Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Stary_Niedzwiedz

Użytkownik
  • Zawartość

    109
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

139 Świetna

O Stary_Niedzwiedz

  • Tytuł
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Z centralnej Polski pochodzi
  1. Mężatka....

    A istnieje też stado ludzi, którzy W DOBREJ WIERZE przysięgali się na wszystkie świętości, że "Ja to mojej myszki/mojego misia to PRZENIGDY na rogacza nie przerobię". Realia się zmieniają, a wraz z nimi postanowienia... @Bonzo - piękna analiza :-)
  2. Wspólne konto bankowe

    Swoją szosą, to właśnie sobie uświadomiłem, że - jako żyję - nie słyszałem o sytuacji, żeby to myszka (dobrowolnie i/lub jako pierwsza) "uwspólniła" misia do swojego rachunku. Przecież "byłoby prościej" i "przejrzyściej" i "żebym nie musiała ci robić przelewów" ;-) No ciekawe, czemu panie nie dają dobrego przykładu swoim misiom...
  3. Żebyś mocniej poczuł dowód słuszności tezy o wydawaniu pieniędzy przez panie: Do kogo skierowana jest WIĘKSZOŚĆ przekazu reklamowego? I dlaczego panie są w nim utwierdzane, że "to MĄDRY wybór, samiec się ujazna!"? :->
  4. Jeżeli przez "typowy Janusz" masz na myśli tylko wygląd i stan posiadania, to nie. ALE - jeśli ten "typowy Janusz" jest dla pani dynamitem emocjonalnym (psychopata/bandyta/przemocowiec/nałogowiec/etc), to tymi cechami przykryje niedostatki wyglądu/posiadania. TAK, widywałem takie pary, gdzie styki mi się grzały w skutek dysonansu poznawczego (co ona w nim widzi? Ani wyglądu, ani hajsiwa...). A potem okazywało się, że miś jest zajebisty, bo generuje pani taaaakie emocje, że głowa mała, a pani odwadnia się gwałtownie na samą myśl o misiu... A że owa pani w skutek bliższych kontaktów z tymi emocjami musiała się czasem mocniej podmalować... No cóż :-) Nie ma darmowych lunchy :-)
  5. Numerologia. Jaką macie liczbę urodzenia?

    Mamy tą samą liczbę. I z tej samej redukcji - najstarsza wibracja mistrzowskiej 11... :-)
  6. Związek typu LAT, a życie rodzinne

    @samiec_twój_wróg - rozumiem Twój tok rozumowania. Tym niemniej wciąż - 45% (i rośnie!) prawdopodobieństwo "nie otwarcia się spadochronu". Owo "nie otwarcie spadochronu" to po prostu - potężne straty po stronie samca. Raz jeszcze - pani opłaca się zarówno zamążpójście, jak i rozwodopójście. Wspiera ją system prawny, wspiera ją społeczeństwo ("biedna, samotna matka, przeciwstawiła się złemu mężowi, dzielnie niesie krzyż swego życia, TRZEBA JEJ POMÓC"). Facet na obydwu tych wydarzeniach jest w dupę. Piszesz, że relacja to "inwestycja na starość". Hmm... Cóż... Patrzę w swoje otoczenie i stwierdzam, że to... SŁABA inwestycja. Bez ŻADNEJ gwarancji (pomijam matriksowe/kobiece pierdolenie o tym, jak to w małżeństwie jest sielankowo). Sprowadzając temat do roli czysto pieniężnej - zabawa w dziecko to koszt w przeciągu życia od 200 000 PLN w górę (koszta bezpośrednie i pośrednie) i to mocno. . Licząc procent składany itp, da się z tego dość pokaźną sumę na starość-i-niedołężność odłożyć. I żyć bez niczyjej łaski. W takim wypadku masz JAKIŚ backup. I gwarancję, że z sensownym kapitałem będziesz miał jakiś ruch. WYDATEK na dziecko i małżonkę (to NIE jest inwestycja!) jest wysoce ryzykowny. Patrz wyżej - nikt REALNIE nie gwarantuje nic w małżeństwie. Żeby to zilustrować zadam proste pytanie: Masz ok 40 lat. Twoi rodzice mają więc ok 60+ Mieszkasz z nimi? Zajmujesz się nimi? Poświęciłeś swoje życie im, odkładając swoje działania na półkę? Przecież oni sprowadzili Cię na ten świat jako "inwestycję na starość", swój "backup"! Mówiąc wprost - wyprodukowali sobie służbę. Więc jak rozumiesz siedzisz pod gwizdkiem i czekasz na rozkazy? Analogicznie postępować ma też Twoje potomstwo - po to przecież jest na tym świecie, tak? :-) Czy może jednak sam działasz i budujesz swoje życie, EWENTUALNIE rozważając jakieś względnie niewielkie, nie interferujące nadmiernie wsparcie dla starych? Ja akurat widzę jakoś-tam wsparcie dla swoich rodziców, aczkolwiek nie widzę też nic złego, że owo wsparcie sprowadzi się do zapewnienia profesjonalnej opieki (czytaj - opiekun, dom opieki, etc). Te instytucje to nie umieralnie (wbrew pozorom), a w nadchodzących latach rynek tego typu usług będzie się dynamicznie rozwijał z racji starzenia się społeczeństwa. Taki outsourcing obsługi babci :-). Niekoniecznie dlatego, że rodzina ma babcię w dupie, tylko to po prostu ZNAK CZASÓW. Jeśli rodzina mieszka na drugim końcu świata, czy choćby kraju, czy wręcz miasta i opieka nad babcią 24/7 oznacza samoodpalenie się do przytułku (bo co, pracę rzucisz??). Także zakładanie, że końcowym "bonusem" relacji będzie sielankowa starość... Hmmm.... Ryzykanctwo :-) Żeby nie było - ja nie neguję z definicji relacji damsko-męskich. Po prostu - współczesne społeczeństwo sprawia, że to zabawa wysokiego ryzyka. Coś jak przejście na żywca przez pole minowe - może się udać, a może się zdarzyć, że metr przed metą upierdoli Ci obie nogi i jajca :-)
  7. Mężatka....

    Wystarczy mieć odpowiednie nazwisko panieńskie. Np Kaczyńska.
  8. Mowa o rozwodzie

    Żyj złudzeniami... Albo wydaj niecałe 1000 PLN i miej pewność... Poza tym - opanuj się. TOBIE ktoś dopierdala? Czy podaje pod wątpliwość prowadzenie się Twojej małżonki (które to prowadzenie sam podałeś pod wątpliwość)? Testy DNA nie są wymierzone w dziecko. To test prawdomówności małżonki/matki dziecka. Dlatego panie takiego wścieku macicy dostają na nie... Albo mikrofon/kamera w sypialni... Mało tego - jak pańcia sprytnie będzie robić maślane oczka przed sądem, to sie okaże, że "owszem, ona poszła bokiem, ale TY WYBACZYŁEŚ, a potem okazałeś się zły i TWOJA WINA, bo sabotowałeś pracę nad związkiem". Zakładam, że kolega nie ma rozdzielności majątkowej. W takim przypadku nie ma znaczenia, kto jest w dokumentach rejestracyjnych pojazdu - auto jest objęte majątkową wspólnotą małżeńską. To co Ty mówisz wymaga 2 ruchów: 1. Podpisania umowy rozdzielności majątkowej 2. Zrobienia darowizny/w inny sposób zniesienia współwłasności pojazdu na jednego małżonka (tu - na męża). Wówczas pojazd staje się majątkiem odrębnym. Wzięła kredyt celowy? Zabezpieczenie na pojeździe? (zastaw rejestrowy/cesja polisy/etc?) Czy wzięła pożyczkę z ZFŚS i przepuściła na furę? Jeśli pkt 2 - auto zabierasz, a ona ma kreskę - pojazd jest przecież bez obciążeń :-) Aha - jeśli nie masz rozdzielności majątkowej, to nie ONA ma kredyt, tylko WY macie kredyt. Odpowiedzialność solidarna.
  9. Związek typu LAT, a życie rodzinne

    Tu nie chodzi o ciężar winy, tylko SKUTKÓW. Mężczyzna do małżeństwa dokłada. MUSI dokładać. Kobieta czerpie z niego korzyści i MOŻE dokładać. Ale jak jej się nie będzie chciało - będzie tylko czerpać. Nawet jeśli udowodnisz pani 100% jej winy w rozkładzie pożycia, to co Ci to da w praktyce? Jeśli pani nie wyrazi łaskawie zgody i nie będzie w tym kierunku działać, to nie masz praktycznie ŻADNYCH szans na bycie więcej niż dwunożnym bankomatem dla dzieci. Powiem więcej - jak przybijesz pani winę, to masz gwarancję, że pani w ramach odegrania się upierdoli Cię w brak kontaktu z dzieckiem. Idźmy dalej - ile razy słyszałeś o alimentach płaconych panom? Wreszcie - ile razy słyszałeś o winie kobiety orzeczonej przez sąd? I uważasz, że powyższe stwierdzenie o odegraniu się na dzieciach nie pozostaje bez związku? I dlaczego 70% pozwów rozwodowych składają kobiety? Odpowiedź jest banalnie prosta - kobiecie małżeństwo się OPŁACA. Rozwód też się OPŁACA. Kobiety NIE PONOSZĄ KONSEKWENCJI SWOICH CZYNÓW. Są w praktyce ponad prawem. Dla mężczyzny małżeństwo to umowa o bardzo wysokiej ekspozycji na ryzyko i niewysokiej stopie zwrotu... Żeby nie było - ja nie winię z definicji kobiet. To społeczeństwo wykształciło i wspiera takie postawy, a panie korzystają. Bo mogą. Będąc na ich miejscu robilibyśmy tak samo. Tym niemniej mam prawo nie akceptować takich postaw, nie dawać się dymać (bardziej niż to konieczne do spokojnego żywota), jak również wyrażać dezaprobaty wobec cyrku współczesnych relacji...
  10. Związek typu LAT, a życie rodzinne

    No dokładnie tak. W razie awarii - pakujemy mandżur i wyprowadzamy się, choćby do hotelu. Najemcy wręczamy wypowiedzenie, 30 dni i mieszkamy docelowo na swoim. Poza tym - zwykle jest tak, że "czuć w moczu", że "trzeba spierdalać". Jest więc czas na przyszykowanie gruntu pod ewakuację. Panowie... Kohabitacja typu LAT (bo tak to zwą fachowo podręczniki) NIE jest dla każdego. Małżeństwa w takie ramy wtłoczyć się (raczej) nie da. Wychowanie dzieci... PONIEKĄD opieka naprzemienna jest jakąś_tam formą LAT, tyle, że tu częścią wspólną jest potomstwo. Wspieram tu pkt widzenia @Normalny - to nie jest typ relacji "małżeństwo w wersji light", raczej opcja dla byłych małżonków. Pani ma swoje dzieci, ty masz swoje, macie za to... wspólne zainteresowania :-) i w wolnych chwilach je razem... zgłębiacie :-). A po imprezie każde gacie na dupę i wraca do siebie. Poza tym - nie mylmy kohabitacji LAT z mieszkaniem u pani + posiadaniem swojego lokum. To ZUPEŁNIE inne systemy myślowe. LAT = (na przykład) "poniedziałek-piątek każde u siebie żyje i zajmuje się SWOIM życiem, sobota-niedziela - mieszkamy razem i wspólnie miło spędzamy czas". LAT to NIE jest "mieszkam u pańci, ale mieszkanie swoje mam"! Masz ok 45% prawdopodobieństwo, że spadochron się nie otworzy. Na papierze, wynikające z faktów. Wyskoczysz z samolotu? Idąc dalej - 45% ludzi ROZWIODŁO się. Czy to oznacza, że w pozostałych 55% jest sielanka? Czy może owe 55% zawiera też jakiś odsetek ludzi, którzy znoszą chujnię w milczeniu? No właśnie... We współczesnym świecie zabawa w małżeństwo i tzw tradycyjny model rodziny jest dla faceta BARDZO ryzykowną grą. Ryzykowną na tyle, że jedyną metodą na zwycięstwo jest... nie grać... Alimentacja dzieci jest niezależna od ślubu. Opieka nad dziećmi - również (bez ślubu to nawet gorzej, bo musisz formalnie uzyskać "dostęp" do dziecka, a nie mieć ewentualnie ograniczone prawa). Kwestie majątkowe - jeśli konkubina mieszka na twoim to jest tak jak z usunięciem wynajmującego - trudna i ciernista ścieżka. Tyle prościej, że domyślnie nie ma wspólnoty majątkowej, więc nie ma, że "nasze". ALE - jeśli np nabędziesz z panią nieruchomość do spółki, to wymagana jest ZGODNA działalność, żeby taką nieruchomość np zbyć. "Nie sprzedam i co mi zrobisz?". (Zrobisz - sądowe zniesienie współwłasności i sprzedaż przymusowa. W drodze licytacji komorniczej, więc za śmieszny pieniądz w porównaniu z rynkowym. Tylko ile to trwa...) Summa summarum - można się bawić w rodzinkę, ale trzeba mieć DUŻO (!) niezależności własnej, przede wszystkim finansowej i trzymać kobietę na dość krótkiej smyczy. Mimo to - może się okazać, że baba rękę ujebie. Ot - ryzyko zawodowe :-)
  11. Wspólne konto bankowe

    Aaa, czyli ma się położyć i czekać na śmierć? Bo się myszka znerwi i znarowi, więc siedź cichutko?? Aha... To takie... MĘSKIE... Błędy popełniać to normalna rzecz. Tkwić w nich - prosta rzecz. WYJŚĆ z tych błędów, mądrzejszym o naukę - to sztuka.
  12. Ojciec chrzestny x2

    To nie jest kwestia "bycia zimnym skurczybykiem", tylko pewnych dogmatów wiary i posiadania kręgosłupa moralnego. Jak wiele rzeczy w naszym społeczeństwie, rola tzw "chrzestnego" została zredukowana do prezentodawacza (i to "górnopółkowego" - bo to "twoje dziecko! Kszesnym jesteś! DEJ!!") No nie... Istotą rodzica chrzestnego jest bycie - poniekąd - DUCHOWYM PRZYWÓDCĄ. Wzorcem chrześcijanina/katolika. I taka jest PODSTAWOWA rola. To społeczeństwo - dodajmy: WSPÓŁCZESNE - wtłoczyło ów "dogmat prezentowy". Pytanie - czy jesteś taką osobą? Jeśli tak - prosta sprawa: wchodź w to. Jeśli nie - spójrzmy na to przez pryzmat odmowy. Jeżeli nie jesteś osobą o autentycznej, głębokiej wierze, to jakim masz być wzorcem katolicyzmu dla młodego człowieka? Co zdecydowało o takim a nie innym wyborze Ciebie na taką zaszczytną funkcję? To jest - moim skromnym zdaniem - właściwy i odpowiedzialny powód odmowy: "Nie jestem osobą godną tego zaszczytu. Nie lubię oszukiwać. Choćby nie swojego pana Boga. Sumienie mi nie pozwala, nie mówiąc nawet o nauce kościoła kat." Tu - zapewne - poznasz hipokryzję owych rodziców. Vide "to dla dziecka", "DZIECKU się nie odmawia!" (uniwersalny argument kategorii "SZACH-MAT!!", czyli manipulacja w czystej postaci), "jak możesz" itp. Należy tu powtarzać swoją argumentację jak mantrę, odbijać jojczenie argumentem prostym - "PO CO MNIE TAM CHCECIE? Jako ojca chrzestnego, czy prezentodawcę? Jak chrzestnego - macie wyżej, nie nadaję się do pełnienia tej zaszczytnej roli. Jako prezentodawcę - nie potrzebuję takiego oszustwa, aby coś Waszemu dziecku odpalić".
  13. Ja i moja Tajka

    Amen.
  14. Dziewczyna z dzieciakami

    A ja uważam ich za... przegrywów. Jasne. "Szlachetna postawa", "Robi to, co właściwe", takie tam pierdy. A tak naprawdę - tatuuje sobie na czole "jestem betabankomatem"... Jedyny przypadek samotnej matki, której można współczuć to WDOWA. Każdy inny przypadek to impreza na własne życzenie "On taki ekscytujący, taki OBUZ, ja go zmienię, on się zmieni jak zapach naszego dzieciątka poczuje!"/"Jak to uciekł ode mnie? Przecież mężczyźni kochają zołzy!!!" itp Etam nieopłacalne. Jeśli pani ma w 100% zabezpieczone zaplecze finansowe i opiekę nad dzieciakiem? "Przecież jestem taka młoda, niezależna. Coś mi się od życia należy!!" Pytanie - po co Ci w takim wypadku kobieta? Mężczyzna jest kobiecie potrzebny jako provider. W drugą stronę... Hmmm... Nie bałdzo widzę potrzebność takiego układu...
  15. Mężatka....

    Bo moja myszka nie jest taka. Jest inna niż wszystkie. To ten zły uj jej w prześlicznej główce zawrócił!!! Przeraża mnie czasem, jak wielu spośród nas żyje iluzją...
×