Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 18.06.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 37 polubień
    Choć linkowałem kiedyś źródło w jakimś poście, to żeby nie umknęło, zakładam jako nowy temat i wklejam pełną treść wywiadu. *** Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje Bożena Aksamit: Łatwiej jest przebijać się przez życie w spodniach czy w spódnicy? Prof. Bogdan Wojciszke: To pytanie jest źle postawione. Dlaczego? - Mamy po prostu inne zadania do wykonania. Mężczyźni są inwestycją na trudne czasy. Dopóki czasy są średnie, kobiety świetnie się sprawdzają i wystarczą. Kiedy robi się naprawdę ciężko, stajemy się niezbędni. Czym się różnimy? - Jeśli chodzi o właściwości intelektualne, to mężczyźni mają nieco większe zdolności matematyczne i przestrzenne, zaś kobiety są nieco lepsze w komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Jeśli chodzi o średnią inteligencji, to nie różnimy się niczym. Naukowcy są już tego pewni, niedawno Anglicy przebadali jednego roku wszystkich 12-latków, ponad 300 tys. dzieciaków. Okazało się, że kobiety i mężczyźni nie różnią się między sobą, ale tylko porównując średnią arytmetyczną. W grupie osób ze zdolnościami umiarkowanymi jest wyraźna nadreprezentacja kobiet. A wśród geniuszy więcej jest mężczyzn? - Tak, ale wśród kompletnych idiotów także. Mężczyźni są bardziej krańcowi, także gdy bada się inne wskaźniki. Każdy zna zjawisko szklanego sufitu, czyli niedoreprezentowania kobiet na wyższych szczeblach władzy. Im wyższy szczebel, tym mniej tam jest kobiet. Jednak gdy spojrzymy na dno społeczne, tam też jest więcej mężczyzn. Różnica jest niebywała. Wśród 85 tys. więźniów w Polsce zaledwie 3 proc. to kobiety. W USA siedzi ponad 2 mln osób, tam kobiety stanowią 7 proc. więźniów. Duża cena za geniusz. Może kobietom trudniej trafić na szczyt lub dno, bo czego innego od nich wymagano? - Przez cały XIX wiek i dużą część XX standardem wykształcenia panien z lepszych domów była umiejętność gry na pianinie. Grały wszystkie, czy miały talent, czy nie. Wiek XIX wydał najwięcej wspaniałych kompozytorów. Żadnej kompozytorki? - Od Beethovena do Strawińskiego nie ma ani jednej kobiety, mimo że to one głównie uczyły się gry na instrumentach. Ja chyba wolę być szarą gąską, grać kolędy na pianinie, niż szarpać się w korporacji czy dać się zabić na idiotycznej wojnie. - Mężczyźni są silnie nakręceni na rywalizację, ale nie ma co się dziwić. Dane genetyków pokazują, że 80 proc. kobiet żyjących w przeszłości się rozmnożyło i zaledwie 40 proc. mężczyzn. Gdy się jest kobietą, nie trzeba za wiele robić dla sukcesu reprodukcyjnego, wystarczy się urodzić. Mężczyzna musi zawalczyć, by przekazać DNA. Ten mechanizm skutecznie nakręca rywalizację i skłonność do ryzykownych zachowań. Owocuje to m.in. szybszą śmiercią mężczyzn. Panowie żyją krócej, bo biologia zmusza ich do wyniszczającej rywalizacji o partnerki? - Tak. Jakiekolwiek zachowania ryzykowne weźmiemy pod uwagę - pożądane społecznie czy naganne - to zawsze więcej tam jest mężczyzn. Najbardziej rywalizują osoby, które świeżo weszły na rynek matrymonialny. Dwójka kanadyjskich badaczy zestawiła intensywność wojen domowych, które miały miejsce w latach 90., mierzoną liczbą zabitych, z danymi o proporcji młodych mężczyzn w wieku od 15 do 29 lat w populacji. Dlaczego akurat tych? - Bo w tej grupie wiekowej jest silna nadreprezentacja osób popełniających agresywne przestępstwa, hazardzistów, sprawców kolizji. I okazało się, że istnieje wyjątkowo silna korelacja między proporcją młodych mężczyzn a intensywnością wojen. Na wojnie walczą o kobiety? - Nie wprost, ale najprawdopodobniej to pragnienie młodych mężczyzn, by zawładnąć zasobami, bo inaczej kobiety ich nie zechcą, przekłada się bezpośrednio na ryzykowne zachowania. To działania niepożądane, a z drugiej strony skłonność do ryzyka przekłada się też na działania, bez których cywilizacja by nie przetrwała. Jakie? - Antropolodzy kulturowi na podstawie analizy kilkuset społeczeństw skompilowali listę cech występującą jednocześnie w różnych kulturach. Ze zdumieniem wykryłem na tej liście większą ruchliwość przestrzenną mężczyzn. Pokrywało się to z moimi obserwacjami: od 12 lat jeżdżę w kółko między Warszawą a Sopotem, w pociągu spotykam przeważnie mężczyzn. Z czego to wynika? - Kobiety i mężczyźni mają dążenia wspólnotowe polegające na tworzeniu relacji z innymi ludźmi. Różnica między płciami polega nie tyle na intensywności, ile na sposobie ich realizacji. Kobiety są zorientowane na bliskie związki z niewielką liczbą osób, mężczyźni na luźne koalicje z szerszymi grupami. Lady Diana mówiła: "Troje to już tłum", księciu Karolowi to nie przeszkadzało. Mężczyźni bardziej skłonni są do związków luźniejszych, ale szerszych, obejmujących coraz to nowe osoby, z którymi robi się interesy czy uprawia politykę. Orientacja wyłącznie na najbliższych prowadziłaby do niesłychanej atomizacji społeczeństwa. Od zmian kulturowych są mężczyźni, kobiety pełnią funkcję kotwicy stabilizacyjnej. Dziś to kobiety prą do zmiany. Domagają się od partnerów większego udziału w życiu rodziny, empatii. Panowie czują się zagubieni. - To dotyczy niewielkiego odsetka populacji. Ważnego, bo trendotwórczego, ale nie mam przekonania, że to jakaś fundamentalna zmiana. To zjawisko trochę podobne do tego, które pojawiło się, gdy kobiety zaczęły pracować zawodowo. Ich życie skomplikowało się w sposób nieznany wcześniej ani mężczyznom, ani kobietom. Panie stanęły przed koniecznością godzenia ról - gdy poszły to pracy, to nie po to, by stać się mniej kobiece i przestać zajmować się dziećmi. W domu miały być takie jak zawsze. Podobnie będzie z mężczyznami - mają być "kobiecy" w kontakcie z rodzinami, a nie w środowisku zawodowym. Kobiety wcale nie chcą, aby mężczyźni przestali być męscy, a już absolutnie nie powinni mniej zarabiać. Z tego żadna z pań nie zrezygnuje. Mężczyźni mają stać się bardziej "kobiecy" w sensie relacji społecznych. Można to pogodzić? - Marzenia można mieć, ale trzeba pamiętać - za tą psychiczną czy kulturową męskością leży sprawczość, orientacja na zadania, cele, ambicja i wytrwałość w ich realizacji. Za kobiecością leży wspólnotowość, orientacja na relacje, na emocje, na podtrzymanie jakości związku. Chociaż często się mówi, że to płci przeciwne, to gdy patrzymy na wymiar psychiczny, ta teza się nie broni. Kobiecość i męskość to jakby osie układu współrzędnych, są do siebie prostopadłe, a nie przeciwległe. Teoretycznie nie ma powodu, żeby nie być i wspólnotowym, i sprawczym jednocześnie. Tylko może zabraknąć czasu, bo jedno i drugie jest żarłoczne. Wychowanie dzieci zbyt pochłania, by zrobić wielką karierę? - Wychowanie dzieci czy praca mogą być czasochłonne, ale to też trochę kwestia umiejętności. Nie wierzę, żeby żarłoczność pracy była konieczna dla jej wydajności czy ilości pieniędzy, jakie przynosi. Ale panowie często zatracają się w pracy. - Nie tylko dlatego, że tak chcą, ale też dlatego, że takich chcą kobiety. Panie nie pragną facetów, którzy zarabiają połowę tego, co one. W USA zrobiono badania, które pięknie obrazują tę tezę. Nawet jeśli oboje partnerzy zarabiają na tyle dużo, że pieniądze nie są problemem, sytuacja, w której mężczyzna zarabia mniej od kobiety, jest silnym predyktorem rozwodu. Ten, który ma kasę, automatycznie staje się seksowny? - Oczywiście nie każdy, ale bardzo trudno być seksownym bez kasy, szczególnie po przekroczeniu pewnego wieku. Gdy wszyscy są młodzi, to liczą się plany na przyszłość i ambicje, potem widzi się już, jak jest. Nie ulega wątpliwości, że gdyby zamożność i pozycja nie byłyby seksowne w oczach kobiet, to mężczyźni mniej by za tym biegali. Badano to? - Wielokrotnie, np. młody mężczyzna był pokazywany paniom w uniformie Burger Kinga, a innym w trzyczęściowym garniturze z roleksem na przegubie. Ten drugi był oczywiście sexy, na pierwszego żadna nie zwróciła uwagi. To automatyczna reakcja, niekoniecznie biologiczna, wiele automatyzmów ma podłoże kulturowe. Jak powstają stałe pary? W naszym kręgu kulturowym potrzebne jest zakochanie, przynajmniej na początku. Czujemy motyle w brzuchu, targa nami namiętność. - Ludzie dobierają się w taki sposób, że zaleta jednego z partnerów jest wyrównywana dobrem oferowanym przez drugiego, a układ sił w związku zależy od liczby wnoszonych dóbr. Potwierdza to wiele badań przeprowadzonych na setkach par. Piękne kobiety zdobywają lepiej zarabiających mężczyzn niż brzydkie. Żony zarabiających dużo częściej uważają, że mężowie powinni mieć więcej do powiedzenia w związku. A ci z cieńszym portfelem? - Ich żony są za równouprawnieniem. Im kobiety więcej zarabiają, tym więcej mają do powiedzenia w swoich związkach. Gdy mężczyzna traci pracę, to często traci też autorytet we własnej rodzinie. Uroda, fajny charakter w ogóle się nie liczy? - Liczy się, ale o ogólnej atrakcyjności mężczyzny jako partnera decyduje raczej to, jak dalece jest on w stanie dostarczać pożądanych przez kobietę dóbr, cokolwiek to oznacza w danym społeczeństwie. Kobiety - aby zapewnić sobie sukces reprodukcyjny - muszą być bardziej selektywne, ponieważ ich wybór oznacza w biologicznym sensie większe nakłady. Ponieważ współczesnym wskaźnikiem zdolności mężczyzny do dostarczania niezbędnych dóbr są jego perspektywy finansowe, ambicja i przedsiębiorczość to cechy cenione przez kobiety. Czy zna pani jakąś bajkę, żeby książę wybrzydzał na kandydatki do swych względów? Za to o serce księżniczki zawsze starają się liczni konkurenci. Baśniowe prawdy się potwierdzają? - Kobiety są o wiele bardziej wymagające, do tego poziom ich wymagań pozostaje wysoki niezależnie od stopnia zaangażowania w związek. Amerykański psycholog Douglas Kenrick prosił młode kobiety i mężczyzn o określenie minimalnych wymogów od potencjalnych partnerów. Najwyższe oczekiwania obie płcie stawiały parterom "stałego chodzenia" i małżeństwa, wymagania obu płci specjalnie się nie różniły. Ogromne różnice pojawiały się przy związkach przelotnych: panom wystarczała pani o inteligencji paprotki, zaś panie nadal pożądały pana o inteligencji wyższej niż przeciętna - dla nich seks zawsze oznaczał potencjalnie duże inwestycje. Te upodobania ukształtowały się w odległej przeszłości, kiedy nie było środków antykoncepcyjnych. Przelotny seks bez zobowiązań to wybitnie męski pomysł, który paniom podoba się tylko w szczególnych okolicznościach i nigdy nie oznacza seksu z kimkolwiek. Stereotyp kobiety jako uduchowionego anioła skłonnego do romantycznych uniesień i przyziemnego mężczyzny zajętego pracą się nie sprawdza? - Nie znajduje potwierdzenia w badaniach. Amerykanki Susan Sprecher i Sandra Metts spytały kilkuset młodych ludzi, kiedy uświadomili sobie, że kochają swojego partnera. Co piąty mężczyzna zakochał się w trakcie trzech pierwszych spotkań. Po dwunastu - dwie trzecie panów było już pewnych, że kocha. Kobietom miłość nie przychodzi tak łatwo. Tylko 15 proc. zakochało się po trzech randkach, a po dwunastu - połowa pań nadal nie była pewna, czy kocha. A kto się łatwiej odkochuje? - Też nie mężczyźni. To kobiety częściej podejmują inicjatywę i zrywają związki. Prą do rozwodów? - Nie, małżeństwo rządzi się innymi prawami. Kobiety szybciej zrywają związki przedmałżeńskie, są też bardziej stanowcze, gdy chcą skończyć. Mężczyźni dłużej trzymają się straconej sprawy i cierpią mocniej, są bardziej przygnębieni, nieszczęśliwi. Warto wspomnieć, że w tak różnych krajach jak Polska i USA liczba samobójstw popełnianych przez mężczyzn z powodu zawodu miłosnego jest kilkakrotnie wyższa niż kobiet - u nas cztero-, a za oceanem trzykrotnie większa. Skąd zatem obiegowa opinia, że faceci to cyniczni seksualni łowcy, a kobiety są ofiarami ich nienasyconego pożądania? - Panie mają tendencję do silniejszego przeżywania wszelkich uczuć, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Mocniej przeżywają swoją miłość i czują się bardziej uzależnione od stałych partnerów. Można zatem powiedzieć, że kobiety są bardziej uczuciowe, choć mężczyźni bardziej kochliwi. A kto jest bardziej zazdrosny? - Zazdrość mężczyzn koncentruje się głównie ma seksie, kobiet - na niebezpieczeństwie utraty lub pogorszenia się związku. Jednak przykłady wskazują, że do zazdrości nie dochodzi nawet w przypadku "zdrady małżeńskiej", jeżeli na gruncie przyjętych przez partnerów norm akt seksualny miał miejsce w okolicznościach niezagrażających istnieniu związku bądź poczuciu wartości własnej małżonków. Związek to wymiana seksu za dobra? - W sensie biologicznym. Skoro kobiety nie chcą go dawać za darmo, mężczyźni muszą za niego płacić: miłością, zaangażowaniem, uczuciami, szacunkiem, w najgorszym wypadku - pieniędzmi. Oczywiście najlepiej, aby wszystko to było naraz. Jeśli mężczyzna chce seksu, to tylko takiego, który kończy się sukcesem reprodukcyjnym? - Oczywiście nie jest to świadoma motywacja. Nikt nie chodzi po ulicy, przyglądając się kobietom i szukając takiej, z którą uda się ten sukces odnieść. Przyciąga to, co ma sens. Czyli? - Młode kobiety, które są ładne i mają wydatne wcięcie w talii. Krótko mówiąc - płodne, choć oczywiście nikt o tym nie myśli w ten sposób, podobnie jak nie myślimy o smakowitej gruszce jako źródle sacharozy i innych węglowodanów. Nie ma nic niezwykłego w tym, co przytrafiło się premierowi Marcinkiewiczowi, który porzucił żonę dla młodszej. To może się nie podobać, ale to standard u zamożnych mężczyzn o wysokiej pozycji społecznej. Wśród moich kolegów, amerykańskich czy polskich profesorów, znam tylko kilku, którzy mają tę samą żonę od 30 lat. Ale chyba nie wszyscy panowie po czterdziestce chcą nawiewać? - Oczywiście, że nie. Problem jest inny: nie jesteśmy dostosowani swoją konstrukcją psychiczną i biologiczną do tak długiego życia. Kiedyś 40-letni mężczyzna umierał. W ciągu ostatnich stu lat bardzo wydłużyła się długość życia, a tych wszystkich problemów, które pojawiają się między 50. a 70. rokiem życia, niedawno w ogóle nie było. Musimy się nauczyć je rozwiązywać, a to trochę potrwa.
  2. 22 polubień
    Oj chłopaki, chłopaki... Przewróciliście moje życie do góry nogami, wybiliście mnie całkowicie z mojej wcześniejszej rzeczywistości i pomieszaliście w głowie tak, że sam nie wiem jak to możliwe. Przeczytałem książki Marka - Kobietopedię, Wyprawę po Samcze Runo, Stosunkowo dobry. Po tej lekturze już nigdy nie będę taki sam, zmieniłem podejście do wszystkiego i wszystkich, a zwłaszcza do siebie. Jestem mniej krytyczny dla siebie - nie wyszło? Spokojnie, następnym razem się przyłożysz i będzie lepiej. Wcześniej, przed otwarciem moich oczu chciałem (tak, chciałem i cały czas bym chciał, już to wiem) być bogaty, teraz, po niecałym miesiącu (bo pod koniec maja kupiłem książki) wiem, że to zupełnie nie o to chodzi i że przez to szczęśliwy nie będę nigdy. Ale jak już nie dążę ślepo do pieniędzy, to w miesiącu czerwiec zarobiłem już prawie dwa razy więcej niż w maju (a to tylko i wyłącznie zmiana podejścia! podświadomość działa cuda), jest identycznie jak pisał Marek - to się dzieje samo, wcześniej nie widziałem takiej możliwości, teraz dookoła siebie widzę tyle rzeczy na których można zarabiać kupę pieniędzy praktycznie zerowym poświęceniem i wkładem, że to jest szok! Widzę jakąś opcje? Po prostu zacząłem to robić. Ludzie w okół (najbliższa rodzina) już zaczęli to zauważać, czekam na spełnienie się schematów z książek - tych kiedy się okaże, że ktoś ma lepiej, ciekawe, czy będą mnie faktycznie próbowali temperować. Zazdrość 2 moich znajomych (parka) już zauważyłem na początku czerwca (moje pierwsze małe sukcesy) - nie cieszyli się tym zupełnie, ogromnie zazdrościli co było widać i słychać, ludzie którzy lubią narzekać na wszystko i wszystkich - nie utrzymuje już z nimi kontaktu. Moja partnerka o ile przed tymi wydarzeniami praktycznie rządziła w związku nie ma już zupełnie nic do powiedzenia. Jestem ja a ona może być w moim świecie o ile się dostosuje do mnie - inaczej możemy się pożegnać tu i teraz. Wcześniej (np. rok 2016) kłótni było kilka w miesiącu - o bzdury, teraz wiem dlaczego - testy, testy, testy, które skutecznie oblewałem. Teraz - w czerwcu była jedna próba sprawdzenia mnie i przesunięcia granic z zastraszeniem mnie odejściem włącznie - uciąłem to bardzo szybciutko stwierdzając, że jak chce odejść, to rozstać się możemy już teraz i po zapytaniu czy to aby na pewno ostateczna decyzja nagle się odwidziało i stwierdziła, że to nerwy i przeprasza. Mhm. Nerwy - ja już to znam i wiem o co chodzi. Nie dam sobą sterować. Jestem inny. Lepszy. Jest mi lepiej. Dziękuję.
  3. 21 polubień
    Od dłuższego czasu prowadziłem rozmowę z paniami w taki sposób, żeby uzyskać informację co sprawia iż są zainteresowane danym facetem i chciały wejść/ weszły z nim w relację. Interesowała mnie grupa kobiet z tzw. wyższej półki. Czyli skupiłem się na kobietach w wieku 23 - 35, które albo mają ugruntowaną pozycję zawodową, albo są na drodze do dobrych zarobków i pozycji społecznej np. studentki medycyny, studentki prawa (które później będą pracowały w zawodzie - tj. z rodzin prawniczych). Tak żeby nikt mi nie zarzucił, że panie z nizin społecznych tak mają Pań, z którymi rozmawiałem było 42 sztuki. Wielkiego zaskoczenia nie było. Oczywiście kupę wymijającego pierdolenia jaki facet "musi być" - dobry, wyrozumiały, hojny, opiekuńczy bla bla bla ... Kierowałem rozmowę w kierunku ich aktualnych i przeszłych związków, żeby zobaczyć jakie cechy miał facet , z którym były. Najczęściej były to zupełnie inne cechy niż te, które znajdują się na liście "musi być". Gdy zwracałem im uwagę iż lista i to z kim były ze sobą nie gra, padało sakramentalne "sama nie wiem, on miał to coś", "on taki był tylko maskował , ale ja wiem jaki był/ jest naprawdę" To tak jak z filmowym Januszem Traczem i paniami mówiącymi, że on nie jest taki zły :> Drążyłem temat, żeby się dowiedzieć od naszych kochanych pań jakie cechy mieli owi faceci "z tym czymś". Znów nie byłem zaskoczony, we wszystkich relacjach ze związków, zapoznania, co je zainteresowało itp. prócz standardowego pierdolenia wyłaniały się cztery cechy, z których owi faceci posiadali nie mniej niż dwie (a często trzy lub nawet cztery). - pewny siebie - bezczelny - arogancki - samolubny/ egoista I oczywiście panie czuły, że oni naprawdę tacy nie są, że mają piękne wnętrze Zaskoczenie niby żadne, ale poziom racjonalizacji i auto zakłamania pań mimo znajomości tematu nie przestaje mnie zadziwiać.
  4. 17 polubień
    Cześć wszystkim Mam 36 lat, żyję na południu Polski, to mój pierwszy post. Od jakiegoś czasu jestem zarejestrowanym użytkownikiem a swojego czasu wpadłem na tą stronę zupełnie przypadkiem zagłębiając się w czeluściach jej artykułów na pół dnia. Od tamtej pory jednak nie byłem tutaj obecny z powodów zawodowych do czego wrócę w odpowiednim momencie mych wypocin. JEDEN Próbując zacząć w odpowiednim momencie musimy się cofnąć do września 2016 kiedy to zagadałem w piękny i słoneczny dzień do nazwijmy ją Oli (29 lat). Ola okazała się wysoką i atrakcyjną panną o odstającym tyłku 11/10. Być może dla celów tej historii i rozkmin czytelnika dodam, że Ola była/jest w trakcie rozwodu i ma 2 letnie dziecko. Po kilku telefonach o wszystkim i o niczym, po niedoszłym do skutku spotkaniu i po ok. 3 tygodniach od pierwszego widzenia udało się nam umówić ok. północy na piwko. Buziak w policzek na dzień dobry. (Pozwolę sobie dodawać pewne mało lub bardziej istotne szczegóły w nawiasie) Chlapnęliśmy po piwku i dawaj na spacer. (Wziąłem ją na pewniaka pod pachę i poleźliśmy się przejść) Jakieś żarty, niby erotyczne zaczepki na co było przyzwolenie bo od samego początku chyba obojgu nam o coś chodziło. Po około 30 minutach chodzenia odprowadziłem ją pod dom próbując pocałować lecz Ola się odsunęła co obróciłem w żart, z którego się śmiała. Następnego dnia zaprosiła mnie do siebie bo mówiła, że córeczkę sprzeda rodzicom a jest mecz więc pooglądamy. Tak też się stało, wziąłem alkoholu i dopłucnych używek i wio. ... mecz się skończył, zaproponowałem masaż pamiętając o tym zajebistym dupsku. Została w staniku i spodniach i położyła się na brzuchu. Stanik natychmiast zdjąłem i oliwką masowałem plecy zsuwając z niej spodnie, które odsłoniły 8 cud natury. Sam zdjąłem z siebie wszystko i chciałem wejść... Ola na odchodne powiedziała coś w stylu "rozochociłeś mnie i nawet nie wydupczyłeś". (Tutaj pojawia się jeden z głównych wątków całej historii - pornole i bicie konia) Nie rozpisując się zbytnio w naszych spotkaniach i raz lepszego raz gorszego a raz żadnego seksu powiem w skrócie, że po prostu fiut nie chciał stawać na wysokości zadania. Był to problem, z którym żyłem dość długo i przy każdej nowej partnerce on występował. Niby na powodzenie u kobiet nie narzekałem jakoś specjalnie ale PROBLEM powodował, że podświadomie byłem miękki. Lekarstwo przyszło zupełnie przypadkowo jak zarejestrowanie się u Braci. Otóż gdzieś na wykopie czy coś znalazłem artykuł o ruchu NOFAP a było to 27.01.2016 i rzutem na taśmę wtedy powiedziałem sobie stop. Czytałem mnóstwo o tym jak ludzie się poddawali i walili po tygodniu, dwóch, miesiącu czy coś. Biorąc pod uwagę, że waliłem około 20 lat to udało mi się przejść próbę 90 DAYS NOFAP CHALLENGE od strzała i po dziś dzień nie walę. Olę pieprzyłem jak ździrę bo sama się o to prosiła. Prosiła bym do niej mówił w stylu "lubisz to suko", "tylko mnie rżnij" i podobne komplementy. Tak się złożyło, że znalazła jakiegoś faceta, którego pewnie zechce urobić na dziecko bo my od samego początku byliśmy jedynie FF. W każdym razie zero kontaktu a co wydupczyłem moje. Przed drugim rozdziałem należy dodać, że dysfunkcja na jaką cierpiałem nazywała się PIED - tutaj jeden z wielu odnośników, które warto poczytać jeśli ktoś posiada ten problem. Śmiało mogę powiedzieć, zostałem w 100% wyleczony, pornoli nie oglądam, konia nie walę. Rano mdleję z powodu ilości krwi w fiucie. DWA Wyleczenie z przykrego i walącego w męskie jaja schorzenia przyniosło zmianę nie tylko na stopie seksualnej. Stałem się atrakcyjny dla kobiet, stałem się bardzo pewny siebie co czasami dzieje się aż za szybko bo jak nazwać sytuację gdy do koleżanki znanej od dzieciństwa, i która zawsze była tylko koleżanką mówisz nagle, że chodź skoczymy do ciebie, ostro cię zerżnę i wrócimy tutaj? Najlepsze, że ona nie daje mi w pysk tylko do niej idziemy... To wszystko sprawia, że stałem się ogromnym zwolennikiem nieoglądania pornoli bo ponoć to właśnie pornole mają wpływ największy na ten burdel we łbie oraz niemarszczenia freda, którego nie czuję potrzeby by zwalić. Stałem się bardziej pociągający dla żony, czy to swojej czy cudzej i mam zamiar w tej kwestii się bardzo rozwinąć bo jestem pieprzonym egoistą o bardzo pozytywnej opinii nt. właśnie egoizmu. Pokrótce mogę wytłumaczyć to jednym zdaniem. Jeśli mi jest dobrze to każdemu wokół też będzie dobrze. Być może to miejsce Braciszkowie da mi pewne wskazówki co do postępowania. Cała historia nie nabrałaby smaczku gdyby nie było w niej wzmianki o pieniądzach... Nie wdając się zbytnio w szczegóły musiałem założyć firmę gdyż były do podniesienia z ziemi pieniądze. Mając za sobą oddech niedawnego pracodawcy, pisma od jego prawnika, będąc na etacie w jeszcze innej firmie zaryzykowałem i otwarłem na początku kwietnia 2017 działalność. W pierwszym miesiącu na czysto zarobiłem 5000 złotych, w drugim na czysto 15000zł, teraz jest połowa trzeciego miesiąca i zysk wyniesie przynajmniej 75000zł. Sprawa powoduje, że chcę złożyć wypowiedzenie u obecnego pracodawcy jeszcze w tym miesiącu. Z tego właśnie powodu nie zagłębiałem się w treści owego forum bo w moim życiu było obecny strach, milion myśli w głowie, trylion problemów oraz pierdylion spraw do zorganizowania. Wciąż nie mam aż tak bardzo klarownej sytuacji jaką chciałbym mieć gdyż wciąż pojawiają się nowe rzeczy do zorganizowania, kupienia, sprzedania, wydupczenia Jestem umówiony z pewną miłą panią na ostre pieprzenie i nawet teraz gdy do was piszę otrzymuję od niej wiadomości na messengera. Oto jedno sprzed 5 minut "Mam na ciebie straszną ochotę". Pani nazwijmy ją tym razem Ania jest kilka lat ode mnie starszą lasencją z zajebistym tyłkiem. Poznałem ją na Tinderze i od razu zaiskrzyło, od razu w zasadzie padło bezpośrednie pytanie "Gramy w otwarte karty?". Myślę, że już na pierwszym spotkaniu pójdziemy do łóżka bo oboje tego chcemy. CREDITS Biorąc pod uwagę fakt, że moim zdaniem jestem człowiekiem, który mimo tego, że całe życie był w jakimś stopniu jebany od życia za całokształt i egoistyczny gówniarski charakter to jestem człowiekiem, który ma w życiu szczęście i mam wrażenie, że ktoś pisze mi jakiś ciekawy scenariusz. Miałem w życiu trzy prorocze sny, po pierwszym zmarł mój dziadek, po drugim poważny wypadek ze szpitalem w tle miała moja niedaleka rodzina. Przy trzecim śniła mi się krowa, która z tyłu miała taką metalową dużą balię i do niej srała, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że tego gówna wyrzuciła z siebie tony i nie przestawała. Obrzydzenie mnie wybudziło i wysłało natychmiast do sennika sprawdzić - otóż gówno oznacza pieniądze i tak się też dzieje. Moje wnioski są takie, że poprzestanie ręcznych praktyk z moim fiutem oraz odstawienie pornoli zrobiło ze mnie dorosłego faceta, który jest w stanie wziąć na klatę problemy związane z życiem, pracą, kobietami i wszystkim co mnie otacza. Nie mam w głowie umysłu nastolatka a odpowiedzialnego faceta, który potrafi zadbać o siebie i innych. Nie twierdzę, że moje doświadczenia spowodują, że komuś życie napisze podobny scenariusz bo myślę, że każdy jest kowalem swego losu. Nie stałem się IronManem, nie mam nadludzkich zdolności ale śmiało mogę powiedzieć, że moje życie zmieniło się o 180 stopni w przeciągu kilku miesięcy i wciąż się zmienia. Mam plany wyprzedzające mnie o 5 lat i twierdzę, że robię to z głową. Jeśli dotrwałeś Szanowny Kolego/Czytelniku do tego momentu to bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas bo już od dłuższego czasu chciałem opisać tutaj moją historię.
  5. 16 polubień
    Witam w sobotni wieczór, dziś z pomocą w znalezieniu tematu przyszedł mój ulubiony serwis netloszki. Znalazłem tam taki typowy loszko schemacik: Lecimy z tym koksem i tłumacze z loszkowego na ludzki: "Mam 28, on 44. Poznaliśmy się 4 lata temu przez internet. Początkowo były to tylko zwykłe rozmowy na Skypie, później rozmowy telefoniczne. Wielogodzinne. Powiedział mi, że ma żonę i dwójkę dzieci, ale że ich pożycie małżeńskie ustało dawno temu, ze odbywał karę pozbawienia wolności. Nie brałam sobie tego do serca, bo nigdy nie myślałam że coś nas jednak połączy. Ale stało się inaczej. Początkowo spotykaliśmy się co 3-4 miesiące, kiedy przyjeżdżałam do swojej cioci na wakacje/weekendy. " 1 Szukałam przygody w internecie ponieważ w świcie realnym sobie nie radziłam ze znalezieniem faceta. 2 Poznałam żonatego faceta z dwójką dzieci, do tego kryminalistę - o mój boże jaka romantyczna przygoda !!! 3 Jeździłam "niby do ciotki" żeby spotykać się z nim z dala od domu, ach ten dreszczyk emocji. "Nigdy nie powiedziałam nikomu że znam kogoś takiego jak on. Wiedziałam, że nikt tego nie zrozumie i nie zaakceptuje (wiedział tylko jeden znajomy)." 1 Przezywałam sekretną, romantyczną przygodę z prawdziwym mężczyzną. 2 Powiedziałam tylko swojemu beta orbiterowi. "Po ok. 2 latach przeprowadziłam się tam skąd on pochodzi, ponieważ dostałam pracę w swoim zawodzie. Przyznaję, wielokrotnie go naciskałam by się ze mną spotkał, by przyjechał, a on nie odmawiał. Mimo, że powtarzał że nie jesteśmy razem, że unikał tematu wspólnej przyszłości i złościł się kiedy o tym wspominałam,jednak nadal przy nim trwałam. Stałam się kochanką. Bolało mnie to. Ale wszystko ma swoje granice, zrozumiałam że pewne rzeczy mnie przerosły, jak np to że zostało mu do odsiedzenia kilka lat wyroku. Kiedy on wyjdzie ja będę mieć ponad 30 lat, kiedy wszyscy wkoło będą mieli rodziny ja będę nadal czekać. Że zostanę sama,bo wszyscy się ode mnie odsuną. Nie chciałam takiego życia, w ukryciu, niepewnego. " 1 Dwa lata kombinowałam, żeby znaleźć się bliżej niego. 2 Latałam za nim jak suczka z cieczką, ruchał jak dzikie zwierze. 3 Zawsze po mówił, że nie jesteśmy parą, chciałam ucywilizować tego chama ! 4 Dowiedziałam się, że wróci do więzienia, a mam już 28 lat i trzeba się rozmnożyć, co za niefart Trzeba się jakoś z tego wykręcić (efekt szczura uciekającego z tonącego statku). " Wtedy on zadzwonił, że żona złożyła pozew o rozwód. Jak się okazało, zaszła w ciąże z kimś innym. Nie mogłam go wtedy zostawić,mimo że on chciał mnie od siebie odsunąć. Chcialam go wesprzeć w tych trudnych chwilach. To były najlepsze 2 miesiące, jednak po tym czasie znowu zaczęło się psuć. Tyle,że tym razem role się odwróciły i to on chciał nagłego ślubu, dzieci, przeprowadzki. Nie byłam w stanie mu tego dać. Nie byłam w stanie nawet przyznać się rodzicom o istnieniu takiego związku. Zrozumiałam, że w takim razie to nie miłość, może to było tylko zauroczenie?" 1 Nareszcie się pozbędę tej kurwy, jego żony ! 2 A może on jednak nie jest taki fajny, jak żona chce mieć dziecko z innym ? bzzz bzzz zwarcie, bzzz bzzz dysonans poznawczy :> 3 Przez dwa miesiące było fajnie i nareszcie on zaczął traktować mnie poważnie i o mnie zabiegać, ale ja nagle przestałam czuć to co kiedyś !!! "Zerwałam z nim w lutym, i od tamtego czasu toczy się batalia. On nie odpuszcza, nie rozumie moich tłumaczeń że go nie kocham, ze nikt tego nie zrozumie, ze jego nie będzie, że ja nie bede w stanie czekać na niego kilka kolejnych lat. Raz nawet mnie zastraszył, że zrobi mi krzywdę jeśli do niego nie wrócę. Stał się dla mnie człowiekiem nieobliczalnym. Miłość czasem zaślepia wiem, ale jestem już tym tak bardzo zmęczona najgorsze że nie wiem nawet z kim o tym porozmawiać. Moja mama jest schorowana, nie mogę i nie chcę jej tego wszystkiego mówić. Zawiodłaby się na mnie Czasem czuje, że mnie od siebie uzależnił, nie wiem jak się z tego wyplątać." 1 Sama nie wiem czemu przestał mnie interesować, spławiłam go w lutym. 2 Ten podły człowiek, cham i kryminalista za mną gania i mi grozi. 3 Nagle stał się człowiekiem nieobliczalnym. 4 Nikomu nie mogę się wyżalić to pochwalę się w internecie sukcesem w cywilizowaniu kryminalisty i może inne loszki poradzą jak się go pozbyć. Krótkie podsumowanie. Mamy tutaj do czynienia ze schematem: - przezywam romantyczna przygodę z kryminalistą > - on mnie nie chce ale latam za nim > - traci w moich oczach (zdrada żony + zaczyna o mnie zabiegać) > - przestał mnie podniecać na dodatek znów idzie do więzienia > - mam 28 lat muszę się go pozbyć > idę pisać w internetach, że niebezpieczny bandyta mnie prześladuje (przecież nikt nie zauważy, że przez 4 lata dawania mu dupki wiedziałam, że jest niebezpiecznym bandytą i nie powie, że dla tego mu dupku dawałam) Tutaj jest jedna bardzo ważna rzecz warta podkreślenia. Loszki często są z wami dla tego, że coś je kręci i podnieca itp. Jednak gdy zaczyna się sprawa sypać odwracają kota ogonem i cechy, które je podniecały bądź zachowania, do których wywołania same dążyły zostają użyte przeciwko wam. Znam sytuację, gdy loszka wywołała bójkę w barze (sprowokowała obcych mężczyzn) , mąż staną w jej obronie, uszkodził napastnika i dostał wyrok w zawieszeniu. Loszka mówiłeś, kochanie nie przejmuj się broniłeś mnie, byłeś dzielny, męski bla bla bla. Był w tym dniu najwspanialszym misiem we wszechświecie, cipka była mokra, a kilak lat później przy rozwodzie loszka krzyczała, że się boi bo mąż ma skłonność do przemocy, bo kiedyś pobił niewinnych ludzi w barze, bez powodu To jest schemat tego samego typu. To co jednego dnia jest waszą największa zaletą, nawilżaczem cipki, przy rozstaniu staje się często wasza największą skazą.
  6. 16 polubień
    @Pawel1978 @lola123 Przecież większa część tego forum z moderacją na czele to sfrustrowani, niedojrzali, skrzywdzeni przez kobiety dzieciaki z pryszczami na czole, bez pracy i perspektyw. Nie mamy co robić więc całymi dniami przesiadujemy w internecie, na forum i wylewamy żale, bo nie mamy najmniejszej szansy zaruchać i tutaj sobie to racjonalizujemy. A no i oczywiście mieszkamy z rodzicami i nie mamy kasy. Takie biedaki cebulaki, w dodatku prawiczki, laski widujemy tylko w formacie .jpg. Nie warto w tym uczestniczyć. Naprawdę. (Zrobiłem to za Was, w końcu i tak by padło) Nara
  7. 15 polubień
    Oraz z jeszcze jednej sprawy. Rzeczone jędrne cycki się dostaje za nic. Ot loteria genowa. Ciach - cycki są. Wkład własny posiadaczki cycków - zerowy. Natomiast na przysłowiowe 5 zł, metry kwadratowy lokum czy konia mechanicznego samochodu trzeba zasuwać. I nie ważne jak, trzeba coś dać od siebie. Coś osiągnąć, coś udowodnić. Zarobić. Cycki nie wymagają postawy aktywnej, wystarczy pasywna. Zero wysiłku. Zasoby, których wymaga statystyczna kobieta od mężczyzn wymagają postawy stricte aktywnej. Maks wysiłku. S.
  8. 14 polubień
    Tysiące lat ewolucji i kształtowania człowieka napędzanego pierwotnymi instynktami, którego głównym celem jest przetrwać i się rozmnożyć - ale chuj tam, wszystkiemu winne rozwody i alkohol. Znam mnóstwo kobiet wychowanych w normalnych pełnych rodzinach i jakoś wszystkie przejawiają wspomniane w artykule zachowania. Nie wspominajac o chwalonym przez Ciebie Zachodzie, gdzie laski odpierdalają większe cyrki niż te nasze karyny. Z całym szacunkiem chłopak, ale ty naprawdę nie wiesz o czym piszesz. Im lepsza sytuacja ekonomiczna, tym mniej stabilne związki - kobiety nie muszą żyć z facetami, mogą od nich odejść a i tak sobie poradzą. Na Zachodzie w niektórych krajach nawet 60-70% małżeństw się rozwodzi, u nas "tylko" 40%. Każda kobieta leci na hajs, ale tutaj nikt nie mówi, że lecą tylko na $$$. Uroda, pewność siebie czy gadane to też istotne czynniki, nie zmienia to faktu, że kobiety wbrew pozorom mózg mają i potrafią się domyślić, że wychowanie dziecka i fajne życie kosztuje, stąd każda pani planująca założyć rodzinę zwraca uwagę również na pieniądze. A najlepsze, jak słyszę "ja nie lecę na hajs" od kobiet, które biednych facetów widziały, ale u koleżanek: 1 koleżanka - "dzisiaj my kobiety nie lecimy już na dupków, teraz właśnie wolimy dżentelmenów" - jej fagas to gangsta, ma znajomości mafijne i kumpli w pierdlach, zarabia kilka-kilkanaście tys. miesięcznie, koks z siłowni, nieprawdopodobnie pewny siebie, napierdala każdego, kto krzywo na niego spojrzy, kiedyś pobił policjanta w trakcie kontroli drogowej, bo ten mu zaczął pyskowac. 2 koleżanka - "hajs wcale nie jest najważniejszy, może i niektóre faktycznie lecą na pieniądze, ale nie wszystkie" - jej chłopak jest kilka lat starszy, ma firmę, 3 mieszkania. Jak kiedyś z nią gadałem chwaliła mi się, że z nim wszystko jest takie łatwe i proste, że ona w ogóle się niczym nie martwi...
  9. 14 polubień
    I gdzie są teraz te wspaniałe niewiasty, które nie lecą na kasę tylko na wspaniałe wnętrze? Zbudowałeś sobie, z którąś życie, zestarzałeś się, odchowałeś dzieci, przeżyłeś sielankowe 30 lat np.? Niech zgadnę .... poszły w pizdu do faceta z zasobami
  10. 11 polubień
    Witajcie bracia, po dłuższym czasie nieobecności w domu postanowiłem wrócić do rodzinnego gniazda. Obecnie studiuje w innym mieście, przyjeżdżam do rodziców raz na 2-3 miesiące. Mój dzisiejszy wywód stanowi opis sytuacji jakie miały miejsce wczoraj. Musicie wiedzieć, że bardzo dużo pracuję nad własną osobowością. Wszystko w ciągu dnia mam zaplanowane jak w zegarku, pracuje zarówno nad rozwojem duchowym jak i fizycznym. Praktykuję ten sposób działania już od dobrych 4 miesięcy i od tego momentu w moim życiu zaczęły dziać się cuda. Dzisiaj chciałbym się skupić na 2 elementach. Od jakiegoś miesiąca w mieście gdzie studiuje, każdego ranka kiedy idę do pracy obdarzam ludzi życzliwym uśmiechem i życzę im "miłego dnia". Jest to moja intencja płynąca prosto z serca, uwielbiam sprawiać innym radość choćby tym błahym "miłego dnia". Z ciekawszych momentów, raz jedna kobieta po usłyszeniu ode mnie tych słów z uśmiechem najżyczliwszym jak potrafię (a potrafię! ;P) rozpłakała się- dosłownie. Powiedziała że miała tak fatalny dzień, a to było najlepsze co ją spotkało. Raz też mogłem dostać po ryju, wtedy życzyłem "miłego dnia" grupce dresów 20- lat. Jakoś wybrnąłem, ale lekko się podenerwowali ;). Osobiście bardzo polecam ten sposób działania, uczy nabierania dystansu do ludzi. Niektórzy spojrzą na Ciebie jak na idiotę, a inni zaczną Ci szczerze dziękować :). Jestem świadom że prędzej czy późnią dostanę jednak po mordzie, ale nazywam siebie żeglarzem płynącym sam po bezkresnym oceanie na łódce- która zwie się IDEA i albo mnie fala zatopi albo dopłynę do brzegu. Kolejnym elementem jest to, że nauczyłem się bycia uśmiechniętym. Praktycznie cały czas chodzę z uśmiechem na twarzy. Nie muszę chyba mówić że ludzie różnorako na to reagują. Niektórzy się pytają "co Cię tak rozbawiło?" Inni natomiast za ten uśmiech na twarzy mogliby Cię zabić :). Wczoraj idąc z moją matką do sklepu, instynktownie, mam to już w nawyku powiedziałem "miłego dnia" do 40 letniego mężczyzny. Pan mi z uśmiechem podziękował, natomiast inna była reakcja mojej matki. Wszystko było w porządku dopóki nie weszliśmy do sklepu i się zaczęło: "Co Ty robisz???????", "Czemu mi sprawiasz wstyd???", "Jak się zachowujesz???????". Po tych słowach byłem chyba jeszcze w większym szoku jak moja rodzicielka. Na dodatek ona do mnie "Co tak się szczerzysz ciągle, zmień ten uśmiech z z czego się tak śmiejesz??" "nie mogę na to patrzeć", "zmień ten uśmiech albo dalej z Tobą nie idę" Wyobrażacie to sobie?? Dzisiaj rano obudziłem się jak sparaliżowany, wolałbym już dostać po ryju od "dresa", niż usłyszeć takie słowa od mojej własnej matki. Kiedy to piszę znów mam uśmiech na twarzy, dosłownie za 30 minut odjeżdża mój pociąg do "domu"- skromnej studenckiej kawalerki ;). Miłego dnia WSZYSTKIM!
  11. 11 polubień
    Mój ulubiony tekst: "to ja chyba jestem jakaś dziwna" . Ja się o kobietach dowiedziałem dwóch fundamentalnych rzeczy: 1. Wszystkie kobiety są inne niż wszystkie 2. Każda kobieta chce jednego - wszystkiego A co do tematu to z moich obserwacji (niepopartych oczywiście żadnymi badaniami) wynika, że najważniejsze w sukcesie z kobietami są: (w kolejności od najważniejszego do najmniej ważnego) 1. Uroda + pewność siebie (50:50) 2. Uroda (100) 3. Uroda + pieniądze (50:50) 4. Pieniądze + pewność siebie (50:50) I tyle... Po prostu powiedzmy sobie wprost, żadnym sukcesem nie jest gdy kobieta wykorzystuje mnie finansowo, emocjonalnie (jako wsparcie, przyjaciela), jako rozwiązywacza problemów, doradcę w sprawach technicznych i nietechnicznych itd. a seksualnie mnie nie chce albo chce ale wolałaby (i szuka) innego. Wkład w związek dzisiejszych kobiet skupia się głównie na ich towarzystwie i seksie stąd tylko w kontekście dostępu do tych dwóch można mówić o byciu atrakcyjnym czy sukcesie w relacji. Pieniądze i pozycja społeczna nie sprawiają, że człowiek staje się atrakcyjny dla płci pięknej. To jest tylko sygnał dla pasożyta, który jest w każdej kobiecie, że tutaj warto się otorbić i pobierać cenne składniki. Jednak nie odciągnie to żadnej samicy od punktów zainteresowania seksualnego czyli 1-4. Podobnie błędnie interpretowane jest pojęcie inteligencji faceta. Kobiety lubią inteligentnych czyli takich, którzy potrafią im nawinąć makaron na uszy a więc po prostu pewnych siebie bajkopisarzy. Nie ma to nic wspólnego z inteligencją jaka daje np. sukces zawodowy (czy też zwiększa jego szansę). Popatrzcie np. na Elona Muska. Miliarder, wizjoner, bardzo wpływowy i szanowany człowiek, niebrzydki i zadbany, jednak w "miłości" mu jakoś nie idzie. Gość jest urodzonym inżynierem i myślicielem ale z pewnością siebie nigdy nie przesadzał. Z pierwszą żoną mu nie wyszło a teraz przyssała się do niego jakaś pijawa, z którą już dwa razy się rozwiódł (sic!). Raz widziałem wywiad, w którym odpowiadał łamiącym się głosem na pytanie dotyczące życia osobistego. Zapewne ten, który teraz obraca mu pannę nie ma takich przeżyć a może i pije szampana za pieniążki, które ta lafirynda mu ukradła. Oczywiście, w pewnym momencie kobieta chce ale już nie może, wtedy musi znaleźć tego frajera, który weźmie jej problemy na barki i zestarzeją się razem trzymając się za rączkę na ławeczce i patrząc w kierunku zachodzącego słońca. Tylko pytam jeszcze raz: to jest dla mężczyzny sukces w relacji z kobietą?
  12. 10 polubień
    Dzisiaj zadzwonił do mnie znajomy z prośbą o pomoc w pewnej sprawie (mała pożyczka pieniężna). Odmówiłem grzecznie niewzruszonym głosem do słuchawki. Dlaczego? Z osobą tą miałem kiedyś dobry kontakt na stopie koleżeńskiej. Wiele razy pomogłem mu w pewnych kwestiach, również pożyczając pieniądze. Niestety ta osoba nie wywiązała się wobec mnie z tych kwestii do końca, nie wielkie sumy ale ... Ponadto Wasz Brat Senna był kiedyś w niezłych kłopotach i ta osoba mogła mi pomóc, wiedziała o moich problemach i mimo, to olała mnie. Nie byłby to wielki wysiłek dla tej osoby aby wtedy mi pomóc ale mniejsza o to. Na szczęście, o nic nie poprosiłem mając przysłowiowy nóż na gardle z czego dzisiaj jestem dumny. Wychowany przez matkę bez ojca miałem jebany wzorzec pomagania innym, uczynności, wyrozumiałości dla innych i darzenia innych zaufaniem. Sam nie wiem skąd to kurestwo się wzięło i nie chcę wiedzieć. Kiedy dostałem parę razy mocno po dupie zrozumiałem, że jestem frajerem i dokładnie przyjrzałem się wzorcom i je przepracowałem. Oczywiście skłoniły mnie do tego jak najczęściej bywa doświadczenia życiowe. Jeżeli krzywdzisz siebie pomagając komuś robisz bardzo źle. Więc Bracia wbrew temu co być może macie w głowie zapamiętajcie sobie raz na zawsze do końca życia: Jeżeli ktoś Was o coś prosi (np pożyczka pieniężna) z automatu macie mu odpowiedzieć - nie -. Ludzie to egoiści, każdy jest egoistą, każdy. Ja jestem egoistą, Ty jesteś egoistą. Wpojone wzorce uczynności i pomocy innym są wbrew naszej naturze. Aby dobrze się zrozumieć pisze o sytuacjach kiedy Ty aby komuś zrobić potocznie mówiąc "dobrze" musisz ponieść tego jakieś konsekwencje - np utraty pieniędzy, zasobów, czasu. Działasz wtedy sam wbrew naturze. Nie robisz dobrze, bo krzywdzisz siebie pomagając komuś. Pomagać to nie dobrze dobrane określenie, powinno być dając się wykorzystać komuś pod przykrywką pomocy. Najpierw TY, Twoje sprawy, zasoby, czas, emocje daleko później sprawy innych, prośby innych, emocje innych. I tylko wtedy jeżeli Cie na to stać. Pasożyty jak właściwie określa ich Marek nie mają żadnej litości, skrupułów, poczucia wstydu. Jak im raz pomożesz wyczują ofiarę i będą ja drenować. Wykorzystają Cię ile im pozwolisz i nie licz, że kiedykolwiek odpłacą się wdzięcznością. Oni nie mają poczucia wstydu. Więc wybaczcie, że pisze dość chaotycznie, późna pora.... ale po dzisiejszym telefonie pasożyta do mnie rozpoczynam post o asertywności i zdrowo pojętym samczym EGOIZMIE jak kluczu do prawdziwej męskiej postawy. Acha.... odmawiając poczułem się dobrze. Poczułem, że postąpiłem właściwie. Dla siebie, świata. Nie dałem się wykorzystać co skutkowałoby moim złym samopoczuciem, negatywnymi emocjami i najprawdopodobniej stratami. ( Nawet niedawno Marek miał audycje o asertywności. Nie chce powtarzać po Nim ale temat uważam za tak ważny, że napisałem tego posta. Jak ktoś kojarzy audycję można wrzucić linka)
  13. 10 polubień
    Myślisz że Twoja żona nie wspomniała jej jaki z Ciebie frajer i pantoflarz? Myślisz że ta kobieta zaryzykuje utratę zasobów i wszelkich korzyści jakie czerpie ze swojego małżeństwa? Myślisz że zrezygnuje z faceta który jak widać bardzo ją pociąga i lubi uprawiać z nim seks? Myślisz że zrezygnuje z tego wszystkiego żeby "budować szczęście" z frajerem i pantoflarzem? Nie kurwa, nie będziesz z nią szczęśliwy, ani ona z Tobą. Mam psa, zwykły wiejski kundelek, nie umie aportować i w ogóle to nic nie umie tylko pilnować miski. Mój kolega ma owczarka niemieckiego. Piękny. Wytresowany. Zawsze marzyłem o takim psie. Jak myślisz, czy jeśli ukradnę tego owczarka koledze to będzie mnie tak samo słuchać jak jego? Czy w ogóle pozwoli siebie ukraść? Czy nie upierdoli mi ręki gdy tego spróbuję? Zrozumiałeś aluzję? Zacznij myśleć głową, nie chujem.
  14. 10 polubień
    Przecież to jest schemat schematów Kobitka spotyka chama, który trochę sponiewiera, nie da się wziąć pod pantofel, generuje emocje i hormony uderzają do główki i między nogi. W dodatku ma kasę. Yeah! Super, biorę go! Po pewnym czasie, jednak zaczyna przeszkadzać jego chamskie zachowanie. I co wtedy? Ja go ułożę. Naprawię mojego misia. Takie coś potrafi trwać w nieskończoność. Rośnie samoocena, jest własna dobra kasa. Tak! Teraz mam przewagę, ja go poniżę, zmanipuluje, pokażę kto tu rządzi i mój miś w końcu będzie taki jak chcę. Odetnę od znajomych, będę kontrolować telefon i szantażować wydarzeniami sprzed 10 lat, bo ja mam taką dobrą pamięć, że potrafię wytknąć wszystko. Standard - każda to ma. A jak fajnie piszesz o swoich wadach Każda z nich jest elgenacko usprawiedliwiona, więc jakby ich nie było. @samiczka przychodzi tu aby poznać nowe sposoby manipulacji, które pozwolą zmienić pod siebie jej fagasa. Ale wiesz co będzie jak Ci się to uda? Zbrzydnie Ci doszczętnie i stracisz do niego szacunek. Koniec z emocjonalnym roolercoasterem. Tak czy siak, Wasz związek się rozpadnie albo będzie taką mini patologią ciągnącą się w nieskończoność. Chcesz kogoś zmienić, to go wymień na inną osobę. Manipulacjami nic pozytywnego nie stworzysz. Ale po chuj ja to piszę, tak to się przecież skończy. Ehh. Tak jeszcze z ezoterycznego punktu widzenia. Często kobietom potrzeba trochę upodlenia w życiu, aby nie stać się totalnie zepsutą. Właśnie dlatego trafiłaś i wybrałaś tego chłopa. Nie poszybuj teraz w drugą stronę, bo wszystko wyjdzie na marne i dalej będziesz poniżana, być może przez kogoś innego. Wiem, że to trudne dla kobiety, która jeszcze nie jest bardzo stara i sama na siebie dobrze zarabia - ale postaraj się zachować pokorę.
  15. 10 polubień
  16. 9 polubień
    Dlaczego uważam, że Polska obecnie staje przed wielką szansą na rozwój i stanie się liczącym krajem w Europie? Po pierwsze: bezpieczeństwo i w miarę zdrowe wzorce kulturowe Nasz kraj obecnie znany jest jako ciemnogród, co nawet nie ma swoich zamachów . A tak poważnie, w tej chwili wygrywamy wszelkie rankingi jeśli idzie o bezpieczeństwo, czy zagrożenie zamachem terrorystycznym. Jest to ogromny atut. Raz, że jest to duży kop dla rozwoju turystyki. A dwa, świetna informacja dla inwestorów. To wszystko ma znaczenie, nawet sama informacja. Np. USA mogą sobie pozwalać na więcej (jak np. drukowanie dolarów), a i tak są nieustannie postrzegane jako potęga gospodarcza, na którą warto stawiać, dlatego że każdy wie że to największa na świecie potęga militarna, której nikt nie podskoczy. Szwajcaria jest traktowana jako gospodarczy azyl, gdzie zawsze warto przenieść swój kapitał, ze względu na prawie zerowe zagrożenie wojną, kłania się zarówno ich neutralność, górzysty teren i dobre uzbrojenie, plus oczywiście tajemnica bankowa. No a teraz Polska stała się krajem gdzie jest wyjątkowo bezpiecznie na tle Europy, można stawiać fabryki bez strachu że je ktoś wysadzi, albo podpali. I bynajmniej to się szybko nie zmieni. Społeczeństwo jest dosyć świadome, 70% Polaków jest przeciwko przyjmowaniu islamskich imigrantów. Na szczęście przeciw jest także obecny rząd. Dlatego PIS niewątpliwie wygra kolejne wybory, a PO, .Nowoczesna sami strzelają sobie tu w stopę. Więc przez najbliższe 6 lat to się nie zmieni. A w międzyczasie nastąpi "dożynanie watahy". Rząd PIS-u ładnie wyciął finansowanie wszelkiej maści Sorosowych organizacji z budżetu państwa. W najbliższym czasie stracą oni również prawdopodobnie tzw. fundusze norweskie, czyli pieniądze wpłacane do krajów UE przez kraje, które nie są w UE, ale są w Schengen, czyli Norwegię, Islandię i Liechtenstein. Wyobraźcie sobie cały ten hajs do tej pory zgarniała Fundacja im. Batorego, która następnie rozsyłała go według klucza: 100% na organizacje lewicowe, feministyczne, LGBT, pro-imigranckie itp. Ale PIS i prezydent Duda mówią tu basta. Tak dalej nie będzie. O problemach Gazety Wyborczej, która straciła państwowe wsparcie i leci na dno, już chyba wszyscy wiedzą. Przypomnę tylko o bojkocie konsumenckim, omijać szerokim łukiem sieć kin Helios, jedyne liczące się obecnie źródło dochodu Agory SA. Pozbawiona dotychczasowych przywilejów grupa zawiązała tzw. KOD. Jednak jedyne co udało im się osiągnąć to całkowita kompromitacja. Skompromitowali się zarówno Kijowski, jak i Petru, do tego pocałunek śmierci przez wsparcie inicjatywy przez takie "autorytety" jak Stefan Michnik, Jan Tomasz Gross, emerytowani SB-cy i ostatni hit, Kondrad M. lider KOD-kapeli, robiący oprawy muzyczny dla KOD-u został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na 6,5 roku więzienia za handel kobietami i zmuszanie do prostytucji, no comment. Poza tym jeśli już ludziom przeje się PIS to to zyska na tym np. Kukiz. Bo na kogo może niby zagłosować były wyborca PIS-u, jak nie na Kukiza lub podobną partię? Przecież nie na PO, Nowoczesną czy Partię Razem. Na młodzież również nie mają co liczyć. Wszak młodzież u nas stała się bardzo prawilna. Prosty schemat, młodzi ludzie mają dość mainstreamowych mediów, idą w Internet, a tam Korwin, Michalkiewicz, Max Kolonko, Cejrowski, Marcin Rola, Miriam Shaded etc. Jak grzyby po deszczu wyrastają niepoprawne politycznie portale, Ndie, Euroislam, Anty biały rasizm, Wmeritum, W Realu24, Pikio, Libertarianin.org, PodziemnaTV, Niezłomni.com, Prosto z mostu i wiele innych. Rozwinęła się prawdziwa "antylewacka" popkultura, czego owocem są memy i wstawki typu: beka z feministek, lewak na dziś, mistrzowie logicznego myślenia itp.. Panuje również moda na poszerzanie wiedzy ekonomicznej, stąd inicjatywy typu Instytut Misesa, Prosta Ekonomia, Kontestacja, Asbiro itp. No w i końcu mamy modę na patriotyzm. Wystarczy wyjść na ulicę a tam nie brakuje luda w koszulkach typu: "Żołnierze wyklęci", "Inka", "ŚWO", "Głupi, głupszy i KOD". Śmieszki z KOD-u, PO, Nowoczesnej, Partii Razem itp. mogą liczyć co najwyżej na wpierdol, a nie społeczne poparcie. Po drugie, gospodarka Istnieje w ekonomii takie określenie jak konwergencja: https://pl.wikipedia.org/wiki/Konwergencja_(ekonomia) Jest to mechanizm, który sprawia że biedniejsze kraje rozwijają się szybciej od bogatszych a w konsekwencji zaczynają je doganiać. Powodem jest: -Prawo malejących przychodów - najprościej mówiąc oznacza że kiedy inwestujemy w jeden czynnik, osiągamy prędzej czy później moment, kiedy już nie opłaca się dalej w niego inwestować. Przekłada się to na to, że małe firmy potrzebują o wiele mniej kapitału, żeby zacząć się rozwijać. I tak np. mając 100 tys. złotych mały biznes możemy baaaardzo rozwinąć, ale żeby zwiększyć obroty międzynarodowej korporacji o ogromnych dochodach taką kwotę możemy sobie wsadzić w buty, potrzebne byłby grube miliony. I analogicznie, w biedniejszym kraju potrzeba o wiele mniej kapitału, żeby go rozwijać. Tak więc opłaca się inwestować w "gospodarki wschodzące" tak samo jak opłaca się inwestować w startupy na rynku -Import technologii - czyli biedniejszy kraj może spokojnie ściągać maszyny, technologie itp. już sprawdzone i opracowane przez inne kraje i to coraz niższym kosztem Dlatego np. kraje azjatyckie po uwolnieniu swoich gospodarek zaczęły się dynamicznie rozwijać w przeciwieństwie do zamykających się na zachód Korei Północnej i krajów Afryki. Polska trochę sama sobie szkodzi przez biurokrację, podatki itp. hamujące ten naturalny proces w gospodarce, no ale nie jesteśmy aż tak zamknięci jak niektóre kraje III świata, więc owszem jesteśmy krajem rozwijającym się. Kolejna, rzecz, globalny wzrost cen żywności. W ostatnich latach mocno wzrósł popyt na produkty rolne i żywność ogólnie, a to za sprawą Chin i Indii. Te kraje niegdyś bardzo, bardzo biedne, ostatnimi czasy w końcu zaczęły się rozwijać. Przekłada się to na to, że biedota zaczyna masowo przechodzić do klasy średniej. A związku z tym ludzie ci, lepiej się odżywiają, kupują więcej jedzenia. Chińczycy i Hindusi stanowią niemały odsetek ludzkości, więc ich decyzje mają duży wpływ na światową gospodarkę. Oczywiście dla Polski, która eksportuje produkty rolne za granicę, jest plusem że takie produkty są teraz w cenie. Tutaj trochę miesza nam biurokracja, zwłaszcza unijna, i dotacje dla rolnictwa, które tak naprawdę tylko sprzyjają cwaniakom, ciągnącym kasę za sam fakt posiadania gospodarstwa, zamiast motywować ich do pracy. Dlatego najbardziej na tym globalny wzroście cen żywności, zyskała w ostatnich latach Nowa Zelandia, gdzie przeprowadzono mocno wolnorynkowe reformy i zlikwidowano wszelkie dotacje dla rolnictwa, farmerzy protestowali, straszyli głodem, a tu po reformach produkcja rolna wzrosła pięciokrotnie. Ale tak czy inaczej cała ta sytuacja to dla Polski plus. No i dochodzi budowa Nowego Jedwabnego Szlaku - wiem, że są tu jego zwolennicy jak i przeciwnicy, ale mimo wszystko Polska w mniejszym lub większym stopniu na nim zyska Natomiast co do minusów, zagrożeń, kontrowersji Co z programem 500+? Czy to jakiś tajfun, który rozpierniczy nam gospodarkę? Spokojnie, tu jest na dwoje babka wróżyła. Ten program sprawia, że ludzie odzyskują część pieniędzy, które zabiera im państwo, i potem wydają je na rynku, albo na konsumpcję albo na inwestycję, tak czy inaczej jest to dobre dla rozwoju gospodarczego. Im więcej pieniędzy w kieszeniach ludzi (nie państwa) tym lepiej. A więc działa to trochę podobnie jakby rząd obniżył podatki. Niestety jednak w porównaniu z obniżaniem podatków pojawiają się również efekty uboczne. Program, który kosztuje rocznie 23 mld trzeba z czegoś pokryć, albo nowymi podatkami albo wzrostem deficytu i długu publicznego. Nowe podatki hamują rozwój gospodarki i zubażają społeczeństwo, tyle że oczywiście ludziom, którzy biorą 500+ i tak się to kalkuluje na plus. Bardziej kłania się tu problem moralny, nowe podatki uderzają w ludzi, którzy nie korzystają z 500+. Czyli mamy redystrybucję pieniędzy z osób bezdzietnych i z jednym dzieckiem, którzy nie załapali się na 500+ do osób posiadających dzieci. W praktyce jest to "bykowe" wprowadzone tylnymi drzwiami, nieładnie, nieładnie. Z kolei wzrost deficytu powoduje osłabianie się waluty, a to przekłada się na wzrost cen i zmniejszenie napływu kapitału i inwestycji do krajowej gospodarki. Natomiast wzrost długu publicznego, zwiększa same odsetki od długu (tzw. koszty obsługi długu publicznego), które już teraz kosztują budżet 40 mld rocznie. No i obniża to także rating, zdolność kredytową kraju. No ale, jak się okazało, rząd PIS-u praktycznie nie wprowadził nowych podatków, poza podatkiem bankowym, którego zresztą banki nauczyły się omijać na lajcie i jakąś dopłatą do rachunków za prąd. Podatek od sklepów szczęśliwie cofnęła Komisja Europejska, co było zresztą do przewidzenia, to samo było na Węgrzech. Jak się okazuje na program 500+ pieniądze znalazły się przede wszystkim z uszczelnienia podatku VAT, wzięto się ostro za mafie, przekręty, karuzele podatkowe. I jak pokazują najnowsze dane z gospodarki, deficyt okazuje się rekordowo niski. Gdzie jest haczyk? Problem w tym, że nakręcamy głównie konsumpcję bez wzrostu inwestycji i produkcji. A więc zużywamy dobra, nie produkując nowych, wystarczająco szybko. W efekcie spada podaż dóbr, przy wysokim popycie na te dobra, rosną więc ich ceny. Czyli krótko mówiąc nakręca się inflację, na początku rządów PIS była ona na minusie (deflacja) obecnie dochodzi do 2% i rośnie. Po pewnym czasie NBP będzie musiał podwyższyć stopy procentowe, a to oznacza spowolnienie gospodarcze i wzrost kosztów obsługi długu publicznego, a więc nową dziurę w budżecie. Klasyczny cykl koniunkturalny, najpierw boom potem osłabienie a nawet kryzys. Do tego trzeba się liczyć z uderzeniem kryzysu z przyczyn zewnętrznych, takich jak masowe drukowanie euro przez EBC, kryzys imigracyjny w Europie i tego że niskie ceny ropy naftowej znowu zaczynają iść w górę, zwłaszcza że na Bliskim Wschodzie znowu dużo się dzieje. Tyle, że Polska z takimi kryzysami radzi się sobie całkiem nieźle, jako że jesteśmy krajem mniejszym, biedniejszym, do tego nie szalejemy aż tak z zaniżaniem stóp procentowych jak robi to EBC czy FED. Będzie podobnie jak z kryzysem 2008. No i będzie też bodziec, żeby zmienić trochę politykę gospodarczą. Za te kilka, czy kilkanaście lat, patrząc jak rozkładają się poglądy u młodych ludzi (głownie Korwin, Kukiz, Braun) poparcie z PIS-u będzie przechodzić na jakąś partię "kukizopodobną". Możliwe również, że to sami ludzie z PIS-u się ogarną, tak jak zrobił to Victor Orban na Węgrzech, gdzie widząc swoje błędy zamiast podwyższać, zaczął obniżać podatki, zrezygnował z podatku od Internetu, podatku bankowego, znacznie obniżył VAT i od razu zaczęło to przynosić lepsze rezultaty. Rząd PIS przecież już w tym roku, podniósł kwotę wolną od podatku, obniżył CIT dla małych firm z 19% do 15%, a nawet wprowadził zerowy VAT na statki dając kopa dla polskich Stoczni. Do tego ułatwienie wycięcia drzewa na własnej działce i ustawa o legalnej leczniczej marihuanie. Obecnie dużo mówi się także o zmianie największego mankamentu polskiej gospodarki, czyli absurdalnego ryczałtu ZUS, przez który trzeba płacić 1200 zł miesięcznie nawet jeśli firma nie wypracowuje zysku, a nawet przynosi straty, przez co masa początkujących przedsiębiorców zamyka działalność po 1-2 latach od założenia firmy. Więc idące zmiany wcale nie są takie złe. Poza tym w dłuższej perspektywie efekt konwergencji i inne plusy polskiej gospodarki i tak będą działać. Na koniec słówko o postrzeganiu Polski za granicą. Ratingi znowu idą w górę. Nikt się już nie nabiera manipulacjom KOD-u i zagranicznych mediów o "dyktaturze w Polsce". A tak widzą nas ludzie o zdrowym rozsądku, przykłady: Cato Institute, znany Think-Tank z USA wrzucił ostatnio na swój YT piosenkę Kelthuza o gen. Pinochecie, pt. "Hammer Of The Right". Sorry nie mogę wrzucić linka, bo youtube zaczął podawać mi że "ten film jest niedostępny w twoim kraju". Ale jak jeszcze było to dostępne, było 30 tys. wyświetleń, ładnych parę miesięcy temu. Teraz pewnie już leci z 50k lub więcej. Popularny youtuber Sargon of Akkad wrzucił kompilację wypowiedzi Korwina Mikke masakrującego głównie feministki w PE, przetłumaczone na język angielski: Ponad 280 tys. wyświetleń i rośnie. Milo Yiannopoulos - mega popularny amerykański masakrator "lewaków", feministek i poprawności politycznej, wrzucił na swojego fejsa wypowiedź premier Beaty Szydło o walce z islamem i terroryzmem, z napisami ang: 2,3 mln wyświetleń, ponad 46 tys. polubień I znowu film z zagranicy jacy to Polacy są mądrzy nie dają się islamistom: 310 tys. wyświetleń Teraz Polska, Panowie (i Panie)
  17. 9 polubień
    Drodzy Rodacy Forumowicze i -czki. Po trudnym okresie błędów i wypaczeń, postanowiliśmy wprowadzić stan wyjątkowy w postaci nierobienia wyjątków. Od chwili obecnej, panie mają do dyspozycji wyłącznie rezerwat. Decyzja Wodza Narodu o możliwości udzielania się Pań w "manipulacjach" zostaje bezwarunkowo cofnięta. Wszelkie naruszenia będą karane spaleniem w koksowniku.
  18. 9 polubień
    W wywiadzie jest jeden ciekawy cytat pokazujący to co się dzieje dziś w obyczajowości i w tzw zmianach społecznych - Mężczyźni są inwestycją na trudne czasy. Dopóki czasy są średnie, kobiety świetnie się sprawdzają i wystarczą. Kiedy robi się naprawdę ciężko, stajemy się niezbędni. Otóż to. Czasy mamy spokojne, wojen brak, kryzysów żywieniowych brak. Ciepła woda w kranie jest. Wszystko jest. Kobietom jest dobrze, a im jest im dobrze tym chcą aby było jeszcze lepiej. Prą do przodu eksploatując facetów ile się da. A jak facet jest już wyeksploatowany to schodzi na dalszy plan lub w ogóle z planu a w dalszym wyzysku pośrednio pomaga państwo (alimenty, pomoc społeczna itp.). Ewentualnie przechodzą do wyzysku innego faceta bo przecież - o ogólnej atrakcyjności mężczyzny jako partnera decyduje raczej to, jak dalece jest on w stanie dostarczać pożądanych przez kobietę dóbr.
  19. 9 polubień
    @HORACIOU5 Mi w pamięci został obraz jak znajomej wprost powiedziałem o co jej chodzi (hajs i ustawienie się, dotyczyło innego faceta, żadna tam miłość). Nie absolutnie abym się wpieprzał w kogoś sprawy, zawsze mi do tego daleko ale sama znajoma mnie do tego sprowokowała Do dzisiaj pamiętam jej żywą do mnie nienawiść jak jej to powiedziałem, wręcz pogardę. Tak jakby miały zaprogramowaną reakcję obronną - no inne może takie są ale na pewno nie ja -. Wiedzą dzielę się tylko na Forum, stąd też ją czerpię. W realu wykorzystuję praktycznie, nigdy o niej nie mówię. Najważniejsze, że wszystko co piszemy potwierdza się w praktyce.
  20. 9 polubień
  21. 8 polubień
    @marek76 Zakładam, że to nie trolling, jak koledzy sugerują, więc powiem inaczej. Zachowanie kobiety mniej więcej w 90% jest odzwierciedleniem tego, jaki jest jej facet. Twoja lalunia jest taka dla swojego męża, bo on umie ją obsługiwać, bo ją sobie od początku wychował. Ty na tym polu dałeś dupy i tyle. Dam ci przykład. Znam taką laskę mocne 9/10. Miała pierwszego chłopaka, niby wielka miłość ale bywała dla niego nieprzyjemna, nie miała ochoty na seks itp. W końcu się rozstali, kumpel tego kolesia szybko wyhaczył okazję i ją poderwał. Teraz są małżeństwem, mają dziecko, a ona super żona, sprząta, gotuje, grzeczna, ale tamten ją krótko trzyma i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Ta sama laska, dwóch innych kolesi - zupełnie inne zachowanie. Więc to, że twoja lalunia jest taka w stosunku do swojego męża, to zupełnie nie znaczy, że byłaby też taka dla ciebie. Teraz druga kwestia, czy udało by ci się ją zdobyć. Skoro twoja żona ma cię za frajera to tamta na pewno też bo wszystkie kobiety mniej więcej tak samo postrzegają tych samych facetów. Możesz próbować ale na 99,9% tylko się zbłaźnisz. Tak naprawdę, jedyne słuszne rozwiązanie, to zacząć od solidnej pracy nad sobą. Po paru latach, jak już trochę będziesz kumaty, to masz dwie opcje: 1. Wychować swoją żonę, ale to też może trwać kilka lat, bo ona też ma już wyuczone schematy. 2. Obecną pogonić i znaleźć inną (albo kilka innych ) ale nie żonę kumpla. Każdego innego rozwiązania będziesz prędzej czy później żałował. Zapewniam cię.
  22. 8 polubień
    Witam szanownych Braci. Do niedawna byłem jednym z tych facetów, którzy chcieli znaleźć tę Jedyną i razem z nią przejść przez życie (taki mi się przynajmniej wydawało, ale o tym zaraz), a zarazem nie miałem specjalnego powodzenia wśród Pań, jednak pewne niedawne wydarzenie, a także szereg wniosków, które gdzieś tam po drodze wyciągnąłem sprawiły że przestałem uważać swoje starokawalerstwo za defekt Nigdy nie byłem jakiś wyluzowany macho, dla którego wyrywania panienek było czymś naturalnym. Raczej jestem spokojnym człowiekiem, mającym swój mały świat różnych zainteresowań, które staram się realizować w wolnych chwilach. Lubię aktywny tryb życia (bieganie, siłownia, rower, nie jakoś wyczynowo ale tak żeby trochę dać sobie w kość i poczuć że się żyje), od czasu do czasu lubię sobie wyskoczyć w góry, lubię oglądać różne programy popularno-naukowe na temat historii, przyrody itd., jednym słowem - typowy introwertyk. Moim ideałem była kobieta, która miałaby podobne priorytety co ja, czyli uprawiałaby aktywny tryb życia, lubiła podróżować i można było porozmawiać z nią na wiele ciekawych tematów. Jako małolat (tak 18 - 19 lat) uległem presji społecznej, bo wszyscy już byli w związkach, tylko ja cały czas jestem sam, a te potrzeby muszę zaspokajać machając ręką. Ponieważ nigdy nie rozumiałem kobiet, czego chcą, co je pociąga, jak je zrozumieć, dodatkowo byłem nieśmiały, to szybko dałem sobie spokój z podrywem na żywo. Dużo stresu mnie to kosztowało i tylko podkopywało to moje poczucie własnej wartości. Ale jako że powoli zaczynały się te wszystkie czaty, serwisy randkowe itd. spróbowałem sił tam. W końcu mniej latania, a pisząc z babką mogłem 5 razy pomyśleć na spokojnie co by tu napisać. Do serwisów randkowych nie potrafiłem się przekonać - jakie wstawić zdjęcie, jaki opis, czym to się rządzi, jak pisać do lasek itd. Nie ogarniałem czym to się rządzi. Natomiast na wszelkiego rodzaju czatach typu onet, wp itd. szło mi o niebo lepiej - piszesz do jakiejś randomowej panienki, jak gadka się klei, a ona mieszkała w pobliżu to udało się potem nawet spotkać. Cóż, mojego ideału tam nigdy nie było, tylko albo pasztety na ciężkiej desperacji "aby tylko mieć chłopaka", albo - o czym przekonałem się kilka lat później, rozwódki z reguły z dzieckiem. Jako że szybko zdałem sobie sprawę, że głodnemu psu dobra i mucha, to poznałem kilka dziewczyn stamtąd. Nie były to jakieś długie związku, raczej przelotne znajomości, nic wartego opisywania. Ostatnia jednak znajomość (bo związkiem to nazwać nie można było, trwało to niecałe pół roku) sprawiła, że kompletnie przestałem szukać. Któregoś razu napisała do mnie dziewczyna na czacie (z reguły pierwsze nie piszą, to facet ma pisać pierwszy). Gadka się klei, ona też szuka kogoś na stałem, powiedziała mi też że ma dziecko z poprzedniego związku (miała 30 lat, a w tym wieku wśród kobiet z czata to niemalże standard). Zamieniliśmy się zdjęciami, przypadliśmy sobie do gustu i spotkaliśmy się. Zaczęło się jak w bajce - laska naprawdę atrakcyjna, zachowywała się jak przykładna dziewczyna, ja dla niej też starałem się być jak najlepszy. Dziecko też zaakceptowałem, chociaż nie jestem z tych, którzy zachwycają się dziećmi. Ona mieszkała z rodzicami, nie pracowała (dziecko miało jakoś półtora roku). Pewnego razu powiedziała mi, że jej rodzice powiedzieli jej, żebym też włączył się w wychowywanie dziecka, jednak ona odpowiedziała im, że to jest jej dziecko, a ja będę się w wychowywanie włączał, jak będę chciał, nie będzie mnie do tego przymuszać. Zaplusowała tym u mnie, chociaż starałem się jakoś bawić z tym dzieciakiem (tak jak potrafiłem, bo nigdy u mnie w rodzinie nie było małych dzieci, a mnie bobasy nigdy nie przyprawiały o zachwyt, nigdy ich nie rozumiałem, nie potrafiłem się z nimi bawić, nie wiem o co im chodzi i nie lubię kiedy się drą czy wywracają wszystko w domu "bo przecież to tylko dziecko i ono się bawi"). Jednak po pewnym czasie sielanka zaczęła się psuć. Jej rodzice musieli ją przekonać, żeby nakłoniła mnie do wychowywania dziecka. Ponieważ ja byłem cały czas na endorfinowym haju, to starałem się jakoś tam z nią bawić, aby Jej było przyjemnie i jej rodzice patrzyli na mnie łaskawym okiem. Jej ex to jakiś menel i pijak, oprócz płacenia alimentów w ogóle się małą nie interesował. Starałem się robić dobrą minę do złej gry i tłumaczyłem sobie, że jeszcze trochę i skończy się okres niemowlęcy. Poza tym jej rodzice również starali się mnie jakoś przekonać, żebym bardziej zajmował się małą. Moja ex zresztą też może nie bezpośrednio ale naciskała mnie do zabawy z dzieciakiem. Pewnego razu wręcz wprost mi powiedziała, że chce aby "było we mnie więcej energii". Chodziło oczywiście o zabawę z dzieckiem, podczas gdy ja pracuję w tygodniu, a weekendy studiuję a ona tylko w domu siedziała. Poza tym nie wiem co ona chciała osiągnąć, ale często do mnie wydzwaniała czy pisała smsy (w pewnym momencie zaczęło to już się robić męczące, ale wiadomo, dupa potrafi facetowi namieszać w głowie) i chciała, żebym jak nie siedzę w pracy to się uczył, a jak się nie uczę to mam w domu siedzieć. Raz mi zrobiła wykład przez telefon, bo przez całe 4 miesiące naszej znajomości dosłownie kilka razy gdziekolwiek wyszedłem, a wtedy brat mnie na grilla zaprosił i ona mi zaczęła gadać, że powinienem się uczyć i na nic jej tłumaczyć, że muszę trochę odpocząć. Poza tym jak np wyskoczyłem sobie z kolegami po zajęciach na uczelni na jakieś sobotnie piwko (grzecznie 2 góra 3 browarki, żadnych libacji i dzikich tańców) to potrafiła co i rusz wypisywać czy dzwonić gdzie ja jestem, kiedy wracam, żebym zadzwonił jak już będę w domu - aż mi się głupio robiło. Któregoś razu zobaczyłem się z takim dobrym przyjacielem, którego już ze 3 miechy nie widziałem. Wymarniałem, schudłem przez to wszystko, a jak on mnie zobaczył to się załamał. Jak ja mu o tym wszystkim powiedziałem, to się przeraził i nawet opieprzył, żebym się ogarnął i nie zmarnował sobie życia. Miał rację tylko ja tego nie chciałem dostrzegać. Porozmawiałem sobie z nią wtedy poważnie o naszej relacji - o tym, że ja jestem zmęczony, a poza tym że nie widzę sensu naszego związku - nie lubię dzieci, są dla mnie męczące i lepiej żeby poszukała sobie kogoś, komu będzie to odpowiadało - bo wtedy dotarło do mnie ile ja w to wszystko wkładałem energii. Ona poczuła, że pali jej się grunt pod nogami, więc parę dni później podjęła próbę ratowania tej relacji - napisała mi że jest w ciąży. Czułem się tak, jakby mnie piorun uderzył. Powiedziałem jej, że skoro już jej zrobiłem dzieciaka no to teraz będę musiał wziąć to na klatę i zająć się wychowaniem - jak trzeba to trzeba, jednak ani trochę mnie to nie cieszyło. Jednak jak później przejrzałem sobie smsy od niej, to po naszym ostatnim spotkaniu jakiś tydzień temu napisała mi, że ma okres. Uspokoiło mnie to, bo zrozumiałem, że ona teraz usiłuje w ten sposób mnie złapać. Do niej chyba też dotarło, że jednak na udawane dziecko mnie nie złapie i dwa dni później napisała mi, że poroniła, ja jednak już nic nie odpisywałem, bo wiedziałem już, że to ściema. Po tym wszystkim doszedłem do takich wniosków. Wbrew temu co wcześniej mi się wydawało, kobieta nie da mi szczęścia (o czym później usłyszałem w jednej z audycji Pana Marka, dzięki której trafiłem na to forum). To czy jestem szczęśliwy czy nie zależy tylko ode mnie. A jestem, bo moimi jedynymi obowiązkami są praca i uczelnia, a potem mogę robić to co mi się żywnie podoba. Obserwując moich znajomych, którzy się pożenili, porobili dzieci, to oni całkowicie zniknęli z pola widzenia. Jak czasami się widzimy, to mówią ile energii kosztuje ich wychowanie dziecka. Poza tym dziecko też kosztuje i to nie mało. Jeżeli komuś to pasuje - spoko. Mi natomiast nie, więc nie zamierzam się w to pakować. Nigdy nie lubiłem dzieci, a znajomość z moją ex i informacja o jej "fake'owej" ciąży tylko mnie utwierdziła w tym, że nie powinienem mieć dzieci. Bo to nie będzie dobre ani dla mnie, ani dla kobiety, ani przede wszystkim dla tego dziecka, które niczemu nie jest winne i od razu wyczuje że jest niechciane. Obserwując relacje kolegów czy koleżanek którzy są już w długich związkach, zawsze przejawiał się temat dzieci. Większość kobiet chce je mieć, a ja nie. Jak spotkam taką, która też nie chce mieć, wtedy spoko, będzie mi z nią po drodze. Ale już nie szukam - koniec z jakimikolwiek czatami i innymi tego typu wynalazkami, jak się taka trafi - to super, a jak nie - trudno, przecież życie jest piękne i nie ogranicza się tylko do cycków i kuciapki
  23. 8 polubień
    A chociażby takie: Do tego zapewnia Ci pełną gamę emocji, dobry i miły, ale czasem lekki skurwysynek. To się podoba podświadomości. Poza tym, chcąc niechcąc różnicą zarobków podwyższasz mniemanie o sobie. Masz jakieś tam haki z przeszłości przez co czujesz, że masz swego rodzaju kontrolę nad nim i jest Ci coś winien za te występki. Poczucie władzy, kontroli i zarazem usprawiedliwienie jeśli Ty coś odwalisz. Ty masz całą listę jego minusów, więc jeśli Tobie coś się zdarzy od czasu do czasu to i tak ma niewielkie znaczenie, prawda? Czujesz się przy nim niemal jak święta. On tyle odwalał (wg Ciebie), a Ty jesteś tylko spóźnialska. Można by tak wymieniać, ale już mi się nie chcę. Naprawdę sporo już zostało napisane, poczytaj sobie to kilka razy na spokojnie. Chociaż i tak nie za bardzo wierzę w to, że coś z tego wyciągniesz. Ale czy to mnie w ogóle obchodzi? Przynajmniej temat zostanie innym do poczytania. Dla mnie za dużo. Jeśli ktoś jest troszkę ogarnięty i ma w miarę warunki, to przecież może mieć młodszą. Więc czemu nie? Jeszcze taki mały OT. Zauważam taką różnicę między tamatami kobiet i mężczyzn. My szukamy pomocy w tym jak zmienić swoją sytuację poprzez siebie. Chłopy też się często wybielają, ale jednak z reguły oczekują rad, które sami mogą wprowadzić w swoje życie. Natomiast laski, ględzą tylko o tym jak zmienić swojego partnera. Jak tylko ktoś wyjdzie z inicjatywą pracy nad sobą, a nie inną osobą, napotyka wielki mur. O jejku jejku jaka ja jestem święta, niewinna i zajebista
  24. 8 polubień
    Szlachetnego nie ma nic ani w jednym ani w drugim. Różnica polega na tym, że większość mężczyzn nie wytwarza racjonalizacji maskujących nieszlachetne wybory których dokonujemy.
  25. 8 polubień
  26. 7 polubień
    A czego się spodziewałaś ? Z Twojej wypowiedzi wynika, że się cały czas spotykasz z kimś ...jedyne co to nie odpowiada Ci szantaż i ewentualne konsekwencje. Jeśli sąsiad będzie milczał ...Ty nadal będziesz mogła robić w huja męża który pracuje na rodzinę w Niemczech - dla Ciebie ten stan jest ok? Czy zależy Ci aby sprawę z "kimś" zamknąć i ratować związek?
  27. 7 polubień
    @marek76 Po pierwsze, chujowy pomysł. Po drugie, chujowy pomysł. Dlaczego? Bo to chujowy pomysł. Korzystaj z wiedzy o kobietach i spróbuj swoją loszkę przywrócić do pionu. Jak się nie uda, to pozbądź się jej i znajdź inną, która spełni Twoje oczekiwania. To nie jest tak, że żona kumpla to ta jedyna w swoim rodzaju, inna niż wszystkie. Nie ma takich. Ma poprostu takie wzorce, które wydaje Ci się, że Ci odpowiadają. Jest takich więcej. To raz. Dwa. Ja i moja była narzeczona byliśmy przez otoczenie odbierani tak jak ci Twoi znajomi. Super para. Ona zawsze uśmiechnięta. A jak było naprawdę? Często zupełne przeciwieństwo, do tego stopnia, że nie dałbym rady tak całe życie i grzecznie podziękowałem za współpracę. Posługując się cytatem: "Mylisz niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu." Niech Ci się nie wydaje, że jest tak jak ona opowiada i na jaką się kreuje. Nie masz pojęcia w co się pakujesz, a przy okazji zasiejesz kupę gnoju.
  28. 7 polubień
    Po pierwsze gratuluje. Bo to zmiana jakościowa. Jakościowa w sposobie życia. Po drugie - tak, będę próbowali temperować. Nawet nieświadomie. Gdy przebywasz dłuższy czas w grupie przyjaciół/znajomych - szufladkują Cię w pewnej pozycji i roli. Jeśli nagle następuje zmiana i zaczynasz 'błyszczeć' to raz, że zaburza to 'naturalną hierarchię grupy' a dwa - wybijasz resztę grupy z ich strefy komfortu. Bo udowadniasz, że można żyć aktywnie, realizować założone cele i cieszyć się życiem. Więc mogą poczuć się zagrożeni, że ktoś próbuje być od nich 'lepszy'. To normalne. I na koniec taka lekko 'ezoteryczna' uwaga. Prędzej czy później przygotuj się na serie zaskakujących nagatywów 'od świata'. Acha, tak to przewrotnie działa. Siły równoważące. O ile do 'ezo' mam podejście mocno sceptyczne i z lekkim uśmiechem - o tyle zaświadczam swoją osobą, że to 'prawo' działa. Co było dołowane - po jakimś czasie będzie wywyższone, co zostało wywyższone - po jakimś czasie zostanie zdołowane. Wieczna sinusoida. Kontynuuj pozytywną pracę nad sobą! Powodzenia. S.
  29. 7 polubień
    Ja tłumaczę to sobie zawsze w taki prosty sposób, że cycki są integralną częścią kobiety, dlatego lecenie na wygląd jest szlachetniejsze, bo powoduje, że chcąc nie chcąc pragniemy przebywać z daną osobą, natomiast w drugim przypadku facet jest zbędny, liczą się tylko jego papierki. 1. Mężczyzna lecący na cycki jakby nie patrzeć potrzebuje być z posiadaczką tych atrybutów, przebywać z nią i ostatnie czego by pragnął, to jej śmierci, bo wtedy nie miałby czego ściskać. 2. Kobieta lecąca na hajs widzi osobę mężczyzny jako zbędną, niepotrzebną, w zasadzie jakby umarł nie przejęłaby się tym zbyt mocno, zwłaszcza jakby odziedziczyła po nim majątek. Pisałem kiedyś o znajomej, która kilka dni po śmierci swojego męża żałowała, że nie wzięła z nim rozwodu, bo tak to odziedziczyłaby jego majątek bez długów.
  30. 7 polubień
  31. 7 polubień
    Mam wrażenie, że parę osób wpadło i rozpieprzyło super ciekawy wątek.
  32. 7 polubień
    Stary, wyloze to krotko i tresciwie. W PL przecietny obywatel naszego kraju ma szanse na to, aby uzyskac sredniej jakosci wyksztalcenie, wziasc kredyt na conajmniej 25 lat i byc przykuty do srednio platnej roboty przez wiekszosc swojego zycia tylko po to, aby moc ow kredyt za m2 splacic, splodzic jedno lub dwojke dzieci i je wychowac, wejsc w zwiazek malzenski z jakas kobieta itp. Chcialbs takiego zycia? Teraz o laskach. One tak samo jak my chca miec ciekawe zycie, ktore nie polega na zapierdalaniu w jakiejs nudnej robocie, braniu kredytu, siedzeniu w domu itp. Ja to rozumiem. Jak wyjezdzalem w 2004 do UK to sie nadziwic nie moglem, ze tam ludzie tacy na luzie, ze nie ma tej spiny. A wiesz dlaczego tam jej nie ma? Bo w UK, podobnie jak w innych krajach Europy Zachodniej, robota lepsza czy gorsza ale jest i moze ja miec kazdy. Przecietny tamtejszy Kowalski zmienia stabowisko pracy bardzo czesto, co nie pozwala mu osiagnac stagnacji a nie ma nic gorszego dla faceta niz stagnacja bo facet to zdobywca i lubi osiagac nowe. Na Zachodzie nie bylo komunizmu i calej zwiazanej z nim patologii, strachu prze tajna policja poza IIWS i gestapo. Zachodnie spoleczenstwa mialy etos pracy, ktory pozwolil im na zbudowanie prosperity i to, co maja dzis czyli wysoko rozwinietej cywilizacji z cala gama mozliwosci. Na Zachodzie ludzmi nie steruje lek o przetrwanie, ktory wynosza z domu, tylko chec zmian i doswiadczania bo maja do tego odpowiednie warunki. Teraz przeloz to sobie na relacje kobieta-mezczyzna. W PL kobieta przewaznie wynosi z domu program pt. przetrwac, a wiesz dlaczego? Bo od jakis 400 lat na ziemiach polskich albo byla jakas wojna, albo trwalo jakies powstanie i nie wiadomo bylo, czy jedyny zywiciel rodziny wroci zywy do domu. Czyli bida, nedza, i generalnie niezly syf plus brak perspektyw na inne zycie. Mezczyzni w Polsce tez chca miec lepiej ale jak miec lepiej, skoro robota jest ale wylacznie dla wysoce wyspecjalizowanych informatykow czy technikow, a nie dla kazdego? Przeciez facet chce sie spelniac zawodowo, i pokazywac dookola co robi, co nie? A jak tego nie ma, zaczyna sie lipa niezla. I to sie przedklada na relacje. Bo ani kobieta nie chce miec u boku frustrata ani facet nie chce czuc sie niespelniony w swoich ambicjach tylko miec to poukladane i zdobywac samiczke za samiczka. Po prostu w PL mamy chujowa sytuacje, brak roboty, a jak jest to jest chujowo platna. Ludzie sa do siebie niemili, klocimy sie zamiast wpolnie dzialac. Rynek mieszkaniowy to osobny tenat i kolejna patologia. Ja do dzis nie kumam, jak to jest, ze w teoretycznie wolnym kraju trzeba 3/4 zyia zapierdalac na jakies m2 i 10letniego uzywanego Opla podczas gdy na Zachodzie wiekszosc wynajmuje domy i stac ich poza tym na wiele innych rzeczy typu wycieczki, dobry samochod, edukacja, opieka zdrowotna itp. Dziwisz sie laskom, ze nie chca takiego zycia. A odpowiedz sobie szczerze: Ty chcialbys miec takie zycie? Pomijajac te 10 procent populacji u nas, ktora robi w korpo, albo ma jakis zajebisty biznes i zarabia gruby hajs, reszta zadowala sie nedznymi ochalapmi podczas gdy na Zachodzie przecietny Kowalski ma szanse na o wiele bardziej udane zycie zawodowe i prywatne (jedno wiarze sie z drugim). Ma szanse, bo tam nie ma takich warunkow jak u nas. Tam jak naprawde chcesz do czegos dojsc, to uwierz mi ale dojdziesz. A na pewno zrobisz wiecej niz u nas bo tam po prostu jest na to wiecej mozliwosci. Po prostu u nas dominuje ciagle lek, i u lasek i u facetow. One chca stabilizacji, my chcemy cos osiagac. A jak tego nie ma, to co jest? Wkurw, frustracja, brak wyladowania. Dodaj sobie do tego, ze od conajmniej 200-300 lat alkoholizm byl plaga na tych ziemiach, do dzis kazdy z nas na pewno mial lub ma kogos w rodzinie, kto chleje na umor. O malych miasteczkach ni wspominam bo tam to juz w ogole jest jazda konkretna. Kosciol tez robi swoje. W wielu rodzinach facet to nie przyklad do nasladowania i rekojmia stabilizacji tylko gosc, ktory jest maksymalnie niespelniony i swoj stres wyladowuje lazac po knajpach albo po burdelach. Na Zachodzie tez to jest ale nie tak duzo, jak u nas. Bo jak ma byc normalnie, skoro mamy ciagle jak gdzies w jakism kraju typu Ameryka Pld gdzie garstka ma wszystko a reszta zyje w syfie i braku perspektyw. A na koniec taki przyklad: mieszkam w PL od pol roku i mam konkretne doswiadczenie zawodowe, z ktorym w UK to ja wybieralem ogloszenia i stawki, a nie na odwrot. w PL do dzis nie udalo mi sie znalezc pracy, ktora odpowiadalaby moim oczekiwaniiom i to nawet, kiedy zszedlbym z rzadan o zarobki. Bo u nas ciagle licza sie znajomosci, a nie doswiadczenie. Ze jakis Zenek z wichury zabitej dechami ma lepsza posade bo ma w rodzinie kogos ustawionego niz ktos, kto rzetelnie zapierdalal latami na swoje wyksztalcenie i pozycje spoleczna. I gdyby nie to, ze ciagle zarabiam na Wescie, to juz dawno musialbym pojsc do jakiejs nedznej roboty za 2500/m w miescie, gdzie sam wynajm kawalerki w jakims blokowisku kosztuje 1000/miesiac plus oplaty etc. W UK nie jest rozowo, ale jest o wiele norlaniej niz u nas pod tymi kwestiami. Brytile to rasisci i leniuchy ale generalnie ich system spoleczno-ekonomiczny jest oparty na konkretnych podstawach a u nas tego nie ma bo my nie mielismy mozliwosci wyksztalcic sobie takiego systemu, bo jak budowac cos, co zaraz jakis Rusek, Niemiec czy inny przyjdzie i ci to r.....i i bedzie nowa wojna. O to chodzi. Mam nadzieje, ze troche rozjasnilem w temacie. Nie bronie kobiet ale nie bronie tez nas bo tez nie jestesmy do konca ok i poza tym sytuacja w PL jest niestety chujowienka i tego nie zmieni sie za pynieciem palca. Taka prawda.
  33. 7 polubień
  34. 7 polubień
    @Rnext no jak widać chyba nie. Sam też robiłem kiedyś eksperymenty jak @SennaRot i kiedy wyjeżdżałem z zachowaniami, które zaobserwowałem u pań to w końcu wszystko sprowadzało się do agresji słownej i tekstów pokroju: "Pewnie jakaś kobieta Cię skrzywdziła, ale jak się zakochasz to zmienisz zdanie"; "Ale Ty musisz nienawidzić kobiet, że takie rzeczy wygadujesz"; "Szkoda mi Twojej matki, że jej się taki syn trafił"; "Mam nadzieję, że żadna Cię nie zechcę i nie będziesz miał dzieci". I tak dotarło do mnie, że skoro kobiety to niby takie dobre istoty, to skąd u nich tyle jadu, pogardy oraz nienawiści po wytknięciu im ich zachowań zwłaszcza, że sam żadnej z nich nie obraziłem, a one zaczęły robić wycieczki personalne
  35. 6 polubień
    Jeden przypadek powiadasz? Jeden, jedyny, przypadek na kilkaset....? To nie może być prawda. Facet nawet jak myśli, że nie został zniewolony - to jest sterowany aby tak myślał, że nikt nim nie steruje. Ale kiedy przychodzi co do czego, to nagle okazuje się, że jest inaczej, niż myślał on i cała reszta obok. Nie ma takiej mocy aby facet nie został zniewolony - w związku czy w małżeństwie, kobieta zawsze, ale to zawsze będzie na pierwszym miejscu. Ona to sobie wywalczy albo ustawianiem rycerza do pionu, albo będzie go sterować tyłkiem, zarobkami, dziećmi, domowymi zwierzątkami albo obiadkami z matką. Jak myślicie dlaczego większość niedzielnych rosołków odbywa się przy stole, rodziców samicy? Nie pomyśleliście o tym - ile ja razy to słyszałem, że ,,moja mama to....a mój tata tamto..." Nigdy ale to przenigdy ani słowa na temat moich rodziców - tak jakby ich nie było - a nawet jeśli coś wspomniała, to w taki sposób aby pokazać, że się zwyczajnie nie liczą i dzięki temu mamy samca przestraszonego, sterowanego i pozbawionego...albo takiego, który uważa, że tak właśnie ma to wszystko wyglądać i stąd przekonanie, że nie jest zniewolony. W myśl prostej zasady - A co do głównego tematu - to jak słyszę tego rodzaju pitolenie to zawsze mówię dwa zdania: ,,Nie przychodź do mnie, kiedy będziesz płakać ze swojego szczęścia" oraz ,,To ja stanowię o moim życiu - jak masz z tym problem, możesz mnie soczyście, z języczkiem pocałować w dupę" Proponuję zacząć metodę stosować na pogrzebach - ,,To kiedy twoja kolej"
  36. 6 polubień
    @lola123 - 666p i perm ban w pakiecie - Trolling, brak poszanowania dla innych użytkowników forum, notoryczne literówki, wywoływanie gównoburz bez rzeczowej argumentacji. Oficjalnie oświadczam, że możesz iść odgrywać męczennice na netloszki, loszkoferię czy gdzie tam ci będzie wygodniej :>
  37. 6 polubień
  38. 6 polubień
    Nie będziesz szczęśliwy. Nie można budować swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu. Najwyższy czas zacząć być mężczyzną z jajami. Żona nie wypełnia swoich podstawowych małżeńskich obowiązków? To żona za drzwi, nie jest Ci do niczego potrzebna.
  39. 6 polubień
    Wielu ludzi jest jak lustra (empatia), wysyłasz w ich kierunku pozytywne sygnały, a oni ci je odbijają/odwzajemniają. Jedni doszli do tego sami, inni zostali tak wychowani. Emanujesz pozytywną energią, jesteś pomocny i uprzejmy, to możesz liczyć na uprzejmość i bezinteresowność innych. Chodzisz naburmuszony, jesteś opryskliwy i chamski, radź sobie sam, nikt z własnej woli ręki ci nie poda. Jeśli ktoś tego po prostu nie czuje, to kalkulacja jest prosta. Lepiej być nastawionym pozytywnie do świata i innych organizmów nas otaczających, bo to może ci się zwrócić, nie mówiąc o zbawiennym wpływie na swoje własne samopoczucie.
  40. 6 polubień
  41. 6 polubień
    Ja bym się poniekąd zgodziła z @Pawel1978, do tego dodałabym ścisły system wartości, który sam w sobie nie jest zły ale jeśli nałoży się na niego patologiczne wzorce (DDA/DDD) mamy sfrustrowanych ludzi którzy męczą się razem czując tego sprzeczność, ale nie są w stanie się rozstać bo zasady tkwią w nas głęboko. Nie potrafimy powiedzieć "daruj sobie". A jednak w obrębie pewnych założeń słusznie realizują się przeważnie te osoby, które przejęły poprawne (nie toksyczne) wzorce relacji rodzinnych. Teraz to się trochę zmienia, choć zachodnie wzorce pokazują, ze idąc na ustępstwa cały system się zwija, robi się miejsce na inną kulturę bardziej restrykcyjną która w pewnym sensie prędzej czy później prawdopodobnie zniewoli ludzi. Próżnia nie lubi głupoty jaką jest lewicowe myślenie. Bez konserwatyzmu w dziedzinie moralnej nie da się przetrwać, a z drugiej strony sytuacja jednostki znajdującej się pomiędzy globalnym spójnym systemem a związkiem z psycho-alfo–kurwiarzem (te formy ucieczki) a wrzeszczącą matroną (idem) stawiają na rozdrożu interpretacyjnym odnośnie wszelkich systemów ideologicznych. U nas panuje rygorystyczna forma konserwatyzmu w porównaniu z dużą skalą wypracowanych pokoleniowo dysfunkcji, począwszy od rozpijania narodu w okresie zaborów, żeby można było ludźmi lepiej manipulować. Dodać jeszcze do tego można absurdalny, skomplikowany pełen pułapek system podatkowy, który blokuje naturalną, tkwiącą w Polakach przedsiębiorczość (co widać za granicą) -tez pokłosie socjalizmu i demoralizujące ustawianie swoich na stołkach to mamy ludzi którzy w okręgu zamkniętym nie są w stanie spełniać (w wielu przypadkach) swych naturalnych funkcji wynikających z biologicznej natury. Wentyl bezpieczeństwa jakim jest emigracja często bywa przyczyną rozpadu małżeństw, albo samotności osób które musiały śmigać na emigrację zarobkową by coś mieć i w najlepszym dla siebie czasie nie nawiązały relacji rodzinnych. Dla młodych wyjazd za granicę często jest też formą ucieczki od rodziców, od tego co powinno być wzorem pięknych relacji, a jest koszmarnym wspomnieniem niejednokrotnie blokującym na wszelkie relacje. Mamy swoje rany do wylizania (przepracowania), a podświadomość nie próżnuje podsyłając nam „toksycznych” partnerów. Ogólnie nie ma nic nowego w tym co mówi prof. Wszystko jest coraz bardziej pragmatyczne. Rywalizujecie o piękne, młode kobiety(też schemat biologiczny), a do tego potrzebny jest kapitał. Coraz częściej ona wie że jej uroda, jest jej głównym kapitałem, nie ma więc co się dziwić, że tanio nie chce takich cudów sprzedać. Z drugiej strony ludzie mówią: jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Niejednokrotnie jak to wy określacie „pasztet” z kompleksem zwiąże się z mężczyzną niezbyt majętnym z kompleksami innego typu i tak sobie żyją, może nawet lepiej bo nieświadomi w matriksie i poza pułapkami pazernego świata, który po takich łap nie wyciąga. W zależności od charakteru niektórych będzie taki stan frustrować (pobudzanie pragnień) dla innych będzie darem wdzięczności za możliwość odbicia się w parze akceptujących oczu (zasada lustra). Takim osobom będzie tez łatwiej osiąść we wzorcach zastanych. Alternatywą jest samotność. Wszelkie pretensje należy zgłaszać do Boga. Proszę pisać petycję. Skoro obiecano nam miłość a wszystko to biologia i nic nie jest stałe, rozczarowanie jest obustronne. Niektórych odkrycie schematów biologicznych (pozakulturowych- bo czy to nie przez kulturę ogarnia się naturę-w tym sensie stanowi ona zawsze pewną formę opresji) zniesmacza. Innych odczuwana dychotomia pomiędzy kulturą a naturą popycha nawet na wyższy poziom świadomości. Przecież różni myśliciele tworzyli swoje dzieła zainspirowani lub pod wpływem (zawiedzionej) miłości z jednej strony widząc w niej apologię prawie religijną z drugiej odruchy naturalnej seksualności. W tym wszystkim odpowiadając na pytanie natury filozoficznej natura czy kultura, chciałabym zauważyć, że teorie odnoszące się do natury powinny uwzględnić, że na poziomie biologicznym wszyscy jesteśmy zwierzętami (ssakami) a rys historyczny (nie uwzględniający wpływu cywilizacji wyższych) jest dość sprzeczny z badaniami bowiem socjolodzy podkreślają, że choćby statystyki zdrady z roku na rok się zwiększają, co zdaje się potwierdzać, iż obecne standardy wynikają ze zmian kulturowych (istotny współczynnik). Napisano już tak dużo o relacjach damsko-męskich o miłości platonicznej, romantycznej, erotycznej, agape. O funkcjach feromonów, przysadki, hormonów w procesie zakochania, o fascynacji postawą, o zauroczeniu pięknem ludzkiego ciała, o rozdarciu duszy w depresji opuszczenia, o zasadach, o tęsknocie, wiemy jakie składniki naszej biologii i kultury dyktują niemal wszystko. Obawiam się że niedługo nie zostanie nic, będziemy mogli sobie tylko czytać pod czerepami. My wam- wy nam. Już i tak wszystko jest tak bardzo schematyczne. Obecnie kobiety marzą o zabiegach i upiększaniu, luksusowym życiu u boku kogoś majętnego, mężczyźni zaś o potędze, władzy, pieniądzach i modelkach. Oni już wiedza że za wszystko trzeba zapłacić, one że trzeba mieć co sprzedać. Jednym słowem gdyby nie te krzywe zęby lub wakat w portfelu ale byśmy byli szczęśliwi, można to mnożyć. Determinizm biologiczny bierze nas w swe ramiona, wiadomo predestynacja. Biologizm bez wartości jest straszny, wymaga wyparcia opresyjnych wzorców, niektórzy będą zagubieni, rozbici. Jesteśmy rozpracowani, rozłożeni na części pierwsze. My Polacy jesteśmy szczególni-we wszystko można nas wkręcić. Jest za czym gonić, zapobiegać, nadkładać wysiłku, mamy kolejne zadania na całe życie. Choć to przejaskrawienie, większość Polek i Polaków chce normalnie egzystować osiągając wytyczone kulturowo standardy. Nie widzę w tym nic złego. Powiedziałabym, że ma to w sobie jakiś urok. Polacy wciąż wedle badań kultywują wartości rodzinne. Co widać wśród rodzin które za granicę wyjechały razem, tam posiadają dzieci, nie ma strachu prenatalnego (np. Niemiec nigdzie nie chce się już rozmnażać pomimo bogactwa). Uważam, że Polacy są kulturalnym narodem z wartościami mimo wszystko. Mężczyźni (często nawet ci pijący) mają wpojone zasady dbania o rodzinę, ale dla wielu niestety jest to nie do przeskoczenia, wartości konsumpcyjne rosną a pensje są co najmniej "takie sobie", po rozwodzie wysokość alimentów kończy życie osobnika. Mamy też wysoki współczynnik samobójstw wśród mężczyzn, jeden z najwyższych w Europie (czy nie ma tu korelacji pomiędzy wpojonymi wartościami, możliwością rozwoju a ideałem miłości który się rozpada?) Na emigracji obserwujemy inne życie, jednak ciągle w kompleksach narodowych nie dostrzegamy naszych pozytywów. Myślę, że gdyby u nas zmieniła się sytuacja ekonomiczna to uwzględniając wartości, które wciąż posiadamy, mniej by było patologi, a więcej spójnych rodzin. Nawet jeśli badania na szczurach pokazują, że wzrost dobrobytu hamuje demografię, to badania na polskich rodzinach za granicą tego akurat nie potwierdzają. Łatwiej też by było ogarnąć kobietę, która nadaje prosperatywnemu mężczyźnie większe znaczenie-wynika to ze słów samego profesora.
  42. 6 polubień
    No ale czemu sobie tej stabilizacji sama nie zapewni, mamy XXI wiek, równe prawa + zestaw przywilejów, więcej kobiet kończy studia wyższe niż mężczyzn. Więc czemu ową stabilizacje finansową ma sobie zapewniać kosztem faceta? :> 99% facetów nie zapewnia sobie stabilizacji kosztem loszki :> więc jaki problem ?
  43. 6 polubień
    Słowa u samic nie mają znaczenia. To tylko dźwięki bez pokrycia w tym co naprawdę myślą. Tutaj wyszła z nich akurat zwykła zazdrość i zawiść o partnera koleżanki. Ale tego nie mogą przyznać tak jawnie.
  44. 6 polubień
    Emancypacja kobiet to główny powód, przez który mężczyźni nie chcą mieć dzieci. Praca, pieniądze, mieszkanie, wiek, dopasowana partnerka to ważne czynniki, ale ostatecznie wszystko sprowadza się do konsekwencji wyzwolenia kobiet. Im więcej rozmawiam z bezdzietnymi tym częściej słyszę ten sam argument 'nie wyobrażam sobie posiadania dziecka, skoro w każdej chwili kobieta może je ode mnie zabrać i skończę w szambie'. To musi być horror - ufam kobiecie, kocham ją, odzywa się we mnie instynkt tacierzyński, zapładniam ją swoim boskim nasieniem, tworzę nowe życie, małą pociechę, którą wychowuję od chwili narodzin i która jest dla mnie przysłowiowym oczkiem w głowie, mijają rozkoszne 3-4 lata, widzę jak szkrab dorasta aż kobieta mówi 'słuchaj, odchodzę, już Cię nie kocham/to się wypaliło/poznałam X który zarabia więcej/jesteś nieudacznikiem, zabieram dziecko, w sądzie ustalimy alimenty, żegnaj'. No i co zrobisz? Przecież te sądowe kurwy zawsze przyznają opiekę nad dzieckiem matce, choćbyś był miliarderem a ona bezdomną.Już samo rozstanie z kobietą to dramat, ale co musi czuć taki młody ojciec, gdy z dnia na dzień odbiera mu się ukochane dziecko, mimo że nie zrobił nic złego? Nagle stajesz się niedzielnym ojcem z dwugodzinnym widzeniem, nagle dziecko znika z Twojego życia, stajesz się dla niego drugorzędną postacią.. Kiedyś takie sytuacje prawie w ogóle nie miały miejsca, kobiety zostawały z mężczyzną i wychowywały dzieci, a każdy mężczyzna miał pewność, że żona go nie opuści, nie zabierze dziecka. Oczywiście pomijam patologie typu mąż napierdalający żonę widłami, mowa o 'normalnych' relacjach. Mężczyźni rozmnażali się, tworzyli rodzinę, robili to z odwagą nie czując zagrożenia. A dziś? W XXI wieku związki są kruche, ludzie łatwo się rozchodzą, kobiety są odważne, wyemancypowane, zmieniają partnerów jak rękawiczki, mają wysokie wymagania, co wcale nie jest złe, ale po prostu powoduje niechęć mężczyzn do posiadania dzieci. Po co mieć dziecko skoro mogę je stracić? Ba, nie dość że stracę dziecko to jeszcze feministyczne sędziny obarczą mnie alimentami. Podwójna kara.Negatywne konsekwencje są zbyt wysokie, aby mężczyzna chciał mieć dziecko. Kochasz i ufasz partnerce? Fajnie, ale i tak słyszałeś 17 historii jak to parę lat po ślubie i dziecku żona zdradziła sąsiada/kolegę i odeszła zabierając dzieci. Takie rzeczy siedzą Ci z tyłu głowy, martwi Cię to, że jesteś bezsilny, dlatego zwlekasz z ojcostwem do 30-tki, do 35-tki. Ktoś powie 'jakbyś był dobrym mężem i ojcem to by nie odeszła'. Zamknij mordę. Kobiety odchodzą bo w dzisiejszych czasach same decydują co ze sobą robić, z kim być, z kim sypiać, nie boją się presji społecznej i ostracyzmu, łatwo przekreślą relację dla kogoś kto zawróci im w głowie, one inaczej na to patrzą bo i tak zachowają dzieci. A młody ojciec? Przegrał życie, stracił miłość, a przede wszystkim stracił dziecko. Mojego znajomego spotkał właśnie taki los - 5 lat po ślubie żona odeszła z 4-letnim synem, z dnia na dzień ot tak, długo rozważał samobójstwo a teraz płaci alimenty i spotyka go co sobotę. Super ojcostwo bulwo. A potem słucham tego pieprzenia, że przyrost naturalny niski bo nie ma mieszkań ani urlopów. Będzie niski bo to kobiety dziś rządzą i dyktują warunki. Jeśli jakiś mężczyzna chce biegać na palcach pod ich dyktando to proszę bardzo, tylko potem nie płaczcie takim jak ja, którzy nie chcą przechodzić przez takie piekło.#oswiadczenie #rozowepaski #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #dzieci #gorzkiezale #truestory #takaprawda https://www.wykop.pl/wpis/24713161/emancypacja-kobiet-to-glowny-powod-przez-ktory-mez/ PS. Przepraszam za ciemne tło, na wykopie takiego używam, skopiowałem bezpośrednio. Wycofałem ciemne tło, tego nie dało się czytać w tamtej postaci. Rx
  45. 6 polubień
    @Rnext Pan Profesor ładnie zaorał schematy i poniekąd zburzył starannie wykreowany wizerunek pań. Krótko mówiąc powiedział brutalną prawdę... ale kobiety i tak będą to mówić, że to nie jest prawda i to nie tak. Jeszcze może okrzykną Pana Wojcieszke mizoginem, okazującym kobietom pogardę niedojrzałym mężczyzną albo przegrywem i będzie komplecik określeń pań wobec samców mówiących prawdę
  46. 6 polubień
    A Marek tłumaczy... Nigdy nie przywiązuj się do rzeczy materialnych, kochaj tylko siebie, wtedy strata tak bardzo nie boli. Kiedyś tu napisałem sentencje z filmu 'Gorączka', gdzie De'Niro mówi: "Nigdy nie posiadaj rzeczy której nie był byś w stanie porzucić w 30 sek". Wziąłem sobie to do serca i stosuje. Staram się nie przywiązywać zbytnio do czegokolwiek. Wtedy utrata mniej boli. Ostatnio młodszy synek, w robocie złamał swojego rocznego smartfona, powiedział, wiesz tata bardzo mnie nie boli bo to tylko telefon. Zarobię to kupię nowy. I tyle, warto rozmawiać z młodzieżą.
  47. 5 polubień
  48. 5 polubień
    @radeq ja mam ostatnio zabawę i jak widzę że laska nieciekawie traktuje mojego zioma to mu przed nią dla beki robię mega pr jakie to on przed nią lufy posuwał ,ze za nim to się przecież pół osiedla ugania , że jak idziemy na piwo to go panny co chwila zaczepiają, uśmiechają się. Straszną mam bekę jak babom moich ziomków zwiera styki. Chociaż mam jednego pierdołę którego tak wypromowałem przed loszką a ten zaczął odkręcać że nie, tak nie jest. Ja mu na to zamknij japę, przytakuj i wyskakuj ze stówy bo ci wieczorną gałę załatwiłem.
  49. 5 polubień
    Za mało wiemy o sytuacji. Jeśli dzieci tu mają szkołę i przyjaciół, to ja bym ich nie wydał na drugi koniec świata - taka rozłąka to straszna trauma dla dzieci. Film mający mówić o alkoholiźmie jest gówno wart - każdy z młodości pamięta chyba imprezy z tatą i wujkami, gdzie działo się znacznie ostrzej niż na tym filmie :> Widać zwykłą zabawę przy alkoholu, śmiech, zero agresji. Nic co by świadczyło, że tatuś jest złym człowiekiem. Musimy więcej wiedzieć. Ostrzegam przed wydawaniem wyroków na szybko, kierując się automatyczną niechęcią wobec kobiet. Może filmów jest więcej jako dowodów, chociaż wątpię - jakby mieli więcej, to by pokazali. Sprawa okropna dla dzieci. I niestety, jako sędzia wiedząc że dzieci chcą zostać w PL, zostawił je z matką - dobro dzieci powinno być jednak najważniejsze.
  50. 5 polubień
    @Subiektywny, jak to ładnie opisała Esther Vilar: "What is man? A man is a human being who works. By working, he supports himself, his wife, and his wife’s children. A woman, on the other hand, is a human being who does not work – or at least only temporarily. Most of her life she supports neither herself nor her children, let alone her husband." Autorka stawia również ciekawe pytanie: „Why are women never unmasked?” (wytłuściłem kluczowe sformułowanie, które daje do myślenia. Jej książka była już dostępna w 1972r.)