Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Pan Kabat Blog

  • wpisów
    20
  • komentarzy
    47
  • wyświetleń
    5817

O blogu

Jedyny, bo Ja.

Wpisy na tym blogu

 

Nieśmiertelny

Andropauza. Kłopoty z erekcją. Zdradzany.   Takimi słówkami potrafią nas karmić niektóre kobiety (coraz bardziej wierzę, ze któregoś dnia uwierzę w to, że jest mniej niż 50% wśród kobiet). Nazywają się czarownicami. Ach, ach! Jakbym miał już dość, postąpiłbym po chamsku i spytał "czy to prawda, że czarownice dobrze dają dupy?" Ale wolę wybierać lepsze rozwiązania - tak jak teraz skupię się na istocie tego co mam na myśli.   Otóż, Mój Drogi Żołnierzu, jesteś Nieśmiertelny. Zadbaj tyko o to. Dziwisz się? Nie ma czemu, tylko zauważ Siebie. Dbaj, pieść i dogadzaj Sobie. Wystarczy na wieczność.   Ostatnio mało o siebie dbałem, więc po dzisiejszym podjeździe do cudnie uśmiechającej się blondynki drżały mi dłonie. Numer telefonu dostałem. Wygląda na zajętą... Nie dbam jednak o przyszłość, dbam o Siebie. By być Nieśmiertelnym jak my wszyscy, Żołnierze.   Czuj duch!, Zwycięzcy!

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Tak czy owak one rządzą

Poświęcamy im ogrom. Tak, to my właśnie je uświęcamy i wynosimy na piedestał, żeby potem przeklinać.   Pewnego razu zaś doszedłem do wniosku, że skoro i tak to one decydują o seksie (można polemizować, ale w tym przypadku zamiast tego już lepiej byłoby przeznaczyć czas na samopieszczenie; a jak kto się uprze, to niech przypomni sobie i poda mi przypadek, kiedy to on zdecydował), to dlaczego się temu nie poddać? I spijać słodkie nektary... Tylko jednocześnie dobrze to rozumieć. To nie to samo co oddanie dominacji.   One decydują - a świadczy o tym fakt, że do pisania tutaj nie skłaniacie mnie Wy, Żołnierze, a one. One są inspiracją. Nie mam motywacji, kiedy tutejszy świat bez samic jawi mi się jako miejsce jałowe (chodzi jednak o brak tego czegoś, co w nich jest, a w nas tego nie ma). No nie i koniec.   Zaryzykuję stwierdzenie, że umieszczenie ich w rezerwacie (a jak on w ogóle funkcjonuje?) to zabieg sztuczny. Pozwalamy na to, dostosowując się do sytuacji. Wnioskuję o utrzymanie rezerwatu, ale jednoczesne wpuszczanie kobiet wszędzie. I tak tam są, nie oszukujmy się. A jak ich nie ma, czuję jałową glebę. I nie ciągnie mnie do tego.   Bo one rządzą żądzą (proszę zapisać jako mój osobisty cytat).   Pozdrawiam, Braciszkowie Wierni!      

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Dbałość

Zacznę od cytatu z samego siebie: "Człowiek, gdy naprawdę dba o siebie, jest porwany tym tematem, gdy tylko pojawia się możliwość jego poruszenia".   Ten cytat odstrasza kobiety (facetów też, ale z nimi o tym nie rozmawiam). Pojawia się w ich usteczkach słowo "narcyz" (niektóre używają wielkiego N na początku), egoista itp. I bardzo dobrze. W sumie w ten sposób dość skutecznie czyści się przedpole z osóbek, które nie za bardzo mają zamiar dbać o siebie w wymiarze, który byłby też korzystny dla potencjalnego partnera.   A w ogóle to (nie pamiętam Autora) był też fajny cytat o tym jak to mężczyzna uwielbia pławić się w rozmowach na swój własny temat - to też mogłoby czyścić przedpole. Dryfuję i nurkuję w oceanie pełnym syren i przekazujemy sobie sygnały (ja oczywiście z uszami przytkanymi, ostrożnie...) - nie wiem jak to jest naprawdę: czy one płyną za pierwszą lepszą skałę poszukać hardego trytona, czy też chowają się tam bo im smutno, bo coś się w nich obudziło po moich słowach. Nawet gdyby się obudziło, to korzyść żadna albo niewielka dla obu stron. Znak naszych czasów - powiadają. A figa tam z czasami - ja mam swój.   Tak, tak, czasami pozwalam sobie na smutek... To też potrzebne! Nosy (i nie tylko) do góry, Bracia!

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

No i co teraz? Miłość?

Moi Drodzy! Jak się już Człowiek utyra (rozwód, rozstanie i następstwa - nie wieczne przecież), wygłaska i wyszlifuje, nabierze tężyzny każdego rodzaju i jest na coraz lepszym poziomie, to... Może mieć kłopot ze znalezieniem towarzyszki. Doświadczenie działa bardzo sprawnie. Ostrzega, podpowiada, pozwala na wiele... Ale nie widać na horyzoncie odpowiednich obiektów do wyboru. Może to być jeszcze następstwo tego co było, ale może też co innego. Nie ma jednak co wikłać sytuacji. Grunt to spokój i opanowanie. Mamy czas. One nie mają. Szkoda, że tego nie widzą podobnie, ale zapomnijmy o podobieństwach w tej kwestii, nie ma co ich próbować przywoływać.   Wybór jest duży tak naprawdę - sęk w tym, że nie do końca widzę jasno wszystkie elementy ("zaburzenie widzenia"), a już na pewno nie zmieniłem środowiska przebywania. I nie trafiam na sytuacje z potencjalnymi odpowiednimi towarzyszkami. Nie ma mnie tam. A ich nie ma tu. Zaskakuję więc sam siebie i wchodzę w sytuacje dotąd nieznane. Albo zapomniane (tylko może bez przesady, np. kościół - chociaż kto wie, jakby się wsłuchać w słowa pewnej piosenki na temat katolickich dziewczyn...).   Żagiel na maszt! Pozdrawiam! Wasz Przyjazny Kabat

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Czego Pan sobie życzy?

Jak w piosence, Moi Drodzy. Zapamiętajcie to, Żołnierzu: otchłań zmysłów! A Wy nic. Uogólniam, oczywiście, ale w tym uogólnieniu jest coś zapewne i ze szczegółowości, która dotyczy także Ciebie. Nie kryj się. Nie kryj Swojego Pragnienia. Ona nie bez powodu zachowuje się własnie tak - jeśli coś Ci podpowiada, że nie wiesz kompletnie o co jej chodzi, to właśnie może chodzić o TO. A TO jest tym, co masz w głowie. Kółeczko się zamyka. Wszystko gotowe i czeka na spożycie. Pokaż, że chcesz jeść. Złóż zamówienie. Po prostu wskaż co chciałbyś zjeść, a nawet napocznij (a to czy spokojnie - z umiarem czy też żarłocznie - no tego raczej się nie określi z góry). Odwróć sytuację - jesteś kelnerem i podchodzisz do klientki z bondowskim "witam, czego Pani sobie życzy"? Jak Ci powie, że chce schabowego z kapustą to jej dasz? Szampan i kawior też wchodzi w grę? Homary? A gdyby chciała... no, pogłówkuj, gdyby nie chodziło jej o jedzenie?... Popatrz jak siedzi, pomyśl czy to możliwe, że pod stolikiem niecierpliwie i bezwiednie pociera udkiem o udko? Tylko pomyśl, nic więcej, no bo jesteś taki przyzwoity... No ale czy to możliwe, że kiedy Cię zobaczyła, poczuła słodki niepokój? Tylko pomyśl, nikt Ci więcej nie proponuje. W ogóle nie masz żadnej gotowej, podanej na tacy propozycji. Teraz jesteś kelnerem. Pomyśl, że gdy podszedłeś, coś nakazało Jej zastygnąć w pewnej pozie, że coś Ją słodko owinęło na chwilkę, pozwoliło Jej się zapatrzeć i zapomnieć, pociągnęło Ją za sobą w kolorowe nieznane. To tylko myśli. Pomyśl co chciałaby zjeść... Że może być głodna. Że nie chciałaby niczego zepsuć pochopnym zamówieniem, no ale chciałaby czegoś... może nawet nieokreślonego, czego nigdy jeszcze nie jadła? To tylko myśli, wyobraźnia - nic więcej teraz nie robisz. Czujesz coś? Och, Ty... Chłopaku, żołnierzu, no co nasz w głowie? No powiedz sobie o czym pomyślałeś? A czy to, o czym pomyślałeś, widać? No jak to masz przekazać? I teraz zobacz: odwróciliśmy sytuację. A przecież to ona pyta (bez słów - nie licz na żadne słowa): "czego Pan Bond sobie życzy?" Wiesz co ona może mieć w głowie? Nie ma tak wielkiego połączenia wszystkich sił jądrowych tego świata jak właśnie TO. Odwróciliśmy sytuację (a jeśli ona jest kelnerką?) - weź pod uwagę, że z Jej strony może to być nieco inaczej. A to może oznaczać, że to nie Ty jesteś w danej sytuacji Największym Lubieżnikiem Tego Świata (chociaż już za chwilę możesz się nim stać). Ona musi pozostać bardziej przyzwoita niż Ty. Ale to nie musi (hm... nawet nie może) Jej przeszkodzić w najedzeniu się (nasyceniu). Co czujesz, Rycerzu?

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Wybaczam.

I pozdrawiam Cię serdecznie. Zadzwoniłaś, żeby prosić o wybaczenie - takie słowa miło mnie zaskoczyły. "Nie może być tak, że kobieta próbuje poniżyć mężczyznę" - tak, przyznaję Ci rację. "Proszę, wybacz mi" - wybaczam, już w zasadzie zrobiłem to wcześniej, trochę czasu w końcu minęło. "Życie jest takie krótkie" - bardzo często mamy wrażenie, że tak jest, to prawda. "To była niedobra sytuacja" - tak, odczułem to, Twój postępek był niegodny. Ale już Ci wybaczyłem. "Możemy porozmawiać?" - nie czuję takiej potrzeby. "Ale wrócimy do rozmowy?" - może kiedyś jeśli będzie ku temu okazja. "Wpadnij na herbatę" - nie czułbym się dobrze pijąc z Tobą herbatę. "Ale przecież mi wybaczyłeś?!" - tak, to już powiedziałem. "No to o co ci chodzi?" - życzę Ci wszystkiego dobrego. A herbatę piję tak jak chcę. Tak jak to czuję.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

"jak się ma zbyt wiele do powiedzenia, to może lepiej się czasem w ogóle nie odzywać..."

Tak, moi Drodzy. Blog jako "miejsce pisane" może nie być przeznaczony dla kobiet (generalizując). Każdy z Was ma coś do przekazania (niekoniecznie do powiedzenia czy napisania). One też mają coś do przekazania - czasem bywa tak, że formą przekazu są cycuszki czy tyłeczek - jeśli to niektórym z Was wystarcza, ok, Wasz biznes. Kiedy indziej (a nierzadko) kobieta wybiera - jako formę przekazu - mówienie. I tu już są pewne kłopoty - skracając myśli: tak się z nimi nie dogadamy, bo to co słyszysz nie jest tym co ona mówi. I tutaj nie ciągnijmy dyskusji, to już było wałkowane. Dlatego blog/portal/internet to nawet nie półśrodek do porozumienia. To też już przerabiano. Życzenie zatem, żeby się coś tu spełniło i wyjaśniło jest mało realne - ale mam wrażenie, że tak jest dla kobiety. Bo ona oczekuje. A piszę to w odpowiedzi na "jak się ma niewiele do powiedzenia, to może lepiej się czasem w ogóle nie odzywać..." - to słowa kobiety na słowa pisane; kobiety, która - zaznaczam, to moja hipoteza - oczekuje. Porusza mnie nie tyle ten przypadek (bo szczegółów i zawiłości nie znam) ile generalnie takie kobiece podejście. Porusza mnie to, że marnują sobie zbyt wiele takim właśnie pojmowaniem mężczyzn. Szkoda. Równie dobrze mogłyby dać więcej od siebie i pławić się w rozkoszach. Owszem, próbują. Tekst "jak się ma niewiele do powiedzenia, to może lepiej się czasem w ogóle nie odzywać..." wcale nie musi oznaczać właśnie tego, co napisane. W sytuacji bardziej realnej niż internet parząc na tę kobietę można by zareagować konkretnie (a kto wie, może skończyłoby sie w łożu?). Ale tutaj to nierealne. Rozmowy na tym poziomie zazwyczaj przeradzają się w nieskończony dialog. Idźcie zatem, Bracia, zbierać plony gdzie indziej. Ale tutaj czuwajcie, wspierajcie się wzajemnie - tu na wymianę myśli i wrażeń między sobą macie znacznie większą szansę.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Pijany?

Dałaś mi to, co najlepsze. A może nie będzie już lepszego? Nieważne, za dużo nie wymyślimy. Nie myślmy. Nikt nie zagubił się tak jak my. Dobrze nam, najlepiej. I nigdy już tego nie będzie. Tak, upiłem się Tobą. Też nie stoisz prosto na nogach. Nie mam słów. Mam usta bez słów, z pocałunkami, z najwyższego stopnia wyzwaniem, z Tobą całą. Mdleję w myślach od rozkoszy, na żywo nie mogę, nie chcę.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Zdziwiony jestem.

Robię ciasto. A przy okazji... Wychodzi to teraz. A miało być mi tak źle... Niby tak bardzo zostałem na lodzie... Do rzeczy: dzwonisz jedna z drugą z pytaniem "co u ciebie?". Bardzo ładnie, dziękuję. A kolejne Twoje pytania już jakoś mnie nie interesują. Wiem, tak masz - musisz wchodzić w płytkie relacje, pędzisz w grzmot, w łomot łożka, sapanie i pękanie prezerwatyw, a czasami nagle brakuje Ci mnie, kogoś, o kim możesz pomarzyć. Dałem Ci się trochę poznać, resztę sama dopowiedziałaś, bardzo trafnie zresztą - jak to kobieta. Miało być odwrotnie. Teraz robię ciasto, pachnie mi w całym domu - kardamon i cynamon zaromatyzowały mi całą chałupę. Tak, oczywiście, wpadnę kiedyś na herbatę, bardzo się nadal lubimy, cenimy, rozmawiamy, śmiało nazywaj nas przyjaciółmi. Oczywiście, pociągasz mnie nadal, tak, wiem że masz do mnie słabość i to ona sprawia że dzwonisz, no ale tam są wiśnie na spodzie i nie chcę by mi się przypaliło. Tak, dzwoń o każdej porze. Cudna jesteś, pa! Posypię brązowym cukrem, zrobi się taka szklista bursztynowa powłoczka.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Czego chcesz od kobietki?

Spójrz sobie szczerze w oczy i odpowiedz na pytanie: jak może spojrzeć na Ciebie kobieta? Tylko szczerze, bo ściema prowadzi Cię cały czas w to samo bagno. Jeśli nie wiesz co znaczy szczerosć wobec siebie, masz problem. Drogi na skróty nie ma - jeśli to pominiesz, zaraz powróci pod najmniej spodziewaną postacią, ale wciąż będzie to nieszczerość, brak realizmu wobec siebie. Wymagasz od kobiety zaangażowania, takiego "zrobienia pały", żebyś odlatywał i miał wizje. Wszystko gra, tak ma być, do tego są kobiety. Zastanów się jednak na ile będziesz w tym uczestniczył tak naprawdę. Ile w tym będzie Ciebie, a nie jakiegoś Rocco (masz to w pamięci - wiesz o co chodzi, czyli jest w Tobie, patrz na to realnie, nie oszukuj się) czy innego Brazzersa (i znowu: wiesz o co chodzi? jeśli tak - morda w kubeł, jest coś na rzeczy, zajmij się sobą bo masz problem, a nikt inny za Ciebie tego nie załatwi). Dziś nie głaszczę, dziś gonię leszczy. Gonię Roccolizusów i Pizdobrazzersów. Miałem ich w sobie, stąd znam temat. Może jeszcze mam, bo niewykluczone że zostają na zawsze. Ale to nie są postaci, z którymi weźmiesz kąpiel czy zjesz kolację. Ale jeśli jadasz kolację lub bierzesz kąpiel w doskonałym towarzystwie, to raczej nie czytasz teraz tego. A jeśli nie kąpałeś się z kimś cudownym, to co możesz wiedzieć? Spójrz realnie. Nie warto być leszczem, dobrze jest zająć się sobą (a niech to będzie zajęcie się Twym ciałem kobiecymi rękami w wannie na przykład) - będziesz miał z siebie największy pożytek. Od kobietki wymagam, by się ze mną kąpała, robiła pianę, jadła ze mną kolację - długo by wymieniać, szkoda czasu. Reszty nie trzeba aranżować. A teraz wstań, idź do łazienki, zajrzyj w lustro i powiedz sobie co o tym myślisz. Naprawdę.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Tęsknisz? OK. Za czym? Do kogo?

Napiszę o sobie, ok? To jest to, do czego nie mogłem się długo przed sobą przyznać. Że właśnie tęsknota jest czymś, co przesłaniam różnymi innymi emocjami - nawet strachem czy ostrym wkurwieniem (proszę wybaczyć jeśli trudno to drugie uznać za kategorię emocji). Gdybyś ustawił sobie np. dowolne przedmioty w pokoju i ponazywał je tak jak chcesz, ale używając nazw tego, co obawiasz się nazwać (tu zostawiam trzy kropki dla Twoich nazw ... - to ważne kropki)? Spróbuj. A potem ustaw to po swojemu (cokolwiek przez to rozumiesz). A jeszcze później, po herbacie czy jedzeniu, wróć i popatrz na to z boku. Możesz być zaskoczony ale i oświecony. Pomyśl jeszcze o tym jak znakomicie byłoby, gdybyś to samo mógł zrobić, korzystając z obecności kogoś zaufanego, bo ten (najlepiej "ta"? hm...) zobaczyłby o wiele więcej (a czy Ci o tym opowie? ... tego Ci życzę). To jest jeden z tzw. kardkorów, których obawiają się tzw. twardziele. Mogą zmasaktrować Ci twarz za niewygodne dla nich spojrzenie, bo to nie wiemaga za wiele, ale z czymś takim mieliby poważny kłopot. No, a takie Twoje prywatne doświadczenie mogłoby wiele... Sam jeszcze nie wiem jak wiele. W każdym razie trudno mi tu napisać co się u mnie w jakim miejscu znalazło. Ale wiem. I zrobiłem to z kimś. Zostało we mnie na zawsze, chociaż obawiałem się, że umknie. Warto.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Wziąłbyś pod uwagę, że jesteś do bani?

Broniłbyś się przed tym? Tak jak należy na przykład. Założmy, że na Twoim samczym portalu zaczynają panoszyć się kobietki - bo uznałeś że stać Cię na to. A gdzie widać Ciebie? Jesteś tam? Odzywasz się? Co pozostaje poza "a może by tak usunąć je i cały ich rezerwat stąd?" - jakie są jeszcze możliwości? Chłopaku, czy nie marnujesz czasu? Czy coś Ci nie ucieka? Co robisz w tej chwili? Jesteś pełen uniesienia czy raczej... raczej nie wiadomo co? No to masz ten Swój czas czy nie? Gdzie jesteś?

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Twoje prywatne porn industry

W zasadzie nie wiadomo jakiej użyć wobec tego osoby. Porn industry - tutaj niech będzie, że to ono. Jako "założenie, dążenie, działanie" (bez związku z tłumaczeniem). Dalczego tego potrzebujesz? Odpowiedzi może być wiele. Założmy, że akurat potrzebujesz mocnego bodźca i inwestujesz np. w zafundowanie sobie obrazu o silnym działaniu. Działa, na pewno działa (niezależnie od tego w jakim stopniu). Jesteś samcem-wzrokowcem (rzadko bywają odstępstwa, tak jak i rzadko u samic bywają odstęna od niebycia samicą-wzrokowcem). Bazujesz na doznaniu. Co dalej? Co masz? Czego dotknąłeś (w przenośni i dosłownie), co Ci płynie w żyłach? Dziwne to, prawda? Zdziczałą (od poligamicznych zachowań - znasz to, nazywa się to różnie, czasem bardzo prosto, np. 3 baty, a czasem bardziej wykwintnie) dziewuchę, którą widzisz w akcji, lizałbyś i hołubił. Tak naprawdę nie mógłbyś jej spokojnie dotknąć. A co jest w Tobie? Nie ciekawi Cie to jak to się dzieje? Co tam się dzieje pod Twoja skórtą? A... jeszcze gdzie indziej? Nie, nie w głowie. W emocjach. Co tam jest? W doznaniach. W tym, czego może nie pamiętasz, nie czujesz bezpośrednio, a za czym być może tęsknisz. Trudno to odgrzebać, sięgnać do tego. Tak, to co masz, jest pyszne, dosć łatwo dostępne, emocjonujące! Tworzysz to założenie, dążysz i działasz, mniej lub bardziej kompulsywnie. Jak Ci z tym jest, i na ile takie pytanie Cię niepokoi, a na ile "głaszcze po duszy"? Znasz ten wstrząs, to mrowienie w okolicach miednicy, to parcie, tę sztywność, ten ogień lędźwi... To dobre. Mocne. One tego nie znają, znają co innego. Gdyby miały się fascynować tym co my... Nie wiem, nie wiem. Ochłodzę się.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Ona może Ci powiedzieć.

Różne rzeczy. Nawet to, co chcesz usłyszeć. Nawet to, o co zapytasz. Pytań możesz mieć wiele - oczywista. Zadaj sobie jeszcze jedno, najlepiej na początek: "czy chciałbym to wszyskto wiedzieć?". No, o odpowiedź może nie być łatwo, ale nikt nie obiecał, że ma być bezproblemowo, lekko i luźno. Jedna z zasadniczych kwestii: czyż nie jest piękniej i ciekawiej także dla Ciebie, gdy zgadujesz? Tak, już Ci rośnie ciśnienie, już czujesz gorąco w trzewiach na myśl, żebyś miał odgadywać czego ona chce, gdy sama nie wie o co jej chodzi. No właśnie o to jej może chodzić. Może być czasem tak, że bedziesz widział światło w oddali i już, już rozumiał o co biega. Może (stawiasz na "może" albo jego trwałość i niezmienność? Ja nie). Rzucam zatem teraz tę pisarską chwilę i udaję się tam, dokąd mnie ciągnie (tak jak mnie i tu jakiś czas temu przyciągnęło) - do swoich zajęć (a to pisanie też było moim zajęciem). Zobaczysz, że właśnie w takich chwilach najczęściej zjawia się ona (forma i postać dowolna, to może być nawet sms). Ach, ta codzienna magia...

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Jesteśmy Obawy. Polub nas.

Tak, bo jesteśmy Twoje, w Tobie. Obawiasz się w sposób dobrze nam znany. Od braku erekcji czy różnie pojmowanej niewydolności po rzeczy kompletnie poza zasięgiem Ciebie, czyli po coś co głęboko ukryte albo zakamufolwane przez samego Ciebie, i także od Ciebie niezależnie. Od tego, że "dziś nie chce i pewnie dostanę za to po dupie" po "zostawi mnie, suka, choć wiadomo że z żadnym innym nie będzie jej lepiej". Ach, ach... Po co Ci to wszystko? Osiągasz teraz to, co najbardziej ci sprzyja - jakkolwiek to traktujesz i myślisz o tym, np. "no przecież odwali mi przez to!", albo "dlaczego ja?!" Zrób doświadczenie. Jak już poczujesz jedną z nas, powtórz w jej kierunku 10 razu "jesteś, wiem o tym - bo czuję cię, wiem że jesteś, jesteś moja". I zobacz co dalej. No po prostu sprawdź. Poczuj co Ci płynie w krwi, dokąd to się przemieszcza, co powoduje (mrowienie, zmrożenie, gorąco - nie wiem...) - pogłaskaj nami swoje zmysły. Po prostu sprawdź i porównaj to do tego co czułeś wcześniej. Może być ciekawie. Pa!

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Zgoda, uprzedziłem się do rozmów z kobietami. To prawie sakramentalne.

Możemy rozmawiać. To nic złego, to nic z tych rzeczy, które mogą dzielić. Ale są pewne zasady, które wyznaję; i nie chodzi u o to, bym panował nad sytuacją - to i tak by mnie nie zadowoliło, a zresztą nie szukam wyłącznie zadowolenia. Zależy mi na tym, co nas może połączyć, czyli tym rodzaju realności, którego w nas* coraz mniej. Zapomnij zatem o czymkolwiek, co pozwoli ci przedłużać kominikację na tyle, żeby drążyć, a do niczego nie dotrzeć. Owszem, bywają chwile zapomnienia w komunikacji i temu też możemy się oddać. Oczekuję jednak zysku prędzej czy później. Tu nie chodzi o mój styl, prowadzenie się, chwilowe potrzeby. Chodzi o to, czego mi brakowało, i przez czego brak straciłem wiele - to była cena jaką zapłaciłem za to, z czego teraz korzystam. Właśnie na to nadszedł czas. Przychodź zatem albo ja przyjdę i komunikujmy się. Po to jesteśmy. * - uogólnienie, które odniósłbym raczej do obecnych, rozchwianych norm społecznych

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Tak, intuicja.

Owszem, jest to coś, na co z natury narzekają ci, którzy się przejechali, którym nie wyszło, etc. Niewielu potrafi o niej powiedzieć, że nimi kieruje, nagradza, wprowadza na prawidowe tory. Ale do rzeczy: jesteś prawdopodobnie piękna, masz swoje pragnienia, nie możesz ich it ot tak pokazać światu. Nie wypada, nie taka twoja wola - to przyjmijmy. Chcesz samca. Tego swojego. Ale coś ci podpowiada, że chcesz też jakoś mieć i innych - nie określisz tego w jakim zakresie, jak by to miało być, po prostu coś sprawia że pragniesz nieokreślonego - ale to ma mieć kształt lekko kanciasty ale przyjemny, może i trochę kosmaty ale i ma być też gładkie, przyciskać ale i przytulać - sama wiesz, że nie wiesz jak by to miało być. Jeśli jest taki, którego intuicja podpowiada mu co robić, będzie cię pociągął. W sposób nieokreślony dla ciebie. On też tym nie pokieruje. Coś, co wielu przeklina, dla ciebie może być zbawieniem. Tym czymś nieokreślonym, co nie wiadomo jak nazwać - choć przecież to nie tylko intuicja, przecież z niej niejedno wynika. To on cię chwyci mocno, pociagnie za włosy, odepchnie gdy trzeba, a zaraz znowu przyciągnie i podrzuci do góry, i schwyci zanim spadniesz, żeby zasypać pocałunkami, i roztoczy przed tobą to, czego nie mogłaś oczekiwać, bo nie mogłaś wiedzieć co było w nim - wszystko to z prostego powodu: bo on tak będzie chciał, bo coś go ku temu popchnie. I nie wnikajmy w to za daleko. Nawet gdyby się dało, wnikanie mogłoby odebrać właśnie to coś, co można do tej pory nazywać nieokreślonym.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

A jeśli już tak nie będzie?

Bo może też być i tak, że to już nie nastąpi. Że nie zakochasz się już nigdy tak jak wtedy, jak ten cudowny jeden raz, przez który niewyobrażalnie cierpiałeś, bo nastąpił jego koniec. Zdążyłeś się pożegnać z tymi emocjami, których może już nigdy nie być? To by było zaskakujące, gdyby nie miało Cię już spotkać nic takiego. Jest jednak możliwe. Patrzę jednak na to, co jest bardziej możliwe (przyjnajmniej u mnie, choć za bardzo kochliwego się nie uważam - ot, może jestem bardziej wrażliwy na kobiecość) - na to mianowicie, że w każdym wieku może to nastąpić. Znam przykłady z własnej rodziny. Ech, nie dość, że osoba wiekowa, to i podejrzewałbym ją o seks w wieku, o którym większość z Was powiedziałaby, że tam już ekshumacja nawet nie pomoże. Bywa tak i teraz już nie mogę w to nie wierzyć - a wcześniej znałem rzecz z dobrych książek. Pięknie, pięknie! Też nie możecie się doczekać? PS Wszystko ok, ale póki co chwytam dobre rzeczy (nazwijcie je sobie okazjami, jeśli chcecie) teraz. Najwyżej z czasem zamienię na te najcudowniejsze.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Zbój

Sam nie wiedziałem, że tak mogę być postrzegany. A siebie postrzegałem jako porządnego chłopa, dobrego uczynnego, przykładnego nawet męża i ojca; świetny w łóżku, w kuchni, w trasie, w działaniach itd. Ale po co o tym gadać. Znaczenia to za bardzo nie ma. Owszem, dla kobiet może mieć - no kimś muszą się "wspierać". Dla mnie już nie za bardzo, bo nie szukam wsparcia w tym, że komuś mam dawać wsparcie. Owszem, nie zrezygnowałem z dawania, ale też coraz lepiej wiem ile chcę i jak to ma być że chcę i dostaję. Ale wracając do wątku głównego - nie wiedziałem, że mogę być postrzegany jako zbój. I teraz wiem, że miałem to w sobie zawsze. Naszym językiem, Bracia: dobre zerżnięcie dupy jeszcze żadnej dziewczynie nie zaszkodziło. A korzyści z tego są nieocenione dla każdego. I tak jak wcześniej "zbój" we mnie mógł niepokoić, tak teraz - gdy ona mnie tak nazywa, nie dowierzając własnym odczuciom (zaczyna się od klapsów, nie musi się kończyć na czymś konkretnym, a nawet lepiej jest gdy pozostaje to jako "nie wiadomo dokąd on ze mną podąża") - zbój we mnie powoduje, że ze spokojem robię swoje wiedząc, że i tak czeka mnie nagroda. Jeszcze jestem na początku - tak czuję. Zdziwiony jestem tym i może onieśmielony (ach, jak kobietka-kokietka!). I zadowolony, czego Wam życzę.

Pan Kabat75

Pan Kabat75

 

Nigdy nie będzie "po wszystkim".

Tak, nigdy tak nie będzie. Było nagłe: "Nie kocham cię, tak jest już od dawna", po miesiącu: "Oj, ty jeszcze o tej miłości? Już powinno ci minąć, weź się w garść", a potem jeszcze wiele i wiele podłości, którym nie chcę już poświęcać czasu. Nie będzie tak jak było w tym związku. Zdawało się to piekłem, najgorszym końcem świata (zresztą zapowiadano w 2012, z tym to akurat u mnie Majowie trafili) z możliwych do wymyślenia. Różni ludzie mówili różne rzeczy - jedną z najbardziej złoszczących było "potrzeba czasu" - mieli rację. "Niestety" daltego, że to rzeczywiście czas, jakieś 2 lata do pierwszego otrząśnięcia się - zdaje się, że utracony (no bo go nie ma), ale jakże pożyteczny! Jakże inaczej to wygląda, gdy patrzę w lustro, a zmarszczki i siwe włosy podpowiadają "jesteś coraz piękniejszy" - wcześniej nie przemknęłoby to przez myśl. Nigdy nie będzie po tzw. "wszystkim". Rozpacz? Strach? Nie, chłopaki, tego nie ma. Właśnie tego już nie ma. Jestem Ja, Pan i Władca. Czuję to, gdy nowa dziewczyna wychodzi z łóżka i drobi kroczki w kierunku kuchni żeby szybciutko zrobić mi coś miłago do zjedzenia czy wypicia. Ale to nie tylko w tym rzecz, bo dziewczyna to ktoś cudowny, ale to nie wszystko. Jestem Ja i wtedy właśnie to czuję, gdy jestem sam. Czas, moi drodzy Skrzywdzeni. Czas i praca nad sobą, drodzy Przegrani! Z czasem Wygrani. Wielcy i Samostanowiący. To niezwykłe. W taką szarą nieludzką zimę. Pozdrawiam!

Pan Kabat75

Pan Kabat75

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.