Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Braciach to się jeszcze nic nie nauczył

Żadnych pism do niej bo zostawisz namacalny dowód a interpretacje różne bywają.

Tylko alimenty na dzieciaka i nie 500 tylko 400.

Żadnych dodatkowych zajęć(leczeń prywatnych) teraz bo wejdą do alimentacji jako norma rodzinna

Nie podawaj żadnych danych co gdzie kiedy .

Z tego co piszesz to loszka już widzi brak kasy a niema innej gałezi

Żadnej wyprowadzki chyba  , że do teścia !!!

Adwokat cię będzie zwodził aby jak najwięcej kasy wyciągnąć .

Jakiego zachowania się spodziewałeś ? Skoro widzi brak samca(bankomatu) brzytwy się chwyta , skoro teraz się opanowuje to wcześniej nie mogła ? Jajcara z niej :P 

Mami cię , łudzi , poczekaj z tygodzień to się zacznie łasić , że ona rozumie i takie pierdy.....

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Tornado 

Nie chcę żeby to zabrzmiało jak czepialstwo. Pytam, bo nie rozumiem Twojej argumentacji. Czemu żadnej wyprowadzki lub tylko do teścia?

O co chodzi?

Co jest złego w tym, że gość idzie na swoje, daleko od ex?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, marian_koniuszko.1950 napisał:

 

No to już zaczął się kolejny etap. Rano telefon, że ona nie zgadza się na rozpad rodziny i zaczyna mi wyć w słuchawkę... I użyła argumentu: spisuję testament... ręce mi opadły. No to była agresja, ckliwość teraz będzie szantaż samobójstwem... Emocje mam zapewnione... 

 

Hmmm...
Copy-paste zachowania mojej eks.

Jakież one są przewidywalne :-)

Ja to nazwałem na swój użytek "trzy przejścia".

Była faza - "zniszczę cię!!, dziecka na oczy nie zobaczysz!!!, alimenty!!!, zgnijesz!!!" - takie tam loszkofurie + "wyprowadzki" do salonu.
Była faza - "dogadamy się, rozstaniemy, wszystko będzie cacy"
Była faza - "wróć, kocham, wszystko naprawię, wszystko zmienię, wszystko przepracuję, moja wina-moja wina-mojabardzowielkawina*" i obficie podlane łzami.

 

Każdą z tych faz przeczekałem, jasno, jak ta zdarta płyta powtarzając: "to koniec, zero dyskusji" i odbijając wszelkie manipulacje graniem na poczuciu winy -> "marnujesz życie dziecku", "nie będziemy już małżonkami, dożywotnio będziemy rodzicami, tylko od twojej postawy zależy, czy będzie sielankowo, czy będziesz grać dzieckiem" itd.
Każde mruknięcie loszki = "Grasz dzieckiem, sama sobie tym szkodzisz. Ja z tym nic nie zrobię, ono Cię po latach rozliczy".
Spokojnie, bez nerw, bez krzyków. Jasno głosem, ciałem, postawą komunikując, że to jest nienegocjowalne.

Działaj jak kobieta, ale w rozumieniu contrario - wal ją w punkty "co z ciebie za matka, że dziecko wciągasz", "tylko pieniądze dla Ciebie mają znaczenie, gdzie tu dobro dziecka" itd itd.

I najważniejsze: TWARDO TRZYMAJ RAMĘ.

Zero negocjacji z terrorystami. Nie ma małżeństwa, nie będzie. Kropka.

Ciebie obchodzi TYLKO to, żeby dzieciak oberwał jak najmniej i - jeśli oberwie - to będzie to JEJ WINA.

 

I pamiętaj, bracie, to, co powiedziano na tym forum:
"Cierpliwość samca jest jego największą cnotą i najstraszliwszą bronią przeciwko kobiecie"

*pierwszy raz od -nastu lat związku wyszło to z jej ust - przyznam szczerze, że aż skisłem z wrażenia. Tonąca brzytwy się chwyta :-D

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Tornado wiem że masz szczere intencje. Pewnie masz swoje doświadczenia, ale dla mnie to jest za radykalne podejście. 

 

@Stary_Niedzwiedz chyba cierpliwość, spokój i stanowczość to jedyna forma "walki". Zauważyłem już, jak taki spokój doprowadza ją do szału. 

 

Jestem ciekawy co mnie dzisiaj w domu czeka...

Edytowane przez marian_koniuszko.1950
niedokończona myśl.
  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@marian_koniuszko.1950

Mam kilka  spostrzeżeń: 1.wyprowadzka to dobra opcja, pamiętaj że sąd będzie ustalał rozpad więzi uczuciowej, fizycznej i gospodarczej. Rozpad musi być trwały. Twój pobyt z żoną pod jednym dachem komplikuje rozwód, naraża Cię na rozterki /prowokacje /rozmiękczanie tematu /grę seksem, dzieckiem itp.  

2.nie zwlekaj zbyt długo ze złożeniem pozwu o rozwód, złóż pozew wraz z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych (dodatkowy formularz do wypełnienia - znajdziesz temat w necie). To zobrazuje na starcie, że Twoja sytuacja finansowa nie jest najlepsza i ustawi dobre wyjście  w negocjacjach kwoty alimentów na syna. Nawet jeżeli wniosek o zwolnienie od kosztów zostanie oddalony (co potrwa minimum miesiąc - możesz zresztą takie rozstrzygnięcie zażalić, co daje min kolejny miesiąc, to zdołasz uzbierać hajs na opłatę sądową od pozwu. 

3.uwaga: w pozwie powinieneś napisać czy podjąłeś próbę pozasądowego rozwiązania sporu lub mediacji albo wskazać przyczyny z powodu których było to niemożliwe - w tym kontekście myślę, że napisanie do żony listu przed skierowaniem pozwu jest rozsądnym pomysłem, ale : a) w liście oględnie  opisujesz przyczyny rozpadu waszego małżeństwa (napisz też , że cieszysz się że żona w końcu po latach zarejestrowała się w PUP bo to pomoże zapewnić utrzymanie dla Waszego syna, więc jesteś zadowolony się że ona w końcu powzięła jakieś odpowiedzialne działania, bo przez lata Ty ogarnialeś utrzymanie rodziny bez jakiejkolwiek wsparcia materialnego i psychicznego z jej strony b )  składasz propozycję rozwodu bez orzekania o winie, przede wszystkim z uwagi na DOBRO waszego syna (w tym kontekście napisz że zależy Ci na zachowaniu z żoną dobrych relacji w przyszłości) ew. c) opisujesz w jaki sposób chciałbyś się kontaktować z synem (sprawdź w necie przykłady porozumienia odnośnie kontaktów z dzieckiem), d) względnie wskazujesz kwotę jaką jesteś obecnie w stanie przekazywać żonie tytułem alimentów na rzecz syna przy czym opisz dokładnie jakie koszty i zobowiązania na Tobie ciążą, czego ona ma świadomość. Kwotę nieco zaniż aby mieć pole do negocjacji. 

Pamiętaj, jeżeli nawet żona uprze się na rozwód z Twojej winy to musi udowodnić 100 % winy po Twojej stronie. Jeżeli udowodnisz chociażby 1% jej winy, to sąd orzeknie o rozkładzie pożycia z winy obojga małżonków co daje taki sam efekt jak zgoda obu stron na rozwód bez orzekania o winie. 

Jeżeli sąd dojdzie do przekonania, że nie ma szans na uratowanie małżeństwa (wystarczy tu jeżeli małżonkowie potwierdzą, że chcą rozwodu plus wykażą, że doszło do  rozpadu więzi na trzech wspomnianych płaszczyznach) to będzie namawiał na rozwód bez orzekania o winie (krótki proces, sprawa kończy się na jednej rozprawie  max 30minut ;), a co do alimentów i kontaktów - jest krótka piłka i czasem 'krakowski targ', więc warto przygotować się do takich negocjacji aby nie dać się ponieść się emocjom.

Jeżeli żona odpisze na list (zamieszczasz w nim prośbę aby odpisała, podjęła rozmowę w przeciągu np.   tygodnia)  - ok dołączasz jej odpowiedź do pozwu i to komentujesz lub  opisujesz w pozwie czy wasze rozmowy coś dały, (chodzi tu o winę, kontakty z synem, alimenty na dziecko) Jeżeli nie odpisze/ nie pogada konstruktywnie  - to i tak robisz swoje. 

 Trzymaj się :)

 

Edytowane przez Komti

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Komti dziękuję. Bardzo rzeczowo. Takie rady są cenne. 

 

Właśnie skończyłem kolejną rozmowę (z jej inicjatywy). Była faza trzecia tego co napisał @Stary_Niedzwiedz (bez kocham Cię). Z tym, że nie było rozmowy o ratowaniu małżeństwa. Prosiła mnie żebym na razie się nie wyprowadzał. Oczywiście leciały argumenty o dziecku. Że demoluje mu świat odejściem. Żebym został do czasu aż dostanie prace i zacznie pracować. Na moje pytanie czy ma już pracę, powiedziała że nie, ale ma jakąś umówioną (w jakimś bliżej nie określonym terminie), że dostała z UP jakiegoś doradcę i że będzie jej szukać. Żadnych konkretów - w sumie to nie ma co się spodziewać po jednym dniu. Zadeklarowała się że będzie się do rachunków dokładać (ciekawe z czego). 

Jednak zrobiła mi tą rozmową sieczkę z mózgu. Mimo że twardo i stanowczo mówiłem jej, że ja już decyzję podjąłem, to jednak czuję się gorzej niż po awanturze. Cały czas mnie cisnęła żebym przemyślał sobie decyzję o odejściu na spokojnie itp. Na koniec powiedziałem, że ja jej niczego nie obiecuję, że przemyślę. I tutaj chyba zrobiłem błąd. Teraz czuję, że chyba dałem jej nadzieję, że mogę zmienić zdanie. Odsłoniłem gardę. Mam do siebie straszny wkurw na to. Zastanawiam się jak to dalej rozegrać. Wiem, że powinienem dalej robić swoje. List, wyprowadzka... Wiem, że jak teraz cofnę się o krok to przegrałem.

Zastanawiam się jednak czy mogę tę sytuację jakoś na swoja korzyść wykorzystać. Cały czas podkreślam - ja chcę od niej odejść, żadnej innej opcji nie biorę pod uwagę. Ale może gdybym został miesiąc, to czy mógłbym to jakoś wykorzystać jako argument wykazując dobrą wolę w ustabilizowaniu sytuacji. Może mógłbym zrobić tak: dałbym jej kasę w formie przelewu (z zaznaczeniem na potrzeby zaspokojenia potrzeb rodziny), zostanę miesiąc i po miesiącu (dodatkowo wskazując że kolejny miesiąc nie znajduje pracy, bo jakoś nie wierzę że podejmie w tym czasie) robię wyprowadzkę. Skomplikowałoby to sprawę mieszkania. Jest ryzyko, że przestanie ono być aktualne. Ale to jest do sprawdzenia. 

Co o tym sądzicie? Warto iść w takie gierki? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W naszym wykonaniu rady to będzie jedynie teoretyzowanie. Dostaniesz kilka sprzecznych i nic ci to nie da.

Tylko rozpoznanie bojem. Podejmujesz decyzję, taką czy inną i obserwujesz jak sytuacja się rozwija. Pod wpływem kolejnych wydarzeń, korygujesz lub pozostajesz przy swoim.

Mięknie jej rura, bo widzi, że nie żartujesz.

Moja opinia. Dogadaj z kolegą czy możesz przełożyć wynajęcie pokoju (odłożysz kasę na prawnika). Możesz zgodzić się na ten miesiąc testów, ale powinieneś ostro ją naciskać na bieżące informacje o postępach w znalezieniu pracy, sprzątanie, robienie posiłków dla całej rodziny itp.. Wracaj później co dzień, na weekendy wyjedź sam np. do kolegi z pokojem. Obserwuj jej reakcje. W trakcie "testu" coś ostro odpierdoli (nie znajdzie roboty), wyprowadzasz się. Jeśli będzie spoko, pod koniec miesiąca przemyśl sprawę i podejmij decyzje. Zostaniesz dłużnej, coś odpierdoli, bez gadania wyprowadzka. Spokój i zdecydowanie. Co postanowisz wprowadzasz w życie, bez względu na jej uwagi i opinie.
Nie ma tu dobrych jednoznacznych rad.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tak jak napisał @Bojkot, w takiej sytuacji nie ma dobrych rad, tylko Twoje decyzje i konsekwencja w ich realizacji.

 

Moim zdaniem, skoro zdecydowałeś się na wyprowadzkę i masz dobry układ z kumplem, to po co to psuć? Myślisz że zimą jak minie miesiąc lub dwa, to będzie CI łatwiej coś znaleźć? Nie sądzę. Nie wierzył bym też w to że Twoja ex się zmieni. Jej zależy na przeciąganiu Twojego odejścia w czasie, bo może wtedy odsuwać swoja odpowiedzialność za swoje dalsze, samotne życie w czasie, ciągnąc dalej profity z Ciebie...

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, marian_koniuszko.1950 napisał:

Była faza trzecia tego co napisał @Stary_Niedzwiedz (bez kocham Cię).

 

Zawsze do usług :-)

 

8 godzin temu, marian_koniuszko.1950 napisał:

Jednak zrobiła mi tą rozmową sieczkę z mózgu. Mimo że twardo i stanowczo mówiłem jej, że ja już decyzję podjąłem, to jednak czuję się gorzej niż po awanturze. Cały czas mnie cisnęła żebym przemyślał sobie decyzję o odejściu na spokojnie itp.

 

Po to tą rozmowę z Tobą odbyła - aby Cię rozmiękczyć i zmienić Twoje zdanie. To tylko "plepleple". Bo - jak sam zauważyłeś:

 

8 godzin temu, marian_koniuszko.1950 napisał:

Żadnych konkretów - w sumie to nie ma co się spodziewać po jednym dniu.

 

To tak jak z podrywem - obie strony się prężą, aby dobrać się do majtek.
A jak opadną majtki, to i nagle wszystko się zmienia, bo cel osiągnięty :-)

 

Znów mądrość forumowa:

 

Nie słuchaj ludzi.

Nie oceniaj ich po deklaracjach, zwłaszcza słownych.

Patrz co robią i oceniaj ich po czynach.

 

Zwłaszcza kobiety, które są mistrzyniami werbalnych manipulacji.

 

Masz wątpliwości?
No i prawidłowo. Kto by ich nie miał! To nie są decyzje z cyklu "stoję pod budką na deptaku i nie wiem - lody, czy gofra"

Tyle, że Ty jesteś facetem. Faceci - w odróżnieniu od kobiet - potrafią planować długofalowo. I dążyć do wyższego celu pomimo, że po drodze jest niefajnie.

Loszki myślą jak dzieci, albo złote rybki - tu-i-teraz. Perspektywa odleglejsza niż jutro to abstrakt totalny, a już planowanie długofalowe? Zapomnij. Maks horyzont loszkoplanów kończy się na 9 miesiącach (nieprzypadkowo :-) ).

 

I tak na tą swoją słabość patrz. Jasne, że są wątpliwości. Tylko - skoryguj mnie, jeśli się mylę - Twoja decyzja jest przemyślana i jej efektem będą korzyści dla wszystkich w tym układzie.

 

Loszkomanipulacja dzieckiem p.t. "rozpieprzasz mu życie" to standard. Wiesz, ile razy ja to słyszałem? Dżizas...
A jakie szlochy były, jakie oczka ze szreka, panie...
Cuda na kiju, bylebym tylko odpuścił.

Tylko że na końcu tej gierki jest powrót do starych przyzwyczajeń, które robią dziecku kisiel z mózgu, a Ciebie (i loszkę) unieszczęśliwiają. I też to jasno powiedz, chociaż to argument czysto racjonalny i do loszki tak naprawdę słabo dotrze.

 

Metoda zdartej płyty - "nic z tego nie będzie, nie ma już "my". To małżeństwo nie istnieje, trzeba tylko usiąść i wspólnie zminimalizować straty". I do upadu to powtarzaj. I tylko punktuj ją, że każde rzucanie się będzie owocować Twoim usztywnieniem stanowiska i stratami dla niej.

Spróbuj dać jej do zrozumienia to (tylko nie wprost, bo to granat straszny i się wkurwi :-) ):

 

"Chcesz się rzucać? OK. Nie ma sprawy, ja to wezmę na klatę.

Dostaniesz ode mnie tylko tyle, ile Ci klepnie sąd. I nawet złotówki więcej.

Tylko licz się z tym, że wtedy płacę-i-wymagam - przeczołgam cię jak psa za KAŻDY błąd w wychowaniu dziecka, za KAŻDY niedopełniony obowiązek rodzicielski, za KAŻDE pierdnięcie".
 

I powtarzaj jej też, że nie ugra na próbie rozwalenia Twojej więzi z dzieckiem, bo już za duże na to jest (dobrze pamiętam, że 9 lat?) i samo ją oceni, a tylko sobie zaszkodzi.

To w moim mniemaniu dość skuteczne metody.

 

BTW, nie rozważasz opieki naprzemiennej?

 

 

I jeszcze jedno do rozważenia:


Spróbuj napisać jej maila.

Czy tam wiadomość na fejsie.

 

Radzono tu, aby pisać listy. Trochę to grube, bo w dzisiejszych czasach list = pismo urzędowe = zaogniające sytuację.

 

Napisz, że wolisz napisać, bo to mniej emocjonujące i opisz co-i-jak, dlaczego podjąłeś takie decyzje, jakie konsekwencje z tego wynikają itd.

 

Pisz, że "powiedziałaś to-i-to, ja to rozumiem tak-i-tak, proponuję to-i-to".

Nalegaj na taką formę komunikacji, "bo to sprzyja spokojniejszej rozmowie i tonuje złe emocje, a tego najmniej tu potrzeba".

 

Po co to?

No bo w razie czego file -> print i masz KWIT do sądu.

Rozmowa to taki dowód, którego nie było. Nawet jakbyś nagrywał, to sąd krzywo popatrzy, bo zaraz będzie się druga strona rzucać, trzeba robić transkrypcje itd.
A tu masz PAPIER. Krótko, zwięźle, na temat.

 

 

Co do wyprowadzki:
Moi prawnicy :-) byli różnego zdania. Jedni mówili, żeby siedzieć na dupie do samego końca (wraz z wrzucaniem w pozew ustalenia sposobu korzystania z nieruchomości), inni sugerowali wyprowadzkę natychmiast.

 

Stanęło na trzecim rozwiązaniu - kiedyś to opiszę, bo sprawa jeszcze "się miele", ale jak się skończy, to materiał na małą powieść będzie :-)

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Koledzy napisali właściwie o wszystkim. Ale, o jednym napiszę, dostała doradcę w PUP, no jej, niesamowite!

 

Wiesz jak wygląda pierwsza wizyta w PUP? Wypełnia się ankietę, pytają czy chcesz mieć ubezpieczenie czy jednak ubezpiecza Cię ktoś inny, następnie mówią ci do jakiej grupy cię zakwalifikują (na kompie wyskakuje po ankiecie - np. długotrwale bezrobotny, absolwent itd.) i mówią pani/pan X będzie pana doradcą spotkania za 3 tygodnie o godzinie 12 (zależnie od miasta takie spotkanie może być za 2 miesiące nawet). No ale ona aktywnie szuka pracy! Ma doradcę! Poszła chociaż i wzięła jakie są aktualne oferty pracy. Bo może jest praca dla niej już w tej chwili. U mnie jest od groma i raczej trzeba się nagimnastykować jak nie chce się wziąć byle czego, a mieć ubezpieczenie (obsługa pralni, McDonalds itp.). Doradca to raczej tylko sprawdza właśnie raz na kilka tygodni jak postępy (niby taka motywacja, pyta ile CV złożyła w tym czasie na ilu rozmowach była) i wprowadza je do komputera, żeby przemielić dane w urzędzie (sprawdzić czy ktoś nie wyjechał zagranicę, a jest dalej zarejestrowany itd.), a nie rzeczywiście pracuje z bezrobotnym. Szumnie się tak nazywa, żeby uzasadnić kolejny etat.

 

 

ps. Powiedź, że słyszałeś, że w KFC szukają do przeszkolenia i że ją podwieziesz niech składa CV (albo dowolne inne miejsce, ale sprawdzisz w ten sposób jej determinację).  Może offtop, ale z tego co pamiętam jesteś z Częstochowy. Miałem dwóch kumpli tam na studiach i podobno KFC na przeciw ratusza non stop mają problem z personelem i głód 'świeżej krwi'. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Piter_1982 @marian_koniuszko.1950 Piter dobrze napisal. Doradce dostajesz ZAWSZE jak kartonik do frytek w McDonaldzie a spotkania sa co 3-4tyg. Zazwyczaj nie ma zadnej pracy, ja tez tak bylem to babka pomielila geba i powiedziala, ze nic nie ma ciekawego i zebym przyszedl za 2tyg. UP jej nie znajdzie pracy - to jest przechowalnia bumelantow i zasilkowcow. Potrzebny tylko do ubezpieczenia zdrowotnego. Pracy na miescie natomiast jest WCHUJ i jeszcze troche. Ogloszenia olx, gumtree, lokalne fora miejskie. Mozna prace znalezc w ciagu jednego dnia bez problemu. Miej to BARDZO na uwadze. Patrz na rezultat maja swiadomosc dostepnosci pracy a nie ckliwe pieprzenie o "wysylaniu dziesiatek CV i szukaniu pracy".

Co do twoich przemyslen. Z cyklu "nie mam doswiadczenia, ale sie wypowiem".


15 lat nie pracowala chociaz mogla i prosiles i nagle cie blaga, zebys miesiac poczekal jeszcze? Miala swoj czas. Traktowala cie jak szmate, nakrecala syna przeciw tobie a ty masz jeszcze sentyment, zeby dac szanse. I co myslisz po tym miesiacu bedzie? Zaloze sie, ze bedzie robic obiadki, bedzie sprzatac, moze i dupy da itp... Ale po miesiacu jak powiesz, ze to jednak koniec to bedzie piekla na ziemi ciag dalszy. Myslisz, ze ona to po co robi? Zapalila sie pod nia podloga i czuje, ze leci na pysk na szyje. To i o 180 stopni ja zmienil mechanizm przetrwania.

Pamietaj co bylo przez ostatnie lata i nie daj sie zlamac teraz. Miej swoja godnosc! Jedyny zywiciel rodziny, ciezko pracujacy chlop sprowadzony do poziomu szmaty do podlogi. To az o pomste wola. Sam byles jeszcze pare dni temu 100% przekonany na wyprowadzke. Nic jej nie bedzie, kobieta z dzieckiem w Europie ma dzisiaj jak paczek w masle.

Musisz obrac jakis konkretny cel i dzialanie i sie go trzymac. Tylko tak bracia beda w stanie ci pomoc i ich poswiecony czas bedzie mial sens! Juz bylo tu wielu uzytkownikow, ktorzy dostawali rade z kobietami, temat na kilka stron a gosc w ostatnim momencie zmienil calkiem taktyke i dziesiatki postow do wyjebania, czas stracony.
 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Tomko napisał:

Musisz obrać jakiś konkretny cel i działanie i sie go trzymac. Tylko tak bracia beda w stanie ci pomoc i ich poswiecony czas bedzie mial sens! Już bylo tu wielu uzytkownikow, ktorzy dostawali rade z kobietami, temat na kilka stron a gosc w ostatnim momencie zmienił całkiem taktykę i dziesiątki postow do wyjebania, czas stracony.
 

Brawo konkretne podsumowanie . Może by tak naukę cieknącej rynny zastosować ? Najlepiej jakby mu jeszcze dupy dała a potem zrobiła obdukcje na otarcia i o gwałt oskarżyła albo , że niema rozpadu pożycia bo przecież się kochają i będzie w czarnej dupie wszystko z jego winy 100% . Od razu przeprowadź się  pod   most za 20 melonów ,oddaj cała kasę jaką masz niech loszka sobie pofigluje.

Teściowej powiedź , że się z nią ochajtasz bo wolisz pierwowzór (orginał) ex - kopia jakaś nie dorobiona :P

Zacznij chodzić do kościoła dawać na tacę i liczyć na głos na cud. 

Ex kup kwiatki , pierścionek i czekoladki .Od razu wyjebie ci pizdę wałkiem i na kopach wylecisz.

Tak trochę po Monthy Pajtonowsku dla chachaszki ....CDN niestety  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@marian_koniuszko.1950 -> @Piter_1982, @Tomko BARDZO trafnie podsumowali kwestie starań o pracę.

Jeśli ma się żar pod dupą i przeciąg w portfelu, to rrobotę można znaleźć w tydzień. Jak w życiu: "kto wybrzydza ten nie rucha" => "kto wybrzydza, ten nie pracuje".


Przykładami loszek, które mając możliwości ciągnięcia hajsu od osób trzecich "intensywnie poszukiwały pracy" LATAMI (bo ona niżej 3 średnich krajowych to się upokarzać nie będzie, nie po to studowała -loszkostudia, żeby walić doły) to każdy mający odrobinę rozeznania w życiu będzie sypał jak z rękawa.

 

Niestety - Twoja loszka przebimbała "ciężko przepracowała jako mama na cały etat 24/7" 15 lat, więc brutalna rzeczywistość jest taka, że będzie trzepać doły. Rzeczone fastfudy/kasa/etc to punkty zaczepienia. Im szybciej to zrozumie, tym lepiej dla niej.

I powtarzaj jej to -> TY PRZEBIMBAŁAŚ, TWÓJ PROBLEM. Jedź po poczuciu winy. Działaj jak kobieta.

 

Jeszcze w uzupełnieniu swoich wywodów powiem jedno. W sumie powtórzę się.

 

NIE SPIESZ SIĘ.

Nie rób nerwowych ruchów.

Siła spokoju, oko tygrysa.

 

Zabawa w rozwód bez gigantycznych strat własnych to dla samca "krok do tyłu, pół wstecz".

 

Pamiętaj, że loszka ma za sobą cały aparat społeczno-sprawiedliwościowy. A Ty masz tylko logikę i własną determinację dążenia do spokoju.

 

Doprowadzenie do punktu, gdzie idziecie do sądu RAZEM i wykazujecie OBOJE wysoką determinację do uzyskania rozwodu "zgodnie z warunkami określonymi na tej tu oto karteczce psze wysokiego sądu" = wysokie prawdopodobieństwo, że temat zakończy się bez niespodzianek dla Ciebie.

Nie gwarancja. PRAWDOPODOBIEŃSTWO. Bo sąd ma swobodę oceny dowodów i orzekania.

 

Poza tym - sąd to jedno, a jeszcze jest kwestia taka, że musicie (patrz, liczba mnoga :-) ) się potem dalej wachlować z tym tematem, bo rodzicami być nie przestaniecie. To zdanie jest dobrym batem na wyskoki samicy i skutecznie gra na loszkoemocjach.

Edytowane przez Stary_Niedzwiedz
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Panowie.. dziękuję... Mówicie słusznie. Mam plan, który jest przemyślany. Ma podstawy osadzone w doświadczeniu ostatnich lat. Nie mogę go teraz w żadnym razie porzucać i zmieniać działania. I nie mogę wierzyć w żadne zapewnia z jej strony. Czyny będą za nią mówić, nie jej słodki głos. Moje pytanie dotyczące próby wejścia w tego typu gierki było okazaniem chwilowej słabości, która wyszła po tej rozmowie. Zmęczenie też już daje mi się we znaki. Ta atmosfera jednak jest ciężka. 

Szykuje do niej maila, wysyłam czekam na odpowiedź, a na początku września robię desant.  

 

ps. miałem dzisiaj dwa obiady - od żony i od teściowej... to już kurwa śmieszne jest...

  • Like 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@marian_koniuszko.1950 oderwanie sie od tego pozwoli ci na chlodno przemyslec pewne sprawy. Zostajac w domu bedziesz wplatany w cala ta spirale i nie bedziesz mial nawet czasu sie wysrac. To jak pajecza siec. Ja tak uwazam. Przeanalizuj to co chlopaki napisali wczesniej o wyprowadzce bo ja nigdy nie bylem w takiej sytuacji. Wiem natomiast to co napisalem wczesniej. Ludzie sie nie zmieniaja w ciagu jednego dnia. Dostales dzis dwa obiady a jutro ona sie jebnie w glowe tluczkiem do miesa i powie, ze ja pobiles. Drastyczny przyklad, ale powszechny.

 

Powiedziales A to trzeba powiedziec B. Niewywiazywanie sie ze swoich grozb i postanowien to jest wlasnie najgorsza droga postepowania u mezczyzny bo naraza nas na smiesznosc i daje jasny sygnal "on tak tylko gada, ale jest pizda i nic z tym nie zrobi".

Edytowane przez Tomko

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 hour ago, marian_koniuszko.1950 said:

 

ps. miałem dzisiaj dwa obiady - od żony i od teściowej... to już kurwa śmieszne jest...

Przeczytałem całego posta . I wiesz jakie wnioski mi się nasuwają . 

One tobą grają , prubują tobą manipulować . Mówi co chcesz usłyszeć, robi co chcesz żeby zrobiła .

Sam wiesz jaki w bani Ci to robi cyrk ......

Też tak miałem .

 

Masz solidny plan , trzymaj się go ! 

Nie daj się zwieść gierkom !

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

2 obiady ? Takiego pożaru dupy nie widziałem . Wołaj straż pożarną i TVN.

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 24.08.2017 o 14:19, K272 napisał:

Nie chcę żeby to zabrzmiało jak czepialstwo. Pytam, bo nie rozumiem Twojej argumentacji. Czemu żadnej wyprowadzki lub tylko do teścia?

O co chodzi?

Co jest złego w tym, że gość idzie na swoje, daleko od ex?

Dla sądu jest to jeden z 3 podstawowych argumentów do rozpadu pożycia (seksualnego,gospodarczego oraz emocjonalnego)

Czyli opuszcza (bez zgody) , porzuca , zostawia samotną samiczkę , dodatkowo nie pracującą .

Patrz na to z pozycji sędziego . Kto ją będzie utrzymywał ? Państwo (podatnicy) jak mąż się wypnie na nieroba .......

Żadna sprawiedliwość tylko koszty z widzenia państwa ,pomoc społeczna , domy opieki itp itd...

Czemu do teścia bo to rodzina i się samica nie wyprze  , że brak kontaktu i zanik wspólnego gospodarczo emocjonalnego pożycia...

tylko odpoczynek zmęczenie materiału RECHABILITACJA w zakresie własnym(sposobem gospodarczym)...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
53 minuty temu, Normalny napisał:

@Stary_Niedzwiedz Ile minęło czasu od fazy "zniszczę cię" do fazy "wróć kocham"?

Trzymaj się stołka -> 48 godzin :-)

Śmiechłem, jak wyjechała z tą propozycją :-)

 

To już była faza nienegocjowalnej pozycji i twardego postawienia sprawy.

 

Natomiast "wyprowadzenie" tematu na etap "oboje wiemy czego chcemy i nie robimy już sobie pod górę" zajęło mi (od "fazy ostrej") - ok pół roku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

 Boże, czy jakaś tam siła wyższa, albo mój mózgu kochany : spraw, aby moje hormony i mój wacek nie zaprowadziły mnie do tego, żeby wiązać się z kobietą. To naprawdę nie jest tego warte. Niech moja kora mózgowa, która ucza się na błędach braci samców, nigdy nie dała upustowi moim zwierzęcym pragnieniom. 

 Amen

 

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dnia 17.07.2017 o 09:26, Odlotowy napisał:

Piekiełko czeka na twojego syna, tak na bardzo dobrą sprawę, ze strony jego matki.

Zakładając hipotetycznie, że wszystko ci się uda, tak jak planujesz - właśnie wtedy ona zacznie używać go, przeciwko tobie, do realizacji jej dalszych celów - zacznie go buntować przeciwko tobie.

Zgadzam się w stu procentach.

 

Syn będzie jak taka piłeczka tenisowa, matka będzie go buntować na ojca, ojciec będzie go buntować na matkę.

 

Jak dorośnie to będzie musiał spełniać obowiązki ,,głowy domu" i zapewnić matce utrzymanie. Będzie się wychowywał w poczuciu winy i w poczuciu obowiązku zapewnienia matce utrzymania.

 

Już mamusia się postara, żeby synek miał odpowiednio zainstalowane poczucie winy i zajmował się nią na starość.

 

 

 

Edytowane przez dobryziomek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, dobryziomek napisał:

Już mamusia się postara, żeby synek miał odpowiednio zainstalowane poczucie winy i zajmował się nią na starość.


Niestety smutna prawda, część rodzin tak ma właśnie. Faceci wyrastają na śmierdzących maminsynków bez własnego zdania. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, CalvinCandie napisał:


Niestety smutna prawda, część rodzin tak ma właśnie. Faceci wyrastają na śmierdzących maminsynków bez własnego zdania. 

Bo rodzice traktują dzieci jako lokatę na przyszłość, kartę przetargową, swoją własność.

 

 

 

 

Edytowane przez dobryziomek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@dobryziomek - I to jest złe myślenie. Sam będąc ojcem będę dbał o to by dziecko rozwijało się jak najlepiej, ale niczego w zamian nie będę oczekiwać. Na pewno nie wycierania mi dupy na starość. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez rarek2
      Witam
       
      Potrzebuję dobrego prawnika zajmującego się podziałem majątku. W poznaniu. Polecicie kogoś? A może jest wśród nas ktoś taki z poznania?
       
      pozdr
    • Przez rarek2
      Witam
       
      Rozwód już mam za sobą.  Teraz niedługo będzie sprawa o podział majątku. I chciałbym zasięgnąć waszego doświadczenia i wiedzy.
       
      Najgrubsza sprawa będzie z mieszkaniem, reszta to tam takie drobiazgi.
       
      Sytuacja wygląda tak, że przed ślubem kupiłem mieszkanie jako kawaler. Sprzedałem to mieszkanie już za czasu małżeństwa - w akcie notarialnym mam zapis że kasa z tego mieszkania jest moim majatkiem odrębnym.
      Potem już kupiłem mieszkanie "wspólne" i tą kasę z majatku odrębnego włożyłem w mieszkanie już to "wspólne" - w akcie notarialnym zakupu również mam wpisane że ten mój wkład to majątek odrębny.
       
      Czyli:
       
      1. Mieszkanie, cena zakupu 265 tys - wkład własny jako mój majatek odrębny 160 tys reszta kredyt we "CHF" 120 tys zł bo na koszty notarialne i remont.
      2. Aktualnie kredyt urósł (jak każdym frankowcom)  do 185 tys zł.
      3. od sierpnia 2013 mam rozdzielność majątkową - pani oczywiście nie interesuje się "wspólnym" kredytem i odmawia jakiejkolwiek regulacji swoich zobowiązań zarówno w odniesieniu do kredytu jak i stałych kosztów utrzymania majątku (mieszkania) - zdolność tylko na podstawie moich zarobków bo pani po porodzie w 2006 do 2012 nie pracowała. W chwili obecnej naliczyłem już 19800 zł jej zaległości tytułem jej połowy rat kredytu i stałych kosztów utrzymania majątku wspólnego czyli mieszkania.
      4. Struktura własności mieszkania to - mój majatek odrębny 160 tys i połowa częsci wspólnej czyli 52,5 tys - łacznie  212,5 tys jako mój udział w majątku wspólnym
      5. udział pani w majatku wspólnym 52,5 tys zł  - 
       
      6. Dług do banku to 185 tys zł czyli tez po połowie. czyli po 92.5 tys zł na każdego eks małżonka - i tu pani mając udział w majątku wspólnym 52.5 tys zł ma dług wobec banku 92,5 tys zł oraz 19800 tys  wobec mnie - wynikły z ustanowienia rozdzielności majątkowej. 
       
      7. Zasiegałem informacji jak sąd wylicza co kto komy winny -  i mam takie info.  Od wartosci mieszkania odejmuje sie zadłużenie wobec banku czyli 265 -185 = 80 tys zł do podziału po połowie czyli po 40 tys zł. pamiętać należy że jej udział w majątku wspólnym wynosi 52,5 tys zł. Czyli ja ze swojej częsci majątku sfinansuję jej dług w kwocie 40 tys zł. Plus aktualne zadłuzenie z tytułu rozdzielności majatkowej 19800 zł.
       
      8. Co z ratami kredytu płaconymi do banku za czasów wspólnoty majątkowej - w sytuacji kiedy faktycznie dług urósł a nie zmalał i faktycznie nic nie zostało spłacone. Raty na wspólności były od sierpnia 2008 do sierpnia 2013
       
      I jest jeszcze kilka spraw.
       
      1. Ukradła wspólne oszczędności około 12 tys zł była to gotówka więc jest problem z udowodnieniem wysokości kwoty - ale fakt kradzieży mam udokumentowany w postaci nagrania rozmowy gdzie się przyznała ze to zrobiła
      2. Prowadziła działalność gospodarczą - wiecie jak panie prowadzą taką działalność - wygenerowała w 2010 roku 8 tys zł strat wykazanych w PIT wspólnym. Czy można przy podziale majatku żadać wyrównania tych strat? Oddania tych pieniędzy bo działalność była zarejestrowana tylko na nią.
       
      3. od roku 2006 (po porodzie) do roku stycznia 2012   - nie pracowała. Obowiązek utrzymania rodziny mieszkania samochodów itd spoczywał wyłącznie na mnie. na wszystko robiłem i pracowałem. nawet dziecko chodziło do przedszkola które ja opłacałem a ona w tym czasie siedziała w domu "nic nie robiąc" - w sumie było to 6 lat "nic nie robienia" - chodzi mi o to, że po prostu uchylała się od pracy nie chciała iść do pracy, nawet pomimo tego że dziecko chodziło do przedszkola wyłącznie ja zawoziłem i odbierałem dziecko z przedszkola całe 3 lata (i mam na to papier z przedszkola). Kradła wspólne pieniądze, finansowała swoją matkę bez mojej wiedzy i zgody (mam kwit przekazu pocztowego do mamusi na 1500zł), prowadząc działalność poniosła straty 8 tys zł. I oczywiście ja na to wszystko zarobiłem.
       
      Czy można przed sądem żądać/wnosić o nierówne udział w wypracowanym majatku wspólnym, ze wzgledu na to że była utracjuszką, i był samy z nią problem.
       
      Tym bardziej, że ja również i ją utrzymywałem - jadła, ubierała się, żyła - wyłącznie za to co ja zarobiłem.
       
       
      Do całosci jeszcze jest mój kawalerski samochód sprzedany już za małżeństwa i ta kasa włożona w jej auto. I kilka takich konkretnych sum i majatku pochodzącego z życia za kawalera. Bo chyba facet żeniący się w wieku 33 lat chyba goły i wesoły nie był.
       
      Jak to widzicie, proszę o jakieś rady.
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×