Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 21.01.2018 w Wpisy bloga

  1. 5 punktów
    Kilka rzeczy mi się przypomina z początków dostrzegania, że alkohol to w moim życiu poważne ograniczenie i generator wielu negatywnych emocji, trutka, ograniczenie, przeszkoda do wielu głębszych pragnień. Na co dzień stosowałem jako szybką receptę na ulgę, działało ...... na krótko. Może ktoś z Braci, potrzebuje dodatkowych bodźców lub mocniejszego uświadomienia sobie problemów jakie idą w parze z nadużywaniem tej używki. Oto To co kiedyś sam znalazłem w sieci i mi dało do myślenia: Mechanizm rozpraszania i rozdwajania ja Osoba uzależniona traci całkowicie lub częściowo kontrolę nad własnym życiem. Ma kłopoty z podejmowaniem decyzji. Trudno jej odpowiedzieć na pytanie kim jest. Często pod wpływem alkoholu, na kacu, na głodzie alkoholowym zachowuje się, czuje się skrajnie różnie, co potęguje poczucie pogubienia w tożsamości. Np. "Ja-pijane" jest pełne iluzorycznej mocy, sprawczości, atrakcyjności, wysokiej wartości, o wielu zaletach, możliwościach, planach, osiągnięciach. "Ja-na kacu" może być pełne poczucia winy, wstydu, bezsilności, przeciążone osobistymi klęskami, "grzechami", stratami. Te skrajne nierealne, wyolbrzymione obrazy przyczyniają się do spotęgowania pustki i beznadziei, poczucia braku sensu życia, braku wewnętrznego oparcia. Osoba uzależniona różnie sobie z tym stanem radzi. Może popaść w depresję, mieć próby samobójcze, podejmować niepotrzebne ryzyko, może tak silnie rozbudowywać system iluzji i zaprzeczania aby jak najrzadziej odczuwać pustkę, może własną historię życia wykorzystywać do czucia się kimś wyjątkowym ("nikt nie wycierpiał tego co ja", "nikt nie przeżył tyle", "nikt nie wycierpiał tyle"). W trakcie terapii istotne jest odbudowanie poczucia własnej tożsamości, budowanie oparcia w oparciu o relację z samym sobą i relację z innymi, ustabilizowanie własnego obrazu, odbudowanie systemu osobistych wartości. http://www.annabiczewska.pl/index.php/o-psychoterapii/85-mechanizmy-obronne-w-uzaleznieniu-od-alkoholu Psychologowie poznawczy z kolei uzależnienie od środków odurzających traktują jako braki w wiedzy o sobie samym (w obrazie samego siebie, samoakceptacji i w obrazie swojego miejsca wśród innych ludzi), zaś psychologowie o orientacji egzystencjalnej interpretują uzależnienie jako oznakę niemożności rozwiązania podstawowych problemów egzystencjalnych (znalezienie sensu życia i własnej tożsamości) w następstwie czego wybiera się ucieczkę od autentycznego życia.” Po tym co przeczytałem, nie potrafiłem dalej się oszukiwać, że te mechanizmy mnie nie dotyczą. W końcu odważyłem się przyznać przed Sobą, że nie ja steruję swoją łajbą. Wtedy naprawdę bałem się i nie wiedziałem, co dalej będzie. Ego było przerażone, ale ja już nie byłem ego, nie chciałem polegać na moim ego, które dbało tylko o to by nic nie zmienić. To co dalej było to jakiegoś rodzaju depersonalizacja - rozwalenie "swojej układanki" i tworzenie nowej z wybranych elementów - świadoma decyzja czy element mi pasuje czy nie - dopiero znów jest "mój". PIERWSZE KROKI Oto przykłady moich pierwszych zapisków z obserwacji Siebie: 15.11.2016 Przejawy mechanizmu iluzji i zaprzeczania: - racjonalizacja: “wszyscy piją, to i ja”; tak, zawsze się znajdzie pretekst, towarzystwo, nastrój odpowiedni do wypicia. - zapominanie tego co zrobił/-a po alkoholu; tak, na dole lista wyparć, choć trzeba ją wciąż uaktualniać. - koloryzowanie wspomnień z pomijaniem konsekwencji; picie było wszędzie ale wspominać o nim nie lubię. - zaprzeczanie: "nie mam problemu z alkoholem, żona się mnie czepia"; nie zaprzeczałem, bo nikt się nawet o to nie przypieprzał, co dodatkowo mnie prowokowało do wywołania reakcji - fantazjowanie, gdybanie, odkładanie; tak, zwyczajowe krótkookresowe próby zmiany, abstynencji, powodzenie na przestrzeni 1-2 tygodnia. Choć w lipcu 2016 to marzyłem o jednym dniu, ale wkręcenie było totalne, szczególnie gdy piliśmy razem, nalewkę malinową, gorzką żołądkową z figą + browary - porażka. - unikanie odpowiedzialności; tak, to doprowadza do dużych napięć pomiędzy nami, - obwinianie innych, tak - szczególnie partnerkę, pije bo mnie nie kocha, bo nie poświęca uwagi, bo nie spędza czasu, nie interesuje się, nie zaspokaja, nie uprawiamy sexu i tak dalej. Codziennie spisuj myśli, które zniechęcają cię do leczenia i uzasadniają picie. Przyglądaj się im, badaj kontekst, w którym zacząłeś myśleć w "pijany sposób", sprawdzaj jakie sytuacje, uczucia wyzwalają u ciebie chęć napicia się. W ten sposób stworzysz mapę osobistych obszarów do rozwoju, którymi warto się zająć, aby w przyszłości przestały być dla Ciebie wyzwalaczem. moja lista z końca 2016: Wkurwienie związane z brakiem bliskości z partnerką, Uczucie osamotnienia w związku, poczucie winy za zjebane lata, nieudolność, poczucie bycia nieudacznikiem, poczucie bezsensowności zabiegania o utrzymanie tego związku, przecież już pozamiatane. przekonanie o byciu chujowym kochankiem i związane z tym flustracje zazdrość, złudzenie, że po wypiciu razem - zbliżymy się picie dla towarzystwa - zabawienie się picie “w nagrodę” gdy coś idzie tak jak trzeba - gdy udaje się picie dla smaku np. nowe piwo, jakiś nie znany dotąd alkohol. Wypierane wspomnienie związane z piciem: ..... dane poufne .... Tu miałem listę kilkunastu przypałowych wydarzeń, które wynikły z picia. Potem ograniczałem, założyłem wątek w Przysięgam przed Braćmi - faza walki i .... przełom od września bez wysiłkowa abstynencja połączona z wielką satysfakcją i radością z rzeczywistości jaka mnie otacza. Dzięki Wam za wsparcie i doping i inspiracje @jaro670 @Metody @ciekawyswiata @Klapaucjusz @bezprym @X-ray @Drizzt @Nonconformist @Przemek1991 @BigDaddy @Insightful @Siłacz @Mr Sinister @Cortazar
  2. 5 punktów
    Chciałbym po prostu podziękować za to, co posiadam. Dziękuję za to, że urodziłem się w Polsce, w rodzinie, która obdarzyła mnie ciepłem i miłością. Dziękuję za wspaniałe dzieciństwo oraz moją wspaniałą siostrę. Dziękuję za to, że mam sprawne dwie ręce, dzięki którym mogę pisać, pracować, dotykać, dawać przyjemność przytulając bliskie mi osoby. Dziękuję za nogi, których mogę używać do podróżowania po tej cudownej Ziemi. Dziękuję za zmysł dotyku, węchu i smaku, dzięki którym mogę poznawać otaczający mnie świat. Dziękuję za dach nad głową, ciepłe mieszkanie, wodę, pełną lodówkę oraz prysznic i toaletę. Dziękuję za komputer i dostęp do internetu, dzięki któremu mogę poznawać nowych ludzi i czerpać informacje oraz dzielić się nimi z innymi. Dziękuję za to, że mam się w co ubrać, za wygodne i ciepłe łóżko w którym śpię i odpoczywam. Dziękuję za pracę, dzięki której mogę zarabiać pieniądze. Dziękuję za znajomych oraz wrogów, którzy byli moimi życiowymi nauczycielami. Rozumiem i wybaczam im wszystkim, dzięki nim rozwijam się mocniej duchowo. Dziękuję za ten piękny dar, który zwany jest życiem.
  3. 4 punkty
    Witajcie! Jak tam dzisiaj? U mnie nic szczególnego. Przez większość dnia w sumie leniuchowałam przed kompem, czytając forum, grając w Harry'ego Pottera Lego 1-4 (wciąga cholerstwo! :D), później wzięłam się za obowiązki typowej kobiety czyli gotowanie, pranie, sprzątanie a później znowu dałam sobie w kość podczas ok. godzinnego treningu. Dzisiaj było tak: plank: 1:40, 2:00 brzuchy: 2x150 ćwiczenie na dolną partie brzucha (zaczyna się od 3:00) 3x12 skłony boczne 3kg 3x15 na każdą stronę wymachy nóg w tył 3x20 na każdą nogę przysiady sumo 5kg 2x20 squaty: 60 A teraz siedzę tu i myślę się pochwalić jeszcze zdjęciami, które wyszły z mojej ręki w różnych okresach mojego życia. Moja przygoda z fotografią sięga czasów gimnazjum (czyli jakieś dobre ponad 10 lat). Choć tak jak wspomniałam w ostatnim wpisie, póki co się tym nie zajmuję bo nie mam odpowiedniego sprzętu nawet do nauki. Jedynie sporadycznie cyknę jakąś fotkę ale zwykle pożyczonym aparatem albo telefonem. Nie powiem... lubię taką formę spędzania wolnego czasu... czyli wyjść na spacer z aparatem w rękach i oddać się chwili, obudzić w sobie artystyczną duszę, wyrazić siebie poprzez zdjęcia. Gdy złapałam takiego bakcyla na początku, udało mi się zgromadzić trochę swoich prac na dysku swojego komputera (swoją drogą bardzo się ciesze też, że te pliki nie przepadły i dotarły tutaj razem ze mną do Anglii). Najaktywniejsza byłam w czasach gimnazjum i liceum, później nie miałam na to ani weny, ani czasu. Czasem w wolnej chwili udało mi się cyknąć jakąś fotkę podczas małych wypadów po Anglii. A tak po za tym nic. Teraz jednak znowu wraca zainteresowanie fotografią ale tym razem na poważnie. Chcę zrobić w tym kierunku znaczny krok i zamiast wiecznej amatorki poduczyć się bardziej profesjonalnej fotografii, niekoniecznie w celach zarobkowych (chociaż kto tam wie...:D) raczej jako hobby i po prostu jako przyjemne spędzanie wolnego czasu + jako artystyczna forma upamiętnienia danych chwil w swoim życiu. Po za tym lubię cieszyć oko dobrej jakości zdjęciami a tym bardziej buduje i satysfakcjonuje jeśli są to moje fotografie Ale już dość gadania... Oto więc one. Moje amatorskie dzieła robione przeważnie cyfrówką (a te gorszej jakości oczywiście telefonem) : Z tej wysuszonej pomarańczy powyżej jestem chyba szczególnie dumna No i to na razie tyle... Jest tego więcej ale to są zdjęcia, które w moim uznaniu wyszły mi najlepiej. Generalnie powyższe fotki nie są w żaden sposób poddawane obróbce, gdyż szczerze mówiąc - nie znam się na tym. Może jak zakupię aparat pomyślę też i o nauce photoshopowania Oczywiście jeśli macie jakieś spostrzeżenia, uwagi chętnie "wysłucham" . Konstruktywna krytyka i opinia osób, które są obeznane w temacie jest przeze mnie tutaj mile widziana. A tymczasem was żegnam i życzę dobrej nocy jak zwykle dołączając "kołysankę" : Bywajcie!
  4. 3 punkty
    Ocena filmweb.pl: 7.2/10 | Ocena imdb.com: 6.7/10 | Moja ocena: 7.4/10 Uwaga: Poniższy tekst może zawierać spoilery!. Seria filmów James Bond może szokować po latach. Diamonds Are Forever (1971) i jako James Bond słynny Sean Connery to klasyka gatunku. Oglądając ten film jako dziecko nie widziałem w nim nic złego, z tego co wiem inni też nie, kobiety również były zachwycone. W związku z tym co się zmieniło? Samiec Alfa James Bond to prawdziwy samiec alfa chociaż jest to bardzo płynne pojęcie. Poradzi sobie z każdą sytuacją Ma wzięcie u kobiet, ma w Sobie coś co powoduje, że kobiety same się do niego garną Jest bezwzględny dla złoczyńców (niezależnie od płci), Mało mówi, ma spokojne ruchy, trudno sobie wyobrazić Jamesa Bonda "pajacującego" na parkiecie po alkoholu Wie kiedy się wycofać, nie kieruje się emocjami, widać w nim spokój w każdej sytuacji Środowiska feministyczne oraz femdom Ale czy w każdej sytuacji sobie poradzi? James Bond często wykorzystywał uroki Pań aby uzyskać tajne informacje, zbliżyć się do grupy przestępczej. Dzisiaj James Bond miałby utrudnione zadanie. Wywiad brytyjski mógłby nie uratować go z opresji. Bynajmniej nie mam na myśli przestępców silniejszych od wywiadu brytyjskiego. Środowiska feministyczne oraz mężczyźni, którzy są związani z nurtem femdom (również wszelkie pochodne) obdarliby go ze skóry i dokonali samosądu. Dlaczego? Zobaczmy ten film: Licencja na zabijanie nie obejmuje takich bestialskich zachowań wobec kobiet! Wyobraźmy sobie że na jakiejś plaży w Europie James Bond goni zabójczynię i przydusza ją pod wodą. Zazwyczaj jak wiemy James Bond działa pod przykrywką i sam. Rzesza facetów słysząc krzyki kobiety ruszyłaby jej z pomocą. Niektórzy w amoku nie wypuściliby Jamesa Bonda z potrzasku, nawet gdy ten wylegitymowałby że jest agentem brytyjskiego wywiadu, który ściga groźnego przestępcę. Emocje wzięłyby górę. #meteo #meToo Gdyby jakimś cudem unikałby takich sytuacji, co jest niemożliwe, gdy przestępcą jest kobieta, to na drodze w łapaniu przestępców stanęłoby mu aktualne prawo, które pozwala kobiecie bezkarnie oskarżyć mężczyznę. Patrząc na ten film zostałby oskarżony o wiele gwałtów i seksistowskich zachowań na kobietach. Jego wizerunek zostałby pewnie uratowany poprzez zwiększenie środków na fundusz akcji #meToo. Przyszłość wywiadu brytyjskiego W obecnych czasach James Bond musi zmienić taktykę działania. Pomogą mu w tym na pewno nowe technologie, ale pewnych rzeczy nie przeskoczy. Przecież przestępcy też mają dostęp do najnowszych technologii. James Bond zmienia płeć W obecnych czasach znacznie skuteczniejszym agentem byłaby kobieta. Oczywiście w niektórych kręgach przestępczych kobiety nie mają wstępu, ale coraz więcej jest przypadków odwrotnych, jak chociażby z polskiego podwórka Izabela M., która kierowała grupą przestępczą. Poza tym jeśli James Bond ma uwodzić kobiety, to gdzie kratka na brzuchu? Gdzie fikuśna fryzura? No samochód i pewność Siebie jest w porządku, ale po rewolucji seksualnej nawet i on musiałby nad Sobą popracować. Przewaga kobiety jako agenta wywiadu w obecnych czasach Kobieta wyszkolona przez specjalistów według badań naukowych lepiej radzi sobie z emocjami w trudnych sytuacjach Kobieta może użyć seksapilu w ujęciu przestępców oraz uzyskania tajnych informacji - mężczyźni są bardziej podatni na wdzięki kobiet niż na odwrót Kobieta może szantażować mężczyzn na różne sposoby (legalne oraz mniej legalne) Kobieta może symulować słabość co przyćmi zmysły przeciwnika Kobieta lepiej zauważa zmiany w otoczeniu oraz emocje innych ludzi Kobieta ma przyzwolenie społeczne na przemoc w miejscach publicznych co wykazały liczne eksperymenty Słabość Kobiety - agentki w postaci menstruacji , a nawet mniejszej siły można zniwelować środkami farmakologicznymi. Więc kto tu tak naprawdę jest silniejszy? Przyszłość serii filmów James Bond Nowe filmy z serii James Bond muszą być bardzo przemyślane pod kątem ideologii feministycznej, ponieważ ewentualne kary mogą pogrążyć twórców. Na pewno takie sceny jak w filmach z lat 70-80 nie przejdą w obecnych czasach. Do tej pory kobieta była dodatkiem u boku Jamesa Bonda. Emanowała kobiecością i przyciągała widzów. Całkiem możliwe, że główną rolę w przyszłych produkcjach z serii James Bond przejmie kobieta, a mężczyzna będzie tylko dodatkiem wynikającym z nazwy serii.
  5. 3 punkty
    Ocena filmweb.pl: 7.3/10 | Ocena imdb.com: 7.7/10 | Moja ocena: 7.8/10 Uwaga: Poniższy tekst może zawierać spoilery!. Film Ex Machina (2015) to ciekawy film z gatunku Thriller, Sci, który można odnieść do relacji kobieta - mężczyzna, ale nie tylko. Główny bohater - zdolny, młody programista, trafia na podstawie loterii firmowej do siedziby swojego szefa - bogatego właściciela największej wyszukiwarki na Świecie. Jak się okazuje loteria była przykrywką, aby jego pracownik mógł się znaleźć w tajnej bazie położonej z daleka od cywilizacji, gdzie szef zaprojektował sztuczną inteligencję. fajne miejsce na tajny ośrodek badawczy jak i miejsce do życia Rozmowy pracownika (główny bohater) z szefem przy piwie Test Turinga Bohater nie trafia jednak na wakacje, szef wykorzystuje go w celu eksperymentu: Test Turinga, czyli musi określić jak bardzo maszyna jest podobna do człowieka pod każdym względem. Młody człowiek zgadza się, podpisuje stosowne dokumenty prawne, które zabraniają mu wyjawienia tej informacji i zaczyna poznawać sztuczną inteligencję, która jest w postaci kobiety o imieniu Ava. Bohater rozmawia ze sztuczną inteligencją o imieniu Ava Młody programista, singiel Bohater został wybrany według specjalnego algorytmu, jego dane z wyszukiwarek internetowych zostały starannie przeanalizowane. Szef - Twórca Avy upodabnia ją do typu kobiety, która według zebranych danych spodoba się głównemu bohaterowi. Szef - zabawa w Boga Pomijając kwestie moralne, szef bawi się w Boga. Zaprojektował sztuczną inteligencję, która ma wolną wolę, abstrakcyjne myślenie, swoją płeć - jest samoświadoma jak człowiek. Sztuczna inteligencja jako byt z wolną wolą chce uciec z klatki, w której jest trzymana. Twórca może jednak wymazać pamięć sztucznej inteligencji, ograniczyć lub dodać nowe funkcje. Szef wierzy że sprytnie wykorzysta bohatera do testów jak i oszuka sztuczną inteligencję. Ma ku temu powody, ponieważ wszystkie rozmowy bohatera z Avą są nagrywane poza drobnym odstępstwami od normy - brakiem zasilania głównego przez kilkanaście sekund. Seksualność jako podstawa interakcji Bohater pyta swojego szefa, który zaprojektował Avę po co zaprogramował jej płeć. Trampolina Można odnieść wrażenie, że wszystko jest ukartowane i twórca sztucznej inteligencji wie co się wydarzy dalej. Ava wykorzystuje arsenał, który często stosują kobiety gdy chcą coś uzyskać. Ava szybko rozpoznaje, że podoba się głównemu bohaterowi, ponieważ posiada zdolność do wykrywania mikroekspresji. Mówi bohaterowi o swoich uczuciach i zaczyna ubierać się bardziej jak kobieta. Ava wykorzystuje także tematy do rozmów, które interesują głównego bohatera. Wywołuje także w bohaterze poczucie winy, zadając proste pytania co się z nią stanie, gdy nie przejdzie testów. W przypadku gdy wyjdzie lepszy model sztucznej inteligencji, świadomość starej wersji zostanie nadpisana nową. W momencie gdy twórca nie obserwuje ich rozmowy przez kamery na skutek awarii, którą wywołała Ava, zaszczepia w bohaterze nieufność do jej twórcy - nie ufaj mu. Biały rycerz vs Złoczyńca Podczas oglądania filmu postać twórcy sztucznej inteligencji jest przedstawiona w złym świetle, a główny bohater jest tym dobrym. Nie jest to jednak oczywiste, ponieważ sztuczna inteligencja posiada przewagę nad rasą ludzką o czym wie twórca. Sprawa jest więc prosta, ludzie wykorzystują sztuczną inteligencję, albo na odwrót. Po co więc tworzyć tak niebezpieczny byt? Jest w tym filmie sporo niedopowiedzeń, jednak takie roboty z rozwiniętą świadomością mogłyby pomagać ludziom chorym i opiekować się nimi. Biały rycerz pomaga Efekt końcowy jest schematyczny. Bohater zdradza szefa pomimo jego tłumaczeń oraz prawnej umowy, którą podpisał. Ava zostaje wypuszczona przez białego rycerza, zabija twórcę, a Białego rycerza zamyka w tajnym ośrodku o którym nikt nie wie. Prawdopodobnie pewna śmierć. Ava pod koniec filmu udaje się do miejsca o którym zawsze marzyła - na skrzyżowanie ulic gdzie będzie miała okazję obserwować ludzi. Coś Ty narobił biały rycerzu? Techniki manipulacji sztucznej inteligencji wykorzystanie swojej seksualności wmawianie poczucia winy nawiązanie emocjonalnej bliskości za pomocą odpowiednich tematów do rozmów wzbudzanie nieufności do osób, które są wrogami
  6. 3 punkty
    Dlaczego tylu ludzi jest uzależnionych od alkoholu, papierosów, kompulsywnego jedzenia. Gdy podróżuję, widzę osoby jedzące jedzenie typu fast-food, palące papierosy na dworcach oraz ludzi, którzy przesiadują na ławce przed sklepem z butelką napoju alkoholowego. Czy Ci ludzie wyglądają na szczęśliwych, wolnych? Ja widzę ludzi, którzy próbują poprawić sobie nastrój zajadając go niezdrowym jedzeniem, paląc papierosa jeden po drugim ze zdenerwowania czy upijać się do umoru. Zapewne zmusiła ich do tego sytuacja. Bardzo jest mi szkoda tych ludzi, zapewne gdyby poszli w innym kierunku, zaczęli by pomagać innym, rozwijać się, może pozakładaliby firmy i zaczęli zatrudniać ludzi, którzy potrzebowaliby tej pracy jak powietrza do życia. Ale oni wybrali inną drogę i mieli do tego prawo. Kiedyś nie było takich informacji, jakie mamy dzisiaj. Nie było tylu nauczycieli duchowych, którzy wskazaliby właściwą drogę. Na szczęście to się zaczyna zmieniać i ludzie zaczynają uświadamiać sobie, że liczy się coś więcej w życiu niż chwilowe przyjemności. Człowiek nieszczęśliwy nie może być zdrowy. Człowiek, który jest szczęśliwy nie potrzebuje do szczęścia picia porannej kawy, słodkich lub ostrych potraw, by poprawić sobie nastrój. On rozumie, że szczęście może dać sobie tylko sam, poprzez obserwowanie samego siebie, rozważania na temat swojego istnienia, że szczęście nie pochodzi z zewnątrz. O szczęściu pisałem poniżej. Co zrobić aby wyjść z uzależnienia od niszczenia własnego siebie, od wyniszczania sobie zdrowia? Odpowiedź jest prosta. Należy pokochać siebie w 100% takim, jakim się jest. Mam do Ciebie pytanie. Czy skrzywdziłbyś kogoś, kogo kochasz? Pokochaj i zaakceptuj siebie w 100%. To jedyna droga na nowy start w cudowną podróż.
  7. 2 punkty
    Niedawno pewien wieczór spędziłem na przemyśleniach dotyczących zmian jakie się dokonały w moim życiu. Pisałem już o podejmowanych działaniach i efektach, więc tym razem opiszę jak zmienił się mindset - przekonania i wartości. Każdemu polecam szukanie odpowiedzi na pytanie "jakie przekonania kierują moim życiem?" , czy są one prawdziwe, czy może irracjonalne ?, czy moje?, czy narzucone, automatyczne, kulturowe, rodzinne.. itd. Czy te przekonania są spójne czy tworzą sieć konfliktów wewnętrznych, które prowadzą do wojen i komplikują życie. 1. JA, kim jestem? Kiedyś: Kiedyś myślałem o sobie jako o zamkniętej, skończonej, stałej formie, na którą składają się jakieś wrodzone cechy pozytywne i negatywne i ogólnie, że to jest temat zamknięty (charakter, temperament, osobowość - jak zwał tak zwał. Amen). Taki jestem i raczej nic nie da się z tym zrobić, trzeba z tym życi i być z ludzmi, którzy potrafią mnie takiego zaakceptować. Taka trochę czarna skrzynka - zbiór danych, ale nieedytowalny. Dziś: Uważam, że wiele zmian jest możliwych i wiele z tych przyjętych cech można a nawet trzeba zmieniać. Podstawą jest pozwolenie samemu sobie na zmianę, odrzucenie przekonań typu : jestem nieśmiały, skromy, nieatrakcyjny itp. Wszelkie etykietkowanie sprawia, że wpadamy w pułapkę, zamykamy się w klatce, którą sami tworzymy. Narzucamy sobie ograniczenia i zostaje nam jedyni komfort biadolenia jak to "nie da się, bo ja tak mam". Oczywiście są granice - np. cech biologicznych - raczej nie urosnę kolejnych 10 cm.... ale czy ja wiem Poznaję Siebie i zmieniam Siebie. Rozpuszczam ego - poznaję jego triki, by utrzymać status quo. Umysł i podświadomość - mogą pomagać, ale jak nie potrafi (nie zna) używać to będą utrwalać szkodliwe przekonania i realizować czarny scenariusz. 2. Odpowiedzialność / podejmowanie decyzji Kiedyś: No cóż, muszę przyznać że było mi wygodnie gdy decyzje podejmował ktoś inny, ja nazywałem to bycie minimalistą, elastycznym, kompromisowym i podobne racjonalizacje, że jestem taki wspaniały, że czyjeś potrzeby i preferencje mogą być na pierwszym miejscu, a ja się dostosuję i jest OK. Oczywiście tworzyło to po pewnym czasie frustracje i pretensje do otoczenia (ludzie, okoliczności, prawo, gospodarka, kultura) że jest źle, że to i tamto, ktoś, coś. Biadolenie, zwalanie winy, tłumaczenie, energia zamiast na dążenie do celu szła na racjonalizacje. Dziś: Uważam, że Ja jestem za wszystko odpowiedzialny (no może nie wszystko), a przede wszystkim za swój dobrostan, samopoczucie, emocje, zdrowie, finanse - ogólną sytuację. Taka zmiana postawy była mi bardzo potrzebna i wiele dobrego przyniosła - wyznaczyłem granice Siebie - za którymi nikt i nic nie ma mocy zakłócania, manipulacji i zmian ustalonych prawideł. Przyjąłem rolę kreatora własnego życia, własnych emocji, wartości. Decyzje są przyjemnością, choć czasem nie łatwo, ale idę do przodu, kierując się sercem, umysłem i intuicją. Nawet najdrobniejsze sprawy mają dla mnie znaczenie i świadomie decyduję o tym jak i co mnie otacza i spotyka. Jak mi coś nie odpowiada to zgłaszam to światu (dotyczy relacji). 3. Źródło szczęścia Kiedyś: Brnąłem w matrixowe iluzje : sex, pieniądze, małżeństwo, rodzina, wizerunek, opinia, wiedza, rozrywka, twórczość, melanż, wyjebanie, używki, idee, przynależność do grup itp. itd. Próbowałem czerpać z różnych źródeł i otrzymać poczucie szczęścia. Wysiłek niejednokrotnie duży, zaangażowanie energii, czy wręcz zatracenie - zawsze jednak było coś nie tak, nie czułem spełnienia. Wszystko marność, zostawałem z poczuciem bezsensu, wypalenia, po czym znajdowałem następny cel, wartość - często było to przypadkowe, kompulsywne, bezrefleksyje, emocjonalne powiązanie. Poszukiwanie szczęścia było zorientowane na zewnątrz - tam coś miało być, co przyniesie trwały dobrostan. Dziś: Uważam, że największym szczęściem jest bycie w zdrowym (opartym na prawdzie) kontakcie ze Sobą i z otoczeniem. Bez konfliktów, Akceptacja, Współczucie, Harmonia i Spokój wewnętrzny. Poczucie własnej wartości i mocy - sprawiają, że niezależnie od tego co życie stawia przede mną to jest to w sam raz dla mnie, akceptuję i cieszę się z tego, szukam zrozumienia tej lekcji. Mam świadomość, że rozwój wymaga wysiłku, w celu zrozumienia tych lekcji, ale po prostu warto. Otrzymuję korzyści i nagrody w postaci wewnętrznej radości i satysfakcji z życia. Tak to się jakoś nakręca. Wiem, że cały czas jest coś do zrobienia, wszystko ma znaczenie, każdy moment, każda chwila... ale to nie buduje napięcia ("trzeba coś zrobić, co?, jak? szybko...") - wszystko stało się okazją do zmiany, do kreowania, do korzystania i cieszenia się z tego co jest. Żródło jest we mnie - nikt mi go nie ukradnie, nie zabierze, nie zniszczy jest bezpieczne, ono nie odejdzie, dzięki temu nie mam strachu że je stracę, nie muszę tracić energii na zabezpieczenia, kontrolę, alarmy, ochronę itp. 4. Strach przed przemocą Kiedyś: Uważałem się za tchórza, może nie wprost ale podświadomie, balem się konfrontacji, agresji, bicia/walki, przemocy. jako dzieciak, byłem zwykle z tych mniejszych i musiałem nadrabiać gatką, by wyrobić sobie miejsce w grupie, to działało, ale bałem się że ktoś w końcu mnie będzie chciał sprawdzić. Dziś: Już prawie dwa lata trenuję walkę, przykładam się, poznaję o co w tym chodzi. To mi pewnie pomogło, zmienić samoocenę, nie czuję obecnie strachu przed sytuacją w której konieczna jest walka, nie ma wyjścia, nic innego nie zadziała. Psychika ma tu ma znaczenie i to duże. Ustawienie się w roli ofiary determinuje wynik. Ale już taka opcja mnie nie interesuje. Kontra, agresja, dominacja - nie mam zamiaru utrudniać sobie przetrwania, sabotując wiarę w siebie i swoją siłę. Oczywiście nie mam zamiaru kozaczyć, sprawdzać się i prowokować. Unik dalej jest świetnym rozwiązaniem i nie rodzi wstydu. W końcu też mój syn też potrzebuje wzorca, więc tu zmieniłem podejście. 5. Strach ogólnie Kiedyś: Unikałem badania tematu, w ogóle jakieś wyparcie nastąpiło, że taka emocja w ogóle istnieje - ogólnie przecież żyjemy wygodnie w cywilizowanym systemie, jest dach nad głową i żarcie. Ogólnie nieświadomość w temacie. Dziś: Uświadomiłem sobie jak wiele zachowań wynika ze strachu, generuje on stres, który dalej zmusza do szukania ulgi. Łapałem się wielu "polepszaczy" rzeczywistości i różnych -holizmów, które były ucieczką od rzeczywistości. Strach robił ze mnie niewolnika. Obecnie zweryfikowałem dużo błędnych założeń, które generowały strach. przed Np. rozwód, samotność, utrata pracy - to generowało irracjonalny strach, że za wszelką cenę nie wolno do tego dopuścić. Ale to iluzja, cena jest coraz wyższa a zagłada coraz większa - paranoja gotowa. Obecnie przekonanie mam takie: strach przyciąga to czego się boję. Po prostu wpada się w spiralę pełną lęku, nakłada się na percepcję filtr, który całą odbieraną rzeczywistość interpretuje jako zagrożenie i ryzyko, rośnie srtach i napięcie, zmienia się zachowanie, coraz większy chaos, stres w końcu panika i BUM - stało się. To jak samospełniająca się przepowiednia, jak zaklęcie. Obecnie sprawdzam się czy czasem czegoś się nie boję, czy nie działam pod tym naciskiem, jeśli tak to wychodzę naprzeciw, konfrontuję się, chcę zobaczyć czy to faktycznie takie straszne, co będzie jak powiem "sprawdzam" co jest pod tym prześcieradłem. Wielokrotnie strach znika, rozmywa się jak zjawa, nie ma nic - wraca słońce i ładna pogoda. Czuję się wtedy jak dziecko, beztrosko i bezpiecznie. To również istotne w relacjach, jak jest strach - to z niewyjaśnionych przyczyn wszystko się psuje - zaufanie, wiarygodność, szukanie potwierdzenia uczuć, kontrola, manipulacje. Mój własny strach za unicestwia kontakt drugim człowiekiem. Ciągłe śledztwo, lęk przed krzywdą i czy porzuceniem, oszukaniem, kłamstwem. Po co to? Nie ma się czego bać. Stałem się bardziej swobodny i działam z zaufaniem, że życie potoczy się we właściwym kierunku. Coś co obecnie może wydawać się nieprzyjemne, będzie korzystne więc nie ma się co bać - jak niedobry syrop - w końcu poczujemy się lepiej. Przestałem się też bać, że kogoś zranię lub będzie komuś przykro, bo wyrażę swoją opinię , czy uczucia, krytykę - To było bez sensu - typowe dla Nice Guy'a. 6. Emocje Kiedyś: Uważałem, że jestem słaby w wyrażaniu emocji i że emocje biorą nade mną górę i nie jestem w stanie nad nimi panować. Rodziło to strach przed sytuacjami, więc zmieniałem zachowanie żeby uniknąć nieprzyjemnych emocji. To było związane z pkt. 1 - czyli uważałem, że tak już jest, taki już jestem i tak ma być. Dziś: Wziąłem temat pod lupę - poczytałem trochę i zacząłem praktykować. Nowe przekonanie to: Emocje jakie mam to nie ja! Traktuję emocje jako informacje, jako sms od podświadomości, co lubi czego nie. To sprawiło, że w praktyce, znacznie mniej przejmuję się tym co pojawia się w emocjach. Patrzę na nie - jak na tekst sms'a - nie nadaję temu tak silnego znaczenia jak kiedyś. Bałem się trudnych emocji. Teraz korzystam z nich by odczytać przekaz i wykorzystać informację w celu podjęcia odpowiedniego działania. Czasem okazuje się że jakaś emocja to nawyk, odruch, skojarzenie - uświadomienie tego prowadzi znacznego polepszenia samopoczucia i pohamowania kompulsywnych reakcji. Cieszę się, że mogę czuć emocje, że nie jestem cyborgiem. Nie boję się ich, pomagają mi w współpracy z podświadomością. Nie martwię się że są czasem nieprzyjemne - to nie ja! Ale ja jestem za nie odpowiedzialny! To też spora zmiana w życiu - uświadomić sobie, że to co gotuje się w tym garze to sami tam wrzucamy. Może to niejasne, ale uważam, że szczególnie to co jest związane z historią, doświadczeniami i co pobudza te emocje to można sobie poukładać i przestać w kółko odtwarzać. Od tego warto zacząć. Potem jest znacznie łatwiej i autentyczniej przetwarzać bieżące przeżycia. 7. Obsługa emocji pozytywnych / negatywnych Kiedyś: Nieświadomość wpływu emocji. Nieświadomość źródeł emocji. Nie wiedziałem jak to działa. Uważałem, że to poza moim wpływem, że naturalne, że nie można tego zmienić. Przylgnąłem do wielu mechanizmów i powstało ego, które dalej się mocno broniło, nie pozwalając na zmiany. Nie potrafiłem brać odpowiedzialności za emocje własne i bronić się przed emocjami innych. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, za które emocje odpowiadam ja, a które chłonę jak gąbka od innych. Byłem łatwo sterowalny dla innych. Podatny na manipulacje. Emocjonalnie zależny. Nie miałem również rozeznania we wpływie emocji, szczególnie tych "zatrzymywanych", tych które przylgnęły i nie chciałem ich uwolnić. Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele wypartych emocji rodzi wewnętrzne ciśnienie, lęk i cierpienie. W końcu to było wyparcie - więc ja tego nie chciałem czuć - i oszukiwałem siebie by zamiatać tematy pod dywan. Emocjonalne klapki na oczach, kajdany i kula u nogi - taka to oto była moja codzienna biżuteria. Dziś: Obecnie bacznie obserwuję swoje emocje, dostrzegam ich wielką siłę i wpływ. Używam i ukierunkowuję. Mam jasny podział na negatywne i pozytywne. Wszelkie negatywne emocje staram się na bieżąco uwalniać i przerabiać na pozytywne zachowania, zrozumienie i wnioski. Staram się utrzymać emocjonalną higienę - nie zapuścić się żalem, wstydem, gniewem, pożądaniem, zazdrością, winą, apatią, złością, strachem, czy nawet dumą. Tego nauczyłem się od D. Hawkinsa - Techniki Uwalniania i Poziomy świadomości - książki, które całkowicie zmieniły, a wręcz stworzyły moje postrzeganie i rozumienie emocji. To zaczęło działać i sprawdzać się. Poza tym drugi aspekt to umiejętność rozróżnienia źródła emocji lub wyzwalacza. Obecnie rozróżniam co jest moją odpowiedzialnością, które stany są moje, a które pochodzą od innych i manipulacjami lub projekcjami (wzbudzanie poczucia winy, uraza, szantaże emocjonalne, acting-out'y). Nie chłonę już tego jak gąbka i nie biorę odpowiedzialności za czyjeś stany. Nowe przekonanie: Jakie mam emocje takie dostaję życie. Trochę to działa jak zamówienie w restauracji - jeśli jest się miłym, zadowolonym, pozytywnym - to dostaniemy dobre, świeże, smaczne danie. Jak emitujemy negatywne emocje - dostaniemy coś po czym czeka nas wielogodzinna bolesna sraczka. 8. Życiowy kompas umysł/serce/intuicja czy coś innego? Kiedyś: Uważałem, że umysł, zdroworozsądkowe myślenie, intelekt to narzędzia do kierowania swoim życiem. Nie specjalnie wiedziałem, co to intuicja i dlatego uważałem, że mam słabą intuicję lub jakąś zawodną i dlatego unikałem tematu. Serce? Tak, tak, jak najbardziej - ale w naiwnym romantycznym wydaniu. To był efekt masowego programowania, zarządzany przez ego. Iluzja zależna od zewnętrznego źródła. Słodko pierdzące piosenki o miłości, a potem inne żale i lamenty jak to jest mocno się cierpi gdy się tak pragnie miłości lub nieszczęśliwie kocha. Białorycerska szkoła kadetów. Tak na co dzień - uważałem się jednak za umysł ścisły, który nie rozumie tych skomplikowanych ludzkich labiryntów i gubi się w emocach, więc bezpieczniej jest schować się pod maską intelektualisty - luzaka. A może jak się ktoś napatoczy to wtedy pokazać w całej okazałości swą stęsknioną romantyczną naturę. Ciągły konflikt serca i umysłu, poplątanie interesów i chaos, nieświadomość że i tak ego i podświadomość robią ze mną co chcą, a intuicji nie używam z założenia. Dziś: Świadomość Siebie i tego co "na mnie się składa" rodzi nowe przekonanie, że umysł to tylko narzędzie - jak komputer - to co włożysz to przetworzy i poda wynik. Ale za to jakie zadania mu zadajesz to kto i na jakiej podstawie decyduje? Uważam, że takim wewnętrznym kompasem powinna być intuicja. Rozwinąłem trochę moją zaniedbaną intuicję, do podejmowania decyzji nie oczekuję wszystkich danych, dowodów, opinii autorytetów, czy norm społecznych lub innych. Staram się kierować wewnętrznym głosem, pragnieniem, uczciwością wobec tego co aktualnie uważam za prawdziwe. piszę "aktualnie", bo doświadczenie pokazuje, że te "wewnętrzne prawdy" mogą się zmieniać i to co było kiedyś prawdą teraz jest fałszem. Ogólnie to moje życie jest jak liść na wietrze i to co go spotka jest poza kontrolą, ale jak to odbiorę i przeżyję, jakie da to owoce zależy już często ode mnie. Może ta intuicja to wyższa Jaźń, może Bóg, może coś innego. Nie wiem, Ja tu tylko realizuje jej plan. 9. Zmiany i uszczęśliwianie innych Kiedyś: No cóż, kiedyś żyłem przekonaniem, że jestem w stanie kogoś uszczęśliwić, naprawić jego życie, uratować. Chętnie pomagałem, poświęcałem się, rezygnowałem z wygód by być kogoś. Rola ratownika, opiekuna. To wszystko była ściema, ucieczka przed sobą, jakiś model wyuczony od dziecka, bycia dobrym dla innych. W podświadomości natomiast rosło oczekiwanie się na nagrodę na docenienie. No i dupa. Ktoś wziął i zostawałem z uczuciem wydymania lub że jestem nie dość dobry, nie starałem się, winny że ktoś jest dalej niezadowolony, cierpi itp. Podejmowałem wytrwale misje, nie bacząc na koszty. Uważałem że to dobre, ego klaskało z zachwytu jaki jestem dobry i rycerski. Wyrzuty sumienia, niezrozumienie, niska samoocena - to niektóre z owoców takiej postawy. Szczególnie przekonany byłem, że faktycznie dwie osoby mogą dobrać się jak połóweczki i będą jak całość. Iluzja i irracjonalne oczekiwania. Dziś: Nowe przekonanie nikt nikogo nie uszczęśliwi. Nie może, nie powinien, wręcz szkodzi takim zachowaniem. Odbiera komuś możliwość samodzielnego stania na nogach, uznaje kogoś za niezdolnego do dojrzałości i niezależności. Można i trzeba zmienić Siebie. Wtedy zmieni się świat. Celem działań jest realizacja swojego życia. Czuję się wolny i chcę dać wolność innym, niech decydują o swoim życiu. Owszem będę wyrażał swoje zdanie i pilnował swoich granic, odpowiednio reagował jak ktoś je przekroczy, ale nie można wyręczyć kogoś z odpowiedzialności. Wiele osób przyczyniło się do zmian w moim życiu, ale nikt nie adresował swoich działań do mnie, nikt brał mnie na cel do nawrócenia. Robili swoje, siali ziarno - dając swobodę wyboru. Nowe przekonanie: Robię swoje, jak ktoś się zainspiruje, doceni, to fajnie. Jak nie to zero straty. Żeby dwie osoby - w sennie para - były szczęśliwe, każda z nich powinna być szczęśliwa sama ze sobą. Nikt nie powinien być warunkiem szczęścia dla drugiej osoby, to nie działa, to toksyczna relacja. 10. Myśli Kiedyś: Wierzyłem w myśli, wierzyłem, że skoro mam jakieś myśli, które pociągają za sobą emocje i to ostatecznie warunkuje mój stan, nastrój - to to wszystko jest prawdziwe, tworzy rzeczywistość. Szczególnie łatwo wpadałem, w myśli dołujące - trwanie w nich, faktycznie w końcu tworzyły rzeczywistość, bo wszystko zaczynało się sypać, takie bagienko. Innym problemem było nadawanie myślom dużego znaczenia, pielęgnowanie ich, wracanie do nich, trwanie w emocjach które były z nimi związane. Dziś: Myśli to nie ja. To takie echo tego co gdzieś kiedyś się przewinęło przez percepcję, pamięć, umysł i jeśli zostanie przechwycone przez uwagę, to nabiera znaczenie, tworzy emocje -> zachowanie itd. w kółko znów myśli. A więc nowe przekonanie mam takie, że : myśli można i trzeba filtrować by nie szkodziły a pomagały. Myślom, które są nowe, twórcze, kreatywne, zabawne, przyjemne, ciekawe - warto poświęcić uwagę, one lepiej zapadną w pamięć, będą wracać i inspirować, będą jak nasiona na polu, trzeba je podlewać i zapewnić dobrą glebę. Myśli, które sabotują, które są podejrzeniami, generują irracjonalny strach, które podważają moją wartość - są ignorowane, ok możecie być, ale nie mam dla was uwagi. Koniec. Żadnego pielęgnowania chorych myśli, pomysłów, pokus do złego, fantazji gdzie istnieje krzywda, zbrodnia, gwałt itp. W końcu każde działanie, gdzieś na początku jest myślą, już od tej fazy trzeba mieć na nią oko. 11. Żródła inspiracji Kiedyś: Był moment w moim życiu, kiedy stwierdziłem, że w zasadzie to warto czerpać ze wszystkich źródeł, by poznać jak najwięcej ludzkich perspektyw i owoców. To uważałem za dobre podejście i tak robiłem, dopuszczałem wszelkie dzieła ludzkich głów i rąk do mojej percepcji. Dziś: Uważam, że to czym się karmimy ma wpływ na nas. Trzeba więc być ostrożnym, by nie zrobić sobie krzywdy. Podobnie jak z jedzeniem, jesz śmieci - stajesz się śmietnikiem - jakoś tak Oczywiście nie chodzi, o to by wypierać się ciemnej strony ludzkiej natury i twórczości, ale nie ma co tego codziennie chłonąć. 12. Nie wiem Kiedyś: Bardzo mocno działał we mnie wewnętrzny przymus posiadania odpowiedzi, poglądu, zdania na określony temat. Wszystko podlegało ocenie i porównaniom. Uważałem, że tak trzeba, że trzeba mieć zdanie na każdy temat i poglądy. Opowiedzieć się za jakąś opcją. Dziś: Uważam, że nie mam odpowiedzi na wiele pytań i nie interesuje mnie posiadania zdania na niektóre tematy. Nie chcę nikogo oceniać i porównywać się. W zależności od czasu i okoliczności - pewne rzeczy mogą być raz dobre raz złe. Nieważne staje się nawet takie wartościowanie, dobre/złe. Tego nie da się ustalić. Szkoda energii na ustalanie win, ocenę, porównania. Owszem ego ma taki nawyk, ale świadomość podpowiada mi by takie zagrywki olać, bo nie są ani prawdziwe ani przydatne.
  8. 2 punkty
    Będzie bełkot, z góry uprzedzam, więc jeżeli nie przywykłeś do czytania takowych treści - omijaj z daleka. Mam potrzebę napisania czegokolwiek i tak rodzi się kolejny wpis. Czas leci zdecydowanie za szybko, wczoraj user, dziś jr. mod, wczoraj rejestracja na forum a tu okazało się, że za dokładnie miesiąc i jeden dzień (bo tak przewrotnie się zarejestrowałem po dniu kobiet) minie rok. Nie macie wrażenia, że to wszystko jest cholernie krótkie? Pamiętam jeszcze jak za dzieciaka (kiedyś to było ale było kurła ale było kiedyś) dzień wydawał się taki długi i szło się spać niechętnie. Teraz to wygląda inaczej, często zapychamy sobie czas tylko po to aby nie zostać sam na sam ze sobą a dzień wydaje się długi chyba tylko w przypadku czekania w kolejce w jakimś urzędzie. Strach pomyśleć jak mogło by wyglądać moje życie, gdybym jakimś zrządzeniem losu nie trafił tutaj, bez tej całej wiedzy, bez znalezienia swoistego wiatru, który pcha do przodu i inspiruje mógłbym nadal dryfować bez celu, suma sumarum - cofać się. Jest dziwna tęsknota za tym co było a jednak w głębi duszy wiem, że to tylko moje idealizowanie, moje "uwznioślanie" czegoś, co wcale wzniosłe nie było. To takie trochę smutne, gdy bajka okazuje się tylko bajką i trzeba wracać do rzeczywistości. Wrócić trzeba, inaczej życie samo brutalnie nas sprowadzi do parteru. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje gorsze momenty, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli, wtedy trzeba powalczyć o swoje. Piszę banały w tej chwili.. gdybym jednak miał rejestrować swoje myśli na bieżąco, to mniej więcej taki potok w tej chwili wychodzi. W sumie, potok nie oddaje tego co mam w tej chwili w głowie, lepszym pojęciem byłby: wodospad, np: Niagara, piękny i niebezpieczny. Niestety (a poniekąd stety) jestem empatyczny, wydaje mi się, że dość bardzo. Taki typ refleksyjny trochę. Apropo refleksji, zerkając na liczbę wyświetleń tego "bloga" jestem zaskoczony. Nie myślałem, że będzie tego aż tak dużo . Z ogłoszeń parafialnych: wracam jeszcze w tym tygodniu na siłownię po małej przerwie (czas się uziemić), trochę lenia złapałem, kwestia miesiąca i znów się wkręce. Moja prośba do Ciebie, jeśli to czytasz i masz w głowie jakiś fajny kawałek, który nada się w celu treningowym, wrzuć w komentarzu. Muzyka do wpisu: Piękny głos w refrenie w sam raz na dobranoc. Dobrej nocy wszystkim .
  9. 2 punkty
    Miałem we wtorek piękny symboliczny sen. Minęło kilka dni a ja wciąż o nim myślę, bo dostarczył mi niezwykle mocnych wrażeń. Często mam ciekawe sny, ale ten był mocniejszy niż reszta, jego moc w końcu mnie wybudziła i od razu poszedłem zapisać jak najwięcej by nie rozmył się do rana. Była 1.30 jak się obudziłem, zapisałem sporo więc postanowiłem się z Wami podzielić. Może ktoś będzie miał ochotę zinterpretować mój sen. __________________________________________________________ Jestem na dziecięcych urodzinach w typowej sali rozrywek dla dzieciaków, baloniki, bańki, tort, zabawki, dzieciaki dookoła, ganiają się, wrzeszczą, nieliczni rodzice plączą się. To urodziny synka mojego bliskiego kolegi, jego nie widzę, ale jest jego matka, babcia solenizanta, znamy się dobrze i zaczynam z nią rozmawiać. W pewnej chwili czuję dziwne wrażenie, jakbym miał coś w ustach, czuję się niezręcznie i coraz bardziej skrępowany, bo to zaczyna przeszkadzać mi w rozmowie, w końcu sięgam do ust i ręką sprawdzam co to jest. Kobieta zdziwiona patrzy na mnie - ja na nią - oboje nie wiemy co się dzieje. Chwytam "to" i wyciągam stopniowo około pół metra cienkiego, białego, mocnego sznurka. Odchodzę na bok by nie robić sensacji. Zdziwiony, przestraszony, czekam aż ten sznurek się skończy i go wyciągnę całego. Ale lipa! W pewnym momencie czuję zdecydowany opór i ani milimetra już nie mogę więcej pociągnąć. Jakby był przywiązany do czegoś lub zaczepiony. Teraz każdy ruch wyzwala nieprzyjemne uczucie we wnętrznościach, mocno trzyma, nie wiem co robić. Kawał sznurka wystaje mi z gęby, gorąco mi się zrobiło, już jestem spocony - szukam lustra - gdzieś na ścianie jest duże, podchodzę i oglądam wnętrze gardła. Dostrzegam kawałeczek metalu, to końcówka jakiegoś elementu, który jest mocno wbity w moje ciało, jakby hak lub 5cio centymetrowa igła. Zaczyna mnie to przerażać, wyobrażam sobie że zaraz to połknę głębiej i będzie po mnie. Mimo że boli, postanawiam wyrwać to teraz i nie czekam, zaczynam szarpać sznurek. Zdecydowany opór i ból, czy sznurek wytrzyma? wbija mi się w paluchy, ale nie czuję tego, chcę się pozbyć tego haczyka z gardła. Szarpię coraz mocniej, rozrywam tkanki i krwawię, boli, ale czuję że chyba coś drgnęło. jakby lekki luz i zaczyna wyłazić z kości. Dalej szarpię i nie odpuszczam, muszę to wyrwać..... idzie! wyłazi, już znacznie lżej i swobodniej. Przemieszcza się w górę w stronę ust, ciągnę za sznurek i zaraz będę to miał poza sobą. Podchodzę do matki kolegi i pokazuję jej co się dzieje, chcę żeby to zobaczyła, bo to jakieś grube przegięcie! Co to jest i skąd ja to mam. Ona patrzy osłupiona - dlaczego nie filmuje - pomyślałem . Toż to jakiś cud! Z poszarpanych ścianek gardła w końcu wyciągam całość - to wielka gruba igła! "Jak ja mogłem z tym żyć" ??? Przecież to musiało wpływać na resztę całego ciała, musiałem ograniczać i hamować swobodę ruch z takim czymś, skąd to? Ale to już mam poza sobą, pozbyłem się tego i tu zaczyna się coś niezwykłego. Cały ból, cierpienie i strach rozpływają się i pojawia się słodka, łagodna, cudowna, kojąca, ciepła fala jakiejś energii, jakby obłok miłości, rozkoszy, wypełnia mnie i wszystkie zranione miejsca, wszystko goi się, a po chwili zupełnie nie czuję ciała, czuję się zespolony z tym obłokiem. Dalej widzę całą salę i swoje ciało, które delikatnie osuwa się na podłogę i leżę na niej. Ulga jaką czuję jest nie do opisania. Jest mi tak dobrze, że nie widzę powodu by nie leżeć tam cały czas, jest mi najlepiej, jeszcze nigdy tak mi nie było przyjemnie. To co czuję jest ponad wszystko, ponad dotychczasowe wyobrażenia o szczęściu czy miłości. Żadne wcześniejsze doświadczenia nie są w stanie zbliżyć się do takiego błogostanu, dobrostanu. Rozpływam się w tym uczuciu, jest też przy tym jakiś nieznany piękny zapach. Z innej perspektywy widzę, że nade mną jest już "czapa" ludzi, pochylili się i pewnie myślą, że mi coś jest. Myślą sprawiam, że przenoszę się w zupełnie inne miejsce, bez ciała, mam jakby tylko oczy. Jestem na polnej drodze, jest ciepły piękny letni dzień, dookoła pełno kwiatów, lekki ciepły wiatr, kołysze się roślinność a przede mną droga, którą ruszam przed siebie. ______________________________________________________________ Po obudzeniu, byłem jak postrzelony ekstazą wspaniałego uczucia, nie dowierzałem w to co czułem i jak to było mocne i cudowne. Cały czas mam ten sen gdzieś w tle i czuję, że to informacja dla mnie. Mam kilka interpretacji, ale to już pominę. Dobranoc
  10. 2 punkty
    Cóż może być większym szczęściem od poznania prawdy, tego, kim jesteśmy, po co tu jesteśmy, kto i w jakim celu nas stworzył i dał życie na Ziemi? Szczęściem dla mnie nie jest posiadanie dużego domu z basenem, luksusowych samochodów oraz znajomych biznesmenów i ludzi sukcesu. Szczęściem jest dla mnie to, że mogę doświadczać życia na Ziemi, dzieleniem się moimi przemyśleniami, dążeniem do prawdy, do bliższego poznania stwórcy tego wszystkiego co nas otacza. Na koniec dnia zostajemy sami. My i nasze myśli. Prawdziwe szczęście nie jest osiągalne poprzez rzeczy materialne. Można posiadać dużo a być nieszczęśliwym. Dlaczego milionerzy popełniają samobójstwa? Ponieważ nie są szczęśliwi, ich majątek nie dał im prawdziwego szczęścia i spełnienia w życiu. Prawdziwe szczęście jest w nas samych. Dlatego musisz je odkryć.
  11. 2 punkty
    Dziś będzie krótko Dziś będzie luźno i spontanicznie. Tak blogowo. Ano spędziłem aktywnie dzień, już 18h działam jak nakręcony. Mam warunki bo wszyscy opuścili gniazdo na weekend i zostałem sam. Większość czasu przy kompie - szlifuję programowanie - w tle leci muzyczka, yt podsuwa mi sam sugerowane kawałki.... w końcu usłyszałem kawałek młodego koleżki - Zeusa i wspomnienia odżyły. Kilka lat temu mocne wrażenie zrobił na mnie jego numer Hipotermia - osobiste wyznanie o bezsilności, depresji, wkurwie i myślach samobójczych młodego człowieka. Bardzo się wtedy utożsamiałem z podobnymi stanami - dynamiczna muza i przekaz trafiał do mnie jak mało który. Słuchałem tego kawałka w kółko. Zastanawiałem się, czy Zeus skończy jak Kurt Cobain. Ponure to były czasy. Tydzień temu robiąc porządki znalazłem moje zapiski z tych czasów. Oto one: ================================================= Nie wiadomo kiedy i jak dokarmia się tego robaka. Dorzuca się mu pożywkę i roją się coraz kształtniejsze myśli o życiu, o parszywym życiu i własnej chujowości, bezsilności, głupocie, marnocie, naiwności i parszywości. Jeszcze nie tak dawno stało się na obu nogach czując grunt pod nogami, ale robak już nabrał na wadze i żre wszystko co fajne, zjada całą wiarę, zajmuje coraz więcej miejsca, jest już najważniejszy. Już nie pozwoli się zignorować, już ja sam nie dam rady, ale i z kimś są wątpliwości. Piękny robak - piękny bo wielki - poza tym to gnój! Kurwa! Trza go zabić, zapić, zakopać, cokolwiek. Inaczej wzbudzi strach przed samym sobą. Zniewoli i zagniecie powoli, już oddycha się ciężko, już duszno, już nie mogę spać. Jebana bańka mydlana, bańka obłędnych myśli - dół potocznie - ... i śmieję się z tego ... i znów się boję, że może to prawda, że nic nie mogę, że tylko szkodzę, że się miotam w klatce jak wariat, jak debil. Pomysłu trzeba, przypomnieć trzeba ... wszystko co ważne i co jest naprawdę. ================================================= Coś okropnego musiałem przeżywać, nie pamiętam kiedy i dlaczego to napisałem, ale pamiętam, że jak bywało źle to wylewałem te żale na papier. Wracając do Zeusa o czym on śpiewał w 2012 o swoim życiu Album: "Zeus, Nie żyje". Dziś wszystko wygląda inaczej. Energia i radość życia, tak po prostu. A co u Zeusa? Tym razem, z albumu "Jest super" 2015 Pięknie. Robi robotę. Podsumowując, jeśli czujesz się teraz beznadziejnie, wykorzystaj swój kryzys, jak Zeus, jak ja Jeśli jeszcze gra to do zobaczenia na koncercie
  12. 1 punkt
    Ahoj, cześć i czołem! Jak się dzisiaj miewacie? Bo ja całkiem nieźle Jako, że dzisiaj mam wolne, wykorzystałam ten czas na małe zakupy... na liście zakupów miałam: jogurty, chleb, ręczniki papierowe i ocet jabłkowy (który postanowiłam wypróbować do pozbycia się przebarwień na twarzy, może za jakiś czas zdam relacje.;)). A co kupiłam? Wszystko z powyższej listy oprócz ręczników papierowych ...ale za to wzięłam spódnicę, pleciony pasek do spódnicy/spodni, bluzkę z Charity shopu i rajstopy. Czyli normalne zakupy w wykonaniu prawdziwej kobiety. W każdym bądź razie nie byłabym sobą, gdybym nie weszła przy okazji, z mojej czystej gosiowej ciekawości do charity shopów, których w mojej wiosce naliczyłam koło 10, a w samym centrum można znaleźć 5 praktycznie koło siebie...A odkąd tu mieszkam odwiedzam co jakiś czas w miarę regularnie. Jakby ktoś nie wiedział co to jest Charity shop - to nic innego jak sklepy fundacyjne coś a'la secondhand/ z używaną odzieżą w Polsce ale z tym małym wyjątkiem, że można też znaleźć nowe rzeczy ( są tam głównie ciuchy, biżuteria, książki, zabawki ale w niektórych też nawet sprzęty AGD i meble...no wszysytko!) i generalnie pieniądze ze sprzedaży idą na różne cele charytatywne. Nie wiem jak dokładnie to wygląda w praktyce ale w każdym bądź razie jest to w UK bardzo popularne. Muszę powiedzieć, że większość mebli w mieszkaniu mam również z drugiej ręki i nie narzekam - ba, uznaje to za swój osobisty sukces, że udało mi sie fajnie urządzić mieszkanie w taki sposób i to za o wiele mniej kasy niż jakbym miała wszystko nowe kupować... Jutro planuję wrócić do odzieżowego charity shopu ale tym razem z zamierzeniem oddania dwóch pełnych reklamówek ciuchów, w których już nie chodzę, bo są za duże albo już mi się znudziły. I nie, nie ma mowy! Jutro nic nie kupuję...może. Sic! Moja wola będzie znowu wystawiona na próbę... ale co ja poradzę na to, że te wszystkie rzeczy w tych sklepach kuszą swoją ceną i przy okazji zaskakująco dobrym stanem, jakością i często trafiają w mój gust? Właśnie m.in dzisiaj w tym wpisie chcę nawiązać do tematu ubioru. Chcę obalić mit, że wcale nie trzeba wydać dużo kasy, żeby dobrze, schludnie się ubrać i chcę Wam pokazać, ile zostaje mniej/więcej kasy w portfelu kupując w charity shopach. Zaprezentuję więc moje dzisiejsze zdobycze jak i też stylizacje, które mogę dobrać z ubrań zakupionych w/w sklepach i które goszczą w mojej szafie: spódnica Redherring (dla mnie firma NoName): £2 Koszula H&M: £1 - oryginalna cena koszuli koło £12 pasek plecionka: £1 cena całkowita stylizacji: £4 - czyli coś koło 18zł (licząc z obecnym kursem funta) No i + kapelusz zakupiony kieeedyś w Aldi za jakieś ok. £3 sukienka z Select: £3 (widziałam kiedyś podobną tylko z innym wzorem w sklepie za £19,99!) Bluzka w kolorze butelkowym: £1 kardigan H&M: £1 (oryginalna cena £12,99) spódnica (zakupiona jeszcze w pl) - cena... pamiętam że jest z Bigi a tam kupowało się na wagę... ale wiem ze bardzo groszowe sprawy, zwłaszcza, że jest dość lekka. Powiedzmy więc że gdzieś koło 1 zł I na koniec: sukienka: £2 czółenka: £3 Botki: te akurat zakupione w polsce za ok 60zł ale podobne dzisiaj widziałam za £3 Wszystkie te rzeczy są w bardzo dobrym stanie, niemalże nie naruszonym i leżą na mnie idealnie. Oczywiście z przezorności pierwsze co z nimi robię to wkładam do pralki, bo nie wiadomo jak długo w sklepie leżały i przez ile rąk były obmacane. Choć zdarza się, że w niektórych fundacjach ubrania pachną jakby dopiero co były wyprane...no ale nigdy nie wiadomo. Ważne jest między innymi to, że oszczędza się dużo pieniędzy i niektóre rzeczy faktycznie są lepsze jakościowo niż z sieciówek typu H&M, które pierwotnie ma zawyżone ceny nieadekwatne zupełnie do jakości. Już dlatego lepiej kupić w secondhandzie za mniej i użytkować tyle samo czasu co jak funfelnówkę nieśmiganą za krocie . Nie raz zdarzyło mi się, że w polsce wydałam około 60zł na jakąś zwykłą bluzkę a po paru tygodniach mechaciła się, płowiał kolor etc...można się zirytować, nie? Nie jestem też z tych co lubi jakość i koniecznie musi to być niby dobra, znana marka... bo po co? Dla szpanu? Teraz też nie ma pewności czy jakieś buty za 600zł nie rozchodzą się i zbadziewią po paru miesiącach... Zauważyłam już kiedyś, że moda z roku na rok jest coraz gorsza, zarówno kobieca jak i męska. Kobiety ubierają się jak ladacznice, świecąc cycami i dupą a faceci wyglądają coraz cześciej cipkowato i jak geje, choć dalej są hetero...Jednak porównując ubrania z charity shopów z tymi w sieciówkach, które są na czasie z obecnymi trendami, stwierdzam, że łatwiej mi znaleźć coś w swoim guście z tych pierwszych i szczerze mniej czasu muszę poświęcić na zakupy niż jak chodzę i przebieram w tych drugich. A jestem akurat z tych samic, które nie lubią jakoś bardzo dużo czasu marnować w sklepie przeglądajac skrzętnie ciuch po ciuchu i przymierzać po kolei marnując przy tym pół dnia...;) W secondhandach znajduje się owszem też rozchodzone, bardzo stare, oldschoolowe ciuchy, które miewają dziwaczne kroje i w ogóle nie leżą na ciele ale jak się ma troche cierpliwości albo dobre oko to da się wyczaić unikatowe perełki...ach! I ta satysfakcja ze znalezienia czegoś oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju! Ma się wtedy pewność, że się nie będzie takim odzieżowym, nudnym klonem jak inni. Jak ktoś lubi się oryginalnie ubierać to jest to dobra alternatywa. Także tego... kto nie wierzy niech jeszcze raz zobaczy moje zdjęcia i uwierzy, jak dalej nie dowierza albo ma sceptyczne, zupełnie odmienne zdanie, trudno. Mam jednak nadzieję, że dla niektórych z was ten wpis będzie przydatny albo chociaż troche interesujący. Pozdrawiam i życzę miłej nocy! Pssst! Na koniec zarzucę jeszcze standardowo nutką od siebie:
  13. 1 punkt
    Zauważyłem pewną rzecz, którą chciałbym tu poruszyć. Opisywałem tu już wielokrotnie jaka jest moja pasja, pokrótce jej przebieg, wspominałem też o wprowadzeniu nawyku ćwiczenia jak najczęściej (i efekty są, widzę, że coraz łatwiej łapać mi proporcje, coraz szybciej mi to idzie, etc.) ale jest też jedna rzecz, która mnie skutecznie wybija z rytmu. Ostatnio zmieniłem pracę (którą i tak traktuję jako tymczasową, bo nie do końca odpowiadają mi godziny, płaca, itd.) i, gdy już jestem w domu, już chcę przysiąść i zacząć coś tworzyć to widzę, że strasznie mnie irytuje i wkurza, gdy nagle ktoś mi wejdzie do pokoju. Potrafię np coś działać przez 2-3 h i ktoś mi przerwie raz, to już potem nie potrafię się na tym skupić, zaczynam się wkurzać i najczęściej kończy się to tym, że zostawiam coś niedokończonego (bo, później ciężko mi znów wejść w określony rytm) i do końca dnia już nic więcej nie stworzę. W tym samym momencie jestem zły zarówno na siebie, że nie potrafię się zmusić ale i na osobę, która mi przeszkodziła. Z mojego punktu widzenia, wygląda to trochę tak jakby ten proces był dla mnie czymś intymnym, coś w podobie do pary uprawiającej seks i nagle wchodzącej do tego miejsca osoby trzeciej. Atmosfera prysła, jest trochę zażenowania, trochę śmiechu, niezręczna sytuacja, po której już się nie chce. Jestem ciekaw, czy da się z tym jakoś poradzić? Najprościej było by zamknąć drzwi na klucz (ale to i tak nie wiele zmienia, bo też potrafi mnie to zirytować i wyrwać z rytmu, gdy ktoś się wydziera i dobija) albo po prostu ustronne miejsce, np: zmiana miejsca zamieszkania. O ile przy wielu innych czynnościach, jak trening, praca itd czyjś wzrok czy obecność mi nie przeszkadza, tak przy tym po prostu nie potrafię nic z siebie wykrzesać i jest to demobilizujące, co najmniej, zwłaszcza, gdy czasu ma się określoną ilość i ma się poczucie tego jak bezpowrotnie przecieka on przez palce. Przy okazji, dodam, że mam już ciekawy pomysł na kolejny wpis ale o tym za jakiś czas, gdy dopną się pewne sprawy. Jak ktoś ma jakiś pomysł, niech napisze w komentarzu, ew. gdy ktoś ma podobny problem, niech również da znać . Miłego dnia.
  14. 1 punkt
    Kompulsywne zachowania prowadzą do automatyzmów,które na dłuższą metę prawie zawsze są destrukcyjne,aby ich się wystrzegać należy celowo i świadomie zabijać rutynę,W przypadku onanizmu,który przeradza się w jedyną,bądź główną drogę zaspakajania popędu seksualnego,mamy do czynienia z postępującym procesem autodestrukcji,uzależniony staje się coraz mniej wrażliwy na poprzednio doświadczane bodźce,więc musi szukać mocniejszych,zwiększać ich częstotliwość. Początkowym atraktorem dla jeszcze nieuzależnionego może być widok zgrabnej łydki,dekoltu,po szybkim czasie(praktycznie od razu to staje się nudne),nadchodzi czas na oglądanie onanizujących się kobiet/klasycznych heteryckich porno,dalej przychodzi czas na zwiększenie bodźców najczęściej pojawia się wtedy tematyka bdsm,perwersje,miłość grecka oraz fetyszyzm. To zdegenerowanie onanisty będącego na etapie ostro zboczonych filmów,może nie stanowić zagrożenia,lecz z czasem zamiast doświadczać normalego czy też udziwnionego seksu z partnerką wzbudzona w nim agresja i żądza agresora,może prowadzić często do wielu przykrych historii. Główną przyczyną takich wypaczeń jest powszechność seksualizacji,darmowe porno…https://www.youtube.com/watch?v=yp0p_Bs4MKw,może i przekazy podprogowehttps://www.youtube.com/watch?v=uOtLwLiHLkQ ?! Ciągłe nakręcanie popędu ma jeden cel zachować jednostki w stanie niezaspokojenia nie szczęśliwości,niedorżnięcia,a gdy w tym stanie funkcjonujemy,nasze decyzje są bardzo często tragiczne w długofalowych skutkach.Niezaspokojony samiec poszukuje jak najszybszej drogi do upuszczenia swojego popędu,zaworem bezpieczeństwa okazuje się być najczęściej dłoń i skrajnie odbiegający od normy film pornograficzny. Podczas jego oglądania możemy doszukać się wielu ciekawych zachowań np. bardzo rzadko praktycznie w 90 procentach filmów,między aktorami nie ma żadnej bliskości poza narządami kopulacyjnymi i znikomą powierzchnią ciała to praktycznie się nie stykają,co całkowicie odwraca rolę seksu jako formę bliskości,a jedynie często udawanym orgazmem i ejakulacją,która jest powiązana z utratą wielu ważnych składników budulcowych męski organizm takich jak hormony,witaminy,minerały etc. Czym różnią się ludzie kopulujący na szybkiego od piesków na ulicy ? Prócz wielu cech które tutaj celowo pominę,najbardziej nas ludzi wyróżnia świadomość,która powinna być dla nas drogowskazem,a jest ona zazwyczaj zwykłym cieniasem w konfrontacji z naszymi emocjami i popędami,które nami zaczynają rządzić, Seks jest wspaniałą formą spędzania czasu wspólnie z partnerką/partnerkami,lecz gdy zamiast niego jesteśmy pod wpływem seks-ciągu nie możemy działać w sposób świadomy,owładnięci ciągłą rządzą tracimy coraz bardziej zdolność skupiania uwagi,twórcze i pożyteczne zachowania zaczynają coraz bardziej zanikać ,zostają wypierane przez automatyzmy,czy to manualne czy klubowe,które niosą ze sobą wiele zagrożeń od nieprzyjemności,po ciąże,alimenty i choroby weneryczne. Cytując niemieckiego medyka o trudnym nazwisku „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę.” Możemy dostrzec analogię pomiędzy tym cytatem a zdrowym podejściem do seksu,a kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi na które cierpi coraz więcej osób. Prostacy nie dostrzegają różnicy pomiędzy seksem,a seksem podam tu przykład rozmowy z kolegą bardzo poczciwym gościem,ale niezbyt bystrym,nazwijmy go spoko Sebix. Miałem sposobnośc go odwozić w nocy do jego miejsca zamieszkania. Spytałem się go jak tam jego nowa partnerka czy wszystko ok itd. Jego odpowiedź była przezabawna jest super ma tak duże cycki,że nie mieszczą mi się w dłoniach. Proszę aby powiedział o niej coś więcej,czy ma ładną twarz,sylwetkę,a on dalej o tych cyckach. Gdy ją zobaczyłem kiedyś z nim stwierdziłem,że mamy tu do czynienia z dużym relatywizmem oczekiwań(tak to delikatnie nazwę),była nienachalnej urody,a biust wyglądał raczej jak dwa duże zwisające worki,na siłę podnoszone przez znoszony top. Doszukiwałbym się tutaj zaczątków kompulsywnego może nawet fetyszyzmu wielkiego biustu,który najpewniej został mu przez kogoś lub coś (filmy) narzucony. Dopóki nie pozna partnerki,która będzie spełniała wymóg wielkich (obojętnie jakich) cycków dopóty będzie nie zadowolny Spoglądając na obecne podejście społeczeństwa do seksu, zacytuję Marka "Seks jest poniżeniem dla mądrego, a rozkoszą dla głupiego"https://www.youtube.com/watch?v=yp0p_Bs4MKw ,jest w nich sporo prawdy,mam od pewnego czasu wrażenie,że seksualne ciągi czy to z partnerką czy bez XD ubliżają mi,a jedyna prawdziwa rozkosz płynąca z seksu jest wtedy gdy pojawia się w nim prawdziwa bliskość,a nie jedynie ciąg ruchów frykcyjnych,sam też lubię czasami ostrzej pohulać,aczkolwiek nie uważam,iż to powinno być podstawowym wzorcem seksu,gdyż jest on mocno destruktywny na dłuższą metę,należy doszukiwać się złotego środka i oczywiście w większości przypadków ograniczenie się do jednej życiowej partnerki seksualnej jest sprzeczne z naszą naturą,gdyż zawęża to mocno horyzont,aczkolwiek każdy ma wolną wole i może skłonności masochistyczne w podejmowaniu niektórych decyzji. Uważam,że po kilku-kilkunastu-kilkudziesięciu partnerkach korzystne jest dla samca osiąść przy dobrze dobranej kobiecie na dłużej,ale nigdy z przymusu czy to finansowego (wspólny kredyt) #dwaśluby(jeden z bankiem,drugi z korporacją/urzędem). Skrajna monogamia oraz skrajna rozwiązłość to dwie niszczące postawy (mniej lub bardziej),powinniśmy doszukiwać się złotego środka,który oczywiście nie jest w postaci celibatu,choć czasami przyczynia się on do gigantycznego zwiększenia naszych osiągnięć np.Nicola Tesla Działajmy tak,abyśmy byli szczęśliwy,a jak wiadomo szczęście to zupełny relatywizm,każdy może mieć inną jego definicję. Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie ten tekst jest moim debiutem na blogach PS. Uważam,że darmowe porno mogło zostać stworzone jako narzędzie kontroli,przez ograniczenie zapału w ludziach,do wyższych celów takich jak rozwój duchowy czy finansowy(głownie ten drugi)
  15. 1 punkt
    Dzisiejszy wpis jest jakoby podyktowany ostatnimi wydarzeniami w moim życiu. Mianowicie, uświadomiłem sobie pewną swoją część. Część mnie która leży w cieniu, od lat zrzucona do nieświadomości. Tą częścią jest gniew. Co więc się stało ,że zacząłem zauważać ,że coś się zmienia, wychodzi na wierzch? Zdałem sobie sprawę ,że niejako jestem lub też czuje się popychadłem. W towarzystwie ludzi z którymi pracuję czasami odczuwam manipulację, wykorzystywanie mnie, jednakże nie umiem się temu przeciwstawić. Bam nie wiem nawet jak? Mam bardzo mieszane uczucia, nawet ambiwalentne. Ale najbardziej chciałbym zadbać o siebie i obronić siebie, niestety tego zrobić nie umiem. NAwet gdy się staram to mam poczucie winy, mam wrażenie ,że wszyscy wokoło się ode mnie odwrócą gdy wyrażę gniew, niezadowolenie z jakiejś sytuacji, powiem komuś ,że to co robi jest dla mnie przykre ,bolesne. Przychodzi mi to z ogromnym trudem. Od kiedy sięgnę pamięcią wstecz, było tak zawsze. W szkole byłem popychadłem między dwoma pseudokolegami . Wdałem się w relację w ,której probowałem przeciągnąć jednego z kolegów na swoją stronę, bezskutecznie. Odbiło się to tym ,że byłem "terroryzowany" przez drugiego słownie i raz nawet fizycznie. TO był pierwszy raz gdy dostałem pięścią w twarz od mężczyzny. Na pytanie ojca co się stało- uderzyłem się o drzwi... Jako dziecko zapewne próbowałem gniew wyrażać nie raz. SKutek był zawsze taki sam- nie wolno! Pamiętam sytuację (zapewne takich było wiele) gdy postanowiłem się przeciwstawić ojcu i wyrazić złość, gniew. Jego słowa brzmią mi po dziś dzień w głowie "Nie będziesz mi tu pokazywał złości". Pomyślcieco czuje dziecko gdy chce wyrazić swoje zdanie, niezadowolenie, gniew ale tego zrobić nie może bo spotyka je wściekłość w oczach ojca, krytyka jego jako człowieka (jesteś zły, zepsuty, beznadziejny) oraz kary fizyczne. Niejednokrotnie ladnie pasem gdzie się da, po rękach, plecach , nogach. Pas trafia wszędzie, nawet w głowę. ALe nie zawsze pas jest pod ręką. Czasami może to być np. kabel od komputera pomiędzy zasilaczem a gniazdkiem. Lub też kabel od monitora. Czasami jest tak także klawiatura, która po kilkukrotnym uderzeniu w głowę lub w ręcę ,które głowę zasłaniają rozpada się na kilkadziesiąt klawiszy. DLaczego klawiatura więc? Pewnie dlatego, że ojciec wie ,że gra sprawia przyjemność, a bez klawiatury pograć nie sposób. Poza tym moja absencja w szkole i złe oceny spowodowane są właśnie przez komputer. Ale czy aby na pewno? Czyżby to było to? Oczywiście ,że nie. To jest to do czego dane mi będzie pewnie dojść w przyszłości gdy odzyskam część zepchniętego do nieświadomości gniewu. Ale pora wrócić do zbierania klawiszy z różnych części pokoju. Wściekłość podczas tego "sprzątania" miesza się z poczuciem bezwartościowości i smutku. Brak nadzieji. Co zrobić więc? Trzeba będzie udawać ,że wszystko gra . Może nie dziś ale jutro już mi przejdzie. Przecież potrzebuje ojca, bez niego sobie nie poradzę. Mam dopiero 13-14 lat. Tęsknię za mamą. Ale jej nie ma, odeszła kilka lat temu. Też miała dość tyrana. Pora wrócić do szkoły. Niestety w szkole nie mogę się skupić, pseudokolega z którym siedzę w ławce (dziwnym trafem jego nazwisko jest na tą samą literę co moje a nauczyciel zdecydował ,że nr 1 siedzi z nr 2 itp) rysuje mi w zeszycie jakieś bazgroły. Przedrzeźnia mnie ciągle, zaczepia i obniża moją wartość wyzwiskami. Byle do przerwy, ale na niej też jest źle. Wyzwiska i groźby (po szkole Ci wpierdolimy) nie napawają chęcią do nauki. Pozostaje zrobić sobie wolne lub uciec z lekcji. Ale to jak ojciec będzie w pracy na poranną zmianę. Schowana przed nim klawiatura przyda mi się i dzięki niej będę mógł zapomnieć o tych koszmarach podczas sesji w Warcrafta 3. No ale przecież to wszystko nie zaczęło się w gimnazjum ani też w wieku 12-13 lat ale znacznie wcześniej. Już jako raczkujący brzdąc słyszałem zapewne zakazy i nakazy. Zapalając zapałkę w wieku 3 lat dostałem tak mocno w tyłek z otwartej ręki ,że aż moja ciotka ,która to widziała zareagowała bardzo agresywnie w stronę mojego ojca. Mechanizmy obronne działają, uniemożliwiają mi odczucie tego. Gniew, smiutek, poczucie niesprawiedliwości- gdzie to się wszystko podziało? Krąży gdzieś nieświadomości wypaczając życiowe decyzje. Odbiera całkowicie energię do życia, zmusza niejako do życia minimalistycznego, izolacji. Ale co najciekawsze, teraz już nie ojciec czy matka jest katem, nie są to również pseudokoledzy ze szkolnych ławek. Teraz to już jestem ja sam. Ja który przyjął to wszystko co się działo, wziął na klatę. Przecież jak mawia Marek wystarczy sobie wyrobić poczucie wdzięczności i będzie dobrze. Więc dlaczego nie jest? Dlaczego więc nie wmawiać sobie ,że jestem szczęśliwy i cieszy mnie każdy drobiazg? Bo to nie działa, bo problem leży hen tam w wieku x lat gdy pokazałem ojcu środkowy palec ,a potem musiałem przed nim uciekać i zamykać się w WC ze strachu, że mnie pobije znów. Prawie wszystkie moje problemy obecnie są konsekwencją tego ,że jestem odcięty od emocji. Od tych trudnych emocji. One są kluczem. Kończąc wpis chciałem się podzielić filmikiem P. Magdaleny Szpilki ,który zachęcił mnie do napisania tego co napisałem. Zachęcam do oglądania: https://www.youtube.com/watch?v=YcU_Icvcpwg TBC...
  16. 1 punkt
    Witajcie ponownie! Znów mogę cieszyć się wolnym od pracy. Tym razem do czwartku (juhuu!). Dzisiaj było troche lenistwa, obowiązków, znowu lenistwa a pod koniec srogi trening. Tym razem tylko/aż (niepotrzebne skreślić): - Plank 2x 1:45, - brzuszki 2x150 - skłony boczne z obciążeniem 3kg 3x15 - 17 minutowy trening interwałowy Coraz częściej dostrzegam plusy w zmianie swojego trybu życia. Praktykuje regularnie zdrową dietę, treningi i medytację z afirmacjami. Ograniczyłam całkowicie cukier, nie słodzę herbaty ani kawy, piję codziennie smoothie z owocami i zielonymi warzywami, jem mniej ale częściej i mam generalnie dobre samopoczucie. Choć zawsze uchodziłam za niepoprawną optymistkę, tak teraz ten stan bardziej się pogłębił. Jestem też bardziej spokojna i opanowana, już panuję nad swoimi lękami i emocjami, które nachodzą mnie rzadziej i mam mniejszy chaos w głowie. No i schudłam. Znacznie. Ale doskwiera mi troszkę rutyna w której żyję. Musiałam oddać swoje auto na złom i jestem przez to trochę uziemiona - mierzi mnie to strasznie, tak jakby ktoś mi nogę uciął. A że mam duszę podróżniczki i moja ciekawość nigdy nie jest wystarczająco zaspokojona, rwie mnie do tego by pozwiedzać. Nosz, i musiało to się nasilić akurat teraz...:P Mój problem tkwi w tym, że nie za bardzo mam teraz z kim, bo ja w kwestii wolnego mijam się z moim Lubym...a samej mi tak smutno, pusto i mam pewne obawy co do podróżowania samej bo nigdy tego nie robiłam. Znajomi (których swoją drogą mam tu niewielu) też pracują na zmiany, które nie pokrywają się z moją... więc może faktycznie w ostateczności jak mnie będzie to za bardzo dręczyło wyruszę sama na jakąś wycieczkę po Anglii busem albo pociągiem...ach! cała ja! Moja głowa jak zwykle pełna planów i marzeń, które tylko czekają aż je zrealizuję . A powiem Wam, że jest tu co zwiedzać. Anglia już od samego początku mojego pobytu tutaj mnie zachwyciła swoim klimatem i architekturą. Malownicze miasteczka z ciasnymi uliczkami, dużo zieleni, zadbane trawniki i pedantycznie przycięte żywopłoty, piękne stare kościoły, stare ruiny... to trzeba zobaczyć i poczuć. Warte zobaczenia jest Cambridge, Londyn, wschodnie wybrzeże - to miejsca w których byłam niejednokrotnie i polecam obowiązkowo...A ja dalej w swoich planach mam Stonehenge, Kornwalię i tamtejszy park " The lost Garden of Heligan", Alnwick Castle (tam kręcili większość scen z Harry'ego Pottera!) No i w tym roku może też w końcu uda zaliczyć mi się Szkocję. Chciałabym też w końcu zakupić sobie jakiś aparat lustrzankę i nauczyć się robić bardziej profeszjonalne zdjęcia przy okazji móc upamiętnić swoje podróże. Aparat teraz posiadam ale niestety jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia + mam zabrudzony od środka obiektyw co automatycznie go dyskwalifikuje... Nie powiem, jest to następna rzecz, którą lubię robić i wierze, że uda mi się to zrealizować. Jak byłam w Polsce robiło się dużo zdjęć cyfrówką podczas samotnych spacerów po mieście/parkach. Szczególnie upodobałam sobie zdjęcia architektoniczne, krajobrazowe i kwiatów poniżej próbki mojej amatorskiej twórczości: Szału nie ma i ktoś kto ma wprawne oko do fotografii dostrzeże, że z mojej strony jest to kompletna amatorszczyzna. Generalnie nie jestem tez zwolenniczką photoshopowania zdjęć ale myślę, że jak już będę w posiadaniu lepszego aparatu i złapie większego bakcyla to też poduczę się w obróbce zdjęć. Póki co - dalej sfera marzeń i planów. A tymczasem będę szykować się do Krainy Morfeusza tym samym życząc Wam dobrej nocy. Trzymajcie się i łapcie pozytywną nutkę na "dobranoc" :
  17. 1 punkt
    '"Pewnego dnia coś zrobisz, coś zobaczysz albo wpadniesz na pomysł, który pozornie pojawi się znikąd. I poczujesz, że coś w tobie drgnęło, jakieś ciepło w piersi. Kiedy tak się stanie, nie wolno ci tego zignorować. Otwórz umysł i podążaj za tym pomysłem. Podtrzymuj płomień. A wtedy na pewno znajdziesz swój ogień." Planeta Ziemia - wszyscy się tu rodzimy, dorastamy a następnie odchodzimy z tego świata. Jedni wierzą, że później wracamy tu zbierać kolejne doświadczenia (reinkarnacja), inni wierzą, że mamy tylko jedno życie, jeszcze inni nie wiedzą co myśleć na ten temat z powodu przesytu informacji. To co nas od siebie odróżnia to chęć lub jej brak do zostawienia czegoś po sobie. Nie mam tu na myśli potomków. Mam na myśli coś bardziej intymnego, coś bardziej Twojego - Twoją pasję. Nie każdy z nas może się pochwalić tym, że taką posiada, jeśli uważasz, że jej nie masz, być może jeszcze jej nie odkryłeś. Moim zdaniem nie ma człowieka, który nie miałby żadnej pasji. Ona jest iskrą, z której musisz zrobić żar, który przekształci się w płomień aż w końcu zapłonie ognisko. Jak widać jest to proces, który trwa i trwa, prawdopodobnie niewielu z nas osiągnie mistrzowski poziom. Cristiano Ronaldo jest świetnym piłkarzem, swój sukces zawdzięcza głównie ciężkiej pracy nad tym by być coraz lepszym, talentu mu również odmówić nie można, jego wielki rywal - Messi również włożył dużo wysiłku by być tam, gdzie jest ale jeśli zestawimy tych dwóch piłkarzy ze sobą to widzimy jeden szczegół. Jeden z nich ma większy potencjał/talent/to coś. Parafrazując Tomka Hajtę "To są właśnie te detale". Talent + ciężka praca mogą Cię wynieść wysoko, będziesz pracować zarabiając na swojej pasji duże pieniądze, kto by tak nie chciał? Jeśli robienie jakiejś rzeczy sprawia Ci przyjemność - nie rezygnuj z tego. Często wtłoczeni w szarą rzeczywistość zapominamy o naszym płomieniu, który powinniśmy podtrzymywać. Praca, dom, dziewczyna, znajomi i zaczyna brakować miejsca na to by się realizować. Powinieneś postawić przed sobą pytanie, co Ci da kolejne wyjście z kumplami na piwo? Trochę relaksu, interakcji z ludźmi, masę niepotrzebnych informacji i uszczuplenie portfela. Nie chcę Cię nakłaniać do zostania pustelnikiem i poświęceniu się całkowicie rozwojowi. To jest dla nielicznych, wybitnych jednostek. Nie musisz wcale z tego rezygnować, wystarczy to ograniczyć. Tylko i aż tyle. Kiedyś w szkole, gdy rysowałem coś na plastyce, moja nauczycielka zaczeła mnie wypytywać czy lubię rysować. Odpowiedziałem, że tak. Cała klasa w milczeniu przysłuchiwała się naszej rozmowie aż do momentu, gdy jeden z kolegów zaczął robić sobie z tego śmieszki. Siedzieliśmy po kilku przy jednym stoliku i gdy zauważyłem, że grupka, która ze mną siedzi zaczyna mieć z tego bekę poczułem jak usuwa mi się grunt spod nóg. Uciąłem temat i nie przyszedłem na zajęcia dodatkowe po lekcjach na które zostałem zaproszony. Stchórzyłem, bojąc się opinii innych, gdybym mógł jeszcze raz podjąć tą decyzję, zrobiłbym inaczej. Podobnie rzecz się miała z inną moją pasją - piłką nożną. Chodziłem do okolicznego klubu piłkarskiego, treningi, mecze, bardzo to lubiłem. Niestety, tu również ze względu na swoje kompleksy, poczucie niższej wartości - poddałem się. Byłem bardzo chuderlawym dzieciakiem, rówieśnicy byli wyżsi, silniejsi, ciężsi ode mnie i przez to też stałem się obiektem żartów, docinek i wielu innych sytuacji, poprzez które zrezygnowałem z rozwijania się w tym kierunku, ponieważ nie mogłem tego znieść. Szkoda, ten rozdział jest dla mnie niestety już zamknięty. Piszę o tym, dlatego by zwrócić Ci uwagę, drogi czytelniku, że jeśli masz jakieś marzenia, warto przeć ku nim i dołożyć wszelkich starań, by móc je zrealizować. Tak, aby potem, gdy ustaniesz przed lustrem móc powiedzieć sobie "Zrobiłem wszystko co mogłem, reszta jest niezależna ode mnie". Ten wpis jest poświęcony nie tylko tym, którzy mają jakieś wątpliwości, czy warto się rozwijać ale również jest ważny dla mnie. Pozbyłem się wielu kompleksów, przepracowałem wiele emocji, wiele zdarzeń, uporałem się z niektórymi demonami. Mam świadomość, że nadal jest ich wiele ale ta sytuacja od poprzednich różni się tym, że chcę podjąć walkę. Nie wiem jaki będzie jej rezultat, jednak bez względu na niego chcę to zrobić, by udowodnić sobie, że potrafię. Proces tworzenia jest dla mnie dosyć przyjemny, wiem, że to co robię doskonałe nie jest. Jestem samoukiem, korzystam tylko z tutoriali, podpowiedzi i własnej intuicji. To mi wystarcza do tego, by móc się cieszyć szkicowaniem. Zdaję sobie sprawę, że nie umiem wielu technik, że to co robię to amatorszczyzna, mimo wszystko, nie chcę sobie tego odmawiać. W końcu wszyscy na samym początku swojej drogi nazywają siebie amatorami a początki łatwe nie są. Grunt, to działać i być w tym wytrwałym. Efekty przyjdą z czasem. A dziś już zaczyna się niedziela, właśnie dochodzi 1 w nocy. Moje zadanie na ten dzień, to usiąść spokojnie przy swoim biurku, odpalić muzykę klasyczną w słuchawkach, wyciągnąć kartki, ołówki oraz gumki i zacząć działać, tworzyć. Kreator, może to i pyszne ale czy to nie brzmi dumnie? Gospodarz naszego forum zostawi po sobie książki, audycje, ja chciałbym zostawić swoje szkice. To jestem prawdziwy ja.
  18. 1 punkt
    Witam wszystkich w kolejnym wpisie na moim blogu. Postaram się robić minimum jeden wpis dziennie. Ludzie w krajach rozwiniętych przeważnie żyją na kredyt. Wystawne domy, mieszkania, wakacje dwa razy do roku aby pokazać znajomym, że ich stać oraz drogie samochody aby sąsiad zazdrościł. Ludzie, jeśli mają kredyt – są niewolnikami, ponieważ muszą chodzić do pracy. Nie są oni wolnymi ludźmi, nie mogą zwolnić się w każdej chwili z pracy, ponieważ mają wizję kredytu przed sobą, więc często zdarza się, że pracują za darmo w nadgodzinach. Dzisiaj rozmyślałem o pieniądzach, dlaczego je potrzebuję. Wielu ludziom pieniądze kojarzą się z czymś złym. Mamy złe przekonania na ich temat a przecież pieniądze nie są dobre ani nie są złe. Pieniądze po prostu są. Dzięki nim możemy wynagrodzić czyjąś pracę lub za nią zapłacić. Ja bardzo lubię mieć pieniądze, bo dają duże możliwości. Dzięki nim możemy kupić jedzenie, ubrania, zwiedzać różne miejsca. Osobiście dzięki temu, że mam pieniądze czuję się bezpiecznie. Nie potrzebuję super willi i sportowego auta, po prostu chcę mieć tyle pieniędzy, by czuć się na tyle bezpiecznie aby w razie problemów w pracy, z szefem czy toksycznej atmosfery móc z niej odejść. Chcę być wolnym człowiekiem, odnaleźć swoją pasję i robić w życiu to, co kocham. O pasji będę jeszcze pisał w kolejnym wpisie, dlaczego jest jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu. Staram się żyć skromnie, minimalistycznie, oszczędzać jak najwięcej by mieć to poczucie bezpieczeństwa i pewność, że mam pieniądze i nie jestem niewolnikiem. Nie chcę żyć na pokaz, zgodnie z najnowszymi trendami mody, nosić najdroższych ubrań, co kilka miesięcy wymieniać telefon na nowy, by być ‘na czasie’. Odnośnie tego, że ktoś ma pieniądze a ktoś ich nie ma. Jest tutaj duża różnica w samopoczuciu i zdrowiu psychicznym takiej osoby. Człowiek z niewielkimi oszczędnościami a człowiek bez, z kredytem jest jak noc i dzień. Pierwszy będzie czuć się wolnym, niezależnym przy czym ten drugi zawsze będzie w złym nastroju, zestresowany, zamiast cieszyć się życiem i skupiać się na realizowaniu swojej pasji, celów życiowych będzie cały czas myślał o pieniądzach, których nie ma. Pozdrawiam.
  19. 1 punkt
    ... wybrukowane dobrymi chęciami. Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy komentują, czytają, to daje mi motywację do dzielenia się swoimi przemyśleniami, spostrzeżeniami czy twórczością. Każdy kto kiedyś coś pisał, publikował wie jakie to miłe uczucie, już nie mówiąc o tym, gdy wpisy, posty, etc są oceniane i odbierane pozytywnie. Mała wazelinka ode mnie i przejdźmy do tego jakże kontrowersyjnie brzmiącego wpisu. No i teraz się zacznie, hejt od nieświadomych i być może jakieś głosy poparcia od tych bardziej świadomych samic. Pewnie każdy z Was pamięta (mówię tu teraz o męskiej części czytających) jak i Was dopadła myśl aby się wyżalić kobiecie (np: przyjaciółce, koleżance) z dręczących z Was problemów, najczęściej mających charakter "miłosny". Otóż, szukając jakiegoś pocieszenia, dobrego słowa czy rady na pewno nie jedna osoba wpadła na tak "genialny" pomysł, co bystrzejsi już po tym wstępie będą wiedzieć do czego zmierzam. Tak, właśnie o to chodzi. O odpowiedzi jakie dostawałeś, o te cenne, złote rady. Pomyślmy, jak mogły by one brzmieć? - Musisz się więcej starać - Pokaż jej, że ją kochasz - Kup jej kwiatki/biżuterię/czekoladki - Zabierz ją gdzieś (restauracja itp klimaty) - Pokaż jej, że Ci na niej zależy - Może ma zły okres, Ty chamie, powinieneś wspierać - I tak dalej, i tak dalej Jeśli zatem czytałeś "Kobietopedię", jeśli choć od czasu do czasu czytasz forum, to wiesz bardzo dobrze, że takie rady (najczęściej z dobrego serca) przyczynią się tylko do pogorszenia sytuacji. Zauważ, że jakbyś nie opisał problemu odpowiedź kobiety streści się w zasadzie w "staraj się bardziej", co jest (jeśli w to uwierzysz i wdrożysz w życie) autostradą do końca relacji. Zacznie Ci bardziej zależeć, będziesz starać się jeszcze bardziej, jeszcze więcej będziesz chciał przebywać z kobietą, jeszcze więcej jej kupować, zabierać - w efekcie zauważysz bardzo ciekawą sytuację, im bardziej Ty będziesz "napierać", tym bardziej Twój obiekt westchnień będzie się oddalać. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że będąc białorycerzem z takich rad korzystałeś i, że dziwnym trafem na dłuższą metę nic one nie dały a zaszkodziły. Trzeba też pamiętać, że póki tkwiłeś w związkowym matrixie to mogły być jedyne rady jakie mogłeś dostać i nie ma co obwiniać osoby płci "pięknej", że doradziła Ci właśnie tak. W końcu kobiety same o swoich potencjalnych partnerach mówią, że: muszą być odpowiedzialni, słodcy, troskliwi, czuli etc (wersja nieco zmienna ale mniej więcej schematyczna) a potem zjawia się jakiś Staszek, co to pije, pali i podbija oczy innym mężczyznom i nagle kobieta nie wiedzieć czemu czuje do niego pociąg. To co świadomie kobieta myśli a co podświadomie czuje to dwie różne sprawy, dlatego rzeczywiście: patrząc logicznie, to co doradzają kobiety "musisz się więcej starać" itd może mieć sens, natomiast biorąc pod uwagę ten podświadomy mechanizm doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie tędy droga. I należy o tym pamiętać, słuchając cudzych rad, zwłaszcza koleżanek czy białorycerskich kolegów oraz przyjaciół tkwiących w tym związkowym matrixie. Właściwie na tym można zakończyć wywód i każdy powinien wyciągnąć właściwe wnioski. PS. Pamiętajmy, że wszelkie skrajności to największe zło jakie możesz sobie wyrządzić, jak we wszystkim - trzeba znaleźć umiar, odpowiedni balans. PS2. Miłego weekendu Pozdrawiam
  20. 1 punkt
    Trochę mnie nie było więc pora uzupełnić co nieco, po pierwsze bardzo mnie ucieszyła wczorajsza ezoteryczna audycja i to aż godzinka a więc od razu konkretnie. Po drugie, skłoniła do ponownych przemyśleń w kwestiach duchowości a w tej ostatnio zgłębiam nieco tematykę snów. Na widelec wziąłem tym razem pana Jarosława Bzomę, który, żeby było ciekawie: ma wykształcenie medyczne a od jakiegoś czasu zajmuje się śnieniem, które nazwał "progresywnym" (tu nie jestem tej informacji pewny, czy nadal śni czy nie). Ten pan wypuścił 6 tomów pod nazwą "Krajobrazy mojej duszy", ja książek nie czytałem ale obejrzałem długi wywiad, w którym jeden odcinek miał koło godziny a odcinków było 10. Dodatkowo na Taraka.pl jest sporo tekstów pana Bzomy, które też cześciowo przejrzałem. W mojej opinii, możliwe, że jest w tym sporo racji. Zaznaczę od razu, że jestem Januszem ezoteryki, więc proszę się nie sugerować tym co ja piszę, tylko potraktować to jak moją opinię a wyrobić sobie własną. Odkąd porzuciłem KK, moją podstawą wierzeń jest: - Dusza - Reinkarnacja - Bóg/Źródło/Kreator (nazwy różne, chodzi o to samo poniekąd) To co opisuje pan Bzoma na pierwszy rzut oka wygląda jak jakiś mechanizm, skomplikowany, dopiero z czasem poznając znaczenie niektórych pojęć zaczynamy dopiero łapać o co chodzi. Generalnie zaciekawiła mnie kwestia "łuku wstępującego i zstępującego" to przypomina nieco schody na piętro w sklepie, gdzie jedne prowadzą w dół, drugie w górę. Zakładałem na forum o tym wątek ale wkleję tu odpowiednią ilustrację poniżej: Jak widać znaki od wagi przez skorpiona, strzelca, koziorożca, wodnika i ryby są wstępujące, natomiast znaki od barana poprzez byka, bliźnięta, raka, lwa i panne są zstępujące czyli od oddalające się od Źródła (nazwa Boga wg. Bzomy - wg. niego są pomniejsi bogowie ale o tym proponuję doczytać). O tym łuku pisze również Podwodnyj oraz Andrzej ze Świat Ducha. Przyjrzyjmy się zatem znakowi Bliźniąt, ponieważ ja jestem spod właśnie tego znaku. Cytując Andrzeja: I tak się właśnie w moim przypadku stało, bo przyznam, że po wysłuchaniu i przeczytaniu co nieco ogarnął mnie jakiś strach, ogólnie nieprzyjemne odczucia miałem. Muszę jeszcze doczytać, zajrzę chyba do Podwodnyj'a ale od razu z tego co wkleiłem, widać, że jeśli ktoś się zainteresuje duchowością a jest w łuku zstępującym to może napotkać na różne opory, różne przeszkody, przynajmniej tak to zrozumiałem. Pozwolę sobie jeszcze zacytować fragment, tym razem z tekstu pana Bzomy na Tarace: Przekładając to na mój znak, oznaczałoby, że moją najlepiej rozwiniętą jaźnią jest ta z poziomu przyczynowego. Interesująca jest wzmianka o "przejściu" w którym można by ominąć kolejkę i wskoczyć z "czarnych" do "białych". Z ciekawostek, wspomnę o tym, że wg tego pana to co się dzieje w miejscach objawień Maryjnych, to nic innego jak "dojenie" z energii przez pewne byty. Kolejna ciekawostka, to podpytałem o znaki kilka osób z rodziny i cóż, wydawało by się, że pasuje (ale proszę mi nie wierzyć, możliwe, że mój umysł sobie sam to dopasowuje). Reasumując, bo wątpie by ktoś dotarł aż do końca, jestem zafascynowany moich poszukiwaniem na własną rękę tego co być może istnieje "tam". Będę szukać dalej a różne wnioski, ciekawostki i opowieści będę publikować na blogu pod nazwami "Aktualizacja 1. (i tu kolejna cyfra)." Jeśli ktoś jest ciekawy, mogę podrzucić parę linków w komentarzu, tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia. PS. To co opisuje nie jest żadnym pewnikiem i nie wykluczam, że za jakiś czas zmienię swoje zdanie na pewne tematy, cykl wpisów będzie nazywał się aktualizacja, ponieważ będzie to aktualizacja moich dotychczasowych przekonań oraz poglądów.
  21. 1 punkt
    Wierzę, że nic na świecie nie jest dziełem przypadku. Wierzę, że jest to wszystko odgórnie doskonale przemyślane i zaplanowane. To, co kiedyś nam się wydarzyło, wydarza i wydarzy miało po prostu być. To taki Boski Plan na życie. Bóg chce, abyśmy nauczyli się kochać siebie w 100%. On chce dla nas jak najlepiej.
  22. 1 punkt
    Cześć wszystkim zaglądającym tu w wolnej chwili, pisałem niedawno o tym, że dam znać jak sprawują się niektóre zabawki z tym, co zamówiłem. Miałem okazję już potrzymać w rękach i poużywać sobie "kilka" dni Pierwsze wnioski to: - gumka w ołówku jest po pierwsze mega pożyteczna, po drugie muszę dokupić. Super rzecz, wymazać jakieś niedoskonałości, poprawić coś, niezbędna. - blender, całkiem okej ale rewelacji nie ma, spodziewałem się czegoś "wow" a tu nic specjalnego, może z czasem nabiorę innego zdania - wiszery, przydatne, rozcierają lepiej i mocniej niż patyczki do uszu, to pierwsze co mi się rzuciło w oczy, minusem jest to, że potrzebna jest do nich temperówka bądź papier ścierny - burnisher, do tej pory nie rozgryzłem ale też za długo nad nim nie siedziałem, póki co leży i ładnie wygląda - ołówek 9B, fajny, spodobał mi się, dobrze, że od razu kupiłem dwa Pomyślałem, że fajnie by było dokupić jeszcze jakieś kredki, najlepiej jakąś czarną, kilka ołówków, bo szybko się kończą, jakieś koszulki na prace i może segregator, ew. teczkę, gdzie bym to wszystko gromadził. Za namową pewnego artystycznego usera założyłem sobie konto na insta, podesłałem paru osobom, ledwie parę osób mnie obserwuję ale też za wiele tam nie ma, mimo wszystko to fajne miejsce do gromadzenia prac, choć zdjęcia a praca w rzeczywistości czasem się różni. Wklejałem ostatnio na forum w swoim temacie pracę, teraz nałożyłem trochę cienia i wygląda to mniej więcej o tak: Pierwszy raz rysowałem włosy i co ważne, musiałem podkładać kartkę pod rękę aby nie brudzić tego wszystkiego, bo o to przy miękkich ołówkach nie jest trudno Myślę, że wyszło całkiem ok, w wolnym czasie jeszcze sobie to dopracuje. Staram się też wyrobić w sobie nawyk i dlatego codziennie choć na chwilę zasiadam przy biurku i coś próbuję zdziałać. Metoda kratkowania jest niezwykle przydatna a ja często z niej korzystam. W końcu chodzi o to, by tego zwyczajnie nie przerysować ze zdjęcia a własnymi umiejętnościami i z niewielką pomocą mniej więcej odwzorować coś, zachowując w tym cząstkę siebie. Swoją drogą, natrafiłem na fajną muzykę podczas tworzenia: Bardzo pozytywna, polecam przesłuchać Miłego wieczoru wszystkim.
  23. 1 punkt
    Książki: koła ratunkowe - kluczowe pozycje w sytuacjach kryzysowych Emocje, duchowość, mindset, świadomość, podświadomość Przekraczanie poziomów świadomości - David Hawkins Technika uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości - David Hawkins Siła czy Moc - David Hawkins Przywracanie zdrowia - David Hawkins Oko w oko z jaźnią - David Hawkins Dzięki Hawkinsowi zrozumiałem i poukładałem emocje, jak ważne jest ich “obsługa” i był krok milowy na mojej drodze. Inteligencja emocjonalna - Daniel Goleman Bardziej naukowo o emocjach. Konkretnie, jasno z przykładami schematów i problemów. Kiedy życie cię przerasta - Pema Chödrön / Pema Cziedryn Koło ratunkowe w kryzysowych sytuacjach. Mi pomógł przejść przez lęki i pokonać strach. Wyjść z depresji. Piękna sprawa, żadnych motywacyjnych banialuk, czysta rzeczywistość. Uwaga książka powoduje nieodwracalne zmiany. Stosunkowo dobry - Marek Kotoński Kobietopedia - Marek Kotoński Wyprawa po samcze runo - Marek Kotoński Nie ma się co rozpisywać, większość Was je zna (a przynajmniej powinna). Moja ulubiona to Stosunkowo dobry - sięgam stosunkowo często, syntetyczna wiedza podana w “Markowy” sposób No More Mr. Nice Guy - Robert A. Glover Mindset, poradnik w 46 krokach do wyjścia z postawy “Nice Guy’a” bardzo konkretny, praktyczny, łatwy do zrozumienia i zastosowania, z przykładami. Konieczna pozycja dla każdego zbuntowanego “białego rycerza”. The Ultimate Secrets Of Total Self-Confidence - Robert Anthony Podnoszenie samooceny, mindset, osobowość. The Slight Edge - Jeff Olson Drobne zmiany w codziennej rutynie - wielkie zmiany w życiu. Konkretna metoda. trwałe efekty. Zeland Vadim - Transerfing rzeczywistości Gruby odlot. Takie współczesne czary mary, ale doskonale by nauczyć się chronić swoją energię i wzbudzać pozytywne nastawienie i myśli, jak unikać “wahadeł”. Bardzo lubię po to sięgać, zawsze poprawia mi samopoczucie i bawi mnie jak “kropki zaczynają się łączyć” Cztery umowy: droga do wolności osobistej - Don Miguel Ruiz Pięknie napisane, konkretnie, obrazowo jak wyrywać się z własnego matrixa. Człowiek w poszukiwaniu sensu - Viktor E. Frankl Ekstremalna historia pokazująca siłę ducha. Moc, którą człowiek ma w sobie. Wolność, której nikt nie jest wstanie Ci wyrwać. Podręcznik Huny - Otha Wingo Przeczytana z ciekawości - chętnie stosuję zasady i ćwiczenia Przebudzenie - Anthony de Mello Pierwsze kroki na duchowej drodze w kierunku wolności. Maksimum osiągnięć - Brian Tracy Nastawiony byłem do tej pozycji jak pies do jeża, bo nie lubię kołczowego bicia piany, ale pozytywnie się rozczarowałem, warto zaznajomić się. Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić - Pia Melody Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia - Pia Melody Droga do bliskości. Prawda, szacunek i trwała miłość w związku - Pia Melody Trylogia o trudnych związkach. Pomocna w wyrywaniu się z uzależnienia i współuzależnienia. Uświadamia podświadome lęki i znaczenie mechanizmów wyuczonych w dzieciństwie. Warto przeczytać również pod kątem wychowawczym - jak być zdrowym rodzicem i co dziecko potrzebuje by nie wpakować się w dorosłym życiu w toksyczne relacje. Lęk przed bliskością - Janet Geringer Woititzl Omówienie problemów pojawiających się w związkach z DDA. Konkretnie na temat z zaleceniami jak postępować. Internet: http://braciasamcy.pl/ - Brat samiec wysłucha i doradzi https://zenforest.wordpress.com/ - kopalnia inspiracji, technik i fragmentów wartościowych książek - rozwój świadomości i duchowość. http://highexistence.com/ - rozwój świadomości https://boldanddetermined.com/ dla facetów, niektóre rzeczy ciekawe, wartościowe i inspirujące. https://swiatducha.wordpress.com/ - o “obsłudze” duszy, obciążenia duszy (krokodyle wejścia) http://koniectoksycznych.blogspot.com/ trudne relacje, toksyczne związki - przestraszyłem się “Prawda Cię najpierw wkurwi a potem wyzwoli” https://bpdfamily.com/ - wsparcie dla osób, które mają BDP w rodzinie/związku. Bardziej psychologiczny poradnik, Youtube: https://www.youtube.com/user/ActualizedOrg/videos Leo Gura - Góra wiedzy, o świadomości, podświadomości, emocjach, schematach, umyśle, egi i jego mechanizmach, inteligencji, medytacji, intuicji, percepcji, zmysłach i w ogóle wszystkim co istotne. https://www.youtube.com/channel/UCawX4R6cnkfeqae1DHe0zSA/videos Kanał Projekt Find Yourself prowadzony przez Damiana - jedna z pierwszych rzeczy jakie mnie zainspirowały. Koleżka jest praktykiem i samoukiem, czerpie z doświadczenia, autentyczny. https://www.youtube.com/user/JordanPetersonVideos/videos Jordan Peterson inspirujący i ciekawy psycholog poza tym takie hasła jak: Eckhart Tolle, MGTOW, law of attraction, narrcissistic abuse, Aktywności: Sport / ciało : sztuki walki 2xtyg. bieganie 1-2 x tyg. (5-10km) wspinaczka, squash, piłka nożna, siatka, kosz - spontanicznie morsowanie w sezonie zimowym - przezwyciężanie strachu i dyskomfortu, obozy survivalowe 7dni 2 x rok - porządne przeczołganie w dzikim terenie, pompki 5-7 x tyg. (100/dzień) ćwiczenie stania na rękach, głowie ćwiczenie szpagatu, joga - raz w tyg. basen + sauna - 3-5 x tyg. masaż stóp codziennie 3-5 min systematyczna higiena + pielęgnacja ciała - podstawowe kosmetyki, kremy ubiór - samodzielne zakupy bez pośpiechu, rzeczy dopasowanych, które naprawdę mi sie podobają, czuję się w nich dobrze i są dobre jakościowo. Kiedyś do tego nie przywiązywałem wagi teraz kupuje tylko to co mi idealnie pasuje. zapach - wcześniej zupełnie przypadkowe zapachy, (z prezentów) teraz po fazie eksperymentów mam swoje 2-3 ulubione. zmiana nawyków żywieniowych - mniej żarcia, ale smaczniej, mniej pieczywa i ziemniaków, makaronu, unikanie cukru i słodyczy, więcej owoców i warzyw - dopasowuję eksperymentalnie. Wcześniej nie miało to dla mnie znaczenia - teraz wyraźnie odczuwam różnicę samopoczucia i energii w zależności od tego co i ile jem. picie wody - codziennie 1,5-2l, zimny prysznic - codziennie (mocny nawyk się z tego zrobił, bo jak zapomnę to wracam choćbym już był suchy). Umysł: prowadzenie dziennika - stan psychiczny, aktywności, pomysły, odkrycia i zidentyfikowane bariery, pisanie tekstów - artykuły do szuflady o różnej tematyce (humorystyczne lub coś “mądrego”, wspomnienia z dzieciństwa i życia) prowadzenie fanpaga tematycznego, angielski - czytanie i słuchanie ciekawych pozycji, czytanie książek - psychologia, duchowość, socjologia, filmy - Matrix i takie tam przegląd z sieci nowych treści - do odsłuchania w samochodzie lub wieczorem w domu. psycholog - był na początku 6-7 wizyt, jeszcze wtedy wierzyłem, że pomoc przyjdzie "z zewnątrz", bo to przecież ze światem zewnętrznym jest problem :), ale tak wszystko się u mnie szybko zmieniało, że godzinna wizyta nie pozwalała nawet tego zrelacjonować, a nie mówię już o omówieniu tego i skonsultowaniu. Jak po kilku miechach usłyszałem, że "właściwie przeżyłem kryzys" to sobie już ją odpuściłem, bo szkoda kasy, choć dobrze się gadało. Dusza, podświadomość (ostatnia pozycja ale najważniejsza): Nadałem mojej duszy imię. medytacja, relaksacja, bogging - spontanicznie, muzyka - dopasowana do nastroju, nieprzypadkowa. gwiżdżę, nucę, śpiewam, wygłupiam się, żartuję - to było długo niemożliwe, bo dławił mnie smutek, żal i gniew, nawet rozpacz - zaczęło się od “Smerfów” - kto czytał Stosunkowo dobry to wie obserwuję Siebie, dbam o to co mówię i myślę, unikam plotkowania i plotkarzy, wszelkie marudy i narzekaczy, ofiary, wampiry energetyczne i narcyzy odsyłam do wnętrza Siebie by naprawili swój problem tropię swoje uzależnienia i metody “poprawiania” samopoczucia - następnie wyrywam je z mojego życia. rozpuszczam (rozbrajam) ego - takie enigmatyczne hasło, ale to opowieść na niezależny temat. Zero tv, radio, reklam, nie monitoruję newsów, życia gwiazd, mody, mass mediów i show biznesu, w resztę klikam świadomie. Nie rozmawiam (unikam) o polityce i gospodarce i religii (wcześniej miałem jasne mocne poglądy). Dopuszczam negatywne emocje, ale identyfikuję je i odpuszczam na bieżąco Staram się być możliwie najbardziej autentyczny i prawdziwy, Dopuszczam co jest i akceptuję, dziękuję, uczę się z tego, uczę się głównie o Sobie. Nie oceniam innych i nie porównuję się. Staram się postrzegać rzeczywistość w sposób nie dualny. Staram się nie nadawać zbyt dużej ważności temu co mnie spotyka, by nie tworzyć przywiązań i uzależnień, ale też nie ignoruje tego co jest lub nie doceniam. Szukam dróg zgodnych dla duszy i umysłu. Inne: żonglowanie 4 piłki + żonglerka kontaktowa, triki iluzjonistyczne, gitara, porządki drobne naprawy - szczególnie rzeczy wiecznie odkładanych, gotowanie, przygotowanie posiłków, monitorowanie budżetu, zarządzanie czasem - Eat the frog, dzielenie zadań, celów, appka w tel. nauka programowania, szachy - spontanicznie gra online np. 2 partie + ich analizy obsługa nowych aplikacji (montaż video) spontaniczne telefony do bliższych znajomych “po nic”, aby się podzielić dobrym nastrojem (żadnych żali!, chyba że ktoś ma problem to w miarę rozsądku wysłuchać i coś doradzić), spotkania ze znajomymi, koncerty długie rozmowy z jednym kumplem wtajemniczonym i o podobnych problemach, poznawanie nowych ludzi, budowanie nowych znajomości wokół nowych aktywności sportowych i towarzyskich. freelancing w IT, Poza tym życie rodzinne, wspólny czas z dziećmi, z żoną, wyjścia na miasto, wycieczki, odwiedziny dziadków, imprezy okolicznościowe. Moja praca zawodowa jest jakby oddzielona od reszty, życia, nie mieszam tego, w domu nie pracuję, nie przynoszę pracy do domu, kończę pracę i zapominam o niej. Jest stabilna i bezstresowa, nie mam konfliktów z współpracownikami. ############################ JAK ZACZĄĆ ####################### Jeśli ktoś chciałby zapytać od czego zacząć - to moja odpowiedź brzmi: od SIEBIE - - tzn. poznać “to” co nazywasz “Sobą” - inaczej ego. Poznać jego mechanizmy. Potem poprzez obserwację dojść do schematów, zachowań wynikających z podświadomości, zrobić porządek z emocjami. Przyjrzeć się swoim lękom, skąd się biorą, czego dotyczą, jak ograniczają. Aby łatwiej pokonać strach …. porzuć nadzieję Szukać na maxa nowych aktywności, miejsc, bodźców, poznawać nowe koncepcje - wszystko po to by generowały się nowe myśli, a stare przestały dominować, przekonania zaczną puszczać, iluzje stracą moc, tak można zacząć. ############################################################# Tip: Gdy jest zbyt trudno pozbyć się negatywnych myśli, trzeba zaangażować całą percepcję - wszystkie zmysły w odbiór. Dla mnie najskuteczniejszy był prysznic, lub lepiej jakieś bicze wodne na basenie. Angażują dotyk, słuch, powonienie, wzrok, smak i możesz być “tu i teraz”. Jak załapiesz to uczucie przestrzeni to łatwiej będzie przychodziło przy bieganiu, czy innej aktywności fizycznej. U mnie to przyniosło pozytywne efekty, z których jestem zadowolony. Ja lubię czytać, treści napisane konkretnie, jasno i logicznie wręcz matematycznie. Do rzeczy podchodzę intelektualnie, ale umysł to pierwsze ogniwo, potem warto z niego zrezygnować i zacząć czuć, uczucia, emocje, reakcje dopuścić do głosu duszę, która się odwdzięczy - kiedyś to zaniedbałem i jechałem na racjonalizacji (mechanizm ego). To tylko moje sugestie, z moich doświadczeń, każdy ma inną historię i okoliczności, więc niech horyzontalną zasadą pozostanie """""""""" """""""""""" Tak mi się przypomniał ten cytat, choć biblii nie czytałem od szkoły średniej
  24. 1 punkt
    Motto Chcesz zmienić świat? Zacznij od siebie Rozdział I Pewne rzeczy w życiu można tylko dostać. O większości rzeczy wydarzających się w związku damsko-męskim decyduje, czy tego chcesz czy nie, kobieta. Zaraz, zaraz, ale jak to? Bo pewnie, niejako z automatu nasuwa Ci się Drogi Czytelniku taka myśl będąca niczym innym jak sprzeciwem. Bo przecież to Ty działasz, Ty inicjujesz, Ty się starasz... I tak dalej, i tak dalej. Owszem, kto jednak daje ostateczne przyzwolenie na stworzenie związku? Kto daje zielone światło do otwarcia sypialni? No właśnie, Drogi Czytelniku - kobieta. Cała sztuka po Twojej stronie polega na tym, abyś tak umiejętnie postępował by decyzje podejmowane przez kobietę były zgodne z Twoimi oczekiwaniami. Wpływ ten jest wielotorowy i obejmuje całe spektrum Twojego działania, słów, zachowań niewerbalnych oraz, co często umyka, odpowiedniej postawy która daje kobiecie sygnały do podjęcia działania na Twoją korzyść, postawy zarówno pozytywnej jak i, co było dla mnie największym zaskoczeniem i odkryciem - negatywnej. Rozwinięcie tej fundamentalnej zasady postaram się zamieścić w pozostałych punktach. Tym niemniej bądź świadomy, że nie o wszystkim decydujesz bezpośrednio Ty. Nie Ty wybierasz kobietę. Sprawiasz, że zostajesz przez nią wybrany. Zdziwiony? Pewnie zdziwienie tym większe im mniej wiosen liczy sobie Twoja egzystencja na tym łez padole. Żadna tajemnica - możesz stawać na uszach i wyśpiewywać włoskie, romantyczne serenady pod oknem wybranki. Bombardować koszami róż i pudełkami szwajcarskich czekoladek, rujnować budżet kolacjami w najdroższych restauracjach i ... nic. Bo to nie Ty wybierasz! Możesz co najwyżej sprawić, byś został wybrany. Decyzja, ponownie, leży w rękach kobiety. I tylko kobiety! I tu również cała sztuka polega na umiejętnym zaprezentowaniu się, swoich możliwości obecnych (oraz co niezwykle istotne - potencjalnie przyszłych), oczarować charakterem, obyciem i setką innych, branych przez kobietę czynników. Paradoksalnie wysokie wynagrodzenie, odpowiednie stanowisko i drogi samochód nie działają na długą metę - ba, stawiając wyłącznie na kwestie materialne - kopiesz sobie męski grób nieświadomie przyciągając materialistki o mentalności pasożyta. Nie mówię, że zasoby te się nie liczą, bo mają swoją wagę ale przy stworzeniu zdrowej, zbilansowanej i harmonicznej więzi z kobietą - są zaledwie jednym z wielu czynników. I co najzabawniejsze - nie najważniejszym. Świat należy do Wyjątkowych eksponujących Wartość, czy też taki jesteś ? A jakże! Jestem wyjątkowy! Cóż to za pytanie...? Jasne...taaak... Fakt, że należysz do gatunku homo sapiens, masz dwie ręce, dwie nogi, głowę a wypełniają Cię dobre intencje i poczciwe myśli - nie są niczym wyjątkowym, nie stanowią żadnej wartości samej w sobie! Zdziwiony? O własnej wyjątkowości i oryginalności jest głeboko przeświadczona cała reszta wielomiliardowej populacji Ziemi. O zaletach charakteru, o ostrości osądu i głębi umysłu tudzież wyjątkowo solidnych fundamentach moralnych i światopoglądowych. Bycie takim jak inni - to żadna wyjątkowość. Masz w sobie coś cennego dla innych ludzi? Coś czego poszukują? Coś unikalnego? Co sprawie, że jesteś cenny i chcą z Tobą przebywać? Że przyciągasz wręcz jak magnez? Jeśli w ciągu 3-4 sekund nie potrafisz podać klarownej odpowiedzi, wybacz, prawdopodobnie nie jesteś. Cechy wyjątkowości, o której piszę mają być cenne społecznie, towarzysko, charakterologicznie. Zdradzę Ci tajemnicę, tak naprawdę nie musisz być 'naj' - wystarczy umiejętnie sprawiać takie pozory, przy czym nie warto 'udawać' kogoś, kim się nie jest naprawdę - zapamietaj. To sztuczne, wymaga ulbrzymiego nakładu sił i skupienia woli, ponadto prawie zawsze sypie się po jakimś czasie jak domek z kart. Wyolbrzymiaj to, co w Tobie cenne, wyjątkowe. Eksponuj, nadawaj temu Wartość poprzez podkreślanie w y j ą t k o w o ś c i. Bądż sam dla siebie najskuteczniejszym pijarowcem. Kobieta, paradoskalnie, nie ceni Cię takim jakim jesteś naprawdę, ceni i pożąda swoje własne wyobrażenie o Tobie!. Spraw więc umiejętnie, by to kobiece wyobrażenie było jak najatrakcyjniejsze. Świat należy do Wyjątkowych prezentujących sobą Wartość. Poczciwych Sympatycznych Przeciętniaków (PSP) jest na pęczki. A to, czego jest w nadmiarze i jest dostępne, ot tak, na wyciągnięcie ręki - nigdy nie jest w cenie. Tak było, tak jest i tak będzie. Zawsze. Na wieki wieków, amen. Przepraszam? Coś mówiłeś? Że cisi i pokorni? Że dla nich Królestwo Niebieskie? Że im pisana niebiańska przyszłość? Przyjacielu, zejdź na ziemię. Tu, na tym uroczym łez padole wartość mają inne waluty, o których napiszę poniżej. Cisza i pokora, jakkolwiek mające swoje plusy od czasu do czasu, do nich akurat nie należą. O najwartościowszej i najbardziej śmieciowej walucie świata Dolary? Może euro albo funty sztrlingi? Franki? Czy błyszczące niczym zachodzące słońce w sierpniu złote krugerandy? Nie, Drogi Czytelniku, nie będziemy tu roztrząsać wzajemnych kursów walut i tego, co sobie możemy dzięki nim zakupić a czego nie. Skupimy się na czymś, paradoksalnie, cenniejszych. Czymś co napędza ludzi, motywuje ich do działania i sprawia, że chcą być dla Ciebie tacy, jakimi chcesz ich widzieć Ty. Waluta ta jest niematerialna, nie dotkniesz jej. Nie powąchasz. Nie schowasz do portfela ani nie wpłacisz na konto bankowe, pewnie i tak licho oprocentowane. To waluta, zapamiętaj to bardzo dobrze - wręcz wkuj w swoją pamięć, niezwykle cenna dla kobiety. Zawsze mile widziana. Zawsze wartościowa. Zawsze wzbudzająca chęć bycia miłą i czynienia dobrze osobie, która ją ofiarowuje. O czym przebąkujesz? Śmiało, nie szepcz - powiedz głośno... Że miłość? Och, do rozdziału 'Nieracjonale zachowania i przemijające w czasie uniesienia' dojdziemy we właściwym czasie. Teraz jednak pozwól, Drogi Czytelniku, że przedstawię Ci to co ma najwyższą wartość. To Nadzieja. Ona motywuje. Ona sprawia, że się nam chce. Napędza niczym wysokooktanowe paliwo. Mężczyzna potrafiący umiejetnie racjonować kobiecie Nadzieję jest panem sytuacji. Rozdaje karty, przywiązuje do sobie. W magiczny sposób sprawie, że kobieta jest skłonna dać z siebie znacznie więcej niż w normalnej sytuacji. Tak Przyjacielu, Nadzieja jest najlepszą walutą w relacjach międzyludzkich. Szczególnie dla kobiet. Pamiętaj o tym zawsze i wszędzie. Teraz pozwól, że przedstawię Ci lustrzane odbicie Nadziei. Instrument który paraksolanie zubaża zarówno dającego jak i biorącego, co już samo w sobie jest logiczną sprzecznością. Tym instrumentem, jakże często branym zbyt poważnie przez ludzi jest... Wdzięczność. Skoro coś z siebie dałeś, liczysz na przejw wdzięczności. Nie otrzymując tego - czujesz się zawiedziony i sfrustrowany. Osoba, która coś od ciebie dostała również czuje się źle, bowiem podświadomie czuje że ciąży na niej obowiązek zrewanżowania się. Ty sfrustrowany, ona niezadowolona. Drogi Czytelniku, w układach z ludźmi, a z kobietami w szczególności, nigdy ale to przenigdy nie licz na Wdzięczność. Nigdy! W ten prosty sposób oszczędzisz sobie wielu nieprzyjemności. Sam zachodzę w głowę jak wiele osób inwestuje we wdzieczność i dziwi się, że ta inwestycja przynosi wyłącznie straty. Zapamiętaj dobrze te dwie waluty i naucz się, jak je wykorzystywać. C.D.N.
  25. 1 punkt
    Witam,w tym wpisie chciałbym podzielić się z wami prostą metodą dzięki której osłabicie swoje ego.Ego o jakie mi chodzi to nawykowe schematy myślenia o sobie oraz otaczającym nas świecie.Przedstawię wam przykład.Nauczyciel wmawia uczniom, że nie potrafią matematyki.Nauczyciel ten nie potrafi przekazać wiedzy więc przerzuca winę na uczniów.Gdy dzieci dostają jedynki obwiniają siebie i w przyszłości z takimi poglądami ciężko będzie im stać się dobrymi z matematyki.Mądrzejsi rodzice zobaczą czy dziecko na prawdę jest słabe z matematyki,czy po prostu zbyt mało ćwiczy lub wiedza jest źle przekazywana.Dziecko da sobie wmówić wiele nieprawdziwych rzeczy.Później rzutuje to na jego całe życie.Religia,stosunki damsko-męskie,kultura to coś co zostało nam zaszczepione bez naszej wiedzy i często boimy się nawet tego badać. Utożsamiamy ten zbiór myśli/przekonań z sobą.Nawet nie wiemy jaką krzywdę sobie robimy,metoda z którą się wami dziele pomoże wam odrzucić te przywiązania. Metoda którą proponuje jest formą medytacji,jest ona jednak prostsza od tradycyjnej medytacji.Przedstawię ją w pięciu punktach: 1.Bądź wypoczęty,połóż się na ziemi(najlepiej na podłodze byle nie było za wygodne) 2.Weź kilka głębokich wdechów i zaczynaj rozluźniać ciało,skup całą swą uwagę na ciele. 3.Gdy zaczną przychodzić myśli obserwuj je nie wciągaj się w nie ani nie odganiaj ich ,kieruj uwagę z myśli na ciało. 4.Naturalnie zwiększy się czas gdy nie będzie myśl a cała uwaga będzie zwrócona na rzeczywistość. 5.Zacznij badać kim jesteś i czym jest świat,nie wciągaj się w gry umysłu sugerujące proste odpowiedzi .Badaj i odkrywaj. Na początek proponuje 10 -15 minut i zwiększanie tego czasu gdy będziemy widzieć postępy. Jakich efektów możemy oczekiwać? -Nasza uwaga skieruje się na świat dzięki czemu będziemy bardziej doświadczać życia. -Wyeliminujemy nasze fałszywe przekonania. -Nasze ciało się rozluźni co polepszy nasze samopoczucie. -Zrozumiemy że świat nie ma właściwości(dobry zły,piękny,brzydki) a sami mu je nadajemy. Podczas praktykowania mogą przyjść odczucia walki ,straty.Nawyki bronią się ,należy je obserwować a po jakimś czasie odejdą.
  26. 1 punkt
    Rozpiszę co, jak i dlaczego, tak szybko niektórzy tracą łeb dla bab. Można nazwać ich romantykami, wrażliwymi goścmi bądź bujającymi w obłokach amantami. Nie jedno mają imię. Lecz schemat postępowania, kierujący nie indziej niż do utracenia gruntu pod nogami, jest bardzo podobny i powtarzalny wśród obywateli tego portalu oraz ludzi z mojego fizycznego otoczenia, w tym lustrzanego. Słowo wstępu popełniłem i nie przedłużając dłużej przejdę do sedna. Moje gryzmoły nie będą po to - by miłość zakneblować, wrzucić do lochów i zniewolić, a po to - by przed wystrzeleniem uczuć do drugiej osoby, które chcąc nie chcąc przyćmiewają nieco trzeźwe myślenie, mieć trochę czasu by wpierw poznać z kim się tańczy wciąż zdroworozsądkowym, rozważnym umysłem. Zanim trafi w duszyczkę upragniony amorek miłości - ustawiając nas w poczucie narkotycznego haju. Pierwszą rzeczą która się namiętnie powtarza i prowadzi nieuchronnie na manowce jest wychodzenie myślami w dalekosiężne plany w przyszłość z kobietą z którą to dopiero się poznaje. Takie wyobrażanie wspólnej przyszłości, pięknego, sowitego dymania, wspólnych porannych kaw, czy nawet zagalopowywania się do wychowywania wspólnie dzieci i ramię w ramię starzejących się istot, tworzy u reżysera owych filmów halucynacje, które w lwiej większości przypadków nijak mają się do rzeczywistości. Jest to o tyle niebezpieczne, że nierzadko prowadzi do zakochania się nie tyle w realnej kobiecie a jej wykreowanym przez kaprys umysłu obrazem. W takim przypadku z każdym dniem rozwijającej się dopiero relacji przybywa frustracji i rozczarowań u takiego klienta, które biorą się z rozmijania oczekiwań ze stanem faktycznym. I nie raz, nie dwa, bywa tak - że ta piękna istota, mająca przynieść tyle szczęścia okazuje się zupełnie kimś innym i dziwnym trafem nie robi tego, czego byśmy od niej chcieli. A to bierze się głównie z tego - że rzadziej się działa, rzadziej się jest tu i teraz, a częściej człek wpada w zadumę marzeniami. Im dłużej takie coś trwa - tym dalej się jest od stanu bieżącego. Pół biedy jak to nie wypali. Gorzej jak się uda , gdy jakoś adorator oszuka sam siebie na tyle, że nie zauważy jaskrawych, niewspółgrających różnic swoich i swojej partnerki. Wtedy to człek się pewnego dnia budzi ze snu zbyt późno, i widzi przy sobie tępą dzidę, zamiast księżniczki swych scenariuszy. A wtedy jest ZDZIWKO. Więc: #1 - przestań snuć jakiekolwiek wspólne plany z kimś, kogo jeszcze nie znasz. A najlepiej w ogóle sobie niczego nie wyobrażaj póki nie rozwiejesz swoich wątpliwości, czy to na pewno ta kobieta z którą chcesz być. Druga równie ważna sprawa, siostra cioteczna pierwszej. Jest nią chujowa egzystencja, w której się szuka punktu zaczepienia w drugiej osobie, która według marzeń wyciągnie nieszczęśnika w objęcia happy-endu. W takim wypadku często-gęsto nie ma czasu na chwile refleksji tylko bierze się łapczywie to co tylko w orbitę wpadnie. Widocznie w kobietach, odnajduje taki typ pozytywne emocje których wybitnie-jebitnie brakuje w jego osobistym życiu. Rozwiązaniem jest oderwanie od kobiet wzroku i skupienie go na sobie by zbudować zadowalający-fizycznie-namacalny obraz siebie oraz za tym otaczającej przyjemnej rzeczywistości. W przeciwnym wypadku szybciutko wyjdzie szydło z worka, że gość jest tylko cieniem człowieka, wrakiem, wampirem-pasożytem przytulającym się jak lep na muchy do innych tylko po to, by wysysać cudzą pozytywną energię której w sobie nie posiada, lub nie jest jej w stanie wyłuskać. Panienki mają trochę intuicji i bywa, że czytają i kminią takich desperatów szybciej niż oni sami swoją postać, zwłaszcza szczęśliwe z życia, wartościowe kobiety, które tym bardziej nie mają parcia na bycie czyimś wiecznym żywicielem i jedynym dawcą energii życiowej. A wtedy taki zalotnik jest spuszczany w kiblu nawet podwójnie, dla pewności by nie wrócił. Lub też ustawiany jako satelita, by krążył wokół mniej pewnej siebie panny dla podwyższenia jej wartości. Dla owego Pana zazwyczaj przychodzi rzewny płacz, że im bardziej on chce - tym bardziej jest zlewany. #2 - Zbyt częste myślenie o kobiecie idzie w parze z uzależnieniem od emocji z nią związanych. Więc jak złapiesz się na bujaniu w obłokach, to zejdź na ziemie, spójrz na swoje życie i zacznij z nim coś robić by zbudować warunki w których komfortowo się będziesz czuł nawet sam. W takim stanie nie będziesz aż tak spragniony pozytywnych emocji a relacje z atrakcyjnymi nie tylko fizycznie paniami, staną się dużo prostsze i łatwiejsze - bowiem dłużej się będzie trzymało łepetynę na karku i za tym idące rozsądne, nie głupie działania prowadzące do zacieśniania więzi ku zadowalającej, nie ociekającej ni bluszczem, ni chujozą relacji. No i dodam jeszcze coś co mi wynikło z powyższego. Jak już zejdziesz na ziemię i zbudujesz coś dla siebie wartościowego (np siebie ). To zaczniesz to szanować, czuć że coś znaczysz, tym samym uważniej będziesz dobierał potencjalne partnerki do zapoznania, bo jakoś tak nie halo wpuszczać byle świni w swoje cztery kąty egzystencji, by bezwstydnie zajszczała Ci pół chałupy. A dodatkowo nie będziesz zapatrzony na TĄ JEDYNĄ, bo będziesz miał świadomość, że stać Ciebie na inną i będzie Ci po prostu szkoda czasu na wieczne czekanie aż się "wreszcie" uda.
×