Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ziomisław

Użytkownik
  • Zawartość

    168
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

312 Świetna

O Ziomisław

  • Tytuł
    Szeregowiec
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Ostatnio kilkoro moich znajomych postanowiło schudnąć i mają efekty, więc myślę że mogę się tu wypowiedzieć. Ci, którzy zrzucili najwięcej, zrobili jedną kurewsko ważną rzecz: poszli prywatnie do dietetyka. I wybulili na to gruby hajs, kilkaset zł za pierwszą wizytę, badania i plan żywieniowy, nieco mniej w kolejnych miesiącach, im później tym bardziej jesteś samodzielny i wizyty tańsze. Efekty widać gołym okiem. Jeden z ziomeczków pasuje tu do tematu, bowiem dosłownie w 2 miechy stracił 20kg i niewtajemniczeni myśleli że dostał raka Sprawa jest prosta i Prezes mówił o tym wiele razy: darmowej wiedzy z internetów (choćby i była rzetelna, a nie pierdololo!) szanować nigdy nie będziesz. Nawet z tego forum. Podświadomość nie ceni tego co łatwo przyszło. Z własnymi przysięgami także różnie bywa... Ale jak wypierdolisz ze swojej krwawicy naprawdę konkretne hajsiwo dla profesjonalisty - to Twoja podświadomość podejdzie do tego poważnie. Wtedy wszystkiemu podołasz i utrzymasz dietę. I tego Ci, Wodzu, życzę... P.S. Wielokrotnie sam podkreślałeś, że taka np. idea Transerfingu mocno traci na wiarygodności kiedy głosi ją w necie tłusty misiek z nadwagą. Wnioski wyciągniesz sam.
  2. Wydaje mi się, że masz w tej chwili optymalną relację ze swoją kobietą. Przecież gdybyś podpisał przed ślubem intercyzę, ale utrzymywał niepracującą żonę, to sytuacja wyglądałaby z grubsza tak samo: ona od Ciebie w 100% zależna, nie może Ci podskoczyć, Ty wobec niej męski i władczy, drwisz z niej i robisz wszystko na co masz ochotę. Układ wprost idealny, więc po co chcesz się ładować w jakiś "normalny" związek? Jedyna sprawa, która może Ci ciążyć to brak dzieci. Oczywiście masz prawo ich pragnąć, no ale bądźmy poważni: naprawdę w wieku 60+ chcesz się użerać z nastolatkiem? Brak Ci haju hormonalnego po tej drugiej stronie? Zauważ, że: 1) nabijając się z niej i manipulując jej uczuciami z pomocą swojego bloga robisz jej między uszami przyzwoity mindfuck. Jak sam piszesz, zaczęła po tym sama z siebie spełniać Twoje fantazje, ergo: przez swoje niezależne, męskie zachowania stałeś się atrakcyjny. Masz zatem czego chciałeś! 2) kobieta nigdy nie kocha Ciebie. Gdybyś był przystojny kochałaby fejm na ulicy podczas wspólnych spacerów i zazdrość koleżanek. Gdybyś był bogaty - j.w., plus luksusy. Gdybyś był badboyem - kochałaby swoje emocje. W żadnym z powyższych przypadków nie Ciebie osobiście! 3) to nie od nas zależy, co inni ludzie myślą i co do nas czują. Uczucia kobiety to nie jest Twoja sprawa. Dlaczego pragniesz czegoś, co nie należy do Ciebie? Jej uczucia - jej problem. 4)Ty zajmij się tylko rzeczami, które zależą od Ciebie - np. samooceną i swoim podejściem do życia. Najlepiej jest zadbać o siebie, a o kobiety dbać przestać. Jesteś dziś w sytuacji, która ma wiele plusów. Pozdrawiam i gratuluję.
  3. Fajnie, że taki odzew. Nie chciałbym zamieniać tego wątku w dyskusję pt. czucie i wiara vs szkiełko i oko zatem spróbuję się powstrzymać od polemiki w miejscach, gdzie jedynym argumentem jest wiara lub niewiara. Zakończmy najpierw wątek ezoteryki w audycjach Marka, bo widzę że dla wielu to co napisałem jest kontrowersyjne. Z reguły tak robię, chociaż nie powiem, czasami kiedy mam nastrój, to lubię sobie poczytać trochę na takie tematy. Z podejściem oscylującym pomiędzy przyjemnością obcowania z fantastyką a czystą ciekawością i eksperymentem, bo przecież "a nuż coś w tym jest?". To może o mnie? Jeśli tak, to wiedz, że nie dam sobie przyprawić gęby Słabka Nie czuję pogardy dla Marka, nie słuchałbym go wówczas. Podoba mi się jego otwarta postawa, omawianie spraw z obu punktów widzenia, nawet jeżeli jeden uważam za niedorzeczny. Nasz Prezes jest tylko człowiekiem i czasami zdarzy mu się przesadzić w jedną czy drugą stronę, mieć gorszy dzień czy chociażby... zapędzić się zbytnio w ezo, wzbudzając w ten sposób irytację w pewnym swoim słuchaczu. Mam prawo do swoich emocji i na tym zakończę ten wątek. Z Waszych wypowiedzi widać, że wszystko sprowadza się do jednego głównego i bardzo ciekawego problemu. Jest nim: Dusza. Czyli to taki niematerialny nośnik informacji, który wędruje w czasie pomiędzy kolejnymi ciałami. Problem jest taki, że ciało, a raczej umysł z konkretnego wcielenia, nie ma do nich dostępu. A skoro go nie posiada, to dla kogo jest dusza i ten jej cały zapis? Czyli nosimy w sobie jakąś obcą istotę, o której nic nie wiemy, a dla której de facto robimy wszystko w tym życiu. Jesteśmy dla tej duszy wyłącznie wehikułem do podróży w czasie. Czyli coś jak z genami, tylko poza materią? Tutaj byłbym sceptyczny. Wiadomo, różnymi środkami można wywołać różne wizje. Skąd jednak jest wiadome, że to z poprzednich wcieleń a nie po prostu z fantazji? Oczywiście, jeżeli identyfikujemy duszę z podświadomością, to wszystko się nam upraszcza. Dusza = podświadomość, więc podświadome wizje wywołane w hipnozie muszą pochodzić od duszy i jej poprzednich wcieleń. Mnie to nie przekonuje. Żeby zweryfikować taką hipotezę ktoś musiałby poddać hipnozie małe i niepiśmienne dziecko, np. z północnokoreańskiej wioski, które zaczęłoby w transie opowiadać dokładnie oraz spójnie wszelkie np. szczegóły z biografii Ludwika XVI. Jednocześnie badacze musieliby być w 100 wiarygodni, tożsamość i życie dziecka sprawdzone od A do Z, a cały proces dokładnie udokumentowany. Nie do przeprowadzenia, moim skromnym zdaniem Albo pokombinował tak jak w "dniu świstaka" Zgadzam się, oczywiście przy założeniu że reinkarnacja w ogóle istnieje. I jeśli dusza wędruje a jej wspomnienia nie są potrzebne umysłom kolejnych inkarnacji, to wtedy wniosek jest prosty: umysłu mojego obecnego wcielenia nie interesuje, kim dusza była w poprzednim No i jest jeszcze jeden: to dusza potrzebuje do czegoś umysłu(ów), a nie nasz umysł/ego duszy. Jesteś duszyczką ubraną w zwłoki - Marek Aureliusz...
  4. @bezprym, zanim do Ciebie, ostrzegam wszystkich że wzięło mnie na rozkminy i rozpisałem się Do rzeczy jednak. Najpierw piszesz tak: A zaraz potem tak: To, kolokwialnie mówiąc, nie trzyma się kupy Napiszę szczerze: nie wiem czy reinkarnacja istnieje. Nie mam żadnego wspomnienia z rzekomych poprzednich wcieleń, a gdybym jakieś posiadał to prędzej bym się obawiał o swoje zdrowie psychiczne, niż przyszłe inkarnacje albo i swoją karmę. Każdy wierzy w co chce, ale mnie osobiście w audycjach Marka irytują momenty, kiedy zaczyna wyjaśniać rzeczy reinkarnacją i mówi o starych duszach tak emocjonalnie, jak gdyby to traktował jak absolutny pewnik albo wręcz jakiś dogmat. Na szczęście zazwyczaj potem jest racjonalna wersja dla niewierzących słuchaczy i liczne zastrzeżenia, że nie narzuca poglądów i wcale nie ma pewności, ale... ja o czym innym. Osobiście skłaniam się raczej ku wersji, że wiara w reinkarnację służyła pierwotnie wyłącznie uzasadnieniu systemu kastowego w Indiach. Ariowie wmówili kiedyś podbitym tubylcom: jak będziesz grzeczny w tym życiu, to kiedyś zostaniesz braminem Wiem oczywiście, że wiara w wędrówkę przez wcielenia występuje też w innych religiach i kulturach. W zasadzie jak głębiej pomyśleć, to jej nie wykluczam. Wiele naturalnych procesów ma cykliczny przebieg. Załóżmy zatem na chwilę, że tak jest rzeczywiście. I tutaj moje pytanie do siedzących w temacie: Jakie to ma znaczenie, skoro nie pamiętamy swoich poprzednich wcieleń? Ja oczywiście słuchałem tekstów o starej duszy więc spodziewam się odpowiedzi, że dusza lub podświadomość przechowuje wzorce dłużej niż przez jedno życie. Pytanie: 1) gdzie na to dowód 2) w jakim celu to robi? Czytałem o wschodnich religiach, wiem że celem jest oczyszczenie ze światowych dążeń, przezwyciężenie ego, wyjście z łańcucha wcieleń i zjednoczenie z Bóstwem/Kosmosem/Wszechcałością. Właściwie to już nie pytam, tylko tak głośno myślę, bo naszło mnie na refleksję. Być może wszystkie religie opisują to samo innymi językami? Oczywiście trzeba tu też doliczyć skrzywienia wynikające ze zmiennej specyfiki kulturowej i zwykłych interesów różnych kast kapłańskich. Rdzeń pozostaje podobny: nie czyń drugiemu tego, co tobie nie miłe. Taka prosta zasada społecznego współżycia. Cóż więc z reinkarnacją? Dla mnie nie jest to wcale fajna perspektywa. Śmierć daje dystans do świata i tego całego wyścigu o żarcie, samice, potomstwo. Umiera pijak spod mostu, umiera i Rockefeller. Dwa całkiem odmienne żywoty, takie samo ścierwo. W konfrontacji z tym faktem, wiecznością przed nami i po nas, traci znaczenie majątek, sława, tzw. sukces. Śmierć daje nadzieję na spokój, jest wyzwoleniem z niewoli. No, ale widzimy światełko w ciemnym tunelu waginy, rodzimy się po raz kolejny... Co myśli dusza? "O, kurwa!!!" I znowu powtarzasz to samo, znów stajesz się niewolnikiem swoich zwierzęcych instynktów i ludzkich konwencji społecznych. I od początku znów musisz przez to wszystko przechodzić, szukać swej własnej ścieżki i jebać się z tym kurestwem - tak do usranej śmierci. Kolejnej i jeszcze następnej. Reinkarnacja jest fajna?! Być może to właśnie jest piekło?... Kto wie, może rzeczywiście zbawienie polega na zrozumieniu przez duszę, że świat materialny i ego nie mają żadnego znaczenia? Być może po przejrzeniu istoty tej symulacji, na której poetycko mówiąc nasze postacie nabijały se expa przez kolejne życia nastąpi nareszcie logout i pełne oświecenie? A kto jest głupi i sobie grabi na własne życzenie, ten będzie się męczył przez wieczność w piekle kolejnych wcieleń...? Nie wiem czy reinkarnacja istnieje, a skoro poprzednich wcieleń i tak nie pamiętamy, to w sumie chuj na to kładę. Teoria i nic więcej ponadto. Liczy się wewnętrzna wolność i akceptacja całości wszechświata, w którym przyszło nam żyć. Kto zdoła tego dostąpić, a raczej w sobie wyrobić, temu przyszłe wcielenia do szczęścia potrzebne nie będą. Takie jest oficjalne stanowisko Partii Kto dobrnął do tego momentu posiada dar cierpliwości
  5. Ja tak miałem chyba z 3 razy ze swoją. Albo wtedy jak miała, albo zaraz po tym kiedy miała orgazm. 2 razy było kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy ze sobą i działo się to zawsze w takiej sytuacji, gdy przez dłuższy czas nie utrzymywałem z nią kontaktu. Być może waliła mnie w rogi i ją dopadły wyrzuty sumienia albo myślała że mnie już straciła, a tutaj nagle zonk: przyszedł i wygrzmocił. Trzeci raz był po jakiejś kłótni i obustronnym okresie cichych dni, podczas godzenia się i w takich jak powyżej okolicznościach przyrody. Jak byś jej z ust to wyjął! One są identyczne Stawiam na emocje wynikające z wyjaśnienia sytuacji i dostania bolca po czasie niepewności co do własnego statusu.
  6. My jako zwykli mieszkańcy eksploatowanej kolonii nie mamy absolutnie żadnego dostępu do wiarygodnych informacji na temat globalnej elity. Nawet jeśli jakieś z nich są dostępne dla publuczności, to tylko takie jakie jej udostępniono. I nie da się ich oddzielić od oceanu medialnej dezinformacji, w jakim egzystujemy. Trzeba się z tym pogodzić. Tarot? Tonący brzytwy się chwyta Równie dobrze można rzucić monetą... Wolałbym rzetelną biografię z pełną listą źródeł i obszernym aneksem w postaci materiałów źródłowych... P.S. Uważam że zło najwyraźniej musi być po coś we wszechświecie potrzebne. Czy był nim Rockefeller? Nie wiem. Prawdopodobnie...?
  7. @jaro670 taka już ich natura. Obstawiam jednak, że dużą rolę grają tu też kwestie kulturowe. U nas jest kult romantyzmu, femme fatale jest czczona, podziwiana i adorowana, istnieje społeczne przyzwolenie na takie zachowania. Ona jest tajemnicza, nieodgadniona i zmienna, a rycerz ma zabiegać, walczyć i się zarzynać. Nawet dosłownie, z innymi. Albo sam siebie, honornie. I tak jak napisał @Normalny, ludzie to biorą za coś oczywistego, myślą że tak po prostu jest i powinno być. To jest patologiczny scenariusz rozpisany w epoce romantyzmu, który w naszej kulturze stopniowo stał się normą. Zobaczcie lektury szkolne, ile tam zjebanych wzorców. W każdym amerykanckim filmidle facet po rozstaniu idzie do baru chlać albo ładuje się w kłopoty lub staje się wrakiem. Ewentualnie chce się zabić. Ludzie to mają od małego młotkowane do łbów i sami nawet nie wiedzą, że można zrobić inaczej. Ja sam myślałem że tak właśnie trzeba i odtwarzałem przez lata ten obcy i chory scenariusz. Z dużą szkodą dla siebie...
  8. Wszstko sprowadza się właśnie do tego żeby nie nadskakiwać. Wtedy to ona zacznie, albo sobie pójdzie. Układ typu win-win
  9. Dla przypomnienia, jeszcze niedawno pisałeś tak: A teraz nagle twierdzisz, że wcale nie przechodzisz i robisz w ogóle tak, jak większość mówiła że trzeba: Motywacja to kwestia drugorzędna. Prawdziwa obojętność jest oczywiście lepsza od udawanej, ale w niektórych sytuacjach, a zwłaszcza na początku, trzeba zagryźć zęby się opanować. Fake it till you make it Ależ oczywiście - blok na pejsa i żadnej inicjatywy z Twojej strony. Ale kiedy już na nią gdzieś przypadkiem wpadniesz, to tylko grzeczność, kultura, uśmiech, obojętność. Byle nie uciekanie na drugą stronę ulicy...
  10. To jest bardzo ciekawy przykład na różnice w myśleniu pomiędzy chłopem a babą. Dla loszki takie "no siema" od byłego z bananem na ryju będzie czymś mega bolesnym. Nam to jest trudno zrozumieć, bo my jako mężczyźni cieszylibyśmy się gdyby samica potrafiła rozstać się kulturalnie, grzecznie i jak człowiek. Życzylibyśmy sobie miłego "dzień dobry" od byłej zamiast tych wszystkich cyrków, histerycznych odpałów i obrabiania dupy. Szczera i dojrzała postawa, pełna prostoty i wzajemnego szacunku to coś, co każdy normalny facet docenia. Odwrotnie niż kobieta. Ona wolałaby, żeby @giorgio tracił nagle humor i panowanie nad sobą, przechodził na drugą stronę, uciekał, zaczął pić, ćpać... Powiem może brutalnie: szczytem szczęścia i fejmu dla każdej samicy nie są bynajmniej poprawne i ułożone stosunki z byłym, ale jego samobójstwo. Dlatego jeśli chcemy potraktować byłą jak szmatę, to nie ma nic lepszego niż się do niej uśmiechnąć, pokazać opanowanie, niezależność i klasę. Krótko i kulturalnie: cześć, u mnie fajnie, na razie. Ale to nie są żadni SSmani tylko płocha kobietka! Gdyby kolega dał otwarty wyraz swojej niechęci albo przeszedł na drugą stronę ulicy, to tylko byś jej pokazał że budzi w nim emocje. A śwince właśnie na tym najbardziej zależy! Nic ją tak nie zaboli jak Twoje zadowolenie i grzeczna obojętność.
  11. Dzięki za ten tekst. Właśnie przed chwilą mi pomógł. Te afirmacje dobrze działają również w trakcie wykonywania prostych prac fizycznych. Nie trzeba tracić czasu i się kłaść udając jakiegoś jogina. Nie trzeba umieć medytować. Wystarczy myśleć i działać. Energia i motywacja wróciły w 15 minut! Ora et labora We wszystkim chodzi o wolę. System nas programuje na bezwolnych frajerów, tzn. niewolników. Wpojenie matrixowych przekonań wychodzi taniej niż łagier i straże. Frajer sam wybiera zawód, a potem pcha się w kredyty i zobowiązania, goniąc iluzje o szczęściu. Dlatego jest efektywniejszy niż więzień z batem nad głową. Niby ma jakąś wolność, ale nawet nie wie że może wykazać się wolą aby z niej skorzystać. To najgorsza niewola. Tu prosto i na konkrecie dałeś narzędzia jak z niej uciec. Fajnie, że wróciłeś.
  12. @ReddAnthony nie ma to jak posty wnoszące coś do tematu W związku z tym parę pytań. @HORACIOU5 ubiegł mnie w tych ogólniejszych ale skoro tak bardzo się cenisz, to zarzuć jakieś konkrety: 1) doradztwo zawodowe to Twoja praca? 2) rzeczywiście potrafisz powiedzieć o rynku szkoleń i kursów więcej niż wujek google? 3) ile bierzesz za poradę? 4) na jakiej podstawie przyjąłeś, że kolega @Staytune zwrócił się osobiście do Ciebie żebyś się tu "produkował"? 5) jeżeli nie chcesz się udzielać, to po co w ogóle piszesz?
  13. Kiedyś nie brano tego tak poważnie bo było powszechnie wiadomo, że kobieta nie myśli logicznie tylko kieruje się emocjami. Z tego ponoć powodu ojciec Pio nie lubił spowiadać kobiet: zawsze się taka usprawiedliwiła i wykręciła kota ogonem, do błędu się nigdy nie przyzna. Dzisiaj od małego się wmawia że samiczka jest równouprawniona. No i bierzemy ją później w rozmowie za takiego faceta, tyle że z cyckami, traktujemy serio wszystko to co mówi, a potem się dziwimy że coś jest nie tak A wyobraź sobie @Waflo broń atomową w rękach kobiet Na szczęście to jeszcze nie teraz, bo Trump wygrał wybory...
  14. Wróćmy do tematu. Rzecz jest starsza niż się zdaje: ...jesteś stworzeniem uprzywilejowanym, ty latoroślą bożą. Nosisz w swym wnętrzu jakąś cząstkę Bóstwa*. Czemuż więc nie uznajesz swego z nim pokrewieństwa? Dlaczego nie jesteś świadom, skąd pochodzisz? Dlaczego, kiedy się żywisz, nie chcesz pamiętać o tym, kim jesteś ty, który się żywisz i kogo żywisz? A kiedy w towarzystwie przyjaciół spędzasz czas na rozrywce, dlaczego nie myślisz, kim jesteś ty, który się tak zabawiasz w ich gronie? A kiedy uprawiasz ćwiczenia cielesne, a kiedy prowadzisz dyskusję, nie wiesz ty o tym, że i wtedy Boga żywisz i ćwiczysz? Wszędzie nosisz z sobą Boga, nędzny człowiecze, i nie wiesz o tym. Myślisz może, że mówię o jakimś bogu ze srebra, ze złota, znajdującym się na zewnątrz ciebie? W swym wnętrzu go nosisz... -Epiktet *autor miał na myśli konkretnie Zeusa, to obojętne jak kto Go kiedy nazywa, wiemy o kogo chodzi
  15. Oprócz klasyki spod pióra Mistrza polecam też temat: Tam cała sprawa została rozłożona na czynniki pierwsze. Można się sporo dowiedzieć i jeszcze więcej zrozumieć. Przyznam się, że słuchając ostatnich audycji Marka, w których w stronę chętnych radioruchaczek pada sławetny tekst "a gdzie ty, kurwa, byłaś...?", sam mam ochotę kiedyś tak właśnie podsumować jakąś miłą niewiastę. Słodko-gorzkie zwycięstwo ducha nad materią, ale dla mnie to jeszcze nie ten moment w życiu. Myślę, że na pewnym etapie budowania swojego poczucia własnej wartości takie myśli są nieuniknione. Źródłem negatywnych emocji jest niska samoocena. Wszystko trzeba przejść, dlatego praca nad sobą to długa droga: od nienawiści przez obojętność do akceptacji - nie tylko względem kobiet, ale siebie, wszystkiego. Podejrzewam, że kiedy naprawdę zaczniesz akceptować, kochać i doceniać swoją własną osobę, to jakakolwiek pogarda i resentyment w stosunku do innych ludzi (a nawet kobiet) zniknie po prostu sam z siebie. Próbujmy podążać tą ścieżką...