Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 02.03.2017 w Wpisy bloga

  1. 5 polubień
    Frajerem być Każdy z nas ma jedno życie . Rodzimy się i umieramy - co było przed i po życiu jest w sumie wielką nie wiadomą. Człowiek z racji wykształcenia w sobie ego lubi czuć się szczególnie. Lubi myśleć, że jest szczególny, że nie ma takich jak on na świecie, że nikt tyle nie przeżył co on, [dodaj co chcesz]. Wielkie korporacje zbijają na tym majątek - od firm odzieżowych, motoryzacyjnych aż po wszelkie religie świata. Mało kto potrafi się przyznać do tego, że fizycznie, na poziomie biochemii - nie różnimy się od kota, psa, banana. Idąc jeszcze "niżej" - na poziomie struktury, cząstek czy atomów - sterty kamieni. Ten fakt jest dla nas BAAAARDZO niemiły. No jak to? Nie różnię się od kota, przecież studiowałem informatykę, pasjonuję się sztuką wyższą, chodzę do filharmonii, codziennie się myję i szczotkuję zęby, ubieram wyprasowaną koszulę i śmigam świetnym autem do pracy. Pozwól, że Ci wyjaśnię - że jeśli zaatakowałoby Cię stado psów czy wilków to Twoja wyjątkowość byłaby bardzo praktyczna, szczególnie jeśli pies dorwałby się do Twojej szyi, a dokładnie tętnicy szyjnej. Och, czekaj - chcesz mnie wyśmiać, zaprzeczyć, przecież Ciebie to nie dotyczy, mieszkasz na 9 piętrze w bloku albo w domku za miastem, masz ciepło w domciu, wódeczka jest, papieroski są, TV, komputer, gry. Podstawowy byt jest zapewniony - jedzenie, schronienie, rekreacja. No i masz rację. Nie mniej, nie powinieneś zapomnieć, że cywilizacja - czyli zlepek betonowych nor wielopiętrowych, zagrodzonych, z ustalonymi zasadami gry jest bodajże, od może 5 tysięcy lat, podczas gdy całe nasze dziedzictwo od małpy ma ZNACZNIE więcej. Co to powinno znaczyć dla Ciebie? A no fakt, że w ciągu 5 tysięcy lat za dużo zmienić się nie może w naszej biologii. Tak, żyjemy dłużej dzięki medycynie i śmiertelność jest mniejsza. Nie zabijamy się, a nasz stosunek już nie przypomina gwałtu na kobiecie. Staliśmy się CYWILIZOWANI. CYWILIZOWANI to ulubione słowo dzisiejszej poprawności politycznej, szczególnie jeśli chodzi o politykę imigracyjną. Te media narzucają to co nienaturalne - najlepszy przykładem jest działaczki, które propagują to, a potem są mordowane i/lub gwałcone. Ale nie o tym ma być temat. Cywilizacja NARZUCA Ci poprzez programowanie społeczne kilka rzeczy, które nie są naturalne, które można wrzucić w jeden kubeł pt: "SAM SOBIE NIE PORADZISZ, MUSISZ BYĆ ZALEŻNY OD INNYCH" I tutaj zaczyna się oraz kończy ogólna definicja frajera. Frajer z definicji to osobnik, który jest uzależniony od czynników zewnętrznych na które nie ma wpływu. Frajer to osoba, która CZEKA, ma mnóstwo wymówek oraz mnóstwo ograniczeń, na których skupia swoją uwagę. Najczęstsze słowa tej pasywnej postawy to "Muszę chodzić do tej pracy" "Nie nadaję się na podwyżkę" "Jak ja nienawidzę" "Jak mnie to wkurwia" "Nie mam motywacji" "Nie chce mi się" "Nie mam czasu" "Nie umiem tego" "Jestem za stary, żeby" "Nie mogę się odnaleźć" Bla bla bla. Jak słyszę kogoś takiego od razu go wyrzucam z otoczenia. Nie dość, że frajer nie wnosi nic konkretnego do Twojego życia, to jeszcze ma nieświadomą czelność Ci paprać w umyśle, który jest najważniejszym zasobem. Frajer nigdy nie rozumie tego, dlaczego nie każdy chce się z nim zadawać i go lubić - potrzeba akceptacji u frajera jest największa - to typ ten miękkiej fujary, któremu robiono psikusy w szkole. Najsłabsze ogniwo. On chce być fajny, chce być szczęśliwy, chce czuć się lubiany, może tyrać po 12 godzin, ale jak szef mu powie, "że go lubi", to będzie pracować po 16 godzin. Bardzo łatwy typ do manipulacji, daj mu bodziec i uzależnij go od siebie, a będzie Ci płacić do końca życia. To typ mentalnego dziecka, które przychodzi do Ciebie z rysunkiem dinozaura i pyta "tat, dynosaur ladny ?", a Ty uśmiechasz się i mówisz, że tak. Dzieciak jest szczęśliwy, bo został pochwalony. Choć ten typ głównie dominował kiedyś wśród kobiet, to dzisiaj wynik coraz bardziej zbliża się niestety na przewagę facetów. Spróbuj komuś nie odpowiedzieć "cześć", zobaczysz ile osób poczuje się urażonych. To widać od razu. To słynne "trzeba być gotowym", że "musisz być przygotowany", żeby zagadać do kobiety i ją poznać. Ja się pytam - do czego w życiu jesteś przygotowany w 100%? Do jakiej czynności w życiu jesteś w pełni przygotowany? Odpowiem za Ciebie, bo mam rację - do żadnej. Do żadnej. Do żadnej rzeczy w życiu nie jesteś w pełni przygotowany. - Do jazdy autem? Niech Ci wyskoczy dzik z lasu to zobaczysz. - Do egzaminu? Nigdy nie nauczysz się w 100%, zawsze czegoś nie umiesz - na maturze można mieć 100% (sam miałem podobny wynik z matmy), ale wynik to efekt przygotowania. A więc przygotowanie nie jest efektem. - Do podejścia do kobiety? Skąd masz wiedzieć w jakim jest humorze, czy jej się spodobasz, czy nie ma faceta, którego kocha ale i nienawidzi? Ale jak Cię oleje to powiesz sobie "nie byłem [wstaw cokolwiek]"? Przecież to głupota! - Do zarządzania firmą? Niech US Ci zajmie konto, bo komuś kto ma wtyki robisz konkurencję - patrz np. Roman Kluska i firma Optimus. W życiu będzie często nie wychodzić - bo nie ma nigdy gwarancji efektu. Ale frajer chciałby mieć tą gwarancję, ale jej nie ma i dlatego nic nie robi. Kolejna sprawa: "Jeśli wszystko masz pod kontrolą to znaczy, że wzrost idzie za wolno" Wniosek jest jeden - bezosobowe podejście do efektów i traktowanie ich na podstawie "zabawy" lub "eksperymentów naukowych" na zasadzie "zobaczymy co się stanie gdy..." jest NAJEFEKTYWNIEJSZYM sposobem uczenia się, a więc rozwoju, a więc sięgania po to co chcesz. Ktoś powie: "ale myśli nie dają mi spokoju" - to wtedy odpowiadam - "JEBAĆ MYŚLI JAK CI PRZESZKADZAJĄ!". Jak coś Ci przeszkadza to mówisz "jebać to" i robisz to pomimo tego. Zrozumienie, że najskuteczniejsze programowanie swoich nawyków - a więc najwyższa forma samokontroli - jest poprzez DZIAŁANIE, a nie mantry, medytacje, wizualizacje i inne magiczne chuje muje [to chyba tak się piszę] może być dla wielu szokiem poznawczym. Najpierw się działa, potem myślenie się układa do tego. Spytaj się kogokolwiek kto ma jakąś pasję, spytaj się jak zaczął. 99% odpowie: "zacząłem to robić i po prostu robiłem". Bo widzisz, zdradzę Ci tajny sekret. Pasji się nie odnajduje - ona nie czeka nigdzie, za szafą, pod zlewem, pod łóżkiem. PASJĘ SIĘ TWORZY! Pasję się tworzy setką godzin spędzonych, przepracowanych nad danym tematem. Ludzie pasji to ludzie obsesji, oni spędzają ogromną ilość czasu nad tym. To jest prawdziwa pasja. Wiem, że wiele osób Ci będzie mówić "ja miałem szczęście, że mogę robić to co kocham", "mi się udało" czy "jakoś tak wyszło". A co mają Ci mówić? Prawdę? "Hej frajerze, ja ciężko pracuję, więc teraz Ty zapierdalaj na mnie też. Mam wszystko to czego Ty nie masz i o czym nawet boisz się marzyć, więc mnie podziwiaj i uważaj, że jestem szczególny oraz wyjątkowy". Jako, że świat dominuje w miękkie faje to jednak taka reklama nie byłaby pożądana. A dobra reklama to dobry pieniądz. A pieniądze są bardzo ważne. Każdy pilnuje swojego interesu. A skoro jesteśmy przy pasji, to zrozumiałe dla Ciebie będzie, że bez pasji nie ma prawdziwego sukcesu. Bez zapierdalania, nie ma szampana. Trump pracował podczas kampanii po 20 godzin dziennie przez kilkanaście miesięcy. Rozumiesz? 70letni dziadek pracował po 20 godzin dziennie, bo coś chciał. Ktokolwiek osiągnął coś wybitnego - ZAPIERDALAŁ. Zrozum, że nie ma drogi na skróty. Ale Cię pocieszę (a raczej Twoje ego) - 99% paliwa spalane jest w pierwszych sekundach startu rakiety w kosmos, potem zostaje już automatyzacja i regulacja kierunku - czyli nawyk - rozumiesz? Skoro wyjaśniłem sprawę pracy. Kolejna rzecz to Twoja postawa życiowa. To słynne "jestem sobą", które jest wymówką frajerów. Twój charakter. A nawet nie Twój, bo charakter to również NAWYK, a dokładniej to zestaw nawyków. A każdy nawyk można zmieniać. A jak się zmienia nawyk? Przecież już wiesz -> poprzez działanie! Znowu dla wielu to może być szok, ale Twój charakter można zmieniać. Jest plastyczny, może nie tak jak u dziecka, ale wciąż pozostaje DUŻA wrażliwość do zmiany. Wybierz sobie zestaw cech, który przyszły Ty chce mieć i zacznij je wyrabiać poprzez działanie. - Chcesz mieć świetną sylwetkę? Wyrób sobie nawyk ćwiczenia i zdrowego odżywiania, wykorzeń nawyk jedzenia kijowej jakości oraz cotygodniowego chlania - Chcesz mieć pieniądze? Wyrób sobie odpowiedni zestaw bezwzględności względem własnych działań podejmowanych w celach zarobkowych, wykorzeń strach oraz prokrastynację - Chcesz mieć fajne kobiety w życiu? Wyrób w sobie nawyk bycia duszą towarzystwa, wykorzeń strach w kontaktach interpersonalnych i bojaźliwość opinii innych U większości frajerów w tym momencie załącza się czerwona kontrolka - STOP, NIE CZYTAJ DALEJ. Wiesz dlaczego? Bo frajerowi wmówiono, przez całe jego życie go programowało otoczenie - że to puste, egoistyczne i narcystyczne. Potrzeba pieniędzy, ładnych kobiet oraz dobrego, zdrowego ciała to coś złego. O ile się nie sprzeczam z tym, że jest to puste, egoistyczne i narcystyczne. To jebie mnie opinia ludzi, którzy mówią, że to złe. - Bycie pustym to atut. Ci których nie zaprząta myślenie, rozmyślanie są bardziej skuteczni w życiu i cieszą się lepszym zdrowiem. EWOLUCYJNIE takie jednostki są wyżej. Najczęściej jednak bycie pustym utożsamiamy z frajerem, który w wieku 19 lat zrobił dziecko i dalej siedzi co wieczór z ziomeczkami na ławce, albo tapeciarą, którą poza atutami mięsnymi nie ma nic do zaoferowania. Bycie pustym to stan flow, w którym nie ma myśli, a pozostaje czyste działanie, bez motywacji oraz usprawiedliwiania się. Myśli nam nie przeszkadzają. Dziwne jest zawsze to, że Ci którzy mówią na kogoś że jest pusty bo jeździ dobrym autem i bo pracuje w Holandii na ogórasach, zazwyczaj sami jeżdżą tramwajem. Jedni i drudzy to frajerzy. Ci wszyscy "myśliciele" jeżdżą raz do roku nad morze i czekają na operację kilka lat na NFZ. Są myślicielami i uważają się za lepszych bo kto przełknie gorzką prawdę - że jest frajerem? Przyznanie się do błędu to pierwszy etap do uleczenia. - Egoizm to najważniejsza siła napędowa naszego gatunku. W trybie naturalnym, pierwotnym jesteśmy egoistami. Dbanie o swój interes, o siebie to jest egoizm i egoizm jest dobry. Egoizm jest prawem wzrostu. Kiedyś egoizm przejawiał się tym, że jeden drugiemu walnął kamieniem w łeb. Dzisiaj przejawia się tym, że jeden dla drugiego pracuje. Kim wolisz być? Martwy czy żywym? Właścicielem swojego życia czy frajerem? - Narcyzm to uwielbienie siebie. Dzisiaj jest to tak negatywne stwierdzenie, że nawet są już "teorie", że jest to zaburzenie osobowości.Jak wytłumaczysz, że osoby narcystyczne to najwięksi światowi liderzy? Trump, Berlusconi, Wałęsa, Putin. Za każdym zwycięstwem stoi stado frajerów, które obrzuca pomidorami tego najwyżej. To jest tłumaczenie wewnętrzne pt "Skoro się boję być taki jak on, to mu obrobię dupę". Frajer boi się kochać samego siebie, bo po pierwsze znowu - boli się przyznanie do bycia frajerem. Dwa - wymaga to działania i porzucenia tego co obecne - a więc zmiany. Bądź pokorny, bo zostaniesz wyrzucony z raju w którym zarabiasz 1200. Pieniądze, seks oraz pozycja społeczna dałem jako najbardziej uniwersalny przykład najczęściej skrywanych potrzeb. Przyznanie się do tego, że ma się również swoją "ciemną stronę" daje swoiste uwolnienie emocjonalne. Nagle rozumiesz to, że możesz się wkurwiać zamiast myśleć "nie mogę, bo nie wypada, bo to głupie". To, że pożądasz jakieś kobiety nie jest niczym grzesznym. Pamiętaj, biologicznie nie różnisz się zbytnio od zwierząt, masz jedynie bardziej wykształcony mózg. A wiesz co to znaczy? Że dla naszej planety jesteśmy po prostu pasożytami. Nie żadnym "na podobieństwa Boga", "astralnym bytem", to tylko sposoby na okłamywanie się, że jest się zwykłym człowiekiem w wszechświecie którego wielkość ma 92 miliardy lat świetlnych. W tym wszystkim, jako człowiek rozumny musimy sobie znaleźć PANA - bo każdy frajer musi mieć Pana. Zamiast uczynić siebie samego Panem. Panem samego siebie. Panem tego co daje Ci świat. Właścicielem tego co Cię otacza. A lepiej dysponować dobrami materialnymi, niż być od nich zależnym. Odkryj swoją zwierzęcą naturę. Życie to ciągła wojna, miej swoją armie. Na koniec chcę poruszyć temat szczęścia. Zbyt wiele osób chce być "szczęśliwych". Co to w ogóle znaczy szczęśliwy? Idziesz sobie drogą i się delektujesz dniem? Nie mówię, że szczęście nie jest ważne. Ale stan szczęścia to NARZĘDZIE, a nie cel. W stanie szczęścia i spokoju ducha jesteś bardziej efektywny, a im bardziej jesteś efektywny w tym co chcesz, tym bardziej jesteś szczęśliwy. Koło się zatacza. Szczęście to nie jest spanie do 12:00, to jest zaspokojenie potrzeby ucieczki przed życiem i samym sobą u frajera. Jeśli takie szczęście to maks Twoich ambicji, to pozostań frajerem. Pracuj dla tych, którzy mają odwagę i żelazny charakter, który realizują w sposób przemyślany i dyplomatyczny. Bądź tym "szczęśliwym", pracuj na swoją cywilizację, możesz nawet przebranym za jednorożca, tylko żebyś płacił jałmużnę do góry. Stwórz siebie takim jakim Ty chcesz, a nie Ci u góry. Rób to na co masz ochotę jak najczęściej. Dominuj w swoim otoczeniu. Zaakceptuj swoją zwierzęcą naturę. To co Cię wkurza jest tym, co faktycznie chcesz od życia. Baw się i pozostaw po sobie więcej niż tylko dziecko. Nie bądź frajerem. ~GluX
  2. 3 polubienia
    Wpis zachęcający do refleksji: Źródło: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1342385902522528&id=100002533928737
  3. 3 polubienia
    Okłamywanie się Za każdą zmianą musi obcować manifest realnej wykonanej czynności, która jest wykonywana w powtarzalny sposób. W poprzednim temacie omówiłem, że najpierw powinno się zacząć od działania, następnie umysł sam się dostosuje, znajdzie swoja motywację, sens i cel w działaniu - w efekcie dostaniemy trwały nawyk, który na autopilocie zawiezie nas w dane miejsce (warto wiedzieć gdzie - ta wiedza odróżnia frajera od kozaka). Ale są szybsze sposoby na to, aby stworzyć nawyk. Wystarczy zadziałać w według pewnych schematów. 1) Okłamuj się w kierunku zmiany Na początku mało co Ci będzie wychodzić, będzie chujowo, niewygodnie, nie będzie się chciało, nie będzie się miało motywacji, ochoty. Trzeba zacząć robić to POMIMO tego wszystkiego. Efektów nie będzie jeszcze długo - co w takim przypadku trzeba robić? OKŁAMYWAĆ SIĘ. Tak dużo piszę o samoświadomości, a tu wyskakuję z okłamywaniem się. Samookłamywanie się to po prostu zmiana kompasu w stronę zazwyczaj przeciwną. Proces polubienia danej czynności. Więc za każdym razem kiedy robisz nową rzecz okłamuj się - mów do siebie w myślach lub na głos jeśli jesteś sam. "Świetnie mi idzie" "Jestem zajebisty" "Ale ja to mam odwagi, żeby to robić" "Już czuję efekty tego" itp. itd. Widzisz, i tak będziesz miał coś w głowie nt. jakiejś czynności. Czy to będzie realne czy bardziej fikcyjna opinia na podstawie jednorazowego doświadczenia? No właśnie, tak działa ego. A skoro i tak się wszyscy okłamują to czemu nie okłamywać się w kierunku, który jest dla nas doby? 2) Uwalnianie emocji poziom ekspresowy Często do czynienia mam u siebie z taką głupią myślą jak "nie jestem godzien czegoś". Niska samoocena to również nawyk. Jak go zmienić? Jak spuścić hamulec ręczny i uwolnić swój potencjał do działania? Prosta sprawa. Szukamy jakieś mantry, która do nas KOMPLETNIE nie pasuje i wyrażamy ją w stosunku do siebie. Najpopularniejsze które ja stosowałem: "Jestem zdyscyplinowany i z łatwością osiągam swoje cele" "Jestem niezwykle efektywny" "Jestem duszą towarzystwa" "Zasługuję na bogactwo" "Kocham siebie i podziwiam" "To zaszczyt patrzeć na moje postępy" Teraz się połóż, zamknij oczy i zacznij powtarzać jedną z takich mantr, które kompletnie do Ciebie nie pasują w kółko. Zaczniesz odczuwać silne emocje - zapewne w brzuchu, gardle lub twarzy. Nie przestawaj powtarzać mantry, patrz na te emocje i je nazwij. Możesz się spytać siebie, skąd się to wzięło - wtedy uzyskasz dostęp wizualno-empiryczny do doświadczenia, na podstawie którego wytworzyłeś sobie daną opinię na ten temat. Patrz i oglądaj - tak długo aż emocja sama opadnie, bo opadnie na 100% - może to trwać max do 12-15min. Powtarzaj to 2 razy dziennie po 15-30 min - po tygodniu gwarantuję Ci odczuwalną zmianę jeśli wykonywać będziesz ćwiczenie poprawnie. Najważniejsze to znaleźć mantrę która jest igłą dla swojego ego. Która uwiera najbardziej, bo im bardziej uwiera, tym bardziej wyparłeś dana emocję. A im bardziej wyparłeś swoją emocję tym mocniejszy masz nawyk uciekania do danej części życia, a więc i dostęp do dobrych stron danego zasobu. Każdorazowo "niszcz" się takimi mantrami, niech boli. Bo tylko po przez to cierpienie możesz się uwolnić. A jeśli idziesz przez piekło, nie zatrzymuj się. Możesz też powtarzać tą mantrę kiedy idziesz gdzieś, jesteś w toalecie czy jedziesz autem. Wtedy skuteczność się danego ćwiczenia się zwiększa. 3) Nagradzaj się. Traktuj siebie jak psa Pawłowa w rozumowaniu emocjonalnym. Połącz swoją czynność z czymś miłym. Np. po każdym treningu włącz sobie serial albo pograj w grę. Jeśli poświęcisz 2h na trening, a potem pograsz 30 min na kompie to i tak jesteś do przodu. A tylko to się liczy - rozwój. Znałem raz osobę która zawsze lubiła sobie zapalić maryśkę po treningu - ale ja takich "połączeń" nie polecam tworzyć. 4) Twórz rytuały. Ja przed każdym treningiem, w drodze na siłownię słucham od 3 lat tego samego kawałka. Wiem, że jak go włączę to idę na trening i jestem na nim w 100% zmotywowany. Moje rytuały to: -zeszyt z rozpiską co dziś robię i jakim obciążeniem -ręcznik na ławkę -mp3 ze słuchawkami do treningu, na mp3 są odpowiednie kawałki staranie wyselekcjonowane kawałki względem wartości BPM. Minusem jest to, że jak przerwę mój "trans" na siłowni to od razu cały trening jest zjebany, ale pilnuję tego bardzo mocno. Żadnego gawędzenia, tylko ciężka praca. Podobne rytuały mam przed nauką. Mój kawałek w drodzę na trening Korzystaj z tych czterech technologii, a wprowadzenie zmian będzie dziecinnie proste. A tutaj masz ciekawe potwierdzenie tego jak ważne jest nastawienie się i karmienie się dobrymi słowami - niezależnie od wyników EKSPERYMENT Z RYŻEM ~GluX
  4. 1 polubienie
    Podróż w nieznane czyli słowo wstępu Od dłuższego czasu myślałem o tym, by założyć własnego, coś w rodzaju swojego dziennika, gdzie będę mógł się dzielić swoimi spostrzeżeniami i swoim poglądem na świat. Jest to dla mnie niewątpliwie rodzaj autoterapii, głównie liczę na to, aby pomogło mi to w walce z samym sobą a jeśli ktoś będzie chciał poczytać, to zapraszam. Odkąd pamiętam miałem wpajane wzorce białorycerstwa, miałem być grzecznym, pewnym siebie, uczynnym oraz chętnym do nauki dzieckiem, takim, które łatwo jest przyciąć gdy zbytnio urośnie. Celem było wychowanie "idealnego" według matki dziecka i w tym momencie pewnie większość z Was wie, co to oznacza. Nie mam na myśli tego, że moi rodzice byli dla mnie źli, nigdy tego bym nie ujął w ten sposób, oni chcieli dobrze lecz nie mieli odpowiedniej wiedzy by zauważyć, że coś poszło nie w tę stronę w którą powinno co szybko zweryfikowało życie. Pamiętam przedszkole i to jak bardzo nie lubiłem tam chodzić, byłem nadwrażliwym dzieckiem, biorącym wszystko do siebie, smaczku tej sytuacji dodawał fakt, że starsza pani przedszkolanka bardzo "lubiła" dzieci. Dałem słowo lubić w cudzysłowie z prostego względu - ironia. Pominę opis tego co tam się działo, dodam tylko, że po ukończeniu przedszkola wyszedłem z niego kompletnie bez pewności siebie, z niższą samooceną, zacząłem się jąkać i zacząłem czuć strach do takich miejsc jak przedszkola czy szkoła. Kolejnym etapem była podstawówka, grupa nieco inna bo doszły również inne dzieci a co za tym idzie nie skupiałem zbytniej uwagi, po dłuższym czasie udało mi się wkomponować w grupę i powoli odzyskiwać pewność siebie jak i zwiększać samoocenę. Za łatwo poszło? Otóż nie, gdyż w tym momencie inne dzieci uznały, że zbytnio się wychylam a przecież nie mogą pozwolić by ich nieśmiały, cichy kolega wyrwał się spod ich kontroli. Trochę wyzwisk, bójek, zgnojenia i tak oto udało im się przywrócić mnie mniej więcej do stanu po wyjściu z przedszkola. Sinusoida odzyskiwania i tracenia pewności siebie i samooceny. Następny etap to gimnazjum, gdzie wskutek wpojonych niewłaściwych przekonań miałem niskie powodzenie u dziewcząt. Mówiąc niewłaściwe przekonania mam na myśli: - dziewczyny są eterycznymi i kruchymi niczym motyl istotami nie z tego świata - powinno się być dla nich miłym, uczynnym, pomocnym i generalnie wchodzić niczym czopek w dupe - powinno się im przytakiwać i dawać wykorzystywać np podczas odrabiania lekcji - one nie patrzą na urodę! tylko na moje wnętrze! - musisz się starać o ich względy, robaku! nie każdy może mieć dziewczyne! - fochy kobiece są słodkie jak miód zebrany przez pszczółki I zapewne wiele, wiele więcej..na szczęście już niektóre znikneły z mojej pamięci. Przez ten cały czas myślałem, że tak musi być, myślałem, że tego zmienić nie można. Dziwiłem się, że dziewczyny latały za chłopakami, którzy palili papierosy, pili alkohol i wzniecali bójki. Nie rozumiałem tego, no bo przecież..to ja byłem tym idealnym, uczuciowym, wrażliwym i kochanym chłopakiem, którego każda z nich powinna pożądać i walczyć zaciekle z innymi samicami o dostęp do mojej osoby aż do połamania tipsów. Niestety czas mijał a tak się nie działo. Liceum i kolejna nowa grupa, która zaakceptowała mnie takiego jakim byłem i o dziwo, pozwoliła rozwinąć skrzydła. To tam nastąpił moment, w którym moje oczy otworzyły się szeroko a w głowie zaczeła świtać myśl, że może wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w telewizji i być może dziadkowie, rodzina nie mają wyłączności na prawdę. Poznałem dziewczynę z którą byłem przez jakiś czas, niestety nie zdawałem sobie sprawy z tego, że dla niej byłem wyłącznie emocjonalnym tamponem. Rozstanie przeżyłem ciężko i tak poznawałem nową i rozstawałem się i za każdym razem nie wiedziałem co robię nie tak. Wydawało mi się, że nie nadaję się lub, że widocznie nie zasługuję na żadną dziewczynę ale ból, rozczarowanie i żal był na tyle silny, że zacząłem szukać odpowiedzi. Tak trafiłem na stronę niejakiego Pawła Grzywocza. To on pierwszy otworzył mi oczy na to, że relacje damsko - męskie nie wyglądają tak jak w telewizji. Kupiłem od niego ebooka. Nie żałuję, bo byłem takim laikiem, że cała wiedza tam zebrana mi się przydała. Od tej pory zacząłem się zmieniać : poszedłem na siłownie, zadbałem o swój ubiór, fryzurę, czyli ogólnie o lepszy wygląd wizualny, nabrałem więcej pewności siebie, zwiększyłem samoocenę i zaczeło się. Więcej dziewczyn = więcej lepszych zawodniczek. Ostatnia z nich załatwiła mnie naprawdę koncertowo, właściwie, to nie tylko mnie ale i swojego obecnego faceta. Brzmi ciekawie? W dużym skrócie: Pani zaczeła się kręcić obok mnie, gdy połknąłem haczyk zaczeły sie spotkania, całuski i różne takie. Grała naprawdę dobrze, bo wyglądała praktycznie na szczerze zainteresowaną, w międzyczasie żaliła się, że jej były (a tak naprawdę to OBECNY) facet jest okropny, podły, słaby w łóżku i wgle. Klasyk. Połknąłem haczyk głębiej i nagle...cisza. Zero kontaktu od niej za to był odzew od jej obecnego faceta. Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny gdy odebrałem telefon od niej i usłyszałem męski głos. Jak tak delikatna istotka mogła mi to zrobić? finał akcji był taki, że rzuciła również obecnego faceta w tym samym czasie co mnie i...poszła do trzeciego zmieniając miejsce zamieszkania, usuwając FB, zmieniając nr telefonu i znajdując nową pracę. Perfekcyjne lądowanie! Wtedy uznałem, że być może wiedza od Grzywocza to zbyt mało i zacząłem poszukiwać ponownie. Tak trafiłem przez przypadek na audycję Marka. Zakochałem się od pierwszego.... przesłuchania. Miłość była tak głęboka, że wiedzę z audycji chłonąłem niczym gąbka dzięki czemu jestem tu gdzie teraz. Na forum braciasamcy.pl, gdzie zorientowałem się, że nadal zbyt mało wiem o tych niebezpiecznych, drapieżnych ale również cudownych istotach jakimi są kobiety, również tu w pełni uświadomiłem sobie jaką w tym wszystkim rolę odgrywa system oraz kościół. Wspomniałem o kościele nie bez powodu, byłem częstym uczęstnikiem na mszy św. gdzie mówiono mi, że cisi i pokorni zdobędą ziemię i będą zbawieni. Wizja miłosiernego Boga i wiszące wokół obrazy cierpiących świętych kłóciły mi się ze sobą. Jeżeli Bóg jest miłosierny, to dlaczego ja mam cierpieć? Nie chcę cierpieć. Chcę żyć pełnią życia, korzystać, poznawać nowych ludzi i miejsca, rozwijać się. Chcę ŻYĆ a nie tylko BYĆ elementem systemu. Chcę aby moja podróż trwała jak najdłużej, bez bólu, cierpienia, bez lęków ale do tego niezbędne było otworzenie oczu i przekonanie siebie samego do tego, że aby tak się stało to powinienem się zacząć zmieniać. Ten proces już trwa, jest niczym kula ze śniegu tocząca się ze zbocza, która po drodze nabiera masy i prędkości. Nie zatrzymam się, ten, który chociaż raz otworzył oczy, już nigdy nie uwierzy w brednie powtarzane przez większość ludzi. Tego się nie da zapomnieć.
  5. 1 polubienie
    Więcej testosteronu Witam drodzy Bracia Samcy, w tym artykule/poradniku przedstawię w jaki sposób być bardziej męskim, a więc mieć więcej testosteronu. Korzyści z testosteronu wszyscy dobrze znamy, ale też kilka jest ukrywanych: -Dużo energii -Mocniejsze kości -Świetny nastrój -Zdrowe serce -Większy popęd seksualny -Większe zdolności umysłowe (albo jak kto woli wyższe IQ) -Zwiększona masa mięśniowa -Mniejsza tkanka tłuszczowa Znaczna większość facetów jest męska z natury, trzeba wiedzieć dlaczego tacy nie są, dlaczego efekt końcowy jest odwrotny tzn jest samce są coraz bardziej niemęscy. - Uwarunkowanie społeczne - pośmiejecie się i zdziwicie. Piramida żywności - przekręt ogromnej skali - wszystko po to, aby zalegające zboże zostało skonsumowane podczas II wojny światowej, kiedy w USA całe mięso poszło dla żołnierzy.LINK DO PIRAMIDY Później, ktoś mądry wpadł na pomysł, żeby tego nauczać każdego w wieku szkolnym. Wszystko po to, abyś mógł żyć na jedzeniu drugiej kategorii, nie głodował i pracował na podatki. Prawdziwa żywność, jest droższa, nie jakoś sporo, lecz jest. A im gorzej się odżywiasz, tym niższy poziom testosteronu Im w społeczeństwie mniej męskich osobników, tym łatwiej im kontrolować to społeczeństwo - może tu podpiąć każdą chyba teorię spiskową, z UFO włącznie, dlatego nikomu z góry nie zależy na Twoim testosteronie, bo po co? Dlatego prawa mężczyzn są coraz bardziej ograniczane, a kobiet zwiększane. Gdzie kobiety przejmują męską kierownicę, tam łatwiej kontrolować. Kobieta nie wyjdzie na ulice i nikogo nie pobije przecież. Wszechobecna celebracja homoseksualizmu - pracowałem i pracuję z kilkoma "ciepłymi". Wiem jedno, 99% z nich to faceci z bardzo niskimi testosteronem, można powiedzieć, że natura nie obdarzyła ich za mocno fizycznością i psychiką. Z kobietami im nie wychodzi, bo te chcą siły, a pociąg seksualny jakiś tam mają i trzeba go zaspokoić. Celebracja tego jest o tyle zła, że hamuje w nasz naturalny męski odruch pogardy dla gorszych fizycznie kompanów. Bo po co Ci był słaby i chuderlawy "ciepły" jaskiniowiec jak musiałeś upolować ogromnego mamuta? Żeby Cię dopingował? Dlatego uważasz, że niski poziom testosteronu jest ok, a 1800 na miesiąc to szczyt Twoich możliwości. Bielizna - od lat jesteśmy uczeni, że trzeba nosić majtasy albo bokserki - Ja przestałem - i co? Mam się świetnie! Musicie wiedzieć, że bielizna zwiększa mocno temp jąder, gdzie jest produkowany testosteron. Im większa temp tym gorzej się to wszystko tam dzieje. Nie bez powodu jądra są na zewnątrz, a nie pod żołądkiem. (PIS ostatnio chciał tego zakazać, wszyscy się śmiali, ja się nie odzywałem, bo wyszedł bym na idiotę, a nikogo na siłę nie będę oświecać). Jedyne co to musimy bardziej dbać o higienę no i częściej prać spodnie - raz na 2 tyg spokojnie wystarczy. [Nie bez powodu w filmach porno faceci nie mają bielizny ] Kosmetyki - dużo z nich zawiera estrogen, progesteron oraz pochodne ich. Im więcej estrogenu, tym mniej testosteronu. Dlatego ograniczmy się do podstawowych środków - mydło, pasta do zębów, szampon i zestaw do golenia się. Bycie grubym jest ok - NIE JEST OK. Ludzie otyli są chorzy - ich układ hormonalny jest w tragicznym stanie, serce pracuje na ciągle podwyższonych obrotach, ciągle się pocą, a stawy modlą się kiedy to wszystko się skończy. To prawie tak samo jak ciągłe przeziębienie. Nie oszukujmy się, dla mężczyzny najlepszy poziom to gdzieś ok 10%, dla osób po 60 - 13-15% Teraz najważniejsze, jak wrócić do formy, czyli bycia samcem z krwi i kości. Tym kim się urodziłeś i masz być. Zaczynamy dobrze jeść - to co wrzucasz do siebie, to później dostajesz w swoim samopoczuciu. Dobrze jeść tzn: -Dużo mięsa tłustego - białko to budulec, ale to tłuszcz zwierzęcy jest najlepszy do produkcji testosteronu (testosteron ma bardzo zbliżoną budowę do cholesterolu). Od teraz codziennie musisz zjeść przynajmniej karkówkę/golonkę/boczek/dobrą kiełbasę -Warzywa - 300g dziennie to absolutne minimum. - warzywa mają charakter zasadowy + posiadają minerały i witaminy -Pijemy min 2-3 litry wody dziennie odpowiednio zmineralizowanej (600mg/l to minimum) -Jemy jajka do woli! -Na noc jemy większą dawkę dobrych węglowodanów (zaśniesz po tym jak dziecko) -Z rana nie jemy żadnych węglowodanów - jak osobiście polecam jajecznice z boczkiem ,ew. mięsko z warzywami lub białko z olejem lnianym. -Dbamy o suplementację probiotyków - ogólny stan naszego układu pokarmowego, a przede wszystkim jelit. -Wyrzucamy z jadłospisu: *pszenice - mąki, ciasta, makarony, chleb (gluten to okropna sprawa i to co nam robi w organizmie mogłoby Cię przerazić) *nabiał - białko i cukry nie są przez nas dobrze przyswajalne, mogą je pić dzieci, ale nie dorośli. Kefiry, mleko, jogurty, twarogi - to wszystko żegnamy. *cukry - wszystkie napoje słodzone, ciastka, słodycze *owoce - fruktoza to okropna sprawa, jest przetwarzana tylko przez wątrobę, a nadmiar idzie od razu w tłuszcz Przestajemy palić papierosy - każdy wie dlaczego. Ja powiem tylko od siebie jedno. Albo palisz i jesteś słaby, albo nie palisz i jest silny - Twój wybór. Suplementacja - stosujemy ją, bo dzisiejsze warzywa nie mają już tyle minerałów i witamin co kiedyś mieli pod ręką nasi dziadkowie. -Ashwagandha - dawkowanie 500mg-2g dziennie - przed snem i treningiem - skutecznie obniża kortyzol, antagonistę testosteronu -Pyłek sosnowy - 3-10g dziennie, trudno go dostać, ale wart jest swojej ceny -Cynk - (pamiętając o zawartości faktycznej w różnej formach - cytrynian -34%, siarczan - 22%, glukonian - 13%, monometionina - 21%) - dawkowanie 10-40mg, a więc aby dostarczyć 30mg cynku trzeba wziąć 230g glukonianu cynku -Witamina D3+K2 - najważniejsze odkrycie w XX wieku z zakresu medycyny, o którym mało kto wspomina. 5-10 tyś IU (ważne, żeby była wraz z Wit K2 - najlepiej w formie MK7 - dawka 100-200mg) -Witamina A+E - bierzemy tyle wit A ile bierzemy D3 lub więcej - ja biorę 2x tyle co wit D3, wit E - 200IU Kompleksowo możemy to załatwić w postaci takich suplementów jak: -Now Foods Adam lub Special Two -Orange Traid + Greens -ZMB6 Scitec Dbamy o relaks i sen. Poza magnezem i cynkiem na noc, który nam pozwoli spać bardzo głęboko - ważne jest to, aby nie siedzieć do późna na komputerze czy przed TV - ja osobiście polecam poczytać książkę, coś co nam pozwoli odetchnąć po całym dniu latania za pięknymi kobietami i pieniędzmi. Im większy stres tym mniejszy testosteron - jak kogoś stać to polecam masaże - jak nie to pozostaje spacer lub basen, żeby się popluskać. Uprawiamy sport - mając na myśli sport, mówię tu o takim który nam służy - Intensywny i krótki - Najlepiej siłownia, crossfit - tutaj radzę odezwać się do jakiegoś profesjonalnego trenera, żeby ułożył nam plan treningowy i najważniejsze to pokazał jak ćwiczyć - co do diety, nie przekonałbym się - mało osób układa ją, bazując na najnowszych technologiach. Jeśli nas nie stać na siłownię polecam bieganie systemem HIIT - czyli interwały lub tabata. Nie biegamy na długie dystansy, nie jeździmy rowerem setek kilometrów, i nie pływamy na basenie godzinami. Chodzi o to, żeby ciało zszokować, na krótko, a potem żeby się regenerowało i było silniejsze. Nie chodzi o to, żeby zużywać swojego ciała na maksa. Porównaj sobie w lekkoatletyce facetów - na 100m i na 10km - sam zrozumiesz. Schudnij - ograniczając węglowodany i wchodzą na dietę ketogeniczną można sporo schudnąć i zdrowy sposób. Ważne, bo tkanka tłuszczowa konwertuje testosteron w estrogen. Im więcej tłuszczu tym bardziej jesteś Misiem, a nie Niedźwiedziem. No i ograniczamy alkohol do minimum Pamiętaj drogi samcu - masz być w pełni męski, tak jak Cię stworzył świat, na podobieństwo Boga, a nie świni w oborze. Po pół roku stosowania tych zaleceń dostrzeżesz ogromną różnicę, o której niektórzy mogą zapomnieć. Dzielę się tym, bo sam przebrnąłem przed długą drogę do normalności i chcę, żeby ludzi podobnych do mnie było jak najwięcej.
  6. 1 polubienie
    Motywacja to gówno. Cześć, chciałbym w tym temacie obalić to co wszyscy z rozwoju osobistym próbują nam zaszczepić - o motywacji. Otóż najpierw zajmijmy się kwestią, kiedy jest nam potrzebna motywacja? . . . Kiedy nam się kuresko nie chce. Proste, logiczne. Idźmy dalej tym tropem - kiedy nam się nie chce czegoś robić? -Kiedy ego nam mówi, że możemy cierpieć przez to, albo chroni nas przed czymś przykład: Nie chce mi się posprzątać mieszkania - moje ego, mówi mi że to głupia i bezsensowna czynność, którą powinna robić kobieta (ale mieszkam sam^^ ). Skąd ego wzięło tą myśl? Ten mechanizm? A no z przeszłości - z tego co zbadałem, to byłem goniony w dzieciństwie do sprzątania, zamiast latania sobie po podwórku. Wszyscy latali, a ja patrzyłem jak oni się bawili myjąc okna. Wytworzyłem przez to równanie odrzucenie przez rówieśników = sprzątanie. Tak więc, czy moje nastawienie, moje ego jest aktualne? Czy mam "strategię", która jest już o 15 lat przestarzała i dziś nieadekwatna do rzeczywistości? Moje ego kreuje rzeczywistość tak, żebym widział to co chcę widzieć i nie widział tego, co nie jest dla mnie ważne. Kto z nas nie miał tak, że nagle zaczął zauważać samochody tej samej marki nagle wszędzie bo kupił takie auto? (tu jest mechanizm selektywnego myślenia) Ego jest prostym mechanizmem - ciągnie nas do przyjemności i chroni przed cierpieniem. Schody robią się gdzie ego uznaje coś za przyjemnego - alkohol, narkotyki, seriale, pornografia, fast foody - albo cierpienie: stres, uczucie smutku, odrzucenia, samotność, uczucie bycia głupim, nieszanowanym. Każde doświadczenie ma wpływ na ego, tak więc jesteśmy sumą swoich przeszłych doświadczeń + i tu jest jeszcze ciekawiej - jak odebraliśmy te doświadczenia. Tak wiec 2 osoby z tą samą przeszłością mogą być diametralnie różne. Ego to swoisty kompas życia. Ok, ale po co to wszytko piszę, skoro miało być o motywacji... Otóż, musisz zrozumieć jedną podstawową rzecz w tym - nie ma ego. Ego jest nierealnym bytem. Spytasz, ale jak to? To tak trochę jak RAM w komputerze, przestrzeń na której operujesz. Prawdą jest, że ego ma nam służyć jako narzędzie i do tego zostało stworzone przez nas umysł - bez tego np nie moglibyśmy wyobrazić sobie, co jest w danej szafce w kuchni. Problem w tym, że ego miało być narzędziem, a jest....kontrolerem. No, ale zaraz - chcesz powiedzieć, że mój głos w głowie to ego, a nie ja? Dokładnie. Twój wewnętrzny głos w głowie to ego, które sformowało się w jakiś czasie i uznajesz to za swój głos. Zrób mały eksperyment, nagraj swój głos na komórkę, a potem porównaj go z tym w głowie - dwa różne, co? Twoje ciało się zmieniło, ale twój umysł dalej jest do tył. I teraz do rzeczy, jesteś więc kontrolowany przez coś co sam stworzyłeś, co jest nierealne i w sumie raczej Ci przeszkadza niż pomaga. Równie dobrze mógłby być to wymyślony karzeł z zespołem downa na ośle, przebrany za clowna - co za różnica? Tak, więc motywacja jest Ci potrzebna do tego, żeby robić coś, co niby Ci się nie chce, bo kiedyś doznałeś nieprzyjemnego uczucia lub sobie ubzdurałeś coś na jakiś temat. Jaki jest z tego punkt wyjścia? Napoleon Hill mówił, że trzeba kontrolować swoje myśli i wtedy otrzyma się ogromną potęgę. Poprzez stosowanie autosugestii. Osho piszę, że wystarczy zbudować w sobie świadomość - coś co jest ponad ego, korzysta z niego ale nie jest nim. Ja jestem przechylny temu drugiemu twierdzeniu. Bo jeśli będziesz kontrolował myśli to znaczy, że jedna część Ciebie chce zdominować inną. Tak jak w tym powiedzeniu - jeśli wygrasz wyścig szczurów, nadal będziesz tylko szczurem. Trzeba wyjść ponad ego. Rozwiązanie każdego problemu zawsze jest poziom wyżej niż sam problem. A będąc w stanie świadomości wszystko jest lekkie, jest naturalne. Czemu? Bo nie ma pośrednika między świadomością, a ciałem - czyli ego. Połóż przed sobą ołówek lub długopis - teraz go podnieś i odłóż na miejsce. Czy potrzebowałeś do tego motywacji, żeby to wykonać? Raczej nie, bo jest to rzecz, której nie nadaliśmy znaczenia - więc jest naturalna - to tylko ołówek/długopis - może pisać na niebiesko lub czarno - ale to tylko fakty. Nie myślisz o tym, że ten ołówek to coś złego lub przyjemnego, no chyba, że nie zrobiłeś tego eksperymentu, bo uważasz, że nie będę Ci mówił co masz robić - to myślowe ograniczenie w takim razie. Jeśli Marek pisał o matrixie, to uważam, że dopiero po wyjściu z ego zrozumiesz czym jest matrix na prawdę. Odrzuć każdą myśl w głowie, na swój temat, na temat życia, na temat przyjaźni, na temat jedzenia, na każdy temat - nie potrzebujesz tego. Medytuj i oczyszczaj swój umysł regularnie. Po pewnym czasie, zauważysz coś ciekawego. Że nie ma Ciebie - jesteś nieistniejący na poziomie niewerbalnym, a dzięki temu zobaczysz ego innych ludzi, zobaczysz ile faktycznie mają lat. Najlepsze w tym wszystkim, że zrozumiesz, że mają po góra 8-9 lat maks. Zrozumiesz, że nie musisz niczego kontrolować w życiu, bo wszystko się robi automatycznie. Nagle nie patrzysz w zegarek, ale nigdy się nie spóźniasz do pracy. Wysypiasz się i wstajesz na czas, choć nie potrzebujesz budzika. Jesteś szczęśliwy, choć nie masz dobrego samochodu, pięknej panny, świetnego domu z ogródkiem. Jesteś niezależny od otoczenia. Robisz wszystko, bo tak nakazuje Ci Twoje faktyczne wnętrze. Patrzysz na niebo i się uśmiechasz, bo tak chcesz. Rozumiesz, że nikt nie jest zły - po prostu każdy ma swoje motywy w ego. A gdy świadomość otula Twoją przeszłość to od razu ją uaktualnia. Wtedy faktycznie się zmieniasz - bo zmieniasz zasoby, na których budujesz swoje zachowania. Tu nie ma efektu jojo. Cokolwiek robisz, bądź świadomy, nie bądź ani w przeszłości, ani w przyszłości - bądź tu i teraz. To jest jedyny grzech - być nieświadomym. Nie bój się życia, doświadczaj jak najwięcej, bo dzięki temu stajesz się na prawdę bogaty. Nie uciekaj przed życiem, biegnij w nie. Po prostu żyj. Nigdy za nic się nie obwiniaj. Bądź w końcu wolny.
  7. 1 polubienie
    Kwadrat relacyjny Dziś opowiem o atrakcyjności każdej z jednostek w przeglądzie społecznym oraz indywidualnym. Otóż, na kursie sprzedaży dostaliśmy kwadrat relacji, który określa Twoja pozycję względem klienta i waszą relację. Wyglądał on tak: Pokazuje on 4 typy w relacji sprzedażowej - omówię każdy z nich. Gość wiadomo, mała wartość relacyjna (słabo go znamy, nie piliśmy razem itp) + mała wartość materialna (jest biedny, brzydki, źle ubrany, chujowa praca) - Czyli ogólnie ktoś kogo nie znamy i kto nie wyróżnia się na ulicy Przyjaciel Ma wartość relacyjną (no bo macie kontakt, możecie rozmawiać o problemach itp) ale przyjaciel NIGDY nie ma wartości materialnej. Dostawca Ja go porównuję do fachowca - z którym nie masz wspólnych tematów, nie rozmawiacie. On wykonuje swoją pracę fachowo i wraca do domu. I na końcu: DORADCA Doradca to ten typ człowieka któremu ufamy - mamy wspólne tematy, śmiejemy się, mamy wspólne doświadczenia + ten człowiek w naszym mniemaniu jest fachowcem i zna się na rzeczy. Dlatego... Prosimy go o rady - bo jest naszym doradcą. To tak pokrótce - powiem tylko że jeśli chodzi o relacje długofalowe z klientem to naszym PRIORYTETEM jest bycie dla niego DORADCĄ - wtedy można mu sprzedać wszystko. A teraz zamieńmy nasz kwadrat na relacje damsko-męskie, a ujrzymy coś takiego: Teraz zrozumiesz faktyczny sens, omówimy wszystkie typy jeszcze raz. Gość - nie znamy go i nie ma zasobów materialnych. To jest każda kobieta która: 1) nie wyróżnia się materialnością 2) Nie znamy się Przyjaciel - Znamy się dobrze, możemy pogadać, może to być nieciekawa koleżanka, która jest miła i sympatyczna dla nas itp Kochanek - to jest osoba, która 1) zasoby które chcemy i szanujemy 2) mamy niski poziom relacji (tylko seks, ale już nie pogadamy zbytnio) Wymarzony Partner - To jest osoba, która dla nas jest atrakcyjna materialnie - ciało, zasoby, zaradność + jesteśmy ze sobą zżyci mocną więzią. A teraz trochę matematyki: Każdy kto nie szanuje swojego czasu, nie buduje swojej materialności - nie dba o pieniądze, swoje ciało, swoje miejsce zamieszkania, tym czym się porusza itp - Będzie miał zawsze łatkę przyjaciela - ZAWSZE. Każdy kto szanuje swój czas i wszystko co wyżej wymienione - nigdy nie wpadnie w szufladę przyjaciela. Czemu? Bo po prostu szanuje swój czas. Każdy kto ma problemy z nawiązywaniem relacji będzie gościem - stereotypowy informatyk w flanelowej koszuli Każdy kto szanuje swój czas i materialność, ale nie będzie dążył do zrozumienia i budowania relacji z partnerem może być conajwyżej Kochankiem - może utrzymywać kobietę, ale ona nie będzie względem niego w pełni lojalna - bo wie, że jest na smyczy materialnej. Znacznie ciężej jest przejść z szuflady przyjaciela w wymarzonego partnera niż z kochanka. Będąc gościem wszystko jest pisane o Tobie na podstawie wrażenia i tego co o Tobie ew mówią - choć zapewne niewiele. DLACZEGO JESTEM PRZYJACIELEM ZAWSZE? Bo sobie pozwalasz na to. Zapewne nie trenujesz niczego, nie dbasz o jedzenie które jesz. Nie poświęcasz się realizacji samego siebie, nie spełniasz swoich marzeń, nie planujesz jak powiększyć swoich pieniędzy w najbliższej przyszłości. Jesteś pryszczaty i brzydki - bo nie dbasz o swoje życie - akceptujesz to co masz i się na to godzisz. DLACZEGO RUCHAM LASKI, ALE NIE MOGĘ I TAK ZNALEŹĆ TEJ JEDYNEJ? A masz pasje człowieku? Czy poza imprezowaniem, fajnymi furami możesz opowiedzieć o czymś majestatycznym co ostatnio przeżyłeś. Czy faktycznie słuchasz drugiej osoby i wiesz czego ona chce? Czy czytasz książki? To tak pokrótce, ale nie byłbym GluXem gdybym Cię zostawił w tym momencie Chcę dać Ci wybór i oświecić. Moja rada jest następująca - nigdy się nie zmieniaj dla nikogo. Jeśli chcesz ruchać a brak Ci materialności - nie poświęcaj się, żeby zarobić. Jeśli brak wrażliwości w relacji - nie zadawaj sztucznych pytań, na które nie chcesz usłyszeć odpowiedzi. Ja mówię - odrzuć łatkę przyjaciela, gościa, kochanka, wymarzonego partnera. Ja mówię - bądź sobą. Ja mówię - rozwijaj to co chcesz i to co jest Twoje Ja mówię - odrzuć to czego nie chcesz i nie jest Twoje Wiesz co się dzieje, gdy przystąpisz do wyścigu szczurów po złoty ser? Twój max to bycie najlepszym szczurem, ale wciąż szczurem, nie LWEM. Dlatego skup się na sobie i na innych. Nie uciekaj od wyzwań losu w alkohol, zamulacze i pożeracze czasu i inne rzeczy. Każdy kto ucieka przed czymś jest słaby, każdy kto dąży do przyjemności jest słaby. Jest słaby, bo jest manipulowany. Ktoś chce być bogaty bo raz doświadczył biedy i to było dla niego upokarzające doświadczenie. Ktoś wziął narkotyk i czuł się po nim świetnie - teraz chce doświadczać tego jak najczęściej. Odrzuć cierpienie i odrzuć przyjemność - to tylko figle naszego umysłu - skup się na wyższych stanach - szczęście, radość, wdzięczność, satysfakcja. A wtedy staniesz się wymarzonym partnerem dla wielu ludzi - bo będziesz wolny, prawdziwie wolny. Wiesz dlaczego każdy podziwia człowieka majętnego i szczęśliwego? Bo przypomina mu człowieka prawdziwego - tego, który jest skrywany w każdym z nas. Każdy wie, że on tam jest - człowiek, który nie jest zależny od okoliczności. I w Tobie też jest, wystarczy że jako przyjaciel wysłuchasz go i jako fachowiec dasz mu odpowiednie narzędzia. On czeka, aż dasz mu szansę. GluX
  8. 1 polubienie
    Zmiana Każdego człowieka dążącego do bycia lepszym sobą będzie ciągle towarzyć wybranka życia – zmiana. Zmiana musi każdorazowo występować u jednostki stale kształcącej się, stale podążającej do swoich wartości, celów i ambicji – ponieważ na świecie nikt nie ma dostępu do jednej, uniwersalnej prawdy, którą można by się poruszać całe życie. A więc poruszanie się jednostki zawsze przypomina błądzenie w ciemnościach, w których pełno pułapek, zasadzek i trudności – tak jest i nic z tym nie zrobimy. To co najczęściej może Cię ograniczać to dwie rzeczy – Ty sam oraz środowisko. Jak widzisz, napisałem „oraz”, a nie „lub”. Każdorazowo ogranicza Cię przeszłość, którą splatasz się i mimowolnie wytworzone relacje z otoczeniem. To nic złego, to naturalny proces – tak jak poznawanie się kobiety i mężczyzny, w efekcie stają się kochankami. Czysta chemia, hormony oraz nasze podstawowe dążenia biologiczne jako osobników stadnych. Nikt z nas nie chce być sam, nawet świadome osobniki – ponieważ w głębi każdy z nas jest taki sam. Niestety ewolucja to bardzo bolesny proces. Ale im szybciej zrozumiesz, że ból oraz poświęcenie się jest naturalną ceną do zapłaty za rozwój – tym będziesz osiągać więcej w życiu. Mit słów „rób to co kochasz” albo „jeśli robisz to co kochasz to nie przepracujesz ani jednego dnia” wrzucam do śmietnika – są zasady dotyczące niewielkiego promila naszego społeczeństwa. Jeśli komuś się udało robić to co kocha i ma z tego serio dobre pieniądze – czapki z głów i uszanowanko. Niestety w większości przypadków – nas, ludzi – jesteśmy zmuszeni do robienia rzeczy niekoniecznie miłych czy przyjemnych, aby dostawać to co chcemy od życia. Naucz się języka obcego, zdaj studia, ukończ kurs, ćwicz codziennie, nie jedz słodkiego, nie pij alkoholu, czytaj codziennie książki, nie siedź do późna przed ekranem itp. Niestety, do takich rzeczy musimy się zmuszać, ale to właśnie dzięki „muszę”, dobrowolnemu „muszę” stajemy się wolni: "musze” ćwiczyć, żeby dobrze wyglądać, a w przyszłości nie mieć problemu ze sprawnością, „muszę” wstać o szóstej żeby dzisiaj wszystko zdążyć zrobić, żeby nie cierpieć w sytuacjach kiedy nie mam pieniędzy, „muszę” się nauczyć na ten przedmiot, żeby zdać studia „musze” usiąść godzinę dziennie, żeby nauczyć się języka – w efekcie zmienić pracę na lepszą. Z natury umysłu, zawsze szukamy najłatwiejszych i najlżejszych sposobów na życie – dlatego program 500+ sprawił, że tak dużo osób przestało pracować ;). Łatwo nam się osiada na mieliźnie życia, w jego szarym kącie, z każdym miesiącem stajemy się bardziej misiowaci, bardziej wygodni, wpadający w rutynę życia. Praca-dom-sklep. Podstawowe potrzeby zaspokojone? Tyle wystarczy. W tym momencie chcę powiedzieć, że jeśli nie masz ambicji to tutaj przestań czytać. Nie interesuje mnie co myślisz, ani kim jesteś – jeśli nie działasz jak człowiek ambitny to nim nie jesteś. Ambicja to dziwka, której się płaci w krwi, zepsuciu, pocie, bólu i cierpieniu. Kto nie jest gotów na zepsucie i śmierć, ten nie jest gotów żyć. Kto nie jest gotów umrzeć teraz, nie będzie wolny nigdy. Bo ogranicza go strach, lęk przed tym co życie ma najlepsze – wariacją najróżniejszych doświadczeń – od szczęścia, przyjemności, uśmiechu po strach, smutek oraz ból. Przeciętny zjadacz glutenu woli jednak nie ryzykować, bo „życie jest niebezpiecznie”. Lepiej siedzieć w domu, chodzić przez 30 lat do jednej pracy – niech każdy dzień toczy się bezpiecznie ku…no właśnie? Ku śmierci. Chcesz, czy nie – umrzesz. Koniec, kropka – nie dyskutujesz, wiesz o tym. Więc czemu nie przeżyć życia jak najlepiej, na własnych warunkach? Jako aparat imitacyjno-naśladowczy musisz rozumieć, że z kim przystajesz takim się stajesz. Towarzystwo to środowisko wtórne Twoich myśli, zachowań i słów – będzie Cię korygować, abyś nie odstawał od niego za bardzo – bo naturalnie lubimy podobnych do siebie, a odmieńców nie szanujemy, bo zaburzają nasz spokój, komfort przekonań. Pamiętaj co się stało z Jezusem ;). Tak więc jeśli będziesz się otaczać sportowcami to mimowolnie zaczniesz ćwiczyć. Zaczniesz otaczać się przedsiębiorcami to sam zaczniesz myśleć jakby tu zrobić biznes + będziesz mógł się poradzić kogoś, kto jest dalej od Ciebie. Zaczniesz się otaczać imprezowiczami i studentami? Zaczniesz przystawać do nich. Narzędzie wykorzystane w sposób przemyślany, pozwala na ogromny skok w rozwoju jednostki, ale tak jak z ogniem – trzeba uważać, żeby się nie poparzyć. Jeśli zaczniesz przystawać do ludzi smutnych i narzekających – sam zaczniesz to robić. Ludzie mało ambitni, siedzący co wieczór na ławce z piwskiem i szlugami? Niedługo kupisz sobie dresik Adasia oraz czapkę z daszkiem. Jesteś w toksycznym związku z kobietą? Niedługo przytyjesz, przestaniesz dbać o siebie – a po dawnym tygrysie zostanie Kłapouchy. Sam, widzisz – jeśli chodzi o towarzystwo – jest jedna zasada. Musi służyć Tobie. I nie ma tutaj odpowiedzi „trochę tak, trochę nie” – albo tak albo nie. Jeśli towarzystwo źle na Ciebie działa, zmieniasz je. Decyzja nie powinna być negocjowalna z nikim poza Tobą. To Twoje życie i w tym momencie bierzesz odpowiedzialność za siebie – bo musisz, bo nikt tego nie zrobi za Ciebie, bo jesteś świadom konsekwencji odwlekania tej decyzji w czasie, bo marnujesz swój limitowany czas w życiu. Nikt nie powinien móc wpływać negatywnie na Twoje wartości poza Tobą samym. Szczerość i pielęgnowanie małżeństwa z samym sobą to największy kapitał, jaki możemy stworzyć – wszystko inne jest pochodną. Tak więc podejmując w życiu decyzje o zmianie – musisz być świadom tego, że: -Będziesz musiał się zmuszać do rzeczy, których nie lubisz aby uzyskać to co chcesz -Towarzystwo z czasem będzie Cię ograniczać, jeśli nie będzie się rozwijać w kierunku co Ty -Będziesz musiał podjąć decyzję, żeby opuścić towarzystwo Cały temat chcę teraz zamknąć w tym, że będziesz musiał opuścić swoje środowisko. Mimo młodego wieku, przechodziłem to kilkanaście razy w życiu, ostatni raz – kiedy jeszcze się przejąłem to było gdy się rozstałem z byłą, którą bardzo kochałem. Dzięki doświadczeniu opiszę tutaj pewien schemat. Ambicja do dążenia i stawania się bardziej sobą wymaga tego, abyś nie tracił czas na relacje, które utrzymujesz w życiu, a: -źle na Ciebie wpływają -trzymasz je ze względu na sentyment i przywiązanie -trzymasz je ze względu, że nie poznasz nikogo lepszego w swoim mniemaniu -nie wnoszą nic do Twojego życia To jak zareaguje towarzystwo, które opuszczasz świadczy o tym czy zrobiłeś dobry ruch. Reakcje osób można zobowiązać do dwóch zachowań: Powie Ci, że się cieszy, że Cię poznała i miała chwilę spędzone z Tobą. Rozumie Twoje postępowanie i życzy Ci jak najlepiej. Jeśli ktoś Ci tak podziękuje, zawsze miej namiary na taką osobę do końca życia – to znak, że potrafi ona brać bezosobowo to co przynosi życie, rozumie filozofię zmiany – w efekcie posiada ogromną siłę. Powie, żebyś spierdalał – zdenerwujesz ją i zacznie Cię obrażać. „Nie masz jaj, żeby być ze mną po prostu” „Jesteś nic nie wart” „Zmarnowałam z Tobą czas” „Odbiła Ci woda sodowa do głowy” „Nie masz w sobie za krzty pokory i szacunku do rodziców” „To było na żarty, ja tak nie myślałam” Następnie w tym towarzystwie Twoja osoba będzie obrażana oraz dewaluowana. To w sumie dobry znak, bo gdybyś nic nie znaczył, to nikt by nie chciał umniejszać Twojej wartości. Nikt nie obgaduje żula i go obraża na forum publicznym, co nie? To również znak, że podjąłeś dobrą decyzję – czemu? Jednostki skłonne do takich zachowań, mają poczucie, że do nich należysz i jesteś im coś winny. Środowisko jest brutalne dla odmieńców. Jeśli lider środowiska Cię skrytykuje, to większość podaży za nim – również ludzie, którym pomagałeś niedawno, byłeś gotów nastawić za nich kark, śmiałeś się z nimi czy po prostu rozmawiałeś i dzieliłeś się doświadczeniami. Oni nie pójdą z Tobą. Nie miej do nich żalu nigdy, wybacz – każdy popełnia swoje błędy – ale nie zapominaj o tym. Nigdy nie wracaj. Relacji się nie naprawia, a zmienia się je. Jest 7 miliardów ludzi na świecie, nie musisz biedować – na tym świecie jest wystarczają dużo książek, ludzi, pieniędzy abyś miał je dla siebie w takich ilościach i jakościach jakich chcesz. Świat to nieograniczony zasób. Wyrusz w przygodę, spakuj się, ogol się na łyso, poznawaj dużo osób, śmiej się do późnej nocy, często się kochaj, dużo podróżuj i zwiedzaj - żyj niebezpiecznie, popełniaj błędy, ucz się ciągle. To jest Twoje życie, przeżyj je tak jak Ty chcesz. To mój manifest wolności. GluX