Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/27/2014 in all areas

  1. Dziś w cyklu "red bawi i uczy" zajmę się frapującym wielu z was problemem, jak w prosty sposób zweryfikować czy dana kobieta nadaje się na matkę waszych dzieci, zyciową partnerkę itp. Generalnie uważam to za branie na waszą łajbę zbędnego balastu (kobietę nie dzieci), ale jak już musicie .... Kilka/ naście razy przy różnych okazjach wspominałem, że aby nie spierdolić życia sobie i ewentualnie swoim dzieciom trzeba wejść w związek z: 1 Odpowiednią osobą 2 Na odpowiednich zasadach To lecimy z tym koksem. Panowie trzeba się szanować, ewentualną życiową partnerkę wybrać z najwyższą starannością ponieważ jej wybór ma wpływ na każdy aspekt waszego życia, oraz życia waszego potomstwa: - finansowy - psychiczny - zdrowotny - interakcje z rodziną i przyjaciółmi - waszą pracę - wasze życiowe priorytety 1 W związek wchodzicie z odpowiednią osobą, nie będę skupiał się na wyglądzie bo to kwestia gustu, na wstępie napiszę czego unikać: a ) Narkomanki / palaczki / alkoholiczki - czyli panie z nałogami i proszę bracia nie wierzcie w bajki, ja palę tylko okazjonalnie (loszki, które tak mówią na 99% kopca jak parowóz). Ja piję/ ćpam tylko na imprezach żeby się rozluźnić < picie ćpanie, w określonych krótkich cyklach czasu to preludium do popadnięcia w nałóg, często alkoholizm zaczyna się od picia weekendowego Chcecie odwiedzać matkę swego dziecka na odwyku, pilnować czy nie chowa prochów lub wódy w meblach i spłuczce? nie sadzę ? Chcecie aby dziecko miało traumę przez niestabilną psychicznie uzależnioną kobietę? I dochodzi jeszcze jedna kwestia, panie dające w "gardło" lub "żyłę" tylko imprezowo miały więcej chujów w dupie niż wy śliwek w życiu zjedliście. Dziewczyna pijana/ naćpana = dupa sprzedana. O bonusach typu opieka nad konająca na raka żonką, która jarała jak lokomotywa nie wspomnę. b ) Unikamy bezwzględnie pań z chorobami psychicznymi w rodzinie, z chorobami genetycznymi i innymi dziedzicznymi, jeśli się chcecie ożenić domagajcie się historii medycznej rodziców i dziadków z obu stron, bezwzględnie (jak się da to nawet pradziadków). Chyba nie chcecie żeby wasze dzieci były mówiąc delikatnie niedojebane i wymagające szczególnej troski. Było by miło gdyby pani rodzina dysponowała dobrymi genami, długowieczność bardzo pożądana. c ) Unikamy samotnych matek. Nie jest istotne czy pani jest sama bo się huśtała za młodu i tatuś dał nogę czy owdowiała. Przyczyna powstania tego stanu nie jest istotna. Takie kobiety będą miały zawsze te same motywacje i cele i są one sprzeczne z waszym szeroko pojętym interesem d ) Żadnych pań z patologicznych rodzin, gdzie był y używki, przemoc fizyczna lub psychiczna. e ) Żadnych mezaliansów, kobieta musi mieć podobny poziom finansowy. Jeśli jesteś biedny wcale się nie żeń, dopóki nie zmienisz tego stanu rzeczy, nigdy, przenigdy nie wżeniaj się w biedę. Po co ci niezaradna życiowo niedojda? Co sprawdzić: a ) Sprawdzamy rodzinę, o zdrowiu już było. Sprawdzamy czy nie ma osób z problemami finansowymi, sprawdzamy historię kredytową, bo po ślubie będzie ciosanie na głowie kołków "misiu musimy pomóc mamusi/ braciszkowi/ siostrzyczce" przecież to rodzina. b ) Sprawdzamy stosunki panujące w rodzinie, kto nosi spodnie. Czy przyszła teściowa ma tzw. "zryty beret" - jaka matka taka córka, czy teściowa, siostry itp mają skłonność do tycia. Otyłość to też bardzo ciężka choroba, nie jest wam potrzebny taki balast w życiu, o znikomej funkcji reprezentacyjnej grubej baby nie wspomnę. Zwracamy uwagę jak się prowadzą jej siostry jeśli takie posiada. Jak ma starszą puszczalską, to ta była dla niej wzorem w młodości, jak ma młodsza puszczalską to oznacza, że młodsza brała przykład z waszej perełki c ) Sprawdzamy w każdy możliwy sposób jej przeszłość, ilość partnerów, jakie jazdy im robiła, w jakim środowisku się obracała. Jeśli była poza granicami to szukamy tam kontaktów i tez sprawdzamy. Wiadomo, duża ilość parterów czy opinia puszczalskiej dyskwalifikuje panią całkowicie. I pierdolenie "nie liczy się to co było kiedyś, tylko to co będzie" nie ma żadnego znaczenia. Pojadę cytatem "kurwę można wyciągnąć z burdelu ale burdelu z kurwy nigdy". d ) Jeśli pani spędza dużo czasu w mediach społecznościowych znaczy, że jest Karyną atencjuszką i przemyślcie sobie dokładnie, czy chcecie, babę która 90h miesięcznie wkleja zdjęcia dzióbka na fejsa, przy okazji upublicznia całe wasze prywatne życie łącznie ze sraniem, żeby się przypucować innym Karynom. e ) Sprawdzamy czy pani nie żyje ponad stan tzn. wydaje więcej niż zarabia np. dojąc regularnie kasę z rodziców. Co musi mieć: a ) Wykształcenie i/ lub zawód. Panowie kobieta z konkretnym technicznym/ ścisłym / medycznym wykształceniem lub ostatecznie mocnym humanistycznym (takim, po którym jest dobra praca). Ewentualnie jeśli nie posiada wyższego wykształcenia to chociaż dobrze płatny zawód. b ) Praca - musi mieć pracę, prawdziwą z perspektywami i przyzwoitymi zarobkami. Pracę gdzie się pracuje, a nie pół dnia pije kawkę z panią Jolą i panią Jadzią wpierdalając ciastka i leniwie odbierając przy tym telefon. c ) Musi mieć zbliżony do waszego status materialny, minimum to własne mieszkanie (nie na kredyt, bo spłacanie tego gówna po ślubie was obciąży ) d ) Musi mieć jakieś oszczędności i czystą historie kredytową. Pani oszczędna i zapobiegliwa cacy, pani rozrzutna be. e ) Musi znać minimum język angielski < chyba nie trzeba tłumaczyć. Czemu nie biedna, fajna myszka z lewymi rąsiami do pracy? Z prostej przyczyny, gdyby w wyniku zdarzeń losowych was zabrakło, musi być zdolna do przejęcia całościowo obowiązku utrzymywania rodziny. Jeśli nie będzie miała kwalifikacji i nie będzie zaradna, to będzie ostro szukać nowego fagasa, a latka już nie te, cycuszki i pupcia do dołu i wasze pociechy przez resztę dzieciństwa będą miały co kilka tygodni nowego potencjalnego "tatusia" < niefajnie. Oczywiście stan posiadania pani, którą bierzecie musi być z grubsza zbliżony do waszego. Jeśli weźmiecie za biedną to od nadmiaru dobrobytu momentalnie jej odpierdoli. Zmiana charakteru (tak pieniążki zmieniają ludzi), więcej kilogramów, uaktywnienie najgorszych cech osobowości itp.. < nie wierzcie w babskie pierdolenie "ja taka nie będę" , "starcza mi to co mam" itp. to są bujdy, większości ludzi nagły przypływ dobrobytu ryje beret. Miałem się rozpisać o cechach charakteru wszelakich, ale sobie odpuszczę, jeden lubi to inny co innego. Jeden zniesie więcej inny mniej. Każdy powinien znać siebie na tyle, żeby wiedzieć czego w tym zakresie potrzebuje/ oczekuje. 2 W związek wchodzicie na odpowiednich zasadach: a ) Umowa małżeńska majątkowa, zwana potocznie intercyzą. Wymagacie zawsze i bezwzględnie, pani nie chce podpisać to jest zdyskwalifikowana i szukacie innej. b ) Co wasze jest wasze co jej jest jej. Żadnych wspólnych interesów, żadnego wspólnego nabywania nieruchomości czy droższych ruchomości. c ) Domagacie się regularnych nakładów finansowych na wspólne życie. Chyba że pasuje wam sytuacja kiedy pani zajmuje się domem i dziećmi, a pracujecie wy < czyli klasyczny model rodziny. d ) Żadnego obnażania prywatności waszej i waszych dzieci na fejsbukach i innych takich gównach, życie prywatne pozostaje prywatne Jak loszka tego nie rozumie kończy jak w podpunkcie A. e ) O tym co ma zostać kupione i co jest niezbędne dla domu/ rodziny decydujecie wy. Nie potrzeba srajfonów dla 10 letnich dzieci, bo rodzice małej Dżesiki z sąsiedniej ulicy jej kupili, nie trzeba nowego auta bo loszka skomli że sąsiad kupił nowe audi za 500k na raty. Kobiety w związkach małżeńskich odpowiadają za 85% niepotrzebnych wydatków oraz doprowadzają do zmniejszenia oszczędności emerytalnych faceta o 65% < czysta statystyka. f ) Wy decydujecie o zajęciach dodatkowych dla dzieci, mają się uczyć użytecznych życiowo umiejętności, a nie tego co jest modne, jak kurs łapania pokemonów czy murzyńskie potańcówki. Te sprawy ustalacie przed ślubem, a po ślubie bezwzględnie je egzekwujecie. Jeśli pani w małżeństwie poczuje się zbyt pewnie i zaczyna odpierdalać, a wy nie jesteście w stanie utrzymać ramy to odchodzicie. Trudno będziecie płacić alimenty, pewnie będzie podburzać przeciw wam dzieci, ale dzieci podrosną będą miały swój rozum i w końcu do nich dotrze kto naprawdę był winien i jaki mama miała zryty garnek. I pamiętajcie o jeszcze jednej złotej zasadzie, wasza wartość z wiekiem rośnie, a pani maleje. Więc wybieracie panie młode i świeże. Są ładniejsze, bardziej reprezentacyjne, mają większe szanse na urodzenie zdrowego potomstwa. Moim skromnym zdaniem pani obowiązkowo przed 30 tką, maximum 28 lat. Młodsza od was co najmniej 10 lat. I nigdy, przenigdy nie żeńcie się przed 35 rokiem życia, po chuj marnować młodość?
    150 points
  2. Dziś rozpoczynam nowy cykl zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych (oj tak, niektórym by się przydało ) "red radzi, jak wyjść ze spierdolenia". Czyli co robić i czego nie robić aby być odbieranym pozytywnie, nie zamykać sobie życiowych furtek, nie niszczyć własnego wizerunku, nie tracić przy bliższym poznaniu. Są takie rzeczy, które wpływają kolosalnie na nasz odbiór zarówno przez ludzi w ogólności jak i panie w szczególności. Są to rzeczy prozaiczne, jednakże mają one przełożenie na bardzo wiele spraw, na każdej płaszczyźnie naszej egzystencji. Są to rzeczy, których mężczyzna nie powinien robić lub, te których nie powinien zaniedbywać. 7 grzechów głównych mężczyzny 1 Biadolenie - odpowiedzcie sobie na pytanie ilu z was ma manierę biadolenia i skąd nabyli ową cechę? Wielu z was wyniosło z domu rodzinnego, adaptując to od kobiecego otoczenia bądź zniewieściałych mężczyzn, inni nauczyli się iż biadoląc można uzyskać w życiu ekstra bonusy od osób lub instytucji. Źródło problemu jest nieistotne liczy się efekt negatywny jaki ten problem wywołuje w nas samych jak i w naszym otoczeniu. Odbiór przez otoczenie: - po pierwsze biadolący facet dla kobiety = słaby facet, ponieważ jest to cecha typowo reprezentatywna dla jej własnej płci, cecha ta wywołuje pogardę kobiet wobec mężczyzn W tym miejscu przerwę małą przypowieścią. Siedziałem kiedyś w typowo damskim towarzystwie i rozmowa zeszła na temat facetów, znajomych/ rodziny bliższej lub dalszej, którzy zeszli z tego świata z powodu nowotworów. No i panie opowiadały o kolegach, znajomych, wujkach. Szczególne miejsce poświęcały jak panowie radzili sobie z owym nazwijmy to wprost umieraniem. Była kupa pierdolenia typu jakie to straszne dla rodziny, a jak się wszyscy nacierpieli, czemu to tak długo trwało, kara boża bla bla bla... Reakcje pań lekkie zażenowanie, skrywana pogarda (tak tak wiem, jakoś mitycznej kobiecej wrażliwości nie było). Gdy jedna z pań 50+ doszła do opisania przypadku gdy jej kolega, któremu zostały dwa miesiące życia, był pogodzony z losem, wesoły, żartował sobie z własnego stanu. Owa pani zapytała go "przecież umierasz, jak się możesz tym nie przejmować?", mężczyzna odpowiedział "i tak tego nie zmienię, a przynajmniej będę się dobrze bawił aż do śmierci". Oczywiście pani opisała jego buńczuczną postawę, pogardę wobec śmierci, zadziorną minę. Efekt jaki? Wszystkie panie od tych młodych do tych pod 60 z opowiadającą na czele (a było ich około 10 sztuk) wypieki na twarzy, maślane oczka, drżące uda. Oczywiście pierdolenie o tym, jak tak można hamować i ukrywać emocje, że to niezdrowe bla bla bla.... Jednocześnie reakcja na samą myśl o nieustraszonym w obliczu śmierci mężczyźnie, który się nad sobą nie użala wywołuje reakcję mega podniecenia, mimo iż bohater opowieści już od lat wącha kwiatki od dołu. Koniec dygresji. - biadolący mężczyzna to mężczyzna niezaradny z automatu nie jest traktowany przez innych mężczyzn jako osoba, z którą można wejść w spółkę/ robić interesy/ zainwestować w pomysł takiej osoby kasę - biadolący mężczyzna, to osoba, z którą niechętnie spędza się czas, nikt nie lubi smętków Teraz tak stuleje kiedy biadolicie, użalacie się nad sobą i swoimi problemami, wyolbrzymiacie je, gadacie po próżności czyli żeby sobie pogadać, a nie rozwiązać problem strzelacie sobie w stopę i miażdżycie własne jaja w imadle własnego spierdolenia. Panie wami gardzą totalnie w sposób skrywany lub otwarty. Faceci są mniej okrutni i zazwyczaj wzbudzacie u nich tylko lekkie politowanie zmiksowane z zażenowaniem. Biadoląc zamykacie sobie wiele bram życiowych, zarówno tych, które znajdują się między udami pań, jak i tych, które sypią do waszej kieszonki szeklami, dają wam szersze możliwości zawodowe, znajomości pomocne w życiu, możliwości realizowania ważnych dla was projektów. Sami sobie robicie krzywdę. - biadoląc wpajacie sobie i utrwalacie własną nieporadność życiową - zaczynacie gardzić sami sobą - zazdrościcie ludziom, którzy tego nie robią i jednocześnie szukacie pizdowatych usprawiedliwień dla siebie typu "on nie marudzi bo zawsze miał łatwiej w życiu" Więc drodzy stulejarze następnym razem kiedy macie zamiar zacząć biadolić na cokolwiek przypomnijcie sobie maksymę: "facet rozmawia o swoich problemach tylko z innym facetem, tylko wtedy gdy jest przekonany iż rozmówca jest w stanie mu pomóc/ doradzić". Tak, kurwa, nim zaczniecie wylewać z siebie gorzkie żale ugryźcie się w język ewentualnie przytrzaśnijcie sobie jajo w szufladzie, paradoksalnie wyjdzie wam to na zdrowie. 2 Zaniedbanie kondycji fizycznej - tak stulejki, hodowanie kindziuka, zaawansowana lustrzyca nie są ani seksowne, ani dla was dobre. Nie mówię tu o sylwetce modela tylko o sprawności, zresztą Marek niejednokrotnie o tym wspominał. Można mieć normalną sylwetkę lub lekką nadwagę i być przy tym wysportowanym i sprawnym człowiekiem cieszącym się dobrym samopoczuciem i pozytywnie odbieranym przez otoczenie. Tutaj nawet nie będę omawiał jaki daszek nad ptaszkiem ma wpływ na wasze życie społeczne i zdrowie, w tym temacie nie kłamie nawet TVN. W skrócie, jesteś spasiony = jest chujowo. Rozwiązanie tak naprawdę jest tylko jedno MŻ + WR = mniej żryj + więcej ruchu. 3 Lenistwo - tak moi drodzy, wielu z was żyje według zasady "co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego". Odkładanie spraw na później zawsze wraca do was rykoszetem, problemy mają tą tendencję, że się nawarstwiają, kumulują i zazębiają. Niejednokrotnie normalne rzeczy odłożone "na później" zmieniają się w gigantyczny problem, bo zabrakło czasu, bo doszło coś niespodziewanego. Jak masz coś stulejo zrobić, to szereguj to według ważności i załatw w pierwszej kolejności to co najpilniejsze. Jak zarobiłeś trochę hajsu to nie siedź na dupie, aż się skończy i nie wrzucaj na luz. Dalej wykonuj tyle samo pracy, paradoksalnie im więcej czasu poświęcasz na dana pracę tym lepszy się w niej stajesz i po pewnym czasie okazuje się, że to co zajmowało ci 8h robisz lepiej i krócej. Czyli finalnym efektem pracowitości jest: lepszy efekt w krótszym czasie, za więcej kasy. Lenistwo jest natomiast zarzewiem nieszczęść wszelakich. - brak zabezpieczenia przed zdarzeniami losowymi - brak zabezpieczenia na starość - regres na wszystkich płaszczyznach (osobistej, finansowej, duchowej) Więc rusz swoją leniwą stulejo dupę i co masz zrobić dziś, zrób dziś, bez kwękania. 4 Brak szacunku dla własnego czasu - tak wielka wina, największa ze wszystkich. Niech każdy z was sobie pomyśli ile czasu zmarnował na bezwartościowe, nic nie wnoszące do jego życia rzeczy, takie jak robienie za tampon emocjonalny dla loszki, oglądanie spierdolonych seriali czy inne gówno, które absolutnie nic pozytywnego nie wnosi do jego życia, a niejednokrotnie wpaja wypaczone wzorce i mylny obraz rzeczywistości? Policzcie sobie ile godzin tygodniowo marnujecie, policzcie ile rocznie, ile przez dekadę.... I co głupio wam? Nie mówię oczywiście, żeby rezygnować z rozrywek, zwyczajnie należy je dobierać co do rodzaju, ilości i częstości, żeby wynieść dla siebie jak najwięcej przy efektywnym gospodarowaniu czasem. Dodam, że jeśli nie szanujecie własnego czasu to inni też go nie będą szanować. Cały czas będziecie bombardowani cudzymi zdupingowymi problemami, wszak czasu w opinii otoczenia macie nadmiar. Czasu wam nikt nie zwróci. Więc zamiast zajmować się jakimś gównem, zajmijcie się czymś przydatnym. Zamiast gównianej telenoweli, czy "trudnych spraw" obejrzyjcie program popularnonaukowy, przeczytajcie kawałek książki, uczcie się nowego języka. 5 Niezdolność do użycia przemocy - tak mamy XXI wiek, wszędzie się promuje miękkofajskie wzorce zachowań. Jednakże w życiu zdarzają się takie sytuacje, że facet musi użyć przemocy i musi potrafić to zrobić. Owa przemoc nie koniecznie musi być zawsze fizyczna, niejednokrotnie wystarcza sama gotowość do jej użycia, czy zdolność wywarcia presji. Znacie powiedzeni "atmosfera jest tak gęsta iż można ją ciąć nożem", jeśli potraficie wywołać taki efekt na zawołanie to jesteście na dobrej drodze. Żebyśmy się źle nie zrozumieli, nie każę wam bić się z ludźmi o byle pierdołę, jednakże w życiu mężczyzny są takie chwile gdy trzeba komuś przypierdolić, bądź go zastraszyć aby uniknąć konieczności owego przypierdolenia. Jak jesteście znani z twardości charakteru, nie będzie zbyt wielu chętnych do wystawiania was na próbę i paradoksalnie będziecie mieli w życiu mniej sytuacji konfliktowych i przemocowych od miękkiej fajki. Każdy niezdolny do użycia przemocy, jest w naturze przyporządkowany do kategorii ofiara. Ten typ stworzeń przyciąga drapieżniki. Oczywiście w społeczności ludzkiej pojęcie drapieżnika jest znacznie szersze nie ogranicza się do łobuzów czy bandytów, równie dobrze może być ktoś kto przekręci was na grubsza kasę. Bandyta, czy fizyczny, czy malwersant zawsze typuje słabą ofiarę. Silny może się mścić, może odpłacić krzywdą za krzywdę, słaby raczej nie. Tak więc stuleje, poza dbałością o sprawność ogólną facetowi potrzebna jest umiejętność walki. Większość z was nie jest/ nie będzie/ nie chce być zawodowymi fighterami, to oczywiste. Każdy facet, któremu zdrowie pozwala powinien trenować jakąś sztukę lub sport walki. 2 - 3 x w tygodniu, po półtorej godziny wystarczy. Będą też inne bonusy w postaci wzrostu samooceny, pewności siebie, szacunku otoczenia. << chyba nie trzeba wam tłumaczyć jaki to ma wpływ na wasze życie. I ponownie stulejo, rusz dupę i zapisz się na coś. 6 Oddawanie kontroli - facet, który oddaje kontrolę nad sobą czy kobiecie, czy rodzicom, czy religii, czy ideologii wzbudza w innych szczególne uczucia - kobiety zaczynają takim gościem gardzić - rodzice kontrolują jego życie, najczęściej traktując jako narzędzie do realizacji własnych planów,co najczęściej nie wychodzi na dobre - facet, który daje się kontrolować religii bądź ideologii popada w ślepy fanatyzm, lub co gorsza brnie w fanatyzm mimo wewnętrznych wątpliwości Tutaj dam wam przykład. Pan Terlikowski, człowiek znany, inteligentny, odniósł sukces zawodowy jednakże oddał całkowicie swe życie i poświęca energię na walkę o przywileje korporacji religijnej. Teraz zastanówcie się jakie w was uczucia wzbudza Pan Terlikowski? Mimo licznych osiągnięć, niezbyt pozytywne. Pozytywne uczucia wzbudza jedynie w obrębie własnej grupy nastawionej na realizację tych samych celów, i te pozytywne uczucia są wynikiem wysokiej pozycji, jaką zajmuje w tej grupie. Reszta świata, cóż ..... Nigdy, przenigdy nie oddajcie lejców. Wasze życie ma być kontrolowane przez was, w pierwszej kolejności ma służyć realizacji waszych celów i pragnień. Można być religijnym, można popierać jakąś ideologię, można szanować rodziców i chcieć spełnić ich pragnienia. Wszystko to jest ok, ale tylko do momentu, gdy nie przesłania wam większego obrazka, którym jest wasze osobiste szczęście i życie w zgodzie z samym sobą. Oddawanie kontroli bywa kuszące, ponieważ często wiąże się z przeniesieniem odpowiedzialności za własne niepowodzenia na osoby trzecie. Jednakże skutkami oddania lejców będą wasze problemy, a to że obwiniać będziecie o nie innych wcale nie poprawi waszej sytuacji. Tak więc, bądź facetem i nigdy nie przedkładaj cudzego szczęścia nad swoje, cudzych celów nad swoje, cudzych potrzeb nad swoje. 7 Zaniechanie - czyli nie podjęcie istotnych działań z błahych powodów, często natury czysto emocjonalnej, takich jak: strach przed odrzuceniem, przed reakcją otoczenia, wygodnictwo, spychologia problemów, obawa przed porażką, obawa przed konsekwencjami. Zaniechanie to przyczyna gigantycznych nieszczęść życiowych. - nie chciałem intercyzy bo moja myszka źle się poczuje - nie sprawdzam swojej myszki, bo jest inna niż wszystkie i mnie nie zdradzi - ne złożę pozwu, bo przegram - nie pomogę przyjacielowi, bo mojej myszce się to nie spodoba - nie wezwę karetki do leżącego człowieka, bo śmierdzi alkoholem i wszyscy go ignorują - on/ ona zrobiła coś złego ale podaruję, bo mam miękką dupę I tak można mnożyć przykłady sytuacji w tysiące. Później konsekwencje prawne, zdrowotne, finansowe, utrata bliskich przyjaciół czy gryzące sumienie. Metoda jest tylko jedna, jeżeli możesz coś zrobić, aby uniknąć przykrych dla siebie konsekwencji, to zrób to, miej prosty kierunkowskaz WŁASNE DOBRO I WŁASNE POCZUCIE PRZYZWOITOŚCI. Tak stulejki wyjście ze spierdolenia to droga długa i kręta. Kierunkowskazy już macie, nie wyjebcie się na zakręcie
    132 points
  3. W moim życiu było kilka zdarzeń, które skutecznie wypchnęły mnie poza standardowe postrzeganie świata. Jako młody człowiek, mimo dość zdroworozsądkowego wychowanie i nieidealizowania relacji międzyludzkich przez najbliższą rodzinę, dalej tkwił we mnie jakiś idealizm, można to nazwać pierwiastkiem biało rycerskim. Nie do końca, wierzyłem w otrzymywaną wiedzę, a może inaczej, żywiłem głęboką nadzieję, iż istnieją jakieś wyjątki od reguły. Teraz z perspektywy lat oceniam to jako wpływ kultury masowej i promowanych przez nią wzorców oraz pęd do tego, żeby wszystko sprawdzić samemu, jak to bywa u młodych ludzi. Z czasem dokonywałem coraz bardziej interesujących odkryć, często były to zdarzenia przypadkowe. 1 Kiedy doszedłem do wniosku, iż materiał genetyczny jest najważniejszy? (także dla naszych cudownych i delikatnych pań). a) Mając lat 22 lub 23, byłem świadkiem pożaru domu jednorodzinnego (jak się później okazało więcej dymu niż ognia, spaliła się część pomieszczenia kuchennego), gdzie rozhisteryzowana kobieta krzyczała „ratujcie dziecko". Owa kobita trzymała za rękę małą dziewczynkę. Na szczęście sprawa skończyła się dobrze, miły pan strażak wyniósł dziecko. Kilka minut później podjechał mężczyzna, jak się okazało, ojciec wyniesionego dziecka i partner owej pani. Po chwili rozpoczęła się awantura, jak się okazało: - pani wbiegła do budynku i wyprowadziła swoją córkę. - pani zostawiła w środku drugie dziecko (które było dzieckiem jej partnera z pierwszego małżeństwa), mimo iż to przebywało w pomieszczeniu znacznie bliżej wyjścia niż jej własne, mogła z łatwością wyprowadzić oboje dzieci. - pani po wyprowadzeniu córki nie wróciła po dziecko partnera, tylko stałą w bezpiecznej odległości i starała się nakłonić innych, żeby to zrobili. b ) Kolejna rzecz, która utwierdziła mnie w przekonaniu to rozmowy z kumplem, który jest pedagogiem i psychologiem. Opowiadał mi, o przypadkach adopcji dzieci, przez pary, które miały problemy z poczęciem. Zazwyczaj na taką adopcję mocno prą kobiety (no chyba, ze wina leży po stronie partnera, wtedy wymiana na inny model). Czasami zdarzało się, iż jednak panie rodziły własną pociechę już po adopcji, zaczynały się dziać bardzo dziwne rzeczy. Nagle traciły zainteresowanie adoptowaną pociechą, były teksty „nie potrafię go zaakceptować”, "jest inne niż się spodziewałam", "coś z nim/ nią jest nie tak". Chyba kiedyś już to opisywałem w innym wątku... Efektem tego były zwroty „depozytu” w postaci adoptowanego dziecka. Mój kolega opisywał wiele takich sytuacji, panie miały 1001 wymówek, żeby dziecko oddać, natomiast faceci byli niesamowicie skrępowali i mieli silne poczucie winy, że tak postępują. Niestety presja w domu ze strony pań i często ich rodzin, ciągłe awantury, płacz przez ścianę itp. w końcu wygrywały z męską moralnością. Adoptowany dzieciak był traktowany jako obiekt zastępczy przez panie, był dostatecznie dobry, gdy nie było nadziei na przekazanie własnych genów lub ta nadzieja była nikła. Gdy pojawiało się dziecko, naturalnie poczęte stawał się zbędnym balastem. Kilka lat później miałem nieprzyjemność obejrzeć taką akcję z bliska w gronie znajomych, to przelało czarę goryczy. c ) Kolejny przypadek, który miał miejsce niestety w obrębie mojej rodziny. Kuzyn wziął sobie za żonę, matkę z dzieckiem (syn). Kuzyn bardzo spokojny człowiek, dobrze zarabiający, rodzinny (idealny beta sponsor). Mieli również własne dziecko (również syn). Kuzyn nie robił różnicy, chował jak swoje, zabierał na żagle, spędzał czas, grał w piłkę, wkładał równe środki materialne i niematerialne, żeby żaden nie czuł się gorszy. Natomiast małżonka, robiła różnice między nimi, było to widać w zachowaniu. Jej pierworodny był zawsze oczkiem w głowie, okazywała mu dużo więcej uczuć. Pewnego dnia podczas rodzinnej imprezy, gdy małża kuzyna wypiła o jednego drinka za dużo, wyszło szydło z worka. Podczas rozmowy na temat dzieci i wychowania wypsnęło się pani dwa zdania „mój młodszy nigdy nie będzie jak starszy, bo ojciec jest ciapa” < zauważcie, że i młodszego i starszego wychowywała i utrzymywał „ten ciapa” (kontaktu z biologicznym ojcem nie było wcale) więc jedyną różnica stanowiło, kto dziecko spłodził, czyli to, co według naszych kochanych pań ponoć jest bez znaczenia. Padło jeszcze jedno zdanie na ten temat, znacznie bardziej dosadne, ale co do przekazu takie samo. Więc jak to jest, mama hołubi synka spłodzonego przez łobuza, który poszedł w pizdu, a traktuje gorzej spłodzonego z odpowiedzialnym facetem, który obydwu chłopców wychowuje i traktuje równo. Macie dysonans poznawczy? Ja miałem jak jasna cholera, mimo że obaj synowie byli jej synami, to nadal różnicowała ich na lepszego i gorszego, lepszy i bardziej wartościowy dzieciak, był ten, który został spłodzony przez silniejszego samca, mimo że ten silniejszy był niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem, przypadek? 2 Kiedy doszedłem do wniosku, iż nasze anielice mają podwójną, potrójną, a nawet poczwórną moralność? Było wiele sytuacji, ale dwie, których byłem świadkiem, ale dwie wpłynęły na mnie w szczególny sposób. a) Jadłem obiad w jednej z restauracji na Nowym Świecie, przy stoliku obok siedziały trzy panie, jedna starsza dwie w średnim wieku. Jak wywnioskowałem z zasłyszanej rozmowy, była to matka i dwie córki, jedna córka w trakcie rozwodu. Rozmowa była arcyciekawa, ale najciekawsze było to, co się w niej przewijało, głównymi powodami było to: - ja już nie czuję tego, co kiedyś. - on za dużo pracuje i mnie zaniedbuje, wypada dodać, że pani miała na sobie ciuchów za jakieś 7-8k PLN, i biżuterii za wielokrotność tego). - on nie zachowuje się jak prawdziwy facet. I inne podobne pierdolenie, o którym często wspomina Marek w felietonach i audycjach. Druga ważna kwestia poruszona przez loszki to „a co z dziećmi?” - „dzieci zostają ze mną, bo jak zostaną z nim, to nie dostanę alimentów i z czego będę żyć?” - tak kurwa, nie dlatego że jestem lepszym rodzicem, nie dlatego że mogę zapewnić im lepsze warunki, tylko zostają ze mną, żebym miała hajs < dziecko jest źródłem utrzymania kobiety, środkiem do wyciskania zasobów z faceta, a istotą ludzką dopiero w dalszej kolejności. Oczywiście, panie przytakiwały i udzielały pełnego wsparcia swojej biednej i nieszczęśliwej krewniaczce. Omawiane były haki na pana, czego można użyć podczas rozwodu itp. b ) Druga sytuacja, której byłem świadkiem, to gdy moja koleżanka (rozwódka) dowiedziała się, że jej były mąż ponownie się żeni, miało to miejsce 6 lat po rozwodzie. Do tej pory były płacił dość wysokie alimenty na dziecko i niejednokrotnie z własnej woli kupował drogie prezenty, czy dawał ekstra kasę, w rzeczywistości przypuszczam, iż koleżanka miała z niego drugie tyle, prócz alimentów. Wszystko było cacy i ładnie, mimo rozwodu dogadywali się, kasa się zgadzała, dziecko też było zadowolone, bo prawie każdy weekend z tatą, wakacje z tatą, ferie u dziadków. Normalnie sielanka, jak to mówią ludzie, którzy kulturalnie się rozeszli i się dogadują. Gdy były mąż oświadczył, iż ponownie daje się zaobrączkować, zaczął się armagedon. Zaczęło się od tekstów, że ona nie pozwoli mu zabierać syna na weekendy, bo nie wie, co to za baba, z którą się wiąże. Później, że wystąpi o ograniczenie kontaktów z dzieckiem itd. itp. Zazdrość powiecie? Nie moi mili panowie, zapobiegliwość i chciwość. Kumulacja nastąpiła, gdy dowiedziała się, że jego nowa narzeczona jest w ciąży. Takich ataków furii, braku logiki, natężenia różnych form szantażu emocjonalnego, kupczenia dzieckiem to nie widziałem nigdy wcześniej. Ojciec przestał być dopuszczany do dziecka, moja koleżanka złożyła pozew o zwiększenie alimentów, zaczęła opowiadać przypadkowym ludziom niestworzone historie na jego temat. Przyczyna? Nowa baba + nowe dziecko = mniej środków dla niej i jej dziecka. Prócz alimentów były bonusy, które najprawdopodobniej skończyłyby się wraz z nowym związkiem i nowym potomkiem. Do tego dochodzi brak kontroli nad byłym mężem. Czyli zwyczajna utrata środków utrzymania. 3 Kobiety udają znakomicie, że są wspaniałe i wspaniale grają przeciw mężczyznom kolektywnie, a tak naprawdę znakomicie wiedzą jaka jest ich płeć. a) Dawno temu, tak z 10 lat wstecz, kolega miał się żenić. Rodzice mieli bardzo duży dom, Gdzie na piętrze było zrobione oddzielne mieszkanie, z oddzielnym wejściem z drugiej strony budynku, 4 pokoje, kuchnia, łazienka, ubikacja. Było to szykowane z myślą o synu jedynaku. Dodatkowo koło domu stał duży budynek, który miał zostać przeznaczony pod działalność. Kolega był ugadany z rodzicami tak, że przepiszą na niego własność domu, on sobie wyremontuje „swoje" piętro i zajmie budynek gospodarczy pod realizację własnych projektów, a oni sobie dalej będą żyli na swoim pięterku. Rodzina zdrowa, bez patologii, syn szanujący rodziców itp. Problemy zaczęły się, gdy matka dowiedziała się, iż syn się żeni. Od razu wycofała się z prawnego uregulowania własności. Cała akcja odbyła się w mojej obecności, a tekst poleciały takie: - ona teraz jest milutka, a jak się ożenisz, to cię pod pantofel weźmie, a ty zrobisz, co będzie chciała. - przez nią na starość na bruku wylądujemy. Tak więc moi mili kobiety doskonale wiedza, do czego są zdolne inne kobiety. Wspierając się nawzajem, walczą o kolektywny samiczy interes, natomiast gdy jakaś kobieta zagraża indywidualnemu interesowi innej, a właściwie nawet nie zagraża, tylko być może, kiedyś, w dalekiej przyszłości ... będzie zagrażać. To wychodzi szydło z worka i kobiety mówią, jakie są. b ) Inny przykład na ten sam mechanizm. Kiedyś „przyjaciółka” zaczęła mnie swatać z jedną swoją znajomą, nawet atrakcyjna dziewuszka, no ale po kilku spotkaniach zaczęły wychodzić jakieś dziwne akcje. Biorę „przyjaciółkę” na spytki i oczywiście nie wprost, ale okrężną drogą chcę się dowiedzieć, co tu jest nie tak. Mówię do niej: „Słuchaj, a czemu mnie swatasz z A?, przecież masz wolego brata, ładna, miła dziewczyna, czemu z nim jej nie zapoznałaś?". Mojej przyjaciółce się wypsnęło „bo wiesz, ona kiedyś miała poważne kłopoty i przejścia”, zorientowała się, że za dużo powiedziała, ale było za późno, dokręciłem śrubę i wyszło szydło z worka. Okazało się, iż A pochodzi z patologicznej rodziny, gdzie ojciec walił dziada, napierdalał ją i matkę, a do tego była świadkiem gwałtu dokonanego przez ojca. Leczyła się psychiatrycznie, na dodatek ma naprzemienne fazy, trwające po kilka miesięcy raz jest „normalna', a raz jest »fanatyczną katoliczką« i śmiga 2x dziennie do kościoła 7 dni w tygodniu i codziennie się spowiada z każdej pierdoły. Zjebałem swoją „przyjaciółkę”, że chciała wpierdolić mnie na życiową minę, autentycznie się wściekłem. Jaka była reakcja: "jesteś chuj, ta dziewczyna też ma prawo do szczęścia!!!". Zapytałem z przekąsem, tylko czemu to prawo do szczęścia ma być realizowane cudzym kosztem, w tym wypadku moim, a nie np. jej brata. Na to już nie było żadnej odpowiedzi. Myślenie samic > zawsze stać za inną samica murem > chyba że zagraża moim osobistym interesom. Oczywiste jest, iż z A nie spotkałem się już nigdy, a moja „przyjaciółka” przestała być moja przyjaciółką. To sobie teraz braty samcy rozkminiajcie i poszukajcie podobnych sytuacji we własnych wspomnieniach dotyczących bliskiego otoczenia.
    119 points
  4. Temat będzie o młodych dziewczynach. Z racji bardzo młodego wyglądu jak na swój wiek, nie mam większych problemów bujać się z dziewczynami w wieku ~20 lat. Dlatego o nich będzie rzecz i przekażę pewne doświadczenie z placu boju jak to wygląda w rzeczywistości, a nie wg. internetowych, incelskich analityków, którym coś się na ten temat wydaje. Z góry zaznaczam, że temat będzie miał raczej nieprzyjemny wydźwięk, ponieważ będzie zawierał moje subiektywne obserwacje, przepuszczone przez mój filtr krytycyzmu i dalekosiężnej analizy. Świat się zmienia w zastraszająco szybkim tempie, a my wraz z nim, jednak kobiety przyjmują zastany świat bardziej bezkrytycznie, ponieważ biologicznie rzecz ujmując, one nie chcą odstawać i chcą z reguły pasować do reszty. Jednostkę współtworzy społeczeństwo, jednak jakie społeczeństwo obecnie jest? W skrócie, nieustannie konsumujące, słabe, uzależnione od najróżniejszych bzdur, bez mocy (w porównaniu z mocą życiową wyznawców islamu), nastawione głównie na „pokazanie się”, kult pieniądza oraz rozpusty. Żyjemy w tym i nieświadomie to czujemy, chcąc jednak pokazać się w tym wyścigu szczurów na prowadzącym miejscu. Odpadanie, rodzi ból i frustrację u zwykłego człowieka. Kobiety, szczególnie młode, wiedzą to i to już jest dla nich norma, zastana rzeczywistość, której ani myślą zmieniać. Zresztą, jak spotkasz przeciętną 20-tkę, to fakt, że lubi lewicę jest właściwie pewny. A powiedz tylko, że społeczeństwo LGBT to są często zaburzeni dewianci, to usłyszysz piękne kazanie o moralności. Nieważne. Jak to potrafi wyjść na zewnątrz? Rozmowa z 21 letnią dziewczyną „z dobrego domu” z zawsze dobrymi ocenami, wybitna uczennica i jedna z najlepszych studentek. Rozmawialiśmy o kwestii zdrad. Powiedziałem, że dla mnie zdrada to jest definitywny koniec i absolutne zerwanie wszelkich stosunków. Ona taka zdziwiona. „Ale jak to?” – rzekła, rozszerzając swoje urocze, niebieskie oczy – „No nie mów, że tak byś zrobił, to nie jest aż tak nic wielkiego. A co z drugą osobą?” Następna, himalajka, wiek 20 wiosen. Grzeczna, ułożona, introwertyczka, ojciec „głowa domu” prowadząca dobrą firmę, rodzina nic do zarzucenia. Ma dobrego chłopaka. Studiuje prestiżowy kierunek, przystojny, miły, cipowaty. Dla otoczenia pani himalajka to idealny materiał na żonę. Wierna. Kochająca. Dokładająca się do wspólnych zakupów. Cicha. Dla mnie? Miłośniczka BDSM, która uwielbia być zdominowana i wzięta jak własność z dużą szczyptą bólu, wręcz zeszmaconą. Po wszystkim wraca do swojego otoczenia nadal być grzeczną, uległą i posłuszną, cudowną istotą, gdzie nikomu z jej otoczenia nawet przez głowę nie przechodzi z kim realnie ma do czynienia. Mógłbym tak dalej, bo to przestało być dla mnie czymś zaskakującym a normalnym, ale do rzeczy. O co mi chodzi? Doświadczenie z młodym pokoleniem rysuje się następująco – słabi i zeszmaceni mężczyźni kompletnie siebie nie pewni oraz kobiety – szmacące mężczyzn, poniżające i wiedzące, że mają nad nimi władzę. Spotykam się bardzo często z reakcją, że młode kobiety są BARDZO WKURWIONE, że ktoś taki jak ja jest aż tak pewny siebie i jest zupełnie inny niż ich rówieśnicy (prawdopodobnie też ojciec, jeżeli takiego ma), którzy poprawiają grzywę i wciskają się w spodnie typu carrot fit. Nie mam tego tak często z dziewczynami starszymi, z laskami około 20 mam to prawie CIĄGLE. Co to znaczy? Ano znaczy to tyle, że kobiety młode są ni mniej, ni więcej zupełnie nauczone, że MĘŻCZYZNA TO ŚMIEĆ. Żyjemy w czasach cuckoldów, „samców” poniżających się za liche spojrzenie i zwrócenie na nich uwagi. One to wiedzą, one się uczą, że MAJĄ WŁADZĘ. Co to znowu znaczy? Znaczy to tyle, że WŁADCY CZUJĄ, ŻE MOGĄ W ŻYCIU WIĘCEJ I MAJĄ NA TO MORALNĄ DYSPENSĘ. Poddani w dawnych czasach często jedli z psami. Nie z rządzącymi. Messer, przyjdzie chad i ona taka nie będzie. Nie jesteś chadem, to tak masz! Krótko o mnie – prawie 190cm wzrostu, sylwetka osiągalna dla 1% społeczeństwa, dobra znajomość psychiki kobiecej, bezkompromisowość i pewność siebie kochana przed kobiety, dobre twarzowe, ponadprzeciętne zadbanie o siebie. Jestem chadem, jak na polskie warunki to bardzo dobrym. A jednak zdarza mi się być traktowanym z góry i jak śmieć. Dlaczego, wyjaśniłem to u góry. A teraz pomyśl o sobie jak będziesz traktowany, jeżeli nie masz takich warunków jak ja i psychiki tak ustawionej, jak ja. I w tym momencie dochodzimy do najważniejszej rzeczy z artykułu. Do wniosków. Moje wieloletnie doświadczenie z kobietami zupełnie oduczyło mnie do nich szacunku i wyszedłem ze świata pozorów. Dzisiaj mówi, że Cię kocha, jutro chce Cię zniszczyć tak, żebyś najlepiej zdechł. To jest, niestety, częste. A już na pewno chce się mścić i jakoś psychicznie człowieka dojebać, ta cudowna i nieskalana istota. Na forum pokutuje ten żałosny mit, że trzeba pracować, a kobiety same przyjdą w pewnym wieku. Dla mnie, jest to mit w większości dla frajerów. Kobiety przyjdą, ale ojebać „lamusa” i udawać cudowną, uległą istotę, kiedy w rzeczywistości mogą sobie myśleć: „Boże, co za oferma.”. Stąd historia o 20-to letniej himalajce. Przypomnij sobie jakie ona ma już doświadczenie w kłamaniu, tworzeniu fałszywego wizerunku i bycia okazem kompletnej podłości. A co będzie, jeżeli taka kobieta dorośnie i udoskonali swoje metody „walki”? Myślisz, że sobie poradzisz i rozróżnisz prawdę od fałszu? Przeciętny człowiek uważa, że nie wciągną go do sekty (polecam książkę Psychomanipulacja w sektach – wybitna), jemu się uda i „jakoś to będzie” w jego życiu i „czas pokaże”. NIE. Z reguły jakoś to kurwa nie będzie, a ludzie dochodzą do tego za późno. Teraz pomyśl o sobie, że JEDNAK CI SIĘ NIE UDA. A gdy wiesz, że tak będzie, zaczynasz działać tak, żeby minimalizować szansy wpierdolenia się w skrajny syf w życiu. Jak to zrobić? Poznawać kobiety – w dużych ilościach. Nauczyć się, że szacunek dla nich, bycie uległym i proszącym jest czymś NIENORMALNYM. Jak wypadasz w porównaniu z kolesiem, który jest badboyem i rżnął ją jak chciał, a Ty bez doświadczenia zgrywasz samca alfa, bo takie teorie przeczytałeś w Internecie i jąkasz się przy wypowiadaniu pewnych zdań ze stresu? Dla przeciętnej, młodej dziewczyny to jest żałosne i śmieszne. Ona od razu rozpoznaje z kim ma do czynienia, bo często wie jacy potrafią być faceci, którzy ustawiają ją w pozycji w jakiej chcą i robią co chcą. Więc pracuj całe życie, żeby mieć taką idiotkę – niektórzy chłopaki by się uśmiali, gdy wiedzą „jaki klejnot” wypuścili z rąk, żeby poszedł do dobrze zarabiającego .. bankomatu, który jest ZUPEŁNIE NIEŚWIADOMY co robi. Pamiętaj, że właściwie każdy facet biorący sobie babę za żonę, uważa, że trafił dobrze (albo bardzo dobrze), ona jest wyjątkowa i często nie jest taka jak inne. A ja Ci gwarantuje, że z moim doświadczeniem nie widzę właściwie wiele przypadków potwierdzenia tej teorii – kwestia głębokiego spojrzenia. I co teraz? I co z robieniem pieniędzy pod dostanie resztki ze stołu pańskiego po przeruchanej przez wielu kolesi, idiotce? Dla zobrazowania. Popatrz na te dwa koty. Gdybyś miał zająć się jakimś kotkiem i się nim opiekować, prawdopodobnie wybrałbyś młodego, z pięknymi oczętami. Tak samo z kobietami, ta urocza buzia z dużymi i niewinnymi oczętami aż mówi sama z siebie: ONA TAKA NIE JEST, MESSER! To dobra kocica jest, nie tak jak inne! Obawiam się, że mam smutną wiadomość, panie kolego. Być może z Tobą taka nie jest, być może czegoś nie wiesz, być może tej panny nie wypróbowałeś w wielu warunkach, być może jej dopamina jest ciągle wydzielana, co motywuje ją o starania się (co się skończy po dwóch latach związku), być może po czasie Tobie zaczną pachnieć wyjątkowo silnie inne cipki, a jej inne penisy.. Podsumowując. Ponieważ powoli z forum odchodzę ze względów osobistych i dużej ilości pracy, od czasu do czasu będę tu zaglądał, jednak nie będę pisał dużo postów, chciałbym zasugerować parę rzeczy, które być może uratują Ci życie. Tak na pożegnanie. - kobiety służą do ruchania. Jest to normalne, słuszne i życiowe podejście i co najważniejsze – zupełnie naturalne. Gdybyś jej nie chciał przelecieć, prawdopodobnie nic byś od niej nie chciał w życiu. Jeżeli ona nic od Ciebie by nie chciała, bo byłbyś odpychający w ważnych dla niej kwestiach, prawdopodobnie byłbyś dla niej przeźroczysty. Dlatego kobiety nie są do finansowania, przejmowania się jej opiniami i jej wynaturzeniami, ratowania i innych bzdur, a do ruchania. Nie nawracasz jej, że lubi pewne klimaty (moje doświadczenie mówi, że to raczej nic nie da), a robisz swoje, żeby dostać swoje. A ona niech robi w życiu co chce. Jej wybory, jej konsekwencje, - młode pokolenie kobiet sprawia wrażenie zupełnie zdemoralizowanych, rozpustnych i zupełnie fałszywych. @absolutarianin mówił o dobrej 1 kobiecie na 200. Jeżeli chodzi o dziewczyny mające około 20 lat, stawiam 1:500 – albo więcej. Pokolenia samotnych matek i wykastrowanych rówieśników wychowanych na pornografii i w Internecie, ciężko żeby były inne, - większość kobiet nie ma żadnych głębszych uczuć do mężczyzn, nawet w związkach, - właściwie całe życie kobiet to kłamstwa, pozory i udawanie, - pamiętaj, że one publicznie wszystkie są szczęśliwe (na instagramie), są w dobrych związkach, mają fajne życie, NA POKAZ. W rzeczywistości najczęściej żyją w syfie. Pamiętaj, że JEJ ZDJĘCIA Z CHŁOPAKIEM I MĘŻEM CZĘSTO NIC NIE ZNACZĄ. One mają podkreślić tylko STATUS danej laski, a nie jej rzeczywiste uczucia głębokiej miłości. Odpowiednio zbajerowana da dupy takiemu kolesiowi jak ja, który będzie ją szarpał za włosy i robił z niej swoją własność. A co z chłopakiem? Ano tyle co on znaczy w rzeczywistość – często nic. Dla ukojenia nerwów – proszę zauważyć, że większość tak zwanych mężczyzn, z mężczyznami ma tylko wspólną jakość chromosomów, bo nie mają żadnego charakteru. A kobiety nie kochają cipowatych facetów i prawdopodobnie nigdy takich kochać nie będą. Jakby nie było, jedną cipę już mają. Moim skromnym zdaniem, poszukiwanie spełnienia w kobietach i jakiejś mistycznego ukojenia w relacjach z nimi, jest objawem zaburzeń emocjonalnych i kompletnego niezrozumienia siebie, świata i własnej psychiki. Co sugeruje od siebie? Zajmij się sobą, własnym zdrowiem i życiem, a jeżeli chcesz odnaleźć w życiu spokój – to duchowością (tylko David Hawkins, reszta to strata czasu). Nie żeń się. A jak chcesz się żenić – to módl się i to gorliwie, bo NIE MASZ POJĘCIA z kim masz do czynienia, a widzisz tylko okładkę książki, a książka to nie zawartość. Nie masz pojęcia kim ta osoba była w przeszłości i kim będzie. Dlatego zanim zagrasz w rosyjską ruletkę przemyśl wiele razy zanim naciśniesz spust. Ja swoją dłoń już wyciągnąłem. W momencie, kiedy znajduję szokującą wiedzę, która zmienia mój sposób myślenia o świecie, lubię słuchać tego kawałku, jest niesamowicie dla mnie wyzwalający. Bardzo pasuje do tego tematu. Pogardliwa, silna, zaćpana i drapieżna, piękna kobieta przyjmująca podarki ze złota od swoich poddanych, liczących Bóg jeden wie na co. Poddani, oczywiście, harują do wyprucia swoich żył – brzmi znajomo, prawda? A jeżeli Twoje podarki ze złota zostaną przyjęte jak w 1:05? Mimo wszystko, pamiętaj - zawsze nadchodzi słońce (hier kommt die Sonne). Ostatecznie ze swoich błędów możesz wyciągnąć naukę i zrozumienie, a nie nienawiść. Słowo się rzekło. Pamiętaj, że mój post nie jest prawdą objawioną, a w życiu zrobisz tak, jak uznasz za najlepszą opcję z dostępnych. I albo podejmiesz ją sam w ramach ograniczonych możliwości, albo ktoś podejmie ją za Ciebie w ramach braku możliwości. Z racji faktu, że to jest raczej mój ostatni post w tym miejscu, ponieważ temat relacji z kobietami jest u mnie stosunkowo jasny i skrystalizowany – życzę Ci jak najbardziej spokojnego życia. Nie spieprz go sobie, bo to jest łatwiejsze niż się wydaje, a wystarczy tylko jedna, głupia decyzja. Tylko jedna. Z wyrazami szacunku, Messer.
    111 points
  5. Tak więc mili panowie i drogie panie, ponieważ aktualnie (od 2 dni) siedzę w papierach z ostatniego półrocza po uszy gdyż jakaś pani (a jak że by inaczej) spierdoliła swoją część roboty w firmie, co zapewne skończyło by się dla niej zwolnieniem (ba ja cały czas dopominam się o to zwolnienie), ale znając życie popłacze przed prezesem i skończy się na kasacji kwartalnej premii (trzeba będzie przypomnieć że to co jej upierdoli mi należy dodać gdyż poprawiam jej błędy). Dodatkowo moją frustrację pogłębia fakt iż mamy okres wakacyjny i moja sekcja kyokushin nie funkcjonuje w okresie wakacji (małe miasto najwięcej uczęszczających to szkoła średnia), więc energia mnie roznosi, katowanie worka i sparingi z kumplami z kick boxingu raz na dwa tygodnie poprawiają odrobinę tą sytuację, ale i tak mnie kurwa nosi. Codzienny trening z hantlami + worek to jednak za mało gdy człowiek przyzwyczai się do większego/ częstszego wysiłku. Na żadne zgrupowanie/ obóz treningowy nie pojadę bo raz praca , dwa własny biznes. Właściwie moją jedyną odskocznią od 12h w papierach jest godzinka treningu i to zacne forum + przerwa na michę. W ramach autoterapii, dla własnego zdrowia psychicznego i pro publico bono podzielę się z wami przemyśleniami na temat "budzenia w sobie wewnętrznego chama" i wykorzystaniu tego skilla w praktyce. Mam tu na myśli jakże by inaczej stosunki damsko - męskie. Rozumiem iż wielu z was nie potrafi zachować się w chamski sposób wobec kobiety, ponieważ macie bloka kulturowego, najczęściej wynikającego z wychowania, wyniesionego z domu i tej wszechobecnej spierdoliny w mediach. Pragnę jednak zwrócić waszą uwagę iż chamskie zachowanie przynosi wiele benefitów zarówno wam jak i jej. dla samca: - skrca kierownicze zapędy i inne narowy (przestaje włazić wam na głowę) - macie więcej sexu gdyż gburowaty cham zapewnia huśtawkę emocjonalną więc rucha więcej - nie dość że macie więcej sexu to jest on lepszy - oszczędzacie kasę (objaśnię dalej) - możecie stosować wobec matki swej wybranki z równie dobrym skutkiem jak wobec niej (tzw. pozycjonowanie teściowej) dla samicy: - przyswojenie sobie normalnych zasad współżycia społecznego - też ma więcej sexu - też ma lepszy sex - wyjdzie spod kierowniczej roli mamci (przynajmniej na jakiś czas) - uważa że jest ruchana przez najlepszego samca na świecie - zdobędzie trochę ogłady w kontaktach z kolejnymi samcami jak pójdzie w odstawkę (jak ma trochę oleju w głowie nie będzie powielać błędów) Przykład własny: Czas i miejce akcji: 2013 rok, okres wakacyjny, moje mieszkanie Obsada dramatu: ja, moja partnerka czas trwania związku w dniu zdarzeń: około 4 miesięcy ona: może byśmy pojechali na jakąś wycieczkę, weźmiesz urlop ja: spoko, gdzie i na ile? ona: zawsze chciałam polecieć na Kube ja: nie ma problemu, wycieczka all inclusive 9-10 dni jakieś 5-6k od osoby, możemy lecieć ona: misiu jesteś super ja: jesteś pewna że chcesz wydać 6 tysięcy na wycieczkę? ona: ale jak to, no myślałam że ty zapłacisz ja: z jakiej kurwa racji ? co ja kasę drukuję zapierdalam na nią, a jakoś nie przypominam sobie żebym obiecywał cię sponsorować (tak jest to ten moment budzenia chama) ona: jesteś świnia (nastąpiło zajebanie focha) ja: jasne że kurwa jestem i to taką , która umie liczyć więc liczę na siebie i ty też powinnaś ona: idę sobie ja: wiesz gdzie są drzwi Czas i miejsce akcji: dzień później , moje biuro Obsada dramatu: ja, mamusia mojej partnerki No, kurwa mać , przecieram oczy w drzwiach mamusia mojej pani, co ona tu chce, będzie kwas i draka, pewnie sie poszła wypłakać. Nie po raz pierwszy i nie ostatni. Oczywiście w pokoju obok gumowe ucho sekretarki. Myślę bezczelność galopująca tak mnie nachodzić. ja: dzień dobry pani Halino , co panią sprowadza ona: musimy poważnie porozmawiać ja: zapraszam do środka, proszę usiąść, kawkę ? herbatkę? ona: nie dziękuję ja tylko chciałam porozmawiać (naburmuszona oczywiście) ja: no to proszę się nie krępować, w jakiej sprawie pani przyszła? ona: bardzo źle pan potraktował moje dziecko, jesteście razem cztery miesiące, a ona chce z panem więcej czasu spędzić, na wakacje pojechać, szczęśliwy związek budować (+ dalszy ciąg babskiej spierdoliny, której nie przytoczę bo jest w tym samym tonie) ja: ja też chcę z nią wyjechać na wakacje i dalej budować związek, może mnie pani oświecić w czym problem? wie pani ja jestem tylko prostym emocjonalnie facetem, może czegoś nie pojmuję (widzę że ją odrobinę zbiłem z pantałyku) ona: ale wie pan że córka nie najlepiej zarabia i nie chce pan zapłacić za wyjazd, mężczyzna powinien pokazać że potrafi się zaopiekować kobietą ja: ale ja chcę zapłacić, swoją połowę, chyba to jest sprawiedliwe żeby każdy zapłacił za siebie, prawda? (ja oaza spokoju i przykład kultury), no chyba jest dorosłą, odpowiedzialną osobą i jak proponuje wyjazd to ją na to stać, prawda? ona: wie pan co jak pan nie potrafi o kobietę zadbać to jest pan zerem, doradzę córce żeby się z panem rozstała (wewnątrz strzeliłem śmiechem na twarzy pełne opanowanie) ja: pani Halino jestem bardzo zawiedziony, nie wie pani jak bardzo taki dobry dom, szanowani ludzie, a tu takie rzeczy ona: ale że co, co pan? (widzę że baba nie łapie co zaraz nastąpi) ja: żeby własna matka i to taka szanowana kobieta z własnej córki chciała kurwe zrobić, wstyd (wyraz oburzenia i dogłębnej pogardy na mojej twarzy) ona: ale jak, co ? (już się gubi, czuję krew jak rekin) ja: może jeszcze każe pani dziewczynie ogłoszenia dawać szukam sponsora, co? nagie fotki w internecie zamieszczać? aż tak pani na pieniądzach zależy? w alfonsa własnego dziecka się pani bawi? nie spodziewałem się tego po pani (baba już purpurowa), jak chciwość ludzi do patologii prowadzi, kiedyś tego nie było, ludzie porządni i bogobojni byli (wiem tu już popłynąłem, ale na fali wznoszącej byłem więc cisnąłem do końca) wstałem, otworzyłem drzwi, tu już dałem posłuchać sekretarce bez przystawiania ucha do drzwi: ja: proszę wyjść, brzydzę się panią, proszę mnie więcej nie nachodzić w miejscu pracy, córki mi szkoda więc niech pani będzie wdzięczna że nikomu tej rozmowy nie powtórzę bo pani jak pani ale na jej opinii mi zależy (pierdolnąłem za nią drzwiami, spierdalała z firmy jak mały samochodzik) Z lekka wkurwiony, dzwonie do prezesa i oświadczam że będę brał 2 tygodnie urlopu, rezerwuję wycieczkę dla jednej osoby. Efekt chamstwa: Dnia kolejnego moje kochanie przyszło przeprosić, było moje ulubione ciasto i wino też było. Niunia potulna jak baranek, sex był tak dobry jak na początku związku. Później, mówi: bo wiesz ja nie pomyślałam, no nie powinnam, nie dałem jej dokończyć zasłoniłem usta ręką, nie ważne byle byś więcej już nie zachowywała się tak irracjonalnie. ona: to co z wakacjami? ja: no to co po połowie i Kuba? ona: wiesz może coś tańszego ja: ale ja już zarezerwowałem , pracuję ciężko cały rok coś mi się należy od życia ona: oj misiu nic się nie stało leć sam, odpocznij ja: cieszę sie że się o mnie troszczysz (bardzo musiałem się powstrzymywać przed śmiechem) ona: a kto będzie podlewał kwiaty ja: poproszę brata ciotecznego, przyjdzie kilka razy ona: no nie, nie kłopocz go zostaw mi klucze ja dopilnuję codziennie po pracy przyjdę podleję, posprzątam przed twoim powrotem Poleciałem na 9 dni, wróciłem, było fajnie. Po powrocie, mieszkanko wysprzątane na tip top, nawet okna umyte, ciasteczko i obiadek na powitanie, prawie zostałem zgwałcony we własnych drzwiach. Miały być jeszcze wnioski, ale wyciągnijcie sami, generalnie w mojej opinii warto być chamem w określonych sytuacjach (oczywiście trzeba to trzymać pod kontrolą).
    104 points
  6. TL;DR: Trochę spostrzeżeń na temat randek z naszymi kochanymi kobietami - dlaczego bywają nudne, ona nie odbiera telefonu albo czemu to nam nie chce się zadzwonić. Zebrane przez lata i morze zlewek, olewek i kilka "sukcesów". Do czytania raczej dla tych na poziomie "beginner" / "medium", lepszych ode mnie zawodników (a takich na forum mamy) proszę o swoje uwagi (w tym krytyczne) oraz wnioski. Czy powinienem to czytać? Po pierwsze - lubię kobiety. Ich towarzystwo, śmiech, miny, przekrzywianie głowy i dziecięce miny kiedy czegoś nie rozumieją, udawanie idiotki gdy chcą coś osiągnąć. Mam do tego słabość. Panie ceniłem nawet wtedy, gdy były dla mnie czymś nieosiągalnym - po prostu mnie do nich ciągnęło. Z takiej perspektywy piszę, to co poniżej. Jeśli nienawidzisz kobiet, masz do nich żale i pretensje, urazy, buldupizm albo jeszcze nie pogodziłeś się z ich prawdziwą naturą - szkoda Twojego czasu na ten tekst. Po co to napisałem? Patrząc z perspektywy czasu na pewne wydarzenia, muszę szczerze powiedzieć, iż nie kojarzę żadnego innego faceta poza piszącym te słowa, u którego stopień kumulacji błędów w relacjach damsko-męskich, a już szczególnie na tzw. "pierwszych randkach" byłby tak olbrzymi. To zabawne, przypomnieć sobie co człowiek wyrabiał na randkach w wieku 19-21 lat, kiedy wreszcie udało mu się wybłagać jakąkolwiek samicę, żeby się z nim umówiła. Skala błędów, zaniedbań i żenady z mojej strony musiała wywalać w kosmos tym dziewczynom "frajerometry" zamieszczone w ich głowach oraz całkowicie betonować, w stosunku do mojej osoby, części ciała znajdujące się duuuużo niżej Doskonale pamiętam te młodzieńczo-prawiczkowe rozkminy dlaczego koledzy już dawno "kogoś mają", sypiają z kim chcą (tak mi się wtedy wydawało - ) no i najważniejsze - czemu kobiety w których się "zakochiwałem" miały mnie kompletnie w doooopie Uważam, iż jest to jedno z najfajniejszych doświadczeń jakie przyniosło mi moje życie - pozwoliło najpierw przejść totalną załamkę, następnie zacząć zadawać pytania o co tu chodzi, zdiagnozować przyczyny problemu by później zająć się ich rozwiązywaniem. Po co to piszę? Ponieważ widzę na forum, a także w moim bliższym i dalszym otoczeniu masę chłopaków, którzy straszliwie miotają się w swoim życiu prywatnym - są oni mniej więcej w tym samym miejscu gdzie byłem i ja. Nie każdy ma na tyle dużo silnej woli i samozaparcia, żeby szukać samemu - duża część z nich popada w depresję, ładuje się w kiepskie związki z kobietami znacznie poniżej ich możliwości byle tylko "kogoś mieć". To cholerny błąd, mogący zrujnować życie. Zawsze ale to zawsze miejcie standardy i wymagajcie. Szczególnie od kobiet. Abyście jednak mogli stawiać ramy znajomości, musicie najpierw zrozumieć i nauczyć się, pewnych rzeczy. Jeśli macie otwarty umysł i potraficie myśleć próby rozumienia, studiowanie i przede wszystkim ćwiczenie dynamik socjalnych staną się jedną z najbardziej fascynujących przygód Waszego życia. Tym najinteligentniejszym z Was już powinna się zapalić lampka, iż przydają się one nie tylko do randkowania.... Podstawa - mindset Mój ogólny mindset znajdziesz w tym poście: Jeśli tego nie czytałeś warto, dla zrozumienia całości niniejszego postu. Ogólna zasada - wszystko co jest tu opisane nie zadziała, dopóki w Twojej głowie nie będzie poukładane w należyty sposób. Najprościej zrobisz to interesując się książkami Marka - "Stosunkowo dobry" oraz "Kobietopedia" - bo to one, w moim przypadku, stanowiły cegiełkę zamykającą obwód. Jednak mój umysł, w kontekście konwersacji i randkowania z Paniami ukształtował pewien człowiek i jego książka - Juggler i "Conversational Jujitsu". Polecam Wam ją serdecznie - googlujcie. To, co jest w niej najpiękniejsze to sama idea, jaką propaguje autor (w ramkach moje wolne tłumaczenia oryginału): Powtórzę abyście dobrze zrozumieli - idąc na randkę z kobietą nie macie żadnego zadania i spinki na cokolwiek. Już dawno mieliście seks, osiągnęliście to co chcecie, a teraz macie się dobrze bawić. Tak WY macie się dobrze bawić, ponieważ Wasze podejście do życia polega na posiadaniu dobrego stanu umysłu, do którego to Wy dopuszczacie kobietę. Czy zdajecie sobie sprawę, iż już w tym momencie "jedziecie pasem autostrady zakazanym dla zwykłych użytkowników" omijając wszystkie światła, korki i bramki opłat? Zakładając, iż większość społeczeństwa, a kobiet to pewnie 99,99999999% miota się w swojej egzystencji, nie wiedząc czego chce, w tym punkcie jesteście unikatem. Podchodząc do tego w taki sposób "kradniecie ramę" kobiecie - te dziesiątki randek na których wcześniej była (a jak jest atrakcyjna to setki) przebiegało według schematu: napalony na nią facet nie potrafiący opanować chuci -------> próby zaimponowania kasą / pozycją społeczną / wyglądem / inteligencją -------> jej znudzenie powtarzanym schematem -------> oszacowanie czy warto dać d.py (geny (wygląd) + zasoby (kasa)) -------> olewka / dopuszczenie samca. Zastanówcie się teraz jak wielki mindfuck zrobicie danej kobiecie, jeśli nie będziecie chcieli od niej nic, a będzie po Was widać, iż w każdej chwili na jej miejsce znajdą się inne? O "lewarowaniu" (czyli podnoszeniu swojej atrakcyjności poprzez otaczanie wianuszkiem kobiet) poprzez "zostańmy przyjaciółmi" przeczytacie tu: Dlaczego ona zgodziła się na spotkanie? Przyczyn jest kilka, są one łączne / rozłączne i warunkują jak silną masz pozycję przetargową: 1. Wybłagałeś spotkanie - zakończ czytanie tego manuala i daj sobie na ten moment spokój z kobietami - ogarnij mindset 2. Jesteś tzw. "dobrą partią" - kasa / rodzice / pozycja społeczna/ wygląd - zakamuflowana forma prostytucji - po prostu masz szansę mieć prostytutkę w formie dziewczyny / żony z opcją iluzji "własności" - jw - wbrew pozorom nawet chyba gorzej, bo jeśli masz słaby mindset "wpadniesz" w LTRa z babą-pijawką 3. Jest znudzona i masz jej urozmaicić czas - czytaj manual dalej 4. Podobasz jej się (najczęściej / jest zaintrygowana) - jw. Sytuacja 3 łatwo może być zmieniona w 4 oraz ma dużo większy potencjał na ONS (jednonocny seks) niż LTR (związek). W każdym bądź razie - na wstępie możesz podnieść swoją samoocenę - nie odrzucasz danej kobiety i minimum kapitału jaki posiadasz to "akceptowalny". To już dużo, a Twoje podejście spokojnie sprawi, iż przesuniesz się do "pożądany" - nie muszę Wam tłumaczyć co to oznacza Co muszę ogarnąć przed randką? Po pierwsze - siebie. Uruchomcie wyobraźnię i pomyślcie co ma w głowie nakręcona na faceta kobieta. Po pierwsze spojrzy na Wasze dłonie - czy są czyste, czy macie wypielęgnowane paznokcie i czy nie są popękane. Dlaczego - z prostego powodu - ona już wyobraża sobie, że będziecie nią nimi dotykać. Kolejna sprawa - usta - nie mogą być suche i popękane - "przecież on za chwilę będzie mnie nimi całował, a ja chcę komfortu!". Z tego samego powodu liczą się Wasze zęby i oddech - jeśli ona poczuje stamtąd czosnek lub inną "perfumę" - żegnaj Po drugie - ciuchy i buty. Mają być czyste i dopasowane do Waszej sylwetki. Dobra metka ale źle leżącą szmata to kaplica. Tak samo z brudem i smrodem potu. Takim ubraniom stanowczo dziękujemy. Musisz zdać sobie sprawę, iż kobieta widzi Cię przez pryzmat ewentualnego spojrzenia jej znajomych / rodziny / ludzi na których jej zależy i ich reakcji na Waszą dwójkę trzymająca się za ręce. "Czy ja będę się wstydzić za jego obcisły, różowy sweter podkreślający wydatny bęben? A może moje koleżanki wyśmieją jego koszule w kratę i bojówki, skoro jest 50kilowym suchoklatesem"? Zrozumcie - dopasowane i dobrze dobrane ciuchy dodają Wam spokojnie +1-2 do SMV i pozwalają na wykreowanie swojego wizerunku w sposób, na jaki liczycie. To nie jest miejsce na poradnik modowy ale - jeśli macie 20 lat nie ubierajcie się jak 50 latek, a mając 40 jak 20 latek. To śmieszne i zamiast dodać Wam lansu wystawia tylko na pośmiewisko. A i jeszcze jedno - nie ubierajcie dopiero co kupionych ciuchów / butów które nie wiecie czy są wygodne / nie obcierają. Po trzecie i najważniejsze - logistykę. To Wy macie się czuć komfortowo i przede wszystkim panować nad sytuacją. Jeśli umawiacie się w jakiejś knajpie / kawiarni (a tak to zazwyczaj przy pierwszym spotkaniu wygląda) to przede wszystkim: 1. To Wy wybieracie miejsce. Nie dajcie sobie nigdy narzucić miejscówki, gdzie będziecie się czuć niepewnie, obco i nieswojo. Prosty przykład - nie umiecie tańczyć - nigdy nie umawiacie się na randkę w miejscu, gdzie można to robić. 2. Przed spotkaniem idźcie do tej knajpy i sprawdźcie czy w danym dniu są tam wolne miejsca. W razie potrzeby rezerwować. Nie ma większej lipy niż zonk w postaci konieczności szukania "na siłę" miejscówki bo "na mieście tłok". 3. Knajpa w której się spotkacie musi zapewniać: - wyszynk ( ) satysfakcjonujący obie strony - lipny browar, słaba kawa, kiepskie żarcie nie grają na Twoją korzyść bo zepsują twój stan. Warto zapytać, jeśli idziecie na jedzenie, czy nie jest na coś uczulona - szkoda czasu na zbędne spiny. - komfort rozmowy - to musi być miejsce, gdzie nie będziecie się przekrzykiwać ale też nie będziecie szeptać aby inni Was nie słyszeli - intymność - miejsce gdzie siedzicie nie może jej krępować przed pocałowaniem się z Tobą / przytulaniem - możliwość kontaktu fizycznego - idealnie, jeśli siedzicie koło siebie, a nie naprzeciwko. W tym momencie masz pełen dostęp do jej ciała i możesz bez przeszkód "kinetyzować" czyli pokazywać jej, że nie boisz się dotyku oraz jest dla Ciebie atrakcyjna - rozsądny rachunek i standard - to nie może być melina w której lubisz nawalić się z kumplami ale też nie możesz wydać majątku. Klasa i rozsądek. Po czwarte - czas. I to rozumiany dwojako. Godzina i dzień spotkania - z moich obserwacji wynika, iż warto umawiać się między 18 a 20, szczególnie w środku tygodnia. W rozmaitych przybytkach ludzi jest wtedy dużo mniej, atmosfera intymności i rozmowy o wszystkim jest dużo lepsza. W dużych miastach odradzam randkowanie od czw do sob po 20.30 - kupa ludzi, często pijanych i przeszkadzających. Warto również wykorzystać niedzielę - popołudnie to niezłe combo na pustą knajpę, a następnie spacer. Twój czas - jak już wspomniałem to Ty masz się fajnie bawić, a seks już mieliście. To jak spotkanie z kumplem - nudzi to idziesz do domu. Każdej nowo poznanej kobiecie dajesz na wstępie 45-60 minut i jeśli Cię nuży, kulturalnie się żegnacie. Jeśli laska jest interesująca - "kupuje" u Ciebie czas - za każdym razem 30 minut. Nie bój się kończyć spotkania. To wręcz Twój obowiązek powiedzieć, w najciekawszym momencie - ok, to co idziemy - i patrzeć co ona zrobi Pro tip - ustawcie sobie budzik w telefonie sygnałem dzwonka na 45 minut Jak zadzwoni, a Wam będzie przykro, że to już oznacza to, iż jest fajnie Na godzinę przed spotkaniem Jesteście już ubrani i przyszykowani jak należy, ciuchy na dupie, a twarz, jak i ciało umyte. Zestaw mini na randkę to: 1. Portfel z zapasem $$$ 2. Gumy do żucia / odświeżacz oddechu 3. Prezerwatywy (żeby nie było miotania się w przypadku ONS) 4. Chusteczki higieniczne - dla niej lub dla Ciebie - zawsze mogą się przydać 5. Chusteczki do przetarcia obuwia 6. Jeśli zbiera się na deszcz - parasol - +5 do atmosfery kiedy ją pod niego weźmiesz 7. Telefon z wykasowanymi zdjęciami eks i innych dup (ewentualnie na tapecie ale to już wyższa szkoła jazdy i podpada pod lewarowanie innymi kobietami oraz podnoszenie SMV w ten sposób, jeśli jesteś beginner odpuść) 8. W przypadku zimy - pomadka do ust - niech Broń Boże nie będę popękane / suche. To samo tyczy się dłoni Przed samym spotkaniem idziesz na miejsce gdzie się umówiliście i sprawdzasz czy knajpa na bank jest otwarta, a jeśli nie w trybie awaryjnym obczajasz zapasówkę (masz taką, no nie?). Jeśli wszystko gra oddajesz się jakimkolwiek zajęciom i sþóźniasz 2-3 minuty Nie czekasz jak setki innych psów na nią ale też nie buraczysz olewając. Jeśli pisze, że się spóźni odpisz, iż to dobrze bo Ty też Na "ostatniej prostej" odwiedzasz jakiś sklep z ciuchami (w ostateczności witryna sklepowa wystarczy) i sprawdzasz w lustrze, czy wszystko ok z wyglądem. Jeśli jest zimno - łapy chowasz do kieszeni aby się zagrzały. Za chwilę ją dotkniesz i dłonie MUSZĄ być ciepłe, a nie zimne. Pierwszy dotyk = kotwiczenie skojarzenia = coś miłego. Let the party begin To mój ulubiony moment - Ty dostrzegasz ją, a ona Ciebie i.... zaczynamy Podchodzisz pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach, mówiąc "cześć" i od razu całując dziewczynę w policzek. To cholernie ważne bo komunikujesz jej, że Ci się podoba, nie boisz się kobiet i ogólnie jesteś śmiałym gościem. Ona może zareagować różnorodnie - od oczu "splażowanego królika" po lekki wnerw - to nie ma znaczenia - masz wzbudzić emocje już teraz. Dodatkowo, jeśli laska oprze się o Ciebie podczas pocałunku to bądź pewien, że.... musisz się teraz dużo natrudzić, aby to spieprzyć Następnie kładziesz jej rękę na lędźwiach (ale nie na tyłku) i delikatnie naprowadzasz na stronę świata w która będziecie się przemieszczać. Zaczynasz rozmowę od waty (co u Ciebie) ale warto abyś rzucił jakiś żart dotyczący swojego wyglądu świadczący o dystansie do własnej osoby itp. Ewentualnie, jeśli jest to kobieta o naprawdę wysokim SMV możesz ją od razu lekko zanegować "kurde, dobrze Ci w blond (a jest szatynką )". Jeśli pada - parasol Jeśli zdarzyłoby się, że natrafiacie na tłum ludzi to nie puszczasz jej przodem tylko łapiesz za rękę i prowadzisz pierwszy - jak wyjdziecie nie puszczasz od razu tylko odczekujesz ułamki sekund i sprawdzasz czy sama puści dłoń czy Ty to zrobisz Wchodzicie - otwierasz drzwi, bierzesz od niej kurtkę, podsuwasz krzesło. Jesteś zdecydowanym gościem, znającym swoją wartość ale gentlemanem. Ona to doceni. Obsługę traktujesz z szacunkiem ale stanowczo, jeśli kelner/ka nie podchodzi długo idziesz i to załatwiasz ale bez robienia boruty. Klasa w połączeniu z poczuciem siły. Nie upijasz się, nie przejadasz - cel to ona nie melanż czy najedzenie. Klik klak albo dziękujemy O czym będziecie rozmawiać zależy od Ciebie - pamiętaj jednak o pewnej fajnej regule "na początek": Opowiem Wam coś śmiesznego - umawiałem się kiedyś z pewną kobietą, która na 2 pierwszych randkach wydusiła z siebie kilka zdań. Coś mi tu śmierdziało - kinetyzowanie było mega, ona sama chciała zostać dłużej ale... cisza. Kiedy zaczęliśmy się spotykać "regularnie", a okazała się mega gadułą, zapytałem ją o to - odpowiedziała - "po prostu tak mnie onieśmielałeś"... Zrozum - jako facet, bardzo często będziesz musiał "odwalić za Was dwoje" tę część roboty. To, że ona się nie odzywa nie oznacza, że nie jest Tobą zainteresowana. Podobnie można odebrać ewentualne docinki i drażnienie się. Często to shit testy (babka ma wyższe SMV niż Wy albo nakićkane pod kopułą) ale nie zrażajcie się tym - odbijajcie ile wlezie (w chwili wolnego napisze kiedyś manuala o tym jak to przeramować, i zamiast odbijać, zmienić w shit testy dla niej ). Zasada numer 1 brzmi - macie się dobrze bawić. Jeśli laska jest nudziarą albo zblazowaną atencjuszką - po 45 minutach kulturalnie się żegnacie. Żadnego wyzywania, krzywych uwag itp. Nawet jeśli ona to robiła, Wy pozostańcie niewzruszeni Konwersacja ma przebiegać wedle schematu klik (Ty) - klak (Ona) - wszystko ma grać jak w zegarku O czym rozmawiać, a o czym nie, i kiedy ona skreśla samą siebie? Zachowania kobiety, które upoważniają Was do natychmiastowego przerwania spotkania: 1. Ona się spóźnia powyżej 10 minut i nie tłumaczy dlaczego 2. W wyraźny sposób gapi się na innych gości przy Tobie - mówisz - "posłuchaj, ja Cię szanuje i przyszedłem dla Ciebie, nie gapię się na inne kobiety i poświęcam Ci 100% uwagi, wymagam tego samego od Ciebie albo szkoda naszego czasu" 3. Mówi "mam mało czasu" w sposób dający do zrozumienia, iż Cię lekceważy, a nie jest tak naprawdę - dwa wyjścia - "Nie ma problemu" - wołasz kelnera, płacisz za siebie i wychodzisz - jeśli jej się podobasz wybiegnie za Tobą i zacznie przepraszać, jeśli nie to zostanie sama z burakiem na twarzy - ludzie będą widzieli co się stało i to ją dobije 4. Przyszła w brudnych ciuchach / bez makijażu etc. - jeśli nie jest świeżo z pracy itp. to nic jej nie tłumaczy. Możesz opierdolić od razu - chyba, że wiesz, że ma taką stylówkę i się na to godzisz. Żelazna zasada - zainteresowana Tobą kobieta o 24 po 24 h harówki odwali się w miniówę i przyjdzie w makijażu podkreślającym jej urodę. Ona wie, że wiele zależy od jej wyglądu i nie pozwoli na to, żebyś nie dostrzegł wszystkich jej walorów w tym względzie. O czym nie rozmawiać? 1. Polityce 2. Religii 3. Pieniądzach (to pokazuje Twój strój i dodatki)' 4. Byłych / przyszłych 5. Sprawach depresyjnych / narzekanie etc. O pracy możesz pogadać ale bez spiny, że Ty to ho ho ho ewentualnie prezentując ją w jakiś interesujący / zabawny sposób. Pamiętaj - po 45 minutach zadajesz sobie pytanie - jest fajnie, dobrze się bawisz itp. TAK / NIE i konsekwentnie podejmujesz właściwą decyzję. A co jeśli Pani zasłużyła na drugie spotkanie? Ok - było fajnie. Żegnasz się całując z daną Damą ale tym razem celujesz w usta. 90% odwróci głowę i da policzek - nic się tym nie martw Naturalne zachowanie ponieważ jedziesz totalnie po bandzie Kiedy dzwonić / pisać smsa? Najwcześniej następnego dnia wieczorem najpóźniej dwa dni później również pod wieczór. Nie jesteś wtedy natarczywy, dajesz jej dreszczyk emocji oraz szansę żeby napisała pierwsza Jeśli spuszcza Cię w kiblu kulturalnie dziękujesz za spotkanie i nic się nie martwisz A więc jesteście sobą zainteresowani Druga randka oznacza, iż jesteś z "biorących" przy tym egzemplarzu. Tu już nie ma się co krygować i furtkę do swojego świata, uchyloną na 1 randce, otwierasz całkowicie. Po pierwsze - miejscówka. Daj jej emocje. Mega emocje. Gdzie? - cokolwiek co da Wam obojgu frajdę. Ona ma lęk wysokości albo nie umie czegoś, co Cię pasjonuje - właśnie o to chodzi Jeden warunek - musisz się na tym znać / czuć z tym komfortowo. Wszystko, co pokazujesz jej nowego ma być przez Ciebie wyszlifowane na maksa. Masz prowadzić i pokazać, iż zabierasz ją w totalnie nowe dla danej kobiety rejony, dając jej poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim, możliwość oparcia się na Tobie. Propozycje miejscówek: 1. Miejsca widokowe w Twoim mieście 2. Miejsca gdzie wspólnie coś zrobicie - polecam manufaktury słodyczy, gdzie razem z osobami tam pracującymi połączycie "wspólne" ze "smacznym" 3. Miejscóweczki za miastem - zamki, parki widokowe etc. 4. Kino - ale horror / akcja - wszystko co spowoduje, że ona się przestraszy / przejmie i będzie się przytulać / chciała umieścić dłoń w Waszej dłoni. Zresztą - kombinujcie Po drugie - kinestetyka. Tu już się w ogóle nie krępujcie. Na "dzień dobry" celujecie w usta, na spokojnie możecie na chwilę objąć etc. 0 macania i nachalności ale kinetyzujcie ile wlezie i badajcie jej reakcje. trick z tłumem można wykorzystywać do woli Po trzecie - zbudujcie kompletny wizerunek Telefon służy nie tylko do dzwonienia. Mają być na nim foty, które właśnie teraz razem oglądniecie, a które pokażą, iż jesteście fajnym, wyluzowanym i mającym ciekawe życie gościem. Jakie to mają być zdjęcia - takie, które opowiedzą Waszą historię. Mechanik - fajny, zabytkowy samochód. Weterynarz - ratujecie psa. Matematyk - fajna i śmieszna łamigłówka logiczna. Itd itp. To już jest zazwyczaj szach i mat, bo po "daniu emocji" pokazujecie się jako naprawdę fajny gość Było trudno no nie? Bawcie się dobrze i pamiętajcie, że to Wy tym zarządzacie, wy stopniujecie, a seks jest już dawno za Wami Kilka słów podsumowania 10 przykazań randkującego samca: 1. Cokolwiek się nie stanie jesteś wartościowym człowiekiem zasługującym na szacunek i odpowiednie traktowanie 2. Ładna buzia i zgrabny tyłek nie tłumaczy kobiecego chamstwa i gburowatości 3. Seks już był. Teraz spotkałeś się z kolegą o bardziej wydatnej klatce piersiowej 4. Nie jesteś desperatem - nie ta, to inna. 5. Cokolwiek się nie dzieje, zachowujesz klasę i kulturę 6. Na randce masz się dobrze bawić - nie jest tak - idziesz do domu bez względu na jej urodę 7. Szanujesz swój czas i swoje pieniądze 8. Nie jesteś zadufanym w sobie bucem 9. Dajesz to co najlepsze i oczekujesz tego samego 10. Chcesz mieć najlepsze kobiety - sam bądź najlepszym mężczyzną. SMV można oszukać tylko trochę A przede wszystkim.... baw się i nie traktuj relacji damsko-męskich jako śmiertelnie poważnej gry PS Zdaję sobie, iż jest to tylko "liźnięcie tematu" ale początkującym powinno trochę rozjaśnić w głowie. Zapraszam do dyskusji, krytyki i pytań
    100 points
  7. Kiedyś, nie pamiętam już który z userów, napisał, iż forum to taki szwedzki stół z którego każdy może wziąć to, co mu smakuje. Zapraszam więc na moje danie - być może akurat będzie ono dla kogoś strawne i może stanowić podstawę do przemyśleń nad swoim życiem, Na początek jednak kilka podstawowych założeń jakie mam o sobie i świecie w jakim żyję, z których wynika cała reszta: Lubię siebie, swoje życie i to, że jestem mężczyzną. Tylko ode mnie zależy czy jestem szczęśliwy, czy daję życiu pomiatać sobą i swoimi uczuciami oraz czy rzeczy materialne mają wpływ na moje samopoczucie. W przeciwieństwie do kobiet nie jestem niewolnikiem hormonów i targających mną namiętności - staram się patrzeć na świat chłodnym okiem. Nie definiuje mnie stan posiadania, wykształcenie ani kobieta lub jej brak, samochód, ilość kg jakie wycisnę na klatę ani powodzenie u płci przeciwnej. Sam definiuję siebie i staram się wykorzystać to, co dała mi natura i los (Bóg?) aby żyć tak jak chcę, czynić ziemię sobie poddaną, a także dążyć do tego co uważam za moje osobiste szczęście. Jestem jednostką niezależną, dla której liczy się wolność ale także realizacja celów, które doprowadzają mnie do poczucia szczęśliwym. Nie chcę i w zasadzie nie mogę narzucać innym poczucia co jest dla nich właściwą drogą ponieważ każdy z nas jest unikatem i sam wybiera czy daje decydować o sobie i swoim losie innym ludziom czy też bierze na swoje barki ciężar kierowania własnym życiem - a więc przyjmuje na klatę, iż porażki są, w głównej mierze, wynikiem własnych zaniedbań, a płakanie i mazgajenie się na "zło" tego świata nic nie zmieni. Dążę do tego co uważam za dobre dla mnie starając się nie krzywdzić innych ludzi. Uważam, iż świat nie jest z gruntu zły ani dobry, ot po prostu rządzi się swoimi prawami, których nie zmienię, a mogę ich użyć dla siebie. Jestem świadomy, iż jak każdy, umrę więc chcę wykorzystać czas jaki tutaj mam, na robienie rzeczy, które poprawiają moje poczucie zadowolenia z własnego życia. Jestem leniwy. Bardzo leniwy. Dlatego, jak nasi przodkowie, którzy wynaleźli koło aby nie dźwigać swoich maneli na plecach, staram się być aktywny i ułatwiać sobie życie. Mam w życiu cele i konsekwentnie staram się je realizować. Czym jest cel i dlaczego warto abyś go definiował? Jeden z bohaterów „Top Gun”, Maverik (Tom Cruise) mawiał – Kiedy namierzę cel, podążam za nim i go realizuję. W jego przypadku oznaczało to totalny fokus na osiągnięciu rezultatu, jaki miał założony - przechwycenie lub zlikwidowanie wrażego samolotu. Zwracam Ci jednak uwagę, iż aby tak działać musisz najpierw zdefiniować te cele, a najlepiej zrobić to w sposób rozsądny. Jako człowiek lubiący utylitaryzm nie zajmuję się celami, które nie prowadzą do polepszenia jakości mojego życia – na każdym możliwym polu. Możesz oczywiście powiedzieć w tym miejscu, iż jest to oportunizm bądź „starcza” (LOL) wygoda – być może, a być może wynik pewnego eksperymentu myślowego. Zastanów się bowiem co by się stało gdybyś na jedno pstryknięcie palcami stracił wszystko co masz? Oszczędności, samochody, mieszkania, domy, pracę, własny biznes – wszystko to, co powoduje u Ciebie uczucie komfortu Co Ci pozostanie? Zdrowie, mindset, umiejętności oraz (być może) social circle. To właśnie w tych czterech obszarach koncentrują się moje cele. Są nimi kolejno: Zdrowie – powyżej 30stki musisz zacząć już kontrolować to, co dzieje się z Twoim ciałem. Badania okresowe + dieta + aktywność fizyczna. Nie mając zdrowia wszystko inne stanie się problematyczne. Pochodną zdrowia jest oczywiście lepsze samopoczucie i bardziej atrakcyjny wygląd. Mindset – możesz być zdrowy, piękny i młody ale jeśli masz zjebany mindset nie zrobisz ze swoim życiem nic. Zagubisz się, będziesz się sam demotywował, a w skrajnym przypadku (jeśli porównujesz się z innymi) możesz wpaść w depresję czy nawet się wyhuśtać. Ja uwielbiam melanż stricte zachodniej „protestanckiej” motywacji ze spokojem buddyzmu - obie te rzeczy dają mi spokój ducha i motywacje. Umiejętności – w moim przypadku chodzi o znajomość języków (dają mi one kapitał związany z mobilnością i szeroką gamę możliwości rozmów i pracy z ludźmi) + social skills + kilka innych dróg które pozwalają na mobilność i oderwanie miejsca pracay od zamieszkania + wszystko co jest przydatne do scoringu biznesowego różnych pomysłów czy idei Social circle – pośrednio powiązane z umiejętnościami i wygodą życia – w dalszej części rozwinę ten temat. Jeśli uporządkujesz i przepracujesz 4 powyższe staniesz się człowiekiem, który założył uzdę życiu, a nie ma jej założonej przez nie. W kontekście tych 4 obszarów realizuję swoje rutyny, które przedstawiam Ci poniżej wraz z objaśnieniem czemu służy każda z nich. Moich 5-6 dni w tygodniu jest podporządkowanych następującym rutynom, które stanowią mikrocele dzienne. Na koniec każdego dnia podliczam ilość zrealizowanych mikrocelów i oceniam czy dzień był efektywny czy też nie. Zakładam, iż 80% realizacji w ciągu dnia = sukces. Jeśli chodzi o tydzień, miesiąc to oczywiste, iż obowiązuje tu ta sama zasada jednak z zachowaniem 70% (wynika to z czasu na regenerację po aktywności fizycznej oraz „resety” mózgu). Pobudka – 5.00 lub 5.30 (to nie mikrocel ale po prostu przyzwyczajenie aby zdążyć ze wszystkim) Rutyna 1 – kiedy tylko otwieram oczy sięgam po książkę „Żyjąc wśród himalajskich mistrzów” - Swami Rama i czytam jedną (nie więcej) naukę – mają one około 2 stron każda. Ok 5 minut na przemyślenie. Znam tę publikację prawie na pamięć. Rutyna 2 – nagranie motywacyjne – następnie sięgam po słuchawki i telefon i zapuszczam nagranie motywacyjne dostosowane do mojego nastroju. Jeśli jest on niski – musi mnie ono pobudzić do działania. Jeśli wysoki – dotyczy ono konkretnego celu (pieniądze, rzeźbienie sylwetki, nauka języków, nauka). Rutyna 3 – tak zmobilizowany wyskakuję z łóżka (tak aby nie obudzić Bichon'a) i udaję się na 3 minutowy, zimny, prysznic. To otrzeźwienie, pobudzenie ciała i chęci do działania. Nie zaczynajcie tylko od 3 minut ale od 15-20 sekund i nie polewajcie głowy – choroba gwarantowana. Mi już to wisi ale mam swój rytuał – pierwsze 60 sekund do pasa, potem 120 sekund całe ciało. Rutyna 4 – pompki po wyjściu spod prysznica – na rozgrzewkę – 50 ale chciałbym dojechać w przyszłości do 100. Rutyna 5 – kawa kuloodporna – strzał kofeiny + smak (zamawiam dobrą kawę z mini-palarni) – mała nagroda za wstanie i pierwsze 4 rutyny Rutyna 6 – po wypiciu – czas się ogarnąć. Mycie zębów, twarzy (pamiętajcie że pod zimnym prysznicem się nie umyjecie + zimno zamyka pory w skórze ), nałożenie kremu / kremów. Rutyna 7 – Wcieranie specjalnych preparatów oraz masaż zarostu – chcę go zagęścić – mój prywatny eksperyment - jak na razie - mega efekty Rutyna 8 – język numer 1 – 1 h jeden na jeden z native speakerem Rutyna 9 – język numer 2 – jak wyżej – to jest wymienne ponieważ mam języki 5 dni w tygodniu ale staram się aby nie były one w tym samym dniu Rutyna 10 – Spacer numer 1 – ok 4 kilometry z Bishonem (ok 9 siadam do pracy, którą kończę maksymalnie około 13.30) Rutyna 11 – ćwiczenia numer 1 – ogólne cardioo / hiit na całe ciało – około 20-30 minut Rutyna 12 – ćwiczenia numer 2 – na daną partię ciała - tym rotuję i nie robię tego codziennie – ok 10-15 minut Rutyna 13 – spacer 2 – ok 4 km z Bishonem – dla oczyszczenia głowy (codziennie spaceruję minimum 8km zazwyczaj staram się dobić do 12 km) Rutyna 14 – nauka (nie języki) – minimum 1 h dziennie – pod to podciągam takie aktywności jak czytanie książek „o czymś” (nie beletrystyka), kursy etc. Warto robić to podczas spacerów odsłuchując audiobooki. Rutyna 15 – masaż zarostu + wcieranie odpowiednich substancji Rutyna 16 – ogarnięcie wyglądu przed pójściem spać – krem na noc + krem na dłonie i inne duperele. Rutyna 17 - odchaczenie trzymania przez cały dzień diety (mam wyliczone zapotrzebowanie dzienne na makro + rozpisany na każdy dzień jadłospis) Staram się chodzić spać maksymalnie o 23 ale docelowo o 22. Mam zamiar powtarzać ten zestaw rutyn do końca tego roku, a następnie zrobić ewaluację uzyskanych efektów aby ewentualnie skorygować błędy. Do tego wszystkiego od października będę uczęszczał na podyplomówkę w innym mieście, związaną z moimi zainteresowaniami zawodowymi. W trakcie całego procesu oczywiste jest, iż ponosisz porażki. Mogą być one dwojakiego typu – z Twojej winy bądź niezależne od Ciebie. Porażki z Twojej winy są oczywiście związane z lenistwem bądź brakiem wiary we własne siły. To musisz spróbować w sobie tępić ponieważ jeśli nie jesteś w stanie realizować przez ten zły nawyk (lenistwo) mikrocelów nie zrealizujesz też celów makro. Zupełnie inna kwestią jest porażka niezależna od Ciebie. Może być tak, iż Twoje ciało odmówi posłuszeństwa – ćwiczysz za ciężko, przeforsujesz się, coś „wypadnie” i nie dasz rady zdążyć ze wszystkim – ok – powiedz sobie „nic się nie stało” i realizuj wytrwale swój program. W porażkach niezależnych od Ciebie tkwi jednak pewna pułapka - wieczne tłumaczenie się przed samym sobą, iż to wina "onych". Z moich obserwacji życiowych wynika, iż owi "oni" są w przeważającej większości naszym własnym niedołęstwem i tłumaczeniem lenistwa. To wszystko nie ma jednak żadnego sensu jeśli nie masz zdefiniowanych celów i nie służą one poprawie komfortu Twojego życia. Osobiście, mój zestaw jest jasny i prosty: Czucie się dobrze z samym sobą - "czysta" psycha Zadbanie o zdrowie - 37 lat to nie 17 Bycie niezależnym od innych ludzi (mentalnie i finansowo) Minimum 3 języki obce na minimum B2 (angielski, rosyjski, mandaryński) Wolność finansowa do 40stki (mam 37 lat), pozwalająca mi traktować pracę już tylko jako hobby Znalezienie kobiety, która chciałaby być matką moich dzieci ale również i ja chciałbym być z nią (temat aktualny do 40stki, potem to odpuszczam) Otaczanie się pozytywnymi i przekazującymi dobra energię ludźmi Główne założenia Mindsetu: Pokora - nie jestem człowiekiem pysznym. Mam swoje osiągnięcia w życiu, jestem ich świadom ale nie chodzę naokoło i nie opowiadam o nich komu się tylko da. Słucham ludzi, a mówię o sobie tylko wtedy kiedy interlokutor mnie o coś zapyta bądź "pochwalenie się" czymkolwiek przynosi mi konkretny profit. Kto ma wiedzieć kim jestem - ten wie. Szacunek do siebie i innych ludzi (szczególnie mężczyzn) - szanuję ludzi naokoło mnie jak i obcych o ile oni mnie szanują. Jestem agresywny tylko wtedy kiedy ktoś zaatakował pierwszy bądź jeśli mi się to opłaca (sytuacje biznesowe). Nie wyśmiewam podejścia do życia innych, nie staram się ich "nawracać" na mój sposób myślenia. Nie poniżam innych, nie porównuję ich do mnie, szczególny "benefit" mają u mnie mężczyźni, wiedząc jak są dojeżdżani przez dzisiejszy demoliberalizm i lewicowy obłęd poprawności politycznej Social circle – ludzie ludzi robią - dbam o swój social circle. Na urodziny dzwonię do ludzi z którymi jestem blisko lub w "średnim" bądź "biznesowym" dystansie. Wysłuchuję ich. Obdarzam pozytywną energią. Oni w zamian za to pomagają mi i poszerzają moje horyzonty myślowe i biznesowe. Feliks W. Kres napisał kiedyś w "Galerii złamanych piór" - Ludzie pokochają książkę z której głównym bohaterem się identyfikują. Jestem ludzki. Nie wstydzę się swoich słabości nie udaję supermena, nie ukrywam, że mam gorsze chwile. Ludzie Was za to pokochają w równym stopniu jak za obdarzanie ich pozytywną energię. Pogoda ducha - codziennie rano staram się wstawać pogodnym i emanować pozytywną energią. Jeśli tak nie jest odwołuje spotkania towarzyskie aby nie wysrywać się negatywnym stanem na innych. Mam od tego 2 kumpli, którym pozwalam na to samo - jak jest im źle wysrywają się swoim syfem emocjonalnym na mnie, jak mi, ja na nich. Uśmiech - idąc po ulicy uśmiecham się. Drażni to wielu ludzi, część Sebixów może na to zareagować agresją, a część Pań odwrócić z pogardą głowę - jak ten śmieć-nieChad śmiał się do mnie uśmiechnąć, chyba mu bije na dekiel, że zrobię to samo - walę to i idę dalej z uśmiechem bo wiem, jak dużo nim w życiu już ugrałem i jak wiele ugram. Work-life balance - praca nie rządzi moim życiem. Kiedy rozkręcałem swój biznes pracowałem po 12, 14, 16h na dobę. Gówno z tego miałem poza stresem, problemami ze zdrowiem i rozwalonym małżeństwem. Teraz pracuję 3-4 h dziennie a zarabiam x-krotność tego co wtedy mając czas na wszystko. Jeśli poświęcacie swój czas na pracę zamiast na życie - właśnie je przegrywacie. Higiena odbieranych informacji - onet, wp, pudelki - wszystko to jest dla mnie haram. Nie czytam, nie oglądam, banuję reklamy. Na Instagramie mam poblokowane hasztagi z obnażającymi się kobietami czy innym gównem, które odwraca mój życiowy focus od ważnych rzeczy. Otaczanie się właściwymi ludźmi - jeśli ktoś narzeka, jest złośliwy, jest wampirem energetycznym - ucinam bezdyskusyjnie wszelki kontakt. Otaczam się tylko ludźmi, którzy są moją rodziną, dają mi wartość dodatnią co do energii i chęci życiowych bądź zarabiam dzięki nim pieniądze. Reszta znika z mojego życia. Stosunek do rzeczy materialnych – czyli o tym, że kasyno zawsze wygrywa - nie zarobisz nigdy całych pieniędzy tego świata. Zawsze ktoś będzie od Ciebie bogatszy, będzie miał lepszy samochód czy większy dom. Pieniądze nie znaczą nic poza tym, iż są jak MANA, która umożliwia Ci wygodniejsze życie, zadbanie o swoje zdrowie i pomoc ludziom, których uważasz za wartych tego. Pieniądze i rzeczy materialne nie są celem samym w sobie. Stosunek do kobiet - są jakie są. Nie zmienię tego i nie walczę. Nie czuję do nich nienawiści, odrazy ale też nie stawiam tzipki na piedestale. Sensem mojego życia i istnienia nie jest, mówiąc kolokwialnie, rooochanie. Chętnie natomiast znalazłbym fajną, inteligentną babkę, do której czułbym pociąg seksualny, a ona czułaby to samo do mnie, aby założyć rodzinę (dzieci). Na koniec - przeszłość nie ma żadnego znaczenia – liczy się tylko obecna chwila i przyszłość jaką dzięki niej wygenerujesz. Będąc mężczyzną tylko od Ciebie zależy jak wielką moc sprawczą nadasz samemu sobie w odniesieniu do całego Twojego życia. Powodzenia Panowie. Kimkolwiek jesteś życzę Ci abyś był w swoim życiu szczęśliwy, cokolwiek to dla ciebie znaczy
    97 points
  8. Bracia nigdy nie krzewcie prawdy bo w oczy kole. Wkurwiony jestem, wszyscy w końcu rozjechali się, po świętach i dobrze, wypierdalać z mojego życia. Pocisnąłem pod wpływem mojego kuzyna który wręcz płakał dosłownie że nie ma dupy chociaż by chciał. nawet tabletki 'niebieskie;' dałem jego żonie żeby było fajnie. okazało się że nie zaaplikowała do celowo, tylko schowała. Chłop płakał mi w mankiet jak to ma chujowo., później wylazł z niego biały rycerz jak pocisnąłem jego kobiecie że nie dba o męża w tych sferach. Wkurwiłem się, pocisnąłem jej że miała dziecko jako panna i znalazła betę żeby nie była panną z dzieckiem. Facet płakał mi w mankiet jak to ma chujowo i nikt go nie szanuje, zwłaszcza żona. Że on by chciał ale nie dostaje dupy, i nie jest to wina potencji. Uwierzyłem mu, pseudo męska solidarność, powiedziałem se że wytłumaczę jego kobiecie o co chodzi. W wyniku dialogu wyszło że powinna mu podziękować że on ją wziął ją z dzieckiem i to ona powinna klęczeć przed nim że on ją chciał. Za to dostałem parę sążnistych plaskaczy na ryj. Kobiety ją wspierały, ja zachowałem pomimo wszystkiego spokój," sam nie wiem jak mi się to udało". Powiedziałem tylko żeby wypierdalała z mojego domu. Wtedy włączył się biały rycerz który przed chwilą płakał mi w mankiet, kurwa jakie było to słabe, chciał mnie bić. kobiety go trzymały. Nigdy więcej, nie pomogę facetowi który jest gnojony i nie wie dlaczego, niech spierdala i topi się we własnym gównie, tfu a takimi frajerami. O te plaskacze nie mam żalu, to było tylko tępe wyrażenie emocji wobec prawdy którą stwierdziłem i okazałem. Baby to zrozumieją jutro, jak przemyślą, tak mają. Jutro dostanę do fejmu +10, bo się nie pierdolę, ale kurwa boli jak tępe jest społeczeństwo. Post piszę pod wpływem emocji, doradzam Wam Bracia nigdy nie oceniajcie innych, nie traćcie na nich życia, nie warto, obserwujcie i tyle. najśmieszniejsze jest to że obiecałem sobie że w nic się nie wpierdalam, ale jednak chciałem naprawić świat i wyszło jak zwykle. Tą 'kuzynkę' skreśliłem, zanim wyszła już się układała, podałem dłoń i to wszystko, ona już wie, niech spierdala. Jestem już spokojniejszy, ale tak jak na wstępie, trzymajcie mordę na kłódkę, wystarczy że wiecie o co kaman. Howgh!
    89 points
  9. Pierwsze rzeczy Kubuś, pierwsze rzeczy, nie wolno nigdy niczego udawać, trzeba wejść w prawdę. Prawda to wielkie, otwarte, piękne drzwi. Mówię Ci, przed nimi jest ugór, błoto ale jak się wejdzie do środka jest się w skarbcu całym ze złota [1] „Ślepnąc od świateł”, Dario mówi do Kuby, scena kilka chwil przed zastrzeleniem „Stryja” Bracia, chciałbym aby z tego krótkiego tekstu każdy wyciągnął, odpowiednie dla siebie, wnioski. Dla siebie – nie dla innych, sąsiada czy kolegów. Proszę też aby w tym temacie nie bluzgać, nie psioczyć i ogólnie trzymać poziom. Tekst nie jest po to aby wzbudzić nienawiść ale żeby zrozumieć pewne prawidła i zachowania oraz wytłumaczyć dlaczego niektóre aktywności nie przynoszą spodziewanych profitów. Z tego powodu dopisałem do niego część niezwiązaną z suchymi liczbami i testami. Jeśli masz ogarniętą głowę przeczytaj tylko testy (śródtytuły „projekt”) – resztę już znasz. Jeśli jesteś młodym chłopakiem albo czujesz, że po przeczytaniu ich wyników wzbiera w Tobie gniew – przebrnij przez całość. Ważne - testy były przeprowadzane na początku tego roku - wahałem się czy publikować ich wyniki. „Her” 2021? [2] Zwykle na rankingi najpopularniejszych gier mobilnych patrzymy ze sporym dystansem. Jednak ten przesłany przez Spicy Mobile zaintrygował. Firma sprawdziła, które gry mobilne cieszą się aktualnie największą popularnością wśród polskich graczy. Na czele rankingu pojawiły się dwie gry symulacyjne dotyczące... randek: Love Sick dla kobiet i Dream Zone dla mężczyzn. Jak wynika z badania Spicy Mobile dotyczącego najpopularniejszych na rynku gier mobilnych, największy zasięg w lutym 2021 roku odnotowały dwie gry symulacyjne dla dorosłych od SWAG MASHA: Love Sick (6,38 proc.) i Dream Zone (6,01 proc.). To nie koniec zaskoczeń. Obie gry mają wyższy zasięg niż topowe aplikacje randkowe - Badoo (2,60 proc.) i Tinder (2,36 proc.). Mimo że suchy opis sugeruje, że Love Sick jest grą dla kobiet, to i tak częściej grają w niej mężczyźni. Romanse, dramy i trzymające w napięciu historie - Love Sick to ogromna kolekcja historii miłosnych w formie gry, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli lubisz interaktywne historie, a przede wszystkim romantyki i historie miłosne z wyborem, to czeka Cię prawdziwa gratka. Poznaj potencjalnych kochanków i zazdrosne rywalki i daj się wciągnąć w oryginalną fabułę romantycznej gry, w której głównymi bohaterkami są kobiety. Poznaj symulację życia, od której nie sposób się oderwać. Nie czekaj, zagraj w grę[3]. Optymalizacja Odkąd „na poważnie” wszedłem na rynek matrymonialny, a działo się to jakieś 13-14 lat temu i trafiłem na swoich dawnych mistrzów wpoili mi oni pewną zasadę – testuj, testuj i jeszcze raz testuj, a następnie sprawdzaj reakcje. Stąd bywały testy na sympatia.pl z różnymi opisami, kątami ujęcia na zdjęciach oraz odzywkami – nie dotyczyło to oczywiście tylko online game ale także day game. Minęło kilkanaście lat i musze stwierdzić, iż choć warunki zmieniły się o 180 stopni, a rynek matrymonialny w Polsce stał się mega trudny dla lokalsa, testy pozostają nadal jedną z najciekawszych rzeczy jakie dany osobnik może zrobić aby zoptymalizować swoje SMV i odpowiedzieć sobie jaka obecnie sytuacja panuje na rynku. Czy 50% to dużo czy mało? W 2021 roku aplikacje randkowe – w Polsce Tinder i Badoo niepodzielnie królują na rynku matrymonialnym. Wedle danych w 2017 roku na zachodzie 40% związków powstało w ten sposób [4]. Obstawiam, że upływ czasu oraz pandemia spowodowały, iż w Polsce na rok obecny, z dużym prawdopodobieństwem, należy przyjąć wartość 50%. Można się na to obrażać, można udawać, że tak nie jest fakty są jasne – online dating zaczyna królować. Co to oznacza – dla kobiet nielimitowaną hipergamię, dla wielu facetów trudność ze znalezieniem kobiety do związku, a czasem i nawet do seksu. Nie o tym dziś jednak piszę, a raczej chcę Ci przedstawić wynik trzech „eksperymentów” jakie przeprowadziłem jakiś czas temu. Zgłębiałem nimi trzy zjawiska – chęć kobiet korzystających z aplikacji randkowych na sponsoring, chęć na układ typu trójkąt (mężczyzna, kobieta, kobieta) oraz jak mocno Panie mieszkające nad Wisłą zareagują na czarnoskórego / semickiego faceta. Co z tego wyszło? Projekt „Wujek Sknerus” Warunki: Typ konta - Tinder Gold 4 dni – czas istnienia konta 1000 swejpów w prawo po około 330 w każdym z trzech największych miast Polski (centrum, południe i wschód) Boost użyty w pierwszym dniu istnienia konta w godzinach szczytu aby złapać „power” dla profilu Brak fake persony – zdjęcia bez twarzy / bez sylwetek Założenia: Mężczyzna po 30stce, majętny, poszukuje kobiety 20-32 do układu sponsorowanego. Opis z aluzją, kulturalny, rzeczowy. Wyniki: 151 matchy w tym około 30 polubień przez kobiety jako pierwsze. Daje to około 15% skuteczności Wnioski z rozmów: - większość matchy pochodziło od kobiet w wieku 24-28 (kończących studia – pierwsza praca) – sprawdza się teoria, iż Panie w zderzeniu z rynkiem pracy wymiękają - drugą, najpopularniejszą, kategorią były studentki – 20-23 – tu sprawa jest prosta – zamknięcie galerii handlowych, barów, klubów etc. - bardzo łatwo jest wyczuć czy Pani jest „świeża” w układach czy nie – świeżynka zadowoli się ok 2000 -2500 złotych miesięcznie, Pani znająca zasady gry” ok 4000-6000 złotych - pakiet to 1-2 spotkania w tygodniu - przypuszczam, że pokazanie fotek również miałoby wpływ na cenę – w dół przystojny w górę zaniedbany - bardzo dużo kobiet, które miały opisy typu „no FwB, No ONS” itp. reagowało na profil - bardzo mały odsetek zawodowych prostytutek – aczkolwiek jestem pewnie, że cześć to call girls / escort - przekrój Pań – bardzo różny – od 6-10 SMV (ze zdjęć Tinderowego SMV) Konkluzja końcowa: Za ok 1000 EURO ogarniasz w Polsce „dziewczynę”, która uprawia z Tobą seks 1-2 razy w tygodniu + może z Tobą wyjść gdzie chcesz (to jest dobry test na to czy Pani ma innych sponsorów). Projekt „Wielokąt” Warunki: Typ konta - Tinder Gold 4 dni – czas istnienia konta 1000 swejpów w prawo po około 330 w każdym z trzech największych miast Polski (centrum, południe i wschód) Boost użyty w pierwszym dniu istnienia konta w godzinach szczytu aby złapać „power” dla profilu Brak fake persony – zdjęcia bez twarzy / sylwetek Założenia: Mężczyzna po 30stce i kobieta ok 25 lat, poszukują kobiety 20-32 do 3kąt na stałe. Opis z aluzją, kulturalny, rzeczowy, możliwe wsparcie finansowe Wyniki: 68 matchy w tym około 50 polubień przez kobiety jako pierwsze. Daje to około 7% skuteczności Wnioski z rozmów: - większość matchy pochodziło od kobiet w wieku 18-21 oraz 28+ - pierwsza grupa to Julki + młode party chicks Odnoszę wrażenie, iż chodzi o chęć „przygody”. - druga – bardzo świadome siebie seksualnie kobiety, cześć w związkach – wydaje mi się, iż tu w grę wchodzą niezaspokojone potrzeby seksualne - ilość kobiet zainteresowanych finansowym wsparciem – minimalna – chodziło raczej o seks / przygodę - Panie w większości nie próbowały nigdy seksu z inną kobietą (oczywiście trzeba brać poprawkę, że mogła być to ściema) - przypuszczalnie pokazanie fotek znacznie podbiłoby konwersję – minimum średnio atrakcyjny mężczyzna i średnio atrakcyjna kobieta usprawniliby proces - bardzo dużo kobiet, które miały opisy typu „no FwB, No ONS” itp. Reagowało na profil - bardzo mały odsetek zawodowych prostytutek – aczkolwiek jestem pewnie, że cześć to call girls / escort - przekrój Pań – bardzo różny – od 6-10 SMV (ze zdjęć Tinderowego SMV) Konkluzja końcowa: Znalezienie kobiety „do trójkąta” via Tinder nie jest wcale takie trudne. Przypuszczam, że jeszcze łatwiej byłoby to zrobić pisząc z konta kobiety ze zdjęciem danej osoby. Kasa nie jest do tego jakoś mega potrzebna. Projekt „Afro” oraz „Salladyn” Warunki: 2 x 1000 matchy po około 330 w każdym z trzech największych miast Polski (centrum, południe i wschód) Warunki: Typ konta – 2 x Tinder Gold 2 x 4 dni – czas istnienia konta 2 x 1000 swejpów w prawo po około 330 w każdym z trzech największych miast Polski (centrum, południe i wschód) 2 x Boost użyty w pierwszym dniu istnienia konta w godzinach szczytu aby złapać „power” dla profilu Fake persona – zdjęcia twarzy + wyrzeźbiona sylwetka Założenia: 1. Mężczyzna po 30stce, atrakcyjny (8/10 SMV), wzrost 189 cm, rokujący zawód, czarnoskóry 2. Mężczyzna w okolicach 30stki, bardzo atrakcyjny (9 lub 10/10), słaby zawód, bardzo ciemna karnacja W obu przypadkach opis deklarujący iż może chodzić o seks jednak nienachalny, raczej aluzyjny. Wyniki: 1. 349 matchy w tym około 105 polubień przez kobiety jako pierwsze. Daje to około 35% skuteczności 2. 407 matche w tym około 170 polubień przez kobiety jako pierwsze. Daje to około 40% skuteczności Wnioski z rozmów: - brak reguły co do wieku - bardzo dużo kobiet, które miały opisy typu „no FwB, No ONS” itp. reagowało na profil - bardzo duża korelacja z opisem w języku angielskim / zaznaczeniem że zna hiszpański / angielski / niemiecki / "tandem językowy" - bardzo duża korelacja z posiadaniem piercingu / dużych tatuaży / kolorowych włosów - bardzo dużo Pań po Erazmusie (wynikło z rozmów) - kilka Pań z opisami politycznymi (katolik / konfederacja / PiS – nie pisz) - pociągający wzrost dla kobiet to wyżej niż 185 cm – nawet tych około 160 cm - wynikało z wielu rozmów - można spokojnie założyć, iż ok 50% z nich miało już partnera spoza Europejskiego genotypu (głównie Arab jeśli Pani była w UK lub czarnoskóry jeśli we Francji. Te, które miały nie-białych partnerów bez wyjazdu Turcja, Tunezja, Egipt, kilka Brazylia, Hiszpania) - Większość Pań na pytanie czy nie ma atrakcyjnych Polaków skoro interesują się zagranicznym mężczyzną odpowiadała „tak” albo „wolę zagranicznych” - umówienie się na seks, nawet na 1 randce było… proste - Panie miały czas odpisywać w różnych porach dnia i rzadkością był efekt „zawieszenia konwersacji” - Panie były bardzo miłe i reaktywne - nadreprezentacja najładniejszych kobiet (na warunki Tindera oznacza to najlepsze zdjęcia) - te profile prawie w ogóle nie były lajkowane przez dziewczyny poniżej 7/10 (na warunki Tindera) Konkluzja końcowa: Proponuję wbić sobie powyższą listę „wskazówek” do głowy jako haram (zakazane, nieczyste) do matchowania na appkach. Dodatkowo – realny facet z większą ilością zdjęć i mogący zdilować sprawę miałby zapewnioną codziennie inną partnerkę do seksu / spotkania. Ten test wymaga jeszcze czegoś więcej niż suche stwierdzenie faktów ponieważ, niektóre z Pań bardzo mocno obrażały kraj w którym żyją jak i mężczyzn z Polski. Nie mam do nich pretensji, że chcą mieć faceta z innego kraju czy o innej karnacji – zastanawia mnie skąd ta nienawiść? Po co pisać o swoich rodakach „to nie mężczyźni”, „brzydcy”, „odpychający”? No cóż – każdy w życiu dostaje to co sam uwalnia w stosunku do innych – myślę, iż czas „wyjaśni” te panie. Co możesz o tym wszystkim myśleć? - możesz udać, że to nieprawda i tego nie widzisz. Wróć do Blue Pilla i bądź szczęśliwy – trzymam za Ciebie kciuki - możesz zacząć wyrywać sobie włosy z głowy i twierdzić, iż kobiety są k****i etc. Będzie to świadczyć tylko o Twojej słabości i tym, że nie potrafisz podjąć wyzwania i przyjąć prawdy o rynku matrymonialnym - możesz wycofać swoje geny z puli i zostać MGTOW. Jeśli to zrobisz bądź realnym Mężczyzną Idącym Swoją drogą – czyli facetem, który nie nienawidzi kobiet, a świadomie zrezygnował z ich towarzystwa. Bardzo takich ludzi szanuję - możesz zrozumieć zasady gry łącząc red i black pilla, przemyśleć to i świadomie poruszać się po rynku matrymonialnym - a jeśli masz trochę oleju w głowie to poza powyższym Red Pillowym punktem dorzuć do tego dynamiki socjalne + starych mistrzów PUA. Jeśli nie jesteś obyty z kobietami i teorią social circle będzie to dla Ciebie wspaniały materiał. Dół czy odbicie? Kilkanaście lat temu sam byłem sfrustrowany, zły i wściekły. Przecież „jak będziesz dobry na pewno Cię jakaś zechce”. Nie nie zechce. Dowód na to dał mi mój pierwszy w życiu związek zakończony zdradą ze strony dziewczyny. Zacząłem szukać rozwiązania. Znajomy pokazał mi czym jest PUA. Wkręciłem się w prężnie, wtedy, działająca polską społeczność. Czasy „Gry” Neilla Straussa – byliśmy wszyscy w okolicach 25 lat. Z różnych rodzin, różnym wykształceniem, zasobnością portfela, wyglądałem ale mieliśmy z tego mega fun. Cześć włóczyła się po klubach, część działała w day game. Poza pracą nad głową pracować trzeba było nad ciałem. To właśnie wtedy zrozumiałem jak ważny jest wygląd mężczyzny dla kobiet i powiedzenie „ładniejszy od diabła” dotyczy tylko beta-bankomatu. Pojawiła się nienawiść, bo po wypłakaniu swojego na siłowni nagle stałem się dla wielu Pań „interesującym rozmówcą”. To zrodziło nienawiść, która przerodziła się w niechęć i dystans. Pomimo, iż miałem zainteresowanie kobiet, ułożoną grę brało mnie na nie obrzydzenie. Na około pół roku wycofałem geny z puli żyjąc w niezłym mindfucku. Pewien mądry człowiek naprostował mi wtedy głowę mówiąc „albo obrażasz się na świat albo starasz się go sobie ułożyć znając reguły gry”. Tak też się stało. Po prostu zaakceptuj stan zastany i stwórz najlepszą wersję samego siebie. Musisz zrozumieć, iż relacje damsko męskie to zatłoczona szerokopasmówka. Ty, będąc chłopakiem 4-7 SMV (większość z nas takimi jest), jedziesz w korku. Pasem uprzywilejowanym, często na sygnale, jadą goście 8-9 i Czady. Możesz więc stać w korku czekając, aż powoli dojedziesz do celu, kiedy będzie Twoja kolej, możesz spróbować wjechać na pas dla uprzywilejowanych z którego szybko wypieprzy Cię policja (czyli kobiece pożądanie, a właściwie jego brak) albo być przebiegły i objechać korek boczną drogą pokazując fucka jadącym uprzywilejowany pasem i zgarniając to, na co masz Focus w życiu. Stoisz w korku, dajesz się gnoić czy razem ze mną popieprdzielasz terenówką bocznymi ścieżkami aby wygrać wyścig – cokolwiek to dla Ciebie nie znaczy? J To już Twój wybór W całej tej sytuacji chodzi o to abyś w odpowiedni sposób zdillował się ze swoim poczuciem odrzucenia, samotności oraz gniewem. Twój wybór czy użyjesz ich do budowania czegoś pozytywnego, negatywnego czy też zakopiesz się do końca życia w smutku i poczuciu bycia gorszym. To jest właśnie piękne w życiu – to nie kobiety, los czy cokolwiek decyduje o tym czy będziesz szczęśliwy czy nie. Być może nigdy nie odnajdziesz tego czego szukasz, być może tego nie osiągniesz ale bardzo często sam proces pogoni króliczka jest dużo ciekawszy od jego złapania. PS Kobiety spuszczały mnie w kiblu wielokrotnie. Nasłuchałem się o tym, że jestem za niski, za wysoki, za gruby, za chudy, za biedny itp. Szczerze powiedziawszy nauczyłem się mieć to w dooopie i jest mi z tym dobrze. Różne inne "przygody" nie zmieniył mojego zdania o kobietach – po prostu je lubię co nie oznacza, iż nie rozumiem zasad gry i ich bezwzględności – a kobieca bezwzględność jest o wiele gorsza od męskiej. Pisząc ten tekst patrzę sobie na przeszkloną ścianę z której mam fantastyczny widok na zieleń i miasto w którym żyję. Jeśli dobrze przypatrzyłbyś się szybie odnajdziesz tam odbite dwie, kobiece, dłonie. To pamiątka po pewnej Pani, która mnie odwiedziła. Idąc do łazienki, na lustrze, znajdziesz odbite kobiece usta – to pamiątka od innej kobiety. Na kanapie leży bluza, która pachnie kobiecymi perfumami. Jestem chyba uzależniony od takich detali – dają mi poczucie… przyjemności. Przyjemności nie daje mi jednak ostatnia historia. Pani 24 lata, całe... kilkanaście lat różnicy, nazwijmy ją… ładna. Ładna na tyle, że idąc z nią ulicą masz zagwarantowane zatrzymywanie samochodów kiedy chce przejść w niedozwolonym miejscu, przepuszczanie drzwiach gdy sąsiad idzie z żoną i dziećmi (jakim śmieciem trzeba być żeby tak upodlić się dla kobiety?) oraz wiele innych… „przypadków”. Po tym jak się kochaliśmy, Pani jeszcze całkiem naga, zapytała mnie – „posłuchaj, ja Ci się chyba nie podobam?” „Dlaczego?” „Odkąd się poznaliśmy nie powiedziałeś mi ani razu, że ładnie wyglądam”. „Bo mało interesuje mnie jak wyglądasz. Pięknych kobiet jest wiele”. „To po co Ty się ze mną właściwie spotykasz skoro Ci się nie podobam, dlaczego do mnie napisałeś”? „Bo wydawało mi się, że masz cholernie inteligentne oczy”. „Co to znaczy?” „To znaczy, że interesuje mnie Twoja dusza, a nie ciało”. Widzę jak laska zaczyna mieć na twarzy rumieniec. „Dobrze splażowany królik” mówisz sobie w myślach. „Niemlodyy, nikt mi nigdy czegoś takiego nie powiedział”. Jakiś czas później Pani zrobiła coś co całkowicie rozwaliło moją chęć czegokolwiek do niej. Pierwszym testem na to czy kobieta jest w stosunku do Ciebie szczera i poważna to fakt, czy będąc z Tobą odpowiada na IOI innych gości – patrzy się na nich, uśmiecha etc. Pani złapała odpowiedni Focus na mnie. Zjebała natomiast przy teście numer dwa – na ulicy mijał nas bardzo drogi samochód. Pani zatrzymała się i odwróciła za nim. Poczułem jak odpycha mnie od niej. Być może był to shit test być może odruch. Oczywiście w tamtej chwili nie dałem po sobie nic poznać ale wiedziałem, że to już koniec. Znam ten kobiecy odruch i - zaprawdę powiadam Wam – z koorwy partnerki do życia nie zrobisz. Próbowałem i życie mnie „wyjaśniło”. Numer już dawno skasowany. Czas znów wybrać się w Himalaje Baw się procesem, zrozum go, poznaj realia, nie wal głową o ścianę, oczekuj tylko najlepszych rezultatów, kompromisy zostaw dla innych – żyj jak chcesz. [1] „Ślepnąc od świateł” [2] „Her” – film z 2003 roku - Samotny pisarz zapoznaje się z nowo zakupionym systemem operacyjnym, który ma zaspokoić wszystkie jego potrzeby. https://www.filmweb.pl/film/Ona-2013-646395 [3] „Najpopularniejsza mobilna gra świadczy o tym, że w pandemii mamy duży problem z miłością” https://polygamia.pl/najpopularniejsza-mobilna-gra-swiadczy-o-tym-ze-w-pandemii-mamy-duzy-problem-z-miloscia,6629026621754304a [4] “Meeting online has become the most popular way U.S. couples connect, Stanford sociologist finds” https://news.stanford.edu/2019/08/21/online-dating-popular-way-u-s-couples-meet/
    88 points
  10. Dziś kolejny wykład z cyklu red bawi i uczy. Wielu z was zetknęło się z takimi stwierdzeniami "my kupiliśmy", "my zrobiliśmy" itp. Generalnie my (coś tam) razem (w domyśle przy takim samym nakładzie pracy/ środków/ czasu). Jest to prosty mechanizm, za pomocą, którego samiczka będąca z wami w związku, buduje w otoczeniu obraz własnej użyteczności oraz obraz równych wkładów, kreuje wizerunek związku partnerskiego. Mechanizm ten kiedyś opisał mi dawno temu dziadek, zauważył też przesunięcie granicy jego występowania. Mówił, że w jego czasach młodości słynne kobiece "my coś tam, razem" występowało jedynie po zawarciu związku małżeńskiego lub w sytuacjach gdy faktycznie było to "coś, razem" na równych prawach. Następnie zaobserwował, że w kolejnym pokoleniu zaczęło się to przesuwać na okres narzeczeństwa. stwierdził,ze teraz już wiele mniej lub bardziej zaawansowanych narzeczonych mówi wszystkim w koło, "my coś tam razem". Ja widzę w młodszym pokoleniu to pucowanie się samic na cudze zasługi już nie tylko u żon czy narzeczonych, teraz już bardzo często wystarczy mieszkać razem lub nawet być tylko w związku. Podkreślam jeszcze raz, nie ma nic złego w tym gdy było to faktycznie razem. Czas na przykłady z życia wzięte: 1 ) Narzeczona kumpla - sytuacja w restauracji, w szerszym gronie - 6 osób. ona: "Wiesz kupiliśmy nowy telewizor 3d i laptopa" ja: "kupiliście czyli zapłaciliście po połowie?" Konsternacja na twarzy, zwarcie styków i odpowiedź z dużym ociąganiem: ona:"Sebastian zapłacił ale ja pomagałam wybrać". ja: "Znaczy znasz się na nowych telewizorach i na komputerach, dla tego pomagałaś wybrać?" Złość na twarzy, zmiany kolorów cery ona: "Nie, ale z nim byłam w sklepie" ja: "To czemu oszukujesz? nie kupiliście tylko kupił, a ty tylko poszłaś z nim do sklepu" ona: "Oj wiesz, tak się tylko mówi" (próba zbagatelizowania sytuacji) ja: "Tak się nie powinno mówić, przypisujesz sobie cudze zasługi i sprawiasz wrażenie, że ponosisz koszty, których nie ponosisz, lansujesz się cudzym kosztem" Kobieta wkurw, foch i się już nie odezwała do końca spotkania. Kumpel kilka dni później stwierdził, że dobrze iż mu zwróciłem na to uwagę, wcześniej nie zauważał takich akcji, a mają one daleko idące konsekwencje - o czym napiszę na zakończenie. 2 ) Kumpel się pobudował, wykończył dom. Kupił nowe meble, rozpakował i zaczął składać (chciał oszczędzić trochę kasy bo za składanie liczyli ekstra). Instrukcja średnio pomocna, no ale dał radę. Szacowna małżonka wpadała co chwilę do pokoju i truła nad głową rozważaniami typu, w którym rogu biurko wstawić jak już złoży, albo że komoda będzie lepiej wyglądać tu niż tam itp. Akcja na parapetówce, kolejnego dnia po meblowaniu i wprowadzeniu się. małża: "wczoraj złożyliśmy meble i rozstawiliśmy" - z wielką dumą kumpel: "ja złożyłem i ja rozstawiałem" małża :"no wiesz co!, nie rób scen przy gościach" kumpel: "nie robię scen tylko mówię jak było" małża: "przykręciłeś parę śrubek, a się zachowujesz jak byś sam te meble wyprodukował" - jak już nie mogła przypisać sobie części zasługi, to chciała umniejszyć pracę męża, w oczach gości, kumpel: "przykręcił bym szybciej, ale jak pierdolisz nad głową to śrubki kręcą się w drugą stronę" - piękna kontra Takich przykładów mógł bym przytoczyć jeszcze 30-40, ale mi się nie chce, dwa wystarczą aby ukazać mechanizm. Możecie powiedzieć, ale to takie nic, to w sumie nieistotne, niech sobie baba gada itp. Oświecę was to jest GÓWNO PRAWDA, może to mieć bardzo poważne reperkusje w przyszłości. Całe to babskie pierdolenie powoduje iż otoczenie, odbiera was jako równorzędnych partnerów. Równy nakład finansowy na realizację wspólnych potrzeb, równy nakład pracy w obrębie gospodarstwa domowego, równy nakład w budowanie relacji itp. Ten mechanizm działa na wielu płaszczyznach nie tylko finansowej czy prac domowych. Prowadzi to do tego: Wszytko co zrobicie, lub na co wydacie to zasługa WAS JAKO PARY. Wszystko co zrobi pani, BĘDZIE TYLKO JEJ ZASŁUGĄ, będzie o tym wspominać pizdylion razy. Jednocześnie jak coś się pani nie podoba w związku (najczęściej jest to brak kontroli nad wami i/lub waszymi zasobami), następuje WYŻALANIE SIĘ KOLEŻANKOM jacy to źli, nie czuli, nie dojrzali, chamscy itp. jesteście. Że jest z wami nieszczęśliwa. Znacie to? Wizerunek kreowany społecznie waszego związku wygląda w wyniku tego odwrotnie niż jest w rzeczywistości: - kobieta robi więcej niż wy (bo albo robi coś sama, albo robicie razem - nie ma twoich zasług) i wygląda na to że 3/4 WASZEJ RELACJI OPIERA SIĘ NA JEJ PRACY, a jest dokładnie odwrotnie - kobieta stwarza wrażenie równych nakładów finansowych, świetna podkładka na wypadek rozwodu, przecież WSZYSCY WIEDZĄ ŻE ZA WSZYSTKO PŁACILIŚCIE WSPÓLNIE - podbudowuje własne ego ponad miarę, co nie jest zdrowe dla relacji partnerskich Cały mechanizm tworzenia obrazu mitycznego związku partnerskiego i przypisywaniu sobie udziału w cudzej pracy/ wydatkach/ pomysłach/ zasługach stanowi zabezpieczenie na wypadek rozwodu/ rozstania. W przypadku kłopotów w związku dzięki temu kobieta może: 1 wiktymizować się 2 ma gotowych świadków potwierdzających udział w zakupie określonych rzeczy (nakłady finansowe) 3 ma gotowych świadków na okoliczność tego jak się poświęcała dla ciebie/ rodziny 4 przy połączeniu tego z praktyką "skarżenia się koleżance" uzyskuje wizerunek niewiasty robiącej wszystko dla utrzymania związku z facetem, który się nie stara i generalnie jest fhooj fuj 5 tworzy fałszywy, lecz przydatny obraz, kochającej, pracowitej, zawsze pomocnej myszki Porada dnia: Nie dajcie się rolować w ten sposób, budowanie tego mechanizmu trwa latami, a efektem jest to że ona wygląda super, a wy w najlepszym razie nieszczególnie. Nie pozwalajcie na to, za każdym razem jak kobieta próbuje się pucować się w towarzystwie na wasze zasługi lub waszą kasę, mówcie jak jest, otwarcie i przy świadkach, nie pozwalajcie tego bagatelizować. Nie pozwalajcie aby środowisko, w którym się obracacie wytworzyło sobie fałszywy obraz waszego wspólnego życia, to się może na was srogo zemścić.
    87 points
  11. Mając wolne popołudnie przeskanowałem kilka doniesień z portali naukowym nt. COVID-19 i postanowiłem się z nimi Wami podzielić. Ma to charakter popularnonaukowy, więc odstąpiłem od podawania szczegółowych informacji statystycznych i medycznych. Cel czysto informacyjny w celu zwiększenia świadomości i zmniejszenia podatności na fake newsy z ust hochsztaplerów. Od razu informuję, że podane tutaj dane mogą ulec zmianie w niedalekiej przyszłości, bowiem sytuacja jest bardzo rozwojowa, a dotychczasowe prace powstawały na małych grupach badawczych, w części bez warunków laboratoryjnych lub podwójnej ślepej próby. Być może uda mi się aktualizować temat na bieżąco. Jednocześnie zapraszam do dyskusji i dzielenia się nowinkami. Ostatnia aktualizacja: 29.04.2020 Liczbę przypadków i zgonów na całym świecie można śledzić na: https://www.worldometers.info/coronavirus/ https://coronavirus.jhu.edu/map.html Liczbę przypadków i zgonów w Polsce można śledzić na: https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2 https://www.worldometers.info/coronavirus/country/poland/ 1. Transmisja SARS-CoV-2. 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby, śmiertelność. 3. Dorośli. 4. Dzieci. 5. Kobiet ciężarne. 6. Hospitalizacja. 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. 8. Leczenie. 9. Inne informacje. 1. Transmisja SARS-CoV-2. Źródło zakażeń i odległość wirus rozprzestrzenia się głównie z człowieka na człowieka przy bliskim kontakcie w odległości do 2 metrów; największa zakaźność występuje, gdy pacjent ma objawy; domniemywa się, że chory na COVID-19 zaczyna zakażać 1 dzień przed wystąpieniem objawów - potrzeba dowodów; istnieje możliwość zakażenia przez dotyk powierzchni lub obiektów, lecz nie stanowi to głównej drogi zakażeń; domniemywa się, że w pomieszczeniach zamkniętych z klimatyzacją wirus może utrzymywać się w powietrzu przez 30 minut, a wędrować na odległość 4,5m; cząsteczki wirusa stwierdzono w kale chorych, jednak uważa się, że droga fekalno-oralna odgrywa małą rolę w zakażeniach. Rodzaj powierzchni a trwałość cząsteczki wirusa cząsteczki wirusa w temp. ok. 37 stopni Celsjusza mogą przetrwać 2-3 dni na szkle, tkaninie, plastiku, papierze; inne badanie podaje, że wirus może utrzymywać się w powietrzu do 3h, na miedzianej powierzchni do 4h, na kartonie do 24h, a na plastiku i stali nierdzewnej do 2-3 dni. Zakaźność jedna chora osoba statystycznie zakazić 2,2 osoby, w przypadku grypy 1,3. 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby, śmiertelność. Okres inkubacji czyli czas od zakażenia się wirusem do wystąpienia pierwszych objawów; średni okres inkubacji wynosi ok. 5 dni, a 97,5% pacjentów objawowych rozwija symptomy w ciągu 11,5 dnia (stąd okres kwarantanny wynoszący 14 dni). Objawy 80% pacjentów dorosłych ma bezobjawowy lub łagodny przebieg, a w przypadku 15% rozwija się zapalenie płuc, a u 5% przebieg jest ciężki występujący z zapaleniem płuc, ARDS (ostra niewydolność oddechowa) lub sepsą; najczęstsze objawy to gorączka, kaszel (może być suchy lub z wydzieliną), złe samopoczucie; gorączka (temperatura ciała powyżej 38 stopni Celsjusza) to najczęstszy objaw; inne rzadsze objawy: odkrztuszanie plwociny, przyspieszony oddech (tachypnoe), bóle mięśni i stawów, ból gardła, nudności i wymioty, biegunka, zatkany nosy; pacjenci w immunosupresji mogą wykazywać mniej specyficzne objawy; w przypadku zapaleniu płuc o etiologii SARS-CoV-2 najczęstszym objawem była gorączka; kobiety są częściej bezobjawowe przy dodatnim teście na SARS-CoV-2 niż mężczyźni. Czas trwania choroby wg WHO czas trwania choroby w przypadku łagodnych infekcji wynosi 1-2 tyg., a w przypadku ciężkich 3-6 tyg. Śmiertelność ok. 3,9% (populacja chińska), w przypadku grypy 0,1%; 0-9 lat bliskie 0% 10-19 lat 0,2% 20-29 lat 0,2% 30-39 lat 0,2% 40-49 lat 0,4% 50-59 lat 1,3% 60-69 lat 3,6% 70-79 lat 8% >80 lat 4,8% śmiertelność we Włoszech to 7%, z czego 40% zmarłych było powyżej 79 roku życia; zwiększona śmiertelność w przypadku chorób współistniejących: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroba sercowo-naczyniowa, przewlekłe choroby układu oddechowego, nowotwór złośliwy. 3. Dorośli. 70% zakażonych należało do płci męskiej (populacja chińska), natomiast w populacji włoskiej 60%; Czynniki ryzyka wśród pacjentów hospitalizowanych aż połowa miała choroby współistniejące, do których najczęściej należała cukrzyca, otyłość i choroba wieńcowa serca; pacjenci z chorobami naczyniowymi mózgu mają podwyższone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i śmierci; najprawdopodobniej stany immunosupresji (czyli zmniejszonej odporności) mogą prowadzić do cięższego przebiegu choroby, w skład wspomnianych stanów wchodzą: niedobory odporności, stosowanie glikokortykosteroidów (GKS, ale nie w postaci wziewnej co ma miejsce np. u astmatyków), w czasie leczenia chemioterapeutycznego i radioterapeutycznego, źle kontrolowane choroby autoimmunologiczne, AIDS. 4. Dzieci. średnia wieku zakażonych dzieci to 7 lat; stanowią 1-2% wszystkich zakażonych; 90% dzieci zakaziło się od członka rodziny; 60% zakażonych stanowili chłopcy; w każdym wieku występuje taka sama podatność na zakażenie, jednak im młodsze dziecko tym nieco większe prawdopodobieństwo cięższego przebiegu choroby; ponad 90% zakażonych było bezobjawowych lub z łagodnymi i umiarkowanymi objawami, a wśród dzieci liczba stanów poważniejszych wynosiła 5,9%, dla porównania u dorosłych 18,5%, zatem dzieci przechodzą infekcję łagodniej. Objawy kaszel to najczęstszy objaw, a następny to zaczerwienie gardła; gorączka jako trzeci objaw z kolei, ale u ok. 60% dzieci nie przekraczała 37,5 stopni Celsjusza; rzadko notowano takie objawy jak biegunka, wymioty, wyciek wydzieliny z przewodów nosowych. 5. Kobiety ciężarne. Droga zakażenia brak dowodów na to, że wirus przechodzi przez łożysko; zakażenie noworodka podczas porodu jest podejrzewane aktualnie w jednym przypadku klinicznym. Przebieg choroby u ciężarnej aktualne doniesienia pokazują, że przebieg choroby i manifestacja objawów jest taka sama jak u kobiet niebrzemiennych; nie zanotowano śmierci płodu, noworodka; 9 noworodków w pierwszej minucie wg skali Apgar miało 8-9, a w 5 min. 9-10; na tę chwilę brak dowodów na to, że zakażenie w III trymestrze ciąży może prowadzić do komplikacji płodowych lub matczynych. Karmienie piersią cząsteczek SARS-CoV-2 nie znaleziono w mleku matki, płynie owodniowym, krwi pępowinowej; bezpośrednie karmienie piersią u chorych matek na COVID-19 nie jest rekomendowane; zaleca się karmienie mlekiem matki z butelki jeżeli zostały zachowane środki ostrożności i higieny - nadal dyskusyjne. 6. Hospitalizacja. Przyjęcie i przebieg hospitalizacji średnia wieku pacjentów przyjmowanych na oddział intensywnej terapii (OIT) to 70 lat; 5-10% pacjentów z COVID-19 trafiało na oddział OIT, z czego 60% podległo intubacji; najczęściej przyjmowano pacjentów na oddział z gorączką i kaszlem oraz osłabieniem; średni czas hospitalizacji wynosił 22 dni; średni czas od początku choroby do inwazyjnej wentylacji mechanicznej to 14 dni; najczęstsze obserwowane powikłania to sepsa, ostra niewydolność oddechowa (ARDS), niewydolność serca lub wstrząs septyczny; od wystąpienia objawów do rozwinięcia zapalenia płuc potwierdzonego radiologicznie najczęściej mijało 5 dni. Wypis zakończenie hospitalizacji pacjenta następowało po podwójnie negatywnym wyniku na SARS-CoV-2 RNA pobranym w odstępie 24h, braku gorączki od co najmniej 3 dni, brak progresji zmian w tomografii komputerowe płuc oraz remisji (czyli braku) objawów ze strony układu oddechowego, 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. Dezynfekcja wykazano skuteczność preparatów z etanolem o stężeniu 62-71% - inaktywacja cząsteczek wirusa następowała w minutę; zaleca się dezynfekcję rąk preparatami zawierających etanol o stężeniu co najmniej 60%; wirus ginie w temperaturze 56 stopni Celsjusza po 15 minutach. Stosowanie masek osoby z potwierdzonym SARS- CoV-2 powinny nosić maseczki jeżeli przebywają w domu, a wokół znajdują się domownicy; osoby przebywające w środowisku osób z podejrzeniem lub potwierdzonym SARS-CoV-2 powinny nosić maskę; stosowanie masek wśród personelu medycznego jest priorytetem; zaleca się prewencyjne stosowanie masek u osób, które nie mają objawów ze strony układu oddechowego; brak aktualnie dowodów na skuteczność masek niemedycznych z tkanin i innych osłon przed zakażeniem osoby stosującej takie środki ochrony; skuteczność masek niemedycznych w zapobieganiu rozprzestrzeniania cząsteczek zakaźnych jest mniejsza niż masek medycznych; zatem noszenie maseczek w miejscach publicznych nie służy ochronie własnej, ale chroni innych przed zakażeniem ze strony bezobjawowego nosiciela SARS-CoV-2; aktualne wytyczne stosowania masek w celu zmniejszenia rozprzestrzeniania się wirusa są oparte na publikacjach obejmujących wirusy grypy lub innych koronawirusów, a nie bezpośrednio SARS-CoV-2. Porównanie masek chirurgicznych do masek z filtrem N95 na podstawie infekcji cząsteczkami wirusa grypy porównano 2 grupy ochotników personelu medycznego: 207 osób w maskach z filtrem N95 i 193 w maskach chirurgicznych; nie dowiedziono istotnych różnic w transmisji wirusa. 8. Leczenie. Środki przeciwbólowe (NLPZ - niesteroidowe leki przeciwzapalne) na razie brak jednoznacznych danych czy leki typu NLPZ (kwas acetylosalicylowy, ibuprofen, ketoprofen itd.) mogą nasilać objawy i zwiększać śmiertelność; ibuprofen zwiększa liczbę receptorów ACE2 na komórkach organizmu (szczególnie płuca i układ sercowo-naczyniowy), a to może powodować wyższą podatność komórek na infekcję, ponieważ białka wirusa m.in. łączą się z tym receptorem. Podejrzewa się, że za wzrost ich liczby odpowiada nie tylko ibuprofen, ale i inne leki z grupy NLPZ oraz leki stosowane w leczeniu nadciśnienia - ACEI i ARB; jednak nadal nie pozostało to potwierdzone na dużej grupie badawczej; zaleca się zamiast tego stosowanie paracetamolu (działa przeciwgorączkowo i przeciwbólowo), jednak wymaga to potwierdzenia. ACEI i ARB (powszechne leki stosowane w nadciśnieniu tętniczym) brak przekonujących danych, by zaniechać terapii wspomnianymi lekami, nawet jeżeli pacjent choruje na COVID-19; prawdopodobnie zwiększają liczbę receptorów ACE2 na komórkach organizmu (szczególnie płuc i układu sercowo-naczyniowego). Chlorochina (Arechin) znanym jest, że ma działanie antywirusowe; ponadto stosowana w malarii, toczniu rumieniowatym układowym i RZS (reumatoidalne zapalenie stawów); leczenie chlorochiną pacjentów z COVID-19 i zapaleniem płuc może zwiększyć prawdopodobieństwo wyleczenia, skrócenia hospitalizacji i efekt końcowy leczenia; zaleca się 2x 500 mg/dobę przez 10 dni w formie tabletki u pacjentów bez przeciwskazań (lista na ulotce) w łagodnym, umiarkowanym i ciężkim zapaleniu płuc o etiologii koronawirusowej; jedyny lek zarejestrowany w Polsce do leczenia zakażenia SARS-CoV-2. Hydroksychlorina + azytromycyna azytromycyna to szeroko stosowany antybiotyk należący do grupy makrolidów; mała grupa badawcza (42 pacjentów) z czego tylko 6 podano azytromycynę; połączenie tych leków może być rozważone w przypadku chorego na COVID-19 ze współistniejącym wtórnym zakażeniem bakteryjnym. Lopinavir-ritonavir lek stosowany w leczeniu HIV; zastosowano na grupie 200 osób (99 pacjentów leczonych lekami, kolejnych 100 stanowiło ślepą próbę) - nie odnotowano zmniejszenia śmiertelności ani szybszego powrotu do zdrowia. Remdesivir stosowany kiedyś na wirusa Ebola, potem potwierdzono działanie na niektórych wirusach z grupy koronawirusów; badanie trwa w USA. Tocilizumab Szczepionka BCG w zapobieganiu COVID-19 aktualnie brak zaleceń profilaktycznego stosowania; dotychczasowe badania nie wykazały zależności przyczynowo-skutkowej; ruszyły badania randomizowane w Australii, Holandii, USA i kilku innych państwach. Cynk udowodniono działanie hamujące cynku (Zn 2+) na enzymy koronawirusa w warunkach in vitro; niestety doustna forma suplementacji cynku nie została jeszcze zbadana; najlepszą wchłanialność notuje się w przypadku preparatów cytrynianiu, glukonianiu, siarczanu cynku. Inne informacje. Pochodzenie w oparciu o badanie materiału genetycznego SARS-CoV-2 oraz porównań genetycznych do innych wirusów z grupy koronawirusów występujących w naturze, nie ma przesłanek, by został on stworzony lub zmodyfikowany w laboratorium; wirusy SARS-CoV-2 naturalnie występują wśród nietoperzy, domniemywa się, że uległ mutacji przechodząc na łuskowca, u którego doszło do kolejnych mutacji, by w ostateczności przenieść się na człowieka. Grupa krwi a podatność na SARS-CoV-2 osoby z grupą krwi A miały znacznie wyższe ryzyko nabycia SARS-CoV-2 w porównaniu z innymi grupami, natomiast grupa 0 najmniejsze prawdopodobieństwo - wymaga dalszych potwierdzeń. Postaci wirusa SARS-CoV-2 należy do grupy koronawirusów, które odpowiadają za ok. 25% przeziębień, a genetycznie jest podobny do SARS-CoV-1, który wywołał epidemię w 2002 r.; na podstawie badań genomu wirusa w Chinach wyróżniono 2 typy wirusa: typ L odpowiadający za 70% zakażeń, a typ S 30%; aktualnie nie stwierdza się innych typów wirusa SARS-CoV-2, w tym mutacji o większej zakaźności i śmiertelności. Zestawienie innych chorób zakaźnych Gorączka Zika (wirus Zika) 2015-2016 Liczba przypadków: 711 381 Liczba zgonów: 18 Śmiertelność: 0,002% Gorączka Ebola (wirus Ebola) 2013-2016 Liczba przypadków: 28 646 Liczba zgonów: 11 323 Śmiertelność 39,5% Świńska grypa (wirus grypy A/H1N1) 2009-2010 Liczba przypadków: 700 000 - 1 400 000 Liczba zgonów: 150 000 - 575 000 Śmiertelność 0,03% SARS (wirus SARS) 2002-2003 Liczba przypadków: 8096 Liczba zgonów 774 Śmiertelność: 9,5% Grypa hiszpanka (wirus grypy A1/H1N1) Liczba przypadków: 500 000 000 Liczba zgonów: 25 000 000 - 50 000 000 Śmiertelność 2-10% Bibliografia: 1. Transmisja SARS-CoV-2. CDC https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/index.html Coronavirus can travel twice as fars as official safe distance https://www.scmp.com/news/china/science/article/3074351/coronavirus-can-travel-twice-far-official-safe-distance-and-stay New coronavirus stable for hours on surface https://www.nih.gov/news-events/news-releases/new-coronavirus-stable-hours-surfaces 2. Okres inkubacji, objawy, czas trwania choroby. The Incubation Period of Coronavirus Disease 2019 (COVID-19) From Publicly Reported Confirmed Cases: Estimation and Application https://annals.org/aim/article-abstract/2762808/incubation-period-coronavirus-disease-2019-covid-19-from-publicly-reported Koronawirus (COVID-19) https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakazne/aktualnosci/225676,koronawirus-najnowsze-informacje 3. Dorośli, Clinical course and risk factors for mortality of adult inpatients with COVID-19 in Wuhan, China: a retrospective cohort study https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(20)30566-3/fulltext 4. Dzieci a COVID-19 Epidemiological Characteristics of 2143 Pediatric Patients With 2019 Coronavirus Disease in China https://pediatrics.aappublications.org/content/pediatrics/early/2020/03/16/peds.2020-0702.full.pdf Sars-CoV-2 infection in children https://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMc2005073?articleTools=true 5. Kobiety ciężarne Guidelines for pregnant women with suspected SARS-CoV-2 infection https://www.thelancet.com/journals/laninf/article/PIIS1473-3099(20)30157-2/fulltext#sec1 Pregnancy & breastfeeding - CDC https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/prepare/pregnancy-breastfeeding.html 6. Hospitalizacja. Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 Jaki odsetek chorujących z potwierdzonym zakażeniem wymaga terapii respiratorem? https://www.mp.pl/covid19/ekspertcovid2019/229682,jaki-odsetek-chorujacych-z-potwierdzonym-zakazeniem-wymaga-terapii-respiratorem 7. Środki ostrożności oraz dezynfekcja. Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 N95 Respirators vs Medical Masks for Preventing Influenza Among Health Care Personnel: A Randomized Clinical Trial https://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/2749214 Using face masks in the community - Reducing COVID-19 transmission from potentially asymptomatic or pre-symptomatic people through the use of face masks https://www.ecdc.europa.eu/en/publications-data/using-face-masks-community-reducing-covid-19-transmission 8. Leczenie. Are warning against NSAIDs in COVID-19 warranted? https://www.medscape.com/viewarticle/926940#vp_3 Position Statement of the ESC Council on Hypertension on ACE-Inhibitors and Angiotensin Receptor Blockers https://www.escardio.org/Councils/Council-on-Hypertension-(CHT)/News/position-statement-of-the-esc-council-on-hypertension-on-ace-inhibitors-and-ang Expert consensus on chloroquine phosphate for the treatmen of novel coronairus pneumonia https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32075365/ A trial of lopinavir-ritonavir in Adults hospitalized with severe COVID-19 https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2001282 Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19 ZN(2+) inhibitis coronavirus and arterivirus RNA polymerase https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21079686 Hydroxychloroquine and azithromycin as a treatment of COVID-19: results of an open-label non-randomized clinical trial https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0924857920300996 Bacille Calmette-Guérin (BCG) vaccination and COVID-19 https://www.who.int/news-room/commentaries/detail/bacille-calmette-guérin-(bcg)-vaccination-and-covid-19 9. Inne informacje. The proximal origin of SARS-CoV-2 https://www.nature.com/articles/s41591-020-0820-9?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=NatureNews_&utm_content=organic&sf231597135=1 Relationship between ABO blood group and the COVID-19 susceptibility https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.03.11.20031096v1?fbclid=IwAR3mlp24hNiS1BaFWlXMckf_wmSs1w_wTKLZWkAqZVa7t1xPLJnSTQRJpS4 Coronavirus disease 2019 UpToDate https://www.uptodate.com/contents/coronavirus-disease-2019-covid-19?fbclid=IwAR1QTo3_QGA-xe9Pumph69pMYdq5qpvNKGz6zzH10dywoKizr_k4XvraZok#PATIENT_INFORMATION
    84 points
  12. TL;DR: Tekst opisuje pokrótce czym są Shit Testy, dlaczego mają one miejsce, jak je zbijać i wyprowadzać własne. Do analizy użyto podstaw Juggler oraz Mystery Method i teorii P. Tymochowicza, a także kilkanaście pojęć z języka PUA, dynamik socjalnych oraz przemyśleń własnych autora. Kilka rzeczy, ze względu na charakter publikacji (post), zostało ograniczonych do minimum. PS Przebrnij najpierw przez słowniczek i część teoretyczną aby zrozumieć całość. Słów kilka na początek… Nie ma chyba na świecie mężczyzny, który nie spotkałby się ze zjawiskiem shit testu ze strony kobiety - „Przecież Ty nie umiesz położyć kafelków”, „Jesteś dla mnie za niski”, „Podwieziesz mnie?”, „Zrób tak jak chcę”, „Bo będę płakać” - kilka pierwszych lepszych przykładów, o różnym „kalibrze gatunkowym”. Dla nieobytego z Paniami samca są one zazwyczaj szybką ścieżką ku friendzone bądź, w najlepszym razie, zostania orbiterem. Skąd o tym wiem? To proste - ponieważ wielokrotnie je oblewałem co kończyło się „przyjaźnią” bądź szyderczym śmiechem. Nie ma jednak innej drogi do zrozumienia niż solidna porcja teorii, którą potem przetestujesz w praktyce. Zapraszam Cię więc do świata męskich koszmarów, upokorzeń i porażek, który, po jego poznaniu i zrozumieniu zasad w nim panujących, daje niesamowitą frajdę i praktycznie nieograniczone możliwości zastosowań w relacjach nie tylko damsko-męskich. Schemat dynamiki, shit testy, IOI’e, przeramowanie i inne zabawki Na potrzeby tego tekstu zdefiniujmy kilka podstawowych pojęć dotyczących dynamik socjalnych w ujęciu damsko-męskim. Większość z nich zaczerpnięta jest z Mystery Method, którą stworzył pewien dwumetrowy chudzielec z wiecznymi depresjami i marzeniem o zostaniu magikiem – zrozumcie więc specyfikę języka i postarajcie wczuć się w niego. Schemat dynamiki damsko-męskiej: Attraction + Comfort = LTR / FF Attraction – Comfort = ONS / FF -Attraction + Comfort = LTR („na pasożyta – facet „bankomat”) / Friendzone Attraction = wygląd fizyczny + umiejętności socjalne samca Comfort = pozycja społeczna samca + poczucie samicy, iż po upojnej nocy nie weźmie on nóg za pas. Shit test – podstawowe narzędzie do sprawdzania przez samicę ramy samca. Istnieje wiele teorii mówiących dlaczego jest ono stosowane – dla mnie najbardziej prawdopodobny jest miks: 1. Samiec ma za niskie SMV (atrakcyjność na rynku seksualnym – wygląd plus pozycja społeczna) dla samicy aby nastąpił „Mat Głupca” ale na tyle akceptowalne, iż wchodzi on do gry jako potencjalny kandydat na ONS / LTR – w przypadku oblania wpada w rolę orbitera bądź friendzone 2. Samica ma bardzo duże powodzenie, jest tego świadoma i stara się odrzucić osobniki które zbyt łatwo zrezygnują bądź są za słabe – w punkcie pierwszym mieszczą się też klasyczni „pukacze”, którym szkoda czasu na taką dziewczynę w związku z tym, iż mogą w tym czasie podrywać inne 3. Samicy ktoś swego czasu zrobił niezłe emocjonalne „kuku” (wystawienie, ons przez obietnicę związku, gwałt itp.) i w związku z tym jest ona bardzo niedostępna i podejrzliwa wobec samców 4. Samcowi idzie „za dobrze” a shit testy są ostatnią linią obrony przed ulegnięciem przez samicę 5. Samica jest wariatką, borderką, bardzo niestabilna emocjonalnie itp. Orbiter – facet trzymany „na zapleczu” w sytuacjach gdy samiec Alfa nie będzie osiągalny. W zamian za posługiwanie Pani może liczyć na buziaka w policzek, miłe słowo ale nic więcej. ONS – One Night Stand – nocna przygoda, jednonocny seks. Prywatnie nie sprowadzam takich kobiet do domu, a także nie zostaję u nich na noc. Tego typu akcje bazują na Waszej atrakcyjności oraz obyciu towarzyskim bądź głupocie samicy, myślącej, iż przez łatwe danie dostępu do części ciała na której siedzi, uzyska Wasze zasoby. Trzecia droga, leszcza i frajera, to okłamanie kobiety co do związku itp. LTR – Long Time Relationship – klasyczny związek, rozumiany w kulturze łacińskiej jako para kobieta + mężczyzna. Friendzone – ciekawe narzędzie do zarządzania relacjami interpersonalnymi pomiędzy kobietami, a mężczyznami. Jeśli samiec nie posiada dostatecznie dużego Attraction dostaje friendzone. IOI – Indicator of Interest – znacznik zainteresowania – kobieta / mężczyzna daje wyraźny /zakamuflowany / świadomy/nieświadomy sygnał, iż jest zainteresowana/y stroną przeciwną. Czasem jest to też shit test mający zrzucić do friendzone, w przypadku nieodpowiedniej reakcji samca (zazwyczaj chodzi o to, iż zbyt szybko odczuwa on wtedy potrzebę seksu) Kinetyzacja – dotykanie jednego osobnika przez drugiego. Kinetyzacją jest więc zarówno podanie ręki na powitanie jak i całowanie się. Bardzo często nieumiejętne kinetyzowanie stanowi problem dla mężczyzn z naszego kręgu kulturowego, którzy przez lata uczeni białorycerstwa mają opory przed pocałowaniem kobiety, dotknięciem jej itp. Mistrzami w kinetyzacji są południowcy oraz Arabowie. Rama – wewnętrzny system przekonań, który emanuje w postaci zachowania poszczególnego osobnika. Ramy dzielą się na mocną oraz silną, a także naturalną i wytrenowaną. Silna rama oznacza lidera, przywódcę stada, osobnika niezależnego, narzucającego swoje zdanie innym, decydującego o ich losie, niepotrzebującego innych ludzi do egzystencji. Mocna rama naturalna dotyczy czasem ludzi z zaburzeniami psychicznymi, nieznających często granic dobra i zła, psychopatów bądź kobiet o bardzo wysokim SMV (choć naturalna rama u kobiet jest moim zdaniem dyskusyjna). Mocna rama nabyta kształtuje się w toku życia oraz pokonywania jego kolejnych przeszkód – tak samo zresztą jak rama słaba. Przeramowanie relacji – gdy spotykają się dwie silne ramy, męska i żeńska, jedna z nich musi ulec, aby nadać odpowiedni tor danej interakcji. Odbijanie shit testów i wyprowadzanie własnych pozwala na zbicie kobiecej pewności siebie, przechwycenie jej, prowadzenie, a w konsekwencji do uległości. Z przeramowaniem związana jest również taktyka „odwrócenia społecznych ról”. Kwalifikowanie – metoda polegająca na oznajmianiu kobiecie co jest ważne dla Ciebie w życiu, jakie masz wartości, pasje i hobby, po to, aby sprawdzić, czy wpisuje się Ona w Twoje oczekiwania. Odwrócenie społecznych ról - cel przeramowania. Po zbiciu ramy kobiety, przejmujecie jej rolę w dawaniu / odbieraniu atencji w zamian za jej różne typy zachowań. To kobieta zaczyna się o Was starać nie Wy o nią. Mat głupca – stopień atrakcyjności nieznanego wcześniej samca jest tak wysoki w oczach samicy, iż odbywa ona z nim stosunek seksualny bez znacznych zabiegów z jego strony. Najszybszy mat głupca niżej podpisanego miał miejsce po około 20 minutach do poznania samicy. Często jest to związane z podświadomym ideałem wyglądu jaki każdy z nas posiada w głowie. Podświadoma checklista - dotycząca wyglądu fizycznego osobnika drugiej płci. Po odhaczeniu „checklisty” stajemy się bardzo często bezbronni / zamroczeni dzięki wyrzutowi hormonów jaki następuje. Osobiście uważam, iż nie da się tego opanować, a należy jedynie przeczekać, minimalizując straty i budując punkty zaczepienia do przeramowania. Checklista ma związek z fetyszami – okulary, warkocze, rudy kolor włosów, wzrost itp. 90/10 – wedle Jugglera w początkowych stadiach relacji damsko-męskich to Samiec musi dostarczyć 90% konwersacji aby dopełnić 10% tego, co daje samica (wynika to z ról kulturowych, nieśmiałości, konstrukcji psychicznej kobiet, a także atencji jaką dostają za darmo od białorycerstwa). Szczególnie częste w przypadku sytuacji gdy dochodzi do shit testów. Storytelling – stworzenie swoimi wypowiedziami spójnego i atrakcyjnego wizerunku, który ma uzmysłowić danej samicy, jak interesującym człowiekiem jesteście. Wedle słów P. Tymochowicza „ludzie myślą, iż jesteśmy tym co widzą, a nie tym czym jesteśmy naprawdę”. Gadżetami storytellingu są zdjęcia na telefonie prezentujące Wasze życie biżuteria z odpowiednią historią etc. Storytelling nie może polegać na kłamstwie ale na umiejętnej prezentacji jestestwa. Wata – rozmowa o niczym, często połączona z drażnieniem się i flirtem. Trudna sztuka opanowania tej konwersacji możliwa jest tylko w przypadku bycia kobietą bądź przerobienia naprawdę dużej ilości randek. Zasada 45 minut – każda kobieta na wstępie dostaje 45 minut czasu na randce. Po tym czasie oceniam czy warto spotkanie przedłużyć, czy szkoda na nie czasu. Pro Tip – ustawiajcie sobie budziki w telefonach z sygnałem połączenia / wiadomości aby wyglądało to naturalnie. Zasada 3 randek – jeśli cel interakcji (niezależnie jaki on jest) nie zostaje osiągnięty na 3 spotkaniu, wówczas cofacie się w znajomości lub ją zrywacie. Nie ma od tego wyjątków. Wszystkie opisywane terminy w praktycznej formie możecie odnaleźć w opisie sytuacji znajdującym się poniżej. Przylot Lubię miejsca w których można obserwować jak witani są wysiadający z pociągu czy samolotu mężczyźni. Ma to w sobie pewną magię – od razu widać na jakim etapie jest związek danej pary, a co więcej czy kobieta szanuję samca z którym jest, czy na niego czeka i wychodzi mu na spotkanie. Kiedy byłem jeszcze szczylem cierpiącym na całą masę kompleksów, często cholernie zazdrościłem facetom witanym przez rzucające się im na szyje kochanki / żony / dziewczyny. Później tylko dwie osobniczki zjawiały się na rozmaitych lotniskach czy dworcach – żelazna zasada brzmiała - do tego prawo mają tylko Panie „na stałe” - kochanki, FF, onsiary etc. to nie ten sort. To dla mnie zbyt intymna sprawa, żeby dzielić się z nią byle kim… - Cześć! O czym tak myślisz, że nawet mnie nie widzisz…??!! Odwracam głowę i widzę znajomą burzę loków… - Co Ty tu robisz? Nie powinnaś być w pracy? - Nie poszłam dziś do pracy. Nie byłam też na uczelni. - ?! - Cały dzień kombinowałam, kiedy wracasz. Przejrzałam pociągi i samoloty i wyszło mi , że chyba tym. Wcześniej czekałam półtorej godziny na drugim dworcu ale teraz się udało... - Ale o co Ci właściwie chodzi? - Nie napisałeś do mnie wczoraj, nie odezwałeś się, zniknąłeś, stałeś się oschły dla mnie, nie spałam pół nocy… - Hmmm - Możesz mnie wreszcie pocałować? - Hmmm może to jednak dobrze, że poznaliśmy się tydzień temu. - Jak zwykle za dużo mówisz, pocałuj mnie do cholery wreszcie zanim się naprawdę wk.rwię!! Obijanie w narożniku O X wiedziałem, iż jest wyluzowaną i dobrze wykształconą, młodą kobietą, o dość dużej pewności siebie. Wygląd znałem powierzchownie ale nie oczekiwałem po tym spotkaniu cudów – zresztą czym tu się ekscytować skoro przez ostatnie 3 dni umówiłem się z 6 kobietami? W zasadzie standardzik – każda szuka księcia z bajki, nie oferując nic w zamian. Szczerze powiedziawszy były okazje do onsów / ff ale nie miałem na to chyba ochoty. Po co robić kolejne nacięcie na ręce – nie doprowadzi to do niczego konstruktywnego? Regulaminowe 3 minuty spóźnienia i jedziemy z koksem… - Cześć – strasznie nie lubię jak ktoś wita mnie zza pleców - No hej… - odwracam się i z automatu całuję w policzek ale coś mi nie pasuje bo zaczynam się rumienić, czego nie doświadczyłem już od bardzo długiego czasu… - To gdzie idziemy, co proponujesz? - Hmmm… ekhm… - już wiem co się stało. Moja podświadomość odhaczyła właśnie tak cholernie dużo punktów z checklisty atrakcyjności, iż utraciłem możliwości swobodnego porozumiewania się. - Ej, no gdzie idziemy, nie bądź takimi ciepłymi kluchami! - Kurcze, może do X - Nie, tam jest nudziarnia, chodź do Y Pokornie zaczynam podążać za właścicielką jednego z fajniejszych tyłków z jakimi dane było mi się spotkać… - Hej, czemu idziesz, za mną, nawet nie wiesz jak mnie to drażni u facetów, może mi jeszcze torebkę poniesiesz?! - Nie nie, wiesz puszczam Cię przodem ble bla bla – w sumie to nie poznaję siebie, checklista plus rama dziewczyny, dwa strzały naraz, dobry odlot, wracają wspomnienia z przeszłości, zlewki, zapominanie co się ma powiedzieć itp. Docieramy na miejsce. Klub. K.rwa co ja tu robię, środowisko zupełnie nieprzyjazne. Nie umiem tańczyć… Nie przepadam za tym towarzystwem... Siadamy… - Nie wierzę, Ty jesteś, aż takim nudziarzem i sztywniakiem?! - Bla bla bla – włącza się „automat” a ja zagłębiam się w myślach. 15 minut. Katastrofa. Czuję się jak 20 latek, znów dostający bęcki na wybłaganych od panien randkach. Shit testy zamieniły się już w sumie w otwarty pojazd. Chyba najgorsza randka w życiu – nuda pomieszana z dosrywaniem i spinką. - Zaczekaj, muszę iść do toalety. - No, żebyś się nie zdziwił, jak mnie tu nie będzie. Kibel. Oaza spokoju i możliwość oddechu. Zimna woda na głowę. Dużo zimnej wody. Szybka ocena sytuacji – jeśli teraz nie odwrócę tego co się dzieje w sposób radykalny mogę iść do domu. Ale jak to, uciec jak gówniarz, dać się jej pojechać do cna – przecież nie spojrzę sobie w twarz w domu . K.rwa, K.rwa, K.rwa to już nie o tę samicę chodzi ale o mój honor. Ok Stary, wychodzisz tam i robisz co do Ciebie należy. Groźna mina numer 125 i jedziesz… - Ok wstawaj i daj m rękę. - Ale o co Ci chodzi? - Wstawaj i daj mi rękę – coś tam mamrocząc wstaje i wyciąga dłoń. Obejmuję ją swoimi palcami i zdecydowanie ciągnę ku wyjściu. - Co Ty robisz? - Wychodzimy stąd, to jakaś masakra żeby siedzieć w tak zrąbanym miejscu – czuję mocny uścisk dłoni. Po 10 minutach jestem na „swoim” - kanapy, sofy, możliwość swobodnej rozmowy i kina. Pełen komfort. - Fajna miejscówka. - Fajna. Lubię tu przychodzić. - I co, którą z kolei w tym tygodniu jestem, którą tu przyprowadziłeś? - 36stą bo dzięki temu mam tu rabat. - Jesteś zwykłym chamem. - Tam są drzwi, wiesz którędy możesz opuścić lokal – odwracam głowę w kierunku wyjścia i wskazuję jej ręką kierunek. - Nie no weź, Ty tak na serio? - Posłuchaj, wk.rwiałaś mnie dobre pół godziny, nudziłaś jakimiś fochami, dąsami i innym szitem, mimo to siedzę tu z Tobą i staram się porozmawiać jak z człowiekiem, bo uważam, że być może jest w Tobie coś interesującego. Od Ciebie zależy czy zostajesz czy wychodzisz bo zmarnowałaś już dość czasu jaki przeznaczyłem na to spotkanie więc albo rozmawiamy normalnie albo się żegnamy. Twoja decyzja. - Zostaję… ale nie bądź taki niedobry – źrenice w wyraźny sposób się rozszerzają, a głos staje się niższy. Załapało. (15 minut waty i storytellingu) - Wiesz to zabawne ale kiedy byłem w X to… - rzucam mimochodem. - Serio tam byłeś? Nie wierzę, nie bałeś się?! (Znów 15 minut waty i storytellingu. Telefon w kieszeni zaczyna wibrować, czas na „dobicie” i kończenie zabawy na dziś – żelazna zasada 45 minut) - Wiesz uwielbiam ciuchy marki X. Dobrze leżą, choć są cholernie drogie. - Zauważyłem, że dobrze się ubierasz, to rzadkie u dzisiejszych kobiet, spotkać babkę z klasą, o dobrze dobranych ciuchach jest naprawdę trudne. Większość myśli, że opięte spodnie na tyłku plus dekolt załatwia wszystko, a to bzdura. - A co myślisz o mnie? - Hm…. Wiesz, to już nie ma znaczenia, zbieramy się. (Tu nastąpił opis sytuacji z jej strony podkreślający status majątkowy jej środowiska, a także ogólne pompowanie własnej osoby). - Posłuchaj, nie interesuje mnie to, a wręcz zwisa i powiewa. Wiem dokąd idę, wiem czego chcę i wiem z jakimi ludźmi się dogaduje. Pieniądze to rzecz ulotna, raz są, raz ich nie ma, jeśli wiesz czego chcesz to i tak będziesz je miał. Wychodzimy. (5 minut spaceru i pożegnanie). - No to cześć – całuję ją w policzek. Widać widoczne zawahanie. - Pa! -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Po powrocie do domu wyłączyłem myślenie i skupiłem się na medytowaniu. Zabrało mi to trochę czasu ale sytuacja została ogarnięta na tyle, iż nie czułem złości ani do siebie ani do Samicy. Ot normalka – przy mocnych shit testach wyłażą wszystkie nieprzepracowane kompleksy, a w przypadku kobiety od razu widać było, że leciała „automatem” więc zapewne nie byłem pierwszy, który dostał takie miłe „powitanie” na początek znajomości. Pytanie brzmiało co robić? Odstawiając na bok atrakcyjność X, była ona niewątpliwie cholernie inteligentna i oczytana. Naprawdę to lubię i doceniam, mając na uwadze fakt, iż nie nie chcę znów wpaść w tryb „rozmów ze ścianą” w przypadku częstszych kontaktów. Sam seks mnie nie interesuje – mogę to mieć gdzie indziej i jeśli tylko to byłoby celem tego spotkania nawet nie pomyślałbym o dalszej znajomości. Co więc robić? Złamać zasady – napisałem do niej następnego dnia rano - „Hej, mam ochotę jutro pojawić się w X, jesteś pierwsza do której piszę, idziesz ze mną?” - nie licząc na jakikolwiek odzew, ewentualnie „hej, nie mam czasu / jestem zajęta”. Nie mija 5 minut, dostaję zwrotkę - „Chętnie. Ale dziś pójdziemy do kina. Nie jadam z nieznajomymi mężczyznami ;)”. Kości zostały więc rzucone… Królowa śniegu i próby na rollercoasterze - Przepraszam, że jestem taka zdyszana ale biegłam, żeby się nie spóźnić – zapowiada się cholernie miło – taka była moja pierwsza myśl po usłyszeniu tego zdania powitalnego. - Spoko, jesteś o czasie. Idziemy. Randka w kinie nie jest zbyt dobrym pomysłem na początek ale da się coś z tego wycisnąć. Odpowiedni dobór filmu plus możliwość „przypadkowego kinetyzowania” dają możliwości posunięcia znajomości do przodu. - Znasz tę serię filmową? - Nie, rzadko chodzę do kina bo nie mam na to zbyt dużo czasu. - Książek też pewnie nie czytasz? - Tak, masz rację, tylko instrukcje obsługi i gazetkę z hipermarketu. - Palant. - Uwielbiam te komplementy, którymi mnie obdarzasz. W trakcie filmu kilka rozmów. Nuda. Totalna nuda i gdybyśmy byli w knajpie zastanawiałbym się po co ja tu jeszcze siedzę, Kiedy scena jaka rozgrywała się na ekranie była wyjątkowo poruszająca, specjalnie się przysuwam, aby kobieta miała w możliwie jak najbardziej naturalny sposób szansę przytulenia się / złapania za rękę. Tym razem 0 reakcji. Jprdl po co tracę na to czas? Totalny bezsens, trzeba było iść się wyspać, tyle fajnych zadań w pracy, świat czeka otworem, a Ty łosiu siedzisz na nudnym filmie z nudną babą w kinie. (Po wyjściu 5 minut waty) - Ok, spoko film, ja lecę do domu. - Hmmm. No ok, to Pa! Idę do domu. Nie mija godzina, a dostaję smsa: „Chyba jest mi bardzo przykro, że jestem już w domu. Liczyłam, że będziemy się widzieć dłużej” - Pani odpala rollercoaster na pełnym gazie wrzucając w to niezły shit test czy się wkurzę: „Moja droga, lodówkę mam w domu i starczy jak ona jedna zieje chłodem. Trzeba było się przytulić w kinie, pewnie nadal siedziałabyś ze mną”. „A dlaczego Ty mnie nie przytuliłeś? ” „Patrz poprzedni sms” „Chyba nie wiem, czy chcę z Tobą iść jutro na obiad :(” „Twoja sprawa. Masz czas do 10 rano dać mi znać. Dobranoc”. Rozbij układankę i na nowo złóż mózg 9.59 sms: „Ok, to co dziś na 18?” - szczerze powiedziawszy tego się spodziewałem. „Nie, zmiana planów, widzimy się o 16, załóż wygodne buty, a nie szpilki jak zwykle”. „A gdzie idziemy?” „To nie ma znaczenia, bądź o tej godzinie w miejscu X” „Ok”. Kolejne trzy godziny zajęło mi latanie po mieście i sprawdzanie lokalizacji, które chciałem z Nią odwiedzić oraz przypominanie sobie informacji, jakie dziś miałem zamiar wykorzystać. Założenia były dwa – mam się dziś dobrze bawić i dać jej na maksa emocji – albo będzie ok albo definitywnie się żegnamy O umówionym czasie Pani X melduje się na miejscu. Strój oraz full tapeta świadczą, iż na to spotkanie nie szykowała się 10 minut. Zapach świeżo wypranych ciuchów i odżywki do włosów oznacza jedno – dziś gramy o wszystko. Buziak na powitanie i rzucamy kości na stół… - Cześć gdzie idziemy? - Daj mi rękę i nie zadawaj zbyt dużej ilości pytań. (Randka) - Kurde skąd Ty to wszystko wiesz, jesteś taki cholernie oczytany. (…) - Nikt mi nigdy tego nie pokazał. (…) - Nigdy nie słyszałam tej wersji historii o tym miejscu. (…) - Naprawdę tam idziemy, tam można wejść? (…) - Boję się, proszę złap mnie za rękę (…) - Przepraszam, popłakałam się z emocji, na bank się nie rozmazałam? (…) - Przytul mnie proszę, cała się trzęsę. (…) - Jezu, dobrze, że to już koniec. Chodźmy gdzieś usiąść, muszę się uspokoić. (Herbata i spacer. Uliczka z latarniami i totalnie starą zabudową. 0 ludzi, stajemy). - Podejdź tu do mnie. - Ale co Ty chcesz zrobić? - Po prostu podejdź bliżej. Bam. Weszło jak złoto. Lubię ten moment, gdy żeby się pocałować, kobieta musi stanąć na palcach, ze względu na różnicę wzrostu. - O matko, jestem cała czerwona. - Daj mi rękę – podaje mi dłoń i przytula się mocno – idziemy gdzieś usiąść. (randka) - Przepraszam Państwa zaraz zamykamy. - Dziś tak wcześnie? - Proszę Pana jest 1 w nocy, siedzicie u nas już państwo 4 i pół godziny – z wyraźnym rozbawieniem kelnerka dodaje - chyba coś Panu dziś za bardzo przedłużyło – uwielbiam tę laskę, przyprowadziłem już do tej knajpy tyle kobiet, a ona trzyma gębę na kłódkę, bo wie, że napiwek będzie naprawdę dobry. - Ok, już się zbieramy. - Cholera, nie wiedziałam, że to już tyle czasu. - Ja też nie. - Przytul mnie jak wyjdziemy ok? -------------------------------------------------------------------------------------------------------- 3 rano. Sms. „Czy mogę do Ciebie zadzwonić”? „Jeśli to coś pilnego to ok” Powoli składam się do kupy ale jestem półprzytomny. Dzwonek telefonu. - „No hej” - „Hej” - „Nie mogę spać, co Ty mi zrobiłeś?” - „O co Ci chodzi?” - „O to, że leżę w łóżku i nie mogę zasnąć. Trzęsą mi się ręce i uda” - „Chyba o to chodziło, no nie?” - „Zabije Cię. To była najlepsza randka w moim życiu” Szpryca i co z nią zrobić? Kładąc głowę na poduszkę już wiedziałem co stało się u X i byłem pewien, że to samo czeka mnie jutro. Z doświadczenia wiem, iż szprycę hormonalną dostaję rankiem, następnego dnia po „zacieśnieniu znajomości”. Jestem zdania, iż z tym „dopałem” nie należy walczyć ani się przed nim bronić tylko wykorzystać w konstruktywny sposób. Właściwie dlaczego miałbyś się bronić przed przyjemnością i uczuciem, gdy hormony szczęścia zalewają Ci mózg? Totalny bezsens – zgrywanie przed samym sobą twardziela świadczy o olbrzymich kompleksach i nieprzepracowanych problemach. Czy nie lepiej jest wykorzystać ten potencjał do zrobienia czegoś twórczego, dociśnięcia pedału gazu w swoim życiu zawodowym oraz samodoskonaleniu już na maksa? Jeśli w tym momencie, cieszy Ci się micha, a Twój banan na twarzy jest nieustający po prostu daj się temu ponieść i ciesz się chwilą. Oczywiście nie oznacza to, że masz nagle stać się białorycerzem i latać za daną Panią. O nie mój drogi, teraz właśnie przychodzi czas na pokazanie całego kunsztu Twojego jestestwa – najlepiej… zniknij. Czy nie zwróciłeś uwagi, iż kobiety stosują często taktykę „kociego kłębka” - dadzą Ci trochę dobrych emocji, po czym odsuwają się od Ciebie, abyś zaczął gonić za nimi. Kiedy przeramowanie masz już dawno za sobą, nadszedł czas na zmianę ról społecznych. To ona, w przeciwieństwie do układów białorycerskich, ma za Tobą ganiać i szukać kontaktu, Ty, choćby szpryca ciągnęła Cię ku niej 24h / na dobę, musisz to opanować i zająć się swoimi sprawami. To trudne ale przyniesie piorunujący efekt. W tym przypadku nie szukalem kontaktu przez całe następne dzień, by następnie oznajmić, że wyjeżdżam i wracam tego i tego dnia. Zwróćcie uwagę jak wielki shit test poszedł z mojej strony – czy ona się zainteresuje, co zrobi i co zaproponuje. Jeśli kobieta na to zareaguje, oznacza to, iż zaczyna jej na Was zależeć, jeśli nie, jest idiotką (bo i takie przypadki się zdarzają, niestety nasze Panie mają czasem inteligencję ameby połączoną z bezradnością 3 latka) albo nadal ma wywalone. W takiej sytuacji decyzja należy do Ciebie – ucinasz to albo cofasz się dwa kroki w tył i kontynuujesz jazdę. Po co to zrobiłem – aby przetestować kobietę i zobaczyć, jakich zachowań mogę spodziewać się w przyszłości i czy spełnia ona moje wymagania w tym zakresie. Osobiście nie oczekiwałem tego co zaszło, a co opisałem we wstępie – raczej po prostu pytania kiedy się umówimy, a nie robienia takiej niespodzianki „lotniskowej”. A co było dalej? Nie pytajcie... Są pewne sprawy o których gentlemani nie rozmawiają -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Kiedy warto bawić się shit testami Bardzo słusznym pytaniem, nasuwającym się po przeczytaniu powyższego, jest - „Po co i czy warto”? Nie warto jeśli: 1. Chcesz tylko seksu – możesz go znaleźć o wiele szybciej i łatwiej gdzieś indziej 2. Dziewczyna nie do końca Ci się podoba / nie jest w Twoim typie – szkoda czasu 3. Nie bawi Cię „gra” czyli podrywanie, nie lubisz chodzić na randki – nie nadajesz się do tego – rób sobie ONSy, chodź do agencji itp. 4. Nie lubisz kobiet – nigdy nie będziesz naturalny w tym co opisałem powyżej, nienawiść szybko wybije i sam się na niej poślizgniesz 5. Nie jesteś pewien siebie i tego co jesteś wart – odpadniesz bardzo szybko, a rany jakie dostanie Twoje poczucie własnej wartości, długo się nie zabliźnią 6. Nie lubisz dreszczyku emocji oraz szprycy hormonalnej – zostaw shit testy i skup się na kobietach, które lecą na Ciebie „z automatu” 7. Nie masz choć trochę chęci dowiedzieć się czegoś o dynamikach socjalnych oraz własnych słabościach. Kolejną kwestią jest „bariera opłacalności” tego typu relacji – ja za taką uznaję trzecie spotkanie. Jeśli w jego trakcie „nie zaskoczy” szkoda na to czasu i środków. Zresztą, mówiąc szczerze, – 99% „atencjuszek” udaje mi się odsiać już na pierwszej kawie, a te które zostają są mną zainteresowane, a ja nimi. Dlaczego właściwie dochodzi do shit testów? Odpowiedź na to pytanie jest złożona i po części podzieliłem się z Wami moją opinią już w słowniczku pojęć na początku tekstu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na trzy, moim zdaniem, najciekawsze aspekty, które często powodują, iż faceci źle interpretują ich pojawienie się. Po pierwsze – tego typu zagrywki są typowe dla kobiet, które mają „branie”. One atencję mają za darmo, nie robiąc nic, od stada białorycerzy. W jaki sposób mają odłowić więc tę wartościową jednostkę, która da im odpowiedni komfort życia? Po drugie – to My faceci, a właściwie białorycerstwo, jesteśmy winni temu, iż kobiety nauczyły się stosować takie zagrywki masowo. Jeśli dziś dana Pani, będąc nawet 5 czy 6, ma atencję na fejsiku w zamian za samo wstawienie zdjęcia z dziubkiem to o czym właściwie rozmawiamy? Doskonale wiecie co dzieje się na portalach randkowych, a jeśli chcecie zobaczyć jak czapkują faceci najlepszym „sztukom” w realu poobserwujcie jakieś 30 minut taką kobietę, zobaczcie te wszystkie otwarte drzwi, uniżone uśmiechy, pytania czy nie pomóc. Panowie – w jej sytuacji też odbiłaby Wam palma. Po trzecie – i najważniejsze – wielu facetów dołuje się, iż dostaje takie zagrywki „na klatę”. Błąd – one często świadczą o tym, że jesteś dla danej kobiety atrakcyjny, a ona jedyne odpaliła program „zanim rozłożę nogi muszę się upewnić”. Najśmieszniejsze jest to, iż możesz się spotkać z Shit Testami gdy… idzie Ci za dobrze. Nie, nie żartuję. Jaka jest najskuteczniejsza metoda na shit testy? Zwróciliście pewnie już uwagę, iż w tym tekście, zamiast listy odzywek Pań i odpowiedzi na nie dostaliście „mięso” w postaci całego procesu przeramowania (niecały tydzień) i wskazówek co do mindsetu. Bierze się to z prostego faktu – najprościej jest je olewać i robić swoje albo odpowiadać w sposób absurdalny. 0 agresji i tłumaczenia się. Czy słoń przejmuje się piskiem mrówki? Czy bogacz myśli o złorzeczeniu żebraka? Czy piękna kobieta przejmuje się wyzwiskami loosera, którego właśnie olała? Z tego właśnie powodu u podstaw musi leżeć Twój mindset – cokolwiek by się nie działo ma się w nim znajdować informacja – nic, co usłyszę od kobiety, nie zmienia faktu, iż to JA jestem tą unikalną jednostką z własnym światem, pasjami i zainteresowaniami, i to JA niejako dopuszczam Ją do swojego świata, który jest o niebo lepszy od jej szarej i nudnej egzystencji. Nie chodzi o to abyś buraczył, był agresywnym idiotą przekonanym o swojej własnej wartości ale raczej człowiekiem świadomym tego kim jesteś i do czego dążysz. Musicie również zdać sobie sprawę z pewnej kwestii – nic co jest związane z kobietami, nie jest Wam dane na stałe. To, że dziś dana panna umawia się z Wami i robi maślane oczy, nie oznacza, że jutro nie będzie tego robić dla innego samca. Panie od zawsze szukały najlepszego osobnika do rozrodu, a dzisiejsze poluzowanie norm społecznych, brak potępienia dla kurewstwa i puszczalstwa spowodował hipergamię do kwadratu – kobiety po prostu przestały być kobiece. Najważniejsze jednak abyś nie wyciągał z tego faktu głupich wniosków w stylu „wszystkie kobiety to k.rwy” etc. Totalny błąd i odbieranie sobie wielkiej frajdy w życiu jaką są relacje damsko-męskie. Nie spłycaj ich do poziomu bzykania, bo jest to po prostu… nijakie. W mojej filozofii życiowej bardzo ważne miejsce zajmuje fakt, iż lubię emocje, nie żyje mi się bez nich dobrze. Kobiety je zapewniają, są naprawdę fajnymi istotami ale… nie wymagaj od nich rzeczy niemożliwych. Uważny czytelnik dostrzegł zapewne fakt, iż lubię nieco teatralne i ocierające się o białorycerstwo teksty i zachowania. Tak – świadomie je wybieram bo kręcą mnie i dają satysfakcję. Decyzją kobiety jest, czy się do nich dostosuje i sama zacznie się tak zachowywać, czy też odejdzie w siną dal. Tu dochodzimy do punktu czy warto pokazywać, iż „zależy mi”. Dla pewnej grupy kobiet i w pewnych sytuacjach warto. Ale – i to bardzo poważne ale – mając warunki i świadomość tego, iż w każdym momencie to wszystko może zniknąć jednak nie wyrządzi Ci to większych strat ponieważ na jej miejsce czekają inne. Zwróć uwagę, iż podczas opisywanej tu interakcji cały czas umawiałem się z kolejnymi kobietami – nie po to, żeby, pisząc kolokwialnie, „zaruchać” ale w celu testowania swojego własnego zainteresowania omawianą samicą – czy spełnia ona moje wymagania, czy nie judze się z nią i czy zapewnia mi emocje, które lubię? Podłe? Chamskie? Nie… wyuczone od kobiet, które robią dokładnie to samo. Dlatego właśnie tak ważne jest dbanie o jakość Twojego życia – jeśli Ty się w nim dobrze czujesz, dbasz o swój wygląd, zarabiasz jakieś sensowne pieniądze, kolejka chętnych Pań będzie cały czas się ustawiała. Chcę jasno podkreślić – tak jak głupotą (w mojej opinii) jest całkowite odrzucanie LTRów, tak samo głupie jest fokusowanie na jednej, jedynej kobiecie. Zresztą… nie ma nic bardziej pociągającego dla naszych Pań, niż świadomość, iż otacza Was wianuszek adoratorek. One chcą wiedzieć, że jesteście coś warci, a to daje Wam towarzystwo innych kobiet (skoro one się interesują, on musi być kimś wyjątkowym) – Panie będą wtedy o Was walczyć, a taki jest cel przeramowania i zmiany ról społecznych. Co po przejściu etapu shit testów? Załóżmy, iż opanowałeś sytuację i zaczynacie się mieć „ku sobie”. Jednym z największych błędów jakie popełniają w tym momencie faceci to osiadanie na laurach podczas gdy to właśnie wtedy zaczyna się zabawa mająca na celu wyznaczenie kobiecie pewnych punktów, które muszą jej pokazać Twoje standardy, do których ona ma dążyć. „Kwalifikowanie” jest ni mniej ni więcej, a właśnie takim postępowaniem. Idealnie jest, gdy wpleciesz jej już w sam początek Waszej znajomości ale tu bądź ostrożny – musisz mieć już za sobą proces Attraction – kobieta czuje do Ciebie pożądanie, chce oddać Ci prowadzenie, widzieć jaki jest Twój świat. Zwróć uwagę, iż dzięki kwalifikowaniu ukazujesz siebie jako człowieka mającego standardy i wymagania – do tego jednak Twoje życie musi być na odpowiednim poziomie, a Ty sam nie możesz być jednym z 1000 lemingów żyjących wedle schematu 8h/8h/8h. Jak kwalifikowanie wygląda w praktyce? - Wiesz, kocham książki Orwella, znasz coś tego gościa? - Wiesz, uwielbiam ludzi z fantazją, ostatnio czytałem o facecie który ….. co o tym myślisz? - Wiesz, kiedyś pracowałem naprawdę ciężko ale dawało mi to satysfakcję – ot, uważam, że każdy powinien się czasem zmęczyć fizycznie co o tym sądzisz? - Wiesz, mam w pracy gościa który tyra po 12h na dobę, średnio mi się to podoba, nie mógłbym tak żyć, co o tym sądzisz? - Wiesz, uwielbiam zwierzęta, wydaje mi się, że jeśli ktoś ich nie lubi nie jest dobrym człowiekiem – jak to jest u Ciebie? - Wiesz, jak szedłem tutaj to spotkałem parę staruszków, takich koło 80tki, trzymających się za ręce, super widok, uważam, że to coś niesamowitego jak ludzie tak bardzo się kochają w tym wieku? Oczywiście są to tylko przykłądowe i w jakiś sposób skalibrowane pode mnie (mniej więcej) kwalifikacje – Ty sam najlepiej wiesz kim jesteś, co lubisz i jak chcesz żeby wyglądała Twoja relacja z kobietą. Myśl, kombinuj i działaj, Jako podsumowanie Kończąc ten mini-tekst chcę zaznaczyć, iż powyższa droga nie jest dla każdego. Tak naprawdę to mój zestaw światopoglądowych, mój świat, do którego Cię zapraszam, a TY, jeśli chcesz przekraczasz jego bramy. Spójrz na moje osobiste uwarunkowania i zrozum, iż jest to takie ukształtowanie liniowego procesu dynamik socjalnych (A + C = ?) abym dostał to czego potrzebuję. Czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem trochę uzależniony od „tarcia ram” w relacjach damsko-męskich – kobiety do puknięcia „z marszu” nie wzbudzają we mnie zainteresowania, tak jak i Panie, o które nie trzeba się w ogóle starać. Może to wina faktu, iż przygniatająca większość mojego życia seksualnego stanowią ONSy? Zapytaj też sam siebie - mam inne cele? Wymagania? Marzenia? Uwarunkowania doświadczeniami i potrzebami? Bardzo możliwe, że tak i zachęcam Cię do posiadania własnego zdania i odnalezienia własnej drogi. Pamiętaj bowiem, iż naprawdę inteligentny człowiek nie kopiuje zachowań innych ale obserwuje je, wyciąga wnioski, sprawdza co działa w jego przypadku, a następnie wdraża w życie zachowania dające mu sukcesy na różnych polach. Wbij sobie do głowy - piękne Panie na całym świecie czekają, żeby poznać kogoś wyjątkowego PS Muszę jeszcze napisać o pewnej dość smutnej rzeczy ale mogącej uratować Ci kiedyś tyłek… W tekście opisałem shit testy pojawiające się w procesie poznawania, dwójki zupełnie obcych sobie ludzi, a pominąłem te, które pojawiają się w związkach czy małżeństwach. Jest to świadome zachowanie z mojej strony ponieważ uważam, iż jeśli coś takiego zaczyna mieć miejsce, to należy… zakończyć związek po to aby nie marnować sobie życia. Jeśli opisana sytuacja dotyczy Ciebie to… przemyśl 100 razy co napisałem w tym akapicie. Zainteresowanych tematem zapraszam do dyskusji, wymiany poglądów, doświadczeń itp. Natomiast w tym wątku proszę nie robić rozkmin na temat samej istoty (i sensowności) PUA i pokrewnych, a także nie biadolić na kobiety.
    83 points
  13. Zanim przyszedłem tutaj na forum, już trochę wcześniej zacząłem pracować nad sobą i swoją pewnością siebie. Byłem lękliwym chłopakiem, który miał nieodpowiednie wzorce, rodzina dała mu w kość, a na wszystko jeszcze nałożyło się katolickie programowanie. Spędziłem nad sobą, swoimi emocjami 2 lata. Nie zawsze było łatwo. Czasem przechodziłem okresy w których chciałem wszystko rzucić, poddać się i skończyć z tym wszystkim. Popaść w stagnację i w stan w którym każda rzecz byłaby mi obojętna. Ale coś w środku we mnie nadal chciało walczyć. Pomimo, że zdarzały się okresy w których rzucałem się na wszystkie strony, nie panowałem nad swoimi lękami były momenty w których widziałem zmiany siebie samego. Właśnie te momenty gdy dostrzegałem, że ciężka praca daje odpowiednie efekty dawały mi siłę napędową, by jeszcze bardziej przycisnąć śrubę, śrubę która w końcu została przykręcona na maksa. Czasem potrafi się ona poluzować, ale nie tak bardzo jak kiedyś. Szybka korekcja i wpasowanie w jej odpowiednie miejsce daje mi poczucie tego, że niedługo nie będę się musiał wcale troszczyć o to, by w ogóle pamiętać o jej istnieniu. Są pewne podstawy i wzorce o których należy pamiętać przy pracy nad sobą. 1. Wyparte emocje, lęki Jedno z najważniejszych rzeczy i najtrudniejszych z jaką przyjdzie nam się zmierzyć. Dlatego przed zabraniem się za nie radzę wpierw za pomocą afirmacji podwyższyć choć odrobinę swoją samoocenę, bo gwarantuję wam, że zabranie się za nie , nie będzie przyjemne. Dowiecie się o sobie bardzo wiele oraz to jak sterują wami emocje. Zobaczycie czemu w danych sytuacjach zachowujecie się tak, a nie inaczej. Innymi słowy poznacie siebie i dowiecie się kim naprawdę jesteście i w jaki sposób zaprogramowano waszą podświadomość. Prawda może boleć, ale jest ona konieczna do poznania tego jak mamy pracować samemu ze sobą. W czasie obserwacji, wypuszczania emocji, może zdarzyć się, że dokopiemy się do nieświadomości zbiorowej. Nie przerażajcie się, nie wypierajcie tych emocji, Po prostu pozwólcie im być. 2. Tworzenie nowych wzorców emocjonalnych, myślowych oraz neuroasocjacji. Patent polega na tym jak dokładnie przerobiliśmy punkt to zwróciliśmy uwagę na to, że im bardziej czemuś poświęcamy energię to zaczyna to rosnąć w naszym życiu. Nasza uwaga, świadomość poświęcana jakiejś myśli powoduje, że zaczyna ona nabierać charakteru emocjonalnego która z czasem staje się coraz większa i większa. Zaczyna ona przejmować kontrolę nad nami samymi i nagle uświadamiamy sobie, że pewność siebie można naturalnie wyćwiczyć. Tak samo jak kiedyś wmawialiśmy sobie, że jesteśmy do niczego to tym razem możemy zrobić taki myk i zaprogramować nas samych. Stworzyć nasz prywatny software na naszych zasadach, a nie na kogoś kto nam wmówił głupoty do główki. 3.Kobiety. Pomimo tego, że przepracowaliśmy negatywne emocje, staliśmy się w miarę ogarniętymi ludźmi pozostaje właśnie moim zdaniem aspekt płci przeciwnej, który często pozostaje nierozwiązany albo powoduje przykre odczucia w stosunku do kobiet, blokując przez to radość życia i obcowanie z kobietami. Możemy wyćwiczyć nieziemską pewność siebie, być przysłowiowymi "Alfa" w towarzystwie, ale mieć białorycerskie wzorce, które sprowadzą nas na manowce. Zakochamy się w miłości naszego życia oraz niesieni hajem hormonalnym damy się upokorzyć i łasić przed nią. Nie. Tak nie ma być. Jeśli masz się szanować, masz mieć wysoką pewność siebie nie masz prawa dawać się gnębić, poniżać ani przede wszystkim być okłamywanym. Dotyczy też to drugiej strony. Szanujmy siebie, swój czas i drugie osoby. 4. Dwie rzeczy, które nas ograniczają, a może i trzy? Zakładam, że jesteś już człowiekiem, który wstał na nogi i czuje w sobie pulsującą krew, która daje znak do walki. Chcesz zdobyć świat, chcesz zaliczać najlepsze panienki na świecie, chcesz robić to, chcesz robić tamto, ale czekaj czekaj. Coś nie gra. Masz siłę, motywację, chęć, ale pytanie brzmi czego Ci brakuje? Brakuje Ci pieniędzy. Nie daj nigdy sobie wmówić, że pieniądze nie są ważne w życiu. Są bardzo ważne, bo dzięki nim przede wszystkim jesteśmy niezależni, mamy możliwości i perspektywy przed nami stojące. Pieniądze są symbolem bogactwa, darem bożym, pozwalają cieszyć się życiem. Pewnie powiesz. że trudno je zdobyć, a pierwszy milion trzeba ukraść. Głupota. Jeśli masz jakiekolwiek pojęcie o świecie to doskonale możesz zauważyć, że pieniądze leżą na ulicy. Najpierw trzeba umieć dostrzegać sytuację, a później umiejętnie je wykorzystywać. Tylko ludzie leniwi, głupi, którzy nic nie robią ze swoim życiem narzekający ciągle na wszystko będą Ci wmawiać, że zgromadzenie majątku nie jest możliwe. Więc po pierwsze skup się na pieniądzach, gdy będziesz miał pieniądze będziesz miał możliwości i nie będziesz na nikogo skazany. Będziesz mógł robić to co Ci się żywnie podoba. Spełniać pasje, podróżować po świecie. Inni będą darzyć Cię szacunkiem, bo wiedzą, że muszą to robić. Pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa, stabilności oraz pewności tego, że nie musisz być zdany na kogoś innego będąc niezależnym. Pieniądze to wolność oraz jeden z aspektów na których składa się wewnętrzny spokój i pewność siebie. Masz już pieniądze, więc masz możliwości. Ale ogranicza Cię jeszcze tylko jedna rzecz. A jest nią język. Dlatego poświeć swój czas i ucz się języków, wiele zyskasz pokazując swoje obycie z nimi z przyszłymi biznesowymi partnerami z różnych części świata. Ale też nie tylko z nimi. Zaimponujesz prostym ludziom, którzy będą mogli porozmawiać z Polakiem we własnym rodowitym języku co przekłada się na to, że zdanie o Polakach będzie coraz lepsze. Umysł. Lawina myśli. Nigdy nie daj się wpuścić w pułapki myślowe. Ćwicz medytację, sztukę oddychania, jogę. Zacznij panować nad swoim umysłem, Niech on nie panuje nad Tobą, pokaż, że potrafisz go odciąć i nie myśleć, ale po mistrzowsku go wykorzystywać. 5. Decyzje Bez podejmowania celów, decyzji dalej będziesz tkwić w stagnacji, Jeśli nie wiesz czego chcesz od życia, nie wiesz co chcesz zmienić w swoim życiu na lepsze to o czym mamy rozmawiać? Dalej będziesz płynął w strumienie gdzie wszyscy płyną na zatracenie, albo odważysz się i podejmiesz się czegoś. Życiowa gra polega nie tyle na tym, żeby mieć dobre karty, ile żeby dobrze rozegrać marne. A dodając od siebie: Dobrze rozgrywając i wygrywając wkrótce nie będziesz musiał grać, bo będziesz zwycięzca bez względu na to jakie życie podsunie Ci karty. Wtedy zrozumiesz, że życie jest proste i pełne radości, a Ty jesteś drzewem, które pomimo zawieruchy, burz i huraganów nie ugnie się, ale wciąż spokojnie będzie rosnąć i żyć.
    80 points
  14. Problemy, które przewijają się na forum w większości są takie same, różnią je tylko szczególiki, które przy odgrywanych niczym mantra schematach są nieistotne. W każdym razie, nie wszyscy to rozumieją a już z całą pewnością duży problem z tym ma spore grono świeżaków. Wchodzisz na forum, zakładasz wątek i prawdopodobnie już pierwsza niespodzianka - nie przeczytałeś regulaminu a więc nie przywitałeś się i nie założyłeś avatara a więc dostajesz z miejsca ostrzeżenie przez które nie możesz nic pisać przez 3h. W czasie trwania ostrzeżenia, jeśli je dostałeś proponuję ten regulamin doczytać - nie gryzie ?. W Twoim wątku, mimo, że zarzekasz się, iż czytałeś forum 1001 dni i nocy przewijają się te same pytania i tematy, które były tu poruszane po tysiąckroć. Na 99,9 % usłyszysz stwierdzenie od braci - jesteś białym rycerzem, w stopniu mniejszym bądź większym. Kto to w ogóle jest? Zanim przejdziemy dalej pragnę uświadomić Cię: jeśli szukasz jakiejś jednej złotej porady, która obróci Twoje życie o 180 stopni, jeśli szukasz jakichś wskazówek, które w krótkim czasie spowodują, że panie będą za Tobą latać z wywieszonym jęzorem, drapiąc i gryząc konkurentki, to tutaj tego NIE znajdziesz. Jest za to kilka sposobów aby znacząco podnieść jakość i komfort swojego życia, co przełoży się też na inne jego aspekty. Najważniejsze rady od forumowej społeczności 1. Nie stawiaj kobiet na piedestale 2. Nie rób nic pod kobiety 3. Pracuj nad coraz lepszą wersją siebie - dla siebie 4. Znajdź swoją życiową pasję 5. Popracuj nad samooceną i pewnością siebie 6. Rozwijaj się zawodowo 7. Pokochaj siebie Wyjaśnienia: Ad1. Kobieta ma być dodatkiem do Twojego życia, nie jego sensem. To, że właśnie rozstałeś się z jakąś nie znaczy, że powinieneś się wziąć i wyhuśtać. Po co? Kobiet na świecie są MILIONY, więc twierdzenie, że tylko jedna z nich była tą wyjątkową, jedyną i najcudowniejszą jest błędne. O tym jednak przekonasz się dopiero, gdy poznasz kolejną, która wzbudzi w Tobie uczucia równie mocne, jeśli nie mocniejsze od poprzedniej. Ad2. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego niektórzy mężczyźni chodzą na siłownię, odchudzają się, robią cokolwiek, czego nie lubią aby przypodobać się kobietom. Jest to sztuczne, nienaturalne i prędzej spowoduje u Ciebie frustrację niż oczekiwane efekty. Nie lubisz trenować na siłowni? Nie trenuj, może wolisz sztuki walki, które nie zbudują u Ciebie równie imponującej muskulatury jak w przypadku siłowni ale będzie to coś co lubisz robić? Ad3. Możesz siedzieć na kanapie, oglądać tv i zajadać się kolejną paczką chipsów, tylko czy to ma jakiś sens? Życie jest krótkie, a my mamy całkowitą pewność tylko do tego, które obecnie przeżywamy, nie wiemy co będzie później. Pytanie, które Ci zadam jest raczej retoryczne, chcesz tak je przeżyć? Możesz zacząć nad sobą pracować, zmieniać szkodliwe nawyki, pozbywać się programowania religijnego, zacząć zdobywać nową wiedzę, umiejętności, zarabiać większe pieniądze, zwiedzać, poznawać nowych ludzi, zagłębiać się w tematy duchowe. Możliwości jest mnóstwo. Doceń to, że masz to szczęście i okazję tu być i tego doświadczać. Zacznij żyć, nie wegetuj. Ad4. Temat rzeka, są ludzie, którzy uważają, że jej nie mają. Wydaje mi się, że nie są dostatecznie zdeterminowani by ją odkryć. Nie jest to wcale taka prosta sprawa, gdyż niektórzy dopiero próbując 99 rzeczy, do tej 100 się przekonują i widzą, że mają w tej kwestii jakiś potencjał. Inni od młodości są chwaleni za predyspozycje w jakiejś dziedzinie i nic z tym nie robią a mogliby zacząć się rozwijać i być może później zarabiać na tym duże pieniądze. Nie znam nikogo, kto by nie chciał połączyć przyjemnego z pożytecznym. Ad5. Praca nad sobą nie jest łatwa, trzeba zdobyć się na samodyscyplinę i realnie oceniać to co jest do poprawy, co trzeba zmienić a co można zostawić w stanie obecnym. Można to porównać do przemeblowywania pokoju, jeśli tuż przed drzwiami postawiłeś kanapę, przez którą nie możesz ich otworzyć, twoje ściany są obdrapane i brudne a stare ubrania walają się po pokoju to znak, że trzeba zrobić tu solidny porządek. Zacznij od afirmacji - możesz je pisać, możesz kupić też nagranie (między innymi w sklepie Marka), przestań się karmić negatywnymi emocjami, informacjami, muzyką, dużo czytaj forum, jeśli wierzysz w istotę wyższą zacznij zgłębiać ezoterykę (religie to syf - opinia subiektywna). Wyjdź ze strefy komfortu. Ad6. Rób szkolenia, kursy, podnoś swoje umiejętności i kwalifikacje - szukaj coraz to lepszej pracy, bądź zdobądź duże doświadczenie w jakiejś dziedzinie i spróbuj założyć własną firmę, jeśli nie umiesz pracować zespołowo. Ad7. Dosłownie. Zaakceptuj to jaki jesteś, wymień swoje wszystkie wady i zalety. Te fizyczne i te charakteru. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje słabości, nad którymi powinniśmy pracować. W każdym razie nie biczuj się, próbuj stawać się coraz lepszy ale zaakceptuj to, że nie zawsze wszystko będzie szło po Twojej myśli, czasem przegrasz z sobą ale to nie jest powód do tego by się nienawidzić. Kochaj swoje ciało, pojazd dzięki, któremu możesz eksplorować ten świat, może nie jest idealny - masz krzywy nos, wystające zęby czy za duży brzuch. To nic takiego, cechy fizyczne zawsze można zmienić, pamiętaj, że jesteś czymś więcej niż zbiorem cech fizycznych i charakteru. Najczęściej zadawane pytania przez białych rycerzy i nie tylko Ple, ple, ple. Co ona myśli? Staram się, jestem dla niej zawsze miły, czemu mnie nie zauważa? Byliśmy parą/małżeństwem, wszystko było okej ale po czasie wydaje mi się, że mnie zdradziła. Czy to moja wina? Jak stać się samcem alfa? Jak nie nienawidzić kobiet? Ma X lat i ma dwójkę dzieci, jest całkiem ładna i fajna z charakteru. Iść w tango? Moja myszka jest inna, trafiacie na złe kobiety! Czy istnieje prawdziwa miłość? Obiecała mi, że już nie będzie tak robić, nie dotrzymała słowa a ja nie mam serca jej ukarać. To źle? Rzuciła mnie a teraz chce do mnie wrócić. Dać jej drugą szansę? Zdradziła mnie ale wciąż coś do niej czuję, czy powinniśmy się pogodzić i zejść? Dziewczyna ma męża/chłopaka i ciągnie ją do mnie. Wchodzić w romans? Straciłem pracę a ona zamiast mnie wspierać, zostawiła mnie i odeszła z innym. Jak mogła? Kocham nasze dzieci, kocham też żonę ale podejrzewam ją o zdradę. Ostatnio ciągle się stroi i znika na kilka godzin. Moja wybranka w ogóle się nie stara i nie chce uprawiać seksu. Jak to odwrócić? 1 - Zapamiętaj, nie jest ważne to co kobieta myśli, tylko co robi. Prawdą jest, że kobieta jedno myśli, drugie czuje, trzecie robi a czwarte śni, dlatego nie zwracaj uwagę na to co ona Ci mówi/obiecuje, tylko co robi. 2 - Panie mają pociąg do silnych samców, nie tylko fizycznie rzecz jasna. Obecnie siłą może być Twój status/pozycja/wygląd, etc. Silni mężczyźni, pewni siebie nie muszą zabiegać o względy pań, oni tylko pokazują swoje zainteresowanie a pani wpada w ich objęcia, gdy starasz się za bardzo, nalegasz, namawiasz, prosisz oznacza to, że jesteś słabym samcem, który dla niej zrobi wszystko. Dla kobiet jest to odrzucające, obrzydliwe. Fuj. 3 - Nasze damy mają tą słabość, że po skoku w bok lubią obdzielać winą samego mężczyznę lub też, gdy by to za mocno kuło w oczy rozkładać ją na oboje partnerów (mimo, iż przykładowo rozpad zwiazku jest spowodowany tylko przez nią). Nie dajmy się zwariować, jeśli byłeś przykładnym partnerem/mężem niczym z ekranowych telenoweli to prawdopodobnie byłeś spantoflonym misiem, który po 1 nie daje kobiecie emocji, po 2 nie wzbudza w niej pożądania, gdyż okazał się słaby, po 3 zaczyna ją brzydzić. W efekcie tego, gdy jest możliwość zdrady, pani z niej korzysta. To nie twoja wina, tylko Twój brak wiedzy i świadomości. 4 - Dramy forumowe dot. samców alfa już dawno sięgnęły apogeum. Zastanówmy się czy ogólnie rzecz biorąc tym samcem alfa warto być? Ktoś taki, mimo, iż ma powodzenie wśród płci pięknej bardzo często jest kompletnym idiotą. Łatwo go zaoobrączkować, on sam nie stroni również od ryzyka, co przekłada się na krótkie i burzliwe życie. Najlepiej jest brać to co najlepsze z poszczególnych typów i składać to w całość pod samego siebie. Weźmy pewność siebie od alfa, inteligencję i obiektywizm od bety, ostrożność od bety, przebojowość od alfy i zróbmy z tego fajna mieszankę. 5 - Musisz zrozumieć, że to nie jest wina kobiet, że takie są, tak jak nie jest winą lwa, że je mięso ani ryby, że nie może oddychać na powierzchni. One tak zostały stworzone i zamiast się na nie gniewać (a raczej na tego, kto je stworzył) zacznij rozumieć jak działają i dlaczego, zaakceptuj to. Zdobądź wiedzę i z niej korzystaj, nie obrażaj się na świat, za to, że nie jest taki jaki byś chciał, żeby był. 6 - Najpierw panie w kwiecie wieku, czyli od 17 do 30+ przebierają, wybrzydzają, by potem się okazało, że owa samiczka zostaje z dzieckiem/dwoma a jej wspaniały, męski badboy ruchający wszystko co nie ucieknie na drzewa ją zostawia (lub gdy okres jej seksualnej atrakcyjności się kończy), wtedy kobiety zaczynają pozornie doceniać tych dobrych, czułych mężczyzn. Wchodzą z nimi w związki, gdyż taki miś święcie wierzący w niewinność niewiasty będzie tyrać i na nią i na obce geny. W imię miłości. Zwróćmy uwagę na to, że gdy panie chcą to potrafią tak świetnie grać, iż myślimy, że mamy pierdyliard wspólnych zainteresowań i pasji, są miłe, czułe, dają dupki i ogólnie męska część populacji wpada w te sidła. Bajka mydlana pęka i zaczyna się... życie. Chcesz tyrać na cudze geny, chcesz służyć głównie za bankomat a w zamian dostać namiastkę miłości i drugie miejsce w jej serduszku zaraz po dzieciach? Bardzo proszę. 7 - Otóż to stwierdzenie jest debilne same w sobie, bo, żeby Twoja myszka była inna to chyba musiała by być Szarakiem z galaktyki Andromedy. Każda kobieta na tej ziemii jest skonstruowana w ten sam sposób, różnią się jedynie temperamentem, charakterem, libido, wyglądem, zainteresowaniami, wyznawaną religią (software) ale tzw. hardware, czyli gadzi mózg jest u wszystkich bez wyjątku, dlatego - nie, Twoja myszka nie jest wyjątkowa i nie, nie jest wcale inna. Być może kiedyś się o tym przekonasz, czego Ci nie życzę. 8 - Wyzbądźcie się złudzeń, wy którzy to czytacie, białorycerze w lśniących zbrojach. Nie ma czegoś takiego jak miłość kobiety do mężczyzny. Kobieta może kochać swoje dziecko, mężczyzna może być co najwyżej jej jakoś bliski, mogą się dobrze dogadywać, mogą mieć wspaniały seks i wiele fajnych chwil ale tak naprawdę nadrzędnym celem natury jest rozmnażanie, dlatego to co odczuwamy jako miłość jest tylko zachętą stwórcy do kopulacji i płodzenia potomstwa, potem niech się dzieje co chce. 9 - Podstawą w relacjach jest trzymanie ramy i nagradzanie oraz karanie kobiety wg wcześniej ustalonych zasad. Nie musisz z nią spisywać żadnej umowy, po prostu pokaż, że niektórych rzeczy nie tolerujesz (np kupczenia dupą) i konsekwentnie się tego trzymaj. Jesteś mężczyzną więc prowadź tą relację tak Wam obojgu było dobrze. Nie masz być tyranem ale kimś, kto w związku posługuje się logiką a nie ulega emocjom. Wymagaj. 10 - Nie dajemy drugich szans. Jeśli kobieta chce wrócić, to oznacza, że gałąź na którą przeskakiwała uległa złamaniu i z braku opcji chce wrócić do Ciebie aby nie być sama. Do tego bardzo często przy powrocie kobieta (jeśli to Ty ją rzuciłeś) chce się zemścić i robi to w sposób naprawdę okrutny. 11 - jw. 12 - Wszystko sprowadza się do Twojego moralnego kręgosłupa, oczywiście możesz iść i rozbijać związki i ułatwiać paniom zdradzanie, tylko kiedyś Ty sam wejdziesz w związek a być może ktoś, kto myśli tak jak Ty wcześniej puknie Twoją kobietę. Co wtedy? Będziesz go wyzywać i szukać aby spuścić mu łomot? Stary, wyjdziesz na kompletnego hipokrytę, przecież GDYBY ON TEGO NIE ZROBIŁ, ZROBIŁ BY TO KTOŚ INNY! ? Stąd ja preferuję podejście - jeśli mamy wiedzę, że ta kobieta ma partnera, grzecznie dziękujemy i jak najszybciej się oddalamy oraz zrywamy kontakt. 13 - Panie są niezwykle przyziemne, domniemania o ich "eteryczności" i "wyższym stanie duchowym" mijają się z prawdą jak polscy zawodnicy w ekstraklasie z piłką, dlatego też widząc, że nie dajesz sobie rady, popadasz w jakieś stany depresyjne i nie daj Boże ulegasz jej sugestii aby o wszystkim sobie mówić (czyli żalisz się jej) - to sam kastrujesz sobie jaja! Nie widząc w Tobie żadnego potencjału, po serii dni z dopierdalaniem (co wg pań ma być motywacja dla Ciebie) pakuje się i czule żegna. Arrivederci. Nie ma większej obrzydliwości dla kobiet od słabości. 14 - Jeśli nie chcesz zostawić swoim dzieciom złych wzorców, jeśli masz przesłanki, że małżonka Cię zdradza, po upewnieniu się, że tak jest - bierz rozwód. Zrób to jednak mądrze, kobiety są obecnie lepiej ustawione prawnie choć ciągle wrzeszczą o braku równouprawnienia! Absurd. W forumowym sklepie znajdziesz wiedzę o tym jak to zrobić w pigułce. Naprawdę, dla wszystkich będzie lepiej a zwłaszcza dla dzieci, jeśli rozstaniesz sie z kobietą, która Cię zdradza i nie pozwolisz się szmacić. 15 - Zadbaj o siebie, zacznij ćwiczyć, zmień perfumy, sposób ubierania się. Spraw abyś był pożądany w oczach innych kobiet, spraw aby czuła niepokój, to na pewno spowoduje, że jej pociąg seksualny wróci. *Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autora - zabronione.
    79 points
  15. TL;DR: krótkie przemyślenia na temat jednego z rodzajów mindset'u mogącego przynieść wymierne korzyści w życiu oraz próba wyjaśnienia w jaki sposób wykorzystać swoje porażki życiowe jako dźwignię do lewarowania przyszłych sukcesów. Dlaczego? Wczoraj, 14 sierpnia, upłynęło dokładnie 6 miesięcy odkąd jestem na forum Braciasamcy.pl oraz (lekko ponad) rok czasu odkąd zakończyłem swój 5.5 letni LTR. Z pierwszym wydarzeniem wiązała się dość ciekawa historia - w Walentynki byłem umówiony z pewną młodą damą, która tegoż to dnia zadzwoniła do mnie (kilka godzin przed terminem spotkania), iż nie umówimy się dziś ponieważ przyjeżdża do niej długo niewidziany kolega. Pamiętam, iż zacząłem się naprawdę mocno śmiać z i życząc jej miłej zabawy pomyślałem - "dziękuję Ci za ten kop w dupę". Swoją drogę, gdybym był jej równolatkiem (20 lat), taki strzał 14 lutego skończyłby się niezłym knockdown'em ale (o czym ona nie widziała) "w odwodzie" miałem dwie FF (i 12 lat różnych doświadczeń z babami) więc po prostu zadzwoniłem do jednej z nich i umówiłem się na walentynkowe bzykanie. Zaraz po nim poszedłem do kolejnej dziewczyny, z którą powtórzyłem ten numer (ach, jak słodko, że Twoim rodzice wyjeżdżają na weekendy - to był mój ulubiony tekst do niej ), a wieczorową porą, dołączyłem do szacownego grona miejscowych looserów i stulejarzy Byłem wtedy właśnie w środku okresu, kiedy w wódzie i kolejnych nowo-poznanych cipkach topiłem swoje problemy emocjonalne i nieumiejętność poradzenia sobie z samotnością po bardzo udanym związku. Zapytacie teraz - jak to udanym, skoro zakończonym? O kobiecie z którą spędziłem ten kawał czasu nie mogę powiedzieć złego słowa - mój ulubiony typ urody, semicki (wielokrotnie pytano mnie czy nie jest z południa europy / żydówką), skromna, pracowita oraz przede wszystkim dbającą o swojego faceta i o to, żeby były mu dobrze. Te 5.5 roku nauczyło mnie, że LTR z dobrze dobraną kobietą jest czymś naprawdę fajnym. Kłótni między nami nie było prawie w ogóle, kwestie łóżkowe to miód i malina (ogólnie stąd właśnie wyniosłem przekonanie, że najlepszy seks jest tylko między ludźmi, którzy są w związku i trochę się znają). Co nie zatrybiło? Jakoś od około 3 lat trwania związku zacząłem mieć cykliczne sny, które łączyły, po przebudzeniu, dwa odczucia - "jest za łatwo" oraz "nie robisz kolejnego kroku". Stąd, z dnia na dzień, postanowiłem to skończyć - był to bardzo ciężki czas, płaczu i szlochania (z jej strony) i bardzo dużej presji (ze strony całego naszego otoczenia) abym do niej wrócił. Czekała pół roku, obecnie układa sobie życie z innym facetem - szczerze, życzę jej żeby wyszło jej tak jak zawsze marzyła - dom, dzieci i fajny mężczyzna obok. Trzymam kciuki Podsumowując - na książki Marka oraz forum trafiłem w momencie nieprzyjemnego rozbicia emocjonalnego zaprawionego dużą ilością seksu i substancji powodujących utratę kontaktu z "realem" i "bezmyślnik". Można więc powiedzieć, że uciekałem przed realnym życiem, po to, żeby zgubić demony własnej nieporadności i nieumiejętności poradzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Nie dasz rady. Na bank się do tego nie nadajesz. Te słowa usłyszałem w sobotni wieczór, kiedy próbowałem rozpalić ogień za pomocą, polanych chwilę wcześniej wodą, gałęzi, krzesiwa oraz niewielkiej ilości suchej trawy i patyczków. Prawa dłoń krwawiła (zdarte kilka godzin wcześniej kostki), a w lewym kciuku uwierały, zatopione w moim mięchu, resztki spalonego tamponu (znacie smród mięsa na którym topi się plastik? ). Tu, gwoli wyjaśnienia - ten środek higieny intymnej, jak i chusteczka higieniczna czy kawałek koszulki, to najprostsze źródła do rozpalenia ognia. Instruktor doskonale wiedział co robi, to dobry psycholog, wiedzący, iż nic nie kręci mnie tak, jak pewne formy negatywnej motywacji oraz dociśnięcie dupy i twarzy bardzo blisko ziemi. Sytuacja powtórzyła się również w niedziele, kiedy podczas wielokilometrowego marszu byłem już bliski upadku z braku cukru i zmęczenia, gdy usłyszałem te słowa, od razu, jakaś część mnie odpowiedziała -"pozwolisz, żeby jakikolwiek skurwysyn mówił Ci, że nie dasz rady"? Ten typ myślenia i sposoby w jaki można go wykorzystać, chciałbym Ci przedstawić poniżej. Zastrzegam jednak z góry - jako, że życie jest implementacją w swój własny mózg tego, co działa najlepiej z naszą własną głową - nie jest on dla każdego i nie każdemu przyniesie sukcesy. Sól w ranę w pracy Twoja praca musi dawać Ci: a) satysfakcję b ) energię c) rozwój d) pieniądze. Dokładnie w takiej kolejności i takim ułożeniu. Musem jest bowiem to, żebyś przychodząc do niej szedł jak na odkrycie nowego lądu albo randkę z naprawdę seksowną kobietą. Poszukiwanie zawodu dającego mi takie odczucia zajęło mi wiele lat. Właściwie, swoje życie "w branży" zacząłem dość późno, bo w 29 roku życia - bez studiów kierunkowych, doświadczenia itp. Ale odkąd zetknąłem się z tym co robię wiedziałem, że to jest to. Pracowałem często za grosze albo za "miskę ryżu" byleby tylko mieć możliwość podpatrzenia mistrzów w swoim fachu. Od znajomych i rodziny słyszałem - "nie nadajesz się do tego", "nie skończyłeś kierunku ścisłego", "jesteś słaby z matematyki". Moim ekspracodawcy powtarzali mi to bardzo często, że nie jestem typem człowieka, który się sprawdzi w tego typu zadaniach. I wiecie co? Naprawdę dziękuję im teraz wszystkim, właśnie im, a nie tym, którzy mówili "uda się". Uwielbiam ten moment, gdy wchodzę rano do roboty ( a przychodzę zawsze jako ostatni, bo lubię się spóźniać ostentacyjnie) widzę te znudzone i zdołowane twarze, które dostają szału na widok mojego banana na pysku. "Jesteś w pracy, przecież tu trzeba narzekać, a nie się cieszyć" - usłyszałem niedawno. Moja odpowiedź - "nie moja wina, że masz ch.jowe życie i pracę" Co musisz zrobić, żeby Twoja robota była dla Ciebie seksi? a) Pracować z lepszymi - praca z ludźmi, którzy wiedzą mniej od Ciebie jest kusząca, bo oznacza przywództwo ale daje stagnację, natomiast praca z lepszymi daje Ci ich wiedzę i możliwość przechwycenia umiejętności plus walkę o przywództwo - a to rozwija b ) Rób to co Cię interesuje - wtedy Twoja praca stanie się przyjemnością, a Ty będziesz się dokształcał po godzinach nie z bólem dupy ale bananem na twarzy c ) Mieć ambicje zawodowe i wytyczać sobie cele - gdzie chcę być za rok? Za pół roku? Kiedy otwieram własną firmę żeby nie tyrać na kogoś całe życie? d) Przestać się bać zmieniać pracodawców - nie siedź w jednej firmie latami. To zabija kreatywność i stajesz się leniwy. Rok-półtora i idź się sprawdzać gdzie indziej. Zamiast wygodnej kawki rano ze znajomymi ziomkami kolejne rozpychanie się łokciami w nowym towarzystwie. e) Kiedy praca w danej firmie / przy projekcie przestaje być wyzwaniem - odejdź f) Do minimum ogranicz kontakty z narzekającymi g) bierz się za zadania, przy których padają inni, a łatwe zostaw leszczom. Sól w ranę w szkole "Na pewno się tego nie nauczysz", "Dam Ci 3 i masz spokój", "Zostaw, po co Ci to potrzebne", "Nigdy nie złapiesz tego akcentu" - dzięki takim stwierdzeniom, przez wiele lat moimi słabymi stronami były matematyka oraz języki obce. Dzisiejszy system edukacji promuje bycie miernym, pasywnym oraz minimalistycznym. Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Pamiętając o tym, że Twoja praca ma być dla Ciebie "seksi" nie rezygnuj z rzeczy (przedmiotów), których nie rozumiesz / masz z nimi problemy. Czellendżuj je tak długo, aż nie rozgryziesz tego co jest ich treścią. Jeśli już studiujesz, przejrzyj cały program uczelni na która uczęszczasz (ale też i innych co Cię interesują) i chodź na wykłady z innych kierunków, które dadzą Ci więcej mocy (praktycznej wiedzy). Pamiętaj, że każdy wykład na każdej uczelni,ma formę otwartą i z założenia może na niego uczęszczać każdy. Bądź aktywny i wchodź w interakcję z wykładowcami, cześć z nich będzie zachwycona, bo 99% studentów ma w doooopie co oni mówią, a często zdarza się, że opowiadają oni o swojej pasji. Czerp z ich wiedzy pełnymi garściami, to kapitał, który nigdy Cię nie zawiedzie. Nie możesz zrozumieć - nie łam się - pytaj i drąż do skutku. Nauka języka. Nie bądź pizdeuszem i zarób kasę na prywatne lekcje 1 na 1 z osobą, która nie zna języka polskiego. Angielski - tylko z nativem, który nie kuma co to "barszcz". Hiszpański - jasne ale Rodrigo czy Juanita nie może wymówić "brzęczyszczykiewicz". Tylko wtedy będziesz w stanie spiąć się w 100% żeby móc się z nimi komunikować. To nie ma znaczenia, że się wstydzisz, że myślisz, że nie dasz rady - po prostu musisz to zrobić żeby Cię zrozumiano. Przełamiesz lęk i barierę, gramatyka i poprawność to później pikuś. Sól w poczucie własnej atrakcyjności "Jestem gruby i się wstydzę", "Jestem chudy i się wstydzę", "jestem słaby i nie podołam wysiłkowi fizycznemu", "wyglądasz jak gówno, jak mogłabym się z Tobą umówić", "nie masz szans w konkurencji z tym przystojnym kolesiem" - codzienność? I bardzo dobrze. Stań przed lustrem i odpowiedz sobie na jedno pytanie - czy podobasz się sobie taki jaki jesteś? Jestem pewien, że większość z nas odpowie "NIE", a potem dopowie "ale nie mogę z tym nic zrobić". Wymówki i wstyd związany ze swoimi ułomnościami blokują pracę nad ciałem bardzo wielu samców. Do tego ciągłe porównywanie się "ideałami" z okładek i teledysków.... Chłopie - "każdy z nas ma swój Mount Everest" na który musi wejść. Jesteś niski - musisz na siebie narzucić mniej kg mięsa, żeby wyglądać fajnie i jesteś bardziej zwinny (sporty walki?) - otoczenie będzie Cię postrzegać jako atrakcyjnego. Jesteś wysoki - jeśli fajnie dopakujesz, będziesz miał naturalny respekt u innych. Jesteś chudy - łatwiej będzie Ci zrobić fajną rzeźbę. Jesteś gruby - łatwiej będzie z siebie zrobić szafkę trzydrzwiową. Dążę do tego, że żadna sytuacja bazowa nie przekreśla tego, iż możesz się stać naprawdę atrakcyjną najlepszą wersją swojego ciała. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w przypadku pracy nad nim nie jesteś w stanie oszukiwać. Żresz po nocach - zamiast kraty - bęben. Opierdalasz się na treningach - nadal 50 kilogramowy charłak. Jeśli usłyszysz jakikolwiek krzywy tekst co do swojego ciała - podziękuj za niego (chyba, że chodzi o jakąś formę inwalidztwa - wtedy wal chama w pysk ). Niech będzie to paliwo do przyszłej zmiany. "Ty maluchu jesteś gówno wart", "grubasie, co Ty tam możesz" - podziękuj, a w myślach powiedz - "ja Wam skurwysyny pokażę" i działaj Sól w poczucie własnej wartości Chyba zgodzicie się ze mną, że nic nie robi lepszego kuku w głowie niż zgnojenie przez kobietę. Chcecie posłuchać czegoś dobrego? No to lecimy z koksem: "chyba żartujesz, z Tobą?" "nie pasujesz do mojego stylu ubierania się" "z taką biedą jak Ty?" "co Ty sobie wyobrażasz, myślisz że z kimś takim jak Ty?" "jesteś zupełnie nieatrakcyjny" "jesteś nikim" To tylko niektóre teksty jakie udało mi się usłyszeć od nowo-poznanych kobiet. Za każdy z nich jestem ogromnie wdzięczny, ponieważ, pomimo robienia mi często mind fucka w głowie, po jakimś czasie dawał mi paliwo do dalszej pracy. Ale to w sumie drobnostki, ot laski zaczepiane na ulicach, w sklepach czy gdziekolwiek - "siema, co u Ciebie", chwila rozmowy i albo się zapoznajecie albo zapominasz bo to kolejna z setek twarzy. Umawianie się z zupełnie nieznanymi kobietami (i otrzymywanie od nich zlewek) ma też ten plus, iż zwalczasz swoją nieśmiałość. Dlatego też, zawsze pisałem Wam, aby na portalach randkowych od razu dążyć do umówienia się, bez zbędnego poznawania. Ale do rzeczy - dziękuj każdej kobiecie, która Cię olała i stawiajcie poprzeczkę coraz wyżej. W pewnym momencie, kiedy już zaczniesz się umawiać z naprawdę ładnymi dziewczynami, kolejne kosze nie będą miały znaczenia, ponieważ zawsze włączy Ci się mechanizm "dociśnij pracę nad sobą" oraz "he he he przecież już pukałem dużo lepszą od niej". Zrozum - odrzucenia od kobiet mają Cię motywować nie dołować. Żeby jeszcze podnieść poprzeczkę, kiedy nie mam motywacji do pracy nad sobą wychodzę wieczorem na rynek mojego miasta i siadam w jakiejś knajpie / ławce, tak aby widzieć przechadzający się tłum. O tej porze bujają się tam najbardziej wylaszczone panny ze swoimi facetami - bogaczami, playboyami, modelami, kolesiami których znam z TV. Siedzę i patrzę myśląc - kurwa, dociskam za słabo, jestem gówno wart w stosunku do nich ale jeśli docisnę mocniej, będę o dwa stopnie wyżej, bo oni są już w swoim maksie, a ja wchodzę na swój Mount Everest. Tylko ode mnie zależy, czy tam wejdę czy odpadnę. Kto ma bliżej do Berlina / bywa niech idzie na Kreuzberg. Koło bud z żarciem i sokami (stacja metra) siedzą Turasy i Arabusy zaczepiające białe laski. Patrzcie. Uczcie się. adaptujcie. To samo z Włochami i Latynosami. Nie wkurwiajcie się - uczcie i myślcie - oni są w swoim maksie, ja do tego co robią oni dołożę siebie i będę jeszcze lepszy. Sól w ranę na długi dystans 14 lat temu zakochałem się, jak typowy szczyl, w pewnej dziewczynie. Dostałem kosza. Dość ciężkiego. Składałem się po tym długi czas. Ta kobieta to w 3/4 mój ideał jeśli chodzi o urodę, natomiast jeśli brać pod uwagę lifestyle i podejście do życia to... 99%. Skąd o tym wiem? Kilka lat temu minęliśmy się dość przypadkowo na ulicy. Oczywiście nawet mnie nie poznała ja rzuciłem na nią tylko kątem oka i pomyślałem - mało się zmieniłaś. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawiło się po tym, gdy znalazłem ją na fejsie. Okazało się, że wiedzie ona dokładnie takie życie, jakie zawsze marzyło mi się co do wspólnego spędzania czasu z partnerką, co więcej jest matką i teraz najlepsze - z kolesiem, który jest totalnym zaprzeczeniem mojego wyglądu i charakteru. To drugie wiem stąd, że całkowitym przypadkiem, poznałem go niedługo później i zapytałem jak się z nią żyje. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych, oni potwierdzali jego wersję. Mind fuck jaki miałem w związku z tym trwał dobre kilka tygodni. Domyślacie się jednak co z niego wyniosłem? Tak - jeszcze większą chęć do pracy nad sobą i walki. O co? O to, żeby mieć jeszcze lepiej i w kwestii związków akceptować tylko bardzo duże zbliżenie do ideału jaki mam w głowie. Udowodniło mi to po prostu jedno - to, czego szukam", istnieje. A że tego nie dostałem? "Cóż, za słabo docisnąłem". Jej fejsa przeglądam zawsze, kiedy zaczynam wątpić w siebie - "patrz na to, chcesz mieć coś takiego, dociskaj życie mocniej". Podsumowanie Doskonale zdaję sobie sprawę, iż zaproponowany przeze mnie mindset nie jest dla wszystkich. On boli, uwiera jak kamień w bucie, powoduje częste mind fuck'i, zwątpienia ale... daje też kosmiczne efekty. Po prostu jest to benzyna, którą możesz się oblać i podpalić albo zatankować rakietę i polecieć nią na swój księżyc. Twój wybór Czy jest to dla Ciebie dowiesz się po pierwszej załamce - w tym systemie myślenia nie ma miejsce na tłumaczenie porażek osobami trzecimi - za nie winny jesteś Ty. Ok więc jak - dasz radę tak postrzegać rzeczywistość czy wymiękasz? Bo słyszałem, że miękka fajeczka z Ciebie A jeśli się jednak zdecydujesz 1. Dużo medytuj i czytaj o rozwoju duchowym - w chwilach dołka to Cię uratuje 2. Pracuj z ludźmi lepszymi od siebie 3. Przebywaj w towarzystwie które Cię motywuje 4. Bierz się za rzeczy, przy których inni wymiękają - to Twój drogowskaz 5. Pokonaj swoje demony - rób to w czym jesteś słaby 6. Nie łam się i nie odpuszczaj 7. Pamiętaj - czy wygrasz czy przegrasz, zależy od Ciebie Trzymaj głowę w górze i do zobaczenia na szlaku
    79 points
  16. TL;DR: Post był pisany urywkami, w rożnych miejscach i o różnym czasie. Dotyczy szerszego, niż tylko przez pryzmat relacji kobieta-mężczyzna, ujęcia pewnego zestawu poglądów, ciągnących polskiego faceta w niebyt jałowego życia i marnowania energii na sprawy mało ważne co rodzi depresje, frustracje i niezadowolenie z życia. Post ma dość osobisty charakter, więc jeśli oczekujesz złotych recept na życie, sztuczek z gatunku PUA czy też podobnych materiałów - już możesz przejść do czytania czegoś innego. Prolog (a właściwie koniec historii) Sygnał. Drugi. - Tak słucham? - Cześć A. tu Długowłosy. Co u Ciebie? - Ha ha ha! Facet z dworca, wziąłeś mój numer, pamiętam! Miałeś wrócić za kilkanaście dni! A w sumie u mnie w porzo. Wiesz, dostałam się na te studia o których marzyłam bla bla bla bla (5 minut trajkotania o dupie Maryni podczas których zastanawiałem się po kiego wuja chcę się umówić z blondynką skoro lubię brunetki). A co u Ciebie? - Luz. Wylądowałem godzinę temu i wracam do domu. - Jak było? - Luz. Było w porzo. Dzwonię żeby zapytać kiedy idziemy na kawę? - Eeeeee... Yyyyyyyy.... Wiesz mam chłopaka bla bla bla (wata na spławienie). - Hmmm. No ok kurcze miło Cię było poznać i mam nadzieję, że ułoży Ci się wszystko tak jak planujesz. Fajna z Ciebie babka. Cześć. - Zaczekaj. Ale jak to....?! Nie zaproponujesz, że zadzwonisz, zadzwonisz nie? - Nie. - Czemu? - Bo już mi się nie chcę i chcę zachować miłe wspomnienie o Tobie. - Jesteś po*ebany. Spie*dalaj. - Też Cię lubię, cześć. Było cholernie zimo. Padało. Różnica prawie 25 stopni zaczynała dawać o sobie znać. Pendolino na starcie ma tylko 10 minut opóźnienia. Brakuje napisu "Witamy w Polszy" kraju skwaszonych kobiet i najlepszej na świecie wódki. Lubię te kartki z numerami telefonów napisanymi damską ręką - kręci mnie miękkie, damskie pismo - jakiś fetysz? No cóż - ta leci do kosza - jej wybór, nie przyjęła zaproszenia do mojego świata. Widocznie jej jest "ciekawszy". Błąd numer 1 - Mitologizacja seksu jako czegoś, nad czym samiec nie ma kontroli - Cześć, możesz mi powiedzieć jak dojść do prospektu XYZ? - Nie znam angielskiego przepraszam. - Ok, spróbujemy w Twoim języku, ale uprzedzam, robię śmieszne błędy. Jak dojść do prospektu XYZ? - To niedaleko, skręć bla bla bla. Dobrze mówisz po naszemu. Hiszpan, Włoch? - Polak. - Ha ha ha, no tak akcent! Witaj na Y. - Skoro już tak miło sobie rozmawiamy, może mnie zaprowadzisz, odwdzięczę się. - Jak? - Chodź na kawę, tam chyba jest gdzie usiąść. (Dojście na miejsce, kawa, 30 minut waty) - Podobasz mi się. - Eeeeee..... Yyyyyyyyy..... - Sorrry nie mogę się oprzeć (pocałunek) - Proszę nie rób tego więcej, nie chcę się czuć jak dziwka, nie znam Cię w ogóle. - Ok. (10 minut waty, rachunek, płacę miejscową plus rzucam kilka dolarów napiwku, oczy jak spodki, wychodzimy) - No to dzięki i cześć. - Hmmmm, a może.... Hmmmm.... - Tak, słucham? - Może poszlibyśmy do mnie, mam dobrą herbatę i upiekłam ciasto, moi rodzice wyjechali? - Nie, dzięki. Nie tego szukam. Jesteś świetną kobietą ale to nie to. Trzymaj się, mam nadzieję, że Ci się ułoży w życiu tak jak chcesz. ***************************************************************************************** Zabawne jest wsiadanie do samolotu w którym poza Tobą wszyscy mają karnację jednoznacznie kojarzoną z terroryzmem. Mniej zabawne, kiedy w gronie pasażerów dostrzegasz kobietę ulepioną jakby z marzeń o Twoim ideale. Jeszcze mnie jest Ci do śmiechu, gdy orientujesz się, że jest w towarzystwie Ojca(wujka?) i Męża. Zapowiedź tego, gdzie się wybierasz. W pewnym momencie wymieniacie się spojrzeniami, ona wstydliwie spuszcza wzrok, Ty, zanim się uśmiechniesz, upewniasz się, że obaj towarzyszący jej mężczyźni nie widzą tego. Dziwnym trafem Ona siada za Tobą. Kiedy idziesz na swoje miejsce wymieniacie się spojrzeniami - patrzysz w cudowne, czarne jak węgiel oczy, idealne usta i bardzo ciemną karnację okraszoną smolistymi włosami. To jeden z tych momentów, który naprawdę cholernie lubisz w relacjach damsko-męskich - dużo lepszy niż bzykanie czy cokolwiek innego. Siadasz. Starasz się zapomnieć. Ułatwia to mała ilość pasażerów i fakt, iż niedługo gasną światła, a Ty rozkładasz się, podobnie jak wszyscy inni, na 3 fotelach i zasypiasz. Ostatnie co słyszysz, to cicha rozmowa z tyłu i rozsiadanie się pasażerów. Zasypiasz. Nie na długo..... Po pewnym czasie (trudno Ci stwierdzić jakim) czujesz, iż coś drażni Cię w ucho. "Co jest k...a?" myślisz ale nagle czujesz... damską stopę.... Myślisz, że to sen... Ruch nie ustępuje.... Odwracasz się, i widzisz oczy... TE oczy.... i lekkie światło od księżyca... Sięgasz dłonią (dzięki Bogu lecisz starym trupem z niewygodnymi fotelami gdzie jest sporo miejsca pomiędzy nimi).... Udo jak należy... Całkowita cisza, jej mąż śpi rząd dalej... Łapiecie się za dłonie.... Sytuacja patowa... W Europie po prostu złapałbyś za rękę i poszedł do kibelka ale tu taki numer skoczyłby się w najlepszym razie ciężkim pobiciem.... Wymieniacie się uśmiechami... Odwracasz się i idziesz spać... Morał: Seks nie jest czym na co masz się fiksować, a raczej czymś co ma sprawiać Ci radość. Relacjami damsko-męskimi należy się bawić (w dobrym tego słowa znaczeniu). Nie rób nikomu krzywdy ale nie daj jej tez zrobić sobie. To Ty selekcjonuj kobiety z którymi chcesz spać, a nie bądź psem rzucającym się na każdą chętną sukę. Stwórz swój wizerunek i czerp z tego świadome korzyści. Odnajdź swoją niszę kobiet i ją eksploruj. Miej standardy. Błąd numer 2 - Mitologizacja Polek jako "najpiękniejszych na świecie" i "idealnych matek, strażniczek domowego ogniska" Rozmówczynie w wieku 18-30 lat, studentki, kury domowe ale i kobiety pracujące: - Wiesz w sumie nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża, jest jaki jest ale daje mi utrzymanie, poczucie bezpieczeństwa i dom. - Nie wyobrażam sobie życia bez męża, kim bym była bez niego? - Długowłosy, wiesz co mnie najbardziej cieszy - to, że mój mąż jest ze mnie dumny, że studiuję. - Uwielbiam przygotowywać dla niego śniadanie i czekać z obiadem jak wraca z pracy, wiem, że ciężko pracuje na mnie i dzieci. - To, że mam męża i dzieci nadaje sensu mojemu życiu. Zabawne, bo bardzo dawno nie słyszałem, żeby jakakolwiek Polka wyrażała się tak o swoim facecie. Morał: Polki, podobnie jak wiele kobiet zachodu, wyzbyły się cech kobiecych. Stały się "kobietonami", a więc nieudolnymi podróbkami facetów - zagubionymi tworami czującymi się nieszczęśliwie w swoim życiu. Czy kobiety z innych kręgów kulturowych zdradzają, miewają fochy etc.? Oczywiście, że tak ale "narzut wychowania" skutecznie je w tym temperuje. "Legendarną" urodę naszych rodaczek może ocenić każdy, kto był poza Europą. Eksperymentuj, i jeśli nie zadowala Cię miejscowy narybek, rozwiń żagle i płyn w poszukiwaniu tego, co zadowoli Twoje oczekiwania. Błąd numer 3 - Brak osobistego work-life balance - Wiesz co mnie wkurwia Długowłosy? - Nie. - Jestem na wakacjach, a nie mogę przestać myśleć o pracy. - To przestań o niej myśleć. - To moje całe życie, muszę zrobić karierę. - Ch*jowe masz to życie. - Czemu? - Bo jesteś inteligentnym facetem, a tyrasz na jakiegoś frajera. - Co masz na myśli? - To, że rozumiem, że w Twoim fachu trzeba "zapłacić" frycowe na wejście ale nie kumam po co siedzisz w pracy po 12-14 h i wracasz po nocach do domu. - Tak trzeba. - Gówno trzeba. Nie masz nawet kiedy wydać tych pieniędzy, a lwią część zabiera ktoś inny. - Ale... - A jesteś szczęśliwy? - Nie. - Czyli przesrywasz życie. - Co mam zrobić? - Mieć czas na życie. (Zmiana tematu) Ranek, śniadanie, za chwilę każdy podąży w swoją stronę. - Długowłosy, chciałbym Ci podziękować. - Za co? - Za tę rozmowę o pracy. Środek nocy, tydzień od spotkania, u X jest około 10 rano. Sms. "Długowłosy, odszedłem z pracy. Koniec umierania za życia. Jeszcze raz dziękuję". Morał: Idealną sytuacją jest ta, kiedy praca to Twoje hobby. Do tego dąż. Nie możesz pozwolić, żeby przejęła ona kontrolę nad Twoim życiem. Zapieprzanie na kogokolwiek innego niż Ty sam powyżej 8h godzin dziennie jest głupotą. Tyrać możesz tylko w dwóch przypadkach - jeśli jesteś "na swoim" lub zdobywasz szlify, które w konsekwencji doprowadzą do "bycia na swoim". Szanuj czas swojego życia i wypełniaj go tym, co kochasz robić, a nie bezsensowną pracą. I tak nikt jej nie doceni. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ To zabawne, kiedy po latach Twoje życie zatacza koło, a Ty młodniejesz. W pewnym momencie czujesz się znów jak szczyl świeżo po studiach, przed którym stoi tak wiele ciekawych ścieżek, zadań i gór do zdobycia, iż na samą myśl uśmiechasz się do siebie w lustrze. Jeszcze zabawniejsze jest, gdy przypomnisz sobie, iż tak właśnie żyłeś kiedyś, a niewiedzieć czemu zszedłeś z tej drogi. Życie każdego z nas zależy od nas samych. To My kreujemy jego standardy, pozwalamy na różne zachowania osób trzecich. Prawda jest taka, iż za wieloma niepowodzeniami kryją się głęboko skrywane pokłady lenistwa, partactwa i zwykłego strachu połączonego z wygodnictwem. Każdy z nas ma swój osobisty Mount Everest - jeden kocha stare motory, drugi robienie pieniędzy, trzeci jest molem książkowym, a czwarty chciałby zostać uznanym didżejem. Pewnie uda się tylko ale części stawianie czoła wyzwaniom, zamiast zadowalania się półśrodkami, jest w życiu najciekawsze. Pracuj nad swoją głową i umysłem, reszta sama do Ciebie przyjdzie. Pamiętam dzień w pracy, kiedy pojawiłem się w biurze na pełnym luzie, z bananem na gębie. Pierwsze pytanie jednego z moich współpracowników brzmiało - "Czy Ty mnie musisz wku*wiać tym zacieszem? Jesteś w pracy, a nie na wczasach." Serio chcesz tak żyć? PS W środku nocy gdzieś na bliskim wschodzie było sobie lotnisko na którym leżał, oczekując na lot, pewien długowłosy. W pewnym momencie, na siedzeniach naprzeciwko (obok nie wypadało jej usiąść) pojawiła się ONA. Ok 166 cm szczupłej kobiety z oliwkową cerą, ciemnymi jak węgiel oczami i takimi samymi włosami. Wokół niej biegał jej synek. Ten widok rozczulił Długowłosego, a z drugiej strony odpalił mu "klapkę" - "Ty nie dasz rady, przecież to łatwe mieć taką kobietę"? Zabawnie będzie kiedyś, gdy już osiągnie się ten cel, wspomnieć tę noc, to zmęczenie i ten widok... W życiu nie może być łatwo bo robi się nudno. PS 2 A i najważniejsze - dzięki Marek (@Silny) W zasadzie cała ta ściana tekstu to podziękowanie dla Ciebie
    78 points
  17. Żeby nie pisać po próżnicy, wklejam moje nagranie na ten temat. Jeśli ktoś nie chcę ponad godziny słuchać mojego rzępolenia (nie dziwię się), streszczę najważniejsze: - Wasze posty związane z problemami (związki, tragedie, rozstania, rozwody, żałoba, oszustwa, wykorzystywanie itd) pomogły niejednej osobie, ratując ją od stryczka, alkoholizmu, przestępstw i narkomanii, nie mówiąc o znacznym zmniejszeniu cierpienia psychicznego/duchowego. Po to głównie powstało te forum - i ten cel wypełniło wielokrotnie, o czym wiem ponieważ niektórzy z ludzi dziękowali mi osobiście, a przecież to wy często pomagaliście najwięcej inwestując swój czas, wiedzę, energię. To ludzie ludziom zgotowali straszny los - a na naszym forum, to ludzie ludziom podali rękę w ciężkiej sytuacji. Miażdżąca większość z was, kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że macie na sumieniu nieprawdopodobnie dobre uczynki - konkretne, dobre działania pomagające drugiemu człowiekowi w jego nieszczęściu. Mechanizm ten dokładnie omawiam w audycji, a w skrócie chodzi o to, że ktoś kto jest w traumatycznej sytuacji (np. rozstanie), karmiony całe życie bajkami o tym że jak kupisz futro oszalałej z gniewu kobiecie to zażegnasz kłótnię, a żona poczuje pociąg seksualny gdy się przy niej rozpłaczesz na komedii romantycznej i przepiszesz na jej rodzinę swój cały majątek, czuje się całkowicie bezradny i totalnie rozbity, ponieważ mapa życia którą miał w głowie, nie doprowadziła go do skarbu a na skraj przepaści. Sama lektura forum uświadomi temu człowiekowi że nie jest nienormalny (niekiedy otoczenie będzie to wmawiało ofierze przemocy psychicznej), nie jest sam, dostanie rady jak to przetrwać i uratować co się da, będzie mógł się zwyczajnie wygadać i wyżalić, wzmocnić mentalnie. W sytuacji traumatycznej, to wiele znaczy - a często też taka osoba otrzymywała konkretną pomoc, dobre rady, wsparcie psychicznie i nie tylko. Jeśli ktoś jest na krawędzi życia i śmierci ponieważ cierpienie i rozpacz jest nie do wytrzymania, takie porady całkowicie odwracają sytuację, znacznie poprawiając jego stan psychiczny. Reasumując - niejeden dobry człowiek, dzięki nam nie skoczył z wieżowca bądź się nie powiesił, nie wspominając o mniejszych tragediach jak alkoholizm, więzienie itd. I uważam że skoro jako ludzie ciągle jesteśmy karmieni poczuciem winy za wszystko co złe, to jest sprawiedliwą rzeczą, żebyście poczuli się dumni i wartościowi bo nie żyjecie tylko dla jedzenia, srania i oglądania telewizorka, tylko ze swego życia, często ubogiego finansowo i obfitego w problemy życiowe, potrafiliście drugiemu człowiekowi dać coś od siebie, uratować go - dać mu szansę na przetrwanie i wyjście z mniejszymi ranami z koszmarnej sytuacji, jaka niekiedy nas spotyka. Dzięki nam ktoś dostał drugą szansę - czy ją wykorzysta czy nie, to już nie zależy od nas. Może od genów, Boga, przeznaczenia? Nie wiem. Także jeszcze raz dzięki Braciom forumowiczom i Braciom Moderatorom oraz Paniom z rezerwatu. Audycja:
    74 points
  18. Dziś kolejna opowieść z cyklu "red bawi i uczy" tym razem wydanie HOT NEWS, wydarzenia dnia dzisiejszego. Spędziłem dość przyjemnie walentynkowe popołudnie, w miłym towarzystwie na tzw. proszonym obiedzie. W sumie to trzy godzinnej degustacji orientalnych potraw i alkoholi w gronie bliższych kolegów i przyjaciół oraz ich etatowych niewiast. Kiedyś wspominałem w temacie "rozkminy o udanych związkach", o moim kumplu, którego małżonka pochodzi z Chin. Dziś spędziłem u nich bardzo miłe chwile, nie obyło się bez zgrzytów niestety, za owe zgrzyty odpowiadały zaproszone panie, o czym w dalszej części tekstu. Skład osobowy spotkania: Małżeństwo gospodarzy, ja, pięciu kumpli, w tym czterech z kobietami (dwie żony, jedna narzeczona, jedna dziewczyna). Sumarycznie, 12 osób. Konwencja spotkania: Luźne spotkanie towarzyskie, mające na celu podtrzymywanie wzajemnych relacji, obżarstwo i degustację alkoholu. Wszystko zapowiadało się sympatycznie i przez większość czasu było sympatycznie. Podane jedzenie wyśmienite, na główne danie/ a coś w rodzaju pierożków (tyle że pieczone) z nadzieniem warzywno - grzybowym + dość gęsta zupa, smak totalnie odmienny od naszej kuchni, ale jedzenie niesamowicie smaczne. Później była danie jednogarnkowe na bazie wołowiny i warzyw, kompozycja smakowa również orientalna. Kilka rodzajów zimnych przekąsek, również pochodzących z rodzimej kuchni gospodyni. W menu znalazły się też ukłony w stronę kuchni europejskiej, był tradycyjny polski śledzik (przydał się ), i w zasadzie wszystkie ciasta podane, później na deser były typowo europejskie. Jeśli chodzi o alkohole, to czym chata bogata. Kumpel ma zasobny barek i piwniczkę na wina więc było w czym wybierać. Ja osobiście poprzestałem na dwóch lampkach różowego wina z owoców liczi, które miałem okazję już kilka razy spożywać i podchodzi mi smakowo. Później rozpiliśmy trochę mocniejszych trunków, jak wspominałem śledzik się przydał. Większość panów preferowało whisky, ja jednak zdecydowałem się na chińską wódkę Maotai, z ciekawości, wcześniej jej nie próbowałem. Całkiem niezła, jak na wódkę oczywiście. Dodam jeszcze, że przyjechałem jako pierwszy z gości (cóż mam najbliżej). Na duży plus zachowanie i ułożenie dzieciaków. Dzieci przywitały się ze mną, po czym stwierdziły, że dorosłym nie można przeszkadzać, przeprosiły i podreptały na piętro. Wielokrotnie spotykałem się u znajomych z ich dzieciakami, które nie potrafiły się zachować przy gościach, piłowały gęby i odnosiły się niewłaściwie do własnych rodziców. Piszę to bez zbytniej złośliwości najczęściej ich zachowanie brało się z naśladowania zachowań swoich matek. W ciągu dwudziestu minut dotarła reszta towarzystwa, zostaliśmy rozsadzeni, podano pierwsze ciepłe danie i trunki. Zaczęliśmy luźne pogadanki, jak to zwykle bywa weszliśmy na tematy około biznesowe i polityczne. Tyle o ile panie (Polki), ze statusem żon, przyzwyczajone do przebywania w naszym towarzystwie i do tego iż raczej nie mają odpowiedniego poziomu aby uczestniczyć w dyskusji, zachowywały się całkiem ok, czasem coś wtrąciły, głównie koncentrowały się na tradycyjnym babskim szeptaniu przy stole. Dwie panie (dziewczyna jednego kumpla i narzeczona drugiego) natomiast zaczęły księżniczkować, wiązało się to również z nadmiernym spożyciem alkoholu, CO ABSOLUTNIE NIE JEST USPRAWIEDLIWIENIEM, wręcz przeciwnie. Jak nie potrafisz zachować umiaru, nie pij. Notoryczne wtrącanie się do rozmowy, żeby jedynie zwrócić na siebie uwagę, bez dodawania niczego merytorycznego do dyskusji. Dodatkowo flirtowanie ze wszystkimi w koło, łącznie z żonatymi panami przy stole. Nie chce mi się nawet przytaczać tekstów jakimi ubogacały naszą dyskusję, argumentacja i wartość wypowiedzi poziom "dzień dobry tvn". Na dodatek były cholernie głośne, elementarny brak kultury. Gospodyni natomiast, cichutka, uprzejma, zapytana o coś odpowiadała. Mimo iż w dyskusji mogła by śmiało uczestniczyć, trochę świata widziała, wykształcenie ma solidne, zdobyte na solidnej uczelni, mówi w sześciu językach płynnie. Przez cały wieczór, krążyła wokół stołu i nalewała trunki. Na pytanie jednej z głośnych pań, czemu cały czas cyt. "skacze w koło gości", odpowiedziała iż tradycyjną uprzejmością jest aby gospodyni nalewała alkohol (nie sprecyzowała czy to tradycja ogólnie chińska, czy też konkretnie z jej regionu). Oczywiście pytająca blondynka przeszła ludzkie pojęcie i gdy trzymała odpowiedź skomentowała to tak "to jak już weźmiemy ślub z M, to musi mi załatwić służącą z Chin, żeby tak wokół mnie latała , tylko brzydszą, żeby on za nią nie latał" i oczywiście głupkowaty śmiech, któremu wtórowała druga blondynka. Polskie samiczki, zero kultury i kobiety trzeciego sortu, już nie pierwszy raz mam takie odczucie. Jak można być taką głupią cipą, żeby obrażać gospodynię, a eleganckie i uprzejme gesty traktować jako oznakę słabości i powód do wbicia szpili. Taka drobna sugestia, że jak jest grzeczna, miła, uczynna, zajmuje się w sposób reprezentacyjny gośćmi, nie księżniczkuje to we własnym domu ma poziom służącej właśnie.... Głupie polskie cipy, zamiast przyswajać dobre wzorce i zdrowe społecznie zachowania to uważają to za jakąś wadę. Szczerze powiem, że było mi wstyd za zachowanie pań i generalną bylejakość w stosunkach międzyludzkich, a jeszcze bardziej było wstyd ich partnerom. Oczywiście gospodyni, nie dała po sobie nic poznać, mimo że na 100% zrozumiała przekaz. I dalej była dla wszystkich miła i uprzejma, no cóż, to się właśnie nazywa wyższość cywilizacyjna. Jeden z kolegów zadał gospodyni bardzo interesujące pytanie, co myśli o polskim modelu rodziny. Odpowiedź była bardzo wyczerpująca i dość długa, przytoczę jej fragmenty oddające sens. Że Polska ma złożoną i starą kulturę, że opiera się na tradycyjnym modelu rodziny, że niestety w ostatnich latach Polki właśnie zaczęły przyswajać wzorce zachowań z mniej cywilizowanych krajów Oczywiście, w żaden sposób mową ciała, wzrokiem, czy czymkolwiek innym nie dała odczuć iż to zakamuflowana odpowiedź na wcześniejszą "miłą" uwagę blondynki. Dalej mówiła, że zarówno w chińskiej tradycji jak i polskiej, partnerka ma przywilej i obowiązek opiekować się dziećmi i mężem, jest strażniczką i nauczycielką tradycji, a to jest bardzo ważna funkcja społeczna i kobieta powinna być dumna z jej pełnienia. Ot taki wykładzik, wszystko z miłym uśmiechem, pełną kulturą. Oczywiście "nasze" panie zaczęły jedna przez drugą zapewniać jak to dobrze się "domowym ogniskiem" opiekują, jakie są wspaniałe itp. ale takie typowe pustosłowie na zasadzie jestem w tym dobra, robię co trzeba, ale konkretnie w czym to już trudno powiedzieć. Później rozmowa rozwinęła się w kierunku "złych mężów", takich co mało się starają, zdradzają itp. Oczywiście "nasze" panie zepchnęły rozmowę na te tory. Kiedy zapytały naszą uroczą gospodynię jak to wygląda w tradycyjnej chińskiej rodzinie, to momentalnie uśmiechy im spełzły z ust. Zostały zaorane. Stwierdziła, że jeśli mąż zdradza żonę może to mieć kilka przyczyn: 1) bywa, że mężczyzna zakocha się w innej kobiecie, ale zdrada w takim przypadku jest zachowaniem niehonorowym, ponieważ ZASADY I HONOR SĄ WAŻNIEJSZE OD UCZUĆ i że to samo dotyczy kobiet (czyli jednym zdaniem ujebała usprawiedliwienie zdrady jako takiej przez obie płcie). 2 ) żona nie zaspokaja potrzeb męża, wyszczególniła że te niezaspokojone potrzeby mogę to być różnej natury: seksualnej, intelektualnej bądź emocjonalnej, czyli nie wypełnia należycie OBOWIĄZKÓW ŻONY (po tym tekście panie miały miny dzieci zagubionych w labiryncie , a ja uśmiech kota, który połkną mysz) 3) trzecią przyczyną może być niezdolność żony do wypełniania określonych (w domyśle seks) obowiązków, niezdolność spowodowana np. złym stanem zdrowia (długotrwałym), wtedy żona powinna SAMA ZNALEŹĆ DLA MĘŻA ODPOWIEDNIĄ KOCHANKĘ i udzielić jej wszelkich rad i wskazówek, aby stanowiła godne zastępstwo w zaspokajaniu potrzeb męża, wtedy wszystko odbywa się za zgodą żony i przyzwoleniem, oczywiście mąż jest zobowiązany do zachowania odpowiedniej dyskrecji i dbałości aby to nie wpłynęło na rodzinę. 4) czwarty punkt co ciekawe, analogiczny do trzeciego, tyle że "gdy żona się zestarzeje i jej ciało straci jędrność i przestanie być dla męża atrakcyjne, a on nadal zachowa męski wigor mimo upływu lat" <- tak dokładnie to powiedziała, i wyjaśniła że żona ma obowiązek znaleźć mu młodą i atrakcyjną kochankę Panie się zagotowały, oburzenie wielkie, nawet mężatkom puściły nerwy, że to chore tradycje itp.. Padło pytanie, jak tak można? Odpowiedź: "Mąż jest żywicielem rodziny, jego samopoczucie i potrzeby są najważniejsze, kiedy wszystkie jego potrzeby są zaspokojone, jest zadowolony, jest lepszy dla rodziny, pracuje wydajniej, żyje zdrowo i długo, a ponieważ głowie rodziny jest lepiej to i wszystkim jej członkom żyje się lepiej" <- nie jest dokładnie słowo w słowo, było dłużej, ale zachowałem sens wypowiedzi. Wszystko to zostało powiedziane przy zachowaniu spokoju, kultury, z uśmiechem. W mojej ocenie + 10 do kultury i + 20 do aury wyższości cywilizacyjnej !!! Panie jakby przycichły do końca wieczoru i wychodziły z imprezy jakieś takie markotne i z lekkim szczękościskiem. Tak mi się luźno skojarzyło
    74 points
  19. Dziś w cyklu "red bawi i uczy" opiszę poranną sytuację, a wnioski wyciągniecie sami. Około godziny 9 udałem się do banku, potrzebowałem więcej gotówki niż mogę wyjąć jednorazowo z bankomatu. Ubrałem się w dżinsy, t shirt, bluzę i zrobiłem sobie spacer, przed snem strzeliłem 2 drinki, wolałem nie wsiadać za kółko. Sobota jak sobota, personelu mniej, kasa czynna jedna, banki spółdzielcze tak mają, część ich uroku. Załatwiłem co miałem w obsłudze klienta indywidualnego i poszedłem do kasy odebrać szekle. Przy kasie taka sytuacja. Jedna pani kończy właśnie załatwiać swoje sprawy, drugi w kolejce jest chłopak przed trzydziestką, znamy się jako tako, kiedyś piliśmy wódeczkę na weselu u wspólnych znajomych. Kiwnąłem głową na przywitanie i ustawiłem się na końcu kolejki. Tak więc mój znajomy, siedem pań przede mną i ja na szarym końcu. Żeby przybliżyć wam sytuacje znajomy całkiem nieźle sobie radzi mimo młodego wieku tj. jest właścicielem złomowiska, skup metali kolorowych itp. W sumie trudno mi powiedzieć ile zarabia, bo nie moja branża ale biedny nie jest. Wracając do naszej uroczej bankowej kolejki. Znajomy jest z tych co nie boi się sam rąk ubrudzić i stoi sobie w tej kolejce w kombinezonie roboczym, mówiąc delikatnie upierdolony z kilkudniowym zarostem na twarzy. Jednym słowem wygląda jak typowy Seba, robiący np. na budowie. I tutaj powróćmy do siedmiu wspaniałych pań w tej kolejce, rozstrzał wiekowy 20 - 45, jedna pani stoi za rączkę z kilkuletnią córką, pięć pań z całej gromadki ma obrączki, przed wejściem do banku stał Janusz i bujał wózek z bajtlem, jedna z młodszych pań w kolejce jest jego żoną, kojarzę tą parkę z widzenia. Oczywiście ze strony pań pogardliwe spojrzenia na "Sebixa" w kolejce, jedna starsza loszka pozwoliła sobie nawet na kąśliwą uwagę coś na temat tego, że jak się wychodzi do ludzi to trzeba się minimalnie ogarnąć, oczywiście 4 inne loszki skwapliwie przytaknęły główkami. Przyszła kolej na owego "Sebixa", na którego panie tak kręciły noskami, a przy kasie okazuje się, że umorusany, zarośnięty pan podejmuje 40k plnów. W momencie gdy kasjerka wymieniła kwotę i zaczęło się liczenie szekli, wasz uniżony sługa, czyli ja przeszedł w tryb obserwacji czyli "z kamerą wśród zwierząt". Wszystkie loszki jak na komendę wyprostowały się, pierś do przodu, zaczęły odruchowo wygładzać rąsiami odzienie, poprawiać włosy, jedna (ta z dzieckiem) wyjęła nawet lusterko i dyskretnie sprawdziła make up . Pani zamężna, której mąż pod drzwiami banku bujał wózkiem ustawiła się delikatnie bokiem i elegancko wypięła dupcię, pani na oko 45 lat (ta, która wygłosiła wcześniej niewybredną uwagę) poprawiła cycki . Wszystkie szkliste oczka, te młodsze miny, które uznać można według dzisiejszych standardów za zalotne. Wyczekiwanie, aż pan przeliczy swoje czterdzieści tysięcy i ta niepewność czy obróci się przez lewe ramie i pójdzie do drzwi czy przez prawe i spojrzy na nie Atmosfera tak ciężka, że można byłoby kroić nożem. Niestety pan zawiódł oczekiwania pań jak to w życiu bywa i obrócił się nie przez to ramie co trzeba, zawód w oczach pań bezcenny, ramiona w dól, zgarbienie, jakby ktoś z nich powietrze w ciągu 2 sekund spuścił . Myślicie, że to zniechęciło najbardziej operatywną loszkę, taką średnio ładną, koło 30, która stała bezpośrednio za nim w kolejce. Nic a nic, sprytna szybko się ogarnęła, pani demonstracyjnie upuściła parasol, który ze znacznym hałasem pierdolnął o posadzkę. Oczywiście uzyskała planowany efekt, upatrzona ofiara obróciła się w jej stronę, co więcej facet odruchowo schylił się i podał jej parasol. W momencie podawania nastąpił kontakt wzrokowy, długie spojrzenie, trzepotanie rzęsami. "Och jaki pan miły, tak trudno spotkać kulturalnego mężczyznę .... bla bla bla". W każdym razie akcja skończyła się tym iż cwana loszka zaprosiła upatrzoną ofiarę na kawkę, a upatrzona ofiara obiecała stawić się w wyznaczonym lokalu o godzinie 10 . Reszta pań, mniej operatywnych, wyraz frustracji na twarzach, nieprzychylne spojrzenia w stronę tej, której się udało "umówić z panem co czterdzieści tysięcy pobierał". Gdy cwana loszka zakończyła swoje sprawy i opuściła przybytek, zaczęło się obrabianie dupy, że butów nie potrafi dobrać, że źle włosy umalowane, że bezwstydnie na kasę poleciała - taaa to był najlepszy tekst Wnioski wyciągnijcie sami w kilku zakresach: - o tym, jak panie nie lecą na kasę - o tym, jak obrączka czy obecność dziecka, ewentualnie męża za drzwiami przeszkadza im we flirtowaniu czy poszukiwaniu lepszej opcji - o tym, jak nie konkurują w ramach stada - o tym, jak nie są zawistne wobec siebie nawzajem - o tym, jak nie krytykują siebie nawzajem, za to co same robią - o tym, jak nie wykazują identycznych zachowań Pewnie da się zrobić dłuższa listę, o tym czego panie nie robią i jakie panie z pewnością nie są, ale wybaczcie nie wypiłem jeszcze porannej kawy
    74 points
  20. Dzisiaj, drodzy bracia, wujek Jurek opowie wam o tzw. zaburzeniu osobowości pogranicza, czyli inaczej borderline albo w skrócie BPD. jak się już wyklaruje gdzie najlepiej umieścić ten artykuł, proszę modów o nie krępowanie się i przenoszenie Tekst jest długi, ale dowiecie się w nim wszystkiego, co musicie wiedzieć o tym zaburzeniu, między innymi: czym nie jest BPD, a czym ogólnie jest:) jakie są etapy związku z kobietą mającą BPD jakie zachowania kobiety na wczesnym etapie znajomości mogą świadczyć o tym, że ma BPD powinny u was zapalić lampkę ostrzegawczą w głowie jakie są objawy BPD ogólnie i szczegółowo na przykładach "z życia" co ciągnie do borderek i kogo, czyli jakie cechy ma samiec, który jest szczególnie narażony na związanie z kobietą z takim zaburzeniem i dlaczego niektórych takie panny kręcą bardziej niż innych co zrobić jak już macie podejrzenie, że panna takie borderline może mieć A dlaczego długi? Bo BPD to poważne zaburzenie i żeby je zrozumieć, nie da się tego opisać w kilku zdaniach, po prostu. Rzucić, że panna jest border jest bardzo prosto. Ten artykuł ma przygotować samców w poważny sposób, bo i zagrożenie jest poważne. 1. Wstęp, czyli czym jest a czym nie jest BPD - fakty i mity borderline dotyczy niewielkiego odsetka populacji - w USA (stamtąd są badania) szacuje się na 0,8-2,8% populacji. Tak, jankesów jest dużo, ale to w dalszym ciągu niewiele. Spośród osób dotkniętych borderline, około 75% stanowią kobiety objawy borderline są jak to się mądrze mówi nieswoiste - czyli mało charakterystyczne i mogą być objawem również innych zaburzeń, podobnie jak nieswoisty jest ból głowy, bo jak boli was głowa to może oznaczać 150 rożnych chorób Co to oznacza? Ano to, że nie wystarczy że wasza ex czy obecna przejawia 2 lub 3 zachowania, które opiszę i od razu jest borderline. To, czy ktoś ma zaburzenie czy nie musi zostać zdiagnozowane przez profesjonalistę, co jest bardzo trudne ale o tym później. W związku z tym poradnik służy tylko jako pomoc dla braci, pewien drogowskaz i forma uświadomienia z czym być może mają do czynienia a nie zastępuje profesjonalnej diagnozy, poniatno? borderline to nie jest choroba psychiczna - to jest zaburzenie osobowości, czyli coś półkę wyżej i gorzej; choroba psychiczna to najprościej mówiąc skrzywienie jakiegoś obszaru mózgu, które powoduje określone zachowania i jest uleczalna również drogą farmakologiczną (pigułami), zaburzenie osobowości dotyczy całej sfery psychicznej człowieka i dotyczy wszystkich zachowań i jeżeli w ogóle można taki stan rzeczy zmienić, to wymaga to pełnego zaangażowania i wieloletniej terapii osoby z borderline nie są "wariatami", "psychopatami" i tak dalej - często wcale tego po nich nie widać. Mogą odnosić sukcesy w życiu zawodowym, sprawiać wrażenie osób zupełnie normalnych - zaburzenie wychodzi na jaw zwykle wtedy, kiedy próbujecie się z Panią związać na stałe. Nikt tego nie ma wypisanego na czole kilka słów o mnie - piszę o tym, ponieważ mimo posiadania wykształcenia kierunkowego i dużej wiedzy dotyczącej zaburzeń osobowości, reguł wpływu społecznego a także ponadprzeciętnej pewności siebie i inteligencji związałem się z borderką na 10 miesięcy. Skończyło się to dużą utratą poczucia własnej wartości, odbiło na moim zdrowiu i powrót do normalności kosztował mnie i dwójki niezależnych od siebie terapeutów mnóstwo pracy. Dziś już wszystko jest dobrze, choć minęło trochę czasu - myślę, że jeśli czytaliście moje poprzednie wypowiedzi na forum, to jest to dość widoczne. Mogę z dystansem o tym opowiedzieć, a może moja wiedza przyda się braciom. Materiał jest opracowany na podstawie moich doświadczeń, wiedzy z terapii, która otworzyła mi oczy oraz licznej literatury anglojęzycznej, bo z polską krucho. Wybaczcie, przypisy z lenistwa odpuszczam uwagi techniczne - w dalszej części zaburzenie pogranicza będę nazywał BPD (od staropolskiego terminu Borderline Personality Disorder), osoby mające to zaburzenie "borderki" a za ilustrację zachowań posłuży nam moja byłą urocza borderka dalej zwana B. zachowania szczególnie alarmujące będą oznaczone w ten sposób Ok, to jedziemy. Na początek - o co chodzi z tą osobowością pogranicza i jakie kurwa w ogóle pogranicze? Kto to wymyślił? Wyobraźcie sobie, że są dwie strony związku z kobietą. Dwie skrajne. Jedna - seks jest zajebisty, panna was uwielbia, komplementuje, sprząta, recytuje daje dupy i stepuje, cytując Tuwima. Żadnych teoretycznie problemów, a wy czujecie że to jest to, to jest ta druga połówka, że to forum jest pełne pechowców i frustratów, a do was właśnie los się uśmiechnął i wreszcie czujecie, że żyjecie. Ale jest też druga strona - panna nienawidzi was, zdradza, kłamie, upija się w tajemnicy przed wami, twierdzi że jesteście beznadziejni, chce rozwodu i milionów monet z tego powodu, bo jesteście śmieciami i zrujnowaliście jej życie, męczycie ją i czepiacie się, a przez was się uwsteczniła. Dwie skrajności, a pomiędzy nimi granica i na niej zwykle jest większość związków - taki kompromis, raz lepiej a raz gorzej. Zwykle lepiej i wtedy związek trwa, jeśli zwykle gorzej - ludzie się rozstają i tak to wygląda. To zaburzenie tak się nazywa, ponieważ osoba je posiadająca ciągle przeskakuje z jednej strony granicy na drugą - jest ciągle na pograniczu skrajnych zachowań. 2. Związek z BPD i jego fazy Jest kilka różnych podziałów, ja poniższy opieram się na klasyfikacji Meltona. Jeżeli czujesz się z grubsza tak, jak opisuję na dwóch pierwszych etapach - ALERT Faza idealizacji Na początku wszystko wygląda fantastycznie. Poznajesz dziewczynę, która ma w sobie to coś. Jest sympatyczna, emanuje pozytywną energią, ale jednocześnie gdy próbujesz ją poznać wydaje się nieśmiała. Nie musi być gwiazdą i bardzo rzadko nią jest - nie błyszczy mega w towarzystwie, nie jest jakoś super piękna. Mija trochę czasu i już wiesz, czemu jest taka nieśmiała - jest "ofiarą miłości". Owszem, robiła złe rzeczy i się ich wstydzi, jednak to nie była jej wina. Chciałaby się zmienić. Innym ludziom nie można ufać, jej poprzedni facet zranił ją i bardzo się na nim przejechała. Generalnie nikt jej nie rozumie - poza Tobą. Tylko Ty widzisz, jaka ona jest naprawdę. Cudowna, delikatna istota czekająca na wybawienie. Czujesz, że wreszcie spotkałeś drugą połówkę, że wreszcie jest ktoś, kto dostrzega Twój potencjał. Czujesz się doceniany, adorowany. Słyszysz komplementy, jakich może nie słyszałeś do tej pory. Jesteś centrum jej świata, autorytetem i wartościowym partnerem. Słucha z uwagą o Twoich poglądach, szuka Twojej rady, analizuje co mówisz, wyciąga wnioski. Otwierasz jej oczy na świat, wiesz? Uwielbia spędzać z Tobą czas, jednak wcale się nie narzuca. Wydaje Ci się, że łączy was niesamowita nić porozumienia, że rozumiecie się bez słów, że dziewczyna czyta Ci w myślach. Seks, niezależnie od tego, czy dochodzi do niego szybko czy później jest w najgorszym wypadku niesamowity, w najlepszym - spełnienie marzeń. Dziewczyna czyta Ci w myślach, robi dokładnie to co chcesz, jest chętna, dostępna, robi też rzeczy w łóżku, których nie spodziewałbyś się po niej, bo przecież wydawała się urocza, ale całkiem przeciętna - okazuje się, że to gwiazda porno w przebraniu. Kobieta - ideał. Bardzo szybko i Ty słyszysz, że jesteś ideałem i nic lepszego nie spotkało jej w życiu, że na to zawsze czekała. Mogą też pojawić się rozmowy o dzieciach czy ślubie, nawet po kilku miesiącach. O co chodziło tym debilnym mizoginom i samcom z forum, myślisz sobie. Tak właśnie wygląda miłość! Niestety nie - tak wygląda faza idealizacji w wykonaniu borderki. A wiesz, co jest najgorsze? Że ona naprawdę tak teraz o Tobie myśli, dlatego dajesz się na to nabrać. To w sumie nawet nie jest oszustwo z jej strony. To element zaburzenia. Faza uczepienia (zakotwiczenia) W dalszym ciągu jest mnóstwo komplementów, ale pojawiają się pierwsze oznaki uzależnienia od Ciebie. Czasem pojawiają się pretensje, że nie poświęcasz jej wystarczająco dużo uwagi. Mają miejsce pierwsze szantaże emocjonalne, sceny zazdrości. Większość sprzeczek kończy się jednak niesamowitym seksem. A przecież nieporozumienia zdarzają się w każdym związku, prawda? A Ty ją kochasz, bo ciągle przecież wiesz, jak fantastyczna potrafi być Twoja Pani. Poza tym, każdy może mieć gorszy dzień, więc to że nie ma dziś humoru też nie jest niczym nadzwyczajnym. Poza tym po chwili wszystko wraca do normy. Jednak tutaj zaczynasz już mylić swoje współczucie z miłością - zauważasz, że nie wszystko jest idealnie, ale pragnienie tego by pomóc Twojej nieszczęśliwej istotce jest silniejsze od Ciebie. No i poza tym jak to? Ona opowiadała tyle dobrych rzeczy o Tobie, a teraz miałbyś ją zostawić? Na kogo wyjdziesz wtedy? No więc związek trwa. Rozpoczyna się sprawdzanie Twoich granic wytrzymałości - jedna akcja, druga, trzecia - zwykle wymierzone dokładnie w to, z czego zwierzyłeś się borderce. Komu w końcu, jak nie jej? Przecież to dla niej jesteś ideałem. Borderka nie może już bez Ciebie żyć, ale boi się bliskości, zaufania i intymności która jest między wami. Próbuje się z tego wyrwać. Robi różne rzeczy, które Cię bolą, ale często bardzo szybko przeprasza. Słyszysz, że Cię kocha, nawet jak czasem zachowasz się jak palant, wiesz? Dlaczego mi to robisz? Nie chcesz z nią drążyć tego tematu i pytać, dlaczego jesteś palantem, skoro nic jej nie zrobiłeś. Grunt, że znów jest całkiem ok. Aż do kolejnego tygodnia, bo zmiany nastrojów są coraz częstsze. Ale Ty dalej jesteś twardy i opiekujesz się swoją Myszką. Kto, jak nie Ty? "Zmienię ją" - myślisz sobie. "To nie jej wina, ale kiedy pokażę, jak ją kocham, wyjdzie z tego". Zresztą, może faktycznie wtedy przesadziłeś? Tak, faktycznie, podniosłeś na nią trochę głos więc to nie jest też tak, że jesteś bez winy. Tak, musisz bardziej uważać na przyszłość co robisz - przecież Twoja Myszka jest wrażliwa, a jej nastroje zmieniają się w mgnieniu oka. Potem przypominasz sobie, jak zajebiście jest, kiedy ona jest szczęśliwa. Postanawiasz, że zrobisz wszystko, żeby tylko nie dać jej pretekstu do kolejnego wybuchu. Zachowasz się jak facet i zaopiekujesz nią. Możesz mieć chwile, w których chcesz odejść, ale wtedy ona błyskawicznie zapewnia Cię o miłości, prosi byś został i dał jeszcze jedną szansę. Ona się zmieni, że będzie lepiej. I na tym właśnie to polega. Zaczynasz razem z nią przeżywać jej stany euforii i rozpaczy, cierpliwie znosisz kolejne upokorzenia, uzależniony od tego, jak cudowna potrafi być, gdy jest dobrze. Jesteś na ciągłym emocjonalnym rollercosterze, w międzyczasie analizując, co możesz zrobić inaczej albo lepiej, żeby tych złych momentów nie było. I wpadasz w nią jak śliwka w gówno. Zaczynasz robić wszystko, by było lepiej, ale nigdy nie jest. Faza dewaluacji Wcześniej widziałeś jakieś niepokojące oznaki, ale ze zdziwieniem spotykasz się ze stekiem wyzwisk, kiedy właśnie na kolanach przysiągłeś jej miłość zaraz po kolejnej awanturze, którą zaczęła. Mieliście fantastyczny tydzień, ale w dniu jej urodzin które były szczegółowo zaplanowane, ona rozpoczęła wielką kłótnię, ponieważ wysłałeś jej rano mema z życzeniami, który był dla niej obraźliwy. W końcu przepraszasz ją, żeby już zrealizować cały wasz plan na ten niezwykły dzień, ale to kończy się tylko suchą informacją, że "potrzebuje przestrzeni". Takich sytuacji jest więcej, a łączy je jedno - za każdym razem nie masz pojęcia, co dokładnie spowodowało jej wybuch agresji. Jesteś bezradny. Słyszysz tylko, że to Twoja wina. Dziwnie na nią spojrzałeś. Za długo na nią patrzysz. Źle się ubierasz, za długo rozmawiasz z koleżanką. Uśmiechnąłeś się do ekspedientki. Pomyślałeś coś nie tak jak trzeba. Ale zawsze to Twoja wina, i ona nie rozumie, dlaczego tego nie widzisz. Twoje życie zmienia się w nieustanną obawę przed tym, co zrobi Twoja druga połówka tej samej pomarańczy. Twoja poczucie własnej wartości spada błyskawicznie. Czujesz się beznadziejnie. Masz poczucie, że robisz wszystko ale zupełnie nie nie wiesz czemu to ciągle za mało. Czujesz też, że ona Cię nienawidzi. Gardzi Tobą, rzuca co jakiś czas lekceważące teksty, jesteś dla niej nieciekawy i odpychający. Bo kiedy już borderka ma nad Tobą kontrolę i widzi, że w jej mniemaniu potrafisz znieść każde upodlenie, ale nie zniechęca Cię to, zaczyna Tobą gardzić. Im bardziej chcesz to naprawić, tym większe obrzydzenie do Ciebie czuje. W końcu zwykle odchodzi od Ciebie sama, a Ty jeszcze długo zastanawiasz się, co mogłeś zrobić lepiej. Jak takiego związku uniknąć? 3. Na co uważać? Wczesne sygnały alarmowe (tu głównie posiłkuję się artykułem dr. Tary J.Palmatier bo uważam, że trafia w sedno) - jeśli zauważysz poniższe zachowania u swojej Myszki na początku relacji - ALERT, RUN BITCH RUN! obwinia swoich byłych, którzy byli wobec niej okrutni, skrzywdzili ją itd., w ogóle trafiała na samych wariatów, chorych psychicznie i dlatego jeszcze nigdy z nikim dłużej nie była mówi Ci, że jest nieprzewidywalna, boi się, że może Cię zranić, jest zwariowana czujesz błyskawicznie, że to Twoja druga połówka, to prawdziwa miłość kiedy zrobi coś złego, robi następujące rzeczy: twierdzi, że nic się nie wydarzyło (omówiłem to wyżej), przeprasza ale zrzuca winę na coś lub kogoś innego (np. miała zły dzień w pracy - zrzuca w ten sposób odpowiedzialność z siebie na przełożonego), zrzuca winę na Ciebie i nawet nie myśli o przeprosinach (uciekaj), płacze i błaga, żebyś jej nie zostawiał, robi sceny i dramatyzuje robi Ci bardzo szybko drogie prezenty, albo oczekuje takowych (dla niej nic nigdy nie będzie wystarczająco dobre - pamiętaj) chce się bardzo szybko wprowadzić i zamieszkać z Tobą, bo przecież wszystko tak świetnie się układa między wami (są przypadki bpd, które chcą tego już po kilku tygodniach znajomości) jest mega zaborcza, nawet o uwagę jaką poświęcasz własnej rodzinie jej koleżanki to wieczne, weekendowe imprezowiczki i duże dzieci, nawet jeśli ona mówi, że ich nie lubi, albo że już z nimi się nie trzyma tak mocno jak kiedyś zauważasz, że rodzice nie wierzą swojej córce - dzwonią do niej, przyjeżdżają, sprawdzają... to może być znak, że wywinęła już im niejeden numer robi Ci awantury w miejscach publicznych takich jak kino albo sklep jest mocno niezorganizowana i niesłowna - nie dotrzymuje terminów, przekłada spotkania, spóźnia się, prowadzi bardzo niezdrowy tryb życia (np. pracuje, a mimo to chodzi spać bardzo późno, każdy weekend to imprezy itd.), ma problemy z dotrzymywaniem wszelkich zobowiązań szybko opowiada o swoich doświadczeniach seksualnych - nieważne, czy pozytywnie czy negatywnie, jeśli znasz ją kilka dni/tygodni, a ona opowiada Ci o trójkątach albo o gwałtach RED ALERT, to pokazuje iż jej granice są zerowe, ponieważ osoby bez zaburzeń trzymają takie rzeczy dla siebie wczesne snucie planów o dzieciach, ślubie, ciąży - chyba nie wymaga komentarza dziecinne zachowania - modulowanie głosu, zdrobnienia, częste obrażanie się - nie, ona nie jest urocza - jeśli zachowuje się jak dziecko, to po prostu jest dzieckiem A dlaczego takie cechy są alarmujące? 4. Charakterystyczne cechy BPD według kryteriów diagnostycznych DSM-IV dla pogranicznego zaburzenia osobowości (301.83 - kliniczny numer porządkowy) Podejrzenie, że wasza panna ma borderline zachodzi, gdy występuje minimum 5 spośród 9 poniższych kryteriów: niestabilne i intensywne związki interpersonalne, mimo łatwości w nawiązywaniu kontaktów - pani jest duszą towarzystwa, jej tydzień wypełniają piwka i piweczka z koleżankami i kolegami, imprezy i wyjazdy a jednocześnie zdarza się jej wspominać, że nie ma prawdziwej przyjaciółki, że nigdy nie było "tego jedynego"? Jej związki trwają po kilka miesięcy i wiążą się z nimi jakieś przygody typu "On miał jakieś problemy ze sobą, dużo pił/ćpał/bił mnie"? Tak, to właśnie to. Dlaczego tak? Osoba z BPD, jak każdy z nas czasem odczuwa potrzebę bliskości, ale jednocześnie się jej boi. Dlatego ludzi trzyma na takim półdystansie. Borderki są towarzyskie, ponieważ wypełniają w ten sposób uczucie pustki i samotności i podtrzymują pozory, że żyją normalnie tak jak inni. Ale rzadko mają takie prawdziwe przyjaciółki, bo to oznacza dopuszczenie kogoś bliżej, a coś takiego wzbudza strach. Dlatego są to relacje powierzchowne, płytkie, a większość związków krótkotrwała i intensywna, zwykle połączona z jakimiś niesamowitymi historiami czy komplikacjami, ewentualnie związek jeśli był dłuższy to obfitował w rozstania i powroty. Moja B. gdy ją poznałem miała 31 lat, a w życiu najdłużej była z kimś max 3 miesiące.Przypadek? Nie sondzem. O swojej przyjaciółce mówiła mi, że tak naprawdę ona przyjaciółek nie ma. Kalendarz wypełniony imprezami, wyjazdami weekendowymi, warsztatami i innymi aktywnościami, kilkuset znajomych na FB ale ani jednej bliskiej osoby przez całe dorosłe życie. gorączkowe wysiłki uniknięcia rzeczywistego lub wyimaginowanego odrzucenia - pani każdą swoją decyzję konsultuje z gronem psiapsółek/mamą/siostrą? Wszystko jest w porządku, ale nagle zostajecie okłamani, a w odpowiedzi słyszycie, że "to wszystko działo się tak szybko, bałam się że mnie zranisz i że to wszystko jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe"? Pani mówi coś o tym, że boi się zamknięcia w klatce, potrzebuje przestrzeni, a na początku waszej znajomości potrafi ukrywać fakt, że się spotykacie? Osoby z BPD panicznie boją się braku akceptacji - najłatwiej zdobywa się ją, pytając o rady innych i mając poczucie, że ktoś ich decyję wspiera. Samodzielnie podejmuje decyzję, nie daj borze wbrew opinii? Ryzykuje brak akceptacji, odwrócenie się ludzi od niej, oczywiście w swoim mniemaniu. To ze znajomymi. A jak się z kimś wiąże, to jak najprościej uniknąć tego, że facet się nią znudzi i zostawi? Tak, tak - zostawić samemu, a najlepiej zrobić coś takiego, żeby to ta druga strona zostawiła i wykreować się potem na ofiarę, dzięki czemu zyskuje się akceptację znajomych. I tak facet związany z borderką, jeśli nie kończy związku ciągle jest narażany na kolejne zranienia. B. o niczym innym nie marzyła, niż tylko po latach swoich przygód zacząć "normalne życie" - ale kiedy miała na to szansę, czuła że się "dusi" i że ktoś "chce ją zniewolić". Zdradziła mnie też wkrótce po rozpoczęciu relacji bo "bała się tego, co jest między nami". wyraźnie i uporczywie niestabilny obraz samego siebie lub poczucia własnego ja - to prostsze do zaobserwowania, niż brzmi - czy Twoja partnerka jednego dnia uważa, że jest świetna, że świat stoi przed nią otworem i ona zaraz go podbije, a na drugi dzień zmienia zdanie? Czy fazy entuzjazmu miesza z depresją i stwierdzeniami, że do niczego się nie nadaje? Ten brak równowagi w ocenie siebie przekłada się na niestabilne zachowania borderek i ich skakanie między skrajnościami. B. normalnie miała olbrzymie kompleksy na temat swojego wyglądu i nadwagi, ale kiedy była pijana to z szerokim uśmiechem na ustach potrafiła mówić "Wiem, że jestem piękna". impulsywność w co najmniej dwóch sferach, które są potencjalnie autodestrukcyjne - (seks, lekkomyślne prowadzenie pojazdów, używki, kompulsywne jedzenie) - tu myślę sprawa jest jasna. Tu może przytoczę przykład z pewnego forum dla Pań, który idealnie oddaje autodestrukcyjne uzależniene od seksu - pisownia oryginalna: jesli chodzi o "uwodzenie " ,to ja NIGDY, powaznie, nigdy nie uwazalam sie za atrakcyjna dla fectow osobę. dopoki nie "odkryłam " alkoholu. Po 'libacji" czesto slyszalam ze zachowywalam się prowokująco, czy uwodzaco wlasnie, co nie jest szczegolnie dziwne zwelaszcza ze odzyskiwalam niejednokrotnie swiadomosc np w ramionach jakiegos gościa. :/ w kazdymr azie, mam wrazenie, ze u mnie to też było strasznie mocno zwiazane z potrzeba czucia sie akceptowaną bądź z OGROMNĄ (wtedy) potrzebą bliskosci, taka, ktorej nie dalo sie odroczyc. skoro tak jej potrzebowalam, to nie robilo mi roznicy czy akurat sie "szmace" czy ktos do mnie zarywa. Po prostu fajnie bylo poczuc te namiastke bliskosci, kogos przy sobie. a ze fizyczna jest najprostsza to w sumie.. spoko? :roll: czasami też uzywanie swojego ciała w taki sposob pelnilo dla mnie autoagresywną funckję. "nie zaslugujesz na nic innego, nie mozesz byc kochana, jedyne co mozesz osiagnac to bycie dla kogos pociagajaca fizycznie". Moja B. była uzależniona od alkoholu - na wszystkich większych imprezach, które kojarzę, w tym zwłaszcza bez mojego udziału kończyła pijana do nieprzytomności, tak że nie pamiętała w ogóle, co mówiła. Klinowała oczywiście również, potrzebowała z czasem coraz większych dawek alkoholu by się upić. Nawet jakieś zwykłe wieczorne wyjście ze znajomymi kończyło się jeszcze tak, że samochód lub taksówka rozwożąca ludzi do domu na jej prośbę zatrzymywała się na stacji benzynowej żeby dokupić jak to ona mówiła "piwo na drogę" czyli czteropak, który ona piła sama jeszcze w domu przed zaśnięciem. Kiedy mnie zdradziła, przyznała się potem że ocknęła się kiedy jej poprzedni partner seksualny już w niej był. Jakie było pierwsze, jedno z wielu jej wytłumaczeń gdy jeszcze próbowałem zrozumieć, dlaczego to zrobiła? "Potrzebowałam bliskości". niestabilność emocjonalna spowodowana wyraźnymi wahaniami nastroju, np poważne epizodyczne obniżenie nastroju, poczucie lęku - pani zamyka się w pokoju i z bliżej nieznanych przyczyn ma doła, o szczegółach nie rozmawia, wielokrotnie powtarza, że boi się czegoś (zwykle bliskości, miłości, czułości i tak dalej)? Zdarza się jej powiedzieć, że "nie mogę z Tobą być, za bardzo Cię zranię", "zasługujesz na kogoś lepszego" żeby potem powiedzieć Ci "kocham Ciebie i tylko Ciebie"? Te wahania wynikają z zaburzenia samooceny oraz skrajnych zachowań, po których borderkę dopadają czasem wyrzuty sumienia i chęć zrekompensowania Ci tego. B. miała tak, że w trakcie jednego miesiąca zaczęła wycofywać się ze związku a kiedy pytałem o co chodzi zaczynała krzyczeć "Nie widzisz, w jakim jestem stanie?" "Co Ty mi robisz, znęcasz się nade mną (kiedy dalej nie rozumiałem i pytałem). niestosowny, intensywny gniew lub trudności z kontrolowaniem gniewu, na przykład częste okazywanie humorów - tu mowa o naprawdę intensywnych rzeczach - wasza pani zaczyna się awanturować i podskakiwać do dobrze zbudowanych kolesi w knajpie (jest cały temat na forum o tym)? Tnie wasze słuchawki do biegania (potem oczywiście przeprasza), tłucze naczynia, perfumy, wpada w szał? A może łagodniej, czyli bez żadnego wyraźnego powodu strzela tzw. "focha" i nie chce o tym rozmawiać? Odpycha was, obraża, każe wynosić się z domu (potem mówi, żebyście wrócili bo ona się martwi)? Moją B. odwiozłem kiedyś z imprezy nad ranem, o której mi zresztą nie powiedziała. Podróży na złamanie karku po krętych górskich drogach, bo to był jakiś dom wypoczynkowy w wiosce nieopodal szczytu górskiego nie zapomnę nigdy. Oczywiście była kompletnie pijana. Opierdoliłem, mimo że nie docierało do niej, no bo jak. Nasłuchałem się różnych nie mających sensu zdań, w tym ciekawych takich jak "Ty nie wiesz, co Ci wszyscy kolesie mi w życiu zrobili" wypowiedzianych bełkotliwym tonem. No ale przecież kochałem ją, co nie? Więc zawiozłem, nakarmiłem, napoiłem, przebrałem i pozwoliłem spać u siebie, samemu w tym czasie robiąc ważny projekt do pracy. Kiedy zrobiłem sobie przerwę i przytuliłem ją ona jeszcze pijana wspomniała "Co Ty kurwa, chcesz mnie zgwałcić? Arek (tak go fikcyjnie nazwijmy, koleś, z którym mnie zdradziła) przynajmniej miał prezerwatywy) i poszła spać. Kiedy się obudziła rozpocząłem z nią poważną rozmowę, podczas której zaczęła przeklinać i odepchnęła mnie a następnie w piżamie zgarnęła swoje rzeczy i chciała wyjść. Myślę, że nie muszę dodawać, że próbowałem ją zatrzymać... przelotne, związane ze stresem myśli paranoiczne - panna zachowuj się podejrzanie, zdradza albo okłamuje was, ale jednocześnie nie ufa wam i uważa, że ją okłamujecie? Sama wychodzi jak chce i kiedy chce, ale kiedy chcecie o tym rozmawiać zaczyna was przepytywać co wy robicie? Kiedy zrozpaczeni szukacie dowodów zdrady i je znajdujecie pyta, jakim prawem ją szpiegujecie? W mojej relacji z B. jedyną stroną, która zdradziła (co wyciągnąłem z niej, bo miałem przeczucie) i kłamała (na tych kłamstwach ją łapałem bo to były kłamstwa na żenującym poziomie) była ona - mimo to, od samego początku robiła zdjecia i print screeny tego co piszemy do siebie na komunikatorach, kiedy ja poszedłem na terapię by sobie poradzić z tym, że mnie zdradziła (tak tak, JA poszedłem - wiem, wiem, naprawdę wiem;)), zaczęła żądać danych i kontaktu do mojego psychologa, żeby "sobie z nim porozmawiać". Apogeum jej podejrzliwości po kolejnym odkrytym kłamstwie było to, że zainstalowałem jej aplikację szpiegującą w telefonie, bo miałem do niego dostęp - każdy zresztą miał. B. miała tak, że jej znajomi na imprezie brali jej telefon i każdy z niego korzystał jak chciał, na przykład jej koledzy pisali z jakimiś dziewczynami. Mimo to nie przeszkadzało jej oskarżać o to mnie. Potem nawet podobno tę aplikację znalazła:) Straszyła mnie nawet policją z tego powodu, a potem dzwoniła do mnie wściekła gdy już się rozstaliśmy, bo ponoć zdalnie z zemsty zresetowałem jej telefon. A tak a propos telefonów - B. miała dwa telefony z powodów, których nie umiała zbyt przekonująco wyjaśnić, a kiedy podejrzewała że jej coś wgrałem stwierdziła, że kupi trzeci telefon:) Ech, długo by pisać:) chroniczne uczucie pustki - brzmi tajemniczo, ale chodzi tutaj o znany braciom (i zapewne paniom z rezerwatu jeszcze lepiej) mechanizm - panna opowiada wam, jak to z kolesiem którego znała 2 miesiące "niby wszystko było ok, ale coś nie wypaliło"?. Mówi, że "jest aż za spokojnie, ciężko mi uwierzyć, że nic się nie dzieje złego"? Ma 100 pomysłów na zainteresowania i hobby, z których żaden nie wypala? Jest często znudzona? Borderki nie wytrzymują długo w stanie, kiedy nic się nie dzieje i po prostu trwa normalne, stabilne życie - muszą pustkę wypełniać, ponieważ dopiero wtedy czują, że żyją - stąd skłonności do ryzykownych zachowań, pociąg do używek, prowokacyjnego zachowania na imprezach, znajdywania sobie wielu aktywności. B. sama wiele razy stwierdzała, że jeśli z kolesiem wszystko było ok, to tak długo rozkminiała jego zachowanie, aż w końcu coś się znajdywało. nawracające zachowania i gesty o charakterze samookaleczającym - jeśli panna ma ślady na rękach, chwali się myślami samobójczymi, to jest to alert czerwony jak stolica ZSRR na pierwszego maja To jest 9 klinicznych objawów borderline - jeśli zauważasz u swojej panny 5 z nich, to niech pojawi się w Twojej głowie czerwona lampka. Sprawdź teraz dodatkowo, czy występują poniższe zachowania: tendencja i satysfakcja płynąca z utrzymywania relacji z więcej niż jednym partnerem jednocześnie - tak tak, chodzi o bzykanie i flirtowanie z kilkoma na raz. Nie, nie każda kobieta tak robi. Moja B. kiedy ją poznałem miała następującą sytuację: regularne kontakty seksualne (ale nie związek, bo "wiedziałam, że i tak nic z tego nie wyjdzie" z wymienionym już Arkiem, z którym potem mnie zdradziła), w czasie których na jednej imprezie na którą ją widziałem lizała się i zniknęła potem z jednym gościem, tydzień później do siebie zaprosiła mnie (w międzyczasie ciągle spotykając się z tym jednym i posiadając jeszcze innego orbitera w Anglii, który myślał że są razem. skłonność do testowania - Pani ciągle testuje granice - jeśli poprosisz ją o to, żebyś czegoś nie robiła, możesz być pewien, że zrobi. Zdradzi Cię? Oczywiście po to, żeby zobaczyć czy naprawdę ją kochasz (bo pamiętaj, ona boi się odrzucenia). Stąd częste u borderek próby ponownego kontaktu i sprawdzanie, czy dalej o niej myślisz (tu uwaga bo jak wiemy takie zachowanie zdarza się często i samo w sobie nie świadczy o borderline!) albo ciągłe sprawdzanie, jak daleko może się posunąć i czy ciągle mimo to ją lofciasz unikanie bycia w centrum uwagi jako sytuacji zbyt obciążającej - pani jest bardzo towarzyska, chce mieć mnóstwo znajomych i ma, ale nigdy nie wybija się ponad inne samice, nie prowadzi w dyskusji? Nie lubi występować publicznie, źle znosi krytykę? Niskie poczucie własnej wartości powoduje to wszystko obwinianie innych za własne zachowania - temat rzeka. Borderka nigdy nie jest winna, zawsze jej zachowanie jest spowodowane Twoim, niezależnie od tego jak chujowo nie wygląda. Słuchasz o tym, jak to z poprzednimi było coś nie tak, że byli psychiczni, niezrównoważeni, niedojrzali? Strzeż się. W pewnym momencie głupiejesz i sam zastanawiasz się, czy nie masz problemów ze sobą, albo że faktycznie to trochę Twoja wina, że zostałeś oszukany, zdradzony? RED ALERT! Pamiętaj - każdy odpowiada za swoje czyny i jeśli ktoś okłamuje Cię, zdradza, przeklina to zawsze to jego decyzja - przecież może się obrócić i wyjść, prawda? Nie daj sobie wmówić, że jeśli ktoś robi Ci coś złego, to Twoja wina. A borderki to robią. B. rozbiła auto jadąc starym gratem 170 km/h i uderzając w tira? Moja wina, bo się pokłóciliśmy. B. tyje? Moja wina, bo jej nie motywuję, mówiąc jej że jest piękna. B. pali? Moja wina, bo już rzucała, ale jak jej wypomniałem że przecież dalej pali kilka papierosów dziennie, to się zdemotywowała... I ważna uwaga - łapanie za rękę, przedstawianie dowodów, faktów, dyskutowanie jest absolutnie bezcelowe i nie osiągniesz niczego, poza kolejnymi oskarżeniami, nowymi usprawiedliwieniami i zrzucaniem winy. To niestety nie działa tak logicznie. Myślisz, że jak przedstawisz niezbite dowody to ona wtedy musi przyznać rację i przeprosić? Pomyśl jeszcze raz. Oskarży Cię prędzej o szpiegowanie, czepianie się, "męczenie", "drążenie". Mi B. w przypływie szczerości powiedziała rzecz, która bardzo mi utkwiła w głowie "A co Ci tak na tej prawdzie zależy?". negowanie własnych zachowań - jeśli ktoś złapie Cię za rękę, mów że to nie Twoja ręka. Borderka idzie krok dalej - mówi, że tu nie ma przecież żadnej ręki i chyba jesteś nienormalny i musisz się leczyć. "Nic takiego nie powiedziałem, zmyśliłeś to sobie", "Nie pamiętam", "Ja tak mam, że po prostu nie pamiętam takich szczegółów". Czy jest opcja, że jak podrążysz temat to jednak się przyzna? Jest. Czy to Ci w czymś pomoże? Nie. duże trudności z zaufaniem komukolwiek - osoba z BPD po prostu nie ufa ludziom, lubi powtarzać, że są okrutni, że kłamią i tak dalej, co jest klasyczną projekcją (projekcja - kiedy ja uważam o sobie, że kłamię, więc zarzucam to Tobie. Zarzucanie innym tego, co sami robimy). Ma się rozumieć, jeśli ona Ci tak mówi, to znaczy że ona jest okrutna, ona kłamie i tak dalej paradoksalne odpychanie - im bardziej zbliżasz się do borderki, im jesteś dla niej milszy, tym bardziej możesz się liczyć z odpychaniem. Osoba z BPD boi się bliskości, zaangażowania, bo to może się wiązać z tym, że ktoś ją wtedy odrzuci, a ona się nie pozbiera. Jednocześnie, fascynują ją osoby, które ją ignorują. Jest to związane z niskim poczuciem własnej wartości i działa taki mechanizm: Jeśli ja jestem beznadziejna, to ktoś komu się tak podobam, też musi być beznadziejny. Ten koleś mną gardzi i nie zwraca na mnie uwagi? No to z nim wszystko ok, bo kto by tam chciał się interesować kimś takim jak ja. Kurde, fajny jest. Miłość jest uczuciem zrównoważonym i dlatego osoby z BPD nie mogą jej znieść. Partnerzy, którzy okazjonalnie spełniają oczekiwanie bliskości są mniej zagrażający niż ci, którzy mogą to zapewnić cały czas. Dlatego bezpieczniejsze są osoby, które nie oferują stabilizacji, bo ona może oznaczać zagrożenie. I kiedy widać, że kolesiowi zaczyna zależeć, borderka mówi mu "Potrzebuję czasu", "To dzieje się za szybko". Strach przed bliskością, po prostu. A dlaczego odpychanie jest paradoksalne? Bo jeśli koleś ma borderkę gdzieś, to jest na zdrowy rozum znacznie większa szansa, że ją odepchnie, jednak ona się tego nie boi i potrafi mu nadskakiwać. Ale za to jeśli wyznajesz jej miłość, zabiegasz o nią - wtedy możesz zostać odrzucony zupełnie bezdusznie, bez żadnych emocji. W literaturze angielskojęzycznej mówi się też o zjawisku "hoovering" - chęć posiadania, gdy tylko border zdaje sobie sprawę, że nie może Cię mieć. Kiedy to osiągasz, zaczynają się znów wątpliwości, pojawiają się problemy... I tak się bujasz na huśtawce. Wiecie, co na początku znajomości powiedziała mi przez telefon B.? "Boję się Ciebie, bo jak ja Cię zranię, to Ty jesteś silny i się pozbierasz, a ze mnie jeśli mnie skrzywdzisz nie zostanie nic". Kto kogo dojebał w rezultacie chyba nie muszę mówić:) wewnętrzne dziecko - bordery są rządzone przez instynkty i potrzeby - nie mają pojemności dla takich zjawisk, jak empatia, wyższe uczucia czy rozpoznawanie dobra i zła oraz ich kategoryzowania. Te odczucia wykształcają się w człowieku później. Są bardzo samolubne, nie znają pojęcia empatii i raczej nie usłyszysz, jak borderka współczuje komuś "poza sobą oczywiście, bo przecież jest ciągle raniona). Dziecięca szczerość też jest charakterystyczna - borderka nie ma problemu by powiedzieć, że robisz fatalnie to i to (nawet jak sama tego nie robi dobrze), że ktoś jest gruby, brzydki, kiepsko się ubiera - jest bezmyślnie krytyczna wobec innych, tak jak właśnie dziecko. Potrafi tupać nogą, gdy czegoś chce i to ma być już, natychmiast. Dziecko zamknięte w ciele dorosłego człowieka - tak często określa się osoby z BPD silne mechanizmy racjonalizacji - innymi słowy borderka ma mnóstwo wytłumaczeń dla swoich zachowań - tak jak pisałem powyżej, zwykle jest to zrzucenie winy na Ciebie. Ale nie zawsze. Czasem wytłumaczenie jest po prostu absurdalne, ale daje spokój borderce: Jak B. usprawiedliwiła zdradzenie mnie? "Ok, może się z nim przespałam, ale to nie był przypadkowy koleś, tylko ktoś z kim się spotykałam wcześniej". Pytania? płytkość relacji - nie tylko związki oparte na seksie, ale przede wszystkim chłodno kalkulowane korzyści - borderka wszystkich (w tym rodzinę, znajomych i przyjaciół oraz przede wszystkim Ciebie) traktuje jako środki do osiągnięcia celu, cokolwiek to nie będzie. Pamiętaj, ona lekceważy normy i zasady Poza tym płytkie relacje są znacznie bezpieczniejsze, bo nie ma ryzyka zaangażowania i odrzucenia silna i utrwalona postawa braku odpowiedzialność i lekceważenia norm, reguł i zobowiązań społecznych - jeśli panna nie hamuje się z używkami, łatwo przychodzi jej spóźnianie się, łamanie prawa, przyznaje się i usprawiedliwia swoje zdrady i kłamstwa - RED ALERT. Dla borderów (tak jak dla dzieci przecież) nie istnieją rzeczy zwane zasadami. Wszystko jest względne uzależnianie innych poprzez dwubiegunowość zachowania - o tym więcej w dalszej części - w każdym razie uwaga na skrajne zachowania. Jeśli panna wyrzuca Cię z domu, 5 minut później dzwoni, wyzywa od najgorszych by potem prawić komplementy, mówi czasem "Strasznie Cię nienawidzę, wiesz? Jesteś draniem. Kocham Cię" to jest to NAJWYŻSZY ALERT - SPIERDALAJ JAK NAJDALEJ patologiczne kłamstwa - borderki kłamią często w banalnych sprawach - może to być cena torebki, którą sobie kupiła, imię koleżanki z którą się widziała albo knajpa, w której to było. Czemu patologiczne? Bo mają miejsce niezależnie od tego, jakie konsekwencje grożą (ostatnio @blck.shp dodał taki temat: albo następują "łańcuchowo" - demaskujesz kłamstwo Pani, ona przyznaje się do kłamstwa i niby mówiąc prawdę dostajesz kolejne kłamstwo> I tak nawet kilka razy. Mieliśmy niedawno piękny przykład: Panna wychodzi z koleżanką, potem okazuje się, że z kolegą, ale do knajpy, potem okazje się, że do domu, ale nic tam się nie działo, potem okazuje się, że jednak owszem, działo się, ale tylko tyle. I tak dalej - cały łańcuch kłamstw. Inny pouczający przykład ze strony kochanej B. - konwersacja na messengerze, ona w mieście, ja tego dnia wyjeżdżam do domu rodzinnego. Wcześniej rozmowa o tym, że flirtowanie z kolegami, spotkania z byłymi mają się zakończyć. Rozumie i żałuje, już więcej nie będzie. TEGO SAMEGO DNIA pytam wieczorem co porabia. Zawsze odpowiada natychmiast, tutaj cisza. Potem wymijająca odpowiedź: "Zobaczymy, co się wyklaruje:)". Zawsze pisze wprost. Pytam, czy nie widzi się czasem z jakimś kolegą, i po co znów kłamie, bo już na tym etapie wiem że skoro tego dnia rozmawialiśmy o tym, czego ma nie robić, to pewnie to robi. Cisza. Za chwilę dzwoni - łzy, płacz, tak, oszukałam Cię, widzę się z takim kolegą, bo napisał do mnie czy możemy się spotkać no i pomyślałam, że jak Cię nie ma to tylko z nim pogadam, a okłamałam Cię bo wiedziałam, że będziesz zły. Pójdę tylko na dwa piwa i wracam do domu, zadzwonię jak będę wracać. Oczywiście nie zadzwoniła. Jadę nad ranem wściekły od siebie z miejscowości, wchodzę do jej pokoju, w całym pokoju śmierdzi wódką, pytam jej ile wypiła a ona odpowiada "dwa piwa". Krótki wywiad - oczywiście dwa piwa plus trochę wódki. Patrzę na telefon - wiadomości - konwersacja w sms z gościem otwarta, ostatnia wiadomość sprzed pół roku. A przecież wspominała, że pisała z nim. Pytam, czy usunęła wiadomości? Oczywiście na początku mówi, że nie. Potem przyznaje, że tak. Widzicie schemat? Jedna sytuacja, kilka kłamstw. splitting - to trochę jak na stole montażowym. Osoba z BPD wycina z relacji swoje negatywne zachowania i próbuje kontynuować ją, jakby nic złego się nie stało. "Zacznijmy od nowa, tak jakby nic się nie wydarzyło", "Przesadzasz, nie drążmy już przeszłości", "Najważniejsze jest to, co do siebie czujemy i co z tym zrobimy"... Oczywiście, nigdy nie usłyszysz tego o rzeczach, które Ty jej zrobiłeś. Zawsze kiedy ona. fałszywa skrucha - borderki odczuwają skruchę tylko wtedy, kiedy jest to im do czegoś potrzebne, lub kiedy zostaną skonfrontowane z konsekwencjami swojego zachowania - bo to rodzi ryzyko odrzucenia. To wtedy właśnie pojawiają się obietnice zmiany i prośby o pozostanie z nimi. Zwykle bardzo szybko pojawiają się zachowania, które przeczą wszystkim obietnicom powtarzające się mechanizmy zachowań - mimo ciągłych obietnic poprawy, nieustannie powtarzają się zachowania Twojej Pani - obiecywała, że nie okłamie, robi to nadal - jeśli znałeś ją przed wejściem w związek, możesz też zauważyć, że tak jak inny facet był zły, niedobry i psychiczny, tak teraz określa już Ciebie. zostawianie furtek - osoby z BPD mają problem z jednoznacznym kończeniem relacji - służy im to po pierwsze do utrzymywania "bliskich" relacji z wieloma partnerami, zabezpieczeniu możliwości powrotu, wreszcie - nie potrafią znieść tego, że ostatecznie je odrzucasz. Dlatego kiedy zostawiasz dziewczynę, a ona ucieka się do różnych zachowań by Cię zatrzymać, poprzez wyzwiska aż do wyznań miłości - ALERT A teraz przeczytajcie ten temat, bo to jest bardzo modelowy przykład zachowań borderline: 4. Co w nich takiego jest, czyli kogo najbardziej kusi borderline? seks jest fantastyczny - osoby z BPD mają przeciętnie więcej partnerów seksualnych niż pozostali ludzie - nie można powiedzieć, że mają obsesję na punkcie seksu, pod tym względem badania wskazują że nie różnią się od średniej. Jednak zwykle w swoich płytkich związkach dochodzą tylko do etapu, w którym jest najbardziej satysfakcjonujący, na nim opierają swoje poczucie bliskości i wkładają w niego wiele energii, ponieważ w ich mniemaniu zapobiega też odrzuceniu. Częste stosowanie używek podczas jego uprawiania również pozwala na zwolnienie hamulców, większą śmiałość - borderline mają dużą skłonność do ryzyka, jechania po bandzie w tej sferze - stąd częste kontakty seksualne po pijanemu na przykład. Ale pamiętaj, że kiedy borderka Cię idealizuje, zrobi dla Ciebie wszystko i dlatego w łóżku jest pełna pasji i zaangażowania - to jak ma nie być zajebistego seksu? Bardzo rzadko zobaczysz zjawisko kupczenia dupą - ona da Ci zawsze i wszędzie, co tylko pogłębia Twoje uzależnienie jest "inna niż wszystkie" - no pewnie, że jest - w końcu osób z takim zaburzeniem jest niewiele:) borderka wydaje się spontaniczna, nieprzewidywalna, różna od innych kobiet, które przy niej wydają się nudne. Pamiętaj - to iluzja. Inne kobiety nie są nudne - po prostu są stabilne emocjonalnie i ich reakcje można przewidzieć. Może spotkałeś w życiu przypadki kobiet, które nie sprawiały specjalnie atrakcyjnego wrażenia, ale kilku kolesiom zawróciły w głowach - a Ty patrzyłeś na nie i zastanawiałeś się, co oni w niej widzą, ponieważ panna nie była nawet ładna. Bardzo prawdopodobne, że miała BPD, a to co widzieli to był właśnie ten mechanizm może czasem jest okropna, ale jestem z nią szczęśliwy - ofiara osoby dotkniętej BPD bardzo długo jest uzależniona od chwil szczęścia i fazy idealizacji, jaką przeżywała w związku. Jeśli nie ma świadomości istnienia BPD i nie kojarzy faktów, traktuje borderkę racjonalnie i robi co się da, żeby stworzyć Myszce takie warunki, by zawsze była taka cudowna jak na początku. Nie wie jeszcze wtedy, że to niemożliwe, ponieważ te skrajności są spowodowane zaburzeniem BPD, a nie czynami jej partnera i nie masz żadnych szans, żeby zmienić jej zachowanie. To właśnie ten mechanizm powoduje to, że grzęźniesz w toksycznej relacji i znosisz upodlenia - złudzenie że możesz wrócić do czasów, kiedy było tak dobrze. To już nie wróci. muszę ratować księżniczkę - borderki budzą w części facetów naturalny instynkt opiekuńczy, działając na nasze pierwotne instynkty, pociąg do opiekowania się słabą płcią - najbardziej podatni są na to faceci, którzy musieli szybko dojrzeć i nie mogli sobie pozwolić na bycie dzieckiem - na przykład najstarsze dzieci z wielodzietnych rodzin albo mężczyźni w domach, w których brakowało ojca. Ważny jest też ogólnie instynkt opiekuńczy, Matrx, instynkty biologiczne które każą opiekować się potomstwem, w rolę którego wchodzi w sumie Twoja Pani 5. Ona chyba ma BPD - co mam robić? Odpowiedź jest tylko jedna - uciekaj. Tak, wiem, możesz w pogoni za czasami, kiedy było między wami cudownie myśleć, że można ją uratować. Że kiedy pójdzie do psychologa to on to odkryje i wtedy wszystko się zmieni. Nic bardziej błędnego - nawet jeśli ona się zgodzi (co jest mało prawdopodobne, prędzej usłyszysz, że to Ty masz ze sobą problemy), to nic prostszego, niż wprowadzić psychologa w błąd i po prostu zniekształcić rzeczywistość. Skąd wiesz, czy wszystko opowie tak jak faktycznie było, skoro kłamstwo przychodzi jej bez problemu? Może chcesz teraz w to wierzyć, ale nie zdziw się jak Twoja borderka przyjdzie po którejś sesji i powie: "psycholog powiedział, że nie ma co kontynuować terapii bo wszystko ze mną ok", a potem wszystkie wspomniane wyżej zachowania będą się powtarzać. Opisywane są w sieci wielokrotnie przypadki, w których borderline manipulują terapeutami, unikają sesji i przekładają je w nieskończoność i tego typu zachowania. Co musisz zrozumieć? nie zmienisz jej ponieważ to nie Ty spowodowałeś to jaka jest jeśli nie jesteście już razem, nie martw się o nowego bolca - z nim schemat powtórzy się dokładnie tak samo - nieleczone zaburzenie zawsze się objawi. Nie przyjdzie nikt, kto będzie miał więcej cierpliwości, albo będzie lepszy i jej nie naprawi bo... patrz punkt wyżej nie, to nie była miłość - osoby z BPD nie są zdolne do kochania w taki sposób, jak rozumieją to ludzie bez zaburzenia. Pogódź się z tym, że to była tylko faza jej choroby, nie miłość tak, naprawdę jest źle i nie będzie lepiej ponieważ to zaburzenie osobowości - to nie jest rzecz, którą z nią przegadasz, tak jak dyskusją nie wyleczysz żadnego innego zaburzenia nie, nie możecie przynajmniej zostać przyjaciółmi, ponieważ ona się opiera na zaufaniu i szacunku, a tego u was nie ma i nie było kilka wyjątkowych momentów nie wystarczy, by przykryć całe zło które Cię spotkało i będzie spotykać tak, zasługujesz na kogoś lepszego - bez zaburzeń I to tyle, bracie. Dziękuję za uwagę, jeśli dotarłeś tutaj:)
    70 points
  21. Czemu kobiecy sposób wyboru związków jest nieefektywny? Odnosząc się do artykułu Rollo "Love Experience" który opisał, że mężczyźni i kobiety są hipergamiczni jestem w stanie temu zaprzeczyć. Rozgraniczmy, że ludzie (i kobiety i mężczyźni) optymalizują, ale tylko kobiety są hipergamiczne (instynktownie szukają zdrowszych genów niż własne, by ludzkość nie wyginęła). Różnicą są progi dopuszczalnej do seksu atrakcyjności które są inne dla obu płci. W czasach równouprawnienia kobiety nie poślubiają mężczyzn którzy są dla nich atrakcyjni seksualnie. Odkąd kobieca seksualność została w pewien sposób wyzwolona tworzy to sytuacje w których większość kobiet uprawia seks z mężczyznami, którymi nie są szczerze zainteresowane. Przeciętny mężczyzna odczuwa satysfakcję uprawiając seks z przeciętną kobietą, ale przeciętna kobieta nie odczuwa tego z przeciętnym mężczyzną. Miej na uwadzę, że pisząc o atrakcyjności piszę o atrakcyjności seksualnej. Czyli gdy kobieta autentycznie chce uprawiać seks z danym mężczyzną i to samo dotyczy mężczyzn. Hipergamia oznacza "zainteresowaniem osobą o wyższej wartości seksualnej niż własna" (w skrócie SMV, które będę używał w tym artykule). Jest to cecha wyłącznie kobieca. Równouprawnienie do którego dążą kobiety jest sprzeczne z naturą. W dawnych czasach kobieta była gorsza od mężczyzny w wielu aspektach. Była tego świadoma, nie protestowała, nie miała kompleksów z tego powodu. Dzięki czemu mogła na mężczyznę patrzeć z fascynacją - i społeczną i seksualną. Dziś gdy kobiety wywalczyły sobie prawa zaczynają wywyższać się nad mężczyzn przez co hipergamia nie pozwala im tych mężczyzn kochać. Hipergamia mówi o tym, że kobieta kocha tylko kogoś kto ma wyższą od niej wartość na rynku seksualnym. Brak idealnych mężczyzn (lepszych niż równych w równouprawnieniu) powoduje to, że kobiety są wiecznie nieszczęśliwe i sfrustrowane, oraz przestają wierzyć w miłość. Te problemy stworzyły sobie same kobiety nie rozumiejąc swojej natury, która każe im być uległą, gorszą i słabszą wobec mężczyzny. Teraz do rzeczy. Optymalizacja vs Hipergamia Wszyscy optymalizujemy. Innymi słowy, mężczyźni czy kobiety szukają najlepszego co mogą w życiu dostać, w każdej dziedzinie: seks, szkoła, praca, kariera, małżeństwa, wakacje, dom, kupno samochodu, cokolwiek. W każdym miejscu i czasie, w każdej sytuacji i okoliczności, wszyscy szukamy najlepszego co możemy uzyskać, by później móc to innym zaoferować. Mogą to być pieniądze, sex appeal, zasoby, umiejętności, wiedza, znajomości. Wszyscy, mężczyźni i kobiety optymalizują. I teraz dochodzi do głosu hipergamia. Wszyscy optymializujemy, ale patrząc na hipergamię skupiamy się na zdobywaniu innych cech, które będą dodawały nam schodków w progu atrakcyjności. Obie płci różnią się atrakcyjnością. Mężczyźni po prostu optymalizują; kobiety optymalizują po to by uzyskać to czego chce ich hipergamiczna natura. Męskie podejście Mężczyźni mają dużo szerszy zakres filtrów atrakcyjności niż kobiety. To oznacza mniejsze wymagania by chcieć uprawiać seks. Większość mężczyzn jest zainteresowana większością kobiet. Mężczyzna zawsze będzie zainteresowany kobietą powyżej jego SMV (seksualna wartość rynkowa), na tym samym poziomie SMV, a także troszkę poniżej. Większość mężczyzn ma próg zainteresowania seksualnego ciut poniżej własnego. Mężczyzna nie będzie uprawiał seksu z kobietą, którą nie jest zainteresowany seksualnie. Nigdy nie zainwestuje w nią, nigdy nie będzie zaangażowany. Jednakże jak pisałem, mężczyzna może być zainteresowany kobietą o niższej wartości seksualnej niż on sam. W praktyce wygląda to tak. Wyjściową będzie SMV +0, czyli gdy kobieta z mężczyzną mają równy poziom wartości seksualnej. Mężczyzna także będzie zainteresowany kobietami SMV +1, +2, +3, ale też -1 i nawet w wielu przypadkach -2. Czyli gdy kobieta jest od niego mniej atrakcyjna. Próg może być różny od okoliczności. Mężczyzna 9 lub 10 (skala 1/10) będzie miał dużo szerszy zakres zainteresowania seksualnego kobietami. Taki mężczyzna zainteresuje się seksualnie kobietami 10,9,8,7,6, a nawet 5. Mężczyzna 5 (przeciętny) jeśli jest wyposzczony zainteresuje się kobietą 2. Mężczyzna 2 ma już bardzo spłycony zakres, ponieważ będzie mógł uprawiać seks z kobietami 2 i 1. Przypominam, że te kobiety są poniżej jego wartości seksualnej (SMV), ale nie poniżej progu atrakcyjności (po chłopsku: mimo że będzie to kobieta 1 to i tak spodoba mu się na seks, podnieci go). Weźmy przeciętnego mężczyznę. 5. Bez zająknięcia zainteresuje go kobieta 6 i wyżej. Będzie także zainteresowany odpowiedniczką, czyli SMV 5. W wielu przypadkach zainteresuje sie kobietą 4, czasami też 3. Jego najlepszą relacją będzie relacja z kobietą 4, ponieważ kobieta zrealizuje w nim swoją hipergamiczną naturę zdobywając samca o wyższej wartości seksualnej na rynku. Ponieważ on jest 5, nie będzie mógł utrzymać relacji z kobietą 6 i wyżej na zbyt długi czas. Kobieta 5 także po pewnym czasie związku nie będzie usatysfakcjonowana mężczyzną 5, ponieważ kobiety nie są zainteresowane swoimi odpowiednikami SMV. Kiedy dochodzi do małżeństwa priorytetem mężczyzny jest to, by był zainteresowany seksualnie kobietą. Mężczyzna nie poślubi kobiety, z którą nie chce uprawiać seksu. Dla mężczyzn seks jest zerojedynkowy. Albo chcą seksu, albo nie. Albo są totalnie napaleni, albo kompletnie tego nie chcą. Nie ma nic po środku, nie ma "może", nie ma "gdyby", nie ma "ostatecznie mogę to zrobić". Mężczyźni nie rozkładają tego na czynniki i pod pewnymi warunkami. Kobiece podejście To działa zupełnie inaczej u kobiet. Kobiety mają znacznie wyższe wymagania i tym samym węższy zakres, w którym będą chciały uprawiać seks. Typowa kobieta NIE JEST zainteresowana większością mężczyzn. Progi atrakcyjności dla niej są równe lub powyżej jej własnej SMV. Hipergamia tego wymaga. Progiem zainteresowania dla kobiety będzie więc SMV +1,+2,+3 i wyżej. Ona nie jest prawdziwie zainteresowana SMV +0 (odpowiednik własnej atrakcyjności) i NIGDY nie jest zainteresowania kimś o niższej atrakcyjności (SMV -1 i niżej). Podamy przykład kobiety 6. Będzie bardzo zainteresowana mężczyzną 9. Spodoba jej się też mężczyzna 8 i 7. Troszkę zainteresowania wykrzesi do mężczyzny 6. Aczkolwiek ona nigdy nie zainteresuje się mężczyzną 5 i niżej. Dopuszczalna granica atrakcyjności seksualnej płci przeciwnej dla kobiet jest SMV+0 (w przeciwieństwie do -2 mężczyzn). I tu sie zaczyna zabawa. Próg atrakcyjności kobieta ustawia na +0, ale to nie znaczy że ona nie dopuści do siebie mężczyzny o niższej atrakcyjności. Mężczyzna może nadrobić swój brak atrakcyjności tym co kobieta potrzebuje społecznie. W większości zawiera się to w 3 składniowych: pieniądze, zasoby i zaangażowanie. Są jeszcze inne "wymagania" typu wiek, przeszłość seksualna, chęć na posiadanie dzieci, poglądy, presja kulturowa i rodziny. Kobieta może iść ze swoją naturą na kompromis interesując się gorszym wg niej mężczyzną dając mu tzw pseudo miłość. Pragnę, mogę, nie chcę Kobiety mają inne podejście do seksu niż mężczyźni. Nie jest to zerojedynkowe. Kobieta pragnie seksu, mogłaby go uprawiać (warunkowo) i kategorycznie nie chce. Nasza hipotetyczna kobieta 6 chciałaby seksu z 7, ale rzeczywiście pragnęłaby seksu z mężczyzną 8 i 9 (10 powiedzmy zostawia sobie na fantazje). Mogłaby też uprawiać seks z mężczyzną 6, czy nawet niektórymi 5, ale TYLKO wtedy gdyby nadrobili wymaganiami społecznymi którymi są: pieniądze, stabilizacja, zasoby, zaangażowanie (miłość mężczyzny do kobiety, nie na odwrót), inne cechy. Ona kompletnie nie chce uprawiać seksu z mężczyzną 4 i poniżej (chyba że jest Billem Gatesem, Donaldem Trumpem, ale wtedy zaciśnie zęby, a podczas stosunku będzie myślała o jakimś przystojniaku). To jest wszystko znane, jeśli pomyślisz o swoich obserwacjach. Kobieta 6 pragnie seksu z mężczyzną 8 i właśnie dlatego mężczyzna 8 nie musi nic wnosić w związek, by kobieta go pragnęła. Mężczyzna 6 musi nadrabiać innymi cechami, by ona się "przemogła". Mężczyzna 5 i niżej będzie przynosił zasoby, ale ona nigdy naprawdę tego seksu z nim nie będzie chciała. Zwiąże się z nim, dostanie czasem seks, ale nie będzie to prawdziwa jej chęć. Im wyższe SMV posiada mężczyzna, tym mniej musi wnosić do relacji by mieć seks. Im niższe SMV, tym mężczyzna musi więcej wnosić np zasobów by to dostać. Będzie pracował, inwestował i będzie zaangażowany. Ona jednak nie będzie nim prawdziwie zainteresowana, tylko jego zaangażowaniem ("oh on mnie adoruje, jest taki dobry"). Może negocjować zobowiązania, ale nie dostanie od niej przyciągania. Jak to wszystko działa Dla mężczyzn jest to proste. Mężczyzna będzie uprawiał seks z satysfakcją z kobietą o jego poziomie lub ciut niżej. Będzie oferował jej zaangażowanie, będzie chciał wziąć z nią ślub. Mężczyźni poślubiają tylko te kobiety z którymi chcą uprawiać seks i są nimi prawdziwie zainteresowani. Kobiety uprawiają seks z mężczyznami dla nich nieatrakcyjnymi. Uprawianie seksu więc nie jest żadnym wyznacznikiem zainteresowania kobiety mężczyzną, a jego zaangażowaniem czy zasobami (stąd popularne: kobiety lecą na kasę, kobiety nie zachowują się inaczej niż prostytutki). Mężczyzna będzie optymalizował, czyli wybierze sobie najlepszą kobietę na którą go stać, ale tylko taka która będzie dla niego atrakcyjna seksualnie. Czyli jeśli progiem mężczyzny 5 jest kobieta 4, to wybierze sobie najlepszą kobietę 4 spośród możliwych. To jest optymalizacja męska. Szukanie najlepszego, ale na swoim progu, który jest często niższy niż własny. Mężczyzna zaoferuje kobiecie jego progu zaangażowanie, nawet wtedy kiedy nie da mu seksu. Dla kontrastu kobieta która jest poniżej jego progu nie ma mu nic do zaoferowania, więc niczego od niego nie dostanie. Co się dzieje z mężczyznami, którzy nie mogą uprawiać seksu z kobietami z którymi chcieliby to robić? Obywają się bez, lub uciekają w pornografię. Mężczyzna nie widzi innego wyjścia w oparciu o bilans zysków i strat nie mając innego wyboru. Kobiety często sądzą, że to kwestia charakteru, złego "podrywu", ale to wszystko wynika z atrakcyjności seksualnej (geny). Dla kobiet jest to bardziej skomplikowane. Oczywiście do samego seksu kobieta mężczyznę zawsze znajdzie, ale sprawa ma się inaczej gdyby chciała z takim się związać lub poślubić. Na świecie nie ma tak dużo mężczyzn 8, 9 czy 10, którzy byliby zainteresowani kobietami 5 i wyżej (a te kobiety są właśnie nimi zainteresowane prawdziwie). Najbardziej atrakcyjni mężczyźni są NIEDOSTĘPNI. Albo zajęci, albo nie chcą się wiązać prowadząc bogate życie seksualne. Kobiety wtedy decydują się na rolę kochanki lub zdradzają. W konsekwencji większość kobiet nie może poślubić mężczyzn, których pragną. Jeśli chcą związku obniżają poprzeczkę (będąc nieszczęśliwymi). Kobiety chcące związku idą na ugodę rezygnując z najbardziej seksownych mężczyzn, których mogą mieć w luźnych relacjach, a nie mogą "zmusić" ich do zaangażowania w związek. Kobiety jednak nadal szukają najlepszego dla siebie, by uniknąć rezygnowania z większości swoich wymagań. Z wiekiem jest to coraz trudniejsze. Kobieta obniży swoją skalę SMV, by mieć związek, rekompensując to sobie zasobami mężczyzny i jego zaangażowaniem, jego "pozostałymi" cechami, ale nie oznacza tego że będzie nim zainteresowana (zauroczona, zakochana). To że on będzie posiadał dla niej ważne cechy społeczne kwalifikujące do związku nie znaczy, że będzie nim seksualnie zainteresowana. Często nazywa się to związkami z rozsądku. To że ona wymaga zaangażowania od mężczyzny mniej atrakcyjnego (dbaj o mnie, to będziesz mnie miał - dla kontrastu ci atrakcyni w ogóle nie dbają ,a kobiety im nadskakują) nie znaczy że ona PRAGNIE z nim seksu. To znaczy że ona mu ten seks DA i MOŻE go z nim mieć. Może, więc nie jest to dla niej satysfakcja. Jej satysfakcja nie jest zalezna od tego mężczyzny, od jego "techniki" czy umiejętności, tylko od tego że nie jest nim seksualnie zainteresowana. Jest to kluczowe, by mężczyźni to zrozumieli. Kobieta jest skłonna do coraz większych negocjacji, poświęceń i zmniejszenia wymagań wraz z postępem jej wieku. Wtedy będzie skłonna do związania się z mężczyzną, z którym MOŻE uprawiać seks, rezygnując z mężczyzn która PRAGNIE do seksu. Mężczyzna, z którym ona pragnie uprawiać seks wystarczy by był sobą przez cały czas, by utrzymać jej zainteresowanie. Mężczyzna, z którym ona jedynie mogłaby uprawiać seks bez prawdziwego pragnienia, musi wnosić do związku dużo więcej. Jeśli nie uda mu się to z byle powodu, jego małżeństwo i relacja jest skończona. Kobiety nieatrakcyjne fizycznie i będące świadome swoich słabych genów najczęściej nie patrzą na atrakcję seksualną mężczyzny ("ja nie patrzę na wygląd, ma dla mnie małe znaczenie lub żadne"). One ustawiły sobie SMV na poziomie 1 dzięki czemu będą zainteresowane mężczyznami od 2 wzwyż. Czasami nazywają się romantyczkami. Jest to ckliwe, ale tak naprawdę one cierpią przez swój brak atrakcyjności. Różnicą jest to, że mężczyźni nie postępują tak jak kobiety. Jeśli nie pragną seksu z daną kobietą to nie pragną. Full stop. Nie ma tu miejsca na kompromisy. Mężczyźni nie uprawiają seksu gdy tego autentycznie nie chcą. Mężczyźni nie oferują zasobów, pieniędzy i zaangażowania (adoracji, chęci związku) kobietom z którym nie chcą uprawiać seksu. Mężczyźni nie poślubią kobiety, z którą nie chcą uprawiać seksu. Jeśli mężczyzna podjął decyzję by uprawiać seks z daną kobietą, to znaczy że ona jest dla niego seksualnie atrakcyjna. Mężczyzna nie zrobi niczego dla kobiety dla niego nieatrakcyjnej. Jeśli chodzi o relację seksualną, kobiety nigdy nie idą na kompromis. W każdym wieku szukają najlepszego możliwego dla nich mężczyzny, który ma od nich wyższą wartość. Będą uprawiały seks z mężczyznami SMV +2, +3 ponieważ znaleźć takiego to dla nich żaden problem. SMV +1 czasami dostaną od nich seks ponieważ się jej podobają. Mężczyźni z SMV +0 i niżej nie dostaną od nich niczego, choć... te kobiety będą od nich wymagały zaangażowania (adoruj mnie, a być może uczucia się pojawią, bo liczy się charakter). Jest to zabawne, ponieważ kobieta trzyma w otoczeniu kilku adoratorów którymi nie jest zainteresowana, uprawia seks z niezainteresowanymi związkiem alfami, czekając na innego alfę, z którym wejdzie w związek. Co ciekawe on nigdy się nie pojawia, ponieważ nie istnieje w przyrodzie, a wtedy kobieta decyduje się na zerwanie relacji seksualnej z alfa, dla beta providera którym nie jest aż tak zainteresowana, a który chce związku. Kobiety wchodzą w związki z mężczyznami, którymi nie są seksualnie zainteresowane na wysokim poziomie. Czemu tak robią? Ponieważ nie mają wyboru. Praktycznie żadna z nich nie poślubi mężczyzny, z którym sypiała w relacji czysto seksualnej (fuck friends or whatever). Ona może uprawiać seks z mniej atrakcyjnymi, ale tylko wtedy kiedy oni coś wniosą dodatkowego. Ludzie w otoczeniu komentują, że jeśli się związali to na pewno ona jest nim seksualnie zainteresowana, że on się jej podoba. Racjonalizują sobie to. "Poślubiła go, prawda? Mają dzieci! Wyglądają na szczęśliwą rodzinkę". Wniosek otoczenia? Kochają się. Zwykle jest to nieprawda i to ze strony kobiety. Winą niekochania obarcza mężczyznę, ponieważ nie zna swojej hipergamicznej natury i weszła w związek z kimś kto nie był dla niej atrakcyjny seksualnie. Seks bez pragnienia ze strony kobiety jest okej dla dużej części mężczyzn. Nie zauważają też różnicy kiedy kobieta tego seksu pragnie, czy tylko udaje zaangażowanie. Małżeństwa jednak przestają przez to funkcjonować poprawnie. Mężczyźni także są obarczani winą, gdy byli za dobrzy. Co to oznacza? Że mężczyzna oferował zasoby kobiecie, gdy ona ich NIE CHCIAŁA. Nie chciała ponieważ nie była nim prawdziwie zainteresowana. Okłamywała go (i często siebie). To dlatego też kobiety zostają przy mężczyznach, którzy je źle traktują. Z tymi mężczyznami jednak łączy je seksualna więź. Są oni dla nich atrakcyjni seksualnie. Społecznie nie, ale to się NIE LICZY dla kobiety, choć pragnęłaby i atracji seksualnej i społecznej (mężczyzna 10, dobry i zaangażowany). To właśnie dlatego kobiety po ślubie przestają chcieć uprawiać seks (ból głowy). Wcześniej dawały go tylko po to, by uzyskać ślub, status społeczny, nierzadko pieniądze. Seks był celem, a nie ich pragnieniem. Czasami go uprawiają, ale nie dlatego że chcą, a dlatego że czasem muszą się rozładować. Wskaźnik zdrad wśród kobiet sięga ponad 30%, oraz ponad 50 gdy mężczyzna ma równy lub niższy status społeczny niż kobieta (nie może nadrobić seksualności pieniędzmi). Kobieta jeśli dostanie wybór atrakcyjniejszego mężczyzny z łatwością zerwie obecny związek. Stąd powiedzenie i przechodzeniu kobiety z gałęzi na gałąź czy wyrachowaniu. Nie wińmy jednak za to kobiety. To ich natura, która zmusza do podtrzymania gatunku ludzkiego. Mężczyźni nie mają problemu z połączeniem seksu w związku, ponieważ będą zainteresowani większością kobiet. Kobiece podejście jednak powoduje mnóstwo problemów, a badania pokazują, że większość kobiet poślubia mężczyzn którymi nie są zainteresowane seksualnie. Jak to odnieść do mężczyzn? 1. Najważniejsze pytanie: czy ona pragnie uprawiać seks ze mną? Czy mogłaby używając jako kartę przetargową, "za coś", czy mnie pragnie jako mnie? 2. Jeśli ona nakazuje Ci czekać na seks, ociąga się z tym, ona tylko mogłaby ten seks uprawiać, ale nie ma na niego chęci. Jeśli nie jest entuzjastycznie nastawiona do seksu z Tobą to nadal tylko mogłaby ten seks uprawiać, ale go NIE CHCE. Nie jesteś dla niej atrakcyjny. 3. Kobiece "pragnąć" i móc" uprawiać seks jest podobne. Kobiety to idealne aktorki. Potrafią udawać miłość, zaangażowanie, by zmusić Cię do poświęcenia dla niej zasobów i zaangażowania. Rozkochają Cię, choć same nie są Tobą seksualnie (miłosnie) zainteresowane. Jak odróżnić kiedy kobieta chce od Ciebie czegoś uzyskać, a naprawdę jest zaangażowana uczuciowo? Popatrz na jej byłych kochanków. Jeśli nie jesteś do nich podobny to nie ma możliwości, byś był obiektem jej szczerego zainteresowania. W jakim ona jest wieku? Jeśli około 30 wzwyż to prawdopodobnie płaci cenę za starzenie się i obniża wymagania. Nadal nie jest to jej prawdziwe uczucie. Jeśli zmienia nastawienie do seksu, jest często chłodna, to znaczy że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Jeśli zasłania się dziećmi, przyszłością, zmianą pracy czy chęcią poczucia nowości, lub gdy mówi że ją ograniczasz - nadal nie jesteś atrakcyjny dla niej. 4. Pamiętaj - możesz ten seks dostać, może sie z tobą kobieta umawiać na randki. To nie znaczy, ze jesteś dla niej atrakcyjny, a znaczy że ona ma w tym jakiś inny cel.
    69 points
  22. Mnie dziwi to jak wielu facetów "ustawia" swoje życie pod kobiety wiedząc co się dzieje i widząc jaki jest rynek. Płacze, żale, wypraszanie o to żeby była z nimi, a one mają po prostu w dooopie mając taki wybór. Jeśli ktoś tego nie rozumie to będzie zapierdalał jak chomik w kołowrotku w combo wygląd + kasa bo nigdy ale to przenigdy nie dorówna temu jak panie mają nasrane w głowie przez instagram, netflix i tindera. Pisanie, tłumaczenie - rozwijaj się dla siebie, uczyń swoje życie interesującym dla Ciebie, nie dla kogoś, kasa, jak najbardziej ale dla Ciebie - grochem o ścianę. Na forum w dziale samorozwój wieje pustką, w dziale hobby kilkumiesięczne posty, a "na linii frontu podrywanie" puchnie - od żali, płaczów i wiecznego zawodzenia. To co się dzieje obecnie na rynku matrymonialnym to cyrk, bo facet jest śmieciem dla kobiety - seks - Tinder i proszę z dostawą do domu w ile - 20minut? Frajer od zakupów i wożenia wszędzie dupy - 1 dzień? 2 dni? No jeszcze trzeba pozgrywać dziewicę maryję i iść się nażreć z nim na mieście za jego kasę ze 2-3 razy żeby gościu nie myślał że jest łatwa. I jeszcze ten wpis na forum ostatnio "nie wyobrażam sobie co może robić 40latek bez żony i dzieci" - wpis ponoć faceta - XD Co może robić? Gówno I potem stado płaczków wylatuje, bo tak naprawdę nie szuka kobiety do życia tylko mamusi co im zorganizuje życie i paluszkiem pokaże co mają zrobić + nada sens ich życiu. Zmienicie coś na rynku matrymonialnym? Nie. Ja też nie zmienię. Nauczcie się chłopy szanować siebie, swoje życie, to kim jesteście, a nie latacie za tymi pindami jak kundle za sukami w rui Czy jak na Tinderze zrobię sobie zdjęcie pod tym kątem to wreszcie zamoczę? A może jak będę miał na Instagramie 23 a nie 24 zdjęcia to może mi jakaś odpisze? Sami nadajecie temu spierdoleniu wartość przewodnią w Waszym życiu i oddajecie swój los w ręce rozkapryszonych bab. Marzenia o nieskalanych dziewicach, mamusiach co przytulą do wyrozumiałego łona i pomogą ze wszystkim Panowie Co zrobiliście ostatnio dla siebie? Co sobie kupiliście na dzień dziecka (bo nie wolno zabijać w sobie dziecej energii)? Co zaplanowaliście? Serio - niech sobie mają i 1000 chętnych dziennie, niech się bzykają tylko z topką i robią co chcą - nie bądźcie desperatami. Nikt, jak się urodziliście, nie przypisał Wam baby z automatu. Nikt, poza Wami samymi, nie zagwarantuje Wam szczęścia. Klucz jest w Was - albo pokochacie siebie i swoje życie albo będziecie cały czas mielić jak się zachowują babony, na co Wasz i mój wpływ jest 0. Czasy są jakie są i trzeba je po prostu umiejętnie rozegrać.
    69 points
  23. Koleżanka opowiedziała mi wczoraj historię swojej ostatniej "randki", myślałem, że umrę ze śmiechu 🤣 Poznała gościa na jakimś czacie, rozmowa szła im całkiem przyjemnie, umówili się na spacer po rynku. Nie wymienili się zdjęciami, ograniczyli się jedynie do wzajemnego opisu. Gość (nazwijmy go Andrzej) określił się jako wysoki, dobrze zbudowany brunet. Koleżanka (solidne 7/10, nazwijmy ją "Sylwia") odstawiła się w krótką sukienkę, umalowała, założyła szpile i poszła w umówione miejsce o umówionej godzinie. Czeka sobie, wokół pusto i nagle zauważa jakiegoś kolesia idącego ewidentnie w jej kierunku. "Nie, to nie może być Andrzej - on jest przecież wysokim brunetem, a to jakiś łysawy, kompletnie nieatrakcyjny koleś, góra 165 cm wzrostu. Czekam dalej na Andrzeja". "Cześć, to ja Andrzej". "O kurwa" - pomyślała Sylwia. "Czyli to ma być Andrzej? Oszukał mnie skurwiel jeden. No nic, przecież go nie zwyzywam, przemęczę się z godzinkę, a potem pójdę do domku znieczulić się jakimś winkiem". "No cześć Andrzej, to ja Sylwia". Andrzej zamilknął, patrzy na Sylwię i nagle ni stąd ni zowąd mówi coś takiego: "Wiesz co Sylwia, szczerze mówiąc w ogóle mi się nie podobasz, liczyłem na to, że będziesz ładniejsza. Nie chcę marnować Twojego czasu, także uciekam. Trzymaj się". Obrócił się na pięcie i sobie poszedł. Sylwia została sama na środku rynku z rozdziawioną gębą. Mówi, że robi sobie przerwę od randek co najmniej na pół roku. Andrzej wyruchał jej umysł. To się dopiero nazywa niezadowalaniem się okruchami z Pańskiego stołu i trzymaniem się własnych wymagań 🤣 Szacun Andrzej, jeśli jesteś na tym forum!
    69 points
  24. W poniedziałeczek odkurzam ten cudny dział Braciszkowie Panowie – na forum dużo płaczu, że coraz trudniej o Pannę, że p0lki takie czy siakie. Proponuję małe wyzwanie dla „oczyszczenia” głowy i próbę wyjścia z impasu relacji damsko-męskich. Może być ono ciekawe dla każdego – i dla osób obytych z kobietami i całkowitych nowicjuszy. Robocza nazwa – 0% darmowej atencji. Mężczyzna to płeć aktywna, kobieta-pasywna. To mężczyzna budował, szedł na polowanie, zdobywał i gromadził zasoby, a kobieta z nich czerpała. Nie chodzi tu tylko o dobra materialne ale również i energię życiową – facet, ten prawdziwy, w obliczu problemu weźmie się w garść i będzie starał się go przezwyciężyć, kobieta zazwyczaj się rozpłacze i będzie szukać ratunku u innych ludzi. Oznacza to, że mężczyzna jest dysponentem energii, którą może wydatkować na różne rzecz – zasilać nią innych ludzi (słuchać kobiecych wysrywów, pomagać kolegom-wiecznym płaczkom etc.). Problem polega na tym, że ilość tej energii jest ograniczona – załóżmy, że mamy jej 100% - 25% pochłania nam praca, 25% nasz organizm, a resztę, w Blue Pillowym ujęciu, rodzina / kobieta. Jeśli jesteście w trybie single player duża część energii uchodzi w gwizdek na dawanie atencji paniom. O ile jeszcze w związku ma to jakiś sens (kobieta sama z siebie nie ma pewności siebie, nie jest przekonana co do swojej urody i ogólnej wartości) o tyle jeśli singlujecie, dawanie darmowej atencji kobietom jest stratą energetyczną. Proponuję więc każdemu chętnemu wyzwanie – 90 dni bez dawania darmowej atencji żadnej kobiecie / komukolwiek, kto nie jest tego warty. Czas na rozpoczęcie jest doskonały – kiedy ukończysz program będą okolice kwietnia, a więc witaminki zrzucają warstwy wierzchnie odzienia, a większość facetów, dostaje wtedy małpiego rozumu - Ty podejdziesz do tego na chłodno. Czym jest darmowa atencja? Jest to dawanie energii / czasu komuś, kto nigdy Wam tej energii ani czasu nie odda w żaden sposób. Chodzi tu zarówno o kobiety jak i mężczyzn. Oznacza to, iż nie dając nikomu darmowej atencji nastawiacie się na transakcje – brzmi znajomo nieprawdaż? Ile razy widzieliście kobiety, które właśnie po to podtrzymują relację z beciakami, orbiterami czy brzydkimi koleżankami? Do rzeczy. Jeśli chcesz brać udział w tym wyzwaniu musisz działać na kilku polach – a) social media b) realne życie c) Twój Social Circle. Social media. Od tej chwili: - nie followujesz na Instagramie żadnych kont (nieznanych Ci osobiście) kobiet, których jedyną wartością jest świecenie gołą dupą - nie lajkujesz na insta i fejsie żadnych zdjęć swoich koleżanek / obcych dup poza zdjęciami z dziećmi czy jak coś konkretnego robią (laska coś gotuje, śpiewa, cokolwiek konstruktywnego) - kasujesz badoo / tinder bądź w przypadku chęci dania w prawo na tym drugim, po pojawieniu się info „wyślij super lajka bo chcesz zmatchować bardzo popul;arny profil” przesuwasz w lewo - to drugie to opcja minimum - nie pieprzenie głupot pod zdjęciami aktorek / piosenkarek etc. Czyli kobiet, które na 99% nigdy nawet nie dowiedzą się, że istniejesz - youtube – subskrybujesz tylko konta kobiet, które wnoszą jakąś realną wartość, a nie jedynie świecą gołą dupą - porno/kamerki/onlyfans etc. – nie oglądasz, nie płacisz, nie subskrybujesz – nie nabijasz atencji temu przemysłowi - 0 atencji dla kobiet 30+ / samotnych matek etc. Chyba, że chodzi o ONS / FwB Realne życie / nieznajome kobiety / dalsze koleżanki: - żadnego gapienia się na kobiety niezależnie od tego jak dobrze wyglądają – jedyny wyjątek – gapisz się – podchodzisz i zagadujesz - żadnego podwożenia za darmo / robienia kawy w pracy / przysług i innego gówna jeśli Pani nie odpłaci tym samym - w sklepach i budynkach użyteczności publicznej – pomaganie emerytkom / kobietom z dziećmi / kontuzjowanym Paniom (o kulach etc.) ale olewka tych zdrowych chyba że ma to prowadzić do interakcji Twój social circle: - ochłodzenie relacji z kobietami / mężczyznami udającymi Waszych przyjaciół i znajomych – zerwanie kontaktu i przeczekanie po jakiej ilości dni / tygodni zapyta (jeśli w ogóle) co u Was (zawsze możecie się wykpić dużą ilością pracy / nauki) - zakończenie bycia emocjonalnym nocnikiem na wysrywy koleżanek jak im źle w związkach / w pracy etc. - żadnych darmowych przysług dla ludzi, którzy wcześniej nie zrobili Wam przysługi, a wiecie, że w przyszłości szansa jest na to mizerna. Te 90 dni pozwoli Ci oczyścić głowę od ciągłych bodźców dotyczących seksualności kobiet (z których nic, poza frustracją, nie masz) + pokaże gdzie są realni przyjaciele. Energię jaką zaoszczędzisz spożytkuj na: 1. Pracę nad własną głową – mocno rekomenduję książkę „Żyjąc wśród himalajskich mistrzów” – koszt 30złotych nie zrujnuje nikogo. 2. Przeczytanie 2-3 „męskich” książek – od siebie polecam „Śmierć frajerom”, „Wyspy bezludne” bądź „Kobiety” 3. Obejrzenie 2-3 „męskich” filmów – od siebie polecam wszystkie części Rockyego – alegoria życia mężczyzny od wspinania się na szczyt, upadku, po odbudowę, 4. Medytacja – nagrania – „wodospad” oraz „wewnętrzny uzdrowiciel” – znajdziesz je tutaj. 5. Praca nad ciałem – założenie mikrocelu – np. codzienny spacer 4-5km. Pomocne będzie MapMyRun. dojście do 100 pompek. Cokolwiek. 6. Praca nad dietą – jakąkolwiek ją chcesz mieć – pomocne – Fitatu. 7. Znalezienie 1 rzeczy, która mega Cię relaksuje i daje przyjemność – hobby – modelarstwo, kopanie ogródka, gra na akordeonie, spekulacje finansowe – cokolwiek 8. Nauczenie się 1 dodatkowej umiejętności – gry w pokera, na gitarze, pływania, stania na głowie, 1000 słówek z danego języka - cokolwiek 9. Codzienne zadbanie o siebie - mycie zębów, pielęgnacja dłoni, czyste ciuchy, barber / fryzjer 10. Jeśli dotrwasz do 90tego dnia - zrób sobie mini-prezent - cokolwiek - nagródź się Jeśli jesteś chętny daj znać – może będę mógł w czymś Ci pomóc / wyjaśnić. Ja takie mode zapuściłem w swoim życiu około 5 lat temu i kiedykolwiek w nim byłem, szło świetnie, kiedy opuszczałem gardę… nie musze tłumaczyć co się działo Przy starcie – zapisz datę w kalendarzu. Po 90 dniach zdecydujesz czy zostajesz w programie dalej czy wracasz do trybu „normal” Nie ryzykujesz niczego poza odcięciem energetycznych "chwastów" Powodzenia PS Self Control - dobre jako podkład do czytania tego posta, Szczególnie jeśli znasz angielski
    66 points
  25. @Lethys Masz pełne prawo czuć się rozczarowany, upokorzony i zły ponieważ ktoś komu ufasz (a bez zaufania nie ma LTRa) właśnie pokazał Ci Swoją prawdziwą twarz, którą do tej pory maskował. Zacznijmy od tego, że nie ma się co łudzić, iż Twoja kobieta (Twoja czy czyjakolwiek inna) nie reaguje w ten sposób na facetów, którzy jej się podobają kiedy tego nie widzisz. Oczywiście nie dotyczy to tylko kobiet - faceci w związkach oglądają się za zgrabnymi babkami, myślą o seksie z nimi czy też wyobrażają sobie różne rzeczy. Chodzi jednak o to, że jeśli jesteś z kimś w związku to godzisz się na monogamię czyli wszystkie plusy jakie (hipotetycznie) powinny z niej wynikać (masz w kimś oparcie, regularny seks, razem żyjecie etc.) ale też minusy (czyli wstrzemięźliwość seksualną),a poza tym, jeśli szanujesz drugą stronę nigdy nie próbujesz jej publicznie porównywać do innych przedstawicieli jej płci, nie upokarzasz (a Twoja kobieta CIę wczoraj upokorzyła publicznie i w drabinie atrakcyjności tej grupy jesteś teraz na dnie) i dbasz o jej dobre imię Ja widzę tu dwa problemy - Twoja kobieta Cię nie szanuje (bo laska, która miałaby szacunek nigdy by tak nie zrobiła) oraz pije bez kontroli (dla mnie kobieta, która w towarzystwie upija się tak, że nie kontroluje co mówi to materiał na materac nie na LTRa). Bardzo duży plus dla Ciebie, że nie zrobiłeś publicznej awantury - takich sytuacjach, a wiem jakie to jest trudne, poker face i normalna rozmowa - ma to spływać po Tobie jak po kaczce. Kiedy już opuścicie imprezę, a ona wytrzeźwieje (nie po pijaku!) masz trzy drogi rozwiązania problemu: 1. Przeprowadzić rozmowę wychowawczą pt. "czy chciałabyś być na moim miejscu" - moim zdaniem, jeśli zrobisz to bez krzyków ma to jakieś szanse powodzenia ale niewielkie bo pokazujesz jej, że Cię to zabolało, że Tobie bardziej zależy (bo ona ma wy*ebane skoro publicznie zrobiła takie coś) etc. 2. Za kilka dni oznajmiasz swojej kobiecie, że do Twojej pracy przyszła nowa koleżanka, najlepiej że z Ukrainy (Polki mają straszne kompleksy na temat Ukrainek ale nic dziwnego - wypierdziane legginsy vs zadbanie o siebie) i jaka ona nie jest fajna etc. etc. Twoja kobieta najprawdopodobniej wybuchnie albo dojdzie do eskalacji złości i awantury, a ona będzie doskonale wiedzieć o jaką sytuację chodzi. 3. Olać to - szczerze Ci powiem, że z punktu widzenia logiki byłoby to najrozsądniejsze ale tu w grę wchodzą jeszcze uczucia i brak zaufania - bo masz pełne prawo już swojej dziewczynie nie ufać. Kiedyś napisałem tu mój własny przypadek laski te 13 czy 14 lat młodszej ode mnie, która się ze mną bujała i gdzieś tam mogło to pójść w LTR ale: 1. Zachwycała się jak po*ebana rzeczami materialnymi 2. Rozpruła się swego czasu z historią podobną do Twojej (opisywałem tu na forum szkoda to maglować po raz kolejny) Dla mnie takie zachowania to jest początek końca i sygnał, iż nie warto inwestować swojego czasu w dany związek. Generalnie jeśli ktoś myśli o kobiecie na stałe - a nie tylko o FwB musi shitt testować tak samo jak robią to one. Przede wszystkim, zanim zapadną jakiekolwiek deklaracje, co do związku należy przeprowadzić ekspozycję na: 1. Przystojnych facetów - warto z kobietą chodzić do kawiarni / knajpy / na imprezy (jeśli chodzicie) i obserwować jak ona się zachowuje w stosunku do facetów o wyższym SMV niż Wy sami - jeśli jesteście na kawie i gadacie, a ona nie ma 100% fokusu na Ciebie tylko wodzi wzrokiem za innymi - już od początku wiesz, że może wy*ierdalać 2. Kasę - tu najprościej jest zwrócić uwagę na to co u Pań wywołuje "srocze oczy" czyli samochody oraz domy / mieszkania - jeśli Pani podnieca się drogimi furami (a nie jest osobą zafiksowaną na moto jako pasjonat albo nie pracuje w branży) bądź ciągle pie*doli o kuzynie / facecie koleżanki etc. jaki to on nie jest zaradny bo wybudował / kupił etc. - może od razu wyp*erdalać. Oczywiście tym sposobem odrzucicie 99% kobiet zachodu - nie tylko Polek bo hipergamia i parcie na hajs są obecnie olbrzymie. W Twoim przypadku @Lethys zdarzyły się więc trzy rzeczy: 1. Albo - od początku źle się dobraliście i laska nie traktowała Cię jako "najlepszy towar" jaki mogła zdobyć (ale tym się nie przejmuj - większość kobiet nie mająca dostępu do TOPki 10% mężczyzn idzie na kompromis i tak robi) 2. Albo - jesteście już ze sobą na tyle długo, że Pani się opatrzyłeś, proces habituacji zadziała, i teraz Pani potrzebuje nowych "emocji" (czytaj innego k....a vel gałęzi) 3. Albo - kobieta od początku nie miała do Ciebie szacunku do tego jest niewychowaną idiotką i chamką*. W życiu byłem w 3 związkach, w sumie wszystko ponad 12 lat, a pierwszy z nich zakończył się po podobnym wydarzeniu jak to co TY opisujesz - Pani się wiecznie podniecała jednym chłopem, a potem mnie z nim zdradziła (na 3 LTRy 2 razy zostałem zdradzony przez kobietę). Natomiast w 2gim LTRze miała miejsce sytuacja, kiedy oglądaliśmy w grupie 8 czy 10 osób (same pary) film z jakimś przystojnym aktorem i jedna z Pań zaczęła gdakać jaki to on nie jest super, reszta loszek to samo, a moja siedziała cicho. Oczywiście Panowie zgaszeni, widać, że każdemu było przykro, a Panie w to mi graj. Wreszcie jedna, aby do*jbać i mi, zapytała moją czy jej się ten aktor podoba odpowiedziała - "jakie to ma znaczenie skoro przyszłam tu z facetem, który mi się bardzo podoba". Chyba się domyślasz @Lethys, że tak właśnie powinna się na tej domówce zachować Twoja kobieta? Podsumowując - po pierwsze Twoja Pani nie ma klasy bo upija się w towarzystwie, po drugie nie ma do Ciebie za grosz szacunku, po trzecie, być może, jesteś już na wylocie i Wasz związek trwa "siłą rozpędu". Współczuję. @Lethys - przemyśl teraz dokładnie swoją sytuację, nie podejmuj żadnych decyzji z "gorącą głową" i w złości tylko na chłodno, najlepiej w poniedziałek (jak sytuacja "się uleży" w Twojej głowie) podejmij decyzję co robisz. I ja wiem, że zaraz niektórzy zaczną pie*dolić, że przecież nic się nie stało, bo przecież facet też się ogląda za innymi ale - szacunek i wierność to podstawa LTRa - bez tego to jest tylko wydmuszka. *Takie samo zdanie mam o facetach, którzy będąc w związku przy swojej kobiecie oglądają się za innymi bądź je komentują - 0 klasy cham i prostak.
    65 points
  26. W ciągu swojego krótkiego życia "odkryłem" jeden, jeden z największych powodów dlaczego większość ludzi jest w życiowej dupie i pod żadnym pozorem nie chce z niej wyjść. Nie chce, ponieważ nic z tym nie robi. Powód jest tym, co społeczeństwo zachwala, czego brak jest kojarzony z półgłówkami i prymitywami. Jest tym, czego nie można przestać robić, ponieważ jak spróbujesz to i tak proces się zacznie od nowa za parę sekund. Jest tym, czego nie jesteśmy w stanie w żaden sposób powstrzymać. Jest powodem klęsk, upadków, uważania się za lepszego od całego świata, odróżnia sukces od porażki. Doprowadzona do perfekcji odróżnia życiowego wymiatacza od przegrywa. Jest to oczywiście myślenie. Ludzie szukają rozwiązań gdzieś hen, daleko od siebie, bo do tego jesteśmy przystosowani biologicznie. Boli główka? Rozwiązaniem jest tabletka. Nie udało mi się coś w życiu? Pierwszy impuls mówi: pierdoleni oni (to złe plemię, krzyczą atawizmy!)! Właściwie nigdy nie jesteśmy winni sami, lecz wiadomo, cały świat. Obserwując ludzi, którzy nie mają sukcesów, na których sukces czeka gdzieś zawsze za rogiem i oczywiście w przyszłości, zrozumiałem prostą sprawę. Myślenie zabija. Pustoszy życie wielu ludzi i mimo oczywistych zalet dla wielu ludzi jest wyrokiem, który wydają na siebie, oddziela samobójstwo od życia. Wydaje mi się, że najwięcej problemów z myśleniem mają ci, którzy "chwalą" się swoją inteligencją, a jednocześnie sami .. nic nie mają, co przekłada się na realne, namacalne korzyści. Takich ludzi wyjaśnił już profesor Hawking: Myślenie jest tym, co uważamy za "własne", "osobiste", coś z czym się identyfikujemy i nas definiuje. Ciężko o bardziej infantylny błąd w życiu. Tak naprawdę myśli same z siebie się namnażają i nie ma sposobu, żeby przeciętny człowiek mógł je powstrzymać. Są bezosobowe i ich treść wynika z wypartych emocji, z gniewu, złości, poczucia winy, które zbieramy całe życie, a następnie widzimy w świecie. I chociaż usunięcie emocji usuwa tysiące myśli związanych z tą emocja, to nie jest temat terapeutyczny i jak to robić, chociaż da się usunąć każdą emocję (lęk, złość, wstyd) i "uwolnić się od siebie". Jeżeli zatrzymasz proces myślowy i zrobisz to poprawnie, to patrząc na świat zrozumiesz, że do jego opisu nie potrzeba żadnych przymiotników. On po prostu będzie. W momencie, kiedy wrócą Twoje myśli na swoje miejsce, pojawią się przymiotniki i określenia oparte na emocjach, które tak naprawdę nie są w świecie (bo są miliony ludzi, którzy uważają coś innego, bo czują coś innego) a w Tobie, i je widzisz gdzieś, gdzie ich nie ma. Skoro nie możesz zatrzymać myśli, to jak możesz się z nimi identyfikować i uważać je za "Ciebie" i za obiektywną prawdę? Podobny mechanizm działa przy przegrywaniu, ale omówię tylko jeden, najbardziej zdradliwy wariant, który najlepiej obrazuje ten filmik polującej lwicy, i można go określić słowami: czajenie się. Blisko 100% ludzi jacy nas otaczają są bardziej lub mniej profesjonalnymi wykonawcami czajenia się. Moment nigdy nie jest odpowiedni i zawsze czeka na nas coś dalej, gdzieś w przyszłości rozwiązanie przyjdzie samo, albo coś się odmieni. Wygodnie, prawda? Całkiem ciekawy sposób na ugoszczenie się w życiowej dupie, praktykowany przez miliony, jak nie miliardy. Tacy ludzie w osobach osiągających widzą własną projektowaną bezradność, wkurwienie i słabość. Dla niektórych ci ludzie mają krokodyle (albo nawet całe akwarium), różne pomoce od diabłów, pakty z ciemnymi stronami, szukają z linijką czy zgadza się każdy centymetr linii żuchwy, liczą każdą złotówkę u innych otrzymaną od rodziców. Tą filozofię można podsumować prostym - "Ja taki nie jestem, to nie dla mnie!". W mojej drodze do osiągania masy mięśniowej, chociaż ważę już blisko 100kg, to nikt nie zapytał mnie ile to zajmuje, jakich poświęceń to wymaga, żeby to osiągnąć. Pojawiają się za to ciągle pytania - co biorę. Powód musi być na zewnątrz, prawda? W momencie, kiedy ktoś by Ci przyłożył pistolet do głowy i zagroził z oczami psychopaty (jak ten pan terapeutyzujący młodych przestępców), że pociągnie za spust, czy zrobiłbyś to, co miałbyś do zrobienia? Prawdopodobnie zrobiłbyś 101% normy. Wynika z tego, że nasze "nie mogę", "nie da się" jest najzwyczajniejszym - NIE CHCE MI SIĘ, jest właściwie narcystyczne. Pistolet przy skroni od Big Dragona rozwiązuje wszelkie problemy z motywacją. Tłumaczymy to sobie, że jeszcze nie znamy wszystkich teorii. Musimy przeczytać jeszcze kolejne książki - bez nich się nie da. Ciągle pojawiają się następni trenerzy, następna wiedza wymaga wchłonięcia. A to, co jest do zrobienia tylko się nawarstwia, a sukces i jego realne złapanie jest odwrotnie proporcjonalne do ilości materiału teoretycznego "koniecznego" do działania. I tego tutaj wszystkim życzę - zakończenia z emocjonalizacją, czajeniem się, poznawaniem następnych teorii .. tylko wzięciem się do roboty. Tyle i aż tyle. Jeżeli pomyślisz o odpowiedniej dziedzinie Twojego życia gdzie masz problem to tak naprawdę rozwiązania istnieją, ale wymagają najczęściej odpuszczenia swojego lęku, który podszyty jest przekonaniem o własnej zajebistości - bo właśnie ta nierealna zajebistość i nasz obraz siebie jacy jesteśmy wspaniali blokuje nas do tego, żeby wyjść z własnej dupy. Im bardziej agresywny jesteś i nienawistny w kierunku danego obiektu, tym bardziej się go boisz i prawdopodobnie - tym bardziej potrzebujesz. Agresja i strach jest jednym i tym samym, tak naprawdę zwykłym mechanizmem obronnym, który mówi - głowa do góry, jesteś lepszy i wspanialszy od innych. Skoro oni są zjebani, ty musisz być kimś! Nawet jak się nie uda, to co z tego? Myślisz, że za 10 lat ktoś będzie o tym pamiętał? Człowieku, ludzie nie pamiętają co jedli tydzień temu na obiad. I na koniec - jak myślisz, wiele osób się Tobą interesuje, zajmuje się Tobą w myślach i życzy Ci dobrze? Uwierz mi, większość ludzi nawet tych bliskich, ma Cię bardziej lub mniej w dupie, a Twój sukces jest ich porażką. Mój ulubiony filmik od Dana, który przyjąłem za życiową filozofię. Za każdym razem, gdy czuję opory względem pracy mówię sobie w myślach: zachowujesz się tak, jakby ktoś się tobą przejmował. I wiecie co? Działa, bo natychmiast usuwa poczucie własnej zajebistości mówiącej, że jestem zbyt ważny, żeby czegoś nie zrobić. I chociaż jest to smutne, ale skoro działa.. Nikt mi nie poderwie i nie przyniesie kobiet, nie zarobi dla mnie pieniędzy czy nie nauczy się za mnie tego, co konieczne. Nikt. I na zakończenie memik, który podsumowuje całość wywodu - pierwsza część oparta jest na odwadze i działaniu. Druga część - na myśleniu, czajeniu się i wierze we własny strumień emocji. Dopiero ostatnio zrozumiałem dlaczego blackpillowcy ciągle się kłócą o to co jest najważniejsze w wyglądzie. Ma to "udowodnić" im na poziomie psychiki, że się nie da, bo ONI TEGO NIE MAJĄ (filozofia - Ja taki nie jestem!), więc nie mają szans. A skoro nie mają szans, to można nic nie robić. Bo po co? To gadanie jest czcze, nic nie znaczy, bo ma inny emocjonalny cel - unikanie, chowanie się, czajenie. Widział ktoś osobę wielkiego sukcesu mówiącą o szczękach w osiąganiu? Ja nigdy, ale jak widziałeś, to podlinkuj. Innymi słowy, chcesz przegrać życie? Zacznij o nim myśleć i analizować. Im dłużej, tym lepiej. I pamiętaj, że winni są zawsze inni, a rozwiązaniem jest oczywiście tabletka, kolejna metoda czy "ten dzień". A jak się nie uda, to należy szukać następnej metody albo kiedyś przyjdzie w końcu ten dzień, że jednak się uda, dziewczyna sama Cię poderwie i nawet zagada, spadnie manna z nieba, rozstąpią się chmury i uśmiechnie się słoneczko- jak w Teletubisiach. Trzymaj się tego, przecież stawką jest tylko Twoje życie i jego jakość. Nic wielkiego, co? Post napisany w celach terapeutycznych (również dla utrwalenia własnej wiedzy), kiedy zrozumiałem jedną, najważniejszą sprawę co jest najistotniejsze w życiu - bycie odpowiednią osobą (a więc zmiana siebie) oraz ciągłe działanie. A wszystko, co mnie odciąga od celów - wdawanie się w pogawędki z osobami bez sukcesów i teoretyzującymi na dane tematy, bezużyteczna wiedza, szczególnie o celebrytach, wojnach i innych - tak naprawdę tylko przeszkadza i zabiera najcenniejszy zasób w życiu, którego nie kupisz nawet za miliardy - czas. Dan Pena mówił (tutaj), że potrzebujesz 10% mózgu i 90% jaj do sukcesów życiu. Czy ma rację, nie wiem. Myślę, że jako człowiek który osiągnął w życiu właściwie wszystko, to warto go posłuchać, ponieważ żyjemy w świecie, gdzie osoby przegrywające uważają, że mają 90% mózgu, a co myślą o własnych jajach, to boję się zgadywać. Potrzebujesz pomocy, żeby wyjść z własnej dupy i najlepszych materiałów? Łap, właściwie nic więcej nie potrzebujesz - 1, 2, 3. Z nadzieją, że komuś to pomogło, wyrazami szacunku, wasz słodko-kwaśny i unikający lukru z natury, Messer.
    65 points
  27. Dnia dzisiejszego w ramach prezentu świątecznego dla ex złożyłem za pośrednictwem poczty polskiej - pozew sądowy przeciwko ex. O ochronę moich dóbr osobistych. Ex w 2013 pomówiła mnie o molestowanie mojej córki i przemoce fizyczne psychiczne i finansowe - zgłosiła to w prokuraturze. Prokuratura zbadała sprawy i umorzyła śledztwo. ex się zażaliła i sąd podtrzymał umorzenie. W przypadku molestowania wyszło na jaw, że to ona zmanipulowała dziecko. Np biegły wykrył że córka powtarza przygotowane wypowiedzi, jej opisom pokrzywdzenia nie towarzyszą adekwatne emocje itd itp od tego czasu pomimo umorzenia śledztwa ex wszędzie rozpowiada że była bita a ja molestowałem córkę. i tak od 10 lat. Dlatego pozew poszedł. Żądam drobnej sumki 20 tys zł i oświadczenia. Nie odpuszczę jej za to co zrobiła. To jest dopiero początek. Prawdziwa bomba, poza tym pozwem jest przewidziana na przyszły rok jak wszystko pójdzie zgodnie z planem a ona będzie się tak durnie zachowywać jak dotychczas.
    64 points
  28. Tak, to zdecydowanie może być ciekawy temat Spróbuję go trochę pociągnąć, na podstawie własnych doświadczeń. Po ostatnim weekendzie mam też trochę interesujących obserwacji co do pokolenia "-30", tj. ludzi o dekadę+ ode mnie młodszych. Staram się mieć kontakty i znajomych w każdej grupie wiekowej. Poznać ich tok myślenia. Czasami bywa to inspirujące, czasem wręcz przeciwnie. Ale do rzeczy, tj. do weekendu. Od niego warto rozpocząć. Jakiś czas temu moja żona finalizowała duży zespołowy projekt w swojej pracy. Projekt międzywydziałowy, ona w roli liderki. Wyszło lepiej niż dobrze, to chciała poświętować trochę, zapraszając do nas parę osób na niedzielnego grilla. Z osobami towarzyszącymi, czemu by nie? Nie miałem nic przeciwko, bo i nie planowałem nic wyjątkowego na ten dzień. Szczególnie dlatego, że miały pojawić się nowe osoby. Łącznie sześciu gości, trzy pary, w tym dwie małżeńskie. Jedną z par znałem wcześniej, resztę nie miałem okazji wcześniej poznać (koleżankę z pracy mojej żony i jej męża, którego widziałem w przelocie parę razy w życiu). No nic myślę, porobię za mistrza ceremonii, poobracam na świeżym powietrzu grillowe tacki i posłucham, co "młodemu pokoleniu" płci obojga w głowie siedzi. No i posłuchałem Siedzimy sobie zatem, jemy, pijemy. Pierwsza obserwacja - goszczące u mnie Panie zgodnie nie żałują sobie alkoholu, Panowie standardowo piwko 0,0 albo wodę mineralną. Oho, myślę. Już wiem, kto w tym układzie robi za stałego kierowcę. Ja praktycznie nie piję, żona również. W pewnej chwili jedna z Pań (już lekko czerwona na buźce, wolty robią robotę) pyta mnie: Obliteraror, czym ty się zajmujesz? Obecnie dłubię sobie coś nowego, a w międzyczasie robię za domowego kura - odpowiadam z uśmiechem, zgodnie z rzeczywistością. Naprawdę? - Pani wchodzi w tryb "Marceli Szpak dziwi się światu". Naprawdę. Sprzedałem moją firmę i zabieram się za coś nowego - ciągnę dalej. Oooooo! - chomik w głowie Pani wrzucił szósty bieg i wjechał na lewy pas. Na chwilę łapie zawieszkę. I nagle wypala, tym razem wprost do mojej żony: Ale jak to? Twój mąż sprzedał waszą firmę bez twojej zgody? Zapada cisza. Patrzę na żonę, ona na mnie. Widzę, że lekko jej podniosło ciśnienie, ma w sobie nadal więcej emocji niż ja ich miewam na codzień. Ja mam już w głowie mema z kapitanem Picardem : ) Jego firmę, nie moją. Sprzedał swoją firmę wtedy, kiedy uznał że to najlepszy moment. Jest już od dawna dużym chłopcem, a ja jestem jego żoną, nie matką. Ale jak to jego, a nie waszą? - Pani się nie poddaje. Widzę, że siedzący obok niej mąż ma coraz głupszą minę. Wychodzę na chwilę z tej zabawnej konwersacji i wstaję do grilla. Widzę, że ktoś za mną idzie. Patrze kątem oka. Oho, tak jak się spodziewałem. Jej mąż. Siada obok grilla i zagaja do mnie, lekko przyciszonym głosem. Przepraszam cię za nią. Wiesz, ona tak zawsze, jak trochę wypije. Jak coś sobie uroi, będzie wiercić dziurę w brzuchu. A jak nie wypije, to też tak robi, prawda? - odpowiadam mu. Wzdycha ciężko. Znam odpowiedź, mimo że nic nie mówi. Przesuwa się trochę dalej za grilla w głąb ogrodu, by być lekko ukrytym przed wzrokiem swojej żony. Co ty robisz, pytam. Na trawie chcesz poleżeć? Leżak ci przyniosę zaraz - żartuję. Nie nie. Masz może popielniczkę? Mam. Dla gości zawsze. Dzięki, zapalę sobie, ale tu zostanę by mnie nie widziała. Już nie wytrzymuję lekko - kurwa, co? By cię kto nie widział? No żona. Piekło mi zrobi w domu potem. Języka w gębie mi brakuje w tym momencie. Zadzwoń do mnie, jak będziesz chciał kiedyś pogadać - daję mu mój numer. Felicjan Dulski robi kolejne okrążenie wokoło stołu w jadalni. Ale jeszcze nie zaripostował - a niech was wszyscy diabli! Nie ten etap. Jeszcze. Młody, bardzo sympatyczny mężczyzna, któremu niczego moim zdaniem nie brakuje. Naprawdę fajny kolega. Kurtyna nr 1. Siedzimy dalej, impreza trwa. Gadamy o wszystkim i niczym. Więcej słucham, niż mówię. Jak zawsze na początku relacji. W pracy zawodowej to mi się bardzo przydawało. Rozmawiam z drugą z Pań, której nie miałem okazji wcześniej poznać. I w trakcie rozmowy widzę, że intensywnie na coś się patrzy. To widać na pierwszy rzut oka. Patrzy się, nie przymierzając jak szpak w pizdę, że tak nieładnie się wyrażę. Przenosi spojrzenie ze mnie na coś za mną, oko jej lata błyskawicznie. A ja to doskonale widzę takie rzeczy. W końcu nie wytrzymuję i żartuję. Dziewczyno, gołąb mi na ramię polówki narobił? Zwierzaki się pogryzły? Czy komar mnie w paskudną gębę użarł? : ) Obdarza mnie swoim najpiękniejszym (w swoim mniemaniu) filmowym uśmiechem. Nie nie, coś ty, ale ty Obliteraror masz świetne poczucie humoru, haha, nie to co mój, taki zawsze sztywny - patrzy na swojego męża kątem oka z taką pogardą, któremu na twarzy wykwita lekko przepraszający uśmiech. Pogarda, radość, uśmiech, zażenowanie, obrzydzenie - każdy ten stan naprawdę można zobaczyć w oczach. Spojrzenie ciężko oszukać. Ale chyba coś mi się w oczach zapala w tym momencie takiego, że nagle urywa i nie ciągnie tego tematu i tych żałosnych umizgów. A to się zapala, że nie pozwolę, by ktoś w moim domu, w mojej obecności postponował innego mężczyznę. I to nie obcego mężczyznę tylko takiego, któremu coś kiedyś przysięgała. I nagle zdaje sobie sprawę, na co tak intensywnie patrzyła kątem oka. Uzmysławiam sobie: kurwa, garaż zostawiłem otwarty jak przynosiłem wcześniej tacki i browary. Nurkując w otchłań żenady zawsze myślisz, że sięgnąłeś dna, a życie stale zaskakuje. Kurtyna nr. 2 Zmęczona? - pytam żonę po imprezie. Zmęczony? Tylko psychicznie. Wiesz, to chyba nie był najlepszy pomysł. Niekoniecznie, odpowiadam - pomysł był świetny. Dwóch fajnych nowych kumpli poznałem Uśmiecham się do niej. I do wspomnień. Kurtyna. Końcowa. Nie zatracaj samego siebie w konfrontacji ze współczesnym światem. Bo ten świat to pole stałej konfrontacji. To delikatne sytuacje (te wyżej), mogą być o wiele gorsze. Prywatnie poniżej definiuję kilka podstawowych rzeczy, które warto uznać za niezmienne. Godność i szacunek - wobec samego siebie. Zawsze. W każdej sytuacji. Niezależnie od tego, co będziesz robił, gdzie trafisz i z kim budujesz jakąkolwiek relację. Kimkolwiek jesteś. Wyzbędziesz się tej godności, gdy sam o tym zdecydujesz. Dystans - wobec siebie, świata, również swoich dokonań. Nie traktuj wszystkiego zbyt poważnie. To tylko życie - i tak z niego żywy nie wyjdziesz : ) Stosunek do komplementów - tu mężczyźni miewają jeden z podstawowych problemów. Nie słysząc ich zbyt wiele (albo i wcale) całe swoje młode życie, czasem wchodzą w okres gdy mogą się w nich pławić. Epatować się nimi. Niebezpieczna to gra. Dystans wybitnie w tym pomaga. I krytycyzm względem własnej osoby. Zrób wszystko, by nigdy nie przestać być podmiotem, a nie tylko środkiem do realizacji niekoniecznie własnego celu. Chociażby rzeczywistość właziła Ci bez wazeliny w cztery litery. Jeżeli w takim momencie życia Ci za przeproszeniem odjebie sodówka, to już przegrałeś. Przede wszystkim siebie. Dalej jest tylko mrok. Stosunek do pieniędzy - pomijając wszelkie truizmy i bzdury jakie padają na temat pieniędzy warto nie zapomnieć, że to jedynie środek do realizacji celów, a nie cel sam w sobie. I nie, nie wszystko ma swoją cenę. Lojalność - dla mnie osobiście o wiele cenniejsza od pieniędzy. Trudniejsza do zyskania. Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Lojalność buduje się latami. Jest bezcenna. Listę pozostawiam otwartą
    64 points
  29. Czołem braciszkowie. Będzie to krótka, aczkolwiek zabawna dla mnie historyjka. Ostatnio za pralkę spadl mi antyperspirant. Odsuwam ją, patrzę, a tam leżą różowe majteczki, od stroju kąpielowego Rozmiar S. Zostawiła je, moja ex dziewczyna. Kiedyś często bywaliśmy na basenie. Już chciałem wyrzucić do kosza, ale pomyślałem, że oddam właścicielce. Tym bardziej, że to jakaś markowa firma, bo pani mocno ubolewała, że zostawiła je w szatni na pływalni. Nie dzwoniłem, nie pisałem, aby nie było, że szukam kontaktu. Ale no właśnie, przypomniało mi się, że na moim osiedlu, mieszka jej kuzyneczka. Czasami nawet widywałem jej auto zaparkowane. Więc myślę sobie, spotkam, oddam zgubę. Dziewczyną się ucieszy I tak jeździły w samochodowym schowku, czekając na swój czas. Nie dalej jak wczoraj, wracam do domu, patrzę stoi ex przy samochodzie Zatrzymuje się, opuszczam szybę, witam się grzecznie i mówię, poczekaj mam coś dla Ciebie. Majteczki w rączkę, wysiadam i daję dla pani siedzącej w aucie ze słowami: masz, zostawiłaś Powiecie co w tym zabawnego? A to, że nie zauważyłem siedzącego pana obok niej ? Jegomość musi być jej nowym gachem, bo odchodząc, słyszałem męski głos: Co to kurwa ma być!!? Pani musiała mocno tłumaczyć, bo dostałem wieczorem SMS: Pojebało Cię człowieku! No nic, chciałem dobrze a wyszło jak wyszło
    64 points
  30. Do napisania tego posta skłoniły mnie obserwacje poczynione na forum, ale i nie tylko tutaj, odnośnie zgorzknienia facetów, którzy ciągle są źle oceniani, czy nawet poniżani przez ładne laski/ kobiety. Ba, żeby to tylko ładne. Ostatnio i te mniej atrakcyjne, częstokroć czują się już tak zajebiście na tle tego co się dzieje w kwestiach obyczajowo społecznych społeczeństw europejskich, że zaczynają się bawić w to samo - poniżanie czy wyśmiewanie, albo też i potocznie mówiąc księżniczkowanie w stosunku do chłopaków, facetów, mężczyzn. Post ten kieruję w sumie do młodszych kolegów, bo jak mniemam starsze lisy wiedzą o co kaman chodzi Młodzi się jeszcze ciskają w oburzeniu. Post ten jest odarciem ich ze sztucznego, pompowanego ja, oraz pokazaniem wam z czym tak naprawdę macie do czynienia kiedy kolejny raz czujecie się odrzuceni i zmieszania z błotem z powodu niewystarczającego wyglądu. O co kaman więc. Klasyczny przykład - laska 7/10 wyśmiewa "zwykłego" chłopaka, faceta, że śmiał podejść do tak zajebistej dupy bez rąk złożonych do modlitwy, kwiatów i trzydziestu komplementów wychwalających jej urodę i zajebistość na starcie. Żeby tylko. Laski 6/10, czy 4, 5/10 ostatnio zachowują się jak selekcjonerki do konkursu "najprzystojniejszy facet roku" kręcąc nosem i oceniając wprost " gdzie z tym ryjem facet! Taka zajebistość jak ja nie dopuści takiego twarzowca do siebie nawet za milion!". No z tym milionem to poleciałem trochę, bo...kiedyś oglądając z moją byłą 8,5/10 jakiś gównofilmik pt " dam ci 5 koła dolarów za numerek" wyskoczyła w przypływie szczerości " za 5 koła to i ja bym poszła!" Po czym się zreflektowała...ale było już zanotowane No i teraz chłopaki do sedna. Są problemy z tymi gwiazdami. Są roszczeniowe. Przekonane o swojej zajebistości. Smagają Was ( bo mnie już nie ) epitetami, pogardą i roszczeniami. A tymczasem... Zajmijmy się nimi trochę, i tym czym jest podszyta ta ich wyimaginowana (jak się zaraz przekonamy) zajebistość zbudowana na atrakcyjności. Zajmijmy się ich oszustwem, i osnutym na nim budowaniem swojej atrakcyjności dającej im asumpt, prawa wręcz, jak twierdzą, do selekcji Zajmijmy się wiedzą, która jest teoretycznie oczywista, ale jakoś tak się dzieje, że pomijana, zapominana, czy wręcz paruje jak kamfora, kiedy poczujecie zapach cipki. Zapraszam do kina. Film dokumentalny pt "Awatary". (Tutaj narrator czyli ja nalewam sobie szklaneczkę Piont Noir rocznik 2015 i snuję...). Chodząc po ulicach, klubach, deptakach, pubach itd wielokrotnie widzisz zajebiste laski. Piękne, wyniosłe, patrzące na otoczenie z pogardą, wyższością. Z ego napompowanym jak balon zachwytami i spojrzeniami gamoni, którzy za widok skrawka jej majtek wystających spod spódniczki są zdolni skoczyć w ogień, lub w gówno. Zalezy co pani każe. Widzicie ładne dziewczyny, które są dla Was nierealne, ascendentalne, niedostępne z racji swojego wyglądu. 6/10, 7,10...8/10 ała...jak boli taki widok...testosteron buzuje, jajka pękają...9/10 ...mózg paruje...9,5/10 eksplozja. Tylko czy na pewno ta numeracja jest prawdziwa? Czy wszystkie te laski są naprawdę takie atrakcyjne, pewne siebie i zajebiste jak wy sobie to imaginujecie? Otóż nie. Dajecie się nabierać, i poniżać...AWATAROM. Sztucznym tworom, które są wysyłane do klubów, na deptaki, do pubów, na domówki. Awatarom które są sztuczne, i zdają sobie sprawę ze swojej sztuczności, korzystające jednak z naiwności odbiorcy ich wdzięków. Patrz. To jest AWATAR o nazwie Kayah. Na koncerty wysyła go właścicielka o nazwisku Szczot Kaśka. Damy mocne 9, albo i 10/10 co? https://s33.postimg.cc/6q97o034v/Kayah.jpg Piękna, co? Dajesz się nabierać? Tylko że prawdziwa Katarzyna Szczot wygląda tak: https://s33.postimg.cc/rae1mmgcv/kayah2.jpg Teraz 7/10 to przeginka, nie? "Mocna" 6. Zauważ, że tutaj też jest lekko podpindrzona. Jest lekki makijaż, a ciuchy zakrywają (zaręczam ci) najskrytsze sekrety (czytaj mankamenty i kompleksy). Następna. Gocha Foremniak. Pozwalam sobie na spoufalenie, bo akurat miałem okazję poznać. https://s33.postimg.cc/624yinwbz/foremniak.jpg Mocna 9, 5 lub 10/10 co? Tyle, że to też jest AWATAR. Tutaj jest prawdziwa Gośka Foremniak. Tak na marginesie, kiedyś jak ją spotkałem w Arkadii na zakupach, myślałem, że ktoś jej wpierdolił. A ona mi objaśniła mi, że cyt " no wiesz...kobieta bez makijażu hihi". https://s33.postimg.cc/z4j8lm8cv/foremniak_2.jpg 6/10? 5? Zwróciłbyś w ogóle uwagę na tą zaniedbaną "madkę Polkę"? Albo taki awatar o pseudonimie "Doda". https://s33.postimg.cc/8jgpqdixr/doda.jpg Dycha, co? Pewnie. Tyle, że to jest AWATAR reprezentujący Dorotę Rabczewską, wyglądający naprawdę tak: https://s33.postimg.cc/mr6eeminj/doda_2.jpg Góra 7/10. Tyle, że tutaj też ma makijaż, tyle, że lżejszy. Albo te zwykłe laski. https://s33.postimg.cc/g0px5bl8v/laska_1.jpg 9 albo i 10/10 co? Nie jaraj się tak, to tylko AWATAR. Prawdziwa, bez tapety wygląda tak: https://s33.postimg.cc/acjmehtrz/laska_2.jpg Albo ta... https://s33.postimg.cc/oizd9zrv3/laska_3.jpg 7,5 albo i 8/10. Dałeś się nabrać? Ja kiedyś też dawałem...Bo właścicielka AWATARA wygląda naprawdę tak: https://s33.postimg.cc/p9s3fawnz/laska_4.jpg 4/10? Kumacie chłopaki o co kaman? Jesteście oszukiwani, a oszust który w kategorii "uroda" ma bardzo słabą bazę wypadową, po sztucznym retuszu, staje się jurorem, który śmie Was oceniać. Który nierzadko wbija Was w poczucie winy, klęski, zniesmaczenia sobą, czy nawet obrzydzenia do siebie. Kiedy więc spotkacie następnym razem AWATARA, niech pierwszą Waszą myślą nie będzie ta " ale zajebista laska, gdzie mi do niej", a ta " ciekawe ile warstw tapety nałożyła na siebie, i jakby wyglądała naturalnie". Nie chodzi mi o poniżanie kobiet, czy udowadnianie jakie są beznadziejne. Chodzi mi o Wasze samopoczucie, budowane często na bazie oceny przez takie właśnie SZTUCZNE AWATARY. Kiedy więc następnym razem na imprezie, czy gdziekolwiek spotkasz AWATARA, który będzie chciał Cię oceniać, zapytaj go od razu na wstępie " ciekawe ile tak naprawę masz wzrostu, bo w tych szpilkach wyglądasz jakbyś była wysoka", albo " chciałbym cię zobaczyć bez całego tego makijażu", czy " tak rozmawiamy, a ja myślę...cholera kobiety to mają pod górkę...ile wy musicie poświęcić czasu na przygotowania zanim wyjdziecie w miasto...". Przetestowane wielokrotnie Punktacja w autozajebistości AWATAROWI spada od razu o 3 -5 oczek w dół. Pamiętaj. To nie Ty jesteś tak chujowy. To AWATARY są teraz sztucznie pompowane całym wielomiliardowym przemysłem odzieżowo/ kosmetycznym.
    64 points
  31. Dziś panowie bylem świadkiem, oraz po części uczestnikiem zdarzenia śmiesznego, strasznego i kuriozalnego zarazem. Zdarzenie to nie warte opisania, no może tylko ze względów humorystycznych, gdyby nie jeden szczegół, którym była rozmowa pewnej miłej pani z Gdańska z mężem przez telefon. Wracam sobie spokojnie z treningu do domu, toczę się leniwie ulicą w okolicach popularnej sieci marketów. Dach otwarty, zimny łokieć, czyli cieszę się jazdą. Na wyjeździe z marketowego parkingu stoi nowa Mazda 6 na gdańskich blachach. W autku siedzi miła pani w okolicach trzydziestki, w jednej łapce ajfon, w drugiej łapce papierosik. Myślę sobie włącza się do ruchu czy nie włącza, no ale po pierwsze mam pierwszeństwo, a po drugie stoi bez włączonego kierunku (blokując innemu autu z tyłu wyjazd). Miły pan, który stał za miłą panią widocznie poczuł się zirytowany i użył klaksonu. Miła pani dygnęła na odgłos klaksonu, dalej mordeczka w ajfona, nawet nie spojrzała na drogę, zaciągnęła się papieroskiem i ruszyła, nie włączając kierunku. Zahamowałem z 20 cm przed jej autem. A miła pani oderwała się nagle od frapującego zajęcia jakim było przeglądanie ajfona, nie wątpię iż musiały znajdować się w nim jakieś super ważne informacje, bo cóż innego mogło by rozproszyć w takim stopniu miłą panią? I co zrobiła? Włączyła kierunek, złapała chociaż za kierownicę? Nie! Pani dalej trzymała w jednej łapce ajfona, a w drugiej papieroska, popatrzyła się na mnie i dodała gazu, pojechała prosto. Nie było by tym nic dziwnego i niezwykłego, wszak nie sygnalizowała skrętu, gdyby nie jeden mały szczegół...... mogła jechać tylko w lewo lub prawo, najzwyczajniej prosto był chodnik, a później ogrodzenie prywatnego domu. I cóż bracia, nowa, ładna mazda, z ładnie zrobioną panią, która nie trzymała nawet kierownicy, delikatnie podskoczyła na krawężniku, minęła o jakieś pół metra staruszkę z zakupami, która tym chodnikiem szła i przykurwiła w murowany słupek ogrodzenia. Staruszka z zakupami w ostrym szoku, zaczyna biadolić, że omal nie zginęła (i w sumie miała rację). Miła pani z rozbitej mazdy wysiadła, popatrzyła na auto i zadała pytanie, chuj wie czy do siebie czy do kogoś "jak to się stało?" - głos natężeniu półkrzyku wyrażający bezkresne zdziwienie. Podjechałem kawałek dalej, zaparkowałem auto i wróciłem na miejsce zdarzenia. Widzę wszyscy cali, właściciel domu wybiegł na zewnątrz. Pani się tłumaczy gęsto i mówi, że pokryje koszty naprawy ogrodzenia. Nie mogłem powstrzymać się od drobnej złośliwości i stwierdziłem, że jak się prowadzi auto to ręce się trzyma na kierownicy nie ajfonie i szlugu. Babka wygrzebała ajfona z auta, pewnie jej wypadł z rąsi podczas zderzenia ze słupkiem. Dzwoni do męża: "Kochanie miałam wypadek, bla bla bla..... Kochanie ja musiałam pojechać prosto, żeby nie stuknąć w tego pana w Mercedesie !" Zacząłem się głośno śmiać, wyjąłem pani z rączki ajfona, była w takim ciężkim szoku, że nie zareagowała, przedstawiłem się jako pan z Mercedesa, któremu pani przed chwila "uratowała życie" swoim śmiałym manewrem. Streściłem w kilku zdaniach co się stało i że na to zdarzenie prócz mnie jest jeszcze dwóch świadków + na parkingu pod marketem kamery. Zdziwienie na twarzy pani zaczęło się powoli przeradzać w nienawiść. Ach ten, mój urok osobisty Oddałem miłej pani ajfona, z którego zaczęły dobiegać regularne "kurwy" o różnym stopniu natężenia, pani się zrobiła lekko zielona Zdążyłem jeszcze usłyszeć, "kurwa, to już drugi raz w tym roku" Panu, który był właścicielem uszkodzonego ogrodzenia dałem wizytówkę na wszelki wypadek, gdyby był potrzebny świadek owego zajścia. Pan, który jechał za panią, również podał swoje dane. Każdy pojechał w swoją stronę, prócz miłej pani, która dalej wisiała na telefonie i właściciela posesji, który drapał się po głowie.
    63 points
  32. Polecam lekturę naprawdę dobrego tekstu: http://www.ocalsiebie.pl/artykuly/co-niszczy-współczesnego-mężczyznę-r117/ Wychowywanie na samowystarczalnych twardzieli Chłopcy od dziecka wychowywani są na samowystarczalnych twardzieli, którzy mają własnym kosztem otaczać opieką wymagające ich troski dziewczynki, kobiety. Efekt jest niestety taki, że mężczyźni w dorosłym życiu zaniedbują własne potrzeby. Na przykład doświadczając problemów psychicznych zwlekają z udaniem się do specjalisty grube miesiące lub nawet lata, bo nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie. W tym czasie dolegliwości te często co najmniej utrwalają się, a zwykle pogłębiają i mają miejsce powikłania. Dziewczynki zachęcane od małego do korzystania ze wsparcia, relatywnie szybko go poszukują i dzięki temu częściej są w stanie zapobiec poważnym dolegliwościom. Mężczyźni nauczeni, że prośba o pomoc jest oznaką słabością, idą w zaparte i niejednokrotnie pogarszają w ten sposób swoje położenie. Sami dla siebie są też zdecydowanie mniej życzliwi i wspierający, natomiast ich cierpienie przez społeczeństwo jest niejednokrotnie uznawane za mniej ważne. Nic więc dziwnego, że popełniają samobójstwa kilkukrotnie częściej, niż kobiety. Niewłaściwy stosunek do kobiet Chłopcy, niezwykle często wychowujący się bez ojców, a nawet negatywnie do nich nastawiani przez matki, wchodzą w dorosłość z głęboko nieadekwatnym wyobrażeniem na temat relacji z kobietami. Mają swoiste poczucie misji, by je otaczać opieką, wykazywać się rycerskością, a poza tym są przesiąknięci dalece odbiegającą od rzeczywistości wizją kobiety romantycznej. Przeżywają więc zderzenie ze ścianą realiów, gdy okazuje się, że są kompletnie nieprzygotowani na przemoc psychiczną, szantaże emocjonalne, manipulacje czy hipergamię kobiet. Panowie nierzadko dopiero podczas małżeństwa lub już na etapie rozwodzenia się albo wręcz po rozstaniu uczą się w stosunku do kobiet asertywności, wyznaczania granic, mówienia o potrzebach i emocjach, zarządzania relacją. Bardzo często płacą wysoką cenę za swój naiwny idealizm zaszczepiony im za młodu. Zmuszeni są też w galopującym tempie nadrabiać zaległości w zakresie miękkich kompetencji, o których nikt im nie powiedział, że będą niezbędne. Przechodzą również w bólach i nierzadko z ogromnymi oporami długą drogę od pantoflarzy płaszczących się przed rzekomo romantycznymi kobietami do mocno cynicznych pragmatyków lub pozbawionych złudzeń realistów. W trakcie tej osobliwej podróży marnują swój potencjał, a także zasoby takie jak czas i pieniądze, na uganianie się za kobietami – psując im przy okazji charakter i wzmagając w nich narcystyczne cechy. Dopiero na szarym końcu tej eskapady zdają sobie w końcu sprawę, że startując z poziomu uniżoności nie mają szans na stworzenie partnerskiej relacji z kobietą, bo co najwyżej mogą stać się w ten sposób jej marionetką, ewentualnie „bankomatem” bądź „emocjonalną poduszką bezpieczeństwa”. Nie mogą też liczyć na wartościowe relacje z kobietami, gdy są wobec nich uprzedzeni, ponieważ wtedy wchodzą nieprzypadkowo w związki potwierdzające ich ponure przekonania, a swoim nastawieniem wywołują wszystko to, czego najbardziej nie znoszą u pań (działa efekt samospełniającego się proroctwa). Niepewność własnej męskości Chociaż dziecko przychodzi na świat mając określoną płeć, kultura w jakiej żyjemy zdaje się to kwestionować w przypadku mężczyzn. Co gorsza oni sami kupują tę wizję. Zamiast zadawać sobie pytanie, jaka jest ich męskość i jak się manifestuje, zastanawiają się jak stać się mężczyzną. W rezultacie narzucają sobie kuriozalne rytuały przejścia, rywalizują z innymi mężczyznami o miano prawdziwego faceta. Skutki tego wszystkiego bywają opłakane. Ani libacje alkoholowe, ani zdobywanie dziesiątek czy wręcz setek kobiet, ani karkołomna jazda motocyklem na jednym kole w centrum miasta bądź brawurowe prowadzenie auta, ani forsowanie się na siłowni na sterydach, ani nawet eksploatowanie się na potęgę, by zapewnić rodzinie jak najlepszy byt nie czynią mężczyzny bardziej męskim. Mężczyzna rodzi się nim i naprawdę niczego nikomu nie musi udowadniać. Nie da się stać mężczyzną – po prostu zgłębia się i bada własną przyrodzoną męskość. Najgorszym, a zarazem powszechnie uznawanym źródłem informacji o tym, co to znaczy być „prawdziwym mężczyzną”, są kobiety, które przecież ze zrozumiałych względów obiektywnie kompletnie nic o tym nie wiedzą. Dysfunkcyjne małżeństwo Kiedy dochodzi do wypadku na drodze, zwykle to nie auto jest jego przyczyną, lecz sprawcą zdarzenia jest kierowca. Tak samo jest z małżeństwem, które może zakończyć się tragicznym finałem zwłaszcza dla mężczyzny, jeśli od początku nie będzie „prowadzone” we właściwy sposób. Biorąc pod uwagę fakt, że – w zależności od źródła danych – rozpada się od 30% do 50% małżeństw, jest to bardzo duże zagrożenie dla mężczyzn. Kobieta po rozwodzie przynajmniej ma dzieci i regularne zastrzyki gotówki. Natomiast mężczyzna jest pozbawiony rodziny, bo w najlepszym razie ma ograniczony kontakt z dziećmi, a ponadto zwykle zostaje ograbiony z majątku i na całe lata sprowadzony do roli bankomatu. Nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, czy alimenty rzeczywiście przeznaczane są głównie na dzieci. Biorąc dodatkowo pod uwagę późniejszy wiek emerytalny i dłuższy od kobiet średni staż pracy oraz wynikające z tego podatki (w tym kierowane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), wychodzi na to, że znaczny odsetek Polaków przez większość życia utrzymuje innych ludzi, którzy są wobec nich obojętni lub nawet wrodzy. Między innymi żyjące średnio o 8 lat dłużej Polki, które wobec tego w głównej mierze są beneficjentami między innymi świadczeń emerytalnych. Nie dziwi zatem, że niejeden mężczyzna żali się, iż czuje się jak wół pociągowy, który wypruwając sobie żyły przede wszystkim zaspokaja potrzeby innych. Mając na względzie, że statystyczna kobieta jest hipergamiczna, czyli najchętniej wiąże się z mężczyzną o wyższym statusie, od początku małżeństwo jest dla mężczyzny niekorzystne. Mimo to większość mężczyzn nie ustanawia rozdzielności majątkowej i wobec tego nijak nie zabezpiecza się na okoliczność rozpadu związku. Mocno wątpliwe bywają kryteria doboru partnerki, które niejednokrotnie skazują całe przedsięwzięcie na niepowodzenie. Równie ryzykowne są główne powody, z których mężczyźni zawierają małżeństwo: zakochanie, uroda dziewczyny, bo rodzice partnerki nalegają, bo tak wypada, bo tradycja tak nakazuje… Tymczasem jedynym naprawdę godnym rozpatrzenia powodem wydaje się współcześnie chęć założenia rodziny. Niestety, jak wspomniano, rodzina ta nigdy tak naprawdę nie będzie rodziną mężczyzny, bo od razu ją straci w razie odejścia kobiety. Mężczyźni często twierdzą, iż dla sądów rodzinnych ojciec jest rodzicem drugiej kategorii. Brak kompetencji w zakresie regulacji emocji Z wielu różnych przyczyn, na których omawianie nie ma tu miejsca, mężczyźni częstokroć nie posiadają umiejętności niezbędnych do radzenia sobie z emocjami. Nie wiedząc jak sobie radzić z przytłaczającymi reakcjami emocjonalnymi są zdecydowanie bardziej narażeni na nałogi, zaburzenia nawyków, szkodliwe fiksacje i negatywne następstwa poważnych zaburzeń nastroju. Rezultat jest taki, że masowo uciekają w pornografię, gry komputerowe, alkohol, narkotyki, hazard, nowinki techniczne czy pasje praktykowane bez umiaru i stanowiące przez to niezdrowy eskapizm. Coraz większym problemem jest też zespół intensywności społecznej, czyli zamykanie się przez mężczyzn we własnych hermetycznych kręgach i izolowanie w ten sposób od reszty społeczeństwa. Te towarzystwa wzajemnej adoracji czy zamknięte grupy to na przykład ekipy przyjmujących sterydy lub cierpiących na bigoreksję facetów z siłowni, odcięte od świata grona fanów wojennych gier komputerowych online, szowinistyczne lub wręcz mizoginistyczne fora dyskusyjne czy też bojówki kibicowskie albo gangi. W grupach tych panuje wypaczony obraz męskości i żywione są negatywne stereotypy o kobietach, przed którymi mężczyźni z tych kręgów czują silny, aczkolwiek mocno kamuflowany lęk. Izolacja od społeczeństwa jest formą unikania potencjalnych niebezpieczeństw, ale w perspektywie długoterminowej wzmaga lęk i w ten sposób błędne koło zamyka się, a niegroźna z pozoru emocja powoduje poważne problemy. Brak życzliwej solidarności Jak wspomniano we wcześniejszym akapicie mężczyźni potrafią się organizować i tworzyć „zaklęte kręgi”. Rzecz w tym, że nawet w nich zwykle ze sobą bardzo mocno rywalizują. Wypadają więc pod tym względem zdecydowanie gorzej niż kobiety. Panie skrzykują się, zakładają fundacje, stowarzyszenia, tworzą różne ugrupowania i walczą o kolejne przywileje, forsują korzystne dla nich rozwiązania. Tymczasem panowie pozostają daleko w tyle – rzadko kiedy powołują do życia instytucje w obronie męskich praw, zrzeszające znaczące ilości osób. Mężczyźni wychowywani są w duchu samowystarczalności, mają silne przekonanie, że mogą polegać tylko na sobie. W efekcie jako grupa społeczna sukcesywnie przegrywają z płcią przeciwną, która na dzień dzisiejszy walczy o przywileje, które mogą być realizowane tylko kosztem mężczyzn, a ci na to po prostu pozwalają. Nic więc dziwnego, że pozycja współczesnego mężczyzny pogarsza się, a w różnych aspektach życia społecznego bywa nawet znacznie słabsza od kobiecej. Fałszywe równouprawnienie Wielu ludzi wątpi, że gdy kobieta mówi o równouprawnieniu, ma na myśli równe prawa dla obu płci, a nie własne przywileje. Zjawisko dyskryminacji mężczyzn przybiera na sile. Większość kampanii prozdrowotnych jest na rzecz kobiet. Za takie same długi alimentacyjne kobiety w USA trafiają do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni. Jak wskazuje Sonja B. Starr, w USA za te same przewinienia mężczyźni otrzymują wyższe wyroki niż kobiety (w skrajnych przypadkach nawet o 63%). Kiedy wolność kraju jest zagrożona, ginąć w jej obronie mają głównie mężczyźni. Choć Polacy żyją średnio 8 lat krócej od Polek, mają późniejszy wiek emerytalny. Prawie zawsze prawo opieki nad dziećmi otrzymują matki. Wbrew temu, co mówiąfeministki głoszące hasła takie jak „przemoc ma płeć” (w domyśle męską), panowie nie rzadziej padają ofiarą przemocy ze strony kobiet, a wśród osób zmagających się z erotomanią osoby płci męskiej molestowane w dzieciństwie były niemal tak samo często przez matki, jak osoby płci żeńskiej przez ojców. Swego czasu profesor Lew-Starowicz odniósł się do kwestii zachowań pedofilskich, przecząc, że zagadnienie to dotyczy tylko mężczyzn choć to ich głównie o takie zachowania się posądza i za nie oskarża. To oczywiście tylko wybrane przykłady pokazujące, że współczesny mężczyzna w społeczeństwie nierzadko traktowany jest jako osobnik gorszej kategorii, którego życie jest mniej warte od kobiecego. Powyższe zestawienie z pewnością nie wyczerpuje tematu. Czynników, które niszczą współczesnego mężczyznę jest więcej, ale tych osiem w mojej ocenie jest szczególnie destrukcyjnych.
    63 points
  33. Będzie bardzo, bardzo długo. Zdecydowanie dłużej niż akceptuje to przeciętny bywalec Internetu. Każdy punkt można rozwinąć do rozmiaru książki, jednak streściłem to tak bardzo, jak mogłem – niektóre punkty i informacje się powtarzają, jednak jest to działanie celowe, żeby nowe informacje lepiej przyjąć. Tekst jest raczej kierowany dla bardziej ambitnych i rozumnych ludzi. Z racji tego, że zajmuje się rozwojem osobistym w każdym kierunku w życiu, w jakim mogłem iść, chcę się podzielić rezultatami i wnioskami z ludźmi, którzy też mogą się tym rozwojem zajmować. Ta wiedza kosztowała mnie lata dochodzenia do wniosków, mocnym kopaniem się z koniem, tony frustracji, absurdów co mnie czekało i czego nie rozumiałem, a czego doświadczałem. Z racji tego, że moja przygoda z pisaniem z ludźmi w Internecie doszła do końca i jedyne co robię, to pracuję dla siebie i nie rozmawiam już właściwie z nikim w necie, więc jest to takie podsumowanie mojej działalności i całego dotychczasowego życia, które budowałem metodą prób i błędów. Skoro zacząłem rozwój osobisty mniej więcej w tym miejscu, to chcę również w tym miejscu ten proces zwieńczyć – w sposób symboliczny, oczywiście. Ta wiedza właściwie jest bezcenna, a ja daję ją za darmo. Zastanawiałem się czy ostatni mój post zrobić z wyjaśnieniem patologii redpilla, czy ten o rozwoju – uznałem, że z rozwojem, redpill naturalnie od człowieka odpada, a zostają tylko najważniejsze z niego fakty - świadomość się rozszerza, wiedza i doświadczenia nadbudowują, a to co przekaże może okazać się bardziej sensowne w budowaniu normalnego życia, przez co dziwne, kulawe i agresywne ideologie umrą naturalnie z powodu swojej słabości. I zostanie w życiu samo „mięso”. Kolejność punktów jest losowa – jak dla mnie, każdy jest bardzo ważny. I to są wnioski, które wyciągnąłem JA (czasem z pomocą innych), na bazie swoich sukcesów i porażek, a więc mogą być odmienne od doświadczeń innych osób. Opisuje to, co jest logiczne, sensowne i ma sens dla mnie i przy czym mam nieprawdopodobnie duże rezultaty. Nie zgadzasz się w tym? W porządku – to działa dla mnie i to robi mi życie. Tobie nie musi. Może za 10 czy 20 lat odkryjesz to samo, co ja. A może w ogóle nigdy się ze mną nie zgodzisz. W każdym razie - lecimy z tematem. #1 Przestań zajmować się nawykami, jeżeli szukasz opcji, żeby pracować. Z tego, co widzę, nawykami zajmują się ludzie, którzy chcą, żeby wiele robiło się samo, bo sami wysilać się za szczególnie nie chcą. Tak samo – nie zajmuj się motywacją. Powiedzmy, że dźwigasz ciężary już kilka lat. Widzisz deszcz za oknem, jest zimno. Czujesz się lekko zamulony. W moment nawyk przestaje działać, a motywacja wyparowuje – dźwigam latami i uwierz mi, tak się zdarza. Motywacja i nawyki to gówno – nie marnuj na tę pułapkę czasu. Nawyk działa super, jak masz zgasić automatycznie w kiblu światło, umyć zęby czy zahamować swoją agresywną i wyuczoną reakcję, żeby wybrać zdrowszy sposób reagowania – w tym nawyk jest w porządku. Jednak, jak pojawią się problemy i trzeba wydatkować extra energię, to nawyk zaczyna się kruszyć. Zajmij się DYSCYPLINĄ. Dyscyplina polega na tym, że robisz coś, bo musisz i masz to zrobić, a tylko możesz coś przestać robić, jak ciało już odmawia posłuszeństwa np. z powodu ostrego wypalenia, choroby, dużych problemów etc. Nie ma magicznych pigułek „na robienie”. Albo coś idziesz zrobić, albo nie idziesz – a za to odpowiada dyscyplina. Twoi wszyscy przodkowie nie znali takiego słowa jak motywacja – po prostu musieli iść i robić to, co mieli zrobić. Potrzebujesz do tej wizji celu, jednak cel to nie motywacja. Osobiście znam ludzi, którzy stracili kilka lat na nawyki, bo liczyli na to, że wszystko będzie robić się samo, a w rzeczywistości jest skrajnie inaczej. Zasada jest prosta – rzecz wymaga Twojej energii, włożenia sporej ilości pracy, to natychmiast pojawia się opór, żeby tego nie zrobić, bo mózg chce oszczędzać (bez końca) energię. Taka jest natura mózgu – zaakceptuj ją i zrozum. Ludzie naturalnie czują awersję do wysiłku, a przyciąganie do wygody i łatwych rozwiązań. Na jeszcze wyższym poziomie, ponad dyscypliną leży skrajne poświęcenie, ale to już wytłumaczy Khabib: #2 Psychika/ charakter jest w życiu absolutnie wszystkim, a to wynika po części ze zdrowia psychicznego. To jest wszystkim. Nie masz psychiki, nie masz charakteru, nie masz jaj – nie masz nic. Jeżeli coś do Ciebie przyjdzie „samo”, a nie będziesz miał jaj, szybko to utracisz. Jeżeli jesteś w stanie utrzymać codzienną aktywność na wysokim poziomie przez 10 lat i dłużej – stajesz się jednym z najlepszych specjalistów w kraju, jednym z najsilniejszych ludzi w kraju (i może na świecie) czy prawie najlepszy w <wybierz własną działalność jaką zamierzasz podejmować>. Jeżeli poświęcasz czemuś czasu tyle, co wszyscy – będziesz „jak wszyscy” – czyli przeciętny do bólu. Odpowiednio – jeżeli czemuś nie poświęcasz w ogóle czasu, np. nauce rozmawiania i bajerowania z kobietami i liczysz, że „same przyjdą”, czy „wygląd wszystko załatwi”, to czynisz ten aspekt życia „autystyczny” i będziesz w nim kulawy. Wszystko po czasie staje się umiejętnością - jeżeli nie potrafisz, dajmy na to, sprzedawać, to nie znaczy, że nie będziesz potrafił tego robić za rok. Uświadom sobie, że obecnie ludzie są tak słabi, głupi, rozkojarzeni i emocjonalni, że utrzymanie dekady codziennej pracy czyni Cię jednym z najlepszych specjalistów w kraju, a możesz być osobą znikąd – jak utrzymasz ten czas, będzie to miało małe znaczenie. Stąd mało kto rozumie, o co chodzi Danowi Pena, który stwierdził, że obecnie ludzie są tak słabi, że można od nich wywozić pieniądze ciężarówkami. Ma rację. Badania psychologiczne pokazują, że wytrwałość nawet bardziej niż inteligencja czy wrodzony talent stanowi kluczową cechę psychologiczną, która warunkuje satysfakcję z życia. Jeżeli Twoja dysfunkcyjna i patologiczna rodzina zrobiła Ci z głowy misz-masz, to może nawet o tym nie wiesz, ale jesteś zaburzony psychicznie, a w tym stanie normalne i zdrowe funkcjonowanie jest właściwie niemożliwe. Takiej rodzinki nigdy nie interesuje w jakim stanie psychicznym jesteś – oni tylko patrzą jakie masz efekty w życiu. Właściwie, prawie nikogo nie interesuje w jakim stanie psychicznym jesteś i działa to też w drugą stronę – Ciebie też nie interesuje to, w jakim stanie psychicznym są inni, patrzysz tylko jak sobie radzą i się z nimi porównujesz. Rozwiązanie problemów z głową to praca nad sobą i/lub psychoterapia. Materiały do pracy nad sobą i swoim ego: David Hawkins, Siergiej Łazariew, terapia ACT – szczególnie Steven Hayes (książki - Umysł wyzwolony czy Zderzenie z rzeczywistością), czy cała literatura związana z pomocą psychologiczną. Mnie osobiście uratowała technika uwalniania Hawkinsa, o której sam Hawkins pisze, że jest tony silniejsza od zwykłej terapii i na pewno.. tańsza. Zauważ jak to wygląda w kwestii charakteru, kiedy jest on zdrowy i silny – jak ktoś ma problemy z kobietami, to może podchodzić na ulicy. Dostanie 99 kosztów, ale jeden to będzie sukces. Oznacza to, że problemy ciągnące się latami, osoba z twardą psychiką rozwiąże w ciągu 2-3 dni. Osoba ze słaba psychiką czy zaburzona będzie liczyć na mannę z nieba i pewnie nie rozwiąże ich może nigdy. Tą zasadę można przenieść na wręcz wszystko. Psychika. Jest. Wszystkim. Jeżeli nie wyciągniesz z tego tekstu nic wielkiego, to wyciągnij chociaż fakt, że charakter jest wszystkim. Jeżeli dołączysz do jaj, prawdziwą wiedzę – ho, ho, ho.. Jeżeli nie masz w życiu dużo, masz pozwolenie (a wg mnie nawet obowiązek) rozpychać się łokciami, wchodzić gdzie możesz, pukać do określonych drzwi, dzwonić i działać, żeby cały czas polepszać swój byt. A to zależy przede wszystkim od Twojego charakteru – nie potrzebujesz nikogo pozwolenia, żeby to robić. Im słabszy jesteś, tym bierniejszy. I pamiętaj – jak rozpoznać osobę, która ma słaby charakter? Cały czas Cię wszystkim straszy i do wszystkiego zniechęca. Taka osoba może być oczarowana strachem i problemami w życiu. Czyli taki ktoś jeszcze nic nie zrobił sensownego, a on już w swojej mentalnej symulacji zobaczył dziesiątki problemów i na pewno się z Tobą nimi podzieli. Dla przykładu, jesteś latami sam, a ktoś taki doradza Ci, żeby unikać kobiet, bo zaraz stracisz wszystko co masz. On to już widzi i wie. Unikaj tych typów jak diabeł wody święconej. Jesteśmy na tym etapie nauki, gdzie odkryto już, że DNA można programować w sposób przypominający komputer. Skoro z zewnątrz można mu wrzucić patologiczny kod, oznacza to ni mniej ni więcej, że możesz wrzucać sobie „kody”, które pokierują Twoim życiem w odpowiednim kierunku. Sam wybierasz, jak się programujesz. Tl,dr - jesteś zamknięty w klatce swojego charakteru. #3 Poza swoją branżą, czytaj jak najwięcej o psychologii. Kiedy polityk macha Ci przed oczami hasłami o równości i tolerancji, w ciszy czyta Machiavelliego, Gustava le Bona czy Roberta Greene’a, a w międzyczasie nad jego partią pracuje sztab specjalistów od wizerunku i wpływu – czyli „mówienia pięknych rzeczy”. Czytaj jak najwięcej o psychologii społecznej (wyżej wymienione, Cialdini, Bogdan Wojciszke itd.) i nie żałuj pieniędzy na konkretne książki psychologiczne. Zrozumiesz świat i to, gdzie żyjesz. Zrozumiesz, że masz bardziej najebane w głowie, niż myślisz. Zrozumiesz nawet przez to sprzedaż i marketing, nieświadomie nauczysz się copywritingu, a na tym stoi obecny świat – przestaniesz być leszczem i społecznym popychadłem. #4 Regularnie dbaj o asertywność. Wyobraź sobie, że ktoś wchodzi Ci prosto przed twarzą w kolejkę w sklepie. Uważasz, że Ty sobie poradzisz w biznesie, ogarniając piękne kobiety (gdzie do nich będziesz miał sporą konkurencję i kolejkę), jeżeli nie potrafisz zwrócić jakiemuś randomowi, że wcisnął się przed Ciebie do kolejki? Od tego możemy robić dużą siłę na siłowni i zdolności walki, a przede wszystkim – dbamy najpierw o polubowe rozwiązanie sprawy, czyli KOMUNIKACJĘ i asertywne, powolne dbanie o swoje jaja. Każda taka sytuacja pokazuje czarno na białym, w jakim stanie masz psychikę. Im bardziej jesteś uległy czy im bardziej agresywny i od razu idziesz „na noże”, w tym gorszym stanie się znajdujesz. W internecie (strona gdzie jest raczej sporo przegrywów), kilka dni temu widziałem materiał, gdzie mężczyzna obronił swoje bardzo małe dziecko przed stosunkowo żałosnym napastnikiem. Jakaś kobieta w komentarzach odezwała się, że chciałaby, żeby jej przyszły mąż był w stanie coś takiego zrobić. Okazało się, że ona została przez te słowa.. publicznie poniżana, zapewne przez dziwnych ludzi. Nie bądź taką fleją – jako mężczyzna masz milionową i ogólnoświatową tradycję wpisaną w swoje DNA dbania o to, co budujesz i co dzięki Tobie wzrasta. Jak tego nie rozumiesz i czymś takim się obrażasz, bo nie chcesz się na nic narażać, to nie zajmuj się rodziną – lepiej, żebyś się nie rozmnażał. #5 Dźwigaj ciężary. To nie są puste słowa. Kiedy zacząłem dźwigać REGULARNIE – mój poziom energii, samopoczucia i satysfakcji z życia eksplodował. Kiedy ćwiczyłem co jakiś czas, tych efektów nie było. Owszem, po przysiadach erekcja zrobiła się twardsza na 2-3 dni, ale to tyle, te benefity szybko znikały. Najlepiej – robimy ćwiczenia wielostawowe, czyli -przysiady, martwe ciągi, wyciskanie z klatki, żołnierskie, zarzuty/rwanie siłowe/ power clean etc – ma to być podstawa treningu. Na siłę i masę pracujemy w zakresie około 5-ciu powtórzeń. 1-3 powtórzenia – działają na wzrost siły, ale nie masy – nie rób tego jako początkujący, bo możesz zrobić z siebie kalekę, naucz się najpierw dźwigać poprawnie – jeżeli nie wiesz jak dźwigać, sprawdź czy Alan Thrall czy chłopaki ze Starting Strenght (YouTube) już tego nie wyjaśnili. Powyżej 8 powtórzeń, to jest cardio i trening, jeżeli nie jesteś sterydziarzem i zupełnym poczatkującym (na tych działa wszystko), jest nonsensowny. 8-10 powtórzeń można zaakceptować na małe partie, jak np. szyję, ewentualnie brzuch, czy jako osoba zaawansowana balansujesz określonym poziomem stresu, bo progresja liniowa przestała już działać. Jeżeli będziesz regularny z treningiem, podziękujesz mi później. Poświęć dziesiątki godzin na dopracowanie każdego elementu techniki i dowiedz się w perfekcyjnym stopniu, co masz robić – nie liczy się, że w ogóle dźwigasz, tylko JAK dźwigasz. Kiedyś miałem problem z wszelkim rodzajem komunikacji z nieznajomymi. Dzisiaj – mam problem się zamknąć, bo zaczynam rozmowę z ogromem obcych ludzi na pełnym luzie, czasem żałuję że do tych ludzi mówię, bo jest to aż za silne i mówię wręcz z każdym. Winię za to w ogromnej mierze swobodę emocjonalną, nadmiar energii życiowej i pozbycie się kompleksów/ problemów z głową i moje hormony, a hormony eksplodowały od treningu. #6 Wbrew temu, co jest napisane na górze, do osiągnięcia specyficznych celów, nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, o których mówią kołczowie rozwoju. Nie potrzebujesz zimnej wody, nie potrzebujesz czytać X stron książkek codziennie, nie musisz wizualizować sobie sukcesu, nie musisz poświęcać 3 godziny dziennie na rożne, dziwne rytuały codziennie rano. Masz tylko zrobić robotę w DANYM kierunku – tylko to się liczy. Reszta to kosmetyka. Dentysty nikt nie pyta, czy mówi po francusku i czy pościelał rano łóżko, tylko czy ogarnie bardzo dobrze tego zęba – czy nie. Dźwiganie finalnie odstresowuje i niesie pozytywne konsekwencje w każdym aspekcie życia. Dobrze zrobione jest jednym z najmniej kontuzjogennych sportów na świecie i najkorzystniejszym. Jak nie wiesz co robić w sporcie – dźwigaj. Nie chcesz dźwigać – uderzaj czy tarzaj się po macie (MMA). #7 Jak najszybciej znajdź wiarę w coś wyższego niż Ty sam. Jeżeli nie będziesz żył jakimiś aspektami religijnymi/wiary, to masz trzy opcje – rzucenie się i uwielbienie/obrażanie się na: materialność (pieniądze, kobiety), czy drugi aspekt: posiadania racji, pychy, zdolności, intelektu. Ewentualnie trzecia opcja (najgorsza): miks tych dwóch. Oznacza to, że zaczynasz jako człowiek się uwsteczniać i zamieniać w coraz bardziej agresywne, pretensjonalne, narzekające i coraz bardziej wyczerpane tą planetą, zwierzę. Wiara powinna być jednym z najważniejszych filarów życia – to nie przypadek, że najlepsi sportowcy świata, gdzie liczy się skrajne poświęcenie i wytrwałość, są prawie zawsze wierzący. To nie przypadek, że największe religie kładły taki nacisk najpierw na wiarę, a dopiero potem na świat. Od siebie polecam najlepszy materiał na ten temat, jaki chyba widziałem w całym swoim życiu Jeżeli masz problem z wiarą i nie chcesz przyjąć tak ogromnych korzyści w życiu jakie ona ze sobą niesie, i nie możesz pogodzić się z wiarą w coś wyższego, to najprawdopodobniej masz problem z tym, co Ci się w życiu stało – mianowicie, jeżeli nie jesteś pogodzony na poziomie psychiki ze swoimi rodzicami, to nie jesteś w stanie pogodzić się z Bogiem. I problem jest w rzeczywistości psychologiczny. Pamiętam jedno zdanie, które znalazłem u Petersona i wywarło na mnie duży wpływ – jesteś tak naprawdę dopiero dojrzały emocjonalnie wtedy, kiedy w tym świecie istnieje coś ważniejszego i istotniejszego niż ty sam. Przez tysiące lat zajmowanie się duchowością było wymagającą, trudną i niebezpieczną sprawą. Czy to w wersji szamańskiej będącej balansowaniem na granicy życia i śmierci, zdrowia i szaleństwa. Czy w wersji zakonnej, z ogromnie wymagającą regułą, wieloletnim wszechstronnym wykształceniem. Czy w relacji guru-uczeń gdzie adept żegnał się z rodziną, majątkiem i wszystkim, czym znał – nie za bardzo kusząca zabawa. Dziś praktykowanie duchowości to w 99% danie lajka pod postem w którym uśmiechnięta instagramerka obwieszcza fanom, że są starymi duszami, i pewnie są dziecmi indygo. Praktyka to wykupienie webinaru uczącego jak 5 minutową medytacją wyleczyć raka a krótkim rytuałem wyprostować zmarszczki, wygrać milion i przyciągnąć księcia. Dziś duchowość to festiwal narcyzmu, magicznego myślenia i ucieczki od życia. Unikaj tego rodzaju duchowości wszelkim kosztem. Dzisiaj, żeby dostać prawdziwą duchowość wystarczy kupić dobrą książkę o mało interesującej okładce i można dostać wiedzę, którą adept dawniej dostawał za 10 lat katorżnicej pracy na mistrza. Ludzie jednak wolą być „starą duszą” i przyciągać hajs fantazjując o nim. #8 Jeżeli sprawiasz sobie przyjemność, na którą nie zapracowałeś, to masz blisko 99.99% pewności, że robisz sobie krzywdę i niszczysz swoją przyszłość. Jeżeli na tą przyjemność sobie zapracowałeś (seks? gra video? wyjście na piwo ze znajomymi?) to wszystko jest w porządku i to pomoże Ci zachować zdrowie psychiczne. #9 Sensowne i wspomagające życie działania są nudne, żmudne i wymagające. Sukces jest tak porywający jak oglądanie rdzewiącego metalu – ni mniej, ni więcej. Nie ma tam żadnych fajerwerków. Działania niszczące Twoje życie polegają na tym, że masz im się tylko oddać i im nie oponować, są łatwo dostępne – to na przykład negatywne emocje, zachowania autodestrukcyjne, opierdalanie się etc. Działania, dzięki którym wzrastasz są często trudne i nudne, wymagają energii i poświęcenia. Zrozum – im bardziej zakompleksiony, negatywny i gorszym stanie masz psychikę, tym bardziej zachwycasz się złym, podłym, strasznym i negatywnym światem i tym bardziej nie chcesz zmienić swojego sposobu patrzenia na świat, przez co automatycznie nie będziesz chciał się rozwijać, ale chętnie będziesz zazdrościł innym tego, czego Ci brakuje. Taka mentalność potrzebuje takiej wizji świata – innymi słowy, stajnia w głowie musi widzieć stajnie w świecie. W życiu masz być przydatny innym (i sobie) i tą przydatność sobie tworzysz. Czy to w związkach, czy też na rynku pracy. Im mniej przydatny jesteś, w tym większych problemach jesteś i nikt Ciebie może nie potrzebować (samotność, bieda). Tak samo z pracą – emerytura może nie być wybawieniem tylko karą, bo gdy przestaniesz być potrzebny, będziesz bezużyteczny, a to jest psychicznie traumatyzujące i jest biernym samobójstwem. Bądź potrzebny i zaakceptuj nudę. #10 Nigdy nie myśl jak komunista i nie przypisuj sobie osiągnięć innych. „My, mężczyźni, zbudowaliśmy całą cywiliz...” – nie. Rozliczasz się tylko ze swoich osiągnięć przed sobą, nie z osiągnięć ludzi, z którymi nie masz nic wspólnego. Nic Ci się nie należy za osiągnięcia obcych ludzi – dostałeś już i tak za dużo, że partycypujesz z ich osiągnięciami technologicznymi, które są łatwo dostępne. Chyba znasz dokonania Stalina, Hitlera czy Bandery. Dlaczego nie utożsamiasz się z ich osiągnięciami, a tylko z najlepszymi specjalistami i budowniczymi na planecie? #11 Staraj się rozmawiać z ludźmi w necie tak rzadko, jak to jest możliwe. Szacuje się, że 50% ruchu w internecie – to boty. Wyobraź sobie komentarz cisnący po Polakach od najgorszych. Rozmawiasz z taką osobą i przerzucacie się na argumenty. W rzeczywistości może tam nikogo nie być po drugiej stronie – to może być bot z kraju wrogiego Polsce, czyli białoruski, ruski, niemiecki czy koreański. W większości przypadków rozmawiając w necie z ludźmi, tracisz czas. Na jednej ze stron, gdzie bywam, jest specjalny dział, gdzie pojawiają się wrzutki materiałów z wojny Rosja-Ukraina. Zasada była następująca – ruscy dostawali wpierdol, natychmiast pojawiał się szturm świeżych kont trolli na dziale i atakujących ukrów czy Polaków. Czas trwania przybycia trolli od spuszczenia ruskim wpierdolu trwał do około jednego dnia, czasem nawet kilka godzin. Po czasie chłopaki z działu rozpoznali wzorzec – ruscy dostają ostry wpierdol, to na dziale za niedługo będzie rzeź. Trolle działały jak w zegarku i ten mechanizm działał z niesamowitą precyzją. Po czasie chłopaki zaczęli trolli już witać, co było bardzo zabawne. Wyobraź sobie, powiedzmy, tiktok – napiszesz coś sensownego, a nagle dostajesz strzała z bluzgami od jakiegoś randoma. Problem w tym, że to może być 10cio letnie dziecko. I będziesz wykłócał się z dzieckiem. Ewentualnie – jakimś dorosłym debilem. Stąd – nie marnuj na to czasu. Im mniej gadania w necie na nonsensowne tematy – tym lepiej dla Ciebie. #12 Badania mówią prosto – najszczęśliwsi ludzie to nie ci najbogatsi, ale ci mający najbardziej rozwiniętą duchowość i mający najlepsze relacje z innymi ludźmi. Więcej na ten temat, wpisz w google: eksperyment harvardzki. Jeżeli masz fajną rodzinę, kochającego partnera/kę, wszyscy się u Ciebie szanują, masz dach nad głową, pełną lodówkę to jesteś jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Przyszłość zachodu to alienujący się i wojujący „indywidualiści”, najpewniej bezdzietni albo z maksymalnie jednym dzieckiem, i mnożący się jak króliki, kolektywni islamiści przejmujący powolnie ale wytrwale, kraje tych ludzi, pod siebie. Zrób wiele, żeby w to nie wdepnąć – jeżeli tylko masz na to ochotę. Nauczyłem się w życiu, że ludzie najbardziej samotni tylko deklarują jacy są szczęśliwi, jak rzeczywistość u nich nie jest tak kolorowa, jak oni ją podkreślają. Samotność, jeżeli nie jesteś skrajnym pustelnikiem, zabija. #13 Naucz się jak najczęściej mówić „nie”. Na głupie propozycje, podszepty Twojego mózgu żeby się opierdalać czy dawać się prowokować. W obecnych czasach przesytu musisz naczyć się cały czas mówić „nie”, zamiast wszystkiemu mówić „tak”. Droga do sukcesu w obecnych czasach polega na tym, że dwadzieścia razy mówisz nie, a raz mówisz tak. Mamy tyle rozpraszaczy i są one wszędzie. Na jednym to nawet czytasz – możesz stracić na niego dziesiątki lat albo dzięki niemu się zbudować na nowo. #14 Zrozum, że sukces lubi być binarny. Albo coś osiągnąłeś, albo nie. Jeżeli czegoś nie osiągnąłeś jak zamierzałeś, a w zamian za to poszerzyłeś swoją wiedzę na jakiś temat (np. przeczytałeś książkę zamiast coś osiągnąć) to po prostu się oszukujesz i próbujesz minimalizować swój lęk. W przypadku mężczyzny chcącego kobiet, może to wyglądać jak pochłananie kolejnej redpillowej teorii zamiast poznanie kobiety. Ta teoria ma mu w jego głowie tylko „pomóc” – a kiedy ta doraźna pomoc się skończy, zacznie się poszukiwanie następnej teorii i kolejnego filmiku w Internecie. I tak bez końca - koło się zamyka. Rozpoznaj ten wzorzec, który będzie się powtarzał przed wszelkimi wyzwaniami i nie oszukuj się. #15 Jeżeli nie ponosisz (regularnie?) porażki i nie doznajesz (regularnie?) upokorzenia, to robisz coś bardzo złego i robisz sobie sporą krzywdę. Jeżeli nie doznajesz porażki, to znaczy, że udajesz rozwój osobisty i się ukrywasz - może czytasz książki, oglądasz podcasty, ale boisz się działania i schowałeś się w swojej piwnicy, żeby oszukać siebie, że „robisz coś z życiem”. W rzeczywistości uprawiasz mentalną masturbację i zaawansowane oszukiwanie siebie, żeby unikać lęku (jak wyżej). Zaakceptuj, że jesteś czasami nawet bardziej emocjonalny niż kobieta i emocje razem z uczuciami, rządzą Twoim życiem. Nigdy nie mów, że kobiety są tak nieprzyjemnie emocjonalne - ludzie tak mówiący, sami są na jeszcze gorszym poziomie emocjonalności niż kobiety. Im bardziej przewrażliwiony na porażkę jesteś i im bardziej jej unikasz, tym ukrycie jesteś bardziej wyniosły, agresywny i próżny. #16 Nikt Ci nic nie gwarantuje, jednak jeżeli nic nie masz, to właściwie i tak nic wielkiego nie tracisz bo wychodzisz i tak z zera, albo nawet ujemnego poziomu – możesz tylko zyskać. To, że się rozwijasz nie znaczy, że osiągniesz to, co chcesz. Historie o poświęceniu i braku sukcesu to codzienność. Zaakceptuj to. Jak mawiał klasyk – życie to nie jest koncert życzeń. Poświecasz się bez gwarancji wygranej, jednak jak pracujesz dekadę to szansę na brak sukcesu masz bardzo małą. Alex Hormozi, dopóki nie zarabiał dziesiątek/setek milionów dolarów rocznie, spał na podłodze na siłowni i upadły mu wszystkie jego poprzednie biznesy. Kiedy będziesz podchodził do obcych kobiet, jak będziesz miał 20% sukcesów (1 podejście na 5 z sukcesem), to jesteś naprawdę bardzo dobry. I to jest w porządku, taka jest kolej rzeczy, że częściej pojawi się poniżenie niż sukces. Im szybciej to zaakceptujesz, tym więcej możesz osiągnąć. #17 Jak najszbyciej rzuć użalanie się nad sobą i narzekanie. Narzekając, w ten sposób przywiązujesz się na poziomie nieświadomości do tego, z czego powodu cierpisz i narzekasz. Coraz większe przywiązanie sprawia, że coraz więcej cierpisz – wszystkie nasze cierpienia, dramaty i rozpacze są tylko odrywaniem człowieka od przywiązania. Wszystkie nasze psychologiczne tragedie i dramaty, to tylko przywiązanie – ludzie nie cierpią emocjonalnie bo się starzeją, tylko są przymusowo odrywani od swojego przywiązania do młodości i wszystkiego co z młodością jest związane. Oznacza to, że narzekając i użalając się nad sobą, powiększasz ból psychiczny w przyszłości, zaczynają chorować Twoje emocje. Za chorymi emocjami za kilka lat podąży ciało – przykładowo, choroby autoimmunologiczne atakują własne ciało, a człowiek przecież tylko atakował sam siebie i cały świat we własnej głowie. Oskarżając i narzekając na innych/świat, czujesz przez chwile się lepiej, bo wydaje Ci się, że samemu jesteś lepszy i bardziej szlachetny – nie jesteś, po prostu nie zostałeś sprawdzony w boju. Oskarżając siebie i jednocześnie pracując nad sobą, będziesz lepszy i Twoje życie po czasie również. Rzucenie narzekania nie poleca na jego tłumieniu, tylko pracowaniem z nim jak zawodowiec, czyli technikami terapeutycznymi - jak ACT, technika uwalniania etc. #18 Jeżeli możesz, rzuć social media. Instagram, tik tok. Wchodząc tam, natychmiast widzisz, że jesteś gorszy, biedniejszy i żałośniejszy. W Polsce, żeby być w 1% najbogatszych ludzi, należy zarabiać 40k miesięcznie. Wchodzac tam, widać że proporcje są odwrócone, a 99% żyje życiem amerykańskich milionerów – niesamowicie atrakcyjni ludzie żyją jak królowie, a w rzeczywistości to może być zupełnie przeciętna Karina podrasowana filtrami, która leci na psychotropach, zdradza swojego „ukochanego”, a jej profil jest wyłącznie kłamstwem. Facet, któremu najpierw widać zakola w jego sylwetce, wrzuca zdjęcia gdzie „przypadkowo” widać ucięte (ubrane, na szczęście) ciała kobiet, co ma znaczyć jakim jest obleganym kobiecarzem – w rzeczywistości kobiety nie mogą z nim wytrzymać i rzucają go regularnie. Uwierz mi, ja takie coś widziałem na własne oczy. Człowiek nie wierzy, że można aż tak kłamać. Na TikToku dostajesz dawkę dopaminy tak dużą, która sprawia, że nie chce Ci się nawet po czasie wstać z fotela zrobić coś sensownego. Jak możesz – usuń to, ewentualnie nie przeglądaj tych materiałów jak masz gorsze życie. Ja ponad dekadę nie byłem na wakacjach, a ciągle pracuję – oglądanie ciągłych wycieczek, a kobiety uwielbiają podróżować, bardzo by mnie dołowało, rozpraszało i frustrowało, stąd wolę po prostu na to nie patrzeć, a robić swoje. Tutaj uwaga – kiedy poznawałem kobiety, to one chciały mi dawać np. kontakt do siebie przez Instagram. Problem w tym – ja tego nie mam. Wydaje mi się, że na instagramie stałbym się kolejnym „petentem”, a dzięki telefonowi – tak nie było, mam bezpośredni kontakt. Przez brak IG możesz w pewien sposób być społecznie „dziwnym’. Ludzie nie lubią odszczepieńców, a tak samo jak będziesz miał konto i nie serduszkował ich fałszywych zdjęć, też mogą być obrażeni. Dla mojego zdrowia, zrezygnowałem z tego, pomimo tego, że dziewczyny wielokrotnie aż naciskały mnie siłowo, żebym to założył. Ja natomiast, nie przypominam creepa i odszczepieńca, przez co u mnie jest to akceptowalne – zastanów się czy to samo może tyczyć się Ciebie. Zrozum – instagram i lans jest czymś realnym, ciężka praca i poświęcenie dla wielu ludzi jest dziwne i nienaturalne. Problemy w obecnym świecie wynikają w ogromnej mierze z tego, że ludzie nie mają żadnych zasad. Nie ma żadnej wiary, żadne religii i „kary” za patologiczne zachowani – taka osoba natychmiast skłania się do tego co patologiczne, czyli musi wyrazić tylko zgodę na zło. Za udawanie najlepszego życia w necie jest lans, wyższy status we własnej głowie etc. Jeżeli odrzucisz taki styl życia, to dla wielu osób może to być jak policzek w ich próżność. Oni naprawdę mogą to wziąć do siebie, bo będą urażeni, że ktoś nie żyje takim kłamstwem, jak oni. Co z tym zrobić, zależy od Ciebie #19 Dowiedz się wszystkiego, czego możesz o dopaminie - ponieważ dopamina jest źródłem wszelkiego zła. Jeden z moich „mentorów” doradzał mi technikę radzenia sobie z obecnym zalewem atrakcyjnymi i śmieciowymi materiałami. Mianowicie, wchodząc na social media, jesteś profilowany przez AI pod kątem Twoich zainteresowań. Automat natychmiast podrzuca Ci to, co chcesz zobaczyć, ale nawet o tym nie wiesz. W ten sposób jesteś wciągany w wir dopaminy, klikasz w materiały i tracisz w ten sposób nawet kilka godzin z dnia. Kiedyś trzeba było zastanowić się i wpisać to, czego szukasz, bo Cię to interesuje. Dzisiaj wszystko podstawia pod nos algorytm, który lepiej rozumie Twoją psychologię, niż Ty sam. To, co ten facet sugerował, to mocne zmrużenie oczu, jak chcesz przez social media, gdzie się dostać czy komuś odpisać. Czyli przymykasz oczy, żeby nie widzieć co algorytm proponuje, wchodzisz tam, gdzie chcesz, po czym wychodzisz i zamykasz stronę. Uwierz mi – nic z tego powodu nie stracisz, a wyłącznie zyskasz. Większość rzeczy jakie scrollujesz, to bezwartościowe śmieci, w których grzebiesz swoim bezcennym czasem. Jeżeli mówisz, że nie możesz osiągnąć „X”, bo nie masz czasu, to coś czuję, że na pewno masz czas na rozrywkę, którą pochłaniasz wtedy, kiedy już oficjalnie nie pracujesz, a robisz to „bo musisz mieć coś z życia”. #20 Odrzuć wszelkie dyskusje i zajmowanie się bzdurami „kto, co może”. Ludzie tak dyskutujący mają emocjonalne zadanie chronić swoją emocjonalność przed strachem przed obiektem sukcesu i wymagań jakie on przed człowiekiem stawia. Zauważ, że faceci gadający cały czas kto co może, właściwie cały czas są sami i cały czas coś im się nie udaje. Ci ludzie nie zrobili nawet pierwszego kroku w kierunku do celu, stąd cały czas rozmyślają o przedbiegach. Ty zajmij się konkretną robotą i myśleniem o biegach, a oni niech tracą czas na te puste intelektualnie dysputy i zostaw ich, niech sobie z kimś pogadają. Tyle im w życiu zostało, stąd nie ma sensu im tego zabierać. W podobny sposób, nie rozmawiasz z lewactwem o takich rzeczach jak to, czy kobieta jest silniejsza naturalnie od mężczyzny. Nie rozmawiasz z takimi ludźmi, olewasz, nie dajesz się prowokować i idziesz dalej. Zostaw to tym, którzy są mniej ambitni niż Ty. Nie dyskutuj z ludźmi, którzy nic o Tobie nie wiedzą i przekonują Cię, że np. nie dasz rady zrobić 300kg w martwym ciągu – po prostu znajdź ludzi i wiedzę, którzy Ci to umożliwią i idź w tym kierunku, jeżeli bardzo chcesz. Może Ci się nie uda, może zrobisz tylko 270 czy 290kg, jednak to i tak jest super. Po prostu idź i pracuj, nie proś nikogo o pozwolenie czy analizę statystyczną, co możesz a czego nie. #21 Ekstremalnie ważne – jak najszybciej rzuć pornografię i bardzo mocno ogranicz masturbację (przy czym też inne nałogi). Te nieprawdopodobnie duże pokłady energii życiowej mają Ci służyć – jak je będziesz regularnie wyczerpywał, to narażasz się nawet w wieku 20+ na bycie impotentem (impotencja – im – potent; potent (ang.) – potężny, mocny. Impotencja – osoba bez mocy, bez siły, która straciła źródło „życia”). Impotencja przez nadmierną seksualność i niedojrzałe i obsesyjne skupienie na seksie (nawet wśród prawiczków) staje się coraz większą normą, kiedy wcześniej ten problem dotykał głównie starców. Blokowana seksualność to blokowana patologia – bezpłodność kobiet i impotencja mężczyzn jest naturalnym mechanizmem obronnym „natury”, żeby ludzie z tak patologiczną emocjonalnością nie przekazywali tej emocjonalności dalej – na dzieci. To udowodnione, że kobiety zmniejszające pychę, zaczynające żyć zdrową emocjonalnością „nagle” zaczynają być płodne i ich bezpłodność może zniknąć. Jak powiedział Donald Trump – jeżeli nie masz energii, nie masz w życiu nic. Seksualność to energia. Poprzez nią dostajesz tony energii, żeby zrobić coś z życiem. Jak mówisz mi w wieku 15-40 lat, że nie masz na nic energii, to pozwól, że zgadnę gdzie u Ciebie ta energia idzie. Regularnie w chusteczkę, prawda? #22 Staraj się otaczać specjalistami. Opinie większości ludzi są bezużyteczne i są zwykłym wymądrzaniem się czy zgadywaniem. Jeżeli podejrzewasz, że masz do czynienia z oszustem, który nie ma sukcesów albo te sukcesy „ukrywa”, to ten ktoś robi na 99.99% skok na kasę. Najprawdopodobniej będzie Ci natrętnie wpychał jakiś kurs, szkolenie czy ebook. Dla przykładu, jedne z moich bezcennych odkryć biznesowych ostatnich czasów to Alex Hormozi (tego Pana polecam z całego serca) czy Tom Bilyeu. Jeden taki człowiek potrafi zwiększyć Twój sukces do rozmiarów jakich byś się w życiu nie spodziewał. Hormozi potrafi wrzucić na YT wielogodzinny materiał o sprzedaży, kompletnie za darmo, gdzie przekazuje samo mięso. Nauczyłem się w bólach, że oszust da Ci gorszą jakość (skopiowaną od kogoś, bo własnych doświadczeń nie ma), za pieniądze. W przypadku „czystych” ludzi, tak nie jest. Zdarza się, że dostaniesz bezcenną wiedzę od miliardera, bo on ma tyle pieniędzy, że ich od Ciebie nie chce, a tragiczną od „trenera”, który jest spłukany i zarabia tylko na uczeniu biznesu wannabe biznesmenów. Historia, która nauczyła mnie, żeby z ludźmi nie rozmawiać, którzy bredzą. Pisałem komuś publicznie, że przy wyciskaniu na klatkę (na ławce) nie możesz pozwolić na opieranie ciężaru na klatce jak stracisz siłę i nie dasz rady tego wypchnąć i nie powinieneś staczać ciężaru przez brzuch, bo w ten sposób miażdżysz organy i możesz doprowadzić do krwotoku wewnętrznego – takie sytuacje się zdarzały, co skutkuje śmiercią. Nagle wyskoczył facet, który mówi, że całe życie dźwigał i on nie widzi w tym problemu. Zapytałem go czy ma chociaż trochę rozumu i wie co to znaczy, że chłop ponad 100kg stanie mu nogami na mostku czy brzuchu i czy on ma świadomość, że jego rada może kogoś zabić. Powiedział, że nigdy tyle dźwigał nie będzie, bo waży w okolicach 60kg i on nie ma z tym problemu. No i niebezpieczny debil wyjaśnił temat, co nie? Ręce opadają – więc zabierz je do roboty i otaczaj się specjalistami, żeby z takimi kretynami nie musiały Ci te ręce opadać. I pomyśl też o tym, że ten człowiek (jak i miliony innych w Internecie) nie ma nic sensownego do powiedzenia, ale gada – bo on przychodzi do tego Internetu sobie pogadać, a jakie to ma konsekwencje, to jego to nie interesuje. On gada, klika sobie, popija piwko pewnie i jest zadowolony, a Ty takiego gościa bierzesz na poważnie, co on bełkocze. Jeżeli będziesz działał i prężnie pracował w świecie naucz się tej niesamowicie ważnej umiejętności akceptowania i ignorowania debilizmu. Ja, osobiście, przestałem czytać komentarze na FB, bo to co się porobiło od jakiegoś czasu, to wydaje się, że głównie ludzie z IQ 80 to piszą i poziomem nienawiści do wszystkiego w kosmosie. #23 Wizualizacje, „prawa przyciągania” i uznawanie, że coś „samo przyjdzie” to kolejny sposób na radzenie sobie z lękiem i niepewnością. Prawo przyciągania działa w kierunku magnesu, który zbliża się do swojego przeciwnego bieguna. Wizualizacje powinny stanowić mniej niż 2-5% pracy nad sobą. Rusz dupę, nie wyobraźnię z nadzieją, że coś „samo przyjdzie”. Więcej nauczysz się od Boba Budowniczego czy nawet głupiego GTA 4 (gdzie mozolnie wspinasz się na szczyt jako zwykły „nikt”) niż z kolejnej książki o przyciąganiu pieniędzy. Innymi słowy – zamień prawo przyciągania na Boba Budowniczego. #24 Naucz się angielskiego na poziomie osoby rodzimej tego języka. Kiedy znasz angielski otwiera się przed Tobą prawie cały świat, najlepsi specjaliści z każdego zakątka ziemi, wszelka najlepsza literatura na świecie i możesz dogadać się z prawie każdym na świecie. Angielski to jedna z najważniejszych umiejętności w życiu. Jak chcesz być uznawany za kumatego, to masz instynktownie znać różnicę w wymowie: sheep a ship, off course a of course, winner a weiner, with a whiff – i tak dalej. W obecnych czasach, a bez tego języka – to jak bez ręki. Naucz się różnicy między brytyjskim a amerykańskim angielskim (jak wymówi słowo „past” brytol a jak amerykanin?). Naucz się jak najszybciej zapisu fonetycznego (IPA) – żebyś nie mówił z akcentem jak pewien popularny w Polsce zawodnik MMA - https://www.youtube.com/watch?v=Uq5JmdMyfuQ. Postaraj się, żeby Twój angielski był na poziomie osoby natywnej. Reszta języków do życia i rozwoju nie ma większego znaczenia, jest kompletnie opcjonalna, dobierz je sobie do celów czy zabawy. Nie słuchaj ludzi mówiących, że „angole używają trzech czasów”, czy „wystarczy, że to po prostu powiesz, oni i tak to zrozumieją” – może, ale jak chcesz się zadawać z ludźmi pracującymi po fabrykach, to faktycznie takie rady mają sens. I tak – angielski ma chyba 60 dialektów, stąd można zauważyc, że oni inaczej mówią w różnych zakątkach. Mimo wszystko, naucz się wymowy słownikowej np. od Cambridge Dictionary, resztę sobie poprawisz z czasem i dostosujesz do warunków. Podobnej wymowy słownikowej naucz się z każdym innym językiem – przykładowo do nauki francuskiego zapis fonetyczny (IPA) jest nieodzwony. Osobiście zrobiłem to tak, że kupiłem pełen pakiet fiszek (fiszki.pl), na poziomie A1-C2. Na tych karteczkach jest już napisana wymowa brytyjska, a ja tylko żmudnie dopisywałem (jak była) różnicę w wymowie amerykańskiej – w standardzie IPA, nie tak „jak słyszę”, bo mogę słyszeć coś zupełnie innego, np. brzmienie ə, czy zbitkę æ - ze strony Cambridge. Voilà – za kilka miesięcy będziesz osobą z jednym z najlepszym angielskim w kraju. #25 Twoim problemem jest to, że uważasz się za zbyt cwanego niż w rzeczywistości jesteś, a z tą elitarną wiedzą nic nie robisz i nie sprawdzasz jej w boju, a wybierasz przypadki w świecie, żeby ta teoria jakimś cudem się trzymała ze sobą (cherry picking). Słowo „sprawdzam!” to podstawa wszelkiego rozwoju i osiągania i najgorsze wyrażenia dla każdego agitatora i propagandysty – a najgorsze dla napuszonego ego. Nigdy nie bądź napuszony i zawsze zakładaj, że czegoś nie wiesz. Takie coś może uratować czy zmienić na plus Twoje życie. Rozwój kończy się wtedy, kiedy uznajesz, że wiesz wszystko lepiej – wtedy stajesz się fanatykiem i dla wielu – oszołomem. #26 Adaptacja na świecie zachodzi ciągle i do każdych warunków. Jeżeli regularnie biegasz, ciało ze wszystkimi organami, adaptuje się do biegania. Jeżeli regularnie robisz martwe ciągi, ciało adaptuje się do tego rodzaju wysiłku. Jeżeli regularnie się opalasz, ciało się rumieni (melanina) i przystosowuje się do Słońca. Do czego adaptujesz się regularnie i codziennie – do jakiego trybu życia? Pamiętaj, że adaptacja zachodzi stale i do wszystkich możliwych warunków. Co znaczy, że nawet jak masz gówniane, pełne stresu i nerwów życie, to paradoksalnie.. możesz się od niego uzależnić i w głębi siebie nie chcieć tego zmienić – bo może i jest do dupy, ale za to ta dupa jest znana – i podświadomie możesz dążyć i wracać do tego syfu. Poważna zmiana wymaga nauczenia się „życia” na nowo i wydatku sporej energii – stąd wracamy do punktu o dyscyplinie. Cały czas zadawaj sobie pytanie do czego się adaptujesz, bo tworzy się to bez Twojej woli. #27 Najgorsza pułapka jaka Cię w życiu czeka, to styl życia tak bardzo żałosny i nędzny, że zabija Twojego ducha i duszę, jednak ciału jest wygodnie, jest mu ciepło i jest pojedzone, a jajka są regularnie opróżnione.. przez co nigdy nie ruszysz się, żeby coś z tym zmienić. Jeżeli Twoje życie jest nieznośne, nie wpadaj w przygnębienie - w rzeczywistości to najlepsza trampolina jaką mogłeś dostać. Większość ludzi nie ma jaj zrobić sobie warunków, które są trudne i wymagają zmiany. #28 Nie zajmuj się teoriami spiskowymi. Czas przeminie, a po czasie i tak się nie dowiesz czy w mgle były chipy. Teorie spiskowe mają za zadanie załatać psychiczny brak pewności, strach i ogólny brak zaufania do rządzących – takie rzeczy załatwia się skupiając się na tym, co istotne w życiu i pracą nad sobą. Być może żyjemy w kondominium masońsko-illuminackim pod reptiliańskim zarządem powierniczym. No i co z tym zrobisz? #29 Nie zajmuj się polityką, pomimo tego, że ona zajmuje się Tobą. Na 100% masz pewność, że wały, łamanie prawa i kłamstwa są popularne wśród każdej władzy na całej tej planecie. Zrozum, że i tak się humanizujemy – kiedyś obcinano nogę na żywca i wypalano (kauteryzacja), dzisiaj amputacja jest bezbolesna. Dzisiaj śmierć na zachodzie jest o wiele trudniejsza niż jeszcze 200 lat temu. Humanizowanie się i zwalczanie zła przychodzi stopniowo, dlatego odpuść śledzenie tego zła. Jak będziesz kiedyś umierał to masz 100% pewności, że władza nadal będzie robić wały – śledzenie tego nie ma większego sensu. Obecna polityka to emocjonalna telenowela dla ubogich – jesteś tak uzależniony od jej śledzenia, bo się nią emocjonujesz. Jeżeli spędzasz przy polityce więcej niż 5-10 minut dziennie, a nie jest to Twoja praca, to robisz sobie krzywdę i obrzydzasz smak życia. Życie zaczynie Ci smakować tak, jak smakuje polityka – czyli jak gówno. Twój wpływ na wydarzenia w świecie i tak jest zerowy, więc zajmij się sobą. Większość polityki to bezsensowne dramaty, o których zapomnisz za kilka dni. Pamiętasz jak około jesieni 2024 w mediach straszono powrotem do covidowych obostrzeń, a niektórzy ludzie znowu zaczeli wariować z emocji? A co się stało? #30 Nigdy nie nakłaniaj siłowo kogokolwiek, żeby szedł Twoją drogą, robił i wierzył w rzeczy takie, jak Ty (cokolwiek robisz). Możesz mu zasugerować pomoc, jednak nigdy nikogo nie powinieneś siłowo namawiać. Aby iść ciężką drogą, potrzeba wewnętrznej dojrzałości i pewnego głębokiego stanu emocjonalnego, którego najczęściej nie mają osoby bardzo negatywne. Istnieją ludzie emocjonalnie nie gotowi na ciężkie wyzwania – i to jest w porządku. Droga życia poprzez pracę na magazynie też jest potrzebna temu światu. Jak poczytasz literaturę, to milionerzy i miliarderzy czasem są młodziutcy i nie mają nic, a oni wewnętrznie już czują, że sukces dla nich jest normalny i naturalny. Na poziomie głębokim, emocjonalnym - oni już sukces osiągneli, po prostu fizycznie jeszcze go nie ma, a mówiąc o swoich marzeniach ludziom, wszyscy pukają się w głowę. Nie namawiaj nikogo do osiągania tego, czego ich psychika nie jest w stanie zrobić i zaakceptować, bez skrajnej i radykalnej pracy nad sobą. Przeciętny człowiek sam w sobie tego stanu u siebie nie wytworzy, jeżeli naturalnie go nie ma, stąd zareaguje na Ciebie nawet agresją i poniżaniem. #31 Uważaj na wszelkie sekty. Sekty to redpill, blackpill, feminazizm, lbgt, świadkowie Jehowi czy fanatyczni wyborcy PO – tzw. silniczki. Sektę poznajesz w sposób następujący – daje Ci rzekomą prawdę objawioną, bardzo wymaga Twojego aktywnego udziału, tępi Cię jak z niej odejdziesz (odrzucisz ją intelektualnie) i z reguły jest bardzo agresywna względem ruchów, które ją kwestionują. Weź z każdego nurtu to, co najlepsze (jeżeli chcesz), resztę wyrzuć. Na przykładzie – bierzesz najlepsze rzeczy z bluepilla (romantyzm, szacunek dla drugiej osoby), potem najsensowniejsze rzeczy z redpilla (świat jest raczej brutalnym i agresywnym miejscem, potrzeba ostrzejszej psychiki, dobrze ogarnąć ogarnąć pieniądze), blackpilla (dobrze, żebym o siebie zadbał jak mogę, w końcu oczy wpływają bardzo na pożądanie), po czym łączysz to psychicznie tak, żeby miało ręce i nogi. Jeżeli nie potrafisz łączyć przeciwieństw w zdrowy sposób i tego nie rozumiesz, masz niezdrowe problemy z emocjonalnością. Jeżeli Twoja filozofia nie będzie łączyła przeciwieństw (romantyzm vs bycie ostrym; konkretność i zasuwanie vs relaks), to będziesz utrapieniem dla innych i potem - dla siebie. Jak w tym powiedzeniu – „kiedy umierasz nie wiesz o tym. Tylko inni cierpią. Tak samo jest jak jesteś debilem”. Nie bądź debilem i nigdy nie wchodź w skrajny fanatyzm – każda ideologia ma ze sobą jakieś ograniczenia i prawdopodobnie tworzy ją ktoś, kto może żerować na Twoim cierpieniu i nieszczęściu (np. nie patrz jaka nacja finansowała feminizm czy komunizm i co oni uważają o ludziach z nie swojej „wybranej” rasy). Kombinuj, patrz co działa i buduj własną ideologię. Jeżeli wybuchasz w tym momencie skrajnie negatywnymi emocjami, najpewniej sekta przeprała Ci głowę. Każda ideologia i sekta jest zbudowana przez kogoś, który ma w tym prawdopodobnie własne interesy i własne ograniczenia, a jak zaczniesz je ślepo konsumować, to przestajesz być graczem, a stajesz się pionkiem i ofiarą czyichś emocji – ponieważ ludzie tworzą przekonania nie na bazie tego co myślą, tylko tego, co czują – myślenie ma zadanie usprawiedliwić czucie – dlatego ludzie tak niechętnie rzucają swoje systemy przekonań, które zostały im wgrane przez cwaniaków, bo nie mają jak usprawiedliwić czucia. Pod termin sekty można podpiąć niesamowicie dużą ilość ruchów w świecie, więc bądź niesamowicie uważny co wpuszczasz do swojej głowy i jakie hipnotyczne wyrażenia powtarzasz, aż staną się Twoją drugą naturą (patrz – najgłupsze stwierdzenie jakie propaguje lewica na świecie, a miliony to powtarzają bez żadnej świadomej obróbki – „bronimy demokracji” – czyli dokładnie czego? I w jaki sposób głównie możecie tą „demokrację” stracić? – o wiele lepiej by brzmiało, gdyby Komitet Obrony Demokracji nazywał się Komitetem Obrony Skrajnego Lewactwa przy Korycie, ale nie ma sensu aż tak zdradzać swoich intencji, chociaż ludzie są obecnie tak nierozumni, że nadal by nie zajarzyli o co chodzi). Piszę o tym, bo wydaje mi się, że w obecnych czasach sekty są ogromnym niebezpieczeństwem, a ludzie nawet nie wiedzą, że w jednej albo kilku, tkwią. #32 Męskość jest hartowana w boju, natomiast kobiecość jest zachowana i utrzymana. Jeżeli mężczyzna nie hartuje się w boju, z czasem staje się coraz bardziej żałosną i autodestrukcyjną cipą, natomiast jeśli kobieta żyje życiem pogardzanym od stuleci w większości kultur, staje się agresywnym, zagubionym, żałosnym, pretensjonalnym i autodestrukcyjnym tworem, który jak nie zniszczy życia Tobie, to zniszczy je sobie. Uważaj na wszelkich mężczyzn, którzy nie wyznają zasady „stal ostrzy stal” i kobiety, których styl życia pozostawia wiele do życzenia. Nie chcesz ich wpuszczać do swojego życia – jeżeli pracujesz nad sobą i życiem, Twoje życie będzie wystarczająco ciężkie. Tacy kolesie uczynią je jeszcze bardziej ciężkim i wbiją Ci nóż w plecy w najmniej spodziewanym momencie (tchórz zawsze jest ukrytym zdrajcą), a kobiety tego typu - przemielą i wyplują. #33 Zwracaj uwagę z jakiego poziomu inteligencji i emocjonalności pochłaniasz dane materiały. Kiedy oglądasz materiał w necie – zadaj sobie pytanie: na jakim poziomie inteligencji powinien być odbiorca, żeby w pełni przyjął i cieszył się tym materiałem? Ogólna zasada jest następująca. Materiały z niskiego poziomu inteligencji są zdebilone, lubią pchać Cię się w skrajności, są przedstawione prosto i operują nieskomplikowanymi hasłami w taki sposób, żeby głupi człowiek szybko się za to chwycił. Są bardzo emocjonalne (ekspresywne minki, muzyka, głupi humor etc.), lubią mieć tonę edycji i cięć, żeby głupi ludzie to oglądali. Dla przykładu – ostatnio na forum latał temat, gdzie rzekomo kobiety narzekają, że mężczyźni do nich nie podbijają i mają przez to jakąś zbiorową depresję czy inną histerię. W rzeczywistości – jest to clickbajt, nic takiego nie ma miejsca. Kobiety nie mają żadnej zbiorowej histerii. Ludzie, którzy łapią się na takie bajty biorą to, co jest w internecie za pewnik, co czyni ich idealnym konsumentem takich treści, a potem mogą kupić produkt, którego.. i tak nie potrzebują, od osoby.. która chce im przeprać głowę i jest w rzeczywistości ich wrogiem. Pamiętaj – jako ludzie zakładamy zawsze, że coś jest prawdą i ocenienie czy to jest kłamstwem, wymaga myślenia. Stąd tak łatwo przeprać ludziom mózgi nawet najbardziej debilnymi i sprzecznymi hasłami. Materiały z wyższego poziomu rozwoju, to np. podcasty Andrewa Hubermana o zdrowiu, wydajności etc, są inne. Używane są tam złożone podjęcia, wyjaśniane procesy, wszystko oparte jest na faktach i doświadczeniach, emocjonalność jest minimalna, nie ma napędzania jednej grupy na drugą, a przez to wartość jest szczytowa. Pamiętaj – emocjonalność jest subsytutem wglądu. Albo masz rozum i wgląd, albo emocjonalność. Wybieraj według uznania – „z jakiego poziomu IQ jest ten materiał?”. Niskie IQ w odbiorze treści może Cię zniszczyć, a wyższe – lubi pomagać. Cały czas również zwracaj uwagę, ile w materiałach jakie piorą Ci głowę, jest emocji i przez to oddziaływania na Ciebie, żeby przekabacić Cię w „określonym” kierunku. Pamiętaj – modny youtuber często nie chce Twojego dobra, tylko Twoich pieniędzy i robienia mu zasięgów, żeby miał coraz więcej władzy i mógł się rozkoszować w tym, co Tobie np. obrzydza. #34 Strach i lęk są największymi hamulcami sukcesu, a jednocześnie są mechanizmem obronnym związanym z pychą. Rozważmy to na przykładzie. Mężczyzna nieprawdopodobnie na poziomie nieświadomości zależy od kobiet (np. miał zbyt silny wzorzec matki w dzieciństwie, przy braku normalnego wzorca ojca). Na myśl o nich odczuwa szereg emocji, od nienawiści, do oburzenia, od domagania się ich zniszczenia. Gdy stara się do jakiejś podejść, odczuwa niesamowicie wielki strach, przez co nigdy tego nie zrobi. Czyli podświadomość nie chce dopuścić, żeby tak agresywny w kierunku kobiet mężczyzna, miał normalny związek, ponieważ jego nieświadoma agresja jest aż mordercza – a wygląda to jak zwykłe pretensje (pretensje są domaganiem się eliminacji problemu). Wniosek – strach jest mechanizmem ochronnym. To od czego zależysz emocjonalnie, od tego buzujesz emocjonalnie, a w przypadku starania się o dostanie tego, najczęściej będziesz szarpany bardzo negatywnymi emocjami – jak ten wyżej wymieniony strach. Usuń zależność od obiektu (np. od awansu w pracy), a do wszystkiego będziesz podchodził z większym luzem. Popatrz - w tym za długim tekście jest to fragment związany z wiarą i zamienianiem się w zwierzę. Zwierzę nie jest w stanie pozbyć się zależności od świata materialnego. Zwierze boi się prawie cały czas, zwierze cały czas jest zależne od świata. Człowiek – może to zrobić. Im bardziej od czegoś zależysz, tym bardziej jesteś względem tego agresywny i tym bardziej się boisz. Jeżeli od czegoś nie zależysz, idziesz po to jak po swoje, stąd np. obsesyjnie myślący o seksie faceci, mają z kobietami niekończące się problemy. Jak rozpoznać czy jesteś zależny, np. od kobiet? Jeżeli na myśl o nich pojawia się duża negatywna emocjonalność (pretensje, sarkazm, poniżanie, poczucie wyższości, nienawiść, obnoszenie się emocjonalne jak to ich nie potrzebujesz), to jesteś od nich nieświadomie zależny i szczególnie na nie wyczulony, co obowiązkowo rodzi problemy w tym kierunku. Tak jest ze wszystkim, takie są prawa nieświadomości. Pamiętaj, ze podświadomość kieruje nawet 98% Twojego życia, a to, do czego masz pretensje i wewnętrzną agresję, zawsze odbije w Twoim kierunku, a potem zostanie Ci powiedzieć, że „to zła kobieta była”. #35 Jeżeli nie wiesz co ze sobą zrobić, dbaj o poczucie humoru. Ludzie uwielbiają humor i nie znoszą ludzi bez humoru. Jak znajdziesz dobry żart czy dobrą ripostę – zapisz ją sobie w dzienniczku i naucz. Zdrowy humor świadczy o zdrowiu psychicznym, małym ego i nadmiarze siły życiowej (energii), czyli wszystkim tym, co tworzy Twoje życie świetnym. Jak tylko możesz, staraj się unikać wszelkich organizacji i ludzi nie mających poczucia humoru – są oni groźni i nieobliczalni. To nie przypadek, że systemy totalitarne podchodziły wrogo pod przejawy radości i humoru. Jak mawiał Lincoln – jeżeli chcesz poznać charakter człowieka, daj mu władzę. #36 Jeżeli szukasz drogi na skróty, trafisz na setki oszustów i przejdziesz przez piekło. Chyba każda droga na skróty prowadzi lubi odgałęzia się w kierunku piekła. Zrób najmniej seksowną rzecz – pełną robotę – to nie będziesz musiał płacić oszustom. Którzy może nauczą Cię sprowadzać kontenerem śmieci z Chin, zrobić rebranding i sprzedawać to jako swoje, czy może przez „jedną technikę” rozwiążą wszystkie Twoje problemy – jak im zapłacisz. Nie, nie rozwiążą. #37 Osoby z dużymi sukcesami są często „szorstkie”. Nie zawsze, ale często. Chodzi o to, że taki człowiek bardzo mocno naciska samego siebie, przez co może sprawiać wrażenie mało wrażliwego i bardzo bezpośredniego. Jeżeli będziesz miał takiego nauczyciela, to nie obrażaj się, tylko zrozum, że to nie jest leżący przed kanapą nieudacznik, tylko zahartowany w boju człowiek czynu, który nie trawi głupoty. Bądź uważny na nauczycieli, którzy głaskają Cię i wmawiają cudowność, wyjątkowość, obiecują łatwy sukces czy mówią o rzeczach rozmytych do osiągnięcia (np. musisz jeszcze więcej oddychać, żeby uwolnić się od problemów, „zawsze” spotka cię zło) - bo za chwilę ktoś zrobi Ci skok na portfel i zgwałci Cię duchowo. Równocześnie – wraz z rozwojem możesz samemu stać się bardziej szorstki. #38 Jeżeli będziesz pracował nadmiernie, staniesz się nudny jak flaki z olejem – bardzo ciężko, a czasem nie da się mieć normalnego życia społecznego i zasuwać po coś większego. Zwróć na to uwagę i domyśl się co zrobić, żeby takiej sytuacji jak najbardziej uniknąć i żebyś miał o czym z ludźmi rozmawiać. Czasem raz na tydzień wyjście z kimś będzie miało lepszy wynik na poprawę wydajności niż ciągłe forsowanie się do niekończącej się pracy. Jeżeli będziesz ciężko pracował i nie wychodził z piwnicy, może okazać się, że utracisz zdolność zabawy i cieszenia się życiem, tą radość i afirmację samego życia – możesz zwyczajnie zgorzknieć i zdziczeć. #39 Wpuszczając kogoś bardzo blisko do Twojego życia, dbaj o wykształcenie i wychowanie takiej osoby. Przykładowo, zadbaj o to, żeby potencjalna kobieta była chętna nauczyć się jak najwięcej o dopaminie (korzeniu wszelkiego zła), a potem jak ta dopamina będzie się realizować przez jej najgorsze instynkty. Jeżeli kobieta nie chce się tego uczyć i uważa np. że „jej to nie dotyczy”, oznacza to właściwie pewne problemy z taką osobą. Co z nią zrobić dalej, zrób co uważasz za słuszne. Mądra kobieta daje się lekko i przyjemnie prowadzić, głupia kobieta jest jak ciężki worek z piaskiem, który ciągniesz na plecach i ten worek jest jeszcze bardzo arogancki i agresywny. Zwróć uwagę czy przypadkiem Ty takim workiem z piaskiem nie jesteś dla kogoś bliskiego. #40 Najlepsza rada jaką dałbym sobie od lat – staraj się, żebyś zawsze budził się naturalnie, a nie budzikiem. W razie czegoś nastaw budzik, jednak dopilnuj tak bardzo jak możesz, żebyś wstawał w pełni wypoczęty i wyspany, naturalnie. Sen to najlepszy suplement i jedno z najlepszych lekarstw jakie istnieje. Brak snu niszczy wszystko, z motywacją/samokontrolą do czegokolwiek włącznie. Nie śpisz, nie kontrolujesz siebie. Nie kontrolujesz siebie, to prosisz się o to, żebyś był kontrolowany przez kogoś, kto ma wobec Ciebie osobiste zamierzenia – np. żebyś na niego długo i mozolnie pracował. #41 Dowiedz się o zdrowiu tyle, ile możesz. Ucz się o oczyszczaniu ciała, suplementach – to NIE jest scam wbrew temu co mówią ludzie, powinieneś jednak nie kupować podrobionych supli (znaleźć takie firmy nie jest tak trudno). Staraj się nie zarywać nocek i chodzić spać (prawie idealny wariant) około 23. Jedna z najlepszych rzeczy jakie możesz zrobić dla siebie. Polecam specjalistów od zdrowia: Dave Asprey, blog Pepsi Eliot (trochę jest babeczka odklejona, ale ogólnie w kwestii wiedzy o zdrowiu – jest bardzo w porządku), dr Joseph Mercola – Mercola to kot, bardzo polecam. Oczyszczanie ciała i zdrowie – Małachow czy Michał Tombak. Jeżeli ciało Ci wysiądzie od pracy, to sukces wydaje się bezcelowy. Pro tip na spanie. Jeżeli usypiasz późno, a chciałbyś wcześniej wstawać, rób poranne treningi z ciężarami przed 8-9 rano. Po kilku treningach wykonywanych codziennie (około 3 treningów), zaczniesz naturalnie wstawać wcześniej i twój rytm okołodobowy szybko się przesunie. #42 Codziennie, jak tylko możesz, praktykuj wdzięczność – poczuj to uczucie w sobie, masz naprawdę czuć przyjemne ciarki w ciele – jeżeli tego nie czujesz, ćwiczenie nie jest wykonane. Możesz być wdzięczny nawet za to, że masz zdrowy nadgarstek i jesteś teraz w cieple – miliony ludzi nie mają tego przywileju na świecie. Wdzięczność jest przeciwieństwem wiecznie niezadowolonego narcyzmu i natychmiast usuwa rozwrzeszczane, nadęte i upoważnione do wszystkiego, ego. Narcyzm nie potrafi być wdzięczny i jest ze swojej natury agresywny, a sukces lubi sprawiać, że pycha rośnie do kosmosu. Powinieneś pozostać z techniką wdzięczności do końca swoich dni. #43 Nigdy nie trać czasu – czas to wszystko co masz. Ja zrozumiałem, że moim największym wrogiem jest elektronika – i staram się ją włączać wtedy, kiedy zrobię już wszystko to, co ważne. Jeżeli nie zrobię swojej pracy, to nie włączam elektroniki. Najważniejsza cecha w pracy, to KONCENTRACJA. Jeżeli jesteś w stanie skoncentrować się na czymś bez ciągłego sięgania do telefonu, komputera czy rozpraszania się czymś innym, gratulacje i trzymaj tak dalej. Na ten temat polecam książkę: Praca głęboka. Koncentracja i zarządzanie czasem są ekstremalnie ważne, cokolwiek nie robisz. Jeżeli nie szanujesz swojego czasu, to będziesz go przepalał na największe głupoty. Będziesz romantycznie śledził politykę, wypowiedzi (nie)ważnych osób i co kto powiedział, będziesz namiętnie oglądał głupie filmiki, dbał o osiągnięcie "platyny" w grach i uznasz to za normę. Jeżeli nie szanujesz bezcennego zasobu jakim jest czas, to mówi o Tobie i kim jesteś więcej, niż sobie wyobrażasz. Dopiero po sporym czasie dorosłego życia zrozumiałem, że ciężko szanować człowieka, który nie szanuje godziny swojego czasu. #44 Znajdź mentora. Dzięki PRAWDZIWEMU mentorowi w dowolnej dziedzinie jesteś w stanie zrobić taki progress, który sam metodą prób i błędów opanowałbyś w ciągu kilku lat nauki. Mentor da Ci wiedzę za kilka stówek, dzięki której zaoszczędzisz setki, a może nawet tysiące godzin własnych, czyli dziesiątki tysięcy złotych. Dobry il Mentore, to jest najważniejsze co miałem w życiu i to tylko dzięki nim chyba się nie powiesiłem : ). I tutaj ważne – to nie musi być człowiek, z którym pracujesz osobiście, po prostu to musi być osoba doświadczona i przeprowadzi Cię przez proces, który chcesz przejść. To nie przypadek, że jednym z najważniejszych celów wojny jest zabicie jak najszybciej jak najwyżej stojącego przywódcy. Wzrastasz albo opadasz na poziom swojego nauczyciela – jak zadajesz się z oszustem, to mam złą wiadomość dla Twojego czasu i do tego, co on z Tobą zrobi. Prawdziwy nauczyciel nauczy Cię tego, co ma sam – dlatego nie idziemy do rady po bezdomnych i nie prosimy socjologa o pomalowanie domu (tego ostatniego możesz zapytać jednak o podanie w końcu tego hamburgera). Obecnie poziom rynku jest wystarczająco napakowany, żeby nie marnować czasopieniędzy na teoretyków bez praktyki albo praktyków bez teorii. Szukaj specjalistów wykształconych w obu tych formach. Specjaliści, typu: „facet, no mówię ci” – odpadają. #45 Rozpoznaj wzorce najlepszych w swojej branży. Dajmy na to – jeżeli na siłowni masz 10% najsilniejszych ludzi, postaraj się odkryć co robią, że tacy są. Następnie oceń, czy ich poziom jest dla Ciebie. Rób tak ze wszystkim i nigdy nie naśladuj najsłabszego 80-95%. Oni mają być dla Ciebie przykładem tego, czego NIE robić. Ci ludzie często doradzają w internecie (jak własnie ja teraz, heheh ^-^) i rzadko się zdarza, że mówią naprawdę profesjonalnie. Profesjonaliści są cisi, nie wykłócają się w Internecie, po czym najczęściej na spokojnie wystawiają Ci paragon za swoje usługi. Zrozum – ludzie najczęściej nie pracują latami po to, żeby oddać Ci najlepszą wiedzę za darmo. Popularna wiedza jest najczęściej najsłabszą i najbardziej wadliwą. #46 Konkurencja na poziomie psychicznym ma nie istnieć. Konkurencja istnieje fizycznie, owszem, ale pożytku z jej śledzenia i przejmowania się nią ciągle, nie ma najczęściej żadnego. Jeżeli Twoja konkurencja jest rozmyta i nieokreślona i jest to jakaś duża grupa społeczna/ludzi i jesteś nią przejęty, to właściwie jest pewne, że przechodzisz z tego powodu psychiczne katusze. Skupianie się na konkurencji ma za zadanie redukować strach i podświadomie dążyć do zrezygnowania z procesu, jakim podążasz. Czyli podchodząc do kobiety nie zastanawiasz się kim ona jest – nie masz ŻADNEGO pojęcia kim ona jest, a może być właściwie każdym kogo sobie wyobrazisz – w graniach rozsądku. Myśli o niej, tworzą czasem absurdalną historyjkę i mają za zadanie zrobić wszystko, żebyś do niej nie podszedł. Innymi słowy, te myśli mają chronić Cię przed lękiem. Chcesz sukces – zaakceptuj, że z nim zawsze związane jest ryzyko, a ryzyko z ośmieszeniem i wysiłkiem. #47 Nie potrzebujesz specjalnej samooceny, poczucia własnej wartości ani niczego innego, żeby robić rzeczy, które są wybitne. Nikt nie udowodnił, że taki poziom samooceny istnieje, istnieją tylko związki (korelacje) z tym, co nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego. Jedyne co musisz zrobić, to toczyć kulkę z gównem przed siebie, regularnie, codziennie, przez lata, pomimo wszystkiego – psychologie mówią, że jest nawet inaczej, ludzie mają obecnie ZA DUŻĄ samoocenę niż przystaje do tego, kim w rzeczywistości są. Gdyby nagle brakło elekryczności i dostaw jedzenia do sklepów to odkryłbyś, że możesz bardzo dużo i nie potrzebowałbyś do tego „specjalnych stanów” ani mówcy motywacyjnego. O tym poziomie zawzięcia pisał David Goggins czy Tim Grover. Polecam obu tych kocurów. Jednym z najlepszych sposobów budowania ZDROWEJ samooceny i szacunku do siebie, to zbudowanie sobie uniwersalnego kodeksu etycznego i trzymanie się go przy jednoczesnej metodzie osiągania codziennie małych (i potem coraz większych), celów. To jest KOMPLETNIE NORMALNE, że zaczynasz od żałosnego punktu w życiu. I to jest jak z grą video – najpierw nic nie masz, jesteś gołodupcem, robisz najbardziej głupie i żałosne rzeczy, potem coraz bardziej się „hartujesz”, coraz bardziej „ubierasz” swoją postać i w ten sposób idziesz do przodu - zauważ, że w grze są to najbardziej atrakcyjne momenty, gra zakończona i postać "ubrana" to moment, kiedy tą grę wyłączasz. Ty nie jesteś przegrywem, jesteś na początku jakiegokolwiek rozwoju. Jeżeli jesteś wyjątkowo nieatrakcyjny, nikt Ci nie broni zostać nieatrakcyjnym multimilionerem. Jeżeli tworzysz sobie warunki życia, które dają Ci jak największy komfort, to tworzysz sobie najgorsze życie w przyszlości, jakie możesz sobie zapewnić. Najlepszym motywatorem w życiu jest desperacja. Jeżeli nie jesteś zdesperowany (patrz wyżej na punkty o ciele utrzymywanym w wygodzie), a nie podoba Ci się Twoje życie, masz przejebane. #48 Wszystkie Twoje „nie mogę” to tak naprawdę „nie chcę/ nie chce mi się”. Zrozum, że Twoje ego/mózg wymyśli każdą wymówkę, żeby usprawiedliwić strach i dążyć do opierdalania się. Złu wystarczy się poddać i iść z jego nurtem, a to, co dobre i konstruktywne buduje się w wysiłkach i trudach. #49 Zaakceptuj to, że charakter (mindset) jest wszystkim, a taki mindset będzie obrażał prawie wszystkich i prawie wszyscy poczują się nim dotknięci i urażeni, dlatego nie okazuj go tak bardzo, jak możesz. Wmawianie komuś urażenia i okazywanie swojej dezaprobaty to technika manipulacji – jeżeli faktycznie nie zrobiłeś nic złego i nikogo nie skrzywdziłeś, nie złamałeś danego słowa, to po prostu to zignoruj. Nie czytaj takich ludzi, nie wyświetlaj wiadomości, nie reaguj na zaczepki – zignoruj jak kundla, który szczeka za bramą na przechodnia na wsi. Ci ludzie nienawidzą jaki jesteś i jak żyjesz - zazdrość i zawiść pochodzi z dołu, a nie z góry. Oskarżanie o „dorabianie się” i „dorobkiewiczostwo” czeka od biedniejszych ludzi, nie milionerów. To „baby face’y” atakują ludzi z brodami. To słabeusze atakują wszystkich od „sterydziarzy” i dla niego nie istnieje sukces na siłowni bez sterydów – czy ewentualnie kompensacji małego siurka J. Milioner nie będzie Tobą pogardzał za pracę – chamski Janusz, już z dużą chęcią to zrobi. Milioner może nawet być zawiedziony, ze Ci się nie udało w biznesie, Janusz poczuje nieludzką ulgę i radość. Wręcz nigdy się nie zdarza, żeby hejter był lepszy niż Ty, bo on tylko chce Cię ściągnąć na swój poziom i żebyś żył w takim gównie, jak on. W ten sposób Janusz czuje, że to świat jest zły i niesprawiedliwy, a nie on słaby i żałosny. #50 Wytrenuj w sobie, żeby nie napinać się przed pracą. Napięcie ma Cię przygotować „na uderzenie”, a w rzeczywistości wysysa z Ciebie wszelkie siły, że opadniesz z nich przed samą główną częścią zadania. Nauczyłem się tego przy martwych ciągach. Zdarzało mi się, że dźwigając cięższe ciężary przygotowałem się do tego dobre kilka sekund i ze sporym napięciem ciała wisiałem się nad tą sztangą i nic z tym nie robiłem – myślałem tylko czy wszystko zrobiłem dobrze technicznie. To napięcie tak bardzo mnie wyczerpywało, że nawet nic nie robiąc, nie miałem czasem siły na więcej niż jedno powtórzenie, kiedy normalnie zrobiłbym takich 5-6. Rezultat można ekstrapolować na całe życie – zawodowcy najczęściej robią robotę tak, że nie mitrężą i nie napinają się przed wyzwaniem, tylko rzucają się w bój natychmiast jak będą wiedzieli co mają zrobić. Innymi słowymi, im dłużej o czymś będziesz myślał, im bardziej będziesz napinał się psychicznie przed czymś ważnym, tym szansa rośnie, że ABSOLUTNIE NIC z tym nie zrobisz (np. nie podejdziesz do nieznanej kobiety). Jeżeli masz ważny telefon do wykonania, to możesz się przygotować na rozmowę wcześniej, JEDNAK jak już rozpiszesz co masz zrobić, natychmiast bierzesz telefon i dzwonisz. Co się stanie dalej, jakoś to ogarniesz i najczęściej – samo wyjdzie w praniu. Stosuję tę zasadę, gdzie wcześniej byłem raczej „myślicielem” i za dużo analizowałem co może się złego stać. Jest to jedną z najważniejszych rzeczy na jakie wpadłem w całym swoim pracującym życiu – a pomogła mi to zrozumieć sztanga pełna obciążeń. #51 punkt bonusowy. Rzeczy są w rzeczywistości bardziej proste, niż Ci się to wydaje. Zauważ jakie bardzo to jest wszystko proste. Dajmy na to, że chcesz nauczyć się marketingu/reklamować/copywritingu. Możesz zrobić bardzo prostą rzecz – ustawiasz stoper na 3-4 godziny i w tym czasie cały czas się tego uczysz. Gdy minie określony czas, jesteś gotowy do pracy. Czyli robisz następnie 4 godziny dziennie marketingu sobie, reklamujesz siebie w jakimś wybranym sposobem (tik toki? Filmy na yt? Facebook?). Robisz to tak często jak możesz, najlepiej codziennie. Po czasie możesz być jednym z najbardziej rozpoznawanych ludzi w branży. To jest tak bardzo proste. Myślę, że zamęt pochodzi od „kołczów rozwoju”, którzy rozpaczliwie szukają zassania pieniędzy z rynku i mówią o wszystkim, tylko nie o „mięsie”. Po czasie ja w 100% utożsamiam się z tym materiałem: Wdrożenie w życie nawet kilku takich punktów i pracowanie nad nimi, może bardzo szybko zmienić Twoje położenie w życiu na bardziej sensowne i przynieść nawet nieoczekiwane rezultaty. Nie spodziewaj się, że będziesz za swój rozwój wychwalany i wynoszony pod niebiosa. Rozwijając się, nie spodziewaj się poklasku. Poklask jest przyjemny, ale częściej spotkasz się z niechęcią niż podziwem. Nie domagaj się takich emocji, bo prędzej spotkasz się z oburzeniem niż uznaniem. A najgłupsze co możesz robić, to podkreślać, że masz dużo pieniędzy i/lub udane relacje z innymi. Dlatego chciałem poświęcić szczególny kawałek dotyczący ludzkiej zazdrości. Gdy się rozwijasz i jesteś lepszy od innych, masz blisko 100% pewności, że natychmiast z tego powodu zostaniesz zaatakowany. To jest pewne. Dlaczego? Jeżeli osiągniesz coś fajnego dla siebie, co chciałeś, to przypadkiem w emocjach o tym komuś wykłapiesz. Jeżeli będziesz miał więcej i fajniejsze życie, ludzie to zauważą. Będą wiedzieć, że masz dobrą pracę czy firmę. I musisz być na to gotowy, co się wtedy stanie. A w przypadku wieluuuuuu ludzi, nie stanie się nic dobrego. Na bazie swojego sporego doświadczenia wyróżniłem kilka poziomów (4), na jakim osoby zazdrosne i zawistne, atakują. Mianowicie: - na początek jest delikatne podszczypywanie, lekkie prowokacje, związane z trzymaniem zazdrości w miarę na wodzy, z którą sobie bardzo średnio radzą, ale nie jest jeszcze super źle. Ci ludzie udają, że będą „pomagać” i wyrażają fałszywą troskę o kogoś, „diagnozują psychologiczne” i wymyślają komuś problemy natury fizycznej i psychicznej (psychoanaliza). Pojawia się sugerowanie wad osobowościowo-światopoglądowo-fizycznych, przepowiadanie złej przyszłości, odnoszenie się do moralności i etyki (której i tak oni nie przestrzegają), czyli zwykłe moralizowanie. Na przykład – pieniądze szczęścia nie dają, nie zabierzesz pieniędzy do grobu etc. Nie uwierzyłbym, gdybym tego nie zobaczył, ale istnieją ludzie, którzy piszą do ludzi zarabiających milion+/miesiąc, i PROPONUJĄ IM, że kompletnie przestawią im biznes i ustawią po swojemu, żeby byli jeszcze „lepsi” i zarabiali jeszcze więcej! Ciężko uwierzyć w taki poziom bezczelności i zawiści z dążeniem do zniszczenia komuś biznesu, ale naprawdę takie sytuacje się zdarzają. - pojawia się mocniejsze podszczypywanie, wulgarniejsze pociski, wykorzystywanie wcześniejszych diagnoz w celu coraz mocniejszego poniżenia obiektu zazdrości, powolne puszczenie hamulców, - bezpośrednie bluzgi, ostre wyzwiska, utrata „pretekstów” albo bardzo słabe trzymanie się ich, taki poziom „opadnięcia maski”, gdy podręcznikowo widać, że zazdrość to naprawdę jest ukryta nienawiść, prawie w ogóle brak trzymania się wcześniejszego poziomu „pomagania” i „bycia chodzącą matką Teresą”, dalsze oczernianie w swoim otoczeniu, gdy osoby już w pobliżu nie ma, - bezpośrednia, bardzo mocna konfrontacja, najczęściej jak się da – to fizyczna. W przypadku Internetu – banowanie, naginanie regulaminów i własnych zasad do swoich zawistnych potrzeb etc. Na tym poziomie czasem dochodzi do zniszczenia mienia czy nawet zabójstwa. Z butów osoby zazdrosnej wygląda to tak: 1. Zakompleksiona osoba słyszy, że ktoś ma coś czego on nie ma, a bardzo by chciał. Czyli np. ktoś podnosi dużo kilogramów, ma atrakcyjnego partnera/kę, ma po prostu pieniądze czy zwyczajne fajne życie. 2. Zakompleksioną osobę to automatycznie BOLI. Czuje się źle z tym, że ktoś inny ma coś czego on nie ma. Pamiętaj – im większe kompleksy, tym większa pycha. Im mniejsze kompleksy, tym pycha jest coraz mniejsza. Kompleksy to znak rozpoznawczy pychy. Im większe kompleksy, tym reakcja na czyiś sukces będzie większa. 3. Umysł zakompleksionego człowieka szuka czegoś, co pogorszy wizerunek osoby, której zazdrości - a przez to zmniejszy ból, który odczuwa. 4. Umysł zakompleksionego wymyśla, zmyśla coś na temat osoby, której zazdrości. Tutaj lecą cuda – bieda-ezoterycy powiedza Ci, że masz kontakt z ciemną stroną, diabłami, krokodylami, diabelskimi i ciemnymi siłami. Nie uda Ci się osiągnąć sukcesu, no to wiadomo, że ciemnej strony nie masz ze sobą – to, czy ona jest z Tobą świadczy tylko czy osiągniesz jakiś sukces i jak bardzo złym, brudnym i wstrętnym człowiekiem jesteś, że korzystasz z „ciemnych sił”. Dalej idą najczęściej diagnozy psychologiczne o chorobach i zaburzeniach psychicznych – najczęściej narcyzmie, mitomanii, złodziejstwie czy dziedziczonych pieniądzach (chyba każdy słyszał, że przedsiębiorcy to złodzieje (pomimo tego, że na nich zbudowała się Ameryka – najsilniejsze państwo na świecie) i chyba każdy widział jak zazdrośni robią chorobliwy research, żeby udowodnić sobie, że ktoś wszystkie pieniądze odziedziczył)), jakiejś złowrogiej manupulacji, życie prymitywnym życiem, usilne nawracanie i umoralnianie tej osoby i przekonywanie, że pieniądze szczęścia nie dają – czyli ta osoba cierpi. A to oznacza, że można się przerzucić z bolesnego zazdroszczenia Tobie na bardziej przyjemne POGARDZANIE i POTĘPIANIE, a nawet żałowanie, że ktoś jest tak próżny i prymitywny, że np. ma pieniądze. Ta osoba podświadomie chce Cię sprowadzić do swojego poziomu – żebyś był tak słaby i tak żałosny jak on, żeby cierpiący mógł w końcu na chwilę uśpić wewnętrzne poczucie zazdrości, które odbiera jak biegający człowiek kamyczek w bucie. I nie ma większej straty czasu niż rozmawianie z taką osobą - jej podświadomym celem jest zawiść – a pamiętaj, że zazdrość i zawiść to ukryta nienawiść. Celem nienawiści jest sama nienawiść i destrukcja, a nie logika. Osoba, która Cię głęboko nienawidzi, CHCE CIĘ na poziomie przedświadomym WYELIMINOWAĆ. Jeżeli rozmawiasz z zazdrośnikiem to złapałeś jego przynęte i za chwilę będziesz niszczony. Jeżeli chcesz wygrać w tej grze z zazdrośnikiem, to w nią.. po prostu nie grasz. Zostawiasz tego kundla, a kundel jak to kundel, lubi się rzucić potem na następną ofiarę, jak tylko ją zobaczy i wyniucha. Kundlowi nie można pomóc, taka jest jego natura – niestety. To jest przykre, ale ci ludzie pomocy w 99.99% nie chcą. Proszę o wybaczenie, że ludzi porównuję do psów, ale nie znalazłem lepszego rodzaju metafory jak to wygląda. Gdy to się zbierze do kupy, to wychodzi z tego niezły nonsens na poziomie logicznym – na poziomie emocjonalnym wszystko jest oczywiste. Dlatego nie rozmawiaj z taką osobą „o faktach”, bo ona ma chorą emocjonalność. Te „fakty” to tylko preteksty, żeby Ci dojebać. 5. Zakompleksiony ma desperacką potrzebę przekonania siebie i całego świata do tego, że jego propaganda pogarszająca wizerunek osoby której zazdrości jest prawdziwa. Bo jeżeli jest prawdziwa, to może dalej unikać bólu i zamiast tego POGARDZAĆ, POTĘPIAĆ osobę której zazdrości. A jeżeli jego koncepcja jest fałszywa, to musi wrócić do odczuwania bólu płynącego z zazdrości i z palącego poczucia, że to on jest gorszy (nienawiść do samego siebie za bycie tym gorszym, zamiast nienawiść do kogoś w świecie – Rosjanie mają na to przyjemne słowo, mianowicie: biezdar – osoba „bez daru”). Czyli w gruncie rzeczy sprowadza się to do niedojrzałej ucieczki od bólu i konfrontacji z rzeczywistością, z byciem od kogoś gorszym. Dodatkowo – brakiem zdolności regulacji i zarządzania swoimi emocjami (przypominam teksty mężczyzn o emocjonalnych kobietach). Dobra wiadomość jest następująca – (biali) ludzie w obecnym świecie są tak słabi, że ich zdolności konfrontacji gwałtownie spadły i większość będzie nienawidziła w ciszy, ewentualnie obgadywała. Jednak trzeba mieć na względzie chociażby badania amerykańskie – w nich wykazuje się, że milionerzy mają o około 50% większe szanse (!!!) na zostanie celowo zamordowanym, niż osoby mniej zamożne. Bez problemu można to przełożyć i zrozumieć, że sukcesy w innych branżach również pociągają za sobą większe niebezpieczeństwo, również fizyczne. Innymi słowy, za swój wysiłek i zarzynanie się możesz zostać zabity, możesz mieć podpalony samochód czy zniszczoną opinię w okolicy, przez ludzi, którzy nie włożyli w pracy nawet 5% tego, co Ty. Trzeba to z pokorą zaakceptować, że tak to wygląda i unikać takich obrotów wydarzeń jak tylko możesz. Innymi słowy, jak masz pieniądze to nie pokazujesz światu, że masz w ładnych kolorach kartę kredytową, tylko ma być ona tak pospolita dla świata, jak to możliwe. Co z tego wynika? Rozwój osobisty, taki poważny, to droga, które może Cię mocno unieszczęśliwić (albo nie). Uświadomiłem to sobie, jak na forum wspomniałem przypadkiem, że więcej dźwigam niż normalny człowiek. Jeden user nagle w jakimś temacie, po miesiącach, zaczął mnie subtelnie cisnąć i podkreślać, że rzekomo się tym wszędzie obnoszę – biorąc pod uwagę, że moja aktywność w Internecie w procesie gadania z losowymi ludźmi, prawie całkowicie spadła do zera. Nie miałem pojęcia kim on jest, a facet zaczął mi wręcz ubliżać z powodu moich sukcesów i celowo napisał PO MIESIĄCACH, odkąd pisałem o dźwiganiu, o co mu chodzi. O co chodziło – gość napisał bezpośrednio co go boli i w czym ma kompleks, gdzie jego psychika kuleje. Sprawiło mu to taki ból, że on może tygodniami/miesiącami chodził z tym bólem, że LOSOWY TYP Z INTERNETU dźwiga więcej kilogramów. Gdy nadarzyła się okazja, natychmiast zaatakował (przypominam jaki cel ma zazdrość). Internet to nic, to tylko pole, na którym możesz coś takiego obserwować, a teraz wyobraź sobie, że masz problem z taką osobą W RZECZYWISTOŚCI – i pomyśl, że ja dla niego jestem po prostu nickiem na forum, nikim ważnym. A czegoś takiego, jako kumaty człowiek, za wszelką cenę masz uniknąć. Ten problem popełniła również @ViolentDesires, gdy napisała więcej o swoim życiu (mam bezpośrednie potwierdzenie, że ona nie kłamała i faktycznie jest kobietą z najwyższej ligi) czy @SanktiMagistri, który ponoć został zlokalizowany w rzeczywistości i uszkodzono mu mienie na dużą kwotę. Zrozum – pomyśl o sterydziarzach, ludziach którzy w sporcie osiągają wszystko, co mogą. Czy osoba zazdrosna powie – „wow! Ten facet zasuwał całe życie, żeby coś takiego osiągnąć. On naprawdę podporządkował temu całe swoje życie! Ba, nawet sterydy brał i ryzykował zdrowiem i całym życiem, przecież mógł od tego umrzeć, żeby to osiągnąć! Sterydy skracają w ogóle życie, ten gość tyle poświęcił! Szacunek!”. Powie – czy nie? Oczywiście, że nie. „Pencil-neck” powie coś takiego, że jebany sterydziarz napchał się sterydów i to tyle. Co ma oznaczać domyślnie, że taki ktoś jest tak żałosny, że brał sterydy, a CAŁA JEGO PRACA JEST DOMYŚLNIE BEZWARTOŚCIOWA z tego właśnie powodu. Tak niszczą osoby zazdrosne i te, czujące się przy czyichś sukcesach, jak gówno. Jak będą zazdrośnicy niszczyć inaczej, napisałem u góry. Uprzedzając głupie pytania – osobiście sterydów nie biorę. Stąd anegdotka: Rosyjska armia ma długą historię przechwalania się techniką której jeszcze nie pozyskali lub która dopiero raczkuje (T-14 czy "niewidzialne" Su-57), a znowu u Amerykanów widać odwrotną tendencję - do samego dnia wprowadzenia do produkcji seryjnej zaprzeczają, że coś mają albo mówią, że mieli ale testy zakończyły się niepowodzeniem i anulowano projekt (np. railgun czy rakiety hipersoniczne). Dość wspomnieć o niesławnym F-117 o którym cały czas mówiono, że to samolot MYŚLIWSKI (nawet powstała o nim w latach 90-tych gra komputerowa w 100% skupiająca się na zadaniach myśliwskich) o słabym zasięgu, ograniczonych możliwościach stealth, braku możliwości tankowania w powietrzu – można powiedzieć, że to totalny fail, ślepy zaułek w rozwoju i zaraz bedzie anulowany. Mówiono tak aż do dnia, gdy "myśliwce" F-117 zostały nagrane podczas bombardowania Podobnie z B-2 mówiono cały czas, że ma ograniczony udźwig i bardzo małe zbiorniki paliwa, więc nie może być użyty do bombardowania np. Moskwy, a tu nagle cud - ma możliwość tankowania w powietrzu (co oznacza zasięg praktycznie nieograniczony) a luki bombowe pomieszczą tyle nuklearnych prezentów, że mogą zaorać wszystkie duże miasta Rosji jednym przelotem. Po prostu ze swoimi sukcesami bądź jak Amerykanie – opowiadaj o nich WYŁĄCZNIE najbliższym sobie ludziom i nie obnoś się nimi przed obcymi, albo nawet przed „bliższymi obcymi”. Nie chodzi tutaj o przechwalanie się (pod którym zawsze leży ból), tylko nawet o zwyczajne pochwalenie się z radości, z emocji zadowolenia i satysfakcji – przeciętni do bólu, zakompleksieni ludzie NIGDY NIE WYBACZĄ CI SUKCESU, pomimo tego, że między przechwalaniem a pochwaleniem się jest ogromna różnica. A jak się życiowo potkniesz, to zrobisz im jeden z najlepszych dni w roku, a zjedzie z nich całe powietrze. Mów o zwykłych rzeczach, przed nimi – Twój sukces ma nie istnieć, jeżeli możesz im go nie zdradzać. Po prostu zamknij dziób – zaoszczędzisz sobie tony problemów. Uwierz mi – zamknij tą mordę i nic o tym nie mów osobom, które nie są Ci bliskie. Zresztą, z bliskimi tez uważaj. To dlatego bogaci odgradzają się od biedniejszych – nie z powodu, że są biedniejsi, tylko dlatego, że biedniejsi nie dają sobie rady z zazdrością i problemami jakie ta zazdrość rodzi. Nie mówi się o tym też, że bogatsi tworzą również pewne zamknięte kręgi, w których trzymają się razem i robią nawet tak zwyczajne rzeczy, jak wspólny grill i napicie się alkoholu. Po prostu ze „zwykłymi” januszami tego zrobić się nie da, bo oni psychicznie tego nie uniosą. Jak chcesz mieć „normalnych” znajomych, to oni nie powinni wiedzieć nic o Twoich większych osiągnięciach. Zrozumienie tego przychodzi z dojrzałością życiową i im szybciej ją zdobędziesz, tym lepiej. W skrócie - najlepiej nie dyskutuj z osobami, która mają ewidentny problem. Ich celem jest Ci „dojebać”, zniszczyć Cię, a nie dążyć do prawdy i pomocy Tobie, jaką lubią deklarować. Ludzie wybaczą Ci wszystko, tylko nie sukces. Ostatnio znalazłem w necie cytat, który tutaj wrzucę. Ego przez całe życie stara się bronić przed bólem związanym z zawiścią i nie dopuszczać jej do świadomości. Jednym z powszechnych sposobów zaprzeczania uczuciu zawiści jest dewaluacja osoby, która inaczej stałaby się obiektem podziwu, a następnie zawiści. Czasami ta dewaluacja nie jest łatwa do zauważenia. Innym sposobem zaprzeczania zawiści jest idealizowanie osoby, która ją wzbudza. Jest ona wówczas wynoszona na takie wyżyny, że podmiot nie może nawet się z nią porównywać. W ten właśnie sposób udaje się nam wielbić rozmaite gwiazdy lub celebrytów, nie nienawidząc ich równocześnie za ich sukcesy. Pamiętaj, że większość ludzi jest tak emocjonalnie biedna, że oni są „emocjonalnie bezdomni”. Dosłownie. Poziom zdrowia psychicznego w Polsce i na zachodzie jest w bardzo kiepskiej kondycji, dlatego nie opowiadaj losowym ludziom o swoich sukcesach, bo za coś takiego możesz być ukarany, a nawet nie wiesz od kogo. Naprawdę możesz nie zdawać sobie sprawy jak bardzo kogoś zaboli nawet najgłupsza rzecz jaką osiągnąłeś i ta osoba zaatakuje „znikąd” i rzekomo „bez powodu” w najmniej spodziewanym momencie. Potrzebowałem lat, żeby ten fakt przyswoić i zrozumieć co się właśnie stało i dlaczego ktoś atakuje mnie jak wściekły pies o jakąś po prostu głupotę i rzecz tak mało istotną, a ten wzorzec powtarzał się nieustannie. Ostatnia rzecz – uświadom sobie, że sukces jest jako tako rozczarowujący. Ludzie biedni duchem (czyli większość), wierzą, że będą mieli określone rzeczy i dostatek, to w końcu będą szczęśliwi. W rzeczywistości będzie im.. wygodniej, ale nie będą szczególniej szczęśliwi. Pomyśl o tym ewolucyjnie – jaskiniowiec musiał mieć spory ból dupy, że ktoś miał lepszą jaskinię i krowę – dla niego to było szczytem spełnienia. Ilu znasz obecnych ludzi, których ucieszyłoby nędzne lokum i butelka mleka? Na poziomie mózgu ten rodzaj zazdrości nie różni się niczym od Twojego zazdrosnego o krowę i jaskinię przodka, kiedy Ty chcesz np. super samochodów i willi. Jesteśmy istotami społecznymi – więc z reguły chcemy to, czego chcą inni. To są „wirusy” naszego społeczeństwa. Stąd tacy ludzie mogą być nawet rozgoryczeni sukcesem. Wiele osób jak osiąga to, co chce, zadaje sobie pytania czy to wszystko było tego warte. Rzucanie absolutnie wszystkiego, żeby osiągnąć coś, co nawet teraz nie jest określane jako fajne. Często odpowiedź brzmi, że: nie. To są w stanie zrozumieć chyba tylko ludzie, którzy coś osiągnęli. Polecam o tym posłuchać. Psycholog Rutkowski specjalizuje się w pracy z bardzo bogatymi ludźmi i tutaj o tym opowiada. To jest ekstremalnie mocny odcinek, który serio polecam odsłuchać. Rozwój osobisty nie jest za darmo, bo żeby dojść do tego swojego nieba, czasem trzeba spacerować latami przez piekło. A potem może okazać się, że do nieba właściwie się nie dotarło, bo to nie ta droga. Do nieba na ziemi idzie się poprzez pracę nad swoją emocjonalnością/ duchowością, mniej przez finanse. Elon Musk, oficjalnie najbogatszy człowiek na Ziemi, powiedział, że to może śmierć będzie w końcu wybawieniem i dopiero po śmierci odczujemy coś w rodzaju spokoju. To tyle w tym baaaardzo długim tekście. Piona dla każdego, kto doczytał i podwójna piona jak coś z tego wyciągniesz dla siebie. Nie miej problemów z tym, żeby do tego tekstu regularnie wracać, jeżeli coś jest dla Ciebie odkrywcze i jeżeli nie traktujesz swojego życia jak zawartość klopa, po którym tylko spuścisz wodę. Żałuję, że ja tego wszystkiego nie znałem dekadę temu, bo właściwie wszystko co napisałem odkryłem sam albo z małą pomocą, a to zajęło mi zdecydowanie zbyt długo i traciłem na nonsensy tony energii. Teraz te wszystkie pułapki są oczywiste, ale straciłem na nie zbyt dużo czasu i pieniędzy (oszustów). Może Ty unikniesz moich błędów, dzięki temu tekstowi? Możesz zadać sobie na koniec pytanie – ale po co ten cały rozwój, skoro on tyle wymaga? Na to pytanie przychodzi mi jedna odpowiedź. Na początku – uświadomienie sobie, że ogrom ludzi na zachodzie czeka ten los, co Pana na załączonym materiale. Kiedy jesteś ogarnięty, wykształcony i zdrowy psychicznie i spełniony, szansa na uniknięcie tego gwałtownie wzrasta. Ta korelacja dotyczy mężczyzn – u kobiet obserwuje się.. rzecz odwrotną, czyli im bardziej wykształcona kobieta, tym bardziej samotna, jednak na tym forum jakieś >95% to mężczyźni. Ten filmik mówi po prostu wszystko. A następne powody przyjdą same, w czasie trwania drogi. Osobiście nie wierzę, że roboty zastąpią ludzi w relacjach – wydaje mi się, że ktoś i tak na koniec powie, że jesteś tylko zaprogramowaną, zimną, pierdoloną maszyną. Humanoidalną, ale tylko maszyną. No to jak mawia klasyk – Szczęść Boże i ratuj się kto może. Powodzenia! 💪
    62 points
  34. Zainspirowany ostatnio wieloma tematami @SzatanK i brakiem wiedzy wielu młodych chłopaków na forum na temat kobiet i ich natury poczyniłem poszukiwania sławnego bloga dwóch adwokatów znienawidzonych przez kobiety i środowiska lewicowe. Poniżej jeden z tematów ich bloga, który zamieszczam. Niejednemu otworzy oczy czy obali iluzję bredni, którymi faszerowano mężczyzn od dziecka. Zapiszcie sobie sam link bloga, który jest trudno znaleźć w necie. Blog dla mężczyzn (archive.org) Znajdziecie tam mnóstwo informacji a skoro wielu mądrych chłopaków z forum nie jest wstanie was przekonać jak chociażby w temacie o kobietach 40+ gdzie dla was milf to ekstra laska😆 to może dwaj adwokaci będą w stanie odpowiedzieć na nurtujące was pytania i poszerzyć zakres wiedzy na temat relacji damsko-męskich. Czasami bardzo zły biznes, czasami bardzo dobry, najczęściej przeciętny ale zawsze najlepszy, na jaki ją stać w danym momencie. Kobieta nie „kocha” mężczyzny tak, jak mężczyzna kocha ją. Jest to zasada nie znająca wyjątków. Może darzyć go uczuciem, ale uczucie to nie będzie miłością w takim sensie, w jakim zna je mężczyzna. To, że kobieta nie kocha mężczyzny nie znaczy, że nie może go lubić albo być do niego przywiązaną. Nie znaczy to również, że nie można świetnie bawić się z kobietą. Znaczy to dokładnie i tylko to, co napisałem. W przypadku mężczyzny, przejawem miłości jest poświęcenie. Mężczyzna oddaje swoje zasoby, swoje terytorium, chroni kobietę i dzieci. Oto rola, którą odgrywa mężczyzna, a która jest przejawem jego miłości do kobiety. Gdy mężczyzna nieświadomy różnicy pomiędzy miłością mężczyzny do kobiety a uczuciem kobiety do mężczyzny ogląda (zapewne z konieczności) film o miłości, albo też czyta powieść, w której wątkiem jest miłość, z reguły ma wówczas kontakt z miłością w wydaniu męskim. W przypadku kobiety, słowem – kluczem, umożliwiającym zrozumienie, na czym polega „miłość” kobiety, nie jest poświęcenie. Jest nim obecność. Gdy kobieta wybiera jakiegoś mężczyznę na partnera, pierwszym tego przejawem jest seks (z wyjątkiem seksu dla sportu, zemsty czy podobnych incydentalnych przypadków). Innym przejawem kobiecej „miłości” jest dostosowywanie do swoich potrzeb dotychczasowego terytorium mężczyzny. Tzw. gnieżdżenie się kobiety zaczyna się z reguły od pozostawiania szczoteczki do zębów lub pojedynczych części garderoby w domu mężczyzny. Przejawem typowej kobiecej „miłości” może być również zaborczość i chęć kontrolowania różnych aspektów życia partnera. Takim przejawem może być na przykład ciągłe wysyłanie wiadomości, które mają na celu utrzymanie zainteresowania mężczyzny konkretną kobietą oraz kontrolę tego, kogo on obdarza zainteresowaniem. Rola mężczyzny w związku polega na tym, że dostarcza on dóbr i usług, chroni i poświęca się. Rola kobiety w związku polega głównie na tym, że obdarza mężczyznę swoją obecnością. „Miłość” kobiety jest bardzo, jak by to ująć, pasywna. Kobieta otrzymuje i w zamian daje swoją obecność. Jeżeli kobieta ze względu na swoją niską atrakcyjność nie jest w stanie przyciągnąć mężczyzny, który zapewni jej dużo zasobów, wybierze takiego mężczyznę, który zapewni użyteczność, przynajmniej w jakimś stopniu. Okoliczność, iż mężczyźni i kobiety doświadczają uczucia, które określa się jako „miłość”, w inny sposób i przejawiają je inaczej, nie oznacza, że kobiety są „złe”. Są inne niż mężczyźni. Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w tym, iż wielu mężczyzn dokonuje projekcji własnego uczucia, którym obdarzają kobietę i wierzy, iż są obdarzani przez nią takim samym uczuciem, uczuciem związanym z poświęceniem. Owszem, kobieta może się cokolwiek poświęcać ale tylko tak długo, jak będzie przekonana, że jej partner ma zdolność do zaspokajania jej potrzeby. Problem mają zatem ci mężczyźni, którzy w związku pełnią rolę, opisaną wyżej, a zarazem spodziewają się tego, że kobieta będzie pełnić rolę analogiczną, po czym ich oczekiwania zostają unicestwione przez rzeczywistość. Czują wtedy zawód, czują się oszukani i narzekają, że nie byli nigdy kochani. Są w błędzie. Nie rozumieli, że kobiety nie są w stanie obdarzyć mężczyzn takim uczuciem, którym obdarzają je mężczyźni, jak również nie rozumieli, że tego rodzaju stan rzeczy jest normalny, zgodny z naturą. Chcieliby, żeby było inaczej. Nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie. Mężczyzna, który chce doznawać satysfakcji, zadowolenia z pozostawania w stałym związku z kobietą musi nie tylko zrozumieć powyższe uwagi na poziomie intelektualnym. Musi je przetrawić i zaakceptować, muszą się one stać częścią jego światopoglądu. W przeciwnym razie życie w związku nie będzie dla niego lekkie. Powiedzenie „when the going gets tough, the tough get going” oznacza, że jeżeli życie zaczyna być trudne należy stwardnieć. W przypadku kobiety należałoby stwierdzić, że jeżeli związek z mężczyzną zaczyna być dla niej trudny, kobieta, jeżeli tylko może, zostawi tego mężczyznę. Wcześniej poczyniłem uwagę, iż nieświadomi mężczyźni dokonują projekcji swojej wersji miłości na kobietę. Z kobietami jest podobnie. Projektują swój rodzaj „miłości” na mężczyzn. Dlatego oczekują ciągłego zainteresowania i obecności od mężczyzny. Bo na tym polega ich „miłość”. Brak zainteresowania ze strony mężczyzny i brak jego obecności powoduje, iż kobiety manifestują swoje niezadowolenie na różne sposoby. Wielu mężczyzn miało w życiu do czynienia z kobietą, która próbowała ograniczać jego czas ze znajomymi, kolegami czy rodziną w ten czy w inny sposób, oczekując zainteresowania głównie jej osobą. Mężczyzna nie ma nic przeciwko spędzaniu przez kobietę czasu z koleżankami ponieważ nie zagrażają one jego sukcesowi reprodukcyjnemu. W przypadku kobiety, dokonuje ona projekcji własnego uczucia na mężczyznę, oczekuje od niego uwagi i zainteresowania i nie chce aby mężczyzna przeznaczał swoją uwagą i zainteresowanie na kogokolwiek innego poza nią, niezależnie od tego, czy są to kobiety czy mężczyźni. Ważne, żeby niektórzy mężczyźni zamiast narzekać na kobiety zauważyli, że ani mężczyźni nie są źli, ani też kobiety nie są złe. Złe jest jedynie to, że tego rodzaju wiedza, nie jest powszechna, że buduje się niezgodny z prawdą obraz rzeczywistości w świadomości mężczyzn, którzy nie rozumieją do końca na czym polega związek z kobietą. Tylko wtedy, gdy rozumie się naturę kobiet można je docenić i nie paść ofiarą niepotrzebnych rozczarowań. Widziałem wielu niedoświadczonych mężczyzn, którzy na pewnym etapie swojego życia odczuwali wielką satysfakcję, płynącą ze związku z kobietą, a potem doznawali równie wielkich rozczarowań tylko dlatego, że nie rozumieli kobiecej natury. Bardzo wielu z nich nosiło w sobie, czasem wiele lat, złość lub nienawiść do kobiet. To nieporozumienie i strata energii. To tak, jakby mieć pretensje do jakiegokolwiek człowieka, że nie ma skrzydeł i nie potrafi latać. Zamiast złościć się i przeżywać rozczarowania, rujnować sobie życie często niemądrymi decyzjami, lepiej wiedzę taką posiadać, nieść ją przez życie i robić to, co się chce, będąc w tą wiedzę wyposażonym. Kobieta będzie mężczyznę na tyle i tak długo „kochać”, na ile będzie on zaspokajał jej potrzeby. Jest to normalne, powinno być powszechnie wiadome i akceptowane. Tym wszystkim, którzy zadają sobie pytanie „i co z tego” albo „co praktycznego z tego wynika” proponuję doczytać do końca. Kobieta wybiera sobie na męża najlepszego mężczyznę, na jakiego ją stać. Ocenia, czy taki mężczyzna jest w stanie ją zapłodnić i ile zasobów może jej dostarczyć w trakcie wspólnego życia. Być może w danym momencie jest to jedyny mężczyzna, który się nią interesuje a być może jest jeszcze jedna lub kilka ewentualności, które kobieta rozważy z praktycznego punktu widzenia. Dla kobiety, zwłaszcza dla kobiety żyjącej współcześnie, kwestią najważniejszą, ważniejszą niż jakakolwiek inna (owszem, generalizuję i owszem zdarzają się wyjątki), ważniejszą niż własne dzieci, jest jej własne bezpieczeństwo. Widziałem dziesiątki przypadków, w których kobieta dbając o własne bezpieczeństwo rezygnowała z opieki nad własnym dzieckiem, ponieważ kolidowałoby to z jej własnym komfortem. Brak społecznych czy kulturowych mechanizmów, zabezpieczających przed takim zachowaniem w obecnych czasach powoduje, że przypadki takie są coraz częstsze, a jednocześnie dowodzą, że co do zasady, w hierarchii wartości własne bezpieczeństwo będzie dla kobiety ważniejsze niż cokolwiek innego. Jeżeli kobieta wiąże się, na przykład, ze starym mężczyzną, starszym od niej o trzydzieści, czterdzieści lat, to czyni to wyłącznie dlatego, że taki mężczyzna w jej przekonaniu zapewni jej lepsze, wygodniejsze życie, niż ktoś inny. Jeżeli taki mężczyzna uważa, że pomimo różnicy wieku jest atrakcyjny dla znacznie młodszej kobiety i nie liczy się dla niej wyłącznie to, co może jej dać w sensie materialnym, statusu czy też najogólniej ujmując, aby zaspokoić jej potrzebę posiadania poczucia bezpieczeństwa, mężczyzna taki jest nieświadomy swojej roli w związku. Jeżeli kobieta, która w wieku dwudziestu kilku lat była dość atrakcyjna, zaś w wieku trzydziestu kilku lat spadła do trzeciej ligi i wiąże się wówczas z mężczyzną poczciwym ale nudnym, inteligentnym ale nie błyskotliwym, dość zaradnym ale nie przebojowym, znaczy to tyle, że na więcej ją nie stać. Kobieta zawsze wybiera takiego mężczyznę do małżeństwa albo do stałego związku, który zarabia więcej niż ona, który ma więcej zasobów niż ona. Na tym właśnie polega hipergamia. Zdarza się również nierzadko, że kobieta wybiera takiego mężczyznę, który dobrze lub bardzo dobrze według niej rokuje na przyszłość, jeżeli chodzi o możliwość pozyskiwania zasobów (czytaj pieniędzy), które będą jej potrzebne. Niektóre kobiety mają bardzo dobrze rozwiniętą zdolność wychwytywania takich właśnie mężczyzn, którzy w momencie nawiązania znajomości niczego nie mają natomiast w miarę upływu czasu budują swoją pozycję finansową i często okazuje się, że budują ją z rozmachem. Te kobiety, które wybierają nieudaczników życiowych, mężczyzn niezaradnych, wybierają po prostu to, na co je stać. Mężczyzna taki to szczyt aktualnych możliwości danej kobiety jeżeli chodzi o jej zdolność znalezienia partnera. Wyobraźmy sobie świat, w którym wiedza o tym, że kobieta inaczej „kocha” mężczyznę, niż mężczyzna sobie to wyobraża, jest powszechna. W którym każdy mężczyzna wie, że nie istnieje coś takiego jak miłość romantyczna kobiety do mężczyzny (nie mylić z zauroczeniem), że to uczucie, którym kobieta może darzyć mężczyznę jest na wskroś praktyczne. Czy nie zaoszczędziłoby to lokowania niemożliwych do spełnienia oczekiwań, czy nie zaoszczędziłoby to rozczarowań tak wielu mężczyznom? Tym wszystkim młodym mężom, którzy mają inne zdanie i niewiele doświadczenia życiowego sugeruję dać sobie kilka lat i obserwować to, co się wydarzy. Jest bardzo prawdopodobne, że przyjdzie im zmienić zdanie. Jest również bardzo prawdopodobne, że ich małżeństwo skończy się rozwodem, choć teraz taka wizja przyszłości nie mieści im się w głowie. Kobiecie zależy na małżeństwie ponieważ kobieta potrzebuje mężczyzny żeby się nią opiekował. Jakkolwiek mocno niektóre kobiety będą temu na zewnątrz zaprzeczać, w głębi ducha wiedzą, że to prawda. Kobieta, sama bez mężczyzny, nie może pełnić w zadowalający sposób roli matki i osoby robiącej karierę. Jeżeli będzie tego próbować, polegnie na obu frontach. Nie będzie w stanie rozwijać się zawodowo ponieważ….dzieci. Będzie kiepską matką bo będzie na tyle zajęta pracą, że nie uda jej się poświęcić wystarczająco dużo czasu na opiekę nad dzieckiem. Kobieta inteligentna będzie starała się pozyskać możliwie najlepszego dla siebie mężczyznę wówczas, gdy będzie jeszcze młoda i płodna. Mężczyzna im starszy, tym jest w stanie zainteresować sobą więcej kobiet (do pewnego momentu), natomiast w przypadku kobiet, ich wartość na rynku spada proporcjonalnie do wieku. W jaki więc sposób kobieta jest w stanie związać ze sobą mężczyznę i zapewnić sobie, że będzie się on nią zajmował do końca jej życia, podczas gdy jej atrakcyjność spada a atrakcyjność mężczyzny rośnie? Środkiem do osiągnięcia tego celu jest małżeństwo jako stosunek prawny. Taki, w którym mężczyzna może zostać zmuszony przez państwo do łożenia na kobietę. Z tej przyczyny – wzmocnienia gwarancji na zaspokajanie własnych potrzeb – wiele kobiet ma na pewnym etapie życia, niektóre przez całe życie, obsesję na punkcie wyjścia za mąż. Kobieta, w przeciwieństwie do mężczyzny, dysponuje stosunkowo krótszym czasem aby związać ze sobą mężczyznę. W obecnych czasach dość często kobieta dwudziestokilkuletnia prowadzi rozrywkowy tryb życia, nagle orientuje się, że ma lat trzydzieści kilka i wpada w panikę, ponieważ z roku na rok maleje jej realna szansa na dziecko, a zarazem zmniejsza się w coraz większym tempie jej atrakcyjność fizyczna. Z reguły, kobieta, która przekracza trzydziestkę a tym bardziej sięga czterdziestki i do tej pory nie ma dziecka ani mężczyzny na stałe, ma bardzo duże szanse na to, że nie będzie miała ani jednego, ani drugiego. Wówczas często zadowala się po prostu tym, co jest dostępne. Wie, że wkrótce uderzy z pełną mocą w ścianę czasu i nie będzie wyglądać tak, jak wówczas, gdy miała 25 lat. Obecnie, główna przyczyna, dla której niektóre kobiety nie chcą wychodzić za mąż na danym etapie swojego życia polega na tym, że wydaje im się, że będzie im lepiej samym niż w małżeństwie. Niektórym kobietom wydaje się również, że podobnie jak w przypadku mężczyzn, ich atrakcyjność będzie do pewnego momentu rosła im starsze będą się stawać. To przekonanie niezgodne z rzeczywistością. Mężczyzna prawie zawsze będzie wolał młodszą kobietę od starszej i jeżeli pozostawić by mu taki wybór, wybierze kobietę młodszą. Jeżeli weźmiemy dwie kobiety o zbliżonej urodzie, inteligencji, poczuciu humoru i innych zaletach, jedna z nich będzie w wieku 25 lat a druga 40, mężczyzna, który chce mieć dzieci, instynktownie ciągnął będzie do kobiety młodszej z tej prostej przyczyny, że daje ona większe prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Mężczyzna jest zainteresowany w pierwszej kolejności młodą, atrakcyjną kobietą. Części kobiet wydaje się, że brak atrakcyjności lub młodości są w stanie skompensować czymś innym. Na przykład mało atrakcyjnej kobiecie wydaje się, że jeżeli będzie miała udaną karierę zawodową, to w jakiś sposób przyciągnie do siebie atrakcyjnego mężczyznę, który będzie się nią opiekował. Możliwe. Jednak atrakcyjny mężczyzna, który jest zainteresowany posiadaniem potomstwa, będzie szukał szczęścia z młodą i atrakcyjną kobietą. Każda kobieta, która traktuje otwarcie małżeństwo jak biznes, nie robi z tego tajemnicy, nie próbuje ukrywać jej pod pozorem czegokolwiek innego, powinna być wzorem do naśladowania dla innych kobiet – z korzyścią dla mężczyzny, który jest jej mężem. Dlaczego? Związek taki usuwa iluzję ze stosunku mężczyzny do kobiety, polegającą na tzw. „prawdziwej miłości”. Prawdziwa miłość brzmi naprawdę pięknie, wzniośle. Piętnaście lat temu, gdybym przeczytał to, co teraz piszę, byłbym oburzony i zły. Lata obserwacji prowadzą jednak, o ile jest to obserwacja uważna, do jednego miejsca. Dla kobiety, związek z mężczyzną, nawet jeżeli jest to przelotna znajomość, jest traktowany jak interes (za wyjątkiem seksu „dla sportu”). Interes, w którym kobieta szuka mężczyzny, który będzie możliwe najlepszym dostarczycielem dóbr i usług. Nie dotyczy to rzecz jasna kobiet bardzo zamożnych, które po prostu nie potrzebują pieniędzy mężczyzny, ale ile takich kobiet jest. Nie należy tego, co napisałem rozumieć w ten sposób, że kobieta w takim związku będzie wyprana z emocji. Przeciwnie, emocje będą zaangażowane ale koniec końców, zawsze chodzi o interes. Interes wyrażający się w tym, by pozyskać mężczyznę, który będzie dać z siebie w stanie maksimum aby zaspokoić na możliwie najwyższym poziomi materialne potrzeby kobiety, ewentualnie potrzeby jej dzieci. Jeżeli mężczyzna zawiedzie w dziedzinie zaspokajania potrzeb materialnych, kobieta zacznie rozglądać się za kimś innym. Przy czym wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Mężczyzna powinien żyć bez fałszywych oczekiwań. Przed zawarciem małżeństwa, co proponowałem w jednym z wcześniejszych postów, mężczyzna i kobieta w odrębnej umowie powinni określić wszelkie wzajemne oczekiwania, dotyczące każdego aspektu ich wspólnego życia. Powinni również określić, niespełnienie których z tych oczekiwań skutkować może rozwodem.
    61 points
  35. Siemano Byczki, Ostatnie tygodnie, pełne podróży i spotkań z nowymi ludźmi, fajnych emocji ale też i dram, dały mi do myślenia w kilku sprawach i postanowiłem się tym z Wami podzielić – być może ktoś znajdzie w tym coś dla siebie. Wczoraj w pewnym barze mlecznym zamówiłem sobie pyszny obiad – smażoną wątróbkę z cebulką + ziemniaki i sałatkę – tzw. „polski klasyk”. Zaraz obok mnie usiadła pewna kobieta w stylu do którego miałem całe życie słabość – przekrzywiony beret na głowie, płaszcz, tuba z rysunkami – typowa młoda wariatka z ASP – zawsze mnie do takich ciągnęło ale cóż – „miłość nie wybiera” (LOL). Kiedy Pani zaczęła konsumpcję wyrafinowanego dania z karty czyli kopytek z cebulą (ach ten polski romans! ) uśmiechnąłem się i powiedziałem „smacznego” – na co Pani popatrzyła na mnie jak na pierdolniętego wycedziła przez zęby „dziękuję” i całą mową ciała odgrodziła się ode mnie. No cóż – norma – mogłem się jej nie spodobać, może akurat miała zatwardzenie albo sraczkę, a może jej facet ją wkurwił – życie – odrzucenie jest częścią tej gry i nie ma czego tu rozkminiać (aczkolwiek, jak na starego boomera przystało, w nocy śniło mi się że się z nią bzykam – marzenia prawie 40 letnich tatuśków XD). Piszę Wam o tym ponieważ chciałbym żebyście złapali szerszy kontekst – żyjąc zawieszony pomiędzy dwoma krajami – Polską i Cyprem – postanowiłem zrobić pewien mały eksperyment – na południu normalne jest, że wchodząc do knajpy mówicie dzień dobry / cześć / dobry wieczór – i odpowiada Wam 90% ludzi, nie mówiąc o obsłudze, potem, zasiadając do jedzenia, swobodnie możecie zacząć konwersację z ludźmi przy stolikach obok - i w większości oni Wam odpowiedzą i będą chętni do rozmowy. A jaki wynik tego wszystkiego był w Polsce? Otóż mówiąc „smacznego” różnym ludziom w różnych knajpach (od barów mlecznych po takie gdzie rachunek za jedną osobę potrafi naprawdę słono kosztować*) odpowiedziało mi może… 20%? Z czego może połowa się uśmiechnęła? Mówię tu zarówno o kobietach jak i mężczyznach. Najciekawszą sytuacją była taka kiedy obok mnie siedziała rodzina – Ona, On i ich około 10 letnie dziecko – i wiecie kto mi odpowiedział i się uśmiechnął? Jedynie dzieciak 😊 Generalnie na mój uśmiech odpowiadały w większości emerytki, menele i dzieci. O ile w przypadku kobiet mogę pewne rzeczy zrozumieć – nie jestem superatrakcyjnym facetem, może po prostu nie spełniam wymagań Pań z Polski, nie jestem godzien tego wielkiego wysiłku jakim jest uśmiech, o tyle napięcie, wkurwienie i agresja mężczyzn jest powalająca. Chcę żebyśmy dobrze się zrozumieli – kocham mój Kraj i kocham być Polakiem – nigdy tego nie ukrywałem, nigdy nie skrytykowałem mojego kraju czy rodaków przy cudzoziemcach, nigdy nie narzekam na to skąd jestem. Ale jedna rzecz straszliwie mnie wkurwia i dobrze obrazuje to mem, który jakiś czas temu dostałem od dziewczyny z Afryki, która u nas studiuje: Wiecie o co chodzi? Napinka. Ludzie są notorycznie wkurwieni i wściekli. Mierzenie sobie kutasów. Zastaw się a postaw się. Nawet na forum widać jak niektóre osoby MUSZĄ udowodnić że są lepsi od innych i nasycić swoje ego tym, że „ktoś inny ma gorzej”. Zatrzymajmy się na chwilę nad tym przypadkiem. Ostatnimi czasy poznałem na żywo jednego z forumowiczów – chłopak wygląda świetnie, widać że ćwiczy, wie jak to robić żeby dobrze wyglądać i… nie jest nadętym bucem. Nie jest nadętym bucem ani w realnym życiu ani tu na forum. A wiecie dlaczego? Bo wie i czuje że zna się na tym co robi, ma efekty i nie potrzebuje udowadniać sobie tego poprzez wypowiadanie się z pozycji poczucia wyższości do innych. Miał sukcesy i upadki - norma. Czy naprawdę uważacie, że ktoś kto jest w czymś zajebisty potrzebuje ciągle o tym powtarzać innym? Nie. Tak jak piękna kobieta nie potrzebuje ciągle powtarzać wszystkim naokoło jaka jest piękna – ludzie to wiedzą i ona nic nikomu nie musi udowadniać poprzez ciągłe sączenie jaka nie jest zajebista. Wróćmy jednak do głównego tematu mianowicie tego co zastaniemy na polskich ulicach – smutek, żal i złość – grumpie faces. Muszę się Wam zwierzyć iż czerpię nieskrywaną przyjemność z obserwowania szczęśliwych w danej chwili ludzi. Gdyby ktoś mnie zapytał jaką supermoc wybrałbym dla siebie powiedziałbym – czapkę niewidkę ponieważ chciałbym siedzieć nieskrępowanie i patrzeć godzinami na zakochane pary, zadowolonych z siebie facetów czy szczęśliwe kobiety – niezależnie czy chodzi o to, że ktoś jest na super randce, właśnie zrobił świetny trening czy dana Pani kupiła sobie sukienkę w której zajebiście wygląda. Powtórzę – uśmiech na twarzy innych ludzi ładuje moją energię. Lubię otaczać się ludźmi, którzy mają pozytywne podejście do życia, starają się czerpać z niego to, co uważają za właściwe dla nich i cieszyć się każdą chwilą z drugiej strony odcinam osoby ziejące energią negatywną, buców czy zwykłych chamów. Nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy krzywdzą świadomie innych. Dobrym przykładem tego są osobnicy obu płci sypiający z zajętymi ludźmi. Szczególnie żałosne wydaje mi się to u facetów – jako mężczyzna mam w sobie gen łowcy i wiecie co on mi mówi? Że są prawdziwi łowcy, którzy zdobywają co chcą po fajnej walce ale są też i ścierwojady i do tej drugiej kategorii zaliczam wszelkich rozbijaczy związków, sypiających z mężatkami czy mężami i podobne tematy. Nie piszę tego z pozycji osoby świętej – zdradziłem kiedyś dziewczynę z którą byłem w związku. Uważam, to za jeden z większych życiowych błędów i czuję, iż było to złe. Albo masz jaja żeby być singlem i wysilać się żeby podrywać panienki albo masz jaja żeby żyć w monogamicznym związku (jeśli oboje tak ustaliliście). Sytuacja jest zerojedynkowa - albo wychodzisz na życiowy ring rynku matrymonialnego, walczysz, czasem wygrywasz, a czasem dostajesz wpierdol, szkolisz się i udoskonalasz na porażkach albo jesteś zwykłym oszustem niewartym podawania ręki. Chciałbym żebyście zrozumieli mi o co chodzi – nie o dziecięcą naiwność że świat jest miejsce z bajek Disneya, nie o dziecięce przekonanie że wszyscy ludzie to dobre wróżki. Absolutnie. Świat jest taki jaki jest czyli spotkacie w nim i dobrych i złych ludzi, kobiety są hipergamicze ale wiem, i sprawdziłem to w swoim życiu wielokrotnie, że srając negatywną energią przyciągacie negatywne rzeczy do siebie, a będąc człowiekiem zadowolonym ze swojego życia, żyjącym tak jak Wam na tym zależy skłaniacie się w stronę dobrych rzeczy i takie przyciągacie. Przykład który Wam teraz podam może wydać się Wam dziwny ale jest prawdziwy. Bardzo lubię jazz ale ten rodzaj muzyki ma jeden mankament – większość utworów jest smutna i depresyjna. Uwielbiam grę na saksofonie i trąbce ale niestety, ludzie uprawiający ten rodzaj muzyki rzygają negatywną energią. Nie słucham tego więc zbyt często bo ładowanie baterii musi następować za pomocą energii niosącej życie, radość i chęć do życia, a nie zniechęcenie, ból, nostalgię i smutek. Życie przypomina mi trochę surfing – łapanie fali. Są okresy kiedy będziesz na wznoszącej i wtedy wszystko będzie się układało świetnie ale za jakiś czas polecisz w dół i życie nie będzie już takie kolorowe. W mojej opinii prawdziwą sztuką jest umieć zarządzać oboma tymi okresami a więc w okresie bycia „na fali” mieć w sobie pokorę ale też i czerpać z życia garściami, a w okresie „pod” wiarę we własne siły, pogodę ducha i świadomość, że za chwilę nadejdzie kolejna fala, którą daje Ci życie i w 90% od Ciebie zależy czy na nią wskoczysz czy nie. Dochodzimy tu do pytania jak wielki wpływ mamy na swoje życie – całkowity czy może zerowy? Ani to ani to ale jednak mamy pewien i jeśli nawet jest to 10% to wykorzystaj je i staraj się żyć tak jak chcesz. Muszę Ci szczerze powiedzieć, że ja kocham swoje życie ze wszystkimi jego minusami i plusami. Kocham to, że zostałem wywalony z kilku prac, z uczelni, położyłem pierwszą firmę, rozwiodłem się, byłem wielokrotnie odrzucany przez kobiety. Kocham to, że żyję tak jak chciałem, miałem w życiu kobiety jakie chciałem (o wiele półek wyżej ode mnie), to, że przezwyciężyłem wiele swoich lęków, strachów i kompleksów. ALe najważniejsze jest dla mnie coś więcej - mając 39 lat czuję się jak nastolatek, nie zgorzkniałem, nie obwiniam świata za swoje błędy tylko staram się iść po swoje i cieszyć każdym dniem. Pamiętam jak po rozwodzie spotkałem się z moim kolegą, który dobrze mnie zna i jego pierwsze słowa brzmiały – „wyglądasz jak gówno, zrób coś z tym” i było to najlepsze co mogłem usłyszeć w tamtej chwili. Lubię „robić coś z tym” bo na tym polega moje życie – to fajne zmaganie się z samym sobą, swoimi słabościami i niedomaganiami. W tym tkwi klucz – tak naprawdę mężczyzna, jako płeć sprawcza i dająca energię ma za przeciwnika głównie samego siebie i swoje własne ograniczenia. I to jest piękne. Bo życie daje ci wiele szans i możliwości i tylko od Ciebie zależy czy chcesz je wykorzystać czy nie. Myślę, iż dobrze jest zrozumieć, że nie zawsze dostajemy to co chcemy ale, że życie może nam przynieść w zamian za to coś innego. Prosty przykład z ostatnich tygodni – pewne sprawy osobiste nie ułożyły mi się tak jak chciałem. Czy czuję żal do tej kobiety? Nie. Dlaczego w ogóle miałbym odczuwać jakieś negatywne uczucia w stosunku do niej skoro wybrała taką a nie inną drogę postępowania. Czy mnie to zabolało. W pewnym sensie tak ale czy mam to w sobie przeżuwać i gryźć oraz wysrywać na innych negatywną energię? Ostatnie kilka dni otrzymałem masę atencji od kobiet – tak to jest kiedy uczestniczycie w pewnych wydarzeniach jako lider, ludzie widzą, że inni Was słuchają, macie zbudowany „efekt aureoli” itp. Itd. Najbardziej rozbawiła mnie babka, która biegła za mną (w naprawdę wysokich szpilkach) wołając „Panie NiemłodyJoda czy znajdzie Pan chwilężeby ze mną porozmawiać” i jak już dobiegła złapała mnie za rękę (dłoń za dłoń). Śmieszne uczucie prawda? Ktoś ma na Ciebie wyjebane, a ktoś inny biegnie za Tobą żebyś poświęcił mu trochę uwagi. I tak wygląda życie. Łap falę przyjacielu i czerp z niej garściami, a kiedy opadasz po zajebistym surfowaniu pamiętaj, że jesteś zajebistym gościem, który może wiele, a przede wszystkim próbować być szczęśliwym – szczęśliwym cokolwiek to dla Ciebie znaczy – cicha chatka na zadupiu, splendor i miliony, ruchanie codziennie innej baby albo rodzina z fajną kobietą i gromadką dzieci. Finał życia każdego z nas, nieważna czy Czada czy Normika, nie ważne czy bogacza czy biedaka jest jasny – śmierć. W jej obliczu wszyscy jesteśmy równi i żaden z nas się od tego nie wywinie – powiedz mi więc – czy jest sens dusić w sobie żal i nienawiść do tego świata i ludzi na nim żyjących? Jesteś fajnym facetem i nigdy nie spotkasz fajniejszego w swoim życiu. Dlatego też codziennie rano powinieneś stanąć przed lustrem, uśmiechnąć się do siebie i powtórzyć – „kurwa jestem zajebistym ziomkiem 😉”. Życie jest zajebiste 😊 * Chodzę po knajpach bo lubię gotować i w ten sposób podpatruję jak inni to robią, jak podają dania i się po prostu uczę 😊
    61 points
  36. TL;DR Online dating na portalach randkowych to bardzo popularny sposób na poznawanie kobiet. W poniższym tekście postanowiłem podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat algorytmu powyższych domen / aplikacji, taktyk na nich stosowanych oraz ich użyteczności. Zapraszam do dyskusji, wymiany doświadczeń oraz uwag. Uwielbiam Twój wyraz twarzy gdy nie rozumiesz, o czym mówię… Przeskok o 15 stopni plus palące słońce zamiast deszczu i chmur… Daje do myślenia i może osłabić, szczególnie z ciężką torbą na ramieniu i w zatłoczonym metrze. Telefon wydaje sygnał dźwiękowy… pewnie jakieś przypomnienie… Badoo – bawiłem się nim chwilę temu… Match („połączenie”) od miłej brunetki w wieku „studiowania”… Już mam odpisywać ale podnoszę wzrok i dostrzegam dziwną zbieżność zdjęcia z osobnikiem płci żeńskiej siedzącym vis a vis mnie. - No siema i co ja Ci mam teraz powiedzieć?! - ?!?!?!?!? - No pewnie że mnie nie rozumiesz, skoro polski i hiszpański nie są kompatybilne… - ?!?!?!?!?!?!? (banan + zakłopotanie) - Ok znasz angielski? - Tak, trochę znam… - Jestem Długowłosy, co u Ciebie? - Raquel. A wiesz, właśnie wróciłam z domu na studia, żyję tutaj od 4 lat i nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego wielkiego miasta. Jestem z Galicji i tam w sumie nie mamy takich molochów... - Galicja… To zabawne ale w moim kraju też jest region o tej nazwie, tylko nie łowimy tam ryb. - Hmmm… skąd wiesz, że jestem z miejsca gdzie kiedyś było pełno rybaków? - Mam takie hobby, że uwielbiam poznawać historie nowych miejsc, nowych ludzi, wtedy czuję że żyję…. - Hmmmm… interesujące, a znasz nasz język? - Znam tylko jedno zdanie ale wiesz, jestem nieśmiały i nie mogę Ci chyba go powiedzieć…. - Długowłosy, powiedz, jestem bardzo ciekawa…. - Esta mujer es muy bonito (oczywiście z błędami, wschodnim akcentem i udając zakłopotanego…) (Polewka wszystkich znajdujących się w promieniu słyszalności tego co powiedziałem, jeden Pan koło 60tki puszcza mi oczko z rozbawieni) - Ha ha ha ha ha ha ha – jesteś niemożliwy, serio nie jesteś stąd? (kino z jej strony) - Nie ale chętnie poznam to miasto i ludzi tu żyjących, pokażesz mi je? - Hmmm….. wiesz nie mam za dużo czasu ale…. (waha się) w sumie nie ma sprawy, poproszę jeszcze koleżanki z akademika, żeby przyszły ze mną, nie będzie Ci przeszkadzać, wiesz nie znamy się... - Moja droga absolutnie nie będzie mi to przeszkadzać z chęcią poznam Was wszystkie…. Trud, pot i łzy – czyli potoczne wyobrażenie o portalach randkowych Sympatia, Badoo, Tinder – dla większości mężczyzn miejsca frustracji, bólu tyłka, wyklinania kobiet oraz skamlenia o jakikolwiek skrawek babskiej atencji bądź darmowy seks. Samcy o różnym statusie społecznym zapuszczają się w te rejony aby… zazwyczaj doznać sromotnej porażki. Wielu tłumaczy sobie ją brakami w wyglądzie, statusie społecznym i milionami innych wymówek co jest po części prawdą ale nie do końca. Gros osób zapomina o tym, iż są to miejsca służące do zarabiania ich twórcom. Co to znaczy? Selekcję użytkowników i podział ich na pewne „klasy” wedle atrakcyjności, a także maksymalne wydojenie z kasy facetów niemających powodzenia. Jak? O tym głównie będzie ten skromny manual… Kilka słów prawdy i apel do zdrowego rozsądku oraz trzeźwej oceny samego siebie Zanim jednak przejdziemy do konkretów chcę zaapelować do Ciebie, mój drogi czytelniku, o rozważenie pewnej kwestii. Otóż – proszę Cię bardzo o dwie rzeczy: 1. Trzeźwą ocenę Twoich zasobów co do wyglądu, 2. Bardzo mocne zastanowienie się czy masz już na tyle poukładane w głowie aby nie mieć rozkmin / załamek po początkowych odrzuceniach. Punkt pierwszy nie wiąże się z tym, że masz być modelem z kaloryferem na brzuchu. Nie. Chodzi o to, że zanim zaczniesz cokolwiek robić w kwestii net game dobij do solidnej 7ki w kwestii wyglądu. Co to oznacza? Prostą sprawę – facet średnio przystojny „6”, który dzięki zadbaniu o swój image (higiena osobista, dobre (dobrane do sylwetki, niekoniecznie markowe) ciuchy, fryzura, ogólny look) jest „7”. Po co? Po to żebyś był „akceptowalny” dla jak najszerszego grona kobiet. Czy to duże wymagania? Moim zdaniem śmiesznie małe ale niestety, wielu z nas Braci Samców-Polaków o nich zapomina. Dwójka jest jednak jeszcze ważniejsza. Musisz, powtarzam musisz, mieć w swoim mózgu zainstalowane następujące przekonanie – cokolwiek się nie dzieje jestem wyjątkową i wartościową jednostką, która przez samo swoje jestestwo zasługuje na szacunek ponieważ jest czymś niepowtarzalnym. Nie masz być oczywiście chamem i bucem ale cenić siebie i znać swoją wartość. Z tego przekonania wynika prosta prawda – ewentualne niepowodzenia to tylko przyczynki do późniejszego sukcesu. Jeśli nie masz ogarniętych tych dwóch punktów – proszę – zostaw randkowanie online i skup się na ich "przepracowaniu". Czy wiesz jak działa Google*? Korzystasz niego na co dzień oddając mu więcej prywatności niż fejsikowi, urzędowi skarbowemu i swojemu lekarzowi razem wziętym. Ale czy zastanawiałeś się, co powoduje, iż po wpisaniu „najlepsza pizzeria w xyz” wyskakuje właśnie dana strona? Przypuszczam, iż nie. Zacznijmy więc od początku – liczą się czynniki on i off site. On to jakość kodu, zbieżność tematyki z wyszukiwaną frazą oraz wiele, wiele innych kwestii. Off to… „popularność w internecie” czyli ilość i jakość linków prowadzących do rankowanej domeny. Po przeliczeniu tych dwóch grup współczynników otrzymujesz Twój własny, spersonalizowany układ pierwszych 10 wyników (bo pamiętajmy o filtrowaniu związanym z Twoją wcześniejszą aktywnością). Brzmi znajomo, nieprawdaż? Powiem Ci coś zabawnego – portale randkowe korzystają z bardzo podobnego algorytmu. On Site oznacza stopień wypełnienia profilu, a off…. Tak zgadłeś…. Popularność wśród kobiet na danym portalu. Jeśli jesteś inteligentnym gościem wiesz, już gdzie dawałeś ciała przez długi czas. Poniżej doradzę Ci, jak popracować nad oboma typami tych factor’ów, tak abyś mógł, będąc „7”, oszukać naturę, mówiącą, iż kobiety wyżej są dla Ciebie nieosiągalne. Pamiętaj – gdyby rozwój ludzkości nie należał do inteligentnych i sprytnych, a jedynie krzyżowalibyśmy się na zasadzie zwierząt, najprawdopodobniej właśnie z idealnie wyglądającym tatusiem o rysach Kena polowałbyś na mamuta, a Twoja Mama, o rysach Barbie po 14nastu porodach, rozpalałaby ognisko w Waszej jaskini. Jakie kobiety przebywają na portalach randkowych? Takie same jak w realu tylko, że są dużo bardziej sukowate, złośliwe oraz wybredne. Dlatego właśnie powinieneś spróbować tu sił aby dostać konkretnie po dupie i nauczyć się czegoś o sobie i życiu. 1000 razy zostaniesz tu wystawiony i olany ale za 1001… znajdziesz Złoty Graal, który jest odpowiedni dla Ciebie. Czy będzie to harem złożony z kilku(nastu?) samic z którymi spotykasz się równolegle, kobieta na stały związek, a może chęć rzucenia relacji-damsko-męskich i zajęcia się sobą? Tego nie wiem ale Ty z pewnością się dowiesz. Dla moich prywatnych celów (nie mam na to żadnych badań itp.) sprofilowałbym portale randkowe w następujący sposób: - Sympatia – mało <24 , dużo Pań +27, przechodzonych, dość często mających dzieci, czujących iż już nie poszaleją więc szukających LTRa ale też chętnie dających „w przelocie”. Doskonałe miejsce na znalezienie atrakcyjnych MILFek, dobrze sytuowanych kobiet chcących zdradzić męża, sfrustrowanych absolwentek pedagogiki (jest taki dowcip mówiący, iż połowa bab na Sympatii jest po pedagogice) oraz tych mających poważne problemy z głową (uwaga na borderki). Ogolnie – Panie szukają księcia z bajki ale jak masz kasę i chcesz się dać wydoić, to dzziewczynę / żonę znajdziesz szybko. W większości z dużych miast. - Badoo – zatrzęsienie matek z dziećmi szukających jelenia, dyskotekowych panienek, patologii, kobiet chcących się zabawić i prostytutek. Na Badoo najłatwiej o seks ale też, w mojej opinii, poziom (zarówno urody jak i intelektualny) Samic dużo niższy niż na Sympatii. - Tinder – ekstraklasa kobiet, w porównaniu do dwóch powyższych. Tutaj rejestrują się studentki, szczególnie przyjeżdżające do dużych miast, wypasione korposuki chcące się zabawić, mniej samotnych i leciwych desperatek. Poziom retuszu zdjęć zatrważający Powyżej napisałem o polskich uwarunkowaniach - co do Tindera we wszystkich krajach w jakich z niego korzystałem jest bez zmian, Badoo na zachodzie służy też za komunikator, natomiast jeśli pojedziecie do Kijowa czy do Mińska… Zrozumiecie po co nie ma sensu napinać się na Polki Bracia, polecam randkować online za granicą i bardzo żałuję, że nie mogę Wam tu wstawić fot z zachodu ani wschodu po to, żebyście zrozumieli, że nie jesteście ograniczeni do kobiet z naszego kraju, które delikatnie mówiąc nie są… cudem natury jak to się im wmawia Jeszcze jedna ważna uwaga - pozycja kobiety jest bardzo zawyżona ze względu na stosunek użytkowników - spokojnie 3/4 to faceci. Oznacza to, iż panna 6/10 w realu tutaj rządzi się jak 8/10. Ale... lejcie na to Po więcej statystyk zapraszam tutaj: https://single2014.wordpress.com/ Profil czyli Twój on site Profil musimy podzielić na trzy składowe: 1. Nazwa użytkownika 2. Zdjęcie 3. „O mnie”, „motto”, „zainteresowania” itp. 1. Nazwa użytkownika Zerknij na to: Źródło: http://badania.net/jak-cie-widza-na-wirtualnej-randce/ Co to oznacza? Żadnej bucerki w stylu „milioner36”, „waginator”, „pogromcaciasnych” czy „mamnajwiększego” bądź „pożądaszmnie”. Osobiście proponuję nawiązanie do intrygujących / ciekawych postaci z filmów / książek / a w szczególności bajek będące kontrastem do Waszego typu sylwetki. Przykład – masz 165 cm wzrostu – koszykarz26 / 190cmwzrostu - lekka nadwaga – baletmistrz31 etc. Dystans, dystans i jeszcze raz dystans do siebie, wywołujący uśmiech ale nie politowania a skojarzenie - „kurcze, ten gość musi być mega wyluzowany i dawać fajne emocje”. Inne kombinacje - CiekawyNowego, Tenktórynieszuka, Ciekaweczysięodważysz? itp. itd. W przypadku Tindera proponuję imię w języku angielskim – sprawdza się przy wyjazdach zagranicznych, a także, jeśli dacie opis po angielsku, na połów stada idiotek, które są gotowe natychmiast rozłożyć nogi przed facetem z zachodu. Powiem, Wam szczerze, że ubawiłem się setnie korespondując z kilkunastoma paniami (Polkami) w języku obcym, gotowymi, mówiąc po gentlemeńsku. Zrobić fellatio w zamian za mglistą obietnicę korzystania z zasobów w USD samca Polecam 2. Zdjęcie Zdjęcie główne jest kluczowym elementem całej zabawy, który pozwoli Ci ściągnąć samice na Twój profil. To Twoja wizytówka i reklama. Masz na nim być w 100% zmaksymalizowany co do swojego potencjału urody. Co to znaczy? Po pierwsze nie buracz – żadnych zdjęć przy samochodzie, z gołą klata, na siłce i z alko. To zostaw dla kolegów i całej masy buraków. Proponuję Ci za to zdjęcie z uśmiechem, w ciekawym otoczeniu (zależnym od Ciebie i tego na kogo się kreujesz) czyli: 1. Robisz jakieś tam interesy – koszula ale luźno odpięta, wesoła mina zawadiaki, restauracja impreza (bez alko i pijanych w sztok kumpli bądź obściskujących Cię innych panien) itp. 2. Tańczysz / śpiewasz / masz pasje itp. - zdjęcie z tego co robisz 3. Pożądane są zdjęcia a kotem / psem szczególnie jeśli masz dość groźny wygląd / koksujesz etc. Ociepl wizerunek. Dzieci też mogą być ale…. Będą rodzić falę zapytań czy Twoje. 4. Pozostałe zdjęcia mają Cię reprezentować w sytuacjach interesujących – tu jest miejsce na delikatne pokazanie ciała – koszulka na ramiączkach, coś podkreślającego jakieś tam Twoje atuty. W sumie nie mniej niż 2 zdjęcia, nie więcej niż 3 – może to być odebrane jako narcyzm. Podsumowując – fotki mają komunikować – jestem fajnym, wyluzowanym facetem bez zadęcia, dbam o swoje życie ale nie muszę się zanadto reklamować i buraczyć. To co najlepsze zostawiam nieodkryte, dowiedz się więcej przy bliższym kontakcie. Polecam Wam zainwestować w koleżankę z dobrym aparatem – niech Wam cyknie jakieś fotki. Pod tym względem fajne jest Badoo - możecie testować jakie oceny dostaje każde ze zdjęć jakie wstawiacie. Dla bardziej ambitnych polecam narzędzie do testów A / B i rozesłanie tego po randomowych kobietach z interesującego Was obszaru świata (ruch / głosy można kupić na giełdach tego typu rzeczy). 3.Opis Nie pomijajcie go. Musi komunikować Wasz dystans do świata ale też kwalifikować kobiety. Co ja bym napisał? „Często znający mnie ludzie mówią, iż jestem połączeniem dorosłego faceta z duszą nastolatka. Myślę, że mają w tym dużo racji, bo, z jednej strony, dokładnie wiem do czego zmierzam w życiu i konsekwentnie to realizuję, ale z drugiej, kocham marzyć i czuć ekscytację na myśl o czymś nowym, czego nie znam. Lubię kobiety dynamiczne, pełne życia, energii, uśmiechu i radości z każdego dnia. Reszta do dogadania. Jeśli nie jesteś taka – nie pisz”. „Zabawnie jest być w nowym miejscu dla mnie, takim jak portal randkowy. W sumie jeszcze nie wiem jak się tu odnaleźć ale myślę, że znajdę tu kupę przyjaciół i fajnych ludzi z którymi da się pogadać. Tak – pozytywne towarzystwo to to, co jest dla mnie podstawą w życiu. Fajnie byłoby gdybyś miała podobne wartości, a jeszcze lepiej… jeśli zarazisz mnie jeszcze lepszymi. Dasz radę? ” „Cześć. Widzę, że zdecydowałaś się wejść na ten profil i dowiedzieć czegoś o mnie. Jestem XX letnim facetem, twardo stąpającym po ziemi ale mającym swoje plany, marzenia i cele. Uważam, że w życiu trzeba spróbować nowych możliwości, a więc jestem tutaj To co dla mnie ważne – radość z życia, energia, otwarta głowa. Nie znoszę smutasów i mordki w podkówkę. Masz podobnie? Wiesz co robić (ten przycisk po prawej z napisem „wyślij ” ). To co powyżej to opis pasujący do mojej osoby i kwalifikujący kobiety pod to, co dla mnie ważne. Ty możesz szukać czegoś zupełnie innego - niemniej - dystans, poczucie humoru, twarde zaznaczenie, że wiesz czego chcesz od życia i świata. To Cię wyróżni. Najważniejsze - nie buracz, że Twoja kuśka ma 30 cm w zwisie, bierzesz 300 kg na klatę, ćwiczysz mma dzię…i czemu w pojedynkę zamiatasz 10 gości, tatko to całkiem przypadkiem Kulczyk, a Ty jeździsz Ferrari. Nawet jak tak jest zostaw to na później albo komunikuj zdjęciami (ale delikatnie). Pamiętaj – luz, energia, ciepło – dajesz to czego nie mają inni. Off site czyli Twój największy błąd Oczywiście jako prawdziwy „alfa-sralfa” co to „jest wybredny i dlatego rucha” na portalach typu Badoo i Tinder dajesz „połączenia” / „match’e” tylko tym najładniejszym, które mają Cię gremialnie w dupie? I tu właśnie przegrywasz mój drogi Drogi Samcze sprawa jest banalna – rankujesz ilością połączeń, przy czym, ich jakość ma mniejsze znaczenie. Co to znaczy? Już odpowiadam. Na Badoo -wchodzisz co 24 h na „chybił trafił” i klikasz „1” (czyli serduszko) aż do oporu czyli „nie masz więcej głosów”. Wiek Pań ustawiasz od 18-60. Nie, nie rozkminiaj tylko zrób co mówię Tu zacznie się magia… Nie patrzysz na te kobiety, tylko „łączysz się z nimi” wirtualnie, a za niedługi czas będziesz im się wyświetlał jako propozycja. Jeśli wypełniłeś profil tak jak Ci doradzałem otrzymasz wiele „match’y” co spowoduje…. Tak…. Twój skok w rankingu „w okolicy” gdzie do wyjęcia są najgorętsze sztuki. One, otwierając tę zakładkę ujrzą jako pierwszego proponowanego… zgadnij kogo? To samo będzie w „chybił trafił”… Po co Ci kobiety z przedziału 30-60…. No chłopie…. Do lewarowania Twojej atrakcyjności Zrozum – czy dostaniesz głos od gorącej nastki czy ryczącej 60tki nie ma to znaczenia dla algorytmu ale porównaj stopień trudności uzyskania obydwu. Kumasz już czaczę? Podobnie rzecz ma się z Sympatią gdzie rolę „lewarka” pełni opcja „Bingo”. Dzięki niej Twój profil może się wbić na „proponowane z okolicy” bądź nawet na główną Onetu Zastanów się tylko czy potrzebujesz aż takiej sławy (powiem, że czasem dość kłopotliwe, szczególnie w pracy albo gdy dzwoni do Ciebie Matka z pytaniem co porabiasz na portalu randkowym bo z Ojcem czytają newsy, a tam Twoja fota na niemieckim portalu ). Tinder – tu sprawa nieco bardziej skomplikowana, bo moim zdaniem, należy po prostu matchować, na początku, wszystko jak leci licząc na podbicie rankingu. Zresztą tinderowy algorytm jest opisany tutaj i nie różni się za wiele od innych: https://www.quora.com/How-does-the-Tinder-algorithm-work https://www.rooshvforum.com/thread-57222.html https://www.fastcompany.com/3054871/whats-your-tinder-score-inside-the-apps-internal-ranking-system Podsumowując – musisz uzyskać duży „ruch” na swoim profilu i wybrać z niego perełki. O czym rozmawiać i jak? W skrócie – sprowadzić relację jak najszybciej do reala. Dwa scenariusze: 1. Randka. 2. Seks. Ad. 1. Samiec: Hej, ciekawe to zdjęcie numer 4 gdzie zrobione / świetny kot jak ma na imię / szukam dobrej miejscówki na narty gdzie zrobiłaś tę fotę? Samica: Bla, Bla bla Samiec: Interesujące…. Wiesz słaby jestem w te internetowe gadki, chodź na kawę, mam ochotę Cię poznać… Samica: Ble ble le Samiec: Nic się nie martw nie jadam brunetek / blondynek / rudych. To piątek, 18.00 (ważne – nie pytajcie „kiedy masz czas” bo to śmierdzi desperacją”, jak powie, że nie może o zaproponowanej dacie to Wy niech zaproponuje coś innego, to Ty zobaczysz kiedy masz wolne). Ta opcja jest dla samic o SMV wyższym od Waszego i oczywiście może się skończyć szybkim seksem po dobrym rozegraniu randki.. Ad 2. Samiec: Hej, strasznie fajne / seksowne pociągające fotki. Podobasz mi się i chciałbym Cię poznać. Samica: Dziękuję bla bla bla. Samiec: Pociągasz mnie, nawet nie wiesz co sobie właśnie wyobraziłem… Samica: ?? / wiem, ja taka nie jestem bla bla Samiec: Zrobiłbym Ci ekstra masaż, znam się na tym Samica: Taak? To interesujące ble bla bla Samiec: W dalszej części badacie czy mieszka sama, czy hotel, ogólnie logistyka. SMV równe i niższe Waszemu. Obie opcje działają tylko po odpowiednim wypełnieniu profilu i popracowaniu nad wyglądem oraz samooceną. W innym przypadku pozostaje Wam mozolne klikanie całymi dniami, do momentu aż ona nie pochodzi sobie na randki i nie uzna, że inni są jeszcze mniej wartościowi od Was Ale jak mam filtrować samice które chcą się umówić na seks? (czyli ciśnie mnie ale boję się przyznać ) Wszystko zależy od Twojego SMV – czym wyższe tym więcej będzie chętnych. Jest jednak kilka grup, które bez problemu dadzą Ci się wyhaczyć na „szybki numerek” i zrobią to całkowicie świadomie, same nieomal go oferując. Filtry: wiek – 18-21 / 28-32 / >36 posiadanie dzieci – tak Te dwa podstawowe filtry miksować z wykształceniem (podstawowe / zawodowe / pomaturalne) i skrajnościami w urodzie (anoreksja – duża nadwaga). Ale to już dla „smakoszy” tudzież „hardcorowców” lub chcących zrealizować jakieś fantazje z kategorii pornhuba Podsumowanie 1. Na Sympatii musisz wykupić abonament, na Badoo nie płać za nic (ściągają co miesiąc, ciężko się wymiksować, a darmoszka spełnia zadanie), Tinder – radzę wykupić opcję full. 2. Wysyłaj dużo wiadomości i bądź aktywny – czasem podejrzewam, że ilość konwersacji też wpływa na rankowanie 3. Miej dobrze wypełniony profil oraz wylaszczone zdjęcia 4. Networkuj – nie każda kobieta musi z Tobą uprawiać seks / być LTRką – nawiązuj znajomości, którymi będziesz się „lewarował” 5. Nie załamuj się niepowodzeniami, bądź wytrwały, znaj swoją wartość 6. Wiedz czego oczekujesz od danej kobiety - kwalifikuj, miej standardy i stawiaj wymagania 7. 90% / 10% - wedle "Juggler method" to Ty odpowiadasz, w początkowej fazie relacji, za 90% interakcji, nie zrażaj się więc 8. Czasem warto uderzać do dziewczyn ze zdjęciami na których mało co widać ich urodę 50/50 mega pasztet albo.... mega sztuka. Te drugie czasem tak robią bo są znudzone falą wiadomości. 9. Na Sympatii wyświetla Ci się tylko (przy wyszukiwaniu) pierwsze 600 wyników. Aby je zmienić, musisz manualnie "usunąć listy" nieinteresujące Cię kobiety, wtedy dopiero dostaniesz dostęp do następnych. Krzyżyk w prawym górnym rogu miniatury nie gryzie 10. Baw się procesem bo relacje damsko-męskie i dynamiki socjalne to… świetna zabawa. Zapraszam do dyskusji * Ta część jest dużym uproszczeniem i ma służyć lepszemu zobrazowaniu sytuacji. PS W tym wątku: - nie skamlemy jak złe jest randkowanie via net - nie negujemy jego celowości - nie tokujemy jakie to są dziewczyny siedzące w online... Niezastosowanie się będzie "premiowane" ostrzeżeniami, a recydywa banem. Masz inne zdanie na temat online - załóż temat i tam je wyraź. Tutaj tylko i wyłącznie dyskusja o tym, co robić żeby poruszać się w odpowiedni sposób na portalach tego typu aby miało to ręce i nogi.
    60 points
  37. Siemaneczko Byczki, brat @Veneziano poruszył ciekawy wątek w rezerwacie i nie chciałbym żeby zaginął on w odmętach naparzanki w pewnym topiku. Pytanie brzmi - uściślając- jakie zachowania przystoją mężczyźnie aby nie wleźć w bagno simpiarstwa? Chciałem Was tym postem zachęcić do dyskusji, która może być podstawą do refleksji na temat swojego własnego zachowania i tego co dostajecie w zamian za Waszą aktywnośc. Więszość mężczyzn nie rozumie jak wielką moca dysponują - moca dawania atencji. Chodzi o to, że kobiety, pomimo całej gamy przywilejów jakie uzyskały w ciągu ostatnich ponad 100 lat nadal pozostają kobietami z pewnymi ułomnościami - przede wszystkim są to jednostki niepewne siebie, niepewne swojej wartości oraz nie potrafiące bytować poza społeczeństwem je akceptującym. Czym to się objawia w dziesiejszych czasach? W. Łysiak napisał w latach 90tych - "gdyby wszystkie kobiety, które tego chcą, mogły się publicznie rozebrać zabrakłoby na tej planecie drzew do wytworzenia papieru na to". Nie wiedział on, że za rogiem czai się internet... W dzisiejszych czasach kobiecego ciała i nagości pełno jest wszędzie. Reklamy, darmowa pornografia, social media. Wszystko reklamuje się dupą i cycem - zegarki, kurs jogi, kurs tradingu, wakacje.... Tutaj chciałbym Wam zwrócić uwagę dlaczego tak jest - badania przeprowadzone na temat Instagrama pokazały, iż obie płci korzystają z niego w zupełnie inny spsosób. Otóż - za większośc publikowanego kontentu odpowiadają kobiety, natomiast za większość reakcji mężczyźni. Powtórze dla klarowaności wywodu - większość zdjęć publikowanych w serwisie pochodzi od kobiet a więszość "lajkusików" od mężczyzn. Jak to sprawdzić? Wejdźcie sobie na zdjęcie byle dupy szczującej dupą i cycem, nawet bez hasztagów i z małą liczbą followersów - setki, tysiące lajków. Teraz wejdźcie na profil mężczyzny - o analogicznej urodzie - lajków będzie dużo, dużo mniej. Dodatkowo, o czym mówi się już od dawna, instagramowe algorytmy promują posty z odkrytym ciałem - a że content tworzą głównie kobiety, to ciało jest kobiece. To przydługie wprowadzenie jest związane z okręsleniem kategorii simpów, którymi gardzę. Gardzę z prostego powodu - są to ludzie, którzy nakręcają spierdolenie współczesnych relacji damsko męski nie mając nic w zamian. Simp nie ma wielu kobiet, simp nie rucha, simp jest po prostu idiotą który oddaje swoją atencję za darmo szczając do wspólnego basenu wszystkich męzczyzn. Jakie zachowania uważam za simpiarskie w social media? - follołowanie na SM lasek z gówno contentem pt. pokazuję cyce i dupę (joga, reklamy wszelkiego gówna, gamerki, fitnessiary etc) - albo to jest profil po coś (bo laska gotuje, mówi o fizyce kwantowej etc.) albo tego gówna nie followujesz, nie lurkujesz i nie lajkujesz - podoba Ci się laska na netcie (piszę o insta) - follow + wiadomość do niej. Nie odpisuje - niech wypierdala i unfollow - znajome dupy w sm - żadnych lajkusików, komentarzy etc. chyba że Pani robi to samo w stosunku do Ciebie - żadnego pierdolenia "jak ładnie wyglądasz" etc. - jesteś zainteresowany laską - uderzasz - umawiasz się / ona spuszcza Cię w kiblu. Koniec historii - wklejanie linków do tiktoka czy instagrama dup dających content bez wartości (cipa i dupa to nie jest warość) Powtórzę - dla mnie simp mający tik toka lub instagram albo fejsa robiący w/w rzeczy jest po prostu odpadem męskiego gatunku i jako taki powinien być napietnowany. Trzeba wreszcie zrozumieć dwie rzeczy - nauczyć się czym jest transakcyjność związków + pojąć, iż płaszczeniem się, lizodupstwem i tym podobne nie osiągniesz nic poza pogardą i litościwym uśmieszkiem. A jakie zachowania "w realu" uważam za simpiarstwo? - podwożenie samochodem za darmo - noszenie ciężkich rzeczy za darmo - komplementowanie kobiet, szczególnie zajętych, za darmo - ułatwianie życia, suługiwanie etc. za darmo Jeśli robisz jedną z w/w rzeczy w stosunku do kobiet, które nie zachowują się do Ciebie fair bądź nie są z Tobą spokrewnione jesteś frajerem. Najczystszej wody frajerem, który wzbudza litość i uśmieszek pogardy wśród kobiet, a powinien także, wśród świadomych facetów. Musisz zrozumieć, że kobieta bez akceptacji otoczenia czuje się jak gówno, a Ty jeśli przepracowałeś w swojej głowie odpowiednie kwestie rozumiesz, że nie potrzebujesz uznania, poklepywania po pleckach czy potwierdzania że jesteś zajebisty - jesteś zajebisty bez względu na to czy masz kobietę, samochód, dom czy inne gówno. Jesteś zajebisty przez samo to że jesteś i to Ty decydujesz nad czym powinieneś w swoim życiu pracować a nie opinia innych ludzi od której tak bardzo są uzależnione kobiety. Pisząc ten post radzę Ci po prostu abyś nie dał się szmacić w zamian za miraż cipy czy też chore, wtłoczone do twojego mózgu, "rycerskie zasady". Wiesz kim My, mężczyźni, jesteśmy dla tego społeczeństwa? Wołami roboczymi oraz mięsem armatnim. Poniżej wklejam listę sankcji jakie na Ukrainie będa ponosić męzczyźni, którzy nie stawią sie do służby wojskowej czyli nie chcą iśc do maszynki do mięsa: De facto więc nie chcąc dać się zabić zostajesz pariasem. A co z Paniami w tym czasie? Grzeją wyra facetom spoza Ukrainy w EU, USA czy Kanadzie. Myślisz że w Polsce, Rosji, USA, Chinach, Izraelu, Iranie, Indiach czy na Madagaskarze albo gdziekolwiek indziej byłoby inaczej? Nie - nie byłoby. Teraz rozumiesz dlaczego nie powinieneś dać się szmacić będąc simpem? Teraz rozumiesz dlaczego to Ty i Twoja osoba ma być najważniejsza dla Ciebie? Teraz rozumiesz dlaczego miraż cipy nie może kierować Twoim życiem? Te laski, którym dajesz za darmo swój czas po prostu Tobą gardzą i to czy będziesz żył czy zdechniesz jak pies w norze wykopanej w ziemi mają głęboko w dupie. Dajesz atencję = musisz coś z tego mieć. Nie za rok, nie za trzy. Teraz, za chwilę. Kobieca "wdzięczność" to "teraz", a nie "później".
    60 points
  38. Napiszę Ci wprost bez owijania w bawełnę - jesteś z szonem, który ma Ciebie i Twoje uczucia w dupie Żadna kobieta, której zależy na facecie nie powiedziałaby przy nim nic takiego. Podstawą związku jest to, że kobiecie zależy na jego utrzymaniu, a mówiąc coś takiego pokazuje, że jej wisi czy Ciebie to zaboli czy nie. Bo nie wierzę, że jest aż taką debilką, że tego nie rozumie W jej głowie ilość szacunku do Ciebie to równe 0, a jest z Tobą z braku laku. Weź się za siebie i szukaj Baby, która Cię ceni.
    60 points
  39. Zaprosiłem panią na majątek. Pani daleka znajoma znajomych, powiedzmy że dalszy krąg towarzyski. Jakoś przy okazji imprezy u znajomych się zgadaliśmy, potem jakaś kawka, gadka się wyjątkowo klei, wiadomo typowo. Pani lat 31, idealnie w moim guście, aczkolwiek nie jakaś miss. Samodzielna, własne mieszkanie, praca na własny rachunek. Postanowiłem zaprosić panią na majątek w budowie, a potem na wino i konsumpcję znajomości na letnisko. Pani zachwycona. No to jedziemy. Jedziemy, opuszczamy granice stolicy. Pada sakramentalne "Daleko jeszcze?" Ocho, myślę, czar pryska, ale nic nie mówię. Jedziemy dalej, pokazuję pani oo tu marina, tu mcdonald, tu sklepy, tu plaża, tu las, a tu o nawet ztm i skm. A pogoda piękna, biało od łódek na zalewie. Pani jakoś entuzjazm oklapł, ale nic to, jedziemy dalej. W końcu parę minut później jesteśmy na miejscu. Wchodzimy na posesję, pani rozgląda się, po czym z całą powagą mówi: "I ty na takim ZADUPIU będziesz mieszkać?!" No i przyznam się, że coś we mnie pękło. Wziąłem panią za ramię, wyprowadziłem za furtkę i mówię "Jak ci się nie podoba, to wypierdalaj, tam masz 300m do przystanku". Po czym zamknąłem furtkę, odwróciłem się i poszedłem. Cham normalnie. 😁 Czym wróciła nie wiem, ale dziś już 10 nieodebranych mam. 😁 Oczywiście pani się skreśliła na wstępie i nie mam zamiaru kontynuować znajomości. Warto się natomiast zastanowić, do jakiego poziomu witaminki zaczynają mieć rozdęte oczekiwania - bez penthausu na 30 piętrze w samym centrum nawet nie podchodź. 😁
    60 points
  40. Takie czasy że strach iść na roksę, jeszcze czad w połowie zapuka...
    60 points
  41. Wszystko co poniżej to nie prawdy objawione ani jedyna słuszna droga - to po prostu kolejne danie ze szwedzkiego stołu jakim jest życie, które możesz zjeść ze smakiem, nauczyć się samemu przyrządzać jeśli je polubisz bądź odrzucić jako nie trafiające w Twój gust. -------------------------------------------------- Wstawanie rano, przed wszystkimi, ma tę zaletę, iż możesz ujrzeć świat taki jakim jest. Kobiety (w większości) śpią bez makijażu i z rozwaloną fryzurą (co pokazuje jak naprawdę wyglądają), kontrolę nad światem w 100% przejmuje natura (mieszkam sobie obok lasu więc zwierzaki latają z rana po osiedlu jak opętane), a poza tym panuje coś, co nie ma swojej ceny – harmonia. Natura to harmonia i automatyzm, a także biologiczna chęć przetrwania i rozmnożenia się – można więc powiedzieć, iż u zwierząt i roślin „byt określa świadomość” ponieważ nie wykazują one jakiejś większej refleksji nad tym skąd pochodzą, kim są, a także dokąd idą. Ot mieć gdzie spać, mieć co pobzykać, rozmnożyć się i najeść – brzmi znajomo no nie? Odkąd uzyskałem jako-taką świadomość zastanawiało mnie gdzie „biegną” ludzie i do czego – czemu w ich życiu istnieje taka napinka i strach? Dlaczego są ludzie, którzy mówią „życie to piekło a ta planeta to więzienie”? Mam taki ulubiony cytat z filmu „Wielki Szu” – „W pokerze nie ma czegoś takiego jak szczęście. Szczęście trzeba sobie po prostu umieć zorganizować”. Jest jeszcze drugi, który również uwielbiam - „Ty grałeś o pieniądze, a ja żeby wygrać. Dlatego przegrałeś”. Chciałbym żebyś, jeśli oczywiście masz na to ochotę, przeczytał to co poniżej i starał się, w tym kontekście, zrozumieć co te słowa tak naprawdę znaczą. Ale zanim przejdziemy do, moim zdaniem, największych szkodników jakie mogą zalęgnąć się w głowie człowieka spróbuj sobie uzmysłowić jedną rzecz – są narzędzia, których społeczeństwo używa do wymuszania pewnych zachowań - tych narzędzi nie jesteś w stanie zmienić czy zniszczyć ale ucząc się je kontrolować lub na nie reagować osiągniesz dwie rzeczy - spokój wewnętrzny oraz większy wpływ na Twoje otoczenie. Dowód społeczny Dowód społeczny, społeczny dowód słuszności, uzmysłowił mi wiele lat temu jeden z chłopaków, który uczył mnie przełamywać nieśmiałość, a także jak prowadzić interakcje z kobietami. Abyś to dobrze zrozumiał wikipedia: Społeczny dowód słuszności (ang. social proof) – zasada, według której człowiek, nie wiedząc, jaka decyzja lub jaki pogląd jest słuszny (co może zależeć od różnych czynników), podejmuje decyzje lub przyjmuje poglądy takie same, jak większość grupy. Innymi słowy, uważamy, że jakieś zachowanie jest poprawne wtedy, gdy widzimy innych ludzi, którzy tak właśnie się zachowują. Na przykład: jeśli mężczyzna nie wie, która ubikacja jest damska, a która męska, ponieważ nie ma oznaczeń na drzwiach, to użyje tej, do której wchodzi inny mężczyzna. (…) W jednym z wczesnych badań Bandury i jego zespołu[1] cierpiące na silny lęk przed psami dzieci oglądały przez 20 minut dziennie chłopca wesoło bawiącego się z psem. Pomimo prostoty tego zabiegu już po czterech dniach jego stosowania aż 67% dzieci godziło się zostać z psem sam na sam i próbowało się z nim pobawić. Pomiary lęku przed psami wykonane w miesiąc później wykazały przy tym, że zmiana ta nie tylko nie zanikła wraz z upływem czasu, ale wręcz przeciwnie – skłonność dzieci do kontaktowania się z psami nawet nieco wzrosła. (…) Umiejętne wykorzystanie social proof jest jednym z czynników, które decydują o skuteczności prowadzonych działań marketingowych. Do najpopularniejszych zastosowań społecznego dowodu słuszności w internecie należą[3]: · opinie innych klientów, · polecenia influencerów, · wykorzystanie danych liczbowych – np. liczba osób obserwujących daną markę w mediach społecznościowych, · wykorzystanie logotypów – wskazanie logotypów, z którymi identyfikuje się grupa odbiorców. Społeczny dowód słuszności to element, który może przyczynić się do podejmowania decyzji zakupowych przez klientów. Z social proof powiązany jest również ludzki komformizm, lenistwo oraz strach przed samodzielnym podejmowaniem decyzji, a także brak własnego zdania. Najprostszymi przykładami wykorzystania social proof w życiu codziennym są: 1. Przy wejściu do kawiarni / klubu powiedzenie „dzień dobry” z odpowiednią energią w głosie tak aby jak najwięcej osób Was przywitało oraz przywitanie się z obsługą (dla obsługi sprawicie wrażenie kogoś kto zna się z właścicielem dla gości możecie nawet sprawić wrażenie bycia właścicielem) 2. Otaczanie się kobietami czy to w życiu codziennym czy to na zdjęciach w social media – kobiety za atrakcyjnych facetów uważają facetów otoczonych kobietami, ponieważ ON COŚ MUSI MIEĆ W SOBIE skoro inne go chcą – social proof w czystej postaci 3. Na siłowni – zaprzyjaźnienie się z największymi koksikami i wymuszenie na nich witania się z Wami jako pierwszymi – inni ludzie to widzą i w ten sposób uznają Was za kogoś ważnego 4. Epatowanie stanem posiadania – w Polsce zazwyczaj jest to samochód – najprymitywniejsza forma oddziaływania na ludzi, a zarazem bardzo skuteczna 5. Bardziej wysublimowana odmiana – posiadanie drogich gadżetów, których zazdroszczą Wam inni 6. Noszenie munduru (policja, wojsko) aby mieć „respekt”, ubieranie garnituru czy okularów aby być bardziej wiarygodnym etc. Tak działa social proof i 99,99% nie jest świadoma tego zjawiska, a także nie jest w stanie się mu oprzeć. Ten tekst nie służy ocenie tego czy to dobrze czy źle a jedynie wskazuje na istnienie takiego mechanizmu, co prowadzi do trzech konkluzji: 1. Social proof można kształtować i może być on zmienny w zależności od „mody” i lansowania go przez „środki masowego przekazu” – vide – kanony urody mężczyzn i kobiet, które zmieniają się od wieków 2. Odpowiednio wykorzystywany social proof jest wspaniałym narzędziem wpływu na inne jednostki 3. Jako świadoma jednostka, powinieneś ograniczyć jego wpływ na Twoje życie do minimum, a nauczyć się tak używać tego narzędzia abyś w po pierwsze był samodzielnie myślącą jednostką, a po drugie wywierał wpływ na inne. Zastanów się więc czy nie warto byłoby podjąć pracę ze swoją głową aby pozbyć się w głowie asocjacji w stylu dobry samochód – człowiek sukcesu, świetny facet, też tak bym chciał, piękna kobieta – na pewno jest miła, mądra, wspaniała, cudowna etc. Gówno prawda 😉 Ci ludzie są tacy jaką nadasz im wartość. Zastanowiłeś się dlaczego w sklepie posługujesz się walutą a nie kamykami czy muszelkami albo uśmiechem bombelka? Ponieważ społeczeństwo UMÓWIŁO SIĘ, iż dany przedmiot (obecnie również jego cyfrowy zapis) ma taką i taką wartość. Dlatego też właśnie samochód tego gościa czy uroda tejże kobiety ma wartość ponieważ KTOŚ nadał im wartość. Ciekawy konstrukt myślowy nieprawdaż? Zastanów się teraz od jak wielu problemów z własną samooceną i innego gówna uchroni Cię takie rozłożenie rzeczywistości. Nałóż teraz na to coś co Nietzsche nazywał „Wolą mocy” a Machiavelli „Virtu”. W skrócie – chodzi o to, że Ty jako jednostka jesteś w stanie wykreować sobie swoją własną tabelę wartości i żyć zgodnie z nią. Nie piszę tu oczywiście o zostaniu totalnym abnegatem albo łamaniu wszystkich zasad społecznych ale uświadomieniu sobie co tak naprawdę chcesz, a nie co musisz / możesz (będzie o tym trochę więcej dalej). Kwintesencją social proof jest stwierdzenie „opowiedz ludziom swoją historię” i pozwól im się w niej zakochać. Aby tak się stało musza być spełnione dwa warunki – po pierwsze to ludzie sami muszą się w niej zakochać a nie Ty musisz ich do tego zmusić, a po drugie ludzie „kochają książki z którymi mogą się identyfikować”. Uważa się, iż błędem Billa Clintona podczas romansu z Monicą Levynsky nie był sam romans, a to, że Clinton nie wyszedł i nie powiedział „słuchajcie, zjebałem, miałem romans, oszukałem swoją zonę”. Wiecie dlaczego wtedy by wygrał – bo ludzie lubią okazjonalne pokazywanie słabości ponieważ sami są słabi i identyfikują się z kimś kto stoi od nich minimum półkę wyżej ale także „bywa” (nie jest ciągle) słaby. Słabość, odpowiednio użyta, nada Ci autentyczności – jest swego rodzaju social proofem, który Cię uwiarygadnia. Przykładem właściwego używania social proof jest stworzenie przemyślanego profilu na Instagramie, który miał i ma za zadanie przyciągać kobiety mieszaniną sygnałów – ciekawe życie (podróże), opiekuńczy (zwierzęta), da przyjemność (dobrze gotuje), chcą go inne kobiety (odpowiednio skadrowane zdjęcia z innymi laskami) etc. Etc. Target to laski od 22 do 28 r.ż. (sam mam za pół roku 40 lat, ludzie dają mi 32-33 nie mam baby face etc., nie mam jakiejś super formy ale powolutku ją sobie robię). Zastanów się teraz jak odpowiednio opowiedziana historia działa na kobiety? Kolejny przykład użycia social proof: Ten starszy gość to spekulant giełdowy opowiadający o ciekawym mechanizmie – kiedy typowali spółkę do skupu / sprzedaży akcji ale nie podobała im się cena wysyłali na konferencję prasową gości, którzy udawali dziennikarzy. W zależności od tego czy chcieli uzyskać zbicie ceny czy jej wywindowanie w czasie na pytania podstawiony człowiek / podstawieni ludzie zadawali pytanie „Czy to prawda, że macie problemy finansowe i Wasz rozwój nie idzie tak jak zakładacie bo takie plotki krążą na mieście / czy to prawda że Wasza firma podpisze niedługo kontrakt z rządową instytucją XYZ?” – po rzuceniu takiego pytania dziennikarze przyklejali się do niego jak mucha do gówna a słabe ręce albo wyprzedawały ze strachu akcje albo rzucały się na nie aby podbić cenę, a oni inkasowali swój zysk bądź kupowali za grosze. (Ma to też związek z FOMO, które omówię poniżej). (Tu taka dygresja – wielokrotnie pisałem Wam, że jeśli jesteście sprawni w kontaktach międzyludzkich, to używanie tego tylko po to żeby jakaś Karyna dała Wam dupy to strzelanie do muchy z armaty. To, że większość postów na forum dotyczy lamentów, że ktoś nie może zaruchać / jakaś laska nie dała komuś tyłka świadczy o niskim ogarnięciu tego tematu. Dopóki człowiek nie zostanie zastąpiony przez maszyny to (social proof) działało, działa i będzie działać ponieważ nie jesteśmy w stanie usunąć ze swojego życia emocji, a jedyne co można zrobić to nauczyć się pracy z nimi i wpływania na emocje innych). FOMO Z social proof wiąże się również Fomo czyli Fear od Mising Out - Fear of missing out, w skrócie FOMO, oznacza lęk przed wypadnięciem z obiegu. To obawa, że coś istotnego nam umknie, kiedy nie będziemy online. Problem ten dotyczy znacznej liczby polskich internautów – już 14% z nich charakteryzuje się wysokim poziomem FOMO, a kolejne 67% doświadcza go w średnim nasileniu[1]. W grupie młodych ludzi, w wieku 15–19 lat, wysokiego i średniego poziomu FOMO doświadcza aż… 94%. Cztery przykłady FOMO Zdjęcia na insta – przeglądając zdjęcia znajomych na Insta odczuwasz ukłucie pt. „Oni byli w tym roku na wakacjach, a ja nigdzie nie wyjechałem” przez co czujesz się gorszy i odczuwasz brak i bycie POD. Ślub – masz 25 lat, a jeszcze lepiej 30, i Twoi znajomi wysłali Ci zaproszenie na ślub. W środku coś Cię kłuje i odczuwasz paniczny strach – „Ja nigdy nikogo sobie nie znajdę oni są tacy szczęśliwi”. Panika na dolarze – kiedy Rosja najeżdża na Ukrainę słyszysz, że zaraz to samo stanie się z Polską. Przez cały rok 2022 kupujesz dolary po absurdalnie wysokiej cenie bo boisz się, że złotówka zaraz spadnie w przepaść, a przecież wszyscy kupują! Nvidia – Nvidia rośnie w rok 180%, a Ty nie masz jej akcji. Wszędzie w necie czytasz, że WSZYSCY się załadowali kiedy było tanio, a „finansowi influencerzy” pieją z zachwytu. FOMO jest niezwykle silnym wymuszaczem określonych zachowań. Przyłóż teraz to o czym napisałem do spekulacji na akcjach o z filmiku jaki zamieściłemm – plotka „rzucona od niechcenia” może właśnie wywołać FOMO i wymusić na Tobie określone zachowania. Jak dealować z FOMO? Powinieneś zrozumieć, że życie można rozgrywać na trzech poziomach – muszę , mogę, chcę. Muszę, mogę, chcę czyli trzy poziomy funkcjonowania w życiu Muszę – muszę skończyć prestiżowe studia, znaleźć dobrze płatną pracę (nieważne czy ją lubię czy nie) aby kupić mieszkanie na kredyt oraz wziąć samochód w leasingu i Iphone w dużym abonamencie aby moja rodzina była ze mnie zadowolona oraz jakaś kobieta chciała ze mną być, ponieważ jeśli będę sam zostanę społecznym outsiderem a tego się boję - potrzebuję akceptacji z zewnątrz i potwierdzenia, że robię słusznie. Mogę skończyć prestiżowe studia, znaleźć dobrze płatną pracę, wziąć mieszkanie na kredyt, samochód w leasingu i Iphonea ponieważ czuję, że moja rodzina będzie wtedy ze mnie zadowolona, a moje szanse na znalezienie kobiety wzrosną – wierzę w siebie i dążę do celu/ów ale te cele wyznaczył mi ktoś inny (rodzina, społeczeństwo, presja społeczna) a nie ja sam. Chcę – chcę obrać drogę edukacji jaka mnie interesuje ponieważ chcę w życiu robić to co chcę, a także rozumiem, że szczęścia nie da mi poklask u innych czy też jakiekolwiek zewnętrzne bodźce, a mogę je odnaleźć tylko w sobie. Nie boję się stracić pracy, majątku, kobiet/y ponieważ wiem, że te kwestie to tylko dodatki do mojego życia, a ja sam, a nie społeczeństwo, rodzina czy ktokolwiek inny wiem czym jest moje szczęście. Dowód społeczny + FOMO powoduje, iż znacząca część populacji ludzkiej żyjącej na zachodzie żyje na poziomie „muszę” bądź z ledwością doczołguje się do „mogę”. Zastanów się teraz dobrze na jakim etapie jesteś? Dostosowania się do potrzeb innych bo czujesz, że tak MUSZISZ zrobić? Lekkiego przebudzenia świadomości czyli poczucia, że MOŻESZ o czymś decydować w swoim życiu? A może jednak na etapie samodzielnej decyzji o tym co jest dla Ciebie dobre a co nie? Muszę – dostosowuję się, żyję w strachu, inni podejmują za mnie decyzję Mogę – mam pewną decyzyjność, często słucham kołczów samorozwoju, zostaję trybikiem w maszynie Chcę – zanurzam się w świecie ludzi muszę / mogę kiedy mam z tego korzyści i tego chcę, ale na co dzień żyję swoim życiem i swoimi celami, którymi może być równie dobrze zostanie miliarderem a równie dobrze brak celów. To Ty sam powinieneś zdecydować jaki zawód chcesz wykonywać. To Ty sam powinieneś zdecydować czy chcesz mieć kobietę czy nie. To Ty sam powinieneś zdecydować jakie cechy ta kobieta powinna posiadać. To nie Twoja rodzina i otoczenie poprzez wywoływanie presji na Tobie co do posiadania czegokolwiek, określonych zarobków czy też wymuszając pewne zachowania powinna determinować to co robisz. To nie Twoi koledzy pierd*ląc w kółko „no pokaż zdjęcie tej laski” albo „patrz na instagrama jaka dupa” mają definiować z kim chcesz się spotykać. To wreszcie nie Twój wujek Janusz, sam tkwiący w nieudanym małżeństwie, ma spowodować że się ożenisz a Ty sam podejmiesz decyzję czy chcęsz być w długoteminowych związkach i na jakim poziomie formalizacji one mają być. Na poziomie rozwoju „chcę” to Ty sam przejmujesz lejce swojego życia z wszelkimi tego konsekwencjami, a będzie ich wiele. Ludziom nie będzie podobać się to, że żyjesz jak wolny człowiek, robisz to co lubisz i żyjesz jak chcesz. Będzie ich to wręcz niemiłosiernie wkurwiać bo sami zaprzęgnięci w kierat roboty której nienawidzą, kredyty, zrzędząca baba i dzieciaki widząc Cię będą czuli się gorzej i spróbują Cię sprowadzić do swojego poziomu. „Chcę” oznacza również, iż wychodzisz z ciepłego kurwidołka społecznego, gdzie „mam chujowo w małżeństwie ale przecież wszyscy tak mają”, „nienawidzę swojej pracy ale muszę spłacić ratę za ten samochód w leasingu od którego sąsiadowi pęka dupa z zazdrości” a przechodzisz do trybu – żyję za siebie i dla siebie i o ile mogę zapisać swoje sukcesy na konto własne o tyle wszelkie porażki są MOJĄ WINĄ i skutkiem moich błędnych decyzji i nie mogę się usprawiedliwiać magicznym „bo tak musi być”. Jestem też zadziwiony tym jak wiele osób nie rozumie, że realizacja pewnych marzeń niesie za sobą konsekwencje. Bycie w stałym związku z kobietą to nie tylko same plusy ale też i istotne ograniczenia. Posiadanie i epatowanie pieniędzmi i majątkiem niesie za sobą pewne zagrożenia i ograniczenia. Ale najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedy zrozumiesz że „chcesz” jest najciekawszą opcją życia wtedy zrozumiesz jak śmieszne z tej perspektywy wydają się Twoje działania podporządkowane posiadaniu pieniędzy dla samych pieniędzy albo ruchaniu dla samego ruchania. Kobiety jak i pieniądze powinny pełnić określone funkcje w Twoim życiu, a nie łatać Twoje niedostatki. Najczęściej jest tak, że ludzie z brakami na tych polach (czyli mający problem z kobietami lub pieniędzmi) fiksują się na tym i uważają, że jak je zdobędą to otworzą im się bramy raju a jak jest naprawdę? Wypalenie zawodowe, gorycz z nieudanych związków czy zaprzęgnięcia się w kierat robota – dom ze starą, której nie lubisz, spłata kredytów. I żebyśmy się zrozumieli – pieniądze i kobiety są super ale – i to bardzo ważne – to Ty musisz ich CHCIEĆ a nie musieć je mieć czy MÓC je mieć. To Ty i Twoja wola powinniście zdecydować czego chcecie od życia i co prowadzi do Twojego zadowolenia. Problem polega na tym, że czym więcej rzeczy z zewnątrz będzie wpływało na Twój nastrój tym bardziej będziesz zależny od otoczenia i bujany na łajbie emocji zamiast na luzie przeżywać swoje życie. Powtórzę po raz setny – szczęście jest w Tobie nie na zewnątrz i dopóki tego nie zrozumiesz dopóty będziesz najwyżej na poziomie – „mogę”. Większość kobiet z jakimi się spotykałem w ostatnich latach mówiła mi to samo – „czuję się z Tobą zajebiście spokojna”, „czuję się z Tobą jak dziecko, taki spokojny czas jak wakacje”, „jak Ty to robisz, że jesteś tak spokojnym człowiekiem, a ja cały czas o czymś myślę”? Odpowiedź jest prosta – nie myślę i nie analizuję za dużo a działam. Działam ponieważ wiem, że ode mnie zależy czego chcę i próbuję to dostać. A jeśli się nie uda? Chuj z tym. Po prostu będzie co innego. Inna kobieta, inne pieniądze ale najważniejsze – rano wstanę i powiem sobie – jaki ten świat jest zajebisty bo wstało słońce. Myślenie + działanie > narzekanie i życiowe rozkminy. Zadałem kiedyś pytanie mojemu kumplowi, który pracuje na Bliskim Wschodzie – co by się stało gdybyś stracił teraz cały majątek? Co byś zrobił? „Nie wiem” – w oczach strach. Więc ja Ci odpowiadam – jeśli CHCIAŁBYŚ to byś go w ten czy inny sposób odrobił, a jeśli NIE CHCIAŁBYŚ to miałbyś to w dupie. Żyjcie po swojemu i kochajcie swoje życie bo i tak wszyscy kiedyś umrzemy – jak będziecie zdychać będziecie myśleć o bólu dupy sąsiada? O racie? O wujku Staszku co wpierdala kiełbę z biedry i ma chujową żonę ale powtarza Wam „Patrz młody żeniaczka to jest to, nadgodziny to jest to, musisz mieć dom i samochód no to napijmy się!”. O tym chcesz myśleć w momencie śmierci czy o tym, że żyłeś jak chciałeś i napisałeś swoim życiem fajną książkę? Jaki miałaby ona tytuł? Bo moja z pewnością na okładce miałaby coś takiego - Życie kocha kiedy łapiesz je za klapy i nie traktujesz go zbyt serio. Chciej się dobrze bawić w swoim życiu, a nie tylko miej świadomość, że musisz bądź możesz. PS A teraz wróć do tych cytatów: „Wielki Szu” – „W pokerze nie ma czegoś takiego jak szczęście. Szczęście trzeba sobie po prostu umieć zorganizować”. Jest jeszcze drugi, który również uwielbiam - „Ty grałeś o pieniądze, a ja żeby wygrać. Dlatego przegrałeś”. Co o nich myślisz po przeczytaniu tego, co powyżej? PS 2 Jako dopełnienie tego tematu proponuję:
    59 points
  42. Powiem wam , bo już wakacje skończone Bracia , że lepszego miejsca dla ruchaczy niż Tajlandia się nie znajdzie. Z moich obserwacji wynika , że ciężej wyrwać kobietę zwyklejszą niż bar girla , ale do zrobienia. Opowiem wam jakie sytuację mnie spotkały na miejscu , później dopiero moja opinia większa do tego , część rzeczy , chciałbym zweryfikować z @Tajski WojownikWojownik co mogły chcieć w danej sytuacji kobiety tutaj , dłużej z nimi przebywa. Bangla Walking Street na Phuket , najbardziej rozrywkowa dzielnica na Phuket , same bary z dziwkami i dziwki na całej długości ulicy , kluby do potańczenia i czasami coś do zjedzenia. W Polsce do brzydkich gości nie należałem , ale tutaj SMV wywala o połowę do góry? Jak na Polskie warunki będę 7 , to tutaj z moim wzrostem budową ciała i mordą wyglądałem jak Biały Bóg zesłany przez niebiosa na Tajskie ulice. Sytuację jakie mnie spotykały takie pog. 1. Siedziałem w barze pijąc wodę , gdzie wszyscy stawiali bar girla do towarzystwa drinki , nagle przychodzi kelnerka i mówi , że mam 2 shoty tequili od tych Pań siedzących tam dalej , koledzy wypili shoty a ja poszedłem się zapytać o co km. Podchodzę siedzą dwie zadbane Koreanki? I mówią , że to było dla mnie bo chcą ze mną spędzić wieczór , po chwilowej rozmowie dowiedziałem się , że to była para i szukały kolesia do trójkąta , mówię chuj idę , to była pierwsza akcja w Tajlandii , poszliśmy na hotel i zaliczyłem trójkąt z chyba Koreankami? Pół nocy sadzenia , plus śniadanie postawione przez nie , tak można żyć. 2. W tym samym barze kelnerka taka 7/10 latała za mną przez 3 dni , wkoncu dałem się namówić i poszedłem z nią do hotelu , też było całkiem spoko. Później wyjebaly kolegów inne Panie na ponad 100 zł w tym lokalu i przygoda z kelnerka dobiegła końca. 3. Turop poszedł potańczyć do klubu nocną porą , przy barze kupując coca cole dopadła go laska jak z porno 10/10 , mówi mi , że widziała mnie już wczoraj i dzisiaj w innym barze i szukała mnie przez 2 dni , jeden drink i poszła ze mną na hotel , ta też nie chciała pieniędzy za seks , poprostu byłem. 4. Główna ulica , idę około godziny 2 w nocy do domu i nagle ktoś chwyta mnie za rękę , patrze prostytutka , ale młodziutka tak z 22 lata , laska 9/10 , mówię jej , że idę do domu sam ,nie chce bum bum , a ona nie chce mnie puścić , i jechałem z nią przez 10 metrów jak z workiem ziemniaków uczepionym na ręce, wkoncu stwierdziłem , że chuj dobra dupa , akcje odjebała przednia chyba jej zależy , za całą noc zapłaciłem 1000 batów to na nasze około 130zł. 5. Wychodząc z klubu leżała na stole róża , zawinołem ja żeby sobie porobić żarty na głównej ulicy , podszedłem do 3 odjebanych Tajek i dalem jednej róże , dużo więcej nie trzeba było zrobić , sama zawołała mnie na hotel , za seks znowu nie zapłaciłem. 6. Byłem na Tajskim masażu , właścicielka kobitka koło 40 , dobra w ciul , gadka szmatka po masażu mówiła , że widziała mnie już tu od paru dni i żebym przyszedł kiedyś , albo zadzwonił, dała mi swój numer. W ten sam wieczór wracałem na hotel akurat jadła kolację , zawołała mnie na szame , zjedliśmy i pojechaliśmy do niej na chatę , bum bum , rano śniadanie i podwozka pod hotel. 7. Jedna poznałem na Tinderze , normalna kobitka 29 lat , jeździ po świecie , sprzedaje mieszkania. Ja wyrwałem na koniec , zapierdalem skuterem na drugi koniec wyspy , ale było warto , ta po godzinnym spacerze powiedziała mi żebym zrobił jej białe dziecko , że chce je tu i teraz w tym momencie , pewnie się zgrywała chociaż kto wie , ale aluzja co do seksu była hehe. Z nią wyszedłem później parę razy normalnie na miasto. Historie moich kolegów są grube jak dupsko niejednej Tajskiej dziwki , ale nie będę ich opisywał dokładnie , z tych lepszych to jeden biały rycerz wyrwał bogatsza Tajke i woziliśmy się z nią po całej wyspie za free , jeszcze nam stawiała browary i wodę do tego , pokazała fajne miejscówki ogólnie całkiem spoko . Drugi wyrwał starą Tajke , woziła nas kamperem po mieście w poszukiwaniu kokainy hehehehe , obczajcie , jedziecie na pace kampera z burdel mamą po kokaine na wieczór ja pierdole! Co do mniejszych akcji to często stawały dziewczyny na skuterach i pytały się o dupczenie , dziwki rozrywały Cię na głównej ulicy , na tinderze tyle par , że nie chciało mi się odpisywać , sparowało mnie z Tajska gwiazda porno , sprawdzaliśmy ja na stronach zakazanych i za całą noc z nią powiedziała mi 400 zł, ale nie chciałem płacić tu za seks. Dziewczyny w klubie pstrykaly mnie po knadze jak tańczyłem , raz wracając z klubu spotkałem bogatego Indyjskiego Milfa , naprawdę dobra sztuka , tak chciała się przespać ze mną i tak mnie namawiała , że wkoncu zaproponowała , że to ona mi zapłaci żebym ja wyruchał , ja pierdole 😎 W zasadzie tyle , pozwiedzalem , pojadlem , podupczylem , historię brzmią jak jakiś film, ale uwierzcie mi , że takie rzeczy się tu odpierdalają , ja się czułem jak w jakimś GTA na kodach. Oprócz dupczenia mega dużo zwiedzałem , wycieczki mega dobrze zorganizowane przez Tajów , na Phuket polecam , Big Buddę jest za free , kompleks świątyń niedaleko Big Buddy , Wycieczkę na wyspę Jamesa Bonda i drugą na Plażę z niebiańskiej plaży gdzie grał Leonardo Di Caprio. Tak to eksploatacja wyspy , targi z jedzeniem , plażę i kobiety. Otwarły mi się oczy na inny świat, gdzie kobiety są łatwiej dostępne niż kawa w sklepie , Polki niech sobie robią w chuja Blue Pilowców ja zmieniam kierunek na kompasie Penisa. Zawnioskuje do moderacji , żeby każdy z swiezakowni w ramach terapii jechał na Tajlandię na dwa tygodnie , kurwa Panowie , must have. Koszty imprezy Bilet 3300 Hotel 1700 Zycie zabawa wydatki 2500 7500 zł za wakacje życia 😎
    59 points
  43. Dziś w cyklu red bawi i uczy zaprezentuję braciom przypadek babskiego skurwysyństwa, mściwości i degeneracji, który obiegł cały świat. Rzecz miała miejsce w roku 2014, z perspektywy dnia dzisiejszego można opisać jak to wyglądało i jak się skończyło. Dodam tylko, że przypadek nie jest odosobniony, podobny miał miejsce w Kanadzie z przedstawicielką tego samego zawodu w roi głównej. Ale skupmy się na opisywanym przypadku, materiał filmowy. Pani na filmie jest obrońcą/ adwokatem, we wcześniejszych latach, przed ukończeniem studiów prawniczych i podjęciem pracy w zawodzie była prowadzącą w rozgłośni radiowej, dość popularną dodam. Tak więc paniusi zachciało się amorów z panem taksówkarzem, sytuacja jak z kiepskiego pornola. Ściągnęła majtki zaczęła się dobierać do rozporka. Pan kierowca kategorycznie odmówił, był napastowany przez kilka minut, w końcu udało mu się usunąć natrętną pasażerkę z auta. Cała sytuacja byłą by śmieszna gdyby nie była straszna. Odrzucona paniusia zareagowała bardzo gwałtownie, zgłosiła na policji iż była molestowana przez kierowcę ! (czyli sytuacja dokładnie odwrotna niż w rzeczywistości). Wykorzystała swoje kontakty zawodowe żeby nieszczęśnika zniszczyć, za to, że jej nie wyruchał. I tu mamy potwierdzenie prawdziwości przysłowia "Kobieta jest jak szansa, niewykorzystana mści się". Nieszczęsny facet został aresztowany, postawiono mu zarzuty i miał pozostać w areszcie, aż do rozprawy - ze względu na wagę zarzucanych czynów. W czasie gdy odpoczywał w celi, paniusia uruchomiła kontakty w mediach i puszczona audycję o TAKSÓWKARZU WIELOKROTNIE NAPASTUJĄCYM KOBIETY. Temat podłapała prasa, lokalna TV, radio zapowiedziało cały cykl programów na jego temat, w tym wywiady z licznymi poprzednimi ofiarami ! Facetowi zawieszono licencję na okres wyjaśnienia sprawy, nie mógł pracować przez 7 miesięcy. Został oczerniony, stracił środki do życia z powodu kłamstwa niedoruchanej kobiety. Paniusia nie wiedziała, że pan nagrywał całą akcję, kiedy pojawił się obrońca tego pana z nagraniem pana wypuszczono. A pani postawiona liczne zarzuty. Na szczęście USA to jeszcze kraj prawa i wolnych ludzi. Na chwilę obecną, otrzymała karę pięciu lat więzienia za napaść na tle seksualnym, złożyła apelację, aczkolwiek czarno to widzę. Dostała zakaz wykonywania zawodu również na 5 lat. Oczekuje również na rozprawę za składanie fałszywych zeznań, gdzie prokurator domaga się kolejnych 5 lat (wyroki nie będą odbywane jednocześnie więc będą się sumować :p). Policjanci, którzy dokonali zatrzymania taksiarza zostali zawieszeni, postawiono im zarzuty aresztowania bez podstaw prawnych, bezprawnego umieszczenia w areszcie i porwania Tak się skończyło białorycerzenie mundurowych, którzy zamiast sprawdzić fakty, uwierzyli na słowo i zawinęli gościa. I oczywiście polecą sprawy o odszkodowanie przeciwko sprawczyni, ale także przeciwko miastu i stanowi. Więc zakończyło się dobrze dla faceta. Teraz bracia pomyślcie, jeśli kobieta jest w stanie zrobić coś takiego facetowi, którego nie zna i tylko za to, że odrzucił jej propozycję seksualną? Co jest w stanie zrobić wam, jeśli jest z wami związana = wzbudzacie w niej jeszcze silniejsze emocje? Rozkmińcie to sobie. I pomyślcie, czy przyszło by wam do głowy mścić się na przypadkowej lasce, za to że nie poszła z wami do łóżka? Raczej sobie tego nie wyobrażacie, prawda? Popatrzcie w jaki sposób kobiety wykorzystują pozycję zawodową i wpływy, do manipulowania i niszczenia innych ludzi, jest to symptomatyczne, zapamiętajcie to sobie. W sumie zniszczono życie trzech facetów, taksówkarza, dwóch białorycerzy + narażono na znaczne koszty miasto i stan, czyli płatników podatków, wszystko z powodu babskiej zemsty. Jak wspomniałem analogiczny przypadek miał miejsce w Kanadzie, tyle że tam taksówkarz pokazał film od razu po przewiezieniu na komisariat i paniusi postawiono również zarzuty napaści seksualnej i wniesienia fałszywego oskarżenia, sprawa kanadyjska jest świeża, jeszcze się nie zakończyła. W obu przypadkach kobieta adwokat. Więc nie myślcie iż kobieta lepiej sytuowana i wykształcona jest również lepsza moralnie od tej biednej prostaczki z plebsu, nie to takie same kłamliwe prymitywne osoby, które reagują na te same bodźce w określony sposób. Jedyna różnica tkwi w tym iż lepiej sytuowana ma większe możliwości, żeby dojebać swojej ofierze.
    58 points
  44. Mam świadomość, że temat nie jest łatwy i może u niektórych z Was wywołać silne emocje. Uważam jednak, że w ostatecznym rozrachunku może to temu miejscu wyjść na dobre. Zaznaczę, że nie jest moją rolą nikogo oceniać, chciałbym tylko podzielić się z Wami moimi własnymi obserwacjami. W trakcie prywatnych rozmów z niektórymi z Was dowiedziałem się, że moje wnioski nie są odosobnione. Nie trzeba być Einsteinem, żeby nie zauważyć, że na naszym forum króluje głównie negatywna energia. Tematy typowo samorozwojowe umierają po zaledwie kilku wpisach, podczas, gdy wątki na temat chadów, Julek, Mokebe, p0lek bądź tematy zakładane przez Rezerwatki utrzymują się na stronie głównej przez kilka dni i tematy te cieszą się olbrzymią frekwencją. Dlaczego tak się dzieje? Ktoś mógłby napisać „bo tak wygląda właśnie rzeczywistość i my po prostu o niej rozmawiamy”. Tyle, że niestety tak nie jest. W cytowanych wątkach komentujemy jedynie WYCINEK pewnej rzeczywistości. Nie każda kobieta jest Julką i nie każda kobieta marzy o tym, żeby opierdolić gałę Mokebe. Podskórnie każdy z Was to wie. Dlaczego więc ten konkretny wycinek aż tak bardzo nas interesuje? I w tym miejscu napiszę coś, co niektórych z Was może oburzyć. Moim zdaniem dużym problemem tego forum jest lęk przed odrzuceniem, bliskością i ogólnie przed kobietami widoczny jak na dłoni u wielu Braci, a powodowany ich przeszłymi doświadczeniami z kobietami lub wręcz brakiem tych doświadczeń. Jest on przez zdecydowaną większość chłopaków obarczonych tą przypadłością zupełnie nieuświadomiony. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo on JEST, zżera ich od wewnątrz i większość chłopaków jakoś musi sobie z nim radzić. Dodam, że wszystkie te lęki są całkowicie zrozumiałe. Jestem przekonany, że gdybym wylądował na forum 11 lat temu po rozstaniu z moją borderką (opisywałem naszą wspólną historię w innym wątku) miałbym tak samo. Czułem się przez nią skrzywdzony i wykorzystany, a jednocześnie bałem się powtórki z rozrywki. Wszystkie kobiety jawiły mi się w tamtym okresie jak drapieżne piranie, gotowe rozszarpać mnie żywcem. Miałem jednak to szczęście, że trafiłem na terapię i mogłem przyjrzeć się samemu sobie – temu jak JA SAM prowokowałem pewne sytuacje, temu jak JA SAM pozwalałem się szmacić i wykorzystywać, temu jak JA SAM pozwalałem innym się nie szanować. I tak dalej. Odzyskałem w moim życiu SPRAWCZOŚĆ. Większość z Was trafiła tu jednak bezpośrednio po trudnych dla siebie doświadczeniach, otrzymała pomoc od podobnie skrzywdzonych Braci i została tu na stałe. W międzyczasie trafiały tu kolejne, podobne Wam osoby. Osób takich jak ja – będących w wieloletnim, udanym związku – praktycznie tutaj nie ma, a jeśli już są to jest ich garstka. Wywołuje to wrażenie, że stworzenie udanego związku jest czymś niemożliwym, a normę społeczną stanowi samotny facet. Kolejną grupą osób, które się tu udzielają są osoby, które doświadczeń z kobietami nie posiadają praktycznie żadnych. Nie jest to ocena, a zwyczajne stwierdzenie faktu. Osoby te we własnych, prywatnych wątkach przyznają, że chciałyby jakoś tą sytuację zmienić, ale nie wiedzą jak. Użytkownicy ciężko doświadczeni przez relacje z kobietami próbują im najczęściej te kobiety wybić z głowy. I ja to rozumiem, bo gdybym w dalszym ciągu postrzegał kobiety jak drapieżne piranie robiłbym dokładnie tak samo. Ostatecznym celem ma być więc rozwój fizyczny, mentalny, no fap, medytacje, zimne prysznice i te inne rzeczy, z których czasem się śmiejemy. No i ok. Wydawać by się mogło więc, że poza tematami zamieszczanymi w Świeżakowni temat kobiet nie powinien w forumowej przestrzeni istnieć w ogóle, a wątki samorozwojowe winny liczyć po kilkanaście stron. Tak jednak jak już ustaliliśmy nie jest. Dlaczego więc to wciąż temat kobiet – tych drapieżnych piranii, które zabierają nam całe majątki i okaleczają nasze wnętrze nas tak bardzo interesuje? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być banalnie prosta – bo przeciętny, zwyczajny facet posiadający choćby średnie libido i żyjący w zachodnim, przesyconym seksem społeczeństwie bez kobiet i seksu funkcjonować nie potrafi. Pamiętam jak sam założyłem tu swój wątek na temat związków, opisując przy okazji swoje małżeństwo. Symptomatycznym było to, że mało kto interesował się moimi radami, a zdecydowana większość osób pisała w stylu „jeszcze dostaniesz po dupie”, „jeszcze Cię Twoja myszka wydyma” itd. Reakcje te były dla mnie całkowicie zrozumiałe i nie wchodziłem z nimi w polemikę. Przypominało mi to sytuację, gdy mój znajomy kupił sobie dawno temu Aston Martina DB9. No piękny samochód (moim zdaniem). Inny mój znajomy cały czas o nim gadał, ale w kontekście wyłącznie negatywnym. „Jak można wydać tyle kasy na zwykły samochód?”, „ale mu na pewno dużo pali”, „on wcale nie jest przecież taki ładny”, „kurwa, ale to mało zwrotne auto”, „pewnie OC kosztuje gościa milion złotych”. I tak w kółko, codziennie, jakby normalnie miał na jego punkcie jakąś obsesję. Nie mogąc go w pewnym momencie słuchać zapytałem – „Słuchaj, a może Ty sam chciałbyś mieć takie auto, co? Może Ty mu go zwyczajnie zazdrościsz?”. No i jakoś temat się wyczerpał. No więc – z jednej strony nie potrafimy funkcjonować bez kobiet, a jednocześnie mamy lęk przed ich bliskością czy odrzuceniem z ich strony. Jak sobie z nim tutaj radzimy? Strategie radzenie sobie z tymi lękami są różne: I. Obrzydzanie sobie kobiet, jawna pogarda do “p0lek”, wrzucanie wszystkich kobiet do jednego worka, wyzywanie ich od kurew, opadów, pisanie o ruchających ich Mokebe, Abdulach itp. To strategia moim zdaniem najbardziej prymitywna i bardzo uderzająca w wizerunek naszego forum, dająca paliwo jego przeciwnikom. To dzięki tego rodzaju wpisom, mającym na celu radzenie sobie z tym wewnętrznym konfliktem wyzywani jesteśmy od sfrustrowanych, zgorzkniałych inceli. Przy okazji jest to strategia, która nie wytrzymuje starcia z rzeczywistością i elementarną logiką – nawet w naszym skromnym Rezerwacie mamy przykłady pań o zupełnie innym mindsecie, a Rezerwatek jest przecież dosłownie kilka sztuk. Obsługuję dużą korporację – wśród jej pracowników tylko jedna dziewczyna ma na koncie rozwód (i to od razu aż dwa), a reszta funkcjonuje w wieloletnich związkach. Mam kilka zbliżających się do 30-tki koleżanek, które od lat mają tych samych partnerów bez ślubu pomimo różnych drobniejszych kryzysów (które są nieuniknione w długoletnich związkach). Wszystkie Polki (czy jak wolicie "p0lki”) skaczą po różnych kutangach? II. Tworzenie i utrzymywanie mitu chada - gościa z innej planety, któremu masowo oddają się samice, a tacy goście jak np. ja, którzy do chadów nie należą muszą załatwiać własne potrzeby seksualne własnoręcznie To nieco bardziej wyrafinowana strategia, która tak naprawdę jest zwykłą wymówką (“nie jestem chadem, więc kobiety muszę sobie odpuścić”) i przy okazji kompletną bzdurą. Sam nie jestem chadem, miałem dosyć naiwny, białorycerski mindset, a seks w dorosłości zawsze miałem. „Bo Ty masz wysokie SMV!”. Ty również możesz zadbać o swoje – ćwiczyć, czytać, dbać o ubiór, higienę. No ale to wysiłek, wiem. Odnośnie SMV. Opisywałem na forum przypadek przeciętnie zarabiającego gościa 3/10, który związał się z moją kuzynką 9/10. Jak przytomnie zauważył wtedy @RENGERS gość mógł wykorzystać okres promocyjny, a potem zręcznie się ulotnić – on natomiast wolał się ożenić 😊 Przejdźcie się kiedyś po miejskim parku bez wcześniejszych założeń. Przeciętni kolesie z bardzo ładnymi dziewczynami to wcale nie tak rzadki widok. Że są prędzej czy później porzucani przez te kobiety? No i co z tego? Oni ruchają, a nie wypierają tą swoją potrzebę. Ktoś da Wam gwarancję, że jakaś kobieta będzie z Wami aż do śmierci? III. Tworzenie wzoru samicy idealnej tzw. himalajki, której w praktyce nie da się znaleźć. To już strategia bardzo wyrafinowana, ale tak naprawdę jest kolejną wymówką - “ja tak naprawdę bardzo chciałbym się związać, ale przecież żadna kobieta do związku się nie nadaje, nie spełnia moich oczywistych przecież wymagań”. Nasuwają się w tej sytuacji oczywiste pytania. Czy my sami jesteśmy idealni? Czy my sami nie posiadamy żadnych słabości? Czy ta kobieta ze snów chciałaby być z kimś takim nieidealnym jak my? To pytania retoryczne. Nie chodzi mi przy tym o to, żeby brać do związku kogokolwiek, ale o przyjrzenie się własnym wymaganiom trzeźwym spojrzeniem. Każda, wydawać by się mogło najbardziej idealna dziewczyna, może się z czasem zmienić, może się zakochać w kimś innym, może trafić w lewicujące środowisko, a ostatecznie może się nami znudzić. Nigdy nie będziesz mieć gwarancji, że będzie to związek na całe życie. NIGDY! Pewne wymagania brzegowe trzeba mieć, to jasne jak Słońce. Jedni wolą rude, inni blondynki. Jeśli jednak nasze wymagania przegrywają z rzeczywistością to dla mnie osobiście byłby to sygnał, że jest to forma autosabotażu i podświadomego lęku przed zranieniem. IV. Bycie facetem stroniącym od kobiet, a jednocześnie codziennie się nimi zajmującym. To bardzo ciekawa moim zdaniem strategia. Osobiście stronię od latania na paralotni – mam lęk wysokości, nie mam potrzeby z tym lękiem walczyć, bo on nie przeszkadza mi w normalnym, codziennym funkcjonowaniu. Akceptuję go jak część mojej ułomnej, ludzkiej natury. Jednocześnie paralotniarstwo jest dla mnie tematyką obojętną, nie czytam o tym, nie interesuję się tym, mam to zwyczajnie gdzieś. Jestem facetem stroniącym od paralotniarstwa. Wydawać by się mogło, że podobnie winno być w przypadku facetów stroniących od kobiet. No ale patrząc na forum tak przecież nie jest – jest dokładnie odwrotnie. Dodam, że jedynie prawdziwa obojętność na daną kwestię zapewnia nam niezależność od niej - niechęć jest uczuciem wzmacniającym naszą zależność od przedmiotu niechęci. Zgadzam się w tym miejscu z Bratem @lync, że prawdziwy, radykalny MGTOW możliwy jest jedynie w przypadku zerowego lub śladowego libido. W innym przypadku to droga donikąd. Czemu służą wszystkie cztery powyższe strategie? Nie trzeba konfrontować się z własnymi lękami. Czy jest to w dłuższej perspektywie destrukcyjne dla osoby posługującej się daną strategią? Oczywiście, że tak. Wystarczy przyjrzeć się wyczynom naszej forumowej maskotki. Jak naprawdę poradzić sobie z tym lękami? Skonfrontować się z nimi. Nazwać je. Przyznać przed samym sobą, że właśnie się tego obawiamy. To nic złego bać się różnych rzeczy. Poczuć te lęki we własnym ciele. Przeprowadzić ze sobą dialog sokratejski i rozmawiać z samym sobą tak długo i tak szczerze aż do źródła tego lęku dotrzemy. To w każdym indywidualnym przypadku może być coś innego. Prawda jest taka, że trudne doświadczenia związkowe (zdrady, porzucenia, rozczarowania) mają bezpośrednie przełożenie na nasze poczucie własnej wartości. Większość z nas (o ile nie wszyscy) wchodziła w swoje pierwsze związki i relacje z kobietami jako osoby niedoświadczone, młode, naiwne, żyjące w matrixie. Mieliśmy w głowie przekonania, że „najbardziej liczy się wnętrze”. Uczono nas rzeczy, które w praktyce zwyczajnie nie działają. Mam świadomość, że po takich doświadczeniach zaufanie jakiejś kobiecie wydaje się być czymś niemożliwym. Brak zaufania do kobiet (całkowicie uzasadniony) widać po Waszych poradach udzielanych młodszym stażem użytkownikom w stylu „przeglądaj jej okazjonalnie telefon”, „delikatnie kontroluj”. Jakby „upilnowanie” partnerki było w ogóle możliwe… Przyszło nam żyć w trudnych czasach. Inni mężczyźni, których nazywamy tu pieszczotliwie „spermiarzami” nam nie pomagają. To „dobry” czas dla kobiet, których atencja pompowana jest w sztuczny sposób w internecie – w miejscu, w którym obecnie zawiązywana jest większość relacji. Młodsze pokolenie dziewczyn może budzić przerażenie swoim luźnym podejściem do seksu. Nie mam wątpliwości, że będzie pod tym względem tylko gorzej. Nie znaczy to jednak, że nie istnieją wartościowe, godne zainteresowania kobiety – ja je dalej dostrzegam. Prawda jest taka, że zdecydowana większość z nas potrzebuje tych kobiet, nawet jeśli u niektórych jest to jedynie kwestia seksu. Im dłużej będziemy sobie wmawiać, że się ich nie obawiamy tym większą barierę będziemy tworzyć między nimi a nami. Zostawiam to do Waszego przemyślenia. Życzliwy Wam Brat.
    58 points
  45. Gdyby oksymoron miał swój hymn, właśnie tak by brzmiał.
    58 points
  46. Luźny wpis, bo o dziwo, na "hołm łofis" dziś siedzę. Czyli szczerze pisząc, udaję że pracuję. Bo "pracy" mam na 2 godziny. Ale to nie o tym wpis. Trzeci maja. Nie ruszam z rodziną nad morze. Ani w góry. Pomny, że wypad majowy oznacza ścisk, tłok, korki i kolejki. A mi, zgodnie z wiekiem i zużyciem biologicznym, już się po prostu i po ludzku - nie chce. Pojedziemy tydzień, dwa później. Luźniej, spokojniej, taniej. Więc destynacja lokalna, mazowiecka. W miarę blisko, w sam raz na jednodniowy wypad. Zamek mazowiecki, historycznie bogaty. A na zamku - atrakcje. Pojedynki rycerzy. Konkursy. Strzelanie z kuszy i łuku. Zabawy z wieków minionych. Gotowanie potraw z XV wieku. Namioty rycerskie. Średniowieczne rękodzieło itd. Dla każdego coś miłego. Małżonka z latoroślami wybywa oglądać komnaty książęce. A von.Ansbach z lubością leży na dziedzińcu na trawce. Ludzi mrowie, wszak majówka. A miejsce blisko od Wwy. Tak, że zaparkować cieżko. Słońce grzeje przyjemnie więc zajmuje się tym, co robić można. Obserwuję. Z czystej, ludzkiej ciekawości - pary i małżeństwa (tudzież pary z dziećmi). Widok przedni i jakże pouczający. Świeżo gruchające gołąbki. On i ona. Zapatrzeni, uśmiechnięci do siebie. Pozytywna energia, którą ciężko przeoczyć. Szczerze? Miło popatrzeć. Gdzieś tam w sercu, na ten widok, aż cieplej się robi. I wracają, zakurzone, wspomnienia. A po drugiej stronie medalu? Coś co nie ujdzie uwagi przeciętnego obserwatora. Zniechęcone Polki z charakterystycznym grymasem na twarzy. Ten grymas dezaprobaty i zniechęcenia jest tak charakterystyczny. Że mógłby stanowić ikoniczny obraz. Gdzieś tym mnie zabrał? Nuda! Tu się nic nie dzieje! Anka,Kaśka,Zuza w Turcji,Grecji,Egipcie tyłek grzeje i na IG foty daje po retuszu filtrami. A ja co? Tutaj mnie zabrałeś? Wiocha! Wstyd! Nie ma się czym pochwalić! Nuda! Żenada! Znudzona jestem i nawet nie zamierzam maskować, że jest inaczej. I widok panów nadskakujących. Starających się by cień zainteresowania dla przywiezionych z sobą pań wykrzesać. Bo choć na ułamek paznokcia doceniły. Ale nie! Wykrzywione, znudzone miny pełne dezaprobaty. Był ostatnio wątek @zychu o ekspatach. Gdzie przewinął się też motyw naszych witaminek. Wiecie co. Niech sobie ci ekspaci biorą te nasze witaminki. O tych wiecznie znudzonych, pałających dezaprobatą pyszczkach. Najlepiej niech biorą i zabiorą do siebie. Do Bari, Neapolu, Braggi czy hiszpańskich miasteczek o klasie polskiego zadupia B czy C. Szczerze. Powodzenia! Taka luźna obserwacja. Ale tak cholernie charakterystyczna dla ostatnich lat. I rynku matrymonialno-związkowego w Polsce. Ceńcie się Koledzy. I nie traćcie czasu i zasobów na kobiety, które nie potrafią docenić i się zrewanżować. Dawajcie od siebie wyłącznie wtedy, gdy sami dostajecie.
    57 points
  47. Przeklejam wczorajszy wpis z mojego fejsa (profile SamczeRuno i Marek Kotoński), żebyście mogli wyrobić sobie własne zdanie na temat konfliktu, jaki od lat toczy się między mną a zorganizowaną grupą, która w Internecie zamieszcza o mnie nieprawdopodobną liczbę oszczerstw i oskarżeń o najohydniejsze czyny. Być może ktoś z was uwierzył tym kłamstwom - więc zamiast przekonywać was kolejny raz że nie jestem pedofilem, oszustem, nie mam kilku tysięcy multikont którymi prześladuję kilkanaście osób, umieszczam informację o trzecim już wyroku. Ważne - WSZYSTKIE oszczerstwa które napotykacie w Internecie na mój temat, były wyciągane przeciwko mnie w sądzie. W tym akurat przypadku, byłem o nie oskarżony. Jeśli więc Sąd stwierdziłby zasadność któregoś z nich, skierowałby to natychmiast do prokuratury. Jak się za chwilę przekonacie, kolejny już sędzia nie dopatrzył się żadnych przestępstw w moim działaniu i życiu. Nie dopatrzyli się ich także prokuratorzy i policjanci, gdzie byłem niejeden raz tłumacząc się z oskarżeń i donosów, a co najciekawsze, moich rzekomych przestępstw skarbowych nie dopatrzył się też Urząd Skarbowy, zalewany swego czasu doniesieniami o moich "przekrętach". Lata bardzo ciężkich doświadczeń, strachu, wstydu, zajmowania się głównie jeżdżeniem przez pół kraju na rozprawy sądowe, licznymi wizytami na prokuraturze i policji, bardzo mocno odbiły się na moim życiu, psychice i zdrowiu. Z jednej strony sukcesem jest to, że nie doszło do załamania psychicznego - z drugiej strony lata silnego stresu to coś, co trzeba będzie "spłacić"; organizm nie może w nieskończoność radzić sobie z takimi obciążeniami, zwłaszcza że już "na starcie" byłem chory na IBS, oraz nie jestem młodzieniaszkiem. Ten nieprawomocny wyrok, jest efektem ciężkiego wysiłku mojego i osób mi życzliwych, bez których nie miałbym szans na wygraną. O kosztach nawet nie wspominam, bo pieniądze można zarobić, ale straconych lat i zdrowia już nikt nie zwróci. Jeśli ktoś Państwa by nazwał pedofilem - prawdopodobnie przeżywalibyście to wiele lat, może do końca życia. Takie słowa by bardzo was zraniły. Ja tak i jeszcze gorzej, byłem nazywany całymi latami, dzień w dzień, weekendy, święta - presja trwała bezustannie, nie było możliwości odpocząć, zrelaksować się. Do tego słowa te widzieli by wasi przyjaciele, rodzina, współpracownicy, a przez nie wasza praca, wasz zawód upada. I po latach nauki i inwestycji w swoją wiedzę, zamiast dobrze zarabiać, latami balansujecie na skraju bankructwa, bo np. w moim przypadku, trudno liczyć że ktoś kupi w Internecie książkę "pedofila i wariata", a to głównie ze sprzedaży książek się utrzymuję. Piszę to dlatego, byście nie pisali "Marek, olej te bluzgi he he", bo to jest mniej więcej to samo, jakbyście mieli codziennie bardzo silne bóle np. kręgosłupa, a ktoś by wam powiedział "he he, olej ten ból, nie myśl o nim he he". Na presję której zostałem poddany, nie ma silnych. Po prostu jedni wytrzymają dłużej zanim nastąpi załamanie, a drudzy wytrzymają krócej. Oto wklejony post: W dniu wczorajszym Sąd I instancji we Wrocławiu, wydał wyrok w sprawie między mną i jednym z wrocławskich krytyków. Z racji tego, że wyrok jest nieprawomocny, będę pisał o tym człowieku Iksiński. Było to oskarżenie wzajemne, gdzie ja oskarżałem Iksińskiego w prywatnym akcie oskarżenia o czyny z artykułów 212 § 2 kk i 216 § 2 kk, czyli zniesławienia i zniewagi, które zamieszczał na mój temat w Internecie. Mój wrocławski krytyk natomiast oskarżał mnie we wzajemnym akcie oskarżenia o czyny z artykułów 212 § 2 kk i 216 § 2 kk, 18 § 2 i 3 kk, czyli o to samo plus podżeganie do przestępstw i pomocnictwo w nich, jakiego podobno miałem się dopuszczać na jego szkodę. Sąd stwierdził, iż jestem niewinny i w ocenie sądu nie dopuszczałem się żadnego z zarzucanych mi przez wrocławskiego krytyka czynów. Sąd rzeczowo uzasadnił moje uniewinnienie, zacytuję wypowiedzi wysokiego sądu, którymi uzasadnił moje uniewinnienie: - czyli w ocenie sądu było jasne, iż czynów zabronionych wobec mojego krytyka się nie dopuściłem. Czyli SR we Wrocławiu uznał, że nie znieważałem, nie zniesławiałem mojego wrocławskiego krytyka, nie podżegałem do czynów zabronionych na jego szkodę, nie pomagałem w takich czynach. Trudno opisać moje uczucie ulgi, bo po latach horroru jakiego doświadczam w Internecie, sąd uznał moją niewinność. Ma to dla mnie duże znaczenie, ponieważ mój oponent oskarżał mnie w akcie oskarżenia o czyny od grudnia 2018 do września 2020, czyli prawie dwa lata miałem popełniać przestępstwa. Jak widać, sąd był innego zdania. Jak widać, gigantyczne doświadczenie procesowe mojego oponenta, którym się wielokrotnie chwalił w sieci, nie pomogło mu w zrozumiałym napisaniu aktu oskarżenia. Sędzia musiał dedukować, o co mojemu oponentowi chodzi, co w kontekście jego górnolotnych deklaracji jest co najmniej śmieszne, ale przejdźmy do innych smaczków, czyli drugiej części wyroku. A cóż z moim wrocławskim krytykiem? Sąd uznał jego winę, nie zastosował warunkowego umorzenia postępowania, nie znalazł ku temu przesłanek. Wymierzył krytykowi karę oraz zastosował wobec niego środek karny (z podaniem poczekam do uprawomocnienia wyroku), to orzeczenie uzasadnił między innymi takimi słowami: – sąd się nie dopatrzył również, jakobym komuś pomagał w takich czynach albo do nich namawiał. Wskazał również, że mój wrocławski krytyk nie działał w stanie wyższej konieczności, którym próbował uzasadnić swoje czyny. Wysoki sąd zasugerował również drogę cywilną, z której to sugestii oczywiście bardzo chętnie skorzystam. Wytoczę tych spraw Iksińskiemu kilka, biorąc pod uwagę całokształt jego działalności z ostatnich trzech lat. Jaki będzie dalszy los tej sprawy? Najprawdopodobniej mój krytyk złoży apelację, ja na nią odpowiem i złożę swoją. Dodatkowo Iksiński ma drugą sprawę karną we Wrocławiu, za podobne czyny z innego okresu i nazbierało mu się zniewag i zniesławień na trzecią. Więc spotkamy się w sądzie w następnych dwóch, podobnych sprawach. Skoro dla sądu jest jasne, że jestem niewinny, wyciągnę też konsekwencje w zakresie fałszywego oskarżenia Iksińskiego wobec mnie, bo powiedzmy sobie szczerze, cały ten akt oskarżenia to były wymysły Iksińskiego, nic więcej. Wyobraźnia poniosła tego pana na bardzo dalekie wody. Jak się takie coś wniosło przed sąd, to trzeba będzie za to odpowiedzieć, ale tym zajmie się prokurator, ja będę siedział na „tylnym siedzeniu” jako pokrzywdzony. Czekam z niecierpliwością na apelację, ponieważ po uprawomocnieniu się wyroku Iksiński będzie osobą karaną i znajdzie się w Krajowym Rejestrze Karnym. I jeszcze jedno, moi krytycy wielokrotnie twierdzili, że wyroki sądów będą dla mnie niekorzystne, a ja po wyrokach będę mieć pretensje do sędziów. Tymczasem stało się odwrotnie, po dzisiejszym wyroku jeden z krytyków obrażał dwóch sędziów, którzy prowadzili dwie ostatnie sprawy jego kolegów i wydali niekorzystne dla nich wyroki. Nie będę tego cytował, bo reakcja była w mojej ocenie haniebna i pozbawiona klasy, aczkolwiek zapisałem te wypowiedzi dla potomności. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Na razie mogę tylko tyle napisać, by nie wyrządzić szkody dalszym działaniom prawnym. Z tej okazji gratuluję osobom, które mimo tysięcy oszczerstw na mój temat zamieszczonych w Internecie, wolały wierzyć mi niż moim krytykom - jak widać, macie dobrą intuicję do ludzi i nie dajecie się oszukać byle komu. To niezwykle rzadka cecha w dzisiejszym świecie. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Piszę to "tu i teraz" czyli 4 marca wieczorem: Wszystkim osobom które wspierały mnie w tragicznym dla mnie czasie, serdecznie dziękuję. Osłanialiście mnie "fizycznie", gdy grożono mi "ostrym narzędziem przy gardle" w sądzie, podtrzymywaliście na duchu, pomagaliście na wiele różnych sposobów, niektórzy wpłacali pieniądze, z których mogłem finansować "podróże" na rozprawy sądowe i nie tylko. Jeśli karma istnieje, to mam nadzieję że życie wam kiedyś w podobny sposób odpłaci, że zamiast skopać człowieka gnojonego przez kilkanaście zorganizowanych osób (niektórzy widząc tę sytuację, ochoczo się przyłączali licząc na czynienie zła bez żadnych konsekwencji), to podaliście mu rękę, na którą nie raz napluli "krytycy", bowiem kto mi pomaga, z automatu staje się złym człowiekiem. Jeśli natomiast karma nie istnieje, to miejcie świadomość że postąpiliście szlachetnie, nie daliście się oszukać kłamstwom, jesteście prawymi ludźmi. Przez lata pomagałem w wiadomo jakich sprawach. Stalking sprawił, że przestałem mieć na to czas i siłę. Mój powrót "do gry" oznacza wielu ludzi, którzy dostaną pomoc w tragedii i wiedzę jak sobie radzić w nieszczęściu. I w każdym takim pozytywnym zwrocie losu, macie swój udział. Wprawdzie pomagam ja i mnie widać/słychać, ale tylko dlatego mogę się tym zająć, bo gdy jedni chcieli mnie dosłownie wykończyć i doprowadzić do kompletnego załamania/samobójstwa (bo jaki inny może być cel wieloletniego wyzywania i niszczenia opinii?), to porządni ludzie na to nie pozwolili. Przepraszam też i jest mi bardzo przykro, że za przyjaźń ze mną wielu ludzi drogo zapłaciło. Każdy kto stawał za mną oficjalnie, był tak samo jak i ja atakowany, niszczony, wysyłano na taką osobę donosy, pisano listy do pracy, do rodziny oraz robiono wiele innych świństw. Zastraszano ludzi chcących zeznawać na moją korzyść, obrażano ich. Mam nadzieję że to się kiedyś skończy. Ze swojej strony oświadczam, że jeśli ten horror się kiedyś skończy, wrócę do tego co robię od lat - pomagam ludziom w ich nieszczęściach, wiedzę którą zdobyłem na wieloletnim bólu sprawionym mi przez bliźnich, wykorzystam by pomóc osobom w mojej sytuacji, będę pisał książki, gdzie szczegółowo będę starał się pomóc przetrwać najstraszniejsze chwile w życiu. No i będę żył, także chcąc zaznać trochę przyjemności w życiu, bo cóż warte życie bez radości od czasu do czasu? Dobranoc.
    57 points
  48. Zainspirowany (negatywnie ale jednak) wpisami Brata @Analconda i Jego podpisem postanowiłem założyć wątek, gdzie zachęcam Braci do oświecenia wspomnianego Brata i innych w temacie bycia "przegrywem". A powodem owego bycia wielkim przegranym ma być brak seksu... ?‍♂️ Poważnie myślę, iż ten post powinienem zaproponować na ścianę hańby, żeby ludzie wiedzieli, iż takie myślenie jest hańbą dla siebie samego i każdego mężczyzny. Człowieku. Napisz mi proszę CO TAKIEGO szczególnego Twoim zdaniem wygrywasz przez owo ruchanie? Przykładowo właśnie obserwowałem z okna jak dwa psy się ruchały (właściwie pies i suka) i ów pies po stosunku mi na wygranego nie wyglądał. Ja też, gdy ostatnio baraszkowałem to nie przypominam sobie aby jakiekolwiek szczególne wygrane na mnie po tym wiekopomnym wydarzeniu spłynęły. Właściwie to nawet w pamięci mi nie utkwiło 99% moich stosunków - tak dużo wygrywam w nich. Tak samo jak nie pamiętam 99% moich obiadów. Choć w sumie obiady są znacznie ważniejsze. Za to bardzo dobrze pamiętam: - narodziny moich córek - zarobioną znaczną sumę pieniędzy - rozwód - pierwszą pracę i pierwszy sukcesem zakończony projekt - otwarcie własnej firmy - pierwszą wielką porażkę - poważną chorobę i wnioski, które dzięki temu wyciągnąłem - 10 najlepszych przeczytanych książek - pierwsze wejście na górę z przyjaciółmi - kupno pierwszego samochodu za własne pieniądze - zasadzony las - pracę w polu i przy budowie domu z moim ojcem + kilka innych Powyższe to wydarzenia, dzięki którym wiele wygrałem i się nauczyłem moim zdaniem. I jakoś nie mają nic wspólnego z ruchaniem (poza córkami i rozwodem) a uważam, że właśnie dzięki nim jestem "wygrywem". Żaden z odbytych w moim ponad 40-letnim życiu stosunków nie powoduje u mnie myślenia o sobie jako o kimś wygranym. Opamiętaj się i nie karz samego siebie myśleniem, iż przegrałeś cokolwiek, gdyż nie umieściłeś dotychczas swego penisa w pochwie kobiety (bo tylko do tego się to sprowadza).
    57 points
  49. Witam Na podstawie własnych bardzo ciężkich doświadczeń oraz tego co na tym forum przeczytałem w wieeeeelu wątkach, widzę jeden jedyny schemat (i pewnie każdy go widzi) w przypadku samotnych matek związujących się z bezdzietnymi singlami (być może jest inaczej jeśli facet również ma swoje dzieci, na pewno ma doświadczenie z dziećmi, więc wie czego się spodziewać). Czy zawsze musi to tak wyglądać? 1. Jesteś bezdzietnym singlem. Poznajesz wspaniałą kobietę, zainteresowana Tobą, super charakter, super się rozmawia, jednak ona jest samotną matką, wychowuje swoje 5-10 letnie dziecko (najczęściej jedynaka). Ale to Ci nie przeszkadza, bo ona jest taka super, że chcesz ją poznać bliżej. A dziecko? Cóż, nigdy nie miałeś nic wspólnego z dziećmi na co dzień, nie wiesz jak to jest wychowywać dziecko, ale cóż - chcesz się przekonać, może nie będzie źle? Chcesz sprawdzić, przecież na tym etapie nawet o tym się nie myśli. 2. Zaczynasz się z nią spotykać. Najpierw "na mieście" (bo nie wiedziałbyś jak się zachować w domu przy jej dziecku, w końcu nie masz żadnego doświadczenia z dziećmi). Jest super, świetnie się dogadujecie, ona ma cudowny charakter, chcesz więcej! Z czasem się spotykacie u niej w domu (lub u Ciebie) w te dni gdy nie ma jej dziecka, jest w babci lub u ojca, itd. Coraz bardziej się zachwycasz tą kobietą. 3. Seks. Najlepszy na świecie. W życiu nie spotkałeś tak otwartej kobiety. Zawsze ma ochotę. Zawsze wiele razy. Zawsze wszystkie możliwe pozycje. Seks z nią nigdy nie jest nudny, nigdy nie jest przewidywalny. Lepiej trafić nie mogłeś, jesteś nią zachwycony. Dla takiego seksu zaczynasz bardziej się starać, mimo że wiesz że seks będzie dopiero w weekend (jak nie ma jej dziecka) to cały tydzień jesteś gotowy dla niej robić wszystko, poświęcając swój czas, energie i pieniądze. 4. Ona coraz więcej opowiada o dziecku. Zauważasz, że dziecko to jej oczko w głowie, jest dla niej najważniejsze - to jest naturalne i normalne, ale Ty nigdy nie miałeś doświadczenia z dziećmi, więc nigdy nie patrzyłeś na to w ten sposób. Nie wiedziałeś że ze względu na dziecko, ona natychmiast może zmienić plany, zmienić swój nastrój, stać się zła, smutna, zajęta, czy też w ogóle odwołać wszystko. Teraz to widzisz - myślisz sobie: trudno, przecież to matka, muszę się do tego dostosować, dam radę. 5. Nadal spotkania z nią są super, nadal seks jest super, ale tak jakby jest trochę go mniej. Jeszcze tego nie zauważasz, ale coraz więcej spotkań zamiast flirtu i seksu, to opowiadanie o dziecku, żalenie się że coś w szkole nie tak, że dziecko znowu choruje, że u lekarza była taka kolejka, że w sklepie dziecko nic nie chciało sobie wybrać a przecież musi mieć nowe buty i tyle godzin w sklepach spędzili, że znowu ojciec dziecka odwołał w ostatniej chwili plany że je zabiera i Twoja kobieta jest wkurzona więc nie ma nastroju. 6. No właśnie. Ojciec dziecka. Coraz częściej ona o nim mówi, widzisz że jak on odwołuje "zabranie dziecka na weekend" czy coś takiego to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie, widzisz że jak ona z nim musi się złożyć na jakiś większy wydatek dla dziecka i nie mogą się dogadać to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie. Itd. Twoje plany się zmieniają przez jakiegoś faceta którego nawet nigdy nie poznałeś. 7. Ona zaczyna wymagać, żebyś w końcu zapoznał się z jej dzieckiem bliżej. Być może już kilka razy je widziałeś, nawet może rozmawialiście przez chwilę, no ale to była taka rozmowa jak dziecka z sąsiadem czy panem w sklepie. Ona chce żeby dziecko wiedziało że jesteś jej facetem. Ty sobie myślisz - kurcze, nie sądziłem że to tak szybko, czy się sprawdzę w takiej roli? To przecież odpowiedzialna rola, jej dziecko Cię obdarzy zaufaniem, zaprzyjaźni się z Tobą. Zastanawiasz się czy na pewno dasz sobie radę, czy jesteś wystarczająco odpowiedzialny by dbać o to dziecko, przecież zupełnie nie znasz się na dzieciach, nie wiesz jakie mają potrzeby, nie wiesz nic. Ale cóż - zakładasz że ona się tego domyśla, w końcu ona ma taki cudowny charakter. Otóż nie, ona się nie domyśla Twoich obaw. 8. Kolejny dobry seks, dobre obiadki, dałeś się przekonać. Zacząłeś regularnie ją odwiedzać w domu, prawie codziennie, dziecko już Cię poznało, nawet Cię polubiło, bo się starasz być fajnym kumplem dla tego dziecka. Co prawda popełniłeś wiele błędów nie wiedząc jak się rozmawia z dzieckiem w tym wieku, jakie może mieć zainteresowania czy potrzeby, ale mimo to dziecko Cię polubiło. Ona też wydaje się zadowolona że z dzieckiem się dogadujesz jak przychodzisz na obiadki czy kolacje. Więc w te dni gdy nie ma dziecka, seks jest nadal super a nawet jeszcze lepszy, tak dobrego seksu w życiu nie miałeś a widziałeś tylko na filmach. Myślisz że jednak się ułoży. 9. Znowu Cię uderza proza życia. Teraz nie tylko ona na spotkaniach we dwoje opowiada o problemach z dzieckiem (szkoła, choroba, czy też niegrzeczne zachowanie), ale codziennie sam widzisz to na żywo. Jesteś u nich na tych obiadkach czy kolacjach, a może nawet wspaniałomyślnie wymyśliłeś wspólny wyjazd na cały dzień i widzisz jakie to dziecko jest niegrzeczne, jakie rozpieszczone, jak rządzi swoją matką czyli Twoją kobietą. Tego jeść nie będzie, tutaj nie chce iść, tego robić nie będzie, w domu podnosi głos (matka na dziecko zresztą też), no typowy rozpieszczony jedynak. Wkurza Cię to. Widzisz błędy w wychowaniu (obiektywnie patrzysz, na chłodno, więc je widzisz). Coraz częściej jesteś świadkiem ich kłótni, krzyków tego dziecka, fochów tego dziecka, wymagań tego dziecka. Widzisz jak matka (Twoja kobieta) nie daje sobie rady na co dzień z tym dzieckiem, widzisz jak ona nie ma siły, jak się wkurza i teraz rozumiesz dlaczego często przestaje mieć ochotę na seks, na flirt czy jakikolwiek romantyzm. Po paru godzinach spędzonych z nimi razem, sam też przestajesz mieć ochotę na seks, jak słuchałeś fochów i kłótni dziecka. 10. Nie wiesz co robić, ale postanawiać pomóc w wychowaniu. Jesteś w końcu odpowiedzialnym facetem, zaangażowałeś się, według Ciebie dostajesz dużo w zamian (seks i obiadki), a widzisz jak ją męczy wychowanie dziecka to chcesz pomóc. Dziecko pół dnia męczy że koniecznie chce zjeść na obiad to i to? Ok, TY pojedziesz do sklepu, niech Twoja kobieta odpocznie. Dziecko chore, a ona zmęczona? Ok, Ty pojedziesz do apteki po leki, ona niech odpocznie. Dziecko sobie przypomniało późnym wieczorem, że na jutro do szkoły potrzebuje klej i papier techniczny? Ok, Ty pojedziesz do sklepu, ona niech odpocznie bo już późna godzina. Strasznie Cię to wkurza, ale ona oddaje Ci kasę za te zakupy, więc widzisz że jest uczciwa i porządna, jedyne co Ty tracisz to paliwo i swój czas. Już zrezygnowałeś z siłowni i z biegania wieczornego, bo przecież lepiej ten czas przeznaczyć na jej dziecko. 11. Ona się przyzwyczaiła, że pomagasz przy jej dziecku. Ty nadal myślisz, że robisz to bo możesz, a nie musisz. Pewnego dnia (normalnie tak jak całe życie) postanawiasz znowu pójść na siłownię, troche to zaniedbałeś bo jej dziecko było chore, ale już wyzdrowiało więc kupiłeś sobie nowe rękawice i buty i wracasz na siłownię. Chcesz nadrobić straconą formę, też dla niej, żeby miała fajnego faceta w łóżku. Ona do Ciebie dzwoni czy przyjedziesz do nich, Ty mówisz że nie bo lecisz na siłkę. No ok, mówi z lekkim fochem. Za parę kolejnych takich razy, już nie będzie lekkiego focha a wielki FOCH. Po co tracisz czas na siłownię, jeśli w tym czasie mógłbyś być u niej pod ręką i skoczyć do sklepu po coś dla jej dziecka lub po prostu zająć się jej dzieckiem w domu, gdy ona by sobie odpoczęła? Po co Ci ta siłka? To samo gdy zamierzasz spotkać się z kumplami, czy raz na parę miesięcy wyskoczyć do innego miasta na zlot (motoryzacyjny, sportowy, biegowy, czy inny jaki lubisz i na jakich bywasz całe życie). Więc zloty też zaniedbałeś, w ogóle całe swoje hobby zaniedbałeś. Bo ona wymaga żebyś był przy jej dziecku w tym czasie, a nie jakieś głupie hobby. Zastanawiasz się dlaczego, bo jak ją poznałeś to ona była zachwycona Twoim hobby i tym że ćwiczysz, biegasz itd, a teraz to hobby stało się przyczyną Waszych kłótni. 12. Skoro tyle robisz dla jej dziecka, poświęcasz swój czas i poświęciłeś swoje hobby (już je słabo pamiętasz, wypadłeś z obiegu, nie śledzisz w necie nowości na temat swojego hobby), to uznajesz że czas jej trochę poprzestawiać sposób wychowania dziecka - na taki który ułatwi jej życie i również Tobie. Czyli trzeba przestawić jej jedynaka żeby nie był roszczeniowym księciem (lub księżniczką) a po prostu zaczął być grzecznym dzieckiem. Zaczynasz swojej kobiecie mówić po jej każdej kłótni z dzieckiem, że powinna inaczej postąpić, że powinna być konsekwentna, że nie powinna dawać dziecku wchodzić jej na głowę, że dziecko nie może rządzić w domu. Dajesz rady jak powinna się zachować, bo Ciebie też zachowanie roszczeniowego krzykliwego dziecka wkurza. Co słyszysz w zamian? "TO NIE TWOJE DZIECKO, TY NIE MASZ DZIECI, NIE ZNASZ SIĘ, NIE WTRĄCAJ SIĘ". 13. Wkurza Cię to dziecko, wkurza Cię Twoja kobieta. Seksu już prawie nie ma, bo ona wiecznie wkurzona albo na dziecko albo na Ciebie. Nadal jednak musisz (już wiesz że musisz, a nie że możesz) poświęcać czas na jeżdżenie do aptek, do sklepów, do szkoły/przedszkola, wszystko dla jej dziecka. Nie pamiętasz kiedy był ostatni romantyczny wieczór we dwoje, bo teraz nawet gdy jesteście sami (a dziecko u ojca) to ona pierze i prasuje ciuchy dziecka, a Ty pomagasz robić wycinanki z papieru kolorowego na poniedziałek do szkoły. Potem ona jest zmęczona i nie zapali świec w całym mieszkaniu do ostrego seksu, a po prostu pójdzie spać. Nie w seksownej bieliźnie, a w tym brudnym szerokim dresie bo sprzątała pokój dziecka, a że dziecko bałaganiarz i ma w dupie jej uwagi co do samodzielnego sprzątania, to sam rozumiesz że jest zmęczona. 14. Zaczynasz ją okłamywać. Potajemnie wróciłeś do swojego hobby, potajemnie spędzasz czas w internecie by znowu być na bieżąco ze swoją branżą, ze swoim hobby, z siłką i innymi rzeczami które zawsze Cię interesowały. Jakby się dowiedziała że tyle czasu znowu na to tracisz, to by się wkurzała. Dlatego ją okłamujesz. Co znaczy, że musisz kręcić gdy ona pyta co robiłeś całe przedpołudnie w niedzielę sam bez nich, a gdy Ty kręcisz to ona tym bardziej się wkurza. 15. Zastanawiasz się dlaczego jesteś z kobietą z którą już nie ma dobrego seksu, ani choćby żadnych romantycznych chwil, z którą nie rozmawiasz o wszystkim tak jak dawniej, bo teraz gadacie tylko o jej dziecku? Dlaczego Twoje weekendowe plany psuje ojciec jej dziecka, jakiś facet którego nigdy nie poznałeś, jest Ci obcy, więc nic do niego masz, ale jego zachowanie psuje nastrój Twojej kobiety i może o 180 stopni zmienić jej plan na weekend? Dlaczego musisz kłamać i w ukryciu poświęcać czas na swoje hobby, a kiedyś mogłeś się nim chwalić i wręcz opowiadać o tym jakie to hobby jest dla Ciebie ważne? I dlaczego jak jesteś zmęczony po całym dniu w swojej pracy to zamiast odpocząć, musisz jechać do pięciu sklepów po rzeczy dla dziecka? Przecież nie masz swojego dziecka... przecież nawet nie znasz się na dzieciach... przecież nie raz od niej usłyszałeś "nie wtrącaj się, to nie Twoje dziecko". Przecież... CHCIAŁEŚ TYLKO SPRÓBOWAĆ CZY DASZ RADĘ BYĆ W ZWIĄZKU Z DZIECKIEM, to miała być tylko próba, a nie decyzja że "tak, ślubuję temu dziecku wierność na całe życie". 16.. 17. 18. 19. 20... Kolejne punkty to Twoja chęć ucieczki z tego związku, Twoje próby ucieczki a jednocześnie Twoje gryzące Cię sumienie, że przecież to dziecko Cię polubiło, ze zawiedziesz dwie osoby jeśli odejdziesz, Twoje nieprzespane noce, brak energii na cokolwiek, brak nastroju, wkurzenie na cały świat i samego siebie, ogólnie męczarnia. A jej strony? Ona po prostu Ci zrobi piekło. Płacz, krzyki, telefony, smsy. Będzie Cię wyzywała od najgorszych, pisała najgorsze rzeczy o jakich nigdy byś nie pomyślał, oskarżała o rzeczy których nigdy nie zrobiłeś i byś nie zrobił. A jednocześnie będzie mówiła jak bardzo tęskni za Tobą. Albo że dziecko tęskni. A ona nie chce Cię znać. Zwariujesz i zgłupiejesz. ps. to wersja light o tych (i o mnie) którzy nie zdecydowali się na wspólne mieszkanie, bo jeśli ktoś przyjął do swojego mieszkania matkę z dzieckiem... to... sami się domyślcie... Jeszcze są tacy których ona namówiła na wspólne dziecko... zapomniałem napisać takiego punktu że w pewnym momencie związku ona zacznie Cię namawiać na wspólne dziecko...
    57 points
  50. Witam wszystkich. Trochę już zapomniałem ale 5 listopada przypadła okrągła 15 rocznica mojej wyprowadzki od mojej pierwszej żony. Z aktualną moją wiedzą na tematy damsko męskie - to co się wtedy działo to były oczywistości -ale wtedy to było przeżycie. Wierzcie mi!!! Jak to się stało? Otóż ślub w kościele brałem z moją pierwszą dziewczyną, narzeczoną i później żoną, według jej deklaracji również w jej przypadku tak było. Razem mieliśmy swój pierwszy raz.....jak w romansie. Zanim doszło do ślubu "chodzilismy" 8 lat - różnie bywało w tym okresie, ale byliśmy razem i nie było żadnych podejrzeń o zdrady. Fakt, była fochowata, potrafiła walnąć focha ze 15 razy na godzinę - ale dałem sobie z tym radę ignorując to i ucinając jej fochy. Ślub - i zlądowaliśmy mieszkać u mojej mamy. Małe mieszkanko, dwa pokoje, w jednym my a w drugim, mama. Chyba się nie cierpiały. Mama po pracy się zamykała w pokoju. Ale i to nie pomogło - zamykała się = źle. Nie zamykała się i rozmawiała = źle. Wiem, że mama święta nie była. Ale trzeba uszanować starszą osobę. Jak wracałem z pracy albo ze sklepu to małża siadała na kanapie i kazała siadać obok siebie i zaczynała: "a twoja mama...." w końcu przestałem tego słuchać. Jej rodzina była patologiczna w tym sensie, że jej ojciec pił a po piciu lał jej matkę, zresztą na trzeźwo też lał. Musieli wszyscy uciekać z domu. Co ciekawe pomimo tego że ojciec lał to matka wcale nie chciała od niego odejść i jak twierdziła bardzo go kochała (chyba wiecie dlaczego :-). Więc zależność była następująca - wszyscy musieli robić tak aby tatuś był zadowolony- bo inaczej mama dostawała baty. I mnie próbowali wciągnąć w tą zależność - ale nie dało rady tego dokonać bo pomimo młodego wtedy wieku połapałem się w tym i oświadczyłem, że swojego życia pod tatusia układał nie będę. Kto był prawdziwą zarazą to napiszę na końcu. Chociaż w jednym były teściu miał rację - kiedyś powiedział, że osiągam to co chcę i to po trupach. Chociaż ja nie uważam, żeby tak było - z tymi trupami bo staram się dobrze z ludźmi żyć do tego stopnia, że przełożony którego nienawidziłem i wiedział o tym, stał za mną murem jak trzeba było. Wracając do tematu - mieszkaliśmy razem u mojej mamy - ale spokoju nie mieliśmy bo jej matka wiecznie dzwoniła - że potrzebuje zszywacza, że alarm się w sklepie włączył, że coś coś tam .....na okrągło, bo tatuś będzie niezadowolony. Nie mogliśmy zaplanować swojego czasu - w końcu oświadczyłem że mnie nie interesują mamusi przygody bo ja chcę żyć swoim życiem. Kiedyś mamusia dzwoni że nie ma zszywacza - małża zapytała czy ją zawiozę - oświadczyłem że mnie to nie interesuje a 50 metrów obok mama ma sklep z artykułami biurowymi. Małża poszła na piechotę i wróciła po 40 minutach że zapomniała wziąć zszywacza - z nerwów, i szuka zszywacza w domu - a gdzie był? W jej torebce - także widać jaki stopień nerwicy ona miała przez tatusia bo mamusia czegoś nie zrobi. W tamtym okresie kasę trzymałem ja. Miałem jej i swoją kartę bankomatową i zbierałem na mieszkanie i to szybko szło. W końcu jak byłem na szkoleniu to małża dzwoni - gdzie kasa bo tata się będzie wieszał - bo urząd skarbowy nałoży na niego karę jak nie wpłaci. I małża była zdziwiona - że tyle kasy uzbierałem. Z tą kasą to inna przygoda - w koncu oddali - ale znów pożyczyli - i tego już nie oddali. Także więc małża - pewnego dnia oświadczyła, że wyprowadza się do mamusi. poszedłem za nią - wiedząc, że się to źle skończy - bo teściu powalony. Oczywiście szybko zmieniła bank - kasy już nie zbierała na mieszkanie - po czasie się okazało, że przyczyną jej powrotu do mamusi było to, że oni byli w długach i nie płacili za mieszkanie - a ja trzymałem kasę córeczki. Więc trzeba było do mamusi wrócić i dawać jej wszystko co się zarobiło - tak robiła małża ze swoją kasą - a potem jęczała 4 dnia miesiąca, że nie ma za co iść do fryzjera. Ja swoich pieniędzy już im nie dawałem. Przez co stałem się nagle wrogiem teściowej (a wcześniej bardzo mnie przez lata lubiła). Tak mi dała teściowa popalić, że ze stresu mi włosy wypadały i krew lała się z nosa. W końcu orzekli, że najlepiej będzie jak się wyprowadzę od nich żebym wszystko przemyślał. Dwa razy nie trzeba mi było tego powtarzać. Załatwiłem kawalerkę w pracy i przyszykowałem taktyczny odwrót. 4 listopada oświadczyłem, że się wyprowadzam. Ich miny bezcenne - nie wierzyli, że to zrobię. I tak 5 listopada, spakowałem swoje rzeczy do auta i się wyniosłem do przygotowanej kawalerki. Odżyłem. Obiecałem napisać kto był zarazą - pewnie już wiecie - że ta przemiła teściowa - to była taka walnieta potwora - że teściu nie wytrzymywał już i po prostu jej przywalał. To były czasy, że takie sprawy się trzymało w tajemnicy i jak lał znaczy że kocha najmocniej. Teściu się okazał - równym gościem acz o słabych względem swojej małży - nerwach. Jak chcecie znać dalszą cześć historii dajcie znać swoim zadowoleniem.
    57 points
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.