Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

Stary_Niedzwiedz

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

15 Dobra

O Stary_Niedzwiedz

  • Tytuł
    Kot
  • Urodziny

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. I tak, i nie. Sąd orzeka alimenty (teoretycznie) na długi okres. To, że pokażesz jakieś_tam swoje wyliczenia, to jedno. Że dodasz do tego kilometrowe logiczne wyjaśnienie, które 100% będzie się trzymać kupy, to drugie. A że sąd, "kierując się życiowym doświadczeniem" weźmie kwotę z sufitu (albo z dupska) i taką Ci przybije... Przykład znany "na opowiadanego", ale wiarygodne źródło. Pan "lekkoduch". Artysta, bez grosza przy duszy. Gołodupcew. Bezrobotny. Tzn ciężko "robotny", bo "ma wenę", ino hajsów z tej roboty niet. Żadnych. Pani - kobieta biznesu, zarobiona pod korek. Zarobki średnie 5-cyfrowe, nie z jedynką z przodu. Małżeństwo. Dwoje dzieci. Gospodarstwo domowe i mąż w 100% na głowie i portfelu pani. Wypisz - wymaluj odwrotność standardowej sytuacji małżeńskiej :-) Pani zainicjowała rozwód. Na sali sądowej przysięgała się na wszelkie świętości (i dała na to wagon kwitów + ogarniętego prawnika), że alimenty to są jej (i dzieciom) potrzebne jak świni parasol, pogonienie pasożyta z domu oznacza, że dzieciom finansowo per saldo wieść się będzie lepiej, bo dochód per capita w rodzinie - paradoksalnie - wzrośnie, a odpalenie eksmęża/wciąż ojca do przytułku to słaby pomysł. Małżonek również wspierający powyższe, no bo raz, że logika, dwa, że on faktyczną pracą zarobkową nie skalan, bo przecie wiersze pisze... Cóż zrobił sąd, kierowany "mądrością życiową"? (werbleeee!!) Dwoje dzieci, oboje przy matce, no to ojciec ma od dziś płacić po 1000 PLN/miesiąc/dziecki. 2 kafle łącznie. Bo "sąd kieruje się jego możliwościami zarobkowymi" - czytaj: facet w okolicach 40-tki, bez doświadczenia zawodowego - zdaniem sądu - bez trudu znajdzie pracę, która pozwoli mu nie zdechnąć z głodu i jeszcze pierdnąć 2 kaflony w dzieci. (badum-dum-tssst!) Także ten... Logiki w działaniach sądu czasem trudno się dopatrzeć.... Jeśli tylko jesteś w stanie pociągnąć to finansowo - inwestuj (podkreślam, bo to wbrew pozorom nie wydatek) w dobrego prawnika. Najlepiej specjalizującego się w prawie rodzinnym. I bazuj na opinii osobistej, a nie internetowych z google - tu można się przejechać... I to staraj się maksymalnie dokumentować i przedstawiać sądowi. Przeciwnik ma wyjść na pieniaczkę i poszukiwaczkę złota. Ty masz być do rany przyłóż ojcem, który ma w dupie pieniaczkę i jej podskakiwanie, a widzi tylko dziecko i jego dobro. W takim przypadku Twoje szanse rosną. Masz do tego prawo :-) Możesz też w ogóle zadziałać a'contrario i wystąpić sam z wnioskiem o uregulowanie opieki i alimentację :-)
  2. DZIŚ mieszka "u Ciebie". Jutro - niekoniecznie. Jeśli nie mieszkacie razem, wówczas będzie miała podstawę - powiedzmy - merytoryczną do wystąpienia o alimentację na dziecko. Jedno pytanie -> GDZIE meldowane jest dziecko? Z zasady jest meldowane przy matce (ojciec ma gówno do powiedzenia), ewentualnie ZA ZGODĄ MATKI - przy ojcu. Wprawdzie sądy zauważyły już, że adres ZAMIESZKANIA nie = adres ZAMELDOWANIA, ale - może być tak, że loszka oddali się kurcgalopkiem pod ten adres wraz z dzieckiem, no i trochę w dupie będziesz. Scenariusz, który opisujesz jest standardem w PL realiach -> Ty musisz się zabezpieczyć, żeby przed sądem udokumentować DOBRO DZIECKA. Tak sobie ustawiaj WSZELKIE dowody/kwity itp. Twoje stosunki z matką dziecka w tej układance istnieją wyłącznie w tym aspekcie, że "ona gra dzieckiem dla własnych korzyści". Jeśli zepniesz pkt "dobro dziecka" z pktem "matka gra dla własnej korzyści" i jeszcze postawisz ją w niekorzystnym świetle z pktu widzenia działania na rzecz dobra dziecka (w sensie "ona gra na siebie, a nie na dziecko, a ja wręcz przeciwnie, proszę, oto dowody") - Twoje szanse rosną. Jak wyżej - kombinuj. Im bardziej obcy świadek, tym bardziej "bezstronny" i z pktu widzenia sądu - teoretycznie bardziej wiarygodny. Tu już musisz sam działać. Punktów zaczepienia masz wiele, choćby to co podałem. Buduj "sieć społeczną" wokół siebie. A dziadków też trochę zmobilizuj. Daleko bo daleko, ale z wnukiem mogą chcieć się spotkać :-) Masz takie dowody a nie inne. Lepsze gówniane dowody, niż brak dowodów :-) L4 - jeśli Ci się to nie opłaca - nie bierz. "Wysoki sądzie, nie opłaca mi się brać L4, bo taka jest organizacja mojej pracy, że to bez sensu, natomiast proszę, tu są dowody, że w tym czasie sprawowałem opiekę nad dzieckiem. Jeżeli matka twierdzi inaczej, to proszę, niech to udowodni" - przerzucasz ciężar dowodu na drugą stronę :-) Poza tym -> jak ma loszka w robocie maila, to koresponduj z nią w trakcie choroby dziecka. Odpisze? Znaczy była w pracy :-) SIEBIE (rozmowy ze sobą - czy to telefoniczne, czy osobiste) masz prawo nagrywać bez ograniczeń. Nikogo nie musisz informować. Nie masz prawa nagrywać INNYCH osób bez ich zezwolenia/świadomości. Na ludzki język - masz pełne prawo nosić przy sobie 24/7 włączony dyktafon. ALE - nie masz prawa podrzucić komuś takiego dyktafonu. OCZYWIŚCIE - można znaleźć w orzecznictwie wyjątki (np nagrania z dyktafonu w samochodzie = "monitoring mojego mienia", tracker GPS na samochodzie = "monitoring mienia" itd), ale - co do zasady jak wyżej. Jeśli więc masz takie nagrania i to z szerszym kontekstem, a nie wycinek w postaci 1 zdania, żeby ktoś podważał, że to "wycięte z kontekstu" - jest dobrze. Oczywiście najlepsze są dokumenty na papierze (czyli również elektroniczne - maile/sms/messengery itp) - sądy nie lubią godzinnych stenogramów z nagrań... Oczekujesz bardziej wysublimowanej odpowiedzi, niż "aby żyć z dziecka, a Tobie dopieprzyć"? Hmm...
  3. Ma sens, jeżeli partnerka chce zacząć sobie układać nowe życie i chce mieć podkładkę sądową na opiekę i alimenty (czytaj - alimenty). Aktualnie płacisz za jej lokal/dziecko/miskę, ale wkrótce przeskoczy na inną gałązkę, tym niemniej coś w odwodzie (kasę "na dziecko") trzeba mieć... Co do opieki naprzemiennej sensu stricte (dziecko miesza np tydzień u taty, tydzień u mamy, wakacje na pół, święta na pół, wspólne ponoszenie kosztów stałych - edukacja, samodzielne wyjazdy itp i wzajemne zniesienie kosztów bieżących - dach nad głową, miska, ciuchy itp) Jeżeli nie ma MOCNEJ woli po obu stronach do opieki naprzemiennej, to w dzisiejszych realiach sądowych - zapomnij. Podstawą dla sądu jest stojących naprzeciwko dwoje ZDETERMINOWANYCH do takiej opieki ludzi. Jak sąd zobaczy i poczuje, że jeśli nie da Wam naprzemiennej, to będziecie go czołgać przez kolejne instancje, odwoływać się i walczyć aż do skutku, to machnie na to ręką. Warunek brzegowy - jak wyżej. 95% pracy przy wystąpieniu o opiekę naprzemienną to praca nad matką dziecka. Tyle o naprzemiennej. Jeżeli masz plan jak powyżej (dziecko formalnie przy matce, alimenty "dla matki", maks dużo czasu z dzieckiem) - przelej toto na papier (masz dostępne w sieci różne kwity p.t. "rodzicielski plan wychowawczy") i wyjdź z taką propozycją do partnerki. Zapewne - jak mówisz - obśmieje. Drąż wówczas DLACZEGO. Jeżeli nie ma sensownej odpowiedzi z której wynika DOBRO DZIECKA (nie dobro matki, tylko dziecka) - przed sądem będziesz mógł podnieść, że "takie podejście wynika ze skonfliktowania rodziców, a nie jest właściwe dla dziecka." Jak już Ci napisali - staraj się mieć kwity, które dyskredytują partnerkę w oczach sądu - kwity na wydatki, kwity na własną opiekę nad dzieckiem, kwity, że robi Ci pod górę z ustaleniem sensownej opieki nad dzieckiem itd. Jeśli masz ślad, że powiedziała Ci "płać i spier...., to nie będę Ci robić pod górę w byciu weekendowym tatusiem" - już jest dobrze: "Wysoki Sądzie, to granie dzieckiem". Zbieraj kwity, dokumentuj, nagrywaj, ślij maile, sms-y, polub messengera/whattsappa - DOKUMENTUJ. Jak będzie trzeba - wystąp do sądu o opinię OZSS. Niech stwierdzą, czy masz dobrą więź z dzieckiem. Jeśli sam odbierasz dziecko z przedszkola, to raczej podpisujesz listę (ja z moim dzieckiem musiałem, bo raz - odbiór, dwa - godzina do rozliczeń) - masz dowód, kto odstawiał/odbierał dziecko z przedszkola. Możesz to wyciągnąć przed sądem, nawet nie jako dowód własny, tylko niech sobie sąd ściągnie z placówki - wówczas kwit nie do obalenia, bo "dokument urzędowy". Siedzisz z dzieckiem na chorobie? Dokumentuj to jakkolwiek. Bierzesz L4 na dziecko - masz mocny kwit. Pracujesz zdalnie kołysząc jedną ręką dzieciaka - szukaj podkładek. "Nie spotkam się dziś z panem, bo muszę siedzieć z chorym dzieckiem, przesuńmy spotkanie na ..." Świadkowie - również. Zaproś kumpla na herbatkę - przecież "nie możesz za bardzo wyjść w miasto na browara"... Zaproś rodziców - niech nawiązują więź z wnuczkiem. Bądź widoczny jako ojciec. Znajdź se dupę :-), nawet orbiterkę i holuj ze sobą czasem dzieciaka. Zabezpieczaj sobie tyły i dokumentuj, że matka dziecka wali z sądem w kulki i gra dzieckiem. Metoda w naszym kraju nie do końca skuteczna (wiadomo - "matka święta jest"), ale Twoje szanse w oczach sądu rosną. Przedstawiasz się jako spokojny, rzeczowy, opanowany gość, a baba wychodzi na nawiedzoną wariatkę, która szuka złota. Są szanse, że to zagra na Twoją korzyść. A przede wszystkim - pracuj nad matką dziecka. Nie wdawaj się w dyskusje nad losem dziecka, bo loszka tak naprawdę to ma dziecko w dupie. Pokazuj jej PALCEM, że w JEJ INTERESIE JEST, żebyś Ty się dzieckiem zajmował. Chce się parzyć z nowym Mietkiem? No toć chyba WYGODNIEJ jej będzie, jak Ty w tym czasie ogarniesz dziecko. Chce wyjść na miasto z "koleżankami"? To chyba WYGODNIEJ JEJ będzie, jak Ty się zajmiesz dzieckiem Chce wyjechać na urlop? To WYGODNIEJ JEJ będzie, jak Ty się zajmiesz dzieckiem. Bardzo skuteczna i przemawiająca babie do rozumu metoda. Dobrze popracujesz nad nią - są szanse, że zmięknie i się ogarnie... Powodzenia, Bracie. Jeszcze długa droga przed Tobą...
  4. Badanie prawdomówności małżonki wyszło ze skutkiem pozytywnym :-) Jakby nie patrzeć - załapałem się na te 99,9998%. Powiem Ci - wielka (!) ulga, potężny kamień z serca, patrząc z perspektywy paru m-cy jakie już minęły od chwili wyniku - zdecydowanie poprawiło mi to relację z dzieckiem i z wkrótce_eks małżonką. Jedne z lepiej wydanych pieniędzy w moim życiu. A na marginesie ciekawostka: Paniom ze swojego otoczenia notorycznie walę swoisty shit-test, czyli opowiadam historię Martusi Kaczyńskiej i akcji, jaką odwaliła pierwszemu mężowi (w skrócie - facet ożenił się "bo pańcia wpadła", po czym przy rozwodzie chciał ustalenia kontaktów z "córką", no i się dowiedział, że przez 6 lat wychowywał nie swoje dziecko i wara) z zapytaniem "Co sądzisz o takim postępowaniu?" ŻADNA (!) nie potępiła jednoznacznie pasożytki!!! Zawsze jest "no wiesz, no to takie ten, no NIEWAŻNE KTO SPŁODZIŁ, WAŻNE KTO WYCHOWAŁ" - bardzo ładnie milkną na pytanie "pochuj się w takim razie w ciążę pakują, tyją, wyją na porodach itd, skoro tyle dzieci w sierocińcach, przecież >>nieważne kto spłodził...<<" Nie żeby mnie to (po lekturze tego forum) szczególnie dziwiło, ale - o jakżesz to bawi, jak człowiek staje się świadomy natury naszych pań :-) Ale to jeszcze nic. Idźmy dalej. Na tej kanwie, bazując, z dwoma paniami będącym w głębokim wzajemny friendzone (żeby fejm w miasto nie poszedł) pociągnąłem w ramach dalszych testów temat dalej i wyprowadziłem rozmowę na tory, gdzie zadały pytanie "A skąd ty w ogóle wiesz, że wychowujesz swoje dziecko, co to za różnica, przecież nieważne kto spłodził, ważne, kto wychował" (no znane klimaty, co ja będę się produkował...). Moja odpowiedź: No wiem. Mam pewność. Dokładnie 99,9998% pewności. Panowie... Jaki laski miały mindfuck! Jaki opad wargi! Jakim'ż "zimnym, wyrachowanym skurwielem" zostałem wyzwany... Och, jakież to piękne :-) Panie wpadły w autentyczne przerażenie, jakim atomowym działem na ich "słodkie tajemnice" są testy DNA... Drodzy bracia... Sprawdzajcie i dzielcie się z samicami swoją (pozytywną) opinią n/t testów. Warto. To dobrze wydany pieniądz.
  5. Hej. Mój pierwszy merytoryczny post, mam nadzieję, że nic nie wtopię :-) Ja robiłem w firmie Genlab. http://genlab.pl Można ogarniać wysyłkowo/we współpracujących laboratoriach, także w praktyce jest to cała Polska. W moim przypadku była to próbka z mikrośladu (dziecko) + wymaz z policzka (ja) Pierwsze podejście - guma do żucia - "spalone"; nie udało się wyodrębnić odpowiedniej jakości materiału DNA. Drugie podejście (w cenie) - wymaz z ucha (wydzielina z ucha na patyczku) - poszło. Na wynik normalny czeka się od tygodnia w górę. W moim przypadku - mikroślad, problemy z wyodrębnieniem materiału, druga próbka itd - cała impreza zajęła prawie miesiąc (niestety...) - nie jest to miły-łatwy-i-przyjemny czas... Cena - ok 1 250 PLN za badanie na bazie mikrośladu, DO WŁASNEJ WIEDZY - z uwagi na sposób pobrania próbki jest traktowane jako anonimowe, aczkolwiek tego, czego potrzebujesz to się dowiesz :-) Jeśli potrzebujesz badanie do sądu, to cena rośnie z uwagi na procedury pobrania, no i nie jest ono wtedy anonimowe i dyskretne (trzeba fizycznie udać się z dzieckiem do punktu pobrań - badanie bezinwazyjne, pobiera się wymaz z policzka, całkowicie bezbolesne itd, tyle, że WIADOMO PO CO IDZIESZ...). Natomiast sama metodologia i wartość wyniku badania są dokładnie takie same jak przy teście dla własnej wiedzy - moim zdaniem nie warto od razu walić z grubej rury, bo i tak w razie jakichś niejasności sąd będzie chciał zlecić swoje badanie, więc i tak zapłacisz 2x (ten drugi już na koszt przeciwnika procesowego...) Wyniki - mailem + (jeśli sobie życzysz) "w papierze" - dostajesz parostronicową "książeczke" z aligncko wydrukowanymi informacjami, no i na końcu magiczne zdanie "prawdopodobieństwo ojcostwa 99,9998% lub "wykluczenie 100%" (nie ma pośrednich wariantów :-) ) Jeśli masz jakieś pytania to wal śmiało :-) Powodzenia i spokoju w oczekiwaniu na wynik!
  6. Dobry wieczór, szanowni! Trochę poczytałem, trochę polurkowałem... Nadszedł czas dołączyć do sympatycznego grona. Witam przeto!