Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry,

    Bardzo długo wzbraniałem się przed opisaniem swojej historii. Może dlatego, że jest mi po prostu wstyd, że zrobiłem to sobie drugi raz w moim życiu a może dlatego, że nie mogłem tego wyrzucić z siebie. Potraktuję to trochę jak terapie, wygadanie się ale też chciałbym usłyszeć opinię mądrzejszych, obytych na ten temat. Wskażcie mi Bracia gdzie się zatraciłem. Choć wydaje mi się, że teraz coś już zaczynam rozumieć.  Chyba się pośmiejecie.
    Opiszę w skrócie tak bardzo jak się da - ciężko skrócić prawie dekadę swojego życia w kilku słowach. Historia zapewne jakich wiele, dawno temu w klasie maturalnej poznałem kobietę która w zasadzie zabrała mnie na „przejażdżkę’ na 7 lat. Dlaczego przejażdżkę? Myślę, że miała cały czas pełną kontrolę nad moim życiem i doskonale wiedziała czego chce, zapewne wie to dalej. Choć czasami myślałem, że mam kontrolę to tak naprawdę tylko mi się wydawało. Jaki wtedy byłem? Inteligentny, bardzo przystojny, dobrze zbudowany, wygadany, dobrze ubrany. W środku jednak lekko rozwalony, miałem nieprzepracowane traumy (nieciekawe dzieciństwo, winiono mnie m.in. za smierć kogoś bliskiego). Oczywiście nie pokazywałem tego, starałem się być skałą z pozoru. Zaiskrzyło między nami, otworzyłem się przed nią i zostaliśmy parą (Ja wtedy 18, Ona 19). 
    Po pół roku wyjechałem na studia bardzo daleko. Miałem przed sobą bardzo, bardzo dobrą przyszłość. To jeden z tych modnych teraz wśród młodych protestujących kierunek. Trzy lata tak studiowałem jednocześnie każdą chwilę spędzając z nią. Przyjeżdżałem kiedy tylko mogłem. Bardzo poważnie myślałem o X (nazwijmy ją X) toteż wiedziony trochę tęsknotą a trochę strachem przed utratą jej zrezygnowałem z tych studiów i pojechałem z nią zamieszkać do dużego miasta. Było dobrze, naprawdę byłem szczęśliwy przez długi czas. Myślałem, że tak będzie zawsze. Pominę teraz opis codzienności etc.  Jaki ja byłem w tamtym czasie? Starałem się być „idealnym” do rany przyłóż facetem. Płaciłem za wiele rzeczy, sprzątałem, gotowałem, kupiłem psa - który miał nas jeszcze bardziej zbliżyć, zawoziłem wszędzie, zakupiłem jej sprzęt potrzebny do nauki (studiowała kilka kierunków ale nie skończyła nigdy żadnego) i wiele innych rzeczy które możecie sobie wyobrazić. Zbierając to wszystko uważam, że nie było żadnych symptomów na to co się stało. Zaczęła pracę w fitness. Pewnego dnia po prostu wróciła z pracy i powiedziała, że chce się rozstać. Pamiętam ten dzień - przygotowywałem dla nas obiad w tym momencie. Nie mogłem uwierzyć. Dzień wcześniej kochała mnie, uprawialiśmy sex etc. Jako powód usłyszałem tylko wiązankę tego jaki dobry człowiek a ona chce spróbować życia bo jest młoda i ta stabilizacja to nie to. Zarzekała się, że nikogo nie ma (a miała kolegę koksa z pracy). Płakałem, błagałem, kwiaty i te sprawy - nic, tylko chłód z jej strony. Wyprowadziłem się bez kasy i nagranego mieszkania - pomogli mi znajomi, pożyczyli pieniądze. To było po ok 5 latach bycia razem. Przez najbliższy (może 1,5 miesiąca)  bardzo się za to winiłem, wręcz nienawidziłem się, nie rozumiałem. Jak to mogło się wydarzyć. 
    Spotykałem się z nią bo chciała się widywać z psem i przyjaźnić ze mną. Tak naprawdę bała się, że ktoś inny mnie będzie chciał. Przystałem na to, jednocześnie biorąc się do pracy nad sobą, bo chciałem ją odzyskać. Mnóstwo rzeczy poprawiłem w sobie, byłem po lekturach Pana A. i to działało. Poznawałem kobiety ( i to nawet te 10/10) - tylko do pewnego momentu bo mówiłem stop i uciekałem od dalszej znajomości. Zacząłem odżywać, lepsza praca, siłownia, powodzenie. Pewnego dnia powiedziałem sobie dość i chciałem urwać kontakt - chciałem jednak przed tym dać jej prezent który już dawno kupiłem dla niej (skok spadochronowy - kiedyś jej tego zabroniłem więc to załatwiłem, po prostu czułem się zobowiązany, wiedziałem, że muszę to zrobić i chój). Zawiozłem powiedziałem otwórz w urodziny (czyli za jakiś czas) i powiedziałem, że to koniec znajomości i że nie chcę nic od niej. Pojechałem od niej, płakałem w samochodzie, prawie się posrałem ale wiedziałem, że tak trzeba. Wiecie co się stało? Zaczęło się natarcie z jej strony, niedługo potem. Zaproszenia na obiad, spacery. Zdecydowała, że to ja mam być przy tym jak będzie to marzenie spełniać. Pojechałem z nią - wiadomo wielkie emocje po skoku, pocałowała mnie ja już szczęśliwy. Zabrałem ją jeszcze na zamkniętą imprezę dla ludzi z pierwszych stron gazet. W takich kręgach się zacząłem obracać. Oczywiście wróciliśmy do siebie. Wspaniali ludzie którzy mi pomagali po rozstaniu, pokazali życie od innej strony poszli w odstawkę. Zadbała o to. 
    Wprowadziłem się do niej i żyliśmy naprawdę, naprawdę dobrze, znowu zacząłem zatracać siebie. Pewnego dnia coś mi nie dawało spokoju i sprawdziłem jej FB. Myślałem wtedy, że się zajebie. Ona mnie zdradzała już przed tym jak mnie zostawiła. No jak to możliwe? :) Wyczytałem jak, gdzie i kiedy się „bzykali”. Jakby koleś nie kopnął jej w dupę to ja nie byłbym taki fajny - to też przeczytałem. W rozmowie z koleżanką pisała, że nie rozumie jak on może ją olewać no bo przecież się bzykają. Jednocześnie przeczytałem o sobie duuuużo „fajnych rzeczy” frajer, pizda, pantofel etc. Chciałem odejść, zatrzymywała mnie, zabierała klucze od samochodu, zastawiała drzwi. Przepraszała, żałowała, płakała, wpadała w histerię, sex - ja pierdole! Tak w kółko. Pojebało mnie, prawie umarłem. Uległem po jakimś czasie - stwierdziłem, wybaczam! Druga część tej historii jest taka, że wyjechaliśmy z tego miasta i ja wróciłem na studia, ona ze mną. Oświadczyłem się. Naprawdę jej wybaczyłem i kochałem jak sam skurwysyn. Zdałem rok ale musiałem wrócić żeby zarobić na resztę. No to wróciliśmy do miasta rodzinnego. 
     Zgadnijcie co się stało po powrocie ? Zostawiła mnie jakiś czas temu ( ponad 7 lat znajomości), ale ja już wiedziałem, że ma kogoś na boku - sprawdziłem to. Wiem kto to jest. Pojechałem do niej pewnej soboty i udawałem, że nie wiem. Zmusiłem ją żeby mi powiedziała czy chce tego związku czy nie. Odpowiedziała to co kiedyś - chce się pobawić życiem, chce odnaleźć siebie. Jak tam jechałem obiecałem sobie, że te resztki honoru tym razem zachowam. Nie płakałem - powiedziałem „ Szanuję twoją decyzję”. Kurwa najbardziej ją zabolało, że ja miałem czelność mieć cyt. „tyle klasy”. Powiedziała oczywiście, że nie zerwie kontaktu, będziemy się widywać etc. - czyli pies ogrodnika. Pojechałem do domu - a ona została tam z przeświadczeniem, że znowu jej się udało, że ja nie wiem, że jestem kurwa jej ukochanym naiwnym, własnym frajerem, niezatapialnym kołem ratunkowym. Dalej bym w tym tkwił bo ona nie miała zamiaru ze mną „już teraz zrywać”. Mieliśmy iść na sylwestra, wspólna wigilia, wyjazd na wakacje w kwietniu itp. Po prostu postawiłem ją pod ścianę - bo już kurwa nie mogłem bardziej brzydzić się sobą. Od tamtego czasu minął już miesiąc i ja czuję, że żyję. Wcześniej te wiele lat temu, jeżeli ktoś by mi taką historię opowiedział to bym kurwa nie uwierzył, że można tak bardzo kogoś kochać kogoś, poświęcać się i  nienawidzić siebie. W każdym razie, pracuje w fajnym miejscu, odkładam na dokończenie studiów, spotykam się z kobietami - różnymi, niektóre mi się nawet podobają. Była próbowała się odzywać ale ja nie odbieram, nie odpisuje, nie interesuję się już jej życiem.
    Czy coś do niej nadal czuję ? Tak. Myślę, że bardzo ją kochałem - czyt. byłem uzależniony. Teraz powoli nabieram kontroli nad swoim życiem - to świetne uczucie po tylu latach. Wiem też, że za jakiś czas zwróci się do mnie po coś więcej ale jak mówiłem tę furtkę którą ona zostawiła uchyloną ja zatrzasnąłem. Kochałem i przegrałem, przyjmuję to. Jaki teraz jestem? Przepracowałem u psychologa traumy z dzieciństwa, dalej pozostałem inteligentny, choć trochę mądrości nabieram, przystojny ponoć bardzo :), wesoły, pogodnie patrzę w przyszłość, asertywny. Poczucie humoru mi zostało. Uczę się, że kobieta ma być „towarzyszką” mojej własnej zajebistej, zaakceptowanej drogi a nie moim przewodnikiem. To jest tylko jakieś 10% - chyba najważniejsze. Jak coś sobie ważnego przypomnę, dodam niżej. Nie żałuje, dużo mnie nauczyło to wszystko. Fajne momenty też były - sporo. Mimo wszystko będę miał o czym potomnym opowiadać. Bracia to najkrócej jak się dało, liczę na szczerość, śmiech, cokolwiek. 

PS: Swoją drogą ten pies - to ze mną został, najlepszy przyjaciel !

 

 

Dodatek 1.

 

Z racji tego, że nie wiem jak edytować post główny, dopiszę tutaj.

Po tym wszystkim co mnie spotkało na własne życzenie jak wspomniałem przepracowałem traumy u psychologa. Moja miłość dołożyła mi nerwicę, ataki paniki w środku nocy, ataki agresji, ataki drgawek - mózg się przeładowywał po prostu. Teraz już tego nie ma na szczęście.

  • Like 4
  • Dzięki 1
  • Smutny 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie ty pierwszy nie ty ostatni :) każdy z nas miał historię mniej lub bardziej podobną.

 

Po pierwsze oddziel przeszłość grubą kreską żyj tu i teraz - ciesz się życiem i wyciągnij wnioski ponieważ ona na pewno Ciebie jeszcze zaatakuje.

Rozwijaj się ucz obserwuj ponieważ jak nie ona będą inne, które mogą próbować wykorzystać Cię - przerobiłeś dzieciństwo jesteś pewien? tylko ty znasz odpowiedź

 

Poelcam książkę No More Mr Nice Guy

 

i powodzenia w życiu i dużo siły w obecnej chwili

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, to nie pisz post pod postem. Napisz do moderacji i poproś, żeby połączyli oba.

 

Po drugie

44 minuty temu, aquarius napisał:

Od tamtego czasu minął już miesiąc i ja czuję, że żyję.

W miesiąc przepracowałeś wszystkie traumy z dzieciństwa? Czy coś źle zrozumiałem? Ludzie ze swoimi traumami walczą po kilka lat i często nie wygrywają.

 

Po trzecie

Nie wiem, jak można wrócić do kobiety, która Cię zdradziła. Ja bym się brzydził trochę.

  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, blck.shp napisał:

Nie wiem, jak można wrócić do kobiety, która Cię zdradziła. Ja bym się brzydził trochę.

Zdradziła raz i zrobi to ponownie. Każda zdrada ma być końcem związku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie przepracowałem tego w miesiąc. Fakt, źle to opisałem, niedokładnie. Dużo wcześniej zacząłem terapię, parę miesięcy. To, że się z tym skonfrontowałem a nie unikałem to dało mi bardzo dużo. Może też słowo "przepracowałem" to nadużycie. Doszedłem do takiego momentu, że potrafię z tym żyć. Zaakceptowałem. Tyle to już bardzo dużo.

Co do powrotów po zdradzie to teraz też tak myślę, bardzo w tamtym momencie chciałem wierzyć, że to można przepracować - karmiony pro kobiecą, emocjonalną logiką. Nigdy wtedy nie powiedziałem o tym nikomu a być może popatrzyłbym na to z innej strony. Napiszę do moderacji. Dzięki za odp.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Pytonga napisał:

Poelcam książkę No More Mr Nice Guy

 

 

Ta książka jest dostępna gdzieś po Polsku?? W necie są tylko angielskie wydania. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, Granatowy napisał:

Ta książka jest dostępna gdzieś po Polsku?? W necie są tylko angielskie wydania. 

Posiadam tą książkę w pdf, zaciągnięta z konkurencyjnego forum. Nie wiem tylko czy mogę tu udostępnić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wygrałeś życie, masz racje, traktuj to jako doświadczenie. Pewnie jesteś przed 30stką więc całe życie przed Tobą. 

Nie obwiniaj się o nic, nie rozmyślaj o niej, żyj dla siebie, ciesz się życiem. Ludzie robią sobie większe świństwa po dłuższym wspólnym pożyciu. Nie masz z nią ślubu, dzieci, wymiksowałeś się z tego "na farcie".

Pamiętaj, porządnie do faceta stracone raz już nigdy nie wróci. 

Witaj bracie w nowym, lepszym życiu. 

 

Życzę powodzenia i sukcesów, a szczęście siedzi w Tobie, odkryj je!

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
4 minutes ago, aquarius said:

Posiadam tą książkę w pdf, zaciągnięta z konkurencyjnego forum. Nie wiem tylko czy mogę tu udostępnić.

raczej nie nie

ale w linku poniżej jest jak ją dostać (wersje polską)

 

http://braciasamcy.pl/index.php?/topic/10459-no-more-mr-nice-guy-książka-pl/&tab=comments#comment-197572

Edytowane przez Pytonga
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Niestety historia jakich wiele, jednak tym razem z pozytywnym zakończeniem.

Była ona na tyle przewidywalna (zwłazcza od momentu pierwszej zdrady), że gdy ją czytałem (i pewnie nie tylko ja) w głowie rysował mi się scenariusz co będzie dalej.

Oczywiście potwierdził się on w kolejnych pisanych przez Ciebie zdaniach.

Uważam, że naprawdę dużym plusem jest, iż koniec końców zmądrzałeś i nie masz wobec tej kobiety żadnych zobowiązań np. w postaci dziecka czy wspólnego kredytu. 

 

Jesteś w podobnym wieku do mojego i jako niemalże równolatkowi, po takich "doświadczeniach", polecam Ci, abyś w ciągu kilku najbliższych lat, absolutnie nie wchodził w żaden długoterminowy związek z kobietą.

Powodzenia. 

  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@aquarius Faktycznie historia jakich tu wiele, dużo rycerstwa było, ale zdaje się, że to za Tobą. Fajnie dla Ciebie, że tu trafiłeś, że wyciągnąłeś wnioski, nauczyłeś się czegoś i obyś w tym miejscu stawał się coraz lepszy

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Twoja była miała rację. Byłeś mega frajer jak to czytam to aż mnie bierze dobrze, ze w porę się ogarnąłeś. Wykop ja ze swojego życia definitywnie. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Straciłeś u Pani X szacunek, spantofliła Cie jak wielu z nas braci. Ciesz sie bo dostałeś bardzo dobra lekcję życia.

Ja również podobny schemat przeszedłem.

Nie masz dzieci, kredytów itp.

Za rok będzie lepiej :)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jakbym czytał coś ze swojego życia. Fakt, że po rozstaniu miesiąc miałem z nią kontakt ale byłem już na tyle świadom iż nie dałem jej szansy powrotu. Urwałem to w samą porę.Było ciężko. Mija pół roku i jest już spokojnie. Wątpię byś po miesiącu już wszystko ogarnął. Te myśli wracają później zaczyna się idealizowanie i to najgorsza pułapka. Urwij to na samym początku i żadnego kontaktu!! Jak się odezwie a pewnie to zrobi by sprawdzić.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ode mnie ukłon i szacunek.

Odebrałeś bolesną lekcję od życia, ale potrafiłeś to też poukładać.

Trochę zazdraszczam, bo mnie zajęło trochę wincyj lat na zrozumienie tego, co się w okół mnie dzieje, w konsekwencji moje straty były dotkliwsze.

Dziękuję za podzielenie się Twoją historią, domyślam się że już samo spisanie musiało być bolesne :(

 

Ps. I propsy za pieseła :D

Edytowane przez Mnemonic
Ps.
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naprawdę dużo przeszedłeś po pierwszej zdradzie wiedziałem jak to się rozwinie (raz zdradzi to będzie to robić dalej czemu ? Bo daje to fajne emocje ) Myślę że bracia mają rację dałeś się zpatoflić zrobić z siebie sługe pozwoliłeś na to by pani grała pierwsze skrzypce .

 Życie dało ci tą lekcje wykorzystaj to czego się nauczyłeś i nie popełniaj tych samych błędów w przyszły relacjach (przeczytaj  kobietopedie)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez angel4580
      Witajcie bracia, jest to mój pierwszy temat na tym forum, w zasadzie nie przypuszczałem, że będę prosił o poradę ale jestem pierwszy raz w sytuacji w której nie wiem co robić.
       
      Mam 27 lat, za sobą około 6 nieudanych związków, jestem DDA, cierpię na okresową depresję, ale generalnie jest stabilnie.
      Wszystkie moje związki rozpadały się z powodu... mojej nienawiści do tych kobiet, głównie zaczynało się to po tym jak nakrywałem je na kłamstwach (nawet małych, ale kłamstwach) wtedy powstawała rysa w moim umyśle i zaczynałem gardzić tymi kobietami, z czasem dochodziło do ostrych wyzwisk z mojej strony a nawet rękoczynów (plaskacze, nie żadne bicie itp) Co kończyło się wiadomo jak, choć niektóre dziewczyny przez to się jeszcze bardziej zakochiwały i powstawała spirala toksycznego związku (łobuz kocha najmocniej ) Ale przejdźmy do tematu.
       
      Poznałem przez Tinder dziewczynę, jest w moim wieku, zajmuje się tym samym co ja,  z tym, że ja introwertyk a ona ekstrawertyk przez co swoją dynamicznością/wciskaniem się klientom, łapaniem kontaktów sprawia, że zarabia dużo więcej ode mnie mimo tej samej branży.
      Napisałem do niej pierwszy (co robię rzadko) śmieszkowaliśmy sobie ale jakoś nie brałem tego na poważnie, zauważyłem też, że ma wybujałe ego, przez co dochodziło do różnych "sprzeczek" na FB ale i tak postanowiliśmy się spotkać, nie chciałem iść na spotkanie bo laska mnie irytowała ale pomyślałem, że spróbuję. Jak się później okazało ona myślała tak samo.
      Po spotkaniu pisaliśmy trochę na FB ale kontakt się jakoś przerwał, ona nie pisała, ja nie pisałem... aż pewnego dnia odezwała się do mnie pod wpływem %, że czemu do niej nie pisałem itd, że jest niedaleko mnie w jakimś klubie na imprezie firmowej i bym wpadł, jechałem po drodze więc wpadłem, parkuję a tu nagle jakiś gość wsiada mi do auta, prawie go wyjebałem ale patrzę na niego i zobaczyłem, że to jakiś jej wspólnik bo mają sporo zdjęć w pracy.
      Gość zaczął mi gadać, że mam jej nie zrobić krzywdy bo mnie znajdzie a ogólnie jest nerwowy, po czym dodałem, że jest jeszcze bardziej  Wysiadł, wsiadła ona, zaczeliśmy gadać, mówię, że odjebała manianę z tym jej kumplem, po czym dodała, że to jej przyjaciel który się o nią martwi i był z nią wcześniej 5 lat... Za 10 minut przyszedł ten przyjaciel i kazał jej wracać, parsknąłem śmiechem i pojechałem do domu skreślając z miejsca tą dziewczynę.
       
      Za jakiś czas znowu zaczęliśmy pisać na FB, przepraszała mnie za sytuacje, usprawiedliwiała siebie i jego alkoholem, polecała mnie na jakieś zlecenia i tak jakoś doszło do tego, że zaczęliśmy znowu więcej pisać aż pewnego dnia wysłałem jej zdjęcie mojego penisa  Ona się podjarała i odwzajemniła to zdjęciami piersi, widać było, że jest totalnie napalona. Za kilka tygodni się umówiliśmy na wino, ona parę godzin przed spotkaniem nagle odwołuje, że to nie jest to, że nie pasujemy do siebie itd itd, zapytałem więc czego się boi i zaczałem z nią pisać, potem zadzwoniła, więc śmieszkowałem, że faktycznie powinna się bać jak przyjedzie bo miałem ochotę z nią uprawiać seks do białego rana, że trzymam w szafie strzelbę i chciałem ją odstrzelić Laska zaczęła się śmiać i przyjechała, mówiła mi oczywiście, że do niczego nie dojdzie... rano bzykaliśmy się jak pojebani  
       
      Teraz zaczyna być coraz lepiej Za parę dni poleciała SAMOTNIE na wycieczke na koniec świata, podejrzewałem, że pewnie będzie tam ruchać jakiś ciapaków bo daleko od domu i nikt nie widzi, ale o dziwo wysyłała mi fotki, pisała ze mną i w większości spacerowała i zwiedzała okolice samotnie. Chciałem to olać bo nie wyobrażam sobie by mi kobita samotnie latała na koniec świata, ale ona powiedziała, że sama już wiecej latać nie będzie a to było już wcześniej zarezerwowane więc nie mogła odwołać. Po jej przylocie spotkałem się z nią, znowu maraton seksu, ciągle patrzyła mi w oczy i mówiła, że mnie uwielbia  
       
       
      W między czasie wypytywała mnie mocno ile miałem partnerek seksualnych, ciągle na to naciskała bo ponoć dla niej to ważne i nie chce być tą dziesiątą, zaczęło mi to śmierdzieć bo skoro tak pyta to może sama miała dużo.
      Przyznała się do 3 w tym, że kiedyś z jednym spotykała się przez 2 miesiące głównie do seksu i dzięki niemu spróbowała kokainy... Jak się o tym dowiedziałem to nie wytrzymałem, jestem cholerykiem więc wyzwałem ją od szmat i nie chciałbym by taka kobita była matką moich dzieci.
      Gdy emocje zeszły na drugi dzień dzwonię do niej, ona mówi, że jej przykro bo się we mnie zakochała... że było jej bardzo dobrze ze mną, ale nie chce mnie już widzieć.
      Wsiadłem w auto i za godzinę byłem u niej, na początku pokazywała jak to mnie "nienawidzi" za to co jej zrobiłem jak ja wyzwałem, zacząłem z nią gadać, trochę manipulować na zasadzie, że faktycznie zachowała się wtedy jak szmata, ale różne rzeczy ludzie popełniają Za chwilkę zaczęło się przytulanie, całowanie, po czym idę do niej do kuchni a tam na lodówce... zdjęcie z jej przyjaciółmi i tym gościem z którym się umawiała tylko na seks (zdjęcie razem w czwórkę) 
      Zapytałem co to robi i czemu wcześniej jak byłem u niej tego nie było, ona zaczęła się tłumaczyć, że schowała przede mną by mnie nie denerwować, chciała je wyrzucić ale w nocy jak szukała aloesu to zdjęcie wypadło i znowu powiesiła... wstałem wyszedłem i powiedziałem "dzięki za mile spędzony czas, powodzenia w życiu" Po wyjściu zaczęły mi się ręce trząść jakbym miał parkinsona... stałem na klatce... i nie potrafiłem iść do samochodu, nagle patrzę drzwi się otwierają, ona w butach zimowych i chciała lecieć za mną, wszedłem do mieszkania, zaczęliśmy gadać, tłumaczyła się czemu tak zrobiła, powiedziałem, że teraz przez to nie będę je ufał, że mocno zjebała i ogólnie kaszana.
       
      Nagle oznajmia mi, że bardzo chciała by ze mną mieszkać (spotkaliśmy się dopiero raptem 6 razy) Chce mnie zameldować w swoim domu, że jej zdaniem jestem tym jedynym, że jej rodzice się zaręczyli po pół roku i dla niej to nie problem, że tak szybko podejmuje decyzje bo widzi, że jestem idealny dla niej.
       
      - Kwestie ważne poruszenia, dziewczyna jest BI, ma ogromne libido, uprawiała kiedyś seks z koleżankami, namawia mnie na trójkąt z jedną z nich.
      - po rozstaniu z tym przyjacielem z którym była 5 lat, czasem sie bzykali na zasadach FWB (później stwierdziła, że to nie dla niej)
      - Ma własny dom, wybudowany przez siebie
      - jest mega inteligentna, zaradna i przedsiębiorcza
      - jest wyższa ode mnie o jakieś 5-10 cm, ale z urody jestem od niej "ładniejszy" myślę, że spokojnie o 2-3 punkty w skali o 1 do 10
      - Po bliższym poznaniu widze, że ściąga maskę i pokazuje się z lepszych stron, wydaje się ciepłą i opiekuńczą kobietą
      - chce założyć rodzinę
      - jest religijna 
      - ma dobre wzorce rodzinne, jej rodzice się ponoć prawie nie kłócą i żyją w harmonii
      - ma szacunek do ojca który ponoć w domu dominował, obydwoje rodzice wykształceni.
      - twierdzi, że dałem jaj najlepszy seks czego się po mnie nie spodziewała bo wydaję się "grzeczny" 
      - ten jej przyjaciel ponoć uznał, że ja fajny gość jestem i powinna ze mną spróbować
      - dziewczyna mówiła mi, że wszyscy się jej do tej pory bali, a ja jako jedyny nie daję sobie wejść na głowę i to się jej podoba
      - nie chce już sama jeździć na wycieczki, oraz idzie na moje "zasady" ucinając kontakt z byłymi oraz nie pijąc % beze mnie, generalnie idzie mi na rękę z tym czego nie akceptuję bez żadnego gadania i walki, akceptuje to od razu.
       
      Generalnie bym to już dawno olał, ale... poczułem coś do niej i dochodzą kwestie logiczne.
      Z dziewczyną widać, że można się dogadać, na co dzień wydaje się wrażliwa (ma skorupę suki), chce założyć rodzinę i bym u niej mieszkał, twierdzi tez, że mam spory potencjał biznesowy i ogólnie uważa, że w przyszłości będę zarabiał więcej od niej (co akurat jest możliwe bo jestem dosyć ogarnięty mimo moich różnych stanów) 
      Do tego wyrwałbym się z domu a na dodatek współpracował z nią, już teraz załatwiła mi kilka zleceń, razem moglibyśmy zawojować rynek bo ona jest odważna i dociera do klientów a ja robię genialną mechaniczną robotę, czuję, że pod względem logiki ten związek by dobrze działał na lata i nie piszę to teraz pod wpływem haju hormonalnego (bo nie jest jakiś wysoki, sporo zaniknął po tym jak się więcej o niej dowiedziałem) ale zwyczajnie analitycznie mogłoby się to udać, bo mimo dużych różnic pasujemy do siebie w wielu kwestiach, choć i tak oczywiście biorę pod uwagę, że to się rozpadnie.
       
      Chcę spróbować i z nią zamieszkać, bonigdy nie mieszkałem sam z dziewczyną więc chciałbym tego spróbować, jeśli nie wyjdzie to będę miał doświadczenie do tego nauczyłbym się przy niej lepszego prowadzenia biznesu i załapałbym dodatkowe kontakty która ona już sobie wyrobiła. Także nawet jak do padnie, to zdobędę bardzo cenne doświadczenie dodatkowo zarobię trochę $ Tak... bardzo egoistyczne myślenie, no ale ona przecież wprost też przyznała, że poza tym, że ją dobrze rucham, zakochała się to podchodzi głownie do związku biznesowo by sobie fajnie i komfortowo żyć na poziomie latami, bez kłótni, jak jej rodzice.
      Jestem w stanie tez przymknąć oko na pewne jej wyskoki na poczatku, w końcu byłem dla niej tylko znajomym a do tej pory spotkaliśmy się raptem 7 razy, więc wszystko dopiero się rodzi.
      Generalnie nie jestem idealny, mam multum poważnych wad i problemów sam z sobą, ona tez nie jest idealna, ale wydaję się naprawdę odpowiednią kandydatką dla mnie.
       
      Dziękuję Ci, że dotarłeś do tego miejsca, może mogłem to bardziej skrócić ale nie chciałem pominąć rzeczy które myślę, że są istotne.
       
      Co o tym myślicie? 
       
       
       
       
       
       
    • Przez giorgio
      Dobar Dan Pany
       
      Pojawił się u nas ciekawy temat o samotnych 30 letnich paniach.
       
      Przeczytałem, pośmiałem się, zapomniałem, poszedłem do klubu i co? No i oczywiście spotykam moją "za przeproszeniem" ex  
       
      I teraz nawiązując do tematu samotnych 30-tek. Z ex nie mam kontaktu jakieś 1,5 roku, może dłużej, nie pamiętam, nie liczę. Wcześniej kumpel opowiadał, że też ją spotkał w tym samym klubie w okolicach listopada. Dopytywała się o mnie. Pytała czy kogoś mam? Narzekała, że po naszym rozstaniu nie może sobie nikogo znaleźć na stałe. Pytała czy jestem razem z nim w klubie, itd? Jednym słowem wywiad środowiskowy o natężeniu umiarkowanym, przechodzący w zaawansowany. Kumpel odciął się kłamiąc, że nie wie (mały kłamczuszek)  
       
      Ten wstęp jest ważny, bo odnosi się do wczorajszych wydarzeń. 
       
       
      Wczoraj widzę ex, był to klub. Kontaktu wzrokowego nie złapaliśmy. Ona przyszła z jakimiś 3 kolesiami. Wiek na oko od 33-36 max (Ona 32).
       
      Pany, czego ona nie robiła, żebym tylko poczuł zazdrość, jak to mi nie latała nimi przed oczami, jaka to ona nie była szczęśliwa. No och, ach, bon tą silwu ple. Trochę żałosne jak na 32 letnią, wydawałoby się dorosłą kobietę. No, a że ja już jestem całkiem nieźle wyszkolony przez tutejszą brać, to sobie siedzę przy barze i nic. Null, jak powietrze, se siedziałem i se siedziałem i nic. Odczułem straszną manipulację z jej strony. Udawała, że mnie nie widzi, ale jednocześnie lata mi z jakimiś gachami przed oczami. Niby grała niezainteresowaną, ale jakieś dwa miesiące wcześniej wywiad na mój temat robi. 
       
       
      Powiem szczerze. Nie wiedziałem co się z nią stało. Nie poznałem kobiety z którą byłem 10 lat. Desperacja w oczach, próba atencji od facetów z którymi przyszła( w sumie ciekawe, że sama przyszłą z 3, nie? ). Wygląd już nie ten co kiedyś. Ubrana byle jak. Przeżyłem szok. Jak boga kocham, przeżyłem szok. Chciała imprezować, szaleć, spróbować z kimś innym. Myślałem, że odżyje po naszym rozstaniu, wylaszczy się, a tu wręcz przeciwnie. 
       
       
      Może to zabrzmi egoistycznie, ale patrząc na to, gdzie ja jestem teraz, gdzie ona jest teraz( i jak wygląda), to wiem, że ja skorzystałem. Ona nie.
       
      Podsumowując i spinając ten temat jedną klamrą. Jeżeli wszystkie 30tki są tak zdesperowane jak moja ex, to im współczuję i nie zazdroszczę. One też cierpią, bo latka lecą, cyc opada, zmarszczki się robią, a przystojnego szejka jak nie było, tak nie ma. Jest tylko typowy, szary "Janusz z Radomia" i wizja życia z nim. 
       
      Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie gorące 30tki  hahahahahahha
       
       
       
       
    • Przez Bruxa
      Nie ma dzieci no to proste, rozstać się. Ale co jeśli są albo chcielibyśmy je mieć? Jak funkcjonują długie związki? Na czym "jechać" w związku, gdy haj zniknie?
       
      1. Związek od początku z rozsądku, do którego haju nie potrzeba. (dziwne, przecież bez haju w ogóle nie chce się wchodzić w związek)
       
      2. Jechać na haju jak długo będzie on trwał, a potem się postarać spokojnie rozstać. (nienajgorsza opcja)
       
      3. Trwała rodzina przede wszystkim, haj minął, ale się nie rozstajemy. (wierność / romanse na boku to już kwestia gustu i honoru)
       
      Jakie macie opinie i doświadczenia w tym temacie?
    • Przez Straszymorda
       Witajcie Bracia.
      Sprawa wydaje się nieskomplikowana lecz poszedłem tak grubo po bandzie że muszę gdzieś tu wywalić. Trzy miesiące temu zostawiła mnie po 8 latach związku (6 lat wspólne mieszkanie), z dnia na dzień standardowo " potrzebuję czasu, nie wiem co do Ciebie czuję, nie kocham Cię" to była dość ciekawa rozmowa bo byłem skuty jak bąk, trochę szok, trochę niedowierzanie, znam ją przecież.
      Kończąc, tylko nie myśl że chodzi o innego...i "paszła" to co się działo potem każdy wie, bywało lepiej. Wyprowadziłem się z domu (mieszkania) które sami ogarneliśmy z przydomowego garażu jej rodziców, do matki. Po tygodniu dostałem wiadomość że ona się wyprowadza do koleżanki i mogę wrócić na chatę dopóki niczego innego nie ogarnę. Mówię spoko może coś ogarnę jakoś porozmawiamy. Taki chuj. 
       
      Po tygodniu użalania się nad sobą nie ogarniania życia i ogólnej mimozy, wdrożyłem w życie poszukiwanie odpowiedzi. 
      Przetrzepałem laptopa, inny bolec. 
       
      Jako że jestem spokojnym człowiekiem, napisałem miłego smsa, oddaj mi pieniążki kochana a jak nie masz to niech bolec Ci pożyczy. 
      Zjawiła się, wylaszczona, wypachniona. Przyznała się ustaliliśmy kwotę spłaty. Cześć jak czapka. 

      I po tym miłym przy nudnym wstępie zaczyna się historia przypału. 
      -nie, nie chodzi tu o moją ex. 

      Mam ziomka takiego wiecie od piaskownicy, tak go życie potargało że się puścił z koleżanką z pracy, stara rura (8 lat starsza), cały problem że on był w związku i leciał sobie na dwa fronty, oczywiście skurczybyk pokazał nam że do niego pisze, ba nawet pokazywał swojej ówczesnej...obracał w żart a ruchał pół roku na boku
      Przyszedł dzień, musiał podjąć decyzję, wybrał pewną opcję, romans chciał zakończyć ale Pani bolcowanej nie było to na rękę. 
      Wszystko w pizdu ciąże, poronienia, depresje policje... strasznie ma nadal chłopak przejebane. Tak zawziętej suki nie widziałem.

      Ale o co chodzi? 
      o ex załamaną zranioną i zapłakaną, po trzech miesiącach związała się z najlepszym kumplem mojego ziomka.
      Razem pół roku,przed świętami rozstali się. Powodów wiele.
      Chłopak już wcześniej miał problem że zapraszam ją na piwo, ale kurwa znam laskę 10 lat to chyba mogę iść z kumpelą na jedno czy dwa.

      Zrealizowałem aż za dobrze ten plan bo laska wskoczyła mi na siodło finalnie. 
      Rano odwiozłem do domu. I zrozumiałem że powinienem przyjebać w drzewo. 

      Pomyślałem kutasem, ciśnienie zeszło, przestałem myśleć o mojej kurwa pięknej ex, dopierdalając sobie zdradą przyjaciela... 
      Laska co najlepsze spotkała się wczoraj ze swoim świeżym, bo on chciał by spróbować jeszcze raz.  no i zajebiście. 

      Odnoszę wrażenie że laska zrobiła to z premedytacją, wykorzystując moje zranione serduszko wbiła półmetrowego kutasa w mojego ziomka. Taka sobie zemsta. 

      Pytanie:
      Jak ogarnąć ten temat? Czekać a chuj może się nigdy nie wyda? 
       jak się wyda to: ex nr 1 ex nr 2 oraz jego ziomek będą chcieli mnie zajebać. 

      Musiałem przebrnąć przez wszystkie historie pokrótce by nakreślić sprawę. 

       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×