Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Przebudzony

Użytkownik
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

20 Świetna

O Przebudzony

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

166 wyświetleń profilu
  1. To rzeczywiście bardzo typowe, ale myślę, że ta pani doskonale wiedziała czego chce. Uwagi ze strony mężczyzn, poczucia, że może z nimi robić co chce. Kobiety doskonale zdają sobie sprawę, że uroda daje im władzę. Więc się bawią mężczyznami, zawsze dając im na tyle nadziei, żeby wciąż orbitowali wokół niej. A jak się zjawi Alfa to wiadomo... Bardzo typowe. Ale skoro mowa o typowych zachowaniach kobiet, tj. przeskakiwaniu z gałęzi na gałąź, to powiedzcie Bracia co sądzić o takiej sytuacji, gdy 30 letnia kobieta przeskakuje na krążącego wokół niej od bardzo dawna orbitera, który ma niższy (od jej obecnego faceta) status zawodowy, mniej kasy, jest nieco nawet zniewieściały, mniej atrakcyjny zewnętrznie, pewność siebie też nie jest jego mocną stroną. Ale za to jest wygadany, uległy i nie naciska na kobietę w żadnej sprawie, oraz jest uparty choć na testowanie reagował obrazą. I nagle dziewczyna przeskakuje na niego? Czy to może świadczyć, że kobieta jest zaburzona i potrzebuje pełnej kontroli?
  2. Szczera prawda i według mnie największa pułapka w pracy nad sobą. Jeśli facet nie wyzbędzie się takich wzorców, to pomimo wypracowanej pewności siebie może wylądować kompletnie rozbity na dnie. Jeśli się z tego podniesie to będzie już "nie do zdarcia", ale jeśli nie, to będzie stracony, pomimo całego wysiłku w pracy nad sobą. Ale tak czytając różne historie Braci, to chyba nie ma innej drogi od białorycerskości do męskości, niż przez mękę i ból. Prawdziwy facet odradza się z popiołów, pozostałych po białym rycerzu
  3. Ech typowe... Jak sukces to oczywiście zasługa pań, a jak porażka to wina faceta...
  4. Myślę, że ona doskonale wie czego chce. A Ty jak najszybciej sięgnij po książki naszego Guru, póki nie jest za późno.
  5. Opiszę historię "szczęśliwego" małżeństwa mojego kuzyna z toksyczną babką, które dość szybko zakończyło się - no nie zgadniecie - rozwodem. Otóż kuzyn jest robotnym chłopakiem, taką złotą rączką, zamknięty w sobie, typ introwertyka. Rodzina z której pochodzi generalnie zdominowana jest (w sensie rządzenia) przez kobiety, więc wzorce też miał "odpowiednie" i żadnych mechanizmów obrony przed kobietami w sobie nie wytworzył, a co dopiero przed toksycznymi zawodniczkami. A właśnie taka go sobie wypatrzyła i owinęła wokół palca. Facet nie miał nic do powiedzenia, wpadł jak śliwka w kompot i wkrótce stanął przed ołtarzem. Młoda para zamieszkała u teściów kuzyna, a jak doskonale wiecie bardzo często toksyczne kobiety, mają toksyczne matki i wycofanych ojców, którzy generalnie starają się unikać problemów w małżeństwie więc siedzą cicho i zarabiają na swoje "połówki". Tak było i tym razem. Zatem zupełnie bezbronny, omotany hormonami porządnych chłopak znalazł się po podwójnym obstrzałem, przy których działa Navarony to jarmarczne pukawki. I to jeszcze na oddalonej placówce z dala od znajomych i własnej rodziny. No i się zaczęło. Chłopak z racji, że budowlanka mu nie obca został grzecznie wykorzystany. Wyremontował cały dom teściów, zbudował garaż, podjazd, uporządkował ogród, postawił ogrodzenie, zbudował altanę. Oczywiście dokładał się do tego, oraz robił to w wolnym czasie i była to jego jedyna forma "wypoczynku". No a poza wypoczynkiem normalnie ciężko pracował i to jeszcze musiał rano wcześnie dojeżdżać kawał drogi. No ale w pewnym momencie przestał być potrzebny swojej niuniu i jej mamusi, no i nadarzyła się ku temu wspaniała okazja. Otóż matula kuzyna zapisała "szczęśliwej parze" działkę rolną. Oczywiście można by tu zrobić osobny temat dlaczego matka nie zrobiła darowizny tylko dla syna, ale można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że nie miałoby to większego znaczenia, bo pewnie i tak wcześniej, czy później skończyłoby się podobnie. A co się stało z ziemią? Otóż laska wymyśliła sobie, że chciałaby otworzyć salon (kosmetyczny czy fryzjerski mniejsza o szczegóły). No i tak urobiła kuzyna, że sprzedał "matkowiznę", żeby jego pysia spełniła swoje marzenia. A co zrobiła pysia gdy pieniążki wpłynęły na wspólne konto? Oczywiście przelała ja na własny rachunek bankowy, a kuzyna wyrzuciła z domu. Duża w tym była zasługa teściowej, która uznała wspólnie z córką, że chłopak nie rokuje na jakieś lepsze życie (czytaj: wykorzystały go jak mogły i przestał być potrzebny). Pysia zażądała rozwodu i powiedziała, że dopiero wtedy odda kasę ze sprzedaży ziemi. Kuzyn rozjebany na maksa. Dostał kosza po jakimś roku od ślubu, a więc ciągle trwał haj hormonalny. Gość był tak rozbity, że on by i się zgodził, żeby takiej kasy pysia mu nie oddawała. Na szczęście zaczęła działać rodzina, która zaczęła na nim po prostu wymuszać pewne rzeczy. Wujek miał znajomego adwokata, który zgodził się prowadzić sprawę taniej. Ale kuzyn był w takim stanie, że w ogóle była obawa czy czegoś w sądzie nie odpierdoli. Na szczęście jest już po rozwodzie i laska rzeczywiście oddała kasę, ale nie całą. Dlaczego? I tu już znam sprawę tylko z opowieści, a też nie bardzo siedzę w przepisach dotyczących zwolnień z podatków , ale z tego co zrozumiałem to przy sprzedaży działki rolnej było zwolnienie z podatku, jeśli pieniądze ze sprzedaży zostałyby wydane na cele mieszkaniowe, ale w określonym czasie (jak wiecie jak to z tym jest Bracia to napiszcie proszę czy tak jest). No i oczywiście ten okres upłynął, a zatem kuzyn otrzymał tylko część kasy. Czyli podsumowując efekty małżeństwa: - porządny facet do dzisiaj nie może się pozbierać; - porządny facet włożył mnóstwo pracy w wyremontowanie cudzego domu; - porządny facet stracił kasę, za którą mógłby przecież kupić dla siebie mieszkanie, lub miałby ziemię, której już nie ma.
  6. Ignoruj ją. Najbardziej boli je kompletna obojętność. Każde emocje, które okażesz będą tylko stanowić potwierdzenie, że Ci wciąż zależy, że może Tobą.manipulować. Tylko im bardziej będziesz ją olewac, tym bardziej agresywnie może szukać kontaktu. Musisz być twardy i nie daj się nabrać na takie podchody.
  7. No właśnie mamy to szczęście, że jest takie miejsce i że żyjemy w czasach, gdy można na własną rękę znaleźć taką wiedzę. Gdyby nie to pewnie tkwiłbym dalej w matriksie, bo niestety nie spotkałem na swojej drodze wcześniej autorytetu, który otworzyłby mi oczy. Tylko na taką wiedzę trzeba być gotowym i dlatego cieszę się, że dostałem kopa w dupę, bo to już procentuje.
  8. W to wierzę coraz bardziej. Ale o ile nie mam wątpliwości, że przyjaźń damsko-męska możliwa nie jest (tak samo jak nie istnieje coś takiego jak kobieca wdzięczność), tak przytoczone w tym wątku historie bardzo uderzają w coś, w co wierzę, czyli przyjaźń między facetami. I to jest straszne, że kobieta potrafi zniszczyć takie relacje. No chyba, że to nie były prawdziwe przyjaźnie...
  9. O tak! To jest potężna broń tych wariatek: wypieranie się swoich zachowań, czasem w tak bezczelny sposób, że facet jest w stanie sam siebie przekonać, że to on się myli. I jeszcze ciągłe poniżanie, niby żartem, niby w ramach przekomarzania się, ale jednak ciągłe, nieustanne próby obniżania pewności siebie faceta. Ech... Jak się na tym zastanowię nie mogę uwierzyć, że na to pozwalałem. Ale jak ktoś nie przeżył takiej relacji z toksyczną, zaburzoną babą to tego nie zrozumie.
  10. Wyrwanie się z relacji z toksyczną, zaburzoną kobietą jest cholernie trudne. To naprawdę jak jazda kolejką górską i jak jest dobrze to jest najlepiej na świecie, a jak jest źle, to się czeka, aż będzie znowu "najlepiej". A najgorsze, że to uzależnia. A takie wariatki potrafią tak manipulować, że facet jeszcze wierzy, że to jego wina (u mnie przynajmniej tak było). Dobrze, że tu dotarłeś i szczerze zazdroszczę takiego optymizmu, że można ułożyć fajny związek z kobietą, zwłaszcza po doświadczeniach z "toksykiem". Ale to też pokazuje, że jesteś silnym gościem i wyniosłeś z tego doświadczenia bezcenną wiedzę.
  11. Żadnych spotkań, zero kontaktu - to obowiązkowo, zawsze w takich sytuacjach. Wiem, że z przypominaniem sobie sobie miłych chwil jest trudno, bo mózg podsuwa jak na złość tylko takie obrazy, ale skoro tu trafiłeś to tylko jest kwestią czasu jak zaczniesz na to wszystko trzeźwo patrzeć i w momencie jak pojawią się o niej myśli, to szybko przywołasz te złe chwile, I to prawda, że kobiecy świat stoi przed Tobą otworem, upewnij się tylko, że to właściwy otwór
  12. O tak, cieszę się z pobudki. A co do dzieci, to właśnie nie jestem w stanie zdecydować, czy chęć ich posiadania to efekt "programowania", czy taka pierwotna potrzeba przekazania genów.
  13. Moja historia jest tak sztampowa, że ograniczę się do paru punktów: Byłem wychowany w tzw. dobrej rodzinie, więc rodzice za wszelką cenę chcieli mnie wychować na „dobrego człowieka”. No i udało im się. Z uporem godnym lepszej sprawy wpajali mi szacunek dla innych, a zwłaszcza kobiet, a „zapomnieli” nauczyć mnie żeby walczyć o swoje. Podobne wzorce wpajał mi kościół i szkoła. Generalnie, żeby się nie wychylać, że grupa jest ważniejsza od jednostki, że trzeba jej się podporządkować. No i bezmyślnie, idąc za przykładem innych, podporządkowywałem się różnego rodzaju grupom, które zazwyczaj ciągnęły w dół. Żyłem wg przyjętego w mojej rodzinie i moim otoczeniu schematu: szkoła podstawowa – komunia – bierzmowanie - szkoła średnia – studia. I najgorsze jest to, że traktowałem takie etapy życia jako coś normalnego i wierzcie mi, że gdy nie zrealizowałem kolejnego w tym schemacie punktu – małżeństwa – to przez długi czas czułem się źle i wydawało mi się, że ze mną jest coś nie tak. I tak dochodzimy do relacji damsko-męskich. Otóż jak przystało na wychowanego wg takich, a nie innych wzorców samca, moje kły zostały stępione,” a żądzą krwi” zastąpiona bajkami o dobrych księżniczkach i wspaniałych rycerzach. Powiedzieć, że białorycerzyłem, to nic nie powiedzieć. A jak się obruszałem, że niektórzy kumple traktowali kobiety po „chamsku”, albo co gorsza nieprzychylnie wypowiadali się na temat moich księżniczek. A relacje z moimi księżniczkami zwykle polegały na tym, że je idealizowałem, pieskowałem, rozpieszczałem, tworzyłem z nich centrum mojego świata, co one „doceniały” i w zamian mnie porzucały. A ja cierpiałem. I tak mijało moje życie, a ja szukałem tej wielkiej miłości. W tym czasie albo cierpiałem po odrzuceniu, albo tkwiłem w nowym bagnie. W obu przypadkach życie uciekało między palcami, a moja pewność siebie pikowała coraz bardziej w kierunku dna. Ale ja wciąż nie wyciągałem konstruktywnych wniosków i tkwiłem w tej matni. I tkwiłbym dalej, gdyby nie to, że jak się spada to w końcu na coś się spadnie. No więc spadłem na dno... Tym dnem okazałą się relacja z wyjątkowo piękną, ale jeszcze bardziej toksyczną kobietą. W krótkim czasie zostałem owinięty wokół palca. Byłem tak zachłyśnięty jej urodą, jej magnetyzmem, inteligencją, że dałem się kompletnie ograbić z godności. Manipulowanie, niszczenie pewności siebie, wmawianie samych negatywów, obrażanie, a na końcu porzucenie, na rzecz orbitera, o którym można powiedzieć, wszystko ale na pewno nie to, że jest męski. Dojście do siebie zajęło mi prawie rok. Moje ego poniosło tak straszne straty, że już naprawdę myślałem, że się nie podniosę. Ale kiedy jesteś w samym środku ciemności, wtedy jesteś w stanie dostrzec najmniejszy promyk światła. I na szczęście tak się właśnie stało. I tak trafiłem na książki Marka i na Was Bracia. Zaczęły mi się otwierać oczy. I tak krok po kroku pracuję nad sobą. Próbuję kompletnie przemeblować swoje myślenie na siebie. I dziękuję wszystkim siłom na tym świecie, że przebudziłem się w momencie kiedy naprawdę mogę zacząć żyć pełnią siebie. Mam te 34 lata, zacząłem ćwiczyć, dbać o siebie, rozwijać, a przede wszystkim zacząłem wierzyć, że mogę być szczęśliwy. I nigdy nie dam się nikomu obedrzeć z szacunku do samego siebie. I wiecie boli mnie tylko jedna rzecz (poza zmarnowanym czasem). Naprawdę chciałbym mieć dzieci. Ale bardzo wątpię, czy kiedykolwiek zaufam jakiejkolwiek kobiecie, żeby się na to zdecydować. A krzywdzić dzieci i siebie samego nie mam już więcej ochoty.
  14. Witajcie Bracia! Przyjmijcie mnie proszę w Wasze szeregi... Przebudziłem się boleśnie z matrixa, w którym żyłem przez całe życie. Mam 34 lata na karku i choć wciąż mam przebłyski (czyt. omamy) starego życia, to cieszę się, że się Przebudziłem i odnalazłem innych Przebudzonych.