Content: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Background: Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Pattern: Blank Waves Notes Sharp Wood Rockface Leather Honey Vertical Triangles

33 postów w tym temacie

9 minut temu, Dobi napisał:

Nie mam w swoim otoczeniu kobiet, które są zdesperowane i szukają faceta na siłę.

 

Ja mam. Dwie ładne (no powiedzmy że ładne), jedna fatalna (ta najbardziej szuka). Każda z dzieckiem (może tu jest przyczyna). I nici z tego szukania ich. Panie 35+.

Co innego LAT, co innego weekendowe bzykanko ... ale na stałe? Ostatnio kumpeli jednej z tych pań powiedziałem, że nie znajdzie nikogo na tzw. stałe to się obraziła :lol:.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja takim "wolnym" kobietom zawsze mówię, aby kupiły sobie kota.

Chlanie w knajpach do upadłego co weekend już jest, więc tylko kota im brakuje. Wtedy będą singielkami pełną gębą ;)

 

Te w miarę normalne same się z tego śmieją. Pozostałe zaczynają się denerwować, a ja wtedy oddalam się od nich i nie słucham ich gadania - niech myślą nad tym, co powiedziałem ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A ja lubię gdy w knajpie powiem wylakierowanej damulce z cyckami wyżej niż głowa - tej tzw. "wykształconej z wielkich ośrodków" z obowiązkowym iphonem w torebce, że najbardziej cenię i podziwiam atrakcyjne kobiety, które potrafią dbać o ciepło rodzinne :rolleyes:. Po parsknięciu śmiechem panie po chwili milkną a potem już ze mną nie gadają :lol:

 

A to co im mówię to takie trochę ... żarty podszyte prawdą :P

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A dodam jeszcze, że oczywiście w tym samym miejscu na onecie - tyle, że w drugi dzień pojawił się art. o 2 bardzo przedsiębiorczych kobietach, które odniosły niebywały sukces na butach. Jaki jest przekaz? Jak Ci źle z facetem, to odejdź. Nie, nie pracuj nad sobą, nie szukaj winy w sobie albo mamusi, bo to na pewno on. Odejdź. Wszyscy Cię zrozumieją. Oczywiście wtedy, jako osoba samotna, bez ograniczeń męskich, masz dopiero szansę odnieść sukces. Oczywiście w branży na której się znasz: buty, torebki, kosmetyki, itd. A jeżeli nie chcesz pchać się w tego rodzaju interesy, to możesz sobie kupić te buty od tych silnych i mądrych kobiet - utożsamiając się z Nimi. Czyli co? Panie są takie samotne i nieszczęśliwe, więc kupią sobie torebkę od szczęśliwych kobiet. Ja to tak rozumiem.

 

@Dobi jednej, pięknej dziewczynie jak powiedziałem, że picie tydzień w tydzień, do upadłego, na imprezach, niszczy jej komórki jajowe i najprawdopodobniej jeżeli urodzi zdrowe dziecko, to nie będzie tak zdolne jak inne, to myślałem, że mnie zabije:) ps. była trzeźwa;)

 

@Normalny ja swój przekaz ukrywam pod słowami, że: brakuje mi kobiecości, że nie lubię kiedy kobieta jest męska, bo kolegów i przyjaciół to ja mam na pęczki, a brakuje mi prawdziwych kobiet. Jeszcze nie zdarzyła mi się po tym jakaś niefajna reakcja, bo to w sumie prawda:)

Edytowane przez Miner

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Takich tekstów jest wiele :)

Laskom "przy kości" zawsze mówię, że dla mnie nie liczy się wygląd i najważniejsze jest wnętrze.... a one mają bardzo dużo wnętrza :D Fajne się uśmiechną, bucowate - obrażą.
Czasami mówię, że szukam tylko pięknej i bogatej kobiety, która będzie mnie utrzymywać. Jestem za równouprawnieniem i skoro kobiety oczekują tego samego od mężczyzn, to ja też mogę - zawsze się obrażają, bo jak to tak? Kobieta miałaby utrzymywać mężczyznę? :D

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
21 hours ago, Miner said:

 

@Normalny ja swój przekaz ukrywam pod słowami, że: brakuje mi kobiecości, że nie lubię kiedy kobieta jest męska, bo kolegów i przyjaciół to ja mam na pęczki, a brakuje mi prawdziwych kobiet. Jeszcze nie zdarzyła mi się po tym jakaś niefajna reakcja, bo to w sumie prawda:)

 

Bo kobiety są próżne. Wszystkie. No i nie lubią by im wprost słodzić. Jak ją zaczepisz inaczej to ją zaintrygujesz, to sobie pomyśli - oo jakiś inny facet, niż ci wszyscy co się na mój widok ślinią... i wtedy zaczynasz relację.

Poza tym jak ją zdenerwujesz po tym jak ją rozbawisz wcześniej, to będzie ciągnęła do ciebie. Ona musi czuć że ty jesteś silny, że nie tylko uroda Cię ciągnie... choć wcale nie musi to być prawda - zależy od Twoich intencji. Ale każda chciałaby by było coś więcej, coś inaczej... jak w tej książce - wyróżniaj się lub zgiń. 

 

Ja ostatnio podrywałem laski które mówiły że nie zgadzają się na ONS, mówiłem im że sorry, ale nie spotkam się z nią, bo wygląda jakby tylko jej na seksie zależało... i co ? większość zaczynała rozmowę, bo chciała temu zaprzeczyć... a w gruncie rzeczy, każda chciałaby być bzyknięta na 1-szej randce,... dlatego że wie, że jak nie da dupy od razu, to ja sobie gdzieś pójdę indziej. Ot stąd ta próżność (od której zacząłem) i myślenie zasobami przez kobiety... proste, na prawdę to jest tak proste... że aż czzasem się nie chce.. każda tak samo ma.

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W pewnym wieku powyżej 35 nie ma czasu na podchody. 

Każdy wie na czym stoi i na czym polegają relacje. I dlatego panie są chętne na numerek - bez konwenansów. Im też się chce. Chcą czegoś innego. Układ LAT czy FF? - no problem.

Byle się nie wydało. 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kiedyś myślałem, że z kobietą trzeba być jakiś czas, aby spędzić noc w łóżku.

Po rozwodzie zrozumiałem, w jakim byłem błędzie.

One chcą tego samego, co my. One także mają potrzeby. Często nawet większe od naszych. Hamuje je jedynie wizja utraty w społeczeństwie opinii "kobiety niedostępnej".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Dodaj nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez RedBull1973
      Wczoraj spotkała mnie ciekawa i bardzo pouczająca sytuacja...
      Zrobiłem u siebie Andrzejki na około 10 osób, jako że mam duże mieszkanie i b. dobrze gotuję, nie chwaląc się :-)
      Przygotowałem wszystko na tip-top: masę pysznego jedzenie, napoje, energetyki :-), muzykę i sprzęt nagłaśniający, łącznie z gramofonem i winylami...
      Alkohol każdy przyniósł swój (czysta biała wódka, tak jak kazałem:-))  , więc wystarczyło spokojnie i "procentów"...
      Wszystko super, przyszli fajni ludzie, wszystko znajomi mojej loszki LAT.....impreza wyszła zacna, wiadomo :-)
      Plan od początku był taki, że potem, około 23:00 jedziemy do lokalu na dyskotekę, gdzie grają muzykę lat 80-tych.
      Jedna z koleżanek miała akurat urodziny, więc miała opłacić lożę i alkohol w lokalu.
       
      Mamy już wyjeżdżać do lokalu, mówię do swojej LAT'ki: słuchaj, ja mam tylko 60 zł, coś mi się popierdoliło z kasą (naprawdę byłem przekonany, że mam przynajmniej 200 zł, bo zawsze staram się tyle mieć minimum w portfelu)
      Puściła to mimo uszu.
      Myślę sobie - OK, jestem już dobrze wstawiony, więc dużo już nie będę pił, i jakoś dam radę z tymi 60 zł , tym bardziej że będzie jeszcze urodzinowa wódka postawiona.
      Poza tym, nieraz wpuszczali nas tam za darmo, jako stałych klientów :-) , bo nie przesadzając, chodzimy ta minimum 2-3 razy w miesiącu , już od dwóch lat...
       
      Dobra, wchodzimy do lokalu, oczywiście tym razem nie ma wjazdu za free, bo to Andrzejki, w chuj ludzi, i wjazd 25 zł od osoby.
      Odruchowo zapłaciłem za siebie i za nią...
      Tu muszę wyjaśnić, że pozostało mi to z czasów białorycerstwa - zawsze płaciłem za nią, wszędzie i wszystko!
      Raz, że dla mnie to naprawdę nie stanowiło żadnego obciążenia, a dwa, że "ona taka biedna", a ja "bogaty", więc ja nic nie odczuję, i "nie zbiednieję"...
      No cóż, człowiek uczy się całe życie, a kilkudziesięcioletnie, białorycerskie nawyki bardzo ciężko wykorzenić...
      Poza tym, ona często obsypywała mnie prezentami, na przykład dość drogimi książkami, jakich nawet ja sam bym sobie nie kupił, ze względu na wrodzone skąpstwo co do zakupów...:-)
      Więc odrzucałem myśl, że ona jest ze mną tylko dla korzyści materialnych.
       
      Dobra, weszliśmy, od razu jakieś tańce, no ale zaraz towarzystwo obsiadło bar.
      Myślę sobie - kurwa, miała być loża, alkohol urodzinowy,  a ja sam, jak ta ostatnia pizda zostałem, z 10 zł w kieszeni...
      Moja LAT'ka już przy barze, z tą koleżanką od urodzin, piją sobie drineczki...No kurwa!
      Mówię do swojej LATki - pożycz mi trochę kasy, bo naprawdę nic nie mam, zresztą mówiłem Ci przed wyjściem , jeszcze w domu...
      Ona: "Myślałam, że żartujesz...Przecież ZAWSZE masz!"
      Ja: nie kurwa , nie żartuję, nie mam! Kup mi chociaż wodę, bo nie będę jak ta pizda o suchym pysku siedział...
      Ona: ale ja też nie mam kasy...
      No kurwa! Wiem, że zawsze coś tam ma, a poza tym, niech kurwa pożyczy od którejś koleżanki, jeśli naprawdę akurat nie ma...
      I jeszcze z pyskiem do mnie , żebym nie robił siary i "nie przeklinał przy jej koleżankach" !
      Zagotowałem się!
       
      Wkurwa dostałem maksymalnego, naprawdę...dym zrobiłem taki, że ta koleżanka czym prędzej zamówiła flaszkę, specjalnie dla mnie...:-)
      Uspokoiłem się , ale niesmak pozostał. Straszny.
      OK, dobra muzyka, zabawa, towarzystwo - bawiliśmy się do samego końca, czyli do 5-tej.
       
      =========================================================================================
      SEDNO OPOWIEŚCI :
       
      Z rana, to znaczy około południa :-), przypomniałem sobie całe to zdarzenie z kasą.
      Poszedłem do drugiego pokoju, aby podrzeć swój testament, w którym przepisywałem wszystko swojej LAT'ce, w razie gdyby coś mi się stało.
      Przepisałem jej, żeby przypadkiem mojej Ex coś się nie dostało, poprzez synów...
       
      Ona: Kochanie coś się stało, co tak hałasujesz tam ?
      Ja: tak, stało się, WCZORAJ bardzo DUŻO się stało....W związku z wczorajszymi wydarzeniami, od teraz każdy będzie płacił za siebie sam !
      Ona: O co Ci chodzi, przecież wiesz że ja jestem samotną matką (!!!)  i nie zarabiam milionów...
      Ja: A co mnie to obchodzi, a poza tym, dlaczego to ja mam zawsze płacić za wszystko ? Raz zabrakło mi kasy i co ? Powtarzam, od tej pory każdy będzie płacił za siebie!
      Ona: Oooo, to widzę że ta nasza znajomość chyba się zakończy...
      (!!!)
      Ja: Oczywiście , że tak!
       
       
      Heh, czaicie... ? :-)
      Ponad dwa lata "lofciania",  niby wielka miłość z jej strony, ciągle tylko jak to ona mnie kocha, ciągle tylko seks albo przytulanie jej w głowie, a tu co... ?
      Jedno moje stanowcze oświadczenie ,że nie będzie już miała frajera do płacenia, i ....momentalnie w tył zwrot!
      Tyle jest warta "miłość" kobiety...
       
      Poszła jeszcze do kuchni posprzątać po imprezie, a ja położyłem się spać.
      Wstałem , to już jej nie było :-)
       
      I bardzo dobrze. Pokazała, ile warta jest jej ta "miłość"...Tu przypomniało mi się nadzwyczaj trafne zdanie bossa Marka, że NIKT nie kocha bezinteresownie.
      A kobiety szczególnie kochają kasę, już nawet nie jakieś tam cechy czy zachowania samca Alfa, tylko po prostu - czystą, prozaiczną KASĘ....!
       
       
      To tak gwoli przypomnienia wszystkim braciom, gdyby się przypadkiem któremuś ubzdurało, że tak nie jest i JEGO loszka kocha go za CHARAKTER :-)
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
    • Przez Tamten Pan
      Wczoraj oglądałem kilka filmów na youtube nagranych przez ekspatów z UK/USA żyjących na stałe na Filipinach i w Tajlandii.
      Trochę pomieszało mi się po tym w głowie.

      Jeden facet na przykład mówił, że był kilkukrotnie żonaty w UK i chuja to wszystko warte, bo zachodnie kobiety patrzą tylko na pieniądze i wygląd, są niewierne, niewdzięczne, manipulują, traktują faceta jak dojną krowę - itd. Czyli generalnie potwierdzenie tego, o czym dyskutujemy na forum.
       
      Mówił, że na Filipinach poznał sobie żonę, założył rodzinę i wszystko wygląda tu inaczej, po raz pierwszy jest naprawdę szczęśliwy z kobietą. Wszystko wygląda u niego tak, jak wyglądało w Europie przed westernizacją, ruchem feministycznym, lewactwem itd. kiedy wszystko było "Po Bożemu".
       
      Czyli: małżeństwo to układ na całe życie i takie sformułowania jak rozwód nie wchodzą w grę. Jak się coś spierdoli, to się to naprawia. Nie ma kłótni o pieniądze, bo bieda w większości krajów Azjatyckich i ich podejście do życia (np. filozofia Buddyzmu, Szintoizmu, Taoizmu itd), spowodowała, że ludzie nauczyli się cieszyć prostym, skromnym życiem. Większość kobiet (na Filipinach) to podobno "dobre katoliczki" i nie marzą raczej o butach, torebkach i srajfonach, tylko o rodzinie, dzieciach i domu. Dzięki temu nie występuje pojebana hipergamia, kobiety trzymają się swoich facetów i dbają o nich.
      Ludzie nie kłócą się o pieniądze, bo układ jest taki, że to facet zarabia pieniądze i utrzymuje rodzinę, a kobieta jest wierna, czuła, dba o faceta i dzieci, gotuje, sprząta, pierze, prasuje, krochmali, daje dupci, robi masaż i jeszcze do tego głaszcze po jajkach. Czyli tradycyjny układ ról kobieta-mężczyzna. Dzięki temu mężczyzna może skupic się na byciu mężczyzną, zarabianiu, dbaniu o rodzinę, zapewnianiu jej zasobów, a kobieta nie musi udawać wyzwolonej kobiety sukcesu, nie musi zapierdzielać 6 dni w tygodniu w ryjącym psychikę korpo, skąd później wraca znerwicowana i często nie ma już ochoty na seks, może zająć się domem (ale NAPRAWDĘ zająć domem, nie w chuja lecieć), dziećmi, itd, dzieci mają zawsze opiekę i kontrolę.
       
      Facet poruszał też temat tego, że w Azji podstawową komórką społeczną jest dalej rodzina i jedność, dlatego Azja rośnie coraz bardziej w siłę, a na Zachodzie podstawą społęczną stałą się jednostka (jednostka dba tylko o siebie i ma wszystko w dupie), dlatego Europa stoi w miejscu ekonomicznie, ludzie dostają depresji, popełniają samobójstwa albo ćpają psychotropy, faceci rezygnują z kobiet, kobiety stają się niekobiece, faceci zniewieściali, a nawet w "wolnym" USA przez ostatnie lata rządziło agresywne lewactwo.
       
      I zaczałem się zastanawiać:
      O co nam, jako grupie facetów tak naprawdę chodzi?
      Mamy jakiś "idealny cel" jako ogół jeśli chodzi o życie damsko-męskie?
      Jakąś szerszą wizję społeczną, coś więcej niż "ja, moje, zasoby, zasoby, SMV, ruchanie, piniondz, moje, moje, wincyj, zasoby, mięśnie, ubrania, zegarki, SMV w górę, czubek mojego nosa"?
       
      Ogólnie można uznać, że jako grupa potępiamy kobiety za kurestwo, puszczanie się, zdradzanie, manipulowanie facetami, księżniczkowatość i ogólny burdel w głowach.
      Wielu z Was również odnosi się do tego, że "kiedyś było lepiej", bo kobiety były bardziej represjonowane społecznie i nie było przyzwolenia na kurewstwo, ale były też dużo bardziej kobiece, wiedziały czego chcą, znały swoje miejsce. Czyli tak jak ma to w dalszym ciągu miejsce w wielu krajach w Azji.
       
      A zatem - czy to jest właśnie to, czego chcemy? Tradycyjnego modelu rodziny, gdzie kobieta jest kobietą, facet jest facetem każdy zna swoje miejsce i wszystko jest poukładane? Dzieci mających tatę i mamę, gdzie tata uczy męskości a mama kobiecości, normalną kochającą się rodzinę będącą ze sobą blisko? Znam niewiele takich rodzin i powiem wam że dziewczyny z takich rodzin prawie zawsze są świetnymi osobami. Faceci także. Poukładanie, porządek, brak problemów emocjonalnych. Ale nie jest tak, że często je odrzucamy, bo "chcą nas wciągnąć w matriksa"? (rodzinę, dzieci, wspólne mieszkanie?).
       
      Jeśli tego chcemy, takie są nasze postulaty, to czemu krytykujemy tak często taki model życia i mówimy o nim, że jest to matrix, dlaczego jedziemy na kobiety, że tego chcą i na to cisną? Przecież to ich naturalna rola biologiczna. Odrzucając ją, sami tak naprawdę w dużej mierze generujemy to kurestwo i robienie z cipy bramy przelotowej. 
       
      Czy mamy na myśli to, że matriksem ten model owszem jest, ale tylko w zachodnim społeczeństwie, gdzie kobiety w małżeństwie doją facetów (tak jak system prawny) i chcą uzyskać jak najwięcej za jak najmniej wkładu ze swojej strony?
      Czyli że model dobry, ale wprowadzenie go w życie prawie niemożliwe w obecnych czasach?
       
      Czy też może WSZYSTKIE KOBIETY na CAŁYM ŚWIECIE są zjebane i chuj, koniec, kaplica, zostaje tylko walenie konia, chodzenie na kurwy, zaliczanie karynek, przelotne związki i rozbite rodziny?
       
      Piszemy o tym jak często w widoczny sposób pojebane są kobiety i faceci z niepełnych rodzin, a z drugiej strony piszemy o tym, że "nie jest potrzebna rodzina, żeby mieć dziecko", że można mieszkać osobno, spotykać się z matką tylko na dymańsko, widzieć dziecko raz na jakiś czas, albo przywłaszczyć je sobie i widywać się z matką raz na jakiś czas...? Gdzie tu sens i spójność?
      Piszemy o tym, że muzułmanie rozmnażają się króliki i przejmują świat, a sami skupiamy się raczej na samotnym życiu, byciu wiecznym singlem albo używaniem kobiety tylko jako inkubatora, który ma urodzic syna/córkę i później wypierdalać z naszego życia.
       
      Czy to nie jest puste życie? W wieku 50 lat dalej uganiać się za "dupeczkami", nabijać sobie licznik, imprezować, skupiać się na sobie, na swoich mięśniach, swoich zasobach, swoich pieniądzach, moje, moje, moje, wartość, wartość, pieniądze, mięśnie, zaliczanie, seks, imprezy, rozwiązłość, wiency, wiency, wiency, wincyj?
      Czy to ma jakiś głębszy sens na dłuższą metę? Czy taka pogoń za hajsem, dupami i tym całym dziadostwem to nie jest właśnie matriks w całej okazałości, bycie pierdolonym wiecznym konsumentem, życie tylko dla siebie, trzymanie swojej mordy wiecznie lepionej w lustro?
       
      Pytam, bo autentycznie nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Zagubiony jestem. Mam 26 lat i zgubiłem wiarę w większość ważniejszych rzeczy w życiu - straciłęm wiarę w miłość, ale nie wierzę w życie bez miłości. Straciłem wiarę w rodzinę, ale nie widzę za bardzo sensu bycia wiecznym singlem. Straciłem wiarę w religię, ale życia z przekonaniami w 100% ateisycznymi jest dosyć jałowe i raczej, kurwa, smutne, nawet gdyby żyć jak Dan Blizerian. Albo może nawet szczególnie wtedy.
       
      Kolejna sprawa: jedziemy laski za rozwiązłość, rodeo na kutasach itd, a sami chcemy przeważnie jak najwięcej/najlepiej zaliczać, raczej z tego co czytam, to większości z nas nie interesuje nas rodzina.
      Więc o co tak naprawdę chodzi?
      Wybawić się ile można, a później w starszym wieku zakładać rodzinę z młodszą kobietą? Nie ulegać jej manipulacjom i wszystko będzie dobrze?
       
      Wierzymy w to, że Ukrainki, Azjatki albo jakieś tam inne Marsjanki są lepsze, mniej zepsute, bardziej wierne, kochające, że można z nimi coś stworzyć?
      Jest sens coś z nimi tworzyć?
      Dokąd chcemy, zeby zmierzał ten świat? 
       
       
      Rozmawiałem dzisiaj o kobietach w UK z kumplem Anglikiem (chłopak mojej kumpeli, też pojebana laska, ale chyba jeszcze o tym nie wie) - mówił, że tam jest totalna kaplica i jemu ani jemu kolegom też nie chce się tam obcować z kobietami. Powód: patrzą tylko na pieniądze i mimo że on je ma (ma spory biznes i jest z dobrego domu), to są puste, puszczalskie i po prostu chamskie ("rude beyond description for no reason"). Mówi, że w Polsce jest o wiele lepiej i to już jego druga Polka.
       
      A tutaj filmik o którym mówiłem:
       W innych filmikach też porusza te tematy.
      Ogólnie na youtube jest od groma gości którzy po kilku nieudanych związkach z zachodnimi kobietami spierdolili do Azji i mówią, że to była najlepsza decyzja w ich życiu.
       
      Ja osobiście chciałbym wierzyć, że w innych krajach jest lepiej i że można założyć z kochającą kobietą normalną, zdrową rodzinę. Jak "kiedyś".
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
    • Przez Le velieur silencieux
      Szybki rachunek. za i przeciw. Neurotyczka z dionizyjskim charakterem

      Za:
      Sex, kiedy chcesz i jak chcesz. Uległa, czuła i oddana. Tu ideał!
      Bywa spontaniczna. Nie ma nudy.
      Wykształcona. Z ogromną wiedzą i pasją.
      Potrafi zadbać o relację i stworzyć nastrój.

      Przeciw:
      Egocentryczka.
      Problemy w relacji z rodzicami i rodziną.
      Wśród jej znajomych nie istniejesz. Solo imprezy itd.
      Tak jak na np. na FB ma byłych, ale ciebie nie. Chroni swoją prywatność czyli Ciebie. Ciekawe :-)
      Ciągłe stękanie na kasę (chyba wiemy, o co chodzi).

      Konkluzja:
      Zapewniam. Mocne doznania. Jeśli na jakiś czas 'przeciw' nie przeszkadza i nie odwali Wam korba, to macie gwarantowaną jazdę na full. Zapomnijcie o czymkolwiek więcej, choć będzie prowokować. Oczywiście można
      wyznawać do woli dla tzw.jaj czy świętego spokoju. Niech usłyszy co chce   Tak czy inaczej muszę solidnie przemyśleć dlaczego raz spotykam się z księżniczką, a raz z odpierdoloną w kosmos uległą suczą. Nie trafiam w środek tylko w  same skrajności.
      Chuj nie snajper
       
      Realia:
      Kim i czym jest 70-80% kobiet to już wiemy. Nie ma w czym przebierać. Chyba, że ktoś desperacko zdecyduje się na lumpex
       
      Potrzeby:
      Czy chodzi o to, żeby plusy nie przysłoniły minusów? Bilans zysków i strat? To chyba za proste. Jak nie spojrzeć dupa z tyłu.
    • Przez TheWolf
      Witam
       
      Temat ogarniam od ponad miesiąca. Przeczytałem Kobietopedie, Stosunkow Dobry, forum prawie całe.
       
      Wychodznie z Matrixa to dla mnie zbawienie, a jednocześnie boli bardzo, bo białym rycerzem to chyba od zawsze byłem  
       
      Głównym wątkiem który mnie interesuje w tym temacie to tzw karmienie kobiet emocjami. Niektórzy bracia piszą, że karmią samice emocjami bedąc w związkach. Jak to się robi? Kurder stary jestem ale jak mi łopatologicznie nie wytłumaczycie to chyba nie zrozumiem.... Najlepiej jakieś przykłady z życia.
    • Przez Arkadiusz
      Mam trochę małe doświadczenie życiowe w temacie związków i szczerze mówiąc nie wiem jaką decyzję podjąć, bo nie wiem co będzie dla mnie dobre na dłuższą metę. Dlatego piszę tutaj, może akurat usłyszę jakąś dobrą radę bo wiem że tu sporo mądrych ludzi siedzi
      Mam 26 lat, moja kobieta 24. Jestem w związku od 3 lat. Kiedyś był to związek prawie na odległość, bo ona mieszkała w Gdyni a ja w Gdańsku, ale teraz żyjemy już blisko siebie (chociaż nie w jednym mieszkaniu). Mój związek jest naprawdę bardzo fajny, kłócimy się bardzo rzadko. Naczytałem się wielu tematów i blogów w internecie to jako tako potrafię ocenić i wiem, że z Kasią tworzymy normalny związek. Bez manipulacji, głupich fochów, wykorzystywania. Spotykamy się często, rozumiemy się dobrze. Ona jest bardzo odpowiedzialna i ma poukładane w głowie, jestem pewien że byłaby dobrą matką i żoną. Brzmi fajnie, no nie? No, ale...
       
      Od dłuższego czasu już myślę czy nie warto by było zakończyć ten związek. Mam kilka argumentów które zaraz przedstawię, ale nie wiem czy są one wystarczające. Aktualnie mam dylemat między 2 postawami: "nad czym się zastanawiasz, przeciez tyle czytales o toksycznych związkach a z nią jest tak dobrze, nie tak łatwo stworzyć udany związek z miłością w tle", a druga to "nie ma sensu tego ciągnąć", co dotyczy argumentów poniżej.
      - to mój pierwszy związek taki na poważnie i czuję, co tu dużo mówić, że nie wybawiłem się jeszcze wystarczająco, a wokół tyle pięknych dziewczyn chodzi
      - ona już nieraz dawała mi do zrozumienia, że chciałaby mieć już obrączkę na palcu. A ja nie jestem na to gotowy, w ogóle nie chciałbym przed trzydziestką takich poważnych kroków podejmować. A zdaję sobie sprawę że ją "ciśnie macica" i zbliża sie do takiego wieku w ktorym by juz chciala miec dzieci
      - tak się ułożyło, że już wiem że ja będę zarabiał przynajmniej kilka razy więcej niż ona w przyszłości (studia techniczne), a ktoś starszy mi kiedyś powiedział, że warto sobie znaleźć żonę do której nie trzeba dużo dokładać
      - tak naprawdę to nie mamy wspólnych zainteresowań (albo inaczej, ja się interesuję raczej wieloma tematami z różnych dziedzin, a ona trochę 'mniejszą ilością' i jak rozmawiamy to raczej o sprawach 'bieżących')
      - nie jestem pewny czy ją kocham (ale może tak)
       
      Teraz jest niby wszystko super, chodzimy sobie na romantyczne spacery nad morze, dobrze czuję się w jej towarzystwie itp. - i jak pomyślę o tym ile płaczu i żalu byłoby z jej strony gdybym się jednak zdecydował, to mnie aż coś boli w środku. No i nie wiem czy nie będzie tak, że wyjdzie mi to na gorsze i będę pół życia żałował że to zrobiłem
       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.