Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Mayki

Użytkownik
  • Zawartość

    139
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Mayki

  1. Ja też nie zamierzam być z kobietą, która nie ma sylwetki modelki zrobionej na siłowni, wpieprzając tylko liście sałaty. Niech się laseczki pomęczą...
  2. Ja tłumaczę to sobie zawsze w taki prosty sposób, że cycki są integralną częścią kobiety, dlatego lecenie na wygląd jest szlachetniejsze, bo powoduje, że chcąc nie chcąc pragniemy przebywać z daną osobą, natomiast w drugim przypadku facet jest zbędny, liczą się tylko jego papierki. 1. Mężczyzna lecący na cycki jakby nie patrzeć potrzebuje być z posiadaczką tych atrybutów, przebywać z nią i ostatnie czego by pragnął, to jej śmierci, bo wtedy nie miałby czego ściskać. 2. Kobieta lecąca na hajs widzi osobę mężczyzny jako zbędną, niepotrzebną, w zasadzie jakby umarł nie przejęłaby się tym zbyt mocno, zwłaszcza jakby odziedziczyła po nim majątek. Pisałem kiedyś o znajomej, która kilka dni po śmierci swojego męża żałowała, że nie wzięła z nim rozwodu, bo tak to odziedziczyłaby jego majątek bez długów.
  3. Tysiące lat ewolucji i kształtowania człowieka napędzanego pierwotnymi instynktami, którego głównym celem jest przetrwać i się rozmnożyć - ale chuj tam, wszystkiemu winne rozwody i alkohol. Znam mnóstwo kobiet wychowanych w normalnych pełnych rodzinach i jakoś wszystkie przejawiają wspomniane w artykule zachowania. Nie wspominajac o chwalonym przez Ciebie Zachodzie, gdzie laski odpierdalają większe cyrki niż te nasze karyny. Z całym szacunkiem chłopak, ale ty naprawdę nie wiesz o czym piszesz. Im lepsza sytuacja ekonomiczna, tym mniej stabilne związki - kobiety nie muszą żyć z facetami, mogą od nich odejść a i tak sobie poradzą. Na Zachodzie w niektórych krajach nawet 60-70% małżeństw się rozwodzi, u nas "tylko" 40%. Każda kobieta leci na hajs, ale tutaj nikt nie mówi, że lecą tylko na $$$. Uroda, pewność siebie czy gadane to też istotne czynniki, nie zmienia to faktu, że kobiety wbrew pozorom mózg mają i potrafią się domyślić, że wychowanie dziecka i fajne życie kosztuje, stąd każda pani planująca założyć rodzinę zwraca uwagę również na pieniądze. A najlepsze, jak słyszę "ja nie lecę na hajs" od kobiet, które biednych facetów widziały, ale u koleżanek: 1 koleżanka - "dzisiaj my kobiety nie lecimy już na dupków, teraz właśnie wolimy dżentelmenów" - jej fagas to gangsta, ma znajomości mafijne i kumpli w pierdlach, zarabia kilka-kilkanaście tys. miesięcznie, koks z siłowni, nieprawdopodobnie pewny siebie, napierdala każdego, kto krzywo na niego spojrzy, kiedyś pobił policjanta w trakcie kontroli drogowej, bo ten mu zaczął pyskowac. 2 koleżanka - "hajs wcale nie jest najważniejszy, może i niektóre faktycznie lecą na pieniądze, ale nie wszystkie" - jej chłopak jest kilka lat starszy, ma firmę, 3 mieszkania. Jak kiedyś z nią gadałem chwaliła mi się, że z nim wszystko jest takie łatwe i proste, że ona w ogóle się niczym nie martwi...
  4. A ja bym się zgodził z kocicą. Pierwszą myślą po przeczytaniu posta @jaro670 było "oho, obraził się :D". Bo niestety tak to wygląda, widać, że Cię to rusza, że nie jesteście razem. Nieutrzymywanie kontaktów z byłą nie oznacza, że nie może się w ogóle odzywać czy o cokolwiek zapytać. Moim zdaniem zdecydowanie bardziej eleganckim zachowaniem jest zwykła oschłość i pewnego rodzaju olewka: ona - a tak co u Ciebie? jak rodzice? ty - ok ona- to dobrze ty - dobra muszę już lecieć, na razie Kiedy była pisze do Ciebie, dajesz jej parę minut na rozmowę (jeśli je masz) i po tych kilku chwilach kończysz rozmowę. Dajesz jej kulturalnie do zrozumienia, że nie chce Ci się z nią gadać. Jak nie masz czasu czy ochoty, piszesz jej że nie masz czasu rozmawiać. Jak się pyta o twoje życie towarzyskie, odpowiadasz na luzie, że właśnie szykujesz się na randkę z biuściastą 18-latką, dlatego musisz już kończyć. Jak się pyta jak tam twój pies, odpowiadasz, że bardzo dobrze, że cieszysz się, że polubił twoją nową 19-tkę, bo z reguły nie przepada za nowymi osobami. I tyle i nie trzeba się od razu spinać "a co cię to kurwa obchodzi". Takie jest moje zdanie, ale ja nie mam doświadczenia z kobietami, więc mogę się mylić
  5. Poczułeś tak wielką wolność i ulgę po rozstaniu, że od razu pakujesz się w kolejną relację... Spoko Nie jesteś wolny, tylko zniewolony przez swój popęd seksualny. Na obecnym etapie zrobisz wszystko dla jakiejś cycatej blondi, która będzie obracać cię jak chce, a ty nawet tego nie dostrzeżesz i dalej będziesz twierdził, że jesteś nieskrępowanie wolnym Panem świata.
  6. Z pożyczaniem jest jak z udzielaniem kredytu w banku - pożycza się tylko tym, których na to stać. Biedny kumpel, który od 3 lat nie potrafi oddać mi 200 zł bo "nie ma teraz hajsu" chciał ostatnio pożyczyć ode mnie auto (marki premium). Zgodnie z radami z forum odmówiłem stanowczo bez żadnego zbędnego tłumaczenia, powiedziałem, że ja samochodu nikomu nie pożyczam, takie mam zasady, to skwitował tylko pod nosem, że się boję, że on 9 lat jeździ i nigdy wypadku nie miał. Ale dzięki temu mam spokój, wie, że ode mnie nic nie utarguje.
  7. To nie jest definicja friendzone. Dzisiaj często nadużywa się pojęcia FZ i myli go z pospolitym koszem czy nieszczęśliwym zakochaniem. To, że nie podobasz się koleżance, zaś sam do niej wzdychasz nie znaczy, że jesteś w friendzonie. Osobiście uważam, że granica tkwi tam, gdzie kobieta zaczyna przerzucać na kolegę obowiązki jej partnera, nie będące jednocześnie seksem. Jeśli koleżanka, która nie widzi Ciebie jako partnera seksualnego chce, byś poszedł z nią na zakupy czy użyczył jej ramienia do wypłakania - to jest friendzone, bo są to czynności, które powinien robić jej chłopak a nie ty. W takim momencie dochodzi do upokarzających sytuacji, gdzie dziewczyna idzie z kolegą na zakupy, by ten jej coś doradził, po czym po skończonym shoppingu oznajmia koledze, że musi się zmywać, bo chłopak na nią czeka z romantyczną kolacją (i seksem po). W tym czasie on zamiast szlajać się ze swoją panną na zakupach, śpi, gra w PlayStation czy idzie na siłkę. Wyręczasz kolesia z jego "obowiązków", a pannę rucha i tak on. Zatem większość przysług w stylu "przyjedź po mnie, zrób za mnie, załatw za mnie, napraw mi" kwalifikują się do friendzonowania, bo od tego dziewczyny mają chłopaka, żeby takie rzeczy dla nich robił.
  8. Dzięki za wszystkie bardzo wartościowe wpisy, jesteś jedną z tych osób, które naprawdę warto słuchać, dlatego liczę, że od czasu do czasu się na forum pojawisz. Powodzenia
  9. A to nie jest tak, że poziom testosteronu z wiekiem u mężczyzn spada? I nie ważne czy ślub czy nie? A fakt, że u żonatych mężczyzn wykazano niższy poziom testosteronu nie wynika poniekąd z tego, że trudniej znaleźć 35 letniego singla? Zatem większość badanych starszych facetów była jednocześnie żonatymi? Moja teoria jest taka, że żonaci mają niższy poziom teścia, bo prowadzą leniwy i kanapowy tryb życia. Naturalnie z wiekiem ten poziom maleje, ale można go sobie zwiększyć, ćwicząc fizycznie, zdrowo się odżywiając itp. A jak wiemy - po ślubie nie ma czasu na pierdoły takie jak siłka, wszak potrzeby żonki i małego Brajanka są ważniejsze, toteż coby nie zostać zniesławionym jako zły mąż, który zaniedbuje rodzinę - faceci rezygnują z wszelkich form aktywności. Do tego pizza, chipsy i piwo przy wieczornym filmie, które jeszcze bardziej pogarszają sytuację. Niedawno na netkobietach był temat dziewczyny, która stała się zazdrosna o męża, który poszedł na siłkę, schudł i wygląda teraz bardzo dobrze. Powiedziała wprost, że jej poczucie bezpieczeństwa jest zagrożone i najlepiej by było, jakby mąż znów przytył.
  10. A ja jestem cipa, bo nie mam żadnego warna
  11. Kilkanaście sekund szukania w Google:
  12. Nie no, spoko, rozumiem, jest tylko jeden problem, którego nie zauważacie w tej sytuacji: W trakcie małżeństwa: Kobieta - wychowuje dzieci Mężczyzna - zarabia pieniądze Po rozwodzie: Kobiecie przyznaje się opiekę nad dziećmi, bo przecież to ona rodziła i wychowywała Mężczyźnie zabiera się połowę majątku, bo przecież kobieta wychowywała dzieci i nie miała czasu na robienie kariery Mężczyźnie zabiera się pieniądze w postaci alimentów, bo przecież to też jego dziecko i musi wspomóc finansowo w dalszym jego rozwoju Łapiesz do czego zmierzam? Jeśli kobieta uważa, że to jej należy się 100% opieka nad dzieckiem, bo przecież to ona się nim zajmowała, to jako facet uważam, że mi należy się 100% wypracowanego przeze mnie majątku. Skoro kobiety chcą 50% naszych majątków jako zadośćuczynienie po rozwodzie, to mężczyznom powinno się przyznawać 50% opieki nad dzieckiem również jako zadośćuczynienie. Oczywiście bez alimentów. A tak to obecnie wygląda w ten sposób, że: Kobieta otrzymuje to, czym zajmowała się przez lata (dziecko) + 50% tego, czym zajmował się mężczyzna (pieniądze). Facet natomiast traci 50% tego, czym się zajmował i nie dostaje prawie niczego, czym zajmowała się kobieta (ograniczony czas z dzieckiem). Wniosek jest taki, że kobieta zarabia na rozwodzie, a facet traci. A to, że w 70% to kobieta wnosi pozew o rozwód stanowi tylko potwierdzenie tej tezy...
  13. Walisz takimi tekstami i się dziwisz, że laski nie wyrwałeś?
  14. Sensowna kontra jest taka, że gdy on zarabia pieniądze i robi karierę, ona żyje na jego koszt. To on opłaca jej całe życie, gdyż ona siedzi w domu i nie pracuje. Zwykła wymiana dóbr, która trwa na bierząco (on na bierząco łoży na jej utrzymanie, ona na bierząco sprząta mu dom i daje dupki). Zatem w chwili nagłego zerwania takiego kontraktu, w świetle logiki nikt nie jest pokrzywdzony - ona traci dostęp do jego pieniędzy, za to on traci seks + ogarnięcie domu + zajmowanie się dziećmi. Teraz on musi znaleźć sobie kogoś kto się zajmie jego domem, a ona musi znaleźc sobie kogoś innego, kto będzie na nią łożył hajs. W takiej sytuacji kobiety nie widzą, że fakt siedzenia w domu z dziećmi został już przez faceta opłacony na bierząco w postaci hajsu przynoszonego do domu, z którego pani chętnie korzystała. Przez te wszystkie lata mieszkała w jego domu, jeździła jego autem i kupowała jedzenie za jego pieniądze. Jej trud i wysiłek był opłacany na bierząco, więc po rozwodzie nic jej się dodatkowego nie należy. Dlatego wspólnota majątkowa jest niesprawiedliwa - w przypadku rozwodu tracę dostęp do dupki swojej żony, przestaje mi sprzątać i gotować. Tracę wszystkie profity z jej obecności w moim domu. Natomiast ona otrzymuje 50% mojego majątku jako zadośćuczynienie. Innymi słowy - to trochę tak, jakby kobieta po rozwodzie była urzędowo zmuszona do uprawiania seksu z ex mężem z powodu obniżenia się jego standardu życia (miał regularny seks, teraz nie ma). Kiedyś ciocia powiedziała mi, że to niesprawiedliwe, że ona przez 15 lat pierze skarpetki facetowi, a potem zostaje z niczym, bo się mu znudziła. Twierdziła, że po tych wszystkich latach coś jej się należy. Spróbujcie w towarzystwie kobiet powiedzieć, że waszym zdaniem powinien być obowiązek udstępniania dupci swojemu ex mężowi, gdyż to niesprawiedliwe, że przez 15 lat wydajesz pieniądze na kobietę i teraz nic z tego nie masz, więc ci się należy...
  15. Widzę, że dość podobnie się dzieje jak u mnie. Grzebaniem w bitach zainteresowałem się jakieś 8 lat temu, na początku mixowałem, później robiłem mashupy/edity, a na końcu wziąłem się za produkcję. I podobnie jak i Ty - poległem, gdyż sam sobie ustawiłem wysoko poprzeczkę, której jako świerzak nie dałem rady przeskoczyć, więc po roku się poddałem i od jakichś 5 lat już nie bawię się w produkcję muzyki. Jednak zamierzam powrócić z nieco inną taktyką - dla mnie w muzyce najważniejsza jest melodia, więc zamiast zabierać się od razu za trance, najpierw będę tworzył same melodie, soundtracki, a jak to już opanuję, to zajmę się dobudowywaniem do tych melodii reszty utworu. Większość producentów w breakach korzysta z gotowych sampli pokroju EWQL, więc zainwestuje w nie i nie będę musiał się martwić, że moje dźwięki brzmią amatorsko, tylko skupić się na buildupie i samej melodii. Żeby nie było, zostawię próbkę swoich "umiejętności" - edit zrobiony w podobny sposób jak u Ciebie jakieś 2 lata temu: Swoją drogą, moja kariera rozpoczęła się od dość sporego sukcesu - jako szczyl, jeszcze jako DJ Taudo, jakieś ja wiem 7 lat temu zrobiłem amatorsko połączenie A New Dawn od DJa Tiesto z rozszerzoną wersją tego utworu, w wyniku czego powstał Intro Mix. Jak dla mnie amatorszczyzna, ale jakież było moje zdziwienie, gdy na YouTube kawałek ten miał ponad 30 000 wyświetleń (niestety usunęli mi kanał). I ta duma, gdy całkiem przypadkowo natrafiłem na wątek na forum muzycznym, w którym jakiś DJ prosi o linka do tego utworu, bo jest mu potrzebny na imprezę. Czym prędzej zarejestrowałem się więc na tym forum i spiraciłem własną produkcję, podrzucając mu linka
  16. Jako architekt prosiłbym o niewypowiadanie się w sprawach, w których nie ma się zielonego pojęcia Architekt wnętrz nie tworzy projektów na bazie obecnych trendów, tylko inwestor (czyli klient) mówi architektowi co ten ma zaprojektować. Jest to swego rodzaju ironia życia, bo jak zapytasz się studentów architektury dlaczego chcą zostać architektami, to każdy odpowie "bo chcę projektować swoje budynki". Rzeczywistość niestety niszczy te dziecięce plany i najczęściej wygląda to tak, że architekci projektuja to, co sobie klient zażyczy. Jeśli więc kiedykolwiek przebywasz we wnętrzu, które nie ma duszy - nie wiń architekta, tylko właściciela, bo widocznie w takim wnętrzu chciał mieszkać i takie sobie zażyczył u Pana architekta.
  17. Co do seksu po ślubie: Kiedyś na babskim forum jakiś chłopak żalił się, że 7 lat czekał z seksem do ślubu, w końcu po ślubie seks był, ale rzadko, słabo, po ciemku, ogólnie jak na tyle lat czekania spore rozczarowanie. Wziął pannę na rozmowę i po przyciśnięciu wyznała, że ona nie lubi seksu, nie jest jej to do życia potrzebne, ale nie mówiła mu tego wcześniej, bo bała się, że wtedy ją zostawi i nie będzie ślubu. Najlepsze lata młodości bez seksu + kolejne kilkadziesiąt z seksem po ciemku raz na 2 miesiące. Ładnie się chłopak ustawił w życiu... I druga historia prosto od babeczki - dziewczyna czekała z seksem do ślubu, w końcu się doczekała, pierwszy raz i falstart chłopaka. "Pewnie zmęczony weselem" pomyślała. Drugie podejście i znów lipa. A później trzecie i kolejne i kolejne. Sfrustrowana poszła na forum radzić się kobitek. Dlaczego jej mąż jest słaby w łóżku. Diagnoza loszek - bo jest niedoświadczony, musisz dać mu czas, żeby się rozkręcił, ma na koncie dopiero kilka stosunków w życiu. Odpowiedź sfrustrowanej - ale ja myślałam, że jak on tyle czekał na seks, to teraz będzie istnym wulkanem energii i całe to napięcie, które kumulowało się w nim przez te wszystkie lata teraz znajdzie ujście i będzie po prostu bosko. Dorosła, prawie 30-letnia kobieta. Dziewczyny poinformowały ją, że przez dłuższy czas tak to niestety będzie wyglądać, chciałaś mieć prawiczka to masz i nie marudź. Po wypowiedziach sfrustrowanej widać było, że nagle ten brak doświadczenia męża zaczął jej mocno przeszkadzać i po głowie zaczęły jej chodzić brudne myśli "ciekawe jak by to było z innym, bardziej doświadczonym". Seks po ślubie to kiepski pomysł, bo w ten sposób kobieta ciebie rujnuje - zamiast ćwiczyć i uczyć się umiejętności łóżkowych, czekasz tak na prawdę chuj wie na co, po czym jak już będziesz miał 28 lat i zaczniesz współżyć dowiadujesz się, że jesteś slaby i jej koleżanki mają fajniejszy seks. No więc dziewczyna zostawia ciebie, tego słabego i idzie do bardziej doświadczonego. A to, że wymagała od ciebie wstrzemięźliwości - i tak się nie przyzna do błędu, jak będzie bezczelna to jeszcze Ci powie, że przecież nie musiałeś się jej słuchać i co z ciebie za facet, że nie masz własnego zdania - bardziej doświadczeni bracia poświadczą, że tego typu teksty to nie jest rzadkość u kobiet.
  18. A ja przyznam szczerze zastanawiałbym się, czy jest sens to ciągnąć dalej. Koledzy proponują, żebyś z nią pomieszkał na wynajmowanym, ale przecież kobiety potrafią świetnie udawać i w takiej sytuacji mógłbyś dostać fałszywy obraz swojej niewiasty. Powiesz jej że chcesz pomieszkać na próbę na wynajmie. Dla niej to 2 ważne informacje - po pierwsze ten stan nie będzie trwał długo, rok-dwa lata; po drugie im lepsza dla Ciebie będzie, tym szybciej zgodzisz się na kredyt. W trakcie wynajmu będzie dla Ciebie wspaniała i cudowna, a jak już przekonasz się, że ona jest inna niż wszystkie - weźmiesz kredyt, a ona w końcu odetchnie z ulgą i pokaże Ci swoje prawdziwe oblicze. Moim zdaniem skoro dziewczyna zachowuje się tak bezczelnie, że nie pracując wręcz żąda, byś wziął kredyt na wasze wspólne mieszkanie i to jak najszybciej, to raz że ona Cię nie szanuje, a dwa nie nadaje się kompletnie do wspólnego życia z zobowiązaniami takimi jak ślub, dziecko, kredyt. Typowy przypadek dziewczyny, która chce się ustawić czyimś kosztem. Ona się przecież nie zmieni. Skończysz jak ci wszyscy zmęczeni życiem pantofle ze spuszczonymi głowami, którzy posłusznie wykonują polecenia małżonki i zapierdalają po 12 godzin żeby sprostać oczekiwaniom żonki, bo wiedzą, że jak tego nie będą robić, to kopnie ich w tyłek zabierając majątek i dzieci. Ze szczerego serca Ci radzę spierdalaj od niej, bo dobra z niej zawodniczka, a ty niedoświadczony - przemieli Cię równo po swojemu.
  19. Być może pamiętacie, jak kiedyś pisałem o znajomym, który narobił prawie milion długów głównie za sprawą swojej małżonki (nigdy nie pracowała), która prosiła go co chwilę o nowy samochód w leasing, wczasy czy drogie ciuchy. Niedawno zmarł no i w takiej sytuacji należy jej się spadek, ale razem z długami. Ona oczywiście zmuszona była zrzec się spadku. Owa pani kilka dni po śmierci męża zdradziła, że żałuje, że nie wniosła pozwu o rozwód. Dlaczego? Wg prawa w Polsce jeśli małżeństwo jest w trakcie rozwodu, współmałżonek nie dziedziczy długów. Zatem w takiej sytuacji należałby jej się spadek po mężu, ale bez długów. No, także ten... jak widać strasznie ciężko znosi śmierć męża sponsora.
  20. Nie wiem skąd się bierze ten stereotyp, że kobiety friendonują facetów ze względu na urodę. Skoro chłop daje się sfriendzonować, to jest cipą i to stąd takie podejście laski. Większość mężczyzn trafia do luku Davy'iego Jonesa nie przez wygląd, a przez cipowaty i służalczy charakter. A to, że kobieta twierdzi, że chciałaby mieć takiego chłopaka - chyba nie muszę mówić, co sądzimy na temat słuchania tego co one mówią
  21. I tak też faceci robią - radzą się profesjonalistek. Kobiety w tej sytuacji występują w roli profesjonalistek, bo jednak wciąż panuje mocne przekonanie, że któż nie wie najwięcej o kobietach, jak nie inna kobieta? Stąd wielu samców idzie po porady do nich i do ich porad się stosują A te kobiety tworzą produkt - obraz wspaniałej samicy - który nam mężczyznom sprzedają. Jeśli produkt ten okazuje się wadliwy i nie taki jak go reklamowano - wina leży po stronie sprzedawcy tego produktu, bo wprowadził klienta w błąd. Nie znasz się na samochodach, więc idziesz do mechanika, a ten wciska ci kity, że połowa rzeczy do wymiany i skroi cię na olbrzymie pieniądze. Coś ci śmierdzi, dzwonisz po znajomych - wszyscy polecają tego mechanika. Wbijasz na neta - same pozytywne recenzje. No trudno, widocznie tak ma być i ze spuszczoną głową płacisz... Tak wygląda rzeczywistość relacji z kobietami. Samonakręcająca się spirala, z której ciężko wyjść bo nie wiesz o jej istnieniu. Jesteś dobry dla kobiety, ona jest dla ciebie neutralna. Jesteś dla niej zły - strzela focha. Faceci są prostymi istotami, więc myślą na logikę - obraziła się, bo narozrabiałem. Więc starają się być dla niej milsi. Ale to nie wystarcza, kobieta zaczyna obrażać się o coraz mniejsze pierdoły, a oni cały czas widzą prostą zależność - nie spełniam jej potrzeb - strzela focha. I tak nauczeni tym prostym schematem starają się robić wszystko tak jak kobieta chce, żeby tylko nie było cichych dni. A fochy nie ustępują. Idą więc po poradę do matki/siostry, ciotki, koleżanki a one im tłuką te hehe kobiece hehe porady "może coś źle robisz, może musisz jej dać czasu, kobieta jest skomplikowana, czasami ma gorsze dni, my już tak mamy, przyzwyczaj się do tego". A koleżanki narzekające na facetów tylko pogarszają sprawę. Ciężko mężczyznom zdobywać wiedzę o kobietach w świecie, w którym wszyscy cię przekonują, że jak nie wiesz jak postępować z samicą - spytaj się innej samicy. Nam naprawdę łatwo mówić "faceci są głupi, bo nie znają zasad", bo my mamy świadomość istnienia Matrixa, a oni nie. @Tony Twój przykład jest błędny. Faceci nie wchodzą na zaminowane pole, tylko do pięknego zielonego parku w tryskającą fontanną i bawiącymi się dziećmi, w którym coś właśnie urwało im nogę. W tej sytuacji każdy z nas byłby zdziwiony, że nie ma kończyny
  22. Nie zgodzę się z tym. Jak zostawię otwarty dom na noc i ktoś mnie okradnie, to jest to moja wina i mojej głupoty, czy raczej złodzieja, który nie szanuje cudzej własności? Choćbym miał zostawić otwarty samochód z kluczykami w centrum miasta - nikt nie ma prawa nim odjechać, więc w razie stwierdzenia przeze mnie braku obecności ww. przedmiotu w miejscu w którym go zostawiłem - winnym kradzieży jest tylko i wyłącznie złodziej, a nie ja. Ja jedynie ułatwiłem mu robotę, co i tak w perspektywie profesjonalistów jest bez sensu - jak złodziej zechce to włamie się do każdego samochodu. Idąc tym tokiem rozumowania jak koleżanka zaprosi mnie do siebie na korepetycje, a ja ją zgwałcę, to też będzie jej wina, bo w końcu to ona mnie wpuściła do mieszkania? Faceci, którzy nie rozumieją zasad gry jedynie ułatwiają podstępną robotę kobietom. Winowajcą tak czy inaczej pozostaje kobieta, bo to ona wykorzystuje samca. Mało tego: dlaczego jest tak wielu mężczyzn, którzy nie rozumieją, jak postępować z kobietami? Bo to KOBIETY sieją obłudną propagandę o tym, że trzeba być miłym, szanującym i usługującym dżentelmenem. Jak słusznie zauważył @JoeBlue - to one tworzą Matrix, więc to one są odpowiedzialne za to, że mężczyźni nie umieją z nimi postępować i w konsekwencji cierpią. Argumenty o tym, że natura tak stworzyła laseczki do mnie nie przemawiają, bo nas natura stworzyła do zapładniania jak największej ilości partnerek, a jednak wielu mężczyzn tego nie robi i potrafi żyć wiele lat z jedną kobietą lub w ogóle dać sobie na wstrzymanie z dziurawcami.. Ale do tego trzeba pracy nad sobą i jakiegoś kręgosłupa moralnego, którego większość samic nie ma, bo świat jest dla nich litościwy i wszystkie grzeszki kobiet są zawsze jakoś tłumaczone. Efektem tego są później artykuły na popularnych portalach, usprawiedliwiające zdrady kobiety rzekomym zaniedbywaniem ich potrzeb przez samców. Jak facet wykorzysta kobietę to jest to jego wina, bo nie liczy się z uczuciami drugiej osoby. Jak kobieta wykorzysta faceta, to też jest jego wina, bo dał się wykorzystać? Ja rozumiem, że mężczyźni mają swoje na sumieniu, ale nie usprawiedliwiajmy wszystkich złych zachowań kobiet nieumiejętnym postępowaniem samców, bo skoro tak źle się obchodzimy z nimi, to dlaczego nam nie wytłumaczą jakie błędy popełniamy? Ano dlatego, że czerpią z tego korzyści, co kłóci się nieco z próbą przedstawienia ich jako Bogu ducha winnych istot. Faceci cierpią przez własną głupotę w ten sam sposób co kibic przechodzący w szaliku Widzewa obok kiboli ŁKSu. Metafory tłumaczyć chyba nie muszę...
  23. 1. Podczas mixowania korzystasz ze wspomagaczy pokroju Mixed In Key czy utwory dobierasz na słuch? 2. W twoim mniemaniu co oznacza dobry mix? Taki, przy którym słuchacz może się nie zorientować, kiedy wszedł nowy utwór, do bólu płynny i poprawny, czy może nie do końca poprawny technicznie, ale za to charakterystyczny, wyróżniający się? Np. Tiesto stosował czasami przejścia, jak ja to nazywam "nieoczywiste", różnorodne, człowiek nie wiedział, w jaki sposób wejdzie nowy utwór, co moim zdaniem dodawało charakteru całemu setowi i poszczególne przejścia w jego setach bywały mocno zapamiętywalne (np. przejście z Kopenhagi pomiędzy A New Dawn a Dancing Water).
  24. W takich sytuacjach ostrożnie dobierałbym słowa używając zwrotów "piękna z brzydkim" Jak już zostało zauważone - młodsze kobiety nie sumują zalet mężczyzn liniowo - koleś średnio przystojny, niezbyt zamożny i leniwy, ale z poczuciem humoru i dostarczający wachlarz emocji jest w mniemaniu kobiet atrakcyjniejszy od nudnego kujona, który jest inteligentny, bogaty, pracowity i ogarnięty. Nie mówiąc już o tym, że estetyka to kwestia gustu - facet wg Ciebie 3/10 może być dla dziewczyny 8/10. Kwestia gustu. Podobnie z kobietą - dla Ciebie to 9/10, dla kogoś innego może to być 6/10. Wśród moich znajomych mam sporo ładnych kobiet, które mają partnerów średnio urodziwych w moim mniemaniu czy koleżanek, którymi wszyscy się zachwycają, a dla mnie są przeciętne i na pewno nie ładne. Chyba najbardziej spektakularnym przykładem jest Mister Polski (nie zdradzę z którego roku), który w szkole średniej był nazywany greckim bogiem (wysoki, przystojny, kwadratowa szczęka, kaloryfer na brzuchu, do tego bogaty), a dziewczynę miał o urodzie czarownicy, dla mnie 5/10.
  25. Ambicja to dość ciekawe zagadnienie, bo z jednej strony jest motorem napędowym działań i samorozwoju, z drugiej - blokuje. Jestem ambitnym człowiekiem, do tego stopnia, że praca jako kelner czy operator koparki jest dla mnie uwłaczająca. Efekt tego jest taki, że pierwszą swoją pracę podjęłem w wieku 24 lat, w zawodzie. Pracując jako kelner czy barman, mógłbym poznać wiele ludzi, nauczyć się współpracy, nabyć pewności siebie i podszlifować swoje zdolności interpersonalne. Ale tego nie zrobiłem, bo "jak to, tyle lat się uczyłem i mam skończyć jako barman?". Wolałem się uczyć z nadzieją na ambitną pracę w przyszłości niż iść do gównianej pracy. Jakie są tego efekty, chyba się domyślasz... Mam znajomego, który ma wszystko - jest cholernie bogaty, ma 11 lat młodszą, piękną żonę, mnóstwo znajomych (nawet wśród elit i osób publicznych) i sporo doświadczenia z kobietami. Co ciekawe, urodził się w biednej rodzinie. Wiesz, dlaczego on to wszystko ma? Bo całe życie ROBIŁ. Po prostu. Nie zastanawiał się, nie rozmyślał, tylko robił. Jak chciał zarobić, to szedł do pracy i zarabiał. Jak chciał więcej, to brał drugą robotę dorywczą. A później założył jedną firmę, drugą. Teraz ma pomysł na kolejną + 2 dorywcze fuchy. Wiesz kim jest ten człowiek? Handlarzem. Mówię poważnie - nie prawnikiem, lekarzem czy stomatologiem, tylko handlarzem. To typ człowieka, który nie patrzy, co studiował, czy musi się ubrudzić czy nie, czy ma robić jako ubezpieczyciel, podpisywać kwity czy kopać doły - podejmie się każdej roboty, byle tylko był dobry zarobek. Dlatego jest taki bogaty - większość ludzi siedzi w domach z myślą "w tym kraju nie ma godnej pracy dla ludzi z moim wykształceniem". Ukończyli prestiżowe kierunki, więc chcą latać w gajerkach i zarabiać pięciocyfrowe sumy. Kiedyś w trakcie rozmowy zdradził mi sekret swojego sukcesu - "pieniądze leżą dosłownie na ulicy, trzeba się tylko po nie schylić" Dlatego dam Ci radę - jeśli chcesz poprawić cokolwiek w swoim życiu, to po prostu to zrób. Nie zastanawiaj się "a co jak się nie uda, czy to konieczne, a co jak będzie gorzej?". Po prostu rób. Mało ci płacą? Zmień pracę. Przekwalifikuj się, załóż firmę, wyjedź za granicę, cokolwiek, byleś nie siedział z myślami że w życiu nie można mieć wszystkiego. I nie bój się pracy, nawet poniżej kwalifikacji. Kończę prestiżowe studia, na etacie będę zarabiał 2k. On jako handlarz wyciąga kilka razy więcej.