubień
    Ja bym się poniekąd zgodziła z @Pawel1978, do tego dodałabym ścisły system wartości, który sam w sobie nie jest zły ale jeśli nałoży się na niego patologiczne wzorce (DDA/DDD) mamy sfrustrowanych ludzi którzy męczą się razem czując tego sprzeczność, ale nie są w stanie się rozstać bo zasady tkwią w nas głęboko. Nie potrafimy powiedzieć "daruj sobie". A jednak w obrębie pewnych założeń słusznie realizują się przeważnie te osoby, które przejęły poprawne (nie toksyczne) wzorce relacji rodzinnych. Teraz to się trochę zmienia, choć zachodnie wzorce pokazują, ze idąc na ustępstwa cały system się zwija, robi się miejsce na inną kulturę bardziej restrykcyjną która w pewnym sensie prędzej czy później prawdopodobnie zniewoli ludzi. Próżnia nie lubi głupoty jaką jest lewicowe myślenie. Bez konserwatyzmu w dziedzinie moralnej nie da się przetrwać, a z drugiej strony sytuacja jednostki znajdującej się pomiędzy globalnym spójnym systemem a związkiem z psycho-alfo–kurwiarzem (te formy ucieczki) a wrzeszczącą matroną (idem) stawiają na rozdrożu interpretacyjnym odnośnie wszelkich systemów ideologicznych. U nas panuje rygorystyczna forma konserwatyzmu w porównaniu z dużą skalą wypracowanych pokoleniowo dysfunkcji, począwszy od rozpijania narodu w okresie zaborów, żeby można było ludźmi lepiej manipulować. Dodać jeszcze do tego można absurdalny, skomplikowany pełen pułapek system podatkowy, który blokuje naturalną, tkwiącą w Polakach przedsiębiorczość (co widać za granicą) -tez pokłosie socjalizmu i demoralizujące ustawianie swoich na stołkach to mamy ludzi którzy w okręgu zamkniętym nie są w stanie spełniać (w wielu przypadkach) swych naturalnych funkcji wynikających z biologicznej natury. Wentyl bezpieczeństwa jakim jest emigracja często bywa przyczyną rozpadu małżeństw, albo samotności osób które musiały śmigać na emigrację zarobkową by coś mieć i w najlepszym dla siebie czasie nie nawiązały relacji rodzinnych. Dla młodych wyjazd za granicę często jest też formą ucieczki od rodziców, od tego co powinno być wzorem pięknych relacji, a jest koszmarnym wspomnieniem niejednokrotnie blokującym na wszelkie relacje. Mamy swoje rany do wylizania (przepracowania), a podświadomość nie próżnuje podsyłając nam „toksycznych” partnerów. Ogólnie nie ma nic nowego w tym co mówi prof. Wszystko jest coraz bardziej pragmatyczne. Rywalizujecie o piękne, młode kobiety(też schemat biologiczny), a do tego potrzebny jest kapitał. Coraz częściej ona wie że jej uroda, jest jej głównym kapitałem, nie ma więc co się dziwić, że tanio nie chce takich cudów sprzedać. Z drugiej strony ludzie mówią: jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Niejednokrotnie jak to wy określacie „pasztet” z kompleksem zwiąże się z mężczyzną niezbyt majętnym z kompleksami innego typu i tak sobie żyją, może nawet lepiej bo nieświadomi w matriksie i poza pułapkami pazernego świata, który po takich łap nie wyciąga. W zależności od charakteru niektórych będzie taki stan frustrować (pobudzanie pragnień) dla innych będzie darem wdzięczności za możliwość odbicia się w parze akceptujących oczu (zasada lustra). Takim osobom będzie tez łatwiej osiąść we wzorcach zastanych. Alternatywą jest samotność. Wszelkie pretensje należy zgłaszać do Boga. Proszę pisać petycję. Skoro obiecano nam miłość a wszystko to biologia i nic nie jest stałe, rozczarowanie jest obustronne. Niektórych odkrycie schematów biologicznych (pozakulturowych- bo czy to nie przez kulturę ogarnia się naturę-w tym sensie stanowi ona zawsze pewną formę opresji) zniesmacza. Innych odczuwana dychotomia pomiędzy kulturą a naturą popycha nawet na wyższy poziom świadomości. Przecież różni myśliciele tworzyli swoje dzieła zainspirowani lub pod wpływem (zawiedzionej) miłości z jednej strony widząc w niej apologię prawie religijną z drugiej odruchy naturalnej seksualności. W tym wszystkim odpowiadając na pytanie natury filozoficznej natura czy kultura, chciałabym zauważyć, że teorie odnoszące się do natury powinny uwzględnić, że na poziomie biologicznym wszyscy jesteśmy zwierzętami (ssakami) a rys historyczny (nie uwzględniający wpływu cywilizacji wyższych) jest dość sprzeczny z badaniami bowiem socjolodzy podkreślają, że choćby statystyki zdrady z roku na rok się zwiększają, co zdaje się potwierdzać, iż obecne standardy wynikają ze zmian kulturowych (istotny współczynnik). Napisano już tak dużo o relacjach damsko-męskich o miłości platonicznej, romantycznej, erotycznej, agape. O funkcjach feromonów, przysadki, hormonów w procesie zakochania, o fascynacji postawą, o zauroczeniu pięknem ludzkiego ciała, o rozdarciu duszy w depresji opuszczenia, o zasadach, o tęsknocie, wiemy jakie składniki naszej biologii i kultury dyktują niemal wszystko. Obawiam się że niedługo nie zostanie nic, będziemy mogli sobie tylko czytać pod czerepami. My wam- wy nam. Już i tak wszystko jest tak bardzo schematyczne. Obecnie kobiety marzą o zabiegach i upiększaniu, luksusowym życiu u boku kogoś majętnego, mężczyźni zaś o potędze, władzy, pieniądzach i modelkach. Oni już wiedza że za wszystko trzeba zapłacić, one że trzeba mieć co sprzedać. Jednym słowem gdyby nie te krzywe zęby lub wakat w portfelu ale byśmy byli szczęśliwi, można to mnożyć. Determinizm biologiczny bierze nas w swe ramiona, wiadomo predestynacja. Biologizm bez wartości jest straszny, wymaga wyparcia opresyjnych wzorców, niektórzy będą zagubieni, rozbici. Jesteśmy rozpracowani, rozłożeni na części pierwsze. My Polacy jesteśmy szczególni-we wszystko można nas wkręcić. Jest za czym gonić, zapobiegać, nadkładać wysiłku, mamy kolejne zadania na całe życie. Choć to przejaskrawienie, większość Polek i Polaków chce normalnie egzystować osiągając wytyczone kulturowo standardy. Nie widzę w tym nic złego. Powiedziałabym, że ma to w sobie jakiś urok. Polacy wciąż wedle badań kultywują wartości rodzinne. Co widać wśród rodzin które za granicę wyjechały razem, tam posiadają dzieci, nie ma strachu prenatalnego (np. Niemiec nigdzie nie chce się już rozmnażać pomimo bogactwa). Uważam, że Polacy są kulturalnym narodem z wartościami mimo wszystko. Mężczyźni (często nawet ci pijący) mają wpojone zasady dbania o rodzinę, ale dla wielu niestety jest to nie do przeskoczenia, wartości konsumpcyjne rosną a pensje są co najmniej "takie sobie", po rozwodzie wysokość alimentów kończy życie osobnika. Mamy też wysoki współczynnik samobójstw wśród mężczyzn, jeden z najwyższych w Europie (czy nie ma tu korelacji pomiędzy wpojonymi wartościami, możliwością rozwoju a ideałem miłości który się rozpada?) Na emigracji obserwujemy inne życie, jednak ciągle w kompleksach narodowych nie dostrzegamy naszych pozytywów. Myślę, że gdyby u nas zmieniła się sytuacja ekonomiczna to uwzględniając wartości, które wciąż posiadamy, mniej by było patologi, a więcej spójnych rodzin. Nawet jeśli badania na szczurach pokazują, że wzrost dobrobytu hamuje demografię, to badania na polskich rodzinach za granicą tego akurat nie potwierdzają. Łatwiej też by było ogarnąć kobietę, która nadaje prosperatywnemu mężczyźnie większe znaczenie-wynika to ze słów samego profesora.
  41. 6 polubień
    No ale czemu sobie tej stabilizacji sama nie zapewni, mamy XXI wiek, równe prawa + zestaw przywilejów, więcej kobiet kończy studia wyższe niż mężczyzn. Więc czemu ową stabilizacje finansową ma sobie zapewniać kosztem faceta? :> 99% facetów nie zapewnia sobie stabilizacji kosztem loszki :> więc jaki problem ?
  42. 6 polubień
    Emancypacja kobiet to główny powód, przez który mężczyźni nie chcą mieć dzieci. Praca, pieniądze, mieszkanie, wiek, dopasowana partnerka to ważne czynniki, ale ostatecznie wszystko sprowadza się do konsekwencji wyzwolenia kobiet. Im więcej rozmawiam z bezdzietnymi tym częściej słyszę ten sam argument 'nie wyobrażam sobie posiadania dziecka, skoro w każdej chwili kobieta może je ode mnie zabrać i skończę w szambie'. To musi być horror - ufam kobiecie, kocham ją, odzywa się we mnie instynkt tacierzyński, zapładniam ją swoim boskim nasieniem, tworzę nowe życie, małą pociechę, którą wychowuję od chwili narodzin i która jest dla mnie przysłowiowym oczkiem w głowie, mijają rozkoszne 3-4 lata, widzę jak szkrab dorasta aż kobieta mówi 'słuchaj, odchodzę, już Cię nie kocham/to się wypaliło/poznałam X który zarabia więcej/jesteś nieudacznikiem, zabieram dziecko, w sądzie ustalimy alimenty, żegnaj'. No i co zrobisz? Przecież te sądowe kurwy zawsze przyznają opiekę nad dzieckiem matce, choćbyś był miliarderem a ona bezdomną.Już samo rozstanie z kobietą to dramat, ale co musi czuć taki młody ojciec, gdy z dnia na dzień odbiera mu się ukochane dziecko, mimo że nie zrobił nic złego? Nagle stajesz się niedzielnym ojcem z dwugodzinnym widzeniem, nagle dziecko znika z Twojego życia, stajesz się dla niego drugorzędną postacią.. Kiedyś takie sytuacje prawie w ogóle nie miały miejsca, kobiety zostawały z mężczyzną i wychowywały dzieci, a każdy mężczyzna miał pewność, że żona go nie opuści, nie zabierze dziecka. Oczywiście pomijam patologie typu mąż napierdalający żonę widłami, mowa o 'normalnych' relacjach. Mężczyźni rozmnażali się, tworzyli rodzinę, robili to z odwagą nie czując zagrożenia. A dziś? W XXI wieku związki są kruche, ludzie łatwo się rozchodzą, kobiety są odważne, wyemancypowane, zmieniają partnerów jak rękawiczki, mają wysokie wymagania, co wcale nie jest złe, ale po prostu powoduje niechęć mężczyzn do posiadania dzieci. Po co mieć dziecko skoro mogę je stracić? Ba, nie dość że stracę dziecko to jeszcze feministyczne sędziny obarczą mnie alimentami. Podwójna kara.Negatywne konsekwencje są zbyt wysokie, aby mężczyzna chciał mieć dziecko. Kochasz i ufasz partnerce? Fajnie, ale i tak słyszałeś 17 historii jak to parę lat po ślubie i dziecku żona zdradziła sąsiada/kolegę i odeszła zabierając dzieci. Takie rzeczy siedzą Ci z tyłu głowy, martwi Cię to, że jesteś bezsilny, dlatego zwlekasz z ojcostwem do 30-tki, do 35-tki. Ktoś powie 'jakbyś był dobrym mężem i ojcem to by nie odeszła'. Zamknij mordę. Kobiety odchodzą bo w dzisiejszych czasach same decydują co ze sobą robić, z kim być, z kim sypiać, nie boją się presji społecznej i ostracyzmu, łatwo przekreślą relację dla kogoś kto zawróci im w głowie, one inaczej na to patrzą bo i tak zachowają dzieci. A młody ojciec? Przegrał życie, stracił miłość, a przede wszystkim stracił dziecko. Mojego znajomego spotkał właśnie taki los - 5 lat po ślubie żona odeszła z 4-letnim synem, z dnia na dzień ot tak, długo rozważał samobójstwo a teraz płaci alimenty i spotyka go co sobotę. Super ojcostwo bulwo. A potem słucham tego pieprzenia, że przyrost naturalny niski bo nie ma mieszkań ani urlopów. Będzie niski bo to kobiety dziś rządzą i dyktują warunki. Jeśli jakiś mężczyzna chce biegać na palcach pod ich dyktando to proszę bardzo, tylko potem nie płaczcie takim jak ja, którzy nie chcą przechodzić przez takie piekło.#oswiadczenie #rozowepaski #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #dzieci #gorzkiezale #truestory #takaprawda https://www.wykop.pl/wpis/24713161/emancypacja-kobiet-to-glowny-powod-przez-ktory-mez/ PS. Przepraszam za ciemne tło, na wykopie takiego używam, skopiowałem bezpośrednio. Wycofałem ciemne tło, tego nie dało się czytać w tamtej postaci. Rx
  43. 6 polubień
    @Rnext Pan Profesor ładnie zaorał schematy i poniekąd zburzył starannie wykreowany wizerunek pań. Krótko mówiąc powiedział brutalną prawdę... ale kobiety i tak będą to mówić, że to nie jest prawda i to nie tak. Jeszcze może okrzykną Pana Wojcieszke mizoginem, okazującym kobietom pogardę niedojrzałym mężczyzną albo przegrywem i będzie komplecik określeń pań wobec samców mówiących prawdę
  44. 6 polubień
    To niestety przerabiałem pare lat wczęsniej, więc nauczyłem się na błędach - i ta opisana przeze mnie w poście wyżej już niestety za późno na mnie trafiła, więc ani grosza (poza kawami) ode mnie nie wyciągneła. Ale skoro o tym mowa, to opiszę mój przypadek sprzed paru lat, dużo przed tą kobietą opisaną post wyżej. Mianowicie to był czas gdy byłem typowym rycerzem. Spotkałem wtedy dawną znajomą, kiedyś mi się bardzo podobała, ale z kimś była, więc kontakt się urwał. Okazało się że już jest sama. No to wiadomo - kilka randek i byliśmy już razem. I co potem - ja rycerz, spełniający wszystkie zachcianki - i.. ona nagle straciła pracę.. tak mi przynajmniej powiedziała... a może odeszła sama? kto wie... No to co - oczywiście wspaniałomyślnie ją utrzymywałem przez pewien czas... Oczywiście zapewniała że wszystko odda co do grosza , bo ona by inaczej nie mogła... nigdy by nie mogła ode mnie kasy przyjąć.... No i tak ją pewien czas utrzymywałem (nie pamiętam już ale 2-3 miesiace) aż.... pewnego dnia ze mną zerwała, no nie pasujemy do siebie, no to nie to, nie możemy być razem... Szybko znalazła nowego, cóż.. bywa... a gdzie moja kasa co obiecała że odda? Zerwała ze mną kontakt i zmieniła kraj zamieszkania (razem z tym nowym), więc zero kontaktu... Cóż- kosztowna lekcja, parę tysięcy zł mnie ta lekcja kosztowała, ale przynajmniej raz na całe życie się nauczyłem:) Nigdy nie być sponsorem... I nigdy nie zadawać się z bezrobotnymi lub z zapowiadającymi się na bezrobotne... Więc ta kolejna (o której pisałem w poście wyżej) już na mnie trafiła gdy byłem po tej kosztownej lekcji, więc proszenie wprost "zabierz mnie na wycieczkę nad morze" skutkowało tylko tym że mnie skutecznie odpychała od siebie:)
  45. 6 polubień
    Cieszyć to Ty się masz swoim hobby, pasjami, samorozwojem ewentualnie seksem a nie związkiem. Związek to iluzja , złudzenie któremu ulegasz. Nie masz kobiety zaklepanej na zawsze i nigdy nie będziesz miał.Zaakceptuj fakt że kiedyś tymi cycuszkami jeszcze nie jeden się będzie bawił. Takie życie, nie ja to wymyśliłem i nie mówię że mi się to podoba. Mówisz że znasz ją 5 lat i wszystko się zgadza , znasz ją z sytuacji codziennych ale nie wiesz jakby się zachowała w sytuacji podbramkowej , np w lęku że odejdziesz,ciśnięta presją czasu itp. One wtedy nie myślą. No i nie zapominaj że to co znasz to wersja promo. Zauważ przy okazji co wychodzi z Twojego pisania że ją w chuj stawiasz na piedestale, już nawet nie ukrywasz że jest dla Ciebie dostarczycielką przyjemności czyli dealerem. Wiesz co robi dealer jak wie że klient uzależnił się od jego towaru ?
  46. 6 polubień
    Podstawowy problem u niego tkwi w tym, że postawił cipkę na piedestale (stąd wybaczenie jej nawet jak zjebie coś... a pewnie nieraz coś zrypała i wiele wybaczył), przez co wszystko prawdopodobnie sprowadza do zadowolenia swojej myszki. Bycie na każde zawołanie loszki, ciągłe kupowanie prezentów, robienie za tampon emocjonalny (wspiera mnie w każdej chwili) i chyba najgorsze: bezgraniczne ufanie kobiecie. W poprawnej relacji to facet powinien po pierwsze szanować swój czas i nie spędzać każdej chwili z loszką. Poświęcenie jej czasu powinno być nagrodą dla niej za dobre zachowanie. Tylko tyle. Żadnych prezencików, żadnego lecenia do niej jak tylko zadzwoni, żadnego wypłakiwania się w kołnierz. Oprócz tego przy pierwszej imbie powinna ją spotkać kara, a w przypadku gdyby odwaliła coś poważnego i prosiła o wybaczenie (a tekst wskazuje na to, że musiała już coś odjebać skoro ma pewność, że miś wybaczy) to od razu powinna zostać wyrzucona na zbity pysk z życia takiego faceta bez możliwości powrotu. A i jeszcze jedno. Rzućcie okiem na komentarze innych samic. Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek przeświadczenie, że zostaniecie docenieni za swoje bycie dobrym, to czym prędzej to zmieńcie. Niektóre loszki wprost wyśmieją was od frajerów albo przegrywów i będą miały radochę z tego, jak wasza kobieta nie okazuje wam szacunku i dopierdala rogi. Drugi rodzaj kobiet, ten troszkę sprytniejszy, nie powie wam tego wprost, ale będą czuły do was pogardę oraz automatycznie zostaniecie skategoryzowani jak ten dobry, łajzowaty gościu, który zrobi wszystko dla płci posiadającej cycki. I tak będziecie wykorzystywani w różny sposób latając na każde zawołanie danej loszki a potem wyrzuceni, jak tylko kobietka znajdzie lepsza gałąź od was
  47. 6 polubień
  48. 6 polubień
    Ty mi tutaj nie słodź tylko idź i wyhoduj sobie z powrotem jaja. To że doznałeś olśnienia zmienia tylko CHWILOWO Twoją optykę i spojrzenie na świat. Teraz praca nad sobą i swoim charakterem tak, byś stał się tym kim ty chcesz a nie tym kogo wszyscy od Ciebie oczekują. Przejdź tę przemianę mentalną z poziomu bojaźliwego gówniarza w silnego psychicznie faceta u którego reszta chce wzbudzić szacunek - czujesz tę przepaść między tymi dwoma postawami? PS. Ponieważ forum jak dotąd czytałeś bez zrozumienia to zaznaczę: nigdy się nie żeń, w dzisiejszych czasach małżeństwo się facetowi po prostu nie opłaca.
  49. 6 polubień
  50. 6 polubień
    Mąż i regularne bolcowanie to raczej pojęcia wykluczające się