Jump to content
  • entries
    4
  • comments
    9
  • views
    870

Seria 1 Epizod 3


lync

428 views

No to jedziemy z epizodem 3. Myślałem, że połączę z przyszłym dniem, ale sporo materiału to wrzucam.

 

Zacznę od fejsa, 4 wiadomości poszły. Ale coraz gorzej z wybieraniem, mam wrażenie, że szukanie targetów do zagadania na tym portalu to jakaś masakra.

Schodzi dużo więcej czasu. Niektóre laski wydają się spoko, a potem jak dalej poszukać w profilu to zdjęcia z dzieciakami - czyli odpadają.

 

Także postęp FB: 19% (19 wiadomości od rozpoczęcia eksperymentu).

Efektywność: krytycznie niska, ale też bez specjalnego polotu. Nie stosowałem jeszcze typowo puasowego podejścia, może jak przekroczę 30-40%.

 

Patrząc się na real, to zagadywanie w "świecie rzeczywistym" jest po prostu lepsze. Widzisz fajną laskę - możesz podejść. Widzisz nie w swoim typie - możesz, ale nie musisz.

Widzisz co bierzesz :D

 

A teraz zapodaję terenową szyneczkę :P

 

Dzisiejszy dzień był bardzo łaskawy dla flory, padało jak cholera.
Jak tak dalej pójdzie to może warto będzie zainteresować się stolarstwem, aby w razie czego mieć umiejętnośći zbudować jakąś arkę :)

 

Miałem dziś udać się do hipermarketu, ale ... ulewa. Zastanawiałem się, czy jechać czy nie. Gdzieś tam siedzi w głowie - laski mogą czekać w markecie, aż deszcz się skończy.

Jest okazja do pogadania, a może do podwózki ;)  (i znowu te myśli o simpieniu :P ).

Ostatecznie skończyło się na ćwiczeniach intuicji i dziwnym trafem po ich zakończeniu zdałem sobie sprawę - nie pada.

Zdecydowałem, że jednak pojadę dziś (już przekładałem na jutro, a może będzie lepsza pogoda i potencjał spacerowy).

 

Jestem w księgarni. Odbieram zamówioną książkę.

Wcześniej miałem nastawienie - będzie ot tak, będę z nią paradował (temat o miłości i seksie hehe), może jakaś laska zauważy.

A tu zonk - owinięta w kopertę, więc nici z tego pomysłu. Nie wpada mi do głowy rozpakować to na miejscu.
Podświadomie ubija to oczekiwany rezultat i skutkuje spadkiem wibracji, ALE TO WIEM TERAZ, nie wtedy.

 

Widzę z daleka kobitkę całkiem dobrze ubraną, tak lekko z boku widać, dałbym 6/10. Chwilę się czaję, oczywiście pojawiają się myśli "jest za daleko, następnym razem, cóż...dziś nie jest dobry dzień na zagadywanie"...dlaczego tak? Otóż jak przyszedłem ktoś był przy kasie, to poszedłem sobie pooglądać co tam na regałach mają.

W zasadzie zanim poszedłem widziałem parkę, kobietę i faceta.

 

Miałem wtedy trochę wyższy vibe, przez chwilę patrzyłem się na nią. Powiem wprost - miałem ochotę tak bezczelnie nawiązać kontakt wzrokowy (całkiem przyjemna naturalna, takie lubię), ale gdzieś weszła myśl "no weź, długi kontakt wzrokowy przy jej facecie, pojebało cię, a gdzie zasady, chciałbyś sam mieć taką sytuację?" 

Tak... miałem ochotę na takie alfa wzrokowe zapasy. Ego zaczęło mnie kusić.

Jakaś chęć wejścia w ten pierwotny tryb "walki o samicę". Prowokacja do walki.

Teraz jak to spisuję to zdaję sobie sprawy, że jeszcze tak nie miałem, ale teść idzie w górę, może to właśnie efekty uboczne?

 

Odpuściłem to i poszedłem na te regały odreagować i później po odbiór.

Jak odebrałem to już czułem, że mam dziś mało dynamiczny głos, taki wycofany, interowertyczny. Lekko mnie to zafrasowało, ale zobaczyłem tę laskę, która pierwotnie wpadła do zakładki "potencjalny target".
Idę na sąsiedni regał, czyli "przyczajka", jeszcze jest szansa się wycofać i połechtać ego. Jednak gdzieś tam impuls odwagi się pojawił i podbijam.

Laska przysiad akurat robi i wybiera sobie filmy.

Nie jestem do niej odwrócony, bardziej do regału. W razie gdyby mnie zlała, moja wartość nie poszybuje tak szybko w dół :P Taktyk.


Zagaduję, starając się nie myśleć o moim dzisiejszym głosie.

Chyba wewnątrz spodziewam się obcesowego podejścia, ale ... dziewczę reaguje "powyżej przeciętnej" (tj. chyba spodziewałem się gburowatego podejścia, a jest miła i jakby delikatna inwestycja w rozmowę). Odwraca się na chwilę do mnie, widzę jej twarz, włosy.

 

Zdaję sobie sprawę, to nie 6 a 8/10. Francja elegancja. Dobra, to mało co zmienia, bo mam wrażenie, że mój głos to tylko uzewnętrznienie mojego nastroju.

Takiego lekko apatycznego.

Jednak coś w głębi mnie chce podtrzymać tę rozmowę.

 

Autentycznie podoba mi się jej ubiór (naturalnie elegancki, bez przesadyzmu) tym razem (w odróżnieniu od innych przypadków) zauważam to, więc wjeżdża komplement.

Oczywiście znów mój moduł "analizy" robi swoje i podświadomie dostaję na wyniku "ale dziś wycofany jestem", wjeżdża automatyczna ocena tego komplementu, co podbija mi poziom nieśmiałości, bo wyczuwam w tym jakość na poziomie 70%.

 

Przez chwilę tracę rezon, ale zauważam jakiś film na półce, nawiązuję do tematu, okazuje się, że już to oglądała.

Bardzo miłe zaskoczenie, bo nie spodziewałbym się po takiej lasce czegoś takiego.
Wpada jednak też szybka myśl "a już myślałem, że nawiążę mocniej do tego filmu, szukaj innej możliwości".

 

Teraz sobie myślę - mógłbym podrążyć głębiej, ale wtedy znowu coś na zasadzie pustki w głowie, braku energii w zakresie kreatywności. Sztywność myślenia.

Niechęć do stawiania laski w pozycji "robienia z nią ankiety". Czuję, że powinienem dawać jakość, a nie jakieś drętwe akcje.
Coś jakby z jednej strony chce się gadać, z drugiej nie, bo wiem, że nie ma tego fajnego potencjału. Wpada poczucie "słabego warsztatu".

 

Znów zero seksualnych myśli, choć laska jest naprawdę atrakcyjna.

Myślę, że jednak nie jest responsywna, jakbym chciał. Tutaj dygresja: nawet w związku jak widziałem, że kobieta coś robi - to mnie zwykle zniechęcało do inicjowania zbliżenia, bo co..."nie ma na mnie ochoty ot tak? jest zajęta teraz? no to nie chce to nie, ja chcę, ale  pieprzę to! nie jestem desperatem, nie będę się prosił o seks", więc moduł seksualności u mnie się nie odpala.

Ona to pewnie czuje podświadomie, więc daje mi pole do działania w zakresie inwestowania w rozmowę.


Obserwuję u siebie oznaki pierdołowatości, tj. głos dalej mi idzie w tryb beta, jakby nośność spada (czyli zaczyna się normalnie, ale dźwięk nie jest mocny i pewny do końca).

Ciśnienie w kabinie spada, ewakuacja! :P 

 

Stwierdzam wewnętrznie - "pierdolę, nie będę desperatem, mam braki w opanowaniu stanów emocjonalnych, muszę je nadrobić".

Kończę rozmowę, choć najchętniej bym został i "rzeźbił dalej". Wracam. Albo robię to dobrze, albo nie. Nie ma nic pośrednio lub na siłę. Szansa dziś wykorzystana.
Będzie lepiej następnym razem.

 

Jakbym spalił żarcie to bym wyjebał do kosza i robił na nowo, a nie jadł spalone, bo to szkodliwe. Może to perfekcjonizm dalej, ale wtedy nie zdaję sobie z tego sprawy.

Wychodząc z marketu mam takie MEGA UCZUCIE NIEDOSYTU.


Wiem, że zrobiłem dobrze, pochodząc. Wiem, że laska mnie nie zlała.
Pragnę cofnąć czas i poprawić podejście. Opanowuję to szybko  i wracam do tymczasowego podsumowania.

 

Dziewczyna była nawet miła, choć interakcyjnie wymagająco (bo zaangażowana w szukanie czegoś).

Nie przekroczyłem pewnego poziomu atrakcyjności interakcji, który wyrwałby ją z tego co robiła. Chadem nie jestem. Seksualnym drapieżnikiem też nie. Do alfa też mi brakuje.

Z drugiej nie byłem też desperatem, więc mam lekką satysfakcję, że przerwałem, zanim zacząłem odwalać jakieś krzywe akcje, które wbiłyby mnie na poziom wstydu/zażenowania.

Jest jednak to uczucie, gdy jest kartkówka, masz trochę wiedzy, ale braknie czasu i dostajesz 3, choć można było 4 nawet z minusem. Można to było zrealizować lepiej, gdyby głos był pewniejszy.
A już dziś taki miałem, jak załatwiałem inną rzecz parę godzin wcześniej.

 

Zdałem sobie sprawę, że dostałem taką jakość rozmowy, jaka była dopasowana do mojego aktualnego stanu.

Zaczyna się wkurw na to, że ten strach/niepokój wbija mnie jednak podświadomie na "pożądany rezultat" i ubija uważność. Coś jak na egzaminie.
Nie chcę tego, ale to cholerstwo sobie w tle działa i torpeduje moje chęci.

Cóż...efektem tego myślenia jest DETERMINACJA.


Jadę do pozostałych marketów (znów rozbijam na mniejsze rzeczy) i w efekcie zagaduję 3 ekspedientki, z czego z jedną starszą ucinam sobie fajną towarzyską rozmowę i mam wrażenie, że tak jak kiedyś obserwowałem rzadko kiedy facetów dynamiczniaków, którzy potrafią nawijać smalltalk z ekspedientkami, jakby byli znajomymi. Wtedy wpadało lekkie zazdro, że się znają i tak gadają płynnie - tak i ja dzisiaj realizuję takie coś :) Ale to jest jak naturalne, bez powodu, by się tym nasycać. Nie działa to jak pragnienie, które właśnie ugasiłem (i taka przyjemność z tego idzie), racze jak posiłek, który zjadłem, gdy nie byłem na maksa głodny. Czyli odwaga podbita, jest z tego uśmiech i energia, ale nie poczucie spełnienia.


Nie przyćmiewa to jednak wcześniejszej sytuacji - miałem okazję rozruszać 8mkę, a wykazałem się nieuważnością. Wrrr! 😠

Dobra odpuszczam to, ile mogę. Nie chcę, aby wkurw wbił mnie na jakiś żal.

Gdzieś w oddali czuję taką myśl - jakbym umiał odpuścić kto wie, może randka i coś więcej by było :) Skoro film, to może i winko, a skoro winko to jakiś przyjemny relaks.

 

Kontynuuję zakupy.
Trochę dłuższa i ciekawa gadka z 2 paniami + z jedną tak bardziej na krótko. Jedna znajoma, dwie nieznajome.

Gdzieś tam jednak ta dłuższa gadka z nowo poznaną ekspedientką znów u mnie w głębi wykazuje ten stan 50/50 (chce mi się gadać/nie chce mi się gadać). Czyli taka aktywacja trybu introwertyka.
 

Do rzeczy dla tego przypadku. Nie wszystko było jak sobie ułożyłem...

Pierwotny plan na tym wkurwie po tej spalonej 8mce był taki, że pójdę w seksualizację - kupię brzoskwinię i rzucę tekstem "mam dziś ochotę na brzoskwinkę" i zawiadiacka mina.

 

Wszechświat jednak kontruje moje zapędy, bo zamiast brzoskwinki kupuję czosnek (nawet jej nie szukałem, bo coś innego zwróciło moją uwagę), a jak już byłem przy kasie i zobaczyłem tę ekspedientkę, to czułem taką chęć zostania i pociągnięcia tego w sytuacji "jaka jest". No trudno, improwizuję, nie ma efektu WOW. I nagle zamiast chęci wyskoczenia z seksualizacją, zostaje ona zastopowana. Znów czuję się wycofany i tylko jakimś impulsem odwagi idę w tę konwersację.

 

Kontynuuję rozmowę na tyle, na ile jestem w stanie.

Nie przerywam bez powodu, ale jak już pojawił się następny klient, to wtedy kulturalnie dziękuję za rozmowę i jadę dalej. I w tym przypadku mógłbym pogadać dalej bo dziewczyna mnie zainteresowała - byłem ciekaw co dalej. Sygnał z podświadomości - czuję braki w zakresie dostrzegania znaków zainteresowania, bo miałem wątpliwości czy były, czy nie.

Przez to atrakcyjność dziewczyny spadła lekko w moich oczach.
Teraz mam wrażenie, że spięcie utrudnia wejście w uważność. Przecież sama z siebie gadała, wyszła sprzed kasy...kurde jak to nie jest znak zainteresowania to co?! Spodziewałem się, że zarzuci grzywą i zacznie robić maślane oczka? 🙄

To jest właśnie to nieogarnięcie introwertyka. Dobrze, że ruszyłem dupę, w zasadzie usta, aby zagadać.

 

Wracając podsumowuję dzisiejsze terenowe zmagania.

Miało nie być oczekiwań i oceniania siebie, ale wyszło "klasycznie".

 

Utrwalone mechanizmy działają i zdaję sobie sprawę, że jak jestem luzakiem w domu (wpada wyższa wibracja) to wtedy ładne się teksty wymyśla.

Jednak w terenie - opcja spięta, która utrudnia działanie. Czyli niższa wibracja.

 

Wiem, że im więcej zagadywania tym bardziej się to powinno zmieniać, ale... ta determinacja sprawia, że czuję, że nie dałem z siebie 100%. Gdzieś wykazałem się lenistwem (brak opanowania, gdy można się opanować to też jakaś forma apatii/lenistwa). Nie będę się za to karał, ale determinacja każe wymyślić jakiś sposób na opanowanie tego.

 

Tip na dzisiaj: zauważyłem, że łatwiej mi się zagadywało, ponieważ przed wyjściem, patrząc na pogodę, miałem przygotowany opener związany z aurą.

Zatem stres nie utrudnił działania, bo wiedziałem, że tekst jest całkiem spoko, a powód do zagadania jest całkiem naturalny i nie jest puasowy.

Gdybym miał wymyślać na poczekaniu, w trybie spięcia mogłoby to nie wyjść tak dobrze. To z kolei zwraca moją uwagę na to, że wypadałoby mieć na podorędziu jakieś teksty na różną okazję. A nuż wpadnie niższa wibracja i wtedy jak znalazł :)

 

Inna kwestia do wdrożenia - opanowanie technik relaksacji i medytacji w terenie.

Piszecie mi tutaj, aby nie wchodzić w myślenie o wibracjach i perefkcjonizm.

Racja!

Pewnie to by to dużo pomogło, ale podświadomość robi swoje. Automat. To muszę jakoś obejść, bo stare cholerstwo jest cwane.

 

Potem dociera do mnie co Brat @Tornado  napisał odnośnie wtrącania do rozmowy aluzji seksualnych.

 

 

Zdaję sobie sprawę, że takie zabarwianie rozmowy jest EFEKTEM seksualnego podejścia do interakcji. Nie zwykłym elementem. POCHODNĄ.

Czyli: najpierw trzeba mieć ten seksualny/zwierzęcy stan, który niczym sok dolewany do wody, zabarwia ją na dany kolor. I wystarczy kilka, kilkanaście kropel, aby woda zaczęła pokrywać się pasmami koloru i powoli powoli z czystej wod-y robi się kolorowy drink. 🤩

 

maxresdefault.jpg

 

Gdybym coś takiego zrobił na trybie NORMALNYM/WYCOFANYM, prawdopodobnie oberwałbym shittestem związanym z brakiem spójności.

A może...przyzwyczaiłbym się do zwiększenia emocjonalności rozmowy? Nie wiem, ale warto zwrócić na to uwagę.

Tornado - dziękuję!

 

Edited by lync

  • Like 3
  • Haha 1

3 Comments


Recommended Comments

Cytat

Obserwuję u siebie oznaki pierdołowatości, tj. głos dalej mi idzie w tryb beta, jakby nośność spada (czyli zaczyna się normalnie, ale dźwięk nie jest mocny i pewny do końca).

Ciśnienie w kabinie spada, ewakuacja! :P 

A może w tym momencie należało przerwać to wszystko i zapytać panią o numer, bo niby Ci się spieszy, a chciałbyś ją zaprosić na kawę?

 

Co do ekspedientki - może warto byłoby powrócić do tego sklepu i zobaczyć jak na Ciebie zareaguje?

 

 

 

 

Link to comment
W dniu 10.09.2021 o 20:51, cst9191 napisał:

A może w tym momencie należało przerwać to wszystko i zapytać panią o numer, bo niby Ci się spieszy, a chciałbyś ją zaprosić na kawę?

A skąd. Dziś na ulicy zaczepiłem dwójkę. Ale to było w tłumie (festiwal). Energia spadła, głos wjechał, za nim spięcie i poleciało w dół.

Energia, to jest istotne, utrzymanie jej, utrzymanie stanu wyjebania.

 

Zamierzam któregoś dnia sprawdzić, jak jest po alko. Normalnie nie piję, ale może dobrze zrobić różnicę.

 

Dostałem ostatnio zalecenie, aby zapraszać od razu na randkę, w ramach walki ze stresem. Oczywiście nie widzę w tym sensu, bo jak ma się zestresowany głos to za cholerę to nie wychodzi, takie uczucie jakbym kupował chleb za 3 zł, a dawał 2zł. Wiadomo - fail będzie zawsze. Z jedną mi się udało, ale ona powiedziała, że tylko spotkanie wchodzi w grę. Ale zawaliłem to, bo za szybko jej smsa wysłałem. Akurat była w moim typie i coś mnie wzięło. Spaliłem kontakt, ale ... nie...po prostu nie była tego warta, bo sama mówiła, że na smsy czasem nie odpisuje. Z kolei jak gadałem ostatnio z kumplem naturalem to sam mi powiedział "a czy sam chciałbyś komuś nie odpisywać na smsy? czy akceptowałbyś taką osobę?" i to mi pokazało, że laski stosują te swoje tarcze, które sprawiają, że facet potem musi zwlekać z pisaniem X dni, żeby laska tę tarczę sobie opuściła. A to jebana gierka. Ja zrobiłem tym razem od razu - telefon, nie odebrała, sms nie odpisała. Walić to.

Postawiłem na żywioł, jak rzeczywiście lasce się spodobałem to odpowie, jak nie - to mnie zghostuje lub zrobi zlewkę.

Ale przez 1-2 dni to byłem zabujany na maxa, no fap to wzmocnił. Takiej kobity jeszcze nie spotkałem 8-9/10. Aż mi wjechały myśl, że mógłbym z nią wziąć ślub :D

Fajnie, że udało się z forumowymi Znajomymi wbić na miasto i poszaleć trochę, aby zapomnieć :)  Ślub odwołany :P

 

W dniu 10.09.2021 o 20:51, cst9191 napisał:

Co do ekspedientki - może warto byłoby powrócić do tego sklepu i zobaczyć jak na Ciebie zareaguje?

Robiłem wielokrotne podejścia do sklepu, ale później już jej nie było.

Ogólnie to zauważyłem, że przy takiej ilości zapytań to pojawia się problem z pamiętaniem tych wszystkich imion :)

Wczoraj prawie wtopiłem, bo wyszło, że nie pamiętam, strzeliłem imię i akurat trafiłem.

 

  • Like 1
Link to comment
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.