Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Gaindalf

Użytkownik
  • Zawartość

    27
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

13 Dobra

O Gaindalf

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Wyłożyłbym te 100zł na Contigo, poważnie. Trzymanie ciepła to jedno, ale kubek musi być też szczelny - nie znajdziesz takiego wykończenia w tych za <50zł. Contigo nigdy mi się nie rozlało i już ze spokojem trzymam je z dokumentami/laptopem i innymi więcej wartymi rzeczami. Używam go też bez zakręcania, w domu - długo trzyma ciepło i po prostu lubię pić z cienkiej ścianki
  2. @Adolf Mówisz pewnie o teście ELISA. Nie polecam. Rozmawiałem kiedyś z lekarzem, który na podstawie tego testu wykluczył boreliozę swojej żonie. Miły facet - ale nic poza tym. Zacytuję (http://www.kleszcz-choroby.pl/)
  3. Rozumiem Polecam małe (8 do 10oz) i twarde rękawice.
  4. Świetnie, że potrafiłeś się tak oddać. Ja miewam z tym problem. Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że wtedy umarłeś? Z Hawkinsem miałem tylko pośredni kontakt. 3 moich przyjaciół pracowało z jego książkami. Polecają, ale ja mam jakiś opór. Widzę, jak jeden proces prowadzi do kolejnego i wydaje się to nie mieć końca. Jakby wbiegli na kołowrotek. Jednocześnie czuję, że rozpracowanie pewnych emocji może zadziałać jak antydepresanty - pozwalają pójść dalej, ale rdzeń pracy powinien być u źródła - wzorcach. Sam będę teraz pracował z wypartymi emocjami. Znowu prawda gdzieś pośrodku :> W kontekście H, cytuję jeszcze Marka: Teraz @LSD Opiszę. Wydarzenie było zorganizowane fatalnie. Aż dziwne, że jestem jeszcze ...normalny ;>
  5. Antygen dodatni p41 jest nieswoisty - może, ale nie musi oznaczać boreliozy. Odpowiada flagellinie - białku, które posiadają różne krętkowce - nie tylko te chorobotwórcze. Też mam go na + WB ani nie potwierdził, ani nie wykluczył u Ciebie choroby. Kiedy ugryzł? Masz jakieś objawy? Do jakiego lekarza z tym idziesz? Myślę, że wiem jak możesz się czuć - nie przejmuj się na zapas. To się da ogarnąć. Trochę lektury: http://www.borelioza.org/dokumenty/faq.pdf http://www.wielkoszynski.webity.pl/zakres-c59bwiadczen/borelioza/diagnostyka-zakazen-borrelia-burgdorferi/ http://www.kleszcz-choroby.pl/borelioza-krok-po-kroku
  6. Nowy: http://allegro.pl/worek-bokserski-treningowy-thai-masters-i4815105677.html Używki: http://allegro.pl/worek-bokserski-i6670002063.html, http://allegro.pl/worek-bokserski-everlast-i6668039975.html (wypełniany wodą - wypytaj jaki konkretnie to model, może być perełka :>) Lipa że niczego nie ma w okolicy. Może masz jakiegoś kumpla do treningów? Może lepsze byłyby tarcze.
  7. Terapią psychodeliczną i transpersonalną (jak i samym prof. Grofem) interesowałem się przy okazji przygody z LSD i depresji. Ogólnie, całe zagadnienie pracy z żalem/wypartymi emocjami jest super interesujące. Słyszałeś o leczeniu PTSD ...maskami? Temat cienia do mnie wrócił, przy artykule o oddychaniu holotropowym. To nie przypadek ;> Jak wyglądała sesja MDMA? Miałeś terapeutę czy przyjaciela?
  8. Dzięki za tekst. Napracowałeś się i minie trochę czasu, zanim odpowiednio wszystko przetrawię. Może zechcesz opisać szerzej drugą połowę grudnia? Stwierdzasz o intuicji "ona mnie teraz prowadzi", jakby nastąpił jakiś wielki przełom w dotychczasowym wzorcu. Interesuje mnie, co Cię tak wyrwało z automatu. Ciekawi mnie też, jak przepracowałeś swój najważniejszy cień. Po jednym sformułowaniu kojarzy mi się to ze szkołą terapii, do której chodzi mój przyjaciel, ale może to "tylko" przypadek
  9. @rarek2 Zaczęło się podstępnie - od "fizycznego" zdrowia. Dziś to dla mnie śmieszny podział, ale wtedy nie przyszło mi nawet na myśl, że to siedzi "w głowie". Po prostu robiłem mniej pompek i przestał stawać. Miałem 18 lat i kilkaset zł oszczędności. Pieniądze zeszły na dojazdy i kilkanaście minut u "specjalistów" - psychologa, urologa, proktologa i seksuologa (wszyscy kompletnie kurwa do dupy). Dopiero kardiolog stwierdził, że to w sumie może być depresja. Wręczył mi receptę i zabronił czytać ulotki. Tyle z terapii przez pierwszy rok. Mania. Jestem Bogiem. Nieskończona energia, humor, libido. Wszyscy nudni i powolni. Show time. Spotykanie z 7 dziewczynami na raz? Sen po 4 godziny na dobę? Kilka treningów na maxa dziennie? Tak było - do czasu. Rozważałem CHAD, ale szczęśliwie to był tylko 1 haj, za który hojnie zapłaciłem. Przyszedł drugi epizod D - już słabszy - i trzeci - gdzie dopiero po rozpierdalającym mózg związku z DDA+CHAD, przeszedłem pełną terapię. Choroba i brak pieniędzy to głębokie, cuchnące szambo. Głębszych nawrotów już nie było. Aktualnie pracuję z coachem/terapeutą, ale bardziej rozwojowo niż ratunkowo. Myślę, że mogę sobie wyobrazić, co przeżywałeś z ex. Łączę się w mocy Ciekawy jestem, czy czujesz do niej teraz jakąś przewrotną formę ...zrozumienia i wdzięczności. Ja do swojego sukkuba tak
  10. Piszę, żeby dać się poznać i pokazać, jak głęboko może sięgnąć depresja. Może ktoś z Was miał podobne doświadczenia; może zaowocuje to ciekawą wymianą zdań. Historia sprzed długiej drogi i kilku lat. Dość typowa. Najmłodsze lata były podobno szczęśliwe – przejawiałem sporo dziecięcej zadziorności i odwagi. Dopiero po latach widzę, jak fałszywy obraz życia otrzymałem jako oryginał. Z różańcem w ręku i poczuciem winy w sercu. Ojciec maksymalnie odcięty emocjonalnie – ode mnie i od matki. Trawiony przez kolejne choroby i wykorzystywany przez „przyjaciół”, nigdy nie znalazł dla nas nawet kilku minut (w sumie nic dziwnego - najpierw musiałby je znaleźć dla siebie). Pamiętam swój wieczny dialog, że tata się kiedyś zmieni. Że teraz jest taki specjalny czas, że pewnie ma coś ważnego na głowie, że może zrobiłem coś nie tak… Pamiętam ten blokujący oddech dysonans, kiedy dla obcych ludzi okazywał więcej życzliwości, niż dla własnego gniazda. Pamiętam, jak czułem, że musi coś być ze mną nie tak. Jak zżera mnie zazdrość. W rezultacie wyszedłem do ludzi z olbrzymią dziurą – bez wiary w siebie, zaufania, poczucia bezpieczeństwa. Jeszcze jako mały chłopczyk z fryzurą na grzybka, odziałem się w białe szaty, ślubując wierność i obronę wszystkim pięknym paniom. Mama była pierwsza. Postanowiłem robić w naszej rodzinie za prawdziwego, wrażliwego mężczyznę. Nauczyła mnie w zamian nakładać specjalny makijaż – wystarczyło grubo wysmarować się pojedynczymi wspomnieniami dobrego i nierealną wizją szczęśliwej przyszłości. Rzeczywistość bez kłamstw była zbyt bolesna. Ale dziura nadal pusta. Ocalenie Była idealna. Czułem ją całym ciałem! Muzyka grała głębiej, bardziej w sercu. Noce stały się krótsze i jaśniejsze. Śnieg pod butami skrzypiał ciepło i głośno, choć ja unosiłem się nad ziemią. Znalazłem bratnią duszę – klucz, który poruszał wszystkie zapadki i otwierał skrzynię do wiecznego szczęścia i spokoju. W końcu mogłem zacząć żyć. Pogrzebałem wszelkie zmartwienia. Jeśli penis był czysty, to przyszłość była nieważna. <Tutaj całkiem schematyczna wariacja na temat relacji dwóch niedojrzałych dzieciaków – może tylko z jednym, przeciągającym ból elementem. Pominę szczegóły.> Moja pierwsza miłość była katalizatorem zmian. Sprawiła, że nie potrafiłem sam się oszukiwać. Szybko wyszło na jaw, że nie mam przyjaciół. Opadła też zasłona, którą lata temu rzuciłem na życie najbliższej rodziny. Prawda uderzyła mnie mocniej, niż przeszłość zdołała przygotować. W rezultacie… Depresja, rozpacz, agonia. Pamiętam, jak się biłem, jak drapałem po twarzy, jakie obrzydzenie czułem na swój widok w lustrze. Czułem się, jakby całe „zewnątrz” naciskało na moją skórę, jakby wiedziało, że nie pasuję, że trzeba się mnie pozbyć. Nawet we własnej głowie nie mogłem zaznać spokoju. „zabij się zabij się zabij się zabij się…”. Byłem pusty, wyprany i wyżęty ze wszelkich emocji. Daleko, za ścianą płaczu i gniewu – w miejscu, gdzie nie ma miejsca na ruch, na żywotność – jest tylko szara skorupa. Byłem jak spróchniały pniak na pustyni. Pusty, bez soku i liści – przeminięty, niepotrzebny. Nawet jeśli było gdzieś życie, to daleko ode mnie. To zresztą też przestawało mieć znaczenie. Reakcje zaczęły równać do zera. W najgorszym czasie odpuściłem higienę, ale później, kiedy już zmuszałem się do wejścia pod prysznic, było dla mnie obojętne, czy leci ciepła, czy zimna woda(!). Zapachy stały się wyłącznie informacją – mogłem zwrócić na nie uwagę, ale nie potrafiłem wartościować ich jako bardziej lub mniej przyjemne. Perfumy czy kupa - po prostu były. Z muzyką to samo – hałas lub cisza. Melodia, czy biały szum – bez różnicy. Kiedy odrobinę się poprawiło, chciałem zawsze kogoś słyszeć. Czułem się tak przytłoczony i wyizolowany, że głos innej osoby dawał jakiś wczesny prototyp nadziei. Youtube i audiobooków słuchałem bez przerwy. Cisza była nie do zniesienia. No i zapomniałem, jak brzmi mój śmiech. Barwy stały się jakby wypalone, wypłowiałe. Co prawda widziałem je, ale jakby mniej realne, przerysowane wyłącznie w odcieniach szarości. W moim telefonie nie było żadnego połączenia, ani wiadomości. Nie miałem nawet jednej osoby, która chciałaby mnie wysłuchać. Nie myślałem nawet, że ktoś mógłby chcieć. Jeśli przebijałem się chwilowo do odczuwania emocji, to była to rozpacz. Ryczałem i biłem się. Przeklinałem życie. A później wracałem. I spałem. La petit morte Zmęczony i otępiały byłem ciągle - sen był lekki i nie dawał wypoczynku. Nie rozpoczynał nowego rozdziału; przewijał tylko taśmę do poranka z poprzedniego dnia. Pobudki były przerażające. Jakbym codziennie zdawał sobie sprawę ze śmierci własnej duszy. Nie stawał mi. W ogóle. Na początku mnie to bolało; później – była to już norma. Chcę to opisać szerzej w osobnym temacie. Nie byłem w stanie nawet pomyśleć, że zasługiwałem na miłość –nie byłem godny nawet spojrzenia. Nie potrafiłem wydobyć z ust głośniejszego dźwięku - fizycznie byłbym w stanie, ale czułem paraliżujący, gęsty wstyd. Każde przejście do WC było wypełnione pogardą i obrzydzeniem dla mojego ciała. Chciałem, żeby każda moja cząsteczka przestała istnieć. „zabij się zabij się zabij się zabij się…”. Fizycznie byłem wrakiem. Zamiast przepływu energii, miałem w sobie zamknięty obieg gęstej, lepkiej smoły. Próbowałem czytać, ale mój mózg nie trawił nowych informacji. Mogłem po kilka razy przechodzić przez jedną stronę i nadal nie wiedzieć, o co właściwie chodzi. À propos trawienia – „stolce ołówkowate” to wyjątkowo trafne określenie. Przez długi czas bałem się o tym mówić. Jakby słowa wystarczyły aby wszystko wróciło. Dziś wiem, że te kilka zdań to tylko nasiona, które nie wykiełkują, jeśli nie trafią na odpowiedni grunt. Moje poletko było uprawiane przez wiele lat i to, czego doświadczyłem było jedynie rezultatem. Strzałem w pysk, za który jestem dziś wdzięczny. Przez jakiś czas po wyjściu z depresji, nie mogłem się odnaleźć. Czułem każdy promień słońca na twarzy, każde muśnięcie wiatru i fakturę każdego przedmiotu, z którym miałem kontakt. Czułem miłość w każdym kolorze, ruchu i zjawisku. Czułem ciepłą, musującą radość z samego faktu bycia i możliwości doświadczania. Budziłem się szczęśliwy, po prostu przyjmując to, czego mogę być udziałem. Po pewnym czasie się to zatarło. Kolektyw mnie wciągnął, ale nie o wszystkim zapomniałem. Były też kolejne epizody D – ale to przy okazji innej historii. Życie składa się w pewnej części z tego, co jest. Cała reszta, to nasz odbiór.
  11. Miałem masę sprzętu do walk i tylko z kasku i suspensorium byłem dłużej zadowolony. Subiektywnie (na mojej mongolsko-angielskiej głowie): dobra widoczność nie obracał się wokół głowy, ani nie osuwał na oczy jest ochrona podbródka (czyli na zawody raczej nie pójdzie, ale jak już będzie potrzebny, to zawsze się jakiś znajdzie z Twojego klubu/od organizatora gali lub zawodów/zaprzyjaźnionego klubu/losowego gościa na miejscu; btw najlepiej na zawodach z kaskami mi było w tym http://boks-sklep.pl/pl/kask-bokserski-top-ten-avangarde.html) mocny rzep (mi nie wyliniał) wygodne zapinanie (można samodzielnie, w rękawicach - zapinałem go w rękawicach do 18oz różnych producentów) wygląd (jak kto lubi - jbc jest opcja różowa ) wytrzymały (poza tym, że starł się napis z czoła, to mój wygląda jak nowy - był intensywnie używany) ochrona jak ochrona - jak się da, to nie zbieraj za dużo - jak musisz, to w miarę możliwości na czoło http://mmaniak.pl/kaski-bokserskie/3528-venum-kask-challenger.html
  12. Polecam do tego gry statusowe i sporty walki. Najlepiej uderzane. Hormony jak najbardziej. Chociaż https://www.amazon.com/gp/product/0966223128/ref=s9_simh_gw_p14_d0_i1?pf_rd_m=ATVPDKIKX0DER&pf_rd_s=center-2&pf_rd_r=0ANYGN0VVJP2TK1MY24T&pf_rd_t=101&pf_rd_p=470938631&pf_rd_i=507846 na początek, żebyś na męskie problemy nie patrzył wyłącznie od strony psychiki. Sporo pieniędzy i czasu bym zaoszczędził, gdyby moi lekarze "specjaliści" byli otwarci na różne drogi do zdrowia - nie tylko te wynikające z tego co wkute na studiach i jest w nazwie ich specjalizacji. Ja to jeszcze sobie doszukam informacji, ale jak pomyślę, ilu pacjentów może cierpieć przez takiego ignoranta...
  13. Domu Samca, grzecznego pieska i hojnych fanów. Żebyś umiał wpływać jeszcze głębiej - i następców wyszkolił. Spokoju
  14. @Silny W pełni zrozumiałe - obrazy brak Miłego tam.
  15. Jeśli bez filtru po ilości postów/plusów/dotacji, to chętnie bardzo