Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Stary_Niedzwiedz

Użytkownik
  • Zawartość

    66
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

86 Świetna

O Stary_Niedzwiedz

  • Tytuł
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Z centralnej Polski pochodzi
  1. Co do związku

    No jeszcze do kompletu brakuje wspólnego profilu na fejsie :-D Tentego... Polemowałbym :-)
  2. Co do związku

    Dorzucę swoje 0,03 PLN Trochę Ci koledzy rozjaśnili, ja podpiszę się pod tym. Koszty utrzymania (KAŻDE) dzieli się adekwatnie do ich wykorzystania. Oczywistym jest, że dzielenie gówna na atomy i notowanie kto ile prądu, a kto ile gazu, a kto ile masła wyżarł z lodówki jest awykonalne. Prostym i ludzkim jest podział 50/50 w utrzymaniu zasobów bieżących. Parytet zarobkowy to pętla na szyję - to już Ci powiedziano. Sprawa prosta - przecież pani nikt nie zabrania zarabiać więcej... Niech weźmie nadgodziny, albo zajmie się chałupnictwem, jak Jej nie starcza... Pojęcie "wymagać szacunku" nie istnieje. Szacunek się ma, albo go nie ma. Na szacunek to musisz sam zapracować. On nie przychodzi z wiekiem/stołkiem/płcią. Owo nie pozwalanie wejścia sobie na łeb jest jednym z podstawowych założeń szacunku. Patrz też dygresja na końcu posta. "To zależy". Jeżeli pani dokłada się 50/50 do kosztów (akomodacja, aprowizacja itp) - ja byłbym zwolennikiem wypracowania analogicznej zasady w dziale obowiązków. Jeżeli Ty robisz za sponsora kosztowego, to - "No cóż, moja droga - nie ma w życiu nic za darmo. Mieszkasz, żresz itp bez kosztów, to musisz to odpracować." Podany przez Ciebie dział kosztów np 70/30 = owe 20% kosztów pokrytych przez Ciebie pani winna w naturze odpracować. Nie w łóżku, bo wtedy to prostytucja, tylko ja rozumiem to jako "nie tykam palcem domu, a on lśni jak psu jajca". Pranie na czas zrobione, nie zakiszone w pralce (pozdrawiam moją eks - wyjmowanie prania po 2 dniach to średni pomysł...), rozwieszone, zebrane, wyprasowane, złożone w kosteczkę "magicznie" wraca do szafy. Kibel wyszorowany na glanc, kurze wylizane, a na deser obiad ciepły na stole i platery pozmywane. Jeśli pani będzie się rzucać, to cóż... Sprzątaczka w dużym mieście bierze 100 PLN za ogarnięcie sporego mieszkania na BŁYSK + prasowanie itp - na co czasu wyda jeśli syfu nie ma. 4x w miesiącu = 400 PLN - taka jest rynkowa wycena mieszkania w przyzwoicie ogarniętym mieszkaniu. Dodaj do tego 100 PLN albo zmień mieszkanie na średnie i masz stan "mogę jeść z podłogi". Argument do dyskusji z roszczeniowymi paniami - prima-sort, bo z faktami się nie dyskutuje. Kiedyś, w białorycerskich czasach to bawiłem się w prezenty. Dziś, jako zimny kutas to nawet o urodzinach "zapominam"... Z mojego punktu widzenia - szkoda czasu. Jeszcze tylko muszę jakoś opracować wymianę uścisku dłoni w ramach prezentów świątecznych i będzie lala. Zazdrość = strach przed utratą. To ważny sygnał dla Ciebie. I dla pani. Bo świadczy o tym, że jesteś na widelcu. Jeżeli poczujesz zazdrość, to wiedz, że masz problem. TY MASZ PROBLEM. Bo pani trzyma Cię za jajca. Znów - patrz dygresja. Mi to lotto. Choćbyś się zesrał - hipergamii nie przeskoczysz. Możesz bawić się we Fritzla - zamknąć babę w piwnicy... ZATEM - jeśli pani będzie chciała sobie mietka na boku przygruchać, to to zrobi. Rzucając się o kontakty z innymi okazujesz słabość. Masz jaja = masz w dupie, czy laska skoczy na inną gałązkę, bo przecież kolejka chętnych czeka na jej miejsce. Ależ oczywiście. Jasno, wprost, bez owijania w bawełnę. Do stopnia powiedzenia jasno: "Wkurwia mnie, jak robisz to-śmo-tamto. Nie mam zamiaru cię zmieniać, bo ja nie jestem ojcem miłosierdzia - po prostu nie toleruję takich zachowań. Albo przestaniesz to robić, albo się pożegnamy". I tu pamiętaj o ważnej rzeczy: Groźba, aby być skuteczna, MUSI BYĆ REALNA. Powyższe zdanie to granat. Jeśli nie masz jajec, aby laskę odciąć, jeśli będzie cyrki robić - przełknij to i szukaj innych poradników. Serio!! Jeśli popuścisz po takim zdaniu - jesteś pipa i po tobie. Największą karą dla współczesnej pani jest traktowanie jej PO PARTNERSKU. Czyli jak faceta z pochwą. Bez "padam do nóżek", bez atencji, nadskakiwania, płaszczenia się tylko dlatego, że ma cipkę. Miej wyjebane a będzie ci dane. To proste. Ale niekoniecznie łatwe :-D Dygresja: Każdą relację kontroluje ta strona, której mniej zależy. To się przekłada na wszelkie relacje. Biznesowe (jak Ty masz parcie na sprzedaż a klient nie, to przy MAKS parciu to i do miecza klękniesz...), osobiste, damsko-męskie, seksualne... Jak masz mniejsze libido niż kobieta - jesteś górą. Jak masz mniejsze parcie na związek z kobietą - jesteś górą. Jeśli przyjmujesz do wiadomości (świadomie i podświadomie), że druga strona może odejść, akceptujesz ten stan rzeczy i nie boisz się tego - jesteś górą. Jeśli Ci zależy, to po prostu będziesz skłonny do (większych) ustępstw. To bardzo prosta zasada. Prosta, nie znaczy, że jej wdrożenie w życie jest łatwe, bo wymaga wysokiej samowalidacji (musisz sam siebie lubić i akceptować) oraz pewności siebie. Patrząc na Twoje pytania i czytając je między wierszem widać, że Ci zależy, ale czujesz już w moczu, że to się źle skończy. Z doświadczenia, jako ten, któremu kiedyś zależało, a teraz ma to w pompie, bo kolejka pań stoi i nogami przebiera powiem Ci tak: Najmocniej na kobietę działa proste stwierdzenie, wypowiedziane w sposób nienegocjowalny: SKARBIE, TAM SĄ DRZWI. Z pełną TWOJĄ świadomością, że mówisz prawdę i słowo zaraz ciałem się stanie. Jeśli nie jest zainteresowana grą w/g Twoich reguł - no to paaa... I płakał nie będziesz. Powodzenia! :-) Tylko i aż tyle.
  3. Fakty i mity o kobietach

    Powiedziano tu kiedyś, że kobieta postrzega mężczyznę przez pryzmat potencjalnych korzyści. Rozbierzmy zatem ten temat na czynniki pierwsze na przykładzie postu kolegi @No Gods No Masters Tony Blair nie miał pieniędzy, ale był PREMIEREM WIELKIEJ BRYTANII. + 1 000 000 do "fejm" i "pozycja społeczna" dla kobiety. Czyli -> nie był "biedny". Wręcz przeciwnie - dla 99% kobiet był mityczną "dziesiątką". Swoją drogą -> spadł z hukiem z tego konia. Obstawiam dolary przeciwko orzechom, że wkrótce zobaczymy, jak małżonka ucieka z tego okrętu, i jaki to "Tony był zły, pijał, bijał i w ogóle"... Znów - walidacja społeczna. "Jestem partnerką ZNANEGO faceta". To dla kobiety bardzo cenna waluta - lewaruje ją w oczach innych samic. Doświadczyłem tego osobiście. "Bonusy" z tytułu "bycia znanym" (nawet na wąskiej działce) są bardzo silne ;-) Wojskowy -> zazwyczaj człowiek dość władczy. Mocny kręgosłup moralny, silnie patriarchalne podejście - "trudny przeciwnik". "Och, co za EMOCJE! Cóż za męski facet". Czyli ma silną walutę emocjonalną - nie jest "biedny". Podsumowując: Mężczyzna musi dawać kobiecie zasoby. A raczej - pozycję społeczną. Ją oczywiście budują w dzisiejszych czasach pieniądze, ale także np sława, władza itd. Przykłady: Seksafery w Samoobronie (niezbyt bogaci ludzie, raczej... mało stymulujący intelektualnie :-), ale mieli WŁADZĘ. Koniec władzy = momentalna sahara w kroku pań) Powodzenie u pań wśród artystów/sportowców/"celebrytów". Niekoniecznie tych przy forsie. Ważne, żeby mieli respekt w swoim środowisku.
  4. Malżeństwo na wesoło

    Panowie... Od każdej reguły są wyjątki. Nawet zepsuty zegarek 2x dziennie ma rację. Podobnie jak @Assasyn widuję w otoczeniu pary, które wiodą naprawdę fajne życie, wzajemnie się wspierając. Czy jest to reguła? Będąc świadomym obserwatorem otoczenia i relacji damsko-męskich umiem już odróżnić "dla picu" od faktycznych dobrych wibracji. Na tej podstawie uważam, że - niestety - są to wyjątki. Prawie jak los na loterii (plus autentyczna chęć i duuużo pracy nad relacją z obu stron). Brutalna rzeczywistość potwierdza schematy spierdolenia w związku - 40+% małżeństw w Polsce się rozwodzi. Czy to znaczy, że pozostałe 60% jest szczęśliwe i spija sobie z dzióbków? Nie. Po prostu - z pośród tych 60% część (nieznana, bo nie ma wiarygodnych statystyk, ale prywatnie obstawiałbym kolejne minimum 40% z tej grupy) godzi się w ten czy inny sposób na życie w spierdoleniu. Z powodów różnych (zazwyczaj również zjebanych: "bo dzieci", "bo co ciocia Zosia powie", "bo nie stać mnie na rozstanie"). Statystyka to dziwka... Czy są zatem ludzie AUTENTYCZNIE szczęśliwi w związkach? Tak. Ale to naprawdę niewielki odsetek :-(
  5. ...natomiast małżonka może uprzeć się, żeby godzinę później rozszerzyć wspólnotę majątkową o tą darowiznę... Oczywiście wymaga to świadomej zgody obdarowanego (czytaj - posiadania cojones, aby powiedzieć NIE) Z ciekawości -> czemu tak uważasz?
  6. Jakich ja czasów dożyłem...

    Otóż mylisz się i to bardzo. I "zabawa" w bycie dawcą to BARDZO, BARDZO niebezpieczna dla samca gra. Dlaczego? Ano już spieszę z wyjaśnieniem. "Dawca" zostawia w pani 100%, niepodważalny dowód swojej bytności. DNA. A to takie urocze diabelstwo, które JUŻ DZIŚ da się przekształcić do postaci cyfrowego zapisu. Niepowtarzalnego i nieomylnego. I teraz wyobraźmy sobie dużą, duuuużą bazę takich zapisów... Taką obejmującą 100% ludności globu... JUŻ DZIŚ są takie techniczne możliwości! Nie ma tylko JESZCZE podstawy prawnej zgromadzenia "wsadu" do takiej bazy. Ta podstawa pojawi się. I to szybciej, niż nam się wydaje. Zauważ: Chcąc mieć paszport - musisz już dziś "podać" swoje odciski palców. Pojęcie prywatności w praktyce istnieje tylko, jeżeli jesteś mnichem mieszkającym w Bieszczadach w chatce z gówna i patyków, a porozumiewasz się za pomocą znaków dymnych i listów-wycinanek. Jeszcze parę większych zadym zamachowych i powszechny spis DNA ludności "ciałem się stanie". A jak już się taka baza pojawi, to co to za problem zrobić kwerendę "oto ja, kto jest moim PRAWDZIWYM TATUSIEM"? Maszyna zabuczy, zawarczy i powie: "@Tomko, zapraszamy do kasy!" :-) Że rządy "zagwarantują bezpieczeństwo danych"? No proszęcię... WSZYSTKO co jest w wersji elektronicznej i podłączone jakkolwiek do sieci (a to będzie musiało być podłączone, bo inaczej po co ma istnieć?) jest lub będzie celem włamywaczy. A nie ma zabezpieczeń nie do złamania i nie takie rzeczy już wyciekały. Uważam, że taka baza dość mocno przewartościuje wiele rzeczy. Bo nagle wyjdą na jaw wszystkie loszkokłamstwa. Ale też i wiele tragedii się pojawi. Bo np wyobraź sobie dział spadku po swoich rodzicach. A tu nagle wpada znikąd jakiś kolunio i mówi "ej, ale to mój tatuś był, dawać mnie no spadek!!!" (i kij z tym, że tatusia na oczy nie widział). Podobnie może być (i bywa) z "anonimowymi" (cudzysłów, bo anonimowość już nie istnieje) dawcami do banków. Jaka to do jasnej anielki anonimowość, jak DNA to jak komplet dokumentów wszelakich, a nawet bardziej (nawet bliźniaki jednojajowe da się odróżnić...)??
  7. Moja droga. Twoje słowa to nic innego, jak loszkoracjonalizacja popędów pierwotnych i próba przerzucenia odpowiedzialności za swoje decyzje prokreacyjne. Nie istnieje takie pojęcie, jak 'facet mnie złapał na dziecko'. Technicznie jest to... awykonalne. Decyzja o urodzeniu dziecka leży w 100% po stronie kobiety. Jeśli nie będzie chciała - nie urodzi. Facet - o ile nie zamknie jej w piwnicy na okres 9+ m-cy - nie ma w tej materii nic do gadania. Ot, "poroniłam podczas wycieczki na Słowację, jakaż to straszna strata!" Działa też w drugą stronę - choćby facet wściku dostał, jak niunia stwierdzi "ojej będzieMY mieli dzidziulka, CIESZYSZ SIĘ?!" - słowo ciałem się stanie. A w dzisiejszym systemie prawnym to za samą sugestię terminacji ciąży można pójść pierdzieć w pasiak... Tzn facet może, bo babka to bezkarna, jak zawsze... Także ten, no... Chcesz wiedzieć "czym kieruje się mężczyzna", to podobnie racjonalizujących "przypadkowe" zaciążenie koleżanek popytaj...
  8. ,,Żarty" Kobiet Ze Swoich Mężczyzn

    Panowie, kierunek słuszny. Gorzej jednak, jeśli opcja "kopa w dupę" nie wchodzi w grę, bo loszka przykuta świętym łańcuchem małżeńskim. Niestety - to zazwyczaj taki pakiet - jest małżeństwo, to w gratisie baba w szkodę idzie i ciężko jest radykalnie coś z tym zrobić... Ano chyba tylko zostaje to właśnie przypominać: "Taki do dupy, ale tylko na takiego cię stać"...
  9. Kobiety coraz bardziej wypierają mężczyzn z biznesu

    Bo to wina złych mężczyzn jest, że biedne kobietki nie mają także i tu parytetów! Rzekome nadludzkie umiejętności kobietek w utylizacji dóbr materialnych i przemieniania pieniądza w zupełnie zbędne pierdoły to podłe kłamstwa wrednych, mizoginistycznych samców, którzy zaślepieni swą nienawiścią do tych cudownych istot sieją defetyzm. Na pewno coś złego ich w życiu spotkało. Albo nic dobrego nie spotkało. Albo mieli za ciężkie zabawki. O!
  10. Wazektomia

    @Zenek A ja odświeżę odświeżone -> jak wrażenia po kolejnym roku? Rozważam samemu i szukam osób po. Zwłaszcza interesuje mnie temat PVPS i ewentualne skutki psychologiczne. Podrzucisz coś? Ewentualnie ktoś inny?
  11. Widziałeś kiedyś, żeby kobieta miała hobby? Nie liczę niańczenia guwniaka/przepuszczania hajsu samca (zazwyczaj na pierdoły)? Co do genezy tego zjawiska, to genialnie ujął to dr House wdając się w dyskusję z Cameron: Krótko: Babka jest albo brzydka (i kompensuje braki w urodzie "pędem ku karierze"), albo ma nierówno pod deklem (i jak wyżej). Mówię tu oczywiście o paniach robiących faktyczną karierę i pracujących głową, a nie dupcią, bez "wszystkochcenia", czyli "i karierę mieć, i chłopa mieć i guwniaka mieć". Takie panie kariery nie zrobią.
  12. Dziewczyna z pracy.

    Wiek. Jesteś (jeszcze) dla loszek w "strefie cienia" - one teraz ściągają majtki przed gościami 30+. Przyjdzie czas i na Ciebie. Druga mądrość: 35+ - 45+ to tzw "złota dekada" w życiu faceta. Wtedy (o ile czegoś poważnie nie spieprzysz) "wróg sam puka do bram". Nagle okazuje się, że jesteś "taki fajny, taki czarujący, taki... MĘSKI, "gdzie ja oczy miałam", "rozum (i godność) przy tobie tracę"... Popytaj braci - jak jeden mąż powtórzą :-) Chcesz podmuchać - popatrz na panie 30-35-40+. Jasne, to nie jest towar najwyższych lotów, ale za to jakie chętne i niewymagające :-) Guma na instrument i wio :-) Nooo, chyba, że masz takie głupie pomysły jak "się żenić/mnożyć chcę" i to przed trzydziestką. W takim wypadku idź na forum "netloszki", tam poszukaj porady, wypoleruj zbroję i walcz :-/ Myśl. To (podobno) nie boli. Tu nie chodzi o szlajanie się po dyskotekach. Tu chodzi o poukładanie SOBIE w głowie. To TY jesteś nagrodą dla kobiety, a nie na odwrót. Ona ma PRZYWILEJ zadawania się z Tobą, a nie na odwrót. Powtarzaj to sobie, aż zrozumiesz. Póki co - uważasz dokładnie na odwrót (chociaż zaczynasz delikatnie kumać, że "chyba coś jest nie tak"...) Organizowanie siebie i swojego życia pod loszkę to droga do zguby. Zaufaj tym, którzy poszli tą drogą i sparzyli się... ... oraz "ręka rękę myje". W odróżnieniu od panów - loszki grają do wspólnej bramki. Więc mogą chcieć zrobić dobrze "swojej"... Aczkolwiek - walor sensacji itd też jest istotny.
  13. Dziewczyna z pracy.

    Najważniejsze: Loszki przychodzą i odchodzą, a praca JEST. Bez loszki można żyć (i to często lepiej niż z loszką), bez źródła dochodu - trochę jakby gorzej :-) Czyli - jeśli nie zależy Ci za bardzo na tej pracy, to można rozważyć opcję złamania świętej, starorzymskiej zasady "gdie żywiosz-nie jebiosz". Podkreślenie celowe. 10x zastanów się, czy ważniejsza jest piczka, czy żeby mieć co do gara włożyć. Mniej ważne: Posłuchaj starszego kolegi :-) Też kiedyś wydawało mi się, że "ona taka nieśmiała", "ona inna niż wszystkie", "trzeba ostrożnie się skradać"... Tjjja... Miałem rację - wydawało mi się. Jeśli laska będzie na Ciebie zajarana, to nie ma w jej słowniku pojęcia "nieśmiała", "wycofana", "działać ostrożnie". Aż zdziwiłbyś się, jakie cuda te "nieśmiałe-wycofane" odwalają... Rób swoje, jasno i wprost komunikuj swoje zamiary i tyle. Jeśli będzie foszyć, stroszyć piórka, bajdurzyć o "nieśmiałości i że ona inna niż wszystkie" - rób dalej swoje. A jak nie podziała - NASTĘPNA. To tylko loszka. Dobro wysoce substytucyjne :-)
  14. Schematy rodzinne - analiza

    Hmmm... Pomyśl w drugą stronę: Młody jesteś, potrafisz sobie zorganizować zasoby, masz urodę (heheh). To masz i nikt Ci tego nie zabierze. To "straciłeś": Jak sam piszesz - kiepskiej urody, słabą w łóżku, mało ogarniętą loszkę + hajs, czyli odnawialny zasób. Serio, jest za czym płakać? A pomyśl - jakbyś tak się z nią wachlował jeszcze parę lat, zamiast 2 miał 3 gówniaki, do tego zero zasobów (nie ma takiej kasy, jaką dowolna loszka nie puściłaby z dymem na pierdoły), posunięty w latach i uwalony w zobowiązania. Ja tu widzę plusy - odpowiednio wcześnie odciąłeś (OK, za Ciebie odcięto :-) ) straty, możesz żyć dalej WIEDZĄC, czego chcesz. Dla mnie - całość tej sytuacji zamyka się na plus. Dla Ciebie.
  15. Kobieca "metoda" na relacje z ex

    Trochę oczy przypaliło :-) A na serio - ja tu widzę dwie rzeczy; bajeczkę z cyklu "chciałabym, chciała". Coś jak opowieści loszek o tym, jak to one "tylko ODPOWIEDZIALNEGO, DOBREGO itd samca" (a jak jest - wiadomo). Druga rzecz, to piękna (!) prezentacja hipergamii. Pani puka nowego bad-boya, ale na wszelki wypadek providera też trzyma jedną ręką (i jeszcze robi koleś za podpaskę emocjonalną), no bo jak to tak, wypuścić z ręki sponsora? Echhh....
×