Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Otwórz Oczy

  • wpisów
    22
  • komentarzy
    98
  • wyświetleń
    2841

O blogu

Moje osobiste przemyślenia czyli rodzaj autoterapii.

Wpisy na tym blogu

Quo Vadis?

Część I wpisu

 

Idąc w bliżej nieokreślonym kierunku po mieście zdarzyło mi się usłyszeć tytułowe "chłopak nie ściana", co wywołało we mnie falę różnych emocji. Od zażenowania poprzez złość, kończąc na smutku i niedowierzaniu własnym uszom. Trochę żałuję, że to nie był film, bo chciałbym odtworzyć tę scenę jeszcze kilka razy aby się z tym oswoić i przestać kręcić głową. Panowie, kurwa jakie to jest.. słabe. O ile to wyrażenie pada w kontekście "heheszków" i w luźnej atmosferze, to jedno ale jeśli ktoś, z pełną świadomością wymawia te słowa, to powinien się puknąć w łeb, a potem jeszcze dwa razy, żeby zapamiętać. Dlaczego to mnie tak bardzo uderzyło?


Wiemy wszyscy, którzy są zarejestrowani na forum oraz wszyscy, którzy regularnie je czytają, że takim zachowaniem, my jako mężczyźni sami podcinamy gałąź na której siedzimy. Z uporem maniaka stado białorycerzy oraz stado mężczyzn, którym nie przeszkadza kompletnie to, że kobieta jest zajęta podcina gałąź, podcina i podcina, aż w końcu..

 

comment_wLt5LNKd8Ykiyr7ESst8f7UxucxCTQHs

 

Wracając jednak do wyrażenia, to czyż ono samo w sobie nie jest dwukrotnie upadlające? Raz, dla autora owych słów (które są zresztą mega białorycerskie, trochę też puasowskie), drugi raz dla jego gloryfikacji seksu oraz kobiet, co przekłada nad inne wartości. I nie chcę tu się zagłębiać w temat wartości, bo wiadomo, że te każdy ma nieco inne ale pragnę zwrócić uwagę, że będziemy mieć ciągle jako płeć pod górkę, jeśli takie zachowania nie będą piętnowane. Tak bardzo chcesz seksu? Są prostytutki, jest masa dziewczyn, które lubią seks, po prostu, sam seks, bez żadnych związków, inni mogą się zabrać za fwb ale po co ruszasz zajęte? Nie wiedziałeś, że jest zajęta? Ok, nie ma tematu, jeśli jednak wiedziałeś i mimo to podbijałeś do takiej damy w jasno określonym celu, to działasz na szkodę swoich braci. Jeszcze pół biedy, jeśli to jest jakaś dziewczyna, której faceta nie znasz (choć w moim odczuciu obie opcje są odrzucające) ale w sytuacji, gdy podbijasz do kobiety swojego kolegi, przyjaciela. Nóż się w kieszeni otwiera.

 

Przypominam, że jeśli ktoś się poczuł tymi słowami urażony, to przykro mi bardzo ale takie jest moje zdanie na ten temat. Nie chcę nikogo pouczać, nie chcę moralizować, bo nie jestem żadnym guru ani autorytetem w tej kwestii (choć akurat autorytety w kwestiach moralnych bardzo często mają sporo za uszami - np: KK, wybaczcie tą złośliwość :>) ani nie chcę wyjść na hipokrytę. Życie pisze różne scenariusze ale wg mnie po to mamy główkę, żeby się nią kierować a nie tym co mamy w spodniach, a przynajmniej usilnie się starajmy, by myśleć tą właściwą główką.

 

Część II wpisu

 

Tyle w temacie kobiet, związków, etc a teraz przejdźmy do mojego pierdololo o szkicach :D. Zakochałem się. Tak, idzie wiosna a więc i ja oddałem się owym uczuciom płodzenia, wyrażania swoich emocji, poprzez posuwiste ruchy, szybkie, wolne, energiczne czy melancholijne. Ruchy ołówka na kartce oczywiście :D. A moje zakochanie dotyczy właśnie ołówków. Znalazłem pewne ołówki, które no po prostu mi się podobają, jeszcze nie potrafię wykrzesać z nich wszelkich możliwości ale to co już umiem zaczyna mnie inspirować do dalszego działania.

 

Takie amatorskie odkrywanie pasji po swojemu, uczenie się na błędach i wyciąganie wniosków ma swój urok. Moim zdaniem, może nawet dlatego, że jest amatorskie, może ukazać nam się bliższe, bez tej całej technicznej otoczki. Trochę niedoskonałe ale w sumie dzięki tym niedoskonałościom oryginalne i wyjątkowe. Chyba dlatego podobają mi się stare utwory zespołu Coma. Do rzeczy, oto co wczoraj udało mi się wykrzesać dzięki ołówkom (tak, znowu jest to pani i będę je dalej rysować, dopóki nie osiągnę zadowalającego mnie poziomu w tej sprawie):

 

29737288_1837460359639258_11229423021682

 

Powstało tego ciut więcej ale nie chcę z pewnych względów pokazywać wszystkiego :> a z każdego z ostatnio powstałych jestem zadowolony.

Mam nadzieję, że i Wam się podobał mój kolejny wpis a może i szkic. Wiosna wreszcie, korzystajcie :D.

Do kolejnego!

Quo Vadis?

Cześć,

Miło powrócić do dodania wpisu po krótkiej przerwie :> Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że pierwsze co rzuciło mi się w oczy a co wcześniej nie zwróciło mojej uwagi to.. bałagan. Bałagan na moim blogu, bo ten blog jest i o wszystkim i o niczym tak naprawdę ale fajnie by było, gdybym zaczął go nieco "porządkować", co już wcześniej zaczynałem robić. Co o tym myślicie?

 

Kolejna kwestia - szkicowanie. Krótko wspomnę na początku, że zmieniłem pracę, przez co mam mniej czasu nie tylko na obowiązki moderatorskie ale również na spełnianie się w pasji. W każdym razie, nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia, gdy mam wolny czas - siadam i próbuję i próbuję. I tak w kółko, coś jak w kulturystyce: eat - train - sleep. U mnie wygląda to podobnie, tylko, że raczej na zasadzie: work - eat - sketch - sleep. Uzupełniłem ostatnio swoje ołówkowe zapasy i tak:

 

- gumka w ołówku (must be!) parę sztuk

- skalpel (nie będę Was ciąć :> chyba, że złamiecie regulamin)

- ołówki, które dają bardzo czarny kolor (o tym będzie niżej)

- czarna kredka

- biały żelopis

- ołówek automatyczny

 

I to wsio. Nic więcej nie jest mi potrzebne na moim poziomie amatorskim. Ołówki, które dają ciemny kolor, taki prawdziwy ciemny, czarny. Pokażę Wam różnicę między tym ołówkiem (czarnym) 8B a zwykłym ołówkiem 9B:

d6706a7d943de.jpg

 

Jakość nie najlepsza ale ze względu na słabe światło w pokoju tak to wygląda. I tak widać o co chodzi, zwykły ołówek się błyszczy, ten czarny nie.

A teraz to samo ale na przykładzie szkicu wykonanego właśnie tymi ołówkami:

67f210464828e.jpg

 

0d16b96c72c23.jpg

 

W moim odczuciu, wygląda to fajnie. Jakie jest Wasze zdanie?

 

Tym krótkim i miłym akcentem, pozwolę sobie zakończyć wpis :> Powodzonka i trzymajcie się.

Pozdrawiam.

 

Quo Vadis?

Ostatnio tak sobie obserwuję na portalach randkowych ale nie tylko, taką sytuację, że do związków, relacji, spotkań pchają się osoby, które nie powinny się tam pchać (akurat w tym momencie). Może zobrazuję o co mi chodzi, aby było to jaśniejsze dla wszystkich:

 

Portal randkowy, samica o niezbyt pociągającej aparycji z opisem rodem z tanich harleqinów.

Tak przez myśli mi przeszło, czego właściwie ona oczekuje? Widzę, że wg opisu liczy na co najmniej księcia z bajki, tylko, że tu jest mały problem.

Książe z bajki, Abdul ihr Ehr Aszke ma duuuuużo więcej i duuuużo ładniejszych opcji, które są na jego skinienie. Ktoś tu się mija z rzeczywistością. Okej, każdy może mieć oczekiwania, tylko, trzeba wziąć pod uwagę, że te oczekiwania powinny być adekwatne do świata realnego. Internet daje je ale są one złudne. Rozchodzi się więc o to, aby nie być rozczarowanym trzeba w takiej sytuacji:

- podnieść swoją atrakcyjność albo obniżyć swoje oczekiwania.

 

Obydwa wyjścia wymagają pewnego wysiłku, niestety mentalna postawa naszych Pań (i nie tylko Pań, bo mężczyzn równie często) jest taka, że ja bym chciała to i to ale, żeby wykonać jakiś krok w tym celu, np: zrzucić trochę sadła, to już ciężko. I potem taka Pani zajada swoje smutki, co tylko utrudnia jej wyjście z tego błędnego koła, sytuacja kończy się na tym, gdy owa samica skończy sama (ew. z kotem) lub z jakimś Zenkiem spod monopolowego. Aby ktoś był. A wystarczyło by się zebrać i ogarnąć swoją atrakcyjność ( schudnąć, nabrać kształtów, ubrania, styl, makijaż itd.)


Niestety, bardzo często zamiast dwóch podanych przeze mnie rozwiązań, tj. podniesienia atrakcyjności lub obniżenia oczekiwań, wchodzi w grę trzecie, które potępiam: oszustwo. Jak inaczej nazwać unikanie informacji o swojej posturze, wklejanie zdjęć samej twarzy (lub twarzy z dekoltem), to jest zakłamywanie rzeczywistości, narażanie innej osoby na koszta, na stratę czasu i w efekcie rozczarowanie z obydwu stron? Nieuniknione, dodajmy. Jest to zwyczajne zamiatanie problemu pod dywan i nie tędy droga.

 

Powtórzę się, jeśli samico/samcu, interesują Cię "trofea" z wyższej półki, to licz się z tym, że wymaga to WYSIŁKU. W takim wypadku należy zacząć od najważniejszego, w tym konkretnym przypadku, od ogarnięcia swojej głowy. Dokładnie, chodzi o to, aby nie stawiać na piedestale samicy/samca, aby mieć ten "luz". Desperacja jest cholernie widoczna i odpychająca. O ile jeszcze samica złapie w ten sposób jakiegoś niedoświadczonego samca, to Ty samcze będziesz tylko odpychany, dlatego tak ważne jest dobre samopoczucie niezależne od nikogo i niczego.

Masz czuć się dobrze sam ze sobą a ewentualny partner ma być tylko dodatkiem, który może odejść w każdej chwili i nie powinno to zburzyć Twojego samopoczucia, zachwiać Twoją wartością i samooceną.

 

Następnym ważnym krokiem jest zadbanie o to co jest widoczne na zewnątrz:

- postura ciała (nie musi być modelowa, powinna być jednak odpowiednio: męska bądź kobieca, przy czym, im więcej włożysz w nią wysiłku, czyli im więcej w nią zainwestujesz, na tym większe profity możesz liczyć)

- styl (znów odpowiednio, najbardziej uniwersalne będzie pójście w klasykę, tj. mężczyźni: koszule, półbuty itd, kobiety: sukienki, szpilki, itd)

- wyprostowana sylwetka (mowa ciała jest bardzo ważna a garb nie przysparza Ci uroku, choć byś chodził w garniaku od Armaniego)

- mowa (spokojna, wyraźna, naucz się mówić ciekawie, nie stresuj się obecnością pięknej samicy/przystojnego samca)

- obowiązkowo: paznokcie, zęby, zarost, włosy muszą być zadbane

- ładny zapach zawsze mile widziany ale nie musisz zużywać na to pół flakonu

 

Jeśli tego jeszcze nie zrobiłeś i nie ogarnąłeś tych spraw, DAJ SOBIE SPOKÓJ ze związkami, randkami i tym podobnymi sprawami. A teraz dodatek, dla osób, które powyższe mają ogarnięte i chcą rozpocząć "łowy" w internetach.

- pisz ładnie, składnie, bez błędów

- nie narzucaj się rozmówcy

- zdjęcie (nie musi być ich 100 czy 200 ale kilka, byle dobrych)

Nie rób takich zdjęć (jak te z 2010 na poniższym memie):

nie-wazne-co-mowia.jpg

 

Przy okazji, zauważ, jak dopasowanie ubrania, stylu, do sylwetki, jaką to robi kolosalną robotę (wiem, śmieszkowy przykład :lol:).

Dodam świetny poradnik @Długowłosy, warty przeczytania (częściowo nasze teksty się pokrywają, można uznać mój wpis za taki "wstęp" do przeczytania poniższego):

PS. Niektóre rady mogą być nieaktualne z uwagi na.. to, że np. Badoo ostatnio aktualizuje swój portal i trochę się to zmienia i w ciągu czasu zapewne jeszcze większej zmianie ulegnie.

Ze zmian jest np: po 50 oddanych głosach podczas klikania serduszek masz "matcha" od portalu, tj. portal zestawia Cię z osobą płci przeciwnej, pojawiła się też opcja:

- Sobowtórzy

- Znajomi znajomych

Czy one coś wnoszą? Śmiem wątpić, może poza dawką śmiechu, gdy się korzysta z sobowtórów :D.

 

Na koniec, cenne uwagi, którymi pragnę się podzielić:

- zamiast korzystać z portali randkowych możesz skorzystać z... "podrywu" na różnych forach, komunikatorach, czy nawet fb (jest tam łatwiej, ponieważ nie masz tak dużej konkurencji jak na portalach randkowych)

- nie daj się zwariować, nie spędzaj całych godzin na przesiewaniu internetu w poszukiwaniu drugiej osoby

- nie spędzaj czasu na wiecznym pisaniu, dąż do spotkań, odmowa spotkania = z podziękowaniem drugiej osobie

- traktuj to jak zabawę, nie napinaj się na jakieś efekty

- staraj się stale podnosić swoją atrakcyjność

- zbieraj doświadczenie i wyciągaj wnioski

 

Wydaje mi się, że wyczerpałem temat, być może czegoś zapomniałem, niestety mam problemy z pamięcią jak 70 latek :P. Komentujcie, dzielcie się uwagami, spostrzeżeniami.

Zachęcam i pozdrawiam serdecznie.

 

Quo Vadis?

Zauważyłem pewną rzecz, którą chciałbym tu poruszyć. Opisywałem tu już wielokrotnie jaka jest moja pasja, pokrótce jej przebieg, wspominałem też o wprowadzeniu nawyku ćwiczenia jak najczęściej (i efekty są, widzę, że coraz łatwiej łapać mi proporcje, coraz szybciej mi to idzie, etc.) ale jest też jedna rzecz, która mnie skutecznie wybija z rytmu.

 

Ostatnio zmieniłem pracę (którą i tak traktuję jako tymczasową, bo nie do końca odpowiadają mi godziny, płaca, itd.) i, gdy już jestem w domu, już chcę przysiąść i zacząć coś tworzyć to widzę, że strasznie mnie irytuje i wkurza, gdy nagle ktoś mi wejdzie do pokoju. Potrafię np coś działać przez 2-3 h i ktoś mi przerwie raz, to już potem nie potrafię się na tym skupić, zaczynam się wkurzać i najczęściej kończy się to tym, że zostawiam coś niedokończonego (bo, później ciężko mi znów wejść w określony rytm) i do końca dnia już nic więcej nie stworzę. W tym samym momencie jestem zły zarówno na siebie, że nie potrafię się zmusić ale i na osobę, która mi przeszkodziła. Z mojego punktu widzenia, wygląda to trochę tak jakby ten proces był dla mnie czymś intymnym, coś w podobie do pary uprawiającej seks i nagle wchodzącej do tego miejsca osoby trzeciej. Atmosfera prysła, jest trochę zażenowania, trochę śmiechu, niezręczna sytuacja, po której już się nie chce.

 

Jestem ciekaw, czy da się z tym jakoś poradzić? Najprościej było by zamknąć drzwi na klucz (ale to i tak nie wiele zmienia, bo też potrafi mnie to zirytować i wyrwać z rytmu, gdy ktoś się wydziera i dobija) albo po prostu ustronne miejsce, np: zmiana miejsca zamieszkania. O ile przy wielu innych czynnościach, jak trening, praca itd czyjś wzrok czy obecność mi nie przeszkadza, tak przy tym po prostu nie potrafię nic z siebie wykrzesać i jest to demobilizujące, co najmniej, zwłaszcza, gdy czasu ma się określoną ilość i ma się poczucie tego jak bezpowrotnie przecieka on przez palce.

Przy okazji, dodam, że mam już ciekawy pomysł na kolejny wpis ale o tym za jakiś czas, gdy dopną się pewne sprawy.

Jak ktoś ma jakiś pomysł, niech napisze w komentarzu, ew. gdy ktoś ma podobny problem, niech również da znać ;).

Miłego dnia.

 

Quo Vadis?

Będzie bełkot, z góry uprzedzam, więc jeżeli nie przywykłeś do czytania takowych treści - omijaj z daleka. Mam potrzebę napisania czegokolwiek i tak rodzi się kolejny wpis. Czas leci zdecydowanie za szybko, wczoraj user, dziś jr. mod, wczoraj rejestracja na forum a tu okazało się, że za dokładnie miesiąc i jeden dzień (bo tak przewrotnie się zarejestrowałem po dniu kobiet) minie rok. 

 

Nie macie wrażenia, że to wszystko jest cholernie krótkie? Pamiętam jeszcze jak za dzieciaka (kiedyś to było ale było kurła ale było kiedyś) dzień wydawał się taki długi i szło się spać niechętnie. Teraz to wygląda inaczej, często zapychamy sobie czas tylko po to aby nie zostać sam na sam ze sobą a dzień wydaje się długi chyba tylko w przypadku czekania w kolejce w jakimś urzędzie.

Strach pomyśleć jak mogło by wyglądać moje życie, gdybym jakimś zrządzeniem losu nie trafił tutaj, bez tej całej wiedzy, bez znalezienia swoistego wiatru, który pcha do przodu i inspiruje mógłbym nadal dryfować bez celu, suma sumarum - cofać się.

 

Jest dziwna tęsknota za tym co było a jednak w głębi duszy wiem, że to tylko moje idealizowanie, moje "uwznioślanie" czegoś, co wcale wzniosłe nie było. To takie trochę smutne, gdy bajka okazuje się tylko bajką i trzeba wracać do rzeczywistości. Wrócić trzeba, inaczej życie samo brutalnie nas sprowadzi do parteru. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje gorsze momenty, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, wtedy trzeba powalczyć o swoje. Piszę banały w tej chwili.. gdybym jednak miał rejestrować swoje myśli na bieżąco, to mniej więcej taki potok w tej chwili wychodzi.

W sumie, potok nie oddaje tego co mam w tej chwili w głowie, lepszym pojęciem byłby: wodospad, np: Niagara, piękny i niebezpieczny.

 

Niestety (a poniekąd stety) jestem empatyczny, wydaje mi się, że dość bardzo. Taki typ refleksyjny trochę. Apropo refleksji, zerkając na liczbę wyświetleń tego "bloga" jestem zaskoczony. Nie myślałem, że będzie tego aż tak dużo ;). Z ogłoszeń parafialnych: wracam jeszcze w tym tygodniu na siłownię po małej przerwie (czas się uziemić), trochę lenia złapałem, kwestia miesiąca i znów się wkręce. Moja prośba do Ciebie, jeśli to czytasz i masz w głowie jakiś fajny kawałek, który nada się w celu treningowym, wrzuć w komentarzu.

 

Muzyka do wpisu:

Piękny głos w refrenie w sam raz na dobranoc. Dobrej nocy wszystkim ;).

 

 

Quo Vadis?

Aktualizacja 1.1

Trochę mnie nie było więc pora uzupełnić co nieco, po pierwsze bardzo mnie ucieszyła wczorajsza ezoteryczna audycja i to aż godzinka a więc od razu konkretnie. Po drugie, skłoniła do ponownych przemyśleń w kwestiach duchowości a w tej ostatnio zgłębiam nieco tematykę snów. Na widelec wziąłem tym razem pana Jarosława Bzomę, który, żeby było ciekawie: ma wykształcenie medyczne a od jakiegoś czasu zajmuje się śnieniem, które nazwał "progresywnym" (tu nie jestem tej informacji pewny, czy nadal śni czy nie). Ten pan wypuścił 6 tomów pod nazwą "Krajobrazy mojej duszy", ja książek nie czytałem ale obejrzałem długi wywiad, w którym jeden odcinek miał koło godziny a odcinków było 10. Dodatkowo na Taraka.pl jest sporo tekstów pana Bzomy, które też cześciowo przejrzałem. W mojej opinii, możliwe, że jest w tym sporo racji. Zaznaczę od razu, że jestem Januszem ezoteryki, więc proszę się nie sugerować tym co ja piszę, tylko potraktować to jak moją opinię a wyrobić sobie własną. Odkąd porzuciłem KK, moją podstawą wierzeń jest:

- Dusza

- Reinkarnacja

- Bóg/Źródło/Kreator (nazwy różne, chodzi o to samo poniekąd)

 

To co opisuje pan Bzoma na pierwszy rzut oka wygląda jak jakiś mechanizm, skomplikowany, dopiero z czasem poznając znaczenie niektórych pojęć zaczynamy dopiero łapać o co chodzi.

Generalnie zaciekawiła mnie kwestia "łuku wstępującego i zstępującego" to przypomina nieco schody na piętro w sklepie, gdzie jedne prowadzą w dół, drugie w górę. Zakładałem na forum o tym wątek ale wkleję tu odpowiednią ilustrację poniżej:

 

c582uki-wst-i-zst-wg-podwodnego.jpg?w=53

Jak widać znaki od wagi przez skorpiona, strzelca, koziorożca, wodnika i ryby są wstępujące, natomiast znaki od barana poprzez byka, bliźnięta, raka, lwa i panne są zstępujące czyli od oddalające się od Źródła (nazwa Boga wg. Bzomy - wg. niego są pomniejsi bogowie ale o tym proponuję doczytać). O tym łuku pisze również Podwodnyj oraz Andrzej ze Świat Ducha.

 

Przyjrzyjmy się zatem znakowi Bliźniąt, ponieważ ja jestem spod właśnie tego znaku. Cytując Andrzeja:

Cytat

Jak się to pozna, że jest jakiś „łuk zstępujący”,  może się uruchomić Ciało Bolesne, przestrach „gdzie ja podążam!?”, itp.

A to jest cząstka programowania zodiakalnego, które dla Duszy jest autopilotem stale włączonym.
Jeśli się utożsamisz z Duszą, to łapiesz lęk, bo to jest lęk Duszy, a więc i twój, bo się właśnie z nią skleiłeś..

I tak się właśnie w moim przypadku stało, bo przyznam, że po wysłuchaniu i przeczytaniu co nieco ogarnął mnie jakiś strach, ogólnie nieprzyjemne odczucia miałem.

Cytat

Natomiast mając astrologicznie programowany w Duszy łuk zstępujący potrzeba to przekroczyć, transcendować aby w ogóle zacząć iść „w górę”. Dusza sama chce „pożyć w materii” i jeszcze dodatkowo z nawyku chce nabierać sobie przeżyć i karmy, aby się bardziej uziemiać.

Muszę jeszcze doczytać, zajrzę chyba do Podwodnyj'a ale od razu z tego co wkleiłem, widać, że jeśli ktoś się zainteresuje duchowością a jest w łuku zstępującym to może napotkać na różne opory, różne przeszkody, przynajmniej tak to zrozumiałem. Pozwolę sobie jeszcze zacytować fragment, tym razem z tekstu pana Bzomy na Tarace:

Cytat

Podam przykład jak się posługiwać wykresem, podam go na samym sobie. Jestem częścią Świadomości zstępującą w przejawienie. Wielu z was już je opuszcza strumieniem Białych, strumieniem wstępującym. Ja dopiero schodzę, dlatego w snach jestem czarnym. Moją najlepiej rozwiniętą jaźnią jest ta z poziomu atmanicznego i buddycznego. W tym życiu mam za zadanie rozwinąć ciało przyczynowe. Więc je rozwijam podróżując we śnie i pisząc o przyczynach wszystkiego, co uda mi się napotkać na drodze. Niestety, a może stety, zorientowałem się również w przyczynie i w sposobie tego co tu się wyrabia i mam ochotę stąd uciec. Obawiam się jednak, że Świadomość ma to co ja, jako jej margines, chcę w niewielkim poważaniu i wepchnie mnie w koleje życie o stopień niżej. Urodzę się pod znakiem Bliźniąt i będę już tylko chciał wszystko poznać rozumem, bo nie przyjdzie mi do głowy, że można inaczej. Kiedy, jeszcze później, urodzę się pod znakiem Raka, zamiast myśleć będę wszystko odbierał emocjonalnie. Kiedy już o tym wiem, staram się coś z tym zrobić, chcę zawrócić wcześniej. Wiele na to wskazuje, że jest takie przejście. W swoich podróżach napotkałem jednak w swoim przejściu wyjątkowego strażnika. Jakże by inaczej, mitologicznego Byka, który wpadł w furię, kiedy tylko pojawiłem się po jego lewej stronie w przejściu do strumienia białych.

Przekładając to na mój znak, oznaczałoby, że moją najlepiej rozwiniętą jaźnią jest ta z poziomu przyczynowego. Interesująca jest wzmianka o "przejściu" w którym można by ominąć kolejkę i wskoczyć z "czarnych" do "białych". Z ciekawostek, wspomnę o tym, że wg tego pana to co się dzieje w miejscach objawień Maryjnych, to nic innego jak "dojenie" z energii przez pewne byty.

Kolejna ciekawostka, to podpytałem o znaki kilka osób z rodziny i cóż, wydawało by się, że pasuje (ale proszę mi nie wierzyć, możliwe, że mój umysł sobie sam to dopasowuje).

 

Reasumując, bo wątpie by ktoś dotarł aż do końca, jestem zafascynowany moich poszukiwaniem na własną rękę tego co być może istnieje "tam". Będę szukać dalej a różne wnioski, ciekawostki i opowieści będę publikować na blogu pod nazwami "Aktualizacja 1. (i tu kolejna cyfra)." Jeśli ktoś jest ciekawy, mogę podrzucić parę linków w komentarzu, tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia. 

PS. To co opisuje nie jest żadnym pewnikiem i nie wykluczam, że za jakiś czas zmienię swoje zdanie na pewne tematy, cykl wpisów będzie nazywał się aktualizacja, ponieważ będzie to aktualizacja moich dotychczasowych przekonań oraz poglądów.

Quo Vadis?

... wybrukowane dobrymi chęciami.

 

Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy komentują, czytają, to daje mi motywację do dzielenia się swoimi przemyśleniami, spostrzeżeniami czy twórczością. Każdy kto kiedyś coś pisał, publikował wie jakie to miłe uczucie, już nie mówiąc o tym, gdy wpisy, posty, etc są oceniane i odbierane pozytywnie. Mała wazelinka ode mnie i przejdźmy do tego jakże kontrowersyjnie brzmiącego wpisu. No i teraz się zacznie, hejt od nieświadomych i być może jakieś głosy poparcia od tych bardziej świadomych samic.

 

Pewnie każdy z Was pamięta (mówię tu teraz o męskiej części czytających) jak i Was dopadła myśl aby się wyżalić kobiecie (np: przyjaciółce, koleżance) z dręczących z Was problemów, najczęściej mających charakter "miłosny". Otóż, szukając jakiegoś pocieszenia, dobrego słowa czy rady na pewno nie jedna osoba wpadła na tak "genialny" pomysł, co bystrzejsi już po tym wstępie będą wiedzieć do czego zmierzam. Tak, właśnie o to chodzi. O odpowiedzi jakie dostawałeś, o te cenne, złote rady. Pomyślmy, jak mogły by one brzmieć?

 

- Musisz się więcej starać

- Pokaż jej, że ją kochasz

- Kup jej kwiatki/biżuterię/czekoladki

- Zabierz ją gdzieś (restauracja itp klimaty)

- Pokaż jej, że Ci na niej zależy

- Może ma zły okres, Ty chamie, powinieneś wspierać

- I tak dalej, i tak dalej

 

Jeśli zatem czytałeś "Kobietopedię", jeśli choć od czasu do czasu czytasz forum, to wiesz bardzo dobrze, że takie rady (najczęściej z dobrego serca) przyczynią się tylko do pogorszenia sytuacji. Zauważ, że jakbyś nie opisał problemu odpowiedź kobiety streści się w zasadzie w "staraj się bardziej", co jest (jeśli w to uwierzysz i wdrożysz w życie) autostradą do końca relacji.

 

Zacznie Ci bardziej zależeć, będziesz starać się jeszcze bardziej, jeszcze więcej będziesz chciał przebywać z kobietą, jeszcze więcej jej kupować, zabierać - w efekcie zauważysz bardzo ciekawą sytuację, im bardziej Ty będziesz "napierać", tym bardziej Twój obiekt westchnień będzie się oddalać. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że będąc białorycerzem z takich rad korzystałeś i, że dziwnym trafem na dłuższą metę nic one nie dały a zaszkodziły. Trzeba też pamiętać, że póki tkwiłeś w związkowym matrixie to mogły być jedyne rady jakie mogłeś dostać i nie ma co obwiniać osoby płci "pięknej", że doradziła Ci właśnie tak. W końcu kobiety same o swoich potencjalnych partnerach mówią, że: muszą być odpowiedzialni, słodcy, troskliwi, czuli etc (wersja nieco zmienna ale mniej więcej schematyczna) a potem zjawia się jakiś Staszek, co to pije, pali i podbija oczy innym mężczyznom i nagle kobieta nie wiedzieć czemu czuje do niego pociąg. To co świadomie kobieta myśli a co podświadomie czuje to dwie różne sprawy, dlatego rzeczywiście: patrząc logicznie, to co doradzają kobiety "musisz się więcej starać" itd może mieć sens, natomiast biorąc pod uwagę ten podświadomy mechanizm doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie tędy droga. I należy o tym pamiętać, słuchając cudzych rad, zwłaszcza koleżanek czy białorycerskich kolegów oraz przyjaciół tkwiących w tym związkowym matrixie. Właściwie na tym można zakończyć wywód i każdy powinien wyciągnąć właściwe wnioski.

 

PS. Pamiętajmy, że wszelkie skrajności to największe zło jakie możesz sobie wyrządzić, jak we wszystkim - trzeba znaleźć umiar, odpowiedni balans.

PS2. Miłego weekendu :) 

Pozdrawiam

Quo Vadis?

Cześć wszystkim zaglądającym tu w wolnej chwili, pisałem niedawno o tym, że dam znać jak sprawują się niektóre zabawki z tym, co zamówiłem. Miałem okazję już potrzymać w rękach i poużywać sobie "kilka" dni :) Pierwsze wnioski to:

- gumka w ołówku jest po pierwsze mega pożyteczna, po drugie muszę dokupić. Super rzecz, wymazać jakieś niedoskonałości, poprawić coś, niezbędna.

- blender, całkiem okej ale rewelacji nie ma, spodziewałem się czegoś "wow" a tu nic specjalnego, może z czasem nabiorę innego zdania

- wiszery, przydatne, rozcierają lepiej i mocniej niż patyczki do uszu, to pierwsze co mi się rzuciło w oczy, minusem jest to, że potrzebna jest do nich temperówka bądź papier ścierny

- burnisher, do tej pory nie rozgryzłem ale też za długo nad nim nie siedziałem, póki co leży i ładnie wygląda

- ołówek 9B, fajny, spodobał mi się, dobrze, że od razu kupiłem dwa :) 

Pomyślałem, że fajnie by było dokupić jeszcze jakieś kredki, najlepiej jakąś czarną, kilka ołówków, bo szybko się kończą, jakieś koszulki na prace i może segregator, ew. teczkę, gdzie bym to wszystko gromadził. Za namową pewnego artystycznego usera założyłem sobie konto na insta, podesłałem paru osobom, ledwie parę osób mnie obserwuję ale też za wiele tam nie ma, mimo wszystko to fajne miejsce do gromadzenia prac, choć zdjęcia a praca w rzeczywistości czasem się różni.

Wklejałem ostatnio na forum w swoim temacie pracę, teraz nałożyłem trochę cienia i wygląda to mniej więcej o tak:

9e5f64813818f.jpg

 

Pierwszy raz rysowałem włosy i co ważne, musiałem podkładać kartkę pod rękę aby nie brudzić tego wszystkiego, bo o to przy miękkich ołówkach nie jest trudno :) Myślę, że wyszło całkiem ok, w wolnym czasie jeszcze sobie to dopracuje. Staram się też wyrobić w sobie nawyk i dlatego codziennie choć na chwilę zasiadam przy biurku i coś próbuję zdziałać.

Metoda kratkowania jest niezwykle przydatna a ja często z niej korzystam. W końcu chodzi o to, by tego zwyczajnie nie przerysować ze zdjęcia a własnymi umiejętnościami i z niewielką pomocą mniej więcej odwzorować coś, zachowując w tym cząstkę siebie. Swoją drogą, natrafiłem na fajną muzykę podczas tworzenia:

Bardzo pozytywna, polecam przesłuchać :) Miłego wieczoru wszystkim.

Quo Vadis?

Mamy nowy, miejmy nadzieję jeszcze lepszy od poprzedniego roku - 2018! A skoro już wszyscy wytrzeźwieli i odchorowali to pora na małą refleksję i zastanowienie się: co mogę i chciałbym zmienić w swoim życiu, by było dla mnie lepsze i żebym wykorzystał jakoś ten pędzący z prędkością Ferrari czas. W moim przypadku od kilku ostatnich dni męczyła mnie myśl rozwijania pasji, dlatego też właśnie wczoraj pozwoliłem sobie zamówić parę przyborów przydatnych do szkicowania, nic wielkiego, troche na wypróbowanie i jeśli się sprawdzą to następnym razem zamówię wiecej.

 

Lista zakupów jest skromna i obejmuje między innymi: wiszery, blender, gumkę w ołówku, ołówki 9B, jakiś cienkopis o grubości 0.1mm i coś jeszcze, nie pamiętam na chwilę obecną. Z niecierpliwością oczekuję tej przesyłki i czekam aż będę mógł wypróbować to wszystko w praktyce. W międzyczasie kończę książkę pani B. Edwards o szkicowaniu, żeby nabyć trochę wiedzy teoretycznej, której mam mało na ten temat. Dodatkowo postanowiłem, że książek o szkicowaniu, rysowaniu przeczytam jak najwięcej. Natrafiłem też na kilka blogów o tym mówiących plus wbiłem do grupy tematycznej na FB. Myślę, że to wszystko to kroki postawione w dobrym kierunku i z czasem zaczną przynosić mi różne profity, choćby w umiejętnościach i obeznaniu tematu.

 

Oprócz szkicowania, rozwijam również drugą pasję - trening ciała na siłowni. W końcu pękło 40cm w ramieniu (drugie mam odrobinę mniejsze ale to bardzo częsta przypadłość). Patrząc na swoje ciało znalazłem kolejne elementy do przetyrania i skupienia się na nich: nogi oraz barki, ponieważ uważam, że mimo już sylwetki w kształcie V mam zbyt małe barki, nogi również pasowało by wymęczyć aby nie zaczęły odstawać od większych (docelowo) barków. Liczę, że uda mi się zrobić stojaki pod sztangę do przysiadów i masa nóg powinna ruszyć. Mało brakowało a bym zapomniał - dziennik treningowy na forum, trochę olałem wpisywanie, co nie oznacza, że nie trenuję, jest tak jak w DT - 4 x w tygodniu, 2x shotgun i 2x specjalizacja (ramiona).

Z ciekawostek - zakupiłem witaminę D3, stosuję od jakiegoś czasu i wydaje mi się, że efekty jakieś widać ale z osądem jeszcze poczekam, mam jeszcze białeczko zakupione podczas Black Friday (Janusz zakupów) i kończącą się kreatynę, którą będę musiał niedługo dokupić, tym razem zdecydowanie w wersji bezsmakowej.

 

Jeśli chodzi o kobietki i relacje damsko - męskie to zrobiłem się troszkę wybredny i kręcę noskiem jak księżniczka, zazwyczaj zbywam Panie (albo one mnie :D) i nie mam jakiegoś parcia na to, by koniecznie wchodzić w kontakt z samicami. Oczywiście rodzina mówi swoje, ja swoje i tak jak pies z kotem żyjemy ale radzę sobie. Z moich spostrzeżeń (w rodzaju siódmym dniem tygodnia jest zawsze niedziela :o) zauważyłem, że kobiety, uchodzące wszem i wobec za romantyczne, niebiańskie oraz eteryczne istotki są.. bardzo dalekie od duchowości. Mało tego, one od tej duchowości odciągają innych, przykładowy dzień z samicą to przecież: serial rano, zjeść, zakupy, zjeść, serial wieczór, seks (lub nie), spać i nie ma czasu na nic więcej. Uogólniam, zdaję sobie z tego sprawę ale to nieuniknione, gdy mówi się o większości.

 

Sprawy duchowe, odejście od KK, poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, medytacja, słuchanie różnych nagrań (synchronizujących, nagrań z afirmacjami) - tak to wygląda w tej chwili. W wolnym czasie zdarza mi się zajrzeć na Swiatducha i poczytać to o czym pisze A. Kluza. Myślę, że tu nie będę za wiele zmieniać i pozostawię tą kwestię i poczekam jak się rozwinie.

 

Co jeszcze? Poszukiwanie lepiej płatnej pracy - i tu bardzo ważna sprawa, z chwilą, gdy taką znajdę prawdopodobnie będzie to równe zmianie miejsca zamieszkania i co za tym idzie, kolejne decyzje i zmiany w moim życiu, miejmy nadzieję, że na lepsze. Myślę też nad zapisaniem się na jakieś sztuki walki, chodzi mi po głowie głównie: boks lub kickboxing, sam nie wiem jak to wyjdzie.

Poszukiwanie i udoskonalanie własnego stylu (mowa o ubiorze) trwa, do tej pory widzę zmiany na plus, mam nadzieję, że kolejne będą równie udane. Lubię styl elegancki, koszule, zegarki, fajne buty, perfumy to jest coś co mi się podoba i będę starał się inwestować jakieś pieniądze w swój wizerunek. Problemem może być to, że ćwiczę a więc waga wiecznie rosnąć nie będzie a mała redukcja nadchodzi już wielkimi krokami - czyli problem z rozmiarami ubrań mnie czeka.

 

Żywienie - tu jest pole do poprawy, uwielbiam słodycze i fastfoody i o ile tych drugich spożywam mało, to jednak słodyczy jest w moim życiu zdecydowanie za dużo. Planuję to ograniczyć, myślę też nad ograniczeniem spożycia kawy, bo jestem od niej chyba uzależniony. Będzie ciężko ale myślę, że dam radę, bo miałem już raz możliwość ograniczenia zarówno słodyczy jak i kawy. Udało mi się to ale z czasem przestałem się kontrolować i stare, złe nawyki wróciły.

 

Podsumowując, to miejsce było motywatorem i inspiracją dla wielu pozytywnych zmian w moim życiu. Liczę na to, że tak będzie nadal. Jestem tu od marca i cieszę się, że postanowiłem się tu zalogować, to była jedna z lepszych decyzji jakie podjąłem ;) Pamiętajcie, że to jakimi ludźmi się otaczacie pcha Was (lub nie) do sukcesów a te miejsce jest pod tym wzgledem specyficzne. Dużo życzliwości, dobrej energii (ostatnio też dużo trolli :() i chętnych do niesienia pomocy Braci sprawia, że wciąż się dziwię, czemu jeszcze nie jesteśmy na 1 miejscu w Polsce, jeśli chodzi o fora. Być może to niedługo też ulegnie zmianie i cytując klasyka "oddajcie cesarzowi co cesarskie" nastąpi zmiana na podium. Serdecznie pozdrawiam!

 

Juz%CC%87-nied%C5%82ugo-nowy-rok.jpg

PS. WYTRWAŁOŚCI W POSTANOWIENIACH!

Quo Vadis?

Witam wszystkich bardzo serdecznie w ten świąteczny wieczór, mam nadzieję, że humory dopisują a brzuchy urosły do rozmiarów piłki (co najmniej :D), Sylwester spędzony w jakikolwiek sposób będzie udany i rozpocznie kolejny, dobry a może i lepszy rok od powoli już odchodzącego w niepamięć 2017, czego wszystkim czytającym z całego serca życzę.

 

Temat, który chciałbym dziś poruszyć jest nieco kontrowersyjny i ciężki, bo mowa będzie o.. religii. Na świecie jest mnóstwo religii, tych głównych, najbardziej popularnych jest 5 a mianowicie:

- chrześcijaństwo

- islam

- judaizm

- buddyzm

- hinduizm

islamizacja-tabela-1.jpg

 

Na tabeli, którą zamieściłem wyżej widać doskonale jaki % populacji stanowią chrześcijanie, muzułmanie itd, widać też przewidywany wzrost wśród wyznawców danych religii w okresie od 2010 do 2050 roku. Co może niepokoić, to fakt, że islam zrówna się pod względem liczebności z inną bardzo dużą religią: chrześcijaństwem. Walka o pozycję nr 1 może być i prawdopodobnie będzie bardzo, bardzo krwawa. Zaraz, zaraz..walka? Słowo walka w wątku religii tzw. pokoju brzmi tak dziwnie jak wizyta prostytutki w przedszkolu. Jaka walka? Dwie religie "pokoju" walczą? Wydaje się to dziwne, w końcu islam to religia pokoju a chrześcijaństwo mówi o nadstawianiu policzka, to jak to w końcu jest? Zmieńmy punkt widzenia i spójrzmy na tą walkę jako na walkę dwóch gigantycznych korporacji. Lepiej pasuje, prawda? Tam też pod przykrywką "dobra ludzkości" trwają walki o każdego klienta, o wypromowanie swojego produktu dla jak najszerszej rzeszy ludzi. Teraz nikt się nie dziwi, że między korporacjami trwa walka o zasoby, nie tylko ludzkie, finansowe również. Jest takie średniowieczne przysłowie, które brzmi:

Cytat

Religia tworzy bogactwo, ale bogactwo zjada religię

I to prawda, że bogactwo religię niszczy, nie trzeba chyba nawet przedstawiać przykładów z rodzimego podwórka jeśli chodzi o KK i bogactwo poszczególnych "pasterzy". Schodząc na chwilę z głównego tematu, czy nie uderza w Was hipokryzja KK odnośnie ubóstwa? ;) Genialnym przykładem jest siedziba samego papieża. Wracając do wątku, nie starczyło by czasu by opisać wszelkie sytuacje, gdy ludzie wierzący przepisują wszystkie swoje dobra na Kościół, droga zapłata za cenę życia po śmierci, do tego zapłata za coś co być może nie istnieje. Tylko teraz zastanówmy się, czy Bóg, czyli Twój Stwórca, czy ON wymagałby od Ciebie pieniędzy (czegoś stworzonego przez człowieka) po to abyś trafił do Niebiańskiego Raju? A może te pieniążki, posiadłości i inne dobra są potrzebne komu innemu? Ano właśnie, dobrze kombinujesz. A KK pod tym względem ma wyjątkowo lepkie łapki, wystarczy wspomnieć choćby o odpustach.

Odpust to darowanie kary za grzechy, za grzechy, które jak twierdzi Kościół czynisz! Jakie można mieć grzechy? Hmm.. zjedzenie mięsa w piątek, przeklinanie, masturbacja (tak, Ty podły zboczeńcu fapiący do pornoli albo o zgrozo uprawiający przedmałżeński seks! Ty pieprzony bezbożniku!). Człowiek, który "zgrzeszył" czuje się źle i wtedy kupuje produkt, który sprawi, że poczuje się dobrze. Logiczne, proste a jednak wciąż dla wielu nie do przyjęcia! 

Cytat

Wystarczyło bowiem kupić list odpustowy za siebie lub nawet za zmarłego, by skrócić męki w czyśćcu. Odpust stawał się więc coraz bardziej wygodnym źródłem dochodów. Wszystko kręciło się wokół liczb. Zbawienie dusz sprzedawano w różnych cenach i rachowano prawie jak na jarmarkach. W tym wszystkim zagubiono podstawowy warunek uzyskania odpustu, czyli stan rzeczywistego odwrócenia się od grzechu. Liczył się bilans zysków i strat. W dodatku, w 1515 r. papież Leon X odnowił odpust rozpisany przez Juliusza II, by zdobyć pieniądze na budowę bazyliki św. Piotra w Rzymie.

https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/pk201307_odpust.html

 

Mówimy o korporacjach, o zakazach, o nakazach, o pieniądzach a gdzie się podział najważniejszy element? Gdzie się podział w tym wszystkim Bóg? I dlaczego każda religia uparcie sugeruje a czasem nawet mówi o tym wprost, że tylko ona ma monopol na prawdę? Na odnalezienie Boga? Coś tu definitywnie śmierdzi, zwłaszcza, że religii jest mnóstwo i każda twierdzi podobnie.

Pokazałem na przykładzie KK, że korporacja i religia to w zasadzie jedno i to samo, można śmiało założyć, że Kościół jest bardzo starą korporacją. I dochodzimy powoli do sedna.

 

Wspomniałem o tym, że każda religia albo znaczna większość z nich (nie sposób poznać wszystkich religii i ich odłamów, jest zbyt wiele tego) twierdzi, że tylko ona ma monopol na kontakt z Bogiem, do tego każda religia uważa, że inne religie są gorsze, że trzeba je zniszczyć i nie myśleć, nie zastanawiać się tylko zniszczyć, spalić, zdeptać. Tu każdemu powinna zapalić się czerwona lampka i zawyć w głowie donośnie syrena. Uważaj! Pisałem już na forum o tym kilkakrotnie - każda skrajność jest zła, co widzimy w moherowych beretach czy wybuchających fanatykach islamu.

Zadajmy sobie jedno bardzo ważne pytanie, czy przypadkiem Bóg nie jest tylko jeden? Bóg jest, istnieje, to element wspólny religii, pójdźmy więc dalej, jeśli jest jeden Bóg a religii jest mnóstwo, to która z tych religii jest słuszna? Chrześcijanin powie, że jego, muzułmanin, że jego, Żyd, że jego itd, który ma rację? Po co były Krucjaty, po co teraz trwa dżihad? Po co było wiele zabójstw na tle religijnym? Po co ta cała walka o dominację? Dla Boga? Dla Istoty Najwyższej miało by być istotne, że ktoś zjadł mięso w piątek czy ktoś spożył wieprzowinę?  Jeśli wszystko weźmiemy do kupy, to okaże się, że tak naprawdę w religiach jest niewiele Boga, żeby nie powiedzieć, że niektóre na niego wręcz zamykają.

 

Śmiało można postawić tezę, że obojętnie, które religie nie znalazłyby się na miejscu tych dwóch największych to wszystko przebiegało by tak samo. Niektórzy twierdzą, że bez religii ludzie zachowywali by się jak zwierzęta, że panowała by rozpusta, morderstwa, gwałty. Macie deja vu? Ja tak, bo mimo wielu religii, bo mimo przyjścia Jezusa, Mahometa i wielu innych nadal to wszystko się dzieje, dlaczego niby bez religii miało by być gorzej? Jest wiele sposobów na kontakt z Bogiem, nie trzeba wcale na to wydawać pieniędzy i zapisywać domów czy się wysadzać. Korporacje wtłoczą Ci, że przy Crunchips jest impreza, w KK, jeśli wierzysz, po śmierci zmartwychwstaniesz a w islamie, że będą po śmierci na Ciebie czekać dziewice, przecież to wszystko jest jedną, wielką marketingową papką, byś wybrał ich a nie konkurencję a najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że na tym tle zgineło wiele istnień, bezrefleksyjnie przyjmujących za pewnik to o czym ktoś kiedyś napisał w jakiejś książce, która była przepisywana miliony razy. Mam nadzieję, że to zmusi co niektórych właśnie do refleksji.

Serdecznie pozdrawiam ;) 

 

 

Quo Vadis?

Potraktuję dziś czytelników wpisem o czymś zgoła innym niż do tej pory, bo chciałbym dziś rozwinąć wątek kreatyny w kontekście odporności naszego organizmu. Mamy dziś poniedziałek, lekko ponad tydzień temu zacząłem suplementować kreatynę, mam też jeden trening więcej niż do tej pory. To wszystko poskutkowało tym, że od wczoraj ciągam nosem. Dzisiejszego dnia jest jeszcze gorzej niż wczoraj, widocznie złapałem lekkie przeziębienie. Może to przypadek, może to UFO a może  ja jestem wariatem ale nie da się nie zauważyć, że jest trochę podobnych opinii o tym suplemencie w internecie. Jakiś czas temu również brałem kreatynę i brałem ją w okresie letnim i nie zauważyłem po niej takich skutków ubocznych, być może na to, że jestem teraz przeziębiony złożyło się kilka czynników, np: pogoda, słabsza odporność, cięższe treningi. Ciężko wyrokować, przedstawię kilka ciekawszych opinii z otchłani internetu:

Cytat

Kreatyna zwieksza zdolność do pracy mieśniowej, w efekcie czego jesteśmy w stanie prowadzić bardziej intensywne treningi. Zwiekszenie intensywnosci ćwiczeń pociąga za sobą nasilenie procesu katabolizmu mieśniowego. Powstają mikrourazy i rozwija sie stan zapalny. Wzmaga się wówczas aktywnosć układu odpornościowego w obrębie uszkodzonych tkanek co może powodować spadek aktywnosci komórek obronnych w innych rejonach organizmu. Z tego tytułu w okresie stosowania kreatyny ważna rolę odgrywaja substancje o działaniu antykatabolicznym, szczególnie HMB i glutamina 

&

Cytat

Nie wiem czym to jest spowodowane ale jestem praktycznie pewien ze kreatyne wpływa na zmniejszenie odporoności.Większość chłopaków gdy jest na kreatynie coś łapie.Jak jest to zwykły katar to nie jest źle ale jak sie zachoruje na grype lub angine to praktycznie cykl zepsuty...Teraz jestem na kreatynie i po prostu staram sie "dbać o siebie"- to chyba jedyne wyjście.

link: http://www.sfd.pl/Czy_kreatyna_osłabia_-t125256.html

 

Cytat

Choć negatywny wpływ samej kreatyny na odporność immunologiczną nie jest potwierdzony, to teorie o jej immunosupresyjnym potencjale krążą po siłowniach i forach sportowych. Faktycznie, grypa czy przeziębienie w trakcie trwania cyklu keratynowego zdarzają się dość często, zwłaszcza w tzw. okresach przejściowych, którym towarzyszą gwałtowne zmiany warunków atmosferycznych.

&

Cytat

Reasumując: infekcje górnych dróg oddechowych zdarzają się często, jak na złość, w okresie stosowania preparatów kreatynowych. Kwestia dotycząca przerwania / kontynuowania cyklu keratynowego zależy od rodzaju choroby i nasilenia objawów, które jej towarzyszą. Łagodne przeziębienia nie stanowią okoliczności nakazującej zaprzestania stosowania kreatyny czy odpuszczania treningów, grypa i angina natomiast - już tak.

link: http://potreningu.pl/articles/350/choroba--w-trakcie-cyklu-kreatynowego

 

Jak widać nie jest to już tylko jakaś teoria spiskowa, krążąca po siłowniach i domach osób trenujących. W tym wszystkim jest więcej niż ziarnko prawdy, w końcu jak zauważył autor artykuł z potreningu "jak na złość w okresie stosowania preparatów kreatynowych" zdarzają się infekcje. Jak na złość, czyli w jakiś sposób kreatyna wpływa na naszą odporność. Teraz jestem tego wręcz pewien. Wracam do zdrowia, może na lekkim przeziębieniu się skończy ;) Pozdrawiam serdecznie.

 

Quo Vadis?

Wiem, że nic nie wiem - bo to dosłownie oznacza łacińska sentencja w tytule, to postawa, która zachęca nas do zadawania pytań i szukania na własną rękę. Nie do końca wiadomo czy autorstwo tych słów można przypisać samemu Sokratesowi czy też Platonowi, w każdym razie, w żadnym z jego dialogów (Sokratesa) nie pada takie zdanie, jest natomiast teoria mówiąca o tym, że to ujęcie jego dłuższej wypowiedzi z "Obrony". Wracając do głównego wątku, chciałbym zadać Ci czytelniku jedno pytanie: ile razy bezkrytycznie przyjmujesz do wiadomości pewne informacje? Czemu nie starasz się szukać i odkrywać? Czemu nie zadajesz pytań i nie próbujesz na nie odpowiedzieć? Nie mów nic, tak jest znacznie łatwiej bo zdecydowana większość ludzi idzie na łatwiznę. Schody zaczynają się wtedy, jeśli założymy, że tak naprawdę nic nie wiemy, co nie mija się z prawdą. Człowiek zapędza się w kosmos, choć nie ma pojęcia jak wygląda jądro Ziemii (są tylko teorie), nie zbadał dokładnie oceanów, w amazońskich lasach są wciąż odkrywane nowe gatunki zwierząt. Okazuje się, że niektóre organizmy są w stanie przetrwać w skrajnych warunkach, co też rzuca nowe światło na życie pozaziemskie. Codziennie dowiadujemy się coraz to nowych informacji o otaczającym nas wszechświecie, lecz mimo to, niektórzy nadal będą twierdzić z uporem maniaka, że wiedzą lepiej. Przypadłość Januszy? Niekoniecznie. Sokrates nigdy nie twierdził, że jest mądry, nie założył, że ma monopol na jedyną i słuszną prawdę. Określał się "poszukiwaczem prawdy". I ta koncepcja jest mi niezmiernie bliska. Najważniejszym krokiem w tej drodze jest uświadomienie sobie właśnie, że tak naprawdę nie wiele, że NIC nie wiemy, gdy to nastąpi i odrzucimy różne twierdzenia i założenia, możemy starać się dochodzić do prawdy poprzez rozumowanie indukcyjne. Prawda, jaką odkryjemy, będzie uniwersalna. Zainspirowany Markową audycją, która wyszła na dniach zachęcam do właśnie takich poszukiwań, swoją drogą nie bez kozery mam nick: Quo Vadis?. Serdecznie pozdrawiam wszelkich entuzjastów tego filozofa ;) 

PS. Zdejmij choć raz te klapki z oczu i staraj się spojrzeć inaczej na wszystko, czyż zanim nie trafiłeś na forum Marka nie sądziłeś, że kobiety to efemeryczne istoty duchowe z wyższych gęstości, że bliskość z nimi (i w nich) da Ci wieczne szczęście, spełnienie i mityczną szklankę wody? Kolejne pytanie, które pozostawię bez odpowiedzi.

PS2. I znów ta godzina, chyba mnie prześladuje - dochodzi pierwsza. :rolleyes:

 

Quo Vadis?

Muzyka łagodzi obyczaje

Muzyka łagodzi obyczaje

Spokojny jesienny wieczór, cisza w domu i lecąca leniwie muzyka w słuchawkach. Chwila, która mogłaby trwać znacznie dłużej, gdyby nie to, że obowiązki nie pozwalają na siedzenie do późna w nocy. Muzyka uspokaja, muzyka relaksuje, muzyka łagodzi obyczaje jak zwykł mawiać Jerzy Waldorff. No właśnie, co z tą muzyką? Jest wiele pozytywnych aspektów, które przedstawiam niżej:

 

Korzyści płynące z jej słuchania

  1. Badania dowodzą dobroczynny wpływ na organizm człowieka
  2. Istnieją terapeutyczne korzyści ze słuchania muzyki (nie musi być pozytywna)
  3. Pomaga wcześniakom
  4. Pomaga w łagodzeniu bólu
  5. Granie na instrumentach = rozwój umiejętności motorycznych
  6. Pozwala kontrolować wagę
  7. "Efekt Mozarta" - lepsza nauka podczas słuchania muzyki
  8. Jesteśmy stworzeniami muzycznymi ("Muzykofilia" - dr O. Sacksa)
  9. Pozytywnie oddziałuje na poziom interleukiny -1
  10. Pomaga starszym ludziom

 

Muzyka a osobowość

Nie od dziś wiadomo, że nasze gusta muzyczne odzwierciedlają naszą osobowość. Istnieje nawet powiedzenie "Powiedz mi, jakiej muzyki słuchasz a powiem Ci, kim jesteś". Ciekawe badanie przeprowadzono w 2010r w Curtin University w Australii, na jego podstawie zależności między muzyką a osobowością przedstawiają sie w następujący sposób:

Cytat

rap/ hip-hop: wysoka samoocena, towarzyski, nie bardzo przyjazny środowisku;
heavy metal: łagodny, niska samoocena, powściągliwy, dobrze czuje się we własnej skórze;
Indie Rock: niska samoocena, kreatywność, leniwy, uparty;
muzyka elektroniczna/taneczna: towarzyski, uparty, otwarty, kreatywny;
muzyka klasyczna: wysoka samoocena, introwertyczność, wysokie zarobki, przyjazny środowisku;
pop: wysoka samoocena, pracowity, towarzyski, niska kreatywność, nerwowość.

Inne badania, tym razem z roku 2007 wyjaśniły, że muzyka jest powiązana z 3 funkcjami psychologicznymi:

- pomoc w poprawie wyników (ćwiczenia fizyczne)

- stymulacja ciekawości (skłania do przemyśleń)

- wspomaganie w osiągnięciu danej emocji (smutna muzyka podczas rozstania, wesoła podczas zabawy itp)

Wracając jeszcze do tezy z tytułu mojego wpisu chciałbym przytoczyć wyniki badania dotyczące właśnie tego sformułowania:

Cytat

najlepiej spisały się ulubione utwory badanych osób – podczas ich słuchania testosteron u mężczyzn spadał aż o połowę. U kobiet z kolei wzrastał, przy czym tutaj muzyka jazzowa działała równie dobrze jak ulubione utwory.

(Panowie - nie dawajcie swoim kobiet słuchać ich ulubionych utworów, nie ważne czy to będzie Ania Dąbrowska, Indila czy Quebonafide ;))

 

Moje odczucia

Osobiście słucham muzyki praktycznie kiedy tylko mogę, mam płyty z ulubionymi utworami w aucie, mam dosyć długą playlistę na odtwarzaczu w smartfonie, do tego dochodzi YT, internetowe radia. Jestem nieco sfiksowany na jej punkcie, osobiście z gatunków są mi bliskie: rock, rap, klasyczna. Oczywiście, to nie oznacza, że zamykam się tylko na nie, bo właśnie to jest piękne, że w wielu gatunkach możemy odnaleźć coś, co będzie grało w naszej duszy. Moim zdaniem należy być otwartym i pozwolić się wsłuchać w melodię, rytm, tekst (jeśli jest) i klimat jaki wytwarza podczas słuchania. I tak podczas "Autumn Overture" Kiseleva możemy oddać się refleksji, zamyślić się i pozwolić sobie odpłynąć słuchając pięknych a zarazem smutnych dźwięków przeszywających nasze uszy, muzyka zdecydowanie dla osób z pewną dozą wrażliwości, potrafiących wczuć się w ten klimat:

Przy Green Day "Still Breathing" z początku możemy mieć wrażenie, że muzyka jest lekko leniwa, na szczęście szybko przekonujemy się, że tak nie jest a utwór niesie ze sobą wiele energii:

Możemy zatopić się w nieco posępnym, agresywnym "Lose Yourself" Eminema

Czy też w pozytywnym "Can't Hold Us" 

Jest też piosenka mówiąca poniekąd o tym o czym często rozmawiamy na forum "Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą" Lady Pank (wsłuchać się w tekst!)

 

I to już koniec...?

Tym sposobem dotarliśmy do końca mojego wpisu ;) Zachęcam do umieszczania swoich 5 ulubionych utworów i dyskusji na tematy muzyczne. Znów 1 w nocy :rolleyes: to już chyba się staje tradycją podczas dodawania moich wpisów, kończę więc dla odmiany znacznie dłuższy wpis i serdecznie pozdrawiam osoby czytające.

 

Źródła, z których korzystałem:

http://jakzdrowozyc.pl/czy-muzyka-lagodzi-obyczaje/

http://natemat.pl/136099,powiedz-mi-jakiej-muzyki-sluchasz-a-powiem-ci-kim-jestes

https://portal.abczdrowie.pl/10-korzysci-z-muzyki-z-ktorych-nie-zdawales-sobie-sprawy

 

Quo Vadis?

Gdzie szukać Boga? Jak można i czy w ogóle da się go odnaleźć? Każda religia nieco inaczej go postrzega ale większość z nich definiuje Boga jednoznacznie jako coś dobrego, czy tak jest rzeczywiście? Zastanówmy się nad tym tematem z nieco innej perspektywy, z perspektywy, w której nie ma miejsca na żadną z religii. Zacznijmy od początku a zatem od stworzenia wszechświata. Kto wierzy, że wszechświat powstał spontanicznie, ręka w górę! Hm, no właśnie, niewiele jest opinii twierdzących, iż stało się to ot tak. Trzeba być ignorantem, żeby nie zauważyć, iż wszechświat a na pewno nasza planeta została stworzona dla... ludzi. A skoro coś zostało stworzone pod nas, to musi być jakiś konstruktor naszego świata? W końcu wiele czynników tak "przypadkowo" nałożyło się na siebie, że krążymy na tyle blisko słońca, że planeta nie zamarza oraz na tyle daleko, że nie topniejemy pod wpływem gorąca i tak dalej. Chciałbym też zauważyć pewną rzecz, pewien schemat: załóżmy, że jesteś Bogiem, konstruktorem, masz kilka jajek. Umieszczasz je w ciepłym pomieszczeniu, gdzie lampy pod wpływem konkretnej, ODPOWIEDNIEJ temperatury podgrzewają je przez cały czas, aż do wyklucia. Rodzi się życie. Ty jesteś konstruktorem, zatem wiedziałeś wcześniej, że będą one potrzebować do życia: wody, tlenu oraz jedzenia. To wszystko zapewniłeś im w miejscu ich wyklucia (narodzin). Proces się zaczyna, pierwsza para po osiągnięciu dojrzałości zaczyna się namnażać, to wszystko trwa i trwa. Jesteś konstruktorem, zatem wiesz, że nie może być ich za dużo, bo zabraknie jedzenia lub wody. Mają zatem one ustaloną długość życia, są tam choroby, są też drapieżniki, które likwidują ich nadmiary, są też przypadki czysto losowe, które powodują, że populacja się kurczy o jednego czy kilku mniej uważnych samców, bądź samiczek. Wszystko działa niczym jeden, wielki, wspaniały mechanizm. Czy już rozumiesz do czego dążę? W świecie bez konstruktora jest nikłe prawdopodobieństwo, że coś takiego by zaszło, nie trzeba być Einsteinem, by domyślać się, co by się stało, gdyby kurczęta z mojego, nieco ogólnego przykładu narodziły się w miejscu, gdzie jest np: sama ziemia, sama woda czy gdzie jest na tyle dużo drapieżników, że były by one zjadane jeszcze przed tym zanim się narodzą. Przykład ten przytoczyłem nieprzypadkowo. Wróćmy do naszej Ziemii i przyjrzyjmy się jej, jak już wcześniej napisałem, moje założenie jest takie, że została ona stworzona pod nas, pod ludzi a więc co następuje: jesteśmy takimi kurczakami dla naszego Hodowcy, Konstruktora, Boga. Często słyszymy: widziano UFO, widziano jakieś spodki, widziano to i owo, wzmianki o tym są w legendach, podaniach, starych księgach. Postawię tu tezę, która będzie bardzo myślę - niepopularna i też wydaje mi się, że mało osób założy, że coś takiego ma miejsce, w każdym razie: co jeśli, to wszystko ma jakieś powiązanie? Co jeśli Ci, nazwijmy ich bogowie z niebios są naszymi konstruktorami a my, niczym zwierzęta hodowlane tkwimy w pewnym obszarze dla nas zarezerwowanym? Dużo pytań, odpowiedzi mało. Pójdźmy jeszcze dalej i zastanówmy się, no bo skoro nawet to było by prawdą o czym piszę, to skoro ich (konstruktorów) jest tak dużo, to kto stworzył ich? Spirala się nakręca. Oczywiście nie odpowiem na to pytanie, nie wiem również czy moje założenia choć w minimalnym stopniu pokrywają się z prawdą, bo skoro ten mechanizm jest tak skomplikowany, to być może nie potrafimy i nie będziemy potrafić jako ludzie objąć go rozumowaniem. Zwyczajnie jesteśmy za głupi, by to pojąć. Miało być bez religii ale nie da się na zakończenie nie wspomnieć o pewnej istotnej kwestii: teoria superstrun zakłada istnienie 10 wymiarów, o 10 wymiarach pisano już w Wedach. Jest jeszcze wiele innych "odkryć", których współczesna nauka nie uznaje lub nie uznawała ale po czasie okazuje się, że te starożytne bajki są..prawdą. Ludzkość już kiedyś wiedziała więcej niż obecnie wiemy na tematy duchowe i nie tylko. Odkrywamy swoje starsze odkrycia. To wszystko już wiedzieliśmy. Pytanie jakie należy sobie postawić w tej sytuacji: dlaczego o tym zapomnieliśmy? Co z tą wiedzą, która jest na wyciągnięcie ręki a nadal jest wyśmiewana? Dlaczego tylko nieliczni drążą ten temat? Wątek jest cholernie szeroki i właściwie nawet nie przybliżyłem się do odpowiedzi o tym, gdzie tego Boga znaleźć ale mam nadzieję, że dałem co nieco do myślenia ludziom czytającym mój wpis. Nie jestem tu od decydowania o tym, co jest prawdą, a co nią nie jest. Stawiam tylko pytania, na które każde z nas, powinno sobie odpowiedzieć samemu. Wytrwałym dziękuję za doczytanie do końca i zachęcam do zgłębiania tematu na własną rękę.

 

Quo Vadis?

Napastnik otworzył ogień do wiernych w kościele w USA, Lewandowski przejdzie badania, stres zabija, Anna Mucha straciła bliską osobę itd... Ze wszystkich stron atakują nas krzykliwe nagłówki, samo odtwarzające się filmiki wideo, burzliwe i sensacyjne newsy, nowe odkrycia, nowe badania. Amerykańscy naukowcy odkryli, że.. wszyscy wierzą amerykańskim naukowcom? Jednego dnia pomidory są zdrowe, drugiego już nie. Wychodzą badania podważające inne badania, które podważały jeszcze wcześniejsze badania o tym, że badania o badaniach zostały zbadane przez tych samych badaczy, którzy badali inne badania, z których wynikło, że tamte badania potwierdzały słuszność tych badań.. Dobra, STOP. Myślę, że i Wam już starczy tego bełkotu, bo tak właśnie zatytułowałem dzisiejszy wpis. Szaleństwo, które dzieje się właściwie odkąd w jednej chwili możesz poprzez muśnięcie palcem ekranu smartfona dowiedzieć się praktycznie wszystkiego o wszystkim. Kiedyś, tylko nieliczne osoby mogły pochwalić się rozległą wiedzą z kilku dziedzin, byli to głównie mnisi czy jakieś bogate, zamożne osoby a więc arystokracja, królowie, etc. Prosty chłop (których, umówmy się była większość w każdym kraju) nie myślał nawet o tym, by zgłębiać jakąś wiedzę a jedyną wiedzą jaką chętnie przyjmował były plotki z jego otoczenia. I wszystko toczyło się w ten sam sposób przez długi, dłuuuugi czas aż w końcu pewna persona wynalazła druk. I zaczeło się. Z biegiem czasu zjawisko to przybierało na sile aż wreszcie mamy - przesyt informacji. W sieci jest wszystko, od filmu z Jackiem Nicholsonem, poprzez porady zdrowotne p. Zięby, kończąc na plotkach ze świata showbiznesu. I ten nadmiar wiadomości często bywa zgubny. Wytłumaczę, dlaczego moim zdaniem tak jest na przykładzie porad dot. siłowni. Od dłuższego czasu śledzę kanały o tematyce kulturystycznej na YT i nie są mi obce różne metody treningowe, plany, diety. Często, gdy śledzimy kilka kanałów to w końcu nie wiemy co mamy robić! Na kanale A mówią Ci, że nie rób martwego ciągu, bo jest kontuzjogenny i lepiej je zastąpić innym ćwiczeniem, na kanale B mówią Ci, że powinieneś robić martwy, bo to złote ćwiczenie i pomoże Ci w rozwinięciu siły oraz masy. Podobnie rzecz ma się z planami oraz dietami i analogicznie można to przełożyć na inne dziedziny. Zawsze jest kilka stron, które mówią, że tylko ich sposób, ich wizja, ich produkt jest najlepszy. I jak tu w tym wszystkim nie zwariować?

 

103081.jpg

Dochodzimy do wniosku, że wiedza, którą nas bombardują jest często sprzeczna ze sobą. Genialny przykład: jajka i cholesterol. Jeszcze nie tak dawno panicznie bano się spożywania jajek w większej ilości, dziś coraz częściej się od tego odchodzi, mało tego, są osoby, które jedzą jajka dzień w dzień po kilkanaście i żyją. Nikt nie umarł z tego powodu. Co zatem bym zalecał przede wszystkim? Zdrowy rozsądek i dochodzenie do wszystkiego samemu, sprawdzanie informacji, źródeł, logiczne myślenie. Tego dziś brakuje, bo ludzie przyjmują wszystko co usłyszą bezkrytycznie, tylko dlatego, że stwierdził to jakiś pan w białym fartuchu. I już.. miało być krótko, więc jest. Miłego wieczoru :) 

 

Quo Vadis?

O pasji słów kilka

'"Pewnego dnia coś zrobisz, coś zobaczysz albo wpadniesz na pomysł, który pozornie pojawi się znikąd. I poczujesz, że coś w tobie drgnęło, jakieś ciepło w piersi.

Kiedy tak się stanie, nie wolno ci tego zignorować. Otwórz umysł i podążaj za tym pomysłem. Podtrzymuj płomień. A wtedy na pewno znajdziesz swój ogień."

 

Planeta Ziemia - wszyscy się tu rodzimy, dorastamy a następnie odchodzimy z tego świata. Jedni wierzą, że później wracamy tu zbierać kolejne doświadczenia (reinkarnacja), inni wierzą, że mamy tylko jedno życie, jeszcze inni nie wiedzą co myśleć na ten temat z powodu przesytu informacji. To co nas od siebie odróżnia to chęć lub jej brak do zostawienia czegoś po sobie. Nie mam tu na myśli potomków. Mam na myśli coś bardziej intymnego, coś bardziej Twojego - Twoją pasję. Nie każdy z nas może się pochwalić tym, że taką posiada, jeśli uważasz, że jej nie masz, być może jeszcze jej nie odkryłeś. Moim zdaniem nie ma człowieka, który nie miałby żadnej pasji. Ona jest iskrą, z której musisz zrobić żar, który przekształci się w płomień aż w końcu zapłonie ognisko. Jak widać jest to proces, który trwa i trwa, prawdopodobnie niewielu z nas osiągnie mistrzowski poziom. Cristiano Ronaldo jest świetnym piłkarzem, swój sukces zawdzięcza głównie ciężkiej pracy nad tym by być coraz lepszym, talentu mu również odmówić nie można, jego wielki rywal - Messi również włożył dużo wysiłku by być tam, gdzie jest ale jeśli zestawimy tych dwóch piłkarzy ze sobą to widzimy jeden szczegół. Jeden z nich ma większy potencjał/talent/to coś. Parafrazując Tomka Hajtę "To są właśnie te detale". Talent + ciężka praca mogą Cię wynieść wysoko, będziesz pracować zarabiając na swojej pasji duże pieniądze, kto by tak nie chciał?

 

Jeśli robienie jakiejś rzeczy sprawia Ci przyjemność - nie rezygnuj z tego. Często wtłoczeni w szarą rzeczywistość zapominamy o naszym płomieniu, który powinniśmy podtrzymywać. Praca, dom, dziewczyna, znajomi i zaczyna brakować miejsca na to by się realizować. Powinieneś postawić przed sobą pytanie, co Ci da kolejne wyjście z kumplami na piwo? Trochę relaksu, interakcji z ludźmi, masę niepotrzebnych informacji i uszczuplenie portfela. Nie chcę Cię nakłaniać do zostania pustelnikiem i poświęceniu się całkowicie rozwojowi. To jest dla nielicznych, wybitnych jednostek. Nie musisz wcale z tego rezygnować, wystarczy to ograniczyć. Tylko i aż tyle. Kiedyś w szkole, gdy rysowałem coś na plastyce, moja nauczycielka zaczeła mnie wypytywać czy lubię rysować. Odpowiedziałem, że tak. Cała klasa w milczeniu przysłuchiwała się naszej rozmowie aż do momentu, gdy jeden z kolegów zaczął robić sobie z tego śmieszki. Siedzieliśmy po kilku przy jednym stoliku i gdy zauważyłem, że grupka, która ze mną siedzi zaczyna mieć z tego bekę poczułem jak usuwa mi się grunt spod nóg. Uciąłem temat i nie przyszedłem na zajęcia dodatkowe po lekcjach na które zostałem zaproszony. Stchórzyłem, bojąc się opinii innych, gdybym mógł jeszcze raz podjąć tą decyzję, zrobiłbym inaczej. Podobnie rzecz się miała z inną moją pasją - piłką nożną. Chodziłem do okolicznego klubu piłkarskiego, treningi, mecze, bardzo to lubiłem. Niestety, tu również ze względu na swoje kompleksy, poczucie niższej wartości - poddałem się. Byłem bardzo chuderlawym dzieciakiem, rówieśnicy byli wyżsi, silniejsi, ciężsi ode mnie i przez to też stałem się obiektem żartów, docinek i wielu innych sytuacji, poprzez które zrezygnowałem z rozwijania się w tym kierunku, ponieważ nie mogłem tego znieść. Szkoda, ten rozdział jest dla mnie niestety już zamknięty.

 

Piszę o tym, dlatego by zwrócić Ci uwagę, drogi czytelniku, że jeśli masz jakieś marzenia, warto przeć ku nim i dołożyć wszelkich starań, by móc je zrealizować. Tak, aby potem, gdy ustaniesz przed lustrem móc powiedzieć sobie "Zrobiłem wszystko co mogłem, reszta jest niezależna ode mnie". Ten wpis jest poświęcony nie tylko tym, którzy mają jakieś wątpliwości, czy warto się rozwijać ale również jest ważny dla mnie. Pozbyłem się wielu kompleksów, przepracowałem wiele emocji, wiele zdarzeń, uporałem się z niektórymi demonami. Mam świadomość, że nadal jest ich wiele ale ta sytuacja od poprzednich różni się tym, że chcę podjąć walkę. Nie wiem jaki będzie jej rezultat, jednak bez względu na niego chcę to zrobić, by udowodnić sobie, że potrafię.

12279120_949491871786632_205097901521105

Proces tworzenia jest dla mnie dosyć przyjemny, wiem, że to co robię doskonałe nie jest. Jestem samoukiem, korzystam tylko z tutoriali, podpowiedzi i własnej intuicji. To mi wystarcza do tego, by móc się cieszyć szkicowaniem. Zdaję sobie sprawę, że nie umiem wielu technik, że to co robię to amatorszczyzna, mimo wszystko, nie chcę sobie tego odmawiać. W końcu wszyscy na samym początku swojej drogi nazywają siebie amatorami a początki łatwe nie są. Grunt, to działać i być w tym wytrwałym. Efekty przyjdą z czasem.

12289525_948237088578777_757223833726987

A dziś już zaczyna się niedziela, właśnie dochodzi 1 w nocy. Moje zadanie na ten dzień, to usiąść spokojnie przy swoim biurku, odpalić muzykę klasyczną w słuchawkach, wyciągnąć kartki, ołówki oraz gumki i zacząć działać, tworzyć. Kreator, może to i pyszne ale czy to nie brzmi dumnie? Gospodarz naszego forum zostawi po sobie książki, audycje, ja chciałbym zostawić swoje szkice. To jestem prawdziwy ja.

Quo Vadis?

Wszędzie już coraz zimniej, liści uświadczysz na drzewach tylko sporadycznie, na niebie zdarza się zobaczyć odlatujące ptactwo. Krajobraz staje się coraz bardziej szary i ponury i powoli gdzieś znika radość a ludzie podatni na takie zmiany pogody stają się grzecznie mówiąc, dość apatyczni. Uroki jesieni. Deszcz siekący za oknem jak w tych hollywodzkich produkcjach o niespełnionych miłościach i wszelakich tragediach przyprawia mnie o dreszcze bo czasem i ja łapie się na tym, że zawieszam się niczym system operacyjny na przestarzałym sprzęcie. Wokół osoby roznoszące zarazki i kichające, gdzie tylko popadnie. Czerwone nosy, mokre ubrania a w oddali coraz szybszym krokiem zmierzające w naszą strone święta. Oczywiście mam tu na myśli Wszystkich Świętych jak i Zaduszki. Jakoś nigdy nie przepadałem specjalnie za tymi świętami w czasach, gdy jeszcze mogłem się nazywać katolikiem. Atmosfera i nieciekawa pogoda zazębiały się z ponurymi myślami jakie można uświadczyć tylko przy nagrobkach. Zakorkowane drogi, pełno "lampek", wszechobecny tłok, gdyby jeszcze padał śnieg można by uznać, że to już grudzień. Nic bardziej mylnego, bo i lampki inne. Całe rodziny ubrane adekwatnie do nastrojów pojawiające się na cmentarzach, płacze, smutek, wspomnienia, które wracają czasem ze zdwojoną siłą. Nigdy nie rozumiałem tego celebrowania śmierci. Tego masowego wręcz wymuszonego marszu na groby, po to by położyć kwiatki i zapalić znicz i zapomnieć o wszystkim na cały rok. Do tego te komentarze co do tego, kto jaki kupił znicz, czyje kwiaty są piękniejsze i kto bardziej kochał zmarłego. Tak jakby tą osobę a konkretnie jej szczątki cokolwiek to obchodziło, czasami wręcz patrzę na nagrobek z nadzieją, że coś się poruszy, wyjdzie zza marmurowych płyt koścista ręka i da się usłyszeć "grobowym" głosem jak z zza światów "Zamknijcie mordy". Niestety to się nigdy nie dzieje. A ciotki, wujkowie i reszta rodziny z skrywanym zadowoleniem uprawia swój jazgot.

Muszę, bo tak wypada? To pytanie zadaję sobie sam coraz częściej. Czy muszę brać udział w tym całym cyrku tylko dlatego, że ktoś kiedyś ustalił, że właśnie tego dnia przypada te jakże wątpliwej jakości święto. Możecie się obruszyć, że przecież pamięć się należy wszystkich zmarłym. Z tym się całkowicie zgadzam. Czy nie lepiej by było, gdyby każdy z nas, sam, z własnej, nieprzymuszonej woli poszedł któregoś pięknego dnia i miło wspomniał tą osobę? Położył jakieś kwiatki i odszedł. Ludzie mają dziwną naturę, delektują się cierpieniem. Mi nie smakuje. Podziękuję.

Swoje przeżyłem, nie potrzebuję dokładki. Tu kieruję swoje pytanie w stronę osób, które katolikami nie są (bo tych najczęściej spotkamy w naszym kraju) oraz w stronę osób, które wierzą w Stwórcę ale nie chcą wiązać się z żadną religią: jak przeżywacie takie święto? Nie da się ukryć, że nie da się o nim zapomnieć, bo wszędzie wieść się o tym niesie. Tak samo jak dzieje się to podczas "Walentynek", "Dnia Kobiet" etc. Ten wątek nie miał na celu nikogo obrażać, są to wyłącznie moje przemyślenia na ten temat.

Nie dajcie się zwariować i wciągnąć w tą spiralę smutku.

Quo Vadis?

Naszła mnie myśl aby zmalować coś krótkiego a ponieważ jest to coś, co rzuca się ciągle w oczy mi (i zapewne nie tylko mi) to postaram się z tym zjawiskiem uporać w miarę szybko. Może to niestety dla osób postronnych przypominać walkę z hydrą i prawdopodobnie to będzie też taką walką. Nie jestem co prawda Heraklesem ale jestem pewien, że nie jedną głowę tej kreaturze odrąbie a ta spadnie z łoskotem na ziemię przy okazji brudząc posoką wszelkie lśniące, białorycerskie zbroje w okolicy. Jeśli jesteś więc takim rycerzem i to czytasz to w tym momencie dokonujesz harakiri na swoich przekonaniach, natomiast jeżeli jesteś bywalcem tego forum, to niestety ale mój wpis za wiele do Twojego życia nie wniesie ale pośmiać się z kobiecej hipokryzji oraz przekonań sporej części facetów można. W końcu śmiech to zdrowie, zatem mam nadzieję, że ten tekst przyczyni się do wydłużenia Twojego życia na co najmniej kilka dobrych lat ;) 

Pod lupę dzisiejszego pięknego i jakże uroczego niczym uśmiech Rafalali wieczoru weźmiemy ten oto wpis z bloga na FB:

Cytuj

W tych czasach facet nie powie, że przeprasza, że tęskni, że popełnił błąd. Teraz faceci wzdychają, wzruszają ramionami i mówią „trudno”. Tylko niewielka część z nas potrafi powiedzieć „przepraszam”, „brakuje mi Ciebie” czy „rozumiem i postaram się być dla nas lepszy”. Nie potrafią tego zrobić wieczni chłopcy. Zagubieni i niedojrzali, mający problem nie tylko z kobietami, ale z pracą, życiowymi decyzjami czy moralnymi wyborami. Mający problem ze wszystkim włączając w to przede wszystkim samych siebie. Teraz trzeba bardzo ostrożnie z używaniem wyrazu „mężczyzna”.

Po świecie ciągle stąpają miliony mężczyzn z klasą, zasadami, charakterem i wzrokiem, który sięga dalej niż czubek własnego nosa. Od znacznej części z nich sam mógłbym ciągle bardzo wiele się nauczyć. Mimo wszystko zdecydowana większość z nas to banda idiotów bez jakiegokolwiek moralnego kręgosłupa. Na każdym kroku spotykasz samych frajerów, zwykłe cioty i dużych chłopców płaczących jak to my faceci mamy niby ciężko w tych czasach. W dodatku każdy z nich posiada ego jak stąd do kosmosu. Samce alfa kurwa mać. Tylko jakim cudem kobiety mają większe jaja od nich? Nie, to nie są mężczyźni. Nam mężczyznom jest za takich jak oni najzwyczajniej w świecie wstyd…

- Rafał Wicijowski, Oczami Mężczyzny

 

Tak przeleciałem po nagłówkach tematów jeszcze raz dla pewności, że to nie zwidy a ja nie jestem pacjentem szpitalu psychiatrycznego, potem zrobiłem to ponownie i jeszcze raz. Na koniec uszczypnąłem się, wylałem wrzątek na dłoń i doszedłem do wniosku, że w takim wypadku to nie ja jestem nawiedzony a osoba pisząca ten blog na FB. Pierwsze trzy zdania:

Cytuj

W tych czasach facet nie powie, że przeprasza, że tęskni, że popełnił błąd. Teraz faceci wzdychają, wzruszają ramionami i mówią „trudno”. Tylko niewielka część z nas potrafi powiedzieć „przepraszam”, „brakuje mi Ciebie” czy „rozumiem i postaram się być dla nas lepszy”.

Osoba, która jest jakiś czas na forum i udziela się w dziale świeżakownia, widzi, że najczęstszy sch(t)emat jest taki, że wchodzi facet, który ma problem. I tym problemem jest co? A to, że miś był za dobry! Nie wiem na jakich przesłankach ten Pan się opierał pisząc te wypociny, śmiem mniemać, że są one wyciągnięte z opowiastek biednych, skrzywdzonych niewiast, które jak wiadomo mają skromnie mówiąc predyspozycje do przekolorowywania własnych przeżyć. Później widzimy standardową, że tak to ujmę loszkologikę tj. wiecznie zagubieni chłopcy, stuleje, cioty, nie radzą sobie z kobietami, pewnie pasztety a może mają jakieś problemy ze sobą i pewnie w ogóle są frajerami, haha, tak jest, banda mizoginów stulejarzy, którzy nic nie potrafią! O i najlepiej, przedefiniujmy na potrzeby tego wpisu słowo mężczyzna bo okazuje się, że ktoś kto nie spełnia zachcianek Pań, nie da sobie wejść na głowę, nie płacze za loszką, która w przypływie furii ( może akurat taki dzień..) zaczyna się niepotrzebnie wydzierać i wychodzi z mieszkania, kto nie ugnie się pod naporem wrzasków i krzyków, szantaży, testów NIE JEST MĘŻCZYNĄ. Właściwie powinienem specjalnie przejaskrawić i napisać MĘŻCZYZNOM, bo to co czytam powoduje u mnie reakcję jak w pewnym słynnym już na całe internety gifie:

comment_gMF43FeXLpPNmnUMD9gI05tK3iMTRV6b

W takim razie nie jestem mężczyzną.. tyle lat w błędzie i z artykułu (?) pewnego bliżej nieznanego nikomu grafomana dowiaduję się tej oto szokującej wiadomości. Jak to robią w CNN, "Breaking News" i kilka wykrzyników przeplatanych jedynkami, jako tytuł "NIE JEST MĘŻCZYZNOM - GRODZKA GO NIENAWIDZI" a pod spodem "Sprawdź jak w kilka minut stał się bardziej kobiecy niż Anna Grodzka, ona go NIENAWIDZI!" Serio? Starczy tych żartów. A może nie, nie wiem czy się powstrzymam, bo zostało jeszcze trochę zdań do wyjaśnienia. Dalej czytamy, że prawdziwy mężczyźni istnieją i nie patrzą tylko na czubek swojego nosa (pozdrawiam wszystkie bankomaty). Parafrazując słowa padające w reklamie VISA "Torebka - 100zł, kosmetyki - 200zł, szpilki - 150zł, zdrada z kochasiem - BEZCENNE". No i się nie powstrzymałem.. no dobrze, postaram się to opisać bez mojej ukochanej wybranki, ironio, tylko Ty mnie rozumiesz. Kolejne zdania, które czytam przyprawiają mnie o dreszcze i palpitacje serca, pozwolę sobie ponownie zacytować:

Cytuj

większość z nas to banda idiotów bez jakiegokolwiek moralnego kręgosłupa. Na każdym kroku spotykasz samych frajerów, zwykłe cioty i dużych chłopców płaczących jak to my faceci mamy niby ciężko w tych czasach. W dodatku każdy z nich posiada ego jak stąd do kosmosu.

Szybka myśl, szkoda, że nie jestem feministką, przynajmniej mógłbym oskarżyć autora o mowę nienawiści a tłuszcza ludzka przyklaskiwałaby mi rechocząc i obrzucając oskarżonego pomidorami.

Nie wiem co prawda, czy ten wpis to nie jest jakaś kartka z dziennika z równoległego świata ale odniosę się do tych słów. Większość z nas to banda idiotów, jestem w stanie się z tym zgodzić, pod warunkiem, że mamy na myśli ludzki ogół a nie piętnowanie mężczyzn. Nie wiem na jakiej podstawie sądzi się, że większość mężczyzn jest bez jakiegokolwiek moralnego kręgosłupa? Może dlatego, że o tym się częściej mówi? A kobiece grzeszki, czego idealnym przykładem jest kobieca pedofila są tematem tabu. 

Cytuj

Samce alfa kurwa mać. Tylko jakim cudem kobiety mają większe jaja od nich? Nie, to nie są mężczyźni.

Prawdopodobnie po terapii hormonalnej takie zjawisko jest możliwe do zauważenia aczkolwiek nie miałem okazji porównywać. I te "kurwa mać", oj autorze, Ty bad boyu, seksy na dziś ustawione? Żartowałem! Mężczyzna z klasą nie robi takich rzeczy, zboczeńcy jesteście i tyle, mi właściwie chodziło o coś innego i tam się wkradła tylko taka literówka, ot co. 

Cytuj

Nam mężczyznom jest za takich jak oni najzwyczajniej w świecie wstyd…

Nie, to nam "samcom alfa, ciotom, niedojrzałym i zagubionym chłopcom, stulejarzom i mizoginom z tego forum jest wstyd za to co właśnie przeczytaliśmy. Takie blogi, na których się publikuje wpisy o tak słabej merytorycznie wartości powstają jak grzyby po deszczu. Przepis na popularnego wśród Pań bloga? Proszę bardzo: obrazek przystojnego modela, wpis narzekający na facetów, dodajcie do tego jeszcze jakieś wulgaryzmy na ch, k, i koniecznie wspomnijcie o wiecznie niedojrzałych i zagubionych chłopcach i voulla. Miliony wyświetleń, setki komentarzy (kobiecych i próbujących im się przypodobać dupolizów) gotowe. Żyła złota. Chciałbym tylko na koniec tej mojej krótkiej rozkminy wspomnieć o tym, że wystarczy trochę bardziej przyjrzeć się temu co się dzieje w relacjach damsko-męskich, odrzucić wszelakie stereotypy o złych mężczyznach i okaże się, że tak naprawdę 3/4 kobiecych historii idzie o kant dupy potłuc. Przejrzyjmy coraz bardziej idiotyczne prawa (Kanada) i okazuje się, że ta płeć wcale tak uciskana nie jest. I nagle widzimy, że jest zupełnie inaczej niż wmawiają nam media. Kobiety trzeba zrozumieć, kobiety należy szanować (o ile szanują nas) ale nie dajmy się zwariować. To czy kupiłeś jej kolejnego kwiatka jak kolega Zenek w tym tygodniu nie świadczy o tym czy jesteś mężczyzną. To czy dałeś jej się upodlić i pozwoliłeś na brak szacunku wobec siebie również nie świadczy o tym, czy jesteś mężczyzną. Nie świadczy o tym też czy masz nowe porsche czy ferrari i czy odpowiadasz wciąż lawinowo rosnącym wymaganiom ze strony kobiet. Mężczyzną się urodziłeś i nim jesteś, nie daj sobie wmówić, że nie jesteś. Nie daj się wciągnąć matrixowi. Bądź świadom tego jakie są kobiety i do relacji damsko męskich podchodź odpowiedzialnie, wciąż mając wiedzę z forum z tyłu głowy.

 

Quo Vadis?

Czy jestem (nie)normalny?

Czym jest normalność?

Dzisiejszy dzień zaczął się niezwykle spokojnie w porównaniu do wczorajszej burzy emocji przez którą musiałem przebrnąć, w tym całym ferworze walki, gdzie między wzajemnymi oskarżeniami, wyrzucaniem sobie co kto zrobił, wyliczaniem plusów i minusów mojej obecnej sytuacji w ucho wpadło mi właściwie tylko jedno pojęcie: normalny. A co to pojęcie oznacza w dzisiejszych czasach?Pan Janek spod sklepu, mówi, że nienormalne jest nie mieć dziewczyny, nie chodzić na dyskoteki co weekend i nie rżnąć wszystkiego co się rusza. Prawdziwy samiec według Pana J. jest też degustatorem alkoholi, gdzie pisząc degustator mam na myśli nie rozstawanie się ze swoim ulubionym kieliszkiem z napisem "Chluśniem bo uśniem" czy czteropakiem taniego piwa. Ktoś się oburzy i pomyśli "Czyli według tego gościa nie jestem normalny bo.. bo np nie lubię alkoholu/nie mogę go pić?". Wniosek nasuwa się sam. Pani Anna zazwyczaj szeroko uśmiechnięta, z dużym dekoltem i opinającymi pupę jeansami oraz głośnym, wydawało by się wszechobecnym, perlistym śmiechem zmarszczyła swe zazwyczaj niezmącone niczym tafla jeziora czoło zastanawiając się nad tym co to jest normalność. Jej myśli meandrowały między pobytem w klubie w piątek do białego rana, kolejnymi zakupami, nowym chłopakiem z tindera i przypadkowo poznanym bogatym gościem z stołkiem dyrektora. Mogłoby się wydawać, że nie grzeszy większymi przemyśleniami, cóż raczej nikt nie pomyliłby się wydając taką opinię. Ma inny plan na swoje życie, pójdzie na bliższe zapoznanie z bogatym biznesmenem a chłopaka odsunie lekko na boczny tor. Oczywiście, tak by nie widział co się święci, nie są długo ze sobą ale już po tygodniu jadł jej z ręki więc plan powinien wypalić. Może zaciąży z tym z wyższej półki a on będzie musiał łożyć na dziecko, może dodatkowo jej zapłaci za milczenie. Jeszcze nie wie, dowie się wkrótce. W tym samym czasie polityk z lewicowej partii kombinuje, gdzie by tu wcisnąć uchodźców, co prawda nie on będzie musiał się z nimi użerać, tylko zwykli, szarzy obywatele ale to nie jest jego problem. Kasa musi się zgadzać, poza tym, niektórym osobom z wyższych kręgów odmawiać nie wolno, nie z powodu kasy ale również obaw o własne życie. Ma na imię Dominik, jego rodzice przy wyborze kierowali się tym, aby imię oznaczało człowieka ambitnego. Po części się to udało. Dla Dominika normalność to pusty frazes dla mas, on będzie wiódł znacznie lepsze życie. Już wiedzie..a to dopiero początek. Nie musi się przejmować opinią innych, póki ma hajsu jak lodu. Nie lubi tylko tych z prawicy, uważają się za lepszych, żałosne. Oni też kradną tylko bardziej się z tym kryją. Hipokryzja wylewa się z nich w każdym momencie ich pobytu w kościołach, gdzie pokorni niczym owieczki, mimiką i gestami sugerują ludowi patrzącymi na nich swoją pobożność. Mieszkanie na czwartym piętrze w obskórnym bloku kryje spokojnego gościa, który medytuje. Przez jego głowę przenika kaskada myśli, nie potrafi ich wyłączyć i się odprężyć, nie po tym co dziś przeżył. "Głupie suki" - pomyślał z pogardą, "Wszystkie lecą tylko na kasę, mieszkanie i stanowisko. Gdybym ja był kobietą, to nie pozwoliłbym sobie na tak powierzchowne traktowanie innych, zresztą.. podobno liczy się wnętrze a one nawet na mnie nie spojrzą!". Jego pojęcie normalności, to spokój, rodzina, duchowość. Nie rozumie fascynacji innymi stronami życia. Nie chce zrozumieć.

hipokryzja-i-dulszczyzna.jpg

Czy rozumiesz czytelniku, do czego zmierzam? Każda osoba ma własną definicję tego słowa, którą zresztą nagina wedle uznania. Ludzie boją się ostracyzmu i dlatego, niektórzy będą żyć tak jak inni im nakażą. Pytanie jest jedno: Czy dasz się im złamać? Dasz się wciągnąć do tego matrixa po raz kolejny? Pozwolę sobie zakończyć ten wpis tym oto cytatem:

Cytuj

 

"Faktem jest, że ludzi zdrowych na umyśle praktycznie nie ma; na dziesiątki, a może nawet setki tysięcy trafi się może jeden taki egzemplarz i to jeszcze daleko mu będzie do normalności..."

Zbrodnia i Kara

 

 

 

Quo Vadis?

Dawno nie było żadnego wpisu.. więc najwyższa pora to zmienić. Konsekwentnie realizuję cele, które obrałem, póki co wszystko idzie w jak najlepszym kierunku ale muszę przyznać, iż mimo całej tej wiedzy, mimo przesłuchania markowych audycji, przeczytania książek (nie tylko Marka) na ten temat, mimo jak mi się zdawało obiektywnego spojrzenia na to wszystko i tak zostałem zaskoczony przez pewną Damę. Nie powinienem był dać się zaskoczyć, nie w ten sposób, lekcja została odrobiona i w przypadku kolejnych konfrontacji będę bogatszy o te doświadczenie ;) Przechodząc jednak do sedna tego wpisu, wiedza, którą wszyscy czytelnicy/słuchacze wynoszą stąd jest BEZCENNA i nie boję się tego napisać dużymi literami, pogrubić i walnąć czcionkę tak dużą jak przyrodzenie aktorów porno (Łysy z Brazzers lubi to). Dlaczego o tym właśnie piszę? Ostatnio zapisałem się na kurs, drugiego dnia tj. dokładnie wczoraj, gdy wszyscy zrobili sobie krótką przerwę miałem okazję posłuchać rozmowy Panów w wieku 19-40 lat, jeden z nich opowiadał o swojej dziewczynie. Chwalił ją, że nie pije, nie pali.. szczupła, OK, widać, że różowe okulary siedzą nadzwyczaj mocno na tym chłopaku, w dalszej części jego monologu zdarzyło mi się usłyszeć "ja ją kocham", "oświadczyłem się", "przepisałem jej mieszkanie", "ona jest porządna dziewczyna".

Nie odzywałem się nic, spojrzałem na tego biedaka z politowaniem i soczystym "kurwa, co Ty najlepszego zrobiłeś, IDIOTO!" w myślach. Gość siedział z rozmarzoną miną, zadumany w iluzji swojej "idealnej" myszki, póki co jest szczęśliwy, haj kopnął go mocno i pierwsze porównanie jego sytuacji jakie przyszło mi na myśl było własnie takie jak na poniżej załączonym obrazku:

5bae55b68fbd4e598a0d72deee12bcdc.jpg

To zabawne ale mając różowe okulary często zachowujemy się jaki mityczny Ikar, który niesiony przyjemnością wzleciał za wysoko i zupełnie nie przejmował sie tym jak wylądować. Skutek mógł być tylko jeden, upadek na dupsko z niebotycznej wysokości. Dla chwili przyjemności jesteśmy w stanie ryzykować dorobek naszego życia. Czy to nie głupota? ;) 

Dzięki braciasamcy.pl 

Quo Vadis?

Krok w przód - zmiany

Granica

 

"Czasem nie wolno odpuścić

I stanąć z boku

Bo w życiu są sprawy

Dużo ważniejsze niż spokój"

Eldo - Granice

 

W swoim pierwszym wpisie na blogu wspominałem o tym, że miałem problem z własną samooceną oraz pewnością siebie. Właściwie to...nadal ten problem istnieje, poradziłem sobie z nim w jakimś stopniu ale nadal to gdzieś siedzi we mnie i ciężko jest się tego pozbyć, dlatego w tym wpisie chciałbym przedstawić Wam sprawdzone przeze mnie i działające metody na to by podnieść własną samoocenę oraz pewność siebie oraz dodać parę swoich przemyśleń. Jestem dosyć młodym chłopakiem, każdy kto przeczytał wstęp zapewne się tego domyślił więc praktycznie całe życie przede mną ale..nawet jeśli Ty masz więcej lat, to przecież nic, zupełnie nic nie stoi na przeszkodzie byś również zaczął zmieniać siebie na lepsze.

Moim zdaniem KAŻDY facet, KAŻDY kto się facetem czuje a więc ma tam coś między nogami na kształt banana, parówki czy jak tam zwał (swoją drogą Panie mają na to zabawne określenia :P ) powinien uprawiać jakiś sport - czy to będzie siłownia czy sztuki walki czy piłka nożna. Obojętnie. Sprawny facet to facet pewniejszy siebie i nie oszukujmy się - o wiele bardziej atrakcyjny niż przeciętny cipeusz z barkami wrośniętymi w szyję. Nie chcę nikogo obrażać, każdy ma własny pogląd i szanuję osoby, które np nie mogą lub nie chcą ćwiczyć, mają do tego prawo ale przytaczam tutaj wyłącznie swoje zdanie na ten temat. Ja trenuję jakiś czas na swojej "siłowni", dałem tutaj cudzysłów z tego względu, że nie do końca jest to taka siłownia jaka przychodzi każdemu na myśl. Mieszkam w małej miejscowości, mam swój garażyk, w którym mam: ławkę ze skosem dodatnim, drążek, wyciąg górny oraz dolny, sztangę prostą, łamaną, hantle plus ponad 160kg obciążenia. Nie musimy na taką przydomową siłownię wydawać fortuny, ja na sztangę prostą nie wydałem żadnych pieniędzy, tylko odpowiednio przyciąłem i nadałem właściwą średnicę metalowemu prętowi, łamana była już kupna, tak samo ławeczka ale posiadam również ławkę samoróbkę na którą również nie wydałem masy pieniedzy, zespawana, solidna do dziś mi służy. Obciążenie - generalnie jest dosyć drogie, przed wpisem zerknąłem na ceny i np na stronie m*** cena za 10kg wynosi - 82zł :) ja płaciłem 2zł od każdego kg a więc za krążek o wadze 10kg = 20zl a to jest 60zł w kieszeni.

Wystarczy tylko potem ten krążek przystosować do średnicy swojej sztangi czyli wywiercamy odpowiedni otwór. Voula, obciążenie za grosze. Może i wygląd nienajlepszy ale za taką cene - warto.

Do tego od pewnego czasu zastanawiam się czy aby nie dołożyć do treningów na siłowni jakiejś sztuki walki - choćby boksu, wiadomo, że siła na siłowni =/= sile wyrobionej w sporcie walki.

Poważnie się nad tym tematem zastanawiam ale nie chcę od razu rzucać się na głęboką wodę i zmieniać wszystkiego na raz, ważne że jest pomysł, są chęci na coś jeszcze.

Trening na siłowni podnosi poziom endorfin, czujemy się lepiej, po jakimś czasie przychodzi siła, sprawność, no i najważniejsze - wygląd. Warto też zbadać swoje hormony, ja tego jeszcze nie zrobiłem ale mam zamiar zrobić, w temacie założonym przez GluX była wzmianka o tym, jakie hormony warto zbadać. Pozwolę sobie przekleić:

" -testosteron
-testosteron wolny
-estradiol
-kortyzol
-SHBG
-prolaktyna
-progesteron
-FSH
-LH "

Żałuję, że wcześniej o tym nie pomyślałem, na szczęście badania nie są jakoś bardzo drogie, sądze, że warto wziąć pod uwagę myśl, by je wykonać. Stracisz troche czasu i kasy ale zyskasz wiedze.

Jeśli już trenujesz to powinieneś również zwrócić uwagę na własną garderobę co by nie wyglądać jak menel spod Żabki - nowe ciuchy, buty, koszule, spodnie - też potrafią Cię w pewien sposób odmienić i sprawić, że poczujesz się lepiej, ładniej, bardziej atrakcyjnie a więc co za tym idzie - pewniej siebie. Idźmy dalej - mamy nowe ciuchy, zadbajmy o swoją twarz i ciało a więc : fryzjer - nowa fryzura, najlepiej dopasowana do naszego kształtu twarzy, jeśli masz zarost - ogarnij go i zadbaj o niego, ładny zarost na pewno jest atutem ale zaniedbany sprawi, że będziesz wyglądać jak Odyseusz po 10 latach tułaczki. Ja niestety mam póki co mizerny - może jeszcze coś wyrośnie :P a jak nie to będę do końca życia wyglądać jak przypakowany ministrant. Trudno, nie można mieć wszystkiego. Brwi, paznokcie na to również zwróć uwagę i od razu dodam, monobrew niestety, wbrew legendom nie jest sexy i nie spowoduje wilgoci w majtkach okolicznych dziewcząt.

Zęby! Najważniejsze, warto poświęcić nieco czasu i pieniędzy by je ogarnąć i sprawić by wyglądały jak najlepiej, przecież uśmiech to coś na co KAŻDY zwraca uwagę, zwłaszcza Panie.

Podsumujmy co zatem do tej pory mamy jeśli chodzi o sposoby na większą pewność siebie i wyższą samoocenę:

 

- zacznij trenować by Twe ciało nabrało męskich kształtów

- zadbaj o swoją garderobę

- zadbaj o swoje ciało, wygląd ogólny

 

To są 3 pierwsze, podstawowe kroki, a co dalej? Afirmacje - stosowałem je jakiś czas i potwierdzam, działają ale musisz się przyłożyć do nich i je pisać i często czytać sobie. Jeśli możesz powieś sobie je gdzieś gdzie długo przesiadujesz np obok komputera przez co ciągle bedziesz na nie zerkał chcąc czy nie chcąc. Można też znaleźć fajne afirmacje na YT, ściągasz, wrzucasz na telefon i masz na słuchawkach kiedy tylko chcesz. Zastanawiam się nad boggingiem, czy ktoś z czytających stosował i jakie są rezultaty? Warto przede wszystkim przełamywać swoją strefę komfortu więc jeżeli jesteś nieśmiały w stosunku do dziewczyn - zagaduj. Nie musi być to jak uczą PUA, wyciąganie numeru tel na ulicy ale wystarczy choćby od zagadania do ekspedientki w sklepie czy koleżanki z klasy, studiów. Przełamywanie swoich granic też wpływa na pewność siebie. Wszystkie opisane tutaj sposoby mi pomogły, jeśli macie jakieś inne wpiszcie w komentarzu, chętnie sam sprawdzę.

Na koniec chciałem dodać (nadal czytasz? gratuluję siły przebicia przez kłębowisko moich myśli niczym kabli w domu informatyka) że sama świadomość, tego, że coś zmieniamy sprawia, że czujemy się lepsi..każdy krok a nawet kroczek w przód to nasz sukces. Nie bójmy się przekraczania granic, nie bójmy się zmian, ludzie z natury boją się tego, boją się nieznanego..lecz jeśli stoisz w miejscu i nie masz nic do stracenia to czemu miałbyś nie spróbować? Może dzięki temu za kilka lat będziesz w zupełnie innym miejscu. Rozwijaj się, stagnacja nie jest pożądana. Walcz o siebie, o swoje życie i o to byś przeżył je Ty a nie ktoś inny.

 

9b864b6823aeaa5645a983b2b3c296b01230.jpg

Quo Vadis?

Moja osobista podróż

Podróż w nieznane czyli słowo wstępu

 

Od dłuższego czasu myślałem o tym, by założyć własnego, coś w rodzaju swojego dziennika, gdzie będę mógł się dzielić swoimi spostrzeżeniami i swoim poglądem na świat. Jest to dla mnie niewątpliwie rodzaj autoterapii, głównie liczę na to, aby pomogło mi to w walce z samym sobą a jeśli ktoś będzie chciał poczytać, to zapraszam.

Odkąd pamiętam miałem wpajane wzorce białorycerstwa, miałem być grzecznym, pewnym siebie, uczynnym oraz chętnym do nauki dzieckiem, takim, które łatwo jest przyciąć gdy zbytnio urośnie. Celem było wychowanie "idealnego" według matki dziecka i w tym momencie pewnie większość z Was wie, co to oznacza. Nie mam na myśli tego, że moi rodzice byli dla mnie źli, nigdy tego bym nie ujął w ten sposób, oni chcieli dobrze lecz nie mieli odpowiedniej wiedzy by zauważyć, że coś poszło nie w tę stronę w którą powinno co szybko zweryfikowało życie. Pamiętam przedszkole i to jak bardzo nie lubiłem tam chodzić, byłem nadwrażliwym dzieckiem, biorącym wszystko do siebie, smaczku tej sytuacji dodawał fakt, że starsza pani przedszkolanka bardzo "lubiła" dzieci. Dałem słowo lubić w cudzysłowie z prostego względu - ironia. Pominę opis tego co tam się działo, dodam tylko, że po ukończeniu przedszkola wyszedłem z niego kompletnie bez pewności siebie, z niższą samooceną, zacząłem się jąkać i zacząłem czuć strach do takich miejsc jak przedszkola czy szkoła. Kolejnym etapem była podstawówka, grupa nieco inna bo doszły również inne dzieci a co za tym idzie nie skupiałem zbytniej uwagi, po dłuższym czasie udało mi się wkomponować w grupę i powoli odzyskiwać pewność siebie jak i zwiększać samoocenę. Za łatwo poszło? Otóż nie, gdyż w tym momencie inne dzieci uznały, że zbytnio się wychylam a przecież nie mogą pozwolić by ich nieśmiały, cichy kolega wyrwał się spod ich kontroli. Trochę wyzwisk, bójek, zgnojenia i tak oto udało im się przywrócić mnie mniej więcej do stanu po wyjściu z przedszkola. Sinusoida odzyskiwania i tracenia pewności siebie i samooceny. Następny etap to gimnazjum, gdzie wskutek wpojonych niewłaściwych przekonań miałem niskie powodzenie u dziewcząt. Mówiąc niewłaściwe przekonania mam na myśli: 

- dziewczyny są eterycznymi i kruchymi niczym motyl istotami nie z tego świata

- powinno się być dla nich miłym, uczynnym, pomocnym i generalnie wchodzić niczym czopek w dupe

- powinno się im przytakiwać i dawać wykorzystywać np podczas odrabiania lekcji

- one nie patrzą na urodę! tylko na moje wnętrze!

- musisz się starać o ich względy, robaku! nie każdy może mieć dziewczyne!

- fochy kobiece są słodkie jak miód zebrany przez pszczółki

 

I zapewne wiele, wiele więcej..na szczęście już niektóre znikneły z mojej pamięci. Przez ten cały czas myślałem, że tak musi być, myślałem, że tego zmienić nie można. Dziwiłem się, że dziewczyny latały za chłopakami, którzy palili papierosy, pili alkohol i wzniecali bójki. Nie rozumiałem tego, no bo przecież..to ja byłem tym idealnym, uczuciowym, wrażliwym i kochanym chłopakiem, którego każda z nich powinna pożądać i walczyć zaciekle z innymi samicami o dostęp do mojej osoby aż do połamania tipsów. Niestety czas mijał a tak się nie działo. Liceum i kolejna nowa grupa, która zaakceptowała mnie takiego jakim byłem i o dziwo, pozwoliła rozwinąć skrzydła. To tam nastąpił moment, w którym moje oczy otworzyły się szeroko a w głowie zaczeła świtać myśl, że może wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w telewizji i być może dziadkowie, rodzina nie mają wyłączności na prawdę. Poznałem dziewczynę z którą byłem przez jakiś czas, niestety nie zdawałem sobie sprawy z tego, że dla niej byłem wyłącznie emocjonalnym tamponem. Rozstanie przeżyłem ciężko i tak poznawałem nową i rozstawałem się i za każdym razem nie wiedziałem co robię nie tak.

Wydawało mi się, że nie nadaję się lub, że widocznie nie zasługuję na żadną dziewczynę ale ból, rozczarowanie i żal był na tyle silny, że zacząłem szukać odpowiedzi. Tak trafiłem na stronę niejakiego Pawła Grzywocza. To on pierwszy otworzył mi oczy na to, że relacje damsko - męskie nie wyglądają tak jak w telewizji. Kupiłem od niego ebooka. Nie żałuję, bo byłem takim laikiem, że cała wiedza tam zebrana mi się przydała. Od tej pory zacząłem się zmieniać : poszedłem na siłownie, zadbałem o swój ubiór, fryzurę, czyli ogólnie o lepszy wygląd wizualny, nabrałem więcej pewności siebie, zwiększyłem samoocenę i zaczeło się. Więcej dziewczyn = więcej lepszych zawodniczek. Ostatnia z nich załatwiła mnie naprawdę koncertowo, właściwie, to nie tylko mnie ale i swojego obecnego faceta. Brzmi ciekawie? W dużym skrócie: Pani zaczeła się kręcić obok mnie, gdy połknąłem haczyk zaczeły sie spotkania, całuski i różne takie. Grała naprawdę dobrze, bo wyglądała praktycznie na szczerze zainteresowaną, w międzyczasie żaliła się, że jej były (a tak naprawdę to OBECNY) facet jest okropny, podły, słaby w łóżku i wgle. Klasyk. Połknąłem haczyk głębiej i nagle...cisza.

Zero kontaktu od niej za to był odzew od jej obecnego faceta. Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny gdy odebrałem telefon od niej i usłyszałem męski głos.

3644469.jpg

Jak tak delikatna istotka mogła mi to zrobić? finał akcji był taki, że rzuciła również obecnego faceta w tym samym czasie co mnie i...poszła do trzeciego zmieniając miejsce zamieszkania, usuwając FB, zmieniając nr telefonu i znajdując nową pracę. Perfekcyjne lądowanie! Wtedy uznałem, że być może wiedza od Grzywocza to zbyt mało i zacząłem poszukiwać ponownie. Tak trafiłem przez przypadek na audycję Marka. Zakochałem się od pierwszego.... przesłuchania. Miłość była tak głęboka, że wiedzę z audycji chłonąłem niczym gąbka dzięki czemu jestem tu gdzie teraz. Na forum braciasamcy.pl, gdzie zorientowałem się, że nadal zbyt mało wiem o tych niebezpiecznych, drapieżnych ale również cudownych istotach jakimi są kobiety, również tu w pełni uświadomiłem sobie jaką w tym wszystkim rolę odgrywa system oraz kościół. Wspomniałem o kościele nie bez powodu, byłem częstym uczęstnikiem na mszy św. gdzie mówiono mi, że cisi i pokorni zdobędą ziemię i będą zbawieni. Wizja miłosiernego Boga i wiszące wokół obrazy cierpiących świętych kłóciły mi się ze sobą. Jeżeli Bóg jest miłosierny, to dlaczego ja mam cierpieć? Nie chcę cierpieć. Chcę żyć pełnią życia, korzystać, poznawać nowych ludzi i miejsca, rozwijać się. Chcę ŻYĆ a nie tylko BYĆ elementem systemu. Chcę aby moja podróż trwała jak najdłużej, bez bólu, cierpienia, bez lęków ale do tego niezbędne było otworzenie oczu i przekonanie siebie samego do tego, że aby tak się stało to powinienem się zacząć zmieniać. Ten proces już trwa, jest niczym kula ze śniegu tocząca się ze zbocza, która po drodze nabiera masy i prędkości. Nie zatrzymam się, ten, który chociaż raz otworzył oczy, już nigdy nie uwierzy w brednie powtarzane przez większość ludzi. Tego się nie da zapomnieć.

0_0_0_261614800.jpg

×