Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny

Użytkownik
  • Zawartość

    76
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

52 Świetna

O Szkaradny

  • Tytuł
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

325 wyświetleń profilu
  1. Anioł czy diablica?

    Borderline - cudownie! Nic lepszego do ćpania nie znam ..... kłopot z tym, że trzeba sobie potem odrąbać obie ręce, żeby nie brać .... ale nie da się odrąbać obu rąk! Ja też uratowałem od psychopaty, a dzieciaka zrobiłem po 3 miechach i zamieszkaliśmy razem, tak mi się skojarzyło Ale do rzeczy: 1. Ponieważ pojawił się sex - nie będziesz już w stanie wyjść z tego (już ćpiesz i drag Tobą rządzi). 2. To co widziałeś to manipulacja - jak widzisz po jej wypowiedzi - udawała - trzymała gardę ukrywając cierpienie, konflikt, strach --( czyt. zaburzenia osobowości) 3. Ty z tego nie wyjdziesz, bo sam chcesz tego RATOWANIA - wierzysz, że Ci się uda - ba! masz już zajebiste efekty - piękny uśmiech, dla którego warto zrobić wszystko. 4. NIE UDA CI SIĘ, bo ona tego NIE CHCE (podświadomie), ale szczerze wierzy, że teraz jest idealnie i ty dostaniesz od niej WSZYSTKO. 5. Powstanie wielkie ZOBOWIĄZANIE, którego nie będziesz mógł spłacić, zawsze będzie za mało, a z czasem idealizacja zacznie słabnąć. 6. Z czasem staniesz się taki jak ten koleś, pogrążony w poczuciu winy, opuszczony, ale dalej chcący NAPRAWIĆ, URATOWAĆ - no i dostać trochę draga 7. Dla niej będziesz winny jej cierpienia, wyssie z Ciebie całą energie i radość, będziesz winny, że znów będzie na autopilocie i zmagać się z myślami samobójczymi. 8. Może jak pojawi się dziecko to będzie to trwało (jak u mnie) - ale NIE URATUJESZ. W zasadzie to już wiesz i masz poczucie winy, że jesteś oszustem, też nią manipulujesz, odstawiasz gierkę, a ona liczy na idealnego faceta, podświadomie jednak w to nie wierzy (bo z racji niskiej samooceny, uważa że nie zasługuje na miłość), będzie musiała sobie udowodnić, że ty też jesteś właśnie taki sam i jej nie kochasz Już raz się wściekła, jak były te telefony - pomyśl jak się wścieknie jak się dowie jakie tutaj konsultacje przeprowadzasz - Ty to wiesz Spoko, białe rycerze to też manipulatorzy, udają dobrych tak naprawdę to liczą, że uratowana (często właśnie jakaś chora sztuka) będzie wdzięczniejsza za zaintresowanie, efekt jest niestety odwrotny - pogarda dla takiego i emocjonalne kary No i jeszcze relacja z matką (palaczka) - możesz się zdziwić jaki to może być toxic Spokojnie - jeszcze do tego daleko, teraz ćpanie Gdzieś kiedyś przeczytałem, słyszałem takie określenie na borderki - że gdy ty sobie klasycznie łowisz rybkę na wędkę, nagle do Twojej łodzi wpada sama prosto z morza wielka wypasiona rybka - Sukces i cud w jednym
  2. Szachy

    na kurniku jestem Szkaradny, pogram, pouczę. Nie znam litości
  3. @azagoth w tym momencie mi nie zależy na terapii dla mnie. Ja w najtrudniejszych chwilach - gdy odczułem koniec związku, depresję/ brak kontaktu, jej zaangażowanie z orbiterem itp. - poleciałem do psychologa (to była kobieta) i przez kilka miesięcy byłem 7-8 razy, to nie była terapia tylko takie doraźne konsultacje, ale jak już ochłonąłem to dałem sobie spokój. Stwierdziłem że szkoda kasy, bo sam mocno nad tym pracowałem i godziny brakowało, żeby opowiedzieć co się zmieniło we mnie w ciągu tygodnia . Pod koniec tych wizyt psycholoszka stwierdziła, że korzystnie wyszedłem z kryzysu, czyli mocniejszy i bardziej świadomy, bardziej zintegrowany i niezależny. Mi obecnie zależy, żeby ją wysłać na terapie, bo ma problemy z emocjami/depresyjne/lękowe/nerwicowe/w relacjach z członkami rodziny. W lutym było u psychiatry, bo już wymiękała (depresja, napady paniki, lęki) - ale tylko po pigułkę, nie poszła na terapię, choć jej to lekarz sugerował. Ostatecznie tego leku już nie bierze, bo uznała że nie daje efektu. Chcę mieć udokumentowane, że chciałem by się leczyła/poszła na terapię (obojętnie czy indywidualnie, czy terapia wspólna pod kątem związku) - bo to będzie jakiś argument w sądzie, że nie było współpracy, jej woli by dążyć do utrzymania związku. Przewiduję, że właśnie taka będzie jej reakcja, czyli odmowna + wkurw, że jej wmawiam wariactwo itp. W przypadku gdyby jednak zgodziła się to może by jej to pomogło lub uświadomiło pewne problemy jakie ma. Trudno mówić co to da, bo jak ją przyprę do muru to pójdzie tylko by przeczekać, udawać że chce zmiany (NPD jednak nie ma problemu tylko inni mają problem), takie przeczekanie, bez autentycznej chęci zmiany. Jeśli tego nie zainicjuję, to w przypadku mojego wyjścia z małżeństwa - otoczenie zrobi ze mnie chooja co opuszcza chorą, sąd pewnie też będzie sugerował, żeby próbować wszystkiego dla dobra dzieci, albo walnie nam obustronną winę. Generalnie wiem, że i tak będę winny, ale jej niechęć/odmowa do terapii to jednak dla mnie przekonujący argument do wyjścia i plus w sądzie.
  4. Gdyby się ogarnęła to możliwe jest pozostanie w tym związku. A opcja terapii tak czy siak powinna być jej zaproponowana. Jeśli na to nie pójdzie to w przypadku rozwodu będę miał dodatkowy argument na brak zgodności/współpracy. W tym momencie moim argumentem pozostaje "ona mnie wkurwia" , trochę mnie może to kosztować, wolałbym mieć jakieś uzasadnienie.
  5. Witajcie Bracia, raport po 3 tygodniach: Okres urlopu - jeden tydzień spędziłem na samodzielnym wyjeździe - zostawiłem wszystkich w domu u w ramach własnych potrzeb spędziłem ten czas sam według uznania. Było sporo wysiłku fizycznego, łamania barier i granic, sporo nowych ludzi i sprawdzania się w nowych okolicznościach. Będę takie wypady realizował 2 razy do roku, dla siebie, dla własnej kondycji, oderwania od domu i codzienności - reset. Po moim powrocie, żona też rozpoczęla urlop - przez 4 kolejne dni już sporo czasu spędziliśmy razem (w tym sex codziennie). Atmosfera wyjątkowo miła i pozytywna, choć nie wiem czy nie było to pokierowane wyrzutami sumienia, bo przyznała się że jak mnie nie było to raz zabalowała, nie pamięta jak wróciła, zgubiła portfel i kac na resztę dnia miała, po drodze jeszcze pojawiały się pytania "Czy już mnie znowu lubisz?". Robi to ze strachu? Dziwne, bo wcale się tym jej baletem nie przejąłem. Wspólny wyjazd z dziećmi - tydzień dobrego czasu, sporo aktywności wspólnych, wyciszenie, oderwanie od miasta, dobre dni. Żona w dobrej formie, aktywna i zaangażowana. Powrót do domu. Dalej dobry kontakt. W porównaniu do wcześniejszego okresu to jest zdecydowana poprawa u żony, działa, rozmawia, sex, nabiera aktywności, nie wspomina o leków, rzadko się podkurwi, w sumie dwie spiny były, ale krótko to rozegrałem i temat się rozmył. Jest milsza i bardziej otwarta, sporo czasu poświęca dzieciom, ze mną utrzymuje stały kontakt i stara się na bieżąco uzgadniać wspólne działania i organizację życia. Objawy depresyjne w niewielkim stopniu, tylko wieczorami czasem muli przy ekranie/filmach aż zaśnie. Ocena pod kątem przyjętej strategii: żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi) OK - choć większość czasu nas nie było w chacie, a na wyjeździe jednak piwkowało się trochę i co ciekawe ona raczej niechętnie. zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty OK - żadnych jałowych podjazdów, ale było kilka sexownych dni, czyli wychodziło że się tu dopasowaliśmy. Po tym czasie to nawet już byłem nasycony na dłużej, więc nie było flustracji na tym tle. więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy zawieszone - na czas urlopu więcej czasu z dziećmi - też rozmowy poprawa - więcej wspólnych zajęć szczególnie z synem. Czas urlopu, wakacji i wyjazdów dał sporo pozytywnych wrażeń i czasu. Część poświęciłem tylko dla siebie, przez co dałem jasny sygnał, że mam swoje potrzeby i to jest priorytet. W czasie wspólnym też wyszło bardzo pozytywnie. Jestem ciekawy czy poza urlopem utrzyma się ta tendencja. Może pozytywne efekty przyniósł czas gdy odpuściłem tresurę, zainteresowanie, wyjechałem, przestałem tyle drążyć pokazując, że jest mi dobrze jak jest spokój i porządek w domu, a ona nie musi być szczęśliwa, żeby reszta funkcjonowała. Może Jak to już wcześniej opisywałem wywołany przez @Sile76 jest w tym przypadku kobieta z BPD/NPD i taka "zabawa" na huśtawce to norma może być, chyba w następnym kroku powinienem ją/nas skierować na terapię pod tym kątem i zależnie od reakcji decydować o losie naszego związku. Szkaradny
  6. Alko --> Praca

    @Insightful, @Metody - dzięki za uwagi. Zwracacie uwagę na kluczową sprawę, czyli świadomość co się dzieje w kontekście używania alko. U mnie z racji wieloletniej praktyki, picie stało się mechaniczne i dopiero teraz za to się biorę (szambo wybiło). Na początku alko to był wzmacniacz odwagi, śmiałości, rozładowania spięcia, hamulców, koloryzowania wrażeń itp. potem lek na bolączki, cierpienie i zagłuszacz innych wypartych negatywnych emocji (poczucia winy, strachu itp. innymi słowy bolesnej prawdy o rzeczywistości). Teraz jak to wiem - postanowiłem wykluczyć takie zastosowanie alko, a problemy brać na klatę. Nawyk, a raczej nałóg wspomagany przez ego ma swoje sposoby by trwać w schemacie, więc faktycznie wymaga to ode mnie sporej uwagi i właśnie świadomośći, by decydować a nie działać mechanicznie. Dla przykładu - wczoraj, nagle taka myśl mnie wybudza "co ja tu kurwa szukam!!" - słyszę to w głowie stojąc w środku alejek z alko! Nie chciałem nic kupować, ale nogi same mnie tam zaniosły, gdy na chwilę straciłem świadomość (uwagę/koncentrację) - nosz ja pitolę - trochę się z tego śmieję, ale tak to w praktyce wygląda. Z drugiej strony jest poprawa, bo kiedyś podobna myśl pojawiała się jak w łapie trzymałem piąte piwo :/ . Jest progres Statystyki to tak przy okazji, bo i tak prowadzę dziennik zapisując swoje ups&downs - przemyślenia, doświadczenia i pomysły. Jak to zliczę raz na miesiąc to mam lepszą orientację. Na co dzień nie katuję się żeby "zdobyć punkt przeźwości" - pozwalam sobie pić, ale dążę do spełnienia pewnych warunków, może docelowo zejdzie to do zera, ale jak będę chciał wypić alko dla smaku to czemu nie, prawda? Awareness Alone Is Curative - bardzo dobrze wyjaśnia sposób na trwałe zmiany. Dzięki. @Drizzt Cisnę .... bezwysiłkowo
  7. Alko --> Praca

    @Drizzt w ostatnim miesiącu miałem 2 tyg. urlopu na wyjeździe i stąd tak częste wieczorne piwkowanie ze znajomymi przy ognisku/grillu. Bary i imprezy to średnio raz na miesiąc odwiedzam i to niekoniecznie wiąże się z alko. Z resztą uwag jak najbardziej się zgadzam - reakcja nawykowa w chooj. Zastępcze nawyki wdrażam, mam ich spoty wachlarz, ale w nowych okolicznościach wszystko mi się wysypało :/
  8. Alko --> Praca

    Witam, Podsumowanie po 4 miesiącach: x- picie O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina IV miesiąc: OOXXXOOOOOOXXXOXXOOOXXXXXOXO X 14/28 39 piw litra wódy RED ALERT! Podupadłem, 14 dni z alkoholem, jedna mocniejsza impreza do rana (trzymałem się do 12tej) gdzie wypiłem 3 browary i pół litra, reszta mało dramatyczna - rutynowe piwa wieczorem na urlopie - ale nie takiej formy spędzania urlopu sobie życzyłem - dałem ciała. Mam wyrzuty sumienia i poczucie winy, przez ten urlop wiele moich praktyk straciło ciągłość i teraz na nowo wracam na tory. Ogólnie sporo było też aktywności i pozytywnych wrażeń, ale wieczory odradzały alko schemat, słabo. Podsumowanie realizacji celów: bez zmian wykonanie 96% - raz pociągnąłem trochę nalewki spadek wykonanie 50% - dołowanie! - do korekty! spadek - czas na urlopie i wyjeździe - 2-3 razy wypiliśmy po piwie, ale skromnie - będę korygował Mam sporo niezadowolenia z siebie, bo większość tego picia była niepotrzebna, tym bardziej widzę zagrożenie, że sięgam po alko jak zahipnotyzowany, bez oporu, z jakąś słabą racjonalizacją, wbrew planom i postanowieniom. Dzięki za uwagę, proszę o sugestie, zjeby itp. Najważniejsze to co przede mną
  9. @Sile76 Dzięki za post. Stronę www.bpdfamily.com już znałem. Faktycznie cenne informacje jak do takiej osoby podchodzić. U minie wszystko zaczęło się walić i zarazem zmieniać od pełnego mojego wyczerpania z energii i depresji spowodowanej poczuciem winy, że nie ukochana osoba jest ze mną nieszczęśliwa. Przez długi czas odbierałem te ciągłe bodźce negatywności i brałem to do siebie, to wykańcza. Gdy dowiedziałem się o BPD i NPD to pewien opanował mnie strach (bo jest sporo chujowych historii w internecie na ten temat), ale potem spokój, że to się dzieje to nie moja wina i nie biorę już tego do siebie. To był przełom, zacząłem wracać do siebie i pozytywnej energii, zostawiłem ratowanie i podziwianie, dla niej to był swojego rodzaj kop w dupę, zaczęła się wspierać orbiterem i używkami, walczyć o uznanie w pracy, ale nie starczyło energii na podtrzymywanie energii i pojawiła się depresja, lęki. Ogólnie jeśli chodzi o takie związki LTR z BPD/NPD to wiadomo, że i druga strona ma jakieś dysfunkcje, skoro trwa tak długo w takim toksycznym związku. Ja zająłem się tropieniem SIEBIE i zrozumieniem czemu sobie zafundowałem taką sytuację. Naprawdę całą uwagę poświęciłem na zapewnienie SOBIE życia o lepszej jakości - pod lupę poszły - uzależnienia, nałogi, uniki, przekonania, rozwój fizyczny, osobisty i duchowy (ważne jest poznanie swoich emocji, trigerów i zmiana reakcji, wchodzenie w lęki, strachy, podejmowanie ryzyka, konsekwencja w podejmowaniu decyzji i postanowień, uczciwość wobec siebie, panowanie nad szczekająco-żalącym się ego), relacje z ludźmi, zainteresowania, praca. Paradoksalnie jest to bardzo owocny i satysfakcjonujący okres w moim życiu, przestałem być ofiarą sytuacji i osoby. Też mam walizkę mentalnie spakowaną i jeśli będzie trzeba to bez żalu i strachu pójdę w swoją stronę i to ja o tym zdecyduję - to faktycznie wielka zmiana, a dla niej wielki szok i lęk - bo jestem poza kontrolą, co dla narcyz jest nie do przyjęcia, a borderki chyba potrzebują kogoś właśnie tak pewnego siebie - więc moja walczy sama z sobą i stąd ma jazdy lęków i poczucia straty oraz rozczarowania, że nie kocham idealnie, nie ratuję, a wymagam, trzymam ramę . Dla osób, które czują że są ofiarami swojej dobroci/serdeczności - polecam No More Nice Guy (chyba nie ma polskiej wersji - warto się nauczyć angielskiego dla tej książki ) przewodnik jak stać się panem własnego losu. Dzieje się dużo, na nudę w takim związku nie można narzekać, takie związkowe yin-yang. Tu staram się być uczciwy na bieżąco - jak coś nie tak to mówię (krytykuję zachowania nie ją), że jest lipa i trzeba zmienić/ustalić - wkurwia ją to strasznie (narcyz nie znosi krytyki), ale po jakimś czasie dostosowuje się, bo chyba dociera że wtedy właśnie będzie lepiej lub zauważa, że faktycznie nie brała pod uwagę tego co ja czuję i chcę - sporo się zmieniło na lepsze. Jak jest ok, to docenia, robię jakies miłe rzeczy, mówię że się cieszę, że był fajny dzień, czy jakieś inne sytuacje. Chamski raczej nie jestem i nie kłamię. Manipuluję - w końcu chodzi mi o postępowanie, które jest dla mnie korzystne ale nie czuję bym tym krzywdził kogoś. Czego nie wolno robić to właśnie być miłym, ustępliwym, wdzięcznym, uległym, doceniającym po to aby poprawić jej samopoczucie z nadzieją, że ona doceni nas i będzie bajka Nie wolno dawać na kredyt, żadnego tolerowania złego zachowania, ale tez żadnego foszenia się na nią, bo BPD chce wzbudzać emocje - jak się obrazić to wie że ciebie kontroluje. Jak pozostajesz spokojny i wymagający to szuka innej formy wywołania emocji, zresztą właśnie takie foszenie, czy obrażanie wywala z energii i szkodzimy sami sobie. Ostatnie dni mamy bardzo dobre - ja mam luz, gaszę ją i dzieciaki w zarodku, gdy coś ktoś wszczyna. Niebawem wyjazd wakacyjny pakujemy walizki Pozdrawiam
  10. Witajcie Bracia, kolejne 3 tygodnie na nami, pewnie jesteście ciekawi co u mnie Pierwsza połowa tego okresu znów wstało słońce - spędziłem z żonką wolny dzień w łóżku - sex i filmy, leniuchowanie bez dzieci cały dzień. Co ciekawe noc wcześniej mieliśmy nieprzyjemną rozmowę o wzajemnym traktowaniu i nieźle ją wkurwiłem mówiąc szczerze co czuję - chciała robić z siebie ofiarę, ale wyłożyłem swoje zdanie na temat jej zachowania - wydawało się że przede mną trudnie dni. Kolejne dni bardzo poprawne, dobry klimat, kontakt, robienie różnych rzeczy, wspólne wyjścia, spotkania ze znajomymi. No i po 10 dniach znów konflikt, złości (w tym na dzieci), zamulanie, trwanie w niczym, brak normalnego kontaktu, zniechęcenie do życia. Ostatni tydzień dość mnie zaniepokoił, bo zaczęła mówić o swoich lękach, że wszystko jest trudne, boi się, ciągle odczuwa zagrożenie, nie może nad tym zapanować. Unika, ucieka, rezygnuje. No kurwa - jest coś grubo nie tak. Wie, że to irracjonalne, ale baniak robi sajgon. Niby chodzi do psycholoszki, ale chooja widzę efektów. Widzę, że tu moja osoba nie ma wiele do rzeczy - jej negatywizm pogrąża ją, nie wiem co to za gówno, ale domową terapią tego raczej nie da się ogarnąć. Będę ją wysyłał do psychiatry, kurwa mać! Przez ostatni czas traktuje ją bardzo łagodnie, bo i sam jestem znacząco spokojny i zdystansowany do zachcianek mojego ego. Owszem jak coś mi nie pasuje to mówię, ale bez emocji, na ogół się wkurwia, ale potem stosuje do uwag. Odpuściłem podjazdy na sex, więcej doceniam i zauważam jak jest ok, nie chcę jej stresować, ale nie mogę zatroskany skupiać się tylko na niej, bo to mnie wciąga i wywala z energii, a są jeszcze dzieci. Tak że ten .... trochę smutno trochę straszno. Ocena pod kątem przyjętej strategii: żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi) OK - nikt w domu nie pije, poza domem też spokojnie zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty poprawiłem - jakoś do mnie to w końcu dotarło, że nie tędy droga. Odwyk - nie tracę na to energii i czasu, jej też lepiej bez takich nacisków. Ewentualnie sobie coś pozwoję pożartować na ten temat, ale to wtedy odbiera, że się wyśmiewam z niej :/ więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy Poprawiłem - pracuję w temacie i wymyśliłem coś co mnie bardzo zadowala i znacząco upraszcza robienia tego co chcę w przyszłości - krok milowy powiedziałbym więcej czasu z dziećmi - też rozmowy stabilnie - utrzymuję przyjęte założenia, postawa opiekuna, przyjaciela i strażnika Psychika żonki jak domek z kart, u mnie OK - mocno się zorganizowałem i to co robię daje mi poczucie satysfakcji i skuteczności. Niestety nie wszystko mogę kontrolować, na pewno nie jej sposób myślenia, który jest destrukcyjny. Zamiast tresury tu potrzebna terapia. Rozwód? Chyba by mi dojebał każdy z każdej strony . Houk
  11. Przysięga

    Że się tak przywalę swoim zwyczajem .... jak to tygodnia od 12 do 17 nie minęło 7 dni ...
  12. Wiedza bardziej i mniej tajemna - bank eBook'ów

    @Jasiu Horsie masz to pobrane? Bo z sieci już zniknęło A może ktoś inny to zassał w całości?
  13. Przysięga

    Powodzenia, Pytanko mam: co sprawia, że nie masz solidnego zdrowia? Co masz na myśli w tym punkcie? Melduj jak idzie.
  14. Przysięga zmian

    Popieram, jak wspomniał @BigDaddy bycie wzorem i kierunkowskazem dla synów to doskonała motywacja. Jak usłyszałem ostatnio od syna "Odkąd masz kaloryfer to sam ćwiczę" to aż mnie w gardle ścisnęło. Teraz ćwiczymy razem. Życzę wielu takich chwil. Warto.
  15. Alko --> Praca

    Witam, Podsumowanie po 3 miesiącach: x- picie O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina Ogólnie: jest stabilnie i mimo większej liczby spożyć to jakościowo lepiej - tzn. zero najebek, zero emocjonalnych porywów i pociągu do alko, lepsza kontrola, picie towarzyskie 2-4 piwa. Oczywiście mogło być lepiej, ale jest tak jak widzicie. Moje samopoczucie z tym wynikiem jest dobre, bo jak widać ostatnie dni bez alko. Ciekawostka - trafiłem na stary kalendarz z 1999 r. gdzie również notowałem spożycie, bo było tego tyle że aż byłem ciekawy ile przerabiam. Oczywiście byłem wtedy z tego dumny. Maj 1999 : 117 piw + 6 win + 3l wódy + zioła - pamiętam ten czas szereg różnych takich studenckich ****naliów z paczką znajomych. Podsumowanie realizacji celów: spadek wykonanie 96% - raz dopiłem jakieś wino niedopite na wyjeździe spadek wykonanie 67% - ups & downs , ale jakościowo lepiej OK wykonanie 100% - choć ona ze dwa razy coś popijała sama - była interwencja - jest spokój Tyle ode mnie na dziś.
×