Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

@azagothZ ludźmi jest jak z rzeczam, bo im dłużej je używasz(przebywasz z nimi), to tym bardziej się do nich przyzwyczajasz i tym ciężej na zmiany. Dajmy na to myszkę do PC, gdy używałeś jedną przez 5 lat, to po zakupie nowej czujesz przez jakiś czas takie dziwne uczucie, że jednak nie jest to samo. Tak samo jest z ludźmi, tylko o wiele dłużej czujesz te niekomfortowe uczucie, że jednak wolałeś starą opcję. Niektórzy szybko się przyzwyczajają,  innym przychodzi to dłużej, a jeszcze inni będą trzymać taką osobę jak starą pamiątkę z dzieciństwa, mimo że w ogóle to coś się nie przyda i tylko zajmuje miejsce. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@azagoth 

26 minut temu, azagoth napisał:

zastanawiam po co jeszcze starasz się pchać ten wózek. Z tej mąki chleba nie będzie moim zdaniem.

 

Postaram się odpowiedzieć: 

 

Zdaję sobie sprawę (kiedyś w ogóle nie miałem takiej świadomości) i proces ten postępuje, że moje życie nie wygląda tak jak chcę. Uwikłałem się w rodzinkę i tkwiłem w "białorycerstwie" 10 lat, to nie wzięło się z nikąd, sam do tego dopuściłem i jestem za to odpowiedzialny.

 

Wybudziłem się z Matrixa i działam, to jednak trochę czasu zajmuje, żeby poznać siebie i ugruntować nowe wzorce. Tu już sporo zrobiłem i jakby wykorzystałem tą sytuację do samorozwoju.

Gorzej jest z praktycznym wdrożeniem wyjścia. Jeśli tresura nie ma sensu, to rozwód.... ale nie podjąłem jeszcze takiej decyzji. Stygnę i dojrzewam do kolejnego kroku bez emocji i jak już podejmę taką decyzję (bo rozumiem że to mi sugerujesz rozwód) to będzie to moja słuszna i nieodwracalna decyzja. Czegoś mi jednak brakuje, żeby to zrobić, tym bardziej że są dzieci i czasem jest dobrze. Nadzieja, że będzie dobrze przeszkadza, ale brak argumentów, że trzeba się rozwieść, a dokładniej, że sąd może uznać takie argumenty.  No nie wiem, może muszę się skontaktować z prawnikiem.

Na razie nie zależy mi na rewolucji, ale trzeszczy. Może być różnie w przypadku jakiegoś wybuchu.

 

Ja wolałbym to spokojnie wyciszyć, aby dotarło również do niej, że nie może już mnie wysysać z energii i ja już się nie daję brać na te zagrywki. Technika Szarego Kamienia. Będę (dla niej) jak wyczerpana bateria.

Po prostu nie pasuje mi takie coś. Wiem, że to też manipulacja, ale nie chcę tracić w przypadku awantury. 

 

Awantura i wyjście wprost z sytuacji stawia mnie w niekorzystnym świetle w oczach sądu: ona pracuje, wychowuje, ma dobrą opinię, wizerunek, \\ dojebią mi spore alimenty i stracę mieszkanie - Obecne koszty emocjonalne nie są warte takiego rozwiązania. Wiem, że z czasem dzieci by zrozumiały, ale teraz - to jeszcze nie ten moment. Może jak się w nowej Pani zakocham hahhaah - to żart oczywiście :) 
 

 

Wiesz, ja obecnie już nie jestem na etapie chcenia od niej zmiany, czy jakiegoś zachowania i nie cierpię z powodu, że nie jest tak jak powinno być. Ja mam spokój i na ile można kontroluje sytuację.

Czuję, że ona tego długo nie wytrzyma - tak jak nie wytrzymała "starania się" - ucieknie z tego, jak ucieka przed świadomością, że nie jest idealna, perfekcyjna, że świat się nią nie zachwyca a jak cierpi to nie cierpi razem z nią.

 

Ja jej swoją koncepcję życia przedstawiłem, zrobiłem co mogłem, by wiedziała czego chcę, mam z tym spokój. Ale jej chyba chodzi o poddaństwo i niewolnika a nie partnera. Ja bezczelnie kwestionuję jej uczucia. No taka choroba, toksik.

Podejrzewam, że kilka najbliższych miesięcy to taka izolacja i unik. Może krócej, może dłużej, na razie nie moje ego nie szczeka, a intuicja podpowiada gaszenie wszelkich toksycznych zaczepek. 

Musi mnie poznać w nowej wersji zanim się rozstaniemy :) Spokojnie, wszystko jest dobrze. Pełen wdzięczności odbieram lekcję i cieszę każdym dniem. 

 

Pozwolę sobie na autorską mądrość podsumującą mój stan: 


"Ważne, że oczy mam już otwarte, a nie to co nimi  widzę"  - @Szkaradny

 

:):):)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Szacunek @Szkaradny - za ścieżkę, którą przeszedłeś i zmiany, które wdrożyłeś. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@azagoth zgadzam się .Ale moim zdaniem to wszystko jest już nic nie warte staraciło ją gdy pojawił sie orbiter ty sexu nie dostajesz a jakiś kolega,znajomy go MA.

@Szkaradny walczyłeś do końca ale przegrałeś ja już dawno bym ją olał . Ona nie jest warta nic więcej .

PS.JESTEŚ JEDNYM Z WIELU ZROBIŁA CIE JELEŃEM TYLE ROGÓW TYLE BOKÓW JESTEŚ FENOMENEM . Tekst z jednej pioseniki 

 

 

 

Edytowane przez Matiz

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 hour ago, Szkaradny said:

tkwiłem w "białorycerstwie" 10 lat

Na każdy rok małżeństwa przypada conajmniej 1 miesiąc na wychodzenie z systemu. Tobie właśnie minęło 10 miesięcy czyli powinieneś być już blisko decyzji. I z tego co piszesz jesteś. Więc spoko.

 

Nie sugeruj się też opiniami młodych chłopaków którzy sami nie mają dzieci. Nigdy tego nie zrozumieją, dopóki sami nie będą ich mieć.

 

Tak że spoko, nikt ciebie nigdzie nie goni. Zrobisz tak jak zdecydujesz, ważne chyba żeby to była decyzja którą Ty będziesz potem oceniał za słuszną, a nie taka którą po fakcie będziesz latami przeżuwał.

 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli o młodych chłopakach było również o mnie to czuję się mile połechtany :) 

Niestety sam tkwiłem 15 lat w białorycerstwie (w tym 12 lat małżeństwa) + 2 dzieci. Bardzo identyfikuję się z tym, co przechodzi @Szkaradny - mamy bardzo podobną sytuację.

No ale... ja już podjąłem swoją decyzję - nic nie może przecież wiecznie trwać, cytując znakomity utwór pewnej polskiej wokalistki.

 

Edytowane przez azagoth

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, rewter2 napisał:

Nie sugeruj się też opiniami ... chłopaków którzy sami nie mają dzieci. Nigdy tego nie zrozumieją, dopóki sami nie będą ich mieć.

Prawda. Decyzja jaka nie byłaby ma być tylko Twoja.

Edytowane przez Normalny

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Matiz napisał:

@azagoth zgadzam się .Ale moim zdaniem to wszystko jest już nic nie warte staraciło ją gdy pojawił sie orbiter ty sexu nie dostajesz a jakiś kolega,znajomy go MA.

@Szkaradny walczyłeś do końca ale przegrałeś ja już dawno bym ją olał . Ona nie jest warta nic więcej .

PS.JESTEŚ JEDNYM Z WIELU ZROBIŁA CIE JELEŃEM TYLE ROGÓW TYLE BOKÓW JESTEŚ FENOMENEM . Tekst z jednej pioseniki 

 

 

 

Tu Bracie trochę sobie dopowiadasz i interpretujesz na swoją modłę. Dowodów zdrady to ja nie mam, orbiter mógł być tamponem i niczego więcej mogło nie być. Tego to ja się nie dowiem. O godzinne rozmowy przez tel to mogę mieć pretensje i to spowodowało lawinę moich zachowań. Przez pół roku dałem przestrzeń i monitorowałem sytuację - liczyłem że jak coś wypłynie to będzie prosta rozgrywka. A tu lipa, orbiter się skończył. Wiele o tym nie myślę, bo to jałowy trud, hodowanie iluzji. 

Tyle w kwestii domniemanych rogów. 

 

Dalej.

 

@Matiz ja już dawno jestem za tym etapem (no może nie dawno, ale tak mi się wydaje ;)), olewania i podchodów, wygrał/przegrał, czy dostawania sexu. Ja teraz żyję autentycznie, mi już nikt nie potrzebny do radości.
To co będzie stanie się naturalnie i jeśli to będzie rozstanie/rozwód to będzie to dla mnie jak odpadnięcie zeschłego liścia - bezboleśnie i cicho :) Żaden triumf żadna porażka. Tu nie jest nikt winny, tu otworzyć oczy i obserwować... to cały sens życia, doświadczać i akceptować.   

 

@rewter2 @Normalny Spokój mam. Zero wewnętrznego przymusu by coś postanowić. Jedyne co muszę to nie oddawać steru swojego statku w czyjeś łapy :) Czujecie jak to jest. 

 

4 godziny temu, azagoth napisał:

Szacunek @Szkaradny - za ścieżkę, którą przeszedłeś i zmiany, które wdrożyłeś. 

 

@azagothPrzygotuję jakiś oddzielny wątek skąd czerpałem i jakie aktywności podjąłem, by wyjść z kryzysu (już mam sporo rzeczy na brudno spisanych). Będzie lista źródeł do zasobów literatury i innych materiałów. Pewnie taka bomba wiedzy może być niepraktyczna lub zniechęcająca, bo w praktyce przechodziłem z jednego źródła do drugiego i często wracałem do tych, które mi pasowały, dawały efekty, inspirowały. Postaram się konieczne pozycje zaznaczyć.   



 

Być może to był najważniejszy rok w moim życiu :) 
 

  • Like 5
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Stary, jesteś dla mnie inspiracją. A ostatnie zdanie mnie rozjebało... Właśnie to czuję, gdzieś jeszcze głęboko, powoli się przebija z intuicji. Tylko do tej pory nie wypowiedziałem tych słów. Ale tak. To jest to co czuję. Najważniejszy rok. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Szkaradny No może masz racje że z dużo sobie dopowiedziałem . Ale skoro coś mogło być to czemu miało by nie być . Jesteś no dalszym etapie jak ja ,dla mnie wygrana I to żebym na tym jak najlepiej wyszedł jest dla mnie podstawą.

Bardzo dużo osiągnołeś mam nadzieje że ci sie powiedzie I że nie mam racji w tym co było lub nie było

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Matiz napisał:

dla mnie wygrana I to żebym na tym jak najlepiej wyszedł jest dla mnie podstawą.

 

O! i tu się zgadzamy! Też na tym chcę wyjść jak najlepiej. 

Kwestia orbitera to domysły, emocje i iluzje, interpretacje, filtry, osobiste perspektywy. Nieużyteczne w praktycznym wymiarze. Powoływanie się na to to raczej strzał w kolano. Owszem emocje jakie we mnie to generuje są nieprzyjemne i nie chcę takiej partnerki, która do tego dopuszcza. Można powiedzieć, że "ma minusa", ale to pierdnięcie w środku wieloletniej białorycerskiej gównoburzy, którą sam sobie zafundowałem.

 

Wyrwałem ster i płynę  na ciche wody Harmonii :) 

   

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, Szkaradny napisał:

Przygotuję jakiś oddzielny wątek skąd czerpałem i jakie aktywności podjąłem, by wyjść z kryzysu (już mam sporo rzeczy na brudno spisanych). Będzie lista źródeł do zasobów literatury i innych materiałów. Pewnie taka bomba wiedzy może być niepraktyczna lub zniechęcająca, bo w praktyce przechodziłem z jednego źródła do drugiego i często wracałem do tych, które mi pasowały, dawały efekty, inspirowały. Postaram się konieczne pozycje zaznaczyć.   

 

Dajesz. Ciekawy jestem. I może coś wartościowego dorzucę, jak będzie przestrzeń na to.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
40 minut temu, Big Q napisał:

Dajesz. Ciekawy jestem. I może coś wartościowego dorzucę, jak będzie przestrzeń na to.

@azagoth

Bracia, wiele dobrego tu od Was dostałem, rady, inspiracje, sugestie i wsparcie. Godziny na forum, choć często trudne to jednak warte poświęcenia.

Jak wcześniej zapowiedziałem - zebrałem trochę rzeczy do kupy, stworzyłem listę rzeczy, które bardzo mi pomogły w wyjściu z dołka, ogarnięciu emocjonalnego chaosu,  mentalnego mętliku i negatywnych myśli, nędznej samooceny itd.
Liczę, że może komuś się to przyda. 

 

Metoda Szkaradnego

  • Dzięki 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Szkaradny Mistrzostwo!

 

Serdecznie dziękuję i niezmiennie życzę powodzenia, dobrych wyborów i spokoju w życiu.

  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kolejny miesiąc minął. 

 

 

W relacji z żoną trwa dżuma. Ciągnie się od kilku tygodni. Po prostu wyciszyłem się i unikam kontaktu. Robię swoje jak najlepiej, ale już nie tresuję i nie zwracam uwagi na jej nastroje, nie dociekam i nie interesuję się nią. U niej dominuje smutek przeplatany gniewem, cos się do wkurwienia szybko znajdzie. Olewam to, chyba że dotyka dzieci, a czasem tak jest. Skończyły się wspólne aktywności i czas oraz rozmowy. Ja nic nie inicjuję.

U niej monotonnie - praca, dom (porządki/dzieci/spanie/oglądanie).

 
Z jej strony pojawiła się inicjatywa, żeby porozmawiać i ustalić conieco. Skończyło się to fiaskiem, bo po tygodniu przygotowań (z mojej strony) znalazł się w końcu czas i co? Okazało się, że ona to w zasadzie nie ma pytań i chce by było dobrze to oznacza, że chce zajmować się dziećmi. Zdziwiło mnie to, bo mi się wydawało, że mamy pogadać o nas, a nie dzieciach czy domu. Jak się spotkała z "moimi" problemami, których było sporo (wszystkie kwestie między nami) to zupełnie to odrzuciła, zdołowała i zamilkła na kolejne 20 dni. W zasadzie się tego spodziewałem, bo nie jest zdolna do rozmowy o problemach, czy wysłuchania jakiejś krytyki pod jej adresem. Oczekiwałem, że chociaż przegadamy to, nawet jak byśmy się mieli nie zgadzać, to nie ma co udawać że problemów nie ma, a tu unik i choooj. Nie gadam. Wszystko pod jeden mianownik, że ja sobie wszystko wytłumaczam na swój sposób i bez sensu gadać, bo i tak to przerobię na swoją rację. Manipulacja i izolacja.

 

Ostatnio tylko chce żeby ustalić jakieś zasady co do zadań, ale nic z tym nie robię tylko czekam, niech ustala, proponuje. Takie pitolenie, bo znów mija kilka dni i zero progresu. 

 

Uważam, że w takiej sytuacji, nie mamy szans na normalną komunikację. Powiedziałem jej to , więc teraz sobie tak trwamy. Może zdecyduje się na wspólną terapię, bo też taką opcje przedstawiłem z zaznaczeniem, że mi już

 

Mi to obecnie nie przeszkadza, bo dalej działam w kierunku zmian, pracy, zainteresowań, dzieci, zarabiania kasy. Mało mi 24h w dniu, ale tempo zdrowe, trzymam kurs.

Jak tak dalej pójdzie to zacznę się konsultować z prawnikiem, jakie mam opcje wyjścia - bo obecnie pewne sprawy formalno-prawne się wyklarowały i może to daje korzystniejszą sytuację dla mnie.

 

 

Ocena pod kątem przyjętej strategii:

  • żadnego bezsensownego alko w domu (tylko wyjścia ze znajomymi)
    OK  - ja zreo alko, ona ze dwa razy coś kupiła sobie - olewam, nie biorę w tym udziału
  • zero podjazdów do zbliżeń, gdy są lepsze momenty
    OK -  zero podjazdów, brak zainteresowania sexem z mojej strony, autentycznie nie mam na to ochoty
  • więcej działań w celu zmiany pracy i zarabiania kasy
    OK  - coraz więcej działań pod tym kątem
  • więcej czasu z dziećmi - też rozmowy
    stabilnie - utrzymuję przyjęte założenia, postawa opiekuna, przyjaciela i strażnika :)

 

Dynamika raczej nijaka, taka faza jesienna :) 
Sory, że tak nudno, postaram się bardziej na przyszłość, przed nami szalony świąteczny grudzień :))))))      

 

 

  • Like 6
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

po miesiącu...

 

Cały miesiąc to praktycznie spokój na linii ja-małżonka. Kontynuuję politykę szarego kamienia :)   Robię swoje, bez zaangażowania w kontakt i "nasze", "jej" sprawy. 

Ten spokój to spokój po burzy - na początku grudnia doszło do zainicjowanej przez nią rozmowy (trwała 7,5h!) - omówiliśmy wszystkie moje zastrzeżenia co do jej osoby. Dostała uświadamiającą petardę jak ja to widzę i co dla mnie jest nie tak. Było tego chyba z 25 punktów. Płacz przerywany próbami obrony i usprawiedliwieniami lub niechęć do omawiania czegoś co było dalej niż rok. Fakt przez ostatni czas dużo się w jej zachowaniu zmieniło i częstotliwość niezdrowych zachowań spadła, ale ja poszedłem horyzontalnie przez cały okres naszej znajomości. Kubeł lodowatej wody i odarcie ze złudzeń, że dalej patrzę na nią przez różowe okulary. Przyznała, że sądziła że jest lepiej - kluczowe "wydawało mi się" spotkało się z rzeczywistością. Co ciekawe rozmawialiśmy spokojnie i rzeczowo, nie odpuszczałem, nawet jak wiedziałem, że to moje "żale" za które jestem odpowiedzialny, to i tak mówiłem o tym, żeby miała okazję poczuć jak słabo się słucha gdy ktoś wytyka Ci całą chujozę. Pod koniec zaiskrzyło i napięcie się podniosło, poszło o finanse i wkład w majątek i zaczęła się spinać, że wszystko co mi zawdzięcza to mi odda, bo nie chce mieć zobowiązań i wytykania tego, nie protestowałem, mówiłem, że "proszę bardzo", ale to się skończyło z kolejnym dniem (czyli shittest). Potem mieliśmy oddzielne wyjazdy i tak z czasem sytuacja się uleżała.

 

Płakała kilka dni i dalej jej to się zdarza, mówi że myślała, że jest dla mnie kimś ważnym i kochanym, a ja powiedziałem o niej tyle złego. Pytałem, co ma do powiedzenia na mój temat, bo chętnie przyjmę krytykę, ale nic nie powiedziała, bo stwierdziła, że mówienie przykrych rzeczy nie prowadzi do niczego dobrego.

 

Zupełnie inaczej postrzegamy tą rozmowę, co sobie powiedzieliśmy - ona jako bardzo przykrą i destrukcyjną, ja jako konieczną i ukazującą prawdę bez zamiatania pod dywan.  ( i nie chodzi mi o prawdę, w sensie mojej racji, tylko, o to że te uczucia i myśli są właśnie takie, pewnie że to interpretacja, ale ja w niej żyję, a ona żyje w swojej, warto chyba to sobie uświadomić niż gniewać się na świat :) )

 

Obecnie jest miła i znów się stara, komunikuje się, mówi o wszystkim co robi, planuje, pyta się o zdanie, konsultuje, nie robi żadnych zarzutów. Trochę momentami marudzi, że nie robimy wspólnych rzeczy, że ja komunikuję się formalnie i krótko i że już nic ode mnie nie może chcieć, tylko o wszystko prosić i pytać. Tak ofiara, ale w łagodniejszej wersji niż wcześniej.

 

Ja jestem spokojny, dbam by był spokój, wprowadzam zmiany w codziennej rutynie swojej jak i domowej z dziećmi, bo wciąż są niejasności kto za co odpowiada i czego się oczekuje od siebie nawzajem.

Skupiam się na efektywnym zarządzaniu swoją energią i rozwojem. Nie odpuszczaj nikomu toksycznych gierek/manipulacji i fochów (tu czasem córce się szkoła mamy udziela).

Staram się wyganiać każdego kto stanie w kącie trójkąta Karpmana :) Wychodzę czasem na tym procederze, jako kat/prześladowca, ale coż, jak ktoś się uprze że jest ofiarą to "co ja mogę?" ;) 

 

W Święta wszedłem bez entuzjazmu, ostatecznie podejmowałem decyzje co, jak i gdzie. Nie było konfliktów i sporów. Nawet się chyba wszystkim podobało, tak przynamniej każdy twierdził.

 

Stałem się takim spokojnym, opanowanym acz aktywnym i zadowolonym człowiekiem.

 

Do usłyszenia w 2018.

 

Do siego roku!


      

 

 

  • Like 8

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zdradzisz jak technicznie przerobiles te 25 punktow? Robiles jaka agende, czy cos w tym rodzaju? Moja malza mocno lawiruje w tym co mowi i nie wiem czy nie wprowadzic zasady formalno-listownej komunikacji, zeby ciagle nie mataczyla i sie nie wycofywala z tego co mowi i robi. Ustalenie podzialu obowiazkow i odpowiedzialnosci to i u mnie problem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Animavilis napisał:

Zdradzisz jak technicznie przerobiles te 25 punktow? Robiles jaka agende, czy cos w tym rodzaju? Moja malza mocno lawiruje w tym co mowi i nie wiem czy nie wprowadzic zasady formalno-listownej komunikacji, zeby ciagle nie mataczyla i sie nie wycofywala z tego co mowi i robi. Ustalenie podzialu obowiazkow i odpowiedzialnosci to i u mnie problem.

Było tak że z dwa miesiące temu ona wyszła z inicjatywą, żebyśmy powiedzieli sobi co chcemy, a czego nie chcemy, aby zobaczyć gdzie są problemy a gdzie części wspólne. Zgodziłem się i dałem trochę czasu, żeby to zrobić w przemyślany sposób.  Przygotowałem się zrobiłem sobie to na spokojnie i wyszła mi notka na 24 punkty z podziałem co jest nie tak i jak chcę by to wyglądało. 

 

Po tygodniu próbowaliśmy rozmawiać i okazało się, że w ogóle się nie zrozumieliśmy. Ja podszedłem kompletnie, spisałem to, wyszło 4 strony z możliwie precyzyjnym wyrażeniem o co mi chodzi. Ona miała takie "przemyślenia w głowie" , które możnabyło zamknąć  w zdaniu "chcę żeby życie było fajne". Moje podejście i to ile mam do niej zastrzeżeń przeraziło ją i nie chciała tak gadać, unik. 

 

Po jakimś czasie wręczyłem jej jednak te papiery, choć były to notatki dla mnie, ale "luz" pomyślałem, jest jak jest nie ma co się czaić. Wzięła i kontakt urwał się na jakieś 2 tyg. Potem zebrała się w sobie żeby o tym pogadać i na początku chciała to wszystko wepchnąć pod mianownik "to Twoje interpretacje i własne problemy, które projektuję", ale nie dałem się tak wymanipulować, bo z jej strony częsty argument  to "ja tak czuję", a mi właśnie odmawia prawa do tych odczuć i prawa do wyrażania tego, podczas gdy sama swoimi uczuciami prowadzi związek i rodzinę w środek burzy. Podjęła się omówienia całej listy, jak pisałem 7,5 godziny. 

 

to były sprawy dotyczące naszej relacji i jej zachowań. Nie było szczegółów typu za co kto odpowiada, też by się to przydało. Nawet jak coś ustalimy to ciężko coś zrobić, bo zawsze się można przywalić do jakości wykonania lub czasu itp.

Na choooj mam sprzątać chatę, jak zaraz po mnie poprawia i pitoli "wszystko muszę sama" - tak to kiedyś wyglądało. Teraz już nie ma takich tekstów.   

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

U mnie w zasadzie jest podobnie. Tez proponowalem taka rozmowe, wczesniejszym przygotowaniem sie dwoch stron, ja sie przygotowalem a ona nie, zreszta z terapia malzenska bylo tak samo, ja sie spinalem zeby zdazyc na umowione spotkanie, angazowalem sie, a ona miala to w nosie. Z podzialem obowiazkow rowniez chcialem to ogarnac, niby byla zgoda, ale ostatecznie i tak jest burdel i do mnie sie o wszystkp przypieprza, ze niby wszystko jest na jej glowie, a w rzeczywistosci ja nie wiem w co najpierw wsadzic rece, a ona cokolwiek robi to na odwal, ale oczywiscie mniemanie o sobie zajebiste. Kurde,nie wiem czy one wszystkie tak maja? U mnie w zasadzie wszystko jest powalone. Musze cos wymyslec zeby lagodnie ja namowic na intercyze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@azagoth wiem, teraz jestem,to o czym pisalem w poprzednim poscie to bylo duzo wczesniej. Ale musze tez dzialac ostroznie, bo mieszkam w jej domu, moze mnie wywalic, z tym ze tego sie nie boje, ale beaku kontaktu z dzieciakami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
W dniu 23.07.2017 o 02:25, Sile76 napisał:

 

Witaj bracie! 

 

Ufam twojej ocenie - miałeś na to 10 lat, informowałeś się itd. Powiem tak, czytając już twój pierwszy post pomyślałem o Borderline Personality Disorder...

Znam te numery, włącznie z wysysaniem całej energii, niezdrowym trybem życia itd. Moja obecna miała tak latami, na 100% stwierdzić czy to jest borderline czy narcyzm jest trudno - w grę wchodzą także stany na granicy psychozy i neurozy. U mojej, wpływ w dużej mierze na występowanie tych objawów miały hormony. Niektórzy psycholodzy uważają, że borderline może się "wypalić" / zniknąć po klimakterium. Tak czy inaczej u mojej aktualnie jest dużo lepiej, ale ta zmiana jest związana z tym, że dostała parę razy kopa w dupę od życia...musiała się ogarnąć, ja siedzę "na spakowanych walizkach" - myślę, że ona wie / zrozumiała że mnie obecnie prawie wszystko jest obojętne i jestem gotów na wszystko..  No i hormony opadają....

 

Nie mamy dzieci- może jeszcze się uda (tak, wiem co Bracia na ten temat myślą) ale bardzo bym tego chciał. Obawiam się, że jest na to za późno (u niej) i to będzie powodem rozwody z mojej inicjatywy. Najważniejszy powód, dlaczego jest lepiej to jest to forum! Stosuję twarde zasady, potrafię być bezwzględny i chamski, manipuluję i kłamię etc etc   To trzyma ją w pewnych ramkach...     Wierzę na słowo i tak też to było u mnie - to nie są normalne rozterki z kobietą, to ma inny level... Nie wiem jak u ciebie z Angielskim, ale jest jedna bardzo dobra strona po Angielsku na temat borderline:

http://bpdfamily.com

 

Dobra dlatego, że wiele innych stron koncentruje się na tych osobach, które mają borderline, a ta strona pokazuje co to zaburzenie osobowości robi z partnerem, rodziną itd. Strona ta pomogła mi zrozumieć wiele rzeczy, ale największy krok rozwojowy zrobiłem tutaj wśród braci.

 

Powiem tak, gdybym wiedział to wszystko przedtem to niepozwoliłbym jej na te jazdy....

Kolego pakowanie sie w dziecko z kobieta z borderline to odpalanie granatu w rece. Borderline to psychopaci, nalezy ich unikac. Sam mialem borderke i wiem ze one zapewniaja emocje i sa czesto wrecz urocze. Ale koniec koncow gdy juz ofiara zlapie haczyk, nastepuje jej patroszenie.

 

Poczytaj o dramatach dzieci ktore maja matki borderline. Takie osoby nie powinny wchodzic w zwiazki a tym bardziej miec dzieci. Ona wychowa zwichnietego czlowieka-najprawdopodobniej nastepnego borderlajna.

 

Zastanwo sie czy ty sam nie jestes wspoluzaleniony od niej, byc moze sam jestes narcyzem. Poza tym kobiety zaburzone (zwlaszcza borderline) maja liczbe parterow seksualnych idzaca nie nascie ale w grube dziesiatki. Mozesz miec prawdopodbnie poroze wieksze od Jelenia na rykowisku i nawet o tym nie wiedziec.

Edytowane przez Tamerlan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Szkaradny Myślę że na ma co iść na ta terapie szkoda czasu, pieniędzy.

Powiem ci to co mi się wydaje w czasie kiedy ty jesteś  w jednym miejscu a ona w inny w tym momencie rozkład nogi dla każdego . No nic dla mnie jest jasne nagrywają wszystko i rozwód ratuje siebie bez niej będzie ci łatwiej i życie znowu będzie piękne .

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Matiz napisał:

@Szkaradny Myślę że na ma co iść na ta terapie szkoda czasu, pieniędzy.

Powiem ci to co mi się wydaje w czasie kiedy ty jesteś  w jednym miejscu a ona w inny w tym momencie rozkład nogi dla każdego . No nic dla mnie jest jasne nagrywają wszystko i rozwód ratuje siebie bez niej będzie ci łatwiej i życie znowu będzie piękne .

Gadasz jak pijany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×