Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Otwórz Oczy

  • wpisy
    32
  • komentarzy
    115
  • wyświetleń
    4067

O blogu

Moje osobiste przemyślenia czyli rodzaj autoterapii.

Wpisy w tym blogu

 

Wpis samorozwojowy

Trening Postanowiłem dodać ten wpis z kilku powodów, pierwszy i najważniejszy to - zmusić się tym wpisem do realizacji założonych celów. Mam praktycznie rok przerwy od siłowni, jeśli dobrze liczę i nic nie pomieszałem (co jest możliwe w przypadku mojej wybrednej na informacje pamięci). Przez ten czas schudłem ok. 10kg. Niestety, siła częściowo została ale moja masa ciała jest poważnie uszczuplona. Aby się zmusić, założyłem do tego stosowny wątek na forum i połowicznie sukces odniosłem - tylko połowicznie. W każdym razie ruszyłem już od pewnego czasu tyłek i próbuję znów wejść w stan, kiedy bez treningu w dzień X chodziłem jak nakręcony.   Dieta Planuję znów zacząć liczyć kalorie tak jak swego czasu, ustalić sobie makro i mniej więcej się tego trzymać. Nie jestem zawodnikiem i nie muszę zjadać 3g b/kg mc ale przynajmniej tą pewną ilość, którą sobie ustalę konsekwentnie wcinać. Powinienem również ograniczyć słodycze, co wcale nie będzie łatwe, gdyż z tym się zmagam już dłuższy czas i kilka razy poległem.   Suplementacja Dla motywacji (bo wszyscy lubimy nowe zabawki) kupiłem sobie: wit D3, Maca (nie, nie chodzi o fast food 😆 ), cytrulinę. Na stanie u siebie miałem jeszcze trochę kreatyny i białka więc suma sumarum, trochę zabawek mam. Oh, bym zapomniał. Do tego dostałem próbkę jakiejś przedtreningówki w shocie. Póki co, niech sobie poczeka. Na pierwszy ogień pójdzie cytrulina i jestem ciekaw reakcji swojego organizmu.   Zęby Założyłem aparat. W dużym skrócie. Wszystko poleczone, ja już przyzwyczajony do jego noszenia. Z początku dziwne uczucie i lekkie bolesności przy gryzieniu nawet chleba a po czasie mogę już normalnie z nim żyć i nie czuję się jakiś zniewolony przez masę drutów w mojej buzi     Praca Zmieniona na lepszą. Po pierwsze mam do niej blisko, bo jakieś 200-300m max. Po drugie zarabiam tam 2x tyle co w poprzedniej a przypomnę, że żadnych "specjalnych" umiejętności ani doświadczenia nie mam, gdyż je dopiero zbieram. Nie są to kokosy ale i tak jest dużo lepiej niż poprzednio.   Pasja  Realizujemy się. Z małym poślizgiem czasowym i ostatnio brakiem chęci ale powolny progres jest zauważalny. To chyba dobre oznaki?     Nowe cele Niestety albo stety ten wpis to taki wstęp niejako do podsumowania bieżącego roku. Czas leci tak szybko, że nawet nie zauważyłem a mamy już listopad. Za tydzień minie już połowa listopada a za jakiś czas - święta. Nowy rok. Zamyśliłem się. Wracając do tematu, nowe cele już mniej więcej mam ale o nich napiszę w kolejnym wpisie.   Pozdrówki i miłego tygodnia. A ja zaraz spadam na trening.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

RPG Życie

Nie tak dawno wybiła 23h grania w rpg o nazwie "Życie". Nie mam pojęcia kto to stworzył ale ironii oraz poczucia humoru mu odmówić nie można. Dopiero zaczynam łapać o co w tym wszystkim chodzi. Podstawą są - pieniądze, coins, szekle, mamona. Jak zwał tak zwał, rozchodzi się o możliwości rozwoju jakie się otwierają dzięki nim .Mogę sobie zdobyć nowe umiejętności, dzięki czemu mogę ich zarabiać więcej. Mogę sobie kupić nowy dom, auto, ubrania, cokolwiek. Płacę za jakość życia. Zdaje się, że twórca przewidział, że niektórzy mogą być zbyt dobrzy w tej grze dlatego wprowadził rozmaite pułapki, które tylko czekają na nieostrożnych.   Utrudnienia te są generowane losowo, co nie znaczy, że niektórzy nie mogą być na nie bardziej podatni od innych. Skomplikowana sprawa. Prawdopodobnie to, co ktoś komu przypadnie i jego "podatność" na taką pułapkę może być zależne od poprzednich zapisów. Po prostu, wczytuje się rozgrywkę, która została przerwana a my nie pamiętamy tego co było wcześniej ale to ma już wpływ na przebieg gry.   Zapomniałbym o najważniejszym. Nasze wybory determinują to, co będzie potem. Muszę być świadomy tego i być gotów ponieść konsekwencje własnych decyzji. Wpływają na przebieg gry. Mogę być łotrem, akrobatą, artystą, klas do wyboru jest mnóstwo, jeśli jednak zdecyduję się na bycie np: łotrem, nie muszę być nim cały czas. Klasy mogę zmieniać ale powinienem pamiętać, że mam predyspozycje tylko do niektórych z nich. Pchanie się do niewłaściwej jest głupie.   Eksplorowanie świata, interakcje, wątki poboczne, rozwój, a w tym wszystkim kryje się gdzieś wątek główny. Czas na jego rozwiązanie jest jednak ograniczony. Czy dasz radę go rozgryźć w tak krótkim/długim czasie?           

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Mam stresa! (Przegrzany procek)

Przegrzany procesor, czyli mam stresa i zbyt duży natłok myśli jednocześnie    Dokładnie, delikatnie mówiąc mój procesor się pali, iskrzy i skwierczy jak jajka na patelni. Dziwnie się dziś czuje, tyle rzeczy, które kiedyś wydawały się strasznie odległe mam na wyciągnięcie ręki. Jestem cholernie ostrożny, boję się potknięcia, zwłaszcza w tym momencie, gdy jestem tuż, tuż. I to raczej dziwne nie jest, potknięcie przed metą raczej nikomu chwały nie przysporzy.   Dużo myśli, dużo stresu, dużo znaków zapytania. Wszystko wyjaśni się na dniach. Będzie albo zwycięstwo albo spektakularna klapa. Veni Vidi.. Vici? 😆  Przy okazji, ogłoszenie parafialne, oprócz pisania i prowadzenia bloga tutaj, założyłem też pod wpływem impulsu maluczki blog na blox pl. Tutaj zostawiam link, gdyby kogoś ciekawiło, pewnie czasem tam coś napiszę: http://shadesofthepencil.blox.pl/html/1310721.html

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Kilka wierszy

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele, 
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki 
śmierci lub dożywocia - co niewiele 
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy, 
a jednak ta lektura 
wciąga mnie, niedorzeczny 
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która 
swój mętny finał poznać mi pozwoli 
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść 
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek. 
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz 
z moim bólem - jak boli 
Ciebie Twój człowiek. S.Barańczak ___________________________________________________________________________________________________________________________   Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi 
za waszą czułość w nieczułości świata 
za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie niepokój świata 
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie Bądźcie pozdrowieni 
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata 
za wasz lęk przed bezsensem istnienia Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie Bądźcie pozdrowieni 
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym 
i praktyczność w nieznanym 
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego Bądźcie pozdrowieni 
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich 
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami Bądźcie pozdrowieni 
za waszą twórczość i ekstazę 
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno K. Dąbrowski ___________________________________________________________________________________________________________________________   Czasu już nie ma, nie ma na nic 
Myśl ginie ogłuszona gwarem 
Głupota tuczy się słowami 
Wystarczy: mane, tekel, fares 
Czy świat jest łodzią dla szalonych 
Rozbitków, co ratunkiem gardzą 
- Jesteś zmęczony? 
Tak 
Bardzo J. Kofta   ___________________________________________________________________________________________________________________________    

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Tajne instrukcje Watykanu

Tajne instrukcje Watykanu czyli o pedofilii w kościele   Chciałbym dziś poruszyć temat drażliwy dla większości osób. Drażliwy, wkurzający niczym mucha latająca koło nosa ale jednocześnie warty poruszenia, bo jakże ważny. Wiele osób być może nawet nie zdawało sobie z tego sprawy ale w latach 62-01 obowiązywała tajna instrukcja watykańska. O nazwie bliżej nic nie mówiącej dla przeciętnego zjadacza chleba - Crimen Sollicitationis. Co było w instrukcji?   &   Reasumując - ręka rękę myję. Spytacie zapewne sami siebie jaki jest obecnie stosunek kościoła do pedofilii itp.?     Oto odpowiedź, chodź między wierszami, bo to dzieci kuszą tak tych księży i wchodzą im do łóżka, że biedny ksiądz nie może się oprzeć i gwałci malucha mimo jego pisków i wrzasków.Urocze. A gdzie jest ten bóg? Gdzie jest ten miłosierny bóg z NT? Który przecież tak się nagle zmienił z tego mściwego, okrutnego stał się tak miłosierny.. o, ironio.   I można by teraz zaklinać rzeczywistość i mówić: okej, w Kościele są pedofile, wszędzie są, wśród rolników, hydraulików, nauczycieli, polityków, prawników. Wszędzie. I okej, pewnie tak jest ale pomyślmy realnie: czy jest ich tam równie dużo? I czy równie mocno są kryci przed zwierzchników? Dlaczego zboczeńcy w sutannach nie ponoszą odpowiedzialności adekwatnej do tego co zrobili?   Każdy GWAŁT NA DZIECKU TO NISZCZENIE JEGO PSYCHIKI. JEGO PRZYSZŁOŚCI. TO NAJWIĘKSZA TRAUMA, PRZEZ KTÓRĄ NIE RAZ OFIARY TARGAŁY SIĘ NA WŁASNE ŻYCIE. Często skutecznie.   A co na to kościół? Modlitwy, gadanie o Bogu.. i skasowanie pieniędzy za pogrzeb. Bóg zapłać.   Jeszcze taka mała ciekawostka dla oka: &     Jeśli jednak mam być szczery, to osobiście uważam, że jest ich znacznie więcej, choćby z tego powodu, że wielu przestępstw na tym tle nie ujawniono z lat 62-01.    Przykłady skandali pedofilskich z udziałem kościoła Australia -  Austria -  Belgia- Chile- Holandia- Irlandia- & & Niemcy-  & USA- & Włochy-   Dziękuję. Amen..   Źródła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Przestępstwa_i_wykroczenia_seksualne_w_Kościele_katolickim https://hartman.blog.polityka.pl/2014/08/23/alarm-570-ksiezy-pedofilow-idzie-po-nasze-dzieci/ http://kkpp.blox.pl/html    

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

(Nie)Realny Sen.

Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Normalny, zwykły dzień jak tysiące poprzednich. Świeci słońce, przyroda żyje własnym życiem, maleńki strumyk nieopodal leniwie płynie. Pełno zieleni wokół, jest wyraźnie soczysta. Ujęcie zmienia się. Słyszę kroki, to chyba moje własne, nie widzę nikogo, kto mógłby je naśladować. Są spokojne, stawiam najpierw przód stopy, mój chód jest lekki. Widzę brata, zdaje się niczego nie zauważać, krząta się wśród zieleni. Rejestruję jego obecność i wkraczam głębiej w nieprzeniknioną gęstwinę. Czuję, że coś jest nie tak. Czuję to coraz wyraźniej, mocniej, intensywniej. Nastała cisza, słyszę tylko mocno bijące serce, krew pulsuje w żyłach. Jestem tylko ja i to coś, skryte w głębi tego wspaniałego lasu. Odchylam kolejną gałąź... serce zaczyna łomotać. Bladość, strach, przerażenie, nogi jak z waty. Nie ruszam się. Patrzę w jego żółte, przenikliwe oczy. To mój koszmar. Mógłbym przysiąc, że przez chwilę widzę szyderczy uśmiech. Zaczynam uciekać. Nie oglądam się do tyłu, nerwowo szukam brata. Krzyczę, macham rękoma. On nie reaguje, nie widzi nic. Prześlizguję się przez szczelinę w betonowym płocie, coś mnie trzyma. Widzę brata, jak przeskakuje płot, ja szamoczę się z własnym ubraniem. Panika się nasila z każdą sekundą, ubranie jęczy i rwie się na strzępy. Jestem wolny, mogę biec. Mój koszmar jest kilka metrów za mną. Wbiegam do domu. Zamykam drzwi, zamykam okna. Nie czuję nic. Już jest dobrze, jestem całkowicie bezpieczny, nic mi nie grozi. Wyglądam ukradkiem przez okno, widzę go. Żółte oczy i ciemne futro. Oblewa mnie zimny pot, wchodzi przez malutkie okienko o którym zapomniałem. Rygluje drzwi w środku, zastawiam je meblami. Liczę na jakiś cud. Słyszę pazury ocierające się o betonowe schody, słyszę ciężki oddech. Nie wiem co robić, rozglądam się po domu, jestem tu sam. Chcę biec po jakąś broń ale mój lęk każe mi stać w miejscu i czekać. Czas leci niepokojąco wolno. Ryk. Drzwi pękają. Widzę miliony kawałków. Kawałków szkła, drewna i żółte oczy, gdzieś między nimi w powietrzu. Budzę się. Mój oddech jest szybki i płytki jak po długim biegu. To był tylko sen..  
Tylko czy na pewno? Podobne sny miałem wiele razy. Pierwsze co rzuca się w oczy po przeczytaniu tego opisu, to moja ucieczka. Ile można uciekać, dokąd można uciekać i przed czym można? Czy zawsze ucieczka ma sens? W życiu każdego człowieka nastaje taki etap, gdzie albo możesz uciekać dalej i snuć się po swoich krainach fantazji, miejscach, gdzie wszystko jest idealnie takie jak sobie wymyślisz lub wyjdziesz poza swoją głowę, sferę wyobrażeń i ograniczeń i zastąpisz ten element w dużej mierze działaniem. Najczęściej rzeczywistość Cię nie zje, efekty przerosną Twoje oczekiwania a strach? Strach ma tylko wielkie (żółte) oczy.        

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Dorośnij

To zabawne prawie tak jak kilkuletnie dziecko pouczające rodzica, porównanie być może nie w każdej sytuacji trafne aczkolwiek dużo mówiące o tym jak to wygląda. Długie, zgrabne nogi osadzone w ciemnych szpilkach, dopasowana sukienka, parę dodatków w postaci kolczyków, zegarka, pierścionków, torebki i burza włosów ponad mocną oprawą ust oraz oczu - zdaje się, że to jest coś co działa na nas, niczym strój policjanta - wzbudza określone emocje oraz wg większości mężczyzn daje uprawnienia do wydawania rozkazów i poleceń. Dodajmy, że owe zalecenia niestety często okazują się nietrafione a jeszcze częściej, powinno się postępować zupełnie na odwrót niż kobieta mówi.   Zapewne wielu z nas usłyszało podobne zdania, sformułowania od "dorośnij" do "bądź dużym chłopcem". Czasem faktycznie, są one uzasadnione a patrząc na obecną sytuację, owe zwroty będą padać coraz częściej i mnożyć się niczym arabscy "turyści" goszczący od Niemiec po kraje skandynawskie. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że mass media oraz same kobiety odgrywają w tym całym spektaklu kluczową rolę, ponieważ same wkładają w męskie głowy określone schematy postępowań. Co ciekawe, owe postępowania, gdy niczego nieświadoma ofiara płci męskiej się do nich stosuje zupełnie nie przyciągają uwagi kobiet. Wyjątek stanowią panowie, którzy są przystojni, choć i im się nie do końca upiecze.   Wróćmy jednak do sedna tematu, myślę, że można śmiało założyć, że 3/4, ba, że 80, czy więcej procent mężczyzn to są tzw. białorycerze. Oni również się miedzy sobą różnią, od takiego, który udaje, że nie widzi zdrady swojej ukochanej, do takiego, który co tydzień biega do wybranki swojego serca z kwiatami oraz kolejną porcją czekoladek. Ogółem białorycerstwo jest chorobą zakaźną, żeby nie powiedzieć chorobą cywilizacyjną dotykającą tylko mężczyzn w XXI w. I tak jak każda choroba, tak i białorycerstwo ma różne stadia rozwoju proces rozwoju przebiega dosyć szybko, ponieważ pierwsze jej symptomy da się zauważyć w latach szkolnych.   "Zarażeni" czy zainfekowani mężczyźni są niezwykle podatni na kobiece sugestie typu "dorośnij". Weźmy przykładowego Kowalskiego, ot, zwykły facet, takie 6/10, przeciętny, niczym się nie wyróżnia, ma pracę, kota i jakiś tani samochód. Nie śmierdzi, używa jakichś perfum, ubiera się czysto ale nie są to marki z górnej półki. Jest piątek, kończy pracę a, że brakuje mu jakiejś kobiecej piersi to udaje się nocą na łowy do pobliskiego klubu. Spotyka tam różne kobiety ale jak już wspomniałem na początku, jest on mężczyzną przeciętnym, zatem z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że owy Kowalski ciśnienie ze swego zbiornika będzie musiał wyrównać sam.    Postawmy go jednak w lepszej sytuacji, uznajmy, że poszczęściło mu się i poznał on damę o imieniu Halina. Jest ona kobietą, której do górnej półki daleko, ale ponieważ jest kobietą, to ma i tak mnóstwo zainteresowania ze strony mężczyzn, którzy wyraźnie dają jej znać, że jeśli by znalazła czas i miejsce, to ejakulacja w jej łono byłaby dla nich niezwykle satysfakcjonująca. Halina i Kowalski po wielu randez vous z mniej lub bardziej opłakanym skutkiem wchodzą w związek. Trwa on, dajmy na to kilka lat a w czasie jego trwania da się słyszeć wspomniane już na początku zwroty. Nasz mężczyzna, z wpojonymi schematami poprzez media oraz wychowanie łatwo daje się wcisnąć pod kobiecą szpilkę. Kowalski często słyszy, że powinien dorosnąć, jest niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem oraz jego hobby to strata czasu, o pieniądzach nie wspominając.   Pieniądze należą do samiczki, ponieważ tylko ona wie jak je spożytkować 😆 Kowalski zatem próbuje się do owych słów odnieść i zaczyna postępować wg rad swej wybranki. Skutek jest opłakany. Wiecznie boląca głowa to tylko jeden z wielu niemiłych rozczarowań jakie czekają naszego samca. Tak to jest, jeśli słucha się zaleceń miłości partnerki, która jest istotą wysoce emocjonalną. Rzekłbym emocjonalno - chłonną. Istota, która jedno myśli, drugie mówi, trzecie robi a czwarte czuje daje nam rady a my, jako mężczyźni niestety ich się słuchamy. Po okresie starań, nawet białorycerz przechodzi pewien okres "buntu", podczas którego zauważa, że czasem postępowanie na opak czy postawienie na swoim wpływa wydatnie na zmiejszenie owych ciągłych bólów głowy.    Lekarz nie pomógł i tabletki, a postawienie na swoim oraz trzymanie ramy już tak. Niesamowite 😆. Tylko co z tym dorośnij, skoro kobiety lgną do owych "niedojrzałych"? 😆 Czy naprawdę musimy dorastać? To już zostawię każdemu z osobna do przemyślenia. Zostawię też piosenkę, która byłą inspiracją dla wpisu. Miłego wieczoru      

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Skowyt męskiego serca

Skowyt męskiego serca, czyli jak nam wmówiono, że kobieta jest NIEZBĘDNA do szczęścia?    Witam wszystkich, po mojej dłuższej nieobecności, wiele się zmienia w moim życiu, stąd i na forum jest mniej czasu ale nie zmienia to, mojego nastawienia do tego miejsca. Dziękuję. A teraz przejdźmy do meritum, otóż ostatnio obejrzałem kolejny już raz jakiś odcinek serialu pod nazwą "Chłopaki do wzięcia", który jest emitowany na Polsat Play. Wystarczy powiedzieć, że mnie to.. przeraziło i wprowadziło w .. okropny nastrój. Dostałem zalewu skrajnych emocji: żenady, współczucia, śmiechu oraz płaczu. Na raz, oglądając tylko 1 odcinek. A zresztą, obejrzyjcie sami:     Czy wy słyszycie, widzicie i czujecie to samo co ja? Proszę, podzielcie się swoimi opiniami i odczuciami po obejrzeniu tego. Mógłbym się tu rozpisywać, ględzić i moralizować ale tak naprawdę każdy, powtórzę KAŻDY, kto jest już jakiś czas na tym forum wyłapie o co mi chodzi. Przykro mi, że tak wygląda życie w matrixie a jednocześnie cieszę się, że chociaż pod tym względem się z niego wyrwałem .  Zachęcam do dyskusji.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Pachnie maj i w duszy gra lekka muzyka

Poetycko z tytułem? Być może ale poza chwilami zdenerwowania na to co jest wokół mnie czuję się dobrze, świetnie. Dawno tak się nie czułem, nawet zmęczenie ma jakiś delikatny odcień satysfakcji. Forum jest miejscem niezwykle inspirującym i zachęcającym do działania, to trochę jak takie poranne ćwiczenia, które w długofalowym okresie przynoszą korzyści. Tu jednak nie zmieniamy ciała lecz umysł, który jest rzeczą o wiele ważniejszą od naszego "pojazdu" na planecie Ziemia, stąd na wstępie: dziękuję.   A teraz do rzeczy, pachnie maj, miesiąc mi szczególnie bliski z wielu powodów  mam nadzieję, że i w tym roku odciśnie na mnie swoje piętno w jakiś szczególny, nowy sposób. Majowe dni szczególnie zachęcają do dzielenia się swoja kreatywnością ze światem, stąd i ja miałem nieco weny nim się chwilowo przyblokowałem. Nie załamuję się tym, kwestia czasu. Przejdzie. Miałem okazję stworzyć pierwszy "obrazoszkic" za pomocą ołówka i kredek akwarelowych, wyszedł może nie jakoś super ale jak na pierwszy raz oceniam to na plus. Będę chciał dalej coś próbować w tym temacie. Trochę już czytałem, orientowałem się, może nawet pod koniec następnego tygodnia kupię jakieś farby do tych kredek .   A oprócz eksperymentu z akwarelą nadal robię swoje - szkicuje, w swój dziwnie - niedosycony sposób. Zawsze to jakiś styl a raczej jego namiastka. Czasem myślę, że przydałaby się jakaś odmiana, coś innego niż szkicowanie pań ale nie mam pomysłu, nie mam pomysłu - CO by to mogło być. Zwierzęta? No tak średnio. Mężczyźni? Widzę się codziennie w lustrze. No to może przyroda? Nie, to mnie nie pociąga, nie czuję tego. Martwa natura? Nie, nie, nie. Ktoś coś doradzi?   A tu efekt mojej ostatniej pracy:   Czy są tu osoby, które chciały by się rozwijać w tym temacie razem ze mną lub interesuje/podoba im się taki rodzaj twórczości? Mój klub czeka, chętnie zapełnie puste krzesełka 😆 Tymczasem ... życzę wszystkim miłego weekendu oraz serdecznie pozdrawiam.  
 

Chłopak nie ściana & autoekspresja autora

Część I wpisu   Idąc w bliżej nieokreślonym kierunku po mieście zdarzyło mi się usłyszeć tytułowe "chłopak nie ściana", co wywołało we mnie falę różnych emocji. Od zażenowania poprzez złość, kończąc na smutku i niedowierzaniu własnym uszom. Trochę żałuję, że to nie był film, bo chciałbym odtworzyć tę scenę jeszcze kilka razy aby się z tym oswoić i przestać kręcić głową. Panowie, kurwa jakie to jest.. słabe. O ile to wyrażenie pada w kontekście "heheszków" i w luźnej atmosferze, to jedno ale jeśli ktoś, z pełną świadomością wymawia te słowa, to powinien się puknąć w łeb, a potem jeszcze dwa razy, żeby zapamiętać. Dlaczego to mnie tak bardzo uderzyło?
Wiemy wszyscy, którzy są zarejestrowani na forum oraz wszyscy, którzy regularnie je czytają, że takim zachowaniem, my jako mężczyźni sami podcinamy gałąź na której siedzimy. Z uporem maniaka stado białorycerzy oraz stado mężczyzn, którym nie przeszkadza kompletnie to, że kobieta jest zajęta podcina gałąź, podcina i podcina, aż w końcu..     Wracając jednak do wyrażenia, to czyż ono samo w sobie nie jest dwukrotnie upadlające? Raz, dla autora owych słów (które są zresztą mega białorycerskie, trochę też puasowskie), drugi raz dla jego gloryfikacji seksu oraz kobiet, co przekłada nad inne wartości. I nie chcę tu się zagłębiać w temat wartości, bo wiadomo, że te każdy ma nieco inne ale pragnę zwrócić uwagę, że będziemy mieć ciągle jako płeć pod górkę, jeśli takie zachowania nie będą piętnowane. Tak bardzo chcesz seksu? Są prostytutki, jest masa dziewczyn, które lubią seks, po prostu, sam seks, bez żadnych związków, inni mogą się zabrać za fwb ale po co ruszasz zajęte? Nie wiedziałeś, że jest zajęta? Ok, nie ma tematu, jeśli jednak wiedziałeś i mimo to podbijałeś do takiej damy w jasno określonym celu, to działasz na szkodę swoich braci. Jeszcze pół biedy, jeśli to jest jakaś dziewczyna, której faceta nie znasz (choć w moim odczuciu obie opcje są odrzucające) ale w sytuacji, gdy podbijasz do kobiety swojego kolegi, przyjaciela. Nóż się w kieszeni otwiera.   Przypominam, że jeśli ktoś się poczuł tymi słowami urażony, to przykro mi bardzo ale takie jest moje zdanie na ten temat. Nie chcę nikogo pouczać, nie chcę moralizować, bo nie jestem żadnym guru ani autorytetem w tej kwestii (choć akurat autorytety w kwestiach moralnych bardzo często mają sporo za uszami - np: KK, wybaczcie tą złośliwość :>) ani nie chcę wyjść na hipokrytę. Życie pisze różne scenariusze ale wg mnie po to mamy główkę, żeby się nią kierować a nie tym co mamy w spodniach, a przynajmniej usilnie się starajmy, by myśleć tą właściwą główką.   Część II wpisu   Tyle w temacie kobiet, związków, etc a teraz przejdźmy do mojego pierdololo o szkicach . Zakochałem się. Tak, idzie wiosna a więc i ja oddałem się owym uczuciom płodzenia, wyrażania swoich emocji, poprzez posuwiste ruchy, szybkie, wolne, energiczne czy melancholijne. Ruchy ołówka na kartce oczywiście . A moje zakochanie dotyczy właśnie ołówków. Znalazłem pewne ołówki, które no po prostu mi się podobają, jeszcze nie potrafię wykrzesać z nich wszelkich możliwości ale to co już umiem zaczyna mnie inspirować do dalszego działania.   Takie amatorskie odkrywanie pasji po swojemu, uczenie się na błędach i wyciąganie wniosków ma swój urok. Moim zdaniem, może nawet dlatego, że jest amatorskie, może ukazać nam się bliższe, bez tej całej technicznej otoczki. Trochę niedoskonałe ale w sumie dzięki tym niedoskonałościom oryginalne i wyjątkowe. Chyba dlatego podobają mi się stare utwory zespołu Coma. Do rzeczy, oto co wczoraj udało mi się wykrzesać dzięki ołówkom (tak, znowu jest to pani i będę je dalej rysować, dopóki nie osiągnę zadowalającego mnie poziomu w tej sprawie):     Powstało tego ciut więcej ale nie chcę z pewnych względów pokazywać wszystkiego :> a z każdego z ostatnio powstałych jestem zadowolony. Mam nadzieję, że i Wam się podobał mój kolejny wpis a może i szkic. Wiosna wreszcie, korzystajcie . Do kolejnego!

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Reorganizacja bloga + szkic again

Cześć, Miło powrócić do dodania wpisu po krótkiej przerwie :> Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że pierwsze co rzuciło mi się w oczy a co wcześniej nie zwróciło mojej uwagi to.. bałagan. Bałagan na moim blogu, bo ten blog jest i o wszystkim i o niczym tak naprawdę ale fajnie by było, gdybym zaczął go nieco "porządkować", co już wcześniej zaczynałem robić. Co o tym myślicie?   Kolejna kwestia - szkicowanie. Krótko wspomnę na początku, że zmieniłem pracę, przez co mam mniej czasu nie tylko na obowiązki moderatorskie ale również na spełnianie się w pasji. W każdym razie, nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia, gdy mam wolny czas - siadam i próbuję i próbuję. I tak w kółko, coś jak w kulturystyce: eat - train - sleep. U mnie wygląda to podobnie, tylko, że raczej na zasadzie: work - eat - sketch - sleep. Uzupełniłem ostatnio swoje ołówkowe zapasy i tak:   - gumka w ołówku (must be!) parę sztuk - skalpel (nie będę Was ciąć :> chyba, że złamiecie regulamin) - ołówki, które dają bardzo czarny kolor (o tym będzie niżej) - czarna kredka - biały żelopis - ołówek automatyczny   I to wsio. Nic więcej nie jest mi potrzebne na moim poziomie amatorskim. Ołówki, które dają ciemny kolor, taki prawdziwy ciemny, czarny. Pokażę Wam różnicę między tym ołówkiem (czarnym) 8B a zwykłym ołówkiem 9B:   Jakość nie najlepsza ale ze względu na słabe światło w pokoju tak to wygląda. I tak widać o co chodzi, zwykły ołówek się błyszczy, ten czarny nie. A teraz to samo ale na przykładzie szkicu wykonanego właśnie tymi ołówkami:     W moim odczuciu, wygląda to fajnie. Jakie jest Wasze zdanie?   Tym krótkim i miłym akcentem, pozwolę sobie zakończyć wpis :> Powodzonka i trzymajcie się. Pozdrawiam.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Bądź bą tą (czyli o podrywach słów kilka)

Ostatnio tak sobie obserwuję na portalach randkowych ale nie tylko, taką sytuację, że do związków, relacji, spotkań pchają się osoby, które nie powinny się tam pchać (akurat w tym momencie). Może zobrazuję o co mi chodzi, aby było to jaśniejsze dla wszystkich:   Portal randkowy, samica o niezbyt pociągającej aparycji z opisem rodem z tanich harleqinów. Tak przez myśli mi przeszło, czego właściwie ona oczekuje? Widzę, że wg opisu liczy na co najmniej księcia z bajki, tylko, że tu jest mały problem. Książe z bajki, Abdul ihr Ehr Aszke ma duuuuużo więcej i duuuużo ładniejszych opcji, które są na jego skinienie. Ktoś tu się mija z rzeczywistością. Okej, każdy może mieć oczekiwania, tylko, trzeba wziąć pod uwagę, że te oczekiwania powinny być adekwatne do świata realnego. Internet daje je ale są one złudne. Rozchodzi się więc o to, aby nie być rozczarowanym trzeba w takiej sytuacji: - podnieść swoją atrakcyjność albo obniżyć swoje oczekiwania.   Obydwa wyjścia wymagają pewnego wysiłku, niestety mentalna postawa naszych Pań (i nie tylko Pań, bo mężczyzn równie często) jest taka, że ja bym chciała to i to ale, żeby wykonać jakiś krok w tym celu, np: zrzucić trochę sadła, to już ciężko. I potem taka Pani zajada swoje smutki, co tylko utrudnia jej wyjście z tego błędnego koła, sytuacja kończy się na tym, gdy owa samica skończy sama (ew. z kotem) lub z jakimś Zenkiem spod monopolowego. Aby ktoś był. A wystarczyło by się zebrać i ogarnąć swoją atrakcyjność ( schudnąć, nabrać kształtów, ubrania, styl, makijaż itd.)
Niestety, bardzo często zamiast dwóch podanych przeze mnie rozwiązań, tj. podniesienia atrakcyjności lub obniżenia oczekiwań, wchodzi w grę trzecie, które potępiam: oszustwo. Jak inaczej nazwać unikanie informacji o swojej posturze, wklejanie zdjęć samej twarzy (lub twarzy z dekoltem), to jest zakłamywanie rzeczywistości, narażanie innej osoby na koszta, na stratę czasu i w efekcie rozczarowanie z obydwu stron? Nieuniknione, dodajmy. Jest to zwyczajne zamiatanie problemu pod dywan i nie tędy droga.   Powtórzę się, jeśli samico/samcu, interesują Cię "trofea" z wyższej półki, to licz się z tym, że wymaga to WYSIŁKU. W takim wypadku należy zacząć od najważniejszego, w tym konkretnym przypadku, od ogarnięcia swojej głowy. Dokładnie, chodzi o to, aby nie stawiać na piedestale samicy/samca, aby mieć ten "luz". Desperacja jest cholernie widoczna i odpychająca. O ile jeszcze samica złapie w ten sposób jakiegoś niedoświadczonego samca, to Ty samcze będziesz tylko odpychany, dlatego tak ważne jest dobre samopoczucie niezależne od nikogo i niczego. Masz czuć się dobrze sam ze sobą a ewentualny partner ma być tylko dodatkiem, który może odejść w każdej chwili i nie powinno to zburzyć Twojego samopoczucia, zachwiać Twoją wartością i samooceną.   Następnym ważnym krokiem jest zadbanie o to co jest widoczne na zewnątrz: - postura ciała (nie musi być modelowa, powinna być jednak odpowiednio: męska bądź kobieca, przy czym, im więcej włożysz w nią wysiłku, czyli im więcej w nią zainwestujesz, na tym większe profity możesz liczyć) - styl (znów odpowiednio, najbardziej uniwersalne będzie pójście w klasykę, tj. mężczyźni: koszule, półbuty itd, kobiety: sukienki, szpilki, itd) - wyprostowana sylwetka (mowa ciała jest bardzo ważna a garb nie przysparza Ci uroku, choć byś chodził w garniaku od Armaniego) - mowa (spokojna, wyraźna, naucz się mówić ciekawie, nie stresuj się obecnością pięknej samicy/przystojnego samca) - obowiązkowo: paznokcie, zęby, zarost, włosy muszą być zadbane - ładny zapach zawsze mile widziany ale nie musisz zużywać na to pół flakonu   Jeśli tego jeszcze nie zrobiłeś i nie ogarnąłeś tych spraw, DAJ SOBIE SPOKÓJ ze związkami, randkami i tym podobnymi sprawami. A teraz dodatek, dla osób, które powyższe mają ogarnięte i chcą rozpocząć "łowy" w internetach. - pisz ładnie, składnie, bez błędów - nie narzucaj się rozmówcy - zdjęcie (nie musi być ich 100 czy 200 ale kilka, byle dobrych) Nie rób takich zdjęć (jak te z 2010 na poniższym memie):   Przy okazji, zauważ, jak dopasowanie ubrania, stylu, do sylwetki, jaką to robi kolosalną robotę (wiem, śmieszkowy przykład ). Dodam świetny poradnik @Długowłosy, warty przeczytania (częściowo nasze teksty się pokrywają, można uznać mój wpis za taki "wstęp" do przeczytania poniższego): PS. Niektóre rady mogą być nieaktualne z uwagi na.. to, że np. Badoo ostatnio aktualizuje swój portal i trochę się to zmienia i w ciągu czasu zapewne jeszcze większej zmianie ulegnie. Ze zmian jest np: po 50 oddanych głosach podczas klikania serduszek masz "matcha" od portalu, tj. portal zestawia Cię z osobą płci przeciwnej, pojawiła się też opcja: - Sobowtórzy - Znajomi znajomych Czy one coś wnoszą? Śmiem wątpić, może poza dawką śmiechu, gdy się korzysta z sobowtórów .   Na koniec, cenne uwagi, którymi pragnę się podzielić: - zamiast korzystać z portali randkowych możesz skorzystać z... "podrywu" na różnych forach, komunikatorach, czy nawet fb (jest tam łatwiej, ponieważ nie masz tak dużej konkurencji jak na portalach randkowych) - nie daj się zwariować, nie spędzaj całych godzin na przesiewaniu internetu w poszukiwaniu drugiej osoby - nie spędzaj czasu na wiecznym pisaniu, dąż do spotkań, odmowa spotkania = z podziękowaniem drugiej osobie - traktuj to jak zabawę, nie napinaj się na jakieś efekty - staraj się stale podnosić swoją atrakcyjność - zbieraj doświadczenie i wyciągaj wnioski   Wydaje mi się, że wyczerpałem temat, być może czegoś zapomniałem, niestety mam problemy z pamięcią jak 70 latek . Komentujcie, dzielcie się uwagami, spostrzeżeniami. Zachęcam i pozdrawiam serdecznie.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Czy tylko ja tak mam?

Zauważyłem pewną rzecz, którą chciałbym tu poruszyć. Opisywałem tu już wielokrotnie jaka jest moja pasja, pokrótce jej przebieg, wspominałem też o wprowadzeniu nawyku ćwiczenia jak najczęściej (i efekty są, widzę, że coraz łatwiej łapać mi proporcje, coraz szybciej mi to idzie, etc.) ale jest też jedna rzecz, która mnie skutecznie wybija z rytmu.   Ostatnio zmieniłem pracę (którą i tak traktuję jako tymczasową, bo nie do końca odpowiadają mi godziny, płaca, itd.) i, gdy już jestem w domu, już chcę przysiąść i zacząć coś tworzyć to widzę, że strasznie mnie irytuje i wkurza, gdy nagle ktoś mi wejdzie do pokoju. Potrafię np coś działać przez 2-3 h i ktoś mi przerwie raz, to już potem nie potrafię się na tym skupić, zaczynam się wkurzać i najczęściej kończy się to tym, że zostawiam coś niedokończonego (bo, później ciężko mi znów wejść w określony rytm) i do końca dnia już nic więcej nie stworzę. W tym samym momencie jestem zły zarówno na siebie, że nie potrafię się zmusić ale i na osobę, która mi przeszkodziła. Z mojego punktu widzenia, wygląda to trochę tak jakby ten proces był dla mnie czymś intymnym, coś w podobie do pary uprawiającej seks i nagle wchodzącej do tego miejsca osoby trzeciej. Atmosfera prysła, jest trochę zażenowania, trochę śmiechu, niezręczna sytuacja, po której już się nie chce.   Jestem ciekaw, czy da się z tym jakoś poradzić? Najprościej było by zamknąć drzwi na klucz (ale to i tak nie wiele zmienia, bo też potrafi mnie to zirytować i wyrwać z rytmu, gdy ktoś się wydziera i dobija) albo po prostu ustronne miejsce, np: zmiana miejsca zamieszkania. O ile przy wielu innych czynnościach, jak trening, praca itd czyjś wzrok czy obecność mi nie przeszkadza, tak przy tym po prostu nie potrafię nic z siebie wykrzesać i jest to demobilizujące, co najmniej, zwłaszcza, gdy czasu ma się określoną ilość i ma się poczucie tego jak bezpowrotnie przecieka on przez palce. Przy okazji, dodam, że mam już ciekawy pomysł na kolejny wpis ale o tym za jakiś czas, gdy dopną się pewne sprawy. Jak ktoś ma jakiś pomysł, niech napisze w komentarzu, ew. gdy ktoś ma podobny problem, niech również da znać . Miłego dnia.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Kiedy nie mogę spać (krótki wpis?)

Będzie bełkot, z góry uprzedzam, więc jeżeli nie przywykłeś do czytania takowych treści - omijaj z daleka. Mam potrzebę napisania czegokolwiek i tak rodzi się kolejny wpis. Czas leci zdecydowanie za szybko, wczoraj user, dziś jr. mod, wczoraj rejestracja na forum a tu okazało się, że za dokładnie miesiąc i jeden dzień (bo tak przewrotnie się zarejestrowałem po dniu kobiet) minie rok.    Nie macie wrażenia, że to wszystko jest cholernie krótkie? Pamiętam jeszcze jak za dzieciaka (kiedyś to było ale było kurła ale było kiedyś) dzień wydawał się taki długi i szło się spać niechętnie. Teraz to wygląda inaczej, często zapychamy sobie czas tylko po to aby nie zostać sam na sam ze sobą a dzień wydaje się długi chyba tylko w przypadku czekania w kolejce w jakimś urzędzie. Strach pomyśleć jak mogło by wyglądać moje życie, gdybym jakimś zrządzeniem losu nie trafił tutaj, bez tej całej wiedzy, bez znalezienia swoistego wiatru, który pcha do przodu i inspiruje mógłbym nadal dryfować bez celu, suma sumarum - cofać się.   Jest dziwna tęsknota za tym co było a jednak w głębi duszy wiem, że to tylko moje idealizowanie, moje "uwznioślanie" czegoś, co wcale wzniosłe nie było. To takie trochę smutne, gdy bajka okazuje się tylko bajką i trzeba wracać do rzeczywistości. Wrócić trzeba, inaczej życie samo brutalnie nas sprowadzi do parteru. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje gorsze momenty, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, wtedy trzeba powalczyć o swoje. Piszę banały w tej chwili.. gdybym jednak miał rejestrować swoje myśli na bieżąco, to mniej więcej taki potok w tej chwili wychodzi. W sumie, potok nie oddaje tego co mam w tej chwili w głowie, lepszym pojęciem byłby: wodospad, np: Niagara, piękny i niebezpieczny.   Niestety (a poniekąd stety) jestem empatyczny, wydaje mi się, że dość bardzo. Taki typ refleksyjny trochę. Apropo refleksji, zerkając na liczbę wyświetleń tego "bloga" jestem zaskoczony. Nie myślałem, że będzie tego aż tak dużo . Z ogłoszeń parafialnych: wracam jeszcze w tym tygodniu na siłownię po małej przerwie (czas się uziemić), trochę lenia złapałem, kwestia miesiąca i znów się wkręce. Moja prośba do Ciebie, jeśli to czytasz i masz w głowie jakiś fajny kawałek, który nada się w celu treningowym, wrzuć w komentarzu.   Muzyka do wpisu: Piękny głos w refrenie w sam raz na dobranoc. Dobrej nocy wszystkim .    
 

Aktualizacja 1.1

Trochę mnie nie było więc pora uzupełnić co nieco, po pierwsze bardzo mnie ucieszyła wczorajsza ezoteryczna audycja i to aż godzinka a więc od razu konkretnie. Po drugie, skłoniła do ponownych przemyśleń w kwestiach duchowości a w tej ostatnio zgłębiam nieco tematykę snów. Na widelec wziąłem tym razem pana Jarosława Bzomę, który, żeby było ciekawie: ma wykształcenie medyczne a od jakiegoś czasu zajmuje się śnieniem, które nazwał "progresywnym" (tu nie jestem tej informacji pewny, czy nadal śni czy nie). Ten pan wypuścił 6 tomów pod nazwą "Krajobrazy mojej duszy", ja książek nie czytałem ale obejrzałem długi wywiad, w którym jeden odcinek miał koło godziny a odcinków było 10. Dodatkowo na Taraka.pl jest sporo tekstów pana Bzomy, które też cześciowo przejrzałem. W mojej opinii, możliwe, że jest w tym sporo racji. Zaznaczę od razu, że jestem Januszem ezoteryki, więc proszę się nie sugerować tym co ja piszę, tylko potraktować to jak moją opinię a wyrobić sobie własną. Odkąd porzuciłem KK, moją podstawą wierzeń jest: - Dusza - Reinkarnacja - Bóg/Źródło/Kreator (nazwy różne, chodzi o to samo poniekąd)   To co opisuje pan Bzoma na pierwszy rzut oka wygląda jak jakiś mechanizm, skomplikowany, dopiero z czasem poznając znaczenie niektórych pojęć zaczynamy dopiero łapać o co chodzi. Generalnie zaciekawiła mnie kwestia "łuku wstępującego i zstępującego" to przypomina nieco schody na piętro w sklepie, gdzie jedne prowadzą w dół, drugie w górę. Zakładałem na forum o tym wątek ale wkleję tu odpowiednią ilustrację poniżej:   Jak widać znaki od wagi przez skorpiona, strzelca, koziorożca, wodnika i ryby są wstępujące, natomiast znaki od barana poprzez byka, bliźnięta, raka, lwa i panne są zstępujące czyli od oddalające się od Źródła (nazwa Boga wg. Bzomy - wg. niego są pomniejsi bogowie ale o tym proponuję doczytać). O tym łuku pisze również Podwodnyj oraz Andrzej ze Świat Ducha.   Przyjrzyjmy się zatem znakowi Bliźniąt, ponieważ ja jestem spod właśnie tego znaku. Cytując Andrzeja: I tak się właśnie w moim przypadku stało, bo przyznam, że po wysłuchaniu i przeczytaniu co nieco ogarnął mnie jakiś strach, ogólnie nieprzyjemne odczucia miałem. Muszę jeszcze doczytać, zajrzę chyba do Podwodnyj'a ale od razu z tego co wkleiłem, widać, że jeśli ktoś się zainteresuje duchowością a jest w łuku zstępującym to może napotkać na różne opory, różne przeszkody, przynajmniej tak to zrozumiałem. Pozwolę sobie jeszcze zacytować fragment, tym razem z tekstu pana Bzomy na Tarace: Przekładając to na mój znak, oznaczałoby, że moją najlepiej rozwiniętą jaźnią jest ta z poziomu przyczynowego. Interesująca jest wzmianka o "przejściu" w którym można by ominąć kolejkę i wskoczyć z "czarnych" do "białych". Z ciekawostek, wspomnę o tym, że wg tego pana to co się dzieje w miejscach objawień Maryjnych, to nic innego jak "dojenie" z energii przez pewne byty. Kolejna ciekawostka, to podpytałem o znaki kilka osób z rodziny i cóż, wydawało by się, że pasuje (ale proszę mi nie wierzyć, możliwe, że mój umysł sobie sam to dopasowuje).   Reasumując, bo wątpie by ktoś dotarł aż do końca, jestem zafascynowany moich poszukiwaniem na własną rękę tego co być może istnieje "tam". Będę szukać dalej a różne wnioski, ciekawostki i opowieści będę publikować na blogu pod nazwami "Aktualizacja 1. (i tu kolejna cyfra)." Jeśli ktoś jest ciekawy, mogę podrzucić parę linków w komentarzu, tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia.  PS. To co opisuje nie jest żadnym pewnikiem i nie wykluczam, że za jakiś czas zmienię swoje zdanie na pewne tematy, cykl wpisów będzie nazywał się aktualizacja, ponieważ będzie to aktualizacja moich dotychczasowych przekonań oraz poglądów.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Kobiece piekło czyli miejsce

... wybrukowane dobrymi chęciami.   Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy komentują, czytają, to daje mi motywację do dzielenia się swoimi przemyśleniami, spostrzeżeniami czy twórczością. Każdy kto kiedyś coś pisał, publikował wie jakie to miłe uczucie, już nie mówiąc o tym, gdy wpisy, posty, etc są oceniane i odbierane pozytywnie. Mała wazelinka ode mnie i przejdźmy do tego jakże kontrowersyjnie brzmiącego wpisu. No i teraz się zacznie, hejt od nieświadomych i być może jakieś głosy poparcia od tych bardziej świadomych samic.   Pewnie każdy z Was pamięta (mówię tu teraz o męskiej części czytających) jak i Was dopadła myśl aby się wyżalić kobiecie (np: przyjaciółce, koleżance) z dręczących z Was problemów, najczęściej mających charakter "miłosny". Otóż, szukając jakiegoś pocieszenia, dobrego słowa czy rady na pewno nie jedna osoba wpadła na tak "genialny" pomysł, co bystrzejsi już po tym wstępie będą wiedzieć do czego zmierzam. Tak, właśnie o to chodzi. O odpowiedzi jakie dostawałeś, o te cenne, złote rady. Pomyślmy, jak mogły by one brzmieć?   - Musisz się więcej starać - Pokaż jej, że ją kochasz - Kup jej kwiatki/biżuterię/czekoladki - Zabierz ją gdzieś (restauracja itp klimaty) - Pokaż jej, że Ci na niej zależy - Może ma zły okres, Ty chamie, powinieneś wspierać - I tak dalej, i tak dalej   Jeśli zatem czytałeś "Kobietopedię", jeśli choć od czasu do czasu czytasz forum, to wiesz bardzo dobrze, że takie rady (najczęściej z dobrego serca) przyczynią się tylko do pogorszenia sytuacji. Zauważ, że jakbyś nie opisał problemu odpowiedź kobiety streści się w zasadzie w "staraj się bardziej", co jest (jeśli w to uwierzysz i wdrożysz w życie) autostradą do końca relacji.   Zacznie Ci bardziej zależeć, będziesz starać się jeszcze bardziej, jeszcze więcej będziesz chciał przebywać z kobietą, jeszcze więcej jej kupować, zabierać - w efekcie zauważysz bardzo ciekawą sytuację, im bardziej Ty będziesz "napierać", tym bardziej Twój obiekt westchnień będzie się oddalać. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że będąc białorycerzem z takich rad korzystałeś i, że dziwnym trafem na dłuższą metę nic one nie dały a zaszkodziły. Trzeba też pamiętać, że póki tkwiłeś w związkowym matrixie to mogły być jedyne rady jakie mogłeś dostać i nie ma co obwiniać osoby płci "pięknej", że doradziła Ci właśnie tak. W końcu kobiety same o swoich potencjalnych partnerach mówią, że: muszą być odpowiedzialni, słodcy, troskliwi, czuli etc (wersja nieco zmienna ale mniej więcej schematyczna) a potem zjawia się jakiś Staszek, co to pije, pali i podbija oczy innym mężczyznom i nagle kobieta nie wiedzieć czemu czuje do niego pociąg. To co świadomie kobieta myśli a co podświadomie czuje to dwie różne sprawy, dlatego rzeczywiście: patrząc logicznie, to co doradzają kobiety "musisz się więcej starać" itd może mieć sens, natomiast biorąc pod uwagę ten podświadomy mechanizm doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie tędy droga. I należy o tym pamiętać, słuchając cudzych rad, zwłaszcza koleżanek czy białorycerskich kolegów oraz przyjaciół tkwiących w tym związkowym matrixie. Właściwie na tym można zakończyć wywód i każdy powinien wyciągnąć właściwe wnioski.   PS. Pamiętajmy, że wszelkie skrajności to największe zło jakie możesz sobie wyrządzić, jak we wszystkim - trzeba znaleźć umiar, odpowiedni balans. PS2. Miłego weekendu   Pozdrawiam

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Trochę o wszystkim

Cześć wszystkim zaglądającym tu w wolnej chwili, pisałem niedawno o tym, że dam znać jak sprawują się niektóre zabawki z tym, co zamówiłem. Miałem okazję już potrzymać w rękach i poużywać sobie "kilka" dni  Pierwsze wnioski to: - gumka w ołówku jest po pierwsze mega pożyteczna, po drugie muszę dokupić. Super rzecz, wymazać jakieś niedoskonałości, poprawić coś, niezbędna. - blender, całkiem okej ale rewelacji nie ma, spodziewałem się czegoś "wow" a tu nic specjalnego, może z czasem nabiorę innego zdania - wiszery, przydatne, rozcierają lepiej i mocniej niż patyczki do uszu, to pierwsze co mi się rzuciło w oczy, minusem jest to, że potrzebna jest do nich temperówka bądź papier ścierny - burnisher, do tej pory nie rozgryzłem ale też za długo nad nim nie siedziałem, póki co leży i ładnie wygląda - ołówek 9B, fajny, spodobał mi się, dobrze, że od razu kupiłem dwa   Pomyślałem, że fajnie by było dokupić jeszcze jakieś kredki, najlepiej jakąś czarną, kilka ołówków, bo szybko się kończą, jakieś koszulki na prace i może segregator, ew. teczkę, gdzie bym to wszystko gromadził. Za namową pewnego artystycznego usera założyłem sobie konto na insta, podesłałem paru osobom, ledwie parę osób mnie obserwuję ale też za wiele tam nie ma, mimo wszystko to fajne miejsce do gromadzenia prac, choć zdjęcia a praca w rzeczywistości czasem się różni. Wklejałem ostatnio na forum w swoim temacie pracę, teraz nałożyłem trochę cienia i wygląda to mniej więcej o tak:   Pierwszy raz rysowałem włosy i co ważne, musiałem podkładać kartkę pod rękę aby nie brudzić tego wszystkiego, bo o to przy miękkich ołówkach nie jest trudno  Myślę, że wyszło całkiem ok, w wolnym czasie jeszcze sobie to dopracuje. Staram się też wyrobić w sobie nawyk i dlatego codziennie choć na chwilę zasiadam przy biurku i coś próbuję zdziałać. Metoda kratkowania jest niezwykle przydatna a ja często z niej korzystam. W końcu chodzi o to, by tego zwyczajnie nie przerysować ze zdjęcia a własnymi umiejętnościami i z niewielką pomocą mniej więcej odwzorować coś, zachowując w tym cząstkę siebie. Swoją drogą, natrafiłem na fajną muzykę podczas tworzenia: Bardzo pozytywna, polecam przesłuchać  Miłego wieczoru wszystkim.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Noworoczne postanowienia czyli trochę o mnie

Mamy nowy, miejmy nadzieję jeszcze lepszy od poprzedniego roku - 2018! A skoro już wszyscy wytrzeźwieli i odchorowali to pora na małą refleksję i zastanowienie się: co mogę i chciałbym zmienić w swoim życiu, by było dla mnie lepsze i żebym wykorzystał jakoś ten pędzący z prędkością Ferrari czas. W moim przypadku od kilku ostatnich dni męczyła mnie myśl rozwijania pasji, dlatego też właśnie wczoraj pozwoliłem sobie zamówić parę przyborów przydatnych do szkicowania, nic wielkiego, troche na wypróbowanie i jeśli się sprawdzą to następnym razem zamówię wiecej.   Lista zakupów jest skromna i obejmuje między innymi: wiszery, blender, gumkę w ołówku, ołówki 9B, jakiś cienkopis o grubości 0.1mm i coś jeszcze, nie pamiętam na chwilę obecną. Z niecierpliwością oczekuję tej przesyłki i czekam aż będę mógł wypróbować to wszystko w praktyce. W międzyczasie kończę książkę pani B. Edwards o szkicowaniu, żeby nabyć trochę wiedzy teoretycznej, której mam mało na ten temat. Dodatkowo postanowiłem, że książek o szkicowaniu, rysowaniu przeczytam jak najwięcej. Natrafiłem też na kilka blogów o tym mówiących plus wbiłem do grupy tematycznej na FB. Myślę, że to wszystko to kroki postawione w dobrym kierunku i z czasem zaczną przynosić mi różne profity, choćby w umiejętnościach i obeznaniu tematu.   Oprócz szkicowania, rozwijam również drugą pasję - trening ciała na siłowni. W końcu pękło 40cm w ramieniu (drugie mam odrobinę mniejsze ale to bardzo częsta przypadłość). Patrząc na swoje ciało znalazłem kolejne elementy do przetyrania i skupienia się na nich: nogi oraz barki, ponieważ uważam, że mimo już sylwetki w kształcie V mam zbyt małe barki, nogi również pasowało by wymęczyć aby nie zaczęły odstawać od większych (docelowo) barków. Liczę, że uda mi się zrobić stojaki pod sztangę do przysiadów i masa nóg powinna ruszyć. Mało brakowało a bym zapomniał - dziennik treningowy na forum, trochę olałem wpisywanie, co nie oznacza, że nie trenuję, jest tak jak w DT - 4 x w tygodniu, 2x shotgun i 2x specjalizacja (ramiona). Z ciekawostek - zakupiłem witaminę D3, stosuję od jakiegoś czasu i wydaje mi się, że efekty jakieś widać ale z osądem jeszcze poczekam, mam jeszcze białeczko zakupione podczas Black Friday (Janusz zakupów) i kończącą się kreatynę, którą będę musiał niedługo dokupić, tym razem zdecydowanie w wersji bezsmakowej.   Jeśli chodzi o kobietki i relacje damsko - męskie to zrobiłem się troszkę wybredny i kręcę noskiem jak księżniczka, zazwyczaj zbywam Panie (albo one mnie ) i nie mam jakiegoś parcia na to, by koniecznie wchodzić w kontakt z samicami. Oczywiście rodzina mówi swoje, ja swoje i tak jak pies z kotem żyjemy ale radzę sobie. Z moich spostrzeżeń (w rodzaju siódmym dniem tygodnia jest zawsze niedziela ) zauważyłem, że kobiety, uchodzące wszem i wobec za romantyczne, niebiańskie oraz eteryczne istotki są.. bardzo dalekie od duchowości. Mało tego, one od tej duchowości odciągają innych, przykładowy dzień z samicą to przecież: serial rano, zjeść, zakupy, zjeść, serial wieczór, seks (lub nie), spać i nie ma czasu na nic więcej. Uogólniam, zdaję sobie z tego sprawę ale to nieuniknione, gdy mówi się o większości.   Sprawy duchowe, odejście od KK, poszukiwanie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, medytacja, słuchanie różnych nagrań (synchronizujących, nagrań z afirmacjami) - tak to wygląda w tej chwili. W wolnym czasie zdarza mi się zajrzeć na Swiatducha i poczytać to o czym pisze A. Kluza. Myślę, że tu nie będę za wiele zmieniać i pozostawię tą kwestię i poczekam jak się rozwinie.   Co jeszcze? Poszukiwanie lepiej płatnej pracy - i tu bardzo ważna sprawa, z chwilą, gdy taką znajdę prawdopodobnie będzie to równe zmianie miejsca zamieszkania i co za tym idzie, kolejne decyzje i zmiany w moim życiu, miejmy nadzieję, że na lepsze. Myślę też nad zapisaniem się na jakieś sztuki walki, chodzi mi po głowie głównie: boks lub kickboxing, sam nie wiem jak to wyjdzie. Poszukiwanie i udoskonalanie własnego stylu (mowa o ubiorze) trwa, do tej pory widzę zmiany na plus, mam nadzieję, że kolejne będą równie udane. Lubię styl elegancki, koszule, zegarki, fajne buty, perfumy to jest coś co mi się podoba i będę starał się inwestować jakieś pieniądze w swój wizerunek. Problemem może być to, że ćwiczę a więc waga wiecznie rosnąć nie będzie a mała redukcja nadchodzi już wielkimi krokami - czyli problem z rozmiarami ubrań mnie czeka.   Żywienie - tu jest pole do poprawy, uwielbiam słodycze i fastfoody i o ile tych drugich spożywam mało, to jednak słodyczy jest w moim życiu zdecydowanie za dużo. Planuję to ograniczyć, myślę też nad ograniczeniem spożycia kawy, bo jestem od niej chyba uzależniony. Będzie ciężko ale myślę, że dam radę, bo miałem już raz możliwość ograniczenia zarówno słodyczy jak i kawy. Udało mi się to ale z czasem przestałem się kontrolować i stare, złe nawyki wróciły.   Podsumowując, to miejsce było motywatorem i inspiracją dla wielu pozytywnych zmian w moim życiu. Liczę na to, że tak będzie nadal. Jestem tu od marca i cieszę się, że postanowiłem się tu zalogować, to była jedna z lepszych decyzji jakie podjąłem  Pamiętajcie, że to jakimi ludźmi się otaczacie pcha Was (lub nie) do sukcesów a te miejsce jest pod tym wzgledem specyficzne. Dużo życzliwości, dobrej energii (ostatnio też dużo trolli ) i chętnych do niesienia pomocy Braci sprawia, że wciąż się dziwię, czemu jeszcze nie jesteśmy na 1 miejscu w Polsce, jeśli chodzi o fora. Być może to niedługo też ulegnie zmianie i cytując klasyka "oddajcie cesarzowi co cesarskie" nastąpi zmiana na podium. Serdecznie pozdrawiam!   PS. WYTRWAŁOŚCI W POSTANOWIENIACH!

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Najpopularniejsze religie "pokoju" powodem wojen

Witam wszystkich bardzo serdecznie w ten świąteczny wieczór, mam nadzieję, że humory dopisują a brzuchy urosły do rozmiarów piłki (co najmniej ), Sylwester spędzony w jakikolwiek sposób będzie udany i rozpocznie kolejny, dobry a może i lepszy rok od powoli już odchodzącego w niepamięć 2017, czego wszystkim czytającym z całego serca życzę.   Temat, który chciałbym dziś poruszyć jest nieco kontrowersyjny i ciężki, bo mowa będzie o.. religii. Na świecie jest mnóstwo religii, tych głównych, najbardziej popularnych jest 5 a mianowicie: - chrześcijaństwo - islam - judaizm - buddyzm - hinduizm   Na tabeli, którą zamieściłem wyżej widać doskonale jaki % populacji stanowią chrześcijanie, muzułmanie itd, widać też przewidywany wzrost wśród wyznawców danych religii w okresie od 2010 do 2050 roku. Co może niepokoić, to fakt, że islam zrówna się pod względem liczebności z inną bardzo dużą religią: chrześcijaństwem. Walka o pozycję nr 1 może być i prawdopodobnie będzie bardzo, bardzo krwawa. Zaraz, zaraz..walka? Słowo walka w wątku religii tzw. pokoju brzmi tak dziwnie jak wizyta prostytutki w przedszkolu. Jaka walka? Dwie religie "pokoju" walczą? Wydaje się to dziwne, w końcu islam to religia pokoju a chrześcijaństwo mówi o nadstawianiu policzka, to jak to w końcu jest? Zmieńmy punkt widzenia i spójrzmy na tą walkę jako na walkę dwóch gigantycznych korporacji. Lepiej pasuje, prawda? Tam też pod przykrywką "dobra ludzkości" trwają walki o każdego klienta, o wypromowanie swojego produktu dla jak najszerszej rzeszy ludzi. Teraz nikt się nie dziwi, że między korporacjami trwa walka o zasoby, nie tylko ludzkie, finansowe również. Jest takie średniowieczne przysłowie, które brzmi: I to prawda, że bogactwo religię niszczy, nie trzeba chyba nawet przedstawiać przykładów z rodzimego podwórka jeśli chodzi o KK i bogactwo poszczególnych "pasterzy". Schodząc na chwilę z głównego tematu, czy nie uderza w Was hipokryzja KK odnośnie ubóstwa?  Genialnym przykładem jest siedziba samego papieża. Wracając do wątku, nie starczyło by czasu by opisać wszelkie sytuacje, gdy ludzie wierzący przepisują wszystkie swoje dobra na Kościół, droga zapłata za cenę życia po śmierci, do tego zapłata za coś co być może nie istnieje. Tylko teraz zastanówmy się, czy Bóg, czyli Twój Stwórca, czy ON wymagałby od Ciebie pieniędzy (czegoś stworzonego przez człowieka) po to abyś trafił do Niebiańskiego Raju? A może te pieniążki, posiadłości i inne dobra są potrzebne komu innemu? Ano właśnie, dobrze kombinujesz. A KK pod tym względem ma wyjątkowo lepkie łapki, wystarczy wspomnieć choćby o odpustach. Odpust to darowanie kary za grzechy, za grzechy, które jak twierdzi Kościół czynisz! Jakie można mieć grzechy? Hmm.. zjedzenie mięsa w piątek, przeklinanie, masturbacja (tak, Ty podły zboczeńcu fapiący do pornoli albo o zgrozo uprawiający przedmałżeński seks! Ty pieprzony bezbożniku!). Człowiek, który "zgrzeszył" czuje się źle i wtedy kupuje produkt, który sprawi, że poczuje się dobrze. Logiczne, proste a jednak wciąż dla wielu nie do przyjęcia!  https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/pk201307_odpust.html   Mówimy o korporacjach, o zakazach, o nakazach, o pieniądzach a gdzie się podział najważniejszy element? Gdzie się podział w tym wszystkim Bóg? I dlaczego każda religia uparcie sugeruje a czasem nawet mówi o tym wprost, że tylko ona ma monopol na prawdę? Na odnalezienie Boga? Coś tu definitywnie śmierdzi, zwłaszcza, że religii jest mnóstwo i każda twierdzi podobnie. Pokazałem na przykładzie KK, że korporacja i religia to w zasadzie jedno i to samo, można śmiało założyć, że Kościół jest bardzo starą korporacją. I dochodzimy powoli do sedna.   Wspomniałem o tym, że każda religia albo znaczna większość z nich (nie sposób poznać wszystkich religii i ich odłamów, jest zbyt wiele tego) twierdzi, że tylko ona ma monopol na kontakt z Bogiem, do tego każda religia uważa, że inne religie są gorsze, że trzeba je zniszczyć i nie myśleć, nie zastanawiać się tylko zniszczyć, spalić, zdeptać. Tu każdemu powinna zapalić się czerwona lampka i zawyć w głowie donośnie syrena. Uważaj! Pisałem już na forum o tym kilkakrotnie - każda skrajność jest zła, co widzimy w moherowych beretach czy wybuchających fanatykach islamu. Zadajmy sobie jedno bardzo ważne pytanie, czy przypadkiem Bóg nie jest tylko jeden? Bóg jest, istnieje, to element wspólny religii, pójdźmy więc dalej, jeśli jest jeden Bóg a religii jest mnóstwo, to która z tych religii jest słuszna? Chrześcijanin powie, że jego, muzułmanin, że jego, Żyd, że jego itd, który ma rację? Po co były Krucjaty, po co teraz trwa dżihad? Po co było wiele zabójstw na tle religijnym? Po co ta cała walka o dominację? Dla Boga? Dla Istoty Najwyższej miało by być istotne, że ktoś zjadł mięso w piątek czy ktoś spożył wieprzowinę?  Jeśli wszystko weźmiemy do kupy, to okaże się, że tak naprawdę w religiach jest niewiele Boga, żeby nie powiedzieć, że niektóre na niego wręcz zamykają.   Śmiało można postawić tezę, że obojętnie, które religie nie znalazłyby się na miejscu tych dwóch największych to wszystko przebiegało by tak samo. Niektórzy twierdzą, że bez religii ludzie zachowywali by się jak zwierzęta, że panowała by rozpusta, morderstwa, gwałty. Macie deja vu? Ja tak, bo mimo wielu religii, bo mimo przyjścia Jezusa, Mahometa i wielu innych nadal to wszystko się dzieje, dlaczego niby bez religii miało by być gorzej? Jest wiele sposobów na kontakt z Bogiem, nie trzeba wcale na to wydawać pieniędzy i zapisywać domów czy się wysadzać. Korporacje wtłoczą Ci, że przy Crunchips jest impreza, w KK, jeśli wierzysz, po śmierci zmartwychwstaniesz a w islamie, że będą po śmierci na Ciebie czekać dziewice, przecież to wszystko jest jedną, wielką marketingową papką, byś wybrał ich a nie konkurencję a najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że na tym tle zgineło wiele istnień, bezrefleksyjnie przyjmujących za pewnik to o czym ktoś kiedyś napisał w jakiejś książce, która była przepisywana miliony razy. Mam nadzieję, że to zmusi co niektórych właśnie do refleksji. Serdecznie pozdrawiam      

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Kreatyna a odporność (#krótki wpis 5)

Potraktuję dziś czytelników wpisem o czymś zgoła innym niż do tej pory, bo chciałbym dziś rozwinąć wątek kreatyny w kontekście odporności naszego organizmu. Mamy dziś poniedziałek, lekko ponad tydzień temu zacząłem suplementować kreatynę, mam też jeden trening więcej niż do tej pory. To wszystko poskutkowało tym, że od wczoraj ciągam nosem. Dzisiejszego dnia jest jeszcze gorzej niż wczoraj, widocznie złapałem lekkie przeziębienie. Może to przypadek, może to UFO a może  ja jestem wariatem ale nie da się nie zauważyć, że jest trochę podobnych opinii o tym suplemencie w internecie. Jakiś czas temu również brałem kreatynę i brałem ją w okresie letnim i nie zauważyłem po niej takich skutków ubocznych, być może na to, że jestem teraz przeziębiony złożyło się kilka czynników, np: pogoda, słabsza odporność, cięższe treningi. Ciężko wyrokować, przedstawię kilka ciekawszych opinii z otchłani internetu: & link: http://www.sfd.pl/Czy_kreatyna_osłabia_-t125256.html   & link: http://potreningu.pl/articles/350/choroba--w-trakcie-cyklu-kreatynowego   Jak widać nie jest to już tylko jakaś teoria spiskowa, krążąca po siłowniach i domach osób trenujących. W tym wszystkim jest więcej niż ziarnko prawdy, w końcu jak zauważył autor artykuł z potreningu "jak na złość w okresie stosowania preparatów kreatynowych" zdarzają się infekcje. Jak na złość, czyli w jakiś sposób kreatyna wpływa na naszą odporność. Teraz jestem tego wręcz pewien. Wracam do zdrowia, może na lekkim przeziębieniu się skończy  Pozdrawiam serdecznie.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Scio me nihil scire (#krótki wpis 4)

Wiem, że nic nie wiem - bo to dosłownie oznacza łacińska sentencja w tytule, to postawa, która zachęca nas do zadawania pytań i szukania na własną rękę. Nie do końca wiadomo czy autorstwo tych słów można przypisać samemu Sokratesowi czy też Platonowi, w każdym razie, w żadnym z jego dialogów (Sokratesa) nie pada takie zdanie, jest natomiast teoria mówiąca o tym, że to ujęcie jego dłuższej wypowiedzi z "Obrony". Wracając do głównego wątku, chciałbym zadać Ci czytelniku jedno pytanie: ile razy bezkrytycznie przyjmujesz do wiadomości pewne informacje? Czemu nie starasz się szukać i odkrywać? Czemu nie zadajesz pytań i nie próbujesz na nie odpowiedzieć? Nie mów nic, tak jest znacznie łatwiej bo zdecydowana większość ludzi idzie na łatwiznę. Schody zaczynają się wtedy, jeśli założymy, że tak naprawdę nic nie wiemy, co nie mija się z prawdą. Człowiek zapędza się w kosmos, choć nie ma pojęcia jak wygląda jądro Ziemii (są tylko teorie), nie zbadał dokładnie oceanów, w amazońskich lasach są wciąż odkrywane nowe gatunki zwierząt. Okazuje się, że niektóre organizmy są w stanie przetrwać w skrajnych warunkach, co też rzuca nowe światło na życie pozaziemskie. Codziennie dowiadujemy się coraz to nowych informacji o otaczającym nas wszechświecie, lecz mimo to, niektórzy nadal będą twierdzić z uporem maniaka, że wiedzą lepiej. Przypadłość Januszy? Niekoniecznie. Sokrates nigdy nie twierdził, że jest mądry, nie założył, że ma monopol na jedyną i słuszną prawdę. Określał się "poszukiwaczem prawdy". I ta koncepcja jest mi niezmiernie bliska. Najważniejszym krokiem w tej drodze jest uświadomienie sobie właśnie, że tak naprawdę nie wiele, że NIC nie wiemy, gdy to nastąpi i odrzucimy różne twierdzenia i założenia, możemy starać się dochodzić do prawdy poprzez rozumowanie indukcyjne. Prawda, jaką odkryjemy, będzie uniwersalna. Zainspirowany Markową audycją, która wyszła na dniach zachęcam do właśnie takich poszukiwań, swoją drogą nie bez kozery mam nick: Quo Vadis?. Serdecznie pozdrawiam wszelkich entuzjastów tego filozofa   PS. Zdejmij choć raz te klapki z oczu i staraj się spojrzeć inaczej na wszystko, czyż zanim nie trafiłeś na forum Marka nie sądziłeś, że kobiety to efemeryczne istoty duchowe z wyższych gęstości, że bliskość z nimi (i w nich) da Ci wieczne szczęście, spełnienie i mityczną szklankę wody? Kolejne pytanie, które pozostawię bez odpowiedzi. PS2. I znów ta godzina, chyba mnie prześladuje - dochodzi pierwsza.   

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Muzyka łagodzi obyczaje

Muzyka łagodzi obyczaje Spokojny jesienny wieczór, cisza w domu i lecąca leniwie muzyka w słuchawkach. Chwila, która mogłaby trwać znacznie dłużej, gdyby nie to, że obowiązki nie pozwalają na siedzenie do późna w nocy. Muzyka uspokaja, muzyka relaksuje, muzyka łagodzi obyczaje jak zwykł mawiać Jerzy Waldorff. No właśnie, co z tą muzyką? Jest wiele pozytywnych aspektów, które przedstawiam niżej:   Korzyści płynące z jej słuchania Badania dowodzą dobroczynny wpływ na organizm człowieka Istnieją terapeutyczne korzyści ze słuchania muzyki (nie musi być pozytywna) Pomaga wcześniakom Pomaga w łagodzeniu bólu Granie na instrumentach = rozwój umiejętności motorycznych Pozwala kontrolować wagę "Efekt Mozarta" - lepsza nauka podczas słuchania muzyki Jesteśmy stworzeniami muzycznymi ("Muzykofilia" - dr O. Sacksa) Pozytywnie oddziałuje na poziom interleukiny -1 Pomaga starszym ludziom   Muzyka a osobowość Nie od dziś wiadomo, że nasze gusta muzyczne odzwierciedlają naszą osobowość. Istnieje nawet powiedzenie "Powiedz mi, jakiej muzyki słuchasz a powiem Ci, kim jesteś". Ciekawe badanie przeprowadzono w 2010r w Curtin University w Australii, na jego podstawie zależności między muzyką a osobowością przedstawiają sie w następujący sposób: Inne badania, tym razem z roku 2007 wyjaśniły, że muzyka jest powiązana z 3 funkcjami psychologicznymi: - pomoc w poprawie wyników (ćwiczenia fizyczne) - stymulacja ciekawości (skłania do przemyśleń) - wspomaganie w osiągnięciu danej emocji (smutna muzyka podczas rozstania, wesoła podczas zabawy itp) Wracając jeszcze do tezy z tytułu mojego wpisu chciałbym przytoczyć wyniki badania dotyczące właśnie tego sformułowania: (Panowie - nie dawajcie swoim kobiet słuchać ich ulubionych utworów, nie ważne czy to będzie Ania Dąbrowska, Indila czy Quebonafide )   Moje odczucia Osobiście słucham muzyki praktycznie kiedy tylko mogę, mam płyty z ulubionymi utworami w aucie, mam dosyć długą playlistę na odtwarzaczu w smartfonie, do tego dochodzi YT, internetowe radia. Jestem nieco sfiksowany na jej punkcie, osobiście z gatunków są mi bliskie: rock, rap, klasyczna. Oczywiście, to nie oznacza, że zamykam się tylko na nie, bo właśnie to jest piękne, że w wielu gatunkach możemy odnaleźć coś, co będzie grało w naszej duszy. Moim zdaniem należy być otwartym i pozwolić się wsłuchać w melodię, rytm, tekst (jeśli jest) i klimat jaki wytwarza podczas słuchania. I tak podczas "Autumn Overture" Kiseleva możemy oddać się refleksji, zamyślić się i pozwolić sobie odpłynąć słuchając pięknych a zarazem smutnych dźwięków przeszywających nasze uszy, muzyka zdecydowanie dla osób z pewną dozą wrażliwości, potrafiących wczuć się w ten klimat: Przy Green Day "Still Breathing" z początku możemy mieć wrażenie, że muzyka jest lekko leniwa, na szczęście szybko przekonujemy się, że tak nie jest a utwór niesie ze sobą wiele energii: Możemy zatopić się w nieco posępnym, agresywnym "Lose Yourself" Eminema Czy też w pozytywnym "Can't Hold Us"  Jest też piosenka mówiąca poniekąd o tym o czym często rozmawiamy na forum "Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą" Lady Pank (wsłuchać się w tekst!)   I to już koniec...? Tym sposobem dotarliśmy do końca mojego wpisu  Zachęcam do umieszczania swoich 5 ulubionych utworów i dyskusji na tematy muzyczne. Znów 1 w nocy  to już chyba się staje tradycją podczas dodawania moich wpisów, kończę więc dla odmiany znacznie dłuższy wpis i serdecznie pozdrawiam osoby czytające.   Źródła, z których korzystałem: http://jakzdrowozyc.pl/czy-muzyka-lagodzi-obyczaje/ http://natemat.pl/136099,powiedz-mi-jakiej-muzyki-sluchasz-a-powiem-ci-kim-jestes https://portal.abczdrowie.pl/10-korzysci-z-muzyki-z-ktorych-nie-zdawales-sobie-sprawy  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Gdzie znajdę Boga? (#krótki wpis 3)

Gdzie szukać Boga? Jak można i czy w ogóle da się go odnaleźć? Każda religia nieco inaczej go postrzega ale większość z nich definiuje Boga jednoznacznie jako coś dobrego, czy tak jest rzeczywiście? Zastanówmy się nad tym tematem z nieco innej perspektywy, z perspektywy, w której nie ma miejsca na żadną z religii. Zacznijmy od początku a zatem od stworzenia wszechświata. Kto wierzy, że wszechświat powstał spontanicznie, ręka w górę! Hm, no właśnie, niewiele jest opinii twierdzących, iż stało się to ot tak. Trzeba być ignorantem, żeby nie zauważyć, iż wszechświat a na pewno nasza planeta została stworzona dla... ludzi. A skoro coś zostało stworzone pod nas, to musi być jakiś konstruktor naszego świata? W końcu wiele czynników tak "przypadkowo" nałożyło się na siebie, że krążymy na tyle blisko słońca, że planeta nie zamarza oraz na tyle daleko, że nie topniejemy pod wpływem gorąca i tak dalej. Chciałbym też zauważyć pewną rzecz, pewien schemat: załóżmy, że jesteś Bogiem, konstruktorem, masz kilka jajek. Umieszczasz je w ciepłym pomieszczeniu, gdzie lampy pod wpływem konkretnej, ODPOWIEDNIEJ temperatury podgrzewają je przez cały czas, aż do wyklucia. Rodzi się życie. Ty jesteś konstruktorem, zatem wiedziałeś wcześniej, że będą one potrzebować do życia: wody, tlenu oraz jedzenia. To wszystko zapewniłeś im w miejscu ich wyklucia (narodzin). Proces się zaczyna, pierwsza para po osiągnięciu dojrzałości zaczyna się namnażać, to wszystko trwa i trwa. Jesteś konstruktorem, zatem wiesz, że nie może być ich za dużo, bo zabraknie jedzenia lub wody. Mają zatem one ustaloną długość życia, są tam choroby, są też drapieżniki, które likwidują ich nadmiary, są też przypadki czysto losowe, które powodują, że populacja się kurczy o jednego czy kilku mniej uważnych samców, bądź samiczek. Wszystko działa niczym jeden, wielki, wspaniały mechanizm. Czy już rozumiesz do czego dążę? W świecie bez konstruktora jest nikłe prawdopodobieństwo, że coś takiego by zaszło, nie trzeba być Einsteinem, by domyślać się, co by się stało, gdyby kurczęta z mojego, nieco ogólnego przykładu narodziły się w miejscu, gdzie jest np: sama ziemia, sama woda czy gdzie jest na tyle dużo drapieżników, że były by one zjadane jeszcze przed tym zanim się narodzą. Przykład ten przytoczyłem nieprzypadkowo. Wróćmy do naszej Ziemii i przyjrzyjmy się jej, jak już wcześniej napisałem, moje założenie jest takie, że została ona stworzona pod nas, pod ludzi a więc co następuje: jesteśmy takimi kurczakami dla naszego Hodowcy, Konstruktora, Boga. Często słyszymy: widziano UFO, widziano jakieś spodki, widziano to i owo, wzmianki o tym są w legendach, podaniach, starych księgach. Postawię tu tezę, która będzie bardzo myślę - niepopularna i też wydaje mi się, że mało osób założy, że coś takiego ma miejsce, w każdym razie: co jeśli, to wszystko ma jakieś powiązanie? Co jeśli Ci, nazwijmy ich bogowie z niebios są naszymi konstruktorami a my, niczym zwierzęta hodowlane tkwimy w pewnym obszarze dla nas zarezerwowanym? Dużo pytań, odpowiedzi mało. Pójdźmy jeszcze dalej i zastanówmy się, no bo skoro nawet to było by prawdą o czym piszę, to skoro ich (konstruktorów) jest tak dużo, to kto stworzył ich? Spirala się nakręca. Oczywiście nie odpowiem na to pytanie, nie wiem również czy moje założenia choć w minimalnym stopniu pokrywają się z prawdą, bo skoro ten mechanizm jest tak skomplikowany, to być może nie potrafimy i nie będziemy potrafić jako ludzie objąć go rozumowaniem. Zwyczajnie jesteśmy za głupi, by to pojąć. Miało być bez religii ale nie da się na zakończenie nie wspomnieć o pewnej istotnej kwestii: teoria superstrun zakłada istnienie 10 wymiarów, o 10 wymiarach pisano już w Wedach. Jest jeszcze wiele innych "odkryć", których współczesna nauka nie uznaje lub nie uznawała ale po czasie okazuje się, że te starożytne bajki są..prawdą. Ludzkość już kiedyś wiedziała więcej niż obecnie wiemy na tematy duchowe i nie tylko. Odkrywamy swoje starsze odkrycia. To wszystko już wiedzieliśmy. Pytanie jakie należy sobie postawić w tej sytuacji: dlaczego o tym zapomnieliśmy? Co z tą wiedzą, która jest na wyciągnięcie ręki a nadal jest wyśmiewana? Dlaczego tylko nieliczni drążą ten temat? Wątek jest cholernie szeroki i właściwie nawet nie przybliżyłem się do odpowiedzi o tym, gdzie tego Boga znaleźć ale mam nadzieję, że dałem co nieco do myślenia ludziom czytającym mój wpis. Nie jestem tu od decydowania o tym, co jest prawdą, a co nią nie jest. Stawiam tylko pytania, na które każde z nas, powinno sobie odpowiedzieć samemu. Wytrwałym dziękuję za doczytanie do końca i zachęcam do zgłębiania tematu na własną rękę.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Jeden, wielki BEŁKOT (#krótki wpis 2)

Napastnik otworzył ogień do wiernych w kościele w USA, Lewandowski przejdzie badania, stres zabija, Anna Mucha straciła bliską osobę itd... Ze wszystkich stron atakują nas krzykliwe nagłówki, samo odtwarzające się filmiki wideo, burzliwe i sensacyjne newsy, nowe odkrycia, nowe badania. Amerykańscy naukowcy odkryli, że.. wszyscy wierzą amerykańskim naukowcom? Jednego dnia pomidory są zdrowe, drugiego już nie. Wychodzą badania podważające inne badania, które podważały jeszcze wcześniejsze badania o tym, że badania o badaniach zostały zbadane przez tych samych badaczy, którzy badali inne badania, z których wynikło, że tamte badania potwierdzały słuszność tych badań.. Dobra, STOP. Myślę, że i Wam już starczy tego bełkotu, bo tak właśnie zatytułowałem dzisiejszy wpis. Szaleństwo, które dzieje się właściwie odkąd w jednej chwili możesz poprzez muśnięcie palcem ekranu smartfona dowiedzieć się praktycznie wszystkiego o wszystkim. Kiedyś, tylko nieliczne osoby mogły pochwalić się rozległą wiedzą z kilku dziedzin, byli to głównie mnisi czy jakieś bogate, zamożne osoby a więc arystokracja, królowie, etc. Prosty chłop (których, umówmy się była większość w każdym kraju) nie myślał nawet o tym, by zgłębiać jakąś wiedzę a jedyną wiedzą jaką chętnie przyjmował były plotki z jego otoczenia. I wszystko toczyło się w ten sam sposób przez długi, dłuuuugi czas aż w końcu pewna persona wynalazła druk. I zaczeło się. Z biegiem czasu zjawisko to przybierało na sile aż wreszcie mamy - przesyt informacji. W sieci jest wszystko, od filmu z Jackiem Nicholsonem, poprzez porady zdrowotne p. Zięby, kończąc na plotkach ze świata showbiznesu. I ten nadmiar wiadomości często bywa zgubny. Wytłumaczę, dlaczego moim zdaniem tak jest na przykładzie porad dot. siłowni. Od dłuższego czasu śledzę kanały o tematyce kulturystycznej na YT i nie są mi obce różne metody treningowe, plany, diety. Często, gdy śledzimy kilka kanałów to w końcu nie wiemy co mamy robić! Na kanale A mówią Ci, że nie rób martwego ciągu, bo jest kontuzjogenny i lepiej je zastąpić innym ćwiczeniem, na kanale B mówią Ci, że powinieneś robić martwy, bo to złote ćwiczenie i pomoże Ci w rozwinięciu siły oraz masy. Podobnie rzecz ma się z planami oraz dietami i analogicznie można to przełożyć na inne dziedziny. Zawsze jest kilka stron, które mówią, że tylko ich sposób, ich wizja, ich produkt jest najlepszy. I jak tu w tym wszystkim nie zwariować?   Dochodzimy do wniosku, że wiedza, którą nas bombardują jest często sprzeczna ze sobą. Genialny przykład: jajka i cholesterol. Jeszcze nie tak dawno panicznie bano się spożywania jajek w większej ilości, dziś coraz częściej się od tego odchodzi, mało tego, są osoby, które jedzą jajka dzień w dzień po kilkanaście i żyją. Nikt nie umarł z tego powodu. Co zatem bym zalecał przede wszystkim? Zdrowy rozsądek i dochodzenie do wszystkiego samemu, sprawdzanie informacji, źródeł, logiczne myślenie. Tego dziś brakuje, bo ludzie przyjmują wszystko co usłyszą bezkrytycznie, tylko dlatego, że stwierdził to jakiś pan w białym fartuchu. I już.. miało być krótko, więc jest. Miłego wieczoru    

Quo Vadis?

Quo Vadis?

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.