Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 30.03.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 4 polubienia
    Mężczyźni ci mieli fabryki i biura, do których potrzebowali taniej siły roboczej w czasie gdy wysyłali innych mężczyzn na front
  2. 4 polubienia
    Uwodzenia można się nauczyć bo to jest umięjetność taka jak każda inna. Tylko, że to zajmuje naprawdę sporo czasu a efekt końcowy często nie jest warty wysiłku, ponieważ trzeba naprawdę zmienić siebie i całe swoje życie pod kobiety tak jak to robią PUŁasi(oczywiście oni powiedzą Ci że zmieniasz się dla siebie a nie pod kobiety więc dlaczego zmieniają się "dla siebie" akurat wtedy kiedy nie idzie im z kobietami? przypadek? nie sądze). Możesz przez killka lat wychodzić co tydzień do klubów albo latać po ulicach - w końcu nauczysz się tego czego chcesz, tylko wtedy i tak zobaczysz, że dalej nie dajesz rady z tymi laskami, które naprawdę Ci się podobają, tylko tymi średnimi i ładnymi ale tylko trochę w twoim typie. Wielu puasów chwali się 50, 100 albo nawet i większą liczbą poderwanych dziewczyn ale myślisz, że to są jakieś modelki? Nie to są zwykłe dziewczyny na ich poziomie SMV jak mają szczęście, a przeważnie dużo poniżej ich poziomu. Bo idą na ilość nie na jakość. Dodatkowo zmarnujesz dużą ilość czasu na naukę różnych teorii, mowy ciała itp a koniec końców to i tak nie będziesz ty, tylko wyuczona wersja ciebie w pewnych sytuacjach. No i te umiejętności do czego innego Ci się przydadzą w życiu? Jest druga opcja - znacznie lepsza, którą proponuje to forum - wyleczeniem przyczyny a nie objawów. Zamiast uczyć się latami żmudnej sztuki uwodzenia, możesz przez pare lat skupić się tylko i wyłącznie na sobie - każdym filarem swojego życia. a.) Wygląd - jak się fajnie ubierać, fajne fryzury - zadbanie o zęby, usunięcie trądziku, sylwetkę - 4 lata na siłowni przy odpowiedniej diecie i ćwiczeniach będziesz wyglądał jak model z okładek (nawet 2 lata wystarczą naturalnej pracy nad sobą, tylko ćwicząc amatorsko czasami ciężko jest to osiągnąć ze względu na inne obowiązki, wiadomo są inne ważniejsze rzeczy czasami) b.) Finanse - znalezienie dobrego zawodu - takiego, w którym będziesz mógł się realizować i spełniać - najlepiej takiego, w będziesz miał chęć do pracy bo będziesz robił to co lubił. Oraz oczywiście będziesz odpowiednio wynagradzany. c.) Pasje - najlepiej jeśli byłaby związana z pracą, ale niekoniecznie. Przez kilka lat szukania na pewno znajdziesz coś, co polubisz a potem tylko rób to dopóki nie będziesz w tym dobry. c.) Status - wiąże się bezpośrednio z pracą i pasją - wpływa na postrzeganie ciebie przez innych. Generalnie do pewnego momentu im wyższy status tym lepiej, natomiast w pewnym momencie to już zależy od Ciebie - czy wolisz piąć się po drabinie światku materializmu i konsumpcjonizmu czy wystarczy Ci utrzymać dany poziom, by godnie żyć. d) Relacje z innymi - wiąże się ze statusem i pewnością/samoakceptacją siebie - im wyższy status, im więcej sukcesów w danej dziedzinie osiągniesz tym więcej ludzi( w tym kobiet) zacznie cię podziwiać i zapragnie z Tobą przebywać. Ale to ma drugą stronę medalu - dużo ludzi zacznie cię nienawidzić i próbować ściągnąć do ich poziomu. e) Pewność siebie/samoakceptacja - najważniejszy filar - jeśli chodzi o priorytet. Od niego cała machina się zaczyna - nie będziesz miał sukcesów ani wysokie statusu jeśli nie będziesz pewny siebie. Nie zarobisz kupę kasy i nie będziesz się czuł dobrze nawet w super wyglądzie modela jeśli nie zaakceptujesz siebie. Tak naprawdę jeśli będziesz miał wysoką samoocenę to wszystkie inne filary trącą na znaczeniu - bo nie będziesz potrzebował atencji XXX kobiet ani dziesiątek tysięcy dollarów na koncie, żeby czuć się dobrze ze sobą - pieniądze, powodzenie i status zawsze można stracić przez niefortunny wypadek ale jeżeli wyrobisz sobie pewność siebie to żaden poważny wypadek nie odbierze ci twojego wewnętrznego stanu - bo będziesz ważny sam dla siebie a cała reszta nie będzie mieć znaczenia. Przykładem może być Nick Vujicic - człowiek bez kończyn. Ludzie którzy opierają swoją sztuczną pewność siebie na kasie albo powodzeniu kobiet w wyniku wypadku jak myślisz co by zrobili? Ja myślę, że 90% by się poddało i popełniło samobójstwo. Tylko pełna samoakceptacja i wysoka pewność siebie daje możliwości w miarę przyjemnego życia na tym ciężkim świecie. Zbliżamy się do końca programu - teraz czas na matematykę. Masz milion dróg do wyboru ale rozważmy 2 skrajne przypadki. 1.) Uczysz się uwodzenia przez kilka lat, chodzisz do klubów podchodzisz do lasek, chcąc nie chcąc zmieniasz się pod nie, żeby osiągać efekty. Zaniedbujesz przy tym w jakimś stopniu swoje życie(bo żeby się czegoś nauczyć potrzeba dużej determinacji i poświęcenia dużej ilości czasu - według "ekspertów" aby stać się mistrzem w danej dziedzinie potrzeba 10000 godzin czyli 416 pełnych dni - a w uwodzeniu musisz nauczyć się wielu pod-dziedzin - podejścia, rozmowy, atrakcyjności, czystego uwodzenia - to już ci daje 40000 godzin czyli ok 1600 dni nauki). Na końcu i doświadczysz tego, że pewnego pułapu nie przeskoczysz - ze względu na zaniedbane inne dziedziny życia. 2.) Wybierasz drogę preferowaną przez to forum. Naukę uwodzenia kobiet wywalasz na margines swoich priorytetów - wystarczy ci przeczytanie kilka razy kobietopedii i kilka audycji na youtube. Zajmujesz się przez kilka lat sobą - pracujesz przede wszystkim nad pewnością siebie potem nad wyglądem, rozwijaniem się zawodowo i społecznie(relacje). Oczywiście musisz to wszystko odpowiednio wyważyć, że nie popaść w skrajność( np żebyś nie stal się niewolnikiem pracy i pieniądza - nieumiejętne podchodzenie do kwestii $$ może zniszczyć człowieka). Po kilku latach ciężkiej pracy spijasz śmietankę - zarabiasz wiecej niż przeciętny, nieświadomy Janusz, pracujesz ile chcesz i robisz to chcesz, ludzie szanują cię za twoje osiągnięcia i efekt końcowy(bo X lat zapierdalania nikt nie doceni - nikt) i nagle zauważasz, że twój wypchany portfel i pozycja sama przyciąga do ciebie kobiety, nie musisz nic robić w tym kierunku a cala nauka uwodzenia nie jest ci potrzebna( bo znasz kobietopedie czyli psychike kobiet, masz odpowiednie asy w rękawie). Nagle bardzo prosto uwieść ci atrakcyjną niewiastę w klubie albo znaleźć sobie dziewczynę na związek i nie potrzebna ci znajomość uwodzenia kobiet. Ja na twoim miejscu wybrałbym opcję numer 2. + filmik - moim zdaniem oddaje w skrócie sens mojej wypowiedzi. W 100% popieram.
  3. 3 polubienia
    Jak pewnie niektórzy wiedzą, w historii wyróżnia się trzy fale feminizmu: -pierwszą - końcówka XIX i początek XX wieku -drugą - od lat 60-tych XX wieku -trzecią - od lat 80-tych XX wieku No i generalnie przyjęło się mówić, że pierwsza fala była taka liberalna i pokojowa, kobiety walczyły o prawo do edukacji, pracy i prawa wyborcze. A druga fala zaczęła skręcać w stronę socjalizmu, radykalizmu i coraz większych patologii. Trzecia fala znowu zaczęła przynosić coraz większa dziwactwa jak teoria queer, unisexy, teraz znowu jakiś gender, im dalej w las, tym gorzej. To już samo w sobie implikuje, że dziś feminizm chuja jest wart. Ale nawet i takie założenie jest bardzo dużym uproszczeniem. W tym temacie wykażę, że: -już feminizm pierwszej fali był pełen patologii -emancypacja kobiet to znacznie szersze i starsze pojęcie niż feminizm -przypisywanie terminowi" feminizm" czegokolwiek pozytywnego jest całkowicie błędne Twórcą słowa "feminizm" w 1837 r. był Charles Fourier: https://pl.wikipedia.org/wiki/Charles_Fourier Francuski socjalista utopijny, o którym pisałem w temacie "masakrującym socjalizm". Tak, dokładnie ten, który opisywał jak to świat powinien był złożony z tzw. falansterów, czyli takich idealnych społeczeństw, gdzie praca będzie niezwykle produktywna, wystarczy dwie godziny dziennie żeby opływać w bogactwie, reszta dnia będzie upływać na rozrywkach i dużej ilości seksu. Dzięki postępowi będzie możliwe użyźnienie pustyń, w morzach zamiast wody będzie lemoniada, a ludzie będą hodować specjalne gatunki zwierząt, jak wielkie antylwy, na których będzie można galopować z jednego krańca Francji na drugi, czy antywieloryby, które będą zaprzęgane do ciągnięcia wielkich statków, a księżyc zostanie podzielony na sześć odrębnych satelitów. Feminizm z kolei, w rozumieniu Fouriera miał polegać przede wszystkim na zlikwidowaniu instytucji rodziny, takie wyzwolenie kobiety z roli żony i matki. Miałoby to polegać na pełnej rozwiązłości seksualnej i kolektywnym wychowywaniu dzieci przez całe społeczeństwo, zamiast przez ich rodziców. Urocza geneza, nieprawdaż? Jednak słowo feminizm, zaczęło funkcjonować w publicznej dyskusji dopiero od 1895 r.,: https://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm#Historia_feminizmu Tymczasem idee emancypacji kobiet, są znacznie, znacznie starsze. W pewnym sensie istniały w sumie chyba od samego początku ludzkości. Ale powiedzmy tak na większą skalę, rozwinęły się w średniowieczu. Tak, w średniowieczu, które nie było żadnym ciemnogrodem, co jest historycznym mitem, o którym już nie raz wspominałem na forum. Tak przedstawiała się sytuacja kobiet w tej epoce: http://tosterpandory.blog.onet.pl/2010/02/06/sredniowieczna-emancypacja/ https://pl.wikipedia.org/wiki/Kobiety_w_średniowieczu Jak widzimy kobiety miały praktycznie takie same prawa jak mężczyźni. Miały prawo do własnego majątku, mogły wykonywać te same zawody co faceci, czyli były chłopkami, rzemieślniczkami, kupcami, opatkami, a niektóre nawet królowymi, rządzącymi w swoich królestwach. Dziewczynki, jak i chłopcy mogły się uczyć w szkołach parafialnych i na katedrach. I to Panie stały na czele szkół dla dziewcząt. Kobiety były również obecne w sztuce jak i badaniach naukowych, które przeprowadzane były głównie w klasztorach. Jedynym chyba ograniczeniem był brak kobiet na uniwersytetach, ale i od tego zdarzały się wyjątki, jak Uniwersytet Bostoński, powstały w XI wieku, w których kobiety mogły nie tylko studiować, ale nawet wykładać. XI-wieczne Włochy słynęły z... kobiet lekarek. Pierwsza kobieta lekarz to nie żadna Dr Quinn z XIX wieku, tylko takie kobiety istniały już tysiąc lat temu. A tu poniżej przykład nawet już trochę straszny, XIV-wieczne miasto, w którym kobity dosłownie zdominowały handel i biznes: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/08/sredniowieczne-miasto-kobiet-feministki-w-xiv-wiecznej-brugii/ No dobra, ale co takiego się potem stało, że kobiety zaczęły tracić swoje prawa? Bo faktycznie wraz ze schyłkiem średniowiecza, a już zwłaszcza w epokach nowożytnych, zwłaszcza od XVI wieku kobietom zaczęto ograniczać prawa do majątku, zabraniać działalności rzemieślniczej, wycinać z edukacji etc. Czemu? Po pierwsze, ogólnie zaczęły zachodzić zmiany polityczne. Władza dawniej zdecentralizowana po rozdrobnieniu feudalnym, zaczęła się centralizować, aż po tworzenie się monarchii absolutnych. Przynosiło to coraz większy zamordyzm władzy, coraz wyższe podatki, poryte systemy gospodarcze (merkantylizm itd.), zarówno chłopi, jak i mieszczanie zaczęli mieć coraz bardziej przesrane. Po drugie reformacja w Kościele. Reformatorzy należy do największych mizoginów w historii. Marcin Luter tak ładnie wypowiadał się o Paniach: "Jeśli kobiety męczą się i umierają po licznych porodach, nic w tym złego; niech umierają, byle tylko rodziły, na to są." Jan Kalwin miał, co do kobiet podobne zdanie co Luter. O Henryku VIII "ścinającym żony" chyba nawet nie muszę wspominać, bo każdy zna lepiej lub gorzej tę historię. Idee emancypacji kobiet zaczęły ponownie powracać do łask wraz z epoką późnego oświecenia, a następnie także romantyzmu i pozytywizmu. Dużą rolę odegrali tu także abolicjoniści (ruch na rzecz zniesienia niewolnictwa czarnych), którzy rozszerzyli swoje postulaty również o prawa kobiet, jak również liberałowie. I nadal było to o wiele wcześniej zanim chociażby istniało słowo "feminizm". Kilka ważnych kamieni milowych: -1791 r. (dobre sto lat przed feminizmem) - Deklaracja Praw Kobiety i Obywatelki - tekst napisany przez Olimpię de Gouges, francuską abolicjonistkę i dramatopisarkę, jako odpowiedź na Deklarację Praw Człowieka i Obywatela, czyli dokumentu przyjętego w czasie Rewolucji francuskiej, który pomijał równe prawa dla kobiet -1792 r. - Wołanie o prawa kobiety - manifest autorstwa Mary Wollstonecraft, kobiety ze środowiska politycznego Thomasa Paine'a, jednego z głównych bohaterów Wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych i ojców założycieli USA -George Sand - francuska pisarka epoki romantyzmu, nam Polakom znana ze swojego romansu z Chopinem, jej książki z lat 30-tych XIX w. miały charakter pro-emancypacyjny -John Stuart Mill - poglądy na temat równouprawnienia kobiet zaczął głosić od 1827 r., odkąd poznał działaczkę na rzec emancypacji Harriet Taylor, która potem została jego żoną. I uwaga, Stuart Mill, jako poseł (1865-1868) był pierwszym politykiem, który postulował prawa wyborcze dla kobiet. Tak, to facet to wymyślił. Popierał także zaniechanie ograniczania kobietom dostępu do edukacji i pracy zawodowej. Dodam, że ten Pan nie do końca jest moim ulubieńcem. Stworzył takiego potworka jak liberalna demokracja (demoliberalizm), który potem zaczął się mutować w socjalliberalizm a potem wręcz w socjaldemokrację. Niestety poglądów wolnościowych nie da się połączyć z demokracją, już nawet Marks głosił: "dajcie ludziom demokrację, a do socjalizmu dojdą sami" i tu akurat miał rację. Poza tym Mill w ogóle należał do tych liberałów, którzy zaczęli się "lewaczyć", nie mam na myśli teraz akurat praw kobiet, tylko w ogóle różne kwestie dotyczące gospodarki itp., no ale to temat na zupełnie inny wątek. Mężczyzna działający na rzecz praw kobiet nie powinien nikogo dziwić. Stuart Mill nie był tu wyjątkiem. Inną znaną postacią był chociażby William Lloyd Garrison, wybitny amerykański abolicjonista, wydawca gazety "The Liberator", założonego w 1831r. , założyciel Towarzystwa Antyniewolniczego Nowej Anglii (1832 r.) i współzałożyciel Amerykańskiego Towarzystwa Antyniewolniczego (1833), działał również na rzecz praw kobiet. Ważna sprawa! Dzisiaj słowo feminizm, jest używane bardzo potocznie, wręcz mylnie. Dlatego działaczy na rzecz równouprawnienia potocznie określa się mianem działaczy "feministycznych" nawet w odniesieniu do ludzi, którzy działali przed 1895 r. odkąd w ogóle zaczęto używać słowa feminizm. Podobnie np. słowo "liberalizm" powstało w 1812 r. od hiszpańskich "liberales", czyli hiszpańskich zwolenników monarchii konstytucyjnej. I tak samo potocznie mianem "klasycznych liberałów" określa się ludzi działających przed 1812 r., chociaż sami nie określali się takim terminem, tylko inaczej, np. w Wielkiej Brytanii to byli lewellerzy i wigowie, a np. we Francji to byli fizjokraci itd. itd. A teraz coś o takich paniach, jakimi były sufrażystki, czyli pierwsze feministki, działające na początku XX wieku . Nazwa ruchu od słowa "suffrage", czyli "prawo wyborcze", a więc był to głównie ruch na rzecz praw wyborczych dla kobiet, no i także inne prawa, jak prawo do edukacji, pracy itp. Tu chwilę się zatrzymajmy. Mężczyźni również w większości nie mieli praw wyborczych. Przed większość historii systemem dominującym była monarchia, gdzie coś takiego jak prawo wyborcze nie istniało. A później w monarchiach parlamentarnych i pierwszych demokracjach, prawa wyborcze mieli tylko właściciele ziemscy lub bardzo bogaci mężczyźni, jakieś 3% społeczeństwa, podnosiło się to bardzo powoli: http://bywajtu.pl/strony/historia-cywilizacji/notatka/gdy-glosowalo-tylko-3-procent-spoleczenstwa/ Mężczyźni uzyskali powszechne prawa wyborcze niewiele wcześniej niż kobiety. W dodatku mężczyźni uzyskali je w zamian za odbywanie służby wojskowej, a kobiety za darmo. Co do samych sufrażystek, to były białe kobiety z klasy średniej, walczące o przywileje tylko dla własnej grupy. Miały kompletnie wyjebane na los kobiet z klasy robotniczej, jak i kobiet czarnoskórych, i Murzynów w ogóle. Ba, w odróżnieniu od abolicjonistów, były rasistkami i zwolenniczkami białej supremacji. Poniżej możemy poznać cytaty i publiczne wypowiedzi czołowych sufrażystek, których nie powstydziliby się członkowie Ku Klux Klanu: https://womenagainstfeminismuk.wordpress.com/2017/01/24/who-said-that-suffragists-ku-klux-klan-or-feminazis/ Widzimy również bardzo silną mizoandrię. Kobiety jako płeć nieskończenie lepsza od mężczyzn, kobiety które powinny być dyktatorkami, uroczo . Skoro mowa już o mizoandrii, warto przypomnieć o akcji jaką było wręczanie białego pióra, mężczyznom w czasie I wojny światowej w Wielkiej Brytanii: http://www.wykop.pl/wpis/11802301/wreczanie-bialego-piora-bylo-wczesno-dwudziestowie/ Polegało to na wręczanie białego pióra (symbol tchórzostwa) przez kobiety mężczyznom, którzy nie chcieli zgłosić się do armii na ochotnika. Akcja była aktywnie wspierana przez prominentne sufrażystki, jak Emmeline Pankhurst i Christabel Pankhurst. Sufrażystki wyjątkowo mocno kompromitowały się wręczając pióra wszystkim mężczyznom bez munduru, w tym niepełnoletnich, inwalidów wojennych i żołnierzy na przepustce, w tym weteranów wojennych. Dodatkowo lobbowały za wprowadzeniem przymusowego poboru tych mężczyzn, którzy nie mieli prawa do głosowania ze względu na zbyt młody wiek lub nie posiadanie nieruchomości. Tyle w kwestii walki o "równouprawnienie". Idąc dalej, metody walki stosowane przez sufrażystki: https://www.wprost.pl/historia/498434/Sufrazystki-terrorystki.html Podpalanie budynków, podkładanie bomb, ataki na ludzkie życie, niszczenie mienia, wandalizm, a także pokazy zwykłej głupoty, jak rzucanie się pod pędzącego konia. W powszechnej propagandzie przedstawia się sufrażystki jako bohaterki, dzielnie walczące, zamykane do więzień i prześladowane za walkę o prawa kobiet, tymczasem to była zwykła grupa przestępcza, wręcz terrorystyczna. To jeszcze nie koniec przypałów. Amerykańskie sufrażystki były najsilniejszą obok Amerykańskiego Towarzystwa Krzewienia Wstrzemięźliwości grupą lobbującą za wprowadzeniem prohibicji na alkohol w USA w 1920 r. W zasadzie to było głównie ich dzieło, prohibicja została wprowadzona w tym samym czasie co prawa wyborcze dla kobiet. Jak wiemy z historii, efektem były gigantyczne zarobki dla mafii, handlujących alkoholem na czarnym rynku. Prohibicja była jedną z największych głupot jakie wymyślono. Co pewnie nie spodobałoby się współczesnym feministkom, sufrażystki były również przeciwniczkami legalnej aborcji. Żeby było bardziej zabawnie, uważały one legalną aborcję za... dyskryminację kobiet, męskie wygodnictwo, wyzbywanie się odpowiedzialności za swoje dziecko. Czyli dzisiejsze feministki uważają brak legalnej aborcji za dyskryminację kobiet, a sufrażystki uważały że to legalna aborcja jest dyskryminacją kobiet. To się chyba nazywa wzajemne samozaoranie . Przeciwko sufrażystkom powstał tzw. antysufrażyzm, jego przedstawicielami były głównie.... kobiety. Podobno nawet 94% kobiet w Wielkiej Brytanii było przeciwko sufrażystkom. A co tak naprawdę sprawiło, że kobiety uzyskały równe prawa? Głównie przyczyny zewnętrzne. Rewolucja przemysłowa sprawiła, że zaczęło powstawać wiele nowych miejsc pracy, bardziej przystępnych dla kobiet, rozwinął się sektor usług itp. No i przede wszystkim postęp medycyny sprawił, że znacznie zmniejszyła się umieralność noworodków, przez co kobiety nie musiały już rodzić tylu dzieci, a potem jeszcze rozwinęła się antykoncepcja. Nowe wynalazki zaczęły ułatwiać prace domowe, przez co łączenie pracy zawodowej i obowiązków domowych zaczęło stawać się coraz łatwiejsze. No w I wojnie światowej zginęło wielu mężczyzn, więc znacznie wzrosło zapotrzebowanie na pracę kobiet w fabrykach itp. A potem jeszcze swoje dołożyła II wojna światowa. Nawet gdyby nie wojny, to takie zmiany społeczno-gospodarcze i tak by zaszły, i to w sumie szybciej, bo gdyby nie wojny, gospodarka i postęp techniczny, rozwinęły by się szybciej. I to były główne powody, a nie jakaś sufrażystka rzucająca się pod konia. Na koniec, parę słów jak to było w Polsce. Ogólnie jeśli idzie o historię, bardzo podobnie jak na zachodzie, więc nie ma sensu się powtarzać. Wyszczególnię tylko okres polskiego pozytywizmu, w drugiej połowie XIX w. w którym emancypacja kobiet była jednym z głównym haseł obok pracy u podstaw, pracy organicznej i asymilacji mniejszości narodowych (głównie Żydów). Czyli znowu temat na tapecie o wiele wcześniej niż wypełzły feministki, sufrażystki i tym podobnym element. Bolesław Prus podjął ten temat w książce pt. "Emancypantki", jak również w książce "Lalka", czego symbolem była postać Heleny Stawskiej, kobiety mądrej, pracowitej i pięknej, która musiała pracować na utrzymanie swojej córki i chorej matki, po tym jak jej mąż fałszywie oskarżony o zabójstwo jakieś lichwiarki został zmuszony do ucieczki za granicę. Widzimy też, że Prus to był równy gość, z jednej strony motyw emancypacji kobiet, a z drugiej przesłanie: "nie bądź białym rycerzem, bo skończysz jak Wokulski" i opis takich durnych bab, jak Izabella Łęcka czy baronowa Krzeszowska. Tacy byli właśnie pozytywiści, opisywali samo życie. Podobnie, kolejna wybitna pisarka tej epoki Eliza Orzeszkowa również poruszała kwestie kobiecej emancypacji w powieści "Marta", czy artykule "Kilka słów o kobietach", który ukazał się na łamach pisma „Tygodnik Mód i Powieści” w 1870 roku. Jednocześnie była również autorką książki o ironicznym tytule "Dobra Pani", w której akurat przedstawiła dwulicową babę, traktującą innych ludzi przedmiotowo. Można mówić o równouprawnieniu płci bez feminazistowskiego zacięcia? Jak widać można. Ostatecznie równe prawa dla mężczyzn i kobiet, łącznie z prawami wyborczymi wprowadził w Polsce w 1918 r. tuż po odzyskaniu niepodległości, mężczyzna z wąsem, marszałek Józef Piłsudski. Jako że wcześniej były zabory, a jeszcze wcześniej panowała monarchia, w zasadzie nigdy w naszym kraju nie było sytuacji żeby mężczyźni mieli powszechne prawo wyborcze, a kobiety nie. I tak to właśnie było.
  4. 3 polubienia
    1. Częściej noszę spódnice, bo dodają kobiecości do mojej męskości i jest harmonia. 2. + Wentylacja - Ludzie się na mnie dziwnie patrzą 3. Taka minimum do kolan, żeby mi sprzęt nie wystawał.
  5. 2 polubienia
    Musisz zrozumieć kolego, iż popełniasz podstawowy błąd wzorując się na społecznym wizerunku mężczyzny. Niektórzy z nas posiadają po prostu wysoką inteligencję emocjonalną, przez co są o wiele wrażliwsi. Przykładowo mnie fascynuje otaczający mnie wszechświat. Czasem myśli nt. tego co mnie otacza, zapierają mi dech w piersiach - przez wnioski do jakich dochodzę. Jednocześnie wiem, że zrozumie mnie jedynie promil, ułamek ludzi którzy mają podobnie. Reszta żyje beznamiętnie. Nie "zaprząta sobie tym głowy". Ich myśli są dość prymitywne. Dlatego irytuje mnie fakt, iż ktoś próbuje mi narzucić jakiś wyimaginowany samczy wzorzec, w którym mam nie okazywać emocji, być twardym i srakim jeszcze. Bycie mężczyzną oznacza dla mnie to, że mam odwagę być tym, kim jestem naprawdę, nie pozwalając sobie jednocześnie wchodzić na głowę. Co cechuje 90% współczesnych mężczyzn? A to, że są niedorozwinięci emocjonalnie. I tak z pokolenia na pokolenie. Chciałbym też, abyś nie mylił "pizdowatości" z "wrażliwością". Każdy z nas jest inny. Wadą tego forum jest uogólnianie. To, iż wiemy jakie są kobiety i jakimi schematami działają one, nie powinno prowadzić do uogólniania nas samych, braci. Różni ludzie, o różnym sposobie bycia. Co nas łączy? To, iż wiemy jak działają kobiety. Polecam ten załączony, 6 minutowy filmik. To jest satyra, więc niech nikt się nie zesra ze złości od razu, a zastanowi jak jest naprawdę.
  6. 2 polubienia
    Polskie fabryki magistrów zwane potocznie uczelniami wyższymi w większości wypadków nie zapewniają nic przydatnego w życiu zawodowym, oczywiście nie wszystkie uczelnie i nie wszystkie kierunki, zdarzają się chlubne wyjątki. Znacie mnie jednak na tyle, aby wiedzieć, że o chlubnych wyjątkach pisać nie będę tylko zwyczajowo, o wszechogarniającej patologii. 1 Geneza problemu: Geneza problemu leży jak większości innych problemów w naszym pięknym, acz smutnym jak pizda podczas okresu państwie na początku lat dziewięćdziesiątych, końcówce osiemdziesiątych, jakoś tak. Wraz z upadkiem komunizmu na wyższych uczelniach pojawiły się nowe trendy, nowe kierunki, nowe metody edukacji, a dobór kadry naukowej pozostał ten sam iście perlowsko - pegerowski. Królowało tak zwane po znajomości i z politycznego nadania. Na dodatek namnożyło się nowych kierunków takich jak reklama, marketing, zarządzanie w biznesie różnej wielkości. Pytanie za sto punktów kto miał tego uczyć? Skoro za komuny reklama była do dupy wykonana i realizowana na poziomie kilka szczebli poniżej tej z okresu międzywojennego. Marketing, który wcześniej w praktyce nie istniał, promowanie jakichkolwiek produktów nie istniało, no może byli ludzie, którzy mieli wprawę w anty promowaniu, ale ci przeszli do sektora prywatnego i zajmują się mediami z rodzaju gadzinówek. Biznes był tylko państwowy i zarządzany z dupy. No, chyba że trafił się jakiś przedwojenny fachura, który szczęśliwie nie został zaszlachtowany przez czarnych lub czerwonych, ale to sporadyczne przypadki. Tak więc nasze kochane uczelnie zaczęły taśmowo wypuszczać magistrów kierunków, których tak naprawdę nie miał kto wykładać, przedmioty wykładowe wymyślano z dupy, żeby pasowały do kwalifikacji starych profesorów lub wykładali je ludzie, którzy nie mieli pojęcia, co wykładają. I powstała rzesza magistrów, doktorów i pseudo profesorów, którzy w cywilizowanym świecie u kompetentnego wykładowcy dziedziny, w której się specjalizują, nie mogliby auli zamiatać. Mamy potem takich utytułowanych speców piszących prace naukowe na trzy strony o sprzątaniu boisk czy hodowli rybek, dobrze, że nie piszą o pierdzielonej hodowli jedwabników. Tak więc mamy genezę, pewnych spraw nauczali ludzie, którzy nie mieli o nich bladego pojęcia, bądź mgliste pojęcie teoretyczne. Pamiętam z tamtego okresu lat 90 tych organizowane różne konkursy typu „Turniej młodych mistrzów handlu” gdzie konkurowało się wiedzą i skillami rodem z PGR u lub sklepu mięsnego z asortymentem na kartki. 2 Patologia: Ponieważ obsadzanie stołków opiera się na etatyzmie i zdobywaniu bezwartościowych w cywilizowanym świecie tytułów naukowych, gdzie tak naprawdę liczą się umiejętności mamy poziom zarobkowy wykładowców żenująco niski. Byłoby to oburzające, ale nie jest. Poziom zarobków jest w większości przypadków adekwatny do posiadanych umiejętności. Zarobki doktora na poziomie gościa ze zmywaka w UK lub pakowacza konserw przy taśmie w okolicach Monachium. Powiedzmy sobie szczerze, jak ktoś ma minimum talentu i jest dobry we własnej dziedzinie, będzie dorabiał grubą kasę w sektorze prywatnym lub zawinął go zagraniczne uczelnie. Co zostaje dla naszych doktorów? Tylko praca za ochłapy od państwa lub ochłapy za projekty z nadania unijnego. Kończą jako adiunkci na uczelniach z drugiej pięćdziesiątki w kraju, który nie oszukujmy się, jeśli chodzi o poziom kwalifikacji, zapewnianych przez wyższe uczelnie jest w głębokiej dupie, mało, która uczelnia jest w światowych rankingach, choćby pod koniec listy. Nic nieznaczący naukowcy z pseudo uczelni z przestarzałym systemem nauczania, bez wiedzy praktycznej o własnych przedmiotach wykładowych. Co robi taki człowiek z doktoratem, szlachtuje się latami, żeby zdobyć habilitację później profesurę, traci życie na pisaniu głupot z dziedzin często nie przydatnych lub bardzo niszowych, co nie daje ani rozwoju własnego takiej osobie i absolutnie nie tworzy dobra narodowego w postaci motoru napędowego dla przemysłu, jakim od zawsze była nauka. 3 Zdrowy system: Jak w większości cywilizowanego świata, świeżo upieczony magister idzie do pracy, jeśli był wybitnie zdolny, będzie się doktoryzował. Co robi świeżo upieczony pan doktor? Tkwi na uczelni? Pisze bezsensowne prace na trzy strony? Oczywiście, że nie jak był dobry w swojej dziedzinie rusza w świat biznesu lub poważnych komercyjnych badań. Jeśli był naprawdę wyjątkowym geniuszem o licznych talentach wtedy i tylko wtedy otrzyma propozycję wakatu na uczelni „z marszu”. Większość ludzi wraca na uczelnie po latach ciężkiej pracy i zdobywaniu praktyki w zawodzie. Nie ma habilitacji, nie ma profesur (w większości krajów cywilizowanego świata, który góruje nad naszym pierdziszewem poziomem rozwoju w każdym aspekcie naukowym profesor to doktor, który wykłada). Dajmy przykład, spec od marketingu, który przeprowadził kilka spektakularnych kampanii marketingowych dla wielkich koncernów jak coca-cola czy im podobnych, dostaje ofertę pracy na uczelni jako wykładowca. Dostaje ją dlatego, że jest specem w swojej dziedzinie, zarobił dla firm grube miliardy, często o takich ludzi walczy wiele uczelni i oferuje im bajeczną kasę, na dodatek inne bonusy oraz dopasowują grafik wykładów dla jego wygody tak, aby nie musiał rezygnować z dotychczasowej pracy. Prosty system na uczelni zostajesz, jak jesteś wybitny lub po studiach pokażesz, że jesteś wybitny poprzez swe wyniki w prawdziwej pracy, wtedy wrócisz na uczelnię w glorii za grubą kasę. Tak jest nie tylko w przysłowiowym marketingu. Tak samo jest w dziedzinie prawa gdzie znany sędzia, obrońca lub prokurator wykłada jednocześnie na uczelni. I bardzo wielu innych dziedzinach. 4 Efekt domina: Czy znacie Sławka? Tak TEGO Sławka, postać na forum wręcz legendarną. Postać, która w opisanym wyżej skorumpowanym systemie nie potrafi skoczyć wyżej wała. Jak można nazwać osobnika, który zbliża się do pięćdziesiątki i nie potrafi utrzymać wystarczającego poziomu swych prac, aby w końcu uzyskać habilitację i zostać samodzielnym pracownikiem naukowym. Niektórzy nazwaliby taki twór nieudacznikiem. Ja go nazywam doskonałym przykładem tego, jak ten system działa, kogo zatrudnia, a efektem tego nie jest uczelnia wyższa zapewniająca przyszłość młodym ludziom tylko fabryka magistrów, kończących w sieci na kasie lub za barem, jako nisko płatna siła robocza w sąsiednich krajach, pocieszające jest jedynie to, że ci młodzi ludzie zarabiają lepiej w prostej pracy niż ich wykładowcy i mają większe szanse na rozwój zawodowy. Efekt domina: patologiczny system doboru pracowników naukowych → niski poziom nauczania → nauczanie rzeczy niepraktycznych → masowa produkcja nisko kwalifikowanych pseudo specjalistów. Tu sypnę przykładem, rozmawiałem niedawno z kolegą mieszkającym w USA, który jest doktorem nauk ekonomicznych, będącym pracownikiem średniego szczebla w korpo, odpowiadającym za realizacje kampanii marketingowych produktów. Kolega jako spec od marketingu (spec średniego szczebla) zarabia 700k USD rocznie, szef jego działu zarabia wielokrotność tego. Ostatnio podczas rozmowy na SK zwierzył mi się bardzo nieśmiało, że jeśli jego kariera będzie się dalej rozwijać w dotychczasowym tempie, to może za kilka lat otrzyma propozycję pracy ze swej rodzimej uczelni. Kminicie różnicę? Inny przykład, moja kuzynka mieszkająca aktualnie w Australii, podczas wizyty w Polsce, jest biologiem i genetykiem prowadzi skomplikowane badania nad organizmami morskimi. Dostała już trzeci z rzędu grant na badania, gdzie jej budżet zamyka się w okolicach 6kk USD rocznie. Wróćmy do wizyty w Polsce, przy spotkaniu z tubylczymi naukowcami padł tekst, wróciłaby pani do kraju, jakoś panią wkręcimy tu i tu (jakby jej wielką łaskę robili) z pani talentem to trzeba wiedzę poszerzać, a nie się marnować, trzeba koniecznie dążyć do profesury (serio kurwa leśne dziadki, więcej się nauczy od teoretyków, dłubiąc w teorii, niż mając dużą kasę na własne badania?) No i leśne dziadki z postkomunistycznego układu myślą, że mogą zaoferować coś młodej pani naukowiec z dużymi dotacjami, która ma na koncie kilka znaczących publikacji w anglojęzycznym środowisku naukowym, która pisuje do czasopism, które oni co najwyżej mogą prenumerować. Ja się pytam, jakim trzeba być zadufanym w sobie idiotą? Jak zareagowała kuzynka? Uśmiechem z politowaniem i tak nie zrozumieli. Wróćmy do Sławka, brak talentu i brak postępów, podrzędny pracownik niesamodzielny z uczelni z drugiej pięćdziesiątki (krajowej podkreślam). Co zostaje takim osobom? Pompowanie samooceny tak samo, jak opisanym wyżej leśnym dziadkom, poprzez zdobywanie kolejnych etatystycznych szczebli kariery podpartych nic nieznaczącymi w szerokim świecie tytułami. Próby realizowania się na różnych polach książki, blogi, konkursy. Ba, raz się nawet udało, drugie miejsce w konkursie dla blogerów. Niestety było to w epoce internetu kopanego, czyli gdzieś dekadę temu. Zaczęły się marzenia o pisaniu do znanych pism, nawet był uścisk dłoni kogoś z wielkiego świata, ale na uścisku się skończyło. Maluczki Sławek nie rozumiał, że łaska ludzi z wielkiego świata na pstrym koniu jeździ, a poklepanie po ramieniu i kilka pochwał nic nie kosztuje i najczęściej nic innego za sobą nie niesie, jest to tylko show pod publikę, nie po to, żeby uhonorować za drugie miejsce w podrzędnym konkursie, lecz po to, żeby ludzie ze świecznika mogli się pokazać, robiąc sobie dobry PR. Parobek zrobił swoje, parobek może wypierdalać. Z wielkiej kariery w znanych tytułach prasowych wyszła przysłowiowa figa z makiem. Zaczęło się budowanie przez Sławka swojego obrazu, dwa miliony czytelników, zupełnie jak by był autorem nowej biblii. Co jest łatwo weryfikowalne, dwa miliony! Na pewno powinniście znać kogoś, kto czytał książkę Sławka i musiał ją zapamiętać, wszak tylko wybitne dzieła mają taką ilość czytelników. Popytajcie znajomych, znali? Słyszeli? Tak więc nasz antybohater cierpiał straszliwie. Niepowodzenia na gruncie zawodowym, literackim, ba wieść niesie, że nawet osobistym. Tutaj akurat historia stara jak świata i nie ma co się ze Sławka śmiać, nie on pierwszy i nie ostatni nosił poroże. Ot przewrotna kobieca natura. Frustracja rosła, próbował podnosić samoocenę w miarę możliwości. Raz kupił auto z dolnej półki, takie dla gastarbeitera, żeby podreperować swój wizerunek, oczywiście auto starał się uszlachetnić wizerunkowo jak to spec od marketingu, Nawet nie przesadził, dodał jedynie podwozie od ciut lepszego opla, nie szalał, nie był to mercedes czy bmw, powiedzmy szczerze, mierzył siły na zamiary. Czasem potoczył się małym autkiem do sąsiedniego kraju, czasami autokarem. Te drobne przyjemności dawały mu poczucie, a może inaczej możliwość oszukiwana się, że jest kimś i ma wszystko, że złapał pana boga za nogi. Niestety, kolejna patologia naszej edukacji mali ludzie, z małymi sukcesami nie nauczą studentów sięgać gwiazd. To wie każdy spec od marketingu. Rozkoszuje się na co dzień drobnymi przyjemnościami klasy robotniczej jak kino czy spotkanie z kabareciarzem, ewentualnie „uczone” dysputy w gronie leśnych dziadków. Jakby powiedział Fred, „kaczka to maks, co może z niego być” Oczywiście każda frustracja znajduje swoje ujście, w tym przypadku jest to hejtowanie pewnej znanej wam osoby w internecie, takie tam skromne hobby wielkiego człowieka. Snucie wizji niepokrywających się kompletnie z rzeczywistością, wizji podstarzałego i samotnego kawalera, bez przyjaciół i z płytkimi zainteresowaniami. Żyjącego w klicie, śmietniku pełnym puszek i niedopałków. Kto zna Marka, ten wie, jak jest naprawdę. Jakoś rzeczywistość uśmiechniętego i wysportowanego, zadowolonego z życia człowieka o licznych zainteresowaniach nie przystaje do fantazji snutych na blogu adiunkta. Żal i frustracja, nienawiść i bezsilność. Niska samoocena tak można nakreślić obraz polskiego wykładowcy z zaściankowej uczelni. Brak perspektyw nadrabia tanimi gadżetami stanowiącymi śmieszną namiastkę wielkiego świata i atakami na zdolniejszych od siebie. Nic to nie zmienia. Niektórzy choćby się zesrali, nie dojdą od zera do bohatera, będą się jedynie błaźnić i w pracy i w życiu prywatnym i nawet w sieci. Tak jak nie urodzi wrona gawrona, tak marny wykładowca nie wyuczy dobrego specjalisty. Marny bloger nie będzie w stanie żyć z pisania. Marny psycholog nie zarobi kasy na pomaganiu innym.
  7. 2 polubienia
    Czyli ogólnie ogarnięty jesteś, a zadanie było prowokacyjne. Przeczytaj sobie drugie zdanie swojej odpowiedzi raz, albo lepiej kilkadziesiąt razy. Tam masz odpowiedź na swoje rozterki. Musisz to przepracować sam ze sobą. W drugim zdaniu masz postawioną diagnozę.
  8. 2 polubienia
  9. 2 polubienia
    Problemy nie istnieją. Przestańcie używać tego słowa psia jego mać. Wydaję się być lekko zażenowany tym, co piszecie. W życiu mogą występować pewne sytuacje - to jak do nich podejdziesz, i jak je rozwiążesz zależy wyłącznie od Ciebie. I musisz to zrozumieć. Tylko kurwa, nie przeleć oczami tego tekstu, ale postaraj się go zrozumieć. Wracaj do niego. Jeżeli jest coś, co Cię irytuje (słusznie, lub nie) to nie siedź, i nie myśl jak "to się rozwinie i do czego doprowadzi". Wstajesz, i robisz to, co uznasz, że zadziała. Życie, to życie. Jest tu teraz. Miło by było, gdybyś przestał porównywać teraźniejszość do tego "jak ona tak naprawdę powinna wyglądać", bo widzę, że ty jakiś tam ten obraz masz, że "powinno być inaczej". Będzie inaczej jak będziesz się starał do tego doprowadzić. Najgorszym działaniem jest właśnie takie "nadmyślenie" (ang. overthinking) bo nie skupiasz się na życiu tu i teraz, i to co masz zrobić, ale myślisz ciągle o tym co będzie. Jedziesz autobusem? Myślisz już co zjesz. Jeż kolację? Nie myślisz o smaku, już myślami jesteś o obowiązkach które masz wykonać. Idziesz spać? Już myślisz, w co się ubrać rano i o której pojedziesz etc. etc. Coś okropnego. Miałem to samo. Tylko co zrobić aby zachować stoicki spokój. Po pierwsze - zaakceptuj rzeczywistość. Kiedy podróżowałem po Europie autostopem mając 150 euro w kieszeni, i obudziłem się nad ranem bez plecaka w Paryżu, nie płakałem, ani nie szlochałem (ooooh, co teraz ze mną będzie? :((((. ) Straciłem wszystko. Cały mój "dom na plecach". Byłem sam w sercu Europy w krótkich spodenkach i bluzie, oraz telefonem i portfelem w kieszeni w którym zostało już nieco ponad 110 e). Kiedy zorientowałem się, że mnie okradli po prostu kilka głębokich oddechów, i czekałem, aż miną emocje - zdziwienie etc. Później zacząłem rozważać, że dobra, jednak mam telefon i portfel, przecież NIE UMRĘ - PORADZĘ SOBIE. Odszukałem najbliższy Decathlon i po 10 km marszu, zakupiłem sobie najtańszy plecak i ze 2 koszulki i spodenki, i byłem gotowy dalej iść w podróż. Choć straciłem tego dnia, dobytek i sprzęt warty ok. 1500zł. A nie miałem jakiegoś wysokiego budżetu. Uważam, że każdy musi dokonać w życiu czegoś, do czego będzie mógł wracać myślami, kiedy będzie ciężej. Człowieku, zrozum, że możesz wszystko. Dosłownie. Jesteś już tutaj, kończysz te studia, zarobiłeś wcześniej te pieniądze, to i zarobisz później. Dasz sobie radę. Nikt Ci niczego za darmo nie dał, i patrz gdzie już jesteś. Zastanów się jakie kroki należy podjąć i je zrób. I przestań zastanawiać się nad samymi problemami zamiast je faktycznie rozwiązywać, co ludzie zbytnio emocjonalni robią. Jeżeli zauważysz u siebie takie myśli które Cię "męczą" to zapytaj się sam siebie "Dobra, ale co mi to myślenie daje? " I ja Ci powiem, co: Nic. Nie staraj się myśleć o czymś innym, bo to nie przyniesie efektu. Bądź świadomy swoich myśli, a z czasem staniesz się silniejszy, a umysł sam wyciszy. Na koniec wrzucę Ci filmiki które zmieniły moje podejście do zamartwiania się(2 z 1000filmów i książek), i chcę abyś je oglądnął i do nich wracał. Tylko masz to kurwa robić, bo już i tak napisałem zbyt długi post żeby Ci jakoś pomóc, a nie chcę, żeby poszło to na marne, bo ja do tego wszystkiego musiałem sam dojść, więc spójrz na to w ten sposób, że są tutaj ludzie którzy chcą Ci pomóc. Ty sobie zawsze dasz radę, a jak potrzebujesz rady to wbijaj do nas bracie. Zrozum, że nigdy nie będziesz kontrolował wszystkiego w 100%. Życie to proces. Wszystko się toczy i cały czas idzie do przodu. Możesz je jedynie ukierunkować, ale ono cały czas płynie, i płynie i się temu poddaj - ale świadomie, nie jak wszyscy. Masz wpływ. Pamiętaj. Polecam też audiobiografię Elona Muska lub twórcy Nike. (Znajdziesz je na audiotece, lub chomikuj). A testy masz na youtub'ie. Rozwiązuj sytuacje które są w teraźniejszości. To co ma przyjść - to przyjdzie. I wtedy też się tym zajmiesz.) Życzę miłej lektury:
  10. 2 polubienia
    Kurwa o czym wy gadacie. Roboty lepsze od kobiet? Ze nie beda zdradzac, zawsze beda miec ochote na seks i beda dowcipy opowiadac.... Ja pier. Wyobrazcie sobie, ze KOBIETY TO ROBIA! Zachowujecie sie wlasnie jak one - swiat jest pojebany a tylko ja jestem normalny. Kobiety nie usmiechaja sie na ulicy? Pewnie wygladasz nieatrakcyjnie. Nie daje ci dupy ta co bys chcial? Pracuj nad postawa i pewnoscia siebie. Nudna kobieta? A kto ci kazde z nia sie zadawac. Widze, ze wam sie podoba kultura dalekowschodniej nacji popierdolencow, ktorzy wymra niedlugo - japonczykow. Siedza w pracy od rana do wieczora, pewnosc siebie 1/10 wiec ruchaja dmuchane lalki,poduszki i wachaja noszone majtki z automatu. Ogladaja pedofilska mange, ich fantazja to boa dusiciel w kazda dziure jakiejs 10letniej dziuni 140cm wzrostu. Dmuchane lalki roboty jak zywe... To krok milowy do zniszczenia mezczyzn do reszty. Bo to co robicie w lozku i to co potraficie, przenosi sie na kazda dziedzine waszego zycia. I odwrotnie.
  11. 1 polubienie
  12. 1 polubienie
    No dobra to niech ona tobie zapłaci ze się poświęciłes i ja puknales
  13. 1 polubienie
    Co za przegryw, zamiast się żalić na necie by coś zrobił ze sobą. No i co jest takiego zlego w facebooku, instagramie czy imprezowaniu? Jedno i drugie to możliwość poznania ogromnej ilości lasek.
  14. 1 polubienie
    Zauważyłem to. Niestety, większość mężczyzn to prostacy - tak samo jak i większość kobiet jest pusta. Nie mają ambicji - jedni i drudzy, o pasji nie wspominając. Pomijam oczywiście auta i wyjście za mąż jako cele życiowe. Książek również nie czytają, tyle, że to po prostu widać. Już po kilku pierwszych zdaniach każdego tekstu tudzież wypowiedzi jestem w stanie ocenić, czy dana osoba jest oczytana, czy też nie. Znajomość kobiecej psychiki to jedynie dodatek. Jeżeli nic sobą nie reprezentujesz, to nigdy nie zostaniesz rozgrywającym. Duża część osób z tego forum zapomniała, iż najpierw należy inwestować w siebie i swoje życie. Próbują uczyć się być "kimś", tyle, że "kimś" - to się zostaje. I to poprzez inwestowanie w siebie, a nie czytanie książek o kobietach. Skupiając się jedynie na tym - paradoksalnie, skupiasz się na tym, na czym rzekomo nie chcesz. cya.
  15. 1 polubienie
    Ten filmik, jest wbrew pozorom o sporej czesci uzytkownikow tego forum Nienawidza kobiet, ale pobzykac by chcieli, nie moga tego zrobic, poprzez miedzy innymi swoja nienawisc, to jeszcze bardziej nienawidza, zaplatujac sie coraz bardziej w swojej nienawisci... Po czasie zakladaja temat jak to beda mieli to i tamto, postanowienia, ktore skladaja sie tylko i wylacznie po to aby przykryc swoja wyblakla osobowosc, no i poruchac, a po wszystkim oddac sie swojej nienawisci
  16. 1 polubienie
    Widzisz. Moja zdradziła bo jej się nudziło. Przynajmniej tak to widzę. Po zatym chyba miała syndrom niedowartosciowania i uciekajacy lat. Bolec jest młodszy o 4 lata i juz biało rycerzy. On snuje plany na przyszłość i składa deklaracje no i jak to bialy rycerz wspiera. Teraz jest fajnie żadnych zobowiązań kredytów dzieciaków. Ale mam wrażenie ze koleś nie wie w co się pcha i nie ma za bardzo pojęcia co to znaczy dzieci. Póki jest ta cała akcja około rozwodowa to moja stara potrzebuje wsparcia które on jej daje. Ale jak przyjdzie codzienność to mam wrażenie ze będzie krucho u nich. Z tego wszystkiego dzieci żal. Aczkolwiek ona po wyjściu wszystkiego na jaw nagle zaczęła zajmować się maluchami. Zajęcia dodatkowe etc. A ja zaczynam żyć swoim życiem. Przepracowania tego zajęło mi dwa miesiące i dalej mam jakieś dziwne jazdy. W życiu nie byłem kurwiarzem a jak się jakaś przystawaiła to dziekowalem. Czy to błąd nie sądzę. Jak człowiek jest odpowiedzialny i wie co chce w życiu i dostaje to w domu to czemu ma iść w bok co mu to da. Nie wierze juz w te romantyczne uniesienia. Teraz tylko twarda rzeczywistość. To trochę tak jak w biznesie tyle ze w związku angażujesz się w jakiś sposób emocjonalnie jeśli nie wiesz jakie są zasady gry. A ja nie wiedzialem. Swoją drogą jak mi ojciec opowiada jakie są u niego na imprezach firmowych akcje u kobiet po 30 to sam się zastanawia o co chodzi. Ale niestety on mi nie wpOil żadnych męskich cech. Zawsze gdzieś był obok i teraz sam się tego musze jakoś uczyć.
  17. 1 polubienie
    Nie ma problemu. Czyż nie na tym m.in. polega dyskusja będąca wymianą poglądów, opinii i doświadczeń ? Sprawa rozbija się o częstotliwość występowania oraz umiejętność zejścia z wygórowanych wymagań na bardziej realne. Z pewnością są mężczyźni, którzy życzą sobie kobiety łączącej choćby klasę na zewnątrz z wyuzdanym zachowaniem w łóżku, zimnej profesjonalnej korpo-suki na szpilkach zamieniającej się w domu w perfekcyjną producentkę ciast, posiłków itd. Ale, uwaga-uwaga - jest ich zdecydowanie mniej niż kobiet szukających mężczyzn posiadających pełen zestaw wykluczających się logicznie cech. I prędzej, zdecydowanie prędzej zaakceptują kobietę nie posiadającą 'cech z checklisty'. Tu u kobiet również jest inaczej - mija wiek czy dwa zanim opuszczą poprzeczkę wymagań (pisząc inaczej - urealnią ją). Tak jest to odbierane społecznie. Stąd też taka a nie inna stereotypowa opinia o sposobie wyborów partnerów dokonywanych przez kobiety a wyborach partnerek dokonywanych przez mężczyzn. I koniec. To tak jak trochę jak ze stereotypem, że rodowity Szwed jest wysokim jasnowłosym blondynem - co oczywiście nie zmienia faktu, że może trafić się i niski brunet. Tym niemniej wysokich, jasnowłosych blondynów i blondynek jest tyle, że tworzą ów stereotypowy pogląd. S.
  18. 1 polubienie
    Ja przez to wszystko przechodziłem: bieda, (wydumany) brak perspektyw, rozpacz, nienawiść do siebie za niespełnianie "swoich" oczekiwań (a tak naprawdę zinternalizowanego programu społecznego typu drzewo, syn i chałupa, koniecznie przed 30! ) co do życia i siebie. Strach przed biedą i społeczną degradacją. Na szczęście miałem nadrzędny cel, do którego dążyłem. Dzisiaj mam to już za sobą, ale nie będę ściemniał, czasem mnie jeszcze takie myśli napadają. Jak z nimi walczyć? Powiedz chujowej myśli, która się pojawia: jesteś kłamstwem, idź precz! - i puść ją sobie wolno. Niech biegnie gdzieś w pizdu. Pamiętaj o tym, że: Najmądrzej Ci odpowiedział @Wrażliwy Egoista. Jego post sam będę jeszcze czytywał. Zwłaszcza ten jeden fragment: To zajebiste podejście i najczystsza prawda. Sytuacje, które nas spotykają nie zależą od nas. Od nas zależy tylko, jak do nich podejdziemy i co z nimi zrobimy. Najlepiej jest chcieć wszystkiego co nas akurat spotyka, a przynajmniej myśleć i działać w ten sposób, jak byśmy rzeczywiście chcieli tego co się przydarza. Jesteś sam? Ciesz się spokojem! Jest dużo ludzi wokół? Wpraw się w dobry nastrój, spróbuj się bawić jak na festynie! Nie dostałeś roboty? Jeżeli zrobiłeś wszystko żeby się przygotować, to taka po prostu była wola rekrutera. Zapytaj ewentualnie, których jego kryteriów nie udało się spełnić i później nad tym popracuj. Jeżeli on się pomylił oceniając Ciebie, to tylko jest jego problem. Większość rzeczy zależy od innych, więc wykładajmy na to knagę i róbmy po prostu swoje. Przykład: Nieraz jak widzę rodziców, to boję się że są starzy i mogą niedługo umrzeć. Wtedy staram się pomyśleć: chcesz żeby byli nieśmiertelni? Przecież to idiotyczne! Są ludźmi, więc kiedyś umrą, zupełnie jak każdy. Twoją rzeczą jest kochać ich teraz, póki jeszcze możesz! Skoncentruj się na tym co możesz zrobić najlepiej, a tym czego nijak nie zmienisz nie ma sensu się martwić. Staram się ich więc odwiedzać mniej więcej co tydzień, rozmawiam, spędzam czas, dzwonię, piszę maile. Tak żebym później nie żałował, że nie robiłem jak trzeba. Ostatnio wracałem z roboty, patrzę: jakiś dziad leży w drgawkach na chodniku, ludzie z okien się gapią. Myślę: "głodny jestem, chcę na chatę". No ale chuj - podchodzę, bo miałem niedawno kurs pierwszej pomocy i zżarłyby mnie wyrzuty gdybym przeszedł obok. Wiedziałem o tym od razu. Też oczywiście przyszły różne natrętne myśli: "pewnie napierdolony, ludzie się zewsząd lampią, idiotę z siebie zrobię, żul zwykły, ubrudzisz się tylko, jeszcze wszy mnie oblezą, pluskwy do domu przyniesiesz..." - ale to olałem. Wiedziałem, że cierpienie spowodowane wyrzutami sumienia z powodu nieudzielenia pomocy i zmarnowania wiedzy nabytej na kursie będzie większe niż ewentualne nieprzyjemności na miejscu. Jestem egoistą, zrobiłem więc rzecz najlepszą dla siebie. Poszkodowany był akurat ostatnim, o co się martwiłem. Podszedłem, od razu naszła mnie satysfakcja z bycia jedynym aktywnym pośród biernej masy. Po chwili zresztą niektórzy nieco się ośmielili i też podeszli by pomóc. Gość najebany nie był, zadzwoniłem na pogotowie, powiedzieli że prawdopodobnie padaczka, podłożyłem mu jego własną torbę pod łeb, sam leżał bezpiecznie bokiem więc poczekałem aż przyjadą i zapytawszy ratowników czy mogę, poszedłem spokojnie do domu. Ten przykład pokazuje mi, że w nietypowej i krępującej sytuacji dałem radę zachować się jak trzeba, tzn. jak na świadomego i porządnego człowieka przystało. A była to rzecz zależna jedynie od mojej woli! Takie wspomnienia zbieraj sobie, one pomogą w ciężkich chwilach...
  19. 1 polubienie
    Jak to się mówi najedzony głodnego nie rozumie, a przynajmniej jest to trudne. Niektórzy w naszym wieku są już "ustawieni" i w miarę stabilni życiowo, jeśli w ogóle można mówic, że życie jest stabilne, bo ciągle się zmienia. Zamartwianie się nie jest dobre, ale myślenie o przyszłości jest czymś naturalnym. Nie każdy jest w wieku 24-25 lat już na swoim. Co więcej- niektórzy mają jeszcze większe wydatki niż kilka lat wcześniej, a końca nie widac. Chyba normalne, że człowiek myśli sobie "kiedy będzie lepiej?" Jeżeli nie daj Boże zostałby człowiek teraz sam, to nie jest sobie w stanie poradzic sobie ze wszystkim- ani zarobków, na które nie ma co narzekac( taka jest kolej rzeczy, jeśli chce się czegoś nauczyc), ani możliwości utrzymania domu, samochodu. To co zarabiam to może by starczyło na jedzenie na miesiąc na dwie osoby. Jeszcze na głowie studiującą siostra, a to ja po rodzicach jestem głową rodziny, która powinna byc za wszystko odpowiedzialna. Więc łatwo mówic, ale bez pomocy rodziców mam myśli, że po prostu bym chyba nie sprostał.
  20. 1 polubienie
  21. 1 polubienie
    mój ulubiony typ: wąska w talii, szeroka na dole, do tego jeszcze wysokie buty:
  22. 1 polubienie
    Takie przemyślenie mnie naszło. Właśnie teraz jak usiadłem do komputera przeszedł mnie taki impuls i przypomniała mi się sytuacja chyba z 1999 roku. Miałem 6 lat i wtedy babcia przyjechała z pracy w Belgii. Pamiętam, że kupiła mi ładny plecak i taki mały motocykl na baterie chyba. Wtedy miałem taką myśl:" Jest super, jestem wniebowzięty, że mogę się bawić tym super motorkiem, ale co będzie jak będę miał 10 lat i nie będzie mi się chciało już bawić?" Autentycznie tak było i niemal spałem z tym motorkiem. Pamiętam był czerwony i siedział na nim kierowca Sytuacja z dzisiaj: Wracam do domu po treningu i na słupie elektrycznym była informacja, że będzie niedługo przerwa w dostawie wody czy coś takiego. Trochę się zdołowałem i ogarnął mnie strach o to, że te wszystkie rury, kanalizacje, oczyszczalnie ścieków mogą się zużyć, a nie będzie pieniędzy na modernizację, bo gmina zadłużona i nie daj Boże coś pęknie i będzie lipa. Wiem, że to absurd, ale od teraz spróbuję zastosować zasadę, którą wygłosił mnich w filmiku od @bezprymżeby odpuszczać sobie wszystko, wyluzować i skupić się na tym co mogę dać nie oczekując niczego w zamian.
  23. 1 polubienie
    A co złego jest w tym, że ktoś ma rozterki i problemy oraz nie do końca przepracował pewne sprawy w swojej podświadomości?
  24. 1 polubienie
    Mało mam czasu ostatnio, więc się nie będę rozpisywał, ale tak, ja też tak mam (albo przynajmniej podobnie). Podam może przykłady. -kiedyś dowiedziałem się o gościu, który zajmuje się renowacją starych motocykli (posiadam taki) zgodnie z oryginałem. Sam nie mam aktualnie miejsca ani możliwości na takie zabiegi więc postanowiłem, że za rok (od tamtego czasu) zaprowadzę swój sprzęt i zaraz nawiedziły mnie myśli w rodzaju ,,a co, jeśli przez ten rok będzie miał wypadek i zginie? A co, jeśli przestanie się tym zajmować? A co, jeśli będzie trudno znaleźć dobrej jakości części?'' -notorycznie pojawiają mi się myśli ,,co z tego, że zostanie przeprowadzona fachowa renowacja, skoro pewnie i tak się zepsuje?'' -kiedyś dostałem namiary na człowieka w starszym wieku, który również przeprowadzał jakieś interesujące mnie usługi ale już nie pamiętam jakie. Bezustannie pojawiały mi się myśli ,,przecież on już jest stary, pewnie zachoruje albo umrze i długo nie będę mógł korzystać z tego co oferuje'' -jeśli jest jakiś produkt (czy to samochód, motocykl czy cokolwiek innego), którego produkcja już się zakończyła, to nachodzą mnie myśli w rodzaju ,,pewnie zanim ja sobie kupię to wszystkie zostaną zezłomowane/znikną z rynku wtórnego'' - a nawet jeśli tak nie myślę, to i tak pojawia się we mnie jakiś taki niesmak, bo skoro coś nie jest już produkowane, to pewnie jest na wymarciu -w tamtym roku kupiłem sobie PlayStation 2 - jak wiemy jest to dosyć wiekowa konsola. I zgadnijcie co? Tak, dokładnie - cały czas ''myślę'' (nie ja myślę, tylko coś we mnie mi takie myśli podsuwa), że pewnie się rozleci i drugiej już nie kupię, bo nowe nie wychodzą. -jak jeszcze interesowały mnie związki kilka lat wstecz to zawsze pojawiały mi się myśli ,,i tak mnie zdradzi albo odejdzie'' - i nakręcałem się czymś, co tak naprawdę się nie działo lecz siedziało jedynie u mnie w głowie Ogólnie jestem optymistą ale nie ma róży bez kolców. Te myśli pojawiają mi się ''same'', ja ich nie chcę i nie walczę już od dawna z nimi - po prostu ignoruję. Pomaga. Większość tych ''zmartwień'' istnieje tylko w naszej wyobraźni. Do tej pory nikt z tamtych osób nie zachorował, nie zaprzestał działać ani nie umarł, nic mi się nie popsuło, a nieprodukowane od dawna rzeczy, które lubię, jeszcze wiele lat będą użytkowane.
  25. 1 polubienie
    Nie wiedziałem o tej sprawie . Trochę podobne do sprawy Zauchy. Jedna kobieta i dwóch facetów a potem jedne facet zabija drugiego dla kobiety albo w zemście za kobietę. Jeden na cmentarzu , drugi w więzieniu na pół dorosłego życia a kobieta żyje sobie dalej - taki o to morał.
  26. 1 polubienie
    Ja uważam że reinkarnacja na pewno istnieje jest to jedyne logiczne wytłumaczenie sensu istnienia na tej ziemi, to że jedni rodzą się zdrowi w kochających szczęśliwych rodzinach a drudzy np. Kalekami lub w patologicznych rodzinach musi być tego wytłumaczeniem. Celem istnienia na tej ziemi dla jednych może być zdobywanie wiedzy i przeróżnych pozytywnych doświadczeń które przeniesiemy na następne wcielenia w postaci np. Wrodzonej inteligencji. Podczas gdy drudzy mogą np. doświadczać tutaj degradacji swojego umysłu co nierozłącznie wiąże się z degradowaniem swojej duszy. Dla przykładu jeśli dajmy na to człowiek całe życie swoje zmarnował na jakieś przygłupie rozrywki typu chlanie ćpanie i ruchanie to siłą rzeczy w przyszłym życiu urodzi się w takich okolicznościach w których będzie mógł spełnić swoje prymitywne rządze do syta i do obrzydzenia, a pewne okoliczności pokierują jego losem tak że nie będzie miał na jego przebieg praktycznie żadnego wpływu np. urodzi się w rodzinie w której jego rodzicami będą jacyś przygłupi debile, takie dziecko od małego będzie chłonęło jak gąbkę wzorce które przekaże mu matka idiotka zafascynowana tą całą obrzydliwą pop kulturą lansowaną przez media głównego ścieku. Natomiast człowiek który postawi na rozwój osobisty, zdobywanie wiedzy, czytanie książek, który myśli dużo o otaczającej go rzeczywistości to siłą rzeczy urodzi się w rodzinie inteligenckiej gdzie swoje pasje i dążenia będzie mógł spełniać dowoli. Zobaczcie na ludzi którzy od małego przejawiają odbrzmi talent, taki Beethoven od 4 roku życia przejawiał duże zdolności muzyczne a więc mógł teoretycznie przenieś je z poprzednich inkarnacji. Jest jeszcze jedna teoria w która też wydaję się interesująca, jest nią to że nasza przyszłość jest całkowicie zdeterminowana i praktycznie nie mamy na nią wpływu, każdy jest w niej kowalem swojego losu, tylko że nie tego obecnego ale tego przyszłego który otrzymamy w następnym wcieleniu. Wygląda to tak że każda decyzja nawet najbardziej błacha którą podejmujemy w swoim życiu z góry została napisana, ona jest konsekwencją karmy z przeszłego wcielenia a my niczym aktorzy w teatrze musimy po prostu ją odegrać i pokornie ją przyjąć. Wydaję się trudna do pojęcia jeśli założyć że człowiek ma przecież wybór, może np. Zabić drugiego człowieka albo go uratować, może pójść w lewo albo w prawo itd. Na takie pytania dobrą odpowiedzą będą teorie światów równoległych, jest taki fajny film który to fajnie wyjaśnia, tytuł: „Mr. Nobody”, drugim takim filmem był bodajże Efekt Motyla.
  27. 1 polubienie
    To jest po prostu pewność siebie, często sztuczna i zbudowana na portfelu rodziców. Szukasz partnera, czy tatuśka? bo jeżeli partnera to gwarantuje Ci, że zostawi Cię jeszcze zanim zaczniesz wymyślać imiona dla dzieciaków. Jedyne co musisz zrobić to zniszczyć swój idealny obraz w jego głowie. Wystarczy, że powiesz mu prawdę, czyli, że w sumie nic ciekawego w życiu nie robisz, tylko klikasz myszką i raz na jakiś czas pojawisz się na uczelni. Z czasem wyjdą też inne wady i facet się ulotni. Bo bdsm’em faceta przy sobie nie utrzymasz. Poza tym takiemu ruchaczowi laski same się do wyra pchają, więc ustawiać się tam w kolejce, to zwykła głupota. Ale jasne! On się zmieni. Chyba tylko do ślubu Ajland, Typ faceta w który celujesz, to wieczna niepewność, zazdrość, brak stabilności i spokoju. Masa kłamstw i obietnic bez pokrycia. Ale jeżeli chcesz się w to pchać, to śmiało, w końcu każdy uczy się na własnych błędach, pamiętaj tylko o zabezpieczeniu, żebyś sobie (i dziecku) życia nie zmarnowała. A odpowiadając na pytanie. Władczych samców jest mało, bo jest coraz więcej samotnych matek. I było to wcześniej wspomniane. Dziecko miało zatrzymać przy niej samca, ale niewypaliło, więc jest nieudanym eksperymentem, na którym może się po wyżywać. Stąd tyle toksycznych osób, związków i patologii. Ludzie nie umieją żyć normalnie, bo po prostu nie mieli zdrowych wzorców. A nabycie nowych kosztuje bardzo dużo pracy nad sobą i przede wszystkim świadomości. @Subiektywny, trochę się czepię. Tak samo można to odwrócić, że Wy szukacie partnerki cichej, spokojnej, uległej, skromnej, a później dziwicie się, że z inicjatywą wyjść nie potrafi, organizacja leży, no i w łóżku też bez fajerwerków. A jak się nazywa kobieta, która lata za facetem, i na wszystko się zgadza? Desperatka. Więc tutaj też to działa w obie strony, stąd nie rozumiem, skąd takie zdziwienie. Ok, facet ma wyjść pierwszy z inicjatywą itd. Ale jak robi to ciągle pomimo tego, że jego obiekt zainteresowania, nie wykazuje żadnego zaangażowania w znajomość, to chyba nie powinien mieć wątpliwości. I jedyne co powinien zrobić, to odwrócić się na pięcie i podziękować koleżance za brak współpracy. Bo zadowalanie się ochłapami zainteresowania (i to głównie wtedy kiedy kobieta czegoś potrzebuje) świadczy tylko o naiwności i niskim poczuciu wartości faceta. (tak samo, w przypadku, gdy facet odzywa się do kobiety tylko wtedy, kiedy chce poruchać, a ta leeeeci jak na skrzydłach ) Wy wcale nie musicie się płaszczyć(tak naprawdę nikt nie musi!), żeby „zasłużyć” na uwagę kobiety. Wręcz przeciwnie, jeżeli próbujecie się jej podlizać itd. to ona widzi, że coś jest z wami nie tak, bo gdybyście byli tacy fajni, to wcale nie robilibyście tych całych „umizgów”. Im bardziej próbujecie zaimponować kobiecie, tym gorzej na tym wychodzicie. Świadoma swojej wartości osoba nie musi walczyć o akceptację drugiej osoby, bo wie, że zasługuje na szacunek, a jak go nie dostaje, to zamyka drzwi z drugiej strony. Jeżeli ona woli chama, który walnie jej pięścią, to można tylko współczuć. Kluczem jest właśnie bycie sobą, bo głównie chodzi o to, żeby spędzić miło czas, a nie odstawić szopkę i pokazać się jaki/a ja to jestem idealny/a. Później jak już te maski opadną, to się okazuje, że wyszedł z tego jeden zwykły shit. Obydwie strony są rozczarowane, a przecież każdy chciał dobrze. Więc pierwsze pytanie zawsze powinno brzmieć, jakie są twoje wady jeżeli osoba zna siebie na tyle, że potrafi je wskazać i ma do tego dystans, to relacja może być jak najbardziej ok. W końcu związek, to nie zachwycanie się zaletami (które z czasem staną się chlebem powszednim), tylko akceptacja wad. Zdaję sobie też sprawę z tego, że macie utrudnione zadanie, bo u Was na pierwszym planie jest wygląd kobiety, dlatego rozmowa z piękną niewiastą tak Was paraliżuje. I zamiast skupić się na tym co laska ma do powiedzenia, to zastanawiacie się co powiedzieć, żeby nie palnąć jakiejś głupoty. I to widać. (stąd powiedzenie , że pięknym kobietom wybacza się zdecydowanie za dużo) I na swój sposób jest to urocze, ale z czasem nudzi, bo bycie miłym jest przewidywalne, nie powoduje żadnych bodźców w mózgu, emocji, nie zmusza do myślenia, złożenia niestandardowej odpowiedzi. Więc relacje z potakiwaczami (zwłaszcza na początku) są po prostu nierzadko stratą czasu, i to zarówno w przypadku kobiet i mężczyzn. Bo chyba ostatecznie chodzi, żeby wymienić się doświadczeniami i jakoś razem wzrastać (podobny poziom intelektualny i materialny), a nie zagłaskać się na śmierć. Chociaż może teraz idę ze skrajności w skrajność. Kobiety swobodniej podchodzą do relacji, bo u nich sam wygląd to za mało, dlatego na wstępnie mamy nad Wami przewagę. Na szczęście z czasem się to zmienia, bo dociera do Was, że ładna buźka, to… tylko ładna buźka, jakich wiele. Więc udając idealnych ( ten cały taniec godowy) i kobieta i mężczyzna strzelają sobie w stopę, i oszukują samych siebie. Facet nie powinien być miły (zwłaszcza na siłę), raczej po prostu kulturalny i powinien mieć własne zdanie. Kobieta tak samo. Sztuczne bycie miłym, to powszechna tandeta, która pokazuje, że czegoś chcemy na siłę od drugiej osoby. Facet – seksu, kobiety – emocji, zasobów. Na tym nie zbuduje się zdrowej relacji. Obydwie strony muszą być tak samo zaangażowane, wtedy jest szansa na sukces. A sukces jest wtedy, kiedy możemy drugiej osobie powiedzieć prawdę i ona się nie obrazi, nie zrobi focha, tylko normalnie z nami na ten temat porozmawia. Gdzie w tym wszystkim wyrażanie siebie, swoich potrzeb i uczuć? I do kogo pretensje, że czujemy się samotni w związku? Tylko i wyłącznie do siebie. Ile można udawać i kto ma na to siłę? Jeżeli chcemy całe życie stwarzać pozory, to chyba lepiej być samemu.
  28. 1 polubienie
    Tak jak mówisz. Porzygać się można od tego, co chwile widzę takie komenty. Świat jest chujowy, sztuczny, plastikowy, konsumpcyjny, fałszywy ble ble ble, a ja jestem taaaaaaaaaaaaki wartościowy, glęboki, madry i w ogóle zajebisty. A prawda jest taka, że piszą to żałosne buce bez znajomych, bo nikt z nimi nie mógł wytrzymać.
  29. 1 polubienie
    Wypowiem się w kwestii dostosowywania zachowań kobiety w danych sytuacjach kiedy to potrafi jak kameleon zmieniać swoje barwy. Też w to kiedyś wątpiłem i dawałbym się nabierać dalej gdyby nie Wy, Marek i przykładowa sytuacja która zdarzyła się jakiś czas temu. Umówiłem się z kumplem i jego znajomymi na browara i na dłuższe posiedzenie na mieście. Miał być on, ja, jakaś loszka i jedna znajoma parka zza miasta. Facet fajny, stonowany, pozytywnie się gadało. Jego dziewczyna- to samo. W pierwszej minucie kiedy wszedłem ( spóźniłem się trochę i już wszyscy byli) od razu usmiech, żarciki ( nawet inteligentne! ), otwarta postawa wobec nowo poznanej osoby czyli mnie i ogólnie BARDZO MIŁA KOBIETA. Siedziałem więc i trajkotałem z tą przemiła parą popijając drinki. Pasują do siebie- pomyślałem. Skarb ten facet posiada- pomyślałem. Taka spoko dla niego i nie księżniczka, dama jakaś- dodałem ochoczo w myślach. Byli autem więc poprosiłem o podwiezienie do domu bo po drodze akurat. Zgodzili się W samochodzie on dalej jak on a dziewczyna zupełnie inne oblicze. Jakieś lekkie przytyki do niego ( dokładnie już nie pamiętam bo drinki ) ale pamiętam swoje zaskoczenie. Kwestionowanie umiejętności prowadzenia samochodu ( za wolno, za szybko, tu skręć, tu szybciej, nigdy tu nie byłeś "GOŚCIU"? ) Jak kobieta chce Cię poniżyć zaczyna zwracać się do ciebie jak do kolegi z podwórka. Per gościu, koleś, ziomuś, typie. Boli. Ma boleć karwasz twarz. Do tego dodaję specjalny ton i tych bardziej wrażliwych kuję taka igła. Ton dużo potrafi zmienić. Słodko brzmi z ust kobiety " stęskniłam się za tobą dałnie" czy powszechne " głuuupkuu" ( dobra, poleciałem na własnych przykładach z życia ale a nóż miałeś podobnie?). Wracając do tej parki. Czuję że ona i tak się hamowała bo byłem z tyłu ale pewnie ten chłop mocno zagryza zęby obcując z tą panną.
  30. 1 polubienie
    Za dużo wertera się naczytał i się na "wielką miłość". Szczerze mówiąc nie żal mi takich ludzi bo to jest ich wybór. Oni sami siebie oszukują i wmawiają sobie "ja to jest taki porządny, wszystko jest ze mną nie tak to cały świat jest zły" - łatwiej jest tak powiedzieć, niż przyznać sie - ":byłem kurwa leniwy, całe życie na łatwiznę, wolałem się nie wychylać niż ryzykować". W głębi duszy ogromny żal do samego siebie a na zewnątrz takie pierdololo do internetów. SKąd wiem? Do pewnego momentu sam taki byłem, tak naprawdę wiedziałem, że gdybym chciał to mógłbym się zmienić i dążyć do lepszego życia, ale wolałem sobie wmawiać jaki to ja nie jestem dobry a świat zły. - Tak jest wygodniej bo można siedzieć w domu i nic nie robić. Prawda jest taka, że nie ma ludzi dobrych ani złych. Dobre lub złe są tylko wybory. Ale to też nie jest tak, że każdy wybór to nasza decyzja - czasami wybierami taką a nie inną droge, ponieważ to inni ludzie i świat zewnętrzny nas tak ukształtował i nadał taki tor. Ale to nie znaczy, że nie możemy nauczyć się dostrzegać to jak inni i świat nami kieruje i wziąć życie w swoje ręce. Wystarczy przestać okłamywać samego siebie na początek.
  31. 1 polubienie
    Albo ma lenia albo to celowa taktyka. Ona chce odejść ale Ty masz napisać pozew. Albo wspólnie. Ktoś napisał bądź mężczyzną - nieładna zagrywka. Tak bądź, ale nie pisz pozwu ani go nie współredaguj, bo z osoby od której chce odejść żona staniesz się "tym okropnym facetem który chce zostawić żonę, matkę i własne dziecko ..." Potem przyjaciółeczkom, rodzinie ... a może kiedyś dziecku pokaże Twój pozew i powie - zobaczcie drań mnie zostawił.
  32. 1 polubienie
    Zmiany cywilizacyjne zachodzą cały czas i nasz stosunek do nich, obojętnie jak emocjonalny by nie był, niczego nie zmieni. Dzisiejsza kultura Zachodu akurat jest pojebana, i to bardzo konkretnie. Nie powiesz mi chyba, że panujący w niej wszechwładnie feminizm, konsumpcjonizm i poprawność polityczna to pozytywne zjawiska Wiem, że miałeś na myśli trochę co innego, ale na marginesie taka uwaga się przyda. Dlaczego? To jest na forum wałkowane non stop. W naszej cywilizacji robi się obecnie wszystko, by osłabić pozycję białych heteroseksualnych mężczyzn, ostatecznie ich zgnoić i sprowadzić do parteru. Niektóre z trendów opisanych powyżej mogłyby przyczynić się do przywrócenia równowagi. Pytanie oczywiście, czy będą to sex-roboty Tutaj odkryłeś naprawdę fajną rzecz: osłabienie pozycji kobiet wcale nie musi oznaczać wzrostu znaczenia mężczyzn! Dobrze żeś zauważył, że nie ma automatyzmu i prostej zależności: jak im jest gorzej, to nam lepiej. Kiedy mężczyzna jest męski a laseczka kobieca, zyskują obie strony. Japonia jest dla świata takim poligonem trendów, które nadejdą w przyszłości. Przytomnie zauważyłeś ich negatywne strony. To może nieco otrzeźwić: Cywilizacja oddzieliła najpierw seks od prokreacji. Teraz oddziela go nawet od spraw damsko-męskich: pobożny katolik napisałby nawet, że od spotkania z drugą osobą Mamy porno, VR, kamerki, różne dziwne zabawki i w rezultacie "ruchanie" staje się czymś w rodzaju gry komputerowej, gdzie prawdziwa samica nie jest nawet potrzebna. Tak właśnie wygląda dziś życie seksualne bardzo wielu ludzi, od tego je zaczyna większość nastolatków. Czy to jest rzeczywiście dobre dla naszej męskości? Każdy, kto po maratonie trzepania przed kompem wyjdzie pomiędzy ludzi czując się jak szmata, łatwo poda odpowiedź. Już dzisiaj pornografia szkodzi większości facetów i robi z nich kalesony. Na tym zyskują bogaci i naturalni ruchacze, bo mają mniej konkurencji, ale kobiety w większości stracą w ten sposób szanse na założenie rodziny. Zostaną więc na ostatek silne i niezależne, niczym Jarosław K... Patrząc w skali makro, nie sposób się nie zgodzić. Gdyby kobieto-roboty się upowszechniły i stały masowym towarem, to byśmy się panowie podzielili wyraźnie, tak jak w krajach islamskich, na dwie główne klasy: tych co dymają samice własnego gatunku i takich, co (z braku kozy ) spuszczają się w robota! Ja nie twierdzę, że dla jednostki korzystającej z tych rzeczy z umiarem taka sex-robo-lala nie byłaby fajna. Pewnie i sam bym se sprawił Skoro nie robi różnicy, a nawet jest ładniejsza i nie strzela fochami, to po co chłop ma przepłacać? Brzmi niby zajebiście, ale w skali społecznej to nie są same plusy: bo dzieci z tego nie będzie. W sumie to taki sposób na selekcję genów. Miękka eugenika. Tylko dlaczego uprawia się ją akurat nie tam gdzie trzeba? Dajmy po takiej lali każdemu biednemu w Afryce, sprzedajmy napalonym Arabom w jakiejś ciekawej promocji, zrzućmy z helikopterów nad no-go-zones w naszych miastach. Narkobiznes, terroryzm i fale uchodźców natychmiast odejdą w przeszłość! Niestety, dzisiejsza praktyka wygląda zupełnie odwrotnie... No a co z kobietami? One są hipergamiczne, więc choćby i podaż mężczyzn (tych jakoś tam atrakcyjnych) jeszcze bardziej spadła, to nie będą się łasić do pierwszego z brzegu. Po prostu zaczną jeszcze bardziej konkurować o alfów i milionerów, a zwykłych zjadaczy chleba (i ruchaczy laleczek!) dalej będą zlewały. Jako, że laska woli być jedną z kilku kobiet prawdziwego mężczyzny niż tą jedyną frajera, powróci też poligamia. Najgorzej na tych zmianach wyjdą nieatrakcyjne panie i przeciętni faceci. Niby logika mówi, że obie strony mogą tu sobie nawzajem pomóc ale hipergamiczność kobiet w warunkach wolności seksualnej skutecznie to udaremni. Dlatego brzydkim i średnim samiczkom zostaną dzieci z próbówki albo po prostu koty, a panom robo-laleczki...
  33. 1 polubienie
  34. 1 polubienie
    Jeszcze jedno, jesli ktos mysli ze kobiety zaczynaja zdradzac zaraz po slubie, to sie grubo myli... Kobieta dluuuuugo przed slubem wie ze moze Ciebie pstryknac na boku Zdrada formalnie zaczyna sie w glowie, slub jest w pewien sposob zabezpieczeniem prawnym, ekonomiczym kobiety I w pewnym glebokim sensie jej natury , bo chyba nie sadzisz ze z milosci do Ciebie? Kobiety nie kochaja, kobiety kalkuluja... Przyklad, dlaczego to mezczyzni od wiekow napedzaja i rzucaja hasla typu romantyzm, milosc po grob, ile masz poetek, ilu poetow? To mezczyzni wmowili sami sobie i kobietom o tych romantycznych uniesieniach, poprzez poematy, piosenki, wiersze itd, kobiety nie sa zdolne do wyzszych uczuc...;) Wszystko to czego oczekujesz ze kobieta Ci da; milosc, opieke, cieplo jest tylko Twoim niezaspokojonym brakiem, prawdopodobnie z dziecinstwa...;) Kobiety uwielbiaja romantyzm, bo to my im tak wmowilismy, chcielismy aby daly nam to czego nie dali najblizsi, meskie braki w sferze emocjonalnej, prostate matematyka, ale niestety biologia rzadzi sie swoimi, bezwzglednymi prawami, dlatego romantyk gra dalej pod oknem, swoja trzecia juz gitara
  35. 1 polubienie
  36. 1 polubienie
    @puma87 jak czytam Twoje wpisy, to mi oczy krwawią. Myślę, że pomyliłaś kafeterię z tym forum.
  37. 1 polubienie
    Właściwie podtytuł tego wątku powinien brzmieć: DLACZEGO TAK MAŁO JEST WŁADCZYCH SAMCÓW? (kiedy tego oczekuję bo mam ssanie na takiego) Bo jak oczekuję SPOLEGLIWOŚCI I MISIOWATOŚCI, to mają być spolegliwi i kudłaci jak misiaczek ... (bo mi się odwidziało o 180 stopni) To jak w tym wyświechtanym kawale, że kobieta oczekuje by mężczyzna był: Szalony ale odpowiedzialny Rozrzutny ale oszczędny Władczy ale spolegliwy Dominujący ale biorący pod uwagę zdanie kobiety Zwariowany ale rozsądny Zwierzęcy ale udomowiony ... Więc Panowie Bracie, chcecie strzelić sobie samobója nr 1 ? Słuchajcie wprost kobiet oraz, ku własnej zgubie - starajcie się dostosować do ich karuzeli wykluczających się wzajemnie logicznie wymagań Psyche kobiet jest labilne i niestabilne. Raz pożąda wyłącznie obłędnych ilości lodów a raz wegańskiego tofu. Kobieca podświadomość nie toleruje słabości, o czym Marek aka @Stulejman Wspaniaływspominał nie raz. Dla mnie to był swoisty lekki szok i mentalna rewolucja gdy pojąłem te dość proste w swej konstrukcji założenie. A wedle kobiety słabym jest ten, który nadskakuje. Ergo - totalnie liczy się z jej zdaniem i stara dopasować. Przy kobiecie bądź uprzejmy (gdy kobieta na to zasługuje), bądź miły (gdy możesz liczyć na to samo w jej wykonaniu) ale ZAWSZE bądź sobą. Nigdy, przenigdy nie staraj się zmieniać pod to, co werbalnie deklaruje kobieta. Bo to pierwszy ruch łopatą do Twojego symbolicznego,mentalnego grobu. A od siebie dopiszę, że gdy w poniedziałek marzyła o umazanym w smarze i odzianym w świńskie skóry motocyklistą to we wtorek będzie wszem i wobec pożądała przedstawiciela tzw. klasy średniej w solidnie skrojonym garniturze wraz domkiem na przedmieściach... Kapiszi? ;D S.
  38. 1 polubienie
    @brushedsteel tak jak @Normalny napisał nie idź w żadnym wypadku na jej winę - idź na bez orzekania o winie to znacznie wszystko ułatwia - sądy też wolą takie rozwiązania. Żeby wnieść o rozwód z czyjejś winy musisz mieć mocne dowody i swoje pewne czysto konto, bo pamiętaj, co @rewter2napisał, że w polskim prawie jest tak, że 95 % winy jej a 5% twojej to wina jest obopólna. Zapomnij o tym rozwiązaniu - to też moje zdanie . Słuchaj tu prawnika i opinii innych. Mają rację. Przygotuj porozumienie i na bieżąco konsultuj z prawnikiem. Trzymaj alimenty na poziomie 600 - 700 zł, z tego co pisałeś akurat w Twoim przypadku nie powinieneś więcej dostać. To byłby już przekręt. Tak uważam. Zawsze możesz powiedzieć że będziesz się coś tam dokładał do większych wydatków. Ale w porozumieniu nie zapisuj, że będziesz się na pewno dokładał. Tego nie wiesz jak będzie wyglądała Twoja sytuacja, a jak to wpiszesz to ona będzie Cię szantażować, że obiecałeś i może też mieć pretekst aby potem Ci podwyższać alimenty. Dlatego skonsultuj to z prawnikiem i zaproponuj mu formułę, którą się z reguły wpisuje, że "zobowiązujesz się dokładać do wydatków ponad zasądzone alimenty ale w miarę swoich możliwości finansowych" - to jest bezpieczne i nie niesie za sobą żadnego ryzyka. Zawsze jak będzie Cię naciskać będziesz mógł powiedzieć, że nie masz teraz możliwości. Jak będziesz chciał coś dołożyć to dołożysz. Sąd wobec tego nic nie zrobi. I jeszcze jedno - w porozumieniu określ sobie kontakty z dzieckiem - ferie, wakacje, jakieś weekendy itp. ale nie pozwól sobie tego wpisać do orzeczenia wyroku - tzn. żebyś w wyroku sądu miał zapis, że strony nie regulują wzajemnych kontaktów z dzieckiem - to jest mega ułatwienie dla Ciebie jak i dla niej bo w przypadku kryzysów jakbyś nie stawił się po dziecko np. w sobotę jakiegoś miesiąca to ona ze złości może wnieść pozew do sądu i dostaniesz grzywnę, a tak nic Ci nie grozi.