Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/24/19 in all areas

  1. 87 points
    Bracia nigdy nie krzewcie prawdy bo w oczy kole. Wkurwiony jestem, wszyscy w końcu rozjechali się, po świętach i dobrze, wypierdalać z mojego życia. Pocisnąłem pod wpływem mojego kuzyna który wręcz płakał dosłownie że nie ma dupy chociaż by chciał. nawet tabletki 'niebieskie;' dałem jego żonie żeby było fajnie. okazało się że nie zaaplikowała do celowo, tylko schowała. Chłop płakał mi w mankiet jak to ma chujowo., później wylazł z niego biały rycerz jak pocisnąłem jego kobiecie że nie dba o męża w tych sferach. Wkurwiłem się, pocisnąłem jej że miała dziecko jako panna i znalazła betę żeby nie była panną z dzieckiem. Facet płakał mi w mankiet jak to ma chujowo i nikt go nie szanuje, zwłaszcza żona. Że on by chciał ale nie dostaje dupy, i nie jest to wina potencji. Uwierzyłem mu, pseudo męska solidarność, powiedziałem se że wytłumaczę jego kobiecie o co chodzi. W wyniku dialogu wyszło że powinna mu podziękować że on ją wziął ją z dzieckiem i to ona powinna klęczeć przed nim że on ją chciał. Za to dostałem parę sążnistych plaskaczy na ryj. Kobiety ją wspierały, ja zachowałem pomimo wszystkiego spokój," sam nie wiem jak mi się to udało". Powiedziałem tylko żeby wypierdalała z mojego domu. Wtedy włączył się biały rycerz który przed chwilą płakał mi w mankiet, kurwa jakie było to słabe, chciał mnie bić. kobiety go trzymały. Nigdy więcej, nie pomogę facetowi który jest gnojony i nie wie dlaczego, niech spierdala i topi się we własnym gównie, tfu a takimi frajerami. O te plaskacze nie mam żalu, to było tylko tępe wyrażenie emocji wobec prawdy którą stwierdziłem i okazałem. Baby to zrozumieją jutro, jak przemyślą, tak mają. Jutro dostanę do fejmu +10, bo się nie pierdolę, ale kurwa boli jak tępe jest społeczeństwo. Post piszę pod wpływem emocji, doradzam Wam Bracia nigdy nie oceniajcie innych, nie traćcie na nich życia, nie warto, obserwujcie i tyle. najśmieszniejsze jest to że obiecałem sobie że w nic się nie wpierdalam, ale jednak chciałem naprawić świat i wyszło jak zwykle. Tą 'kuzynkę' skreśliłem, zanim wyszła już się układała, podałem dłoń i to wszystko, ona już wie, niech spierdala. Jestem już spokojniejszy, ale tak jak na wstępie, trzymajcie mordę na kłódkę, wystarczy że wiecie o co kaman. Howgh!
  2. 83 points
    Mając wolne popołudnie przeskanowałem kilka doniesień z portali naukowym nt. COVID-19 i postanowiłem się z nimi Wami podzielić. Ma to charakter popularnonaukowy, więc odstąpiłem od podawania szczegółowych informacji statystycznych i medycznych. Cel czysto informacyjny w celu zwiększenia świadomości i zmniejszenia podatności na fake newsy z ust hochsztaplerów. Od razu informuję, że podane tutaj dane mogą ulec zmianie w niedalekiej przyszłości, bowiem sytuacja jest bardzo rozwojowa, a dotychczasowe prace powstawały na małych grupach badawczych, w części bez warunków laboratoryjnych lub podwójnej ślepej próby. Być może uda mi się aktualizować temat na bieżąco. Jednocześnie zapraszam do dyskusji i dzielenia się nowinkami. Ostatnia aktualizacja: 29.04.2020 Liczbę przypadków i zgonów na całym świecie można śledzić na: https://www.worldometers.info/coronavirus/ https://coronavirus.jhu.edu/map.html Liczbę przypadków i zgonów w Polsce można śledzić na: https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2 https://www.worldometers.info/coronavirus/country/poland/ 1. Transmisja SARS-CoV-2. 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby, śmiertelność. 3. Dorośli. 4. Dzieci. 5. Kobiet ciężarne. 6. Hospitalizacja. 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. 8. Leczenie. 9. Inne informacje. 1. Transmisja SARS-CoV-2. Źródło zakażeń i odległość wirus rozprzestrzenia się głównie z człowieka na człowieka przy bliskim kontakcie w odległości do 2 metrów; największa zakaźność występuje, gdy pacjent ma objawy; domniemywa się, że chory na COVID-19 zaczyna zakażać 1 dzień przed wystąpieniem objawów - potrzeba dowodów; istnieje możliwość zakażenia przez dotyk powierzchni lub obiektów, lecz nie stanowi to głównej drogi zakażeń; domniemywa się, że w pomieszczeniach zamkniętych z klimatyzacją wirus może utrzymywać się w powietrzu przez 30 minut, a wędrować na odległość 4,5m; cząsteczki wirusa stwierdzono w kale chorych, jednak uważa się, że droga fekalno-oralna odgrywa małą rolę w zakażeniach. Rodzaj powierzchni a trwałość cząsteczki wirusa cząsteczki wirusa w temp. ok. 37 stopni Celsjusza mogą przetrwać 2-3 dni na szkle, tkaninie, plastiku, papierze; inne badanie podaje, że wirus może utrzymywać się w powietrzu do 3h, na miedzianej powierzchni do 4h, na kartonie do 24h, a na plastiku i stali nierdzewnej do 2-3 dni. Zakaźność jedna chora osoba statystycznie zakazić 2,2 osoby, w przypadku grypy 1,3. 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby, śmiertelność. Okres inkubacji czyli czas od zakażenia się wirusem do wystąpienia pierwszych objawów; średni okres inkubacji wynosi ok. 5 dni, a 97,5% pacjentów objawowych rozwija symptomy w ciągu 11,5 dnia (stąd okres kwarantanny wynoszący 14 dni). Objawy 80% pacjentów dorosłych ma bezobjawowy lub łagodny przebieg, a w przypadku 15% rozwija się zapalenie płuc, a u 5% przebieg jest ciężki występujący z zapaleniem płuc, ARDS (ostra niewydolność oddechowa) lub sepsą; najczęstsze objawy to gorączka, kaszel (może być suchy lub z wydzieliną), złe samopoczucie; gorączka (temperatura ciała powyżej 38 stopni Celsjusza) to najczęstszy objaw; inne rzadsze objawy: odkrztuszanie plwociny, przyspieszony oddech (tachypnoe), bóle mięśni i stawów, ból gardła, nudności i wymioty, biegunka, zatkany nosy; pacjenci w immunosupresji mogą wykazywać mniej specyficzne objawy; w przypadku zapaleniu płuc o etiologii SARS-CoV-2 najczęstszym objawem była gorączka; kobiety są częściej bezobjawowe przy dodatnim teście na SARS-CoV-2 niż mężczyźni. Czas trwania choroby wg WHO czas trwania choroby w przypadku łagodnych infekcji wynosi 1-2 tyg., a w przypadku ciężkich 3-6 tyg. Śmiertelność ok. 3,9% (populacja chińska), w przypadku grypy 0,1%; 0-9 lat bliskie 0% 10-19 lat 0,2% 20-29 lat 0,2% 30-39 lat 0,2% 40-49 lat 0,4% 50-59 lat 1,3% 60-69 lat 3,6% 70-79 lat 8% >80 lat 4,8% śmiertelność we Włoszech to 7%, z czego 40% zmarłych było powyżej 79 roku życia; zwiększona śmiertelność w przypadku chorób współistniejących: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroba sercowo-naczyniowa, przewlekłe choroby układu oddechowego, nowotwór złośliwy. 3. Dorośli. 70% zakażonych należało do płci męskiej (populacja chińska), natomiast w populacji włoskiej 60%; Czynniki ryzyka wśród pacjentów hospitalizowanych aż połowa miała choroby współistniejące, do których najczęściej należała cukrzyca, otyłość i choroba wieńcowa serca; pacjenci z chorobami naczyniowymi mózgu mają podwyższone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i śmierci; najprawdopodobniej stany immunosupresji (czyli zmniejszonej odporności) mogą prowadzić do cięższego przebiegu choroby, w skład wspomnianych stanów wchodzą: niedobory odporności, stosowanie glikokortykosteroidów (GKS, ale nie w postaci wziewnej co ma miejsce np. u astmatyków), w czasie leczenia chemioterapeutycznego i radioterapeutycznego, źle kontrolowane choroby autoimmunologiczne, AIDS. 4. Dzieci. średnia wieku zakażonych dzieci to 7 lat; stanowią 1-2% wszystkich zakażonych; 90% dzieci zakaziło się od członka rodziny; 60% zakażonych stanowili chłopcy; w każdym wieku występuje taka sama podatność na zakażenie, jednak im młodsze dziecko tym nieco większe prawdopodobieństwo cięższego przebiegu choroby; ponad 90% zakażonych było bezobjawowych lub z łagodnymi i umiarkowanymi objawami, a wśród dzieci liczba stanów poważniejszych wynosiła 5,9%, dla porównania u dorosłych 18,5%, zatem dzieci przechodzą infekcję łagodniej. Objawy kaszel to najczęstszy objaw, a następny to zaczerwienie gardła; gorączka jako trzeci objaw z kolei, ale u ok. 60% dzieci nie przekraczała 37,5 stopni Celsjusza; rzadko notowano takie objawy jak biegunka, wymioty, wyciek wydzieliny z przewodów nosowych. 5. Kobiety ciężarne. Droga zakażenia brak dowodów na to, że wirus przechodzi przez łożysko; zakażenie noworodka podczas porodu jest podejrzewane aktualnie w jednym przypadku klinicznym. Przebieg choroby u ciężarnej aktualne doniesienia pokazują, że przebieg choroby i manifestacja objawów jest taka sama jak u kobiet niebrzemiennych; nie zanotowano śmierci płodu, noworodka; 9 noworodków w pierwszej minucie wg skali Apgar miało 8-9, a w 5 min. 9-10; na tę chwilę brak dowodów na to, że zakażenie w III trymestrze ciąży może prowadzić do komplikacji płodowych lub matczynych. Karmienie piersią cząsteczek SARS-CoV-2 nie znaleziono w mleku matki, płynie owodniowym, krwi pępowinowej; bezpośrednie karmienie piersią u chorych matek na COVID-19 nie jest rekomendowane; zaleca się karmienie mlekiem matki z butelki jeżeli zostały zachowane środki ostrożności i higieny - nadal dyskusyjne. 6. Hospitalizacja. Przyjęcie i przebieg hospitalizacji średnia wieku pacjentów przyjmowanych na oddział intensywnej terapii (OIT) to 70 lat; 5-10% pacjentów z COVID-19 trafiało na oddział OIT, z czego 60% podległo intubacji; najczęściej przyjmowano pacjentów na oddział z gorączką i kaszlem oraz osłabieniem; średni czas hospitalizacji wynosił 22 dni; średni czas od początku choroby do inwazyjnej wentylacji mechanicznej to 14 dni; najczęstsze obserwowane powikłania to sepsa, ostra niewydolność oddechowa (ARDS), niewydolność serca lub wstrząs septyczny; od wystąpienia objawów do rozwinięcia zapalenia płuc potwierdzonego radiologicznie najczęściej mijało 5 dni. Wypis zakończenie hospitalizacji pacjenta następowało po podwójnie negatywnym wyniku na SARS-CoV-2 RNA pobranym w odstępie 24h, braku gorączki od co najmniej 3 dni, brak progresji zmian w tomografii komputerowe płuc oraz remisji (czyli braku) objawów ze strony układu oddechowego, 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. Dezynfekcja wykazano skuteczność preparatów z etanolem o stężeniu 62-71% - inaktywacja cząsteczek wirusa następowała w minutę; zaleca się dezynfekcję rąk preparatami zawierających etanol o stężeniu co najmniej 60%; wirus ginie w temperaturze 56 stopni Celsjusza po 15 minutach. Stosowanie masek osoby z potwierdzonym SARS- CoV-2 powinny nosić maseczki jeżeli przebywają w domu, a wokół znajdują się domownicy; osoby przebywające w środowisku osób z podejrzeniem lub potwierdzonym SARS-CoV-2 powinny nosić maskę; stosowanie masek wśród personelu medycznego jest priorytetem; zaleca się prewencyjne stosowanie masek u osób, które nie mają objawów ze strony układu oddechowego; brak aktualnie dowodów na skuteczność masek niemedycznych z tkanin i innych osłon przed zakażeniem osoby stosującej takie środki ochrony; skuteczność masek niemedycznych w zapobieganiu rozprzestrzeniania cząsteczek zakaźnych jest mniejsza niż masek medycznych; zatem noszenie maseczek w miejscach publicznych nie służy ochronie własnej, ale chroni innych przed zakażeniem ze strony bezobjawowego nosiciela SARS-CoV-2; aktualne wytyczne stosowania masek w celu zmniejszenia rozprzestrzeniania się wirusa są oparte na publikacjach obejmujących wirusy grypy lub innych koronawirusów, a nie bezpośrednio SARS-CoV-2. Porównanie masek chirurgicznych do masek z filtrem N95 na podstawie infekcji cząsteczkami wirusa grypy porównano 2 grupy ochotników personelu medycznego: 207 osób w maskach z filtrem N95 i 193 w maskach chirurgicznych; nie dowiedziono istotnych różnic w transmisji wirusa. 8. Leczenie. Środki przeciwbólowe (NLPZ - niesteroidowe leki przeciwzapalne) na razie brak jednoznacznych danych czy leki typu NLPZ (kwas acetylosalicylowy, ibuprofen, ketoprofen itd.) mogą nasilać objawy i zwiększać śmiertelność; ibuprofen zwiększa liczbę receptorów ACE2 na komórkach organizmu (szczególnie płuca i układ sercowo-naczyniowy), a to może powodować wyższą podatność komórek na infekcję, ponieważ białka wirusa m.in. łączą się z tym receptorem. Podejrzewa się, że za wzrost ich liczby odpowiada nie tylko ibuprofen, ale i inne leki z grupy NLPZ oraz leki stosowane w leczeniu nadciśnienia - ACEI i ARB; jednak nadal nie pozostało to potwierdzone na dużej grupie badawczej; zaleca się zamiast tego stosowanie paracetamolu (działa przeciwgorączkowo i przeciwbólowo), jednak wymaga to potwierdzenia. ACEI i ARB (powszechne leki stosowane w nadciśnieniu tętniczym) brak przekonujących danych, by zaniechać terapii wspomnianymi lekami, nawet jeżeli pacjent choruje na COVID-19; prawdopodobnie zwiększają liczbę receptorów ACE2 na komórkach organizmu (szczególnie płuc i układu sercowo-naczyniowego). Chlorochina (Arechin) znanym jest, że ma działanie antywirusowe; ponadto stosowana w malarii, toczniu rumieniowatym układowym i RZS (reumatoidalne zapalenie stawów); leczenie chlorochiną pacjentów z COVID-19 i zapaleniem płuc może zwiększyć prawdopodobieństwo wyleczenia, skrócenia hospitalizacji i efekt końcowy leczenia; zaleca się 2x 500 mg/dobę przez 10 dni w formie tabletki u pacjentów bez przeciwskazań (lista na ulotce) w łagodnym, umiarkowanym i ciężkim zapaleniu płuc o etiologii koronawirusowej; jedyny lek zarejestrowany w Polsce do leczenia zakażenia SARS-CoV-2. Hydroksychlorina + azytromycyna azytromycyna to szeroko stosowany antybiotyk należący do grupy makrolidów; mała grupa badawcza (42 pacjentów) z czego tylko 6 podano azytromycynę; połączenie tych leków może być rozważone w przypadku chorego na COVID-19 ze współistniejącym wtórnym zakażeniem bakteryjnym. Lopinavir-ritonavir lek stosowany w leczeniu HIV; zastosowano na grupie 200 osób (99 pacjentów leczonych lekami, kolejnych 100 stanowiło ślepą próbę) - nie odnotowano zmniejszenia śmiertelności ani szybszego powrotu do zdrowia. Remdesivir stosowany kiedyś na wirusa Ebola, potem potwierdzono działanie na niektórych wirusach z grupy koronawirusów; badanie trwa w USA. Tocilizumab Szczepionka BCG w zapobieganiu COVID-19 aktualnie brak zaleceń profilaktycznego stosowania; dotychczasowe badania nie wykazały zależności przyczynowo-skutkowej; ruszyły badania randomizowane w Australii, Holandii, USA i kilku innych państwach. Cynk udowodniono działanie hamujące cynku (Zn 2+) na enzymy koronawirusa w warunkach in vitro; niestety doustna forma suplementacji cynku nie została jeszcze zbadana; najlepszą wchłanialność notuje się w przypadku preparatów cytrynianiu, glukonianiu, siarczanu cynku. Inne informacje. Pochodzenie w oparciu o badanie materiału genetycznego SARS-CoV-2 oraz porównań genetycznych do innych wirusów z grupy koronawirusów występujących w naturze, nie ma przesłanek, by został on stworzony lub zmodyfikowany w laboratorium; wirusy SARS-CoV-2 naturalnie występują wśród nietoperzy, domniemywa się, że uległ mutacji przechodząc na łuskowca, u którego doszło do kolejnych mutacji, by w ostateczności przenieść się na człowieka. Grupa krwi a podatność na SARS-CoV-2 osoby z grupą krwi A miały znacznie wyższe ryzyko nabycia SARS-CoV-2 w porównaniu z innymi grupami, natomiast grupa 0 najmniejsze prawdopodobieństwo - wymaga dalszych potwierdzeń. Postaci wirusa SARS-CoV-2 należy do grupy koronawirusów, które odpowiadają za ok. 25% przeziębień, a genetycznie jest podobny do SARS-CoV-1, który wywołał epidemię w 2002 r.; na podstawie badań genomu wirusa w Chinach wyróżniono 2 typy wirusa: typ L odpowiadający za 70% zakażeń, a typ S 30%; aktualnie nie stwierdza się innych typów wirusa SARS-CoV-2, w tym mutacji o większej zakaźności i śmiertelności. Zestawienie innych chorób zakaźnych Gorączka Zika (wirus Zika) 2015-2016 Liczba przypadków: 711 381 Liczba zgonów: 18 Śmiertelność: 0,002% Gorączka Ebola (wirus Ebola) 2013-2016 Liczba przypadków: 28 646 Liczba zgonów: 11 323 Śmiertelność 39,5% Świńska grypa (wirus grypy A/H1N1) 2009-2010 Liczba przypadków: 700 000 - 1 400 000 Liczba zgonów: 150 000 - 575 000 Śmiertelność 0,03% SARS (wirus SARS) 2002-2003 Liczba przypadków: 8096 Liczba zgonów 774 Śmiertelność: 9,5% Grypa hiszpanka (wirus grypy A1/H1N1) Liczba przypadków: 500 000 000 Liczba zgonów: 25 000 000 - 50 000 000 Śmiertelność 2-10% Bibliografia: 1. Transmisja SARS-CoV-2. CDC https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/index.html Coronavirus can travel twice as fars as official safe distance https://www.scmp.com/news/china/science/article/3074351/coronavirus-can-travel-twice-far-official-safe-distance-and-stay New coronavirus stable for hours on surface https://www.nih.gov/news-events/news-releases/new-coronavirus-stable-hours-surfaces 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby. The Incubation Period of Coronavirus Disease 2019 (COVID-19) From Publicly Reported Confirmed Cases: Estimation and Application https://annals.org/aim/article-abstract/2762808/incubation-period-coronavirus-disease-2019-covid-19-from-publicly-reported Koronawirus (COVID-19) https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakazne/aktualnosci/225676,koronawirus-najnowsze-informacje 3. Dorośli, Clinical course and risk factors for mortality of adult inpatients with COVID-19 in Wuhan, China: a retrospective cohort study https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(20)30566-3/fulltext 4. Dzieci a COVID-19 Epidemiological Characteristics of 2143 Pediatric Patients With 2019 Coronavirus Disease in China https://pediatrics.aappublications.org/content/pediatrics/early/2020/03/16/peds.2020-0702.full.pdf Sars-CoV-2 infection in children https://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMc2005073?articleTools=true 5. Kobiety ciężarne Guidelines for pregnant women with suspected SARS-CoV-2 infection https://www.thelancet.com/journals/laninf/article/PIIS1473-3099(20)30157-2/fulltext#sec1 Pregnancy & breastfeeding - CDC https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/prepare/pregnancy-breastfeeding.html 6. Hospitalizacja. Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 Jaki odsetek chorujących z potwierdzonym zakażeniem wymaga terapii respiratorem? https://www.mp.pl/covid19/ekspertcovid2019/229682,jaki-odsetek-chorujacych-z-potwierdzonym-zakazeniem-wymaga-terapii-respiratorem 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 N95 Respirators vs Medical Masks for Preventing Influenza Among Health Care Personnel: A Randomized Clinical Trial https://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/2749214 Using face masks in the community - Reducing COVID-19 transmission from potentially asymptomatic or pre-symptomatic people through the use of face masks https://www.ecdc.europa.eu/en/publications-data/using-face-masks-community-reducing-covid-19-transmission 8. Leczenie. Are warning against NSAIDs in COVID-19 warranted? https://www.medscape.com/viewarticle/926940#vp_3 Position Statement of the ESC Council on Hypertension on ACE-Inhibitors and Angiotensin Receptor Blockers https://www.escardio.org/Councils/Council-on-Hypertension-(CHT)/News/position-statement-of-the-esc-council-on-hypertension-on-ace-inhibitors-and-ang Expert consensus on chloroquine phosphate for the treatmen of novel coronairus pneumonia https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32075365/ A trial of lopinavir-ritonavir in Adults hospitalized with severe COVID-19 https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2001282 Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 ZN(2+) inhibitis coronavirus and arterivirus RNA polymerase https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21079686 Hydroxychloroquine and azithromycin as a treatment of COVID-19: results of an open-label non-randomized clinical trial https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0924857920300996 Bacille Calmette-Guérin (BCG) vaccination and COVID-19 https://www.who.int/news-room/commentaries/detail/bacille-calmette-guérin-(bcg)-vaccination-and-covid-19 9. Inne informacje. The proximal origin of SARS-CoV-2 https://www.nature.com/articles/s41591-020-0820-9?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=NatureNews_&utm_content=organic&sf231597135=1 Relationship between ABO blood group and the COVID-19 susceptibility https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.03.11.20031096v1?fbclid=IwAR3mlp24hNiS1BaFWlXMckf_wmSs1w_wTKLZWkAqZVa7t1xPLJnSTQRJpS4 Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19?fbclid=IwAR1QTo3_QGA-xe9Pumph69pMYdq5qpvNKGz6zzH10dywoKizr_k4XvraZok#PATIENT_INFORMATION
  3. 69 points
    Zaliczyłem dzisiaj imprezę okolicznościową z mają aktualną pańcią. Impreza leci hihi hahah towarzystwo roześmiane i jakoś tak zeszło na seks i w trakcie rozmowy pańcia zrobiła sobie ze mnie podśmiechujki typu - rzuciła - masz małego - i hihihihi hahahaha. Myślała, że mi dopiecze pośmieje się itp. - towarzystwo HAHAHAHHA i patrzą na mnie. no to moja riposta była miazgą dla towarzycha bo myśleli że się nie odgryzę. - z uśmiechem na twarzy wypaliłem - mały czy nie duży czy nie - ale jak się ma wielką dziurę to i walec będzie za mały. Wszystkie pańcie nagle zamilkły - kilka aż powietrze nabrało i wydusiły z siebie - OOOOOOOOOO A pańcia poleciała szybko do niby kibla. Tak się załatwia głupie teksty pańci. Drugi raz się w towarzystwie namyśli zanim coś głupiego palnie. Miny psiapsiółek - bezcenne.
  4. 64 points
    Czołem braciszkowie. Będzie to krótka, aczkolwiek zabawna dla mnie historyjka. Ostatnio za pralkę spadl mi antyperspirant. Odsuwam ją, patrzę, a tam leżą różowe majteczki, od stroju kąpielowego Rozmiar S. Zostawiła je, moja ex dziewczyna. Kiedyś często bywaliśmy na basenie. Już chciałem wyrzucić do kosza, ale pomyślałem, że oddam właścicielce. Tym bardziej, że to jakaś markowa firma, bo pani mocno ubolewała, że zostawiła je w szatni na pływalni. Nie dzwoniłem, nie pisałem, aby nie było, że szukam kontaktu. Ale no właśnie, przypomniało mi się, że na moim osiedlu, mieszka jej kuzyneczka. Czasami nawet widywałem jej auto zaparkowane. Więc myślę sobie, spotkam, oddam zgubę. Dziewczyną się ucieszy I tak jeździły w samochodowym schowku, czekając na swój czas. Nie dalej jak wczoraj, wracam do domu, patrzę stoi ex przy samochodzie Zatrzymuje się, opuszczam szybę, witam się grzecznie i mówię, poczekaj mam coś dla Ciebie. Majteczki w rączkę, wysiadam i daję dla pani siedzącej w aucie ze słowami: masz, zostawiłaś Powiecie co w tym zabawnego? A to, że nie zauważyłem siedzącego pana obok niej 😂 Jegomość musi być jej nowym gachem, bo odchodząc, słyszałem męski głos: Co to kurwa ma być!!? Pani musiała mocno tłumaczyć, bo dostałem wieczorem SMS: Pojebało Cię człowieku! No nic, chciałem dobrze a wyszło jak wyszło
  5. 56 points
    Bracia, wyprowadziłem się. Był płacz, prośby, przepraszanie, ale byłem nieugięty. Szkoda, że tak to się skończyło, ale to ona wybrała tę drogę, dla mnie najważniejsze jest moje zdrowie psychiczne. Teraz jestem u siebie i odpoczywam. Dzięki Wam za wsparcie.
  6. 55 points
    @Analconda pozwól, że ci coś wyjaśnię. Obiektywnie patrząc to nie jesteś ani głupi (wręcz przeciwnie) ani brzydki. Nie jesteś przegrywem czy incelem, jesteś przeciętnej urody, ale za to dość wysoki to też ci daje plus. Trochę pracy nad sobą i możesz jak to mówią 'pić szampana". Jesteś w najgorszym dla mężczyzny wieku, przedział 21- 23 lata to dla większości mężczyzn udręka, ani nie mają pomysłu co ze sobą zrobić, hormony buzują, rówieśniczki się nimi nie interesują. Najczęściej brak kasy, pozycji i frustracja jak się patrzy na tych co mają. Prawda jest taka, że ty jesteś na pozycji startowej, a do mety masz w uj daleko. U mężczyzn wygląda to tak, że najgorszy okres to właśnie 21 - 23 lata, później zaczynają się praca, kariera, praca nad sobą i możliwości mężczyzny rosną. Mężczyzna zaczyna rozkwitać na rynku matrymonialnym/ seksualnym w wieku 35 lat, a szczyt możliwości ma w wieku 40+, około 45 roku życia zaczyna powoli spadać w rankingu życia, ale jest to raczej powolne opadanie na spadochronie, a nie pierdolnięcie w ścianę sportowym samochodem (tak to wygląda u pań). Mężczyzna przyzwoicie sytuowany i zadbany w wieku 50 - 55 lat to nadal łakomy kąsek dla wielu pań. Jak się nie zapuścisz i będziesz szczupły, wysportowany i zadbany to dalej będziesz mógł liczyć na udane życie towarzyskie, wystarczy że zawodowo osiągniesz jakąś stabilną pozycję, w szanowanym zawodzie. To wystarczy. Oczywiście im więcej masz zasobów, tym będziesz bardziej rozchwytywany. Ewentualnie ilość zasobów może zniwelować zaniedbania innych kwestii np. nie będziesz już szczupły i wysportowany tylko będziesz brzuchatym Analcondą, ale za to na koncie siedmiocyfrowy bilans, wtedy nie będziesz spasionym przegrywem tylko słodkim misiem Natomiast kobieta ma dużo gorzej, kobieta zaczyna wzbudzać zainteresowanie jako nastolatka, zaczyna się od rówieśników z najbliższego otoczenia, na końcówce szkoły średniej 17 - 18 lat zaczynają się nią interesować studenciaki, takie tam pierwsze miłostki. Mówię oczywiście o normalnych domach i w miarę stabilnej sytuacji rodzinnej tzw. przeciętnych dziewczynach, a nie patuskach które w wieku 12 lat matka uczyła robić makijaż żeby wyglądały na 'dorosłe'. Kobieta dobija do 20 - 21 roku życia i tu zaczyna się rozkręcać, w zasadzie jej ciało jest już ukształtowane i jest młoda co jest wielkim atutem, nawet bardzo przeciętna dziewczyna, przy niedostatkach urody typu małe piersi, czy innych jest atrakcyjna, bo jest młoda i zazwyczaj fajna z charakteru (jeszcze nie została przemielona przez rzeczywistość). Ma młodość i wizualną atrakcyjność, później wchodzi w okres najodpowiedniejszy do rozrodu tj. 23 - 25 lat i to jest kobiecy szczyt, ponieważ prócz ukształtowanego ciała i młodości, rośnie jej poziom hormonów/ feromonów, organizm robi wszystko żeby przyciągnąć partnerów odpowiednich do rozrodu, i w tym czasie jest najatrakcyjniejsza dla mężczyzn. Później do 25 +, do około 28 - 30 roku życia jest nadal atrakcyjna, ale to już zaczyna szybko spadać. W wieku 28 lat zaczyna się sypać wizytówka kobiety czyli twarz, później z wiekiem spada sprężystość skóry, piersi zaczynają tracić jędrność i opadają i już się zaczyna pęd na ścianę, jest jak fajne auto, ale takie które powoli traci już swój urok, lakier trochę zmatowiał, felgi trochę porysowane.... Później następuje pierdolnięcie w ścianę, zazwyczaj jest to 30 - 32 lat jeśli pani nie zniszczyła się używkami wcześniej, można ten proces opóźnić o kilka lat dietą i ćwiczeniami, pomocą chirurga, ale nawet dobrze zrobiona i dbająca o siebie czterdziestka (prawdziwie dbająca, czyli dieta, ćwiczenia, zdrowy styl życia) to nie młoda i świeża 23 - 25. Może być co najwyżej atrakcyjna jak na swój wiek, a nie atrakcyjna tak jak była 15 lat wcześniej czy 10 lat wcześniej. Ale tutaj jeśli mówimy o kobietach, które bardzo o siebie dbają, takich atrakcyjnych jak na swój wiek 35 - 40 lat to będziesz miał może z 1 - 2 % populacji. Mogą się trafić i atrakcyjne 40 + czy 45+ ale to te, które po pierwsze bardzo o siebie dbały, a po drugie wygrały na loterii genowej, ale tu mówimy już nawet nie o procentach tylko o promilach tzw. wyjątku od reguły. Więc drogi Analcondo jak ty będziesz u szczytu możliwości jako mężczyzna, to twoje rówieśnice będą już na równi pochyłej, po której będą zapierdalały w dół jak struś pędziwiatr. Tak naprawdę kobieta jest szczytowo atrakcyjna przez 2 - 3 lata, atrakcyjna przez 7 - 8, później to już tylko cień/ dawne przebłyski tego co miała kiedyś. Mężczyzna zaczyna budować swoją atrakcyjność później i zachowuje ją dłużej, zarówno okres szczytowy jest dłuższy jak i okres umiarkowany. Jak się ustawisz na poziomie średniaka, pod względem pozycji/ zasobów w kraju w którym mieszkasz i nie zaniedbasz się wizualnie to w wieku 35 - 45 at nie będziesz narzekał na brak zainteresowania ze strony pań wolnych w wieku tuż przed pierdolnięciem w ścianę czyli takich w okolicach trzydziestki (o starszych nie wspominam), nie raz będziesz miał przesyt kontaktów z kobietami. Jak się ustawisz powyżej średniej to będą do ciebie ciągnęły pszczółki w szczytowej formie. Powtarzam, teraz jesteś w wieku najgorszym dla mężczyzny, szczególnie jeśli chodzi o nawiązywanie trwałych relacji z kobietami, jak się za siebie weźmiesz później już będzie lepiej. Dodatkowo większość Chadów, którzy są ci solą w oku zapuści się, urosną brzuchy, nałogi dadzą o sobie znać, bo z większością Chadów to jest tak, jak z paniami z przedziału 8 - 10 / 10 za młodu dużo szaleją. Wiec albo się zapuszczają, albo wypadają z rynku poprzez małżeństwo i populacja dostępnych Chadów maleje. Młoda generacja Chadów puka najatrakcyjniejsze laski, bliskie sobie rocznikowo, stara się już wykruszyła, a ustawieni faceci po 30 wskakują do kategorii Most Wanted (jeśli nie zmarnowali młodości i wypracowali pozycję).
  7. 55 points
    Zainspirowany (negatywnie ale jednak) wpisami Brata @Analconda i Jego podpisem postanowiłem założyć wątek, gdzie zachęcam Braci do oświecenia wspomnianego Brata i innych w temacie bycia "przegrywem". A powodem owego bycia wielkim przegranym ma być brak seksu... 🤦‍♂️ Poważnie myślę, iż ten post powinienem zaproponować na ścianę hańby, żeby ludzie wiedzieli, iż takie myślenie jest hańbą dla siebie samego i każdego mężczyzny. Człowieku. Napisz mi proszę CO TAKIEGO szczególnego Twoim zdaniem wygrywasz przez owo ruchanie? Przykładowo właśnie obserwowałem z okna jak dwa psy się ruchały (właściwie pies i suka) i ów pies po stosunku mi na wygranego nie wyglądał. Ja też, gdy ostatnio baraszkowałem to nie przypominam sobie aby jakiekolwiek szczególne wygrane na mnie po tym wiekopomnym wydarzeniu spłynęły. Właściwie to nawet w pamięci mi nie utkwiło 99% moich stosunków - tak dużo wygrywam w nich. Tak samo jak nie pamiętam 99% moich obiadów. Choć w sumie obiady są znacznie ważniejsze. Za to bardzo dobrze pamiętam: - narodziny moich córek - zarobioną znaczną sumę pieniędzy - rozwód - pierwszą pracę i pierwszy sukcesem zakończony projekt - otwarcie własnej firmy - pierwszą wielką porażkę - poważną chorobę i wnioski, które dzięki temu wyciągnąłem - 10 najlepszych przeczytanych książek - pierwsze wejście na górę z przyjaciółmi - kupno pierwszego samochodu za własne pieniądze - zasadzony las - pracę w polu i przy budowie domu z moim ojcem + kilka innych Powyższe to wydarzenia, dzięki którym wiele wygrałem i się nauczyłem moim zdaniem. I jakoś nie mają nic wspólnego z ruchaniem (poza córkami i rozwodem) a uważam, że właśnie dzięki nim jestem "wygrywem". Żaden z odbytych w moim ponad 40-letnim życiu stosunków nie powoduje u mnie myślenia o sobie jako o kimś wygranym. Opamiętaj się i nie karz samego siebie myśleniem, iż przegrałeś cokolwiek, gdyż nie umieściłeś dotychczas swego penisa w pochwie kobiety (bo tylko do tego się to sprowadza).
  8. 53 points
    Długo zastanawiałem się, czy opisywać tę historię, czy uda mi się zdobyć na obiektywizm, szczerość i co za tym idzie, pokazanie swoich słabości. Nie dla wszystkich tutaj jestem anonimowy. Rady ani pocieszenia już nie potrzebuję, podbijać ego nie muszę, a mścić się nie chcę. Pokusa jest, bo oprócz mnie będzie o dwóch aktywnych uczestnikach forum. Opowiem Wam o kawałku swojego życia, o upadku pewnego siebie faceta, o tym jak się podnosił i jaką wartość wyniósł z gorzkiego doświadczenia. O sposobie podnoszenia się z kolan który wzmacnia, pozwala rozwijać świadomość i stawać się lepszym człowiekiem. A przede wszystkim, nie zostawia piętna na psychice, nie napełnia jadem, wrogością, zgorzknieniem ani rezygnacją na kolejne miesiące czy lata. Nie jest to droga łatwa, ale wysiłek opłacalny. Chciałbym żeby to właśnie stanowiło wartość tego, co tu opowiem. Byłoby dobrze, gdyby ten tekst przydał się kiedyś, komuś w podobnej sytuacji. Opiszę swoją historię, która miała miejsce w zeszłym roku, choć wciąż żyje, ale już własnym życiem. Dosyć przydługich wstępów i - Do rzeczy! Jak stwierdziła bezzębna dziwka pochylając się nad penisem starego żołdaka;) O mnie; Facet krótko po czterdziestce, dwójka dzieci w opiece naprzemiennej, cztery lata po rozstaniu z ich matką, po piętnastu latach razem. Doświadczenie życiowe dosyć spore i różnorodne. Od np. wypasu zwierząt w górach nad brzegiem morza, na południu Włoch, do uczestniczenia w gaszeniu kilku konfliktów zbrojnych w zapalnych miejscach świata. Plus wiele innych, mniej lub bardziej dziwnych rzeczy. Jeśli chodzi o sprawy damsko męskie, sytuacja dobra. Czas małżeństwa, gdzie raczej rutyna i jedna partnerka- żona, poprzedzony kilkoma krótkimi związkami, nic wielkiego. Po odzyskaniu, dzięki małżonce, wolności i (dzięki sobie;)) jaj, kilka krótkich relacji i kilka dłuższych, z myślą że być może uda się coś fajnego zbudować. Ostatnie dwa związki zakończone przeze mnie. Pierwszy, z kobietą na której bardzo mi zależało, a która chciała zmienić wspólne ustalenia w trakcie gry. Drugi, z kobietą niesłychanie atrakcyjną i inteligentną, ale wyrachowaną. Powodzenie wśród kobiet niezłe, a gdy się o nie postarać, lepiej niż niezłe. Mimo to w rok przed zawarciem opisywanej znajomosci żadnej poważniejszej relacji i całkowita abstynencja seksualna. Już wtedy seks dla seksu nie był niczym interesującym, zrezygnowałem z przygód. Sprawy zawodowe ok, kilka hobby i jedna pasja, teraz zawieszona. Niezłe poczucie wartości, próby budowania świadomości i rozwoju duchowego. Czyli, ogólnie miałem o sobie dobre mniemanie, uważałem że wiem dużo o życiu i o relacjach, że się nieźle sprawdziłem na wielu polach. W takim czasie ją spotkałem, tutaj na forum. Napisałem pierwszy, pozytywnie zaskoczony jej postawą w pewnym wątku. Pisaliśmy przez kilka tygodni koncentrując się tylko na jednym temacie, nie poruszając innych, nie mając pojęcia jak wyglądamy. Zaczęły się rozmowy, coraz bardziej wykraczające poza początkowy temat, coraz bardziej otwierające nas na siebie, zbliżające. Dużo mi o sobie opowiedziała, niektóre rzeczy mocno nieciekawe. Nie przeszkadzało mi to, nie traktowałem jej jeszcze jako potencjalnej partnerki, nie oceniałem jej. Interesowała mnie mocno jako człowiek, to jaką przeszła drogę i jak sobie radziła. Działo się u niej wiele, w młodym jeszcze życiu, a ja chciałem je poznać. Z czasem dołączyły rozmowy wideo, ona szybko ku mojemu zaskoczeniu zaczęła patrzeć we mnie jak w obrazek, a ja zacząłem mięknąć od środka. Przyszła myśl o spotkaniu, ona je zaproponowała. Ustaliliśmy, że poczekamy na ostatnie egzaminy kończące jej studia i wtedy się zobaczymy. Krótko o niej, opis na tamtą chwilę; Dziewczyna ze stolicy, studiująca wymagający kierunek, bardzo atrakcyjna i inteligentna. Nie do końca w moim typie, ale górna półka jeśli chodzi o wygląd. Przynajmniej wtedy, gdy była w formie. 'Matka' dwójki kotów, wegetarianka (wiem, wiem jak to brzmi;)), w bardzo dobrej sytuacji materialnej dzięki rodzicom i z dobrze zapowiadającą się karierą (pierwsza praca naukowa już w trakcie nauki i widoki na kolejne), czyli kontekst finansowy jasny, bez parcia. Kobieta o podobnych wartościach do moich, dbająca o kontakt, responsywna. Jak dla mnie wtedy, niemal ideał. Niemal, bo była i mroczna strona. Mocne obciążenie, wynikające z dzieciństwa i różnych ciężkich rzeczy, które miały na nie wpływ. Ryzyko nieciekawych schematów wyniesionych z domu. Duże zainteresowanie używkami wszelakiego typu (część już wygaszona), dwa lata wcześniej toksyczna relacja zakończona mocnym tąpnięciem, niemal tragedią. Odreagowywanie tego i szukanie własnej wartości w krótkich relacjach, polegających na wyszukiwaniu trudnego, ambitnego celu i uwodzeniu go. "Zdobyciu". Przez rok przed naszą relacją już względny spokój, szukanie siebie na ścieżce duchowości. Zdecydowałem, że chcę ją poznać i wtedy zdecyduję co dalej, choć już czułem w jej stronę 'wolę Bożą' Poza tym, sam nie byłem ideałem, a z powodu kilku starych spraw poczet w panteonie świętych raczej mi nie grozi. Przyleciała do mnie początkiem lata. Pojechałem po nią na lotnisko, zobaczyłem z daleka. Zwiewna sukienka, blond burza lśniących włosów, zbyt mocny makijaż na pięknej twarzy, smukła sylwetka. I ten wzrost... Cholera jedna, założyła obcasy, kiedy i bez nich była centymetr czy dwa wyższa ode mnie. Na szczęście miałem już doświadczenie z kobietą sporo ode mnie wyższą i z przełamywaniem barier w głowie z tym związanych. Inaczej, chyba byłoby mi trochę głupio. Wtuliła się mocno, na dzień dobry. Wziąłem w jedną rękę cięższą walizkę, w drugą chwyciłem jej dłoń i poprowadziłem w stronę samochodu. To był tydzień, chyba. Pamiętam jak przez mgłę. Już od pierwszej nocy, ogień. Nie tak to miało wyglądać, chciałem to rozegrać spokojniej. Nie udało się. Chemia między nami przyćmiła wszystko inne. Idealne dopasowanie, które zrobiło nam kogel-mogel z mózgu. Boskie stworzenia, inteligentni ludzie, zredukowane do rangi królików w trakcie rui. Ciekawe doświadczenie. Miewałem podobne ale nigdy aż tak intensywnie. U niej, podobnie. Siedząc trzeciego dnia, pijąc kawę na tarasie, opowiadała o fali hormonów które zostały wyzwolone w nocy, a które wciąż ją zalewają. Szukała w sieci określeń na to co przeżywała a o czym nie wiedziała że istnieje. Wtedy, na tym tarasie trzeciego dnia, zaproponowała małżeństwo. Myślałem w pierwszej chwili że nie zrozumiałem, upewniłem się. No tak, Yolo. Co Ci zależy? Dokładnie tak to zapamiętałem. Zbyłem żartem, choć zrobiło się nieswojo. Ego miało niezłe używanie, ten mały chujek zlokalizowany z tyłu głowy przechodził wtedy złoty czas. Stop klatki- łóżko, prysznic, ona lepiąca pierogi w mojej kuchni, ocean i plaża. Ten czas szybko minął, odwiozłem ją na pociąg. Na drugim końcu kraju miała przyjaciółkę, chciała z nią spędzić kilka dni. Mieliśmy się spotkać niebawem, ledwie miesiąc z hakiem. Powrót do normalności, choć już zupełnie innej. Jej pierwsze jazdy, jeszcze niewinne, niegroźne. Takie trochę 'głupiutkie'. Zamartwianie się tym, że to się nie uda, że nie jest wystarczająca. Że za głupia, że za brzydka, że jeszcze wcale przecież nie zna życia. Traktowałem to ze śmiechem, pokazywałem jak bardzo się myli. Przecież chciałem jej obecności, budowania czegoś razem. Ale szczerze, sam miałem pietra. Wiadomo czego chce od życia młoda dziewczyna, do czego dąży. Marzyła o wielodzietnej rodzinie, sama jest jedynaczką. A ja już dzieci mam, to nie jest na liście moich priorytetów. Nawet nie wiedziałem czy tego chcę, takiej zmiany w swoim życiu. Pierdolić to, nie po to mam jaja żeby w wieku czterdziestu lat przygotowywać się do emerytury. Być może to jest szansa na ułożenia od nowa swojej rzeczywistości, z kobietą na której mi zależy, w oparciu o fundamentalne wartości, które oboje wyznajemy. Takie myśli wtedy po głowie. Jej propozycja, że rzuci wszystko i przyjedzie do mnie na pół roku. Wpadło jej to do głowy, a do pełnego prawa wykonywania zawodu musiała jeszcze odbyć roczny staż. Dyplom już miała, ale ten rok był niezbędny do uzyskania wolności w jej zawodzie, pracy bez nadzoru. Zdębiałem. Za dużo, za szybko. Chciałem tego roku na odległość, z odwiedzinami kiedy to tylko możliwe , żeby się przygotować do nowej roli. Zależało mi żeby to było w wolności. A gdyby przyjechała teraz, byłaby ode mnie zależna. Jakiś czas pózniej zrozumiałem, że ona chciała by ktoś kierował jej życiem, wziął je. Odmówiłem, choć długo i mocno nalegała. Wiedziałem też, że jeśli przyjedzie do mnie, spędzimy pół roku razem i wszystko będzie dobrze, za cholerę nie wypuszczę jej na roczny staż do kraju, a pewnie i ona sama nie będzie chciała jechać. I wszystkie te lata nauki psu na budę. Nie rozumiałem tej postawy, wtedy wydało mi się to lekkomyślną próbą zjedzenia deseru przed daniem głównym. Długo miała mi to za złe, wypominała jeszcze po kilku miesiącach. Zaczęła się uczyć języka kraju, w którym mieszkam i zasięgać opinii w sprawie pracy w zawodzie. Sam ruszałem swoje kontakty by się czegoś dowiedzieć. Jej przyjaciółka z roku podjęła tutaj pracę, mogła sporo pomóc jeśli chodzi o praktyczne informacje. Zauważyłem niepokojącą prawidłowość- kiedy był fajny czas, zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej, po chwili przychodziło z jej strony ochłodzenie, albo jakaś emocjonalna zawierucha, w której traciła grunt pod nogami. Zaczynało to wyglądać niepokojąco, ale już wkrótce mieliśmy się ponownie spotykać. Było też jasne, że nie radzi sobie z tym co się stało na pierwszym spotkaniu, jaki miało przebieg. Zdecydowanie nie radziła sobie z odległością, dołował ją brak bliskości. Mnie też nie było łatwo ale miałem cel, wiedziałem po co to wszystko. W przeddzień jej przyjazdu dzwonię, czy jest już gotowa, spakowana, miałem złe przeczucie. Odpowiedziała mi z płaczem, że nie przyjedzie. Że przyjęła zaręczyny od swego przyjaciela i że to między nami nie miało prawa się udać. Znali się od wielu lat, kiedy on się dowiedział że wybiera się do mnie, wyskoczył na drugi dzień z pierścionkiem. Stwierdziła, że nikt nie zna jej lepiej w jej najgorszej wersji, że on ją akceptuje i na pewno nie odrzuci. Był chory na to samo co ona, bała się że ja tego nie ogarnę. W domu spotkanie rodzinne, masa ludzi już na lekkim rauszu, a ja stoję przed domem, rozmawiam i serce mi pęka, mózg się przegrzewa. Kurwa, jeszcze wczoraj było wszystko dobrze a dziś już koniec. Wracam do swoich, wszyscy uśmiechnięci, pytają czy moja dziewczyna już jedzie. Mowię, że jej nie będzie, nie może przyjechać, nie dowierzają. Za dwa dni takie wydarzenie, wystawiła Cię teraz, w ostatniej chwili? Ech, gdybym Wam powiedział wszystko... Piję alkohol ale nic z tego nie wychodzi. Zaczynam z nią pisać wieczorem, potem rozmawiać, już w nocy. Ona, głosem pełnym emfazy i dumy , mocno już pijana powtarza w kółko; Jestem narzeczoną, Yolo. Czego jeszcze chcesz ode mnie, przecież teraz jestem narzeczoną... Tonem, jak gdyby dostała właśnie profesurę na Harwardzie. W głowie chomik, przewijają się wszystkie forumowe teorie o ścianie i inne tego typu. Zasypia w trakcie rozmowy, słyszę jej spokojny oddech. Nie śpię tej nocy i wiem że nie odpuszczę, nie zostawię tego tak po prostu. Nie ma takiej opcji, żebym siedział wpatrzony w telefon czekając na rozwój wydarzeń. Wsiadam w samochód nad ranem, jadę przez połowę kraju nie znając adresu, wiedząc tylko że to gdzieś w stolicy. Na szczęście nie spotkałem po drodze patrolu z alkomatem. W drodze dzwonię do znajomych 'z możliwościami', próbuję ustalić adres z pomocą danych. Ci, którzy ogarnęliby to bez problemu, akurat na urlopach. Ci, którzy pracowali, mieli mniejsze możliwości. Nie mogli tego zrobić, niedawno zmieniono przepisy i takie weryfikacje były rejestrowane przez system, wymagano podania powodu. Próbuję się do niej dodzwonić od połowy trasy. Nie odbiera, pewnie śpi. Alko i leki robią swoje. Jadę mimo to, liczę na cud. Udało się dodzwonić wjeżdżając do stolicy. Nie wierzy, nie daje się przekonać. W końcu podaje miejsce publiczne, gdzie mamy się spotkać. Po chwili zmienia, mam jechać nad jezioro pod Warszawą. Kiedy dojeżdżam, odwołuje. Mówi że to bez sensu, żebym wracał. Tłumaczę jej, że nie ma takiej opcji, nie odpuszczę. Chcę się z nią spotkać i usłyszeć, spojrzeć w oczy. Potem niech robi co chce. Ostatecznie daje się przekonać, przyjeżdża. Zimna maska, totalnie inna od tej którą znałem. Spokojna, opanowana. Tłumaczy że to nie ma sensu, że się nie uda. A wtedy ona rozsypie się na drobne kawałki, nie chce przez to ponownie przechodzić. Że już przyjęła jego oświadczyny, byli z tym u rodziców, dziś odwiedzają kolejnych, on nalega na pośpiech. Że tak będzie lepiej. Nie dociera nic, wtedy poznaję jej drugą twarz. Kompletne odcięcie od emocji, skrajna racjonalność, do porzygu. Siedzimy na odrapanej ławce, rozmawiamy spokojnie patrząc w jezioro. Dociera do mnie bezsens tej sytuacji. Przytulam ją. Ona początkowo bierna, potem wczepia się we mnie z całej siły, ledwie na kilka sekund. Odjeżdża. Widzę ją ostatni raz, tak mi się wtedy wydaje. Wracam do domu jak zbity pies. Ponad tysiąc km po to, by się upewnić w bezsensie sytuacji i pożegnać. W nocy znów nie mogę spać, układam słowa. Głośny, gorący oddech. Spazmy. Katatonia Drgające ciało, spocona pościel Cisza, skupienie. Modlitwa. Dychotomia. Oczy. Duże. Pytające. Pełne i puste. Wyczekujące. Wpatrzone w usta. Tafla jeziora, obca sylwetka Wtulona mocno w me ciało Tak bardzo moja I taka czyjaś. Życia nam wciąż za mało. Na szczęście, zajęć od cholery, wciąga ferwor przygotowań do uroczystości. Kiełkuje w głowie, co muszę zrobić, wiem już jak sobie z tym poradzić. Mobilizuję się, by pogodzić z sytuacją, by wzbudzić w sobie wdzięczność i zaufanie. Zaczyna się to udawać, wsparcie z góry? Dziękuję za dobre chwile i za lekcję, próbuję zrozumieć naukę, budować w sobie postawę pokory i wdzięczności. Ktoś mógłby powiedzieć, że to frajerstwo. A działa. Nie chodzę w skowronkach, nastrój raczej nostalgiczny, ale budzi się poczucie wewnętrznego spokoju i przekonanie, że będzie dobrze. Że wszystko ma swój cel i do czegoś prowadzi, a ja odebrałem swoją lekcję nawet, jeśli jeszcze jej nie rozumiem. Przy okazji przeżywając kilka pięknych chwil. Uroczystość na kilkaset osób, dla mnie trochę męczarnia, nie lubię takich zjazdów. Bardziej mnie nie ma niż jestem, spacerując nocą po najbliższej okolicy. Dopiero nad ranem, już w bardziej kameralnym gronie popuszczam pasa. Pijemy razem i śpiewamy, orkiestra już się ewakuowała. Odbieram kilka niedwuznacznych propozycji, kilka sugestii. Śmieję się z tego, obserwując. W środku spokój, choć podszyty jeszcze zrezygnowaniem. Opuszczam to miejsce jako ostatni, rezygnując z transportu, decydując się na kilkukilometrowy spacer. Idę sobie niedzielnym porankiem na sporym rauszu, z uśmiechem od ucha do ucha, ciesząc się chwilą. Mijam kompleks sportowy, widzę ekipę młodych, rozpoczynających poranny trening. Zuchy, pomyślałem. Tak w niedzielę, o poranku trenować, kiedy mają wakacje. Widzę z daleka napisy na koszulkach, podchodzę bliżej nie wierząc. Zaczynam rozmowę z trenerem, dopytuję o pochodzenie. On odpowiada, a mi opada kopara. Spotykam w tej małej wsi ekipę sportową z podwarszawskiej miejscowości. Miejscowości, skąd pochodzi ona. Ekipę klubu, w którym trenowała kilka lat. W głowie się wszystko wywraca, wiem że to jeszcze nie koniec. Choć nie mam pojęcia jak dałoby się odwrócić tę sytuację. Zaczynamy znów ze sobą pisać, pokazuję jej że wszystko co robi, to ucieczka. Nie radzi sobie z własnymi emocjami, odcina się od nich, wypiera. Uciekała od dawna, w beznadziejny sposób. Teraz, to jakby ukoronowanie. Wybiera bezpieczeństwo, uczuciowy chłód, bezstresowy związek gdzie może w pełni kontrolować sytuację. W takich warunkach umie i może funkcjonować w miarę normalnie. Początkowo nic do niej nie trafia, wreszcie zaczyna to widzieć, rozumieć. Ja nie naciskam, choć cały czas w kontakcie. Pod koniec mojego urlopu, kiedy zostało ledwie kilka dni, ona decyduje się przyjechać. Nie wierzę w to niemal do ostatniej chwili, znam ją na tyle by wiedzieć że może zawrócić w połowie drogi. Przyjeżdża późnym wieczorem. Oddech przesycony zapachem maskującym papierosy, zmarnowany wygląd. Nie witamy się, zabieram jej kluczyki, wsiadam do jej samochodu i jedziemy w pewne szczególne miejsce, podziękować. Tam wtula się we mnie mocno mówiąc, jaka była głupia. Pierwsza noc razem, ponowne uderzenie mega chemii i opór. Nie chciałem już w to wchodzić, wiedziałem czym pachnie. Chciałem rozwijać tę relację spokojnie, bez poprzedniego szału. Seks nam strasznie namieszał, wywołał w niej ogromne emocje przed którymi potem uciekała, niszcząc tę relację. To miał być nowy początek, na innych zasadach. Nie do końca się udawało, nie jestem z kamienia. A ona pokazywała że tego chce, że pragnie. Inicjowała zawzięcie. Małe dziecko, nie umiejące się oprzeć słodyczom, mimo że ledwie odchorowało przejedzenie i niestrawność. Motyw małego dziecka, często widoczny, szczególnie później. Bezrefleksyjne podążanie za tym, by poczuć się dobrze, by było fajnie. By nie bolało, by ktoś pochwalił. Jedna z dwóch jej skrajnych twarzy. Nie umiała inaczej, żyła skrajnościami. Święta i dziwka w jednej osobie. Sam miałem z tym kiedyś problem, rozumiałem obie. Zintegrowałem w sobie te sprzeczności, miałem już spokój, ale doświadczenie pozostało. Chciałem jej takiej jaka była i jak ją na daną chwilę poznałem. A poznałem już w miarę dobrze, czasem zarzucała że potrafię czytać w myślach. Przeciągnąłem urlop do ostatniej chwili, ten czas mijał spokojnie na odkrywaniu siebie w trochę inny sposób, który pokazał że mamy sobie sporo do zaoferowania poza seksem. A sam seks, że potrafi pokazać się w tej relacji też z drugiej, skrajnej strony, ocierającej się o mistykę, duchowość. Choć raz, nastąpił duży zgrzyt pokazujący, że ta sama bliskość potrafi być sponiewierana kiedy ją źle potraktować. Dużo istotnych lekcji. Rozstaliśmy się początkiem września, wpatrzeni w siebie jak zakochani gówniarze, mając zaplanowane kolejne spotkanie za ok dwa miesiące. Złapała fajny kontakt z moimi dziećmi, została ciepło przyjęta przez rodzinę. Wszystko wydawało się ok. Spokój nie trwał długo, dawne schematy powróciły. Kilka-kilkanaście dni spokoju, zbliżania się do siebie i tąpnięcie, jej ucieczka. Tak w kółko. Pierwszy poważny zgrzyt- miałem jej za złe kontakty z niedoszłym narzeczonym. Kręcił się wokół, ona nie rozumiała dlaczego mi się to nie podoba. Jednocześnie mając mi za złe wirtualne kontaktu z fb, dziewczyny które reagowały na mojej tablicy. Dziewczyny, które były obecne od lat i z którymi nic mnie nie łączyło. Zaczynało to wyglądać coraz gorzej, zbliżał się do niej ogromny stres a ona nie umiała sobie z nim radzić. Przeszedłem z nią przez egzaminy kończące studia, przeszedłem przez ten dopuszczający do zawodu, który miał być formalnością, ale swoje kosztował. Teraz, miała podjąć pracę w wyznaczonym miejscu, właściwie roczny staż. Padło na małą miejscowość, ponad godzina jazdy w jedną stronę. Była zła na tę sytuację, miała mieszkanie w Warszawie i tam chciała pracować, żyć życiem stolicy. Padło na dziurę zabitą dechami, która początkowo się jej spodobała, a w której wkrótce zaczęła się dusić. Początek października. Stresująca praca, w której nie miała jeszcze doświadczenia i nie zawsze mogła liczyć na pomoc. Dojazdy, które początkowo miały być świetną okazją do nauki języka i przypominania sobie potrzebnej wiedzy ze studiów, zaczęły męczyć. Pojawiła się okazja, pokój obok pracy. Pokój w mieszkaniu, gdzie mieli być inni lokatorzy, mieszkał już jej znajomy. Wzięła go. Tutaj mocne tąpnięcie u mnie, coś się złamało. Długi czas napięcia, coś jebło w środku. Zareagowałem mocno, nie rozumiejąc kolejny raz nagłego zwrotu akcji z jej strony. Miała mieszkać u siebie i dojeżdżać, potem były myśli o podnajmie swojego mieszkania i wynajęciu czegoś w miejscowości gdzie pracowała. W końcu wzięła ten pokój, mieszkanie zostawiajac sobie na weekendy. Nie ogarniałem, miałem dosyć. Ona nie rozumiała, że będąc w relacji takie decyzje podejmuje się wspólnie. Mnie wyjebała zazdrość, o jaką się nie podejrzewałem. Męczyłem się z odległością, chciałem jej na codzień. A teraz jakiś koleś miał ją oglądać w jej codzienności, której mi tak cholernie brakowało. Wkurwienie na maksa, zazdrość, chęć ucięcia tego wszystkiego, wykończenie. Jej niezrozumienie sytuacji, tego że sam mam swoje demony które potrafią mi wybić bezpieczniki i potrzebuję chwili by się ogarnąć. Że też mam swoje emocje, choć ich na codzień nie widać. To był początek końca. Została w tym pokoju i rzuciła się w wir pracy, było jej coraz mniej. Z pracy czerpała teraz energię i poczucie wartości. Cieszyła się jak dziecko kiedy przełożony pogłaskał ją po głowie i pochwalił, łapała duże doły kiedy coś nie wychodziło. Wieczory spędzane na piciu alkoholu, coraz gorzej to wyglądało. Próbowałem jeszcze ogarnąć, udzielić wsparcia, motywować. Mieliśmy się niebawem spotkać, jechałem na oparach czekając na ten moment, licząc że będzie złapaniem równowagi, wyrównaniem w balansie złych i dobrych chwil. Był moment, kiedy poczułem się jak Kolumb odkrywający Amerykę. Skupiłem na niej całą swoją energię, kosztem swojego życia. Szukałem rozwiązania jej zachowań, wiedziałem już że nie są normalne, stanowią duży problem i trzeba coś z tym zrobić jeśli ta relacja ma być zdrowa. Znalazłem wreszcie fachowy opis wraz z gotowymi rozwiązaniami. Opisy symptomów, krok po kroku, idealnie pasujący do jej zachowania. Rady, jak sobie radzić mając traumatyczny lęk przed bliskością i syndrom DDD. Nic do niej nie docierało. Rozumiała to swoją wysoką inteligencją poznawczą, ale nie mogła pojąć inteligencją emocjonalną, którą miała na poziomie dziecka. Wtedy zrozumiałem, że czasem się nie da. Że wiedza na którą nie jesteśmy gotowi, nie wchodzi. Nawet gdy ją podawać na złotej tacy. Że sytuacja jest beznadziejna. Próbowałem dalej, ale zacząłem się skupiać też na sobie. Odkryłem u siebie syndrom ratownika, niesłychanie drenujący z energii, DDD choć już w szczątkowej formie i lęk przed odrzuceniem. Byłem w ciężkim szoku, widząc że mam w sobie jeszcze tyle rzeczy z przeszłości, o które się nie podejrzewałem. Możecie sobie wyobrazić funkcjonowanie dwojga ludzi, z których jedno ma lęk przed bliskością, drugie lęk przed odrzuceniem. To była największa i niezaprzeczalna wartość tej relacji- pokazała i dotknęła głęboko ukrytych, starych zranień. Wywaliła na światło dzienne cały ten syf. Zacząłem się za to zabierać, krok po kroku. Wiedziałem że muszę się tego pozbyć, bo sam sabotuję swoje szczęście. Wchodziłem w to, w te czarne dziury w sobie, dotykałem ich. Ona, swoim zachowaniem pokazywała mi gdzie mam szukać. Choć właściwie to sam sobie pokazywałem, obserwując swoje reakcje na jej zachowanie. A jej zachowanie było coraz gorsze. Alkohol i autodestrukcja, przejawiająca się w zachowaniu i widoczna w bliznach na twarzy, maskowanych zbyt mocnym makijażem. Próbowała na koniec wciągać w cholerne doły, opisując pijana co może zrobić, że istnieje ktoś kto tylko czeka na telefon. Że zrobi z nim w łóżku dokładnie to co ze mną. Że w każdej chwili może to zrobić. To były najmroczniejsze chwile w tej relacji. Tyle, że byłem już wtedy silniejszy, mądrzejszy. Opisywaną sytuację skwitowałem krótko; Dzwoń. Dlaczego tego nie robisz? Pokazywałem, że daje sobą pomiatać swoimi traumami, autodestrukcją. Że nie dźwiga własnych emocji uciekając przed nimi, robiąc sobie krzywdę. Jednocześnie, skupiałem się już mocno na sobie. Wiedziałem, że mam swoje podwórko do ogarnięcia i nie mogę brać odpowiedzialności za cudze, jeśli sam właściciel niezainteresowany. Zależało mi wciąż na niej, ale zaczynało docierać że to droga do nikąd. Ona powoli się odcinała, miała dosyć tej sytuacji, tego co sama wyprawia. Czarę goryczy przekroczyła jedna z ostatnich rozmów video, gdzie ją totalnie poniosło. Pijana, weszła w seksualność w sposób, który był odrzucający. Ale i przyciągający, to było chore. Po tamtej rozmowie zaczęła się wycofywać, coraz bardziej. Próbowałem w swojej głupiej desperacji to jeszcze ratować, proponowałem wzięcie oddechu od siebie by się poukładać, postawić na nogi. Przewartościować tę relację. Ale to już była musztarda po obiedzie, szambo wybiło. Ja chciałem to posprzątać, oczyścić i wypompować resztki syfu, ona już była gdzie indziej. Zostawiła to, po prostu. Anulowała przyjazd przewidziany na koniec października, wyjechała z koleżankami w góry. Przysyłała fotki, utrzymywała relację na luźnej stopie. A ja zacząłem widzieć zmianę. Jakby przybywało jej coraz więcej energii, to było zastanawiające. Przerwanie toksycznej relacji to jedno, ale miałem silne wrażenie że chodzi o coś więcej. Zaliczyła jeszcze jeden mocny dół, gdy przyszła po pomoc. Godzina rozmowy i z zapłakanej, mokrej kury znów stanęła na nogi. A ja stanąłem wryty, mając ubaw z sobie samego. Zaraz po tym jak poczuła się lepiej, przerwała rozmowę. Wzięła sobie czego potrzebowała i wyszła. Pomyślałem sobie, ty głupi chuju. Ile jeszcze będziesz karmił tego pasożyta? Nie wiedziałem co zrobić, prosiłem o znak. Po kilku dniach, córka zeszła na dół jeszcze nie do końca rozbudzona, mówiąc; śniła mi się M. Widziałam was razem, siedzących przy kuchennym stole. Znowu rozpierdol w głowie. Skupienie się na sobie, drążenie w tym wszystkim co się ujawniło. Wyciąganie zardzewiałych, starych gwoździ. Pojmowanie tego, skąd mi się to wzięło. Dlaczego pozwalałem się tak traktować, dlaczego tkwiłem w takim syfie mając wciąż nadzieję na normalność. Wywlekanie starych emocji, facet po czterdziestce płaczący jak dziecko z powodu sytuacji, które zdarzyły się kilka dekad wcześniej. Oczyszczenie. To już schyłek roku, ona co jakiś czas wracała, prawie do końca stycznia chciała rozmawiać skupiając się na tym wszystkim, co się stało. Próbując ustawić mnie do swojej narracji. Początkowo wszystko deprymując, potem przyznając że projektowała na mnie złość, którą miała do siebie. Ale moja robota z sobą już dawała efekty. Nie dałem się w to wciągać, pokazywałem fakty. Ona przedstawiała swoją interpretację sytuacji, o faktach zapominając, próbując wciągać w rozmowy, których już nie chciałem. Kiedy nie zgadzałem się z jej wersją, oskarżała o nierozumienie, o poczucie wszechwiedzy. Bunt małego dziecka, emocje kontra fakty. Już nie pamietała o sytuacjach, kiedy dziękowała cała zapłakana, patrząc jak zbity pies. Mówiąc jaki jestem mądry i dojrzały, jak niemal czytam w jej myślach pokazując jej co w niej siedzi. A ja pokazywałem zwykłe mechanizmy i schematy, których nie rozumiała. Była mi wdzięczna, bo używałem swej wiedzy i poświęcałem energię by jej pomóc, co na chwilę działało. Teraz, kiedy używałem tej samej wiedzy by pokazać inne schematy, w które uciekała, jak próbuje sobie zracjonalizować sytuacje, które rozwaliły tę relację, okazywało się że niczego nie rozumiem. Nawet zaczęła opowiadać o swojej nowej znajomosci, która była już na etapie relacji. Na moje pytanie, po co wciąż do mnie wraca, czego tu szuka, skoro jest szczęśliwa w związku, nie umiała racjonalnie odpowiedzieć. Co ciekawe, opisywała go w dokładnie taki sposób, w jaki to robiła wcześniej w stosunku do mnie. Te same słowa. Miałem głębokie przeświadczenie, intuicję, że wiem o kogo chodzi. Rozpierdalało mnie to, bo nie dało się logicznie wytłumaczyć. Odrzucałem to, myśląc że wariuję. Wracała cały czas, ale kontakt na jej toksycznych zasadach już mnie średnio interesował. Końcem stycznia odpisałem w taki sposób, który ją skutecznie zniechęcił do dalszej konwersacji. Wisienka na torcie. Oboje, ona i on są aktywnymi uczestnikami forum. Ona, przestała używać swojego starego konta i przed ostatnim przyjazdem do mnie założyła nowe. Buduje sobie tutaj od tamtej pory popularność, coraz śmielej poczynając. Nie zorientowałem się prędko, ten wizerunek jest zupełnie inny od poznanego przeze mnie. Ale od jakiegoś czasu pisze odważniej, ujawniając coraz więcej o sobie. Na tyle, by się połapać. On. Stary RedPilowiec, z ugruntowaną pozycją i wysoką renomą. Diablo inteligentny, choć niekoniecznie emocjonalnie. Strasznie mnie gryzło przeczucie, że chodzi o niego kiedy nie wiedziałem jeszcze że ona tutaj buszuje pod innym nickiem. Potwierdzenie tego było jak uwolnienie, ogromna ulga. Jednak nie zwariowałem. Do niego; Powinienem być na Ciebie zły. Wszedłeś na moje miejsce, kiedy jeszcze próbowałem je ratować. Umościłeś się na nim wygodnie, myśląc że trafiłeś gwiazdkę z nieba. Tymczasem jesteś kolejną bateryjką, wszedłeś z powrotem w Matrix. Ale wszedłeś na moje miejsce i gdyby nie Ty, pewnie jeszcze bym próbował to ratować, pozwalając się drenować z sił i energii. Pewnie i ona zostałaby dłużej, rujnując mi zdrowie. Choć właściwie sam to sobie robiłem. Decyzja o rozwodzie dla panny poznanej kilka miesięcy temu. Stary, jesteś w jeszcze gorszej dupie emocjonalnej niż sam byłem w zeszłym roku. Powodzenia w odbieraniu swojej życiowej lekcji pokory. Ciekaw jestem, czy będziesz miał na tyle jaj, by kiedyś dopisać pod własnym nickiem ciąg dalszy tej historii. Do niej; Nie mam Ci wiele do napisania, wypruwałem swego czasu żyły byś coś zrozumiała, psu na budę. Ale okazji do wbicia szpileczki nie pominę, taka mała satysfakcja tego małego chujka z tyłu głowy, ego. Wiem już co miałaś na myśli, że Twoja nowa relacja może się wydawać niesłychanie trudna. Facet, który mógłby być Twoim ojcem, żonaty. Ale z drugiej strony, jaki ambitny cel, a przecież lubisz takie, to dodaje Ci wartości;) Tak zawrócić w głowie, jestem pełen podziwu. Nie bardzo ogarniam jak ma się to wszystko do Twoich wartości, o które bardzo dbałaś. A może rozumiem. Nie ważne co, byle poczuć ukojenie, wprowadzić się w emocjonalny dobrostan. Czy to alkohol, czy seks, Bóg czy nowa zdobycz. Liczy się cel, reszta to środki do niego. Patrzę na Twój nowy profil, założony chwilę przed naszym ostatnim spotkaniem, kiedy wszystko wydawało się super. Patrzę na ten wykreowany wizerunek i oczom nie wierzę. Posty pełne swady, humoru, pewności siebie. Cynicznej zadziorności. Pisane w czasie, kiedy wypłakiwałaś mi się szukając pocieszenia, kiedy drenowałaś z energii. To jest chore. Sam bym w to nie wierzył, gdyby nie 100% potwierdzenie w ostatnich tygodniach. Jaki ten świat mały..;) Do Was, czytelnicy; Z każdego syfu da się wyjsć obronną ręką, wyciągnąć lekcję. Powstać bogatszym, dojrzalszym. "Przez ciernie do gwiazd" to wcale nie takie głupie powiedzenie. Gdyby nie ta sytuacja, nie miałbym szans dotrzeć do tak głębokich pokładów samego siebie, że nie miałem o nich pojęcia. Zrozumieć podstawy swojego funkcjonowania. Jestem wdzięczny za to wszystko, idę dalej z podniesioną głową. Ale bez zbytniej pychy, wolałbym uniknąć kolejnych lekcji pokory;) To od nas zależy, co zrobimy z tym co przynosi mam życie. Warto o tym pamiętać. Chciałem pokazać jeden z najgorszych rodzajów toksyczności, kiedy ludzie nie wyrządzają sobie krzywdy świadomie, nie działają na siebie z otwartą wrogością, a mimo to działają destrukcyjnie. Kiedy kobieca uległość jest tak zniewalająca, że nie sposób nie pomóc. Nigdy, nigdy nie pomagajcie komuś, kto nie chce i nie szuka pomocy, kto nie pokazuje tego czynami. Inaczej, będziecie służyć za żywą bateryjkę do utrzymywania dobrego nastroju. Tutaj jest to pokazane na przykładzie kobiety, ale chyba oczywistym jest że mechanizmy, traumy, schematy i niedojrzałość emocjonalną można trafić niezależnie od płci. Czego sam jestem przykładem, też mam swoje za uszami. Jestem pewien że gdyby nie moja determinacja, a czasem wręcz beznadziejna desperacja, miałoby to łagodniejszy przebieg, wywoływało mniejszy opór. Ale prędzej czy później, efekt był do przewidzenia. Dziękuję za lekturę, mam nadzieję że komuś, kiedyś moja lekcja pomoże. Ps. Wszelkie podobieństwo nie jest przypadkowe. Nie pytajcie mnie o tożsamość tej dwójki, to nie jest istotne. Mogę udowodnić wszystko co tu napisałem, jeśli zajdzie taka konieczność, ale tylko właścicielowi tego miejsca. Jemu to się należy, jako gospodarzowi sceny części tych wydarzeń.
  9. 53 points
    ...ale tak naprawdę niewiele (że pozwolę sparafrazować Marka Twaina) Tak moi drodzy, byłem "trzy ćwierci od śmierci". Wskutek splotu pewnych okoliczności znalazłem się na SORze w zeszłą środę. Ocknąłem się w poniedziałek rano na szpitalnym OIOMIE w stanie kompletnego oszołomienia i fantasmagorycznym widzeniem otoczenia. Opis rzeczywistości zastanej zasługuje na odrębną opowieść. Obudziłem się z myślą o mojej dziewczynie, a trzymany za rękę przez moją mamę. Widząc jej oblicze pokojarzyłem (z grubsza ledwie) okoliczności i sytuację. Chcąc ją chyba trochę rozweselić a poniekąd się przejęzyczając słowami; "witaj wśród żydów" zamiast "wśród żywych". Ledwie mogę wydobyć głos (po intubacji) co skrzętnie wykorzystuje sadystyczna część personelu a to udając że nie widzi nie słyszy. Do tego mam lekką afazję - w głowie mówię czasem inne słowo niż słychać. Jak w jakimś pierdolonym koszmarze, nie potrafisz nikomu przekazać składnie żadnej myśli. Po dwóch koszmarnych dniach świadomości na OIOMie dnie doszedłem na tyle do siebie, że mogli mnie przenieść na normalny oddział. Nie wiem czy jest naprawdę normalny, czy to raczej jakaś podpucha bo właśnie leżę i piszę tego posta np. wśród naprzemiennie wykrzykiwanych 'Jahwe, Karol, Celina" których to chce poddać pod sąd partyjny albo od razu siekierą ich!. Piguły niższego rzędu i personel obsługowy są tu prawie w 100% rosyjskojęzyczne. Tezę o szaleństwie tego miejsca potwierdzać może opierdol jaki zaserwowała personelka pacjentowi, oczekując że zgłosi kupę w pampersie zanim ją zrobi, bo przecież ona tu pół godziny temu już była! Od razu przy pierwszej możliwości zadzwoniłem do dziewczyny, i usłyszałem szlochanie "R-next, bałam że już nigdy Cię nie usłyszę". Dawali mi max 20% szans na samo przeżycie. Dodatkowy bonus jest taki że szanse na usterki w mózgu były odwrotne (tym sposobem daję sobie glejt na wypisywanie pierdół! Czyż nie jestem genialny?!. Nie przehandluję ani mojego anioła stróża ani mojej dziewczyny, bo to najlepsze i najpiękniejsze (choć nie obraź się aniele, że nic z tego ;)) istoty. Jeśli ktoś jest innego zdania, rozstrzygnijmy to pojedynkiem na ubitej ziemi i niechaj ma ze sobą miecz. Ja wezmę rewolwer (właściwe zarządzanie ryzykiem ;)) Dziś zrobiłem pierwsze dwa kroki. A dotychczas chodzenie wydawało się takie naturalnie proste. Nie mogąc spać robię ćwiczenia izomeryczne. Mam za dużo do nadrobienia, żeby marnować czas. Najczęściej słyszę wyrazy zdziwienia na temat tempa poprawy stanu. Myślę że jest w tym spora zasługa tych, którzy się za mnie modlili (a wiem kto ;)) i im z całego serca dziękuję. Nie ustawajcie
  10. 53 points
    Jako że dla większości kobiet mam absolutnie nieludzkie wymagania - czyli nie kłam, nie lataj na boki i nie wierć dziury w brzuchu - kolejny raz wypływam na niegościnne wody rynku matrymonialnego. Z racji tego postanowiłem, że to idealny moment, aby wylać wiadro moich kwaśnych przemyśleń, jakie to poronione mechanizmy cechują panny ze świata randkowania. Odstawmy na bok wszystkie kobiece abominacje, które mają najebane w głowie jak w torbie u cyganki i szukają faceta, który ma 3 metry we wzroście, milion w koncie bankowym i 30 w kiełbasie. Przejdźmy do etapu, gdzie mamy nawiązany kontakt, numer telefonu i załóżmy naiwnie, że kobieta jako-tako akceptuje nas i dobrowolnie odpisuje, mimo że nie łamiemy penisem taboretów i nie wozimy się Lamborghini za nasze pieniądze z modelingu. Teraz dopiero zaczyna się jazda. Ogólnie panie jak na czyste mastermindy manipulacji są zadziwiająco cienkie jeśli chodzi o jechanie na dwa fronty. Jest jeden facet, któremu są aktualnie podległe emocjonalnie i za nim podążają. Podkreślam: AKTUALNIE. Bo jest to rzecz, która potrafi zmienić się z godziny na godzinę. Jeśli jesteś na pierwszej lokacie panna sama będzie się do Ciebie zbliżać, angażować się, a przynajmniej nie utrudniać sprawy, kiedy starasz się jak cywilizowany, biały człowiek pchać sprawy do przodu. Zaprosisz na kawę, to przyjdzie. Zaproponujesz wyjazd nad wodę, to pojedzie, a może nawet zaproponuje, że zrobi do tego kanapki. Zaczniesz flirt, to podejmie grę. Wszyscy pozostali petenci poza tym jednym najlepszym królem wyścigu dostają zaangażowanie na ćwierć gwizdka albo wcale. Dla nich kobieta jakoś tak średnio ma czas. Ona to nie wie. A może nie dziś, a może nie ta pogoda, a może tamto, a może sram to. Zadzwoni, jak będzie akurat potrzebowała się wygadać, wyjdzie, jak opcja A, B i C się posypią albo - klasycznie - potrzebuje taksówki. Czasami trochę podkusi, trochę podflirtuje. Panny nie lubią marnować swojego czasu, ale chętnie zmarnują Twój. Trzymając jak najdłużej w niepewności, chociaż same doskonale wiedzą, że nic z tego nie będzie. Swoją drogą ta sama zasada działa w związkach. Jak nagle zaangażowanie panny gaśnie, namiętności nie ma, a jeszcze zapisuje się na jakąś siłeczkę, basenik, to możesz walić jak w tym, że jest jakiś Antonio Jebanito, a jak nie ma, to za chwilę będzie i wyciśnie Ci pannę jak cytrynę. Oczywiście panie jadą na wiele frontów nałogowo, mimo że robią to nieudolnie, a jeszcze nieudolniej maskują się tanią zasłoną dymną i racjonalizacją. Łatwo dać się zwieść zapewnieniom swojego “misiaczka”, ale każda kobieta, która nie wygląda jak skrzyżowanie cysterny majonezu i drutu kolczastego, ma wokół siebie jakiś wianuszek orbiterów, których eksploatuje. Klasykiem klasyków jest "to tylko kolega, jemu o nic nie chodzi", "z nim to tylko żartuję sobie" i palenie głupa, że ona nie widzi, że koleś próbuje dobrać jej się do dupy. One! Na co dzień dostrzegają sygnały w byle pierdołach, a w tak oczywistej sytuacji nie widzą oczywistego znaku, który nie tyle stoi przed nimi, ale obija je w twarz? One doskonale wiedzą, że goście próbują zakisić - mniej lub bardziej bezczelnie. Niektórzy goście, to potrafią latami odgrzewać kontakt do kobiety, bo może akurat trafią na chwilę słabości One sterują sobie tym wedle własnych potrzeb. Są panny mniej bezczelne, nie mówię, że nie, ale są też takie, które nadrabiają za trzy, wyciągając z tego systemu maksimum. Układając sobie życie wokół ładowania atencji męskim kosztem. A jak jeden się wyłamie... To co w sumie z tego? Tinder czy badoo idą w ruch. Chętny zamoczenia koleś jest jak tanie skarpety - łatwo dostępny i łatwo zastępowalny. Rozwiązanie w tym przypadku jest bajecznie proste. Jeśli widzisz, że sytuacja nie rokuje zbyt dobrze - podziękuj i ulotnij się z relacji. Kręcić się w miejscu można naprawdę długo, a panna do samego końca będzie paliła głupa, że: a). nie wiedziała, że to relacja romantyczna b). nie była gotowa c). wstaw cokolwiek. Generalnie szczera rozmowa i zdemaskowanie, że widzisz, że panna nie gra fair, najczęściej kończy się tym, że panna sama się ulatnia albo reaguje agresją. Po prostu poezja. Innym wartym uwzględnienia pomysłem jest to, aby utrzymywać kontakt i próbować randkować z wieloma kobietami jednocześnie. W końcu sam nie wiesz, czy pannie się nie odmieni i nie okaże się, że miesiąc randkowania na marne. No ale przecież to przywilej tylko dla kobiet. Ty nie możesz “mieć tylko koleżanek” i “żartować sobie” z nimi. Jak panna się dowie, to Cię świnią nazwie i co będzie? Koniec końców czasami jakaś kobieta się do Ciebie przylepi. Idziecie do łóżka i przynajmniej zaczynasz czuć się komfortowo, że coś znaczysz w jej oczach. Jazda próbna jest jednak krótka i natarczywe sugestie związku zaczynają Cię bombardować ze wszystkich stron. Ledwo przekroczyłeś dziwną grę, w której kobieta nie daje żadnych konkretnych odpowiedzi, pokonałeś wszystkich rywali, podczas gdy ona po prostu w tym wszystkim była, a już chce cię na wyłączność, już piszczy i wymusza deklaracje. Słowa nie docierają, wierci dziurę w brzuchu. Czasami wejdziesz w związek, a czasami okaże się, że kobieta niewiele ma do zaoferowania w zamian. I tak to się kołem toczy. Przez głównie nieprzyjemny proces podrywu i słone wody rynku matrymonialnego. Fajnie, że mogłem to z siebie wyrzucić. Jak ktoś ma podobnie albo widzi swój wartościowy sens w tym potwornie kwaśnym bełkocie zmęczonego babami człowieka, to fajnie. Mi czasami po prostu opadają ręce.
  11. 53 points
    Witam Na podstawie własnych bardzo ciężkich doświadczeń oraz tego co na tym forum przeczytałem w wieeeeelu wątkach, widzę jeden jedyny schemat (i pewnie każdy go widzi) w przypadku samotnych matek związujących się z bezdzietnymi singlami (być może jest inaczej jeśli facet również ma swoje dzieci, na pewno ma doświadczenie z dziećmi, więc wie czego się spodziewać). Czy zawsze musi to tak wyglądać? 1. Jesteś bezdzietnym singlem. Poznajesz wspaniałą kobietę, zainteresowana Tobą, super charakter, super się rozmawia, jednak ona jest samotną matką, wychowuje swoje 5-10 letnie dziecko (najczęściej jedynaka). Ale to Ci nie przeszkadza, bo ona jest taka super, że chcesz ją poznać bliżej. A dziecko? Cóż, nigdy nie miałeś nic wspólnego z dziećmi na co dzień, nie wiesz jak to jest wychowywać dziecko, ale cóż - chcesz się przekonać, może nie będzie źle? Chcesz sprawdzić, przecież na tym etapie nawet o tym się nie myśli. 2. Zaczynasz się z nią spotykać. Najpierw "na mieście" (bo nie wiedziałbyś jak się zachować w domu przy jej dziecku, w końcu nie masz żadnego doświadczenia z dziećmi). Jest super, świetnie się dogadujecie, ona ma cudowny charakter, chcesz więcej! Z czasem się spotykacie u niej w domu (lub u Ciebie) w te dni gdy nie ma jej dziecka, jest w babci lub u ojca, itd. Coraz bardziej się zachwycasz tą kobietą. 3. Seks. Najlepszy na świecie. W życiu nie spotkałeś tak otwartej kobiety. Zawsze ma ochotę. Zawsze wiele razy. Zawsze wszystkie możliwe pozycje. Seks z nią nigdy nie jest nudny, nigdy nie jest przewidywalny. Lepiej trafić nie mogłeś, jesteś nią zachwycony. Dla takiego seksu zaczynasz bardziej się starać, mimo że wiesz że seks będzie dopiero w weekend (jak nie ma jej dziecka) to cały tydzień jesteś gotowy dla niej robić wszystko, poświęcając swój czas, energie i pieniądze. 4. Ona coraz więcej opowiada o dziecku. Zauważasz, że dziecko to jej oczko w głowie, jest dla niej najważniejsze - to jest naturalne i normalne, ale Ty nigdy nie miałeś doświadczenia z dziećmi, więc nigdy nie patrzyłeś na to w ten sposób. Nie wiedziałeś że ze względu na dziecko, ona natychmiast może zmienić plany, zmienić swój nastrój, stać się zła, smutna, zajęta, czy też w ogóle odwołać wszystko. Teraz to widzisz - myślisz sobie: trudno, przecież to matka, muszę się do tego dostosować, dam radę. 5. Nadal spotkania z nią są super, nadal seks jest super, ale tak jakby jest trochę go mniej. Jeszcze tego nie zauważasz, ale coraz więcej spotkań zamiast flirtu i seksu, to opowiadanie o dziecku, żalenie się że coś w szkole nie tak, że dziecko znowu choruje, że u lekarza była taka kolejka, że w sklepie dziecko nic nie chciało sobie wybrać a przecież musi mieć nowe buty i tyle godzin w sklepach spędzili, że znowu ojciec dziecka odwołał w ostatniej chwili plany że je zabiera i Twoja kobieta jest wkurzona więc nie ma nastroju. 6. No właśnie. Ojciec dziecka. Coraz częściej ona o nim mówi, widzisz że jak on odwołuje "zabranie dziecka na weekend" czy coś takiego to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie, widzisz że jak ona z nim musi się złożyć na jakiś większy wydatek dla dziecka i nie mogą się dogadać to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie. Itd. Twoje plany się zmieniają przez jakiegoś faceta którego nawet nigdy nie poznałeś. 7. Ona zaczyna wymagać, żebyś w końcu zapoznał się z jej dzieckiem bliżej. Być może już kilka razy je widziałeś, nawet może rozmawialiście przez chwilę, no ale to była taka rozmowa jak dziecka z sąsiadem czy panem w sklepie. Ona chce żeby dziecko wiedziało że jesteś jej facetem. Ty sobie myślisz - kurcze, nie sądziłem że to tak szybko, czy się sprawdzę w takiej roli? To przecież odpowiedzialna rola, jej dziecko Cię obdarzy zaufaniem, zaprzyjaźni się z Tobą. Zastanawiasz się czy na pewno dasz sobie radę, czy jesteś wystarczająco odpowiedzialny by dbać o to dziecko, przecież zupełnie nie znasz się na dzieciach, nie wiesz jakie mają potrzeby, nie wiesz nic. Ale cóż - zakładasz że ona się tego domyśla, w końcu ona ma taki cudowny charakter. Otóż nie, ona się nie domyśla Twoich obaw. 8. Kolejny dobry seks, dobre obiadki, dałeś się przekonać. Zacząłeś regularnie ją odwiedzać w domu, prawie codziennie, dziecko już Cię poznało, nawet Cię polubiło, bo się starasz być fajnym kumplem dla tego dziecka. Co prawda popełniłeś wiele błędów nie wiedząc jak się rozmawia z dzieckiem w tym wieku, jakie może mieć zainteresowania czy potrzeby, ale mimo to dziecko Cię polubiło. Ona też wydaje się zadowolona że z dzieckiem się dogadujesz jak przychodzisz na obiadki czy kolacje. Więc w te dni gdy nie ma dziecka, seks jest nadal super a nawet jeszcze lepszy, tak dobrego seksu w życiu nie miałeś a widziałeś tylko na filmach. Myślisz że jednak się ułoży. 9. Znowu Cię uderza proza życia. Teraz nie tylko ona na spotkaniach we dwoje opowiada o problemach z dzieckiem (szkoła, choroba, czy też niegrzeczne zachowanie), ale codziennie sam widzisz to na żywo. Jesteś u nich na tych obiadkach czy kolacjach, a może nawet wspaniałomyślnie wymyśliłeś wspólny wyjazd na cały dzień i widzisz jakie to dziecko jest niegrzeczne, jakie rozpieszczone, jak rządzi swoją matką czyli Twoją kobietą. Tego jeść nie będzie, tutaj nie chce iść, tego robić nie będzie, w domu podnosi głos (matka na dziecko zresztą też), no typowy rozpieszczony jedynak. Wkurza Cię to. Widzisz błędy w wychowaniu (obiektywnie patrzysz, na chłodno, więc je widzisz). Coraz częściej jesteś świadkiem ich kłótni, krzyków tego dziecka, fochów tego dziecka, wymagań tego dziecka. Widzisz jak matka (Twoja kobieta) nie daje sobie rady na co dzień z tym dzieckiem, widzisz jak ona nie ma siły, jak się wkurza i teraz rozumiesz dlaczego często przestaje mieć ochotę na seks, na flirt czy jakikolwiek romantyzm. Po paru godzinach spędzonych z nimi razem, sam też przestajesz mieć ochotę na seks, jak słuchałeś fochów i kłótni dziecka. 10. Nie wiesz co robić, ale postanawiać pomóc w wychowaniu. Jesteś w końcu odpowiedzialnym facetem, zaangażowałeś się, według Ciebie dostajesz dużo w zamian (seks i obiadki), a widzisz jak ją męczy wychowanie dziecka to chcesz pomóc. Dziecko pół dnia męczy że koniecznie chce zjeść na obiad to i to? Ok, TY pojedziesz do sklepu, niech Twoja kobieta odpocznie. Dziecko chore, a ona zmęczona? Ok, Ty pojedziesz do apteki po leki, ona niech odpocznie. Dziecko sobie przypomniało późnym wieczorem, że na jutro do szkoły potrzebuje klej i papier techniczny? Ok, Ty pojedziesz do sklepu, ona niech odpocznie bo już późna godzina. Strasznie Cię to wkurza, ale ona oddaje Ci kasę za te zakupy, więc widzisz że jest uczciwa i porządna, jedyne co Ty tracisz to paliwo i swój czas. Już zrezygnowałeś z siłowni i z biegania wieczornego, bo przecież lepiej ten czas przeznaczyć na jej dziecko. 11. Ona się przyzwyczaiła, że pomagasz przy jej dziecku. Ty nadal myślisz, że robisz to bo możesz, a nie musisz. Pewnego dnia (normalnie tak jak całe życie) postanawiasz znowu pójść na siłownię, troche to zaniedbałeś bo jej dziecko było chore, ale już wyzdrowiało więc kupiłeś sobie nowe rękawice i buty i wracasz na siłownię. Chcesz nadrobić straconą formę, też dla niej, żeby miała fajnego faceta w łóżku. Ona do Ciebie dzwoni czy przyjedziesz do nich, Ty mówisz że nie bo lecisz na siłkę. No ok, mówi z lekkim fochem. Za parę kolejnych takich razy, już nie będzie lekkiego focha a wielki FOCH. Po co tracisz czas na siłownię, jeśli w tym czasie mógłbyś być u niej pod ręką i skoczyć do sklepu po coś dla jej dziecka lub po prostu zająć się jej dzieckiem w domu, gdy ona by sobie odpoczęła? Po co Ci ta siłka? To samo gdy zamierzasz spotkać się z kumplami, czy raz na parę miesięcy wyskoczyć do innego miasta na zlot (motoryzacyjny, sportowy, biegowy, czy inny jaki lubisz i na jakich bywasz całe życie). Więc zloty też zaniedbałeś, w ogóle całe swoje hobby zaniedbałeś. Bo ona wymaga żebyś był przy jej dziecku w tym czasie, a nie jakieś głupie hobby. Zastanawiasz się dlaczego, bo jak ją poznałeś to ona była zachwycona Twoim hobby i tym że ćwiczysz, biegasz itd, a teraz to hobby stało się przyczyną Waszych kłótni. 12. Skoro tyle robisz dla jej dziecka, poświęcasz swój czas i poświęciłeś swoje hobby (już je słabo pamiętasz, wypadłeś z obiegu, nie śledzisz w necie nowości na temat swojego hobby), to uznajesz że czas jej trochę poprzestawiać sposób wychowania dziecka - na taki który ułatwi jej życie i również Tobie. Czyli trzeba przestawić jej jedynaka żeby nie był roszczeniowym księciem (lub księżniczką) a po prostu zaczął być grzecznym dzieckiem. Zaczynasz swojej kobiecie mówić po jej każdej kłótni z dzieckiem, że powinna inaczej postąpić, że powinna być konsekwentna, że nie powinna dawać dziecku wchodzić jej na głowę, że dziecko nie może rządzić w domu. Dajesz rady jak powinna się zachować, bo Ciebie też zachowanie roszczeniowego krzykliwego dziecka wkurza. Co słyszysz w zamian? "TO NIE TWOJE DZIECKO, TY NIE MASZ DZIECI, NIE ZNASZ SIĘ, NIE WTRĄCAJ SIĘ". 13. Wkurza Cię to dziecko, wkurza Cię Twoja kobieta. Seksu już prawie nie ma, bo ona wiecznie wkurzona albo na dziecko albo na Ciebie. Nadal jednak musisz (już wiesz że musisz, a nie że możesz) poświęcać czas na jeżdżenie do aptek, do sklepów, do szkoły/przedszkola, wszystko dla jej dziecka. Nie pamiętasz kiedy był ostatni romantyczny wieczór we dwoje, bo teraz nawet gdy jesteście sami (a dziecko u ojca) to ona pierze i prasuje ciuchy dziecka, a Ty pomagasz robić wycinanki z papieru kolorowego na poniedziałek do szkoły. Potem ona jest zmęczona i nie zapali świec w całym mieszkaniu do ostrego seksu, a po prostu pójdzie spać. Nie w seksownej bieliźnie, a w tym brudnym szerokim dresie bo sprzątała pokój dziecka, a że dziecko bałaganiarz i ma w dupie jej uwagi co do samodzielnego sprzątania, to sam rozumiesz że jest zmęczona. 14. Zaczynasz ją okłamywać. Potajemnie wróciłeś do swojego hobby, potajemnie spędzasz czas w internecie by znowu być na bieżąco ze swoją branżą, ze swoim hobby, z siłką i innymi rzeczami które zawsze Cię interesowały. Jakby się dowiedziała że tyle czasu znowu na to tracisz, to by się wkurzała. Dlatego ją okłamujesz. Co znaczy, że musisz kręcić gdy ona pyta co robiłeś całe przedpołudnie w niedzielę sam bez nich, a gdy Ty kręcisz to ona tym bardziej się wkurza. 15. Zastanawiasz się dlaczego jesteś z kobietą z którą już nie ma dobrego seksu, ani choćby żadnych romantycznych chwil, z którą nie rozmawiasz o wszystkim tak jak dawniej, bo teraz gadacie tylko o jej dziecku? Dlaczego Twoje weekendowe plany psuje ojciec jej dziecka, jakiś facet którego nigdy nie poznałeś, jest Ci obcy, więc nic do niego masz, ale jego zachowanie psuje nastrój Twojej kobiety i może o 180 stopni zmienić jej plan na weekend? Dlaczego musisz kłamać i w ukryciu poświęcać czas na swoje hobby, a kiedyś mogłeś się nim chwalić i wręcz opowiadać o tym jakie to hobby jest dla Ciebie ważne? I dlaczego jak jesteś zmęczony po całym dniu w swojej pracy to zamiast odpocząć, musisz jechać do pięciu sklepów po rzeczy dla dziecka? Przecież nie masz swojego dziecka... przecież nawet nie znasz się na dzieciach... przecież nie raz od niej usłyszałeś "nie wtrącaj się, to nie Twoje dziecko". Przecież... CHCIAŁEŚ TYLKO SPRÓBOWAĆ CZY DASZ RADĘ BYĆ W ZWIĄZKU Z DZIECKIEM, to miała być tylko próba, a nie decyzja że "tak, ślubuję temu dziecku wierność na całe życie". 16.. 17. 18. 19. 20... Kolejne punkty to Twoja chęć ucieczki z tego związku, Twoje próby ucieczki a jednocześnie Twoje gryzące Cię sumienie, że przecież to dziecko Cię polubiło, ze zawiedziesz dwie osoby jeśli odejdziesz, Twoje nieprzespane noce, brak energii na cokolwiek, brak nastroju, wkurzenie na cały świat i samego siebie, ogólnie męczarnia. A jej strony? Ona po prostu Ci zrobi piekło. Płacz, krzyki, telefony, smsy. Będzie Cię wyzywała od najgorszych, pisała najgorsze rzeczy o jakich nigdy byś nie pomyślał, oskarżała o rzeczy których nigdy nie zrobiłeś i byś nie zrobił. A jednocześnie będzie mówiła jak bardzo tęskni za Tobą. Albo że dziecko tęskni. A ona nie chce Cię znać. Zwariujesz i zgłupiejesz. ps. to wersja light o tych (i o mnie) którzy nie zdecydowali się na wspólne mieszkanie, bo jeśli ktoś przyjął do swojego mieszkania matkę z dzieckiem... to... sami się domyślcie... Jeszcze są tacy których ona namówiła na wspólne dziecko... zapomniałem napisać takiego punktu że w pewnym momencie związku ona zacznie Cię namawiać na wspólne dziecko...
  12. 50 points
    Nikole Teslę chyba każdy zna, nie każdy jednak może trafił na jego wypowiedzi odnośnie "wyzwolenia" kobiet Tłumaczenie moje, wypowiedzi wyszukiwane po internetach, z wywiadu dla jakiejś gazety. Zainteresowanych braci zapraszam do lektury Zawsze myślałem o kobiecie, jako o istocie posiadającej te delikatne cechy umysłu i duszy, które czyniły ją, pod tym względem, o wiele lepszą od mężczyzny. Mówiąc obrazowo, stawiałem ją na wysokim piedestale i ceniłem ją, ze względu na pewne ważne atrybuty, wyżej niż mężczyznę. Czciłem u stóp istotę, którą sam wyniosłem do tej wielkości i jak każdy, prawdziwy wierny czułem się niegodny obiektu moich uwielbień. Teraz to już przeszłość. Świat doświadczył wielu tragedii, ale w moim umyśle największą z nich wszystkich jest obecna ekonomiczna kondycja, w której kobiety dążą przeciwko mężczyznom i wielu sytuacjach rzeczywiście udaje im się uzurpować swoje miejsce, w profesjach i przemyśle. Kobiety, stają się silniejsze od mężczyzn, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Kobieca, zdeterminowana konkurencja z mężczyzną w świecie biznesu, niszczy niektóre z najlepszych tradycji - rzeczy, które stanowiły ważne czynniki, w wolnym lecz znaczącym rozwoju świata. Praktycznie wszystkie wielkie osiągnięcia mężczyzny, aż do teraz, były zainspirowane jego miłością i oddaniem do kobiety. Mężczyzna aspirował do wielkich rzeczy, bo jakaś kobieta w niego wierzyła, bo chciał on panować nad jej uwielbieniem i szacunkiem. Z tych powodów, za każdym razem, wałczył o nią, ryzykował swoim życiem i wszystkim co miał. Być może samiec jest bezużyteczny w ludzkim społeczeństwie. Mogę szczerze przyznać, że nie mam pojęcia, czy kobiety zaczynają to w ten sposób odczuwać, a istnieje dobitny dowód, że tak właśnie jest - a w takim razie wchodzimy w najokrutniejszy okres historii świata. Nasza cywilizacja spadnie do ustroju znajdującego się wśród pszczół, mrówek i innych insektów - ustroju w którym samiec jest bezlitośnie zabijany. W tym matriarchalnym imperium, które zostanie ustanowione, samice będą rządzić. Jako że samica zacznie dominować, samce będą na jej łasce. Są oni uważani za ważnych jedynie jako czynnik w ogólnym schemacie kontynuacji życia. Skłonność kobiet do odpychania na bok mężczyzn, do wypierania starego ducha współdziałania wraz z nim w obliczu wszystkich spraw życia, jest dla mnie niezadowalająca. Kobieca niezależność i jej spryt w osiąganiu tego, czego pragnie w świecie biznesu niszy męskiego ducha niezależności. Stary ogień, którego kiedyś doświadczał będąc w stanie osiągnąć coś, co wzbudziłoby i zatrzymało kobiece oddanie, zmienia się w popiół.Kobiety nie zdają się dziś w ogóle chcieć takiego obrotu spraw. Wydają się chcieć kontrolować i zarządzać. Zamiast spoglądać na mężczyznę, kobiety chcą, żeby to on spoglądał na nie. Zastanawiam się nad tym zapytaniem nie tylko z punktu widzenia mężczyzny. Zastanawiam się nad punktem widzenia kobiet. Rozważając każdą zmianę, naturalnie deliberujemy nad wynikami, które mogą podążać za tą innowacją. Jeden ze skutków, który przychodzi mi do głowy, jest bardzo żałosny. Sama kobieta jest tak naprawdę ofiarą, a nie - tak jak uważa - zwycięzcą. Zadowolenie jest nieobecne w jej życiu. Jest ambitna, często ponad swoje naturalne przysposobienie, by pozyskać rzeczy, których pragnie. Wielokrotnie zapomina też, że nie każda kobieta może zostać "prima donną" czy gwiazdą filmową. Niezadowolenie kobiet sprawia, że dzisiejsze życie staje się bardziej stresujące. Wielki ton nadawany egzystencji przez ludzi, którzy są niespokojni i niezadowoleni, tym że nie udaje im się osiągnąć rzeczy całkowicie nieproporcjonalnych do zdrowia czy talentu, którymi obdarzyła ich Natura, jest zły dla świata. Wydaje mi się, że kobiety są niekoniecznie szczęśliwe w tej nowo odnalezionej wolności, w konkurencji, którą tak usilnie prowadzą przeciw mężczyznom, w biznesie, zawodach czy nawet sporcie. Pytanie, które naturalnie narasta, brzmi: czy same kobiety zyskują, czy też może tracą. Malkontenctwo jest dla dziwaków i nienormalnych ludzi. W dzisiejszych czasach zdaje się istnieć ich spora ilość. To jeden z powodów, dla których trzymam się z dala od tłumów. Publiczna, albo pół publiczna postać staje się celem wszelkiego rodzaju ataków i nieprzyjemnych wiadomości.np. często otrzymywałem różnego rodzaju wiadomości, wiele z nich to listy od dziwaków grożących mojemu życiu, dlatego że przeczytali gdzieś o moich eksperymentach mających na celu stworzenie błyskawic. Pisali, że chcę użyć tych błysków by ich zabić! Wydaje mi się że cokolwiek, co prowadzi do tego wielkiego malkontenctwa, które obserwujemy dziś na każdym kroku musi źle wpływać na nasze życie. Kobiety, które są poruszone swoimi ogromnymi ambicjami, by pokonać mężczyznę w jego grze, tym samym tracą coś, co koniec końców znaczy o wiele więcej - według mnie - od tego, co mogłyby dać puste osiągnięcia w interesach.Historia dała nam wiele przykładów o cudownych wpływach wywartych przez nadzwyczajne kobiety. wśród nich były matki wspaniałych mężczyzn, ale ich wpływ nie leżał w determinacji by przewyższyć mężczyznę, albo z nim konkurować. http://anengineersaspect.blogspot.com/2011/07/nikola-tesla-mr-tesla-explains-why-he.html
  13. 49 points
    Jest mi przykro to pisać... ale podjąłem decyzję o zamknięciu forum. W ciągu trzech dni forum zostanie zamknięte. Nie mogę dalej tolerować faktu, że ja, założyciel forum dostaję tak mało lajków pod swoimi wypowiedziami.
  14. 49 points
    Panowie, ale nawet po spełnieniu wszystkich wymagań to jest dalej ruletka. U kobiet nowe żądania się nie kończą nigdy. Masz kasę, zaliczone. Masz wzrost, zaliczone. Nie masz czegoś i ci zrobi piekło. Uzyskasz to. Coś nowego, nie masz, znowu piekło. To się nie kończy. Do jachtu baba się przyzwyczai w pierwszej sekundzie. To już będzie za mało. Ale przecież tamten twój kolega ma większy jacht od twojego, lepsza marka. I nie mówcie, że tak nie będzie, bo kurwa będzie. Kojarzycie na pewno wyraz drobnego, subtelnego niezadowolenia w oczach kobiety, wbijanie w poczucie winy, bo czegoś tam nie zrobiłeś. Tak mają bogaci, biedni, wysocy, wysportowani, wszyscy mężczyźni. Mężczyźni mają ten problem, że właśnie nie potrafią odpuścić do końca, a to jedyne sensowne rozwiązanie na dzień dzisiejszy. A my tutaj analizujemy, kurwa, jaki to ma sens? Mówię od dawna. Postawmy na tematy, które nam, mężczyznom dadzą realny, twardy rozwój. Przestańmy mówić o kobietach w ogóle. Skupmy się na sobie, na własnych marzeniach, w których nie ma miejsca na kobiety i ich oczekiwania. To mój drobny apel. Z de facto obcej osoby, nieznajomego wymyślamy sobie wielką miłość, romantyczne uniesienia. A kobieta to przecież kurwa obcy, totalnie obcy człowiek. Czy z seksu jest, aż taka przyjemność, aby oddawać majątek, spełniać oczekiwania dodatkowe, cokolwiek robić? No kurwa nie bardzo. Ja nie kumam tak samo mężczyzn, jak kobiet szczerze mówiąc. Te wszystkie tematy, żale, kurwa, jebać to. Zajmijmy się sobą.
  15. 48 points
    Oczywiście mamy masę przykładów z życia. Chciałem niemniej podzielić się postem, na który trafiłem przypadkiem - szukałem czegoś w google i wyskoczyło to. Tak się składa, że to akurat idealne odwzorowanie problemu poruszanego m.in. przez redpill. http://www.psychologia.net.pl/forum.php?level=421089&post=421089&sortuj=&cale=1 W skrócie: pani jest fanką zakrapianych imprez. Chleje wódę, skacze po kutangach (tego nie napisała, ale można się domyślać). I nagle następuje "olśnienie" : Oczywiście wcześniej Pani nie potrzebowała kogoś, do kogo można wracać i z kim można porozmawiać. Ta potrzeba pojawia się nagle. Pani doznaje olśnienia po powrocie z ostrej biby. wcześniej "miała trzy lata chłopaka", ale spuściła go do kibla i niezbyt żałowała tego faktu: Pani jest oczywiście wybredna - hipergamia pełną gęba, o czym sama wspomina: Czyli: Pańcię interesowali tylko panowie o SMV znacznie wyższym od jej własnego. Standard. I dalej: To jest to, czego nie mogę strawić w takich paniach. Dla nich dziecko to żywa zabawka, której zapragnęły, bo zobaczyły jakiś urywek czyjegoś macierzyństwa/ojcostwa w stylu "ale śliczne bobo w wózku, JA TEŻ CHCĘ! TERAZ JUŻ NATYCHMIAST". Jak nowe buty na wystawie. I nagle następuje odwrót o 180 stopni: Bo pani ponosiła czyjeś bobo na rękach. Mimo, że deklarowała, że dotąd uwielbiała chlanie i inne: 😂 CYK. Nagle Pani nie chce. Nagle Pani jest nieszczęśliwa. Ma być bobo. Kropka. Panowie zwykle się o to nie wkurzają, nawet Chad umie przyjąć odmowę, więc wniosek może być tylko jeden: Pani miała naprawdę wybitną reputację, o czym wiedzieli wszyscy 😂 I konkretnego Pana zabolało, że akurat jemu odmówiła - skąd miał wiedzieć, że nastąpiła transformacja w Przyszłą Panią Domu? 😁 Przyszła Pani Domu ma standardy, o czym przekonał się nieszczęśnik: Któremu 3 miesięce proponowano orbitowanie i trzymanie za rączki, seks? wykluczone, chłopaczku. Chcę Cię najpierw dobrze poznać. To krótko, za krótko. Nie mam wszak jeszcze kodu PIN do Twojej karty kredytowej. I teraz Pani jest sama AŻ pół roku. I zgodnie z kobiecą logiką, pierwsza się nie odezwie. Chcąc kogoś poznać - będzie siedzieć i cierpliwie patrzeć w ścianę. W końcu to facet ma ją poderwać. Wyrażenie kimś zainteresowania, zachęcenie, etc. jest poniżej jej godności. 😄 I nadchodzi filozofia: Pani może mieć preferencje równolatków (w końcu nie ma jeszcze trzydziestki, więc jeszcze może 😂), ale równolatkowie mają ją gdzieś. Upsik! Pani pierwszy raz w życiu dostrzega na horyzoncie ŚCIANĘ. .. a ja nie mogę być gorsza, muszę mieć taki sam status na fejsbuku. I finał całego myślenia. Pani nie "chce kogoś poznać", bo to drugorzędne. Pani chce gromadkę dzieci. Jak "kogoś pozna" po 40. , to już się nie liczy, bo na gromadkę dzieci będzie za późno. Pani musi poznać kogoś JUŻ, żeby zrobić gromadkę dzieci. Zabawna historyjka, ale niestety standard i to jest idealne zobrazowanie tego, co przedstawia się w nieco wyolbrzymiony sposób: najpierw chlanie i przygodny seks, potem związki "po mojemu" czyli 8 miesięcy bez seksu "ale z przytulaniem", potem czekanie na adoratora (przecież sama się nie odezwę!). Następnych etapów Pani nie przeżyła, ale pewnie nadejdą, a będzie to: rosnąca desperacja, rezygnacja z wymagań (a niech już będzie starszy! dobra, dam dupy wcześniej! żeby ktoś w końcu się znalazł), finalnie - próby naciągnięcia na dziecko, od perswazji po dziurawienie gumek złowionego na dyskotece Sebixa. Smutne. I to jest Matrix właśnie, Panowie. Jak to dobrze, że wiemy, jak to wygląda...
  16. 48 points
    Jako właściciel forum, chciałbym życzyć Braciom wszystkiego tego, co sprawi że będą spełnieni, radośni, spokojni, a życie nigdy już ich niczym nie zrani. Chciałbym też podziękować wszystkim Braciom, że swoją tu obecnością, radą i wsparciem, pomagają cierpiącym którzy przybywają na nasze forum, by zasięgnąć porady, ratującej często życie, zdrowie czy majątek. Składam ostrożnie życzenia - a dlaczego, o tym powiedziałem w audycji do której zapraszam:
  17. 47 points
    Szanowni Państwo, Takie oświadczenie wygłosiłem przedwczoraj na lajwie (już usuniętym), ale że nie wszyscy na nim byli, a nawet jak ludzie byli to było nerwowo (cały czas kasowaliśmy bluzgi i wyzwiska fanów ww. Pana), powtórzę je tutaj: 1. Od tej pory na temat Pana Dominika Bosa (Awięc) nie wypowiadam się aż do procesu sądowego (zalecenie adwokata). No chyba że będę naprawdę musiał się bronić przed pomówieniami i oszczerstwami. Trudno jest mi utrzymać język za zębami, gdy od dwóch dni kasuję nie tylko wyzwiska w moim kierunku, ale także wpisy że zniszczyłem życie młodemu chłopakowi... poziom absurdu tej sytuacji sprawia, że kompletnie tego nie ogarniam. Oczywiście "suchej" informacji mogę udzielić, czy wypowiedzieć się na jakiś niezbyt "gorący" temat w związku z tą sprawą. 2. Kontrpozew. Czekamy na pozew, w zależności od jego treści informuję, że pozywam Pana Dominika Bosa (Awięc) o kwotę minimum 100 tysięcy złotych, za szkody wyrządzone przez to co mówił i przede wszystkim "sugerował" na mój temat. Jako pisarz i osoba prowadząca działalność gospodarczą, w wyniku tych działań poniosłem bardzo duże szkody finansowe i wizerunkowe. Czyli nie wystarczy powiedzieć że nazwałem go i jego dziewczynę gnojem (nigdy tego nie zrobiłem) tylko trzeba będzie to - i wiele innych "sugestii" udowodnić. A jeśli wyjdzie że dowodów nie ma, wyjaśnić Wysokiemu Sądowi dlaczego się oszukiwało... 3. Przysięgam wszystkim moim zwolennikom i fanom, którzy mogli ulec "sugerowaniu", że nigdy nie groziłem ani nie wysyłałem żadnych meili które mu groziły, jak to "zasugerował". Treść tych meili jednak jest podobna do tych meili, które ja dostawałem w tym strasznym czasie, gdy śledzono i fotografowano mnie i moją przyjaciółkę, grożoną morderstwem, okaleczeniem, spreparowaniem fałszywych dowodów na moją pedofilię by wtrącić mnie do więzienia, brutalnym gwałtem mojej mamy, donosami na policję, do Izby Skarbowej i wielu innych świństw - i w tym właśnie czasie, Pan Dominik Bos (Awięc) zaczął nagrywać o mnie wyszydzające mnie filmy, w których przekręcał to co mówiłem, by postawić mnie w negatywnym świetle, co stało się przyczyną internetowego nękania, objawiającego się np. tym, że po każdym filmie byłem bezustannie lżony i wyzywany przez jego widzów. Przypominam że to Pan Dominik Bos (Awięc) pierwszy o mnie nagrał, co spowodowało falę nienawiści w kierunku mojej osoby jego zwolenników. 4. Bardzo proszę o to, byście jako społeczność nigdy nie zniżyli się do tego poziomu, żeby Pana Dominika Bosa (Awięc) atakować i pomawiać tak jak to obecnie dzieje się z moją osobą. Te sprawy wyjaśnimy sobie w sądzie, a my pokażmy że jesteśmy "z zupełnie innej gliny ulepieni".
  18. 46 points
    Hejka! Jako że mam trochę czasu z racji dwutygodniowej kwarantanny (god bless Chinese people eating uncooked bats 🙏), widząc, co wypisuje @Halinka już któryś raz w kolejnym temacie na temat ściany, postanowiłem razem z Thanosem (patrz wyżej) zdebunkować jej mokry sen o jej - ściany - nieistnieniu, którym to snem krzywdzi młode dziewczyny, które mogą jej wypociny przeczytać i nie daj boże jeszcze w nie uwierzyć, niszcząc tym swoją przyszłość. Dokładnie tak, jak swoją przyszłość niszczą wszystkie kobiety, które uwierzyły idiotkom wciskającym im kit, że: "every size is beautiful", "is not about the outside, but about the inside", "your personality is what matters the most" i temu podobne pierdolenie mające na celu usprawiedliwienie swojego lenistwa, słabego charakteru, bierności, ucieczki przed odpowiedzialnością za swoje ciało i wpierdalania wiaderka lodów co wieczór, podpinając się pod body positive movement - który jest jak najbardziej OK, ale powinien być dla ludzi (a nie tylko kobiet!) po poparzeniach, masektomiach, amputacjach, deformacjach ciała, fokomeliach i tym podobnych, a nie dla śmierdzących leni (tak się składa, że tylko kobiet, hm... ktoś? coś?). I dokładnie tak, jak swoją przyszłość niszczą wszystkie kobiety słuchające swojej królowej Beyoncé, która każe im być twardymi sukami "who don't need no man", a potem jak grzeczna suka wraca do Jaya-Z walącego ją po rogach. Talks the talk, makes every women single as fock, but does not walk the walk - what matters is her value stock, not you hearing the clock stopping for you to tick and tock. Gee, no kto by pomyślał. Wracając do tematu ściany... Hipoteza @Halinka: Przechodząc do meritum: Caps-lock, bo krzyczałem, duhhhhhhh. Czym jest ściana? Jako że zdjęcie wyraża więcej niż tysiąc słów, pozwolą państwo, że na chwilę zamilknę: Jak widzimy na załączonym obrazku, każda z kobiet uderzyła w ścianę. Degradacja wyglądu to nie tylko efekt upływającego czasu, ale również trybu życia - większość kobiet nie potrafi o siebie w ogóle dbać. Myślą, że jak powstrzykują w siebie chemiczne gówno, nałożą kolejne chemiczne gówno na twarz, włosy, paznokcie to dbają o siebie, a tak naprawdę przyczyniają się do przyśpieszenia uderzenia w ścianę (dzisiejsze dwudziestolatki za dekadę będą dopiero prawdziwymi potworami, mark my words). Mimo że statystki mówią, że podobna ilość mężczyzn i kobiet korzysta z siłowni, to znowu - zamiast wziąć młotek i wbić gwoździa; 90% kobiet bierze młotek i wali obok niego. Uderzenie w ścianę wiąże się nierozłącznie z ilością lat spędzonych na tym łez padole, ale to nie jest główny wyznacznik. Co zatem jest głównym wyznacznikiem? To, że HVM (high value men - top 20%) nie chcą z kobietą wchodzić w LTR, a co najwyżej służy im ona do: E&E (ejaculate & evacuate); S&D (smash & dash); H&Q (hit & quit); N&B (nail & bail); F&D (fuck & duck); RHB&CTL (rock her box & change the locks). Czy każdy powyższy przykład oznacza to samo? Tak, ale każda słowna iteracja tego zjawiska zawsze mnie bawi, hahahaha. Dlatego też nawet dwudziestolatka może uderzyć w ścianę; wystarczy, że: - będzie samotnie wychowywać kaszojadka, a nie daj boże np. kilka kaszojadków kilku różnych mężczyzn; - będzie miała opinię puszczalskiej lub bogatą przeszłość; - będzie otyła; - będzie miała nieadekwatne wymagania do oferty (hipergamia through the roof). Oczywiście wiek nadal jest jednym z głównych wyznaczników, nawet jeśli dobrze się prowadzisz, umiejętnie o siebie dbasz (poprzez trening siłowy, dietę, wysypianie się, ruch), jesteś wykształcona, masz pracę itd., to ściana i tak Ciebie nie ominie, bo musisz pamiętać, że co roku na rynku pojawia się morze osiemnastolatek, które mają coś, co Tobie właśnie ucieka - młodość, a to jest najcenniejsza karta przetargowa kobiet w matingowym świecie. Im dłużej czekasz, tym masz mniej czasu. I nie, ten facet, który w sobotę Cię zerżnął i potem nie oddzwonił, to nie jest Piotruś Pan niegotowy na stabilizację, bo 22-letniej Kaśce za pół roku z chęcią machnie kaszojadka i oświadczy się jej w Paryżu przy blasku księżyca, na co Ty, droga trzydziestolatko, masz coraz mniejsze szanse (to, że jakiś beta-provider, którym gardzisz, Ci się oświadczy, to żaden sukces, i oboje o tym dobrze wiemy ;*). Co robić, aby odroczyć uderzenie w ścianę? Rady: - bądź proaktywna, a nie reaktywna (ktoś tu się nabijał z @Androgeniczna, że umawiała się z 3. gośćmi na randki jednego dnia, brawa dla niej, bo to właśnie każda z was powinna robić - nie po to, żeby się z każdym ruchać, ale po to, żeby móc wybrać partnera z jak największej próby, miast czekać, aż idealny książę wam zapuka do drzwi); - dbaj o to, co jesz i ile jesz (jak widać na załączonej grafice, wszystkim kobietom urosły dupy od wpierdalania, zajadały złe emocje związane ze ścianą i byciem materiałem wyłącznie na pump and dump - błędne koło - im więcej jadły, tym bardziej traciły szansę na faceta); - trening siłowy przede wszystkim, a nie cardio, botoksy, naciągania, odsysania, makijaże itd.; - dbaj o swoje myśli (spotykałem się z kobietami przed 40. i przed 20.; młode były pełne witalności i życia, uśmiechnięte, radosne; u starszych było czuć zgorzknienie i żal (mimo że wizualnie nadal były top-notch) - nie muszę mówić, co jest atrakcyjniejsze; - nie skacz po chujach jak idiotka (tak, tak, wiem, że tu niektóre chłopaki pierdolą, że przeszłość się nie liczy - liczy się, żaden szanujący się facet nie będzie ze ścierą, a kumaty gość łatwo wyczuje ścierę, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie niektóre wręcz się chwalą co to nie odpierdalały); im mniej facetów Cię miało, tym atrakcyjniejsza będziesz (w kwestii LTR); - rozwijaj się intelektualnie - głupia baba to kłopoty, nie myśl, że wartościowy gość poleci na sam wygląd; miej coś do powiedzenia, bądź asertywna, ale nie uparta jak osioł; - myśl perspektywicznie - to, że teraz stado napaleńców się przed Tobą płaszczy, nie będzie trwać wiecznie - zjedz ciastko albo je miej, ale im dłużej będziesz je mieć, tym gorzej będzie smakować, jak już je zjesz (kumasz? Im dłużej czekasz, tym brzydsza się stajesz, a to prowadzi do tego, że grono wartościowych gości się zawęża - i nie płacz mi tu, że jesteśmy puści, bo lecimy na wygląd, ja nie płaczę, że wy lecicie na status i hajs, bo dobrze to kumam); - nie osiadaj na laurach - jak już znajdziesz fajnego faceta, to dbanie o siebie powinno być jeszcze wyżej na liście priorytetów; - licz na siebie - nawet jeśli posłuchasz moich rad, możesz skończyć z ręką w nocniku, bo niektórzy po prostu... mają pecha, dlatego bądź samowystarczalna, ale nie bądź strong independent woman who doesn't need no man, bo koty czekają. I nie słuchaj @Halinka, bo sieje dezinformację. Ściana istnieje i prędzej czy później w nią pierdolniesz, ale strategicznie podchodząc do tematu, możesz sobie fajnie ułożyć życie i odroczyć pierdolnięcie w nią (Jessica Alba, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Emily Skye, Shakira, Halle Berry). Z wyrazami szacunku, Ważniak
  19. 46 points
    Stan ludności w dniu 31. sierpnia 2018: 38 milionów 411 tysięcy. W tym mężczyzn: 18 milionów 582 tysięcy. Liczba zarejestrowanych użytkowników (w tym kobiety oraz mnóstwo nieaktywnych kont) na forum braciasamcy.pl (na dzień 03.01.2020, godz. 14:40): 8302. Procent (i tak zawyżony), jacy zarejestrowani użytkownicy stanowią w całkowitej liczbie mężczyzn w Polsce: 0.04467764503282747%. Spokojnie, dziewczyny, nie zabraknie wam frajerów do dojenia. Naprawdę. Możecie nas zostawić w spokoju. Taka malutka kropelka nie zmieni biegu rzeki. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  20. 46 points
    @Lethys przesadzasz. JA znam Pan zainteresowania. Kinomatogtafia, czyli: Netflix HBO Go M jak miłość Pierwsza miłość Social media: Facebook, Instagram, Mesenger, Whats Up. Rzemiosło: Robienie hybryd. Kulturoznawstwo: Piwo lub wino z psiapsiulka w domu. Szukanie innej gałęzi. Markting, ekonomia, handel: Aliexpress Avon Oriflame Zalando Jak by się tak dobrze przyjrzał jeszcze by się coś znalazło
  21. 45 points
    Mimo tego, że nie raz ten temat był wałkowany na forum, myślę, że ten tekst wiele nowego wniesie jeżeli chodzi o masturbacje i problemy z nią związanymi. Ruch Nofap jest ideą masowej rezygnacji z oglądania pornografii i wynikającej z niej masturbacji, a powodem jest świadomość wyniszczających skutków uzależnienia od tych czynności. Dlaczego urosło to w ideę? Otóż dzisiejsza pornografia jest zupełnie inna, niż kiedyś. Dostępna 24 godziny na dobę, w każdym smartfonie i komputerze (jeśli masz dostęp do Internetu) i w wysokiej jakości. Można ją do tego oglądać bez końca, a gdyby chcieć obejrzeć wszystkie dostępne, seksualne materiały to nie starczyło by ci na to czasu. I właśnie. Czy w ogóle nasze mózgi są dostosowane do tak dużej ilości obrazów i „filmów dla dorosłych”? Dlaczego pornografia, czy masturbacja jest szkodliwa i powoduje problemy, o których możesz nie mieć pojęcia? Co z ludźmi, którzy zaliczyli solidny odwyk? Ideę Nofapu zapoczątkował kilka lat temu niejaki Alexander Rhodes. Zrobił to przypadkowo, gdy przeczytał, że przy abstynencji seksualnej trwającej 7 dni poziom testosteronu rośnie o 43 procent. Zachęcił on innych internautów do sprawdzenia tych wyników na sobie. Fap to wyraz dźwiękonaśladowczy, który w internetowym slangu oznacza masturbację. Zatem „Nofap” był początkowo zakazem masturbacji na okres 7 dni. Szybko okazało się jednak, że trudno jest zachować taki post, a dzisiejsi mężczyźni mają problem z nadmierną masturbacją przez jedną ważną rzecz – internetową pornografię. I tak naprawdę to ona jest problemem, który stoi za licznymi uzależnieniami od masturbacji, czy oglądania pornografii. Kompulsywna masturbacja do materiałów pornograficznych przestała być tylko chwilą przyjemności, a z czasem u wielu młodych ludzi stała się koniecznością i przekleństwem istotnie wpływającym na życie. Negatywny jej wpływ szybko zauważyli sami poszkodowani. Ruch „Nofap” wzrastał, bo młodzi ludzie odkryli, że przez wszechobecną pornografię tracą zainteresowanie partnerkami seksualnymi, wchodzeniem w relacje z innymi osobami, a także doświadczają zaburzeń erekcji (czy to jeśli chodzi o brak wzwodu, zbyt szybki, lub niemożliwy do osiągnięcia wytrysk), gdy pragnęli odbyć stosunek seksualny w rzeczywistości. Idea Nofap więc nabrała nowego znaczenia – stała się rezygnacją na zawsze z oglądania pornografii i ograniczeniem masturbacji na okres 90 dni lub więcej, jeśli zachodzi taka potrzeba. Dozwolone są tylko kontakty seksualne z realnymi partner(k)ami. W wersji hardmode, gdy osoby zmagają się z ED (Erectile dysfunction – problemy z erekcją) również kontakty seksualne są zawieszane na kilka miesięcy, by szybciej doświadczyć ozdrowienia. Nofap zaczął być traktowany jako odwyk od pornografii i zyskał wielu zwolenników w wielu krajach na świecie. Uczestnicy definitywnie zrywali z oglądaniem pornografii i masturbacji do niej, a także dzielili się swoimi spostrzeżeniami na stronie reddit, która publikuje linki do ciekawych wiadomości. W tej chwili tag Nofap na reddit.com obserwuje 497 tysięcy ludzi, czyli blisko pół miliona. Co chwila pojawiają się opisy i relacje ludzi, którzy po skończonym odwyku Nofap zauważyli zanik obniżonego samopoczucia, wzrost energii, zanik ciągłego zmęczenia i braku motywacji. Dodatkowo wyleczyli swoje zaburzenia erekcji i teraz cieszą się prawidłową erekcją i udanym życiem erotycznym. Zbiorowe placebo? Na początku mogłoby się wydawać, że owszem, gdyż zachodzi pytanie jakim cudem oglądanie pornografii może tak negatywnie działać na młodych ludzi? Setki badań naukowych szybko wyjaśniły kwestię lepszego samopoczucia u tysięcy ludzi, którzy zaprzestali całkowitego oglądania treści pornograficznych. Co ciekawe, pierwsze osoby na odwyku Nofap nie musiały znać badań naukowych, bo na własnym przykładzie szybko przekonały się, że nadmierne oglądanie pornografii źle na nich wpływa. Do tego dochodzi uzależniający charakter pornografii i jej dostępność na wyciągnięcie ręki, a raczej myszki komputerowej, bądź smartfona. Dlaczego pornografia internetowa jest dziś problemem? Naukowcy i lekarze zaczęli badać wpływ nadmiernego oglądania pornografii przez ludzi. Mimo, że wielu ludzi wprost zauważyło, że obejrzenie kilkudziesięciu filmów z nagimi kobietami w ciągu kilkunastu minut nie jest naturalne dla ludzkiego mózgu, część krytyków czekało na dowody w postaci badań. Po pierwsze badacze zauważyli że uzależnienie od pornografii działa na mózg dokładnie na tej samej zasadzie, co uzależnienie od alkoholu i kokainy. Skan mózgu osoby uzależnionej od kokainy, jak i od pornografii wygląda tak samo. Dowiedzieliśmy się, że z uzależnienia od oglądania pornografii wyjść jest ciężko, bo podobnie jak z uzależnienia od alkoholu, czy narkotyków. Potwierdzają to relacje tysięcy ludzi, którzy musieli wiele przecierpieć żeby skończyć z tym upadlającym nałogiem. Niektórzy zrobili to sami, niektórzy przy pomocy specjalisty, a część niestety mimo kilku lat dalej jest pogrążona w nałogu. Oni dalej nie potrafią wytrzymać tygodnia, czy miesiąca bez pornografii, a 3 miesiące bez porno i masturbacji to dla nich wysiłek niczym zdobycie góry K2 dla zwykłego Kowalskiego. Niemieccy naukowcy potwierdzili w badaniach, że częste oglądanie pornografii prowadzi do kurczenia się mózgu, a szczególnie w obszarach odpowiedzialnych za motywację i nagradzanie. Badanie przeprowadzono na 64 mężczyznach w wieku od 21 do 45 lat. Odkryto, że zachodzą zmiany w obrębie istoty szarej. Brak motywacji i chęci do odnoszenia sukcesów w życiu wykazywało wiele osób na stronie reddit i forum nofap.com. Badania potwierdziły dlaczego ci ludzie tak się czuli – wiecznie bez energii, chęci do działania, przymuleni i nie potrafiący cieszyć się z małych przyjemności. Ciągle jednak ktoś może spytać dlaczego tak wiele uzależnionych jest akurat dzisiaj, bo przecież pornografia 20-30 lat temu także była obecna? Owszem, ale raczej na rzadkich, kasetach VHS i w postaci papierowej – dostępność ich była dużo mniejsza, niż w postaci internetowej. Więc właśnie, w czym tkwi największy problem w dzisiejszej konsumpcji filmów dla dorosłych? Odpowiedzią jest: efekt ciągłej nowości. Dziś gdy praktycznie każdy ma dostęp do internetu, w ciągu kilku minut każdy może zobaczyć tyle różnych nagich kobiet, ile nasz dziadek nie widział w ciągu całego swojego życia. To upośledza układ nagrody w bardzo dużym stopniu. Co się dzieje dalej? Podczas oglądania porno dosłownie zalewamy dużą ilością dopaminy receptory dopaminergiczne. Po pewnym czasie mózg nie jest w stanie tego wytrzymać i broniąc się przed nadstymulacją zmniejsza ilość tych receptorów dopaminergicznych. Skutkuje to potem tym, że zwykłe rzeczy jak poranna kawa, spacer, wyjście ze znajomymi, słuchanie muzyki, hobby nie sprawia już takiej przyjemności jak dawniej, ponieważ brakuje nam wystarczającej ilości receptorów. Nasz mózg broniąc się przed nadstymulacją (w postaci zalewania dużą ilością dopaminy) zmniejsza ilość receptorów. Czy jest fajnie żyć z niskim poziomem dopaminy i niską ilością receptorów dopaminergicznych? Zdecydowanie nie! Jest to trochę jak wegetacja, a nie życie. Człowiek jest obojętny na wszystko, nie okazuje emocji i nie umie się z niczego cieszyć. Aby jeszcze lepiej to zrozumieć obejrzyj ten krótki wykład człowieka, który doskonale opisał te mechanizmy: Negatywny wpływ pornografii na życie (a przede wszystkim zdrowie) człowieka. Brak motywacji do działania, obojętność, obniżone poczucie własnej wartości, brak pewności siebie, zaćmienie umysłu, problemy w koncentracją i w końcu zaburzenia erekcji – to główne i nie jedyne skutki uzależnienia od pornografii. Ludzie raportują jeszcze inne negatywne efekty jak nieśmiałość, brak ochoty na kontakty międzyludzkie, randki itp. Jednak chyba najgorsza jest taka pętla nałogu, która nie pozwala wyzwolić się z uzależnienia i sprawia, że nie można przestać oglądać tych materiałów. Chociaż zerwanie z tym jest ciężkie to 90 dni abstynencji pozwala wyjść na prostą i zauważyć masę korzyści z porzucenia nałogu. Porzucenie przyjemnego, ale niszczącego nas nałogu nigdy nie należy do prostych rzeczy. Uzależnienie od alkoholu jest katastrofalne w skutkach dla organizmu człowieka, natomiast przy uzależnieniu od pornografii najmocniej cierpi nasz mózg. I tym samym cierpimy my sami, gdyż nie osiągamy celów, żyjemy bez emocji i radości. Największą motywacją dla każdego uzależnionego powinno być odzyskanie kontroli nad swoim życiem. To niezwykle istotne. Dużą dawką motywacji są historie osób, który wykonały odwyki i zauważyły w swoim życiu zmiany na lepsze. To krótka relacja jednej z osób, która opisuje swoje doświadczenia na odwyku Nofap: Jeżeli chodzi o „większe zainteresowanie ze strony płci pięknej”, to na początku kompletnie w to nie wierzyłem. Dla mnie to były jakieś banialuki i wymysły napalonych nastolatków. A jednak będąc na 60 dniu nofapu zaczęły dziać się bardzo dziwne rzeczy. Moja znajoma, która zna mnie bardzo dobrze powiedziała mi, że: „nie wiem dlaczego, ale stałeś się od pewnego czasu bardzo atrakcyjny i masz ten błysk w oku”. Potem powiedziała, że: „Nie potrafię powiedzieć co w Tobie zaszło, ale coś się w Tobie pozytywnie zmieniło i działasz jak magnes na moje koleżanki”. Nie był to sarkazm z jej strony, ale szczerze, normalne stwierdzenie. Ludzie z bliskiego otoczenia również mówili w bardzo podobnym tonie, że „dobrze wyglądam i zmieniłem się na korzyść”. Potem miałem inne bardzo dziwne tego typu doświadczenia. Nigdy w życiu czegoś podobnego nie doświadczyłem na taką skalę. Po całej sytuacji czytając reddit dowiedziałem się, że bardzo wiele facetów, którzy odstawili porno i masturbację miała podobne doświadczenia. Także to nie był to u mnie efekt placebo. Następnie dodał: Na pewno w tamtym okresie bardzo obniżył mi się głos, wzrosła pewność siebie, cera wyglądała świetnie, włosy stały się gęstsze i bardziej świecące. Potem sam zauważyłem, że mam też „świecące/szkliste oczy”. W ogóle zmieniły mi się rysy twarzy na bardziej męskie. Zwiększyła mi się też siła i wydolność na treningach, czego wcześniej nie doświadczyłem w tak szybkim tempie. Ciężko w to uwierzyć, ale dokładnie to samo potwierdza tysiące ludzi na reddicie i na innych forach. Dawniej w to nie wierzyłem, ale ze swojego doświadczenia mogę potwierdzić, że „coś” w tym wszystkim jest dziwnego i nie jest to efekt placebo. Kolejna opinia innej osoby po skończonym odwyku: Oglądanie pornografii już mnie nie pociąga i uważam, że oglądanie jej i masturbowanie się jest wysoce infantylne i świadczy raczej o niedojrzałości. Dla większości pewnie mój wniosek będzie dziwny, aczkolwiek serio – nie widzę niczego ciekawego w masturbacji i pornografii. Pornografia połączona z onanizmem to straszny nałóg który wyniszcza i zabija… zabija wewnętrznie, tłumi emocje i maskuje problemy jednocześnie nie rozwiązując ich. Zamyka nas przed ludźmi, stajemy się nieśmiali i stronimy od ludzi, zamykamy się w piwnicy. Pornografia spacza światopogląd na temat kobiet, seksu. Mężczyźni oglądający porno robią krzywdę sobie jak i ewentualnym partnerkom, a także w skrajnych przypadkach może to powodować zaburzenia erekcji, impotencję czy różne dziwne fetysze lub dewiacje. Największą krzywdę według mnie robią sobie osoby młode, czyli takie które nie uprawiały seksu, a jedyną wiedzę na ten temat w ich przypadku zapewnia pornografia, która o zgrozo ma niewiele wspólnego z seksem. Później takie osoby próbują odwzorować to co widziały na filmach traktując je w pewien sposób za wzór. Przejdźmy teraz do części przyjemniejszej czyli Benefity. Nie widzę sensu rozpisywania się, więc może po prostu potwierdzę to co wypisują inni: Tak, stajemy się pewniejsi siebie Tak, stajemy się bardziej otwarci Tak, zmniejsza się nieśmiałość Tak, kontakt z kobietami jest łatwiejszy Tak, głos staje się niższy Tak, zarost rośnie szybciej Tak, mamy więcej energii Trudno mi opisać tutaj wszystko z osobna, bo na część przestaję zwracać uwagę, bo są po prostu zwykłą częścią mojego życia i nie zachwycają mnie tak jak na początku wyzwania, ale poprawa jest znacząca. Komfort życia wzrósł niesamowicie – Góry można przenosić… po prostu żyć i cieszyć się życiem z innymi, z rodzicami, z kolegami, z przyjaciółmi, z koleżankami, z szefem w pracy, z dziewczyną i każdemu podarować swój uśmiech, bo życie jest niesamowicie piękne i pełne emocji, bodźców i doświadczeń. Brzmi to trochę utopijnie, ale tak po prostu jest. Lubię poprawiać humor ludziom uśmiechając się do nich… rozumiecie? Ja ex-nieśmiały facet potrafię się uśmiechnąć do obcych osób bez powodu – Dla innych pewnie nie jest to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie jest to na nowo odkrywanie życia, bawienie się nim jak kostką rubika… robię ruch i patrzę jak to się wszystko układa. Czuję się jak dziecko które zachwyca się bez powodu, że po prostu jest. Kurwa… wzruszyłem się. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało. Byłem pancerny, zimny jak kamień. Nie jestem w stanie opisać tak trywialnej rzeczy jak to, że życie ma kolory. Ech. Właśnie czytacie wywód dwudziestojednoletniego mężczyzny który przezwyciężył samego siebie. Nie wiem czy wiecie jakie to wspaniałe uczucie mieć nad sobą kontrolę, nad swoim zachowaniem i jednocześnie fascynować się tym, że jest się tak potężnym. Pokonać swoje uzależnienie jest cholernie ciężko, ale warto. Warto przejść przez to morze sraki. Takich historii są tysiące. Zainteresowanych odsyłam do świetnej anglojęzycznej strony, gdzie ludzie z całego świata i w różnym wieku opisują swoją przygodę z Nofap – www.yourbrainonporn.com Jeśli teraz zastanawiasz się czy jesteś nieśmiały w kontaktach z innymi, brakuje ci energii, nic cię w życiu nie cieszy, a jednocześnie wiesz, że regularnie oglądasz filmy porno lub oddajesz się masturbacji – spróbuj Nofapu. Kilka tygodni abstynencji pozwala zmienić kierunek myślenia na wiele spraw w życiu. Jeśli chcesz bardziej poznać temat i rozwiać swoje wątpliwości odwiedź stronę nadopaminie.pl, a szczególnie stronę – Odwyk NOFAP od A do Z To kompletny przewodnik od A do Z, w którym znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania. To także miejsce do dyskusji dla każdego, kto zmaga się z problemem nadmiernej masturbacji lub nadmiernej konsumpcji treści dla dorosłych. Często ucieczka w pornografię jest niemożnością poradzenia sobie z życiowymi problemami lub ze swoimi uczuciami. Jest ucieczką od złej sytuacji, słabej jakości życia i odskocznią od problemów. Pamiętaj jednak, że ta rzekoma i chwilowa „przyjemność” niczego nie rozwiązuje, a jedynie pogłębia twój problem. Może on wynikać z jakiejś młodzieńczej traumy czy wychowania w dzieciństwie. Jeśli czujesz, że wpadłeś w nałóg kompulsywnej masturbacji czy pornografii koniecznie zasięgnij pomocy specjalisty – psychologa lub psychoterapeuty. Nie ma się co wstydzić, bo ten problem jest naprawdę duży, wielu ludzi się z nim zmaga, a u terapeuty nie zostaniesz kimś wyśmianym, a dostaniesz pomoc i empatię, której może brakować innym w Twoim otoczeniu. Tyler Durden z filmu „Fight Club” powiedział ciekawe słowa: Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami. Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno. Jesteśmy średnimi dziećmi historii. Nie mamy celu ani miejsca. Nie mamy wielkiej wojny, wielkiej depresji. Naszą wielką wojną jest wojna duchowa. Taka właśnie wojna duchowa występuje w dzisiejszym świecie. Mnóstwo natychmiastowych gratyfikacji tylko czeka na moment, by im ulec. Dla przykładu Ruch MGTOW rośnie w siłę, wiele młodych ludzi całkowicie rezygnuje ze związków mądrze twierdząc, że nie da im to szczęścia. Ale wtedy pojawia się też pokusa by dać się ponieść wirtualnemu życiu i wirtualnym kobietom, zamiast realnym relacjom intymnym z żywą osobą. Pornografia jest najgorszym wyjściem, bo stymuluje dopaminę w bardzo silny sposób i tym samym po pewnym czasie już zwykłe filmiki zaczynają oglądającego nudzić. Ucieka on w coraz ostrzejsze, czy dziwniejsze gatunki filmów dla dorosłych, by poczuć jakąkolwiek przyjemność. Wiele osób według ich relacji kończy na pornografii zoofilskiej, czy naprawdę ostrym seksie przemocowym, który ma za zadanie upokorzyć partnera(kę), a przecież nie o to w seksie ma chodzić. To właśnie zjawisko habituacji skłania każdą uzależnioną osobę do szukania nowych treści i filmików, a więc przekraczania granic „norm” seksualnych, byle tylko nowość obrazów dała im nowy zastrzyk dopaminy, której brak głównie uzależnionym. Milej lektury panowie Pisze to uzależniony Jeszcze... Żródło: https://swiadomosc-zwiazkow.pl/ruch-nofap-zerwij-pornografia-masturbacja-wyzdrowiec/?fbclid=IwAR0PO5KG7v62QTuUVo9iWjunQjHnfZZnOrVKMLU_a3lbqls2GvnOV0xB0lE
  22. 44 points
    @rarek2 Musisz być po prostu szybszy. Nastepnym razem Ty spierdalaj ze sklepu.
  23. 44 points
    Po myślnikach stawiamy spację, po trzykropkach również, a zdania kończymy kropką. Zapoznanie się z interpunkcją w różnorakich wyliczeniach również może się pani przydać, proszę uprzejmie: https://www.ekorekta24.pl/interpunkcja-w-wyliczeniach-przecinki-sredniki-a-moze-nic/ Brakuje w pani wypowiedzi również dwóch przecinków. Sugestia: gdy otwarcie szukamy drzazgi w cudzym oku, należy wielokrotnie upewnić się, że na pewno wyjęliśmy belkę ze swojego. ☺️ Z wyrazami szacunku, Ważniak
  24. 43 points
    Nosiłem się już z tym tematem jakiś czas, ale albo brakowało weny, albo spokojnej głowy. I tak zakładam, że pisanie z mojej perspektywy o biznesie, czy poszukiwaniu pracy to będzie misz-masz, pełen dygresji. Jeżeli jednak komuś z Was będę mógł tym pomóc, zainspirować do działania, poukładać pewne rzeczy w głowie i może zmienić pewne rzeczy w życiu na lepsze, to cel będzie spełniony. Taki mały disclaimer - wszystko, co zawarte jest poniżej, sprawdziłem w praktyce, testowałem i stosowałem w trakcie kilkunastu lat szeroko rozumianego poruszania się po rynku pracy, jako pracownik etatowy, prowadzący JDG, następnie zakładając spółki. Obszar działalności - szeroko rozumiane usługi doradczo - szkoleniowe, szkolenia (stacjonarne i online), produkty online, usługi oparte na modelu SaaS (software as a service, tj. opłaty za usługę webową regulowane w modelu miesięcznym/kwartalnym/rocznym, na zasadzie abonamentowej). Dodatkowo największy w PL portal branżowy. Sądzę jednak, że wiele z nw. porad może być przydatna niezależnie od obszaru, w którym funkcjonujecie. Będzie pewnie trochę truizmów (szczególnie z perspektywy starszych Braci), ale bez tego nie da rady Musisz mieć cel To ważne pytanie. Dlaczego chcesz robić to, chcesz robić? Jaka jest Twoja motywacja? Robić to, co lubisz w życiu robić i jeszcze dostawać za to pieniądze? Model idealny. A może kariera, szacunek, pieniądze, kobiety? Warto szczerze odpowiedzieć sobie na to pytanie w początkach drogi zawodowej lub przy planowanym zawodowym pivocie. Każda motywacja jest dobra, jeżeli nikogo nie krzywdzisz i możesz regularnie rano popatrzeć w lustro bez obrzydzenia do samego siebie. Nawet taka, gdy chcesz zajść zawodowo wysoko, by polepszyć "nawilżanie" Pań w Twoim obecnym lub przyszłym otoczeniu. Bo to Twoja prywatna motywacja. Zawsze warto o niej pamiętać, bo musi dawać siłę do działania. A tej siły będziesz bardzo, bardzo potrzebował. Nie wolno się poddawać Zasada bezpośrednio powiązana z pierwszą. Gdy cel nie będzie oczywisty, motywacja łatwiej się może rozmyć i trudniej będzie o mobilizację. Problemem wielu ludzi (nie tylko młodych), jest oczekiwanie pozytywnego rezultatu na zasadzie "już, teraz, zaraz!". Pamiętaj, światu z reguły kompletnie nie zależy, by Ci się udało. To Tobie ma najbardziej zależeć. Będziesz klął. Będziesz bluźnił. Może i płakał. Złościł się i gadał sam do siebie "po jaką cholerę zabrałem się za ten temat?!", bo pracy coraz więcej, a oczekiwanego poziomu zarobków czy liczby klientów nadal nie ma. Pamiętaj jednak - NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ, jeżeli wierzysz w to, co robisz. To jest podstawowa, prymarna zasada, którą każdy mężczyzna powinien sobie "wytatuować" pod powiekami. Obowiązkowo. Zawsze płacisz - własnym czasem lub pieniędzmi Czas albo pieniądze. Dwie podstawowe waluty. Jeżeli jesteś na dorobku, z reguły masz do dyspozycji więcej pierwszej waluty, niż drugiej. A to znaczy ni mniej ni więcej, że musisz maksymalnie się skoncentrować na zdobywaniu nowych umiejętności i uczeniu nowych, praktycznych rzeczy. Dopóki nie jesteś w stanie za coś zapłacić, by zlecić coś komuś doświadczonemu, wszystko zależy od Ciebie i Twojego samozaparcia. Tak, to wiąże się z zapierdolem. Ale innego skutecznego sposobu nie znam na tym etapie. Unikaj mówców motywacyjnych Najważniejsze zasady odnośnie motywacji zawarłem powyżej. Unikaj takich szkoleń, mówców motywacyjnych. Dlaczego? Bo tego typu imprezy, prócz chwilowego napompowania prywatnego hype'u nie dają wiele wartości. Gdy euforia opadnie, wraca i dopada ponownie tzw. "mistrzowska bezczynność". Nie bądź "motivation junkie", który jeździ z imprezy na imprezę i pompuje swoje ego, a tymczasem zmian zawodowych brak, ponownie jak prywatnych projektów, do których miało się tak górnolotne i ambitne plany. Szkoda czasu. Jak znaleźć, co chcę w życiu robić? Niewielu z nas wie we wczesnych latach życia, co chce w życiu robić. Jeżeli nie jesteś z rodziny prawniczej, lekarskiej, nie czeka na Ciebie klinika czy kancelaria, nic straconego. Będzie trudniej, to oczywiste. Jestem zdania, że we wczesnych początkach swojej kariery zawodowej, gdy nie mamy jeszcze sprecyzowanych oczekiwań "co dalej", warto trafić do niewielkiej firmy, gdzie często nie będziesz miał konkretnego, spisanego od A do Z zakresu obowiązków. Dzięki temu zyskujesz szanse na poznaniu w praktyce wielu kompletnie nowych rzeczy, wśród których być może znajdziesz obszar, który najbardziej Cię interesuje i przypada do gustu. Wiele wówczas zależy od Ciebie i Twojego zaangażowania w temat. Jak dla mnie, to świetna szkoła życia i "rozpoznanie bojem", ułatwiające dalszy rozwój zawodowy. Korporacja, ze ściśle sprecyzowaną ścieżką kariery to ciekawy wybór, ale gdy już lepiej wiesz, co Cię interesuje, a nie gdy w głowie masz jeszcze mętlik. Rób więcej, niż się od Ciebie oczekuje Dlaczego? Bo najwięcej na tym skorzystać Ty. Nawet jak trafisz na kiepską pracę, kierując się ww. zasadą - masz szansę dzięki niej nauczyć się więcej, nic Twój konkurent. Rób to przede wszystkim dla siebie, dla swojej przyszłości, nie dla szefa. Oczywiście, normalny przełożony to doceni. Nienormalny przełożony widząc Twoje zaangażowanie nie powie i nie zrobi nic pozytywnego, jedynie przykładowo zwiększy Ci plany. Tych drugich unikaj jak morowej zarazy. Sami sobie szkodzą. A gdy trafi się taka praca, w której masz np. masę wolnego czasu, bo siedzisz np. na ochronie? Tym lepiej. Zamiast oglądać filmy i grać na laptopie dla zabicia czasu, jedziesz z tematem i uczysz się nowych rzeczy. I jeszcze zapłacą Ci za to Jak się za to zabrać. Nie dam rady, to dla mnie za trudne! Niezależnie od tego, czego chcesz się nauczyć, najważniejsza jest systematyczność. Cholerny, pieprzony truizm. A jakże prawdziwy. Chcesz np. podszkolić szlify w angielskim? Przynajmniej raz dziennie poświęć te piętnaście minut czy pół godziny, by zrobić coś dla siebie i własnego rozwoju w tym temacie. Masz Netflixa, Amazona czy HBO? Oglądaj filmy i seriale w oryginale, szczególnie brytyjskie. Na początku unikaj produkcji ze slangiem czy lokalnymi naleciałościami językowymi. Czujesz się słabo w temacie? Następnym razem zainstaluj sobie grę ze Steama, w oryginalnej, angielskiej wersji językowej. I graj Połącz przyjemne z pożytecznym. A na telefonie otwórz sobie np. diki.pl, by zapisywać i tłumaczyć zwroty, których nie rozumiesz. Osłuchuj się z językiem. I gadaj, gadaj, gadaj. Nawet do siebie, nawet w grupie znajomych, nawet kalecząc język, co czyni z pół świata i nie boi się mówić. Podstawowy problem z językiem to przełamać strach przed jego używaniem, "bo się zbłaźnię" etc. Nie zbłaźnisz się. Jak się uczyć, to mądrze i od praktyków Jeżeli wiesz, że opanowanie pewnych rzeczy, przydatnych dla zawodowego rozwoju na własną rękę będzie za trudne, poszukaj praktyków. Tylko i wyłącznie praktyków. Jeżeli się uczyć, tylko od nich. Masa rynku jest zepsuta szkoleniami jak zarobić, by się nie narobić, jak zostać milionerem w rok, doskonałym sprzedawcą, prowadzonych przez teoretyków, którzy przykładowo dnia nie przepracowali w sprzedaży. Unikaj tego. Jeżeli uważasz, że jakieś studia podyplomowe istotnie pomogą Ci w karierze, sprawdź listę wykładowców. Sprawdź, czy nie dominują tam zawodowi akademicy, czy branżowi praktycy, nadal w tej branży funkcjonujący i posiadający doświadczenie. Fakt, nie każdy praktyk nadaje się do przekazywania wiedzy, ale to po stronie uczelni leży weryfikacja tego faktu. Warto o tym pamiętać. Nauczysz się czegoś nowego - od razu wdrażaj! Najgorsze, co można zrobić to stale zdobywać nową wiedzę a nie wykorzystywać jej w praktyce. Cokolwiek pożytecznego, praktycznego się nauczysz - wdrażaj jak najszybciej. Do swojej pracy zawodowej, do firmy, do prywatnych projektów. Nie kieruj się myśleniem typu - "hmm, tego jeszcze nie umiem, więc nie podejmę działania. Na to jeszcze za wcześnie". Nie, nie jest za wcześnie. Ważną wiedzę do zdobycia podziel na segmenty i kawałeczki, po czym od razu wdrażaj w praktyce w to, czego się nauczyłeś. To niesamowicie cieszy i pozwala utrzymać motywację na wysokim poziomie. Duże projekty "obgryzaj" po kawałeczku Gdy zabierałem się do uruchomienia swojej pierwszej dużej usługi SaaS-owej, byłem autentycznie przerażony. Ogrom pracy, który musiałem wykonać po stronie merytorycznej, by dostarczyć "wkładu" do tej usługi spędzał mi sen z powiek. To była robota przynajmniej na kilka miesięcy. A ja obłożony książkami, notatkami, segregatorami, ustawami i rozporządzeniami miałem cholernego stracha. W takich przypadkach najlepiej pomaga przeczytanie bądź wysłuchanie króciutkiej książeczki "Zjedz tę żabę" Briana Tracy. Gdy projekt (nawet taki z gatunku ogromnych) podzielisz na części, je z kolei na kolejne segmenty, te znów na szczegółowe zadania ogrom zadań, które chcemy wykonać przestaje przerażać. Zawsze lubię wracać do tej pozycji. Świetna rzecz. Zadbaj o wizerunek w społecznościówkach Dopóki jesteś na etapie, że CV jest wykorzystywane w rekrutacji i samo nazwisko nie wystarczy, nie zapominaj o mediach społecznościowych. Mało znam rekruterów, którzy by nie filtrowali kandydatów pod kątem tego, co zamieszczają w swojej "prywatnej" przestrzeni sieci. Przykładowo - zdjęcia z różnych "libacji", klubowych czy prywatnych, zostaw dla bliskiego otoczenia, jedynie w swoim telefonie. Nikt Ci oczywiście wprost nie powie, co konkretnie zdecydowało o odrzuceniu takiej, nie innej kandydatury, ale społecznościówki to jedna z przyczyn. Pewnych rzeczy unikaj dla własnego dobra. Przygotowuj się do każdej rozmowy kwalifikacyjnej Nie mówię tutaj oczywiście o kwestii doświadczenia czy posiadania twardych i miękkich skilli, które są wymagane i przydatne w miejscu, do którego aplikujesz. Zbyt często widziałem przypadki, gdy kandydat zapominał języka w gębie gdy pytano go o firmę, kto ją prowadzi, czym się firma zajmuje, co ciekawego ostatnio się w niej działo etc. Sporo osób o to pyta. Nie mówię oczywiście, byś na pamięć znał przychody czy EBITDĘ z trzech ostatnich lat, ale poznaj podstawy. Wystarczy do tego z reguły ich strona internetowa. To takie podstawy i liźnięcie tematu. Każdy z nich można rozbudować. Są też narzędzia, pomagające w projektach, lektury, które znać trzeba itd. Ale to tematy na kolejną część
  25. 43 points
    Czołem Waszmościom! Wątek tworzę trochę jako pamiętnik moich obecnych myśli i przemian oraz po to, aby dedykować go braciom mniejszym (piszę mniejszym mając w myśli wiek oraz to, że patrzę na wasze frustracje seksualną tak trochę z ojcowskim potakiwaniem i czekam aż będzie braćmi większymi od tych, którymi jesteście obecnie), którzy w ostatnim czasie używali bardzo mocnych określeń dotyczących swojego psychicznego zdrowia oraz tego, czy zasługują na życie. @bassfreak @ZortlayPL @Słowianin @Levis i każdy inny, którego nie kojarzę a identyfikuje swoją życiową porażkę i szuka usprawiedliwienia w redpillowych definicjach. Nie wiem czy to materiał pod dyskusje, mam jednak nadzieję, że pomoże wam w zwiększaniu swojej świadomości. Podkreślam, że to moje subiektywna wizja męskości i każdy winien wykuć własną. Jeśli Analconda zechce wtrącić swoje 3 grosze to uprzejmie proszę, aby tego nie robił, nie jestem w stanie nikomu niczego zabronić więc grzecznie proszę. Chyba, że będzie to myśl pozbawiona indoktrynacji i myślowego betonu okraszonego regułkami ale nie podejrzewam takiej sytuacji. W ostatnim czasie dużo czasu spędzam pracując w renesansowych budynkach, zatem ubierzmy się w odrobinę godności i lekkości. Jestem mężczyzną dosyć przystojnym, nie wiem jak bardzo ale na tyle, żeby w życiu nie zabiegać jakoś specjalnie o kobiety. Do tego artystą plastykiem, co ułatwia mi wiele elementów (hehe), jednak to bzdety. Ostatnimi czasy doszło do mnie, że nie jestem pociągający dla kobiet a ciekawy. To bardzo ważna różnica, ciekawość to pewna fanaberia dla kobiet, byłem zaspokojeniem fanaberii a wydawało mi się zgoła inaczej, chełpiłem się "powodzeniem" traktując to jako element budujący poczucie własnej wartości (alarm!). To jest dokładnie to samo o co zabiegacie wy bracia mniejsi, lecz w innej formie tak samo jesteście w błędzie jak i byłem ja. Przy czym bardzo istotne jest, abym zaznaczył, że długi okres bez żadnej relacji fwb, związku, nie był i nie jest dla mnie problemem. Mam libido jak każdy ale od kiedy zacząłem szukać czegoś więcej, od razu więcej zaczęło się wyjaśniać. Zajmujecie się matematyką i algebrą rozważań tego co należy i jak zrobić, aby zwiększyć SMV blablabla ale nie ma tu żadnej intencji miłości i szacunku własnego. W efekcie rośnie w was frustracja którą pragniecie zaspokoić pokrętnymi teoriami o kobietach, te baby ciągle są jakimś problemem, jednak to problemem jest to że nie zostaliście uzbrojeni w męstwo. ZBROJA! Jest coś bardzo interesującego w kulcie zbroi, uzbrojenia lub narzędzia. Mężczyzna potrzebuje narzędzia niestety w dzisiejszych czasach nie jest to aż tak oczywiste, więc gubimy się. Jako 19 latek z absolutnie idiotycznych względów odbyłem służbę wojskową, choć nie żałuję. Tam zrozumiałem ile Lucyfera tkwi w tym kawałku blachy zwanym AK-47, jednocześnie pierwszy raz w życiu zrozumiałem idee narzędzia i ich znaczenie. Wiele lat upatrywałem męskość w iluzorycznej sile, motywie inicjacji (wojsko) aby później przejść do równie iluzorycznego przekonania, że fakt bycia artystą i łatwość do kobiet czyni mnie lepszym. Nie chodzi oto, jak wiele ich było i czy było ich wiele, obiektywnie to była średnia, bo byłem rycerzykiem i nie chciałem "krzywdzić", więc często miałem opory, albo nie chciałem, aby "nie pomyślała sobie, że taki jestem" 😂 ale moja moralność z tamtego okresu to szambo, bo posuwałem też mężatki, wyrzuciłem to już w mrok dawno. Co jest istotne, pozorny brak problemu z kobietami był takim samym motywatorem jak wasz z nimi problem, zatem rozwiązanie tej kwestii nie jest rozwiązaniem problemu. Dziś mam swój zestaw narzędzi i jak się tak nakuje, nadłubię jak dzik i stoję uwalony pyłem i patrzę na efekt mojej pracy czuję-się-prawdziwym-mężczyzną. Robiąc coś co ma wartość, wartość dla mnie, jest trudne i na co pracuję od wielu lat, ten znój i to wyzwanie czyni mnie mężczyzną nie ma w tym obrazku absolutnie nikogo innego, żadnej durnej dupy, której chce imponować, ani publiczności jest cisza a pył fruwa po katedrze. Nie robię z tego insta stories czy innego gówna, jest cisza jestem w tym sam i sam to przeżywam. Dłonie bolą jak oszalałe i i kiedy idę sobie na kawę na ryneczek w trakcie, ani myślę myć moich dłoni, dłonie które mogą odbierać życie, kuć, wytwarzać, dzierżyć, bronić. Co więcej po wszystkim biorę prysznic dopiero w domu z boku wyglądam jak tynkarz, ominą mnie spojrzenia tych wszystkich pięknych eleganckich Pań, które pewnie chciałyby szejka, ale nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Czy ty masz swoje narzędzia? OJCIEC Miałem z ojcem straszne przeboje, nie oszczędzał mnie ani rodziny, jednak życie nie oszczędzało ani mnie ani jego. Nie był złym człowiekiem, starał się wyszło jak wyszło, słabość triumfowała ale była też miłość. Niedługo będzie kolejna rocznica jego śmierci, rocznica podczas której przypominam sobie jak pijany szarpał mnie i dar ryj i jak wiele złości było mojej do niego. Potem gdy nauczyłem obchodzić się z dłońmi pokazałem mu co potrafią i jaki byłem dumny. Sprowadzić ojca do ziemi, uderzyć w twarz, to jest kurwa grzech śmiertelny, jasne, że czasem nie ma wyboru ale ja mogłem odpuścić nie odpuściłem chciałem, żeby poczuł cokolwiek, żeby w końcu zobaczył, że nie można lecieć w ch** ciągle. Przepraszam tato, tego nigdy nie powiem, ani kocham. Dziś widzę, że ojciec była mega redpillowcem, dużo rozumiał był niestety za słaby wiele tej wiedzy by mi pomogło, i żałuję że nigdy z nim o tym nie porozmawiam. W relacji z ojcem zaklęta jest miłość własna i szacunek, szacunek do siebie rodzi wszystko co najważniejsze. Mam takie szczęście dzięki paru kuzynom, że posiadamy zdjęcia/obrazy przodków i mogę popatrzeć bezpośrednio w oczy swoim przodkom aż do XVIII wieku. Rozwiesiłem sobie w pracowni reprodukcje od ojca do 4xpradziadka wiem, że przez wzgląd na historię Polski nie każdy ma taką możliwość ale każdemu tego życzę. Mogę się im przypatrzyć a oni patrzą na mnie, wszyscy moi ojcowie, nasze przywary i talenty, ułomności i demony z jednej krwi. To daje mi spokój, spokój rodzi refleksje, wychodzi słońce i zaczynasz jasno myśleć. W obliczu pracy jaką staram się wykonywać ze sobą, a jest tego trochę pusty śmiech mnie bierze gdy myślę, że powinienem "podwyższyć swoje SMV i kupić nową koszulę". Nie neguje tego oczywiście ale tak mało zajmujemy się istotą własnego człowieczeństwa a zajmujemy się tym, co pomyśli sobie obca dupeczka, czy uda Ci się być czyjąś fanaberią czy wyglądam dobrze? Piszę dupeczka celowo, bo prawdziwa i mądra kobieta to inny gatunek. To jest bracia mniejsi waszym problemem, to jest wasza największa zagwozdka akceptacja zewnętrzna, kiedy to nie zajmujecie się tym co w środku. NIe chce się wam żyć "nie mam szans" w jakiej ku*** kategorii? Gdzie jest ten wyścig, gdzie jest meta, gdzie jest puchar? Wyścigu nie ma, mety też, puchar macie w sobie tylko nie jeszcze tego nie wiecie. Wzywam was, abyście zaprzestali łatać dziury dookoła definicjami i rozgrzebywali zdawkowe rady. Rozbierzcie siebie na części pierwsze, rozbijcie, rozwalcie rozpierdolcie wszystko i kawałeczek po kawałeczku, oglądając każdy kamyczek ułóżcie to wszystko na nowo. Ty i ojciec z jakiego jesteście kamienia? Rozpieprzcie ten dziadowski monument z którego jesteście stworzeni i który pozwala wam na upadlanie się, plucie na siebie, zabieganie o uwagę. Czytam te wpisy i powiadam wam to jest gówno nie kamień, szlam i syf, który połykacie i dziwicie się, że macie nadkwasoty. Kamyczek po kamyczku ułóżcie wszystko na nowo, chuchajcie na każdy kamyczek, każdy szlifujcie z nabożną miłością i szacunkiem, uwielbieniem i pasją. Każdy najmniejszy z którego jesteście stworzeni, stwórzcie pomnik i niech stoi na wieki. Poszukajcie sami swoich definicji, postawcie sobie sami odpowiednie pytania. Tak dziś subiektywnie myślę, to są myśli na dzień dzisiejszy, jednej Tylko osoby. Wszystko w waszych DŁONIACH. p.s Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet dla piękny Pań! Żartowałem ku*** jeb** te bzdury, wszystkiego dobrego wszystkim Panom i Paniom z okazji słonecznej niedzieli.
  26. 42 points
    Niestety youtube natychmiast za taką audycję skasowałby mi kanał, więc wrzucam na samiectv. I skoro ktoś z Braci gratuluje Pani twierdzącej że Polacy mordowali żydów, i tego że teraz jej stwierdzenia staną się znane na całym świecie (skoro nawet Polka o tym mówi, to pewnie to prawda), co na pewno wpłynie na 447... to ja mogę wyrazić swoją niechęć dla tego rzekomo wielkiego dla Polaków zdarzenia. Moim zdaniem ta nagroda nie jest przypadkiem, ma posłużyć do zwiększenia nacisków na Polskę w sprawie zapłacenia 300 miliardów dolarów... no ale ludzie nie łapiący przyczyn i skutków się cieszą, nie rozumiejąc że stryczek się zaciska. https://samiectv.com/2019/10/10/nobel-dla-pani-olgi-tokarczuk-jest-nieszczesciem-dla-polski-i-polakow-samiectv-pl/
  27. 42 points
    Kiedyś opisywałem tutaj przypadek mojej koleżanki (singielka,32 lata) z pracy, która się czepia wszystkich, a w szczególności facetów i publicznie ich wyśmiewa i stara się w oczach innych koleżanek ośmieszyć każdego faceta w pracy. O tutaj o tym pisałem. I dzisiaj mieliśmy "ciekawą" rozmowę, oczywiście publicznie przy innych pracownikach, na tyle ciekawą że stwierdziłem że muszę to napisać na tym forum. Jesteśmy wszyscy na przerwie, pijemy kawe, gadamy na luźne tematy, oczywiście ona przoduje w opowiadaniu o sobie z cyklu "co to nie ja" - akurat się chwaliła że często chodzi na siłownię. Ok, wszyscy słuchamy, nikt się jej nie czepia, normalna rozmowa. Nagle ona się zwraca do mnie przy wszystkich: "a Ty też powinieneś zacząć chodzić na siłownię, faceci to naprawdę lenie" Ja odpowiadam "a czemu się mną interesujesz? ja sportu uprawiam więcej niż Ty" Ona: "taaa, chyba siedząc w domu" Ja: "nie, nie jestem Tobą" Ona: "a co Ty taki niemiły jesteś?" Ja: "to Ty wiecznie się czegoś czepiasz" Ona: "aaa bo mnie wkurzasz" Ja: "ja Cię wkurzam? czym?" Ona: "Bo nie masz dziecka ani żony! Ożeniłbyś się, zrobił dziecko, to byś w końcu żył normalnie!!! Wkurzają mnie tacy faceci co tak żyją jak Ty bez zobowiązań" Padłem. Ale pociągnąłem temat dalej. Ja: "ja nie narzekam na swoje życie, ale to Ty już w tym wieku powinnaś mieć dziecko i męża, skoro tak uważasz " Teraz ona padła. Coś tam pod nosem powiedziała i wyszła.
  28. 42 points
    Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Przegryw, stulejarz, szaraczek... chuj mnie to obchodzi, jak mnie ktoś tak nazwie. Sam tu trafiłem wychodząc z największego życiowego koszmaru, który zafundowała mi taka jedna pizda zwana moją byłą żoną. Dzisiaj ta pizda wydzwania, błaga o przebaczenie a zablokowana nasyła pół rodziny po prośbie. Więc? Kto tu jest przegrywem? A forum pomogło mi bardziej, niż najlepszy przyjaciel.
  29. 42 points
    Długo na to czekałem i się doczekałem. Zrobiłem sobie nowy uśmiech. Zdjęcie przed i po. Nawet nie wiecie jaki jestem dzisiaj szczęśliwy, w końcu mogę normalnie się uśmiechać po 3 latach.
  30. 42 points
    Panowie, jest nadzieja dla nas ojców i dziś właśnie się o tym przekonałem. Jakiś czas temu pisałem o mojej byłej żonie, której totalnie odbiło po tym, jak dołączyła do mnie w Polsce moja kobieta - Afrykanka. Zaczęło się nastawianie przeciwko mnie naszych dzieci, utrudnianie kontaktów a także pomówienia, wyzwiska i wykpiwanie mojej kobiety w wiadomościach wysyłanych przez nią do moich znajomych. Równolegle w sądzie rodzinnym założyła sprawę o uregulowanie moich kontaktów z dziećmi (czytaj: sprawę o wyjebanie ojca z życia dzieci), której kluczowym elementem było żądanie, by moja czarnoskóra dziewczyna broń boże nie oddychała nawet tym samym powietrzem co dzieciaki, nie miała do nich dostępu i w ogóle najlepiej bym ją kneblował i zamykał w piwnicy na czas odwiedzin dzieci u mnie udając, że mieszkam sam, co by ich nadmiernie nie stresować. Moje kontakty natomiast z trzech weekendów w ciągu miesiąca miały się sprowadzić do niespełna 12 godzin miesięcznie rozbitych na dwa dni. Dziś była rozprawa. Nigdy wcześniej się tak dobrze nie bawiłem. Sędzina (tak, pani sędzia, rodzaj żeński) rozjechała moją ex żonę na placek niemalże tak, że po ścianach krew tryskała. Laska przepierdzieliła dosłownie wszystkie swoje postulaty, ja dostałem dużo większą swobodę kontaktów z dzieciakami i pełne przyzwolenie na kształtowanie rozwoju relacji mojej kobiety z dziećmi (z czego akurat nie chcę korzystać, ale to temat na inną opowieść). Wszystko to grzecznie, stanowczo i w białych rękawiczkach. Nawet nie musiałem specjalnie argumentować. Sędzina (Pani Sędzia - przez duże "P" i duże "S") wiedziała wszystko. I zaorała alienatorkę. Zwieńczeniem dzieła zniszczenia było zobowiązanie matki dzieci do współpracy z psychologiem dziecięcym w celu ponownego otwarcia naturalnej ciekawości dzieci na obcą, afrykańską kulturę mojej dziewczyny. Powód: wcześniejsze rasistowskie zachowania matki i babci dzieci względem mnie, moich zagranicznych kontrahentek a także mojej partnerki. Aż śmiać mi się chciało, kiedy moja ex z całą mocą i stanowczością (i totalnie wbrew przedstawionym dowodom jej rasizmu) stwierdziła, że ona nigdy nie nastawiała dzieci przeciwko osobom innego koloru na co Sąd stwierdził, że "to świetnie, to nie będzie pani miała problemu z wypełnieniem zobowiązania". Zobowiązanie wpisane w ugodę i do protokołu. Sama sprawa zaś została umorzona. I teraz panowie, kilka rad dla Was, jeśli chcecie. Mi pomogły: - "ugryzienie" problemu na sali sądowej od strony potrzeb dzieci a nie potrzeb ojca, na zasadzie: "mój syn potrzebuje regularnego kontaktu z mężczyzną" a nie "lubię z synem spędzać czas". W praktyce sprowadza się do tego samego, ale sądu nie interesuje nasza osoba. Kluczowe jest dobro dziecka i z jego perspektywy trzeba argumentować swoje stanowisko. - spokój, spokój i jeszcze raz spokój, brak ataku na matkę, ewentualnie spokojne stanowcze odnoszenie się do faktów, - szacunek do sądu. Tu chyba moja ex przegrała już na wstępie, robiąc kwaśne miny i gadając do sądu jak do sprzedawczyni. To mocno kontrastowało do mojego "tak, wysoki sądzie", "nie, wysoki sądzie", "trudno mi powiedzieć, dlatego zdaję się na mądrość wysokiego sądu" itd. - doskonałe zorientowanie w potrzebach dzieci, które czerpię z wywiadówek i regularnych spotkań z dziecięcym psychologiem, - wielokrotnie deklarowana chęć współpracy z matką (w pismach procesowych i na sali sądowej), - dowody z ostatnich dwóch i pół roku - korespondencja, paragony, zdjęcia. Taka sugestia - zbierajcie wszystko, co macie i nie wywalajcie niczego. Nawet paragonu z Pepco na szampon dziecięy za 3zł. Ja dzięki temu byłem w stanie udowodnić, że mojej ex żonie regularnie odbija na tle rasistowskim, dysponując argumentami z trzech lat włącznie i że regularnie dbam o dzieciaki reagując na sytuacje kryzysowe. Życzę powodzenia braciom będącym w sytuacji podobnej do mojej. Idę otworzyć szampana 😉
  31. 41 points
    Miesiąc. Jeden miesiąc. Gdyby wszyscy mężczyźni symultatywnie zmówili się i przestali aktywnie partycypować w rzeczywistości, to tyle czasu by wystarczyło, żeby cały ten śmieszny świat pierdolnął. Śmieciarze, kierowcy tirów, kucharze, złote rączki, mechanicy, inżynierowie, programiści, budowlańcy, piloci itd., itp., oraz crème de la crème naszej cudownej płci, czyli biali rycerze - wszyscy jak jeden mąż nie robią nic przez jeden miesiąc, oddając się temu, czemu tylko ich strudzone dusze chcą. Co by się wydarzyło? Śmieciarze Dżesice życie płynie jak w bajce, jednak pewnego dnia zauważa, że kubły ze śmieciami przed jej domem są pełne już od dwóch tygodni, a kolejny wór czeka... W efekcie załamuje ręce i robi ze swojego podwórza chlew, który mógłby posłużyć za alegorię Sodomy i Gomory. W ramach walki ze złym samopoczuciem idzie na zakupy, żeby poprawić sobie humor. Kierowcy tirów Dżesika udała się na cotygodniowe zakupy, ale po przekroczeniu progu sklepu okazało się, że jest coś pusto na półkach... Nie ma już jej ulubionego kremu do cery delikatnej, pasty do zębów, fit herbatników... What the fuck? Dżesika zaczyna się czuć jak w ukrytej kamerze. Kucharze Z nerwów zgłodniała, więc udała się do ulubionej restauracji, ale od dwóch tygodni ponoć nie było tam ich szefa kuchni, po usłyszeniu czego żołądek zagrał jej marsza... Programiści Mówiłem już, że Dżesika zawsze wrzuca focie z jedzenia na mieście na Instagram? Tyle że nie wie, że programiści od jakiegoś czasu nie aktualizowali aplikacji i coś się krzaczy, apka wywala jej jakiś bląd; nikt się nie dowie, że nie siedzi w domu jak jakaś przegrywka... Wpadła na genialny plan! Skoro nie Instagram, to może Facebook? Co prawda, tam ma tylko kilkuset znajomych, a nie dziesięć tysi falołersów, ale jak się nie ma, co się lubi! Złote rączki Dżesika może nie pojadła, ale przynajmniej zrobi sobie selfie z logiem restauracji w tle na Facebooka, tyle że literka w logo spadła z witryny i restauracja zamiast Canal, nazywa się Anal - trochę przypał - a kelnerka mówi, że pan Wiesław od napraw nie odbiera telefonu od dwóch tygodni, a zawsze był pod ręką... Mechanicy Sfrustrowana Dżesika wsiada do auta i wraca do domu, bo przypomniała sobie, że w spiżarce, ma jeszcze zeszłoroczne ogórki i butelkę wina - będzie co jeść - ale po drodze łapie gumę i musi zadzwonić po Assistance. Odbiera Jarek i mówi, że on to pierdoli, bo gra w Wiedźmina; niech se sama zmieni i rzuca słuchawką. Dżesika z bezradności roni pierwszą łzę dzisiejszego dnia... Inżynierowie Dżesika zostawia samochód i wraca na piechotę do domu, ale podnoszony most, którym zawsze wracała, nie został opuszczony po zeszłomiesięcznych naprawach, więc musi popierdalać naokoło - zaczyna zastanawiać się, czy to nie jest jakiś koszmar... Budowlańcy W drodze powrotnej napotyka zamkniętą budowę i żeby dostać się na drugą stronę, musi wspiąć się na mur i przejść przez drut kolczasty, w wyniku czego kończy z raną ciętą na brzuchu. Zazwyczaj wystarczyło, że zatrzepotała rzęsami, a chłopaki już by jej pomogli, ale na horyzoncie żadnego frajera faceta... Piloci Dżesika dzwoni do swojego orbitera, który jest pilotem, ale niestety jest tak paskudny, że nigdy by mu nawet nie dała, ale teraz nie o tym - pilot ma własny helikopter i raz po nią przyleciał, więc teraz pewnie zrobi to znowu, zwłaszcza, że kałuża krwi się powiększa. - "Halo, Stefan, nie uwierzysz, bla, bla, chlip, bla, chlip, chlip, weź przyleć". - "Pojebało?". Biali rycerze Na domiar złego Dżesika od dwóch tygodni nie dostała żadnego lajka, zaczyna popadać w depresję, bo jej zbudowana na wątłych fundamentach samoocena nie dostaje już regularnej walidacji... Pojawiają się pierwsze myśli samobójcze, a zresztą i tak się zaraz wykrwawi. To tyle w kwestii męskiej egzystencji i możliwych konsekwencjach jej braku na tym świecie. Co do kwestii romantycznych - gra jest ustawiona, a karty oznaczone, więc wstajesz od stołu. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  32. 41 points
    Osobiście nienawidzę żargonu redpilla, ale teraz muszę go użyć. Ta teoria prawdziwa jest bardzo połowicznie, bo odrobinę jest.. od beciaków dla beciaków, którym coś się jednak wydaje, oni wiedzą że gra, ale nie wiedzą w którym kościele. Jeżeli ktoś teraz nie ma "ręki" do kobiet to nagle w żaden magiczny sposób nie nabierze jej, kiedy już zarobi. Przeciwnie - gdy całe życie kobiet nie miał i był na nich przeźroczysty, to staje się IDEALNĄ ofiarą do żerowania dla ZNACZNIE bardziej ogarniętych w te klocki paniach. Haj potrafi zrównać człowieka z ziemią i taka osoba bez wcześniejszych doświadczeń może skończyć po prostu tragicznie. To jakby załączyć bardzo trudną grę na najtrudniejszym poziomie, i w momencie gdy ktoś miał bardzo mało do czynienia z grami. Kolejna rzeczy - jak działają mechanizmy obronne związane z prokrastynacją? "Jakoś to będzie", "zrobi się to, ale później" itd. - sugestia jaką sobie serwujemy polega na tym, że przyszłość BĘDZIE lepsza, ale oczywiście nie teraz, często serwowana iluzja polega na myśleniu magicznym - to się samo zmieni, wystarczy poczekać, czas leczy rany itp. itd. Polega to też na niekończącym zdobywaniu wiedzy o kobietach, zasada jest prosta - "rób wszystko, żeby unikać kobiet (a konkretniej - trudnych emocji związanych z ewentualną porażką)". Z drugiej strony, pieniądze przyciągają kobiety, w drugą stronę to raczej nie działa. Im pieniędzy więcej, tym szanse na kopulacje większe. No ale bez przesady - pracować 10 czy 20 lat, żeby sobie puknąć pannę, która przychodzi, żeby orżnąć frajera? Nie oszukujmy się, że jest WIELE młodych dziewczyn, które chętnie pokażą się w swoim towarzystwie równolatków z 40to latkiem. Sprawny uwodziciel, który poluje na ulicy/w klubach/gdziekolwiek, który milionerem nie jest, ale zna się na rzeczy będzie miał życie z kobietami lepsze o wielokroć niż nasz niedoszły bogacz, który bazuje na myśleniu magicznym, uciekając w mechanizmy obronne, które niszczą mu życie. Kolejne czynniki, których nie uwzględniłem - zdziwaczenie, poczucie bycia wyrzutkiem społecznym, zmiany na ciele związane ze starzeniem np. łysienie, zmarszczki, słabsze ciało itd. Na ten temat można się sporo rozpisać, ale moje zdanie jest takie. Jeżeli ktoś nie zarabia tragicznie, nie żyje w skrajnych warunkach, nie wygląda masakrycznie źle, a jednocześnie naczytał się durnych teorii o szczękach i unika kobiet "bo kiedyś same przyjdą, jak już będę bogaty", udaje że białorycerzem nie jest (jak ja nienawidzę tych słów, tragedia) a jednocześnie w głębi serca ich pragnie przy czym boi się ich i w myślach poniża, to jest po prostu kretynem. Doświadczenie się zdobywa w boju, nie na pornhubie, youtubie i teoretyzując w myślach. Takie myślenie przypomina mi osoby, które są młode i nie dbają zupełnie o siebie. "A tam, mogę rzucić palenie w każdej chwili, ale nie chcę teraz". "Po co mam trzymać dietę, jak będę starszy to to zrobię". A potem cyk, cukrzyca, rak czy inna cudowna sprawa. Innymi słowy - ucieczka przed rzeczywistością i prawdą. NIKT nie wykona za nikogo pracy polegającej na nauce kobiet i ich natury w praktyce, a ona najczęściej trwa latami. Umiejętności nie przychodzą z powietrza, a z praktyki. Bardzo współczuję osobom, które poświęcają tak dużo, żeby w wieku około 30-40 lat mieć seks, który nie jest płatny i liczony w minutach, bo coś od kogoś usłyszały czy przeczytały. Prawdziwy rozwój jest harmoniczny i przebiega w każdym możliwym aspekcie równomiernie. Jeżeli nie jest, to psychika natychmiast się o to upomni. A jeżeli ktoś nie ma innej opcji i nie ma zupełnie dostępu do kobiet - pozostaje współczuć i wręcz modlić się, żeby taka osoba, która po czasie pomyśli, że złapała pana Boga za nogi, nie została przybita do krzyża.
  33. 41 points
    Chciałbym zwrócić uwagę, na pewien trend obecny na naszym forum który można z łatwością zauważyć przeglądając je regularnie. Trend ten objawia się wśród bardzo dużym procencie naszego forum, u osób które nic się nie nauczyły, lub nie chciały się nauczyć. Wyobraźmy sobie że jest Krzyś, Krzyś żyje sobie w Warszawie, pracuje w korpo, ma 20 lat, spotyka się z atrakcyjną brunetką która niestety od Krzysia wolała jego portfel. A więc po kilku wspaniałych miesiącach polegających na tym, że Krzyś kupował swojej kobiecie drogie prezenty, pożyczał jej pieniądze, był jej podnóżkiem, ale też tamponem emocjonalnym w zamian za włożenie swojego przyrodzenia w jej genitalia i pomachanie nim kilka razy, było tak aż do końca... no właśnie czego? Czy można to nazwać związkiem? Aż do końca tej nieoficjalnej umowy sponsoringu. Pani ostatecznie znudziła się kompletnie Krzysiem, a poza tym to poznała takiego jednego glinę, któremu już nie raz popuściła co nieco "będąc" z naszym głównym bohaterem. Jest to jeden z bardziej kolorowych scenariuszy, ponieważ Krzyś, nie musi płacić alimentów, nie był też z brunetką żonaty i w żaden inny sposób związany. Krzyś jednak będąc młodym i niedoświadczonym, czuje straszny żal z tego powodu, ma pretensje do wszystkich, jest wkurwiony na wszystko i wtedy znajduje złoty graal. Tym złotym graalem jest forum braciasamcy i radiosamiec, Krzyś zakłada temat w dziale ŚWIEŻAKOWNIA i opisuje swoją historię, pyta jak ją odzyskać, co zrobił źle, czy może nie był wystarczająco dobry? Myślę ze schemat bardzo dobrze wszystkim nam znany, ale nie chcę odchodzić od tematu. Krzyś dostaje złote rady od elity forumowej, jak i od mniej doświadczonych użytkowników, za ich namową słucha radia samiec i kupuje książki Pana Marka zgłębiając tajemnice kobiecej psychiki. Przychodzi mu to z lekkim trudem, dowiaduje się jakie mechanizmy prowadzą kobietę do różnych działań, na czyj widok robi się im mokro, jak myślą i co czują kobiety. Wiadomo że są to dla nas zachowania nielogiczne, irracjonalne, skomplikowane i kompletnie inne niż to co przedstawił nam mainstream. Nasze jaskiniowe, męskie, nabuzowane testosteronem małe mózgi nie są w stanie zrozumieć tak skomplikowanej i wysoce zaawansowanej maszyny jaką jest kobieta, ale jesteśmy w stanie zrozumieć przyczyny i skutki zachowań kobiety i dzięki forum nabrać trochę teorii, aby później metodą prób i błędów uczyć się praktyki. I wykorzystać tą wiedzę w taki sposób aby polepszyć swoje życie z kobietami. Ale ale, co z tym Krzysiem? A no Krzyś po poznaniu wiedzy tajemnej obraził się na cały wszechświat, kobiety całkowicie odrzucił, obrażając je na forum i poklepując się po plecach z resztą MIZOGINÓW, tak użyję tego niewygodnego słowa bo moje jaja po sterydach się skurczyły i chciałbym je odzyskać. Mówi ciągle o tym jakie kobiety są głupie, próżne, leniwe, lecące na kasę i w ogóle to najlepiej by je zakuć w kajdany żeby dawały dupy, wychowywały i sprzątały. Tak proszę państwa na naszym forum są wieczni mizogini (mizoginia- nienawiść do kobiet) którzy tylko niszczą nasze dobre imię chcąc wylać gdzieś tą frustrację. Puentę wywnioskujcie sobie sami. Jeszcze tylko dwa punkty na zakończenie: 1. Myślę że mizoginia to jeden z etapów odkrywania prawdy na temat relacji damsko-męskich przełykania czerwonej tabletki, skutek uboczny który powinien zniknąć po kilku kolejnych dawkach. U niektórych zostaje na zawsze. Bronię w ten sposób użytkowników którzy dopiero przybyli na forum i powoli wdrażają się w temat. 2. Przypomnę fragment credo forum, tak często zapominany, a tak ważny :" Zgnoję każdego, kto liczy że znajdzie sobie u nas koleżków, którzy będą nienawidzić kobiet, gardzić nimi. To nie takie miejsce. Tu uczymy się o kobietach, tym jak zostały uwarunkowane - nie ma tu miejsca na poniżanie czy pogardę." " W mojej wizji jest to środowisko, które uczy ludzi jak wygląda prawdziwe życie oraz związki z kobietami. Nie jesteśmy wrogami kobiet, tylko ich przyjaciółmi" Proszę, nie gubmy tej idei.
  34. 41 points
    Bracia, uznałem że te wszystkie wojenki z naszym sąsiadem nie mają sensu w zjednoczonej europie (w sumie już nie wiadomo co jest czyje), i informuję was że będę od jutra reklamował na forum kilka niemieckich firm. Od tej pory uważam że rozmowy o reparacjach wojennych od niemiec są po prostu bez sensu, i proszę o tym nie pisać (niestety, będą warny) - naprawdę, nie widzę żadnego sensu w tej ciągłej szarpaninie, trzeba patrzeć do przodu i iść w przyszłość, a nie ciągle żyć złudną przeszłością. Pieniądze przeznaczone z reklam wydam na passata (będę miał sporą zniżkę, już mam zarezerwowany model, nie oszukujmy się vw to najlepsze fury) żebym mógł lepiej dbać o forum i o Waszą tu kondycję. Tu prośba do całego forum, żebyście klikali te reklamy dla naszego dobra. Mam nadzieję że każdy normalny człowiek zrozumie i mi przytaknie, szkoda życia na wojenki. Także ogólnie nie bądźmy głupi, passaty są najlepsze, niemiecka technika, jakość, jakaś tam opinia i fejm a nie dziadostwo o którym gadałem (wiem, byłem głupi) do tej pory. Wątek odblokuję za kilka godzin żebyście mogli coś napisać, na razie informacja.
  35. 39 points
    Zbierasz to, co zasiałeś. Pokolenie naszych ojców, mówiąc z perspektywy jednego z wielu urodzonych po roku 90, postrzegam głównie jako stado telewizorowych zombie i mniejszych lub większych pijaczków. Sporo moich znajomych to niezdiagnozowani DDA. To w sumie dobrze, bo skoro epidemii alkoholizmu nie było widać na statystykach, to państwo nie musiało nic z tym robić i mogło spokojnie łatać dziurę budżetową z akcyzy. Znajomi dorastali w domu, gdzie trzymani w szeregu byli za pomocą pasa i werbalnej agresji, pozbawieni najmniejszych chociażby praw do odezwania się odnośnie samego domu czy zwrócenia dorosłemu uwagi. Komuś dzwoni coś w którymś kościele na myśl o naprawiania ze starym samochodu, gdzie twoim zadaniem jest być trzymaczką do latarki i workiem treningowym do słownego pomiatania? Mózgi totalnie przeprane telewizją, zupełnie głębszą myślą nieskalane, nie mają wyrobionej sensownej opinii o gospodarce, polityce czy świecie. W końcu nie interesują się niczym więcej niż Światem według kiepskich i meczem w sobotę. A - i tym, że polityk kradnie! Bo przecież każdy kanapowy Janusz wie, że gdyby nie politycy, to wszyscy mieliby dużo i dobrze. Mityczna rozmowa ojca z synem, którą podobno należy odbyć, to dla mojego pokolenia legenda jak smoki albo krwawa Mary. Zresztą - wszystkie rozmowy nie prowadzą do wsparcia, a do krzyków i narzucenia dziecku własnej woli. Koniec końców przychodzi taki ojciec po szacunek. Dziwi się, że młodzian dorasta, uświadamia sobie rodzinne krzywdy i odcina ojca jak gnijącą kończynę. Wtedy jesteś niewdzięcznym dzieckiem z niewdzięcznego pokolenia. Wtedy narzekają, przełączając kanały na kablówce, co to za dzieci wyrosły. Że te smarfony mają. Że straszne bezmózgi i świat zmierza ku zagładzie. A jak już się tak zagotuje od całego tego myślenia, to otwiera kolejnego żubra i przełącza na Zenka Martyniuka. I przecież to nam wiecznie mówią, jak bardzo jesteśmy zjebani i jak bardzo spierdolone mamy ideały. Mniejsza, że aktualne dzieciaki mają chociaż blade pojęcie o świecie i nie budują światopoglądu w oparciu o Dlaczego Ja i Trudne sprawy. Taki jest trend - dzieci nie czerpią od rodziców, bo w sumie nie ma czego czerpać.
  36. 39 points
    W zasadzie to nie wiem od czego zacząć. Nie chcę narzekać bezsensownie na nasze rodaczki ale to się tak już narzuca, że ciężko nie zauważyć. O tym jak roszczeniowe są Polki było już multum tematów. Ale poważnie się zastanawiam czy cały ten wpływ poprzedniego ustroju, mieszanina genów, kompleksy nie wpłynął już w naturę naszych rodzimych pań. Jakby miały jakieś spierdolenie, zakodowane, które z czasem w nich tylko rośnie. 1. Byłem tydzień temu na kilkanście dni w niewielkim kraju na południu Europy (nie chcę pisać o jaki chodzi z pewnych powodów). Rozmawiałem z miejscowymi kobietami z tym, że za każdym razem w szoku, bo były najzwyczajniej w świecie miłe i uśmiechnięte niezależnie od poziomu ich atrakcyjności. Nie spotkałem się z typową miną pogardy znaną z naszych ulic. Ani razu. Nawet pół nie było. I teraz co najciekawsze: Duża cześć tych kobiet były w Polsce: w Krakowie i Zakopanem z tego co pamietam. I co same powiedziały, bez moich sugestii, że kobiety w Polsce zachowują się jak księżniczki a najgorsze to są matki z dziećmi szczególnie w komunikacji miejskiej. W szoku nie byłem, nawet odczułem w jakimś stopniu ulgę, że nie tylko Nam na forum towarzyszą takie odczucia. Jak rozpoznawałem turystki z PL? Wchodze do autobusu. Srebrne buty, zrobione pazury, rzęsy i usta (pewnie za 500+), wystające boczki. No i ten wyraz twarzy. Charakterystyczny jak logo McDonalds. Buzia w smartfonie. Siadam blisko. Jaki język słyszę? 2. Może niektórzy z Was pamiętają, wspominałem że spotykam się z młodą kobietą z Azji środkowej. No i sobie obserwuje jej zachowanie (wdzięczny do końca życia za forum i całą twórczość @Marek Kotoński). Oczywiście potwierdzają się dosłownie wszystkie tezy, rozmyślenia które niejednokrotnie były poruszane. Z tym, że można zauważyć u niej totalnie odmienne zachowanie (mimo, że jest u Nas kilka lat) niż nasze rodaczki. Na samą myśl, że miałaby zostać sama z dzieckiem i prowadzić męczeńskie życie samotnej matki-rozwódki robią jej się szklane oczy i twierdzi, że byłaby to jej największa porażka życiowa z którą do końca życia by się nie mogła pogodzić. Mimo, że zaradna i dobrze sobie radzi w kraju. Na jakieś teorie tak u Nas modne o tych niezależnych ble ble to dosłownie zaczyna się śmiać tak jak my tutaj. Wie gdzie jej miejsce, jest tego świadoma. Szanuje mnie, słucha się, podziwia, brak tych najgorszej masy zachowań (sami wiecie o jakie chodzi). Czekam, czekam ale póki co nic się nie dzieje. W porównaniu do całej gromady kobiet z którymi się spotykałem- jakiś kosmos. Ale oczy i uszy mam szeroko otwarte. 3. Truskawka na torcie. Ogladałem przed chwilą dwa odcinki programu ,,Jestem z Polski”. Uczestnicy, nasi rodacy zapraszają do swojego miejsca zamieszkania w różnych częściach globu. Ogladam dwa odcinki z rzędu. a). Polak w Tajlandii, widać że w porządku gość. Prowadzi spokojne życie, żona z Nepalu, mają dwójkę dzieci. Widomo, że tv więc trochę zachowania na zamówienie, jednak nie zauważyłem jakiegoś nienaturalnego pajacowania. Panowie, jak byście widzieli zachowanie tej małżonki. Pomijając to że bardzo ładna kobieta. Ciepły uśmiech level hard, widać oddanie i wdzięczność w kierunku męża. I tutaj mógłbym to zakończyć ale bohater odcinku opowiadał o tej swojej żonie. Powiedział po długim zastanowieniu coś w stylu, że to jest najbardziej dobra i miła osoba jaką w życiu poznał. Takie rzeczy po prostu widać, jak ktoś ma zmysł socjologiczny to od razu to wyczuje. b) Polka w Brazylii. Na oko około 32-35 lat. Bodajże 10 lat tam mieszka (nie pamietam dokładnie ale coś około tego). Mają dwójkę dzieci z mężem z BR. Do końca nie obejrzałem, nie dałem rady. Przełączyłem na mecz. Zacznę od klasyki: Na antenie o swoim mężu:,,to jest inteligenty leń” z taką miną bojową, pokazana jakaś sytuacja i krzyczy do niego ,,odbieraj telefon baranie!”, gdzieś tam padło po drodze że to debil. Wiadomo niby żartobliwie. Jako ciekawostkę dodam, że razem pracują w firmie rodzinnej, nieruchomości którą kieruje jego matka. Pewnie całkiem przypadkowo się okazało, że brazyliano jest ustawiony 🙂. Teksty, że kazała kupić teściowej zasłonę, żeby na niego nie mogła patrzyć w pracy bo inaczej się rozwiodą. Takie tam żarciki. Dziewczucha jak to modnie bywa, połączona z Europą internatami prowadzi bloga (jak sama dodała jak teściowa nie patrzy to w pracy pod biurkiem pisze na telefonie) na temat- uwaga- tego jak jakieś dziewczyny schudły to nie robią tego dla siebie, tylko innym dzieczynom żeby im wbić szpileczkę, że dały radę. Wrzucają tam zdjęcia, opisują itd. Na to tylko Polka mogła wpaść (no ewentualnie mieszkanka USA). Oczywiscie pani chodzi na siłkę- trenuje crossfit. Pewnie zawsze o tym marzyła 🙂. Ostatnie dla mnie najlepsze. ,,Polacy są tacy hmmmm... np tutaj w autobusie, jak przychodzę z dzieckiem na rękach i nie ważne czy jest umorusane czy obsrane to od razu ustępują miejsca. A Polacy (kwaśna mina) hmmm baba z dwoją dzieci, pewnie usiądzie obok mnie (to aż sobie zapisałem żeby tutaj wspomnieć o tym)”. Takie odniesienie do mojego punktu 1 🙂. Czuję żenadę. W tv włącza się reklama zachęcają do oglądania programu eks Żyłowej ,,Ekstra zmiana”, dodają że rozwód to nie koniec życia. Zobaczyłem urywki tego co chcą przekazać. Losie święty. Ten kraj nie ma przyszłości. Przyznaję, że słuchając audycji bossa z których pośrednio a czasami wprost wynikało, że tutaj są maczane palce dziwnych ludzi, żeby rozjechać nam kraj, myślałem, że chyba tym sposobem tego nie robią. Aż tak grubo nie jest. Coś tam kiełkowało ale nie do końca się zgadzałem. Nie wszystko mi pasowało. Teraz siedzę i myśle, że coś w tym jest. To niemożliwe, że takie rzeczy są promowane bez powodu i ludzie nie widza konsekwencji tego całego gówna. I teraz taki apel do młodych użytkowników naszego forum. Wiem, że duża cześć się ze mną nie zgodzi, cześć może mnie skarci. Uciekajcie z tego kraju, układacie sobie życie gdzie indziej. Na świecie jest na prawdę masa świetnych miejsc do życia. Pomijając całą gospodarkę, warunki życia i perspektywy. Podejście ludzi u Nas, pogoda, kobiety. To ma duży wpływ na nasze samopoczucie oraz jakość życia a co za tym idzie- jego długość. Uciekajcie, bo ludzie w tym kraju tańczą naćpani walca nad przepaścią. Sorry, że tak chaotycznie ale trochę mi się nazbierało! 5!
  37. 38 points
    Jak pracowałem w korpo, był tam zwyczaj, by z delikwentem, który rzucał papierami przeprowadzić tzw. 'exit interview' mający za zadanie udoskonalić procesy eksploatacyjne, by zminimalizować pogłowie ewakuujących się. Skojarzyło mi się z tą sytuacją. Moja misja na tym forum dobiega powoli końca. Dziękuję wszystkim za konstruktywnie spędzony czas i inspirujące dyskusje. Nie żegnam się personalnie z Wami, lecz żegnam się z przesiadywaniem tutaj, rozchodzimy się póki co w indywidualnych dla nas kierunkach. Mam wiele do zrobienia w realnym świecie, gdyż wymaga tego powaga czasów i kluczowy moment mojego życia, stąd chcę się skupić na działaniach w rzeczywistości tudzież także na kręgach socjalnych z innych krajów. Może jak się lepiej 'sfuzjujecie', stworzycie mniej wirtualny zrąb grupy, to się znowu spotkamy. Jedna z naszych pań rezerwatek prosiła mnie, bym napisał jakieś przesłanie dla młodych kobiet od siebie. Z początku nie chciałem tego robić, bo wbrew pozorom wcale nie lubię wcielać się w rolę moralizującego zgreda, staram się mówić tylko to, co koniecznie, jednak jako że postanowiłem opuścić na tę chwilę forum, tą rewią indywiduów, barwną hałastrą życiowych poszukiwaczy, konkwistadorów i wykolejeńców, oraz innych jeźdźców matrymonialnej apokalipsy z fasonem, dlatego też mowa końcowa będzie. Ale żołnierska. Otóż, drogie panie. Życia, wbrew propagandzie, zhakować cipką się nie da. Tak samo zresztą jak pieniędzmi. Życie można zhakować tylko siłą własnego ducha, dlatego ją przede wszystkim kształtujcie. Kiedy osiągacie rozkwitłą pełnoletniość wasza 'zdolność kredytowa' u mężczyzn jest najwyższa. Cenimy i oferujemy dużo, oczywiście na miarę możliwości, które sami w odpowiednim wieku mamy. Dla pań ceniących stabilność i doświadczenie mamy osobników po 40stce, starych wyjadaczy z żylastym penisem i żelaznym uściskiem dłoni, chroniących was przed zakusami matriksa, dla pań ceniących gładke lico mamy romantycznych pięknych dwudziestoletnich, jednak... z każdą kolejną kutangą, która ma wam dać (w waszym mniemaniu) lepsze nadzieje na jutro ten kredyt męskiej gotowości do pomocy wam wyczerpujecie i która się nie spostrzeże w porę, jej umowa kredytowa w wieku lat 30stu kilku pewnego pięknego dnia, którego nie sposób przewidzieć, zostanie niespodziewanie wypowiedziana, przyjdzie rachunek do zapłaty, a przedłużająca się zabawa w gorące krzesełka zwana też niechlubnie karuzelą kutangów zostawi was w pozycji na stojąco. Dlatego nie warto na niej nabijać więcej okrążeń niż to naprawdę niezbędnie konieczne, tak samo dla pasożytów systemowych i złudzeń toksycznych ideologii. Polacy do obrotny naród, a mężczyźni w nim są cenieni w Europie i na świecie. To oni będą zabezpieczać tyły Europy w nowym stuleciu, bo nie ma komu innemu tego zrobić. Pomóżcie im w tym mądrze i z pokorą, a wyjdziecie na tym jak najlepiej. Albowiem pycha kroczy przed upadkiem. Do panów zaś... nie budujcie swojego życia na złudzeniach, albowiem na tej planecie grane są w kółko te same motywy, mało co jest radykalnie inne niż kiedyś. Tych motywów zasadniczych jest skończona ilość i można je poznać przez uważną obserwację i wyciąganie wniosków. To bardzo ważne, bo zmarnowany na powielanie tych motywów czas, to jedyny zasób, który się nie regeneruje, którego nie można odkupić za żadne pieniądze. Jeżeli coś nie działa od lat, to znak, że należy zmienić parametry wejściowe. Zresztą, nawet w normalnej rzeczywistości w wieku lat 40stu nie będzie się wam chciało tyrać za 5€/h, bo człowiek z wiekiem traci nie tylko na sile fizycznej i sprawności umysłowej, ale też na entuzjaźmie. Głupotą jest waszą motywację, kiedy się wam chce i moglibyście mieć ciekawe efekty na wasz przyszły dorobek, zmarnować to dla jakiegoś janusza za czapkę wiśni, budować bastion jakiejś karynie, albo oddać do jakiegoś systemowego pasożyta. Janusz ma czuć respekt, karyna ma wkoło was latać i pytać, czy wam czego nie trzeba, a pasożyt systemowy nie tykać, lub trafiać w próżnię. To, co się aktualnie dzieje dookoła jest niestety nie po to, by wam zrobić dobrze, tylko by przetestować waszą męskość w warunkach stricte bojowych, czy dacie sobie odebrać, czy nie. Jak dacie - to nikt za wami nie zapłacze, a jak nie dacie, to dopiero zaczną być ustalane warunki gry. Człowiek jak ma 25 lat, 30ści, nawet 35 jest naiwny i nie wie, co jest jego prawdziwym atutem. Dlatego starzy cwaniacy robią go w konia, bo znają prawdziwą wartość rzeczy. Wykorzystują zarówno kobiety jak i mężczyzn. Trzeba te swoje atuty znać i wiedzieć, jak ubić z nimi satysfakcjonujący obie strony interes, bo ubijanie interesów jest koniecznością, tak jak żeglowanie. Zdajcie ten egzamin, a ustawi się do was sznureczek niewiast ze wszystkich kręgów kulturowych, byście wzięli je pod swoje skrzydełka białego orzełka. Raz prozą raz rymem walczymy z propagandowym reżymem...
  38. 38 points
    Chciałbym tu opisać co pozwoliło mi przełamać pierwsze lody, stać się pewniejszym siebie, bawić się procesem jakim jest uwodzenie dam w Polsce i na świecie. Na dzień dzisiejszy czuję tak niesamowitą energię i flow podczas podrywu kobiet że myślę, iż byłbym w stanie poderwać nawet Angelinę Jolie, kto wie może nawet przez pewien czas sponsorowałaby mnie i moje zachcianki, oczywiście pomijam dni kiedy mam niską energię życiową, wtedy najlepiej podryw odpuścić i zająć się czymś innym, założę się że wtedy nie wyrwał bym nawet otyłej babci klozetowej ( nie obrażając babci klozetowej ). Do sedna : - Cały serial "Californication" - wspaniały David Duchovny, załapałem wiele z jego ( dokładniej moja podświadomość) "serialowego stylu" - totalne wyjebanie, luz, spontan, wariactwo, ogólne carpe diem. - Znajomości z mocniejszymi ode mnie kolegami - naturalnymi badbojami, naturalsami, często o niezbyt widowiskowej aparycji, zawsze jednak charakterystycznej niesamowitej aurze , chorym wręcz poziomem pewności siebie. - Prostytutki - Marek Aureliusz pisał kiedyś że wykonując jakąś czynność powinniśmy zastanowić się co zrobiłby, jak zachowałby się ktoś kim chciałbyś być, twój idol ( doskonałym przykładem jest serialowy Hank Moody z serialu Californication- ekspert od babek czy mityczny Casanova ) to tyczy się nie tylko uwodzenia , a każdej czynności, aktywności w życiu. - Świadomość śmierci ( Mam takie momenty w życiu, w których nagle świadomie orientuję się, że moja egzystencja całkiem niedługo się skończy, miałbym nie robić tego co sprawia wielką przyjemność, co mnie podnieca, co jest w gruncie rzeczy niesamowitą frajdą ??? NIGDY W ŻYCIU ! - Niesamowite samopoczucie po podejściu, randce z kobietą, masa endorfin wynikająca z przełamania siebie, nagroda od matki natury, nieważne co się stało, jak poszła randka, właśnie doprowadziłem do konfrontacji z piękną kobietą, nawet jak nie jest w moim typie, to cieszę się że miałem interakcję z tą długonożną istotą, czuję wdzięczność do niej za poświęcony mi czas. - Ilość opcji - trzeba mieć dziesiątki opcji, z których robisz odsiew, mieć świadomość że ta jedyna nie istnieje, kobiety są do siebie bardzo podobne i każda cipka smakuje podobnie, nie idealizować jednostek kobiecych np. Tinder - 100 meczy, 40 odpisuje na wiadomość, spotka się jedyne 10, ruchać chce się tylko 5. - Zaakceptować odrzucenie, nikt nie jest notorycznie odrzucany, w końcu trafisz na chętną, kwestia czasu i liczb. - Przebywanie w środowiskach kobiecych np. kółko baletowe - kiedyś zapisałem się na balet, specjalnie po to by poznać kobiety, prócz wstydliwego popierdalania w seksownych rajstopkach poznałem masę kobiet, byłem jedyną opcją męską w grupie, to ONE o mnie walczyły, a baletnice wyglądają jak wyglądają - są piękne, szczupłe, mają ciekawe hobby, masa z nich jest po prostu do rany przyłóż. - Polubić kobiety, dobrym uwodzicielem może być tylko gość który kobiety lubi, jak chcesz być lubiany przez ludzi skoro ludzi nie lubisz ? Nie da się. Żaden ze mnie ekspert, jestem zwykłym kolesiem który jest leniwy, ale się stara. Uwierz w siebie i pracuj nad sobą nie tylko w zakresie jakże przyjemnego uwodzenia. Kart od natury nie zmienisz, graj nimi ! Pozdro 600.
  39. 38 points
  40. 38 points
    Od czasu do czasu ludzie piszą do mnie, pytając dlaczego odciąłem się od ideologii redpill. Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana; nie ma jednej kropli, która przelała czarę. Część powodów to np słabe efekty jeśli chodzi o ilość i jakość partnerek oraz potrzeba odczuwania autentycznej intymności z kobietą. Jest jednak jeden aspekt, który zawsze poruszam, gdy mówię o swoim odrzuceniu redpilla: Jeśli wyznajesz redpill, nie jesteś uczciwy. Nie dlatego, że traktujesz kobiety jak podludzi, ale dlatego, że traktujesz tak SAMEGO SIEBIE. Nie piszę tego, żeby kogokolwiek umoralniać. Jeśli chcesz być "redpillowcem" - Twój wybór. Ale prawda jest taka: idąc tą drogą jesteś nieuczciwy wobec siebie samego. Po pierwsze i najważniejsze: po kiego chuja miałbyś przeznaczać istotną ilość swojego czasu i wysiłku mentalnego na podrywanie kobiet? Według red pilla natura kobiet jest hipergamiczna, samolubna, emocjonalna, narcystyczna, nieracjonalna, niewierna. I podobno wszystkie kobiety takie są (AWALT). Innymi słowy, kobiety są zasadniczo psychopatycznymi karierowiczkami społecznymi z cechami osobowości borderline i mają Cię w dupie. Powstaje pytanie: po jaką cholerę miałbyś się interesować takimi stworzeniami? No po prostu... dlaczego? po co? Na ten argument "red pillowcy" odpowiadają często następująco: nienawiść wobec kobiet jest tylko chwilowa, jest to "faza gniewu" na początku, tuż po "połknięciu czerwonej tabletki" i że z czasem uczymy się "kochać kobiety takimi, jakie są". Sorx, ale to jest kompletny bullshit. Nie ma takiej możliwości, żeby kochać kogoś, kto jest egoistycznym karierowiczem chcącym "przeskakiwać z gałęzi na gałąź". Kogoś, kto chce Cię wykorzystać. Jeśli nie jesteś jakimś zaburzonym masochistą, jest to po prostu niemożliwe. Przestań się oszukiwać. Nie da się tolerować kogoś, kto Cię źle traktuje jako partner, już nie mówiąc o "kochaniu" go. Za każdym razem, gdy widzę jakiegoś redpillowego guru mówiącego, jak to powinniśmy "kochać kobiety takimi, jakie są", wyobrażam sobie gwałciciela spod celi szepczącego swojej ofierze do ucha "cicho... rozluźnij się... za jakiś czas ci się spodoba". Porównanie może drastyczne, ale tak to właśnie wygląda. Nie ma też tak naprawdę czegoś takiego, jak "faza gniewu". Model żałoby Kübler-Ross, z którego bierze się to pojęcie, został zasadniczo odrzucony przez współczesną psychologię - wyguglaj to. "Faza gniewu" redpillowców to nie jest żadna faza, to stan permanentny. Próbują oni jednak przekonać samych siebie, że jest to tylko stan chwilowy i tak na serio to wcale nie nienawidzą kobiet. Żyją w ciągłym zaprzeczeniu - chcą uprawiać seks z istotami, których w głębi serca nie znoszą, ale racjonalizują sobie to "fazą gniewu", żeby móc spojrzeć w lustro. Co więcej: nie tylko poświęcają kupę czasu na siłownię, naukę podrywu/"trzymania ramy" itp, by podrywać laski, których w istocie nienawidzą. Poświęcają czas na stawanie się kimś, kim tak naprawdę nie chcą być. Sądząc po treściach, które publikują na forach redpillowych, prawie każdy z nich "rozumie" degenerację kobiet, które to niby chcą Chada-bad boya, ale sami próbują się do tego zbliżyć, wyrobić w sobie cechy "mrocznej triady" (makiawelizm, narcyzm i psychopatia - przyp. tłum.), traktować kobiety i innych ludzi z góry, by być postrzeganym jako dominujący samcy alfa. Ja pierdolę, chcieć się stać zaburzoną jednostką tylko po to, żeby zamoczyć? Seeeerio? Wisienka na torcie: nie tylko inwestują czas na uganianie się za kobietami, których nienawidzą oraz stawanie się kimś, kogo nie akceptują. Dodatkowo czują się upoważnieni do krzyczenia na lewo i prawo, jaki to świat jest zjebany, zachód się zdegenerował, a hipergamia niszczy porządek społeczny. Kiedy tylko jednak będą mieli do tego okazję, z uśmiechem na twarzy do tej "degeneracji" dołożą swoje pięć groszy, udając "Chada" i stosując pump&dump. Czysta hipokryzja. Jeśli robisz te same rzeczy, o które oskarżasz kobiety i "Chadów" (rozwiązłość, manipulacja itp) - jesteś częścią problemu i nie masz prawa oceniać "degeneratów", ponieważ sam jesteś jednym z nich. Miej trochę uczciwości. Jeśli nie podoba Ci się aktualny obraz "rynku matrymonialnego", to się z niego wypisz. Nie mam tu na myśli zostania MGTOW; jakoś nie widzę zbyt dużo sensu w "zrezygnowaniu z kontaktów z kobietami" po to, żeby potem całymi dniami dyskutować na forach internetowych o... kobietach. Podsumowując: Jeśli jesteś "redpillowcem" to inwestujesz swój czas w podrywanie istot, których nienawidzisz; próbujesz się stać kimś, kogo nie akceptujesz; twierdzisz, że kobiety i "kultura podrywu" to upadek zasad i cywilizacji, ale sam z chęcią przykładasz do tego rękę. (tłum. @leto z https://www.reddit.com/r/exredpill/comments/6yanvh/the_number_one_reason_for_leaving_red_pill/; tłumacz nie zgadza się w 100% z powyższą analizą, ale uważa ją za trafną w wielu miejscach i dobry punkt wyjścia do dyskusji).
  41. 38 points
    Jak w tytule! Marzenia się spełniają, dzisiaj zrealizowałem kolejne moje marzenie, zachciankę, ale o tym niżej. Od zawsze czegoś chciałem, marzyłem. Chciałem mieć coś swojego, dążyłem do tego, w części osiągnąłem. Chciałem mieć swoją rodzinę, to się zdecydowałem,(wiem, matrix, duperele, olać to.) Założyłem rodzinę, synki ogarnięte, jest ok. Czegoś brakowało w bloku, mieszkanie, chów klatkowy, duszę się. Kolejne marzenie, swoja działka, swój dom. I pyk, jest, najpierw ziemia, później dom. Tutaj muszę przyznać wstępnie małe zainteresowanie budową domu, ale jak zamieszała, to w życiu z powrotem do bloku. Mam dom, szczęśliwą rodzinę, nudzę się. kolejne etapy się spełniły. Co dalej? No to wymarzyłem sobie dom na kólkach, kamperka w Mercedesie i to z ostatnich dobrych egzemplarzy. No i jest, mój Ci on, tak jak miał być, stary, dobry, solidny, jak moja osoba. Będzie namiastka wolności, będą plany i swoboda, wolność. Jest OK, najbliższy wypad to do Zakopca, na zlot. A niech im gały wylezą. Można? można.... Tylko jaki następny etap? Pozdro. A teraz Tadammm... https://www.otomoto.pl/oferta/mercedes-benz-208d-kaczka-208d-2-4-160-tys-km-automat-kamper-ID6BUKJS.html?fbclid=IwAR0iG7J5XzhBa8go3vzReRxUWVXGGKAMPxmQ8oxxm1QbLgpO-qwsGxhgAzc#gallery-open
  42. 38 points
    Nie jestem pewny, czy to dobry dział, ale napiszę tutaj. Jakiś czas temu miałem dziesięciolecie matury. Całkiem przyjemne, kameralne spotkanie po latach. Otrzymałem zaproszenie, więc postanowiłem się wybrać. Były tam koleżanki z liceum, do których w czasach polerowania zbroi wzdychałem (ale było to lata temu). Podobało mi się ich spojrzenie. Goście podłysiali, z brzuszkami, dostojne damy, dzieciate, zamężne „ustatkowane”, siedzą sobie przy stole. Nagle wchodzę ja - dobrze dopasowana, taliowana koszula, szczupły, pewny siebie, uśmiechnięty. Nie ten gość. Oczywiście dawne koleżanki komplementują, „nie poznałam Cię”, „świetnie wyglądasz”, „co słychać”, itp. Niektóre z nich mężatki, inne już rozwiedzione. Kilka singielek. Ogólnie, żeby się nie rozpisywać - dziewczyny, które dawniej mnie nie zauważały, okazywały wyraźne zainteresowanie. Potańczyłem, pomacałem, było lizanie, niemalże nie skończyło się w łóżku z jedną. Poczułem satysfakcję. Wspaniałe uczucie być mądrzejszym, bogatszym o pewne doświadczenia, znać w końcu zasady gry. Niesamowite uczucie, mieć świadomość, że ja w zasadzie dopiero zaczynam życie, nie mam zobowiązań, jestem królem życia, a dawne królowe życia, które wcześniej mnie dostrzegały teraz chętnie by rozłożyły nogi, są u kresy swej drogi, SMV spada na łeb, na szyję. Może to płytkie, ale poczułem się dobrze kiedy zrewanżowałem się „koleżance”, singielce, która przebierała w chłopakach, do tej pory nie ma męża, ani stałego chłopaka, ma niesamowite parcie na „stabilizację”, a ja dawny „niewidzialny” zlałem ją ciepłym moczem i na propozycję przeniesienia imprezy do mnie powiedziałem, że nie mogę bo jutro muszę wstać wcześniej, ale „zdzwonimy się”. Zadziwiające jak niektórzy się szybko starzeją (zwłaszcza żonaci)
  43. 37 points
    Nie jest tajemnicą, że żyjemy w czasach, w których każda kobieta może robić co chce - bo jest kobietą. Tłum białorycerzy jest zmobilizowanych, by wsiąść na biały koń i pojechać do księżniczki, która sobie decyduje, na co mu pozwoli, z kim się spotka, a jak strzeli focha - to wszyscy naokoło mają łykać ślinę z przerażeniem. Skala księżniczkowania jest u kobiet spora - zależna od tego, czego w życiu doświadczyły. Im kobieta czuje się bardziej atrakcyjna, ma większą atencję, tym bardziej zepsuta jest od środka. Te, które nie czują się z jakichś powodów zbyt atrakcyjne (mogą to być powody oczywiste, mogą być urojone) są bardziej skłonne uszanować mężczyznę, z którym nawiązała się więź. Jednak w epoce mediów społecznościowych atencja poszła u kobiet drastycznie w górę; w każdej chwili może znaleźć się nawet nieznany rycerz, który będzie wypisywał do niej i podbudowywał jej ego. Kobiety teraz mają co najmniej jednego orbitera, a w gronie ich kolegów niemal zawsze znajdzie się jeden, z którym kiedyś się rżnęła (FWB) a teraz dalej utrzymuje z nim "relacje wyłącznie koleżeńskie". Na tyle "koleżeńskie", że gdyby się z mężczyzną pokłóciła, to pójdzie sobie do tego "kolegi" szukać "porady i pocieszenia" Ciężko jest w dzisiejszych czasach postawić kobiecie stanowczo warunek i się nie odzywać. Bo ona zamiast tęsknić i zmienić swoje zachowanie, na chwilę o mężczyźnie zapomni, pójdzie sobie z orbiterem na kawę, a być może do łóżka. Podbuduje swoje ego i za wszelką cenę nie będzie się odzywać pierwsza do mężczyzny, z którym była/kręciła. A, że często facet po jakimś czasie i tak wyciąga pierwszy dłoń, to na twarzy kobiety budzi się triumfalny, demoniczny uśmiech, a gra toczy się dalej. Właśnie o tym chciałem napisać. O grach, które kobiety serwują mężczyznom, oraz dlaczego relacje damsko-męskie to nieustające pole bitwy. Nie każdy się zgodzi z tym, o czym piszę w tym artykule. Nie każdy takie rzeczy przepracował. Dla niektórych jednak poniższy leksykon będzie tak oczywisty jak "brak deszczu gdy świeci słońce" 😂 Jest to artykuł otwarty, pisany pod wpływem natchnienia. Zachęcam tutaj gorąco do dyskusji oraz do dodawania własnych podpunktów - może komuś ta wiedza się przyda Rzeczy, o których tutaj chciałem wspomnieć, są moimi doświadczeniami. Z czasów, jak popełniało się błędy, nie znało reguły gry. Było się białorycerzem i frajerem. Są tutaj również wnioski wyciągnięte z przeżyć kumpli oraz różnych mężczyzn - moje obserwacje. Już w 2008 roku, gdy powstał ruch PUA (Pick Up Artist), Adrian Kołodziej (Under) pisał w swojej książce o manipulacjach kobiet, o shit testach, sukotarczach. O ile sama książka poświęcona była typowo rozwijaniu pewności siebie, samoakceptacji i umiejętności podrywu (przy czym niektórych metod bym się nie podjął 😂 ), zostało też powiedzianych kilka prawd o kobietach w tamtych czasach. Wtedy to poznaliśmy z kumplem co to jest "push & pull" oraz dlaczego kobieta potrafi stworzyć melodramat w sytuacji, gdy jest zbyt idealnie W tamtych czasach (wiem, mówię jak stary dziad, a miałem wtedy 18) wystarczyło podejść do dziewczyny, która się uśmiechnęła, chwilę pogadać, i już był numer. Nie pamiętam, by niemal każda miała orbiterów, leciała na kasę, zabawiała się uczuciami. Takie przypadki były sporadyczne. Dlatego wielu moich kolegów i znajomych, którzy związali się w tamtym czasie, do tej pory już są żonaci i szczęśliwi. Od 2008 roku jednak sprawy się rozwinęły w złą stronę - ruchy feministyczne, białorycerstwo, portale społecznościowe. Pamiętam mój pierwszy zimny prysznic, jak w 2015 - po długim związku - wróciłem na randkowy rynek. Nagle kobiety stały się jakieś inne, niemal każda "nie szuka chłopaka", oraz zwyczajnie wybrzydza sobie mężczyznami. Nie ukrywam, że pomimo kobiet poznawanych chyba w dziesiątkach, do tej pory nie udało mi się z żadną związać na dłużej. Rynek randkowy wspiera FWB, ale nie LTR 😂 Dzisiaj odnoszę wrażenie, że niemal wszystkie baby zachowują się jak klony. Każda robi te same gierki, akcje, każda ma rozterki. Poznając nową znajomość, nawiązując romans, dowiadujemy się nagle, że miesiąc temu panna przeżyła rozstanie. "Ja na razie nie chcę związku, chcę pobyć sama", "jesteś fajnym chłopakiem, ale...", "za szybko sprawy się między nami potoczyły", "zostańmy kolegą i koleżanką". Problem w tym, że CIĘŻKO jest trafić na taką, co od rozstania pobyła minimum 3 miesiące sama (by odreagować i zapomnieć), BO ONE CIĄGLE SIĘ Z KIMŚ SPOTYKAJĄ! Jeżeli ja nie wkroczę teraz do akcji, znajdzie się orbiter, lub białorycerz, który klęknie przed księżniczką na tronie i pocałuje królewską dłoń. Przejdźmy do sedna. Rozróżniłem trzy typy damskich gierek popularnych w 2019 roku: 1. Gierki, by zdobyć faceta. 2. Gierki, by facet dostał przez nią szału. 3. Testy i shit-testy (💩) Omówimy każdy z podpunktów, postaram się poszukać uzasadnienia (tak dla encyklopedycznej wiedzy) danych akcji ze strony kobiet, oraz opisać studium przypadku. 1. Gierki, by zdobyć faceta. Niezależnie od tego, jakie panna ma pobudki - czy kocha (aktualnie), czy szuka sexu, czy też chce coś osiągnąć dzięki mężczyźnie - stosuje pewne manipulacje, w celu nawiązania romansu. Te manipulacje nie są jeszcze najgorsze, budują nasze ego - "widać że jej zależy". Mogą jednak być bardzo zgubne w skutkach, gdyż panna w ten sposób potrafi założyć mężczyźnie różowe okulary, uśpić jego czujność i zwyczajnie owinąć go sobie wokół palca. Innym zagrożeniem jest to, że panna takim zachowaniem powoduje zawrót hormonów i pobudza endorfiny. W przypadku, kiedy zwyczajnie skończy te gierki, następuje "zjazd" podobny do odstawienia narkotyku, a w efekcie - doły. ⚡ Panna najzwyczajniej w świecie się podlizuje. Bajeruje mężczyznę, słodzi jak może, wychwala jaki on jest "cudowny, wspaniały". Podkłada się niczym drewno pod ogień, nie istnieje u niej żaden feminizm ani "kobieca godność" na tym etapie. Poświęca nam multum czasu, jest bardzo uczciwa i honorowa, nieraz sama zaciąga nas do łóżka 😂 Ta metoda jest bardzo popularna wśród samotnych matek. Na samym początku taka kobieta jest cudem natury, a jak się takie historie potem kończą - wystarczy poczytać wypowiedzi w dziale "świeżakownia' 😂 ⚡ W dzisiejszych czasach jest pewna zasada. Niestety powszechnie ona jest stosowana. W sytuacji, gdy z kobietą kręcimy, albo już jesteśmy w związku, jesteśmy zobligowani do codziennego kontaktu z nią. Co najmniej wykonać telefon pod wieczór, a już najlepiej klepać na messenger cały dzień, aż głowa rozboli od tego pikania. A najidealniej jest wysyłać dziewczynie "dzień dobry 😘" jak się tylko przebudzimy, oraz dzień kończyć "dobranoc Myszko 😘". Tego one by chciały! Nie mówię, że pisanie czy wysyłanie buziaków jest złe. Jednak nadmiar słodyczy ze strony mężczyzny przelewa szalę na drugą stronę. Kobieta dostaje atencji, buduje się jej ego i zwyczajnie zaczyna "obrastać w piórka". Na pewnym etapie, gdy będziemy za dużo pisać, albo za często pierwsi rozpoczniemy rozmowę, już w jej oczach jesteśmy "urobieni" - choć nawet sami tak nie czujemy. A spróbujemy dzień bez odezwania się? To ona też się cały dzień nie odezwie. A na drugi lub trzeci zaczną się pretensje "czemu się nie odzywasz?", "my się już chyba nie dogadamy", "to już nie ma sensu". Chociaż to, o czym teraz piszę, dotyczy bardziej drugiego punktu ("Gierki, by facet dostał przez nią szału"), to chciałem jednak wspomnieć, że na początkowym etapie relacji, kobieta sama pierwsza pisze. Budzimy się rano, włączamy neta, pika messenger, czytamy "Dzień dobry kochanie, życzę Ci cudownego dnia 😘". Ten etap może się ciągnąć tydzień, a nawet dłużej (choć ja przerabiałem raczej tydzień max). Później, gdy panna uważa, że nadal nas nie zdobyła, stosuje inną gierkę. ⚡ Przeciąganie rozmowy na drugi dzień. To mnie najbardziej bawi 😂 Czasem naprawdę wydaje mi się, że kobiety to klony. Z tą gierką spotykam się już od bardzo długiego czasu i z wieloma pannami to przerabiałem. Piszemy, wszystko spoko, a ona nagle, np. o 21 znika z neta, bez pożegnania. A, że ja wcześnie spać nie chodzę a i za rycerzyka się nie uważam, nie piszę "Dobranoc" w sytuacji, gdy zostałem olany wieczorem Na drugi dzień się budzę, włączam neta, widzę kontynuację wczorajszej dyskusji 😂 Wiem, że to dziecinne, ale zaskakująco powszechne. Dziewczyna chce z nami utrzymywać kontakt, ale nie wypada jej się pierwszej odezwać, a że boi się, że utraci kontakt, to schodzi z neta, by rozmowę przeciągnąć nazajutrz. Żałosne, wiem 2. Gierki, by facet dostał przez nią szału. To jest najbardziej niewdzięczne, odrażające pierogowe traktowanie. Nie będę już tu mężczyzn rozdzielał na "białorycerzy i maczo", ponieważ w sytuacji, gdy facet ma zdrowe intencje wobec kobiety - kocha ją, szanuje, stara się zapewnić byt - dostaje prawdziwego plaskacza w pysk. Tak, za to że był dobry. ZEMSTA ZA TO, ŻE OŚMIELIŁ SIĘ BYĆ DLA NIEJ KOCHANYM MISIEM 😂 Często tego typu gierki wiążą się z testami (o czym później), ale są tak nadużywane, że na samą myśl mam odruch wymiotny. Znam te numery od lat i jak widzę, że kolejna zaczyna to samo - po prostu nie wdaję się już w dyskusję, odkładam telefon, idę coś porobić, nie odzywam się do czasu, gdy panna zacznie do mnie pisać z sensem. To samo z rozmową telefoniczną - zacznie fikać - mówię nara i się rozłączam. Na spotkaniu? Mówię nara, odpalam silnik, odjeżdżam. Pamiętam jednak takie sytuacje w dawnych czasach, np. 2012 rok. To był dopiero szok, gdy moja ukochana dziewczyna kłaniająca mi się przez pół roku na każdym kroku niczym gejsza i niemalże pisząca poematy na mój temat, nagle - przy swojej urojonej zazdrości o koleżankę ze studiów - dała mi z liścia w twarz. I wydarła się, że jestem... kurwiarzem i ją zdradzam. To był szok, gdy człowiek wcześniej nie przerabiał takich sytuacji. Jednak w tym podpunkcie nie będę omawiał patologicznych związków ani borderline, tylko zwyczajne gry i zabawy męskimi uczuciami. Oto najpopularniejsze gierki stosowane przez kobiety, żeby "facet dostał szału". ‼️ Odwołanie spotkania. Klasyk 😂 Czy znacie sytuację, gdy umawiacie się z dziewczyną na wtorek, ona w poniedziałek wam pisze/mówi, że nie może się doczekać, że miło spędzicie czas, że tęskni... A na drugi dzień dostajecie wiadomość "hejka, sorki, dziś nie dam rady, może innym razem"? Mój kumpel to przerabia na okrągło, a w ostatnim tygodniu z trzema różnymi kobietami był umówiony, a potem każda w dzień spotkania mu odmówiła 😂 Rzadko kiedy faktycznie nie ma czasu, ponieważ dorośli ludzie starają sobie uzupełnić harmonogram z wyprzedzeniem. Fakt, zdarzy się sytuacja, w której pannie rzeczywiście coś wypadnie. Jednak wówczas dostajemy telefon albo ładną wiadomość, "przepraszam, dziś nie dam rady [powód], może na przykład jutro się spotkamy? ". W sytuacji, gdy drugi raz z rzędu tak czyni, najlepiej jest po prostu napisać, że się w takie coś nie bawimy i - wyrzucić taką manipulatorkę z głowy. Hit hitów już jest, jak panna się z nami umówi, a dzień wcześniej zaleje pałę i odmówi spotkania z powodu kaca 😂 Krwawo tępić! ‼️ Push and pull. Nie wiem do końca, czy ta metoda wynika ze zmiennej natury kobiet, z ich rozterek moralnych, aktualnego wkurzenia na coś (i chęci wyżycia się na najbliższym obiekcie, czyli mężczyźnie), czy też z miesiączkowania. Mówię o sytuacji, gdy np. spotkamy się z panną w sobotę, jest cudownie, romantycznie, miłe słówka, czuły seks. W niedzielę nagłe ochłodzenie tematu. Sama się nie odzywa, na nasze pisanie odpowiada zlewczo, nie odbierze telefonu. KIJ JESZCZE Z TYM, jak po prostu nas olewa - dzień czy dwa. Gorzej jest, jak dostajemy klasyczny wywód "za daleko to zaszło", "nie wiem czy chcę", "nie jestem gotowa", "chyba nic z tego nie będzie". To jest dopiero nóż w serce! 🔪💔 Prosto myślący facet, będący w amorach po spotkaniu, nagle, na drugi dzień, dostaje w pysk. Jeżeli jest wrażliwy, albo zwyczajnie ma uczucia, ma już spieprzony dzień, albo tydzień. Jeżeli ktoś jest białorycerzem, zacznie płakać i ją prosić, żeby się nie rozstawała, albo nawet przyjedzie z kwiatami! I zacznie sobie zaciskać pętlę na szyi. Panna z kolei sobie popłacze w poduszkę (one to lubią bez powodu), potem go znienawidzi za to, że jest taki dobry, uzna go za mięczaka, a z każdym następnym odrzuceniem go - dostanie satysfakcji, że "przebiera sobie w adoratorach". Jeżeli facet nie jest białorycerzem, odpowie jej "okej nara trzymaj się" i będzie milczał jak grób, to za kilka dni pannie zachce się spotkania, wpadnie mu w ramiona, uroni łzę i powie "przepraszam". Fakt, że lepiej taką pannę olać. Ale pytanie, która tak nie robi? Czasem jeden taki wygrany test wystarczy, by oduczyć ją takiego zachowania 😈 ‼️ Wzbudzanie zazdrości. Chyba najpaskudniejsza metoda z tej kategorii. Powszechnym jest, że laski chcą wzbudzić zazdrość i atencję po kłótni, w ciągu "cichych dni" - nie wolno wtedy dać się im wyprowadzić z równowagi! Ale niektóre żmijki lubią tak robić W TRAKCIE relacji, gdy wszystko jest dobrze. Urywa się rozmowa w dany dzień? Widzimy relację na fejsbuku że panna w klubie? Pisze nam o 22 "jak tam Misiu? ja z kolegą wyskoczyłam na piwko "? Albo ogłasza "idę z koleżanką na kluby", a potem o 23 pisze "ale nahebana hestem, hakiś fdcet do mnie podbija" a na drugi dzień "ale mam kaca, nie pamiętam jak się w domu znalazłam"? To jest już czyste skurwysyństwo! W przypadku awantury/zwrócenia uwagi na takie zachowanie ona odpowie "nie chcę być Twoim ptaszkiem w klatce, to nie ma sensu, pa" i wywołuje tym zachowaniem w mężczyźnie wrzenie krwi powyżej 100 stopni Celcjusza. Niestety, ale dużo mężczyzn reaguje właśnie na takie zachowania, dostaje awanturę, że zrobił jej awanturę, a potem ją prosi, by się nie obrażała. A jego ukochana Myszka wieczór wcześniej obrobiła komuś kukurydzę z połykiem. UNIKAĆ! UCIEKAĆ GDZIE PIEPRZ ROŚNIE! UPIĆ SIĘ I ZAPOMNIEĆ! ZABLOKOWAĆ NUMER I FB BY NIE PISAŁA WIĘCEJ! ‼️ Stworzenie melodramatu. Metoda ściśle wiąże się z push & pull. Po prostu dziewczyna nagle, w jednej chwili uzmysłowi sobie, "trzeba to zepsuć" i zaczyna dowolną z powyższych gierek. Dlaczego? Tego nie wie nikt 😂 Chce sobie popłakać, chce się wyżalić koleżance (a koleżanka powie "wszyscy faceci to dupki! Możesz na mnie liczyć kochana!"), chce poużalać się nad tym, ŻE JEST SAMA (chociaż sama zerwała 😂 ) albo zwyczajnie chce facetowi spieprzyć dzień ("bo coś za wesoły jest dzisiaj"). Czasem taka panna sobie w głowie napisze scenariusz (on to pewnie tęskni za byłą! Ciekawe czy spotyka się ukradkiem z innymi?). Jeszcze inna stworzy projekcje (przerzucenie swojego zachowania na drugą osobę, tj. ona kiedyś zdradziła faceta to znaczy że facet też ją zdradzi, taki świat!). Niestety, niemal każda lubi taki melodramat odwalić. Są jednak takie, co szukają dramatu na potęgę. A jeszcze jak ma toksyczne koleżanki ("olej go, kochana, facet przystojny, to na pewno Cię zostawi!") i słucha ich jak księdza na kazaniu - to nie możemy się po takiej wiele dobrego spodziewać. 3. Testy i shit-testy (💩) Czym się różni jedno od drugiego? ✔️ Test to zdrowa rzecz. My, faceci, też testujemy damy. Każdy ma prawo sprawdzić, czy dana osoba będzie dla nas w porządku. Warto poznać partnera gry, zanim wdepniemy w prawdziwe gówno, które pociągnie nas prosto do szamba życia w patologii, rozwodu, alimentów i zalewania się w trupa. Testować można na zasadzie, pytając o dawne związki. Czy mężczyzna, czy kobieta, chce wyłapać, jaka ta druga połówka kiedyś była. Czy miłość się wypaliła, czy może czasem się schodzą z ex na seks. Czy to facet ją zostawił, bo był dupkiem (najczęściej słyszana historia 😂 ), czy też ona sobie panami wybrzydza. Podobnie odnośnie mężczyzn. Temat byłych jednak jest śliski i trzeba tutaj uważać. Mężczyzna - jak zostawił kobietę to dupek. Jak ona go zostawiła, to znaczy że nie był dla niej dobry. Kobieta? - jak zostawiła, to znaczy że miała powód, bo jej ex to był chuj, brutal, bił ją i zdradzał. Jak on ją zostawił to był nieczułym draniem, i ją zdradzał 😂 Kobiety najczęściej testują nas w tym zakresie. Szukają dla siebie dobrej partii. Jeżeli będziemy za bardzo nadawać na swoją ex - to znaczy że nie szanujemy kobiet 😂 Jeżeli powiemy że było okej ale się rozstaliśmy - będzie że pewnie za nią tęsknimy 😂 Najbardziej złotą metodą jest, wypowiadać się rzeczowo i minimalnie - była taka i taka, koniec tematu. Kobiety również testują mężczyzn w innych dziedzinach życia. Prowokują różne rozmowy, by pociągnąć za język, prowokują u chłopaka zachowania, by je ocenić. Spektrum jest gigantyczne, a one same są cwanymi detektywami i psychologami ❌ Shit test 💩 to bawienie się uczuciami faceta, prowokowanie go do różnych zachowań. Ściśle się wiąże z punktem "Gierki, by facet dostał przez nią szału", ponieważ opisane tam metody stosowane są w Shit testach 💩 . Jakie są cele shit testów? Tego nie wie nikt. Kobieta - z jednej strony chce, by facet o nią walczył, by ją szanował, obsypywał kwiatami i adorował. Chce, by poświęcał jej czas i uwagę, zawsze był czułym Misiem Z drugiej strony, jeżeli facet za bardzo się stara - frajer! 😂 Kobieta z jednej strony chce być doceniana, z drugiej olewana. Chce, by facet był czuły, a zarazem czasem ją zwyczajnie opierdolił i się nie odzywał. Logiczne wszystko, prawda? 😂 Shit testy to są gierki stosowane po to, by przetestować mężczyznę - ale nie, żeby zbadać, czy jest fajnym facetem. To są testy, by sprawdzić, czy będzie za panną latał, czy "zachowa się jak maczo i oleje". Push & pull jest tutaj stosowany nagminnie. Nigdy nie zapomnę takiej Kaśki sprzed 2 lat. Ona mi cały tydzień robiła shit testy, zanim w końcu wpadła w ramiona. Gdy ją jakiś czas później zapytałem, "robiłaś te testy żeby sprawdzić czy za tobą będę latał"? A ona "gdybyś latał wtedy za mną to byłbyś dla mnie cipą". Kulturka musi być Tymi słowami kończę swój wywód, swoje wypominki, swój katalog pierogów z różnorodnym farszem. Mam nadzieję, że chociaż miło się bawiliście, czytając to 😂 Temat jest szeroki jak Ocean Spokojny, a plama śmieci na nim to pikuś przy kobiecych pomysłach Dlatego zachęcam wszystkich do dyskusji i dodawanie innych przypadków gierek i testów
  44. 37 points
    Witam panowie. Od x czasu spotykam się z pewną damą. Nie dalej jak we wtorek, pani dzwoni abym do niej przyjechał wieczorem. Na co odpowiedziałem, że jest to niemożliwe, gdyż gra Milan z Piątkiem w Pucharze Włoch i wieczór mam zajęty. Najwyżej po meczu mogę odwiedzić. Kobieta jak to kobieta, mówi obejdzie się!(rozszczenia, że mecz ważniejszy! ) Mówię ok. To nie przyjadę. Dużo mi nie trzeba mówić. Meczyk oglądany w męskim gronie, plus whisky w pakiecie, przecież dziś już nie prowadzę Koniec meczu, towarzystwo się rozeszlo do swoich mieszkań, w ten telefon.... - Gdzie ty jesteś? - W domu, ogarniam się i kładę się spać. - Żartujesz sobie? Wykąpalam się, czekam a Ciebie nie ma! - Słucham? Miałem nie przyjeżdżać, poza tym wypiłem whisky więc odpada.. - Wkurwiłes mnie! (myślę sobie, pani stapa po kruchym lodzie) No ale nic, olałem. 15 minut Dzwoni... - Jak ty mnie potraktowałes?! Powtarzam gadke na temat tego, że miało mnie nie być.... A pani odpala petarde. - To nie moja wina, że jesteś tępy! I nie rozumiesz kobiet.... No i huj. Pani włączyła guzik chama w mojej osobie. Bunt należy dusić w zarodku! Nie przebierajac w słowach, powiedzialem co o niej sądzę i jej zachowaniu. W skrócie "wypierdalaj mi z oczu" ubrane w eleganckich słowach. Czerwona słuchawka i koniec rozmowy. Nalelem whisky i do snu. Drugi dzień, pani foch, zero odzewu. Mi w to graj, spokojny wieczór będzie. Ale nieeee, chomik w głowie damy wybiegał plan, jak by tu Stilla podejść! Sms: Wiem, że mamy(ona ma😉) trudne charaktery, bla bla bla i te ich racjonalizowanie sytuacji, ale przyjedź po pracy wieczorem, sprzedałam dziecko do mamy, to pogadamy.- Czytaj, uchyle szparki na zgodę No [email protected] kobietę.... Dama okazuje brak poszanowania a ja jeszcze mam lecieć dla dupy! Krótko odpisalem, prędzej Zygmunt zejdzie z kolumny w Warszawie, niż ja pojadę na skiniecie palca jak piesek! Chcesz przeprosić? Zapraszam,adres znasz. Pani.... Chyba sobie żartujesz i te słynne "jak chcesz" No kuźwa pani mnie rozbawila mentalnie Mija parę chwil, wywala kolejny atrybut kobiecej manipulacji. Stanowczością faceta, który ma jaja i nie da za bardzo pogrywac kobiecie, który zna swoją wartość, pani nazywa to tak: Przez to jak byłeś traktowany przez swoją EX, to teraz wszystkie kobiety mierzysz jedną miarą i je ranisz. Z początku rozbawila mnie tym tekstem, ale wracając pamięcią, to nie pierwszy raz słyszę to z ust kobiety. Zwalaja winę z siebie na inne kobiety, na faceta a nie zauważają tego, że poprostu spotyka na drodze silnego faceta, innego niż poprzedni. Tak więc panowie a szczególnie młodzi, gasic bunty kobiet w zarodku, bo będzie tylko gorzej i zmiela was na mielone a potem wysraja! Brak pl znaków. Piszę z tel.
  45. 37 points
    Witam serdecznie. Dzisiaj spotkałem przez przypadek kolegę że szkoły. Nie widzieliśmy się 10 lat. Standardowa gadka co u mnie co u niego. U niego jak u większości dramat miłosny. Facet bardzo szybko się ożenił zaraz po szkole. Po szkole pracował w Niemczech po kilku latach kupił dom za ponad 200 tyś plus go wyremontował, kobieta standardowo nic. Teraz rozwód w toku żona go zdradziła. Pojechał do pracy wrócił po 30 minutach, bo czegoś zapomniał. W łóżku inny gach. Teraz teksty zniszczę Cię, będziesz golcem itp. facet się boi pytał się mnie o prawników czy mam, bo nie chce wszystkiego stracić. Dlatego z miejsca apeluje do młodych mężczyzn w wieku 20 lat i ciut więcej na tym forum. Dziękujcie Bogu ( o ile istnieje ), że jest ktoś taki jak Marek, bo wiedza i audycje mogą wam życie uratować dosłownie. Zapomniałem dodać, że żona posądziła go że ją bije, psychicznie wykańcza :D. Słuchać, i uczyć się wielu z moich kolegów nie miało takiej wiedzy 8-10 lat temu.
  46. 36 points
    Pół żartem, pół serio Jaka ja jestem, dobra, fajna i modna do tego. Gość chciał normalną rodzinę, a nie karierowiczkę i kopną w d... konflikt interesów. Ohhh Erasmusie mój Erasmusie, tyle ja się uczyła, żebym zagranicą się ustawiła 😆 Jak ja lubię egzotycznych bolców, którzy potrafią zdominować kobietę, ja chcę SZEJKA!!!! "W poszukiwaniu egzotycznego bolca" na cudzy koszt 😆 Mieszka z rodzicami bo nie ma kasy, żyje na ich koszt dorabiając do tego ideologię. J/w z tym, że rodzice robią za opiekunów dla dzieciaka. Więc Ad 6,7,8,9 pomaga im w ten sposób, że żyje w ich domu, na ich koszt i łaskawie pozwala się opiekować wnukiem 😆 Próbowała złapać bad boya na dziecko, ale nie wyszło. Nadal liczy, że on jednak wróci/ nie jest pewna czy dziecko jest jego - pewnie obie opcje jednocześnie. W sensie że żyje na koszt rodziców i nie jest pewna kto jest ojcem? 😆 Szukam taty dla bąbelka/ może jednak bad boy wróci jak wstawię foteczki z nowym gachem, żeby był zazdrosny 😆 Szukam taty dla bąbelka/ bankomatu, intensywnie. Budowanie wizerunku, sprzeczne z tym co robi. Historia jej życia to seria przypadków i kiepskich decyzji. Ja ktoś podkreśla wielokrotnie, że nie pił czy nie ćpał, to na 99% robił to wiele razy, paliła zapewne jak lokomotywa być może rzuciła. Sam fakt podkreślania młodego wyglądu i braku nałogów wielokrotnie, świadczy o niepewności do tego jak jej wygląd oceniasz i czy pod warstwą tapety dostrzegasz ślady rozrywkowej przeszłości. Komplement i w sumie żadne osiągnięcie wystarczy rozsądna dieta bez przeżerania się i umiarkowany wysiłek fizyczny, żeby facet 40+ a nawet 50+ wyglądał młodo. Zamiłowanie do egzotów, życie podporządkowane szukaniu egzotycznej kutangi, skakanie z kwiatka na kwiatek, brak perspektyw zawodowych, dalsze życie fantazjami. Próba złapania bad boya na dzieciaka po uderzeniu w ścianę, nie powiodła się. Desperackie poszukiwania tatusia dla bąbelka i bankomatu w jednym.
  47. 36 points
    Hej, byłem dzisiaj na Speed Dates i aż muszę się pochwalić ! Zasadą szybkich randek jest to, że kobiety siedzą, a faceci co jakiś czas przechodzą. Nadeszła kolej na zmianę - dzwonek i przeszedłem do stolika średnio-atrakcyjnej kobiety. Wywiązał się między nami następujący dialog: [JA] Cześć, miło mi poznać, jestem Michał. [ONA] Cześć, jestem Asia. [JA] Co słychać ? [ONA - bardzo napastiliwym tonem] "Co słychać" ? Co to ma być za pytanie ? I co ja mam Ci niby odpowiedzieć ? Może ty mów co słychać... [JA] Wiesz co, nie chce mi się Ciebie przekonywać. Mam lepszy pomysł jak spędzę te pozostałe 5 min z Tobą.... Następnie wyciągnąłem telefon, odpaliłem jakąś stronę i zacząłem czytać, zupełnie ją ignorując. Skończyło się tak, że laska była czerwona ze złości, a ja pełen luz i zachowana godność. Potem zebrałem parę piątek od innych facetów na tych szybkich randkach, bo okazało się, że babsko wobec nich też było napastliwe. Kocham to forum !!! Pozdro, M
  48. 36 points
    Gdy oni to nagrają, wszyscy biją brawo. Gdy na forum to pokazujemy, opisujemy itd., wyzywają nas i wyśmiewają. Dziwny ten świat...
  49. 36 points
    Dobry wieczór, Prawie 5 miesięcy temu moja narzeczona postanowiła przeskoczyć na zasobniejszego samca przy czym mnie oklamywała, pewnie i zdradziła oraz wbiła takie poczucie winy, że ledwo mogłem na siebie patrzeć. Moja samoocena spadła chyba do zera. Teraz po ponad 5 miesiącach wyszedłem na prostą wrócił stary,ulepszony patz i patrzę z podniesioną głową ku przyszłości. A co u niej. Hmm wczoraj dostałem sms ,jedynie jej numeru nie zablokowałem.. Pamiętam jak w tamtym roku spędzaliśmy dzień kobiet. Zabrałem ją do restauracji , a potem akcja w hoteliku prawie cała noc. Myślę, co za numer do mnie pisze 😅. -Znamy sie? - Już o mnie zapomniałeś wiedziałam,że mnie nie kochałes. -hmm Aśka? -Tak -Odezwę się później , bo wiesz co musze z dziadkiem porozmawiać chcą przepisać na mnie mieszkanie wiesz to co Ci pokazałem, do usłyszenia. - Dobra. Mija kilka godzin ,a ona -Jak tam już załatwiłeś sprawę? -Halo No i zadzwoniła raz. Dzisiaj przez cały dzień napisała 3 smsy. -Cześć jak bedziesz mógł odezwij się. - Czemu mnie olewasz? -Dobra spierdalaj, chciałam Ci dać druga szansę. -Nienawidzę Cię!!! Dzięki Bogu, czy jakiejś sile, która uratowała mnie przed nią. A ja chciałem z nią rodzinę zakładać.. Jak kiedyś bedziesz to czytać Asiu, Asieńku, Asiuniu. To dziekuje Ci , otworzylaś mi oczy już totalnie i wiem , że nigdy nie łączyć się z kobieta w której to matka rządzi w domu. I uznajesz ja za swoją najlepszą przyjaciółkę, oraz taką która ma koleżanki rozwodki. I taką która mówi, że kasa dla niej się nie liczy. Pamietam dokładnie twoje słowa, gdy wróciłem z Niemiec. "Ja nie chcę by twoi rodzice myśleli, że lecę na hajs" Zdrówka. Udanego weekendu, aż idę sobie kielona strzelić 😁.
  50. 36 points
    Raz, ile masz lat, że żyjesz dalej z rodzicami i siostrą, która ma 34 lata. Możliwie najszybsza wyprowadzka to dla mężczyzny zbawienie. Koniec i kropka. A napierdala na ciebie, bo nie ma innego faceta, więc na kimś musi wyładować frustrację. Do tego dochodzi okres i zmiany hormonalne, więc i to z dużym prawdopodobieństwem. Jak odbijać? Trzeba gnoić w każdej chwili, aż do gleby. Nie pracujesz, nie rozkazujesz. Teksty w takim stylu. Możesz dołożyć więcej do rachunków i powiedzieć na głos, że widzisz, kto tutaj pomaga, a kto pasożytuje na biednych rodzicach. Trzeba wyjść samodzielnie z inicjatywą wpędzania w poczucie winy, w sposób wręcz przegięty. Tylko tak się obronisz podejmując identyczne, celowe działanie. To niestety jedyny ratunek. Wpędzanie w poczucie winy to strategia, która zamyka mordy również kobietom, jeżeli stosujesz systematycznie. Wstajesz i mówisz do niej i co kolejny piękny dzień bez pracy? W co grasz na telefoniku, może byś tak do pracy poszła? Kiedy się dołożyłaś ostatnio do rachunków, jesz za moje. Masz doprowadzić swoim zachowaniem do takiego stanu, że będzie bała się cokolwiek złego o tobie powiedzieć, bo zaczniesz eskalować na nią totalnym poczuciem winy. Tresura, jak u psa. A działa i to bardzo. Tak kobiety z nami postępują, ale same też nie są odporne na podobne praktyki. Pomóż rodzicom. Pomóż mamie, tacie. Siostra, skończyłaś zarządzanie, a na razie zarządzasz tylko lodówką, dupa ci rośnie mocno. Praca nie zając, co siostra? Wolisz sobie pograć, hehe. 34 lata, może męża być sobie w końcu znalazła. I wiele innych. Wszystko bym osobiście zastosował. Pracuję, więc relaksuję się w wannie, a ty za to capisz, ale nie chciałem ci tego wcześniej mówić. I co ci z tego zarządzania? Siostra, widziałaś się w lustrze ostatnio? (krzywa mina). Siostra, mam robotę dla ciebie. Pozmywaj gary.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.