Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'pieniądze' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Regulamin i Zasady
    • Regulamin Forum
    • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'

Blogi

  • Blog Ruchacza
  • Critical Thinking
  • Pan Kabat Blog
  • Bacy
  • Paweł z N.
  • Silvia
  • Blogosfera Vincenta
  • 105 kg skurwysyna
  • Droga do męskości
  • „Sukces jest czymś, co przyciągasz poprzez to, kim się stajesz.”
  • RysiekBlog
  • PZK
  • Aroxblog
  • Zasady Drugiej Strony Lustra
  • Self Blog
  • friendship
  • redBlog
  • OpenYourMind
  • kootasBlog
  • Blog
  • The Samiec Post
  • TradeMe
  • Zapiski Eldritcha
  • Blog Chłopaka na Testosteronie
  • nowhereman80
  • ALPHA HUMAN
  • Myśli bieżące - filozoficznie ...
  • Samczym okiem
  • Za twórczością podążający, pragnący swego zaniku.
  • Ryśkowe szaleństwa.
  • Spira - żeby wygrać, trzeba przegrać
  • Scarcity of Knowledge
  • Throat full of glass
  • listy do dusz
  • Cytaty ważne i więcej ważne
  • TRANCE & STUFF
  • Moje przemyślenia
  • Blog Duńczyka
  • Podkręcili mi śrubkę!
  • Pułapki i kruczki
  • Jak działa rzeczywistość i kim jesteśmy - rozważania
  • Human Centric Lighting
  • Arasowy blog postrzegania subiektywnego
  • Otwórz Oczy
  • Bez litosci

Znaleziono 22 wyników

  1. TL;DR: 14 lat obserwacji zmiany stosunku kobiet do mężczyzny, który osiągnął pozycję zawodową i zaczął zarabiać niezłe pieniądze. Długo zastanawiałem się czy podzielić się z Wami tymi przemyśleniami bo tematów dotyczących tytułowego pytania jest sporo. Ten jest jednak ciut inny - miałem możliwość, niejako "na żywo", oglądania tego co działo się z Panem X przez 14 lat życia, a więc odkąd się znamy, a wraz z upływem czasu zmiany o 180 stopni stosunku kobiet do niego. Ale po kolei... Bohater Warunki bazowe X, co do wyglądu, były średnie. Zapewne mógł się podobać kilku kobietom ze swojego otoczenia ale były to Panie z konkretną nadwagą. Tak, takie zawsze na niego leciały, z czego on sam miał niezłą bekę. Po prostu przyciągał pasztety. Od zawsze. Powtórzę - idąc ulicą na X nie spoglądały łaskawszym okiem żadne kobiety, nie uśmiechały się do niego, nie zaczepiały. Ot - facet-widmo dla lasek. Typowy 5/10. Charakter - neurotyczny, skłonny do poddawania się przywództwu innych, bardzo często się porównujący. Raczej nie typ lidera, a domatora. Inteligencja i poczucie humoru - znacznie powyżej przeciętnej. Akt I - 17-20 - pierwsza krew X jest niewidzialny dla koleżanek. Dodajmy do tego białorycerstwo. Lata za pannami ale te mają go gremialnie w dooopie, oczywiście poza pasztetami. Kilkakrotnie mocno dojechany przez urocze istotki płci żeńskiej. Zdarzało mu się z tego powodu płakać. Generalnie - chłopak bez urody i bogatych rodziców, za to inteligentny i wrażliwy - czyli śmieć dla lasek w jego wieku. Akt II - 20-22 - 12 rund i knockdown 20 lat - X poznaje "miłość swojego życia" - starszą o 3 lata dziewczynę z problemami z dragami. 12 miesięcy ćpania i chlania za jego kasę, zerwanie w Sylwestra. X płacze, prosi, błaga - 0 odzewu. Widuje ją potem na mieście jak buja się z kolesiami przy forsie. Potem znika, ponoć ląduje w jukeju, gdzie kontynuuje "karierę". X przeżywa załamanie nerwowe, wywalają go ze studiów, nieudana próba samobójcza. 2 lata wyjęte z życiorysu. Akt III - 23-25 - zabawmy się X wychodzi z problemów i wpada w środowisko PUA (przy okazji wciągając i mnie). Zaczyna się bujać po klubach i bzykać co popadnie - ot przeramowanie i nienawiść do kobiet robi z niego niezłego skurwysynka, dobrego na cizie z wiejskich dyskotek, wielkomiejskie kurewki-studentki oraz znudzone mężatki. Uczy się tańczyć, bajera dopracowana na maksa, po prostu się bawi. Jednak, jak sam mówi, wie "że wyżej wała nie podskoczy", czyli nie ma dostępu do najpiękniejszych kobiet oraz tych, które mają forsę dzięki rodzinie / mężowi. To go frustruje. Akt IV - 26 - zrozum jak grać w tę grę X zaczyna rozumieć, że zarabiając 2 tysie raczej nie ma co liczyć na "miłość" kobiet innych, niż takie, których nikt, ze względu na wygląd, nie chce. Ot są z nim bo nie mają innego wyboru, a te lepsze ma tylko na ONSy, bo jest "zabawny i pewny siebie". Zaczyna mu świtać, że coś takiego jak inteligencja, wyuczona bajera itp. znaczą gówno jeśli nie jesteś przystojny bądź nie masz kasy. Akt V - 27 - 30 - "jaki Ty jesteś przystojny" Jak wielu rówieśników ląduje w korpo. Sprytem i bezwzględnością wspina się krok po kroku coraz wyżej. Staje się bardzo oschłym i nieprzyjemnym człowiekiem. Pieniądze zaczynają płynąć, ilośc ludzi których ma pod sobą (a właściwie, którymi pomiata, bo tak się teraz zaczyna zachowywać) rośnie bardzo szybko. Tak samo jak ilość naprawdę ładnych kobiet gotowych dać mu dupy. Ciekawe jest to, że chętne Panie są zawsze "pod nim" lub "na równi" nigdy "wyżej" w hierarchii. Posuwa swoje współpracownice w swoim gabinecie, w kiblach i pokojach konferencyjnych. Jeszcze ciekawsze jest to, że gdy wychodzi do klubów, kobiety, które dowiadują się gdzie pracuje i co robi (zazwyczaj od innych kobiet) z chęcią zajmują się opieprzaniem jego kabanosa mówiąc mu "jaki jest przystojny", choć 30 minut wcześniej nawet na niego nie spojrzały. Akt VI - 31< - album ze zdjęciami Kiedy spotykamy się na wódce X wyciąga album ze zdjęciami. Ma słabość do wywołanych fotek. Oglądamy i mamy bekę, bo układając je chronologicznie i łącząc to ze wzrostem jego zarobków, jak na dłoni widać, że uroda tych kobiet rośnie w zastraszającym tempie. Ostatnią stronę zajmują obrazki przedstawiające jego "życie rodzinne" - X plus 11 lat młodsza żona i wózek z dzieckiem. Pytam - "na co Ci to?" - "zawsze chciałem mieć dziecko?". Ale mówi to jakoś smutno. Pijemy dalej i w końcu wypala - "przecież i tak wiem, że te głupie k.rwy lecą na moją kasę nie na mnie". Picie "na smutno" plus panienki z agencji (ja basta, on się zabawił bo żona wyjechała). Akt VII - ... W X'sie mieszkają teraz dwie osoby - chciwy na pieniądze i bezwzględny ruchacz oraz neurotyczny i niepewny siebie chłopiec. Ja znam ich obydwu, cenię tego drugiego, pierwszego mam w dupie ale to dzięki niemu ma to, czego pragnął w stosunku do kobiet. Wewnątrz to bardzo nieszczęśliwy facet. Kiedy zapytałem go czy jest zadowolony ze swojego życia odparł - "nie gadajmy o tym" - i walnął porządny haust wódy, prosto z flaszki. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Powyższa historia nie dotyczy mnie, a mojego znajomego, kilka detali zmieniłem (z wiadomych względów), nie wypaczając sensu. Każdemu proponuję odpowiedzieć sobie na następujące pytanie - jakie alternatywy ma średniourodziwy samiec z niezamożnej rodziny jeśli chodzi o wybór partnerki? Czy warto kobietom podporządkować swoje życie?
  2. Witam braci, Temat ten założyłem jako pokłosie wątku o moim powrocie do kraju. O co chodzi? Ano chodzi o legalne prowadzenie działalności będąc u nas w kraju a rozliczanie się w innych krajach, które mają dużo przyjaźniejsze prawo podatkowe. W moim przypadku jest to UK, ale mam nadzieję, że inni też będą mogli się wypowiedzieć. Wiem, że @Grzenio prowadzi biznes poza PL, kolega @Drizzt też mógłby się wypowiedzieć. Jakie macie sposoby? kontakty? Na co uważać w przypadku skarbówki? Jak to jest z ubezpieczeniem? Czy skarbówka (tfu) nie przyjebie się do oszczędności z zagranicy jak to lubią ponoć robić? Każde informacje będą przydatne, na pewno więcej osób prowadzi/prowadziło nawet jednoosobową działalność. Przyda się potomnym albo innym przedsiębiorczym braciom, którzy chcą swojej przygody spróbować. Drugi wątek (mniej istotny). Jakich platform używacie przy transferze pieniędzy? Ktore z nich mają najmniejszą prowizję? Ja używam transferwise, ale przy mniejszych kwotach w ogóle się nie opłaca. Mam też cinkciarza, ale od ok roku nie korzystam bo mieli problemy z angielskim kontem i transfer był możliwy tylko przez jakieś chujowe konto walutowe w mbanku. Pozdro!
  3. Witam serdecznie! Jeśli nie ten dział to oczywiście proszę o przeniesienie. Po roku spędzonym na uczelni technicznej jestem wypluty, rozjechany jak flaki wołowe na gulasz. Jestem dość zawiedziony po tym co są w stanie zaoferować mi studia. Tonę niepotrzebnej wiedzy, której co prawda praktycznie nie będę wykorzystywać, duży stres, wyścig szczurów na każdym kroku. Jestem zmęczony, a także znudzony programem jakim muszę się kierować, by zdobyć upragniony papierek potwierdzający moje kwalifikacje. Większą frustrację wywołuje we mnie fakt, że pomimo, że nie ma żadnych problemów z zaliczaniem przedmiotów jest to, że brakuje mi praktycznie wolnego czasu dla samego siebie. Moje życie kręci się wokół uczelni, a moje sny krążą wokół rachunku różniczkowego i całek Ale założyłem temat nie po to, by pisać o swoich problemach i żalach. Temat powstał po to, byście drodzy bracia doradzili mi w jaki sposób mogę rozwinąć swoje talenty wewnętrzne,aby czerpać z nich profity. Opiszę tutaj je poniżej, jest to zbiór nie tylko moich własnych odczuć, ale także odczuć osób przebywających wokół mnie, więc myślę, że przytoczone tutaj fakty będą miarodajne. - Od zawsze można, by powiedzieć miałem bardzo rozwinięte myślenie abstrakcyjne. I nie myślę o tym tylko ja. Jest to też opinia innych osób, które były lub są pod wrażeniem tego jak dużą mam wyobraźnię. Kiedyś i teraz czytam bardzo dużo książek nie tylko pokroju samorozwoju, ale też historycznych, biografii, z zakresu fantastyki, sf, a także jestem obeznany z pisarzami z dawnego pokolenia. Od małego miałem masę pomysłów, czy to na ulepszanie świata, czy życia innym ludziom. - Posiadam w sobie ponad przeciętną wrażliwość oraz zdolność do logicznego myślenia. Nie dogadywałem się z rówieśnikami. Byłem od nich inny. Interesowały mnie zupełnie inne rzeczy niż przeciętnego małego dziecka czy też nastolatka. Dobrze rozmawia i spędza mi się czas z osobami, które są ode mnie starsze. Zawsze interesowały mnie te "poważne rzeczy", śniłem marzenia o zmianie świata, albo o chęci pomocy. Kiedyś dużo pomagałem innym i szczerze mówiąc czułem się naprawdę dobrze, móc komuś pomóc. Nie chciałem za to żadnej zapłaty. Satysfakcjonował mnie po prostu uśmiech na twarzy drugiego człowieka. Zawsze pomagałem ludziom, którzy byli albo odrzuceni, albo też mieli ciężkie problemy z których umiałem znaleźć rozwiązanie. -Nie mam żadnych problemów z nauką, co prawda był okres w moim życiu kiedy naprawdę się opuściłem, ale wynikało to głównie z tego, że wzorce, które dostałem w pakiecie po prostu się nie sprawdziły. Zaczęło coś zgrzytać. Przedmioty ścisłe czy humanistyczne nie stanowiły i nie stanowią dla mnie problemu, pod warunkiem, że mnie interesują. -Pisałem jakieś tam bazgrołki. Niby co prawda nic, ale każdy był pod wrażeniem tego co wychodziło spod mojej ręki. W sumie to tyle, jeśli coś wam da bardziej jasny obraz to śmiało pytajcie, z chęcią wam odpowiem Za wszystkie porady jestem z góry bardzo wdzięczny.
  4. Cześć. Mam 22 lata, mieszkam we Wrocławiu, wynajmuję pokój. Uczyłem się pilnie, ale nie w szkole. Całe życie pracuję w sprzedaży. Potrafię tworzyć systemy marketingowo-sprzedażowe (sklepy internetowe, grafikę, organizuję reklamę). Biznesowych książek mam sporą kolekcję, przeczytałem z 50. W skrócie - mam teorię. Nie miałem nigdy swojej firmy, nie wiem jak to jest w praktyce. Moi rodzice prowadzą od kilkunastu lat firmę produkującą meble, mają pracę, ale brakuje tam dobrze zorganizowanych systemów i marketingu. Nisko cenią swoje usługi chodź są jednymi z lepszych w branży. (wspominam o tym bo sprawa tego dotyczy) Ostatnio wymyśliłem i sprawdziłem kilka pomysłów - przekalkulowałem wszystko i wyszło mi, że opłaca się robić dla mnie 2 rzeczy. 1. Mogę zacząć tworzyć kontent w internecie (kursy, blogi, wideo, podcastu). Myślę, że mógłbym pomóc ludziom, którzy chętnie mi za to zapłacą. Wiem i już. Biznes bym rozwijał po godzinach w międzyczasie jebał bym na etacie na niezbyt wymagającym stanowisku, po to by zapewnić sobie przepływ pieniężny. 2. Mogę wejść do rodzinnego biznesu, gdzie teren jest już rozeznany, firma i magazyn stoi, a pracownicy pracują. Działał bym tam w kontekście marketingu i sprzedaży, oraz obsługi klienta. Żeby być cenny w firmie zaplanowałem to tak, że zajmę się tym na co mam największy wpływ i da największe rezultaty tzn. sprzedaż. A kiedy zdobędę, dzięki sprzedaży wpływ na firmę to będę mógł wprowadzić zmiany, które ułożą biznes i zapewnią większy zwrot z biznesu dla mnie i rodziców. Do tej pory wszystko wygląda super tylko. Mam problem z ojcem. Nigdy nie traktował, poważnie moich pomysłów. Niszczył poczucie mojej własnej wartości. Wiem, że może to brzmieć jak lament, ale często wyśmiewa moje propozycje. Nie ukrywam takie zachowanie podcina mi skrzydła. Wiem, że muszę ojcu udowodnić, że jestem warty tego, by być traktowany poważnie w ich firmie, ale boję się, że to może skończyć się jak walka z wiatrakami. Zawsze moje działania będą uzależnione od tego co on o tym myśli, a na to nie mam wpływu. A nie chcę, by moja przyszłość zależała od kogoś innego. Mając te 2 możliwości. 1. Jestem zależny tylko od siebie i tego co robię. Nie mam nikogo kto podcinał by mi skrzydła co jest oczywiście plusem. Jednak zwrot z tej opcji pojawi się dopiero po dłuższym czasie (1-2 lata). Nie mam tu pewności czy to będzie dobry biznes, co wiąże się z ryzykiem. 2. Mam dobry, sprawdzony interes rodzinny. Gotową infrastrukturę i now how w branży. Ale mam też człowieka, który nademną stoi i może w prosty sposób zniszczyć efekty mojej pracy. Robiąc z rodzina biznes narażam swoje z nimi relacje. Czy ktoś z Was też miał taki dylemat? Jak kończy się współpraca z rodziną? Może jakieś przykłady? Czy warto ryzykować i tracić czas? Może lepiej zająć się swoimi sprawami i szukać swojej drogi? Jak przeobrazić się w oczach ojca z dziecka na mężczyzną, z którego zdaniem trzeba się liczyć?
  5. Witajcie Zwracam się do Was o radę oraz o wnioski/relacje z ewentualnych doświadczeń. Sprawa wygląda następująco: Mój partner zaproponował, że może się "dorzucić " to mojego pierwszego w życiu projektu/inwestycji. Chcę zainwestować pieniądze - kupić małe mieszkanie do remontu w dobrej cenie/wyremontować i szybko sprzedać. Jestem na etapie poszukiwania okazji. Nie mam 100% wkładu na tą inwestycję więc miałam w planach zaprosić kogoś do projektu (znam sporo takich osób więc nie ma kłopotu). Do projektu brakuje mi ok. 50-40% wkładu. (Chciałabym temat wykonać w tym roku, a nie trzymać pieniędzy na lokacie - co mnie osobiście boli ...a nie wchodzę w nic czego nie rozumiem.) Nie proponowałam nigdy mojemu partnerowi tego, ponieważ: - on nigdy nie kupował nieruchomości (poza garażem w zeszłym roku- chciał spróbować...) - miał negatywne doświadczenia (jakieś 3lata temu) z byłym wspólnikiem(kuzynem) i stracił prawie całą kasę/do dziś nie odzywa się z kuzynem. - nie wpadłam na to ...My oddzielamy sprawy zawodowe i prywatne, nic nas nie łączy pod kontem finansowym. Fakt, że mi to zaproponował ...bardzo miłe ...ponieważ świadczy o tym że mi ufa po kilku latach (a bywało różnie). Zakładając, że wejdziemy wspólnie w projekt, należy ustalić zasady korzystne dla dwóch stron. Pytanie, czy robić jakieś "fory" ? Czy potraktować temat czysto jako interes tzn: - on daje ok. 50% wkładu - ja daje ok. 50% wkładu + wiedza + czas- wyszukuję okazję, podejmuję decyzje/negocjuje + organizuje formalności + zajmuje się remontem+ wystawiam i szukam kupca ( mój partner będzie za granicą wiec technicznie nic nie pomoże) Biorę na siebie całą odpowiedzialność za projekt. Projekt jest dosyć prosty dla mnie, ponieważ pracuję w tym zawodowo, ale też mam możliwość uzyskania pomocy/rady od osób które już na tym zjadły zęby - ufam ich doświadczeniu i wiedzy. - najważniejsza kwestia - podział X dochodu. Uważam że podział 70/30% byłby uczciwy - Czy spisać jakąś umowę?/ jak tak to jaką? Jak uważacie ? Czy może lepiej dać sobie spokój... Z góry dziękuję za merytoryczne rady/opinie/ocenę
  6. Anabolizm społeczny Na początek teoria: źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Anabolizm W naszym ciele w każdej sekundzie dochodzi do ogromnej ilości procesów biochemicznych (w jednym słowie to można nazwać metabolizmem). Cały proces utrzymywania nas w ryzach jest regulowany przez ogromną ilość receptorów, które na podstawie sprzężenia zwrotnego regulują to i owo. Cukier za wysoko? Trzustka wywala insulinę. Tkanka tłuszczowa na przyzwoitym poziomie? Produkcja leptyna (przynajmniej teoretycznie). Samiec widzi samicę i stara się o jej względy? Feromony odpalone. Sporo by tego można przedstawić, ale nie jestem endokrynologiem, żeby pisać o tym referat. Chcę tylko pokazać, że to na co składamy się my, jako kupa mięsa wraz z układem nerwowym i mózgiem na czele jest skomplikowane i w każdym momencie zachodzą w nas ogromne zmiany. Gdzieś czytałem, że w ciągu iluś tam lat jesteśmy praktycznie wymieniani na nowo, jeśli chodzi o wszystkie komórki - ile w tym prawdy? Jako zwierzęta stadne, mieszkające w stadach i pracujące w stadach, jesteśmy skazani na obcowanie z innymi, w efekcie wymianę - spojrzeń, myśli, słów, gestów, dotyków, produktów czy pieniędzy. Te rzeczy zachodzą, czy chcesz tego czy nie. Idziesz ulicą, mijasz mimowolnie ludzi i nigdy nie jesteście sobie całkowicie obojętni. Zawsze sobie coś pomyślisz, zawsze jakoś ocenisz, albo będziesz chciał uniknąć czegoś np. wzroku albo wręcz przeciwnie, ktoś Ci się spodoba i będziesz chciał zwrócić jego uwagę na siebie - atrakcyjna płeć przeciwna, stary znajomy, dziecko z otwartym plecakiem. Wymiana jest cały czas - czy tego chcesz czy nie. Nawet siedząc teraz przed komputerem, zapewne ktoś może podświadomie myśleć o Tobie - mama, tata, brat, siostra, dziewczyna, facet, pracodawca, współpracownik, pracownik itp. Nikt nie jest anonimowy, bo każdy zostawia ślad. Czasem jest problem jak ktoś ma nerwicę i myśli, że każdy o nim myśli świadomie, no tak nie jest. Chyba, że ciągniesz za sobą żelazko po chodniku. A więc jeśli wymiana zawsze zachodzi to powiem Ci coś o duszach towarzystwa - to tylko ludzie, którzy wiedzą że taka wymiana zachodzi i kontrolują nią w odpowiednią stronę, aby uzyskać to czego chcą. Większość ma naturalny dar do tego, ale według mnie to przypadkowego wyuczone schematy. Bo jak ktoś dochodzi do czegoś przypadkiem to nie różni się dla mnie od małpy, której spadł orzech kokosa na ziemię, powtórzyła to kilka razy i tak wielce umie rozbijać kokosy zrzucając je z wysokości. To co mnie interesuje to możliwość multiplikowania tego, powielania jak kameleon, aby uzyskać rdzeń i móc go wykorzystać. Nie musisz sportowcem, żeby być w świetnej formie, wystarczy, że będziesz go udawać pół roku, a potem wrócisz do swojej osobowości bogatszy o nowe narzędzie - umiejętność rzeźbienia swojego ciała. Rozumiesz, o co mi chodzi? Ludzie sukcesu, to ludzie którzy wykorzystują kwestię anabolizmu dla siebie, pod swoje wpływy i korzyści. Niektórych nie można zdobyć i są nadane przez naturę - ale jeśli czegoś nie można kontrolować to mówimy "jeb*ć to" i idziemy dalej. Na anabolizm społeczny nakładają się takie zachowania: -W pełni wykształcone cechy fizyczne danej płci -Uśmiech i pozytywne nastawienie do życia -Dobrze dobrana garderoba -Posiadanie przynajmniej większej ilości pieniędzy -Bezwzględna pewność siebie -Bycie zadbanym i czystym -Posiadanie miłej osobowości -Pielęgnowanie swojego indywidualizmu -Wysoka inteligencja emocjonalna Omówienie każdej z wartości: 1. W pełni wykształcone cechy fizyczne danej płci Każdy z nas jest samcem czy też samicą - nie kupuje tej bajki o milionie płci. Posiadanie dobrze wykształconych cech przynależnych do danej płci postrzega nas jako atrakcyjnych. Wiem, że ten zestaw można co najwyżej poreperować u większości, ale często i tak pole do popisu jest wystarczające. U mężczyzny jest to: -Symetryczna twarz i symetryczne ciało -Czysta, zdrowa skóra -Wysoki wzrosty -Niska różnica między talią i biodrami oraz duża różnica między talią, a barkami -Zdrowe zęby -Duży podbródek -Płaski brzuch -Jędrne pośladki -Wyraziste oczy U kobiet: -Zgrabne pośladki -Symetryczna twarz i symetryczne ciało -Czysta, zdrowa skóra -Długie nogi -Zaokrąglone biodra -Młodość -Przeciętna twarz -Gęste włosy -Pełne usta -Mały nos i duże oczy -Wydatne piersi -Wzrost poniżej średniej źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Atrakcyjność_fizyczna Również poziom tkanki tłuszczowej ma wpływ na atrakcyjność fizyczność źródło: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/fitness/atrakcyjnosc-fizyczna-a-poziom-tkanki-tluszczowej/xn80w Jak widać, na niektóre czynniki mamy wpływ, na niektóre nie. Zajmiemy się rzeczami, na które mamy wpływ (na te, na które nie mamy mówimy "jeb*ć to!"): a) Czysta, zdrowa skóra. Wyeliminowanie z diety rzeczy, które są zapalne - gluten, nabiał, żywność przetworzona, dodatki konserwantów itp. Dodatkowo jeśli ktoś ma pieniądze, warto zrobić test na alergie pokarmowe. Dobrze zbilansowana dieta jest tutaj również ważna, oparta na racjonalnych przesłankach, dobrana pod potrzeby i wady właściciela. Jelita tutaj to klucz do sukcesu i warto zadbać o prawidłowe ich funkcjonowanie. Również od siebie mogę polecić profilaktyczne dawki - witaminy B5 x 1g + L-Karnityny x 0,5g. Biorę od miesiąca i efekty są zadowalające. Bazowałem na bazie tego produktu, ale paczki dostarczyłem w bardziej ekonomicznych cenach i większych ilościach: http://www.muscle-zone.pl/mocne-wlosy-paznokcie/clear-skin-100-kaps b ) Symetryczna twarz i symetryczne ciało. Nie jest to wsparte żadnymi badaniami, więc nie musisz tego traktować jako prawdę. Ale po stosowaniu przez 3 lata zdrowej diety, z eliminacją rzeczy które wypisałem wyżej udało mi się uzyskać bardziej symetryczną twarz w moim mniemaniu, patrząc na to jak wyglądałem kiedyś. Ale po pierwsze byłem w ostatnim etapie dojrzewania jako 20latek, dwa - jest to moja subiektywna opinia. Co do symetrycznego ciała - często się zdarza, że stoi za tym słaby gorset mięśni core oraz po prostu spięcie mięśni po jednej stronie i rozluźnienie po drugiej stronie. Przy pracy z fizjoterapeutą można to ładnie skorygować. c) Duży podbródek Wiesz co zauważyłem ostatni czasy? Cała ta moda na noszenie brody jest również korzysta dla mężczyzn z tego względu, że zwyczajnie nie widać im podwójnego podbródka. Dlatego tyle jest obrazków, gdzie mężczyzna gdy się ogoli to wygląda na mniej atrakcyjnego. U znaczącej większości facetów wystarczy dobrze zredukować tkankę tłuszczową, dać ćwiczenia 2-4x w tygodniu i ładnie zarysowany podbródek się robi sam po pewnym okresie czasu. Sam mam mocno podkreślony podbródek od pewnego czasu gdy wracam do formy i zależność atrakcyjności jest dla mnie widoczna - na to jak reagują kobiety na mnie oraz faceci, widząc mnie jako konkurenta. d) Zdrowe zęby Co mam Ci mówić, zasady są proste jak świat - rzuć papierosy, szczotkuj zęby elektryczną szczoteczką, a jak masz braki w uzębieniu to jest napraw. Nie ma nic gorszego niż facet bez zęba. e) Zaokrąglone biodra oraz zgrabne pośladki W pewnej kwestii jest to genetyka, ale pole do popisu jest tutaj znaczące. Niestety trzeba tutaj włożyć wysiłek w ćwiczenia fizyczne obejmujące mięśnie core, pośladek i ud. Dobry trener, cierpliwość i ciężka praca + odpowiednia dieta. f) Wydatne piersi Najczęstsze przyczyny problemu z niewydatnym biustem to: problem z tarczycą - myślę że każda kobieta powinna sobie zrobić kompleksowe badanie tego, bo macie o wiele wrażliwszy układ hormonalny od mężczyzn oraz drugim najczęstszym powodem jest zbyt niska podaż tłuszczy w diecie. Reklamowanie produktów FIT bez tłuszczu pozbawia was bazy do produkcji w prawidłowy sposób hormonów. Tłuszcze są do tego niezbędne! Ostatnią sprawą jest to, że kobiety wierzą w takie zabobony, że dzięki bieganiu (ogólnie cardio) wymodelują swoje ciało w taki sposób jaki widzą na okładach sphotoshopowanych modelek. Trening siłowy u kobiet robi mega robotę. Jako mężczyzna gorąco zachęcam do tego, bo w społeczeństwie zawsze brakuje ładnych, zgrabnych kobiet ! :> h) Niska różnica między talią i biodrami oraz duża różnica między talią, a barkami Jak widzisz współczynnik jeden i drugi odnosi się do talii - wystarczy ja zmniejszyć po przez schudnięcie i nasze proporcje fajnie się poprawią. Jeśli jesteśmy chudzi - wystarczy odpowiednio zwiększyć masę mięśniową prostowników, najszerszych grzbietu, kapturów oraz barków i tricepsów. i) Gęste włosy Tutaj sam poprawiłem swoje włoski, bo zawsze miałem cienkie i myślałem już w gimnazjum, że łysieję. Oczywiście zmiana musi nastąpić od środka, kremy w większości są mało skuteczne. Ale biznes jest ogromny, a to znaczy, że jest zapotrzebowanie na tego typu rzeczy. Co ja bym polecił na polepszenie? Cynk, MSM oraz odpowiedni podaż tłuszczy w diecie. Nic więcej, nic mniej. 2. Uśmiech i pozytywne nastawienie do życia Widzisz, jest takie przysłowie "z kim przystajesz, takim się stajesz". A co jeśli Ci powiem, że duża ilość osób jest tego świadoma? Jak myślisz, kogo wolą wybrać, kogoś uśmiechniętego, żywego, pełnego energii czy życiowego frustrata? Każdy woli spędzać czas dobrze niż źle (no chyba, że sami są frustratami to rozumieją się nawzajem). Większość w moim mniemaniu jest raczej neutralno-negatywna i są w stanie poświęcić się dla kogoś kto daje im powody do uśmiechu, dobrze spędzonego czasu. Dla kogoś kto jest albo podobny do nich - na zasadzie plus i plus, bądź na zasadzie dodatniego połączenia dla nich plus i minus. Postaw się na pozycji swojego otoczenia - kredyt do spłacenia, ledwo wiążesz koniec z końcem, wolisz przyjść do pracy do osoby z którą świetnie pogadasz 15min czy 15 min gościa, który będzie narzekać na swoje życie? Będąc pozytywnym stajesz automatycznie odbiornikiem na nowe okazje, nowe zaproszenia, nowe relacje. Ludzie będą do Ciebie lgnąć dlatego, że będą świetnie spędzać z Tobą. Dlaczego muzyka, słodycze, kinematografia, alkohol i narkotyki mają tak duże zapotrzebowanie obecnie? Bo człowiek zrobi wszystko, żeby uciec od szajsu, które go otacza. Jego miernego życia. Stając się pozytywną osobą, stajesz się magnesem w otoczeniu. Osoba pozytywna trzyma się pewnych ram zasad: -Nie narzeka na nic -Jeśli coś jej się nie uda, to nie wstydzi się tego, wie, że to część życia -Nigdy nie odwraca kota ogonem kiedy spotyka problem, stawia mu czoło takim jakim jest, nie zrzuca winy na innych -Nie ma miejsca na nudę, jego życie to pasmo działań - zaplanowanych lub nie -Jego najbliższe otoczenie to również pozytywni ludzie -Ma plany na przyszłość i je realizuje - jest to ogromne źródło pozytywnej energii w jego życiu, nawet jeśli się nie udaje -Nie rozmawia tylko po to, żeby rozmawiać, jeśli nie ma nic do powiedzenia to nic nie mówi, ale ze względu na ciekawe życie zawsze jest coś do powiedzenia Podsumowując ten punkt - bądź plusem w swoim otoczeniu, nawet jeśli jest to otoczenie samych minusów. 3. Dobrze dobrana garderoba Nie ma nic lepszego niż atrakcyjna osoba fizycznie, która jest pozytywna i w dodatku dobrze ubrana. Niestety, dresy można nosić idąc na trening. Jak Cię widzą tak Cię piszą i oczywiście możesz się ubierać jak chcesz gdy jesteś mega miliarderem - Jobs czy Zuckerberg. Ale w ich przypadku też myślę, że ich styl ubierania to kwestia PR'u i chęci nawiązania tego, że jest się normalnym człowiekiem, tak jak każdy z ich klientów - noszą bluzy, jeansy i adidasy. Jeśli natomiast chcesz sięgać wyżej, a taki jest cel wytworzenia anabolizmu społecznego w sobie to trzeba wiedzieć jak się ubierać. Inwestowanie comiesięczne w garderobę nie różni się niczym innym od tego, że kupujesz książkę. Jedno i drugie wpływa na Twoje relacje w otoczeniu. Im lepiej się ubierasz, tym więcej ludzi chce Cię poznać. Dobrze dopasowane koszule do Twojej sylwetki, spodnie, dobre buty, może krawat czy marynarka, koszulka polo, wygodne lniane spodnie na lato - są warte swojej ceny. Jeśli nie masz super dużo hajsu - inwestuj określoną kwotę co miesiąc na nowe ubrania, kolekcjonuj i powoli wprowadzaj w życie. Nawet jeśli będziesz wyglądać lepiej od szefa/szefowej. To będąc pozytywnym, a nie zawistnym będziesz mimowolnie zmieniać ich zdanie o sobie. A im lepsze ich podświadome zdanie o Tobie tym więcej załatwisz, dostaniesz więcej zaproszeń, więcej ofert pracy, dokonasz większej ilości transakcji. Odpowiedz mi sam na pytanie - jak widzisz kogoś atrakcyjnego dla Ciebie to chcesz zwrócić jego uwagę na siebie, co nie? Nawet jeśli nie masz na to odwagi czy możliwości. To samo będą robić ludzie w Twoim otoczeniu. W zasadzie dobierania garderoby powinna królować jedna zasada - klasa, nie trend czy kunszt, nie moda. Kupuj dobre jakościowo rzeczy, nawet jeśli są droższe, idź z kimś na zakupy kto dobrze ubiera jeśli nie masz oka do tego. Z czasem przyjdzie samo. Również musisz mierzyć w praktykę swojego ubioru - lepiej ubrać koszulę polo w miejsce gdzie możesz się ubrudzić czy też nie zakładaj garnituru bawełnianego jeśli jest gorąco. Możesz kupić sobie nawet książkę, żeby zapoznać się z tematyką. http://www.empik.com/gentleman-moda-ponadczasowa-roetzel-bernhard,prod22460331,ksiazka-p?gclid=CPD3hs6MptMCFQqLsgod59QGog&gclsrc=aw.ds Nie namawiam Cię do wydania 3/4 swoich oszczędności w tym momencie, ale do kupowania każdego miesiąca za określoną sumę nowej garderoby. W moim przypadku jest to 15-20% moich zarobków. Ale patrząc w jakim tempie zapełniam swoją szafę dobrymi rzeczami, niedługo najdzie czas nasycenia i zapewne moje wydatki na to zmaleją, ale nigdy nie znikną. Garderoba to ważna część życia jednostki społecznej, kobiety o tym wiedzą bardzo dobrze. A pisząc do kobiet, bo tu nie jestem super znawcą. Nie idźcie za trendami modowymi, adidasy na obcasie, jeansy z dziurami, ubieranie się jak dziw*a itp. Trzymajcie klasę i pamiętajcie, najatrakcyjniejsze jesteście na obcasie 5-6cm według badań. 4. Posiadanie przynajmniej większej ilości pieniędzy Zarabianie pieniędzy to tak ważna kwestia w życiu, że nie ma o czym dyskutować. Tym bardziej u mężczyzny. Wyzwolenie kobiet jest już duże, ale i tak natury nie oszukasz. Kobiety nie chcą się zbytnio wiązać z kimś kto ma niższe wykształcenie, jest mniej inteligentny, a bron Boże mniej zarabia! Wcześniej wyglądało to tak, że kobiety wykonywały lżejsze prace - biurowe, oświata, gastronomia - a mężczyzna szedł do pracy w cięższych warunkach - fabryka, służby państwowe, kopalnie czy szedł po prostu pracować na polu, dzięki czemu zarabiał więcej od kobiety. Cięższa praca = lepiej płatna. Dziś już jest przesunięcie w inną stronę i jest więcej kobiet zarabiających lepiej od mężczyzn, są na stanowiskach nadal zazwyczaj "miękkich" - jak HR, zarządzanie czy marketing i finanse, to dzisiaj te działy nie zarabiają źle. Jedyne co może uwolnić mężczyznę to wykorzystanie jego naturalnych cech, które dostał od natury i nakierowanie ich na zysk. A są to - racjonalność i stałość myślenia (nie mamy okresu co miesiąc, który rozwala nam życie emocjonalne i samopoczucie), łatwiejsze ponoszenie ryzyka, lepsza wyobraźnię przestrzenną. Czyli ma dwa wyjścia w moim mniemaniu - albo stać się specjalistą albo założyć własny biznes. Jak to zrobić, każdy z nas musi znaleźć sam - ale jedno jest pewne, edukacja, ale stawiałbym na formę nieformalną jednak. Kobiety natomiast mają większą ilość współczucia w sobie, lepszą pamięć i w sposób łatwiejszy odgadują typ charakteru drugiej osoby - tutaj z pewnością przyda się to podczas zdobywania klientów czy też sprzedaży. Dlaczego ilość pieniędzy jest tak ważna? Bo bycie z kimś biednym nie napawa do igraszek, po prostu. Taka jest natura, że podziwiamy bogatych, bo pieniądz daje nam to co podświadomie uważamy za podstawę życia - możliwość wolność. Choć niektórzy tutaj mogą podać przykłady, ludzi bogatych pracujących po 12-14 godzin, którzy wpadli w pracoholizm. To jednak warto pamiętać, że praca to system niewolniczy w którym sprzedajesz czas ze swojego życia. Czy będziesz to robić za takie pieniądze jakie chcesz i w sposób jaki chcesz - to już zależy od Ciebie i w tym dopatrywałbym się wolności. Bo nie ma wolności tam gdzie się zarabia dwa tysiące i boi się iść na L4 bo się straci 1/3 pensji, którą jest premia uznaniowa przez kierownictwo czy też boi się stracić pracę bo ma się masę kredytów i brak oszczędności. Gdzie jest strach, tam nie ma wolności. Pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa, czy tego chcemy czy nie. 5. Bezwzględna pewność siebie Pewność siebie to postawa życiowa określona jednym mottem według mnie "Tak, mogę". To nie jest stan, który jest statyczny. Pewność siebie to stan występujący tylko podczas działania. Gdy stoisz z kawą w kuchni to nie jest pewny siebie, ale gdy podejdziesz do kobiety która Ci się podoba i zagadasz to już jesteś pewny siebie. Rozumiesz różnicę? Widzę wielu facetów udających "fajnych", ale tam niżej nie ma nic z pewnością siebie. Bo wszystko to co chcemy, odpowiednia postawa życiowa to efekt uboczny pewności siebie, z tego bierze się spokój, opanowanie oraz doświadczenie życiowe. Pewność siebie to również to co określają mierni życiowo jako wybujałe ego. Ale silne, prawidłowo uwarunkowane ego to podstawa zdrowego i szczęśliwego życia. Silne ego to słowa zaklęte w sercu: "skoro inni mogli, to ja również". Bo skoro inni mogli to dlaczego Ty nie możesz? Pewność siebie to według mnie również stawianie na fakty w życiu, a nie opinie i domniemania. Jeśli stawiasz na fakty to JESTEŚ PEWIEN tego, bo to jest fakt, czyż nie? Opinia może i często jest zmanipulowana, ale fakt nie. Fakt to fakt, nie dyskutuje się z nim. Dzięki takiej postawie również osiągniesz coś w rodzaju dźwigni Twojej efektywności. Zobacz na takie biznesy jak np. komputer - kiedyś myślano, że kilka komputerów wystarczy na całą Ziemię. Przyszedł gość i spytał się "czy aby na pewno?", dziś dzięki temu, że ktoś zakwestionował tą myśl, tą opinię mamy komputer w prawie każdym domu w Europie. Rozumiesz o czym pisze? On był pewny siebie, bo podważał schematy, opinie i stawiał na fakty oraz badania. Bezwzględność to tutaj ważne słowo - bo wielu traci pewność kiedy coś idzie nie tak. A co to za pewność siebie, kiedy jej nie masz podczas dołów życiowych, kiedy coś nie idzie po Twojej myśli? To wtedy właśnie przechodzisz test. To jak go zdasz wyrobi w Tobie większy kredyt zaufania do samego siebie. A kredyt zaufania to właśnie pewność siebie. "Pewność" - znajomość, wiedza; "Siebie" - mnie samego, ja. Czy nie można zawrzeć tego również w słowach właśnie "kredyt zaufania"? Że ufa się sobie samemu, że czasem nie wie się co będzie jutro, że jest źle - ale się ufa sobie. Pomimo nieprzyjaznych sytuacji zewnętrznych, pomimo niepowodzeń, pomimo wszystkiego - bezwzględnie. 6. Bycie zadbanym i czystym Niestety, o dziwo nadal wielu ludzi nie dba o swoje zapachy. Już nie mówię o używaniu perfum, ale o tym, żeby nie śmierdzieć po prostu. Nie wiem jak fajny, bogaty i atrakcyjny będziesz - śmierdzisz i będziesz tak głównie zapamiętany. Często to dotyczy ludzi otyłych, którzy zwyczajnie mocno się pocą, szczególnie latem. Zakres umycia pewnych sfer też jest trudniejszy, to dosyć intymny problem dla takich osób. Ale to jeszcze rozumiem, natomiast abstrakcją dla mnie jest to, że ludzie o normalnej budowie, o dobrych zarobkach nie dbają o higienę osobistą. Tłuste włosy, przepocone ubrania, odór. Podstawa tutaj to dobre mydło i gąbka. Również jeśli chodzi o odór to dieta ma bardzo duże znaczenie, szczególnie żywność przetworzona. Następnie wybrałbym dobry dezodorant (antybakteryjny) oraz wypranie wszystkich rzeczy w dobrym proszku, w czystej pralce. Niby podstawy, ale jednak u wielu jest to nadal problem. Czystość to podstawa. Kolejnym problemem jest odór z buzi - przychodzi do mnie koleżanka z pracy i przed chwilą jadła tuńczyka z puszki, pochyla się nad mną tłumacząc mi problem. Ja jej nie słucham, to co chcę to żeby poszła sobie jak najszybciej od mnie. Nie chcę tego czuć. Jeśli brak uzębienia jest dużym problemem, to odór z buzi jest mega problemem. Zadbaj o to, żeby nie jeść rzeczy które dają taki, a nie inny zapach - czosnek, ser, ryba. Albo jak lubisz to jedz to mając pewność, że nikogo nie urazisz tym, szczególnie partnera. Ale są też przypadki, które mają taki "naturalny wydech". Cóż, w takim przypadku zadbałbym o picie octu jabłkowego rano, porządne mycie zębów oraz zmianę diety na zdrowszą, ew. suplementacja Betainą HCL. Papierosy również wielu zniechęcają, ale jest na to przyzwolenie społeczne, ale i tak jest sporo przypadków, którzy nienawidzą tego zapachu. 7. Posiadanie miłej osobowości Miła osobowość to taka, która nas ujmuje. To jest już uzupełnienie do bycia pozytywnym, ale miła osobowość to wisienka na torcie w nastawieniu do innych. Widzisz, gdy wysłuchujesz uważnie i z ciekawością drugiej osoby, mimowolnie budujesz więź oraz kredyt zaufania u tej osoby. A mając wystarczający kredyt u drugiej osoby, będąc pewnym siebie, dobrze ubranym trudno będzie Ci odmówić jeśli o coś poprosisz. I o to w tym chodzi, bo widzisz, sam możesz osiągnąć sporo, ale znacznie szybciej, łatwiej i więcej osiągniesz współpracując z innymi, jeśli będziesz potrafił budować swoją sieć kontaktów w otoczeniu, nawet gdy Ci się powinie noga, będziesz mógł liczyć na przysługi. A nawet jeśli Ci się nie powinie to warto mieć możliwości w zapasie, nieprawdaż? Oferta pracy u szwagra znajomej za lepszą pensję? Twój ojciec zajmuje się również tym co ja? Nie chciałabyś nas umówić na obiad? Dzięki wytworzeniu miłej osobowości zyskujemy przewagę, bo mało jest osób, które Ci odmówią. Mogę również Cię zapewnić, że to działa - wiesz czemu? Bo ile rocznie masz okazji do bycia wysłuchanym, ale tak faktycznie? Nie chcę, żebyś przechodził też w skrajność i był psychologiem każdego. Wysłuchaj, nie oceniaj ale bądź ciekawy drugiej osoby, nic więcej, nic mniej. 8. Pielęgnowanie swojego indywidualizmu Nie wiem jak Ty, ale ja mam dosyć osób, których głównym celem życiowym jest praca na etacie, wracanie do domu przed TV i komputer, spanie. Dodaj tam jakieś trendy shity - jak oglądanie głupich obrazków, filmików, seriali. Różnią się tylko fizycznością, czasem są ładniejsi, czasem brzydsi. Ale w środku jest to samo, szare nic. Brak pasji, brak chęci do życia, brak życia z intencją, brak determinacji, brak sukcesów, brak wszystkiego co wartościowe. Są tylko problemy, dołki życiowe, niezaradność. Wiesz skąd to się bierze? Z życia bez intencji. Ci ludzie nie mają misji, której nadali swoje życie. Żyją bo żyją i chcą żyć jak najprzyjemniej, jak najdłużej, bez cierpienia, bólu i śmierci. Człowiek świadomy wie, że życie też ma swoje ciemniejsze strony i je akceptuje. Wie, że może być ból, cierpienie, łzy, śmierć - akceptuje to i się nie boi. Dzisiejsi ludzi wolą po prostu przeżyć życie, jakoś. Najlepiej ograniczając straty na każdym kroku i nigdy nie ryzykując. Badania pokazują, że w dalszej perspektywie firmy, które właśnie w taki sposób postępowały upadały bądź gorzej się rozwijały od tych, które planowany ekspansywne działania długoterminowe. A każdy z nas przed sobą samym jest jednoosobową firmą i jeśli się nie rozwijasz to się cofasz, bo świat stale się rozwija i musisz nie dość, że się rozwijać to musisz to robić szybciej niż świat, aby osiągać więcej niż inni. Jeśli chcesz tego dokonać to musisz się skupić na sobie. Musisz stworzyć siebie takim jakim chcesz, poprzez powtarzalne nawyki - takie jak ćwiczenia fizyczne, czytanie książek, uczęszczanie na kursy, czytanie badań, śledzenie ludzi, którzy są wyżej niż Ty. W życiu, nie ma nic takiego jak "odkryć coś co się kocha", to tylko uwarunkowanie psychosomatyczne, gdzie ego jest zadowolone, bo uciekłeś przed tym czego nie lubisz, w to co lubisz. Ale raz - rzadko się to zdarza, dwa - prawie zawsze średni z tego pieniądz, trzy - to niszczy Twoje hobby. Nie raz słyszałem, że powinienem zostać trenerem personalnym - ale wiesz co? Pewnie znienawidziłbym tego, gdybym miał 8 godzin dziennie, 5 razy w tygodniu siedzieć nad kimś i patrzeć czy dobrze ćwiczy. Jasne, lubię pomagać, ale ile można? Poza tym, trenerzy personalni nie zarabiają milionów, nawet jeśli są najlepsi. Gdy zaczniesz skupiać się na sobie, po kilku miesiącach staniesz się, jak to raz usłyszałem "mind-sexy". Indywidualność przyciąga, bo jest ciekawa. Jesteś ciekawy dla innych, gdy mówisz mądrzej, gdy robisz mądrzej, gdy masz do zaoferowania lepsze rozwiązania np. dla firmy. Im ciekawszy jesteś, tym znowu - więcej ofert świat może Ci dać oraz sam możesz sięgnąć po więcej. Maluj, pisz wiersze, ćwicz, biegaj, idź na kurs tańca, czytaj książki - bądź barwny. I zapamiętaj, że jeśli nie masz pomysłu i wykonania na siebie - to będziesz wykonywać pomysł kogoś innego. 9. Wysoka inteligencja emocjonalna Wysoka inteligencja emocjonalna to świadomość, że człowiek ma emocje w sobie i uwalnia je na podstawie pewnych bodźców oraz te emocje wpływają na jego działanie. To rozumienie, że coś takiego jest - taki mechanizm i co najważniejsze, można go kontrolować i zmieniać. Ile znasz przypadków osób grubych które nie ćwiczą bo "nie lubią" - to "nie lubią" jest tylko efektem ich emocji, tego jak są zaprogramowani, niestety nieświadomie. Z programowanie przychodzi nam NLP i tutaj odsyłam do literatury fachowej http://www.empik.com/nlp-w-21-dni-heather-beryl-alder-harry,prod720302,ksiazka-p Również świadomość tego, że Ty to nie Twoje emocje. Bo w sumie one nie są one "Twoje", po prostu są. Niestety i bardzo ubolewam nad tym - duża część społeczeństwa nie ma tej wiedzy nadal. Przez co nasz gatunek jest płochliwy, obraża się bez problemu i ma urazy oraz żale trzymające przez całe życie. Po co to komu? Skoro można się od tego uwolnić, mieć klarowniejszy, spokojniejszy umysł, a dzięki temu być bardziej efektywnym. Tutaj polecam tę książkę http://virgobooks.pl/alfabetyczny-katalog-ksiazek/88-zapowiedz-tytul-oryginalny-letting-go-the-pathway-of-surrender-david-r-hawkins.html Na początek więcej nie potrzebujesz. Na koniec. W życiu możesz być maksymalnie anaboliczny, czyli będący dla środowiska punktem wzrostu albo katabolicznym, będącym punktem spadku dla środowiska. Możesz to zmienić, masz tutaj wszelką wiedzę, którą potrzebujesz na początek. Co z tym zrobisz, czy odważysz się zmienić swoją osobowość, która tylko jest nawykiem - to już zależy od Ciebie. Nie będę Cię motywował. To Twoja decyzja co zrobisz, ale Twój czas kończy się tutaj - tik tak. - GluX
  7. Witam braciszkowie! Za nami mija piękny wiosenny kwiecień,a ja jako świeżo upieczony maturzysta stanę przed wyborem kierunku studiów. Chodzi mi po głowie podjęcie się studiów zaocznych z pójściem do pracy. Wiem, że będzie ciężko, ale da mi to pełną niezależność od rodziny. Z drugiej jednak strony mam możliwości podjęcia się studiów stacjonarnych, ale będąc przez to na wikcie rodziny. I tutaj rodzi się mój dylemat z którym chciałbym się do was zwrócić. Nad rodzinną kasą czuwają samice, czyli mamy totalny rozpierdol i panoszenie się w domu. Jazdy psychiczne to rytuałowy początek dnia. A więc mam duże wątpliwości, czy dobrym posunięciem byłoby dalsze utrzymanie się na koszt rodziny. Wiem do czego są one zdolne, a ich gierki i manipulacje sięgają zenitu. Rozum podpowiada, ze jeśli zdecyduję się na wariant drugi, one będą mieć mnie na talerzu i będę mnie totalnie i na maksa wykorzystywać. Jednak pewna osoba, która mi pomaga aktualnie twierdzi jednak na odwrót, że relacje się polepszą, ja jednak jestem zdania, że ludzie się nie zmieniają tak szybko, bo wymaga to dużego nakładu pracy, a tym bardziej jeśli chodzi o kobietę. A wy jak myślicie panowie? Co byłoby najlepszym posunięciem?
  8. Witam wszystkich samców. Dziś postaram się napisać wątek traktujący o jednym z najważniejszych aspektów naszego życia czyli pracy. W końcu musimy skądś mieć pieniądze na klocki LEGO, konsole, wakacje czy swoje cztery kółka. Dlaczego jedni z nas znajdują pracę szybko a drudzy wysyłają po pięćdziesiąt CV i nie mają żadnej odpowiedzi. Dlaczego jedni idą na rozmowy i wychodzą z nich zadowoleni a nie dostają żadnego telefonu a drudzy mimo iż dali się zagiąć, dostają pracę nawet na następny dzień. Tematów o pisaniu i redagowaniu CV jest w necie mnóstwo, więc tu się nie będę rozpisywał. Podejdę do tematu szukania i samych rozmów bo miałem ich kilkanaście w życiu i większość zakończyła się sukcesem. Ostatnio bym nawet powiedział każda. Na wstępie zaserwuję wam najprawdziwszą z prawd, którą ludzie uwielbiają olewać gdyż wolą uspokoić swoje sumienie podczas szukania pracy i z kolejnym otworzonym browarem wieczorem powiedzieć sobie: "no kurwa wysłałem dziesięć CV dzisiaj i nikt nie odpisał. Cóż więcej mogę zrobić" i wracają do siedzenia na necie i przeglądania demotywatorów jak to w Polsce jest chujowo z pracą. Jesteście gotowi? Większość CV, które wy wysyłacie, ludzie którzy odbierają mają głęboko w dupie i co najwyżej jakieś CV ładnej dupencji ląduje na biurku wydrukowane (zasłyszane od znajomego z HR w korpo). W UK naprzykład tak nie ma i wręcz niemile widziane jest zdjęcie w CV. Z jednej strony to dobrze, bo zapobiega właśnie takiej selekcji z drugiej niedobrze, bo czasami przez aparycje już można zainteresować kogoś w HR. Im szybciej zrozumiecie, że wysyłanie CV to jak trzepanie konia tym lepiej. W Polsce jest jednak jedna rzecz, która daje gigantyczną przewagę w szukaniu pracy w stosunku do np. UK. Pomijając wielkie korpo z jakimiś popierdolonymi etapami rekrutacji, żeby zarabiać 2tyś na rękę, do większości firm możemy udać się osobiście! W UK w zdecydowanej większości przypadków odbijemy się od recepcji już po pierwszym pytaniu: czy był pan umówiony?. Wiem, bo chodziłem po budowach i biurach kiedy szukałem pracy i zawsze odchodziłem z kwitkiem. W Polsce jest duże prawdopodobieństwo, że możemy bezpośrednio się dostać do szefa, managera, HR. Jak większość kiedyś wysyłałem CV (nawet po kilkadziesiąt), ale po którejś ciszy z kolei wkurwiłem się i pomyślałem sobie: wysłanie CV jest jak ulotka z pizzeri, którą wypierdalam do kosza. Jeśli ktoś na ulicy wręcza mi ulotkę, to z zaciekawienia spojrzę. Proste! Zaplanowałem mój wyjazd do Krakowa, przemyślałem gdzie chcę pracować, ubrałem ładną marynareczkę i wyruszyłem. Znalazłem robotę w jeden dzień! Jak? Pozwólcie, że wypunktuję: 1. Pierdolimy wysyłanie CV. Wysyłanie CV jest dla ciot, które potrzebują samousprawiedliwienia, że przecież oni szukają i wysyłają. 2. Do firm chodzimy/jeździmy osobiście! Dlaczego daje nam to gigantyczną przewagę? dostajemy duży plus za fatygę, to, że pokazujemy się osobiście dowodzi, że zależy nam na pracy, pokazuje, że nie boimy się konfrontacji już teraz zaraz, choćby nie wiem jak zajebiste CV były na biurku, fizyczne pojawienie się, pewny uścisk dłoni, aparycja i uśmiech ma pierwszeństwo, sami jesteśmy w stanie wyczaić czy firma nam się podoba, pouśmiechać się do załogi, przedstawić się i jeśli nawet zostaniemy umówieni na rozmowę na inny termin, mniej więcej wiemy z jakim człowiekiem mamy do czynienia, nawet jeżeli firma w danym momencie nie rekrutuje, to często jest tak, że mogą nas dopasować do jakiegoś stanowiska bo np. się spodobamy. Wysyłając CV nie ma takiej opcji. 3. Planujemy naszą podróż. Obczajamy firmy, które nas interesują, jakąś logiczną kolejność gdzie jedziemy i co najważniejsze - o każdej firmie coś notujemy. Staramy się dowiedzieć czym się ona zajmuje. 4. Drukujemy wiele kopii naszego CV i wkładamy w koszulki. 5. Uderzamy bezpośrednio do biur. Jeżeli nie uda nam się zobaczyć z osobą decyzyjną czy jakąś inną ważną, prosimy cipunie-sekretarunie o zostawienie na jej/jego biurku naszego CV 6. Z uśmiechem Bonda dziękujemy za czas i wychodzimy. Wrażenie, które zostawiamy może zdziałać więcej niż myślicie! 7. Jeżeli zastaliśmy kogoś to przechodzimy do drugiego akapitu, czyli... Sama rozmowa. Wczoraj w metrze jechałem do pracy i siedziała koło mnie fajna mulateczka, łladnie ubrana. Czytała coś w notesie. Rzuciłem okiem odruchowo co to a tam: "dlaczego mamy zatrudnić właśnie ciebie?". I odpowiedź drobnym maczkiem: bo szybko się uczę, jestem ambitna blebleble. "Dlaczego akurat nasza firma?" - "Bo daje mi szansę rozwoju osobistego, wiążę z nią ścieżkę kariery itp gówno. Pomyślałęm: dziewczyno uczysz się na pamięć co masz powiedzieć więc już przegrałaś. To raz. Dwa, takie frazesy to rekruterzy słyszą w 3/5 rozmów kwalifikacyjnych do porzygu. Należy się wyzbyć takiego myślenia. Dlaczego pójście osobiście jest lepsze niż wysyłanie CV? Bo zazwyczaj przejdziemy od razu do rozmowy i nasz mózg nie wpadnie na pomysł, żeby się uczyć takich gównianych odpowiedzi, które i tak z nerwów zapomnimy. Jeżeli już trafimy na kogoś w biurze i przechodzimy do dyskusji to kluczowe zasady wg mnie: 1. Rozmawiacie z człowiekiem. Wyluzujcie, starajcie się rozładować żeby bardziej otworzyć umysł. Czasami szczera odpowiedź jest najlepsza. Po co pan przyszedł do mojej firmy? "Pana firma zajmuje się tym, w czym jestem dobry. A ponieważ lubimy robić te same rzeczy, chciałbym tutaj pracować". Proste. 2. Nie kłamcie na rozmowie. Można polec bardzo łatwo, wręcz od strzała. Znam gości, którzy przeszli na interview bo się ponoć znali na czymś a wylecieli z firmy na zbity łeb tydzień później. Szkoda czasu, szkoda sobie psuć referencji. Kłamstwo można wyczuć bardzo łatwo i sprawdzić bardzo łatwo. Dygresja. Do miejsca gdzie teraz pracuję wysłała mnie agencja. Poszedłem na rozmowę, byłem bardzo pewny siebie. Zaczeliśmy rozmowę, pogadaliśmy o moim CV, powypytywał mnie co robiłem, skąd przerwy itp. Po czym gość wyciągnął stos rysunków i mówi: "no tym się będziesz tutaj zajmował jeśli cię weźmiemy". I zaczyna mnie pytac czy umiem czytac rysunki zbrojarskie, czy mialem z czyms takim do czynienia, czy potrafie pisac plan prac itp. Jaja mi się schowały do podbrzusza, ale... No właśnie ALE. Na każde pytanie odpowiadałęm szczerze - "nie potrafię, ale miałem do czynienia z rysunkami konstrukcyjnymi. Skoro ktoś to umie, znaczy że da się nauczyć:)". Gadaliśmy chyba godzinę, dużo rzeczy po prostu nie robiłem nigdy w życiu co też powiedziałem, ale JUŻ na rozmowie pytałem o to, czego nie umiałem. Dzięki temu rekruter widzi, że ktoś jest zainteresowany. Robotę dostałem i odpowiedź w ten sam wieczór. Zauważyłem, że na rozmowach szczerość zawsze popłaca. O ile jeśli mamy jakieś przerwy w CV to dogadajmy się z byłym pracodawcą i możemy okresy sobie wydlużyć, żeby pozamykać luki, ale o umiejętnościach nigdy nie kłamcie! 3. Sami czasami przejmujcie inicjatywe. Czasami lepiej jest po prostu zacząć opowiadać co się robiło, niż czekać aż ktoś jak żółw się będzie pytał o każdą pierdołę. 4. Pewność siebie. To jest najważniejsza rzecz. Żaden łeb pochylony, jakiś śledź na przywitanie. Ogolić ryj, jakaś marynareczka (warto zawsze zainwestować w ciuch), przyjść z pojęciem czym się firma zajmuje i co chcecie tutaj robić. Zachęcam do dyskusji, dawajcie swoje rady, swoje spostrzeżenia. Jeśli o czymś napisałem co jest głupie, piszcie. Choć może tekst nie jest wielce odkrywczy, ale zawarłęm w nim to, co zawsze u mnie działało a troche rozmów miałem i sukcesów też. Było sporo niezręcznych rozmów, była też kupa śmiechu, były totalne niewypały i były instant sukcesy. Dyskutujmy!:)
  9. Rzucam hasło "Wynagrodzenie". Nie wiem, może podobny temat był już przerabiany. Jeżeli tak, to wskażcie tyko gdzie. Pracuję jako klasowy urzędas i dorabiam na zlecenie. Męcze się jak nie wiem, ale muszę mieć staż pracy żeby podejść do egazminu zawodowego. Choć dżentelmeni o pieniądzach nic, a nic nie mówią, to zaznaczam że nie pytam o wysokość osiąganego wynagrodzenia, bo wiadomo że jest różne (branża, wykształcenie, zdolności, etc.). Moje przemyślenia kierują się w kierunku pytania: jakie wynagrodzenie wg Was jest tym minimalnym, które zapewnia niezależność i normalne życie? Uważam, że moje zarobki, w kontekście doświadczeni zawodowego, rodzaju wykonywanych obowiązków, faktu dodatkowych godzin, jest żenująco małe i są momenty, że się mega nakręcam (negatywnie). Oczywiście nakładają się tu jeszcze inne rzeczy, ale o tym może napiszę w innym miejscu. Po opamiętaniu się (np. po lekturze forum albo bloga Marka;) kilka tygodni zajmuje mi dojście do psychicznej równowagi. Z tym, że w głowie (może podświadomości) ciągle mam to przeświadczenie, że muszę się pilnować, nie czytać głupot z onetu, ani żadnych fachowców nt. rynku pracy, itd. Myślę, że mam relatywnie dobre życie, ale ciągle trudno mi o ten mityczny wewnętrzny spokój ducha. Szukam, analizuję i pytam Was? Bo może ja mam jakieś nierealne wyobrażenia. Pozdrawiam. ps. oczywiście historie zawodowe (o ile będą pouczające) też są mile widziane.
  10. Witam Braci, Sprawa błaha ale coś pokazała. Samiczka czekała na pieniądze i mówi kupisz mi fajki i coś tam jak będziesz wracał, Ja oczywiście wyszło około 20 zeta. I teraz najlepsze samiczka dostaje pieniądze i przychodzi do mnie i daje mi 2 dyszki, ja biorę i chowam do portfela, w wyniku wielka awantura, foch, milczenie że wziąłem od niej pieniądze że nie powinienem, że jest moją kobietą. Ja spokojnie że pożyczała to oddaję. Reasumując wielkość kwoty to śmiech na sali, ale liczy się fakt(wcześniej bym tak nie zrobił).
  11. Ostatnio w prasie (Gazeta Prawna) pojawiła się informacja dot. prac koncepcyjnych prowadzonych w Ministerstwie Sprawiedliwości nad tabelami alimentacyjnymi. Na wzór działających w Niemczech. Nie mają mieć one charakteru wiążącego ale stanowić wskazówkę dla Sędziów: „Obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości nie prowadzi się prac zmierzających do odstąpienia od ustalania zakresu obowiązku alimentacyjnego według wypadkowej potrzeb dziecka oraz możliwości majątkowych i zarobkowych rodziców, określonej w art. 135 ustawy z 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy” – czytamy w odpowiedzi na interpelację poselską udzieloną przez dr Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości. Przedstawiciel ministerstwa wskazuje jednak, że pojawiły się prace koncepcyjne właśnie nad tabelami. Szczegółów jednak nie podaje." Wg mnie pomimo nie obligatoryjnego stosowania tej tabeli (jeśli wejdą) to i tak można spodziewać się, że Sędziowie będą próbowali wstrzelić się w kwoty które byłyby w tabeli. Dlaczego? Oczywiście nie dlatego, że żal im ojca lub chcą szukać sprawiedliwej kwoty. Tylko dlatego że nie chcą odwołań, długich procesów, ponownego rozpatrywania spraw. Po ludzku...mają to w dupie, chcą mieć święty spokój, klepnąć sprawę i iść do domu. Tym bardziej, że jak twierdzi Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych liczba spraw o alimenty w Polsce stale rośnie. Faceci mają też większą świadomość swoich praw - odwoła się taki od wyroku i trzeba będzie się tłumaczyć przełożonej że z iluś tam spraw ma kilka odwołań. Tak, sędziowie też są rozliczni. Zarabiasz netto tyle, tabela mówi tyle to dostaniesz tyle - ewentualne odstępstwa gdy dziecko ma szczególne potrzeby (np stałe drogie leki). Ponadto np. w DE powyżej kwoty 5000 EUR zarobków alimenty ustalane są już indywidualnie. Wiadomo, że dopracowania wymagałby by kwestie np ukrywania dochodów, ale też nie może być tak że facet zarabiał 10000 zł, dostał ogromne alimenty i gdy traci taką pracę lub znajduje gorzej płatną alimenty mu zostają, bo przecież posiada osławione "możliwości zarobkowe".
  12. Proszę was o wzięcie udziału w dyskusji na temat mojego dołączenia do patronite.pl - żeby nie było że mówię tylko o sobie, wy też skorzystacie. Jeśli będą pieniądze, ruszymy z czasopismem realnym, o czym w innym wątku rozmawiamy, a wy będziecie tam pisać - konieczne są także filmy, to musi być zrobione gdyż najwięcej ludzi przyciąga się filmami, ludzie nie lubią czytać i myśleć :> Może zarobicie, może staniecie się znani, a może się dobrze zabawicie i spełnicie marzenia. Pieniądze mogą to wszystko umożliwić. Teraz tak. Jak chcę zainteresować ludzi? Chcę im napisać, że nasza wiedza wprowadzona w świat dzięki ich pieniądzom: 1. Ocali młodych i starszych przed nieszczęściem, złymi wyborami w życiu, alkoholizmem, bankructwem itd. 2. Przypierdoli w nos ludzkim drapieżnikom i pasożytom wszelkiej maści, a chyba każda zna osobę, która żywiła się ludzkim nieszczęściem. Oni biorą 5% z tego co dostajesz, sporo. Ale nawet jak nic nie dostanę, to będzie w jakiś sposób reklama dla forum, więc zysk będzie tak czy siak. Co o tym wszystkim sądzicie?
  13. Ostatnio często spotykam się z tak zwaną "motywacją", która jest robiona generalnie przez osoby, które są łase na pieniądze, bądź są zwykłymi cwaniakami. O ile Karmowskiego nie neguję, bo stara się ruszyć tyłek ludzi ku siłowni, to jednak reszta motywacji wydaje się być wątpliwa. Niedawno była afera, jakoby wysportowani ludzie z fitnessu opowiadali jak to jest im ciężko odnosić sukcesy i motywowali innych jadąc samemu na soku. Ludzie, którzy ćwiczą naturalnie trudno jest zdobyć wymarzoną masę czy ograniczyć BF do minimum, jednak często osobom z fitnessu to się w magiczny sposób udaje i zarazem pisząc o ciężkiej pracy... A co jeśli chcesz osiągnąć sukces w życiu?? Tu sprawa jest prostsza, bo wystarczy, że ktoś Ci powie, że musisz iść do przodu... Nieważne, że masz problemy... Musisz osiągnąć sukces!!!
  14. Cze! Panowie, zawsze chcialem byc oszczedny, a mam z tym problem, i to dość spory...Teraz jak przypomne sobie ile wydalem pieniedzy na rzeczy "z dupy" to az mi wstyd... Co zainwestuje to przewale...:) Pieniadze zaoszczedzone z pracy na wyspach uciekaja w szybkim tempie...:) No ale...przyjemnosci muszą być :) Oszczędzacie? Macie na to jakies sposoby, sprawdzone?
  15. Witam, jestem tutaj nowy i nie wiem czy na pewno trafiłem w dobry dział. Jeśli nie, przepraszam. Postaram się zaoszczędzić wam moich wypocin, i opiszę to krótko. Aktualnie mam 20 lat i czeka mnie wybór studiów. I tutaj pojawia się problem, bo nigdy tak naprawdę niczym się nie interesowałem. Matura zdana, nie najlepiej ale jakoś zdana. No totalnie nie mam pomysłów, zacząłem myśleć o ekonomii ale z drugiej strony nie jestem najlepszy z matematyki. Tragedii nie ma ale potrzebuje włożyć wiele pracy żeby coś z tego przedmiotu osiągnąć. Macie jakieś doświadczenia, lub kierunek który wam się spodobał? Czy wybór ekonomii to dobry pomysł? Nawet najgłupsza rada mi może w czymś pomóc. Nie mogę zrobić sobie też roku przerwy żeby ogarnąć to co będzie mnie interesować. Dzięki
  16. video z "wykładu" dla różowych pasków ( made in wykop) zdaje się że w innych tematach już było omawiane to zagadnienie ciekawe ile tych kobit cokolwiek zrozumiała ze słów prowadzące
  17. Szanowni Bracia, Mam 35 lat, jestem programistą, mieszkam i pracuję w niewojewódzkim mieście na Śląsku. Jestem w stanie przyoszczędzić niemało kasy, i tak robię; to moje oszczędzanie jest jednak dość bierne, większość tych pieniędzy ląduje po prostu na koncie oszczędnościowym, a reszta gdzieś po funduszach inwestycyjnych czy IKE/IKZE. Nadmienić tu muszę, że pracuję na umowie o dzieło (tzw. śmieciowej, hehe) a co za tym idzie, samemu muszę sobie zadbać o tzw. przyszłość (emerytura, ubezpieczenie, zdrowie itd.). Zastanawiam się nad jakąś dywersyfikacją oszczędności, w końcu jak to mówią, nie trzyma się wszystkich jajek w jednym koszyku; poza tym na świecie dzieje się niespokojnie, złoty spada, dolar rośnie itd. Nie znam się na tym i nigdy się zbytnio nie interesowałem, do głowy przychodzą mi: 1. konto walutowe? EUR, USD? 2. złoto? - w obliczu tych światowych niepokojów złoto może być ostoją Co poradzilibyście?
  18. Na początek polecam zajrzeć tutaj: http://www.ey.com/Publication/vwLUAssets/Prawdziwa_historia_25-lecia_polskich_podatk%C3%B3w/$FILE/Prawdziwa_historia_25-lecia_polskich_podatkow.pdf Na stronie 6 można znaleźć dane dotyczące wpływów do budżetu z poszczególnych podatków w roku 2013 r. A kształtują się one tak: Wpływy z VAT - 46% Wpływy z podatków akcyzowych - 25% Wpływy z PIT - 17% Wpływy z CIT - 10% Pozostałe - 2% Jakie z tego można wyciągnąć wnioski? Po pierwsze aż 71% wszystkich podatków stanowią podatki pośrednie. Po drugie 88% wszystkich podatków płacą osoby fizyczne (podatki pośrednie + PIT) a tylko 10% osoby prawne, czyli prowadzące działalność gospodarczą. Jednak nie znaczy to też że ten CIT płacą jacyś bardzo bogaci biznesmeni. W Polsce aż 99,8% firm to sektor MSP (małych i średnich przedsiębiorstw). A 96% to mikrofirmy. Źródło: http://www.parp.gov.pl/raport-o-stanie-sektora-malych-srednich-przedsiebiorstw-w-polsce A więc i znaczna część płatników CIT to mikro i małe firmy. Z pozostałych 2% podatków mamy chociażby podatek od nieruchomości, czy od zysków kapitałowych, a ich też nie płacą tylko jacyś bogacze. Wystarczy mieć otworzoną lokatę i płacisz "podatek Belki". Tak czy inaczej zbierając to wszystko do kupy, dobre 98% wszystkich podatków płacą zwykli ludzie, nie zarabiający nie wiadomo ile. Tymczasem jak się powszechnie przyjęło jak tylko ktoś podda pomysł znacznej obniżki podatków i wprowadzenia wolnego rynku, zaraz słychać odzew, że to będzie korzystne "dla bogatych". Oj tak, naiwne wy kuce, myślicie że jak biznesmen będzie płacił niższe podatki, to da wam dobrowolnie podwyżkę, zamiast kupić nowe Audi za 400 tys., zwłaszcza właściciel małej pizzerii zarabiający 2,5 tys. na rękę . Dobra, ale już tak bez żartów. Pozostaje jeszcze pytanie czy ta garstka naprawdę wielkich firm (korporacji) płaci w ogóle jakieś konkretne podatki? W Polsce jak wiadomo nie bardzo, zwłaszcza korporacje międzynarodowe. A za granicą? Podobno grzecznie płacą bardzo wysokie stawki, tak przynajmniej twierdzi Marek. Hmm, trochę dziwne, czyli jak w jakimś kraju najwyższa stawka CIT wynosi 40%, to zarząd firmy, która notuje zysk np. 2 mld dolarów rocznie, grzecznie płaci 800 mln rocznie, zamiast zainwestować kilkadziesiąt tys. (strzelam na ślepo) na prawników, którzy odpowiednio doradzą jak ładnie rozliczać się w rajach podatkowych, czy skorzystać z optymalizacji podatkowej, z czym radzi sobie już nawet niejeden średniak, który nie ma nie wiadomo jakiego kapitału? Ale spójrzmy jak to wygląda za granicą. Np. Wielka Brytania: http://natemat.pl/62061,3-4-mld-zyskow-i-tylko-3-4-mln-podatkow-tak-google-placi-podatki-w-wielkiej-brytanii-rzad-wypowiada-wojne Google płaci 3 mln z 3 mld zysków, Amazon oddaje 9 mln z 23 mld. Ładnie ich "orżnęli" nie ma co. A może USA? Chyba nie bardzo: http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/454969,apple-microsoft-ibm-nie-placa-podatkow-w-usa-ile-traci-fiskus-w-ameryce.html Niektóre korporacje nawet wsparcie z budżetu otrzymują, np.: http://forsal.pl/artykuly/766351,mcdonald-s-i-wal-mart-to-najwieksi-beneficjenci-pomocy-spolecznej-w-usa.html Itd. itd. No ale to że wielkie firmy nie płacą podatków to akurat bardzo dobrze. Dzięki temu zyskują konsumenci w postaci dostępu do nowych i tańszych dóbr. Złe jest to że mniejszych się łoi, całe sukinsyństwo korporacjonizmu polega na lobbingu i korupcji, przez co nie daje się dorabiać reszcie społeczeństwo. Niestety logika lewicowców jest tu taka, dojechać korporacjom (nie ważne że odbije się na konsumentach) zamiast odciążyć od podatków całą resztę. Czyli jak mamy epidemię, nie leczmy chorych, tylko zarażajmy zdrowych . Na koniec kwestia przerzucalności podatków, z pracodawcy na pracownika i z producenta na konsumenta, tu pozwolę sobie oddać głos Miltonowi Friedmanowi: Ale dodam ważną uwagę, często wykrzywianą przez początkujących wolnorynkowców. To nie jest tak że jak np. podatek dla przedsiębiorcy rośnie o 5% to automatycznie podnosi on ceny o 5%. Nie. To wszystko zależy od gry popytu i podaży, czyli wyższe podatki zwiększają koszty produkcji, to przekłada się na mniejszą podaż dóbr w danym okresie czasu, a więc siłą rzeczy ceny idą w górę. To nie arbitralna decyzja przedsiębiorcy, które postanawia przenieść koszty na konsumentów a jedynie kwestia kalkulacji ekonomicznej.
  19. Myślę że w przeciągu dwóch tygodni będzie gotowa moja nowa książka - kobietopedia. Jak ją reklamować, by trafiła do jak największej liczby ludzi? Będę wdzięczny za pomysły i idee.
  20. O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później. Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć". Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie? Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem. Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem, nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną. Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą. Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi. Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas. Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne. Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze. Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu. Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy. Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło. I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną. Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą. Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości... Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami. Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację. W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał. Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa. Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć. Liczyłem, że się to uda. Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym. I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament! To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..." Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie... bo świadkiem nie byłem... Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn, skromnie. Dziwnie szczęśliwi... Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz, stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej. Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo... Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy. Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze ,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy. Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później! Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło to nie stchórzę. Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować. Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu, chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak było do przewidzenia. Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po dłuższej rozłące obie wariują! A dlaczego ta więź jest taka? Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację w jej życiu. Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna. Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły. Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową. Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan... Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany, ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne. Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to również był miły czas. Na bliskość i czułości :-). Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani. Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie, to był mój wybór, żona nie nalegała.), stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie odpowiedzialności za powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego. Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka, własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy. Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic tu nie wyszło. Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi. A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy. Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby: móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze. Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała, że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny! Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem. Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku, na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne. I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię. Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram na Was". I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam, chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają. I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie. A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane! Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej głupiemu zachowaniu. Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy. Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza, albo ja czegoś nie wiem? A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania... ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest... a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne nacięcie, że poród bez znieczulenia... hm...to powiedział czy nie? panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem, ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia... Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas od siebie odrzucało :-D . Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą. Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym, że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios. Do dziś nie może mi tego zapomnieć. I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła. Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb. A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie! No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam "przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię. Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej, czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód. Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro będzie u mnie w skrzynce pocztowej. Ciąg dalszy nastąpi...
  21. Proponuję takie ćwiczenie umysłu - oto tekst na wykopie http://www.wykop.pl/link/2825791/dlaczego-mezczyzni-boja-sie-malzenstwa-ang/31885219/#comment-31885219 Oraz ciekawy komentarz: ufokufok1 12 godz. temu +77 Słusznie się boją. Mam staż sześcioletni i teraz moja żona spędza od kilku do kilkunastu godzin dziennie z telefonem/laptopem na rozmowach z jakimś krzysiem. No i cóż mogę powiedzieć, chyba muszę uznać te lata za stracone. Tak więc polecam zachowanie stanu kawalerskiego, luźne związki, żadnych zobowiązań i żadnych marzeń o miłości, wierności i żadnego "żyli długo i szczęśliwie". No i wyobraziłem sobie taką sytuację, że wyrywam jej laptopa i biegnę do łazienki gdzie się zamykam. Co napisać chutliwemu Krzysiowi, żeby nie chciał już dupczyć żonki? Oczywiście wiem że nie Krzychu to inny Mareczek będzie, ale chodzi o ćwiczenie, gimnastykę umysłu. Co mu napisać jako żonka? Wpadłem na taki pomysł - "Ukochany mój, pragnę być Twoja do końca życia - nie mówiłam Ci, ale zaplanowałam już nasze życie. Mam paru takich chłopaków, pomogą Ci - zabijesz z nimi tę kreaturę, mojego męża, mam wszystko przygotowane a chłopaki pomogą Ci pokroić ciało. Będziemy mieli pieniądze z ubezpieczenia. Musisz to zrobić bo ci chłopacy mi grożą, muszę im zapłacić a boję się że są z policji. Kocham Cię i zawsze będziemy razem". No i co, który kochaś po czymś takim by się nie posrał? A wy co byście napisali?
  22. Jakiś czas temu zadzwoniłem do znanego jasnowidza (jego sekretarki), by umówić sesję uzdrawiania (przez tel). Koszt dla mnie i rodziców 120 złotych - nie specjalnie wierzę w moc tego Pana, ale chcę spróbować - brzuch bezustannie mnie boli, paraliż życia kompletny, wiecie o co biega. A wiem że są ludzie, którzy mają uzdrowicielskie talenty, jak ja mam talenty innego typu. Umówiłem się z tą Panią, że o 15.30 w sobotę zadzwonię na podany nr i odbędę rozmowę z Panem jasnowidzem. Pod koniec rozmowy spytała mnie o mój numer komórki, dostała go. No i kompletnie o tym zapomniałem, chyba pierwszy raz w życiu. Przypomniałem sobie dopiero wieczorem i od razu napisałem meila. Nie odpowiedzieli, dziś zadzwoniłem, prosili o smsa więc napisałem co dalej - i cisza. I teraz tak. Mają prawo mi zabrać ten hajs? Ja się czuję winny, jest to ewidentnie moja wina - ale mogli zadzwonić, bo po co wzięli mój numer komórki? Ja się specjalnie nie będę o to kłócił, sam nie cierpię jak ktoś zapomina o spotkaniu ze mną, ale parę razy tak było i nie robiłem nigdy problemu. Jak to widzicie?