Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
toreador

Dziecko i podział obowiązków między rodzicami

Rekomendowane odpowiedzi

Normalny    1128

Najgorzej jak się wkurwi i wyjebie męża. Albo odejdzie. A bywa i tak. Pal licho ją i alimenty na małego bo utrzymywać i tak trzeba .

 

Szkoda kurewsko braku kontaktu z dzieckiem - a jakie są szanse na choćby opiekę naprzemienną wiemy. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

Opieka naprzemienna jest możliwa tylko wtedy, gdy samica się na to zgodzi. W innym wypadku dziecko ma być z matką i wszyscy będą uzasadniać to na wszelkie sposoby: bo dziecko jest małe, bo matka ma lepsze predyspozycje wychowawcze, bo zajmowała się wcześniej dzieckiem, bo dziecko jest emocjonalnie bardziej związane z matka, a przede wszystkim... "bo to dla dobra dziecka".

W imię mitycznego "dobra dziecka" sąd usuwa ojca z jego życia i skazuje na życie z matką. Nieważne, że przed rozstaniem dziecko miało oboje rodziców.

Walka o dziecko, to prawdziwa droga przez mękę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303

@seba33Abstrahuję od kwestii relacji na linii matka - ojciec/żona-mąż. Tak, tutaj jest walka i pokazywanie kto rządzi. Wstawanie w nocy do płaczącego dziecka to katorga dla osoby pracującej i tutaj popieram, że powinna to robić matka, ot choćby dlatego że w ciągu dnia może odespać. Żadnego odstępstwa!

 

Ale wejście w życie dziecka dopiero w wieku 3 lat to jakiś solidny kit. Trzylatek to już potrafi być całkiem fajnym, ukształtowanym i w miarę samodzielnym dzieckiem. Właśnie wtedy widać ile się z Nim przepracowało. Ja wiem że dla większości ludzi to jakaś abstrakcja, ale nawet sam Marek o tym głośno i wyraźnie wspominał, że w pierwszych kilku latach Naszego życia kształtuje się podświadomość. Chcesz to zostawić TYLKO KOBIECIE?! W d..ie mam co matka dziecka o mnie myśli gdy się nim zajmuję, liczy się dla mnie tylko rozwój małego. Żona zawsze może się stać obcą osobą. Mogę mieć inną, ale dziecko już zawsze będzie moje. 

 

Zresztą, 80 % czasu to śpi noworodek, a nie 6 czy 9 m-czny maluch. Zresztą gdyby nawet spał tyle to Ty mając z nim 3 godziny przepracowałbyś max 1, tak?

 

Kończąc. Każdy robi jak chce. Ale w życiu nie oddałem wychowania (choćby nadzoru na tym) w ręce kobiet. Bo większość z nich potrafi tylko nauczyć strachu i narzekania jacy to wszyscy są źli, a one dobre. Potem mamy to co mamy. I uwierzcie mi ... wiem co mówię. Pozdrawiam.

 

ps. opieka nad maluchami najczęściej polega na chodzeniu za nim i pilnowaniu żeby nie zginął, a także trzymaniu nerwów na wodzy, żeby nie zarazić malucha strachem. To jest do zrobienia.

Edytowane przez Miner
  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

@Miner - Masz rację. Wszystko się zgadza. Przez pierwsze lata życia dziecka ma jakby miejsce programowanie go. Dziecko nie pamięta wielu rzeczy, ale podświadomie wie, jakie relacje łączą je z konkretnymi osobami. Dobrze jest, jeśli ojciec poświęca mu możliwie najwięcej czasu. Rzecz w tym, że nie może być to wymuszone i ponad jego siły.

 

Ze swojej strony mogę tylko potwierdzić, że to wszystko działa. Dziecko nie pamięta konkretnych sytuacji, ale wie, komu może ufać i czego oczekiwać od ludzi.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303

@DobiI o to mi właśnie chodzi. Masz rację: to nie może być wymuszone, ale nie odważyłbym się "dla zasady" odpuszczać czasu dla dziecka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
toreador    263

Dzięki panowie za cenne uwagi.

Szczerze mówiąc spodziewałem się więcej głosów w stronę, żeby więcej opiekować się dzieckiem i odpuścić żonie.

A jednak większość myśli podobnie jak ja.

 

Ostry atak był przedwczoraj. Powiedziałem wtedy stanowczo nie. Wczoraj jak wróciłem z pracy żona zachowywała się

jakby nie było tej rozmowy. Miałem wrażenie, że nawet jakby szukała kontaktu. Ale tyle gadała, że powiedziałem, że

chce posiedzieć w ciszy. Mam wrażenie, że jak nie będę tak mówił to mi kiedyś łeb rozpierdoli. Nawiasem mówiąc nie rozumiem jak kobiety

między sobą mogą wymieniać tyle informacji (moim zdaniem zbędnych). 

 

Wspomniany atak odbył się po jej wizycie z dzieckiem u rodziców i koleżanek. Jej ojciec jest typem człowieka, który non-stop pracuje.

Nie inaczej było z dzieckiem. Wciąż jej pomagał. Jej matka natomiast to siedząca w domu non-stop schorowana i zmęczona kobieta. Do tego 

stopnia, że ojciec ją często wyręcza (plus praca na etacie). Nie przeszkadza jej to jednak w wydawaniu dekretów i narzekania kiedy tenże ojciec

siądzie przed telewizorem odpocząć. Myślę, że żonie odświeżył się wzorzec z domu i chciała go przenieść do nas. Możliwe, że poparty

głosami matki i koleżanek. Ale na to nie mam dowodów. Jej matka powiedziała kiedyś, że życie bez dziecka w domu nie ma dla niej sensu.

Więc nasz rozwód byłby jej na rękę. 

 

Zgadza się, że ojciec powinien spędzać czas z dzieckiem i stopniowo będę go zwiększał. To nie jest też tak, że siedzę z nim godzinę

i idę w swoja stronę. Robię po prostu swoje, ale jak jestem koło niego to często robię przerwę i się z nim bawię.

 

Ojcostwo to jest pewnego rodzaju pułapka. Nie spodziewałem się, że nowo narodzona istota będzie mi tak bliska. 

Ba, w ogóle nie znałem takiego uczucia - jednocześnie bliskości, radości ale i zajebistej odpowiedzialności. Wcześniej liczyłem się tylko ja.

I człowiek staje się zakładnikiem. Chcesz dla niej jak najlepiej a jak między rodzicami nie układa się  i na horyzoncie

pojawia się widmo rozwodu to wiesz, że sąd Ci ją zabierze. Po drugie wychowywanie tylko przez matkę oznacza zryte wzorce u dzieciaka.

Nawet myślenie o tym boli w chuj. A co mówić o doświadczaniu tego. Z drugiej strony pozostanie z taką kobietą, która wie, że

trzyma Cie za ryj i nie szanuje oznacza śmierć męskości i zeszmacenie. I to dziecko też widzi i chłonie jako wzorzec. 


Będę robił swoje, nie spuszczę z tonu a jak sprawa dojdzie do ściany to po prostu rozwód i walka o jak największe prawa do dziecka.

Kiedyś powiedziała mi, że przy rozwodzie chce, żebym go wziął bo ona nie wychowa go na faceta.

Niestety nie bardzo wierze w dotrzymanie tej deklaracji.

Edytowane przez toreador
  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
XYZ    904

Na początek odetnij neta na kilka dni i obserwuj. Następnie "zepsuj" mikrofale i tv... I idź na balet na 3 dni...

 

Miałem to samo co Ty z ta różnica, ze małżowina "psuła" mi Tv, abym nie oglądał moich ulubionych programów na Discovery na dodatek po tym jak wyjebala mnie z łóżka i wsadziła sobie korek w dupę... ?

 

Zrób jak rabin dla żyda mieszkającego w małym domu z dużą rodziną radził: kup kozę. Niech sra w domu i zabiera przestrzeń. Po miesiącu, gdy już wszyscy będą mieli jej dość pozbądadź sie jej. Wszyscy odetchną z ulgą i docenią świeże powietrze oraz przestrzeń. Pytanie na jak długo?

  • Like 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Herbu Mizogin    277

Niestety, ale angażując się w wychowanie małego dziecka tracimy w oczach samicy. Obserwuje nas w sytuacjach, którym towarzyszą ,,niemęskie'' odruchy i zachowania. Wszelkie przejawy przywiązania, proste w wyrazie emocje, zdziecinnienie jakie zdradzamy w zabawie z dzieckiem interpretuje jako naszą słabość. 

W opozycji do tego pojawia się wyobrażenie kochanka-alfy, którym być może wcześniej sami w jej oczach byliśmy... 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
radeq    644
48 minut temu, Herbu Mizogin napisał:

Niestety, ale angażując się w wychowanie małego dziecka tracimy w oczach samicy. Obserwuje nas w sytuacjach, którym towarzyszą ,,niemęskie'' odruchy i zachowania.

 

Nawet zabranie małego na basen, rower, kajak itd? oczywiście bez samicy :D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303

@Herbu Mizogin I to jest takie straszne?

Z mojego doświadczenia wynika coś innego: tracisz w oczach samicy jeżeli robisz się przy tym ciapciowaty, zapuszczasz się (tak jak co po niektóre kobiety) i marudny. Jeżeli dalej pozostajesz sobą i nie dajesz sobie wejść na głowę z różnymi tematami z d..y to Twój obraz w jej oczach się nie zmienia (a nawet rośnie) - zwłaszcza w odniesieniu do opinii innych samic (a to bardzo ważna sprawa w ich życiu).

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

@Herbu Mizogin Całkowicie się z tym zgadzam. Dlatego najlepiej jest zajmować się dziećmi wtedy, kiedy samica tego nie widzi :)

@Miner - Nie ma co się oszukiwać - taki jest lajf.
Przez wieki kobieta zajmowała się domem i dziećmi. Taka była ich rola. Mężczyzna miał zapewnić rodzinie jedzenie i bronić przed niebezpieczeństwem.

Jeśli zaczynasz zajmować się dziećmi, to wchodzisz w rolę kobiety, przestajesz być męski, stajesz się bardziej kobiecy. Tego nie da się oszukać. Można sobie wmawiać, że jest inaczej, że niańczenie dzieci jest takie męskie i w ogóle super, ale to tylko gadanie. Natury nie oszukasz.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Normalny    1128
7 godzin temu, Herbu Mizogin napisał:

Niestety, ale angażując się w wychowanie małego dziecka tracimy w oczach samicy. Obserwuje nas w sytuacjach, którym towarzyszą ,,niemęskie'' odruchy....

 

Masz rację. Dużo spędzałem z dzieckiem czasu. Bardzo dużo. Ale lubiłem to i gdy dziecko jest u mnie dalej lubię. Zresztą akurat po stresującej robocie kontakt z nim mi pomaga - mogę syf zawodowy wyrzucić z głowy a zająć się choć pierdołami to bardzo ważnymi dla mojego dziecka :).

 

Na pewno "rozmiękłem" dla EX, gdy nie była jeszcze EX - ale to dobrze, pozbyłem się z perspektywy czasu fałszywej kobiety z mojego życia. 

 

To całe pierdolenie, że kobiety cenią ojca który zajmuje się dziećmi to matrix. One zresztą same nie wiedzą co cenią - jak dla mnie pieniądze.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459
22 minuty temu, Normalny napisał:

To całe pierdolenie, że kobiety cenią ojca który zajmuje się dziećmi to matrix. One zresztą same nie wiedzą co cenią - jak dla mnie pieniądze.

Oczywiście, że tak jest. Zajmowanie się dziećmi nie jest męskie i koniec. Nie ma co pierdolić.

Myślę jednak, że facet, który opiekuje się swoimi dziećmi traci w oczach swojej kobiety, ale może zyskiwać w oczach innych samic. Osobiście niczego takiego nie zauważyłem i nie doświadczyłem, ale wiele osób tak gada, więc może coś w tym jest :) 

Do mnie najczęściej przyczepiają się dzieciaki, a nie ich mamuśki ;) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
seba33    483

@Dobi mam podobnie. Jak jest pogoda często wychodzę z młodymi "kropnąć w gałę". Co z tego, że kondycha już nie ta i wypluwam flaki, ale radość jest niesamowita. I tak jak piszesz zaraz dołączają się inne maluchy, tylko jakaś żadna fajna mamuśka nie chce :D Dziecko zajęte, loszka ma spokój i może popierdolić z koleżankami. Wielokrotnie to obserwowałem.

 

@toreador to co piszesz to klasyczny przykład. Współczuje teściowi, ale sam na to pozwolił. Kobieta zazwyczaj nie ma pasji, celu do którego mogłaby dążyć. Dziecko staje się jej sensem, a gdy odchodzi z domu, to zatruwa życie mężowi. Stąd mimo tego, że to faceci żyją dłużej, to jednak wielu umiera przedwcześnie. Dlatego wiele loszek na starość nie może pogodzić się, że np córunia ma swoje życie i wpierdala się niemiłosiernie, często doprowadzając do rozpadu małżeństa. Nie pozwól by tak było u Ciebie, jeśli nie chcesz zmarnować życia. Najpierw powoli będzie Cię urabiać, a później wejdą na głowę. W ostateczności i tak mamusia przekona córusię, żeś zły, a ona najlepsza. Będziesz bulił i płakał. Ja miałem podobnie. pozwoliłem na wpierdalanie się bbabci, mamusi, siostrzyczki (starej panny, która nawet chyba tknięta nie była). A później skończyłem z alimentami na wynajętym pokoju. Dlatego ucz się na błędach innych i postaw na swoim.!

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303

@Dobi Ale za to mężczyzna kiedyś miał realną władzę w domu, a kobiety o mężczyznę musiały dbać, bo dobry, pracowity mężczyzna to był skarb. Oczywiście, że uogólniam ale fakt faktem, że w kontekście wychowania dzieci, to jeszcze 20 lat temu to były inne czasy. Na pewno pamiętasz, że NIKT się nami nie interesował (w sensie pilnowania rozwoju), sami uczyliśmy się funkcjonowania w dorosłym życiu, rywalizacja między dziećmi była zdrowa - niewymuszona - samoistna. Matki wtedy Nami się opiekowały - tak jak teraz (posprzątać, oporządzić, umyć, nakarmić i uprać). Dopiero teraz masz ciśnienie na matki, że mają realnie poświęcać czas dziecku: konkretnie się z nim bawić, wychowywać, dbać o rozwój i koniecznie porównywać się z innymi (najlepiej na fejsie). Matki tego nie wytrzymują, bo tego nie potrafią. Najlepszymi nauczycielami/profesorami/wykładowcami/naukowcami zawsze byli, są i będą mężczyźni. Teraz to masz zmasowany atak na psychikę takiego 2-3letnigo brzdąca o jakiej świat nie myślał. I w moim odczuciu 99 % kobiet sama nie jest w stanie (przynajmniej w tym początkowym okresie) dziecka uchronić, tj. dać mu się swobodnie rozwinąć (bez presji, straszenia i porównywania). To potrafi zrobić prawie każdy, szanujący się, inteligentny Samiec przez duże S. Ale na Nas też jest presja żeby tego w rzeczywistości nie robić, bo stracimy w oczach kobiety.... A gó..o prawda. Początkowo może stracimy (ale co Nas to obchodzi, my wiemy swoje), ale jak będzie widać efekty, że dziecko staje się fajnym człowiekiem, to wystarczy przypominać, że to Nasza zasługa (nie dziecku!!! Tylko innym dorosłym :), to urastamy w ich oczach. Z tego co widzę, to właśnie z uwagi na uwarunkowania psychiczne i genetyczne, to właśnie facetowi łatwiej jest dzielić czas na dom i rodzin, więc choćby i 1 godzina prawdziwego zajmowania się brzdącem plus trzymanie ręki na pulsie (mądre jeb..nie samiczek z otoczenia dziecka, gdy próbują coś głupiego mu wtłoczyć do głowy albo zachowują się nieodpowiednio) to jest bardzo dużo w życiu brzdąca.

ps. Jeżeli do Ciebie lgną dzieci to znaczy, że je lubisz, a to jest sztuka;)

 

@Normalny Ja nie zmiękłem, ale widziałem obniżone libido, co minęło jak za dotknięciem magicznej różczki, gdy widać było jaki wesoły i samodzielny (!) zrobił się brzdąc.

ps. zauważyłem przy tym ogromne zainteresowanie innych kobiet. Być może dlatego, że to co robię i robiłem nie ma nic wspólnego z tym czego się ode mnie wymaga - to nie jest wymuszone. Jak jestem z bąblem inni ludzie dla mnie nie istnieją. Ale może tylko ja tak mam, może niepotrzebnie się tak mądruję? Nie wiem. Natomiast wiem, że jeżeli tylko facet ma taką możliwość nie może odpuszczać wychowania dziecka - zwłaszcza małego!

 

PozdrawiamB)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Normalny    1128

"Tam" nie zmiękłem ;). Zmiękłem w oczach żony, która poszła w karierę zawodową. A tam biznes, kontakty, panowie manadżerowie - inny świat. 

 

A w domu - mąż który po kilkunastu godz roboty chce czasem z dzieckiem po prostu pobawić się głupimi klockami - wywalić z głowy zawodowy syf.

 

Dlatego ważne, aby nie zamieniać się rolami w związku. A to zamienianie też jest trochę wpajane przeż otoczenie - urlopy tacierzyńskie, reklamy gdzie tata zajmuje się dzieckiem itd. 

Edytowane przez Normalny

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

@Miner Widzę, że jeszcze długa droga przed Tobą...

 

58 minut temu, Miner napisał:

Dopiero teraz masz ciśnienie na matki, że mają realnie poświęcać czas dziecku: konkretnie się z nim bawić, wychowywać, dbać o rozwój i koniecznie porównywać się z innymi (najlepiej na fejsie). Matki tego nie wytrzymują, bo tego nie potrafią.

Ależ strasznie mi ich szkoda. No naprawdę. Porównują się z innymi i przez to są takie biedne i poszkodowane przez los. Niewinne, słabiutkie istotki.

One niczego nie wytrzymują, ale facet ma wytrzymywać, tak? Facet ma zarabiać na utrzymanie rodziny, po robocie zajmować się dziećmi, wstawać do nich w nocy jeśli tego potrzebują i rano znów iść do roboty, aby zarabiać... bo jego kobieta nie wytrzymuje porównywania z innymi. On ma zapierdalać za nią, bo ona jest taka biedna. Stresuje się i denerwuje.
To nawet nie jest żałosne tłumaczenie. To jest po prostu żenujące i cipeusz może tak myśleć. Normalny facet wie, co należy do jego obowiązków, a czym ma zajmować się kobieta. Jak ona nie daje sobie rady, to widocznie nie nadaje się na matkę, żonę. Może powinna znaleźć sobie jakąś pomoc? Może jest tylko tępą, niezaradną życiowo dzidą?


Jesteś słabym trollem albo kobietą.

 

 

1 godzinę temu, Miner napisał:

Teraz to masz zmasowany atak na psychikę takiego 2-3letnigo brzdąca o jakiej świat nie myślał. I w moim odczuciu 99 % kobiet sama nie jest w stanie (przynajmniej w tym początkowym okresie) dziecka uchronić, tj. dać mu się swobodnie rozwinąć (bez presji, straszenia i porównywania). To potrafi zrobić prawie każdy, szanujący się, inteligentny Samiec przez duże S.

Normalna kobieta jest w stanie dać dziecku pewien zakres swobody. Popierdolona psychopatka traktuje dziecko jak swoją własność i ogranicza je na każdym kroku. Dlatego dziecko potrzebuje ojca, który wyznacza co prawda granicę, jednak w ich zakresie daje dziecku ogromną swobodę. Może ono podejmować swoje pierwsze decyzje, ma wpływ na wiele spraw i zaczyna rozumieć, jak to wszystko działa. Baba tego nie potrafi. Im zawsze wydaje się, że gdy dziecko wejdzie na plac zabaw, to zaraz zginie. Ojciec pozwala dziecku zaryzykować i zrobić coś samodzielnie. Stoi z boku i się przygląda, ale nie reaguje wtedy, kiedy  nie ma takiej potrzeby. Gdy bezpieczeństwo jest zagrożone, wówczas jest tata. Dziecko wie, że nic złego mu się nie stanie, bo tata na to nie pozwoli i może ono próbować własnych sił. Najwyżej zedrze sobie kolano albo lekko się uderzy. To jest dopuszczalne z punktu widzenia ojca. Matka na to nie pozwoli, bo to straszna krzywda dla dziecka.

Ludziom odpierdala na punkcie dzieci. Traktują je jak maskotki, które mają ładnie wyglądać i być grzeczne. Dzieci są ograniczane z każdej strony przez swoich rodziców, ale głównie przez matki. Czasami szlag mnie trafia, jak widzę ludzi, którzy niszczą psychikę własnemu dziecku, wydając co chwilę rozkazy i żądając bezwzględnego ich wykonywania. Ludzie nie rozumieją dziecka. Odbierają świat z perspektywy dorosłego i oczekują, że dziecko się dostosuje, ale tak się nie da. To dorosły może schylić się do pozycji dziecka, ale w drugą stronę to nie zadziała.

 

1 godzinę temu, Miner napisał:

Początkowo może stracimy (ale co Nas to obchodzi, my wiemy swoje), ale jak będzie widać efekty, że dziecko staje się fajnym człowiekiem, to wystarczy przypominać, że to Nasza zasługa (nie dziecku!!! Tylko innym dorosłym :), to urastamy w ich oczach.

Czysta teoria.
Nie urastamy, bo samica przypisze sobie wszystkie zasługi i jak myślisz, komu wszyscy uwierzą?
"Przecież to matka zawsze wychowuje dzieci".

Nigdy nie będzie żadnego uznania, oklasków ani nagród. Możesz żyły sobie wypruć, a i tak wszystko, co dobre, zostanie przypisane samicy. To, co złe, będzie przypisane Tobie.
Jedynie dziecko może z czasem zacząć doceniać to, co dał mu ojciec. Obcy ludzie i samica nigdy tego nie docenią i nie zauważą.

 

1 godzinę temu, Miner napisał:

Jeżeli do Ciebie lgną dzieci to znaczy, że je lubisz, a to jest sztuka;)

Nic nie robię w tym celu. Niektóre dzieci po prostu widzą, jak bawię się z córką.
Czasami przykro jest po prostu patrzeć na te ich zazdrosne spojrzenia.

Wielokrotnie było tak, że córka będąc ze mną mogła robić na placu zabaw znacznie więcej niż starsi od niej chłopcy, którzy byli z matkami. Z żalem patrzyli na moje dziecko. Oni mieli zakaz wchodzenia na niektóre huśtawki, a córka mogła :)

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303
Przed chwilą, Dobi napisał:

@Miner Widzę, że jeszcze długa droga przed Tobą...

Jak przed każdym z Nas.

Ależ strasznie mi ich szkoda. Wiem. No naprawdę. Porównują się z innymi i przez to są takie biedne i poszkodowane przez los. Niewinne, słabiutkie istotki. Tak, to takie straszne.

One niczego nie wytrzymują, ale facet ma wytrzymywać, tak? A gdzie napisałem, ze ma wytrzymywać? Facet ma zarabiać na utrzymanie rodziny, po robocie zajmować się dziećmi, wstawać do nich w nocy jeśli tego potrzebują i rano znów iść do roboty, aby zarabiać... Nie. Widzę, że się uniosłeś i przeczytałeś tylko to co chciałeś. Doczytaj moje wypowiedzi. Ale tym razem dokładnie. bo jego kobieta nie wytrzymuje porównywania z innymi. Doczytaj i moje posty i to co nt. kobiet piszą inni, bo nie o wytrzymywanie tutaj chodzi a o to że kobiety się porównują i nie potrafią realnie ocenić potencjał małego. To robią faceci. Jak nie chcesz nie musisz się w to zagłębiać. On ma zapierdalać za nią, Nie bo ona jest taka biedna. Nie Stresuje się i denerwuje. Nie
To nawet nie jest żałosne tłumaczenie. To jest po prostu żenujące i cipeusz może tak myśleć. Nie przeginaj! Normalny facet wie, co należy do jego obowiązków, I tu przeginasz na całej linii a czym ma zajmować się kobieta. Tak Jak ona nie daje sobie rady, to widocznie nie nadaje się na matkę, żonę. Tak Może powinna znaleźć sobie jakąś pomoc? Może jest tylko tępą, niezaradną życiowo dzidą? Tak, ale doczytaj o czym pisałem.


Jesteś słabym trollem albo kobietą. Może kiedyś to sam sprawdzisz, ale nie prowokuj bo się możesz zdziwić. Za łatwo kogoś obrazić przez neta.

 

Normalna kobieta jest w stanie dać dziecku pewien zakres swobody. Tak, co masz na myśli pisząc pewien zakres? Popierdolona psychopatka traktuje dziecko jak swoją własność i ogranicza je na każdym kroku. Tak Dlatego dziecko potrzebuje ojca, który wyznacza co prawda granicę, jednak w ich zakresie daje dziecku ogromną swobodę. Tak Może ono podejmować swoje pierwsze decyzje, ma wpływ na wiele spraw i zaczyna rozumieć, jak to wszystko działa. Zdecydowanie tak. Baba tego nie potrafi. Im zawsze wydaje się, że gdy dziecko wejdzie na plac zabaw, to zaraz zginie. Ojciec pozwala dziecku zaryzykować i zrobić coś samodzielnie. Stoi z boku i się przygląda, ale nie reaguje wtedy, kiedy  nie ma takiej potrzeby. Gdy bezpieczeństwo jest zagrożone, wówczas jest tata. Dziecko wie, że nic złego mu się nie stanie, bo tata na to nie pozwoli i może ono próbować własnych sił. Najwyżej zedrze sobie kolano albo lekko się uderzy. To jest dopuszczalne z punktu widzenia ojca. Matka na to nie pozwoli, bo to straszna krzywda dla dziecka. Doczytaj moje posty, a zorientujesz się jak bardzo się zgadzamy.

Ludziom odpierdala na punkcie dzieci. Traktują je jak maskotki, które mają ładnie wyglądać i być grzeczne. Dzieci są ograniczane z każdej strony przez swoich rodziców, ale głównie przez matki. Czasami szlag mnie trafia, jak widzę ludzi, którzy niszczą psychikę własnemu dziecku, wydając co chwilę rozkazy i żądając bezwzględnego ich wykonywania. Ludzie nie rozumieją dziecka. Odbierają świat z perspektywy dorosłego i oczekują, że dziecko się dostosuje, ale tak się nie da. To dorosły może schylić się do pozycji dziecka, ale w drugą stronę to nie zadziała. Tak. Tak. I jeszcze raz tak. I przy tym wszystkim zdziwiłbyś się jak cipowaci są mężczyźni w tych tematach, dlatego piszę to co piszę. Ojcowie nawet nie wiedzą co się z ich dziećmi dzieje. Ludzi, którzy ogarniają temat jest garstka. Że matka opiekuje się dziećmi, a mężczyźnie nic do tego to najlepsza wymówka jaką słyszałem.

 

Czysta teoria. Nie.
Nie urastamy, bo samica przypisze sobie wszystkie zasługi i jak myślisz, komu wszyscy uwierzą? I tu się mylisz. Nie pisz o czymś czego nie wiesz. Masz pełną świadomość jak się w to gra i siebie też trzeba umieć sprzedać. Bodajże Red pisał kiedyś jak zwrócił uwagę loszce, że to nie "my" kupiliśmy i złożyliśmy meble, tylko facet to zrobił. Trzeba w tym wszystkim trzymać ramę.
"Przecież to matka zawsze wychowuje dzieci".

Nigdy nie będzie żadnego uznania, oklasków ani nagród. Jak liczysz na nagrodę za swoje dziecko to się zdziwisz. Robisz cokolwiek dla siebie i niego, a nie dla nagrody. Mam pełną świadomość, że na starość może mnie kopnąć w dupę (zwłaszcza jeżeli będę goły i wesoły), więc robię dużo żeby nie być na starość biednym lamusem. Możesz żyły sobie wypruć, a i tak wszystko, co dobre, zostanie przypisane samicy. To, co złe, będzie przypisane Tobie. Teraz?! G..no prawda. Jak wspomniałem wcześniej. Kto wie jak, ten wie.
Jedynie dziecko może z czasem zacząć doceniać to, co dał mu ojciec. Obcy ludzie i samica nigdy tego nie docenią i nie zauważą. Jeśli zależy Ci na ich uznaniu to gratuluję i polecam pracę nad samooceną, bo chyba nie po to Ci dziecko, co?

 

Nic nie robię w tym celu. Niektóre dzieci po prostu widzą, jak bawię się z córką.
Czasami przykro jest po prostu patrzeć na te ich zazdrosne spojrzenia. No i widzisz jak bardzo jesteśmy zbieżni w temacie.

Wielokrotnie było tak, że córka będąc ze mną mogła robić na placu zabaw znacznie więcej niż starsi od niej chłopcy, którzy byli z matkami. Z żalem patrzyli na moje dziecko. Oni mieli zakaz wchodzenia na niektóre huśtawki, a córka mogła :)I właśnie o to chodzi.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

@Miner Po prostu razi mnie, jak ktoś usprawiedliwia to całe babskie spierdolenie. Nie obchodzi mnie, dlaczego robią coś źle. Nie interesują mnie wyjaśnienia. Jak robią źle, to powinny wyciągać z tego wnioski i zacząć robić dobrze.
Jeśli baba twierdzi, że nie radzi sobie z dziećmi, to dla mnie jest zwykłą tępą dzidą. No taka prawda. Zdecydowała się na dzieci, nie mając pewności, że sobie z tym poradzi. To tak, jak z chodzeniem na Kasprowy szpilkach w styczniu. No może się uda, może będzie fajnie.... a jak się nie udaje, to kto ma za to odpowiadać?

Ja nie mam zamiaru zmuszać dziecka do czegokolwiek. Daję córce swobodę. Wychodzę z założenia, że to rodzice powinni zasłużyć na szacunek dzieci, a nie odwrotnie. Byłem wychowywany inaczej i starzy próbowali wiele rzeczy na mnie wymusić - teraz nie chcę utrzymywać z nimi żadnego kontaktu. Wolę, aby dziecko samo podejmowało decyzje, bo jego życie należy do niego, a nie do mnie.

Szkoda, że większość bab tego nie ogarnia i dla nich dziecko jest taką polisą na przyszłość: najpierw alimenty, a później darmowy opiekun, który się nimi zajmie i będzie utrzymywał.

Zrobię wszystko, aby córka mogła żyć poza wpływem matki. Najlepiej by było, gdyby wyjechała gdzieś daleko, gdzie stara jej nie znajdzie :) Ale to już jej decyzja, co zrobi. Mam czas, aby to wszystko przemyśleć. Córka to jeszcze maleństwo.


Możesz próbować "sprzedać siebie" jako dobrego opiekuna... ale to i tak będzie niczym w porównaniu do tego, co robi matka dziecka. Tego nie przeskoczysz. Dlatego nie ma sensu starać się o dobry PR. Lepiej dbać o relacje z dzieckiem. To może zaprocentować w przyszłości.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
seba33    483

@Miner niestety ale muszę przyznać rację Bratu @Dobi. Też uważam, że możesz być trollem albo kobietą i nie ma w tym nic obraźliwego. Jeśli jest inaczej to nie wyrosłeś z białorycerstwa. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miner    303

@Dobi ... Dobrze wiesz, że co innego teoria, a co innego praktyka. Jak kobieta nie ma faceta, który wymusi na niej odpowiednie zachowanie, to ona w życiu sama nie dojdzie do wniosku, że robi coś źle. No i co z tego, że powinna sama się ogarnąć, a jak nie to sajonara. Prędzej wszystko wytłumaczy na swoją korzyść tak byleby nic w sobie nie zmieniać. Dobrze wiesz (i pewnie znasz z autopsji), że jak trzymasz ramę od początku, to wtedy się okazuje, że ona lubi sprzątać, że gotować itd. A jak nie to zapraszam do niektórych postów ze świeżakowni.

 

@seba33 Co ja wiem, to wiem. Nie ma w tym nic obraźliwego ale w tym kontekście co myślą inni to mam w d...e :ph34r: Nie rusza mnie troll ani kobieta -_-

 

Zresztą, zbaczamy z tematu. Nie usprawiedliwiam kobiet. Kłamią na każdym kroku, boją się pierdół (jak dla mnie po to żeby nie brać odpowiedzialności za ryzyko) i są bezkrytyczne wobec siebie. Dlatego, powtórzę co pisałem: facet nie może powierzyć wychowania dziecka tylko kobiecie, w tych czasach - czasach zachodnich wzorców. Kto nie może ten nie może, ale dla mnie to żadne usprawiedliwienie, że nie posiedzę z małym, bo byłem w pracy. Zależy jaka praca, ile, gdzie, w jakim wieku dziecko. A potem słyszę historie jednego z drugim jak opowiadają, że ojca to tak na prawdę nie było w ich życiu, a matka z babką i ciotką spierd..ły im psyche. Ile znacie takich na prawdę dobrych, kochających, opiekuńczych i pracowitych matek/kobiet. Bo ja prawie żadnej, a znam masę kobiet. A Wy z tego robicie halo, że ktoś siedzi z dzieckiem 2-3 godziny i pilnuje żeby loszka nie zrobiła małemu wody z mózgu, poczym sami przyznajecie, że się tak zachowujecie. Wszystko się zgadza, jest git. Ale Wam już się ścisnęło w żołądku na samą myśl, że ktoś pomyśli, że jesteście mięczaki. O mnie w realu nikt tak nie myśli i o Was też.

 

-_-

Edytowane przez Miner

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dobi    1459

Nie chodzi o to, aby unikać wychowywania dziecka. Problem polega na tym, że samice często to wprost wymuszają. Na coś takiego nigdy się nie zgodzę. Jeśli jest coś  ustalone, to tak ma być. Jak będę chciał przebywać z dzieckiem, to wezmę urlop i spędzę z nim cały dzień. Zrobię to dla siebie i dziecka. Wtedy, kiedy ja o tym zdecyduję. Nie mam zamiaru wyręczać samicy w opiece nad dzieckiem. Jeśli ona tego chce, to niech ona za mnie idzie do roboty i utrzymuje rodzinę.

Sam miałem takie głupie dyskusje z ex. Często truła mi dupę: "Bo idziesz do pracy i nic cie nie obchodzi, a ja muszę zajmować się dzieckiem".
Odpowiadałem krótko: "Mam się zwolnić? - OK. Tylko ty wypierdalasz do roboty i masz zarobić przynajmniej tyle samo".
Jej odpowiedź: "No przecież wiesz, że nie o to chodzi...."

No nie o to chodzi. W rozmowach z nią zawsze miałem gdzieś to, o co jej chodzi. Słuchałem tego, co gadała. Nie chciało mi się nawet rozkminiać, czego może chcieć. Miałem to po prostu gdzieś. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.

Nawet jeśli będziesz zajmować się dzieckiem przez 5 godzin dziennie, to i tak za mało, bo z babą spędza znacznie więcej czasu. Nawet jeśli będziesz mieć jakiś wpływ na dziecko, to baba i tak to spieprzy.

To nie jest żadne uzasadnienie, aby wyręczać babę w jej obowiązkach. Naprawdę.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się tutaj

  • Podobna zawartość

    • Przez Zukko
      Panowie, proste pytanie - wolelibyście mieć syna czy córkę? I dlaczego?
    • Przez Bojkot
      Wiele na tym forum przeczytałem deklaracji niczym z „Misia”, o tym, że w życiu się nie ożenię!

      Ale wszystko ma swoje zady i walety! W każdej sytuacji można zachować kontrolę nad swoim życiem, o ile wie się co należy, jak i kiedy robić oraz gdy ma się taką możliwość. Do młodzieży, nie myślcie, że pozostając singlem rozwiązaliście już swój główny problem.

      Mnie też, nigdy specjalnie nie ciągnęło do małżeństwa, ani nawet dzieci, nie za bardzo chciałem brać je nawet na ręce.

      We wczesnej młodości po dość jednoznacznych doświadczeniach z kobietami, głównie w związkach, stwierdziłem, że jak już, to nie wcześniej jak między 30 a 40 rokiem życia pomyślę nad tą sprawą.

      Gdy żeniłem się z moją kobietą, miałem jakieś 35 lat i „chodziliśmy” ze sobą już od około 8 lat.

      Co mnie przekonało?

      Miałem kiedyś okazję być zaproszonym na obchody  bodaj 50 rocznicy ślubu pewnej nobliwej pary. Okazało się, że para owa miała chyba 8 dzieci. Każde z tych, miało też od ok 5 do 7 dzieci (wnuki). Niektóre wnuki miały już po 2 do 3 dzieci, razem ze swoimi kobietami/ mężczyznami, rodzeństwem solenizantów (czyli tylko najbliższa rodzina) było ok 120 osób. Uderzające  było to, że utrzymywali dość bliskie prawie codzienne stosunki (mieszkali w obrębie 100 km od siebie).

      Co mnie tak ruszyło?

      Ludzie normalni, zwykli, ale ich siłą była rodzina (jak w mafii), w ramach której można było znaleźć bezinteresowną pomoc prawie w każdej dziedzinie życia. Byli lekarze (kilku specjalności), prawnicy, ekonomiści, cyrkowcy, kucharki, nauczycielki, żołnierz, policjanci, robotnicy budowlani, rolnicy, polityk, przedsiębiorcy, artyści.

      Naprawdę było czuć od tych ludzi siłę i odpowiedzialność za siebie, wszyscy dobrze się znali, widywali się, w większym składzie, co najmniej kilka razy w roku.

      Każde z dzieci solenizantów w zasadzie przejęło taki model rodziny i tworzyło swój odpowiednik.

      Co do kobiet, duża ich grupa, córki ze swoimi córkami, przygotowywały jedzenie przez jakieś dwa dni inne sprzątały, dekorowały, organizowały całe przedsięwzięcie. Wiedziały czego się od nich oczekuje i nie wyglądało na to, aby im to przeszkadzało lub się do tego zmuszały. Może poza kilkoma wyjątkami (żony synów).

      I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy, solenizanci, ludzie pod 80-tkę, ich rodzeństwo starsze i młodsze, w zasadzie bez objawów demencji (wszyscy byli ze partnerami/partnerkami!), prawie nikt nie nosił okularów, choć już nie tak żwawo, ale tańcowali w miarę możliwości i ochoty, większość jarała skręty i piła wódkę (w granicach rozsądku).

      A i sama impra nie była jakaś sztywniacka, raczej jak w piosence Kayah – Prawy do lewego

      http://www.tekstowo.pl/piosenka,kayah_i_bregovic,prawy_do_lewego.html

      I tu pytanie do tych co już po zawarciu związku są.

      Co was skłoniło do założenia rodziny?

    • Przez Miner
      Czekam na hejt damskiej części świata.

    • Przez Odlotowy
      Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych.
       
      Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/
       
      ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda.
      Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. "
       
      No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia.
       
      ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe."

      Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem"
       
      ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. "
       
      Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie.
      Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie.
      Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi.
       
      ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki.
      Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. "
       
      Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze.
       
      ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie.
      ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. "

      Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko.
       
      Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
    • Przez magistersamica
      Cześć i czołem Samice! Dostałam namiary na wasze forum od znajomego. Temat dzieci jest tematem trudnym a konflikty między byłymi partnerami o dzieciaki jeszcze trudniejszym... I właśnie o tym postanowiłam pisać swoją pracę magisterską. Jestem w związku z facetem, który ma 2 synów w wieku przedszkolnym i szkolnym. Czy znajdzie się tu jakaś samica w takiej samej sytuacji jak moja?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×