Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 10.11.2017 o 08:18, Gaunter o Dimm napisał:

Ja mógłbym się zgodzić na wspólne konto, gdyby jej zarobki były większe niż moje, a w innym przypadku się to nie opłaca. 

Jeśli jej zarobki są większe niż twoje, to ty się jej nie opłacasz :P

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

U mnie było odwrotnie. Pani nalegała na wspólne konto więc poszliśmy do "mojego" banku i dopisałem ją do swojego konta jako pełnomocnik, a nie współwłaściciel. Kiedy weszło 500+ to moja ex podała jako konto do wpłat konto swojego brata.... 

Karta do "naszego" konta była jedna i ona ją miała przez 2 tygodnie. Zabrałem ją jej gdy niepostrzeżenie z konta znikło 400zł a pani pokazała się w nowych trzewikach. Jakież było jej oburzenie gdy potrzebowała 40zł, a ja pobiegłem do bankomatu i jej dałem 50zł mówiąc "masz tu więcej niż ci trzeba i nie marudź". Dodam że pani wkład był zerowy bo nie pracowała zarobkowo wtedy.  

  • Smutny 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Insightful napisał:

Jestem ciekaw czy jakiś mężczyzna sam z siebie postanowił ,że założy wspólne konto bankowe.

Popełniłem ten błąd i to był początek końca mojego małżeństwa. Od razu zaczęło się wybieranie pieniędzy na wszelkie rodzaju dobra czyt. ciuchy i kosmetyki:). Teraz bym już nie popełnił tego błędu i zawsze przestrzegam przed tym świeżo upieczonych żonkosiów. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wspólne konto na które każde przelewa tyle samo (nominalnie, nie cwaniacko

procentowo) kasy (plus/minus max 20% w przypadku różnicy w zarobkach).

Jeśli on zarabia 5 tys, ona 2 tys, to jeśli wszelkie wydatki na dom/jedzenie

są rzędu 4 tys miesięcznie, jemu zostaje 3 tys, które sam zrobił, jej 0 zł (ew.

200 zł na drobne wydatki). Jeśli chce więcej, niech się bierze do lepszej roboty,

a nie czeka aż misio okaże się "facetem z klasą" - takie teksty wywołują u mnie

radosny śmiech, kiedy słyszę lub czytam ich 'mundrości'.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dla tych stworzeń ślub to jak zakucie frajera w kajdany, ma jebać a ja mam rządzić i wydawać.

Żal mi młodzików co się na to łapią, bo dla nich reszta życia to już tylko jak brnięcie w bagnie po pas

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A ja się powtórzę w tym temacie:

images?q=tbn:ANd9GcSKKqn-wzak8sBplOpVRiw

* I wspólne konto chciało by się dodać ;) 

  • Like 1
  • Haha 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Popełniłem ten błąd i dałem się "namòwić" pod ogromną presją ( ze strony ex , jej rodziny i połowy mojej rodziny ktòrą zmanipulowała przeciwko mnie ) na wspòlne konto po 5 latach małżeństwa...

 

Kolejne 5 lat to było jak "korkociąg mimowolny " w lotnictwie 😁. 

Zakończony spektakularną katastrofą.

 

Dla mniej obeznanych w temacie ...

 

" Korkociąg mimowolny

Korkociąg mimowolny, to potencjalnie bardzo niebezpieczny stan lotu, powstały na skutek mimowolnego przeciągnięcia płatowca, z jednoczesnym zakłóceniem równowagi poprzecznej. Dochodzi do niego najczęściej w wyniku przeciągnięcia statku powietrznego w momencie wykonywania zakrętu. Jest szczególnie niebezpieczny, jeśli wydarzy się na małej wysokości. Zaskoczenie wywołane niespodziewanym korkociągiem i deficyt czasowy związany z bezpośrednią bliskością ziemi działają wtedy na niekorzyść pilota i może on mieć zbyt mało czasu, aby przeprowadzić prawidłowe wyprowadzenie z korkociągu. W przypadku płatowców o małej stateczności poprzecznej, korkociąg może nastąpić na skutek zwykłego przeciągnięcia, w czasie lotu po prostej.

Korkociąg mimowolny na małej wysokości jest przyczyną wielu wypadków śmiertelnych, zwłaszcza w lotnictwie ogólnego przeznaczenia."

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moja żona też baaaaaardzo chciała wspólne konto nawet kiedyś będąc razem w banku zapytała typa co i jak i ile ja stwierdziłem że drogo typ skomentował że się nie opłaca i temat umarł. Zawsze było tak że ja swoje konto ona swoje konto dochodzi do wyplaty to ona na swoim koncie swoja a ja swoja ze swojego konta na jej,po przelewie brakowało mi na wszystko męczyło mnie to co miesiąc że zarabiam a co miesiąc nie mam dla siebie centralnie na nic nawet na czteropak więc powiedziałem żonie Koniec moje pieniądze zostają na moim koncie a zakupy oplaty robimy razem. Czlowieku burza z piorunami, że zdecydowałem sam że postawiłem przed faktem że pewnie mam coś do ukrycia a może mam długi a może kochankę pretencji i wymyślań nie było końca.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moi rodzice mają od zawsze (z tego co wiem) oddzielne konta. A ja zostałem kiedys podłączony do nich jako współwłaściciel. To sie nazywa zaufanie do syna, co nie? :P

Ojciec utrzymuje samochody, swoją działalność gospodarczą i inne takie techniczne sprawy. Mama sprawy domowe szeroko rozumiane. I jakoś to funkcjonuje.

Jakbym kiedys miał żonę, to na pewno nie pozwolibym na wspólne konto, chyba ze takie na które wpłacamy kasę na wspólne cele. :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Moja była jak tylko dowiedziała się, że będę zarabiać więcej od niej od razu zaczęła gierkę w stylu ,,to może ja się zwolnię z pracy" lub ,,czuje się tam wypalona" albo prosto z mostu ,,będziesz mnie utrzymywać" :D
Doszło nawet do tego, że przy jej - naprawdę sporych zarobkach jak na Polskie warunki - chciała abym jej kasę pożyczał bo ona ,,wszystko już wydała" - na szczęście dla mnie ta relacja zakończyła się krótko później.

,,Podobno" - z tego co słyszałem, to oszczędza przed ślubem do takiego stopnia, że przestała do pracy jeździć samochodem - waha kosztuje a w dniu ślubu trzeba przecież się zastawić i pokazać - w innej parze, którą znam, która w przyszłym roku również zamierza ,,cross the line" - to facet wykłada kasę na stół za ślub, wesele...normalnie za wszystko, nawet w pracy się zapożyczył - tym samym, poziom frajerstwa wszedł na nowy poziom.

Zapamiętajcie sobie na całe życie, że najdroższy seks, ten najbardziej przepłacany i niekorzystny jest właśnie w małżeństwie.

Przecież żona to ta jedyna, długo oczekiwana, ta warta zachodu, każdej złotówki, najbliższa i najdroższa sercu oraz penisowi.

  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja to jak będę się miał żenić:

-ślub dla najbliższych osób z obiadem + trochę alko. Zero wynajmowania wielkiej sali, orkiestry wybierania koloru serwetek, srajtaśmy w kiblu. 

-intercyza itp. 

-Oddzielne konta + jedno na wspólne wydatki typu rachunki, srajtaśma itp. 

 

 

Ciekawe czy zajdzie się taka, która nie będzie robić problemów.

  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

E tam, to jak ze wszystkim, trzeba zachować umiar, bezsensu jest się zapożyczać specjalnie na wesele itd ale też nie ma co popadać w paranoje. Moje wesele było na 70 osób - rodzina i znajomi i mimo, że jestem po rozwodzie to jakoś nie żałuje tego. Razem zbieraliśmy na to, pomogli rodzice z obu stron i było spoko. Zero kredytów czy czegoś takiego ale zabawa fajna. W UK to wesela są właśnie w takim słabym stylu, zaprasza się trochę osób, troche żarcia, bar zazwyczaj płatny w swoim zakresie (czytaj gości) i tak ni to w kij ni w oko. Bawić też się jakoś średnio bawią, koniec imprezy, połowa niedopita, niedojedzona a tak prawde mówiąc to oni więcej w weekend w pubie potrafią przejebać. Wiec to też tak średnio. Mam kilka znajomych, które mają Anglików jako partnerów i zabierały ich do Polski na wesela i serio mogę stwierdzić, że bez udawanej kurtuazji im się naprawdę te polskie imprezy podobały. Tylko tak jak mówię, we wszystkim należy zachować umiar, jeśli stać Cię na wesele za 15 tyś to takie zrób, jeśli na 40 tyś to takie a jak za 200 tyś to też możesz i już. Bez kredytów, bez zastawiania nieruchomości itd. W swoim życiu byłem już chyba na 10 weselach i zawsze mi się podobało, bo to fajnie jest jak ludzie razem tańczą, śpiewają, jedzą, piją no bawią się po prostu. To jest poniekąd nasza tradycja i już. W telewizju w UK do tej pory są programy pod tytułem " Moje wielkie greckie wesele albo moje cygańskie wesele" i te ich wesela nie różnią się wiele od polskich, więc można by wysnuć wniosek, że jednak czegoś nam zazdroszczą anglo-sasi. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

My wesele mieliśmy na 80 osób i kosztowało nas 0zł. Bo koszty zwróciły się z kasy jaką dostaliśmy na prezenty.

 

Jedyne czego żałuję, to to że intercyzę podpisałem dopiero po ślubie, a nie w trakcie, bo pewnie byłoby taniej i prościej.

 

A jeśli chodzi o wspólne konto bankowe, to nie mieści mi się takie coś w głowie. My mamy osobne, na życie składamy się po połowie.

Edytowane przez developers
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@developersno spoko moje też się zwróciło, nawet z nadwyżką ale tego nigdy nie wiesz i na początku musisz wyciągnąć kasę z własnej kieszeni. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kilka razy pisałem o wspólnym koncie z byłą żoną - a miałem tylko raz wspólne konto i nigdy więcej - kobieta nie może nigdy wiedzieć ile macie pieniedzy i ile rzeczywiście zarabiacie ponieważ jak tylko się jakieś pieniądze na horyzoncie (nie na koncie) pojawią to już mają przeznaczenie a was w tych planach nie będzie.

 

Wspólne konto to:

 

1. podbieranie pieniędzy.

2. jesteście na talerzu - widać wasze wydatki - a będą ściśle przez kobietę kontrolowane.

3. pół jej rodziny i koleżaneczki będą wiedziały ile zarabiasz.

4. nie będziecie mieli swoich pieniędzy.

5. ewentualna linia kredyt w koncie - zawsze będzie niebezpieczeństwo, że zostanie wzięta bez waszej wiedzy - na potrzeby "mamusi" - a wy zostaniecie z długami.

 

Podam rozwiązanie na Wasze "doświadczenia" z brakiem pieniędzy kiedy macie wspólne konto. Przerabiałem to samo ja miałem do niej pretensje, że wydaje kasę a ona miała do mnie. W końcu zaproponowałem instytucję "kieszonkowego".

było to w latach 2008 - 2012. Ze wspólnych dochodów (trochę tam przynosiła z handlu ciuchami na giełdach) ja brałem 500 zł i ona brała 500 zł miesięcznie. Miała za to kupować sobie papierosy (jak mnie wkurwiało to jej palenie) i kosmetyki a jak sobie z tego zaoszczędzi to również i ciuchy. Przypominam, że wtedy te 500 to był jakiś konkretny pieniądz jak na kieszonkowe, kosmetyki, jakiś ciuch (tak wiem zaraz napiszecie, że buty kosztują 2k). zasada byłą  taka - bierzemy to kieszonkowe i nikt nie pyta co druga osoba robi z tą kasą. Mogła oszczędzać albo dać mamusi - jej sprawa i pewnie tak się działo bo z czasem zacząłem zauważać że przy zakupach jedzenia pojawia się jej zakup papierosów albo piwa - to wtedy robiłem awanturę.  To chyba dobre rozwiązanie jeżeli już ktoś tak pragnie wspólnego konta.

 

 

 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
On 5.12.2017 at 11:57 AM, Krugerrand said:

żona głośno się zastanawia co kupimy

I starczy. Ciekawe za co bohater tematu kupi myszce niespodziankę na urodzinki... uuu nie będzie emocji.

 

@Normalny ma normalne podejście.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.12.2017 o 14:04, IgorWilk napisał:

Teraz już po ptokach. To równoznaczne z wybiciem szamba. Emocjonalna gnojówka zaleje chłopa.

Masz problemy ? Nie ufasz mi ? Porozmawiajmy !!!

Aaa, czyli ma się położyć i czekać na śmierć?

Bo się myszka znerwi i znarowi, więc siedź cichutko??


Aha...
To takie... MĘSKIE...

 

Błędy popełniać to normalna rzecz.

Tkwić w nich - prosta rzecz.

WYJŚĆ z tych błędów, mądrzejszym o naukę - to sztuka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Konto własne dla każdego z małżonków plus konto małżeńskie, gdzie każdy z małżonków ma do niego dostęp. Z wypłaty/przychodu, każdy z małżonków na konto wspólne wpłaca ustaloną kwotę pieniędzy np. 1000 zł (w zależności od tego jak zarabiają, ale według mnie każdy powinien wpłacać takie same kwoty), a resztą rozporządzać według własnego uznania.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@AdwokatDiabła89 - przedstaw się w odpowiednim dziale i zapoznaj z regulaminem.

 

15 minut temu, AdwokatDiabła89 napisał:

gdzie każdy z małżonków ma do niego dostęp. Z wypłaty/przychodu, każdy z małżonków na konto wspólne wpłaca ustaloną kwotę pieniędzy np. 1000 zł (w zależności od tego jak zarabiają, ale według mnie każdy powinien wpłacać takie same kwoty)

 

A co zrobisz jak żona przepierdoli na swoje zachcianki, powiesz że budżet zamknięty? Co dzieciom jeść nie kupisz bo ona wydała, nie opłacisz rachunków bo ona wydała? :lol:  Dostęp do kasy wspólnej = nieograniczony dostęp do kasy twojej. Bo są wydatki, które musisz uiścić tak czy siak, jeśli ona dokona 'defraudacji wspólnych środków'.

 

Wymuszenie więcej od ciebie, poprzez rozpierdolenie kasy wspólnej. 

 

  • Dzięki 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, Mosze Red napisał:

Dostęp do kasy wspólnej = nieograniczony dostęp do kasy twojej.

 

Swoją szosą, to właśnie sobie uświadomiłem, że - jako żyję - nie słyszałem o sytuacji, żeby to myszka (dobrowolnie i/lub jako pierwsza) "uwspólniła" misia do swojego rachunku.

Przecież "byłoby prościej" i "przejrzyściej" i "żebym nie musiała ci robić przelewów" ;-)
 

No ciekawe, czemu panie nie dają dobrego przykładu swoim misiom...

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gdy tylko zobaczyłem temat wątku, czyli "Wspólne Konto Bankowe", to od razu zacząłem się śmiać z cudzej głupoty.

 

Edytowane przez HodowcaKrokodyli
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

50/50 . moje doswiadczenia bardzo bolesne uzmyslowiły mi że żadne wspolne konto. I do rachunków po równo. Ponoć mamy równouprawnienie. Wtedy kobieta wie że pieniadze pochodzą z pracy a nie drzewa. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, Stary_Niedzwiedz napisał:

Swoją szosą, to właśnie sobie uświadomiłem, że - jako żyję - nie słyszałem o sytuacji, żeby to myszka (dobrowolnie i/lub jako pierwsza) "uwspólniła" misia do swojego rachunku.

Przecież "byłoby prościej" i "przejrzyściej" i "żebym nie musiała ci robić przelewów" ;-)
 

No ciekawe, czemu panie nie dają dobrego przykładu swoim misiom...

Może nie dosłownie, ale na starość moja matka przepisała na ojca dom, w którym mieszkają i który odziedziczyła po swoich rodzicach - tak było najprościej prawnie. Jej koleżanki w pracy (wiek koło 50-tki) nie mogły się wtedy nadziwić jej "naiwności", bo przecież teraz to on mógłby ją z niego wywalić i sobie zamieszkać z młodszą kochanką. Inna sprawa, że mój ojciec kawał życia i pieniędzy poświęcił na remonty i roboty w tym domu, gdy mieszkaliśmy tam razem z dziadkami, więc jakoś mu się też "należało".

Edytowane przez t0rek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mamy z żoną wspólne, obopólne i jak na razie wszystko gra i buczy. Jak dla mnie jest finansową ninją i oby tak dalej. 

Nie dotykam się za dużo do kasy i nam rośnie. :-)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×