Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
  • ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      Cześć Bracia. Dzisiaj czytałem w "Wprost", że Angela Merkel planuje wydać więcej pieniędzy na uchodźców oraz nie wyklucza, że Niemcy przyjmą kolejnych imigrantów. Jak sądzicie czemu ma służyć tak irracjonalne zachowanie? Co Merkel może zyskiwać na wydawaniu pieniędzy na uchodźców i przyjmowaniu kolejnych?
       
      link do artykułu: https://www.wprost.pl/swiat/10069996/Merkel-obiecala-wiecej-pieniedzy-dla-uchodzcow-Chce-przyjmowac-kolejnych-imigrantow.html
      treść artykułu: 
      Angela Merkel chce przeznaczyć więcej pieniędzy na uchodźców i nie wyklucza przyjmowania kolejnych imigrantów – podaje „Deutsche Welle”
       
      W piątek w Berlinie odbyło się spotkanie z Wysokim Komisarzem ONZ ds. uchodźców Filipem Grandim i dyrektorem generalnym Międzynarodowej Organizacji Migracji Williamem Lacy Swingiem. Angela Merkel w czasie rozmów w stolicy Niemiec oznajmiła, że jeszcze w tym roku jej kraj może przeznaczyć dodatkowych 50 mln euro, w celu powstrzymywania fali uciekinierów z Afryki. Niemiecka kanclerz miała na myśli głównie Libię.
       
      Podwojona liczba miejsc dla uchodźców
      „Deutsche Welle” zauważa również, że Merkel popiera propozycję, by przyjmować więcej uchodźców niż do tej pory planowano. Jej zdaniem liczba gwarantowanych miejsc do przyjęcia uchodźców mogłaby zostać podwojona z 20 tys. do 40 tys. Merkel zapewniła, ze Niemcy są gotowe wywiązać się ze swoich zobowiązań w ramach traktatu zawartego przez Unię Europejską z Turcją.
       
      Kanclerz Niemiec na pierwszej konferencji po wakacyjnej przerwie zapowiedziała, że w czasie kampanii przed wyborami do Bundestagu we wrześniu 2017 roku nie będzie unikała tematów związanych z uchodźcami
    • Przez MoszeKortuxy
      Cześć Bracia. Wczoraj jeden youtuber, a mianowicie TheNitrozyniak - przyjaciel Isamu pochwalił się swoimi butami Yeezy, za które wydał 1800 zł.
      artykuł na ten temat - https://noizz.pl/spoleczenstwo/polski-youtuber-thenitrozyniak-kupil-yeezy-i-wtedy-sie-zaczelo/r03fgc6?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_noizz
      treść artykułu: 
      Sergiusz Górski, youtuber znany w sieci jako TheNitroZyniak, kupił niedawno limitowaną parę sneakersów Yeezy. Pochwalił się w sieci drogim zakupem, ale internauci zarzucili mu, że to podróbka.
       
      "A wy nadal w newbalance'ach? Bogactwa część pierwsza" - tak youtuber opisał zdjęcie butów na Instagramie. Nie trzeba było długo czekać na lawinę, delikatnie mówiąc, negatywnych komentarzy. "Przynajmniej moje New Balance są więcej warte od tych podróbek men" - napisał jeden z użytkowników. "Fejki biedaku je***" - wtórował ktoś inny.
       
      TheNitroZyniak zdecydował więc sprawdzić autentyczność butów, które kupił od osoby prywatnej za pośrednictwem sieci. Całe zamieszanie skłoniło go też do nagrania niemal 20-minutowego filmiku, w którym wyjaśnia motywy swoich decyzji. "Kupiłem te buty nie dlatego, że to limitowana edycja. Po prostu mi się podobały. Dałem za nie 1800 złotych i pojechałem po nie do osoby, która mieszka w tym mieście co ja. Wierzę w uczciwość ludzką i nie zakładam, że ktoś mnie oszukuje" - powiedział. Mimo wszystko setki komentarzy, które stawiały autentyczność butów pod znakiem zapytania, skłoniły go do przeprowadzenia pewnego rodzaju testu autentyczności. Youtuber wydał 10 dolarów, by udowodnić fanom, że Yeezy były oryginalne. "Spec na Instagramie zajmuje się wykrywaniem fejków, jeśli chodzi o Yeezy" - wyjaśnił Sergiusz Górski.
       
       
    • Przez MoszeKortuxy
      Cześć Bracia. Właśnie znalazłem film z Australii w którym jest mowa o 18% podatku od bycia mężczyzną, który jest rzekomo dobrowolny. Płacą go tylko mężczyźni, którzy są klientami tej kawiarni.
       
      Film Carrionera na ten temat 
       
       
       
       
    • Przez Sile76
      Panowie Bracia!
       
      Nie wiem, jak tam u Was z znajomością niemieckich czasopism. Otóż, fragment który pozwolę sobie zacytować pochodzi z internetowego wydanie "Der Spiegel", od pewnego czasu ukazuje się na ramach Spiegel dodatek o tytule "Bento" - feminizm, lewactwo w najgorzej postaci. Na początku były pod artykułami komentarze, ale moderatorzy nie nadążali z usuwaniem obelg... teraz komentarzy już nie ma. Ale do sedna sprawy:
       
      "Keine Lust auf Sex zu haben, das hat immer auch einen Grund."
      Stress in der Uni, ein leeres Bankkonto, Probleme mit dem Partner: "All das sind berechtigte Gründe, warum jemand keine Lust, ja vielleicht nicht mal die Energie dafür hat, mit seinem Partner zu schlafen."
       
      Tłusty druk w originale. Krótkie tłumaczenie:
       
      Brak ochoty na seks zawsze ma jakiś powód. Stres na uczelni, puste konto w banku, problemy z partnerem. Wszystkie te powody są uzasadnione, gdy ktoś nie ma ochoty na seks, może nawet energii by przespać się z partnerem.
       
       
      Artykuł był zatytułowany "Czy naprawdę kobiety mają mniej ochoty na seks niż mężczyźni?" - oczywiście nie... To wyboldowane pokazuje, jak jest tłumaczone. Mnie się zo jednoznacznie skojarzyło z tym, co jest tu na forum opisywane: jest forsa - jest seks, jest stres - to najwyżej można królewnie stópki masować, no i oczywiście problemy z partnerem... wyboldowane słowo "partner" chociaż cały czas przedtem pisane w formie neutralnej (jakby mogło też chodzić o mężczyznę, który odmawia seksu) - i tu przekaz problem z partnerem, a nie problem z twoją głową... 
       
       
      Chciałem się tą perełką podzielić!
       
       
       
    • Przez mixboka
      Cześć. 
      Mam 22 lata, mieszkam we Wrocławiu, wynajmuję pokój. Uczyłem się pilnie, ale nie w szkole. Całe życie pracuję w sprzedaży. Potrafię tworzyć systemy marketingowo-sprzedażowe (sklepy internetowe, grafikę, organizuję reklamę).
      Biznesowych książek mam sporą kolekcję, przeczytałem z 50. W skrócie - mam teorię.

      Nie miałem nigdy swojej firmy, nie wiem jak to jest w praktyce. Moi rodzice prowadzą od kilkunastu lat firmę produkującą meble, mają pracę, ale brakuje tam dobrze zorganizowanych systemów i marketingu. Nisko cenią swoje usługi chodź są jednymi z lepszych w branży. (wspominam o tym bo sprawa tego dotyczy)
      Ostatnio wymyśliłem i sprawdziłem kilka pomysłów - przekalkulowałem wszystko i wyszło mi, że opłaca się robić dla mnie 2 rzeczy.

      1. Mogę zacząć tworzyć kontent w internecie (kursy, blogi, wideo, podcastu). Myślę, że mógłbym pomóc ludziom, którzy chętnie mi za to zapłacą. Wiem i już.
      Biznes bym rozwijał po godzinach w międzyczasie jebał bym na etacie na niezbyt wymagającym stanowisku, po to by zapewnić sobie przepływ pieniężny.
       
      2. Mogę wejść do rodzinnego biznesu, gdzie teren jest już rozeznany, firma i magazyn stoi, a pracownicy pracują. Działał bym tam w kontekście marketingu i sprzedaży, oraz obsługi klienta.
      Żeby być cenny w firmie zaplanowałem to tak, że zajmę się tym na co mam największy wpływ i da największe rezultaty tzn. sprzedaż. A kiedy zdobędę, dzięki sprzedaży wpływ na firmę to będę mógł wprowadzić zmiany, które ułożą biznes i zapewnią większy zwrot z biznesu dla mnie i rodziców.
       
      Do tej pory wszystko wygląda super tylko.

      Mam problem z ojcem. Nigdy nie traktował, poważnie moich pomysłów. Niszczył poczucie mojej własnej wartości.  Wiem, że może to brzmieć jak lament, ale często wyśmiewa moje propozycje. Nie ukrywam takie zachowanie podcina mi skrzydła. Wiem, że muszę ojcu udowodnić, że jestem warty tego, by być traktowany poważnie w ich firmie, ale boję się, że to może skończyć się jak walka z wiatrakami. Zawsze moje działania będą uzależnione od tego co on o tym myśli, a na to nie mam wpływu. A nie chcę, by moja przyszłość zależała od kogoś innego.

      Mając te 2 możliwości.
      1. Jestem zależny tylko od siebie i tego co robię.  Nie mam nikogo kto podcinał by mi skrzydła co jest oczywiście plusem. Jednak zwrot z tej opcji pojawi się dopiero po dłuższym czasie (1-2 lata).
      Nie mam tu pewności czy to będzie dobry biznes, co wiąże się z ryzykiem. 
      2. Mam dobry, sprawdzony interes rodzinny. Gotową infrastrukturę i now how w branży. Ale mam też człowieka, który nademną stoi i może w prosty sposób zniszczyć efekty mojej pracy. Robiąc z rodzina biznes narażam swoje z nimi relacje.

      Czy ktoś z Was też miał taki dylemat? 
      Jak kończy się współpraca z rodziną? Może jakieś przykłady?
      Czy warto ryzykować i tracić czas? Może lepiej zająć się swoimi sprawami i szukać swojej drogi?
      Jak przeobrazić się w oczach ojca z dziecka na mężczyzną, z którego zdaniem trzeba się liczyć?

       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×