Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Długowłosy

Czy kobiety lecą na pieniądze - obserwacja 14 lat życia pewnego samca...

Rekomendowane odpowiedzi

TL;DR: 14 lat obserwacji zmiany stosunku kobiet do mężczyzny, który osiągnął pozycję zawodową i zaczął zarabiać niezłe pieniądze.

 

Długo zastanawiałem się czy podzielić się z Wami tymi przemyśleniami bo tematów dotyczących tytułowego pytania jest sporo. Ten jest jednak ciut inny - miałem możliwość, niejako "na żywo", oglądania tego co działo się z Panem X przez 14 lat życia, a więc odkąd się znamy, a wraz z upływem czasu zmiany o 180 stopni stosunku kobiet do niego. Ale po kolei...

 

Bohater

 

Warunki bazowe X, co do wyglądu, były średnie. Zapewne mógł się podobać kilku kobietom ze swojego otoczenia ale były to Panie z konkretną nadwagą. Tak, takie zawsze na niego leciały, z czego on sam miał niezłą bekę. Po prostu przyciągał pasztety. Od zawsze. Powtórzę - idąc ulicą na X nie spoglądały łaskawszym okiem żadne kobiety, nie uśmiechały się do niego, nie zaczepiały. Ot - facet-widmo dla lasek. Typowy 5/10.

Charakter - neurotyczny, skłonny do poddawania się przywództwu innych, bardzo często się porównujący. Raczej nie typ lidera, a domatora.

Inteligencja i poczucie humoru - znacznie powyżej przeciętnej.

 

Akt I - 17-20 - pierwsza krew

 

X jest niewidzialny dla koleżanek. Dodajmy do tego białorycerstwo. Lata za pannami ale te mają go gremialnie w dooopie, oczywiście poza pasztetami. Kilkakrotnie mocno dojechany przez urocze istotki płci żeńskiej. Zdarzało mu się z tego powodu płakać. Generalnie - chłopak bez urody i bogatych rodziców, za to inteligentny i wrażliwy - czyli śmieć dla lasek w jego wieku.

 

Akt II - 20-22 - 12 rund i knockdown

 

20 lat - X poznaje "miłość swojego życia" - starszą o 3 lata dziewczynę z problemami z dragami. 12 miesięcy ćpania i chlania za jego kasę, zerwanie w Sylwestra. X płacze, prosi, błaga - 0 odzewu. Widuje ją potem na mieście jak buja się z kolesiami przy forsie. Potem znika, ponoć ląduje w jukeju, gdzie kontynuuje "karierę". X przeżywa załamanie nerwowe, wywalają go ze studiów, nieudana próba samobójcza. 2 lata wyjęte z życiorysu.

 

Akt III -  23-25 - zabawmy się

 

X wychodzi z problemów i wpada w środowisko PUA (przy okazji wciągając i mnie). Zaczyna się bujać po klubach i bzykać co popadnie - ot przeramowanie i nienawiść do kobiet robi z niego niezłego skurwysynka, dobrego na cizie z wiejskich dyskotek, wielkomiejskie kurewki-studentki oraz znudzone mężatki. Uczy się tańczyć, bajera dopracowana na maksa, po prostu się bawi. Jednak, jak sam mówi, wie "że wyżej wała nie podskoczy", czyli nie ma dostępu do najpiękniejszych kobiet oraz tych, które mają forsę dzięki rodzinie / mężowi. To go frustruje.

 

Akt IV - 26 - zrozum jak grać w tę grę

 

X zaczyna rozumieć, że zarabiając 2 tysie raczej nie ma co liczyć na "miłość" kobiet innych, niż takie, których nikt, ze względu na wygląd, nie chce. Ot są z nim bo nie mają innego wyboru, a te lepsze ma tylko na ONSy, bo jest "zabawny i pewny siebie". Zaczyna mu świtać, że coś takiego jak inteligencja, wyuczona bajera itp. znaczą gówno jeśli nie jesteś przystojny bądź nie masz kasy.

 

Akt V - 27 - 30 - "jaki Ty jesteś przystojny"

 

Jak wielu rówieśników ląduje w korpo. Sprytem i bezwzględnością wspina się krok po kroku coraz wyżej. Staje się bardzo oschłym i nieprzyjemnym człowiekiem. Pieniądze zaczynają płynąć, ilośc ludzi których ma pod sobą (a właściwie, którymi pomiata, bo tak się teraz zaczyna zachowywać) rośnie bardzo szybko. Tak samo jak ilość naprawdę ładnych kobiet gotowych dać mu dupy. Ciekawe jest to, że chętne Panie są zawsze "pod nim" lub "na równi" nigdy "wyżej" w hierarchii. Posuwa swoje współpracownice w swoim gabinecie, w kiblach i pokojach konferencyjnych. Jeszcze ciekawsze jest to, że gdy wychodzi do klubów, kobiety, które dowiadują się gdzie pracuje i co robi (zazwyczaj od innych kobiet) z chęcią zajmują się opieprzaniem jego kabanosa mówiąc mu "jaki jest przystojny", choć 30 minut wcześniej nawet na niego nie spojrzały.

 

Akt VI - 31< - album ze zdjęciami

 

Kiedy spotykamy się na wódce X wyciąga album ze zdjęciami. Ma słabość do wywołanych fotek. Oglądamy i mamy bekę, bo układając je chronologicznie i łącząc to ze wzrostem jego zarobków, jak na dłoni widać, że uroda tych kobiet rośnie w zastraszającym tempie. Ostatnią stronę zajmują obrazki przedstawiające jego "życie rodzinne" - X plus 11 lat młodsza żona i wózek z dzieckiem. Pytam - "na co Ci to?" - "zawsze chciałem mieć dziecko?". Ale mówi to jakoś smutno. Pijemy dalej i w końcu wypala - "przecież i tak wiem, że te głupie k.rwy lecą na moją kasę nie na mnie". Picie "na smutno" plus panienki z agencji (ja basta, on się zabawił bo żona wyjechała).

 

Akt VII - ...

 

W X'sie mieszkają teraz dwie osoby - chciwy na pieniądze i bezwzględny ruchacz oraz neurotyczny i niepewny siebie chłopiec. Ja znam ich obydwu, cenię tego drugiego, pierwszego mam w dupie ale to dzięki niemu ma to, czego pragnął w stosunku do kobiet. Wewnątrz to bardzo nieszczęśliwy facet. Kiedy zapytałem go czy jest zadowolony ze swojego życia odparł - "nie gadajmy o tym" - i walnął porządny haust wódy, prosto z flaszki.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Powyższa historia nie dotyczy mnie, a mojego znajomego, kilka detali zmieniłem (z wiadomych względów), nie wypaczając sensu. 

 

Każdemu proponuję odpowiedzieć sobie na następujące pytanie - jakie alternatywy ma średniourodziwy samiec z niezamożnej rodziny jeśli chodzi o wybór partnerki? Czy warto kobietom podporządkować swoje życie? 

 

HXxktkpTURBXy84NjgyZDdlMzM0ZDk4ZTNmMGM0ZDA0ZGE3MjhjMDI3OC5qcGeRkwIAzQHk.jpg

 

 

  • Like 34

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To, że lecą na kasę jest potwierdzone naukowo, ot, kolejny przykład z życia na poparcie tego. Boli tylko to zdanie: " przecież i tak wiem, że te głupie k.rwy lecą na moją kasę nie na mnie". Czy to jest rzeczywiście coś do czego warto dążyć?

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Waginator napisał:

 Boli tylko to zdanie: " przecież i tak wiem, że te głupie k.rwy lecą na moją kasę nie na mnie". Czy to jest rzeczywiście coś do czego warto dążyć?

 

Po to właśnie powstał ten post, żeby wywołać dyskusję na ten temat....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Do mnie bardziej uderzyło to:

" Kiedy zapytałem go czy jest zadowolony ze swojego życia odparł - "nie gadajmy o tym" - i walnął porządny haust wódy, prosto z flaszki "

 

Witamy w XXI wieku. Smutne to kurwa.

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A dlaczego on to w ten sposób odczuwa?

 

Bo utożsamił szczęście z kobietami. I teraz jest człowiekiem nieszczęśliwym, bo kobiety są inne niż w jego wyobrażeniach. To podstawowy błąd.

 

 

  • Like 13

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Koleżka nie przepracował siebie i nadal wierzy w ideały zaszczepione w dzieciństwie. Poznał prawdę i naocznie, empirycznie doświadczył. Jednak jej nie przyjął i nie zrozumiał. Stąd ból.

 

Bo prawda boli a prawda wygląda tak:

 

marność nad marnościami - wszystko marność.
 


Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
jaki zadaje sobie pod słońcem?
Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
a ziemia trwa po wszystkie czasy.
Słońce wschodzi i zachodzi,
i na miejsce swoje spieszy z powrotem,
i znowu tam wschodzi.
Ku południowi ciągnąc
i ku północy wracając,
kolistą drogą wieje wiatr
i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
Wszystkie rzeki płyną do morza,
a morze wcale nie wzbiera;
do miejsca, do którego rzeki płyną,
zdążają one bezustannie.
Mówienie jest wysiłkiem3:
nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami.
Nie nasyci się oko patrzeniem
ani ucho napełni słuchaniem.
To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.
10 Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
«Patrz, to coś nowego» -
to już to było w czasach,
które były przed nami.
11 Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli4,
ani też o tych, co będą kiedyś żyli,
nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem.

 

 

  • Like 8

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mindset i rozwalenie osobowości to jedno ale ja myślę, że u niego dochodzi jeszcze to co pisał @Eredin - utożsamienie szczęścia z kobietami i smutna konstatacja, że coś takiego jak "miłość bezinteresowna" ze strony kobiety nie istnieje. Jest jeszcze sprawa ceny za posiadanie potomka, na którym mu zależało.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Eredin

Wracamy do podstaw. Wiadomo, że jeśli dla kogoś kobieta= jedyne szczęście, to jest to po prostu powolne budowanie swojego grobu. Tutaj jest to bardzo oczywiste. Tutaj.

 

Tam daleko już niekoniecznie. Pytanie podstawowe. Czy szkoda NAM takich ludzi? Każdy ma szansę i sposobność odkrycia, że jest inaczej. Jeden zostanie naprowadzony na "ścieżkę zdrowia", inny nie. Uwierzy, bądź nie, również ich wola.

 

@Długowłosy  kolega zaznajomiony z forum, itp?

 

 

Edytowane przez FoxMulderJr
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak wiadomo myśli mają wpływ na rzeczywistość.

Mężczyzna, który myśli, że liczą się tylko pieniądze, takie osoby przyciąga, jak i również zauważa to w swoim otoczeniu i utwierdza go to w tym przekonaniu. Są różni ludzie, sporo jest materialistek/materialistów.

Ot dobrana Para: materialista i materialistka.

 

Podobna zasada jest dla:

-mechanika - widzi samochody do naprawy

-podrywacza - widzi dziewczyny na podryw i energetycznie dziewczyny do niego jakoś "lgną"

-ktoś ma doła - widzi śmiejące się osoby z niego (co niekoniecznie musi być prawdą), a czasem i dostanie łomot, bo się myślami o to prosi.

 

No ale kobieta nie ma mięśni, ale ma spryt i waginę.

Chciał seksu, kobiet, to cel osiągnął.

Teraz czego on chce w ogóle?

 

17 minut temu, Długowłosy napisał:

wywalają go ze studiów

 

tak się tylko zastanawiam, przyjęli go do korpo bez studiów ?

 

 

21 minut temu, Długowłosy napisał:

Jednak, jak sam mówi, wie "że wyżej wała nie podskoczy", czyli nie ma dostępu do najpiękniejszych kobiet oraz tych, które mają forsę dzięki rodzinie / mężowi. To go frustruje.

 

To się nazywa Habituacja . Człowiek, mężczyzna, kobieta po przyzwyczajeniu do bodźca, chce więcej, dlatego osiągnęliśmy obecny stopień rozwoju cywilizacyjnego. Bez tego byśmy na drzewach lub w jaskiniach jeszcze siedzieli.

1. Ma seks na zawołanie? 2. To teraz chce seksu z najpiękniejszymi kobietami. 3. Jak to osiągnie, to szuka seksu z seksownymi i inteligentnymi oraz mającymi władze 4. itd. w nieskończoność.

 

13 minut temu, FoxMulderJr napisał:

" Kiedy zapytałem go czy jest zadowolony ze swojego życia odparł - "nie gadajmy o tym" - i walnął porządny haust wódy, prosto z flaszki "

 

Sam Sobie takie życie wybrał.

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, ThePowerOfNow napisał:

 

Mężczyzna, który myśli, że liczą się tylko pieniądze, takie osoby przyciąga, jak i również zauważa to w swoim otoczeniu i utwierdza go to w tym przekonaniu. Są różni ludzie, sporo jest materialistek/materialistów.

 

Są kobiety nie materialistki?? :D Dobry żart :D

Selekcja partnera - geny (uroda) + zdolnośc do wychowania potomstwa (kasa).

Nic poza tym :)

 

PS Sorry, zapomniałem że liczy się dobre serce, inteligencja i charakter :D:D:D:D

  • Like 12

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Podobnie kobieta nie leci na przystojnego w pewnym sensie, ale chce byc  atrakcyjna w jego odbiciu,  im przystojniejszy tym wieksza radość  z tego ze sie podoba, tu chodzi o nia, ona sobie musi to udowodnic, facet jest tu tylko zapalnikiem...:)

Edytowane przez Assasyn
  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ThePowerOfNow, co post cię czytam to walisz jakimiś sloganami wyuczonymi z forum, zero własnych przemyśleń - dobra nie o tym...

Co do znajomego Długowłosego, to chłopak wpadł w wir życia, od zera do bohatera, a że głupi kolo nie jest to widzi tą wszechogarniającą obłudę,

i to co w tym momencie napisałem nie tyczy się tylko relacji damsko-męskich, ale relacji międzyludzkich w ogóle...

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Długowłosy napisał:

Są kobiety nie materialistki?? :D Dobry żart :D

 

a jest mężczyzna nie-materialista?

Nawet pustelnik musi coś jeść i działają na niego prawa fizyki.

 

5 minut temu, Długowłosy napisał:

dobre serce, inteligencja i charakter

 

Najczęściej facet, który ma pasje i jest inteligentny zarabia więcej niż ktoś kto zamiast uczyć się pił piwo.

Normalne prawo tego Świata na którym żyjemy.

To jakby napisać, że mężczyznom się podobają piękne kobiety i wyrażać żal do nich na forum kafeteria.

Edytowane przez ThePowerOfNow

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bardzo fajny temat. Prawdopodobnie gdybym się nie otrząsnął to skończyłbym tak samo. Mając wgrany program przez długi czas uważałem, że będę szczęśliwy jak sobie kogoś znajdę. Dopiero kiedy usiadłem i zastanowiłem się, co odczuwałem będąc w związkach oraz poza nimi a także jak wygląda życie wielu żonatych facetów stwierdziłem, że nie chcę takiego życia. Dopiero kiedy samiec uświadomi sobie że kobieta nie da mu szczęścia może zacząć się rozwijać. Inaczej istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że wszystko będzie robił tylko po to aby zaimponować paniom i dążyć do ruchania albo związku. Moim zdaniem ma to bardzo destrukcyjny wpływ na człowieka bo tak naprawdę nie jest sam ze sobą szczęśliwy. I wtedy może dojść do takiej sytuacji, że mamy tak jak napisał @Długowłosy dwie osoby w jednym ciele. Dopiero zrozumienie pewnych kwestii, a przede wszystkim samego siebie, może nam pozwolić na rozwój.

  • Like 12

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, ThePowerOfNow napisał:

3. Jak to osiągnie, to szuka seksu z seksownymi i inteligentnymi oraz mającymi władze 4. itd. w nieskończoność.

W nieskończoność? A co stoi ponad seksownymi i inteligentnymi?

 

Poza tym baba z władzą to jakieś nieporozumienie, zależy, co rozumiemy pod tym określeniem, jeśli bycie najmitą w obcej korporacji i pokazywanie wyższości wobec dorobkiewiczów walczących o pozycję, to to nie jest dla mnie władza, ale to kwestia dyskusji. Bo można sobie udawać kogoś mocnego, ale nadchodzi szesnasta i jest się szarym obywatelem równym wobec innych, którzy mają w dupie jej polecenia-wyda, czy nie wyda, świat biegnie dalej.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Długowłosy napisał:

 i smutna konstatacja, że coś takiego jak "miłość bezinteresowna" ze strony kobiety nie istnieje. 

 

W pewnym sensie istnieje w takiej formie jak u facetów. Jak dobrze wyglądasz to kobieta będzie się ciebie trzymała. Jak dobrze nie wyglądasz to obywasz się smakiem, czekasz na zasoby i wtedy zasoby trzymają kobietę przy tobie. Różnica między facetami, a kobietami jest taka, że mężczyźni wymagają przede wszystkim dobrej facjaty, dla kobiet oprócz tego może być też kasa. Jakby nie patrzeć to zawsze się kocha za coś, a wydaje mi się, że to w dużej mierze kultura wmawia nam, że kochanie za pieniądze jest złe, a za wygląd to prawdziwa miłość. Można się co najwyżej zastanawiać, kiedy kobieta jest bardziej związana, bardziej dobra, bardziej podniecona. Czy wtedy jak pokażesz jej sześciopak na brzuchu czy wtedy gdy zamachasz jej przed twarzą Władysławem Jagiełło.

 

1 godzinę temu, ThePowerOfNow napisał:

 

a jest mężczyzna nie-materialista?

 

Najczęściej facet, który ma pasje i jest inteligentny zarabia więcej niż ktoś kto zamiast uczyć się pił piwo.

 

Jednak faceci nie są materialistami w takim stopniu jak kobiety. Jak pisał gdzieś Red, kobiety odpowiadają za 85% niepotrzebnych wydatków. Nie wiem czy to prawda, ale z pewnością coś w tym jest. To facet potrafi oszczędzać, zarządzać hajsem, kupować to co potrzebne, a jak jest nadmiar to zainwestować. Dodatkowo faceci w o wiele mniejszym stopniu kierują się zarobkami kobiet niż odwrotnie.

 

Owszem zarabia więcej. Ale nie wcześniej niż mając te 25 lat, a często dużo później. A dopóki nie zacznie zarabiać to kobiety mają w dupie jego pasje i inteligencję (chyba, że bardzo dobrze rokuje, że będzie dużo zarabiał) i do tego czasu chętnie będą ciągnąć druta tym pijącym piwo.

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Waginator napisał:

kobiety odpowiadają za 85% niepotrzebnych wydatków. Nie wiem czy to prawda, ale z pewnością coś w tym jest.

 

Prawda, to z badań przeprowadzanych w USA i Kanadzie nad wydatkami małżeństw. 

 

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
34 minuty temu, Waginator napisał:

W pewnym sensie istnieje w takiej formie jak u facetów. Jak dobrze wyglądasz to kobieta będzie się ciebie trzymała. Jak dobrze nie wyglądasz to obywasz się smakiem,

 

Wielokrotnie pisałem na forum żeby nie oszukiwać samego siebie i jeśli ktoś nie miał "brania" w młodości to nie miał go ze względu na brak urody, a jeśli ma je teraz to wynika ono z jego pozycji społecznej, umiejętności doboru ubioru itp. a nie dlatego, że "jest inteligentny" vel "ma charakter" etc. To są miraże i bzdury. Jeśli ktoś nie jest przystojny w sposób naturalny (twarz) to modelowanie ciała i tak nie zrobi odpowiedniej pracy i i tak, nie załatwi mu to dostępu do najlepszych kobiet. Dopiero jak będzie miał kasę i pozycje to nastąpi a i wtedy nie ma mowy o "miłości", a raczej o czystej transakcji biznesowej.

 

Nie piszę tego żeby kogokolwiek dołować ale nie oszukujmy się i właśnie dlatego warto mieć na uwadze jedno - kobieta nie da szczęścia. Jedni w życiu dostają prezent w postaci urody, inni ogarnięcia a jeszcze inni żadnego. I nic na to nie poradzimy.

 

Po raz nty, nie wierzcie, że cokolwiek innego niż uroda i hajs ma znaczenie w stosunkach damsko-męskich. To oszustwo.

 

I dlatego również, osobom w związkach, zwracam uwagę, iż jeśli chcą być w pełni świadome, muszą sobie zadać pytanie którym z kolei wyborem byli dla swoich partnerek.

 

Nie ma co nienawidzić kobiet ale nie warto też pokładać w związku z nimi jakiś większych nadziei.

 

  • Like 13

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 

20 minut temu, Długowłosy napisał:

Po raz nty, nie wierzcie, że cokolwiek innego niż uroda i hajs ma znaczenie w stosunkach damsko-męskich. To oszustwo.

 

I dlatego również, osobom w związkach, zwracam uwagę, iż jeśli chcą być w pełni świadome, muszą sobie zadać pytanie którym z kolei wyborem byli dla swoich partnerek.

 

Nie ma co nienawidzić kobiet ale nie warto też pokładać w związku z nimi jakiś większych nadziei.

 

 

 

Nie do końca to tak jest...weźmy dwóch samców o takich samych wartościach "uroda" oraz "hajs"...dla ułatwienia - braci bliźniaków...

 

Jeden ma jednak uległy charakter "męskiej cipy" , a drugi  - ma tzw. męski, silny charakter, i "właściwe" podejście do kobiet.

Dla każdej samicy ten drugi mężczyzna, z silnym charakterem - będzie przecież o wiele atrakcyjniejszy.

Pomimo takiego samego wyglądu i kasy...

 

Tak że, jednak nie tylko uroda i hajs się liczy!

 

 

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@RedBull1973

 

Nie do końca się zgadzam z tym charakterem. Owszem, jak ktoś jest kompletną cipą to kobiet nie przyciągnie albo nie na długo. Ale jak jesteś chociaż przeciętny pod tym względem to w zupełności wystarczy. Przykład jednego gościa z mojej grupy uczelnianej. Od pierwszych dni zapoznał się z dwoma dziewczynami i utworzyli swoją własną grupkę towarzyską. Z kolejnymi miesiącami do tej grupki dołączało coraz więcej dziewczyn ostatecznie osiągając wynik sześciu dziewczyn i tego jednego chłopaka. Od początku zastanawiałem się nad tym fenomenem. Gość nie jest szczególnie mądry ani szczególnie rozrywkowy czy męski, dość dużo narzekający i użalający się nad losem, trochę zniewieściały z zachowania i głosu. Z facetami nie gada i ma zerową reputacje u nich. Dodatkowo jest w związku z całkiem ładną dziewczyną. Zagadka dopiero się rozwiązała, gdy przypadkiem zobaczyłem wiadomość jednej z tych dziewczyn do jakiejś koleżanki "patrz jakiego mam przystojniaka w grupie" <tutaj jego zdjęcie> "noo, rzeczywiście ładny".

 

Pewni siebie mają po prostu dobre sito na te kobiety którym się nie podobają, mają więcej prób i lepiej potrafią sfinalizować relację. Dodatkowo często są pewni siebie dlatego, że się podobają kobietom i to podciąga ich samoocenę, więc przyczyna może być mylona ze skutkiem. Jak brzydal będzie pewny siebie (a zazwyczaj nie jest) to po prostu będzie uważany za chama, egoistę, prostaka, buraka etc. i zostanie odizolowany. W jakimś stopniu to może wpływać na atrakcyjność, ale nie przeceniałbym tego aspektu. Podnieciłaby cię otyła kobieta z nawet najcudowniejszym charakterem na ziemi? Bo mnie raczej nie.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, RedBull1973 napisał:

Tak że, jednak nie tylko uroda i hajs się liczy!

 

W relacjach damsko męskich tylko. Opisał to @Waginator.

Natomiast w relacjach męsko-męskich (przyjaźń etc.) liczy się charakter.

 

PS Natomiast rozumiem tendencję do samooszukiwania się, bo świadomość tego pozwala inaczej spojrzeć na poprzednie relacje. Bolesne ale prawdziwe.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Panowie , ale ja właśnie znam takich dwóch braci bliźniaków!

Pierwszy z nich - Paweł, ma zupełnie inny charakter od drugiego , jest przebojowy, wesoły, pewny siebie, bardzo towarzyski i zabawowy...

Piotr - introwertyk, poważny, rzadko żartuje, mniej pewny siebie, mniej zabawowy...

 

Obaj pracowali ze mną w jednej firmie, na tych samych stanowiskach (przedstawiciel handlowy).

 

Jak myślicie, który miał większe powodzenie u kobiet ?

Oczywiście, że Paweł...

(teraz Paweł już ma żonę i dzieci...)

 

 

Dalej - przecież wiele cech negatywnych można przezwyciężyć ,jeśli ma się silny charakter - praca nad sobą , praca nad sukcesem, praca nad sylwetką...

 

Tak że absolutnie nie zgadzam się ,że charakter nie ma znaczenia.

Charakter ma znaczenie i to zajebiste, bo silny charakter pozwala np. zdobyć kasę, czy polepszyć wygląd...

A przede wszystkim - pozwala trzymać w ryzach kobietę !

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, ZdzisławBeton napisał:

W pierwszym poście 2 razy pojawiają się czwarty i piąty akt, przez co całość traci znacząco na wiarygodności ;)

 

Dzięki za zwrócenie uwagi, pisane na flow więc i błąd poszedł ;)

 

5 godzin temu, RedBull1973 napisał:

Tak że absolutnie nie zgadzam się ,że charakter nie ma znaczenia.

Charakter ma znaczenie i to zajebiste, bo silny charakter pozwala np. zdobyć kasę, czy polepszyć wygląd...

A przede wszystkim - pozwala trzymać w ryzach kobietę !

 

 

Tylko że to samo i ja piszę, i przypuszczam że reszta też ale chodzi o to, że dla kobiety charakter nie ma znaczenia, a jedynie wygląd i hajs.

 

Cechy negatywne charakteru? Jak jest pieniądz bądź uroda to kobieta przymknie oko na wiele. Właśnie ta historia o tym mówi - facet nie miał naturalnego smv, kasą podwyższył, ale doskonale wie, że to miraż i ułuda. Tyle.

 

Podsumowując - znów napiszę - charakter jest ważny dla faceta jako jednostki i w relacjach facet-facet, a z kobietami to nie ma on żadnego znaczenia. Możesz być debilem i pierdołą ale jak jesteś przystojny / masz hajs będziesz miał kobiety. No chyba, że mówimy tu już o skrajnych przypadkach mających problemy w relacjach interpersonalnych, choć ja znam jednego przystojnego gościa, którego panny same zaczepiały i w ten sposób to znikało.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez verde
      Witam wszystkich, mam nadzieję na waszą pomoc w tym, co mam zrobić dalej ze swoim życiem

      W tym roku kończę 30 lat. Na przełomie marca i lutego czeka mnie koniec moich studiów zaocznych (ale nie wiadomo, kiedy się obronię), w tym czasem zamierzam też odejść z mojej firmy (pracuję jako operator wózków). Od razu zaznaczę, że studia robię dla tzw. "papierka". Idąc na nie myślałem, że czegoś konkretnego się nauczę. Niestety rzeczywistość okazała się inna. Przede wszystkim przekonałem się, że rzeczy, które mam na studiach po prostu średnio mnie interesują i teraz muszę je po prostu dociągnąć do końca. O dziwo jest to jeden z najlepszych kierunków na rynku - informatyka i telekomunikacja. Poza dokumentem, który być może uda mi się uzyskać w tym roku, prawdopodobnie nic z tych studiów nie wyniosę.  Ostatni semestr na tych studiach kończy się za kilka tygodni. Potem będę tam dojeżdżał raz na jakiś czas żeby kończyć sprawy z obroną pracy inżynierskiej. W ogóle nie widzę się w tej branży ze względu na brak wiedzy i doświadczenia, a przede wszystkim pasji do tego.

      Nie mam partnerki, nie mam żadnych zobowiązań, kredytów, czy wyroków na karku, więc nic mnie w moim regionie nie trzyma. W związku z tym w ciągu 2-3 miesięcy postanowiłem opuścić miejsce w którym obecnie mieszkam. Są to KIELCE, miasto bez perspektyw na lepsze życie i zarobki w mojej obecnej sytuacji. Zamierzam wyjechać na jakiś rok w inne miejsce w Polsce, bo po prostu nie chcę tutaj dłużej mieszkać. Nie lubię tego miejsca i mam z niego wiele negatywnych wspomnień. Poza tym, większe miasto to większe możliwości i perspektywy. Kto wie, być może uda mi się pójść drogą o której nigdy wcześniej nie myślałem. Po kilku miesiącach zdecyduje, czy tam zostać na dłużej. Jeśli mi się nie spodoba, to wyjadę za granicę.

      Poniżej macie moje CV, które podzieliłem na 3 screeny. Niektóre nazwy zasłoniłem dla własnych potrzeb. Proszę nie sugerować się posiadaniem przeze mnie świetnego certyfikatu CCNA - to tylko papier, który udało mi się uzyskać, bo po prostu wykułem się egzaminu na pamięć. Dodam może to, że wszystkie kursy i uprawnienia sfinansowałem z własnych środków. I nie zamierzam na tym poprzestać, jak tylko pojawi się okazja na jakiś rozwój i zwiększanie swoich kwalifikacji, to na pewno z niej skorzystam.

      https://i.imgur.com/6BnlqiB.png

      https://i.imgur.com/aWexzBy.png

      https://i.imgur.com/LP63Z0u.png


      Miasta o których poważnie myślę to WARSZAWA, KATOWICE, POZNAŃ, WROCŁAW i GDAŃSK. Kolejność nieprzypadkowa.

      Prosiłbym o polecenie mi ścieżki jaką mam się udać i przede wszystkim gdzie mam się udać, biorąc pod uwagę moje kwalifikacje i doświadczenie. Dodam może do tego, że jestem osobą ambitną, uczciwą i pracowitą. 


      Jeśli temat znajduje się w nieodpowiednim dziale, to proszę moderatorów o jego przeniesienie.
    • Przez Nefertiti
      Człowiek. Szacunek. Pieniądze. Absurd. Labirynt. 
       
      Czy aby na pewno człowiek posiadający pieniądze traktowany jest z szacunkiem?
      Moje zdanie.
      Nie jest. 
      Nie mam nic przeciw byciu zamożnym. Być bogatym, a przy tym człowiekiem to dopiero wyzwanie.
      Hmm.....
      Ewentualnie, (że tak rzeknę) niczego nie rozumiem.
      Kto ma życzenie niechaj doda swoje 5 groszy.
      Z góry Dziękuję.
       
       
       
      Napisałem dziś piosenkę, już jest nieźle, już jest pięknie, 
      Ale chcę, by było to wyłącznie dla mamony. 
      Ani słowa o miłości, o podłości, polityce 
      I o niczym innym, nic bez znaczeń dodatkowych. 

      Najpierw ty, długo, długo nic, tylko ty, dla ciebie piszę. 
      Tylko ty, po tobie nie ma nic, dziś piszę dla mamony. 

      Ile razy to słyszałem, że ktoś kocha, nie wierzyłem, 
      Bo jak wierzyć w to, gdy ktoś wyznaje dla mamony. 
      Ta piosenka jest prawdziwa, ja tu śpiewam, w przekonaniu, 
      Że nic nie przeżywam, tylko muszę coś zarobić. 

      Najpierw ty, długo, długo nic, tylko ty, dla ciebie piszę. 
      Tylko ty, po tobie nie ma nic, dziś piszę dla mamony. 

      Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest nagrana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest wydana dla pieniędzy! 

      Nie traktuję cię jak głupca, ja zakładam, że ty słuchasz 
      I że widzisz to, jak dzisiaj piszę dla mamony. 
      Tak, jak żadna prostytutka nie całuje nigdy w usta 
      Tak ja odpuszczam sobie wszystkie moje strofy. 

      Najpierw ty, długo, długo nic, tylko ty, dla ciebie piszę. 
      Tylko ty, po tobie nie ma nic, dziś piszę dla mamony. 

      Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest nagrana dla pieniędzy! 
      Ta piosenka jest wydana dla pieniędzy! 

       
       
      W naszym świecie problemem nie jest to, że nie możemy nakarmić biednych, ale to, że bogaci nie mogą się nażreć.
    • Przez MoszeKortuxy
      http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1022256,alimenciarki-kobiety-tez-nie-placa-alimentow-dlaczego.html
      Ciekawy artykuł dotyczący kobiet, które nie płacą alimentów. Piszcie co sądzicie na ten temat Bracia  
       
      Orzecznictwo sądów w Polsce jest jasne. Dzieci zostają przy matce. Dlatego problem niepłacenia alimentów i alienacji rodzicielskiej najczęściej jest poruszany w kontekście mężczyzn. Utarło się, że to zły ojciec unika płacenia na dzieci, a zła matka nie pozwala na kontakty z dzieckiem. Ale bywa też odwrotnie, a „dłużnicy alimentacyjni” (niezależnie od płci) nie zawsze zasługują na potępienie.
       
      W październiku 2016 roku dłużnicy alimentacyjni zalegali ze spłatą łącznie 9,4 mld złotych. Trzej rekordziści pod względem kwoty zaległości, na którą składają się m.in. niezapłacone alimenty, mają do oddania ponad 1 mln zł. Łączny dług rekordzisty to 1 441 455 zł, z tytułu alimentów winien jest niecałe 47 tys. zł. Kolejny dłużnik z sumą 1 436 214 zł, na dzieci nie zapłacił 48,2 tys. zł. Sytuacja trzeciego rekordzisty to 19,2 tys. zł zaległości alimentacyjnych i ponad 1,2 mln zł pozostałych długów. Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego systematycznie rośnie. Od końca czerwca do końca września 2016 roku wzrosła o 859 zł i obecnie wynosi 33 160 złotych.
       
      W województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim na 1000 dorosłych mieszkańców przypada od 12 do 13 dłużników alimentacyjnych. 95 proc. z nich to mężczyźni. Na 282 tysiące osób, które zalegają z płatnościami na dziecko, aż 268 tys. to również mężczyźni, ale jeśli zaznaczymy, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w znakomitej większości sprawują kobiety, to okaże się, że procentowo sytuacja w przypadku obu płci jest bardzo podobna. Tyle dane. Wynika z nich niewiele, bo ważne są powody, dla których kobiety nie płacą alimentów.
       
      Polaków nie stać na alimenty
       
      Na ten argument szczególnie często powołują się właśnie kobiety. Jak tłumaczy adwokat Maciej Organiściak, po rozwodzie często są one w trudniejszej sytuacji zawodowej. Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.
       
      Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 3291,56 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Największa liczba Polaków zarabia 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. A po rozwodzie koszty utrzymania gwałtownie rosną. Nagle, przyzwyczajeni do dwóch pensji i dzielenia kosztów na pół, musimy te proporcje odwrócić. Czynsz dla spółdzielni to nie 300 zł, ale 600 zł, rachunek za prąd to nie 75 zł, tylko 150 zł, a internet zamiast 30 zł kosztuje 60 zł. Statystycznie na konto wpływa też 1800 zł, a nie 3600 zł.
       
      Joanna przed rozstaniem pracowała w firmie informatycznej. Zarabiała dobrze – ponad 4 tys. złotych. Sąd orzekł, że na dwójkę swoich dzieci ma płacić miesięcznie 800 zł. Problemy zaczęły się w trakcie sprawy: straciła pracę, a koszty rozwodu pochłonęły ponad 20 tys. zł. Co więcej, sąd zasądził alimenty wstecz od września 2014 roku. I to mimo że dzieci zamieszkiwały z nią – bez względu na postanowienie sądu nie chciały mieszkać z ojcem. – Córkę porwał ze szkoły w październiku, a w lutym kuratorzy zabrali syna. Tak więc pomimo iż w okresie tym wydałam pieniądze na utrzymanie dzieci, muszę ponownie zapłacić je ojcu – mówi rozgoryczona. Łączny dług to 15 tysięcy złotych.
       
      W grudniu 2016 roku urodziła syna. W tej chwili nie ma prawa do zasiłku macierzyńskiego i ubiega się o świadczenie rodzicielskie w kwocie 1000 zł. Jak mówi, kwota 800 zł nie jest sama w sobie zawrotna, ale bez pracy okazuje się niemożliwa do zapłaty. – Czyni mnie to kandydatką do osadzenia w więzieniu na rok z moim dwumiesięcznym synem, jeśli sejm przyjmie nowelizację art. 209 kk – mówi i dodaje: Nie jestem żadną patologią. – Regularnie alimentuję dzieci nie tylko poprzez opłacanie im telefonów, ale i kupuję ubrania, leki, kosmetyki i przybory szkolne, ponieważ ojciec celowo je zaniedbuje, aby pokazać, że jest nędzarzem pomimo, że w poprzedniej sprawie sąd ustalił, że zataja dochody, ponieważ koszty, które wykazuje, są wielokrotnie wyższe niż wykazywane dochody – mówi.
       
      To, co najbardziej boli Joannę to postawa sądów, które jej zdaniem są nieudolne i bezczelne. Do tego dochodzi dowolność orzekania w sprawie alimentów. – To jest przerażające. Nikt nie wie, co go czeka, a sąd może uwierzyć w każde kłamstwo drugiej strony. Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka ma atopowe zapalenie skóry. Myślę, że łatwiej takie rzeczy wmówić ojcom pozbawianym kontaktu z dziećmi od wczesnych lat, ale dla mnie – matki, która swoje dzieci przez kilkanaście lat wychowywała i utrzymywała – to jest po prostu niedorzeczne – opowiada.
       
      – Nagle z porządnego, pracującego obywatela stałam się wyjęta spod prawa – podsumowuje gorzko. Proszę napisać: Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.
       
      Zakładnik alimentacyjny
      Rozwód często przeradza się w prawdziwą wojnę, a głównym jej zakładnikiem staje się dziecko. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni traktują je jako kartę przetargową. W historii Katarzyny znajdują się wszystkie elementy, o których mówią adwokaci. Jest były mąż, który wyrzuca ją z mieszkania. Mąż jest zamożny i stać go na samodzielne utrzymywanie dziecka, ale grą procesową i bezpardonową walką, jak sama mówi, kreuje dowody, a następnie egzekwuje każde postanowienie sądu. W tej brutalnej grze wykorzystuje to, że pracują w jednej branży. Rozsiewa plotki i pomówienia. W końcu doprowadza do zwolnienia Katarzyny z pracy. Przed sądem posłuży to jako przykład nieporadności życiowej Katarzyny, która w czasie pobytu na bezrobociu (już pół roku) nie ma jak płacić zasądzonych alimentów. 
       
      – Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak. Wnosiłam o alimentację własnym staraniem – mogę uczyć swoje dzieci języków obcych, bo mam wykształcenie filologiczne, ale sąd nie uwzględnił mojej prośby. Uzasadnienie wyroku jest kuriozalne: z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami. W tej chwili robię wszystko co mogę, by regulować alimenty, ale moje starania nie zawsze wystarczają – mówi gorzko.
       
      Były mąż Katarzyny dąży do zerwania jej relacji z dzieckiem, często uniemożliwia zasądzone kontakty, składa kolejne wnioski do sądu o zmniejszenie jej kontaktów. W ten sposób dziecko staje się zakładnikiem alimentacyjnym: druga strona jak najsilniej odcina dzieci, co skutkuje podwyższeniem alimentów, bo kto spędza więcej czasu z dzieckiem, ten rzekomo więcej na nie łoży. – Kto odetnie, wyalienuje dziecko, ten ma szanse na wysokie alimenty – mówi Katarzyna. I błędne koło się zamyka.
       
      – Rodzice podchodzą do rozstania, jako do sprawy, w której będą wygrani i przegrani, a dziecko jest tylko narzędziem do wygranej. Wtedy ojcowie dochodzą do wniosku: „zabiorę dziecko, bo wiem, że to matce sprawi przykrość”. A często nawet nie chce zajmować się tym dzieckiem. To samo dzieje się w przypadku ustalenia wysokości alimentów. Walki toczą się o 100 zł, o które można byłoby się normalnie dogadać – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      – To nie rodzice sami generują konflikt. Często są do tego zmuszeni, bo ich pełnomocnicy znają realia polskich sądów, które nie sprzyjają porozumieniu rodziców. Sądy w zasadzie nie orzekają opieki naprzemiennej. W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 
       
      Na złość odbiorę ci dziecko
      – Zdarza się, że kobiety często same wymierzają sprawiedliwość. Znam takie sprawy, w których na początku to kobieta sprawowała opieką nad dzieckiem i w tym czasie to mąż unikał płacenia alimentów. Potem sytuacja się odwraca i kobieta wychodzi z założenia, że skoro były mąż nie płacił, to ona też nie będzie. Przy czym dla sądu nie ma to żadnego znaczenia – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      Renata Christensen Ogorzelska nie płaci alimentów, chociaż by mogła. Prosi o podanie pełnego imienia i nazwiska, bo - jak mówi - nie ma nic do ukrycia. Zasądzono jej symboliczne 50 zł. Między innymi dlatego, że dziecko mieszka z ojcem w mieszkaniu, które jest jej współwłasnością. Były mąż zarabia 70 tys. zł. Dziecku nie powinno więc niczego brakować.
       
      Tymczasem mieszkanie jest systematycznie zadłużane. W tej chwili jest to już 17 tys. złotych. Ale nie dlatego Renata nie płaci alimentów. Były mąż skutecznie alienuje dziecko. – Syn, gdy mnie widzi, szarpie się i mnie bije – mówi i dodaje: Od lat, mimo wyroku sądu, nie mogę decydować o swoim dziecku; nie uczestniczę w podejmowaniu żadnych decyzji dotyczących syna, dlaczego więc mam płacić choćby te 50 zł? Moje prawa, jako matki, są gwałcone na każdym kroku, ale oczekuje się ode mnie, że ja będę swoje obowiązki wypełniać. Uważam, że jeśli rodzic alienuje dziecko i traktuje je jako swoją własność, to powinien sam finansować swój „projekt dziecko” – tłumaczy.
       
      Punkt widzenia Renaty najlepiej obrazuje jeszcze jedna historia z jej życia. Mówi: Jestem też dawczynią komórki jajowej, z której w Wielkiej Brytanii urodziły się bliźniaki. Nigdy ich nie poznałam, ale rodzice na bieżąco informują mnie o ich rozwoju. To budzi we mnie odpowiedzialność i więź emocjonalną, której nie czuję z własnym dzieckiem. To jest bardzo bolesne, ale to tym dzieciom wysyłam paczki i pieniądze. Zresztą, w naszym przypadku w ogóle nie chodzi o pieniądze, bo i ja, i ta rodzina, i mój mąż je mamy. Chodzi wyłącznie o emocje.
       
      Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości. – W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między rodzicami, sąd powinien jasno i z całą stanowczością nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko staje się kartą przetargową w walce między dorosłymi. A nasze sądy w sytuacji konfliktowej najczęściej przyznają opiekę nad dzieckiem tylko jednej stronie. A ta druga, niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna, traci kontakt z własnym dzieckiem – mówi.
       
      Wyimaginowany dług
      Mówi Joanna: Sądy od jakiegoś czasu coraz częściej orzekają miejsce pobytu u ojców. W 100 proc. przypadków, jakie znam, są to sprawcy przemocy, w tym narkomani, kryminaliści, alkoholicy. Wszyscy najpierw porwali dzieci, a potem odizolowali je od matek. Analogicznie, jak robią to od lat matki. Tak postępujących rodziców preferują sądy.
       
      Wszystkie moje rozmówczynie są zgodne: sądy popierają alienację rodzicielską, bo umożliwia ona obciążenie drugiego rodzica kosztami utrzymania dziecka. – W związku z tym, że wyroki są oderwane od rzeczywistych zarobków, automatycznie tworzą z ludzi dłużników na żer komorników – mówi Joanna. Od Renaty i Joanny słyszę: Proszę więc nie wierzyć w bajki o długu 10 mld złotych. To są pieniądze, które nigdy nie zostały na dzieci wydane i nigdy nie zostały zarobione. – Najczęściej dochodzi do wykończenia dłużnika lub licytacji jego majątku na cele alimentacyjne – często zabranie dzieci jest sposobem na korzystny podział majątku po rozwodzie – dodaje Joanna.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×