Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
EnemyOfTheState

Krakowska Szkoła Ekonomiczna - zapomniana szkoła ekonomii z Polski

Rekomendowane odpowiedzi

Mało kto w Polsce pamięta kim był Julian Dunajewski, tymczasem portret tego wybitnego polskiego ekonomisty do dziś wisi w parlamencie austriackim. Do historii przeszedł jako człowiek, który uratował budżet Austro-Węgier doskonałymi reformami gospodarczymi, jako minister skarbu tego kraju w latach 1880-1891. Po Dunajewskim to stanowisko zaczęli obejmować również inni Polacy: Leon Biliński, Witold Korytowski, Seweryn Kniaziołucki czy Wacław Zaleski. W zaborze austriackim Polacy byli nie tylko lepiej traktowani niż w zaborze niemieckim i rosyjskim, ale byli zwyczajnie doceniani. Dlatego tak wielu z nich mogło pełnić ważne funkcje, w tym nawet w rządzie. Carl Menger, założyciel Austriackiej Szkoły Ekonomii, urodzony w Nowym Sączu bronił doktorat z prawa właśnie u Dunajewskiego. Ludwig von Mises z Galicji, chyba najbardziej znany ekonomista ASE czerpał garściami wzorce właśnie od Polaków, którzy stanowili większość mieszkańców Galicji.

 

Po odzyskaniu niepodległości w II RP działalność rozpoczęła Krakowska Szkoła Ekonomiczna, wzorowana zarówno na Szkole austriackiej, jak i ekonomii klasycznej (Adam Smith etc.) ze wskazaniem na ASE. A w raz z nią jej najważniejsi przedstawiciele Adam Heydel, Adam Krzyżanowski i Ferdynand Zweig. Polecam świetny film na temat tej prawie zapomnianej szkole ekonomicznej:

 

 

 

  • Like 7

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@EnemyOfTheState

Miałbyś jakieś dobre książki z zakresu ekonomii jeśli chodzi o KSE czy ASE?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Z ASE polecam

-"Ekonomia w jednej lekcji", Henry Hazlitt 

-"Zasady ekonomii", Carl Menger

-"Ludzkie działanie", "Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie", "Socjalizm", "Teoria pieniądza i kredytu" - Ludwig von Mises

-"Złoto, banki, ludzie, krótka historia pieniądza", "Wielki Kryzys w Ameryce", "Tajniki Bankowości" - Murray Rothbard

-"Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne", Jesus Huerta de Soto

-"Pieniądz i kryzysy", Friedrich von Hayek 

 

Ze Szkoły krakowskiej to na pewno "Dzieła zebrane" Adam Heydla. A tak to w sumie nie wiem. Trzeba by poszukać coś na Googlu po autorach. Tak np.:

http://lubimyczytac.pl/autor/50789/adam-heydel

http://lubimyczytac.pl/autor/21123/adam-krzyzanowski

 

Plus, luknij na PW ;) 

Edytowane przez EnemyOfTheState
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dobra lista, pod warunkiem, że nie traktuje się tych pozycji jak Biblii. ;)

Od siebie dodam klasyków, którzy ten styl myślenia o ekonomii kształtowali: Cantillon, Smith, Say, Bastiat.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bo ekonomię należy traktować jako dziedzinę naukową jak matematyka czy fizyka, "wolną od wartościowania". Inaczej zacznie się popełniać błędy metodologiczne i logiczne, patrząc przez pryzmat własnych poglądów, odczuć itp. Bastiata i spółkę wymienionych powyżej również polecam. Warto też zapoznać się czym była Szkoła z Salamanki, pierwsza ekonomiczna szkoła w historii :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@EnemyOfTheState Mogę jeszcze od siebie dodać to, co ostatnio sam czytam i zamierzam przeczytać:

- "Ekonomia Stosowana", "Oni wiedzą lepiej" - Thomas Sowell (czy Austriak to nie wiem, ale wolnościowiec i bardzo dobrze przedstawia trudne tematy łatwym jezykiem, co dziwne - Afroamerykanin)

- "Zgubna pycha rozumu - o błędach socjalizmu" (trudna jest), "Droga do Zniewolenia" - Friendrich von Hayek

- "Liberalizm w tradycji klasycznej", "Mentalność Antykapitalistyczna" - Ludwig von Mises;

- "Ekonomiczny Punkt widzenia", "Ekonomia Wolnego Rynku" - Murray Rothbard;

- "Jak zrujnować gospodarkę czyli Keynes wiecznie żywy" (bardzo polecam) - Nelson Hultberg, Hans Hermann Hoppe, Murray N. Rothbard, Joseph T. Salerno.

- "Demokracja - Bóg, który zawiódł", "Krótka historia człowieka" - Hans Hermann-Hoppe;

- "Inflacja" - Henry Hazlitt

No i tyle, jak na razie. Zapewne jak ktoś już wszystkie tu wymione przeczyta, to wpadnie na kolejne, bo wciąga to jak Ukrainki z mojego akademika...

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@EnemyOfTheState ... z całym szacunkiem ale ekonomia nie jest nauka ścisłą i nie można jej traktować jak matematyki (której metody tylko wykorzystuje) czy fizyki. Ekonomia inaczej jak wymienione nie jest wolna od błędów, ale przez to, że nie jest nauką ścisłą ten fakt w niczym jej nie umniejsza...

 

 

 

 

Edytowane przez Starzec

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ekonomia należy do nauk społecznych więc stosuje się w niej inną metodologię niż w naukach przyrodniczych. Kłania się dualizm metodologiczny:

http://mises.pl/blog/2017/01/27/sanchez-mises-o-umysle-i-metodzie/

https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/kto-jest-kim-i-jakie-ma-zaslugi/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@EnemyOfTheState... nie lubię się czepiać, ale nie chodzi mi o metodologię, tylko o to, że nauki społeczne nie są naukami ścisłymi ...

 

W zasadzie to nauki społeczne można przyrównać to stawiania horoskopów, które też wyróżnia się swoistą metodologią

 

Wiem, wiem ...przeginam bo w dzisiejszych czasach, w których "kapłani" nauk społecznych dzierżą rząd dusz to czyste bluźnierstwo ... ;) 

 

W naukach ścisłych buduje się na fundamencie poprzednich pokoleń uczonych, w naukach społecznych zbyt często kwestionuje się ich dokonania.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez EnemyOfTheState
      Jak powszechnie wiadomo tylko krowa i Korwin Mikke nie zmieniają poglądów . Dlatego wasz ulubiony libertariański wojownik postanowił opisać dlaczego zszedł z tej drogi. A powody będą wymienione w punktach:
       
      1. Libertariańskie podejście do etyki jest niepełne. Aksjomat samoposiadania i aksjomat nieagresji brzmią fajnie, ale czegoś tu brakuje. Samo kierowanie się NAP-em prowadzi do serio dziwnych rozmów, np. o tym czy prywatne posiadanie bomby atomowej aby na pewno jest złe. A jeśli tak to na jakiej zasadzie etycznej oprzemy jego zakaz? Zasadniczy błąd polega w tym, że o ile dualizm metodologiczny jest poprawny, czyli metody empiryczne stosujemy w naukach przyrodniczych, a w naukach społecznych gdzie nie da się wyodrębnić jednego czynnika jak w laboratorium stosujemy rozumowanie aksjomatyczno-dedukcyjne. To o tyle etyka w odróżnieniu od innych nauk społecznych nie tylko nie jest "wolna od wartościowania" ale jest w czysty sposób oparta właśnie na wartościowaniu. Dlatego jest nauką specyficzną.
       
      I tak np. to że 2+2 = 4 jest tylko suchym faktem, to nie jest ani moralne ani niemoralne. Może nawet byśmy chcieli żeby 2+2 = 1000000, wtedy wystarczyłoby wziąć dwa bochenki chleba, dodać do nich kolejne dwa bochenki i trach, mamy milion bochenków, problem głodu na świecie rozwiązany. No ale 2+2 to 4, czy się nam podoba czy nie. Tak samo jak z matematyką jest z ekonomią. Niska podaż dobra, przy wysokim popycie na nie, przekłada się na jego wysoką cenę, dlatego np. nowe leki na rzadkie choroby są bardzo drogie, czy się to nam podoba czy nie. Ale o ile matematyka i ekonomia to nauki wolne od wartościowania, o tyle rzecz ma się inaczej w przypadku etyki. Tutaj samo podejście aksjomatyczno-dedukcyjne prowadzi do dziwnych rozkmin, jakie chociażby popełniał Murray Rothbard w książce "Etyka wolności", gdzie autorowi wyszło m. in. że zabicie dziecka przez rodzica to zbrodnia ale zagłodzenie go już nie, bo rodzic nie powinien mieć obowiązku jego utrzymania. Inne przypały to np. poparcie dla legalności pomówień, szantażu, czy dawania łapówek. O ile był to genialny ekonomista, o tyle jak pisał o etyce i filozofii politycznej, to potrafił tak coś odjebać, że hej. Co prawda libertarianie widzą te błędy, często przedstawiają inne zdanie, ale znowu bardzo się w tym wszystkim plątają. Tymczasem etyka wymaga uzupełnienie o aksjologię (naukę o wartościach) i nie może polegać tylko na czystej deontologii, potrzeba przynajmniej częściowego uwzględnienia utylitaryzmu i konsekwencjonalizmu. Samym patrzeniem na NAP nie ustalimy np. praw zwierząt albo np. skutecznych metod walki z terroryzmem, tak po prostu się nie da. 
       
      2. Libertarianizm nie wytrzymuje starcia z nowymi dziedzinami nauki jak np. teoria gier, ekonomia behawioralna, neurobiologia, czy geopolityka. Co gorsza libertarianie robią dokładnie to co robił niegdyś Karol Marks, który nie dając rady odeprzeć argumentów logicznych i ekonomicznych atakował samą logikę i ekonomię, jako "nauki burżuazyjne". Tak samo dla libertarian Austriacka Szkoła Ekonomii, prakseologia czy socjobiologia są spoko, ale inne dziedziny wiedzy już niekoniecznie, stąd komentarze typu: "o ile mi wiadomo libertarianie nie są zbyt przychylni dla teorii gier", "serio jakiś libertarianin bierze na poważnie geopolitykę?". A czasami nawet reprezentują podejście wybiórcze. I jak np. "tragedia dobra wspólnego" wykazuje konieczność dla własności prywatnej to wtedy teoria gier jest spoko, ale kiedy "efekt gapowicza" rozkłada na łopatki zarówno tzw. anarchokapitalizm (niemożliwość utrzymania prywatnych ubezpieczeń od wojny) jak i minarchizm (niemożliwość utrzymania państwa minimum bez przymusu podatkowego) to wówczas libki mają ból dupy.
       
      3. Brak strategii i pomysłu
       
      -Metody polityczne - tzw. model Hotellinga sprawia że partie o skrajnych poglądach nie mają szans w wyborach. Zawsze wygra partia z programem "real politik". Dlatego sukces może osiągnąć co najwyżej partia z umiarkowanie wolnorynkowym programem.
      -Metody agorystyczne - optymalizacja podatkowa, ubery, bitcoiny, o to już coś praktycznego. Tyle że ludzie sięgają po to z przyczyn finansowych i praktycznych a nie ideologicznych. Do żadnego "wolnego społeczeństwa" to nie prowadzi. Wystarczy, że wygra prędzej czy później umiarkowanie liberalna gospodarczo partia z programem real polityk, zmniejszy biurokrację, obniży podatki i wtedy akurat szara strefa się zmniejszy a wpływy do budżetu wzrosną na skutek krzywej Laffera, państwo tylko się wzmocni. I tu agorystyczne strategie rozbijają się o kant dupy. Sorry libku, tak chciał rynek  
       
      4. Służba zdrowia, emerytury - prywatne ubezpieczenia zdrowotne i społeczne działają lepiej niż państwowy monopol, prawda. Ale musi istnieć obowiązek ubezpieczenia. Każdy może wybrać u którego prywatnego ubezpieczyciela będzie ubezpieczony, ale sam obowiązek ubezpieczenia musi być. Znowu kłania się efekt gapowicza. Przy braku obowiązku, jak osoba nieubezpieczona zachoruje np. na raka będzie problem. Trzeba będzie ją albo leczyć na koszt państwa albo będzie szukać pomocy po fundacjach charytatywnych albo jeśli pozostanie sama sobie, może zwyczajnie zejść na drogę przestępstwa. Tak czy inaczej trzeba będzie "coś" z nią zrobić. No i to będzie generować w społeczeństwie wesołków, którzy nie będą się ubezpieczać, skoro w razie czego i tak ludzie pomogą. Dlatego trzeba postawić na prywatne i jednocześnie obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne jak jest w Singapurze albo Holandii. A państwowy system emerytalny zastąpić systemem kapitałowym, podobnym do tego w Chile. 
       
      5. Polityka społeczna - analogicznie, zamiast np. zasiłków dla bezrobotnych, prywatne ale znowuż obowiązkowe ubezpieczenie od straty pracy, tak jak jest w Szwajcarii i Liechtensteinie. I w ogóle takie ubezpieczenie powinno zawierać cały pakiet, ubezpieczenie od utraty pracy, od nieszczęśliwego wypadku itd. Zostają jeszcze niepełnosprawni, ludzie niezdolni do pracy i wszyscy którym się coś złego przytrafiło a nie byli akurat ubezpieczeni w danym momencie. Cóż, pozostają organizacje charytatywne. Wiem że niegdyś działało to bardzo dobrze, działały różne stowarzyszenia braterskie, jeszcze na początku XX w. nawet 30% Amerykanów brało w tym udział. Ja to wszystko znam. Ale czy aby na pewno, tak każdy otrzyma pomoc? Głowy sobie uciąć nie dam. Więc jakaś forma pomocy państwa dla prawdziwie potrzebujących, którym nie pomógł sektor prywatny jest OK, najlepiej na poziomie lokalnym. Zwłaszcza że mówimy teraz o naprawdę garstce ludzi, dużych kosztów nie będzie.
       
      6. Dostęp do broni - OK, ale nie dla Januszy, zezwolenia na posiadanie i osobne licencje na noszenie muszą być, jak w cywilizowanym świecie
       
      7. Bez przesady z deregulacją zawodów - owszem liczbę regulowanych zawodów trzeba zmniejszyć, ale niektóre jak lekarz muszą zostać. A jeszcze inne jak np. psycholog, to właśnie powinny zacząć być uregulowane, bo tego brakuje
       
      8. Libertarianizm nie daje skutecznego rozwiązania na problem najazdu imigrantów i ekspansji islamu - tu potrzebne są metody nie do końca "wolnościowe" 
       
       
      A kim teraz jestem? No powiedzmy że klasycznym liberałem, leseferystą, konstytucjonalistą. Etykiety zresztą nieważne. W każdym razie postawiłbym na solidnie napisaną Konstytucję, która oprócz najważniejszych praw jak wolność osobista, wolność słowa, domniemanie niewinności i prawo do rzetelnego procesu będzie zawierać także takie rzeczy jak np. zakaz zamykania budżetu z deficytem. Państwo ograniczyć do niezbędnego minimum, ale postawić w tym na silną armię, sprawną policję i sądownictwo. Podatki możliwe obniżyć i uprościć, np. zlikwidować PIT, a CIT zastąpić 1% podatkiem obrotowym, możliwie przyciąć VAT i podatki akcyzowe. Wywalić biurokrację, przywracając coś w rodzaju "Ustawy Wilczka". Służbę zdrowia i politykę społeczną tak jak opisywałem powyżej. Ustawową płacę minimalną zastąpić "modelem skandynawskim" lub czymś podobnym co nie powoduje bezrobocia. Itd. itd. W każdym razie realne rozwiązania, a nie pierdółki z fejsbuka. 
    • Przez EnemyOfTheState
      W całej dyskusji o biedzie w Afryce notorycznie unika się faktu, że prawie wszystkiej kraje na tym kontynencie są krajami socjalistycznymi, co odziedziczyli po różnych komuszych rewolucjach finansowanych jeszcze przez ZSRR. W połączeniu z wygonieniem białych ludzi jest to przyczyną tego, że Afryka to praktycznie jedyny region na świecie, który od lat się nie rozwija, nie wychodzi z biedy, jak dzieje się to chociażby w coraz większej liczbie krajów z Azji. Istnieją jednak od tej reguły chlubne wyjątki.
       
      Pierwszy przykład to Botswana. Jest to państwo leżące w południowej Afryce, które do 1966 r. pozostawało brytyjską kolonią. Po uzyskaniu niepodległości, kraj ten wszedł w fazę szybkiego rozwoju gospodarczego. W latach 1966-1999 r. odnotował najwyższy wzrost PKB na mieszkańca na świecie (średnio 9%). W dodatku to jedne z niewielu państw na świecie nie posiadające długów, z nadwyżką wynoszącą 100% PKB. Jest to również jedyne państwo w Afryce, w którym obowiązuje konstytucyjny zakaz przyjmowania zagranicznej pomocy. Wszystko dzięki reformom gospodarczym prezydenta Bostwany w latach 1966-1980 o nazwisku Seretse Khama oraz odkryciu dużego złoża diamentów. Ten mądry człowiek w odróżnieniu od innych przywódców afrykańskich zamiast na socjalizm, postawił na wolny rynek, kraj obecnie znajduje się na 34 miejscu na świecie pod względem wolności gospodarczej według indeksu IEF oraz na pierwszym miejscu wśród krajów Afryki Subsaharyjskiej. Nawet po śmierci Khama'y kolejne rządy kontynuowały politykę wolno-rynkową, dzięki czemu Botswana ma nadal najniższe podatki w całej Afryce i wyjątkowo dużą, jak na ten kontynent wolność gospodarczą. Przekłada się to na dosyć wysokie zarobki mieszkańców przy jednocześnie niskich cenach, a więc poziom życia jest wysoki. Kraj ten niegdyś pustynny, dziś posiada również szereg nowoczesnych technologii, zwłaszcza co do nawadniania i uprawy pól. Kolejnym pozytywem jest to, że jest to jeden z niewielu afrykańskich krajów, z którego nie przepędzono białych ludzi, wprost przeciwnie, wręcz zachęca się białych farmerów i przedsiębiorców do inwestowania na tych ziemiach. Sam Seretse Khama miał białą kobietę za żonę. 
       
      Rozwoju gospodarczego nie można wytłumaczyć jedynie dużymi złożami diamentów. Bez zdrowego modelu gospodarczego surowce na nic się zdadzą. Botswana posiada ok. 30-to procentowy udział w światowym wydobyciu diamentów, dla porównania Kongo posiada całe 65 procent udziału światowego wydobycia diamentów, a kraj ten był w 2011 r. najbiedniejszy na świecie z 348 dolarami PKB na osobę. RPA posiada 50 procent światowych zasobów diamentów i największe na świecie złoża złota, ale pomimo iż uchodzi za kraj bogaty nadal wielu jego mieszkańców boryka się z problemami biedy i wysokiego bezrobocia. W latach 70-tych Botswana była jednym z najbiedniejszych krajów Afryki, dziś jest krajem o najwyższych zarobkach w całej Afryce. Dla porównywania, sąsiednie Zimbabwe w latach 70-tych było jednym z najbogatszych krajów Afryki, dziś po latach socjalizmu (zaprowadzonego głównie przez Roberta Mugabe) i wyganianiu białych ludzi, kraj ten jest trzecim najbiedniejszym krajem świata. Zanim jednak ktoś postanowi przeprowadzić się do Botswany, ostrzegam, że niestety jak wiele afrykańskich państw boryka się ona równocześnie z problemem epidemii AIDS. To jednak zawsze jest Afryka. 
       
      Więcej o Botswanie do poczytania:
      http://libertarianin.org/sukces-po-afrykansku/
      http://www.uwazamrze.pl/artykul/986163/dwie-drogi-niepodleglej-afryki
       
       
      Kolejnym przykładem jest Rwanda, która jest niewielkim, śródlądowym krajem położonym w środkowo-wschodniej Afryce, zamieszkałym przez około 11 mln osób. Jej dwie główne grupy etniczne – stanowiąca mniejszość Tutsi i większa Hutu – ścierały się ze sobą jeszcze zanim Belgowie przejęli kontrolę nad tym krajem po I wojnie światowej (Rwanda uzyskała niepodległość od Belgii w 1962 r.). Trwałe społeczne i etniczne napięcia zakończyły się ludobójstwem, które pochłonęło życie 800 000 ludzi, głównie z grupy Tutsi. W konsekwencji mocno, bo o około 50 procent, skurczyła się w owym tragicznym 1994 roku gospodarka. Jednak ta tragedia stała się jednocześnie impulsem do pozytywnych przemian, czyli stabilizacji politycznej i wolnorynkowych reform.  PKB już w 1995 r. wzrosło o 35 procent. Od tamtego czasu udało się utrzymać wysokie tempo wzrostu gospodarki, która nie wyhamowała nawet w ostatniej dekadzie. W latach 1994-2010 rosła ona o średnio 6,6 procent rocznie, co znacznie przewyższa średnią dla Afryki subsaharyjskiej. W 2001 r. mieszkańcy Rwandy żyli średnio za 50 centów na dzień. Dziś liczba ta wzrosła do 1,50 dolara. Zachęcające są również ostatnie wskaźniki ubóstwa i dobrobytu uzyskane w trzecim badaniu warunków życia gospodarstw domowych. W latach 2007-2012 zdecydowanie zmniejszyło się ubóstwo – spadło z prawie 57 do 45 procent populacji. Dla porównania, w poprzednich pięciu latach wskaźnik ten zmniejszył się o zaledwie 2 punkty procentowe. Co więcej, skrajne ubóstwo zanotowało spadek z 37 do 24 procent. Poprawiły się nie tylko wskaźniki ubóstwa, zmniejszyły się też m.in. wskaźniki śmiertelność matek i noworodków.
       
      Według brytyjskiego ekonomisty zajmującego się rozwojem gospodarczym, Paula Colliera, wyniki badania są „bardzo imponujące”. Collier przyznał też, że Rwanda była w stanie osiągnąć trzy kluczowe cele: szybki wzrost, gwałtowne ograniczenie ubóstwa i zmniejszenie nierówności.
       
      Wzrost gospodarczy w Rwandzie napędzany był przede wszystkim przez liberalizację sektora rolnego – głównie produkcji kawy i herbaty, które są wiodącymi towarami eksportowymi. Reformy te pozwoliły producentom na czerpanie znacznych korzyści z ożywienia eksportu, wzrostu przychodów i zwiększenia produktywności dzięki inwestycjom kapitałowym. Do obecnego sukcesu gospodarczego przyczynił się także sektor turystyki dynamicznej oraz przemysłowy (górnictwo, budownictwo). Wystąpiła również warta odnotowania dynamika w sektorze przedsiębiorstw rodzinnych, które zajmują się działalnością pozarolniczą i ulokowane są zazwyczaj na obszarach wiejskich. Chociaż zatrudniają jedynie 10 procent siły roboczej, w 2006 r. z ich działalności utrzymywało się ponad 30 procent rodzin.
       
      Więcej do poczytania:
      http://www.pafere.org/artykuly,n1538,sukces_gospodarczy_rwandy_jak_wolny_rynek_sprzyja_ubogim_afrykanczykom.html
    • Przez EnemyOfTheState
      W czasie poważnego kryzysu gospodarczego na świecie, jak np. ten z 2008 r. występuje dosyć ciekawe zjawisko. Otóż o ile większość krajów zachodnich poważnie dostaje po dupie, o tyle nadzwyczaj dobrze radzą sobie bogate kraje arabskie, jak Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, czy Kuwejt. Czemu? Czyżby powodem były duże złoża ropy naftowej? Otóż jest to za słabe wytłumaczenie, bo przecież kryzys dotyka i krajów nierabskich o dużych złożach ropy, jak Kanada, USA, Norwegia, Meksyk, Wenezuela, Rosja. Nawet wahania cen ropy na świecie nie powodują takich strat w krajach arabskich, jak w tych niearabskich posiadających dużo ropy. W dodatku w czasie kryzysu wyjątkowo dobrze radzą sobie także arabskie banki. O ile zachodnie banki wpadają wówczas w ogromne kłopoty finansowe, o tyle banki arabskie pozostają wypłacalne, nawet w czasie globalnego kryzysu. Na czym polega ich fenomen? 
       
      Żeby to zrozumieć, trzeba wpierw zrozumieć co charakteryzacje zdrowy i niezdrowy system bankowy. W zdrowym systemie bank może zarabiać w dwojaki sposób:
      1. Odpłatnie przechowując wpłacone przez klienta pieniądze, złoto, diamenty etc.
      2. Będąc pośrednikiem w pożyczce. Klient A wpłaca pieniądze, bank przekazuje je na kredyt dla klienta B na pewien procent. Następnie z wypracowanego zysku bank wypłaca odsetki klientowi A, które są niższe niż procent kredytu udzielonego klientowi B. W ten sposób klient A nie musi szukać samodzielnie osoby, której udzieliłby kredytu, oddaje to specjalistom z banku, którzy mając wiedzę i doświadczenie są w stanie ocenić czy klient B ma zdolność kredytową, odpowiednie zarobki, przedstawił wiarygodny biznesplan itd. Bank zarabia tu na różnicy między oprocentowaniem depozytu i kredytu. I wszystkie trzy strony transakcji są zadowolone. 
       
      Kiedy zaczyna się patologia systemu bankowego? Wtedy gdy pojawia się kreacja pustego pieniądza. Jak pewnie niektórzy z was wiedzą dawniej pieniądz był opaty na złocie. Od jakiś 100 lat mamy jednak pieniądz fiducjarny, czyli pusty, nie mający pokrycia w żadnym kruszcu. Więc można tworzyć go ile wlezie. No dobra, ale przecież fałszowanie pieniędzy jest zabronione przez prawo. Więc jak banki to robią? Odbywa się to przez tzw. rezerwę cząstkową. 
       
      Przykładowo: jeśli rezerwa cząstkowa wynosi 10%. Klient A wpłaca 1 tys. zł, jest to depozyt na żądanie, klient może wypłacić te pieniądze kiedy chce, a konto nie dość że darmowe to jeszcze bank płaci mu za to odsetki. Jednocześnie tylko 100 zł zostaje zamknięte w sejfie, a 900 idzie na kredyt dla klienta B. Czyli do sektora bankowego trafił 1 tys. zł ale w obiegu jest już 1900 zł, bo klient A posiada i wciąż może wypłacić 1 tys. a klient B dostał 900 zł na kredyt. Skąd wzięło się dodatkowe 900 zł? Ano znikąd . To nie koniec. Powiedzmy że klient B kupił za pożyczone 900 zł telewizor, a sprzedawca telewizora wpłacił 900 zł do banku. Ponownie tylko 10%, czyli 90 zł idzie do sejfu, 810 idzie na kredyty. I tak się to kręci aż system bankowy z 1 tys. zł wykreuje dodatkowo 9 tys. zł (czyli w obiegu będzie 10 tys. zł). Dodam że 10% rezerwy obowiązkowej to i tak optymistyczne założenie, np. obecnie w Polsce rezerwa ta wynosi 3,5%. Oznacza to że z każdych wpłaconych do banku 350 zł system bankowy wykreuje z tego dodatkowe 9650 zł.
       
      W systemie 100% rezerwy obowiązkowej (czyli systemie zdrowym i uczciwym) jeśli klient A wpłaci 1 tys. do banku to albo będzie ponosił z tego tytułu opłatę albo jeśli nie chce płacić za konto zgodzi się dobrowolnie że np. tylko 100 zł będzie stanowić depozyt na żądanie, a pozostałych 900 zł nie będzie ruszał np. przez rok. Bank przeznaczy te pieniądze na kredyt dla klienta B i podzieli się odsetkami z klientem A, samemu zarabiając na różnicy w oprocentowaniu depozytu i kredytu. Pozornie wygląda to podobnie jak w systemie rezerw cząstkowych, różnica jednak jest taka że nie zachodzi tu kreacja pustego pieniądza. 
       
      Jeśli ktoś jeszcze do końca nie jarzy, polecam poniższy filmik:
       
       
       
      Dodam tylko że rezerwa cząstkowa sprawia, że kreacja pustego pieniądza zachodzi nawet kiedy obowiązuje standard złota. Np. przy rezerwie 10%, po prostu klient A wpłaca 10 uncji złota do banku, 1 unjca idzie do sejfu, a 9 idzie na kredyt dla klienta B. Czyli klient A ma kwit na 10 uncji złota, a klient B... kwit na 9 uncji tego samego złota , a kreacja pieniądza idzie dalej. Tak było jeszcze przed I wojną światową. Tyle że wówczas możliwość kreacji pieniądza była ograniczona, bo wzrost cen na rynku na skutek osłabiania wartości pieniądza powodował ujemny bilans handlowy (ludzie kupowali więcej towarów z zagranicy, import zaczął przewyższać eksport) co wymagało spłaty w złocie. Więc złoto odpływało z kraju prowadzących bardziej luźną politykę monetarną do krajów o twardej polityce monetarnej. Standard złota był więc tutaj silnym motywatorem, dlatego raczej panowała lekka deflacja aniżeli inflacja, a kryzys gospodarcze były łagodniejsze. Do pełni szczęścia brakowało tylko wymogu 100% rezerwy obowiązkowej.
       
      Banki w takim niezdrowym systemie jaki mamy obecnie są jednak narażone na bankructwo jeśli większa ilość klientów zdecydowała by się na wypłatę depozytów. Jest to tzw. run na banki. Dlatego powstało coś takiego jak bank centralny, instytucja będąca "pożyczkodawcą ostatniej instancji". Jednak to tylko pogłębia patologię. Banki nie biorą żadnych finansowej odpowiedzialności za swoje działanie, zamiast upadać po prostu zaciągają pożyczkę w banku centralnym. Instytucja banku centralnego decyduje o całej polityce monetarnej, ustając stopy procentowe i poziom rezerwy obowiązkowej. Możliwości kreacji pieniądza stają się ogromne. Prawo na to pozwala ze względu na to że rząd w ten sposób pokrywa własne wydatki. Emituje obligacje, które następnie są skupywane przez sektor bankowy, za pieniądza wykreowane z powietrza. Mamy więc dwie strony transakcji, które wymieniają się pustymi papierami i zapisami cyfrowymi a do obiegu trafia masa pustego pieniądza. 
       
      Skutki takiego systemu to:
      -rosnące ceny
      -zaniżanie stóp procentowych, co prowadzi do kryzysów gospodarczych, nadmiar tanich kredytów skutkuje z czasem nagromadzeniem się nierentownych i nietrafionych inwestycji
      -ciągle rosnący dług publiczny
      -potrzeba podnoszenia podatków po to żeby móc pokryć same tylko odsetki, tzw. koszty obsługi długu publicznego 
       
       
      Wracając jednak to tematu. Na czym polega fenomen islamskiej bankowości? Przyjrzymy się jak on wygląda:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Bankowość_islamska
      https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/bankowosc-pod-okiem-allaha/
      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Bankowosc-islamu-2854655.html
       
      Bankowość ta jest oczywiście oparta o prawo szariatu. Pierwsze co zwraca uwagę to zakaz lichwy. Jest to traktowane bardzo zamordystycznie, nie tylko nielegalna jest pożyczka na wysoki procent ale pożyczka na procent w ogóle. Wydawać by się mogło, że w takim systemie prawnym istnienie bankowości staje się niemożliwe. Ale banki arabskie znalazły na to sposób. Zamiast udzielać pożyczek wprost, inwestują w realne przedsięwzięcia gospodarcze i dzielą się zyskiem z klientami wpłacającymi depozyty. Koniec końców efekt jest bardzo podobny jak w drugim punkcie zdrowej bankowości o którym pisałem na początku. Ponieważ nie ma jednak udzielania pożyczki na procent, Allah się nie pogniewa .
       
      Co najważniejsze taki system sprawia że nie zachodzi tu proces kreacji pustego pieniądza. Co za tym idzie nie dochodzi również do kreacji długu publicznego. Dlatego właśnie arabskie banki są zawsze wypłacalne, a kraje arabskie nie tylko dobrze radzą sobie w czasie kryzysu, ale także nie zaciągają dużego długu publicznego oraz są praktycznie jedynymi krajami na świecie, gdzie nie ma podatku dochodowego, często również podatku VAT i ogólnie podatki są niskie. To jest właśnie prawdziwym powodem, a nie to że jak ludzie mówią "siedzą na ropie", bo kraje niearabskie które też "siedzą na ropie" mają i podatek dochodowy i dług publiczny i nie są odporne na kryzysy gospodarcze. Do pozostałych cech bankowości islamskiej tego dochodzi jest wymóg przejrzystości umów oraz to że banki inwestują tylko w realne projekty gospodarcze, nie mogą inwestować w instrumenty pochodne. 
       
      Co standardu złota dodam na koniec że jedynym państwem w tej chwili gdzie występuje takie rozwiązanie jest... Państwo Islamskie, ISIS:
      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Oficjalnie-Panstwo-Islamskie-wprowadza-zlotego-dinara-7223198.html
       
      Dosyć to bekowe. Ale takiego samego złotego dinara chciał wprowadzić również Kadafi. I nagle z akceptowanego wcześniej na zachodzie polityka (niektórzy jak Berlusconi nawet się z nim kumplowali) stał się krwawym dyktatorem, którego trzeba natychmiast powstrzymać. Kiedy internauci zaczęli wiązać zabicie Kadafiego z pomysłem złotego standardu, portale typu onet pisały o "niedorzecznej teorii spiskowej". Ostatnio jednak tą "niedorzeczną teorię spiskową" potwierdziły maile Hillary Clinton:
       http://mediumpubliczne.pl/2016/04/kaddafi-zostal-zabity-pomysl-zlotego-dinara-maile-hillary-clinton/
    • Przez EnemyOfTheState
      Ludwig von Mises (1881-1973) był jednym z najwybitniejszych ekonomistów jacy chodzili po naszej planecie. Z pochodzenia był Austriakiem urodzonym we Lwowie, czyli stolicy Królestwa Galicji, będącym w ówczesnym okresie pod panowaniem zaboru austriackiego. W tamtym okresie obszar ten był nazywany niekiedy "Małopolską", jako że większość jego mieszkańców stanowili Polacy, około 1/4 Żydzi i po małej części Ukraińcy. Dziadek Misesa był głową lokalnej gminy żydowskiej, posiadał również tytuł szlachecki. Jednak jak pisał Erik von Kuehnelt-Leddihn, główny wpływ na ukształtowanie kulturowe, światopoglądowe itd. na Misesa mieli nie Żydzi, ale właśnie Polacy, stanowiący prawdziwą kulturową i intelektualną elitę w tamtejszym obszarze, znani ze swojego umiłowania wolności i walki o niepodległość. Więcej do poczytanie na temat w artykule poniżej:
      http://mises.pl/blog/2010/09/28/kuehnelt-leddihn-kulturalne-korzenie-ludwiga-von-misesa/
       
      Ludwig von Mises czuł się jednak przede wszystkim austriackim patriotą, lojalnym wobec monarchii Habsburgów. Polskie akcenty w Austriackiej Szkole Ekonomii, której Mises był jednym z najbardziej znanych przedstawicieli to jednakże żadna nowość. Sam jej założyciel, czyli Carl Menger, urodził się w Nowym Sączu, doktoratu prawa bronił na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a jednym z jego egzaminatorów był Polak, Julian Dunajewski .... ówczesny mister skarbu Austro-Węgier. Polacy w zaborze austriackim byli nie tylko traktowali lepiej niż w niemieckim i rosyjskim, ale także byli bardzo cenieni przez samych Austriaków. Wielu Polaków widziało nadzieję w Habsburgach, jako przyszłej elity intelektualnej w wyzwolonej Polsce.
       
      Wkład Ludwiga von Misesa w rozwój nauk ekonomicznych jest nieoceniony. Przypomnę że to on wprowadził słuszność prakseologii jako podstawy metodologicznej w Austriackiej Szkole Ekonomii, chociaż takie metody były stosowane już od samego początku, od Carla Mengera, tyle że wcześniej nie używano słowa "prakseologia". Bezpośrednie sukcesy Misesa to m. in.:
       
      1. Teoria cykli koniunkturalnych i przewidzenie Wielkiego kryzysu z 1929 r.
      Kryzys 1929 r. był dla wielu ekonomistów zupełnym zaskoczeniem. Nie wyłączając Irvinga Fishera, niesłusznie uznawanego wówczas za główny autorytet w dziedzinie polityki monetarnej, który sam stracił na kryzysie ogromne pieniądze. Tymczasem Mises już w wydanej w 1912 r. książce pt. "Teoria pieniądza i kredytu" krytykował pieniądz fiducjarny, odchodzenie od standardu złota, centralną bankowość itd. Tak w roku 1912, czyli na rok przed utworzeniem Fed-u i 17 lat przed wybuchem kryzysu. Co więcej, w połowie 1929 r. Mises odmówił przyjęcia oferty w prestiżowym wiedeńskim banku Kreditanstalt, czym mocno zaskoczył wszystkich, łącznie ze swoją narzeczoną. Taką decyzję Mises uzasadnił słowami: "nadchodzi wielki krach, a ja nie chcę żeby moje nazwisko było kojarzone z tym bankiem". Kilka miesięcy później zaczął się największy kryzys gospodarczy w historii, a wspomniany bank zbankrutował. Badania na temat polityki pieniężnej i cykli koniunkturalnej przez Misesa oraz jego ucznia Friedricha von Hayeka stworzyły austriacką teorię cyklu koniunkturalnego, która jak żadna inna tłumaczy występowanie kryzysów w gospodarce:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Austriacka_teoria_cyklu_koniunkturalnego
       
       
      2. Wykazanie niemożliwości funkcjonowania gospodarki socjalistycznej i przewidzenie upadku ZSRR już w 1920 r.
      Na początku XX w. w gronie ekonomistów przetoczyła się gorąca dyskusja na temat czy funkcjonowanie gospodarki socjalistycznej jest możliwe. Ludwig von Mises uznawał że jest to absolutnie niemożliwe. W 1920 r. przedstawił swoje zdanie w eseju pt. "Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie". Jak zauważył Mises, w socjalizmie, gdzie nie ma prywatnej własności środków produkcji, nie można nimi handlować, przez co nie można określić ich cen rynkowych. A to z kolei uniemożliwia przeprowadzanie kalkulacji ekonomicznej. Analiza ta była na tyle błyskotliwa że nawet Oskar Lange, który był socjalistą uważał że Mises zwrócił uwagę na niezwykle ważną kwestię i dał wyraźną podpowiedź socjalistom, dlatego w Ministerstwie gospodarki, czy jakimś Urzędzie Centralnego Planowania w ZSRR powinien stać posąg Misesa.
       
      Sam Lange uważał że problem kalkulacji ekonomicznej można rozwiązać z pominięciem działania wolnego rynku, metodą prób i błędów. Tą koncepcję obalił jednak F. A. von Hayek zwracając uwagę, że w takim modelu gospodarczym trzeba by powołać armię biurokratów, którzy musieliby sprawdzać każdą kalkulację ekonomiczną dokonywaną przez kierowników przedsiębiorstw. Ponadto ich rachunki trzeba by zestawiać z ich alternatywnymi wersjami, aby sprawdzić czy aby na pewno wybrali najlepsze rozwiązanie. Takie państwo musiałoby się zamienić w gigantyczny aparat biurokratyczny o kosztach niemożliwych do utrzymania. 
       
      Mises swoje zdanie na temat socjalizmu przełożył jeszcze dokładniej w książce "Socjalizm" wydanej w 1922 r. Wielu ekonomistów polemizowało w tej kwestii z Misesem na przestrzeni lat. Jednych z nich był Paul Samuelson, kolejny ze znanych "autorytetów". Znany także z tego, że próbował przewidzieć kiedy ZSRR prześcignie USA, datę wciąż przesuwał, kiedy poprzednia wróżba się nie powiodła, niczym Świadkowie Jehowy przesuwający datę końca świata i tak do samego upadku ZSRR.
       
      Innym był Robert Heilbroner, ekonomista chwalący m. in. Karola Marksa, Thorsteina Veblena czy Johna Maynarda Keynesa. Jednak kiedy w 1991 r. ZSRR ostatecznie upadł, przyznał on Misesowi rację po blisko 50 latach polemiki. W jednym z artykułów napisał: "It turns out, of course, that Mises was right". Czyli: "Jak się okazało, oczywiście to Mises miał rację". W licznych publicznych wystąpieniach przyznawał m. in. że socjalizm był jednym z największych nieszczęść jakie spotkał świat; kapitalizm pokonał socjalizm; kapitalizm organizuje materialną stronę życia w sposób znacznie bardziej zadowalający niż socjalizm itd.
       
      Jako że ZSRR powstał w 1922 r. a Mises krytykował socjalizm już 1920 r. często mówi się że Mises przewidział upadek ZSRR, zanim jeszcze ZSRR powstał.
       
       
      3. Przewidzenie upadku keynesizmu
      Po II wojnie światowej keynesizm, a więc prąd w gospodarce oparty na interwencjonizmie państwowym był przez długi czas prądem dominującym. Aż do przełomu lat 60-tych i 70-tych, gdy pojawiła się fala rozmaitych kryzysów gospodarczych i zjawisko tzw. stagflacji, czyli występowanie jednoczesnego kryzysu gospodarczego i wysokiej inflacji. Wedle założeń keynesizmu to powinno być niemożliwe, ponieważ inflacja to miał być sposób na pobudzanie gospodarki i wyciągania jej z kryzysu. Jak się okazało to co głosił Ludwig Mises i inni Austriacy na temat keynesizmu w licznych książkach i publikacjach na przestrzeni lat było prawdą.
       
       
      Spuścizna Ludwiga von Misesa  
       
      Do najważniejszych uczniów Misesa możemy zaliczyć takich ludzi jak:
       
      -Friedrich August von Hayek - razem z Misesem rozwijał teorię pieniądza i cykli koniunkturalnych, za co po latach, bo dopiero w 1974 r. dostał Nagrodę Nobla, jeden z najbardziej znanych interlokutorów Keynesa 
       
      -Murray Rothbard - swego rodzaju "ojciec chrzestny" libertarian jako autor słynnego "Manifestu libertariańskiego", ekonomista, historyk, teoretyk polityczny, autor wielu popularnych książek jak: "Złoto, banki, ludzie - krótka historia pieniądza", "Wielki kryzys w Ameryce", "Tajniki bankowości" czy "Ekonomia wolnego rynku"
       
      -Fritz Machlup - autor różnych książek m. in. o giełdzie, kredycie, bankowości
       
      -Henry Hazlitt - autor popularnej "Ekonomii w jednej lekcji", to głównie on spopularyzował ASE w USA
       
      -John von Neumann i Oskar Morgenstern - genialni twórcy teorii gier
       
      Współcześnie myśl Misesowską i ASE promuje Mises Institute, najbardziej popularny w USA. Polskim odpowiednikiem jest działający od 2003 r. we Wrocławiu Instytut Misesa. 
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×