Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

26 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

Z obrazu jaki się wyłania, to w twojej rodzinie Tata zapierd..........ł na was, a Wujek zastępował ci Ojca.

Być może nawet nie wiesz, że w porozumieniu z twoim własnym Tatą - to moje przypuszczenia.

SH.

 

Jeszcze taka myśl mnie naszła... oczywiście, ojciec na nas zapierd...ł, o tym wiem i nie podważam. Staram się to doceniać, ale przez te złe wspomnienia o których pisałam, ciężko mi być wdzięczną tak jak pewnie powinnam. Oczywiście, dla niektórych tutaj to wyimaginowane krzywdy itp., nie mniej we mnie to siedzi. W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, catwoman napisał:

W mojej opinii tak się dzieci "wychowywać" nie powinno.

 

Dam ci krótką odpowiedź:

1.Zostaje i pracuję w kraju za 2 500, może 4 000 zł netto i to często wypłacane w ratach i do tego niepewne = klepanie biedy.

2. Wyjeżdżam za granice, charując po 11 -12 godz, dziennie za 10 -12 tyś. miesięcznie + inne benefity, aby zapewnić rodzinie i dzieciom godny byt.

 

Którą wersję męża byś wolała ?

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

SH.

     

Edytowane przez SledgeHammer

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak powiem, że pierwszą (ale z opcją pewnych 4.000 ;) przy jednym dziecku ), to i tak mi nie uwierzysz ;) Przy opcji 2.500 to faktycznie nieciekawie. Szczerze to sobie nie wyobrażam męża pracującego za granicą, choć wiem, że czasami sytuacja do tego zmusza. Z drugiej strony nasza córka nie generuje póki co dużych kosztów - nie ma jeszcze roku i póki co jest jedynaczką. Domyślam się, że większe wydatki jeszcze przed nami i wtedy to się może zmienić. W tej chwili mąż zarabia na poziomie ok. 4.000-5.000, do tego moje zarobki i szczerze mówiąc, nie uważam żebyśmy klepali biedę, mam wszystko czego potrzebuję.

 

2 godziny temu, SledgeHammer napisał:

 

P.S. Nie wyobrażam sobie sytuacji aby moja córka za kilkanaście lat (sama mając dzieci) miała do mnie żal, że nie było mnie w kilku dla niej ważnych chwilach.

     

 

No właśnie. Tylko o ile w przypadku ojca pracującego za granicą ciężko mieć o to pretensje, o tyle do tego który był na miejscu można mieć żal. Mój tata wyprowadził się 10km od nas. Nie dlatego, że musiał, tylko dlatego, że chciał. Chciał mieszkać sam. I owszem do "domu" przyjeżdżał, ale wówczas raczej grzebał coś przy aucie, pogadał z matką, coś tam do nas zajrzał, ale jakość tego czasu w mojej opinii nie była najwyższa. Swojego wujka widywałam może przez 3-4 godziny tygodniowo a wychowawczo zrobił o wiele lepszą robotę niż mój ojciec. Niestety. Ojciec na wigilie też raz przyjeżdżał, raz nie - chociaż formalnie rodzice małżeństwem jeszcze byli i gadali ze sobą w miarę normalnie. Po prostu "on nie lubi świąt" i nie będzie przyjeżdżał.

Dzisiaj np. jest już międy nami OK, ale też musiałam się go prosić, żeby na chrzest wnuczki przyszedł. Powód? Bo matka będzie. W zasadzie to jeszcze w dniu chrzcin mówił, że on nigdzie nie idzie. A to jest dla mnie ważna chwila. Domyślam się, że część z Was już ma w głowie wizje jaka to ta matka zła była (piętno ideału na niej nie ciążyło, podobnie jak na nikim z nas), ale uważam, że w pewnych sytuacjach trzeba się jakoś zachować. Na moje wesele też twierdził, że nie przyjdzie, chociaż chciałam żeby poprowadził mnie do ołtarza. Koniec końców przyszedł. Od czasu chrzcin uznałam, że zapraszać na imprezy rodzinne (głównie urodziny wnuczki) będę go raz. Bez proszenia się, nie będzie chciał to nie przyjdzie.

Zanim zaczniecie go bronić zastanówcie się, czy zachowalibyście się tak w stosunku do własnych dzieci.

 

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, catwoman napisał:

Kutwa, a miało nie być o moim ojcu...

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

 

No cóż, przynajmniej nie ma wątpliwości, czy czasem facetem nie jestem ;)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, SledgeHammer napisał:

 

I znowu emocje i emocje, emocje:)

 

 

233033,spoko-mam-plan.html

No tak ponioslo kolezanke:))) Duzo zalu w Tobie Catwoman, stad ten wywod:) czas sie z tego uwolnic..

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Gdybym miał córkę to wpoiłbym jej przekonanie o ograniczoności grania kobiecością. Kobieta żyjąc średnio dłużej od mężczyzny ma kilkanascie może 20 lat na wykorzystanie sex-appealu. Wychodzi tylko 1/5, czy 1/4 jej życia.

Dziewczynkom, najpóźniej nastolatkom powinno się o tym przypominać tak jak chłopcom chcącym zostać sportowcami, że muszą mieć plan B dla siebie po skończeniu kariery, czyli po trzydziestce, maksymalnie czterdziestce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, catwoman napisał:

Zgadzam się - o ile autorytet ojca jest zbudowany na mądrości, sile, charakterze.

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie. Uszanuje ojca, gdy sobie zasłuży, a u kobiet

najczęściej jest to wtedy gdy kobiecie wygodnie. Jak robi tak jak ona chce. Tak właśnie córeczki wychowują ojców, żony mężów... na uległych, bo innego wyjścia nie ma by nie być wrogiem kobiety. Albo pełne poddaństwo, albo złość i przypisywanie złych cech temu mężczyźnie, który poddany nie jest.

 

7 godzin temu, catwoman napisał:

Pasem (i nie tylko pasem) od ojca po dupie dostałam nie raz, problem w tym, że moim zdaniem niesłusznie.

 

Drugie, pokazujące że nie potrafisz jednak wyjść ze swojego poczucia bycia ofiarą, a co za tym idzie okazywania wdzięczności.

 

Problem jest wtedy, gdy kobieta uważa, że w większości to ona ma rację, a negatywne zachowania w stosunku do niej zawsze są nieuzasadnione. Jest masa osób, które cały czas się czuje pokrzywdzonymi, gdy tylko nie są adorowane i wielbione. Nie przyjmują krytyki, kar, wszystko to jest za ostre dla biedaczyska i jedyne co chce to się zemścić, zamiast podziękować w końcu za wychowanie na zdyscyplinowaną, sumienną osobę, która wie co to szacunek, praca i pokora.

 

Każde zlekceważenie obowiązku, daje pole do popisu do tego by wykorzystywać kogoś kto narzucił obowiązek. Raz nie przylałeś jak dostałam "1" w szkole? To czemu teraz bijesz? Wcześniej byłeś inny. Wcześniej byłeś dobry, teraz jesteś zły. To są manipulacje i wiele ojcow/męzów/partnerów nim ulega w różnych formach, a wszystko przez robienie z siebie wiecznej ofiary i to głównie jednak u kobiet spotykane. U mężczyzn się takie zachowania eliminuje od dzieciaka, czy to w domu czy środowisku męskim. Trzeba sobie radzić, a nie oczekiwać od innych i tylko głaskania, czy nawet neutralności. Trzeba WYMAGAĆ i ekzegwować, niezależnie od humorków tego który spełnienia obowiązku uniknął.

 

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).


A to co pisał @SledgeHammer czyli brak autorytetu ojca w rodzinie, bo matka walczy z nim o rację, próbuje upokorzyć tak męża, czy dziecko - między innymi przez to, że też sie czuje cierpiąca i chce się mścić. To jest najczęstsza przyczyna porażek wychowawczych. Żona chce być w centrum uwagi, najwazniejsza, najmądrzejsza i nie ma znaczenia czy tą rację ma (bo zawsze sobie jakoś wytłumaczy, że ma), a jedyne co robi to żąda, ale tylko od innych, a nie od siebie. Emocje, emocje, emocje, a jak kobieta chce żyć wygodnie to manipulować będzie właśnie w taki sposób, choć nie wie że niszczy tak wszystkie pozytywne wartości. Stawiając siebie ponad nimi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, M.Dabrowski napisał:

 

Pierwsze zdanie stawiające warunki, że to ty decydujesz o autorytecie jako ktoś młodszy, mniej doświadczony? Nie.

 

 

Wyraziłam swoje zdanie. Uważam, że autorytet trzeba sobie wypracować, a nie przyjmować, że należy się z klucza, bo ktoś spłodził dziecko. Co do reszty Twojego wywodu, czytałeś w ogóle co pisałam o relacji z wujkiem, czy wygodniej było pominąć?

 

Cytat

Jeśli nawet, które kary uważasz sama za słuszne? Po dostaniu 10 jedynek w szkole? Po tym jak szkoły nie zda? Im szybciej egzekwuje się kary, tym szybciej nieodpowiedzialne dziecko ma szanse na poprawę zachowania i tym bardziej jest sumienne. Im na więcej się pozwala i rozpieszcza, tym wychodzi na kogoś bezradnego, cierpiętnika i jeszcze zwalającego winy na innych za swoje niepowodzenia. Tak, tak, to jest wychowanie kobiet i są na to badania. Mozesz znalezc sobie temat pt wychowanie przez samotne matki (głównie nieszczęśliwe, znowu motyw cierpiętnicy i ofiary).

 

Kary fizyczne, czy kary w ogóle? Kary fizyczne moim zdaniem słuszne nie są praktycznie nigdy, jestem w stanie zrozumieć, że komuś puściły nerwy - jesteśmy tylko ludźmi, ale nie uważam, żeby to była dobra "metoda" wychowawcza. Serio nie widzisz nic pomiędzy biciem (i nie mam tu na myśli "klapsów", tylko konkretne napier*alanie w szale) a pozwalaniem na wszystko? 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znam się, więc się wypowiem ;)

 

Czasami ojciec musi wymuszać szacunek u córki. Szczególnie wtedy, gdy dziecko jest nastawiane przez matkę przeciwko niemu. Nie można pozwalać dziecku na wszystko. Córka musi wiedzieć, że tatę ma szanować bezwarunkowo.

 

Czesto spotykam się z brakiem szacunku że strony córki. Może nie są to jakieś drastyczne sytuacje, ale np.: ignorowanie próśb i poleceń, uderzanie po twarzy itp.

Jeśli jest nieposłuszna, to łatwo można sobie z tym poradzić. Moja córka już wie, że z tatą nie ma żartów. Często próbuje wykorzystać swoją pozycję, ale nie pozwalam jej na to.

Zdarzało się tak, że wprost szantażowała mnie: "Jak nie kupisz mi tej lalki, to nie będę do Ciebie przyjeżdżać". Trochę przykro, że dziecko wykorzystuje przeciwko ojcu metody swojej matki, ale szybko to załatwiłem:"Jak nie będziesz chciała się że mną spotykać, to trudno. Będzie mi bardzo przykro i będę za Tobą tęsknił, ale to Twoja decyzja." Zamilkła i nigdy więcej nie próbowała nawet szantażować mnie w taki sposób.

 

Czasami podczas zabawy uderza mnie w głowę, na co reaguję bardzo szybko i nie pozwalam na takie zachowanie. Dziadka lub wujka nieisi szanować, to ich sprawa. Tatę ma szanować i na pewne zachowania tatą nie pozwoli.

Nie poddaję się żadnym szantażom i córka już dobrze o tym wie.

 

Pomimo niewłaściwego zachowania matki mojej córki, ja staram się nie przedstawiać jej w złym świetle. Często mówię córce, że mama jest mądra, ładna, że córka jest do niej bardzo podobna itp. Odkąd zacząłem tak robić, córka nie mówi już nic złego o mamie. Wie, że ja tego nie oczekuję. Wiem natomiast, że matce czasami mówi o mnie różne złe rzeczy - bo matka chce to usłyszeć. To taki efekt alienacji. Niestety w tym kraju niewiele można z tym zrobić.

 

Córka wie, że może mi mówić o wszystkim.

Pomimo paru takich incydentów widac, że ma do mnie ogromne zaufanie i szacunek. Moim zdaniem opisane przeze mnie rzeczy, to tak naprawdę drobiazgi, które dają jednak jakiś obraz sytuacji.

 

Dzieci przez cały czas testują rodziców. Sprawdzają, na ile mogą sobie pozwolić. Wiedzą doskonale, jakie będą reakcje rodziców na konkretne sytuacje.

Ja nie mam żadnych problemów z córką. Pomimo problemów z jej matką. Nie da się jednak wychowywać dziecka przez kilka godzin w tygodniu, jednak można go czegoś nauczyć.

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi

To żeś doje.........ł.:lol:

Poczytaj posty poprzedniczki:lol:, szczególnie te pierwsze.

Qrwa brachu, wygrałeś we wrześniu, ten miesiąc należy do ciebie:D.

BTW.

Pewnie nie wiesz o co chodzi ale za jakiś czas załapiesz.

BTW2.

"Mądry i dobry z ciebie ojciec", szacunek.

SH.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Dobi, fajnie, gratuluję takiej relacji z córką :) Życzyłabym sobie, żeby inni ojcowie mieli takie podejście jak Ty. W innych tematach pisałeś już o relacji z córką, ale trochę uważałam to za przechwałki (wybacz, ale tutaj każdy twierdzi, że jest krystaliczny i żyje w przekonaniu o własnej zajebistości), ale widzę, że jednak to co piszesz jest szczere. Ująłeś mnie (nie będę ukrywać), tym, że nie nastawiasz córki przeciwko matce, nie oczekujesz, że będzie o niej źle mówiła itp. Szkoda, że wielu rodziców (obojga płci) po rozwodach nie umie wznieść się ponad własną gorycz i rozżalenie. Szacun :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem idealny. Nigdy nie byłem i pewnie nie będę. Ciągle się uczę. Nie ma gotowej recepty na wychowanie dziecka, no każde jest inne. Rodzice mogą robić cos, co wydaje się dobre, ale po paru latach efekty mogą być dla nich zaskoczeniem.

 

Kiedyś trudno mi było powstrzymać złość na ex za to, co robi z córką i czasami zdarzało mi się powiedzieć o niej coś złego przy córce. Z czasem przestałem.

Trudno jest zaakceptować sytuację, kiedy z dnia na dzień ktoś uniemożliwia kontakt z ukochanym dzieckiem. Teraz po prostu tłumaczę to sobie tak, że to jest bardzo chory człowiek, który nie wie, co czyni.

 

Robię to, co uważam za słuszne. Nie oczekuję pochwał ani uznania. 

 

Dzisiaj moja młodzież podczas oglądania bajki zaczęła wyrzucać zabawkę, którą dostała ode mnie (u mnie ma wszystkie zabawki, które ja kupiłem - matka nie pozwala jej zabierać zabawek do taty). Prosiłem, aby tak nie robiła, jednak nie posłuchała. Powiedziałem krótko: "Jeśli wyrzucasz zabawkę, to widocznie jest Ci niepotrzebna." Spakowałem zabawkę do worka na śmieci i powiedziałem, że wyrzucę ją do kosza albo oddam innym dzieciom, jeśli będą chciały ją przyjąć. Zapytałem jeszcze, czy pozostałe zabawki, jej łóżko i inne rzeczy, które do niej należą, też mam wyrzucić, bo skoro ona tego nie szanuje, to widocznie te rzeczy nie są jej potrzebne, a mogłyby się przydać innym dzieciom....

Skończyło się rzucanie zabawkami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hej!

Mam dwie córki z ostatniego związku... Dwóch synów z przedostatniego...

Córki: 15, 10... Zagubione w dzisiejszym Świecie...

Mam jednak z córkami niezły kontakt....

Rozumiem, emocję zaczną nimi rządzić...

Jednak... Czy jest jakaś metoda, by uświadomić im, jak to jest i jakie mechanizmy nimi rządzą?

Z synami pogadam i wystarczy... Z córkami nie wiem jak się do tego zabrać...

Tak przy okazji... Czego byście chcieli dla swoich CÓREK? :-)

Macie jakieś doświdczenia?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 25.12.2016 o 15:09, rixder napisał:

Zagubione w dzisiejszym Świecie

Dlaczego tak twierdzisz? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
On 8.01.2017 at 1:43 AM, Zukko said:

Dlaczego tak twierdzisz? 

Zauważam... Klucze na szyi, na okrągło telewizor, konsola do gier... Starsza córka jakiś czas

temu walnęła mi tekst: "po co mam się uczyć, jak ludzie po studiach muszą wyjeżdżać na zmywak"...

Może nie do końca zagubione, ale na pewno bez jakiś solidnych drogowskazów...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Podobne tematy o wychowaniu dzieci już się pojawiały. Użyj wyszukiwarki
Analogiczny temat był już przerabiany. To że z Rezerwatu, nie znaczy że gorszy ;)

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Taki tam żarcik w temacie :P 

 

0ad6f86e07e430a143a752e6e83b7681.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Skoro już tak żartujemy :P

586ff77879ca6.png

Ostatni, obiecuję :P

586d6236b3efa.jpg

Edytowane przez The Saint

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak z Was takie śmieszki drodzy Samcy to ja proponuje wychowanie na Fritzla. Rozwiązuje jednocześnie kłopot z wychowaniem córki bez złego wpływu otoczenia i obchodzi problem "bólu głowy" żony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Żadna "baba" swojego babstwa raczej nie przeskoczy, a już najmniej prawdopodobne że w tzw "dzisiejszych czasach". Córek nie mam (synów też) ale obrodziło po rodzinie w dziewczyny i z kilkoma mam(y) niezły kontakt. Bywają u nas na "wakacjach" i ogólnie jakiś tam bieżący udział w ich dorastaniu mam. Szybciej do czegoś mi/nam (bo wujcio ekscentryk i ma szalone teorie) się przyznają niż rodzicom. Zresztą ogólnie przed rodzicami pielęgnują raczej własny wizerunek pod pozorami szczerości (czyli przekazują tylko część "niewygodnej" prawdy, sporo jednak ukrywając), lub w zależności od wieku - walczą ze sposobem radzenia sobie z codziennością przez rodziców, często ich negując. W każdym razie, ich rodzice nie są w stanie sprawnie w wielu przypadkach reagować, bo są przekonani (no, prawie, bo może tylko nie dopuszczają do świadomości) o pełnej wiedzy na ich temat a tak nie jest.

 

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru". 

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Rnext napisał:

@Epsilon, za daleko popłynęłaś.

Jeśli miało być "śmieszkowo", to nie było, albo nie rozumiem Twojego "poczucia humoru".

Chyba rzeczywiście przesadziłam, ale po klatce i wyciąganiu z krzaków jakoś mi się samo narzucało. Przepraszam, jeśli ktoś się poczuł zniesmaczony. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1022256,alimenciarki-kobiety-tez-nie-placa-alimentow-dlaczego.html
      Ciekawy artykuł dotyczący kobiet, które nie płacą alimentów. Piszcie co sądzicie na ten temat Bracia  
       
      Orzecznictwo sądów w Polsce jest jasne. Dzieci zostają przy matce. Dlatego problem niepłacenia alimentów i alienacji rodzicielskiej najczęściej jest poruszany w kontekście mężczyzn. Utarło się, że to zły ojciec unika płacenia na dzieci, a zła matka nie pozwala na kontakty z dzieckiem. Ale bywa też odwrotnie, a „dłużnicy alimentacyjni” (niezależnie od płci) nie zawsze zasługują na potępienie.
       
      W październiku 2016 roku dłużnicy alimentacyjni zalegali ze spłatą łącznie 9,4 mld złotych. Trzej rekordziści pod względem kwoty zaległości, na którą składają się m.in. niezapłacone alimenty, mają do oddania ponad 1 mln zł. Łączny dług rekordzisty to 1 441 455 zł, z tytułu alimentów winien jest niecałe 47 tys. zł. Kolejny dłużnik z sumą 1 436 214 zł, na dzieci nie zapłacił 48,2 tys. zł. Sytuacja trzeciego rekordzisty to 19,2 tys. zł zaległości alimentacyjnych i ponad 1,2 mln zł pozostałych długów. Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego systematycznie rośnie. Od końca czerwca do końca września 2016 roku wzrosła o 859 zł i obecnie wynosi 33 160 złotych.
       
      W województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim na 1000 dorosłych mieszkańców przypada od 12 do 13 dłużników alimentacyjnych. 95 proc. z nich to mężczyźni. Na 282 tysiące osób, które zalegają z płatnościami na dziecko, aż 268 tys. to również mężczyźni, ale jeśli zaznaczymy, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w znakomitej większości sprawują kobiety, to okaże się, że procentowo sytuacja w przypadku obu płci jest bardzo podobna. Tyle dane. Wynika z nich niewiele, bo ważne są powody, dla których kobiety nie płacą alimentów.
       
      Polaków nie stać na alimenty
       
      Na ten argument szczególnie często powołują się właśnie kobiety. Jak tłumaczy adwokat Maciej Organiściak, po rozwodzie często są one w trudniejszej sytuacji zawodowej. Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.
       
      Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 3291,56 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Największa liczba Polaków zarabia 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. A po rozwodzie koszty utrzymania gwałtownie rosną. Nagle, przyzwyczajeni do dwóch pensji i dzielenia kosztów na pół, musimy te proporcje odwrócić. Czynsz dla spółdzielni to nie 300 zł, ale 600 zł, rachunek za prąd to nie 75 zł, tylko 150 zł, a internet zamiast 30 zł kosztuje 60 zł. Statystycznie na konto wpływa też 1800 zł, a nie 3600 zł.
       
      Joanna przed rozstaniem pracowała w firmie informatycznej. Zarabiała dobrze – ponad 4 tys. złotych. Sąd orzekł, że na dwójkę swoich dzieci ma płacić miesięcznie 800 zł. Problemy zaczęły się w trakcie sprawy: straciła pracę, a koszty rozwodu pochłonęły ponad 20 tys. zł. Co więcej, sąd zasądził alimenty wstecz od września 2014 roku. I to mimo że dzieci zamieszkiwały z nią – bez względu na postanowienie sądu nie chciały mieszkać z ojcem. – Córkę porwał ze szkoły w październiku, a w lutym kuratorzy zabrali syna. Tak więc pomimo iż w okresie tym wydałam pieniądze na utrzymanie dzieci, muszę ponownie zapłacić je ojcu – mówi rozgoryczona. Łączny dług to 15 tysięcy złotych.
       
      W grudniu 2016 roku urodziła syna. W tej chwili nie ma prawa do zasiłku macierzyńskiego i ubiega się o świadczenie rodzicielskie w kwocie 1000 zł. Jak mówi, kwota 800 zł nie jest sama w sobie zawrotna, ale bez pracy okazuje się niemożliwa do zapłaty. – Czyni mnie to kandydatką do osadzenia w więzieniu na rok z moim dwumiesięcznym synem, jeśli sejm przyjmie nowelizację art. 209 kk – mówi i dodaje: Nie jestem żadną patologią. – Regularnie alimentuję dzieci nie tylko poprzez opłacanie im telefonów, ale i kupuję ubrania, leki, kosmetyki i przybory szkolne, ponieważ ojciec celowo je zaniedbuje, aby pokazać, że jest nędzarzem pomimo, że w poprzedniej sprawie sąd ustalił, że zataja dochody, ponieważ koszty, które wykazuje, są wielokrotnie wyższe niż wykazywane dochody – mówi.
       
      To, co najbardziej boli Joannę to postawa sądów, które jej zdaniem są nieudolne i bezczelne. Do tego dochodzi dowolność orzekania w sprawie alimentów. – To jest przerażające. Nikt nie wie, co go czeka, a sąd może uwierzyć w każde kłamstwo drugiej strony. Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka ma atopowe zapalenie skóry. Myślę, że łatwiej takie rzeczy wmówić ojcom pozbawianym kontaktu z dziećmi od wczesnych lat, ale dla mnie – matki, która swoje dzieci przez kilkanaście lat wychowywała i utrzymywała – to jest po prostu niedorzeczne – opowiada.
       
      – Nagle z porządnego, pracującego obywatela stałam się wyjęta spod prawa – podsumowuje gorzko. Proszę napisać: Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.
       
      Zakładnik alimentacyjny
      Rozwód często przeradza się w prawdziwą wojnę, a głównym jej zakładnikiem staje się dziecko. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni traktują je jako kartę przetargową. W historii Katarzyny znajdują się wszystkie elementy, o których mówią adwokaci. Jest były mąż, który wyrzuca ją z mieszkania. Mąż jest zamożny i stać go na samodzielne utrzymywanie dziecka, ale grą procesową i bezpardonową walką, jak sama mówi, kreuje dowody, a następnie egzekwuje każde postanowienie sądu. W tej brutalnej grze wykorzystuje to, że pracują w jednej branży. Rozsiewa plotki i pomówienia. W końcu doprowadza do zwolnienia Katarzyny z pracy. Przed sądem posłuży to jako przykład nieporadności życiowej Katarzyny, która w czasie pobytu na bezrobociu (już pół roku) nie ma jak płacić zasądzonych alimentów. 
       
      – Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak. Wnosiłam o alimentację własnym staraniem – mogę uczyć swoje dzieci języków obcych, bo mam wykształcenie filologiczne, ale sąd nie uwzględnił mojej prośby. Uzasadnienie wyroku jest kuriozalne: z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami. W tej chwili robię wszystko co mogę, by regulować alimenty, ale moje starania nie zawsze wystarczają – mówi gorzko.
       
      Były mąż Katarzyny dąży do zerwania jej relacji z dzieckiem, często uniemożliwia zasądzone kontakty, składa kolejne wnioski do sądu o zmniejszenie jej kontaktów. W ten sposób dziecko staje się zakładnikiem alimentacyjnym: druga strona jak najsilniej odcina dzieci, co skutkuje podwyższeniem alimentów, bo kto spędza więcej czasu z dzieckiem, ten rzekomo więcej na nie łoży. – Kto odetnie, wyalienuje dziecko, ten ma szanse na wysokie alimenty – mówi Katarzyna. I błędne koło się zamyka.
       
      – Rodzice podchodzą do rozstania, jako do sprawy, w której będą wygrani i przegrani, a dziecko jest tylko narzędziem do wygranej. Wtedy ojcowie dochodzą do wniosku: „zabiorę dziecko, bo wiem, że to matce sprawi przykrość”. A często nawet nie chce zajmować się tym dzieckiem. To samo dzieje się w przypadku ustalenia wysokości alimentów. Walki toczą się o 100 zł, o które można byłoby się normalnie dogadać – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      – To nie rodzice sami generują konflikt. Często są do tego zmuszeni, bo ich pełnomocnicy znają realia polskich sądów, które nie sprzyjają porozumieniu rodziców. Sądy w zasadzie nie orzekają opieki naprzemiennej. W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 
       
      Na złość odbiorę ci dziecko
      – Zdarza się, że kobiety często same wymierzają sprawiedliwość. Znam takie sprawy, w których na początku to kobieta sprawowała opieką nad dzieckiem i w tym czasie to mąż unikał płacenia alimentów. Potem sytuacja się odwraca i kobieta wychodzi z założenia, że skoro były mąż nie płacił, to ona też nie będzie. Przy czym dla sądu nie ma to żadnego znaczenia – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      Renata Christensen Ogorzelska nie płaci alimentów, chociaż by mogła. Prosi o podanie pełnego imienia i nazwiska, bo - jak mówi - nie ma nic do ukrycia. Zasądzono jej symboliczne 50 zł. Między innymi dlatego, że dziecko mieszka z ojcem w mieszkaniu, które jest jej współwłasnością. Były mąż zarabia 70 tys. zł. Dziecku nie powinno więc niczego brakować.
       
      Tymczasem mieszkanie jest systematycznie zadłużane. W tej chwili jest to już 17 tys. złotych. Ale nie dlatego Renata nie płaci alimentów. Były mąż skutecznie alienuje dziecko. – Syn, gdy mnie widzi, szarpie się i mnie bije – mówi i dodaje: Od lat, mimo wyroku sądu, nie mogę decydować o swoim dziecku; nie uczestniczę w podejmowaniu żadnych decyzji dotyczących syna, dlaczego więc mam płacić choćby te 50 zł? Moje prawa, jako matki, są gwałcone na każdym kroku, ale oczekuje się ode mnie, że ja będę swoje obowiązki wypełniać. Uważam, że jeśli rodzic alienuje dziecko i traktuje je jako swoją własność, to powinien sam finansować swój „projekt dziecko” – tłumaczy.
       
      Punkt widzenia Renaty najlepiej obrazuje jeszcze jedna historia z jej życia. Mówi: Jestem też dawczynią komórki jajowej, z której w Wielkiej Brytanii urodziły się bliźniaki. Nigdy ich nie poznałam, ale rodzice na bieżąco informują mnie o ich rozwoju. To budzi we mnie odpowiedzialność i więź emocjonalną, której nie czuję z własnym dzieckiem. To jest bardzo bolesne, ale to tym dzieciom wysyłam paczki i pieniądze. Zresztą, w naszym przypadku w ogóle nie chodzi o pieniądze, bo i ja, i ta rodzina, i mój mąż je mamy. Chodzi wyłącznie o emocje.
       
      Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości. – W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między rodzicami, sąd powinien jasno i z całą stanowczością nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko staje się kartą przetargową w walce między dorosłymi. A nasze sądy w sytuacji konfliktowej najczęściej przyznają opiekę nad dzieckiem tylko jednej stronie. A ta druga, niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna, traci kontakt z własnym dzieckiem – mówi.
       
      Wyimaginowany dług
      Mówi Joanna: Sądy od jakiegoś czasu coraz częściej orzekają miejsce pobytu u ojców. W 100 proc. przypadków, jakie znam, są to sprawcy przemocy, w tym narkomani, kryminaliści, alkoholicy. Wszyscy najpierw porwali dzieci, a potem odizolowali je od matek. Analogicznie, jak robią to od lat matki. Tak postępujących rodziców preferują sądy.
       
      Wszystkie moje rozmówczynie są zgodne: sądy popierają alienację rodzicielską, bo umożliwia ona obciążenie drugiego rodzica kosztami utrzymania dziecka. – W związku z tym, że wyroki są oderwane od rzeczywistych zarobków, automatycznie tworzą z ludzi dłużników na żer komorników – mówi Joanna. Od Renaty i Joanny słyszę: Proszę więc nie wierzyć w bajki o długu 10 mld złotych. To są pieniądze, które nigdy nie zostały na dzieci wydane i nigdy nie zostały zarobione. – Najczęściej dochodzi do wykończenia dłużnika lub licytacji jego majątku na cele alimentacyjne – często zabranie dzieci jest sposobem na korzystny podział majątku po rozwodzie – dodaje Joanna.
    • Przez incognito
      Świetne podejście do tematu przemocy i samoobrony.
    • Przez MoszeKortuxy
      https://www.wprost.pl/kraj/10093192/alimenciarze-zaczeli-placic-wzrost-o-100-procent.html Co sądzicie na ten temat po przeczytaniu artykułu?
      Zaciekawiło mnie zdanie o rozwiązaniu problemu ojców, którzy wywiązują się ze swych obowiązków alimentacyjnych, a mimo to mają utrudniony kontakt z ojcem. Ciekawe co zrobią w tej kwestii. 
       
       Ściągalność alimentów do państwowego Funduszu Alimentacyjnego wzrosła aż o 100 proc., zmniejszyła się też liczba osób niepłacących swoich zobowiązań – mówił Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej zorganizowanej razem z Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbietą Rafalską. Ministrowie spotkali się z grupą kobiet, które dzięki nowym przepisom zaczęły odzyskiwać alimenty.
       
      – Dla dobra dzieci trzeba działać wspólnie. Dla nas polityka rodzinna jest priorytetem. To daje rezultat korzystny dla milionów Polaków – mówiła minister Rafalska. Zapowiedziano również kolejne zmiany w prawie, których celem będzie przyśpieszenie procedury przyznawania alimentów, a także rozwiązanie problemu ojców, którzy choć wywiązują się ze swych obowiązków alimentacyjnych, mają utrudniony kontakt z dzieckiem.
       
      Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Woś zaprezentował rezultat przygotowanych w MS zmian w egzekwowaniu alimentów, które obowiązują od połowy roku.
       
      – Ściągalność alimentów do Funduszu Alimentacyjnego w porównaniu z 2015 r. wzrosła aż o 100 proc. W 2015 r. wynosiła niecałe 13 proc., a w trzecim kwartale 2017 r. osiąga już 26 proc. Wyraźnie zmniejszyła się liczba niepłacących rodziców, którzy trafiają do Krajowego Rejestru Długów. O ile np. w marcu 2017 r. wpisano do rejestru prawie 2,5 tys. nowych dłużników alimentacyjnych, to we wrześniu było już ich tylko niespełna 600 – mówił Woś.
       
      Spadkowi liczby rodziców unikających płacenia alimentów towarzyszy zmniejszanie się kwot długów. W pierwszej połowie roku dług nowych dłużników alimentacyjnych trafiających do Krajowego Rejestru Długów sięgał miesięcznie w sumie od 150 do 180 mln zł. W kolejnych miesiącach był już około dwa razy niższy – od 90 do 106 mln zł.
      – Można mówić o wielkim sukcesie, bo ściągalność alimentów poszybowała. To twarde statystyki na rzecz dobra dzieci. Wystarczyło wprowadzenie prostych i jasnych zasad – powiedział wiceminister Michał Woś.
       
      Nowelizacja kodeksu karnego oraz ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów weszła w życie 31 maja 2017 r. Uprościła ona zasady działania wobec alimenciarzy. Każdego, kto zalega z alimentami na kwotę równą lub przewyższającą trzymiesięczne zobowiązania, może spotkać kara od grzywny do roku więzienia. Wobec skazanych stosowany jest dozór elektroniczny. Mogą więc pracować i spłacać zobowiązania, a służby mają możliwość ich stałej kontroli.
       
      Urzędnikom nie chodzi jednak o to, żeby od razu karać dłużników alimentacyjnych. Ci, którzy zalegają ze zobowiązaniami, są wzywani przez prokuraturę i pouczani o konsekwencjach. Unikają ich, jeśli w ciągu 30 dni spłacą zaległości.
       
      W konferencji wzięły udział przedstawicielki organizacji społecznych działających na rzecz skutecznej egzekucji alimentów, a także poprawy sytuacji dzieci wychowywanych przez jednego rodzica. – Bardzo nas cieszy podjęcie współpracy, by ten ogromny problem społeczny w Polsce rozwiązać – powiedziała Katarzyna Tatar ze Stowarzyszenia „Alimenty to nie prezenty”.
       
      – Serdecznie dziękujemy za pochylenie się nad tą sprawą i dostrzeżenie miliona dzieci w Polsce, które nie otrzymują zasądzonych im alimentów. Pierwszy krok to była nowelizacja Kodeksu karnego. To realnie działa. Cieszymy się, że będą podejmowane następne kroki – mówiła Dorota Herman ze Stowarzyszenia „Dla naszych dzieci”.
    • Przez MoszeKortuxy
      http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1091397,rpd-marek-michalak-pisze-do-zbigniewa-ziobry-izolacja-dziecka-przez-rodzica-jest-forma-przemocy.html
      Co sądzicie na ten temat Bracia? Moim zdaniem są to dobre wieści  
      Izolowanie dziecka przez jednego z rodziców jest formą przemocy; należy podjąć działania w celu zwiększenia ochrony prawnej dziecka w trakcie konfliktów rodzicielskich - wskazał rzecznik praw dziecka Marek Michalak w piśmie do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
       
       
      "Alienacja dziecka od jednego z rodziców w sytuacji, gdy jedyną przesłanką takiego postępowania jest silny konflikt z drugim rodzicem, powinna spotykać się z szybką i stanowczą reakcją sądu. Jest to bowiem naruszenie odpowiedzialności rodzicielskiej, zapisanej w obecnie funkcjonujących przepisach jako władza rodzicielska" - przekonuje Michalak.
       
      RPD przypomniał, że 21 kwietnia skierował pismo do ministra sprawiedliwości oraz minister rodziny, pracy i polityki społecznej, w którym poruszył problem dzieci izolowanych od jednego z rodziców.
       
       
      Wobec braku odpowiedzi ze strony resortu sprawiedliwości na pismo Rzecznika, RPD ponownie zwrócił się do MS wymieniając obszary, które - jego zdaniem - wymagają pilnej reakcji organów władzy państwowej.
       
      Wskazał m.in. na potrzebę wprowadzenia rozwiązań prawnych zabezpieczających skuteczną realizację postanowień sądowych, szerszego wykorzystania koncyliacyjnych metod rozwiązywania sporów rodzinnych - w szczególności mediacji przedsądowej, a także prawne określenie roli kuratorów sądowych w postępowaniach wykonawczych.
       
      Rzecznik zwrócił ponadto uwagę na potrzebę właściwego zabezpieczenia reprezentacji dziecka w procesie – wprowadzenie "adwokata dla dziecka", wprowadzenie rozwiązań prawnych zapobiegających porwaniom rodzicielskim, uświadamianie rodzicom potrzeb dziecka, m.in. kierowanie na terapię rodzinną.
       
       
      Zdaniem RPD alienacja dziecka od jednego z rodziców jest formą przemocy, mogącą doprowadzić do zaburzeń osobowościowych, emocjonalnych, społecznych i rozwojowych dziecka.
       
      "Wciąganie w konflikt okołorozwodowy, manipulacja, sterowanie lękami dziecka, szantaż emocjonalny są niestety działaniami powszechnymi. Indukowane dziecku negatywne postawy i przekonania wobec drugiego rodzica, skutkują głębokimi zaburzeniami w sferze emocjonalnej dziecka i mają ogromny wpływ na jego późniejsze - dorosłe - życie" - podkreślił Michalak.
       
      RPD zwrócił się do ministra sprawiedliwości z prośbą o przedstawienie stanowiska wobec sygnalizowanego problemu oraz rozważenie podjęcia inicjatywy legislacyjnej na rzecz skuteczniejszego zabezpieczenia prawa dziecka do obojga rodziców. Resort ma 30 dni na odpowiedź.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×