Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny

Użytkownik
  • Zawartość

    23
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

16 Dobra

O Szkaradny

  • Tytuł
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. @przyszlyrozwodnik Harpia Cię rozszarpała. Dobry był herbatnik
  2. Z tego co napisałeś to widzę dużo rozsądku i świadomości, a więc już gratuluję stanu za rok
  3. Witajcie Bracia, Moje pasmo nieustających sukcesów: (które pozwolę sobie wymienić bo mi to dobrze robi ) - mocno trzymam lejce, kumuluję energię, rzuciłem palenie, są sporty walki, basen, bieganie, odnowione znajomości i spotkania, zrzucona waga, pozytywne myślenie, kontrola emocji, nofab, brak lęku przed rozwodem/samotnością, częste momenty nieuwarunkowanej przyjemności z życia, pomysł na zmianę roboty i własny biznes Upierdliwym mankamentem stał się alkohol, różne miałem okresy, jednak od września mocno ograniczyłem, ale w kwietniu znów praktycznie codziennie coś sobie pozwalałem, co nie było ani dobre ani potrzebne, szczególnie jak mnie loszka na to namawiała, a ona też nie powinna bo się leczy więc to już przegięcie. Bez alko jestem pewniejszy siebie, rozsądniejszy, kontroluję emocje i nie robię erotomańskich podjazdów i daję do zrozumienia loszce, że u mnie jest wszystko super. Mówię więc stanowcze KURWA NIE! Mocy przybywaj! Przysięgam przed Wami: 1. Ograniczyć picie alkoholu w domu do jednego razu w tygodniu, a odzyskany trzeźwy czas poświęcać na realizację swojego pomysłu na biznes. 2. Ograniczyć picie alkoholu na wyjściach/imprezach do ilości 4piwa lub 250 ml wódki, tak by było przyjemnie i bez kaca na drugi dzień. 3. Nie picie z loszką. Nie robię radykalnej abstynencji, bo nie jest to mym celem, alkohol ma mi nie przeszkadzać w trzymaniu obranego kursu Czas na pierwszy etap to 1 miesiąc potem planuję przedłużenia lub ewentualne korekty. Czołgiem!
  4. @Waflo no i jak czytałeś w końcu, bo też interesuje mnie opinia? Działa ???
  5. Ogólnie to gratuluję ! No właśnie kobiety mają ubarwiać życie, a na razie dominują w nim. Na pewno nie powinny wywoływać takich negatywnych emocji, bo to szkodzi głównie Tobie. Energię i wolny czas przeznacz na rozwój webdeveloperki - jak nie masz zleceń - to nic - zrób kolejną wersję portfolio - oryginalny interfejs, animacje, niestandardowe rozwiązania, poznawaj najnowsze rozwiązania, frameworki itp. inspiracji w necie jest mnóstwo. Będziesz mieć trwały wzrost skills'ów (satysfakcji) i mniej myślał o dupach, bo siłą woli możesz się zajechać i sflustrować.
  6. Z tych dwóch czytałem tylko "Transfering rzeczywistości" I, II, III i IX na początku miałem spoty dystans do tych "kosmicznych" zaleceń, ale w praktyce sporo mi to pomogło - np. traktowanie otoczenia jako zboru wahadeł, sposoby reagowania na wahadła, cieszenie się z niepowodzeń (pozytywne nastawienie), szukanie zgody duszy i umysłu, obniżanie ważności spraw na których nam zależy, określenie konkretnego zamiaru, zaniechanie bitwy, świadomość równowagi potencjałów itp. Ogólnie samo przeczytanie i zastanawianie się nad poruszanymi kwestiami daje nową świadomość, a w połączeniu z praktyką przynosi efekty. Trudno mi jednoznacznie potwierdzić, że Transfering działa, bo jednocześnie stosuję różne inne techniki i praktyki, ale Transfering darzę sympatią Poza tym zauważam, że wiele zagadnień ma wspólne, spójne podejście z tekstami np. Tolle lub Hawkinsa. Jak doczytam pozostałe tomy, to dorzucę kolejne wrażenia.
  7. czuję pociąg w tym kierunku, bo zamiast ładować energię na szukanie sojuszników, można działać, a tu nie mam dylematów co trzeba zrobić. Poczucie Wizji i Misji Ja pierdolę - jak sobie pomyślę że Gates w garażu zaczynał to co się oglądać na tych co coś znaczą teraz ...heheeh.
  8. W moim zamyśle produkt będzie generowany przez odbiorców, również będą odrzucać buble. Tutaj tym co przyciągnie userów jest koncept i korzyści w dwie strony, co zapewni efekt kuli śnieżnej. Obecnie odbiorcy są rozproszeni i szukają na własną rękę "produktu" , często eksperymentując lub nie rozpoznając perły gdyż nie ma ona odpowiednich rekomendacji.
  9. Moje ostatnie pół roku to intensywne wysiłki wokół przywrócenia formy psychicznej, fizycznej i duchowej, którą straciłem w wyniku wiadomo czego - przebywania w matrixowym białorycerstwie. Po tym czasie, gdy osiągnąłem zadowalającą stabilność, niedawno nastąpił kolejny przełom - zacząłem myśleć o zmianie pracy, o nowym zajęciu, zarabianiu kasy itd. Słowem czas złapać stery i wypłynąć z portu I boom! trafiło do mnie w jednej chwili co chcę dalej robić i czemu się poświęcić - w dodatku widzę w tym bardzo konkretny pieniądz, co sprawia że nakręca mnie to kompletnie - cieszy się i ciało i umysł :). Moim plusem jest pełne zaangażowanie w temat, wiem że chcę to robić do końca życia, to stało się moją pasją, normalnie jakieś szczęście mnie ogarnia, że mnie oświeciło i mam pełną wewnętrzną zgodę. Dodatkowo jest w tym celu spełnienie zrealizowania czegoś dobrego dla innych - świadomość że wielu ludzi (miliony nawet) poprawią swoje życie. Minusy to: brak środków na inwestycje. Bracia mam do was pytanie, jak na tym etapie rozwijać/pracować nad tym? Realizacja projektu wymaga wiedzy branżowej + wykonanie wymagające umiejętności z IT. Targetem projektu (usługi) może być dosłownie każdy Ze strony technicznej wymaga inwestycji w stworzenie wielojęzycznej alikacji internetowej typu social media dla kilkadziesiąt tys. userów. Opcje jakie widzę: Na początku samodzielnie ogarniać wszystko - koncepcję, realizację (jestem w stanie to robić na podstawowym poziomie, aby projekt zaczął żyć), a potem to rozwijać. Samodzielnie skupić się na koncepcji i opisie całości, a potem szukać sposobu na realizację - partnerów, inwestorów, itp. Szukać teamu do realizacji i finansowania na full opcji. inne, jakie ? Mocno to nie konkretny opis, ale chodzi mi o wskazanie kierunku, bez analizy - proszę założyć że jest to faktycznie zajebisty pomysł Może znacie jakieś książki dotyczące realizacji startupów, gdzie znajdę wiedzę o rzeczach o których teraz pewnie nie mam pojęcia, że istnieją. Dzięki z góry.
  10. Czy osobie z kr. można powiedzieć o tym obciążeniu? Czy ona to załapie, czy kr. do tego nie dopuści i tylko zrobi rozrubę? Jakie opcje ma nosiciel?
  11. Cel masz słuszny (jak najlepsza wersja siebie) i na nim się skoncentruj. Wiele wysiłku będzie Cię to kosztowało, ale każdy krok się opłaci i nikt tego Ci nie zajebie. Kompletnie niewłaściwe przyjmujesz założenia "nie uda mi się to jednak w pojedynkę" CO!? - Tylko w pojedynkę Ci się to uda, żadna zewnętrzna siła Ci niepotrzebna. Czas nie ma znaczenia. Ja mam 40+ i dopiero się wybudziłem z matrixa. 10 lat wysysała mnie taka inteligentna piękność, która szybko się trochę zmieniła na charakterku. Radzę Ci wykorzystać bieżącą sytuację do hartowania jaj - stawiaj granice, wytykaj zachowania, które Ci nie odpowiadają. Czy gdy Ty masz dobry humor, dobrą zabawę to ona też? Czy jest raczej "mokrym kocem" - który zgasi w tobie radość i jeszcze wzbudzi poczucie winy za to? Jeśli psychicznie nie wytrzymujesz takiej gry, to unikaj kontaktu, udawaj depresję, kończ znajomość i zrób ze sobą porządek (na forum wszystko znajdziesz). Bardzo uważaj na złapanie na dziecko, bo jeśli wpasowałeś się z zasobami i uległością to może zrealizować swój plan - to nie były żarty, po prostu czasem się nie kontroluje i w poczuciu pełnej władzy nad Tobą mówi co myśli. Nie lecz jej miłością.
  12. Dzięki Bracia za doping Ostatnie dwa tygodnie sytuacja trochę nabrała dynamiki, co przejawia się przez: większy stres żony z racji coraz większych obowiązków w pracy (projekt się rozkręca, dedlajny, spotkania i taka tam bieżączka), jest na to mocno podatna, zależy jej na dobrym wrażeniu i nie odpuszcza, co kosztuje ją dodatkowe zmęczenie, drażliwość, flustracje, chodzi obolała, jara faje i dzwoni do miliona osób by dopiąć sprawy. Jest to też forma ucieczki od naszych/domowych obciążeń. więcej rozmów i konfrontacji między nami - z racji, że reaguję na każdą "chorzyznę" i zachowanie, które mi nie odpowiada, to takich sytuacji jest więcej. Czasem dotyczy to codziennych spraw (dzieci, obowiązki domowe) a czasem konkretnie drążę sytuację między nami. Przy sytuacjach domowych jest drażliwość, trochę złości, foszki, spina. Przy kwestiach grubszych (my, jej kondycja) jest już mocno i mówi "strasznie się boję, mam żal, ale nie wiem do kogo, boję się że się rozpadnę, ja chyba nie mogę być szczęśliwa, tak mi przykro, chciałabym żeby było jak 5 lat temu, ale ogarnia mnie rozpacz, nie potrafię z niczego się cieszyć, ledwo wstaję z łóżka, wszystko mnie boli, znikam" - ostatnio płakała 2godziny non stop, a ja spokojnie byłem i uspokajałem, że to wszystko tylko jej myśli, i będzie ok. Dominuje strach, przerażenie przed przyszłością. Tłumaczę w takich sytuacjach moją koncepcję na udane życie i daję jej opcje pójścia w tym kierunku, ale ona to podważa, albo mówi że to łatwo powiedzieć a w praktyce nie wychodzi - wtedy mówię, że skoro tak nam nie idzie to się rozstaniemy - i słyszę "nie wiem co mam robić". Ciężko tego się słucha, ale nie widzę innej drogi, niż taki czyściec, też muszę pokazać swoją konkretną wizję i dojść do momentu decyzji. Dylemat mam taki - czy jej w bańce już się posypało, czy to efekt świadomości nadchodzącego rozstania. Komunikaty z jej strony są sprzeczne ( ) - raz się produkuje by było dobrze, a raz biadoli że wszystko stracone i nie chce jej się już nic i chcemy czego innego. Sieczka. Przy świadomości, że jest w dole i negatywnych emocjach to nie dziwię się że wszystko na około widzi w czarnych kolorach, ale przykre jest to że nie złapie się mojej pozytywnej osoby a może to takie shittesty hgw. Pewnie za dużo na ten temat rozkminiam. Ja w tym wszystkim raczej dobrze funkcjonuję (samopoczucie dobre lub bardzo dobre, uczucie odwagi i akceptacji ), dbam o siebie, panuję nad emocjami, kontroluję sytuację, reaguję a ona często ulega. Kilka rzeczy do poprawy w najbliższym czasie: żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi) zero fajek, bo mam skłonność ulegać przy wspólnych rozmowach lub jak mnie coś zirytuje zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy więcej czasu z dziećmi - też rozmowy Sam z siebie jestem bardzo zadowolony, bo z deprechy i postawy ofiary wyszedłem (wielkie zasługi ma tutaj D. Hawkins). Nie chcę z nią walczyć, konkurować czy szukać winy, akceptuję to co jest i chcę to zmienić. Niestety żona nie ma tego pułapu i rządzą w niech negatywne emocje i postawa ofiary (strach, złość, poczucie winy) a w najlepszym wypadku egoizm (pragnienie sukcesu). Projektuje na mnie całe zło tego świata, a potem ma poczucie winy i uważa się za mega chujową. Nie wiem czy jest zdolna przeskoczyć na pozytywny poziom gdy słyszę że "miłość to bzdura" :/ Strategia dalej ta sama: Samorozwój - dobra samoocena, akceptacja (rzeczywistości), radość, miłość. Jak pisał Marek w Stosunkowo dobry - to co negatywne i toksyczne samo obumrze, a temu co pozytywne życie sprzyja @K272 Gratuluję przebudzenia i konsekwencji, powodzenia, czuję że już Cię nic z tej drogi nie zwiedzie @Brat Jan Kilka miesięcy temu odpuściłem z robieniem dymów z nadzieją że szykowanie drugiej gałęzi zakończy się szybkim sukcesem i będzie prosta droga do rozstania. Teraz to wszystko jakby w zawieszeniu. Komentujcie
  13. Zgłaszam się po prawie 2 miesiącach z raportem o stanie spraw, a mianowicie: Nastąpił okres powiedzmy stabilizacji tzn.: ze strony żony: brak konfliktów, spięć, nagłych wyjść z domu, niestandardowych aktywności. Po powrocie z pracy co nieco posprząta, ogarnie dzieci, dom, trochę przy kompie fb lub film i zwija się do łóżka - bo energii już nie ma. Myślę, że ta emocjonalna stabilizacja to efekt leków. Z jej inicjatywy widzę starania w postaci większej aktywności w domu i wspólnego czasu z dziećmi na weekendzie, stara się być aktywna. Słowem z tajfunu złości i gniewu - stała się niepewną owcą (no chyba, że to taka wersja dla mnie). z mojej strony: utrzymuję aktywność fizyczną 6h/tydz + poprawa samooceny i samoświadomości (bogging, panowanie nad emocjami). Sporo dały mi książki Hawkinsa, Tolle, de Mello, V. Zeland i inne z obszaru zen. W tej materii dużo rzeczy mi się poukładało, mam spokój i akceptację rzeczywistości - dla sportu 2-3 razy w tygodniu przerabiam jakiś temat z żonką o nas, o jej stanie - ona choć niechętnie (że to nie ma sensu, takie gadanie), ale przymuszona wygaduje się o swoim smutku, strachu, żalu, pustce i apatii - potem nawet mówi, że to jej pomaga. Zwalczam swoje nałogi: alko, faje, myślenie o niej , fab i ilę mogę to rozkręcam dobrą atmosferę z dzieciakami. Co do kolegi z pracy to mało danych, bo przestałem polować na telefon i sprawdzać - zresztą jak coś się pojawiało (typu ustawka na drogę do pracy lub powrót albo jakaś fotka typu: fajne buty, ładny kwiatek, kamyk) to szybko to kasowała - czyli nie chce bym o tym wiedział. Może to dziwne, ale już temat tego gościa nie budzi we mnie emocji, akceptuję naturalny bieg wydarzeń - w końcu coś obumrze, a ja teraz nie będę się tym spalał. Poza tym powiedziała mi, że trochę się mnie boi, bo prowadzę dochodzenie i ja sprawdzam i ma stresa dlatego nigdzie nie wychodzi. Zakomunikowałem jej, że nasz związek to jakaś proteza i w ogóle mi się to nie podoba, nie dam się wciągnąć w to bagno głębiej i albo będzie tak, że każdy będzie czuł się ok albo nie ma co tego ciągnąć dalej. Odpowiedziała, że nie wie co ma robić :/ Najdziwniejszym epizodem było jedno jej wyjście na miasto na piwo z koleżanką z pracy - ostatecznie wróciła rano, skruszona wskoczyła do łóżka, przeprosiła, przytuliła się i zainicjowała sex ?!? Hmmm, nie wiem co o tym myśleć, bo moje podejścia kończyły się ostatnio tekstem "ja nie mam ochoty". Nabrałem wody w usta, bo mi się dobrze zrobiło, ale czy jest sens pytać ją gdzie była itp.?? Przede mną jeszcze kilka miesięcy (do terminu, który sobie wyznaczyłem na podjęcie decyzji o rozwodzie), może macie jakieś sugestie. Strategia na kolejne miesiące bez zmian - własny rozwój, minimalne serdeczne wsparcie żony + spokojne i stanowcze drążenie kluczowych tematów w naszym związku
  14. Zgadza się, przeżyłem tyle lat w drugiej linii i to mój błąd - zarówno mi było źle jak i jej (po pewnym czasie, bo zmęczyła się tym decydowaniem o wszystkim i straciła wiarę we mnie). Dzieci teraz to jak przyznaje jej jedyna ważna sprawa, reszta raczej bez szczególnego zaangażowania, w trwaniu i obojętności (może dlatego że nowa gałąź nie kwitnie tak jak by chciała, a może źle to oceniam - już zdradziła i ma moralniaka - hooj knows). Niezależnie od jej oczekiwań - może chcieć dalej domowego asystenta lub ewentualnie jakiejś mojej cudownej metamorfozy - to i tak - jak napisał @XYZ moim celem jest mój rozwój - to już do mnie dotarło. Nie tracę czasu na pielęgnację odrzucenia, zazdrości czy inne zadowalanie księżniczki. Widzi (chyba widzi ), że się w moim życiu sporo pozmieniało i nie będzie ze mną kompromisów. Odżyły stare kontakty, używki zniknęły, sport na okrągło, spokój i zadowolenie, lektury, aktywności z dziećmi, nie oddaję energii w spięciach emocjonalnych. Codziennie jestem ładny, czysty i pachnący z grafikiem pełnym zajęć. Nie czuję już, że marnuję swoje chwile. Największym wyzwaniem jest obecnie dla mnie zmiana pracy - bo siedzę na etacie >10 lat a mam ochotę działać no i generować jakieś przyzwoite pieniądze, ale jakaś ciągła wycofka mnie hamuje, pewnie jakieś psychiczne wzorce trzymają. A może już dziś mnie oświeci i pociągnę temat EH, Moja wariatka to była naprawdę fajna kobieta (czyli fajna wariatka), co się z nią porobiło? Jakoś tak to ciągle wyglądało: jak ona zadowolona to ja w dole i na odwrót - uzależnienie od tych emocji toksycznych, ja to teraz widzę - jakie to głupie i bezproduktywne, egoistyczne, walka o rację, walka o dupę, uparte smutne ego. Dzięki Bracia za naprowadzanie