Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 01/28/19 in all areas

  1. 11 points
    Siemka, dzis znów los mnie pozytywnie zaskoczył, gdyz miałem niespotykaną dotąd w moim życiu sytuację. Otóż dzis rano pojechalem pociągiem do innego miasta na badania. Wracałem dla odmiany pksem. Tak sobie wsiadlem z 20 min przed odjazdem bo na zewnątrz trochę pizgalo. Po jakimś krótkim czasie wsiada do busa laska ja wiem z 7/10. Kupiła bilecik i idzie w moim kierunku, wymienilismy sie uśmiechami i poszla dalej. Miałem słuchawki w uszach, troszke mnie zmulilo, wiec zdrzemnalem sie chwilę. Podróż mi mijala w miare spokojnie az owa wyzej opisana niewiasta podeszla do mnie i mówi 'cześć jestem Marta tutaj masz mój numer telefonu, jak chcesz to sie odezwij'. Bylem w strasznym szoku i w sumie nie wiedziałem co powiedzieć bo jeszcze w takiej sytuacji nie byłem, wiec wybakalem cos w stylu'aaa oki' 😄 No nie powiem ego mi to polechtalo, az wykorzystałem swój pozytywny stan i zagadalem przy wyjściu do jeszcze innej panci przy czym spotkalem sie z wielką aprobata z jej strony, podalem jej swój numer i poszlismy w swoją stronę..
  2. 8 points
    No jak? Przecież kobiety to nawet kwiatkiem... https://www.sadistic.pl/zdziwiona-vt488095.htm?fbclid=IwAR34aBOzGLWPf_-8vb7zlAJQU300AwcRMH-TqaRXhNbPu9Y5wQVJy8kPlLE Ps. Ładnie weszło xD
  3. 8 points
    Tak, tak bo my się boimy "silnych i niezależnych". Odpisze ci z mojego doświadczenia. Jestem z profesji, która nie boi sie bandytów, przynajmniej takich jak dotychczas występowali w PL, więc bab sie tym bardziej nie boję. Nawet tych "silnych i niezależnych". Spotykałem się na dłużej lub krócej z prezeskami firm, kierowniczkami w korpo, wiceprezeską sądu okręgowego, z siędzinami ( do dzisiaj mam sex friend kontakt), z prokuratorkami ( do dzisiaj mam sex friend kontakt), z policjantką, z córkami znanych osób ( nie masowo, ale były), z dentystkami, lekarkami, projektantką mody, a nawet z "kapitanką" portu, oraz wieloma innymi. Lubię ogarnięte baby. Nie mam nic przeciwko ustalaniu hierarchii w związku ( pod warunkiem, że się podporządkują hhehehe), a wnioski jakie wyniosłem z tego całego partnerostwa są takie: "te silne i niezalezne" nie mają "szczęscia" w związkach, bo są popierdolone (teraz się to nazywa silna i niezależna). Nie jest możliwe, żeby przy takim przemiale jak miałem, nie znaleźć takiej która mi pasuje, jeśli to tylko kwestia silnego charakteru i umiejętności ogarniania tych "silnych" kobiet. Nie możliwe też jest, że wszyscy faceci, którzy byli z nimi przede mną, nie umieli ich okiełznać. Pozostaje jedna, wspomniana możliwość - sa popierdolone z charakteru. Dlatego wolimy "sliczne, zagubione, potrzebujące uwagi i nieodpowiedzialne" ( co jest tylko "epitetami" na normalne kobiety, wymyślonymi przez popierdolone z zazdrości), bo z nimi można się dogadywać bez codziennej walki, fochów i pierdolenia o "sile i niezależności". Tyle, że ten gatunek wymiera. Kiedy zaś, któregoś razu będziesz sobie leżała w łozku, i się zastanawiała jaki ten świat niesprawiedliwy, że silne i niezależne kobiety sa dyskryminowane, pomyśl, czy czasem po prostu nei jestes popierdolona. Bo to może być przyczyna twoich niepowodzeń. Ba, obstawiam, że to własnie jest ich przyczyna.
  4. 7 points
    Na wyraźną pogardę zasługuje fakt, że dziewczyna uderzyła po tym gdy się odwróciła i zobaczyła że: 1. jest nagrywana 2. ma atencję, ludzie patrzą Gdy już się upewniła że ma widownię, uśmiechnęła się delikatnie i MOCNO uderzyła chłopaka. @Bonzo z całym szacunkiem ale Ty chyba nie masz pojęcia o czym piszesz. Po Twoim tekście większość kobiet by Cię jeszcze mocniej zaatakowała fizycznie. Nie każdą da się też utrzymać, nie każdy zna duszenia, dźwignie itd. Ja bym nie uderzył, ale też i nie gadał, tylko od razu się spakował i nawiał. W sytuacji tego chłopaka bym oddał, pokaż raz u małolatów że dasz się napieprzać, to nie masz życia. W powyższej sytuacji co ten chłopak miałby zrobić, powiedzieć najprawdopodobniej socjopatce że nic mu nie zrobiła? Że nie da jej kanapek? I błagam Cię, nie pisz że liść nie zmienia kobiety, zmienia i kobietę i mężczyznę. Ktoś kto dostał, bardzo rzadko powtarza swój zły czyn.
  5. 6 points
    Jestem ciekaw, czy jakiś z braci lubi posłuchać muzyki klasycznej? 🙂 Od zawsze lubiłem posłuchać i dalej slucham. Często na odprężenie czy też przy książce. W aucie czesto słucham i widzę zdziwienie ludzi obok stojących, jak słyszą Chopina lecącego z głośników
  6. 6 points
    Haha ciekawe, że temat o finansach tak bardzo mocno poruszył niektóre Panie, do przekonywania na wszelkie możliwe..hmm manewry manipulacji do swoich racji😂😂😂 ileż emocji...ile postów... Autor tematu spytał tylko, czy nie jest nam wstyd?😂😂 posypały sie komentarze zasłaniające za wszelką cene, to, że jest im wstyd, ale w sumie to nie, bo przecież z jakiej racji hahahaha😂😂😂
  7. 6 points
    Mądry i inteligentny człowiek po prostu potrafi się posłużyć nożem i widelcem, zamiast je wyrzucać, żeby się nie pociąć. Poza tym, to że nie ma TV nie oznacza, że się nie odmóżdża np. na YT. Stosujesz chwyty niemal rangi kobiecego: "prawdziwy mężczyzna to to i tamto". Jesteś nimi otoczona. Włącznie z faktem, że piszesz na klawiaturze. Być może należy patrzeć na to jak na pewną symbolikę pod postacią pieniędzy - symbolikę zaangażowania czasu/zasobów/umiejętności a pieniądz jest tylko alegorią pozycji "givera", który musi w przeciwieństwie do "alfy" wypłacać rekompensatę za "dopuszczenie".
  8. 5 points
  9. 5 points
    Oczywiście że był szpieg, Chiny infiltrują wszystkich, muszą tak robić. Mądry polityk by grał Chinami i USA, np. negocjując że wygnamy Huaweia ale co za to dostaniemy - a "nasz" rząd pewnie znowu wejdzie do tyłka Trumpowi i nic z tego nie będziemy mieli...
  10. 5 points
    Ja uwielbiam samotne mamy, szybciutko dają się przekonać do figur geometrycznych w łóżku, bo myślą, że wydymają Freda. A to Fred wydymał je.
  11. 5 points
    Widać, że nie masz pojęcia o współczesnych relacjach damsko męskich bo piszesz, że mężczyźni sobie "wybierają" partnerki. Realia są takie, że przeciętny usłużny białorycerz nie wybiera tylko bierze co jest póki kobieta nie znajdzie odpowiedniego samca. Więc o czym tu mowa ? Wniosków też nie potrafisz wyciągać bo na forum większość opisuje nieudane związki z czasów białorycerstwa. Taki uległy biały rycerz nie poruszy biologicznego mechanizmu pożądania nawet u szarej myszki. Więc nie zazna czym jest pełnowartościowy związek z kobietą - taki gdzie każdy spełnia swoją naturalną rolę i się w niej spełnia. Jak mężczyzna wyjdzie z tego wciśniętego mu siłą poddaństwa biologiczne założenia zostają spełnione, można tak sobie fajnie pożyć i ja tak sobie żyję. Niepotrzebnie robisz ze stereotypowych kobiet (tych naprawdę kobiecych, tych normalnych) jakieś kaleki życiowe. Ważny jest jeden warunek - mężczyzna dominuje, przewodzi, chroni itd. Wtedy związek z myszką jest możliwy i przyjemny. Nawet z taką bardziej przedsiębiorczą i inteligentną. Jeśli natomiast myszka wchodzi mężczyźnie na głowę wszystko się pieprzy. A wchodzą, bo mężczyźni nie chcą dominować gdy od dziecka są uczeni bzdur typu: traktujcie kobiety w 100% serio! Spełniajcie każde ich zachcianki bo one wiedzą czego chcą! Dajcie im porządzić żeby się nie obraziły ! Kobieta nie jest gorsza od mężczyzny! Nie jest gorsza, jest inna. Więc inaczej funkcjonuje, nie można jej mierzyć męską miarą a jednak współczesne feministki są tak kurwa głupie, że się pod tą miarę same podkładają. Te "niezależne" to często wariatki jak już napisali wcześniej Bracia. Mają nasrane i z jakiegoś powodu starają się być bardziej męskie od samych mężczyzn. I po co? Nic im to nie daje oprócz tego, że mogą jakiś czas myśleć że są przez otoczenie podziwiane. Tymczasem prawda jest taka, że otoczenie ma to w dupie. My mężczyźni gapimy się głównie na ładne ciała, słuchamy miłego głosu, lubimy takie łaszące się kociaki pod nogami, lubimy tą pozorną delikatność itd. Szara myszka może dorwać konkretnego samca, nakręcić go i ten gość dostarczy jej sto razy tyle ile sama zdołałaby zdobyć. Tak działa natura. A "niezależne" są tak głupie, że próbują na nowo wynaleźć koło. Branie myszek to nie jest mierzenie nisko tylko postępowanie jak natura chciała. Jest najzdrowsze. Myszki są w porządku. Problem w tym, że pojawiają się takie jak ty - myślisz, że jesteś lepsza od nich bo prawdopodobnie MUSIAŁAŚ wykształcić w sobie cechy męskie ponieważ nie zdobyłaś faceta, który zrobiłby to za/dla ciebie. Ewentualnie masz jakiś inny problem. Trochę współczuję, trochę mam to gdzieś. Życzę znalezienia ogarniętego partnera bo od razu wyleczysz się z "niezależności". (To ty FatDaria?)
  12. 4 points
    Wszyscy na Podlasie A może jakiś weekendowy zlocik tam stworzyć..... 🤣 Wynajmiemy PKS i mała rundka po okolicach...
  13. 4 points
    Pełna zgoda! Już Rzymianie zauważyli że istnieją tylko cztery, banalnie proste, rodzaje umów międzynarodowych. Są to umowy typu: 1. Daję, żebyś dał. 2. Daję, żebyś zrobił. 3. Robię żebyś dał. 4. Robię żebyś zrobił. Natomiast nasi wspaniali "mężykowie" stanu w stosunkach z USA uprawiają zupełnie nowatorską formułę umów międzynarodowych: 1. Daję bo kocham wspaniałe USA 2. Robię bo kocham wspaniałe USA Jankesi to przecież nie idioci i skoro widzą że mają do czynienia z politycznymi jeleniami to nas dymają na całego! A poza tym sądzę, że i tak żadnego Fortu Trump (z prawdziwego zdarzenia) u nas nie będzie a jankesi przy pierwszej okazji (jeżeli będzie tego wymagał interes USA) sprzedadzą nas ruskom, tak jak to bez mrugnięcia okiem podczas IIwś uczynił ten przeklęty kaleka Roosevelt.
  14. 4 points
    Z dwojga złego, wolę jednak oddać niż nic nie zrobić. Nie mam czasu na obmyślanie jakich strategii. Tu trzeba zareagować błyskawicznie. W mojej ocenie, takie zareagowanie na przemoc służy przeważnie za nauczkę. Furiatka nie będzie raczej startowała do mnie z łapami drugi raz, jeśli spotka się z natychmiastową karą za przekroczenie mojej przestrzeni osobistej.
  15. 4 points
    Ale jak mist wagi koguciej wystartuje na ulicy z łapami do mistrza wagi ciężkiej, to musi się spodziewac ze dostanie w leb i polegnie. Ta sytuacja zas jest inna. Wagowo baba miała przewagę, a do tego miała przekonanie, że ot tak sobie moze przyjebac chlopakowi, bo ten nie ma przeciez prawa oddac. Gdyby wiedziala ze moze oddac, nie uderzylaby go. Nie jestem za biciem kogokolwiek, ale im juz sie w piz...ach przewraca od tych przywilejów.
  16. 4 points
    Jedną z podstawowych zasad w związku i to moim zdaniem bardzo dobrą, ponieważ już ją raz sprawdziłem na sobie, jest nieujawnianie swojej pensji drugiej osobie. Jest to bardzo proste. W sytuacji gdy mieszkamy razem, ponosimy wspólnie pewne stałe koszty jak opłaty za mieszkanie, jedzenie itp. Wystaczy na wspólne konto przelewać uzgodnioną wcześniej i taką samą dla obydwu stron kwotę, która pokryje te wydatki, a resztę zatrzymać dla siebie na swoje własne potrzeby. To jest dla mnie równość i równy wkład w związek. Jeśli druga osoba chce mnie zaprosić do kina czy restauracji, nie ma problemu, za jakiś czas rewanżuje się czymś podobnym. Tak jak @karhunapisał, nic nie stoi na przeszkodzie, aby jedna jak i druga strona stale się dokształcała, zbierała nowe doświadczenie, awansowała lub zmieniła pracę na taką gdzie będzie zarabiać więcej. Jakoś w tych emocjonalnych wypisach w tym temacie nie zauważyłem, aby panie poslużyly się "argumentem" jakie to one są biedne i pokrzywdzone oraz, że rola faceta to przecież zarabiać i przynosić kasę do domu. Chyba, że nie doczytałem tu czegoś. No własnie taka to równość. Także czekam. Ja posiadam tv, ale tylko do tego,a by móc oglądać piłkę nożna, ewentualnie inny sport. Rozumiem, że nie zaliczam się do grona inteligentnych. No co za manipulacja.
  17. 4 points
    Brawo, niech sucz zapamięta, że ludzie to nie worki treningowe i mogą oddać.
  18. 4 points
    https://m.demotywatory.pl/4905329/Logika-kobiety-na-prostym-przykladzie
  19. 4 points
    Dlatego coraz więcej facetów traktuje was jak worek na spermę😉
  20. 3 points
    Akt pierwszy... Poznaliśmy się na pewnym popularnym portalu randkowym, gdzie ona w piątkowe wieczory zabijała nudę (ojciec dzieci zabiera je wtedy na noc) a ja świeżo rozwodzie i zakończeniu 8 letniego związku, szukałem chyba bardziej zapomnienia niż jakiejś tam miłości swojego życia. Miała fajne zdjęcie (takie inne od wszystkich) odpowiedni wiek (ona ok. 40, ja ok. 45) jakieś dzieci (mi akurat pasuje, bo też mam) no i była naturalnie ładna w sensie że bez kilograma tapety na ryju i ufarbowanych kudłów mogła się podobać wielu facetom, ale przede wszystkim była zajebiście inteligentna, a przy tym nie taka nadęta jak te wszystkie tam gwiazdy, łapała w mig moje żarty, odróżniała ironię i sarkazm od bycia chamskim gburem, a co w tym wszystkim najśmieszniejsze, to bardzo szybko się okazało, że jej były facet, ojciec jej dzieci, to mój koleś, który mieszkał kiedyś klatkę obok mnie i byliśmy tzw. chłopakami z podwórka, miałem więc o tyle ułatwione zadanie, że nie musiałem się specjalnie wysilać nawet, żeby ją "zbajerować" na tym portalu, bo gadka kleiła się sama, po jakimś czasie zaczęliśmy się regularnie spotykać, nasze dzieciaki też się polubiły, no i tak to się zaczęło. Akt drugi... Pierwszy rok znajomości, to była prawdziwa sielanka. Spotykaliśmy się kiedy tylko było to możliwe, pieprzyliśmy się bez przerwy, a weekendy spędzaliśmy jak przykładna rodzinka z reklamy Winiary, ona, ja, nasze dzieci. W niedzielę wieczorem wszyscy się rochodzili i wracali do siebie, mój syn do swojej mamy, ja do swojego mieszkania, moja królewna z dzieciakami do swojego i tak to sobie leciało, aż zaczęło się powoli psuć, najpierw jakieś drobne sprzeczki i fochy (mnie wkurwiało na przykład to, że umawiam się z nią gdzieś o tej i o tej godzinie, a ta sobie nie przychodzi, bo coś tam) potem poważniejsze kłótnie i tak zwane ciche dni z tym że zawsze to ona musiała coś zjebać, a potem się dąsała, że ją opierdalam albo się obrażam, a ja się nie obrażam tylko mam wypierdolone na laskę, z którą przez dwa tygodnie się umawiam na romantyczny weekend nad morzem w naszą pierwszą rocznicę i wszystko co miała zrobić, to zarezerwować pokój w pensjonacie (ja zapierdalałem w tym czasie na budowie w Berlinie, dlatego poprosiłem ją o załatwienie tego) a ona w ostatniej chwili mnie informuje, że to jednak głupi pomysł, bo taki pensjonat to przecież kosztuje i po co w ogóle bla bla bla, żeby jakis czas później niechcący się wygadać, że w tym samy czasie przebywał w naszym mieście wielki kurwa celebryta obciągacz parów niejaki Michał Piróg (kto to w ogóle jest do chuja wacława?) i jej córka bardzo by chciała mieć z nim zdjęcie, bo to jej idol jest. Jej córka po pierwsze była wtedy u swojego ojca, który mógł dopilnować, żeby córeczka sobie zrobiła zdjęcie ze swoim idolem, o którego istnieniu dowiedziała się chyba tydzień wcześniej jak miał do nas przyjechać, ale to szczegół. No więc nie, moja ukochana uznała że zdjęcie córki z jakimś lachociągiem jest ważniejsze od naszych ustaleń, od naszej rocznicy, od jebanego weekendu nad morzem i postanowiła osobiście dopilnować, żeby córcia to zdjęcie miała. Oczywiście że dostałem wtedy szału i zacząłem baczniej się przyglądać. Akt trzeci... Drugi rok znajomości, to było już powolne opadanie, bo nagle zaczęło do mnie docierać jakim jestem pierdolonym frajerem, że to szok. Im więcej się kłóciliśmy, tym rzadziej się widywaliśmy, a im rzadziej się widywaliśmy, tym więcej miałem czasu na przemyślenia, a im więcej o tym wszystkim myślałem, tym mocniej się zastanawiałem nad tym CO JA TU KURWA ROBIĘ? PO CO MI TO WSZYSTKO? NA CO MI TO? Żeby bzyknąć raz na miesiąc, o ile zasłużę i będę miał farta, że akurat trafię w jej dobry nastrój? A jeśli nie trafię, to co wtedy? I tak było rzeczywiście. Przychodziła do mnie albo ja do niej i już od progu wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem tylko co. Jeden piątek, drugi piątek, trzeci piątek, czwarty piątek... no ileż można nie ruchać! W końcu zauważyłem dziwną prawidłowość, że im bliżej weekendu, tym intensywniej moja królewna szuka pretekstu do kręcenia afery o dosłownie wszystko, powody tak z dupy wzięte, że nawet nie będę się rozpisywał, bo i tak nikt nie uwierzy. Jeden przykład poglądowy: dzwoni do mnie w któryś czwartek około południa i mi opowiada jak to rozmawiała dzisiaj przez telefon ze swoją siostrą i się pożarły, bo ona jej powiedziała, a tamta powiedziała... A ja jestem w pracy. Stoję na dachu budynku i pilotuję dźwigowego, który mi z dołu podaje na taras palety z oknami. Obok moi ludzie i jeszcze druga ekipa tynkarzy, żeby nam pomóc we wciąganiu tego ciężkiego chujstwa do środka, wszyscy stoją i czekają na mnie, a ta mi pierdoli przez telefon o swojej siostrze jakiejś. Mówię do niej, że nie mogę teraz rozmawiać, wpadnę wieczorem to pogadamy, a ona na to żebym spierdalał wieczorem, bo wieczorem dzieci się uczą i że w takim razie to nie ma sensu, bo nie daję jej wsparcia... No i tak to mniej więcej wyglądało za każdym razem, gdy tylko zbliżał się czas weekendu. No dosłownie wszystko robiła tylko po to, żeby zjebać atmosferę, nie dać mi dupy za karę i siedzieć całą noc naburmuszona tylko po to, żebym ja nigdzie sam nie polazł. Po któryms z kolei takim zagraniu zaczęło mnie to wszystko już wkurwiać z lekka, bo jak ja mam siedzieć w jakimś syfie, zapierdalać na każde wezwanie (przynieś, wynieś, zawieź, podwieź, załatw, zrób, pomóż, napraw, zobacz, sprawdź i tak do zajebania) i gówno z tego mieć dla siebie, tylko fochy, dąsy i szczucie dupskiem, którego i tak nie dostanę, bo ona wiecznie zmęczona i śpiąca... noż kurwa, laska pracuje w aptece, chuja tam wielkiego robi, tylko siedzi na piździe i książki czyta albo na fejsie z kimś pierdoli, to faktycznie po tygodniu tak ciężkiej pracy może nie mieć już siły na nic. Za to ja mogę. Ba, muszę. Dla mnie nie ma takich słów jak "zmęczony po pracy" czy "muszę odpocząć" albo "zrobię to jutro" nie i chuj. Zrobisz to teraz a jak skończysz, to coś ci znajdę. I nie licz na to, że jak już wszystko zrobisz tak jak chcę, to ja ci się odwdzięczę jakimś seksem czy czymś innym, o nie mój drogi. Na to to trzeba sobie zasłużyć, a to co robisz czy coś tam mi naprawisz to są normalne obowiązki mężczyzny, każdy to robi. Droga ku wolności... Trzeci rok znajomości rozpoczęliśmy od wspólnego zamieszkania ze sobą, co zresztą na niej siłą niemal wymusiłem, bo gdyby mogła, to pewnie by ciągnęła w nieskończoność relację opartą na wysługiwaniu się zakochanym kretynem w zamian nie dając od siebie nic. Tłumaczyłem jej milion razy, że takich lasek jak ona, roszczeniowych i leniwych babsztyli, które jedyne co mają do zaoferowania to podstarzałe ciało z przemijającymi już niestety śladami dawnej urody, to w internetach siedzą tysiące i tylko czekają na jełopa, który będzie im przysługi różne świadczył nie wołając za to pieniędzy, tylko wpadnie na obciąganie i wypnij tyłek od czasu do czasu i żadna to dla mnie atrakcja tkwić w związku z wiecznie obrażoną królewną, która nie rozumie, że za darmo nie ma nic. Nigdy. Jak coś ode mnie chcesz, to sama też musisz coś dać w zamian. Tyle weźmiesz ile dasz. Tak to kurwa działa na tym świecie. Albo ona jest odporna na argumenty, albo ja mam za słaby dar przekonywania. Po wspólnym zamieszkaniu nie zmieniło się zupełnie nic, a nawet gorzej, bo doszły mi tylko nowe obowiązki oraz coraz więcej kłótni, kiedy próbowałem protestować czy otwarcie się stawiać. W końcu doszło do tego, do czego musiało prędzej czy później dojść i padł z jej strony argument ostateczny - wynoś się z tego domu. O co poszło? O kotlety. A konkretnie o to, że miała te jebane kotlety usmażyć w niedzielę na obiad. Ja miałem pojechać w tym czasie po ziemniaki i coś na surówkę. No to pojechałem. Wracam do domu, a ta leży i napierdala w telefon. Nic nie mówiąc usiadłem obok i zacząłem obierać ziemniaki które przywiozłem. Następnie umyłem sałatę i zacząłem szykować sos do surówki. Nagle ona wstaje i zaczyna się ubierać. Nic nie mówię i robię swoje. Poszła do jakiejś koleżanki. Ja zostałem w domu sam z dzieciakami. Super. Wróciła po chyba dwóch godzinach, pokręciła się po chacie, pograła przez godzinę w grę na telefonie, coś do kogoś napisała i znów zaczyna się ubierać. Nie wytrzymałem i się pytam czy znowu gdzieś wychodzi. Na co ona - a co, nie widać? Poprosiłem więc grzecznie, żeby w takim razie zabrała ze sobą dzieci, bo ja jestem głodny, obiadu nie ma, więc pojadę na miasto zjeść. Dostała szału, ale zacisnęła zęby i kazała się ubierać bachorom. Ja w tym czasie się ulotniłem i pojechałem z moim młodym na pizzę. Jak wróciliśmy, to jej jeszcze nie było, więc siedzieliśmy do wieczora sami we dwóch. No i chuj. Obejrzeliśmy jakiż film i odwiozłem go do byłej, a wkurwiony byłem już tak, że dach w samochodzie mi się zmarszczył jak zamykałem drzwi. No i wracam do domu... Ta już jest, ale nic się nie odzywa, to ja też nie i chuj z nią. Zbliża się pora spania, ja już w łóżku, a ona jak gdyby nigdy nic: - ty jutro jedziesz do roboty? - jutro jest sylwester i nikogo nie będzie - to znaczy tak czy nie? - to znaczy nie - ja idę do apteki na rano - fajnie - dzieci zostają w domu i nie ma dla nich obiadu - ach tak? - tak, dlatego zrobisz im kotlety - ja zrobię? te kotlety co ty je miałaś dzisiaj zrobić? - a co to jakiś problem? - ty poważnie teraz mówisz czy jaja sobie robisz? - ja będę w pracy, a ty w domu, to chyba możesz kotlety usmażyć, czego tu nie rozumiesz? - no w sumie logiczne, tylko widzisz jest jeden mały problem jakby... - jaki znó‬w problem? - taki problem, że w piździe to mam - słucham? - który fragment mam ci powtórzyć? - rozumiem że nie zrobisz dzieciom obiadu, bo jesteś obrażony i będziesz teraz stroił fochy? - nie, nie rozumiesz. nie zrobię dzieciom obiadu, gdyż ponieważ albowiem nie jestem waszym służącym - tak wiem, już to słyszałam. to w takim razie będziesz tak uprzejmy, spakujesz swoje rzeczy i do widzenia - serio? - serio serio. kiedy najszybciej mógłbyś to zrobić? - no nie wiem, muszę coś znaleźć najpierw, pieniędzy nawet nie mam na kaucję i wynajem, musiałbym załatwić... - a to mnie już gówno interesuje, do końca tygodnia ma cię tu nie być - w porządku, jak chcesz - dziękuję Kurtyna opada i zjeżdża na linie wielki napis The End... Kasę musiałem pożyczyć od byłej żony. Nie miała oporów, żeby mi przelać pięć koła od tak do "kiedyś tam jak będziesz miał" ale co się wstydu najadłem, to przez całe swoje życie chyba tyle nie. Po nowym roku ogarnąłem jakiś kwadrat do wynajęcia i wyjebałem stamtąd w pizdu jak ta moja była w pracy. Nie minął nawet miesiąc, a już do mnie wydzwaniają byłe dupy z którymi kiedyś tam się bujałem czy nie mam może wolnego wieczoru i ochoty, żeby się spotkać "na kawę" aż opędzać się muszę. Wczoraj miałem ustawione takie ruchańsko z jedną taką moją Dorotką, że chyba by jej dupę rozerwało jak bym z nią skończył, to odpieprzyć się nie chciała, kiedy zacząłem wymyślać wymówki, że nie mogę bo coś tam gówno sraczka. Może i mogę, ale nie chcę. To jest najmniej ważne akurat. Najważniejsze jest to, że kiedy dzisiaj tak sobie siedzę albo leżę i o tym wszystkim myślę... Owszem, zachowałem jakieś tam wspomnienia, bo nie zawsze było chujowo, bez przesady, tak jak pisałem przez pierwszy rok na serio się zabujałem, mało tego, po wprowadzeniu się do niej byłem tak szczęśliwy i podjarany, że następnego dnia kupiłem jej pierścionek zaręczynowy (wypierdoliłem na ten cel trzy tysiące zaliczki z kolejnej roboty, brawo ja) a dwa tygodnie później się oświadczyłem w naszej ulubionej restauracji. Jej mina, gdy znalazła pierścionek w fasoli... jakby dostała kupon rabatowy do biedronki, zero emocji, żadnego dziękuję, no ładny pierścionek a gdzie cukier do herbaty? Podsumowanie i wnioski... W sumie to już przynudzam, bo nie mam jakoś żadnego pomysłu na efektowne zakończenie mojego pierwszego powitalnego wpisu, a pisać mógłbym przez trzy kolejne noce bez przerwy o tym jak pańcia nie wiadomo kiedy z wielkiego wytatuowanego oprycha zrobiła bezwolne popychadło i osobistego lokaja, któremu wystarczyło zakręcić dupą przed nosem, żeby zapierdalał jak opętany na wysokości lamperii bez chwili na oddech czy choćby na jakąś refleksję w stylu - coś ty kurwa ze swoim życiem zrobił... Jakie płyną wnioski z mojej historii? Wniosek jest w zasadzie jeden - jeśli pojawiają się wątpliwości, to nie ma wątpliwości. Brnięcie w szambo po szyję cały czas licząc na to, że jeszcze wszystko się ułoży, kiedy kolejne fale gówna zalewają ci twarz... Nic się już nie ułoży. Dlatego zamiast sobie wmawiać, że nie jest aż tak przejebane jak mogłoby być, bo inni mają gorzej, trzeba zadać sobie jedno zasadnicze pytanie - czy nie mogłoby być inaczej, bo w końcu jacyś inni mają do kurwy nędzy lepiej. Dzięki za uwagę i dotrwanie do końca. Pozdrawiam.
  21. 3 points
  22. 3 points
  23. 3 points
    @The Motha Mają nas za mizoginów, seksistow i stulejowcow..... A tu proszę, jakie wrażliwe, głębokie duszyczki
  24. 3 points
    Godzinę temu spotkałem się na Podlasiu z @XYZ świetny człowiek, pozytywnie nastawiony do życia
  25. 3 points
    Podlasie i wszystko jasne:
  26. 3 points
    Wzruszam się zawsze jak to słyszę, choć muzyki klasycznej nie słucham
  27. 3 points
    Po 1 niepotrzebnie tyle razy ją zapraszałeś skoro ona swoimi odmowami dała Ci wyraźny sygnał : koleś, odczep się. Z kobietami jest tak, że jak się jej podobasz to ona znajdzie czas na te spotkanie a nawet jak naprawdę, podkreślam naprawdę nie będzie go miała, to sama zaproponuje inny termin. Innymi słowy wyjdzie z inicjatywą i pokaże, że hej, ja chcę się z Tobą naprawdę zobaczyć. Po 2 to, że Ci się nie dawała dotykać, itd tym bardziej potęguje punkt pierwszy i pokazuje, że od razu wylądowałeś we friendzonie. Nudziło się jej, potrzebowała jakiejś atencji, bo przeciętna z wyglądu a ego podbić sobie trzeba a jak przy okazji coś jej kupisz/postawisz, tym lepiej dla niej. Kto nie lubi czegoś za darmoszkę? Po 3 niepotrzebnie się zbyt szybko zaangażowałeś i już stworzyłeś w swojej głowie wizję, której w realnym świecie nie ma. I teraz cierpisz głównie przez to, że sobie taką wizję stworzyłeś - wniosek jest jeden, jesteś NEEDY. A jak jesteś needy, to jesteś mega odpychający. Kobiety ich nienawidzą. Po 4 co wynika z powyższego, to nie jesteś w jej typie i w żaden sposób jej nie imponujesz, nie ma chemii, nie będzie związku ani seksów. Po 5, sprzeczne sygnały w 99% przypadków oznaczają brak zainteresowania i to, że ona się Tobą bawi. Reasumując, jeśli chcesz ją zabawiać i skakać przy niej jak jej prywatny błazen to proszę bardzo ale nic z tego nie będziesz mieć. Na dodatek Twój stan będzie się pogarszał a Ty tylko stracisz czas oraz pieniądze. Co zatem proponuję? Odciąć się od tej kobiety, zadbać o siebie, zbudować solidny mindset i zacząć z paniami jeszcze raz. Mądrzej.
  28. 3 points
    W szkole zawodowej byłem świadkiem takiego zdarzenia. Siedzę na ławce w korytarzu szkolnym przed salą gimnastyczną. Dostrzegam w dali na końcu sali jakąś awanturę, między niewiastą a młodym gentelmenem usiłującym na spokojnie coś wyjaśnić swojej koleżance, widać to było po jego mowie ciała. Niestety niewiasta stawała się coraz bardziej głośniejsza i agresywniejsza, tak jak by chciała go uderzyć. Po chwili wymiany zdań chłopak od niej odchodzi, z zażenowania, kiwając głową tak jakby nie, nie wierzę. Dziewczyna idzie za nim pewnym krokiem i kopie go z całej siły w tyłek. Koleś błyskawicznie się odwrócił złapał ją za obie ręce (które już chciały okładać jego twarz) podniósł mocno do góry i podciął jej nogi po czym puścił jej ręce, aż dziewczyna z hukiem usiadła na podłodze. Musiało ją bardzo zaboleć dupsko sądząc po krzyku ałaaa i mocno pofałdowanym grymasie twarzy. Ona go kopnęła, a on nawet jej nie oddał. Zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Moja klasa z dwudziestu chłopa głośno klaskała dłońmi.
  29. 3 points
    Ciekawostką jest, że nasze możliwości intelektualne są ściśle związane z odpowiednimi hormonami. Udowodniono, że kobiety w różnych fazach cyklu są w różnym stopniu wydajne intelektualnie.
  30. 3 points
    Argument w rozmowach z USA. Bardzo prosty - jesli Wy nam nie załatwicie (tu lista spraw, np 447 "Just" czy też kasa na budowę infrastruktuy wojskowej dla bądź co bądź Was) - to my ocieplimy stosunki z Chinami. To spokojnie wystarczy - bo co jak co ale czym taki argument jest - to Amerykanie wiedzą lepiej niż my. To nosi nazwę tak zwanej "polityki elastycznej". Przykładowo - takową prowadzi gość zasługujący spokojnie na tytuł męża stanu - turecki premier p. Recep Tayip Erdogan. Gdy Amerykańce mu coś za bardzo podskakują - ociepla stosunki z Putinem i już jest wszystko w porządeczku. Polityka jak wspominałem polega na prostych dwóch pytaniach: 1. Jesli mam coś dla ciebie zrobić - to co mi za to dasz ? 2. Jesli tego dla ciebie nie zrobię - to co mi za to zrobisz ? Koniec. Reszta to pierdolimento. Zapędy Niemiec w kierunku nie tylko Polski hamuje nie tyle obecność wojsk amerykańskich w Polsce ile obecnośc wojsk amerykańskich w Niemczech (znajdujących się tam nieprzerwanie od 1945 roku) Bo Amerykańce do dzis nie mają pewności czy aby Hitler nie zmartwychwstanie. I dlatego Niemcy nie mają własnej armii. Przypominam, że Bundeswehra jest włączona całkowicie w struktury NATO w Brukseli, a tymi dowodzi zawsze jakiś amerykański generał. I Bundeswehra nie ma swego sztabu generalnego.
  31. 3 points
    Dobrze zauważyłaś. Bo chcemy żeby ktoś nas docenił, żeby pochwalił. Chcemy być potrzebni. Bycie potrzebnym to u mężczyzny podstawowy czynnik szczęścia (w tym realnie użyteczna praca). Nie kobieta, nie dobra materialne. Słabsze kobiety docenią bo dla nich nasze poświęcenie coś znaczy. Przy okazji realizujemy zapisany w naszych genach schemat obrońcy-żywiciela. Osobiście nie chce mieć "silnej i niezależnej" kobiety. Szczęścia mi taka nie da bo nie będę jej potrzebny, a kontrolować, czy manipulować moze sobie te tabuny chcących uchodzić za samców alfa. Ja podziękuje. Mnie tego typu rywalizacja już nie interesuje. Kobiety w obecnych warunkach feminizacji społeczeństw chcą udowaniać ze są równe mężczyznom, albo od nich lepsze. Nie są.
  32. 3 points
    1. Dostałes z liścia i zareagowałeś - "tak jest kochanie, będzie jak sobie życzysz" - to można uznac na wyraz słabości 2. Dostałeś z liscia i oddałeś takiego samego liścia - to jest wyraz takiej samej słabosci. Dlaczego ? To proste. Facet, ktory oddał liścia za liścia po pierwsze - dał się skutecznie sprowokować, a po drugie - wykazał najdalej idącą słabość dlatego, że nie ma żadnych innych argumentów poza machaniem rękoma, a to potrafi każdy idiota. To żadna sztuka. Sztuką jest tak zagrać by kobieta, ktora sprzedała Ci liścia - zapamiętała to jako swój cięzki błąd. A takie coś zadziała na kazdą jednostkę. Zawsze. Jak zwykle bezcennych wskazówek udziela nam Wielki Szu. Jurek - taksówkarz zapytał: - a co jesli nie uda się wsadzić żadnego numeru ? - wtedy musisz zdobyć przewage psychiczną, zabrać przeciwnikowi nerwy. Jest twój ! - to tak jak pan zrobił z Mikunem i prezesem ? - nooo, mniej więcej..... I to baba ma tracić nerwy. Nie Ty.
  33. 3 points
    Kolejne multikonto Archa zarzuca mi trolling Zbastuj. Piszesz ciekawe rzeczy, ale musisz zrozumieć, że budowanie takiej relacji i trzymanie ramy kosztuje wiele pracy. A forum i rozmowy z Wami daje mi dużo materiału do zastosowań i przemyśleń. Dobrze piszę o żonie? Oczywiście. Nie zmienia to faktu, że jest kobietą i pewne metaprogramy są stale niezależnie od Pani, o której mówimy, szczególnie że ma silny charakter. I m.in po to tu jestem, by budować jeszcze lepszą relację, niż dotychczas.
  34. 3 points
    Trudne do realizacji w Polskich warunkach z przekonwertowanym umysłem większości mężczyzn.
  35. 3 points
    Nie do końca, pracowałem kiedyś nad morzem w jednym z klubów, utarg nocnej zmiany od 19:00 do 5:00 wynosił kilkadziesiąt tysięcy, najlepszy barman robił ponad ''dyche'' a była na czwórka
  36. 3 points
    @Cuba Libre mało mnie to interesuje co odstrasza. Wyrosłem z tego. Poza tym, na powodzenie nie narzekam. Czytałem ,,Ewolucję pożądania" i ,,Nową historię ewolucji" i oczywiście, że jest tam wszystko napisane tak jak to ujęłas. Jest również wspomniane, że kobiety mają podwójne standardy. Slynne ,,Alfa szmaci, Beta płaci". Oczywiście, że na pierwszej randce zawsze płacę, tak jak zawsze kiedy to ja zapraszam. I to się tyczy nie tylko kobiet- wyciągam kogoś, więc ponosze koszty. Rzecz się tyczy tego, że te granice zostały przesunięte do chorych rozmiarów, to raz. Dwa, że w dzisiejszych czasach oboje pracujemy, więc nie widzę sensu porównywać to wszystko do czasów pierwotnych, gdzie takie zachowania zależały od przetrwania. Dla mnie to niczym się nie różni od prostytucji. Dajesz więcej pieniążków- masz dostęp do dupki. Ale to moja opinia. Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny, jeśli chodzi o spektrum możliwości intelektualnych? Pytanie typu: opisz szczegółowo wszechświat. Doprecyzuj o jaki rodzaj inteligencji Tobie chodzi.
  37. 3 points
    Standardowy schemat, pani najpierw uzależnia od siebie dupką, a później zaczyna się obróbka metalu, urabianie pod siebie....widać w tej historii, że facet da się szmacić, byle tylko mieć dostęp do bram rozkoszy pięknej kurewny.... Moim zdaniem, od samego początku, byłeś dla niej opcją zapasową. Nie chciała z Tobą zamieszkać, bo już wtedy zakładała, że jesteś beta providerem, który jest tylko od spełniania jej zachcianek. Będąc z taką panią trzeba mieć jaja ze stali, a i tacy nie dawali rady. Wygląda na to, że im atrakcyjniejsza laska, ty bardziej ma najebane po kopułą....takie są, nie tylko moje wnioski.
  38. 3 points
    Co za bzdura. Mam dokładać, bo ktoś mniej ode mnie zarabia? Jeśli kobieta urodzi mi dziecko, będzie się dobrze zajmować domem i potomstwem, będzie mnie szanować, kochać i wspierać to tak, mogę więcej finansowo dokładać. Ale to ja decyduje (nie mam na myśli drobnych wydatków) na co te pieniądze są przeznaczane. I to się tyczy tylko i wyłącznie jeśli jesteśmy rodziną. Jak jesteśmy w związku bez dzieci, to dlaczego mam bez przerwy ponosić koszty jej uciech?
  39. 3 points
    Pisałem ciut wcześniej o tym, że zaczynam mieć inne zdanie w tym temacie. Generalnie do 35 nie planuje stałego związku a później taka samotna matka to może być opcja dla mnie. Dlaczego? Ano bo daje Ci namiastkę rodziny na którą nie muszę kłaść pieniędzy, tylko mogę :). Swoich dzieci raczej nie chce mieć a obce również mogą dać frajdę, nie będzie parcia psychicznego, że muszę utrzymać ich bo to moje. Taka samotna matka widząc mój potencjał to będzie się dwoic i troić by mnie usidliła, a Ja twardo będę stał przy luźnym związku. Więc albo odejdzie po paru latach bo nie będzie ślubu albo będę miał sex / obiadki i wszytko co sobie wymyślę ;).
  40. 3 points
    Przy słabym mężczyźnie kobieta staje się wredną suką, Przy silnym posłuszną suczką.
  41. 3 points
    Ja nic nie sądzę do póki nie zobaczę, przecież sam jestem 11/9, a do gry w baseballa nie muszę zabierać pałki hahaha
  42. 3 points
  43. 3 points
    Będę oddawać się miłosnym uniesieniom z najlepszą osobą jaką znam😂😍 nagrywam pornola😂😂😂 dla siebie, spróbuje z ogórkiem, podobno ładnie wtedy pachnie😂😂😂
  44. 3 points
    Dlatego, że ich roszczeniowośc przybrała juz formę patologiczną. Mówienie o naturze ma sens, kiedy rozpatrujemy sprawę w kontekście zakładania rodziny, wychowania dzieci. Ale jak już panny kombinują jak tu wpierdolić coś dobrego za darmo, czy powozić dupę za free na gokartach, za które to przyjemności ma OBOWIĄZEK w ich mniemaniu zapłacić znajomy facet, to jest się za co wstydzić, bo jest to tylko i wyłacznie wyrachowanie mające na celu kogoś wydoić na kasę.
  45. 3 points
    Tyle czytacie o kobietach, takie bogate doświadczenia macie. Mimo tego ciągle staracie się zrozumieć kobiety stosując męski sposób myślenia i rozumowania. Panowie, nigdy wam się to nie uda. Z naszego punktu widzenia kobiety zawsze będą chciwe na pieniądze, zawistne, ciągle szukające lepszej gałęzi i łase na atencje. Nie można mieć pretensji do Ziemi, że się kręci wokół Słońca. Dlaczego ma być wstyd kobiecie? Przecież od takiego a nie innego jej zachowania zależy przetrwanie gatunku. Tak ją natura zaprogramowała żeby szukać samca, który da najwięcej, nie oczekując wiele w zamian. Tak samo jak my oczekujemy, że kobieta zawsze chętnie rozłoży nogi. I to nie jedna, a najlepiej co dziennie inna. No i dobrze, no i git. Tak nas natura zaprogramowała. Zrozummy to wreszcie. Ciągle pretensje i zarzuty z jednej strony na drugą i odwrotnie. My chcemy, żeby kobiety myślały jak faceci, a one chcą zupełnie na odwrót.
  46. 2 points
    Witam. Temat wałkowany niejednokrotnie na forum, ale nie mogłem się oprzeć Na jednym z portali, taki oto list, przesłała jedna z czytelniczek. Bardziej jestem skłonny uwierzyć, że jest to fake a w zasadzie są to wypociny jednej z pseudo dziennikarek. Kto wie, może opisuje ona "odczucia" po urodzeniu swojego dziecka. No ale nic, popatrzmy na te piękne myślenie autorki :D Nigdy nie byłam specjalnie piękna, ani też odpychająca. Zwykła, słowiańska uroda, blond włosy i jasne, niebieskie oczy. Szczupła raczej sylwetka, mały biust, dość szerokie biodra. Nie cieszyłam się wszechstronnym zainteresowaniem mężczyzn, ale nigdy też nie narzekałam na specjalny brak zainteresowania. Ot, tak, przeciętnie. Sądzę, że moje koleżanki miały podobnie, przynajmniej te bliższe, które zwierzały mi się z miłosnych uniesień. Dlatego tak bardzo zdziwiły mnie słowa kolegi, z którym zazwyczaj prowadziłam przyjazne rozmowy, że zerwał kontakt, tłumacząc się słowami „urodziłaś dziecko”. Powiedzmy sobie szczerze i bez ogródek: ciąża zmienia ciało kobiety. Zmienia też jej psychikę. Zaczynamy patrzeć na wiele rzeczy zupełnie inaczej. Podczas ciąży często spotykałam się ze stereotypem, że kobieta z dzieckiem to zapuszczona Grażynka, bez celu w życiu, która czeka na przelew od ZUS-u, żeby pójść na pazurki i popatrzeć się w smartfona. Przyznam, że nie miałam zbyt wielu koleżanek w ciąży, toteż nie byłam w stanie stwierdzić, czy to prawda, czy nie. Niemniej nieustannie na Instagramie widziałam szczęśliwe matki z dziećmi, którym ciąża oraz dzieci nie odebrały rozumu, poczucia własnej wartości oraz celu w życiu. Liczyłam się z tym, że świat przedstawiony na Instagramie jest nieco przerysowany, ale nie spodziewałam się, jak bardzo mylny mam obraz macierzyństwa oraz życia „po urodzeniu”. Pomijając aspekt tego, jak czułam się z samym macierzyństwem oraz swoim ciałem po porodzie (przeżyłam spory szok zaraz po, ale potem ciężko pracowałam na siłowni, by wrócić do formy), jednak dopiero powrót do pracy po roku uświadomił mi, jak brutalna rzeczywistość czeka na Matki Pracujące z Dziećmi. Wielokrotnie sama używałam argumentu pt. „Dziecko”, ale nigdy nie robiłam tego niezgodnie z tym, co miało miejsce w rzeczywistości. Bardzo szybko przekonałam się, że inni robią to za mnie. Kolega z pracy, który zawsze był moim kumplem i raczej podchodziliśmy do siebie z sympatią, zaczął mnie traktować dość obcesowo i na chłodno. Czasami pozwalał sobie na „kumpelskie” żarty, które były dość obraźliwe, typowo „męskie”, odnoszące się oczywiście do innych kobiet. Nie spodziewałam się takiego zejścia na ziemię. Skończyły się żarty, które niegdyś były niezobowiązującym flirtem, komplementy, a nawet miłe słowa. Mimo że w czasie macierzyńskiego mieliśmy kontakt, poczułam, że jest między nami ściana. Podobny dystans odczuwałam ze strony innych mężczyzn oraz kolegów z pracy. Poczułam się dziwnie, ale zrzuciłam to na karb zmian. Niemniej, nie chciałam do siebie dopuścić myśli, że zmieniłam się na tyle, aby przestać być w jakikolwiek sposób atrakcyjną. Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekuję atencji, bo urodziłam dziecko. Nie oczekuję jej też dlatego, że jestem kobietą. Po prostu myślałam, że ciąża nie zmienia mnie, jako kobiety. Że słowa „mam dziecko” nie sprawią, że mężczyzna z miejsca straci zainteresowanie Tobą, jako kobietą. Dobrze jest czuć, że jest się widocznym, a od czasu do czasu miło jest usłyszeć komplement od innego mężczyzny, nie tylko od męża czy partnera, przynajmniej nie szowinistyczny czy chamski. Każda kobieta to lubi i nie widzę powodu, by mieć wyrzuty sumienia, pod warunkiem, że nie idzie to w złą stronę. Tymczasem inny, zaprzyjaźniony kolega, po kilku głębszych wyjaśnił mi na czym polega problem tej sytuacji. Powiedział w skrócie, że mężczyzna, który słyszy, że kobieta została matką, ma przed oczami bezwiednie „zniszczenia” jakie zostawia po sobie w ciele kobiety poród oraz wszystko, co jest z tym związane (tj. obwisłe piersi po karmieniu, rozstępy czy dodatkowe kilogramy). Przyznał, że dla wielu facetów stanowi to barierę nie do przejścia, a nawet odrzuca ich taka myśl. Nic więc dziwnego, że poczułam się jak najbrzydsze kaczątko w stawie. Wyglądało na to, że nie jest to pojedyncze zdanie jednego znajomego. To dało mi to myślenia tyle, że gdyby to była prawda, to na pewno samotne matki miałyby ogromny problem ze znalezieniem nowego partnera. Mam też pytanie do innych mam – czy spotkały się z podobnym „odrzuceniem” po urodzeniu dziecka? Jestem ciekawa Waszych opinii. Sama dziwnie się z tym czuję i przyznam, że stanowi to dla mnie swoistą zagwozdkę. A teraz coś ode mnie Spójrzcie na zakłamanie tej panny Najpierw pisze : "Podczas ciąży często spotykałam się ze stereotypem, że kobieta z dzieckiem to zapuszczona Grażynka, bez celu w życiu, która czeka na przelew od ZUS-u, żeby pójść na pazurki i popatrzeć się w smartfona." a następnie: "Niemniej nieustannie na Instagramie widziałam szczęśliwe matki z dziećmi, którym ciąża oraz dzieci nie odebrały rozumu, poczucia własnej wartości oraz celu w życiu. Liczyłam się z tym, że świat przedstawiony na Instagramie jest nieco przerysowany(...)" Komentarz sami sobie wystawcie Lećmy dalej ... "Jak brutalna rzeczywistość czeka na Ma(d)tki Pracujące z Dziećmi."- Pytanie zasadnicze? Gdzie ojciec dziecka? Zero wzmianki o tym, że jest? Że istnieje? A może zwyczajnie panna popuściła wodze fantazji i się zapomniała? Może to był bad boy i chłopak teraz siedzi u innej damy, z nostalgią przypomina sobie miłe chwile z autorką listu Wróżenie z fusów.... "Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekuję atencji, bo urodziłam dziecko. Nie oczekuję jej też dlatego, że jestem kobietą." Kłamstwo a dlaczego? Bo chwilę później pani pisze- "Dobrze jest czuć, że jest się widocznym, a od czasu do czasu miło jest usłyszeć komplement od innego mężczyzny, nie tylko od męża czy partnera, "Tymczasem inny, zaprzyjaźniony kolega, po kilku głębszych wyjaśnił mi na czym polega problem tej sytuacji. Powiedział w skrócie, że mężczyzna, który słyszy, że kobieta została matką, ma przed oczami bezwiednie „zniszczenia” jakie zostawia po sobie w ciele kobiety poród oraz wszystko, co jest z tym związane (tj. obwisłe piersi po karmieniu, rozstępy czy dodatkowe kilogramy)." A co miał powiedzieć? Szukaj sobie innego frajera do płacenia nie na swoje dziecko?! Jak one potrafią sobie wmawiać i racjonalizować podejście mężczyzn. Sama dziwnie się z tym czuję i przyznam, że stanowi to dla mnie swoistą zagwozdkę. - Raczej wkurwienie, droga damo! Mój skromny komentarz na sam koniec. Sposób wyparcia, który pokazuje nam autorka tego listu, pokazuje, jak to jest być "samotną madką". Pani się zaniedbała i przestała być atrakcyjna dla samców. Myśli, analizuje, o co kaman i dlaczego? Eureka! To nie pani jest winna, to wina dziecka Dama zapomniała, że nawet prosty chłopak, który ma cokolwiek pod kopułą, wie, że to nie problem ciała po porodzie a zwyczajnie na świecie, faceci nie chcą brać odpowiedzialności za wychowywanie nie swojego dziecka. A Tutaj wisienka na torcie w postaci jednego z komentarzy Trochę sarkazmu na koniec. Panowie w seksie bierze udział tylko jedna osoba. No chyba, że każdy heteroseksualny seks jest gwałtem. Zapamiętajcie!
  47. 2 points
    Tu się nie da już z jego pozycji zrobić dobrego odbicia piłki, bo tu już jest o 6 mostów za daleko ogólnie. On jest juz dawno spalony, więc co by nie powiedział, będzie i tak świadczyło o słabości. Świetny przykład, nie wiem co należałoby tutaj powiedzieć aby się nie tłumaczyć bo oczywiste jest, że nie chodzi o żadne "spuszczanie się nad dzieckiem" w ogóle skąd one to biorą? Aż sam się wkurwiłem jak to czytałem Tu identycznie. To jest schemat zapędzenia do naroznika obitego przeciwnika, który już tylko czeka w zasadzie na nokaut. W tych dwóch sytuacjach tylko we wczesnej fazie rozpoznania i rozbrajania tego typu szitu coś mozna zdziałać, bo ma się jeszcze jakiś autorytet u baby. Pod warunkiem, że był takowy w ogóle. ........................................... Dwa przykłady z mojego doświadczenia z babami z dziećmi. Przykład 1 - Laska 35 lat. Syn 7. Nie mieszkaliśmy razem, ale pomieszkiwałem u niej weekendami. Bardzo szybko zaczeły się jazdy zazdrości itp. Któregoś razu po pracy miała się skontaktować, ale tego nie zrobiła. Po kilku godzinach pisze, że przeprasza, ale spotkanie jej wypadło. Przyjechałem do niej w sobotę, i pytam co za spotkanie. A ona, że jej były wrócił z misji w Iraku, i że koniecznie chciał się spotkać. Zobaczyła mój wzrok, więc od razu zaczęła kręcić coś, że musiała itd. Pytam jej czy zawsze jej do dyspozycji swoich byłych, skoro tak musiała zostać z nim i go zabawić. Ona, że nie i bla bla ale już była wystraszona, więc dodała z dupy, że była tam tez i jej koleżanka, co było zmyślone. Została jej tylko zagrywka ostateczna, czyli sztampa babska, odwrócenie kota ogonem i zrobienie idioty z faceta. No i zaczyna... - a co zazdrosny jesteś? - nie, tylko wiem po co spotyka się z byłymi. - przesadzasz, widać, że jesteś zazdrosny, a my tylko wypiliśmy kawę razem. Masz z tym problemy? - próbujesz ze mnie zrobić zazdrosnego kretyna jak widzę, który ma problemy ze sobą, i się czepia. Tymczasem gdybym to ja się umówił z byłą, to byś tu awanturę rozkręciła na tydzień. - nie prawda. Sprawdź sobie. - nie sprawdzę już. - dlaczego? - bo widzimy się ostatni raz. Nie pozwalam sobie na akcje takie, że ktoś jest ze mną, ale potrzebuje spotkań z byłymi. Jak ci nie wystarcza jeden facet, to w przyszłości pokażesz większe rogi. To koniec. I był koniec. Przykład 2 - laska 36 lat. Identycznie wiek syna, 6 lat. W trakcie rozwodu. Ojciec dziecka pod jej drzwiami 4 - 6 razy w tygodniu. Miałem wręcz wrażenie, że bawiła ją sytuacja, kiedy dwóch facetów wokół niej krąży. Po którymś takim razie stwierdziłem, że to nie dla mnie. Poza tym okłamała mnie wcześniej, bo miała przekazywanie dziecka na weekendy, i w ogóle zorganizować tak, żebym ja z nim nie miał styczności, bo po co mi widok jej byłego. Przyszła sobota, on jak zwykle o 9 rano stoi pod drzwiami, odbiera małego itd. Po czym ona stwierdza, że ma jej dać adres nowego mieszkania, bo chce zobaczyć w jakich warunkach jej dziecko przebywa kiedy jest u niego. On odjechał. Ona idzie na górę, i mówi, że jedzie na chwilę do M. Ja pytam zdziwiony po co? - muszę zobaczyć jakie ma warunki dla małego. W takiej sytuacji nie da się podskoczyć. Takie "uroki" bycia z babą dzieciatą. Mówię ok, tylko daj znać czy ok wszystko. Mieli niebieską kartę na policji, więc się obawiałem czy mu coś nie odbije. Pojechała. I nie ma jej 3 godziny, a to zaledwie 5 -7 minut jazdy autem. Dzwonię, nie odbiera. Ponownie. Nic. Wraca. Pytam co jest grane. Obawiam się o nią, a ta sobie nie odbiera. - bo gadałam z nim. - to nie można odebrać i powiedzieć że gadasz i że jest ok? - czepiasz się! - martwiłem się, nie czepiam. - jesteś taki sam jak on! - co ty mówisz? Powtórz to jeszcze raz. - musiałam sprawdzić w jakich warunkach przebywa moje dziecko! - to chyba robiłas ekspertyzę w sanepidzie, bo tyle zajęły oględziny pokoju z kuchnią. - zazdrosny jesteś o niego? ( i tu ten błysk w oku i rozbawienie manipulatorki). - nie jestem. Już nie jestem. - jak to? - mam gdzieś takie zabawy. Znajdź sobie naiwnego do swoich manipulacji. Pa. Sytuacje, kiedy widzi się, że baba robi ci koło pióra, pogrywa, i ma zachowania typu spotkania z byłymi, trzeba od razu rozminowywać odcięciem znajomości. To się już nie zmieni, a tylko nasili. A im głębiej w pas, tym manipulacje mocniej działają, bo po prostu człowiekowi zależy. Widać jakies patologiczne zachowania - kategoryczne odcięcie. Koniec.
  48. 2 points
    @Byłybiałyrycerz Też takie lubię. Jest w tym sporo uroku.
  49. 2 points
    Ale żeście są nieczuli... Ja już mam upatrzony pierścionek, zarezerwowałem bardzo drogą restaurację w centrum miasta, zamówiłem 100 róż i mam kilka opcji rozrywkowych na wieczór w zależności od humoru i samopoczucia mojej kochanej myszki. Wszystko żeby ONA czuła się wyjątkowo. Całość wyszła pierońsko drogo... ale co tam... wziąłem kredyt, który będę spłacał najbliższe 4 lata... Warto... Polecam...
  50. 2 points
    A co to jest 5k dla myszki, która była na greyu?! Ps. Nie doczytałem twojego posta do końca, nie dałem rady bo za ostro wieje desperacją. One cie zjedzą choćbyś miał 500k.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.