Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
catwoman

Wychowanie córek...

48 postów w tym temacie

26 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

Z obrazu jaki się wyłania, to w twojej rodzinie Tata zapierd..........ł na was, a Wujek zastępował ci Ojca.

Być może nawet nie wiesz, że w porozumieniu z twoim własnym Tatą - to moje przypuszczenia.

SH.

 

Jeszcze taka myśl mnie naszła... oczywiście, ojciec na nas zapierd...ł, o tym wiem i nie podważam. Staram się to doceniać, ale przez te złe wspomnienia o których pisałam, ciężko mi być wdzięczną tak jak pewnie powinnam. Oczywiście, dla niektórych tutaj to wyimaginowane krzywdy itp., nie mniej we mnie to siedzi. W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, catwoman napisał:

W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

 

Dam ci krótką odpowiedź:

1.Zostaje i pracuję w kraju za 2 500, może 4 000 zł netto i to często wypłacane w ratach i do tego niepewne = klepanie biedy.

2. Wyjeżdżam za granice, charując po 11 -12 godz, dziennie za 10 -12 tyś. miesięcznie + inne benefity, aby zapewnić rodzinie i dzieciom godny byt.

 

Którą wersję męża byś wolała ?

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

SH.

     

Edytowane przez SledgeHammer

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak powiem, że pierwszą (ale z opcją pewnych 4.000 ;) przy jednym dziecku ), to i tak mi nie uwierzysz ;) Przy opcji 2.500 to faktycznie nieciekawie. Szczerze to sobie nie wyobrażam męża pracującego za granicą, choć wiem, że czasami sytuacja do tego zmusza. Z drugiej strony nasza córka nie generuje póki co dużych kosztów - nie ma jeszcze roku i póki co jest jedynaczką. Domyślam się, że większe wydatki jeszcze przed nami i wtedy to się może zmienić. W tej chwili mąż zarabia na poziomie ok. 4.000-5.000, do tego moje zarobki i szczerze mówiąc, nie uważam żebyśmy klepali biedę, mam wszystko czego potrzebuję.

 

2 godziny temu, SledgeHammer napisał:

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

     

 

No właśnie. Tylko o ile w przypadku ojca pracującego za granicą ciężko mieć o to pretensje, o tyle do tego który był na miejscu można mieć żal. Mój tata wyprowadził się 10km od nas. Nie dlatego, że musiał, tylko dlatego, że chciał. Chciał mieszkać sam. I owszem do "domu" przyjeżdżał, ale wówczas raczej grzebał coś przy aucie, pogadał z matką, coś tam do nas zajrzał, ale jakość tego czasu w mojej opinii nie była najwyższa. Swojego wujka widywałam może przez 3-4 godziny tygodniowo a wychowawczo zrobił o wiele lepszą robotę niż mój ojciec. Niestety. Ojciec na wigilie też raz przyjeżdżał, raz nie - chociaż formalnie rodzice małżeństwem jeszcze byli i gadali ze sobą w miarę normalnie. Po prostu "on nie lubi świąt" i nie będzie przyjeżdżał.

Dzisiaj np. jest już międy nami OK, ale też musiałam się go prosić, żeby na chrzest wnuczki przyszedł. Powód? Bo matka będzie. W zasadzie to jeszcze w dniu chrzcin mówił, że on nigdzie nie idzie. A to jest dla mnie ważna chwila. Domyślam się, że część z Was już ma w głowie wizje jaka to ta matka zła była (piętno ideału na niej nie ciążyło, podobnie jak na nikim z nas), ale uważam, że w pewnych sytuacjach trzeba się jakoś zachować. Na moje wesele też twierdził, że nie przyjdzie, chociaż chciałam żeby poprowadził mnie do ołtarza. Koniec końców przyszedł. Od czasu chrzcin uznałam, że zapraszać na imprezy rodzinne (głównie urodziny wnuczki) będę go raz. Bez proszenia się, nie będzie chciał to nie przyjdzie.

Zanim zaczniecie go bronić zastanówcie się, czy zachowalibyście się tak w stosunku do własnych dzieci.

 

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, catwoman napisał:

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

 

No cóż, przynajmniej nie ma wątpliwości, czy czasem facetem nie jestem ;)

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

No tak ponioslo kolezanke:))) Duzo zalu w Tobie Catwoman, stad ten wywod:) czas sie z tego uwolnic..

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gdybym miał córkę to wpoiłbym jej przekonanie o ograniczoności grania kobiecością. Kobieta żyjąc średnio dłużej od mężczyzny ma kilkanascie może 20 lat na wykorzystanie sex-appealu. Wychodzi tylko 1/5, czy 1/4 jej życia.

Dziewczynkom, najpóźniej nastolatkom powinno się o tym przypominać tak jak chłopcom chcącym zostać sportowcami, że muszą mieć plan B dla siebie po skończeniu kariery, czyli po trzydziestce, maksymalnie czterdziestce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, catwoman napisał:

Zgadzam się - o ile autorytet ojca jest zbudowany na mądrości, sile, charakterze.

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie. Uszanuje ojca, gdy sobie zasłuży, a u kobiet

najczęściej jest to wtedy gdy kobiecie wygodnie. Jak robi tak jak ona chce. Tak właśnie córeczki wychowują ojców, żony mężów... na uległych, bo innego wyjścia nie ma by nie być wrogiem kobiety. Albo pełne poddaństwo, albo złość i przypisywanie złych cech temu mężczyźnie, który poddany nie jest.

 

7 godzin temu, catwoman napisał:

Pasem (i nie tylko pasem) od ojca po dupie dostałam nie raz, problem w tym, że moim zdaniem niesłusznie.

 

Drugie, pokazujące że nie potrafisz jednak wyjść ze swojego poczucia bycia ofiarą, a co za tym idzie okazywania wdzięczności.

 

Problem jest wtedy, gdy kobieta uważa, że w większości to ona ma rację, a negatywne zachowania w stosunku do niej zawsze są nieuzasadnione. Jest masa osób, które cały czas się czuje pokrzywdzonymi, gdy tylko nie są adorowane i wielbione. Nie przyjmują krytyki, kar, wszystko to jest za ostre dla biedaczyska i jedyne co chce to się zemścić, zamiast podziękować w końcu za wychowanie na zdyscyplinowaną, sumienną osobę, która wie co to szacunek, praca i pokora.

 

Każde zlekceważenie obowiązku, daje pole do popisu do tego by wykorzystywać kogoś kto narzucił obowiązek. Raz nie przylałeś jak dostałam "1" w szkole? To czemu teraz bijesz? Wcześniej byłeś inny. Wcześniej byłeś dobry, teraz jesteś zły. To są manipulacje i wiele ojcow/męzów/partnerów nim ulega w różnych formach, a wszystko przez robienie z siebie wiecznej ofiary i to głównie jednak u kobiet spotykane. U mężczyzn się takie zachowania eliminuje od dzieciaka, czy to w domu czy środowisku męskim. Trzeba sobie radzić, a nie oczekiwać od innych i tylko głaskania, czy nawet neutralności. Trzeba WYMAGAĆ i ekzegwować, niezależnie od humorków tego który spełnienia obowiązku uniknął.

 

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).


A to co pisał @SledgeHammer czyli brak autorytetu ojca w rodzinie, bo matka walczy z nim o rację, próbuje upokorzyć tak męża, czy dziecko - między innymi przez to, że też sie czuje cierpiąca i chce się mścić. To jest najczęstsza przyczyna porażek wychowawczych. Żona chce być w centrum uwagi, najwazniejsza, najmądrzejsza i nie ma znaczenia czy tą rację ma (bo zawsze sobie jakoś wytłumaczy, że ma), a jedyne co robi to żąda, ale tylko od innych, a nie od siebie. Emocje, emocje, emocje, a jak kobieta chce żyć wygodnie to manipulować będzie właśnie w taki sposób, choć nie wie że niszczy tak wszystkie pozytywne wartości. Stawiając siebie ponad nimi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, M.Dabrowski napisał:

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie.

 

 

Wyraziłam swoje zdanie. Uważam, że autorytet trzeba sobie wypracować, a nie przyjmować, że należy się z klucza, bo ktoś spłodził dziecko. Co do reszty Twojego wywodu, czytałeś w ogóle co pisałam o relacji z wujkiem, czy wygodniej było pominąć?

 

Cytat

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).

 

Kary fizyczne, czy kary w ogóle? Kary fizyczne moim zdaniem słuszne nie są praktycznie nigdy, jestem w stanie zrozumieć, że komuś puściły nerwy - jesteśmy tylko ludźmi, ale nie uważam, żeby to była dobra "metoda" wychowawcza. Serio nie widzisz nic pomiędzy biciem (i nie mam tu na myśli "klapsów", tylko konkretne napier*alanie w szale) a pozwalaniem na wszystko? 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znam się, więc się wypowiem ;)

 

Czasami ojciec musi wymuszać szacunek u córki. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest nastawiane przez matkę przeciwko niemu. Nie można pozwalać dziecku na wszystko. Córka musi wiedzieć, że tatę ma szanować bezwarunkowo.

 

Czesto spotykam się z brakiem szacunku że strony córki. Może nie są to jakieś drastyczne sytuacje, ale np.: ignorowanie próśb i poleceń, uderzanie po twarzy itp.

Jeśli jest nieposłuszna, to łatwo można sobie z tym poradzić. Moja córka już wie, że z tatą nie ma żartów. Często próbuje wykorzystać swoją pozycję, ale nie pozwalam jej na to.

Zdarzało się tak, że wprost szantażowała mnie: "Jak nie kupisz mi tej lalki, to nie będę do Ciebie przyjeżdżać". Trochę przykro, że dziecko wykorzystuje przeciwko ojcu metody swojej matki, ale szybko to załatwiłem:"Jak nie będziesz chciała się że mną spotykać, to trudno. Będzie mi bardzo przykro i będę za Tobą tęsknił, ale to Twoja decyzja." Zamilkła i nigdy więcej nie próbowała nawet szantażować mnie w taki sposób.

 

Czasami podczas zabawy uderza mnie w głowę, na co reaguję bardzo szybko i nie pozwalam na takie zachowanie. Dziadka lub wujka nieisi szanować, to ich sprawa. Tatę ma szanować i na pewne zachowania tatą nie pozwoli.

Nie poddaję się żadnym szantażom i córka już dobrze o tym wie.

 

Pomimo niewłaściwego zachowania matki mojej córki, ja staram się nie przedstawiać jej w złym świetle. Często mówię córce, że mama jest mądra, ładna, że córka jest do niej bardzo podobna itp. Odkąd zacząłem tak robić, córka nie mówi już nic złego o mamie. Wie, że ja tego nie oczekuję. Wiem natomiast, że matce czasami mówi o mnie różne złe rzeczy - bo matka chce to usłyszeć. To taki efekt alienacji. Niestety w tym kraju niewiele można z tym zrobić.

 

Córka wie, że może mi mówić o wszystkim.

Pomimo paru takich incydentów widac, że ma do mnie ogromne zaufanie i szacunek. Moim zdaniem opisane przeze mnie rzeczy, to tak naprawdę drobiazgi, które dają jednak jakiś obraz sytuacji.

 

Dzieci przez cały czas testują rodziców. Sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić. Wiedzą doskonale, jakie będą reakcje rodziców na konkretne sytuacje.

Ja nie mam żadnych problemów z córką. Pomimo problemów z jej matką. Nie da się jednak wychowywać dziecka przez kilka godzin w tygodniu, jednak można go czegoś nauczyć.

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi

To żeś doje.........ł.:lol:

Poczytaj posty poprzedniczki:lol:, szczególnie te pierwsze.

Qrwa brachu, wygrałeś we wrześniu, ten miesiąc należy do ciebie:D.

BTW.

Pewnie nie wiesz o co chodzi ale za jakiś czas załapiesz.

BTW2.

"Mądry i dobry z ciebie ojciec", szacunek.

SH.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi, fajnie, gratuluję takiej relacji z córką :) Życzyłabym sobie, żeby inni ojcowie mieli takie podejście jak Ty. W innych tematach pisałeś już o relacji z córką, ale trochę uważałam to za przechwałki (wybacz, ale tutaj każdy twierdzi, że jest krystaliczny i żyje w przekonaniu o własnej zajebistości), ale widzę, że jednak to co piszesz jest szczere. Ująłeś mnie (nie będę ukrywać), tym, że nie nastawiasz córki przeciwko matce, nie oczekujesz, że będzie o niej źle mówiła itp. Szkoda, że wielu rodziców (obojga płci) po rozwodach nie umie wznieść się ponad własną gorycz i rozżalenie. Szacun :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem idealny. Nigdy nie byłem i pewnie nie będę. Ciągle się uczę. Nie ma gotowej recepty na wychowanie dziecka, no każde jest inne. Rodzice mogą robić cos, co wydaje się dobre, ale po paru latach efekty mogą być dla nich zaskoczeniem.

 

Kiedyś trudno mi było powstrzymać złość na ex za to, co robi z córką i czasami zdarzało mi się powiedzieć o niej coś złego przy córce. Z czasem przestałem.

Trudno jest zaakceptować sytuację, kiedy z dnia na dzień ktoś uniemożliwia kontakt z ukochanym dzieckiem. Teraz po prostu tłumaczę to sobie tak, że to jest bardzo chory człowiek, który nie wie, co czyni.

 

Robię to, co uważam za słuszne. Nie oczekuję pochwał ani uznania. 

 

Dzisiaj moja młodzież podczas oglądania bajki zaczęła wyrzucać zabawkę, którą dostała ode mnie (u mnie ma wszystkie zabawki, które ja kupiłem - matka nie pozwala jej zabierać zabawek do taty). Prosiłem, aby tak nie robiła, jednak nie posłuchała. Powiedziałem krótko: "Jeśli wyrzucasz zabawkę, to widocznie jest Ci niepotrzebna." Spakowałem zabawkę do worka na śmieci i powiedziałem, że wyrzucę ją do kosza albo oddam innym dzieciom, jeśli będą chciały ją przyjąć. Zapytałem jeszcze, czy pozostałe zabawki, jej łóżko i inne rzeczy, które do niej należą, też mam wyrzucić, bo skoro ona tego nie szanuje, to widocznie te rzeczy nie są jej potrzebne, a mogłyby się przydać innym dzieciom....

Skończyło się rzucanie zabawkami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hej!

Mam dwie córki z ostatniego związku... Dwóch synów z przedostatniego...

Córki: 15, 10... Zagubione w dzisiejszym Świecie...

Mam jednak z córkami niezły kontakt....

Rozumiem, emocję zaczną nimi rządzić...

Jednak... Czy jest jakaś metoda, by uświadomić im, jak to jest i jakie mechanizmy nimi rządzą?

Z synami pogadam i wystarczy... Z córkami nie wiem jak się do tego zabrać...

Tak przy okazji... Czego byście chcieli dla swoich CÓREK? :-)

Macie jakieś doświdczenia?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 25.12.2016 o 15:09, rixder napisał:

Zagubione w dzisiejszym Świecie

Dlaczego tak twierdzisz? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
On 8.01.2017 at 1:43 AM, Zukko said:

Dlaczego tak twierdzisz? 

Zauważam... Klucze na szyi, na okrągło telewizor, konsola do gier... Starsza córka jakiś czas

temu walnęła mi tekst: "po co mam się uczyć, jak ludzie po studiach muszą wyjeżdżać na zmywak"...

Może nie do końca zagubione, ale na pewno bez jakiś solidnych drogowskazów...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Podobne tematy o wychowaniu dzieci już się pojawiały. Użyj wyszukiwarki
Analogiczny temat był już przerabiany. To że z Rezerwatu, nie znaczy że gorszy ;)

 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Taki tam żarcik w temacie :P 

 

0ad6f86e07e430a143a752e6e83b7681.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Skoro już tak żartujemy :P

586ff77879ca6.png

Ostatni, obiecuję :P

586d6236b3efa.jpg

Edytowane przez The Saint

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

bfc7fa91992c.jpg

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak z Was takie śmieszki drodzy Samcy to ja proponuje wychowanie na Fritzla. Rozwiązuje jednocześnie kłopot z wychowaniem córki bez złego wpływu otoczenia i obchodzi problem "bólu głowy" żony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żadna "baba" swojego babstwa raczej nie przeskoczy, a już najmniej prawdopodobne że w tzw "dzisiejszych czasach". Córek nie mam (synów też) ale obrodziło po rodzinie w dziewczyny i z kilkoma mam(y) niezły kontakt. Bywają u nas na "wakacjach" i ogólnie jakiś tam bieżący udział w ich dorastaniu mam. Szybciej do czegoś mi/nam (bo wujcio ekscentryk i ma szalone teorie) się przyznają niż rodzicom. Zresztą ogólnie przed rodzicami pielęgnują raczej własny wizerunek pod pozorami szczerości (czyli przekazują tylko część "niewygodnej" prawdy, sporo jednak ukrywając), lub w zależności od wieku - walczą ze sposobem radzenia sobie z codziennością przez rodziców, często ich negując. W każdym razie, ich rodzice nie są w stanie sprawnie w wielu przypadkach reagować, bo są przekonani (no, prawie, bo może tylko nie dopuszczają do świadomości) o pełnej wiedzy na ich temat a tak nie jest.

 

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru". 

5 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Rnext napisał:

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru".

Chyba rzeczywiście przesadziłam, ale po klatce i wyciąganiu z krzaków jakoś mi się samo narzucało. Przepraszam, jeśli ktoś się poczuł zniesmaczony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez Zukko
      Panowie, proste pytanie - wolelibyście mieć syna czy córkę? I dlaczego?
    • Przez Bojkot
      Wiele na tym forum przeczytałem deklaracji niczym z „Misia”, o tym, że w życiu się nie ożenię!

      Ale wszystko ma swoje zady i walety! W każdej sytuacji można zachować kontrolę nad swoim życiem, o ile wie się co należy, jak i kiedy robić oraz gdy ma się taką możliwość. Do młodzieży, nie myślcie, że pozostając singlem rozwiązaliście już swój główny problem.

      Mnie też, nigdy specjalnie nie ciągnęło do małżeństwa, ani nawet dzieci, nie za bardzo chciałem brać je nawet na ręce.

      We wczesnej młodości po dość jednoznacznych doświadczeniach z kobietami, głównie w związkach, stwierdziłem, że jak już, to nie wcześniej jak między 30 a 40 rokiem życia pomyślę nad tą sprawą.

      Gdy żeniłem się z moją kobietą, miałem jakieś 35 lat i „chodziliśmy” ze sobą już od około 8 lat.

      Co mnie przekonało?

      Miałem kiedyś okazję być zaproszonym na obchody  bodaj 50 rocznicy ślubu pewnej nobliwej pary. Okazało się, że para owa miała chyba 8 dzieci. Każde z tych, miało też od ok 5 do 7 dzieci (wnuki). Niektóre wnuki miały już po 2 do 3 dzieci, razem ze swoimi kobietami/ mężczyznami, rodzeństwem solenizantów (czyli tylko najbliższa rodzina) było ok 120 osób. Uderzające  było to, że utrzymywali dość bliskie prawie codzienne stosunki (mieszkali w obrębie 100 km od siebie).

      Co mnie tak ruszyło?

      Ludzie normalni, zwykli, ale ich siłą była rodzina (jak w mafii), w ramach której można było znaleźć bezinteresowną pomoc prawie w każdej dziedzinie życia. Byli lekarze (kilku specjalności), prawnicy, ekonomiści, cyrkowcy, kucharki, nauczycielki, żołnierz, policjanci, robotnicy budowlani, rolnicy, polityk, przedsiębiorcy, artyści.

      Naprawdę było czuć od tych ludzi siłę i odpowiedzialność za siebie, wszyscy dobrze się znali, widywali się, w większym składzie, co najmniej kilka razy w roku.

      Każde z dzieci solenizantów w zasadzie przejęło taki model rodziny i tworzyło swój odpowiednik.

      Co do kobiet, duża ich grupa, córki ze swoimi córkami, przygotowywały jedzenie przez jakieś dwa dni inne sprzątały, dekorowały, organizowały całe przedsięwzięcie. Wiedziały czego się od nich oczekuje i nie wyglądało na to, aby im to przeszkadzało lub się do tego zmuszały. Może poza kilkoma wyjątkami (żony synów).

      I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy, solenizanci, ludzie pod 80-tkę, ich rodzeństwo starsze i młodsze, w zasadzie bez objawów demencji (wszyscy byli ze partnerami/partnerkami!), prawie nikt nie nosił okularów, choć już nie tak żwawo, ale tańcowali w miarę możliwości i ochoty, większość jarała skręty i piła wódkę (w granicach rozsądku).

      A i sama impra nie była jakaś sztywniacka, raczej jak w piosence Kayah – Prawy do lewego

      http://www.tekstowo.pl/piosenka,kayah_i_bregovic,prawy_do_lewego.html

      I tu pytanie do tych co już po zawarciu związku są.

      Co was skłoniło do założenia rodziny?

    • Przez Miner
      Czekam na hejt damskiej części świata.

    • Przez Odlotowy
      Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych.
       
      Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/
       
      ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda.
      Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. "
       
      No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia.
       
      ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe."

      Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem"
       
      ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. "
       
      Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie.
      Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie.
      Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi.
       
      ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki.
      Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. "
       
      Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze.
       
      ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie.
      ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. "

      Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko.
       
      Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
    • Przez magistersamica
      Cześć i czołem Samice! Dostałam namiary na wasze forum od znajomego. Temat dzieci jest tematem trudnym a konflikty między byłymi partnerami o dzieciaki jeszcze trudniejszym... I właśnie o tym postanowiłam pisać swoją pracę magisterską. Jestem w związku z facetem, który ma 2 synów w wieku przedszkolnym i szkolnym. Czy znajdzie się tu jakaś samica w takiej samej sytuacji jak moja?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.