Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Subiektywny

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    2265
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    78

Ostatnia wygrana Subiektywny w Rankingu w dniu 28 Kwiecień

Subiektywny posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

4872 Świetna

O Subiektywny

  • Tytuł
    Starszy chorąży sztabowy
  • Urodziny 1 Styczeń

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Kraków i okolice.
  • Interests
    Zabawy z patyczkami, kamyczkami i sznurkiem.

Ostatnie wizyty

7432 wyświetleń profilu
  1. Czasy studenckie. Cztery lata z pewną biuściastą półborderką-histeryczką. Nigdy nie padło 'przepraszam'. Co najwyżej, jak już tak się zapędziła że sama zauważyła przegięcie to padało coś w stylu: 'Hihihihi, ojtam-ojtam, hihihihih'. Czyli sprawa zbagatelizowana i jej nigdy nie było Dodatkowo czasami wchodził też 'czyn' czyli najczęściej wypięty tyłek lub chętne usta - kolejny schemat. Ale to znacznie rzadziej. S.
  2. Dobrze. Większość znanych mi osobiście masowych 'wyrywaczy' jest zarazem bardzo biegła w nawijaniu makaronu na uszy. Bo u niektórych włącza to potrzebne przez nich poczucie bycia 'Matką Teresą z Kalkuty'. Do czasu. Naturalnie. Ale jakoś nie pamiętam, by w przestrzeni publicznej brać męska kolportowała swój starannie wypielęgnowany wizerunek 'magatroskliwych misiów'. Różnicę sądzę że wyłapujesz bez problemu. S.
  3. Ad rem. Podręczny inwentarz (mężczyzna) jak dla kobiety OK, dokąd inwentarz 'zarabia na siebie'. Jak nie finansowo to poprzez np. ogarnianie domu i ogródka. Czysta, jak to mawia @Mosze Redloszkologika. Inwentarz niedziałający (np. chorujący czy słaby) to inwentarz zbędny. Balast ergo kula u nogi. Wiąże się to poniekąd z różnicą w podejściu mężczyzn i kobiet do przeszłości i przyszłości. Przezabawna rzecz, ale jestem na 100% przekonany, że to mężczyźni są bardziej sentymentalni i związaniu uczuciowo z tym, co już było. Kobiety wręcz przeciwnie. Wrodzona smykałka do inwestowania samej siebie celem poszukiwania najlepszej stopy zwrotu za najmniejszy wkład własny (i najlepiej przy zerowym ryzyku!) każą im natychmiast zapominać o tym co już było i co dostały (stąd nie ma co liczyć na ich wdzięczność) a nastawione są pragmatycznie na przyszłość - CZYLI TO CO MOGĄ OSIĄGNĄĆ. Czysty życiowy pragmatyzm. Nie ma co szat nad tym zagadnieniem rozdzierać, nie ma co się wkurzać i pomstować - tak po prostu jest. W miesiącu lutym też się nie dziwimy jak czasami temperatura spada grubo poniżej -10 stC bo to ... luty. Po prostu tak jak w lutym należy zawczasu być przygotowanym na niskie temperatury tak w przypadku układów z kobietami należy być świadomym, że to co się dla nich zrobiło ma wartość 1 pkt na 100 możliwych a to co dopiero mogą realnie od nas uzyskać - 99 pkt na 100 możliwych. Więc jak żeś jeden z drugim słabowity i chory, nawet okresowo - to automatycznie szanse na to, że może na coś od was liczyć przyszłości - maleją. Więc dziewczyna włącza wewnętrzny kalkulator i najczęściej dochodzi do logicznego wniosku - out z facetem ! A męskie zbulwersowanie w/w bierze się z dysonansu poznawczego. Panie jak to panie, kolportują przekaz jaki to są opiekuńcze i troskliwe, gotowe do wyrzeczeń (bo to korzystne z punktu pijaru społecznego) a jak przychodzi rzeczywiście do bycia taką - jest jak jest Napiszę jeszcze raz dla Młodzieży. Nie wnerwiać się, nie pomstować, nie jojczyć na białogłowy! One tak mają. Przyjąć do wiadomości, zapamiętać i być przygotowanym na spotkanie w/w zagadnienia w życiu. By potem pupa nie bolała... Quod erat demonstrandum
  4. Panowie, a szczególnie @GluX. Kolega Glux kroczy swoją drogą. Jest, z mojej perspektywy, młodą osobą przed którą stoi otworem zarówno całe spektrum możliwości jak i stojące za nimi ryzyka. Bo wybór każdej z możliwości rodzi za sobą poniesienie pewnego ryzyka, o czym często zapominamy skupiając się wyłącznie na profitach płynących ze skorzystania z owej możliwości. Tu pozwolę sobie nawet na pewną dygresję. Dwie dekady temu, choć możliwości już wówczas było dużo - aż takiego wyboru co do pokierowania swoim losem jak obecnie - zdecydowanie nie było. Ale zarazem nie było aż tylu ryzyk. Bo życie w XXI wieku, w jego drugiej dekadzie, moim skromnym zdaniem zapisze się właśnie mnogością wyboru oraz koniecznością mierzenia się z wyjątkowo dużym ryzykiem oraz generalnie - zmiennością i niepewnością. Ad rem. Ani nie będę chwalił ani krytykował. Bo raz że każdy jest kowalem własnego losu, dwa - nie uważam by było to z mojej strony potrzebne. Natomiast zasugeruję, z własnego życiowego doświadczenia, byś ten wątek i reakcje na nim potraktował @GluX jako swoisty feedback. Sprzężenie zwrotne od otoczenia. Owszem, można podejść do tego skrajnie tj. albo totalnie zlekceważyć albo zacząć na sobie rozdzierać szaty i posypywać głowę popiołem - ale skrajności zazwyczaj są do bani-dyni (choć malowniczo wyglądają i są 'medialne'). Ten feedback pomoże Ci @GluXdo utwierdzania się co do słuszności obranej postawy, do dokonania jej drobnych lub istotnych korekt czy też do jej porzucenia. Wybór, jak zawsze, Twój - i konsekwencje owego wyboru także Życie. Od siebie tylko dodam, że proces kształtowania charakteru i naszego nastawienia do życia/świata/ludzi to jak już wystukałem na klawiaturze - proces. Z istoty swojej prawie zawsze niepełny, zmienny, kształtujący się a co najważniejsze - ADAPTUJĄCY do zmieniających się i rzucających nowe wyzwania (i możliwości!) warunków. Więc feedback ten potraktuj jako materiał adaptacyjny. A co już z tym zrobisz - to już zależy wyłącznie od Ciebie Glux Jak wspomniałem - wybór Twój, decyzje Twoje. Twoje owoce tego wyboru jak i konieczność znoszenia negatywnych konsekwencji, jeśli takowe się wydarzą/pojawią. S.
  5. Co do tatuaży. Subiektywnie jestem na nie ale ... ... jak ktoś chce, to sobie dziara. Jego ciało, jego dziary. Nic mi do tego. Podobnie jak wspomniano powyżej - zauważam DUŻĄ KORELACJĘ pomiędzy posiadaniem przez kobiety tatuaży a poziomem zapętlenia w ich głowie. Im bardziej wzrasta poziom fiksacji tym większe prawdopodobieństwo, że dziewczyna będzie miała tatuaż. Nie mam na to twardych danych statystycznych, tabelek, wzorów czy pracy doktorskiej - ale generalnie obserwuję tego typu korelację. Tatuaże potrafią być piękne, jak dzieła sztuki i potrafią być ... marno-mierne. Tych ostatnich jakby więcej się widuje. Tak czy inaczej sądzę, że mało jest osób tatuujących się dla samych siebie - więcej napędzanych 'atencyjnością' i wizję 'patrz, jaki spoko-gość ze mnie albo jaka wyluzowana i wyjątkowa lasencja'. Panowie. W świecie gdzie żyje pi-razy-drzwi SIEDEM MILIARDÓW ludzi a gdzie zarazem w zachodniej kulturze tak promuje się nacisk na 'wyjątkowość, oryginalność i indywidualność' bycie 'człowiekiem z tatuażem' dla niektórych oznacza ową 'indywidualność'. IMHO dla mnie nie. To po prostu jedna z klisz wyciągniętych z obszernego katalogu 'WYBIERZ SOBIE STYL'. Są style dla elo-ludzi, dla dresiarstwa, dla buntowników bez powodu, dla hipsteriady, dla wege, dla spoko-gości itd. Zabawne jest to, że kopiuje się z owego 'katalogu' ten 'styl' i uważa się za osobę oryginalną. Ta ... Bycie oryginalnym z XXI wieku ... Osobiście na ulicy najczęściej mijają mnie klony z katalogów H&M, Zary, Bershki, Prosto itd. A to i tak 'wysoka polska półka'. Bo półka 'małomiasteczkowo-powiatowa' ma jeszcze inny styl. Byłem tydzień temu w uroczym powiatowym mieście na Mazowszu, widziałem. ABSOLUTNIE nie krytykuję, uważam to za coś normalnego - taki miks 'swojskości' okraszonej neo-disco-polo. I ostatnie słowo. Nie ważne czy jesteście spoko-ziomkiem elo-ludziem z czapeczką z zadartym daszkiem czy sztywnym Subiektywnym odzianym we włoskie wełny, to tylko jedna z klisz-stylów - i kurna nic więcej. Ważne byście wyglądali schludnie i gustownie. Spójnie ! Bo od pewnego czasu obserwuję plagę gości w krótkich spodenkach (spoko), butach sportowych (spoko) a do tego ... jebutnych CZARNYCH SKARPETACH ZACIAGNIETYCH PRAWIE PO KOLANA. O żesz w mordkę jeża .. To chyba gorsze niż nawet taki tatuaż: S.
  6. Wiem jak to wygląda ale uważam, że SN co do zasady ma rację. Wobec banku jesteśmy dłużnikami solidarnymi. Będąc kredytobiorcą i właścicielem obciążonej hipoteką nieruchomości - jesteśmy dłużnikiem osobistym (z tytułu umowy kredytu) oraz rzeczowym (z tytułu wł. nieruchomości). Z chwilą rozwodu gdy małżonek A przejmuje wyłączną własność nieruchomości - małżonek B nadal dla banku jest dłużnikiem osobistym (umowa kredytu). Zaciągany przez małżonków kredyt ma to do siebie, że za jego spłatę odpowiadamy tzw. solidarnie. Oznacza to, że mając ratę np. 2000 zł bankowi OBOJĘTNE czy weźmie 2000zł od ex-męża, 2000zł od ex-żony, po 1000zł równo od każdego czy 300 zł od ex-żony a 1700 zł od ex-męża. Na tym polega solidarności dłużników. Z reguły wierzyciel sprytnie kieruje swoje roszczenie do tego ex-małżonka który ma lepszą sytuację majątkową. Bo szansa na spłatę większa. Zwykła logika. Kwestia późniejszych rozliczeń rozliczeń między jednym ex-małżonkiem którym spłacił więcej a drugim ex-małżonkiem który spłacił mniej - to ich prywatna sprawa dla banku obojętna. Tym niemniej rozliczyć się między sobą powinni a w razie braku porozumienia - można wystąpić na drogę sądową. Nie mam zastrzeżeń co do orzeczenia SN może poza jednym. Jednym ale natury kardynalnej - system prawny będzie zawsze dwa, trzy kroki za 'życiem'. Więc w przypadku dość dynamicznych zmian społecznych (a takie mamy w Polsce) proces reagowania owego prawa materialnego czy kwestie jego interpretacji (choćby poprzez trzymania sie wykładni orzeczeń SN) - będzie 'zlagowany' tj. wtórny i zawsze nienadążający za zmianami. Co to oznacza? Oznacza to jedno. Wybolduję Wam. NIE ZDAJEMY SIĘ NA POWSZECHNIE OBOWIĄZUJĄCE PRZEPISY KODEKSU CYWILNEGO CZY KODEKSU RODZINNEGO I OPIEKUŃCZEGO TYLKO KSZTAŁTUJEMY NASZE STOSUNKI ZOBOWIĄZANIOWE NA PODSTAWIE WŁASNYCH UMÓW !!! Duża część regulacji cywilnych działa, o ile 'strony nie postanowiły inaczej'. Więc gdy nie regulujecie tych spraw - wchodzą rozwiązania kodeksowe. Gdy uregulujecie inaczej - wiążą Was zapisy umowy. Pamiętajcie też, że są regulacje kodeksowe, które wyznaczają pewne minimum w stosunku zobowiązaniowym - uregulowanie w umowie 'poniżej tego minimum' spowoduje, że pisząc w skrócie - zapisy umowy są nieważna w tym zakresie a z automatu wchodzi regulacja kodeksowa. Ale to temat rzeka. S.
  7. Tu jednak, jako człowiek stojący TWARDO na ziemi - stawiałbym na wpływ owego euforycznego samopoczucia na Twój sposób postrzegania. Gdy będziesz miał kiepski nastrój lub neutralna - ta sama panna kręcąca tyłkiem przed Tobą bądź będzie wyłącznie zarejestrowana i potraktowana obojętnie bądź nawet stanie się katalizatorem głębszego doła (np. czemu do nas takie nie lgną...). W stanie euforycznym - jej kręcenie biodrami odbierzemy poprzez 'pryzmat różowych okularów'. Więc wyda nam się kuszące, zajefajne i w przypływie kawaleryjskiej fantazji możemy nawet podbić i zagadać/pobajerować/poderwać/zapoznać. To trochę jak z alkoholem w knajpie. Na początku sesji alkoholowej siedząc wśród samych przeciętnych 5/10 - odbierzemy je jako przeciętne 5/10. Na którymś drinku/piwie/butelce - STAJE SIĘ MAGIA czyli ZAFAŁSZOWANIU ULEGA NASZA PERCEPCJA I SPOSTRZEGANIE - owe przeciętne 5/10 nagle urastają do 8/10, i gotowi jesteśmy smalić do nich w konkury. Wypiękniały w ciągu dwóch godzin? A gdzież tam ! To nam się 'rozkalibrował' system oceniania Owszem - jest rzeczą znaną wszem i wobec, pod czym sam się podpisuje ręką prawą i lewą, że ludzie tryskający energią, weseli, wygadani, pozytywni, towarzyscy - PRZYCIĄGAJĄ. Przyciągają poprzez to, że niejako zarażają owym pozytywnym nastawieniem innych. Dlatego osobiście, po przeanalizowaniu zagadnienia skłaniam się ku opcji, że rolę to gra suma dwóch czynników: 1) nasza własna rozkalibrowana w dół lub w górę percepcja (gdy w dół - rzeczy oceniane są generalnie z bonusem ujemnym, gdy w górę - z bonusem dodatnim). 2) znana kwestia przyciągania ludzi przez osoby wesołe, głośne, towarzyskie, rozmowne tj. efekt aury. Ludzi lgną do takich osób bo też chcą się tak pozytywnie poczuć. Pozdrawiam, S.
  8. Dokumentów nie ma. Wszelkie analizy do do możliwości oddania Gdańska Niemcom były ekstra tajne. Rozmowy toczyły się bez protokołów. Resztę zabrała zawierucha II wojny światowej. Sam Beck zmarł niedługo po jej wybuchu zabierając wiele z tajemnic i szczegółów do grobu. Później była gloryfikująca historiografia oparta na szczerym "wanna be". S.
  9. @GurneyHalleck Tak na szybko. Zabiegał o polskiego sojusznika w zamian za, jak uważał, „śmieszne ustępstwa". Hitler ponawiał swe oferty, niemieccy dyplomaci dawali do zrozumienia swym polskim kolegom - o czym wspomnieliśmy - o możliwości przyłączenia do Polski bądź Litwy, bądź Kamieńca i Żytomierza, a Ribbentrop powiedział w Warszawie wprost, że „Morze Czarne to też morze" Więcej tu: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/300391,1,odtracone-zaloty.read
  10. Ani Ty ani ja nie wiemy co byłoby dalej. To czysta gdybologia co najwyżej opierająca się na rachunku prawdopodobieństwa. Również uważam, że 'po wszystkim' Hitler wyciągnałby ręce po więcej. Polacy byli by jedynie jego pełnomocnikami w zarządzaniu wschodem, czy częścią wschodu. Pewnie upomniałby się prędzej czy później o ziemie, które były w zaborze pruskim... Ale to gdybologia. Wiemy natomiast jaka była propozycja w latach poprzedzających 1939. Konkretna. Morze Czarne za Morza Bałtyckie. Abstrahuję od kwestii moralności przyjęcia jego propozycji. Mówimy wyłącznie o suchych faktach bez oceniania ich pod kątem moralnym. S.
  11. Primo. Historia nie jest taka jak wygląda w 'oficjalnej' wersji i jak się ją naucza w szkole. Naucza się pewnego sposobu myślenia o niej, pewne rzeczy uwypukla, pewne przemilcza. Wieczorkiewicza polecam - świetny autor. I pisze sporo o tej 'przemilczanej' historii Polski. Prawda jest dla ówczesnej Polski bardzo bolesna. Hitler wychowany w duchu spadkobiercy tradycji pruskiej (mimo że sam był Austriakiem) paradoksalnie zauważył jedną rzecz, rzecz w pruskiej doktrynie politycznej niebywałą - że z Polską wygodniej jest współpracować. Przez setki lat interesem Prus było osłabianie Polski a później zajmowanie jej miejsca na mapie politycznej Europy. Stąd też m.in. takie parcie kanclerze Bismarcka na porozumienie z Rosją i Petersburgiem. Hitler, choć zbrodniarz do kwadratu - to jednak trzeba mu przyznać że był wytrawnym graczem. Chciał porozumienia i sojuszu z Polską. Sojuszu, który miał być wycelowany we Wschód. Oferta dla Polski - ziemie obecnej Ukrainy i szeroki dostęp do Morza Czarnego. Koszt - utrata Gdańska i części ziem na północnym zachodzie. Wielkopolska, Małopolska i Mazowsze - ziemie etnicznie rdzennie polskie, byłyby nie ruszone. Mało tego, był święcie przekonany że Polska zaakceptuje ten sojusz - bo i prawda była taka, że przez wiele lat polska dyplomacja 'flirtowała' z III Rzeszą. Obecnie to się raczej przemilcza, no bo wiadomo Przyjęcie oferty Anglii to był szok dla Hitlera, poczuł się swoiście zdradzony. No i stało jak się stało. A Anglia? Anglia początkowo rozegrała nas na zimno jak chciała. Chciała zyskać na czasie oraz doprowadzić do posiadania wspólnej granicy między III Rzeszą a ZSRR - sprytnie licząc, że dysktatorzy się prędzej czy później pokłócą i wezmą za łby wykrwawiajac wzajemnie. Polska była tylko pionkiem - użytym jako zapalnik. I jako pionek zostaliśmy szybko zbici z szachownicy płacąc 6 milionami zabitych, utratą ziemi i zwasalizowaniem. Choć trzeba uczciwie przyznać Anglii, że w późniejszych czasach mimo że mogła zerwać sojusz z rządem na uchodźctwie - nie zrobiła tego. I chwała za to Churchillowi, który mimo wszystko podchodził do kwestii polskiej swoiście honorowo. My mamy mu za złe ziemie wschodnie - ale pisząc szczerze, on uprawiał realpolitik. A Polacy, klasycznie - fanstasypolitik i widzimisie razy chciałobymisie. Dobiła nas ... Wielki Brat USA. Dla niego znaczyliśmy nić. Roosevelt sprzedał nas bez mrugnięcia okiem, jak bantustan. Gdyby od niego zależało - bylibyśmy kolejną republiką ZSRR. Kokietował Polaków wyłącznie przed wyborami prezydenckimi z uwagi na liczną polnię w USA. Poza tym - dla sprawy polskiej - totalnie obojętny i chętny do wszelkich ustępstw na rzecz ZSRR. Tylko ingerencji Churchilla możemy zawdzięczać że jeszcze pamiętano o nas przy stole negocjacyjnym pod koniec wojny. Niestety - czas II wojny światowej podkreślił nasze, jak by je nazwać, zarówno 'narodowe' zalety jak i wady. Niezłomność, honorowość, gotowość do walki i poświęceń. Z drugiej strony polityczną naiwność, tendencje do myślenia życzeniowego bez brania pod uwagę realiów oraz brak planu długoterminowego i trzymania się jego ram na rzecz beztroskiej (że nie napiszę bezmyślnej) spontaniczności i 'jakoś to będzie'. No i 'jakoś to było'. 6 mln zabitych. Zrujnowany kraj. Zabranie całości ziem wschodnich. Zwasalizowanie ZSRR. Jakoś to będzie ... To jest polskie przekleństwo nr 1. Już wspominane od czasów Mickiewicza i Pana Tadeusza. Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i ... jakoś to będzie...
  12. Pewien bloger pokusił się jakiś czas temu o założenie fejkowych profili w serwisach randkowych (i nie tylko). Opisał to łącznie ze zrzutami ekranu z komunikatorów i wiadomości. https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-fotka-pl/ https://mrkpassion.pl/podrywaja-na-tinderze/ https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-badoo/ https://mrkpassion.pl/jak-podrywaja-na-zbiornik/ Tragedia. Tragedia do sześcianu - ale zapoznać się warto. S.
  13. Sąd tak zinterpretuje jak mu naświetlisz sprawą, umiejętnie wyłożysz swoje racje, pewne rzeczy przemilczysz a pewne mocno uwypuklisz. Zwykły rachunek prawdopodobieństwa. A Twoim zadaniem jest odpowiednio go 'stuningować' na swoją rzecz. S.
  14. Jeszcze nawiążę do tego co napisałem kilka postów wyżej. Warto, ale naprawdę warto poznać kilka / kilkanaście SZTANDAROWYCH tekstów, które można dostać od kobiet w najbardziej schematycznych sytuacjach. Teksty te powtarzają się tak często, że można wrzucić je do kanonu. Jestem inna (w domyśle - niż inne kobiety). Znaczy to dokładnie, że jest TAKA SAMA, ale jak przystało na kobietę - żywi wewnętrzne, niczym nie poparte przeświadczenie, że jest tak naprawdę. Widzi chore akcje robione przez koleżanki - ale gdy sama zrobi taką akcję to się wybieli, bo uzna że miała do tego poważny powód. Ergo - nadal jest INNA i LEPSZA niż reszta psiapsiół. Mistrzostwo samogwałtu umysłowego. Jesteś dla mnie za dobry. Znaczy dokładnie coś odwrotnego - jesteś do bani w jej oczach ale nie powie ci tego wprost, przyczyn jest kilka. Zostańmy przyjaciółmi. Patrz hasło wyżej. Lubię się wyzywająco ubierać dla samej siebie. Ta, jasne. Po prostu szczuje cycem 20/24h i patrzy czy na taką przynętę nie wyhaczy lepszego od ciebie. Kochanie, to tylko kolega! Na moje oko szansa, że to kolega to jakieś 10-20%. W innych przypadkach to bądź orbiter trzymany w granicach wpływów na wszelki wypadek (koło ratunkowe bądź Jan-Multitool-Przywieź-Zawieź-Rozbaw) bądź przy wysokim SMV gościa - kochanek lub gość brany pod uwagę jako kochanek. Nie wiem co czuję. Badam grunt jak zareagujesz. Plus dodatkowo sprawdzę, ile jesteś gotów dać z siebie bym znowu 'poczuła'. Zwykły balon próbny. Zrób coś. Wymyśl coś. Nudzę się. Tak bym gdzieś się wybrała. Tomek to zabrał Anie w zeszłym tygodniu do ... Spinaj się chłopcze, proponuj, zabiegaj, wychodź sam z siebie z kolejnymi coraz bardziej wyśrubowanymi propozycjami. Jak się spodoba to ok, jak się pannie nie spodoba - wina będzie twoja, bo to 'twoja' propozycja. Klasyczne do bólu u większości kobiet zrzucanie pełnej odpowiedzialności na mężczyznę, ona co najwyżej pochwali bądź skrytykuje (to częściej). Profity jej - ryzyko twoje. Super deal ! S.