Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Credo

Przez wiele lat pracowałem z problemami mężczyzn w niemal każdym wieku. Były to rozwody, walka o dzieci, utrata majątku, rozpacz, lata szarpaniny niszczącej wszystko dookoła; kompletny upadek faceta, jako najczęściej prawnie i emocjonalnie ZNACZNIE słabszej strony w konflikcie z kobietą. Były też "lżejsze" sytuacje, takie jak zrywanie ze sobą, nieumiejętność radzenia sobie z presją i "gierkami" kobiet, wytrzymywanie całą noc gdy za ścianą rozpaczliwie płacze kobieta, bo nie wygrała kłótni.

 

Ponura robota

Przejmowałem się tym, bezustannie myśląc jak można pomóc milionom facetów, którzy nie mają wiedzy o kobietach oraz mechanizmach ich działania, które są krańcowo inne od obiegowej, serialowej opinii którą wysysamy z mlekiem matki, z książek, filmów i opowieści rodziny i znajomych. Gdy kłamstwa o kobietach które mamy w głowie, stykają się z faktami w rzeczywistości, powstaje zderzenie i kolizja, a niekiedy bardzo poważny wypadek - bywa że śmiertelny.

Jednak praca z ludźmi jest często niezwykle ponura, a wysłuchiwanie dramatów życiowych trwale odbija się na moim postrzeganiu świata i zdrowiu. Sam niewiele mogę zdziałać, gdyż dobra pomoc to zmiana wzorców myślenia osoby poszkodowanej, oraz przedstawienie jej wiedzy która jest rażąco inna od tej powszechnie znanej, a to musi swoje trwać, oraz spotyka się ze zrozumiałym buntem. Nikt nie lubi się przyznać, że przez lata wierzył w mrzonki - wiem to po sobie, ale szczęście w nieszczęściu sprawiło, że doświadczyłem tak intensywnego cierpienia (po rozstaniu z kobietą) którego nie byłem w stanie znieść. W końcu musiałem odstawić na bok dumę, poczucie własnej wyjątkowości i mądrości, by uznać że wszystko co wiem o życiu i kobietach było kłamstwem. Społeczeństwo pracowało nade mną od dzieciństwa, by wpoić mi obraz świata który ma tyle wspólnego z prawdą, co krzesło z krzesłem elektrycznym - wszyscy jesteśmy ofiarami bardzo subtelnej, ale potężnej manipulacji. Uczy się nas czuć winnymi, niegodnymi, wpaja nam silne reakcje emocjonalne, warunkuje dokładnie tak samo jak słynnego psa Pawłowa. Czy ten świat pełen wojen i kurestwa jest dobry? Ano nie jest. Wniosek jest bardzo prosty - to co się nam wtłacza do głów, jest niewiele warte. Liczą się efekty, skutki, a te są tragikomiczne. Nie ma z tego żadnego realnego dobra, tylko od tysiącleci bezustannie to samo - wojny, rzezie w imię Boga i każde inne.

Społeczeństwo, fabryka robotów

Czyni się nas nieszczęśliwymi i neurotycznymi, wytwarza się w nas wewnętrzny konflikt i co najmniej niechęć do samego siebie, by ganiać za podanymi nam na tacy, wykreowanymi idolami których pułapu (uroda, bogactwo, czar) nigdy nie sięgniemy, a walcząc o ten sztuczny ideał, skutecznie wypieramy się i zdradzamy siebie. Efektem wyparcia się siebie jest ból, rozpacz i narastające z wiekiem poczucie smutku i beznadziei. Gdy nas już uszkodzono, zraniono, złamano (co uważamy za normalne życie, ale takim nie jest), podaje nam się lek przeciwbólowy - związek i rozmnażanie. To znosi ból na jakiś czas - efekt euforyczny hormonów "zakochania" utrzymuje się do dwóch lat. W tym czasie "na haju" masz się ożenić i spłodzić potomstwo - a co później? To już nikogo nie interesuje. Stan zakochania mija, odkrywając przed nami piekielne widoki, no ale są dzieci, kolejni niewolnicy w tej wielkiej maszynie do wyciskania z nas wszystkich soków. Jedna trzecia małżeństw się rozwodzi, ponoć 20% dzieci spłodził sąsiad albo kolega z pracy a nie ojciec, który je utrzymuje (Panie na wspomnienie o testach DNA wpadają w panikę, dlaczego?). Reszta żyje ze sobą w strachu o utratę mieszkania i opinii (w razie rozwodu), a na palcach dłoni można policzyć tych, którzy żyją ze sobą w jako takiej harmonii. Człowiek nie może uzyskać szczęścia poprzez związek - tylko poprzez pracę nad sobą, nawyk zadowolenia. Związek może dać szczyty (seks, poryw emocji, duma z dziecka), ale po nim zawsze musi nastąpić dół (strach o dzieci i żonę, zazdrość, poczucie bycia wykorzystywanym itd.) To jak z wódką i narkotykami - jest szczyt, a później znacznie dłużej trwający dół. Coś za coś - ale szczęściem nie można tego nazwać. Nawet na szczycie odczuwa się pewien niepokój, napięcie, bo po jakimś czasie dobrze wiemy, że im wyżej jesteśmy (cudowne emocje), to niżej spadniemy.

Gdzieś po trzydziestce musiałem na nowo uczyć się życia, tym razem nie z książek i filmów o miłości, które tworzą rozwodnicy i narkomani, a poznając prawa rządzące umysłem człowieka. Musiałem podjąć działania, mające na celu "wypędzenie" z mojej głowy wszystkiego tego, co mi tam "zainstalowano", przy czym głównie mam na myśli pewniki o związkach, dających szczęście kobietach i wszystkie sprawy związane z kościołem, poczuciem winy które olbrzymim wysiłkiem stwarza w niewinnych dzieciach - by mieć wiernych, panicznie bojących się odejść niewolników. Bo po co Bogu instalowanie w dzieciach poczucia winy? Tego potrzebuje potężna, ziemska korporacja a nie Bóg czy Jezus.

Żebracy emocjonalni

Zanim bym trwale pomógł kilkunastu osobom, spaliłbym się emocjonalnie i skonał z głodu, bo ludzie poranieni są często bez środków do życia, a ja z czegoś muszę żyć. Warto dodać że jak są ludzie żebrający o pieniądze, tak są ludzie żebrający o uwagę - i tak jak niektórzy żebracy nie mają ochoty podjąć pracy, tak ci nie chcą nic zmieniać w swoim życiu - chcą tylko by mówiono o ich problemach, zajmowano się nimi. Ale to marnuje mój czas i energię, co akurat te osoby niewiele interesuje. To zawodowi żebracy emocjonalni, żerujący na litości innych ludzi, ich pragnieniu by być dobrym człowiekiem. Niestety - jeśli dobro nie wypływa z autentycznej potrzeby, a pragnienia zaliczenia dobrego uczynku czy utrzymania o sobie szlachetnej opinii, ponosi się duże straty. Pomaganie to wyższa sztuka, gdyż trzeba wiedzieć komu w ogóle można pomóc - większość ludzi chce uwagi i pieniędzy, wiedza i rozwijanie się ich nie interesuje.

Pomagając takiemu pasożytowi, wytraca się własny spokój wewnętrzny i energię, a żebraka utwierdza w przekonaniu że życie obwiesia się opłaca. Pomagając, można realnie zaszkodzić wielu ludziom a przede wszystkim sobie. Jeśli wytracę cały czas i energię na "pomaganie", to co zostanie dla mnie? A przecież jeśli nie będę miał w sobie spokoju i szczęścia, to co dam innym ludziom? Kolejną bajeczkę religijną, czy jakiś utopijny system filozoficzny? To tylko słowa, one nic nie zmienią. Zmieniać można poprzez własne zachowanie - ludzie powtarzają jak papugi to, co widzą w otoczeniu. Jeśli widzą godne zachowanie spełnionego człowieka, sami będą dążyć ku dobru. Widząc wariata który zachowuje się jak cierpiący człowiek, ale mówi ładne słowa, skopiują jego złe zachowanie maskując je farmazonami o Bogu, miłości i szczęściu na świecie.

Zmiana środowiska może uleczyć

Kilka lat temu zmieniłem środowisko w którym żyłem, by zauważyć jak pozytywne zmiany to we mnie i w moim życiu wywołało. Wtedy zrozumiałem, że jeśli toksyczne środowisko (społeczność) kształtuje frajerów (daje im złą wiedzę na temat kobiet i życia) i w ten sposób wystawia na nieopisane cierpienia (rozstania, kłótnie, tragedie, rozwody, utrata majątku), to trzeba stworzyć nowe środowisko, w którym jego uczestnik zetknie się z prawdą o kobietach i związkach, o tym jak żyć i jak działać by zwiększyć szansę na spełnione życie. Te środowisko stworzy mężczyznę silnego psychicznie, znającego zasady gry, dominatora w tłumie kukiełek, które nie mając tej wiedzy co on, ponoszą klęski. Tym co różni człowieka bawiącego się życiem od ofermy, nie jest wcale zawartość portfela, a wiedza i świadomość procesów które rządzą naszym życiem.

Kiedyś czytałem książki słynnego tresera psów (Cezar Milan), który leczył niegrzeczne czy znerwicowane psy, wprowadzając je do swojego, świetnie ułożonego stada piesków. Psi nerwus czy furiat naśladując zachowanie innych psów, szybko się socjalizował. Wiadomo że nawet dobry człowiek idąc do więzienia, może się zdemoralizować, a czasami bywa i tak, że kanalia w dobrym miejscu nabierze dobrych manier (rzadkość, ale zdarza się).­

 

Wygramy żywą masą

 

A jeśli nasz człowiek zostanie poddany presji toksycznej rodziny, kochanki czy żony - co potrafi kompletnie oszołomić człowieka, zmienić jego postrzeganie i namówić do samobójczych życiowo decyzji, tu zawsze będzie wielu tych, co swoją masą i argumentami przywrócą mu poczucie siły, godności i normalności. Przeważymy dużą grupą każdy wpływ psychiczny na naszych ludzi. Nikt nie wygra z całą, tak wielką grupą ludzi. I właśnie ten mechanizm pragnę wykorzystać do kreowania właściwych postaw, oraz ratowania ludzi z ciężkich opresji.

Zrozumiałem że trzeba stworzyć takie środowisko. Tylko jak? Wykorzystując to że przez wiele lat pisania zdobyłem wiernych czytelników, stworzyłem forum braciasamcy.pl., gdzie ich zaprosiłem. Są to ludzie już sporo wiedzący, rozumiejący jak to wszystko działa. Wykreowałem wizję, ale wielu za nią zapłaciło - to sympatycy i cisi zwolennicy, widzący w tym zdarzeniu szansę na uczynienie świata (i własnego życia) chociaż trochę lepszym.

 

Dzielenie się wiedzą, jak nasieniem z kobietą

 

Moi czytelnicy zaludnili jego puste przestrzenie, wypełniając je wiedzą i radosnym entuzjazmem wynikającym z dzielenia się wiedzą. Powoli zaczęli przychodzić nowi forumowicze, by dzielić się swoimi przemyśleniami, wiedzą i doświadczeniem. Im więcej rozmów, dyskusji i wymiany doświadczeń, tym więcej chętnych do skosztowania z tej fontanny niekończącej się, pozytywnej energii.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy żona i cała jej rodzina namawia faceta żeby przepisał na nich majątek. Bardzo częsta sprawa u nas. Presja olbrzymia - żona płacze że skoro nie chce dać dobytku, to nie kocha (więc wstrzymuje seks za karę, są ciche dni, awantury), rodzina na przemian wychwala, oraz prosi by przejść do różnych, mniej lub bardziej subtelnych gróźb. Taki człowiek w końcu się zgodzi, bo sam nie ma siły by się przeciwstawić tak dużej liczbie osób, zostaje zmiażdżony wykreowanym w nim poczuciem winy, niegodności, konieczności zrobienia tak, jak chcą silniejsi od niego. Dodatkowo cierpi na brak seksu, który zostanie mu udostępniony jak pozbawi się majątku. Ale gdy wejdzie w nasze środowisko, kilkaset osób go przekona by tego nie robił. I będzie to o wiele silniejsza presja, niż ta toksycznej rodziny. Nasz człowiek będzie miał poczucie że robi dobrze, że go popierają, że nie jest sam - nie da sobie wmówić poczucia winy, tego że krzywdzi żonę nie oddając jej wszystkiego co ma, nabierze energii i siły. Z czasem wsparcie psychiczne może przerodzić się we wsparcie prawne, a nawet fizyczne jak najbardziej. Chyba wszyscy znamy film, gdzie ojciec przyjeżdża na spotkanie z dzieckiem, a bracia byłej żony go biją na oczach bezradnej policji. Gdyby przyjechało z nim pięćdziesięciu "naszych" (a są u nas bokserzy, karatecy, zapaśnicy itd), schowali by się w kurniku ze strachu. Jeśli by się nie bali, roznieślibyśmy ich na strzępy (oczywiście w obronie wysoki sądzie!). Następnym razem nie byłoby problemów z egzekwowaniem praw ojca.

Braciasamcy.pl, miejsce zakazane

Wielu mężczyzn w ogóle nie zna normalności - wychowani w patologii (niekoniecznie biedzie), niejako z automatu przeskakują w patologię w związku z kobietą. Mówią że są na luzie i czują się szczęśliwi, a ich życie to absolutne bagno. To co ludzie opisują na forum o swoich związkach, sprawia że włosy stają dęba na głowie. Oni nie wiedzą że mogą żyć lepiej, ponieważ zostali przekonani o swej winie, niegodności, zostali wmanewrowani w bycie ofiarą i bankomatem bo "facet tak musi". Nie, nie musisz żyć w gnoju, ciągle przepraszać że żyjesz. Masz prawo do szacunku, do tego by Cię dobrze traktowano. Nie musisz być całe życie chłopcem na posyłki, który zarzyna się w robocie dla niedoceniającej tego hetery.

Dopiero u nas czytając teksty kolegów, dyskutując i przesiąkając aurą naszego miejsca, niejasne uczucie że coś w jego życiu nie gra, zaczyna mocno się zwiększać - a z czasem eksploduje. Gdy rana się otwiera, trzeba zmierzyć się z cuchnącą "ropą", ale później następuje szybka regeneracja i powrót do zdrowia. Nie jest tajemnicą, że wiele kobiet ZAKAZAŁO czytać braciasamcy.pl swoim facetom, reagują histerycznie na samą o nim wzmiankę, a już nie daj Panie Boże o mojej stronie samczeruno.pl. Z niektórymi mogę komunikować się tylko przez "lewe" meile, bo wszystko inne jest systematycznie przetrząsane i sprawdzane. Te forum jest diabelsko skuteczne - i nigdzie w sieci nie ma takich ludzi na poziomie. To nie miejsce dla gówniarzy, a dla ludzi którzy coś już w życiu zrozumieli, a przede wszystkim w coś zwątpili.

 

Hydraulicy i nożownicy

 

Taki właśnie mam cel, byśmy stali się tak silni, że przejdziemy ze świata wirtualnego do realnego - zresztą już odbyło się wiele spotkań, rodzą się przyjaźnie i zacieśniają znajomości. Cel odległy, ale do tego miejsca też dochodziłem latami, wśród szyderstw i głośnego śmiechu otoczenia. Wiele razy chciałem przestać, ale wiedziałem że kiedyś osiągnę coś większego i ważniejszego niż moje lęki i obawy. Teraz śmiechu jakby znacznie mniej, za to u wielu "kumatych" jest podziw, gdyż uświadamiają sobie do czego wszystko zmierza.

Skaleczeni przez kobiety (a raczej fałszywą ich wizję) faceci mogą wejść w naszą grupę, poznać jak wygląda psychologia kobiety, jak wygląda życie. Bez cenzury, politycznej poprawności i ściemniania. Piszemy o mężatkach, dziwkach, narkotykach, bójkach, morderstwach, nienawiści i miłości. Jesteśmy normalnymi facetami, którzy w pojedynkę z tym szaleństwem nie mają szans. Jest u nas cały przekrój społeczeństwa. Są prawnicy, lekarze, architekci, weterynarze, hydraulicy, kierowcy, budowlańcy, bandyci, nożownicy, korwinowcy, lewacy, geje. Są też cwaniacy, którzy widząc mocną grupę chcą się podłączyć do korzyści jakie ona generuje, ale tam gdzie piękne rośliny, zawsze pojawiają się chwasty. Tego się uniknąć nie da.

 

Kochamy kobiety, ale nie na ich zasadach

 

Mamy wielu wrogów, ale i wielu przyjaciół. Rozrastamy się, rośniemy w siłę. Wielu się nie podoba to, że pokazujemy jak wygląda obdarta z kłamstw prawda. Na szczęście niewiele mogą nam zrobić, oprócz szczekaniny na sunącą powoli, ale pewnie i trwale karawanę. To nie mesjanizm ani sekta - nie prowadzę ludzi do nieba, a do wypracowania lepszej jakości życia. W mojej wizji jest to środowisko, które uczy ludzi jak wygląda prawdziwe życie oraz związki z kobietami. Nie jesteśmy wrogami kobiet, tylko ich przyjaciółmi - wiedząc jakie są zasady gry z nimi. Na pewno nie takie, jak na komediach romantycznych. Kochamy je, ale nie damy się "wyruchać". Zgnoję każdego, kto liczy że znajdzie sobie u nas koleżków, którzy będą nienawidzić kobiet, gardzić nimi. To nie takie miejsce. Tu uczymy się o kobietach, tym jak zostały uwarunkowane - nie ma tu miejsca na poniżanie czy pogardę. I by pokazać swą dobrą wolę, stworzyłem na forum dział "Rezerwat dla Kobiet", gdzie mogą pisać sobie Panie. Co chcą, to mają - i chętnie się udzielają, bo wiele z nich doświadczyło nieszczęść ze strony innych kobiet, czy też rozumieją co wyprawiają ich "siostry", co to wydrapią oczy bo dziewczyna kupiła ładniejszą sukienkę, czy poznała miłego faceta. Nie mogą jednak pisać u nas, natomiast my możemy u nich. Dlaczego tak postąpiłem? Ponieważ w dzisiejszym społeczeństwie kobieta niemalże wszystko może. Jak chce mieć to co ma facet, krzyczy o seksiźmie i równouprawnieniu. Gdy chce coś uzyskać, udaje słabą i płacze. U nas jest inaczej - symbolicznie wykreowałem taką sytuację, gdzie kobiety mają mniejsze prawa, czyli wprowadziłem pożądaną przez nie równość.

Pragnę by nasze środowisko było potężne, mocne. By ludzie integrowali się także poza forum, tworząc silne źródła wiedzy i wsparcia. Marzę o chwili gdy będziemy na tyle potężni, by włączyć się w oszukujący ludzi i czyniący ich psychicznymi kalekami nurt mediów. Moim celem jest stworzenie takiej przystani, miejsca dla nas - gdzie wszyscy będziemy mogli się spotkać, bawić, nabywać wiedzy i kreślić nowe wizje. Dziś jesteśmy w internecie, ale za ileś lat przeniesiemy to wszystko w świat realny. Nigdy nie będziemy masowi, bo masa to głupota a mądrość jest w niewielu ludziach. Ale nawet mała grupka gentlemanów, dobrze zorganizowana i zarządzana, może dużo zrobić dla swojego dobra.

Klub gentlemanów

Czeka nas jeszcze wiele pracy, ale celem jest jak największa integracja, stworzenie siły by każdy mógł z niej czerpać gdy osłabnie, albo gdy zostanie osaczony przez silniejszych od siebie. To będzie taki klub gentlemanów, którzy będą sobie wzajemnie pomagać w kłopotach. Jednostka, zwłaszcza w tym kraju, niewiele może. Grupa może wszystko. Świata nie zbawimy, ale uczynimy nasze życie łatwiejszym i bezpieczniejszym.