Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dzieci' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Regulamin i Zasady
    • Regulamin Forum
    • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Polscy youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Znaleziono 20 wyników

  1. Witajcie Bracia, pragnę zapoczątkować temat w którym dzielilibyśmy się spostrzeżeniami na temat pozytywnego programowania naszych dzieci. Oczywistym jest jak ogromny wpływ na nasze życie ma nasze wczesne dzieciństwo, wielu rodzina okaleczyła na lata mimo najlepszych chęci. Dzisiejszy świat jest nastawiony na bardzo wczesne zaszczepienie w dziecku braku wiary w siebie i konsumpcyjnego podejścia do życia. Aby rozpocząć zamieszę luźny spis metod jakimi ja staram się pracować z moją córką która niedługo skończy 4 lata: - głośno i z wielkim zaangażowaniem chwalę ją nie tylko za sukcesy ale i za porażki, za podjęcie jakiegoś trudu - pozwalam jej na dużą dole samodzielności, kontroluję ją w tracie zabawy (np na placu zabaw) z dystansu - sam praktycznie nie oglądam przy niej telewizji i ona też ogląda ją ok 1-2 h w tygodniu - często podkreślam że jest mądra, zdolna, wartościowa, pracowita - popycham ją do próbowania nowych rzeczy, łamania swoich granic - nie boję się dotyku, dużo ją przytulam - pozwalam jej na odczuwanie złych emocji (pokazuję jej przykładowe drogi jak może rozładować złość) - kiedy jednak przekroczy dość jasno wyznaczone granice spotka ją kara Co sądzicie o tych metodach? Macie jakieś swoje pomysły? Zastanawiałem się nad jakimś delikatnym przekazem który mógł bym jej wypowiadać gdy usypia, podobno wtedy podświadomość łatwiej przyjmuje sugestie. Tylko jak to dobrze sformować żeby podświadomość dziecka zrozumiała to dobrze. Najbardziej zależy mi na zbudowaniu w niej poczucia własnej wartości i takiego uczucia że bardzo wiele może w życiu zrobić. To co mogę po czasie zauważyć to fakt że córka przyjmuje moje zasady, stawia się to oczywiste ale wobec mojej żony jej zachowania są zupełnie inne.
  2. Witam tytuł w wyszukiwarce "nie znaleziono" więc wklejam Wpływ kreskówek na psychikę dzieci , dokument Rosyjski
  3. https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/niemcy-pierwsza-adopcja-dziecka-przez-pare-gejow,780221.html Cześć Bracia. Co sądzicie o adopcji dzieci przez osoby homoseksualne? Zauważyłem też pewną różnicę zachowań ludzkich w tej kwestii. 1. Mówiąc o środowisku LGBT i adopcji ludzie zazwyczaj oburzają się tylko wtedy kiedy mówi się o gejach. Rzadko natomiast kiedy chodzi o lesbijki. 2. Czytając komentarze na Fb pod tym artykułem łatwo zobaczyć, że głównymi oburzonymi adopcją dziecka przez parę gejów są mężczyźni. Natomiast kobiety w większości gratulowały tej adopcji i cieszyły się z niej. Jak myślicie z czego to wynika?
  4. Czekam na hejt damskiej części świata.
  5. Trafiłem na forum, gdzie kobiety poszukują dawcy nasienia. Poważnie. Ogłoszenia typu: "Przeleć mnie w jedną noc i zrób mi dziecko a później spadaj i nie pojawiaj się więcej w moim życiu!" Nie wiem czy była już o tym mowa na naszym forum, wklejam żeby nie umknęło, zobaczcie sami: https://robimydzieci.com/
  6. Wiele na tym forum przeczytałem deklaracji niczym z „Misia”, o tym, że w życiu się nie ożenię! Ale wszystko ma swoje zady i walety! W każdej sytuacji można zachować kontrolę nad swoim życiem, o ile wie się co należy, jak i kiedy robić oraz gdy ma się taką możliwość. Do młodzieży, nie myślcie, że pozostając singlem rozwiązaliście już swój główny problem. Mnie też, nigdy specjalnie nie ciągnęło do małżeństwa, ani nawet dzieci, nie za bardzo chciałem brać je nawet na ręce. We wczesnej młodości po dość jednoznacznych doświadczeniach z kobietami, głównie w związkach, stwierdziłem, że jak już, to nie wcześniej jak między 30 a 40 rokiem życia pomyślę nad tą sprawą. Gdy żeniłem się z moją kobietą, miałem jakieś 35 lat i „chodziliśmy” ze sobą już od około 8 lat. Co mnie przekonało? Miałem kiedyś okazję być zaproszonym na obchody bodaj 50 rocznicy ślubu pewnej nobliwej pary. Okazało się, że para owa miała chyba 8 dzieci. Każde z tych, miało też od ok 5 do 7 dzieci (wnuki). Niektóre wnuki miały już po 2 do 3 dzieci, razem ze swoimi kobietami/ mężczyznami, rodzeństwem solenizantów (czyli tylko najbliższa rodzina) było ok 120 osób. Uderzające było to, że utrzymywali dość bliskie prawie codzienne stosunki (mieszkali w obrębie 100 km od siebie). Co mnie tak ruszyło? Ludzie normalni, zwykli, ale ich siłą była rodzina (jak w mafii), w ramach której można było znaleźć bezinteresowną pomoc prawie w każdej dziedzinie życia. Byli lekarze (kilku specjalności), prawnicy, ekonomiści, cyrkowcy, kucharki, nauczycielki, żołnierz, policjanci, robotnicy budowlani, rolnicy, polityk, przedsiębiorcy, artyści. Naprawdę było czuć od tych ludzi siłę i odpowiedzialność za siebie, wszyscy dobrze się znali, widywali się, w większym składzie, co najmniej kilka razy w roku. Każde z dzieci solenizantów w zasadzie przejęło taki model rodziny i tworzyło swój odpowiednik. Co do kobiet, duża ich grupa, córki ze swoimi córkami, przygotowywały jedzenie przez jakieś dwa dni inne sprzątały, dekorowały, organizowały całe przedsięwzięcie. Wiedziały czego się od nich oczekuje i nie wyglądało na to, aby im to przeszkadzało lub się do tego zmuszały. Może poza kilkoma wyjątkami (żony synów). I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy, solenizanci, ludzie pod 80-tkę, ich rodzeństwo starsze i młodsze, w zasadzie bez objawów demencji (wszyscy byli ze partnerami/partnerkami!), prawie nikt nie nosił okularów, choć już nie tak żwawo, ale tańcowali w miarę możliwości i ochoty, większość jarała skręty i piła wódkę (w granicach rozsądku). A i sama impra nie była jakaś sztywniacka, raczej jak w piosence Kayah – Prawy do lewego http://www.tekstowo.pl/piosenka,kayah_i_bregovic,prawy_do_lewego.html I tu pytanie do tych co już po zawarciu związku są. Co was skłoniło do założenia rodziny?
  7. Panowie, proste pytanie - wolelibyście mieć syna czy córkę? I dlaczego?
  8. Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych. Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/ ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda. Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. " No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia. ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe." Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem" ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. " Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie. Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie. Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi. ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki. Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. " Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze. ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie. ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. " Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko. Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
  9. Panowie, czy Waszym zdaniem, mężczyczna powinien być przy porodzie? W marcu na świat przychodzi mój syn, zastanawiam się czy być przy porodzie. Jaki wyglądają Wasze doświadczenia, plusy i minusy?
  10. Cześć i czołem Samice! Dostałam namiary na wasze forum od znajomego. Temat dzieci jest tematem trudnym a konflikty między byłymi partnerami o dzieciaki jeszcze trudniejszym... I właśnie o tym postanowiłam pisać swoją pracę magisterską. Jestem w związku z facetem, który ma 2 synów w wieku przedszkolnym i szkolnym. Czy znajdzie się tu jakaś samica w takiej samej sytuacji jak moja?
  11. Ostatnio w prasie (Gazeta Prawna) pojawiła się informacja dot. prac koncepcyjnych prowadzonych w Ministerstwie Sprawiedliwości nad tabelami alimentacyjnymi. Na wzór działających w Niemczech. Nie mają mieć one charakteru wiążącego ale stanowić wskazówkę dla Sędziów: „Obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości nie prowadzi się prac zmierzających do odstąpienia od ustalania zakresu obowiązku alimentacyjnego według wypadkowej potrzeb dziecka oraz możliwości majątkowych i zarobkowych rodziców, określonej w art. 135 ustawy z 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy” – czytamy w odpowiedzi na interpelację poselską udzieloną przez dr Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości. Przedstawiciel ministerstwa wskazuje jednak, że pojawiły się prace koncepcyjne właśnie nad tabelami. Szczegółów jednak nie podaje." Wg mnie pomimo nie obligatoryjnego stosowania tej tabeli (jeśli wejdą) to i tak można spodziewać się, że Sędziowie będą próbowali wstrzelić się w kwoty które byłyby w tabeli. Dlaczego? Oczywiście nie dlatego, że żal im ojca lub chcą szukać sprawiedliwej kwoty. Tylko dlatego że nie chcą odwołań, długich procesów, ponownego rozpatrywania spraw. Po ludzku...mają to w dupie, chcą mieć święty spokój, klepnąć sprawę i iść do domu. Tym bardziej, że jak twierdzi Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych liczba spraw o alimenty w Polsce stale rośnie. Faceci mają też większą świadomość swoich praw - odwoła się taki od wyroku i trzeba będzie się tłumaczyć przełożonej że z iluś tam spraw ma kilka odwołań. Tak, sędziowie też są rozliczni. Zarabiasz netto tyle, tabela mówi tyle to dostaniesz tyle - ewentualne odstępstwa gdy dziecko ma szczególne potrzeby (np stałe drogie leki). Ponadto np. w DE powyżej kwoty 5000 EUR zarobków alimenty ustalane są już indywidualnie. Wiadomo, że dopracowania wymagałby by kwestie np ukrywania dochodów, ale też nie może być tak że facet zarabiał 10000 zł, dostał ogromne alimenty i gdy traci taką pracę lub znajduje gorzej płatną alimenty mu zostają, bo przecież posiada osławione "możliwości zarobkowe".
  12. Obserwując to co się dzieje w współczesnym społeczeństwie, przy tym jak zmieniły się kobiety, są na pewno takie rzeczy, które dzisiaj matka synowi nie powinna przekazywać, wpajać do głowy. Dzięki Wam wiem już jak mam uważać aby eliminować jakiekolwiek cechy białorycerstwa u mojego Syna gdyby się pojawiły (jak na razie nie ma, asertywny jest pod tym względem, na szczęście, nie wiem jak będzie w przyszłości, nastolatek w tej chwili). Przy tym zidioceniu jakie występuje i indoktrynacji jaką się pakuje nastolatkom z każdej strony trudno jest wbijać zdrowy rozsądek do głowy. Już nastolatki są wykorzystywane jako grupa konsumencka, silnie się ich wykorzystuje pod tym względem, wpływ reklam na młodzież jest ogromny, wbija im się silnie konsumpcjonizm itd. Nie mówiąc o tym jak produkuje się lemingi i jak wbija się wzorce jak zachowywać się mają. Czego ja jako matka nie powinnam mówić Synowi, czego nie powinnam uczyć? Moim zdaniem na pewno nie da się wychowywać synów tak jak kiedyś. Czasy się zmieniły. Owszem z uczenia i wpajania odpowiedzialności nie rezygnujemy z Mężem. Przekazania jak najwięcej umiejętności radzenia sobie w codziennym życiu, kładziemy nacisk na wysoki poziom kultury osobistej, rozwój, uczenie się, dbania o siebie w szeroko pojmowanym zakresie, pracowitości, konsekwencji podejmowaniu decyzji itd. z tego nie zrezygnujemy. Staramy się żeby dzieci jak najszybciej osiągnęły umiejętności do samodzielnego życia. Ma wpajane poczucie własnej wartości (nie mylić z zarozumiałością). Mojemu synowi nie wbijam, że ma się w przyszłości ożenić, że ma mieć dzieci, że to ma być podstawa w Jego życiu (dla mnie singiel to nie jest nieszczęśliwy człowiek). Nie ma obranej, narzuconej drogi zawodowej. Z obserwacji w rodzinie mam ileś spostrzeżeń (proszę o wyrozumiałość, nie opiszę ich, bo moi kuzynowie sobie tego nie życzą, zbyt drażliwe dla nich, nie chcą tego). Jesteśmy bardzo konsekwentni z Mężem w ograniczaniu gier komputerowych, ilości spędzania czasu przed komputerem, ponieważ dzieciaki lawino uzależniają się. Jak porównuje współczesnych nastolatków ich samodzielność, umiejętności do pokolenia moich kuzynów, kolegów to jest przepaść. Dla mnie jako matki jest to bardzo ważne jak dziecku świadomie i podświadomie nie wbić jakiejś głupoty. Nie wbijam do głowy, że przez pryzmat kobiety u boku ma siebie oceniać i wartościować, i nie pozwalam na to w mojej rodzinie nikomu na przekazywanie takich wzorców. Jak myślicie, czego na pewno nie powinno się przekazywać synom. Co?
  13. Mili Panowie Powracam z tematem, w którym chyba gównoburzy nie będzie. Chyba Mianowicie ciekawi mnie jak Waszym zdaniem należy wychowywać dziewczynki. Oczywiście na temat tego jak to robić wiele zostało napisane, ale ciekawa jestem jakie macie spostrzeżenia w kontekście prawd życiowych płynących z tekstów Marka ;) Wiadomo, natura naturą, ale wzorce i postawy wyniesione z domu wpływ na człowieka mają i to całkiem spory. O ile o wychowanie chłopców nie muszę pytać, to ciekawi mnie jak widzicie wychowanie córki. Nie wiem czy są na forum jacyś ojcowie córek, ale na ich opiniach zależy mi najbardziej, gdyż w stosunku do swojego dziecka trudno nie mieć stosunku emocjonalnego, więc na jakimś polu się chyba zrozumiemy Wiadomo, wszystkie kobiety to czyjeś córki, domyślam się, że większość z Was najchętniej widziałby kobietę służącą mężczyźnie, jednak kiedy pomyślicie tak o własnej córce to... no właśnie, co? Pozwolę się podzielić swoimi spotrzeżeniami na ten temat. Zacznę od banału - moim zdaniem dziewczynka powinna wiedzieć, że uroda przemija. Tak jak sobie policzymy, to kobieta może być piękna w wieku powiedzmy 15-35 lat, czyli przez 20 lat, czyli dajmy na to 25% całej długości życia. Po 35 roku życia może już być tylko w najlepszym wypadku "ładna, jak na swój wiek" Należałoby więc "inwestować" w wykształcenie, wiedzę, zainteresowania, ale z drugiej strony - zbyt wykształcona to też niedobrze, im lepsze wykształcenie tym więcej "singielek" a i baby takie czasami są nie do zniesienia. Stosunek matki do ojca to moim zdaniem filar wychowania. Mam koleżankę która ma 9-letnią córkę. Jej mąż (ojciec małej) to prosty chłopak po podstawówce, pracownik fizyczny. Umysł niezbyt lotny, czasami nie ogarnia zadań domowych córki (o ile się nie mylę, 3 klasa podstawówki), koleżanka ma skończone studia, co prawda żadna rewelacja, ale jednak zasób słownictwa, wiedza itp. na innym poziomie niż on. Myślę, że domyślacie się jak męża szanuje małżonka. Niestety córka kopiuje zachowania matki i chłop jest poniżany w domu, na co nie zasłużył. Do pewnego momentu tylko słuchałam narzekań koleżanki na męża, nie chciałam drążyć tematu, bo trudno dyskutować jak mi np. mówiła, że jej małżonek nie ma w zwyczaju brać codziennie prysznica (przypominam: pracownik fizyczny), a jak wiadomo, kobieta wybaczy, że jesteś gruby, ale że śmierdzisz - już nie. Nie mniej od jakiegoś czasu zaczęłam stawać w obronie jej małżonka, mówiąc, że nie powinna tak wypowiadać się przy córce, bo to w końcu druga najbliższa córce osoba, a młoda w przyszłości to "kastrowanie" faceta będzie powielać itp. Także stosunek rodziców wobec siebie na pewno jest kluczowy, opisany przypadek jest skrajny, ale niestety - zdarza się i tak. Mój mąż na szczęście jest mądrzejszy ode mnie, więc akurat pod tym względem nie boję się, że pójdę w takie klimaty Jak mi coś jeszcze przyjdzie na myśl, to dopiszę, pierwszy post nie może być za długi, bo nikt nie przeczyta, nie odpowie i gdzie wtedy moja atencja??? :< Pozdrawiam
  14. Coś mnie czasem zżera. Kiedyś już o tym pisałem. Moja pierwsza żona to straszna kanalia była. Po prostu zła kobieta. Moja matka mi o tym mówiła z 15 lat temu, to nie wierzyłem, tylko się na nią obraziłem za to. Dziś już jak z matrixa wychodzę to wiele rzeczy sobie uświadamiam i dociera. Ogólnie to jakoś radzę sobie z negatywnymi emocjami, ale jak wygląda stan na teraz. Około 3 lata temu pierwsza Ex nastawiła dzieci (2 synów 26, 24 oraz córkę 21) przeciwko mnie. Unikają permanentnie kontaktu ze mną. Oczywiście przestałem po jakimś czasie się do nich odzywać, bo nie będę z siebie robił kompletnej szmaty. Około roku temu pozwały mnie o alimenty. Uwaga! Po 3.000 na twarz. Bo skoro ja jeżdżę Porsche 911 Turbo i na FB mam zdjęcia z New York City i pomieszkuję na Wyspach Kanaryjskich to one też chcą. Oczywiście. Mój błąd, bo mocno rozpieszczone były. Przez 10 lat po rozwodzie 3-4 razy w roku wakacje za granicą. A to narty w Austrii, Chorwacja, Kanary, Kenia, weekendy w Berlinie. Cokolwiek potrzebowały/chciały to ich matka zawsze im mówiła "idźcie do ojca". No i ostatecznie z ojca stałem się bankomatem. Jak 3 lata temu powiedziałem "stop" i powstał poważny konflikt z 1. ex o udziały w jakiejś starej spółce z o.o i nieruchomości no to PIZDA. Ogólnie i tak wyjebała mnie na jakieś 100.000 PLN ale chuj jej w dupę. W pismach procesowych do sądu (sprawa alimentacyjna toczyła się rok - w listopadzie doszło do ugody: najstarszy jednorazowo 6k; średni 500/mc; najmłodsza 1300/mc) robiły ze mnie takiego potwora, że sąd w którymś momencie zapytał się, czy to sprawa alimentacyjna czy sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich. Ostatecznie ich pisma procesowe stanowią załącznik do testamentu z wydziedziczeniem ich - testament jest dzięki temu niepodważalny. Martwi mnie jedno. W rodzinie mojej 1. ex jest już pewien precedens. Jest to ojciec mojej byłej teściowej (dziadek 1. ex). Panuje tam zmowa milczenia na jego temat. Na pytanie o jego osobę teściowa (jak również jej brat) robili takie miny, że zegary w domu się zatrzymywały i obraz w TV również. Nikt nic nie wie. Więc chyba również się postawił babci. Teść nie żyje - baba go wykończyła, jak 1. ex miała 20 lat. Więc wzorzec rodziny był. Wykończyć starego - dzieci mają się wychowywać bez ojca. Obecnie dzieciaki chodzą po mieście i mówią, że chuj jestem (znajomi donieśli). Trudno. Sobie (i matce) świadectwo wystawiają. Teściowa chodzi po mieście i mówi, że jest dumna z córki, że jej wnuki nastawiła przeciw ojcu, bo chuj jestem (znajomi donieśli). Czy te dzieciaki kiedykolwiek zrozumieją ten matrix, w który je matka wpakowała? Czy zrozumieją, jak same będą z matrixie ze swoimi żonami/mężami? Czy zrozumieją, że poprawne relacje z ojcem są potrzebne aby być (w miarę) szczęśliwym? Czy kiedykolwiek się do mnie odezwą? Ogólnie to jakoś staram się nie myśleć o tych dzieciakach, chociaż chyba nie ma dnia, abym nie myślał. Jednak czasem są takie dni, że przychodzi do mnie taka fala nienawiści do 1. ex, Ja bardzo chciałbym aby mi to przeszło permanentnie raz na zawsze, bo wiem, ze to mnie niszczy. Po chuj mi to. Jakimi afirmacjami mam sobie z tym poradzić, bo mnie to męczy i przeszkadza w pracy i normalnym funkcjonowaniu (z naciskiem na pracę). Jak taka fala przyjdzie, to nie mogę spać po nocach i wtedy Trittico na sen i rano niewyraźnie mówię. Już nawet z prywatnej galerii fotografii wywaliłem ich zdjęcia, bo co wchodziłem, to ciągle mi gdzieś wyskakiwali. Czy afirmacje pomogą? Czas? Pomóżcie, bo już mnie to poważnie wkurwia.
  15. Mam pytanie, głównie do braci z dziećmi i partnerką. Aczkolwiek celne uwagi od reszty również mile widziane. Mamy z żoną małe dziecko. Ona poszła na macierzyński i potem została w domu a ja nadal pracuje i utrzymuję nas wszystkich. Powiedziałem, że małym dzieckiem głównie opiekuje się matka, a jak podrośnie to stopniowo wkracza ojciec. Zgodziłem się, że będę dodatkowo opiekował się dzieckiem przez 1h w dni kiedy pracuje oraz nieco ponad 2h w dni kiedy mam wolne. Praca z dojazdami zajmuje mi około 9h dziennie. Ponieważ większość czasu muszę w niej myśleć i być skupiony to wracam z niej zjebany jak koń po westernie. Co jakiś czas mówiła mi, że 1h to za mało czasu, brakuje jej na gotowanie, sprzątanie i inne czynności. Odpowiadałem krótko, żeby lepiej zarządzała czasem. Kończyło się krótkim wkurwem i rzeczy wracały do normy. I tak to się kręciło przez kilka miesięcy. W tym tygodniu przechodzę zmasowany atak. Mówi mi, że chciałaby, abym wstawał w nocy. Ja odpowiadam, że jak będę wstawał w nocy, to w dzień będę zombi i za chuja nie skupie się na robocie. Stanowcze nie. Wtedy opcja numer dwa, wydłużyć mój czas do 2h. Na co ja odpowiadam, że potrzebuje odpocząć po pracy i że podzieliliśmy się obowiązkami - ona dom a ja utrzymanie go. Wtedy ona mówi, że ona pracuje 23h na dobę a ja tylko 9h. Kiedyś jej powiedziałem, że jej praca, mimo, że pracuje 23h, po wycenieniu wychodzi część pieniędzy, które przynoszę do domu. Wpadła w mały szał i powiedziała, że pieniądze są różne ale jej wkład jest większy. Powoli zaczynają mnie te gadki wkurwiać. Jeśli sprawa dojdzie do muru to nie wykluczam rozwodu i opieki naprzemiennej (wynajmę opiekunkę na mój czas). Ale na chwile obecną jest to rozwiązanie ostateczne i obserwuje rozwój wydarzeń. Oczywiście, gdzieś w tle pojawia się uczucie, że przeginam. Z drugiej strony wiem, że jak pójdę po jej myśli to: spadnie mi wydajność w pracy, prawie zero czasu dla siebie po pracy. I czuje w kościach, że pojawi się eskalacja żądań, również w innych obszarach. Jak to wygląda(ło) u Was?
  16. Dzisiaj poszło niemalże na noże. Emocje jeszcze nie zeszły ze mnie. Sytuacja wyglądała tak. Ona wróciła, ja siedzę w pokoju z dzieckiem (siedziałem na fotelu przy kompie). Syn(2,5 roku), do mnie podniesionym głosem: Tato zejdź (chciał oglądać bajki na kompie) Mówię mu: Teraz nie zejdę, poczekaj. Dzieciak zaczął płakać i wołać mamę, no i się zaczęło. Ona-ustąp mu. Ja-nie ma mowy Ona-jak ty traktujesz dziecko, przecież cię poprosił (powiedział proszę szarpiąc za krzesło i wrzeszcząc) Ja- to nie w tym rzecz, nie ustąpię i tyle Nie pamiętam dokładnie dalszego dialogu, ale rozwój sytuacji. Zaczęła krytykować to jak traktuję dziecko, że robię jej na złość kosztem syna, że to moja wina itp. itd. Waliłem mocne riposty, co jeszcze bardziej podkręcało atmosferę, wszystko to przy uwerturze krzyków i płaczu dziecka. Co chwila pytała czy puszczę go na komputer, odpowiadałem, że nie i koniec. No i zaczęła suka jedna, do dzieciaka gadać, że ojciec to kutas, tyran itp. itd. wyzwisk nie było końca. Też ją trochę zjechałem, ale z umiarem (byłem o wiele spokojniejszy od niej). "Najlepsze" było na koniec. Zaczęła drzeć się żebym wypierdalał, mówię jej nie, więc zaczęła mnie przepychać, złapałem ją za rękę, wyrwała się i na cały dom drze mordę(tak, że pewnie w promieniu 100 metrów było słychać): co, pobijesz mnie? Na policję zadzwonię, wtedy pożegnaj się z dzieckiem. No i tym też mnie nie złamała. W końcu trochę odpuściłem, bo młody był rozhisteryzowany strasznie i dogadał się ze mną żebym mu włączył(wcześniej chciał, żeby mama mnie pogoniła i z nią rozmawiał). Powód mojego postępowania był taki, że po pierwsze, on się przyzwyczaił, że za pomocą matki, można sprawić, że ustępuję mu kompa, a po drugie: nie dam dzieciakowi, ani babie rządzić. Skończyło się. Jest jedna rzecz, która mi siedzi. Czy warto przy dziecku brnąć w takie akcje, czy lepiej ustąpić(takie kłótnie to dla mnie patologia)? Nie jestem w stanie totalnie się opanować, jak suka wytacza na mnie ciężką artylerię(chociaż przy tym wszystkim, byłem dość spokojny). Myślę, że samo nieustępowanie, jest dobrym przykładem dla dziecka, bo krzywdy mu tym nie robię. Jestem wkurwiony całą sytuacją.
  17. Temat w ramach autoterapii Dziecko nie jest zabawką, ani Twoją własnością. Jest żywą istotą ludzką, która została powołana przez Ciebie na ten świat. Skoro to zrobiłeś w pełni odpowiadasz za nie. Nie ma być powodem szczęścia, nie masz też przelewać na niej swojej goryczy i żalu życia licząc na to, że łamiąc w nim radość i chęć poznania świata, a także poczucie bezpieczeństwa ono Ci się kiedyś odwdzięczy. Spłodziłeś je, ale od małego katowałeś i pastwiłeś się nad nim, bo sam nie umiałeś radzić sobie z codziennym życiem i światem, który po prostu Cię zniszczył. Głupio uwierzyłeś innym, że dzięki dzieciom Twoje życie się odmieni, że Twoje problemy znikną, że wychowasz sobie przyzwoitego młodego i dzielnego człowieka, który zdobędzie świat. Ale czekaj. Czy to nie jest Twoja wizja? Czy Ty czasem na siłę nie chcesz złamać woli tego małego człowieczka, który od maleńkości pragnął czegoś innego? Może chciał grać w piłkę nożną, a Ty tego nie akceptowałeś zaganiając go krzykiem i wyzwiskami do książek, bo Twoim, zaznaczam Twoim wyobrażeniem Twoje dziecko ma stać się kimś wielkim, ale nie rozwijając się tam gdzie ono chcesz, ale tam gdzie Ty je widzisz? Może Twoja córka ma piękny głos, jej marzeniem, pasją jest śpiew, a Ty jak szaleniec w amoku będziesz je wyzywał i poniżał, bo ona ma chęć życia i chce realizować swoje plany? A ty za wszelką cenę chcesz zabić w niej to wszystko. Zniszczyć jej marzenia i pragnienia. Nie pozostawić złudzeń, bo skoro sam nie umiałeś nic zrobić ze swoim życiem to czemu ona, by miała? Lepiej przeleję na nią swoją frustrację, będę wymagać od niej, by spełniała się tam gdzie Ty nie mogłeś narzucając jej swoje racje myśląc przy Tym, że jesteś dobrym ojcem albo dobrą matką? Niestety muszę pozbawić Cię złudzeń. Jesteś po prostu mordercą. Mordujesz i niszczysz duszę dziecka tworząc kolejną zranioną osobę, która będzie cierpieć. Zamiast radości dostarczysz jej tylko ogromnego poczucia zranienia. Jeśli decydujesz się na to, by powołać do istnienia kolejną osobę pamiętaj o tych rzeczach: - Jeśli jesteś biedny, ledwo wiążesz koniec z końcem. Po co Ci dzieci? Odpowiedź sobie sam na to. Jeśli nie jesteś w stanie utrzymać samego siebie to jak wyobrażasz sobie zapewnić odpowiednie warunki do wychowania i rozwoju młodego człowieka? Skąd weźmiesz pieniądze na to, by Twoje dziecko mogło się samorealizować? Nie ma większej głupoty od tej. - Zapewnienie wsparcia emocjonalnego. To podstawa, nie możesz pozwolić na to, żeby Twoje dziecko miało się czuć zagubione i zlęknione. Pomyśl sobie sam jak Ty byś się czuł gdyby ktoś Ciebie z rodziny zaczął atakować i wyśmiewać. Czułbyś się zagrożony. Nie miałbyś spokoju. Twoja samoocena byłaby równa zero. Jeśli masz tak krzywdzić dziecko to w ogóle go nie rób. - Jeśli widzisz, że Twoja kochana i niewinna druga połówka z którą spłodziłeś dziecko atakuje je niemiłosiernie, wytyka palcami jako mężczyzna powinieneś jak najszybciej doprowadzić ją do porządku, jeśli to nie pomoże starać się o rozwód i odciąć ją od malucha. Dziecko widząc, że nie pozostajesz bierny zapamięta ten wzorzec i będzie wiedziało, że każdą osobę, która nie będzie go szanować nie powinno się liczyć i od razu zrywać kontakt. Dziękuję za cierpliwość i dotrwanie do samego końca.
  18. Nie dokończyłam myśli o grzechach kobiet, a już dopadł mnie kolejny smutek. Postawiłam zmusić swoją głowę by pomyśleć o kobiecie inaczej niż mi to podsuwają pod nosek. I co? Przyszła zgroza na mego ducha. Nie mi oceniać, sama popełniłam wiele błędów- to tylko subiektywne spostrzeżenia, wolne wnioski. Dodam tylko, że nie powoduje mną gniew czy chęć osądzania innych. Staram się nie fałszować rzeczywistości dzieląc świat na winnych i ofiary. I tak mi się dziś rzuciło na głowę.. Serce dzisiejszej kobiety jest opustoszałe, nieprzygotowane by dawać. Dramat ten nie odgrywa się tylko na płaszczyźnie relacji damsko- męskich, sprawy zaszły dalej. Macierzyństwo, a raczej jego sens i odczuwanie. Bycie matką staje się jednym z wielu codziennych obowiązków. Obserwuje te zapracowane kobiety, biegnące za karierą, rozwojem, robieniem czegoś tylko i wyłącznie dla siebie. Ślepo i egoistycznie zapatrzone w teksty z kolorowych pism: "szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko". Interpretacja tych słów bywa różna. Dość często bardzo niedojrzała. I tu się zaczyna; fitness dwa razy w tygodniu, sauna, zumba, warsztaty lepienia garnków i ikebany, język angielski, w weekend studia podyplomowe- doba ma jedynie 24h, tydzień 7 dni, a dzieci rosną niesłychanie szybko. Nawet się nie obejrzymy, a słodki Jaś przyprowadzi do domu Małgosie , w celu oznajmienia, że się wyprowadza do rzeczonej panny. Będzie dość normalnie jeśli będzie to Małgosia, a nie na przykład Piotr. Gdyby tak się stało, nie widzę powodów do zdziwienia. Brak matki, która odgrywa zwykłe role społeczne: matki, żony, partnerki, powiernika może doprowadzić do niepełnego "światopoglądu" u młodego człowieka. I w sumie mogłabym mieć to wszystko gdzieś, martwić się o własną głowę i potomstwo. Z tym, że staram się myśleć trochę bardziej długofalowo i z moich kombinacji "myślowych" wynika, że przyszłe pokolenie będzie zubożałe szczególnie na poziomie emocjonalnym. Moje dzieci będą miały trudność zawiązania relacji z innym człowiekiem, ze stworzeniem rodziny, znalezieniem przyjaciela. Nie mam ciemnogrodu w głowie, chcę aby kobiety były wykształcone, wypoczęte i zrealizowane. To gwarantuje spokój wszystkich zainteresowanych. Zalecam jednak dozowanie "samorealizacji" z umiarem. Mam też podejrzenia, że tak pędząca kobieta zaczyna 'inaczej" kochać swoje dzieci. Myli prawdziwy zachwyt nad dzieckiem z wrzuceniem kolejnej fotki swojego "szczęścia" na fb, podarowaniem setnej kolorowanki w zamian za wspólne stworzenie kartki dla taty, babci, kogokolwiek. Taka kobieta ma bardzo mało czasu, wymyślone aktywności zabierają jej dzień i cześć nocy. Jest frustratką, chcę nadążyć i zrealizować plan dnia- i oczywiście dziecko ma się idealnie w ten plan wpasować. Gdy tak się nie dzieje jest coraz bardziej zirytowana, ucieka, zaczyna działać jak automat, a macierzyństwo traktować jako jeden z obowiązków. Są oczywiście przebłyski normalności, czasem nawet kobieta się ocknie i zaczyna być normalnie. Lebowska.
  19. Z potralu http://dzielnytata.pl/dzielnamama/cel.htm "Cel: Zwycięstwo nad frajerami. ( zobacz ile już Frajerów przekazało nam swoje domy, mieszkania. Pamiętaj aby budować dom na swojej działce. Frajer się nie zorientuje że po rozwodzie wszystko to co na Twojej działce zostanie przy Tobie. Będziesz miała alimenty na siebie gdy rozwód będzie z jego winy) Przechwycenie majątku frajera - jak będziemy miały ich majątki to my będziemy rządzić a nie oni Izolacja frajerów w więzieniach "samiec twój wróg" Izolacja alimenciarzy w więzieniach - jeśli nie płaci Ci okupu za dziecko wsadź go do więzienia Budowa więzień dla alimenciarzy Odbieranie prawa jazdy za nie alimentację - wiedz że gminy zabierają prawa jazdy frajerom - niech wiedzą kto tu rządzi" Do rozwagi / dyskusji
×