Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
FutureBoy

Historia z życia programisty

60 postów w tym temacie

W końcu coś merytorycznego. Nie chwale się nimi, odbijam 5 lat trwania przy jednej ale ok jeżeli to problem nie muszę w ogóle tutaj o tym pisać  :) 

 

Nie przeglądam żadnego facebooka i panna przestała pisać a nawet jak pisała to nie odpisywałem i tyle. Temat rzeczywiście się wyczerpał więc można go zamknąć.

 

btw. mam 28 lat, kilka dłuższych związków i kilka krótszych raczej zielony nie jestem ale człowiek się uczy przez całe życie. Nie rozumiem tylko tej presji na blokowanie bo co to ma mi niby dać? przecież jak ktoś jest słaby psychicznie to może zawsze odblokować, przejrzeć czyjegoś facebooka i się pałować tym prawda?

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, FutureBoy napisał:

Nie rozumiem tylko tej presji na blokowanie bo co to ma mi niby dać?

Święty spokój na nowej drodze życia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zawsze po paru piwkach można looknąc co tam u niej, potem onanizowac się, i zasnąć... 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znalazła nową ofiarę pewnie i już 2 tyg nic nie pisze. Żadnych życzeń na święta etc. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, FutureBoy napisał:

Znalazła nową ofiarę pewnie i już 2 tyg nic nie pisze. Żadnych życzeń na święta etc. 

 

Chwalisz się? Żalisz się? Czy Cię skręca, że jakiś inny typ ją?

 

Czytam ten temat i nic z niego nie rozumiem. Niby masz 28 lat, ale momentami piszesz jak 16 letnie dziewczę, które idzie pociąć się kredkami, bo co my wiemy o prawdziwej miłości... Ogarnij chłopie przelewanie myśli na papier a dopiero później wklepuj to na forum.  Dawno nie czytałem takiego chaosu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Arox, zostaw go.

Przecież pisał, że umie sprawy załatwiać 'po męsku' co implikuje że żadnej pomocy tak na prawdę nie potrzebuje. Trochę ogłady no... xD

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy to kółko wzajemnej adoracji moderatorów?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A może to Maybeline.

 

Zamykam i przenoszę na ścianę hańby.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ten temat jest zamknięty i nie można dodawać odpowiedzi.

  • Podobna zawartość

    • Przez Fallen Star
      Słuchając audycji Marka, często wspomina o realizowaniu swoich pasji, rozwijaniu się, robieniu to co się chce a nie to co ktoś mu każe. Próbuję realizować swoją pasję już od kilku lat, gdzie ciągle - od najbliższych, słyszę "a ile na tym zarobiłeś", "jeśli nie zarobiłeś X to się nie opłaca tego robić", "weź to zostaw i idź do łopaty", do tego dochodzą wszelkie wydatki itd. Już nie mówiąc o niepłaceniu za wykonane usługi. Wszystko tak się narasta, że człowiekowi się odechciewa rano wstawać pod naporem tych wszystkich myśli. Z jednej strony dostaję motywację m.in. w audycjach. Jak z tym walczyć?
    • Przez Budda
      Cześć Bracia. Mam 18 lat. Od paru miesięcy zacząłem odczuwać, że świat w którym żyjemy jest fałszywy, że to czego Nas się uczy od urodzenia to kłamstwo, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę że wszędzie są kobiety. Moją wychowawczynią jest kobieta (na dodatek zadeklarowana feministka), w mojej klasie jest 29 osób (20 dziewczyn i 9 chłopaków łącznie ze mną - więc znów przewaga kobiet), większość moich nauczycieli to kobiety, pielęgniarka szkolna to kobieta, bibliotekarka to kobieta, w sekretariacie też same kobiety oraz sprzątaczki. Wychodząc poza szkołę zauważyłem że większość osób jadących codziennie autobusami to zazwyczaj starsze kobiety (40+ lat). Idąc do sklepu zawsze widzę sprzedawczynię - czyli kobietę. Będąc w domu także widzę kobietę - moją matkę (Kiedy miałem 4 lata mój ojciec umarł na zawał serca) przez to zostałem całkowicie wychowany przez matkę. W mojej rodzinnej miejscowości miejscowym lekarzem rodzinnym także jest kobieta, sołtysem także jest kobieta, nawet weterynarz to kobieta. Rozmyślając na ten temat zajrzałem do internetu gdzie dowiedziałem się że średnio na 100 mężczyzn przypada 107 kobiet. Niestety to prawda ale kobiety mają nad nami przewagę prawną i liczebną.  Jest ich zbyt dużo w miejscach i zawodach które mają za zadanie kształtować nowe pokolenia - przez to nasza męskość jest "duszona", pojawia się bunt - ale zazwyczaj rebelia upada i godzimy się z tą smutną rzeczywistością... Wtedy odnalazłem to forum i dzięki niemu oraz audycjom Marka w Radio  Samiec dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy oraz odnalazłem "swoje" miejsce gdzie mogę odpocząć. To właściwie tyle chciałem powiedzieć 
    • Przez nin
      Od kilku dni zapoznaje się z treścią forum. Miotają mną ogromne emocje. Jestem zły na siebie za to jaki jestem głupi, zaślepiony z drugiej jednak strony jestem wdzięczny za to, że dzielicie się swoimi doświadczeniami i jak mi się wydaje nie jestem z tym wszystkim sam.
       
      Z domu nie wyniosłem praktycznie żadnych pozytywnych wzorców w relacjach damsko męskich. Ojciec alkoholik i matka, która wszystkim się zajmował jednocześnie tkwiąca w tym "związku", a w zasadzie w tym trwaniu. Urodziłem się gdy matka miała 42 lata. Pomiędzy mną, a rodzeństwem było 8, 20, 22 lata różnicy. Ojca pamiętam albo pijanego (tak do około 15 każdego miesiąca), albo czytającego książki (po 15 każdego miesiąca). W okresie mojego dzieciństwa z ojcem nie rozmawiał już chyba nikt po za mną. O czym jednak rozmawialiśmy nie pamiętam. Wiem jednak, że był to inteligentny facet. Co sprawiło, że wybrał taką drogę nie wiem i już się chyba nie dowiem bo najstarszy brat, który mógłby coś na ten temat powiedzieć już nie żyje.
       
      Dzieciństwo i wczesna młodość to raczej klasyczna historia chłopca z takiej rodziny. Stopniowe budowanie muru. Na dodatek "ciężki charakter", lenistwo, skrajny egoizm. Z pozytywnych cech (a i to raczej w zależności od kontekstu) to upór i brak kompleksów, a może, jak teraz myślę, tylko odcięcie się od kompleksów murem. W każdym razie bardzo długo całkowicie nie interesowało mnie zdanie innych na mój temat: jak żyje, gdzie żyje, co osiągnąłem, czy marnuje talent i czas. Żyłem sobie wygodnie, a wygoda wynikała też z dość ubogich relacji z kobietami. Flirty internetowe, rola kochanka/orbitera, związki z kobietami w typie borderline. Nawet mi to odpowiadało. Mało odpowiedzialności, a spore emocje, które sprawiały, że coś się działo.
       
      Jakieś 5 lat temu zacząłem się spotykać z kobietą borderline. Przyodziałem mur w zbroję i zacząłem odgrywać rycerza. Chciałem ją zdominować i ratować przed jej demonami  Spotykanie skończyło się jak (teraz to wiem z forum) wszelkie spotkania z tego typu kobietami. Jedyna różnica w moim życiu była taka, że koniec tej znajomości dość mocno przeżyłem ale o dziwo instynktownie nie poszedłem wtedy drogą samozagłady (do czasu) tylko wybrałem sport, odstawienie używek, zadbanie o siebie. Dość szybko zauważyłem sporą zmianę w postrzeganiu mnie przez kobiety. Nie zmieniłem jednak nic w kwestii sposobu ich doboru. Wciąż zaczynałem od dupy.
       
      W okresie mojego rycerzowania poznałem przez internet dziewczynę. 14 lat młodsza. Od początku była chętna, wyuzdana. Zasadniczo forma kontaktu przez internet mi w tamtym czasie wystarczała. Emocjonalny haj jaki wtedy przeżywałem sprawił jednak, że postanowiłem się wyżyć. Dzieliło nas 700km ale z uwagi na moją pracę nie stanowiło to problemu. Wsiadałem w samolot i poleciałem. Pierwsze spotkanie, spacer. Drugi dzień już seks jak w naszych rozmowach. Dziewczyna się we mnie zakochała, co raczej nie ulega wątpliwości. Każdy rodzaj seksu w tym grecki z jej własnej inicjatywy (swoją droga jak byłem z jakąś kobietą to nigdy nie musiałem się o to prosić, przy czym nie jest to jakaś moja ulubiona preferencja seksualna). Ja to jednak odbierałem tak: fajne ruchanie i dobra miejscówka nad morzem. Jej jednak tego nie mówiłem. Byłem zafascynowany tym seksem, jej młodością, oddaniem.
       
      Kolejne spotkania, kolejny seks bez ograniczeń. Oddanie z jej strony. Teraz zaczynam w minimalny sposób rozumieć mechanizmy, które tak ją na mnie otwarły czyli moją ówczesną formę, kasę jaką zainwestowałem w siebie i pewność siebie, która wtedy tym odbudowałem. Zacząłem jeździć do jej rodzinnego domu, post PRL-owska wiocha z blokami. Wtedy już jednak czasami przychodziła mi do głowy myśl jak się z tego wymiksować. Stety/niestety ona zaszła w ciąże. Kiedyś jeszcze na etapie rozmów telefonicznych zasugerowałem taki finał, nawet dodając czy chce zajść w ciąże i bardzo jej się to spodobało...
       
      W tej sytuacji kwestia wymiksowania się przestała być przeze mnie brana pod uwagę. Zacząłem wszystko organizować. Przeniosłem się do niej, szybko znaleźliśmy mieszkanie kilkanaście kilometrów od jej rodzinnego mieszkania i jakieś 700 km od mojego dotychczasowego życia. Znowu przywdziałem zbroje i na koń. Okres ciąża, który nie specjalnie dobrze przechodziłem. Poród, w którym uczestniczyłem mimo moich wielokrotnych deklaracji, że to nie miejsce dla mnie. Kolejne decyzje podejmowane by jej było lepiej, bo ja sobie wszędzie dam radę i z mojego lenistwa i nie chęci do zmian. Nie zdecydowałem się tylko na jedną, mianowicie na ślub.
       
      Urodził się nam fajny chłopak. Ponieważ pracowałem w mieszkaniu (błąd, błąd, błąd) uczestniczyłem we wszystkim ale tu pojawiła się pierwsza "rysa". Okazało się, że ja większość w jej opinii robię źle. Moją reakcją zamiast zlania dupy było odsuwanie się od tych czynności (znów lenistwo). Źle nosze, to noś sama. Źle kąpie to kąp sama. Skoncentrowałem się głownie na pracy i gdy miałem okazję na dziecku. Okazję czyli byłem z dzieckiem sam, a nie z nią za plecami i ciągłymi uwagami. Teraz z perspektywy czasu wiem, że synem bardzo dobrze sobie radziłem i radzę, a przy nim potrafię okiełznać swoje demony jednocześnie zachowując zdrowy rozsądek
       
      Po urodzeniu syna ona zaczęła magisterkę. Ja zajmowałem się w tym czasie dzieckiem no i pracą by na wszystko wystarczało. Nikt z jej strony nie palił się specjalnie do jakiejś pomocy. o co jednak nie miałem i nie mam pretensji bo uważam, że to rola faceta. W tamtym czasie uważałem również, że wszystko idzie w dobrą stronę. Teraz wiem, że wtedy już wszystko szło w przeciwnym kierunku. Całkowicie oderwany od mojego wcześniejszego środowiska, bez żadnego kontaktu na miejscu, w zasadzie zamknięty w czterech ścianach zacząłem stawać się NIKIM.
       
      Po pierwsze ten tryb życia sprawił, że znów zacząłem przybierać na wadze. W dalszej kolejności, przejmowanie kolejnych jej obowiązków, dodatkowo odbierał mi "poczucie męskości". Stawałem się babą do czego pewnie mam też predyspozycje. Zaczęły pojawiać się pierwsze uszczypliwości z jej strony. Ja przestałem być dla siebie atrakcyjny, a co za tym idzie, przestałem mieć ochotę na seks. Nie rozmawialiśmy ze sobą przy czym my chyba nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Lubiła jak jej opowiadałem bajki ale mi się już nie chciało opowiadać bajek. Wszystko jednak bez kłótni, z coraz większą liczbą naszej 3. rytuałów, wspólnych tylko nam znanych słów. Rodzina kocha? Kocha!
       
      Gdy syn miał 1,5 roku pojawiła się kwestia pójścia przez nią do pracy. Z uwagi na wiek dziecka nie byłem jednak przekonany, a po drugie ja też już chciałem się wyrwać z tych czterech ścian, a instynktownie wiedziałem jak to się skończy. 2 dni w przedszkolu i 2 tygodnie choroby. I tak w kółko. Oczywiście kto się ma zająć dzieckiem? tata co to siedzi w domu przed komputerem bo mama przecież dopiero co rozpoczęła "karierę" w budżetówce. Całkowite zawalenie własnych spraw zawodowych, niewywiązywanie się z umów. Próby pracy w nocy. Rosnąca irytacja z mojej strony. Kolejna próba wyrwania się z mieszkania, zakończona chyba pierwszą poważniejszą z nią rozmową. Oczywiście płacz i jej słowa "ja nie chce tak żyć!". "Ja nie jestem szczęśliwa!". I znów pozostałem sam w czterech  ścianach bo mimo tego jej całego nieszczęścia jedyne co było dobre dla niej to moje siedzenie w domu.
       
      Przestałem podejmować się nowych zleceń bo nie miałem, żadnej gwarancji, że będę miał możliwość ich realizacji. To przełożyło się na ilość $, dodatkowo z uwagi na to, że podjęła tę prace postanowiłem przejść z układu wszystko Twoje na układ 50/50. Jakież było zeskocznia, że moje 50% nie wystarczy na opłaty. Na to, że jak dołoży swoje to jeszcze zostanie nie wpadła. Byłem już więc NIKIM jako dostarczyciel emocji oraz NIKIM jako dostarczyciel kasy.
       
      Udało się zorganizować jeszcze wspólny wyjazd na wakacje, na który pojechała jeszcze jej koleżanka. Przypadkowo byłem świadkiem monologu koleżanki: "ona taka mądra, ładna, po nogach jej niegodny całować, a on kto? Nikt!". W trakcie tego wyjazdu po raz pierwszy zauważyłem jak patrzy na mnie z nienawiścią. Teraz gdy oglądałem filmy z tego wyjazdu widać jak na dłoni, że ona się mną brzydziła.
       
      Wydarzenia nabierają tempa Imprezy pracownicze. Powroty o 2/3 w nocy. Wyjścia do koleżanki ("jak chcesz to możesz zadzwonić"). Gdy zaczęło się to powtarzać dzień po dniu jedyny raz się postawiłem i powiedziałem, że jak wychodzisz to mnie tu jutro nie będzie zakończone bluzgiem i słowami ("damy sobie doskonale radę bez ciebie") oraz trzaśniecie drzwiami. Przeniosłem się do pokoju syna. Stałem się NIKIM jako mężczyzna.
       
      Tydzień bez słowa. Aż w końcu z jej strony "Tak się nie da żyć porozmawiajmy." Rozmowa sprowadziła się do tego, że "jesteś złym ojcem, nie zaangażowałeś się, a w mnie coś pękło i nie da się tego już skleić".
       
      Rycerska prośba o drugą szansę. Przecież każdy zasługuje na drugą szansę? Odpowiedź "Nie!". Pytanie masz kogoś? Odpowiedź "Nieee". Ponieważ jestem w domu: gotuje, sprzątam, robię zakupy, zajmuje się  dzieckiem, a gdy ona wychodzi na noc robię za opiekunkę. Wraca nad ranem rozczochrana, radosna.

      W wakacje wyjeżdżam sam z synem na 3 tygodnie w rodzinne strony. Cudowny czas mimo tego, a może dlatego, że wiem, że to już koniec. Jesteśmy sami wszystko się udaje. Wzorowy kontakt z dzieckiem. Grzecznie bez złości, krzyków, lamentów, wynajdowania nowych chorób. Przed wyjazdem umówiliśmy się na kolejną rozmowę po powrocie. Przyjechała po nas na jeden dzień. Coś mnie podkusiło zagrać trochę niestandardowo i zorganizować jej urodziny. Tort, złoto. Rozpłakała się.
       
      Druga rozmowa spokojna. Założyłem najlepszą zbroję i przeprosiłem ją... za to że o nią nie dbałem, zaniedbałem siebie, za to, że nie jest szczęśliwa. Z jej strony gadka szmatka o winie dwóch stron. Przedstawiłem fakty na temat mojego rzekomego nieangażowania wszak pieniądze na koncie się brały z kosmosu, studia kończyła z dzieckiem na ramieniu, itp. itd. Oczywiście decyzja z jej strony podjęta więc dalsze przedstawianie faktów traci sens. Próba podjęcia decyzji odnośnie syna. Opieka naprzemienna? Nie. No to może wynajmiemy jedno mieszkanie w którym będzie syn, a my będziemy mieszkać w swoich (oczywiście ja 700km od siebie? Nie! No to co? "- No to możesz dojeżdżać. Dawniej jeździłeś i nie było problemu" Ona kieruje się wyłącznie dobrem dziecka. Tłumaczę, że przecież jest młoda, będzie chciała się z kimś związać. Może nie wyjść za pierwszym razem, za drugim razem też nie. Może lepiej to dziecku oszczędzić. Przecież się związała ze mną, a okazało się w jej mniemaniu największą porażką (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kobiety "myślą cipą" i tak jak cipą wybrała mnie to wybierze też kolejnego ale instynktownie to czułem). Odpowiedź: "Przecież mnie znasz" (w domyśle ja jestem taką mądra).
       
      Stanęło na tym, ze się wyprowadzam, potrzebuje czasu na zorganizowanie mieszkania itp. i w tym czasie będziemy mieszkać jeszcze razem. Nocne wyjścia, koleżanki, fitnessy. Ja robię wszystko co trzeba czyli wszystko. Po raz pierwszy po 3 latach idę pobiegać. Zaczynam znowu palić (źle, źle, źle).  Jakaś wymiana słów: "Widzę, że się starasz ale jest jeszcze gorzej" :). Smsy: "Ja próbuje to pchnąc w jedną lub w drugą stronę" - o cholera myślę, że skoro w jedną lub w drugą to decyzja jednak nie zapadła...
       
      Niedziela wieczór. Najpierw wibracja jakiegoś drugiego telefonu w jej torebce. W między czasie sms-y (od zawsze ma wyciszony telefon. W sumie  to od okresu intensywnego rżnięcia nigdy nie udało mi się do niej dodzwonić za pierwszym/drugim razem). Na jej twarzy pojawiają się zdenerwowanie. Dzwoni mój telefon.
      - "Jak to miło Pana usłyszeć. Wie Pan, że ona wróciła wczoraj o 3 w nocy?".
      Oddaje jej telefon mówiąc:
      "- Jakiś twój kolega"
      Siadam na brzegu łóżka i mówię po raz pierwszy KURWA. Słyszę jeszcze jak mówi do niego:
      "- Po co dzwonisz? Nie dzwoń więcej."
      Po chwili dzwoni znowu:
      - "Proszę pana chciałem zapytać, kto tu jest rżnięty w dupe?"
       
      Jestem NIKIM.
       
       
       
       
       
       
       
    • Przez KAF4R
      Długo zabierałem się za opis swojej historii. Może dlatego, że nieco przytłoczyła mnie wiedza, do której nagle otworzyły się bramy. Wiedza przekazywana przez Marka ale również przez Was wszystkich. Mniej i bardziej przez życie doświadczonych. Przez cały miesiąc, odkąd się tu zalogowałem, chłonę każdego dnia tą wiedzę. Na forum, z filmów Marka. To jest bezcenne. Nie da się tego zamienić na jakikolwiek pieniądz...
       
      Ale do rzeczy.
       
      Kim jestem?
       
      Jestem 32-letnim inżynierem zajmującym się na co dzień projektowaniem instalacji gazów specjalnych. Niszowa branża. Średnia kasa. Ale jakoś funkcjonuję. Mam swoje wychuchane mieszkanko (oczywiście z hipoteką, bo jakże by inaczej). Wolny czas spędzam na czytaniu (dzięki, Marek, za inspirację, by powrócić do tego dawno zapomnianego nałogu czytania), słuchaniu muzy i staram się inwestować w siebie.
       
      Mam czyste konto, jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Zero bachorów, zero ślubów. Przed wpierdoleniem się w tego typu bagno, o którym wielu z Was pisze, uchronił mnie chyba tylko jakiś pierwotny instynkt samozachowawczy bądź intuicja (nazywajcie to, jak chcecie).
       
      Ostatni związek (7-letni) ze starszą o 3 lata ode mnie kobietą zakończyłem na początku lipca br. Uczę się na nowo żyć i mieszkać samemu. I coraz bardziej mi się to podoba. Choć czasami poczucie pustki i samotności bywa przytłaczające. No ale nie od razu Rzym zbudowano, prawda?
       
      Generalnie – trochę wieje nudą, co nie?
       
      Kim byłem?
       
      Powiedzieć „białym rycerzem” to zbyt subtelne...
      Wychowywałem się w rozbitej rodzinie. Jako wynik wpadki rodziców na studiach. Zgodnie z poprawnością polityczną – wychowywałem się u boku matki i babci (matki matki). Relacje z ojcem i dziadkiem (ojcem ojca) zacząłem realnie nawiązywać pod koniec podstawówki jako nastolatek. Ale wiadomo, że to już nigdy nie będzie typowa relacja ojciec-syn. Dla mnie ojciec pozostaje swego rodzaju wujkiem.
       
      Oczywiście od małego słuchałem o tym, jaki ojciec jest parszywy, byłem do niego cały czas negatywnie nastawiany przez mamusię i matkę mamusi na zmianę.
      Rodzina nauczycieli (i matka i ojciec i dziadek od strony ojca i babcia od strony ojca). Ja się wyłamałem z tego schematu studiami na Politechnice.
       
      Mała rada dla Was, Bracia, czytający to – wystrzegajcie się samic-nauczycielek. To jest tak jak w przypadku kobiet-psycholożek. Popierdolenie totalne plus poczucie kobiety, że zjadła wszystkie rozumy świata i wszystko najlepiej wie, bo jest pani magister pedagog, pożal się Boże. Zajebać to mało. Aby było bardziej elegancko – zmniejszyć dopływ tlenu.
       
      Dorastałem zatem wg wzorców kreowanych przez kobiety. Jako „biały rycerz” level hard.
      Pierwsza miłość w liceum. Emocjonalna sraczka. Potem parada kolejnych dup, w których usiłowałem znaleźć wsparcie, czułość. Miłość. Kurwa, coraz trudniej te słowa przechodzą mi przez gardło (klawiaturę)...
      Generalnie w relacjach damsko-męskich popełniałem wszystkie możliwe błędy, o których tak często wspomina Marek. Byłem na każde zawołanie, usłużny, milutki, pomocny... Ale chyba instynktownie w pewnym momencie zauważyłem, że nie ma miłości za cenę samego siebie.
       
      Ostatni 7-letni związek właściwie od samego początku był skazany na niepowodzenie. Rozpoczęty z mojego strachu przed samotnością... 7 lat – kawał życia. Ale lektura tego forum pozwoliła mi definitywnie się otrząsnąć z matrixa, w którym przez całe swoje życie żyłem. Nie wspominam już o moim znikomym poziomie samooceny, stertach kompleksów, etc. Bo to chyba jest dla Was oczywiste.
       
      Przerwałem to. I to mnie napawa dumą.
       
      Zacząłem używać łba. Uczę się.
       
      Od kwietnia wziąłem się za siebie. Ponad 20 zgubionych kilogramów nadwagi. Wymieniam garderobę siłą rzeczy. Ale dla siebie, nie dla kobiet. Coraz lepiej czuję się w swojej skórze i patrząc w swoje odbicie w lustrze.
      Kombinuję nad własnym biznesem. Przymierzam się do realizowania tych marzeń, które omijałem całe życie albo po prostu nie wierzyłem, że jestem w stanie je spełnić...
       
      32 lata życia przeleciało mi przez palce w pierdolonym matrixie usługiwania i nadskakiwania kobietom. Dość. Nie zmierzam ani miesiąca więcej stracić.
       
      Życie ludzkie jest krótkie. Zbyt krótkie.
      Nie warto...
       
      Wielu zapewne powie, że historia jakich wiele. Nic specjalnego.
      Ale ja mam nadzieję, że komuś nowemu w naszych progach pomoże, gdy to przeczyta. Może znajdzie w tym jakieś odzwierciedlenie własnego życia. Może go zainspiruje, popchnie ku działaniu, ku zmianom.
       
      Tak jak mi to pomogło. I za to Wam wszystkim dziękuję.
      A przede wszystkim dziękuję Markowi.
       
      Stary... szanuję Cię, podziwiam i doceniam Twoją pracę i Twój wysiłek, który wkładasz w to wszystko.
       
      P.S. do Marka
      Czytając „Co z tymi kobietami” natrafiłem na informację, że pisząc tą książkę, miałeś 32 lata... Jakoś tak zrobiło mi się błogo
    • Przez Zenek
      http://samotny123.blog.onet.pl/2009/04/27/o-czym-90-katolikow-nie-wie-krotka-historia-kosciola/
      Skrótowa historia ważnych wydarzeń i działań tej organizacji.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.