Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie Bracia,

 

kolejne 3 tygodnie na nami, pewnie jesteście ciekawi co u mnie ;)

 

  1. Pierwsza połowa tego okresu znów wstało słońce - spędziłem z żonką wolny dzień w łóżku - sex i filmy, leniuchowanie bez dzieci cały dzień. Co ciekawe noc wcześniej mieliśmy nieprzyjemną rozmowę o wzajemnym traktowaniu i nieźle ją wkurwiłem mówiąc szczerze co czuję - chciała robić z siebie ofiarę, ale wyłożyłem swoje zdanie na temat jej zachowania :) - wydawało się że przede mną trudnie dni.
  2. Kolejne dni bardzo poprawne, dobry klimat, kontakt, robienie różnych rzeczy, wspólne wyjścia, spotkania ze znajomymi.  
  3. No i po 10 dniach znów konflikt, złości (w tym na dzieci), zamulanie, trwanie w niczym, brak normalnego kontaktu, zniechęcenie do życia.
  4. Ostatni tydzień dość mnie zaniepokoił, bo zaczęła mówić o swoich lękach, że wszystko jest trudne, boi się, ciągle odczuwa zagrożenie, nie może nad tym zapanować. Unika, ucieka, rezygnuje. No kurwa - jest coś grubo nie tak. Wie, że to irracjonalne, ale baniak robi sajgon. Niby chodzi do psycholoszki, ale chooja widzę efektów. Widzę, że tu moja osoba nie ma wiele do rzeczy - jej negatywizm pogrąża ją, nie wiem co to za gówno, ale domową terapią tego raczej nie da się ogarnąć. Będę ją wysyłał do psychiatry, kurwa mać!  Przez ostatni czas traktuje ją bardzo łagodnie, bo i sam jestem znacząco spokojny i zdystansowany do zachcianek mojego ego. Owszem jak coś mi nie pasuje to mówię, ale bez emocji, na ogół się wkurwia, ale potem stosuje do uwag. Odpuściłem podjazdy na sex, więcej doceniam i zauważam jak jest ok, nie chcę jej stresować, ale nie mogę zatroskany skupiać się tylko na niej, bo to mnie wciąga i wywala z energii, a są jeszcze dzieci.

 

Tak że ten .... trochę smutno trochę straszno. 

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    OK  - nikt w domu nie pije, poza domem też spokojnie
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    poprawiłem -  jakoś do mnie to w końcu dotarło, że nie tędy droga. Odwyk - nie tracę na to energii i czasu, jej też lepiej bez takich nacisków. Ewentualnie sobie coś pozwoję pożartować na ten temat, ale to wtedy odbiera, że się wyśmiewam z niej :/ 
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    Poprawiłem - pracuję w temacie i wymyśliłem coś co mnie bardzo zadowala i znacząco upraszcza robienia tego co chcę w przyszłości - krok milowy powiedziałbym :)
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    stabilnie - utrzymuję przyjęte założenia, postawa opiekuna, przyjaciela i strażnika :)

 

Psychika żonki jak domek z kart, u mnie OK - mocno się zorganizowałem i to co robię daje  mi poczucie satysfakcji i skuteczności. Niestety nie wszystko mogę kontrolować, na pewno nie jej sposób myślenia, który jest destrukcyjny.

Zamiast tresury tu potrzebna terapia. Rozwód? Chyba by mi dojebał każdy z każdej strony :) .

 

Houk

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 13.1.2017 o 09:13, Szkaradny napisał:

No nie zgodzę się, że to typowa kobieta - to co napisałem o jej osobowości to moja wnikliwa analiza - sporo ostatnio na temat zaburzeń osobowości się dowiedziałem i tak to wygląda - u niej dominują elementy osobowości narcystycznej i uwierz to kurna nie jest hop siup jak ktoś w związku tak "zasysa" do siebie całą energię, uwagę, odrzuca jakąkolwiek krytykę, wkręca poczucie winy. Zachęcam go zgłębienia tematu:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Narcystyczne_zaburzenie_osobowości

http://psychiatria.mp.pl/zaburzenia_osobowosci/74485,osobowosc-narcystyczna

http://emocje.pro/borderline-i-zaburzenie-narcystyczne/

 

Przez swoje mocne zmotywowanie na uzyskanie podziwu jest skupiona na robieniu dobrego efektu i osiąganiu sukcesu - i jej to wychodzi, więc jest postrzegana jako "fajna babka" z charyzmatem, czarem, urokiem. Ale nikt nie wie jaki jest tego koszt i podłoże. W domu deprecha i złość na bliskich, bo "coś chcą", bo "już nie dają podziwu", bo nie chcą cierpieć jak ja", "bo chcą czegoś innego" "bo za dużo wiedzą o mnie, o mojej niedoskonałości, o słabości".

Ogólnie pierdolec na punkcie swojej osoby - idealizowanie siebie, lub nieszczęście gdy czuje się nieidealna. Długo by pisać jak to jest poryte. Inny np. element to powierzchowne znajomości utrzymywane do momentu gdy ktoś działa pod wpływem jej uroku, daje podziw, akceptacje wszystko, gdy się pojawiają różnice zdań, jakaś asertywność to już lipa i zerwanie kontaktów. Stąd wiele zmian miejsc pracy, wiele niestałych znajomości.

 

Gdyby to była typowa babka, to bym pewnie w to nie wpadł, ale jakoś się tak dobraliśmy, że adorowałem ją pięknie, nie wymagając nic.  Teraz trzymanie ramy z jej nawykami i potrzebami to wyzwanie.

Ponieważ przestałem dostarczać podziw i pełną akceptację, a więcej wymagam i wogólę śmiem mówić o odejściu to jestem już w worku "Źli" - dlatego męczy kolegę, który bezkrytycznie zaspokaja potrzeby podziwu i daje się wykorzystywać do różnych prac :)

 

Jeśli ktoś miał do czynienia z  przypadkiem narcyzmu to  proszę o podzielenie się doświadczeniami.

 

Witaj bracie! 

 

Ufam twojej ocenie - miałeś na to 10 lat, informowałeś się itd. Powiem tak, czytając już twój pierwszy post pomyślałem o Borderline Personality Disorder...

Znam te numery, włącznie z wysysaniem całej energii, niezdrowym trybem życia itd. Moja obecna miała tak latami, na 100% stwierdzić czy to jest borderline czy narcyzm jest trudno - w grę wchodzą także stany na granicy psychozy i neurozy. U mojej, wpływ w dużej mierze na występowanie tych objawów miały hormony. Niektórzy psycholodzy uważają, że borderline może się "wypalić" / zniknąć po klimakterium. Tak czy inaczej u mojej aktualnie jest dużo lepiej, ale ta zmiana jest związana z tym, że dostała parę razy kopa w dupę od życia...musiała się ogarnąć, ja siedzę "na spakowanych walizkach" - myślę, że ona wie / zrozumiała że mnie obecnie prawie wszystko jest obojętne i jestem gotów na wszystko..  No i hormony opadają....

 

Nie mamy dzieci- może jeszcze się uda (tak, wiem co Bracia na ten temat myślą) ale bardzo bym tego chciał. Obawiam się, że jest na to za późno (u niej) i to będzie powodem rozwody z mojej inicjatywy. Najważniejszy powód, dlaczego jest lepiej to jest to forum! Stosuję twarde zasady, potrafię być bezwzględny i chamski, manipuluję i kłamię etc etc   To trzyma ją w pewnych ramkach...     Wierzę na słowo i tak też to było u mnie - to nie są normalne rozterki z kobietą, to ma inny level... Nie wiem jak u ciebie z Angielskim, ale jest jedna bardzo dobra strona po Angielsku na temat borderline:

http://bpdfamily.com

 

Dobra dlatego, że wiele innych stron koncentruje się na tych osobach, które mają borderline, a ta strona pokazuje co to zaburzenie osobowości robi z partnerem, rodziną itd. Strona ta pomogła mi zrozumieć wiele rzeczy, ale największy krok rozwojowy zrobiłem tutaj wśród braci.

 

Powiem tak, gdybym wiedział to wszystko przedtem to niepozwoliłbym jej na te jazdy....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 20.7.2017 o 12:02, Szkaradny napisał:

więcej doceniam i zauważam jak jest ok, nie chcę jej stresować,

 

IMHO: z tym bądź ostrożny - może przynieść odwrotne efekty, w przypadku mojej dużą poprawę przyniosło: krytykowanie, opierdalanie, niezauważanie jej czynów itd. Doceniam rzadko- całe lata chwaliłem, dziękowałem i chuj z tego był....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Sile76 Dzięki za post. Stronę www.bpdfamily.com już znałem. Faktycznie cenne informacje jak do takiej osoby podchodzić.  U minie wszystko zaczęło się walić i zarazem zmieniać od pełnego mojego wyczerpania z energii i depresji spowodowanej poczuciem winy, że nie ukochana osoba jest ze mną nieszczęśliwa.  Przez długi czas odbierałem te ciągłe bodźce negatywności i brałem to do siebie, to wykańcza. Gdy dowiedziałem się o BPD i NPD  to pewien opanował mnie strach (bo jest sporo chujowych historii w internecie na ten temat), ale potem spokój, że to się dzieje to nie moja wina i nie biorę już tego do siebie. To był przełom, zacząłem wracać do siebie i pozytywnej energii, zostawiłem ratowanie i podziwianie, dla niej to był swojego rodzaj kop w dupę, zaczęła się wspierać orbiterem i używkami, walczyć o uznanie w pracy, ale nie starczyło energii na podtrzymywanie energii i pojawiła się depresja, lęki.

 

Ogólnie jeśli chodzi o takie związki LTR z BPD/NPD to wiadomo, że i druga strona ma jakieś dysfunkcje, skoro trwa tak długo w takim toksycznym związku. Ja zająłem się tropieniem SIEBIE i zrozumieniem czemu sobie zafundowałem taką sytuację.  Naprawdę całą uwagę poświęciłem na zapewnienie SOBIE życia o lepszej jakości - pod lupę poszły - uzależnienia, nałogi, uniki, przekonania, rozwój fizyczny, osobisty i duchowy (ważne jest poznanie swoich emocji, trigerów i zmiana reakcji, wchodzenie w lęki, strachy, podejmowanie ryzyka, konsekwencja w podejmowaniu decyzji i postanowień, uczciwość wobec siebie, panowanie nad szczekająco-żalącym się ego), relacje z ludźmi, zainteresowania, praca. Paradoksalnie jest to bardzo owocny i satysfakcjonujący okres w moim życiu, przestałem być ofiarą sytuacji i osoby. Też mam walizkę mentalnie spakowaną i jeśli będzie trzeba to bez żalu i strachu pójdę w swoją stronę i to ja o tym zdecyduję - to faktycznie wielka zmiana, a dla niej wielki szok i lęk - bo jestem poza kontrolą, co dla narcyz jest nie do przyjęcia, a borderki chyba potrzebują kogoś właśnie tak pewnego siebie - więc moja walczy sama z sobą i stąd ma jazdy lęków i poczucia straty oraz rozczarowania, że nie kocham idealnie, nie ratuję, a wymagam, trzymam ramę . Dla osób, które czują że są ofiarami swojej dobroci/serdeczności - polecam No More Nice Guy  (chyba nie ma polskiej wersji - warto się nauczyć angielskiego dla tej książki :) )  przewodnik jak stać się panem własnego losu. 

 

Dzieje się dużo, na nudę w takim związku nie można narzekać, takie związkowe yin-yang.

 

Dnia 23.07.2017 o 02:31, Sile76 napisał:

 

IMHO: z tym bądź ostrożny - może przynieść odwrotne efekty, w przypadku mojej dużą poprawę przyniosło: krytykowanie, opierdalanie, niezauważanie jej czynów itd. Doceniam rzadko- całe lata chwaliłem, dziękowałem i chuj z tego był....

 

Tu staram się być uczciwy na bieżąco - jak coś nie tak to mówię (krytykuję zachowania nie ją), że jest lipa i trzeba zmienić/ustalić - wkurwia ją to strasznie (narcyz nie znosi krytyki), ale po jakimś czasie dostosowuje się, bo chyba dociera że wtedy właśnie będzie lepiej lub zauważa, że faktycznie nie brała pod uwagę tego co ja czuję i chcę -  sporo się zmieniło na lepsze.  Jak jest ok, to docenia, robię jakies miłe rzeczy, mówię że się cieszę, że był fajny dzień, czy jakieś inne sytuacje. 
Chamski raczej nie jestem i nie kłamię. Manipuluję - w końcu chodzi mi o postępowanie, które jest dla mnie korzystne :) ale nie czuję bym tym krzywdził kogoś.

 

Czego nie wolno robić to właśnie być miłym, ustępliwym, wdzięcznym, uległym, doceniającym po to aby poprawić jej samopoczucie z nadzieją, że ona doceni nas i będzie bajka :)  Nie wolno dawać na kredyt, żadnego tolerowania złego zachowania, ale tez żadnego foszenia się na nią, bo BPD chce wzbudzać emocje - jak się obrazić to wie że ciebie kontroluje. Jak pozostajesz spokojny i wymagający to szuka innej formy wywołania emocji, zresztą właśnie takie foszenie, czy obrażanie wywala z energii i szkodzimy sami sobie.

 

Ostatnie dni mamy bardzo dobre - ja mam luz, gaszę ją i dzieciaki w zarodku, gdy coś ktoś wszczyna. Niebawem wyjazd wakacyjny pakujemy walizki :)

 


Pozdrawiam 

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Szkaradny No, tak to tylko prawdziwy brat mógł to opisać... Widzę, że podobnie przechodzimy tą chorobę... 

Dnia 31.7.2017 o 15:47, Szkaradny napisał:

Ogólnie jeśli chodzi o takie związki LTR z BPD/NPD to wiadomo, że i druga strona ma jakieś dysfunkcje, skoro trwa tak długo w takim toksycznym związku. Ja zająłem się tropieniem SIEBIE i zrozumieniem czemu sobie zafundowałem taką sytuację.  Naprawdę całą uwagę poświęciłem na zapewnienie SOBIE życia o lepszej jakości - pod lupę poszły - uzależnienia, nałogi, uniki, przekonania, rozwój fizyczny, osobisty i duchowy (ważne jest poznanie swoich emocji, trigerów i zmiana reakcji, wchodzenie w lęki, strachy, podejmowanie ryzyka, konsekwencja w podejmowaniu decyzji i postanowień, uczciwość wobec siebie, panowanie nad szczekająco-żalącym się ego), relacje z ludźmi, zainteresowania, praca. Paradoksalnie jest to bardzo owocny i satysfakcjonujący okres w moim życiu, przestałem być ofiarą sytuacji i osoby.

Pełna zgoda - tak to u mnie też wygląda, paradoksalnie można nawet być wdzięcznym, przy normalnej partnerce tyle bym się nie nauczył o sobie, o moich słabych punktach itd.

Na BPDfamily zaglądam teraz już tylko sporadycznie, aby sobie "kurs odświeżyć"...

 

Miłych wakacji i pozdrowienia!

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witajcie Bracia,

 

raport po 3 tygodniach:

 

  1. Okres urlopu - jeden tydzień spędziłem na samodzielnym wyjeździe - zostawiłem wszystkich w domu u w ramach własnych potrzeb spędziłem ten czas sam według uznania. Było sporo wysiłku fizycznego, łamania barier i granic, sporo nowych ludzi i sprawdzania się w nowych okolicznościach.  Będę takie wypady realizował 2 razy do roku, dla siebie, dla własnej kondycji, oderwania od domu i codzienności - reset.
  2. Po moim powrocie, żona też rozpoczęla urlop - przez 4 kolejne dni już sporo czasu spędziliśmy razem (w tym sex codziennie). Atmosfera wyjątkowo miła i pozytywna, choć nie wiem czy nie było to pokierowane wyrzutami sumienia, bo przyznała się że jak mnie nie było to raz zabalowała, nie pamięta jak wróciła, zgubiła portfel i kac na resztę dnia miała, po drodze jeszcze pojawiały się pytania "Czy już mnie znowu lubisz?". Robi to ze strachu? Dziwne, bo wcale się tym jej baletem nie przejąłem.
  3. Wspólny wyjazd z dziećmi - tydzień dobrego czasu, sporo aktywności wspólnych, wyciszenie, oderwanie od miasta, dobre dni. Żona w dobrej formie, aktywna i zaangażowana.
  4. Powrót do domu. Dalej dobry kontakt.

 

W porównaniu do wcześniejszego okresu to jest zdecydowana poprawa u żony, działa, rozmawia, sex, nabiera aktywności, nie wspomina o leków, rzadko się podkurwi, w sumie dwie spiny były, ale krótko to rozegrałem i temat się rozmył. Jest milsza i bardziej otwarta, sporo czasu poświęca dzieciom, ze mną utrzymuje stały kontakt i stara się na bieżąco uzgadniać wspólne działania i organizację życia. Objawy depresyjne w niewielkim stopniu, tylko wieczorami czasem muli przy ekranie/filmach aż zaśnie. 

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    OK  - choć większość czasu nas nie było w chacie, a na wyjeździe jednak piwkowało się trochę i co ciekawe ona raczej niechętnie.
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    OK -  żadnych jałowych podjazdów, ale było kilka sexownych dni, czyli wychodziło że się tu dopasowaliśmy. Po tym czasie to nawet już byłem nasycony na dłużej, więc nie było flustracji na tym tle.
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    zawieszone - na czas urlopu 
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    poprawa - więcej wspólnych zajęć szczególnie z synem.

 

Czas urlopu, wakacji i wyjazdów dał sporo pozytywnych wrażeń i czasu. Część poświęciłem tylko dla siebie, przez co dałem jasny sygnał, że mam swoje potrzeby i to jest priorytet. W czasie wspólnym też wyszło bardzo pozytywnie. 

Jestem ciekawy czy poza urlopem utrzyma się ta tendencja. Może pozytywne efekty przyniósł czas gdy odpuściłem tresurę, zainteresowanie, wyjechałem, przestałem tyle drążyć pokazując, że jest mi dobrze jak jest spokój i porządek w domu, a ona nie musi być szczęśliwa, żeby reszta funkcjonowała. Może ;)
Jak to już wcześniej opisywałem wywołany przez @Sile76 jest w tym przypadku kobieta z BPD/NPD i taka "zabawa" na huśtawce to norma może być, chyba w następnym kroku powinienem ją/nas skierować na terapię pod tym kątem i zależnie od reakcji decydować o losie naszego związku.    

 

Szkaradny

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, azagoth napisał:

@Szkaradny Rozważasz terapię - czy Ty chcesz z nią być w związku?

 

Gdyby się ogarnęła to możliwe jest pozostanie w tym związku. A opcja terapii tak czy siak powinna być jej zaproponowana. Jeśli na to nie pójdzie to w przypadku rozwodu będę miał dodatkowy argument na brak zgodności/współpracy. W tym momencie moim argumentem pozostaje "ona mnie wkurwia" , trochę mnie może to kosztować, wolałbym mieć jakieś uzasadnienie.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Szkaradny

Jeśli bardzo Ci na tym zależy to zawsze możesz iść sam na terapię i pokazać, że żona nie chce "się naprawić" a Ty masz w związku z tym problemy psychiczne. Co nie jest fałszem - bo dotychczas swoją terapię przeprowadzasz tutaj na forum.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@azagoth   w tym momencie mi nie zależy na terapii dla mnie. Ja w najtrudniejszych chwilach - gdy odczułem koniec związku, depresję/ brak kontaktu, jej zaangażowanie z orbiterem itp. - poleciałem do psychologa (to była kobieta) i przez kilka miesięcy byłem 7-8 razy, to nie była terapia tylko takie doraźne konsultacje, ale jak już ochłonąłem to dałem sobie spokój. Stwierdziłem że szkoda kasy, bo sam mocno nad tym pracowałem i godziny brakowało, żeby opowiedzieć co się zmieniło we mnie w ciągu tygodnia :) . Pod koniec tych wizyt psycholoszka stwierdziła, że korzystnie wyszedłem z kryzysu, czyli mocniejszy i bardziej świadomy, bardziej zintegrowany i niezależny.

 

Mi obecnie zależy, żeby ją wysłać na terapie, bo ma problemy z emocjami/depresyjne/lękowe/nerwicowe/w relacjach z członkami rodziny. W lutym było u psychiatry, bo już wymiękała (depresja, napady paniki, lęki) - ale tylko po pigułkę, nie poszła na terapię, choć jej to lekarz sugerował. Ostatecznie tego leku już nie bierze, bo uznała że nie daje efektu. 

 

Chcę mieć udokumentowane, że chciałem by się leczyła/poszła na terapię (obojętnie czy indywidualnie, czy terapia wspólna pod kątem związku) - bo to będzie jakiś argument w sądzie, że nie było współpracy, jej woli by dążyć do utrzymania związku. 

Przewiduję, że właśnie taka będzie jej reakcja, czyli odmowna + wkurw, że jej wmawiam wariactwo itp. 

 

W przypadku gdyby jednak zgodziła się to może by jej to pomogło lub uświadomiło pewne problemy jakie ma. Trudno mówić co to da, bo jak ją przyprę do muru to pójdzie tylko by przeczekać, udawać że chce zmiany (NPD jednak nie ma problemu tylko inni mają problem), takie przeczekanie, bez autentycznej chęci zmiany. 

 

Jeśli tego nie zainicjuję, to w przypadku mojego wyjścia z małżeństwa - otoczenie zrobi ze mnie chooja co opuszcza chorą, sąd pewnie też będzie sugerował, żeby próbować wszystkiego dla dobra dzieci, albo walnie nam obustronną winę. Generalnie wiem, że i tak będę winny, ale jej niechęć/odmowa do terapii to jednak dla mnie przekonujący argument do wyjścia i plus w sądzie.

 




 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak, jak sam napisałeś - w naszym zjebanym systemie i tak zawsze będziesz uważany za winnego. Czy warto zatem pozwolić aby życie uciekało między palcami? Czas to nasz najcenniejszy zasób.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witajcie Bracia

Miesiąc od ostatniego raportu, co u mnie? Ano:

 

1. Początek tego okresu to konkretne pierdolnięcie. Zaczęło się od spiny, że jej nie daję wychodzić i pod pozorem troski kontroluję ją. W końcu przyznałem rację i wyjaśniłem, że wynika to z braku zaufania do niej, że straciłem to zaufanie, po tym jak mnie okłamała (spacerki z orbiterem). Powiedziałem, że to było złe, a ona tego zła nie widzi, unika tematu i walczy o wybielenie się mantrując w kółko "ja nic złego nie zrobiłam". Stwierdziłem, że nie mogę być z kimś kto mnie okłamuje i mówi że tak będzie robić dalej. Zapytała "i co w związku z tym?" ja: "Musimy się rozstać" - Ona: "To zrób to." Ja: "Dobrze." - Zacząłem wychodzić do pracy, coś jeszcze wyjaśniałem, że taka relacja jest szkodliwa dla wszystkich i lepiej będzie przestać udawać, bo mi zależy na czymś więcej niż pozory. Powiedziała, że jak wrócę to jej już nie będzie i "osób za które jest odpowiedzialna". Powiedziałemm, że nie musi nigdzie się wyprowadzać, bo to trzeba uzgodnić. Wyszedłem.  Byłem z tym spokojny, nie bałem się że to koniec, nie skakałem ze szczęścia że to koniec, spokój, byłem pewny, że zrobiłem to co dla mnie ważne i dobre, bez leku przed konsekwencjami, czułem się dobrze.

Po kilku godzinach pojawiły się smsy z oznakami paniki i dramatu. Zadzwoniłem, powiedziałem znów, co jest nie tak i dlaczego nie może to dłużej trwać. Zapytała co ma zrobić - wyjaśniłem, zaczęła płakać i powiedziała, że nie może dalej rozmawiać.

Potem było cicho przez 2 dni. Bez rozmów, zajęcia domowe.

 

2. Panika - po dwóch dniach, mówi, że nie jest w stanie funkcjonować, bo nie wie co będzie? Ustaliłem rozmowę. Znów wyjaśniałem, w czym są problemy, chore zachowania, powiedziała, że była zła i mi na złość powiedziała, że będzie mnie okłamywać, inne jakieś strachy "gdzie będę mieszkać?" . Wyjaśniłem, że nie chcę robić rewolucji i w jeden dzień wszystko wywracać, ale jak się sytuacja nie zmieni to szkoda się męczyć i lepiej znaleźć alternatywę w postaci rozejścia się. Ona niby tego nie chce, ale szczęścia też nie czuje, tle tylko co dzieci dają jej trochę radości i nadają sens życia.

 

3. Od tego czasu mocno się poprawiła. Główne zainteresowanie to spędzanie czasu z dziećmi, organizowanie im wakacji, też dom i kontrolowanie swoich emocji. Mniej żali, złości i unikania.

4. Były imprezy, było ok, czyli spokojnie i w kontakcie (sex też). Deklaruje chęć i faktycznie spędza ze mną więcej czasu na różnych aktywnościach.

5. Żona mimo takich turbulencji jest obecnie spokojniejsza i w dobrym kontakcie ze mną, informuje i rozmawia o wszystkim, cieszy się jak coś wspólnie działamy.

 

 

 Idąc za zasadą "nie ważne co mówi, ważne co robi" powinienem to pozytywnie oceniać. Przyznam, że zaplanowany czas na tresurę dobiega szybko do końca - wrzesień to ostatni miesiąc - a sytuacja dla mnie pozostaje mocno niejasna.

Tresura przynosi sporo pozytywnych zmian i sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż przed kryzysem, kiedy to ja byłem w depresji a jej odwalało w manii zajebistości. Teraz u mnie OK, życie mi się podoba (z nią / bez niej), ona natomiast jak na zjeździe po amfie (chciałaby energii i radości, a tu null, zjazd, wszystko trzeba powoli odbudowywać, w obliczu prawdy o swojej niedoskonałości - ego obolałe).  

Przyznam, że nie traktuje mnie źle, jak to czasem w mocniejszych przypadkach BPD bywa (wyzwiska, groźby, jawny atak, agresja, przemoc, manipulacja dziećmi)  tu jest współpraca, załapuje po pewnym czasie nowe zasady i granice, ale pewnych swoich schematów i przekonań nie umie pokonać. Rozumiem to, bo też walczę ze swoimi nałogami (naliczyłem ich 6).

Jak nie wchodzi w konflikt, a raczej chce się układać, to tresurę przedłużę, na razie da się żyć i nie tracę energii przez nią.  Podstaw do rozwodu też nie mam - a na wspólne dogadanie się co do rozwodu nie ma teraz co liczyć, bo nie ma alternatywy w postaci mocnej gałęzi.  

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    nie do końca  - raz zmiękłem przy jej urodzinach i 2 razy sam coś wypiłem.  
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    OK -  żadnych jałowych podjazdów.
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    OK - ruszyłem z tematem, systematycznie, codziennie dokładam cegiełkę do przyszłego Imperium.
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    w normie - choć w czasie wakacji głównie żona z racji czasu większość czasu była z nimi.

 

Ciekawy jestem, czy jak pojawi się u niej naprawdę dobra forma i energia, to czy będzie kierowała ją w kierunku związku, czy raczej "odpadnie" i poleci wojować świat i spijać podziw klakierów. Zobaczymy.

 

Tyle Bracia, jakieś uwagi?

 

Szkaradny  

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Szkaradny napisał:

Tyle Bracia, jakieś uwagi?

 

8 godzin temu, Szkaradny napisał:

Po kilku godzinach pojawiły się smsy z oznakami paniki i dramatu. Zadzwoniłem, powiedziałem znów, co jest nie tak i dlaczego nie może to dłużej trwać. Zapytała co ma zrobić - wyjaśniłem, zaczęła płakać i powiedziała, że nie może dalej rozmawiać.

   Zadziałał tu strach przed odrzuceniem, samotnością i przyszłością. Ona nie jest gotowa aby Cię zostawić, kocha Cię i jednocześnie nienawidzi. Sądzę że nigdy nie będzie

chciała się rozwieść. Nie ma i nie będzie szukała innej gałęzi, z Tobą jest jej dobrze.Tresura daje swoje wyniki, ale są pewne granice wychowania baby i abyś nie przegiął. 

Nie zacznij czasami traktować jej jak niewolnicy czy służby domowej. Właściwa jest postawa 'Pana domu', jej wysłuchasz, ale to Ty masz ostateczne zdanie.

 

8 godzin temu, Szkaradny napisał:

(spacerki z orbiterem

   Więcej tego nie zrobi, nudziła się przez Ciebie to i szukała przygód. Teraz wystarczy dostarczać jej odpowiednich emocji i wszystko będzie dobrze.

 

   Generalnie dobrze działasz i zastanowił bym się na Twoim miejscu czy warto brać rozwód, przynajmniej do czasu dorosłości dzieci.

Jeżeli zdecydujesz się na nowy związek, wszystko może się powtórzyć.

8 godzin temu, Szkaradny napisał:

Idąc za zasadą "nie ważne co mówi, ważne co robi"

   Odpowiadasz sam sobie:

8 godzin temu, Szkaradny napisał:

Ona niby tego nie chce, ale szczęścia też nie czuje, tle tylko co dzieci dają jej trochę radości i nadają sens życia.

   Kocha Cię, jestem tego pewien, ale nigdy nie przyzna się przed Tobą do tego. Ona też coś chce ugrać i gra jak najlepiej potrafi.

 

Pozdro.

 

Wstawię Ci @szkaradny  co jest ważne w życiu:

Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: – "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza."

 

Scalone

As.

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Adolf !!! Jestem trzaśnięty Twoim postem!  Raz: treścią i Twoimi wnioskami , dwa: tonem i pewnością siebie. 

Od wczoraj się zastanawiam co odpisać, bo tego typu uwagi się nie spodziewałem! Tak czy siak, Twój post dostarczył mi dużo pozytywnego nastawienia, wręcz radości i uczucia ulgi :) .   Mógłbym go zbagatelizować, ale patrząc na Twoją reputację to nie potrafię nie doceniać Twojego wkładu i doświadczenia na forum. 

 

To po kolei: 

 

23 godziny temu, Adolf napisał:

 

   Zadziałał tu strach przed odrzuceniem, samotnością i przyszłością. Ona nie jest gotowa aby Cię zostawić, kocha Cię i jednocześnie nienawidzi. Sądzę że nigdy nie będzie

chciała się rozwieść. Nie ma i nie będzie szukała innej gałęzi, z Tobą jest jej dobrze.Tresura daje swoje wyniki, ale są pewne granice wychowania baby i abyś nie przegiął. 

Nie zacznij czasami traktować jej jak niewolnicy czy służby domowej. Właściwa jest postawa 'Pana domu', jej wysłuchasz, ale to Ty masz ostateczne zdanie.

Kocha mnie? Kurde, jedną z pierwszych rzeczy jakich się tu dowiedziałem to, to że kobiety nie potrafią kochać. Może to przegięcie, ale jak pojawiają się problemy to można w to szybko uwierzyć i dostrzegać tylko ich zainteresowaniem zabezpieczenia swojego i swoich dzieci, uczucia? miłość? - jakieś bzdury.  

Nienawidzi? To, tak czasem interpretuję, mocno w niej buzuje jakaś złość z bycia w sytuacji obecnej. Ale dostrzegam, że nie tylko ja jestem adresatem tej złości, ale cała reszta rodziny, więc to nie taki personalny problem. Teraz owszem mocno mi zarzuca naciskanie i urabianie jej, kontrolowanie, olewanie, dopytywanie itp. Ale taka jest cena zmian, nie widzę innej możliwości jak sprawdzić każdą cegłę w tym związku i dowiedzieć się co jest mocne a co iluzją.   

 

Z przegięciem to raczej jest bezpiecznie, bardzo ją cenię mimo wszystkich trudności i spin, bo ma kilka wyjątkowo mocnych zalet.  Zależy mi na wolnym człowieku, który jest ze mną z własnego wyboru, a nie z konieczności. Jeśli nawet mielibyśmy się rozejść to chciałbym wiedzieć że to rozumie i uznaje za dobre dla obu stron. Nie chcę zastraszać i terroryzować. Chcę zmienić to co jest złe i chore, ona boi się zmian w sobie, jest nie pewna siebie i czego chce, dlatego chyba mnie źle postrzega, walczy o niezależność, choćby miała być "tą złą". 

 

Cytuj

 

   Więcej tego nie zrobi, nudziła się przez Ciebie to i szukała przygód. Teraz wystarczy dostarczać jej odpowiednich emocji i wszystko będzie dobrze.

Owszem, nie zauważam już tych kontaktów, ale i nie kontroluję tego jak kiedyś. Mam to już poza mną. Ona też stara się nie stwarzać niejasnych sytuacji, choć uważa że mam jakieś "zazdrosne urojenia". Możliwe, mam nadzieję, że to urojenia, bo w sumie przez 10 lat nie miałem cienia podejrzeń, że coś się dzieje na boku.

 

 

Cytuj

 

   Generalnie dobrze działasz i zastanowił bym się na Twoim miejscu czy warto brać rozwód, przynajmniej do czasu dorosłości dzieci.

Jeżeli zdecydujesz się na nowy związek, wszystko może się powtórzyć.

Szczerze nie chcę rozwodu, ale nie chcę żyć w jakimś dramacie niemocy i niespełnienia. To jak stać po kolana w wodzie i nie móc się napić. Nie znoszę tego cierpienia generowanego przez nas samych. Wszystko pozornie jest ok: dzieci super, mieszkania, pracujemy --- a mimo wszystko cierpienie. Dlatego pojawiła się opcja rozwodu, bo nie wiem czy jest sens trwać w tym. Teraz jestem silniejszy, nie boję się konfliktu, nie ruszają mnie jej emocje, mam cel by zachować swój ce. Jeśli przestanie mnie traktować jak wroga/winnego jej nieszczęścia to będzie dobrze.  

 

Nie chcę żadnego nowego związku, o nie! Jak mówisz sytuacja by się powtórzyła,mam tego świadomość, wolę stary poligon ;). 

 

 

 

Cytuj

   Odpowiadasz sam sobie:

   Kocha Cię, jestem tego pewien, ale nigdy nie przyzna się przed Tobą do tego. Ona też coś chce ugrać i gra jak najlepiej potrafi.

Możesz mi wyjaśnić skąd ta pewność? Czemu to tak wygląda, po co ta gra? Znów czuję się jak nic nie rozumiejące dziecko.

Cytuj

 

Pozdro.

 

Wstawię Ci @szkaradny  co jest ważne w życiu:

Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: – "Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza."

 

Scalone

As.

 

:)

 

Dzięki za  Twój komentarz.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Szkaradny napisał:

Możesz mi wyjaśnić skąd ta pewność? Czemu to tak wygląda, po co ta gra? Znów czuję się jak nic nie rozumiejące dziecko.

 

   Widzę po Twoich postach, jak się wszystko rozgrywa. Jesteś w schemacie, tak samo jak ja. Baby są schematyczne, dlatego

 i nasze życie z nimi nie odbiega od tematu.

Nic więcej, po będziesz z nami na forum, to zaczniesz zauważać pewne schematy. Są one łatwe do ogarnięcia, wszyscy zachowujemy się schematycznie!

   Po co ta gra? Nie jestem pewien intencji Twojego pytania. Sądzę że chodzi tu o relacje damsko-męskie. Ta gra toczy się od tysiąc leci, ciągłe szachy.

Nie każdy to rozumie. Chodzi o dominacje nad stadem, czyli rodziną. Jeżeli ustąpisz o krok z relacji którymi to Ty powinieneś zarządzać, to tworzy się pustka.

   

  W którą natychmiast ingeruje samica, próbując przejąć tą sferę, i w ten sposób przejmuje całe Twoje życie. Małżeństwo, związek, to ciągła walka o dominacje.

My faceci siadamy na dupie, bo myślimy że zdobyliśmy, wtedy browar do TV, gry, czy dobrego filmu. A kobieta cały czas kombinuje żeby miała lepiej.

 

   Dla tego, my faceci, w obecnych czasach musimy myśleć za nie, one są pogubione, nie wiedzą czego chcą. To jest proste.

Mamy być mocnymi facetami! 

 

  Wtedy baba będzie chodziła jak kura za kogutem!

 

Taka prawda, nie przejmować się tym o czym ona myśli i zapewnić jej spokojne i w miarę syte życie, pod rygorem porzucenia jeżeli zacznie 'fikać'.

3 godziny temu, Szkaradny napisał:

Możesz mi wyjaśnić skąd ta pewność? Czemu to tak wygląda, po co ta gra? Znów czuję się jak nic nie rozumiejące dziecko.

 

    Jeszcze raz Cię zacytuję.

 

Bo kurwa, prawdopodobnie lepiej w życiu mieć nie będziesz!

 

   Od Ciebie zależy jak będzie wyglądać Twoje życie i pożycie. Kobieta podświadomie czeka na mocnego faceta, bądź nim! 

Nie przejmuj się jej płaczem, fochami, wymuszeniami. Bądź twardy i realizuj to, co w/g Ciebie jest dobre dla rodziny.

Ona z czasem będzie patrzeć na Ciebie z podziwem. Ty realizujesz wychowanie kobiety od paru m-cy, ja od trzech lat.

 

   Zmiana mojej kobiet jest bardzo widoczna, co chwila otrzymuję achy i ochy. W życiu tak nie miałem. Praca moja i jej (choć nieświadomej).

przynosi efekty, dopiero się docieramy. Ty masz szczęście, dużo wcześniej trafiłeś tu jak ja, szybciej ogarniesz.

 

   Jeszcze jedno, nie uważaj swojego życia jako dramat. Zastanów się nad plusami i minusami. Wiem kobieta, twoje znużenie tematem, 

twoje rozgoryczenie związkiem. Ale jesteś na dobrej drodze, kobietę można uwarunkować, szczególnie jak jest w pewnym stopniu uzależniona

finansowo, rodzinnie, etc. Za szybko postawiłeś 'terminy'. Bo jak się nie określi do końca września, to sajonara. Nie tędy droga, to Ty bądź mądrzejszy,

i spróbuj naprawić to co spierdoliłeś.:)

   

 

 

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Uważaj z tym końcem terminu. Ona może poczuć że termin minął ty nie odeszłeś to można wrócić do swoich starych loszko przyzwyczajeń. To że proces tresury się skończy to nadal musisz uważać i od czasu do czasu będzie potrzebowała kontrolnego pstryczka. Tak więc czujność będziesz musiał mieć cały czas.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 13.01.2017 o 09:13, Szkaradny napisał:

Jeśli ktoś miał do czynienia z  przypadkiem narcyzmu to  proszę o podzielenie się doświadczeniami

Jak czytam Twoje posty to jakbym widział moją "koleżankę" z którą na całe szczęście nie wyszło. Także rozumiem jak to może od środka niszczyć, wysysać z energii, a  do tego całe otoczenie uznaje ją za taką wspaniałą chociaż wiadomo jak jest ;> U mnie wyszło tak, że względnie nas od siebie odizolowało, ale dużo pracy potrzeba, żeby się z tego "wyleczyć". Odbudować samoocenę i spokój wewnętrzny ale warto.  Życzę powodzenia ;>

PS. Polecam za Markiem Bernstein'a w tym temacie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Adolf napisał:

 

   Zmiana mojej kobiet jest bardzo widoczna, co chwila otrzymuję achy i ochy. W życiu tak nie miałem. Praca moja i jej (choć nieświadomej).

przynosi efekty, dopiero się docieramy. Ty masz szczęście, dużo wcześniej trafiłeś tu jak ja, szybciej ogarniesz.

 

@Adolf czytam Twoje posty i zawsze się zastanawiam jak potrafiłeś wymyć się z bagna nie wychodząc z bagna. Mi popatrzeć na moje związki z obiektywnej odległości udawało się tylko jak z nich wychodziłem na dobre i to dopiero po pewnym czasie. Dla mnie właśnie najtrudniejsza jest umiejętność obiektywnego, chłodnego spojrzenia na związek kiedy w nim jesteś i mam wrażenie że w środku rozpierduchy jest to wręcz niemożliwe, nawet mimo dowiedzenia się w międzyczasie od stulej-bandy o co w związkach chodzi. Co innego kiedy do laski podchodzisz na zimno od początku.

No albo okłamujesz siebie i nas co raczej wykluczam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, jaro670 napisał:

@Adolf czytam Twoje posty i zawsze się zastanawiam jak potrafiłeś wymyć się z bagna nie wychodząc z bagna. Mi popatrzeć na moje związki z obiektywnej odległości udawało się tylko jak z nich wychodziłem na dobre i to dopiero po pewnym czasie. Dla mnie właśnie najtrudniejsza jest umiejętność obiektywnego, chłodnego spojrzenia na związek kiedy w nim jesteś i mam wrażenie że w środku rozpierduchy jest to wręcz niemożliwe, nawet mimo dowiedzenia się w międzyczasie od stulej-bandy o co w związkach chodzi. Co innego kiedy do laski podchodzisz na zimno od początku.

No albo okłamujesz siebie i nas co raczej wykluczam.

    Zacznijmy od mojego początku. Ożeniłem się bo matka 'kazali', z tzw. rozsądku, bo nie miałem innego pomysłu na życie, jak rodzice w 89 wyjechali do Niemiec.

Zostałem sam, bez rozsądnych doradców, byłem pod wpływem presji społecznej oraz czymś w rodzaju współczucia dla mojej przyszłej, bo czekała na mnie dwa lata woja.

Wcześniej znaliśmy się 4 m-ce, reszta dwa lata woja, listy i rzadkie wizyty w domu. Po powrocie z woja, miałem przebłysk zdrowego rozsądku i rozstałem się z nią z mojej woli.

 

   Po trzech miesiącach kawalerskiego życia, ostrej popijawy, i odczuwalnej samotności, wróciłem z kwiatami i prawie na kolanach. Zostałem przyjęty, zaręczyny, ślub i życie w matriksie.

Sądzę że od czasu odrzucenia przeze mnie jej, jako mojej dziewczyny, zaszczepiło u niej obawę ponownego odrzucenia, teraz to widzę.  

 

   W związku jestem porywczy, jak się wkurwię to jadę po całości, łącznie z wyrzyganiem jaki to jestem nieszczęśliwy i że w każdym momencie mogę wyjść i porzucić dom oraz rodzinę.

Zawsze sobie dam radę. Ona o tym wie i tego się obawia. Szczególnie teraz gdy zostaliśmy sami bo dzieci wyjechały za lepszym chlebem.

 

   Nie wykorzystuję tego. Zawszę sądziłem że trzeba przestrzegać zobowiązań prawnych które wynikały z podpisania kwita w USC, czyli ciągnąłem ten wózek zwany małżeństwem.

 Po przebudzeniu, najbardziej byłem wkurwiony na to jak byłem wykorzystywany i manipulowany przez moją babę. Pogodziłem się z tym ponieważ wynikało to z mojej niewiedzy i głupoty.

 

   Teraz jestem mądrzejszy i silny wiedzą którą tu nabyłem. Mojej babie dalej odwala, ale wszystko pod kontrolą. Tak wam doradzę chłopaki, baba co pewien czas aż prowokuje sytuacje,

czy prosi się o zjebki, takie ostre. Nie bójcie się ją zdrowo opierdolić z wyrzyganiem wszystkiego włącznie. Wy się oczyścicie, a ona zrobi Wam rano dobrego lodzika.

Gwarantuję. One potrzebują od czasu do czasu ostrego podejścia.

 

Pozdro.:)

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Aaaa to takie kaloszki. Ja myślałem że  kiedyś byłeś w związku pizdeuszem z drutu a dzięki forum stanąłeś na nogi a tu od początku do końca mamy w sumie spoko ramę. Właściwie to jeśli chodzi o pracę nad sobą i obecność na forum to Ty tylko wymieniłeś olej w silniku podczas gdy większość z nas tu robi remont kapitalny.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Adolf

Dzięki za dopowiedzenie. Owszem schematy wyłaniają się coraz bardziej. Faktycznie dzięki radom i wiedzy od Braci dużo szybciej zacząłem działać w konkretnym kierunku, a ona nie jest celem, ale ma jakby zaproszenie do przyłączenia się. Myślę, że daje to loszce ulgę, że nie musi być lokomotywą i nie odpowiada za moje szczęście, może sobie pozwolić na zagubienie w ustalonych granicach, sferach. Owszem przed ma mocny strach przez porzuceniem, ale jednocześnie chce na maksa ugrać możliwie największą dominację i niezależność.

Trochę inaczej to wygląda niż u Ciebie - ja nigdy nie robiłem jazdy (białorycerstwo górowało), jak coś nie tak to raczej szedłem w alko i izolację, przybierałem postawę ofiary. Nie łatwo to było przekonfigurować (uświadomić sobie własną odpowiedzialność za taki stan rzeczy i zacząć działać), ale zmiany są odczuwalne.  Dla przykłady w ten weekend, trochę mnie nosiło i trudno mi było usiedzieć w domu, losza spokojnie dbała, żeby nie było zgrzytów, dopytywała o co chodzi, chciała gadać. Doszło do kilku spokojnych rozmów, gdzie odpowiadała na wszystkie pytania, opowiedziała też o swioch zmianach w podejściu do życia, które oceniam pozytywnie (np. mniejsze parcie na pomaganie innym, kosztem siebie). Nie rzucała się gdy ją krytykowałem! Zabawne jest też usłyszeć własne słowa gdy teraz ich sama używa opisując pewne mechanizmy, czy związki znajomych, co świadczy że zaadoptowała moje poglądy i ocenę pewnych spraw jako własne. Sporo planów ma i bieżących aktywności, w tym razem ze mną. Jest dobrze.  Objawy depresyjne zeszły. Huśtawki mniejsze i krótkie. Aktywność i kontakt dużo lepsze.

 

@slavex  @Adolf Termin jest tylko w mojej głowie, nie dawałem jej żadnych ultimatum. Sam dla siebie ustaliłem zakończenie rozeznania do końca września, żeby nie odkładać decyzji w nieskończoność. Oczywiście, trzymanie ramy czy tresura będą obowiązkowe zawsze. Mniej natomiast będę myślał o rozwodzie, przez co powinna tez polepszyć się atmosfera, bo ona czuje, że jest na celowniku i stresuje ją ta moja czujność, a ja podświadomie też sabotuję niektóre jej dobre zachowania. Zobaczymy, póki co przy obecnych zmianach, opcja rozwodu nie broni się. O orbiterze też dowiedziałem się kilku rzeczy, co ją postawiło w lepszym świetle.  

 

Skupię się teraz na utrwaleniu tych zmian:

- pilnowanie siebie, samorozwój, ciśnięcie z nałogami i rozwój, żebym nie wrócił na stare schematy, bo to bardzo łatwe jak się pojawia drobny nawet komfort .

- dostarczanie emocji, rzadziej ale konkretnie coś. 

 

Reszta spontanicznie :)

 

Dzięki za uwagi.

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Witajcie Bracie,

 

Kolejny odcinek z mojego podwórka z ostatniego miesiąca.

 

1. Pozytywne zachowania żony: duże zaangażowanie w dzieci, dom, częsty kontakt ze mną, wspólny czas, rozmowy, brak ucieczek/wyjść żony gdzieś po hgw co, brak mulenia i zalegania w łóżku, pomysły na aktywność, ogarnięcie, większe otwarcie, dbanie o nastrój, okazywanie satysfakcji i pozytywnych emocji, dłuższe okresy stabilnych zdrowej atmosfery, powiedziała, że mnie kocha! (duże zaskoczenie), przepraszała za uniesienia i wzbudzanie fermentu, konsultowanie spraw i decyzji, przyjemna aprobata moich pomysłów na "co robić?", większa otwartość, słucha i uwzględnia moje zdanie dot. dzieci i ich wychowania, brak "cichych dni", szybkie powroty do dobrej atmosfery po sporadycznych spinach, wyrażanie zadowolenia ze wspólnie spędzonych wyjść (kino, spektakl, pub), robi dobre ciekawe żarcie, twierdzi, że "poukładała sobie w głowie i będzie dobrze".

2. Negatywne zachowania żony:  Sporadyczne wybuchy żalu (2-3 przypadki), że musi mnie o wszystko prosić, że ją olewam, że traktuję jak przedmiot, nie rozumiem, nie pomagam, itp. (to co było wcześniej), tendencje do powrotu picia w domu (kupowanie alkoholu, proponowanie pod pozorem wieczornego pogadania, polepszenia samopoczucia). Ostatnio zapracowuje się w domu, rzuca się na wiele zadań, a potem zdarza się, że żali się i gra ofiarę, obwiniając mnie, że robię z niej kuchtę, a raczej sprzątaczkę.  Brak okazywania bliskości fizycznej.

 

 

Ostatni miesiąc pozytywny i inny niż pozostałe pod względem aktywności żony. Nabrała wigoru, stwierdziła, że poukładała sobie w głowie i działa i stara się. Zmiana całkiem OK.  Brakuje jednak fizycznej bliskości, ta strefa nie istnieje dla niej, miesiąc temu jeszcze cos próbowałem, ale się wkurwiła przez co zupełnie przestałem się upominać o nią, żadnych prób zbliżeń, brak zainteresowania z mojej strony, autentycznie przestałem tego chcieć, flatline, wolę poczytać lub spokojnie poleżeć i posłuchać muzyki na dobranoc.  Nie wiem co o tym myśleć, ale nie będę prosić o sex, który miałby być wymuszony, czy z "poświęcenia". Ale luz, nie cierpię przez to, moje zainteresowanie (głód) gdzieś się rozmyło.

Dodatkowo naprawdę mam czym się zajmować, bo mam pierwsze zlecania dodatkowej roboty. 

 

Nie mam jej jednak w dupie, weekendy były zorganizowane, wypady do kina, teatru, pubu (nic na siłę, tylko takie rzeczy które chciałem zobaczyć), na tygodniu spa, basen, ona chętna. Problemem jest tutaj alko, bo tendencja jest, żeby pić - jedno, drugie itd. Potem źle się z tym czuję, spadek energii i jasności sytuacji. 

 

Inna kwestia to przegięcie w drugą stronę - rzuci się na robotę, sprząta, gotuje, robi zakupy, z dziećmi lekcje, pranie, prasowanie ... a potem z wkurwem i żalem, że ona sama to musi robić, bo jej zależy a mi nie - robię z niej kuchtę i sprzątaczkę.  

Ucinam takie sytuacje krótko - raz, że gada bzdury, bo też się angażuję i szuka tylko pretekstu by mnie obwinić a siebie wybielić, drugie, że jak tak różnie postrzegamy i mamy inne wartości to może nie ma sensu się razem męczyć.     

Zazwyczaj na drugi dzień albo przeprosi i wraca do normy albo nie ma tematu i zachowuje się ok.   

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    gorzej  - było 4-5 razy jeszcze w dodatku z loszką.  
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    OK -  jeden był i wystarczy, miesiąc bez podjazdów, pociąg ustał.
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    OK - pierwsze sumy zarobione.
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    w normie - dzieci znacząco zadowolone, że mama mniej się denerwuje i nie spędza godzin w łóżku.

 

Ogólnie to się stara, ale nie zawsze wychodzi, więcej spokoju. Może taka dynamika oznacza że sobie dajemy spokój ze sobą?  Czy to zachowanie na przetrwanie, przeczekanie? Czy może coś się odradza powoli? 

 

Te i wiele innych pytań znajdą wkrótce odpowiedź :) 

 

Dziękuję za uwagę.

  

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kolejny miesiąc za nami, u mnie:

Pierwsze 2 tygodnie: była kontynuacja i dominacja pozytywnych zjawisk - lepszy kontakt, aktywność żony.

Ale następne 2 tygodnie, to jej depresja, foch i okopanie w pozycji ofiary. Z jakiegoś błahego powodu (dziecko zapomniało coś sprzątnąć) - rozpętała się afera. Zostałem obwiniony, za zachowanie dziecka, za to że jej nie słucham, nie dbam, że jest zmęczona byciem kuchtą i sprzątaczką itp. była rozmowa, odmówiłem przyjęcia tych win i wyjaśniłem co się stało, niestety to tylko bardziej wkurwiło - "zawsze musisz mieć rację i tak sobie wyjaśnisz, a ja po prostu tak czuję". Wyjaśniłem, że rozumiem, ok, masz prawo tak czuć, ale ja się z tym nie zgadzam i widzę to inaczej.  Zachowałem asertywność i spokój. Ogólnie z bzdury dwa tygodnie cichych dni, przewrócone plany. Dezorganizacja życia, bo nikt nie wie czy ona będzie leżeć i mulić, czy jednak coś zechce zrobić. Traktuje mnie jak tyrana, przez którego cierpi i który ciągle się jej czepia. Depresja, lęki i złość - to w ostatnim czasie. Brak porozumienia, żale.

 

Ja w tym wszystkim w trzymam się ok, choć miałem nadzieję na dłuższą stabilizację i stopniową poprawę atmosfery. Ale moc jej negatywnych emocji znów się uaktywniła i zamiata.

Mój miesiąc był trochę spokojniejszy, mniejsze tempo aktywności - głównie za sprawą kontuzji (więc sport na półgwizdka) i więcej czasu wolnego/urlopy na wyjazdy i relaks. Emocjonalnie i mentalnie się wyciszyłem i czerpię z wewnętrznej harmonii bez "wojowania świata". Nawet z tym wpisem jestem kilka dni "po terminie", ale przyszedł odpowiedni moment i na to :)

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    Optymalnie - zero alko - to najważniejsze osiągnięcie, krok milowy w mojej drodze do wolności. Prowadzę normalne życie (bez uników) bez alko   
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    Optymalnie  -  całkowite zaniechanie inicjowania zbliżeń, żadnego skamlania i proszenia się. Nic mnie to już nie kosztuje, bo faktycznie nie chcę takiego sexu, ani nie chcę sexu z osobą co do której mam takie mieszane uczucia. Stałem się chłodny. Sex jednak raz był - ona zainicjowała, bo miała dobry nastrój z rana po imieninach koleżanki, no i jakoś to było fajne i przyjemne. Sam jednak nie szukam tego, nawet nie myślę. Znacząca zmiana nastąpiła - istnienie sexu w moim życiu nie jest tak istotne jak kiedyś. Kiedyś był strach, że nie ma sexu to źle, teraz raczej odczuwam wolność. Jaja czasem bolą, ale rzadko ;)
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    OK - działam, ale w tym miesiącu więcej sobie pozwalałem na relaks.
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    dobrze i lepiej - wykorzystuję umiejętność odcięcia się od negatywnych emocji żony i w domu utrzymuje atmosferę zabawy, spokoju, rozmów, bardzo dbam o to by dzieciaki się nie utożsamiały z cierpieniem matki i nie czuły winne. nie pozwalam jej na nie krzyczeć, ani wymagać by zachowywały się jak ona chce np. "przestań płakać, bo mnie to denerwuje". Na linii dzieci - ja jest dobrze. Poza tym chętnie tu się angażuję, bo mam pełne przekonanie, że każdy czas spędzony z nimi to dobra inwestycja - dla nich i dla mnie - to przyjemność bycia w spontaniczny dziecięcy sposób, ale spokojnie pozostaję kapitanem na tym statku i nie daję sobie wejść na głowę :)  

 

Ponieważ mimo wcześniejszego lepszego okresu szambo znów wywala, a rozmowy nie dają pozytywnych efektów "bo ja tak czuję". Postanawiam do strategii przyjąć dodatkowy cel : zero kontaktu + zero emocji w sytuacjach konfliktowych lub prowokacjach z doopy. Chodzi o coś na kształt Techniki Szarego Kamienia - "Technika szarego kamienia to odmowa pokazywania narcyzie jej emocjonalnego wpływu na nas. Nie ma emocji, nie ma narcystycznego zasilania.  Nie ma władzy, nie ma narcystycznego zasilania. Nie dajesz jej uwagi, nie jesteś atrakcyjna. Może wreszcie da Ci spokój i poszuka sobie innego obiektu.

Więcej tu: http://narcystycznirodzice.blogspot.com/2016/02/technika-szarego-kamienia.html  autorka pisze o relacji z rodzicem, ale to te same mechanizmy.

 

Chodzi o to, że jeśli żona nie jest zdolna do współpracy do wzajemnego empatycznego związku, to nie osiągnę tego staraniem się. Przekonam się o tym, jeśli pozbawię ją jej narkotyku, czyli atencji i intensywnych emocji. Możliwe, że w jej pojęciu, z jej perspektywy, może być tylko w związku w którym dominuje i kontroluje, nawet kosztem pozytywnych uczuć, lepszy dla niej związek toksyczny niż wzajemny, gdzie obie strony się szanują i angażują w intymność i tworzenie bliskości (lub przynajmniej są wolne i swobodne na tyle by być autentyczne). W tym czasie będę szedł za swoim wewnętrznym głosem bez wyrzutów sumienia, że ją zaniedbuję. 

 

Tyle na dziś. 

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No. Już miałem pytać o relację z frontu.

Widzę, że jesteśmy w podobnym momencie przewartościowywania, wyciszania i dochodzenia na zimno do prawidłowych wniosków.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Masz w domu mocarną zawodniczkę @Szkaradny. Im dłużej czytam Twoje wpisy tym bardziej się zastanawiam po co jeszcze starasz się pchać ten wózek. Z tej mąki chleba nie będzie moim zdaniem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×