Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Gaindalf

Użytkownik
  • Zawartość

    39
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

19 Dobra

O Gaindalf

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. @self-aware - a. jak dla ciekawości to spoko :> Teoretycznie warto. Jest m.in. badanie, gdzie 28 mężczyzn w 7 dniu abstynencji miało pik - średnio 150% testosteronu z 1 dnia. Sam kiedyś przyjąłem, że na tydzień przed walką odstawiam sex. Znak krzyża też robiłem - warto mieć każdą pomoc po swojej stronie;))
  2. @self-aware Jak dla mnie, jednorazowe badanie samego teścia w kontekście zaburzeń erekcji mija się z celem. Albo pakiet i (opcjonalnie) prowadzenie przez fachowca, albo nie ma co sobie zawracać tym głowy i portfela. Moim zdaniem, na szybki start najlepsze tabsy. Później odstawienie porno i masturbacji i przepracowanie tematu od strony psychicznej. Kiedyś uprawiałem seks bardziej dla utrzymania wizerunku ruchacza i zadowolenia partnerek, niż dla własnej satysfakcji. Bez sensu.
  3. @mateoleo https://www.doz.pl/leki/s2152-sildenafil Viagra też, ale nie tylko. Weź najtańszy - substancja aktywna ta sama. Tylko na receptę, niestety. Rodzinny powinien bez problemu Ci wypisać. Idź na szybko, powiedz że nie staje i poproś o 4 tabsy na rozpęd. Będzie ok - najwyżej pomyślimy co dalej :>
  4. Może przez masturbację; może przez zawyżone oczekiwania odnośnie tego, jak dobrze wypadniesz po dłuższej przerwie; może przez jeszcze coś innego. Kto wie Jako najtańszy i najszybszy sprawdzian, wziąłbym na rozpęd Sildenafil - wejdź z nim w normalny rytm i powinno być już ok. Pamiętaj o własnej przyjemności, a nie tylko o partnerce;)
  5. @XYZ, @jaro670 Dobry z Ciebie obserwator Też widzę, że jestem tu bardzo wygładzony. By default szanuję ludzi i daję im sporo otwartości. Dopiero gdy ktoś mnie atakuje, natychmiast zmieniam strategię. Długo brakowało mi tego ofensywnego elementu. Pierwszy raz o swojej grzeczności usłyszałem przy okazji przygotowań do walki - trener stwierdził, że jestem "zbyt dobrze wychowany". I faktycznie, integracja wewnętrznego skurwiela pomogła. Poza tym, najczęściej czuję się na tyle silny (zarówno fizycznie, jak i psychicznie - oba obszary zresztą wzajemnie się umacniają), że jest mi po prostu luźno i spokojnie. Jeśli ktoś wie, że byłem dobry w walkach, to w interakcji z góry przypisuje mi jakiś poziom agresji. W momencie, kiedy ja prezentuję się jako opanowany, całkiem wrażliwy gość, powstaje (doświadczam tego) fajny kontrast. Oczywiście, gdybym był szczypiorem, to tylko bym się pogrążał - nie dość że myślą, że pewnie miętka pipka, to jeszcze tak się zachowuje. Wchodzimy tutaj w obszar gier statusowych. Pewnie trafiłeś na to w tej czy innej formie. Ktoś z wysokim statusem, może pozwolić sobie na znacznie więcej – zachowania „niskie” wręcz umacniają jego pozycję. Gdyby to samo zrobił ktoś na dnie, to jeszcze bardziej by się pogrążył. No i jeszcze czynnik internetowy - na żywo jest w pizdu znaków niewerbalnych. Tutaj mam tylko treść, którą ktoś mógł źle ująć - lub ja źle zinterpretować. Biorę na to poprawkę. Przyznaję, może zbyt dużą i sprawia w Tobie wrażenie sztucznej. Dziękuję. Nie rozumiem, skąd ten znak równości. To, że ktoś jest odpowiedzialny, nie oznacza że bierze pod uwagę wszystkie za i przeciw. Druga osoba może po prostu mieć mniej doświadczeń w danym obszarze i nie być świadoma, że droga prowadzi do jej cierpienia. Niezależnie od świadomości drugiej strony, nadal możesz być bezpośrednią przyczyna wyrządzania szkód. Od strony logicznej nie widzę tu kurestwa Może tylko od strony praktyczniej nie ma co wchodzić w temat tak głęboko. Jeśli metafora śmierci Ci nie odpowiada, to weźmy na przykład boks. Powiedzmy, że wchodzimy na ring. Obaj świadomie zgodziliśmy się na walkę. Powiedzmy, że mam lepszy dzień, albo że trenowałem 10 lat dłużej. Markuję coś na górę, Ty się odsłaniasz i wchodzi mój lewy sierp na wątrobę. Boli jak rozstanie :> No i teraz - kto Ci zadał ból? Rękawica? Ty? Bo ja myślę, że JA. Po prostu wchodząc na ring, jestem w trybie gościa, który chcę Cię zranić i zawiesza swoją wrażliwość na czas walki. Ty też chcesz mnie zranić, więc moralnie jest dla mnie ok. Nawet gdybyś zaczął się bać i już w głębi nie chciał walki, to i tak bym uderzał, aż sędzia nie przerwie tematu. Mimo wszystko, wyrządzałbym Ci krzywdę. Ranię Cię – tyle że biorę to na klatę. W innych obszarach, decyduję się tego nie robić. Weźmy na przykład narkotyki – powiedzmy, że mam na własny użytek tabsy, na których Ci zależy. Prosisz mnie o sprzedaż, ale ja nie zgadzam się, bo wiem, że to może doszczętnie zrujnować Ci życie. Niby się zgadzasz na ryzyko (jak w boksie). Niby schemat podobny - ale moralnie czułbym się połamany. Są decyzje, gdzie nie zamierzam przyczyniać się do cierpienia; są takie, gdzie granica jest płynna; są też takie, gdzie czuję się z tym ok. Jak dla mnie, to rozbija się o samo podejście do ranienia, bo same rany są faktem. Tak ogólnie: Nie odpisywałem od razu. Musiałem trochę zostać z tym tematem i uczciwie przyjrzeć się faktom. Zadałem sobie pytanie, na ile moje działania są moje (rozumiem przez to – oparte na moich głębokich wartościach), a na ile realizuję klipy filmowe i uciekam od tego, co bolało/boli. Wnioski dla siebie mam takie: 1. Nie ma tu 0 lub 1. Równie dobrze możesz być gdzieś pomiędzy. 2. O ile w 1 obszarze możesz być „w domu”, to nie oznacza że w innym nie błądzisz. Podziel życie na kluczowe obszary i rozpatruj temat indywidualnie. Możesz być dobry w boksie, ale słaby w parterze;) 3. Początkowe sukcesy (np. 1 ogarnięty temat) mogą sprawić, że spoczniesz na laurach i uznasz, że praca skończona. It’s a trap. 4. Może być tak, że zauważasz coś u innych, ale jesteś na to ślepy u siebie. U innych widzimy tylko kluczowe elementy historii. To ułatwia znalezienie schematu. U siebie mamy pełną narrację - esencja się rozcieńcza. Upraszczaj ile się da, ale nie bardziej. Szukaj źródła choroby po objawach. Ofiara krzyczy najgłośniej. 5. Wielka siła to wielka odpowiedzialność. W drugą stronę też to działa – nie będziesz silny, jeśli nie weźmiesz na siebie odpowiedzialności. 6. Odpowiedzialność odbiera wymówki. Tym bardziej zaboli, im bardziej żyłeś w iluzji. Ale tylko przez odpowiedzialność wchodzi się w dorosłość. Co do ostatnich postów: @Alves2 Dzięki za perspektywę. Nie boję się jakoś szczególnie cierpienia. Sto razy gorzej gdybym zostawił siebie. @jaro670 Hmm, dla mnie naturalne że potrafią Myślę, że niezależnie od dalszych losów, możemy (ja i A.) być sobie wdzięczni za wzajemne lekcje siebie @qbacki Jeśli beze mnie byłaby dnem, to znaczyłoby, że już w obecnej relacji nim jest. Po prostu podsysa energię ze mnie/ "związku". W dłuższej perspektywie rozstanie byłoby dla niej dobre. Dla mnie też. Nie czułbym wyrzutów sumienia. Bardziej zrozumienie i jakieś takie wewnętrzne ciepło. Smutek pewnie też, ale nic głębokiego. Skoro chcę dla drugiej osoby dobrze, to na pewno nie przez ucieczkę od niej samej. Czasem wymaga to strzału w pysk. Czasem lepiej dostać wpierdol na treningu od trenera niż później na ringu.
  6. Rozumiem. Zapełniła jakąś dziurę. „Jeśli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta (…), nie słuchaj tego, co mówi, patrz na nią.” Oscar Wilde Też kiedyś jeden komplement potrafił sprawić, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Teraz też jest miło usłyszeć pochwałę, ale nie zmieniam dla niej ani prędkości, ani kierunku jazdy Mądrze to opisałeś. Oj tak, wielu by dało Przedstawiłeś jak najbardziej słuszną perspektywę – to dorosła osoba, odpowiedzialna za swoje czyny. Nie zmienia to jednak faktu, że ją ranisz. Świadomość tego, że ona cierpi, też nie pomaga. Coś jak omawiany przez Marka temat wegetarianizmu. Mniejsza świadomość zwierzątek nie zwalnia nas z odpowiedzialności. Tym bardziej że wiemy, że czują i nie chcą umierać. Moim zdaniem, trzeba to wziąć na klatę, albo się wycofać i zamówić B12. @zuckerfrei dobijam do 25 @Grzenio To finansowe upośledzenie przez rodziców jakoś jeszcze rozumiem w rodzinach, gdzie pieniędzy starczy na pokolenia. Najgorzej w takich, gdzie dochody są na tyle duże, żeby dziecko nie musiało się starać, ale jednocześnie na tyle niskie, żeby dorosły nie mógł za to godnie wyżyć. Wierzę Ci. Byłem tam. Faktycznie, boleśnie pouczające:) Mógłbyś proszę wytłumaczyć? Nie pytam złośliwie. Nie rozumiem, dlatego piszesz w czasie teraźniejszym. Jak opisana przeze mnie postawa, prowadzi do unikania konfrontacji z problemami? Ta destrukcyjna strategia dotyczyła przeszłości. Oczywiście że w lęku – przed utratą czegoś, czemu przypisałem nadmierną wartość. Bałem się wtedy pozostawienia samemu. W moim rozumieniu, związek był sensem życia. Mówię o sytuacji sprzed 7-8 lat. Tak, dobrze kojarzysz – ojciec był poza domem. „Emocjonalność” przypłaciłem depresjami i obijaniem się po skrajnościach – od „przeżywam wszystko” po „nie czuję nic”. Nie powiedziałbym, że potrzebuję tych emocji (w rozumieniu, że bez nich nie mógłbym spokojnie funkcjonować) – bardziej, że jest to miły suplement do jednej z czynności, na które składa się moje życie. Nie straciłem całego poczucia szczęścia – mam po prostu rozterkę odnośnie rozwiązania zaistniałej sytuacji w tym konkretnym obszarze. Do tego wszystkiego, nie za bardzo mam już dostęp do wyobrażenia, jak kobieta miałaby dać mi szczęście. Na poważnie – słusznie, że nie zamierzasz mi przedstawiać gotowych rozwiązań – sam też o nie nie proszę. Chciałem usłyszeć co bardziej spersonalizowane doświadczenia osób, które były w podobnych układach. Jeśli chodzi o nieuświadomioną manipulację – cóż, nie mogę tego wykluczyć. Jeśli faktycznie tam była, to mogę Twoją odpowiedź odczytać jako wyraźny sygnał do pracy nad tym tematem. Rozumiem przekaz reszty wypowiedzi, ale szczerze, nie miałem intencji przerzucić odpowiedzialności na Ciebie, lub któregokolwiek z Braci. To ja podejmę ostateczny wybór i poniosę jego konsekwencje. Jedyne na co liczę, to wymiana materiałów, na bazie których podejmuję decyzje. Świadoma manipulacja wydaje mi się tu kompletnie bez sensu. W dłuższej perspektywie, byłaby dla mnie strzałem w stopę, czego od lat staram się nie robić;) Dziękuję Ci za wszystkie wypowiedzi. Skłoniły mnie do przyjrzenia się sobie w kontekście odpowiedzialności. Niektóre nieporozumienia mogą wynikać z mojego niedostatecznego opisania sytuacji. To już jednak nie te czasy, żebym rwał włosy z głowy, bo moja kobietka nie jest ekstatycznie szczęśliwa. Akceptuję aktualny stan, ale chciałbym go zmienić. Jeśli chodzi o obarczanie innych za podejmowane decyzje – na świadomym poziomie, jest to ode mnie na tyle dalekie, że aż trudno mi to sobie wyobrazić.
  7. Znam ten model i z powodzeniem go stosowałem. W dłuższej perspektywie, prowadził u mnie do całkowitego wypalenia zainteresowania relacją. Nie było w niej mnie - był jakiś sztuczny potworek, któremu co prawda udaje się utrzymać związek, ale traci przy tym siebie. Cała gra przestawała być warta świeczki i tak w kółko Macieju. Jeśli mamy na celu zachowanie samego związku - jest to (moim zdaniem) całkiem zgrabna, choć dość siermiężna strategia. Jeśli chcemy zaś mieć w związku siebie, to nie tędy droga. Perfekcjonizm pozwala dojść tylko do pewnego etapu zaawansowania. Wiem to ze sztuk walki, kiedy po kilku wygranych pod rząd, byłem sparaliżowany wizją porażki. Znacznie lepiej sprawdzało się podejście z przyzwoleniem na niepowodzenia. Przenosząc analogię na związki - wolę okazać "słabość" (dałem w cudzysłowie, bo się z tym określeniem nie do końca zgadzam) i ewentualnie rozstać się z powodu rezultatów obniżonego szacunku, niż w napięciu grać idealnego w nadziei, że nie wyjdzie, co naprawdę czuję. A nie czuję się wcale jakoś bardzo źle. Fakt - mam rozterkę moralną, ale sam jestem na tyle stabilny (i inne obszary mojego życia są na tyle sprawne), że na ogólne poczucie szczęścia ma to niewielki wpływ. Ten związek jest dla mnie ważny (podobnie jak relacja z każdym z bliskich mi osób), ale nawet w jednej dziesiątej nie tak ważny, jak za czasów odstawiania gościa bez wad i emocji. Nie piszę tego, żeby po prostu przeciwstawić się Twojej opinii - szczerze. Cenię, że dzielisz się ze mną przemyśleniami i doświadczeniem. Po prostu dla mnie, proponowany przez Ciebie system jest na tyle energochłonny, że mi się nie chce. Mogę mieć seks bez tego. @Grzenio, @jaro670, @Ziomisław, @Przemek1991, @XYZ Dzięki za zaangażowanie w temacie - odpiszę Wam jutro. Może być interesująco :>
  8. @seba33 Tak typowałem, że o ten finansowy wyjątek chodzi:) Na początku stwierdziłem, że przecież te kilkadziesiąt k nie robi wielkiej różnicy. Później - że może jednak robi. Tak powstał nawias. Oczywiście, nie mogę wykluczyć Jednak mam na tyle wysoki status, że nieszczególnie jestem to sobie w stanie wyobrazić od strony technicznej. Po prostu kazałbym jej wyjść z opcją na kontynuację rozmowy po uspokojeniu. To był całkiem nieźle prowadzony związek. @jaro670 Czy teraz, po czasie, jesteś w stanie spojrzeć na czas "zdobywania" Cię przez ex i wskazać na punkty, które objawiały jej "prawdziwą naturę", a których nie dostrzegałeś? @Ziomisław Świetnie zobrazowane, faktycznie - odwrócony schemat. Nad tematem dzieci sporo myślałem. Oczywiście, jest to stan "na teraz", jednak utrzymuje się już od kilku lat - dzieci nie chcę. Zdaję sobie sprawę, jak wielka to odpowiedzialność. Jednocześnie wiem, że nie muszę się jej podejmować. A deklaruje podobnie. Gdybym jednak chciał dzieci, to ona mogłaby być ich matką. Ma świetne cechy i geny do tej roli. Moją przewagę przypisuję kilku czynnikom - pierwszy, to trening u najznamienitszych mistrzyń obu biegunów zaburzeń i emocjonalnej różnorodności. Po ludzku - doświadczenie w związkach z kobietami. Właściwie to z ludźmi w ogóle. Odczytuję sporo sygnałów, które dla innych są przypadkowe. Mogę dzięki temu na wczesnym etapie rozpoznać i przekierować bieg interakcji. Swoje przy tym wycierpiałem. Drugi - nie mam urody i wzrostu modela, ale myślę, że jest we mnie całkiem pociągający kontrast. Aparycja zbója i dusza romantyka. Taki to i zarucha, i komplement sprawi ;> No i obronić się umiem. Trzeci - mam grono bliskich znajomych. Czuję się socjalnie niezależny i w pozycji do mnożenia kapitału. Czwarty - lubię ludzi. A niektórych naprawdę czuję. Jeśli dodać do tego trochę pikanterii, to jestem zainteresowany (a o to coraz trudniej). Piąty - nieźle przędę finansowo. Nie jakoś bogato, ale w porównaniu do rówieśników, którzy też startowali z ubogiej rodziny, jest nieźle. Przy czym to się pogorszy - zmieniam karierę. Szósty - jestem życzliwy, opiekuńczy i darzę ludzi adekwatnymi do wspólnych doświadczeń - ciepłem, szacunkiem i zaufaniem. Dbam o korzyści dla obu stron. Siódmy - sporo spraw mam przemielone i ogarnięte. To bardzo umila wszelkie interakcje. Można by tak jeszcze trochę, ale to moim zdaniem takie punkty kluczowe. Detale, takie jak sprawność w łóżku, uznaję za ich pochodne. Jeśli "zasoby" z Twojego posta odczytałem zbyt szeroko (mogłeś mieć na myśli wyłącznie $), to zdecydowanie większą rolę grał u mnie wygląd. Ale chyba nie tylko o kasę pytałeś, hm?
  9. @seba33 Faktycznie, napisałem jakby chodziło o jej matkę:) Dzięki za uwagę, przy czym nie mogę już tego edytować. Zazwyczaj szybko łapię temat, ale teraz nie do końca. Co masz na myśli? Co do inwektyw - oj nie, byłbym szczerze zaskoczony. Raczej będzie życzyć mi dobrze i wycofa się ze wspólnych znajomości, żeby nie utrudniać. Już raz zrezygnowała z własnej okazji biznesowej, żeby nie mącić mi w relacjach. Co do złapania na ciążę - od dawna uważnie tego pilnuję. Ale uwaga cenna. @Alves2 Może faktycznie jestem po prostu znudzony i za bardzo to rozkminiam. Gdyby nie była mi tak oddana, to nie miałbym skrupułów. Prawdę mówiąc, nie widzę już większej korzyści ze stałej relacji, jeśli nie mógłbym też sobie emocjonalnie popuścić. Przy czym jeśli już to zrobię, to Pani może stracić pożądanie. Jak nie popuszczam, to w dłuższym czasie czuję się skrępowany i cała gra w ogóle nie warta świeczki. Ah te związki @jaro670 Dziękuję za Twoją perspektywę. Przyglądam się tej sytuacji, i nie - główny powód to nie seks. W mojej obecnej sytuacji, to żaden problem. Bez kompromisów co do urody partnerki
  10. Bracia, mam rozterkę. Proszę Was o radę. Jestem od 2 lat ze wspaniałą kobietą. Mamy do siebie szacunek i zaufanie (poparte praktyką, nie gadaniem). Gry wstępnej nigdy nie potrzeba. Pod względem zasobów - finansowo, intelektualnie i społecznie, jesteśmy na podobnych poziomach (z moją lekką przewagą w każdym z nich; no, może finansowo z dużą). A została wychowana w tradycyjnej rodzinie, gdzie ojciec był silną figurą. Matka opiekowała się domem i dziećmi. Szanują się i kochają do dziś. Zdecydowanie dobre wzorce. W przeszłości miała niewielu partnerów seksualnych. Szybko przy mnie nadrobiła braki w ars amandi. Pracowita, inteligentna, wrażliwa. Bardzo się nawzajem „czujemy”. W teorii, jest to świetna kandydatka na wieloletni związek. Niestety, po kilku ostatnich miesiącach obserwacji stwierdzam jasno - nie potrafię się tym cieszyć. Niby wiem, że jest idealnie, że inni mają znacznie gorzej, że to po prostu cudowny, wartościowy człowiek. No ale nie potrafię. Nie działa. A wystarczy, że przyjdzie kumpel i mogę śmiać się z najgłupszych żartów. Podobnie przy rozmowie z kobietami z zewnątrz – a mam naprawdę dobrej jakości opcje. Jestem z natury bardzo odpowiedzialny i opiekuńczy. Widzę jak ona się stara (naprawdę, wykonała masę roboty nad sobą i dopasowaniem się do moich preferencji mieszkania razem) i boli mnie, że ze względu na obecny stan, miałbym stracić przede wszystkim dobrego przyjaciela. Rozmyślam, czy potrzeba emocjonalnego związku jest dla mnie. Moje rozumowanie - skoro: a) nie planuję mieć dzieci, b`) chcę mieszkać sam, c) uroda mojej Pani będzie zanikać a moja rosnąć, to w zamian za oddanie części wolności (nie mówię tu o wyjściach gdziekolwiek i kiedykolwiek – chodzi o luz emocjonalny), dostaję seks (ale to mogę mieć wszędzie), przyjaźń (serio, jest mi bardzo oddana i czuć, że widzi sens we wspieraniu mnie) i – nazwę bardzo ogólnie – jej niewinność i ciepło. I tą taką fajną, głębszą więź. Albo jej wrażenie. Jeżeli zaś zerwę, to zejdzie ze mnie napięcie (mam zapędy na granie idealnego i ogarniania złych emocji w relacji) i będę mógł pobawić się hajem hormonalnym z innymi kobietami. Finansowo nigdy jej nie wspomogłem i poza sytuacjami awaryjnymi, nie zamierzam. Nie chcę jej ranić. Serce mi się kraje jak widzę jej cierpienie i starania (otwarcie jej powiedziałem o tej sprawie). Mi też jest ciężko, ale jednocześnie czuję w sobie taką lekką radość na myśl o takiej zmianie. Przez ponad rok naszej relacji, A była w depresji i bardzo się wtedy pozamykałem na własne emocje – przepracowaliśmy za to sporo jej szamba. Może to sprawia, że przy niej niejako z automatu wchodzę w taki tłumiący kombinezon. Teraz pytania do Was. Czy byliście w podobnej sytuacji? Jak to się potoczyło? Po prostu zerwaliście, czy szukaliście pośredniego rozwiązania? Otwarty związek? Kilka miesięcy na testowanie? „Zostańmy przyjaciółmi”? „Ja rucham a ty bądź mi wierna” (hehe)? Zdrada nie wchodzi w grę. Albo otwarte karty, albo nic.
  11. @Silny A.K. Po większym szkoleniu, A. daje dwie półgodzinne konsultacje (na żywo lub Skype). Jeśli przeliczyć ten czas na jego stawki, to warto skorzystać. Nie skorzystałem. Z tego co sam powiedział - większość nie korzysta. Nie dziwota. Też Ci było przy nim tak nieswojo?
  12. Poznałem osobiście pana z bródką od terapii IBS @Silny. Na video wygląda dość robotycznie, ale uznałem to za brak doświadczenia i stres przed kamerą. Byłem wtedy zafascynowany jego sceptycznym podejściem - w kontraście do "możesz wszystko". Pojechałem. W realu, facet był jeszcze bardziej oddalony niż przez ekran. Bez ciepła, czucia i życzliwości - jak dobrze zorganizowana maszyna. Było mi przy nim źle, jakby ktoś spakował w kartony przytulnie urządzony pokój i stwierdził, że mam się rozgościć, bo zawartość i tak ta sama. Bez agresji, bez życia - chłód i dystans. Nie czułem, że mógłby mi pomóc - a nawet jeśli - nie chciałem tej pomocy. Jako osoba, która przekazuje treści z przeczytanych książek - ok.
  13. Wyłożyłbym te 100zł na Contigo, poważnie. Trzymanie ciepła to jedno, ale kubek musi być też szczelny - nie znajdziesz takiego wykończenia w tych za <50zł. Contigo nigdy mi się nie rozlało i już ze spokojem trzymam je z dokumentami/laptopem i innymi więcej wartymi rzeczami. Używam go też bez zakręcania, w domu - długo trzyma ciepło i po prostu lubię pić z cienkiej ścianki
  14. @Adolf Mówisz pewnie o teście ELISA. Nie polecam. Rozmawiałem kiedyś z lekarzem, który na podstawie tego testu wykluczył boreliozę swojej żonie. Miły facet - ale nic poza tym. Zacytuję (http://www.kleszcz-choroby.pl/)
  15. Rozumiem Polecam małe (8 do 10oz) i twarde rękawice.