Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

catwoman

Samice
  • Zawartość

    198
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

80 Świetna

1 obserwujący

O catwoman

  • Tytuł
    Szeregowiec
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Ostatnie wizyty

657 wyświetleń profilu
  1. @Selqet, przestań, kobiety nie mają duszy
  2. @SennaRot Kwestia finansowa oczywiście jest istotna, bo jeśli na jedno dziecko gotowe do adopcji przypada kilka chętnych par, to sąd - kierując się dobrem dziecka, najczęściej wybiera tę, która może zapewnić mu najlepsze warunki do życia. Oczywiście kompetencje rodzicielskie są sprawdzane na samym początku, ale zazwyczaj jest tak, że z wszystkich "kompetentnych" dziecko dostają ci z najlepszym zapleczem finansowym. Co do kwestii władzy rodzicielskiej, to ile jestem w stanie zrozumieć, że jedna impreza z udziałem dziecka to nie powód do odebrania praw rodzicielskich, o tyle cykliczne wizyty dziecka w pogotowiu opiekuńczym - jak najbardziej. W praktyce niestety wygląda to tak, że o ile nic się nie stanie - dziecko jest zwracane rodzicom lub przebywa w placówce... bo przesłanek za mało by prawa rodzicielskie odebrać. I dzieciaki żyją po kilka lat w tych domach dziecka, a rodzice interesują się nimi jak sobie przypomną... jedni częściej, inni rzadziej. Są tacy co nawet na wigilię nie zabierają... Zaraz się wkurwiam jak o tym pomyślę...
  3. Ponieważ autor, prawdopodobnie z niewiedzy, napisał nieprawdę, sprostuję... Jakkolwiek mogę zrozumieć, że państwa nie stać na finansowanie in vitro, tak po raz kolejny widzę bzdury na temat rzekomych dzieci czekających w domu dziecka na adopcję. Ponieważ, tak się składa, że trochę o tym wiem, to Was oświecę. Otóż dzieci do adopcji nie ma. I kłamstwo pod tytułem "nie rób in vitro, adoptuj" opiera się na tym samym błędnym założeniu co "wyskrob, przecież co to za życie w domu dziecka" albo "lepiej dwóch tatusiów, niż dom dziecka". Po zdrowe (a nawet "prawie zdrowe") dzieci ustawia się kolejka chętnych. Owszem, dzieci w domach dziecka są, ale to są dzieci ludzi, którzy mają ograniczone prawa rodzicielskie, a nie odebrane, a co za tym idzie - takich dzieci nie można adoptować, ponieważ ich rodzice wciąż mają do nich prawa (ograniczone, ale jednak). Do odebrania praw rodzicielskich trzeba o wiele więcej niż kilka libacji z udziałem dzieci czy niewywiązywanie się z obowiązków rodzicielskich. Dodatkowo, o ile sprawa nie jest ewidentna (zazwyczaj to te, które nagłaśniają media) to takie sprawy toczą się latami - a dzieciaki rosną... Oczywiście są również dzieci ciężko chore - te faktycznie można adoptować od ręki, ale to są dzieci wymagające stałej opieki, często "warzywa", także darujcie sobie złośliwości o tym, żeby adoptować dziecko chore, bo mało kogo na to stać. Dlatego o ile mogę zrozumieć argumentację, że państwa nie stać na refundację in vitro, o tyle bajki o tym, że w razie czego można sobie bez problemu adoptować dziecko są, delikatnie mówiąc, przesadzone. A dziecka pragną nie tylko kobiety (prawda?), mężczyźni też cierpią gdy chcą a nie mogą mieć dziecka. Pewnie łatwiej jest im się z tym pogodzić (może się mylę), ale podejrzewam, że argument o tym, że "nie każdy musi się rozmnażać" również do nich nie trafia. A co do tego, że kobiety nie potrafią pokochać adoptowanego dziecka. Znam jedną kobietę, która adoptowała córkę (dziecko poczete w wyniku gwałtu). Ta pani w ogóle nie ukrywała, że jej córka jest adoptowana... a mówiła o niej z taką miłością i zafascynowaniem, że trudno nazwać to inaczej niż miłością. Córka miała wtedy 6 lat, adoptowała ją gdy miała 3 miesiące. Ale oczywiście potwierdziła to, co wiem na temat adopcji dzieci w Polsce - ona i jej mąż wprost usłyszeli, że "dostali" dziecko bo mają duży dom z ogrodem...
  4. http://www.dzienniknarodowy.pl/5428/wielkie-uczucie-34-letniego-imigranta-i-71-letnie/ Nie wiem jak Wy, ale mu wierzę...
  5. W miejscu chłopa wstawmy babę, a w miejscu "kasa" wstawmy "wygląd"... Jak się dostało dobry zestaw genów to wszystko gra i buczy, jak się nie poszczęściło to lipa. A z kiepską twarzą niewiele można zrobić. Mam w pracy taką koleżankę - szczupła, wysoka, z twarzą... do której trzeba się przyzwyczaić. Oprócz tego miła, pomocna, bezkonfliktowa, pracowita, skromna. Jak myślisz, długie kolejki zainteresowanych facetów się do niej ustawiają? Pewnie, nie jest fajnie, że kasiura coś tam jednak znaczy (choć myślę, że np. @Mosze Red'owi jakoś to nie przeszkadza ) dla kobiet, ale też nie popadajmy w skrajności. To, że faceci lecą na duże cycki nie znaczy, że będzie to jedyne kryterium, którym będą się kierowali prawda? No, przynajmniej nie wszyscy... Podobnie jest z kasiurą - niewątpliwie wraz ze stanem konta notowania rosną, ale nie jest to jedyny wyznacznik atrakcyjności. No, chyba, że mówimy o naprawdę potężnych kwotach, ale niestety nikt naprawdę bogaty nigdy za mną nie latał Także tutaj doświadczeniami się nie podzielę Panowie również byliby w stanie wybaczyć więcej pani o wyglądzie Emily Ratajkowski, niż Manueli z Big Brothera. Życie. @Normalny wyczuwam jednak pewien zawód, ale może mi się wydaje @Długowłosy no też już trochę tym rzygam, ale inna sprawa, że niektórzy faceci nie chcą znać prawdy... no to panie im jej nie mówią
  6. Kasiura oczywiście dodaje atrakcyjności, nie miejmy złudzeń. Ale to nie jest tak, że poleciałabym na jakiegoś karka idiotę tylko dlatego, że wsiadł do wypasionej fury. Podstawa musi być, jak sięgam pamięcią to zawsze pierwsze punkty facet zdobywał u mnie za poczucie humoru (!), inteligencję, gust muzyczny, poglądy polityczne ;P I zazwyczaj jak te rzeczy mi grały, to nawet wygląd nie był jakoś specjalnie istotny - ot, żeby normalnie wyglądał. Z drugiej strony swojego męża poznałam mając lat 22, więc w tym wieku i młodszym to jeszcze człowiek młody był i ideały miał No, ale faktycznie jest tak, że koleś zarabiający mniej ode mnie pewnie średnio by mnie interesował (chyba, że miałabym 33 lata i nie miała dziecka... wówczas brałabym pierwszego lepszego który ma dwie ręce i dwie nogi ), podobnie jak panów średnio interesuje laska 5/10 gdy sami są 7/10. Szczerze mówiąc nie wiem co tak panów irytuje w tym, że panie lecą na kasiurę. Kobiety które nie leciały na zasoby samca wyginęły wraz ze swoim potomstwem gołodupców na drodze ewolucji
  7. Cześć Samico
  8. @Epsilon, akurat "Gotowe na wszystko" to zajebisty serial, widać że nie oglądałaś
  9. Ja noszę nazwisko po mężu, w moim podpisie zarówno pierwsza litera imienia jak i pierwsza litera nazwiska są znacznie większe od pozostałych. Osobiście nigdy nie słyszałam o podkurwianiu męża małą literą nazwiska Dokumenty dokumentami, ale sprawdź jak żona pisze tę literę w innych wyrazach, może taki ma charakter pisma i dla niej to jest wielka litera.
  10. @Artem nie zagalopowałeś się nieco? Temat o definiowaniu męskości był na forum (a samo słowo jest tutaj odmieniane przez wszystkie przypadki) a jak pojawia się temat o kobiecości to już ból dupy, że ktoś woła o atencję? Autorka tematu ma trochę pretensjonalny styl wypowiedzi, ale bez przesady... :>
  11. @Rita podejrzewam, że ilu użytkowników tyle opinii. Kobiecość sama w sobie kojarzy się pozytywnie - z ciepłem, powabem, delikatnością. A to, że kobiety dzisiaj nie są kobiece to już zupełnie inna sprawa...
  12. Co prawda poematu nie napiszę, ale oczywiście naszemu kochanemu Mareczkowi życzę wszystkiego co najlepsze Płodnego umysłu, skutera szybszego niż Skoda i wielu wspaniałych uniesień... duchowych :> Buziaczki od Kocicy :*
  13. A ja święta lubię, uwielbiam wręcz. W zasadzie choinka to jedyne co mój mąż robi przy świętach (przywiezienie, wstawienie do stojaka, strojenie ze mną) a tak to wszystko robię sama. I to oczywiście żadna zasługa, trudno, żeby facet się zajmował organizacją świąt jak ma babę w domu Mąż nazywa mnie "Christmas nazi" bo o świętach zaczynam myśleć we wrześniu. A tak jakoś mam, że przed świętami to nawet sprzątać bardziej lubię W tym roku wigilia u nas, więc choinka będzie po sam sufit. Już nie mogę się doczekać jak za jakieś 2 lata córa będzie kumała o co chodzi ze Świętym Mikołajem i będzie można ją wkręcać, że Mikołaj idzie... Ale łapię każdą chwilę, jest pięknie
  14. Również średnio wspominam większość swoich nauczycielek, jednak najlepsi nauczyciele to w moim przypadku były kobiety - jakoś tak wyszło, że najlepiej wspominam polonistki, ale może to też kwestia tego, że język polski był jednym z moich ulubionych przedmiotów. W podstawówce nauczyciele płci męskiej byli totalnie niezaangażowani, jakby trafili do tej pracy przez przypadek. Nie zatruwali szczególnie życia, ale też nie interesowali się zbytnio uczniami. W LO było podobnie - zrobić swoje i nara, inicjatywy zero.
  15. 9 miesięcy staż (de facto rok, bo staż zaczyna się we wrześniu i kończy z końcem roku szkolnego, kolejne lata "przerw" i awansów liczą się od kolejnego września) 2 lata przerwy - obowiązkowe (liczone od września) 2 lata i 9 miesięcy awans na mianowanego 1 rok przerwy - obowiązkowe (tu edytowałam, bo doczytałam, żeby nie było ) również liczymy od września 2 lata i 9 miesięcy na dyplomowanego Ile Ci wyszło? Powtarzam, nie da rady "przeskoczyć", jak to napisałeś, awansu w 6 lat, a nawet w 6 lat i 3 miesiące