Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
MoszeKortuxy

Alimenciarki czyli kobiety, które nie płacą alimentów

Rekomendowane odpowiedzi

http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1022256,alimenciarki-kobiety-tez-nie-placa-alimentow-dlaczego.html

Ciekawy artykuł dotyczący kobiet, które nie płacą alimentów. Piszcie co sądzicie na ten temat Bracia :D 

 

Orzecznictwo sądów w Polsce jest jasne. Dzieci zostają przy matce. Dlatego problem niepłacenia alimentów i alienacji rodzicielskiej najczęściej jest poruszany w kontekście mężczyzn. Utarło się, że to zły ojciec unika płacenia na dzieci, a zła matka nie pozwala na kontakty z dzieckiem. Ale bywa też odwrotnie, a „dłużnicy alimentacyjni” (niezależnie od płci) nie zawsze zasługują na potępienie.

 

W październiku 2016 roku dłużnicy alimentacyjni zalegali ze spłatą łącznie 9,4 mld złotych. Trzej rekordziści pod względem kwoty zaległości, na którą składają się m.in. niezapłacone alimenty, mają do oddania ponad 1 mln zł. Łączny dług rekordzisty to 1 441 455 zł, z tytułu alimentów winien jest niecałe 47 tys. zł. Kolejny dłużnik z sumą 1 436 214 zł, na dzieci nie zapłacił 48,2 tys. zł. Sytuacja trzeciego rekordzisty to 19,2 tys. zł zaległości alimentacyjnych i ponad 1,2 mln zł pozostałych długów. Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego systematycznie rośnie. Od końca czerwca do końca września 2016 roku wzrosła o 859 zł i obecnie wynosi 33 160 złotych.

 

W województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim na 1000 dorosłych mieszkańców przypada od 12 do 13 dłużników alimentacyjnych. 95 proc. z nich to mężczyźni. Na 282 tysiące osób, które zalegają z płatnościami na dziecko, aż 268 tys. to również mężczyźni, ale jeśli zaznaczymy, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w znakomitej większości sprawują kobiety, to okaże się, że procentowo sytuacja w przypadku obu płci jest bardzo podobna. Tyle dane. Wynika z nich niewiele, bo ważne są powody, dla których kobiety nie płacą alimentów.

 

Polaków nie stać na alimenty

 

Na ten argument szczególnie często powołują się właśnie kobiety. Jak tłumaczy adwokat Maciej Organiściak, po rozwodzie często są one w trudniejszej sytuacji zawodowej. Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.

 

Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 3291,56 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Największa liczba Polaków zarabia 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. A po rozwodzie koszty utrzymania gwałtownie rosną. Nagle, przyzwyczajeni do dwóch pensji i dzielenia kosztów na pół, musimy te proporcje odwrócić. Czynsz dla spółdzielni to nie 300 zł, ale 600 zł, rachunek za prąd to nie 75 zł, tylko 150 zł, a internet zamiast 30 zł kosztuje 60 zł. Statystycznie na konto wpływa też 1800 zł, a nie 3600 zł.

 

Joanna przed rozstaniem pracowała w firmie informatycznej. Zarabiała dobrze – ponad 4 tys. złotych. Sąd orzekł, że na dwójkę swoich dzieci ma płacić miesięcznie 800 zł. Problemy zaczęły się w trakcie sprawy: straciła pracę, a koszty rozwodu pochłonęły ponad 20 tys. zł. Co więcej, sąd zasądził alimenty wstecz od września 2014 roku. I to mimo że dzieci zamieszkiwały z nią – bez względu na postanowienie sądu nie chciały mieszkać z ojcem. – Córkę porwał ze szkoły w październiku, a w lutym kuratorzy zabrali syna. Tak więc pomimo iż w okresie tym wydałam pieniądze na utrzymanie dzieci, muszę ponownie zapłacić je ojcu – mówi rozgoryczona. Łączny dług to 15 tysięcy złotych.

 

W grudniu 2016 roku urodziła syna. W tej chwili nie ma prawa do zasiłku macierzyńskiego i ubiega się o świadczenie rodzicielskie w kwocie 1000 zł. Jak mówi, kwota 800 zł nie jest sama w sobie zawrotna, ale bez pracy okazuje się niemożliwa do zapłaty. – Czyni mnie to kandydatką do osadzenia w więzieniu na rok z moim dwumiesięcznym synem, jeśli sejm przyjmie nowelizację art. 209 kk – mówi i dodaje: Nie jestem żadną patologią. – Regularnie alimentuję dzieci nie tylko poprzez opłacanie im telefonów, ale i kupuję ubrania, leki, kosmetyki i przybory szkolne, ponieważ ojciec celowo je zaniedbuje, aby pokazać, że jest nędzarzem pomimo, że w poprzedniej sprawie sąd ustalił, że zataja dochody, ponieważ koszty, które wykazuje, są wielokrotnie wyższe niż wykazywane dochody – mówi.

 

To, co najbardziej boli Joannę to postawa sądów, które jej zdaniem są nieudolne i bezczelne. Do tego dochodzi dowolność orzekania w sprawie alimentów. – To jest przerażające. Nikt nie wie, co go czeka, a sąd może uwierzyć w każde kłamstwo drugiej strony. Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka ma atopowe zapalenie skóry. Myślę, że łatwiej takie rzeczy wmówić ojcom pozbawianym kontaktu z dziećmi od wczesnych lat, ale dla mnie – matki, która swoje dzieci przez kilkanaście lat wychowywała i utrzymywała – to jest po prostu niedorzeczne – opowiada.

 

– Nagle z porządnego, pracującego obywatela stałam się wyjęta spod prawa – podsumowuje gorzko. Proszę napisać: Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.

 

Zakładnik alimentacyjny

Rozwód często przeradza się w prawdziwą wojnę, a głównym jej zakładnikiem staje się dziecko. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni traktują je jako kartę przetargową. W historii Katarzyny znajdują się wszystkie elementy, o których mówią adwokaci. Jest były mąż, który wyrzuca ją z mieszkania. Mąż jest zamożny i stać go na samodzielne utrzymywanie dziecka, ale grą procesową i bezpardonową walką, jak sama mówi, kreuje dowody, a następnie egzekwuje każde postanowienie sądu. W tej brutalnej grze wykorzystuje to, że pracują w jednej branży. Rozsiewa plotki i pomówienia. W końcu doprowadza do zwolnienia Katarzyny z pracy. Przed sądem posłuży to jako przykład nieporadności życiowej Katarzyny, która w czasie pobytu na bezrobociu (już pół roku) nie ma jak płacić zasądzonych alimentów. 

 

– Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak. Wnosiłam o alimentację własnym staraniem – mogę uczyć swoje dzieci języków obcych, bo mam wykształcenie filologiczne, ale sąd nie uwzględnił mojej prośby. Uzasadnienie wyroku jest kuriozalne: z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami. W tej chwili robię wszystko co mogę, by regulować alimenty, ale moje starania nie zawsze wystarczają – mówi gorzko.

 

Były mąż Katarzyny dąży do zerwania jej relacji z dzieckiem, często uniemożliwia zasądzone kontakty, składa kolejne wnioski do sądu o zmniejszenie jej kontaktów. W ten sposób dziecko staje się zakładnikiem alimentacyjnym: druga strona jak najsilniej odcina dzieci, co skutkuje podwyższeniem alimentów, bo kto spędza więcej czasu z dzieckiem, ten rzekomo więcej na nie łoży. – Kto odetnie, wyalienuje dziecko, ten ma szanse na wysokie alimenty – mówi Katarzyna. I błędne koło się zamyka.

 

– Rodzice podchodzą do rozstania, jako do sprawy, w której będą wygrani i przegrani, a dziecko jest tylko narzędziem do wygranej. Wtedy ojcowie dochodzą do wniosku: „zabiorę dziecko, bo wiem, że to matce sprawi przykrość”. A często nawet nie chce zajmować się tym dzieckiem. To samo dzieje się w przypadku ustalenia wysokości alimentów. Walki toczą się o 100 zł, o które można byłoby się normalnie dogadać – tłumaczy mecenas Organiściak.

 

– To nie rodzice sami generują konflikt. Często są do tego zmuszeni, bo ich pełnomocnicy znają realia polskich sądów, które nie sprzyjają porozumieniu rodziców. Sądy w zasadzie nie orzekają opieki naprzemiennej. W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 

 

Na złość odbiorę ci dziecko

– Zdarza się, że kobiety często same wymierzają sprawiedliwość. Znam takie sprawy, w których na początku to kobieta sprawowała opieką nad dzieckiem i w tym czasie to mąż unikał płacenia alimentów. Potem sytuacja się odwraca i kobieta wychodzi z założenia, że skoro były mąż nie płacił, to ona też nie będzie. Przy czym dla sądu nie ma to żadnego znaczenia – tłumaczy mecenas Organiściak.

 

Renata Christensen Ogorzelska nie płaci alimentów, chociaż by mogła. Prosi o podanie pełnego imienia i nazwiska, bo - jak mówi - nie ma nic do ukrycia. Zasądzono jej symboliczne 50 zł. Między innymi dlatego, że dziecko mieszka z ojcem w mieszkaniu, które jest jej współwłasnością. Były mąż zarabia 70 tys. zł. Dziecku nie powinno więc niczego brakować.

 

Tymczasem mieszkanie jest systematycznie zadłużane. W tej chwili jest to już 17 tys. złotych. Ale nie dlatego Renata nie płaci alimentów. Były mąż skutecznie alienuje dziecko. – Syn, gdy mnie widzi, szarpie się i mnie bije – mówi i dodaje: Od lat, mimo wyroku sądu, nie mogę decydować o swoim dziecku; nie uczestniczę w podejmowaniu żadnych decyzji dotyczących syna, dlaczego więc mam płacić choćby te 50 zł? Moje prawa, jako matki, są gwałcone na każdym kroku, ale oczekuje się ode mnie, że ja będę swoje obowiązki wypełniać. Uważam, że jeśli rodzic alienuje dziecko i traktuje je jako swoją własność, to powinien sam finansować swój „projekt dziecko” – tłumaczy.

 

Punkt widzenia Renaty najlepiej obrazuje jeszcze jedna historia z jej życia. Mówi: Jestem też dawczynią komórki jajowej, z której w Wielkiej Brytanii urodziły się bliźniaki. Nigdy ich nie poznałam, ale rodzice na bieżąco informują mnie o ich rozwoju. To budzi we mnie odpowiedzialność i więź emocjonalną, której nie czuję z własnym dzieckiem. To jest bardzo bolesne, ale to tym dzieciom wysyłam paczki i pieniądze. Zresztą, w naszym przypadku w ogóle nie chodzi o pieniądze, bo i ja, i ta rodzina, i mój mąż je mamy. Chodzi wyłącznie o emocje.

 

Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości. – W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między rodzicami, sąd powinien jasno i z całą stanowczością nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko staje się kartą przetargową w walce między dorosłymi. A nasze sądy w sytuacji konfliktowej najczęściej przyznają opiekę nad dzieckiem tylko jednej stronie. A ta druga, niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna, traci kontakt z własnym dzieckiem – mówi.

 

Wyimaginowany dług

Mówi Joanna: Sądy od jakiegoś czasu coraz częściej orzekają miejsce pobytu u ojców. W 100 proc. przypadków, jakie znam, są to sprawcy przemocy, w tym narkomani, kryminaliści, alkoholicy. Wszyscy najpierw porwali dzieci, a potem odizolowali je od matek. Analogicznie, jak robią to od lat matki. Tak postępujących rodziców preferują sądy.

 

Wszystkie moje rozmówczynie są zgodne: sądy popierają alienację rodzicielską, bo umożliwia ona obciążenie drugiego rodzica kosztami utrzymania dziecka. – W związku z tym, że wyroki są oderwane od rzeczywistych zarobków, automatycznie tworzą z ludzi dłużników na żer komorników – mówi Joanna. Od Renaty i Joanny słyszę: Proszę więc nie wierzyć w bajki o długu 10 mld złotych. To są pieniądze, które nigdy nie zostały na dzieci wydane i nigdy nie zostały zarobione. – Najczęściej dochodzi do wykończenia dłużnika lub licytacji jego majątku na cele alimentacyjne – często zabranie dzieci jest sposobem na korzystny podział majątku po rozwodzie – dodaje Joanna.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czyli podsumujmy, w momencie gdy mężczyźni zaczynają stosować te same zagrywki w sprawach o alimenty co samice, to nagle się okazuje, że: 

Cytat

Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.

Cytat

W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 

Ja oczywiście nie jestem zwolennikiem wykorzystywania latorośli jako sposobu na swój pasywny dochód. Jednak bawi mnie skamlenie kobiet-matek, które nagle zauważają, że faceci mogą zastosować te same gierki psychologiczne i manipulacyjne względem dzieci, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. 

Nie ma w tym oczywiście żadnej hipokryzji...

Cytat

– Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak.

Nikogo to nie obchodzi, tak samo w przypadku, gdy to ojciec nie jest w stanie terminowo, czy w ogóle płacić. Różnica jedyna jest taka, że jakby to była wypowiedź faceta, zostałby przez wszystkie Panie wyśmiany na głos.
Mamy przecież równouprawnienie, gdzie radość Pani z faktu, że jest traktowana tak samo jak facet? A nie przepraszam, to przecież nie jest przywilej, a obowiązek - stąd oburzenie Pani. 

Cały system sądowy w Polsce to istny cyrk i patologia biurokratyczna, od której staram się trzymać jak najdalej, jeżeli to tylko możliwe. Kolejny argument również za nie wciskaniem się na siłę w formalne związki. Do płodzenia dzieci to też raczej średnio zachęca rozgarnięte osoby - nigdy nie wiesz czy przypadkiem druga połówka Cię nie udupi alimentami "od tak sobie", "by żyło się lepiej", a jeszcze jak dziecko okaże się, że jest hydraulika, a nie Twoje... 
 

Cytat

Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości.

Najpierw niech Panie mają żal do siebie, że w ogóle dopuściły do takiej patologii w sądach, gdzie wygrywa najcwańszy manipulator, czyli zwykle matka dziecka, a nie rodzic, którego dziecko rzeczywiście potrzebuje tych pieniędzy. Teraz to jest żal, ale jakoś go nie słychać gdy jedna z drugą wyciągną alimenty na ufundowanie np. nowego make-upu, zamiast na książki dla dziecka do szkoły, stosując zagrywki, na temat których porady bez problemu znajdzie się na wyszukiwarce. Wykluczam z tej wypowiedzi matki i ojców, którzy rzeczywiście przeznaczają alimenty na realne potrzeby dziecka (z pewnością tacy również gdzieś istnieją). 

Dla mnie alimenty to w ogóle dziwny twór, gdyż mało kiedy te środki są w całości przeznaczane na dziecko. Ciężko też dokładnie określić, co nazywamy "potrzebami dziecka", aby wykazać, że środki te rzeczywiście są przeznaczane jedynie na ten cel. Przecież nie będzie za nikim łaził urzędnik z kajetem i kalkulatorem, sumiennie notując każdy wydany grosz i rzeczywisty cel tego wydatku. Wysyłać co miesięczne raporty o wydatkach ze środków dla dziecka? Jakby już za mało było biurokracji... Patowa sytuacja według mnie. 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Ogólnie system alimentów to jedna wielka pomyłka i został stworzony do dwóch rzeczy:

1. Obrót pieniędzy - jak wiadomo alimenty dostają głównie panie, które zasilają pobliskie sklepy (jak wiadomo za około 65% niepotrzebnych wydatków w gosp. domowych stoją kobiety).

2. Uciemiężenie sił, które mogą się zbuntować - nie oszukujmy się, ale zawsze za każdą zmianą czy rewolucją stał facet, a teraz ma te zmiany w przysłowiowej dupie, albowiem dostał 2x po 800zl (co nawet brzmi jakto wyrok) i się nie buntuje bo cały czas zapierdziela na alimenty, nie może też otworzyć własnej działalności gosp. bo jest związany i nie może zaryzykować. On się po prostu cieszy, że może sb na weekendzie strzelić piwko.

 

I tak to się kręci - mężczyznom nawet nie w głowach bunty a pieniądze cały czas się wydają.

 

Tymczasem opieka naprzemienna, która dba o dobro dziecka, nie dba o dobro ludzi przy władzy, dlatego uważam, że są niestety baaardzo male szanse na jej wprowadzenie :(

 

Jednakże najbardziej śmieszy mnie reakcja tych pań w tym artykule, ponieważ same stworzyły takie reguły gry, ale jak trafią na dobrego zawodnika to już ta sytuacja jest chora, sądy są zepsute hurr durr...

Tymczasem mężczyzna w tej samej sytuacji sytuacji sobie na to zasłużył, bo pijak, awanturnik i molestował dzieci, a biedna i poszkodowana myszka tylko płakała...

 

Edytowane przez Mosze Black
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Mosze Black napisał:

Jednakże najbardziej śmieszy mnie reakcja tych pań w tym artykule, ponieważ same stworzyły takie reguły gry, ale jak trafią na dobrego zawodnika to już ta sytuacja jest chora, sądy są zepsute hurr durr...

Wielokrotnie temat był tutaj poruszany.

Reguły i patologie w tym temacie tworzą sądy poprzez idiotyczne wyroki , poszkodowani są po obu stronach jak i dzieci których dobro jest rzekomo nadrzędne.

Jebana "kasta nadzwyczajnych ludzi "

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, kryss napisał:

dzieci których dobro jest rzekomo nadrzędne.

Dokładnie rzekomo :D Tak naprawdę żyjemy w gynocentrycznej kulturze (kult kobiety), która jest ukryta obecnie pod płaszczykiem "nadrzędnego dobra dzieci" bo wiadomo przeważnie to matka dostaje dzieci, a ojciec tylko płaci alimenty. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
W dniu 12.01.2018 o 21:55, Stulejman Wspaniały napisał:

To może ustalić jakąś urzędową, minimalną kwotę miesięczną na dziecko dla jednego z rodziców?

 

Chyba właśnie coś takiego ma wejść w życie - kwota podstawowa, gwarantowana,

przyznawana od ręki. Po większe alimenty droga stoi otworem na drodze sądowego

postępowanie. Niby myśl nie jest głupia, tylko że jak znam życie w Polsce, te minimum

będzie odrealnione od zarobków w tym kraju. Państwo już tak cwaniakuje w polityce

społecznej. Tam minimum na jedną osobę wyznacza się na kwotę coś ponad 300 zł

miesięcznie, przy czym już na dziecko "jak psu miska zupy" się należy 500 zł. Powiecie,

że 500 to mało. Zależy dla kogo. Jeśli miałby działać automat (a tak chyba ma być),

to zacznie się produkowanie dłużników alimentacyjnych i przyszłych skazańców (zaostrzono

kodeks w tej kwestii ostatnio) do chorych rozmiarów. No bo jeśli realnie ludzie w Polsce

zarabiają 1500-2000 tys złotych (i wielu cieszy, że tyle aż), to przy 3 dzieci minimum daje

1500, co oznacza, że zmuszony do płacenia takiej sumy umiera z głodu lub rzuca pracę

legalną i szuka na czarno.

 

W kwestii alimentów i praw dzieci kraje zachodu przeszły w jedną skrajność w drugą.

100-150 lat temu dzieci były traktowane jak wybrakowani ludzie, którzy muszą zapracować

na swój byt; czymś pożądanym było wychowanie przez bicie, szykany, tresurę w szkołach,

w domach; dorosły zawsze miał rację, dziecko miało milczeć: dzieci i ryby głosu nie mają.

Dzisiaj jest praktycznie bezkarność za czyny najgorsze (jak mord, gwałt), jeśli człowiek

nie skończy 18 roku życia (ew. 17). Ono ma mieć wszystko nawet jeśli rodzic nie ma nic.

Alimenty są pierwsze w kolejności w przypadku zadłużenia. Dziecko ma żyć na poziomie

co rodzic (to tak dla zmyłki, bo faktycznie chodzi w ponad 90 procentach o ojców), o ile

temu się dobrze wiedzie albo ojciec może zdechnąć pod mostem - kasa przez niego zarobiona

w pierwszej kolejności należy się jego potomstwu. Wpierw ono ma się najeść, co zostanie,

nie zeżre ojciec i zapieprza do roboty - od czegoś w końcu jest.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, gotz napisał:

Państwo już tak cwaniakuje w polityce

społecznej. Tam minimum na jedną osobę wyznacza się na kwotę coś ponad 300 zł

miesięcznie, przy czym już na dziecko "jak psu miska zupy" się należy 500 zł. Powiecie,

że 500 to mało. Zależy dla kogo. Jeśli miałby działać automat (a tak chyba ma być),

to zacznie się produkowanie dłużników alimentacyjnych i przyszłych skazańców (zaostrzono

kodeks w tej kwestii ostatnio) do chorych rozmiarów.

 

Złotymi ustami bezdzietnego jareczka "państwo wzięło na siebie 2/3 ciężaru utrzymania dziecka".

Wychodzi zatem, że koszt utrzymania dziecka to 750 PLN.

 

Jarosław jest nieomylny, więc mamy jasno zdefiniowane koszty dziecka.

Oczywiście - rodzice są zobowiązani solidarnie, więc wychodzi teoretycznie po 375 PLN/twarz, ale istnieje pojęcie "wkładu pozafinansowego" (że niby pańcia taaaak zaiwania, że łopanie).

 

W każdym razie - obstawiam właśnie taką kwotę - 750 PLN/dzieciaka


Oczywiście fakt istnienia pincetplusa nie przekłada się w żaden sposób na obowiązki alimentacyjne - jest już pod to orzecznictwo. Jest to zatem "ekstrapremia" dla pańci...

I dziwić się, że coponiektórzy mają skok gula, jak przychodzi im łożyć na pasożyta żerującego na dzieciaku...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
On 12.01.2018 at 8:50 PM, MoszeKortuxy said:

Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.

"Świetne" argumenty.

Setki razy mit o tym, że kobiety zarabiają mniej był obalany, także na forum. Szkoda się rozpisywać.

Znakomita większość ludzi pracuje legalnie, czyżby autor bądź sądy promowały nielegalne zatrudnienie?

 

Do tego te dziwaczne orzeczenia w stylu "z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami." Abstrahuję od tego, że sędzia tak przyznał kobiecie bo artykuł ewidentnie pokazuje tylko jakie to biedne istotki są te kobietki. W 94% przypadków takie rzeczy przydarzają się mężczyznom bo to oni w 60% płacą a matka samotnie się opiekuje dzieckiem, wobec 4% kiedy to ojciec wychowuje a matka płaci (pozostała reszta 33% to opieka naprzemienna/wspólna).
Słyszałem od znajomych, którzy studiowali że na prawie logika jest bardzo ważna. Gdzie więc się podziała ta logika u sędziów? Została za murami uczelni?

Za sam taki debilny wyrok powinni takiego sędziego/sędzinę zdjąć ze stanowiska i zdegradować. Ale co się dziwić skoro ktoś próbuje 52 razy być sędzią a potem zostaje prezesem sądu. Nikomu nie przyszło do głowy, że ona się nie nadaje na sędziego skoro 51 razy oblała ten egzamin? Reforma sądów jest debest.

 

Edytowane przez wrotycz

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://natemat.pl/17815,coraz-wiecej-kobiet-nie-chce-byc-matkami-trzeba-zlikwidowac-tabu-o-nieposiadaniu-dzieci
      No czego innego można było się spodziewać po kobietach  One nie chcą być matkami, ale to oczywiście wina mężczyzn... Warto zauważyć, że w tagach pod artykułem dano "feminizm"  Piszcie co sądzicie na ten temat  
       
      Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci?

      Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi".
       
      Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci?

      Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi".

      Dzieci coraz później

      - Dzieci? Nie, na to przyjdzie czas dopiero po trzydziestce - komentuje 24-letnia Sandra. Nie jest ona wyjątkiem, bo, jak się okazuje, takie podejście w naszym kraju ma coraz więcej Polek. - Sprawa jest bardzo skomplikowana. Od kilku lat obserwujemy tendencję Polek do coraz późniejszego rodzenia dzieci. Dziś średnia wieku kobiet, które decydują się na poród, wynosi 30-31 lat. Jest to duży wzrost w porównaniu z latami ubiegłymi - mówi w rozmowie z naTemat dr Arkadiusz Karnacki, socjolog.
       
      Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet.

      Według statystyk, średnia wieku kobiet na Zachodzie, które decydują się na pierwsze dziecko, przesunęła się już z 25. na 35 rok życia. Te statystyki biją na alarm. Badania amerykańskich naukowców wykazały, że do momentu, w którym kobieta kończy 30 lat, traci aż 90 proc. najlepszych oocytów, czyli komórek, z których powstają komórki jajowe. Lekarze twierdzą, że zegar biologiczny kobiet tyka szybciej, niż myśleli. Zatem, dlaczego Polki coraz częściej nie chcą mieć dzieci? A jeśli już się na nie decydują, to dopiero po trzydziestce?
       
      Dziecko? Nie, przecież mam pracuję

      Istnieje wiele teorii na ten temat. Kobiety mówią zdecydowane NIE dla dzieci, bo praca, bo kariera zawodowa, bo skrócona młodość. - Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet - mówi dr Arkadiusz Karnacki. - Podstawowym czynnikiem jest myślenie kobiet o dziecku, jako elemencie życia, przez który nie będą mogły się rozwijać zawodowo - zauważa socjolog.

      Takie podejście nie należy do rzadkości. Ciągły pośpiech, chęć spełniania się w pracy i marzenia o awansie sprawiają, że kobiety w młodym wieku nie postrzegają dziecka jako niezbędnego składnika do osiągnięcia pełni szczęścia. - W Polsce ciągle funduje się Polkom różne teksty, które sugerują im, że musi ona wybrać pomiędzy karierą a dzieckiem - mówi Barbara Stawarz, psycholog. - Przecież nie zawsze tak jest. Dziecko nie musi oznaczać zakończenia kariery zawodowej. Nie musi też być powodem do zwolnienia nas z pracy. Podstawą w dzisiejszych czasach jest to, żeby państwo zapewniło matkom odpowiednią pomoc, której niestety wciąż w Polsce nie ma, przez co młode kobiety czują strach przed jutrem - komentuje psycholog.
       
      A chodzi o pieniądze

      Wyprawka, pieluchy, specjalna żywność dla niemowląt, ubranka, płatny żłobek, przedszkole lub opiekunka - to wszystko sprawia, że kobieta z niechęcią patrzy na urodzenie dziecka. Wydatki na te rzeczy nie należą do najmniejszych. - Kobiety podchodzą do tego rozsądnie. Nie chcą mieć dziecka, skoro posiadają umowy śmieciowe, kredyty i mają ciągłe wydatki - zauważa psycholog Barbara Stawarz. 
       
      Dziecko skraca młodość

      Nie wszystkie kobiety podchodzą do tego tak racjonalnie. Są też i takie, które nie chcą mieć dzieci, ponieważ - jak uważają - mają swojego kotka, który im w pełni wystarcza, a dziecko - w przeciwieństwie do niego - skróci im młodość i beztroskie życie. - Myślę, że jest to margines. Polkom kotek w większości nie wystarcza. Potrzebują mężczyzn, którzy o nie zadają i wzbudzą w nich poczucie bezpieczeństwa - mówi Barbara Stawarz. 

      Jak zwracają uwagę eksperci, winni często są właśnie partnerzy, którzy starają się na wszelkie możliwe sposoby wymigać od odpowiedzialności. Tłumaczą się, że na dziecko "jest jeszcze za wcześnie". To właśnie oni są często przyczyną lęku kobiet przed posiadaniem dzieci, stad też decydują się one na potomstwo znacznie później. 
       
      "Boję się, że będę złą matką"

      Katie Roiphe w swoim felietonie wspomina rozmowę z kilkuletnią córeczką znajomych, która zapytała jej, dlaczego nie ma dzieci. Ona, nie zastanawiając się długo, odpowiedziała, że nie wiedziałaby co z nimi robić, a także, że boi się, że będzie złym rodzicem. Takie myślenie nie należy do rzadkości: - Na pewno są takie kobiety, które boją się, że nie podołają wyzwaniu bycia matką. Nie mają pomysłu na to, jak mogłyby je wychować - zauważa w rozmowie z naTemat Barbara Stawarz. Jak zauważa psycholog, jest to ogromny problem w dzisiejszych czasach, z którym większość młodych kobiet nie umie sobie poradzić.

      "Warto być matką czy nie warto?" - pytanie to, choć tendencyjne, wciąż zadaje sobie większość kobiet. Katie Roiphe uważa, że można być prawdziwą i szczęśliwą kobietą, nie rodząc dziecka. Czy aby na pewno?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×