Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Szkaradny

Dobór strategii - tresura czy rozwód?

30 postów w tym temacie

@Reptiljanusz Masz rację co do przeskrobania. W momencie gdy dziewczyna robi z siebie ofiarę lub włącza jej się tryb: "nie możesz po mnie krzyczeć bydlaku, bo mi jest przykro, że to zrobiłam" nie wolno odpuszczać. Nawet jak się nie gniewasz, to ona nie może o tym wiedzieć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@ Szkaradny,

śledzę Twój temat od jakiegoś czasu z uśmiechem, myśląc o drodze którą przechodzę w podobny do Ciebie sposób. Też stanąłem pewnego dnia przed rozwidleniem dróg, zastanawiając się co dalej mam zrobić ze swoim życiem. Też postawiłem na samorozwój. Tylko zaczynałem wcześniej niż Ty, jakieś dwa lata temu. W tym czasie udało mi się skończyć podyplomowe studia na ciekawym kierunku, z możliwością zarabiania lepszych pieniążków, teraz wystartowałem z intensywną nauką języka obcego. Moja żona to chodząca bryła lodu. Tylko ja białorycerzyłem od początku naszego związku "mając nadzieję że moja miłość roztopi lód" hahahahahahaha. Śmieję się teraz kiedy to czytam choć kiedyś święcie w to wierzyłem. Najważniejsze to obudzić się z letargu i zacząć zmieniać swoje życie. Robisz pierwsze kroki we właściwym kierunku. Ja zrobiłem bardzo podobnie i pierwsze owoce tych zmian zaczynam pozytywnie odczuwać. 

Mój plan jest taki aby nie rozwodzić się, tylko wyjechać. Znaleźć sobie pracę za granicą, ułożyć sobie tam życie i wtedy zdecydować na ewentualny rozwód.

 

Kibicuję Tobie we wprowadzaniu zmian w małżeństwie. Tak trzymać!

Szkaradny

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 23.03.2017 o 11:55, Szkaradny napisał:

Najdziwniejszym epizodem było jedno jej wyjście na miasto na piwo z koleżanką z pracy - ostatecznie wróciła rano, skruszona wskoczyła do łóżka, przeprosiła, przytuliła się i zainicjowała sex ?!? Hmmm, nie wiem co o tym myśleć, bo moje podejścia kończyły się ostatnio tekstem "ja nie mam ochoty".  Nabrałem wody w usta, bo mi się dobrze zrobiło, ale czy jest sens pytać ją gdzie była itp.??

 

Stawiam, że gach ją olał i straciła potencjalną gałąź, być może stawiała mu jakieś warunki na które nie przystał. Więc przymila się do Ciebie.

 

Melduj jak sytuacja obecnie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzięki Bracia za doping :)

 

Ostatnie dwa tygodnie sytuacja trochę nabrała dynamiki, co przejawia się przez:

 

  1. większy stres żony z racji coraz większych obowiązków w pracy (projekt się rozkręca, dedlajny, spotkania i taka tam bieżączka), jest na to mocno podatna, zależy jej na dobrym wrażeniu i nie odpuszcza, co kosztuje ją dodatkowe zmęczenie, drażliwość, flustracje, chodzi obolała, jara faje i dzwoni do miliona osób by dopiąć sprawy.  Jest to też forma ucieczki od naszych/domowych obciążeń.
  2. więcej rozmów i konfrontacji między nami - z racji, że reaguję na każdą "chorzyznę" i zachowanie, które mi nie odpowiada, to takich sytuacji jest więcej. Czasem dotyczy to codziennych spraw (dzieci, obowiązki domowe) a czasem konkretnie drążę sytuację między nami. Przy sytuacjach domowych jest drażliwość, trochę złości, foszki, spina. Przy kwestiach grubszych (my, jej kondycja)  jest już mocno i mówi "strasznie się boję, mam żal, ale nie wiem do kogo, boję się że się rozpadnę, ja chyba nie mogę być szczęśliwa, tak mi przykro, chciałabym żeby było jak 5 lat temu, ale ogarnia mnie rozpacz, nie potrafię z niczego się cieszyć, ledwo wstaję z łóżka, wszystko mnie boli, znikam" - ostatnio płakała 2godziny non stop, a ja spokojnie byłem i uspokajałem, że to wszystko tylko jej myśli, i będzie ok. Dominuje strach, przerażenie przed przyszłością. Tłumaczę w takich sytuacjach moją koncepcję na udane życie i daję jej opcje pójścia w tym kierunku, ale ona to podważa, albo mówi że to łatwo powiedzieć a w praktyce nie wychodzi - wtedy mówię, że skoro tak nam nie idzie to się rozstaniemy - i słyszę "nie wiem co mam robić". Ciężko tego się słucha, ale nie widzę innej drogi, niż taki czyściec, też muszę pokazać swoją konkretną wizję i dojść do momentu decyzji. Dylemat mam taki - czy jej w bańce już się posypało, czy to efekt świadomości nadchodzącego rozstania. Komunikaty z jej strony są sprzeczne ( ;) )  - raz się produkuje by było dobrze, a raz biadoli że wszystko stracone i nie chce jej się już nic i chcemy czego innego. Sieczka. Przy świadomości, że jest w dole i negatywnych emocjach to nie dziwię się że wszystko na około widzi w czarnych kolorach, ale przykre jest to że nie złapie się mojej pozytywnej osoby :) a może to takie shittesty hgw. Pewnie za dużo na ten temat rozkminiam.

 

Ja w tym wszystkim raczej dobrze funkcjonuję (samopoczucie dobre lub bardzo dobre, uczucie odwagi i akceptacji :) ), dbam o siebie, panuję nad emocjami, kontroluję sytuację, reaguję a ona często ulega. 

Kilka rzeczy do poprawy w najbliższym czasie:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
  • zero fajek, bo mam skłonność ulegać przy wspólnych rozmowach lub jak mnie coś zirytuje
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy

 

Sam z siebie jestem bardzo zadowolony, bo z deprechy i postawy ofiary wyszedłem (wielkie zasługi ma tutaj D. Hawkins). Nie chcę z nią walczyć, konkurować czy szukać winy, akceptuję to co jest i chcę to zmienić. Niestety żona nie ma tego pułapu i rządzą w niech negatywne emocje i postawa ofiary (strach, złość, poczucie winy) a w najlepszym wypadku egoizm (pragnienie sukcesu).  Projektuje na mnie całe zło tego świata, a potem ma poczucie winy i uważa się za mega chujową. Nie wiem czy jest zdolna przeskoczyć na pozytywny poziom gdy słyszę że "miłość to bzdura" :/

 

Strategia dalej ta sama:  Samorozwój - dobra samoocena, akceptacja (rzeczywistości), radość, miłość.

 

Jak pisał Marek w Stosunkowo dobry - to co negatywne i toksyczne samo obumrze, a temu co pozytywne życie sprzyja :) 

 

@K272 Gratuluję przebudzenia i konsekwencji, powodzenia, czuję że już Cię nic z tej drogi nie zwiedzie :)

 

@Brat Jan Kilka miesięcy temu odpuściłem z robieniem dymów z nadzieją że szykowanie drugiej gałęzi zakończy się szybkim sukcesem i będzie prosta droga do rozstania. Teraz to wszystko jakby w zawieszeniu.    

 

Komentujcie :)

 

 

 

 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Krótki raport z ostatnich 3 tygodni:

 

Sytuację oceniam ustabilizowaną, ale nie nudną :)

Do głównych pozytywnych rzeczy zaliczam:

  1. Wpadłem na koncept / nową pasję, która też świetnie nadaje się na biznes - ładuję w to teraz energię, czas, myśli. 
  2. Był sex jakiego jeszcze nie było - tylko raz, ale nowa jakość - zarówno ja jak i ona inaczej to rozegraliśmy
  3. Udany weekend z dziećmi - cały czas razem w miłej atmosferze i luźno, choć u niej pojawiały się depresyjne objawy, ale szła wtedy do łóżka spać. 
  4. Święta u nas, choć trochę sztuczne przez obecność teściów i moich rodziców i szwagrów, ale w miarę pozytywnie.
  5. Usłyszałem "bardzo się zmieniłeś przez te pół roku" na pozytywnie oczywiście :)

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)

    z tym mam widzę problem i biorę się za to - challange i przysięga przed Braćmi już złożona. Szczególnie istotne jest żeby nie pić razem z nią.
     
  • zero fajek, bo mam skłonność ulegać przy wspólnych rozmowach lub jak mnie coś zirytuje

    idzie doskonale - nie palę, nie ciągnie mnie, nie męczę się, wręcz mnie odrzuca, nie biorę gdy częstuje
     
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty

    po tym sex'ie to robiłem podjazdy kilka razy, liczyłem że pójdzie za ciosem - ale spotkałem się tylko z irytacją - co budzi we mnie flustrację - czyli teraz nie inicjuję zaczepek, i w głowie też staram się nie rozkminiać podjazdu 
     
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy

    idzie doskonale - nie ma kasy, ale wrażenie olśnienia i genialnego pomysłu  jak się zagospodarować i co robić w życiu dało mi kopa, sporo nad tym siedzę - faza konceptualizacji :)  - zasługi zaniedbanej podświadomości
     
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy

    Idzie nieźle - z córką jest bardzo sympatycznie, wesoło i dobre rozumienie. Syn trochę marudny ostatnio i łatwo się foszy, tu już mam nowe pomysły na jego zajęcie.

Żona komunikuje mi, że walczy, stara się  - ja czasem tego w ogóle nie widzę, bo widzę żal, smutek, czasem złość, gniew, bezradność itp. Ucieka w pracę, ale ta dostarcza jej stresu i zmęczenia. Niestety zalewa to alkoholem wieczorem, nie upija się ale, musi się "wspomóc w bólu". Marudzi sporo, że taka jest chujowa i domaga się pocieszenia. Raczej krótko rozgrywam takie sytuacje, nie tkwiąc z nią w tym bagienku.  

Z kolegą z pracy nie wie co się dzieje, bo nie śledzę telefonu i nie tracę na to energii i myśli. Była 2 razy na wieczornych wyjściach z pracy, wróciła koło 12tej, niepijana.

 

 

Na najbliższy czas utrzymuję strategię - dorzucam ograniczenie alko, rozwijam pracę z podświadomością i uwalnianiem negatywnych emocji.

 

 Dzielcie się Waszymi spostrzeżeniami, może jakieś pomysły na dodatkowe bodźce, działania.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.