Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
FutureBoy

Historia z życia programisty

60 postów w tym temacie

Poznałem ją w internecie, ja już byłem wolnym strzelcem od kilku miesięcy, ona po przejściach (miała brać ślub ale się rozstała) wolna od 3 miesięcy a przynajmniej tak mi powiedziała.

 

Na początku ja traktowałem to z dystansem, jeździłem wtedy motocyklem więc nie chciałem się zagrzebać jakimś związkiem. Byłem dość chłodny bo życie nauczyło mnie już wcześniej, żeby nie przekładać swojego szczęścia na kobietę i to ma być tylko dodatek. Tak też było, 2 spotkanie seks, blow job itp.

 

Dziewczyna ta była bardzo nastawiona na związek ze mną, starała się jak mogła. Szybko się "zakochała" i była na każde zawołanie. Seks jaki chce i kiedy chce. Tak samo kwestia finansowa. Widocznie tak ta osoba przeżywa haj związany z tak zwaną miłością. Dodatkowo do tej przesadnej miłości mógł się dołożyć poprzedni nieudany związek.

 

Trwało to 1,5 roku, potem przeprowadziłem się do niej i już wtedy zacząłem dostawać oznaki, że to nie dar z nieba a wszystko ma swoją druga twarz. Kobieta ta była strasznie zazdrosna, nawet dochodziło do sytuacji gdzie nie mogłem obejrzeć filmu gdy pojawiły się na nim cycki (przełączała i nic nie mogłem zrobić bo była u siebie + jej rodzice na górze). Na początku śmiałem się z tego ale po 2 latach mieszkania miałem tego dość. 

 

Po 3,5 roku wróciłem do siebie ale nie zerwaliśmy, w tym czasie założyłem firmę i poświęciłem swój czas na rozwój firmy. Miałem go dla niej coraz mniej. Przyjeżdżała bardzo często a ja jeździłem tylko na weekendy i tak ten czas leciał. Chociaż wiedziałem, że jest z tego powodu nieszczęśliwa ale z drugiej strony jak miała mnie codziennie to też były ciągłe awantury o byle co do takiego stopnia, że musiałem wychodzić bo robiła mi na złość wyłączając prąd i inne tego typu rzeczy bo jak twierdziła jest u siebie. Oczywiście jak się spakowałem i wychodziłem to płacz i zatrzymywanie na siłę. 

 

Po prawie 5 latach przyjechała jak zawsze ale czułem, że coś jest nie tak (prawdopodobnie był orbiter). Jak pojechała ode mnie oczywiście próbując się pokłócić o byle co, coś we mnie pękło i z gościa świadomego i twardego zminiłem się w ciepła kluche. Zacząłem próbować się skontaktować. Teraz już wiem, że wtedy był koniec. Przez 2 tygodnie próbowałem nawiązać kontakt, pisałem setki sms, dzwoniłem ale nawet nie mogła odebrać. Raz na jakiś czas dostałem niemiłego sms.

 

Po 2 tygodniach dałem sobie spokój, uznałem że to koniec i trzeba pójść dalej. Przestałem się odzywać. Wtedy dostałem wiadomość na fb, że przeprasza i jest jej źle. Głupi odpisałem, że można to naprawić ale po tej wiadomości znowu stała się niemiła. Więc definitywnie powiedziałem dość i zerwałem kontakt. 

 

Po jakimś czasie napisała, żebym przyjechał po swoje rzeczy. Odpisałem tylko "ok" i o godzinie umówionej podjechałem po nie. Zacząłem je znosić do samochodu z miną pokerzysty. Wiedziałem już wtedy, że nic innego nie ma sensu i muszę być zimny i twardy bo po co mam jeszcze karmić jej ego. Próbowała wtedy zapytać się co u mnie i czy jestem szczęśliwy ale nie odpowiedziałem. To było po prostu bez sensu moim zdaniem. Po co miałem z nią rozmawiać, minął miesiąc od rozstania.

 

Od tego momentu minął kolejny tydzień a ja dostaje znowu wiadomość na fb, że przeprasza i ma nadzieje, że jestem szczęśliwy bo ona już nigdy nie będzie i żałuje że to się stało. Oczywiście to olałem po czym dostałem 2 smsy z tym samym co również olałem. W ostatnim napisała tylko, że przeprasza za to, że napisała.

 

Kobiety to dziwne stworzenia :) ma już nową gałąź ale jeszcze pisze mi jakieś sentymentalne wypociny. Nie wiem co o tym myśleć ale wiem co z tym zrobić - kosz :)

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zapomnij o niej, znam Twój ból bo byłem w związku z podobną wariatką. Każdy z nas ma jakieś granice cierpliwości. Skup się na swoim życiu i dbaj o interesy, z kobietami jeszcze nie raz będą kłopoty :D

 

30 minut temu, FutureBoy napisał:

ona już nigdy nie będzie i żałuje że to się stało.

 

Pierdol, pierdol, ja się prześpię. Typowa próba wzbudzenia w Tobie współczucia. Nie daj się zmanipulować, bo ta kobieta to książkowy wzór wampira emocjonalnego.

 

31 minut temu, FutureBoy napisał:

Kobiety to dziwne stworzenia :) 

 

Ameryki nie odkryłeś :D Kobieta sama nie wie co tak na prawdę nią steruje, a co dopiero facet :P

 

Grunt Bracie to się nie załamywać. Rób swoje i nie daj się zgnoić żadnej kobiecie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No cóż typowy schemat. Ale zrobiłeś jeden katastrofalny błąd w tej relacji @FutureBoy. Mianowicie przeprowadziłeś się do jej mieszkania. To jest karygodne. Jeśli nie masz swojego lokum a chcesz tak mieszkać wspólnie z kobietą to idź na neutralny grunt z dala od jej rodziny. Chciała ciebie zatrzymać aby jeszcze zaczerpnąć emocji dwóch gałęzi. Kolejnym błędem było wypisywanie setki smsów. Ty błagałeś aby się odezwała a ona dawała dupy innemu i to tak na ostro w każdy otwór. Długo za długo to trwało. Mam nadzieję, że już zerwałeś definitywnie z nią kontakt.

 

Pamiętaj nawet gdyby kiedyś napisała do ciebie, że byłeś jej największą miłością, tym jednym jedynym bez którego nie może żyć - NIE ODPISUJ, NIE ODBIERAJ. Nawet gdyby groziła i szantażowała samobójstwem.

 

A była zazdrosna bo skoro mieszkałeś u niej to chciała mieć ciebie na własność. Ja to na przykład nie mogłem nawet wspominać, że byłem z sąsiadką na studniówce bo od razu był foch i płacz. Więc sam widzisz jak to jest. Nie które kobiety są do bólu zaborcze.

Edytowane przez Geralt

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pukaj inne - tego Ci życzę!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Za cholerę nie odpisuj i nie utrzymuj kontaktu tak jak teraz, inaczej przegrasz. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A dlaczego ma jej nie odpisywać? Przecież zerwali. Jeśli nie zamierza wracać, to może teraz robić, co chce, byle świadomie.

Ja bym się pobawił taką loszką jeszcze trochę ;) Nie robi sobie nadzieję, niech płacze i żałuje, co straciła. A co!

Wszystko świadomie, aby samemu się w to nie wkręcić.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No wydaje mi się że lepiej nie odpisywać i tak też zrobiłem.  Nie widzę sensu bawić się nią bo po 1 mogę nie ogarnąć jakiegoś testu i przegrać jak pisał kolega wyżej lub stracić czas i energię gdyby przypadkowo wróciły moje myśli co by było gdyby.  Wydaje mi się ze te smsy są tylko dlatego że urwalem kontakt i boi się że mogę być bez niej szczęśliwy. 

Edytowane przez FutureBoy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Z tymi smsami - zawaliłeś. Nic Cię nie trzyma to zrób radykalne odcięcie na każdej linii. Po co wzbudzać w sobie wspomnienia. Ona może chcieć Cię trzymać w pobliżu, bo z nowym jej nie wyjdzie. Kobietki to dziwne istoty, nie próbuj ich zrozumieć :-) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
19 hours ago, FutureBoy said:

ona po przejściach (miała brać ślub ale się rozstała) wolna od 3 miesięcy

Pierwsze ostrzeżenie.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Dziewczyna ta była bardzo nastawiona na związek ze mną, starała się jak mogła. Szybko się "zakochała" i była na każde zawołanie. Seks jaki chce i kiedy chce.

Drugie ostrzezenie.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Trwało to 1,5 roku, potem przeprowadziłem się do niej

Nie masz instynktu samozachowawczego. Jak możesz być facetem na jej terenie? Jak możesz trzymać ramę gdzieś gdzie nie masz kontroli nad niczym co Cie otacza i gdzie Twoje decyzje nic nie znaczą? Dokonałeś tym samokastracji.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Po 3,5 roku wróciłem do siebie ale nie zerwaliśmy, w tym czasie założyłem firmę i poświęciłem swój czas na rozwój firmy. Miałem go dla niej coraz mniej. Przyjeżdżała bardzo często a ja jeździłem tylko na weekendy i tak ten czas leciał.

Pokazałeś jej ze te fistachy w gaciach to jednak jajca + zacząłeś kręcić biznes wiec znów stałeś się perspektywiczny wiec znów weszła w tryb latania za Toba.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Przez 2 tygodnie próbowałem nawiązać kontakt, pisałem setki sms, dzwoniłem ale nawet nie mogła odebrać. Raz na jakiś czas dostałem niemiłego sms.

Tu udowodniłeś jej ze jednak to nie były jajca a malutkie i zeschnięte fistaszki, upewniłeś ja w decyzji o przeskoczeniu na inna gałąź.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Po 2 tygodniach dałem sobie spokój, uznałem że to koniec i trzeba pójść dalej. Przestałem się odzywać. Wtedy dostałem wiadomość na fb, że przeprasza i jest jej źle. Głupi odpisałem, że można to naprawić ale po tej wiadomości znowu stała się niemiła. Więc definitywnie powiedziałem dość i zerwałem kontakt. 

Jak odpusciles chciala sprawdzic czy juz ogarnales system a ty jej bialorycersko ze chcesz naprawiac... Absolutnie zero szacunku do samego siebie.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Od tego momentu minął kolejny tydzień a ja dostaje znowu wiadomość na fb, że przeprasza i ma nadzieje, że jestem szczęśliwy bo ona już nigdy nie będzie i żałuje że to się stało. Oczywiście to olałem po czym dostałem 2 smsy z tym samym co również olałem. W ostatnim napisała tylko, że przeprasza za to, że napisała.

Hahahaha naprawdę jakież to szlachetne z jej strony, przecież jawnie już się tylko napawa tym ze złamała Ci serduszko... Chcesz chusteczkę? Bo dupkę Ci już nawilżyła tak ze gdyby chciała to wjechała by jak w masło.

 

19 hours ago, FutureBoy said:

Kobiety to dziwne stworzenia :) ma już nową gałąź ale jeszcze pisze mi jakieś sentymentalne wypociny. Nie wiem co o tym myśleć ale wiem co z tym zrobić - kosz :)

Niby wszystko wiesz a zachowałeś się jak pierwszy lepszy biały rycerz co to silił się na alfę ;) Pachnie trollem a ty jeszcze pytasz co myślimy?

 

Odpisz jej, napisz ze ja bardzo kochasz i przepraszasz i ze to wszystko była Twoja i tylko Twoja wina, kup jej największy pierścień jaki zdołasz i się oświadcz. Rozpłacz się i błagaj ja na kolanach o rękę. Nie zapomnij jej przyrzec, ze odetniesz sobie jaja i podasz jej na tacy gdy tylko królewna tego zapragnie. Brzmi idiotycznie? To czemu mam wrażenie ze poleciał byś do niej jak porąbany gdyby kiwnęła palcem =) 

 

Edytowane przez nieidealny świat
3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żaden troll,  po prostu za małe doświadczenie w rozstaniach ale już nadrabiam zaległości. Nie odpisuje na żadne smsy bo szkoda mi czasu na zabawy stara zabawka.  Już zaliczyłem 2 nowe panienki i to bez bialorycerstwa :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, FutureBoy napisał:

Nie odpisuje na żadne smsy bo szkoda mi czasu na zabawy stara zabawka.

 

Uuu przedmiotowe traktowanie kobiet... Nieładnie, nieładnie.

 

11 godzin temu, FutureBoy napisał:

 Już zaliczyłem 2 nowe panienki i to bez bialorycerstwa :)

 

Chujowe podejście, ale co ja tam wiem ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Przemek1991 napisał:

 

Uuu przedmiotowe traktowanie kobiet... Nieładnie, nieładnie.

 

 

Chujowe podejście, ale co ja tam wiem ;)

 

Byłem w związku 5 lat bez żadnej zdrady i cały czas powtarzałem tylko, że chce spokoju (brak kłótni) a wszystko co robię robię po to by żyło się nam kiedyś lepiej. W zamian dostawałem kłótnie o byle gówno i doszło to do takiego stopnia, że miałem jakby małą nerwice a momenty w których była "normalna" czyli się nie kłóciła przestawały mnie cieszyć. 

 

Może trochę przedmiotowo teraz traktuje kobiety ale działam na zasadzie kulturalnego chama czyli przepuszczam w drzwiach etc. ale jak trzeba to zjebę chociażby miała odwrócić się na pięcie i już nigdy nie wrócić. 

 

Zauważyłem, że takie zachowanie fajnie działa na kobiety. Same chcą spędzać ze mną czas i starają się, żeby było miło - brak fochów i innych testów. Oczywiście każdej mówię, że nie chce na chwilę obecną żadnych deklaracji i związków i to akceptują.

 

Zaciekawiam swoją osobą i gdy widzę jakiekolwiek zaciekawienie to zachowuje się jakby przestawały mnie interesować (tutaj często pomaga inna dziewczyna do której zawsze można się odezwać). Dzięki temu zaczynają nas zdobywać i to my rozdajemy karty. Każdy przejaw dobroci z naszej strony jest bardzo doceniany. Taka metoda działa nawet na kobiety 9/10 bo nie ślinisz się na jej widok jak 99% facetów.

 

p.s

własnie dostałem sms od byłej w którym napisała, że "chce żebyś wiedział, że nie ma sekundy w której za tobą nie tęsknie i o tobie nie myślę" 

 

wniosek? - obojętność jest gorsza od najgorszej zemsty

Edytowane przez FutureBoy
1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, FutureBoy napisał:

Byłem w związku 5 lat bez żadnej zdrady i cały czas powtarzałem tylko, że chce spokoju (brak kłótni) a wszystko co robię robię po to by żyło się nam kiedyś lepiej. W zamian dostawałem kłótnie o byle gówno i doszło to do takiego stopnia, że miałem jakby małą nerwice a momenty w których była "normalna" czyli się nie kłóciła przestawały mnie cieszyć. 

 

Ja to doskonale rozumiem, bo miałem analogiczną sytuację :D

 

1 godzinę temu, FutureBoy napisał:

Oczywiście każdej mówię, że nie chce na chwilę obecną żadnych deklaracji i związków i to akceptują.

 

U mnie takie zachowanie bardzo często sprawiało, że lalki nawet bardziej o mnie zabiegały, te nasze kochane Panie :D

 

1 godzinę temu, FutureBoy napisał:

własnie dostałem sms od byłej w którym napisała, że "chce żebyś wiedział, że nie ma sekundy w której za tobą nie tęsknie i o tobie nie myślę" 

 

Standard, nie daj się wciągnąć w te gierki. Miała szansę, ale spieprzyła, niech teraz pokutuje.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bracia pomóżcie zanim zrobię coś głupiego.  Właśnie się dowiedziałem że pisząc te smsy w tym samym czasie wystawiala na fb zdjęcia z nowym.  

 

To szczyt chamstwa i prostactwa.  Chciałbym jakoś jej odplacic za takie zachowanie,  czy macie jakieś sensowne pomysły? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie pękaj, sam sobie wcześniej odpowiedziałeś, co robić :)

 

Dnia 15.12.2016 o 10:59, FutureBoy napisał:

wniosek? - obojętność jest gorsza od najgorszej zemsty

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wiem ale jestem tylko człowiekiem a nie androidem i chociaż wydaje mi się czasem żem jest twardy jak stal to są momenty gdy miękne jak gąbka. Na szczęście jest to forum...  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, FutureBoy napisał:

Bracia pomóżcie zanim zrobię coś głupiego.  Właśnie się dowiedziałem że pisząc te smsy w tym samym czasie wystawiala na fb zdjęcia z nowym.  

 

To szczyt chamstwa i prostactwa.  Chciałbym jakoś jej odplacic za takie zachowanie,  czy macie jakieś sensowne pomysły? 

Usuń ją z fejsa,  Instagrama etc. Nie ma żadnego argumentu za tym, żeby ona pojawiała się na twojej ścianie. Ja swoją ex usunąłem i nie interesuje mnie już jej życie. Co robi,  komu daje dupy,  w jakie miejsce chodzi albo jaka to nie jest szczęśliwa. Pomogło mi to na początku szczególnie jak miałem szybsze bicie serca,  jak tylko wiedziałem,  że coś polubiła. Teraz jest mi obojętna. Jest to jest,  nie ma to jej nie ma. Wykasuj,  zablokuj i zejdzie z ciebie napięcie. I z czasem będzie dla  ciebie jak zeszłoroczny śnieg. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, manygguh napisał:

Usuń ją z fejsa,  Instagrama etc. Nie ma żadnego argumentu za tym, żeby ona pojawiała się na twojej ścianie. Ja swoją ex usunąłem i nie interesuje mnie już jej życie. Co robi,  komu daje dupy,  w jakie miejsce chodzi albo jaka to nie jest szczęśliwa. Pomogło mi to na początku szczególnie jak miałem szybsze bicie serca,  jak tylko wiedziałem,  że coś polubiła. Teraz jest mi obojętna. Jest to jest,  nie ma to jej nie ma. Wykasuj,  zablokuj i zejdzie z ciebie napięcie. I z czasem będzie dla  ciebie jak zeszłoroczny śnieg. 

 

Oczywiście usunąłem ja z fejsa już dawno.  Niestety moja księgowa ma ja w znajomych i przy ostatniej wizycie,  zupełnie nie świadoma naszego rozstania wypaliła z pytaniem czy  się rozstalismy bo widziała że ex dodała zdjęcie tego i tego dnia.

 

Najlepsze że dałbym sobie kiedyś za nią rękę uciąć,  taki byłem jej pewien a teraz bym chodził bez ręki. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

I zablokuj numer - po co Ci te smsy?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, XYZ napisał:

I zablokuj numer - po co Ci te smsy?

 

Numer usunąłem żeby samemu nie wypalić z telefonem.  Jak dostaje SMS to odrazu kasuje aby nie zadzwonić po alkoholu itp.  

 

A czy blokowanie nie wiąże z udaniem się do operatora? Niestety chwilowo mam brak czasu.

 

myślałem że uda się to rozwiązać jak człowiek z człowiekiem czyli rozstać się i tyle ale widzę że ona co jakiś czas napisze żeby o sobie przypomnieć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, FutureBoy napisał:

A czy blokowanie nie wiąże z udaniem się do operatora? Niestety chwilowo mam brak czasu.

 

http://pl.ccm.net/faq/1216-jak-zablokowac-polaczenia-od-niechcianego-numeru-w-telefonie-z-systemem-android

 

10 godzin temu, FutureBoy napisał:

myślałem że uda się to rozwiązać jak człowiek z człowiekiem czyli rozstać się i tyle

 

Też tak kiedyś myślałem, rozstając się pierwszą dziewczyną. Potem to samo myślałem, rozstając się z drugą. Przy następnych okazjach miałem tylko na to nadzieję. Człowiek całe życie się uczy :lol:.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Po którymś smsie z głupim pytaniem napisałem "o nic mi nie chodzi daj mi spokój po prostu"  i cały dzień cisza. 

 

Dzisiaj rano dostałem wiadomość "jak mam dać ci spokój jak nie mogę przestać o Tobie myśleć?"

 

To jakaś paranoja bo wiem, że kogoś ma. Pytanie czemu tak pisze do byłego?

 

Nie przeszkadza mi jakoś to bardzo, samo jej pisanie ale zastanawia mnie co ona ma w głowie.

 

Scalone

Rx

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 19.12.2016 o 23:26, FutureBoy napisał:

zastanawia mnie co ona ma w głowie.

sieczkę :D

 

zablokuj jej numer i tyle.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 19.12.2016 o 23:26, FutureBoy napisał:

Nie przeszkadza mi jakoś to bardzo, samo jej pisanie ale zastanawia mnie co ona ma w głowie

 

Doktorat mozna napisać, gdyż myśli kobiety korelują z:

Księżycem

Hormonami

Treścią DDTVN

Nastrojem przyjaciółek

Wczorajszym śniadaniem

Kremem do....

Świętem zmarłych

Sledziona i wątroba

.

.

.

Kolorem kupy

Promocją w rosmanie

 

Zajmij sie soba, bo na nia zycia ci nie starczy...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Na wstępie wesołych świąt bracia.

 

Chyba za wcześnie się cieszyłem z wyjścia z matrixa. Dzisiaj jest wigilia i chociaż poznaje ciągle nowe dziewczyny to cały czas myślę o tej jednej. Oczywiście słuchałem audycji Marka i dokładnie tam opisał całą sytuacje i ją rozumiem ale niestety nie da się wyłączyć emocji i można nauczyć się tylko panować nad nimi.

 

Była dziewczyna to 8/10 dla mnie bo pasowała mi z wyglądu. Moim zdaniem mały borderline a wiecie jak wygląda seks z borderline? Wciąga jak nałóg i potem seks z normalną dziewczyną nie jest już tak fascynujący.

 

Dziwny jest mózg człowieka, mogę mieć inną dziewczynę a jednak w myślach ciągle tamta. JE$%Y Matrix - Macie jakieś rady jak z niego wyjść na dobre?

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat jest zamknięty i nie można dodawać odpowiedzi.

  • Podobna zawartość

    • Przez Fallen Star
      Słuchając audycji Marka, często wspomina o realizowaniu swoich pasji, rozwijaniu się, robieniu to co się chce a nie to co ktoś mu każe. Próbuję realizować swoją pasję już od kilku lat, gdzie ciągle - od najbliższych, słyszę "a ile na tym zarobiłeś", "jeśli nie zarobiłeś X to się nie opłaca tego robić", "weź to zostaw i idź do łopaty", do tego dochodzą wszelkie wydatki itd. Już nie mówiąc o niepłaceniu za wykonane usługi. Wszystko tak się narasta, że człowiekowi się odechciewa rano wstawać pod naporem tych wszystkich myśli. Z jednej strony dostaję motywację m.in. w audycjach. Jak z tym walczyć?
    • Przez Budda
      Cześć Bracia. Mam 18 lat. Od paru miesięcy zacząłem odczuwać, że świat w którym żyjemy jest fałszywy, że to czego Nas się uczy od urodzenia to kłamstwo, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę że wszędzie są kobiety. Moją wychowawczynią jest kobieta (na dodatek zadeklarowana feministka), w mojej klasie jest 29 osób (20 dziewczyn i 9 chłopaków łącznie ze mną - więc znów przewaga kobiet), większość moich nauczycieli to kobiety, pielęgniarka szkolna to kobieta, bibliotekarka to kobieta, w sekretariacie też same kobiety oraz sprzątaczki. Wychodząc poza szkołę zauważyłem że większość osób jadących codziennie autobusami to zazwyczaj starsze kobiety (40+ lat). Idąc do sklepu zawsze widzę sprzedawczynię - czyli kobietę. Będąc w domu także widzę kobietę - moją matkę (Kiedy miałem 4 lata mój ojciec umarł na zawał serca) przez to zostałem całkowicie wychowany przez matkę. W mojej rodzinnej miejscowości miejscowym lekarzem rodzinnym także jest kobieta, sołtysem także jest kobieta, nawet weterynarz to kobieta. Rozmyślając na ten temat zajrzałem do internetu gdzie dowiedziałem się że średnio na 100 mężczyzn przypada 107 kobiet. Niestety to prawda ale kobiety mają nad nami przewagę prawną i liczebną.  Jest ich zbyt dużo w miejscach i zawodach które mają za zadanie kształtować nowe pokolenia - przez to nasza męskość jest "duszona", pojawia się bunt - ale zazwyczaj rebelia upada i godzimy się z tą smutną rzeczywistością... Wtedy odnalazłem to forum i dzięki niemu oraz audycjom Marka w Radio  Samiec dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy oraz odnalazłem "swoje" miejsce gdzie mogę odpocząć. To właściwie tyle chciałem powiedzieć 
    • Przez nin
      Od kilku dni zapoznaje się z treścią forum. Miotają mną ogromne emocje. Jestem zły na siebie za to jaki jestem głupi, zaślepiony z drugiej jednak strony jestem wdzięczny za to, że dzielicie się swoimi doświadczeniami i jak mi się wydaje nie jestem z tym wszystkim sam.
       
      Z domu nie wyniosłem praktycznie żadnych pozytywnych wzorców w relacjach damsko męskich. Ojciec alkoholik i matka, która wszystkim się zajmował jednocześnie tkwiąca w tym "związku", a w zasadzie w tym trwaniu. Urodziłem się gdy matka miała 42 lata. Pomiędzy mną, a rodzeństwem było 8, 20, 22 lata różnicy. Ojca pamiętam albo pijanego (tak do około 15 każdego miesiąca), albo czytającego książki (po 15 każdego miesiąca). W okresie mojego dzieciństwa z ojcem nie rozmawiał już chyba nikt po za mną. O czym jednak rozmawialiśmy nie pamiętam. Wiem jednak, że był to inteligentny facet. Co sprawiło, że wybrał taką drogę nie wiem i już się chyba nie dowiem bo najstarszy brat, który mógłby coś na ten temat powiedzieć już nie żyje.
       
      Dzieciństwo i wczesna młodość to raczej klasyczna historia chłopca z takiej rodziny. Stopniowe budowanie muru. Na dodatek "ciężki charakter", lenistwo, skrajny egoizm. Z pozytywnych cech (a i to raczej w zależności od kontekstu) to upór i brak kompleksów, a może, jak teraz myślę, tylko odcięcie się od kompleksów murem. W każdym razie bardzo długo całkowicie nie interesowało mnie zdanie innych na mój temat: jak żyje, gdzie żyje, co osiągnąłem, czy marnuje talent i czas. Żyłem sobie wygodnie, a wygoda wynikała też z dość ubogich relacji z kobietami. Flirty internetowe, rola kochanka/orbitera, związki z kobietami w typie borderline. Nawet mi to odpowiadało. Mało odpowiedzialności, a spore emocje, które sprawiały, że coś się działo.
       
      Jakieś 5 lat temu zacząłem się spotykać z kobietą borderline. Przyodziałem mur w zbroję i zacząłem odgrywać rycerza. Chciałem ją zdominować i ratować przed jej demonami  Spotykanie skończyło się jak (teraz to wiem z forum) wszelkie spotkania z tego typu kobietami. Jedyna różnica w moim życiu była taka, że koniec tej znajomości dość mocno przeżyłem ale o dziwo instynktownie nie poszedłem wtedy drogą samozagłady (do czasu) tylko wybrałem sport, odstawienie używek, zadbanie o siebie. Dość szybko zauważyłem sporą zmianę w postrzeganiu mnie przez kobiety. Nie zmieniłem jednak nic w kwestii sposobu ich doboru. Wciąż zaczynałem od dupy.
       
      W okresie mojego rycerzowania poznałem przez internet dziewczynę. 14 lat młodsza. Od początku była chętna, wyuzdana. Zasadniczo forma kontaktu przez internet mi w tamtym czasie wystarczała. Emocjonalny haj jaki wtedy przeżywałem sprawił jednak, że postanowiłem się wyżyć. Dzieliło nas 700km ale z uwagi na moją pracę nie stanowiło to problemu. Wsiadałem w samolot i poleciałem. Pierwsze spotkanie, spacer. Drugi dzień już seks jak w naszych rozmowach. Dziewczyna się we mnie zakochała, co raczej nie ulega wątpliwości. Każdy rodzaj seksu w tym grecki z jej własnej inicjatywy (swoją droga jak byłem z jakąś kobietą to nigdy nie musiałem się o to prosić, przy czym nie jest to jakaś moja ulubiona preferencja seksualna). Ja to jednak odbierałem tak: fajne ruchanie i dobra miejscówka nad morzem. Jej jednak tego nie mówiłem. Byłem zafascynowany tym seksem, jej młodością, oddaniem.
       
      Kolejne spotkania, kolejny seks bez ograniczeń. Oddanie z jej strony. Teraz zaczynam w minimalny sposób rozumieć mechanizmy, które tak ją na mnie otwarły czyli moją ówczesną formę, kasę jaką zainwestowałem w siebie i pewność siebie, która wtedy tym odbudowałem. Zacząłem jeździć do jej rodzinnego domu, post PRL-owska wiocha z blokami. Wtedy już jednak czasami przychodziła mi do głowy myśl jak się z tego wymiksować. Stety/niestety ona zaszła w ciąże. Kiedyś jeszcze na etapie rozmów telefonicznych zasugerowałem taki finał, nawet dodając czy chce zajść w ciąże i bardzo jej się to spodobało...
       
      W tej sytuacji kwestia wymiksowania się przestała być przeze mnie brana pod uwagę. Zacząłem wszystko organizować. Przeniosłem się do niej, szybko znaleźliśmy mieszkanie kilkanaście kilometrów od jej rodzinnego mieszkania i jakieś 700 km od mojego dotychczasowego życia. Znowu przywdziałem zbroje i na koń. Okres ciąża, który nie specjalnie dobrze przechodziłem. Poród, w którym uczestniczyłem mimo moich wielokrotnych deklaracji, że to nie miejsce dla mnie. Kolejne decyzje podejmowane by jej było lepiej, bo ja sobie wszędzie dam radę i z mojego lenistwa i nie chęci do zmian. Nie zdecydowałem się tylko na jedną, mianowicie na ślub.
       
      Urodził się nam fajny chłopak. Ponieważ pracowałem w mieszkaniu (błąd, błąd, błąd) uczestniczyłem we wszystkim ale tu pojawiła się pierwsza "rysa". Okazało się, że ja większość w jej opinii robię źle. Moją reakcją zamiast zlania dupy było odsuwanie się od tych czynności (znów lenistwo). Źle nosze, to noś sama. Źle kąpie to kąp sama. Skoncentrowałem się głownie na pracy i gdy miałem okazję na dziecku. Okazję czyli byłem z dzieckiem sam, a nie z nią za plecami i ciągłymi uwagami. Teraz z perspektywy czasu wiem, że synem bardzo dobrze sobie radziłem i radzę, a przy nim potrafię okiełznać swoje demony jednocześnie zachowując zdrowy rozsądek
       
      Po urodzeniu syna ona zaczęła magisterkę. Ja zajmowałem się w tym czasie dzieckiem no i pracą by na wszystko wystarczało. Nikt z jej strony nie palił się specjalnie do jakiejś pomocy. o co jednak nie miałem i nie mam pretensji bo uważam, że to rola faceta. W tamtym czasie uważałem również, że wszystko idzie w dobrą stronę. Teraz wiem, że wtedy już wszystko szło w przeciwnym kierunku. Całkowicie oderwany od mojego wcześniejszego środowiska, bez żadnego kontaktu na miejscu, w zasadzie zamknięty w czterech ścianach zacząłem stawać się NIKIM.
       
      Po pierwsze ten tryb życia sprawił, że znów zacząłem przybierać na wadze. W dalszej kolejności, przejmowanie kolejnych jej obowiązków, dodatkowo odbierał mi "poczucie męskości". Stawałem się babą do czego pewnie mam też predyspozycje. Zaczęły pojawiać się pierwsze uszczypliwości z jej strony. Ja przestałem być dla siebie atrakcyjny, a co za tym idzie, przestałem mieć ochotę na seks. Nie rozmawialiśmy ze sobą przy czym my chyba nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Lubiła jak jej opowiadałem bajki ale mi się już nie chciało opowiadać bajek. Wszystko jednak bez kłótni, z coraz większą liczbą naszej 3. rytuałów, wspólnych tylko nam znanych słów. Rodzina kocha? Kocha!
       
      Gdy syn miał 1,5 roku pojawiła się kwestia pójścia przez nią do pracy. Z uwagi na wiek dziecka nie byłem jednak przekonany, a po drugie ja też już chciałem się wyrwać z tych czterech ścian, a instynktownie wiedziałem jak to się skończy. 2 dni w przedszkolu i 2 tygodnie choroby. I tak w kółko. Oczywiście kto się ma zająć dzieckiem? tata co to siedzi w domu przed komputerem bo mama przecież dopiero co rozpoczęła "karierę" w budżetówce. Całkowite zawalenie własnych spraw zawodowych, niewywiązywanie się z umów. Próby pracy w nocy. Rosnąca irytacja z mojej strony. Kolejna próba wyrwania się z mieszkania, zakończona chyba pierwszą poważniejszą z nią rozmową. Oczywiście płacz i jej słowa "ja nie chce tak żyć!". "Ja nie jestem szczęśliwa!". I znów pozostałem sam w czterech  ścianach bo mimo tego jej całego nieszczęścia jedyne co było dobre dla niej to moje siedzenie w domu.
       
      Przestałem podejmować się nowych zleceń bo nie miałem, żadnej gwarancji, że będę miał możliwość ich realizacji. To przełożyło się na ilość $, dodatkowo z uwagi na to, że podjęła tę prace postanowiłem przejść z układu wszystko Twoje na układ 50/50. Jakież było zeskocznia, że moje 50% nie wystarczy na opłaty. Na to, że jak dołoży swoje to jeszcze zostanie nie wpadła. Byłem już więc NIKIM jako dostarczyciel emocji oraz NIKIM jako dostarczyciel kasy.
       
      Udało się zorganizować jeszcze wspólny wyjazd na wakacje, na który pojechała jeszcze jej koleżanka. Przypadkowo byłem świadkiem monologu koleżanki: "ona taka mądra, ładna, po nogach jej niegodny całować, a on kto? Nikt!". W trakcie tego wyjazdu po raz pierwszy zauważyłem jak patrzy na mnie z nienawiścią. Teraz gdy oglądałem filmy z tego wyjazdu widać jak na dłoni, że ona się mną brzydziła.
       
      Wydarzenia nabierają tempa Imprezy pracownicze. Powroty o 2/3 w nocy. Wyjścia do koleżanki ("jak chcesz to możesz zadzwonić"). Gdy zaczęło się to powtarzać dzień po dniu jedyny raz się postawiłem i powiedziałem, że jak wychodzisz to mnie tu jutro nie będzie zakończone bluzgiem i słowami ("damy sobie doskonale radę bez ciebie") oraz trzaśniecie drzwiami. Przeniosłem się do pokoju syna. Stałem się NIKIM jako mężczyzna.
       
      Tydzień bez słowa. Aż w końcu z jej strony "Tak się nie da żyć porozmawiajmy." Rozmowa sprowadziła się do tego, że "jesteś złym ojcem, nie zaangażowałeś się, a w mnie coś pękło i nie da się tego już skleić".
       
      Rycerska prośba o drugą szansę. Przecież każdy zasługuje na drugą szansę? Odpowiedź "Nie!". Pytanie masz kogoś? Odpowiedź "Nieee". Ponieważ jestem w domu: gotuje, sprzątam, robię zakupy, zajmuje się  dzieckiem, a gdy ona wychodzi na noc robię za opiekunkę. Wraca nad ranem rozczochrana, radosna.

      W wakacje wyjeżdżam sam z synem na 3 tygodnie w rodzinne strony. Cudowny czas mimo tego, a może dlatego, że wiem, że to już koniec. Jesteśmy sami wszystko się udaje. Wzorowy kontakt z dzieckiem. Grzecznie bez złości, krzyków, lamentów, wynajdowania nowych chorób. Przed wyjazdem umówiliśmy się na kolejną rozmowę po powrocie. Przyjechała po nas na jeden dzień. Coś mnie podkusiło zagrać trochę niestandardowo i zorganizować jej urodziny. Tort, złoto. Rozpłakała się.
       
      Druga rozmowa spokojna. Założyłem najlepszą zbroję i przeprosiłem ją... za to że o nią nie dbałem, zaniedbałem siebie, za to, że nie jest szczęśliwa. Z jej strony gadka szmatka o winie dwóch stron. Przedstawiłem fakty na temat mojego rzekomego nieangażowania wszak pieniądze na koncie się brały z kosmosu, studia kończyła z dzieckiem na ramieniu, itp. itd. Oczywiście decyzja z jej strony podjęta więc dalsze przedstawianie faktów traci sens. Próba podjęcia decyzji odnośnie syna. Opieka naprzemienna? Nie. No to może wynajmiemy jedno mieszkanie w którym będzie syn, a my będziemy mieszkać w swoich (oczywiście ja 700km od siebie? Nie! No to co? "- No to możesz dojeżdżać. Dawniej jeździłeś i nie było problemu" Ona kieruje się wyłącznie dobrem dziecka. Tłumaczę, że przecież jest młoda, będzie chciała się z kimś związać. Może nie wyjść za pierwszym razem, za drugim razem też nie. Może lepiej to dziecku oszczędzić. Przecież się związała ze mną, a okazało się w jej mniemaniu największą porażką (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kobiety "myślą cipą" i tak jak cipą wybrała mnie to wybierze też kolejnego ale instynktownie to czułem). Odpowiedź: "Przecież mnie znasz" (w domyśle ja jestem taką mądra).
       
      Stanęło na tym, ze się wyprowadzam, potrzebuje czasu na zorganizowanie mieszkania itp. i w tym czasie będziemy mieszkać jeszcze razem. Nocne wyjścia, koleżanki, fitnessy. Ja robię wszystko co trzeba czyli wszystko. Po raz pierwszy po 3 latach idę pobiegać. Zaczynam znowu palić (źle, źle, źle).  Jakaś wymiana słów: "Widzę, że się starasz ale jest jeszcze gorzej" :). Smsy: "Ja próbuje to pchnąc w jedną lub w drugą stronę" - o cholera myślę, że skoro w jedną lub w drugą to decyzja jednak nie zapadła...
       
      Niedziela wieczór. Najpierw wibracja jakiegoś drugiego telefonu w jej torebce. W między czasie sms-y (od zawsze ma wyciszony telefon. W sumie  to od okresu intensywnego rżnięcia nigdy nie udało mi się do niej dodzwonić za pierwszym/drugim razem). Na jej twarzy pojawiają się zdenerwowanie. Dzwoni mój telefon.
      - "Jak to miło Pana usłyszeć. Wie Pan, że ona wróciła wczoraj o 3 w nocy?".
      Oddaje jej telefon mówiąc:
      "- Jakiś twój kolega"
      Siadam na brzegu łóżka i mówię po raz pierwszy KURWA. Słyszę jeszcze jak mówi do niego:
      "- Po co dzwonisz? Nie dzwoń więcej."
      Po chwili dzwoni znowu:
      - "Proszę pana chciałem zapytać, kto tu jest rżnięty w dupe?"
       
      Jestem NIKIM.
       
       
       
       
       
       
       
    • Przez KAF4R
      Długo zabierałem się za opis swojej historii. Może dlatego, że nieco przytłoczyła mnie wiedza, do której nagle otworzyły się bramy. Wiedza przekazywana przez Marka ale również przez Was wszystkich. Mniej i bardziej przez życie doświadczonych. Przez cały miesiąc, odkąd się tu zalogowałem, chłonę każdego dnia tą wiedzę. Na forum, z filmów Marka. To jest bezcenne. Nie da się tego zamienić na jakikolwiek pieniądz...
       
      Ale do rzeczy.
       
      Kim jestem?
       
      Jestem 32-letnim inżynierem zajmującym się na co dzień projektowaniem instalacji gazów specjalnych. Niszowa branża. Średnia kasa. Ale jakoś funkcjonuję. Mam swoje wychuchane mieszkanko (oczywiście z hipoteką, bo jakże by inaczej). Wolny czas spędzam na czytaniu (dzięki, Marek, za inspirację, by powrócić do tego dawno zapomnianego nałogu czytania), słuchaniu muzy i staram się inwestować w siebie.
       
      Mam czyste konto, jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Zero bachorów, zero ślubów. Przed wpierdoleniem się w tego typu bagno, o którym wielu z Was pisze, uchronił mnie chyba tylko jakiś pierwotny instynkt samozachowawczy bądź intuicja (nazywajcie to, jak chcecie).
       
      Ostatni związek (7-letni) ze starszą o 3 lata ode mnie kobietą zakończyłem na początku lipca br. Uczę się na nowo żyć i mieszkać samemu. I coraz bardziej mi się to podoba. Choć czasami poczucie pustki i samotności bywa przytłaczające. No ale nie od razu Rzym zbudowano, prawda?
       
      Generalnie – trochę wieje nudą, co nie?
       
      Kim byłem?
       
      Powiedzieć „białym rycerzem” to zbyt subtelne...
      Wychowywałem się w rozbitej rodzinie. Jako wynik wpadki rodziców na studiach. Zgodnie z poprawnością polityczną – wychowywałem się u boku matki i babci (matki matki). Relacje z ojcem i dziadkiem (ojcem ojca) zacząłem realnie nawiązywać pod koniec podstawówki jako nastolatek. Ale wiadomo, że to już nigdy nie będzie typowa relacja ojciec-syn. Dla mnie ojciec pozostaje swego rodzaju wujkiem.
       
      Oczywiście od małego słuchałem o tym, jaki ojciec jest parszywy, byłem do niego cały czas negatywnie nastawiany przez mamusię i matkę mamusi na zmianę.
      Rodzina nauczycieli (i matka i ojciec i dziadek od strony ojca i babcia od strony ojca). Ja się wyłamałem z tego schematu studiami na Politechnice.
       
      Mała rada dla Was, Bracia, czytający to – wystrzegajcie się samic-nauczycielek. To jest tak jak w przypadku kobiet-psycholożek. Popierdolenie totalne plus poczucie kobiety, że zjadła wszystkie rozumy świata i wszystko najlepiej wie, bo jest pani magister pedagog, pożal się Boże. Zajebać to mało. Aby było bardziej elegancko – zmniejszyć dopływ tlenu.
       
      Dorastałem zatem wg wzorców kreowanych przez kobiety. Jako „biały rycerz” level hard.
      Pierwsza miłość w liceum. Emocjonalna sraczka. Potem parada kolejnych dup, w których usiłowałem znaleźć wsparcie, czułość. Miłość. Kurwa, coraz trudniej te słowa przechodzą mi przez gardło (klawiaturę)...
      Generalnie w relacjach damsko-męskich popełniałem wszystkie możliwe błędy, o których tak często wspomina Marek. Byłem na każde zawołanie, usłużny, milutki, pomocny... Ale chyba instynktownie w pewnym momencie zauważyłem, że nie ma miłości za cenę samego siebie.
       
      Ostatni 7-letni związek właściwie od samego początku był skazany na niepowodzenie. Rozpoczęty z mojego strachu przed samotnością... 7 lat – kawał życia. Ale lektura tego forum pozwoliła mi definitywnie się otrząsnąć z matrixa, w którym przez całe swoje życie żyłem. Nie wspominam już o moim znikomym poziomie samooceny, stertach kompleksów, etc. Bo to chyba jest dla Was oczywiste.
       
      Przerwałem to. I to mnie napawa dumą.
       
      Zacząłem używać łba. Uczę się.
       
      Od kwietnia wziąłem się za siebie. Ponad 20 zgubionych kilogramów nadwagi. Wymieniam garderobę siłą rzeczy. Ale dla siebie, nie dla kobiet. Coraz lepiej czuję się w swojej skórze i patrząc w swoje odbicie w lustrze.
      Kombinuję nad własnym biznesem. Przymierzam się do realizowania tych marzeń, które omijałem całe życie albo po prostu nie wierzyłem, że jestem w stanie je spełnić...
       
      32 lata życia przeleciało mi przez palce w pierdolonym matrixie usługiwania i nadskakiwania kobietom. Dość. Nie zmierzam ani miesiąca więcej stracić.
       
      Życie ludzkie jest krótkie. Zbyt krótkie.
      Nie warto...
       
      Wielu zapewne powie, że historia jakich wiele. Nic specjalnego.
      Ale ja mam nadzieję, że komuś nowemu w naszych progach pomoże, gdy to przeczyta. Może znajdzie w tym jakieś odzwierciedlenie własnego życia. Może go zainspiruje, popchnie ku działaniu, ku zmianom.
       
      Tak jak mi to pomogło. I za to Wam wszystkim dziękuję.
      A przede wszystkim dziękuję Markowi.
       
      Stary... szanuję Cię, podziwiam i doceniam Twoją pracę i Twój wysiłek, który wkładasz w to wszystko.
       
      P.S. do Marka
      Czytając „Co z tymi kobietami” natrafiłem na informację, że pisząc tą książkę, miałeś 32 lata... Jakoś tak zrobiło mi się błogo
    • Przez Zenek
      http://samotny123.blog.onet.pl/2009/04/27/o-czym-90-katolikow-nie-wie-krotka-historia-kosciola/
      Skrótowa historia ważnych wydarzeń i działań tej organizacji.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.