Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
  • ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Podobna zawartość

    • Przez Rnext
      Poza kulturowym wyrzeźbieniem negatywnej otoczki wokół męskiej masturbacji, mamy do czynienia niemal z gloryfikacją "odkrywania własnej seksualności" przez panie. Sprzęcik taki, siaki, czarny, gruby. Prawie codziennie mijam sklepy z zabawkami dla pań, więc popyt jest.
       
      I tak się zacząłem zastanawiać, że wystarczającym dla kobiet warunkiem do posiadania sexu na wyciągnięcie ręki (nomen omen ;)) jest tylko ich obecność i chęć znalezienia się w męskim towarzystwie. Łatwizna, jak wejście pod basenowe prysznice w męskiej łaźni z chęcią zorganizowania małego gangbangu i zagrania w nim roli głównej. Swoją drogą, wyobrażacie sobie sytuację odwrotną i jej skutki?
       
      Zatem drogie panie, czas na chwile szczerości z Waszej strony. Bo obstawiam że 99% z Was ma pochowane po szafkach czy szufladach sztuczne penisy, penisy białe lub czarne, takie na prąd lub popędliwe siłą mięśni. Niezależnie czy jesteście w związku czy nie, sztuczny penis czycha gdzieś w ukryciu. 
       
      O ile jakoś tam rozumiem singielki, to będąc w relacji z mężczyzną, którego nabrzmiały penis z "krwi i kości" (by było do rymu) zawsze w gotowości, po co Wam sztuczny? Nie przyjmuję tu wstydliwych wymówek o urozmaicaniu wspólnych zabaw łóżkowych. Opcja awaryjna? Żeby nie mieć pokus do zdrady jak męża/partnera pod ręką nie ma, czy może pofantazjować sobie na osobności? A może po prostu do większości dostępnych mężczyzn czujecie jakąś niechęć? Może ten chrapiący obok to trzeci wybór a nie ma to jak sex z kochankiem z marzeń, choćby w wyobraźni?
       
      Liczę na inspirujący poziom rozmowy. 
    • Przez karolek
      Cześć moi mili,
       
      Czy według was, to obciach jeździć takim samochodem jak Mercedes G-klasy?
      To dość nietypowe auto, bo wygląda jak jeżdżący kontener .
      Ostatnio słyszałem jak w audycji Radio Samiec,  autor śmiał się z auta swojego hejtera (Nissan Navara) mówiąc, że to samochód na wieś.
      Co wy o tym sądzicie? Czy to wiocha jeździć takim blaszakiem, osobiście mi się bardzo podoba. I nie mówię tu o Navarze.
    • Przez MoszeKortuxy
      Szkoda, że Małysz pozwala się tak upokarzać.
       
    • Przez JaAga
      No właśnie... Postaram się w miarę krótko opisać w czym rzecz. Otóż z partnerem byłam prawie 4 lata. W marcu rozstaliśmy się. Odeszłam od niego i się wyprowadziłam. Układało nam się różnie, jak to w życiu. A co było powodem rozstania? brak szacunku z jego strony, wyzwiska, obrażanie mnie w złości, w kłótniach. Dużo tego. Szukałam pomocy sama. Poniekąd można to nazwać przemocą emocjonalną. 
      Odeszłam, choć kochałam..heh..kocham nadal, choć minęły ponad 2 ms. Odeszłam, bo już nie widziałam innego wyjścia, rozwiązania, kiedy żadne rozmowy nic nie dawałay. Albo dawały na chwilę.
      Rok temu też się rozstaliśmy. ALe postanowiliśmy dać sobie drugą szansę. A raczej ja jemu ją dałam. Płakał, mówił że kocha,że żałuje, że tylko ze mną itp. Było cudownie. Zaręczyliśmy  się, planowaliśmy założyć rodzinę, kupiliśmy mieszkanie. Bajka. Ale z czasem wróciły stare krzywdzące schematy.
      Zastał puste mieszkanie. Zabrałam wszystko. Dosłownie wszystko. Wyprowadziłam się jak tego chciał.
      Na początku był wściekły, miał do mnie żal i pretensje, że odeszłam. Było mi z tym "lepiej", bo utwierdzało słuszność podjętej decyzji. Z czasem pretensje mijały. Zaczął rozumieć gdzie i w czym były błędy. Że dużo po jego stronie. Zaczął mnie przepraszać, zostawiać kwiaty. Starałam się nie wdawać w dyskusje. Uciełam kontakt. Nie odpowiadałam na wiadomosci, nie odbierałam tel, kiedy przyszedł do mnie do pracy wyrzuciałam go. Non stop o tym myslalam i mysle, bo to miał byc "ten". Nawet jesli Was to bawi. 
      Co do terapii, już na poczatku roku prawie mielismy na nią iść, bo uważam że mamy problem z komunikacją. Jednak nie doszło do tego, bo zaczęlo się układać i było ok. Zresztą wtedy On chyba nie za bardzo był do niej przekonany. Dzis jak sam powtarza jest " w czarnej d..." i wie, że jedynie pojscie na terapię może być szansą na bycie razem.
      Dwoi się i troi, stara się i wiem, że kocha i że mu zalezy na mnie i na nas. I właśnie to, co nas łączy to uczucie, miłość. Ale z mojej strony jest ogromny strach, lęk, brak zaufania, że za x czasu to znów się powtórzy. Że on wybuchnie pod byle pretekstem i ja usłysze epitety w swoim kierunku, bo to "w złosci" lub po alkoholu (okazyjnie). Dużo mnie kosztowało odejscie i jako takie pozbieranie się kolejny raz. Boję się. Zwyczajnie się boję.
      I pytam Was drodzy Panowie, co jest w męskiej głowie ;)?  
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×