Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Długowłosy

Ankieta dla Braci, Którzy byli w długich (1,5 +) związkach

Warunek wypełnienia - w trakcie lub po związku o minimum 1,5 letnim stażu.   89 głosów

  1. 1. Czy, gdybyś znalazł odpowiednią partnerkę, stworzysz z nią klasyczny związek niesformalizowany?

    • TAK
      70
    • NIE
      19
  2. 2. Czy, gdybyś znalazł odpowiednią partnerkę, zawarłbyś z nią związek małżeński?

    • TAK
      21
    • NIE
      68
  3. 3. Czy w ogóle jesteś zainteresowany klasycznymi związkami w stylu LTR z kobietami?

    • TAK
      65
    • NIE
      24

Żeby zagłosować w tej ankiecie, prosimy się zalogować lub zarejestrować.

41 postów w tym temacie

Bracia,

 

szybka ankietka - czy w przypadku spotkania kobiety, która odpowiadałaby Ci w 99% (nie deliberujemy czy takie istnieją) wszedłbyś z nią w związek formalny / nieformalny / w ogóle nie chcesz związków.

 

Proszę o odpowiedzi Braci, którzy byli / (ewentualnie są ;)  ) w związku / małżeństwie minimum 1,5 letnim ).

 

Każdy głos jest mile widziany poza jojczeniem "kobiety to k....y" itp.

 

Moje zdanie cześć z Was zna, to nie tajemnica, jestem ciekaw jak WY to widzicie.

 

Zapraszam do odpowiadania i dyskusji :)

 

Wyzwiska kobiet, trolling i spamowanie - polecą warny i bany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Ślub to jest dla mnie w ogóle abstrakcja.

Facet z własnej woli oddaje się woli partnerki.

Ten papierek daje paniom praktycznie kontrolę, bo przy rozwodzie wyduszą pieniądze, sąd da im z marszu opiekę nad dzieciakami.

 

Dla faceta to kompletnie żaden interes.

Ale co niektórzy nie zrobią, byle tylko zamoczyć :D

Edytowane przez czader

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Byłem w dłuuuugim małżeństwie i kolejnego nie będzie.

Związek - jak najbardziej ale przy zachowaniu odrębności finansowej, mieszkaniowej itp.

Na chwilę obecną idealny jest dla mnie typu LAT (czyli trochę singiel a trochę w parze).

3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

    Zmęczony jestem kobietami. Nie chcę tego więcej. Ty coś dajesz, ona chce wziąć wszystko. Nie, dosyć, niech ona bawi się ze sobą.

Chce mieć faceta, to niech dba o niego.

  

   Nie warto brnąć w związek. Sam dla siebie jestem ważniejszy.

7 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Byłem w długim związku, mieszkaliśmy razem, ślub był w planach (zaręczony). Nic nie wiedziałem, nie wiele rozumiałem. Na szczęście do ślubu nie doszło. 

Dzisiaj nie ma mowy o małżeństwie. Prosty powód - umowa dla faceta całkowicie nie korzystna, nawet biorąc pod uwagę intercyzę. Po co mam się pchać w coś co może kiedyś obrócić przeciwko mnie?.... Z czego nie będę miał żadnych wymiernych korzyści tylko zobowiązania. Kiedyś tego nie rozumiałem teraz kiedy wiem nie wchodzi taki akt prawny w grę. Chyba każdy Samiec jeśli zrozumie co tak na prawdę oznacza ten kilkuminutowy akt prawny i jak działa psychika kobiety nie zaryzykuje jego podpisania.

Edytowane przez SennaRot
3 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że to pytanie jest źle sformułowane.

 

Jeśli spotkałbym partnerkę, która by mi odpowiadała w 99% oczywiście, że zawarłbym z nią związek małżeński.

 

Ale takiej nie spotkam. Taki stopień dopasowania w przyrodzie nie występuje. Been there, done that.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trzy razy NIE :)

Chyba naprawdę zestarzałem się bo zupełnie inaczej patrzę teraz na kobiety niż to miało miejsce jeszcze kilka lat temu.

Kryzys wieku średniego ??? :ph34r: Nie sądzę ...

Niektórzy z moich znajomych mówią, że "niewiedza jest błogosławieństwem" ale na pewno nie w tym przypadku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mi sie chepie tym związkiem po 14 latach :D Jeżeli żona to na pewno nie polka a jakaś jasnowłosa długowłosa amerykańska blondyna - nie no to tylko sfera marzeń :) .

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja po głębokim namyśle zaznaczyłem "TAK". Może wyjdzie ze mnie biały rycerze, ale tu jest mowa o kobiecie w 99% idealnej.

Gdyby taka była, gdybym miał pewność jej wierności, wsparcia i tego że poświęci dla mnie wszystko to sam też wiem, że potrafiłbym i chciałbym to odwzajemnić.

Zatem oczywiste, że chciałbym z taką osobą założyć rodzinę, mieć dzieci i się zestarzeć. Oczywiście pod warunkiem, że ten pozostały 1% procent to jakiś mały nieznaczący drobiazg.

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kobiety są fajne, ale tylko do momentu gdy poczują że mają przewagę, wtedy bezwzględnie to wykorzystują.

Żadnych zależności , wspólności itp.

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Adolf napisał:

    Zmęczony jestem kobietami. Nie chcę tego więcej. Ty coś dajesz, ona chce wziąć wszystko. Nie, dosyć, niech ona bawi się ze sobą.

Chce mieć faceta, to niech dba o niego.

  

   Nie warto brnąć w związek. Sam dla siebie jestem ważniejszy.

 

14 godzin temu, Pozytywny napisał:

Ja po głębokim namyśle zaznaczyłem "TAK". Może wyjdzie ze mnie biały rycerze, ale tu jest mowa o kobiecie w 99% idealnej.

Gdyby taka była, gdybym miał pewność jej wierności, wsparcia i tego że poświęci dla mnie wszystko to sam też wiem, że potrafiłbym i chciałbym to odwzajemnić.

Zatem oczywiste, że chciałbym z taką osobą założyć rodzinę, mieć dzieci i się zestarzeć. Oczywiście pod warunkiem, że ten pozostały 1% procent to jakiś mały nieznaczący drobiazg.

 

Paradoksalnie dla mnie dwie najbliższe rzeczywistości wypowiedzi ;) 

 

Czekam na kolejne wypowiedzi Braci i podyskutujemy :)

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Miałem trochę zagwozdkę z tą ankietą, ale ostatecznie po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że gdybym trafił na pasująca mi kobietę o podejściu jak opisał to @Pozytywny, to wszedłbym z nią w związek, ale małżeństwo zdecydowanie odpada. Tyle tylko, że chciałbym wejść w taką relację dopiero za jakiś czas, jak już uda mi się zrealizować pewne postawione sobie cele... chyba że owa samica faktycznie była by wsparciem, ale to rzadkość.

 

Problem z obecnymi paniami jest taki, że już dawno nie trafiłem na taką, jak z opisu Pozytywnego. Raz miałem przyjemność z taką samicą, która starała się, zaskakiwała mnie i patrzyła na mnie jak w obrazek, co było bardzo przyjemne. Potem haj minął, rycerskość wzięła górę, wyszedł brak męskiego wzorca i wszystko się skończyło.

Edytowane przez HORACIOU5
4 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że większość Braci zaznacza "NIE" ponieważ po różnych przygodach, nie są w stanie wyobrazić sobie kobiety w 99% idealnej.

A tu nie chodzi o to czy takie są, tylko czy jeśli taka się znajdzie to wejdziemy w nią związek. Uważam, że większość z nas by w to weszła :)

 

2 osoby lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Szkoda ze jest tylko trzy mozliwosci :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wypełnione, obecnie jestem w prawie 3letnim związku.

Jeżeli kobieta jest ogarnięta, nie odpierdala jej za bardzo to nie mam nic przeciwko LTR, ale bez żadnych dzieci i innych formalizacji (kredyt, mieszkanie itp itd).

A tak to to forum mi zdecydowanie wybiło z głowy wszelkie ożenki :) 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak zacznie jęczeć o ślub, to się spytajcie, gdzie miała swoje dziewictwo :D

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No jak to? Musisz się chajtnąć bo tak trzeba, inaczej ciotka babcia wujkowie X powiedzą że co? Może gej jesteś xD :D Sam widze po braciaku że z jednej strony się cieszy ale z drugiej ma obawy:D jednak co ja mogę skoro tyle razy mu mówiłem:D

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

1. TAK

2. ZDECYDOWANIE NIE. Znam, wiem z czym to się je, drugi raz nie spróbuję - dzięki. Instytucja wybitnie niekorzystna dla mężczyzny. Prawnie, społecznie, psychologicznie itd.

3. TAK. LTR ale zdecydowanie LAT - tak jak napisał @Normalny. Namieszkałem się juz non-stop pod jednym dachem i ... raz na jakiś czas można, ale non-stop to nie jest dobra opcja dla mężczyzny. Kobieta się przezwyczaja i zaczynają się kłopoty.

 

99% sukcesu z kobietami w układach długoterminowych to trzymać je w pewnej dozie niepewności. Małżeństwo i wspólne mieszkanie non-stop nie zapewniają jej a wręcz przeciwnie.

 

S.

Edytowane przez Subiektywny
8 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Napisano (edytowane)

Ja na wszystko dałem NIE 

Powod jest taki ze teraz jestem na etapie samorozwoju a jeżeli mocno w to wejdziemy to po prostu nie ma czasu na kobiety. 

 

Gdyby nie to- spokojnie mógłbym mieć coś na stałe ale jednak bez ślubu:) 

Fajnie miec ogarniętą pannę, pomiziać, posmyrać;] to jest BARDZO MIŁE:) 

Edytowane przez qbacki
1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co prawda mój związek nie wypalił, ale liczę na coś takiego jak opisał @Mosze Red w temacie udanych małżeństw i możliwe że jest światełko w tunelu bo znalazłem coś więcej niż "miłość" ale bratnią duszę. Małżeństwo zaś jest jedynie opcją z uwagi na dziecko (nazwisko i kwestie prawne) bo do samego związku jest zbędne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To i ja się wyspowiadam z ankiety.

1 - tak, pod warunkiem że jej zależy, oboje wiemy czego od siebie oczekujemy i wspólnie wiosłujemy w tym samym kierunku.

2 - nie! Abso-fucking-lutely. Jeśli laska potrzebuje ślubu, to znaczy że nie o mnie jej chodzi, tylko o coś innego. Poza tym dochodzi cała lista negatywnych konsekwencji w świetle których, nieformalizowanie związków jest jednym z filarów męskiego BHP (Bezp. i Hig. Pożycia) w naszej kulturze.

3 - tak, i w zasadzie czy LAT czy nie, potrafię dokładnie wyznaczyć własne terytorium. Ani kroku dalej.

 

Kobiety, to nie zło wcielone. Twierdząc tak, jest trochę jak by się saper na bombę obrażał, że spierdolił (żeby nie było, "udało" mi się to parę razy) i mu ręce przy rozbrajaniu urwało. Więc albo jesteś świadomym ryzyka saperem, znasz swoje możliwości i za bomby lotnicze się nie zabierasz, bo masz tylko miny przeciwpiechotne rozpracowane, albo się szkolisz żeby bomba niestraszną była. Albo zmieniasz zawód.

6 osób lubią to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ależ oczywiście że istnieje idealna kobieta! Tak długo, jak istnieje chemiczny haj, nazywany potocznie zakochaniem. Wtedy właśnie kobieta jest idealna i to nie w jakiś tam 99% ale w 120%...

Problem polega na tym, że ten haj bardzo szybko się kończy... Ja chodziłem nabuzowany jakieś 2 lata, a później był taki kop w głowę, ze to aż cud, że nie odpadła...

Jedyne co dziś mogę zrobić, to ostrzegać młodych.

 

Koledzy, nie idźcie tą drogą...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Brak wam abstrakcyjnego myślenia i wyobraźni :) Weźcie przykład z samiczek, one przez całe życie wierzą w chodzący ideał.

Nawet jak są w "szczęśliwym związku", po ślubie, mają dzieci to i tak wierzą, że w końcu przyjdzie ten jej wymarzony książę i spełni jej baśniowe fantazje.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli udałoby mi się znaleźć odpowiednią partnerkę, to zdecydowanie wolałbym stworzyć z nią związek niesformalizowany.

 

Małżeństwo, to jak dla mnie tylko papierek i obiecywanie sobie złotych gór, przy zgromadzonych gościach i kapłanie, który jest Boskim "pośrednikiem". To czysta głupota.

 

Życie jest nieprzewidywalne, i w chwili gdy jedna osoba zdecyduje się odejść to nie jesteśmy skazani na rozwody, dzielenie majątku i inne tego typu pierdoły, po prostu się rozstajemy i każde z nas idzie w swoją stronę.

 

Głównym problemem oczywiście będzie sama zainteresowana, bo jak wiemy, mało która kobieta zgodzi się na tego typu relacje. W małżeństwie w przypadku Pań, co Twoje, to moje, a co moje to moje :D 

1 osoba lubi to

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • Przez Odlotowy
      Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych.
       
      Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/
       
      ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda.
      Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. "
       
      No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia.
       
      ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe."

      Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem"
       
      ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. "
       
      Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie.
      Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie.
      Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi.
       
      ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki.
      Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. "
       
      Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze.
       
      ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie.
      ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. "

      Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko.
       
      Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
    • Przez JaAga
      No właśnie... Postaram się w miarę krótko opisać w czym rzecz. Otóż z partnerem byłam prawie 4 lata. W marcu rozstaliśmy się. Odeszłam od niego i się wyprowadziłam. Układało nam się różnie, jak to w życiu. A co było powodem rozstania? brak szacunku z jego strony, wyzwiska, obrażanie mnie w złości, w kłótniach. Dużo tego. Szukałam pomocy sama. Poniekąd można to nazwać przemocą emocjonalną. 
      Odeszłam, choć kochałam..heh..kocham nadal, choć minęły ponad 2 ms. Odeszłam, bo już nie widziałam innego wyjścia, rozwiązania, kiedy żadne rozmowy nic nie dawałay. Albo dawały na chwilę.
      Rok temu też się rozstaliśmy. ALe postanowiliśmy dać sobie drugą szansę. A raczej ja jemu ją dałam. Płakał, mówił że kocha,że żałuje, że tylko ze mną itp. Było cudownie. Zaręczyliśmy  się, planowaliśmy założyć rodzinę, kupiliśmy mieszkanie. Bajka. Ale z czasem wróciły stare krzywdzące schematy.
      Zastał puste mieszkanie. Zabrałam wszystko. Dosłownie wszystko. Wyprowadziłam się jak tego chciał.
      Na początku był wściekły, miał do mnie żal i pretensje, że odeszłam. Było mi z tym "lepiej", bo utwierdzało słuszność podjętej decyzji. Z czasem pretensje mijały. Zaczął rozumieć gdzie i w czym były błędy. Że dużo po jego stronie. Zaczął mnie przepraszać, zostawiać kwiaty. Starałam się nie wdawać w dyskusje. Uciełam kontakt. Nie odpowiadałam na wiadomosci, nie odbierałam tel, kiedy przyszedł do mnie do pracy wyrzuciałam go. Non stop o tym myslalam i mysle, bo to miał byc "ten". Nawet jesli Was to bawi. 
      Co do terapii, już na poczatku roku prawie mielismy na nią iść, bo uważam że mamy problem z komunikacją. Jednak nie doszło do tego, bo zaczęlo się układać i było ok. Zresztą wtedy On chyba nie za bardzo był do niej przekonany. Dzis jak sam powtarza jest " w czarnej d..." i wie, że jedynie pojscie na terapię może być szansą na bycie razem.
      Dwoi się i troi, stara się i wiem, że kocha i że mu zalezy na mnie i na nas. I właśnie to, co nas łączy to uczucie, miłość. Ale z mojej strony jest ogromny strach, lęk, brak zaufania, że za x czasu to znów się powtórzy. Że on wybuchnie pod byle pretekstem i ja usłysze epitety w swoim kierunku, bo to "w złosci" lub po alkoholu (okazyjnie). Dużo mnie kosztowało odejscie i jako takie pozbieranie się kolejny raz. Boję się. Zwyczajnie się boję.
      I pytam Was drodzy Panowie, co jest w męskiej głowie ;)?  
    • Przez Stulejman Wspaniały
      W okresie erotycznych szaleństw, kiedy niewiele wiedziałem o naturze Pań, zaliczyłem niejedną mężatkę - NIEŚWIADOMIE. Otóż pytane o status Panie, odpowiadały zdaniem które dziś mnie jednocześnie śmieszy i wkurwia zarazem, natomiast wcześniej cieszyło, a brzmi ono "separacja". Skoro separacja - to można "legalnie" poruchać. W końcu mąż - potwór, świnia, kanalia i potwór, a biedna niewiasta uciekła od niego, i pragnie poczuć moralnego, prawdziwego mężczyznę głęboko (tak do 15cm) w sobie.
       
      I ruchałem.
       
      Najczęściej bez gumy, do końca, tak jak lubiłem. 
       
      W cipkę, w tyłek, do buzi - po kilku razach skojarzyłem, że słowo "separacja" zawsze wiąże się z brakiem zahamowań, co troszkę mnie zastanawiało - ale ponieważ tak bardzo mnie to cieszyło, nie wnikałem w istotę rzeczy.
       
      Otrzeźwienie przyszło wtedy, gdy do jednej (już zalanej pod korek) atrakcyjnej 30-tki zadzwonił telefonik. Zbladła, poprosiła by milczeć i zaczęła kłamać małżonkowi gdzie jest (nie pamiętam co skłamała) i że niebawem wróci. Gdy ją zdenerwowany spytałem dlaczego mnie okłamała, powiedziała że nie rozumiem jej i jestem płytki. Więcej nie mieliśmy kontaktu.
       
      Później drążyłem temat "separacji", co w znacznej większości przypadków kończyło rozmowę - a gdy jej nie kończyło, czytałem że jestem popierdolony i nienormalny.
    • Przez Logan
      Szanowni Bracia,
       
      ostatnio uświadomiłem sobie kolejny mechanizm, może nie działający zawsze i wszędzie, ale na pewno w poważnym związku jakim jest małżeństwo. Zasada, którą chcę tu zdefiniować brzmi tak:
      "kobieta nie przeprasza za swoje błędy werbalnie, ale robi to czynem."
       
      Dosyć często zdarza się, że żona tocząc swoją zwyczajową walkę z mężem by sprawdzić czy jest mocny, przekracza dopuszczalne granice. Miałem taką sytuację ostatnio. Poprosiła żebym pomógł jej coś zrobić na komputerze. Co ja pieprzę. Nie padło tam żadne słowo proszę. Ok. Poszedłem, prosta rzecz. Ona: - co tu kliknąć? Ja: to. Ale zaraz trzeba będzie takie coś zrobić. Ona: - dobra, wiem, idź stąd. Po chwili: - Co tu mam zrobić? Ja: - mówiłem ci, że zaraz będziesz musiała to i to. Ona: - ale po co się wydzierasz? (ja mówię normalnie). Ja: - daj, zaraz to zrobię, ale jak ci mówię, że nie będziesz wiedziała co potem zrobić to było słuchać. Ona: - zaraz sobie zadzwonię po informatyka (nie ma do kogo zadzwonić, a musi to zrobić na już...). Ja: - to sobie dzwoń, jak robisz łaskę, że ci jeszcze pomagam, to rób sobie wszystko sama - i wychodzę lekko podkurwiony zamykając drzwi o 40% mocniej niż zwykle.
       
      Po tym zdarzeniu wydawałoby się jasne, że normalny człowiek ochłonie, zda sobie sprawę z błędu i przeprosi. Ale nie kobieta.
      Ta na początku udaje, że nic się nie stało, a jak już, to ty byłeś napastliwy (przez bezinteresowną chęć pomocy...). Ważne, aby w tym momencie nie popaść w odruchy białorycerskie i nie serwować tekstów typu: "kochanie, choć już, wszystko dobrze, pogódźmy się" itp. Nie. Masz być nieco oschły, i masz pełne prawo do czucia się obrażonym (nie mylić z fochem). Gdy się zapyta "co ty jesteś jakiś dziwny" (a faktycznie nie czujesz się w porządku z tą sytuacją) odpowiadasz grzecznie, że wczorajsze zachowanie nie było na miejscu. Nie proś o przeprosiny. To nie przystoi. 
       
      Ciekawe rzeczy dzieją się potem. Jeśli dochowasz męskiej postawy, kobieta zaczyna przepraszać i pokazywać, że zrozumiała swój błąd, ale nie słownie, a poprzez czyny. Jakie to mogą być czyny zostawiam wam do domysłu, bo uważam, że pewne sprawy są tabu nawet w naszym gronie, ale nie jest to tylko to o czym myślicie, ale także wszelkie inne formy okazywania uczucia jakie decydują o tym czy czujemy się kochani.
       
      I teraz puenta. Na początku oczekiwałem od kobiety słowa "przepraszam, że...". Tak, jak oczekiwałbym tego od mężczyzny. Teraz zrozumiałem, że kobiety nie tylko są do tego niezdolne (przynajmniej zazwyczaj), ale że ich naturalna, niewerbalna forma przeprosin jest dużo bardziej miła dla mężczyzny (przy czym mam na myśli nie tylko to co niektórzy teraz...), ale i bardziej właściwa do ich płci.
       
      Zastanówcie się, czy kiedykolwiek słyszeliście od kobiety SZCZERE słowo przepraszam za krzywdę wam wyrządzoną?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.