Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Herbu Mizogin

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    114
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

142 Świetna

O Herbu Mizogin

  • Tytuł
    Szeregowiec
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Wszystkiego dobrego!
  2. Nieśmiało zauważę, że u wielu gatunków samiec ,,inwestuje'' w przekazanie swoich genów życie, którego utrata jest tożsama z definitywną anihilacją jego możliwości przekazywania genów. Dotyczy to wszystkich gatunków, u których rywalizacja samców o samice wiąże się z walką prowadzącą do śmierci, trwałego okaleczenia czy odrzucenia przez stado przegranego samca. Istnieją gatunki owadów, gdzie zapłodnienie samicy jest wręcz równoznaczne ze śmiercią samca. Rozmaite wyobrażenia w kulturach pierwotnych, które antropologia ujmuje wspólnie jako ,,vagina dentata'' powstały z dużym prawdopodobieństwem w oparciu o te właśnie dane czerpane przez naszych dalekich przodków z codziennych obserwacji świata przyrody. Na marginesie: nie ukrywam, że z zainteresowaniem będę śledził jak ,,zasada ewolucjonistyczna'' sprawdzi się w odniesieniu do zapładniania przez użytkownika Waginator umysłów Braci na naszym forum. Niejaki Ryszard był równie oświecony.
  3. Są do śmieszności poważne w błahych sprawach i, odwrotnie, potrafią żartować w wulgarny sposób ze spraw domagających się jakiegoś, choćby i pozoru, powagi. Najogólniej: brak umiejętności rozróżniania między komicznym, a tragicznym. Z tego wynika, że ciężko dzisiaj przy kobiecie odpocząć - utraciły kompletnie zdolność prowadzenia lekkiej, dowcipnej rozmowy, a jeśli chodzi o rozmowy z Paniami to więcej nie wymagam. W ogóle to, mając świadomość naturalnych ograniczeń, niewiele od kobiet wymagam - oczywiście jeszcze poza tym żeby były młode, ładne, zgrabne i zadbane. Może dlatego tak uderza mnie, że już im się nawet nie chce dzisiaj ćwiczyć w tej upadającej powoli sztuce jaką jest flirt (zastąpionej przez ,,dziubkowanie'' na facebooku czy instagramie).
  4. Po pierwsze to mądrości Pana Sonika należy słuchać z dystansem biorąc pod uwagę jakie były początki jego ,,prywatnej'' inicjatywy w latach 80-tych i jak wyglądają jego obecne, manifestowane publicznie, polityczne sympatie. Większym autorytetem w dziedzinie doboru kadr jest dla mnie dowolny, drobny 35-40 letni przedsiębiorca zatrudniający kilkanaście osób i zarządzający firmą na miejscu - ktoś kto odczuwa w sposób bardziej bezpośredni każdy błąd w obsadzie personelu (bo nie liczy zysku w setkach tysięcy, ale w dziesiątkach) i ma możliwość poczynienia codziennych psychologicznych obserwacji na pracownikach. Kobieta w pracy nie przestaje przecież być przede wszystkim kobietą, a więc istotą, która pozór nauczyła się cenić wyżej od rzeczywistych, twardych danych. Wyraża się to w relacji czynności widzialnych do ich efektywności. Panie potrafią stworzyć wrażenie tytanicznej pracy, a odbywa się to często przy pomocy plotek, śmiesznych malutkich intryg, których rezultaty mniej wytrawny obserwator dostrzega poniewczasie albo i nie dostrzega wcale. Odpowiedzialność kobiet w pracy to kolejna wersja bajki o cnotliwej księżniczce. Mam to okazję obserwować na co dzień w miejscu, gdzie prowadzę swoją działalność, a gdzie znajduje się jeszcze kilka innych firm. Po ,,fajrancie'' (a więc punkt 16:00 albo 17:00) Panie w pośpiechu opuszczają miejsce pracy, podczas gdy widok mężczyzn zostających ,,po godzinach'' jest czymś normalnym. Pan Sonik odpowiedziałby zapewne, że to dlatego, że są bardziej efektywne. Co innego, kiedy właściciel jest na miejscu, wtedy potrafią się ,,poświęcić'' i zostać dłużej. Każda bez wyjątku loszka traktuje swojego szefa, o ile zasobność jego portfela idzie w parze ze znośną prezencją , jako potencjalną gałąź, a mechanizmy są te same co w tzw. życiu prywatnym. Dopóki będzie dostrzegała, choćby i urojoną szansę, na skuteczne przeskoczenie na tę gałąź będzie się ,,starała''.
  5. Przecież już to zdanie jest wyrazem nie czego innego jak...poprawności politycznej. Widzisz, wielka polityka to co innego - w niej nie chodzi o to żeby ..wiedzieć'' post factum, ale żeby przewidywać i zapobiegać. Demokratyczne obłaskawianie rzeczywistości zostawmy wszelkiej maści neomarksistom, których system myślenia politycznego, jak przypuszczam zupełnie nieświadomie, podzielasz. Tylko nie zdziw się jeśli kiedyś będziesz zmuszony, podobnie jak to czynią co 10-20 lat geniusze lewicowej myśli politycznej, do kolejnej teoretycznej rewolty i mowy o ,,wypaczeniach'' kiedy już Saraceni się u nas na dobre zadomowią.
  6. Nie wiem gdzie mieszkasz, ale ja mam niestety (a raczej do niedawna miałem, bo ostatnio rzadko wychodzę do miasta) częsty kontakt z tymi ,,studentami'' w klubach. I to co obserwuję to, że zachowują się w większości tak jakby przebywali w tych miejscach na szczególnych prawach. Zresztą w wielu lokalach rzeczywiście te dodatkowe prawa posiadają - bramkarze reagują kiedy odpierdoli coś Polak, ale jak to samo zrobi jakiś ,,sokrates'' czy ,,erazmus'' to jest OK - obcy mogą np. bezkarnie tłuc szkło i prowokować bójki. Coś co jeszcze 10-15 lat temu było nie do pomyślenia, ale w końcu lata pracy różnych onetów i TVN-ów zrobiły swoje - żaden właściciel lokalu nie życzy sobie wizyty ekipy telewizyjnej, która nakręci materiał o ,,rasistowskiej'' selekcji w jego klubie. Swoje dokładają też loszki, z których ok. 50% to grupa pozwalająca śniadym na zachowania za jakie Polak z miejsca oberwałby z liścia. Nieważne jest przy tym, że wspomniane niewiasty razem ze swoimi śniadymi adoratorami generują sumarycznie góra 10-15% weekendowego obrotu. One przychodzą ze względu na egzotykę, a nasze białorycerstwo wydaje kasę ze względu na to, że one w ogóle przychodzą (nie dla nich) i tak się to kręci. Co do ostatnich wydarzeń to wyobraźmy sobie jakie podniosłoby się larum gdyby sytuacja była odwrotna, tzn. jakiś Zdzisiek ze Stefanem prowadzący bar pt. ..Obiady Domowe'' zasztyletowaliby Araba za to, że wrzucił do środka ich lokalu petardę. Już widzę te nagłówki na onecie: ,,Świętujący Nowy Rok student z Tunezji zabity w Ełku''. I dalszy opis: ,,Grupa studentów z Tunezji postanowiła spędzić Sylwestra zgodnie z polską tradycją. Niestety, nie wszystkim uczestnikom sylwestrowej zabawy w Ełku się to spodobało''.
  7. Dla mnie osobiście zawsze najbardziej absurdalnym elementem współczesnego świata był samochód jako przedmiot sprowadzony do roli fetyszu i emblematu statusu społecznego zarazem, a to dlatego, że we wszystkich zdrowych, męskich kulturach i epokach powożenie było uznawane przez elity za czynność hańbiącą (skoro autor tego świetnego wątku powołał się na słowa Marka Aureliusza warto wspomnieć o jego zniewieściałym synu Kommodusie, który powoził zaprzęgami w cyrku, godząc tym samym, w opinii rzymskich historyków, w cesarski majestat). Sam przez długi czas byłem przez przedstawicieli matrixa (rodzina i znajomi) wręcz dręczony pytaniami: ,,dlaczego nie zrobisz prawa jazdy i nie kupisz sobie jakiegoś auta'', ale tylko do czasu dopóki nie zacząłem zarabiać tyle, że stać mnie było na coś dużo lepszego niż Skoda na gaz. Przypuszczam, że ta przemiana w ich myśleniu jest powiązana z przeczuciem, że gdybym teraz ten samochód kupił to mógłby się okazać ,,za drogi'', ,,za dobry'', co stanowiłoby dla nich podwójne upokorzenie, jako że zmaterializowałby się niejako w tej postaci triumf wszystkich moich uznawanych przez lata za dziwactwo przekonań nad obranym przez nich popularnym modelem życia. Na to jestem jednak zbyt wygodny i zbyt mało złośliwy... Podobnym do ,,powożenia'' faktem współczesnej kultury jest ,,aktor'' - zawód niegdyś hańbiący, co było poparte powszechnym w świecie starożytnym i słusznym skądinąd rozumowaniem, że ktoś kogo profesją jest udawanie, naśladowanie powinien z konieczności wzbudzać nieufność w sferze stosunków cywilno-prawnych i w codziennym życiu prywatnym. Nie wspominając już o bliższych nam czasach i o tym jaką jeszcze rolę, poza tymi przedstawianymi na scenie, pełniły aktorki w życiu mężczyzn. Współczesne wywyższenie ,,aktora'' stanowi zresztą tylko etap do wszelkiego rodzaju portali społecznościowych, gdzie najordynarniejsze oszustwo, wszelki ,,retusz'', dobrze podany ,,fake'' zostało wreszcie uświęcone jako cnota. A rozpatrywany w wymiarze ekonomicznym taki facebook jest tylko próbą zupełnego utożsamienia człowieka ze sprzedawanym produktem...
  8. Problemem nauki jako teorii jest właśnie, że wierzy w ,,te same'' pojęcia. Przynajmniej gdzieś tak od czasów Oświecenia (niektórzy historycy nauki twierdzą wręcz, że dopiero wtedy nauka w ogóle powstała), bo wcześniej była ona bliska starożytnej ,,techne'' rozumianej jako pewna praktyczna ,,umiejętność''. Co do Younga to osobiście myślę, że jego rozważania i co najważniejsze DOŚWIADCZENIA byłyby niemożliwe gdyby nie nasiąknął atmosferą angielskiego, specyficznie sceptycznego nurtu filozofii w osobach Hume'a i Berkeleya. Podejrzewam, że znał też Kanta.
  9. XYZ w poście powyżej bardzo dobrze ten mechanizm ujął, przynajmniej ja też tak to widzę.
  10. I to jest myśl. Zawsze mnie ciekawiło co znane mi divy robią w święta.
  11. Chyba nie wymagasz ode mnie żebym streścił Ci ,,Krytykę czystego rozumu'' i wszystkie odniesienia do niej w filozofii Nietzschego w jednym poście? Ale mimo wszystko spróbuję. Już Kant dostrzegł, że to co ,,poznajemy'' i uznajemy za ,,prawdę'', ,,wiedzę'' jest zależne od naszych, czysto ludzkich, gatunkowych form poznania (tymi formami są przede wszystkim czas i przestrzeń). Przerażony konsekwencjami dokonanego odkrycia stworzył pojęcie ,,rzeczy samej w sobie'' - niepoznawalnego bytu, który byłby jednak ,,prawdziwy'' niezależnie od dających się zrelatywizować form poznania. Natomiast Nietzsche wyciągnął ostateczne konsekwencje z dokonanego przez Kanta odkrycia i uznał każde jednostkowe poznanie za ,,perspektywiczne'', tzn. stanowiące tylko interpretację i nie dające się sprowadzić do żadnego wspólnego mianownika. Kontynuacją tych tropów są m.in. XX-wieczne teorie epistemologiczne, które badając język nauki dochodzą do wniosku, że każda bez wyjątku teoria naukowa jest osobną narracją zbudowaną w oparciu o twierdzenia a priori nie powiązane żadnym związkiem logicznym z poprzedzającymi ją teoriami (uściślając to każda teoria naukowa TWORZY od podstaw swoją własną logikę). Wittgensteina doprowadziło to do rozważań nad naturą języka w ogóle, Goedla do obalenia arytmetyki, a fizyków-praktyków do uwzględnienia ,,wpływu'' obserwatora na zachowanie obserwowanego obiektu. To tak w baaardzo dużym skrócie. A co do ,,genów'', to co to jest ,,selekcja'', co to jest ,,ewolucja''? W jakiej czasowej (naszej, subiektywnej) perspektywie ją rozpatrujemy? I czy jednostkowej czy gatunkowej? Najprostsze organizmy przetrwały setki tysięcy lat , z naszego punktu widzenia nie ewoluując...
  12. Bernard Mandeville - ,,Skromna obrona domów publicznych albo rozprawa o porubstwie''.
  13. To Ja ze swojej strony zadam Ci bardziej fundamentalne pytanie: co to znaczy ,,opisać w sposób naukowy'' i co różni ,,naukowy opis'' od jakiejkolwiek innej ,,nienaukowej'' wypowiedzi? Zakładam przy tym, że zapoznałeś się z epistemologią Kanta i jej krytyką w postaci nietzscheańskiego perspektywizmu, a także z pracami Kuhna, Heisenberga, Goedla i Wittgensteina.
  14. Georg Christoph Lichtenberg - proponuję zapoznać się z jego dziełami i biografią. Wielki duchem człowiek w marnym ciele. A że naszło mnie jakoś dzisiaj na ,,filozofowanie'' to podzielę się następującą myślą. Może największym paradoksem historii jest, że epoka, która wynalazła ,,gen'' i ,,prawa doboru naturalnego'' wyrosła z nizin społecznych, na gruncie ekscesu, choroby psychicznej jej twórców i hałaśliwej demokracji jej wyznawców. Teraz pytanie: czy to co genetyka wartościuje (bo są to de facto tylko wartościowania, a więc osądy czysto moralne) jako pozytywną selekcję nie jest w odniesieniu do gatunku ,,człowiek'' raczej opisem wynaturzenia, upadku, powszechnej choroby? (To zagadnienie dręczyło u schyłku świadomego myślenia Nietzschego, który z perspektywy estetyczno-politycznej uważał po prostu ,,darwinizm'' za wcielenie ideałów socjalistycznych w naukę).
  15. Do tego co napisał Sledgehammer dodam zaobserwowaną przez siebie zależność: otóż o ile wraz z wiekiem rośnie zainteresowanie moją osobą ze strony młodszych, często dużo młodszych kobiet o tyle spada proporcjonalnie zainteresowanie ze strony rówieśniczek albo starszych. Czy może inaczej, gaśnie ono nagle z chwilą, kiedy mają już jakiś, choćby i powierzchowny, ogląd mojej osoby, tzn. stylu myślenia. Krótko mówiąc, takie Panie 30+ są już dobrze wyćwiczone w rozpoznawaniu oznak uległości bądź jej braku i zarzucają przynętę tylko tam, gdzie zdobycz jest pewna. I dotyczy to nie tylko osobników, z którymi wiążą jakieś długoterminowe plany, ale również kandydatów na kochanka (nie mówię tu o jednorazowych przygodach, bo tam obowiązują odwrotne prawa).