Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 16.10.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 17 punktów
    Dzisiaj wpadłem na bardzo ciekawy tekst. Do wszystkich "świeżaków' na forum przeczytać od deski do deski. http://ohme.pl/zwiazek/miales-racje-mowiac-bedziesz-zalowac-zaluje-list-do-bylego-meza/ Pozwolę sobie skomentować co ciekawsze kawałki tego "listu". Żona poczuła wiatr i wyfrunęła z domu. Pomyślała, zawojuje świat. Standard. Zastanawiałem się jaki jest powód, bo nie podany był, ale założyłem, że pewnie nowa gałąź. Pamiętać Bracia, trzymać ramę, pokażesz słabość - zacznie tobą gardzić. Nic tak nie wkurwia kobiety, jak to, że byłemu się powodzi. Szef przycisnął śrubkę i trza zapierdalać. Ups... a miało być tak pięknie... Panowie, temat byłych ? Ucinać to i tyle. Przepraszam, przepraszam... nie wierzę, ale po chwili wróciła na stare tory. Klasyk "nie moja wina". Słyszeli panowie ? Nie zgadzamy się na manipulowanie dupą ! Początkowe założenie o nowym facecie sprawdziło się w 100%. Nowa gałąź się złamała i teraz chlip chlip popełniłam błąd... Łał ! Najpierw zły, chuj, drań a teraz taki dobry ? Założę się, że jakby facet nie ułożył sobie życia, to dalej by nim gardziła i traktowała jak śmiecia.
  2. 14 punktów
    Oczywiście, że tak! I ja też założę swoje konto, powiem, że to sprawiedliwe posunięcie, potrzebujemy przerwy od siebie, bo tak naprawdę nie wiem co czuję, a ona nie potrafi się domyśleć. To dość skomplikowane i muszę odetchnąć głębszą piersią zanim zrobię krok dalej. Potrzebuje poczuć wiatr we włosach i posmakować innych cipek, żeby wiedzieć że ona to ta jedyna. A następnie przerabiać po kilka dziewczyn w weekend chwaląc się mojej księżniczce, że nareszcie czuję energię do życia i niedawno poznałem świetna dziewczynę Natashę, która ma świetne osobowości i czuję się przy niej bezpieczny.
  3. 14 punktów
    Mamy krzykliwy temacik ukierunkowany na zdobycie atencji, ale tak naprawdę chodzi tutaj o coś zupełnie innego. Samice mają tendencję do wyolbrzymiania nawet błahych problemów i może z jakiś 1% potrafi docenić to, co dostaje od życia w różnych postaciach. Mając to na uwadze, jaki cel ma tak naprawdę postulat @deomi? Nie kryją się za tym żadne szlachetne pobudki a tak naprawdę czysty, nieskrępowany niczym kobiecy egoizm. Najzwyczajniej w świecie samica nie potrafi docenić niczego w swojej, według jej widzenia misia, marnej egzystencji, a już na pewno nie chce jej się wysilić, aby zmienić cokolwiek w tej kwestii. Ale wokół niej są osoby, które cieszą się życiem. Jak oni śmią to robić?! Trzeba im narzucić pewne rzeczy, żeby nie mieli lepiej ode mnie! Niech poczują jak to jest! Kluczowym słowem w tym wszystkim jest "narzucić". Ona nie pyta, czy ktoś chce tego co ona wypisała. Nie. Ona chce tego i tyle i tak ma być, bo skoro ona czuje się mizernie, to każdego trzeba sprowadzić do tego poziomu. Dlatego też jej facet ma nieźle przejebane wysłuchując jej jojczenia na życie. To jest Panowie Bracia przykład kobiety toksycznej, od której należy się trzymać z daleka. Chęć "uratowania" takiej kobiety wyniszczy was do cna i nawet nie zorientujecie się, kiedy i wasze postrzeganie życia ulegnie zmianie. Nie będzie to miało miejsce natychmiast, o nie. Zamiast tego będzie się działo subtelnie, powolutku, aż w pewnym momencie spojrzycie w lustro i zobaczycie cień dawnego siebie. Zostaniecie wyssani z jakiejkolwiek energii, aż w końcu będziecie czuć się po prostu jak gówno, a wyjście z tego stanu nie będzie łatwe. Samica zakłada tematy, jojczy i wygląda to tak, jak by chciała zwrócić na siebie uwagę jakiegoś jelenia, który postanowi zabawić się w ratującego ją Supermana i wyciągnąć ją z tego bagna w którym siedzi. Taki ktoś, kto jej nada "sens życia". Tylko ona popełnia błąd, który trawi białorycerstwo. Będąc rycerzami upatrywaliśmy szczęścia w kobietach... i panienka @deomi podświadomie robi to samo. Niby ma partnera, ale jego już przeżuła i nie wyciągnął jej z bajzlu. Nie wątpię, że próbował, ale z takimi samicami jest tak, że nieważne co zrobicie i ile energii poświęcicie, one i tak znajdą powód do narzekań, przez co będziecie odczuwać frustrację z powodu że wasze starania nic nie dają. Zapamiętajcie to sobie Borhany i nie wpakujcie się w taką relację, bo kiepsko się to skończy. Więc jakie jest remedium na czerpanie radości z życia i kto może @deomi w tej kwestii pomóc? Tylko ona sama. Ale jej się nie chce i dlatego postanowiła "narzucić" innym swoją szaro burą wizję świata... bo hej, skoro ja się czuję jak gówno, to niech inni też tak mają. A wszystko w oczekiwaniu na kogoś, kto nada sens jej egzystencji. Wiesz co @deomi? To, że Ty uważasz życie za coś gównianego nie oznacza, że możesz narzucić to innym i wpakować ich w ten sam bajzel na zasadzie "bo ja chcę tego i tego". Skoro zamiast zmienić coś w swoim żywocie wolisz się taplać w cierpieniu i dostrzegać je w każdym aspekcie życia to rób to sama i nie wciągaj innych w ten bajzel na siłę. Tak się dziwnym trafem składa, że świat nie kończy się na czubku Twojego nosa i są ludzie, którzy wolą jednak czerpać radość z życia i być szczęśliwymi. Tyle.
  4. 13 punktów
    Bracia, jak zapewne pamiętacie, dwa lata temu wybuliłem i zrobiliśmy z Arturem portal newsowy działający podobnie do wykopu. Z racji małego zainteresowania tematem, odpuściłem ten temat, bo przecież serwer jeść dużo nie woła. I myślę, że nadszedł już czas, byśmy oprócz forum mieli coś znacznie bardziej elektryzującego - samczy portal newsowy, gdzie userzy wklejają z głebin sieci najlepsze informacje, które będzie można komentować. Sam lubię z rana przy śniadaniu wejść na jakiś gównoportal, i zobaczyć co nowego na świecie. A tu będziemy mieli swój własny, gdzie bez chamskich reklam będzie można zobaczyć co w świecie słychać, i poczytać inteligentne komentarze odnośnie danej sytuacji. Dlatego proszę was o porady - jak rozbujać ten portal? Kto by się na początku poświęcił, i zadbał o wklejanie newsów (parę kliknięć)? I jak byśmy rozwiązali sprawę odwdzięczenia się takim osobom. Portal gdy już się rozbuja, przyciągnie innych i stanie miejscem stałych odwiedzin. Jestem pewien że to się uda (Sławek stwierdził że to nie ma szans, a on zawsze się myli), więc trzeba to uruchomić. Proszę was o porady i zaangażowanie, bo to przecież będzie dla was. Na dniach go odpalimy, bo został zdjęty z pewnych względów. Kupiłem też dziś domenę zajebistą, ale na razie jej nie zdradzę :> Kto zgadnie, temu skasuję jedno ostrzeżenie a jak nie ma żadnego, nie dam jednego jak zasłuży :>
  5. 11 punktów
    Jest tylko jedna, jedyna przyczyna nieszczęścia: przywiązanie. Emocjonalny stan kurczowego przywiązania wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy nie możesz być szczęśliwy. To, co Cię tak bardzo oczarowało, tkwi w Twojej głowie, a nie w Twojej ukochanej osobie lub rzeczy. Gdy to zrozumiesz czar zginie pod uderzeniem miecza świadomości. To nie świat i ludzie wokół Ciebie czynią cię szczęśliwym lub nieszczęśliwym, ale Twoje myśli. Wolę raczej swoją wolność niż Twoją miłość. Jeśli masz do wyboru towarzystwo w więzieniu i samotny spacer na wolności, co wybierasz? Ludzie nie żyją, większość z was nie żyje, jedynie podtrzymujecie swe ciało przy życiu.To jednak nie jest życie, ale wegetacja. Nie żyjecie tak naprawdę, dopóki nie będzie wam obojętne, czy jesteście żywi czy umarli. Dopiero wtedy żyjecie.Kiedy jesteście gotowi utracić życie – zaczniecie żyć. Ale jeśli zaczniecie chronić swe życie, jesteście martwi. Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy. Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to oznacza tylko tyle, że koncentrujesz się na tym, czego nie masz. W przeciwnym razie musiałbyś doświadczać błogostanu. Tak naprawdę, to nie ty mnie obchodzisz, ale wzruszenie którego doznaję, kochając cię. Gdyby ci nikt nie powiedział, że nie będąc kochanym, jest się nieszczęśliwym, byłbyś szczęśliwy. Jeszcze jedno złudzenie: że zewnętrzne zdarzenia lub inni ludzie mogą cię zranić. Nie mogą. To ty im dajesz taką władzę nad sobą. Przypomnij sobie, jak pękało Ci serce, jak byłeś pewny, że już nigdy nie będziesz mógł być szczęśliwy po utracie kogoś lub czegoś, co stanowiło tak wielką wartość dla Ciebie. Czas mijał i pozbierałeś się całkiem dobrze, czyż nie tak było?"Zwyczajnie łudziłem się wierząc, że bez Ciebie nie będę mógł być szczęśliwy". Ilekroć pozwalacie sobie na dobre samopoczucie, kiedy mówią wam, że jesteście OK., tylekroć przygotujcie się na złe samopoczucie – z chwilą gdy powiedzą wam, że nie jesteście dobrzy. Ciekaw jestem, jakie to korzyści mamy z lądowania człowieka na Księżycu, jeśli my sami nie potrafimy żyć tu, na tej ziemi? Najważniejszą cechą miłośći jest wolność. Z chwilą gdy pojawia się przymus, kontrola albo konflikt miłość umiera. Pomyśl na chwilę o tych wszystkich przymusach i kontrolach ze strony innych ludzi, którym poddajesz się, kiedy tak lękliwie żyjesz zgodnie z ich oczekiwaniami, by kupić ich miłość albo zyskać ich aprobatę, albo po prostu z obawy przed ich stratą. Osoba pogrążona we śnie sądzi, że poczuje się lepiej, jeśli zmieni się ktoś inny. - to dla @Adolf odnośnie jego sytuacji z żoną i w ogóle wszystkich braci. Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. W miarę jak coraz mniej i mniej identyfikować się będziesz ze swoim ja, zapewnisz sobie coraz lepszy kontakt ze wszystkim i ze wszystkimi. A wiesz dlaczego? Ponieważ przestajesz się bać, ze ktoś cię zrani, że nie będzie cię lubił. Nie będziesz pragnął wywierać na nikim dobrego wrażenia. Czy potrafisz wyobrazić sobie ulgę polegająca na tym, że poczujesz się uwolniony od tego wewnętrznego przymusu? Cóż za ulga! Wreszcie szczęście! Poczucie winy jest złym uczuciem. Trzeba go unikać jak samego diabła. Kiedy czujesz się winny, to nienawidzisz nie swoje grzechy, lecz samego siebie. Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia, zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie. Nigdy tego nie wyjaśnisz. Możesz bawić się swymi wyjaśnieniami, religijnymi czy też innymi − ale nie wyjaśnisz tego nigdy. Bo życie jest tajemnicą, co oznacza, że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłać. Dlatego właśnie masz się przebudzić i wtedy dopiero pojmiesz, że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem
  6. 11 punktów
    Ojojoj, jaka biedna, ta myszka jest teraz... Normalnie, aż mi jej żal, tak mi jej żal, że nie wiem co mam z jej żalem zrobić?! Wielu facetów, po takich listach, zwyczajnie pęka i daje się złamać. A tak naprawdę, to w jej słowach nie ma żalu - żadnej refleksji - tylko zazdrość o nową kobietę tego faceta. Gdyby on pozwolił byłej żonie wrócić do siebie - to za miesiąc czasu znowu zaczęłaby swoje jazdy i fanaberie na nowo.
  7. 11 punktów
    No i co z tego, że @Assasyn przedstawił czemu odchodzi i co mu się na forum nie podoba? Jego sprawa, ma do tego prawo, nie jest tu od dzisiaj. Powiedział co mu się nie podoba i tyle. Zaraz ktoś będzie miał czelność mu zarzucić, że sra do własnego gniazda itp. I jest w tym sporo prawdy, że ludzie przychodzą, witają się (choć i z tym czasami jest problem) i od razu do świeżakowni. Jak widzę temat "seksu coraz mniej, ja się staram a ona pojechała do innego miasta na studia i nie odpisuje i nie dzwoni, ja obiecałem jej ślub za rok a ona wiecznie zmęczona i głowa boli, już nie mogę tak, co mam robić - ja naprawdę ją kocham" to mnie krew zalewa. I zazwyczaj ktoś ma dwa posty na koncie - Jeden z działu "Przedstaw się" a drugi z nowego tematu. Ludziom się nawet dupy nie chce ruszyć i przeczytać istniejące tematy gdzie jakieś 90% typowych problemów jest rozwiązanych.
  8. 9 punktów
    i pewnie trójkę dzieci ma...pewnie bardzo ich pragnął...ona się domyśliła i urodziła
  9. 8 punktów
    Przeprowadziłem rozmowę na portalu randkowym - zresztą nie po raz pierwszy, o podobnej treści. Wydaje mi się, że ONE myślą o facetach, że każdy facet to frajer i jak tylko ONA da zielone światło to każdy pokona nawet Syberię pieszo by się z nią spotkać. A tu Zonk. Mi się nawet nie chce jechać 15 km od Poznania do jakiejś karynki. Bo szkoda mi czasu i pieniędzy na paliwo - napiszcie czy to już sknerstwo. Ale jeżdżenie do NIEJ do Krakowa to już czysta kpina. Pewnie ONA to traktuje jako wyzwanie - aby napalony samiec gnał tyle kilometrów, żeby się z nią spotkać. Już widzę/słyszę jak się chwali koleżankom, że "wiecie co? do mnie frajer przyjeżdża nawet z Poznania i sam płaci za paliwo po to, żeby wypić ze mną kawkę i potrzymać za rączkę" "taka jestem zajebista i wartościowa" - takiej to dopiero rośnie duma z samej siebie. Za te parę stów wydanych na paliwo - to można mieć kilka wizyt u profesjonalistki na miejscu w swoim mieście - lub nawet regularne spotkania z cichodajką. Szybciej, taniej i bez zbędnych ceregieli. Zdaję sobie sprawę dlaczego samice z innych miast piszą do facetów z dużych miast - chcą się zahaczyć na lokalu i mieć pole startowe do dalszych poszukiwań. Macie podobne doświadczenia? Cześć. Miło mi.Aneta. Chciałabym Cię poznać. Pozdrawiam i liczę że się odezwiesz. 21:00 21:57 hej. z poznania jesteś? 21:57 32 minuty temu A na profilu jak jest napisane.?Nie .Z Krakowa.😕 22:00 26 minut temu hmm. to jak chcesz mnie poznać? 22:06 27 minut temu Chyba problem.Za daleko ....co....? 22:05 25 minut temu nooo 22:07 Wiesz wydaje mi się że w dzisiejszych czasach to nie problem. 22:07 23 minuty temu powaznie? 22:09 24 minuty temu Ja mi wiadomo sa srodki transportu😆np.samochód 😁 22:08 będziesz do mnie przyjeżdżać? 22:15 15 minut temu Nie.Ty do mnie. 22:17 12 minut temu Dla mnie to nie problem. 22:20 hahahahah 22:25 żartujesz sobie? 22:26 jakbyś do mnie przyjeżdżała to też nie byłby problem dla mnie 22:26 jakoś nie mam ochoty jechać do krakowa na randkę - w poznaniu też jest dużo kobiet 22:26 1 minuta temu Powodzenia...
  10. 8 punktów
    Swego czasu namalowałam kilka obrazów na przestrzeni 2-3 m-cy. Nie ma tego dużo, może jeszcze do tego wrócę. Ponieważ prawie wszystkie są portretami osób, które mogłyby się rozpoznać, a dosyć uchwyciłam podobieństwo, mogę zaprezentować tylko dwa obrazy i jeden trochę zmieniony portret osoby, która nie jest Polką, trochę też wycięłam ze względu na zamaszysty podpis. Podążając tropem użytkowniczki @lalka z chęcią wysłucham jakiś uwag. Spotkałam się z opinią profesjonalisty, że jest tu talent, ale trzeba bardzo dużo pracy by go wydobyć. Ten z dziewczynką to pierwsze moje płótno, nigdy nie malowałam przed tym. Obraz przyrodniczy namalowany został dla mojej siostry pod jej gust, strasznie go nie lubię. Osobiście nie podoba mi się nic, co namalowałam, a malarstwo kojarzy mi się z Van Goghiem, który obciął sobie ucho.
  11. 8 punktów
    To nie wiesz, że to facet ma się starać o kobietę i do niej jeździć? A dlaczego? No bo się urodziła i jej się należy
  12. 8 punktów
    @Monika A ja bym się nie odzywał. Ktoś pyta, ty odpowiadasz i teraz jego kolej na zadzwonienie z tą kawą. Takie moje zdanie. Jeśli ktoś pyta i dostaje zielone światło a później nic z tym nie robi to są dwie opcje: rozmyślił się lub jest cipeuszem. Księżniczkowanie jest złe, ale też trzeba mieć swoją godność. Jak mnie gdzieś nie chcą to się przez okno nie wpierdzielam. Jednakowoż! Nie zaszkodzi spytać co słychać kompletnie olewając temat kawy jeśli się znacie. Bardzo możliwe, że drugi raz dojdzie do tej kawy. Jeśli zaś drugim razem użyje sformuowania "będziemy w kontakcie" i się nie odezwie w krótkim czasie to olał bym kolesia z pyty - ekhm z cipki
  13. 8 punktów
    Adolfie kochany, posłuchaj jednej rady nieco młodszego ale w bojach zaprawionego ,szramami pociętego, ciężko rannego i niemal w kajdany niewolnictwa zakutego. SIŁA SPOKOJU Każdy wybryk pani zacznij traktować jak występ najlepszego kabaretu, zjara jej styki i resztki szarych komórek. Kiedy będzie zaczynać "występy" zasiadaj wygodnie w fotelu, otwórz browarka i popcorn jak w kinie, a nawet załóż okulary 3D. I oglądaj przedstawienie jak widz, ignorując a nawet wyrażając pobłażanie dla występującej i obserwuj. Pamiętaj ona się żywi twoim wkurwieniem , nie daj jej tego a jedynie ignorancje i pobłażanie. Wiem to trudne ale spinaj zwieracze i nie daj jej tego, zobaczysz po kilku akcjach , nie wierzę że nie zadziała i żmija nie zacznie zjadać własnego ogona...rwąc włosy z bezsilności. Jak zadziała wisisz mi 10. Spróbuj co masz jeszcze do stracenia.
  14. 8 punktów
    Panowie, ja od poczatków forum to pisałem i mówiłem - my tu pracujemy, pomagamy, a w zamian grupa pomoże nam w razie problemów. To ma być zabezpieczenie na wypadek tragedii w naszym życiu, i to bardzo mocne zabezpieczenie. Pomożesz innym? Oni pomogą Tobie. I tak to wygląda i będzie wyglądać, że tematy będą się powtarzać i nudzić. Pomagając w "nudnych" tematach, utrwalamy w podświadomości wiedzę z forum, oraz coraz mocniej wchodzimy w problem, doświadczając nowych wizji, planów, sposobów na nie - rośniemy. Każdy kto jest w czymś mistrzem, powtarza jedną czynność setki tysięcy razy, a nawet miliony. Nie ma innej drogi do perfekcji. I gdy przyjdzie dzień gdy nas ktoś rzuci, umrze, stracimy pracę, podłamiemy się ze zdrowiem czy czymś innym - wtedy zyskamy pomoc, wsparcie i będziemy mogli się wygadać. Im więcej dasz od siebie, tym więcej później dostaniesz. Takie życie.
  15. 7 punktów
    Nie podoba mi się. Wygląda bardzo sztucznie. Trzeba by było karcherem ją potraktować, żeby zobaczyć jej "piękno"
  16. 7 punktów
    Drodzy Bracia Samcy, Jestem w stałym związku od 10 lat. 6 lat po ślubie po słowach mojej Pani: „Może byś się na coś zdecydował?!” Sytuacja standardowa. Biały rycerz w zawsze nienagannie lśniącej zbroi niezależnie czy świeci słońce, czy grad gówien sypie się z nieba. Praca po 70-80 godzin tygodniowo, dom, samochód, bajery, szmery i zainwestowany czas na realizację zachcianek... a wszystko to mające rezultaty w seksie z kłodą raz na miesiąc i braku szacunku. Pani też pracuje, więc sami wiecie... mogła sobie pozwolić na dojebanie po intelektualnym ryju. 2 lata temu pojawiła się u mnie nieuleczalna choroba. Wyrok bardziej przesrany niż IBS naszego guru. W kilka godzin po wstępnej diagnozie Pani bez wzruszenia kazała się odwieźć na imprezę, na którą nie byłem zaproszony pod mieszkanie chłopaka swojej koleżanki (no comments!). Białorycerskie rozterki chorego pizduś-plastusia doprowadziły do tego, że zrezygnowałem z dobrze płatnej pracy, otworzyłem własną działalność chcąc zabezpieczyć niepewną przyszłość, a białogłowa zadeklarowała miłość, wierność, i uczciwość małżeńską póki nas cegła spadająca na głowę w drewnianym kościele nie rozłączy. Rok temu życie skierowało mnie na drogę rozwoju duchowego, a pół roku temu miałem tak silne duchowe przeżycia, że coś na zawsze pękło. Jak za odjęciem ręki zniknęły u mnie bóle dupy, frustracje powodowane polityką, tym co ktoś o kimś pierdoli i zostały zastąpione uczuciem pewności siebie i szczęścia. Zrozumiałem, że sam jestem kowalem własnego losu. Business w ciągu kilku miesięcy zaczął przynosić większe dochody, choroba jakby zniknęła; 100% remisja i żadnych spodziewanych nawrotów. W życiu małżeńskim pojawił się częstszy seks, ochłapy szacunku, wspólnie spędzany czas i moje mocne postanowienie, że postawię ten związek na nogi. Nacisk jaki kładę na rozwój duchowy jest obecnie moim najważniejszym priorytetem. Bardzo niedawno „przerobiłem/rozkminiłem” (przynajmniej częściowo) mój największy życiowy ogranicznik: uczucie poczucia winy. Po krótkiej analizie ostatnich 30+ lat w ręką w nocniku bez wahania w działaniu powiedziałem Pani, że odchodzę i jeśli będzie mądra, to będzie miała w życiu dobrze, a jeśli nie, to ja się nie będę patyczkował. Innymi słowy: bez wyroku sądu z orzekaniem będę hojny, a jak fikniesz to wyjmę moje asy z rękawa. Cofnę się teraz 5-6 miesięcy wstecz. Wraz z moim rozwojem duchowym zaplątałem się w bliższą relację z dziewczyną, która dotąd była mi obojętna jak wczorajsza gazeta. Mnogość wspólnych tematów: ezoteryka, rozwój duchowy, audycje Mareczka ("YouTube’owa" fanka) etc. Sęk w tym, że za pomocą shit testów, manipulacji, i kręcenia pupą przerodziło się to w flirt. Dziewczyna ma chłopaka i historię przeskakiwania prosto z gałęzi na gałąź bez schodzenia z drzewa. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w jednym łóżku (bez seksu). Za pierwszym razem po długim dniu we dwoje ładnie poszliśmy spać. Za drugim razem gdy przytuleni kładliśmy się spać zażartowałem: „Ale się dałem wpędzić w Twój friend zone.” Odburknęła coś jakby to nie była prawda i poszły ostre iskry. Skończyło się na „buzi buzi – wow, fajny tyłek – buzi, buzi” ale minutę potem oboje stwierdziliśmy, że nie możemy. No dobra, ona stwierdziła to pierwsza (Spierdalać!) Do niedawna traktowałem ją jak kumpelę, a więc nie odpierdalałem „stajla” „popatrz jaki jestem silny macho.” Gdy już się dałem wciągnąć w jej grę, to się nie popisałem. Średniowieczne dworskie wzorce obudziły się we mnie na nowo i dawały o sobie znać w najbardziej nietrafionych momentach. Zamiast dodawać pewności siebie, to ją zaczęły grzebać. Teraz myślę, że gdy ona chciała, to ja na to „lałem,” gdy mi zaczęło zależeć, przejebałem cały kapitał w kilku partiach życiowego pokera. Zresztą to nie ma teraz większego znaczenia. Nauczyłem się raz na zawsze. Dziewczynki nie są po to, żeby się z nimi przyjaźnić, tylko... no właśnie! A gdyby ta konkretna dziewczyna była materiałem na fajną przygodę, już dawno olałaby tamtego misia. Jest nie tylko kobietą, czyli niezdolną do kochania w taki sam sposób jak my istotą, ale jeszcze taką co się w tańcu nie pierdoli. Spoko! Ale ta karma to nie dla mnie! Nie mam do niej żalu. Za to wszystko czego mnie nauczyła i pomogła w rozwoju, będę jej wdzięczny do końca życia (tzn. do końca roku... może?!) haha. Na dzień dzisiejszy utknąłem w jakimś niebycie. W domu cały czas mieszkam z żoną wobec której jestem skurwielem. Efekt: Pani jest potulna jak baranek i ciągle prosi o seks a ja popijam drina, idę do osobnej sypialni i olewam. Okazjonalnie ostre rżnięcie w stylu „ja tu rządze szmato!” Temat rozwodu od kilku dni nie był poruszany. W życiu zawodowym, chociaż nie pracujemy razem, to ze względu na układ, niemalże codziennie spotykam tę przyjaciółkę. Gadka szmatka i te sprawy, czyli generalnie warunki utrudniające szybsze pójście naprzód. Kiedy tylko mogę zakładam słuchawki i słucham modlitwy Mareczka, anglojęzycznych podcastów MGTOW i innych interesujących mnie zagłuszaczy myśli. Pomaga wygasić emocje i skupić się na pracy. Mozolnie wracam do mojej dawnej wydajności i efektywności. Wiosek? Bracia, dbajcie o czystość myśli i nie przestawajcie się uczyć! Miejcie hobby, znajomych i plany na każdy weekend wypełniony męskimi rozrywkami. Jeśli tego w Waszych życiach zabraknie, zachmurzy się, zacznie padać deszcz i być zimno. Wtedy obecna lub nowa samica okaże się wybawieniem by zaraz potem pchnąć Was w szambo! I wiecie co jest najśmieszniejsze? TO NIE BĘDZIE JEJ WINA. Ona jest pięknym Bożym stworzeniem ukształtowanym przez matkę naturę. TO WY SAMI BĘDZIECIE SOBIE WINNI! Pozdrawiam Was Bracia, dbajcie o siebie!
  17. 7 punktów
    Prawdę mówiąc niczego, myślałem o dyskusji, o tym że Wam opowiem o swoim życiu. W imię łatwiejszego waszego życia. Ktoś musi dać przykład swojego życia aby było o czym gadać. Właśnie, ktoś zarzucił że szósta strona bicia piany o niczym. Fakt, pierdolimy o niczym, czyli życiu, każdy z nas je ma, nie każdy takie jak by chciał. Życie mnie uczyło na przykładach innych. Dla tego jestem tak 'wylewny', opowiadając o swoim życiu rodzinnym. Robię to dla Was. Porad oczekuję, ale rozsądnych. Sam sobie poradzę. żyłem przed Forum, i będę żyć po Forum. Jeżeli ktoś się poczuł urażony moją agresywną reakcją, to z serca przepraszam. Dobrej nocy życzę.
  18. 7 punktów
    Ci kurwa dam zadzwonić...!
  19. 7 punktów
    Mam propozycje. Zazwyczaj w portalach informacyjnych, tv są zamieszczane głównie negatywne informacje, które są ważne lecz psują nam humor. Co wy na to żeby na nowej stronie z newsami zrobić dział z pozytywnymi informacjami, ktoś kogoś uratował, coś nowego wynaleziono, jakaś wygrana słusznie sprawa sądowa itp.?
  20. 7 punktów
    Dla większości niewiast całe środowisko jest jednym wielkim portalem randkowym. Czy to będzie ulica, sklep impreza dla singli , cokolwiek i gdziekolwiek. Formalny portal randkowy to mały, dodatkowy lufcik na niewielką część tego świata. Niby wiele rejestracja konta nie zmienia w ciągłym rozglądaniu i ślinieniu się na widok (lub samą tylko nadzieję/wyobrażenie) lepszej partii, jednak sygnał jest jasny - pani nie ma motywacji ani zamiaru kontrolować swojej hipergamii. Więc tak czy siak, facet zawsze musi kontrolować swoje zaangażowanie, które w takim przypadku powinno lądować na dnie Rowu Mariańskiego, sprowadzając "partnerkę" co najwyżej do roli masturbatora.
  21. 7 punktów
    Nie rozumiem czym się tutaj niektórzy bulwersują. Gdyby dla Adepta nie było wartościowych treści w nagraniach, to by nie słuchał do poduszki Że ze wszystkim się nie zgadza? Znajdźcie mi dwóch ludzi, którzy nawet w obrębie jednego tematu będą się ze wszystkim zgadzać.
  22. 7 punktów
    Jeśli moja kobieta chciała by załozyć konto na takim portalu - ok. Niech zakłada, ale w tym wypadku moje zaangazowanie w zwiazek spada do 0. Dlaczego? Ano dlatego, ze takie zachowanie oznacza, że ma czas i energie na glupoty, zamiast wkladać to we własny rozwoj, w to żeby w zwiazku był lepiej, chociazby ugotować pierdolony obiad. To po co komu taka locha na stanie?:D
  23. 7 punktów
    Nigdy nie rozumiałem tego zwrotu. Czemu większość osób uważa, że staż przebytego związku po zerwaniu podlega resetowi (czyli wykreśleniu, wymazaniu, jak zwał tak zwał)? Nie wiem... czyżbyście uważali w ten sposób, że gdy zerwiecie z laską i znajdziecie drugą, to czas w jakiś sposób będzie inaczej leciał? Mam odczucie, że część osób, która stosuje takie wyrażenie pragnie wymazać poprzedni status i wstawić w pustkę czasu (i nie tylko) tą inną, która nie jest "szmatą jak ex". Oni najwyraźniej nie traktują kobiet jako okresu przeżytego życia, tylko łudzą się za każdym razem, że tym razem to ona będzie moją miłością życia, tamte się nie liczą itede itepe. Czyż nie byłoby łatwiej traktować swojego życia jak ciągłość dziejów cywilizacyjnych, a dziewczyn jako poszczególne epoki? To tak jakby przeżywać barok, pokładać w nim całe nadzieje, liczyć na jego dobrodziejstwa, a pluć na renesans bo okazał się być fe - i tak postępować kolejnymi dziejami. No kuźwa, rozmawiam tak sobie z niektórymi i słyszę to samo, tylko liczby się zmieniają: "Nie no, co ty @koksownik, żyję z nią 12 lat i nagle miałoby to pójść się jebać?", "Stary, nie zmarnuję 2 lat spędzonych z nią!", "Wiesz, fajnie się żyje z moją przez 4 lata i nie chcę tego zaprzepaścić". Pomimo tego, uważam, że @Adolf wie o tym doskonale, tylko przyzwyczajenie jego podświadomości robi swoje. Nie mam do tego żalu, bo z swojego doświadczenia i obserwacji wiem, że to jest pierdolony ludzki zwyczaj - pogrążać się w ciepełku i zmuszać się ciągle do zmian.
  24. 7 punktów
  25. 7 punktów
    Tak, masz rację, ale zauważ że to są chłopaki zdesperowane, powyginane, w rozpaczy. Wpadają jak do apteki, i poproszę o pigułkę na... No i dobra, to ożywia forum, Bracia się angażują, mobilizują, uruchamiają szare komórki. A że brak zwrotu. Jebał ich pies i tak wrócą po następną pigułkę. Może w końcu się czegoś nauczą i będą wdzięczni, i sami zaczną się angażować w pomoc innym. @Tomko, rozumiem Cię, sam miałem ten wkurw, teraz patrzę na to inaczej. Zawsze lubiłem wolontariat, ale nie miałem na niego czasu i ochoty w sensie angażowania się z aktywnością, jeżdżenia, kupowania, dostarczania. Tutaj się spełniam w tym temacie. Nowym kolegom poradzę co sądzę, może komuś pomoże, daj mu Boże za DARMOCHĘ. Część z nich wróci i będzie współtworzyć naszą społeczność. Warto zainwestować w ludzi, oni to doceniają, po części. Sam nabieram coraz większej pokory do życia. Okres łaknienia i buntu przeszedł, chcę pomagać, choćby tu. I nic mi nie ubędzie. Pozdro.
  26. 7 punktów
    Panowie, a ja wam powiem, że te wieczne protesty lekarzy bulwersują innych pracowników szpitali i mówię tu o pracownikach wysoko kwalifikowanych. Lekarze i pielęgniarki protestują bo są licznymi i zorganizowanymi grupami, więc mogą wymusić siłowo pewne ustępstwa. W szpitalach pracują również farmaceuci, ludzie z wyższym wykształceniem, ba niektórzy mają po 2 - 3 pokrewne fakultety. Funkcjonują tzw. apteki szpitalne, gdzie prócz składowania i administrowania zapasami medycznymi szpitali, przygotowuje się leki, które mają bardzo krótki termin zdatności do użycia np. kilka dni więc firmy farmaceutyczne ich nie produkują. To samo tyczy się specjalistycznych opatrunków, też to szykują, zwyczajnie apteka szpitalna to jednocześnie lab. Więc tak, ci ludzie odpowiadają za sporządzanie substancji, które są w użyciu lekarzy często w ciężkich przypadkach, to raz. Dwa administrują dystrybucją leków między oddziałami. Trzy zapewniają logistykę, płynność dostaw, wyliczają zapotrzebowanie, sporządzają zamówienia, czyli kierują dostawą wszystkich substancji, leków i drobnego sprzętu do szpitala. Dodatkowo praca jest i fizyczna, bo niektóre substancje przychodzą w dużych opakowaniach zbiorczych lub beczkach i wtedy robią za tragarza (rozładunek transportu), wspinacza drabinowego (np. układanie tego na wielopoziomowych pułkach kilka metrów nad ziemią). Dodatkowo robią za darmową konsultację dla doktorów, którzy znają się na chemii leków, wzajemnych zależnościach między nimi jak baletnica na prowadzeniu czołgu. Naście telefonów dziennie z pytaniami do farmaceuty o zamienniki, czy to z tamtym można zapisać, a jaki będzie skutek uboczny itp. Żeby wam to zobrazować, jedna z aptek szpitalnych w naszym pięknym kraju robi najlepsze w całej UE opatrunki specjalistyczne (byli za to nagradzani) na odleżyny, na trudno gojące się rany, na nietypowe miejsca itp. Zgadnijcie ile ci spece farmaceuci zarabiają? Minimalna + wysługa lat. Czyli poniżej dwóch tysięcy na rękę. Ale są zbyt mało liczni żeby protestować, a nawet gdyby to ze względu na małą liczebność nikt nie traktuje ich poważnie (nie są grupą nacisku). Czyli masz pracę farmaceuta, tragarz, logistyk, konsultant - specjalista w jednym, za psie pieniądze. Ci bardziej obrotni jak mają zamożną rodzinę spierdzielają i otwierają apteki, jak nie mają to idą pracować do prywaciarza lub starają zahaczyć się w firmie farmaceutycznej. No ale nie wszyscy są zamożni lub obrotni.
  27. 7 punktów
    Gościu, potrzebujesz zmiany, więc przyjmij z jajami kilka poniższych uwag. Pierwsza sprawa jest taka, że kopnij w dupę tę Karynę - potrzebujesz spokoju i przestrzeni dla siebie. Ona będzie Ci w tym przeszkadzać i sabotować Twój rozwój. I to jest dopiero jedna strona medalu. Druga jest taka, że w jej oczach jesteś słabym cipeuszem. U tej Karyny jesteś już przegrany, tego się nie da odkręcić, tak jak nie da się czegoś odzobaczyć. Teraz bardziej szczegółowo: Coś mi mówi, że to ona mieszka u Ciebie, zgadza się? Znalazła sobie frajera do dojenia. Nie chcesz. Bądź przed sobą szczery. Gadanie 'nie wiem czy chcę' to typowe babskie gadanie. Może jeszcze powiesz 'nie wiem co czuję' ? Po ślubie seksu nie będzie wcale. Karyna ostatecznie uwiesi się na Tobie i będzie doić do sucha, a Ty nie będziesz miał z tego nic. Podskórnie wyczuwasz, że zabrnąłeś w ślepą uliczkę i to jest prawda. Spieprzaj z tej relacji. Jak mówiłem na wstępie - jesteś wg niej słaby. Nie odczuwa wobec Ciebie porządania, bo kobiety instynktownie brzydzą się słabości. Marek pisał o tym w Kobietopedii i wielokrotnie wspominał w swoich audycjach. Czytałeś? Jak nie, to przeczytaj. Zastanów się chwilę - czy ona tam ma kontakt z silnymi samcami? Śmiem twierdzić, że jak najbardziej. A Ty taki nie jesteś. Czy dla niej jesteś samcem alfa do ruchania czy raczej betą do skubania kasy? Sam mówisz, że ona jest dominująca. A to znaczy, że Ty jestes zdominowany. Kobiety dążą do zdominowania samca, ale przez to samiec staje się w ich oczach nieatrakcyjny. Bez sensu się to wydaje, ale w kobiecych działaniach rzadko cokolwiek daje sie logicznie uzasadnić. Można śmiało przyjąć, że w pracy rucha się po kątach z kolegami, a Tobie z rzadka dupki udostępnia, żeby dalej Tobą manipulować. No sorki, ale taką postawą utwierdzasz ją tylko, że jesteś słaby, pizdowaty i ogólnie nadajesz się tylko na służącego. Fatalna postawa. Wbij sobie do głowy, że kobieta nie jest od tego, żeby jej usługiwać. Ani od spełniania jej potrzeb, chyba że seksualnych. To ona ma się starać o Ciebie, a nie odwrotnie. Dodatkowo jest jeszcze taka zasada, żeby od biedy i patologii trzymać się z daleka. I weź to sobie do serca. Masz wystarczająco dużo styczności z patologią w swojej rodzinie, nie dokładaj sobie. Podsumowując - skup się na samorozwoju. Zbuduj silnego siebie i potem się rozglądaj za jakąś kobietą. Zakończ tę żenującą relację i wyciągnij wnioski na przyszłość.
  28. 6 punktów
    Mam nadzieję, że zacznie się głośno mówić o tym, ile krzywd Polsce uczynił Balcerowicz - i wreszcie skończą się wrzaski obrońców komunistycznego sługusa, że dzięki niemu nie jest w PL jak na Ukrainie.
  29. 6 punktów
    Trudne sprawy to takie bardziej prymitywne TVN24 news 24 h. Zauważcie jedną rzecz, bracia. Tak bardzo interesujemy się newsami zewnętrznymi, co się dzieje wkoło nas, a nic na naszym własnym wnętrzu, a to jest lepsze i ciekawsze niż jakikolwiek film. Tyle wiemy o atakach z 11 września 2001, a jak zadam trochę trudniejsze pytanie odnośnie Ciebie samego, to ????? Dlatego jestem anty dramy YT na tym forum., wp, informacje ze świata itd. To jest tylko emocjonalna podnieta, małpia i tyle. Praktycznie cała nasza egzystencja jest skierowana to zewnątrz, zamiast do wewnątrz nas samych. To jest tragedia ludzkości. Wielu z was tego nie widzi, ale tak jest. Praktyczność. Na ile z tych wszystkich zewnętrznych info mamy wpływ ? Można jedynie pogadać o tym i to wszystko - dupa - maryna. Tyle to jest warte. Kolejny dystraktor od własnego życia.
  30. 6 punktów
    Może ci na przykład załatwić robotę w Vanessie. Albo choinkę do malucha o zapachu kokosowym. Albo używane opony do STARa Ja tam się nie wypowiadam, bo moja ostatnia to byliśmy od siebie 1500 km oddaleni. Nie mówię, przylatywałem częściej do PL wtedy, ona też była 3x u mnie w UK. Jednak na chłodno podsumowując to była kompletna głupota. To jest tak, że masz kobietę ale tak jakbyś jej w ogóle nie miał. To się nie może udać w normalnie funkcjonującym związku dwojga ludzi ze swoimi potrzebami. Natomiast koleżanka z portalu to chyba za dużo ostatnio rycerzyków wokół siebie miała i się w mózgu trochę poprzestawiało
  31. 6 punktów
    Bardzo dobre, z każdym problemem mogę do niego zadzwonić. Zawsze mogę na niego liczyć i odwrotnie. Tutaj w grę wchodziło też to, że ja mam trzech młodszych braci. Pomimo braku ograniczenia praw rodzicielskich mama zabroniła ojcu kontaktu z nimi. Tych dwóch najmłodszych zawsze brałam do ojca. Zawsze się musieli mamie wygadać ale to z radosci, dzieci chciały się pochwalić Serio miałam przerąbane
  32. 6 punktów
  33. 6 punktów
    @Adolf Wietrzę, że dziś siedzisz u siebie w norze i przeglądasz kolekcję porno z lat 90? Z maestro Rocco w roli głównej? Dziś już drugi raz hahahaha. Polecam ci komedię "Orgasmo" - pośmiejesz się grubo a i występuje tam Ron Jeremy to będzie coś nostalgicznego @Młody98 Kino jak najbardziej! Zastanów się co dziewczyna lubi. Horrory - będą przytulaski na straszne sceny. Jeśli chcesz pokazać jej swoją wrażliwą duszę - możesz iść na jakąś obyczajówkę w stylu, że farmer całe życie opiekuje się gospodarstwem i gra na gitarze zrobionej z desek a na końcu koń mu zdycha czy coś w ten deseń Odpuść sobie filmy trudne, traktujące o życiu, umieraniu itp... Na takie filmy chodzi się samemu. Ty idziesz z dziewczyną się dobrze bawić. Ciężko doradzić co, bo nie znamy dziewczyny. Zarezerwuj sobie górne rzędy, żeby było trochę intymności, możesz jej szeptać coś do ucha podczas seansu, wiesz o co kaman. Złota rada ode mnie - jeśli bohaterowie się całują na końcu nigdy, PRZENIGDY nie inicjuj wtedy pocałunku ty z dziewczyną. To jest tak kiczowate, że ona wie i oczekuje, że to zrobisz. Popatrzy na ciebie na 100% wtedy a tu co??? Młody jak skała patrzy w ekran? Nie chce się całować? Styki zwarte Zaufaj mi na słowo - usłyszałem od dwóch lasek wprost w twarz, że to kiczowate było i już tak nie robię. Będziesz miał czas na to jeszcze Aaaa za @Quo Vadis? - zależy czy już się poznaliście w miarę. Na pierwszą randkę kino to słaby pomysł. Chcecie się poznać a nie siedzieć pospinani itp. Zresztą kino na pierwsze spotkanie wcale nie tworzy klimatu intymności. Klimat intymności tworzy stara kawiarnia w twoim mieście, siedzenie obok siebie i dobra kawa. Mmmm
  34. 6 punktów
    @Mosze Red Celujesz w wysoką półkę. Chłopak pyta o płaszcz za 160zł więc pewnie nie przewiduje wydania 1k zł na płaszcz. Za 300zł można już coś konkretnego dostać, szczególnie bezpośrednio u producentów. Dodatkowo ja bym odradzał kupowanie płaszczów w necie. Gacie, skarpety, tshirty ok, ale z płaszczami i spodniami jest tak, że muszą leżeć bo inaczej można wyglądać...
  35. 6 punktów
    Ktoś tu na forum ostatnio pytał, co się dzieje z kobietą gdy się jej porządnie nie zerżnie... No to teraz widzicie.
  36. 6 punktów
    Tak. Jeśli boisz się, że stracisz swoją kobietę, to już ją straciłeś.
  37. 6 punktów
  38. 6 punktów
    To prawdopodobnie dlatego, że nie masz żadnej styczności ze środowiskiem medycznym i nie zdajesz sobie sprawy, jaki w szpitalach jest syf. I jak chujowo zarabiają lekarze. Przydało by się więcej szczegółów, bo lekarz na etacie za chuja tyle nie zarabia. Po prostu nie. Ordynator - być może, ale też nie wszędzie. Rzeczywistość wygląda tak: Dyżury – formy są dwie. Można z kontraktu, należy z etatu. Dyżury etatowe – jako pracownik szpitala. Rezydenta ubezpiecza szpital. Wynagrodzenie stanowi 14zł/h do g. 15.30, 150 proc. tej stawki do g. 23 i 200 proc. za godziny nocne, do 7.00 (w niedziele i święta stawka wynosi 200 proc. stawki podstawowej za cały dyżur). W wielu szpitalach odliczane jest wynagrodzenie za przymusowe, bo zgodne z kodeksem pracy, wyjście z pracy po dyżurze dnia następnego. Faktycznie na rękę dostaje się jakieś ok 250 zł, za często koszmarnie ciężkie dyżury oddziałowe, konsultacje na innych oddziałach, konsultacje na SOR, gdzie odpowiada się i konsultuje pacjenta jako specjalista. Zgodnie z nowym systemem modułowym przez pierwsze 3 lata lekarz rezydent może odbywać tylko dyżury towarzyszące, ze specjalistą, w wymiarze 30 h miesięcznie, ale szpital w praktyce nie chce za to płacić, więc wymusza na rezydentach pełnienie 16-godzinnych dyżurów samodzielnych. Kontrakt – lekarz zakłada jednoosobową działalność gospodarczą, musi z tego tytułu ponownie opłacić ubezpieczenie zdrowotne oraz sam się ubezpieczyć w razie błędów medycznych, za które również odpowiada sam. Tutaj – jako że jest już on firmą – nie obowiązują go ustawowe normy pracy. Może więc pracować non stop np. przez 72 godziny. Dzięki temu może pracować w kilku miejscach, przychodniach, SOR-ach za stawki wyższe niż osławione 14 zł/h: średnio ok 30-50 zł/h i to jest pula, z której młodzi lekarze zarabiają na chleb i godne życie. Są to dyżury dobrowolne, niezwiązane z programem specjalizacji. Na wszystko brakuje kasy. W szpitalach brakuje lekarzy, pielęgniarek, położnych...wszsytkiego brakuje. A co w tym ciekawego? Byłeś kiedyś w szpitalu z problemem stomatologicznym? Ja nie znam nikogo, kto był. Zapotrzebowanie jest małe, więc jak na nic nie ma kasy, to się takich miejsc nie tworzy. Poza tym, jakbyś był młodym stomatologiem, to chciałbyś iść pracować do szpitala??? Znam kilku takich i jakoś żaden nawet nie pomyślał o pracy w szpitalu. Pewnie nie było żadnego kandydata nawet. Epidemią czego konkretnie? Ile Twoich znajomych wymagało hospitalizacji z przyczyn endokrynologicznych? Co innego jest leczenie szpitalne, a co innego ambulatoryjne. Rezydent w szpitalu nie przyjmuje pacjentów z ulicy. Poza tym serio myslisz, że ktoś pyta lekarzy o zdanie przy tworzeniu nowych etatów w szpitalach??? Podsumowując - wiele osób myśli podobnie jak Ty, że lekarze zarabiają kokosy i jeszcze im mało, pazernym skurwysynom! Mało tego, wielu studentów medycyny w te kokosy wierzy. I przeżywa bolesne zderzenie z rzeczywistością, kiedy musi zapierdalać jak mały samochodzik za gównianą kasę i jeszcze nosić do szpitala papier do drukarki, bo nie ma kasy na materiały biurowe (wiadomość z pierwszej ręki od lekarza-rezydenta w jednym z najbardziej renomowanych szpitali w Polsce). Takie mity umacniają się też trochę przez ludzi jak żona mojego zioma - elegancko ubrana, droga biżuteria, Civic nówka sztuka z salonu (lekarze, pokażcie garaże, co nie?). Tylko to wszystko kupił ten typ, bo jest prezesem w spółce giełdowej. Albo przez lekarzy prowadzących właśną praktykę, jak stomatolodzy czy ginekolodzy wykonujący po cichu skrobanki zakonnicom. Ale ludzie nie rozróżniają - lekarz to lekarz. A teraz będzie wyznanie osobiste: Moi rodzice są lekarzami. Obydwoje. Siostra ojca też jest lekarzem. Matka ma dwóch braci - jeden jest lekarzem. Wszyscy mnie pytają, dlaczego nie zostałem lekarzem, przecież to kasa, prestiż itp. Ano ja właśnie wiem, jakie 'kokosy' zarabiają lekarze państwowej służby zdrowia i ile zapierdalają z jednej przychodni do drugiej, a potem na dyżur do szpitala (co akurat nie jest takie straszne, bo na dyżurze lekarz przeważnie śpi). BTW - po półtora roku pracy w korpo zarabiałem więcej od mojej matki, kiedy przechodziła na emeryturę, a znaczna część jej wypaty to były dodatki za 2-gi stopień specjalizacji, wysługę lat i pracę w terenie. Ja miałem tylko gołą pensję. Kochani! Biegnijta na studia medyczne, lekarze mają w PL jak w raju!!! Polecam ten blog: http://lekarski.blog.polityka.pl/2016/06/28/lekarze-rezydenci-ofiary-systemu-czy-roszczeniowi-egocentrycy/
  39. 6 punktów
    Z własnego doświadczenia (między innymi) powiem wam, że zasada jest taka, im więcej masz (im trudniej jest znaleźć gościa jak ty), im wyżej stoisz i zlejesz panią tym mocniej chce się zemścić. Z prostej przyczyny iż uważa, że zlewając ją straciła dużo, bo w momencie zapoznania i zainteresowania ona już w 'musku' układa plan wspólnego życia na następne 30 lat. Zlewając ją, rozbijasz jej 'życiowy plan'. Czy się zemści zależy od tego czy trafi się okazja. Zemsta może być pośrednia lub bezpośrednia. Pośrednia to klasyczne obrabianie dupy, jeśli ma dostęp do twojego środowiska. Bezpośrednia (w sumie też pośrednia ale bardziej brutalna), polega na napuszczeniu kogoś na ciebie, to może być biały rycerz, prokurator (pomówienia o przestępstwa). Najgorsze jest miejsce z towarzystwem, bez świadków, już tłumaczę o co chodzi. Jesteście na imprezie wychodzicie np. do kuchni, innego pomieszczenia czy nawet toalety. Pani idzie za wami i zaczyna się do was dobierać, siebie rozbierać, odtrącacie jej 'zaloty'. Może być nawet bardzo nachalna, wy np. ją odepchniecie, nie macie innego wyjścia. Wtedy jest już częściowo roznegliżowana w akcie wściekłości skacze wam z pazurami do twarzy i zaczyna wołać o 'pomoc'. Wpadają ludzie z imprezy i widzą: - laska w samym staniku - rozhisteryzowana - wy ze szramą na twarzy Jak to wygląda? Kto wam uwierzy? I odgrywa scenkę, że za nią wszedłeś np. do WC i chciałeś ją zgwałcić. To jest KLASYKA, sam miałem podobny motyw 2x, znam wielu facetów, którzy to przerabiali. Jak jesteście gdzieś na imprezie i laska się do was przystawia, nie zostajecie z nią sam na sam, jeśli nie chcecie zaliczyć, taka moja rada. Definitywnie odrzucona, jeszcze ciut wypita na 90% będzie chciała natychmiastowej zemsty. Raz na imprezie urodzinowej u kolegi, chciałem się wyrwać na chwilę z towarzystwa, miałem dość jazgotu. Wszedłem do biblioteki, zacząłem przeglądać zawartość półek, jedna pani weszła za mną, rozpięła bluzkę, zaczęła dobierać się do rozporka. Ja nie byłem zainteresowany. Wszystko przebiegło według powyższego schematu z tą różnicą, że nie dałem się podrapać, odepchnąłem ją. Wrzask, jazgot, że napaść, że gwałcą, żeby policję wezwać. Wpadło kilka osób, zaraz załamywanie rąk nad krzywdą biednej, niewinnej kobietki. Nawet dwóch krewkich panów chciało wyskoczyć do mnie z łapami. Niestety pani miała niefart, kumpel jest zapalonym bibliofilem, ma sporo cennych książek z racji tego w bibliotece jest monitoring (o czym wiedziałem oczywiście) . Co dalej się działo, to już była farsa, najpierw próby powstrzymania przed odtworzeniem nagrania, a jak było to nieuniknione, ewakuacja pani z imprezy.
  40. 6 punktów
    Najśmieszniejszy jest sms, którego mi dzisiaj rano wysłała. - Kocham Cię - Gdyby nie ty, to nie wiadomo co by było,mogli mnie nawet zgwałcić - Martwiłam się - Przepłakałam całą noc I uwaga hit: Nie zostawiaj mnie tak, miałeś mnie jutro zawieźć do Katowic. Ręce mi opadły...
  41. 5 punktów
    Te pisanie w ilu % jestes alfą jest lekko śmieszne Skoro próbujesz dostosować się do jakiś standardów to jesteś alfa level 0. Prawdziwy facet ma swoją ściężkę, drogę i nie patrzy czy wpasowuje się w konwenanse męskości obrane przez durnowate społeczeństwo. Dla mnie te UGRANIE, ustawianie własnego dupska, manipulacje to obrzydliwe gry i nie będe brał w tym udziału. Brzydzę się tym. Tak właśnie robią nasze kochane panie. Nie chciałbym widzieć tu hipokryzji.
  42. 5 punktów
    Może z tego samego powodu, dla jakiego robicie z facetów orbiterów?
  43. 5 punktów
    Widzę w tym temacie, jak wiele szkody wywołała kwestia, która - ku memu zaskoczeniu - nie zyskała specjalnie wyraźnego komentarza już na samym początku, a wręcz padają propozycje, aby ulegać temu dalej, mimo ryzyka fatalnych konsekwencji. Chodzi mi mianowicie o alkohol. Moja niegdysiejsza partnerka miała tendencję do robienia kretynizmów po alkoholu. Więc w pewnym momencie postawiłem jej ultimatum - albo alkohol, albo ja. Po pewnym czasie niestety wzięło górę jej uzależnienie (tak, uważam że wypicie nawet jednego piwa, gdy zna się ryzyko, jest uzależnieniem) i relacja kontynuowała swój rozkład. Generalnie dla mnie jakiekolwiek przeprogramowywanie się dla kobiety, to gra niewarta świeczki, ale jeśli ktoś koniecznie chce z kobietą być, to musi wziąć pewne zmiany pod uwagę. Gdy jest się w relacji z kobietą, najlepszą bronią jest zachowanie przytomności i światłości umysłu 24 godziny na dobę, zawsze, bez względu na okoliczności. Nawet nie tyle po to, aby nie robić jakichś krzywych akcji, ale żeby nie stracić czujności. Na tym można budować dalej, kolejne linie obrony. Adolfie. Nie rozważałeś rezygnacji z tej trucizny umysłu w ogóle? Sam widzisz rozmiary katastrofy, do jakiej doprowadziło spożycie alkoholu przez Ciebie i Twoją partnerkę. Mając permanentnie trzeźwy umysł, będziesz mieć gwarancję kontroli sytuacji. Z resztą nawet bez względu na partnerkę, polecam rezygnację z tego narkotyku.
  44. 5 punktów
    Pierwsza sprawa - co to znaczy dla ciebie ,,w początkowych relacjach"? Wyjaśnij najpierw kilka rzeczy: 1) Po ile macie lat? 2) Jak długo się znacie? 3) Czy były już jakiekolwiek spotkania/randki/spacery/nocne rozmowy itp. itd.? 4) Kto częściej inicjuje kontakt oraz proponuje spotkania? Dla jednych początkowe relacje to przykładowo 3 miesiące, dla innego 2 tygodnie, a niektórzy spotykają się raz i zaliczają ,,wszystkie" bazy. Kolejna sprawa - kino. Ja osobiście nie jestem fanem zabierania, toteż zapraszania lub proponowania wypadu z kobietą do kina - jeśli zaczynacie się dopiero spotykać, to musisz wpierw zbudować z nią więź oraz emocje. W jaki sposób koralu złoty, chcesz to zrobić w kinie, patrząc się na ekran z dobre 2 godziny i nie zamieniając ani jednego słowa z dziewczyną? Nigdy ale to nigdy - pierwsza randka w kinie - to tylko w serialach dla wielkomiejskich Grażyn idą na pierwszą randkę do kina i już są bardzo w sobie zakochaniu Kawa/Piwo/Wino/Czekolada/Herbata/Cokolwiek byle nie sale ze srebrnym ekranem - po wszystkim rozejdziecie się, każde w swoją stronę a na drugi lub trzeci dzień dostaniesz wiadomość o treści ,,zostańmy przyjaciółmi" Potem zapytasz co zrobiłeś źle? - zabrałeś Panią do kina i tym gorzej dla Ciebie, jeśli to Ty proponujesz lub zapraszasz - ale, jeśli to Pani proponuje kino, to warto się nad tym zastanowić, chociaż ja osobiście nie zgodziłbym się od razu Swojego czasu mój pseudo-kolega miał branie od całkiem atrakcyjnej kobiety, w przypływie desperacji - zaprosiła go do kina - niestety nie skorzystał z żadnej mojej rady po czym 3 dni później Pani stwierdziła, że szkoda na niego czasu. Jak już musisz iść do tego kina - z twojej własnej inicjatywy - to pamiętaj, że choćbyś cokolwiek źle zrobił, źle powiedział, to zostaniesz wpędzony do Friendzone. W kinie trzeba budować kontakt fizyczny, nie bać się złapać albo dotknąć kobiety za rękę, ramię, kolano...o niższych sferach nawet nie wspomnę A przytulanki zostaw dla Biało-Rycerskich Misiaczków Zwyczajnie ją chwytasz i ciągniesz do siebie - korona jej z pupci nie spadnie a tobie strzeli najwyżej focha - ale masz szanse, że do Friendzone nie trafisz. Po prostu ty wtedy prowadzisz spotkanie i jesteś jej liderem Dwie sytuacje z własnego doświadczenia: 1) Jeszcze w czasach Biało-Rycerskich, pierwsze spotkanie w kinie(sic) ale po wcześniejszej, całodziennej rozmowie z kobietą, sam wybrałem film i kino. W kinie, mimo jej oporów dotykam i miziam - bleh - ją po nodze, zgłasza swój sprzeciw, że jej się to nie podoba ale 4 godziny później lądujemy w łóżku. 2) Całkiem niedawno - już bez damskiej opaski na oczach - umawiam się z kobietą na kontynuację ,,Greya" Przyjeżdżam na miejsce wcześniej i okazuje się, że Pani już czeka na ,,Misia" - wyperfumowana , ubrana jakby na wesele szła, od razu głębokie buzi na powitanie, wymiana uprzejmości, a na sali kinowej istna petarda Chodzi o to, że kino jest miejscem, gdzie przełamujesz bariery, musisz być pewny i zdecydowany - to ty ją prowadzisz, jeśli to ,,twoje spotkanie" Ale zdecydowanie najlepszą opcją będzie - kino domowe, w domowym zaciszu - moje ulubione zresztą, przecież ,,film" to tylko pretekst, taki sam dobry jak kolekcja znaczków W końcu chodzi o to aby jednak na ,,randce" ugrać seks - winko, kocyk, gra emocjami oraz dotykiem a co będzie leciało w tle, to zasadniczo nie ma znaczenia. Jak dobrze rozgrywasz piłkę, to gola strzelasz niczym Lewandowski w Półfinale z Portugalią w 1'szej minucie meczu A wiesz, że zaczynasz wygrywać mecz, jak kobieta przychodzi do Ciebie Zastanów się czy lepiej to kino sobie teraz odpuścić, czy lepiej zmienić jego formę?
  45. 5 punktów
    Przecież wszystkie osobniki biorą maksymalnie najlepszą, dostępną wersję. Związek to jest zwykły biznes, tylko o podłożu emocjonalnym, ale jak widać z zachowań Pań również materialny. Ten co ma najwięcej do zaoferowania bierze, zgarnia co chce Jeszcze raz powtórze cytat U.G. Krishnamurtiego : Nie jesteśmy wystarczająco uczciwi i brak nam dobrego smaku, aby przyznać, że wszystkie nasze związki, relacje oparte są na założeniu : co będę miał z tej relacji ? Są one niczym innym niż wzajemnymi gratyfikacjami, bez nich żadna relacja nie jest możliwa.
  46. 5 punktów
    Czy miałbym coś przeciwko, by kobieta z którą jestem puszczała się? Tak, miałbym. Osoba w związku i korzystająca z portalu randkowego zdradza.
  47. 5 punktów
    Coś bierzemy ,zupełnie za darmo bez , psychologii,couczów i innych nowo bzdur, często dzięki temu stajemy na nogi, powstajemy z kolan... Odwracajmy to gdy już nasze nogi stwardnieją i stoimy pewnie, odwróćmy klepsydrę i pomóżmy wstać innym. Co wziąłeś w potrzebie, oddaj potrzebującym/zagubionym w potrzebie, to nic nie kosztuje a prostuje nieco nasz świat, choć odrobinę.
  48. 5 punktów
    Oj tam, oj tam. Gość poszedł do kibla na dłuższe posiedzenie i ktoś z domowników pojechał ostro na jego loginie. I od razu afera ...
  49. 5 punktów
  50. 5 punktów
    Związałeś się z Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Możesz se być alfa, beta, gamma, zeta. Różnicy nie zauważysz. Nie ma tak silnych ludzi, poza psychopatami, którzy są w stanie normalnie funkcjonować w takiej relacji i nie mieć dość. Zawsze przepierdolisz, jeśli nie jesteś uczuciową amebą. Silni, zdrowi ludzie kończą taką relację w tym samym momencie, w którym stwierdzają, że coś jest nie tak. Jedyne co możesz zrobić, to zadbać o siebie. Tyle teorii. W praktyce sam umieram i usycham w takim związku. Jestem cieniem człowieka, którym byłem 7 miesięcy temu. To jest artykuł niejakiego mrsnoofie, znanego i cenionego w kręgach tematycznych o zaburzeniach osobowości, poronionych relacji itd. Pozwolę sobie zacytować: ŚMIERDZĄCY TEMAT, CZYLI O DOROSŁYCH DZIECIACH. 2012-06-25 17:58 Eh.. znowu zacząłem odpisywać w wątku. I znowu “nie pierwszy raz staje mi” dokończyć w blogu - temat jest zbyt ważny, a wnioski zbyt ogólne. Mowa o związkach osób z “trudnych domów”. Temat ważny dlatego, bo świadomość problemu bardzo często nie przychodzi nigdy. Ja wiem, że to temat niewygodny i medalu się nie spodziewam, ale uważam, że ktoś na tym forum musi tego dotknąć. Znam takich, którzy dekadami bezrefleksyjnie niszczą życie sobie i najbliższym nigdy nie docierając do przyczyn. Na temat szeroko pojętego “lęku przed bliskością” powstały opasłe tomiszcza. Nie zamierzam tu zgłębiać problemu, skupię się na wyjaśnieniu w wielkim skrócie istoty relacji “bpd/dda - partner”, a i to, jak sądzę, otworzy oczy wielu użytkownikom forum. Bo wiem, że nie jeden z tych, którzy zakładają tutaj “śmieszne” tematy jest jedną ze stron w tej chorej, nierównej i odwiecznej walce skrzywdzonych przez dzieciństwo osobowości. Mianowicie. Dzieciństwo w domu z alkoholem, przemocą lub po prostu brakiem zdrowej miłości skutkuje kilkoma poważnymi konsekwencjami, które odbijają się czkawką do śmierci. “Dorosłe dzieci” z nieszczęśliwych rodzin są nazywane dorosłymi dziećmi bo w okresie kształtowania się osobowości przeszły koszmar, zostały dorosłe w momencie, w którym nauczyły się chodzić, nigdy nie mogły być dziećmi i zostały dziećmi na wieki. Są dotknięte poważną usterką inteligencji emocjonalnej i skazane na dożywotnią walkę ze swoimi wiatrakami. To wygląda mniej więcej tak: 1. Brak wykształconego trwałego poczucia własnej wartości. Dziecko czerpie to poczucie odbijając się w oczach rodziców, latami dziesiątki razy dziennie dostając feedback. Akcja - reakcja. Dzieciak, którego “traktowano” niezależnie od zasług albo wpadek, był naprzemian powodem wszyskich nieszczęść i jedynym promykiem słońca w rodzinie - nie wie, kim jest jako dorosły. Dzieciak, który służył do rozgrywek między rodzicami, do wzajemnego wzbudzania poczucia winy (“zobacz, co robisz dziecku!”), traktowany instrumentalnie - nie wie, kim jest.� 2. Niezdolność do samodzielnego decydowania i brak wiary w słuszność własnych ruchów. W momencie, w którym wpierdol albo cukierek przychodzi zupełnie niezależnie od zachowania dzieciaka - dorosłe dziecko nie wie, co jest właściwe, a co nie. Za co czeka nagroda, za co kara. Co prowadzi do przodu, a co do tyłu. Do tego dochodzi wielka niespójność i niekonsekwencja w postępowaniu rodziców, wobec siebie nawzajem i wobec dzieciaka. Dorosły dzieciak nie wie, jaki jego czyn pociągnie jaki skutek, więc panicznie unika podejmowania wszystkich decyzji. Dorosły dzieciak, którego rodzice byli skrajnie nieodpowiedzialni - nie umie wziąć odpowiedzialności za swoje życie i decyzje.� 3. Niewiara w zdrową, opartą na zdrowych zasadach miłość. A może bardziej nieznajomość tej miłości? Tam, gdzie dzieciak tej miłości nigdy nie widział, gdzie rodzice odnosili się do siebie bez szacunku, gdzie nie było zaufania, gdzie było milion niespełnionych obietnic - dorosły dzieciak nie ufa, nie umie szanować, nie umie obiecywać i nie umie dotrzymywać obietnic. Miłość definiuje jako pasmo niespełnionych nadziei, koszmar niedotrzymanych obietnic, uzależnienie od drugiej osoby, które zawsze przynosi ból przerywany nielicznymi chwilami ulgi. Wraz z rosnącym uczuciem rośnie paranoiczny strach przed “wchłonięciem” przez partnera, pozbawieniem prawa do samostanowienia i wolnej woli.� Dorosły dzieciak o niczym tak nie marzy, jak o "miłości jak z filmu", ale nie umie się do niej zbliżyć nawet o krok - bo dlań na taką miłość jest miejsce tylko w filmach i książkach. 4. Egoizm. W domu dzieciaka naczelnym priorytetem było przetrwanie. Tam, gdzie latały meble dzieciak robił wszystko, żeby nie dostać w łeb. Dorosłe dziecko troszczy się o siebie i swoje dobro ma na uwadze, bo ma zakodowane, że nie można liczyć na nikogo. Po prostu 100% uwagi poświęca obsłudze siebie. Egoizm z kolei jest blisko spokrewniony z następnym punktem programu. � Brak empatii. Tam, gdzie potrzeby dziecka nie były dostrzegane, gdzie musiało się zajmować samym sobą i samemu o siebie troszczyć - tam dorosłe dziecko jest pochłonięte bez reszty troską o samego siebie. Jego system emocji i uczuć jest tak rozchwiany i tak odmiennie zbudowany, że zwyczajnie nie jest w stanie wczuć się w uczucia i emocje drugiej osoby.� 5. Nieumiejętność rozmowy o uczuciach i nazywania uczuć. Uczucia to skodyfikowane, okiełznane emocje. Dzieciak, który słyszał “kocham” i za 5min. dostawał w łeb, albo który słyszał “kocham cię, ale...” - nie wie, co to znaczy “kocham”. Dzieciak, który nie miał prawa do przeżywania złości, radości ani niczego innego - odmawia sobie tego prawa w dorosłym życiu. Zwyczajnie, boi się swoich emocji i boi się czuć. Nie umie być spontaniczny, z trudem przychodzi mu zabawa i czerpanie radości ze zwykłych rzeczy.� 6. Mechanizm projekcji. Dorosły dzieciak przypisuje swój sposób spostrzegania wszystkim. Zwyczajnie nie wie, jak to jest inaczej i jak można inaczej, mając w środku rozpierdol nie do ogarnięcia przypisuje identyczny rozpierdol najbliższym. Gubi się w tym, co i czyja jest winą, kto i za co ponosi odpowiedzialność. Często potrafi wszystkie niepowodzenia relacji projektowac na partnera - stąd tak pięknie odwraca ogonem i po najgorszym syfie potrafi pełny przekonania dowodzić, że “to jego wina!”� 7. Samotność w tłumie. Dzieciak, który wiecznie się czuł inny - czuje się inny do końca życia. Każde spotkanie towarzyskie, gdzie są obcy to dla niego koszmar, również w dorosłym życiu. Nawet small talks urasta do rangi przedsięwzięcia, bo dorosły dzieciak z prędkością światła przekłada sygnały (wyraz twarzy, ton głosu, treść słów) rozmówcy i przekłada to na swój język, dekoduje. Szuka zagrożenia, pobiera próbki, co o nim myśli rozmówca, rozpaczliwie stara się zdeszyfrować intencje tego rozmówcy i sprostać jego wymaganiom. Wiem z przekazów ustnych, że to potrafi być bardzo wyczerpujące.� 8. Mechanizm zyskiwania akceptacji i poczucia własnej wartości. Dorosły dzieciak stara się dowiedzieć kim jest, wciąż i od nowa. Opiera tą wiedzę na reakcjach otoczenia, buduje siebie odbijając się w relacjach z ludźmi. Jest cholernie uprzejmy i uczynny, żeby być postrzeganym jako wartościowy. Stara się dobrze wypaść wszędzie i zawsze, zamaskować wszystkim - wyglądem, zachowaniem, uprzejmością - obraz siebie, który ma w sobie. Czyli obraz okrutnie chujowego, bezwartościowego człowienia.� 9. Pustka. W momentach braku bodźców, braku punktów sysemu odniesienia dorosły dzieciak odczuwa ssanie. To jest chyba mniej więcej coś na kształt utraty siebie - dorosły dzieciak nie ma w sobie klarownego siebie, często działa tzw. “mechanizm dysocjacyjny”, czyli swoiste rozszczepienie osobowości. To równie trudne do opisania, jak czarna dziura, więc zainteresowanych odsyłam do źródeł.� 10. One-two, one-two, it’s just a test! Owszem, dorosłe dziecko testuje wciąż i cały czas. Testuję konsekwencję, spójność, siłę, a przede wszystkim trwałość Waszego uczucia. To są testy bez końca, bo strach przychodzi zawsze i od nowa. Strach przed tym, że udajecie kimś, kim nie jesteście, żeby zdobyć zaufanie, zawłaszczyć, ubezwłasnowolnić, podeptać i zniszczyć. Trzeba naprawdę cudu, żeby zdobyć zaufanie osoby, która od dziecka nie ufa nikomu, bo nie mogła zaufać rodzicom, od których była jako dziecko kompletnie zależna. ��� Kolejność przypadkowa, pewnie o czymś zapomniałem. To powinno wystarczyć, żeby partnerzy “wyjątkowo trudnych kobiet” cokolwiek zrozumieli z ich “pojebstwa”. A cisi, którzy pochodzą z nieszczęśliwych rodzin może też zobaczą w tych punktach coś znajomego.�� Może stąd, szanowni juzerzy, Wasze kobiety zachowują się zupełnie irracjonalnie w momentach, w których jest “sielanka”? One po prostu są wiecznie gotowe na wpierdol, a mechanizm działa prosto: wbrew sobie niszczą relację i zabijają w sobie miłość, zanim wykiełkuje. Uciekają, zanim się od Was uzależnią, minimalizują ryzyko straty. Dlatego jak jest zbyt sielsko - musi przyjść rozpierdol. Zwyczajnie wyprzedzają wyimaginowane fakty, czekając na Wasze “odejdź, nie potrzebuję cię” - mówią to pierwsze. Prowokują Was do odejścia, żeby przyspieszyć nieuniknione i ukrócić sobie cierpienia. W ten sposób można zrozumieć wiele pozornie irracjonalnych sytuacji, chociażby “moja dziewczyna nie chce ze mną wychodzić na imprezy, ale mi zabrania”. Nie chce - bo koszmarnie się czuje w obcym towarzystwie, a zabrania - bo twkąc w przekonaniu o własnej nieprzydatności i beznadziei sra w gacie, że za moment znajdziecie sobie “normalną dziewczynę” i będzie pozamiatane. Zostanie na świecie sama jak palec. Dlaczego dla swoich bliskich jest uczynna i oddana bez reszty, z nikim nie ma konfliktów, a swojemu najbliższemu facetowi regularnie robi piekło? A dlatego, że tamci jej nie zagrażają. Nie boi się straty, nie musi niszczyć, bo nie czuje się od nich zależna, więc tam jest bezpieczna. Nie musi testować i wystawiać na próbę, bo nie ma ryzyka, że powierzy odpowiedzialność za siebie w ich ręce. �Pozostając bezkonfliktowa, wesoła i uczynna - zbuduje bezpieczny obraz siebie, zyska akceptację. A teraz - druga strona medalu. W związkach z takimi partnerami w większości przypadków lądują i trwają ci, którzy również mają problem ze sobą. Taka relacja to sposób na odwrócenie uwagi od swojego syfu, a także często podświadomy sposób na unikanie zobowiązań oraz bliskiego związku. W rzeczywistości takie krucjaty, lokowanie uczuć w partnerach, z którymi prawdopodobieństwo wejścia w dojrzały związek jest bliskie zeru to identyczne unikanie bliskości, jak to, które jest codziennością dda/bpd i innych skrzywdzonych przez dom rodzinny "wynalazków". Mechanizm inny, ale cel ten sam. Dda/bpd staną na głowie, żeby rozpiździć swój związek, a im bardziej się zaangażują - tym szybciej i bardziej spektakularnie zaczynają zwiewać. Aż do zdrady i spowodowania nienawiści w partnerze, a co! Co na to partnerzy? Często też niedokochani w dzieciństwie rozpaczliwie próbują ten związek ratować, pozwalają na łamanie granic, potem popadają w swoiste współuzależnienie i krok po kroku lokują swoje poczucie własnej wartości w kimś, kto regularnie z tego poczucia robi samolociki i wyrzuca przez okno. Nie robią nic innego, starają się wiecznie i od nowa ZASŁUŻYĆ na miłość i udowodnić swoją wartość arcytrudnym podbojem. Ach, to taka gra, gierka. Jedno udowadnia sobie i partnerowi, że nie potrzebuje, że nie zasługuje na uczucie i jest niezdolne do związku - a drugie zesrywa się, żeby udowodnić sobie i partnerowi, że zasługuje na trwałą, stabilną i dojrzałą miłość. U jednego świadoma ucieczka przed bliskością współistnieje z podświadomym pragnieniem tej bliskości, u drugiego świadome dążenie do bliskości współistnieje z podświadomą ucieczką od dojrzałego związku. Trudne? Skupcie się! Koniec smutny i oczywisty - ten, kto chce zburzyć i uciec i tak dopnie swego, każdym nakładem sił. A ten, który szukał miodu w dupie przepierdoli z kretesem zostając z rozbitą do reszty osobowością, często niezdolny w ogóle do zaangażowania, a nierzadko niezdolny do funkcjonowania bez terapii/leków. I powie sobie “zniszczyły mnie kobiety” podczas gdy prawda jest taka, że zniszczył się sam. Nieświadomość własnych deficytów go zniszczyła. "Naszą rolą jest zaprowadzić taką dziewczynę do lekarza. Uświadomić, że ma problem i potrzebuje terapii. Ale jeśli zostaniesz na dłużej i wejdziesz w rolę opiekuna / lekarza, zniszczysz siebie." napisał ktoś tam gdzieś tam i na to właśnie zacząłem odpisywać. Owszem, dużo w tym racji. Fajnie uświadomić komuś problem i skłonić go do próby rozwiązania. Ograniczając się do roli opiekuna/lekarza się nie da, nie tędy droga - to też prawda. Ale zostawić? Nie tak prosto "Miłość" między takimi indywiduami jest faktycznie bardzo silna, choć ni-chu-ja nie odpowiada klasycznej definicji tego pięknego uczucia. To raczej wzajemne uzależnienie od siebie, relacja występuje jako generator bardzo silnych emocji, a obie strony rozpaczliwie w sobie nawzajem poszukują akceptacji i poczucia własnej wartości. Ale oprócz tego syfu jest wielkie, mistyczne porozumienie i to nie przypadek. Obie osobowości wiąże na wieki podobna, niesłychanych rozmiarów wrażliwość i bardzo często ponadprzeciętna inteligencja. Często łoże płonie, z nikim tak dobrze nie gadało się o filmach, nikt inny nie zauważyłby w tym samym momencie tego śmiesznego śmiecia na ziemi, nikt nie poczułby tego zapachu. Tak jest, jest swoista metafizyka, wielki romantyzm i te sprawy. Często śmiech do łez, często momenty melancholii, zwariowane akcje, dramaty, komedie, tragedie. Jest intensywnie, ale wciąż to wszystko to bardziej zlepek chwil, niż coś trwałego - i obie strony to czują. Takie relacje faktycznie prawie nigdy nie przeobrażają się w trwały związek. Rzadko bo rzadko, ale zdarza się wyjątek od tej smutnej reguły. Musi równocześnie zaistnieć kilka sprzyjających okoliczności. Przede wszystkim - refleksja. Dobrze, jak przyjdzie w tym samym czasie do obojga partnerów, ale w ogóle dobrze, jeżeli w ogóle przyjdzie Padnie pytanie: “dlaczego tak się między nami dzieje?” na które trudno odpowiedzieć “bo nie pasujemy do siebie!”. Z prostego powodu: wszystko, poza awanturami, nieporozumieniami i wojnami wskazuje na to, że paradoksalnie nikt inny nie pasowałby bardziej. Wtedy CZASAMI, raz na milion przychodzi śwadomość, zanim przyjdzie rozpierdol. Któraś ze stron zaczyna szukać odpowiedzi. A dysponując ponadprzeciętną inteligencją - znajduje. W pewnym momencie dorosły dzieciak zaczyna czytać i mówi sobie “o kurwa... to o mnie...”. I świat staje na głowie, bo nagle sytuacje sprzed lat wskakują na swoje miejsca. Bardzo często jest tak, że partner pierwszy dokopuje się do wiedzy tajemnej i podsuwa mądrości dorosłemu dzieciakowi, oboje się dowiadują, o co chodzi z tą całą sinusoidą stanów ducha i szarpaniną. To wyśmienicie, ale tu musi zaistnieć druga okoliczność: partner musi również sobie zdać sprawę z własnych deficytów. Popatrzeć w siebie i spytać siebie, dlaczego jego koledzy zakładają rodziny, a on żyje na huśtawce bez jasnego jutra. No i zadać sobie szczere pytanie - czy umiałby kochać swoją niegrzeczną dziewczynę, gdyby nagle “znormalniała”. Gwarantuję Wam, że 99% tych, którzy trwają w arcytrudnej relacji szybciutko by się w cudowny sposób odkochała, gdyby nagle partnerka zyskała stabilność, zdjęła zbroję i odstawiła ośmiokątny miecz. Dlaczego - wszystko już napisałem. Ten układ jest funkcjonalny dla obu stron, obie tak samo uciekają przed bliskim związkiem, tyle że jedno spierdala ile sił, a drugie realizuje się w gonitwie zdobywając niezdobyte. Wierzę, że taka miłość ma szansę, ale tylko pod jednym warunkiem: symultanicznie rosnącej samoświadomości obu stron i równoległej walki ze swoimi słabościami. Wszystko się da, chociaż to kurewsko ciężka droga, przekuć chore uzależnienie od emocji w dojrzały związek. Dorosnąć w trakcie i przy sobie, równolegle. To niesamowicie trudne, bo trzeba się powoli i mozolnie pozbyć wszystkich mechanizmów, które doskonale opanowane umożliwiały w miarę bezpieczne przetrwanie w tym obcym świecie. Trzeba się rozebrać na kawałki i zbudować od nowa. W większości przypadków to lata terapii. Mówi się, że nikogo nie można zmienić pierdoląc mu nad uszami. Na pewno nie tędy droga do cudownej przemiany dorosłego dziecka w odpowiedzialnego, szanującego i ufającego partnera. Za to wiele można zmienić zmieniając siebie samego. I mnóstwo zyskać odzyskując siebie samego w sobie. Relacja - przetrwa albo nie, a Ty, szanowny userze, jeżeli nałogowo wpierdalasz się w tzw. “trudne związki” - bez pracy nad sobą wpierdolisz się w następny i kolejny. I jeszcze jeden. Oglądaliście “Debiutantów”? Polecam, zajebisty film. Właśnie o takich sprawach. Ciekawe, czy im się udało tam, po zakończeniu, poza ekranem. Powodzenia, dzieciaki
×