Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

catwoman

Samice
  • Zawartość

    191
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

79 Świetna

1 obserwujący

O catwoman

  • Tytuł
    Szeregowiec
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Ostatnie wizyty

561 wyświetleń profilu
  1. @Epsilon, akurat "Gotowe na wszystko" to zajebisty serial, widać że nie oglądałaś
  2. Ja noszę nazwisko po mężu, w moim podpisie zarówno pierwsza litera imienia jak i pierwsza litera nazwiska są znacznie większe od pozostałych. Osobiście nigdy nie słyszałam o podkurwianiu męża małą literą nazwiska Dokumenty dokumentami, ale sprawdź jak żona pisze tę literę w innych wyrazach, może taki ma charakter pisma i dla niej to jest wielka litera.
  3. @Artem nie zagalopowałeś się nieco? Temat o definiowaniu męskości był na forum (a samo słowo jest tutaj odmieniane przez wszystkie przypadki) a jak pojawia się temat o kobiecości to już ból dupy, że ktoś woła o atencję? Autorka tematu ma trochę pretensjonalny styl wypowiedzi, ale bez przesady... :>
  4. @Rita podejrzewam, że ilu użytkowników tyle opinii. Kobiecość sama w sobie kojarzy się pozytywnie - z ciepłem, powabem, delikatnością. A to, że kobiety dzisiaj nie są kobiece to już zupełnie inna sprawa...
  5. Co prawda poematu nie napiszę, ale oczywiście naszemu kochanemu Mareczkowi życzę wszystkiego co najlepsze Płodnego umysłu, skutera szybszego niż Skoda i wielu wspaniałych uniesień... duchowych :> Buziaczki od Kocicy :*
  6. A ja święta lubię, uwielbiam wręcz. W zasadzie choinka to jedyne co mój mąż robi przy świętach (przywiezienie, wstawienie do stojaka, strojenie ze mną) a tak to wszystko robię sama. I to oczywiście żadna zasługa, trudno, żeby facet się zajmował organizacją świąt jak ma babę w domu Mąż nazywa mnie "Christmas nazi" bo o świętach zaczynam myśleć we wrześniu. A tak jakoś mam, że przed świętami to nawet sprzątać bardziej lubię W tym roku wigilia u nas, więc choinka będzie po sam sufit. Już nie mogę się doczekać jak za jakieś 2 lata córa będzie kumała o co chodzi ze Świętym Mikołajem i będzie można ją wkręcać, że Mikołaj idzie... Ale łapię każdą chwilę, jest pięknie
  7. Również średnio wspominam większość swoich nauczycielek, jednak najlepsi nauczyciele to w moim przypadku były kobiety - jakoś tak wyszło, że najlepiej wspominam polonistki, ale może to też kwestia tego, że język polski był jednym z moich ulubionych przedmiotów. W podstawówce nauczyciele płci męskiej byli totalnie niezaangażowani, jakby trafili do tej pracy przez przypadek. Nie zatruwali szczególnie życia, ale też nie interesowali się zbytnio uczniami. W LO było podobnie - zrobić swoje i nara, inicjatywy zero.
  8. 9 miesięcy staż (de facto rok, bo staż zaczyna się we wrześniu i kończy z końcem roku szkolnego, kolejne lata "przerw" i awansów liczą się od kolejnego września) 2 lata przerwy - obowiązkowe (liczone od września) 2 lata i 9 miesięcy awans na mianowanego 1 rok przerwy - obowiązkowe (tu edytowałam, bo doczytałam, żeby nie było ) również liczymy od września 2 lata i 9 miesięcy na dyplomowanego Ile Ci wyszło? Powtarzam, nie da rady "przeskoczyć", jak to napisałeś, awansu w 6 lat, a nawet w 6 lat i 3 miesiące
  9. @Mosze Red nie masz racji, do zrobienia awansu zawodowego potrzeba minimum 10 lat - między kolejnymi "awansami" muszą być 2-letnie przerwy, nie można skończyć awansu na mianowanego i zaraz zaczynać awans na dyplomowanego. Do tego dochodzą jeszcze kwestie (w przypadku kobiet) urodzenia dziecka co przy jednym dziecku może opóźnić cały awans o dwa lata - awans można rozpocząć tylko od września, jeśli kobieta wraca z macierzyńskiego w listopadzie, czeka do września żeby rozpocząć awans. Jak po drodze trafi się drugie dziecko to awans zaczyna od nowa, kilka lat później Oczywiście akurat to jest kwestią osobistych wyborów, ale biorąc pod uwagę, że kobieta w ciągu życia produkuje 400 komórek jajowych to akurat moim zdaniem, nie ma nad czym się zastanawiać :> Do tego należy dodać, że przez ten czas trzeba mieć ciągłość zatrudnienia. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w moim mieście większość ofert pracy dla nauczycieli to oferty pracy na zastępstwo, więc można co najwyżej zrobić roczny staż a potem liczyć, że jakoś to będzie
  10. Nie no OK, tym nie mniej na etacie dużo nie zarobi :> Nie wiem jak wygląda rynek korków (czy faktycznie tak łatwo znaleźć chętnych na tyle godzin), więc ciężko mi się do tego odnieść
  11. Kryterium finansowe jest tutaj nie bez znaczenia Jak kobieta zarabia ok. 2,5 tys miesięcznie to nikt się nie czepia i nie nazywa jej nieudacznikiem, jak facet - no cóż, bywa różnie Oczywiście to zależy od stopnia awansu zawodowego, ale tak czy inaczej finansowo szału nie ma. Ponadto dla kobiet jest to atrakcyjna praca ze wzgędu na niski wymiar godzin, które trzeba przepracować w miejscu pracy, dużo łatwiej godzić pracę z opieką nad dzieckiem niż pracując 8 godzin dziennie poza domem.
  12. @Szatynka poczytaj trochę forum (po postach widzę, że za dużo czasu na to nie poświęciłaś), przetraw je w sobie, poczytaj i posłuchaj Marka... Sorry, ale nawet za bardzo nie ma o czym gadać Buziaczki
  13. Ten tekst był żenujący niezależnie od intencji, sytuacji i stanu umysłowego zainteresowanych No zdecydowanie nie rozumiem ;]
  14. O kurna, wyjatkowo zgadzam się w całej rozciągłości z @Mosze Red BTW, jakbym usłyszała tekst: to bym umarła z zażenowania. Przy tym nawet tekst o spadaniu z nieba jest szczytem polotu i klasy Z pewnością nie opowiadałabym o tym koleżankom, to dla mnie "podryw" na poziomie gwiżdżących robotników z budowy... Pozostałe teksty - również żenada, choć nie tak spektakularna. Oczywiście, żeby nie było - komplementy mają moc, jak kobieta czuje się pożądana to można "swoje" ugrać, ale trzeba to zrobić dobrze, na pewno nie tak jak przedstawiła to autorka wątku. Panowie, nie idźcie tą drogą...
  15. Ja zauważyłam, że moje relacje z innymi kobietami są dobre, o ile nie są zbyt intensywne. Generalnie żadnej koleżanki nie nazywam "przyjaciółką" (imho między kobietami nie ma przyjaźni), ale z dwiema z którymi gadam najczęściej, od czasu do czasu są jakieś kwasy. Najgorsze, że u bab te kwasy nie zawsze są "wprost". Jedna z nich akurat jest taka, że wszystko wygarnie (nie zliczę ile razy słyszałam, że mam się za lepszą od niej itp. ), zdarza nam się nie gadać przez pół roku, ale potem sytuacja jest czysta i się z tego śmiejemy. Z drugą nie ma kłótni, ale o wiele bardziej wkurwia mnie typ dopierdalanek niepowiedzianych wprost. Takie aluzje, przytyki czy odniesienie czegoś do swojej sytuacji "ja w tej sytuacji..." blablabla. Bliskie i nienaznaczone kobiecą spierdoliną relacje utrzymuję tylko z siostrą No i z mamą i córką, ale to co innego Pozostałe koleżanki lubię, niektóre nawet bardzo, jednak widujemy się raz, dwa razy w miesiącu (albo rzadziej) lub ograniczamy relacje do pracowniczych. I z tymi dziewczynami bardzo się lubię, życzę jak najlepiej itp. Zauważyłam, że im więcej różni mnie i jakąś kobietę, tym większa szansa na to, że moja sympatia do niej będzie duża. Laski które są do mnie podobne pod wieloma względami traktuję jak konkurencję. Życie