Życie to sen
A jeśli wszystko to – jest tylko snem?
Zanim powstanie jakakolwiek rzecz – dom, myśl, obraz, idea – istnieje najpierw jako coś ulotnego. Jako błysk. Jako wyobrażenie, które nie ma jeszcze kształtu ani materii. Powstaje z niczego, a dokładniej – z czegoś, co nie istnieje w realnym świecie. Z iluzji. Z marzenia. Z pragnienia. A więc z czegoś bardzo podobnego do snu.
Już Platon zauważył, że to, co widzimy, może być jedynie cieniem prawdziwej rzeczywistości. Może więc nasze życie – tak jak sen – to tylko odbicie czegoś głębszego, czego nie potrafimy do końca uchwycić?
Kiedy śpimy, rzadko zdajemy sobie sprawę, że to, co przeżywamy, nie jest prawdziwe. W snach kochamy, boimy się, cierpimy, walczymy, lecimy, gubimy się, umieramy – a wszystko to wydaje się tak realne. Dopiero po przebudzeniu pojawia się ulga... albo żal, że coś minęło. Ale czy budząc się naprawdę wychodzimy z jednego snu – czy tylko przechodzimy do kolejnego?
René Descartes pytał: „Czy mogę być pewien, że teraz nie śnię?” – i choć wieki minęły, pytanie to nie straciło nic ze swojej aktualności.
Każdej nocy opuszczamy jedną rzeczywistość, by wejść w inną. A każdego ranka otwieramy oczy w świecie, który też może być snem – tyle że bardziej stabilnym, bardziej przewidywalnym. Ale przecież w snach też bywają rytmy, powtarzalność, ciągłość… Czy naprawdę jesteśmy tacy pewni, że ta jawna rzeczywistość jest „tą prawdziwą”?
Pedro Calderón de la Barca, hiszpański dramatopisarz, ujął to najprościej:
„Całe życie jest snem, a sny są tylko snami.”
Większość istot żywych śpi. Ssaki, ptaki, ryby, owady. Niektóre mają fazy podobne do snu, inne śnią tak jak my – z ruchami gałek ocznych, z aktywnością mózgu, która niczym teatr wystawia wewnętrzne spektakle. Sen to nie tylko odpoczynek. To głębszy mechanizm – jakby natura mówiła: Musisz choć na chwilę wyłączyć światło, żeby zobaczyć, co naprawdę w Tobie drzemie.
Carl Gustav Jung pisał:
„Kto patrzy na zewnątrz – śni. Kto patrzy do środka – budzi się.”
Może więc właśnie sen pozwala nam patrzeć do wewnątrz?
Sny bywają też przestrogą. Proroctwem. Odzwierciedleniem lęków i nadziei. Zawierają obrazy tego, co może się wydarzyć – czasem w dziwnej formie, czasem niemal dosłownej. Jakby czas w śnie nie był liniowy, lecz rozciągał się we wszystkie strony. Jakby przyszłość i przeszłość miały wspólny adres.
A skoro już o przeszłości mowa – jakże ulotna bywa nasza pamięć. Przypominamy sobie fragmenty wydarzeń, urywki rozmów, obrazy pozbawione kontekstu. Jak skrawki snu właśnie. Zdarza się, że nie wiemy, czy coś naprawdę się wydarzyło, czy tylko to sobie wyobraziliśmy.
Może jesteśmy tylko postaciami w czyimś śnie – jak sugerował Lewis Carroll w „Alicji po drugiej stronie lustra”:
„Może jesteś tylko postacią we śnie Czerwonego Króla... i gdy on się obudzi, znikniesz?”
Życie to sen. Ale nie jako ucieczka. Raczej jako warstwa, jedna z wielu. Może chodzi właśnie o to, by uświadomić sobie, że śnimy. Tak jak w świadomym śnieniu – kiedy pojawia się ten jeden moment jasności: To wszystko jest snem. Ale teraz mogę wybrać, jak chcę go przeżyć.
William Shakespeare w „Burzy” ujął to pięknie i bez złudzeń:
„Jesteśmy z tej samej materii co sny, a nasze małe życie kończy się snem.”
A Ty…
czy naprawdę się obudziłeś?
Czy tylko śnisz, że żyjesz?
Edited by smerf
-
1
1 Comment
Recommended Comments