Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

herodotrk

Użytkownik
  • Zawartość

    19
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

15 Dobra

O herodotrk

  • Tytuł
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Pyrrus, nie wiesz o co jej chodzi? Chodzi jej o to żeby było lepiej ale żeby nic się nie zmieniło :-) Jeszcze nie chwyta, że bez zmian nic się nie zmieni... Samiczko, ostatni post. Drrizt nawiązywał do prac Łazariewa - Diagnostyka Karmy. Przeczytaj sobie pierwszy tom. Na tym poziomie to Ci w zupełności wystarczy.
  2. Ok. W Twoim tekście samiczko było sporo szczerości ( jak na kobietę ) więc postaram się napisać jak męska przyjaciółka czyli bez złośliwości ( a mógłbym Cię trochę wypunktować, ale zakładam że Bracia jeszcze to zrobią) Opierając się na tym co napisałaś - ze związku nic już nie będzie. Nie ma na to szans. Nawet jeśli jeszcze nie jesteś o tym przekonana. Będzie tylko walka/szarpanina, którą ktoś kiedyś nazwał "przeciąganiem liny". Czyli kto kogo bardziej przeciągnie na swoje pozycje. Umęczycie się, ( a zwłaszcza Ty ) i nic to kompletnie nie da. Dlaczego? Bo się zbyt mocno rozjechaliście. Patrzycie na świat w innych kierunkach, oczekujecie od życia czegoś innego. Trzymają Cię przy nim dwie rzeczy. Pierwszy mechanizm - zainwestowałaś w ten związek dużo czasu i energii, szkoda Ci tego zmarnować. To dość powszechny mechanizm, kiedy czemuś lub komuś poświęcimy dużo uwag, czasu, pieniędzy - niechętnie się z tym rozstajemy. Drugi mechanizm - p47 Ci dobrze napisał, fakt, że nie robi tego co byś chciała - nakręca Cię. Prawdopodobnie jest na tyle sprytny, że owszem, robi coś dla Ciebie ale tak na 5-10% tego co byś chciała. Dzięki temu wzbudza w Tobie nadzieję, że "w końcu się zmieni" bo przecież coś dla Ciebie robi/zrobił. I tak się nakręcasz tą nadzieją. A dalej to już to o czym wspomniała Selqet - trzeba sobie odpowiedzieć na " zajebiście ważne pytanie". Czego chcesz? Ustalić co jest dla Ciebie najważniejsze ( z pełnym poczuciem, że z pewnych rzeczy TRZEBA zrezygnować ). samiczko, nie miej złudzeń - będzie ciężko! Nikt z takiego związku nie wychodzi łatwo). Weszłaś w ten związek jako nastolatka. Czyli wtedy kiedy siła emocji i uczuć jest olbrzymia. Takie rzeczy zostawiają trwały ślad. Nawet jak już się rozstaniesz, będziesz przez lata jeszcze do tego wracać. Będą miały na Ciebie wpływ. Pamiętaj tylko o jednym "lepszy jest koszmarny koniec niż koszmar bez końca".
  3. lola123 jaki jest pożytek z dywagacji "czy istnieje przyjaźń damsko-męska czy nie". Oczywiście, że istnieje np. moja Partnerka i jej kumpel Gej. Bardzo się przyjaźnią. Masz orbitera - pytasz się co można z tym zrobić, jak to rozegrać. Odpowiedź jest banalnie prosta. Chcesz być wobec niego w porządku? ( a przede wszystkim siebie samej) To go klasycznie "wykastruj" - czyli pogawędka w stylu "zrozum, ale między nami nic nie będzie, wierzę że zostaniemy przyjaciółmi..." Ale Ty tego nie zrobisz, bo po prostu nie chcesz tracić swojego orbitera. Co więcej, możesz zakładać, że kiedyś jednak może się jeszcze przydać. Czyli opcja z wykastrowaniem odpada bo się chłopak jeszcze zrazi i zapamięta na całe życie ów uraz... Krótko pisząc, jest Ci z nim fajnie i tak na wszelki wypadek trzymasz go w rezerwie ( plan C, D, albo i nawet G ) I jeśli ja dostrzegam w opisanej sytuacji jakiś "mechanizm" to klasyczny mechanizm usprawiedliwiania się. Szukasz usprawiedliwienia Lola, i niczego więcej, doskonale wiesz co robić ze swoim orbiterem. Tak czy inaczej, zrobisz co zechcesz. W końcu takich historii były są i będą miliony.
  4. Rusałko, w życiu i kosmosie obowiązuje jedna do bólu prosta zasada - podobne przyciąga podobne. Niech punktem wyjścia do twojej refleksji nad życiem będzie pytanie: co takiego pokręconego jest we mnie, ze przyciągam do siebie takich pokręconych facetów? Jeśli ze szczerą intencją nie podejdziesz do tego pytania i nie zaczniesz go sobie zadawać dzień w dzień, rano i wieczorem - to... nic się nie zmieni. I tu nie chodzi winę - kto ponosi i czy całą czy częściową - całe zagadnienie związane z "winą" miej głęboko w dupie. Bo roztrząsanie winy w niczym Ci nie pomoże. Masz jakieś przebłyski - więc nie zachowuj się jak typowa kobieta, która przede wszystkim stara się ustalić czyja wina i w jakim stopniu - to zwykły mechanizm usprawiedliwiania się. I nie pisz, że jesteś ok. Nikt normalny po rozstaniu się z facetem/kobietą nie ląduje u psychiatry! Nie napiszę Ci co zmienić - bo Ciebie nie znam a poza tym to żadna przyjemność grzebać się w cudzych życiorysach. Faktycznie, zacznij od podnoszenia samooceny. Poważnie przemyśl relacje z ojcem ( ważne!) Pracuj nad sobą ( bieganie, ćwiczenia) Podniesienie energii choćby w tak prosty sposób ( poprzez sport) już spowoduje, że większość pokręconych kolesi będzie się trzymać od Ciebie z daleka. Jeśli chcesz znaleźć swojego księcia - sama musisz być księżniczką. Inaczej się nie da. I ostatnia uwaga - CIERPLIOWŚĆ . Wiem, to coś najtrudniejsze w życiu kobiety ale przy pracy nad sobą najważniejsze.
  5. Lemuel Guliwer Leszek Żądło był krytykowany bardziej za to co wypisywał na forach dyskusyjnych i w luźnych artykułach. Przeważnie za pisanie niestworzonych historii o bytach astralnych, upadłych aniołach i innych takich tam... I tu nawet nie chodzi o to czy faktycznie jest prawda czy nie. Raczej chodziło o styl - potrafił pisać ze szczegółami o rzeczach kompletnie nieweryfikowalnych w sposób bardzo autorytarny. Jego wielka metanarracja jest słuszna i koniec, a swój negatywny wpływ na taką postawę miała też spora rzesza bezkrytycznych wielbicieli, żeby nie rzec fanatyków Leszka. Natomiast jego książki są bardzo wyważone. Nie przypominam sobie aby w którejkolwiek mocno "odpływał" w jakieś kosmiczne tematy... Wręcz przeciwnie, skupiał się na tym co jest najważniejsze - czyli samoocena i praca z afirmacjami. W pełni się tu zgadzam z Markiem, że jego największym osiągnięciem jest tak gruntowne i syntetyczne opisanie pracy z afirmacjami. Przed nim nikt w Polsce tego tematu tak fajnie nie wyjaśnił, nie opisał. Każda jego książka jest dobra, aczkolwiek spora część materiału się powtarza. Pozdrawiam!
  6. Tyle, że to nie jest takie proste. Wczoraj wywaliłem sporo znajomych z FB, którzy mnie zalewali informacjami politycznymi ( z obu stron). Dziś w pracy męczą mnie także... Nie jest łatwo utrzymać ten dystans, pracując i żyjąc między tymi "baranami". Póki co, założyłem słuchawki, oświadczyłem, że nie chcę w ogóle tego słuchać. Niestety ten kraj naprawdę podzielił się na dwa obozy. Niczym w tej piosence Lady Pank. Iście, prorocza piosenka!
  7. Ciekawy tekst. Zwłaszcza te informacje od sytuacji w Indiach. Już kiedyś mój przyjaciel zajmujący się antropologią kulturową ( zawodowo, na uczelni) tłumaczył mi, że wbrew powszechnemu mniemaniu w Indiach panuje matriarchat. To "matki" ( znajomy ujął to bardziej bezwzględnie - stare kobiety) pilnują porządku społecznego. Wszystkim rządzą i o wszystkim decydują. I bezwzględnie wyżywają się na tych "młodszych", synowe są traktowane jak ostatni śmieć. Te młodsze, po urodzeniu dzieci a zwłaszcza synów - same przejmują "władzę" w rodzinie i powtarzają cykl. Taka matriarchalna "fala", lub też mówiąc bardziej fachowo - "sztafeta pokoleń". I miło wiedzieć, że są kobiety, które próbują to naprostować. Bo wbrew pozorom takie kobiety świadome tego o co w tym wszystkim chodzi bywają... No ale każdy wierzy w to co chce uwierzyć a potem w życiu także spotyka go to w co wierzy. Ani mniej ani więcej. Pozdrawiam!
  8. Życie żywi się życiem. I tego nie zmienimy. Jeśli ktoś nie je mięsa bo mu nie smakuje lub źle się po nim czuje to ja to rozumiem. Jednak ideologie głoszące zakaz jedzenia produktów zwierzęcych i pochodzenia zwierzęcego tylko dlatego bo to "żywe zwierzęta" jest kompletnym niezrozumieniem tego o co chodzi w naszym rozwoju. Taka postawa wręcz grozi chorobami ! I nie dlatego bo nie jedzą mięsa bo oczywiście można żyć zdrowo bez niego ( choć nie wszyscy). To postawa permanentnej pychy osób, którym wydaje się, że są lepsi a w rzeczywistości zaburzają cały porządek - odsyłam do Łazariewa. Życiu należy się szacunek i niewątpliwie należy tak postępować w życiu aby zadawać jak najmniej cierpień. Kiedy rozwijasz się duchowo ( medytacje, praca nad sobą itp. ) to po przekroczeniu pewnego poziomu sama odrzucasz mięso. Nie potrzebujesz do tego żadnych uzasadnień, po prostu przestaje Ci smakować. Wręcz niedobrze Ci po zjedzeniu. I ten proces ewoluuje, najpierw odrzucasz mięso ssaków potem drób wreszcie rezygnujesz z ryb ( najniższy poziom świadomości). Na samym końcu jest żywienie się światłem :-) Ale to ma być naturalny proces a nie podszyty walką ideologiczną obrony biednych zwierzątek.
  9. A czytaliście te informacje ze świata nauki, potwierdzające wcześniejsze domysły, że inteligencję dziedziczy się przede wszystkim po matce? Jeśli to prawda, to właściwie trudno się dziwić kobietom, że skupiają się wyłącznie na wyglądzie zewnętrznym. Ewolucja - dziecko po mężczyźnie dziedziczy przede wszystkim zdrowie i siłę. I to jest ich główne kryterium wyboru partnera. Resztę cech faceta mogą zignorować. Kiedyś, jak byłem jeszcze młody i głupi to zawsze wkurwiały mnie laski, które wybierały młodych, silnych przystojnych i zarazem głupich jak but facetów ( oczywiście im zazdrościłem). Dziś muszę tym laskom przyznać rację - to one słusznie wybierały ( z punktu widzenia ewolucji). A ja jak głupi popisywałem się swoją wiedzą i elokwencją przed nimi... A to, czy facet nadaje się na ojca to już drugorzędna sprawa ( choć bardzo ważna!). W końcu kto inny może być ojcem a kto inny może na nie łożyć. Przynajmniej długo tak było, bo dziś z tymi testami DNA to już sprawa nie jest taka prosta.
  10. Ktoś postanowił podkręcić statystyki - czyżby aktualna Władza wzięła się za walkę z prostytucją?!? Pewnie Policja dostała "targety" i wykonują plan...
  11. Oj Szanowni Państwo W kategorii The Best Of Pieśni Białorycerskie - zdecydowanie wygrywa Grzegorz Ciechowski! Piosenka - Odchodząc. Większej żenady nie znam. Nawet grubo przed poznaniem książek Marka nie znosiłem tej piosenki. Instynktownie czułem, że takie "miauczenie" po odejściu kobiety po prostu nie przystoi facetowi. Tekst krótki ale wystarczający. Powinien być ustawowy zakaz słuchania tego utworu przez chłopaków i mężczyzn w wieku 15-25 lat ( okres wybitnie sprzyjający białorycerstwu) A więc stało się i odchodzisz Tu są twoje książki i płyty Możesz zabrać co chcesz Najlepiej zabierz mnie Jestem lżejszy od fotografii Z których będziesz mnie teraz wycinać Będę milczał - i tak jestem martwy Odchodząc zabierz mnie x4 W nowym życiu znajdziesz mi miejsce Gdzieś na półce, czy parapecie Raz na miesiąc kurz ze mnie zetrzesz Odchodząc zabierz mnie x3 Proszę weź mnie też... Odchodząc zabierz mnie x3 Proszę weź mnie też... Odchodząc zabierz mnie x3 Proszę weź mnie też... x2 Nigdy nie rozumiałem fenomenu tego artysty. Owszem, miał kilka naprawdę dobrych piosenek ale podkreślam - kilka! Reszta jego twórczości była przeciętna a nawet wręcz ocierała się o kicz i tandetę. No ale o gustach się nie dyskutuje.
  12. Według moich spostrzeżeń to kobiet wykonawców/muzyków/kompozytorów jest mniej więcej tak samo jak mężczyzn. Wyróżnia je natomiast coś innego - czas. O ile mężczyźni muzycy-artyści potrafią być artystami bardzo długo, są po prostu dobrzy przez całe życie w tym co robią to z kobietami-artystkami jest inaczej. Mają jakiś wąski przedział czasu w którym potrafią się realizować. Potem coś u nich zanika, kończy się ( może po prostu uroda?). W każdym razie, jest bardzo mało kobiet które zachowują wysoki poziom artystyczny. Co nie znaczy, że takich nie ma, choćby Lisa Gerrard z byłego zespołu Dead Can Dance. Komponuje i śpiewa znakomicie do dziś. I to dlatego, w dłuższym przedziale czasu może się wydawać, że kobiet wielkich artystek nie ma. Są, tylko ich kariery nie trwają zbyt długo. Nie potrafią tego mistrzowskiego poziomu utrzymać zbyt długo. Dlaczego tak się dzieje, to już nie podejmuję się odpowiedzi. Choć myślę, że to też ma związek z mechanizmami ewolucyjnymi.
  13. Smigol09 Ja żyłem i nadal żyję z Kobietą, która miała poważny problem z pracoholizmem. A źródłem tego pracoholizmu była chęć ciągłego udowadniania sobie a rodzinie w szczególności ( matka), że jest coś warta. I choć dokładnie jej wyjaśniłem, poinformowałem na czym polega jej problem to nie bawiłem się w "psychoanalityka". Wspólny związek to nie jest poradnia psychoanalityczna. Po prostu dałem jej do zrozumienia ( bardzo wyraźnie), że jeśli tego nie powstrzyma to będzie koniec. Cóż mi po kobiecie, która wiecznie jest nieobecna ( nawet jak była w domu to ślęczała przed laptopem). Zaczęła nad sobą pracować ( sama!) i wszystko dobrze się skończyło - ale to całkiem inna historia. I Tobie też radzę się zastanowić, czy chcesz się bawić w terapeutę a to jest bardzo trudne. Trzeba naprawdę mieć duże doświadczenie i wiedzę. A paradoks jest taki, że jak już tą wiedzę i doświadczenie masz to ... nigdy w życiu się w takie związki "psychoterapeutyczne" nie pakujesz. Po prostu wiesz, że szkoda czasu. Lepiej ten czas zainwestować w Kobietę bardziej poukładaną. No ale jeśli Ci bardzo na niej zależy - próbuj. W przeciwieństwie do większości Braci uważam, że pewnych rzeczy nie idzie się nauczyć z książek. Trzeba to doświadczyć, przeżyć. Po prostu dostać w dupę. Wiedza przydaje się dopiero po fakcie, kiedy czas wyciągnąć racjonalne wnioski i nie popełniać już więcej tych samych błędów. I gdybyś chciał się tego podjąć ( pomimo moich przestróg i rzeczowych uwag innych Braci) to przede wszystkim musisz zdiagnozować/ustalić co jest przyczyną jej pracoholizmu. Tak jak problemem alkoholików nie jest alkohol ( to tylko skutek) tak samo jest z pracoholizmem. Coś za tym musi stać , najpewniej niska samoocena, możliwe że lęk przed biedą/ubóstwem, chęć zasłużenia na jakąś miłość lub uznanie. Musisz to przemyśleć i ustalić a potem z nią "porozmawiać" na ten temat. A musiałbyś z nią rozmawiać "emocjonalnie". I to tak z kilka razy, konsekwentnie, co parę dni. Oczywiście śmiertelne obrazy, kłótnie, permanentne fochy to stały element takiej terapii... Masz siłę i ochotę przez to przechodzić? Bo pewności, że to się w ogóle choć trochę uda - nie ma żadnej. Pozdrawiam!
  14. A to prawda. Klimat czasów lepiej oddany niż w niejednym filmie dokumentalnym. Już pierwsza scena mnie wgniotła jak wprowadzali się na to osiedle, gdzie wszystko jeszcze było praktycznie placem budowy. Tak właśnie zaczynało się pomieszkiwanie w wielkiej płycie w czasach PRL-u. Zero chodników, infrastruktury - przez pierwsze 2 lata to wciąż brodziło się w błocie. Muszę przejrzeć co ten Rysiek pisywał, bo jeszcze nie dotarłem do tego przeglądając forum. Pozdrawiam!
  15. W sumie to posyłanie kogoś do kina kto wcześniej nie interesował się którymkolwiek z Beksińskich to chyba nie ma sensu. Zobaczy kompletnie pokręconą rodzinkę, praktycznie samych psycholi. Ten film nie jest łatwy w odbiorze dla tych co nie znali wcześniej Tomka Beksińskiego i Zdzisława Beksińskiego. Ja oczywiście film już widziałem, tak samo jak czytałem książkę "Portret podwójny". Właściwie , to mnie bardziej interesował Tomek Beksiński. Bo to jego audycji słuchałem za młodych lat i miał wielki wpływ na kształtowanie się mojego gustu muzycznego. Niektórych jego audycji słucham nawet dziś. Cóż, ogólnie temat rzeka, choć historia tej rodziny to tylko dla koneserów... Ogólnie ten film mógłby być przestrogą dla wszystkich - co się może stać z człowiekiem, który nie podejmuje pracy nad sobą. Tylko wkręca się w spiralę swoich nawyków i natręctw. Źle jest nie mieć wolności. Jednak nadmiar wolności jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Trzeba umieć samemu wyznaczać sobie granice. Tomek Beksiński takich granic nigdy sobie nie wyznaczał. Stworzył swój własny świat i na ten rzeczywisty spoglądał z odrazą. I nie chciał odstąpić od swoich iluzji nawet o milimetr. Tak ma być i koniec. Osobny temat to świetnie pokazana rola Zofii Beksińskiej w tym całym dramacie. Matki i Żony. Całkowite poświęcenie a zarazem permanentne oczekiwanie na słowa uznania i wdzięczności. Przerażające, robiła za dorosłego syna dosłownie wszystko. Podtykała mu pod nos jedzenie ( ta scena z tym wentylatorem aby schłodzić ziemniaki ! :-) ) Ciekawe, że sporo osób ( wczytywałem się w różne komentarze i recenzje filmowe w necie) odbierało tą Zofię pozytywnie. Praktycznie nikt, nie zwrócił uwagi na fakt, że przez takie wychowanie zniszczyła syna. To, że już jako dorosła osoba Tomek Beksiński nie umiał a właściwie to kompletnie nie chciał się zmienić to już inna historia. W każdym razie, film na pewno wart obejrzenia ale raczej dla osób, które interesowały się twórczością Zdzisława Beksińskiego albo muzyką Tomka Beksińskiego