Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation on 10/18/19 in all areas

  1. 9 points
    @azagoth @ImbrykStawiam złote i srebrne Krugerrandy za łupinki po słoneczniku, że otrzymacie mniej więcej następującą odpowiedź: Wcale tak nie uważam, to tylko Twoja opinia. Dlaczego uważasz, że jestem mitomanem? Skąd możesz to wiedzieć, przecież mnie nie znasz? Jestem bardzo zadowolona z życia, mam mnóstwo wysokich znajomych. Oczywiście, że potrafię, cały czas to przecież robię. Czemu uważasz, że nie potrafię? Najmniej 11, tak obiektywnie patrząc 15... To dobrze, że tak uważasz, ja też nad sobą pracuję i to bardzo dużo, otwieram firmę, pracuję w nieruchomościach i zarabiam bardzo dużo. W przyszłym roku się rozmnażam. A tak wgle, to kim wy jesteście, co w życiu osiągneliście? Chcialabym poznać wasze historie? Zadowoleni z życia jesteście? A tak wgle to nie róbcie off topu Mówiłam już wam. Z resztą, co mnie obchodzą jakieś opinie anomimów z Internetu. @CortazarTaka mała sugestia z mojej strony: w dalszych rozdziałach te jej typowe wstawki można spróbować jakoś wykorzystać
  2. 8 points
    Dobra, jajka ogolone ( @azagoth pamiętaj o tym zanim się weźmiesz za pisanie biografii deomi, to bardzo ważne ale nie pytaj dlaczego ) kawusia zaparzona więc można zaczynać. Tytuł roboczy: 'Androgeniczna - idealne życie wśród wysokich znajomych' (Tutaj się jeszcze waham czy aby 'wysocy' nie napisać z wielkiej litery żeby nie było niejasności.) Jak macie pomysły to dawajcie, zawsze jeszcze można zmienić. Wstęp, przedmowę, podziękowania i dedykację zostawię na później. Może zgłosi się ktoś sławny i też będzie chciał podziękować. Rozdział 1 (Z pierwszym zdaniem miałem mały problem, myślałem nad czymś w stylu 'Dawno, dawno temu, za siedmioma górami itp' albo 'Nadejszła wiekłopomna chwila' ale stwierdziłem, że to będzie zbyt miałkie). The beginning czyli jak to wszystko się zaczęło. Idealne życie idealnej istoty musi mieć swój idealny początek. Pojawienie się Androgenicznej na tym świecie zwiastowało wiele niesamowitych wydarzeń i cudów, słynni prorocy opisywali jej nadejście na wieki wcześniej a gwiazda betlejemska prowadziła trzech szejków do miejsca jej narodzin żeby mogli ofiarować jej swoje szyby i okna. Na wieści o jej nadejściu zabłąkany meteor postanowił zniszczyć wszystkie dinozaury, małpa postanowiła wyewoluować w człowieka, Żydzi postanowili zająć się rolnictwem a bracia Wachowscy nakręcić 'Matrixa'. Narodziny były idealne. Nastąpiła koniunkcja wszystkich planet w układzie słonecznym włącznie z planetą Nibiru i pasem meteorów. W koniunkcji ułożyły się wszystkie gwiazdy, białe karły (chociaż nie, białe karły nie, fuj) oraz czarne dziury. Co więcej w koniunkcji ułożyły się wszystkie galaktyki a nawet gromady galaktyk i ludzie w kolejce do kasy w biedronce. Na dodatek nastąpiło jednoczesne zaćmienie księżyca i słońca a w głowie polityków PiS zakiełkował pomysł o 500+. Ach, cóż to było za spektakularne wydarzenie. Na niebie pojawiła się ogromna tęcza a na jej końcu w blasku reflektorów, fleszy i świeczek zapachowych, przy aplauzie, wiwatach i brawach prostaczków (chociaż nie, prostaczków nie, fuj) monarchów, celebrytów, iluminatów i reptylian pojawiła się ona... @Androgeniczna. Wszystkie państwa na całym świecie, tym świecie ogłosiły trzydniowe święto (niektóre nawet dwudniowe ale to niepotwierdzone informacje). Nawet malutka wyspa Piktu Piktu (chociaż nie bo malutka a powinna być wysoka, fuj). Ludzie wychodzili na ulice żeby świętować, cieszyć się i radować. Odnotowano wiele przypadków uzdrowień, Marek Aureliusz postanowił, że zacznie rozmyślać, mediamarkt zrobiła wielką wyprz a brzoza koła Smoleńska postanowiła, że jednak nie urośnie (ale później zmieniła zdanie bo chciała być jednak wysoka). Szczęścia i miłości było co niemiara. Wszyscy uroczyście postanowili się zmienić na lepsze. Mieszko I stwierdził, że czas skończyć wierzyć w bałwany i wreszcie się ochrzcić jak należy i powiedział: Słuchajcie Polacy, nabudujmy sobie kościołów, żeby każdy miał blisko bo autostrady to i tak nam unia wybuduje a euro se sami zorganizujemy jak się nie da awansować. No i tak też się stało. Obama postanowił nie bombardować innych krajów za co dostał nagrodę Nobla po czym zmienił zdanie. Lech Wałęsa postanowił rozpocząć strajk w stoczni a Hitler postanowił nie atakować Polski (zmienił jednak zdanie bo był niski, fuj). Kolumb postanowił odkryć Amerykę a Skłodowska-Curie postanowiła odkryć polon i rad. Wielka Inkwizycja postanowiła zniszczyć wszystkie swoje machiny tortur, Krzysztof Adamek postanowił zmienić kategorię wagową a Saori postanowiła, że jednak zadzwoni pierwsza (ale jeszcze to przemyśli). Jakże lepsze od tej pory stało się życie w kosmosie... c.d.n.
  3. 8 points
    Dziękuję wszystkim za rozmowę w tym temacie. Zmroziło mnie gdy przeczytałem, że ludzie mają zamiast avatarów wstawiać linki do fejsa - a później ktoś nagle zacznie mieć taki sajgon w życiu, jak ja. Donosy gdzie się da, świństwa, pomówienia, przerabianie zdjęć i inne ciekawostki. Podawanie swoich danych w tym miejscu, biorąc pod uwagę intymność wyznań i grupę hejterów atakującą każdego kto się wychyla, to SAMOBÓJSTWO. Zaproponować takie rozwiązanie może tylko ktoś, kto chce upadku tego forum i ludzi którzy je doceniają. A po sposobie pisania, przeciągania "dyskusji", robienia syfu z wątku, przekręcania sensu zdań i doprowadzenia rozmowy od avatarów do tematu rzekomej sekty, lampki alarmowe pulsują mi w stylu Częstochowskim. Reasumując - jestem empatycznym człowiekiem, więc Pan którego tak bolą zasady forum i martwi się że powstaje tu sekta, nie będę go zmuszał do pozostawania w tak strasznym miejscu. Życzę powodzenia i pozdrawiam.
  4. 7 points
    Witam! Na forum wpadłem po poleceniu przez kumpla. Przeczytałem kilka Waszych historii, więc i podziele się moją - ku przestrodze i motywacji Otóż moja "przygoda" zaczęła się kilka lat temu. Poznałem 2 lata starszą laskę, na początku jak wiadomo, bylo zajebiście. Super spędzało się czas, lubimy te same rzecz, zajebisty seks. Po jakimś czasie postanowiliśmy ze sobą zamieszkać (oboje byliśmy wtedy na studiach), lecz po niecałym roku wspólnego mieszkania rozeszliśmy się - poza jakimiś gówno kłotniami mieliśmy jedną, gdzie zrobiła mi scenę na środku rynku. Wrociliśmy z miasta oddzielnie, mimo, że prosiłem na mega wkurwieniu, by jechała ze mną. Wróciła do domu 10 min po mnie, twierdzać, że typ próbował ją zgwałcić po domem (o zgrozo!), więc lekko wcięty i wkurwiony wyleciałem pod blok, szukając go. Gościa nie było, podobnie jak i całej sytuacji, a ona przez pół nocy truła mi dupę o nic. Widząc, że ją ignoruję, wpadłą w taki szał, że zaczęła mnie napieprzać tym, co jej w ręce wpadło. Nad ranem spakowałem się i mimo jej próśb, wyjechałem i tak zakończyliśmy pierwszy, niestety nie ostatni, rozdział tej tragedii. Kolejny rozdział zaczął się, gdy zmieniłem miejsce zamieszkania (inne miasto, znane jako stolica Polski). Nie wiem skąd, ale jakiś tam kontakt między nami był, więc wpadła ze dwa razy na pukanko (w tamtych czasach było naprawdę dobre). Potem cisza, każde żyło swoim życiem. Aż do pieprzonego momentu, gdy rok później, zwiedziony nie wiem czym, napisałem do niej i złapaliśmy kontakt na nowo. Pare miesięcy później mieszkała już ze mną, normalnie never ending story. Dwa lata temu dowiedzieliśmy się, że możemy odkładać na wózek. Załamka, płacz, ale po chwili myślę chuj, może to ten czas, żeby spiąć dupę? Ciąża przebiegła nawet spokojnie - jedna czy dwie spiny, ale ze względu na zdrowie potomka starałem się zwalczać w sobie wszystko. Urodził się, wielkie szczęście i krzyż nad naszym "związkiem". Zero uczuć, zero dobrego traktowania. Byłem skarbonką, która miała jebać na byt rodziny, a wieczorem zmagać się z jej histeriami. Sytucja była coraz gorsza, doszedłem do momentu gdzie przestałem w ogóle o cokolwiek pytać, negować, krytykować, bo był wybuch agresji, automatycznie. Nagle luty tego roku, ona jedzie z młodym do domu, bo będzie miał szczepienia. Mówię ok jasne, przyjadę za tydzień. W trakcie oczywiście wynikła kłotnia i ona po tygodniu, że do mnie nie wraca. Czemu? Bo nie. I chuj. Przez 4 miesiące widywałem synka (którego, dla ścisłości, kocham ponad wszystko) co dwa tygodnie. Oczywiście było pierdolenie, zgrzytanie, że jestem taki a taki, że nie płacę, cała jej rodzina wiedziała jaki zły jestem. Nadmienię, że zostawiła mnie z czynszem wynajmowanego mieszkania, rachunkami, opłatami za auto, zakupami na życie. Nie zarabiam 10k/msc, więc sytuacja była bardzo ciezka. Po 4 miesiacach powrót - całe wakacje razem, przed urlopem, po raz 40 od tamtego czasu, robiła wszystko żeby wyprowadzić mnie z równowagi - potrafiłą przypierdolić się o to, że dywan był 20 cm nie w te stronę, albo że wróciłem do domu 15 min później, niż wczoraj... Wkurwiała mnie pół godziny do momentu aż zobaczyła, że paruje z wkurwienia - wtedy zrobiła najgorsze, co się wtedy da zrobić, czyli zaczęła się śmiać. Jakimś cudem zapanowałem nad sobą, ale było zajebiście ciężko. Pojechaliśmy na wyczekany urlop, a po nim... znów wyjazd do rodzinnego miasta i znów brak powrotu. I teraz ja, 26 letni gość, który ledwo wiąże to wszystko i ledwo trzyma to w kupie - praca 9-17, powrót, zabawa z młodym, wieczorem siedzenie z nią, a gdy poszła spać - nauka, zero czasu dla siebie - zostaję sam, jako ten zły, jak ojciec, który nie interesuje się dzieckiem, a ona wielce samotna matka, którą zostawił tyran. Przez cały czas, gdy ze mną była - zero seksu, zero uczuć, 100% fokus na dziecku. Ja byłem tylko bankomatem płacącym za rachunki. No i przechodzimy do epogeum, które przekreśliło wszystko. Kazała mi przywieźć wszystkie ich rzeczy, co też uczyniłem. Był to dzień mojego spotkania z synem, więc zabrałem tyle, ile w auto weszło i jazda. Wchodzę do nich i już na start - "dlaczego nas gnoju zostawiłeś? Już masz inną? Jesteś zwykłą, męską dziwką! Tylko na jebaniu ci zależy, a gdzie w twoim zyciu my?" Miałem wtedy nastawienie zupełnie spokojne i pokojowe - ona drze pizdę, ja ze stoickim spokojem jej tłumaczę. Po zgnojeniu jak pies wziąłem młodego i na spacer. Wracam, mówię zapraszam na dół, wezmiesz troche rzeczy z auta. I teraz najciekawsze. Schodzi, stoimy na parkingu przy moim aucie, obok synek. 10 m dalej na ławce 4 jej sąsiadów z osiedla. Ta wykręca mi scenę, że mam jej płacić, że jestem najgroszym ojcem i ma mnie za nic. Gnoi mnie na tym jebanym parkingu, a ja zupełnie niewzruszony stoję i nic. Nagle wyciągam telefon - mówie dobra, będę to nagrywał, przyda się w sądzie. Ta zaczyna wyrywać mi telefon z ręki, prawie go upuściłem, ale by tego nie zrobić, oderwałem jej łapę i odepchnąłem od siebie. I w tym momencie ta mi strzał w twarz. Ja szok, ale zagrzałem się potwornie. Czekała na reakcję, spoglądając się na sąsiadów na ławce - jeśli oddam, to zacznie drzeć pizde i chłopaczki przyjdą jej pomóc dosłownie tak to wyglądało. Sąsiedzi oczywiście się patrzą, bo kręci aferę jak jebnięta, ale żaden nie zaregował (i dobrze, bo byłem tak wkuriony, że mogłem się trzaskać z całą czwórką). Widząc, że nie zaregowałem, zaczęłą ryczeć (cały czas wszystko nagrywam, a młody to widzi - 1.5 roku). Na środku parking skuliła się i ryczy, że to ją przerasta i takie pierdolenie. Wziąłem Juniora pod pachę, trochę rzecy z auta i do mieszkania. Tam mnie przeprasza, że ona żałuje, że ona chce ze mną być. Dyplomatycznie kazałem jej wypierdalać. Były w międzyczasie jakieś rozmowy, grożenie wielkimi alimentami, nazywanie mnie tak czy inaczej. Mam też nagranie, jak wystartowała na mnie z nożem a to akurat było chwilę przed urlopem. Dziś, po paru tygodniach bez niej czuję, jak odżywam. Wszystko, ale uwierzcie mi, że wszystko, zaczęło się układać. A syna widuje co dwa tygodnie. Jaki z tego morał? Wysyłać baby na badania psychiatryczne przed jakimkolwiek związkiem To napisałem ja, Rybecki, lat 26, informatyk, programista amator ze stolicy. Pozdrawiam wszystkich, mam nadzieję, że nie mieliście takich ekscesów jak ja Piątka!
  5. 7 points
    Uchhhh... ale jazda. Gdybyśmy żyli w normalnych czasach i w normalnym miejscu to napisałbym, że tu nie ma co gadać, tu trzeba {CENZURA}. No ale jest jak jest @Rybecki podziwiam opanowanie i szanuję trzeźwość umysłu. Na moje krzywe oko to czeka Ciebie Pandemonium. Popracuj nad tym umysłem przede wszystkim - jest jakiś powód w Twojej głowie, dla którego tę kobietę wybrałeś i z nią żyłeś, pomimo ogromu żałości i upadku na każdym poziomie. Idź do terapeuty, jeśli potrzebujesz, i koniecznie to rozpracuj - bez tego będziesz kręcił się na karuzeli emocji. Teraz masz euforię i radość ale przyjdzie żal, strach i smutek. To co, co moim zdaniem, musisz robić obecnie to kroki w miarę standardowe. Masz opisy wielokrotnie na forum. - jesteś z IT, zatem masz monetę - pierwsze kroki kierujesz do prawnika - prawnikowi opisujesz sytuację i kombinujesz jak usadzić panią w czarnej dupie - jeśli wystartowała do Ciebie z nożem to znaczy, że stanowi takie samo zagrożenie dla dziecka i otoczenia - idziesz na policję, zgłaszasz napaść z nożem i pobicie (zakładam, że masz udokumentowane) - bądź wyczulony na każdy przejaw chęci "wrobienia" Ciebie w gówno (a będzie tego dużo) - pamiętaj, że jej rodzina i całe otoczenie jest przekonane, że jesteś wrogiem nr. 1 - nie ufaj nikomu z nich. Nie pomogą Ci w niczym a chętnie zaszkodzą. - z kobietą rozmawiaj tylko o dziecku i przy świadkach - spierdalaj, jeśli świadków nie masz - zachowuj historię maili i czatów, nagrywaj spotkania jak dotychczas - dokumentuj rozmowy, ustalenia, nagrywaj spotkania z dzieckiem (każdorazowo chociaż krótki film) - spotykaj się z kumplami (ale nie pij do nieprzytomności) - opisuj sytuację, rozmawiaj z nimi. Doradzą ale też będziesz miał ewentualnych świadków - uprawiaj sport - śpij min. 7 godzin (poproś lekarza o prochy, jeśli trzeba) - zdrowo się odżywiaj - pij dużo ciepłej wody EDIT. Zapomniałem - pracuj z terapeutą aby pozbyć się nienawiści i żalu do tej kobiety. Ona jest chora i wymaga leczenia, nienawiść i żal nic w jej postępowaniu nie zmienią (to jej paliwo). A Ciebie nienawiść zeżre i przetrawi.
  6. 7 points
    @Morena zacznijmy od tego, że w Polsce, zgodnie z tradycją, pierścionek zaręczynowy nosi się na palcu serdecznym prawej, a nie lewej ręki. Na lewą przekłada się gdy zakłada się obrączkę lub pozostawia się na prawej i nosi razem z obrączką. Skoro miałaś go na lewej to skąd pomysł, że facet mógł go uznać za zaręczynowy? Taki pierścionek, jak na zdjęciu, nosi się jak zwykły pierścionek, a to czy jest zaręczynowy świadczy tylko to w jakiej okoliczności był dany i czy jest noszony na palcu serdecznym prawej ręki. Panowie, szczerze, który z Was pomyślałby, że taki pierścionek, jak na zdjęciu, jest pierścionkiem zaręczynowym gdyby kobieta miała go na lewej ręce, a na prawej nie byłoby obrączki? Natomiast zgadzam się z przedmówcami, że noszenie z sentymentu takiego pierścionka świadczy o tym, że nie zamknęłaś przeszłości, nawet jeśli wmawiasz sobie, że jest inaczej. Ja obrączkę zdjęłam dokładnie w dniu zakończenia mojego związku z byłym mężem, długo przed rozwodem. Nigdy więcej jej nie założyłam. Po co miałabym nosić znak związku, który już nie istnieje? Odeślij pierścionek lub schowaj go na dno szafy, więcej go nie zakładaj, przepracuj tamtą relację i dopiero zacznij się spotykać. Nikt kto nie chce wracać do byłego parrnera/partnerki (nawet podświadomie) nie nosi pierścionka zaręczynowego czy obrączki, a tłumaczenie tego sentymentem jest tylko wymówką. Ps mój pies, którego miałam jak mieszkałam z rodzicami, miał na imię Morena 😁😂, sorki, tak mi się przypomniało 😀
  7. 7 points
    Eeee, tu poważnie ludzie się udzielają, więc traktuj ich poważniej niż tego z którym byłaś na randce . Sytuacja wygląda tak; masz z byłym sprawy z otwartymi furtkami, czyli opcja z możliwością powrotu do niego, spotykasz się z innymi, bo może trafi się lepszy, stety w tym przypadku trafiłaś na ogarniętego gościa, który od razu zwrócił Ci na ten szczegół uwagę. Daję głowę, że masz z byłym ciągle kontakt, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie że dałaś mu do zrozumienia że wychodzisz na randkę z innym, czyli chciałaś wywołać u niego zazdrość, a skoro jedna strona chcę wywołać określone emocje u drugiej, to znaczy że ciągle siedzi Ci w głowię. Na miejscu tego chłopaka żadnych wyjaśnień bym nie przyjmował, żaden człowiek mający świadomość swojej wartości nie chcę być opcją zapasową . P.s kobiety nigdy nie zapominają o takich szczegółach, bo same najbardziej na szczegóły zwracają uwagę .
  8. 7 points
    Wiesz, @Androgeniczna, przez te paręnaście lat prowadzenia biznesu poznałem, pracowałem i współpracowałem z różnymi ludzi. I ci, którzy doszli najwyżej (naprawdę wysoko) najczęściej mieli dużą dozę samokrytycyzmu, świadomości własnych ograniczeń. To byli naturalni liderzy, którzy umieli pociągnąć za sobą ludzi, jako zespół. Ze świadomością "wiem, że nic nie wiem". Mentalna masturbacja własną zajebistoscią rzadko kiedy jest przepisem na sukces. Dlaczego? Bo ktoś w końcu powie "sprawdzam".. Ludzi o Twoim podejściu też oczywiście poznałem. Ale to nie były długie kariery. Pierwsza poważna porażka, problem i sytuacja krańcowa rozbijała ich pozorna pewność siebie w drzazgi. Po co Ci to? "Ticho jediesz, dalsze budiesz"..
  9. 7 points
    A to już nie ma innego życia? Jest jakiś obowiązek związku? Ruchania? Rozpłodu? Kiedyś Ci nawet macierzyński minie (szybciej niż myślisz). Być może miałabyś jak część matek - jawnie kochać swoje potomstwo, cenić ponad własne życie ale ani nigdy nie chcieć tego powtórzyć, ani przyznać się, że właściwie mogłabyś się bez urodzenia dziecka obejść. I nie powiedziane, że nie byłoby Ci bez niego lepiej. Nie teoretyzuję. To są skrawki szczerych przekazów ze strony znanych mi pań. Takich "off the record". Jasne, to jest fantastyczna sprawa mieć meta-porozumienie z drugą istotą, gdzie samą radością jest już świadomość jej istnienia i potknięcia się o siebie się w tej samej, wąskiej szczelinie czasowej istnienia wszechświata. Gwarancji natrafienia jednak przy narodzinach nie dają. Nie dostajesz czego nie dostajesz, jest to co jest i nawet z tego da się szczerze cieszyć. Tak sobie teraz pojadę po własnych przeczuciach - masz w sobie wszystko czego potrzebujesz. A tym jest również potencjał kompensacji, zdolność do zmiany jednych i rozwoju drugich cech. Zawsze liczy się "oferta", niezależnie czy będziesz przeciwko temu tupać nóżką. Jak nie możesz powalczyć ceną, wojujesz jakością. A w tym spsiałym świecie tandety, to może być jak samorodek złota znaleziony w ścieku. Niezależnie jakie masz cycki i tak wiecznie takie nie będą. Ty sama jesteś narzędziem za pomocą którego masz działać. Zrozum narzędzie. Nie będziesz miała innego. Wystarczy? Bo ponoć "mądrej głowie...".
  10. 7 points
    Rozdział 2 Dzieciństwo i młodość czyli od pacholęcia do łabędzia Myślicie pewnie, że dzieciństwo Androgenicznej było usłane różami. Otóż nie. Ono było usłane wszystkimi kwiatami z całej ziemi. Nawet Gagarin przywiózł jej jednego z kosmosu a NASA wystrzeliła sondę Voyager 2 w celu zdobycia bukieciku spoza układu słonecznego. Po podjęciu decyzji o własnych narodzinach szczyt G10 postanawia wybudować jej wspaniałą posiadłość i dać do jej ochrony agentów FBI, NSDAP, Stasi, Husarii, Kibiców Legii, kilku X-menów i specjalnie szkolony oddział chomików bojowych. Kuchnię ma urządzić Magda Gessler, a potrawy przyrządzać Bartolini Bartłomiej. W żłobku poznaje Leszka Balcerowicza i opowiada mu o gospodarce wolnorynkowej. Namawia też Benedykta XIV do abdykacji i konstruuje pierwszy samolot. Wizyta w żłobku królowej Elżbiety wywołuje płacz i srakę w pampersa. Przewija ją McGywer a w ramach podziękowania Androgeniczna uczy go kilku sztuczek. W przedszkolu poznaje i zaprzyjaźnia się z Nikolą Teslą i przekazuje mu swoje notatki naukowe, które robi potajemnie w czasie poobiedniej drzemki. Bawi się też w chowanego z Matką Teresą i gra w bierki z Johnem Connorem. Szkoła podstawowo to istna eksplozja jej ponadprzeciętnego talentu i bogatej twórczości. Pisze 'O obrotach sfer niebieskich', 'Grę w klasy' i całą serię 'poczytaj mi mamo'. Komponuje XI symfonię, kocią muzykę i operę mydlaną. Maluje 'Damę z łasiczką' i 'Damę bez łasiczki' oraz robi sobie pierwszy makijaż i balejaż. Ucina sobie też jedno ucho, które jej później odrasta razem ze złotym kolczykiem. Uprawia wiele sportów bijąc przy tym sporo nowych rekordów na młodzieżowych i odzieżowych zawodach. Po zajęciach z wychowania seksualnego w jej głowie rodzi się pomysł zajęcia się nieruchomościami po studiach. Ta myśl często będzie powracać w późniejszych latach. W gimnazjum zaprzyjaźnia się Heleną Trojańską i daje kosza Enrique Iglesiasowi i Łysemu z Brazzers wrzucając ich do friendzone. Nie ma czasu na romanse ze względu na szukanie idealnego partnera. Przeciętniacy jej nie interesują. Maharadża Birmy wysyła jej zaproszenie na fejsie ale je też odrzuca. Do friednzone trafiają po kolei; Kapitan Żbik, Ojciec Mateusz, Bolesław Chrobry i ten od Amazona. Z twórczości tego okresu warto odnotować zbudowanie Piramid, pomalowanie paznokci, napisanie Encyklopedii Brittanica oraz odnalezienie Atlantydy. Liceum i okres dojrzewania budzi w niej przyczajonego tygrysa i ukrytego smoka (którego sama reżyseruje). Zakłada loże masońską i od razu awansuje na 33 poziom wtajemniczając się we wszystko o czym wie. Na jednaj z przerw między lekcjami opracowuje schemat instalacji gazowej idealnej do skody fabii (później przekaże ją Sławkowi). Jeszcze tego samego dnia wracając do domu wpada na pomysł założenia własnej idealnej firmy. Nie wie tylko jeszcze jaka to będzie branża. W trzeciej klasie dokonuje rozbiorów Polski i jest konsultantem misji Apollo 44. W czwartej odkrywa, że woli wysokich mężczyzn i takim też wianuszkiem znajomych zaczyna się otaczać. Tuż przed maturą jedzie do Iraku sprawdzić czy Saddam ma broń jądrową. Okazuje się, że ma więc mu ją zabiera i zrzuca na Hiroshimę. Po idealnie zdanej maturze robi imprezę na którą zaprasza samych wysokich znajomych. Cholewki do niej smażą tacy jak Abraham Lincoln, Jerzy Kryszak, Bolek i Lolek czy Tsubasa jednak wszyscy lądują na orbicie. Po imprezie jednego z orbiterów wysyła do Chin po miskę ryżu zapoczątkowując Jedwabny Szlak. Po zjedzeniu ryżu wprowadza euro na Słowacji. Pewnego dnia postanawia umówić się na randkę z gościem, który mierzy 179cm. Tuż po przyjściu oznajmia mu szczerą lecz brutalną prawdę. Biedaczysko dowiaduje się od niej, że jest niski, za niski i powinien wcześniej ją o tym poinformować. Niezrażony odwraca się na pięcie i odchodzi. Androgeniczna stoi jeszcze chwilę z pogardą spoglądając na jego plecy. W tym momencie postanawia, że każda kolejna randka będzie poprzedzona skwapliwym pytaniem o wzrost. Jej zaciśnięte usta i lodowe spojrzenie nie pozostawiają wątpliwości, że tak się właśnie stanie. Poprawia też swój charakter stając się filigranowa i bardziej kobieca. Ten przełomowy moment w jej życiu uruchamia lawinę kolejnych ważnych decyzji i postanowień. Na jednej z domówek spotyka niedzielnego tatusia. Przy wszystkich donośnym głosem wygarnia mu całą brutalną prawdę i deklaruje gotowość do związania się z idealnym partnerem. Większość jej wysokich znajomych przytakuje i lajkuje na fejsie. Mniej więcej w tym czasie przypadkiem poznaje niejakiego Sławka z Kanistrowa. Nawiązuje się żarliwa wymiana korespondencji. Ich lekkie pióra doskonale się dopełniają zwiększając własne zauroczenie. Obiecują sobie spotkanie w górach Hertzu jednak dociera tam tylko Sławek swoją skodą fabią. W zachowanej korespondencji dowiadujemy się kto tak naprawdę doradził Sławkowi zamontowanie instalacji gazowej i dlaczego. Sławek mocząc nogi w górskim strumieniu z nostalgią wspomina o Androgenicznej i nie mogąc pogodzić się z faktami postanawia rozpocząć działalność hejterską. To z kolei wymusza na niej napisanie do Marka żeby jak najszybciej założył męskie forum dla wysokich samców. Ten jednak milczy więc postanawia sama takie założyć tylko nie wie jak. c.d.n.
  11. 6 points
    Mirek jutro o 4:30 u Moreny pod domem: Tak to widzę: O chuj to tak jak koleś z obrączką, który podbija do loszek przy barze - mała wtopa tzn. LTR odpada jeśli raczona wdziękami osoba ma IQ > 75, ale cimci rymci pozostaje kwestią otwartą Bajdałej moja ex też zaliczyła taką wtopę, tzn. miała zdjęcia z moim poprzednikiem jak zaprosiła mnie na chatę - czaisz co jest, wbijam a tam jpg w ramce, oni razem gdzieś kurwa w górach na mazurach itp. No ale ja byłem lepszą gałęzią, więc tylko się roześmiałem czy w razie powrotu jej narzeczonego mam się chować do szafy czy spierdalać po prześcieradle przez okno - było śmiesznie, co se podupczyłem to moje, takie kurła życie Pjoter
  12. 6 points
    Jeśli kobieta zachowuje pierścionek zaręczynowy po zerwaniu zaręczyn i jeszcze go nosi, to dla mnie odpada LTR, chyba że tylko seks. Jeśli kobieta jest w porządku, oddaje pierścionek. (dla mnie plus za charakter) Jeśli nie może oddać z jakiegoś poważnego powodu (np. narzeczony zmarł) - sprzedaje go, albo chowa gdzieś w jakimś kufrze i nigdy nie nosi. To jest proste. Nie oddanie pierścionka i noszenie go to brak zasad i skrzywiony charakter.
  13. 6 points
    @Cortazar masz chłopie talent i wyobraźnię W jej ramach wyobraź sobie Wasze potomstwo! Całkowita hegemonia w galaktyce! No chyba że niewystarczająco urosłeś, to wtedy - sam wiesz...
  14. 5 points
    Spinamy pośladki i jedziemy dalej! Rozdział 3 czyli immatrykulacja i praca nad sobą Jak zapewne pamiętacie idealnie zdana matura otworzyła wszystkie drzwi włącznie z obrotowymi do nieograniczonych możliwości studiowania. UJ, Padwa, Heidelberg, Sorbona oraz Wyższa Szkoła Rozrzucania Oborniku wysłały swoje zaproszenia wraz z ofertą stypendialną. Ale nie, Androgeniczna wybrała własną drogę, brutalną, bezwzględną i bezkompromisową. Postanowiła, ze będzie studiować zarządzanie i marketing. Tak, tak, dwa kierunki naraz! Tego jeszcze nie grali. Żeby odpowiednio zaprezentować i podkreślić własną idealność zakłada nową uczelnię i otwiera kierunek gender feminazizm. Koresponduje z Marksem, Engelsem i Krzysztofem Karoniem. Zapisuje się na pierwszy rok jednocześnie mianując się profesorem doktorem habilitowanym i przyznaje sobie honoris causa. Zostaje dziekanem, rektorem, wykładowcą i studentem a po godzinach myje podłogi i otwiera przewód doktorski u profesora Hawkinga stawiając tezę: 'Lądowania na księżycu nie było w świetle najnowszych wpisów w BravoGirl'. Pięcioletnie studia z zarządzania kończy po dwóch miesiącach otrzymując tytuł magistra zarządzacza obrotem nieruchomości. Studia z marketingu przeciągają się o kilka godzin ze względu na udział w licznych dodatkowych kursach i szkoleniach oraz z racji tego, że uciekł jej autobus. Po ukończeniu dwóch kierunków skupia całą swoją energię kinetyczną na genderyzmie. Prowadzi liczne wykłady i sympozja. Energię potencjalną natomiast wykorzystuje na wynalezienie koła (na nowo) oraz pracę nad polepszeniem jakości chatek z gówna w Afryce. Ten okres jest wyjątkowo burzliwy w jej idealnym życiu. (Myślicie zapewne: po co tak często powtarzać to słowo idealne? Androgeniczna wcale tak nie uważa i to tylko wasza opinia na dodatek zmyślona). Liczne wyjazdy, podróże i spacery po wodzie ugruntowują jej przekonanie o własnej wyższości nad własną niższością. Coraz liczniejsi wysocy znajomi śmieją się z niej a ona z nich niezależnie od kontekstu. (Można? no) Coraz częściej z toksyczną pogardą odrzuca zaloty niskich mężczyzn (fuj). Kosza dostają m.in. Danny de Vito, Frodo Baggins, Napoleon Bonaparte i Lorenzo Insigne. Na orbicie lądują za to: Shaqile O'Neil, Czubaka, Frankenstein i pomnik Chrystusa w Rio. Tak, oni mogą być jej znajomymi. Jej samoocena gwałtownie rośnie z poziomu 8/10 w pierwszych dwóch minutach do poziomu 11/1 w kolejnych trzech sekundach aby wylądować na poziomie 1500 2900/10 po następnych dwóch mrugnięciach oczu. Wrażliwość objawia tylko wobec rodziny Adamsów, rodziny Soprano i rodziny mrówkowatych i cały czas utrzymuje się na poziomie morza. Dzięki swojej stalowo twardej psychice opracowuje wykres żelazo-węgiel, podstawy metalurgii stopów i zapoczątkowuje epokę brązu. W tym też okresie bardzo często żartuje ze swoimi wysokimi przyjaciółmi na swój temat wywołując salwy nieskrępowanego i idealnego śmiechu co czyni ją jeszcze bardziej idealnie szczęśliwą (A wy jakie macie życie, hę?). Silna psychika, odporność na stres i opanowanie to cechy, które dostrzega w sobie coraz wyraźniej. Szybka zaduma nad własną idealnością i pojawia się myśl: Złożyć cv do agencji nieruchomości za wszelką cenę i wbrew wszystkiemu. Już do końca okresu studiów nie wyjdzie jej to z głowy ale nie uprzedzajmy faktów. c.d.n.
  15. 5 points
    Siła nie polega na braku wrażliwości, a parciu do przodu pomimo swoich słabości.
  16. 5 points
  17. 5 points
  18. 5 points
    No i doszliśmy do sedna twojego problemu - męczeństwo połączone z kompletnym brakiem nadziei na cokolwiek. Masz to zakodowane w głowie, więc nic raczej z tego nie wyjdzie. Dodatkowo już po kilku komentarzach na anonimowym forum już przyjęłaś jakieś stanowisko. Ja chciałem dodać tylko, że życie to sztuka adaptacji - przespałaś swój prime-time i nie wygrasz już z młodym ciałem więc musisz nadrabiać innymi rzeczami. Ale skoro nie chcesz podjąć jakiegokolwiek wysiłku i walki to bez sensu nawet tu coś pisać. Dodatkowo jak czytam te jebane "nie ma już prawdziwych facetów" to mnie mdli. O i dochodzimy do drugiego sedna twojego problemu.
  19. 5 points
  20. 5 points
    @Cortazar Jeśli chodzi o @deomi, powstanie praca zbiorowa pod tytułem: "W poszukiwaniu zaginionej atencji"
  21. 4 points
    Skoro kanistrowo przemilczało apel Marka i danych nie ujawnia, wyciągnę do nich pomocną dłoń, może są nieśmiali:) Dziś ujawnimy kilku członków panteonu hejterów. Kilka informacji dla ogółu, reszta do zainteresowanych na maile: 1. Margo – Małgorzata Kxxxxxska email: [email protected] allegro: elf033 skype: mrozek033; margarrette033 Ma swoje za uszami Kobieta zadłużona w wielu bankach i parabankach na znaczne kwoty, wyłudzała również pożyczki prywatne. Odpowiedzialna wraz z koleżankami za wrobienie w przestępstwo Rafała K., od którego wyłudziły znaczne sumy pieniędzy i nie chciały spłacać. Ciągłość procederu oraz wysokość zadłużenia świadczą o celowym popełnianiu przestępstw z art. 284, 286, 297 KK. Dotarłem do poszkodowanych, zostały wysłane zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do kilku prokurator w Polsce. Najwyższy czas ukrócić działalność tej Pani i jej pasożytnicze życie na cudzy koszt. Aktualny adres zamieszkania, zdjęcia, namiary na wierzycieli i wdrożone do sprawy jednostki prokuratury poszły do zainteresowanych na mail. 2. Odlotowy – Mateusz Mxxxxxski email: [email protected] [email protected] GG: 4066064 skype: k.mateusz70; kasztamek Data urodzenia: 13.08.19xx Nicki internetowe: Odlotowy, pro100wdupe, Kasztan_2, Kosoir, antyprzemek, E-Odlotowy Niski grubasek o obleśnej aparycji stara się podbić wzrost śmiesznym kogutem na głowie, którego uważa za modną fryzurę. Życiowy nieudacznik z kiepską pracą, jednak w toku prowadzonych czynności śledczych odkryłem, iż rodzina Mateusza M ma bardzo dużo do ukrycia, poinformuję o wynikach dochodzenia właściwe jednostki prokuratury. Niestety rodzinę Mateusza czekają ciężkie lata Wszystkie dane dotyczące zatrudnienia, zamieszkania, fotografie, dane rodziny do zainteresowanych na mail. 3. Wróblewska – nie poświęcę tej patoli zbyt wiele miejsca, wyślę wszystko zainteresowanym na mail, kontakty, adresy rodzina. Niech wie, że ja już wiem. tel: 7xx xx6 623 Karta Visa, ostatnie dwie cyfry 32 Pozdrawiam słonecznie 4. Santoska Korposzczurzyca, fanka „Krytyki politycznej”, z twarzy brzydka jak penis wieloryba do tego łydki jak balerony, nawet Niemiaszki z firmy nie chcą bolcować Ciekawe czy pracodawca wie, czym się zajmuje w internetach Frustracje i smutki zabija grą w Metina. Nicki internetowe: santoska, Santonia, Santosia, Joasiek17 Kanał youtube: https://www.youtube.com/user/Joasiek17 Skille: Oracle, SQL, software implementation Nazwisko, zdjęcia, adres, dane pracodawcy poszły do zainteresowanych na maile. Kolejni, którzy trafiają na moją listę to panPuma i młodzi youtuberzy mający za uszami więcej niż orgie pod wpływem hery, focie nago i rzyganie do garnka. Rzeczy które na nich dostarczę, nie będą skandalami obyczajowymi dla uciechy gawiedzi, a konkretami, którymi zajmie się prokuratura, kilka karier może się złamać. Dopiero zacząłem drążyć temat, ale już jest sporo ciekawych informacji. Ps. zapomniałem wspomnieć o Adrianie. Już wiem skąd się wzięła jego słabość do dzieci, jedyna kobieta z którą był w relacji, ma takie gabaryty przy których FitDaria jest naprawdę fit. Nie wiem czy zaliczył tego kaszalota ale prowadzał się z nią za rączkę i komplementował ją publicznie, dziewczyna ma naprawdę czym pierdzieć, pozdrowienia dla Roksany Z….
  22. 4 points
    Odpowiadając częściowo na pytanie z tytułu: tak, ma szansę, ale na związek. Równoważnik zdania pt. "zdrowy związek" to oksymoron (głównie jednak ten "moron" 😂) - nie ma czegoś takiego; każda relacja to sinusoida, w której są góry i doły, wzloty i upadki, szczęścia i nieszczęścia. Jeśli wychodzisz z aksjomatu, że jesteś w stanie z kimś zbudować zdrowy związek, to w trakcie tej budowy możesz się srogo rozczarować, bo w naszej rzeczywistości nikt nie rozdaje blueprintów dla takowych budowli, a Twoje dziewictwo to akurat najmniejszy problem, którego można pozbyć się w kilkadziesiąt sekund; większym problemem jest to, co masz między uszami i jak potrafisz się tym posługiwać. W trakcie związku Ty spierdolisz wiele rzeczy; bliżej nieokreślony, niezidentyfikowany partner z Twoich snów i wyobrażeń, którego ktokolwiek nie widział i o którym ktokolwiek nie wie, również spierdoli ich sporą część, a ten początkowo "zdrowy" związek zacznie powoli łapać pierwsze choróbska. Nie ma ludzi idealnych, sama też idealna na pewno nie jesteś (zarówno pod względem wizualnym i charakterologicznym), więc daruj sobie te lamenty o nieistnieniu szanujących się mężczyzn, którzy oglądają się jedynie za wylaszczonymi sukami, bo jakimś cudem o wiele więcej jest 30-letnich prawiczków niż dziewic, więc co? Teraz będziemy się przerzucać, czyja płeć ma w sobie więcej kurewstwa? Proszę bardzo. Info od boga; jednak kobiety: - to one w 99,9% trzymają łapę (a raczej cipę 😅) na biznesie prostytuowania się; często oddając swoje ciało mężczyznom, na widok których ich skręca w środku - daj jakiemuś przystojniakowi dwie stówy i każ mu się ruchać z kobietą, na widok której go skręca, powodzenia; - to one chodzą roznegliżowane nawet przy minusowej temperaturze, eksponując w sumie wszystko, na co pozwala im prawo (bo o dobrych obyczajach to one nie słyszały); - to one w ich najskrytszych fantazjach są gwałcone lub brane jak dziwki w gang-bangu, żądając ekstremalnego upodlenia, a faceci? Ich szczytem marzeń jest trójkąt, a większości z nich w ogóle jakikolwiek seks i szczera bliskość; - to one wykorzystują przewagę prawną, aby zniszczyć swoich byłych partnerów, czego robić przecież nie muszą, a jednak zawistna natura nie pozwala odejść drugiemu człowiekowi w spokoju, a co widzimy wśród facetów? Prawo łaski; chodziłaś się kiedyś napierdalać za garaże? Nie. To Ci opowiem, co tam się działo: napierdalało się dwóch typów do momentu, aż jeden miał już dość; nikt tam nikogo, kurwa, nie mordował dla chorej satysfakcji - dawali sobie po mordzie, a bardzo często potem zostawali kolegami; - to one wykorzystują swoje ciało do wspinania się po szczebelkach drabiny społecznej - nie znam faceta, który załatwiłby sobie coś przez łóżko, z kolei jeśli chodzi o kobiety, to - niestety - bozia dała mi tylko jedenaście palców, więc wszystkich ich nie zliczę; - to one przodują w psychicznym (nierzadko też fizycznym - czego świadkiem byłem wielokrotnie) znęcaniu się nad swoimi partnerami; tak, faceci uciekają się do przemocy fizycznej, dlatego że to jest podłożem interakcji z każdym interlekutorem, który ma to "nieszczęście" mieć penisa między nogami. Gdy rozmawiają ze sobą mężczyźni, automatycznie jest zawierana między nimi niewypowiedziana umowa, której treść stanowi, iż jeśli któryś z nich przekroczy granicę w dyskursie, to walimy się na pizdę. Mówi o tym i wyjaśnia w sposób nienaganny profesor Jordan Peterson w tym wideo: https://www.youtube.com/watch?v=dL3Hrwg3A3w - w rozmowie z kobietą ta umowa nie jest zawierana, więc wydaje się jej, że może wbijać nieskończoną ilość szpil bez konsekwencji; bitch, you just wait. W zabawny sposób wypowiada się też na podobny temat Bill Burr w tym wideo: https://www.youtube.com/watch?v=rksKvZoUCPQ - to one stosują przemoc seksualną, rozdysponowując swoje walory w zależności od tego, czy ich partner odpowiednio "inwe$tuje" w relację, podczas gdy faceci nie zakładają szlabanu na chuja dla swoich myszek (oj, a powinni); - to one... Mógłbym tak do rana, bo z ogromną łatwością przychodzą mi kolejne podpunkty, ale to i tak niczego nie zmieni. Skurwysynom trzęsącym tym kalejdoskopem zależy na tym, abyśmy byli skłóceni w myśl zasady dziel i rządź. Zostałaś zmanipulowana, jak i również zaszczepiono Ci wiele bolesnych i krzywdzących przekonań na temat świata (welcome to the reality of 99% of men). Stawiam dolary przeciwko orzechom, że jak już wskoczysz na jakiegoś bolca, to dostaniesz seksualnego pierdolca, a te wartości, które tak Cię dzisiaj ograniczają, znikną w odmętach przeszłości. Zawsze będziesz widziała tylko to, co chcesz zobaczyć, nawet w tych osobach, w których nie ma ani krzty tego, co Ty niby widzisz, tak więc nie szukaj drzazg w oczach facetów, zajmij się belkami w swoich i staraj się poznać kogoś, kto zajmuje się swoimi, a do tego ma fallusa między lewą a prawą nogą. Świata nie zbawisz, możesz tylko siebie, aczkolwiek oczy dookoła głowy i orient dwa cztery, bo chujów i szmat nie sieją, sami się rodzą. Wracając do Twojego dziewictwa; musisz zrozumieć, że jesteś incelką, a nie dziewicą. Ty chciałabyś je stracić i to pewnie już od jakiegoś czasu, ale nie potrafisz. Tak jak ja chciałbym wycisnąć 150 kg na płaskiej, no ale, kurwa, za słabym, jednakowoż wiem, że jeśli będę ciężko pracował, to pewnego dnia mi się uda. Nie siedzę na forum i nie "płaczę", że mam 30 lat i nigdy nie wycisnąłem 150 kg na klatę (taka metafora, w chuju mam te 150 na klatę tak naprawdę ), jednocześnie nic nie robiąc w tym kierunku, aby kiedyś owe 150 kg wycisnąć, i tylko narzekając, że ten jebany Newton wymyślił grawitację. To nie jest tak, że Ty chcesz być dziewicą; traktujesz to jak ciężar: zegar tyka, trzydziecha na karku, księcia jak nie było, tak nie ma, ani się nie zanosi, żeby się unaocznił. Mógłbym to przyrównać do osoby, która jest biedna i uważa, że to czyni ją w jakiś sposób wartościową, i jest z tego powodu "dumna", bo wkoło już tylko sami bogaci, a ona jedna klepię poczciwą biedę; nie to, co Ci podorabiani chuje dookoła. Nie, byku, gdybym dał Ci teraz walizkę z milionem dolarów, to szybciutko byś zapomniała o tej cudownej biedzie, w której tak miłościwie się kąpiesz od trzydziestu lat. A to, że ktoś od tych trzydziestu lat jest już multimilionerem, nie czyni go gorszym od Ciebie. Mam nadzieję, że rozumiesz figuratywną mowę. Poza tym wolałbym usłyszeć od kobiety, że jest dziewicą, niż że jebało ją pół miasta, więc temat z dupy moim skromnym zdaniem, co potwierdzają jedynie przeważające odpowiedzi braci w ankiecie. Powiem Ci to, co słyszy większość facetów, gdy w realnym świecie szuka wsparcia: "Nie pierdol, człowieku, tylko weź się w garść", a na potrzeby wątku pozwolisz, że owe zdanie sparafrazuję: "Zacznij pierdolić, człowieku, i weź się w garść". Z wyrazami szacunku, Ważniak EDIT: Strzelam. Inicjały E. L. J.?
  23. 4 points
    Za partnera może nie, bo za partnera będzie robił kto inny, ale za ruchacza już tak . Stąd ten sentyment w postaci pierścionka, bo pewnie dobrze potrafi przetrzepać tyłek. Mnie takie sytuacje nie dziwią, zdarzają się dość często w kontaktach damsko-męskich .
  24. 4 points
    Czemu zachowałaś pierścionek skoro związek się skończył? Ja bym odebrał to tak ,że wciąż żyjesz przeszłością i nie zrobiłaś miejsca na nową osobę.
  25. 4 points
    Trenerom rozwoju osobistego udało się przyciągnąć klientów i ich pieniądze . Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej szczęście, albo inaczej, radość jest w małych prostych rzeczach, tak naprawdę to my nadajemy temu sens, jeśli robimy coś z miłością, można być nawet śmieciarzem, ale poczucie radości jest, a o nie tak naprawdę chodzi. Ostatnio doświadczyłem mega radości chodząc z psem po lesie, problem polega na tym, że wielu ludzi nawet jak odczuwa radość w podobnych sytuacjach, to duszą ją w zarodku, z prostego powodu; wmówiono im że radość i szczęście będą mieli jak zdobędą określone rzeczy, sukcesy, więc teraz taki człowiek może czuć wewnątrz świetną energię patrząc w jebane słońce, ale on ją usuwa, bo przecież ta ma się pojawić z kolejnym TV, autem, grą, kobietą, więc obecną chwilę radości tłumi w sobie, bo to dla niego nie wyobrażalne że można się czuć świetnie bez kilku gratów . Jeśli chodzi o pieniądze, trzeba je uwolnić, im bardziej je ściskasz, tym są mniejsze, prosta zasada taki paradoks.
  26. 4 points
    No i to jest właśnie ten nie właściwy sposób bycia. Będzie mnie traktował poważnie, nie jak jakąś zabawkę, co on się tak ślini ten zły mężczyzna. Albo się zaangażuje, albo to koniec, nie zasługuje na mnie. Nie będę odpowiadać czy robię sobie dobrze, bo jeszcze ktoś sobie o mnie coś złego pomyśli. @Eleanor i @Tomko po prostu chcieli się dowiedzieć jaki masz stosunek do siebie, swojego ciała. Czy właśnie są jakieś konkretne blokady, stąd tak osobiste pytanie. Nikt na forum nie chce dla ciebie źle @timida ale nie możesz mieć tak zero jedynkowego podejścia. Flirt to zabawa, a z tak poważnym podejściem to ciężko kogoś poznać.
  27. 4 points
    @The Motha identyczny mindset ale (raczej, tak na mój krzywy nos) to nie tamta. Co tylko potwierdza, że pełno takich kobiet. Dlatego pobożnie postulowałem, żeby miały jedną nogę krótszą, co by łatwiej na ulicy rozpoznać takie zagrożenie i się chłopaki potem nie wieszali albo pod mostem nie kończyli.
  28. 4 points
    Bo większości ludzi nigdy nie wystarczy. Tak jesteśmy zbudowani. Masz coś i zaraz pędzisz za czymś nowym. Mam dokładnie takiego kuzyna. Ciągle zapierdala, żeby mieć więcej, ale on już chyba sam nie wie, po chuj mu to potrzebne. Nie może się zatrzymać, bo jak się zatrzyma to poczuje bezsens rzeczywistości. Tak to odbieram. U siebie od lat rozwijam wdzięczność, pomimo cierpienia i wszelkich przeszkód. Jestem wdzięczny za małe pierdoły. Nawet, jak idę na spacer to staram się dziękować za piękny krajobraz, za świeże powietrze. Jakość mojego życia, codzienności się dzięki temu poprawiła. Niektórych rzeczy, moim zdaniem najważniejszych nie kupisz za pieniądze. 1. Jak radzisz sobie z cierpieniem. Czy pomimo cierpienia jesteś w stanie wyrobić w sobie dyscyplinę? 2. Jak traktujesz siebie w myślach, czy odczuwasz wdzięczność? Jaki dialog prowadzisz ze sobą? 3. Pewność siebie (częściowo związana z pieniędzmi). 4. Przyjaźnie, rozwijane relacje latami oparte na honorze, zaufaniu. Żadne pieniądze nie kupią prawdziwego przyjaciela i rzeczywistego poświęcenia. 5. Motywacja do nauki, do samorozwoju, ciekawość świata, odkrywanie. Masz strefę finansową oczywiście mega ważną, ale też sferę niematerialną ogromnie istotną dla jakości codzienności. W tym przykładzie wskazani ludzie prowadzą chujowy dialog wewnętrzny w głowie i cierpią przez własne myśli.
  29. 4 points
  30. 4 points
    Jestem w szoku że znowu w kimś wzbudziłam takie emocje że założył tak idiotyczny temat... Potem mówcie że to ja jestem nienormalna :/
  31. 3 points
    Czołem Panowie. Miałem w ostatnim miesiącu okazję poodwiedzać trochę znajomych i rodzinę dalszą i bliższą zamieszkującą Niemcy i naszło mnie na parę przemyśleń. Ktoś może powiedzieć że część tych przemyśleń to zwykły ból dupy i trochę prawdy w tym jest ale kurwa: nie wiem skąd się to wzięło ale większość moich znajomych i rodziny zamieszkujących Bundesrepublik ma jakieś kurwa maniactwo na temat : oooo tak źle to w dojczlandzie to jeszcze panie nie było. Odwiedzam ich co jakiś czas i u każdego widzę masę chajsu w każdej bzdurnej sprawie, czy to w garażu, czy to w kiblu, czy to w zwykłej kuchni gdzie stoi szpeju za kilkanaście lub kilkadziesiąt tysi nie licząc samego mieszkania. Czy mam ból dupy ? Z pewnością bo pracując w PL 25 lat nie było mnie nigdy stać nawet na 1/10 tego co te wiecznie jęczące ciołki posiadają. Za każdym razem słyszę jak to chujowo i coraz chujowiej jest w "niemcach" , aż się zastanawiam się czy im paczek z kaszą i ryżem nie posyłać. Zarabiam obecnie w Polsce około 5 tysi i cieszę się z tego jak dziecko po czym rozmawiam z kumplem spod Essen który bierze 2800 Euro miesięcznie i jęczy jak on ma kurwa za to żyć. Nóż się człowiekowi otwiera. Podobno podróże kształcą. Hmm jak się okazuje wkurwiać też potrafią. Do rzeczy. Jakoś nigdy nie wierzyłem w te opowieści na temat prawa przyciągania ale któraś znowu wizyta u krajan z Reichu utwierdziła mnie w przekonaniu że prawo przyciągania to bujda. Dlaczego. Odkąd tych ludzi znam żyją jak pączki w maśle i jęczą jak jeden mąż mimo że widać wyraźnie że ich dobrobyt powiększa się lawinowo. Może byłem naiwny wierząc w jakieś prawo przyciągania ale patrząc na moich znajomych z za zachodniej granicy uważam że działa odwrotnie proporcjonalnie. Nie wiem jak to się dzieje ale im ci ludzie więcej jęczą tym lepiej im się żyje. Będę wdzięczny jeśli ktoś mi to wyjaśni.
  32. 3 points
    Moja historia jest podobna do wielu innych. Najpierw bajka, potem marazm i pustynia. Na uwagę jednak zasługuje fakt, że bajka trwała 9 lat, bo po tylu latach pojawiło się nasze pierwsze dziecko. Inna niestandardowa rzecz jest taka, że kobieta nigdy nie parła na formalizowanie związku i jesteśmy do tej pory bez papierów. Znamy się już z 15 lat, właśnie dobiliśmy do czterdziestki. Dwójka dzieci (5 lat i 1/2 roku). Jak już wspomniałem kobieta nigdy nie miała parcia na małżeństwo, mi też taka forma zawsze odpowiadała, głównie ze względu na wstręt do urzędów i formalności, a gdy rodzina trochę cisnęła w późniejszej fazie, ona powiedziała: "Nie złamią nas tak łatwo." FAZA 1 Na początku naszej znajomości trochę mnie nosiło. Potrafiłem się wplątać w potyczki w barze czy na ulicy, gdy włóczyliśmy się po mieście, roztrzaskać gitarę o podłogę, przewrócić regał itp. do tego sporo alkoholu. Oboje raczej introwertyczni, ja w sumie mieszanka wybuchowa, różnił nas temperament, ja bardziej żywiołowy ona spokojna. Pierwsze 9 lat upływało w błogim poczuciu, że znalazłem cud kobietę i ideał. Bratnie dusze, kosmiczna nić porozumienia i tym podobne... Byłem dla niej autorytetem, zapatrzona we mnie, przejęła większość moich poglądów, na wiele rzeczy otworzyłem jej oczy. Nigdy o nic się nie czepiała, żadnych dramatów, histerii czy awantur, nawet podnoszenia głosu. Kasę każdy miał swoją i płacił za siebie. Ja z biegiem lat pogrążony w błogostanie wyciszyłem się, znajomości jakoś się rozeszły, ona też przestała dbać o kontakty z koleżankami i tak sobie dryfowaliśmy sami na chilloucie. Temat dziecka zaczął się pojawiać około 4 roku naszej znajomości, ja od zawsze chciałem założyć rodzinę, z drugiej strony nie czułem, że to już ten moment więc odwlekałem, ona bardzo nie naciskała, ale zegar tykał, w efekcie po kolejnych 5 latach pojawiła się córka. Od tego momentu ja zapewniam środki, a ona zajmuje się potomstwem w domu. FAZA 2 Okres po powrocie ze szpitala z dzieckiem okazał się totalnym hardkorem. Kobieta prawie bez snu, cień człowieka. Miała problem z karmieniem, trzeba było odciągać po nocy, wyparzać ten sprzęt, butelkę, dbać o temperaturę pokarmu, więc bieganie z tym wszystkim z kuchni do sypialni i z sypialni do kuchni w akompaniamencie ryczącego dziecka, które jak nie spało to głównie darło mordkę. No więc ja oczywiście z pracy prosto do domu i walka z dzieckiem, kilka godzin snu i znowu robota. Pomagałem przy usypianiu, kołysałem, mruczałem piosenki, zabawiałem. Jak się przespało 5 godzin to było dobrze. Na żadne wyjścia czy pasje nie było czasu. W tym okresie też zapuściłem się z 10 kg, wcześniej już miałem lekką nadwagę, jak nie pilnuję treningów i żarcia szybko przybieram na wadze. Wiosną gdy córka miała już ponad pół roku, kobieta z maleństwem przeniosła się na kilka miesięcy do matki, do domu pod miastem. Lepsze warunki dla dziecka, teściowa do pomocy na miejscu. Ja miałem wpadać co parę dni. Wreszcie mogłem złapać oddech. Nagle jednak okazało się, że kobieta musi przejść szybko operację w szpitalu, nic bardzo poważnego, ale nie było jej ze 2 tyg. W tym czasie ja zwolnienie w pracy i zajmowanie się dzieckiem na zmianę z teściową. Od momentu jej powrotu wszystko się zmieniło i zaczęła się znana historia. Jakby miała jakiś przełącznik na plecach i ktoś przestawił program na "chłód". W pełni skupiona na dziecku, równie dobrze mogłoby mnie nie być, dystans i obojętność. Ja w konsternacji, no bo rozumiem że hormony, macierzyństwo... ale mijały kolejne miesiące, a tu jak na lodowej pustyni. Zamiast fajnej dziewczyny pojawiła się ciągle spięta i zmęczona lodowa pani. W tym czasie też zacząłem się konfliktować z teściową. Wcześniej zawsze wydawało mi się spoko i że jest pozytywnie do mnie nastawiona, dało się z nią pogadać normalnie czy nawet piwa napić. Okazuje się że wystarczyło żebym zasugerował, że w pokoju dziecka jest za duszno, żeby się obraziła. Generalnie zaczęło robić się nieciekawie. Gdy z czasem nic się nie zmieniało i zaczęły się dziać tarcia zacząłem drążyć temat w rozmowach. Nieświadomie przyjąłem pozycję bardziej zaangażowanego, co wcześniej nie miało miejsca. Wkrótce zaczęło się podnoszenie na mnie głosu, albo odzywki w lekceważącym tonie. Nie było to może nic upokarzającego i z rzadka, ale coś takiego nigdy wcześniej nie występowało i byłem w lekkim szoku. W tamtym momencie najchętniej bym tym wszystkim pierdolnął, ale nie mogłem tego zrobić ze względu na dziecko. Poczułem się jak w potrzasku. Gdybyśmy byli sami po prostu bym odszedł, 10 lat w piach, ale trudno. Ale zostawienie córki nie wchodziło w grę, mam stanowczo wyrobiony pogląd, że dziecko ma prawo do obojga rodziców i naszym obowiązkiem jest się dogadać i stworzyć dla niego rodzinę. Jednak w pewnym momencie mówię o rozstaniu (blefuję ale nie widziałem innego wyjścia żeby coś do niej dotarło). Ona: "czy to jest to czego chcesz?". Mówię, że nie, ale nie widzę innego wyjścia. Zaczęliśmy gadać, powiedziałem że jak tak dalej będzie to czarno to widzę i znowu naświetliłem swój punkt widzenia. Ona powiedziała jakieś swoje oczekiwania, czy co jej się nie podoba, ale to były jakieś dziwaczne duperele, jednostkowe sytuacje. Oczywiście odwracanie kota. Niby jednak doszliśmy do porozumienia i wydawało się że będzie dobrze, ale oczywiście na dłuższą metę niewiele się zmieniło. Potrafiło być miło, sympatycznie i w zgodzie, ale generalnie program nastawiony na "zimno" i pełna koncentracja na dziecko. W ogóle poza dzieckiem nie było dla niej życia. Na jesieni wróciliśmy do mieszkania w mieście (należącego do mnie). Mijał kolejny rok. Trzeba było uważać na to co się mówi, bo każde słowo krytyki mogło spowodować ciche dni ciągnące się tygodniami, a nawet miesiącami. Podczas takich ciągów NIGDY pierwsza się nie odezwała. Prawie nigdy za nic nie przepraszała (raz jej się udało). Kiedyś spokojna, teraz nie było dnia żeby kilka razy nie wydarła się na córkę wychodząc z nerwów, gdy ta się nie słuchała. Dziecko fakt że bardzo żywiołowe i niesforne ale ja sobie grać na nerwach nie pozwalałem i mnie się słuchało. Tłumaczyłem jej, że okazywanie nerwów to oznaka słabości, którą dziecko wyczuwa i nic sobie z tego nie robi. Obrażała się na to, bo jej nie wolno krytykować, ona nigdy nic nie zrobiła nie tak, zawsze wina jest okoliczności, dziecka, moja. Pomijając te niekontrolowane wybuchy trzeba powiedzieć, że ze swoich obowiązków względem dziecka wywiązuje się bardzo dobrze, z miłością i zaangażowaniem. Jednak te wybuchy były przerażające, jak jakaś patologia, nigdy wcześniej u niej czegoś takiego nie widziałem. Ona jednak nie widziała w tym problemu i twierdziła że przesadzam i że nie da się inaczej, a ja jestem dla córki zbyt delikatny, co nie jest prawdą, bo jestem surowszy od niej, tylko nie drę mordy bez sensu co chwila. Tymczasem mijał kolejny rok. O ile przez lata byłem dosłownie opleciony przez kobietę (uwieszanie się na mnie, wskakiwanie na kolana jak coś robiłem przy kompie, pocałunki co chwila itp.), teraz nic, dosłownie 0. Sex mógłby dla niej nie istnieć. Jeśli chciałem musiałem żebrać i nie zawsze coś z tego było. Na pytania skąd taka zmiana, ona nie miała jednoznacznej odpowiedzi, ale zawsze gdzieś musiała być w tym moja wina, za każdym razem jednak to było coś innego, np. że jak coś spadnie na podłogę to nigdy nie podniosę. Innym razem, że poprawiam ją jak coś powie nie do końca zgodnego z rzeczywistością (czyli że czepiam się), albo że za mało pomagałem jak córka była malutka (to już kłamstwo w żywe oczy) oraz insynuacje egoizmu (bezczelność z jej strony). To odwrócenie się plecami zaczęło przyprawiać mnie o dołowanie i myśli samobójcze. W ciężkich momentach zdarzało się że po pracy łaziłem po mieście bo nie wyobrażałem sobie powrotu do domu. Najgorsze, że byłem w takim stanie, że pewnego razu puściły mi nerwy i (czego do dziś nie mogę sobie darować) pozwoliłem sobie na łzy w jej obecności. Innym razem kazałem jej wypieprzać z łóżka i spać na kanapie, nazajutrz gdy emocje opadły pobiegłem kupić prezencik i przeprosiłem. Na szczęście zachowałem chociaż na tyle godności, że już na samym początku jej zmiany zaprzestałem okazywać jej bliskość, żadnego obłapiania czy słodkich słówek. W końcu następował jakiś punkt krytyczny i znowu ta sama rozmowa (im dalej w las tym częściej przeradzająca się w awanturę), po której wydaje się że wszystko teraz będzie już dobrze. I przez jeden dzień jest obiecująco, przez 2 miesiące jest miło, ale ponieważ widzę że tak naprawdę nic się nie zmienia, zaczyna ogarniać mnie melancholia i ocieram się o depresję (co ona mi potem wypomina, że nie może do mnie przez to się zbliżyć), potem coraz gorzej przez kilka miesięcy, znowu do punktu krytycznego i znowu rozmowa. I tak w kółko rok za rokiem. Lata strawione w cieniu szarpaniny. No ale jest córka, która śpiewa piosenki o kochanej rodzince i uwielbia jak spędzamy czas wszyscy razem, są też fajne chwile. Rok temu wreszcie się z tym pogodziłem. Pojechaliśmy na wakacje. Postanowiłem cieszyć się życiem, zapomnieć o tym wszystkim co było i wymazać ją z siebie, skupić się na sobie i córce i niczego nie oczekiwać od kobiety. Wtedy zaczęła się przybliżać. Już wcześniej gadaliśmy o drugim dziecku, to był ostatni moment bo zbliżała się 40stka. Też chciałem mieć jeszcze jedno. Zaszła w ciążę i sielanka trwała jeszcze jakiś czas, ale chyba poczułem się zbyt pewnie bo wszystko wjechało na swoje ciemne tory gdy pewnego razu ponownie skrytykowałem jej wyładowania nerwowe (w możliwie najbardziej delikatny sposób) w stosunku do córki, za co otrzymałem "karę" - 2 miesiące obrażenia. Olałem kobietę i wieczorami wkręcałem się w swój projekt hobby. Ona mogłaby się już chyba nie odezwać nigdy. Mijaliśmy się prawie bez słów aż do dnia porodu. Po przyjściu na świat syna postanowiłem, że nie będę się już tak angażował w niańczenie niemowlaka. Już pierwszej nocy były fochy że śpię. Wpadłem w szał, trzasnąłem drzwiami i wyszedłem spać do biura. Kocham syna i chętnie przy nim spędzam czas, ale już nie zajmuję się na taką skalę jak przy córce, popilnuję, potrzymam, pobawię się i tyle. Inna sprawa że syn dużo spokojniejszy od córki. Wszystko przy nim jest jakieś łatwiejsze i potrafi zająć się sobą. Kobieta chyba przyjęła to do wiadomości, bo już się nie buntuje o to, pewnie użyje jako broń w przyszłości, mam to gdzieś. W tym czasie znowu kolejne rozmowy. W pewnym momencie mówi że ona nie wierzy, że nam się uda. Bezczelność bo nie zrobiła dosłownie NIC żeby poprawić sytuację. Zirytowany odpowiadam: "W takim razie od razu się rozstańmy. Będę weekendowym tatusiem, trudno." (zna moje stanowisko na temat rozwodu i dzieci, więc staram się jej dawać do zrozumienia, że w razie czego jestem gotowy na rozłąkę z nimi). Ona na to żebym dał jej czas (w domyśle na zmianę). Pytam ile. Mówi że nie wie. FAZA 3 Ostatnie lato cała gromadka znowu spędziła u teściowej. Ja przyjeżdżałem tylko na weekendy, miałem więc dużo czasu dla siebie. Niestety pobyt u teściowej zaowocował otwartą wojną po tym jak zaczęła podważać mój autorytet krytykując moje decyzje i śmieszkując z mojej rzekomej naiwności. Już zapowiedziałem kobiecie że to ostatnie lato u jej matki. Nie wiem zresztą czy teściowa nie miała w tym wszystkim swojego udziału, bo przecież psuć się zaczęło właśnie podczas pierwszego pobytu u niej. Tymczasem urządziłem sobie fajnie chatę, z kobietą uciąłem kontakty do minimum i cieszyłem się odzyskaną swobodą. Trafiłem w końcu na tematy około redpillowe i powoli wszystko zaczęło się układać w całość. Zobaczyłem wszystkie swoje błędy i jaką miękką cipą się stałem. Obudził się we mnie gniew, głównie na siebie samego. Postanowiłem wdrożyć zmiany natychmiast. Ale czego właściwie chciałem? Czy da się przywrócić szacunek i nadszarpnięty autorytet, tym bardziej że to wszystko ciągnie się już kilka lat? Postanowiłem skupić się przede wszystkim na sobie i na dzieciach i nie odpuszczać nawet jak już zacznie się zmieniać na lepsze. Podejmować decyzje według własnej oceny i nie pytać o zdanie. Koniec z sentymentalnymi pierdami, raz na zawsze przestać oczekiwać że wróci to co było. Zamiast tego wymagać przede wszystkim szacunku. Iść własną drogą a jak ona zechce to niech idzie za mną. Zacząłem dbać o siebie, codziennie ćwiczyć, biegać, żadnego alko, żadnego porno, żadnego fapania. Zmieniłem sposób żywienia, co okazało się zbawienne (okresowy post), przypływ energii, pozbyłem się ok 15 kg i już zacząłem jako tako wyglądać i lepiej się czuć. Następne 10 czeka w kolejce. Wraca we mnie siła i pewność siebie. Przy najmniejszej próbie okazywania braku szacunku ostra reakcja. Choć słownie spotyka się to z niechęcią i traktowane jest jak uciążliwa fanaberia, to widzę że przynosi pozytywne efekty. Przestałem się też wyrywać do babskich obowiązków, chyba że poprosi o pomoc. Raz przyszła do kuchni wieczorem, ja siedzę przy kompie, dookoła bajzel z całego dnia. "Myślałam że sprzątałeś, bo słyszałam stukanie naczyń", odpowiedziałem zgodnie z prawdą że nie chcę się jej wtrącać już w te garnki bo nic dobrego z tego nigdy nie wynikło (Wcześniej jak widziałem bajzel, a ona była czymś zajęta przy dziecku to zawsze ogarnąłem i co trzeba do zmywarki powrzucałem. Po latach usłyszałem że ja NIGDY nie sprzątam w kuchni). Jeśli idę do sklepu to nie pytam co kupić, tylko kupuję według własnego uznania, czasem się o to złości. W weekendy to ja staram się organizować czas, co i kiedy robimy. Zauważyłem że dobrze działa nieustępliwość. Któregoś dnia w rozmowie przez telefon w związku z załatwianiem jakiejś sprawy zaczęła mi marudzić żeby przełożyć na późniejszy termin. Odruchowo się zgodziłem. Zaraz jednak refleksja że znów zachowuję się jak cipa. Dzwonię więc, że jednak lepiej jak będzie zrobione dzisiaj, ona zaczęła się stawiać i marudzić więc ryknąłem co ma robić rzucając kurwą i się rozłączyłem. Myślę sobie: "teraz pewnie ciche dni". Za pół godziny sms, że sprawa uruchomiona. Za godzinę kolejny: "obiad na 18?". Wracam a ona w skowronkach nakłada mi strawę. Niedawno powiedziała że czuje się szczęśliwa. Raz przytuliła się jak kiedyś, pierwszy raz od 5 lat. Nie przykładam do tego wagi. Zaczęła mnie pytać o zdanie w codziennych, nawet błahych sprawach, co czasem aż wydaje mi się dziwne. Dba o miłą atmosferę. No ale być może jesteśmy na górce i kolejka zacznie zjeżdżać w dół przy najbliższej okazji. Sexu nie inicjuje ale też nie blokuje. Jednak frustruje mnie to i chciałbym żeby było inaczej bo czuję się jak cipa. Ona tłumaczy że ma niskie libido. Teraz jest w trakcie karmienia więc też biorę na to poprawkę. Na boku na pewno nikogo nie ma i nie miała, przynajmniej przez ostatnie 6 lat na 100%. Wcześniej teoretycznie istniała możliwość na jakieś skoki ale nie sądzę i nie mam powodów by ją podejrzewać. Nigdy też nie używała żadnych portali typu facebook. Aktualnie ma dwie koleżanki z czasów studiów z którymi spotyka się (osobno) z raz w roku. W międzyczasie trafiłem na forum i przeczytałem podobne historie, niektóre bardziej optymistyczne, inne mniej, oraz często rekomendowaną książkę "No More Mr Nice Guy", co utwierdziło mnie o słuszności obranego kierunku i otworzyło oczy na nowe kwestie. Ostatnie czego chcę to rozpad rodziny, ponieważ zależy mi na stałym kontakcie z dziećmi, poza tym to byłby dla pięcioletniej córki straszny cios, nie mam prawa ani ochoty robić jej takiej krzywdy, nie wspominając o synu. Z drugiej strony wcale nie uśmiecha mi się spędzenie pod jednym dachem następnych lat z lodową panią, nadal się więc łudzę że da się ją naprostować. Tymczasem odcinam się emocjonalnie trzymając obranego kursu. Czasem też ogarniają mnie myśli, że moje zachowanie i tak nie miało żadnego znaczenia i czego bym nie zrobił, kim bym nie był i jak bym nie wyglądał, ona zawsze by się zachowała w ten sam sposób. Że to po prostu taka jej natura i nic nie ma na to wpływu. Wiem że się rozpisałem, ale nie miałem okazji żeby z kimkolwiek się tym podzielić wcześniej, więc dzięki jeśli ktoś dotarł do końca. Jestem ciekaw waszego zdania i jak oceniacie szanse na zmiany na lepsze, wszelkie wskazówki też są mile widziane.
  33. 3 points
    Myślimy, że zajmij się swoim życiem, hobby, rybkami, kotem, psem itp (niepotrzebne skreślić) a nie babskim pierdolo...
  34. 3 points
    Ok @Morena widzę że trzeba Ci wyłożyć parę rzeczy odnośnie związków. Po pierwsze, nie powinno leczyć się jednej miłości drugą, prawie nigdy to się nie udaje, a szansa na skrzywdzenie tej drugiej osoby jest bardzo wysoka Po drugie, na pytania o byłego, odpowiada się lakonicznie, np, nie utrzymujemy kontaktów, temat jest zamknięty ect. Po trzecie, w przypadku pytań o wyjazdy nie mowi się, że byłaś tam z byłym, znajomi, rodzina to prawidłowe odpowiedzi. W ogóle tematu byłych związków powinno się dość długo unikać. Po czwarte, koleś raczej nie zwrocił uwagi na pierścionek, bardziej mam wrażenie chodziło mu o twoją odpowiedź. Coś musiało być w twoim głosie co go zaalarmowało Ostatnie, w przypadku toksycznych partnerów należy zerwać kontakt w 100% włącza się w to pozbycie wszelkich pamiątek. Zobacz minęło 6 miesięcy a Ty wciąż się nie pozbierałaś. Wciąż mentalnie tkwisz w tamtym związku. Moja porada jest taka, że powinnaś dać chłopakowi spokój, bo wewnętrznie nie jesteś z nim uczciwa. Wciąż myślisz o byłym. Ewentualnie możesz zadzwonić i zapytać co się wydarzyło, jeśli potwierdzi twoje przypuszczenia to mniej honor, przyznaj mu rację, przeproś go i daj mu spokój. Byłem kiedyś po stronie tego chłopaka. Jak mi dziewczyna po 3 miesiącach powiedziała, że nic z tego jednak nie będzie, bo ona wciąż myśli o byłym to uwierz mi, że zabolało i to bardzo.
  35. 3 points
    Ja pie%@#le "przeznaczenie", zawsze musicie sobie wszystko tłumaczyć w jakiś nielogiczny sposób.
  36. 3 points
    Dasz radę. Nagrywaj, nie daj sobie wejść na głowę. Uważaj na psycholkę, uważaj na jej nastawianie dzieciaka, jakieś niebieskie karty, oskarżenia o pedofilię. Jeśli jest jebnięta i cwana na raz - to może być dopiero początek. Zorganizuj prawnika, albo detektywa najlepiej faceta, radź się. Detektyw może uwiecznić i uwiarygodnić zaburzenia psychiczne i agresję matki Twojego dziecka.
  37. 3 points
    Czyżby nowa, lepsza gałąź nie wypalila?????????? To trzeba ratować, bo potem trzeba wrócić do byłego, a mogło się przecież być z tym zamożniejszczym i przystojniejszym. Alternatywa to samotność z kotem, serialami, filmami romantycznymi, kubełkiem lodów i butelką wina.
  38. 3 points
    Ale wtopa z tym pierścionkiem To, czy Wasza relacja jest zakończona, czy nie zależy od jego dojrzałości a Twojej szczerości i umiejętności wytłumaczenia sytuacji. Może spotkaj się z nim i mu otwarcie powiedz to, co tutaj napisałaś? Że dla Ciebie to tylko pierścionek, że się do niego przyzwyczaiłaś, że nie kojarzy Ci się z byłym, tylko pewnym okresem Twojej życia itd. A potem wywal przy nim ten pierścionek do śmietnika, bo tam jego miejsce. Jeśli nie zrozumie, to znaczy że nic z tego nie będzie.
  39. 3 points
    Kiedyś za defetyzm szło się przed pluton egzekucyjny. Madki 40+ z garbem znajdują, a 30 letnia dziewica nie znajdzie. @timida nie osłabiaj mnie.
  40. 3 points
    Po pierwsze - dlatego że w ogóle zadajesz takie pytanie, mimo, iż wiele osób wskazało dlaczego jesteś toksyczna. Po drugie - w Twoim pytaniu chichocze z ukrycia paradoks, płynący z tymczasowego założenia rozciągniętego na "zawsze". Czyli nie rozumiesz i nie zrozumiesz na tym etapie, na którym jesteś. To po trzecie. Po czwarte, dlatego że są jeszcze "po piąte i po dziesiąte". Jednym z elementów wyliczanki jest IMO również brak szacunku do "świadomej" samej siebie, jako jedno ze źródeł pogardy dla innych. Niezależnie od tego, co sobie wmawiasz.
  41. 3 points
    W Niemczech minimalna to lekko poniżej 1000e... chyba 6.80e.h netto jakoś tak także ktoś kto zarabia 2800 to jest prawie 3x wincyj od minimalsa (2.93 raza ile mnie matematyka nie myli) także i jeśli chodzi o koszty to postaram się jak najklarowniej przedstawić sytuacje jak to nazwałeś takich między innymi jak ja ''Berlinera'' (zakładam te wyliczenia dla kogoś kto żyje sam bez kredytów i rodziny) Polak 5000zł netto: -wynajem jednego pokoju w sensownym miejscu 650zł w zwyż(pokoju qurwa) mieszkanie 2-3 pokoje 1500-2500 -jedzenie 600-700 nie oszczędzając -karta miejska 120 -150 na przyjemności = wariant tańszy(5000-1570= 3430 msc dyspozycyjne, wariant droższy 5000-2820= 2180 dyspozycyjne) ''Berliner'' 2800 euro -pokój w średnim miejscu 250-400e mieszkanie 2-3 pokoje od 700e w średnim miejscu z dobrym transportem -jedzenie 200-300 bez oszczędności -karta miejska 50-80e -przyjemności 100 =wariant z pokojem 2800e-715=2085e do dyspozycji; wariant mieszkania 2800-1115=1685e do dyspozycji Biorąc pod uwagę kogoś kto z reichu robi zakupy wszelkich specyfików aka eletronika za granicami reichu gdzie jest jeszcze taniej np Czechy jego kasa jest w stanie zapewnić mu znacznie wyższy standard życia niż komuś zarabiającemu w złotówkach Ja osobiście msc jestem w stanie (co nie znaczy, że to robię) odkładać prawie 1800e EDIT:błędy
  42. 3 points
    @timida Pytania takie padają nie bez powodu bo w pierwszym poście desperacko wręcz chcesz poznać odpowiedź na swoje pytanie, a jak drążymy @Eleanor czy @Jerzy to mówisz, że nie będziesz odpowiadać na pytania bo są niezwiązane z tematem (a są i to bardzo). No nie wiem - to jakbym zapytał, czy klient kupi ode mnie auto w takim a takim stanie, ktoś mnie zapytał a co to za auto i w jakim stanie wnętrze a ja bym powiedział - nie powiem, bo to nieistotne. No głupio to brzmi . No jeśli dla ciebie odpowiedź przed kompletnie obcymi ludźmi, którzy cię nie znają czy robisz sobie dobrze jest zbyt intymna, to jak chcesz to robić przed swoim facetem na przykład? Powiem ci z doświadczenia, że jest to 100x trudniejsze masturbować się przed partnerem niż napisać na anonimowym forum "robię sobie dobrze czasami". Nie wspomnę już, żeby się otworzyć na orgazmy gdzie człowiek często robi idiotyczne miny, jest głośny, leją się różne rzeczy... Nie chcę być jakiś mega sceptyczny, ale twój system wartości czy poszukiwania słabo się sprawdza więc tam musi być coś więcej na rzeczy niż wygląd. I do tego próbujemy dojść. Chociaż z drugiej strony nie wiem po jaką cholerę. Kolejny temat z wróżeniem z fusów. Chcesz się coś dowiedzieć konkretnie o swojej sytuacji czy po prostu zadajesz pytanie w stylu: "czy słońce świeci w ciągu dnia?". No ku...a świeci - wow!
  43. 3 points
    Radzę trochę ochłonąć. Wiekowych dziewic poznałam sporo w tym młodsze od ciebie. Nie rozumiem tylko, że widzą w tym problem (bo jednak interesuję cię zdanie innych) ale gdy się coś napiszę czy powie to już jest spięcie. Myślę, że o szacunku do siebie nie trzeba tu wspominać, bo jeśli kobieta w wieku 30 lat jest dziewicą to logicznym dla mnie jest, że nie zainteresuję się menelem z ulicy byle mieć to za sobą. Jednak warto wziąć sobie do serca, że jeśli przez te 10 lat( liczę mniej więcej od 20) nic się nie ruszyło to twój system bycia, szukania drugiej połówki zawiódł. To alarm, że trzeba coś zmienić, popracować nad sobą. Ja z każdą dziewicą jaką bym nie rozmawiała to jednak jakieś blokady się wyczuwa i zawsze te same słowa. Nie jestem depseratką żeby latać za facetem,tamte to się nie szanują, nie wiem jak tak można, znajdzie się na pewno ktoś wyjątkowy kto to doceni. Otóż życie nie jest takie piękne i każdy ma to na co sobie pracuję. Przeciętna dziewczyna może spokojnie znaleźć faceta normalnego, który będzie w niej zakochany. Tylko musi chcieć, a nie tylko gadać. Ta zaraz odezwie się ktoś, że nie ma co szukać na siłę. Oczywiście nie mam tego na myśli ale nie można biernie czekać. Pomyśl gdzie twoją docelową grupę facetów mogłabyś poznać, o takich wartościach jak ty, w twoim guście. Też nie możesz nastawiać się, że jak już kogoś spotkasz to na całe życie, bo trzeba mieć z tyłu głowy, że różnie to bywa. O ile nie jestem za zbyt chulaszczym życiem to akurat tobie trochę to radzę. Jednak życie składające się z pracy, domu i rodziny nie daję możliwości poznawania większej grupy ludzi. Plus też dodała bym żeby nie traktować dziewictwa jako karty przetargowej, że tylko dla tego jedynego, musimy założyć rodzinę i mieć dwójkę dzieci. Bo takie coś faceci wyczuwają i mogą uciekać. Trzeba dać się poznać, sprawdzić jak wam jest razem i nie nastawiać się na spadające gwiazdy z nieba. Patrzeć realnie. Nie ma co traktować dziewictwa jako czegoś wyjątkowego ale też na pewno nie jest to coś złego. Życie się nam różnie układa ale masz na nie spory wpływ. Faceci nie gryzą i jestem pewna, że przy otwartości, miłym usposobieniu, dbaniu o swoją wagę i wygląd spokojnie znajdzie się facet który o ciebie zadba i rozdziewiczy.
  44. 3 points
    ...a czy Ty, biegałes już dziś boso, po rosie? Już to widzę..... a u nas w knajpie to te stejki dwa razy większe! ...a piwo ma więcej piany! ...a divy? O panie, modelki - dziewice!
  45. 3 points
    Jedyna cenna nauka, jaką należy wynieść z życia w Polsce, to to, że pod żadnym pozorem nie wolno tu ufać "państwu". To nie jest opcjonalne. To kwestia instynktu samozachowawczego. Z PPK na razie można się wypisać, nie wierzę, że kiedyś te drzwi nie zostaną zamknięte. Nie zdziwię się też, jeśli stanie się to szybciej niż zakładam. W kwestii "kasa jest twoja", ha! Teraz taka deklaracja nic nie kosztuje, bo w PPK nic nie ma. A więc co za problem, żeby rząd obiecał obywatelowi 100% niczego. W OFE też były "twoje" dopóki nie przestały, jednym zapisem. Poza tym, czy zastanawia kogoś, dlaczego te "nasze" ochłapy pozostałe w OFE nie zostaną po prostu przeniesione do PPK, od razu je zasilając uruchomieniowo, tylko resetuje się system? Jeśli oddajesz kontrolę nad swoimi oszczędnościami, nie możesz z nimi nic zrobić, to tak jak byś ich nie miał. Jeśli oddasz państwu polskiemu, od razu się z nimi pożegnaj i uznaj że po prostu spaliłeś w piecu. Do tego żonglowanie inflacją, dewaluacją waluty jest proste. Nie da się w nieskończoność pchać przed sobą coraz większej hałdy śniegu jaką jest dług. Można picować i przykrywać plandeką, ale nie w nieskończoność. Jedną z metod pozbycia się go jest wyinflacjowanie się z niego przez system, za pomocą zbankrutowania obywateli. Ale da się tylko tych, którzy będą pełni ufności, posiadać papierowe roszczenia naszego kraju. Dlatego dobrze, żeby mieli ustawowy obowiązek posiadania. Umiesz liczyć, licz na siebie.
  46. 3 points
  47. 3 points
    Najbardziej niezadowolonym ze swojego życia ludźmi są Singapurczycy, Singapur jest jednym z najbogatszych państw świata z najlepszymi zarobkami. Czemu tak się dzieje? Dlatego, że hedonizmem nie da się zapchać się emocjonalnej i duchowej pustki - jakkolwiek górnolotnie to brzmi. Celu w życiu, rodziny, przyjaciół i odpowiedzi na podstawowe pytanie "po co żyjesz?", nie da kolejny telewizor, nowe mebelki w kuchni, lepszy samochód itp. To jest dymiąca dziura nie do zasypania, a tą dziurę powiększają socjaliści i kapitaliści. Socjaliści wmawiają ludziom, że egzystencjalną pustkę da się załatać kasą z redystrybucji tj. kradzieży od pracowitych do klasy próżniaczej, a kapitaliści egzystencjalną pustkę chcą zasypać kasą zarobioną w korpo pracując po 12h na samozatrudnieniu - całkowicie sztuczny podział, gdzie w obu przypadkach chodzi tylko o poszerzenie wpływów nielicznych kosztem pozostałych 99%, tj. ten sam cel tylko metody różne. Można być szczęśliwym w kartonowym pudełku i cieszyć się, że dziś nie pada - można być nieszczęśliwym w pałacu i palnąć sobie w łeb, po utracie 30 z 50 posiadanych milionów dolarów, wszystko jest kwestią umysłu i nastawienia. Znów brzmi to jak kołczowe pierdolenie kota w bambus, ale tak po prostu jest - pieniądze w życiu są jak kobieta, mogą pomagać np. dając możliwość spełniania celów, ale mogą i niszczyć kiedy człowiek staje się ich niewolnikiem a kolejne zera na koncie nie oddają czasu spędzonego w robocie, do tego tak jak kobieta równie łatwo mogą się pojawić co odejść. Jedyna pewna rzecz to posiadana jaźń i podejście do życia, które odpowiednio wypracowane dają prawdziwe szczęście.
  48. 3 points
    @jaro670 Nie patrz nigdy kto co ma bo to zasłania często cierpienie, tony wyrzeczeń, zaprzepaszczenie własnej wolności, nieprzespane noce, nerwy, różne dziwne układy między ludźmi, długi itp. Ich narzekanie dowodzi tylko że to co mają nie zapewnia im spokojnego życia tylko ciagle jest gonitwą, i mordęgą. Stąd wynikają narzekania. Brak innych tematów wynika z tego zabiegania. Poza tym to taka licytacja połaczona z chwaleniem sie ile kto co. Czy to ma znaczenie? Spójrz na nich ze zrozumieniem nie z zazdrością. Można ledwo wiązać koniec z końcem a prowadzić bardzo bogate życie, a to o wiele wartościowsze niż nowy samochód.
  49. 3 points
    Uczenie się tekstów obrony przed manipulacjami jest bez sensu. Zawsze z czasem wymyśli coś, na co nie masz wyuczonej formułki i co wtedy? Jedyna sensowna obrona, to poprawianie swojej samooceny. Jeśli czujesz się dobrze i kochasz ten stan, każde wybicie z niego potraktujesz - słusznie - jak agresję. I nie będziesz dla lepszego samopoczucia się upadlał negocjacjami, które z kobietą zawsze się wcześniej czy później przegra.
  50. 3 points
    Keylogera na telefonie swojej dziewczyny / żony / konkubiny? Trzy dobre rady, jak postępować w takiej sytuacji: 1) Wytrzyj dupę papierem toaletowym. 2) Skasuj keylogera. 3) Umyj ręce po wyjściu z kibla. Czwarta (gratis): zastanów się na chuj Ci taka relacja, w której rozdygotany piszesz ze sracza o tym, jak zainstalowałeś komuś keylogera?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.