Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
catwoman

Wychowanie córek...

48 postów w tym temacie

26 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

Z obrazu jaki się wyłania, to w twojej rodzinie Tata zapierd..........ł na was, a Wujek zastępował ci Ojca.

Być może nawet nie wiesz, że w porozumieniu z twoim własnym Tatą - to moje przypuszczenia.

SH.

 

Jeszcze taka myśl mnie naszła... oczywiście, ojciec na nas zapierd...ł, o tym wiem i nie podważam. Staram się to doceniać, ale przez te złe wspomnienia o których pisałam, ciężko mi być wdzięczną tak jak pewnie powinnam. Oczywiście, dla niektórych tutaj to wyimaginowane krzywdy itp., nie mniej we mnie to siedzi. W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, catwoman napisał:

W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

 

Dam ci krótką odpowiedź:

1.Zostaje i pracuję w kraju za 2 500, może 4 000 zł netto i to często wypłacane w ratach i do tego niepewne = klepanie biedy.

2. Wyjeżdżam za granice, charując po 11 -12 godz, dziennie za 10 -12 tyś. miesięcznie + inne benefity, aby zapewnić rodzinie i dzieciom godny byt.

 

Którą wersję męża byś wolała ?

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

SH.

     

Edytowane przez SledgeHammer

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak powiem, że pierwszą (ale z opcją pewnych 4.000 ;) przy jednym dziecku ), to i tak mi nie uwierzysz ;) Przy opcji 2.500 to faktycznie nieciekawie. Szczerze to sobie nie wyobrażam męża pracującego za granicą, choć wiem, że czasami sytuacja do tego zmusza. Z drugiej strony nasza córka nie generuje póki co dużych kosztów - nie ma jeszcze roku i póki co jest jedynaczką. Domyślam się, że większe wydatki jeszcze przed nami i wtedy to się może zmienić. W tej chwili mąż zarabia na poziomie ok. 4.000-5.000, do tego moje zarobki i szczerze mówiąc, nie uważam żebyśmy klepali biedę, mam wszystko czego potrzebuję.

 

2 godziny temu, SledgeHammer napisał:

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

     

 

No właśnie. Tylko o ile w przypadku ojca pracującego za granicą ciężko mieć o to pretensje, o tyle do tego który był na miejscu można mieć żal. Mój tata wyprowadził się 10km od nas. Nie dlatego, że musiał, tylko dlatego, że chciał. Chciał mieszkać sam. I owszem do "domu" przyjeżdżał, ale wówczas raczej grzebał coś przy aucie, pogadał z matką, coś tam do nas zajrzał, ale jakość tego czasu w mojej opinii nie była najwyższa. Swojego wujka widywałam może przez 3-4 godziny tygodniowo a wychowawczo zrobił o wiele lepszą robotę niż mój ojciec. Niestety. Ojciec na wigilie też raz przyjeżdżał, raz nie - chociaż formalnie rodzice małżeństwem jeszcze byli i gadali ze sobą w miarę normalnie. Po prostu "on nie lubi świąt" i nie będzie przyjeżdżał.

Dzisiaj np. jest już międy nami OK, ale też musiałam się go prosić, żeby na chrzest wnuczki przyszedł. Powód? Bo matka będzie. W zasadzie to jeszcze w dniu chrzcin mówił, że on nigdzie nie idzie. A to jest dla mnie ważna chwila. Domyślam się, że część z Was już ma w głowie wizje jaka to ta matka zła była (piętno ideału na niej nie ciążyło, podobnie jak na nikim z nas), ale uważam, że w pewnych sytuacjach trzeba się jakoś zachować. Na moje wesele też twierdził, że nie przyjdzie, chociaż chciałam żeby poprowadził mnie do ołtarza. Koniec końców przyszedł. Od czasu chrzcin uznałam, że zapraszać na imprezy rodzinne (głównie urodziny wnuczki) będę go raz. Bez proszenia się, nie będzie chciał to nie przyjdzie.

Zanim zaczniecie go bronić zastanówcie się, czy zachowalibyście się tak w stosunku do własnych dzieci.

 

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, catwoman napisał:

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

 

No cóż, przynajmniej nie ma wątpliwości, czy czasem facetem nie jestem ;)

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

No tak ponioslo kolezanke:))) Duzo zalu w Tobie Catwoman, stad ten wywod:) czas sie z tego uwolnic..

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gdybym miał córkę to wpoiłbym jej przekonanie o ograniczoności grania kobiecością. Kobieta żyjąc średnio dłużej od mężczyzny ma kilkanascie może 20 lat na wykorzystanie sex-appealu. Wychodzi tylko 1/5, czy 1/4 jej życia.

Dziewczynkom, najpóźniej nastolatkom powinno się o tym przypominać tak jak chłopcom chcącym zostać sportowcami, że muszą mieć plan B dla siebie po skończeniu kariery, czyli po trzydziestce, maksymalnie czterdziestce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, catwoman napisał:

Zgadzam się - o ile autorytet ojca jest zbudowany na mądrości, sile, charakterze.

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie. Uszanuje ojca, gdy sobie zasłuży, a u kobiet

najczęściej jest to wtedy gdy kobiecie wygodnie. Jak robi tak jak ona chce. Tak właśnie córeczki wychowują ojców, żony mężów... na uległych, bo innego wyjścia nie ma by nie być wrogiem kobiety. Albo pełne poddaństwo, albo złość i przypisywanie złych cech temu mężczyźnie, który poddany nie jest.

 

7 godzin temu, catwoman napisał:

Pasem (i nie tylko pasem) od ojca po dupie dostałam nie raz, problem w tym, że moim zdaniem niesłusznie.

 

Drugie, pokazujące że nie potrafisz jednak wyjść ze swojego poczucia bycia ofiarą, a co za tym idzie okazywania wdzięczności.

 

Problem jest wtedy, gdy kobieta uważa, że w większości to ona ma rację, a negatywne zachowania w stosunku do niej zawsze są nieuzasadnione. Jest masa osób, które cały czas się czuje pokrzywdzonymi, gdy tylko nie są adorowane i wielbione. Nie przyjmują krytyki, kar, wszystko to jest za ostre dla biedaczyska i jedyne co chce to się zemścić, zamiast podziękować w końcu za wychowanie na zdyscyplinowaną, sumienną osobę, która wie co to szacunek, praca i pokora.

 

Każde zlekceważenie obowiązku, daje pole do popisu do tego by wykorzystywać kogoś kto narzucił obowiązek. Raz nie przylałeś jak dostałam "1" w szkole? To czemu teraz bijesz? Wcześniej byłeś inny. Wcześniej byłeś dobry, teraz jesteś zły. To są manipulacje i wiele ojcow/męzów/partnerów nim ulega w różnych formach, a wszystko przez robienie z siebie wiecznej ofiary i to głównie jednak u kobiet spotykane. U mężczyzn się takie zachowania eliminuje od dzieciaka, czy to w domu czy środowisku męskim. Trzeba sobie radzić, a nie oczekiwać od innych i tylko głaskania, czy nawet neutralności. Trzeba WYMAGAĆ i ekzegwować, niezależnie od humorków tego który spełnienia obowiązku uniknął.

 

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).


A to co pisał @SledgeHammer czyli brak autorytetu ojca w rodzinie, bo matka walczy z nim o rację, próbuje upokorzyć tak męża, czy dziecko - między innymi przez to, że też sie czuje cierpiąca i chce się mścić. To jest najczęstsza przyczyna porażek wychowawczych. Żona chce być w centrum uwagi, najwazniejsza, najmądrzejsza i nie ma znaczenia czy tą rację ma (bo zawsze sobie jakoś wytłumaczy, że ma), a jedyne co robi to żąda, ale tylko od innych, a nie od siebie. Emocje, emocje, emocje, a jak kobieta chce żyć wygodnie to manipulować będzie właśnie w taki sposób, choć nie wie że niszczy tak wszystkie pozytywne wartości. Stawiając siebie ponad nimi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, M.Dabrowski napisał:

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie.

 

 

Wyraziłam swoje zdanie. Uważam, że autorytet trzeba sobie wypracować, a nie przyjmować, że należy się z klucza, bo ktoś spłodził dziecko. Co do reszty Twojego wywodu, czytałeś w ogóle co pisałam o relacji z wujkiem, czy wygodniej było pominąć?

 

Cytat

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).

 

Kary fizyczne, czy kary w ogóle? Kary fizyczne moim zdaniem słuszne nie są praktycznie nigdy, jestem w stanie zrozumieć, że komuś puściły nerwy - jesteśmy tylko ludźmi, ale nie uważam, żeby to była dobra "metoda" wychowawcza. Serio nie widzisz nic pomiędzy biciem (i nie mam tu na myśli "klapsów", tylko konkretne napier*alanie w szale) a pozwalaniem na wszystko? 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znam się, więc się wypowiem ;)

 

Czasami ojciec musi wymuszać szacunek u córki. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest nastawiane przez matkę przeciwko niemu. Nie można pozwalać dziecku na wszystko. Córka musi wiedzieć, że tatę ma szanować bezwarunkowo.

 

Czesto spotykam się z brakiem szacunku że strony córki. Może nie są to jakieś drastyczne sytuacje, ale np.: ignorowanie próśb i poleceń, uderzanie po twarzy itp.

Jeśli jest nieposłuszna, to łatwo można sobie z tym poradzić. Moja córka już wie, że z tatą nie ma żartów. Często próbuje wykorzystać swoją pozycję, ale nie pozwalam jej na to.

Zdarzało się tak, że wprost szantażowała mnie: "Jak nie kupisz mi tej lalki, to nie będę do Ciebie przyjeżdżać". Trochę przykro, że dziecko wykorzystuje przeciwko ojcu metody swojej matki, ale szybko to załatwiłem:"Jak nie będziesz chciała się że mną spotykać, to trudno. Będzie mi bardzo przykro i będę za Tobą tęsknił, ale to Twoja decyzja." Zamilkła i nigdy więcej nie próbowała nawet szantażować mnie w taki sposób.

 

Czasami podczas zabawy uderza mnie w głowę, na co reaguję bardzo szybko i nie pozwalam na takie zachowanie. Dziadka lub wujka nieisi szanować, to ich sprawa. Tatę ma szanować i na pewne zachowania tatą nie pozwoli.

Nie poddaję się żadnym szantażom i córka już dobrze o tym wie.

 

Pomimo niewłaściwego zachowania matki mojej córki, ja staram się nie przedstawiać jej w złym świetle. Często mówię córce, że mama jest mądra, ładna, że córka jest do niej bardzo podobna itp. Odkąd zacząłem tak robić, córka nie mówi już nic złego o mamie. Wie, że ja tego nie oczekuję. Wiem natomiast, że matce czasami mówi o mnie różne złe rzeczy - bo matka chce to usłyszeć. To taki efekt alienacji. Niestety w tym kraju niewiele można z tym zrobić.

 

Córka wie, że może mi mówić o wszystkim.

Pomimo paru takich incydentów widac, że ma do mnie ogromne zaufanie i szacunek. Moim zdaniem opisane przeze mnie rzeczy, to tak naprawdę drobiazgi, które dają jednak jakiś obraz sytuacji.

 

Dzieci przez cały czas testują rodziców. Sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić. Wiedzą doskonale, jakie będą reakcje rodziców na konkretne sytuacje.

Ja nie mam żadnych problemów z córką. Pomimo problemów z jej matką. Nie da się jednak wychowywać dziecka przez kilka godzin w tygodniu, jednak można go czegoś nauczyć.

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi

To żeś doje.........ł.:lol:

Poczytaj posty poprzedniczki:lol:, szczególnie te pierwsze.

Qrwa brachu, wygrałeś we wrześniu, ten miesiąc należy do ciebie:D.

BTW.

Pewnie nie wiesz o co chodzi ale za jakiś czas załapiesz.

BTW2.

"Mądry i dobry z ciebie ojciec", szacunek.

SH.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi, fajnie, gratuluję takiej relacji z córką :) Życzyłabym sobie, żeby inni ojcowie mieli takie podejście jak Ty. W innych tematach pisałeś już o relacji z córką, ale trochę uważałam to za przechwałki (wybacz, ale tutaj każdy twierdzi, że jest krystaliczny i żyje w przekonaniu o własnej zajebistości), ale widzę, że jednak to co piszesz jest szczere. Ująłeś mnie (nie będę ukrywać), tym, że nie nastawiasz córki przeciwko matce, nie oczekujesz, że będzie o niej źle mówiła itp. Szkoda, że wielu rodziców (obojga płci) po rozwodach nie umie wznieść się ponad własną gorycz i rozżalenie. Szacun :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem idealny. Nigdy nie byłem i pewnie nie będę. Ciągle się uczę. Nie ma gotowej recepty na wychowanie dziecka, no każde jest inne. Rodzice mogą robić cos, co wydaje się dobre, ale po paru latach efekty mogą być dla nich zaskoczeniem.

 

Kiedyś trudno mi było powstrzymać złość na ex za to, co robi z córką i czasami zdarzało mi się powiedzieć o niej coś złego przy córce. Z czasem przestałem.

Trudno jest zaakceptować sytuację, kiedy z dnia na dzień ktoś uniemożliwia kontakt z ukochanym dzieckiem. Teraz po prostu tłumaczę to sobie tak, że to jest bardzo chory człowiek, który nie wie, co czyni.

 

Robię to, co uważam za słuszne. Nie oczekuję pochwał ani uznania. 

 

Dzisiaj moja młodzież podczas oglądania bajki zaczęła wyrzucać zabawkę, którą dostała ode mnie (u mnie ma wszystkie zabawki, które ja kupiłem - matka nie pozwala jej zabierać zabawek do taty). Prosiłem, aby tak nie robiła, jednak nie posłuchała. Powiedziałem krótko: "Jeśli wyrzucasz zabawkę, to widocznie jest Ci niepotrzebna." Spakowałem zabawkę do worka na śmieci i powiedziałem, że wyrzucę ją do kosza albo oddam innym dzieciom, jeśli będą chciały ją przyjąć. Zapytałem jeszcze, czy pozostałe zabawki, jej łóżko i inne rzeczy, które do niej należą, też mam wyrzucić, bo skoro ona tego nie szanuje, to widocznie te rzeczy nie są jej potrzebne, a mogłyby się przydać innym dzieciom....

Skończyło się rzucanie zabawkami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hej!

Mam dwie córki z ostatniego związku... Dwóch synów z przedostatniego...

Córki: 15, 10... Zagubione w dzisiejszym Świecie...

Mam jednak z córkami niezły kontakt....

Rozumiem, emocję zaczną nimi rządzić...

Jednak... Czy jest jakaś metoda, by uświadomić im, jak to jest i jakie mechanizmy nimi rządzą?

Z synami pogadam i wystarczy... Z córkami nie wiem jak się do tego zabrać...

Tak przy okazji... Czego byście chcieli dla swoich CÓREK? :-)

Macie jakieś doświdczenia?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 25.12.2016 o 15:09, rixder napisał:

Zagubione w dzisiejszym Świecie

Dlaczego tak twierdzisz? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
On 8.01.2017 at 1:43 AM, Zukko said:

Dlaczego tak twierdzisz? 

Zauważam... Klucze na szyi, na okrągło telewizor, konsola do gier... Starsza córka jakiś czas

temu walnęła mi tekst: "po co mam się uczyć, jak ludzie po studiach muszą wyjeżdżać na zmywak"...

Może nie do końca zagubione, ale na pewno bez jakiś solidnych drogowskazów...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Podobne tematy o wychowaniu dzieci już się pojawiały. Użyj wyszukiwarki
Analogiczny temat był już przerabiany. To że z Rezerwatu, nie znaczy że gorszy ;)

 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Taki tam żarcik w temacie :P 

 

0ad6f86e07e430a143a752e6e83b7681.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Skoro już tak żartujemy :P

586ff77879ca6.png

Ostatni, obiecuję :P

586d6236b3efa.jpg

Edytowane przez The Saint

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

bfc7fa91992c.jpg

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak z Was takie śmieszki drodzy Samcy to ja proponuje wychowanie na Fritzla. Rozwiązuje jednocześnie kłopot z wychowaniem córki bez złego wpływu otoczenia i obchodzi problem "bólu głowy" żony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żadna "baba" swojego babstwa raczej nie przeskoczy, a już najmniej prawdopodobne że w tzw "dzisiejszych czasach". Córek nie mam (synów też) ale obrodziło po rodzinie w dziewczyny i z kilkoma mam(y) niezły kontakt. Bywają u nas na "wakacjach" i ogólnie jakiś tam bieżący udział w ich dorastaniu mam. Szybciej do czegoś mi/nam (bo wujcio ekscentryk i ma szalone teorie) się przyznają niż rodzicom. Zresztą ogólnie przed rodzicami pielęgnują raczej własny wizerunek pod pozorami szczerości (czyli przekazują tylko część "niewygodnej" prawdy, sporo jednak ukrywając), lub w zależności od wieku - walczą ze sposobem radzenia sobie z codziennością przez rodziców, często ich negując. W każdym razie, ich rodzice nie są w stanie sprawnie w wielu przypadkach reagować, bo są przekonani (no, prawie, bo może tylko nie dopuszczają do świadomości) o pełnej wiedzy na ich temat a tak nie jest.

 

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru". 

5 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Rnext napisał:

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru".

Chyba rzeczywiście przesadziłam, ale po klatce i wyciąganiu z krzaków jakoś mi się samo narzucało. Przepraszam, jeśli ktoś się poczuł zniesmaczony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez magistersamica
      Cześć i czołem Samice! Dostałam namiary na wasze forum od znajomego. Temat dzieci jest tematem trudnym a konflikty między byłymi partnerami o dzieciaki jeszcze trudniejszym... I właśnie o tym postanowiłam pisać swoją pracę magisterską. Jestem w związku z facetem, który ma 2 synów w wieku przedszkolnym i szkolnym. Czy znajdzie się tu jakaś samica w takiej samej sytuacji jak moja?
    • Przez Mandeep
      Panowie,
       
      czy Waszym zdaniem, mężczyczna powinien być przy porodzie?
      W marcu na świat przychodzi mój syn, zastanawiam się czy być przy porodzie. Jaki wyglądają Wasze doświadczenia, plusy i minusy?
       
    • Przez Grzenio
      Coś mnie czasem zżera. Kiedyś już o tym pisałem. Moja pierwsza żona to straszna kanalia była. Po prostu zła kobieta. Moja matka mi o tym mówiła z 15 lat temu, to nie wierzyłem, tylko się na nią obraziłem za to. Dziś już jak z matrixa wychodzę to wiele rzeczy sobie uświadamiam i dociera. Ogólnie to jakoś radzę sobie z negatywnymi emocjami, ale jak wygląda stan na teraz. Około 3 lata temu pierwsza Ex nastawiła dzieci (2 synów 26, 24 oraz córkę 21) przeciwko mnie. Unikają permanentnie kontaktu ze mną. Oczywiście przestałem po jakimś czasie się do nich odzywać, bo nie będę z siebie robił kompletnej szmaty.
       
      Około roku temu pozwały mnie o alimenty. Uwaga! Po 3.000 na twarz. Bo skoro ja jeżdżę Porsche 911 Turbo i na FB mam zdjęcia z New York City i pomieszkuję na Wyspach Kanaryjskich to one też chcą. Oczywiście. Mój błąd, bo mocno rozpieszczone były. Przez 10 lat po rozwodzie 3-4 razy w roku wakacje za granicą. A to narty w Austrii, Chorwacja, Kanary, Kenia, weekendy w Berlinie. Cokolwiek potrzebowały/chciały to ich matka zawsze im mówiła "idźcie do ojca". No i ostatecznie z ojca stałem się bankomatem. Jak 3 lata temu powiedziałem "stop" i powstał poważny konflikt z 1. ex o udziały w jakiejś starej spółce z o.o i nieruchomości no to PIZDA. Ogólnie i tak wyjebała mnie na jakieś 100.000 PLN ale chuj jej w dupę.
       
      W pismach procesowych do sądu (sprawa alimentacyjna toczyła się rok - w listopadzie doszło do ugody: najstarszy jednorazowo 6k; średni 500/mc; najmłodsza 1300/mc) robiły ze mnie takiego potwora, że sąd w którymś momencie zapytał się, czy to sprawa alimentacyjna czy sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich. Ostatecznie ich pisma procesowe stanowią załącznik do testamentu z wydziedziczeniem ich - testament jest dzięki temu niepodważalny.
       
      Martwi mnie jedno. W rodzinie mojej 1. ex jest już pewien precedens. Jest to ojciec mojej byłej teściowej (dziadek 1. ex). Panuje tam zmowa milczenia na jego temat. Na pytanie o jego osobę teściowa (jak również jej brat) robili takie miny, że zegary w domu się zatrzymywały i obraz w TV również. Nikt nic nie wie. Więc chyba również się postawił babci. Teść nie żyje - baba go wykończyła, jak 1. ex miała 20 lat. Więc wzorzec rodziny był. Wykończyć starego - dzieci mają się wychowywać bez ojca.
       
      Obecnie dzieciaki chodzą po mieście i mówią, że chuj jestem (znajomi donieśli). Trudno. Sobie (i matce) świadectwo wystawiają. Teściowa chodzi po mieście i mówi, że jest dumna z córki, że jej wnuki nastawiła przeciw ojcu, bo chuj jestem (znajomi donieśli).
       
      Czy te dzieciaki kiedykolwiek zrozumieją ten matrix, w który je matka wpakowała?
      Czy zrozumieją, jak same będą z matrixie ze swoimi żonami/mężami?
      Czy zrozumieją, że poprawne relacje z ojcem są potrzebne aby być (w miarę) szczęśliwym?
      Czy kiedykolwiek się do mnie odezwą?
       
      Ogólnie to jakoś staram się nie myśleć o tych dzieciakach, chociaż chyba nie ma dnia, abym nie myślał.
       
      Jednak czasem są takie dni, że przychodzi do mnie taka fala nienawiści do 1. ex,  Ja bardzo chciałbym aby mi to przeszło permanentnie raz na zawsze, bo wiem, ze to mnie niszczy. Po chuj mi to.
       
      Jakimi afirmacjami mam sobie z tym poradzić, bo mnie to męczy i przeszkadza w pracy i normalnym funkcjonowaniu (z naciskiem na pracę).
      Jak taka fala przyjdzie, to nie mogę spać po nocach i wtedy Trittico na sen i rano niewyraźnie mówię.
       
      Już nawet z prywatnej galerii fotografii wywaliłem ich zdjęcia, bo co wchodziłem, to ciągle mi gdzieś wyskakiwali.
       
      Czy afirmacje pomogą? Czas? Pomóżcie, bo już mnie to poważnie wkurwia.
       
       
       
    • Przez toreador
      Mam pytanie, głównie do braci z dziećmi i partnerką.
      Aczkolwiek celne uwagi od reszty również mile widziane.
       
      Mamy z żoną małe dziecko. Ona poszła na macierzyński i potem została w domu
      a ja nadal pracuje i utrzymuję nas wszystkich. Powiedziałem, że małym dzieckiem
      głównie opiekuje się matka, a jak podrośnie to stopniowo wkracza ojciec.
      Zgodziłem się, że będę dodatkowo opiekował się dzieckiem przez 1h w dni kiedy pracuje 
      oraz nieco ponad 2h w dni kiedy mam wolne. Praca z dojazdami zajmuje mi
      około 9h dziennie. Ponieważ większość czasu muszę w niej myśleć i być skupiony
      to wracam z niej zjebany jak koń po westernie.
       
      Co jakiś czas mówiła mi, że 1h to za mało czasu, brakuje jej na gotowanie, sprzątanie i inne czynności.
      Odpowiadałem krótko, żeby lepiej zarządzała czasem.
      Kończyło się krótkim wkurwem i rzeczy wracały do normy.
      I tak to się kręciło przez kilka miesięcy.
       
      W tym tygodniu przechodzę zmasowany atak. Mówi mi, że chciałaby, abym wstawał w nocy.
      Ja odpowiadam, że jak będę wstawał w nocy, to w dzień będę zombi i za chuja nie skupie się na robocie.
      Stanowcze nie. Wtedy opcja numer dwa, wydłużyć mój czas do 2h. Na co ja odpowiadam, że 
      potrzebuje odpocząć po pracy i że podzieliliśmy się obowiązkami - ona dom a ja utrzymanie go.
      Wtedy ona mówi, że ona pracuje 23h na dobę a ja tylko 9h. Kiedyś jej powiedziałem, że
      jej praca, mimo, że pracuje 23h, po wycenieniu wychodzi część pieniędzy, które przynoszę
      do domu. Wpadła w mały szał i powiedziała, że pieniądze są różne ale jej wkład jest większy.
       
      Powoli zaczynają mnie te gadki wkurwiać. Jeśli sprawa dojdzie do muru to nie wykluczam 
      rozwodu i opieki naprzemiennej (wynajmę opiekunkę na mój czas). Ale na chwile obecną jest
      to rozwiązanie ostateczne i obserwuje rozwój wydarzeń.
       
      Oczywiście, gdzieś w tle pojawia się uczucie, że przeginam. Z drugiej strony wiem, że jak pójdę
      po jej myśli to: spadnie mi wydajność w pracy, prawie zero czasu dla siebie po pracy. I czuje 
      w kościach, że pojawi się eskalacja żądań, również w innych obszarach.
       
      Jak to wygląda(ło) u Was?
    • Przez GluX
      Patrząc z perspektywy czasu i tego co dziś wiem - to bardzo cenię ten wywiad z rodzicami Dudy.
      Wiem, że w praktyce wygląda to chaotycznie u większości rodzin, a świadome rodzicielstwo to wciąż ogromna wartość dla dziecka - szczególnie, jeśli przekaże mu się efektywne wartości np Kulczyk czy Trump.
      Wywiad zapewne w jakimś stopniu pod publikę, niemniej dobrze się czyta:
       
      http://babyonline.pl/jakim-dzieckiem-byl-prezydent-andrzej-duda,okiem-mamy-artykul,18796,r1p1.html
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.