Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 28.04.2016 uwzględniając wszystkie działy

  1. 68 polubień
    TL;DR: Post był pisany urywkami, w rożnych miejscach i o różnym czasie. Dotyczy szerszego, niż tylko przez pryzmat relacji kobieta-mężczyzna, ujęcia pewnego zestawu poglądów, ciągnących polskiego faceta w niebyt jałowego życia i marnowania energii na sprawy mało ważne co rodzi depresje, frustracje i niezadowolenie z życia. Post ma dość osobisty charakter, więc jeśli oczekujesz złotych recept na życie, sztuczek z gatunku PUA czy też podobnych materiałów - już możesz przejść do czytania czegoś innego. Prolog (a właściwie koniec historii) Sygnał. Drugi. - Tak słucham? - Cześć A. tu Długowłosy. Co u Ciebie? - Ha ha ha! Facet z dworca, wziąłeś mój numer, pamiętam! Miałeś wrócić za kilkanaście dni! A w sumie u mnie w porzo. Wiesz, dostałam się na te studia o których marzyłam bla bla bla bla (5 minut trajkotania o dupie Maryni podczas których zastanawiałem się po kiego wuja chcę się umówić z blondynką skoro lubię brunetki). A co u Ciebie? - Luz. Wylądowałem godzinę temu i wracam do domu. - Jak było? - Luz. Było w porzo. Dzwonię żeby zapytać kiedy idziemy na kawę? - Eeeeee... Yyyyyyyy.... Wiesz mam chłopaka bla bla bla (wata na spławienie). - Hmmm. No ok kurcze miło Cię było poznać i mam nadzieję, że ułoży Ci się wszystko tak jak planujesz. Fajna z Ciebie babka. Cześć. - Zaczekaj. Ale jak to....?! Nie zaproponujesz, że zadzwonisz, zadzwonisz nie? - Nie. - Czemu? - Bo już mi się nie chcę i chcę zachować miłe wspomnienie o Tobie. - Jesteś po*ebany. Spie*dalaj. - Też Cię lubię, cześć. Było cholernie zimo. Padało. Różnica prawie 25 stopni zaczynała dawać o sobie znać. Pendolino na starcie ma tylko 10 minut opóźnienia. Brakuje napisu "Witamy w Polszy" kraju skwaszonych kobiet i najlepszej na świecie wódki. Lubię te kartki z numerami telefonów napisanymi damską ręką - kręci mnie miękkie, damskie pismo - jakiś fetysz? No cóż - ta leci do kosza - jej wybór, nie przyjęła zaproszenia do mojego świata. Widocznie jej jest "ciekawszy". Błąd numer 1 - Mitologizacja seksu jako czegoś, nad czym samiec nie ma kontroli - Cześć, możesz mi powiedzieć jak dojść do prospektu XYZ? - Nie znam angielskiego przepraszam. - Ok, spróbujemy w Twoim języku, ale uprzedzam, robię śmieszne błędy. Jak dojść do prospektu XYZ? - To niedaleko, skręć bla bla bla. Dobrze mówisz po naszemu. Hiszpan, Włoch? - Polak. - Ha ha ha, no tak akcent! Witaj na Y. - Skoro już tak miło sobie rozmawiamy, może mnie zaprowadzisz, odwdzięczę się. - Jak? - Chodź na kawę, tam chyba jest gdzie usiąść. (Dojście na miejsce, kawa, 30 minut waty) - Podobasz mi się. - Eeeeee..... Yyyyyyyyy..... - Sorrry nie mogę się oprzeć (pocałunek) - Proszę nie rób tego więcej, nie chcę się czuć jak dziwka, nie znam Cię w ogóle. - Ok. (10 minut waty, rachunek, płacę miejscową plus rzucam kilka dolarów napiwku, oczy jak spodki, wychodzimy) - No to dzięki i cześć. - Hmmmm, a może.... Hmmmm.... - Tak, słucham? - Może poszlibyśmy do mnie, mam dobrą herbatę i upiekłam ciasto, moi rodzice wyjechali? - Nie, dzięki. Nie tego szukam. Jesteś świetną kobietą ale to nie to. Trzymaj się, mam nadzieję, że Ci się ułoży w życiu tak jak chcesz. ***************************************************************************************** Zabawne jest wsiadanie do samolotu w którym poza Tobą wszyscy mają karnację jednoznacznie kojarzoną z terroryzmem. Mniej zabawne, kiedy w gronie pasażerów dostrzegasz kobietę ulepioną jakby z marzeń o Twoim ideale. Jeszcze mnie jest Ci do śmiechu, gdy orientujesz się, że jest w towarzystwie Ojca(wujka?) i Męża. Zapowiedź tego, gdzie się wybierasz. W pewnym momencie wymieniacie się spojrzeniami, ona wstydliwie spuszcza wzrok, Ty, zanim się uśmiechniesz, upewniasz się, że obaj towarzyszący jej mężczyźni nie widzą tego. Dziwnym trafem Ona siada za Tobą. Kiedy idziesz na swoje miejsce wymieniacie się spojrzeniami - patrzysz w cudowne, czarne jak węgiel oczy, idealne usta i bardzo ciemną karnację okraszoną smolistymi włosami. To jeden z tych momentów, który naprawdę cholernie lubisz w relacjach damsko-męskich - dużo lepszy niż bzykanie czy cokolwiek innego. Siadasz. Starasz się zapomnieć. Ułatwia to mała ilość pasażerów i fakt, iż niedługo gasną światła, a Ty rozkładasz się, podobnie jak wszyscy inni, na 3 fotelach i zasypiasz. Ostatnie co słyszysz, to cicha rozmowa z tyłu i rozsiadanie się pasażerów. Zasypiasz. Nie na długo..... Po pewnym czasie (trudno Ci stwierdzić jakim) czujesz, iż coś drażni Cię w ucho. "Co jest k...a?" myślisz ale nagle czujesz... damską stopę.... Myślisz, że to sen... Ruch nie ustępuje.... Odwracasz się, i widzisz oczy... TE oczy.... i lekkie światło od księżyca... Sięgasz dłonią (dzięki Bogu lecisz starym trupem z niewygodnymi fotelami gdzie jest sporo miejsca pomiędzy nimi).... Udo jak należy... Całkowita cisza, jej mąż śpi rząd dalej... Łapiecie się za dłonie.... Sytuacja patowa... W Europie po prostu złapałbyś za rękę i poszedł do kibelka ale tu taki numer skoczyłby się w najlepszym razie ciężkim pobiciem.... Wymieniacie się uśmiechami... Odwracasz się i idziesz spać... Morał: Seks nie jest czym na co masz się fiksować, a raczej czymś co ma sprawiać Ci radość. Relacjami damsko-męskimi należy się bawić (w dobrym tego słowa znaczeniu). Nie rób nikomu krzywdy ale nie daj jej tez zrobić sobie. To Ty selekcjonuj kobiety z którymi chcesz spać, a nie bądź psem rzucającym się na każdą chętną sukę. Stwórz swój wizerunek i czerp z tego świadome korzyści. Odnajdź swoją niszę kobiet i ją eksploruj. Miej standardy. Błąd numer 2 - Mitologizacja Polek jako "najpiękniejszych na świecie" i "idealnych matek, strażniczek domowego ogniska" Rozmówczynie w wieku 18-30 lat, studentki, kury domowe ale i kobiety pracujące: - Wiesz w sumie nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża, jest jaki jest ale daje mi utrzymanie, poczucie bezpieczeństwa i dom. - Nie wyobrażam sobie życia bez męża, kim bym była bez niego? - Długowłosy, wiesz co mnie najbardziej cieszy - to, że mój mąż jest ze mnie dumny, że studiuję. - Uwielbiam przygotowywać dla niego śniadanie i czekać z obiadem jak wraca z pracy, wiem, że ciężko pracuje na mnie i dzieci. - To, że mam męża i dzieci nadaje sensu mojemu życiu. Zabawne, bo bardzo dawno nie słyszałem, żeby jakakolwiek Polka wyrażała się tak o swoim facecie. Morał: Polki, podobnie jak wiele kobiet zachodu, wyzbyły się cech kobiecych. Stały się "kobietonami", a więc nieudolnymi podróbkami facetów - zagubionymi tworami czującymi się nieszczęśliwie w swoim życiu. Czy kobiety z innych kręgów kulturowych zdradzają, miewają fochy etc.? Oczywiście, że tak ale "narzut wychowania" skutecznie je w tym temperuje. "Legendarną" urodę naszych rodaczek może ocenić każdy, kto był poza Europą. Eksperymentuj, i jeśli nie zadowala Cię miejscowy narybek, rozwiń żagle i płyn w poszukiwaniu tego, co zadowoli Twoje oczekiwania. Błąd numer 3 - Brak osobistego work-life balance - Wiesz co mnie wkurwia Długowłosy? - Nie. - Jestem na wakacjach, a nie mogę przestać myśleć o pracy. - To przestań o niej myśleć. - To moje całe życie, muszę zrobić karierę. - Ch*jowe masz to życie. - Czemu? - Bo jesteś inteligentnym facetem, a tyrasz na jakiegoś frajera. - Co masz na myśli? - To, że rozumiem, że w Twoim fachu trzeba "zapłacić" frycowe na wejście ale nie kumam po co siedzisz w pracy po 12-14 h i wracasz po nocach do domu. - Tak trzeba. - Gówno trzeba. Nie masz nawet kiedy wydać tych pieniędzy, a lwią część zabiera ktoś inny. - Ale... - A jesteś szczęśliwy? - Nie. - Czyli przesrywasz życie. - Co mam zrobić? - Mieć czas na życie. (Zmiana tematu) Ranek, śniadanie, za chwilę każdy podąży w swoją stronę. - Długowłosy, chciałbym Ci podziękować. - Za co? - Za tę rozmowę o pracy. Środek nocy, tydzień od spotkania, u X jest około 10 rano. Sms. "Długowłosy, odszedłem z pracy. Koniec umierania za życia. Jeszcze raz dziękuję". Morał: Idealną sytuacją jest ta, kiedy praca to Twoje hobby. Do tego dąż. Nie możesz pozwolić, żeby przejęła ona kontrolę nad Twoim życiem. Zapieprzanie na kogokolwiek innego niż Ty sam powyżej 8h godzin dziennie jest głupotą. Tyrać możesz tylko w dwóch przypadkach - jeśli jesteś "na swoim" lub zdobywasz szlify, które w konsekwencji doprowadzą do "bycia na swoim". Szanuj czas swojego życia i wypełniaj go tym, co kochasz robić, a nie bezsensowną pracą. I tak nikt jej nie doceni. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ To zabawne, kiedy po latach Twoje życie zatacza koło, a Ty młodniejesz. W pewnym momencie czujesz się znów jak szczyl świeżo po studiach, przed którym stoi tak wiele ciekawych ścieżek, zadań i gór do zdobycia, iż na samą myśl uśmiechasz się do siebie w lustrze. Jeszcze zabawniejsze jest, gdy przypomnisz sobie, iż tak właśnie żyłeś kiedyś, a niewiedzieć czemu zszedłeś z tej drogi. Życie każdego z nas zależy od nas samych. To My kreujemy jego standardy, pozwalamy na różne zachowania osób trzecich. Prawda jest taka, iż za wieloma niepowodzeniami kryją się głęboko skrywane pokłady lenistwa, partactwa i zwykłego strachu połączonego z wygodnictwem. Każdy z nas ma swój osobisty Mount Everest - jeden kocha stare motory, drugi robienie pieniędzy, trzeci jest molem książkowym, a czwarty chciałby zostać uznanym didżejem. Pewnie uda się tylko ale części stawianie czoła wyzwaniom, zamiast zadowalania się półśrodkami, jest w życiu najciekawsze. Pracuj nad swoją głową i umysłem, reszta sama do Ciebie przyjdzie. Pamiętam dzień w pracy, kiedy pojawiłem się w biurze na pełnym luzie, z bananem na gębie. Pierwsze pytanie jednego z moich współpracowników brzmiało - "Czy Ty mnie musisz wku*wiać tym zacieszem? Jesteś w pracy, a nie na wczasach." Serio chcesz tak żyć? PS W środku nocy gdzieś na bliskim wschodzie było sobie lotnisko na którym leżał, oczekując na lot, pewien długowłosy. W pewnym momencie, na siedzeniach naprzeciwko (obok nie wypadało jej usiąść) pojawiła się ONA. Ok 166 cm szczupłej kobiety z oliwkową cerą, ciemnymi jak węgiel oczami i takimi samymi włosami. Wokół niej biegał jej synek. Ten widok rozczulił Długowłosego, a z drugiej strony odpalił mu "klapkę" - "Ty nie dasz rady, przecież to łatwe mieć taką kobietę"? Zabawnie będzie kiedyś, gdy już osiągnie się ten cel, wspomnieć tę noc, to zmęczenie i ten widok... W życiu nie może być łatwo bo robi się nudno. PS 2 A i najważniejsze - dzięki Marek (@Silny) W zasadzie cała ta ściana tekstu to podziękowanie dla Ciebie
  2. 68 polubień
    Dziś w cyklu "red bawi i uczy" zajmę się frapującym wielu z was problemem, jak w prosty sposób zweryfikować czy dana kobieta nadaje się na matkę waszych dzieci, zyciową partnerkę itp. Generalnie uważam to za branie na waszą łajbę zbędnego balastu (kobietę nie dzieci), ale jak już musicie .... Kilka/ naście razy przy różnych okazjach wspominałem, że aby nie spierdolić życia sobie i ewentualnie swoim dzieciom trzeba wejść w związek z: 1 Odpowiednią osobą 2 Na odpowiednich zasadach To lecimy z tym koksem. Panowie trzeba się szanować, ewentualną życiową partnerkę wybrać z najwyższą starannością ponieważ jej wybór ma wpływ na każdy aspekt waszego życia, oraz życia waszego potomstwa: - finansowy - psychiczny - zdrowotny - interakcje z rodziną i przyjaciółmi - waszą pracę - wasze życiowe priorytety 1 W związek wchodzicie z odpowiednią osobą, nie będę skupiał się na wyglądzie bo to kwestia gustu, na wstępie napiszę czego unikać: a ) Narkomanki / palaczki / alkoholiczki - czyli panie z nałogami i proszę bracia nie wierzcie w bajki, ja palę tylko okazjonalnie (loszki, które tak mówią na 99% kopca jak parowóz). Ja piję/ ćpam tylko na imprezach żeby się rozluźnić < picie ćpanie, w określonych krótkich cyklach czasu to preludium do popadnięcia w nałóg, często alkoholizm zaczyna się od picia weekendowego Chcecie odwiedzać matkę swego dziecka na odwyku, pilnować czy nie chowa prochów lub wódy w meblach i spłuczce? nie sadzę :> Chcecie aby dziecko miało traumę przez niestabilną psychicznie uzależnioną kobietę? I dochodzi jeszcze jedna kwestia, panie dające w "gardło" lub "żyłę" tylko imprezowo miały więcej chujów w dupie niż wy śliwek w życiu zjedliście. Dziewczyna pijana/ naćpana = dupa sprzedana. O bonusach typu opieka nad konająca na raka żonką, która jarała jak lokomotywa nie wspomnę. b ) Unikamy bezwzględnie pań z chorobami psychicznymi w rodzinie, z chorobami genetycznymi i innymi dziedzicznymi, jeśli się chcecie ożenić domagajcie się historii medycznej rodziców i dziadków z obu stron, bezwzględnie (jak się da to nawet pradziadków). Chyba nie chcecie żeby wasze dzieci były mówiąc delikatnie niedojebane i wymagające szczególnej troski. Było by miło gdyby pani rodzina dysponowała dobrymi genami, długowieczność bardzo pożądana. c ) Unikamy samotnych matek. Nie jest istotne czy pani jest sama bo się huśtała za młodu i tatuś dał nogę czy owdowiała. Przyczyna powstania tego stanu nie jest istotna. Takie kobiety będą miały zawsze te same motywacje i cele i są one sprzeczne z waszym szeroko pojętym interesem d ) Żadnych pań z patologicznych rodzin, gdzie był y używki, przemoc fizyczna lub psychiczna. e ) Żadnych mezaliansów, kobieta musi mieć podobny poziom finansowy. Jeśli jesteś biedny wcale się nie żeń, dopóki nie zmienisz tego stanu rzeczy, nigdy, przenigdy nie wżeniaj się w biedę. Po co ci niezaradna życiowo niedojda? Co sprawdzić: a ) Sprawdzamy rodzinę, o zdrowiu już było. Sprawdzamy czy nie ma osób z problemami finansowymi, sprawdzamy historię kredytową, bo po ślubie będzie ciosanie na głowie kołków "misiu musimy pomóc mamusi/ braciszkowi/ siostrzyczce" przecież to rodzina. b ) Sprawdzamy stosunki panujące w rodzinie, kto nosi spodnie. Czy przyszła teściowa ma tzw. "zryty beret" - jaka matka taka córka, czy teściowa, siostry itp mają skłonność do tycia. Otyłość to też bardzo ciężka choroba, nie jest wam potrzebny taki balast w życiu, o znikomej funkcji reprezentacyjnej grubej baby nie wspomnę. Zwracamy uwagę jak się prowadzą jej siostry jeśli takie posiada. Jak ma starszą puszczalską, to ta była dla niej wzorem w młodości, jak ma młodsza puszczalską to oznacza, że młodsza brała przykład z waszej perełki c ) Sprawdzamy w każdy możliwy sposób jej przeszłość, ilość partnerów, jakie jazdy im robiła, w jakim środowisku się obracała. Jeśli była poza granicami to szukamy tam kontaktów i tez sprawdzamy. Wiadomo, duża ilość parterów czy opinia puszczalskiej dyskwalifikuje panią całkowicie. I pierdolenie "nie liczy się to co było kiedyś, tylko to co będzie" nie ma żadnego znaczenia. Pojadę cytatem "kurwę można wyciągnąć z burdelu ale burdelu z kurwy nigdy". d ) Jeśli pani spędza dużo czasu w mediach społecznościowych znaczy, że jest Karyną atencjuszką i przemyślcie sobie dokładnie, czy chcecie, babę która 90h miesięcznie wkleja zdjęcia dzióbka na fejsa, przy okazji upublicznia całe wasze prywatne życie łącznie ze sranie, żeby się przypucować innym Karynom. e ) Sprawdzamy czy pani nie żyje ponad stan tzn. wydaje więcej niż zarabia np. dojąc regularnie kasę z rodziców. Co musi mieć: a ) Wykształcenie i/ lub zawód. Panowie kobieta z konkretnym technicznym/ ścisłym / medycznym wykształceniem lub ostatecznie mocnym humanistycznym (takim, po którym jest dobra praca). Ewentualnie jeśli nie posiada wyższego wykształcenia to chociaż dobrze płatny zawód. b ) Praca - musi mieć pracę, prawdziwą z perspektywami i przyzwoitymi zarobkami. Pracę gdzie się pracuje, a nie pół dnia pije kawkę z panią Jolą i panią Jadzią wpierdalając ciastka i leniwie odbierając przy tym telefon. c ) Musi mieć zbliżony do waszego status materialny, minimum to własne mieszkanie (nie na kredyt, bo spłacanie tego gówna po ślubie was obciąży ) d ) Musi mieć jakieś oszczędności i czystą historie kredytową. Pani oszczędna i zapobiegliwa cacy, pani rozrzutna be. e ) Musi znać minimum język angielski < chyba nie trzeba tłumaczyć. Czemu nie biedna, fajna myszka z lewymi rąsiami do pracy? Z prostej przyczyny, gdyby w wyniku zdarzeń losowych was zabrakło, musi być zdolna do przejęcia całościowo obowiązku utrzymywania rodziny. Jeśli nie będzie miała kwalifikacji i nie będzie zaradna, to będzie ostro szukać nowego fagasa, a latka już nie te, cycuszki i pupcia do dołu i wasze pociechy przez resztę dzieciństwa będą miały co kilka tygodni nowego potencjalnego "tatusia" < niefajnie. Oczywiście stan posiadania pani, którą bierzecie musi być z grubsza zbliżony do waszego. Jeśli weźmiecie za biedną to od nadmiaru dobrobytu momentalnie jej odpierdoli. Zmiana charakteru (tak pieniążki zmieniają ludzi), więcej kilogramów, uaktywnienie najgorszych cech osobowości itp.. < nie wierzcie w babskie pierdolenie "ja taka nie będę" , "starcza mi to co mam" itp. to są bujdy, większości ludzi nagły przypływ dobrobytu ryje beret. Miałem się rozpisać o cechach charakteru wszelakich, ale sobie odpuszczę, jeden lubi to inny co innego. Jeden zniesie więcej inny mniej. Każdy powinien znać siebie na tyle, żeby wiedzieć czego w tym zakresie potrzebuje/ oczekuje. 2 W związek wchodzicie na odpowiednich zasadach: a ) Umowa małżeńska majątkowa, zwana potocznie intercyzą. Wymagacie zawsze i bezwzględnie, pani nie chce podpisać to jest zdyskwalifikowana i szukacie innej. b ) Co wasze jest wasze co jej jest jej. Żadnych wspólnych interesów, żadnego wspólnego nabywania nieruchomości czy droższych ruchomości. c ) Domagacie się regularnych nakładów finansowych na wspólne życie. Chyba że pasuje wam sytuacja kiedy pani zajmuje się domem i dziećmi, a pracujecie wy < czyli klasyczny model rodziny. d ) Żadnego obnażania prywatności waszej i waszych dzieci na fejsbukach i innych takich gównach, życie prywatne pozostaje prywatne Jak loszka tego nie rozumie kończy jak w podpunkcie A. e ) O tym co ma zostać kupione i co jest niezbędne dla domu/ rodziny decydujecie wy. Nie potrzeba srajfonów dla 10 letnich dzieci, bo rodzice małej Dżesiki z sąsiedniej ulicy jej kupili, nie trzeba nowego auta bo loszka skomli że sąsiad kupił nowe audi za 500k na raty. Kobiety w związkach małżeńskich odpowiadają za 85% niepotrzebnych wydatków oraz doprowadzają do zmniejszenia oszczędności emerytalnych faceta o 65% < czysta statystyka. f ) Wy decydujecie o zajęciach dodatkowych dla dzieci, mają się uczyć użytecznych życiowo umiejętności, a nie tego co jest modne, jak kurs łapania pokemonów czy murzyńskie potańcówki. Te sprawy ustalacie przed ślubem, a po ślubie bezwzględnie je egzekwujecie. Jeśli pani w małżeństwie poczuje się zbyt pewnie i zaczyna odpierdalać, a wy nie jesteście w stanie utrzymać ramy to odchodzicie. Trudno będziecie płacić alimenty, pewnie będzie podburzać przeciw wam dzieci, ale dzieci podrosną będą miały swój rozum i w końcu do nich dotrze kto naprawdę był winien i jaki mama miała zryty garnek. I pamiętajcie o jeszcze jednej złotej zasadzie, wasza wartość z wiekiem rośnie, a pani maleje. Więc wybieracie panie młode i świeże. Są ładniejsze, bardziej reprezentacyjne, mają większe szanse na urodzenie zdrowego potomstwa. Moim skromnym zdaniem pani obowiązkowo przed 30 tką, maximum 28 lat. Młodsza od was co najmniej 10 lat. I nigdy, przenigdy nie żeńcie się przed 35 rokiem życia, po chuj marnować młodość?
  3. 67 polubień
    Dziś rozpoczynam nowy cykl zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych (oj tak, niektórym by się przydało ) "red radzi, jak wyjść ze spierdolenia". Czyli co robić i czego nie robić aby być odbieranym pozytywnie, nie zamykać sobie życiowych furtek, nie niszczyć własnego wizerunku, nie tracić przy bliższym poznaniu. Są takie rzeczy, które wpływają kolosalnie na nasz odbiór zarówno przez ludzi w ogólności jak i panie w szczególności. Są to rzeczy prozaiczne, jednakże mają one przełożenie na bardzo wiele spraw, na każdej płaszczyźnie naszej egzystencji. Są to rzeczy, których mężczyzna nie powinien robić lub, te których nie powinien zaniedbywać. 7 grzechów głównych mężczyzny 1 Biadolenie - odpowiedzcie sobie na pytanie ilu z was ma manierę biadolenia i skąd nabyli ową cechę? Wielu z was wyniosło z domu rodzinnego, adaptując to od kobiecego otoczenia bądź zniewieściałych mężczyzn, inni nauczyli się iż biadoląc można uzyskać w życiu ekstra bonusy od osób lub instytucji. Źródło problemu jest nieistotne liczy się efekt negatywny jaki ten problem wywołuje w nas samych jak i w naszym otoczeniu. Odbiór przez otoczenie: - po pierwsze biadolący facet dla kobiety = słaby facet, ponieważ jest to cecha typowo reprezentatywna dla jej własnej płci, cecha ta wywołuje pogardę kobiet wobec mężczyzn W tym miejscu przerwę małą przypowieścią. Siedziałem kiedyś w typowo damskim towarzystwie i rozmowa zeszła na temat facetów, znajomych/ rodziny bliższej lub dalszej, którzy zeszli z tego świata z powodu nowotworów. No i panie opowiadały o kolegach, znajomych, wujkach. Szczególne miejsce poświęcały jak panowie radzili sobie z owym nazwijmy to wprost umieraniem. Była kupa pierdolenia typu jakie to straszne dla rodziny, a jak się wszyscy nacierpieli, czemu to tak długo trwało, kara boża bla bla bla... Reakcje pań lekkie zażenowanie, skrywana pogarda (tak tak wiem, jakoś mitycznej kobiecej wrażliwości nie było). Gdy jedna z pań 50+ doszła do opisania przypadku gdy jej kolega, któremu zostały dwa miesiące życia, był pogodzony z losem, wesoły, żartował sobie z własnego stanu. Owa pani zapytała go "przecież umierasz, jak się możesz tym nie przejmować?", mężczyzna odpowiedział "i tak tego nie zmienię, a przynajmniej będę się dobrze bawił aż do śmierci". Oczywiście pani opisała jego buńczuczną postawę, pogardę wobec śmierci, zadziorną minę. Efekt jaki? Wszystkie panie od tych młodych do tych pod 60 z opowiadającą na czele (a było ich około 10 sztuk) wypieki na twarzy, maślane oczka, drżące uda. Oczywiście pierdolenie o tym, jak tak można hamować i ukrywać emocje, że to niezdrowe bla bla bla.... Jednocześnie reakcja na samą myśl o nieustraszonym w obliczu śmierci mężczyźnie, który się nad sobą nie użala wywołuje reakcję mega podniecenia, mimo iż bohater opowieści już od lat wącha kwiatki od dołu. Koniec dygresji. - biadolący mężczyzna to mężczyzna niezaradny z automatu nie jest traktowany przez innych mężczyzn jako osoba, z którą można wejść w spółkę/ robić interesy/ zainwestować w pomysł takiej osoby kasę - biadolący mężczyzna, to osoba, z którą niechętnie spędza się czas, nikt nie lubi smętków Teraz tak stuleje kiedy biadolicie, użalacie się nad sobą i swoimi problemami, wyolbrzymiacie je, gadacie po próżności czyli żeby sobie pogadać, a nie rozwiązać problem strzelacie sobie w stopę i miażdżycie własne jaja w imadle własnego spierdolenia. Panie wami gardzą totalnie w sposób skrywany lub otwarty. Faceci są mniej okrutni i zazwyczaj wzbudzacie u nich tylko lekkie politowanie zmiksowane z zażenowaniem. Biadoląc zamykacie sobie wiele bram życiowych, zarówno tych, które znajdują się między udami pań, jak i tych, które sypią do waszej kieszonki szeklami, dają wam szersze możliwości zawodowe, znajomości pomocne w życiu, możliwości realizowania ważnych dla was projektów. Sami sobie robicie krzywdę. - biadoląc wpajacie sobie i utrwalacie własną nieporadność życiową - zaczynacie gardzić sami sobą - zazdrościcie ludziom, którzy tego nie robią i jednocześnie szukacie pizdowatych usprawiedliwień dla siebie typu "on nie marudzi bo zawsze miał łatwiej w życiu" Więc drodzy stulejarze następnym razem kiedy macie zamiar zacząć biadolić na cokolwiek przypomnijcie sobie maksymę: "facet rozmawia o swoich problemach tylko z innym facetem, tylko wtedy gdy jest przekonany iż rozmówca jest w stanie mu pomóc/ doradzić". Tak, kurwa, nim zaczniecie wylewać z siebie gorzkie żale ugryźcie się w język ewentualnie przytrzaśnijcie sobie jajo w szufladzie, paradoksalnie wyjdzie wam to na zdrowie. 2 Zaniedbanie kondycji fizycznej - tak stulejki, hodowanie kindziuka, zaawansowana lustrzyca nie są ani seksowne, ani dla was dobre. Nie mówię tu o sylwetce modela tylko o sprawności, zresztą Marek niejednokrotnie o tym wspominał. Można mieć normalną sylwetkę lub lekką nadwagę i być przy tym wysportowanym i sprawnym człowiekiem cieszącym się dobrym samopoczuciem i pozytywnie odbieranym przez otoczenie. Tutaj nawet nie będę omawiał jaki daszek nad ptaszkiem ma wpływ na wasze życie społeczne i zdrowie, w tym temacie nie kłamie nawet TVN. W skrócie, jesteś spasiony = jest chujowo. Rozwiązanie tak naprawdę jest tylko jedno MŻ + WR = mniej żryj + więcej ruchu. 3 Lenistwo - tak moi drodzy, wielu z was żyje według zasady "co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego". Odkładanie spraw na później zawsze wraca do was rykoszetem, problemy mają tą tendencję, że się nawarstwiają, kumulują i zazębiają. Niejednokrotnie normalne rzeczy odłożone "na później" zmieniają się w gigantyczny problem, bo zabrakło czasu, bo doszło coś niespodziewanego. Jak masz coś stulejo zrobić, to szereguj to według ważności i załatw w pierwszej kolejności to co najpilniejsze. Jak zarobiłeś trochę hajsu to nie siedź na dupie, aż się skończy i nie wrzucaj na luz. Dalej wykonuj tyle samo pracy, paradoksalnie im więcej czasu poświęcasz na dana pracę tym lepszy się w niej stajesz i po pewnym czasie okazuje się, że to co zajmowało ci 8h robisz lepiej i krócej. Czyli finalnym efektem pracowitości jest: lepszy efekt w krótszym czasie, za więcej kasy. Lenistwo jest natomiast zarzewiem nieszczęść wszelakich. - brak zabezpieczenia przed zdarzeniami losowymi - brak zabezpieczenia na starość - regres na wszystkich płaszczyznach (osobistej, finansowej, duchowej) Więc rusz swoją leniwą stulejo dupę i co masz zrobić dziś, zrób dziś, bez kwękania. 4 Brak szacunku dla własnego czasu - tak wielka wina, największa ze wszystkich. Niech każdy z was sobie pomyśli ile czasu zmarnował na bezwartościowe, nic nie wnoszące do jego życia rzeczy, takie jak robienie za tampon emocjonalny dla loszki, oglądanie spierdolonych seriali czy inne gówno, które absolutnie nic pozytywnego nie wnosi do jego życia, a niejednokrotnie wpaja wypaczone wzorce i mylny obraz rzeczywistości? Policzcie sobie ile godzin tygodniowo marnujecie, policzcie ile rocznie, ile przez dekadę.... I co głupio wam? Nie mówię oczywiście, żeby rezygnować z rozrywek, zwyczajnie należy je dobierać co do rodzaju, ilości i częstości, żeby wynieść dla siebie jak najwięcej przy efektywnym gospodarowaniu czasem. Dodam, że jeśli nie szanujecie własnego czasu to inni też go nie będą szanować. Cały czas będziecie bombardowani cudzymi zdupingowymi problemami, wszak czasu w opinii otoczenia macie nadmiar. Czasu wam nikt nie zwróci. Więc zamiast zajmować się jakimś gównem, zajmijcie się czymś przydatnym. Zamiast gównianej telenoweli, czy "trudnych spraw" obejrzyjcie program popularnonaukowy, przeczytajcie kawałek książki, uczcie się nowego języka. 5 Niezdolność do użycia przemocy - tak mamy XXI wiek, wszędzie się promuje miękkofajskie wzorce zachowań. Jednakże w życiu zdarzają się takie sytuacje, że facet musi użyć przemocy i musi potrafić to zrobić. Owa przemoc nie koniecznie musi być zawsze fizyczna, niejednokrotnie wystarcza sama gotowość do jej użycia, czy zdolność wywarcia presji. Znacie powiedzeni "atmosfera jest tak gęsta iż można ją ciąć nożem", jeśli potraficie wywołać taki efekt na zawołanie to jesteście na dobrej drodze. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, nie każę wam bić się z ludźmi o byle pierdołę, jednakże w życiu mężczyzny są takie chwile gdy trzeba komuś przypierdolić, bądź go zastraszyć aby uniknąć konieczności owego przypierdolenia. Jak jesteście znani z twardości charakteru, nie będzie zbyt wielu chętnych do wystawiania was na próbę i paradoksalnie będziecie mieli w życiu mniej sytuacji konfliktowych i przemocowych od miękkiej fajki. Każdy niezdolny do użycia przemocy, jest w naturze przyporządkowany do kategorii ofiara. Ten typ stworzeń przyciąga drapieżniki. Oczywiście w społeczności ludzkiej pojęcie drapieżnika jest znacznie szersze nie ogranicza się do łobuzów czy bandytów, równie dobrze może być ktoś kto przekręci was na grubsza kasę. Bandyta, czy fizyczny, czy malwersant zawsze typuje słabą ofiarę. Silny może się mścić, może odpłacić krzywdą za krzywdę, słaby raczej nie. Tak więc stuleje, poza dbałością o sprawność ogólną facetowi potrzebna jest umiejętność walki. Większość z was nie jest/ nie będzie/ nie chce być zawodowymi fighterami, to oczywiste. Każdy facet, któremu zdrowie pozwala powinien trenować jakąś sztukę lub sport walki. 2 - 3 x w tygodniu, po półtorej godziny wystarczy. Będą też inne bonusy w postaci wzrostu samooceny, pewności siebie, szacunku otoczenia. << chyba nie trzeba wam tłumaczyć jaki to ma wpływ na wasze życie. I ponownie stulejo, rusz dupę i zapisz się na coś. 6 Oddawanie kontroli - facet, który oddaje kontrolę nad sobą czy kobiecie, czy rodzicom, czy religii, czy ideologii wzbudza w innych szczególne uczucia - kobiety zaczynają takim gościem gardzić - rodzice kontrolują jego życie, najczęściej traktując jako narzędzie do realizacji własnych planów,co najczęściej nie wychodzi na dobre - facet, który daje się kontrolować religii bądź ideologii popada w ślepy fanatyzm, lub co gorsza brnie w fanatyzm mimo wewnętrznych wątpliwości Tutaj dam wam przykład. Pan Terlikowski, człowiek znany, inteligentny, odniósł sukces zawodowy jednakże oddał całkowicie swe życie i poświęca energię na walkę o przywileje korporacji religijnej. Teraz zastanówcie się jakie w was uczucia wzbudza Pan Terlikowski? Mimo licznych osiągnięć, niezbyt pozytywne. Pozytywne uczucia wzbudza jedynie w obrębie własnej grupy nastawionej na realizację tych samych celów, i te pozytywne uczucia są wynikiem wysokiej pozycji, jaką zajmuje w tej grupie. Reszta świata, cóż ..... Nigdy, przenigdy nie oddajcie lejców. Wasze życie ma być kontrolowane przez was, w pierwszej kolejności ma służyć realizacji waszych celów i pragnień. Można być religijnym, można popierać jakąś ideologię, można szanować rodziców i chcieć spełnić ich pragnienia. Wszystko to jest ok, ale tylko do momentu, gdy nie przesłania wam większego obrazka, którym jest wasze osobiste szczęście i życie w zgodzie z samym sobą. Oddawanie kontroli bywa kuszące, ponieważ często wiąże się z przeniesieniem odpowiedzialności za własne niepowodzenia na osoby trzecie. Jednakże skutkami oddania lejców będą wasze problemy, a to że obwiniać będziecie o nie innych wcale nie poprawi waszej sytuacji. Tak więc, bądź facetem i nigdy nie przedkładaj cudzego szczęścia nad swoje, cudzych celów nad swoje, cudzych potrzeb nad swoje. 7 Zaniechanie - czyli nie podjęcie istotnych działań z błahych powodów, często natury czysto emocjonalnej, takich jak: strach przed odrzuceniem, przed reakcją otoczenia, wygodnictwo, spychologia problemów, obawa przed porażką, obawa przed konsekwencjami. Zaniechanie to przyczyna gigantycznych nieszczęść życiowych. - nie chciałem intercyzy bo moja myszka źle się poczuje - nie sprawdzam swojej myszki, bo jest inna niż wszystkie i mnie nie zdradzi - ne złożę pozwu, bo przegram - nie pomogę przyjacielowi, bo mojej myszce się to nie spodoba - nie wezwę karetki do leżącego człowieka, bo śmierdzi alkoholem i wszyscy go ignorują - on/ ona zrobiła coś złego ale podaruję, bo mam miękką dupę I tak można mnożyć przykłady sytuacji w tysiące. Później konsekwencje prawne, zdrowotne, finansowe, utrata bliskich przyjaciół czy gryzące sumienie. Metoda jest tylko jedna, jeżeli możesz coś zrobić, aby uniknąć przykrych dla siebie konsekwencji, to zrób to, miej prosty kierunkowskaz WŁASNE DOBRO I WŁASNE POCZUCIE PRZYZWOITOŚCI. Tak stulejki wyjście ze spierdolenia to droga długa i kręta. Kierunkowskazy już macie, nie wyjebcie się na zakręcie
  4. 53 polubień
    W moim życiu było kilka zdarzeń, które skutecznie wypchnęły mnie poza standardowe postrzeganie świata. Jako młody człowiek, mimo dość zdroworozsądkowego wychowanie i nieidealizowania relacji międzyludzkich przez najbliższą rodzinę, dalej tkwił we mnie jakiś idealizm, można to nazwać pierwiastkiem biało rycerskim. Nie do końca, wierzyłem w otrzymywaną wiedzę, a może inaczej, żywiłem głęboką nadzieję, iż istnieją jakieś wyjątki od reguły. Teraz z perspektywy lat oceniam to jako wpływ kultury masowej i promowanych przez nią wzorców oraz pęd do tego, żeby wszystko sprawdzić samemu, jak to bywa u młodych ludzi. Z czasem dokonywałem coraz bardziej interesujących odkryć, często były to zdarzenia przypadkowe. 1, Kiedy doszedłem do wniosku, iż materiał genetyczny jest najważniejszy? (także dla naszych cudownych i delikatnych pań). a) Mając lat 22 lub 23, byłem świadkiem pożaru domu jednorodzinnego (jak się później okazało więcej dymu niż ognia, spaliła się część pomieszczenia kuchennego), gdzie rozhisteryzowana kobieta krzyczała „ratujcie dziecko". Owa kobita trzymała za rękę małą dziewczynkę. Na szczęście sprawa skończyła się dobrze, miły pan strażak wyniósł dziecko. Kilka minut później podjechał mężczyzna, jak się okazało, ojciec wyniesionego dziecka i partner owej pani. Po chwili rozpoczęła się awantura, jak się okazało: - pani wbiegła do budynku i wyprowadziła swoją córkę. - pani zostawiła w środku drugie dziecko (które było dzieckiem jej partnera z pierwszego małżeństwa), mimo iż to przebywało w pomieszczeniu znacznie bliżej wyjścia niż jej własne, mogła z łatwością wyprowadzić oboje dzieci. - pani po wyprowadzeniu córki nie wróciła po dziecko partnera, tylko stałą w bezpiecznej odległości i starała się nakłonić innych, żeby to zrobili. b ) Kolejna rzecz, która utwierdziła mnie w przekonaniu to rozmowy z kumplem, który jest pedagogiem i psychologiem. Opowiadał mi, o przypadkach adopcji dzieci, przez pary, które miały problemy z poczęciem. Zazwyczaj na taką adopcję mocno prą kobiety (no chyba, ze wina leży po stronie partnera, wtedy wymiana na inny model). Czasami zdarzało się, iż jednak panie rodziły własną pociechę już po adopcji, zaczynały się dziać bardzo dziwne rzeczy. Nagle traciły zainteresowanie adoptowaną pociechą, były teksty „nie potrafię go zaakceptować”, "jest inne niż się spodziewałam", "coś z nim/ nią jest nie tak". Chyba kiedyś już to opisywałem w innym wątku... Efektem tego były zwroty „depozytu” w postaci adoptowanego dziecka. Mój kolega opisywał wiele takich sytuacji, panie miały 1001 wymówek, żeby dziecko oddać, natomiast faceci byli niesamowicie skrępowali i mieli silne poczucie winy, że tak postępują. Niestety presja w domu ze strony pań i często ich rodzin, ciągłe awantury, płacz przez ścianę itp. w końcu wygrywały z męską moralnością. Adoptowany dzieciak był traktowany jako obiekt zastępczy przez panie, był dostatecznie dobry, gdy nie było nadziei na przekazanie własnych genów lub ta nadzieja była nikła. Gdy pojawiało się dziecko, naturalnie poczęte stawał się zbędnym balastem. Kilka lat później miałem nieprzyjemność obejrzeć taką akcję z bliska w gronie znajomych, to przelało czarę goryczy. c ) Kolejny przypadek, który miał miejsce niestety w obrębie mojej rodziny. Kuzyn wziął sobie za żonę, matkę z dzieckiem (syn). Kuzyn bardzo spokojny człowiek, dobrze zarabiający, rodzinny (idealny beta sponsor). Mieli również własne dziecko (również syn). Kuzyn nie robił różnicy, chował jak swoje, zabierał na żagle, spędzał czas, grał w piłkę, wkładał równe środki materialne i niematerialne, żeby żaden nie czuł się gorszy. Natomiast małżonka, robiła różnice między nimi, było to widać w zachowaniu. Jej pierworodny był zawsze oczkiem w głowie, okazywała mu dużo więcej uczuć. Pewnego dnia podczas rodzinnej imprezy, gdy małża kuzyna wypiła o jednego drinka za dużo, wyszło szydło z worka. Podczas rozmowy na temat dzieci i wychowania wypsnęło się pani dwa zdania „mój młodszy nigdy nie będzie jak starszy, bo ojciec jest ciapa” < zauważcie, że i młodszego i starszego wychowywała i utrzymywał „ten ciapa” (kontaktu z biologicznym ojcem nie było wcale) więc jedyną różnica stanowiło, kto dziecko spłodził, czyli to, co według naszych kochanych pań ponoć jest bez znaczenia. Padło jeszcze jedno zdanie na ten temat, znacznie bardziej dosadne, ale co do przekazu takie samo. Więc jak to jest, mama hołubi synka spłodzonego przez łobuza, który poszedł w pizdu, a traktuje gorzej spłodzonego z odpowiedzialnym facetem, który obydwu chłopców wychowuje i traktuje równo. Macie dysonans poznawczy? Ja miałem jak jasna cholera, mimo że obaj synowie byli jej synami, to nadal różnicowała ich na lepszego i gorszego, lepszy i bardziej wartościowy dzieciak, był ten, który został spłodzony przez silniejszego samca, mimo że ten silniejszy był niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem, przypadek? 2 Kiedy doszedłem do wniosku, iż nasze anielice mają podwójną, potrójną, a nawet poczwórną moralność? Było wiele sytuacji, ale dwie, których byłem świadkiem, ale dwie wpłynęły na mnie w szczególny sposób. a) Jadłem obiad w jednej z restauracji na Nowym Świecie, przy stoliku obok siedziały trzy panie, jedna starsza dwie w średnim wieku. Jak wywnioskowałem z zasłyszanej rozmowy, była to matka i dwie córki, jedna córka w trakcie rozwodu. Rozmowa była arcyciekawa, ale najciekawsze było to, co się w niej przewijało, głównymi powodami było to: - ja już nie czuję tego, co kiedyś. - on za dużo pracuje i mnie zaniedbuje, wypada dodać, że pani miała na sobie ciuchów za jakieś 7-8k PLN, i biżuterii za wielokrotność tego). - on nie zachowuje się jak prawdziwy facet. I inne podobne pierdolenie, o którym często wspomina Marek w felietonach i audycjach. Druga ważna kwestia poruszona przez loszki to „a co z dziećmi?” - „dzieci zostają ze mną, bo jak zostaną z nim, to nie dostanę alimentów i z czego będę żyć?” - tak kurwa, nie dlatego że jestem lepszym rodzicem, nie dlatego że mogę zapewnić im lepsze warunki, tylko zostają ze mną, żebym miała hajs < dziecko jest źródłem utrzymania kobiety, środkiem do wyciskania zasobów z faceta, a istotą ludzką dopiero w dalszej kolejności. Oczywiście, panie przytakiwały i udzielały pełnego wsparcia swojej biednej i nieszczęśliwej krewniaczce. Omawiane były haki na pana, czego można użyć podczas rozwodu itp. b ) Druga sytuacja, której byłem świadkiem, to gdy moja koleżanka (rozwódka) dowiedziała się, że jej były mąż ponownie się żeni, miało to miejsce 6 lat po rozwodzie. Do tej pory były płacił dość wysokie alimenty na dziecko i niejednokrotnie z własnej woli kupował drogie prezenty, czy dawał ekstra kasę, w rzeczywistości przypuszczam, iż koleżanka miała z niego drugie tyle, prócz alimentów. Wszystko było cacy i ładnie, mimo rozwodu dogadywali się, kasa się zgadzała, dziecko też było zadowolone, bo prawie każdy weekend z tatą, wakacje z tatą, ferie u dziadków. Normalnie sielanka, jak to mówią ludzie, którzy kulturalnie się rozeszli i się dogadują. Gdy były mąż oświadczył, iż ponownie daje się zaobrączkować, zaczął się armagedon. Zaczęło się od tekstów, że ona nie pozwoli mu zabierać syna na weekendy, bo nie wie, co to za baba, z którą się wiąże. Później, że wystąpi o ograniczenie kontaktów z dzieckiem itd. itp. Zazdrość powiecie? Nie moi mili panowie, zapobiegliwość i chciwość. Kumulacja nastąpiła, gdy dowiedziała się, że jego nowa narzeczona jest w ciąży. Takich ataków furii, braku logiki, natężenia różnych form szantażu emocjonalnego, kupczenia dzieckiem to nie widziałem nigdy wcześniej. Ojciec przestał być dopuszczany do dziecka, moja koleżanka złożyła pozew o zwiększenie alimentów, zaczęła opowiadać przypadkowym ludziom niestworzone historie na jego temat. Przyczyna? Nowa baba + nowe dziecko = mniej środków dla niej i jej dziecka. Prócz alimentów były bonusy, które najprawdopodobniej skończyłyby się wraz z nowym związkiem i nowym potomkiem. Do tego dochodzi brak kontroli nad byłym mężem. Czyli zwyczajna utrata środków utrzymania. 3 Kobiety udają znakomicie, że są wspaniałe i wspaniale grają przeciw mężczyznom kolektywnie, a tak naprawdę znakomicie wiedzą jaka jest ich płeć. a) Dawno temu, tak z 10 lat wstecz, kolega miał się żenić. Rodzice mieli bardzo duży dom, Gdzie na piętrze było zrobione oddzielne mieszkanie, z oddzielnym wejściem z drugiej strony budynku, 4 pokoje, kuchnia, łazienka, ubikacja. Było to szykowane z myślą o synu jedynaku. Dodatkowo koło domu stał duży budynek, który miał zostać przeznaczony pod działalność. Kolega był ugadany z rodzicami tak, że przepiszą na niego własność domu, on sobie wyremontuje „swoje" piętro i zajmie budynek gospodarczy pod realizację własnych projektów, a oni sobie dalej będą żyli na swoim pięterku. Rodzina zdrowa, bez patologii, syn szanujący rodziców itp. Problemy zaczęły się, gdy matka dowiedziała się, iż syn się żeni. Od razu wycofała się z prawnego uregulowania własności. Cała akcja odbyła się w mojej obecności, a tekst poleciały takie: - ona teraz jest milutka, a jak się ożenisz, to cię pod pantofel weźmie, a ty zrobisz, co będzie chciała. - przez nią na starość na bruku wylądujemy. Tak więc moi mili kobiety doskonale wiedza, do czego są zdolne inne kobiety. Wspierając się nawzajem, walczą o kolektywny samiczy interes, natomiast gdy jakaś kobieta zagraża indywidualnemu interesowi innej, a właściwie nawet nie zagraża, tylko być może, kiedyś, w dalekiej przyszłości ... będzie zagrażać. To wychodzi szydło z worka i kobiety mówią, jakie są b ) Inny przykład na ten sam mechanizm. Kiedyś „przyjaciółka” zaczęła mnie swatać z jedną swoją znajomą, nawet atrakcyjna dziewuszka, no ale po kilku spotkaniach zaczęły wychodzić jakieś dziwne akcje. Biorę „przyjaciółkę” na spytki i oczywiście nie wprost, ale okrężną drogą chcę się dowiedzieć, co tu jest nie tak. Mówię do niej: „Słuchaj, a czemu mnie swatasz z A?, przecież masz wolego brata, ładna, miła dziewczyna, czemu z nim jej nie zapoznałaś?". Mojej przyjaciółce się wypsnęło „bo wiesz, ona kiedyś miała poważne kłopoty i przejścia”, zorientowała się, że za dużo powiedziała, ale było za późno, dokręciłem śrubę i wyszło szydło z worka. Okazało się, iż A pochodzi z patologicznej rodziny, gdzie ojciec walił dziada, napierdalał ją i matkę, a do tego była świadkiem gwałtu dokonanego przez ojca. Leczyła się psychiatrycznie, na dodatek ma naprzemienne fazy, trwające po kilka miesięcy raz jest „normalna', a raz jest »fanatyczną katoliczką« i śmiga 2x dziennie do kościoła 7 dni w tygodniu i codziennie się spowiada z każdej pierdoły. Zjebałem swoją „przyjaciółkę”, że chciała wpierdolić mnie na życiową minę, autentycznie się wściekłem. Jaka była reakcja: "jesteś chuj, ta dziewczyna też ma prawo do szczęścia!!!". Zapytałem z przekąsem, tylko czemu to prawo do szczęścia ma być realizowane cudzym kosztem, w tym wypadku moim, a nie np. jej brata. Na to już nie było żadnej odpowiedzi. Myślenie samic > zawsze stać za inną samica murem > chyba że zagraża moim osobistym interesom. Oczywiste jest, iż z A nie spotkałem się już nigdy, a moja „przyjaciółka” przestała być moja przyjaciółką. To sobie teraz braty samcy rozkminiajcie i poszukajcie podobnych sytuacji we własnych wspomnieniach dotyczących bliskiego otoczenia.
  5. 53 polubień
    TL;DR: Trochę spostrzeżeń na temat randek z naszymi kochanymi kobietami - dlaczego bywają nudne, ona nie odbiera telefonu albo czemu to nam nie chce się zadzwonić. Zebrane przez lata i morze zlewek, olewek i kilka "sukcesów". Do czytania raczej dla tych na poziomie "beginner" / "medium", lepszych ode mnie zawodników (a takich na forum mamy) proszę o swoje uwagi (w tym krytyczne) oraz wnioski. Czy powinienem to czytać? Po pierwsze - lubię kobiety. Ich towarzystwo, śmiech, miny, przekrzywianie głowy i dziecięce miny kiedy czegoś nie rozumieją, udawanie idiotki gdy chcą coś osiągnąć. Mam do tego słabość. Panie ceniłem nawet wtedy, gdy były dla mnie czymś nieosiągalnym - po prostu mnie do nich ciągnęło. Z takiej perspektywy piszę, to co poniżej. Jeśli nienawidzisz kobiet, masz do nich żale i pretensje, urazy, buldupizm albo jeszcze nie pogodziłeś się z ich prawdziwą naturą - szkoda Twojego czasu na ten tekst. Po co to napisałem? Patrząc z perspektywy czasu na pewne wydarzenia, muszę szczerze powiedzieć, iż nie kojarzę żadnego innego faceta poza piszącym te słowa, u którego stopień kumulacji błędów w relacjach damsko-męskich, a już szczególnie na tzw. "pierwszych randkach" byłby tak olbrzymi. To zabawne, przypomnieć sobie co człowiek wyrabiał na randkach w wieku 19-21 lat, kiedy wreszcie udało mu się wybłagać jakąkolwiek samicę, żeby się z nim umówiła. Skala błędów, zaniedbań i żenady z mojej strony musiała wywalać w kosmos tym dziewczynom "frajerometry" zamieszczone w ich głowach oraz całkowicie betonować, w stosunku do mojej osoby, części ciała znajdujące się duuuużo niżej Doskonale pamiętam te młodzieńczo-prawiczkowe rozkminy dlaczego koledzy już dawno "kogoś mają", sypiają z kim chcą (tak mi się wtedy wydawało - ) no i najważniejsze - czemu kobiety w których się "zakochiwałem" miały mnie kompletnie w doooopie Uważam, iż jest to jedno z najfajniejszych doświadczeń jakie przyniosło mi moje życie - pozwoliło najpierw przejść totalną załamkę, następnie zacząć zadawać pytania o co tu chodzi, zdiagnozować przyczyny problemu by później zająć się ich rozwiązywaniem. Po co to piszę? Ponieważ widzę na forum, a także w moim bliższym i dalszym otoczeniu masę chłopaków, którzy straszliwie miotają się w swoim życiu prywatnym - są oni mniej więcej w tym samym miejscu gdzie byłem i ja. Nie każdy ma na tyle dużo silnej woli i samozaparcia, żeby szukać samemu - duża część z nich popada w depresję, ładuje się w kiepskie związki z kobietami znacznie poniżej ich możliwości byle tylko "kogoś mieć". To cholerny błąd, mogący zrujnować życie. Zawsze ale to zawsze miejcie standardy i wymagajcie. Szczególnie od kobiet. Abyście jednak mogli stawiać ramy znajomości, musicie najpierw zrozumieć i nauczyć się, pewnych rzeczy. Jeśli macie otwarty umysł i potraficie myśleć próby rozumienia, studiowanie i przede wszystkim ćwiczenie dynamik socjalnych staną się jedną z najbardziej fascynujących przygód Waszego życia. Tym najinteligentniejszym z Was już powinna się zapalić lampka, iż przydają się one nie tylko do randkowania.... Podstawa - mindset Mój ogólny mindset znajdziesz w tym poście: Jeśli tego nie czytałeś warto, dla zrozumienia całości niniejszego postu. Ogólna zasada - wszystko co jest tu opisane nie zadziała, dopóki w Twojej głowie nie będzie poukładane w należyty sposób. Najprościej zrobisz to interesując się książkami Marka - "Stosunkowo dobry" oraz "Kobietopedia" - bo to one, w moim przypadku, stanowiły cegiełkę zamykającą obwód. Jednak mój umysł, w kontekście konwersacji i randkowania z Paniami ukształtował pewien człowiek i jego książka - Juggler i "Conversational Jujitsu". Polecam Wam ją serdecznie - googlujcie. To, co jest w niej najpiękniejsze to sama idea, jaką propaguje autor (w ramkach moje wolne tłumaczenia oryginału): Powtórzę abyście dobrze zrozumieli - idąc na randkę z kobietą nie macie żadnego zadania i spinki na cokolwiek. Już dawno mieliście seks, osiągnęliście to co chcecie, a teraz macie się dobrze bawić. Tak WY macie się dobrze bawić, ponieważ Wasze podejście do życia polega na posiadaniu dobrego stanu umysłu, do którego to Wy dopuszczacie kobietę. Czy zdajecie sobie sprawę, iż już w tym momencie "jedziecie pasem autostrady zakazanym dla zwykłych użytkowników" omijając wszystkie światła, korki i bramki opłat? Zakładając, iż większość społeczeństwa, a kobiet to pewnie 99,99999999% miota się w swojej egzystencji, nie wiedząc czego chce, w tym punkcie jesteście unikatem. Podchodząc do tego w taki sposób "kradniecie ramę" kobiecie - te dziesiątki randek na których wcześniej była (a jak jest atrakcyjna to setki) przebiegało według schematu: napalony na nią facet nie potrafiący opanować chuci -------> próby zaimponowania kasą / pozycją społeczną / wyglądem / inteligencją -------> jej znudzenie powtarzanym schematem -------> oszacowanie czy warto dać d.py (geny (wygląd) + zasoby (kasa)) -------> olewka / dopuszczenie samca. Zastanówcie się teraz jak wielki mindfuck zrobicie danej kobiecie, jeśli nie będziecie chcieli od niej nic, a będzie po Was widać, iż w każdej chwili na jej miejsce znajdą się inne? O "lewarowaniu" (czyli podnoszeniu swojej atrakcyjności poprzez otaczanie wianuszkiem kobiet) poprzez "zostańmy przyjaciółmi" przeczytacie tu: Dlaczego ona zgodziła się na spotkanie? Przyczyn jest kilka, są one łączne / rozłączne i warunkują jak silną masz pozycję przetargową: 1. Wybłagałeś spotkanie - zakończ czytanie tego manuala i daj sobie na ten moment spokój z kobietami - ogarnij mindset 2. Jesteś tzw. "dobrą partią" - kasa / rodzice / pozycja społeczna/ wygląd - zakamuflowana forma prostytucji - po prostu masz szansę mieć prostytutkę w formie dziewczyny / żony z opcją iluzji "własności" - jw - wbrew pozorom nawet chyba gorzej, bo jeśli masz słaby mindset "wpadniesz" w LTRa z babą-pijawką 3. Jest znudzona i masz jej urozmaicić czas - czytaj manual dalej 4. Podobasz jej się (najczęściej / jest zaintrygowana) - jw. Sytuacja 3 łatwo może być zmieniona w 4 oraz ma dużo większy potencjał na ONS (jednonocny seks) niż LTR (związek). W każdym bądź razie - na wstępie możesz podnieść swoją samoocenę - nie odrzucasz danej kobiety i minimum kapitału jaki posiadasz to "akceptowalny". To już dużo, a Twoje podejście spokojnie sprawi, iż przesuniesz się do "pożądany" - nie muszę Wam tłumaczyć co to oznacza Co muszę ogarnąć przed randką? Po pierwsze - siebie. Uruchomcie wyobraźnię i pomyślcie co ma w głowie nakręcona na faceta kobieta. Po pierwsze spojrzy na Wasze dłonie - czy są czyste, czy macie wypielęgnowane paznokcie i czy nie są popękane. Dlaczego - z prostego powodu - ona już wyobraża sobie, że będziecie nią nimi dotykać. Kolejna sprawa - usta - nie mogą być suche i popękane - "przecież on za chwilę będzie mnie nimi całował, a ja chcę komfortu!". Z tego samego powodu liczą się Wasze zęby i oddech - jeśli ona poczuje stamtąd czosnek lub inną "perfumę" - żegnaj Po drugie - ciuchy i buty. Mają być czyste i dopasowane do Waszej sylwetki. Dobra metka ale źle leżącą szmata to kaplica. Tak samo z brudem i smrodem potu. Takim ubraniom stanowczo dziękujemy. Musisz zdać sobie sprawę, iż kobieta widzi Cię przez pryzmat ewentualnego spojrzenia jej znajomych / rodziny / ludzi na których jej zależy i ich reakcji na Waszą dwójkę trzymająca się za ręce. "Czy ja będę się wstydzić za jego obcisły, różowy sweter podkreślający wydatny bęben? A może moje koleżanki wyśmieją jego koszule w kratę i bojówki, skoro jest 50kilowym suchoklatesem"? Zrozumcie - dopasowane i dobrze dobrane ciuchy dodają Wam spokojnie +1-2 do SMV i pozwalają na wykreowanie swojego wizerunku w sposób, na jaki liczycie. To nie jest miejsce na poradnik modowy ale - jeśli macie 20 lat nie ubierajcie się jak 50 latek, a mając 40 jak 20 latek. To śmieszne i zamiast dodać Wam lansu wystawia tylko na pośmiewisko. A i jeszcze jedno - nie ubierajcie dopiero co kupionych ciuchów / butów które nie wiecie czy są wygodne / nie obcierają. Po trzecie i najważniejsze - logistykę. To Wy macie się czuć komfortowo i przede wszystkim panować nad sytuacją. Jeśli umawiacie się w jakiejś knajpie / kawiarni (a tak to zazwyczaj przy pierwszym spotkaniu wygląda) to przede wszystkim: 1. To Wy wybieracie miejsce. Nie dajcie sobie nigdy narzucić miejscówki, gdzie będziecie się czuć niepewnie, obco i nieswojo. Prosty przykład - nie umiecie tańczyć - nigdy nie umawiacie się na randkę w miejscu, gdzie można to robić. 2. Przed spotkaniem idźcie do tej knajpy i sprawdźcie czy w danym dniu są tam wolne miejsca. W razie potrzeby rezerwować. Nie ma większej lipy niż zonk w postaci konieczności szukania "na siłę" miejscówki bo "na mieście tłok". 3. Knajpa w której się spotkacie musi zapewniać: - wyszynk ( ) satysfakcjonujący obie strony - lipny browar, słaba kawa, kiepskie żarcie nie grają na Twoją korzyść bo zepsują twój stan. Warto zapytać, jeśli idziecie na jedzenie, czy nie jest na coś uczulona - szkoda czasu na zbędne spiny. - komfort rozmowy - to musi być miejsce, gdzie nie będziecie się przekrzykiwać ale też nie będziecie szeptać aby inni Was nie słyszeli - intymność - miejsce gdzie siedzicie nie może jej krępować przed pocałowaniem się z Tobą / przytulaniem - możliwość kontaktu fizycznego - idealnie, jeśli siedzicie koło siebie, a nie naprzeciwko. W tym momencie masz pełen dostęp do jej ciała i możesz bez przeszkód "kinetyzować" czyli pokazywać jej, że nie boisz się dotyku oraz jest dla Ciebie atrakcyjna - rozsądny rachunek i standard - to nie może być melina w której lubisz nawalić się z kumplami ale też nie możesz wydać majątku. Klasa i rozsądek. Po czwarte - czas. I to rozumiany dwojako. Godzina i dzień spotkania - z moich obserwacji wynika, iż warto umawiać się między 18 a 20, szczególnie w środku tygodnia. W rozmaitych przybytkach ludzi jest wtedy dużo mniej, atmosfera intymności i rozmowy o wszystkim jest dużo lepsza. W dużych miastach odradzam randkowanie od czw do sob po 20.30 - kupa ludzi, często pijanych i przeszkadzających. Warto również wykorzystać niedzielę - popołudnie to niezłe combo na pustą knajpę, a następnie spacer. Twój czas - jak już wspomniałem to Ty masz się fajnie bawić, a seks już mieliście. To jak spotkanie z kumplem - nudzi to idziesz do domu. Każdej nowo poznanej kobiecie dajesz na wstępie 45-60 minut i jeśli Cię nuży, kulturalnie się żegnacie. Jeśli laska jest interesująca - "kupuje" u Ciebie czas - za każdym razem 30 minut. Nie bój się kończyć spotkania. To wręcz Twój obowiązek powiedzieć, w najciekawszym momencie - ok, to co idziemy - i patrzeć co ona zrobi Pro tip - ustawcie sobie budzik w telefonie sygnałem dzwonka na 45 minut Jak zadzwoni, a Wam będzie przykro, że to już oznacza to, iż jest fajnie Na godzinę przed spotkaniem Jesteście już ubrani i przyszykowani jak należy, ciuchy na dupie, a twarz, jak i ciało umyte. Zestaw mini na randkę to: 1. Portfel z zapasem $$$ 2. Gumy do żucia / odświeżacz oddechu 3. Prezerwatywy (żeby nie było miotania się w przypadku ONS) 4. Chusteczki higieniczne - dla niej lub dla Ciebie - zawsze mogą się przydać 5. Chusteczki do przetarcia obuwia 6. Jeśli zbiera się na deszcz - parasol - +5 do atmosfery kiedy ją pod niego weźmiesz 7. Telefon z wykasowanymi zdjęciami eks i innych dup (ewentualnie na tapecie ale to już wyższa szkoła jazdy i podpada pod lewarowanie innymi kobietami oraz podnoszenie SMV w ten sposób, jeśli jesteś beginner odpuść) 8. W przypadku zimy - pomadka do ust - niech Broń Boże nie będę popękane / suche. To samo tyczy się dłoni Przed samym spotkaniem idziesz na miejsce gdzie się umówiliście i sprawdzasz czy knajpa na bank jest otwarta, a jeśli nie w trybie awaryjnym obczajasz zapasówkę (masz taką, no nie?). Jeśli wszystko gra oddajesz się jakimkolwiek zajęciom i sþóźniasz 2-3 minuty Nie czekasz jak setki innych psów na nią ale też nie buraczysz olewając. Jeśli pisze, że się spóźni odpisz, iż to dobrze bo Ty też Na "ostatniej prostej" odwiedzasz jakiś sklep z ciuchami (w ostateczności witryna sklepowa wystarczy) i sprawdzasz w lustrze, czy wszystko ok z wyglądem. Jeśli jest zimno - łapy chowasz do kieszeni aby się zagrzały. Za chwilę ją dotkniesz i dłonie MUSZĄ być ciepłe, a nie zimne. Pierwszy dotyk = kotwiczenie skojarzenia = coś miłego. Let the party begin To mój ulubiony moment - Ty dostrzegasz ją, a ona Ciebie i.... zaczynamy Podchodzisz pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach, mówiąc "cześć" i od razu całując dziewczynę w policzek. To cholernie ważne bo komunikujesz jej, że Ci się podoba, nie boisz się kobiet i ogólnie jesteś śmiałym gościem. Ona może zareagować różnorodnie - od oczu "splażowanego królika" po lekki wnerw - to nie ma znaczenia - masz wzbudzić emocje już teraz. Dodatkowo, jeśli laska oprze się o Ciebie podczas pocałunku to bądź pewien, że.... musisz się teraz dużo natrudzić, aby to spieprzyć Następnie kładziesz jej rękę na lędźwiach (ale nie na tyłku) i delikatnie naprowadzasz na stronę świata w która będziecie się przemieszczać. Zaczynasz rozmowę od waty (co u Ciebie) ale warto abyś rzucił jakiś żart dotyczący swojego wyglądu świadczący o dystansie do własnej osoby itp. Ewentualnie, jeśli jest to kobieta o naprawdę wysokim SMV możesz ją od razu lekko zanegować "kurde, dobrze Ci w blond (a jest szatynką )". Jeśli pada - parasol Jeśli zdarzyłoby się, że natrafiacie na tłum ludzi to nie puszczasz jej przodem tylko łapiesz za rękę i prowadzisz pierwszy - jak wyjdziecie nie puszczasz od razu tylko odczekujesz ułamki sekund i sprawdzasz czy sama puści dłoń czy Ty to zrobisz Wchodzicie - otwierasz drzwi, bierzesz od niej kurtkę, podsuwasz krzesło. Jesteś zdecydowanym gościem, znającym swoją wartość ale gentlemanem. Ona to doceni. Obsługę traktujesz z szacunkiem ale stanowczo, jeśli kelner/ka nie podchodzi długo idziesz i to załatwiasz ale bez robienia boruty. Klasa w połączeniu z poczuciem siły. Nie upijasz się, nie przejadasz - cel to ona nie melanż czy najedzenie. Klik klak albo dziękujemy O czym będziecie rozmawiać zależy od Ciebie - pamiętaj jednak o pewnej fajnej regule "na początek": Opowiem Wam coś śmiesznego - umawiałem się kiedyś z pewną kobietą, która na 2 pierwszych randkach wydusiła z siebie kilka zdań. Coś mi tu śmierdziało - kinetyzowanie było mega, ona sama chciała zostać dłużej ale... cisza. Kiedy zaczęliśmy się spotykać "regularnie", a okazała się mega gadułą, zapytałem ją o to - odpowiedziała - "po prostu tak mnie onieśmielałeś"... Zrozum - jako facet, bardzo często będziesz musiał "odwalić za Was dwoje" tę część roboty. To, że ona się nie odzywa nie oznacza, że nie jest Tobą zainteresowana. Podobnie można odebrać ewentualne docinki i drażnienie się. Często to shit testy (babka ma wyższe SMV niż Wy albo nakićkane pod kopułą) ale nie zrażajcie się tym - odbijajcie ile wlezie (w chwili wolnego napisze kiedyś manuala o tym jak to przeramować, i zamiast odbijać, zmienić w shit testy dla niej ). Zasada numer 1 brzmi - macie się dobrze bawić. Jeśli laska jest nudziarą albo zblazowaną atencjuszką - po 45 minutach kulturalnie się żegnacie. Żadnego wyzywania, krzywych uwag itp. Nawet jeśli ona to robiła, Wy pozostańcie niewzruszeni Konwersacja ma przebiegać wedle schematu klik (Ty) - klak (Ona) - wszystko ma grać jak w zegarku O czym rozmawiać, a o czym nie, i kiedy ona skreśla samą siebie? Zachowania kobiety, które upoważniają Was do natychmiastowego przerwania spotkania: 1. Ona się spóźnia powyżej 10 minut i nie tłumaczy dlaczego 2. W wyraźny sposób gapi się na innych gości przy Tobie - mówisz - "posłuchaj, ja Cię szanuje i przyszedłem dla Ciebie, nie gapię się na inne kobiety i poświęcam Ci 100% uwagi, wymagam tego samego od Ciebie albo szkoda naszego czasu" 3. Mówi "mam mało czasu" w sposób dający do zrozumienia, iż Cię lekceważy, a nie jest tak naprawdę - dwa wyjścia - "Nie ma problemu" - wołasz kelnera, płacisz za siebie i wychodzisz - jeśli jej się podobasz wybiegnie za Tobą i zacznie przepraszać, jeśli nie to zostanie sama z burakiem na twarzy - ludzie będą widzieli co się stało i to ją dobije 4. Przyszła w brudnych ciuchach / bez makijażu etc. - jeśli nie jest świeżo z pracy itp. to nic jej nie tłumaczy. Możesz opierdolić od razu - chyba, że wiesz, że ma taką stylówkę i się na to godzisz. Żelazna zasada - zainteresowana Tobą kobieta o 24 po 24 h harówki odwali się w miniówę i przyjdzie w makijażu podkreślającym jej urodę. Ona wie, że wiele zależy od jej wyglądu i nie pozwoli na to, żebyś nie dostrzegł wszystkich jej walorów w tym względzie. O czym nie rozmawiać? 1. Polityce 2. Religii 3. Pieniądzach (to pokazuje Twój strój i dodatki)' 4. Byłych / przyszłych 5. Sprawach depresyjnych / narzekanie etc. O pracy możesz pogadać ale bez spiny, że Ty to ho ho ho ewentualnie prezentując ją w jakiś interesujący / zabawny sposób. Pamiętaj - po 45 minutach zadajesz sobie pytanie - jest fajnie, dobrze się bawisz itp. TAK / NIE i konsekwentnie podejmujesz właściwą decyzję. A co jeśli Pani zasłużyła na drugie spotkanie? Ok - było fajnie. Żegnasz się całując z daną Damą ale tym razem celujesz w usta. 90% odwróci głowę i da policzek - nic się tym nie martw Naturalne zachowanie ponieważ jedziesz totalnie po bandzie Kiedy dzwonić / pisać smsa? Najwcześniej następnego dnia wieczorem najpóźniej dwa dni później również pod wieczór. Nie jesteś wtedy natarczywy, dajesz jej dreszczyk emocji oraz szansę żeby napisała pierwsza Jeśli spuszcza Cię w kiblu kulturalnie dziękujesz za spotkanie i nic się nie martwisz A więc jesteście sobą zainteresowani Druga randka oznacza, iż jesteś z "biorących" przy tym egzemplarzu. Tu już nie ma się co krygować i furtkę do swojego świata, uchyloną na 1 randce, otwierasz całkowicie. Po pierwsze - miejscówka. Daj jej emocje. Mega emocje. Gdzie? - cokolwiek co da Wam obojgu frajdę. Ona ma lęk wysokości albo nie umie czegoś, co Cię pasjonuje - właśnie o to chodzi Jeden warunek - musisz się na tym znać / czuć z tym komfortowo. Wszystko, co pokazujesz jej nowego ma być przez Ciebie wyszlifowane na maksa. Masz prowadzić i pokazać, iż zabierasz ją w totalnie nowe dla danej kobiety rejony, dając jej poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim, możliwość oparcia się na Tobie. Propozycje miejscówek: 1. Miejsca widokowe w Twoim mieście 2. Miejsca gdzie wspólnie coś zrobicie - polecam manufaktury słodyczy, gdzie razem z osobami tam pracującymi połączycie "wspólne" ze "smacznym" 3. Miejscóweczki za miastem - zamki, parki widokowe etc. 4. Kino - ale horror / akcja - wszystko co spowoduje, że ona się przestraszy / przejmie i będzie się przytulać / chciała umieścić dłoń w Waszej dłoni. Zresztą - kombinujcie Po drugie - kinestetyka. Tu już się w ogóle nie krępujcie. Na "dzień dobry" celujecie w usta, na spokojnie możecie na chwilę objąć etc. 0 macania i nachalności ale kinetyzujcie ile wlezie i badajcie jej reakcje. trick z tłumem można wykorzystywać do woli Po trzecie - zbudujcie kompletny wizerunek Telefon służy nie tylko do dzwonienia. Mają być na nim foty, które właśnie teraz razem oglądniecie, a które pokażą, iż jesteście fajnym, wyluzowanym i mającym ciekawe życie gościem. Jakie to mają być zdjęcia - takie, które opowiedzą Waszą historię. Mechanik - fajny, zabytkowy samochód. Weterynarz - ratujecie psa. Matematyk - fajna i śmieszna łamigłówka logiczna. Itd itp. To już jest zazwyczaj szach i mat, bo po "daniu emocji" pokazujecie się jako naprawdę fajny gość Było trudno no nie? Bawcie się dobrze i pamiętajcie, że to Wy tym zarządzacie, wy stopniujecie, a seks jest już dawno za Wami Kilka słów podsumowania 10 przykazań randkującego samca: 1. Cokolwiek się nie stanie jesteś wartościowym człowiekiem zasługującym na szacunek i odpowiednie traktowanie 2. Ładna buzia i zgrabny tyłek nie tłumaczy kobiecego chamstwa i gburowatości 3. Seks już był. Teraz spotkałeś się z kolegą o bardziej wydatnej klatce piersiowej 4. Nie jesteś desperatem - nie ta, to inna. 5. Cokolwiek się nie dzieje, zachowujesz klasę i kulturę 6. Na randce masz się dobrze bawić - nie jest tak - idziesz do domu bez względu na jej urodę 7. Szanujesz swój czas i swoje pieniądze 8. Nie jesteś zadufanym w sobie bucem 9. Dajesz to co najlepsze i oczekujesz tego samego 10. Chcesz mieć najlepsze kobiety - sam bądź najlepszym mężczyzną. SMV można oszukać tylko trochę A przede wszystkim.... baw się i nie traktuj relacji damsko-męskich jako śmiertelnie poważnej gry PS Zdaję sobie, iż jest to tylko "liźnięcie tematu" ale początkującym powinno trochę rozjaśnić w głowie. Zapraszam do dyskusji, krytyki i pytań
  6. 51 polubień
    Dziś w cyklu "red bawi i uczy" opiszę poranną sytuację, a wnioski wyciągniecie sami. Około godziny 9 udałem się do banku, potrzebowałem więcej gotówki niż mogę wyjąć jednorazowo z bankomatu. Ubrałem się w dżinsy, t shirt, bluzę i zrobiłem sobie spacer, przed snem strzeliłem 2 drinki, wolałem nie wsiadać za kółko. Sobota jak sobota, personelu mniej, kasa czynna jedna, banki spółdzielcze tak mają, część ich uroku. Załatwiłem co miałem w obsłudze klienta indywidualnego i poszedłem do kasy odebrać szekle. Przy kasie taka sytuacja. Jedna pani kończy właśnie załatwiać swoje sprawy, drugi w kolejce jest chłopak przed trzydziestką, znamy się jako tako, kiedyś piliśmy wódeczkę na weselu u wspólnych znajomych. Kiwnąłem głową na przywitanie i ustawiłem się na końcu kolejki. Tak więc mój znajomy, siedem pań przede mną i ja na szarym końcu. Żeby przybliżyć wam sytuacje znajomy całkiem nieźle sobie radzi mimo młodego wieku tj. jest właścicielem złomowiska, skup metali kolorowych itp. W sumie trudno mi powiedzieć ile zarabia, bo nie moja branża ale biedny nie jest. Wracając do naszej uroczej bankowej kolejki. Znajomy jest z tych co nie boi się sam rąk ubrudzić i stoi sobie w tej kolejce w kombinezonie roboczym, mówiąc delikatnie upierdolony z kilkudniowym zarostem na twarzy. Jednym słowem wygląda jak typowy Seba, robiący np. na budowie. I tutaj powróćmy do siedmiu wspaniałych pań w tej kolejce, rozstrzał wiekowy 20 - 45, jedna pani stoi za rączkę z kilkuletnią córką, pięć pań z całej gromadki ma obrączki, przed wejściem do banku stał Janusz i bujał wózek z bajtlem, jedna z młodszych pań w kolejce jest jego żoną, kojarzę tą parkę z widzenia. Oczywiście ze strony pań pogardliwe spojrzenia na "Sebixa" w kolejce, jedna starsza loszka pozwoliła sobie nawet na kąśliwą uwagę coś na temat tego, że jak się wychodzi do ludzi to trzeba się minimalnie ogarnąć, oczywiście 4 inne loszki skwapliwie przytaknęły główkami. Przyszła kolej na owego "Sebixa", na którego panie tak kręciły noskami, a przy kasie okazuje się, że umorusany, zarośnięty pan podejmuje 40k plnów. W momencie gdy kasjerka wymieniła kwotę i zaczęło się liczenie szekli, wasz uniżony sługa, czyli ja przeszedł w tryb obserwacji czyli "z kamerą wśród zwierząt". Wszystkie loszki jak na komendę wyprostowały się, pierś do przodu, zaczęły odruchowo wygładzać rąsiami odzienie, poprawiać włosy, jedna (ta z dzieckiem) wyjęła nawet lusterko i dyskretnie sprawdziła make up . Pani zamężna, której mąż pod drzwiami banku bujał wózkiem ustawiła się delikatnie bokiem i elegancko wypięła dupcię, pani na oko 45 lat (ta, która wygłosiła wcześniej niewybredną uwagę) poprawiła cycki . Wszystkie szkliste oczka, te młodsze miny, które uznać można według dzisiejszych standardów za zalotne. Wyczekiwanie, aż pan przeliczy swoje czterdzieści tysięcy i ta niepewność czy obróci się przez lewe ramie i pójdzie do drzwi czy przez prawe i spojrzy na nie Atmosfera tak ciężka, że można byłoby kroić nożem. Niestety pan zawiódł oczekiwania pań jak to w życiu bywa i obrócił się nie przez to ramie co trzeba, zawód w oczach pań bezcenny, ramiona w dól, zgarbienie, jakby ktoś z nich powietrze w ciągu 2 sekund spuścił . Myślicie, że to zniechęciło najbardziej operatywną loszkę, taką średnio ładną, koło 30, która stała bezpośrednio za nim w kolejce. Nic a nic, sprytna szybko się ogarnęła, pani demonstracyjnie upuściła parasol, który ze znacznym hałasem pierdolnął o posadzkę. Oczywiście uzyskała planowany efekt, upatrzona ofiara obróciła się w jej stronę, co więcej facet odruchowo schylił się i podał jej parasol. W momencie podawania nastąpił kontakt wzrokowy, długie spojrzenie, trzepotanie rzęsami. "Och jaki pan miły, tak trudno spotkać kulturalnego mężczyznę .... bla bla bla". W każdym razie akcja skończyła się tym iż cwana loszka zaprosiła upatrzoną ofiarę na kawkę, a upatrzona ofiara obiecała stawić się w wyznaczonym lokalu o godzinie 10 . Reszta pań, mniej operatywnych, wyraz frustracji na twarzach, nieprzychylne spojrzenia w stronę tej, której się udało "umówić z panem co czterdzieści tysięcy pobierał". Gdy cwana loszka zakończyła swoje sprawy i opuściła przybytek, zaczęło się obrabianie dupy, że butów nie potrafi dobrać, że źle włosy umalowane, że bezwstydnie na kasę poleciała - taaa to był najlepszy tekst Wnioski wyciągnijcie sami w kilku zakresach: - o tym, jak panie nie lecą na kasę - o tym, jak obrączka czy obecność dziecka, ewentualnie męża za drzwiami przeszkadza im we flirtowaniu czy poszukiwaniu lepszej opcji - o tym, jak nie konkurują w ramach stada - o tym, jak nie są zawistne wobec siebie nawzajem - o tym, jak nie krytykują siebie nawzajem, za to co same robią - o tym, jak nie wykazują identycznych zachowań Pewnie da się zrobić dłuższa listę, o tym czego panie nie robią i jakie panie z pewnością nie są, ale wybaczcie nie wypiłem jeszcze porannej kawy
  7. 50 polubień
    TL;DR: Krótki tekst o jednej z najpotężniejszych manipulacji kobiecych czyli PMSie, okresie oraz wszystkich fochach i cyrkach jakie się z tym wiążą. Pierwsze „złe dni” jakie przeżyjesz ze „swoją” kobietą, to jeden z największych shit-testów, który „ustawi” Waszą relację na przyszłości. Prolog - Czemu kupiłeś nie takie pomidory? - O co Ci chodzi? - Mówiłam Ci jakie mają być (ujadanie) - ……….. (cisza) - I mleko nie takie! - ……….. (cisza) - (koncert ujadania na wszelkie możliwe tematy) - ……….. (cisza) - Wiesz, że mam okres, czemu się mną nie zaopiekujesz, dlaczego nie rozumiesz, że ja się źle czuję, nie pójdziemy gdzieś żebym o tym nie myślała bla bla bla (ujadanie) - Ok powiem Ci czemu... Ta chwila musiała nadejść… Kobieta nie myśli, kobieta czuje. Walczy z emocjami jakie rozsadzają jej mózg, nie może sobie poradzić z burzą hormonów jaka zalewa ją od czasu do czasu, a do tego… nie jest w stanie zdefiniować siebie wobec otaczającego ją świata, szuka opoki, osobnika prowadzącego, kogoś kto de facto „przeżyje za nią życie”. Z tej niepewności wynikają, w większości nieświadome, działania zwane shit – testami (wszystko o shit testach znajdziesz pod tym linkiem) czyli próby jak mocno prowadzisz, czy odpowiadasz wyobrażeniom na temat związku oraz… jak bardzo daleko Ci do jej ideału. Zatrzymajmy się chwilę na tym punkcie drodzy Panowie – chciałbym żebyście zdali sobie sprawę, iż najprawdopodobniej nie jesteście „pierwszym wyborem” Waszej partnerki. Nie chodzi tu nawet o to, że nie macie 185 cm wzrostu, wyraźnie zarysowanej szczęki ani milionów na koncie. Ideał faceta współczesnej kobiety… nie istnieje. Został on stworzony i wbity do głów samicom przez speców od inżynierii społecznej oraz reklamy. Samiec ma być więc – brutalny i czuły, dominujący i uległy, zaradny ale rozrzutny, przystojny ale nie na tyle aby koleżanki się za nim oglądały itp. itd. Piszę Ci to ponieważ nie chcę abyś wpadł w pułapkę myślenia, które kiedyś zaprowadziło mnie na manowce – będę miał więcej kasy, lepiej wyglądał – będę miał mniej shit testów. Bzdura. One zawsze będą istnieć, ponieważ wynikają z natury kobiety oraz… propagandy jaką się jej serwuje. Jeśli nie akceptujesz mnie gdy jestem najgorsza nie zasługujesz na mnie gdy jestem najlepsza! Już z pewnością znasz ten durny slogan. Kobiety powtarzają go z lubością ponieważ oznacza on usprawiedliwienie dla każdej ich manipulacji, podłości, złośliwego zagrania, kupczenia seksem oraz wymuszania tego, co chcą osiągnąć poprzez foszenie. Okres oraz PMS (Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego) to jedno ze standardowych, kobiecych zagrań. Jak ma nim nie być skoro w internecie oraz prasie kobiecej dominują teksty tego typu: Co więcej, „dobrzy ludzie” (pod których nickami kryją się zazwyczaj „psycholoszki”) dobrze doradzają wtedy facetom: Czy zwróciłeś uwagę na powtarzająca się manipulację - „ona jest usprawiedliwiona, Ty masz jej wszystko wybaczyć”? Popatrz jak sprytnie jest ona przeprowadzona: Fakt - „mam okres, źle się czuję, wszystko mnie boli” Kłamstwo - „musisz akceptować moje fochy, humory, próby wyżywania się na Tobie – powinieneś próbować mnie uszczęśliwić prezentami, lataniem wokół i jeszcze silniejszym zabieganiem, kiedy ja chcę Cię skrzywdzić” Manipulacja w celu uzyskania określonego zachowania - „jeśli tego nie robisz, nie zależy Ci na mnie, nie zasługujesz żebym z Tobą była, mogę być jeszcze gorsza”. Czy zdajesz sobie sprawę, iż wpadnięcie w ten schemat ułoży Waszą relację w niewłaściwych torach – samica wszystko będzie tłumaczyć swoimi humorami. Ergo - zacznie się to rozciągać na czas inny niż związany z „tymi dniami”, a Ty wpadniesz w ramę „on i tak wszystko zniesie”. Jak z tym walczyć? Jeżeli zdecydujesz się postawić temu tamę miej świadomość, że: a) musisz być gotowy, odejść / iż ona odejdzie b ) idealnie jeśli zdusisz te zachowania w zarodku, kiedy zaczynacie się spotykać, czym później się za to zabierzesz tym mniejsze masz szanse (hamują Cię też wspólne mieszkanie, kredyty, dzieci etc.) Przykładową odpowiedź na kobiece wariactwa znajdziesz poniżej ale aby ona zadziałała powinieneś być najlepszą wersją samego siebie, człowiekiem dbającym o swój wygląd, ducha i finanse, a przede wszystkim wolnym. Wolnym od popędu płciowego oraz konieczności spółkowania właśnie z tą "jedną jedyną". Musisz być po prostu mężczyzną, świadomym siebie, swojej atrakcyjności oraz tego gdzie podąża. Pomyśl o dwóch sytuacjach w których kobieta zaczyna walić focha za fochem, czepiać się Ciebie, pouczać – słowem – dążyć do konfrontacji, a Ty możesz być: 1. „Standardowym, zgnojonym przez społeczeństwo facetem” - boisz się, iż samica odetnie Cię od pozytywnych emocji, seksu, co powie rodzina, znajomi, sąsiedzi kiedy Ty…ośmielisz się bronić (nie atakować, bronić!!!). 2. Mężczyzną – wiedzącym, iż na jej miejsce czeka kolejka chętnych, znającym swoją wartość, cele oraz to gdzie chcesz dojść w życiu. Odpowiedz sam sobie – jak zachowa się facet numer 1? Będzie skamlił, spełni życzenie swej Pani, usprawiedliwi ją „bo ona tak ma i cierpi, to może się na mnie wyżyć”?! Czy naprawdę chcesz dać komukolwiek prawo aby minimum raz w miesiącu wysrywał się w Twój mózg, zabierał Ci energię potrzebną do realizacji Twoich celów i pragnień? A może wolisz... Kości zostały rzucone - Posłuchaj Skarbie co chcę Ci powiedzieć. Nie życzę sobie żebyś tak się zachowywała w stosunku do mnie. Nie tłumaczą Cię żadne PMSy czy inne gówna – czy, kiedy mi coś w życiu nie idzie albo czuje się zmęczony - odwala mi tak jak Tobie? Czy ja się na Tobie wyżywam? Jeśli coś Cię boli, źle się czujesz, powiedz o tym i idź się połóż, a ja zrobię obiad. Będę Ci pomagał ale nie dlatego, że „muszę Cię zrozumieć” ale dlatego, że każdy może mieć cięższe chwile. Prawda jest natomiast taka, że nic nie tłumaczy Twoich fochów i agresji. Nie mam w życiu czasu na kogoś, kto będzie wampirem energetycznym, psuł mi nastrój tudzież spowalniał moje dążenie do realizacji celów. Jeśli chcesz to robić to ja wysiadam – Twoja decyzja. Obydwoje nie mamy problemu ze znalezieniem następcy drugiej strony więc serio, choć Cię lubię i chcę się z Tobą spotykać, nie zniosę takiego gówna emocjonalnego. Twój wybór – idziesz się położyć, robię Ci ciepłą czekoladę, czekasz na obiad w spokoju albo ujadasz dalej ale do pustego mieszkania, a w niedługiej perspektywie, innego kolesia. To Ty decydujesz bo ona jest bezwolna Dama, z którą się spotykasz, może teraz zareagować w następujący sposób: 1. Agresją – fizyczną / werbalną – wychodzisz i idziesz do siebie / otwierasz drzwi i każesz jej wyjść 2. Płaczem i obwinianiem Ciebie – powtarzasz procedurę z rozmowy i jeśli nie poskutkuje punkt 1 3. Płaczem i przeprosinami – przytulasz, prowadzisz do łóżka, robisz dobre żarcie ale pilnie obserwujesz czy sytuacja się nie powtarza 4. Przeprosinami – jw. Związek z jakąkolwiek kobietą nie może podcinać Ci skrzydeł i wysysać energii. Jeśli tak jest, kończysz go, zanim Twoje życie przemieni się w piekło. Nie patrz na jej ciało – jeśli dbasz o siebie, swoje dochody i pasje, znajdziesz równie atrakcyjne / ładniejsze od niej. Bądź gotów ją stracić, a przybiegnie do Ciebie na kolanach, a wtedy opanujesz kobiece szaleństwo (na tyle na ile to możliwe). Za żadne skarby nie dopuść do sytuacji aby kobieta czuła, iż jest nagradzana za złe zachowanie. Wręcz przeciwnie – musi wiedzieć, iż jej foch spotka się z Twoją stanowczą reakcją, a finalnie, osłabia Twoje zainteresowanie jej osobą. To ona ma bać się Ciebie stracić, nie Ty. Nigdy nie pozwól aby ktokolwiek odebrał Ci radość z życia i umniejszał to, jak wspaniałym i niepowtarzalnym człowiekiem jesteś. Na świecie istnieją 3 miliardy kobiet. Jeśli nie z tą, ułożysz sobie życie z kolejną. Droga do szczęścia w relacjach z kobietami, a co za tym idzie do najfajniejszych sztuk, wiedzie przez całkowite wyzbycie się konieczności ich posiadania. Musisz pamiętać o jednej, podstawowej zasadzie - to Ty zapraszasz kobietę do swojego świata i udzielasz jej gościny, a nie ona Tobie. Skoro wnosisz wartość - a, nie oszukujmy się, to facet więcej wnosi i traci w związku niż samica - masz prawo wymagać. Przynajmniej nie ciągnięcia Cie w dół, a najlepiej wspomagania w Twoich działaniach. A kobieta... To tylko dodatek do Twojego życia... Ono samo w sobie szybko przemija i nie warto abyś tracił jakiekolwiek chwile z kimkolwiek kto Ci je zatruwa. Zresztą - wyjdź w bezchmurną noc na świeże powietrze (za miastem), popatrz na to co nad Twoją głową, włącz poniższy utwór i.... roześmiej się na głos z miałkości PMSów, shit-testów i innego syfu
  8. 50 polubień
    TL;DR: Tekst opisuje pokrótce czym są Shit Testy, dlaczego mają one miejsce, jak je zbijać i wyprowadzać własne. Do analizy użyto podstaw Juggler oraz Mystery Method i teorii P. Tymochowicza, a także kilkanaście pojęć z języka PUA, dynamik socjalnych oraz przemyśleń własnych autora. Kilka rzeczy, ze względu na charakter publikacji (post), zostało ograniczonych do minimum. PS Przebrnij najpierw przez słowniczek i część teoretyczną aby zrozumieć całość. Słów kilka na początek… Nie ma chyba na świecie mężczyzny, który nie spotkałby się ze zjawiskiem shit testu ze strony kobiety - „Przecież Ty nie umiesz położyć kafelków”, „Jesteś dla mnie za niski”, „Podwieziesz mnie?”, „Zrób tak jak chcę”, „Bo będę płakać” - kilka pierwszych lepszych przykładów, o różnym „kalibrze gatunkowym”. Dla nieobytego z Paniami samca są one zazwyczaj szybką ścieżką ku friendzone bądź, w najlepszym razie, zostania orbiterem. Skąd o tym wiem? To proste - ponieważ wielokrotnie je oblewałem co kończyło się „przyjaźnią” bądź szyderczym śmiechem. Nie ma jednak innej drogi do zrozumienia niż solidna porcja teorii, którą potem przetestujesz w praktyce. Zapraszam Cię więc do świata męskich koszmarów, upokorzeń i porażek, który, po jego poznaniu i zrozumieniu zasad w nim panujących, daje niesamowitą frajdę i praktycznie nieograniczone możliwości zastosowań w relacjach nie tylko damsko-męskich. Schemat dynamiki, shit testy, IOI’e, przeramowanie i inne zabawki Na potrzeby tego tekstu zdefiniujmy kilka podstawowych pojęć dotyczących dynamik socjalnych w ujęciu damsko-męskim. Większość z nich zaczerpnięta jest z Mystery Method, którą stworzył pewien dwumetrowy chudzielec z wiecznymi depresjami i marzeniem o zostaniu magikiem – zrozumcie więc specyfikę języka i postarajcie wczuć się w niego. Schemat dynamiki damsko-męskiej: Attraction + Comfort = LTR / FF Attraction – Comfort = ONS / FF -Attraction + Comfort = LTR („na pasożyta – facet „bankomat”) / Friendzone Attraction = wygląd fizyczny + umiejętności socjalne samca Comfort = pozycja społeczna samca + poczucie samicy, iż po upojnej nocy nie weźmie on nóg za pas. Shit test – podstawowe narzędzie do sprawdzania przez samicę ramy samca. Istnieje wiele teorii mówiących dlaczego jest ono stosowane – dla mnie najbardziej prawdopodobny jest miks: 1. Samiec ma za niskie SMV (atrakcyjność na rynku seksualnym – wygląd plus pozycja społeczna) dla samicy aby nastąpił „Mat Głupca” ale na tyle akceptowalne, iż wchodzi on do gry jako potencjalny kandydat na ONS / LTR – w przypadku oblania wpada w rolę orbitera bądź friendzone 2. Samica ma bardzo duże powodzenie, jest tego świadoma i stara się odrzucić osobniki które zbyt łatwo zrezygnują bądź są za słabe – w punkcie pierwszym mieszczą się też klasyczni „pukacze”, którym szkoda czasu na taką dziewczynę w związku z tym, iż mogą w tym czasie podrywać inne 3. Samicy ktoś swego czasu zrobił niezłe emocjonalne „kuku” (wystawienie, ons przez obietnicę związku, gwałt itp.) i w związku z tym jest ona bardzo niedostępna i podejrzliwa wobec samców 4. Samcowi idzie „za dobrze” a shit testy są ostatnią linią obrony przed ulegnięciem przez samicę 5. Samica jest wariatką, borderką, bardzo niestabilna emocjonalnie itp. Orbiter – facet trzymany „na zapleczu” w sytuacjach gdy samiec Alfa nie będzie osiągalny. W zamian za posługiwanie Pani może liczyć na buziaka w policzek, miłe słowo ale nic więcej. ONS – One Night Stand – nocna przygoda, jednonocny seks. Prywatnie nie sprowadzam takich kobiet do domu, a także nie zostaję u nich na noc. Tego typu akcje bazują na Waszej atrakcyjności oraz obyciu towarzyskim bądź głupocie samicy, myślącej, iż przez łatwe danie dostępu do części ciała na której siedzi, uzyska Wasze zasoby. Trzecia droga, leszcza i frajera, to okłamanie kobiety co do związku itp. LTR – Long Time Relationship – klasyczny związek, rozumiany w kulturze łacińskiej jako para kobieta + mężczyzna. Friendzone – ciekawe narzędzie do zarządzania relacjami interpersonalnymi pomiędzy kobietami, a mężczyznami. Jeśli samiec nie posiada dostatecznie dużego Attraction dostaje friendzone. IOI – Indicator of Interest – znacznik zainteresowania – kobieta / mężczyzna daje wyraźny /zakamuflowany / świadomy/nieświadomy sygnał, iż jest zainteresowana/y stroną przeciwną. Czasem jest to też shit test mający zrzucić do friendzone, w przypadku nieodpowiedniej reakcji samca (zazwyczaj chodzi o to, iż zbyt szybko odczuwa on wtedy potrzebę seksu) Kinetyzacja – dotykanie jednego osobnika przez drugiego. Kinetyzacją jest więc zarówno podanie ręki na powitanie jak i całowanie się. Bardzo często nieumiejętne kinetyzowanie stanowi problem dla mężczyzn z naszego kręgu kulturowego, którzy przez lata uczeni białorycerstwa mają opory przed pocałowaniem kobiety, dotknięciem jej itp. Mistrzami w kinetyzacji są południowcy oraz Arabowie. Rama – wewnętrzny system przekonań, który emanuje w postaci zachowania poszczególnego osobnika. Ramy dzielą się na mocną oraz silną, a także naturalną i wytrenowaną. Silna rama oznacza lidera, przywódcę stada, osobnika niezależnego, narzucającego swoje zdanie innym, decydującego o ich losie, niepotrzebującego innych ludzi do egzystencji. Mocna rama naturalna dotyczy czasem ludzi z zaburzeniami psychicznymi, nieznających często granic dobra i zła, psychopatów bądź kobiet o bardzo wysokim SMV (choć naturalna rama u kobiet jest moim zdaniem dyskusyjna). Mocna rama nabyta kształtuje się w toku życia oraz pokonywania jego kolejnych przeszkód – tak samo zresztą jak rama słaba. Przeramowanie relacji – gdy spotykają się dwie silne ramy, męska i żeńska, jedna z nich musi ulec, aby nadać odpowiedni tor danej interakcji. Odbijanie shit testów i wyprowadzanie własnych pozwala na zbicie kobiecej pewności siebie, przechwycenie jej, prowadzenie, a w konsekwencji do uległości. Z przeramowaniem związana jest również taktyka „odwrócenia społecznych ról”. Kwalifikowanie – metoda polegająca na oznajmianiu kobiecie co jest ważne dla Ciebie w życiu, jakie masz wartości, pasje i hobby, po to, aby sprawdzić, czy wpisuje się Ona w Twoje oczekiwania. Odwrócenie społecznych ról - cel przeramowania. Po zbiciu ramy kobiety, przejmujecie jej rolę w dawaniu / odbieraniu atencji w zamian za jej różne typy zachowań. To kobieta zaczyna się o Was starać nie Wy o nią. Mat głupca – stopień atrakcyjności nieznanego wcześniej samca jest tak wysoki w oczach samicy, iż odbywa ona z nim stosunek seksualny bez znacznych zabiegów z jego strony. Najszybszy mat głupca niżej podpisanego miał miejsce po około 20 minutach do poznania samicy. Często jest to związane z podświadomym ideałem wyglądu jaki każdy z nas posiada w głowie. Podświadoma checklista - dotycząca wyglądu fizycznego osobnika drugiej płci. Po odhaczeniu „checklisty” stajemy się bardzo często bezbronni / zamroczeni dzięki wyrzutowi hormonów jaki następuje. Osobiście uważam, iż nie da się tego opanować, a należy jedynie przeczekać, minimalizując straty i budując punkty zaczepienia do przeramowania. Checklista ma związek z fetyszami – okulary, warkocze, rudy kolor włosów, wzrost itp. 90/10 – wedle Jugglera w początkowych stadiach relacji damsko-męskich to Samiec musi dostarczyć 90% konwersacji aby dopełnić 10% tego, co daje samica (wynika to z ról kulturowych, nieśmiałości, konstrukcji psychicznej kobiet, a także atencji jaką dostają za darmo od białorycerstwa). Szczególnie częste w przypadku sytuacji gdy dochodzi do shit testów. Storytelling – stworzenie swoimi wypowiedziami spójnego i atrakcyjnego wizerunku, który ma uzmysłowić danej samicy, jak interesującym człowiekiem jesteście. Wedle słów P. Tymochowicza „ludzie myślą, iż jesteśmy tym co widzą, a nie tym czym jesteśmy naprawdę”. Gadżetami storytellingu są zdjęcia na telefonie prezentujące Wasze życie biżuteria z odpowiednią historią etc. Storytelling nie może polegać na kłamstwie ale na umiejętnej prezentacji jestestwa. Wata – rozmowa o niczym, często połączona z drażnieniem się i flirtem. Trudna sztuka opanowania tej konwersacji możliwa jest tylko w przypadku bycia kobietą bądź przerobienia naprawdę dużej ilości randek. Zasada 45 minut – każda kobieta na wstępie dostaje 45 minut czasu na randce. Po tym czasie oceniam czy warto spotkanie przedłużyć, czy szkoda na nie czasu. Pro Tip – ustawiajcie sobie budziki w telefonach z sygnałem połączenia / wiadomości aby wyglądało to naturalnie. Zasada 3 randek – jeśli cel interakcji (niezależnie jaki on jest) nie zostaje osiągnięty na 3 spotkaniu, wówczas cofacie się w znajomości lub ją zrywacie. Nie ma od tego wyjątków. Wszystkie opisywane terminy w praktycznej formie możecie odnaleźć w opisie sytuacji znajdującym się poniżej. Przylot Lubię miejsca w których można obserwować jak witani są wysiadający z pociągu czy samolotu mężczyźni. Ma to w sobie pewną magię – od razu widać na jakim etapie jest związek danej pary, a co więcej czy kobieta szanuję samca z którym jest, czy na niego czeka i wychodzi mu na spotkanie. Kiedy byłem jeszcze szczylem cierpiącym na całą masę kompleksów, często cholernie zazdrościłem facetom witanym przez rzucające się im na szyje kochanki / żony / dziewczyny. Później tylko dwie osobniczki zjawiały się na rozmaitych lotniskach czy dworcach – żelazna zasada brzmiała - do tego prawo mają tylko Panie „na stałe” - kochanki, FF, onsiary etc. to nie ten sort. To dla mnie zbyt intymna sprawa, żeby dzielić się z nią byle kim… - Cześć! O czym tak myślisz, że nawet mnie nie widzisz…??!! Odwracam głowę i widzę znajomą burzę loków… - Co Ty tu robisz? Nie powinnaś być w pracy? - Nie poszłam dziś do pracy. Nie byłam też na uczelni. - ?! - Cały dzień kombinowałam, kiedy wracasz. Przejrzałam pociągi i samoloty i wyszło mi , że chyba tym. Wcześniej czekałam półtorej godziny na drugim dworcu ale teraz się udało... - Ale o co Ci właściwie chodzi? - Nie napisałeś do mnie wczoraj, nie odezwałeś się, zniknąłeś, stałeś się oschły dla mnie, nie spałam pół nocy… - Hmmm - Możesz mnie wreszcie pocałować? - Hmmm może to jednak dobrze, że poznaliśmy się tydzień temu. - Jak zwykle za dużo mówisz, pocałuj mnie do cholery wreszcie zanim się naprawdę wk.rwię!! Obijanie w narożniku O X wiedziałem, iż jest wyluzowaną i dobrze wykształconą, młodą kobietą, o dość dużej pewności siebie. Wygląd znałem powierzchownie ale nie oczekiwałem po tym spotkaniu cudów – zresztą czym tu się ekscytować skoro przez ostatnie 3 dni umówiłem się z 6 kobietami? W zasadzie standardzik – każda szuka księcia z bajki, nie oferując nic w zamian. Szczerze powiedziawszy były okazje do onsów / ff ale nie miałem na to chyba ochoty. Po co robić kolejne nacięcie na ręce – nie doprowadzi to do niczego konstruktywnego? Regulaminowe 3 minuty spóźnienia i jedziemy z koksem… - Cześć – strasznie nie lubię jak ktoś wita mnie zza pleców - No hej… - odwracam się i z automatu całuję w policzek ale coś mi nie pasuje bo zaczynam się rumienić, czego nie doświadczyłem już od bardzo długiego czasu… - To gdzie idziemy, co proponujesz? - Hmmm… ekhm… - już wiem co się stało. Moja podświadomość odhaczyła właśnie tak cholernie dużo punktów z checklisty atrakcyjności, iż utraciłem możliwości swobodnego porozumiewania się. - Ej, no gdzie idziemy, nie bądź takimi ciepłymi kluchami! - Kurcze, może do X - Nie, tam jest nudziarnia, chodź do Y Pokornie zaczynam podążać za właścicielką jednego z fajniejszych tyłków z jakimi dane było mi się spotkać… - Hej, czemu idziesz, za mną, nawet nie wiesz jak mnie to drażni u facetów, może mi jeszcze torebkę poniesiesz?! - Nie nie, wiesz puszczam Cię przodem ble bla bla – w sumie to nie poznaję siebie, checklista plus rama dziewczyny, dwa strzały naraz, dobry odlot, wracają wspomnienia z przeszłości, zlewki, zapominanie co się ma powiedzieć itp. Docieramy na miejsce. Klub. K.rwa co ja tu robię, środowisko zupełnie nieprzyjazne. Nie umiem tańczyć… Nie przepadam za tym towarzystwem... Siadamy… - Nie wierzę, Ty jesteś, aż takim nudziarzem i sztywniakiem?! - Bla bla bla – włącza się „automat” a ja zagłębiam się w myślach. 15 minut. Katastrofa. Czuję się jak 20 latek, znów dostający bęcki na wybłaganych od panien randkach. Shit testy zamieniły się już w sumie w otwarty pojazd. Chyba najgorsza randka w życiu – nuda pomieszana z dosrywaniem i spinką. - Zaczekaj, muszę iść do toalety. - No, żebyś się nie zdziwił, jak mnie tu nie będzie. Kibel. Oaza spokoju i możliwość oddechu. Zimna woda na głowę. Dużo zimnej wody. Szybka ocena sytuacji – jeśli teraz nie odwrócę tego co się dzieje w sposób radykalny mogę iść do domu. Ale jak to, uciec jak gówniarz, dać się jej pojechać do cna – przecież nie spojrzę sobie w twarz w domu . K.rwa, K.rwa, K.rwa to już nie o tę samicę chodzi ale o mój honor. Ok Stary, wychodzisz tam i robisz co do Ciebie należy. Groźna mina numer 125 i jedziesz… - Ok wstawaj i daj m rękę. - Ale o co Ci chodzi? - Wstawaj i daj mi rękę – coś tam mamrocząc wstaje i wyciąga dłoń. Obejmuję ją swoimi palcami i zdecydowanie ciągnę ku wyjściu. - Co Ty robisz? - Wychodzimy stąd, to jakaś masakra żeby siedzieć w tak zrąbanym miejscu – czuję mocny uścisk dłoni. Po 10 minutach jestem na „swoim” - kanapy, sofy, możliwość swobodnej rozmowy i kina. Pełen komfort. - Fajna miejscówka. - Fajna. Lubię tu przychodzić. - I co, którą z kolei w tym tygodniu jestem, którą tu przyprowadziłeś? - 36stą bo dzięki temu mam tu rabat. - Jesteś zwykłym chamem. - Tam są drzwi, wiesz którędy możesz opuścić lokal – odwracam głowę w kierunku wyjścia i wskazuję jej ręką kierunek. - Nie no weź, Ty tak na serio? - Posłuchaj, wk.rwiałaś mnie dobre pół godziny, nudziłaś jakimiś fochami, dąsami i innym szitem, mimo to siedzę tu z Tobą i staram się porozmawiać jak z człowiekiem, bo uważam, że być może jest w Tobie coś interesującego. Od Ciebie zależy czy zostajesz czy wychodzisz bo zmarnowałaś już dość czasu jaki przeznaczyłem na to spotkanie więc albo rozmawiamy normalnie albo się żegnamy. Twoja decyzja. - Zostaję… ale nie bądź taki niedobry – źrenice w wyraźny sposób się rozszerzają, a głos staje się niższy. Załapało. (15 minut waty i storytellingu) - Wiesz to zabawne ale kiedy byłem w X to… - rzucam mimochodem. - Serio tam byłeś? Nie wierzę, nie bałeś się?! (Znów 15 minut waty i storytellingu. Telefon w kieszeni zaczyna wibrować, czas na „dobicie” i kończenie zabawy na dziś – żelazna zasada 45 minut) - Wiesz uwielbiam ciuchy marki X. Dobrze leżą, choć są cholernie drogie. - Zauważyłem, że dobrze się ubierasz, to rzadkie u dzisiejszych kobiet, spotkać babkę z klasą, o dobrze dobranych ciuchach jest naprawdę trudne. Większość myśli, że opięte spodnie na tyłku plus dekolt załatwia wszystko, a to bzdura. - A co myślisz o mnie? - Hm…. Wiesz, to już nie ma znaczenia, zbieramy się. (Tu nastąpił opis sytuacji z jej strony podkreślający status majątkowy jej środowiska, a także ogólne pompowanie własnej osoby). - Posłuchaj, nie interesuje mnie to, a wręcz zwisa i powiewa. Wiem dokąd idę, wiem czego chcę i wiem z jakimi ludźmi się dogaduje. Pieniądze to rzecz ulotna, raz są, raz ich nie ma, jeśli wiesz czego chcesz to i tak będziesz je miał. Wychodzimy. (5 minut spaceru i pożegnanie). - No to cześć – całuję ją w policzek. Widać widoczne zawahanie. - Pa! -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Po powrocie do domu wyłączyłem myślenie i skupiłem się na medytowaniu. Zabrało mi to trochę czasu ale sytuacja została ogarnięta na tyle, iż nie czułem złości ani do siebie ani do Samicy. Ot normalka – przy mocnych shit testach wyłażą wszystkie nieprzepracowane kompleksy, a w przypadku kobiety od razu widać było, że leciała „automatem” więc zapewne nie byłem pierwszy, który dostał takie miłe „powitanie” na początek znajomości. Pytanie brzmiało co robić? Odstawiając na bok atrakcyjność X, była ona niewątpliwie cholernie inteligentna i oczytana. Naprawdę to lubię i doceniam, mając na uwadze fakt, iż nie nie chcę znów wpaść w tryb „rozmów ze ścianą” w przypadku częstszych kontaktów. Sam seks mnie nie interesuje – mogę to mieć gdzie indziej i jeśli tylko to byłoby celem tego spotkania nawet nie pomyślałbym o dalszej znajomości. Co więc robić? Złamać zasady – napisałem do niej następnego dnia rano - „Hej, mam ochotę jutro pojawić się w X, jesteś pierwsza do której piszę, idziesz ze mną?” - nie licząc na jakikolwiek odzew, ewentualnie „hej, nie mam czasu / jestem zajęta”. Nie mija 5 minut, dostaję zwrotkę - „Chętnie. Ale dziś pójdziemy do kina. Nie jadam z nieznajomymi mężczyznami ;)”. Kości zostały więc rzucone… Królowa śniegu i próby na rollercoasterze - Przepraszam, że jestem taka zdyszana ale biegłam, żeby się nie spóźnić – zapowiada się cholernie miło – taka była moja pierwsza myśl po usłyszeniu tego zdania powitalnego. - Spoko, jesteś o czasie. Idziemy. Randka w kinie nie jest zbyt dobrym pomysłem na początek ale da się coś z tego wycisnąć. Odpowiedni dobór filmu plus możliwość „przypadkowego kinetyzowania” dają możliwości posunięcia znajomości do przodu. - Znasz tę serię filmową? - Nie, rzadko chodzę do kina bo nie mam na to zbyt dużo czasu. - Książek też pewnie nie czytasz? - Tak, masz rację, tylko instrukcje obsługi i gazetkę z hipermarketu. - Palant. - Uwielbiam te komplementy, którymi mnie obdarzasz. W trakcie filmu kilka rozmów. Nuda. Totalna nuda i gdybyśmy byli w knajpie zastanawiałbym się po co ja tu jeszcze siedzę, Kiedy scena jaka rozgrywała się na ekranie była wyjątkowo poruszająca, specjalnie się przysuwam, aby kobieta miała w możliwie jak najbardziej naturalny sposób szansę przytulenia się / złapania za rękę. Tym razem 0 reakcji. Jprdl po co tracę na to czas? Totalny bezsens, trzeba było iść się wyspać, tyle fajnych zadań w pracy, świat czeka otworem, a Ty łosiu siedzisz na nudnym filmie z nudną babą w kinie. (Po wyjściu 5 minut waty) - Ok, spoko film, ja lecę do domu. - Hmmm. No ok, to Pa! Idę do domu. Nie mija godzina, a dostaję smsa: „Chyba jest mi bardzo przykro, że jestem już w domu. Liczyłam, że będziemy się widzieć dłużej” - Pani odpala rollercoaster na pełnym gazie wrzucając w to niezły shit test czy się wkurzę: „Moja droga, lodówkę mam w domu i starczy jak ona jedna zieje chłodem. Trzeba było się przytulić w kinie, pewnie nadal siedziałabyś ze mną”. „A dlaczego Ty mnie nie przytuliłeś? ” „Patrz poprzedni sms” „Chyba nie wiem, czy chcę z Tobą iść jutro na obiad :(” „Twoja sprawa. Masz czas do 10 rano dać mi znać. Dobranoc”. Rozbij układankę i na nowo złóż mózg 9.59 sms: „Ok, to co dziś na 18?” - szczerze powiedziawszy tego się spodziewałem. „Nie, zmiana planów, widzimy się o 16, załóż wygodne buty, a nie szpilki jak zwykle”. „A gdzie idziemy?” „To nie ma znaczenia, bądź o tej godzinie w miejscu X” „Ok”. Kolejne trzy godziny zajęło mi latanie po mieście i sprawdzanie lokalizacji, które chciałem z Nią odwiedzić oraz przypominanie sobie informacji, jakie dziś miałem zamiar wykorzystać. Założenia były dwa – mam się dziś dobrze bawić i dać jej na maksa emocji – albo będzie ok albo definitywnie się żegnamy O umówionym czasie Pani X melduje się na miejscu. Strój oraz full tapeta świadczą, iż na to spotkanie nie szykowała się 10 minut. Zapach świeżo wypranych ciuchów i odżywki do włosów oznacza jedno – dziś gramy o wszystko. Buziak na powitanie i rzucamy kości na stół… - Cześć gdzie idziemy? - Daj mi rękę i nie zadawaj zbyt dużej ilości pytań. (Randka) - Kurde skąd Ty to wszystko wiesz, jesteś taki cholernie oczytany. (…) - Nikt mi nigdy tego nie pokazał. (…) - Nigdy nie słyszałam tej wersji historii o tym miejscu. (…) - Naprawdę tam idziemy, tam można wejść? (…) - Boję się, proszę złap mnie za rękę (…) - Przepraszam, popłakałam się z emocji, na bank się nie rozmazałam? (…) - Przytul mnie proszę, cała się trzęsę. (…) - Jezu, dobrze, że to już koniec. Chodźmy gdzieś usiąść, muszę się uspokoić. (Herbata i spacer. Uliczka z latarniami i totalnie starą zabudową. 0 ludzi, stajemy). - Podejdź tu do mnie. - Ale co Ty chcesz zrobić? - Po prostu podejdź bliżej. Bam. Weszło jak złoto. Lubię ten moment, gdy żeby się pocałować, kobieta musi stanąć na palcach, ze względu na różnicę wzrostu. - O matko, jestem cała czerwona. - Daj mi rękę – podaje mi dłoń i przytula się mocno – idziemy gdzieś usiąść. (randka) - Przepraszam Państwa zaraz zamykamy. - Dziś tak wcześnie? - Proszę Pana jest 1 w nocy, siedzicie u nas już państwo 4 i pół godziny – z wyraźnym rozbawieniem kelnerka dodaje - chyba coś Panu dziś za bardzo przedłużyło – uwielbiam tę laskę, przyprowadziłem już do tej knajpy tyle kobiet, a ona trzyma gębę na kłódkę, bo wie, że napiwek będzie naprawdę dobry. - Ok, już się zbieramy. - Cholera, nie wiedziałam, że to już tyle czasu. - Ja też nie. - Przytul mnie jak wyjdziemy ok? -------------------------------------------------------------------------------------------------------- 3 rano. Sms. „Czy mogę do Ciebie zadzwonić”? „Jeśli to coś pilnego to ok” Powoli składam się do kupy ale jestem półprzytomny. Dzwonek telefonu. - „No hej” - „Hej” - „Nie mogę spać, co Ty mi zrobiłeś?” - „O co Ci chodzi?” - „O to, że leżę w łóżku i nie mogę zasnąć. Trzęsą mi się ręce i uda” - „Chyba o to chodziło, no nie?” - „Zabije Cię. To była najlepsza randka w moim życiu” Szpryca i co z nią zrobić? Kładąc głowę na poduszkę już wiedziałem co stało się u X i byłem pewien, że to samo czeka mnie jutro. Z doświadczenia wiem, iż szprycę hormonalną dostaję rankiem, następnego dnia po „zacieśnieniu znajomości”. Jestem zdania, iż z tym „dopałem” nie należy walczyć ani się przed nim bronić tylko wykorzystać w konstruktywny sposób. Właściwie dlaczego miałbyś się bronić przed przyjemnością i uczuciem, gdy hormony szczęścia zalewają Ci mózg? Totalny bezsens – zgrywanie przed samym sobą twardziela świadczy o olbrzymich kompleksach i nieprzepracowanych problemach. Czy nie lepiej jest wykorzystać ten potencjał do zrobienia czegoś twórczego, dociśnięcia pedału gazu w swoim życiu zawodowym oraz samodoskonaleniu już na maksa? Jeśli w tym momencie, cieszy Ci się micha, a Twój banan na twarzy jest nieustający po prostu daj się temu ponieść i ciesz się chwilą. Oczywiście nie oznacza to, że masz nagle stać się białorycerzem i latać za daną Panią. O nie mój drogi, teraz właśnie przychodzi czas na pokazanie całego kunsztu Twojego jestestwa – najlepiej… zniknij. Czy nie zwróciłeś uwagi, iż kobiety stosują często taktykę „kociego kłębka” - dadzą Ci trochę dobrych emocji, po czym odsuwają się od Ciebie, abyś zaczął gonić za nimi. Kiedy przeramowanie masz już dawno za sobą, nadszedł czas na zmianę ról społecznych. To ona, w przeciwieństwie do układów białorycerskich, ma za Tobą ganiać i szukać kontaktu, Ty, choćby szpryca ciągnęła Cię ku niej 24h / na dobę, musisz to opanować i zająć się swoimi sprawami. To trudne ale przyniesie piorunujący efekt. W tym przypadku nie szukalem kontaktu przez całe następne dzień, by następnie oznajmić, że wyjeżdżam i wracam tego i tego dnia. Zwróćcie uwagę jak wielki shit test poszedł z mojej strony – czy ona się zainteresuje, co zrobi i co zaproponuje. Jeśli kobieta na to zareaguje, oznacza to, iż zaczyna jej na Was zależeć, jeśli nie, jest idiotką (bo i takie przypadki się zdarzają, niestety nasze Panie mają czasem inteligencję ameby połączoną z bezradnością 3 latka) albo nadal ma wywalone. W takiej sytuacji decyzja należy do Ciebie – ucinasz to albo cofasz się dwa kroki w tył i kontynuujesz jazdę. Po co to zrobiłem – aby przetestować kobietę i zobaczyć, jakich zachowań mogę spodziewać się w przyszłości i czy spełnia ona moje wymagania w tym zakresie. Osobiście nie oczekiwałem tego co zaszło, a co opisałem we wstępie – raczej po prostu pytania kiedy się umówimy, a nie robienia takiej niespodzianki „lotniskowej”. A co było dalej? Nie pytajcie... Są pewne sprawy o których gentlemani nie rozmawiają -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Kiedy warto bawić się shit testami Bardzo słusznym pytaniem, nasuwającym się po przeczytaniu powyższego, jest - „Po co i czy warto”? Nie warto jeśli: 1. Chcesz tylko seksu – możesz go znaleźć o wiele szybciej i łatwiej gdzieś indziej 2. Dziewczyna nie do końca Ci się podoba / nie jest w Twoim typie – szkoda czasu 3. Nie bawi Cię „gra” czyli podrywanie, nie lubisz chodzić na randki – nie nadajesz się do tego – rób sobie ONSy, chodź do agencji itp. 4. Nie lubisz kobiet – nigdy nie będziesz naturalny w tym co opisałem powyżej, nienawiść szybko wybije i sam się na niej poślizgniesz 5. Nie jesteś pewien siebie i tego co jesteś wart – odpadniesz bardzo szybko, a rany jakie dostanie Twoje poczucie własnej wartości, długo się nie zabliźnią 6. Nie lubisz dreszczyku emocji oraz szprycy hormonalnej – zostaw shit testy i skup się na kobietach, które lecą na Ciebie „z automatu” 7. Nie masz choć trochę chęci dowiedzieć się czegoś o dynamikach socjalnych oraz własnych słabościach. Kolejną kwestią jest „bariera opłacalności” tego typu relacji – ja za taką uznaję trzecie spotkanie. Jeśli w jego trakcie „nie zaskoczy” szkoda na to czasu i środków. Zresztą, mówiąc szczerze, – 99% „atencjuszek” udaje mi się odsiać już na pierwszej kawie, a te które zostają są mną zainteresowane, a ja nimi. Dlaczego właściwie dochodzi do shit testów? Odpowiedź na to pytanie jest złożona i po części podzieliłem się z Wami moją opinią już w słowniczku pojęć na początku tekstu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na trzy, moim zdaniem, najciekawsze aspekty, które często powodują, iż faceci źle interpretują ich pojawienie się. Po pierwsze – tego typu zagrywki są typowe dla kobiet, które mają „branie”. One atencję mają za darmo, nie robiąc nic, od stada białorycerzy. W jaki sposób mają odłowić więc tę wartościową jednostkę, która da im odpowiedni komfort życia? Po drugie – to My faceci, a właściwie białorycerstwo, jesteśmy winni temu, iż kobiety nauczyły się stosować takie zagrywki masowo. Jeśli dziś dana Pani, będąc nawet 5 czy 6, ma atencję na fejsiku w zamian za samo wstawienie zdjęcia z dziubkiem to o czym właściwie rozmawiamy? Doskonale wiecie co dzieje się na portalach randkowych, a jeśli chcecie zobaczyć jak czapkują faceci najlepszym „sztukom” w realu poobserwujcie jakieś 30 minut taką kobietę, zobaczcie te wszystkie otwarte drzwi, uniżone uśmiechy, pytania czy nie pomóc. Panowie – w jej sytuacji też odbiłaby Wam palma. Po trzecie – i najważniejsze – wielu facetów dołuje się, iż dostaje takie zagrywki „na klatę”. Błąd – one często świadczą o tym, że jesteś dla danej kobiety atrakcyjny, a ona jedyne odpaliła program „zanim rozłożę nogi muszę się upewnić”. Najśmieszniejsze jest to, iż możesz się spotkać z Shit Testami gdy… idzie Ci za dobrze. Nie, nie żartuję. Jaka jest najskuteczniejsza metoda na shit testy? Zwróciliście pewnie już uwagę, iż w tym tekście, zamiast listy odzywek Pań i odpowiedzi na nie dostaliście „mięso” w postaci całego procesu przeramowania (niecały tydzień) i wskazówek co do mindsetu. Bierze się to z prostego faktu – najprościej jest je olewać i robić swoje albo odpowiadać w sposób absurdalny. 0 agresji i tłumaczenia się. Czy słoń przejmuje się piskiem mrówki? Czy bogacz myśli o złorzeczeniu żebraka? Czy piękna kobieta przejmuje się wyzwiskami loosera, którego właśnie olała? Z tego właśnie powodu u podstaw musi leżeć Twój mindset – cokolwiek by się nie działo ma się w nim znajdować informacja – nic, co usłyszę od kobiety, nie zmienia faktu, iż to JA jestem tą unikalną jednostką z własnym światem, pasjami i zainteresowaniami, i to JA niejako dopuszczam Ją do swojego świata, który jest o niebo lepszy od jej szarej i nudnej egzystencji. Nie chodzi o to abyś buraczył, był agresywnym idiotą przekonanym o swojej własnej wartości ale raczej człowiekiem świadomym tego kim jesteś i do czego dążysz. Musicie również zdać sobie sprawę z pewnej kwestii – nic co jest związane z kobietami, nie jest Wam dane na stałe. To, że dziś dana panna umawia się z Wami i robi maślane oczy, nie oznacza, że jutro nie będzie tego robić dla innego samca. Panie od zawsze szukały najlepszego osobnika do rozrodu, a dzisiejsze poluzowanie norm społecznych, brak potępienia dla kurewstwa i puszczalstwa spowodował hipergamię do kwadratu – kobiety po prostu przestały być kobiece. Najważniejsze jednak abyś nie wyciągał z tego faktu głupich wniosków w stylu „wszystkie kobiety to k.rwy” etc. Totalny błąd i odbieranie sobie wielkiej frajdy w życiu jaką są relacje damsko-męskie. Nie spłycaj ich do poziomu bzykania, bo jest to po prostu… nijakie. W mojej filozofii życiowej bardzo ważne miejsce zajmuje fakt, iż lubię emocje, nie żyje mi się bez nich dobrze. Kobiety je zapewniają, są naprawdę fajnymi istotami ale… nie wymagaj od nich rzeczy niemożliwych. Uważny czytelnik dostrzegł zapewne fakt, iż lubię nieco teatralne i ocierające się o białorycerstwo teksty i zachowania. Tak – świadomie je wybieram bo kręcą mnie i dają satysfakcję. Decyzją kobiety jest, czy się do nich dostosuje i sama zacznie się tak zachowywać, czy też odejdzie w siną dal. Tu dochodzimy do punktu czy warto pokazywać, iż „zależy mi”. Dla pewnej grupy kobiet i w pewnych sytuacjach warto. Ale – i to bardzo poważne ale – mając warunki i świadomość tego, iż w każdym momencie to wszystko może zniknąć jednak nie wyrządzi Ci to większych strat ponieważ na jej miejsce czekają inne. Zwróć uwagę, iż podczas opisywanej tu interakcji cały czas umawiałem się z kolejnymi kobietami – nie po to, żeby, pisząc kolokwialnie, „zaruchać” ale w celu testowania swojego własnego zainteresowania omawianą samicą – czy spełnia ona moje wymagania, czy nie judze się z nią i czy zapewnia mi emocje, które lubię? Podłe? Chamskie? Nie… wyuczone od kobiet, które robią dokładnie to samo. Dlatego właśnie tak ważne jest dbanie o jakość Twojego życia – jeśli Ty się w nim dobrze czujesz, dbasz o swój wygląd, zarabiasz jakieś sensowne pieniądze, kolejka chętnych Pań będzie cały czas się ustawiała. Chcę jasno podkreślić – tak jak głupotą (w mojej opinii) jest całkowite odrzucanie LTRów, tak samo głupie jest fokusowanie na jednej, jedynej kobiecie. Zresztą… nie ma nic bardziej pociągającego dla naszych Pań, niż świadomość, iż otacza Was wianuszek adoratorek. One chcą wiedzieć, że jesteście coś warci, a to daje Wam towarzystwo innych kobiet (skoro one się interesują, on musi być kimś wyjątkowym) – Panie będą wtedy o Was walczyć, a taki jest cel przeramowania i zmiany ról społecznych. Co po przejściu etapu shit testów? Załóżmy, iż opanowałeś sytuację i zaczynacie się mieć „ku sobie”. Jednym z największych błędów jakie popełniają w tym momencie faceci to osiadanie na laurach podczas gdy to właśnie wtedy zaczyna się zabawa mająca na celu wyznaczenie kobiecie pewnych punktów, które muszą jej pokazać Twoje standardy, do których ona ma dążyć. „Kwalifikowanie” jest ni mniej ni więcej, a właśnie takim postępowaniem. Idealnie jest, gdy wpleciesz jej już w sam początek Waszej znajomości ale tu bądź ostrożny – musisz mieć już za sobą proces Attraction – kobieta czuje do Ciebie pożądanie, chce oddać Ci prowadzenie, widzieć jaki jest Twój świat. Zwróć uwagę, iż dzięki kwalifikowaniu ukazujesz siebie jako człowieka mającego standardy i wymagania – do tego jednak Twoje życie musi być na odpowiednim poziomie, a Ty sam nie możesz być jednym z 1000 lemingów żyjących wedle schematu 8h/8h/8h. Jak kwalifikowanie wygląda w praktyce? - Wiesz, kocham książki Orwella, znasz coś tego gościa? - Wiesz, uwielbiam ludzi z fantazją, ostatnio czytałem o facecie który ….. co o tym myślisz? - Wiesz, kiedyś pracowałem naprawdę ciężko ale dawało mi to satysfakcję – ot, uważam, że każdy powinien się czasem zmęczyć fizycznie co o tym sądzisz? - Wiesz, mam w pracy gościa który tyra po 12h na dobę, średnio mi się to podoba, nie mógłbym tak żyć, co o tym sądzisz? - Wiesz, uwielbiam zwierzęta, wydaje mi się, że jeśli ktoś ich nie lubi nie jest dobrym człowiekiem – jak to jest u Ciebie? - Wiesz, jak szedłem tutaj to spotkałem parę staruszków, takich koło 80tki, trzymających się za ręce, super widok, uważam, że to coś niesamowitego jak ludzie tak bardzo się kochają w tym wieku? Oczywiście są to tylko przykłądowe i w jakiś sposób skalibrowane pode mnie (mniej więcej) kwalifikacje – Ty sam najlepiej wiesz kim jesteś, co lubisz i jak chcesz żeby wyglądała Twoja relacja z kobietą. Myśl, kombinuj i działaj, Jako podsumowanie Kończąc ten mini-tekst chcę zaznaczyć, iż powyższa droga nie jest dla każdego. Tak naprawdę to mój zestaw światopoglądowych, mój świat, do którego Cię zapraszam, a TY, jeśli chcesz przekraczasz jego bramy. Spójrz na moje osobiste uwarunkowania i zrozum, iż jest to takie ukształtowanie liniowego procesu dynamik socjalnych (A + C = ?) abym dostał to czego potrzebuję. Czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem trochę uzależniony od „tarcia ram” w relacjach damsko-męskich – kobiety do puknięcia „z marszu” nie wzbudzają we mnie zainteresowania, tak jak i Panie, o które nie trzeba się w ogóle starać. Może to wina faktu, iż przygniatająca większość mojego życia seksualnego stanowią ONSy? Zapytaj też sam siebie - mam inne cele? Wymagania? Marzenia? Uwarunkowania doświadczeniami i potrzebami? Bardzo możliwe, że tak i zachęcam Cię do posiadania własnego zdania i odnalezienia własnej drogi. Pamiętaj bowiem, iż naprawdę inteligentny człowiek nie kopiuje zachowań innych ale obserwuje je, wyciąga wnioski, sprawdza co działa w jego przypadku, a następnie wdraża w życie zachowania dające mu sukcesy na różnych polach. Wbij sobie do głowy - piękne Panie na całym świecie czekają, żeby poznać kogoś wyjątkowego PS Muszę jeszcze napisać o pewnej dość smutnej rzeczy ale mogącej uratować Ci kiedyś tyłek… W tekście opisałem shit testy pojawiające się w procesie poznawania, dwójki zupełnie obcych sobie ludzi, a pominąłem te, które pojawiają się w związkach czy małżeństwach. Jest to świadome zachowanie z mojej strony ponieważ uważam, iż jeśli coś takiego zaczyna mieć miejsce, to należy… zakończyć związek po to aby nie marnować sobie życia. Jeśli opisana sytuacja dotyczy Ciebie to… przemyśl 100 razy co napisałem w tym akapicie. Zainteresowanych tematem zapraszam do dyskusji, wymiany poglądów, doświadczeń itp. Natomiast w tym wątku proszę nie robić rozkmin na temat samej istoty (i sensowności) PUA i pokrewnych, a także nie biadolić na kobiety.
  9. 49 polubień
    Wczoraj spotkała mnie ciekawa i bardzo pouczająca sytuacja... Zrobiłem u siebie Andrzejki na około 10 osób, jako że mam duże mieszkanie i b. dobrze gotuję, nie chwaląc się :-) Przygotowałem wszystko na tip-top: masę pysznego jedzenie, napoje, energetyki :-), muzykę i sprzęt nagłaśniający, łącznie z gramofonem i winylami... Alkohol każdy przyniósł swój (czysta biała wódka, tak jak kazałem:-)) , więc wystarczyło spokojnie i "procentów"... Wszystko super, przyszli fajni ludzie, wszystko znajomi mojej loszki LAT.....impreza wyszła zacna, wiadomo :-) Plan od początku był taki, że potem, około 23:00 jedziemy do lokalu na dyskotekę, gdzie grają muzykę lat 80-tych. Jedna z koleżanek miała akurat urodziny, więc miała opłacić lożę i alkohol w lokalu. Mamy już wyjeżdżać do lokalu, mówię do swojej LAT'ki: słuchaj, ja mam tylko 60 zł, coś mi się popierdoliło z kasą (naprawdę byłem przekonany, że mam przynajmniej 200 zł, bo zawsze staram się tyle mieć minimum w portfelu) Puściła to mimo uszu. Myślę sobie - OK, jestem już dobrze wstawiony, więc dużo już nie będę pił, i jakoś dam radę z tymi 60 zł , tym bardziej że będzie jeszcze urodzinowa wódka postawiona. Poza tym, nieraz wpuszczali nas tam za darmo, jako stałych klientów :-) , bo nie przesadzając, chodzimy ta minimum 2-3 razy w miesiącu , już od dwóch lat... Dobra, wchodzimy do lokalu, oczywiście tym razem nie ma wjazdu za free, bo to Andrzejki, w chuj ludzi, i wjazd 25 zł od osoby. Odruchowo zapłaciłem za siebie i za nią... Tu muszę wyjaśnić, że pozostało mi to z czasów białorycerstwa - zawsze płaciłem za nią, wszędzie i wszystko! Raz, że dla mnie to naprawdę nie stanowiło żadnego obciążenia, a dwa, że "ona taka biedna", a ja "bogaty", więc ja nic nie odczuję, i "nie zbiednieję"... No cóż, człowiek uczy się całe życie, a kilkudziesięcioletnie, białorycerskie nawyki bardzo ciężko wykorzenić... Poza tym, ona często obsypywała mnie prezentami, na przykład dość drogimi książkami, jakich nawet ja sam bym sobie nie kupił, ze względu na wrodzone skąpstwo co do zakupów...:-) Więc odrzucałem myśl, że ona jest ze mną tylko dla korzyści materialnych. Dobra, weszliśmy, od razu jakieś tańce, no ale zaraz towarzystwo obsiadło bar. Myślę sobie - kurwa, miała być loża, alkohol urodzinowy, a ja sam, jak ta ostatnia pizda zostałem, z 10 zł w kieszeni... Moja LAT'ka już przy barze, z tą koleżanką od urodzin, piją sobie drineczki...No kurwa! Mówię do swojej LATki - pożycz mi trochę kasy, bo naprawdę nic nie mam, zresztą mówiłem Ci przed wyjściem , jeszcze w domu... Ona: "Myślałam, że żartujesz...Przecież ZAWSZE masz!" Ja: nie kurwa , nie żartuję, nie mam! Kup mi chociaż wodę, bo nie będę jak ta pizda o suchym pysku siedział... Ona: ale ja też nie mam kasy... No kurwa! Wiem, że zawsze coś tam ma, a poza tym, niech kurwa pożyczy od którejś koleżanki, jeśli naprawdę akurat nie ma... I jeszcze z pyskiem do mnie , żebym nie robił siary i "nie przeklinał przy jej koleżankach" ! Zagotowałem się! Wkurwa dostałem maksymalnego, naprawdę...dym zrobiłem taki, że ta koleżanka czym prędzej zamówiła flaszkę, specjalnie dla mnie...:-) Uspokoiłem się , ale niesmak pozostał. Straszny. OK, dobra muzyka, zabawa, towarzystwo - bawiliśmy się do samego końca, czyli do 5-tej. ========================================================================================= SEDNO OPOWIEŚCI : Z rana, to znaczy około południa :-), przypomniałem sobie całe to zdarzenie z kasą. Poszedłem do drugiego pokoju, aby podrzeć swój testament, w którym przepisywałem wszystko swojej LAT'ce, w razie gdyby coś mi się stało. Przepisałem jej, żeby przypadkiem mojej Ex coś się nie dostało, poprzez synów... Ona: Kochanie coś się stało, co tak hałasujesz tam ? Ja: tak, stało się, WCZORAJ bardzo DUŻO się stało....W związku z wczorajszymi wydarzeniami, od teraz każdy będzie płacił za siebie sam ! Ona: O co Ci chodzi, przecież wiesz że ja jestem samotną matką (!!!) i nie zarabiam milionów... Ja: A co mnie to obchodzi, a poza tym, dlaczego to ja mam zawsze płacić za wszystko ? Raz zabrakło mi kasy i co ? Powtarzam, od tej pory każdy będzie płacił za siebie! Ona: Oooo, to widzę że ta nasza znajomość chyba się zakończy... (!!!) Ja: Oczywiście , że tak! Heh, czaicie... ? :-) Ponad dwa lata "lofciania", niby wielka miłość z jej strony, ciągle tylko jak to ona mnie kocha, ciągle tylko seks albo przytulanie jej w głowie, a tu co... ? Jedno moje stanowcze oświadczenie ,że nie będzie już miała frajera do płacenia, i ....momentalnie w tył zwrot! Tyle jest warta "miłość" kobiety... Poszła jeszcze do kuchni posprzątać po imprezie, a ja położyłem się spać. Wstałem , to już jej nie było :-) I bardzo dobrze. Pokazała, ile warta jest jej ta "miłość"...Tu przypomniało mi się nadzwyczaj trafne zdanie bossa Marka, że NIKT nie kocha bezinteresownie. A kobiety szczególnie kochają kasę, już nawet nie jakieś tam cechy czy zachowania samca Alfa, tylko po prostu - czystą, prozaiczną KASĘ....! To tak gwoli przypomnienia wszystkim braciom, gdyby się przypadkiem któremuś ubzdurało, że tak nie jest i JEGO loszka kocha go za CHARAKTER :-)
  10. 40 polubień
    TL;DR: krótkie przemyślenia na temat jednego z rodzajów mindset'u mogącego przynieść wymierne korzyści w życiu oraz próba wyjaśnienia w jaki sposób wykorzystać swoje porażki życiowe jako dźwignię do lewarowania przyszłych sukcesów. Dlaczego? Wczoraj, 14 sierpnia, upłynęło dokładnie 6 miesięcy odkąd jestem na forum Braciasamcy.pl oraz (lekko ponad) rok czasu odkąd zakończyłem swój 5.5 letni LTR. Z pierwszym wydarzeniem wiązała się dość ciekawa historia - w Walentynki byłem umówiony z pewną młodą damą, która tegoż to dnia zadzwoniła do mnie (kilka godzin przed terminem spotkania), iż nie umówimy się dziś ponieważ przyjeżdża do niej długo niewidziany kolega. Pamiętam, iż zacząłem się naprawdę mocno śmiać z i życząc jej miłej zabawy pomyślałem - "dziękuję Ci za ten kop w dupę". Swoją drogę, gdybym był jej równolatkiem (20 lat), taki strzał 14 lutego skończyłby się niezłym knockdown'em ale (o czym ona nie widziała) "w odwodzie" miałem dwie FF (i 12 lat różnych doświadczeń z babami) więc po prostu zadzwoniłem do jednej z nich i umówiłem się na walentynkowe bzykanie. Zaraz po nim poszedłem do kolejnej dziewczyny, z którą powtórzyłem ten numer (ach, jak słodko, że Twoim rodzice wyjeżdżają na weekendy - to był mój ulubiony tekst do niej ), a wieczorową porą, dołączyłem do szacownego grona miejscowych looserów i stulejarzy Byłem wtedy właśnie w środku okresu, kiedy w wódzie i kolejnych nowo-poznanych cipkach topiłem swoje problemy emocjonalne i nieumiejętność poradzenia sobie z samotnością po bardzo udanym związku. Zapytacie teraz - jak to udanym, skoro zakończonym? O kobiecie z którą spędziłem ten kawał czasu nie mogę powiedzieć złego słowa - mój ulubiony typ urody, semicki (wielokrotnie pytano mnie czy nie jest z południa europy / żydówką), skromna, pracowita oraz przede wszystkim dbającą o swojego faceta i o to, żeby były mu dobrze. Te 5.5 roku nauczyło mnie, że LTR z dobrze dobraną kobietą jest czymś naprawdę fajnym. Kłótni między nami nie było prawie w ogóle, kwestie łóżkowe to miód i malina (ogólnie stąd właśnie wyniosłem przekonanie, że najlepszy seks jest tylko między ludźmi, którzy są w związku i trochę się znają). Co nie zatrybiło? Jakoś od około 3 lat trwania związku zacząłem mieć cykliczne sny, które łączyły, po przebudzeniu, dwa odczucia - "jest za łatwo" oraz "nie robisz kolejnego kroku". Stąd, z dnia na dzień, postanowiłem to skończyć - był to bardzo ciężki czas, płaczu i szlochania (z jej strony) i bardzo dużej presji (ze strony całego naszego otoczenia) abym do niej wrócił. Czekała pół roku, obecnie układa sobie życie z innym facetem - szczerze, życzę jej żeby wyszło jej tak jak zawsze marzyła - dom, dzieci i fajny mężczyzna obok. Trzymam kciuki Podsumowując - na książki Marka oraz forum trafiłem w momencie nieprzyjemnego rozbicia emocjonalnego zaprawionego dużą ilością seksu i substancji powodujących utratę kontaktu z "realem" i "bezmyślnik". Można więc powiedzieć, że uciekałem przed realnym życiem, po to, żeby zgubić demony własnej nieporadności i nieumiejętności poradzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Nie dasz rady. Na bank się do tego nie nadajesz. Te słowa usłyszałem w sobotni wieczór, kiedy próbowałem rozpalić ogień za pomocą, polanych chwilę wcześniej wodą, gałęzi, krzesiwa oraz niewielkiej ilości suchej trawy i patyczków. Prawa dłoń krwawiła (zdarte kilka godzin wcześniej kostki), a w lewym kciuku uwierały, zatopione w moim mięchu, resztki spalonego tamponu (znacie smród mięsa na którym topi się plastik? ). Tu, gwoli wyjaśnienia - ten środek higieny intymnej, jak i chusteczka higieniczna czy kawałek koszulki, to najprostsze źródła do rozpalenia ognia. Instruktor doskonale wiedział co robi, to dobry psycholog, wiedzący, iż nic nie kręci mnie tak, jak pewne formy negatywnej motywacji oraz dociśnięcie dupy i twarzy bardzo blisko ziemi. Sytuacja powtórzyła się również w niedziele, kiedy podczas wielokilometrowego marszu byłem już bliski upadku z braku cukru i zmęczenia, gdy usłyszałem te słowa, od razu, jakaś część mnie odpowiedziała -"pozwolisz, żeby jakikolwiek skurwysyn mówił Ci, że nie dasz rady"? Ten typ myślenia i sposoby w jaki można go wykorzystać, chciałbym Ci przedstawić poniżej. Zastrzegam jednak z góry - jako, że życie jest implementacją w swój własny mózg tego, co działa najlepiej z naszą własną głową - nie jest on dla każdego i nie każdemu przyniesie sukcesy. Sól w ranę w pracy Twoja praca musi dawać Ci: a) satysfakcję b ) energię c) rozwój d) pieniądze. Dokładnie w takiej kolejności i takim ułożeniu. Musem jest bowiem to, żebyś przychodząc do niej szedł jak na odkrycie nowego lądu albo randkę z naprawdę seksowną kobietą. Poszukiwanie zawodu dającego mi takie odczucia zajęło mi wiele lat. Właściwie, swoje życie "w branży" zacząłem dość późno, bo w 29 roku życia - bez studiów kierunkowych, doświadczenia itp. Ale odkąd zetknąłem się z tym co robię wiedziałem, że to jest to. Pracowałem często za grosze albo za "miskę ryżu" byleby tylko mieć możliwość podpatrzenia mistrzów w swoim fachu. Od znajomych i rodziny słyszałem - "nie nadajesz się do tego", "nie skończyłeś kierunku ścisłego", "jesteś słaby z matematyki". Moim ekspracodawcy powtarzali mi to bardzo często, że nie jestem typem człowieka, który się sprawdzi w tego typu zadaniach. I wiecie co? Naprawdę dziękuję im teraz wszystkim, właśnie im, a nie tym, którzy mówili "uda się". Uwielbiam ten moment, gdy wchodzę rano do roboty ( a przychodzę zawsze jako ostatni, bo lubię się spóźniać ostentacyjnie) widzę te znudzone i zdołowane twarze, które dostają szału na widok mojego banana na pysku. "Jesteś w pracy, przecież tu trzeba narzekać, a nie się cieszyć" - usłyszałem niedawno. Moja odpowiedź - "nie moja wina, że masz ch.jowe życie i pracę" Co musisz zrobić, żeby Twoja robota była dla Ciebie seksi? a) Pracować z lepszymi - praca z ludźmi, którzy wiedzą mniej od Ciebie jest kusząca, bo oznacza przywództwo ale daje stagnację, natomiast praca z lepszymi daje Ci ich wiedzę i możliwość przechwycenia umiejętności plus walkę o przywództwo - a to rozwija b ) Rób to co Cię interesuje - wtedy Twoja praca stanie się przyjemnością, a Ty będziesz się dokształcał po godzinach nie z bólem dupy ale bananem na twarzy c ) Mieć ambicje zawodowe i wytyczać sobie cele - gdzie chcę być za rok? Za pół roku? Kiedy otwieram własną firmę żeby nie tyrać na kogoś całe życie? d) Przestać się bać zmieniać pracodawców - nie siedź w jednej firmie latami. To zabija kreatywność i stajesz się leniwy. Rok-półtora i idź się sprawdzać gdzie indziej. Zamiast wygodnej kawki rano ze znajomymi ziomkami kolejne rozpychanie się łokciami w nowym towarzystwie. e) Kiedy praca w danej firmie / przy projekcie przestaje być wyzwaniem - odejdź f) Do minimum ogranicz kontakty z narzekającymi g) bierz się za zadania, przy których padają inni, a łatwe zostaw leszczom. Sól w ranę w szkole "Na pewno się tego nie nauczysz", "Dam Ci 3 i masz spokój", "Zostaw, po co Ci to potrzebne", "Nigdy nie złapiesz tego akcentu" - dzięki takim stwierdzeniom, przez wiele lat moimi słabymi stronami były matematyka oraz języki obce. Dzisiejszy system edukacji promuje bycie miernym, pasywnym oraz minimalistycznym. Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Pamiętając o tym, że Twoja praca ma być dla Ciebie "seksi" nie rezygnuj z rzeczy (przedmiotów), których nie rozumiesz / masz z nimi problemy. Czellendżuj je tak długo, aż nie rozgryziesz tego co jest ich treścią. Jeśli już studiujesz, przejrzyj cały program uczelni na która uczęszczasz (ale też i innych co Cię interesują) i chodź na wykłady z innych kierunków, które dadzą Ci więcej mocy (praktycznej wiedzy). Pamiętaj, że każdy wykład na każdej uczelni,ma formę otwartą i z założenia może na niego uczęszczać każdy. Bądź aktywny i wchodź w interakcję z wykładowcami, cześć z nich będzie zachwycona, bo 99% studentów ma w doooopie co oni mówią, a często zdarza się, że opowiadają oni o swojej pasji. Czerp z ich wiedzy pełnymi garściami, to kapitał, który nigdy Cię nie zawiedzie. Nie możesz zrozumieć - nie łam się - pytaj i drąż do skutku. Nauka języka. Nie bądź pizdeuszem i zarób kasę na prywatne lekcje 1 na 1 z osobą, która nie zna języka polskiego. Angielski - tylko z nativem, który nie kuma co to "barszcz". Hiszpański - jasne ale Rodrigo czy Juanita nie może wymówić "brzęczyszczykiewicz". Tylko wtedy będziesz w stanie spiąć się w 100% żeby móc się z nimi komunikować. To nie ma znaczenia, że się wstydzisz, że myślisz, że nie dasz rady - po prostu musisz to zrobić żeby Cię zrozumiano. Przełamiesz lęk i barierę, gramatyka i poprawność to później pikuś. Sól w poczucie własnej atrakcyjności "Jestem gruby i się wstydzę", "Jestem chudy i się wstydzę", "jestem słaby i nie podołam wysiłkowi fizycznemu", "wyglądasz jak gówno, jak mogłabym się z Tobą umówić", "nie masz szans w konkurencji z tym przystojnym kolesiem" - codzienność? I bardzo dobrze. Stań przed lustrem i odpowiedz sobie na jedno pytanie - czy podobasz się sobie taki jaki jesteś? Jestem pewien, że większość z nas odpowie "NIE", a potem dopowie "ale nie mogę z tym nic zrobić". Wymówki i wstyd związany ze swoimi ułomnościami blokują pracę nad ciałem bardzo wielu samców. Do tego ciągłe porównywanie się "ideałami" z okładek i teledysków.... Chłopie - "każdy z nas ma swój Mount Everest" na który musi wejść. Jesteś niski - musisz na siebie narzucić mniej kg mięsa, żeby wyglądać fajnie i jesteś bardziej zwinny (sporty walki?) - otoczenie będzie Cię postrzegać jako atrakcyjnego. Jesteś wysoki - jeśli fajnie dopakujesz, będziesz miał naturalny respekt u innych. Jesteś chudy - łatwiej będzie Ci zrobić fajną rzeźbę. Jesteś gruby - łatwiej będzie z siebie zrobić szafkę trzydrzwiową. Dążę do tego, że żadna sytuacja bazowa nie przekreśla tego, iż możesz się stać naprawdę atrakcyjną najlepszą wersją swojego ciała. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w przypadku pracy nad nim nie jesteś w stanie oszukiwać. Żresz po nocach - zamiast kraty - bęben. Opierdalasz się na treningach - nadal 50 kilogramowy charłak. Jeśli usłyszysz jakikolwiek krzywy tekst co do swojego ciała - podziękuj za niego (chyba, że chodzi o jakąś formę inwalidztwa - wtedy wal chama w pysk ). Niech będzie to paliwo do przyszłej zmiany. "Ty maluchu jesteś gówno wart", "grubasie, co Ty tam możesz" - podziękuj, a w myślach powiedz - "ja Wam skurwysyny pokażę" i działaj Sól w poczucie własnej wartości Chyba zgodzicie się ze mną, że nic nie robi lepszego kuku w głowie niż zgnojenie przez kobietę. Chcecie posłuchać czegoś dobrego? No to lecimy z koksem: "chyba żartujesz, z Tobą?" "nie pasujesz do mojego stylu ubierania się" "z taką biedą jak Ty?" "co Ty sobie wyobrażasz, myślisz że z kimś takim jak Ty?" "jesteś zupełnie nieatrakcyjny" "jesteś nikim" To tylko niektóre teksty jakie udało mi się usłyszeć od nowo-poznanych kobiet. Za każdy z nich jestem ogromnie wdzięczny, ponieważ, pomimo robienia mi często mind fucka w głowie, po jakimś czasie dawał mi paliwo do dalszej pracy. Ale to w sumie drobnostki, ot laski zaczepiane na ulicach, w sklepach czy gdziekolwiek - "siema, co u Ciebie", chwila rozmowy i albo się zapoznajecie albo zapominasz bo to kolejna z setek twarzy. Umawianie się z zupełnie nieznanymi kobietami (i otrzymywanie od nich zlewek) ma też ten plus, iż zwalczasz swoją nieśmiałość. Dlatego też, zawsze pisałem Wam, aby na portalach randkowych od razu dążyć do umówienia się, bez zbędnego poznawania. Ale do rzeczy - dziękuj każdej kobiecie, która Cię olała i stawiajcie poprzeczkę coraz wyżej. W pewnym momencie, kiedy już zaczniesz się umawiać z naprawdę ładnymi dziewczynami, kolejne kosze nie będą miały znaczenia, ponieważ zawsze włączy Ci się mechanizm "dociśnij pracę nad sobą" oraz "he he he przecież już pukałem dużo lepszą od niej". Zrozum - odrzucenia od kobiet mają Cię motywować nie dołować. Żeby jeszcze podnieść poprzeczkę, kiedy nie mam motywacji do pracy nad sobą wychodzę wieczorem na rynek mojego miasta i siadam w jakiejś knajpie / ławce, tak aby widzieć przechadzający się tłum. O tej porze bujają się tam najbardziej wylaszczone panny ze swoimi facetami - bogaczami, playboyami, modelami, kolesiami których znam z TV. Siedzę i patrzę myśląc - kurwa, dociskam za słabo, jestem gówno wart w stosunku do nich ale jeśli docisnę mocniej, będę o dwa stopnie wyżej, bo oni są już w swoim maksie, a ja wchodzę na swój Mount Everest. Tylko ode mnie zależy, czy tam wejdę czy odpadnę. Kto ma bliżej do Berlina / bywa niech idzie na Kreuzberg. Koło bud z żarciem i sokami (stacja metra) siedzą Turasy i Arabusy zaczepiające białe laski. Patrzcie. Uczcie się. adaptujcie. To samo z Włochami i Latynosami. Nie wkurwiajcie się - uczcie i myślcie - oni są w swoim maksie, ja do tego co robią oni dołożę siebie i będę jeszcze lepszy. Sól w ranę na długi dystans 14 lat temu zakochałem się, jak typowy szczyl, w pewnej dziewczynie. Dostałem kosza. Dość ciężkiego. Składałem się po tym długi czas. Ta kobieta to w 3/4 mój ideał jeśli chodzi o urodę, natomiast jeśli brać pod uwagę lifestyle i podejście do życia to... 99%. Skąd o tym wiem? Kilka lat temu minęliśmy się dość przypadkowo na ulicy. Oczywiście nawet mnie nie poznała ja rzuciłem na nią tylko kątem oka i pomyślałem - mało się zmieniłaś. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawiło się po tym, gdy znalazłem ją na fejsie. Okazało się, że wiedzie ona dokładnie takie życie, jakie zawsze marzyło mi się co do wspólnego spędzania czasu z partnerką, co więcej jest matką i teraz najlepsze - z kolesiem, który jest totalnym zaprzeczeniem mojego wyglądu i charakteru. To drugie wiem stąd, że całkowitym przypadkiem, poznałem go niedługo później i zapytałem jak się z nią żyje. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych, oni potwierdzali jego wersję. Mind fuck jaki miałem w związku z tym trwał dobre kilka tygodni. Domyślacie się jednak co z niego wyniosłem? Tak - jeszcze większą chęć do pracy nad sobą i walki. O co? O to, żeby mieć jeszcze lepiej i w kwestii związków akceptować tylko bardzo duże zbliżenie do ideału jaki mam w głowie. Udowodniło mi to po prostu jedno - to, czego szukam", istnieje. A że tego nie dostałem? "Cóż, za słabo docisnąłem". Jej fejsa przeglądam zawsze, kiedy zaczynam wątpić w siebie - "patrz na to, chcesz mieć coś takiego, dociskaj życie mocniej". Podsumowanie Doskonale zdaję sobie sprawę, iż zaproponowany przeze mnie mindset nie jest dla wszystkich. On boli, uwiera jak kamień w bucie, powoduje częste mind fuck'i, zwątpienia ale... daje też kosmiczne efekty. Po prostu jest to benzyna, którą możesz się oblać i podpalić albo zatankować rakietę i polecieć nią na swój księżyc. Twój wybór Czy jest to dla Ciebie dowiesz się po pierwszej załamce - w tym systemie myślenia nie ma miejsce na tłumaczenie porażek osobami trzecimi - za nie winny jesteś Ty. Ok więc jak - dasz radę tak postrzegać rzeczywistość czy wymiękasz? Bo słyszałem, że miękka fajeczka z Ciebie A jeśli się jednak zdecydujesz 1. Dużo medytuj i czytaj o rozwoju duchowym - w chwilach dołka to Cię uratuje 2. Pracuj z ludźmi lepszymi od siebie 3. Przebywaj w towarzystwie które Cię motywuje 4. Bierz się za rzeczy, przy których inni wymiękają - to Twój drogowskaz 5. Pokonaj swoje demony - rób to w czym jesteś słaby 6. Nie łam się i nie odpuszczaj 7. Pamiętaj - czy wygrasz czy przegrasz, zależy od Ciebie Trzymaj głowę w górze i do zobaczenia na szlaku
  11. 40 polubień
    Równo rok temu dziewczyna z którą coś tam zaczynałem kombinować zrobiła mnie pięknie w wuja Historia - standard - wokół Pani, jak była chora, Biały Rycerz skakał po lekarstwa, Pani chciała iść do kina Biały Rycerz szedł. W Walentynki Pani oznajmiła, iż przyjeżdża do niej "kolega z Portugalii" i Biały Rycerz ma spierdalać Tak, via Google, trafiłem tutaj Zanim przyszedłem na to forum miałem za sobą dość solidną bazę PUA, trochę Pań w różnych konfiguracjach ale brakowało najważniejszego.... świadomości, że dopóki nie poukładam sobie w głowie nie mam po co wchodzić w jakiekolwiek relacje z kobietami. Po roku więc dziękuję: 1. @Stulejman Wspaniały - za książki, audycje, to forum i naszą znajomość 2. @dr Mordechaj B'rzyt-wa - za dołożenie kilku ważnych cegiełek w mojej głowie, a przede wszystkim towarzystwo prawdziwego intelektualisty 3. @Mosze Red - za twarde postawienie sprawy co do kryteriów doboru partnerki oraz wyostrzenie pewnego typu myślenia, który ja, niepotrzebnie, starałem się tępić w mojej głowie 4. @Subiektywny - za klasę i pokazanie, iż gentlemani w starym stylu nadal istnieją 5. @Arox - za to że Cię poznałem i że jesteś zajebistym gościem 6. @HORACIOU5 - za poznanie kolejnego człowieka z pasją i Wam wszystkim, Braciom, za codzienną motywację do bycia coraz lepszym każdego dnia
  12. 38 polubień
    TL;DR: Wpis analizuje najczęstsze metody manipulacji stosowane przez samotne matki, omawia trzy przypadki, których doświadczył autor, a także próbuje określić, jakich samców typują tego typu kobiety na "partnerów" czytaj "jelenia" do odchowania "kukułczego" dziecka. Samotne matki to temat, który przewija się na naszym forum co jakiś czas - ostatnio sytuację tego typu opisywał brat @M.Dabrowski. Nad tym zagadnieniem warto jednak pochylić się po raz kolejny, ponieważ jest ono doskonałą ilustracją kobiecych manipulacji i prób wciągnięcia samca w związek, o różnym stopniu sformalizowania w którym przede wszystkim chodzi o akceptację potomstwa oraz, ale nie zawsze, jego utrzymanie. Chciałbym się z braćmi podzielić kilkoma własnymi historiami związanymi z tego typu Paniami, które być może, uchronią co poniektórych z czytających, szczególnie tych młodszych i mających problemy z samooceną (wyjaśnię później dlaczego głównie o nich chodzi), przed życiową wtopą. Geneza zjawiska samotnej matki Brnąc przeciwko poprawności politycznej śmiem twierdzić, iż tzw. "samotne matki" to bardzo często produkt naszych czasów. Paniom wmawia się, że seks mogą uprawiać z każdym i kiedy chcą, bo są "wyzwolone" i "żadnemu mężczyźnie do tego nic, czy przed nim spały z 1 czy 100 facetami". Zazwyczaj samica po prostu bzyka się z kim chce i ile chce, aż prawem serii zachodzi w ciąże z przypadkowym partnerem. Istnieją oczywiście od tej reguły wyjątki ale zazwyczaj sprawy mają się dwutorowo: 1. Samica jest bardzo atrakcyjna i korzystała z tego - ktoś ją puknął, a potem się znudził i zostawił, ewentualnie stosował wobec niej przemoc fizyczną i sama odeszła - nie wierzcie tu nigdy w bajkę, że taka kobieta, z dzieckiem, odchodzi od faceta z własnej woli, nie mając zabezpieczonej gałęzi, jeśli ten jej nie tłucze albo nie jest patologią. 2. Samica ma bardzo niskie SMV i po prostu korzysta z okazji na seks, do którego nie ma dostępu na co dzień - najczęściej chodzi o dyskotekę, domówkę czy wakacje - oczywiście bez gumy i dzieciak gotowy. Facet odchodzi zazwyczaj ze względu na jej "nienarzucającą się urodę". Z moich obserwacji wynika to, iż w grupie samotnych matek występuje nadreprezentacja naprawdę ostrych strzał (8-10/10) jak i totalnych.... jestem gentlemanem.... mniej narzucających się urodą Pań. Oba te zbiory kończą jednak w tej samej sytuacji i dalsze metody ich działania są takie same. Sytuacja samotnej samicy z dzieckiem Jako kobieta samotna matka z dzieckiem spada na dno drabiny społecznej. Koleżanki, babki, ciotki wytykają ją palcami, a rodzice starają się ukryć ten fakt przed sąsiadami. Najgorsza sytuacja jest oczywiście na wsiach, gdzie "wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich" i takowa "dama z bagażem" nie ma szans ukryć swojego singlowania z dzieckiem na karku. Jej położenie jest szczególnie trudne, gdy wczorajsza królowa dyskotek, naprawdę ostra żyleta, staje się nagle "niewidzialna" dla facetów pod kątem związku, a jedyne co mogą od niej chcieć to przygodny seks. Zwróćcie uwagę Panowie na ten dramat - wczoraj królowa, dziś nawet nie kopciuszek - odwrócenie kobiecego marzenia, a jak wiadomo, nasze kochane Pani kochają bajki. Mindset samotnej matki W przypadku kobiety samotnie wychowującej dziecko jego ewolucję doskonale obrazuje ten oto, już trochę starszawy, mem: Kobieta w takiej sytuacji jest w stanie pójść na wiele ustępstw, w stosunku do partnera, tylko po to żeby uznał on jej dzieci i opcjonalnie na nie łożył. Zdejmie to z niej łatkę "puszczalskiej" i "przegranej" ponieważ "będzie miała męża" (czytaj jelenia) tak jak inne. Dlaczego może się zainteresować właśnie Tobą? Jako, iż dane mi było dwukrotnie wpadać w dłuższe ciągi portali randkowych opisywane zjawisko znam dość dobrze, ponieważ to właśnie w randkowaniu online znajdziecie nadreprezentację tego typu Pań. Wynika to z faktu, iż mogą one tam, do pewnego momentu, ukryć fakt posiadania potomstwa, a poza tym, zdesperowany samiec widzący odpowiedź od samicy, po 1000 wiadomości bez reakcji, natychmiast się nią zainteresuje. Na manipulacje samotnych matek szczególnie narażeni są więc Panowie, którzy: 1. Są młodzi i niedoświadczeni w relacjach damsko-męskich 2. Fokusują się na seks, mieli w życiu mało kobiet, mają problemy z relacjami damsko-męskimi 3. Mają niskie poczucie własnej wartości i uważają, że kobieta (a już w szczególności atrakcyjna) u ich boku, doda im statusu społecznego. Wynika to z faktu, iż samotne matki mają czasem urodę, mówiąc brutalnie, kobiet, które w normalnych warunkach nie umówiłyby się z tymi trzema wyżej wymienionymi grupami z racji ich braku w: 1. Doświadczeniu i rozgrywaniu relacji-damsko-męskich 2. Braku naturalnego SMV (niska atrakcyjność fizyczna) 3. Braku nabytego SMV - czyli braku decydującego dla kobiet czynnika - mamony. Jak próbują omotać nieświadomego samca tego typu samice? Zapraszam na trzy mini case-study. Stworzę Ci dom i dam pieniążki Samica z pozoru mało atrakcyjna na zdjęciach. Nieszczególny opis. 30 lat. Krótka piłka - "siema co słychać". "No siema, a siedzę sobie na portalu" (jakże inteligentnie! ). "Chodź na piwo albo kawę, nie lubię tak rozmawiać". "Ok, to dziś o 20 w XXX". 20 - regulaminowe 5 minut spóźnienia, wchodzę. Samica z 6 ze zdjęć urasta luźno do 8/10. Uśmiech, buziaczek na "dzień dobry" i gadka szmatka. Samica ma IPhone'a i kilka innych gadżetów świadczących o statusie społecznym, ciuch, jak na Polskę, prima sort. Randka udana, grzeczny buziaczek na do widzenia, samiec zaczyna tworzyć w swojej głowie wizję dobrze ustawionej kobiety (samica jest właścicielką dość dużego, znanego w regionie biznesu, a siedzenie na portalach uzasadnia brakiem czasu - od biedy trzyma się kupy), kulturalnej i niegłupiej. Randka numer dwa odbywa się w drogiej knajpie, każdy płaci za siebie, jest milutko. Samica jest kulturalna ale zaczyna kręcić wokół tematu jak bardzo chciałaby stworzyć dom, że samiec może się u niej zatrudnić żeby się nie przemęczał. Jest ok, ale zaczyna być odczuwalny smrodek. Randka numer 3 - buziaczki, trzymanie się za rączki itp. itd. W pewnym momencie samiec słyszy hasło - "muszę Ci coś powiedzieć" - krew zmrożona w żyłach. "Ok, o co kaman?" - "jestem rozwódką" - "ok... (pauza), a czy przypadkiem nie masz jakiegoś "bagażu" po małżeństwie". "Tak, mam, 3 dzieci" - tu nastąpił rubaszny rechot Samca, dopicie 2 haustami alkoholu, podniesienie pupki z krzesła, zapłacenie za siebie i wyjście z knajpy. Więcej się już nie widzieliśmy Bzykaj mnie jak chcesz Samica lat 26. Od początku lecąca w seksualność, prowokacyjne zdjęcia na portalu, wypięta pupka i cyc. Gadka znana - "siemka, siemka" i następnego dnia kawka. Jest spoko ale samica leci ostro w seks, sama obłapia itp. Samiec myśli - ok - chcesz się bzykać, to no problem. Szybka zmiana miejscówy na chatę i samica ląduje na pierwszym napotkanym stole, oczywiście już bez dolnej partii odzienia (ale, zauważmy, i tak nie było tego wiele ). Samiec - "moment, tylko gumkę wyciągnę", "nie, nie lubię bez, dojdź we mnie", oczywiście samiec guma na szablę i robi swoje ale samica skwaszona na maksa. No ale cóż.... chciałaś dać, to teraz masz Po seksie - wiesz jestem matką 3 letniego synka. Kulturalne "do widzenia", gacie na dupę i "nara" Jestem ładna i doceń to Lachon lat 22. Tyle można powiedzieć po fotach. Sama pisze pierwsza. Wszystkie dzwonki ostrzegawcze u samca grają na maksa. "O jaki super opis, hi hi hi, jaki Ty mądry, bla bla bla". Pierwsza proponuje kawę. W rubryce "dzieci" nic nie zaznaczone. Spotkanie. Strzała konkretna, faceci naokoło wlepione oczy jak w obrazek. Inteligentna. Po 30 minutach - "mam półroczną córeczkę". Uśmiech ze strony samca, dopicie kawki i w tył zwrot. Podsumowanie, a więc kiedy jesteś idealnym kandydatem na jelenia? W opisanych powyżej przypadkach: 1. Jesteś niedowartościowany i łasy na kobieca powierzchowność - takie samice zwabią Cię nieosiągalnym (lub osiągalnym dla Ciebie z trudem) SMV naturalnym 2. Masz SMV na poziomie 5-7 i cechy bety - idealny kandydat na providera utrzymującego dziecko 3. Masz deficyt "miłości" i "chciałbyś założyć dom" - od razu zostanie Ci to zaoferowane 4. Myślisz tylko o seksie - zostaniesz nakręcony na stosunek bez gumy i leżysz. Sygnały ostrzegawcze, że masz do czynienia z samotną matką Bardzo proste do wychwycenia: 1. Idzie Ci "za dobrze" - samica Ci się podkłada 2. Samica bardzo szybko dąży do seksu 3. Samica prowokacyjnie się ubiera / ma prowokacyjne zdjęcia w necie 4. Samica wyskakuje z wizją domu i szczęśliwej rodziny już na 1-2 spotkaniu Powyższe jest oczywiście typowe nie tylko dla samotnych matek ale także i innych desperatek, jednak w przypadku SM występuje, nagminnie, oferta seksu bez zabezpieczenia. Mam nadzieję, iż powyższe mini-przemyślenia uchronią choć cześć moich Braci przed władowaniem się w totalną porażkę czyli związek z kobietą z dzieckiem. Pamiętajcie - nigdy nie będziecie Ojcami tego młodego człowieka i on w każdej chwili może Wam to wypomnieć. Stać Was na wiele więcej, niż tylko wychowanie nieswojego potomstwa Jak zwykle zapraszam do dyskusji i dzielenia się własnymi uwagami
  13. 38 polubień
    Szanowni Modzi, Bracia, Panie z rezerwatu, hejterzy; Z okazji świąt chciałbym życzyć: 1. Moderacji wyższego i niższego szczebla za ich często ciężką pracę, zaangażowanie, poświęcenie - by inni Bracia i Panie mogli spokojnie oraz z przyjemnością korzystać z naszego forum. 2. Braciom z forum za to, że pomagacie swoimi historiami i doświadczeniem zagubionym i poranionym kolegom, oraz sami czerpiecie pomoc od bardziej doświadczonych, przez co piękna idea czynienia dobra i pomagania innym może się ziścić dzięki waszej pracy, energii i wydatkowi czasu, że nie wspomnę o dotacjach za które serdecznie dziękuję, i które dzisiaj przepiję. 3. Kochanym Paniom z rezerwatu, że swą obecnością zwiększają poziom testosteronu i adrenaliny Braciom, i po prostu za bycie z nami. 4. Hejterom, trollom, wariatom, szaleńcom, socjopatom, osobom psychicznie chorym, Sławkowi - za to że dzięki waszej pracy i zaangażowaniu w sprawy forum i moje prywatne, wzrastamy w wiedzę o tym jak się przed wami bronić, a przez to stajemy silniejsi i bardziej trzymamy się razem każdego dnia. Tak więc kochani życzę wam z całego serca: 1. Nawiązania kontaktu z tą Boską cząstką w nas, która daje nam spokój, zadowolenie, szczęście i nie żąda nic w zamian, 2. Coraz wyższej samooceny każdego dnia, byście sami siebie nauczyli się szanować, kochać, lubić i traktować z życzliwością, 3. Zdrowia, pomyślności w zamierzeniach i interesach. 4. Dla zaobrączkowanych i dzieciatych, zadowolenia z dzieci i by zdrowo, mądrze rosły, oraz zadowolenia z kobity, niech będzie zawsze szczupła i ciasna! 5. Niech wasi wrogowie odstąpią od was, precz odejdą.
  14. 36 polubień
    Pojawiło się dziś na FB. Trochę przydługie ale warto poczytać - a nawet trzeba przeczytać. Podaję link oraz wklejam cały artykuł. Bo w oryginale może być szybko usunięte ze względu na obrazoburczą treść niewygodną aktualnym trendom. Piszcie opinie. https://justpaste.it/jswk Mizoandryczna bańka spekulacyjna Dlaczego amerykańskie społeczeństwo wygląda jakby upadało, uczciwość i przyzwoitość są odsuwane, socjalizm i tyrania wywierają zły wpływ mimo, że większość jest niechętna tym filozofiom, a prawdziwa przyczyna wciąż zdaje się być nieuchwytna? A co jeśli wszystko to, od niestabilnej opieki zdrowotnej i jej kosztów, po nierosnące zarobki i rosnącą przestępczość, po upadającą infrastrukturę i rozrastający się socjalizm, po ekonomiczny upadek wielkich miast USA jak Detroit, Cleveland, Pittsburgh i Baltimore, prowadzi nas do jednego źródła, które jest przejmująco wszechobecne, a jest nim brak dialogu w narodzie, a po prawdzie, brak dialogu w całym zachodnim świecie? Dzisiaj, pierwszego dnia nowego dziesięciolecia lat „201x”, powiem wam czemu tak jest. Niniejszym wyzwalam ogólnonarodową dyskusję nad czymś z czym Stany Zjednoczone będą musiały się zmierzyć w tej dekadzie, co jest źródłem większości problemów z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. To co czytacie jest odpowiednikiem tego co ktoś w 1997 roku napisał przewidując ze szczegółami Wojnę z Terroryzmem latach 2001-2009. Jest to bardzo długi artykuł, najdłuższy jaki ukazał się na The Futurist. Jako że jest przewodnikiem po najbliższej dekadzie, po społeczeństwie, polityce, waśniach między płciami, nie powinien być czytany na raz, ale raczej trawiony powoli przez dłuższy okres razem z dołączonymi odnośnikami. Wraz z postępem tej dekady, artykuł będzie jawił się jako coraz bardziej proroczy. Streszczenie : Świat Zachodni po cichu przekształcił się w cywilizację, która nie docenia mężczyzn, a przecenia kobiety, gdzie państwo siłą przekazuje dorobek mężczyzn kobietom tworząc różne przewrotne zachęty by dobre kobiety prowadzić ścieżką wielkiego zła przeciwko mężczyznom i dzieciom, i gdzie męska natura jest szkalowana, a żeńska celebrowana. To jest nie w porządku dla obu płci i jest przepisem na szybki upadek cywilizacji, koszty którego docelowo będzie ponosić kolejne pokolenie niewinnych kobiet, a nie mężczyzn, i to już w 2020 roku. Założenia kulturowe Mit opresji wobec kobiet: Każdemu z nas wmówiono, że kobiety są rzekomo represjonowane poprzez wszystkie wieki istnienia ludzkości i było to powszechne, systematyczne i popierane przez pospolitych mężczyzn, którym prawdopodobnie żyło się lepiej niż kobietom. W rzeczywistości, ta narracja jest w całości nieprawdą. Przeciętny mężczyzna był zmuszany do ryzykowania życiem na polach bitew, na morzach lub w kopalniach, podczas gdy większość kobiet przebywała w domach opiekując się dziećmi i wykonując prace przydomowe. Męska długość życia była zawsze znacząco krótsza niż kobiet i wciąż jest. Kiedyś działania wojenne były czymś oczywistym i powszechnym (zmieniło się to dopiero w ostatnich czasach), i nieważne czy dwa plemiona, czy dwa królestwa szły na wojnę, zawsze przegrywająca strona była świadkiem śmierci wielu swoich zdolnych do walki mężczyzn, podczas gdy kobiety stawały się częścią społeczeństwa najeźdźców. Bycie konkubiną czy gospodynią było tylko zrządzeniem nieszczęsnego losu, ale nie aż tak przykrego jak bycie zarżniętym w bitwie. W większości opowieści „feministek” porównuje się dolę przeciętnej kobiety do zamożnego mężczyzny (monarchy i innych arystokratów), a nie do przeciętnego mężczyzny. Taka praktyka nazywa się apex fallacy (dosłownie: szczyt błędnego rozumowania) i czy jest przypadkowa czy umyślna, wypacza rzeczywistość. Aby oddać warunki przeciętnej kobiety i przeciętnego mężczyzny (kluczowym słowem jest „przeciętny”) w zachodnim świecie wieki temu, wystarczy obserwować życie najbiedniejszych chłopów w biednym kraju dzisiaj. I mężczyźni i kobiety wykonują tam żmudne prace, mają niedostatki jedzenia i ubrań i ograniczone możliwości rozwoju. To samo z dykteryjkami o prawie do głosowania. W większości przypadków mężczyźni również nie mogli głosować. Prawda jest taka, że jeśli porównamy każde państwo z każdego wieku, praktycznie wszystkie z nich dawały dokładnie te same prawa (lub ich brak) mężczyznom i kobietom. Nawet współcześnie z 200 niepodległych państw, mamy dokładnie zero takich w których prawa do głosowania są inne dla kobiet i mężczyzn. Każdy przykład w którym kobietom odmawiano prawa, a dawano mężczyznom dotyczy 0.1% przypadków w historii. To dość słaby argument. Nie da się zaprzeczyć, że najprawdziwsza ohyda jaką jest okaleczanie genitaliów było popełniane na kobietach; i wciąż jest. Ale mężczyźni także doświadczali w tym samym czasie ohydy porównywalnego horroru, ale o tym się nie wspomina. Prawda jest taka, że jeśli mężczyzna zostanie okaleczony przez kobietę, to inne kobiety znajdują w tym coś zabawnego i nie wstydzą się do tego publicznie przyznać [http://www.the-spearhead.com/2011/07/26/mirth-in-the-mutilation-of-men]. Jest czymś złym to, że współczesna grupa szuka zadośćuczynienia za niesprawiedliwość sprzed wieków, zadaną przez ludzi którzy już nie żyją. Jest czymś nawet gorszym to, że te przewinienia są wymyślone. Narracja opresji kobiet przez mężczyzn powinna zostać odrzucona i obalona jako bardzo wybiórcza i historycznie błędna. Po prawdzie to ten mit jest dowodem nie historycznej opresji, ale ogromnej różnicy w postrzeganiu świata przez te dwie płcie. Brak męskości w branży rozrywkowej: Spójrz na kolaż z programami rozrywkowymi. Rozpoznasz zawartość jeśli jesteś po trzydziestce, bo każdy z nich był popularny w latach 80tych, niektóre emitowane były także poza tamtą dekadą. Bez sprzecznie bardzo się między sobą różnią, ale coś je łączy – mają ze sobą więcej wspólnego niż ze współczesnymi produkcjami Hollywoodu. Ci bohaterowie byli różnorodni i posiadali wady, ale byli też przykładami męskości. Reprezentowali inne archetypy: od ojca przez przywódcę, kobieciarza, twardego zawadiaki po obrońcę. Wszyscy byli bardziej podobni niż niepodobni, a każdy był wzorem do naśladowania dla młodych chłopców tamtego czasu, często tych samych chłopców. Sławy tak różne jak Bill Cosby i Mr. T miały ogromną rzeszę wspólnych fanów, to samo tyczyło się bohaterów jak Jean-Luc Picard i The Macho Man Randy Savage. W tym momencie możesz poczuć głęboką wewnętrzną pustkę lamentując nad minioną epoką i nad brakiem dumnych, inspirujących męskich charakterów we współczesnej rozrywce. Przed latami 80tymi, było wiele typów męskich bohaterów, dzisiaj jest ich wyraźny niedobór. Mężczyźni pokazywani są jako bandyci-degeneraci albo zniewieściali androgyni. Oczywiście kręcono nowe wersje Star Treka i Drużyny A oraz nowe odcinki Rocky’ego i Indiany Jonesa. Ale dlaczego nie ma nowych bohaterów? Dlaczego pustkę wypełnia się wyłącznie nostalgią? Samotny przykład - Jack Bauer nie wystarczy żeby stwierdzić, że trend nie występuje. Współczesny przemysł rozrywkowy stereotypowo ukazuje biznesmenów jako łajdaków, a mężów jako bełkoczących półgłówków, zawsze wykonujących polecenia swoich wszechwładnych żon, które nigdy się nie mylą. Program Oprah’y Winfrey zawsze doszukuje się sympatycznej strony złej kobiety, ale nigdy u mężczyzny, który ucierpiał przez niesprawiedliwość. Absurdalnie fałszywe mity feministek jak ten, że kobietom płaci się mniej niż mężczyznom za tę samą pracę, albo że cudzołóstwo i przemoc domowa to sprawka wyłącznie mężczyzn, są nawet wplatane do dialogów seriali komediowych i thrillerów prawniczych. To uczy kobiety nieszanowania mężczyzn, żon myślenia źle o mężach i dziewczęta niedoceniania wartości ich ojców, co prowadzi do rozpowszechnienia się samotnych matek (oczywiście wspieranych z podatków). Wbrew rzeczywistości, większość samotnych matek to nie ofiary, ale kobiety które pędzą na karuzeli życia dosiadając pozbawionych charakteru mężczyzn. To w rezultacie prowadzi do wychowania pokolenia pozbawionych ojców młodych mężczyzn, którym powiedziano, że zachowywanie się po męsku jest złe, a feminizm to norma. To także prowadzi do kobiet jawnie oszukiwanych o realiach rynku płci, gdzie media starają się znormalizować samotne rodzicielstwo, próbują gloryfikować kontakty seksualne starszych kobiet z młodymi mężczyznami (tzw. „kuguarzyce”), zamiast portretować ich nieatrakcyjny stan w jakim się znajdują. Pierwotna natura mężczyzn i kobiet: Badania genetyczne dowiodły, że przed obecną erą 80% kobiet potrafiło się rozmnożyć, a z mężczyzn tylko 40% [http://tierneylab.blogs.nytimes.com/2007/08/20/is-there-anything-good-about-men-and-other-tricky-questions/?_php=true&_type=blogs&_r=0]. Oczywistym jest wniosek, że kilku wysokich rangą mężczyzn miało kilka żon, a pozostałe 60% nie miało partnerki w ogóle. Kobiety wyraźnie nie miały nic przeciwko dzieleniu się jednym wpływowym mężczyzną z innymi kobietami, zdecydowanie rozstrzygając, że bycie jedną z czterech dzielących „alfę” było atrakcyjniejsze niż bycie jedyną „bety”. Zdefiniujmy górne 20% mężczyzn mierzonych atrakcyjnością dla kobiet jako „alfa”-mężczyzn, a środkowe 60% nazwijmy mężczyznami „beta”. Dolne 20% nie ma znaczenia dla spraw o których dyskutujemy. Badania prowadzone wśród goryli, szympansów i prymitywnych plemion ludzkich pokazują, że mężczyźni są różnorodni i poligamiczni. Nie jest to zaskoczeniem dla współczesnego czytelnika, ale badania pokazują też, że kobiety nie są monogamiczne jak popularnie się sądzie, ale hipergamiczne [heartiste.wordpress.com/2008/07/23/decivilizing-human-nature-unleashed]. Innymi słowy, kobietę będzie pociągał tylko jeden mężczyzna w danym czasie, ale że status i majątek fluktuuje, kobieca uwaga może przesunąć się z upadającego na wschodzącego mężczyznę. Jest możliwe poważne przetasowanie w rankingu mężczyzn alfa, a tego kobiety się ogromnie boją. W rezultacie, kobiety są pierwszymi, które chcą wejść w monogamiczną relację i pierwszymi, które chcą ją opuścić. Nie jest to ani złe, ani dobre tylko naturalne. Zła natomiast jest kulturowa i społeczna presja by pchać mężczyzn w zobowiązania małżeńskie, upokarzając ich pozornym „strachem przed odpowiedzialnością” albo „kompleksem Piotrusia Pana”, jednocześnie nie obdarzając kobiety tradycyjnym upokorzeniem za rozbicie małżeństwa, pomimo faktu, że 90% rozwodów inicjują kobiety [http://heartiste.wordpress.com/2008/07/23/decivilizing-human-nature-unleashed]. Co więcej, kiedy kobieta łamie zobowiązania, dzieciom staje się krzywda i domaga się od mężczyzny którego opuszcza, środków pieniężnych wypłacanych przez lata. Mężczyzna, który odmawia ślubu nie krzywdzi niewinnych dzieci i nie oczekuje lat wypłat od kobiety. Ten absurdalny podwójny standard ma niewidzialną, ale wysoką cenę dla społeczeństwa. Aby dostarczyć mężczyznom „beta” bodziec, który sprawi że będą bardziej wydajni i mogli ekonomicznie produkować więcej niż to co jest im do życia potrzebne, a jednocześnie kontrolując hipergamię kobiet, przez którą dzieci tracą kontakt z ich biologicznym ojcem, wszystkie wielkie religie stworzyły instytucję, która wymusza konstruktywne postępowanie obydwóch płci i karze za naturalne tendencje każdej z nich. Ta instytucja jest znana jako „małżeństwo”. Społeczeństwa, które narzuciły monogamiczne małżeństwa miały pewność, że wszyscy beta mężczyźni posiadali żony, więc odblokowano produktywność wśród tych mężczyzn, którzy w czasach przedwspółczesnych nie mieli powodu by być produktywnymi. Kobiety w zamian otrzymały żywiciela, opiekuna i wyższy status niż niezamężne, które często trapiła bieda. Kiedy zastosowano to do całej populacji, system był znany jako „cywilizacja”. Wszystkie społeczeństwa, które dokonały wielkiego postępu i przetrwały przez wiele wieków wykorzystywały tę formułę z bardzo niewielkimi odstępstwami i jest to dość niezwykle, że tak pozornie różne kultury wytworzyły tak podobne małżeństwa. Społeczeństwa, które odchodziły od tego były szybko zastępowane. Ta „umowa” między płciami była korzystna dla mężczyzn-beta, kobiet po 35 roku życia i dzieci, ale bardzo ograniczyła aktywność mężczyzn-alfa i kobiet przed 35tką (razem stanowią o wiele mniejszą grupę niż wcześniej). Przedcywilizacyjny standard, gdzie każdy mężczyzna-alfa miał na wyłączność 3 lub więcej młodych kobiet, zastępując starzejące się młodszymi, podczas gdy masy mężczyzn-beta walczyły o niewielkie zasoby resztek pożywienia/starzejących się kobiet, był chaotyczny i niestabilny, pozostawiając beta-mężczyzn walce i bezproduktywności, a starzejące się kobiety porzucone przez ich alfa wybranków skazywane były na biedę. No więc co się stanie jeśli tradycyjną kontrolę nad cywilizacją zdejmiemy z kobiet i mężczyzn? Cztery Syreny: Cztery niespokrewnione siły działające wspólnie by wpłynąć na stabilność cywilizacji zbudowanej w oparciu o biologiczne realia kobiet i mężczyzn. Inni już prezentowali koncepcję Czterech Syren [http://heartiste.wordpress.com/2009/06/01/sexual-dystopia-a-glimpse-at-the-future], ale ja wybieram nieco inną definicję: Łatwa antykoncepcja (prezerwatywy, pigułki, aborcja): W przeszłości niewiele kobiet miało więcej niż jednego, dwóch partnerów seksualnych w ciągu życia, a bycie panną z dzieckiem skazywało na biedę i społeczny ostracyzm. Antykoncepcja dała kobietom możliwość podjęcia walki o ich naturalną potrzebę jaką jest hipergamia. Rozwód „bez orzeczenia winy”, podział majątku, alimentacja: W przeszłości, kobieta która chciał opuścić swojego męża musiała udowodnić jego złe postępowanie. Dzisiaj, prawo pozwala kobiecie opuścić męża bez podania przyczyny, a także ma możliwość otrzymywania od niego świadczeń alimentacyjnych. To musi prowadzić do zguby, bo pozwala kobietom przenosić koszty ich nieodpowiedzialnego zachowania na mężczyzn i dzieci. Żeńska wolność ekonomiczna: Wbrew „feministkom” twierdzącym, że jest to owoc ich ciężkiej pracy, to raczej wynalazki takie jak odkurzacz, zmywarka czy piekarnik stoją za uwolnieniem kobiet od obowiązków domowych, co pozwoliło im wejść na rynek pracy. Te wynalazki skondensowały obowiązki i skróciły dzień pracy do jednej godziny. Nigdy nie pojawiły się żadne zorganizowane protesty ze strony mężczyzn przeciwnych pójściu kobiet do pracy (w Chinach, podatki pobierano z uwzględnieniem produktywności kobiet), bo zwiększenie ilości pracowników oznaczało zmniejszenie kosztów pracy, przy jednoczesnym pojawieniu się nowych konsumentów. W ten sposób, jeden z głównych powodów dla którego kobiety wychodziły za mąż – wsparcie finansowe – przestał mieć znaczenie. Wejście kobiet na rynek pracy miało generalnie pozytywny wpływ na rozwój społeczeństwa i byłbym pierwszym który by to zachwalał, ale to musiałoby być oparte na merytorycznych zasadach (jak dawne feministki pierwotnie zakładały). Niestety, dzisiaj zbyt wiele w tym politycznego lobbingu i korupcji aby siłą przenosić pieniądze od mężczyzn do kobiet [http://www.weeklystandard.com/Content/Public/Articles/000/000/016/659dkrod.asp]. Kobieto-centryczna inżynieria społeczna: Za pro-żeńskim prawem rozwodowym, podążają dalsze państwowe interwencje w życie społeczne, takie jak dofinasowanie samotnych matek, przepisy karzące za przemoc wobec kobiet (ale nie oferują ochrony dla mężczyzn będących ofiarami przemocy ze strony kobiet, a to się zdarza dość często [http://www.eworldwire.com/pressrelease/17670]) jak i tak mgliście napisane przepisy o „molestowaniu seksualnym”, że kobiety mogą skarżyć mężczyzn o wszystko, gdy tymczasem mężczyzna nie ma żadnych praw po swojej stronie. Te cztery siły razem dają kobietom niespotykaną moc. Technologia dała im swobodę robienia kariery i swobodę w życiu seksualnym. Feministyczne przepisy wykonały nadzwyczajną pracę w chronieniu kobiet przed konsekwencjami ich własnych działań. Kobiety są dzisiaj tak blisko hipergamicznej utopii jak nigdy wcześniej, utopii w której mogą pożądać mężczyzn-alfa i jednocześnie otrzymywać wsparcie od mężczyzn-beta nie oferując im tego samego w zamian. Pomimo wszystkich swobód dostępnych kobietom które uwolniły je od tradycyjnych obowiązków, od mężczyzn wciąż oczekuje się wywiązywania się z ich tradycyjnych powinności. Małżeństwo 2.0: Od Zachodu przez Środkowy Wschód po Azję, małżeństwo uznawane jest za obowiązkową podwalinę każdego sprawnego społeczeństwa. Jeśli małżeństwo jest tak ważnym składnikiem zdrowia społecznego, to znaczy że Zachód kroczy ścieżką samobójcy. Wcześniej wyjaśniliśmy dlaczego powstało małżeństwo, ale nie mniej ważne były czynniki, które utrzymywały instytucję i pilnowały jej prawdziwych celów. Przyczynami dzięki którym małżeństwo „działało” jeszcze nie tak dawno temu było: Ludzie pobierali się w wieku 20 lat i często umierali mając lat 50. W dniu ślubu byli dziewicą/prawiczkiem, a kobieta przed 30tką wychowywała 3 lub więcej dzieci. Żonie, uroda utrzymywała się przez 15 lat małżeństwa, a brak przetworzonego, śmieciowego jedzenia utrzymywał jej zgrabną figurę nawet dłużej. Daje to zdecydowanie inne psychiczne podwaliny, niż współczesna miejska feministyczna norma wychodzenia za mąż w wieku 34 lat, mając doświadczenia seksualne z 10ciu lub więc związków [http://www.the-spearhead.com/2010/01/13/where-have-all-the-good-women-gone-2], by po ślubie niezwłocznie przekształcić się ze swej smukłej formy w coś, co najlepiej można określić słowem tłuszczokalipsa. Było czymś absolutnie normalnym, że 10-20% młodych mężczyzn umierało lub zostawało kalekami na wojnie lub w pracy. Dlatego w grupie wiekowej 20-40 lat, zawsze było wyraźnie więcej kobiet niż pełnosprawnych mężczyzn, co sprawiało, że nie każda kobieta mogła wyjść za mąż. Wdowy w społeczeństwie były powszechne i widoczne oraz narażone na biedę i przestępczość. Z tych powodów, kobiety które poślubiły pełnosprawnych mężczyzn, wiedziały w jakiej są sytuacji i traktowały swoje małżeństwo z odpowiednim szacunkiem. Przed odkryciem antykoncepcji, kobieca rozwiązłość łatwo prowadziła do ciąży i w rezultacie do biedy i niskiego statusu społecznego. Było praktycznie niemożliwe dla kobiety by mieć więcej niż 2-3 partnerów seksualnych w ciągu całego życia jeśli nie było się prostytutką, co z resztą było profesją o najniższym statusie. Rozwód oznaczał dla kobiety zarówno społeczną stygmatyzację jak i finansowe straty. Możliwość ponownego wyjścia za mąż była niewielka. Instytucje religijne, duże klany i szerokie społeczne siły naciskały by utrzymać kobiety w małżeństwie, a opcja rozejścia się małżonków z powodu „wypalenia uczuć” była nie do przyjęcia. Współcześnie, te wszystkie czynniki nie występują. Częściowo to zasługa dobrych rzeczy (ekonomiczny postęp i technologie wynalezione przez mężczyzn-beta), a częściowo nienaturalnych pomysłów, które niszczą społeczeństwo. I jeszcze jedno. Sam ślub przestał być uroczystym wydarzeniem przeznaczonym tylko dla rodzinny i najbliższych przyjaciół. Przekształcił się w wielkie, rzucające się w oczy widowisko konsumpcjonizmu organizowanego dla uciechy kobiet ale finansowanym przez nieszczęsnych mężczyzn. Kiedyś obrączka była rodzinną pamiątką przekazywaną kolejnym pokoleniom, dzisiaj Pani Młoda przegląda katalog, a od mężczyzny oczekuje się, że kupi wybrany pierścionek wydając równowartość dwumiesięcznej pensji. Domniemanie, że to akurat kobietę należy obdarować przekonując do małżeństwa [http://www.the-spearhead.com/2009/11/27/the-white-elephant] jest całkowicie sprzeczne z wielowiekową tradycją uformowaną na biologicznych realiach (i dowodem, że amerykańscy mężczyźni stali się popychadłami). Na przykład w Indiach, czymś normalnym nawet dzisiaj jest, że ojciec Pani Młodej płaci za ślub, albo że jej rodzina przekazuje całą ślubną biżuterię rodzinie Pana Młodego. Robi się to, aby rodzina Pana Młodego miała „zastaw” na wypadek nieodpowiedzialnego zachowania Młodej, jak ucieczka z przed (indyjskiego odpowiednika) ołtarza czy opuszczenia domu przy pierwszych oznakach niepokoju (także częsta reakcja wśród kobiet). Jeśli dziwicie się dlaczego indyjska kultura stawia takie wymagania kobietom, a nie mężczyznom, to wiedzcie, że w niektórych kulturach próbowano je narzucić mężczyznom, ale te społeczeństwa szybko znikały. Nie uciekniemy od prawdy, że małżeństwo musi być atrakcyjne dla mężczyzn by cywilizacja mogła przetrwać. Szkalowanie i szantaż wobec kobiet z pewnością zdarzały się w niektórych przypadkach ale dla równowagi, te zwyczaje istniały przez wieki bo wynikały z realistycznego spojrzenia na ludzkie zachowanie. Indyjska cywilizacja przetrwała 5000 lat i każdą możliwą próbę obalenia tego stanu rzeczy i jak dotąd chrześcijański świat również posiadał podobne mechanizmy dzięki którym tłumił poszczególne, mogące przynieść szkodę, zachowania. Wszakże, jeśli ślub przemienił się w festyn narcyzmu Pani Młodzilli, to mechanika rozwodu musi być dużo bardziej fatalna w skutkach. Umowy pomiędzy korporacją a pracownikiem każda strona może zerwać w dowolnym momencie. Jednakże, gdybyśmy zamiast kilku tygodni odpraw wyobrazili sobie pracodawcę, który jest zobowiązany prawem do wypłacania na rzecz pracownika połowy swoich zarobków przez najbliższe 20 lat, niezależnie od tego co ten pracownik robił lub nie robił, i to pod groźbą osadzenia w więzieniu prezesa zarządu. Załóżmy dodatkowo, że pracownik ma społeczne przyzwolenie na odejście nawet z błahych powodów. Czy można by tą firmą zarządzać? Czy ktoś chciałby zostać jej prezesem? Czy biznes rozwijałby się i przynosił dochody mimo ryzyka wynikającego z posiadania pracownika? Miejcie na uwadze te pytania czytając dalej. No więc dlaczego w 70-90% przypadkach to kobiety wnoszą o rozwód (ona - 70%, kolejne 20% wymusza na mężczyźnie pomimo, że to ona znęca się nad rodziną czy zdradza [heartiste.wordpress.com/2008/07/23/decivilizing-human-nature-unleashed])? Kobiety zawsze były hipergamiczne i większość poślubiała mężczyzn-beta do których nie czuła specjalnego pociągu, więc co takiego wpłynęło na statystyki rozwodowe? Prawnicy od rozwodów, jak każda grupa zawodowa szuka warunków do rozwoju biznesu. To co odróżnia adwokatów od np. inżynierów czy sprzedawców, to: a) dokładnie wiedzą jak lobbować za zmianami w systemie prawnym, obchodząc wyborców i amerykańską konstytucję, a to gwarantuje im większy zysk, to co przynosi im korzyść jest bezpośrednio szkodliwe dla tkanki społecznej w ogóle, a dla dzieci w szczególe. Kiedy dogadają się z wypełnionymi nienawiścią „feministkami”, które z przyjemnością posłałyby niewinnych mężczyzn do obozów koncentracyjnych jeśli miały taką możliwość [http://www.the-spearhead.com/2009/10/05/theyre-calling-for-slavery-now], skutek jest katastroficzny. Pojęcie rozwodu „bez orzekania winy” samo w sobie nie jest nieuczciwe. Pojęcia podziału majątku i alimentacji (przyp. tłum.: wyraz alimentacja użyty jest aby rozróżnić go od alimentów, które w Polsce kojarzą się z płaceniem na dzieci, a nie na utrzymanie byłego małżonka, w USA alimenty na dzieci określa się mianem „child support”) także mogą być uczciwe w obliczu poważnych wykroczeń ze strony męża. Jednak kombinacja rozwodów na życzenie z podziałem/alimentacją jest nieprawdopodobnie niemoralna i prowadzi do niebotycznych nadużyć. Zauważcie, że ona ma prawo decyzji czy przerwać małżeństwo, a on zobowiązany jest płacić jej przez lata, nawet jeśli chciał małżeństwo ratować. Jest to niesprawiedliwość, która nie powinna występować w żadnej rozwiniętej demokracji. Przecież mężczyzna musi płacić nawet jeśli kobieta miała pozamałżeński romans, no i chyba też będzie musiał jej płacić za leczenie psychiatryczne. Fałszywe twierdzenia „feministek”, że kobieta ucierpi przez rozwód rozgłaszane są tylko po to aby zamaskować fakt, że kobieta jest jedyną osobą która na rozwodzie korzysta. Obrońcy alimentacji upierają się, że żona ubiegająca się o rozwód nie powinna przez to obniżać komfortu życia, ale jest jakoś akceptowany fakt, że mąż traci finansowo nawet jeśli nie chciał rozwodu. Pójdę dalej i zadeklaruję, że jakakolwiek wiara, że kobiety zasługują na alimenty pomimo bezwinnego rozstania jest w dzisiejszych czasach całkowicie sprzeczna z wiarą, ze kobiety są równe mężczyznom. Jak kobiety mogą zasługiwać na alimenty, skoro zapewniają, że są równe? W rzadkich przypadkach, dobrze zarabiające kobiety płacą alimenty byłym mężom, ale to tylko 4% spraw przeciwko 96% gdy płaci mężczyzna [http://abcnews.go.com/Business/role-reversal-wives-angry-paying-alimony/story?id=8662940]. A robi się gorzej, znacznie gorzej. Nawet jeśli kobieta zdecyduje się odejść ze względu na „znudzenie”, to wciąż standardowo przydziela się jej opiekę nad dziećmi, co odsłania w całości hipokryzję feministek, zapewniających że mężczyźni i kobiety powinni być traktowani jednakowo. Co więcej, mężczyzna zobowiązany jest płacić na dzieci znacznie więcej niż wynoszą rzeczywiste koszty ich opieki [http://elusivewapiti.blogspot.com/2009/07/child-support-racket.html], a od kobiety nikt nie wymaga się dowodów na to czy fundusze w ogóle przeznaczane są na dzieci i nie można tego zmienić żadną przedślubną umową. Zrozumiałym jest, że standard życia dziecka nie powinien ucierpieć przez rozwód ale kiedy matka przejmuje opiekę nad dzieckiem, to ukradkiem feministki gwarantują jej wsparcie finansowe. W ten sposób mężczyzna traci i dzieci i większość swoich dochodów, nawet jeśli nie chciał rozwodu. Ale nawet to nie jest najgorszym możliwym scenariuszem. Poprawka Bradleya [http://en.wikipedia.org/wiki/Bradley_amendment], zaproponowana przez senatora Billa Bradleya w 1986 roku, bezlitośnie wymusza na mężczyznach i tak już wysokie wsparcie na dzieci, konfiskując im paszporty i więżąc ich bez procesu za niewywiązanie się z płatności, nawet jeśli stracili pracę w czasie kryzysu ekonomicznego. Przez oszukańczą kampanię „nieodpowiedzialni ojcowie” (w oryginale znana jako „deadbeat dads”), „feministki” starają się ukryć fakt, że kobiety kończąc małżeństwo straciły korzyści jakie płyną z wychowywania dzieci przez oboje rodziców, ale dalej domagają się, pod groźbą więzienia od oddanych i niechętnych rozwodowi byłych mężów, niezwykle wysokiego wsparcia z którego część nie trafi do dzieci. Tak oto w zalegalizowany prawnie sposób używa się dzieci jako narzędzia dzięki któremu można poszerzyć strumień z alimentami dla matki. Mówię o wielopoziomowym, złożonym złu. Oszukańcza taktyka twierdzenia, że „to wszystko dla dzieci” jest używana by odciąć się od pytań o użycie dzieci jako narzędzia w wymuszeniach, jednocześnie nie dopuszczając do analizy faktu, że rodzic, który decyduje się na rozwód jasno pokazuje, że długoterminowe dobre życie dzieci ma bardzo niski priorytet. Tak więc dzisiaj mamy dużą liczbę mężczyzn średniej klasy, którzy byli dobrymi obywatelami, a rozwiedli się wbrew ich woli, odebrano im dzieci, płacą alimenty maskowane jako wsparcie dla dzieci w takiej wysokości, że nie stać ich na samochód, albo muszą mieszkać u krewnych, a jeśli nie mogą mieć pracy przez warunki w gospodarce, zostaną uwięzieni, bo skończyły im się pieniądze. Jeśli 10-30% amerykańskich mężczyzn żyje w sytuacji gdzie 70% lub więcej ich dochodów jest im odbierane pod groźbą więzienia, to ci mężczyźni nie mają żadnej zachęty by otwierać nowy biznes albo wprowadzać nowoczesne technologie lub rozwiązania. Jeśli mamy 10-30% zniechęconych mężczyzn to nie może to dobre dla gospodarki i zdecydowanie jest to jeden z powodów obecnego marazmu, że o XXI wiecznym niewolnictwie nie wspomnę. Czasem dzieci nie są nawet biologicznie jego [http://heartiste.wordpress.com/2009/11/19/meet-the-real-biggest-losers]. Ta jednostronicowa witryna zawiera więcej linków o brutalnej tyranii jakiej mężczyzna może doświadczyć jeśli zdecyduje się wejść w prawnie zalegalizowane małżeństwo, a nawet gorszej jeśli doczekał się dzieci [http://weddedabyss.wordpress.com]. To co kiedyś było podwaliną społeczeństwa i uroczystą tradycją, która traktowała mężczyzn i kobiety na równi, za sprawą złowrogiego knucia feministek, prawników rozwodowych i lewicy, po cichu przekształciła się w szokująco nierówny układ, gdzie mężczyzna jest obywatelem drugiej kategorii narażonym na bezlik sadystycznych zagrożeń. W rezultacie wyraz „małżeństwo” nie powinien być nawet używany bo wprowadzone zmiany tak gruntownie zmieniały umowę, że nie można już doszukać się przyświecającej jej pierwotnej idei. Odsetek samobójstw wśród mężczyzn po rozwodzie doszedł do 20% i jak wszyscy wiemy, mężczyzna który próbuje albo popełnia samobójstwo, przyznaje że to przez nieludzkie traktowanie jakiego doświadczył, nawet jeśli chciał ratować związek. Nie trzeba chyba dodawać, że to narusza konstytucję USA na wielu poziomach i jest niezgodne z wartościami jakiejkolwiek, podobno zaawansowanej demokracji, która chwali się wolnością i swobodami. Mamy oto sprawnie działającą lewicową tyranię podziemnego państwa działającego w granicach USA, ale całkowicie poza jej konstytucją, która może sprawić mężczyźnie horror warty Północnej Korei a nie Stanów Zjednoczonych, nawet jeśli nie chciał kończyć małżeństwa, nie chciał być oddzielony od dzieci i nie chciał stracić pracy [http://www.thenewamerican.com/culture/family/item/549-feminist-gulag-no-prosecution-necessary]. Każdy niczego niepodejrzewający mężczyzna może być wessany do podziemnego państwa. Każdy kto wierzy, że dwu-rodzicielskie rodziny są istotnym składnikiem rozwoju cywilizacji, powinien zwrócić uwagę na ogromny wzrost zarobków prawników rozwodowych, kuratorów sądowych i „feministycznych” organizacji, w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Jeśli zachodnie społeczeństwo ma przetrwać, te zarobki muszą zostać zmniejszone do dziesiątej części tego ile wynoszą dzisiaj, czyli do poziomu ile wynosiłyby gdyby usunięto elementy gwałcące konstytucję. Małżeństwo nie jest już furtką do kobiecego „towarzystwa” jak to omawialiśmy wcześniej. Z tego powodu, jako Futurysta, nie mogę rekomendować małżeństwa, tej groteskowej parodii jaką dzisiaj się stało, żadnemu młodemu mężczyźnie żyjącemu w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie lub w Australii. Jest zbyt dużo rzeczy poza jego kontrolą, a które mogą katastroficznie zrujnować jego finanse, emocje i jakość życia. Chętny, jako minimum, musi upewnić się, że posiadanie dzieci to najważniejszy cel jego życia. Jeśli tak nie jest, to nie ma niewystarczających powodów by zawierać małżeństwo. Jeśli cel się zgadza, to powinien rozeznać się rozmawiając z klikowa rozwodnikami o prawach i problemach jakich doznali oraz wybrać się do lokalnego sądu by przyglądnąć się sprawom rozwodowym. Po zdobyciu tych informacji, jeśli wciąż chce podjąć ryzyko, powinien brać ślub tylko jeśli spełnione zostaną następujące trzy warunki, nie jeden z nich, nie dwa z nich: Kobieta zarabia tyle samo lub więcej od niego. Ma dobrze przygotowaną umowę przedmałżeńską, z prawnikami po obu stronach (pomimo, że intercyza nie ma wpływu na najgorszy aspekt prawa rozwodowego – „wsparcie dla dzieci” czyli przykrywka pod alimentację i możliwe uwięzienie). Ma duże umiejętności w Sztukach Wenusjańskich i może łatwo kontrolować relacje z żoną [http://www.the-spearhead.com/2010/02/14/avoiding-the-fate-of-the-amc]. Więcej o tym za chwilę. Wciąż będzie istotne ryzyko, ale te warunki przynajmniej trochę je ograniczają. Jeśli małżeństwo jest bardzo ważnym celem dla młodego mężczyzny, to powinien na poważnie rozważyć przeprowadzenie się do rozwijającego się kraju, gdzie o ironio, może mieć wyższy standard życia niż w USA po przejściu przez rozwód. Streśćmy różnice pomiędzy Małżeństwem 1.0 i Małżeństwem 2.0: Bezwinne rozstanie, podział majątku, alimentacja, które opuszczony małżonek musi płacić jeśli zarabiał więcej, nawet jeśli nie chciał rozwodu i nawet jeśli jest ofiarą znęcania się lub zdrady. Są rzadkie przypadki gdy dobrze zarabiająca żona daje się złapać w tę pułapkę. Kobieta wychodząca za mąż z doświadczeniem 5ciu lub więcej partnerów seksualnych w porównaniu do 0-1 dawniej. To sprawia, że kobieta ma większe trudności ze stworzeniem trwałego związku z mężem. Kobiety wychodzą za mąż w wieku kiedy zostało im tylko kilka lat trwania urody w porównaniu do dekady lub więcej w Małżeństwie 1.0. Opieka nad dziećmi prawie nigdy nie jest przydzielana mężczyznom, więc traci swoje dzieci podczas „bezwinnego” rozwodu. Tradycyjne kultury z taką dozą entuzjazmu wychwalały małżeństwo, że dzisiaj większość ludzi nie zastanawia się czy tradycyjne przesłanki wciąż obowiązują. Dlatego często pojawia się wrogość zarówno przy zwykłych rozmowach jak i głębokich dyskusjach nad tym czy małżeństwo wciąż jest tą samą instytucją co kiedyś. Każdy, od kobiety przez sadystycznego konserwatystę po rodziców młodego mężczyzny, będzie naciskał i zawstydzał go aby wszedł w małżeństwo dla powodów, których oni nawet nie są wstanie wymienić i potępiać go za chęć podpisania intercyzy, przy braku jakiejkolwiek ochoty do zainteresowania się horrendalną nierównością i sprytnie ukrytymi przepisami którym będzie podlegał gdy jego żona weźmie rozwód z powodów, których nie będzie mógł zrozumieć. Ale niektórzy, mający instynkt samozachowawczy mężczyźni zauważą to i będą unikać ślubu. Z wielu rachunków wynika, że 22% mężczyzn świadomie unika małżeństwa [http://wikibin.org/articles/marriage-strike.html]. No więc co się stało społeczeństwu, że dla 20% mężczyzn małżeństwo nie jest atrakcyjne? Kobiety są bardziej zainteresowane małżeństwem niż mężczyźni [www.inmalafide.com/2009/07/20/two-revealing-observations-on-marriage]. Prosta logika podaży i popytu mówi nam, że instytucja monogamicznego małżeństwa potrzebuje udziału przynajmniej 80% mężczyzn aby było to opłacalne. Jeśli udział mężczyzn spada poniżej 80%, to wszystkie kobiety są w poważnych kłopotach, bo mamy teraz 100 kobiet rywalizujących o 80 mężczyzn, ograniczmy to o fakt, że kobiety stają się bezpłodne szybciej od mężczyzn. To stwarza wielki niepokój w populacji kobiet. W przeszłości, matka i babka młodej kobiety, wiedziały że uroda jej jest nietrwała, i że najbardziej podniecający ją mężczyzna to nienajlepszy mąż i upewniały się, że dziewczyna wyjdzie za chłopaka najlepiej rokującego w długim dystansie. Teraz to przewodnictwo zostało usunięte z życia młodych kobiet, a dzięki „feminizmowi”, pokazują jakimi są marnymi pilotami swojego życia godowego goniąc za mężczyznami-alfa do 34-36 roku życia, kiedy to ich zalety dramatycznie spadają i nawet nie znajdują zainteresowania wśród odrzucanych przez nie wcześniej mężczyzn-beta. To oszałamiające nurkowanie w jej szansach na mężczyznę można porównać do momentu Wilusia E. Kojota (jak to ścigając Strusia Pędziwiatra znalazł się nad przepaścią i potrzebował chwili aby uzmysłowić sobie, że zaraz spadnie), bo jeszcze rok wcześniej miały siatkę bezpieczeństwa chroniącą je przed przeznaczeniem. Wysiłki „feministycznych” mediów w znormalizowaniu tzw. „kuguarzyc” są dowodem na wielką desperację. Próbują porażkę opakować jako pożądany cel. Kobiety często protestują gdy wysoka liczba partnerów seksualnych liczy się na ich niekorzyść, co nie ma miejsca w przypadku mężczyzn ale to tylko manifestacja solifizmu [http://www.the-spearhead.com/2010/01/12/eternal-solipsism-of-the-female-mind]. Skomplikowana seksualna przeszłość działa na niekorzyść kobiety nawet jeśli to samo działa na korzyść mężczyzny, ze względu na naturalną seksualną atrakcyjność każdej z płci. Mądry człowiek powiedział: „Klucz, który otwiera wiele zamków to wartościowy klucz, ale zamek który można otworzyć wieloma kluczami jest bezużyteczny”. Ironią jest, że „feminizm” zamiast polepszyć życie kobiet, rozerwał siatkę bezpieczeństwa w postaci porad ich matek/babć, które chroniły je przed osiągnięciem kiedykolwiek momentu Wilusia E. Kojota. „Feminizm” ponadto wystawił przeciętną kobietę na ryzyko w jeszcze jednym obszarze. Sztuki Wenusjańskie (Gra): Cztery Syreny i zmiany prawne, które feministki wprowadziły by się ufortyfikować, stworzyły mężczyznom-beta klimat, w którym opracowali techniki i strategie pomagające im przystosować się do bardziej wymagającego rynku, po to aby realizować swoje aspiracje. Ta technologia sama w sobie jest destrukcyjna. Wszyscy znamy jakiegoś mężczyznę, który ani nie jest przystojny, ani bogaty, a ma duże powodzenie wśród kobiet. Wydaje się mieć naturalny instynkt do kobiet, który laik może nie odróżnić od czarów. Jak on to robi? Mars był bogiem wojny, a Wenus boginią miłości. Dlatego znajomość sztuk walki po angielsku nazywamy Sztukami Marsjańskimi (np.: MMA – Mixed Martial Arts, dosłownie znaczą: Mieszane Sztuki Marsjańskie), a sztuki bycia atrakcyjnym, uwodzicielskim i romantycznym nazywamy Sztukami Wenusjańskimi, jak to zauważył Mystery, pionier na tym polu. Krytycy mający we własnym interesie utrzymanie status quo są skłonni do wykręcania tego czym Sztuki Wenusjańskie są, ale za definicją: Cechy, które tworzą atrakcyjnego dla kobiety mężczyznę są wyuczonymi umiejętnościami, ulepszanymi w praktyce. Gdy mężczyzna nauczy się tych umiejętności jest nie do odróżnienia od mężczyzn posiadających w tym obszarze naturalny talent. Czy mężczyzna zdecyduje się używać tych umiejętności by chronić jedną trwałą relację czy wiele powierzchownych, zależy całkowicie od niego. Temat jest zbyt rozległy by móc go tu uczciwie opisać, ale po krótce: era internetowa pozwala mężczyznom na wymianę wiedzy o swoich doświadczeniach i doskonalenie jej (np. jeden będzie ekspertem w poznawaniu kobiet w ciągu dnia, inny będzie ekspertem w kierowania spraw do seksu, a jeszcze inny w tworzeniu silnej miłości, itd.). Grupowa wiedza poszerza się i ewoluuje, aż powstaje cały przemysł przeróżnych szkół „Gry”. Mężczyźni, którzy zrozumieli ideę (mniejszość) i ci którzy podjęli się rekonstrukcji swoich osobowości pomimo będącej częścią nauki lawiny odrzuceń (wciąż mniejszość) otrzymali potężne korzyści jakie daje im bycie atrakcyjniejszym od ogromnej większości niepewnych mężczyzn. Chociaż media skupiają się na podrywaniu, to zasady są w pełni wartościowe dla mężczyzn w długoterminowych, monogamicznych związkach [http://www.the-spearhead.com/2010/02/14/avoiding-the-fate-of-the-amc]. Przeczytaj okładkowy artykuł o „Grze” w The Weekly Standard, napisany przez Charlotte Allen [http://www.weeklystandard.com/articles/new-dating-game]. Wśród najwartościowszych informacji [http://mattforney.com/2009/10/19/the-fundamentals-of-game], znajdziemy przewrotną rewelację, że to co kobieta mówi aby mężczyzna robił, to jest zazwyczaj odwrotność tego co może mu przynieść sukces. Na przykład bycie potrzebującym wsparcia, uniżonym, proszącym, to dokładnie odwrotność tego jak mężczyzna powinien zachowywać się, gdy bycie dominującym, przekornym, zabawnym i asertywnym jest jak najbardziej wskazane. Równie ważną lekcją jest nie branie tego co mówią kobiety na poważnie. Wiele z jej postawy to „testy” sprawdzające czy mężczyzna ma osobowość „alfa” i tak naprawdę wolałaby, aby nie stosował się potulnie do jej życzeń. Podobnie jak reakcja „feministki” Pavlovian, nazywającą każdego niekomplementującego kobiety mężczyznę „mizoginem”, również nie powinna być traktowana jako uwaga dorosłego człowieka, wynikająca z głębokich przemyśleń. Ten niehonorowy język należy uznać za chęć uniknięcia zrozumienia i odpowiedzialności, i nie powinno poświęcać temu więcej uwagi niż dziesięciolatkowi wpadającemu w szał, gdy musi zmierzyć się z odpowiedzialnością. Zbyt wielu mężczyzn bierze takie oszczerstwa na poważnie, szkodząc męskim prawom i dumie. Sukces w praktykowaniu fundamentalnych podstaw Sztuk Wenusjańskich [http://www.seductionbase.com/mysterymethod.htm] wymaga zewnętrznego mentora na samej górze piramidy Masłowa [http://www.singularity2050.com/2006/04/the_psychology_.html] i z mojego doświadczenia, 80% mężczyzn i 99.9% kobiet nie jest wstanie zrozumieć dlaczego te umiejętności są wartościowe oraz efektywne. Wiele kobiet, i nawet żałosnych mężczyzn [www.inmalafide.com/2009/07/24/conor-friedersdorf-a-social-conservative-who-just-doesnt-get-it], potępia Sztuki Wenusjańskie, nawet bez okazania odrobiny chęci zrozumienia czym to tak naprawdę jest [http://www.the-spearhead.com/2009/11/12/why-game-“choice-for-men”-elicits-so-much-hate] (co opisałem wyżej czerwonym kolorem), i jak dzięki nim zyskują kobiety i mężczyźni. Większość z tego co wydaje im się, że wiedzą o Sztukach obejmuje sofizmat rozszerzenia, brak podstawowego rozeznania i ich własną niepewność. Do każdego, kto szuka porady o Sztukach - nie można złamać jednej zasady. Wierzę, że w celu stworzenia wzajemnie satysfakcjonującej relacji z kobietą, najważniejszą rzeczą jest by wiedzę używać etycznie. Nie jest moralne krzywdzenie kobiety, nawet jeśli same zrobiły to niezliczonej liczbie mężczyzn. My, mężczyźni, powinniśmy robić właściwe rzeczy, także wtedy gdy są niepopularne, nawet jeśli kobiety tego nie robią. To jest moje wewnętrzne przekonanie. Miłe chłopaki mogą zwyciężać, jeśli znają Grę. „Feminizm” jako niepochamowana mizoandria i jej psychologiczna projekcja: Złotą zasadą komunikacji jest ocenianie osób, lub grup, po ich czynach, nie słowach. Czyny „feministek” pokazują, że ich ideologia stara się zapewnić kobietom równość tam gdzie zostają w tyle, jednocześnie odwrócić uwagę od obszarów na których kobiety są faworyzowane (system sądowniczy, zatrudnienie, dotacje rządowe, wizerunek w mediach, świadczenia socjalne, itd.) Wymyślą każdą ilość statystycznych kłamstw aby utrzymać coraz mniej poważną narrację o kobietach w opresji. Feministki miały kiedyś miały szczytne cele jak zapewnienie prawa do głosowania, osiągnięcie parytetu w edukacji czy otwarcie kanałów z dostępem do pracy. Ale kiedy te cele zostały osiągnięte, a nawet przekroczone, aktywistki nie chciały stracić na znaczeniu. Teraz, niestrudzenie i bezlitośnie przepychają zmiany w prawie, które otwarcie dyskryminują mężczyzn (nie wspominając o niekonstytucyjnym i szczerym okrucieństwie). Nie zaspokojone tym, kontynuują nawoływanie za socjalnymi programami, zaprojektowanymi aby zdewaluować rolę mężów i ojców, zastępując ich ufundowanymi przez podatników zasiłkami. Mimo mojej ostrej zdolności do wykrywania i obnażania lewaków [http://www.singularity2050.com/2007/02/the_way_to_deba.html], byłem nieprzygotowany na poziom szaleństwa w który „feminizm” wsiąkł, a co ujawniło się samo pod koniec 2008 roku gdy Sarah Palin weszła na ogólnokrajową scenę [http://heartiste.wordpress.com/2008/09/22/sarah-palin-inspires-feminist-hate]. Oto pojawiła się kobieta, która osiągnęła wszystko co feministki cenią: wielki sukces w karierze będąc Gubernator i kandydatką na Wiceprezydenta, dużą liczbę dzieci, cudowne małżeństwo ze wspierającym i jednocześnie męskim mężem, oraz atrakcyjny wygląd mimo, że była po czterdziestce. Powinna być witana jako przykład kobiety, której udało się „zdobyć wszystko”. Ale reakcja feministek na nią była całkowicie odmienna, otrzymując więcej nienawiści ze strony lewicowych feministek niż kamieniujący kobietę Taliban albo gwałciciel dzieci Roman Polański, kiedykolwiek [http://online.wsj.com/article/SB122143727571134335.html]. Co jest tak dziwaczną parodią, że nawet satyryczny The Onion nie mógł o tym pisać, bo wzięto by to za żart. Za jednym zamachem „feminizm” nie tylko pokazał, że jest daleki od deklarowanych celów, ale że jest prawdopodobnie najbardziej skrajnym filarem współczesnej lewicy. A to dlatego, że jest najmniej zwalczaną podsektą lewicy. Jako że bycie ofiarą jest w dzisiejszym świecie nagradzane, dobrym wyznacznikiem jest brak jakiegokolwiek potępienia domniemanych ofiar, gdy one same są oprawcami. Wiemy, że to co pastor Jeremiah Wright powiedział o Białych, biały pastor nie może powiedzieć o Czarnych, i zauważamy jeszcze więcej podwójnych standardów, słysząc co w Ameryce kobiety i mężczyźni mogą o sobie nawzajem mówić. Tu odkrywamy jedną z najczarniejszych głębin ludzkiego umysłu – kiedy grupa jest całkowicie przekonana, że jest „ofiarą”, może zracjonalizować każdy rodzaj zła wobec dostrzeżonego agresora. Są przepisy, takie jak Akt o Przemocy Wobec Kobiet (Violence Against Women Act - VAWA), który otwarcie przyznaje, że przemoc wobec kobiet jest gorsza od przemocy wobec mężczyzn [http://www.the-spearhead.com/2009/12/02/female-columnist-applauds-domestic-violence-in-tiger-woods-incident]. VAWA mocno różni się od zwykłych przepisów dotyczących napaści, bo mężczyzna może zostać zabrany siłą ze swojego domu, gdy kobieta wykona jeden telefon. Żaden proces nie jest potrzebny, a jego konstytucyjne prawa nie obowiązują. W tym samym czasie, połowa przemocy domowej to sprawka kobiet wobec mężczyzn [http://www.eworldwire.com/pressrelease/17670]. Tigera Woodsa pobiła żona tępym przedmiotem, podrapała mu twarz i otrzymała aplauz od „feministek” w stylu „tak trzymaj dziewczyno”. Projekcja potrafi znormalizować barbarzyństwo. Przepisy dotyczące gwałtów też obchodzą konstytucję, zostawiając mężczyznę winnym, dopóki nie udowodni niewinności [http://falserapesociety.blogspot.com], a oskarżycielkę nie spotka żadna kara za niesłuszne wysłanie mężczyzny do więzienia na 15 lat, gdzie sam zostanie zgwałcony. Sprawa trzech członków drużyny lacrosse’a uniwersytetu Duke była doskonałym przykładem tej niesprawiedliwości, ale setki podobnych spraw toczą się w Ameryce co roku. Prawo zostało zmienione tak, że ofiara ma 1 miesiąc by „zdecydować” czy została zgwałcona, a ta możliwość, jak łatwo przewidzieć, prowadzi do przypadków kobiet zgłaszających gwałt by nie przyznawać się przed mężem, że go zdradziła (dopóki nie będzie to opłacalne przy rozwodzie). 40-50% z wszystkich oskarżeń o gwałt są fałszywe [http://www.mediaradar.org/research_on_false_rape_allegations.php], ale „feministki” wolą posłać do więzienia niewinnych niż pozwolić winnym uciec, co stoi w sprzeczności z tym co wymaga jurysprudencja amerykańskiej konstytucji [http://falserapesociety.blogspot.com/2008/10/it-is-better-that-ten-rapists-escape.html]. Ale, co niewyobrażalne, idzie ku gorszemu. Sonda wśród mężczyzn pokazała, że jest coś, czego mężczyźni boją się nawet bardziej od zastania zgwałconym, a jest tym przyprawienie rogów [http://heartiste.wordpress.com/2009/12/03/cuckoldry-vs-butt-rape]. Mężczyzna widzi niewierność jako ostateczne przewinienie i zdradę, jednak wśród „feministek” jest cały ruch otaczających czcią prawo kobiety do cudzołóstwa i jednoczesnego korzystania z pieniędzy swojego męża, wmawiając mu, że to jego dziecko [http://heartiste.wordpress.com/2009/11/19/meet-the-real-biggest-losers]. Te mizoandryczki chcą nawet zabronić mężczyznom prawa do testów na ojcostwo. Podsumowując, jeśli kobieta ma wątpliwości parę dni po schadzce, może bez poniesienia konsekwencji, zrujnować mężczyznę finansowo i wysłać go na 15 lat do więzienia. „Feministki” uznają to za akceptowalne [http://www.thenewamerican.com/index.php/culture/family/2705-feminist-gulag-no-prosecution-necessary]. W tym samym czasie, nawet jeśli mężczyźni uważają zdradę za coś gorszego niż gwałt, „feministki” chcą kobietom to ułatwić [http://heartiste.wordpress.com/2007/08/28/female-rapists], ograniczając testy na ojcostwo. Już obstawiły przepisy tak, że mężczyzna, pomimo rozwodu „bez orzeczenia winy” musi płacić alimenty na rzecz kobiety, która go zdradzała. To zło w czystej postaci, porównywalne do najgorszych tyranii zeszłego wieku. Współczesna mizoandria maskuje się jako „feminizm”, będąc, bez sprzecznie, największą hipokryzją wśród ideologii dzisiejszego świata. Prawa społeczeństwa są DNA społeczeństwa. Raz uszkodzone prawo, DNA jest skażone i mutacja wkrótce wpłynie na społeczeństwo. Mężczyźni zginęli przez „feminizm”. Dzieci i ojcowie zostali siłą rozdzieleni dla pieniężnych zysków dzięki „feminizmowi”. Niewolnictwo powróciła na Zachód dzięki „feminizmowi”. Z tymi wszystkimi mizoandrycznymi przepisami, możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że mizoandria to nowa segregacja rasowa. Hańbiący język i psychologiczna projekcja jako substytut racjonalnej debaty: Jak już to zostało przedstawione wcześniej, każde uczciwe i łagodne pytanie o uczciwość antymęskiego spojrzenia na system prawny czy wizerunek w mediach spotyka się z siłą odruchu Pawłowa z „mizoginią” i „przegrywem”. Rozbierzmy na części te często spotykane przykłady hańbiącego języka i dlaczego mizoandystki tak boją się uczciwych debat [http://www.the-spearhead.com/2009/10/24/the-feminists-guide-to-debate-tactics]. W odróżnieniu od ich wiecznych zarzutów o „mizoginę” (słowo, którego wiele „feministek” wciąż nie rozumie), w rzeczywistości większość mężczyzn traktuje kobiety szarmancko i czci je. Każdego dnia widzimy mężczyzn gotowych bronić kobiet albo wykonywać im przysługi. Mamy zdecydowanie więcej szarmanckości niż mizoginii okazywanej przez populację mężczyzn. Z drugiej strony, ciągle słyszymy rutynowe antymęskie wypowiedzi ze strony „feministek” i domniemanie, że wszyscy mężczyźni to potwory winni przestępstw popełnionych przez małą grupę osób tej samej płci. Kiedy dobrze znane „feministki” otwarcie głoszą, że 90% populacji mężczyzn powinno zostać eksterminowanych, niczym nie uzasadnione oskarżenie o „mizoginię” jest czystą manifestacją ich własnych mizoandrycznych projekcji. Co do drugiego zarzutu, o bycie „przegrywem, który nie potrafi zaliczyć”, to każda obserwacja świata szybko dostarczy nam oczywistość, że mężczyźni, którzy mają niewielkie doświadczenie z kobietami są tymi, którzy wynoszą je na piedestał, a ci z dużym doświadczeniem, nie robią tego. Duża ilość kontaktów seksualnych, nie zwiększa szacunku do kobiet, co stoi w sprzeczności ze stanowiskiem „feministek”. I znowu, zarzut „przegrywu” to tylko projektowana na zewnątrz psychologiczna frustracja „feministek”, wyrażająca zdziwienie, że nieprzebłagana nienawiść do mężczyzn nie zamienia się w miłość do tych samych „feministek”. Mizoandrystki są tak nieprzejednane, że nie znalazły żadnego powodu by rozszerzyć swój arsenał jadu ponad te dwa typy projekcji. Pomimo mojego wyjaśnienia tych przewidywalnych odruchów Pawłowa, komentarze przyszłych mizoandrystek będą dokładnie takie same, dowodząc jak bardzo starają się zakrzyczeć i jak bardzo starają się uniknąć zdemaskowania. Moja ofensywna strategia nie powstrzyma ich przed odkryciem ich ograniczeń. One po prostu nie są wstanie sobie pomóc i są zbyt daleko od bycia zdolnym do przedyskutowania, w racjonalny sposób, punktów spornych. Mężczyźni oczywiście, muszą być sprytni, wiedzieć o prawdziwych powodach dla których ich zdolność debatowania jest ograniczona do tych dwóch ścieżek hańbiącego języka, i nie zostać zdemaskowanymi. Przypominam, że nie powinny być traktowane poważniej od 10letniej dziewczynki i nie ma powodu by pozwolić „feministkom” ujść z wszystkim czego nie pozwoliłbyś ujść mężczyźnie. Chcą przecież równości, nie? „Feminizm” jako prawdziwa mizoginia: Największa, prawdziwa mizoginia została, oczywiście, nieświadomie wprowadzona przez same „feministki”. Przez zachęcanie do fałszywych oskarżeń o gwałt, zdewaluowały wiarygodność wszystkich oskarżeń i skazały autentyczne ofiary na cierpienie. Zachęcając do dehumanizacji byłych mężów i używania dzieci jako broni, dały zły przykład dzieciom i spowodowały, że już dorosłe mają do matek żal. Tworząc bezpodstawne zarzuty o „mizoginię”, rozprzestrzeniają rozgoryczenie wśród dotychczas przyjacielsko nastawionych mężczyzn. Próbując uniewinnić zdradę i żeńską przemoc domową, wpychają potulnych dotychczas mężczyzn w objęcia desperacji. Jaskrawym przykładem mizoandrycznego ostrzału własnych pozycji jest zniszczenie małżeństwa i odpowiadająca na to fantazja „Seksu w wielkim mieście/ kuguarzyc”. Monogamiczne małżeństwa nie tylko maskowały różnicę między mężczyznami „alfa” i „beta”, ale też maskowały różnicę w atrakcyjności kobiet przed i po ich momencie Wilusia E. Kojota. Uwodząc kobiety mitem, że samotne, rozwiązłe życie po 35 roku życia do dobry cel, zostawiły wiele kobiet z zyskaną w ich końcowej trzydziestce świadomością, że otrzymują mniej uwagi niż dziewczyny o dziesięć lat młodsze. „Feminizm” sprzedał im kodeks moralny całkowicie nieprzystosowany do ich fizycznych i psychicznych realiów, sprowadzając wielki smutek na te dziewczyny. Ale co ważniejsze, „feministki” zdewaluowały obszary, gdzie kobiety tradycyjne posiadały kompetencje (wychowanie następnego pokolenia obywateli), a nadały wartość tylko obszarom, gdzie mężczyźni mieli kompetencje (zarządzanie, wojsko, swoboda seksualna) i powiedziały kobietom, by kopiowały dokonania mężczyzn, twierdząc że to jest z natury lepsze niż tradycyjne żeńskie funkcje. Mówienie kobietom, że naśladowanie ich matek i babć jest mniej wartościowe niż naśladowanie mężczyzn, jak dla mnie, brzmi dość mizoginistycznie, i niezaskakująco, pomimo tych wszystkich „wolności”, kobiety są miej szczęśliwe niż kiedykolwiek [http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1189894/Women-happy-years-ago-.html] po tym jak zaraziły się tą mizoginią. Więc jak stan rzeczy się pogorszył? Na pewno „feministki” są takie wpływowe? Społeczni konserwatyści, Biali Rycerze i zniewieściali mężczyźni: Wydedukowanie, że mizoandrystki są wystarczająco silne, aby samodzielnie doprowadzić do takiego stanu rzeczy, byłoby naciągane, pomimo że mają wigor i umiejętności w obchodzeniu amerykańskiej konstytucji i wyborców. Równie winni są mężczyźni, którzy ignorancko wierzą, że działając służalczo wobec „feministek” i zwracając się przeciwko innym mężczyznom z nadzieją, że zyskają trochę żeńskiej uwagi. Szarmanckość występowała w większości kultur przez wieki, co możemy zauważyć w literaturze wszystkich głównych cywilizacji. Szarmanckość poważnie zwiększyła widoki mężczyzn na małżeństwo, ale powód tego został zapomniany. W poprzedniej epoce, zdobycie ręki młodej kobiety zazwyczaj prowadziło przez jej rodziców. Zgoda jej ojca była nienegocjowanym elementem tego procesu. Jeśli młody mężczyzna pokazał rodzicom, że jest wstanie wystawić ich córkę na piedestał, to oni mogli zaakceptować związek. Sama dziewczyna nie była głównym odbiorcą szarmanckiego zachowania, a jej pociąg seksualny rzadko narastał dzięki takiemu zachowaniu, co wykazały Sztuki Wenusjańskie. Dlatego wielu mężczyzn wciąż tkwi w tym przestarzałym, krzywdzącym siebie przekonaniu, że szarmanckość i nadmiar służalczości są dzisiaj drogą do seksu, pomimo że współcześnie, na seksualne wybory kobiety jej rodzice nie mają już wpływu i są raczej luźne, a nie nastawione na małżeństwo. Czy tacy mężczyźni są religijni i nazywani „społecznymi konserwatystami”, czy zniewieściałymi lewakami, są po prawdzie tym samym [http://www.the-spearhead.com/2010/01/28/democrats-and-republicans-unite-to-form-the-misandry-party] i określeniem „Biali Rycerze” można oznaczyć całą grupę. Ich szarmanckość, wystawiona na „feministyczny” histrionizm, prowadzi tych mężczyzn do walki z innymi mężczyznami, dla kobiet, które nigdy nie będą ich pożądać [http://www.welmer.org/2009/09/13/defining-social-conservatism]. Dlatego widzimy swoistą zgodę pomiędzy zazwyczaj opozycyjnymi „społecznymi konserwatystami” i „feministkami”, tam gdzie tylko pojawia się pragnienie by ukarać mężczyzn. Niepokojąco wysoka liczba mężczyzn popiera uwięzienie niewinnych mężczyzn przez fałszywe oskarżenia o gwałt albo utratę pracy, która powoduje zaległości w wypłacaniu alimentów „na dzieci” tylko dlatego, że ci „mężczyźni” nie chcą ryzykować dezaprobaty ze strony kobiet, niewłaściwie zakładając, że fanatyczny głos „feministek” to oficjalne stanowisko wszystkich kobiet. Ci mężczyźni to najwięksi frajerzy [http://fbardamu.wordpress.com/2009/10/28/a-name-for-the-enemies-of-gender-realism], uparte jak u osła zaprzeczanie Sztukom Wenusjańskim nie pozwala im zauważyć, że nadmiar miluśiństwa i chęci do robienia przysług ich obiektom pożądania, jest w rzeczywistości odwrotnością tego co czyni mężczyznę atrakcyjnym dla kobiety. Żadnej kobiety nie pociąga mężczyzna w potrzebie. Z tych powodów, po obłąkanych „feministkach”, ci wynoszący na piedestał Biali Rycerze są drugą co do wielkości grupą odpowiedzialną na Zachodzie za mizoandrię. Przeciętna kobieta nie knuje obsesyjnie, z nienawiści, zbrodni na mężczyznach, a jedynie chciałaby związać się z kimś kto wygrywa (co obecnie jest mizoandrią). Ale wynoszący na piedestał mężczyźni robią sporo brudnych rzeczy przeciwko innym mężczyznom w nadziei, ze zostaną poklepani po główce. Dlatego hierarchia mizoandrycznego zapału wygląda tak: Piskliwa „feministka” > biały rycerz > przeciętna kobieta. Z tych powodów, nawet zadeklarowanie, że mężczyźni są większymi współautorami mizoandrii niż przeciętne kobiety, nie powstrzyma „feministek” od ich odruchów Pawłowa do nazywania artykułów takich jak ten, „mizoginistycznymi”. Wreszcie, religijni „społeczni konserwatyści”, którzy kontynuują swoje puste kazania o „świętości małżeństwa”, jednocześnie nie robiąc nic w sprawie zachęcających do rozwodów przepisów. Zostali odkryci ze swoją pseudo moralną postawą i dobrowolną ślepotą. To, co usilnie poszukują, zostało zniszczone zaraz przed ich nosem, a oni wciąż są zbyt głupi aby zrozumieć jak. Żadna inna grupa w Ameryce nie poniosła tak wielkiej porażki w realizacji swojego celu. Naiwnie uwierzyli, że poboczny wątek „homo-małżeństw” jest moralnym przeciwnikiem tradycyjnego małżeństwa, a nie zwrócili uwagi na zmiany prawne, które wpływają na zwiększenie ilości rozwodów (rozwody są czymś co niszczy małżeństwa bardziej niż wąska grupa homoseksualistów), jest to tak ogromnym niedopatrzeniem jak astronom nieświadomy istnienia Księżyca. Czyż konserwatyści to nie są ludzie, którzy powinni trzymać na wodzy żądze wpływające na zachowanie? Artykuł warty napisania dla The Onion powinien być zatytułowany „Społeczni konserwatyści bardzo starają się uzyskać 100% nieskuteczność w realizowaniu swojego programu”. Dlaczego nie ma Ruchu Praw Mężczyzn: W tym miejscu, czytelnicy mogą zastanawiać się: „skoro jest tak źle, to dlaczego nic o tym nie słyszymy?”. Rzeczywiście, to ważne pytanie, a odpowiedź leży w fundamentach męskiej psychiki. Większość mężczyzn beta wolałaby umrzeć niż zostać nazwanymi przez kobiety „przegrywem” (mężczyźni alfa, oczywiście, dobrze wiedzą swoje i nie potraktują tego dosłownie). Biali Rycerze także dołączyli do chóru obrażającego mężczyzn, gdy gapowato uwierzyli, że jest to droga do zaspokojenia swojej chuci. Tak więc nieuczciwie zniszczony mężczyzna jeśli tylko zaprotestuje przeciwko tej niesprawiedliwości staje przed perspektywą bycia ośmieszonym przez kobiety i dużą hordę mężczyzn, a to trzyma go cierpiącego w ciszy, prowadząc do wczesnej śmierci. Mamy miliony dobrych młodych mężczyzn mogących oddać życie w obronie wartości czczonych w konstytucji USA, ale nie zauważamy protestów zaledwie stu rozwiedzionych mężczyzn sprzeciwiających się hańbiącemu niekonstytucyjnemu traktowaniu jakie ich spotkało. Destrukcja dwuorodzicielskich rodzin przez zachęcanie kobiet do niemoralnego zachowania jest takim samym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i rozwoju Ameryki jak to co mogło przyjść z Afganistanu, Pakistanu, Iranu czy Arabii Saudyjskiej. Mężczyźni zbyt bojący się by być słyszalnymi, nawet gdy tracą dzieci, tracą obecne i przyszłe zarobki, są głównymi współautorami status quo. Mężczyźni alfa nie mają żadnych zachęt by działać, prócz altruizmu, bo korzystają na obecnej sytuacji, a zatem mój altruizm będzie ograniczony tylko do wyłożenia tych poglądów. Każdy poważny ruch społeczny musi uruchomić think tank albo dwa i tworzyć raporty badawcze, sympozja i odpowiednie dla sprawy rekomendacje oraz mieć kilku, zatrudnionych jako eksperci, prawników rozwodowych, których ruszyło sumienie i opuścili ciemną stronę. Potem, transmitowane panele dyskusyjne odbywające się w ważniejszych medycznych, biznesowych i inżynierskich szkołach (gdzie młodzi mężczyźni zaczynają swoje intratne kariery i wchodzą w wiek kiedy bierze się ślub, ale nic nie wiedzą o przepisach), muszą być produkowane filmy dokumentalne, w których znane ofiary jak Mel Gibson, Paul McCartney, Hulk Hogan i Tiger Woods zatrudnieni zostaliby jako rzecznicy, także organizowano by widoczne, mocne protesty przed sądami rozwodowymi. W erze Sieci 2.0 i z protestami Tea Party dostarczającymi świetnego wzoru, to wszystko powinno być łatwe, szczególnie gdy lewicowe grupy mogą szybko złożyć porównywalny aparat nawet dla mętnych spraw. Zamiast tego, wszystko co istnieje to Publicyści Praw Mężczyzn (po ang.: MRA), którzy prowadzą kilka stron internetowych i wymieniają się informacjami na blogach. „Coś to więcej niż nic” to najszczodrzejsza pochwała jaką mogę wysunąć w kierunku ich starań, a ten artykuł na The Futurist jest prawdopodobnie największą pojedynczą analizą sprawy jaka się ukazała, pomimo że nie jest to strona poświęcona temu tematowi. Mizoandryczna bańka zostanie raczej przekłuta sumą milionów osobnych sił rynku. Założenia ekonomiczne Sufity i podłogi ze szkła: Mizoandrystki wrzaszczą o domniemanych „szkalnych sufitach” wszechobecnego seksizmu [http://www.the-spearhead.com/2009/12/18/feminists-infuriated-by-composition-of-new-seattle-mayors-staff], który wyjaśnia dlaczego kobiety nie stanowią 50% prezesów największych firm. To o czym się nie wspomina to równie ważna „szklana podłoga”, gdzie widzimy, że 90% uwięzionych, samobójców, kalek z powodu pracy to mężczyźni. Jeśli ten wynik jest rezultatem działań albo wyborów mężczyzn sprowadzających na siebie to cierpienie, to czy nie jest to również powód, który wpływa na to kto wznosi się ponad „szklaną podłogę”? Niezdolność mizoandrystek do wygłoszenia tej prawdy, mówi nam trochę (bo nie wszystko) o nieracjonalności praw których się domagają. Jednym z najbardziej nieuczciwych mitów jest ten, że „kobiety zarabiają tylko 75% tego co mężczyźni, za tę samą pracę”. Przyglądnę się mu w taki sposób, dzięki któremu zauważymy dlaczego jest korzystny i kuszący, by rozpowszechniać to fałszywe przekonanie. Jest prawdą, że kobiety przeciętnie zarabiają wciągu roku mniej niż mężczyźni. Jest także prawdą, że 22-latkowie średnio zarabiają mniej niż 40-latkowie. Dlaczego to nie jest przykład dyskryminacji ze względu na wiek, skoro tamten jest przykładem dyskryminacji ze względu na płeć? Jeśli kobiety naprawdę zarabiają mniej wykonując tę samą pracę co mężczyźni, to każdy nieseksistowski prezes mógłby dowieść swoich kompetencji zatrudniając tylko kobiety, co zaoszczędziłoby mu 25% na wypłatach w porównaniu z konkurencją. Mamy uwierzyć, że wszyscy znani prezesi i rady nadzorcze są tak seksistowskie, że wolą poświęcić miliardy dolarów zysku? Kiedy Dyrektorka Wspólnoty Odpowiedzialności Społecznej kongregacji zakonnic napisała do TJ Rodgersa, prezesa Cypress Semiconductor, że jego firma powinna mieć więcej kobiet w radzie dyrektorów, Rodgers odpowiedział listem wyjaśniającym dlaczego chęć zysku nie może dostosować się do politycznej poprawności [http://www.cypress.com/?rID=34986]. To, że kongregacja zakonnic wypłacała odporne-na-recesję wypłaty komuś takiemu jak „Dyrektorka Wspólnoty Odpowiedzialności Społecznej” jest samo w sobie przykładem rozpieszczenia, a ja byłem nieświadomy, że klasztory rozbudowały się o przekonania marksistowskie. Ponadto, przedsiębiorcze kobiety mogłyby zatrudniać tylko kobiety i z powodzeniem konkurować z każdym męskim biznesem, ale nie zauważamy tego w żadnym państwie świata. Siły rynku poprawiłyby taką rozbieżność w zarobkach, jeśli tylko by istniała. Ale nie istnieje, a ci którzy to głoszą, nie tylko promują ekstremalną ekonomiczną ciemnotę, ale są też szczęśliwi ogłupiając kobiety i wzbudzając gniew za niesprawiedliwość, która nie istnieje. Zauważcie, że kobiety, które są/były prezesami spółek akcyjnych, nigdy nie oświadczyły, że taka konspiracja występuje. Mogę poprzeć przepisy zapewniające kobietom 50% stanowisk spośród wszystkich prezesów Fortune 500 (na przekór stracie, którą to wywoła), jeśli również wejdą w życie przepisy o 50% udziale kobiet wśród więźniów, prac wymagających obsługi ciężkich maszyn, albo pracy na zewnątrz niezależnie od pogody, wdychania toksycznych oparów, łapania groźnych przestępców. Uczciwie. Są chętni? „Mężcesja” i ”Onakonomia”: Byłbym pierwszym, który się cieszy z ekonomicznego sukcesu kobiet, jeśli byłby wynikiem ich zasług. Często tak jest. Ale częściej jest wynikiem nie rynkowych sił, ale politycznych transplantacji i korupcji z ideologicznych pobudek. Podczas niedawnej recesji i trwającym powrocie do pracy, bezrobocie wśród mężczyzn jest wyższe niż wśród kobiet. Gdyby to było spowodowane tylko siłami rynku, to wszystko byłoby w porządku. Jednakże, grupy „feministek” postarały się o gwarancje, że rządowe programy stymulujące zostaną skierowane do bezrobotnych kobiet, kosztem wspierania mężczyzn [http://www.weeklystandard.com/Content/Public/Articles/000/000/016/659dkrod.asp?pg=1]. Lewicowa administracja Obamy była bardziej niż chętna by to wprowadzić i przymusowy transfer majątku został zadekretowany, mimo że dla ekonomii, to wcale nie było najlepsze rozlokowanie pieniędzy. Maria Shriver, kobieta która wiezie szczęśliwe życie za olbrzymie pieniądze zarobione najpierw przez jej dziadka, a potem przez jej męża, niedawno opublikowała „Naród Kobiet: Raport Shriver”, opierający się na chełpieniu się jak to teraz kobiety przewyższają mężczyzn ekonomicznie. Cały raport jest pełen standardowych, zmyślonych przez feministki mitów i błędnych statystyk, doszczętnie tutaj obalonych [http://www.the-spearhead.com/2009/12/07/awn-review-the-new-breadwinners], a także jawnego seksizmu w zdaniach jak „kobiety są lepszymi kierownikami” (wyobraźmy sobie mężczyznę mówiącego na odwrót). Co więcej, raport obnaża typowy ekonomiczny analfabetyzm (to dowodzi temu że, pośród innych rzeczy, wszechobecne „kobiety mniej zarabiają”), jak i przekonanie, że biznes istnieje by działać jako wehikuł inżynierii społecznej, a nie dla zysku. Te wszystkie fikcyjne badania i antymęski lobbing przyniosły sukces. Dzisiaj, bezrobocie wśród mężczyzn jest większe niż wśród kobiet i to w niespotykanym stosunku. „Mężcesja” trwa gdy USA przechodzi na „onakonomię”, a pośród milionów niezatrudnionych mężczyzn, wielu obarczonych jest „wsparciem dzieci” i chociaż to nie oni chcieli pozbawić je jednego z rodziców, to lądują w więzieniu za brak pieniędzy. Ponadto, podkreślę znowu, że mając 10-30% mężczyzn żyjących poniżej efektywnej 70% marginalnej stawki podatkowej, zabijamy ich motywację do wymyślania nowych technologii czy otwierania nowych firm. To nierozsądne by debatować o tym czy podatki federalne powinny wynosić 35% czy 39,6%, skoro wartość pracy jest poniżej 70%. Do tego dodajmy koszty podatników płacących za więzienie rosnącej liczby bezrobotnych mężczyzn. Staje się jasne, że przesuwając kolejnych mężczyzn ze strefy generującej podatki do pobierającej podatki, wpłynie to podwójnie niekorzystnie na budżet rządu. Kiedy następnym razem usłyszysz, że „USA mają największą populację więźniów na świecie”, dodaj że wielu z nich tylko straciło pracę i rozwiedli się wbrew swojej woli. Kobiety, tymczasem, rozkwitają. Rządowa bańka spekulacyjna: Podczas gdy dystrybucja pracy, porównując sektor publiczny do sektora prywatnego, nie jest silnie skorelowana z płcią, to zaczyna być gdy skupimy się na kobietach zarabiających ponad 100’000 dolarów i więcej. Tabela z Cato Institute [http://www.cato-at-liberty.org/2009/08/24/federal-pay-continues-rapid-ascent] pokazuje, że całkowite wynagrodzenie (płace + premie) są brane na kredyt, w tej dekadzie sektor publiczny zdystansował sektor prywatny. Czy produktywność przeciętnego pracownika rządowego wzrosła tak bardzo ponad pracownika prywatnego, że pracownik rządowy musi zarabiać dwa razy więcej? Czy podatnicy otrzymują w zamian jakość? Idzie to dalej. Olbrzymią większość podatków na ubezpieczenie społeczne płacą mężczyźni, ale są one dostarczane kobietom (żyją przeciętnie 7 lat dłużej). Nie jest to może poważny problem, ale fakt, że kobiety konsumują dwie trzecie pieniędzy amerykańskiej opieki zdrowotnej [http://xnet.kp.org/permanentejournal/sum00pj/studies.html], pomimo że większość z 2.5 tryliona dolarów rocznych wpływów wpłacają mężczyźni, jest warte debaty. Może to „naturalne”, że kobiety potrzebują więcej opieki zdrowotnej, bo tylko one mogą rodzić. Ale to było „naturalne” dla mężczyzn, którzy płacili za opiekę swoich żon, a nie na szeroki poczet kobiet. W służbie zdrowia także zatrudniana jest ogromna liczba kobiet i to nie tylko na wartościowych stanowiskach jak pielęgniarstwo, ale też w administracji i na stanowiskach biurokratycznych. Po prawdzie, praktycznie całe rządowe wydatki, wyłączając obronę i infrastrukturę, od Medicare przez Obamacare przez zapomogi przez sektor prac publicznych dla kobiet po rozrost więziennictwa są również transferem pieniędzy od mężczyzn do kobiet, albo odpadkiem po rozpadzie Małżeństwa 1.0. Innymi słowy, „feminizm” jest winowajcą. Ten wykres sporządzony przez Cato Institute o wydatkach Rządu Federalnego [http://www.cato-at-liberty.org/2010/02/01/five-decades-of-federal-spending], pokazuje jak niewojskowe wydatki stale rosną od 1960 roku. Spadek w wydatkach na obronę, daleki od „dywidendy pokoju” wracającej do podatników, został wykorzystany do fundowania większej ilości programów socjalnych. Nikt nie jest w stanie poważnie powiedzieć, że Ameryka otrzymała lepszy niewojskowy program w 2010 niż 1960, pomimo wyższej ceny, i jak wspomniałem wcześniej, większość tego wzrostu jest bezpośrednim lub pośrednim rezultatem „feminizmu”. Kiedy dodamy do tego marnotrawstwo u władz państwowych i lokalnych, okaże się, że 20% PKB wydaje się by rządem zastąpić instytucję małżeństwa, a i tak nie jest to efektywna zamiana. Pamiętajcie też, że z dochodów mężczyzn wpływa 70%-80% wszystkich podatków. Lewica wreszcie znalazła doskonałego Konia Trojańskiego, dzięki któremu rozbuduje tyraniczne w państwo. „Feministki” mogą lobbować za transferowaniem pieniędzy mężczyzn do portfeli kobiet i od przedsiębiorców do polityków, jednocześnie, zdają sobie sprawę, że nazwanie zadającego pytania „mizoginem” uciszy go skuteczniej niż ich piąta kolumna, ekolodzy i zwykli socjalistyczni bracia mogli to zrobić ze swoimi oponentami. Konserwatyści są szczególnie podatni na taki obrażający język, większość konserwatystów porzuci swoje polityczne priorytety by bezgranicznie wspierać każdy rodzaj socjalizmu jeśli w zamian otrzymają łatkę „rycerza”, a więc czegoś przeciwnego do „mizogina”. Niemniej, jest powód by wierzyć, że pobór podatków w wielu częściach USA, jak Kalifornia, Nowy Jork, New Jersey i Massachusetts nasycił się. Punkt optymalny został już przekroczony i podwyżka składek spowoduje raczej spadek niż wzrost wpływów, a wzrost w podatkach federalnych dokładnie jeden rok od 1 stycznia 2010 do 2011 prawdopodobnie spowoduje nową recesję [http://www.singularity2050.com/2009/10/the-next-two-recessions.html], której po raz drugi nie da się tak łatwo przenieść na zubożałych już mężczyzn. Kiedy mężczyźni są oddzielani od swoich dzieci bez prawa do przeciwstawienia się rozwodowi, są wykluczani z rynku pracy nie przez siły rynku, ale raczej inżynierię społeczną, i kiedy orientują się, że społeczeństwo w które wierzyli i w niektórych przypadkach wstępowali do armii by je bronić nie ma szacunku dla ich aspiracji, to ci mężczyźni nie mają powodu by utrzymywać to społeczeństwo. Umowa pomiędzy płciami: Samotny mężczyzna nie potrzebuje wiele by przeżyć. Większość kawalerów może oszczędzić na komfortowe życie pracując dwa miesiące w roku. Powodem dla którego mężczyzna może pracować ciężej jest jego potrzeba przyciągnięcia żony poprzez zdobycie dobrze płatnej pracy, mogącej sfinansować dom i kilkoro dzieci, a i ostatecznie zdobycie uznania jako filar społeczeństwa. Młodzi mężczyźni, którzy pokazali swój wysoki ekonomiczny potencjał i chęć życia w zgodzie z wartościami proponowanymi przez społeczeństwo, wywrą wystarczające wrażenie na rodzicach dziewczyn, by wydali im córki za żony. Mężczyzna będzie kontynuował ciężką pracę, a jej owoce przejmie państwo, pracodawca i rodzina. 80-90% jego pracy pójdzie na ludzi innych niż ona sam, ale w zamian będzie miał rodzinę i wysoki status społeczny, więc byłby szczęśliwy z tego układu. Zmieniły to Cztery Syreny, które umożliwiły kobietom pościg za mężczyznami-alfa, pomimo matematycznego nieprawdopodobieństwa poślubienia takiego, jednocześnie całkowicie ignorując mężczyzn-beta. Beta, którym wmówiono by prowadzili odpowiedzialne, produktywne życie konformisty, zorientowali się, że zostali oszukani. Mężczyźni, którzy jeszcze dwie dekady temu odnosili sukcesy trzymając się reguł ustalonych przez społeczeństwo, dzisiaj są często całkowicie zdradzeni i nie chcą utrzymywać społeczeństwa tak mocno zależnego od ich produktywności i pomysłowości. Kobiety uwierzyły, że mogą uwolnić się od wszystkich tradycyjnych zobowiązań (orientując się tylko, co pocieszne, że są mniej szczęśliwe niż kiedyś [http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1189894/Women-happy-years-ago-.html]), a mężczyźni będą wciąż realizować wszystkie swoje tradycyjne zobowiązania, szczególnie jako dostarczyciele pieniędzy i obrońcy. Cóż rzec, mimo że mężczyznom narzucono szarmanckość, ostatecznie poczują, że owa szarmanckość wymaga takiej wdzięczności, jakiej nikt im nie da. By zobaczyć co się stanie gdy role męża i ojca zostaną zdewaluowane, a w ich miejsce wkroczy państwo, spójrzcie nie dalej niż do czarnoskórej amerykańskiej społeczności [http://therawness.com/myth-of-the-ghetto-alpha-male]. W Detroit średnia cena domu spadła z 98 000$ w 2003 r. do zaledwie 14 000$ dzisiaj. Przemysł motoryzacyjny wyniósł się z Detroit na długo przed 2003, więc spadek cen nie może być spowodowany tylko migracją przemysłu, a miasta takie jak Baltimore, Oakland, Cleveland czy Filadelfia są w niewiele lepszej sytuacji. Ci, którzy nie wierzycie, że może przydarzyć się to także białym społecznościom, spójrzcie na białą biedotę w Brytanii. Mniej zamożna połowa amerykańskiej populacji jest podatna na ten sam los co czarna społeczność, a miasta jak Los Angeles są niebezpiecznie blisko „detroityfikacji”. Dodatkowo, ludzie chyba zapomnieli, że fizyczne bezpieczeństwo społeczeństwa, szczególnie kobiet, jest całkowicie zależne od stosunku mężczyzn-„agresorów” do mężczyzn-„obrońców”, znajdującego się poniżej punktu krytycznego. Im więcej mężczyzn zostanie wyrzuconych z rynku pracy, tym częściej przestępczość będzie alternatywą. Nawet dobrze wykształceni mężczyźni, którzy poczuli się zdradzeni, mogą to zrobić. Na zachodzie, za każdą strzelaniną i każdą próbą terroryzmu, stali ludzie, którzy byli wykształceni, mieli perspektywy, ale byli niekochani. Chociaż fachowcy z pewnością nie uciekną się do przestępstw, to mogą uciec się do okazywania niechęci do niesienia pomocy młodej damie w potrzebie. Większość mężczyzn po prostu straci zainteresowanie bycia ratownikiem, a w to wlicza się policjantów, którzy mogą czuć się źle traktowani przez panującą mizoandrię. Bezpieczeństwo jest jak powietrze – zauważamy je dopiero gdy zniknie. Kobiety wiele stracą tworząc taką ilość obojętnych mężczyzn. Patriarchat działa [http://www.the-spearhead.com/2009/12/21/patriarchy-works] ponieważ skłania mężczyzn i kobiety do współpracy z wykorzystaniem swoich mocnych stron. „Feminizm” nie działa [http://www.the-spearhead.com/2009/12/21/patriarchy-works-ii], ponieważ zachęca kobiety do niemoralnego zachowania, które zniechęci nawet najwytrwalszych rycerzy-beta, zubożając obie płcie. Nie jest tajemnicą, że samotne macierzyństwo jest dotowane, ale już trudniej zrozumieć, że panny z dzieckiem także są wspierane i to przy pomocy nierównych i nieodwzajemnionych środków. Standardowym rozwiązaniem natury dla mizoandrycznego społeczeństwa jest jego upadek i zastąpienie go innym. Zastępowalność populacji: Tak oto dotarliśmy do społeczeństwa gdzie „feministki” czują się „silne”, „niezależne”, i „pewne siebie”, mimo że są zależne od podatków głównie płaconych przez mężczyzn, niekonstytucyjnego państwa-cienia, które wysysa alimenty i „wsparcie na dzieci” z mężczyzn, infrastruktury zarządzanej przez mężczyzn, technologii wymyślonej przez mężczyzn i poziomu bezpieczeństwa, którego mężczyźni zgodzili się bronić. No więc co społeczeństwo otrzymuje od tej populacji kobiet, które są najbardziej uprzywilejowaną grupą ludzi w historii? Teraz zrozumcie mnie dobrze, wierzę, że kobieta powinna mieć tyle dzieci ile chce urodzić, albo nawet czy chce mieć dzieci w ogóle. Ale bezdzietna kobieta nie powinna być utrzymywana przez dzieci innych kobiet. Bądźmy uczciwi, zobowiązanie osób w wieku produkcyjnym do wspierania starszych nie powinno być rozciągane na kobiety, które wybrały bezdzietność. Trzy kobiety w tym samym wieku Miejska lewicowa „feministka” Wiejska konserwatystka Gorliwa muzułmanka 20 latka Panna Panna Panna 30 latka Panna Mężatka, 1 dziecko Mężatka, 3 dzieci 40 latka Panna Mężatka, 2 dzieci Mężatka, 4 dzieci 60 latka 0 wnucząt 4 wnucząt 12 wnucząt Przestudiujmy teoretyczny przykład trzech 20-letnich kobiet. Jedna jest mieszczanką lewicowo-„feministyczną”, druga wiejską konserwatystką, trzecia gorliwą muzułmanką. Tabela porównuje ich życie z prawdopodobnymi wydarzeniami ich życia. Kiedy ludzie mówią o spadku dzietności na Zachodzie, zazwyczaj nie zauważają luki spowodowanej posiadaniem dzieci nie w wieku 23 ale 33 lat. Jak tabela pokazuje, proporcje 1:1:1 po 40 latach zmieniają się w proporcje 12:4:0 we wnukach. Zauważmy, że jesteśmy od 20 lat w tym 40-letnim procesie, więc każda z tych kobiet ma dziś 40 lat. Jak więc należy ocenić wartość jaką otrzyma społeczeństwo, które organizuje się w ten sposób, że młode kobiety mogą wybrać życie imprezowiczki kupującej torebki za 300$ i pracującej jako biurwa starająca się oto, aby rząd coraz bardziej przypominał substytut męża? Jeśli żałosny widok 60-letniej harpii z Code Pink (amerykańska organizacja Różowy Sygnał: Kobiety dla Pokoju) pouczającej nieletnie muzułmanki, że „płeć to wymysł społeczeństwa” wydaje się zabawny, to przyjrzyjmy się mapie. Ta mapa świata [http://en.wikipedia.org/wiki/File:2005pop14-.PNG] pokazuje ile mamy dzieci poniżej 15 roku życia w najważniejszych krajach świata w 2005 roku (czyli urodzonych pomiędzy 1990 a 2005), w proporcji do kraju z ich największą liczbą. Zauważmy, że Meksyk i USA mają tyle samo dzieci, a Pakistan i Bangladesz po tyle co cała Zachodnia Europa. Kiedy kraje rozwijające się zauważają, że ich współczynnik płodności spada do poziomu Zachodu, urodzonych w 1990-2005 czekają już inne realia. Nie trzeba mówić, że jeśli przeniesiemy się o 15 lat naprzód, proporcje z tabel odnosić się będą do proporcji dorosłych w wieku 20-35 lat (wiek reprodukcyjny kobiet). Nawet najbliższa przyszłość należy do tych, którzy się tam pojawią. Rodziny lewicowo-„feministyczne” wkrótce zostaną w mniejszości i szybko zostaną zastąpione, a wiejski amerykański konserwatyzm będzie jedynym prężnym młodzieńczym ruchem w całym etnicznie białym świecie. Państwo, które lewicowe „feministki” tak uwielbiają szybko obróci się przeciwko nim jak tylko państwo skalkuluje, że te kobiety ani nie rodzą nowych podatników ani nowych technologii i znajdą drogę by zdegradować je z ich obecnych „władczych” pozycji w prawie. Jeśli myślały, że zobowiązania wobec męża było tak straszną perspektywą, poczekajmy aż zaczną mieć zobowiązania wobec państwa-substytutu-męża [http://www.the-spearhead.com/2009/11/08/undermining-the-orthodoxy-how-feminism-will-consume-itself]. Czterech Jeźdźców Męskiej Emancypacji Dotychczas prześledziliśmy jak połączone Cztery Syreny Feminizmu raptownie dostarczyły kobietom możliwości o jakich nigdy wcześniej nie śniły. Niektóre kobiety wniosły coś pozytywnego do społeczeństwa, ale nie jedna pozwoliła mizoandrii i niepohamowanej chciwości zjadać je i spowodowały fatalną sytuację, której jesteśmy świadkami. Technologia zawsze wprowadza zamęt w status quo, z każdą falą tworzy nowych zwycięzców i przegranych. W dawnych czasach Gloria Steinem byłaby guwernantką, a Mystery nadwornym błaznem. Tytułem tego artykuły nie jest „Mizoandryczny kryzys” ani nawet „Wojna z mizoandrią”. Jest nim „Mizoandryczna bańka spekulacyjna”, ponieważ siły które zagwarantują upadek obecnego znęcania się nad mężczyznami są już na horyzoncie. Pozwólcie mi zatem przedstawić Czterech Jeźdźców Męskiej Emancypacji, czyli połączenie wielu sił o których dyskutowaliśmy, a który przyniesie zniszczenie teraźniejszemu, niestałemu porządkowi w 2020 roku. 1) Sztuki Wenusjańskie (Uwo): Nauka o działaniu żeńskiego umysłu jest cenna i wykracza poza zasób wiedzy każdego mężczyzny. Czy użyje się jej by zatracić się jako PUA (pick-up artist – mistrz podrywu), by stworzyć duchową więź z kobietą w długotrwałym monogamicznym związku, czy tylko by zająć się sporadycznymi, ale efektywnymi schadzkami z kobietami, mężczyzna jest wolny od więzów, którymi niewtajemniczeni mężczyźni-beta są ograniczeni. Kiedy mężczyzna zrozumie, że nie ma żadnego powodu by kupował samochód za 50 000$, pierścionek za 20 000$, wydawał 50 000$ na festyn Panny Młodzilli, przepłacał za dom, ignorując wszelkie logiczne analizy finansowe, albo za prawnika rozwodowego by uratował go przed zrujnowaniem, nawet jeśli to on był ofiarą problemów rodzinnych, to nie znajdzie większego uczucia wyzwolenia i radości, porównywalnego z odziedziczeniem 2 milionów dolarów do wydania na dowolne cele. Kiedy mężczyzna zrozumie, że zmniejszenie zarobków o połowę, nie będzie miało wpływu na jego życie seksualne, może zająć się łatwiejszą pracą o krótszym dojeździe i mniejszym stresie. Kiedy mężczyzna zrozumie, że zaspokojenie kobiety odbywa się zupełnie na odwrót do tego co powinien zrobić w trakcie procesu romansowania i uwodzenia jej, cała paleta upokarzających rytuałów może być wyrzucona. Podniecenie towarzyszące dwóm lub nawet trzem jednoczesnym relacjom z kobietami o urodzie znacznie powyżej przeciętnej są dość łatwo osiągalne dla człowieka, który osiągnął szczyt, ale to dodatkowo utrudnia życie nieszczęsnym beta (przypominam, męska atrakcyjność dla kobiet to suma zerowa, a kobieca dla mężczyzn taką nie jest). Oznacza to że, kiedy 80% mężczyzn nie ma intelektualnych zdolności do przyswojenia i opanowania Sztuk Wenusjańskich, to gdy liczba praktykujących zacznie zbliżać się do 20%, różne pasożytnicze bestie, od żebrzących kobiet, przez te drenujące podatki, po skorumpowany przemysł nieruchomości i rozwodów, zaczną umierać z głodu. 2) Technologie przemysłu dla dorosłych w roku 2020: Co z 80% mężczyzn, którzy nie mogą pojąć Sztuk Wenusjańskich? Czy są skazani na frustrację, upodlenie i życie jak bliski niewolnikom obywatel drugiej kategorii? Szczęśliwie, te biedne dusze doświadczą satysfakcji dzięki technologiom, tak jak doświadczyły tego kobiety dzięki technologiom takim jak pigułki antykoncepcyjne, zmywarki czy odkurzacze. Z wielu powodów pornografia w Internecie jest w istocie bardziej uzależniająca dla męskich mózgów niż kasety VHS czy „Skinimax” z lat dziewięćdziesiątych. Kiedy kolejna generacja technologii przeniknie do rynku, konsekwencje będą na tyle głębokie, że rozerwą obecny rynek seksualny. W przeszłości pisałem o tym jak dotyk, wykrywacz ruchu i grafika wyniosą gry komputerowe do poziomu wydarzeń roku [http://www.singularity2050.com/2009/07/the-next-big-thing-in-entertainment-a-halftime-update.html]. 3D/holografia [http://www.foxnews.com/scitech/2010/01/11/pornography-multiple-dimensions] z dotykowym interfejsem i wyrafinowaną sztuczną inteligencją stworzą nowy „wirtualny seks” dostępny dla wielu mężczyzn przed 2020 rokiem, ale po 2020 przekroczone zostaną pewne progi, które dramatyczniej wpłyną na świat niż pigułka antykoncepcyjna i pornografia internetowa razem wzięte. Znaczna część męskiej populacji będzie dryfować w kierunku uzależnienia od wirtualnego seksu i to nie zdając sobie z tego sprawy. Osoby (głównie kobiety), które twierdzą, że wirtualny seks z 2020 roku nie zdoła zastąpić prawdziwego, nie zauważają niezaprzeczalnego faktu, że wirtualna kobieta będzie wykonana jako wyglądająca na 10/10, a prawdziwe kobiety do których typowy beta ma dostęp to przedział 4-7. Prawdziwe 10 > wirtualne 10 > prawdziwe 7, nieistotne że wirtualne 10 nie jest tak dobre jak prawdziwe 10 (a jest ich poniżej 1% wszystkich kobiet), ale wirtualne 10 tak naprawdę konkuruje z kobietami, które są 7 i mniej, czyli większością kobiet. Kobiety są w dużej mierze nieświadome z jaką wielką różnicą reagują mężczyźni na 10 przyrównane do 7, a co dopiero do kobiet jeszcze mniej atrakcyjnych. Kiedy samotny mężczyzna pojawi się w domu po pracy w piątkowy wieczór, to po prostu zanurzy się w VR, nadając zupełnie nowe znaczenie wyrażeniu „beta testy”. Ci odosobnieni mężczyźni nie pojawią się w barach i klubach nocnych, gdzie dotychczas wydawali pieniądze i wyładowywali frustracje, co doprowadzi do wielu bankructw w tej gałęzi rozrywki. Mózgi tych mężczyzn będą wykoślawione do tego stopnia, że nie będą wstanie wytworzyć żadnego podniecenia dla większości prawdziwych kobiet. To doprowadzi do masowej dewaluacji seksualnej wartości kobiet, w wyniku czego 8-ki będą traktowane jak 5-ki, a 35-letnia kobieta nie przyciągnie uwagi nawet 55-letniego mężczyzny. Chwila Wilusia E. Kojota przesunie się kobietom o kilka lat, a mężczyźni-alfa wyposażeni w Sztuki Wenusjańskie znajdą jeszcze łatwiejsze pole pełne zdesperowanych kobiet, aby się nimi cieszyć. Kolejną technologią robiącą postępy są realistyczne kobiety-roboty z Japonii. Chociaż nie wierzę, że „seksboty” będą praktyczne lub ekonomicznie opłacalne w stosunku do programów/rozwiązań gro-podobnych, Japończycy jednak czynią zaskakujące postępy. Konkurencja w technologii zawsze jest opłacalna dla konsumenta. Niektóre „feministki” nie są ślepe na kataklizm seksualnej dewaluacji, której kobiety będą doświadczać gdy takie technologie wejdą na rynek i już zaczynają szukać zakazów. Takie zakazy, oczywiście, nie będą możliwe do zrealizowania bo wirtualne technologie są nierozerwalnie związane z szerokim rynkiem gier wideo i technologią kina domowego. Próby lobbowania na rzecz takich zakazów będą, bądź co bądź, pouczające. Inną pozytywną konsekwencją wejścia zaawansowanych technologii w przemysł dla dorosłych, będzie to, że kobiety będą musiały wyostrzyć jedyny pozostały atrybut, którego technologia nie będzie mogła zastąpić – sprawienie, ze mężczyzna poczuje się kochany. Nowoczesne kobiety, aby uzyskać przewagę, będą zmuszone do zapoznania się ze staroświecką koncepcją. Konieczność ta może doprowadzić do powstania ruchu pragmatycznych kobiet hurtowo odrzucających mizoandrię udającą „feminizm”, który wprowadził taki stan rzeczy, a tym samym wstrząs, który przyniesie korzyści zarówno mężczyznom jak i kobietom. 3) Globalizacja: Trzeci Jeździec to rozległy temat zawierający w sobie wiele wątków. Wspólnym tematem jest to, że siły rynku z całego świata w końcu poradzą sobie z prawnymi ograniczeniami występującymi w poszczególnych państwach: a) Islam: Oprócz wyższej dzietności muzułmanów żyjących w zachodnich miastach, w których mieszkają także „feministki”, piętą achillesową lewicy w ogóle i mizoadrystek w szczególe jest brak woli do konfrontowania się z innymi kulturami, nawet jeśli stawiają kobietom ograniczenia. W Wielkiej Brytanii sądy islamskie mogą już działać podejmując decyzje oparte na zasadach szariatu. Brytyjskie prawo rozwodowe jest nawet bardziej mizoandryczne niż amerykańskie i wielu Brytyjczyków, w desperacji, zwraca się do sądów islamskich aby uniknąć bankructwa, w które wprowadzą ich brytyjskie przepisy. Muzułmanie są bardziej niż szczęśliwi przygarniając tych mężczyzn, a „feministki” nie protestują zbyt głośno. Prowadząc Brytyjczyków do szariatowych sądów mizoandria popełnia piękne samobójstwo. Ironią jest, że grupa która była naszym wrogiem w Wojnie z Terrorem będzie niebezpośrednim ale wartościowym sprzymierzeńcem w „Wojnie z Mizoandrią”. Emigracja: Chociaż Ameryka nadal przyciąga największą ilość (legalnych) imigrantów, prawie każdy Amerykanin, który przeprowadził się do Azji lub Ameryki Łacińskiej wystawia jasny dowód o jakości swojego nowego życia. Człowiek, który przeprowadza się do bardziej przyjaznego mężczyznom kraju i poślubia tamtejszą kobietę, zdecydowanie odcina się od trzech pasożytów USA – państwa, które otrzymywało jego podatki, potencjalnej żony, która chciałaby zabrać mu dorobek życia i przemysłu, na który musiałby łożyć (śluby, diamenty, nieruchomości, prawnicy rozwodowi). Ponadto, zmniejsza to liczbę mężczyzn pozostających w Ameryce. Mizoandystki, które okazują swoją patologię nazywając mężczyzn „mizoginami” są zdziwione, że ci sami mężczyźni opuszczają kraj. Czy „feministki” nie powinny być szczęśliwe, ze „mizogini” wyjeżdżają? Widzimy tu kolejny przykład „feminizmu”, który szuka okazji do zabrania czegoś mężczyznom nie dając nic w zamian. Im bardziej dane miejsce staje się niesprawiedliwe, tym częściej widzimy jak utalentowani ludzie przenoszą się gdzieś indziej. Gdy amerykańskie przepisy rozwodowe uprawomocnią się też w Indiach i Chinach, to może to nawet powstrzymać paru potencjalnych podatników od emigracji do Ameryki, co byłoby kolejnym dowodem, że rząd traci pieniądze przez mizoandrię. c) Turystyka medyczna: Pełny koszt jaj dawczyni + in vitro + surogatka to w USA 150 000$ lub więcej, ale w Indiach można to zrobić w wysokiej jakości klinice potrafiącej udowodnić swoje oświadczenie za 20 000$. Chociaż większość klientów indyjskich klinik to pary, pojawiają się samotni mężczyźni pragnący zdobyć w ten sposób potomka. Choć ta droga nie jest odpowiedzią dla wszystkich, to możliwość posiadania dziecka za 20 000$ (a nawet dójki dzieci równolegle z dwóch różnych surogatek po promocyjnej cenie 35 000$) istnieje. Ubogie surogatki z Indii zarabiają więcej niż mogłyby wypracować przez 10 lat jako robotnice lub służące. Jest to układ korzystny dla wszystkich zaangażowanych, oprócz zachodniej kobiety, która wypadła z rynku małżeńskiego. Turystyka medyczna szkodzi także amerykańskiej służbie zdrowia, która nie zarabia na tym, a musi utrzymywać dużą liczbę kobiet zatrudnionych na biurokratycznych stanowiskach i płacić im ponad dwa razy więcej niż to co zarobiłyby w sektorze prywatnym. Te kobiety doświadczą tego co doświadczyli już mężczyźni z fabryk pokolenie temu. Pomimo wzrostu rządowych wydatków starających się tak długo utrzymać zarobki kobiet na wysokim poziomie. Jak widać, siły globalizacji są znacznie większe niż te obecne, opierające się na chwiejnym stanie rzeczy. 4) Męska Ekonomia Niezaręczania się i erozja podatkowa: Wcześniejsze fragmenty unaoczniają jak nawet najbardziej egocentryczne „feministki” są silnie związane z mężczyznami. Powtórzę znowu, że nigdy, prze nigdy nie będzie udanych społeczeństw jeśli mężczyźni nie będą motywowani do działania w pełni ich potencjału produkcyjnego i przedsiębiorczego. Umowa między płciami w zurbanizowanej Ameryce została zerwana (w wiejskiej Ameryce z mniejszym skutkiem). „Progresywna” skala podatku dochodowego w USA została nałożona przy założeniu, że mężczyźni, którzy mogą zarobić 10 razy więcej niż potrzebują, będą to zarabiać dla swoich rodzin. Mężczyzna bez takich rodzinnych aspiracji może wybrać łatwiejszą pracę za mniejsze pieniądze, kosztując państwo więcej niż wydaje sam na siebie. Mniejsze wpływy z podatków oznaczają nie tylko mniejsze dotacje dla samotnych matek i na prace dla kobiet organizowane przez rząd, ale też mniejsze pieniądze na egzekwowanie prawa. Mniej podatków to mniej policjantów i wolniej działające sądy, które skazują mężczyzn. „Feministyczna” hipergamiczna utopia sama się nie sfinansuje, ale jest silnie zależna od mężczyzn beta pracujących na pełnych obrotach, bez których bańka rządowa, nierozerwalnie związana z bańką mizoandryczną, pęknie. Mizoandria jest matematycznie niemożliwa do finansowania przez dłuższy okres czasu. Państwo z małym rządem jest bardziej stabilne niż państwo starające rząd powiększyć, a którego następnie nie może sfinansować i staje się kłębkiem sprzeczności, a to jest dokładnym przeciwieństwem tego czego etatyści by chcieli. Spójrz na gangsterski kapitalizm, który zdominował współczesną Rosję. Ci Jeźdźcy spotkają się pod koniec tej dekady by przenieść koszty mizoandrii z mężczyzn na kobiety, a 1 stycznia 2020 roku oszacujemy pęknięcie bańki i skutki błędu jaki kobiety popełniły przyzwalając „feministkom” na kontrolowanie swojego przeznaczenia. Zauważcie, że nie wymieniłem powołania Ruchu na Rzecz Praw Mężczyzn jako jednego z Jeźdźców, ponieważ to mało prawdopodobne wydarzenie, powody wymieniłem wcześniej. Ci którzy kwestionują Czterech Jeźdźców (chciałbym przeglądnąć ich dotychczasowe prognozy, aby porównać je ze swoimi), kobiety miały swoje Cztery Syreny i teraz przyszła kolej na mężczyzn. Miejcie Czterech Jeźdźców na uwadze podczas trwania tej dekady i pamiętajcie o tym co przeczytaliście tutaj pierwszego dnia 2020 roku. Kogo to powinno obchodzić? Opuszczając dekadę gdzie głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i rozwoju USA był islamski terroryzm, wchodzimy w dekadę gdzie głównym zagrożeniem jest mizoandria i tematem powinien być zainteresowany: Każdy, kto ma syna, brata, siostrzeńca albo podopiecznego wchodzącego w małżeństwo bez jakiejkolwiek ochrony umową przedmałżeńską. Jak opisałem wcześniej, może zostać finansowo zrujnowany, oddzielony od dzieci i uwięziony w stylu w jakim nie podejrzewaliby jakąkolwiek rozwiniętą demokrację. Odsetek samobójców wśród rozwodników jest szokująco wysoki. Każdy, kto zgadza się, że cywilizacja w której większość dorosłych kieruje się w stronę dwu-rodzicielskich rodzin zawsze przewyższa i zastępuje cywilizację w której duża część dorosłych nie chce brać udziału w tworzeniu pełnych rodzin. Każdy, kto ma młodocianych wnuków, bratanice i bratanków albo prawnuki. Prawo rozwodowe zachęca używania dzieci jako broni w batalii rozwodowej, a żaden poważny człowiek nie zaprzeczy jak wiele problemów dopada później dzieci. „Feministki” wymyśliły oszukańcze badania o niepotrzebnej roli ojca ale obserwacja przykładów w życia dowodzi zupełnie czegoś przeciwnego. Każdy, kto jest właścicielem drogiego domu w okolicy przeznaczonej dla rodzin. Rosnąca niechęć mężczyzn do małżeństwa stworzy mniej nowych rodzin, czyli mniej chętnych do kupna domu. Przypominam, że jeśli mają 20% udziałów w swoim domu, a 80% to kredyt, to tylko 20% spadek cen domów jest 100% startą udziału własnego, a to może być cały twój majątek. Detroit, pierwsze duże miasto USA, które zobaczyło utratę perspektyw mężczyzn beta, oglądało spadek przeciętnej ceny domu z 98 000$ w 2003 r. do 14 000$ dzisiaj [http://seekingalpha.com/article/127101-the-average-home-price-in-detroit-falls-to-13-638]. Spadek mniejszy niż ten, zniszczyłby majątki pozostałych właścicieli i może przydarzyć się także społeczności singli. Jeśli masz dom, twój majątek netto jest nierozerwalnie powiązany z tworzeniem i trwaniem pełnych rodzin. Każdy zaniepokojony wzrostem przestępczości. 70% dzieci czarnych Amerykanów urodziło się z samotnej matki, a wśród białych dzieci odsetek sięga 30%. Co więcej, „mężczesja” w końcu upewni wielu mężczyzn, że droga gangsterki i dotarcia do tego co wartościowe przy pomocy siły to jedyna droga by przetrwać. Niekochani mężczyźni, którzy w przeszłości posiadali żony, są łatwym celem do rekrutacji dla gangów i organizacji terrorystycznych. Każdy zaniepokojony powiększaniem się stanowych i federalnych deficytów budżetowych i wydatków na opiekę zdrowotną, na którą państwo woli zdobyć pieniądze podnosząc podatki niż ciąć wydatki. Niewielu mężczyzn zdecyduje się pracować długie godziny by mieć wysokie zarobki i przedostać się do górnych 10% zarabiających, płacących 75% podatków, a wielu pójdzie do więzienia za zaległości w alimentach, bo nie byli wystarczająco dobrzy w łóżku albo nie obronili siebie przed przemocą domową, a będą teraz wydatkiem dla kasy państwa. Utrzymanie więźnia kosztuje 60 000$ rocznie. Każdy, kto myśli, że konstytucja Stanów Zjednoczonych to wartościowy dokument. „Niewinny do czasu udowodnienia winy” nie odnosi się do wielu obszarów praw okołofemistycznych [http://www.thenewamerican.com/index.php/culture/family/2705-feminist-gulag-no-prosecution-necessary]. Omawiane wcześniej podziemne państwo używa „feminizmu” do wprowadzania różnego rodzaju strasznej tyranii wobec niewinnych mężczyzn, co przekreśla twierdzenie, że Ameryka jest krajem wolności. Każdy zaniepokojony bezpieczeństwem narodowym. Im więcej mężczyzn uzna, że społeczeństwo zdradziło ich, tym mniej będzie ryzykowało życiem zaciągając się do armii, orientując się później, że prawnicy rozwodowi, kiedy on był na misji, zdołali przekonać jego żonę do rozwodu [http://www.the-spearhead.com/2009/11/28/military-divorce-rate-still-rising]. Haniebną zdradą naszych najdzielniejszych mężczyzn jest, że wracają z pola bitwy by znaleźć się w kolejnym. Ponadto, jak już wspomniałem, Brytyjczycy przychodzą do islamskich sądów w nadziei uniknięcia zrujnowania ich przez mizoandryczne prawo rozwodowe [http://www.the-spearhead.com/2009/10/06/feminists-and-social-conservatives-cluelessly-proselytizing-for-islam]. Wielu mężczyzn może dojść do wniosku, że Islam oferuje im znacznie więcej niż ich naród, który zwrócił się przeciwko ich płci i będą działać samozachowawczo. Każda kobieta, która jest zbulwersowana traktowaniem każdej kobiety, która odbiega od „feministycznej” doktryny i której niepokoją słowa i działania samozwańczych „feministek”. Jeśli uważasz, że każda akcja ma równą, przeciwstawną reakcję, powinnaś się obawiać tym co się stanie gdy „feministki” kopną przyjaznego psa zbyt wiele razy. Wreszcie każdy, kto ma młodą córkę lub siostrę wchodzącą właśnie w świat, który jest o wiele trudniejszy dla tych, które nie są najpiękniejsze, gdzie rachunek wystawiony przez szalony „feminizm” niedługo będzie przeniesiony z mężczyzn na kobiety, nawet te, które nie miały żadnego interesu w tej doktrynie nienawiści. Jak podałem w streszczeniu na początku, „feministki” prowadzą przeciętne kobiety w przepaść. Mógłbym wypisać jeszcze więcej powodów, ale łatwo je odgadnąć samemu. Największe wyzwaniem dekady Aktualizacja (1 VII 2012 r.) W tym dniu, pierwszego lipca 2012 roku, minęło dokładnie 25% dekady opisanej w tym artykule. Pierwotnie nie dołączałem ankiety ponieważ sprawy opisane tutaj były zbyt radykalne dla większości czytelników. Ale teraz, kiedy te sprawy stały się bardziej powszechne, mogę dołączyć prostą ankietę na temat tego czy rzeczywiście jesteśmy w Mizoandrycznej Bańce (głosowanie zostanie zamknięte po 60 dniach). Wnioski Jestem obserwatorem i nie zostanę aktywistą żadnego rodzaju, ale, jak opisałem wcześniej, bycie „nieaktywistą” w duchu Mahatmy Gandhiego także ma znaczenie. Jako Futurysta, powinienem przewidywać rzeczy zanim staną się oczywiste dla całej reszty. Stali czytelnicy znają moje analizy i ich trafność i poważnie traktują moje słowa, kiedy mówię, że przyszły rozrost i następujące po nim nagłe pęknięcie bańki mizoandrycznej zdefiniuje następną dekadę Ameryki. Więc dzisiaj, pierwszego dnia dekady „201x”, przedstawiam artykuł, od którego „zajmie się” tysiące innych artykułów. Jak wspomniałem na początku, to co właśnie przeczytałeś jest odpowiednikiem kogoś, kto w 1997 roku z detalami przewidział Wojnę z Terroryzmem, łącznie z ewentualnymi wygranymi na najważniejszych frontach[http://www.singularity2050.com/2008/12/how-we-decisively-won-in-iraq-in-2008.html] i sytuacji w 2010, kiedy to Ameryka uzyskała kontrolę i wojna nie jest już potrzebna [http://www.singularity2050.com/2009/11/the-winds-of-war-the-sands-of-time-v20.html]. Ilość detali jakich dostarczyłem opisując załamanie bańki odpowiadać będzie tym z opisu załamania rynku nieruchomości, o którym pisałem dwa lata przed kryzysem [http://www.singularity2050.com/2006/04/the_housing_bub.html] i dokładnemu poziomowi wartości giełd, sześć miesięcy przed faktem [http://www.singularity2050.com/2008/10/a-history-of-stock-market-bottoms.html]. Działajcie wbrew moim przewidywaniom na własne ryzyko. Wspomniałem, że USA w 2030 r., wciąż będą jedynym supermocarstwem [http://www.singularity2050.com/2008/06/why-the-us-will-still-be-the-only-superpower-in-2030-v20.html], i nie zamierzam odwoływać tej prognozy, wprowadzę tylko zastrzeżenie, że żywotność USA z 2030 roku będzie uwarunkowana zadowalającym i uporządkowanym wyjściem z Mizoandrycznej Bańki. Okaże się, które społeczeństwo może stworzyć prosperującą gospodarkę zapewniając jednocześnie obydwóm płciom uczciwe traktowanie, a obecnie, USA nie idzie tą drogą. Podczas gdy nie miałem wątpliwości, że USA w końcu zyskają przewagę w pozornie nie do wygrania Wojnie z Terroryzmem, to już nie jestem przekonany do łagodnego wyjścia z Bańki. Pęknięcie może być groźnym huraganem. Tylko wiejska Ameryka może poprowadzić resztę kraju do spokojniejszej transformacji. Brytania, natomiast, może być nie do uratowania. Chciałbym podziękować Instapundit, Dr Helen, Kim du Toit, The Spearhead, RooshV i wielu innym za pomoc przy tym artykule. http://www.singularity2050.com/2010/01/the-misandry-bubble.html Utworzony: 07/03/2015 Wizyty: 628 Online: 2 © 2016 justpaste.it Popularne Premium Regulamin Blog O serwisie
  15. 35 polubień
    Słowo się (@Assasyn'owi) rzekło, kobyłka u płota. Było lato roku pańskiego 19xx (spodobało mi się że brat powyżej też tak zaczął swój wpis ;)) A za iXy można podstawić coś dowolnego, bo moja pamięc aż do Triasu nie sięga. Zresztą dokładna data nie jest istotna, bo schemat działa od pradziejów, niezależnie od kolejnej kartki z kalendarza. Tak naprawdę była późna "złota, polska jesień", która w PL jest krótkim acz ekscytującym epizodem, chyba jeszcze krótszym od lata. Świeżak-studenciak osiedlił się jakiś czas temu w Las Sosnas na tzw. "stancji" w której, jak się zimą okazało, trzeba było niemal buty od zlodowaciałej podłogi odrąbywać siekierą, bo właścicielka domu miała upodobanie do eksperymentów z hibernacją. Głównie na najemcach. Już wcześniej studiowały tu, mieszkając w akademiku moje dwie dalsze kuzynki, które roztoczyły swe opiekuńcze skrzydła nad świeżo przybyłym na obczyznę, "pisklakiem-studenciakiem". Jedna starsza, druga młodsza. Bywałem u nich częstym gościem, nawet nie dlatego żeby na stancji nie marznąć, ale miały po prostu fajne żeńskie towarzystwo swoich koleżanek. Nie ukrywam, że ceniłem sobie kobiecy pierwiastek w swoim otoczeniu. Po dziś dzień go zresztą lubię. Tak się jakoś złożyło, że niefortunnie, starsza kuzynka zamierzała wkrótce, jakoś wiosną, wyjść za mąż. Jak postanowiła, tak w końcu zrobiła więc zaprosiła mnie na swój ślub i wesele. Przyjechałem dzień wcześniej do jej rodzinnego miasteczka, żeby na pewno czegoś nie zawalić czasowo. Siedzieliśmy we dwójkę w jej pokoju do późnej nocy, gadając i słuchając Pink Floyd. W końcu zmęczeni poszliśmy spać, zwłaszcza, że jutro miał być "jej dzień". Nie nie, nie wyobrażajcie sobie zbyt wiele. Relacja absolutnie aseksualna, oboje w oddzielnych łóżeczkach z rączkami na kołderkach. Poranne przebudzenie, promienie słońca zza okiennych firan rozświetlały mgliste powietrze w jej sypialni. Wstała wcześniej, żeby też umyć swoje długie włosy. Na swój sposób fascynowała mnie. Nie rozstawałem się wówczas z aparatem fotograficznym, moim Zenitem 12XP. Siedziałem jeszcze w łóżku, gdy wróciła w piżamie i usiadła na wprost mnie w fotelu. Podwinęła pod siebie nogi i tak patrzyła w milczeniu. Wziąłem aparat do ręki i sfotografowałem ją. Zdjęcie w zamyśle miało być jedynym, bez żadnych powtórzeń. Ten moment był unikalny. Wyszedł pięknie nastrojowy portret. W kontrze okna, z mokrymi, rozpuszczonymi włosami. Pomyślałem że ją po prostu kocham. Niepożądliwie, ot tak po prostu. Wprawiło mnie to w stan rozanielenia i swoistej tęsknoty za "drugą połówką". Lubię czasem popatrzeć na tę fotę. Czas na ceremonię, wspólne zdjęcia, trochę wygłupów i śmiechu z rodziną przemieszaną z niemal obcą familią. Restauracja weselna to dwupiętrowy budynek w którym góra była przeznaczona na pokoje sypialne a cały dół na biesiadowanie. Zostałem posadzony przy stole obok NIEJ. Naturalne blond cudo, strzelista osiemnastka, o imieniu Meg (zmyślonym na potrzeby tej opowieści). Naprzeciwko, po drugiej stronie stołu, jak się później okazało, siedzieli jej dwaj starsi bracia. Zaniemówiłem na jej widok i w milczeniu usiadłem. Nie pamiętam nawet, żebym się przywitał choćby suchym "cześć". Para ze mnie uszła wraz z pewnością siebie. Pierwsze, konkretne życiowe "trzepnięcie". Ręce mi się trzęsły i z trudem wpychałem sobie do ust kawałki wędzonego węgorza, uprzednio przełykając najsmaczniejsze w życiu flaczki. Siedzący na przeciwko bracia w końcu postanowili przełamać lody butelką wódki ze słowami - "napij się z nami" i zalali mój kieliszek. Jako że alko nawet nie nie zamierzałem wąchać, lekko pochyliłem się w kierunku Meg i szepnąłem do ucha - tylko że ja nie piję... Odwróciła głowę, spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do mnie. Pierwszy raz spojrzałem jej prosto w baśniowe, niemal błękitne oczy. Za chwilę nalała w swój kieliszek czystą wodę i niepostrzeżenie podmieniła mój na swój. Oczarowała mnie tym jeszcze bardziej. Całe spięcie się ze mnie wypięło. W końcu odzyskałem mowę, swobodę i nawet dowcip. Tym sposobem, pierwsza część wesela przebiegała według schematu - bracia polewają z zamiarem urżnięcia mnie w trzy dupy, Meg podmienia kieliszki, ja piję wodę a gorzałka z jej kieliszka ląduje w wielkiej donicy z jakimś kwiatem stojącym za nami. W międzyczasie niby to mimochodem musnę Meg a to po udzie a to dotknę ramienia, ona przysunie się złapie mnie za nadgarstek, żeby wskazać na kogoś z jej rodziny i coś o nim opowiedzieć. - przejdziemy się na spacer? - rzuciłem, przerywając w pół słowa jej wypowiedź - chętnie - odparła z uśmiechem Chodziliśmy tak po miasteczku, szwędając się bez innego niż objęcia i pocałunki celu. Pierwszy spacer zakochanych. Przechodząc obok jakichś bloków, zobaczyłem uchylone drzwi na klatkę schodową jednego z nich. Pociągnąłem ją lekko za rękę w ich kierunku - chodź Nie zawahała się nawet, więc po chwili siedzieliśmy na schodach w objęciach, coraz śmielej sobie poczynając. Straciłem poczucie czasu i w tym zatraceniu, nagle zgrzytnęły drzwi do jakiegoś mieszkania i pojawiła się w świetle postać starszej już kobieciny. Wyszła wprost na nas. My od razu zrobiliśmy słupka jak dwa świstaki. Zakłopotanie kobieciny okazało się jednak większe niż nasze. - oj, przepraszam - powiedziała nieco łamiącym się głosem, wycofała się do mieszkania i zamknęła drzwi. Po chwili wróciliśmy do miłosnych uniesień po czym postanowiliśmy wracać na imprezę. Jej bracia byli już nieźle wcięci a jeden z nich przywitał nas radośnie, wstając z krzesła z gestem otwartych ramion - aaa too zzzziee naszsze gołommmbeczki zikneły? - powiedział na tyle głośno żeby cała sala słyszała. Posilaliśmy się w międzyczasie, gdy powrócił scenariusz rotacyjnych kieliszków. Było już dobrze po północy. - ttttyy, ale tyy maszsz łeeepp! - rzucił do mnie przez stół jeden z braci, po czym delikatnie osunął się na krześle w celach regeneracyjnych. Posilony, znów ze smakiem zacząłem się przyglądać Meg - pójdziemy na górę? - teraz? - no a kiedy? - ale to chodźmy osobno, już i tak wszyscy dziwnie się na nas patrzą (wszyscy - czyli jej rodzice) Poszedłem pierwszy i nieco wyczerpany uwaliłem się na stercie ubrań leżących na jakiejś kanapie. Zacząłem już zdążyć przysypiać, gdy weszła Meg. Jeszcze długo byłem w niebie. Love story trwało w najlepsze. Nie zakłócił uniesienia nawet sygnał wysłany mi przez młodszą kuzynkę, która dość otwarcie sugerowała żebym sobie dał z Meg spokój. Nie dopuściłem nawet do głowy faktu, że ona zna Meg dłużej i lepiej. Pisaliśmy więc do siebie papierowe listy, często do niej jeździłem, bo szczęśliwie mieszkała w miejscowości położonej tylko jakieś 80 km od Las Sosnas. Gdy pojechałem do niej po raz pierwszy, usiedliśmy razem z jej rodzicami do wspólnej kolacji. Było drętwo, żadne żarty ani opowieści nie rozluźniały atmosfery. Tłumaczyłem to sobie, że też na miejscu rodziców czułbym się nieswojo, gdyby przyjechał jakoś koleś który nie wiadomo co wyrabia z "naszą córeczką". Dopiero później lepiej chyba zrozumiałem tło ich - jak ją wówczas wolałem odbierać - wrogości. - pościeliliśmy ci w małym pokoju - chłodnym tonem po kolacji oznajmiła jej matka - nie! On śpi w moim pokoju - powiedziała Meg zdecydowanym tonem Poczułem się jak podkowa między młotem a kowadłem. Jednak rodzice bez sprzeciwu odpuścili córeczce. Tym sposobem, w bardzo komfortowych warunkach... nie przespaliśmy całej nocy. Następnego dnia odprowadziła mnie na dworzec, pożegnaliśmy się a ja odruchowo pogładziłem ją po jej cudownie płaskim brzuchu. Wtedy przyszła chwila paniki. Nie używaliśmy gum... Każdy jej list otwierałem drżącymi dłońmi przeszukując szybko treść pod kątem odmiany słowa "ciąża". Dopiero później wczytywałem się w treść i już uspokojony mogłem rozkoszować się jej słowami. W końcu któregoś dnia przyszedł TEN list. Uśmiechnięty bo już "ciążowo" spokojny otwieram kopertę i czytam. Czytam i z każdym zdaniem doznaję kolejnego szoku. Zrywała ze mną. Jej ex o którym czasem wspomniała nigdy tak naprawdę nie był jej ex, tylko walił ją w długich przerwach pomiędzy moim pojawianiem się u niej. Sąsiad z ich wspólnej klatki schodowej. W przerwach kiedy on jej nie posuwał, robiłem to ja. Nagle poskładało mi się wiele elementów układanki, włącznie z obrazami, które wywołały u mnie obrzydzenie. Byłem załamany. Nie pojechałem na uczelnię. Siedziałem pół dnia otępiały na łóżku i trzymałem w rękach ten pierdolony list, chcąc przeczytać w nim coś innego niż było napisane. Wszystko pieprznęło jak szklanka rzucona o podłogę. Tego dnia, pod wieczór postanowiłem pojechać do trzech moich kumpelek z akademika. Mieszkały we czwórkę w pokoju. Ta czwarta to Kasia, z którą się nie zakumplowałem. Zawsze zdystansowana, sprawiająca wrażenie tak wyniosłej jak ładnej. Dziewczyny na widok mojego stanu błyskawicznie ogarnęły co się mogło wydarzyć. Chyba nie płakałem relacjonując im wszystko. Nie pamiętam żebym. Tak siedzieliśmy z ich trójką przy fajkach i herbacie. Po turecku na podłodze, strzepując popiół z papierosów do popielniczki leżącej w środku naszego kręgu. - Chodź, wieczorny spacer dobrze ci zrobi, przewietrzysz się - lekko osłupiałem, bo słowa te wypowiedziała stojąca za mną Kasia, podając mi kurtkę. - To my też z wami idziemy - reszta dziewczyn postanowiła się przyłączyć Szliśmy wśród zapalonych latarń. Było lekko mroźno a i o śnieg w tamtych czasach było łatwiej. Szedłem między Agą i Kasią, trzymając łapy wepchnięte po łokcie w kieszeniach kurtki. W pewnej chwili czuję wślizgującą się w moją kieszeń czyjąś dłoń. Dłoń przesuwa się w kierunku mojej i wplata swoje palce między moje, mocno się zaciskając. Gdy odwzajemniłem uścisk z ust Kasi padło jakby usporawiedliwiające: - bo zimno - i dla potwierdzenia pretekstu chuchnęła w drugą dłoń zwiniętą w piąstkę. Poczułem jej ciepło i bliskość. Poczułem jak Meg odpływa z moich myśli. Dotarło też do mnie dlaczego Kasia była zdystansowana gdy je odwiedzałem. Poraził mnie wtedy chyba piorun, bo pomyślałem - "Boże, jakie to kurwa banalne". Tym sposobem, narodziła się nowa historia, którą moje dziatki, opowiem innym razem Historia Meg ma jeszcze swój epilog. Nie miałem z nią, od "dnia listu pożegnalnego", kontaktu przez jakieś półtorej dekady. Niejako sama mnie dopadła wiedza o niej po tym czasie. Dwójka dzieci, podtuczona konkretnie, po rozwodzie, w relacji z jakimś lekarzem - wiecznym kochankiem. Wiecznym, bo wciąż obiecywał że się dla niej rozwiedzie. Szkoda. Miała piękną twarz i jeszcze cudowniejsze ciało. Zostały z niej tylko blond włosy.
  16. 35 polubień
    Napiszę brutalnie, szczerze i od serca - tak po męsku. Było o tym pisane już na forum, jak tu przyszedłem ponad rok temu - to nie trafiało do mnie. A teraz to doskonale rozumiem i wiem. Mianowicie... Jak mężczyzna jest miękki, ugodowy i delikatny - wrażliwiec (po prawilniacku 'pizda' choć ja nie znoszę tego pejoratywnego określenia) to kobieta wejdzie mu na głowę w trymiga i zacznie stukać obcasami po głowie. One naturalnie mają tendencję do ciągłego, permanentnego testowania na ile mogą sobie pozwolić i kiedy dojdą do granicy. Może złapać za paznokieć? Zaraz sprawdzi czy da radę za palec. Dostanie palec - za dwa dni sprawdzi czy nie może chwycić całej dłoni. Upewni się, że dłoń może - zaraz zacznie kombinować jak dorwać przedramię - i tak w nieskończoność. Taka natura, taki algorytm działania i system operacyjny. Nie ma co go nienawidzić ale NALEŻY WIEDZIEĆ jak go trzymać w ryzach by nam dziewczę się nie rozpasało i w straty nie poszło. Poza totalnie odwalonymi pannami typu borderline czy z zaburzeniami psychicznymi - resztę da się temperować. Wymaga to WIEDZY, silnej woli, męskiego charakteru i pisząc po prawilniacku - 'jaj'. I o to rozbija się rdzeń kobiecego zawodzenia 'prawdziwych mężczyzn już nie ma'. Bo my jesteśmy za mili, za bardzo partnerscy, za bardzo ugodowi i gotowi na ustępstwa - tak nas nauczono przez ostatnie 10-20 lat, że takim należy być. "Partnerskim" mężczyzną, taką trochę przyjaciółką z penisem. A to błąd. Bo kobiety, jak to kobiety bo taka ich natura, głośno mówią o zapotrzebowaniu na takich 'mężczyzn' ale, do czego same się nie przyznają nawet przed sobą, podświadomie czują że potrzebują nad sobą silnej, ojcowskiej ręki mężczyzny. Takiego co się zaopiekuje ale jednocześnie wyznaczy granice, zasady związku i będzie ich konsekwentnie się trzymał - nawet za cenę odejścia. Kobieta jest jak lustro w którym możemy się przejrzeć. Ja doskonale zrozumiałem przez dłuższą bytność na forum, że 90% problemów jakie dostałem w zwrotnej odpowiedzi od kobiet w życiu - było tak naprawdę wynikiem mojej niewłaściwej postawy i błędów. MOICH ! Dlatego chcąc polepszyć jakość swojego życia W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI NALEŻY ZACZĄĆ PRACOWAĆ NAD SOBĄ! A za wszelkie poważniejsze związki i interakcje z kobietami brać się wyłącznie po tym jak nabędziemy elementarną wiedzę 'jak to działa' i właściwy mindset w głowie. Inaczej jesteśmy jak ten wiejski głupek, który podrzuca w nieskończoność kamień nad sobą i za każdym razem dziwi się, jak to jest że ten spada i nabija mi guza S.
  17. 35 polubień
    Dziś panowie bylem świadkiem, oraz po części uczestnikiem zdarzenia śmiesznego, strasznego i kuriozalnego zarazem. Zdarzenie to nie warte opisania, no może tylko ze względów humorystycznych, gdyby nie jeden szczegół, którym była rozmowa pewnej miłej pani z Gdańska z mężem przez telefon. Wracam sobie spokojnie z treningu do domu, toczę się leniwie ulicą w okolicach popularnej sieci marketów. Dach otwarty, zimny łokieć, czyli cieszę się jazdą. Na wyjeździe z marketowego parkingu stoi nowa Mazda 6 na gdańskich blachach. W autku siedzi miła pani w okolicach trzydziestki, w jednej łapce ajfon, w drugiej łapce papierosik. Myślę sobie włącza się do ruchu czy nie włącza, no ale po pierwsze mam pierwszeństwo, a po drugie stoi bez włączonego kierunku (blokując innemu autu z tyłu wyjazd). Miły pan, który stał za miłą panią widocznie poczuł się zirytowany i użył klaksonu. Miła pani dygnęła na odgłos klaksonu, dalej mordeczka w ajfona, nawet nie spojrzała na drogę, zaciągnęła się papieroskiem i ruszyła, nie włączając kierunku. Zahamowałem z 20 cm przed jej autem. A miła pani oderwała się nagle od frapującego zajęcia jakim było przeglądanie ajfona, nie wątpię iż musiały znajdować się w nim jakieś super ważne informacje, bo cóż innego mogło by rozproszyć w takim stopniu miłą panią? I co zrobiła? Włączyła kierunek, złapała chociaż za kierownicę? Nie! Pani dalej trzymała w jednej łapce ajfona, a w drugiej papieroska, popatrzyła się na mnie i dodała gazu, pojechała prosto. Nie było by tym nic dziwnego i niezwykłego, wszak nie sygnalizowała skrętu, gdyby nie jeden mały szczegół...... mogła jechać tylko w lewo lub prawo, najzwyczajniej prosto był chodnik, a później ogrodzenie prywatnego domu. I cóż bracia, nowa, ładna mazda, z ładnie zrobioną panią, która nie trzymała nawet kierownicy, delikatnie podskoczyła na krawężniku, minęła o jakieś pół metra staruszkę z zakupami, która tym chodnikiem szła i przykurwiła w murowany słupek ogrodzenia. Staruszka z zakupami w ostrym szoku, zaczyna biadolić, że omal nie zginęła (i w sumie miała rację). Miła pani z rozbitej mazdy wysiadła, popatrzyła na auto i zadała pytanie, chuj wie czy do siebie czy do kogoś "jak to się stało?" - głos natężeniu półkrzyku wyrażający bezkresne zdziwienie. Podjechałem kawałek dalej, zaparkowałem auto i wróciłem na miejsce zdarzenia. Widzę wszyscy cali, właściciel domu wybiegł na zewnątrz. Pani się tłumaczy gęsto i mówi, że pokryje koszty naprawy ogrodzenia. Nie mogłem powstrzymać się od drobnej złośliwości i stwierdziłem, że jak się prowadzi auto to ręce się trzyma na kierownicy nie ajfonie i szlugu. Babka wygrzebała ajfona z auta, pewnie jej wypadł z rąsi podczas zderzenia ze słupkiem. Dzwoni do męża: "Kochanie miałam wypadek, bla bla bla..... Kochanie ja musiałam pojechać prosto, żeby nie stuknąć w tego pana w Mercedesie !" Zacząłem się głośno śmiać, wyjąłem pani z rączki ajfona, była w takim ciężkim szoku, że nie zareagował, przedstawiłem się jako pan z Mercedesa, któremu pani przed chwila "uratowała życie" swoim śmiałym manewrem. Streściłem w kilku zdaniach co się stało i że na to zdarzenie prócz mnie jest jeszcze dwóch świadków + na parkingu pod marketem kamery. Zdziwienie na twarzy pani zaczęło się powoli przeradzać w nienawiść. Ach ten, mój urok osobisty Oddałem miłej pani ajfona, z którego zaczęły dobiegać regularne "kurwy" o różnym stopniu natężenia, pani się zrobiła lekko zielona Zdążyłem jeszcze usłyszeć, "kurwa, to już drugi raz w tym roku" Pan, który był właścicielem uszkodzonego ogrodzenia dałem wizytówkę na wszelki wypadek, gdyby był potrzebny świadek owego zajścia. Pan, który jechał za panią, również podał swoje dane. Każdy pojechał w swoją stronę, prócz miłej pani, która dalej wisiała na telefonie i właściciela posesji, który drapał się po głowie.
  18. 34 polubień
    Witam wszystkich bardzo serdecznie. Jako, że mamy okres taki jaki mamy, postanowiłem przelać na klawiaturę garść swoich spostrzeżeń odnośnie aktualnej szopki. 1. Kilometrowe kolejki w marketach. Wyścig szczurów, kupowanie żarcia w ilościach hurtowych. ,,Bo tak trzeba, bo są święta''. Żadnej refleksji ,,czy ja tego naprawdę potrzebuję?''. Opychanie się jak świnia i zapijanie tego wódką. ,,Bo tak trzeba''. 2. Zabijanie karpia. Bo taka tradycja. Kurwa, serio? Religia pokoju, święta, czas miłości i wybaczenia, a w znacznej ilości polskich domów tłucze się niewinne stworzenie młotkiem w łeb. Zakładając, że Jezus istnieje, musi on się w tej chwili śmiać do rozpuku z tego, jak ludzie świętują jego urodziny, albo prędzej wygląda tak: Ja na jego miejscu tak bym wyglądał patrząc na swoich obłudnych wyznawców. ,,Religia pokoju i miłości'', a szlachtuje się zwierzęta w imię wydumanych tradycji. To wszystko już dawno zresztą przestało być warunkowane wiarą, a stało się zwykłą pogonią tak naprawdę nie wiadomo za czym. Wszyscy to robią i się nie zastanawiają. 3. Kłótnie, awantury, krzyki, wyzwiska. Bo źle stół stoi, bo Kryśka niedobre ciasto przywiozła i tak dalej. 4. Udawana miłość i pokój przez 10 minut podczas składania życzeń, a potem pijaństwo i obrabianie dupy każdemu. Bo sąsiad kupił nowego Mercedesa E-klasę, chyba nakradł, a tamten Michał spod szóstki to do tej pory nie ma dziewczyny, pewnie pedał, zdechnie sam i nikt mu szklanki wody nie poda. Pojedzą, pochlają, zesrają się i... tyle. Poudają przy stole, ponapinają się przed rodzinką i sąsiadami, nie myśląc w ogóle o tym, dlaczego takie święta są obchodzone. O Jezusie mało kto już pamięta, chociaż uważają się za głęboko wierzących. Umieściłem to w dziale ,,Co Cię wkurwia?'', chociaż tak naprawdę to mogę się tylko z tego śmiać albo uśmiechnąć pod nosem w akcie politowania...
  19. 34 polubień
    Drodzy Bracia!, zarejestrowałem się tutaj 28 lipca 2014 roku, zaledwie dwa dni po założeniu forum, stając się tym samym liczebnikowo dwudziestym szóstym jego użytkownikiem. Nie pamiętam dnia ani godziny, ale w kwietniu 2015 roku spotkał mnie zaszczyt bycia mianowanym na stanowisko moderatora. Nie mnie oceniać przebieg tej służby, ale starałem się pełnić swoje obowiązki jak tylko najlepiej potrafiłem stojąc na straży regulaminu i porządku. Pozamykałem wiele zgłoszeń, wlepiłem kilka ostrzeżeń, trochę pozamiatałem, uczestniczyłem też w kilku polowaniach na systematycznie pojawiającą się na forum trollerkę, ale za dużo ich nie ustrzeliłem, bo zazwyczaj dużo szybszymi rewolwerowcami byli @dr Mordechaj B'rzyt-wa i @Mosze Red. Ostatnimi czasy wiele rzeczy się w moim życiu pozmieniało i chociaż zdawałem sobie sprawę, że ten Zefir pozytywnych zmian nabierze w końcu na sile, to jednak spodziewałem się porwistych podmuchów, a nie dziesiątki w skali Beauforta. Niestety odpowiednie wykorzystanie tego wiatru, tak żeby szedł w żagle kosztuje mnie sporo pracy, a utrzymanie odpowiedniego kursu wymaga poświęcenia znacznych zasobów czasu, przez co moje obowiązki moderatorskie schodzą na dalszy plan. Dlatego po konsultacji z @Silny podjęliśmy decyzję o wysłaniu mnie na emeryturę, oczywiście wraz z sowitą odprawą. To nie jest tak, że odchodzę, pozostaję razem z Wami, tyle tylko, że teraz wracam do cywila. Chciałbym w tym miejscu podziękować Wam wszystkim, bo przez te dwa lata z hakiem zrobiliśmy kawał naprawdę dobrej roboty budując miejsce, które jest ewenementem w skali polskiego internetu. Poznałem tutaj wielu wyrastających ponad przeciętność gości i takich ludzi powinno tutaj przybywać dzięki budowaniu latarni przez @Długowłosy, która zagubionym na morzu życia samcom będzie ułatwiała dobicie do portu, gdzie odszyskają siły, okrzepną i będą gotowi ruszyć w dalszą drogę. Szczególne podziękowania z mojej strony należą się @Adolf, którego poznałem dzięki temu forum, a któremu sam wiele zawdzięczam i jeszcze długo będę się głowił nad tym jak spłacić ten dług. Tak więc pozwalając sobie na ostatnie użycie czerwonej czcionki - Stulejarze, moderator Quizas Jeremi melduje zdanie służby. Q
  20. 34 polubień
    Miałem okazję porozmawiać dłużej ze swoją byłą już kobietą, która w tym tygodniu pakuje się i z wolna ewakuuje ode mnie. Taka szczera rozmowa na odchodne Usłyszałem potwierdzenie wszystkich tez z forum. -Że potrafi zrobić piękne (pełne miłości) oczka na zawołanie (zademonstrowała ) -Że nie ma w niej potrzeby bliskości, za to widzi ją w mężczyznach i to wykorzystuje (potrzeba seksu jest, ale przytulanie itp. drażni ją) -Że sprawia jej satysfakcję jak wielki chłop robi to co ona chce, nawet jak widać, że nie ma na to ochoty -Że specjalnie dobiera sobie do związków gości którym da się wejść na głowę -Że jest w stanie się ze mną przespać, a chwilę później pojechać do swojego nowego gościa, jakby nigdy nic -Że jak się facet zaczyna sprzeciwiać i stawiać na swoim, to jest zdziwiona, wkurwiona, ale z drugiej strony czuje, że ten gość ma jaja -Że kupczy dupą i jest zdzirą i że wszystkie tak mają -Że właściwie wiążąc się ze mną miała ochotę się przespać, bo wiedziała, że życiowo nie jestem ogarnięty, na tyle, żeby była w stanie to zaakceptować Wiem, że dla większości Braci, jest to oczywiste, ale ja miałem jednak cień białorycerskiej wątpliwości, którego już nie mam. Mimo tego, że czytam forum i samcze runo, widzę coraz więcej, to usłyszenie tego bezpośrednio od kobiety z którą byłem związany przez kilka lat, było dla mnie szokiem.
  21. 33 polubień
    TL;DR: 14 lat obserwacji zmiany stosunku kobiet do mężczyzny, który osiągnął pozycję zawodową i zaczął zarabiać niezłe pieniądze. Długo zastanawiałem się czy podzielić się z Wami tymi przemyśleniami bo tematów dotyczących tytułowego pytania jest sporo. Ten jest jednak ciut inny - miałem możliwość, niejako "na żywo", oglądania tego co działo się z Panem X przez 14 lat życia, a więc odkąd się znamy, a wraz z upływem czasu zmiany o 180 stopni stosunku kobiet do niego. Ale po kolei... Bohater Warunki bazowe X, co do wyglądu, były średnie. Zapewne mógł się podobać kilku kobietom ze swojego otoczenia ale były to Panie z konkretną nadwagą. Tak, takie zawsze na niego leciały, z czego on sam miał niezłą bekę. Po prostu przyciągał pasztety. Od zawsze. Powtórzę - idąc ulicą na X nie spoglądały łaskawszym okiem żadne kobiety, nie uśmiechały się do niego, nie zaczepiały. Ot - facet-widmo dla lasek. Typowy 5/10. Charakter - neurotyczny, skłonny do poddawania się przywództwu innych, bardzo często się porównujący. Raczej nie typ lidera, a domatora. Inteligencja i poczucie humoru - znacznie powyżej przeciętnej. Akt I - 17-20 - pierwsza krew X jest niewidzialny dla koleżanek. Dodajmy do tego białorycerstwo. Lata za pannami ale te mają go gremialnie w dooopie, oczywiście poza pasztetami. Kilkakrotnie mocno dojechany przez urocze istotki płci żeńskiej. Zdarzało mu się z tego powodu płakać. Generalnie - chłopak bez urody i bogatych rodziców, za to inteligentny i wrażliwy - czyli śmieć dla lasek w jego wieku. Akt II - 20-22 - 12 rund i knockdown 20 lat - X poznaje "miłość swojego życia" - starszą o 3 lata dziewczynę z problemami z dragami. 12 miesięcy ćpania i chlania za jego kasę, zerwanie w Sylwestra. X płacze, prosi, błaga - 0 odzewu. Widuje ją potem na mieście jak buja się z kolesiami przy forsie. Potem znika, ponoć ląduje w jukeju, gdzie kontynuuje "karierę". X przeżywa załamanie nerwowe, wywalają go ze studiów, nieudana próba samobójcza. 2 lata wyjęte z życiorysu. Akt III - 23-25 - zabawmy się X wychodzi z problemów i wpada w środowisko PUA (przy okazji wciągając i mnie). Zaczyna się bujać po klubach i bzykać co popadnie - ot przeramowanie i nienawiść do kobiet robi z niego niezłego skurwysynka, dobrego na cizie z wiejskich dyskotek, wielkomiejskie kurewki-studentki oraz znudzone mężatki. Uczy się tańczyć, bajera dopracowana na maksa, po prostu się bawi. Jednak, jak sam mówi, wie "że wyżej wała nie podskoczy", czyli nie ma dostępu do najpiękniejszych kobiet oraz tych, które mają forsę dzięki rodzinie / mężowi. To go frustruje. Akt IV - 26 - zrozum jak grać w tę grę X zaczyna rozumieć, że zarabiając 2 tysie raczej nie ma co liczyć na "miłość" kobiet innych, niż takie, których nikt, ze względu na wygląd, nie chce. Ot są z nim bo nie mają innego wyboru, a te lepsze ma tylko na ONSy, bo jest "zabawny i pewny siebie". Zaczyna mu świtać, że coś takiego jak inteligencja, wyuczona bajera itp. znaczą gówno jeśli nie jesteś przystojny bądź nie masz kasy. Akt V - 27 - 30 - "jaki Ty jesteś przystojny" Jak wielu rówieśników ląduje w korpo. Sprytem i bezwzględnością wspina się krok po kroku coraz wyżej. Staje się bardzo oschłym i nieprzyjemnym człowiekiem. Pieniądze zaczynają płynąć, ilośc ludzi których ma pod sobą (a właściwie, którymi pomiata, bo tak się teraz zaczyna zachowywać) rośnie bardzo szybko. Tak samo jak ilość naprawdę ładnych kobiet gotowych dać mu dupy. Ciekawe jest to, że chętne Panie są zawsze "pod nim" lub "na równi" nigdy "wyżej" w hierarchii. Posuwa swoje współpracownice w swoim gabinecie, w kiblach i pokojach konferencyjnych. Jeszcze ciekawsze jest to, że gdy wychodzi do klubów, kobiety, które dowiadują się gdzie pracuje i co robi (zazwyczaj od innych kobiet) z chęcią zajmują się opieprzaniem jego kabanosa mówiąc mu "jaki jest przystojny", choć 30 minut wcześniej nawet na niego nie spojrzały. Akt VI - 31< - album ze zdjęciami Kiedy spotykamy się na wódce X wyciąga album ze zdjęciami. Ma słabość do wywołanych fotek. Oglądamy i mamy bekę, bo układając je chronologicznie i łącząc to ze wzrostem jego zarobków, jak na dłoni widać, że uroda tych kobiet rośnie w zastraszającym tempie. Ostatnią stronę zajmują obrazki przedstawiające jego "życie rodzinne" - X plus 11 lat młodsza żona i wózek z dzieckiem. Pytam - "na co Ci to?" - "zawsze chciałem mieć dziecko?". Ale mówi to jakoś smutno. Pijemy dalej i w końcu wypala - "przecież i tak wiem, że te głupie k.rwy lecą na moją kasę nie na mnie". Picie "na smutno" plus panienki z agencji (ja basta, on się zabawił bo żona wyjechała). Akt VII - ... W X'sie mieszkają teraz dwie osoby - chciwy na pieniądze i bezwzględny ruchacz oraz neurotyczny i niepewny siebie chłopiec. Ja znam ich obydwu, cenię tego drugiego, pierwszego mam w dupie ale to dzięki niemu ma to, czego pragnął w stosunku do kobiet. Wewnątrz to bardzo nieszczęśliwy facet. Kiedy zapytałem go czy jest zadowolony ze swojego życia odparł - "nie gadajmy o tym" - i walnął porządny haust wódy, prosto z flaszki. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Powyższa historia nie dotyczy mnie, a mojego znajomego, kilka detali zmieniłem (z wiadomych względów), nie wypaczając sensu. Każdemu proponuję odpowiedzieć sobie na następujące pytanie - jakie alternatywy ma średniourodziwy samiec z niezamożnej rodziny jeśli chodzi o wybór partnerki? Czy warto kobietom podporządkować swoje życie?
  22. 33 polubień
    Nie ważne jak ciężko byłoby Ci w życiu , nie ważne jaki ból czułbyś, rozpacz czy cierpienie musisz pamiętać o jednej najważniejszej rzeczy nie wolno Ci się poddać. Musisz wymazać to słowo z Twojego słownika, nie możesz nawet o tym myśleć. Nawet jakby groziła Ci śmierć, a Ty już wiedziałbyś, że to koniec, nie poddawaj się nawet wtedy. Zaakceptuj to i umrzyj z uśmiechem na twarzy, z szacunkiem i dumą do samego siebie jaki z Ciebie był twardy facet, który nawet w obliczy największego zagrożenia w swoim życiu potrafi sobie z tym poradzić bez niepokoju i strachu. Toksyczna rodzina? Zdradziła Cię kobieta? Czujesz bezradność, smutek, zwątpienie? Ale gdzieś tam w środku Ciebie kryje się gniew na świat, że Cię tak brutalnie potraktował. Wykorzystaj ten gniew i obróć go na swoją korzyść. Życie skopało Ci dupę nie po to, byś się użalał nad sobą, ale żebyś wyciągnął srogą lekcję i nie dopuścił znowu do takiej sytuacji. Poznałeś zasady gry. Dobrze wiesz jaki jest świat. Co z tym zrobisz? Albo się załamiesz i skończysz na drzewie, albo też podejmiesz rękawice jaką rzuciło Ci życie i weźmiesz to co Ci się od świata należy. Nie bój się bólu i cierpienia, zaakceptuj je, obserwuj i wyciągaj odpowiednie wnioski, Każdy z nas chce czegoś więcej. każdy z nas marzy o dostatnim, wypełnionym przyjemnościami życiu. Nikt nie chce cierpieć, każdy ma swoje marzenia i cele. Ale ilu z nas tak naprawdę je realizuje? Ile z nas przy pierwszych trudnościach od razu rezygnuje stwierdzając, że nie warto? Wolę umrzeć ze świadomością, że próbowałem i chciałem coś osiągnąć poświęcając każdy swój dzień na ciężką pracę nad sobą niż ciągle tkwić w stanie stagnacji i oczekiwaniu na gwiazdkę z nieba, wyklinając wokół wszystko i wszystkich. Zatapiaj się dalej w negatywnych emocjach, a sam zobaczysz, że świat jeszcze bardziej Ci dopierdoli.Ty sam odpowiadasz za siebie, więc stoisz przed prostym wyborem albo szczęście, radość, spełnienie, albo cierpienie, nienawiść, szarganie się samemu ze sobą. Wiem powiesz, że to jest trudne. To nie jest trudne, to jest kurewsko łatwe kiedy chcesz naprawdę zmiany to po prostu idziesz w jej kierunku, a z każdym dniem stajesz się silniejszym człowiekiem pewnym siebie oraz swoich możliwości. Nie wolno Ci się poddać w żadnym momencie swojego życia. Nie ważne w jakim gównie siedzisz zawsze wierz w siebie i w swoje możliwości. Pracuj nad sobą, dużo czytaj, ucz się, reklamuje siebie, zarabiaj pieniądze, a pewnego dnia obudzisz się jako król swojego własnego życia, któremu będą zazdrościć inni ludzie. Staniesz się ikoną, symbolem do którego inni zapragną dążyć. Pewnego dnia jak ja usłyszysz, że ktoś chciałby być taki jak Ty, będziesz wiedział, że idziesz w dobrą stronę, bo swoim przykładem zaczynasz inspirować innych ludzi i pokazywać, że zawsze jest wyjście z najgorszej sytuacji oraz, że wszystko jest możliwe. Wszystko się da, wszystko. Sam widzę po sobie gdzie byłem kiedyś,a gdzie jestem teraz.
  23. 32 polubień
    Hej ! Od roku śledzę forum i w końcu postanowiłem się zarejestrować i dodać coś od siebie w ramach rewanżu. Dodam że interesuje się bardzo tematyka MGTOW (Men Going Their Own Way) To mój pierwszy wpis na jakimkolwiek forum. Dzięki za wyrozumiałość. Wikipedia: Robert Briffault (1874-1948) był francuskim nowelistą, historykiem,antropologiem społecznym i chirurgiem. Urodzony we Francji emigrował do Nowej Zelandii mieszkał też w Stanach zjednoczonych a po 1 wojnie światowej osiedlił się w Wielkiej Brytanii. PRAWO BRIFFAULTA Samica, nie samiec ustala wszystkie warunki danej Rodziny zwierząt. Jeśli samica nie czerpie korzyści z kontaktów z samcem , tego typu kontakty nie będą miały miejsca. Możemy wyróżnić 3 wnioski wynikające z tego prawa. 1-Wcześniejsze korzyści dostarczone przez samca nie gwarantują utrzymania kontaktów z samicą w przyszłości 2-Każdy układ w którym samiec dostarcza korzyści w zamian za przyszłe kontakty z samica zostaje anulowany w momencie gdy samiec dostarczył korzyść.(pkt 1) 3-Obietnica otrzymania przyszłych korzyści przez samice ma ograniczony wpływ na teraźniejsze/ przyszłe kontakty z samicą. Jest odwrotnie proporcjonalna do czasu w którym samica otrzyma korzyści i wprost proporcjonalna do zaufania jakim darzy samca. 1 Czyli jeśli opiekujesz sie kobieta i jestes dla niej miły, nie mozesz oczekiwac niczego spowrotem 2 Jeśli oczekujesz ze otrzymasz coś w zamian ( dostęp do waginy ) w przyszłości w za to co teraz robisz dla kobiety , to się mylisz . Musiał byś dostarczać korzyści praktycznie w nieskończoność . 3 Kobieta która widzi potencjalne korzyści w przyszłości będzie inwestować swój czas tylko na podstawie swojego przekonania o tym jak długo musi czekać i na ile ufa mężczyźnie. Jeśli kobieta widzi korzyści powiedzmy za 6 miesięcy, to będzie skłonna zainwestować swój czas. Jeśli jednak na korzyści musiałaby czekać 6 lat może nie być już tak chętna. Z drugiej jednak strony jeśli za 6 lat mogłaby dostać 10 milionów dolarów to taka inwestycja będzie się jej opłacać. Ludzie słyszą korzyści,, myślą o pieniądze. Może to być jednak bardziej subtelne, na co trzeba BARDZO uważać.Korzyścią może być praktycznie cokolwiek. Możesz dobrze gotować, ładnie malować , pięknie śpiewać ,być popularnym , usługiwać kobiecie, byś uległy, poświęcać czas, być tamponem emocjonalnym, mieć układy i możliwości, znać ludzi, mieć przystojnego kuzyna ... itd Część mężczyzn wchodząc w związek myśl : Ona jest dobrą kobietą nie leci na moje pieniądze. Tymczasem kobieta szuka korzyści . Jeśli kobiecie chodzi o pieniądze jest to łatwe do zauważenia problem zaczyna się gdy nie zauważasz prawdziwego motywu kobiety. Jeśli mężczyzna zdecyduje wejść w związek konieczne jest zdanie sobie sprawy jakimi korzyściami /motywami kieruje się kobieta. ... nie posiadasz człowieczeństwa ani osobowości w oczach kobiety. Jesteś tylko narzędziem którego cele jest służenie jej interesom. W zamian dostaniesz sex i możne jakąś pseudo uwagę, czułość. Co się może szybko skończyć jeśli kobieta otrzyma lepsze korzyści gdzieś indziej. Zrodła https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Briffault https://www.youtube.com/watch?v=9W6wvHSMmzY https://www.stickmanbangkok.com/readers-submissions/2009/11/the-rosetta-stone-of-womens-behavior/ Napiszcie w komentarzach co myślicie.Wiem ze trochę sucho ale się rozkręcę. Mam w planach opisać jeszcze kilka ważnych tematów. Pozdrawiam wszystkich udanych świat.
  24. 31 polubień
    Dziękuję życiu za moją wspaniałą córeczkę. Choć z jej matką się nie udało i nadal nie da się z nią dogadać w żadnej sprawie (adwokatka jej zabroniła), to jestem jej wdzięczny za to, że urodziła mi taki skarb. Fakt, gdyby nie było córki, rozwód z ex wyglądałby zupełnie inaczej (chociaż nie sądzę, aby wtedy dążyła do rozwodu), ale mimo wszystko, córeczka jest osobą, która nadaje sens życiu. Wiadomo, że każdy chwali swoje dziecko... i ja też, nie mogłoby być inaczej, bo Zuzia jest cudowna. To jest taki aniołek prosto z nieba, a nie dziecko. Grzeczna, wrażliwa, spokojna, opanowana, mądra, uczynna. Nie mam z nią absolutnie żadnych problemów. Nie muszę nawet podnosić na nią głosu. Po prostu wie, co można, a czego nie wolno. Wie, że jeśli tata coś powie, to tak ma być. Zawsze dbałem o to, aby mieć z nią jak najlepsze relacje. Dziecko to pamięta. Może nie wiedzieć, dlaczego z tatą jest fajnie, ale wie, że jest. Gdy mieszkaliśmy razem, to zawsze wolała czytać bajki ze mną. Z ex się nudziła. Dlaczego? - Bo tata opowiadał bajki, a nie czytał to, co było tam napisane. Córka miała zawsze wiele pytań - odpowiadałem na każde. Zawsze byłem przy niej, gdy tylko mnie zawołała. Już jako roczne czy dwuletnie dziecko wiedziała, że tata zawsze przyjdzie, gdy tylko go zawoła. Matka często ją ignorowała, bo serial był ważniejszy. Dla mnie najważniejsza jest córka i telewizor był wyłączany, gdy przychodziła do mnie. Takie rzeczy procentują i widzę, że wszystko, co robiłem dla córki wcześniej, gdy była malutka, teraz działa. Córeczka wie, że gdy potrzebuje pomocy, to wystarczy zawołać tatę. Jeśli tata mówi, że za chwilę wróci, to tak będzie. Ma do mnie duże zaufanie. W sklepach nie krzyczy "tato, kup mi to". Gdy wybiera słodycze, pyta: "tato, a to lubię?" Gdy odpowiem, że nie, to rezygnuje z zakupu. Nie pozwalam jej objadać się słodyczami i tłumaczę, dlaczego jest to niezdrowe. Zamiast tego często jemy różne owoce, warzywa albo orzechy. Rzadko spędzamy czas w domu. Zuzia uwielbia basen, więc jeździmy tam tak często, jak to możliwe. Ma do wyboru trzy miejsca. Jeśli chce jechać do Łodzi - nie ma problemu. Jeśli jest problem, to jej o tym mówię i sama zmienia plany Nie robię nic na siłę, po prostu uwielbiam spędzać z nią czas. Lubię jej towarzystwo. Im jest starsza, tym jest lepiej. Po prostu fajnie. Teraz możemy pożartować, pogadać. Pomimo tego, że ma tylko 5 latek, już potrafi rzucić dobrym żartem, który chyba tylko ja zrozumiem np. w odniesieniu do jakiejś bajki, którą niedawno oglądaliśmy. Ostatnio na jej urodziny kupiliśmy tort (jej matka nie pozwala dziecku spędzać urodzin z tatą) i spędziliśmy ten czas razem u mnie. Zuzia zaczęła gryźć tort. Zapytałem: Co robisz? Zaczekaj, pokroję i położę na talerzyki. Odpowiedziała: "Nie zjadam tortu". Skumałem, że chodzi film "Gorączka lodu" i scenę, w której Olaf zjadał tort dla Anny. Odpowiedziałem od razu: "To jest tort dla Zuzi" Niby drobiazg, ale fajnie było. Innym razem, gdy chciała jakąś lalkę, a ja byłem przed wypłatą i z kasą miałem trochę słabo, powiedziałem jej wprost: "Córuś, ale nie mam teraz pieniążków". Zuzia natychmiast odpowiedziała "Ale ja mam!". Pobiegła do mamy, wyjęła wszystko, co miała w skarbonce i mi dała. Normalnie myślałem, że się poryczę na ulicy Pomimo wszystkich problemów z ex i je całą rodziną, Zuzia jest takim aniołkiem, dzięki któremu wiem, że to wszystko miało sens. Staram się wychowywać ją jak najlepiej, ale jako typowy ojciec w Polsce - mam na to bardzo ograniczony wpływ. Niestety, tak jest w tym kraju, że ojciec ma być tylko bankomatem bez prawa do decydowania w sprawach dziecka. Trochę trudno jest być ojcem, kiedy o podstawowe prawa trzeba walczyć w sądzie i w prokuraturze. Widzę, że mojej córci jest źle z jej matką i resztą jej rodziny, ale na razie jest za mała, aby pewne rzeczy zrozumieć i nie zaprzątam jej tym głowy. To są sprawy dorosłych. Jestem przekonany, że przyjdzie taki czas, kiedy sama powie "dość" i wybierze rodzica, z którym chce mieszkać. Żeby nie było - nie rozpuszczam mojego dziecka, nie przekupuję prezentami. Rodzina ex to robi - ja nie muszę. Rzadko dostaje ode mnie prezenty. Jeśli już, to sama wybiera potrzebne rzeczy: kredki, farby, blok rysunkowy itp. Czasami kupujemy też ubrania, bo matka nie daje nam nic na zmianę. Zuzia już wie, że gdy istnieje szansa, że się pobrudzi, to musi przebrać się w ubrania od taty (ma cały komplet, bo ex nie daje nam nic na zmianę). "Bo mama krzyczy, jak się pobrudzę". Kiedy wraca do mamy, znów przebiera się w ubrania od niej "Bo mama będzie krzyczeć, jak przyjdę w ubraniach od Ciebie". Ex niestety nie rozumie, że dostaje alimenty w takiej wysokości, że to ona ma kupować ubrania dla dziecka. Często słyszę od niej teksty "Co z ciebie za ojciec, że nawet ubrań dziecku nie kupisz?". Super. Przyda się jako dowód do sądu. Jej gadaniem się nie przejmuję. Nie dała ubrań na zmianę - jedziemy do sklepu. Dobra. Trochę się rozpisałem. Chciałem się pochwalić moją córeczką
  25. 31 polubień
    Historia napisana w znacznie skróconej wersji, mam nadzieję, że nie traci wydźwięku. Dla tych, którym to umknęło, jest kontynuacją historii z tego wątku: * * * Rozpoznałem ją z daleka. Miała charakterystyczną, post-wybiegową kinetykę chodu i wciąż taką samą fryzurę, zwaną "odwrócony bob", wysoko cieniowaną z tyłu. Przeszły mnie ciarki na wspomnienie jej odsłoniętego karku. Szła ścieżką na wprost mnie, mnie upajającego się akurat dobrym nastrojem i wonią kumaryny po świeżo skoszonej trawie miejskiego parku. Nareszcie na nieskazitelnym błękicie nieba świeciło słońce. Poznała mnie dopiero z odległości, którą wymusiła jej krótkowzroczność. Zatrzymałem się przed nią, mimo wszystko z lekkim niedowierzaniem. Również przystanęła. Podszedłem bliżej, chwyciłem ją lekko za ramiona i pocałowałem w oba policzki na powitanie. Stała w lekkim osłupieniu. - hej, ziemia do Kaśki - szczerząc kły w uśmiechu próbowałem przerwać jej komę - no jestem, jestem - zameldowała się automatycznie - cześć! Wyglądała na speszoną, co odrobinę mnie nawet rozbawiło. Próbowałem przeczytać jej myśli - "co on taki wobec mnie przyjacielski i pogodny skoro go rzuciłam? Może zwariował?" A mnie autentycznie uradował jej widok. Trudno mieć żale o takie rzeczy gdy czujesz że się spełniasz i doświadczasz jednego z niewielu dni czystego poczucia szczęścia w roku. Czas wszystko pudruje i nawet nie pamiętasz dobrze swoich morderczych względem NICH myśli. - kopa lat - niezdarnie próbowała włączyć tryb konwersacji. - liczysz ten czas? Lepiej powiedz co u ciebie słychać! - no wiesz, codzienność, mąż, dwójka dzieci, pracuję itd. A u ciebie? - wszystko ok, dobrze sobie radzę, dzieci zero... Nic się nie zmieniłaś. - dziękuję. Nauczyłeś się uroczo kłamać - uśmiechnęła się, choć raczej ironicznie - uhhmm - i parsknąłem śmiechem - słuchaj, spieszę się trochę. Naprawdę to spotkanie jest bardzo miłym przypadkiem, ale muszę lecieć, trzymaj się! - i cmoknąłem ją w policzek. - za to ty się zmieniłeś - ach, widzisz. W sumie to też twoja zasługa. Cześć, dobrego dnia! Żadnego numeru telefonu, żadnego zaproszenia na niegazowaną mineralną czy truskawki. Nic takiego nie usłyszała. Odwróciłem się po paru krokach, żeby na nią spojrzeć jak odchodzi a szczerze mówiąc z ciekawości czy się obejrzy. Szedłem więc dość zamaszyście parę kroków tyłem aż wpadłem na jakiegoś starszego faceta. - przepraszam pana, zapatrzyłem się. Co za efektowna laska, prawda - i wyciągnąłem otwartą dłoń w kierunku jej pleców - masz oczy w dupie, że tyłem chodzisz? - rozgorączkował się. Trącił z lekka zgryźliwym, staromiejskim dziadygą. * * * Nasze palce splecione w kieszeni mojej kurtki wykonywały delikatne, pieszczotliwe ruchy po zaciśniętych wzajemnie dłoniach. Szliśmy w milczeniu gdy śnieg skrzypiąc przygrywał nam na podeszwach butów. Iskrzył się w świetle lamp sodowych kolorami płomyków świeczek. "Es scheint romantisch zu sein" przypomniała się formułka z książki do niemieckiego z ogólniaka. Odrobinę wewnętrznie zakpiłem z sytuacji, żeby ją w sobie jakoś zrównoważyć. Nikt z nas się nie odzywał. Zrobiliśmy nawrót w kierunku akademika i rozstaliśmy się przy przystanku autobusowym z którego miałem jechać do swojego igloo. - widzimy się jutro? - zapytałem ją - będę po czwartej u siebie Spotykaliśmy się z Kasią prawie codziennie u niej. Spotkania w mojej zimnej norze nie groziłyby zapewne odleżynami, ale odmrożeniami to i owszem. Babinka od której wynajmowałem pokój, wciąż albo miała awarie prądu albo awarie pieca. Takie dość dziwne, bo u siebie miała ciepło. Uznałem że to jakiś fenomen z pogranicza fizyki i czarnej magii, którą bez wątpienia się parała. Choć bezskutecznie poszukiwałem miotły, koguta i czarnego kota. W międzyczasie skontaktował się ze mną kumpel z LO. Licealna ksywka - Hans. Przenosił się na ten sam wydział a że w moim pokoju było wolne kojo, pomyślałem że będzie raźniej, jak zamieszka ze mną. Hans był sprytny, obrotny i miał spore doświadczenie z płcią przeciwną. Typ lekkoducha i wesołego cwaniaka-luzaka. Wprawdzie miał dziewczynę od czasów LO, jednak jego sposób bycia i swoboda hipnotyzowała wiele pań i mówiąc oględnie, nie robił sobie z tego problemu. Trudne to było do udźwignięcia dla mojego wewnętrznego "białorycerza", ale do przełknięcia za cenę towarzystwa do którego można gębę otworzyć. Zainicjowaliśmy w dniu jego zasiedlenia koja odwiedziny u dziewczyn. Gotowaliśmy z nimi, śmialiśmy, opowiadaliśmy różne historie siedząc pod oknem na korytarzu akademika. Potem wróciliśmy z Hansem do igloo. - robię herbatę, chcesz też? - zapytał Hans, wkładając spiralną grzałkę do garnka z wodą - jasne - podoba ci się ta Kaśka, co? - hm, no bardzo, czemu pytasz? Nagle parsknął teatralnym śmiechem i trzymając się dłońmi za brzuch, zgiął się w pół rechocząc dalej. - nie rozśmieszaj mnie, to nie twoja liga. Nawet nie moja! - no ale chodzimy ze sobą - co? Kurwa, niemożliwe! Pierdolisz!? - jego niedowierzanie połączone z wytrzeszczem oczu nawet zaczęło mi schlebiać. Coś co on, master od lasek uznaje za nieosiągalne dla siebie, nagle jest moje! Poczułem się jak bym siedział na wysokim koniu i miał w rękach przycisk atomowy decydując o losach świata. * * * - lubię słuchać twojego głosu - powiedziała Aga patrząc na mnie, gdy po raz kolejny razem siedzieliśmy na korytarzu paląc fajki i gadając przy tym o wszystkim i o niczym. - idę pod prysznic, późno się robi - oznajmiła w tym momencie Kasia, wstając z podłogi - czekaj, idę z tobą - podniosłem dłoń jak uczeń zgłaszający się do odpowiedzi - no to chodź - wyciągnęła zapraszająco rękę - ok, dopalę i zaraz przyjdę Po chwili wychodziła w szlafroku z pokoju, kierując się korytarzem do wspólnej dla całego piętra prysznicowni. Znad jej kabiny, jako jedynej, unosiły się chmury pary. Już rozebrany, jednak z poczuciem lekkiego wstydu przepasany tylko ręcznikiem, nie wiedząc dlaczego, głośno zapytałem: - w której jesteś? Usłyszałem dźwięk odblokowującego się rygla i zobaczyłem lekko uchylające się drzwi kabiny. Popchnąłem je palcem wskazującym. Przedziwnym trafem, byliśmy w łazience sami a teraz już sam na sam w kabinie. Patrzyłem na nią i na lejące się po niej strugi wody jak miś polarny po raz pierwszy od czasu narodzin oglądający zorzę na niebie. Jeśli krople wody mogą być afrodyzjakami, to muszą spływać po jej ciele, spłukując z niego morską pianę. Patrzyłem na narodziny Afrodyty, choć nie z morskiej acz z chlorowanej i bardziej przyziemnej wody. Tak mijały kolejne dni, przeplatane przedpołudniowymi zajęciami i wieczorną, hormonalną szprycą z codziennym zwiększaniem dawki dragów. Byłem przez ten czas trochę jak kierowca nawalony promilami, który nie widzi ani znaków drogowych ani samej drogi. Zawaliłem jedno kolokwium, potem drugie. Nic się nie liczyło poza "wielką miłością" i cudownym błogostanem osiąganym objęciach ramion i lędźwi Kasi. Kiedy ja spędzałem słodkie chwile na wąskim łóżku z Kasią, na przeciwległym łóżku Hans metodycznie posuwał Agę. Metodycznie, bo w końcu ksywa zobowiązuje. On zapominał wtedy o swojej dziewczynie a Aga o swoim chłopaku. Warunki były nieco spartańskie, ale jak widać, Homo Sapiens w celach nawet symulacji prokreacji dość łatwo się adaptuje do środowiska. * * * - za tydzień jest koncert Soyki a wszystkie bilety wyprzedane - z nieukrywanym smutkiem wielbicielki jego twórczości, wypowiedziała niby to w powietrze i do nikogo. Zakładam więc zbroję, zadzieram kiecę i lecę! Przecież jak to możliwe, żeby ukochana miała tak rozpaczać z błachego powodu! Pan "załatwiacz" stanie na wysokości zadania i załatwi. Niestety biletów już nie było nawet u "koników". Pomyślałem że w dniu koncertu jakoś ją pocieszy moje towarzystwo i różne inne z nim związane atrakcje. Wpadam więc niespodziewanie do dziewczyn. - gdzie Kasia? - no na koncercie - i patrzą nieco wygłupione na mnie - udało jej się zdobyć bilety? - w sumie nie, ale ma jakiegoś kolegę, który ją tam wkręci bo jest z obsługi Wyparowałem z ich pokoju. Kręciłem się pod klubem, niecierpliwie czekając na koniec koncertu. Wypatrywałem każdej wychodzącej postaci niczym pies przywiązany do słupka przed sklepem gdy jego opiekun wszedł na zakupy. W końcu wyszła z jakimś kolesiem pod rękę. Na mój widok puściła go i podbiegła do mnie cała rozpromieniona. Była gorąca z emocji z purpurowymi wypiekami na twarzy. Pachniała delikatnie swoim ciepłym potem zmieszanym z perfumami. - co to za koleś? - zapytałem skinąwszy w kierunku jej towarzysza - Łukasz, taki początkujący poeta - machnęła przy tym ręką Od tamtego dnia poczułem że coś się zmieniło. Może stało się to nawet nawet wcześniej, tylko dla mnie niedostrzegalnie. Nie było już takiego odwzajemniania dotyku, chwilami się ode mnie opędzała jak od natrętnej muchy. Postanowiłem pogadać z "fachowcem", czyli Hansem, który całą moją opowieść skwitował prostym komunikatem, zagryzając kolacyjną kanapkę z proletariacką kiełbasą. - idź ją zerżnij po raz ostatni, najlepiej niech to będzie pieprzejnie jej życia. Potem po prostu wyjdź i o niej zapomnij. Nie chciało mi się w to wierzyć, kompletna abstrakcja podwędzana absurdem. Jak to możliwe? Mam ją ot tak, bez emocji przelecieć, założyć portki, wyjść bez słowa i nigdy więcej jej nie zobaczyć? * * * Znów sobie siedzimy w ich pokoju, tylko że tym razem ja znacznie bardziej markotny. Błąkałem się myślami po bezdrożach różnych możliwości nie wiedząc co począć. Właściwie byłem tam obecny tylko ciałem. - słuchajcie, ja spadam się kąpać i będę się kładła - tym razem zabrzmiało w ustach Kasi jak wypraszanie nas z pokoju - pójść z tobą? - nie, idę sama Prosty przekaz. Zbyt prosty, żebym cokolwiek zajarzył, będąc naszprycowany hormonami miłości jak mój miś pluszowy wodą ze strzykawki gdy chciałem jako dziecko zostać lekarzem. Wyszliśmy z Hansem. W autobusie obmyślałem plan. Jutro kupię piękny bukiet róż i do niej pojadę. Wręczę go a ona na powrót się we mnie zakocha. Tak, to doskonały plan. Kobiety uwielbiają dostawać przecież kwiaty. Pokochają również tych, którzy im je wręczają. Następnego dnia, olewając zajęcia, ruszyłem na rynek po wyobrażony w myślach bukiet. Dotarłem do akademika, usiadłem wśród dziewczyn czekając na Kasię. Z tymi durnymi kwaitami leżącymi na jej łóżku. Nie przeczuwałem nawet, że to mój pięknie udekorowany katafalk. Dziewczyny prawie nie odzywały się do mnie. Zerkałem przez okno wypatrując czy nie idzie. W końcu rozpoznałem jej sylwetkę. Zaskoczenie jej w drzwiach windy wydawało się dobrym pomysłem. Podbiegłem więc do windy i nasłuchiwałem czy liny ciągną klatkę w górę. Drzwi windy się rozsunęły i za nimi pojawiła się ona. Zaskoczona spojrzała na mnie entuzjastycznie uśmiechniętego. Gdy dostrzegła kwiaty, zmienił się jej wyraz twarzy z zaskoczonego na pogardliwy. Jak bym słyszał jej słowa - "ty nędzny frajerze, żal mi cię". Znałem jej mimikę. Po chwili zapanowała nad spojrzeniem i wydusiła: - przepraszam... - Łukasz? Tak? Nic nie odpowiedziała. Nie zrobiła nawet kroku, żeby wyjść z windy. Po prostu stała i patrzyła na wprost, jakby przez hologram, nawet wtedy, gdy zasuwały się drzwi a winda wraz z nią w środku zaczęła zjeżdżać w dół. Zostałem tam z tym idiotycznym bukietem przed zasuwającymi się drzwiami. W zwolnionym tempie światło oświetlające ją w windzie zaczęło mi zanikać w wąskich paskach przeszkleń drzwi. Czułem się skrajnie złamany upokorzony. Płonąłem i chciałem żeby została ze mnie tam tylko kupka popiołu. Stałem jak zamurowany kretyn jeszcze długą chwilę. Wyszedłem z akademika i nigdy więcej tam nie wróciłem. Nigdy więcej nie spotkałem się z obsadą pokoju którego numeru już nawet nie pamiętam, choć trafiłbym tam nawet po ciemku. Hans jeszcze jakiś czas tam bywał, wspólnie "gotować" obiadki z Agą. Miała oszałamiającą figurę i ogromny temperament, mimo mniej wyjściowej urody. Wyrzucając bukiet do pobliskiego śmietnika, oprócz różnych obietnic złożyłem sobie też taką, że żadna kobieta, nigdy, porzenigdy nie dostanie ode mnie kwiatów. Tej i paru innych dotrzymałem. Nie wszystkie się jednak udało. Nawet nie wiem i nie potrzebuę do niczego tej wiedzy, czy jej małżonek to ten "poeta" i czy to jego dzieci urodziła. Wśród postanowień, znalazło się też takie, że będę dla kobiet trochę, ale tylko trochę, jak Hans. Widziałem ją potem jeszcze tylko raz z daleka z dwójką szkarbów prowadzonych przez nią za rączki w centrum miasta. Miały kręcone włoski. Pewnie po ojcu.
  26. 31 polubień
    Do tej historyjki mam pewien sentyment - bo działałem również w ten sposób. Ale obecnie jestem przy ostatnim slajdzie z napisem "Start." Zapraszam do krótkiego komiksu
  27. 31 polubień
    To nawet nie jest zły dział. To nie to forum.
  28. 30 polubień
    Singielki po 30stce - młode, wykształcone, świetnie zarabiające - cud, miód i malina. Świadome siebie, swojej pozycji społecznej, dyrektorki HRu, księgowe, korpo-królowe. Media mówią o nich jednoznacznie: oraz: Korpokobieta i jej styl życia A teraz kilka słów ode mnie. Znam kilkanaście takich dam. Za młodu (do 25-26 lat) przebierały w facetach jak w ulęgałkach. Kutaszenie z kim chce, jak chce, wożenie dupy drogimi samochodami - potem hyc - i do korpo. Tu wysługą lat powolne awanse (bo przecież ma to 0 kreatywności), czasem lacha na boku jakiemuś dyrektorowi czy prezesowi i koło 30-35 lat jest "panią manager" po pierwszym odsysaniu / aborcji / liftingu. Cały czas wydaje jej się, że ma 20 lat i jest "królową disco", a prawda? Prawda jest taka (autentyczny przypadek) Laska 35 lat, w młodości solidna 9tka, której "żaden nie był wart". Od 3 lat rozpaczliwe poszukiwanie faceta, pie.dolenie jacy "faceci są do niczego" i jak ją "wykorzystują". To ostatnie jest najlepsze bo pytam ją z kim się ostatnio spotykała - z facetem 10 lat młodszym Czujecie kobieca głupotę, żeby nie wiedzieć, że koleś chciał sobie posuwać fajnego MILFa? Ale to nic - ona jest wysoka jak na kobietę, a ostatnio ściągnęła sobie, w akcie desperacji, faceta.... z Azji, 20 cm niższego, wyglądającego przy niej jak dziecko.... Nie, nie śmieję się ze wzrostu tego gościa ale z desperacji kretynki Dodam tylko, że weekend w weekend ciężkie balangi w klubach, do 4-5 rano, resztę sobie możecie dośpiewać Nie jest to zresztą odosobniony przypadek - kalka jest zawsze ta sama - "nie miała czasu na miłość, robiłam karierę" - czytaj "kluby, dymanko, imprezki". Są i lepsze cymelia... Ostatnio, bardzo dobry znajomy, Ojciec dwójki dzieci, mąż, właściciel dobrze prosperującej firmy, opowiadał mi, jak jego znajoma (jeszcze ze studiów, koleżanka żony), 34latka zadzwoniła płaczliwym głosem, że zepsuł jej się komputer i czy on by nie zerknął. Ok - żona truje dupę - pojechał. Korposuczydło otworzyło mu w stroju raczej niezobowiązującym, prowadzi do tego komputera, pyta czy się nie chce czegoś napić i po 10 min, zaczyna się dobierać. Jako, że koleś niegłupi, wykręcił babską łapę bawiącą się już rozporkiem i opierdolił z góry na dół. Ona w bek (co może innego baba) i zaczęła mu wykładać, że ona bardzo chce mieć dziecko, że tylko niech ją zapłodni, nikomu nie powie itp. itd. Przypominam - jest to koleżanka jego żony, znają się od 15 lat! Opierdolił drgi raz, wyzwał od k.rew i pożegnał ozięble. Nie chodziło o hajs, laska z rodziny bogatej, sama zarabia nieźle ale kandydatów na dobre geny, brak, wiek już nie ten, więc czas łapać się każdej metody.... A skąd tytułowe pytanie? Bo pamiętam jak dziś, jak otrzymałem taką "radę" od mojej równolatki, kiedy dowiedziała się, że nie mam mieszkania na kredyt bo chcę wyjechać na stałe z Polski. Druga część brzmiała "ja z biedą się nie umawiam" Straciłem miłość mojego życia Morał tej historii A teraz do rzeczy - napisałem to bo bardzo podobało mi się zdanie, które napisał tutaj jeden z ludzi, których najbardziej cenię z tego forum - @Subiektywny - na partnerkę bierzcie kobietę z 10 lat młodszą a najlepiej Wasz wiek na pół plus 3-4 lata. I to jest święta prawda Post również do przemyślenia dla obecnych dwudziesto-dwudziestopięciolatków - w takiej desperacji będą Wasze obecne rówieśniczki, wszystkie te królowe disco, księżniczki z wymaganiami z kosmosu, osiedlowe piękności etc. Zapraszam do dyskusji - czy 30 letnie singielki to "skarb nad skarby" i los wygrany na loterii dla mężczyzny??? PS A'propos takich tekstów, jak tytułowy:
  29. 30 polubień
    Dziś na youtube skasowałem kolejny komentarz - który ma w sobie wiele racji i słuszności. Otóż zarzucacie mi że mówię na modne, aktualne tematy żeby mieć "fejm" - i macie rację. Tylko w ten sposób mogę zdobyć oglądalność - a pamiętajcie że im więcej ludzi "Radio Samiec" słyszy, tym więcej przyjdzie na nasze forum i nas wzmocni swymi historiami, emocjami, doświadczeniem - i tym będziemy silniejsi, bardziej znani. A im będziemy bardziej znani i sławni, szanowani i poważani, tym większą będziemy mieli moc i wpływ na rzeczywistość. Moim ostatecznym celem jest stworzenie "Domu Samca", czyli realnego miejsca dla nas, gdzie będzie coś w rodzaju hotelu, pole golfowe, baseny, boiska, marmurki, po prostu luksus i cudowne miejsce gdzie nie tylko się wspólnie zabawimy (wykłady, seminaria, imprezy, "nasze" święta), miło spędzimy czas, ale też nawiążemy kontakty biznesowe i chyba nie muszę tłumaczyć co taki "klub" oznacza dla interesów, pieniędzy, zamówień i firm. Oczywiście taki cel to co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych - jak mogę to zarobić, skoro jestem w praktyce inwalidą? Jedyną szansą dla mojego marzenia jest wejście w świat ze swoim głosem, instynktem, marzeniami i ambicjami. To jedyna szansa by świat nas poznał, zauważył, docenił... A ja mam taką siłę, którą mogę to osiągnąć. Ale żeby tak się stało, muszę się nieco nagłośnić. Tak, to prawda - mówię nie tylko o duchowości i psychice, ale o sprawach plebejskich - ale wszystko robię z miłości do idei która pozwala mi żyć - z miłości do forum i porządnych ludzi którzy niepotrzebnie cierpią bez wsparcia i siły którą moglibyśmy im dać. I to wszystko tak naprawdę jest dla Was - dla ludzi którzy chcą być wolni, mieć w życiu wspaniałych przyjaciół, kontakty biznesowe, wsparcie każdego możliwego rodzaju - prawne, finansowe, społeczne, emocjonalne. To wszystko zapewni nam "Dom Samców". Proszę więc o zrozumienie. Wszystko co zarobiłem na książkach - nagraniu - coachingach, włożyłem w forum. Proszę też o szacunek dla Moderatorów, którzy to wszystko trzymają w ryzach. Wszystko co robię, jest skierowane na naszą przyszłość i potęgę - i nie mam żadnych innych celów. Nie mam rodziny, dzieci, dbam tylko o Was w sposób który zrozumiecie dopiero za lata. Właśnie dlatego muszę się zanurzyć w ten świat, by zdobyć to co umożliwi nam uniezależnienie się od tego świata i wolność od niego, a także bogactwo, władzę i przyszłość. Dla tego celu poświęciłem wszystko, pieniądze, swój czas, życie, zasady, młodość. Proszę więc o wsparcie emocjonalne, pokażmy światu że braciasamcy.pl (które reklamuję przy każdej audycji jak na pewno zauważyliście) to nie frajerzy, a potężna siła z którą trzeba się liczyć i lepiej się jej podlizać a nie z nią walczyć. Mamy wielu wrogów - nie lękajmy się ich. Mamy wielu Przyjaciół - zaufajmy im. Ale to ma być grupowy wysiłek. Tylko o to proszę. Za kilka lat zrozumiecie co zrobiłem i dla czego się poświęciłem. To nie jest tylko forum na którym można popisać, ale odskocznia dla znacznie lepszej, potężniejszej, bogatszej przyszłości dla nas. Kto się zaangażuje, za lata odbierze niezwykle hojna odpłatę, której nie umie sobie teraz nawet wyobrazić. Dlatego proszę byście mnie nie oceniali negatywnie - byście wiedzieli że wszystko co robię, robię z miłości dla forum i tej szalonej - zdaniem wielu - niemożliwej i nierealnej do spełnienia przyszłości. Wszyscy się z tego śmieją, ale ja wierzę. Wierzę że jesteśmy pod Boską ochroną i nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, ale potęga ma powstawać latami. Wszystko dla tego poświęciłem. Ale ja wierzę, wierzę całym sobą i całym sercem. Widzę to oczyma Duszy - miejsce tylko dla nas, piękne, cudowne. I tę wizję zrealizuję z Waszą i Bożą pomocą. Jeśli już się miałem wieszać z nędzy i upodlenia na najtańszym sznurku i doszedłem do tego miejsca, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Mogę wszystko. Proszę tylko o wiarę i ufność, resztę zdobędę sam. Może to wszystko zalatywać szaleństwem - ale wszystko mam przemyślane. Wszystko rozumiem. Latami uczyłem się historii i czytałem biografie wielkich ludzi, jestem przygotowany do tej roli i ją rozumiem - to tylko kwestia czasu kiedy osiągniemy wielki sukces. Wtedy Ci którzy zaufali, będą korzystać i się bawić, a Ci którzy nie wierzyli będą bluzgać i drwić, bo nic innego im w rozpaczy swego życia nie zostanie. Przetrwamy. Wytrzymamy. Zwyciężymy. Będziemy w końcu rozdawać karty. Proszę tylko byście mnie surowo nie oceniali. Żebyście mnie wspierali. Spokojnie, powoli - dojdziemy do tego celu, naszego Domu, miejsca gdzie będzie wszystko - szczęście, spełnienie, przyjaciele, pomoc, sens istnienia. W obecnej chwili walczymy o to, więc miejmy wiarę i ufność - zaufajcie mi. Wiem co robię. Nic od razu, zmiany muszą zachodzić powoli.
  30. 30 polubień
    Witam Bracia Samcy! Dzisiaj byłem na siłowni i widziałem jak jedna kobieta wysyła mi sygnały i to bardzo perfidne. Jak kobieta na was patrzy co chwię, a potem robi martwy ciąg tyłkiem do was, tak że widać jej świetną pupę i stringi prześwitujące przez leginsy - to wiedz, że nie robi tego bez przyczyny. Dla nieobeznanych, to jest taka pozycja No ale do rzeczy - laska serio fajna - 8,5/10 z gościem który jest 4/10 fizycznie - tylko widać, że zaradny - ma średniej klasy auto. Nie to co ja - przepierdalam wszystko na książki i siłownię I mówię sobie "podejdę, zagadam" - chwila cichy, rozmyślenia "robi to specjalnie - aby się lepiej poczuć, że nadal jest atrakcyjna albo szuka innej gałęzi". Kiedyś miałbym to w piździe i bym uderzał - ale dziś, z szacunku do innego mężczyzny - brata samca, którego nawet nie znam - olewałem tą kobietę. Wiem dziś, że: 1) to kobiece gierki i ja jestem w nich pionkiem tylko 2) mężczyźni, niezależnie od zdania muszą się dziś trzymać razem - tak jak robią to kobiety. To forum mnie zmieniło i zmienia dalej - sporo się uczę jak i dzielę swoim doświadczeniem (choć i tak jeszcze malutkim) Za to dziękuję życiu.
  31. 29 polubień
    Oświadczam co następuje. Z dniem dzisiejszym kończę ze sprawowaniem funkcji moderatora na forum braciasamcy.pl Te 2,5 roku spędzone tutaj jako 'straż miejska' dało mi dużo doświadczenia - zarówno tego pozytywnego jak i również niestety tego negatywnego, za co kierowany zasadą: 'nie ma złych eksperymentów, są tylko niewyciągnięte wnioski' jestem niezmiernie wdzięczny tak społeczności forum (zwłaszcza tej spotkanej na żywo), kolegom moderatorom, jak i samemu Markowi. Nie odchodzę z forum definitywnie, ale będę na forum zdecydowanie rzadziej niż to było do tej pory. Jak to się mówi - hajs się sam nie zarobi, a dodatkowo chciałbym poświęcić czas na swój własny projekt. Z uszanowaniem obok podpisany etc, etc
  32. 29 polubień
    Niejaka Sabina Gatti z fundacji Masculinum (jednej z niewielu w Polsce męskich fundacji) prowadzi bloga na temat fałszywych stereotypów dotyczących przemocy ze względu na płeć: http://sabinagatti.blogspot.com/ Poza tym że na stronie możemy znaleźć takie informacje, jak to, że mężczyźni doświadczają przemocy ze strony kobiet równie często jak kobiety ze strony mężczyzn, a matki stosują przemoc dwa razy częściej w stosunku do dzieci niż ojcowie, dochodzi jeszcze jeden fakt. A mianowicie zauważenie pewnej logicznej kalkulacji: http://sabinagatti.blogspot.com/2013/07/prosta-i-logiczna-kalkulacja.html Ano kurva właśnie. Żyjemy w społeczeństwie gdzie główny wpływ na wychowanie dziecka mają kobiety. I kto tu jest głównie odpowiedzialny za produkcję "przemocowców" w społeczeństwie? Pytanie retoryczne. Feministki mówiąc o walce z przemocą wobec kobiet ignorują jej pierwotne podłoże. Odchodząc na chwilę od omawianego bloga przypomnę wyniki pewnego badania z Kanady: https://www.babyboom.pl/ciaza/rola_taty/niezastapiony_ojciec_o_roli_ojca_w_zyciu_dziecka.html Już sam brak ojca w wychowaniu potrafi przynosić poważne szkody. A wracając do bloga Pani Sabiny. Dalej mamy fakty, o tym że matki stosują przemoc wobec swoich dzieci dwa razy częściej niż ojcowie. Co gorsza brakuje świadomości społecznej w tej sprawie, bo wielu ludzi ma zakodowane, że głównymi sprawcami przemocy są mężczyźni a ofiarami kobiety i dzieci. Nie trudno zgadnąć jak to przekłada się na psychikę tych dzieci. Czytając zebrane fakty dalej możemy również znaleźć artykuł o fałszywym stereotypie dotyczącym pedofilii: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,17943350,Seksuolog_sadowy__Nie_dowierzamy__ze_pedofilem_moze.html Powszechny stereotyp że pedofilami są niemal wyłącznie mężczyźni jest fałszywy. Wziął się on stąd że przez lata seksuolodzy opierali się na statystykach sądowych. Z kolei sądy ulegają stereotypowi rzekomo "naukowemu" twierdzącemu, że pedofilia wśród kobiet jest niezwykle rzadka. Kobiety pedofilki są po prostu bardziej bezkarne. Klasyczny przykład błędnego koła. A teraz efekty stereotypu: http://violenza-donne.blogspot.com/2009/03/pedofilia-al-femminile-analisi-del.html Według badań przeprowadzonych we Włoszech 78% mężczyzn pedofilów, było wykorzystywanych w dzieciństwie przez kobiety, głównie matki. Skora mowa już o przestępcach seksualnych: http://sabinagatti.blogspot.com/2015/04/gwaty-nie-o-spudnice-tutaj-chodzi.html Szukając potwierdzenia w innych źródłach: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/5032-gwalt-nie-dla-seksu Owszem, gwałt mężczyzny na kobiecie NIE jest podyktowany chęcią rozładowania napięcia seksualnego, jak uważa wielu ludzi. To akt agresji, chęć zranienia i upokorzenia ofiary. Od strony psychologicznej, gwałciciel to mężczyzna szukający odwetu na kobietach za doznane w przeszłości cierpienia. Często to po prostu człowiek doznający przemocy w dzieciństwie ze strony matki, ciotki, babci, siostry, zakonnic z domu dziecka, w którym był wychowywany itp. To wszystko zebrane do kupy, dają nam prostą odpowiedź na pewien "fenomen", dlaczego im bardziej sfeminizowane społeczeństwo tym więcej w nim przemocy wobec kobiet (mężczyzn zresztą też). Widać to na wszelkich mapkach przemocy wobec kobiet w Europie, gdzie w tej dziedzinie najbardziej przodują feministyczno-postępowe kraje jak Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia, Wielka Brytania, Niemcy itd. Raz że zawitało tam wielu przedstawicieli "religii pokoju", którzy w dodatku są bardzo bezkarni, gdyż każdy boi się oskarżeń o rasizm, a dwa: niszczenie wartości rodzinnych, grom samotnych matek, dyskryminacja ojców, stereotypy dotyczące płci, zbyt duże przyzwolenie na przemoc stosowaną przez kobiety prowadzi do zniszczenia psychiki wielu dzieciom, co skutkuje wzrostem sprawców przemocy w społeczeństwie. Organizacje feministyczne nie tylko się tym nie przejmują. Dla nich jest wręcz korzystne. Im więcej przemocy wobec kobiet, tym lepiej prowadzi się mizoandryczną retorykę, tym więcej kasy z budżetu można wyłudzić na organizacje "pomocowe". No i demagodzy pokroju Sorosa płacą im za demoralizowanie i destabilizowanie społeczeństwa, a nie po to żeby "robić dobrze". Dlatego próba dotarcia do nich z omawianą wiedzą musi się skończyć tak: http://sabinagatti.blogspot.com/2014/01/walka-z-przemoca-to-jedna-wielka.html
  33. 29 polubień
    Witam męską Brać. Przytoczę Wam kawałek swojej przygody. Takie mini Love Story, to co tygryski lubią najbardziej Sytuacja zaczęła się kilka miesięcy temu, gdy razem ze znajomymi i nie tylko, wyjechaliśmy na tygodniowy wypad. Była tam Pani X, którą trochę znałem. Lekarka, blondynka, przed 30, szczupła, fajna Polubiłem ją głównie za tzw. "osobowość" . Taka normalna, inteligentna, kobieca kobieta. Uległa, mająca dystans, można normalnie pogadać i pośmiać się. Coś zupełnie innego niż wariatki, które zazwyczaj spotykam. Na wyjeździe poza tym, że nie doszło do łóżkowych ekscesów, właściwie zaczęliśmy się zachowywać jak para. Pasowało mi to. Oczywiście wyciągnąwszy lekcje z forum, nie latałem za nią jak piesek. Wręcz odwrotnie - trochę jej unikałem, tworzyłem swoją bezpieczną przestrzeń, do której ona chciała się dostać. Gdy zdarzyło jej się dostać ode mnie komplement, uważała to za duży przywilej i wyróżnienie. Fajnie, przyjemnie, śmiesznie. Do tego stopnia, że wracając wyraziliśmy chęć na kontynuowanie tego, pomimo dzielącej nas odległosci (<--> 160km). Dopiero gdy wróciłem, ogarnąłem emocje. Uświadomiłem sobie, że myślę nie tą częścią ciała, którą powinieniem. Zrozumiałem co wyprawiam i jakie to jest schematyczne. Zanim wybrałem się do swojego miasta, pojechałem do niej, aby wszystko wyjaśnić. Bez ściemy. Zanim wylądujemy w łóżku. Podałem jej 2 powody. Po pierwsze, nie chcę się z nikim wiązać na stałe w tym momencie. Po drugie, bardzo ją lubię i chciałbym żeby tak pozostało. A wiadomo, gdyby coś nie wyszło, znajomość by się posypała, do tego wspólni znajomi, itd. Po co mi to. Jakoś to przyjęła, ponoć też miała wątpliwości, bla bla bla. Minął miesiąc, drugi wyjazd podobnym składem. No i tu Pani X chyba wpadła na zajebisty pomysł, że może jednak mnie złapie bzykankiem. Cóż... No nie broniłem się. Aczkolwiek po pierwszym razie zaznaczyłem, że dla mnie to nic nie zmienia, żeby była jasność. Powtarzaliśmy to chyba codziennie przez wyjazd i ze 2 razy później. Emocje były zajebiste. Głównie z tego powodu się na to decydowałem. Nie było to mechaniczne ruchanie. Był haj między nami. Mimo wszystko starałem się być na dłuższą metę niedostępny. Ojj potrzebowała dziewczyna tych emocji, a ja jako gentleman nie odmawiałem Po prostu sprytnie się z nią drażniłem, a ona to uwielbiała. Kurczę lubię ten błysk w kobiecym oku, gdy wie, że już nie ma w zanadrzu riposty na to co usłyszała lub jest zawstydzona. I ta udawana bezbronność Gdy wracałem do swojego miasta, stwierdziła, że teraz potrzebuje czasu żeby się oswoić z tym co się stało. Prawdopodobnie nie będzie chciała się ze mną spotkać przez jakiś czas. Ponoć nigdy poza związkiem nie robiła takich rzeczy. Tiaaa. Może i tak, ale jak coś słyszę od kobiety, to jednak mimowolnie w mojej głowie odpala się piosenka "Nie wierz nigdy kobiecie" Nie widzieliśmy się jakiś czas, pewnie ściemniała, że nie może. Aż ostatnio wyszliśmy razem ze znajomymi. Po pewnej dawce alkoholu - "wygarnęła mi" Stwierdziła, że właściwie zachowałem się jak dupek i szuja. I że zawsze muszę dostać to co chcę! (przejebane... Jak żyć?) Jako, że z doświadczenia wiem, iż nie warto z kobietą dyskutować na argumenty, przyznałem rację. Jestem dupkiem, ale niestety bywa, że nie zawsze dzieje się tak jakbym chciał. Rzadko. Ale zdarza się. Dodatkowo dośc perfidnie się uśmiechnąłem Coż... Nikomu szkody nie zrobiłem i byłem z nią szczery. Więc dla mnie jest OK. Nie mogę sobie tylko przypomnieć, czy jak w niej byłem tego samego wieczora dalej nazywała mnie dupkiem <mysli> Rano podziękowałem za gościnę, poranną kawę i towarzystwo. W odpowiedzi dostałem sms typu "Przemyślałam, wyrzyciłam co mi ciążyło (o kurwa jak to brzmi ) Nie musimy się już unikać. Było fajnie, dziękuję." Dla mnie to kolejna historia potwierdzająca "na żywo" nauki Marka i forum. Przy okazji sprawdzian dla mnie, czy potrafię pozostawać świadomy procesów. Jak widać na początku prawie popłynąłem. Tutaj z mojej strony wyrazy uznania dla @Subiektywny za to, że potrafi przejść przez to świadomie od A do Z. Następnym razem się poprawię Moje wnioski: 1. Zakochiwanie się (czyt. haj hormonalny) jest piękne, o ile jesteś w stanie to kontrolować. 2. Ściemnianie dla zadupczenia jest chujowe! Należy być szczerym i komunikować swoje zamiary. Jak widać to wcale nie oznacza, że panna się obrazi i ucieknie. 3. Obserwowanie rozbieżności między tym co kobitka mówi, robi, czuje jest fajne 4. Emocje i niedostępność działa na laski mokropędnie. 5. Właściwie w większości rozchodzi się o to żeby nie myśleć chujem. Zachować świadomość, logikę i rozsądek. - Ale to takie trudne przy dostępnej zdrowej brzoskwince, prawda? Szczególnie w młodości. Tyle ode mnie. Może młodzi coś wyciągną dla siebie z historyjki. Świadomości i powodzenia na szlaku Drizzt.
  34. 29 polubień
    Panowie, Jakiś czas temu wspomniałem, że trafiła pod moje skrzydła stażystka z Wrocławia. Teraz, gdy powróciła do swojej macierzystej firmy mogę opisać cała historię. A kręci się ona wokół zagadnienia prostego ale złożonego zarazem. Jak wiedzę z forum przekuć w modelowanie rzeczywistości. Zaczną od krótkiego opisu kobiety. Cóż, ile bym się nie napisał podsumowanie wyjdzie jedno - jak dla mnie lux torpeda. Dziewczyna wysoka, smukła o bardzo długich nogach. Nogi te wszem i wobec podkreślała dobranym strojem. Spódnice krótkie i obcisłe plus szpilki, w sezonie jesienno-zimowym długie skórzane kozaki również na obcasie. Młodsza ode mnie o ponad 10 lat. Plus urocza z charakteru. Taka ... hmmm ... dziewczęca. Mężatka. Bardzo elegancka, gustownie i z szykiem ubrana. A ja szalenie zwracam na to uwagę. Założenie które miałem zamykało się w jednym punkcie - pokazać się z najlepszej strony, niech pozna najlepszą wersję samego mnie. I od razu szybkie wytłumaczenie - dziewczyna NIE MUSIAŁA BYĆ MIŁA DLA MNIE bowiem nie byłem jej bezpośrednim przełożonym. Nie ja decydowałem o jej ocenie, nie ja wystawiałem jej opinię dla jej macierzystej firmy (spokrewniona z moją). Trafiła po prostu do mojego działu prawnego, którego jestem wiceszefem. A więc co było grane: włoski styl konwersacji, maks uroczy, ekspresyjny w swej niewerbalności, nieco teatralny, mocno wesoły i wywołujący uśmiech na twarzy. Tu korzystałem z licznych doświadczeń, które zebrałem 2 lata temu (po jakimś czasie panie w wielu punktach uśmiechały się na sam mój widok - kwestia wywarcia wpływu i zaprogramowania odbioru swojej osoby w automatyczny pozytywny sposób). Dwa - zdecydowanie i prowadzenie 'za rękę'. Po prostu bez wyjaśniania szczegółów zacząłem ja zabierać w moje ulubione miejsca. Wchodzę do jej pokoju i po chwili rozmowy mówię coś w style "widzę, że się obrobiłaś z pracą. To świetnie bo zamierzam Cię porwać". Oczywiście z drugiej strony zaciekawione "?" a ja po postu z uśmiechem każę się jej ubrać i o nic nie pytać. Wszystkie te działania poszły od razu! Bez czajenie się, przezwyczajania do siebie, bez dania czasu na oswojenie. Od razu! Bach i bezpośrednio. Zdecydowanie. Pewność siebie. Lekka ale nadal podszyta urokiem bezczelność. Nadawanie kształtu relacji, nawet jeśli jest to relacja natury, nazwijmy to - koleżeńsko zawodowej ewoluująca w bardziej osobistą ale bez przekraczania pewnej granicy. Swoją drogą w pełni popieram własnym doświadczeniem to co pisze @Długowłosyw kwestii korzyści jaką daje lewarowanie się ładnymi kobietami. Koleżanka kobietą jest śliczną więc nie ukrywam, że pozabierałem ją regularnie w moje ulubione miejsca - szczególnie te gdzie są najładniejsze i moje ulubione barmanki i kelnerki... Wiem, wiem ... Ale będąc dość bystrym obserwatorem nie sposób nie zauważyć, że owe panie błyskają mocno okiem i są wyraźnie zaciekawione gdy widzą was trzeci raz w ciągu dwóch tygodni - i za każdym razem z inną, roześmianą i wyraźnie zadowoloną kobietą o bardzo wysokiej urodzie. Lewar i networking za pomocą znajomych kobiet to bardzo ważne zagadnienia, które warto mieć opanowane. Spacery po Starówce, po parkach etc. Wszystko to było grane. To jest ten moment, w którym wychodzicie na kwadrans na kawę po czym ... nagle orientujecie się że siedzicie przy tym stoliku półtorej godziny. A czas minął nie wiadomo kiedy... To czuć kiedy rozmowa i interakcja iskrzą, rozmowa toczy się lekko i sama z siebie a druga osoba jest wyraźnie zadowolona z Waszej obecności! Luuuuuubię to. Lubię to uczucie... Kwestie stricte damsko-męskie. Zero nachalności. Zero jakichkolwiek aluzji. Odpowiednia kinetyka w zakresie zażyłej, miłej i roześmianej konwersacji. Teraz Panowie co do zagrożeń. Zagrożeń płynących z takiej znajomości dla nas samych. Nie odczuł bym czegoś takiego przy kobiecie urody przeciętnej. Nawet lekko ponad przeciętnej. Natomiast przy dziewczynie, która wygląda naprawdę jak 8/10 i powyżej - uruchamia się system hormonalny. Wspomniałem już o tej kwestii ale się powtórzę. Zacząłem łapać się na tym, że intensywnie myślę o tej dziewczynie po godzinach pracy. A myśląc o niej - wpadam w hormonalny hajo - szmerek.... Ooooooooo Subiektywny ! Toż to nic innego jak początki szczenięcego zadurzenia się po uszy !!! Gdybym miał tyle lat co ona lub był lekko ponad trzydziestką - zakochałbym się po uszy. Klasyczne białorycerskie sidła napędzane hormonalnym hajem. Jak naiwne ciele z bezdenną szczęśliwą głupotą wymalowaną na gębie i stąpając 10cm nad chodnikami łaziłbym jak lunatyk po serii szotów kamikadze. I z kogoś, kto 'trzyma kontrolę nad relacją' przeistoczyłbym się z szczeniaka łaszącego się o jakikolwiek kontakt i oznakę atencji. Acha, tak. Tak głeboko tkwi w człowieku ten wdrukowany system zależności okołomiłosnych. Będąc >40 i w jakimś stopniu świadomym - jest zdecydowanie łatwiej. Działasz jakby dwutorowo. Z jednej strony odnotowujesz ten hormonalny szmerek stanu prawie podkochiwania się i rozanieloną idiotycznie minę - a z drugiej działasz jak baczny Obserwator. Śmiejesz się z tego, robisz sam z siebie jaja i kpisz z samego siebie. Stukając się w czoło leżąc wieczorem w wannie i rżąc z idiotycznych pokładów białorycerstwa tkwiących gdzieś głeboko w podświadomości. Reasumując - wejście w miłą, długotrwałą relację w piękną kobietą wystawia nas na duże zagrożenie. Zagrożenie przed niekontrolowaną erupcję emocji, doznać o postaw o stricte białorycerskim rodowodzie. I clou. To nie ta piękna kobieta jest zagrożeniem. Ona jest tylko czynnikiem 'uruchamiającym'. Zagrożeniem dla nas samych jesteśmy my. To co tkwi w nas, nieumiejętność kontrolowania tego oraz niewłaściwe zarządzanie sferą: odczucia-->emocje-->postawa-->działanie. To jak butelka dobrego alkoholu i alkoholik. Nie jest winna butelka. Wina tkwi w człowieku, który nie potrafi odmówić sobie konsumpcji owej butelki. A że kwestie związane z prokreacją są jednymi z najmocniejszych w ludzkiej podświadomości, zaraz po potrzebie jedzenia i ucieczki przez zagrożeniem, stąd kwestie z nią związane są jednymi z najsilniejszych i najtrudniejszych do kontroli. Ostatniego dnia odwiozłem ją na lotnisko, resztę stażu miała spędzić w centrali. Przy żegnaniu się dziewczyna miała mokre oczy. No cóż, widać zdecydowanie owa sympatia (czy jak ją tam zwać) była odwzajemniona... Pisząc krótko - przy naprawdę ładnej o uroczym podejściu do wspólnej relacji kobiecie trzeba mieć się mocno na baczności. Na baczności przed samym sobą i tym, co tkwi w naszej podświadomości. Tak, pamiętam to co trafnie napisałeś @Rnext- a brzmiało to mniej więcej tak: "gdybym sobie na to pozwolił to zakochiwałbym się kilka razy do roku". Mam identycznie. Gdybym sobie na to pozwolił to wpadałbym w hormonalną zupę co kwartał... A skutki byłyby ... żałośnie śmieszne i opłakane. A o głupstwach które bym wyrabiał to nawet nie chce mi się myśleć... S.
  35. 29 polubień
    To nie moja matka zniszczyła mojego Ojca. To ja. Byłem jej bronią. Tępym narzędziem. On był silny. Silniejszy ode mnie. Nie potrafiła go złamać. Użyła mnie. Ja potrafiłem dotrzeć do jego serca i wbić w nie swój miecz. Chciałem dobrze. Wmówiła mi, że jestem mądry. Byłem głupi. Zadzwoniłem do niego przed chwilą. Zrobiłem to dla siebie, żeby zmyć z siebie grzechy. Poczułem, że jest ze mnie dumny. Mam nadzieję, że tak jest. Po raz pierwszy w życiu porozmawialiśmy jak Ojciec z synem. Głównie ja mówiłem. Jak zaczął nawijać jak baba to przywracałem go do porządku. Bo teraz to ja jestem silniejszy i teraz to we mnie będzie miał oparcie do końca swoich dni. Amen.
  36. 28 polubień
    TL;DR: W myśl podstawowej zasady "adaptuj to co działa" postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat stosowanej przez nasze kochane Panie taktyki wrzucania do "friendzone". Czy facet może jej używać? Moim zdaniem jak najbardziej, szczególnie w stosunku do kobiet o wyższym, niż on sam, SMV. Sam nie jestem zwolennikiem PUA i podobnych metod ale perfidia kobiet bywa tak wielka, że czasem warto zagrać ich metodami Co to jest "friendzone"? Jeśli jesteś samcem i czytasz ten tekst to na 99,99% zostałeś w życiu "sfriendzonowany". Pokrótce - panna do której startowałeś gasiła Cię tekstem - "Jesteś miłym chłopakiem i dlatego zostańmy przyjaciółmi" vel "Nie ma chemii zostańmy przyjaciółmi", "Tak się fajnie gada, że szkoda psuć tego rozmową o związku / seksie". Przypominasz sobie jak się wtedy czułeś? To proste - jak dziecko, któremu mama zabrała cukierka. Najzabawniejsze jest to, że podpompowałeś lasce ego, starając się o nią, a Twój obiekt westchnień przesunął Cię za to do kategorii "frajer". Ten typ zlewki (w przeciwieństwie do coraz bardziej popularnego "spier...j frajerze") jest zazwyczaj okraszony stwierdzeniem "chciałam być miła" co de facto oznaczało "trzymałam Cię w odwodzie żebyś się wykazał ale albo znalazłam lepszego albo moje wrażenie, że jesteś frajerem jeszcze bardziej się pogłębiło". Dlaczego kobieta wrzuca Cię do "friendzone"? Podstawowe tłumaczenia mężczyzn: 1. Za mało się starałem 2. Powiedziałem coś co ją uraziło / zdenerwowało / nie było zgodne z jej zdaniem 3. Ona ma chłopaka A jaka jest prawda? Prosta i brutalna - miałeś za niskie SMV co oznacza, iż nie jesteś na tyle atrakcyjny fizycznie aby rozbudzić w niej pożądanie, a nawet jeśli byłeś, twoja pozycja społeczna nie rokuje na duże korzyści dla niej. I nie ma tu znaczenia czy ona kogoś ma czy nie - po prosu byłeś za słaby. Abyś w pełni zrozumiał dlaczego tak jest polecam Ci rozważyć pewien fakt - proces "poznawania mężczyzny" (czyli de facto klasyfikowania go jako atrakcyjnego / nieatrakcyjnego) jest bardzo liniowy i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Podstawowy schemat: Attraction (Twój wygląd) ------> Comfort (Twoje zasoby plus poczucie, że nie wyjdzie na dziwkę) -----> związek. Powyższe to nieco zmodyfikowana wersja Mysthery Method (chętni niech wygooglują). Jeśli jest samo Attraction = ONS / FF Sam comfort = Friendzone / Provider. A + C = Związek. Skoro już wszystko jasne czas ruszyć "w pole". Czy "friendzone" działa na kobiety? Działa doskonale, ponieważ one same stosują tę zagrywkę, jej mechanizm jest im doskonale znany. Należy jednak zwrócić uwagę, iż będzie miał on różne efekty w przypadku kobiet o różnym rodzaju atrakcyjności. Jego skuteczność jest również determinowana Twoim wyglądem, zasobami, sposobem ich prezentacji, a także wyczuciem dynamiki socjalnej (czyli umiejętności zachowania się w różnych sytuacjach i obycia towarzyskiego). Założenia co do atrakcyjności samca dla potrzeb niniejszej analizy Poniższy tekst jest pisany z perspektywy średnio atrakcyjnego samca (6/10) średnich zarobkach (6/10) (a więc nie dużo wyższych niż przeciętna kobieta, w każdym razie nie na tyle, aby nimi samymi ją przyciągnąć). >4/10 - wady fizyczne (widoczne) 5/10 - samiec "zwykły" - w większości to nasi Ojcowie - bez nadmiernych defektów, niezwracający uwagi na ubranie etc. 6/10 - samiec niewyrzeźbiony ale z niezłymi ciuchami 7/10 - wyrzeźbiony z odpowiednim ciuchem >8-10 - ładna twarz,męskie rysy w zależności od stopnia (poziom nieosiągalny dla większości ze względu na kombinację genów jakie dostali od losu) - tu zaczyna się poziom, gdzie atrakcyjne kobiety same Cię zaczepiają. I żebyśmy się zrozumieli - NAPRAWDĘ atrakcyjne, a nie "akceptowalne". O kasie nie będę się rozpisywał ale uznaję, że 6/10 to samiec zarabiający w przedziale 3000-6000 zł na rękę w warunkach polskich (w zależności czy to miasto / małe miasteczko / wieś) - czyli przeciętniak. Friendzone vs pasztety i "akceptowalne" - 4-6/10 Friendzone jest rzadko kiedy użyteczne bo takie baby lecą na samca o wyższym / równym SMV. Generalnie można tym pogrozić takiej kobiecie "fajnie się gada, jak z przyjaciółką" ale ostrożnie, bo tego typu kobiety mogą się spłoszyć ze względu na niskie poczucie własnej wartości. Należy sobie jednak zadać pytanie - czy w ogóle warto utrzymywać relacje towarzyskie z 4-6/10*? Tak ale tylko w przypadku gdy nie grozi Wam "efekt paszteta" czyli sprowadzenie Was przez samicę do swojego poziomu. Na czym to polega - otóż kobieta uważa, że skoro Ty zadajesz się z nią, musisz nie mieć wyboru i jesteś równie nieatrakcyjny jak ona. Dodatkowo może być również zazdrosna o bardziej atrakcyjne Twoje koleżanki co w konsekwencji poskutkuje falą hejtu wysłaną w Twoją stronę i próbami obniżenia Twojego poczucia własnej wartości. Strzeż się takich samic. Friendzone vs "ładne" - 7-8/10 Tu zaczyna się robić interesująco. Jeśli jesteś 6 - 7 /10 (w ich oczach) plus pachniesz jakąś tam forsą to gracie w tej samej lidze. Ona kalkuluje - facet jest akceptowalny z wyglądu (nie jesteś jej ideałem ale ona, żeby oszukać siebie samą, zacznie sobie wmawiać, że masz piękne dłonie, oczy etc. - to są próby samooszukiwania własnego mózgu) ale albo rokujesz (jeśli masz <25 lat) albo Twoja pozycja daje jej szansę na awans społeczny (>25) ona myśli - "to niech pobiega i zobaczymy co z tego będzie". Teoretycznie jeśli SMV jest w miarę równe, po drobnych staraniach możesz z taką panną wejść w związek / ONS / FF ALE można to zrobić sprytniej.... Kobiety postrzegają nas przez pryzmat swoich wyobrażeń i opinii otoczenia a nie realnej ocenie sytuacji. Załóżmy teraz, że opisywany samiec ma obok siebie pełno "koleżanek" ładniejszych od niej (9-10/10), sprzedaje jej do tego "fajnie się gada, klawa z Ciebie będzie kumpela"... Co się dzieje? Baba staje do walki o "dobrą partię", a role się zmieniają... Oczywiście, jako że Twoja naturalna atrakcyjność jest dość niska (6-7/10) to Ty musisz wykonać pierwszy krok ale potem... to ona lata Numer działa na dziewczyny o w miarę silnej psychice, bo te o słabej zaliczą załamkę przez porównywanie się do Twojego "towarzystwa". Friendzone vs "strzały" 9-10/10 Tu zaczyna się najlepsza część zabawy. Te kobiety, z racji braków w Twojej urodzie i tego, że finansowo nie rokujesz na tle innych (a jest ich bardzo wielu, bo są mega atrakcyjne) generalnie na wstępie jako "niewidzialnego" traktują każdego faceta mniej atrakcyjnego od nich (czyli Ciebie). W tej "kategorii" szanse mają: 1. Przystojniacy (geny) 2. Gangsterka / oszuści etc. (pozycja społeczna) 3. Nadziani faceci (pozycja społeczna) 4. Psychole dający im emocjonalny rollercoaster, których w dodatku się boją / Sebixy (materiał na emocje i krótkotrwałe związki) Jak wpasować się w takie towarzystwo? Proponuję zainteresować się publikacją P. Tymochowicza "Biblia skuteczności" w której znajdziesz następujący ustęp - "ludzie odbierają Cię takim jakim widzą Cię powierzchownie i jaką opinię ma o Tobie otoczenie". O co więc chodzi w przypadku 9-10? O to, że masz zacząć sprawiać wrażenie znacznie atrakcyjniejszego i bogatszego niż w rzeczywistości jesteś. Ciuch idealnie dobrany, ciało zadbane na maksa, a dodatkowo Twój as w rękawie czyli friendzone. Pomyśl, co poczuje kobieta, do której wszyscy się łaszą, kiedy przybijesz jej piątkę i z uśmiechem powiesz patrząc wesoło w oczy "w dechę z Ciebie baba, zajebiście będzie mieć z Ciebie koleżankę". Konfuzję... Zdziwienie.... Szok.... Najważniejsze jest, żebyś potem wykorzystał sytuację do trzech celów: 1. "Lewarowania" "przyjaźnią z nią" lasek 7-8. 2. Demonstrowaniu własnej wartości i być może dzięki temu wejście w bliższą znajomość z 9-10/10. 3. Przyzwyczajenia się do "bywania" w towarzystwie strzał 9-10/10 z czym wielu facetów ma problem i traktuje jak święto. Nie, to ma być dla Ciebie tak normalne jak picie piwa z kumplami. Napiszę Ci jednak szczerze - w przypadku najlepszych lasek jest to zazwyczaj droga do ONS'a ponieważ nie będziesz w stanie utrzymać związku. Jakie założenia muszą być spełnione aby ta metoda zadziałała? 1. Musisz bawić się tym procesem, a nie być spięty. 2. Wynika to z tego, że nie możesz od początku podchodzić do danej kobiety jako obiektu seksualnego. 3. Najlepiej byłoby gdyby Twój mózg ustawił ją w szufladzie "facet" czyli aseksualna. 4. Jeśli tego nie potrafisz ćwicz silną wolę. 5. Pamiętaj, że jeśli zdradzisz się z zainteresowaniem zbyt szybko wyjdziesz na frajera (następny leszcz co na mnie leci). 6. Ciuch prima sort. 7. Unoszący się zapach forsy lub "rokowania" na nią. 8. Zapomnij o bajeczkach w stylu Twoja inteligencja, poczucie humoru etc. liczy się tylko Twoje rozumienie dynamiki socjalnej. Baby bezustannie porównują się z otoczeniem, zrobią to i z Tobą, a to co widać na zewnątrz to Twoje ciuchy, zegarek, wygląd i portfel a nie czy czytałeś Szekspira, w oryginale, a całek uczył Cię Testoviron Konkluzja "Friendzone" to doskonałe narzędzie służące do podrywu, ponieważ stawia Pannę o dużo wyższym niż Twoje SMV na pozycji petentki, którą to Ty sfriendzonowałeś. Kiedy uda Ci się to zrobić z pierwszą kobietą będziesz zdziwiony jak dobrze to działa. Pamiętaj tylko, żeby zbytnio się nie napalać i czasem odpuścić chęć bzykania dla przyszłych korzyści (lepiej mieć laskę 10/10 w znajomych i dzięki temu mieć dostęp do wielu innych, niż próbować ją "puknąć" z marszu). Jeśli widzisz, że pomimo sfriendzonowania dziewczyna nie pęka to kreć z innymi - jeśli będą równie atrakcyjne, nie ma siły, ulegnie. Po to właśnie "networkujesz" i tworzysz wianuszek kobiet wokół Ciebie. Konkluzja II Powyższa metoda będzie działać wprost proporcjonalnie do tego jak wiele żelastwa przerzuciłeś na siłce / ile aerobów poszło w tym tygodniu / jaki dystans przepłynąłeś na basenie oraz o jaką kwotę wzrósł Twój stan posiadania przez ostatni tydzień. Więc zanim zaczniesz jojczyć po prostu zabierz się do roboty * bardziej wrażliwi z zakrzykną - "jak tak można klasyfikować kobiety, przecież liczy się człowiek!" Przetrzesz się w "podrywie", zaliczysz trochę zlewek i zrozumiesz Kobiety oceniają facetów bez litości, szczególnie sztuki mające wybór. Pamiętaj, że te, które tak nie robią, są brzydkie, a robiłyby gdyby mogły Powodzenia Nagroda czeka - od Ciebie zależy czy wymiękniesz czy podejmiesz rękawice
  37. 28 polubień
    TL;DR Online dating na portalach randkowych to bardzo popularny sposób na poznawanie kobiet. W poniższym tekście postanowiłem podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat algorytmu powyższych domen / aplikacji, taktyk na nich stosowanych oraz ich użyteczności. Zapraszam do dyskusji, wymiany doświadczeń oraz uwag. Uwielbiam Twój wyraz twarzy gdy nie rozumiesz, o czym mówię… Przeskok o 15 stopni plus palące słońce zamiast deszczu i chmur… Daje do myślenia i może osłabić, szczególnie z ciężką torbą na ramieniu i w zatłoczonym metrze. Telefon wydaje sygnał dźwiękowy… pewnie jakieś przypomnienie… Badoo – bawiłem się nim chwilę temu… Match („połączenie”) od miłej brunetki w wieku „studiowania”… Już mam odpisywać ale podnoszę wzrok i dostrzegam dziwną zbieżność zdjęcia z osobnikiem płci żeńskiej siedzącym vis a vis mnie. - No siema i co ja Ci mam teraz powiedzieć?! - ?!?!?!?!? - No pewnie że mnie nie rozumiesz, skoro polski i hiszpański nie są kompatybilne… - ?!?!?!?!?!?!? (banan + zakłopotanie) - Ok znasz angielski? - Tak, trochę znam… - Jestem Długowłosy, co u Ciebie? - Raquel. A wiesz, właśnie wróciłam z domu na studia, żyję tutaj od 4 lat i nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego wielkiego miasta. Jestem z Galicji i tam w sumie nie mamy takich molochów... - Galicja… To zabawne ale w moim kraju też jest region o tej nazwie, tylko nie łowimy tam ryb. - Hmmm… skąd wiesz, że jestem z miejsca gdzie kiedyś było pełno rybaków? - Mam takie hobby, że uwielbiam poznawać historie nowych miejsc, nowych ludzi, wtedy czuję że żyję…. - Hmmmm… interesujące, a znasz nasz język? - Znam tylko jedno zdanie ale wiesz, jestem nieśmiały i nie mogę Ci chyba go powiedzieć…. - Długowłosy, powiedz, jestem bardzo ciekawa…. - Esta mujer es muy bonito (oczywiście z błędami, wschodnim akcentem i udając zakłopotanego…) (Polewka wszystkich znajdujących się w promieniu słyszalności tego co powiedziałem, jeden Pan koło 60tki puszcza mi oczko z rozbawieni) - Ha ha ha ha ha ha ha – jesteś niemożliwy, serio nie jesteś stąd? (kino z jej strony) - Nie ale chętnie poznam to miasto i ludzi tu żyjących, pokażesz mi je? - Hmmm….. wiesz nie mam za dużo czasu ale…. (waha się) w sumie nie ma sprawy, poproszę jeszcze koleżanki z akademika, żeby przyszły ze mną, nie będzie Ci przeszkadzać, wiesz nie znamy się... - Moja droga absolutnie nie będzie mi to przeszkadzać z chęcią poznam Was wszystkie…. Trud, pot i łzy – czyli potoczne wyobrażenie o portalach randkowych Sympatia, Badoo, Tinder – dla większości mężczyzn miejsca frustracji, bólu tyłka, wyklinania kobiet oraz skamlenia o jakikolwiek skrawek babskiej atencji bądź darmowy seks. Samcy o różnym statusie społecznym zapuszczają się w te rejony aby… zazwyczaj doznać sromotnej porażki. Wielu tłumaczy sobie ją brakami w wyglądzie, statusie społecznym i milionami innych wymówek co jest po części prawdą ale nie do końca. Gros osób zapomina o tym, iż są to miejsca służące do zarabiania ich twórcom. Co to znaczy? Selekcję użytkowników i podział ich na pewne „klasy” wedle atrakcyjności, a także maksymalne wydojenie z kasy facetów niemających powodzenia. Jak? O tym głównie będzie ten skromny manual… Kilka słów prawdy i apel do zdrowego rozsądku oraz trzeźwej oceny samego siebie Zanim jednak przejdziemy do konkretów chcę zaapelować do Ciebie, mój drogi czytelniku, o rozważenie pewnej kwestii. Otóż – proszę Cię bardzo o dwie rzeczy: 1. Trzeźwą ocenę Twoich zasobów co do wyglądu, 2. Bardzo mocne zastanowienie się czy masz już na tyle poukładane w głowie aby nie mieć rozkmin / załamek po początkowych odrzuceniach. Punkt pierwszy nie wiąże się z tym, że masz być modelem z kaloryferem na brzuchu. Nie. Chodzi o to, że zanim zaczniesz cokolwiek robić w kwestii net game dobij do solidnej 7ki w kwestii wyglądu. Co to oznacza? Prostą sprawę – facet średnio przystojny „6”, który dzięki zadbaniu o swój image (higiena osobista, dobre (dobrane do sylwetki, niekoniecznie markowe) ciuchy, fryzura, ogólny look) jest „7”. Po co? Po to żebyś był „akceptowalny” dla jak najszerszego grona kobiet. Czy to duże wymagania? Moim zdaniem śmiesznie małe ale niestety, wielu z nas Braci Samców-Polaków o nich zapomina. Dwójka jest jednak jeszcze ważniejsza. Musisz, powtarzam musisz, mieć w swoim mózgu zainstalowane następujące przekonanie – cokolwiek się nie dzieje jestem wyjątkową i wartościową jednostką, która przez samo swoje jestestwo zasługuje na szacunek ponieważ jest czymś niepowtarzalnym. Nie masz być oczywiście chamem i bucem ale cenić siebie i znać swoją wartość. Z tego przekonania wynika prosta prawda – ewentualne niepowodzenia to tylko przyczynki do późniejszego sukcesu. Jeśli nie masz ogarniętych tych dwóch punktów – proszę – zostaw randkowanie online i skup się na ich "przepracowaniu". Czy wiesz jak działa Google*? Korzystasz niego na co dzień oddając mu więcej prywatności niż fejsikowi, urzędowi skarbowemu i swojemu lekarzowi razem wziętym. Ale czy zastanawiałeś się, co powoduje, iż po wpisaniu „najlepsza pizzeria w xyz” wyskakuje właśnie dana strona? Przypuszczam, iż nie. Zacznijmy więc od początku – liczą się czynniki on i off site. On to jakość kodu, zbieżność tematyki z wyszukiwaną frazą oraz wiele, wiele innych kwestii. Off to… „popularność w internecie” czyli ilość i jakość linków prowadzących do rankowanej domeny. Po przeliczeniu tych dwóch grup współczynników otrzymujesz Twój własny, spersonalizowany układ pierwszych 10 wyników (bo pamiętajmy o filtrowaniu związanym z Twoją wcześniejszą aktywnością). Brzmi znajomo, nieprawdaż? Powiem Ci coś zabawnego – portale randkowe korzystają z bardzo podobnego algorytmu. On Site oznacza stopień wypełnienia profilu, a off…. Tak zgadłeś…. Popularność wśród kobiet na danym portalu. Jeśli jesteś inteligentnym gościem wiesz, już gdzie dawałeś ciała przez długi czas. Poniżej doradzę Ci, jak popracować nad oboma typami tych factor’ów, tak abyś mógł, będąc „7”, oszukać naturę, mówiącą, iż kobiety wyżej są dla Ciebie nieosiągalne. Pamiętaj – gdyby rozwój ludzkości nie należał do inteligentnych i sprytnych, a jedynie krzyżowalibyśmy się na zasadzie zwierząt, najprawdopodobniej właśnie z idealnie wyglądającym tatusiem o rysach Kena polowałbyś na mamuta, a Twoja Mama, o rysach Barbie po 14nastu porodach, rozpalałaby ognisko w Waszej jaskini. Jakie kobiety przebywają na portalach randkowych? Takie same jak w realu tylko, że są dużo bardziej sukowate, złośliwe oraz wybredne. Dlatego właśnie powinieneś spróbować tu sił aby dostać konkretnie po dupie i nauczyć się czegoś o sobie i życiu. 1000 razy zostaniesz tu wystawiony i olany ale za 1001… znajdziesz Złoty Graal, który jest odpowiedni dla Ciebie. Czy będzie to harem złożony z kilku(nastu?) samic z którymi spotykasz się równolegle, kobieta na stały związek, a może chęć rzucenia relacji-damsko-męskich i zajęcia się sobą? Tego nie wiem ale Ty z pewnością się dowiesz. Dla moich prywatnych celów (nie mam na to żadnych badań itp.) sprofilowałbym portale randkowe w następujący sposób: - Sympatia – mało <24 , dużo Pań +27, przechodzonych, dość często mających dzieci, czujących iż już nie poszaleją więc szukających LTRa ale też chętnie dających „w przelocie”. Doskonałe miejsce na znalezienie atrakcyjnych MILFek, dobrze sytuowanych kobiet chcących zdradzić męża, sfrustrowanych absolwentek pedagogiki (jest taki dowcip mówiący, iż połowa bab na Sympatii jest po pedagogice) oraz tych mających poważne problemy z głową (uwaga na borderki). Ogolnie – Panie szukają księcia z bajki ale jak masz kasę i chcesz się dać wydoić, to dzziewczynę / żonę znajdziesz szybko. W większości z dużych miast. - Badoo – zatrzęsienie matek z dziećmi szukających jelenia, dyskotekowych panienek, patologii, kobiet chcących się zabawić i prostytutek. Na Badoo najłatwiej o seks ale też, w mojej opinii, poziom (zarówno urody jak i intelektualny) Samic dużo niższy niż na Sympatii. - Tinder – ekstraklasa kobiet, w porównaniu do dwóch powyższych. Tutaj rejestrują się studentki, szczególnie przyjeżdżające do dużych miast, wypasione korposuki chcące się zabawić, mniej samotnych i leciwych desperatek. Poziom retuszu zdjęć zatrważający Powyżej napisałem o polskich uwarunkowaniach - co do Tindera we wszystkich krajach w jakich z niego korzystałem jest bez zmian, Badoo na zachodzie służy też za komunikator, natomiast jeśli pojedziecie do Kijowa czy do Mińska… Zrozumiecie po co nie ma sensu napinać się na Polki Bracia, polecam randkować online za granicą i bardzo żałuję, że nie mogę Wam tu wstawić fot z zachodu ani wschodu po to, żebyście zrozumieli, że nie jesteście ograniczeni do kobiet z naszego kraju, które delikatnie mówiąc nie są… cudem natury jak to się im wmawia Jeszcze jedna ważna uwaga - pozycja kobiety jest bardzo zawyżona ze względu na stosunek użytkowników - spokojnie 3/4 to faceci. Oznacza to, iż panna 6/10 w realu tutaj rządzi się jak 8/10. Ale... lejcie na to Po więcej statystyk zapraszam tutaj: https://single2014.wordpress.com/ Profil czyli Twój on site Profil musimy podzielić na trzy składowe: 1. Nazwa użytkownika 2. Zdjęcie 3. „O mnie”, „motto”, „zainteresowania” itp. 1. Nazwa użytkownika Zerknij na to: Źródło: http://badania.net/jak-cie-widza-na-wirtualnej-randce/ Co to oznacza? Żadnej bucerki w stylu „milioner36”, „waginator”, „pogromcaciasnych” czy „mamnajwiększego” bądź „pożądaszmnie”. Osobiście proponuję nawiązanie do intrygujących / ciekawych postaci z filmów / książek / a w szczególności bajek będące kontrastem do Waszego typu sylwetki. Przykład – masz 165 cm wzrostu – koszykarz26 / 190cmwzrostu - lekka nadwaga – baletmistrz31 etc. Dystans, dystans i jeszcze raz dystans do siebie, wywołujący uśmiech ale nie politowania a skojarzenie - „kurcze, ten gość musi być mega wyluzowany i dawać fajne emocje”. Inne kombinacje - CiekawyNowego, Tenktórynieszuka, Ciekaweczysięodważysz? itp. itd. W przypadku Tindera proponuję imię w języku angielskim – sprawdza się przy wyjazdach zagranicznych, a także, jeśli dacie opis po angielsku, na połów stada idiotek, które są gotowe natychmiast rozłożyć nogi przed facetem z zachodu. Powiem, Wam szczerze, że ubawiłem się setnie korespondując z kilkunastoma paniami (Polkami) w języku obcym, gotowymi, mówiąc po gentlemeńsku. Zrobić fellatio w zamian za mglistą obietnicę korzystania z zasobów w USD samca Polecam 2. Zdjęcie Zdjęcie główne jest kluczowym elementem całej zabawy, który pozwoli Ci ściągnąć samice na Twój profil. To Twoja wizytówka i reklama. Masz na nim być w 100% zmaksymalizowany co do swojego potencjału urody. Co to znaczy? Po pierwsze nie buracz – żadnych zdjęć przy samochodzie, z gołą klata, na siłce i z alko. To zostaw dla kolegów i całej masy buraków. Proponuję Ci za to zdjęcie z uśmiechem, w ciekawym otoczeniu (zależnym od Ciebie i tego na kogo się kreujesz) czyli: 1. Robisz jakieś tam interesy – koszula ale luźno odpięta, wesoła mina zawadiaki, restauracja impreza (bez alko i pijanych w sztok kumpli bądź obściskujących Cię innych panien) itp. 2. Tańczysz / śpiewasz / masz pasje itp. - zdjęcie z tego co robisz 3. Pożądane są zdjęcia a kotem / psem szczególnie jeśli masz dość groźny wygląd / koksujesz etc. Ociepl wizerunek. Dzieci też mogą być ale…. Będą rodzić falę zapytań czy Twoje. 4. Pozostałe zdjęcia mają Cię reprezentować w sytuacjach interesujących – tu jest miejsce na delikatne pokazanie ciała – koszulka na ramiączkach, coś podkreślającego jakieś tam Twoje atuty. W sumie nie mniej niż 2 zdjęcia, nie więcej niż 3 – może to być odebrane jako narcyzm. Podsumowując – fotki mają komunikować – jestem fajnym, wyluzowanym facetem bez zadęcia, dbam o swoje życie ale nie muszę się zanadto reklamować i buraczyć. To co najlepsze zostawiam nieodkryte, dowiedz się więcej przy bliższym kontakcie. Polecam Wam zainwestować w koleżankę z dobrym aparatem – niech Wam cyknie jakieś fotki. Pod tym względem fajne jest Badoo - możecie testować jakie oceny dostaje każde ze zdjęć jakie wstawiacie. Dla bardziej ambitnych polecam narzędzie do testów A / B i rozesłanie tego po randomowych kobietach z interesującego Was obszaru świata (ruch / głosy można kupić na giełdach tego typu rzeczy). 3.Opis Nie pomijajcie go. Musi komunikować Wasz dystans do świata ale też kwalifikować kobiety. Co ja bym napisał? „Często znający mnie ludzie mówią, iż jestem połączeniem dorosłego faceta z duszą nastolatka. Myślę, że mają w tym dużo racji, bo, z jednej strony, dokładnie wiem do czego zmierzam w życiu i konsekwentnie to realizuję, ale z drugiej, kocham marzyć i czuć ekscytację na myśl o czymś nowym, czego nie znam. Lubię kobiety dynamiczne, pełne życia, energii, uśmiechu i radości z każdego dnia. Reszta do dogadania. Jeśli nie jesteś taka – nie pisz”. „Zabawnie jest być w nowym miejscu dla mnie, takim jak portal randkowy. W sumie jeszcze nie wiem jak się tu odnaleźć ale myślę, że znajdę tu kupę przyjaciół i fajnych ludzi z którymi da się pogadać. Tak – pozytywne towarzystwo to to, co jest dla mnie podstawą w życiu. Fajnie byłoby gdybyś miała podobne wartości, a jeszcze lepiej… jeśli zarazisz mnie jeszcze lepszymi. Dasz radę? ” „Cześć. Widzę, że zdecydowałaś się wejść na ten profil i dowiedzieć czegoś o mnie. Jestem XX letnim facetem, twardo stąpającym po ziemi ale mającym swoje plany, marzenia i cele. Uważam, że w życiu trzeba spróbować nowych możliwości, a więc jestem tutaj To co dla mnie ważne – radość z życia, energia, otwarta głowa. Nie znoszę smutasów i mordki w podkówkę. Masz podobnie? Wiesz co robić (ten przycisk po prawej z napisem „wyślij ” ). To co powyżej to opis pasujący do mojej osoby i kwalifikujący kobiety pod to, co dla mnie ważne. Ty możesz szukać czegoś zupełnie innego - niemniej - dystans, poczucie humoru, twarde zaznaczenie, że wiesz czego chcesz od życia i świata. To Cię wyróżni. Najważniejsze - nie buracz, że Twoja kuśka ma 30 cm w zwisie, bierzesz 300 kg na klatę, ćwiczysz mma dzię…i czemu w pojedynkę zamiatasz 10 gości, tatko to całkiem przypadkiem Kulczyk, a Ty jeździsz Ferrari. Nawet jak tak jest zostaw to na później albo komunikuj zdjęciami (ale delikatnie). Pamiętaj – luz, energia, ciepło – dajesz to czego nie mają inni. Off site czyli Twój największy błąd Oczywiście jako prawdziwy „alfa-sralfa” co to „jest wybredny i dlatego rucha” na portalach typu Badoo i Tinder dajesz „połączenia” / „match’e” tylko tym najładniejszym, które mają Cię gremialnie w dupie? I tu właśnie przegrywasz mój drogi Drogi Samcze sprawa jest banalna – rankujesz ilością połączeń, przy czym, ich jakość ma mniejsze znaczenie. Co to znaczy? Już odpowiadam. Na Badoo -wchodzisz co 24 h na „chybił trafił” i klikasz „1” (czyli serduszko) aż do oporu czyli „nie masz więcej głosów”. Wiek Pań ustawiasz od 18-60. Nie, nie rozkminiaj tylko zrób co mówię Tu zacznie się magia… Nie patrzysz na te kobiety, tylko „łączysz się z nimi” wirtualnie, a za niedługi czas będziesz im się wyświetlał jako propozycja. Jeśli wypełniłeś profil tak jak Ci doradzałem otrzymasz wiele „match’y” co spowoduje…. Tak…. Twój skok w rankingu „w okolicy” gdzie do wyjęcia są najgorętsze sztuki. One, otwierając tę zakładkę ujrzą jako pierwszego proponowanego… zgadnij kogo? To samo będzie w „chybił trafił”… Po co Ci kobiety z przedziału 30-60…. No chłopie…. Do lewarowania Twojej atrakcyjności Zrozum – czy dostaniesz głos od gorącej nastki czy ryczącej 60tki nie ma to znaczenia dla algorytmu ale porównaj stopień trudności uzyskania obydwu. Kumasz już czaczę? Podobnie rzecz ma się z Sympatią gdzie rolę „lewarka” pełni opcja „Bingo”. Dzięki niej Twój profil może się wbić na „proponowane z okolicy” bądź nawet na główną Onetu Zastanów się tylko czy potrzebujesz aż takiej sławy (powiem, że czasem dość kłopotliwe, szczególnie w pracy albo gdy dzwoni do Ciebie Matka z pytaniem co porabiasz na portalu randkowym bo z Ojcem czytają newsy, a tam Twoja fota na niemieckim portalu ). Tinder – tu sprawa nieco bardziej skomplikowana, bo moim zdaniem, należy po prostu matchować, na początku, wszystko jak leci licząc na podbicie rankingu. Zresztą tinderowy algorytm jest opisany tutaj i nie różni się za wiele od innych: https://www.quora.com/How-does-the-Tinder-algorithm-work https://www.rooshvforum.com/thread-57222.html https://www.fastcompany.com/3054871/whats-your-tinder-score-inside-the-apps-internal-ranking-system Podsumowując – musisz uzyskać duży „ruch” na swoim profilu i wybrać z niego perełki. O czym rozmawiać i jak? W skrócie – sprowadzić relację jak najszybciej do reala. Dwa scenariusze: 1. Randka. 2. Seks. Ad. 1. Samiec: Hej, ciekawe to zdjęcie numer 4 gdzie zrobione / świetny kot jak ma na imię / szukam dobrej miejscówki na narty gdzie zrobiłaś tę fotę? Samica: Bla, Bla bla Samiec: Interesujące…. Wiesz słaby jestem w te internetowe gadki, chodź na kawę, mam ochotę Cię poznać… Samica: Ble ble le Samiec: Nic się nie martw nie jadam brunetek / blondynek / rudych. To piątek, 18.00 (ważne – nie pytajcie „kiedy masz czas” bo to śmierdzi desperacją”, jak powie, że nie może o zaproponowanej dacie to Wy niech zaproponuje coś innego, to Ty zobaczysz kiedy masz wolne). Ta opcja jest dla samic o SMV wyższym od Waszego i oczywiście może się skończyć szybkim seksem po dobrym rozegraniu randki.. Ad 2. Samiec: Hej, strasznie fajne / seksowne pociągające fotki. Podobasz mi się i chciałbym Cię poznać. Samica: Dziękuję bla bla bla. Samiec: Pociągasz mnie, nawet nie wiesz co sobie właśnie wyobraziłem… Samica: ?? / wiem, ja taka nie jestem bla bla Samiec: Zrobiłbym Ci ekstra masaż, znam się na tym Samica: Taak? To interesujące ble bla bla Samiec: W dalszej części badacie czy mieszka sama, czy hotel, ogólnie logistyka. SMV równe i niższe Waszemu. Obie opcje działają tylko po odpowiednim wypełnieniu profilu i popracowaniu nad wyglądem oraz samooceną. W innym przypadku pozostaje Wam mozolne klikanie całymi dniami, do momentu aż ona nie pochodzi sobie na randki i nie uzna, że inni są jeszcze mniej wartościowi od Was Ale jak mam filtrować samice które chcą się umówić na seks? (czyli ciśnie mnie ale boję się przyznać ) Wszystko zależy od Twojego SMV – czym wyższe tym więcej będzie chętnych. Jest jednak kilka grup, które bez problemu dadzą Ci się wyhaczyć na „szybki numerek” i zrobią to całkowicie świadomie, same nieomal go oferując. Filtry: wiek – 18-21 / 28-32 / >36 posiadanie dzieci – tak Te dwa podstawowe filtry miksować z wykształceniem (podstawowe / zawodowe / pomaturalne) i skrajnościami w urodzie (anoreksja – duża nadwaga). Ale to już dla „smakoszy” tudzież „hardcorowców” lub chcących zrealizować jakieś fantazje z kategorii pornhuba Podsumowanie 1. Na Sympatii musisz wykupić abonament, na Badoo nie płać za nic (ściągają co miesiąc, ciężko się wymiksować, a darmoszka spełnia zadanie), Tinder – radzę wykupić opcję full. 2. Wysyłaj dużo wiadomości i bądź aktywny – czasem podejrzewam, że ilość konwersacji też wpływa na rankowanie 3. Miej dobrze wypełniony profil oraz wylaszczone zdjęcia 4. Networkuj – nie każda kobieta musi z Tobą uprawiać seks / być LTRką – nawiązuj znajomości, którymi będziesz się „lewarował” 5. Nie załamuj się niepowodzeniami, bądź wytrwały, znaj swoją wartość 6. Wiedz czego oczekujesz od danej kobiety - kwalifikuj, miej standardy i stawiaj wymagania 7. 90% / 10% - wedle "Juggler method" to Ty odpowiadasz, w początkowej fazie relacji, za 90% interakcji, nie zrażaj się więc 8. Czasem warto uderzać do dziewczyn ze zdjęciami na których mało co widać ich urodę 50/50 mega pasztet albo.... mega sztuka. Te drugie czasem tak robią bo są znudzone falą wiadomości. 9. Na Sympatii wyświetla Ci się tylko (przy wyszukiwaniu) pierwsze 600 wyników. Aby je zmienić, musisz manualnie "usunąć listy" nieinteresujące Cię kobiety, wtedy dopiero dostaniesz dostęp do następnych. Krzyżyk w prawym górnym rogu miniatury nie gryzie 10. Baw się procesem bo relacje damsko-męskie i dynamiki socjalne to… świetna zabawa. Zapraszam do dyskusji * Ta część jest dużym uproszczeniem i ma służyć lepszemu zobrazowaniu sytuacji. PS W tym wątku: - nie skamlemy jak złe jest randkowanie via net - nie negujemy jego celowości - nie tokujemy jakie to są dziewczyny siedzące w online... Niezastosowanie się będzie "premiowane" ostrzeżeniami, a recydywa banem. Masz inne zdanie na temat online - załóż temat i tam je wyraź. Tutaj tylko i wyłącznie dyskusja o tym, co robić żeby poruszać się w odpowiedni sposób na portalach tego typu aby miało to ręce i nogi.
  38. 28 polubień
    A więc mamy ósmy marca Jak odpalę FB to wyleje się fala wazeliny ze strony miękkich faj. Jakieś kwiatki, szczeniaczki, życzonka 'dla wszystkich znajomych kobitek'. Jak matkę kocham, będę walczył z sobą żeby nie napisać im prawdy pod tymi postami, że są dupowłazami i miękkimi fajami, a im więcej pokazują że się przymilają - w tym czarniejszej d_pie lądują. Żyd w mojej głowie szepcze, żebym nie pisał - bo i tak 'różowi' tego nie ogarną i potraktują jako atak a później będą próbować się odgrywać ... Przezabawnie uroczym jest, że największe natężenie ogólnokobiecego wazeliniarstwa w stylu 'zauważ mnie, jestem tak miły i romantyczny!' rejestruję po stronie gości, którzy w realnym życiu totalnie nie radzą sobie z zarządzaniem związkiem i obskakują bądź porost poroża bądź permanentne olewanie ze strony kobiet. Dlatego apeluje ! Samcze, nie bądź jeleń ! Nie podkopuj swojej własnej pozycji bezproduktywnie podlizując się kobietom. Tobie to i tak nic nie da a im zwiększy ogólną ilość mentalnego 'jestem taka zajebista i z pewnością tego warta !' u przeciętnych jak bułka kajzerka z Tesco babek ... Swoją drogą - piękne zwierzę S.
  39. 28 polubień
    Panowie, dzisiaj trochę dłużej. Czymś, o co stale zahacza się w dyskusjach na tym forum jest tzw. matrix. O niego się wszystko rozbija, na niego wszędzie trafiamy. A co to w ogóle za zwierzę? Najkrócej powiedziawszy, jest to panująca w społeczeństwie powszechna ideologia, stworzona przez elity na potrzeby przeciętnych "Januszy". Oczywiście nie służy ona potrzebom zwykłych ludzi, tylko nadzorców stada. Owieczki mają być nieszczęśliwe, mnożyć się i kupować - panowie je golą i strzygą. Tutaj dochodzi jeszcze specyfika naszego kraju, który jako kolonia zachodniego kapitału, jak słusznie mówi Marek - taki ekonomiczny obóz koncentracyjny, jest miejscem rabunkowej gospodarki zasobami ludzkimi. Z tego powodu owieczki goli się u nas do kości, a i z mnożeniem pogłowia przy pustym korycie jest dosyć nietęgo. To jednak problem naszych pastuchów, a my się tymczasem przyjrzyjmy jak zarządzają stadem. Propaganda, prawo, religie, doktryny. To wszystko istnieje już od głębokiej starożytności, a chyba nawet początku człowieka jako gatunku. Podział na masy i elity też jest czymś naturalnym i nie ma w nim nic złego. To wszystko utrzymuje ludzkie stado w kupie i pozwala mu przetrwać we wrogim środowisku i pośród innych stad. Pewien zasób wspólnych wartości i ogólnie uznawanych pojęć jest po prostu niezbędny, żeby społeczeństwo mogło funkcjonować. W normalnej sytuacji i w zdrowych społecznościach tę rolę pełniła tradycja, religia i prawo zwyczajowe. Dzięki temu jednostka miała wystarczający margines swobody, a jednocześnie mogła spokojnie żyć w ramach tradycyjnych struktur: rodu, plemienia, państwa, miasta, cechu, gildii, gminy itp. Im wyższa cywilizacja, tym sprawy się bardziej komplikują. Dzisiaj technologia i stopień złożoności struktury społecznej wyprzedziły naturę o wiele długości: jesteśmy jaskiniowcami z bronią nuklearną. Jak to się ma do tematu? W czym problem w ogóle? Problem polega na tym, że dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu elity dostały do rąk takie narzędzia do kontroli mas, o których w dawnych czasach nie mogły nawet marzyć. Rozwój massmediów, reklamy i nauk społecznych doprowadził do tego, że zwykły człowiek jest dzisiaj całkowicie bezbronny. Pierwsze próby hodowli nowego człowieka, a więc idealnego niewolnika Systemu, były prymitywne. Nazizm, faszyzm, komunizm, co widać po naszej historii, pomimo ogromnych nakładów i pozorów potęgi okazały się niewystarczające i zbyt niewydolne. Dopiero rozwój marksizmu kulturowego wg recepty Gramsciego pozwolił zaprząc dosłownie całą kulturę w rydwan propagandy elit i zmienić świadomość mas. To dzięki niemu panuje dzisiaj feminizm i terror politycznej poprawności. W ten sposób powstał matrix. Z czego on się składa i jak go rozmontować? Oczywiście, jak słusznie prawi nasz Boss, z pozycji zwykłego szaraczka Systemu nie obalisz. Nawet myślenie o tym nie ma żadnego sensu, bo gdybyś miał tak wielkie możliwości żeby cokolwiek zmienić, to jakakolwiek zmiana na korzyść prostych ludzi godziłaby bezpośrednio w Twoje interesy. Jedyne co możemy, to pracować nad sobą, spróbować uciec od stada albo odejść gdzieś na bok, gdzie jest więcej miejsca dla niesfornych owieczek Dobra wiadomość jest taka, że to w zupełności wystarczy: jeśli tylko skutecznie zmienimy swój świat, to tak jakbyśmy zmienili cały świat w ogóle! Jak się do tego zabrać? Zmienić przekonania. Dlaczego to takie ważne? W oparciu o przekonania nasz umysł tworzy emocje. Emocje natomiast trafiają wprost do podświadomości. Nikomu kto słuchał Marka i czytał jego książki nie trzeba tego wyjaśniać. O podstawowym znaczeniu przekonań dla naszej jakości życia wiedziano już w starożytności. Świat i wszystko co na nim się dzieje nie jest tak naprawdę ani zły ani dobry. To nasze przekonania nadają takie znaczenie wszystkiemu z osobna. Tworzymy sobie jakieś wyobrażenia o szczęściu i nieszczęściu i zgodnie z tym odczuwamy. Marek (przypadek? ) Aureliusz pisał: Usuń wyobrażenie, a usunie się i poczucie krzywdy, usuń poczucie krzywdy, a usunie się i krzywda. Dzisiaj te wyobrażenia wtłacza nam do głów reklama, komiksy, filmy i telewizja, szkoła i w ogóle cała szeroko pojęta popkultura. Zaraza szerzy się nawet oddolnie, bo zindoktrynowane jednostki z rozkoszą robią za pożytecznych idiotów: zob. np. memy. Wszystkim tym zarządzają spece od inżynierii społecznej, takie pieski pasterskie na smyczy u właścicieli stada. Jedyne co można z tym zrobić, to te fałszywe przekonania wyłapać, zrozumieć ich właściwą funkcję i przeciwstawić im własne - które będą nas wspierać. Po tym przydługim wstępie chciałbym otworzyć listę. Dodawajcie od siebie, co sami wyłapaliście. 1. Dom+dzieci+ładna żona=szczęście (ew. wariant o domu, drzewie i synu, w tym wszystkie pokrewne), 2. Kto nie ma tego przed 30. ten jest frajer i przegryw (szczególnie w polskich realiach to bardzo destrukcyjne przekonanie, perfidnie dołujące większość młodych samców), 3. Im kto ma więcej hajsu i ładniejszą kobietę tym lepszym i bardziej wartościowym jest człowiekiem, 4. Sex to najlepsza rzecz, która istnieje, sens życia, 5. Sex=szczęście, 6. Hajs=szczęście, 7. Twoje życie jest warte tyle ile zarabiasz, 8. To facet musi się starać, kobieta wystarczy że jest, 9. Musisz być miły dla pań, 10. Dzieci=szczęście=sens życia (niepotrzebne skreślić)...
  40. 28 polubień
    Było lato 2010 roku, miałem wtedy 21 lat, byłem młodziutkim, wystraszonym chłopcem o szczuplutkiej budowie ciała i dziecinnej twarzy. Pojechałem na dyskotekę, jak zresztą co tydzień wtedy, zabraliśmy ekipę i ruszamy... Wchodzimy na parkiet, zabawa trwa i stoi Ona, wysoka, szczuplutka o bujnych włosach i intrygującym spojrzeniu Pani A...Delikatnie mijamy się wzrokiem, skromny uśmiech, koledzy po kilku piwkach rozeszli się po klubie, ona stoi sama, ja sam, zdecydowałem się aby podejść, serce waliło jak dzwon, dobrze że było dosyć ciemno, nie było widać mojego potu, czerwonych policzków, spuchniętych od stresu... Cześć -cześć x, miło mi... Mi również, kontynuując pytam , idziemy na drinka? Chętnie, oznajmiła skromnie... Po chwili złapałem za drobna, kościstą rączkę i powędrowaliśmy do baru, ludzi mnóstwo, wyglądało to jak jedna wielka konserwa wypchana chińskimi sardynkami, zaczynam grzebać w portfelu, widzę dwa banknoty które zarobiłem ciężko pracą u swojego szefa, który płacił mi jak niewolnikowi przy akompaniamencie wyzwisk i szyderstw... No dobra, wziąłem dwa małe piwa, jako kulturalna i dobrze wychowana przez mamę męska istota wziąłem dwie słomki, wsadziłem jej do tej butelki, pijemy, zabawa trwa, z oddali dostrzegam kolegę który robi kolejne kółko, tym razem praktycznie pełza po ziemi, ale nie On jest tu meritum... Zaproponowałem wspólny stolik, siadaliśmy, próbujemy rozmawiać, próbujemy bo nic nie słyszałem, zaproponowałem wyjście na dwór, tam jak to zwykle w tym miejscu ochroniarze którzy dostali przepustkę z wiezienia i pastwią sie nad jakimś niepokornym kliencie...nic nowego mówię... Godzinna rozmowa, wymiana telefonów i rozpierała mnie wtedy duma, byłem w siódmym niebie, ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, byłem w tak oświeconym stanie że dało się zauważyć aureole nad moją głową... Mówię sobie ''Taka laska'' czułem wtedy że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, rozpierała mnie duma... W niedziele rano dzwonię, umawiamy się jeszcze tego samego dnia, spotykamy się na mieście, mały spacer, piwko, wyprasowana koszula, buty na połysk, umyte ząbki, gumy...do żucia... Całkiem miło się rozmawia, mówię sobie, coś z tego będzie, spotykamy się przez kolejne kilka miesięcy, przytulanki, całuski, a komin nie przepchany nadal, nie wiedziałem jak się do tego zabrać, byłem tak zauroczony, zakochany i wypchany śmieciami typu ''Po ślubie'' że propozycja sexu ją teraz urazi dlatego odpuściłem, nie ciągnąłem tego tematu, Ona tez nie ciągnęła... Po każdej randce, planowałem jak będzie wyglądać nasza rodzina, dzieci, domek...Ale byłem głupi wtedy, ale skąd miałem czerpać wiedzę, prawda? Po jakimś czasie okazało się że moja niunia miała dziwne zawirowania ze swoim byłym o którym skromnie mi zaczynała wspominać( tak, w tym momencie wpadłem w pułapkę przyjaciel) wysłuchiwałem, doradzałem czując przerażająca wręcz zazdrość i chęć zajebania tego gościa, niestety kopałem sobie kolejny dołek... Nadeszła wiekopomna chwila, jest sobota, zima, godziny przed południowe, słonecznie, wracam autem do domu moja niunia do mnie dzwoni... ''Cześć kochany, wstawiłam dwie fotki na naszą-klasę, na której Ciebie odznaczyć?'' Ja pit...to prawdziwa miłość pomyślałem, auto miało 70 km, miałem wrażenie że dostało co najmniej 200 więcej zamiast benzyny tankowałem endorfiny, podejrzewam że pobiłem nowe rekordy tym autem wtedy, osiągało niesamowite przyspieszenie... Pani A. dalej kontynuuje ''Wrócisz do domku to zobacz, i daj mi znać która się Tobie bardziej podoba'' No to ja w gaz, ślisko, mijam bez kierunkowskazu, król szosy, ludzię trąbią na mnie, mam to w dupie, fotki przerobione przez photoshop ważniejsze, to cud że nic się wtedy nie stało... Wpadam do domu, odpalam komputer, klikam spoconymi paluchami na myszkę, tak, tak , ale cudo, piękna, biorę telefon w łapę, kochanie wszystkie fotki piękne, kocham Cię, ale wybieram to gdzie jesteś w niebieskiej sukience, podekscytowany niemiłosiernie... Po chwili patrze, odznaczyła mnie na tej fotce, moje wrażenia? stan przed zawałowy, wybiegam na dwór, patrze moja mama niesie kosz pełen drzewa, ja w euforii dostałem nadludzkiej mocy, wziąłem ten kosz praktycznie razem z mamą.. No ok, godzina 17, dzwonię do niej, będziesz dziś na dyskotece? -No nie wiem, raczej nie... Posmutniałem, ale pojechałem na imprezę... Patrzę, stoi, podbiega do mnie, całuję i mówi; chciałam zrobić Tobie niespodziankę, Panowie, w jakiej ja wtedy euforii byłem, wszystkie moje problemy przestały mieć znaczenie... Wchodzimy na parkiet, taniec przytulaniec, niby fajnie, ale obserwuje u swojej niuni że dosyć często patrzy sie w jednym kierunku, spoglądam, a tam stoi jej były, pewny siebie, z kamieniem na twarzy, intrygującym spojrzeniem, co robi moja niunia? całuje się ze mną namiętnie, że niby zazdrość i tak dalej, jaki ja wtedy głupi byłem... Coraz bardziej mnie to wkurwiało, bo im była bardziej pijana, im dłużej balet trwał tym była coraz bardziej niechętna wobec mnie...Kompletnie nie potrafiłem tego zrozumieć... Ok godziny 1 w nocy, zakomunikowała mi że wychodzi na dwór z koleżanką, odparłem ok, nie ma sprawy... Godzina 1:30 jej nie ma, godzina 2:00 jej nie ma, dzwonie, telefon wyłączony, brak zasięgu? nie wiem... Wychodzę na zewnątrz, spotykam jej koleżankę, pytam się gdzie jest A. koleżanka pogardliwym głosem do mnie, jest z Ł... Wychodzę na zaplecze klubu, parking, patrzę moja niunia stoi i całuje się z tym gościem, oparta o niego, przytulona, wtulona, wtedy serce mi stanęło, skostniałem całkowicie, po chwili zauważyli mnie że się im przyglądam, przestali się całować... Cholernie niezręczna sytuacja, niunia była do tego stopnia perfidna że nie przestała się w niego wtulać, nawet po tym jak mnie zauważyła... Czułem się wtedy jak ostatnia pizda, rogi miałem tak ogromne że mogłem pchać auta które stały wtedy na parkingu.. No ale jak to? pytam skromnie z zeszmaconym głosem... Gościu zostawił nas samych, był jej tak pewny że nie bał się tego zrobić, nie byłem dla niego absolutnie żadną konkurencją... Ona po chwili do mnie, ''To nie jest to co myślałam'' ja na to? i co dalej? odpowiada mi kręcąc głową(czyli kurwa, daj mi już spokój) nic.. Pojechałem do domu, zbity jak pies, smutny, zrugany psychicznie... Zbierałem się po tej sytuacji ponad rok, na dzień dzisiejszy niunia ma dziecko, wpadka oczywiście, koleś z którym flirtowała również wpadł, przymusowy ślub...:) Tak więc Panowie, wnioski zostawiam wam... Z biegiem czasu ta sytuacja była kamieniem węgielnym mojej aktualnej postawy, nie warto ufać kobietom, gubią emocję, uświadomcie sobie jak ważne jest trzymanie ramy, jak ważny i istotny jest seks dla kobiety, dobry seks oczywiście... Jak ważna jest męska solidna postawa wobec kobiet, wymaganie nie oczekiwanie... Ku pokrzepieniu Panowie.
  41. 27 polubień
    Niech idą w pizdu w alkoholizm, koty, dawanie dupy co weekend po klubach i marzenia o Greyu co przyjedzie na białym porszaku po księżną 30+ z dwoma gówniakami.
  42. 27 polubień
    Dziś w cyklu "red bawi i uczy" omówimy jeden z najbardziej krzywdzących wzorców, który do podświadomości wpycha nam tzw. popkultura. Wzorem guru, dziś będzie króciutko . Wielu z was pamięta sceny z filmów lub książek gdy niewiasta w ciąży dowiaduje się nagle, że mężczyzna, który ją zapłodnił jej nie lofcia tylko inną lub przeżywa jakiś wielki dramat życiowy. Oczywiście wszystko ustawione scenariuszowo w ten prosty sposób: - pani dowiaduje się o ciąży - spotyka się z byczkiem, który ją zapłodnił gdyż chce mu przekazać szczęśliwą nowinę (najczęściej romantycznie, w restauracji przy świecach) - i tu nim zdradzi mu szczęśliwą nowinę dowiaduje się iż on lofcia inną/ on ma żonę/ on o przeżywa wielką życiową tragedię/ on nie chce się wiązać bo to zaszkodzi jego karierze (niepotrzebne skreślić) - pani unosi się honorem, odchodzi z godnością (większą lub mniejszą), nie mówi o ciąży, rodzi i sama dzielnie wychowuje, a on dowiaduje się po latach, scenariusz drugi to usuwa ciążę i on też dowiaduje się po latach (aby można było w filmie/ książce obarczyć go winą i upodlić) Czasami zdarza się scenariusz iż pani mówi o ciąży, ale on nie chce dziecka (najczęściej jest niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem, nieprzygotowanym na tą wielką odpowiedzialność ) i wtedy dalej leci podobnie, ona znika i sama wychowuje, on po latach (jak już dojrzeje) ją odnajduje i błaga o wybaczenie. Pani w filmie czy książce, nigdy nic od byczka nie chce. Często odrzuca z pogardą pomoc byczka, gdy np. daje jej kasę lub czek, rzuca mu to prosto w twarz, bo ona ma piękne wnętrze zależy jej na nim nie na kasie. Czyli tak, dostajecie prosty przekaz, a właściwie serię przekazów i to się wam w główkach koduje, później macie przesrane kiedy z małego Januszka wyrośnie duży Janusz. Możliwe scenariusze: loszka zaszła > ona nic ci nie mówi bo nie chce niszczyć twojego życia/ rodziny/ kariery (niepotrzebne skreślić) > znika z twojego życia loszka zaszła > dowiadujesz się i chcesz usunięcia > ona unosi się honorem - usuwa/ rodzi (niepotrzebne skreślić) > znika z twojego życia loszka zaszła > dowiadujesz się i chcesz ponieść odpowiedzialność (finansową) ale nie chcesz z nią być > unosi się honorem > odchodzi i nic od ciebie nie chce Czyli dostajesz jasny przekaz: - kobieta jest wspaniała - kobieta nic od ciebie nie chce poza twoim szczęściem - kobieta poświęci swój największy życiowy/ biologiczny cel dla ciebie (zrezygnuje z rodziny/ wicia gniazda/ zdobycia zasobów dla gówniaka) - kobieta ma honor i od faceta, który nie chce dziecka lu jej nic nie weźmie i zniknie z jego życia - kobiecie nie zależy na twoich zasobach i czasie tylko na twoim dobrze i miłości Czyli jeśli wpadniecie z randomową loszką, nie poniesiecie tego żadnych konsekwencji, ona weźmie wszystko na siebie. Nie odbije się to na waszych finansach, rodzinie, życiu prywatnym i zawodowym. To jest przekaz jaki dostajecie od dziecka. Jasne kurwa To teraz szklanka zimnej wody, jak to wygląda w praktyce. Po pierwsze większość tzw. przypadkowych zajść w ciążę nie jest przypadkowa, tylko starannie wyreżyserowana przez panią. Wszystko co następuje po zajściu jest już przemyślane i zaplanowane, jedynie reakcje na niespodziewany rzeczy typu (byku ma żonę) mogą być spontaniczne. I teraz tak, kiedy loszka uniesie się godnością i honorem i odejdzie (bo takie rzeczy się zdarzają, jednakże nie z powodów pokazanych w TV) : 1 Chciała zajść w ciążę, ale nie z wami, wy jesteście tylko narzędziem - chce usidlić kogoś innego i potrzebuje brzucha Wtedy loszka dopilnuje, żebyście się nie dowiedzieli, że to wasze dziecko, cały świat będzie myślał, że to innego byczka. Oczywiście przypomni sobie o was jeśli ten drugi zorientuje się i kopnie ją w dupkę Ewentualnie kiedyś w przyszłości się z nim rozstanie lub on zejdzie przedwcześnie z tego świata, a wiadomo, że doić kaskę można. 2 Druga sytuacja podobna, tyle że facet się dowie i zechce "kochać jak swoje", jednakże w polskich realiach nie będzie jak na amerykańskich filmach, loszka chętnie ściągnie dodatkową kasę z biologicznego ojca dziecka, żeby w domciu żyło się lepiej W ten sposób będzie doiła i "tego prawdziwego ojca co wychowa" i "tego biologicznego co nie jest prawdziwym, ale płacić może" 3 Wypadnie coś randomowego o czym nie wiedziała i nie uwzględniła w planach. Usłyszy od was np. ale ja mam żonę/ czy to na pewno moje dziecko/ mam inną itp. wtedy pojedzie po was po całości, zrobi publiczną awanturę, zadrze noska i odejdzie z godnością i honorem . Nie łudźcie się nie potrwa to lata jak na amerykańskich filmach. Jak skończy wyć w poduszkę, szybko sobie o was przypomni i zacznie systematycznie niszczyć wam życie. Będą ja w tym wspierały mamusia i koleżanki: - "dziecko nie może żyć bez ojca" - "z czego teraz będziecie żyli" - "dziecku się należy" - "myśl o dziecku" - "nie chce z tobą być to niech płaci na ciebie i dziecko" - "godnością się nie najesz kochana" Co się wydarzy w realnym życiu, a nie w scenariuszu filmowym: - jeśli macie żonę, dowie się o kochance i dziecku bardzo szybko (liczenie na opcje odejdzie od żony, a jeśli się nie uda to przynajmniej spierdolę mu życie czyli loszko zemsta) - jeśli macie kasę, a nie zechcecie być z loszką, będziecie niemiłosiernie dojeni (kasa na potrzeby ciężarnej na pakiet start, później alimenty, później szantaż ograniczeniem kontaktów z dzieckiem aby wyjąć z was nieoficjalnie więcej kasy) - jeśli nie macie kasy lub macie jej mało i tak będzie dojenie alimentów, jeśli przydarzy wam się coś złego będzie dojenie np. z dziadków (czyli waszych starych rodziców) - każdy scenariusz obejmuje ciągłe wpierdalanie się w wasze życie prywatne i zawodowe (pamiętajcie o tym) - jeśli jesteście singlem będą próby wymuszenia ślubu, jak się nie dacie klasyczny scenariusz dojenia kasy I wiele, wiele innych nieprzyjemności. Teraz tak, cztery proste zasady, które uratują wam życie: - ruchaj zawsze w gumie - ruchaj tylko w swoich gumach - zawsze pilnuj prezerwatyw, jeśli nie wiesz co się z nimi działo przez jakiś okres (np. zapodziały się, a twoja luba przypadkiem je znalazła - wywal do śmieci i kup nowe) najlepiej trzymaj w znanym tylko sobie trudno dostępnym miejscu - jak już pojawi się ciąża, zawsze domagaj się testów DNA, nawet jak lofciasz loszkę i chcesz iść z nią do ołtarza (żeby nie okazało się, że zrobił inny ale ty jesteś tym "właściwym, który będzie kochał jak swoje", tak wiem twoja myszka nie jest taka )
  43. 27 polubień
    Jakiś czas temu siedziała przy naszym jadalnianym stole pewna dziewczyna. Widać że coś z nią nie tak, łzy prawie na wylocie, delikatna apatia. Po pociągnięciu za język, opowiedziała wszystkim dobrze znaną bo sklonowaną historię swojego brata. Ot, po paru latach związku, laska go zostawiła w dodatku udając że nie dla innego. Więc on miał nadzieję że to w nim jest problem (!) i jak coś naprawi to ona wróci do niego. Bo przecież niby nie porzuciła, tylko spakowała się ze słowami w stylu: "potrzebujemy trochę od siebie odpocząć". Tiaaa. "My". Jako że siostra bardzo z bratem zżyta, przeżywała jego załamanie. Co więcej - jej matka również płakała nad losem syna. Ojciec trochę do sprawy zdystansowany, raz mu tylko powiedział: "jesteś przystojny, wysportowany, inteligentny. Brakuje ci tylko większych pieniędzy". Nie znamy jej brata, zero kontaktu do niego, więc w akcie współczucia zranionemu samcowi, postanowiłem jego siostrze dać do przekazania namiary na nasze forum, samczeruno i kanału na YT. Napisałem na karteczce niczym receptę i wręczyłem dziewoi, ze słowami "koniecznie daj bratu". I tu zaczyna się właściwa historia. - co to za strony? - męskie. Poczyta to sam zrozumie - dobrze, porozmawiam o tym z mamą - coooo? Po co? W życiu nie pokazuj tego matce! {moja błędna reakcja} Przekaż to po prostu bratu. Chyba zależy ci na jego dobrze? - ale ja z mamą wszystko konsultuję - to już jak z kimś koniecznie musisz i bez tego nie dasz, to najwyżej z ojcem - dobrze, porozmawiam z tatą Po bodaj dwóch tygodniach, zagaduję ją o brata. - już z nim trochę lepiej. - ooo, to dobrze. Dałaś mu te linki - bardziej stwierdziłem niż zapytałem - nie Zagotowało się we mnie. Od razu założyłem że ma ojca - głąba. - dlaczego? Rozmawiałaś o tym z ojcem i zabronił? - nie rozmawiałam z tatą, tylko z mamą. Przejrzałyśmy razem te strony i ustaliłyśmy że to nie będzie dobre dla brata. Opadły mi ręce - ale miałaś przecież porozmawiać tylko z ojcem - dodałem już lekko zrezygnowanym tonem - no ale nie chciałyśmy taty w to mieszać Zapewne niejeden z bractwa zetknął się nieraz z podobnym zjawiskiem "ochrony danych". Patrzcie uważnie, jak kobiety wspólnymi siłami strzegą wszelkiej wiedzy o swojej naturze. Będą zatajać, fałszować, utrudniać dostęp, byle nie upowszechniło się to, co same o sobie wiedzą. Boją się tego jak pies podróży do Chin. Jak wielkim zagrożeniem dla skuteczności ich manipulacji otoczeniem jest ta wiedza. I jak dalece potrafi sięgać bezwarunkowa miłość do swojego męskiego potomka. Ave forum!
  44. 27 polubień
    Nie raz chwaliłem się, że pisuję jakieś wiersze, więc pora się zaprezentować... Akurat przyszła dziś po 5 nad ranem moja ukochana Wena i takim wierszem o to mnie natchnęła, mam nadzieję, że się Wam spodoba "Obraz Polki współczesnej" Jestem piękna, Matka Polka, jestem dumna z tego! Masz coś do mnie, ty frajerze? Oceniasz mnie kolego? Palę, piję i przeklinam - jestem nowoczesna Zrobię sobie tatuaże - taka będę męska! Jestem silna, niezależna, faceta nie potrzebuję Mogę mieć każdego gościa, tak to zaplanuję! Teraz padnie mocne zdanie, którym się zachłyśniesz: "Wiedz, że jestem wyjątkowa i inna niż wszystkie" Ego moje wystrzelone z Ziemi do kosmosu Wszystko mi się dziś należy i mam na to sposób! Moja pupa, moje piersi, dziś już wami rządzą Widzę jak to na ulicach za mną wzrokiem błądzą! Nikt mi jednak nic nie zrobi, nikt mnie nie uderzy Zacznę bójkę- mnie obroni, biały rycerz z wieży. Mam też hobby- kosmetyki, ciastka i seriale Ja mam w dupie filozofię - myślenie nic nie daje. Mam też kilka przyjaciółek, każda mi się zwierza Choć jak którejś się powodzi, to mnie krew zalewa! Mam poglądy nowoczesne, jestem feministką Ty mężczyzno nic nie możesz, a ja mogę wszystko! Żądam równouprawnienia gdyż jestem ofiarą! Choć mam prawo do majątku, aliment też dają. Mój mąż były - nieudacznik, był dla mnie za dobry Usługiwał, mi się zwierzał - taki był niemądry. Ale nie dbał o potrzeby swojej pięknej żony Nie zabierał na wakacje, żałował mamony! Ale teraz on mi płaci, auto też zabrałam Choć sądy niesprawiedliwe bo domu nie dostałam! O ja biedna, nieszczęśliwa - Matka Polka jestem Każdy chce mnie wykorzystać - muszę kupczyć seksem. Męża swego nie zdradziłam, choć on ciągle knuje Przecież ojcem, nie co robił a ten co wychowuje! Marzy mi się Hiszpan, Turek, inny Marokańczyk Taki co mi da emocje, co ze mną potańczy I nie ważne, że pobije, przecież ja go zmienię! Przecież Polki najpiękniejsze- zawsze będą w cenie! Taka piękna lecz samotna a czas szybko mija Sfrustrowana, nieszczęśliwa - to facetów wina! Jednak nie ma dziś na świecie prawdziwego gościa A mym skromnym wymaganiom, raczej nikt nie sprosta Ci co mają swoje pasje to dla mnie frajerzy Zaniedbują swoje damy, którym poświęcić się należy! Jednak gdy osiągniesz sukces, choć wcześniej wyśmiałam Wiedz, że gdzieś tam w głębi serca zawsze Cię kochałam! A na koniec moja rada dla chłopców za młodu Olej pasje, dbaj o wnętrze - wnętrze samochodu!
  45. 27 polubień
    Szanowni Państwo, forumowicze, Bracia, z przyjemnością informuję że nasza kadra zarządzająca forum, stale się kształci i podnosi kwalifikacje. Od dziś budzący grozę wśród kobiet, mężczyzn, zwierząt i reptilian moderator Brzytwa, uzyskał doktorat i zabiera się za habilitację. Teraz czekamy na fabię w gazie, przydałoby się też podfarbować włosy :> Pobudzony naukowymi aspiracjami Braci moderatorów, zaczynam poważnie myśleć o podejściu do matury :> Kurwa, co za forum, modzi doktory, trolle doktory, poszaleli zupełnie :>
  46. 27 polubień
    Jako że ostatnie 2 miechy spędzam w Polsce mam i nie chcę mi sie nigdzie jeździć, pragnę odpocząć od pracy itd. to nadażyła się możliwość obserwacji sąsiadki, którą jeszcze 3-4 lata temu chciałem przelecieć. Dość dobrze utrzymany MILF (z dzieckiem) i gdyby tylko wyraziła ochotę i byłyby możliwości to bym się skusił. Przechodzę do rzeczy: Otóż zauważyłem na swoim osiedlu dość często samochód, który nie dał się nie zauważyć. Dodge Durango 5.7l (typowo amerikańska wersja) i do tego na obcych rejestracjach. Widziałem go już wcześniej jak przyjeżdżałem na jakiś czas do Polski i zastanawiałem się do kogo przyjeżdża. Stał zawsze pod moim blokiem, tak więc wiadomo było, że na 90% do kogoś z moich sąsiadów. W którymś momencie zauważyłem gościa który podjechał i wychodził akurat z tego samochodu, a że szedłem sobie to postanowiłem do niego lekko podbiec i pogadać o aucie. I tak po męsku go zaczepiłem, temat auto; ile koni, jak się prowadzi, ile pali itd. W oddali widze sąsiadkę która biegnię w naszą stronę (myślałem że nas minie), zbliża sie coraz bardziej, aż w końcu rzuca mu się na ramiona. On spokojnie Ją przywitał i powiedział, że rozmawia z Panem i jak tylko skończy to wtedy zajmie się nią. Stanęła obok i się przysłuchiwała nic nie rozumiejąc (norma) z taką dumą !!! jakiego ma super faceta. To naprawde było widać, taka dumna, że gość podjeżdża taka furą i tylko do niej, założą rodzinę i napewno Ją kocha !!! Co widziałem Ja: Zajebistego ruchacza i manipulanta, który przyjechał akurat do tej jednej z wielu - jako facet, po przejściach wyczułem to od razu. Gość pożyczał samochód jak jechał poruchać, na 100 %, ponieważ nic o nim nie wiedział, pokazywał mi dowód bo nawet nie wiedział ile ma koni, nie wiedział nic nt. ile oleju trzeba wlać i kiedy wymieniał olej w automatycznej skrzyni itd. Takie szczególy, które od razu zdradziły, że to nie jego samochód. Po naszej rozmowie zajął się nią, Ja odszedłem na pewna odległość i słyszałem ćwierkanie, jak Ją ładnie bajerował, a ona jaka zakochana. Mało nie rozpłakała się na chodniku przed blokiem, że największa miłość ją przed 40-tką znalazła. Przyjechał, wyruchał kilka razy i na drugi dzień wyjechał. Sąsiadka (MILF) schudła kilka kilo, chodzi po osiedlu z motylkami w brzuchu i czeka na księcia w Dodgu, z którym rodzinę będzie zakładać I jak tu być uczciwym w stosunku do samic.
  47. 27 polubień
    Coach i trener rozwoju osobistego, Pan Paweł Grzywocz, bardzo nas nie lubi. Oto jego zarzuty (nie wszystkie): " To jest fanatyczna religia egoizmu. A nazywanie wszystkich kobiet na świecie jakimiś puszczalskimi, zepsutymi nudziarami jest totalną generalizacją i wrzucaniem wszystkich do jednego worka. Jak można się lubować w tak ciasnym postrzeganiu kobiet, że wszystkie się puszczają. Wygląda to na zbiorowisko skrzywdzonych chłopców, którzy obrazili się na wszystkie kobiety, dlatego będą tak samo, jako one wykorzystywać je do własnych celów, bo skoro one lecą na kasę, puszczają się, według autora zawsze zmieniają się po ślubie na najgorsze itd. to wynika z tego, że udane małżeństwo jest NIEMOŻLIWE i bezsensowne, a wzór męża i ojca rodziny jest tam wyszydzony i sprowadzony do roli nieszczęśliwego niewolnika. Wszystko w krzywym zwierciadle. Lubowanie się w śmierci, ponieważ taka postawa prowadzi do wymarcia społeczeństwa. Poza tym założyciel tych stron wszędzie przemyca doktryny New Age i lucyferianizmu, czyli sieje zniszczenie ludzkości pod przykrywką hasełek o prawdziwej wolności, mądrości, wiedzy, egoizmie, samostanowieniu o sobie, różnych stanach świadomości i pozostałe duchowe praktyki, w których istoty duchowe z innego wymiaru przekazują jednogłośnie te same doktryny nowej religii światowej New Age/Lucyferianizmu/gnostycyzmu. Kłamstwo stare, jak świat. Obiecanki, że bogami jesteśmy. " Panie Pawle, dziwi mnie to, co Pan pisze. Wystarczy pół godziny bycia na naszym forum, by zrozumieć w jak bardzo niekorzystnym świetle nas Pan postawił. Pańscy klienci widząc tak agresywne, nieprawdziwe działanie, mogą dojść do wniosku że skoro w jednym miejscu jest taka duża doza kłamstwa, to i w Pana produktach i usługach z których Pan żyje, może być coś nie tak. Sprostuję. 1. Nikt tu nie nienawidzi kobiet, nie wyzywa ich. Opisujemy określone sytuacje, by uczyć się wzajemnie na własnych błędach, schematach które pojawiały się u setek moich klientów i znajomych, a teraz wyraźnie widać że są także obecne w życiu wielu mężczyzn z polski i całego świata, bo i takich obieżyświatów tu mamy. Jeśli ktoś opisuje swoje przeżycia z kobietą gdzie został zdradzony, zrujnowany i zniszczony, ma PRAWO napisać że to zła kobieta była - ale to nie jest głos całego forum ani jego idea. To tylko jeden, zrozpaczony człowiek, który uwierzył wszelkiej maści hochsztaplerom, którzy wcisnęli mu ideę że szczęście znajdzie w małżeństwie - a gdy go nie znalazł, bezlitosne łojenie go z pieniądze całe jego życie za pomocą kursów, seminariów itd. Niestety, Pan wpisał się w tę grę. Uczy Pan ludzi kłamstw niezgodnych z naturą człowieka, manipuluje swoimi czytelnikami, wciąga głodnych wiedzy i prawdy młodych ludzi w cierpienie, biorąc za to pieniądze - i jeszcze więcej później, gdy "dobre rady" nie zadziałają, bo zadziałać nie są w stanie. 2. Te zbiorowisko "skrzywdzonych chłopców", to elita tego kraju. Są u nas przedstawiciele niemal wszystkich profesji, lekarze, prawnicy, architekci, złote rączki, ludzie z doktoratami (nie z marketingu i innego badziewia)... mają też związki, ale czują że coś nie gra. Jednoznacznie definiowanie moich chłopaków jako "skrzywdzonych chłopców", sugeruje olbrzymią lękliwość, niespełnione ambicje, kompleksy - tak, przyszli do mnie, nie do Pana. Tak, oferuję więcej - prawdę. Tak, ludzie czują że to co mówię ma głęboko sens, czują to, bo to jest proste jak drut. Nie, nie zarabiam na reklamach i wciskaniu ludziom szajsu - a mógłbym. 3. Poważany, szanowany, niezależny emocjonalnie ojciec i mąż, to wzorzec który podziwiamy i wspieramy - jeśli jest to prawdziwy cel mężczyzny, a nie WMÓWIONY mu przez otoczenie. 4. Nie mam nic wspólnego z new age ani lucyferianizmem, nie składam też Szatanowi ofiar z kotów. Nie pragnę też zniszczyć ludzkości, a wykazać jej że "system" (także Pan jest jego nieświadomym sługą) dąży w każdy możliwy sposób do unieszczęśliwienia człowieka, także za pomocą "dobrych rad" które Pan sprzedaje. A gdy już cierpi, zarabianie na nim i dalsze spychanie go w bagno. 5. Człowiek ma Boską moc - może zmieniać swoje wzorce w podświadomości, może sam odczuwać szczęście i spełnienie. Tego uczę bo to prawda - skoro można się nauczyć narzekania i cierpiętnictwa, można też na odwrót. To jest właśnie Boska moc - wolność wyboru idei, w którą wierzymy - wolność wyboru przekonania, jakie kieruje naszym życiem. Tymczasem Pan (i Panu podobni pożyteczni idioci) przekonują tych biednych ludzi, że moc i szczęście (Boskość) jest gdzieś na zewnątrz. W kościele, świątyni, małżeństwie, zdobyciu określonej etykietki zawodowej czy społecznej. Ja mówię że to jest w nas, i nie trzeba nikogo żeby po to sięgnąć - Pan na odwrót. Kto z nas ma rację? Niech osądzi czytelnik. Źródło: http://www.jak-zdobyc-dziewczyne.pl/blog/jak-zbudowac-szczesliwy-i-trwaly-zwiazek-z-kobieta-bez-wyszalenia-sie-za-mlodu/ (komentarz Mocny wilk)
  48. 27 polubień
    Witajcie, tak na świeżo a propos matur które się teraz odbywają, ponoć na maturze z polskiego była "Lalka" Prusa. Spotkałem się na forum ze stwierdzeniami, że to co jest na forum powinni w szkole wykładać aby pomóc białym rycerzom w obudzeniu się z matriksa. Otóż to przerabiamy przecież w szkole lekture "Lalki" a tam jak byk podane są rozterki białych rycerzy ich doświadczenia. Książkę przerabiałem dawno ale mimo to i tak popełniłem fatalny białorycerski błąd. Mój ty Boże dlaczego człowiek obok tak pouczających lektur przechodzi obojętnie i nie wyciąga wniosków? Dlaczego sam musi tego doświadczyć na własnej skórze? Teraz sobie czytam jeszcze raz i można powiedzieć, że to co w tej książce wydawało mi się kiedyś niezrozumiałe jest teraz oczywiste. A tu macie cytaty z "Lalki" o związkach z kobietami. "Pamiętaj Pan: kobiety tak lubią być ściskane, że dla spotęgowania efektu trzeba je niekiedy przydeptać nogą. Im zrobisz Pan to bezwzględniej, tym pewniej cię pokocha." A. Meliton w liście do Stanisława Wokulskiego. "Pamiętaj Pan, że kobiety są niewolnicami tylko tych, którzy potrafią je mocno trzymać i dogadzać ich kaprysom." A. Meliton w liście do Stanisława Wokulskiego. "Tylko dama w amazonce jeździła śmiało i zręcznie, co Wokulskiemu nasunęło myśl, że na świecie nie ma dla kobiet pozycji ani niewygodnej, ani niebezpiecznej." Stanisław Wokulski w myślach. "Ma rację Ochocki. Kobieta jest podłym zwierzęciem: bawi się tym, czego nawet nie może zrozumieć…" Stanisław Wokulski w myślach przyznaje rację Julianowi Ochockiemu. „Im natura dała tkliwsze serca, ruchliwszą wyobraźnię, subtelniejsze zmysły, i one to, nie zaś arystokracja, utrzymują w życiu codziennym wykwintność, w obyczajach łagodność, a nawet umieją budzić w nas najwznioślejsze uczucia. Tą lampą, której blaski ozłacają drogę cywilizacji, jest kobieta. Ona też bywa niewidzialną sprężyną czynów wymagających niezwykłego natężenia sił...” Stanisław Wokulski o roli przedstawicieli płci źeńskiej w społeczeństwie. „Nas nauczono widzieć w kobietach anioły i tak też je traktujemy. Jeżeli one jednak są przede wszystkim samicami, to my wydajemy się w ich oczach głupsi i niedołężniejsi, niż jesteśmy” Stanisław Wokulski o roli kobiet w społeczeństwie. „nieraz pytam się, czy my nie zanadto ubóstwiamy kobiety, czy w ogóle nie traktujemy ich zbyt poważnie; poważniej i uroczyściej niż siebie samych.” Stanisław Wokulski o roli kobiet w społeczeństwie. „Głupiutkie są te panny - zaczęła po chwili prezesowa. - Im się zdaje, że jak złapie która bogatego męża, a poza nim przystojnego kochanka, to już wypełni sobie życie... Głupiutkie. Ani wiedzą, że wnet sprzykrzy się stary mąż i pusty kochanek i że prędzej czy później każda zechce poznać prawdziwego człowieka. A jeżeli się taki trafi, na jej nieszczęście, co ona mu da?... Czy wdzięki, które sprzedała, czy serce zaszargane z takimi oto Starskimi?... ” Prezesowa Zasławska w rozmowie ze Stanisławem Wokulskim. „Uważa pan, szanowny panie Wokulski, ja czasami myślę, nie z własnego doświadczenia, bo moja narzeczona jest najszlachetniejszą kobietą... ale czasami myślę, że kobiety to nas niekiedy zwodzą... (…) Może nie jest to ich wina - mówił baron - trzeba jednak przyznać, że niekiedy pozwalają bałamucić się zręcznym intrygantom... ” Baron Dalski do Stanisława Wokulskiego. „Można kobietę uwolnić od intrygantów, ale czy podobna uwolnić ją od jej własnych instynktów?... Co pan poradzisz, jeżeli ten, który w pańskich oczach jest tylko bałamutem czy intrygantem, dla niej jest - samcem tego co ona gatunku?... (...) Jaka walka jest możliwa z prawem natury, według którego suka, choćby najlepszej rasy, nie pójdzie za lwem, ale za psem? Postaw jej pan całą menażerię najszlachetniejszych zwierząt, a ona wyrzeknie się jej dla kilku psów... I trudno się temu dziwić, gdyż one stanowią jej gatunek. (…) Gdy kobieta nie będzie potrzebowała udawać miłości ani kokietować wszystkich, wówczas od razu odsunie tych, którzy jej nie są mili, i pójdzie za tym, który jej przypada do gustu. Wówczas nie będzie oszukiwanych ani oszukujących, stosunki uporządkują się w sposób naturalny.” Stanisław Wokulski. „Ładne, miłe, lubią was wszystkich prowadzić za nos, a kochają się tylko o tyle, o ile robi im to przyjemność. Na miłość dramatyczną nie zgodzi się żadna, a przynajmniej nie każda... Musiałaby pierwej znudzić się miłostkami, a następnie znaleźć dramatycznego kochanka.” Słowa Kazimiery Wąsowskiej. „Nie to, żebym nie lubił. Ale od czasu, jak przekonałem się, że wielkie damy nie różnią się od pokojówek, wolę pokojówki. Te baby - prawił - to wszystko gęsi nie wyłączając najmądrzejszych.” Julian Ochocki do Stanisława Wokulskiego. „Dalibóg, nie znam ani jednej kobiety, w której ciągłym towarzystwie nie zgłupiałbym w pół roku.” Julian Ochocki do Stanisława Wokulskiego. „Na żal po kobiecie jedynym lekarstwem może być tylko druga kobieta.” Doktor Szuman do Stanisława Wokulskiego. „Piękna emancypacja. Wy chciałybyście mieć wszystkie przywileje: męskie i kobiece, a żadnych obowiązków... Drzwi im otwieraj, ustępuj im miejsca, za które zapłaciłeś, kochaj się w nich, a one...” Julian Ochocki o kobietach w rozmowie z Kazimierą Wąsowską. „Kobieta jak dobra, to dobra, ale jak się rozwydrzy, niczym diabeł.” Wysocki do Węgiełka. „Podobno (…) ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary.” Kazimiera Wąsowska do Stanisława Wokulskiego. „Przecież dlatego kobiety wszędzie są niewolnicami, że lgną do tych, którzy je lekceważą.” Julian Ochocki do Kazimiery Wąsowskiej. „Trzeba było poznawać kobiety nie przez okulary Mickiewiczów, Krasińskich albo Słowackich, ale ze statystyki, która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką; no i jeżeli spotkałoby cię rozczarowanie, to choć przyjemne...” Stanisław Wokulski w Skierniewicach. „Każda znajdzie swego Starskiego, prędzej lub później - myślał.- Każda go szuka.” Stanisław Wokulski. "Kobiety, ważna rzecz. Kochałem się już, zaraz, ileż to?… Cztery… sześć… ze siedem, tak, siedem razy… Zabiera to dużo czasu i napędza desperackie myśli… Głupia rzecz, miłość… Poznajesz, kochasz, cierpisz… Potem jesteś znudzony albo zdradzony… Tak, dwa razy byłem znudzony, a pięć razy zdradzony…" Julian Ochocki do Stanisława Wokulskiego. "Potem znajdujesz nową kobietę, doskonalszą od innych — a potem ona robi to samo, co mniej doskonałe… Ach, jakiż podły gatunek zwierząt te baby!… Bawią się nami, choć ograniczony ich mózg nawet nie jest w sta nie nas pojąć…" Julian Ochocki do Stanisława Wokulskiego. "O niej nigdy nie można wiedzieć, co robi i dokąd zaprowadzi…" Profesor Geist do Stanisława Wokulskiego. "Kobiecie potrzeba okazywać uczucie, namiętność, mówić jej o miłości, ściskać za ręce, a jeżeli można, to i…" Izabela Łęcka w myślach. "Ale skąd! on mówi, że byle człowiek odłożył pierwszy tysiąc rubli, a jeszcze poznał taką piękną kobietę jak Stawska, zaraz polityka wywietrzeje mu z głowy." Ignacy Rzecki o Mraczewskim i Helenie Stawskiej. pozdro
  49. 26 polubień
    Przeglądając internet natrafiłem na ciekawe wypowiedzi facetów którzy weszli w związek z kobietą mającą dzieci z poprzedniego związku (na dole dam link). Wypowiedzi facetów jeśli są prawdziwe potwierdzają to co my wiemy lub się dowiadujemy na naszym forum. I myślę, że warto je zacytować - na wypadek jakby ktoś zapragnął "wychowywać/łożyć" na nie swojego dzieciaka w imię "miłości" do kobiety. Wypowiedzi niektórych są tragiczne, bije z nich załamanie i żal. A wszystko dlatego, że tak im świat wmówił - że ma być rodzina, dzieci i wspólne niedzielne spacery. Na tyle zostali zindoktrynowani przez system że wzięli sobie panie z dziećmi - bo miało być tak pięknie, bo przecież miłość i takie tam motylki. Oto niektóre wypowiedzi fragmenty różnych osób (każdy myślnik to inna osoba): * Zero wdzięczności i Ty jesteś zazwyczaj tym gorszym... Jak jest dobrze to jesteś tatą, jeśli się coś zadzieje nie dobrego to automatycznie jesteś obcym facetem.... * ...teraz się buntuje a co dopiero jak będzie starszy bo tak jak mówiłem rodzina nie da zrobić krzywdy temu dziecku a ja czuje sie jak bankomat i doczepka... * ...Jak ją poznałem to byłem najlepszy na świecie, kochany i cały czas uświadczyła mnie, że co mi te dzieci przeszkadzają że nie będę musiał nic względem nich robić i dokładać się do ich utrzymania. ....Co mogę stwierdzić po 6 latach nie ma nic gorszego niż mężatka z dziećmi. Teraz muszę płacić tylko ja za media i je utrzymywać, kupiłem dom żebyśmy mieli gdzie mieszkać bo ojcieć biologiczny nie płaci alimentów albo płaci jak mu się chce.... A teraz to jak pasierby zaczynają pyskować o ona zaczyna je bronić mimo to że nie zawsze mają racje.. wiadomo to jej dzieci. * Po 5 latach związku i wszelkich staraniach z mojej strony emocjonalnych, uczuciowych że o materialnych nie wspomnę, jest coraz gorzej. A żona a ich matka nigdy nie wzięła mojej strony, są dni że pasierb i pasierbica traktują mnie jak sublokatora.. * ..Finał był taki że 3 dni temu, ten obecnie 15,5 latek, wyższy ode mnie i dobrze jak na swój wiek zbudowany, młodociany kibol legii wystartował do mnie z łapami. To są zatrważające wpisy!!! I ci faceci przeżywają to na własne życzenie - a są to męczarnie i fizyczne i psychiczne nie mówiąc o finansowych (ten podkreślony przeze mnie fragment - niezłe prawda). Panowie! Chcecie dziecko - zróbcie swoje! (link: http://facetpo40.pl/forum/pasierb-czyli-wychowanie-cudzych-dzieci,tata-na-medal,196,22)
  50. 26 polubień
    Chyba jednak muszę się rozpisać, bo widzę że kolega wszedł już na pole minowe i zamiast zawrócić po własnych śladach, dalej brnie do przodu licząc, że mina nie wyjebie. Zostałeś obiektem testowym jej wdzięków, sprawdzała na ile może sobie pozwolić bez dawania dupy. Lecimy z tym koksem: Ponieważ byłeś najbardziej podatnym obiektem, który testowała w swym młodym samiczym żywocie, odnowiła z tobą kontakt. Stwierdzenie jaka ja głupia byłam, zawsze jest wstępem do odnowienia relacji. Teraz będziesz stanowił w zależności od potrzeb: - podbudowanie jej samooceny (że dalej ma nad tobą władzę, za trochę pieszczot czyli nic) - kartę przetargową w relacji z narzeczonym (pobudzacz zazdrości, blotka do wywalenia za coś co chce uzyskać od niego) - szambo do spuszczania swoich negatywnych emocji (będziesz jej przyjaciółkiem wypłakiwaczkiem) - dostarczycielem emocji ze strony twojej i narzeczonego (tak będziesz katalizatorem) - być może jej związek nie jest tak piękny jak się wydaje i jesteś kołem zapasowym gdyby z śluby wyszła figa (czyli koło zapasowe, jak facet kopnie w dupę do czasu aż znajdzie kolejnego) Wszystkie te funkcje będą występowały w różnej konfiguracji, w zależności od JEJ POTRZEB. - właśnie wskoczyłeś w rolę karty przetargowej w związku, wzbudzacza zazdrości narzeczonego, o czym pisałem wyżej, dla tego powiedziała o twoim istnieniu, najprawdopodobniej pobudza jego zazdrość bo nie jest pewna czy dojdzie do ślubu, jesteś narzędziem Bajka, którą wymyśliła żebyś nie spierdolił na wieść o tym że jej facet wie o twym istnieniu. Bajka w sensie, że był z tego zadowolony, na bank nie był. Bo powiedzieć o tobie powiedziała, pewnie nawet wspomniał, że kiedyś coś tam było, jakieś macanko, lizanko, a teraz "tylko" się fumflujecie. Ziarno zostało zasiane. Już wie, że jesteś na każde zawołanie. utwierdza się w pozycji władzy względem ciebie. Dalej upewnia się na ile sobie może pozwolić, do jakiego stopnia ciebie wykorzystać bez dawania dupy. Chodzi jej o to co pisałem w punktach, będziesz narzędziem o różnych funkcjach zależnie od rozwoju sytuacji między nią, a jej narzeczonym. Jesteś jednym ze środków, które mają doprowadzić samca przed ołtarz, najzwyczajniej nie jest go pewna, musi generować dodatkowe uczucia między nimi. Odpowiedź brzmi, nie poruchasz. Szanse na to są bardzo nikłe. Natomiast czeka cię wiele przykrości: - poczucie podgrzewanej cały czas frustracji seksualnej - poczucie bycia wykorzystanym gdy wyjdzie szydło z worka, ona powie ci "wiesz musimy zerwać/ rozluźnić kontakt bo mój misio jest zazdrosny" - użyty i wywalony do zsypu - być może ryzykujesz obrażeniami fizycznymi, jej facio w ramach zazdrości spuści ci wpierdol, albo zrobi to za pomocą kogoś, wtedy loszka zerwie z tobą znajomość "dla twojego własnego dobra i bezpieczeństwa" - jeśli jej facet jest totalną cipą i pozwoli na kontynuowanie waszej znajomości, zostaniesz zepchnięty do 1000% friend zone i będziesz szambem na jej emocje i nadal wzbudzaczem zazdrości jej misia W żadnym przypadku nie poruchasz (chyba, że jej gierki nie zadziałają i on ją zostawi, wtedy da ci, żeby się zemścić na nim). Jedyne co masz gwarantowane, to mnóstwo negatywnych emocji, poczucie bycia wykorzystanym i prawdopodobny wpierdol, o gigantycznej stracie czasu nie wspomnę. Tyle na temat pani i jej zachowania oraz celów. Teraz jedno zdanie na twój temat kolego: Twoje standardy moralne są bardzo niskie, skoro próbujesz przelecieć loszkę, która niedługo wychodzi za mąż. Nic ciebie nie usprawiedliwia, nawet to, że ona sama dąży do kontaktu cielesnego. Mógłbym ci napisać dokładnie co masz zrobić, żeby ją przelecieć, na 90% by się udało. Niestety uważam, twoje postępowanie za niegodne mężczyzny, więc ci nie pomogę.