Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Liczy się kasa?  

75 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Liczy się kasa?

    • Tak
      73
    • Nie
      2


Rekomendowane odpowiedzi

Z biegiem lat, gdy dorastam, zauważam że liczy się tylko kasa..."koledzy" tylko żebym im stawiać.

Laski to już w ogóle.  To kup tamto kup.

Rodzina spiny o kasę.

 

Czy ten świat oszalał?

 

Popisy ludzi, że kupili sobie telefon za 2wypłaty na raty i abonament. Tyrając za 1500zl.

 

 

Nikt nie patrzy czy człowiek jest wartościowy, a tylko to co posiada.

 

Taką rozkminkę mam.

 

 

 

 

  • Like 6
  • Haha 1
  • Smutny 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niestety, żeby być, trzeba najpierw mieć...ale też dystansuje się jak mogę od filozofii "zastaw się, a postaw się".

Jeżeli dążę do czegoś wymagającego $$$, to z wewnętrznej potrzeby i nie szukam poklasku otoczenia. :) 

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żyłem jakiś czas w tybecie i chinach (to nadal dla mnie odrębny kraj) Tam z tego co zauważyłem ludzie potrafią cisnąć i zarabiać ale ich uwaga skupia się bardziej na duchowości i na odkrywaniu i poznawaniu siebie oraz tego jak inni świat postrzegają. Tęsknie za tym spokojem tutaj jestem w gonitwie chociaż niektóre elementy zaszczepiły się we mnie co zahartowało mnie na życie w upadającej europie.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy"...
"Kredytomania" spowodowała zaburzenie proporcji między ludźmi z podobnych kast,dwóch Januszków może zarabiać tyle samo,ale ich zewnętrzne otoczenie,będzie widziało ludzi z dwóch różnych bajek,jednego jako człowieka sukcesu z hipoteką i multum zobowiązań,który na co dzień będzie zachowywał się normalnie,ale w samotności może miewać stany lękowe związane z utratą pracy i zwaleniem się kaskady zobowiązań.W tym samym czasie drugi kolega będzie pomalutku sobie żył nie kupując zbędnych gratów i miał często kompleks wobec tego,któremu dobrze się wiedzie,a tak naprawdę tonie tamten w długach...Mania pieniądza doprowadziła do tego,że każdy chce być ponad każdym...jak w piosence Sokoła...

  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gdzieś kiedyś przeczytałem w jakiejś książce i utkwiło mi w głowie.

Zasada nr. 1

Nie wydawaj na darmo pieniędzy.

Zasada nr. 2

Nie zapominaj o zasadzie nr. 1

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z użytkownikiem 2073. Ja również im dłużej żyje tym dochodzę do takich wniosków. Pieniądze są bardzo ważne i bardzo potrzebne. Pomagają spełniać marzenia i pomprostu łatwiej żyć. To co ja zawsze podkreślam ,, pieniądze dają szczęście " Ci co mówią że nie dają to hipokryci, którzy jako pierwsi rzucili by się na hajs. Bez kasy możesz pomarzyć o szacunku, przyjemnościach i kobietach. 

 

Natomiast jestem akredytowy wolę uzbierać na coś niż babrać się w kredytach, pożyczkach. Kasa się liczy bardzo czy nam się to podoba, czy nie. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mając pieniądze masz poczucie wolności, nie jesteś od nikogo zależny, nawet jak pracujesz u kogoś i masz pieniądze, które pozwolą Ci przetrwać, to nie ma problemu odejść z firmy gdzie jest syf. To jest piękne.

Mając pieniądze możesz robić ciekawe rzeczy i wtedy pojawiają się nowe znajomości. Gdybyś nie miał pieniędzy i nie robił różnych ciekawych rzeczy, to nie spotkałbyś innych ludzi, którzy też to robią. Z jednej strony fajnie, bo są możliwości do poznania nowych ludzi, kobiet, ale z drugiej strony to jest takie sztuczne, bo wiesz, że gdyby nie to, że masz pieniądze i robisz coś fajnego, to nikt by nie chciał z tobą rozmawiać. To samo ostatnio mówił Marek na jednym streamie. Teraz gdy coś prezentuje w życiu, to nagle ma mnóstwo kolegów, ale co było gdy zaczynał i był zwykłym chłopakiem? No właśnie :) dlatego ja mu się nie dziwię, że tak na to patrzy.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, 2073 napisał:

Z biegiem lat, gdy dorastam, zauważam że liczy się tylko kasa..."koledzy" tylko żebym im stawiać.

Laski to już w ogóle.  To kup tamto kup.

Z kim Wy się ludzie zadajecie?

Albo w jakimś innym towarzystwie się obracam ale nie pamiętam, żeby jakiś kumpel chciał żeby mu stawiać. Gdzieś tam czasami ktoś się taki pojawił ale to z marszu był izolowany od towarzystwa.

Kurde nigdy mi laska nie powiedziała, żeby jej coś kupić, pomijając coś w stylu "kup mi te majtki", gdy np mówiłem, że w takich chętnie bym ją widział. Może dlatego, że nie kupowałem nigdy nic ode mnie nie chciały wysępić potem :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja dopiero niedawno dzięki audycjom Marka oraz różnym sytuacjom życiowym zrozumiałem czym są pieniądze.

 

Moje przekonania przed audycjami:

- błogosławieni maluczcy i biedni, oni będą oglądać królestwo niebieskie itd. itp.

- celem człowieka jest osiągnięcie wyższej duchowości itd.

- Jackowski i Tagen tv wpłynęło na mnie w podobny sposób (ale chyba nie wprost) - żeby porzucić wszelkie dążenia materialne i rozwijać jedyny skarb - duchowość

 

Do tej pory uważam jednak, że focusowanie swojego życia na sukces finansowy jest trochę głupie jednak.

Pieniądze są konieczne, dobrze mieć ich jak najwięcej, ale to wszystko się kończy... I zostaje wiara w przetrwanie świadomości po śmierci fizycznej.

Jednak myślę, że nie do końca warto się zagłębiać w te tematy, bo ja się zagłębiałem w R. Monroe i rzeczy tego typu i to nic nie daje. Pytania i wątpliwości nadal pozostają bez odpowiedzi, a nawet jak doświadczysz OOBE to i tak masz wątpliwości, czy to po prostu nie jest wytwór twojego potężnego mózgu, a nie żadne tam inne światy.

 

W każdym razie od jakiegoś czasu stawiam na sukces w Matrixie, bo mam już dość, że janusze, którzy sobie kupili passaty za 10 tys. śmieją się ze mnie, że czytam książki i nic z tego nie mam. Zarobię pieniądze, kupię lepsze auto od nich tylko po to, żeby się odegrać i pokazać im, że są zerami.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

19 głosów na TAK mówi wszystko w temacie ;) Liczy się, bo jest po prostu potrzebna do realizacji wielu celów oraz przeżycia. To nie te czasy, gdy za mleko dawałeś jajka czy 2 kury za koze. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
59 minut temu, bakus1233 napisał:

Mając pieniądze masz poczucie wolności, nie jesteś od nikogo zależny, nawet jak pracujesz u kogoś i masz pieniądze, które pozwolą Ci przetrwać, to nie ma problemu odejść z firmy gdzie jest syf. To jest piękne.

Mając pieniądze możesz robić ciekawe rzeczy i wtedy pojawiają się nowe znajomości. Gdybyś nie miał pieniędzy i nie robił różnych ciekawych rzeczy, to nie spotkałbyś innych ludzi, którzy też to robią. Z jednej strony fajnie, bo są możliwości do poznania nowych ludzi, kobiet, ale z drugiej strony to jest takie sztuczne, bo wiesz, że gdyby nie to, że masz pieniądze i robisz coś fajnego, to nikt by nie chciał z tobą rozmawiać. To samo ostatnio mówił Marek na jednym streamie. Teraz gdy coś prezentuje w życiu, to nagle ma mnóstwo kolegów, ale co było gdy zaczynał i był zwykłym chłopakiem? No właśnie :) dlatego ja mu się nie dziwię, że tak na to patrzy.

Z pierwszą połową wypowiedzi zgadzam się. Niestety z drugą już nie. Nie nazwałbym tego sztucznością. Po prostu mając więcej pieniędzy albo władzy człowiek zaczyna obracać się w innym towarzystwie. W gronie ludzi, którzy wiedzą, że znajomości się przydają i nawet jeżeli ma być to relacja oparta tylko na relacji czysto materialno-usługowej to się opłaca. Będziesz mieć problem to dzwonisz do tego lub tamtego i ktoś Ci służy poradą, pomocą albo załatwia coś taniej. To jest system naczyń połączonych. Jeżeli nie odwzajemnisz się to Twoja reputacja spadnie i pójdzie to w eter - zostaniesz wykluczony. A będąc młodym chłopakiem, który dopiero co zaczyna też ma swoje plusy i może służyć chociażby do wytworzenia trwałych więzi przyjacielskich, o które w wyższych sferach i starszym wieku trudniej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, Carl93m napisał:

W każdym razie od jakiegoś czasu stawiam na sukces w Matrixie, bo mam już dość, że janusze, którzy sobie kupili passaty za 10 tys. śmieją się ze mnie, że czytam książki i nic z tego nie mam. Zarobię pieniądze, kupię lepsze auto od nich tylko po to, żeby się odegrać i pokazać im, że są zerami.

Gratulacje! właśnie oficjalnie i komisyjnie stałeś się mentalnym Januszem :lol:

  • Like 3
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kupiłem sobie używany telefon samsung xcover 2.

Działa tylko nawigacja, telefon i sms oraz you tube.
Nic więcej nie mam na nim :)
Zapłaciłem za niego 150 zł :)
Stać mnie na nowego ajfona i inne telefony ale po co?

@Carl93m :D:D:D  u Ciebie wszytsko okej?

Edytowane przez Łapinski
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, 2073 napisał:

Z biegiem lat, gdy dorastam, zauważam że liczy się tylko kasa..."koledzy" tylko żebym im stawiać.

 

Postawiłem Ci lika na poście za to zdanie. Uważam, że faceci w Polsce są nie honorowi w tej kwestii.  Wiecie, że w Niemczech kobieta płaci za siebie. U nas to nawet faceci nie płacą za siebie. Wyzyskiwanie kolegi , wykorzystywanie drugiego samca nawet jako stawiacza piwa co sobotę określam jako brak honoru. 

Ale u nas to jest nagminne szukanie kierowcy gdy wychodzimy  z imprezy bo szkoda na taksówkę, szukanie jelenia który postawi. Szukanie zawsze koneksji układów i próba wkupienia się tam, nic własnymi rączkami. Do tego w Polsce modne jest tzw stawianie raz ja tobie raz tymi, w pracy modne są wszelakie torciki na urodzinki, winka itd. I Polacy rozliczają się między sobą, patrzą na siebie i czekają kto postawi, kolega ma urodziny wszyscy liczą, że coś postawi. Córka ma wesele Polak liczy, ze dostanie placki za darmo wódkę lub inne rzeczy. Ludzie w Polsce liczą się między sobą na zasadzie "pasuje", "wypada postawić".  Wpadnie do Ciebie szwagier z dziećmi, musisz jebnąć flaszke na stół i cukierki. 
Tak, tak to jest nasza mentalność ludzi, którzy żyją zabobonami towarzyskimi.

Na zachodzie po pracy, jak chcesz do kogoś przyjść to musisz się zapowiedzieć.

A pieniądze, to ezoterycznie zmaterializowana energia. Na co Ty przeznaczasz swoją energię?

Edytowane przez Donovan
  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Donovan napisał:



A pieniądze, to ezoterycznie zmaterializowana energia. Na co Ty przeznaczasz swoją energię?

Świetny cytat. Do zapamiętania :)

  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No niestety wszystko się kręci wokół pieniędzy . Samemu czasem mnie to irytuję ,ale w gruncie rzeczy tak po prostu jest - nie starajmy na siłę zmieniać zasad gry ,tylko trzeba się do nich dostosować ,jakkolwiek to nie brzmi.

I nie chodzi tu o to ,aby kierować się tylko wyłącznie pieniędzmi ... Dla mnie pieniądze to :

1.Wolność (choćby w podejmowaniu decyzji)

2.Narzędzie do spełnienia potrzeb

23 godziny temu, Perun napisał:

"Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy"...
 

Tu się zgadzam w 100% Nie ma co na siłę imponować innym . Ostatni przykład mam z własnej rodziny : Ojciec kupił nowe auto z salonu za ponad 100 tysięcy i jego szwagier jak to usłyszał już chce po dwóch latach nowe auto - oczywiście droższe niż ojca :D a kredyt we frankach jak jest tak jest ...

 

Ja bym się jednak nie przejmował innymi - niech oni tracą pieniądze na to ,aby zaimponować innym . Szczęście musi być wewnątrz ciebie . I rzucę kolejnym banałem ,ale w życiu musi po prostu równowaga . W momencie ,gdy kupujesz coś bardzo drogiego ,co będzie kontrastowało w reszcie twoich rzeczy będziesz czuł potrzebę ,aby wszystko było na tym samym poziomie. Nie muszę chyba mówić co to za sobą ciągnie i jakie koszta powoduje.

15 godzin temu, PanDoktur napisał:

Z pierwszą połową wypowiedzi zgadzam się. Niestety z drugą już nie. Nie nazwałbym tego sztucznością. Po prostu mając więcej pieniędzy albo władzy człowiek zaczyna obracać się w innym towarzystwie. [...]

Również się pod tym podpisuje.

P.S Co do przykładu z Markiem to jest również mu się wcale nie dziwię . Ale ludzie (niestety) często zachowują się jak pasożyty - szukają gdzie mogą coś ugrać .

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dla zwykłych kowalskich pieniądz to cel, dla wtajemniczonych pieniądz to środek, istna marchewka na kiju dla kierowania "demokratycznym, nowoczesnym społeczeństwem".

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ojciec powiedział mi kiedyś że to pieniądze żądzą światem nie ludzi . To za pieniądze można sposorować ruchy pro imigracjne , lewackie itp itd . To za pieniądze można kupić (miłość) jak i inne dobra czy usługi . Tak kasa da ci wszystko więc ją zdobywam 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Matiz niestety taka prawda. Masz kasę rządzisz, pojawia się szacunek.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.12.2017 o 07:02, Kimas87 napisał:

Natomiast jestem akredytowy wolę uzbierać na coś niż babrać się w kredytach, pożyczkach. Kasa się liczy bardzo czy nam się to podoba, czy nie. 

Tak samo jestem akredytowy. W życiu wziąłem jeden kredyt - 22 lata temu. Urząd pracy dawał na rozpoczęcie działalności. 250 milionów starych złotych (kupa szmalu kiedys).

No i jesli po roku firma się utrzymała, nie miała zaległości w ZUS i US (zaświadczenie) - to kredyt umarzano.

Nawet głupi by takie coś wziął :) Więc wziąłem :) Firma działa do dziś :)

 

Potem żadnych kredytów. Chcę coś kupić a nie mam ? No to albo na to coś zarabiam, albo rezygnuję, proste.

 

Szacunek u mnie budzą tylko prawdziwe pieniądze. Masz dom czy samochód ? Szacun. Pod warunkiem, że kupiłeś za zarobione. To znaczy, że potrafisz.

Bo kredyt pobrać każdy umie. Pożyczyć wóz z wypożyczalni czy od lizingodawcy - także.

To żaden wyznacznik zamożności.

 

Jednym z wyznaczników mojego poczucia wolnosci jest brak obciażeń długami. Czyli - jesli przestaniesz pracować - to Twoje dochody są zerowe a nie ujemne.

 

Inna sprawa, że kredyty są czasami brane z powodów "strategicznych". Jest sobie jakiś koleś, ktory ma duże pieniądze, że tak powiem "nie do końca legalne". Nie że ukradł czy skądś wyprowadził, ale np nie do końca opodatkował, albo zarobił w szarej strefie, za granicą itp.

W kazdym razie - gdyby US go prześwietlił - to by wyszło że nie mógł tego zgodnie z prawem zarobić bo brakuje podatków.

 

Gośc otworzyć chce 100% legal biznes. Wiadomo, że musi zainwestowac milion złotych na przykład. Bo chce kupić maszynę.

Może, bo bańkę ma.

Ale robi inaczej - bierze kredyt (wiedząc, że spłaci bo ma na ten kredyt), albo lizing i rusza z biznesem.

Maszyna na bieżąco zarabia, gośc poczatkowo jedzie na znikomej marży albo wrecz na zerze, grzecznie wystawia f-ry i płaci VAT/PIT oraz spłaca terminowo wszelkie raty, czynsze dzierżawne etc.

W razie chwilowego zastoju - ma z czego dołozyć do biznesu.

Po dwóch, trzech latach zaczyna normalnie zarabiać i wtedy o wiele mniej jego biznes wzbudza podejrzeń.

 

Skąd miałeś na maszynę ?

Nie moja była a banku :) Ale własnie ją wykupiłem, miałem za co (choć nie ukrywam, że lekko nie było) - bo dwa lata pracowała przez 8 godzin obsługiwana przez pracowników i mnie, a przez kolejne 8 - przeze mnie samego :)

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To masz podobnie do mnie :). Jak mnie życie nie zmusza nie biorę. Wolę zarobić niż babrać się w kredyt. Na auto sam zarobiłem bez żadnego kredytu/ pożyczki. Auto ze wszystkim 21,5 tyś zł. 

 

U ludzi bawi mnie jeszcze jedno. Biorą kredyt np na mieszkanie na 15 lat i mówią że są na swoim :D zawsze jak to słyszę to mam ubaw. Nie na swoim tylko to własność banku na swoim będzie wtedy jak zapłacisz ostatnia ratę kredytu. Wolę być wolny i nie obciążony żadna pożyczką. Wielu ludzi dziś mówi ,, ale bez kredytu nie idzie " ok, to niech biorą jak póki nie mam noża przy szyji nie wezmę nic :). 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ktoś kiedyś powiedział że jak nie potrafisz uzbierać na coś to znaczy że cię na to nie stać. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      https://www.o2.pl/artykul/latka-chce-sprzedac-dziewictwo-tylko-w-ten-sposob-moze-zarobic-na-studia-6210955408037505a
      Wystarczy, że dziewczyna sprzeda swe dziewictwo i stanie się milionerką   Co sądzicie na ten temat?
       
      18-latka chce sprzedać dziewictwo. Tylko w ten sposób może zarobić na studia

      Nie każdego stać na opłacenie czesnego na prestiżowej uczelni. Do grona osób, które nie mogą sobie na to pozwolić, należą rodzice 18-letniej Nicole. Dziewczyna wymarzyła sobie studia w Cambridge i postanowiła, że sama na nie zarobi. W jaki sposób? Włoszka chce sprzedać swoje dziewictwo.
       
      Nicole to jedynie pseudonim, którego nastolatka używa w agencji Elite Models VIP, pośredniczącej w tego typu "transakcjach". Gwarantują oni ochronę danych personalnych dziewczynom. Oprócz tego każdy klient otrzymuje od nich świadectwo zdrowia i dziewictwa wybranej przez siebie kandydatki.
       
      Włoszka na decyzję o sprzedaży cnoty zdecydowała się w wieku 16 lat. To wtedy postanowiła, że na ekskluzywne studia zarobi sama i nie będzie prosić o pomoc rodziny. Mało tego, rodzice Nicole nie mają pojęcia, co dziewczyna zamierza zrobić. – Będą tym zdruzgotani – przyznała w rozmowie z "The Sun".
       
      Nicole nie boi się spotkania z nieznajomym mężczyzną. W rozmowie z dziennikarzami przyznaje, że przeraża ją nieco wizja "pierwszego razu", ale nie boi się o swoje bezpieczeństwo. – Myślę, że dobrze spędzimy ze sobą ten czas – mówi.
       
      Nastolatka zdradza również, że już teraz jeden z mężczyzn chce zapłacić za jej dziewictwo 890 tys. funtów. To ponad 4 mln złotych.

      Podobna historia miała miejsca kilka miesięcy temu, kiedy to dwie studentki z Holandii – Lola i Monica – postanowiły sprzedać swoje dziewictwo, by zarobić na studia. Dziewczyny korzystały z pośrednictwa agencji Cinderella Escort, którą założył Polak.
       
      Kolejnym głośnym przypadkiem sprzedaży cnoty poprzez portal Cinderella Escort był przypadek Alexandry Khefren z Rumunii. Nastoletnia modelka wystawiła swoje dziewictwo na aukcję, której finał przyniósł dziewczynie ogromne bogactwo. Jej pierwszy raz kosztował bowiem 2,3 mln funtów, czyli ponad 10 mln złotych. Nabywcą cnoty Alexandry był azjatycki biznesmen.
    • Przez MoszeKortuxy
      http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1022256,alimenciarki-kobiety-tez-nie-placa-alimentow-dlaczego.html
      Ciekawy artykuł dotyczący kobiet, które nie płacą alimentów. Piszcie co sądzicie na ten temat Bracia  
       
      Orzecznictwo sądów w Polsce jest jasne. Dzieci zostają przy matce. Dlatego problem niepłacenia alimentów i alienacji rodzicielskiej najczęściej jest poruszany w kontekście mężczyzn. Utarło się, że to zły ojciec unika płacenia na dzieci, a zła matka nie pozwala na kontakty z dzieckiem. Ale bywa też odwrotnie, a „dłużnicy alimentacyjni” (niezależnie od płci) nie zawsze zasługują na potępienie.
       
      W październiku 2016 roku dłużnicy alimentacyjni zalegali ze spłatą łącznie 9,4 mld złotych. Trzej rekordziści pod względem kwoty zaległości, na którą składają się m.in. niezapłacone alimenty, mają do oddania ponad 1 mln zł. Łączny dług rekordzisty to 1 441 455 zł, z tytułu alimentów winien jest niecałe 47 tys. zł. Kolejny dłużnik z sumą 1 436 214 zł, na dzieci nie zapłacił 48,2 tys. zł. Sytuacja trzeciego rekordzisty to 19,2 tys. zł zaległości alimentacyjnych i ponad 1,2 mln zł pozostałych długów. Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego systematycznie rośnie. Od końca czerwca do końca września 2016 roku wzrosła o 859 zł i obecnie wynosi 33 160 złotych.
       
      W województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim na 1000 dorosłych mieszkańców przypada od 12 do 13 dłużników alimentacyjnych. 95 proc. z nich to mężczyźni. Na 282 tysiące osób, które zalegają z płatnościami na dziecko, aż 268 tys. to również mężczyźni, ale jeśli zaznaczymy, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w znakomitej większości sprawują kobiety, to okaże się, że procentowo sytuacja w przypadku obu płci jest bardzo podobna. Tyle dane. Wynika z nich niewiele, bo ważne są powody, dla których kobiety nie płacą alimentów.
       
      Polaków nie stać na alimenty
       
      Na ten argument szczególnie często powołują się właśnie kobiety. Jak tłumaczy adwokat Maciej Organiściak, po rozwodzie często są one w trudniejszej sytuacji zawodowej. Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.
       
      Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 3291,56 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Największa liczba Polaków zarabia 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. A po rozwodzie koszty utrzymania gwałtownie rosną. Nagle, przyzwyczajeni do dwóch pensji i dzielenia kosztów na pół, musimy te proporcje odwrócić. Czynsz dla spółdzielni to nie 300 zł, ale 600 zł, rachunek za prąd to nie 75 zł, tylko 150 zł, a internet zamiast 30 zł kosztuje 60 zł. Statystycznie na konto wpływa też 1800 zł, a nie 3600 zł.
       
      Joanna przed rozstaniem pracowała w firmie informatycznej. Zarabiała dobrze – ponad 4 tys. złotych. Sąd orzekł, że na dwójkę swoich dzieci ma płacić miesięcznie 800 zł. Problemy zaczęły się w trakcie sprawy: straciła pracę, a koszty rozwodu pochłonęły ponad 20 tys. zł. Co więcej, sąd zasądził alimenty wstecz od września 2014 roku. I to mimo że dzieci zamieszkiwały z nią – bez względu na postanowienie sądu nie chciały mieszkać z ojcem. – Córkę porwał ze szkoły w październiku, a w lutym kuratorzy zabrali syna. Tak więc pomimo iż w okresie tym wydałam pieniądze na utrzymanie dzieci, muszę ponownie zapłacić je ojcu – mówi rozgoryczona. Łączny dług to 15 tysięcy złotych.
       
      W grudniu 2016 roku urodziła syna. W tej chwili nie ma prawa do zasiłku macierzyńskiego i ubiega się o świadczenie rodzicielskie w kwocie 1000 zł. Jak mówi, kwota 800 zł nie jest sama w sobie zawrotna, ale bez pracy okazuje się niemożliwa do zapłaty. – Czyni mnie to kandydatką do osadzenia w więzieniu na rok z moim dwumiesięcznym synem, jeśli sejm przyjmie nowelizację art. 209 kk – mówi i dodaje: Nie jestem żadną patologią. – Regularnie alimentuję dzieci nie tylko poprzez opłacanie im telefonów, ale i kupuję ubrania, leki, kosmetyki i przybory szkolne, ponieważ ojciec celowo je zaniedbuje, aby pokazać, że jest nędzarzem pomimo, że w poprzedniej sprawie sąd ustalił, że zataja dochody, ponieważ koszty, które wykazuje, są wielokrotnie wyższe niż wykazywane dochody – mówi.
       
      To, co najbardziej boli Joannę to postawa sądów, które jej zdaniem są nieudolne i bezczelne. Do tego dochodzi dowolność orzekania w sprawie alimentów. – To jest przerażające. Nikt nie wie, co go czeka, a sąd może uwierzyć w każde kłamstwo drugiej strony. Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka ma atopowe zapalenie skóry. Myślę, że łatwiej takie rzeczy wmówić ojcom pozbawianym kontaktu z dziećmi od wczesnych lat, ale dla mnie – matki, która swoje dzieci przez kilkanaście lat wychowywała i utrzymywała – to jest po prostu niedorzeczne – opowiada.
       
      – Nagle z porządnego, pracującego obywatela stałam się wyjęta spod prawa – podsumowuje gorzko. Proszę napisać: Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.
       
      Zakładnik alimentacyjny
      Rozwód często przeradza się w prawdziwą wojnę, a głównym jej zakładnikiem staje się dziecko. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni traktują je jako kartę przetargową. W historii Katarzyny znajdują się wszystkie elementy, o których mówią adwokaci. Jest były mąż, który wyrzuca ją z mieszkania. Mąż jest zamożny i stać go na samodzielne utrzymywanie dziecka, ale grą procesową i bezpardonową walką, jak sama mówi, kreuje dowody, a następnie egzekwuje każde postanowienie sądu. W tej brutalnej grze wykorzystuje to, że pracują w jednej branży. Rozsiewa plotki i pomówienia. W końcu doprowadza do zwolnienia Katarzyny z pracy. Przed sądem posłuży to jako przykład nieporadności życiowej Katarzyny, która w czasie pobytu na bezrobociu (już pół roku) nie ma jak płacić zasądzonych alimentów. 
       
      – Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak. Wnosiłam o alimentację własnym staraniem – mogę uczyć swoje dzieci języków obcych, bo mam wykształcenie filologiczne, ale sąd nie uwzględnił mojej prośby. Uzasadnienie wyroku jest kuriozalne: z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami. W tej chwili robię wszystko co mogę, by regulować alimenty, ale moje starania nie zawsze wystarczają – mówi gorzko.
       
      Były mąż Katarzyny dąży do zerwania jej relacji z dzieckiem, często uniemożliwia zasądzone kontakty, składa kolejne wnioski do sądu o zmniejszenie jej kontaktów. W ten sposób dziecko staje się zakładnikiem alimentacyjnym: druga strona jak najsilniej odcina dzieci, co skutkuje podwyższeniem alimentów, bo kto spędza więcej czasu z dzieckiem, ten rzekomo więcej na nie łoży. – Kto odetnie, wyalienuje dziecko, ten ma szanse na wysokie alimenty – mówi Katarzyna. I błędne koło się zamyka.
       
      – Rodzice podchodzą do rozstania, jako do sprawy, w której będą wygrani i przegrani, a dziecko jest tylko narzędziem do wygranej. Wtedy ojcowie dochodzą do wniosku: „zabiorę dziecko, bo wiem, że to matce sprawi przykrość”. A często nawet nie chce zajmować się tym dzieckiem. To samo dzieje się w przypadku ustalenia wysokości alimentów. Walki toczą się o 100 zł, o które można byłoby się normalnie dogadać – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      – To nie rodzice sami generują konflikt. Często są do tego zmuszeni, bo ich pełnomocnicy znają realia polskich sądów, które nie sprzyjają porozumieniu rodziców. Sądy w zasadzie nie orzekają opieki naprzemiennej. W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 
       
      Na złość odbiorę ci dziecko
      – Zdarza się, że kobiety często same wymierzają sprawiedliwość. Znam takie sprawy, w których na początku to kobieta sprawowała opieką nad dzieckiem i w tym czasie to mąż unikał płacenia alimentów. Potem sytuacja się odwraca i kobieta wychodzi z założenia, że skoro były mąż nie płacił, to ona też nie będzie. Przy czym dla sądu nie ma to żadnego znaczenia – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      Renata Christensen Ogorzelska nie płaci alimentów, chociaż by mogła. Prosi o podanie pełnego imienia i nazwiska, bo - jak mówi - nie ma nic do ukrycia. Zasądzono jej symboliczne 50 zł. Między innymi dlatego, że dziecko mieszka z ojcem w mieszkaniu, które jest jej współwłasnością. Były mąż zarabia 70 tys. zł. Dziecku nie powinno więc niczego brakować.
       
      Tymczasem mieszkanie jest systematycznie zadłużane. W tej chwili jest to już 17 tys. złotych. Ale nie dlatego Renata nie płaci alimentów. Były mąż skutecznie alienuje dziecko. – Syn, gdy mnie widzi, szarpie się i mnie bije – mówi i dodaje: Od lat, mimo wyroku sądu, nie mogę decydować o swoim dziecku; nie uczestniczę w podejmowaniu żadnych decyzji dotyczących syna, dlaczego więc mam płacić choćby te 50 zł? Moje prawa, jako matki, są gwałcone na każdym kroku, ale oczekuje się ode mnie, że ja będę swoje obowiązki wypełniać. Uważam, że jeśli rodzic alienuje dziecko i traktuje je jako swoją własność, to powinien sam finansować swój „projekt dziecko” – tłumaczy.
       
      Punkt widzenia Renaty najlepiej obrazuje jeszcze jedna historia z jej życia. Mówi: Jestem też dawczynią komórki jajowej, z której w Wielkiej Brytanii urodziły się bliźniaki. Nigdy ich nie poznałam, ale rodzice na bieżąco informują mnie o ich rozwoju. To budzi we mnie odpowiedzialność i więź emocjonalną, której nie czuję z własnym dzieckiem. To jest bardzo bolesne, ale to tym dzieciom wysyłam paczki i pieniądze. Zresztą, w naszym przypadku w ogóle nie chodzi o pieniądze, bo i ja, i ta rodzina, i mój mąż je mamy. Chodzi wyłącznie o emocje.
       
      Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości. – W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między rodzicami, sąd powinien jasno i z całą stanowczością nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko staje się kartą przetargową w walce między dorosłymi. A nasze sądy w sytuacji konfliktowej najczęściej przyznają opiekę nad dzieckiem tylko jednej stronie. A ta druga, niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna, traci kontakt z własnym dzieckiem – mówi.
       
      Wyimaginowany dług
      Mówi Joanna: Sądy od jakiegoś czasu coraz częściej orzekają miejsce pobytu u ojców. W 100 proc. przypadków, jakie znam, są to sprawcy przemocy, w tym narkomani, kryminaliści, alkoholicy. Wszyscy najpierw porwali dzieci, a potem odizolowali je od matek. Analogicznie, jak robią to od lat matki. Tak postępujących rodziców preferują sądy.
       
      Wszystkie moje rozmówczynie są zgodne: sądy popierają alienację rodzicielską, bo umożliwia ona obciążenie drugiego rodzica kosztami utrzymania dziecka. – W związku z tym, że wyroki są oderwane od rzeczywistych zarobków, automatycznie tworzą z ludzi dłużników na żer komorników – mówi Joanna. Od Renaty i Joanny słyszę: Proszę więc nie wierzyć w bajki o długu 10 mld złotych. To są pieniądze, które nigdy nie zostały na dzieci wydane i nigdy nie zostały zarobione. – Najczęściej dochodzi do wykończenia dłużnika lub licytacji jego majątku na cele alimentacyjne – często zabranie dzieci jest sposobem na korzystny podział majątku po rozwodzie – dodaje Joanna.
    • Przez Ali
      Witam drodzy Bracia!
       
      Odkąd zorientowałem się,że na etacie i w mojej sytuacji dorobię się tylko garba postanowiłem szukać alternatywnych źródeł dochodu.
      Wpadłem na pomysł związany z aplikacjami mobilnymi,który w mojej opinii i opinii wielu znajomych byłby strzałem w dziesiątkę.
      W skrócie powiem,że aplikacja pozwoliłaby na znaczne oszczędności w kwestii zakupów. Jednak problem polega na tym,że nie dam rady
      sam tego sfinansować/zrealizować (nie mam kasy i nie umiem programować). Więc doszedłem do wniosku,że w mojej sytuacji
      najlepiej będzie sprzedać ten pomysł komuś bardziej kompetentnemu.
      I w tym momencie pojawia się moje pytanie. Gdzie i jak sprzedać swój pomysł? Pytam ze względu na obawy czy ktoś po prostu
      mi go nie ukradnie gdy zaproponuje go jakiejś osobie. Możecie mi podpowiedzieć w którą stronę skierować swoje kroki?
      Zależy mi na tym aby jakoś zabezpieczyć się prawnie(czy jest to realne?) i gdzie znaleźć osobę chętną do inwestycji w taki projekt?

      Pozdrawiam
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×